Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

„Bitwę Warszawską wygrałem ja”

Posted by Marucha w dniu 2010-08-16 (poniedziałek)

W związku z 90. rocznicą Bitwy Warszawskiej przez media przewaliła się fala publikacji dotyczących roli Józefa Piłsudskiego w bitwie. Historycy, jak jeden mąż, wyśmiewali i deprecjonowali tezę, że w decydującym momencie zmagań Wódz Naczelny zwyczajnie się załamał i przestał dowodzić bitwą, ba, w przeddzień bitwy (12 sierpnia) poszedł do premiera Wincentego Witosa i jak gdyby nigdy nic złożył dymisję z zajmowanych stanowisk! Na pytanie zaskoczonego premiera, co ma z tym zrobić, odpowiedział: „Co pan uzna za stosowe”. Witos zataił dymisję, bo uznał, że ogłoszenie jej publicznie byłoby straszliwym ciosem w morale armii. Piłsudski opuścił Warszawę, najpierw pojechał do kochanki – Aleksandry Szczerbińskiej pod Tarnów, a dopiero potem do Puław. Ponaglony przez szefa sztabu generalnego gen. Tadeusza Rozwadowskiego – przyspieszył planowany atak znad Wieprza o jeden dzień, dołączając już do pościgu za cofającymi się już od paru dni bolszewikami.

Generał Tadeusz Jordan-Rozwadowski

Historycy w Polsce po 1989 roku uznają niemal za dogmat wszystkie tezy piłsudczykowskiej propagandy. Czynią to w stylu, który musi budzić uczucie zażenowania. Czy dochodzenie prawdy, i to sprzed 90 lat – to jest jakiś zamach na świętość? Czy ujawnienie jak było, sprawi, że Polska się zwali? Wolne żarty. Czytam oto wywiad z dr. Grzegorzem Nowikiem („Gazeta Wyborcza”, 14-15.08.2010) pod wymownym tytułem „Jak Piłsudski pobił Lenina”. Na pytanie redakcji o kontrowersje związane z bitwą, Nowik odpowiada: „Spór powstał po publikacji „Pierwszej wytycznej operacji warszawskiej” wybitnego historyka płk. Mariana Kukiela. Uważał on, że autorem planu Bitwy Warszawskiej 1920 r., a szczególnie kontrofensywy znad Wieprza był nie Piłsudski, ale gen. Tadeusz Rozwadowski. Tezy Kukiela w świetle badań prof. Wiesława Majewskiego oraz dr. Marka Tarczyńskiego, a także moich, są nie do utrzymania. Zresztą i Kukiel wycofał się z nich w 1928 r.”.

Humorystycznie brzmi zdanie „Kukiel wycofał się z nich w 1928 r.”. Było to dwa lata po zamachu majowym. W więzieniu przez rok gnił twórca zwycięstwa warszawskiego – gen. Tadeusz Rozwadowski. To była zemsta za ujawnienie tuż przed majem 1926 kulisów bitwy warszawskiej, po tym, jak Piłsudski w książce „Rok 1920” zdeprecjonował wszystkich generałów i tylko siebie uznał za zwycięzcę. Po wyjściu z więzienia Rozwadowski długo nie pożył. W takiej atmosferze, kiedy kult Piłsudskiego był obowiązującą ideologią – weryfikowanie swoich poprzednich poglądów było znaczące. Nowik przekonuje, że dzisiaj Kukiel przychyliłby się do jego tez, a argument za tym jest wręcz rozbrajający: „Kukiel nie wykorzystał najcenniejszego źródła – relacji Wodza Naczelnego”. Oczywiście, to jest rozstrzygające, relacja Naczelnego Wodza. Co innego inne relacje, te nie mają znaczenia – a chodzi tu o takie osoby jak: gen. T. Rozwadowski, W. Witos. Maciej Rataj (marszałek Sejmu), gen. Maxime Weygand oraz wiele innych. Wszystkie one jednoznacznie stwierdzają, że przez prawie dwa miesiące Piłsudski był w stanie kompletnego załamania psychicznego.

Wystarczy zresztą przejrzeć ogromne zbiory dokumentów z tego okresu (od czerwca 1920) – nie znajdziemy żadnego z podpisem Naczelnego Wodza! Pierwszy pochodzi dopiero z 15 sierpnia – jest nim rozkaz o ataku Grupy Uderzeniowej znad Wieprza. No i oczywiście jest nim także akt dymisji z 12 sierpnia, ale ten dokument był tajemnicą aż do 1962 roku! Obecnie ten dokument jest przez historyków ignorowany – mówią, że to był tylko pozór, bo Piłsudski nie chciał utrudniać rokowań z bolszewikami. Tyle tylko, że wcale tego Witosowi nie powiedział. Ale analiza faktów wskazuje, że po 12 sierpnia (a i wcześniej) faktycznym prowadzącym bitwę był gen. Rozwadowski. W zachowanych dokumentach mamy setki stron jego rozmów juzowych z dowódcami frontów, mamy dziesiątki narad i wizyt na pierwszej linii frontu. Gdzie był wtedy Wódz Naczelny? Nie zachowała się ani jedna fotografia przedstawiająca Piłsudskiego wśród żołnierzy, a przecież tak bardzo lubił fotografować się z wojskiem. Tych fotografii nie było, bo nie było go na froncie. Ale to nie wszystko – bitwę stoczono nie wedle rozkazu z 6 sierpnia (w jego wypracowaniu rzeczywiście brał udział Piłsudski), ale z 9 sierpnia, po tym, jak Rozwadowski dostrzegł nieaktualność tego pierwszego. Był to pisany ręcznie przez Rozwadowskiego rozkaz o fikcyjnym numerze 10.000. Został on upubliczniony w 1929 roku w książce „Generał Rozwadowski”. Charakterystyczne jest to, że podpis Piłsudskiego widnieje pod zdaniem „Zostają niniejszym informowani”. Jest tam kilkanaście nazwisk generałów. Wódz Naczelny „zostaje informowany”? Jak to rozumieć? Bardzo prosto – Piłsudski niejako poddawał się decyzji Rozwadowskiego co do prowadzenia bitwy, choć nie podobała mu się koncepcja uderzenia także na północy (5. Armia gen. W. Sikorskiego) – umył ręce, jakby mówiąc: „To niech Pan Generał walczy wedle swojej koncepcji, ale ja nie będę tego firmował”. I bitwę wedle koncepcji Rozwadowskiego przeprowadzono – 5. Armia uderzyła na kilka dni przed atakiem Grupy Uderzeniowej znad Wieprza, a Józefowi Hallerowi udało się przełamać bolszewików pod Radzyminem. Potem Piłsudski uważał, że działania Hallera i Sikorskiego były niepotrzebne, ale do kogo miał pretensje? Jeśli Naczelny Wódz tak mówi, to znaczy, że przyznaje, że nie miał wpływu na przebieg operacji, a więc faktycznie nie pełnił funkcji Naczelnego Wodza.

Nie wiem co ma na myśli dr Nowik mówiąc: „Ani Kukiel, ani historycy z komisji nie wiedzieli też, że część dokumentów sztabowych gen. Rozwadowski dekretował już po bitwie. Przed laty ujawnił to prof. Piotr Stawecki. Marian Kukiel zawierzył także zawodnej – zdaniem dr. Tarczyńskiego – pamięci szefa Sztabu Generalnego”. To już pachnie dosyć ordynarną próbą zdyskredytowania Rozwadowskiego wedle wskazań piłsudczykowskiej machiny propagandowej z lat 20. oskarżającej znanych generałów o „fałszowanie dokumentów”. Jak się też okazuje, pamięć szefa sztabu była zawodna, ale pamięć Naczelnego Wodza nie podlega dyskusji. A może i podpis Piłsudskiego na rozkazie nr 10.000 z 9 sierpnia też jest sygnowany później, a może i podrobiony?

Piłsudski był dzieckiem szczęścia, uratował się dzięki temu, że ludzie, z którymi współpracował w poczuciu odpowiedzialności za państwo nie wykorzystali okazji, by go zdyskredytować. Witos nie ogłosił jego dymisji, a Rozwadowski tłumił krytykę Naczelnego Wodza w sferach wojskowych, milcząc latami na temat prawdziwego przebiegu bitwy. W maju 1926 roku, po zajęciu siedziby premiera, piłsudczycy pierwsze co zrobili, to włamali się do szafy pancernej Witosa w poszukiwaniu aktu dymisji Piłsudskiego z dnia 12 sierpnia 1920. A Rozwadowskiego zwyczajnie, bez sądu, zamknięto w więzieniu. Miał tam gnić, bo – jak rzucił mu podczas ostatniej rozmowy Piłsudski: „Bitwę Warszawską wygrałem ja”. I nikt inny. I tak jest po dziś dzień.

PS. Jedyną książką naukową, która przedstawia wydarzenia z innej perspektywy, jest biografia autorstwa dr. Mariusza Patelskiego pt. „Generał broni Tadeusz Rozwadowski – żołnierz i dyplomata” (wyd. RYTM, Warszawa 2002). Znamienne jest jednak to, że Wydawca uzupełnił to wydanie swoim posłowiem, dystansując się od ustaleń autora. Napisał m.in.: „Jedno jest jednak pewne i nie budzi wątpliwości: Pierwszy Marszałek Polski Józef Piłsudski był Naczelnikiem Państwa, Przewodniczącym Rady Obrony Państwa, Naczelnym Wodzem i z racji swego stanowiska podejmował kluczowe decyzje oraz brał na siebie pełną odpowiedzialność wobec Boga i Historii”. Tak wygląda polska poprawność polityczna w wieku XXI.

Jan Engelgard, Nowa Myśl Polska

Odpowiedzi: 63 to “„Bitwę Warszawską wygrałem ja””

  1. Inkwizytor said

    Rzeczywiście „wygrał” 15 sierpnia o 18.00 na chrzcinach w Puławach u państwa Minkiewiczów. megaloman i dyletant wojskowy i dekownik. Mowa oczywiście o brygadierze Ginecie-Selmanie ksywa „Piłsudski”

  2. aga said

    książka M.Patelskiego jest obecnie nie do zdobycia.

    Wierny przysiędze
    12 maja 1926 roku marszałek Piłsudski rozpoczął trzydniową wojnę domową, tzw. zamach majowy. O godz. 14.45 Rozwadowski spotkał się z ministrem spraw wojskowych, gen. Juliuszem Malczewskim. Po rozmowie zgodził się objąć stanowisko dowódcy obrony Warszawy. Obrońcy rządu znajdowali się w niezwykle trudnej sytuacji, nie wiedzieli bowiem w przeciwieństwie do zamachowców na kogo można liczyć. Rozwadowski odbył naradę z gen. Malczewskim, płk. Władysławem Andersem oraz nowo powołanym szefem Sztabu Generalnego gen. Stanisławem Hallerem i podjął decyzję o przeniesieniu dowództwa do Belwederu. Była to niezbyt fortunna decyzja, bo pozbawiała łączności z krajem. Utrzymywano ją jedynie drogą powietrzną. Obrońcy dysponowali siłą około 1700 ludzi. Wojska buntownicze dowodzone przez gen. Gustawa Orlicz-Dreszera, miały znaczną przewagę, liczyły bowiem ok. 4300 żołnierzy.
    Rozwadowski wydał rozkaz bezwzględnego rozprawienia się z zamachowcami, nawet nie oszczędzając ich życia. Dla generała, wielkiego zwolennika legalizmu i demokracji, Piłsudski był zwykłym buntownikiem. Drugiego dnia walk Rozwadowski zaplanował większą akcję. Ważną rolę miały odgrywać oddziały z Cytadeli płk. Izydora Modelskiego. Akcja obrońców powiodła się tylko częściowo, ponieważ wojska z Cytadeli przeszły na stronę marszałka i uwięziły Modelskiego. Zamachowcy uzyskali przewagę, rozpoczęli również ostrzał artyleryjski Belwederu, lekko ranny został m.in. płk. Anders. W odpowiedzi Rozwadowski wydał rozkaz dowódcy lotnictwa gen. Włodzimierzowi Zagórskiemu użycia bomb przeciwko oddziałom buntowniczym zmierzającym do Warszawy w celu ich rozproszenia. Zbombardowano wybrane cele w mieście m.in. Plac Saski. Była to demonstracja siły. Pomoc dla obrońców legalnej władzy nie nadchodziła, ponieważ strajk na kolei opóźnił przybycie wiernych pułków wielkopolskich i pomorskich. Sytuacja stała się dramatyczna. Rząd i dowództwo wycofało się do Wilanowa.
    Do Rozwadowskiego dochodziły informacje o nadchodzących na pomoc oddziałach. Starał się przekonać prezydenta Stanisława Wojciechowskiego o konieczności przeprowadzenia w oparciu o nie kontrofensywy. Prezydent jednak 15 maja zdecydował się podać do dymisji i rozkazał zaprzestania walk. Zebrani dowódcy z Rozwadowskim na czele natychmiast przyjęli rozkaz, tylko płk Anders nie chciał się podporządkować. Rozwadowski zdał dowództwo gen. Kędzierskiemu i wraz z kilkoma innymi oficerami został internowany. Walki dobiegły końca.

    Bezprawne więzienie
    Co prawda wojska gen. Rozwadowskiego zostały wyparte z Warszawy, ale nie rozbite i stanowiły nadal znaczną siłę. W takich okolicznościach Rozwadowski i Stanisław Haller liczyli na honorowe zakończenie konfliktu. Ponadto 22 maja Piłsudski wydał rozkaz do wojska, w którym przyznał racje obu walczącym stronom, zapowiadając niewyciąganie konsekwencji wobec pokonanych oraz zgodę i pojednanie. Jednak najbliższe dni zweryfikowały obietnice marszałka. Niebawem część internowanych oficerów zwolniono. Natomiast generałów: Rozwadowskiego, Zagórskiego, Malczewskiego i Jaźwińskiego oskarżono o przestępstwa natury kryminalnej i odstawiono do Wojskowego Więzienia Śledczego nr I przy ul. Dzikiej 19 w Warszawie. Stamtąd 26 maja przetransportowano ich do WWŚ nr III na Antokolu w Wilnie.
    Więzienne warunki egzystencji gen. Rozwadowskiego i jego towarzyszy były ciężkie, cele stanowiły jedną wielką ruinę, nie były ogrzewane, a ambulatorium zamknięte. Po interwencji jednego z zastępców komendanta, dawnego podwładnego generała z czasów obrony Lwowa, wyremontowano cele dla generałów. Zdaniem niektórych badaczy to właśnie wtedy postanowiono otruć gen. Rozwadowskiego, malując ściany jego celi farbą z arszenikiem.
    Pomimo braku jakichkolwiek dowodów, które miałyby świadczyć o przestępstwach Rozwadowskiego, cały czas odraczano terminy rozprawy. W prasie piłsudczycy rozpętali nagonkę. W broszurze „Zbrodniarze” dezawuowano wieloletnią pracę generała nad organizacją, wyszkoleniem i modernizacją polskiej kawalerii. Przez wiele miesięcy władze zwlekały z przedstawieniem Rozwadowskiemu, jak również Zagórskiemu aktu oskarżenia. W październiku 1926 roku Wojskowy Sąd Okręgowy nr 1 wydał orzeczenie, że wobec braku dowodów nie ma powodu utrzymywania aresztu śledczego nad Rozwadowskim. Jednak generał nie wrócił na wolność. Z polecenia prokuratora wojskowego, za którym stał Piłsudski, był nadal przetrzymywany z powodów „interesów wojska pierwszorzędnej wagi”.
    Z dniem 30 kwietnia 1927 przeniesiony został w stan spoczynku [1]. W tym samym terminie zwolnionych z czynnej służby zostało 8 generałów dywizji i jeden wiceadmirał (Kazimierz Porębski) oraz 19 generałów brygady i jeden kontradmirał (Jerzy Zwierkowski).
    W społeczeństwie nasiliła się akcja petycyjna w obronie uwięzionych generałów. W kwietniu 1927 roku sympatyk Piłsudskiego, rektor Uniwersytetu Wileńskiego prof. Marian Zdziechowski napisał w obronie generałów broszurę „Sprawa sumienia polskiego”. 18 maja 1927 roku Rozwadowskiego dość nieoczekiwanie zwolniono, dokonując przy tym licznych uchybień prawnych.

    Ostatnie miesiące
    Więzienie spowodowało, że generał wyraźnie podupadł na zdrowiu. Ponadto dużym ciosem było dla niego zaginięcie gen. Zagórskiego. Władze oskarżyły, go o dezercję, ale Rozwadowski znając generała, wiedział że jest to oszczerstwo i że Zagórski najprawdopodobniej padł ofiarą mordu politycznego. Rozwadowski obwiniał się o los Zagórskiego, jego zdaniem powodem zgładzenia towarzysza niedoli, było to, iż przy zwalnianiu wyjawił, że Zagórski pisze pamiętniki, w których to demaskuje agenturalną działalność Józefa Piłsudskiego z czasów I wojny światowej.
    Rozwadowski coraz częściej przebywał w Jastrzębiej Górze, gdzie próbował się leczyć, z nasilających się bólów brzucha, połączonych z krwawieniem i silnymi torsjami. Lekarze byli bezradni. Schorowanemu generałowi spokoju nie dawało ciągłe przesuwanie terminu rozprawy jaka się miała przeciw niemu zacząć. W okresach lepszego samopoczucia Rozwadowski pracował nad nowymi wynalazkami i pisał rozprawy wojskowe.
    W 1928 roku napisał referat poświęcony „Problemowi dzisiejszej obrony Państwa”, nazywany również „Testamentem wojskowym generała Rozwadowskiego”. Postulował w nim utworzenie specjalnej formacji, tzw. armii wysokiego pogotowia, zdolnej do błyskawicznej mobilizacji w obliczu najazdu ze strony Rosji lub Niemiec. W jej skład miały wchodzić specjalnie wyszkolone jednostki, potrafiące działać w ekstremalnych warunkach. Armia ta miała być doskonale wyposażona w lotnictwo, kawalerię i samodzielne grupy specjalnej broni pancernej i samochodowej. Rozwadowski zdawał sobie sprawę z nieuchronności konfliktu z Rosją i Niemcami. Jego przewidywany termin określał na rok 1936. Pomylił się zaledwie o 3 lata.
    Gen. Rozwadowski umarł 18 października 1928 roku o godz 13.40, w lecznicy św. Józefa przy ul. Hożej w Warszawie. W ostatnich dniach życia towarzyszyli mu jego krewni i przyjaciele, m.in. były adiutant por. Marceli Kycia, gen. Władysław Sikorski, Maria Bobrzyńska oraz Emilia Jędrzejowiczowa. Ostatnią wolą generała było pochowanie go na Cmentarzu Obrońców Lwowa – wśród swoich żołnierzy. Nie brakowało domysłów i podejrzeń, co do przyczyn śmierci. Jednak władze zabroniły sekcji zwłok. Płk dr Bolesław Szarecki, który odbył konsylium z lekarzami badającymi zwłoki generała stwierdził jako więcej niż pewne otrucie. Podobnie uważał słynny chirurg lwowski, prof. Tadeusz Ostrowski, badający generała na krótko przed jego śmiercią. Zakaz przeprowadzenia sekcji zwłok, nie pozwolił ustalić przyczyny zgonu na 100%. Sam generał twierdził, że gdy eskortowano go z Wilna, podano mu dziwnie smakujący posiłek. Podejrzewano, że w kanapkach znajdowało się włosie końskie, powodujące owrzodzenie jelit, lub zmielone szkło.
    Msza żałobna w Warszawie odbyła się 20 października o godz. 11.30. Następnie trumnę z generałem przeniesiono na Dworzec Główny, skąd przetransportowano do Lwowa. Uroczystości pogrzebowe rozpoczęły się w poniedziałek 22 października o godz. 10.00. Władze celowo narzuciły tak wczesną porę, aby przyszło jak najmniej ludzi. Mimo to generała żegnały tłumy. Nabożeństwo odprawił w kościele oo. Bernardynów ks. arcybiskup metropolita Bolesław Twardowski. Gdy kondukt żałobny dotarł do Cmentarza Obrońców Lwowa, trumnę na swych barkach ponieśli aż do miejsca spoczynku usunięci z armii generałowie: Stanisław Haller, Roman Żaba, Walery Maryański, Franciszek Meraviglia-Crivelli, Robert Franciszek Walenty Lamezan de Salins i Filip Siarkiewicz. Nad grobem poruszającą mowę wygłosił były legionista ks. Józef Panaś: „Był to prawdziwie chrześcijański, wielki Wódz, który umiał zwyciężać bez podniesienia się w pychę i bez pastwienia się nad pokonanym przeciwnikiem, a gdy poniósł klęskę, poniósł ją nie tylko bez upodlenia się, ale nawet bez chęci zemsty i nienawiści do chwilowego zwycięzcy”.

