Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Archive for Lipiec 2010

MI i porty apelują o wkopanie odcinka gazociągu Nord Stream

Posted by Marucha w dniu 2010-07-30 (Piątek)

Jeśli konsorcjum Nord Stream nie wkopie w dno morskie ok. 4 km odcinka gazociągu na północnym torze podejściowym do Świnoujścia, to w przyszłości nie będą mogły wpływać tam statki o zanurzeniu ponad 13,5 metra – powiedział PAP szef portów Jarosław Siergiej.

Gazociąg Północny budowany na dnie Bałtyku z Rosji do Niemiec przez konsorcjum Nord Stream ma zacząć pompować gaz pod koniec 2011 roku. Rura będzie przebiegała przez wody terytorialne bądź wyłączne strefy ekonomiczne Rosji, Finlandii, Szwecji, Danii i Niemiec. Wszystkie te kraje wyraziły już zgodę na ułożenie gazociągu.

Jak wyjaśnił w czwartek prezes Zarządu Morskich Portów Szczecin i Świnoujście, inwestor wkopie rurę na postulowanym przez Polskę odcinku, jeśli zdecyduje tak niemiecki urząd w Hamburgu; inny ok. 20-kilometrowy odcinek gazociągu – na podstawie decyzji innego urzędu – zostanie wkopany. „Widzę upór lokalnych władz niemieckich w tej sprawie i nie rozumiem go” – zaznaczył Siergiej.

Federalny minister transportu i budownictwa Peter Ramsauer powiedział po spotkaniu m.in. z ministrem infrastruktury Cezarym Grabarczykiem, że poprosi o „przedstawienie sytuacji” niemieckie urzędy, a potem zajmie stanowisko.

„Pozostawienie rury na dnie spowoduje, że będziemy limitowani maksymalnym zanurzeniem statku na poziomie 13,5 metra i tylko takie jednostki będą mogły wpływać do Świnoujścia. W ten sposób odetniemy sobie drogę dla większych statków.” – podkreślał szef polskich portów. A port w Świnoujściu chce się rozwijać i ok. 2020 roku przyjmować statki o zanurzeniu 14,5 metra.

Siergiej wyjaśnił, że Bałtyk jest morzem płytkim i żeby do niego dopłynąć, trzeba przejść przez cieśniny duńskie, gdzie maksymalne zanurzenie statku wynosi ok. 15 metrów. „Mamy, więc »sufit« 15 metrów zanurzenia i mamy obecne warunki 13,2 metra zanurzenia w Świnoujściu, ale porty się pogłębiają i my też chcemy zwiększać zanurzenie dla statków do 14,5 metra” – wyjaśnił.

Pytany czy pozostawienie bałtyckiej rury na dnie będzie przeszkadzało gazowcom, gdy w 2014 roku zacznie działać terminal na gaz skroplony LNG w Świnoujściu, odparł: „gazowce w każdym przypadku będą swobodnie wpływały”. Mają one bowiem zanurzenie na poziomie 12,5 metra.

Siergiej podkreślił, że tę kwestię trzeba rozważać w perspektywie następnych 50-100 lat. „Spółka Nord Steram ani razu nie odpowiedziała na pytanie, co się stanie z rurociągiem po 50 latach. Są dwa scenariusze: albo go ktoś usunie, albo oceni, że jest to nieopłacalne i pozostawi go na dnie.

Jak zapewnił minister infrastruktury Cezary Grabarczyk, jego resort nie tylko popiera port w tej sprawie, ale podejmuje własne działania, „aby nie dopuścić do zamknięcia perspektywy rozwojowej zespołu portowego Szczecin i Świnoujście”.

„Nie można powodować sztucznych barier, które utrudnią żeglugę i stworzą zagrożenie. Miały miejsce w przeszłości przypadki, że gazociąg został uszkodzony, a tu mamy zdefiniowaną kolizję toru wodnego i gazociągu” – podkreślił Grabarczyk. „Ta kolizja musi być rozwiązana w sposób gwarantujący bezpieczeństwo żeglugi. Musimy także brać bezpieczeństwo ekologiczne” – dodał.

W tym kontekście przytoczył katastrofę ekologiczną związaną z wyciekiem ropy w zatoce meksykańskiej. „Nie chcemy, żeby przy polskim i niemieckim brzegu dokonała się podobna katastrofa” – dodał.

Ponadto, jak przypomniał Grabarczyk, zgodnie z dyrektywą UE port w Świnoujściu będzie portem schronienia dla każdego statku, który znajdzie się w niebezpieczeństwie. „Wówczas nikt nie będzie zwracał uwagi na zanurzenie, tylko będzie podejmował działania zmierzające do ochrony ludzkiego życia” – zaznaczył. Polski minister ma nadzieję na porozumienie ze stroną niemiecką w tej kwestii.

Niemiecki minister transportu zapewnił, że ma „wielkie zrozumienie dla argumentacji strony polskiej”.

„Poprosiłem właśnie o bardzo szczegółowe wyjaśnienie wszystkich kwestii i mam już pewne rozeznanie co do długofalowych planów związanych z portem w Świnoujściu” – powiedział Ramsauer. „Zobowiązałem się do tego, że poproszę o dokładne przedstawienie sytuacji nasze urzędy i potem zobaczymy, jakie zajmiemy stanowisko” – dodał.

Za Onet.pl

Niech Niemcy zakopią rurę

Niemcy nie przejmują się dostępem do portów w Szczecinie i Świnoujściu, bo jak na razie ani myślą zakopywać w dnie morskim gazociąg Nord Stream. Spółka zarządzająca rurociągiem uważa, że nie ma takiej potrzeby, a niemiecki rząd próbuje grać na zwłokę.

Zarząd portów Szczecin – Świnoujście od dawna apeluje do Niemców i Rosjan, aby na odcinku czterech kilometrów – nad torem podejściowym do portów – gazociąg został wkopany w dno morskie. Inaczej do Świnoujścia nie będą mogły w przyszłości wpływać statki o zanurzeniu ponad 13,5 metra. Na razie taka głębokość toru wodnego jest wystarczająca, ale w przyszłości nasze porty na zachodnim wybrzeżu chciałyby przyjmować statki o większej ładowności i o zanurzeniu około 14,5 metra.

W tej sprawie, jak już wcześniej informowaliśmy na łamach „Naszego Dziennika”, były wysyłane wnioski polskiej administracji morskiej i rządu do odpowiednich urzędów za zachodnią granicą. Ale Niemcy jak na razie nie chcą przystać na nasz wniosek i twierdzą, że gazociąg nie będzie zagrażał żegludze – stanowisko właścicieli rurociągu i urzędników jest identyczne. Na niewiele zdały się też bardzo dobre relacje, jakie łączą rządy polski i niemiecki. Nieoficjalnie słychać opinie, że przy okazji budowy Nord Streamu Niemcy chcieliby osłabić polską konkurencję dla swoich portów, głównie Rostoku.

Sprawa utknęła i nie posunęły jej do przodu także rozmowy ministra infrastruktury Cezarego Grabarczyka z federalnym ministrem transportu i budownictwa Peterem Ramsauerem. Grabarczyk przedstawił polskie stanowisko w sprawie budowy gazociągu, ale praktycznie nic nie uzyskał. Minister Ramsauer zadeklarował jedynie, że poprosi odpowiednie niemieckie urzędy o przedstawienie sytuacji związanej z Nord Streamem i na ich podstawie zajmie swoje stanowisko. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że jest to kolejny element gry Niemców na zwłokę, bo jeśli ruszy układanie rury nad torem podejściowym do Świnoujścia, to sprawa będzie już rozstrzygnięta.
KL

Za „Naszym Dziennikiem” 30.07.2010

Od admina:
Prawda jest taka, że Rosjanie chcieli ominąć Ukrainę i zwrócili się do Polski, aby puścić gazociąg przez terytorium Polski. Nasi mężykowie stanu odmówili, bo chcieli być – szlag mnie trafi – „solidarni z Ukrainą”. Ukraina i tak nas w końcu olała a my, mając nadal możliwość podłączenia się do Nord Stream, zaczęliśmy się stawiać, jak ratlerek buldogowi. W związku z czym mamy wyżej opisany problem.

Posted in Gospodarka, Polityka | 2 Komentarze »

Katastrofa, której nie było

Posted by Marucha w dniu 2010-07-29 (Czwartek)

W 10 kwietnia 2010, w Smoleńsku nie było żadnej katastrofy samolotu TU – 154M 101 z prezydentem Lechem Kaczyńskim oraz cala tzw „delegacja katyńska” na pokładzie. Załoga samolotu, prezydent, osoby towarzyszące, w sumie – umownie – 96 osób zostało zamordowane lub zaginęły w Polsce, a nie w Rosji.

Był to krwawy zamach stanu z ofiarami osób całkowicie postronnych.

„Katastrofa smoleńska” była jedynie aranżacją medialną, mającą na celu wykluczenie śledztwa z terenu Polski i urządzenie jakiejś farsy w Rosji. To celem ukrycia tego faktu – zamachu stanu z użyciem siły i masowym skutkiem śmiertelnym postronnych osób.

„Katastrofa smoleńska” była jedynie manipulacją „okrągłego stołu” – nowym rozdaniem stołków. Jak za komuny lub później dopuszczano się skrytobójstw mających na celu właściwe uformowanie zestawu osobowego strony opozycji, która w składzie odpowiednich person miała układać się z bandziorami, tak teraz należało dokonać gruntowniejszej korekty tego składu. I tak się stało.

Nowością są tylko dwa nowe elementy tej techniki okrągłostołowej: podłączenie do gry Rosji i masowość zabójstw. Rosja jest wyeksponowana w tym zamachu, a nie jest świadectwo jej siły lub roli głównej ale słabości i głupoty. ZSRR nie dał się wmieszać bandycie Jaruzelskiemu w krwawe jatki w Polsce – bo ZSRR był bardziej odpowiedzialny i ludzki niż dzisiejsza Rosja, która jest słaba i chodzi na smyczy „określonych sił na Zachodzie”.

Obrazy medialne oraz ogólny charakter informacji nt. rzekomego zdarzenia , którego nie było, zdołały swą olbrzymią nawałą informacji zagłuszyć racjonalne spojrzenie na wypadki związane katastrofą. Do nawały gigantycznego zagłuszania włączono „tydzień żałoby” , gdzie w akompaniamencie ustawicznie nadawanego neurotycznego fragmentu muzyki maglowano w koło fakty będące relacjami z relacji. W trakcie tego zacierano fakty niewygodne, a podrzucano sfabrykowane. Prezydenta przywieziono w zalutowanej trumnie. Pochowano go bez sekcji zwłok w Polsce i identyfikacji ze strony uprawnionych przedstawicieli władzy państwowej. Aby i to kolejne przestępstwo zamaskować, ustalono pochówek na Wawelu, który swymi kontrowersjami w kolejny już raz odwrócił uwagę od istoty problemu.

