Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Tokioo481 o „Fantazja polityczna”: MSZ Ros…
    Katolik przedsoborow… o Wolne tematy (68 – …
    Anucha o Na trupie Polski wejdziemy do…
    OutsiderR o Wolne tematy (68 – …
    Peryskop o AfD dostała wiatru w żagl…
    Peryskop o Iwan Iljin jako wyznacznik now…
    lewarek.pl o Zakłady zbrojeniowe Bumar-Łabę…
    Lily o AfD dostała wiatru w żagl…
    Listwa o Zakłady zbrojeniowe Bumar-Łabę…
    Listwa o Zakłady zbrojeniowe Bumar-Łabę…
    Marucha o Zakłady zbrojeniowe Bumar-Łabę…
    Piotr B. o Zakłady zbrojeniowe Bumar-Łabę…
    Peryskop o W kierunku głębi
    Listwa o Zakłady zbrojeniowe Bumar-Łabę…
    Piotr B. o Zakłady zbrojeniowe Bumar-Łabę…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 620 obserwujących.

Archive for 1 sierpnia, 2010

„USA ma plan ataku na Iran”

Posted by Marucha w dniu 2010-08-01 (Niedziela)

– Rząd USA posiada plan zaatakowania Iranu w celu pokrzyżowania jego planów uzbrojenia się w broń nuklearną – powiedział przewodniczący Kolegium Szefów Sztabów, admirał Mike Mullen.
– Opcja militarna była i jest jednym z możliwych rozwiązań, jest z pewnością jedną z ewentualności, którą prezydent rozważa. Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie, ale to ważna opcja i dobrze zrozumiana – powiedział Mullen w wywiadzie w programie telewizji NBC „Meet the Press”.

Admirał dodał, że zarówno perspektywa Iranu wyposażonego w broń atomową, jak i inwazja tego kraju, to sytuacje, „które go skrajnie niepokoją”.

Zapytany wprost, czy armia amerykańska ma plan agresji na Iran, odpowiedział krótko: „Mamy go”.

Wspomniał też, że Waszyngton, jak poprzednio, liczy na skuteczność dyplomatycznej i politycznej presji na reżim w Teheranie.

ONZ, Unia Europejska i same Stany Zjednoczone ogłosiły niedawno nowe sankcje na Iran, które mają zwiększyć presję na ten kraj, aby zrezygnował ze swoich planów nuklearnych.

Za Onet.pl

Adminowi nic nie wiadomo, aby ktokolwiek wywierał presję na państwo Izrael, które nie tylko ma „plany”, ale również gotowe bombki i rakiety, którymi (jak się otwarcie wypowiadali żydowscy politycy) gotowe jest wpędzić całą Europę w piekło nuklearne, jeśli coś nie pójdzie po jego myśli.

Posted in Polityka | 44 Komentarze »

Niemądra reformacja czyli młot na postempactwo

Posted by Marucha w dniu 2010-08-01 (Niedziela)

Czyj jest rozum?

W dzisiejszych czasach zwykło się utożsamiać lewicę i liberalne centrum z „rozumem”, konserwatystów zaś i katolików z jego przeciwnikami.

Nie byłoby w tym nic dziwnego – historię piszą zwycięzcy i oni też dzierżą stery propagandowej machiny. Problemem jest jednak to, jak wielu katolików i konserwatystów bezwiednie przyjmuje ten pogląd, w niektórych przypadkach wyrażając nawet sui generis dumę z powodu nieulegania „pysznemu” mniemaniu o pozytywnej roli człowieka. Zdarza się, że pod wpływem niedostatecznej znajomości doktryny katolickiej uznają oni, że oddają tym poglądem cześć Bogu – przeciw któremu racjonalnie myślący, ale zepsuty moralnie człowiek się zbuntował.