    Otrzymane ważniejsze odznaczenia
    Order Virtuti Militari II klasy
    Order Virtuti Militari V klasy
    Krzyż Walecznych – czterokrotnie
    Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski
    Krzyż Komandorski Legii Honorowej (Francja)
    Order Korony Rumunii I klasy, (Wielki Krzyż)
    Estoński Krzyż Wolności I klasy
    Order Korony Italii I klasy (Wielki Krzyż)
    Gwiazda Orderu Białego Lwa
    Krzyż Rycerski Orderu Marii Teresy (jako jeden ze 110 oficerów armii Austro-Węgierskiej podczas I wojny światowej. To najwyższe wojenne odznaczenie austriackie zostało mu wręczone podczas tzw. 184 promocji dnia 17.08.1918. W spisie kawalerów tego orderu figuruje jako: Generalmajor Thaddäus Ritter Jordan-Rozwadowski von Groß-Rozwadow.)

    Wymazany z pamięci narodu
    Dokonania generała Tadeusza Rozwadowskiego stawiają go wśród najwybitniejszych ojców naszej wolności, niestety przeciętny Polak nie wie o nim nic, albo bardzo niewiele. Wymazywanie generała z historiografii zaczęło się w 1926 roku i trwało do lat 90. XX wieku. Na początku robiły to władze sanacyjne, później władze PRL. Również w III RP o Rozwadowskim pisze się niechętnie, bo jego osoba stoi na drodze w budowaniu legendy Piłsudskiego. Z tego też powodu, gdy sławiono zasługi mężów stanu, on jeden pozostał na uboczu, opuszczony i zapomniany. W Warszawie próżno szukać choćby ulicy noszącej jego imię. Ponadto utrwalany jest wizerunek gen. Rozwadowskiego jako endeka, co jest kompletną bzdurą, bo jedyne co go z nią łączyło to osoba kuzyna Jana Emanuela Rozwadowskiego sekretarza Komitetu Narodowego Polskiego w Paryżu. Przeświadczenie takie wzięło się z faktu, że postać gen. Rozwadowskiego wielokrotnie była wykorzystywana w grach politycznych. Przed wojną przez endecję, a obecnie przez jej kontynuatorkę LPR. W rzeczywistości gen. Rozwadowski był apolityczny, wielokrotnie wypowiadał się, że nie czuje związku z żadną z polskich „marnych partyjek”. Niestety nie doczekał się sprawiedliwego osądu przez historię, nigdy nie został zrehabilitowany, a jego grób jeszcze w pierwszych latach XXI wieku był sprofanowany.
    Bardzo trafną charakterystykę, która oddaje złożoną naturę generała nakreślił pisarz i adiutant gen. Sikorskiego Mieczysław Lisiewicz: „Rozwadowski był umysłem żywym i błyskotliwym przy dużej głębi ideowej. Człowiekiem gołębiego serca, chcąc zadowolić wszystkich często zrażał wielu. Jego żywotność i energia mogłyby być przysłowiowe, podobnie zresztą, jak jego niczym nieugaszony optymizm, nie opuszczający go aż do końca, mimo ciężkich przeżyć, jakie mu u schyłku życia los zesłał. Jednocześnie religijny i wolnomyślny – umiał te dwie cechy godzić instynktem człowieka o wysokiej kulturze. Nigdy nie zapomniał o godności człowieka, choćby na najniższym stopniu społecznym. Gniew jego był groźny, lecz nigdy prostacki. W radości, jak i w zabawie nie szukał wrzaskliwego hałasu. Był hojny aż do lekkomyślności i niezwykle łatwowierny wobec tych, których uważał za przyjaciół. Był doskonałym wodzem. Posłuch wyrabiał sobie u ludzi bez trudu, nie gwałtem, lecz umiejętnością przewidywania. Popularność zyskiwał osobistym czarem i umiejętnością podejścia do każdego. Ów optymizm cechujący najgłębiej jego istotę umiał narzucać innym. Nawet w najgorszych momentach, ci którzy z nim rozmawiali, wychodzili pod wrażeniem, ze wszystko dzieje się doskonale i właściwie po myśli Rozwadowskiego. Było to skutkiem również i tego, że polot jego myśli a zwłaszcza niesłychanie żywa wyobraźnia operacyjna, często kazały koncepcjom w błyskawicznym rozwoju wybiegać poza rzeczywistość, która nie mogła za nimi nadążyć. Mówił i pisał piękną polszczyzną, której nie popsuły ani długie lata służby w wojsku austriackim, ani wiele lat pobytu za granicą. Pozostał gorącym patriotą polskim. Wysoko cenił swój honor żołnierski, nigdy go nie splamił. Cokolwiek robił, czynił z myślą o Polsce…”.

    http://www.obnie.info/Joomla/index.php?option=com_content&view=article&id=732%3Ageneral-rozwadowski-1920&catid=88%3Agodni-uwagi&Itemid=27

  3. Zbigniew Koziol said

    Taka dygresja. Wspomnienie z liceum. Moja nauczycielka historii byla przez pierwsze 3 lata bardzo zacna pani profesor Witkowska. Nie interesowalem sie historia, uczylem sie z koniecznosci, po lebkach, acz byl to mi przedmiot ciekawy, zas jej lekcje pozostaly niezapomniane. To bylo przeciez trudna sztuka w tamtych czasach – zachowac godnosc i przekazac prawdziwa wiedze, na ile mozliwe. Wtedy o Pilsudksim albo nie mowilo sie wcale, albo mowilo zle, wiec tu akurat nie bedzie przykladu jakiejs jej szczegolnej odwagi, nic podobnego. Otoz pamietam, iz zasmialem sie z odpowiedzialnosci „wobec Boga i historii” – z pania profesor mialem dobry kontakt myslowy.

    Nie ma w tym nic przeciw Bogu. Moze nawet wprost przeciwnie, i to jakze!

    Odpowiedzialnosc nosi sie wobec ludzi, nie wobec Boga lub historii.

    Mielismy potem jeszcze jednego „przywodce” ktory chcial, by za czyny swe odpowiedac mial przed historia – byl nim Jaruzelski.

  4. W audycji prof. dr hab. Wiesław Jan Wysocki said

    Radio Maryja, autor: prof. dr hab. Wiesław Jan Wysocki, prof. dr hab. Józef Szaniawski, o. Jacek Cydzik CSsR – 2007.08.15
    Z audycji dowiedziałem się, że Piłsudski zwany “wodzem” był żydem i masonem, otrzymał honorowe obywatelstwo tego państewka koło Palestyny, a także działkę.
    http://wsercupolska.org/joomla/index.php?option=com_content&view=article&id=3276:wodz-prawdziwy-adam-wojtasiewicz&catid=6:warto-przeczytac&Itemid=6

  5. Rosomak said

    Wczoraj wieczorem 15 sierpnia br., będąc w podróży słuchałem różnych stacji radiowych (które zresztą natychmiast przełączam w chwili nadawania wszelkich reklam), i tak przypadkowo trafiłem ok. 19.15 ma radiową „Trójkę”, gdzie usłyszałem znajomy (niegdyś z Radia Miriam) głos pana Józefa Szaniawskiego, który opowiadając jakieś bajki gloryfikujące wkład w bitwę warszawską (np. opracowanie planu przez jego imiennika Piłsuda), dodał w pewnej chwili z sarkazmem i domieszką ironii w głosie, że w czasie bitwy warszawskiej 1920 r. Wincenty Witos pojechał sobie do Wierzchosławic na żniwa we własnym gospodarstwie.

    Pytam zatem: na podstawie jakich dokumentów tak twierdzi „prof. Szaniawski”, deprecjonując tym samym postawę premiera Witosa wobec ówczesnej nawałnicy ż-bolszewickiej?

    Udzielająca tego wywiadu „menda masońska” na pytanie redaktora (nie wiem kto to był) o zachowanie i miejsce pobytu J. Piłsudskiego w czasie „cudu wiślanego” (tak, tak, właśnie „wiślanego”, określenie bodajże M. Grzymały-Siedleckiego), Szaniawski odpowiedział całkowicie wymijająco o tym, że gen. T. Rozwadowski będąc wówczas szefem sztabu generalnego tylko rozpisał na poszczególne ugrupowania wojskowe plan opracowany w ciągu nocy przez pana marszałka.

    P.S.
    Po doskonale udokumentowanej lekturze książek (m.in. dr. Świętka i H. Pająka na temat Piłsuda), nie ma raczej większych wątpliwości, jaką rolę ten „kadesz” (mason, bodaj 30 st. wtajemniczenia) odegrał w historii Polski, Austrii, Niemiec, Rosji i Ukrainy (oczywiście tej historii niezakłamanej), i jaką rolę obecnie odgrywa pan Józef „Szaniawski” plotąc brednie nt. Piłsuda i Rosji w „Nasi-m Dzienniku” i radio „Miriam”.

  6. szok said

    ile lat, ile wieków jeszcze będziemy żyć w iluzji i mistyfikacji ?
    okłamywani i oszukiwani ?
    komu tak strasznie przeszkadza polskość ?
    czy nie ma na tych chazarów sposobu ?
    szlag mnie trafia !

  7. Do #4, Dodatek: W audycji prof. dr hab. Wiesław Jan Wysocki said

    http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=5766 wypowiedź w 03:15:08
    ks.”WARA” jest szczególną postacią – to też “WÓDZ”.

  8. RomanK said

    Bitwe Warszawska i wojne z Bolszewia wygrali Polscy Chlopi!!!!
    To oni swoimi piersiami oslonili Polske..w podartych mundurach w wielu przypadkach bez butow…
    Wielka konna Armie Budiennego zatrrzymali pod Lwowem Chlopi Ukraincy atamana Semena Petlury…bez tego nie udaloby sie obronic Warszawy..
    Pamietajmy o tym….
    bo na wojnie bija dziala.
    Lud sie wali, jako snopy
    A najdzielniej bija krole
    a najgesciej gina,,,chlopy…

  9. RomanK said

    Josek Szaniawaski- najlepsza wizytowka i znak koszernosci Radia Miram „:-))))

  10. Na szkode swego Narodu , dzialac moze tylko , ohydna wstretna menda , zdrajca .
    Ale czy ci co na szkode Narodu Polskiego , czynili kiedys i dalej to czynia to Polacy ?
    A jesli nie , to wciaz gdzies dajemy sie wyprowadzic w pole .

  11. Augustyn P. said

    Tak,to prawda i dopisze :

    POLSKI ZOLNIERZ NIE MA SOBIE ROWNYCH NA SWIECIE !

    Szczegolnie ten,ktory pochodzi z prostego ludu chlopskiego czy robotniczego.
    To wlasnie tacy zawsze bronili Polski i teraz tez ja OBRONIA !

    Aby tego dokonac musi nastapic szeroka akcja informacyjna i dotarcie do kazdego zolnierza rezerwy a takich mamy (na moj rachunek) -liczac roczniki do 1989 roku okolo 2 milionow dobrze przeszkolonych i umiejacych nie tylko strzelac.

    Zapewne zapytasz – jak ich zebrac i pod czyje rozkazy podporzadkowac ?

    Odpowiedz jest jedna :

    POD POLSKIE ROZKAZY i POLSKI RZAD !

    Sa na to sposoby ,na poczatek wystarczy ZJEDNOCZENIE NARODOWE a szczegoly w zyciu !

    Podrzuconego Polsce Pilsudskiego nie warto nawet wspominac ,tak samo jak po nim nastepnych cywilnych czy wojskowych ZDRAJCOW POLSKI ,tak tych,ktorzy juz nie zyja jak i te „zyjace legendy”.

    Bolszewikow pogonili prosci zolnierze pod rozkazami madrych dowodcow ,ktorych zawsze Polsce zsyla w ostatnich chwilach OPATRZNOSC BOZA i to jest wlasnie ten cud .

    Przypisywanie sobie zwyciestw dawnych ,jak i przez zyjacych jeszcze ZDRAJCOW , chociazby ci z Solidarnosci zorganizowanej przez KOR, nie wiele ich rozni od „pilsudskich slugusow”.
    Obecnie mamy juz kolejnych ZDRACOW i realizowane przez nich sporzadzanane dla nich plany !
    Watachy zaczely sie dozynac,my im narazie w tym nie przeszkadzamy ale w odpowiednim momencie przerwiemy te kolomyje !
    Czas aby planom naszych wrogow ZAPOBIEC !!!
    Aby to zaistnialo ,musimy wyjsc do ludzi z zacisznych kacikow komputerowych.
    ZA OJCZYZNE POLSKE ZAWSZE WARTO BYLO i JEST ODDAC WSZYSTKO ,W TYM i WLASNE ZYCIE !
    POWODZENIA RODACY W OJCZYZNIE,JESTESMY Z WAMI !

  12. Marian Barański said

    ŻONA mi powiedziała,ze w Radiu Maryja , wczoraj 15 sierpnia Szaniawski oświadczył,iż informacja o rezygnacji J. Piłsudskiego z funkcji naczelnego wodza i naczelnika państwa , w dniu 12 sierpnia 1920 , to sowiecka dywersja . Nie słuchałem tej audycji ,ale podaję. Dziwię się tylko Witosowi,że fakt rezygnacji Piłsudskiego został ujawniony dopiero w roku 1962 , także mimo wszystko gen. Tadeuszowi Rozwadowskiemu ,że nie powiedział prawdy o sierpniu 1920roku.Ile tych ulic i pomników na cześc Piłsudskiego jest w Polsce. Kto z burmistrzów , wójtów i prezydentów miast , z żołnierzy zna prawdę o Piłsudskim ?

  13. Wojwit said

    Naród, który nie zna swojej historii nie ma przyszłości. Ujawnić fałsze i mistyfikacje z przeszłości – to warunek odrodzenia się w nas świadomości narodowej. I pamiętajmy o jak najszybszej INTRONIZACJI JEZUSA CHRYSTUSA, Pana naszego!

  14. Inkwizytor said

    Być może premier Witos nie chciał tak skończyć jak generał Zagórski, zamordowany przez „chłopców Komendanta” i zjedzony przez wiślane rubki( oficjalnie zaginął ) lub wspomniany generał Rozwadowski, który bardzo się rozchorował podczas pobytu w więzieniu na wileńskim Antokolu po czym zmarł. Zemsta niemieckiego agenciury ( Piłsudasa ) dosięgła generała również po śmierci. Zabroniono sekcji zwłok !!!, wygłoszenia homilii przed lwowskim kościołem OO. Bernardynów, tylko rodzina mogła podejsć do grobu.

  15. Zbigniew Koziol said

    @10

    Pan Baranski:

    „Kto z burmistrzów , wójtów i prezydentów miast , z żołnierzy zna prawdę”

    Chcialbym pana rozczarowac. Wojci i prezydenci moga nie znac prawdy.

    Moj kolega ze szkoly sredniej byl prezydentem wojewodzkiego miasta. No… taki on tam byl mnie i kolega. Po prostu siedzial cicho w tylnej lawce, zas na pytania nauczielskie bal sie odpowiadac. Ale byl przywieziony, przy okazji reformy administracyjnej, gdy z Zamoscia zrobiono wojewodzwtwo.

    Podobnie przywieziono do mojej klasy przyszla prokurator wojewodzka w Lublinie.

    Glupie to wszystko ze az pojac trudno, ale to oni zajmowali stanowiska.

    Mialem tez w klasie w szkole sredniej kolege ze szkoly sredniej, ze wsi, ktory poszedl na studia do Moskwy. Wrocil w mundurze, odpowiednika polskiego KGB, podknela mu sie noga bo cos niewlasciwie pomieszal w lokalnych wladzach i w zamian poszedl na emeryture w wieku 40 lat, z domkiem pod Bialowieza.

    Tego skurwysynstwa ktore opisalem Polacy boja sie nadal.

    zb.

  16. Zbigniew Koziol said

    @10

    Pan Baranski:

    „Kto z burmistrzów , wójtów i prezydentów miast , z żołnierzy zna prawdę”

    Chcialbym pana rozczarowac. Wojci i prezydenci moga nie znac prawdy.

    Moj kolega ze szkoly sredniej byl prezydentem wojewodzkiego miasta. No… taki on tam byl mnie i kolega. Po prostu siedzial cicho w tylnej lawce, zas na pytania nauczielskie bal sie odpowiadac. Ale byl przywieziony, przy okazji reformy administracyjnej, gdy z Zamoscia zrobiono wojewodzwtwo.

    Podobnie przywieziono do mojej klasy przyszla prokurator wojewodzka w Lublinie.

    Glupie to wszystko ze az pojac trudno, ale to oni zajmowali stanowiska.

    Mialem tez w klasie w szkole sredniej kolege ze szkoly sredniej, ze wsi, ktory poszedl na studia do Moskwy. Wrocil w mundurze, odpowiednika polskiego KGB, podknela mu sie noga bo cos niewlasciwie pomieszal w lokalnych wladzach i w zamian poszedl na emeryture w wieku 40 lat, z domkiem pod Bialowieza.

    Tego sqrwysynstwa ktore opisalem Polacy boja sie nadal.

    zb.

  17. Marek said

    Kto finansowal wojne przeciw Polsce w 1919/1920 roku

    Wojne bolszewikow przeciw Polsce (a wlasciwie zamierzany podboj Europy 1919) byl w znacznej mierze finansowany przez Stany Zjednoczone („najlepszego” naszego sojusznika), a w krytycznym momencie wylacznie przez USA.

    Bolszewicy nie mieli zywnosci. Aby zorganizowac wielomilionowa armie do marszu na zachod przez Polske potrzebna im byla zywnosc i pieniadze na oplacenie oficerow (carskich). Taka pomoc otrzymali od USA.

    Prezydent USA Wilson (uwazany w Polsce za bohatera) wyslal Bolszewikom $20 millionow ze swojego specjalnego funduszu wojennego (Special War Fund) w najbardziej krytycznym momencie. Pieniadze te zostaly przekazane osobiscie przez Ekihu Root, prawnika Kuhn Loeb i bylego Sekretarza Stanu. Zostalo to ujawnione w czasie przesluchania w Kongresie na temat Rosyjskich Obligacji, HJ8714.U5, ktore ukazuje wydatki finansowe Woodrow Wilson-a ze Specjalnego Funduszu Wojennego (Special War Funds) zatwierdzonego dla niego przez Kongres. Rowniez Joseph Tumulty zlozyl zeznanie ze taka transakcja miala miejsce. Zostalo to zarejestrowane w Congressional Records 2 wrzesnia 1919 roku. Majac na uwadze tzw: sile nabywcza, $20 milionow stanowi obecnie okolo $2 miliardy albo i wiecej, a wiec byla to kwota olbrzymia.

    Rowniez organizacja Czerwony Krzyz byl uzywany aby finansowac Bolszewikow i ich marsz na zachod. Pulkownik Raymond Robin byl szefem Czerwonego Krzyza w Rosji. Przekazal on wiele milionow dolarow Bolszewikom z ogolnego funduszu $370 milionow zebranych przez Czerwony Krzyz, a ktory byl zarzadzany przez Herny P. Davison, prawa reke J. P. Morgan-a. Pomagali mu Frank Vanderlip, szef American International Corp., i William Boyce Thompson, dyrektor Federal Reserve Bank z Nowego Jorku.

    Sa dowody na to ze, oprocz tego, USA przekazly Bolszewikom zywnosc za przynajmniej $60 millionow, z czego zywnosc za $50 milionow Bolszewicy „zamowili” 22 stycznia 1920 roku, a wiec tuz przed przygotowywana inwazja na Polske. Zywnosc dostarczyla firma Morris Co.

    Nalezy przypuszczac ze jest to tylko czubek gory lodowej o ktorej wiemy.

  18. opornik said

    Naczelnym nakazem Ewangelii jest:

    Szukajcie Prawdy,

    A Prawda was Wyzwoli!

    I:
    Nie ma nic ukrytego,
    co by na jaw nie wyszło!!!

    Tylko Proście!!!

    A będzie wam Dane!!!

  19. Andrej said

    Coraz bardziej odsłania się ponura prawda o Piłsudskim. Okazuje się , że wpadł w megalomanie rzekomego głównego zwycięzcy nad Bolszewikami pod Warszawą,że na spotkaniu z Legionistami zabronił używania określenia „Cud nad Wisłą”, ponieważ pomniejszało w jego mniemaniu jego wielką role jaką odegrał w tym zwyciestwie.

  20. Dzięcioł said

    Wnoszę poprawkę: Bitwę Warszawską wygrał Piłsudski i jego Kasztanka ;))). Jeżeli ktoś jeszcze nie wie o tym, to informuję, iż w Dzienniczku Siostry Faustyny jest zapis wizji jaką miała w dniu śmierci Piłsudskiego – bardzo wymowny jest ten zapis.
    Natomiast odnosząc się do głoszonych przez Radio Maryja informacji na temat Piłsudskiego warto zauważyć, iż są one tak samo rzetelne jak i te o Lechu Kaczyńskim…

  21. Zbigniew Koziol said

    Trzeba zawsze miec i te perspektywe, iz to wlasnie Pilsudski stworzyl Legiony, a nie jakis krasnal. Wprawdzie i przyklad dal, jak pieniadze zdobywa sie (napad na transport z forsa). Coz, jednak historia w jakiejs mierze Jego rozgrzesza.

    Ale wlasnie – perspektywy trzeba.

    Jesli o „Boga i Historie” idzie, za co dostalem lapki w dol, chcialbym podkreslic: polityk odpowiada przed ludzmi. Chowanie sie za Bogiem lub Historia jest tylko populistyczna manipulacja. A za Bogiem jeszcze – grzechem przeciw przykazaniu: nie bedziesz mial bogow cudzych przede mna… Bog nie dawal jemu prawa do chowania sie za Niego. Jest to tez grzech pychy. Historia zas jest pojeciem abstrakcyjnym i tez nie da sie za nia schowac.