Powiedzmy dobitnie raz jeszcze, tam w „katastrofie smoleńskiej” żadnych faktów „lotniczych” nie ma. Nie ma dowodów na to, że samolot leciał i rozbił się w lesie koło lotniska w Smoleńsku. Tam nie było katastrofy nie było też i zabitych w tej katastrofie.
Czytaj resztę wpisu »

Posted in Polityka | 53 Komentarze »

Co nowego na froncie walki z globalnym ociepleniem

Posted by Marucha w dniu 2010-07-29 (Czwartek)

Naukowcy: każda kolejna dekada jest cieplejsza

Każda kolejna dekada jest cieplejsza od poprzedniej, począwszy od lat 80 – przekonują naukowcy z USA. Topniejące lodowce, wzrost wilgotności powietrza i inne wskaźniki dowodzą, że nie da się zakwestionować faktu globalnego ocieplenia.
W raporcie „Stan klimatu w 2009 roku” Amerykańska Narodowa Służba Oceaniczna i Meteorologiczna powołuje się na prace 330 naukowców z 48 państw.

Na tej podstawie podaje 10 wskaźników pokazujących ocieplanie się klimatu: wyższe temperatury na obszarach lądowych; wzrost temperatury nad oceanami; wyższe temperatury w warstwie troposfery (najniższa i najcieńsza warstwa atmosfery), która decyduje o zmianach pogody i klimatu; cieplejsza woda na powierzchni mórz i oceanów; wzrost temperatury wód w głębi mórz i oceanów; wzrost wilgotności powietrza; wyższy poziom wody w oceanach; zmniejszenie powierzchni zamarzania mórz i oceanów; kurczenie się lodowców; zmniejszanie się pokrywy śnieżnej.

Raport ukazuje się w chwili, gdy demokratyczna większość w amerykańskim Senacie odsunęła co najmniej do września podjęcie jakiejkolwiek ustawowej próby hamowania zmian klimatycznych. Według agencji Reuters jest mała szansa na to, że tego rodzaju zmiany prawne zostaną wprowadzone w USA w tym roku.

(TSz) Za Onet.pl

„Naukowcy z USA” w oczach admina stają się równie wiarygodni, co swego czasu naukowcy radzieccy, krzyżujący ogórka z drutem kolczastym. Niestety, ich bełkot jest powszechnie akceptowany nawet przez ludzi, którzy posiadają maturę i powinni coś tam wiedzieć o okresach geologicznych. – admin

Posted in Różne | 4 Komentarze »

Co nowego na froncie walki ze „świńską grypą”?

Posted by Marucha w dniu 2010-07-29 (Czwartek)

Czy ty też dałeś z siebie zrobić idiotę?

Światowa Organizacja Zdrowia WHO (a konkretnie tzw. Emergency Committee) nie ma żadnych planów, by zalecić odwołanie słynnej „pandemii świńskiej grypy” czy choćby obniżyć wskaźnik zagrożenia tą pandemią. Tak stwierdził rzecznik WHO, Gregory Hartl, w odpowiedzi na zadane mu przez telefon pytanie.

Obecnie wskaźnik zagrożenia ową pandemią znajduje się na najwyższym, szóstym poziomie. Oznacza to, iż w ramach walki z pandemią dopuszcza się zarówno masowe, przymusowe szczepienia, jak i przymusową kwarantannę a nawet wprowadzenie stanu wyjątkowego.
http://www.globalresearch.ca/index.php?context=va&aid=14543

Jak pamiętamy, WHO stało się obiektem ostrej krytyki za ogłoszenie stanu globalnej pandemii z powodu mającej łagodny przebieg „świńskiej grypy”. Raport Paula Flynna dla Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy (Council of Europe Parliamentary Assembly) konkludował, iż ogłoszenie pandemii przez WHO odbyło się pod wpływem firm farmaceutycznych, które dzięki temu mogły sprzedać ogromne ilości szczepionek.
Dodajmy, że WHO uprzednio zmieniła definicję pandemii, aby móc ją dopasować do świńskiej grypy, że WHO jest subwencjonowana głównie przez wielkie koncerny farmaceutyczne oraz że tzw. szczepionki nie były odpowiednio wytestowane a nawet zawierały szkodliwe dla człowieka substancje.

Tymczasem brytyjska agencja rządowa, która zajmowała się problemem świńskiej grypy, zostanie zamknięta – podobnie jak kilka innych agencji powiązanych z planowaniem i kontrolą opieki zdrowotnej. Oficjalnym powodem są oszczędności.

Holandia natomiast niszczy ponad 17 milionów szczepionek, których termin ważności zbliża się do końca i których nie można odprzedać. Rząd holenderski zakupił 31 milionów szczepionek przeciwko A(H1N1), z czego zużyto 11 milionów.

Za http://birdflu666.wordpress.com/
Ostrzegamy przed stroną http://www.theflucase.com/. To NIE JEST witryna Jane Burgermeister.

Posted in Różne | 3 Komentarze »

Do Watykanu tylko w godnym stroju

Posted by Marucha w dniu 2010-07-29 (Czwartek)

Zdaje się, że Benedykt XVI postanowił skończyć z tolerancją i ukrócić chamstwo turystów, zwłaszcza amerykańskich (ale i polskich!), nie mających elementarnej kindersztuby. – admin

Krótkie spodnie i odsłonięte ramiona dotychczas uniemożliwiały wejście do Bazyliki św. Piotra. Teraz, strój nie przystający do charakteru miejsca nie przejdzie na całym terenie należącym do Stolicy Apostolskiej.

Zbyta skąpo ubranych straż zatrzymuje już przy bramie św. Anny.

W krótkich spodenkach i z odsłoniętymi ramionami nie będzie można teraz wejść również do watykańskiej apteki, która jest praktycznie otwarta dla wszystkich. Strój, a w zasadzie jego brak stanie też na przeszkodzie wstępu do supermarketu znajdującego się na terenie Stolicy Apostolskiej.

Watykan zapowiada, że konsekwentnie będzie pilnował, by tych standardów przestrzegano na całym terenie. Jak informuje włoska agencja Ansa, Gwardia Szwajcarska przy bramie świętej Anny, zatrzymuje wszystkie zbyt skąpo ubrane osoby.

Korzystają z tego właściciele okolicznych sklepów z dewocjonaliami, które oferują jednorazowe okrycia, dostosowane do watykańskich wymagań. Ceny spodni, czy chust na ramiona mają się zaczynać od 3 euro.

maj/TVP/ANSA, za Bibula.com

Posted in Kościół/religia | 6 Komentarzy »

Niech sobie każdy wyciągnie wnioski

Posted by Marucha w dniu 2010-07-29 (Czwartek)

Siedem osób uratuje internet w razie katastrofy

Pięć z siedmiu specjalnie wybranych osób ma w swoich rękach cały internet, jeśli dojdzie do globalnej sieciowej katastrofy. „Klucze” do internetu są zapisane na siedmiu kartach, które dają uprawnienia do ponownego uruchomienia sieci World Wide Web – podaje serwis internetowy gizmodo.com

Podstawowym założeniem jest to, że w przypadku katastrofy, DNSSEC (nazwa domeny bezpieczeństwa systemu) może być uszkodzona lub naruszona. Bylibyśmy wówczas pozbawieni sposobu na sprawdzenie, czy adres URL jest skierowany do właściwej strony.

Co się stanie, gdy posiadacze tych kart będą zmuszeni do działania?

Co najmniej pięć z siedmiu kart, które rozmieszczone są po jednej w Wielkiej Brytanii, USA, Burkina Faso, Trynidadzie i Tobago, Kanadzie, Chinach i Republice Czeskiej, musiałoby znaleźć się wraz z właścicielami w amerykańskiej bazie, aby ponownie uruchomić system i podłączyć wszystko od nowa.

Co najmniej pięć osób jest potrzebnych, gdyż każda z kart zawiera tylko ułamek kodu do odzyskiwania klucza, który pozwoliłby na restart sieci. Oznacza to, że nie ma możliwości aby jedna osoba posiadała wszystkie uprawnienia do „zarządzania” internetem na świecie.

Gizmodo to serwis poświęcony gadżetom i nowym technologiom.

Za onet.pl

Krótki komentarz: oprócz tych siedmiu osób istnieje oczywiście bliżej nieokreślona liczba autorów tego systemu bezpieczeństwa, którym żadne karty nie są do niczego potrzebne. – admin.

Posted in Różne | 5 Komentarzy »

Jak za Stalina i Bieruta

Posted by Marucha w dniu 2010-07-29 (Czwartek)

Komorowski zawiśnie w każdej ambasadzie

Jeśli tak dalej pójdzie, to już niedługo żadna państwowa uroczystość nie będzie mogła się odbyć bez eksponowania, jak za czasów rządów komunistycznych aparatczyków, olbrzymiego portretu prezydenta Bronisława Komorowskiego. Na razie twarz Bronisława Komorowskiego – z urzędu – „zdobić” ma każdą polską ambasadę.

Czy Bronisław Komorowski pozazdrościł Bolesławowi Bierutowi i Władysławowi Gomułce, a może Kim Ir Senowi, którego portrety miały obowiązkowo wisieć w mieszkaniach każdego Koreańczyka z Północy? Pierwszy krok w celu dorównania „wybitnym” budowniczym komunizmu może zostać uczyniony już wkrótce. Od 6 sierpnia, czyli od dnia zaprzysiężenia prezydenta Bronisława Komorowskiego, jego portrety zawisnąć mają w każdej polskiej ambasadzie. Inicjatywę potwierdził na antenie TVP Info minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. –

Nowa kadencja to zawsze czas nowych zwyczajów i ustanawiania precedensów – powiedział minister Sikorski. Szef MSZ stwierdził, iż sądzi, że tak jak Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Norwegia, Niemcy, Hiszpania, czyli „wszystkie te kraje, z którymi się porównujemy, mają taki zwyczaj, że głowa państwa jest eksponowana za granicą”, tak też i my taki zwyczaj powinniśmy wprowadzić.
Minister dodał, że kwestia eksponowania portretów prezydenta jest przedmiotem ustaleń między Kancelarią Prezydenta a MSZ. W tej sprawie Sikorski zdaje się już jednak podjął daleko idące działania.

Portal internetowy wPolityce.pl opublikował służbową notatkę zatytułowaną „Pilna notatka dla Pana Ministra Radosława Sikorskiego w sprawie wywieszania portretu prezydenta RP w polskich placówkach zagranicznych”. Notatkę 21 lipca wystosował do szefa MSZ dyrektor Departamentu Prawno-Traktatowego w tym resorcie Remigiusz Henczel. Jak wynika z jej treści, notatka powstała w odpowiedzi na wcześniejsze dyspozycje ministra Sikorskiego. Czytamy w niej: „W związku z poleceniem przygotowania propozycji działań dotyczących wyeksponowania w przedstawicielstwach dyplomatycznych i urzędach konsularnych wizerunku głowy państwa, uprzejmie informuję, że w przeszłości oficjalne zdjęcia Prezydenta RP były przekazywane do polskich placówek przez Kancelarię Prezydenta RP, która odpowiada za wizerunek głowy państwa. Przesyłki były rozsyłane do adresatów za pośrednictwem MSZ. Stosowne pismo zawierało prośbę Kancelarii Prezydenta RP o godne wyeksponowanie zdjęć oraz zgodę na ich wykorzystywanie do celów promocyjnych. Sugeruję wykorzystanie powyższej praktyki przy realizacji obecnej inicjatywy”.
Dalej dowiadujemy się, że „(…) nie wydaje się konieczne tworzenie zarządzenia Ministra Spraw Zagranicznych dla osiągnięcia zamierzonego celu. Fakt ekspozycji zdjęcia głowy państwa wpisuje się bowiem w statutowe zadania placówek polegające na promocji państwa, w tym na promowaniu wizerunku jego najwyższego organu”.
W dalszej części notatki czytamy o kolejnych krokach, które umożliwiają finalizację pomysłu wywieszenia portretów prezydenta w każdej ambasadzie, a więc „MSZ powinno najpierw wystąpić do Kancelarii Prezydenta w celu ustalenia szczegółów dotyczących przygotowania i przekazania do MSZ oficjalnych, oprawionych fotografii prezydenta”, a następnie minister spraw zagranicznych powinien wydać polecenie wywieszenia oficjalnego wizerunku głowy państwa wraz z załącznikiem określającym zasady ekspozycji.