Obok lewicowej propagandy, na dobrowolną „niechęć do rozumu” u konserwatystów miały wpływ niewątpliwie też pisma zwolenników, dodajmy: niezwykle znaczących zwolenników, konserwatyzmu. Dobrym przykładem jest tu hrabia Józef de Maistre, pogardzający naukami ścisłymi, a w tolerowanych jedynie przezeń uczonych, widzący potencjalne źródło antyspołecznego przewrotu. Uznając wielkość de Maistre’a, należy jednocześnie zauważyć fałszywość irracjonalizmu i szkodliwość odwoływania się doń przez myśl kontrrewolucyjną. W istocie to zdrowy racjonalizm jest sojusznikiem kontrrewolucji, a nie jej wrogiem – jak chciał de Maistre. Choć wielokrotnie podkreślał to Karol Maurras, dziś wciąż racjonalizm kojarzy się li tylko z Oświeceniem i będącymi jego płodami poglądami lewicowymi, irracjonalizm zaś wydaje się iść w parze z konserwatyzmem i katolicyzmem.

Porządkowanie chaosu Konieczne zatem jest uporządkowanie chaosu pojęciowego, jaki zapanował w kwestii relacji racjonalizmu i konserwatyzmu/katolicyzmu.

Wyższość rozumu nad emocjami i konieczność przewagi tego pierwszego jest oczywista.
Każdy się zgodzi (oprócz skrajnych zielonych), że człowiek jest bytem wyższym od zwierzęcia. Takie jednak rzeczy, jak instynkt, popędy, uczucia gloryfikowane przez romantyzm i pokrewne nurty, są wspólne człowiekowi i zwierzętom. Rozumowanie jednak polegające nie na środkach dążenia do konkretnego celu, ale na wyborze celu jest wyłącznie domeną ludzi. Człowiek może rozumnie zdecydować, że chce albo nie chce uprawiać seksu – zwierzę może działać tylko według narzuconego przez naturę instynktu. Zatem to rozum czy raczej pewne „wyższe” jego funkcje odróżniają człowieka od zwierząt i czynią go kimś lepszym.

Wiara aktem rozumu

Fakt, że od zwierząt odróżnia nas też religia, nie jest argumentem za romantyzmem. Wiara, a na pewno już ta prawdziwa, nie jest czymś zbliżonym do uczucia – przeciwnie, jak powiedział św. Tomasz, jest aktem rozumu działającego pod naciskiem woli wspieranej przez łaskę Bożą. Nie ma więc w tej definicji miejsca na uczucia – choć mogą one się z wiarą łączyć, nie stanowią jednak jej istoty.

Prymat rozumu należy wywieść z namysłu klasycznej filozofii, przejętego przez rzymskie chrześcijaństwo.

Wbrew liberalnej propagandzie, scholastycy średniowieczni wielce doceniali rozum – chociażby Abelard z Bath powiedział, że właśnie rozum czyni nas ludźmi. Gdyby nie ten nacisk na racjonalne myślenie, to nie doszłoby do rewolucji naukowej w XVII wieku – uczuciami układu nieba się nie odkryje.

Podwaliny pod tę rewolucję położył w ogromnej mierze zdrowo pojęty racjonalizm katolicki – wyrażający się przede wszystkim w założeniu racjonalności świata, a zatem i możliwości wykrycia w nim stałych, powszechnych praw. Bez takiego założenia, wyrażonego choćby w biblijnym twierdzeniu, że Bóg urządził wszystko według miary, liczby i wagi (Mdr 11,20) nauka nie mogłaby powstać, gdyż zwyczajnie nie widziano by w jej tworzeniu sensu. Doskonale opisali to między innymi Tomasz Woods i Edward Grant.

Jeśli chodzi o zarzut pokrewieństwa ideologicznego konserwatywnych „racjonalistów” z koryfeuszami oświecenia – wytaczany w niektórych dyskusjach przez konserwatywnych romantyków, zafascynowanych miedzy innymi myślą de Maistre’a – to jest on co najmniej naciągany.

Warto w każdym razie zdać sobie sprawę z dwóch rzeczy.
Po pierwsze, jest wielce prawdopodobne, że nie byłoby Oświecenia i jego postulatu walki z przesądami bez chrześcijaństwa i długotrwałej walki Kościoła z wszelkimi zabobonami – podobnie jak nie było nigdy podobnego nurtu, powiedzmy, w łonie cywilizacji hinduskiej.
Po drugie zaś, myśliciele Oświecenia niewątpliwie „wypaczyli” katolicki szacunek do rozumu. Przede wszystkim uznali oni, że rozum jest ex definitione sprzeczny z religią.

Jeśli przyznać im rację, to istotnie katolik nie powinien uznawać prymatu rozumu. Jednak ów nie może się zgodzić z tą tezą oświeceniowców – bo potępia ją Kościół – vide chociażby: przysięga antymodernistyczna.