    Czlowiek odpowiada przed ludzmi najpierw i to sobie pamietajcie.

    Przyklad: czy zawierajac sakrament malzenstwa przysiegamy Bogu? Nie! Przysiegamy tej drugiej osobie, przyszlej zonie albo mezu. Przysiegamy _w_obecnosci_ Boga. Nasza religia nie zniewala nas poddanstwem Panu Bogu – daje nam prawo wyboru. Pan Bog nie narzuca nam sila zaleznosci od siebie.

  22. opornik said

    Skomentuje to krótko i dosadnie:
    Przyczepiło się gówno do okrętu i mówi płyniemy !

    Oto słowa Dmowskiego o bufonie klasycznym – Piłsudskim:

    „Fragment listu do Stanisława Grabskiego z 14 marca 1919 r.

    PRYWATNIE O PIŁSUDSKIM

    b. poufne

    Paryż, 14 marca 1919

    Kochany Stachu! List Twój z 5. b.m. częściowo potwierdził moje pojęcia o sytuacji w kraju, częściowo obudził we mnie nowe troski.

    Od dłuższego już czasu doszedłem do przekonania, że Piłsudski śni o dyktaturze wojskowej, o roli Napoleona wypływającego na fali rewolucji.

    Ten człowiek ma różne wielce niebezpieczne strony:
    1. nie rozumie Polski, nie zdaje sobie sprawy z tego, co w niej jest potrzebne i co możliwe;
    2. nie jest człowiekiem dzisiejszym, należąc swoją konstrukcją psychiczną do I – szej połowy XIX w.;

    3. nie jest jednolity: to kombinacja starego romantyka polskiego z bolszewikiem moskiewskim, dająca się genetycznie wyjaśnić;

    4. nie jest sobą, ale przedrzeźnia wielkie wzory historyczne,
    co zawsze prowadzi do czynów poronionych;

    5. otrzymawszy posadę boga od jołopów, którzy go otaczają,
    usiłuje być większym, niż go Pan Bóg stworzył, robi pozory siły wielkiej, poza którymi ukrywa się słabość itd. Robi czasem na mnie wrażenie wołu, któremu wydaje się, że jest bykiem, i wdrapuje się na krowę…

    Taki człowiek, podniecany przez swoich współkonspiratorów,

    łakomych na władzę, łatwo gotów pokusić się o zamach na sejm.

    Zamach taki, moim zdaniem, skazany jest na fiasco w tym znaczeniu, że Polską rządzić bez poparcia narodu
    nikt nie jest w stanie.

    Nam wszakże musi chodzić nie o to, żeby

    podobny zamach spotkał się z niepowodzeniem,

    ale o to, żeby zamachu nie było.

    Sama próba takiego zamachu może Polskę zarżnąć…” – koniec cytatu

    Dodam, że Megalomania i Bufonada to przy dogmacie „tolerancj”…

    to taki wspólczesny, atomowy koktail mołotowa w Polityce i
    w Kościele Katolickim!!!

  23. opornik said

    Poniżej dosadny wykład o megalomanii i bufonadzie niejakiego

    „marszałka” Piłsudskiego:

    „Fragment listu do Stanisława Grabskiego z 14 marca 1919 r.

    PRYWATNIE O PIŁSUDSKIM

    b. poufne

    Paryż, 14 marca 1919

    Kochany Stachu! List Twój z 5. b.m. częściowo potwierdził moje pojęcia o sytuacji w kraju, częściowo obudził we mnie nowe troski.

    Od dłuższego już czasu doszedłem do przekonania, że Piłsudski śni o dyktaturze wojskowej, o roli Napoleona wypływającego na fali rewolucji.

    Ten człowiek ma różne wielce niebezpieczne strony:

    1. nie rozumie Polski, nie zdaje sobie sprawy z tego, co w niej jest potrzebne i co możliwe;

    2. nie jest człowiekiem dzisiejszym, należąc swoją konstrukcją psychiczną do I – szej połowy XIX w.;

    3. nie jest jednolity: to kombinacja starego romantyka polskiego z bolszewikiem moskiewskim, dająca się genetycznie wyjaśnić;

    4. nie jest sobą, ale przedrzeźnia wielkie wzory historyczne,
    co zawsze prowadzi do czynów poronionych;

    5. otrzymawszy posadę boga od jołopów, którzy go otaczają, usiłuje być większym, niż go Pan Bóg stworzył, robi pozory siły wielkiej,poza którymi ukrywa się słabość itd. Robi czasem na mnie wrażenie wołu, któremu wydaje się, że jest bykiem, i wdrapuje się na krowę…

    Taki człowiek, podniecany przez swoich współkonspiratorów, łakomych na władzę, łatwo gotów pokusić się o zamach na sejm.

    Zamach taki, moim zdaniem, skazany jest na fiasco w tym znaczeniu,
    że Polską rządzić bez poparcia narodu nikt nie jest w stanie.

    Nam wszakże musi chodzić nie o to, żeby podobny zamach spotkał się z niepowodzeniem, ale o to, żeby zamachu nie było.

    Sama próba takiego zamachu może Polskę zarżnąć…”

    Aż się ciśnie na usta stwierdzenie o tym ile ma Piłsudski wspólnego z Polską:

    Przyczepiło sie gówno do okrętu i mówi… płyniemy!

  24. aga said

    Ad.21 no i po co tworzyl te legiony? bo powinien Pan wiedziec,ze nie aby wolnośc Polski odzyskiwałć / to byla bajeczka dla naiwnych Polajkow ,ktorzy do legionow szli / ale ,żeby realizowac cele niem. polityki wojennej wobec Rosji.
    mniej szkodliwy byłby krasnal w tym przypadku,bo krasnale już ugruntowana pozycję w bajkopisarstwie mają a piłsudowi trzeba było mit i propagandowy wizerunek budować .

  25. Zbigniew Koziol said

    Droga Pani Ago,

    Kontrowersyjnie mi brzmia tego rodzaju opinie, ale, zapewniam, traktuje je powaznie, gdy sa wypowiadane przez Pania. Ktos tu gdzies zamiescil niedawno list prywatny od Dmowskiego z opinia o Pilsudskim – przekonujacy. Sam zas bede mial satysfakcje, gdy od czasu do czasu uda mi sie napisac cos z sensem na tematy bardziej techniczne, czy o fizyce, zas zostanie moje zdanie potraktowane powaznie.

  26. Metryka Chrztu, 15 sierpnia 1920 roku o godzinie 6 po południu. said

    No 110 Puławy Józef – Stefan Minkiewicz

    Działo się w mieście Puławach, dnia piętnastego sierpnia tysiąc dziewięćset dwudziestego roku
    o godzinie szóstej po południu. Stawił się osobiście, Stanisław Minkiewicz profesor mieszkaniec Puław, czterdzieści trzy lata liczący, w obecności Józefa Piłsudskiego, Naczelnika Państwa,
    i Wacława Kraszewskiego, rolnika, lat piećdziesiąt trzy liczącego, zamieszkałego w Osinach,
    i okazał nam dziecię płci męskiej, oświadczając, że takowe urodzone jest w Puławach, dwudziestego trzeciego marca ubiegłego roku, o godzinie dwunastej i pół po południu z jego slubnej małżonki Stefanii z Michałowskich, lat trzydzieści trzy liczącej. Dziecięciu temu na Chrzcie Świętym, udzielonym w dniu dzisiejszym przez księdza Stanisława Gawta, nadane zostały imiona Józef-Stefan, a do Chrztu Świętego podawali: wyżej wspomniany, Józef Piłsudski, Naczelnik Państwa, i Katarzyna Skrzywska; Zygmunt Skrzywski, starosta i Wanda Konopacka; Bohdan Prystor i Nina Skrzyńska, Tytus Jemielewski i Zofia Czarnocka.
    Akt ten stawającemu i świadkom przeczytany, przez Nas i przez obecnych podpisany został. Utrzymujący Akty Stanu Cywilnego, proboszcz parafii Puławskiej Ksiądz Józef Tuzun. Opóźnienie w sporządzeniu aktu nastąpiło z powodu zajęć służbowych .
    D. Stanisław Minkiewicz, ojciec. Świadkowie: (dwa podpisy nieczytelne),
    Podpis Naczelnika Państwa

    Myśle, że ten wpis w księdze parafialnej, a raczej strona nie zostanie wykradziona.

  27. Guła said

    #26
    Chrzest.
    O ile to był Kościół Katolicki, a nie jakaści tam, nu jak jej tam – cóś od nożyków. A marszałek był ojcem chrzestnym, no to jaki on jest Żyd z tego Selmana?

    A że jemu dali parcele w Palestynie? Widocznie mieli interes albo jako i zwykle cóś „na sumieniu”

    Ale nie załamujcie się, Piłsudski mógł być z Frankistów. No nie.

  28. Marucha said

    Re 27:
    A jaki to mógł być kościół, panie Guła? Nie chce się Panu sprawdzić? Dane Pan ma.

    I nie chodzi tu nawet o kościół – chodzi o fizyczną obecność Piłsudskiego w danym dniu i danej godzinie w parafii puławskiej.

  29. Guła said

    Jest korespondencja zachowana pomiędzy Piłsudskim i Rozwadowskim w ów czas. Wynika z niej wszystko.
    Tak że bajki o „dezercji” to nadają się do archiwum do którego esterka zainteresowanych wysyła. A Witos Wincenty nie cieszy się zbytnią estymom wśród tzw endeckich historyków.

    A jeżeli Piłsudski był Frankistom? To po co sprawdzać jaki to kościół?

  30. Marucha said

    Po kiego ch… ponownie wraca Pan do sprawy kościoła, frankistów itd. – które NIE MAJĄ NIC WSPÓLNEGO z tematem?
    Po to, żeby zalewem bełkotu usiłować pokryć prawdę?

  31. Do #27, Panie Guła said

    To prosze popatrzec ilu „katolikow” dostalo doktora honoriscausa na KUL(u). Jest tam taki „katolik” ktory nawet byl orderowany przez wujka Karolka za zaslugi. Panie Gula zejdz Pan na ziemie i nie zaprzeczaj faktom w RM powiedziano bo wiedzieli, ze nie maja wyjscia zataic pochodzenia, ta metryke opublikowal w ksiazce o „wodzu” Henryk Pajak.

  32. Marucha said

    Pan Guła nie jest typem człowieka, który uznałby fakty. Idzie w zaparte, a jak inaczej nie może, to pisze nie na temat, dywaguje głęboko na temat zupełnie nieistotnych szczegółów, „dowcipkuje” itp.

  33. Guła said

    Tematem jest Bitwa Warszawska. I „dezercja” marszałka.

    Metryka Selmana vel Piłsudski? Czy na odwrót Piłsudski vel Selman?

    Do „Panie Guła” czy potrzebujesz Pan jeszcze jakąś metrykę?

  34. Marucha said

    Panie Guła, pańskie żenujące już próby unikania właściwego tematu nie robią na mnie żadnego wrażenia. Za stary jestem, żeby próbować ze mną takich sposobów.

    Zwracam uwagę pozostałym czytelnikom (nie Panu Gule, bo mija się to z celem), że nie chodzi o to:
    – Jak nazywał się Piłsudski: czy Piłsudski, czy Selman, czy jeszcze inaczej;
    – Jakiego był wyznania wyżej wymieniony;
    – Czy był frankistą;
    – Co to był za kościół, w którym udzielano chrztu: katolicki, protestancki, mariawicki czy ariański.
    Nieistotne jest również jaki kolor butów miał marszałek, jak nazywał się jego koń i czy podówczas padał deszcz.

    Jedyne, co jest ważne, to obecność Piłsudskiego w określonym czasie w określonym miejscu. A tego tematu unikasz Pan jak ognia i próbujesz się wyśliznąć jak nie przymierzając… Pan wiesz, co.

  35. Szanowny Panie Marucha. said

    Jest czesc ludzi mowiaca i piszaca w jezyku polskim, ale te geny to jednak robia swoje Gula powinien przeczytac uwaznie bo jak napisal do siebie to juz zalicza sie do powaznej choroby
    Poz.#33
    …”Do „Panie Guła” czy potrzebujesz Pan jeszcze jakąś metrykę?”…

    My nie potrzebujemy Pana metryki my ja juz mamy, a ponizej rozpoznanie.

    http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC1180684/pdf/AJHGv73p601.pdf
    Am. J. Hum. Genet. 73:601–611, 2003
    601
    Genomewide Linkage Scan for Schizophrenia Susceptibility Loci
    among Ashkenazi Jewish Families Shows Evidence of Linkage on Chromosome 10q22
    http://stopsyjonizmowi.wordpress.com/2010/12/29/czy-choroba-umyslowa-to-zydowska-przypadlosc/#comment-1862

    Panie Gula to pytanie do Pana:
    … po lewej stronie ma Pan kulke czarna, a po prawej biala, gdzie Pan ma lewa strone? Prosze nie odpowiadac tylko pomyslec i pokazac sobie.

  36. Joe said

    Gula…przestan kombinowac.Na ten temat napisalissmy sobie wszystko.
    Nie wiem gdzie mieszkasz,ale jezeli bedziesz wjezdzal do Pulaw od
    strony Wisly,to Rotunda ,kosciola katolickiego stoi po prawej. Zaraz za Rotunda ulica w prawo jest budynek kancelarii parafialnej,
    tam byla ksiega w ktorej byl ten zapis,jezeli selmanowe nie ukradli.
    W 61-ym jeszcze byla,a o tym zapisie to w Pulawach wiedzialo kazde dziecko.To tyle.

  37. Guła said

    #35 „My nie potrzebujemy Pana metryki my ja juz mamy”

    Wiem wiem, domyśliłem się, natknęliście się na nią w Puławach;

    „jezeli bedziesz (Pan) wjezdzal do Pulaw od
    strony Wisly,to Rotunda ,kosciola katolickiego stoi po prawej. Zaraz za Rotunda ulica w prawo jest budynek kancelarii parafialnej,
    tam byla ksiega w ktorej byl ten zapis,jezeli selmanowe nie ukradli” i Guła.

    Guła podpowiada że najwięcej Selmanów mieszka w Wielkopolsce i tam do metryk można zaglądać skolka ugodna.

    Guła „podniecał” się tym „sporem” dopóki nie przeczytał kondycji jaką to głowa Cerkwi, JŚ Wołodia, postawił Kościołowi Katolickiemu w Polsce w sprawie ewentualnego dialogu … O zgrozo, nawet naszych eminencji nie przekonał.

    No to jak z tą „dezercją” było, hehe, bataliści?

  38. Guła said

    Panie Marucha
    Metryka naczelnika państwa!, „ta właściwa”!, jest jak omam istnieje rzecz jasna tylko jej nikt nie widzi.
    A Pan zalecasz mnie uganianie się po parafiach. Po jasną ch…? Żeby stwierdzić jakiej jest wyznania? No dobrze stwierdzę i co z tego wynika?

  39. Guła said

    #36 Oj Józefie Józefie. I co? „Nasyceni”?

  40. Marucha said

    Guła, jest Pan bezczelny – albo monumentalnie głupi.

    Gdzie ja Panu nakazałem uganiać się po parafiach?
    Gdzie wyraziłem zainteresowanie czyimś wyznaniem, metryką itd?

    Mnie tylko i wyłącznie interesuje obecność „marszałka” Piłsudskiego w określonym miejscu o określonym czasie. Nie niczyje wyznanie.

    Dlaczego Pan stale pisze nie na temat i usiłuje z żydowską nachalnością odwrócić uwagę od tego, co jest istotne?

  41. Cham Wiejski said

    Panie Marucha, po kiego wuja Pan dyskutujesz z gułami? Przecież wiadomo, że nawet przybity gwoździem do podłogi, będzie się wił i wykręcał jak gad.

  42. Guła said

    „Jest korespondencja zachowana pomiędzy Piłsudskim i Rozwadowskim w ów czas. Wynika z niej wszystko. (pkt 29)”
    I jest ogólnie dostępna, na historycy.org

  43. Krzysztof M said

    Ad. 42

    Przed portalem historycy.org przestrzegam. To w pewnym sensie towarzystwo wzajemnej adoracji. Poglądy inne, niż oficjalne są tam albo zwalczane, albo usuwane. To nie jest portal naukowy, za jaki chce uchodzić. Chociaż takie stwarza wrażenie i wielu myśli, że rzeczywiście taki jest. :-)

    Naukowca poznaje się nie po jego wiedzy, ale po jego sposobie myślenia, po jego wnioskowaniu, po jego otwartości na inne myśli.

  44. Marucha said

    Zgadza się. To portal dość jednostronnej propagandy i niewiele ma wspólnego z naukową metodologią.

  45. Inkwizytor said

    Gułowaty, nie da sie ukryć, że twój idolo, agent, dekownik, niszczyciel polskiej armii piłsudas bawił się 15 sierpnia 1920 o 18.00 w Puławach. Wodzuś jak z koziej d…. trąbka

  46. Guła said

    Aleś ty żołnierz Inkwizytor, jak z koziej itd…

    A kto zaprzecza ze był na chrzcinach. A? Brzytwy się imasza? Oczywiście ze był. A zaraz po chrzcinach udał się na linie frontu na inspekcję i wizytując linie obrony zmierzał w kierunku Warszawy. To właśnie w trakcie tej inspekcji powstała bogata w fakty korespondencja, pomiędzy szefem sztabu – a więc najwyższego stanowiskiem miedzy „ciurami” a naczelnikiem państwa i naczelnym wodzem zarazem.

    Mógł sobie marszałek na tę wizytę pozwolić, bo taka była sytuacja na froncie. A że to wymagało specjalnych obwarowań, których od ciur nawet najwyższych stanowiskiem nie wymaga się. No to „polskie endeckie” mataczy w imię, no właśnie w imię czego?

    Historycy.org nie wszystkich mierżą.
    Strona ta, publikuje wiele dokumentów i z powodów publikacji tych dokumentów poleciłem adres internetowy.

    A nie żeby stronę propagować. Nie ma takiej potrzeby.

    Zawsze może być gorzej Panowie;

    http://www.bibula.com/?p=29934

  47. aga said

    Skala mitologizacji Piłsudskiego daje się porównać z sakralizacją Generalissimusa Stalina, geniusza ludzkości, ojca narodów. Obrzydliwe zmitologizowanie Piłsudskiego i jego synonim piłsudczyzna, przetrwały legendę Stalina o pół wieku, kiedy Chruszczow zdetronizował tego ludobójcę na XX zjeździe KPZR, natomiast Piłsudski przeciwnie żyje do dziś, coraz bardziej monumentalnie, coraz ordynarniej zakłamywany jako rzekomy twórca Polski Odrodzonej, czego dowodem były kolejne obchody rocznicy odzyskania niepodległości 11 listopada 2004 roku. Posypały się wtedy formułki: geniusz , twórca Polski Odrodzonej , marszałek .ze wstępu

  48. aga said

    a oto próbka z „historykow” ;nie wiem czy smiac sie czy plakać,bo nawet stalinięta chowu heleny michnik to bardziej o pozory dbały.A najlepsze to ,ze H.Pajak jest ulubieńcem RM he he,taka sama prawda jak i to co pisuje tutaj gudłaj

    http://www.historycy.org/index.php?showtopic=47350

  49. aga said

    To właśnie Piłsudski zawsze, swoim umysłem prowincjonalnego hreczkosicja wybiegał do „Polski” okrojonej wyłącznie z ziem zaboru rosyjskiego, bo jako agent Austrii i Niemiec nie śmiał nawet pomyśleć o uszczknięciu nawet kawałeczka ich zaborów!’

    Piłsudski i piłsudyzm były nieszczęściem dla Polski odrodzonej po 123 latach niewoli. Wystarczyło dziewiętnaście lat wolności – i znów niewola, a niewiele brakowało, by ta wolność potrwała zaledwie dwa lata – gdyby generał Rozwadowski, generał Haller, generał Zagórski i generał Sikorski nie uratowali Polski w dniach 13-16 sierpnia 1920 roku, kiedy Piłsudski uciekł do swojej konkubiny Aleksandry Szczerbińskiej i swoich z nią nieślubnych córek – gdy decydowały się losy Warszawy, Polski, a także losy Europy całego XX wieku.

    Zadaniem tej pracy jest wykazanie jednym, że – wbrew zakłamanej polsko¬języcznej historiografii, Piłsudski i jego kompani oraz kontynuatorzy doprowadzili do upadku Drugiej Rzeczypospolitej swoją masońsko-syjonistyczną agenturalno-ścią połączoną z głupotą „chłopców Komendanta”.

    Pisanie o Piłsudskim nie jest jałowym nurzaniem się w przebrzmiałej przeszłości. W bagnie „polskiej głupoty” (Czesław Miłosz, żydomason pochowany na Skałce); polskich złudzeń, albo na odwrót – polskiego tryumfalizmu. Jest to wędrówka do źródeł przeszłych, a także obecnych nieszczęść naszego narodu i nieistniejącego już państwa – guberni, dystryktu Unii Europejskiej.

    1. „Braci Wielkopolan od razu wykreśliłem ze swojego rachunku”.