Artur Kowalski, Nasz Dziennik 29.07.2010

Posted in Różne | 10 Komentarzy »

Stara – nowa koalicja medialna

Posted by Marucha w dniu 2010-07-29 (Czwartek)

Książę Salina – bohater znakomitej książki Giuseppe Tomasiego di Lampedusy “Lampart” – mawiał, że trzeba bardzo wiele zmienić, by wszystko zostało po staremu. Miał na myśli tak zwane rewolucyjne zmiany po przyłączeniu Sycylii do jednoczących się Włoch. Niby porządek polityczny i społeczny się wówczas zmienił, ale pozostały te same mechanizmy władzy i ludzkie zachowania. Spostrzeżenie Saliny jest uniwersalne i pasuje jak ulał do ostatnich zmian w mediach w Polsce.

Jak ćwierkają wróble na dachu, powstała nowa-stara koalicja medialna PO – SLD – PSL. Trwają jeszcze targi, ale już mniej więcej wiadomo, jaki będzie nowy skład Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, a niedługo wejdzie w życie nowelizacja ustawy, która umożliwi zmianę rad nadzorczych oraz zarządów w mediach publicznych, czyli ich depisyzację. Uzależnienie mediów od polityków jest możliwe dzięki niezmiennej od zarania III RP – mimo wielu nowelizacji – filozofii ustawy o radiofonii i telewizji. Jej istota polega na stworzeniu układu, który obrazowo można porównać do klocków domina. Wprawiony w ruch pierwszy klocek (decyzja prezydenta, Sejmu i Senatu o tym, kto ma zasiadać w KRRiT, a więc przeniesienie do tego gremium parytetów partyjnych) popycha drugi klocek (wyłonienie rad nadzorczych w mediach publicznych), ten zaś następny klocek (ukształtowanie zarządów w telewizji i spółkach radiowych) i następny (dyrektorzy odpowiedzialni za program).

Zasada domina w majestacie prawa legitymizuje praktykę upartyjniania mediów publicznych. To dzięki zasadzie domina w latach dziewięćdziesiątych i na początku obecnej dekady doszło do dominacji w obszarze regulacji rynku medialnego w Polsce osób kojarzonych z trzema partiami: z Lewicą, Unią Wolności i PSL. Te środowiska, korzystając ze wsparcia okopanych od czasów PRL fachowców, tworzyły system medialny w III RP zgodnie z własnymi interesami partyjnymi, politycznymi i biznesowymi. Dzieliły się wpływami w mediach publicznych, miały decydujący wpływ na proces koncesyjny i rozdział częstotliwości.

W grudniu 2005 roku dokonano zmian, które umożliwiły wejście do KRRiT osób utożsamianych z ówczesną koalicją rządzącą, czyli z PiS, Samoobroną i Ligą Polskich Rodzin. Wówczas “stara” koalicja medialna i zaprzyjaźnione z nią media okrzyknęły to zamachem na media publiczne. Trzeba przyznać, że ten okres dla Telewizji Polskiej nie był najlepszy: oznaczał chaos organizacyjny, brak spójnej koncepcji programowej i kilku prezesów na przestrzeni ostatnich 5 lat oraz wiele przetasowań, a ostatnio nawet koalicję z lewicą. Gdy jednak roztropni ludzie przestrzegali polityków PiS przed koalicją z SLD, padało Makiaweliczne stwierdzenie: “cel uświęca środki”, gdyż chodziło o dysponowanie telewizją na czas ważnych kampanii. Wybory prezydenckie nie zostały wygrane, a reputacja partii programowo walczącej z “układami” została bardzo nadszarpnięta. Od początku było wiadomo, że Lewica dzięki sojuszowi medialnemu z Prawem i Sprawiedliwością lewaruje swoją pozycję względem PO i prędzej czy później dogada się z partią rządzącą oraz weźmie aktywny udział w podziale tortu medialnego. Tym bardziej że już niedługo w Polsce nastąpią zmiany technologiczne (cyfryzacja), które na nowo określą podział stref wpływów.

Już gołym okiem widać, że po okresie “burzy i naporu” wszystko “wraca do normy”. Została odbudowana stara koalicja medialna tworzona przez osoby kojarzone z niegdysiejszą Unią Wolności (dziś PO), SLD i PSL. Sojusz, który najwięcej skorzystał na PO-PiS-owej wojnie, wspomoże Platformę w odbijaniu mediów publicznych, ale oczywiście nie za darmo, tylko za dwóch członków KRRiT. W ramach kontraktu nastąpi podział wpływów w Telewizji Polskiej: TVP 1 dla PO, TVP 2 dla SLD, a część ośrodków regionalnych dla PSL. Wiązany z PiS prezes TVP SA co prawda teraz przestrzega, że nastąpi “stuprocentowe upolitycznienie Telewizji Publicznej”, ale co z tego? Zgodnie z zasadą księcia Saliny trzeba wiele zmienić, by wszystko zostało po staremu.

Jan Maria Jackowski
Nasz Dziennik, 24. – 25.07. 2010

Publiczne media mają jedną zaletę. Można zawsze mieć nadzieję (niechby i ułudną), że gdy zmienią się na lepsze rządy w Polsce, zmienią się na lepsze i media. Natomiast wszystkie „media prywatne”, te tefałeny, polsaty, którymi zachwycali się liberałowie, to – powiedzmy szczerze – kupa żydowskiego łajna. I nikt tego nigdy nie zmieni. – admin

Posted in Me(r)dia | 1 Comment »

Komentarz Andrzeja Szuberta na temat przedawnienia sprawy Grzegorza Przemyka

Posted by Marucha w dniu 2010-07-28 (Środa)

Przedawnienie zbrodni komunistycznej – zabójstwa Grzegorza Przemyka
Czyli jak nas obca agentura robi w konia.

Me(n)dia podały skandaliczną wiadomość o przedawnieniu sprawy dotyczącej bestialskiego zamordowania przez ZOMO-wców w 1983 roku Grzegorza Przemyka. Nie jest to jedyna tego typu skandaliczna postawa tzw. wymiaru sprawiedliwości polskiego baraku Unii. Ile lat trwało śledztwo ZOMO-wców – morderców z „Wujka” – i jak śmiesznie niskie wyroki dostali? A niemożność ukarania sprawców stanu wojennego? A zamataczone śledztwo w sprawie prawdziwych przyczyn i prawdziwych zleceniodawców zabójstwa ks. Jerzego Popiełuszki? A dziesiątki innych politycznych zabójstw z okresu PRL? A zabójstwa polityczne w tzw. III RP? Od sprawy Michała Falzmana poprzez sprawę gen. Papały po serię podejrzanych „samobójstw” w sprawie Krzysztofa Olewnika? Czy wreszcie kompletne wyciszenie sprawy domniemanego samobójstwa dyrektora generalnego kancelarii Tuska – Grzegorza Michniewicza?
http://www.polskatimes.pl/aktualnosci/201605,nie-zyje-dyrektor-generalny-kancelarii-premiera-grzegorz,id,t.html

Jeśli kontrolowane przez agenturę nowych „strategicznych sojuszników” polskiego baraku media (TVP jest tak samo agenturalna jak GW) nagłaśniają sprawę przedawnienia zabójstwa Grzegorza Przemyka – nie robią tego bez powodu!

Ale najpierw musimy znaleźć odpowiedź – czyją agenturą są tak naprawdę „nasze” media?

Czy „nasze” media informują nas o stanie zażydzenia USA?
http://dariuszratajczak.blogspot.com/2009/01/amerykaska-pita-kolumna.html
http://judeopolonia.wordpress.com/2010/05/20/usa-pod-okupacja-zydowska-henryk-pajak/

Czy „nasze” media piszą prawdę o zamachach na WTC i Pentagon?
http://www.youtube.com/watch?v=JUpLVnzMsog&feature=related
http://www.youtube.com/watch?v=PZ4BCIJOg1I&feature=related

Czy „nasze” media potępiały i potępiają bandycką agresje NATO na Serbię?
http://grypa666.wordpress.com/category/balkany/

Abo też, czy potępiają zbrodnicze okupacje (pod wyssanymi z palca powodami) Afganistanu i Iraku?

Czy „nasze” media informują nas o trwającym już od wieku największym oszustwie finansowym i okradaniu całego świata, rządów, państw i narodów przez światową lichwę znajdującą się w rękach żydowskich bankierów?
http://video.google.com/videoplay?docid=-1887591866262119830#

Czy „nasze” media informują nas o dorocznych spotkaniach światowej elity w założonych z inicjatywy żydowskich bankierów grupach Bilderberga czy Komisji Trójstronnej?

Czy „nasze” media informują nas o masonach i iluminatach?
http://www.iluminaci.pl/

Czy „nasze” media informują nas, kto za masonami stoi?
http://judeopolonia.wordpress.com/2010/07/23/kabala-a-wtajemniczenie-masonskie/

Czy „nasze” media informują nas o syjonistycznej loży B’nai B’rith serdecznie powitanej przez Lecha Kaczyńskiego? [Dodajmy – i przyjmowanej z honorami przez Jana Pawła II w Stolicy Apostolskiej. – admin]
http://www.prawica.net/node/8458

A także o powiązaniach z nią bliskiego współpracownika Komorowskiego?
https://marucha.wordpress.com/2010/04/29/bliski-wspolpracownik-bronislawa-komorowskiego-kieruje-zydowska-loza/

Czy „nasze” media przyznały kiedykolwiek, że NKWD było narzędziem żydobolszewickiego terroru, a winę za Katyń ponosi żydowsko-gruzińska mafia rządząca w czasach Stalina w ZSRR?

Po tych kilku przykładach wyraźnie widać, w czyich rękach „nasze” media faktycznie się znajdują.

Wracam do sprawy skandalicznego przedawnienia zabójstwa Grzegorza Przemyka. Najpierw jednak przypomnę kilka istotnych faktów.

W latach 1997-2001 rządziła w tzw. III RP AWS. Co zrobiła wówczas rzekomo solidarnościowa Akcja Wyborcza w sprawie procesu morderców Grzegorza Przemyka? NIC!!!
A Największy Polski Patriota Lech Kaczyński pełnił wtedy, od czerwca 2000 do lipca 2001, funkcję ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego. I co zrobił ten Największy Polski Patriota w tej sprawie? NIC!!!
Zasłynął natomiast wstrzymaniem ekshumacji w Jedwabnem, aby żydostwo nadal mogło kolportować jego wersję pogromu!