To oświeceniowe założenie nie pomogło jednak w rzeczywistym „naukowym” obaleniu argumentów przemawiających na rzecz istnienia Stwórcy – przeciwnie, chociażby zasada antropiczna potwierdza dowód „z celowości” (czwarta droga św. Tomasza), wskazując na niezwykłą harmonię panującą na ziemi i we wszechświecie.

Oprócz tego – jak pisze o Józef Bocheński: „Wypada rozróżnić co najmniej dwa znaczenia nazwy racjonalizm, szerokie i węższe, oświeceniowe. Racjonalizm w szerokim słowa znaczeniu nie jest zabobonem; jest nim nawet jego przeciwieństwo, irracjonalizm. Natomiast w węższym, oświeceniowym słowa znaczeniu, racjonalizm jest zabobonem. Polega bowiem na twierdzeniu, że rozum, tj. doświadczenie i wnioskowanie wystarczają, aby znaleźć odpowiedź na wszystkie pytania, jakie człowiek może sobie postawić.”

Luter: „Rozum jest sprzeczny z wiarą”

Konserwatywno-katolicki zwolennik zdrowego rozsądku nie będzie zatem zakładał, że jest on wszechpotężnym narzędziem, nie będzie głosił prymatu indywidualnego ratio nad niezależnym odeń Logosem, nie będzie ex definitione i bynajmniej nierozsądnie odrzucał autorytetu i religii – jako rzekomo sprzecznych z rozumem. Uzna, że fakt prawdziwości katolicyzmu można uzasadnić rozumowo (cuda, liczne spełnione proroctwa, wiarygodność Ewangelistów); a jednocześnie przyzna, że rozum ludzki nigdy nie pozna wielu tajemnic związanych z religią – żadne najtęższe „naukowe” badania nie pomogą w rozjaśnieniu pojęcia Trójcy Świętej.

Nie znaczy to jednak, że tak zwane dogmaty czyste (niemożliwe do zrozumienia) są irracjonalne – po prostu przekraczają ludzkie możliwości percepcji. Ponadto należy zauważyć, że rewolucję francuską przygotował także romantyk Rousseau, ze swoim zupełnie uczuciowym człowiekiem dobrym z natury, mającym przez wolę powszechną obalić złe, cywilizowane społeczeństwo.

Nie inaczej było z rewolucją protestancką. Marcin Luter nie mogąc pohamować swoich iście „uczuciowych”, zmysłowych skłonności, zaatakował nie tylko konieczność uczynków do zbawienia, nie tylko Kościół, ale i sam rozum. To ten heretyk, a nie żaden z papieży orzekł, że: „Rozum to jest największa k… diabelska; z natury swojej i sposobu bycia jest szkodliwą k…; jest prostytutką, prawdziwą k…. diabelską, k… zeżartą przez świerzb i trąd, którą powinno się zdeptać nogami i zniszczyć ją i jej mądrość… Rzuć jej w twarz plugastwo, aby ją oszpecić. Rozum jest utopiony i powinien być utopiony w Chrzcie… Zasługiwałby na to, ohydny, aby go wyrzucono w najbrudniejszy kąt domu, do wychodka.” To Luter orzekł, że „rozum jest sprzeczny z wiarą”.

Jakże niezgodne to było z tomistyczną zasadą wzajemnego uzupełniania się fides i ratio. Rozum u Lutra nie został jednak odrzucony en bloc – graniczyłoby to z absurdem. Został jednak zdegradowany do roli sługi – sługi instynktów, popędów i namiętności. Nastąpiło zatem odwrócenie proporcji – to co czyni człowieka człowiekiem, dodajmy stworzonym na obraz i podobieństwo Boga samego, zostało zdegradowane do roli sługi czysto cielesnej i „zwierzęcej” „części” człowieka.

Absurdalni romantycy

Konserwatywnym „romantykom” warto ponadto przypomnieć, że osoba, która otwarcie deklaruje, iż jej światopogląd opiera się na uczuciach czy jakimkolwiek irracjonalnym przekonaniu – choćby najszczerszym i najgłębszym – sama wyklucza się z możliwości brania udziału w dyskusji. Każda debata polega (powinna polegać) przecież na argumentach mających na celu dojście do prawdy. Czy ktokolwiek poważny dałby się przekonać Kopernikowi, gdyby ów twierdził, że pogląd na miejsce Ziemi w układzie słonecznym opiera na głębokim wewnętrznym przekonaniu – przekonaniu „podmiotu”, niezależnym od naukowych badań przedmiotu – czyli samego układu słonecznego.