    Dramat Polski Odrodzonej rozpoczął się dokładnie z chwilą dojścia Piłsudskiego do władzy. On i jego kamaryla, legionowi pastuszkowie w generalskich mundurach, doprowadzili do ponownej anihilacji Polski przez dwa straszliwe totalitaryzmy – niemiecki i bolszewicki. Trzeci etap tej samej ciągłości ideowej i programowej piłsudczyzny, to piąty rozbiór Polski dokonany przez ich pogrobowców, ich wnuków i prawnuków.

    Początek agenturalnej, terrorystycznej, w istocie mafijnej kariery Piłsudskiego, był „odpryskowym” skutkiem zaplanowanego przez żydowskich „rewolucyjnych demokratów” zamachu na cara Aleksandra III w marcu 1887 roku. Wśród spiskowców znajdował się przyjaciel Piłsudskiego – Aleksander Ulianow, starszy brat późniejszego ludobójcy żydomasona Włodzimierza Blanka-Ulianowa pseudonim „Lenin”. Wtajemniczonym w przygotowania do zamachu był starszy brat Józefa Piłsudskiego – Bronisław, który rzekomo miał przygotowywać ładunek wybuchowy . Został skazany na 15 lat zesłania na Sachalin.

    Na krótko przed swoją śmiercią, Piłsudski wypowiedział słowa, w których megalomania ścigała się z pogardą do Polski i Polaków.

    Lecz gdy po śmierci stanę przed Bogiem, będę Go prosił, żeby nie przysyłał Polsce wielkich ludzi2.

    Dwudziestoletni Józef Piłsudski nic nie wiedział o przygotowaniach do zamachu – nic mu o tym nie wyszeptał ani Aleksander Ulianow, ani brat Bronisław – w każdym razie tego mu na procesie nie udowodniono. „Profilaktycznie”, dla odstraszenia innych amatorów terroryzmu, a także za winy brata, skazano Józefa Piłsudskiego, wówczas studenta uniwersytetu w Charkowie, na pięć lat łagodnego zesłania do Tunki – 200 kilometrów na południe od Irkucka. Nie było to zesłanie o zaostrzonym rygorze, skazanie na katorżnicza pracę. Wraz z innymi „rewolucyjnymi demokratami” (niemal wyłącznie żydowskiego pochodzenia), mógł polować, dowolnie się wałkonić, dyskutować, rozmyślać, a przede wszystkim intensywnie doszkalać się w przyszłej robocie terrorystyczno-rewolucyjnej i lekturach Marksa.

    W samej definicji socjalistów jako „rewolucyjnych demokratów” tkwiło niusuwalne oszustwo semantyczne. Słowa „rewolucja” i „demokracja” wykluczają się wzajemnie, są ogniem i wodą. F. Eger w głośnej prawie 100 lat temu książce Żydzi i masoni we wspólnej pracy, wydanej w 1908 roku, już wtedy zwraca uwagę na fałsz ukryty w samej nazwie „Polskiej Partii Socjalistycznej”:

    gdyż co jest socjalistycznem, międzynarodowem i kosmopolitycznem, nie może być narodowem (s. 221).

    1. Nic brak głosów, że Bronisław tylko „wiedział a nic powiedział” – zgodnie z sakramentalną formułką powojennego NKWD i UB, mocą której obligatoryjnie „leciało” pięć lat więzienia za to właśnie: „wiedział, a nic powiedział”.
    2. Pobóg-Malinowski: Najnowsza Historia Polityczna Polski, II, s. 762.

  50. aga said

    Podobny fałsz semantyczny dostrzegał ten autor w „socjalnej demokracji”, dzisiejszej wszechobecnej socjaldemokracji, szyldzie zastępującym skompromitowany żydokomunizm, zwłaszcza w wersji żydobolszewickiej.

    Z kolei rosyjski myśliciel Mikołaj Bierdiajew w swej Fiłosofii nierawienstwa, wykazuje absurdalność i fałsz głoszonej idei:

    Duch rewolucji, duch ludzi rewolucji nienawidzi i niszczy wszelką genialność i świętość, opętany jest ciemnością zawiści do wielkich i wielkości (…) Rewolucja nigdy nie była i nigdy być nie może duchową i religijną. Wszelka rewolucja, z samej swej natury, jest anty-religijna (…) Rewolucjonizm jest zawsze zerwaniem łączności między dziećmi i rodzicami, jest zaparciem się ojcostwa — apostazją (…) Uczucie miłości, akty budowy, porywy twórcze nigdy rewolucjom nie przyświecają…

    Bierdiajew szyderczo wypomina rosyjskim socjalistom-rewolucjonistom:

    Wielu was przeraziło się, gdy od dawna przez was przygotowana rewolucja socjalna poczęła was tępić. Nawet zaczęliście mówić o potrzebie i pożyteczności religii, którą zawsze odrzucaliście, zaczęliście się zwracać do Kościoła, zawsze przez was nienawidzonego.

    I dalej:

    Tak jeszcze niedawno dowodziliście, że naród może istnieć bez wiary, bez świątyń, bez boskiego życia, że mu wystarczają dobra materialne i racjonalne, powszechna oświata.
    A ileż to kłamstwa zawierał wasz światopogląd: kłamstwem był wasz stosunek do państwa, do nacjonalizmu (…) lecz najpierwszem i najstraszniejszem kłamstwem był wasz brak wiary i bezbożność. Wasze tępe pragnienie równości, było unicestwieniem bytu i wielkich jego bogactw – to była żądza odarcia, ograbienia świata Bożego i zniszczenia wszelkiego majestatu na świecie…

    Duch niebytu wami kieruje, a królestwo bolszewizmu jest granicą waszych dróg (…) Wyście nigdy nie lubili twórczości, bo twórczość jest arystokratyczną. Wyście dobrze o tym wiedzieli i gdy rozpocznie się epoka twórczości, gdy wybije godzina prawdziwego odrodzenia – będziecie odrzuceni jako bezwartościowość, jako duchowe trupy.

    Józef Piłsudski na procesie Aleksandra Ulianowa zeznawał jako świadek, a nie jako oskarżony. Ulianow liczył na łagodzące zeznania Piłsudskiego. To nie uchroniło go od szubienicy, a Piłsudskiego od pięciu lat Irkucka.

    Zwróćmy uwagę na koneksje młodego Piłsudskiego. Znalazł się w oku cyklonu, w bezpośrednim, przyjacielskim towarzystwie krwawych terrorystów, owych „rewolucyjnych demokratów”. Samo zestawienie obok siebie tych dwóch słów jest kpiną z ich semantyki: rewolucyjni burzyciele, zamachowcy, ale demokratyczni! Słowo „rewolucja” należało do stałych zaklęć Piłsudskiego. W Pismach zebranych czytamy: Ze specjalną więc ciekawością czytałem to, co mogłem dostać o rewolucji francuskiej (…) by tam, zachwycony zapałem i zajadłością rewolucyjną (…)

    1. Cytaty pochodzą z książki hrabiego Józefa Tyszkiewicza: EURAZJA, Warszawa 1928.

    Powrócił z Syberii do Wilna w aureoli patriotycznego zesłańca, a przy tym przesiąknięty socjalistycznymi utopiami, rewolucyjnym materialistycznym marksizmem, antyreligijnością przenikającą marksizm u samych jego burzycielskich podstaw.

    Bez szerszego omówienia tych marksistowskich inicjacji, nie można zrozumieć postaw, przekonań, metod walki Piłsudskiego, jego stosunku do Polski, do prawdziwej demokracji, którą jako późniejszy dyktator deptał, niszczył brutalnie i krwawo.

    Czyżby?! – wykrzyknie niejeden Czytelnik wyedukowany przez polskojęzyczną historiografię międzywojnia, PRL i PRL-bis, od Szymona Askenazego, poprzez jego kontynuatorów międzywojennych i powojennych, takich jak A. Garlicki, A. Paczkowski, Tazbir, J. Tomaszewski, Ż. Kormanowa i jej uczniowie – Szechter-Michnik i J. Kuroń.

    Z legendy o wielkim patriocie i wodzu na wskroś religijnym, wyłoni się prawda o starannie maskowanej bezreligijności Piłsudskiego, jego bezwyznaniowości. Jestem bezwyznaniowcem, wyznał Piłsudski w rozmowie z generałem Józefem Hallerem1.

    Piłsudski osobiście spotykał się z „Leninem”. Mekką rewolucyjnych, marksistowskich fanatyków-rewolucjonistów był wtedy Zurych. Lenin i jego żydowscy kamraci, jak też Piłsudski i jego „socjalistyczni” towarzysze kilkakrotnie przebywali w Zurychu, ale nie udało się dotąd ustalić, że obydwie te mafie przebywały tam w tym samym czasie. Piłsudski był tam m.in. w okresie marca i kwietnia 1914 roku, kiedy wojna już wisiała na włosku, zadecydowana przez światowe żydowskie centra finansowo-gospodarcze, ale Lenin przebywał tam chyba w miesiącach późniejszych2.

    Jeszcze w czasach gimnazjalnych, w tajnym socjalistycznym kółku „Spójnia” – jak pisze piłsudczykowski hagiograf Pobóg-Malinowski w książce J. Piłsudski, namiętnie rozprawiał nasz przyszły „Odnowiciel Polski” o pochodzeniu człowieka, o stosunku do Boga, do wszechświata; że religia potrzebna jest tylko osobnikom ograniczonym, prostym, „bez rozumu i wykształcenia”; że jest tylko postrachem dla maluczkich. Zastanawiano się także nad istotą moralności.

    I właśnie na zesłaniu dokonała się ostateczna alienacja religijna Piłsudskiego3. Etapy i przejawy tej alienacji drobiazgowo omawia ks. J. Warszawski. Powrócimy do tego tematu w kontekście „religijności” Piłsudskiego. Tu zatrzymajmy się przy jego fascynacjach marksizmem, darwinizmem, „walką klas”. Zaczęło się to na kanwie programowego, religijnego nihilizmu szalejącego wśród twórców i działaczy socjalistycznych w Rosji i w zaborze rosyjskim, przeszczepionego z zachodniej Europy, wreszcie w programie jawnie antykatolickiej „Polskiej” Partii Socjalistycznej.

    1. Zob: Pamiętniki gen. J. Hallera.
    2. Dokładniej rozważa to ksiądz Józef Warszawski w książce: Piłsudski a religia, wydanej w 1999 roku.
    3. Kronika jego życia obfituje w liczne jego uczestnictwa, już jako „Naczelnika Państwa”, w Mszach św. z okazji różnych uroczystości. No cóż, nieobecność „Naczelnika” byłaby publicznym szokiem!

    Na zesłaniu znalazł idealne warunki do ukończenia socjal-rewolucyjnego uniwersytetu. Wykładowców i bojowników miał obok siebie. Nieprzeciętnych, wręcz wybitnych.

    Na osobiste fascynacje Piłsudskiego naprowadza nas jego druga żona, była rewolucjonistka i terrorystka, zarazem późniejsza kochanka i wreszcie żona Piłsudskiego – Aleksandra Szczerbińska-Piłsudska w jej Wspomnieniach, spisanych już na klęskowej emigracji w Londynie. Na czołowym miejscu wśród preceptorów młodego „Ziuka” wymienia Bronisława Szwarce (1834-1904):

    Szwarce miał duży wpływ na kształtowanie młodego, dwudziestoletniego Ziuka (pseudonim Piłsudskiego – H.P.). Obaj bezdomni odbywali na dalekiej północy długie rozmowy i dyskusje. Przyjaźń ich przetrwała wiele lat i po powrocie do Polski widywali się nieraz we Lwowie.

    Sięgnijmy wiec do biogramu towarzysza Szwarce. W Słowniku Historii Polski wydanym w 1969 roku, możemy się dowiedzieć, że Szwarce to właśnie „rewolucyjny demokrata” (!), urodzony we Francji (dodajmy „antysemicko” – Żyd). Do „Polski”, czyli do zaboru austriackiego i rosyjskiego przybył w 1858 roku i z miejsca zabrał się do montowania powstania zwanego później styczniowym – żydo-masońskiej prowokacji utopionej we krwi dziesiątków tysięcy najszlachetniejszej młodzieży obydwu zaborów. Szwarce utworzył organizację „czerwonych”, tzw. Centralny Komitet Narodowy – skupisko prowokatorów rewolucyjnych, przezwane obozem „czerwonych” dla odróżnienia od obozu „białych”. „Czerwoni” ogłosili się w 1863 roku „Rządem Narodowym” i sprowokowali wybuch powstania styczniowego, którego ostatni przywódca – R. Traugutt został ujęty w wyniku zdrady Żyda i powieszony.

    Z takim to kombatantem „niepodległościowym” Piłsudski dokształcał się na zesłaniu. Mieli pod dostatkiem czasu i swobody. Nauka nie poszła w las.

    Ze studium Ryszarda Zielińskiego: O Piłsudskim i ruchu socjalistycznym, poznajemy innych wybitnych preceptorów młodego „Ziuka”. Odrębną grupę stanowili popowstaniowi żandarmi z 1863 roku. Byli to osobnicy przemocą wymuszający pomoc dla powstańców, ochoczo wykonujący wtedy wyroki śmierci na dezerterach i nieposłusznych włościanach, nawet na szlachcie. Ich nie obejmowały kolejne amnestie carskie. Byli dożywotnimi zesłańcami.

    Odrębne miejsce zajmuje Stanisław Landy i jego rodzina – socjaliści z bliskiego otoczenia Ludwika Waryńskiego i późniejszych „proletariatczyków”.
    Pokolenie autora w czasach uczniowskich musiało wkuwać życiorys Waryńskiego na pamięć jako warunek egzaminu z „historii Polski”. Współczesnemu Czytelnikowi oszczędzimy szczegółów. Godzi się w skrócie przedstawić tego giganta, prekursora socjal-terroryzmu choćby po to, by wyjaśnić dlaczego wciąż jeszcze mamy tyle ulic imienia tego żydowskiego’ burzyciela Polski przedwojennej.

    L. Waryński (1856-1889) to założyciel „I Proletariatu”. Działalność terrorystyczną rozpoczął od kółek socjalistycznych. W 1887 roku przy udziale Waryńskiego opracowano w Warszawie pierwszy program socjalistów „polskich” – tak zwany program brukselski. Tuż po założeniu „I Proletariatu” został aresztowany i skazany na 16 lat zesłania.

    Waryński należał do wyjątkowych uświadamiaczy młodego „Ziuka”. Piłsudski pisał o nim z szacunkiem nawet w Pismach zbiorowych, choć ludobójczy dorobek terrorystów-prekursorów był już znany z wyczynów rewolucji żydobolszewickiej 1917 roku.

    W zesłańczym otoczeniu Piłsudskiego znalazła się więc elita „rewolucyjnych demokratów” polskich i rosyjskich, w ogromnej większości żydowskiego pochodzenia. To zażydzenie nigdy ani nie przeszkadzało Piłsudskiemu, ani nie dawało mu nic do myślenia, np. pytania: dlaczego niemal sami Żydzi przewodzą walce o „narodowe i socjalne” wyzwolenie gojów polskich i rosyjskich?

    Wszystkich programowo łączył destrukcyjny, terrorystyczny rewolucjonizm, a w sferze ideowo-moralnej – nieprzejednana wrogość do wszelkich religii, głównie do Kościoła katolickiego i Cerkwi prawosławnej.

    Do judaizmu – broń Boże! Tabu!

    W Małej Encyklopedii Religioznawstwa Marksistowskiego (W-wa 1970), tychże „rewolucyjnych demokratów” definiowano jako bojowników zmierzających do upowszechnienia w społeczeństwie światopoglądu materialistycznego i ateistycznego:

    Rewolucyjni demokraci przenosili na swój ojczysty grunt argumenty antyreligijne i koncepcje religioznawcze powstałe wcześniej na zachodzie (…) Ich krytyka religii związana była bezpośrednio z zadaniami walki rewolucyjnej ludu o wyzwolenie społeczne i narodowe.

    Nie ma tu ani jednego słowa prawdy. „Rewolucyjni demokraci” mieli „w nosie”‚ troskę o byt „ludu pracującego”, a hasełka wyzwolenia narodowego były jedynie przynętą dla patriotycznej młodzieży polskiej, prowokowanej już od powstania Listopadowego w 1830 roku i Styczniowego z 1863 roku.

    Kiedy powstał ten wojujący marksistowski ateizm pod szyldem „rewolucyjnego demokratyzmu”? Wspomniany Słownik wyjaśniał:

    Za datę narodzin polskiego marksistowskiego ateizmu można przyjąć rok 1882, datę powstania Wielkiego Proletariatu, pierwszej polskiej rewolucyjnej partii robotniczej, założonej przez Ludwika Waryńskiego.

    I znów – ani słowa prawdy, włącznie z przybranym nazwiskiem Waryńskiego. Nie była to „polska” partia, tylko agentura europejskiego syjonizmu i skodyfikowanego już przez Marksa – Engelsa żydokomunizmu, jako dwóch pozornie antagonistycznych kierunków walki o emancypację europejskiego żydostwa.

    1. Prawdziwe nazwisko Kofler. Zob.: ks. J. Warszawski, cytuje z Who’s in Europę z 1972 roku.

    Oprócz nauk bezpośrednich pobieranych od terrorystów-zesłańców, jeszcze większy wpływ na młodego „Ziuka” miały rewolucyjne lektury. Piłsudski czytał namiętnie prace Marksa, Spencera, Bakunina, Rylejewa, Bestużewa, Radiszczewa, Hercena.

    Rylejew i Bestużew, przyjaciele Mickiewicza, byli zauroczeni wierszami najwybitniejszego rosyjskiego ateisty Aleksandra Radiszczewa. W swoich utworach nazywał on religię „stugłową hydrą o obłudnym uśmiechu”, skąd już tylko krok do leninowskiego „opium dla ludu”. Mickiewicz okazał się hermetyczny na nihilizm Radiszewa – był zbyt mądry, miał wystarczająco krzepką formację duchową, religijną, patriotyczną. Piłsudski był niedoukiem żądnym władzy i sławy, a wszystko co burzycielskie, lgnęło w jego świadomości na zawsze.

    Czytał też Hercena. Wymieniał go w swych Pismach z uznaniem. A był to przecież filozof materialistyczny.

    A co z Marksem? Piłsudski w Pismach (t. II, s. 51) deklarował:

    W każdym razie – lektura ta pogłębiła znacznie moje poglądy na społeczeństwo i bezwiednie zacząłem ulegać wpływowi logicznie zbudowanej koncepcji Marksa.

    W redagowanym przez siebie „Robotniku” wychwalał Marksa jako myśliciela, któremu moglibyśmy podać rękę dla wspólnej z nim (z caratem – H.P.) walki.
    I nie wypierał się wpływu Marksa na jego poglądy, choć mógł go przynajmniej przemilczeć:

    umiałem zawsze odróżnić wielkość pracy samego Marksa.

    Przyznawał, że popularyzacja teorii Marksa była dla niego w pewnym okresie życia niemal codziennością.
    Inaczej mówiąc – był propagatorem marksizmu, a ideowe credo „polskiego” marksizmu określił jako rolę obrońcy Zachodu od zaborczego i reakcyjnego caratu.

    Ksiądz J. Warszawski powołuje się na szwajcarskiego autora, który oceniając przebywających w Szwajcarii rewolucyjnych wywrotowców-nihilistów stwierdzał, że w socjalistycznym odłamie tych terrorystów bardzo często nie odróżniano Polaków od rosyjskich nihilistów. Byli to w istocie – beznarodowcy, kosmopolici, internacjonałowie. Od żydobolszewików „Lenina” i Bronsteina vel „Trockiego” będzie ich dzielić tylko kamuflaż rzekomej walki o „wyzwolenia narodowe”. Bolszewicy odrzucą go jako zbędny już balast. Róża Luksemburg będzie kategorycznie odmawiać Polsce i Polakom prawa do państwowego bytu. Ich celem stanie się rewolucja europejska, potem światowa.

    Będą czekali długo, aż się doczekają – Unii Europejskiej. Rząd Światowy już istnieje i okupuje zdalnie, Państwo Światowe już blisko…
    W skrócie: tragiczna w skutkach inicjacja dwudziestoletniego „Ziuka” odbywa się w warunkach całkowitej sterylizacji z tego, co wyniósł z Zułowa, z postaw rodziców, katolickiego otoczenia. Do Wilna wróci bezwyznaniowy socjal-rewolucjonista-internacjonał. Takim pozostanie do końca życia, z różnymi stopniami i sposobami kamuflażu swej bezwyznaniowości, bezreligijności, aż po śmierć bez spowiedzi…

    Upłynął zaledwie rok od powrotu Piłsudskiego z zesłania, kiedy stał się członkiem Polskiej Partii Socjalistycznej i od razu członkiem jej Komitetu Centralnego. Skąd ten błyskawiczny awans?

    PPS powstała jesienią 1892 roku w Paryżu, z inicjatywy bogatego, rzekomo zasymilowanego Żyda Stanisława Mendelsona1. Na zjeździe polskich, a raczej polskojęzycznych emigrantów, w którym uczestniczyli także ludzie z tzw. „opozycji patriotycznej w kraju”2 powołano tzw. „Związek Zagraniczny Socjalistów Polskich”. Stał się on zalążkiem właściwej PPS. Socjalizm jako ideologia buszował już od dawna po Europie. W ramach dalekosiężnych planów żydostwa europejskiego, zmierzał do wywołania wojny europejskiej, a przez nią zniszczenia Rosji.