Dalej…

Rządy PiS trwały ciut ponad dwa lata – od listopada 2005 do listopada 2007. W tym czasie Jeden Bliźniak był prezydentem, a Zapasowy Bliźniak od lipca 2006 do listopada 2007 był premierem. Co zrobił tandem Największych Patriotów Tysiąclecia w tej sprawie – NIC!!!

Nie mieli czasu, bo zajęci byli robieniem dywersji przeciwko koalicjantom z Samoobrony i LPR, aby zgodnie z uzgodnieniami z fundacji „filantropa” Sorosa zepchnąć te partie na margines „wykluczonych”.
http://wsercupolska.org/joomla/index.php/warto-przeczyta/6-warto-przeczytac/2340-jozef-bizo-pis-w-fundacji-batorego-georgea-sorosa.html

Przy okazji rozwaliło PiS WSI usuwając z wojskowego wywiadu wszystkich, którzy nie przeszli na agenturalną służbę u nowych „strategicznych partnerów” – USA i Izrael.

Od lat jesteśmy przez polityków z PiS i wielu tzw. niezależnych i patriotycznych publicystów okłamywani i ogłupiani domniemanymi wpływami, pozostającej rzekomo pod kontrolą rosyjskiej razwiedki, agentury SB. Zgodnie z uprawianą przez nich propagandą za panujące zło w Polsce odpowiada agentura SB i kierujący nią z Kremla zimny czekista Putin.

Warunkowo prawdziwy jest jedynie pierwszy człon tego stwierdzenia (za panujące zło w Polsce odpowiada agentura SB). Ale tylko warunkowo – ponieważ już w 1989 roku komuchy przewerbowały się na proeuropejskość i proamerykańskość. Symbolem tego był komuch Kwaśniewski-Stolzman pchający Polskę do NATO i do Unii, popierający antyrosyjską „pomarańczową rewolucję” agenta USA Juszczenki i jeżdżący do USA na wykłady i odczyty. Komuchy gardłowały za traktatem lizbońskim. Nie zaprotestowały komuchy przeciwko „tarczy” wymierzonej przeciw Rosji, ani nie zaprotestowały komuchy przeciwko stacjonowaniu w Polsce amerykańskiej jednostki wojskowej. Przeciwko tajnym więzieniom CIA też komuchy nie protestowały.

O przewerbowaniu się agentury SB na proamerykanizm i prounijność świadczą wyraźnie kariery byłych SB-ków i ich agentów.

Były SB-ek Czempiński robił karierę w III RP jako szef UOP. Otrzymał też z rąk zbrodniarza Busha wysokie oznaczenia CIA, któremu służył on po przewerbowaniu się ciałem i duszą. Tylko dlatego zresztą mógł być szefem UOP.

A były agent SB, Jerzy Buzek, TW „Karol”, przewerbowany na prounijność i proamerykańskość został nawet szefem fasadowego parlamentu faszystoidalnej Unii.

Tak wygląda więc nasza unijno-barakowa rzeczywistość – naszym barakiem rządzi agentura USA, Unii i Izraela. Do niej zaliczyć należy, obok nadzorujących nasz barak byłych nieagentów SB także wszystkich przewerbowanych byłych agentów SB jak i przewerbowanych samych SB-ków. Kto się nie przewerbował, nie miał szans na karierę i wypadał z obiegu.

Jedną z najważniejszych metod ogłupiania polactfa jest utrzymywanie przez zażydzony PiS i jego miłośników-publicystów fikcji domniemanych wpływów sterowanej z kremla prorosyjskiej agentury.

Aby fikcja była wiarygodna celowo i świadomie pozostawiono szereg bulwersujących i oddziałujących na nasze emocje zbrodni bolszewii nie wyjaśnionych, bądź celowo i świadomie nie ukarano sprawców.

Zrobiono to – powtarzam – celowo i świadomie!

Bo tylko wtedy PiS, oraz żydowska, amerykańska i unijna agentura wpływu wspomagana użytecznymi idiotami (media i publicyści) mogą nam wmawiać, że w naszym niesuwerennym, gnojonym przez Unię baraku rzekomo rządzi Grupa Trzymająca Władzę, kierowana rzekomo przez kiszczakowców i jego przełożonych na Łubiance i na Kremlu.

Tylko, gdyby Ruskie rzeczywiście mieli takie wpływy w naszym baraku, to niedobitki naszej armii nie podlegałyby pod NATO, a obcą jednostką wojskową u nas byłaby jednostka rosyjska a nie amerykańska. Mielibyśmy też tajne więzienia KGB a nie tajne więzienia CIA (których sprawę medialna agentura wpływu błyskawicznie wyciszyła).

Jeszcze nie raz media nagłośnią tę czy inną skandaliczną sprawę z podtekstem wskazującym na nadal istniejące u nas rzekome wpływy prorosyjskiej agentury. Ogłupione polactfo uwierzy w te grubymi nićmi szyte medialno/polityczne manipulacje. Będziemy pomstować na Ruskich, a żydostwo będzie z zadowoleniem zacierać ręce i dalej będzie bezkarnie szabrować polski barak Unii.

Andrzej Szubert, http://fronda.pl/andrzej_szubert/blog/

Admin obiema rękami podpisuje się pod (niejednokrotnie już tu sformułowaną) diagnozą, która w ostrzejszej wersji brzmi: jeśli ktoś uważa, że w Polsce rządzi agentura rosyjska, to albo jest niespełna rozumu, albo jest płatnym prowokatorem agentury judeo-amerykańskiej lub judeo-niemieckiej. Mówić o jakichkolwiek znaczących wpływach agentury rosyjskiej w kraju, który jest całkowicie – politycznie, militarnie i gospodarczo – podporządkowany „Zachodowi”, który został przez tenże Zachód ograbiony i którego ok. 80% praw powstaje w Brukseli, może tylko patentowany dureń albo agent.

Posted in Polityka | 78 Komentarzy »

MŚ: są koncesje na poszukiwanie gazu łupkowego, nie na wydobycie

Posted by Marucha w dniu 2010-07-28 (Środa)

Są koncesje na poszukiwanie gazu niekonwencjonalnego – łupkowego, lub zaciśniętego – a nie wydano jeszcze żadnej na jego wydobycie – tłumaczył w środę podczas obrad senackiej komisji gospodarki wiceminister środowiska Jacek Jezierski, główny geolog kraju.

Senacka komisja gospodarki rozmawiała w środę o możliwościach wydobycia tego gazu i planowanych zmianach w prawie geologicznym i górniczym, związanych z zasobami łupków potencjalnie zawierających gaz.

„Jeśli ktoś mnie pyta, ile mamy gazu łupkowego w Polsce, jako główny geolog kraju odpowiadam – zero. Dopóki nie zostaną przedstawione dokumentacje geologiczne, potwierdzone zasoby – nie ma takiego gazu w Polsce” – powiedział. W jego ocenie pierwszych wyników badań można się spodziewać za 3-5 lat.

Jezierski przypomniał, że od stycznia 2002 r. nie wydaje się łącznych koncesji na poszukiwanie i wydobycie surowca. Na 1 lipca obowiązuje 445 koncesji wydanych przez ministra środowiska na poszukiwanie, rozpoznawanie i wydobycie złóż gazu ziemnego i ropy naftowej w Polsce. Z tej liczby 224 to koncesje na wydobywanie, a 221 na poszukiwanie i rozpoznawanie złóż węglowodorów, w tym gazu łupkowego i zaciśniętego. [Czy mamy wyjaśnić, jak w prosty sposób można obejść taki zakaz wydawania łącznych koncesji? – admin]

Takich koncesji na gaz niekonwencjonalny wydano 62, pozostało jeszcze kilka obszarów potencjalnego występowania łupków, w których mogą być zasoby gazu. „Prowadzimy jeszcze rozmowy z potencjalnymi zainteresowanymi na te pozostałe kilka koncesji poszukiwawczych” – powiedział Jezierski. Okres koncesji to przeciętnie 5 lat.

„Osobną sprawą są koncesje na wydobycie surowca. Jeśli takie złoża zostaną odnalezione w naszym kraju, to będziemy rozmawiać o udzieleniu koncesji z zainteresowanymi i o opłatach, które trzeba będzie wnieść” – mówił senatorom.

Poinformował, że przeciętna opłata za koncesję na jeden cały obszar poszukiwania, to ok. 500 tys. zł, cała kwota za udzielone już przez ministra środowiska koncesje na poszukiwanie gazu łupkowego w Polsce, to 22 mln zł. „To koncesje na poszukiwanie – nie chcemy na nich zarabiać [sic!], chcemy zarabiać, na tym, kiedy te złoża będą odkryte. Gdy firmy, które zaangażują wielkie środki w poszukiwania gazu, odnajdą go – przechodzimy na etap koncesji wydobywczych. Tam będzie miejsce na zyski dla Skarbu Państwa” – mówił.

Na etapie wydobycia pobierane będą różne opłaty, m.in. opłata środowiskowa – eksploatacyjna, która w 60 proc. trafi do gmin, a w 40 proc. zasili Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. „Na tej opłacie państwo też nie będzie zarabiać, ona ma zrekompensować straty w środowisku wynikające z jego użytkowania” – wyjaśnił.

Admin jest wręcz wzruszony społeczną wrażliwością Głównego Geologa, który nie chce zarabiać na koncesjach na poszukiwanie, nawet od zagranicznych podmiotów gospodarczych. Przez uprzejmość nie tłumaczymy sobie tej filantropii w inny sposób.

Posted in Gospodarka | 3 Komentarze »

Sąd zbada, czy Wałęsa zasługiwał na Nobla

Posted by Marucha w dniu 2010-07-28 (Środa)

Sąd administracyjny w Sztokholmie ma orzec, czy Pokojowa Nagroda Nobla przyznawana przez komitet norweskiego parlamentu jest przyznawana zgodnie z testamentem Alfreda Nobla. Sprawa bezpośrednio dotyczy m.in. nagrody otrzymanej w 1983 roku przez Lecha Wałęsę. Rozprawa odbędzie się jesienią, nie ustalono jeszcze konkretnego terminu.

Inicjatorem działań mających doprowadzić do uzdrowienia procesu przyznawania Pokojowej Nagrody Nobla jest norweski prawnik i działacz na rzecz pokoju Fredrik Heffermehl. Jest on również autorem krytycznej wobec Norweskiego Komitetu Noblowskiego książki „Testament Nobla”, w której m.in. dowodzi, że po II wojnie światowej mniej niż połowa laureatów została wybrana zgodnie z testamentem Alfreda Nobla.

Według Fredrika Heffermehla wielu wyróżnionych nie spełniło podstawowych kryteriów, czyli nie działało na rzecz rozbrojenia i przeciwdziałania konfliktom zbrojnym. Wśród „niewłaściwych laureatów” norweski działacz wymienia m.in. Matkę Teresę z Kalkuty, Lecha Wałęsę, Ala Gore’a czy Baracka Obamę.