Veritas est adaequatio rei ad intellectus – prawda jest zgodnością rzeczy (przedmiotu) z rozumem (podmiotem) – rzecze Arystoteles. Jest ona więc niezależna od podmiotu – Ziemia obracała się wokół Słońca, nawet gdy powodowani najlepszymi intencjami ludzie byli najgłębiej przekonani, że jest odwrotnie. Pogląd przeciwny jest absurdem, pasującym być może do postmodernistycznego klimatu „intelektualnego”, ale nie do światopoglądu konserwatysty i katolika.

Czas zatem, aby konserwatywni katolicy śmielej zgłaszali „pretensje” do reprezentowania racjonalnego światopoglądu, zbudowane przecież przez klasyczną filozofię grecką.

Czas zamknąć usta romantykom-rewolucjonistom, sentymentalnym pacyfistom czy feministkom ignorującym naukowe odkrycia międzypłciowych różnic w budowie mózgu.

Katoliccy tradycjonaliści są stokroć bardziej racjonalni, niż zwolennicy nadawania małpom „praw człowieka”, uważający je za postęp w stosunku do rzekomego chrześcijańskiego obskurantyzmu.

Marcin Jendrzejczak
Za: http://www.prawy.pl (witryna już nie istnieje)

Posted in Kultura | 20 Komentarzy »

Niemcy i Grecja – ucieczka z eurolandu?

Posted by Marucha w dniu 2010-08-01 (Niedziela)

„…żeby wejść do strefy euro, kraj kandydat musiał przestrzegać rygorystycznych ograniczeń (dzisiaj określanych mianem kryteriów konwergencji), czyli ni mniej, ni więcej, tylko zsynchronizować swoją gospodarkę z gospodarką niemiecką.
(…) Pęknięcia na nieskazitelnej, wydawać by się mogło, idei euro zaczynają się dziś przenosić na sferę zarówno gospodarczą, jak i polityczną. Przede wszystkim zaś pokazują, że mimo precyzyjnie ustalonych kryteriów konwergencji nie da się przezwyciężyć rozbieżności w warstwie historycznej i geograficznej kontynentu”.

“Gazeta Bankowa” opublikowała analizę autorstwa Marko Papic, Robert Reinfrank, Peter Zeihan – zespołu analityków Stratfor – prywatnej agencji wywiadowczej założonej przez George’a Friedmana, wybitnego ekonomisty, laureata Nagrody Nobla. Przedstawia ona amerykański punkt widzenia na problemy europejskiej unii walutowej.

„Tuzy świata finansów od jakiegoś czasu sugerują, że pierwszy ze strefy euro wyjdzie sfrustrowany kryzysem Berlin, zaś podczas ostatniego spotkania przywódców europejskich prezydent Nicolas Sarkozy użył wręcz szantażu, że Francja opuści strefę, jeśli Niemcy nie pomogą Grecji.

Tymczasem wielu niemieckich przywódców z Angelą Merkel na czele coraz głośniej wzywa do wypracowania w eurolandzie takiego mechanizmu, który pozwoli wyrzucić za burtę Grecję czy jakikolwiek inny kraj członkowski, jeśli będzie nadmiernie zadłużony, a jego gospodarka pozostanie niekonkurencyjna. Wszystko po to, żeby pozostali członkowie strefy euro nie płacili za rozrzutność niewdzięczników i ich nieuzasadnione wydatki. I tak gorącym tematem stały się dzisiaj plotki, porady, groźby, sugestie i informacje “z pierwszej ręki”, których motywem przewodnim jest opuszczenie strefy euro – albo przymusowe przez Greków, albo dobrowolne przez Niemców. Ale pozostaje fundamentalne pytanie: czy o takiej ewentualności możemy w ogóle rozmawiać?