    Program ZZSP opracował Mendelson. Nie było tam Piłsudskiego, byli natomiast obecni dwaj Grabscy: Władysław i Stanisław, którzy odegrali potem ważne role w działalności PPS, a po 1920 roku – w kolejnych rządach. Był też obecny na tym zjeździe założycielskim inny wpływowy potem socjalista – Zygmunt Balicki, wtedy członek Stronnictwa Postępowo-Demokratycznego. Stronnictwo to zostało założone przez polsko-rosyjskich socjalistów-masonów (Balicki także był masonem). Jego założycielami byli wolnomularz z loży „Prawda” – Aleksander Lednicki oraz Aleksander Świętochowski. W 1905 roku w moskiewskim mieszkaniu Lednickiego odbył się zjazd tego żydomasońskiego Stronnictwa, oczywiście „postępowego” i oczywiście „demokratycznego”, z udziałem Balickiego, M. Zdziechowskiego, S. Kempnera, Jana Harusewicza. Rosyjskich „postępowców” i „demokratów” reprezentowali m.in. Paweł Milukow (potem masoński minister w rządzie żydomasona Kiereńskiego), Dymitr Szachowski i prof. D. Anuczkin. Sami Żydzi.

    Tak oto „postępowcy”, „demokraci” rosyjscy i polscy mieszali się z socjalistami we wspólnym dziele, którego ostateczne oblicze poznano po rewolucji żydo-bolszewickiej 1917 roku, bowiem socjalistów, „demokratów” różniły od żydobolszewików tylko nazwy, ale kierunek był ten sam – zniszczenie Rosji, religii, duchowości – dokładnie tak, jak to wypunktował Bierdiajew.

    Tak socjalistow,”demokratow” i żydobolszewikow róznia tylko nazwy;widzimy to dzisiaj patrząc na twór Unii Europejskiej i tzw. wolnej Polski.

  51. Inkwizytor said

    Gulowaty, gdzie sie udał )??? Na linię frontu ??? Nie wiedziałem, że w Puławach 15 sierpnia front przebiegał, a może to tylko białe myszy we łbie piłsudasa biegały a nie front )))

  52. Zbigniew Koziol said

    Krzysztof M jest osoba, z ktora chcialbym spotkac sie kiedys w Polsce, oprocz Maruchy i Agi. Acz z wieloma wiecej chcialbym.

    Kiedys.. ja na razie nie mam mozliwosci swobodnego wyjezdzania z Rosji, a i finansowo tez nie mam.

    Powinnismy latem, prywatnie, w waskim gronie, spotkac sie.

  53. Guła said

    A dlaczego miałby ten front przebiegać w Puławach to ja nie wiem?

  54. Krzysztof M said

    Ad. 52

    Niczego nie można wykluczyć.

  55. Guła said

    Aaaa
    Chyba że :)

  56. Pani Ago. said

    To zyjatko pogubilo sie z tymi kulkami przytoczyl tylko to zdanie, bez rozpoznania.
    Wpis #35
    …”My nie potrzebujemy Pana metryki my ja juz mamy, a ponizej rozpoznanie.”…

    Wpis #37 Gula
    …”My nie potrzebujemy Pana metryki my ja juz mamy,”…

    …”Wiem wiem, domyśliłem się, natknęliście się na nią w Puławach;”…

    Pacjent podaje, ze jego metryka znajduje sie w Pulawach. Ale tylko domysla sie, ze tam.

    Wpis #38 Gula
    …”Metryka naczelnika państwa!, „ta właściwa”!, jest jak omam istnieje rzecz jasna tylko jej nikt nie widzi.”…

    Pogubil kulki, pogubil rece, zaczyna belkotac juz o innej metryce. >>metryce naczelnika panstwa<<

    Co nas obchodzi jego metryka, o nim wypowiedzieli sie historycy w RM, bo nie mieli wyjscia przemilczac przyparci jak to sie mowi do muru. To sa tacy sami jak znajdujaca sie strona historycy.org i to gdzie znajduje sie, na serwerze UMCS Lublin. Znamy, znamy ta uczelnie i tych "profesorow", a szczegolnie tych od judaistyki, (bo tam chyba innych nie ma), za ktore ksztalcenie planktonu musi placic Narod ze swoich podatkow.

    Podtrzymujemy rozpoznanie.

    http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC1180684/pdf/AJHGv73p601.pdf
    Am. J. Hum. Genet. 73:601–611, 2003
    601
    Genomewide Linkage Scan for Schizophrenia Susceptibility Loci among Ashkenazi Jewish Families Shows Evidence of Linkage on Chromosome 10q22
    http://stopsyjonizmowi.wordpress.com/2010/12/29/czy-choroba-umyslowa-to-zydowska-przypadlosc/#comment-1862

    Zalecenie: leczyc!

  57. Domator said

    Szanowne Towarzystwo Wzajemnej Adoracji, wasze wypowiedzi poza dwoma osobami wskazuje, że jesteście „Dyżurnymi Aparatczykami wiadomego chowu”.
    Dlaczego nie „zaśpiewacie” o wyjątkowości gen. Rozwadowskiego, która spowodowała jego degradację i pozbawienie dowództwa dywizji austriackiej w 1915. Dlaczego nie powiecie o Sprzysiężeniu generałów o tych inszych korzeniach wraz z ich cywilnymi odpowiednikami w willi Sikorskiego w Szwajcarii w 1923 do zwalczania J. Piłsudzkiego, co spowodowało ujawnienie przez niego prawdy o tych ‘geniuszach” myśli wojskowej. A co powiecie o jego Nocie – J.P. radził Prezydentowi XI 1925 – I 1926 pominąć kandydatów na Ministra Wojny pochodzących z austriackiego Sztabu Generalnego, którzy wniosą jak najgorsze zwyczaje tego sztabu i wyraźnie wymieniał generałów Szeptyckiego i Sikorskiego, którzy najbardziej zaszkodzili wojsku – str. 203 Romeyko.
    A tak w ogóle to nie ma najmniejszego sensu z Wami dyskutować, ponieważ ciągle będziecie wyciągać z lamusa te same kłamstwa.

    Przytaczam – Ocena realiów Bitwy W-wskiej w 1920

    „Ale znowu podnosi się klekot Jewrokezów rozmajtej maści starających się zniesławić w Narodzie pamięć J. Piłsudzkiego , żeby przypadkiem nie odrodził się w Narodzie duch Niezłomnej Walki o Odzyskanie Suwerenności Narodu Polskiego.
    Dla właściwej oceny jego postaci, polecam książki Wł. Pobóg-Malinowskiego „ Najnowsza Historia Polityczna Polski” oraz książkę J. Piłsudzkiego „Rok 1920” jak i jego „Wybór Pism” wydany przez Bibliotekę Narodową oraz „Jozef Pilsudzki” – Janusz Cisek, wydanej w 2007 przez Swiat Ksiazki W-wa czy Mariana Romeyko „Przed i po Maju”. Bez tego zapoznania się z historią widzianą oczami ludzi którym była droga Niepodległa Ojczyzna, będzie ciągle „mieszanie w tym samym kotle potwarzy starających się zniesławić pamięć J. P. Marian Romeyko ma na przykład za złe J.P., że w 1921 udekorował najwyższymi odznaczeniami za waleczność i zasługi wielu generałów a następnie w swoich publikacjach po 1923 – 1926 , ujawnia ich wady czy karygodne błędy – Romeyko uważa to za szkodliwe dla Honoru Wojska. Sam wcześniej pisze, że tylko J.P. mógł okiełznać skłóconych ze sobą wojskowych z trzech zaborów jak i zjednoczyć społeczeństwo w 1919 roku – że nikt inny by tego nie dokonał mimo, że sam J.P. pisze o wyjątkowo szkodliwej polityce tego Drugiego Rządu nad Sekwaną, który cały czas bruździł i starał się wywołać ferment społeczny, kiedy Polska musiała walczyć na wszystkich frontach. Dla mnie jest oczywiste, że mimo wielu potknięć generałów np. Gen. Szeptyckiego który będąc dowódcą Frontu Północnego popełnia poważny błąd operacyjny 5 lipca 1920 – wycofuje 2 dywizje z rejonu Wilna pozostawiając tam niecałe 3 tys. żołnierzy i w idiotyczny sposób nadaje kierunek marszu płd.- zach. równolegle do lini wojsk sowieckich, które strzelają do nich jak do kaczek. Po bohaterskiej 3 dniowej obronie Wilno pada 14 lipca z fatalnymi skutkami – otwiera się niczym nie zagrodzona północna flanka sił polskich. Odtąd 4 Armia Sowiecka swoim ruchem zagrażającym 1 Armii Polskiej wymusza odwrót, który bez poważniejszych bitew zatrzymuje się dopiero na linii Wisły na wskutek fatalnego dowodzenia obroną Grodna przez Wł. Sikorskiego, gdzie J.P. planował zatrzymać Tuchaczewskiego na lini Kowno – Grodno – Brześć. A można było w rejonie Wilna rozbić 4 Armię Sowiecką i zmusić Tuchaczewskiego do odwrotu.”
    J.P. w „Rok 1920” na str. 103 pisze, „ Przedewszystkim sprostować chcę dziwaczne twierdzenie, jakoby z datą 6 VIII związana była jakaś Rada Wojenna, gdyż wszystkie zasadnicze decyzje w ciągu wojny podejmowałem sam, nie zwołując nigdy żadnej rady”. Dotyczy to polemiki na temat Rozkazu z dn. 6 VIII, kto był jego autorem. Itd., itd. itd…..
    Takie przedstawienie sprawy nie ma bynajmniej pobudzać myśli, jakoby uderzenie znad Wieprza nie było decydujące. Bo sama klęska pod Nowym Miastem, Radzyminem, a nawet pod Nasielskiem nie zmuszały jeszcze Tuchaczewskiego do wydania rozkazu odwrotu aż za Niemen. Ale ponieważ wojska jego, raz już pobite, dostały się natychmiast pod drugie uderzenie flankowe, od strony południowej, więc zamierzone przez Tuchaczewskiego przegrupowanie nie doszło do skutku, trzy armie jego rozpadły się i zostały zniszczone w ciągu kilku dni.
    Do tak szybkiego i tak pełnego zwycięstwa przyczyniły się bardzo istotnie liczne wydarzenia, które grały na naszą korzyść, a nie były planowane ani przez naczelnego wodza, ani szefa Misji Francuskiej, lub któregokolwiek z dowódców frontów lub armii. Do najważniejszych z nich należy — przez nikogo nie zamierzone — równoczesne wyeliminowanie z bitwy pod Warszawą trzech wielkich armii sowieckich będących na obu jej skrzydłach.
    Oprócz decydującego ataku zgrupowania znad Wieprza w dniu 16-17 VIII 1920 miała duże znaczenie bitwa po wschodniej stronie rzeki Wkry. Uderzenie, wykonane 15 sierpnia, znów z własnej inicjatywy gen. Krajowskiego, dowódcy 18 Dywizji, na Nowe Miasto i Sońsk, miało decydujące znaczenie dla całej bitwy nad rzeką Wkrą.
    Ten zupełnie niespodziewany obrót sprawy stał się początkiem katastrofalnego dla wojsk bolszewickich wyniku bitwy nad Wkrą, o którym wspomina Tuchaczewski.

    Okolice Sarnowej Góry były terenem najkrwawszych walk lokalnych całej wielkiej bitwy warszawskiej 1920 r. Nasza 18 dywizja piechoty poniosła w walkach od 15 do 18 sierpnia straty przekraczające 33% jej stanu bojowego. Pod samą tylko Sarnową Górą było 30 oficerów i 775 szeregowych zabitych i rannych, a kilkuset wpadło do niewoli.
    20 sierpnia trzy dalsze dywizje strzelców, cofającej się gwałtownie 4-ej armii sowieckiej, przestały istnieć. Dywizja kawalerii pułkownika Dreszera zniszczyła bolszewicką 18 dywizję strzelców i nadbiła 53 dywizję strzelców, polska 18 dywizja piechoty zniszczyła 54 dywizję strzelców i pozostałości 18, 53 i 12 dywizji strzelców.
    .. przeciwuderzenie Tuchaczewskiego na skrzydło i tyły wojsk polskich rozpoczęło się tego samego dnia, co kontratak polski znad Wieprza na skrzydło i tyły wojsk sowieckich. Dnia 16 sierpnia wzięła w przeciwnatarciu bolszewickim udział tylko jedna dywizja strzelców (33), lecz 17 i 18 sierpnia nacierała już taka sama ilość dywizji sowieckich (patrz szkic nr 6), jak dywizji polskich znad Wieprza. Pomimo tego, że były to również jego najlepsze wojska, efekt przeciwnatarcia Tuchaczewskiego był — żaden, podczas gdy przeciwnatarcie naczelnika Piłsudskiego istotnie zagroziło tyłom wojsk sowieckich i cała bitwa zaczęła kręcić się w lewo, ale tylko na odcinku kontrofensywy polskiej. Na odcinku przeciwuderzenia sowieckiego bitwa stała w miejscu. [ komentarz – Jewrokezi fałszując historię trąbili, że już 15 VIII Sowieci byli pobici przez gen. Rozwadowskiego pod W-wą – czyste kpiny z Historii i wierzących w to Ignorantów ]

    Inny komentarz –
    Pan Szaniawski
    Zapomniał dodać,że twórcą armii zwanej czerwoną był Trocki – Bronsthein z USA z walizą złotych rublówek ,otrzymaną od bankierów Khuna, Wartburga, Oppenhaimera oraz o czym się zapomina prezydenta Wilsona.
    Przecież to USA oficjalnie wspomagała Rosje suma ponad 350 milionów dolarow tj ok 350 miliardów dzisiejszych.
    Z drugiej strony blokowali transporty zaopatrzeia do Polski i demobilizowali Armię gen Hallera w tempie błyskawicznym, w ciągu kilku miesięcy posyłająć ok 90 000 doskonale [ w porównaniu z późniejszymi uczniami] przygotowanych i uzbrojonych żołnierzy.
    Innymi słowy była to zmowa tzw Świata „…….” przeciwko powstającemu państwu polskiemu. Nie udała się ale po 20 latach już lepiej przygotowani zrealizowali ją.
    Takich pseudo pomników i bohaterów mamy na kopy vide Miłosz na Skałce.
    dr jerzy Jaśkowski
    deportacje.eu
    Wszystkim piewcom zasług tym, którzy faktycznie tych zasług nie dokonali polecam opracowanie
    FRANCISZKA ADAMA ARCISZEWSKIEGO
    CUD NAD WISŁĄ
    ROZWAŻANIA ŻOŁNIERZA
    NAKŁADEM KATOLICKIEGO OŚRODKA WYDAWNICZEGO „VERITAS”
    W LONDYNIE
    Printed by: Veritas Foundation Press, 12, Praed Mews, London, W.2.

    ..”Takie przedstawienie sprawy nie ma bynajmniej pobudzać myśli, jakoby uderzenie znad Wieprza nie było decydujące. Bo sama klęska pod Nowym Miastem, Radzyminem, a nawet pod Nasielskiem nie zmuszały jeszcze Tuchaczewskiego do wydania rozkazu odwrotu aż za Niemen. Ale ponieważ wojska jego, raz już pobite, dostały się natychmiast pod drugie uderzenie flankowe, od strony południowej, więc zamierzone przez Tuchaczewskiego przegrupowanie nie doszło do skutku, trzy armie jego rozpadły się i zostały zniszczone w ciągu kilku dni.
    Do tak szybkiego i tak pełnego zwycięstwa przyczyniły się bardzo istotnie liczne wydarzenia, które grały na naszą korzyść, a nie były planowane ani przez naczelnego wodza, ani szefa Misji Francuskiej, lub któregokolwiek z dowódców frontów lub armii.
    Oprócz decydującego ataku zgrupowania znad Wieprza w dniu 16-17 VIII 1920 miała duże znaczenie bitwa po wschodniej stronie rzeki Wkry. Uderzenie, wykonane 15 sierpnia, znów z własnej inicjatywy gen. Krajowskiego, dowódcy 18 Dywizji, na Nowe Miasto i Sońsk, miało decydujące znaczenie dla całej bitwy nad rzeką Wkrą.

    W dniu 17 sierpnia lewe skrzydło naszej 4-ej armii (14 dywizja piechoty) uderzyło na lewą flankę 16-ej armii bolszewickiej (8 i 10 dywizje strzelców) pod Korbielem i Mińskiem Mazowieckim, bijąc je i odrzucając na północ. Inne dywizje grupy przeciwuderzeniowej — nadal bez większych walk — zajęły Kałuszyn, Siedlce, Międzyrzec i Białą Podlaską.
    Tuchaczewski został zaskoczony flankowym uderzeniem polskim nie znad Wieprza, ale z rejonu osiągniętego przez wojska polskie wieczorem 17 sierpnia, odległego od Wieprza o 60 do 70 kilometrów, gdy dywizje polskie wychodziły już na głębokie tyły 16-ej armii sowieckiej. (Patrz szkic nr 5)
    .. przeciwuderzenie Tuchaczewskiego na skrzydło i tyły wojsk polskich rozpoczęło się tego samego dnia, co kontratak polski znad Wieprza na skrzydło i tyły wojsk sowieckich. Dnia 16 sierpnia wzięła w przeciwnatarciu bolszewickim udział tylko jedna dywizja strzelców (33), lecz 17 i 18 sierpnia nacierała już taka sama ilość dywizji sowieckich (patrz szkic nr 6), jak dywizji polskich znad Wieprza. Pomimo tego, że były to również jego najlepsze wojska, efekt przeciwnatarcia Tuchaczewskiego był — żaden, podczas gdy przeciwnatarcie naczelnika Piłsudskiego istotnie zagroziło tyłom wojsk sowieckich i cała bitwa zaczęła kręcić się w lewo, ale tylko na odcinku kontrofensywy polskiej. Na odcinku przeciwuderzenia sowieckiego bitwa stała w miejscu.
    [ komentarz – Jewrokezi fałszując historię trąbili, że już 15 VIII Sowieci byli pobici przez gen. Rozwadowskiego pod W-wą – czyste kpiny z Historii i wierzacych w to Ignorantów ]

  58. Krzysztof M said

    Ad. 57

    „Dlaczego nie „zaśpiewacie” o wyjątkowości gen. Rozwadowskiego, która spowodowała jego degradację i pozbawienie dowództwa dywizji austriackiej w 1915.”

    – O czym ty człowieku piszesz? Kiedy to „było”? Konkretnie!

  59. Marucha said

    Panie Domator, nie ograniczam specjalnie wolności wypowiedzi na tej stronie.
    Ale na taką insynuację:

    Szanowne Towarzystwo Wzajemnej Adoracji, wasze wypowiedzi poza dwoma osobami wskazuje, że jesteście „Dyżurnymi Aparatczykami wiadomego chowu”.

    odpowiedź może być tylko jedna. Szlaban.

  60. inszy Domatorze #57 said

    …czytaj, czytaj, czytaj az wejdzie Tobie do glowy. Sluchaj takze Domatorze Szaniawskiego w RM.

    …”Dlaczego nie powiecie o Sprzysiężeniu generałów o tych inszych korzeniach”…

    Te „insze korzenie” mial takze Twoj Jozef Pilsudcki.
    Twoj JPII, p.rezydent ktorego pioro zabilo.

    Ale nie pytaj sie mnie o Szaniawskiego bo jak on o sobie przeczytal to by sie zaplul.

  61. precz z POPISem said

    http://wsercupolska.org/joomla/index.php?option=com_content&view=article&catid=6%3Awarto-przeczytac&id=2578%3Akrzysztof-mazur-pisudski-salvatorczy-bonaparstek&Itemid=6

    Każda krytyka Piłsudskiego wywołuje u sporej grupy osób natychmiastowe negatywne emocje przejawiające się albo w bezwarunkowym odrzuceniu przeczytanych lub usłyszanych sądów (często połączone z obrzuceniem takiego krytyka niewybrednymi epitetami) lub co najmniej podejrzliwej rezerwie i powątpiewaniu w szczerość tejże krytyki.
    Często wtedy słyszymy, że Piłsudski może i miał jakieś wady, może popełniał błędy (w końcu nobody is perfect) po czym najczęściej padają okrągłe sformułowania typu: był patriotą walczącym zawsze o niepodległość Polski, walczył z komunistami, ma zasługi dla uporządkowania parlamentarnego bałaganu etc. chociaż najgorliwsi wyznawcy owe zasługi sprowadzają właściwie do jednego, że bez Piłsudskiego Polska nie uzyskałaby niepodległości a nawet gdyby – to wkrótce zostałaby podbita przez bolszewików.