Choć laureatów wybiera komitet norweski, sprawa trafiła do sądu administracyjnego w Sztokholmie, który jest właściwy dla mającej siedzibę w stolicy Szwecji Fundacji Noblowskiej.
– To właśnie zarząd Fundacji Noblowskiej odpowiedzialny jest bezpośrednio za realizację testamentu fundatora nagrody, Alfreda Nobla – powiedział Fredrik Heffermehl. Twierdzi on, że Fundacja Noblowska powinna wpłynąć na norweski komitet, który jest mocno upolityczniony i realizuje interesy norweskiej polityki zagranicznej [Ha ha ha! „Norweskiej”! Bua ha ha ha ha! – admin]

W złożonym do sądu wniosku, do którego dotarła PAP, Fredrik Heffermehl w znacznej części oparł swój wywód na przypadku przyznania pokojowego Nobla Lechowi Wałęsie. Wnioskodawca dowodzi, że ówczesny przewodniczący komitetu noblowskiego, Egil Aarvik, uzasadniając przyznanie wyróżnienia Polakowi, próbował usprawiedliwić nowy kierunek obrany przez komitet.
– Naturalnym rozwinięciem (woli Alfreda Nobla) jest, aby rozważać pokojową nagrodę w świetle deklaracji praw człowieka ONZ – cytuje przewodniczącego Heffermehl. Egil Aarvik powiedział również, że „kolejny raz komitet zwraca uwagę społeczności międzynarodowej na swoją definicję pojęcia pokój”.

To właśnie zdaniem Heffermehla pokazuje, że komitet sam tworzy reguły, zapominając o testamencie Nobla.

Fundacja Noblowska w Sztokholmie nie wypowiada się w sprawie procesu.

Książka opisująca nieprawidłowości w przyznawaniu pokojowej Nagrody Nobla wkrótce ukaże się w Wielkiej Brytanii. Będzie to poszerzona wersja publikacji, która w 2008 roku wywołała debatę w Norwegii. Fredrik Heffermehl przygotowuje również polską wersję swojej książki.

(Kle) Onet.pl

Posted in Kultura, Polityka | 13 Komentarzy »

Wywiad z prof. Bartyzelem

Posted by Marucha w dniu 2010-07-28 (Środa)

*Politycy i partie, którzy teraz włączyli się w obronę krzyża, powinni także w sferze realnej, już nie symbolicznej, walczyć o to, co wynika z identyfikacji z chrześcijaństwem.
*Kościół w Europie prześladuje się, wykorzystując ustawodawstwo, a nie fizyczną przemoc.
*Prawdziwa walka o krzyż w Europie odbywa się obecnie przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w związku ze sprawą krzyża we Włoszech. Jednak ani rząd polski i partia rządząca, ani największa partia opozycyjna nie czynią starań, by poprzeć Włochy w tej kwestii.

Z prof. Jackiem Bartyzelem, kierownikiem Katedry Hermeneutyki Polityki na Wydziale Politologii i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, rozmawiają Piotr Czartoryski-Sziler i Małgorzata Rutkowska

Przedstawiciele PO twierdzą, że nasycenie przestrzeni publicznej pomnikami, symbolami wiary rozbija narodową wspólnotę. Czy nie jest odwrotnie – to brak symboli, z którymi może utożsamiać się Naród, prowadzi do jego atomizacji?
– Oczywiście. W Polsce na szczęście nie brak i miejsc, i symbolicznych znaków, które pozwalają się odnaleźć w tym poczuciu wspólnotowości i tożsamości. Prezydent Lech Kaczyński został przecież jednak pochowany na Wawelu, a więc w miejscu najbardziej intensywnie przepojonym tą symboliką narodową. W sporze o krzyż na Krakowskim Przedmieściu wyróżniłbym dwie płaszczyzny, które się na siebie nakładają. Pierwsza z nich to płaszczyzna zasadnicza, ogólna, którą moglibyśmy nazwać za św. Tomaszem tezą, a dotyczy kwestii obecności krzyża w sferze publicznej w ogóle. Druga to hipoteza, czyli sprawa tego konkretnego krzyża przed Pałacem Prezydenckim. Na płaszczyźnie pierwszej odpowiedź chrześcijanina jest oczywista – krzyż nie tylko ma prawo być obecny w sferze publicznej, ale obowiązkiem nie tylko osób prywatnych, ale i wspólnoty narodowej, politycznej jest uznawać w ten sposób królowanie Chrystusa, nie tylko w ludzkich duszach, ale i w społeczności. Ta ogólna teza została tutaj włączona w pewien bardziej doraźny, polityczny kontekst. Krzyż postawiony na Krakowskim Przedmieściu był znakiem jakiegoś wyjątkowego przeżycia, związanego z konkretnym wydarzeniem i z konkretnymi osobami.

Przyniesionym z potrzeby serca…
– To prawda, dlatego traktowałbym jego obecność w tym miejscu jako stację, etap do czegoś. Najlepszym rozwiązaniem wydaje się być umieszczenie przed Pałacem Prezydenckim tablicy upamiętniającej tragedię smoleńską. Krzyż w ogóle jest symbolem odkupicielskiej męki Jezusa Chrystusa, natomiast ten konkretny krzyż upamiętnia tragiczne wydarzenie.

Pomniki-krzyże w Gdańsku, w Gdyni, w Poznaniu – polska pamięć wyraża się w połączeniu symboliki religijnej ze znakami narodowymi. Dlaczego ten związek jest tak silny?
– To jest spontaniczny zrost, który wyrasta z idei artysty i z oczekiwań zbiorowego mecenasa, czyli Narodu. Bylibyśmy zdziwieni, gdyby pomnik upamiętniający osobę czy jakieś wydarzenie tego nie uwzględniał. On wyraża naturalne przekonanie, że nie można polskości zrozumieć bez Chrystusa.

Tym bardziej bolą wypowiedzi negujące sens umieszczenia znaku krzyża w pomniku ku czci ofiar katastrofy…
– To wręcz świadczyłoby o jakiejś dziwnej cenzurze czy nakładanym kagańcu, gdyby pomysł upamiętniania miał inny charakter, tym bardziej że wiąże się z tragizmem śmierci. W czasie żałoby, ogólnonarodowych pogrzebów pojawiło się kilka głosów ze strony środowisk laickich czy wojująco antyreligijnych, że w Polsce nie ma symboliki laickiej, która pozwalałaby żegnać wysokich rangą urzędników państwowych. Nie ma, i to jest oczywiste. Żal, złość tych środowisk świadczą o ich kompletnej alienacji od tego, czym żyje, co czuje wspólnota. Widać, jak ci ludzie nie potrafią współodczuwać z nami. Niektórzy zwracali uwagę, że ta wściekłość jest wyrazem bezdennego smutku ateizmu.

W jaki sposób można wykorzystać potencjał, który uwidocznił się w Narodzie po 10 kwietnia?
– Ten potencjał powinien przełożyć się na pewne działania, jakiś ruch, który konsekwentnie broniłby i podnosił sprawy rzeczywistej obecności w prawie, obyczajach, w życiu publicznym tego, co wynika z nakazów Ewangelii. Ostatnio była okazja ku temu, by bardziej zmobilizować się przeciwko bezczeszczeniu przestrzeni publicznej przez takie imprezy, jak parada homoseksualna. Z obroną krzyża wiążą się rzeczy, które mają nie tylko charakter symboliczny, ale jak najbardziej realny. Wolałbym więc, żeby ci politycy czy te partie, które teraz włączyły się w obronę krzyża, także w sferze realnej, już nie symbolicznej, walczyły o to, co wynika z tej identyfikacji z chrześcijaństwem. Tu jednak bywa bardzo różnie, przykładem może być ustawa o ochronie życia sprzed dwóch lat czy obecnie kwestia in vitro. Tutaj ich stanowisko jest dwuznaczne, niekonsekwentne. Prawdziwa walka o krzyż w tej chwili odbywa się w Europie przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu w związku ze sprawą krzyża we Włoszech. Ani jednak rząd polski i partia rządząca, ani największa partia opozycyjna nie czynią starań, by poprzeć Włochy w tej kwestii. To byłaby w pełni szczera i konsekwentna obrona krzyża.

Chrystofobia to zjawisko zataczające w Europie szerokie kręgi. Czym charakteryzują się środowiska walczące z krzyżem?
– To właśnie one wykorzystały spór o krzyż przed Pałacem Prezydenckim do tego, żeby przenieść kwestię krzyża sprzed Pałacu Prezydenckiego z pułapu Tomaszowej hipotezy na płaszczyznę tezy ogólnej. Spór ten umożliwił podniesienie ich stałego postulatu walki z krzyżem, czyli domagania się laicyzacji i wyrzucenia symboliki chrześcijańskiej ze sfery publicznej. Ta sprawa dała im oręż do tego, żeby wyartykułować swoją wrogość do krzyża i chrześcijaństwa. Ze sporu o ten konkretny krzyż, który ma być w tym miejscu lub innym, robi się spór o to, czy w ogóle krzyż ma „kłuć w oczy” w miejscach publicznych.

Jest to wygodne dla Platformy, która usiłuje przyciągnąć do siebie lewicowy elektorat.
– Wydaje mi się, że przede wszystkim aktywne są tutaj środowiska nowolewicowe. Natomiast Platforma Obywatelska zajmuje stanowisko typowe dla XIX-wiecznych liberałów, którzy znajdowali się pomiędzy katolikami a siłami rewolucji. Jak pisał wówczas katolicki myśliciel Donoso Cortés, gdyby liberał był na dziedzińcu palatium Piłata w Jerozolimie i miał stawać przed wyborem: czy ukrzyżować Chrystusa czy Barabasza, to powiedziałby, żeby tę złożoną kwestię odłożyć do następnej sesji parlamentarnej. Liberał bowiem najchętniej zamiata pod dywan niewygodne dla niego kwestie, żeby nie mieć problemu. Nie chce wybierać między Chrystusem a Barabaszem. Ulubione jego słowo to kompromis, konsensus. Szuka pośredniego rozwiązania. Ale w fundamentalnych sprawach nie da się znaleźć nic pośredniego. Liberał oszukuje więc sam siebie. Czasami uda się odwlec jakieś rozstrzygnięcie, ale zawsze przyjdzie chwila, kiedy trzeba będzie dokonać wyboru. I wtedy okazuje się, że nie istnieje trzecie stanowisko, czyli typowo liberalne.

We Francji walka z krzyżem trwa od czasów rewolucji 1789 roku.
– Jak prześledzimy historię Francji, to zobaczymy, że ta walka jest trochę jak sinusoida, która w pewnych momentach się nasila, a w pewnych słabnie. Walka z krzyżem zaczęła się oczywiście od rewolucji 1789 roku, później trend ten trochę osłabł. Następnie mamy znów bardzo intensywny okres terroru Komuny Paryskiej i bardzo silny antykatolicyzm III Republiki z kulminacją w postaci ustawy o separacji Kościoła od państwa w 1905 roku. Osłabło to trochę po I wojnie światowej. Jednak przez cały wiek XIX siły katolickie i antykatolickie we Francji mniej więcej się równoważyły, natomiast po II wojnie światowej katolicyzm francuski nieomal zanikł, a Francja stała się krajem faktycznie zdechrystianizowanym. Opór przeciwko takiemu stanowi rzeczy jest tam bardzo słaby, bo właściwie większość katolików francuskich wychowana jest w przekonaniu, że państwo powinno być laickie. To oczywiście ułatwia siłom antykatolickim, które wciąż przyznają się do masonerii, walkę z krzyżem. Jeszcze w XIX wieku katolicyzm francuski był dużą siłą, dzisiaj autentyczną siłą religijną jest tam islam. To też popycha często katolików do obrony laickiego status quo, żeby nie dopuścić do odgórnej islamizacji. W gruncie rzeczy nie ma tam dziś formalnej walki z zorganizowanym – tak jak w XIX wieku – katolicyzmem, który bronił tradycji Francji, „najstarszej córy Kościoła”, bo takiego katolicyzmu jako realnej siły społecznej nie ma dziś we Francji, jest natomiast konsekwentne usuwanie w cień pozostałości pamiątek tego duchowego dziedzictwa.