Geografia unii walutowej

Naszym zdaniem we wszystkich dyskusjach o przyszłości euro brakuje argumentu politycznych podstaw utworzenia tej waluty. To prawda, że argumenty dotyczące fundamentów gospodarczych papierowego pieniądza są ogromnie istotne, ale działalność handlowa opiera się na walutach, których wartością są również decyzje polityczne. A to oznacza, że rząd musi być zdolny do wykorzystania papierowego pieniądza przy rozliczaniu zadłużenia, zaś odmowa przyjęcia waluty jako formy rozliczenia w handlu w ramach ograniczeń prawnych powinna być i jest karalna.

Bezspornie obecne kłopoty z euro polegają na tym, że silna waluta nie zawsze odpowiada geografii gospodarek europejskich. Strefa euro ma jeden bank centralny, który prowadzi jedną – spójną – politykę pieniężną, bez względu na to, czy dotyczy państwa w południowej, czy północnej części kontynentu. I tu właśnie jest pies pogrzebany: euro nie przystaje do europejskiej geografii. Europa jest pod względem wielkości obszaru przedostatnim (po Australii) kontynentem na planecie, ale już pod względem liczby państw wchodzących w jej skład zajmuje pozycję wicelidera (po Azji). I nie jest tak przez przypadek, gdyż mnogość europejskich półwyspów, łańcuchów górskich, większych i mniejszych wysp pozwala na zachowanie nawet najsłabszych organów państwowych.

Pomimo tak ogromnej różnorodności, naturalne cechy geograficzne kontynentu – żeglowne rzeki, wybrzeża sprzyjające powstawianiu portów – umożliwiały i umożliwiają łatwy przepływ towarów i idei, jak Europa długa i szeroka. Zachęca to do akumulacji kapitału ze względu na niskie koszty transportu. A jednocześnie daje możliwość błyskawicznego rozprzestrzeniania się nowych technologii. I w efekcie – wzrost bogactwa europejskich krajów. Faktycznie pięć z dziesięciu największych gospodarek świata to właśnie państwa europejskie – mimo ich stosunkowo niewielkiej populacji.

Kolejna rzecz – sieci europejskich rzek i mórz nie są zintegrowane, ale dzięki temu oddzielone od siebie, często małe ośrodki gospodarcze, są w stanie niezależnie generować kapitał. Aż do teraz nie ma w Europie – mimo presji integracyjnej – ośrodka, który pod tym względem przypominałby Nowy Jork. System wielu ośrodków kapitału prowadzi do zazdrosnego pilnowania tego kapitału i lokalnych, w skali kontynentu, systemów bankowych.
Czytaj resztę wpisu »

Posted in Gospodarka | 9 Komentarzy »

Afera Madoffa: Wskazówki dla zakłopotanego antysemity

Posted by Marucha w dniu 2010-08-01 (Niedziela)

Dla myślącego antysemity afera Madoffa może stanowić pewien kłopot. Czy powinien się cieszyć, czy płakać? Czytając żydowskie gazety, można pomyśleć, że „antysemici” (a według żydowskich źródeł jest to ogromna większość ludzkości – „zadrap goja i od razu znajdziesz antysemitę”) powinni pękać z radości.

Bradley Burston zachwycał się w Haaretz: „Dla prawdziwego antysemity, Boże Narodzenie w tym roku przyszło wcześnie. Nowym antysemickim Świętym Mikołajem jest Bernard Madoff. Spełnił on prośby wszystkich nienawistników Żydów. W swoich najśmielszych marzeniach Aryjczycy nie mogli spodziewać się czegoś lepszego”.

Wtóruje mu obrzydliwa Lipstadt: „Został wyśniony przez antysemitów. Najgorsi z nich nie mogli marzyć o takiej historii”.

A ADL stwierdza: „Spodziewamy się, że antysemici wszechstronnie to wykorzystają”.

Można pomyśleć, że żydowscy megaoszuści to gatunek bardzo rzadki, jak białe kruki. Niestety, tak nie jest. Miał całkowitą rację dr. William Pierce, który kilka lat temu stwierdził: ”Żydzi nie są jedynymi oszustami, lecz z pewnością są oni największymi oszustami. Gdy słyszysz o oszustwie na 100 tysięcy dolarów, to mógł je zrobić dowolny człowiek. Jeśli słyszysz o oszustwie na 100 milionów dolarów, to wiesz, że musiał to zrobić Żyd”.