    Nie chciałbym powtarzać argumentów i opinii, które są już dość dobrze znane i możliwe do łatwego sprawdzenia, natomiast chciałbym pewne sprawy uporządkować by każdemu kto chciałby zweryfikować swoje poglądy na ten temat po prostu to ułatwić. Osobiście przekonałem się jak trudno wyrobić sobie pogląd na ten (i inne tzw. kontrowersyjne tematy) na podstawie jednego czy nawet kilku obszernych źródeł, w tym biografii Marszałka. Za głównego i najbardziej bezstronnego biografa uchodzi profesor Garlicki (ujawniony swego czasu jako TW Pedagog) i jeśli chodzi o szczegółowość biografii to jest to po części opinia uzasadniona gdyż w żadnej innej biografii Piłsudskiego nie znajdziemy tak skrupulatnych zapisków dotyczących chociażby tego najwcześniejszego okresu działalności Ziuka tj. okresu zesłania i działalności w PPS.

    Niestety tak ten biograf jak i każdy inny, komentarze i interpretację przedstawionych faktów prowadzi po linii swoich poglądów co jest nawet oczywiste ale tym samym zmusza czytelnika do krytycznego czytania i konfrontowania określonych spraw w innych źródłach jak i poleganiu na własnej intuicji i doświadczeniu.

    W świetle faktu, że Garlicki sam przyznał się na łamach „Polityki”, że był TW „Pedagog”, prawie jak kpina z czytelnika wygląda pierwsze zdanie najnowszego wydania biografii Piłsudskiego, w którym historyk pisze, że bohater jego książki nie miałby w IPN – ie najmniejszych szans. Jest to zachowanie nieprofesjonalne i świadczące jak bardzo osobiste urazy autora rzutują na jego pracę zawodową. Czy w tej sytuacji możemy oczekiwać by komentarze historyka odnoszące się np. do okresu współpracy Piłsudskiego z wywiadami państw zaborczych i Japonii były obiektywne.

    Co również ciekawe Garlicki nie potrafił albo nie chciał ustosunkować się do tak ważnego fragmentu biografii Marszałka jak np. autorstwo planu bitwy warszawskiej czy np. zaginięcia (czytaj: zamordowania) generała Zagórskiego. Jest to o tyle zastanawiające, że innym nawet bardzo błahym sprawom poświęca w biografii bardzo dużo miejsca a z komentarza nie zwalnia przecież fakt opisania tych problemów w innych opracowaniach. Stąd tak ważne jest wnikliwe analizowanie różnych punktów widzenia i umiejętne wyciąganie najbardziej prawdopodobnych wniosków z tych konfrontacji.

    Należy także wyzbyć się dość powszechnej maniery krytykowania pewnych postaci i ich decyzji wyłącznie z punktu widzenia obecnych warunków geopolitycznych i naszej wiedzy o przeszłości ale starać się wyważyć na ile te wiadomości i przewidywania mogły być udziałem ocenianych postaci. Wreszcie trzeba mieć dobrą wolę tj. nie szukać jedynie faktów potwierdzających z góry upatrzoną hipotezę ale rzeczywiście szukać prawdy o tamtych ludziach i wydarzeniach. Sam wyrastałem w otoczeniu, dla którego zła była komuna a II RP i jej symbol – Piłsudski stanowiły coś na obraz „raju utraconego”. Taką wersję między wierszami przemycali nam nauczyciele, tak twierdziła opozycja i co może najważniejsze w tym nas utwierdzali nasi bliscy czerpiący ową wiedzę także najczęściej z ludowych legend.

    Być może Giertychowi można zarzucić genetyczny krytycyzm wobec piłsudczyzny ale dla mnie ów krytycyzm zakiełkował, wzrastał i przekształcił się w niechęć do Piłsudskiego na drodze mozolnego szukania i chłodnego porównywania faktów, analizowania wydarzeń i ich skutków, weryfikowania opinii i wspomnień. Każdy człowiek ma trochę inny punkt krytyczny, od którego zaczyna bardziej wnikliwie przyglądać się pewnym problemom i osobom podejrzewając, że być może jego dotychczasowe sądy były błędne. Maciej Rataj, który nawet w czasie zamachu majowego nie wyzbył się jeszcze pewnych złudzeń co do Piłsudskiego taki punkt zwrotny przeżył już wcześniej bo w czasie krytycznych dni wojny polsko – bolszewickiej. Pisze o tym w swoich „Pamiętnikach” w następujący sposób:

    „Tak w sentymencie, jak i w szacunku swoim do Piłsudskiego zachwiałem się bardzo silnie właśnie w okresie krytycznym dla państwa. Piłsudski zmalał w moich oczach. i to nie z powodu klęsk (…) – doświadczyli ich najwięksi wodzowie. Piłsudski stracił pod wpływem klęsk głowę. Opanowała go depresja, bezradność (…) sugerowano mu, by udał się do jednego lub drugiego oddziału wojska, pokazał się, dodał otuchy żołnierzom –daremnie!”

    No właśnie, w moim przypadku szukanie prawdy zainspirowały faktograficzne sprzeczności w różnych opiniach i relacjach, do tego stopnia różnych, że nie mogły wynikać jedynie z luk w pamięci czy przekłamań powstałych w trakcie kolejnego przekazu, zwłaszcza że te opinie pochodziły tak jak w przypadku Rataja z pierwszej ręki świadków tych wydarzeń. Bo jak pogodzić chociażby wspomnianą opinię Rataja z utrwaloną w legendzie Piłsudskiego i często cytowanym zdaniem Weyganda, jak to Marszałek elektryzował żołnierzy wlewając w nich nowego ducha bojowego. W jaki sposób Marszałek „przelał z własnej duszy w dusze walczących ufność i wolę pokonania wszelkich przeszkód” skoro jak wspominali nad podziw zgodnie różni ludzie z jego najbliższego otoczenia sam potrzebował duchowego wsparcia i pomocy.

    Nawet jego ówczesna konkubina a późniejsza żona Aleksandra Szczerbińska w opublikowanych wspomnieniach pisała, że nie wierzył w powodzenie i ona musiała podnosić jego wiarę na duchu („gdy żegnał się z nami, przed wyjazdem do Puław, był zmęczony i posępny (…) pożegnał się z dziećmi i ze mną, tak jak gdyby szedł na śmierć. Niecierpliwiła go moja absolutna pewność, że bitwa skończy się naszym zwycięstwem”).
    Cechy charakteru i życie osobiste

    Piłsudski jako małe dziecko był rozpieszczany i już wtedy zdradzał objawy narcyzmu, które objawiały się także w okresie dorosłym. Zapewne nie nauczony takiej umiejętności wcześniej, praktycznie przez całe życie był niezdolny do samoorganizacji i zadbania o najprostsze nawet sprawy bytowe. Owa tak często sławiona w legendzie skromność i prostota miała także swoje źródło w zwykłym lenistwie i niechlujstwie (jak opisywała wygląd Marszałka zauroczona nim Iłłakowiczówna: „Ma wygnieciony, jak psu z gardła wyciągnięty, mundur. Cały jest w poprzeczne fałdy, obsypany popiołem z papierosów, ręce i paznokcie ma szare od tego popiołu”).

    Piłsudski mieszkając w Sulejówku raz jeden postanowił pomóc żonie w niezbyt zresztą ciężkich pracach ogrodowych co skończyło się dla niego tak podobno dokuczliwym nadwyrężeniem, że była to pierwsza i ostatnia praca fizyczna jaką w Sulejówku wykonał. Jak relacjonuje jego żona budził się późnym popołudniem, śniadanie i gazety dostawał „do łóżka” po czym znowu zasypiał i spał do godziny dwunastej w południe. Taki sam leniwy żywot pędził zresztą podczas syberyjskiego zesłania (a na carskim zesłaniu mógł czytać i pisać do woli korzystając ze świetnie zaopatrzonej biblioteki i regularnie dostarczanych gazet, co może szokować współczesnych mających jedynie wyobrażenie sowieckich zsyłek), o czym świadczą najlepiej jego własne listy z tego okresu.

    Niewątpliwie (świadczą o tym zgodne opinie zarówno przeciwników jak i zwolenników Marszałka) Piłsudski miał psychikę neurotyczną (w późniejszym okresie te neurozy były połączone z koprolalią, czyli niepohamowaną skłonnością do wypowiadania słów nieprzyzwoitych) a potwierdzone w wielu relacjach skłonności do depresji świadczyły również o tym bardzo istotnym i negatywnym z punktu widzenia pełnionych funkcji znamieniu jego psychiki. „Dołek” psychiczny przeżywany w kulminacyjnym okresie wojny polsko – bolszewickiej nie był ani pierwszy ani ostatni, dla przykładu krytyczny moment zamachu majowego Piłsudski przeleżał na kanapce w koszarach 36p.p. snując legionowe wspominki przed nieco zaskoczonym majorem Ziemskim (gdyby nie przejęcie dowództwa i wydania rozkazów przez Orlicz – Dreszera zamach mógł spalić na panewce już u swego zarania – pozostali spiskowcy byli zbyt zdeterminowani aby zamach uskutecznić, gdyż oni w przeciwieństwie do Piłsudskiego ponieśliby bardzo dotkliwe skutki zaniechania puczu).

    Legenda przedstawia Piłsudskiego jako męża opatrznościowego w znaczeniu politycznym, wyrozumiałego „dziadka” dla legionowych kompanów oraz opiekuńczego męża i ojca. Taki sielsko – anielski obrazek wyjęty z infantylnego sztambucha Iłłakowiczówny („Ścieżka obok drogi”) czy wspomnień kapitana Lepeckiego. Niestety te sielskie obrazki widziane oczami dorosłych dzieci (Iłłakowiczówna w pewnym momencie sama przyznaje, że ”Te cztery lata utrwaliły we mnie w sposób niezrozumiały, racjonalny, zupełną, żarliwą i bezwzględną wiarę w Józefa Piłsudskiego” i dalej „Nigdy – i aż do dzisiaj – nie umiałam rozróżniać partii politycznych, to też przeciwnicy Legionów to byli dla mnie konserwatyści, czy narodowi lub socjaldemokraci, ale po prostu ciotki, przyjaciółki, doktorzy, oficerowie, siostry – nieznośnie wszystko tępe i agresywne – z chwilą, kiedy była mowa o czynie Józefa Piłsudskiego” – są to typowe wyznania zauroczonej fanki i wyznawczyni a nie trzeźwego obserwatora) nie wytrzymują konfrontacji z wieloma faktami.

    Życie osobiste człowieka jest z pewnością wizytówką jego charakteru stąd trudno tego elementu nie uwzględniać w analizie danej jednostki. Leonarda Lewandowska, z którą Piłsudski „żył” podczas zesłania na Syberii popełniła samobójstwo najprawdopodobniej na skutek tej zawiedzionej miłości, samobójstwo (taka jest przynajmniej oficjalna wersja) popełniła również Eugenia Lewicka, która nieoficjalnie towarzyszyła Piłsudskiego podczas słynnego pobytu na Maderze. Piłsudski był już wtedy mężem Aleksandry Szczerbińskiej, z którą miał obie córki urodzone jeszcze w czasie kiedy jego żoną była Maria Juszkiewiczowa. W tym panteonie żon i kochanek pojawia się jeszcze nazwisko Jadwigi Burhardt nie licząc mniej znaczących skoków w bok (w liście do Leonardy pisanym z Syberii Ziuk sam przyznaje się do niewierności co czyni na pewien sadystyczny sposób jakby po to aby osłabić jej chęci do kontynuowana wcześniejszego związku). Dla Piłsudskiego nieskrępowane porzucanie jednych kobiet dla drugich wydaje się zachowaniem naturalnym co być może w oczach wielu niewiast nadawało mu aury atrakcyjności ale przeczyło o jego możliwościach nawiązania głębszego związku.

    Dzisiaj takie zachowanie określa się jako „instrumentalne wykorzystywanie” i nie byłoby może warte uwagi, gdyby odnosiło się ono tylko do spraw sercowo – łóżkowych, jednakże w podobnie instrumentalny sposób Piłsudski traktował również swoich politycznych współpracowników, których wartość uzależniał od ich bieżącej przydatności dla swojej kariery. Tak samo traktował również sprawy światopoglądowe i religijne. Dla ożenku z rozwiedzioną Juszkiewiczową zmienił wyznanie, by – jak głosi przekaz – powrócić do katolicyzmu w czasie choroby, która dopadła go podczas I wojny światowej.

    Jego oświadczenie o powrocie do poprzedniego wyznania miał przyjąć ksiądz Ciepichałł – notka biograficzna o tym kontrowersyjnym księdzu jest umieszczona m.in. na stronie pijarów – tylko co bardzo ciekawe tenże ksiądz po 1920 r. zrzucił duchowną sukienkę, został oficerem – urzędnikiem w resorcie spraw wojskowych i przeszedł z katolicyzmu na protestantyzm. Już sam fakt, że konwersję z wyznania ewangelicko – augsburskiego przyjmował ksiądz, który następnie sam porzucił katolicyzm na rzecz wyznania ewangelicko – augsburskiego wydaje się wystarczająco znamienny i zarazem zastanawiający (dodatkowo według przywołanych wcześniej ojców pijarów: „nie wiadomo, gdzie i kiedy (ks. Ciepichałł) przyjął święcenia kapłańskie”).

    Pozostałe sprawy z religijnym życiem a raczej jego brakiem obszernie opisał m.in. ks. Warszawski w książce pt. „Piłsudski a religia” i chociaż autorowi można zarzucić, że jako zwolennik endecji mógł być nieobiektywny, to niestety najbardziej istotne elementy tej analizy potwierdzają także inni autorzy. Jednakże tłumaczenie indyferentyzmu religijnego Marszałka (delikatne określenie na bezwyznaniowość i brak praktyk religijnych) dość powszechnym wtedy w kręgach inteligenckich racjonalizmem (Dmowski też do starości nie praktykował) jest też ułomne w świetle świadectw o jego zainteresowaniu praktykami okultystycznymi. Pisze o tym wprost m.in. pani Piłsudska w swoich wspomnieniach a trudno chyba małżonkę Marszałka podejrzewać o produkowanie jego czarnej legendy. Opisuje to także Sławomir Koper w niedawno wydanej książce pt. „Życie prywatne elit Drugiej Rzeczpospolitej”.

    Z kolei wspomniany egocentryzm i megalomanię Piłsudskiego najlepiej ilustrują dwa przykłady wzięte z mnóstwa innych ale mające tę zaletę w konfrontacji z ewentualną krytyką, że pochodzą również ze strony zwolenników towarzysza Wiktora (tylko jeden z kilku pseudonimów Piłsudskiego z okresu działalności w PPS – ie). Profesor Zdziechowski, człowiek uczciwy aż do granicy naiwności (którą niekiedy niestety przekraczał) w eseju pt. „Ze wspomnień o Piłsudskim i jego epoce” (opublikowany m.in. w zbiorze „Widmo przyszłości”) opisuje swoje zabiegi mające na celu osobiste spotkanie z Marszałkiem i wrażenie z tego pierwszego „wychodzonego” spotkania, które miało miejsce w październiku 1919 r. z okazji ponownego otwarcia Uniwersytetu Wileńskiego.

    Zagajając rozmowę z Naczelnikiem profesor Zdziechowski wspomniał jego brata Bronisława dodając, że był „szlachetnym marzycielem”, na co Piłsudski odparł „Więc Pan ma mnie za nieszlachetnego” po czym jak wspomina Zdziechowski „odwrócił się do kogoś w pobliżu stojącego. Rozmowa ze mną była skończona” Dalej Zdziechowski dodaje, że „Ów żarcik nie mógł oczywiście wywołać we mnie uczuć podziwu czy uwielbienia, które budził Piłsudski u innych”. Tę megalomanię i sprowadzanie wszystkiego do własnej osoby najlepiej też podsumował Zdziechowski oceniając przemówienie Piłsudskiego z okazji nadania mu honorowego doktoratu w 1922 r. „W przemówieniu Piłsudskiego najbardziej uderzyła mię rzecz inna, mianowicie automesjaniczna nuta ”Ja i ojczyzna to jedno”…Nazywam się Miljon”. A uwagi te pisał zwolennik Piłsudskiego.

    Drugi przykład wiąże się z przekonaniem Piłsudskiego o wyjątkowych zaletach swojego umysłu skutkiem czego jak pisze jego żona Aleksandra Piłsudska „prosił mnie, że jeśli żyć będę dłużej niż on, abym mózg jego oddała do naukowego zbadania. Sądził, że ponieważ myśli i rozumuje inaczej niż inni, inną też może mieć budowę mózgu”. Za czasów PRL – u na złość komunie kpiono sobie z podobnych zabiegów czynionych wokół mózgu Lenina, niestety w Polsce przedwojennej w ramach kultu Pierwszego Marszałka wyprawiano takie same szaleństwa. Przebywający wówczas na przymusowej emigracji w Czechosłowacji Witos, do którego dochodziły krajowe echa tych wydarzeń podsumował to w swoich pamiętnikach zdaniem:

    „…wyznaczył dla siebie miejsce na Wawelu. Nie chcąc za wiele robić zaszczytu polskiemu Panteonowi, kazał serce złożyć gdzie indziej, a w przekonaniu, że mózg jego stanowi jakiś rzadki cudowny wyjątek, polecił go oddać uczonym lekarzom. Co o tym wszystkim myśleć?”

    Oprócz tych dwóch przykładów megalomanii warto być może jeszcze przypomnieć, że tytuł i buławę Pierwszego Marszałka Polski Piłsudski de facto przyznał sam sobie. Wniosek złożony w tej sprawie do sejmu latem 1919 r. został przez konwent seniorów uznany za przedwczesny, dlatego też zwolennicy Naczelnika w wojsku zgłosili się kilka miesięcy później z takim samym wnioskiem do samego Piłsudskiego, który jak gdyby nigdy nic łamiąc obowiązującą procedurę legislacyjną, natychmiast bo jeszcze tego samego dnia wydał dekret o przyjęciu i zatwierdzeniu tego stopnia. Następnie w listopadzie przyjął buławę z rąk swoich podwładnych pod nieobecność wszystkich najważniejszych wtedy osób w państwie czyli marszałka sejmu i premiera (ten mało dzisiaj znany fakt opisuje m.in. Daria i Tomasz Nałęcz w biografii Piłsudskiego, Zbigniew Dworecki w niedawno wydanej książce „Poznańskie i Piłsudski” oraz opozycyjna prasa tamtego okresu)
    Błędy strategiczne

    O wyborach ideowych i politycznych Piłsudskiego napisano wiele i poddając te sprawy uczciwej ocenie trzeba przyznać, że trudno w owych politycznych decyzjach znaleźć jakąś istotną sprawę świadczącą na korzyść Marszałka. Jak wspomina generał Haller, Piłsudski miał mu pewnego razu oświadczyć, że w sprawach religijnych jest bezwyznaniowcem („Choć sam jestem bezwyznaniowy, ale szanuję zapatrywania innych”) i przez analogię można postawić hipotezę, że w sprawach ideologicznych też był bezideowcem. Ale tak samo jak w sprawach religijny był zabobonny tak samo zabobonność ową przenosił na każdą sferę swojego działania – vide szczególne i przesądne przywiązanie do daty 6 sierpnia (dzień wymarszu kadrówki do Królestwa w celu wywołania antyrosyjskiego antyrosyjskiego powstania).

    Niezależnie od stopnia emocjonalnego zaangażowania, to z punktu widzenia osoby o prawicowych poglądach trudno uznać wieloletnią działalność Piłsudskiego w PPS – ie za godną pochwały, zwłaszcza, że owa działalność polegała także na rabunkowych napadach (nazywanych dla niepoznaki „akcjami ekspropriacyjnymi” – jak to wtedy dzielni ekspropriatorzy śpiewali: „W innych partiach bryndza/ Ogórkowe czasy – / U nas złoto płynie/ Oj dana, dana, dana/spluwo ukochana!/ Nie masz nic nad spluwę/ Nie!”)), w których ginęły nie tylko oszczędności kas powiatowych ale także prości żandarmi i konwojenci, czyli de facto niewinni ludzie. Żeromski był również socjalistą ale jego komitywa z Piłsudskim załamała się, gdy pisarz zaczął krytykować sposób działania PPS a później orientację proniemiecką aktywistów, burzliwie zakończyło się także spotkanie w 1920 r., na którym Żeromski próbował namówić Naczelnika do poparcia polskich racji w plebiscytach organizowanych na spornych ziemiach zachodnich i północnych.

    Same wypowiedzi Piłsudskiego i to już w czasie kiedy oficjalnie przestał identyfikować się z polityką państw centralnych, świadczą że pogodził się on z utratą ziem polskich będących pod zaborem pruskim (lub nigdy nie dążył do ich odzyskania) stąd też te strategie określano mianem „małej Polski” – sam Piłsudski mówił, że o ziemiach zaboru pruskiego możemy myśleć w perspektywie 50 lat albo dłużej, Marian Seyda wspominał („Polska na przełomie”) delegację poznaniaków, która w 1916 r. rozmawiała z Piłsudskim o przyszłości zaboru pruskiego, słysząc w odpowiedzi, że „(Piłsudski) sprawą zaboru pruskiego głowy sobie zaprzątać nie myśli”. Było to zaprzeczeniem endeckiej wizji „wielkiej Polski”, która w gorszym scenariuszu miała być realizowana na drodze jednoczenia ziem polskich wszystkich zaborów pod patronatem Rosji oraz uzyskiwania dla nich coraz większej autonomii. Przebieg wojny oraz rozpad imperium carów umożliwił odbudowanie wielkiej Polski od razu jako państwa niepodległego.

    Koncepcja opowiedzenia się po stronie państw centralnych miała wielu zwolenników także wśród osób, których trudno posądzać o niskie pobudki, koncepcję taką doradzały też Polakom koła watykańskie popierające Austrię ale nie ulega wątpliwości, że zwycięstwo państw centralnych a de facto Niemiec nie rozwiązałoby kwestii polskiej niepodległości natomiast pewnym było, że do owego państwa polskiego pod patronatem Niemiec nie zostałaby przyłączona ani piędź ziemi zaboru pruskiego a prawdopodobnie kilka dodatkowych piędzi polskiej ziemi zostałoby jeszcze od kraju oderwane (nawet taki germanofil i zwolennik Piłsudskiego jak Władysław Studnicki przyznawał, że w sztabie niemieckim widział mapę z tak zaznaczoną kadłubową Polską, sam zresztą snuł koncepcje polskiego portu w Lipawie zamiast Pomorza i Gdańska oraz w broszurze wydanej po niemiecku de facto doradzał Niemcom jak utworzenie Polski z ziem zaboru rosyjskiego przyśpieszy pokojową germanizację zaboru pruskiego).

    Co tam zresztą Niemcy skoro Janusz Franciszek wielu imion Radziwiłł typowany nawet na króla Polski odrodzonej pod nadzorem zwycięskich państw centralnych, miał 5 października 1916 r. w Berlinie takimi m.in. słowami przekonywać niemieckich polityków i dziennikarzy do utworzenia niepodległej ojczyzny: „My, Polacy, wiemy, że Poznańskie stanowi część Niemiec i część Niemiec stanowić będzie po wszystkie czasy”. I to ten właśnie Radziwiłł po zamachu majowym stał m.in. na czele prosanacyjnych konserwatystów i współorganizował m.in. słynną wizytę Marszałka w Nieświeżu. Na szczęście okoliczności ułożyły się pomyślnie dla idei wielkiej Polski ale Polacy musieli użyć sporo argumentów by przekonać zwycięskie mocarstwa do swoich racji (tę pracę wykonał Dmowski i Polski Komitet Narodowy) i mieć chociażby cień pretekstu aby zwycięska Ententa mogła uznać nas za swoich wojennych sprzymierzeńców.

    Tego pretekstu dostarczyła tzw. Błękitna Armia oraz jednostki walczące po stronie rosyjskiej (korpus Dowbora – Muśnickiego, korpus Michaelisa, dywizje syberyjskie, korpus Żeligowskiego), także te jednostki np. austriackie, które po układach brzeskich przedarły się na rosyjską stronę (w końcu w efekcie tej eskapady do Francji przedostał się Józef Haller, późniejszy dowódca Błękitnej Armii). Koniec końców dla Polski sprawy ułożyły się dobrze ale nie ulega wątpliwości, że wcześniejsi zwolennicy państw centralnych obawiali się o swoje miejsce i znaczenie w tak odrodzonym państwie stąd wykonywali różne działania, które niekoniecznie wzmacniały naszą pozycję ale na pewno tworzyły metodą faktów dokonanych (utworzenie tzw. rządu lubelskiego z premierem Daszyńskim i Komendantem Rydzem – Śmigłym, przekazanie przez Radę Regencyjną władzy Piłsudskiemu etc.) określoną rzeczywistość, którą można było zmienić jednie na drodze porozumienia lub wojny domowej.

    Te uczucia wcześniejszych germanofilii najlepiej oddaje fragment deklaracji sporządzonej przez Leona Bilińskiego polskiego konserwatysty, posła do parlamentu austriackiego i przewodniczącego NKN: „Losy wojny światowej rozstrzygnęły sprawę polską nie w myśl naszej trzeźwej, jak się zdawało, polityki realnej, lecz po myśli idealistycznej wiary innych stronnictw politycznych w zwycięstwo Ententy. (…) Nie możemy się przyznać do błędu, ale przyznajemy z najwyższą radością tamtym stronnictwom szczęśliwy instynkt polityczny…” Według tych słów orientacja proniemiecka była „trzeźwa” zaś orientacja na Ententę „idealistyczna” przeto potwierdzenie racji „idealistycznej” musiało być jedynie wynikiem szczęścia by nie rzec ślepego losu. Ale jak w takim razie pogodzić z tym fakt, że zwolennikiem owej „trzeźwej” proniemieckiej opcji był „Ziuk – wariat”, jak przezywano Piłsudskiego, co ten sam przyznawał i co opisał m.in. cytowany wcześniej profesor Zdziechowski.

    Sprawa orientacji Piłsudskiego w czasie wojny jest ogólnie znana (nawet jak pisała przedwojenna prasa prawicowa słynna pieśń legionowa była wzorowana na melodie pieśni pt. „Blue Huzaren”)i na tle orientacji innych znaczących polskich polityków wojskowych nie stanowiłaby jakiegoś szczególnego zarzutu natomiast od polityków takich jak np. cytowany wyżej Biliński czy wojskowych jak Rozwadowski, Sikorski czy Haller, dzieliły Piłsudskiego dwie sprawy a to: tajna i płatna współpraca Piłsudskiego, Sławka etc. m.in. z austriackim wywiadem mająca na celu wywołanie zbrojnego powstania w zaborze rosyjskim oraz zawodowe dyletanctwo tych wiecznych spiskowców w działalności pozakonspiracyjnej. Owa tajna współpraca przez długie lata stanowiła jedynie publiczną tajemnicę, natomiast obecnie żaden rozsądny historyk nie może jej poddawać w wątpliwość.

    Wbrew przeświadczeniu części osób znających trochę ten temat to nie Ryszard Świętek w swojej obszernej pracy pt. „Lodowa ściana” pierwszy dotknął tego problemu podpierając się zachowanymi dokumentami. Jeszcze w roku 1967 czyli 43 lata temu, Stefan Arski (właściwie Artur Salman) oraz Józef Chudek wydali książkę pt. „Galicyjska działalność wojskowa Piłsudskiego 1906 – 1914”, którą znany współczesny apologeta Piłsudskiego tj. profesor Janusz Cisek w serii wydawanej pod patronatem „Rzeczpospolitej” nazwał tworzeniem „czarnej legendy” nie omieszkając – pomimo przestrzeganej wcześniej politycznej poprawności – zaznaczyć prawdziwego nazwiska i zarazem pochodzenia Arskiego.

    Oczywiście większość nigdy nie potrudzi się by osobiście sprawdzić na czym polegał ów „paszkwil” duetu Arski (vel Salman) i Chudek, tymczasem książka ich autorstwa to nic innego niż ponad czterysta stron fotokopii dokumentów wygrzebanych w austriackich archiwach (Kriegsarchiv, Haus – Hof – und Staatsarchiv i Verwaltungsarchiv) i prawie drugie tyle ich tłumaczenia na język polski. Komentarz autorski i wprowadzenie to zaledwie ok. 5 proc. całego opracowania ale także o wiele mówiącej dla nas współczesnych treści. Autorzy wspominają bowiem o wyraźnych śladach niszczenia dokumentacji pisząc m.in.: „z polecenia Rongego zniszczono więc w listopadzie 1918 r. listy konfidentów, pokwitowania pieniężne, tudzież wycięto żyletką z dziennika podawczego (Kundchafts Exhibiten Protokoll) Biura Ewidencyjnego wszystkie nazwiska konfidentów”.

    Jednym słowem co ci przypomina widok znajomy ten… Kim był Maxymilian Ronge (vide jego wspomnienia pt: „Kriegs und Industriespionage. Zwolf Jahre Kundschafsdienst”) raczej wiadomo tak jak z różnych wspomnień wiadomo, że austriackie archiwa czyścił już w listopadzie 1918r. w Krakowie brygadier Bolesław Roja późniejszy generał niesławny z defetystycznej postawy podczas wojny polsko – bolszewickiej i za taką postawę odesłany na wcześniejszą wojskową emeryturę.

    Drugi problem to zawodowe dyletanctwo Piłsudskiego i innych jego wspólników z konspiracji, dyletanctwo raczej typowe dla ludzi, którzy faktycznie nigdy ani nie zdobyli fachowego wykształcenia ani nie wykonywali żadnego konkretnego zawodu, gdyż żyli ze spiskowania. Stanisław Dzierzbicki, który był razem z Piłsudskim członkiem proniemieckiej Tymczasowej Rady Stanu w swoich pamiętnikach tak scharakteryzował późniejszego Naczelnika Państwa: „Mylnie wyobrażałem go sobie jako intelektualistę o wielkiej sile argumentacji i rozumowania, tymczasem spotkałem umysł raczej artysty, prosty, który rozumowanie bardzo mało ceni, argumenty nazywa wytartymi liczmanami, a całą swoją działalność opiera na wrażeniach i intuicji.” Jeszcze gorszą opinię miał wystawić Marszałkowi jego poplecznik Rydz – Śmigły, co lakonicznie ujął późniejszy komendant policji nb. mason gen. Kordian Zamorski w następującym zdaniu: “Wieczór u Śmigłego. Zdaniem jego, człek to (Piłsudski – przyp.) nienormalny, co ukryć się nie da, a skoro się wyda, uważać nas będą za trzodę głupców, żeśmy tego nie spostrzegli”.

    Część oficerów polskich w służbie austriackiej ukończyła solidne wojskowe szkoły i zdobywała wojskową praktykę co bardzo przydało się później w wojnie polsko – bolszewickiej i budowaniu polskiej armii. Oficerowie ci byli zawodowcami, część wojskowych i polityków jak np. Sikorski ukończyła także wyższe szkoły cywilne. Niestety z drugiej strony dość często się zdarza, że ludzie tacy jak Piłsudski , czyli wyjątkowo ambitni i mający duże mniemanie o sobie a zarazem dyletanci zawodowi, nie potrafią przyznać się do niekompetencji forsując swoje decyzje nawet na przekór fachowym opiniom otoczenia. Piłsudski nie był wojskowym i nie znał się na dowodzeniu przynajmniej na szczeblu sztabu głównego.

    Tytuł Pierwszego Marszałka Polski przyznał – o czym było wcześniej – de facto sam sobie, stopień brygadiera nie istniał formalnie w wojsku cesarstwa austro – węgierskiego, biorąc zaś pod uwagę stawkę uposażenia odpowiadał on stopniowi wojskowemu pułkownika. Jednocześnie skoncentrowany na sobie i magalomańsko przekonany o własnej nieomylności, skonfliktowany z innymi politykami i wysokimi oficerami, których uważał za konkurentów – najpierw zawarł tajny pakt z Petlurą a następnie podejmując tzw. wyprawę kijowską wciągnął Polskę w wojnę z bolszewicką Rosją – powtarzając w chwili początkowych sukcesów, że może bolszewików bić kiedy chce i gdzie zechce.

    Jak wiemy z historii wojna ta o mało nie zakończyła się utratą dopiero co odzyskanej niepodległości, kosztowała życie tysiące Polaków a uzyskane granice były terytorialnie mniej korzystne od granic możliwych do uzyskania na drodze pertraktacji zaproponowanych przez bolszewików w grudniu 1919 r.. Pomimo funkcjonującego sejmu i rządu posłowie i ministrowie nic lub bardzo niewiele wiedzieli o celach ofensywy kijowskiej, tajnych postanowieniach pomiędzy Piłsudskim a Petlurą czy rzeczywistych zamiarach Piłsudskiego dotyczących prowadzonych pertraktacji rozejmowych z bolszewikami (w tej ostatniej sprawie bardzo znamienna jest tzw. sprawa Borysowa od nazwy miasta na Białorusi, którą wyjaśniają m.in. w swoich pamiętnikach socjalista Adam Próchnik i endek Stanisław Grabski).

    Na pewno wojnę rozpoczął Piłsudski i do czasu powołania rządu Witosa na premiera a generała Rozwadowskiego na szefa sztabu właśnie Piłsudski odpowiadał za dowodzenie polskimi armiami. Sprawa autorstwa bitwy warszawskiej i zasług w jej wygraniu innych osób niż Naczelnik jest oczywista nawet nie poprzez lekturę wspomnień i opracowań osób mu wrogich lub obojętnych ale przede wszystkim ze względu na własną relację Piłsudskiego („Rok 1920” wydany pod pretekstem odpowiedzi na podobną pozycję opublikowaną przez Tuchaczewskiego) spisaną pod jego dyktando przez już wtedy żonę Aleksandrę. A już opis tak rozsławionego kontrataku znad Wieprza w kontekście przypisywanego mu przez legendę przełomowego znaczenia dla bitwy warszawskiej wywiera na czytelniku wychowanym na legendzie dość przygnębiające wrażenie.

    W czasie kiedy Piłsudski zaatakował znad Wieprza bitwa warszawska była już wygrana, natomiast kontratak ten miał duże znaczenie strategiczne dla unicestwienia wojsk sowieckich tak by wygraną była nie tylko bitwa ale i cała wojna (co zresztą zostało osiągnięte ale nic by nie dało gdyby przegrana została bitwa pod Warszawą i na północ od stolicy, gdzie największy ciężar bitwy trzymała V armia Sikorskiego). Piłsudski sam przyznaje się, że już po przybyciu do Puław kiedy faktycznie nie miał żadnego wpływu na decyzje sztabu, „pewne zdziwienie” wywoływały u niego

    „wiadomości o zwiększającym się nacisku wojsk p.Tuchaczewskiego w kierunku zachodnim, w kierunku Płocka, a nawet Włocławka i Brodnicy… Była w tym jakaś zagadka, której rozwiązać nie mogłem, gdyż przewracało to w pewnej mierze moje dotychczasowe pojęcie, że p.Tuchaczewski koncentrował wszystkie swoje siły na Warszawę”.

    A przecież wiadomo, że taki obrót sprawy wcześniej zauważył Rozwadowski wydając odpowiednie rozkazy zmieniające, które tak bardzo krytykował właśnie Piłsudski, gdyż wzmocnienie sił na północy osłabiało jego południowy front. Sam kontratak podobno tak decydujący dla bitwy warszawskiej Piłsudski opisywał następująco:

    „16 (sierpnia – przyp. ) rozpocząłem atak, o ile w ogóle atakiem nazwać to można. Lekki i bardzo łatwy bój prowadziła przy wyjściu tylko 21 Dywizja (…) Inne dywizje szły prawie bez kontaktu z nieprzyjacielem (…)główną zagadką, którą chciałem sobie rozstrzygnąć, była tajemnica tak zwanej Grupy Mozyrskiej. Właściwie nie było jej wcale. (…) Wydawało mi się, że śnię. Jako wynik, do którego doszedłem, był pogląd, że czeka mnie gdzieś jakaś zasadzka. (…) Dzień 17 sierpnia nie przyniósł mi żadnego wyjaśnienia tych zagadek. (…) Spędziłem znowu dzień cały w samochodzie szukając śladów tajemnicy i choć pozoru zasadzek. (…) Nie rozumiałem właściwie, gdzie jest sen, a gdzie prawda. (…) Pamiętam, jak dziś, tę chwilę gdy pijąc herbatę obok przygotowanego do snu łóżka, zerwałem się na równe nogi, gdy wreszcie usłyszałem odgłos życia, odgłos realności, głuchy grzmot armat, dolatujący gdzieś z północy. (…) Jeszcze ułożywszy się do snu, raz po raz głowę z poduszki unosiłem, by sprawdzić swoje wrażenie”.

    W stosunku do opisu bezsennej trwogi Warszawy (vide wspomnienia Witosa czy Rataja) oraz zmagań dywizji stojących na przedmościu Warszawy (vide praktycznie samobójczy atak batalionu kapitana Stefana Pogonowskiego ratujący odsłonięte skrzydło obrony Warszawy) oraz zażartych walk na północ od stolicy, opis tej fazy bitwy przedstawiony przez Piłsudskiego widziany z punktu widzenia jego odcinka frontu wygląda prawie na sielankowy.

    Piłsudski pomylił się także (chyba, że była to pomyłka kontrolowana) co do wskazania przyszłego najgroźniejszego wroga Polski, który to temat był omawiany podczas słynnej narady na początku lat 30 – tych mającej ocenić, które zagrożenie jest groźniejsze: niemieckie czy sowieckie. Większość obecnych podobno wyraziła opinię, że w najbliższej perspektywie zagrożenie niemieckie jest większe (tak też to widział m.in. odsunięty już wtedy od wojska Sikorski czego dowodzi jego autorstwa „Przyszła wojna” wydana w 1934 r.), co także – wbrew od lat suflowanej legendzie – Piłsudski zanegował wskazując w dalszym ciągu na kierunek wschodni (jakiekolwiek poważne przygotowania na froncie zachodnim Polacy przedsięwzięli z marnym zresztą skutkiem dopiero na kilka miesięcy przed wrześniem 1939 r. o czym pisze m.in. generał Sosnkowski w książce „Cieniom września” – nb. gospodarki w tym budżetu Polska nie przestawiła na tryb wojenny aż do samego wybuchu wojny)
    Przeciw Polakom i przeciw Polsce

    Piłsudskiemu wyraźnie przeszkadzała świadomość (lub podświadomość), że w dziele obrony a następnie budowania niepodległego bytu kraju zaczynają wybijać się inne uzdolnione osoby, że zaczyna się dostrzegać realne zasługi innych osób, że część tych osób była w krytycznych chwilach świadkami jego słabości, że naród głosuje na endeków i ugrupowania politycznie niechętne jego planom politycznym (np. PSL Piast).

    Miał też zapewne świadomość korzeni swojej obecnej władzy, sięgających współpracy z blokiem niemieckim i namaszczenia na Naczelnika przez proniemiecką Radę Regencyjną oraz – co niebagatelne – świadomość owej niezbyt chlubnej karty życiorysu związanej ze współpracą z austriackim wywiadem. Dzisiaj po latach doświadczeń z lustracją doskonale wiadomo jak bardzo takie obciążenia wpływają na zachowania i polityczne decyzje ludzi– vide przypadek Wałęsy. Ten amalgamat z jednej strony własnych błędów i niedoskonałości a z drugiej wybujałych ambicji wzmacnianych podszeptami swoich stronników (być może także jakichś podjętych wcześniej zobowiązań) spowodował, że do zamachu majowego Piłsudski nie dał spokojnie rządzić żadnemu gabinetowi co sam zresztą bez ogródek a raczej w formie pewnej chwalby potwierdził.

    Obecnie większość rodaków ma utrwalone przekonanie, że Piłsudski przeciwstawił się parlamentarnej anarchii prowadzącej nasz kraj ku zgubie w co współcześni Polacy o tyle łatwo wierzą, że widzą jak wyglądają obecne parlamentarne rządy. Tymczasem nie negując, że w ciągu tych kilku lat parlamentaryzmu dochodziło do nadużyć i nieprawidłowości, to przecież były one także niechlubną zasługą tych ludzi i partii, które raczej Piłsudskiego popierały, jak PPS, PSL – Wyzwolenia czy ugrupowania mniejszości narodowych, głównie posłów żydowskich i ukraińskich. Tymczasem wystąpienie Piłsudskiego było tak naprawdę skierowane przeciwko prawicy skupionej wokół szeroko rozumianej endecji i prawicy chłopskiej reprezentowanej przez PSL – Piast. Nie ma krzty prawdy w opinii Stanisława Mackiewicza ps. Cat, który w „Zielonych oczach” zanotował, że

    „Tak samo jak w ojczyźnie, na emigracji endecy się bynajmniej do rządów nie pchali. Nic nie robiąc, wszystko krytykując, daleko łatwiej jest utrzymywać za sobą większość opinii”.

    Każdy kto nieco wnikliwiej przestudiował historię tego okresu mógł bez problemu zauważyć, jak bardzo Piłsudski i jego stronnicy sabotowali każdą próbę sięgnięcia po władzę przez prawicę narodową, która była najliczniejszą partią sejmową. Prawica ta chciała rządzić, wystarczy przypomnieć okoliczności nieudanej – z powodu odmowy Piłsudskiego – próby powołania na premiera Wojciecha Korfantego, czy sprowokowane przez piłsudczyków zajścia krakowskie w listopadzie 1923 r. mające na celu obalenie pierwszego rządu Chjeno – Piasta oraz zamach majowy obalający drugi koalicyjny rząd Witosa (pierwszy z trzech rządów Witosa był rządem obrony narodowej).

    Najpierw w 1922 r. Piłsudski odmówił kandydowania na prezydenta chociaż według wszelkiego prawdopodobieństwa zostałby wybrany, następnie w 1926 r. parlament wybrał Piłsudskiego na prezydenta a ten z kolei nie przyjął wyboru już po jego dokonaniu, przy czym działo się to jeszcze wszystko za kadencji owego tak krytykowanego przez Naczelnika parlamentu. Aby było ciekawiej wybór w 1926 r. został dokonany kilkanaście dni po zamachu majowym i Piłsudski celowo nie zrezygnował z kandydowania przed wyborem ale dopiero po wyborze odmówił przyjęcia tego stanowiska. Jak sam przyznał, chciał sobie pośrednio zalegalizować przewrót co sam tłumaczył następująco: „Dziękuję Zgromadzeniu Narodowemu za wybór. Po raz drugi w mojem życiu mam w ten sposób zalegalizowanie moich czynności i prac historycznych, które niestety dla mnie, spotkały się przedtem z oporem i niechęcią dość szeroką”. W wypowiedzi tej mamy zresztą nie tylko przyznanie się do chęci przyklepania dokonanego przewrotu ale również potwierdzenie, że jego wcześniejsze czynności i jak to określił „prace historyczne” spotykały się z szerokim oporem.

    Sam zamach majowy, który zaważył na obliczu II RP i – można postawić taką hipotezę – jej losach, został przeprowadzony w czasie, kiedy wbrew propagowanej legendzie sytuacja Polski zaczęła się poprawiać. Stało się tak również za sprawą reform gospodarczych przeprowadzonych przez ów – tak podobno nieudolny – parlament. Zmiany konstytucji i wzmocnienia władzy wykonawczej chciała tak samo prawica, co zresztą kładziono na karb dążności tejże prawicy do rządów dyktatorskich (widać w tym zresztą typowy przykład logiki Kalego: jak endecja chciała rządów autorytarnych to było źle, jak zamach zrobił Piłsudski to ratował kraj z odmętów anarchii).

    Tymczasem wydaje się, że jedyną okolicznością, która doprowadziła do zamachu była obawa Piłsudskiego i jego stronników o swoje wpływy, którym mogły realnie zagrozić drugie rządy koalicji Chjeno – Piasta. Rząd Witosa prawdopodobnie nie dopuściłby do powtórzenia tych samych sekwencji, których konsekwencją były wypadki krakowskie, obecne zaplecze polityczne rządu wydawało się bardziej zdeterminowane wytrwać w koalicji i zająć twardszą postawę wobec opozycji, także tej z Sulejówka. Widocznym przejawem było chociażby natychmiastowe zarekwirowanie wydania „Kuriera Porannego”, w którym Piłsudski w niewybrednych – ale sobie właściwych – słowach atakował rząd i ministrów.

    Zamach majowy zmienił nie tylko politykę wewnętrzną ale i zagraniczną. W polityce wewnętrznej doprowadził do rządów monopartii, czyli BBWR, która to partia miała w nazwie „bezpartyjność”i stanowiła tym samym najlepszy symbol podwójnych standardów i politycznego cynizmu zwanego obecnie piarem. Z życia politycznego została wyrzucona jakakolwiek opozycja, która swoje postulaty brała na serio. Tym samym rządzący samodzielnie sanatorzy wiedząc, że ich oparcie w społeczeństwie jest wątpliwe zamiast prowadzić politykę nakierowaną na interes kraju ale wymagającą czasami niepopularnych decyzji, bardziej dbali o swoje postrzeganie i propagandę tak jak to się dzieje także i dzisiaj. Systematycznemu psuciu ulegały także obyczaje życia nie tylko politycznego ale i społecznego. To wtedy zaczęły doskonalić swoje rzemiosło komanda „nieznanych sprawców”, to wtedy karierę zaczęli robić „bierni, mierni ale wierni” co opozycyjna prasa tego okresu przedstawiała następująco:

    „Nie było ani jednego rządu w Polsce, któryby się poważył na takie rugi i przenoszenia jak rząd obecny. Wywodząc się z zamachu jest on trapiony niepokojem nowych zamachów i ciągle stara się umocnić usuwając z wojska, ze stanowisk urzędowych ludzi, których do kategorii „swoich” zaliczyć nie może”.

    Przychylny Piłsudskiemu generał Jan Romer w swoich „Pamiętnikach” notował m.in. , że „…około Marszałka pozostają sami Piłsudczycy a wśród nich wielu tylko – karierowiczów, wielu czy to zdolnościami, czy wiedzą, czy charakterem miernych”. Felicjan Składkowski, późniejszy premier, jeszcze jako sanacyjny komisarz Warszawy okazał podobno szczere zdumienie, gdy po wydaniu władzom Banku Polskiego rozkazu „ustabilizowania złotego” dowiedział się, że potrzeba do tego środków dewizowych.

    Jeżeli piszemy w Polsce o stalinowskich czystkach w armii sowieckiej, których ofiarą padł np. Tuchaczewski, to nie należy zapominać, że takie same czystki po zamachu majowym przeżyła polska armia (pisze się o minimum 700 oficerach zmuszonych do przejścia na emeryturę) a jeżeli czystki osłabiły armię sowiecką to dlaczego czystki pomajowe nie miałyby osłabić armii polskiej? Aby zwalczyc konkurenta – Józefa Hallera i osłabić siłę jego Błękitnej Armii Piłsudski w dniach zmagań z armiami sowieckimi zamykał amerykańskich ochotników (polskiego pochodzenia) z tej armii w obozach koncentracyjnych pod Grudziądzem, gdyż „rządził w ten sposób, żeby zużywać wszystkich ludzi, będących na widoku i wszystkie urządzenia”.

    Najważniejsi i najbardziej zasłużeni politycy i oficerowie okresu przedmajowego zostali odesłani na emeryturę i emigrację a część z nich była więziona (Witos, Korfanty, Sikorski, Rozwadowski, obydwaj Hallerowie, Malczewski etc; nawet Sosnkowski pełnił do wojny praktycznie tylko funkcje dekoracyjne) a kto wie czy nawet nie otruta (Rozwadowski, Korfanty). Morderstwo na generale Zagórskim i inne tajemnicze zgony osób mających pewną wiedzę na niewygodne tematy (vide generał Jan Hempel; wymienia się także inne nazwiska jak kontradmirał Anzelm Zierkowski, generałowie: Oswald Frank, Bolesław Jaźwiński, Jan Thullie) tylko dopełnia tego obrazu upadku stojącego w sprzeczności do rozpowszechnianych ciągle wierzeń o nieskalanym honorze przedwojennego oficera.

    Zamach majowy wyniósłszy na ministerialne stanowiska najpierw Zaleskiego a następnie Becka przeorientował politykę zagraniczną, skutkiem czego Polska – zamiast umacniać sojusz z Francją oraz Czechosłowacją, Rumunią i Jugosławią – zaczęła uprawiać „politykę mocarstwową”, kumać się z Niemcami i przyklepywać układ monachijski poprzez udział w rozbiorze Czechosłowacji przyczyniając się tym samym do podkopania i obalenia porządku wersalskiego będącego fundamentem państwowego bytu ówczesnej RP.
    Legendy a rzeczywistość

    Jeżeli można mówić o zbiorowej pamięci to tylko w rozumieniu postaw, które prezentuje większość zainteresowanych. W takim rozumieniu Polacy przypominają typowego bohatera thrillerów filmowych, który na skutek wypadku i intrygi traci pamięć a po odzyskaniu świadomości otaczający go intryganci wykorzystując ową amnezję dla własnych celów wmawiają mu takie wersje przeszłości jakie odpowiadają ich samolubnym interesom. Polacy dostali po głowie najpierw pałką germanizacji i rusyfikacji, następnie niemieckiej i sowieckiej agresji i okupacji oraz kilkudziesięciu lat PRL – u pilnowanego przez UB i SB.

    Obudziliśmy się w III RP, w której natychmiast różni „przyjaciele” rozpoczęli prace historyczne nad ustanowieniem tej właściwej wersji naszej niedawnej przeszłości. Nieprzypadkowo również rozpoczęto starania aby III RP przedstawić jako sukcesorkę II RP, którą w tym celu należało odpowiednio wyliftingować. W kolportowanej legendzie dotyczącej Piłsudskiego pomija się fakt, że Niemcy wkraczając do Krakowa wystawili przed sarkofagiem Naczelnika wartę honorową, natomiast chętnie eksponuje się niechęć do piłsudczyzny ze strony władz prl – owskich.

    Podkreśla się przy okazji, że endecy krytykując Piłsudskiego są w tym punkcie zgodni z komunistami. W ten sposób z rewolucjonisty, socjalisty i bezwyznaniowca, któremu zamach majowy pomagał realizować m.in. Władysław Gomółka, zrobiono obrońcę wiary i polskości a endeków zrównano jednocześnie z komunistami zacierając fakt, że źródła i powody opozycji prawicy i komunistów wobec sanacji były całkiem przeciwne. Komuniści odwrócili się od Piłsudskiego dopiero gdy zauważyli, że ten wykorzystał ich (tak samo jak wielu przedtem i potem) dla własnych celów, chociaż tak naprawdę wiele resentymentów środowisk lewicowych i żydowskich do sanacji (nie można zapominać, że podstawy PRL – u budowało wielu komunistów żydowskiego pochodzenia) dotyczy okresu już po śmierci Piłsudskiego, kiedy sanacja zaczęła używać retoryki narodowej (projekt zakazu uboju rytualnego wniosła posłanka Janina Prystorowa, żona pułkownika Prystora, motywując to zresztą czynnikami humanitarnymi).

    Przykładem takiej zawiedzionej miłości jest chociażby sławny poseł Herman Lieberman, który był przez długie lata zwolennikiem Piłsudskiego aż do czasów pomajowych a szczególnie wyborów brzeskich. Wspomina Witos, że dopiero dzieląc z nim los politycznego więźnia Liebermann przypomniał sobie pewne fakty („opowiadał mi na ten temat poseł dr Lieberman w więzieniu brzeskim, oburzając się na te straszne praktyki”) w tym wypowiedź Piłsudskiego wypowiedzianą jeszcze podczas kampanii przeciw bolszewikom u zarania niepodległości. Na zwróconą wtedy uwagę o dużych stratach wśród żołnierzy niektórych polskich pułków Piłsudski miał odpowiedzieć „a cóż to szkodzi, że trochę więcej Polaczyszków wyginie?”

    To, że Piłsudski niezbyt przejmował się ludzkim życiem a nawet nim nadmiernie szafował świadczą także zapiski Stanisława Grabskiego, bardzo wpływowego wtedy polityka (chociaż dzisiaj bardziej znany jest jego brat Władysław), który w swoich pamiętnikach zanotował, iż zwracając Naczelnikowi uwagę na ryzyko wojny i związane z tym straty usłyszał w odpowiedzi, że „nie należy zanadto się przejmować stratami w ludziach na polach bitew, gdy kraj nie jest w stanie wyżywić całego swego przyrostu ludności i część jej zabiera mu zawsze liczna emigracja zarobkowa”.

    Dzisiaj wielu publicystów chcących uchodzić za prawicowych często wytyka niektórym politykom stwierdzenia mające jakoby obrażać naród polski, tak jak to uczyniono onegdaj np. na łamach „Naszego Dziennika” z jakimś – dość błahym w istocie – cytatem z dawnej wypowiedzi Tuska. Jednocześnie te same osoby ze ślepym uporem alergicznie reagują na każdą próbę odbrązowienia Piłsudskiego, którego obelgi rzucane nie tylko wobec polityków, ale i wobec Polaków in gremio były stokrotnie gorsze – a przy tym wypowiedziane rzeczywiście z intencją ubliżenia (na zjeździe legionistów w 1927 r. Piłsudski sam przyznawał, że „…wytworzyłem całe mnóstwo pięknych słówek i określeń, które po mojej śmierci zostaną, a które naród polski stawiają w rzędzie idiotów”) – od tych tak potępianych wypowiedzi współczesnych polityków. Piłsudski miał szczęście, że jego działalność przypadła na okres kiedy kamera filmowa i mikrofon należały do rzadkości. Gdyby jego wypowiedzi i działalność była rejestrowana – tak jak to się dzieje obecnie – wszechobecnymi kamerami, aparatami, dyktafonami etc. to nawet największym propagandystom trudno byłoby przykroić jego faktyczną postawę do powszechnych dzisiaj wierzeń na temat tej postaci.

    Do budowania legendy zaprzęgano literatów, z których niektórzy jak Kaden – Bandrowski czy Andrzej Strug vel Tadeusz Gałecki byli także legionistami. O tym, że powieściowy „Generał Barcz” to literacka wersja Piłsudskiego a „Mateusza Bigda” karykaturą Witosa raczej nikt nie ma oporów przypominać, natomiast mało kto ma odwagę przypominać, że kariera Nikodema Dyzmy to kariera Piłsudskiego w Polsce a ostatnie wersy powieści Dołęgi – Mostowicza odnoszą się właśnie do tych Polaków, którzy tego nie chcą dostrzec.

    Otwarcie przyznał to np. Tomasz Nałęcz, który wraz z żoną Darią także zajmowali się zawodowo biografią Piłsudskiego nie tając zresztą swojej sympatii do marszałka. Powieść Dołęgi – Mostowicza okazała się ponadczasowa i przetrwała ale inni autorzy znani są już tylko badaczom literatury. Czasami jeszcze ktoś przypomni sobie o ostrych esejach Nowaczyńskiego ale „Cudna i ziemi cudeńskiej” Józefa Weysenhoffa mało kto kojarzy. Zapewne dlatego, że pisarz mieszkańców Cudna czyli Polski podzielił na Robów, którzy działali mądrze i roztropnie ale przeciwnicy nadali im „okrutne przezwisko: endecy!” i Popsujów, „którzy się podobno mają za socjalistów”.

    Aleksandra Piłsudska w swoich podretuszowanych wspomnieniach pisze, że Naczelnik nie pochwalał przynależności do masonerii i nakazał nawet swoim oficerom występowanie z takich organizacji. Dość wyraźnie w poprzek takim stwierdzeniom stoją inne świadectwa np. Władysława Baranowskiego, legionisty i masona, który na podstawie swoich konferencji z Marszałkiem napisał książkę pt. „Rozmowy z Piłsudskim 1916 – 1931”. Jedna z tych rozmów jest poświęcona odbudowaniu w niepodległej Polsce masońskiej sieci (co referował Baranowski) i co miało według niego spotkać się ze strony Piłsudskiego z życzliwym przyjęciem. W jednym z wywiadów Baranowski wspominał, że

    „O masonerii w ogóle rozmawiał ze mną Marszałek kilkakrotnie w latach 1920 i 1921, w szczególności zaś o wolnomularstwie polskim (…) Pragnął, by odrodzone w Polsce niepodległej, nawiązało nić tradycji historycznych i by zdołało śród pokrewnych organizacji na terenie światowym zdobyć szacunek i odegrać swoistą rolę”.

    Dodatkowo z artykułu opublikowanego (także na podstawie tych rozmów) w „Wolnomularzu Polskim” (dostępny w wersji elektronicznej) można dowiedzieć się, że Piłsudski polecał nawet z nazwiska tych oficerów, którzy mogliby ową sieć wolnomularską zasilić. Pośrednim potwierdzeniem tych informacji była nadreprezentacja członków masonerii w najbliższym otoczeniu Piłsudskiego i w składzie kierowanych i popieranych przez niego rządów. Symptomatyczne było m.in. objęcie ministerstwa spraw zagranicznych zaraz po zamachu majowym przez Augusta Zaleskiego (dopiero w 1932 r. zastąpił go Beck), którego Piłsudski uważał za nieroba a jednak pomimo tego zgodził się na objęcie przez niego tak ważnego stanowiska. Sprawa staje się bardziej zrozumiała zważywszy, że Zaleski będąc masonem utrzymywał dobre kontakty z masonami angielskimi a o sprzyjanie zamachowi majowemu (a nawet jego finansowanie) opozycja antysanacyjna podejrzewała także rząd angielski.

    Oczywiście dosyć powszechna jest już wiedza, że Piłsudski cieszył się także sympatią ze strony środowisk żydowskich, stąd też obok takich ironicznych przezwisk, którymi mieli go obdarzać polityczni przeciwnicy jak Koniugas (marszałek Trąmpczyńsk) czy Bonaparstek (gen. Rozwadowski) nazywano Piłsudskiego także „bożyszczem Żydów” a jedna z gazet niemieckich całkiem poważnie i w ramach komplementowania nazwała nawet Piłsudskiego „prorokiem Starego Testamentu”. W gabinecie Adama Czerniakowa, przewodniczącego judenratu w getcie warszawskim cały czas wisiał portret Piłsudskiego, tego samego Piłsudskiego, któremu w tym samym czasie Niemcy (tychże Żydów mordujących) wystawiali warty honorowe na Wawelu.

    Co ciekawe dzisiaj ze szczególną atencją do Piłsudskiego i piłsudczyzny odnoszą się te środowiska, które szermują hasłami prawicowymi a nawet narodowymi. Otwarcie do tego nurtu i osoby przyznaje się Kaczyński i zapewne większa część PiS – u, laurki wystawiają Piłsudskiemu także publicyści „Naszego Dziennika” (Szaniawski, Nowak) i szeroko rozumiana tzw. prawica niepodległościowa (Szeremietiew, Moczulski).

    Do dzisiaj w sieci można przeczytać niskiego poziomu merytorycznego atak „narodowca” Jerzego Roberta Nowaka na Giertychów, wypominający Jędrzejowi Giertychowi krytyczną książkę o Marszałku. Jak zwykle w takich sytuacjach mało dyskutuje się o faktach za to bardzo dużo o uczuciach i swojej w istocie dziecięcej wierze w Marszałka co w rzeczywistości sprowadza taką publicystykę do wspomnianych wcześniej wynurzeń Iłłakowiczówny.

    Logiki w tym za grosz biorąc np. pod uwagę nieustępliwość Kaczyńskich i wielu innych w wypominaniu Wałęsie jego agenturalnej przeszłości a zakrzykiwaniu jakichkolwiek napomknięć o agenturalnej współpracy Piłsudskiego. A przecież Piłsudski nawet mówił Wałęsą czy raczej odwrotnie, chociaż Wałęsa być może nawet sobie z tego nie zdawał sprawy. Wystarczy przeczytać fragment wystąpienia Piłsudskiego na posiedzeniu Rady Gabinetowej 1930 r., kiedy to perorował:

    „Ja zawsze mówię, że nie jestem Polakiem, bo bym się często za panów wstydził i wstydzę […] W Polsce nigdy jednej rozmowy zrobić nie można. Tylko ja robię jedną rozmowę, ale – nie jestem Polakiem”.

    Przecież takie wyrażenia jak „jednej rozmowy zrobić nie można. Tylko ja robię jedną rozmowę..” to wałęsizmy w czystej postaci. Ale Wałęsę potępiamy bo go znamy, słyszymy i widzieliśmy jak puszczał komunistów w skarpetkach, natomiast Piłsudskiego wielbimy bo znamy tylko legendy o nim i jego czynach.

    Tak samo idealizujemy i chwalimy się II RP przez przeciwieństwo do beznadziei PRL – u, nie znając i de facto nie chcąc zrozumieć jak było naprawdę. Trudno się tedy dziwić, że wszyscy apologeci Marszałka głoszą jego wielkość jedynie za tzw. całokształt, który to całokształt sami wcześniej urobili i nadal urabiają. Tymczasem analizując każdą sferę osobowości Marszałka i jego działalności trudno nawet przy maksimum dobrej woli znaleźć te istotne obszary, które stawiałyby Piłsudskiego na tak wysokim miejscu w panteonie polskich przywódców.

    Mieliśmy tak jak i inne narody złych przywódców ale dobrych ludzi, mieliśmy niegodnych naśladowania jako ludzie ale bitnych i zdolnych jako wodzowie, najlepiej kiedy dobry charakter łączył się talentami przywódczymi, natomiast kiedy brak talentów szedł w parze z niskim charakterem to nie bez powodu o takich przywódcach wolimy milczeć. Legenda Piłsudskiego jest tego niechlubnym wyjątkiem. O ile czymś normalnym jest dyskutowanie nad błędami takich historycznych postaci i wodzów jak Sobieski, Kościuszko czy Sikorski to krytyka Piłsudskiego urasta do rangi zamachu na narodowe i państwowe imponderbilia. Piłsudski – co wspomina w pamiętnikach m.in. M. Rataj – miał dziwny zwyczaj otaczania się młodzikami, którzy z racji swojej zawodowej niesamodzielności i braku doświadczenia byli nie tylko zawodowo uzależnieni od kariery ich mentora ale także bezkrytycznie – prawie jak świętość – przyjmowali i powtarzali każde słowo Naczelnika.

    Owi janczarzy byli później najbardziej gorliwymi głosicielami propagandy nazywanej uprzejmie legendą Piłsudskiego, z tym że z wiekiem ubywało im idealizmu a przybywało cynizmu i prywaty. Ta pogłoska trwa w narodzie polskim do dnia dzisiejszego, gdyż wielu nadal czerpie z tego duże profity i polityczne kapitały. Na pewno w tym postrzeganiu naszej historii nie pomoże także kręcona przez Hoffmana kolejna superprodukcja o roku 1920, w której Piłsudskiego ma zagrać Olbrychski a jego żonę Aleksandrę (chociaż była wtedy konkubiną) Natasza Urbańska. Dostaniemy więc zapewne kolejną wersję legendy o Piłsudskim – Kmicicu i jego ukochanej Oleńce.

    Krzysztof Mazur

  62. vendaval said

    Kopia rozkazu nr.71, podpisanego przez gen. Rozwadowskiego:

    Ojczyzna krwawi, a jej rzekomy zbawca na chrzcinach…

  63. Inkwizytor said

    Wczoraj ohydnie zmitologizowany agent niemiecki i austriacki, Piłsudas, znowu był przedstawiany Polakom jako autor kontruderzenia znad Wieprza :) Kiedy to się skończy ?

Przepraszamy, możliwość dodawania komentarzy jest obecnie wyłączona.