Dlaczego głos katolików został tak zmarginalizowany?
– Owszem, bywa, że katolicy protestują czy występują w jakiejś poszczególnej kwestii, np. obrony wolnej szkoły, ale nie ma katolicyzmu jako zorganizowanej siły, która by stawiała postulaty stricte katolickie. Są tylko jakieś drobne środowiska w przestrzeni metapolityki, które reprezentują tradycję kontrrewolucyjną, ale stanowią one w życiu politycznym zupełny margines. Nominalni katolicy, zarówno laikat, jak i hierarchia, w gruncie rzeczy pogodzili się z laickim charakterem republiki, który opiera się na rozdziale Kościoła od państwa, i to w bardzo rygorystycznej wersji. W efekcie we Francji nie można np. postawić krzyża przy drodze publicznej. Im słabsza skala oporu katolików, tym bardziej metody walki z Kościołem mają charakter administracyjny, a nie krwawych represji. W czasie rewolucji księży gilotynowano, spławiano w dziurawych barkach, jak w Wandei. Dziś, gdy są inne realia społeczne, Kościół prześladuje się, wykorzystując ustawodawstwo, a nie fizyczną przemoc.

Dziękuję za rozmowę.
„Nasz Dziennik”

Posted in Kościół/religia, Różne | 7 Komentarzy »

Spółkę tanio sprzedam

Posted by Marucha w dniu 2010-07-28 (Środa)

Mimo kryzysu na sprzedaż wystawiony został jeden z największych krajowych producentów leków, w tym m.in. antybiotyków oraz insuliny – Polfa Tarchomin. Przeciwnicy tego rozwiązania przypominają, że obecnie spółki sprzedawane są poniżej ich wartości.

Polski Holding Farmaceutyczny, do którego należy obecnie Polfa Tarchomin, wysłał 92 oferty do potencjalnych inwestorów branżowych z kraju i zagranicy. Zainteresowani mają czas na składanie ofert do końca września. Władze spółki planują zamknięcie procesu sprzedaży 85 proc. akcji spółki na przełomie roku, a parafowanie umowy sprzedaży planują na pierwszy kwartał 2011 roku.
– Wybór inwestorów nie jest przypadkowy i został opracowany pod profil Tarchomina. Czekamy do końca września na oferty, a zamknięcie procesu jest planowane na przełomie grudnia i stycznia – poinformował Artur Woźniak, prezes PHF.
– To firma o ogromnym potencjale, ciągle jest unowocześniana – zapewniała Halina Lachowska, prezes Polfy Tarchomin, prezentując ofertę firmy. Od dwóch lat spółka jest restrukturyzowana i zatrudnia obecnie 1,5 tys. osób. Dysponuje powierzchnią 75 ha gruntów. Obecnie trwają prace dotyczące uregulowania ich stanu prawnego w księgach wieczystych. Mają być one niebawem zakończone.

Spółka ma być sprzedana za „godziwą cenę”. Prezes Woźniak nie chciał ujawnić kwoty, na jaką wyceniono Polfę Tarchomin, i za którą, jego zdaniem, powinna zostać sprzedana.
– Godziwa cena to taka, która mieści się w przedziale wyceny, którą robiliśmy trzema metodami, to jest ta cena minimalna. Maksymalna uwzględnia również potencjał spółki, portfolio i grunty. Nie jest więc wyceniona tylko sama produkcja i same przychody, jest także wyceniona analiza perspektyw rozwoju spółki – wyjaśniał Woźniak.

Nabywca ma kontynuować produkcję farmaceutyczną oraz chemiczną.
Przedstawiciele załogi nie są przeciwni prywatyzacji. – Potrzeba środków na dalsze inwestycje i rozwój – stwierdza Tomasz Walicki, przewodniczący NSZZ „Solidarność”. Obawiają się jednak wrogiego przejęcia. A Polfa Tarchomin to jeden z największych krajowych producentów insuliny, leków psychotropowych i antybiotyków.
– Boimy się wrogiego przejęcia przez olbrzymią firmę, która może przejąć spółkę, by ją zamknąć. Konkurencja w przemyśle farmaceutycznym jest drapieżna – mówi Walicki.

Jak dodaje Anna Cieślak, przewodnicząca zakładowego OPZZ, pracownicy obawiają się także, że tereny na Białołęce, gdzie znajduje się spółka, z powodu swojej atrakcyjności dla deweloperów, mogą stać się przedmiotem rywalizacji z ich strony w celu budowy centrów handlowych czy osiedli, a zakład może zostać zlikwidowany.

Poseł Gabriela Masłowska (PiS) z sejmowej Komisji Finansów Publicznych podważa sens sprzedaży spółki w czasach światowego kryzysu. W jej opinii, to przykład krótkowzroczności obecnej ekipy rządzącej.
– Jest to histeryczne poszukiwanie pieniędzy dla zapchania dziury budżetowej. Z jednej strony rząd nas zadłuża, a z drugiej strony wyprzedaje to, co cenne i przynosi zyski. Czy warto sprzedawać spółki, które przynoszą zyski? Rodzi się pytanie, co potem – zauważa Masłowska.

W zeszłym roku zysk netto Polfy Tarchomin wyniósł 5 mln złotych. W pierwszym półroczu br. obroty spółki wyniosły 110 mln złotych. Zdaniem przedstawicieli firmy, w tym roku przychody spółki powinny przekroczyć ponad 200 mln złotych.

Paweł Tunia, Nasz Dziennik

Polskojęzyczny rząd Tuska nadal reprezentuje to samo stanowisko, co niemal wszystkie poprzednie rządy: „Najlepsza inwestycja to wynieść z domu telewizor i sprzedać na bazarze. Zero inwestycji, sam czysty zysk.” – admin.

Posted in Gospodarka | 14 Komentarzy »

Polska na skraju bankructwa finansowego

Posted by Marucha w dniu 2010-07-28 (Środa)

Rząd ogranicza kwotę długu do zaległych i niezapłaconych zobowiązań ze strony instytucji publicznych. Pomija zobowiązania w dłuższym horyzoncie czasowym. Kryzys w Grecji rozpoczął się właśnie od nadmiernego ukrywanego długu publicznego

Poprzednio rzadko się zdarzało, aby ważne, lecz niewygodne dla rządu problemy społeczno-ekonomiczne przebijały się do opinii publicznej. Informacje były zamiatane pod dywan: przemilczane lub bagatelizowane. Tym razem w sprawie zadłużenia publicznego Polski jest inaczej. Fakt istnienia gigantycznego długu publicznego jest dostrzegany oraz szeroko komentowany przez media krajowe i zagraniczne, a to za sprawą opracowania naukowego Janusza Jabłonowskiego z departamentu statystyki NBP oraz Christopha Müllera i Bernda Raffelhüschena z Uniwersytetu we Fryburgu. Problem jest nadzwyczaj poważny. Oszacowany dług publiczny stawia Polskę na krawędzi bankructwa. [Zdaniem admina, Polska jest już od dawna bankrutem. – admin]

Opracowanie wspomnianych autorów jest całkowicie wiarygodne, chociaż autorzy zastrzegają się, iż jest ono pomyślane jako materiał do dyskusji.

Rozdźwięk między rzeczywistością a obrazem Polski jako “oazą pomyślności”, kształtowanym przez rząd Donalda Tuska, międzynarodowe organizacje finansowe oraz większość mediów, nie może pogłębiać się w nieskończoność. Wreszcie nadszedł moment, że wizerunek ten rozsypuje się jak stłuczone lustro. Zadłużenie publiczne (czyli instytucji publicznych – od rządu poczynając, a na samorządach kończąc) wynosi ok. 3 bilionów złotych, co oznacza, że na jedną polską rodzinę przypada 285 tys. złotych. To zaś przy obecnej kondycji materialnej rodzin, praktycznie pozbawionych dochodów kapitałowych, obciążonych utrzymaniem osób bezrobotnych i posiadających niskie oszczędności, jest nie do udźwignięcia. Nie może być pocieszeniem, że podane kwoty są jedynie szacunkami statystycznymi. Za nimi kryją się realne, obecne i przyszłe ciężary finansowe, od których nikt nas nie uwolni.

Ze wspomnianego opracowania wynika, że zadłużenie to ma charakter obciążenia wielopokoleniowego, a więc niejako obecne pokolenie “funduje” następnemu pokoleniu ciężary nie do pozazdroszczenia.
Czytaj resztę wpisu »

Posted in Gospodarka | 9 Komentarzy »

Sprawa śmierci Grzegorza Przemyka ostatecznie przedawniona

Posted by Marucha w dniu 2010-07-28 (Środa)

Kasacja wyroku ws. śmierci Grzegorza Przemyka została oddalona. Chciał jej minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski.

Sąd Najwyższy rozpatrzył kasację ministra sprawiedliwości Krzysztofa Kwiatkowskiego od prawomocnego wyroku sądu, który z powodu przedawnienia umorzył sprawę b. zomowca Ireneusza K., oskarżonego o śmiertelne pobicie w 1983 r. Grzegorza Przemyka. Kwiatkowski chciał, by umorzenie uchylono, a sprawa wróciła do sądu II instancji. Dotyczy ona jednej z najgłośniejszych zbrodni aparatu władzy PRL. Jej wątek wobec Ireneusza K. przed różnymi instancjami trwa już ponad 27 lat.

12 maja 1983 r. 19-letni maturzysta Grzegorz Przemyk z kolegą Cezarym F. świętował egzamin na pl. Zamkowym w Warszawie. Był bez dokumentów, wobec czego milicjanci, w tym K., zabrali go na komisariat. Tam dostał ponad 40 ciosów pałkami w barki i plecy oraz kilkanaście ciosów łokciem lub pięścią w brzuch. Przewieziony do szpitala, zmarł po dwóch dniach. Pogrzeb Przemyka, syna opozycyjnej poetki Barbary Sadowskiej, stał się wielką manifestacją przeciw władzom.

Prokuratura wszczęła wprawdzie śledztwo w sprawie śmierci Przemyka, ale jednocześnie władze podjęły działania mające uchronić milicjantów przed karą. Winą chciano obarczyć sanitariuszy, którzy wieźli Przemyka z komisariatu do szpitala. W aktach sprawy zachowała się notatka ówczesnego szefa MSW gen. Czesława Kiszczaka: „Ma być tylko jedna wersja śledztwa – sanitariusze”. O tej tezie mówiła oficjalna propaganda, która prowadziła kampanię zniesławiania matki Przemyka i jego otoczenia.

Biuro Polityczne KC PZPR powołało specjalny zespół pod kierownictwem odpowiedzialnego za bezpieczeństwo b. szefa MSW gen. Mirosława Milewskiego (nie żyje od kilku lat). „Gdybyśmy chcieli rozprawić się z Przemykiem, wzięlibyśmy fachowców” – mówił Kiszczak na posiedzeniu zespołu latem 1983 r. Realizując wytyczne zespołu, SB zastraszała Cezarego F. [Nazwisko to jest powszechnie znane, chodzi o Cezarego Filozofa – admin], który wraz z Przemykiem był w komisariacie. Próbowano go skompromitować, wcielić do wojska, namawiano do wyjazdu za granicę, otoczono gronem agentów. Istniał nawet niezrealizowany pomysł, żeby upozorować jego wypadek samochodowy.

Inwigilowano nawet prowadzących sprawę prokuratorów (ich notatki trafiały do SB), a oskarżonych ws. Przemyka milicjantów i świadków instruowano, jak mają zeznawać. „Ci funkcjonariusze to barany: mówię im, jak mają zeznawać, a oni nic nie rozumieją” – skarżył się – jak wynika z akt – wysoki rangą oficer MO, który instruował milicjantów. Pod zmyślonymi zarzutami aresztowano pełnomocnika Sadowskiej, mec. Macieja Bednarkiewicza, a przeciwko mec. Władysławowi Sile-Nowickiemu wszczęto postępowanie karne, zarzucając mu „poniżanie naczelnych organów władzy państwowej”. Stracił też pracę prokurator, który sprzeciwiał się bezprawnym praktykom MSW.

Przynajmniej o części bezprawnych działań – za które Kiszczak ma dziś zarzuty IPN – miał wiedzieć ówczesny przywódca PRL gen. Wojciech Jaruzelski.

W lipcu 1984 r., po wyreżyserowanym przez władze procesie, sąd uwolnił od zarzutu pobicia Przemyka dwóch milicjantów – Ireneusza K. (20-letniego wówczas zomowca) i Arkadiusza Denkiewicza, dyżurnego komisariatu. Natomiast na 2 i 2,5 roku więzienia skazani zostali, za nieudzielenie pomocy pobitemu, po wymuszeniu w śledztwie nieprawdziwych zeznań, dwaj sanitariusze, którzy wieźli Przemyka do szpitala.

Sprawa wróciła do sądów po przełomie 1989 r., gdy uchylono wyroki wydane w 1984 r. Ireneusz K.,(do niedawna pracował w policji w Biłgoraju) został w 1997 r. uniewinniony przez Sąd Wojewódzki w Warszawie, który zarazem skazał Denkiewicza na 2 lata więzienia (nie odsiedział ani dnia, bo według psychiatrów na skutek wyroku doznał w psychice zmian uniemożliwiających odbycie kary).

Oficera KG MO Kazimierza Otłowskiego skazano na 1,5 roku w zawieszeniu za próbę zniszczenia akt sprawy Przemyka w 1989 r. (po apelacji został on uniewinniony). Dziś ma on zarzut IPN, że zasiadając w składzie grupy dochodzeniowo-operacyjnej Komendy Głównej MO w sprawie śmierci Przemyka, „kierował pracami, wydawał polecenia służbowe oraz akceptował działania mające nakłonić do przyznania się sanitariuszy”.

Potem sprawa K. zaczęła krążyła między sądami. W kwietniu 2000 r. Sąd Okręgowy w Warszawie trzeci raz rozpoczął proces. W czerwcu 2000 r. K. został uniewinniony z braku dowodów. W styczniu 2001 r. Sąd Apelacyjny w Warszawie orzekł, że od 1 stycznia 2000 r. sprawa śmierci Przemyka jest przedawniona. We wrześniu 2001 r. Sąd Najwyższy orzekł, że sprawa wraca do SA, a przedawnienie upłynie dopiero w 2005 r. W 2003 r. rozpoczął się kolejny proces. W styczniu 2004 r. SO uniewinnił K. W czerwcu 2004 r. SA ponownie uchylił wyrok uniewinniający. W grudniu 2004 r. ruszył piąty proces.

W maju 2008 r. SO uznał Ireneusza K. za winnego i skazał na 8 lat więzienia, zmniejszone o połowę na mocy amnestii. Był to pierwszy wyrok skazujący. Sąd uznał wtedy, że w sprawie nie stosuje się ustawy o IPN, lecz przepis Kodeksu karnego i ustawy o nieprzedawnianiu przestępstw aparatu władzy sprzed 1989 r., w myśl którego czyn taki jak pobicie skutkujące ciężkim uszczerbkiem na zdrowiu – nie przedawnia się.

Wyrok ten uchylił w grudniu 2009 r. Sąd Apelacyjny w Warszawie, który nie podzielił poglądu SO i uznał, że sprawa przedawniła się 1 stycznia 2005 r., a przepis, na który powoływał się SO i pełnomocnicy ojca Przemyka, nie ma tu zastosowania. Do ustawy o IPN SA nie odniósł się wcale, bo nikt się na nią nie powoływał w apelacji.

Kasacja Kwiatkowskiego domaga się od SN uchylenia umorzenia i zwrotu sprawy do SA. „Czyn, którego dopuścił się były zomowiec Ireneusz K. nie przedawnia się” – uznał Kwiatkowski, uzasadniając w lutym br. wniesienie kasacji.

Jednocześnie minister zwrócił się do prokuratora apelacyjnego w Warszawie o wyjaśnienie, czemu prokuratura nie apelowała po wyroku I instancji, skoro sąd nie uznał jego czynu za zbrodnię komunistyczną w myśl ustawy o IPN, a prokuratura powoływała się na ten przepis. „Z tego powodu teraz prokurator nie może przywoływać ustawy o IPN w kasacji” – wyjaśniał ówczesny prokurator krajowy Edward Zalewski. „Aprobata prokuratora w tej części zapadłego wtedy orzeczenia pozostawała w sprzeczności – co bardzo mocno podkreślam – pozostawała w sprzeczności ze stanowiskiem Ministra Sprawiedliwości Prokuratora Generalnego zawartego w kasacji z 2001 r., w której domagał on się uznania czynu zarzuconego Ireneuszowi K. za zbrodnię komunistyczną” – dodał Kwiatkowski.

„Moim zdaniem, sąd apelacyjny prawidłowo ocenił kwestię przedawnienia i umorzył proces. Było to zgodne z poglądami obrony i takie zdanie będę prezentował przed SN” – mówił mec. Grzegorz Majewski, obrońca Ireneusza K., komentując kasację.

Dwa lata temu pion śledczy IPN postawił zarzuty b. milicjantom za utrudnianie śledztwa w sprawie Przemyka oraz zastraszanie Cezarego F. i jego rodziny. Grozi im do 3 lat więzienia. Kiszczak jest zaś podejrzany o przekroczenie uprawnień przez utrudnianie i kierowanie na fałszywe tory w latach 1983-84 śledztwa w sprawie pobicia Przemyka. Podejrzany nie przyznał się i odmówił składania wyjaśnień. Grozi mu do 5 lat więzienia.

W sierpniu 2007 r. prezydent Lech Kaczyński pośmiertnie odznaczył Przemyka Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

http://wiadomosci.onet.pl/2203260,11,sprawa_smierci_g_przemyka_ostatecznie_przedawniona,item.html

Posted in Różne | 7 Komentarzy »

Kazanie ks. Jenkinsa na 9. Niedzielę po Zesłaniu Ducha Świętego

Posted by Marucha w dniu 2010-07-27 (Wtorek)

Drodzy wierni,

Św. Paweł przypomina nam w dzisiejszej Lekcji o przeobrażeniu, jakiemu podlega dusza w dniu chrztu, o tym, jak jesteśmy przeprowadzani od próżnych rzeczy tego świata do niezmierzonych bogactw Bożych. Przez łaskę chrztu Trójca Święta zamieszkuje w naszej duszy jak w świątyni. Dusze nasze są świątyniami Ducha Świętego, świątyniami, w których mieszka Bóg, gdyż za pośrednictwem łaski zostaje nam zaszczepiona Jego natura. Jesteśmy nawet więcej niż świątyniami, ponieważ świątynie są jedynie budynkami – my natomiast jesteśmy żywymi stworzeniami zdolnymi do czczenia i kochania Boga, aby w wyniku tego móc osiągnąć szczęście wieczne. Świątynia, niezależnie od tego, jak piękna i wspaniale ozdobiona by nie była – nie jest zdolna do miłości.

Jednak jako żyjące istoty ulegamy wpływom wielu rzeczy, z których nie wszystkie odpowiadają godności, którą otrzymaliśmy poprzez sakrament chrztu. To właśnie przed tymi niebezpieczeństwami przestrzega nas dziś św. Paweł.

W chwili swego stworzenia Adam był na wszelki sposób doskonały – jego umysł natchniony był Boską wiedzą, jego wola ukierunkowana była na najwyższe dobro, a ciało wolne od bólu i zepsucia. Wszystko to było skutkiem specjalnego daru Bożego, było konsekwencją łaski i posłuszeństwa Bożemu prawu. Wszystkie umiejętności Adama znajdowały się w doskonałej harmonii i porządku w taki sposób, że on sam był gwarantem ładu w świecie naturalnym i ich związku ze Stwórcą – ponieważ był jedynym stworzeniem posiadającym nieśmiertelną duszę.

Jednak ten dar integralności, który ukierunkowywał wszystkie zdolności Adama ku jego nadprzyrodzonemu przeznaczeniu został utracony wraz z popełnieniem przez niego grzechu. Wraz z utratą łaski owa prawość, którą posiadał, została na stałe utracona, a ponieważ stan ten odziedziczony został przez jego dzieci – wszyscy rodzimy się nie tylko oddaleni od Boga, ale też bardzo dalecy od panowania nad sobą samym. Pożądliwość, cierpienie i śmierć zatruły naszą naturę tak, że – jak mówi św. Paweł – czynimy zło, którego nie chcemy, a jednak niezdolni jesteśmy do dobra, którego pragniemy.

Z tych trzech konsekwencji, pożądliwości, cierpienia i śmierci, najgorszą jest prawdopodobnie pożądliwość. Nawet Chrystus Pan mógł cierpieć i przyjąć śmierć bez zniewagi dla swego Bóstwa, nie mógł jednak przyjąć na siebie nieuporządkowania, jakie niesie nasza pożądliwość. Św. Paweł ukazuje nam w dzisiejszej Lekcji, jak straszne jej owoce. Czym więc jest pożądliwość i w jaki sposób możemy z nią walczyć?