Tym bardziej, jeśli jest mowa o oszustwie na 50 miliardów dolarów!

Pierce przypomniał czytelnikom o Michael’u Milken’ie, Ivan’ie Boesky’m. Marty Siegel’u, Dennis’ie Levine i skandalu giełdowym spowodowanym przez osoby posiadające poufne informacje giełdowe, który kilkanaście lat temu niemalże spowodował upadek Wall Street i doprowadził do bankructwa dziesiątki tysięcy zwykłych Amerykanów, którzy stracili swoje oszczędności w wyniku sztucznych manipulacji cenami akcji. Wszyscy główni aktorzy tego skandalu byli Żydami.

„Czy pamiętacie wielką katastrofę oszczędnościowo-pożyczkową w latach osiemdziesiątych, której zakończenie kosztowało amerykańskich podatników 500 miliardów dolarów? W dużej części przyczyną upadku sektora oszczędnościowo-pożyczkowego w latach osiemdziesiątych były ogromne inwestycje, robione przez wiele instytucji oszczędnościowo-pożyczkowych, w tak zwane „obligacje bez pokrycia”. A człowiekiem stojącym za tymi pozbawionymi wartości obligacjami – finansowym geniuszem namawiającym te instytucje do ich zakupu – był nie kto inny, jak Michael Milken.

Można Pierce’a poprawić: wielcy oszuści i aferzyści niekoniecznie są Żydami, lecz służą żydowskim interesom, czy będzie to kult Holokaustu, czy idea syjonizmu. Gdy przychodzi do dobroczynności, to amerykański aferzysta, goj lub Żyd, nie troszczy się o biednych Amerykanów ani o głodujących Afrykanów. Oddaje dziesięcinę na sprawę żydowską. Tak było z Madoffem. Wspierał wiele żydowskich inicjatyw, a więc musiał być oszustem. (Dlaczego tak jest, wyjaśniam w „Genealogii człowieka sukcesu” w książce „Pardes”).

Czemu więc przysłowiowy antysemita powinien cieszyć się z wpadki Madoffa, jeśli można się było jej spodziewać tak samo jak jutrzejszego dnia? Dlatego, że, jak doniósł Wall Street Journal, „wśród ofiar było wielu wybitnych Żydów z diaspory, łącznie z laureatem nagrody Nobla Elie Wiesel’em, reżyserem Stevenem Spielbergiem, i magnatem na rynku nieruchomości Mortimer’em Zuckerman’em”.

James Petras uważa, że powinno to raczej rozczarować antysemitów: „Madoff zadał kilka ciosów antysemitom, którzy twierdzą, że istnieje ‘ściśle żydowska konspiracja mająca na celu oszukiwanie nie-Żydów’, raz i na zawsze odsyłając ten mit ma spoczynek. Wśród głównych ofiar Bernarda Madoffa byli jego najbliźsi żydowscy przyjaciele i koledzy, współuczestniczący w ucztach sederowych i uczęszczający do tych samych ekskluzywnych świątyń na Long Island i Palm Beach”.

A oto opinia, jaką wydał Michael Hoffman: „Wielki skok Madoffa … obala stereotyp rozpowszechniony wśród ludzi nienawidzących Żydów, że Żydzi … zawsze okradają nie-Żydów i, jako grupa, ciągną zyski ze zdzierstwa. Jest to oczywista ciemnota … Na przekór przyjętej opinii, judaizm nie służy Żydom. Mogą oni z początku oszukiwać nie-Żydów, lecz wcześniej czy później oskubią się nawzajem”. Hoffman idzie nawet dalej i pisze, „Największymi ofiarami judaizmu nie są nie-Żydzi, lecz sami Żydzi”.

Będąc szlachetnym waha się otworzyć swe serce. Chociaż Hoffman w tym wspaniałym artykule ma rację w sensie głęboko duchowym, to praktycznie strategia judaistyczna na krótką metę wygrywa. Od bankructwa do bankructwa, od przekrętu do przekrętu, od jednego oszustwa ubezpieczeniowego do następnego – sumaryczne bogactwo żydowskiej społeczności ciągle wzrasta dzięki wewnątrzżydowskiej filantropii. Tak, Spielberg i Yeshiva University w opisywanej aferze stracili trochę pieniędzy, lecz poza tym, miliardy dolarów przypłynęły i pozostały w społeczności żydowskiej. Można uważać Madoffa za żydowskiego samobójcę, który popełnił finansowe samobójstwo i równocześnie naraził na straty kilku żydowskich inwestorów. Lecz rezultatem tego wszystkiego był ogromny, stały przepływ bogactwa od nie-Żydów do Żydów.

Jak zwykle, oskarżenia o antysemityzm wykorzystywane są do ukrycia nagich faktów. Mówi się o zrujnowanych inwestorach żydowskich, lecz większość frajerów obrobionych przez Madoffa nie była Żydami, co słusznie zauważył Leo Schmit, korespondent Petera Myers’a z Kandaharu w Afganistanie. „Większość frajerów przerobionych przez Madoffa to nie-Żydzi i nieżydowskie banki, fundacje i firmy. Twierdzenie, że ‘największym łupem’ są fundacje żydowskie ewidentnie mija się z prawdą. Szkody wyrządzone fundacjom żydowskim są o wiele mniejsze niż szkody naniesione różnym instytucjom finansowym, fundacjom i firmom wymienionym przez Henri Blodget’a. Ponadto, inwestycje żydowskich inwestorów z Ameryki zostaną im zwrócone przez amerykański rządowy fundusz ubezpieczeń finansowych, lecz nie mogą na to liczyć europejscy nie-Żydzi i ich banki.

Tak więc, antysemici nie mają powodu do radości. Żydowski kanciarz nie jest niczym nowym i nie pierwszy raz wygrywa. Żydzi nie stracili, oni wygrali. Ich narzekania i żale są tak samo prawdziwe jak rozliczenia Madoffa. Żart dr Petras’a także był przedwczesny, gdy pisał: „Afera może osłabić gromadzenie funduszy pozwalających zwiększać wpływy AIPAC w Kongresie i finansować kampanie propagandowe na korzyść wcześniej zaplanowanego militarnego ataku USA na Iran”. Nie tak szybko, Jim! Nawet jeśli niektóre żydowskie i syjonistyczne organizacje stracą trochę forsy, to ogólna suma żydowskich zasobów wzrosła, i te nowe aktywa ponownie znajdą swoją drogę do syjonistycznego lobby i innych podobnych ciał. Czy oznacza to, że nic z tym nie można zrobić? Nie. Jeśli jest wola, to znajdzie się sposób.

Dopóki w odpowiedzi na żydowskie przestępstwa nie będzie można konfiskować prywatnych funduszy żydowskich osób prawnych, stan posiadania „narodu żydowskiego” pozostanie nienaruszony. Obecnie te olbrzymie aktywa są dobrami martwej ręki, jak własność Kościoła w Średniowieczu. „Martwa ręka” oznacza, że nie można ich zaskarżać. Wszystkie straty są twoje, a ich są tylko zyski. Taki złoty interes nie może trwać wiecznie. Reformacja nigdy nie miałaby miejsca, gdyby własności Kościoła nie obejmowała zasada martwej ręki. Ostatecznie książęta zostali zmuszeni wywłaszczyć Kościół, gdyż w przeciwnym wypadku stałby się on zbyt potężny i zagroziłby ich panowaniu ekonomicznemu. Teraz należy zrobić porządek z żydowskimi fundacjami martwej ręki. Skorzystały one na oszustwie Madoffa, niech płacą!

Fundacje te są kontrolowane przez wciąż przebywających na wolności Madoffów i innych przywódców syjonistycznych. Narodowa Fundacja Żydowska (The Jewish National Fund (JNF)) “jest międzynarodową korporacją z biurami w ponad dziesięciu krajach. Otrzymuje ona miliony dolarów od bogatych Żydów z całego świata, i większość tych datków nie jest opodatkowana. Celem JNF jest nabywanie i zagospodarowywanie ziemi wyłącznie dla Żydów. Wydzierżawia ona ziemię tylko Żydom”. Nasz przyjaciel, Jonathan Cook z Nazaretu, nazwał ją niezmiernie bogatą i potężną instytucją rasistowską. JNF otrzymała fundusze od Madoffa, ponadto inne osoby, które zarabiały pieniądze w systemie Madoffa, także wspierały JNF.