Istoty ludzkie są bardzo utalentowane – posiadamy tak wiele zdolności, którymi obdarzył nas Bóg ze względu na jakieś poszczególne dobra, konieczne dla naszej doskonałości. Posiadamy zmysł dotyku, byśmy mogli czuć otaczający nas świat, zmysł wzroku pozwalający nam widzieć i czytać, zmysł słuchu, dzięki któremu możemy poznać dźwięki muzyki, zmysł smaku i węchu, byśmy mogli znaleźć to, co jest nam potrzebne do pożywienia i rozwoju. Posiadamy też zdolności pozwalające na zrodzenie dzieci i zapewnienie ciągłości oraz doskonałości rodzaju ludzkiego jako całości. Wszystkie te zdolności dane są nam, byśmy postępowali w doskonałości i mogli ostatecznie osiągnąć cel, dla którego zostaliśmy stworzeni: byśmy poznali oraz ukochali Boga i mogli cieszyć się Nim przez całą wieczność. Zdolności te powinny zostać ukierunkowane na ten właśnie cel, każda z nich powinna zostać mu podporządkowana – gdyż jedynie on zapewnić nam może szczęście i doskonałość.

Kiedy Adam został stworzony – każda z tych zdolności podporządkowana były innej – jego zmysły podporządkowane były woli, wola z kolei osądowi, a intelekt prawdzie. Jednak grzech pierworodny zburzył ten ład. Każda z naszych zdolności nadal zachowuje swą pierwotną moc i cel, dla którego została przeznaczona, funkcjonuje jednak w sposób niezależny i bez względu na dobro całej osoby czy celu, dla jakiego została ona stworzona. Poprzez swe nieposłuszeństwo Adam odrzucił swój ostateczny cel, którym jest Bóg, niszcząc w ten sposób sam fundament ładu, porządkującego jego władze, pozostawiając je nienaruszone, pozbawione jednak jakiejkolwiek zasady jednoczącej, poza naturą. Wszystkie jego władze są więc poważnie osłabione nawet w tym, co dotyczy ich naturalnej mocy, są jak armia bez dowódcy. Ludzie jedzą i piją bez żadnego względu na swe zdrowie; przyjemność, która normalnie byłaby jedynie pomocą dla osiągnięcia celu, dla którego obdarzeni zostaliśmy zdolnościami, stała się obecnie celem samym w sobie. Nawet przyjemność, która jest normalna owocem dobrze wykonanej pracy i nagrodą za nią jest często pozostawiana jak sierota bez opieki. Ten smutny stan prowadzi wiele dusz do ruiny: zamiast szukać rzeczy wyższych, rzeczy, które dać im mogą prawdziwe szczęście, ulegają one nieuporządkowanym namiętnościom, które prowadzą do nikąd – gdyż namiętności są ślepe.

Naszym obowiązkiem jako chrześcijan, czy nawet jako istot ludzkich, jest odbudować znowu ten ład w naszej naturze. Już poganie dostrzegali to nieuporządkowanie w naszej naturze, nawet jeśli nie rozumieli jego nie wiedzieli, w jaki sposób ład ten odbudować. Taki właśnie jest cel umartwienia – zaprowadzić ład wśród zdolności, które znajdują się w tak godnym pożałowania stanie. Powstrzymujemy się od tego, ku czemu nas popychają, aby wykształcić u siebie nawyk podporządkowania ich rozumowi. Dzieło chrześcijańskiej doskonałości polega w wielkiej mierze na usiłowaniu odbudowy ładu, który Bóg ustanowił w Adamie, ładu, który Chrystus Pan pragnie odbudować prz ypomocy swojej łaski. Ponieważ umartwienie jest nam tak bardzo potrzebne i ponieważ jest ono tak istotnym elementem chrześcijańskiej doskonałości,nierzadko mylnie bierzemy ją za samą doskonałość. Jest to jednak błąd, doskonałość polega zasadniczo na miłości Boga, do czego umartwienie jest jedynie niezbędnym środkiem.

Umartwienie jest jedynie wynikiem realistycznego spojrzenia, uznania, że nie wszystko, co się nam podoba, musi koniecznie prowadzić nas do szczęścia, że często nasza niewiedza i naiwność zdradzają nas. Tak więc w praktyce musimy myśleć – myśleć zanim jeszcze coś uczynimy. A skoro zrozumiemy jasno, co powinniśmy uczynić, musimy nieustannie starać się dążyć do realizacji tego celu. To właśnie poprzez nieustanny nacisk naszego intelektu na nasze działanie jesteśmy w stanie postępować w cnocie, czyniąc nasze dusze dobrymi i sprawiając, że po długim ćwiczeniu osiągniemy pewną biegłość w czynieniu dobra, i będzie nam to sprawiało przyjemność. Cnota, jak każdy inny nawyk, nie pojawia się nagle. Podobnie jak nauka jazdy na rowerze czy gry na fortepianie wymagają znacznego wysiłku – tak również nasze starania by być dobrymi i mieć dobre nawyki wymagają czasu, cierpliwości i energii.

Ta rzeczywistość grzechu pierworodnego, którą do pewnego stopnia rozumieli nawet starożytni poganie – jest jednak w naszej postchrześcijańskiej erze czymś całkowicie zapomnianym, a nawet wyśmiewanym. Upadek społeczeństwa nie jest skutkiem braku technologii, pieniędzy, czy nawet środków i władzy posiadanych przez rządy – wynika po prostu z tego, że ludzie nie chcą obecnie panować nad sobą samym. Dzisiejsi rodzice, którzy rozpieszczają swe dzieci i spełniają każdy kaprys ich nieuporządkowanych namiętności – przygotowują je na dożywotnie niewolnictwo. Patrząc na dzisiejszą młodzież widzimy ze smutkiem, że będzie ona niezdolna zrozumieć nawet nauk, przekazanych im przez poprzednie pokolenie. Jest niezdolna do koncentracji na dłużej niż kilka minut i trzymania w ryzach swej wyobraźni. Nie potrafi odmówić sobie nawet najbardziej błahej przyjemności, niezdolna jest zrozumieć wartości ofiary. Nie potrafi nawet wstać rano z łóżka, narzeka na wszystko, z czego mogłaby czerpać naukę.

Kraj może przetrwać każdy rodzaj naturalnego kataklizmu a nawet obcą okupację, jeśli jego mieszkańcy są silni, jednak państwo, którego obywatele niezdolni są do panowania nad sobą samym, nie potrzebuje żadnego wroga zewnętrznego – po prostu upadnie pod swym własnym ciężarem podobnie jak wiele imperiów, które zniszczyła pożądliwość.

Dlatego właśnie, drodzy przyjaciele, życie rodzinne ma dziś tak wielkie znaczenie. Święty Tomasz z Akwinu uczy nas, że grzech pierworodny przekazywany jest przez rodziców. Skutki grzechu pierworodnego widzimy zwłaszcza w życiu rodzinnym i to właśnie w rodzinie musi zostać stoczona pierwsza walka. Rodzina jest fundamentem społeczeństwa, a społeczeństwo będzie prosperowało lub chyliło się ku upadkowi proporcjonalnie do liczby tworzących je świętych rodzin. Z tego właśnie powodu rodzice, bardziej niż ktokolwiek inny, muszą nie tylko zrozumieć istotę katastrofalnych skutków grzechu pierworodnego, muszą mieć również realistyczną świadomość tego w swym codziennym życiu.

Z katechizmu wiecie, że chrzest gładzi grzech pierworodny, nie usuwa jednak jego skutków. Stan nieprzyjaźni z Bogiem zostaje naprawiony, jakbyśmy się na nowo narodzili, obumarłszy grzechowi i przeniesieni zostali do życia. Jednak blizny po tym grzechu pozostają, pozostaje nasza słabość. Tak więc, drodzy rodzice, musicie prawdziwie kochać swe dzieci nie takimi, jakimi wy chcecie, by były, ale takimi jakimi są w rzeczywistości. Prawdziwa miłość nie jest sentymentalizmem. Prawdziwa miłość uznaje w innych słabości i błędy i czyni wszystko co w jej mocy, by pomóc im przezwyciężyć ich słabość. Ignorowanie skutków grzechu pierworodnego jest w istocie duchowym samobójstwem.

Tak jak trzymacie swe dzieci z dala od używanych w domu środków chemicznych, którymi mogłyby się zatruć, tak też w porządku moralnym musicie chronić je od wszystkiego, co mogłoby zatruć je duchowo. Największym możliwym zaniedbaniem w stosunku do nich jest dawanie im wszystkiego, czego chcą. Wasze dzieci, zwłaszcza gdy są młode, nie rozpoczęły nawet walki o dominację rozumu, stąd ich pożądliwości są znacznie bardziej związane z instynktem. Instynkt jest ślepy i całkowicie zdeterminowany przez bodźce dawane przez środowisko. Nie oczekujcie więc, że wasze dzieci będą postępowały dobrze, oczekujcie jedynie, by reagowały na ich otoczenie. Musicie nimi kierować, nawet kiedy nie rozumieją, co jest dobre a co złe, podobnie jak musicie tresować każde inne zwierzę, kierujące się instynktem i emocjami. Wasze dzieci stopniowo nauczą się rozumować: obserwując rozumność waszych wymagań i dopiero wówczas, skoro ich intelekt zacznie zdobywać przewagę i panowanie nad innymi władzami, będziecie mogli wyjaśnić im i uzasadnić co jest dobre, a czego powinny się wystrzegać. Niech pierwszą lekcją waszego dziecka będzie posłuszeństwo, drugą będzie mogło być cokolwiek chcecie.

I przeciwnie, pozostawienie waszych dzieci samym sobie, pozwolenie im na błąkanie się bez jakiegokolwiek ich korygowania i pozostawienie na pastwie ich własnych decyzji, oznacza przygotowanie ich do życia nieco tylko lepszego od życia zwierząt, do życia niewolników ulegających każdej przemijającej namiętności. Jest to po prostu śmierć za życia, gdyż rozum, ich dusze, na zawsze pozostaną więźniami w ich ciałach, które nigdy nie poznały pana. Mniejszym złem byłoby po prostu zabić wasze dzieci, niż pozwolić im całymi dniami oglądać telewizję lub grać w gry komputerowe. Mamy obecnie całe pokolenie, będące duchowymi sierotami, zawdzięczając to swym rodzicom, którzy uważali, że mogą delegować ciążącą na nich odpowiedzialność na współczesną technikę.

Tak więc, drodzy przyjaciele, módlmy się w tym dniu szczególnie do świętego Pawła, módlmy się do niego o święte rodziny, o rodziny, które rozumieją tę walkę pomiędzy ciałem a duchem. Módlmy się, by w tych rodzinach, które dotąd tego nie zrozumiały, proces ten mógł się przynajmniej rozpocząć. Oby Bóg, poprzez sakramenty, które nam pozostawił, zwłaszcza poprzez sakrament małżeństwa udzielił nam łaski zwycięstwa nad pożądliwością.

Przez sakrament chrztu staliśmy się świątyniami Ducha Świętego. Nie bezcześćmy więc naszych dusz dla przyjemności tego świata, ale zachowujmy je dla celów wyższych – niech nasze dusze będą domami modlitwy. Obyśmy nie zasłużyli na zarzut Zbawiciela, że uczyniliśmy je „jaskinimi zbójców”, zapraszajmy Go raczej, by pomógł nam wyzbyć się rzeczy, które nie są nas godne, prośmy, by oczyścił nasze dusze i uczynił je świątyniami godnymi Jego osoby, godnymi chwały Jego łaski na cała wieczność. Amen.

Posted in Kościół/religia | 23 Komentarze »