Inną instytucją martwej ręki z ogromnymi aktywami jest Konferencja Żydowskich Roszczeń Materialnych wobec Niemiec (Conference on Jewish Material Claims against Germany). Fundacja ta, według Haaretz, otrzymała w Niemczech Zachodnich nieruchomości warte miliardy dolarów na podstawie przepisów niemieckiego prawa, które uznają ją za właściciela wszystkich majątków należących do nie posiadających spadkobierców ofiar Holokaustu. Nie martwcie się, pieniądze te w żadnym wypadku nie wspomagają biednych starych Żydów. Nagłówek w Haaretz głosi, że “Pozostali przy życiu otrzymują drobną cząstkę rekompensat za Holokaust”. Z tej kupy forsy powinno się spłacać obrabowanych nie-Żydów.

Gdy już przy tym jesteśmy, te i inne społeczne ciała żydowskie można będzie obciążać nie tylko za stosunkowo małe straty spowodowane przez Madoffa, lecz także za o wiele większe, które spowodował talmudysta Alan Greenspan oraz jego kolega z jesziwy Ben Bernanke. Nie ma powodu by nienawidzić Greenspana, ani by nazywać go wrogiem publicznym numer jeden. Wystarczy, gdy zadziała na odwrót jego największe osiągnięcie – masowy transfer bogactwa od zwykłych Amerykanów do superbogaczy, a od nich do instytucji żydowskich. Wśród tych ostatnich, najpierw należy zaatakować Centrum Tolerancji Szymona Wiesenthala, mogłoby to obronić Jerozolimę przed potwornością, którą ta organizacja planuje zbudować w centrum Jerozolimy na cmentarnym wzgórzu Mamilli. (Zgodnie ze standardami tolerancji Szymona Wiesenthala, „tolerancja” ma polegać na wspieraniu kneblującego ustawodawstwa i bombardowaniu Iranu!).

Wywłaszczenie tych fundacji nie zaszkodzi poszczególnym uczciwym ludziom żydowskiego pochodzenia. Przeciwnie, usunęłoby ono główną przyczynę antagonizmu pomiędzy Żydami i nie-Żydami. Żydzi wiedzieliby, że nie ma oddzielnych fundacji opiekujących się nimi i przekonaliby się, że razem ze swymi nieżydowskimi współobywatelami płyną w jednej łodzi. Żydowskie lobby skurczyłoby się wtedy do swoich naturalnych rozmiarów, tak jak, powiedzmy, lobby kubańskie, a USA uleczyłoby się ze swej głównej choroby.

My, Izraelczycy, bylibyśmy największymi beneficjentami tego posunięcia. Isaac Deutscher przypisał negatywne tendencje w Izraelu wpływom superbogatych Żydów amerykańskich: „Bogaci Żydzi amerykańscy z całego serca chcą zostać członkami Narodu Wybranego, a ich wpływy w Izraelu wyrażają się w poparciu religijnego obskurantyzmu i reakcji. Utrzymują oni przy życiu duch rasowej talmudycznej wyjątkowości i wyższości. Żywią i rozpalają nienawiść do Arabów”. Gdy zmusi się ich do płacenia za swe sztuczki, to nie tylko antysemici, ale także Żydzi będą mieli powód do radości.

Tłumaczył: Roman Łukasiak
Za: http://www.israelshamir.net/Polish/Madoff-Affair-pl.htm

Posted in Różne | 2 Komentarze »

List do ministra sprawiedliwości

Posted by Marucha w dniu 2010-08-01 (Niedziela)

Otrzymaliśmy list otwarty do Ministra Sprawiedliwości Krzysztofa Kwiatkowskiego, który zostanie w najbliższym czasie wysłany do adresata. Redakcja Jednodniówki Narodowej w pełni popiera treści zawarte w liście.

Szanowni Państwo, Drodzy Kresowianie i Potomkowie Kresowian, wespół z Panem Stanisławem Srokowskim przygotowaliśmy ostateczną wersję listu otwartego, adresowanego do Ministerstwa Sprawiedliwości. Jego głównym sygnatariuszem instytucjonalnym staną się Stowarzyszenia reprezentowane przez Pana Stanisława Srokowskiego oraz Pana Witolda Listowskiego. (…).

Z poważaniem
Maria i Leszek Jazownikowie
Czytaj resztę wpisu »

Posted in Polityka | 3 Komentarze »

 
%d blogerów lubi to: