Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Nie do końca rozumie… o Wolne tematy (41 – …
    Ale dlaczego? o Rosyjscy eksperci będą szukać…
    Boydar o Wolne tematy (41 – …
    Ale dlaczego? o Sztuczna inteligencja ma rządz…
    Maria o Rosyjscy eksperci będą szukać…
    Wandaluzja.pl o Wolne tematy (41 – …
    UZA o Czy warto poddawać się masowo…
    Ale dlaczego? o Rosyjscy eksperci będą szukać…
    Marek o Rosyjscy eksperci będą szukać…
    Maria o Rosyjscy eksperci będą szukać…
    Głos Prawdy o Wolne tematy (41 – …
    Boydar o Rosyjscy eksperci będą szukać…
    radosny o Wolne tematy (41 – …
    Boydar o Sztuczna inteligencja ma rządz…
    Ale dlaczego? o Rosyjscy eksperci będą szukać…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 546 obserwujących.

Archive for 7 listopada, 2010

Prof. Bronisław Geremek zmartwychwstał?!

Posted by Marucha w dniu 2010-11-07 (Niedziela)

Przyznanie Adamowi Michnikowi Orderu Orła Białego doprowadziło mnie do szewskiej pasji. Zawsze wiedziałem, że Bronisław Komorowski to lewicowy polityk o długim stażu w nieboszczce Unii Demokratycznej. Co ciekawe Donald Tusk, który także był w UD, raczej unika pokazywania się z dawnymi partyjnymi towarzyszami, rozumiejąc, że to środowisko go kompromituje. Tak się akurat składa, że mam gotowy komentarz do prób reanimacji środowiska dawnej UD/UW, napisany z okazji prezentacji sztabu doradców Bronisława Komorowskiego.

Wielki demokrata, wielki Europejczyk

Ciekaw jestem czy Czytelnicy konserwatyzm.pl pamiętają jeszcze takie polityczne monstrum, które zwało się Unia Wolności? To w tym środowisku ukuto lub nadano nowe znaczenie takim pojęciom jak „Europejczyk”, „autorytet moralny”, „inteligent”, „ludzie rozumni”, szermując zarazem takimi słowami jak „antysemityzm”, „ksenofobia”, „ciemnogród” czy „zaścianek”.

Ciekaw jestem czy Czytelnicy konserwatyzm.pl pamiętają jeszcze te wykręcone, pomarszczone lewicowe twarze, z których socjalizm parował jak para z wrzącej wody w czajniku? Pamiętacie Państwo jeszcze Tadeusza Mazowieckiego? Jana Lityńskiego? Henryka Wujca? Epaminondasa Jerzego Osiatyńskiego? Być może, że pośród Czytelników są ludzie na tyle młodzi, iż mają wielkie szczęście nie kojarzyć w ogóle lub bardzo słabo te nazwiska. Jeśli tacy są, to są to ludzie szczęśliwi. Podobnie jak szczęśliwymi są ci, którym nie dane było żyć w czasach Josefa Wissarionowicza i nie bardzo kojarzyć tę postać – jak skomentował jeden mój znajomy, starszy wiekiem historyk, sytuację, gdy na egzaminie spotkał studenta, który nie bardzo orientował się kim był Stalin.

Niestety, ja pamiętam te socjalistyczno-kosmopolityczne oblicza wymienionych tu osób. Cała Polska je pamięta, choć też całej Polsce wydawało się, że już je zapomniała. Ale to był sen, to było marzenie: świat bez Unii Wolności. Oto na naszych oczach monstrum ożywa! Nie, wcale nie wskrzesił tego upiora Janusz Palikot, po którym spodziewałem się, że sięgnie po wypróbowany „aktyw” z Unii Wolności, po doświadczonych „utrwalaczy” demokracji, po „awangardę” społeczeństwa praw człowieka.

Politycznego trupa Unii Wolności na naszych oczach ożywia Bronisław Komorowski, który mianował Tadeusza Mazowieckiego, Jana Lityńskiego, Henryka Wujca oraz Epaminondasa Jerzego Osiatyńskiego swoimi doradcami. Domniemywać tylko mogę, że gdy towarzystwo do zbierze się aby „rozumnie” doradzać Prezydentowi, to na ścianie będzie wisiał wielki portret Bronisława Geremka. Wprawdzie wielki Profesor już nie żyje, ale jego duch wiecznie powinien się unosić po gmachach państwowych w Polsce. W końcu to on spotkał się z kolegami w Magdalence i przy Okrągłym Stole, zawarł tam – w imieniu Polaków – „umowę społeczną” z komunistami i stworzył potworka zwanego mianem III RP. Potworka, gdzie nic nie było prawdą ani nieprawdą, nic nie było ani dobrem ani złem, gdzie socjalizm był liberalizmem, a polskość i katolicyzm wyrazem „ciemnoty”.

Tak, Bronisław Geremek politycznie zmartwychwstał i rządzi w Pałacu Prezydenckim. Być może, że Komorowski zobaczył, że PiS wystawia na Prezydenta Warszawy osobę lewicową o poglądach bliskich Unii Wolności, więc postanowił „przelicytować” Jarosława Kaczyńskiego w lewactwie. Kaczyński jednego lewicowca, to Komorowski od razu czterech (nie licząc ducha „Profesora” rzecz jasna). Dla wszystkich złośliwców-antysemitów nastały czasy prawdziwej prosperity… Jedni będą walczyć z „polską ksenofobią” i potępiać „ciemnogrodzian”, a drudzy będą rozdawać ulotki zawierające tajne „listy Żydów”, które są tak „tajne”, że je wszyscy znają. Wracają chore czasy lat 90-tych?

Prawdę mówiąc jestem bardzo zaskoczony listą doradców Bronisława Komorowskiego. Nie spodziewałem się, że politycy PO postanowią reaktywować politycznie osoby ośmieszone, znane ze swojego pogardliwego podejścia do wszystkich naokoło, pełne pychy, powszechnie nielubiane, kojarzone z wielkimi patologiami lat 90-tych. Jeszcze bardziej dziwi mnie, że zrobił to Bronisław Komorowski. Wprawdzie był on kiedyś członkiem Unii Wolności (czy też UD – kto by to odróżnił?), ale sam się lubi przedstawiać – i tak też jest prezentowany – jako platformiarski „konserwatysta”. Oczywiście, wszyscy wiemy jaki to koncesjonowany przez TVN i ośrodki unijne „konserwatyzm”, ale wydawało się, że jest to człowiek prawego skrzydła PO, mimo osobistej znajomości, a może wręcz przyjaźni z Palikotem. Tymczasem nominacje dla starego uwolskiego „aktywu” dowodzą czegoś zupełnie innego. Bronisław Komorowski okazał się być przedstawicielem lewego skrzydła swojej partii. Zauważmy, że Donaldowi Tuskowi nawet chyba nie przyszło do głowy skompromitować się i ośmieszyć zatrudniając tę gromadkę specjalistów od walki z antysemityzmem i ksenofobią jako swoich doradców. Ja rozumiem, że PO próbuje być „Frontem Jedności Narodu”, gdzie może wstąpić i dostać stołek każdy, od byłego członka MW po byłego członka PZPR, ale ten „kosmopolityczny aktyw” z nieboszczki Unii Wolności zupełnie nie pasuje do tej koncepcji, bowiem „ludzie rozumni” charakteryzują się skrajną nietolerancją wobec wszystkich, którzy nie doceniają i nie dostrzegają ich rzekomego geniuszu.

Mówiąc językiem Kazimierza Kutza, Bronisława Komorowskiego otoczyły teraz „stare ciotki”, które będą godzinami piły herbatkę i debatowały o europeizacji, co chwila pomstując na „ksenofobię”. „ciemnotę” i – oczywiście, jakże mogłem zapomnieć – na „antysemityzm”.

Pytanie jest zasadnicze: po co Bronisław Komorowski powyciągał z politycznego niebytu to polityczne ZOO? Istnieje kilka możliwości. Po pierwsze, zlitował się nad dawnymi kolegami z Unii Wolności. W końcu to starsi ludzie, zapewne ciężko przeżywający fakt, że są wszystkim zbędni, że Polska ich nie lubi, nie chce i nie potrzebuje. Może Komorowskiemu zrobiło się przykro i postanowił urządzić sobie taką małą gerontokratyczną „muppeciarnię”, gdzie ci wielcy „Europejczycy” będą się mogli spotkać i pobić przysłowiową pianę? Może więc chodziło o takie polityczne hospicjum dla byłych pierwszoplanowych polityków? Po drugie, może szkoda mu się zrobiło, że „stara gwardia” nie ma z czego żyć i co do garnka włożyć, więc postanowił dać im etat, prawo do korzystania z państwowej lecznicy?

Najgorsza jest trzecia ewentualność, a mianowicie taka, że kręgi przywódcze PO postanowiły autentycznie reaktywność polityczne zwłoki Unii Wolności i „wzmocnić” szeregi swojego obozu o „ludzi rozumnych”. Nie znam odpowiedzi na to pytanie, ale możliwość trzecia budzi moją trwogę…

Adam Wielomski
Tekst ukazał się w tygodniku „Najwyższy Czas!”
Za http://www.konserwatyzm.pl/publicystyka.php/Artykul/7020/

Naszej czytelniczce podpisującej się „Aga” dziękuję za zwrócenie uwagi na powyższy artykuł – admin.

Posted in Polityka | 24 Komentarze »

Chcieli – no to mają…

Posted by Marucha w dniu 2010-11-07 (Niedziela)

Słowackie hotele upadają przez euro

Słowaccy hotelarze obawiają się, że zwiększenie cen po wejściu do strefy euro, zwłaszcza w górskich, przygranicznych regionach turystycznych doprowadzi do krachu małych, rodzinnych firm.

Według najnowszych danych słowackiego urzędu statystycznego, w pierwszym półroczu tego roku miejsca noclegowe w słowackich hotelach były wykorzystane jedynie w 22 procentach. Zdaniem hotelarzy, był to najgorszy sezon turystyczny w ciągu ostatnich dziesięciu lat.

Mimo 40-procentowych obniżek cen większość hoteli i tatrzańskich pensjonatów świeciła pustkami. Wypoczynek w Tatrach stał się zbyt drogi szczególnie dla Polaków, którzy zwykle stanowili silną, ponad 40 procentową grupę turystów. Peter Chudy – dyrektor Stowarzyszenia Ruchu Turystycznego w Wysokich Tatrach twierdzi, że podtatrzańskie hotele były zapełnione tylko w 30 procentach.

Chata Plesnivec

Powodem takiej sytuacji są wysokie ceny noclegów i usług po wejściu Słowacji do strefy euro przy ich nie najlepszej jakości. Eksperci twierdzą, że w najbliższym czasie dojdzie do rewizji projektów inwestycyjnych. Prawdopodobnie zostaną wstrzymane budowy nowych hoteli. Juraj Hudacz – dyrektor urzędu miasta Wysokie Tatry radzi postawić na zwiększenie jakości ofert turystycznych, korzystając z istniejącej już bazy noclegowej.

http://biznes.onet.pl/slowackie-hotele-upadaja-przez-euro,18569,3774989,1,news-detal

Posted in Gospodarka | 4 Komentarze »

Załamał się program budowy dróg

Posted by Marucha w dniu 2010-11-07 (Niedziela)

Niestety, to już pewne. Państwowa dyrekcja zajmująca się autostradami i drogami ekspresowymi znacznie obniżyła tegoroczny budżet przeznaczony na inwestycje. Po raz trzeci z rzędu. A obiecywano, że tym razem będzie rekordowy wysiłek i zostaną nadrobione zaległości z poprzednich lat. Decyzja ta oznacza ostateczne załamanie się rządowego programu budowy szybkich dróg do 2012 roku. Plan ten w optymistycznym wariancie może być wykonany w ok. 40 proc. Złożyły się na to przyczyny obiektywne, ale też takie, które obciążają konto obecnego rządu.

Miał być rekord, a jest redukcja

-

Przedstawiciele rządu wielokrotnie z dumą podkreślali, że w tym roku zostanie na budowę autostrad i dróg ekspresowych wydana rekordowa kwota 27,6 mld zł. Dzięki temu miały zostać nadrobione zaległości z lat 2008-2009. A to co zostało zaplanowane do 2012 roku wykonane w pełni. Niestety już w sierpniu okazało się, że są to obietnice bez pokrycia. Wtedy to Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad przygotowała nowelizację planu wydatków redukując je do kwoty 20,5 mld zł, czyli dokładnie o jedną czwartą. Ostatnio informacje o tym potwierdził przedstawiciel ministerstwa infrastruktury.

Nie będzie więc rekordu, a zaległości nie tylko nie zostaną nadrobione, ale jeszcze się powiększą. Biorąc pod uwagę, że do EURO 2012, które były datą końcową rządowych zamierzeń, zostały mniej niż dwa sezony budowlane, można po tej decyzji jednoznacznie stwierdzić, że plan ten załamał się. Opóźnienia są już tak duże, że w tak krótkim czasie nie sposób ich nadrobić.

Program przewidywał wybudowanie 1070 km autostrad. Dotąd powstało ich 181 km, a ok. 510 km jest w budowie. Jeszcze gorzej sytuacja wygląda z drogami ekspresowymi. Planowano, że powstanie ich prawie 2000 km. Oddano do użytku 315 km, a dalszych 340 jest w realizacji. Nie wiadomo co kryje się pod pojęciem „w budowie”. Może to oznaczać, że dopiero wykupiono parę działek po drogę, albo że już wylewa się asfalt. Uwzględniając jednak terminy podpisanych umów można oszacować, które z inwestycji mogą być fizycznie wykonane do 2012 roku. Na tej podstawie w wariancie optymistycznym można stwierdzić, że plan zostanie wykonany w ok. 40 proc., a więc poniżej połowy.

Przyczyny obiektywne i zawinione

Na taki stan rzeczy wpłynęło wiele przyczyn. Nie ulega wątpliwości, że jedną z nich jest tegoroczna pogoda. Najpierw długa i mroźna zima, a następnie intensywne deszcze i w niektórych miejscach powodzie, nie sprzyjały intensyfikacji prac drogowych. Te ostatnie były szczególnym utrapieniem. Do usuwania powstałych szkód trzeba było angażować dodatkowe finanse, sprzęt i ludzi, odciągając ich od innych zadań.

Ale to nie tłumaczy wszystkiego. Redukcja planów aż o 25 proc. i zaległości w latach wcześniejszych mają też inne źródła. Są nimi ewidentne błędy w polityce inwestycyjnej i w bieżącym administrowaniu projektami.

Już w expose na rozpoczęcie urzędowania premier Donald Tusk ogłosił, że inaczej niż poprzednicy, jego rząd będzie wspierał kapitał prywatny przy budowie infrastruktury. Nawiązał w ten sposób do istniejącego od czasu rządów SLD koncesyjnego systemu budowy autostrad. Prywatny inwestor zawiera umowę z rządem, buduje autostradę za własne pieniądze, a następnie przez 30 lat pobiera opłaty odzyskując zainwestowany kapitał z procentami. W takim systemie najważniejsze jest wynegocjowanie odpowiednio korzystnej umowy, która większość ryzyka z tym związanego przerzuci na rząd. Skoro premier ogłosił, że będzie przychylnie traktował takie firmy negocjacje na budowę nowych odcinków zaczęły toczyć się niemiłosiernie długo. Przedstawiciele tych firm zaczęli bowiem stawiać wygórowane oczekiwania. Ostatecznie na bardzo ważnym odcinku autostrady A2 spod Łodzi do Warszawy negocjacje zerwano i GDDKiA zdecydowała się, że poprowadzi tę inwestycję z pieniędzy publicznych. Podobnie długo trwało uzgadnianie umowy na drugim odcinku tej autostrady z Nowego Tomyśla do zachodniej granicy państwa. Tam ostatecznie zawarto porozumienie z firmą Autostrada Wielkopolska, należącą do J.Kulczyka. Ale straconego czasu nie można już było odzyskać.

Kolejnym przykładem są liczne informacje o naruszeniach przy budowach. Na gorącym uczynku przyłapano podwykonawców wymieniających w nocy kruszywo na ziemię i piasek, a gdzie indziej zauważono stosowanie skażonych popiołów. Postępowania karne w tych sprawach wstrzymywały prace. Do bardzo poważnego śledztwa doszło w śląskim oddziale GDDKiA. Zatrzymano tam dyrektorów z podejrzeniem korupcji oraz kilku przedstawicieli głównych koncernów budowlanych podejrzanych o zmowy przetargowe.

Marnujemy szanse, idziemy zbyt wolno

Tych przykładów wydarzeń opóźniających budowy można podać dużo więcej. Wynikają one z braku przeprowadzenia reformy administracji drogowej. Generalna Dyrekcja jest molochem, który zajmuje się wszystkim. I bieżącym utrzymaniem, czyli np. sprzątaniem, koszeniem i malowaniem pasów. I wielkimi inwestycjami w postaci budowy poważnych odcinków autostrad. Taką instytucją bardzo trudno się zarządza. Nie ma przejrzystości w finansach, w organizacji i w odpowiedzialności. Trudno o odpowiedni nadzór i egzekwowanie terminów oraz jakości.

Gdy prowadzi się wielki plan inwestycyjny nie można jednocześnie reformować administrację. Ale z problemem tym zderzył się już wcześniej rząd J. Kaczyńskiego i przygotował odpowiednie rozwiązanie. Przyjęto ustawę o spółkach specjalnego przeznaczenia, które miały powstawać do prowadzenia poszczególnych, dużych inwestycji. I sukcesywnie, metodą ewolucyjną, budowy byłyby wydzielone z GDDKiA, która skupiłaby się na modernizacji i utrzymaniu dotychczasowej sieci dróg krajowych. Niestety przez ponad trzy lata rząd PO-PSL z tego rozwiązania w ogóle nie skorzystał.

Ktoś może zauważyć, że mimo niewywiązywania się z założonych planów i tak nowoczesne drogi powstają. To prawda. Problem w tym, że Polska nie w pełni wykorzystuje swoje możliwości. Jeśli chcemy doganiać bogatsze kraje musimy rozwijać się szybciej. Inaczej nigdy nie wyjdziemy z roli Kopciuszka Europy.

Bogusław Kowalski
Artykuł ukazał się w tygodniku katolickim „Niedziela”, nr 42/2010

Posted in Gospodarka | 10 Komentarzy »

Niemcy: protekcjonizm wewnątrz, liberalizm na zewnątrz

Posted by Marucha w dniu 2010-11-07 (Niedziela)

Ośrodek Studiów Wschodnich opublikował analizę Konrada Popławskiego na temat polityki gospodarczej Niemiec, na przykładzie ostatnich wydarzeń:

“W ostatnich tygodniach doszło do intensywnego zaangażowania polityków niemieckich w transakcje dotyczące niemieckich firm. Pierwszy przypadek dotyczy ogłoszenia przez hiszpańską firmę budowlaną ACS planu przejęcia największego niemieckiego koncernu budowlanego Hochtief. Drugim przypadkiem była reakcja na próby unieważnienia przez rząd francuski przetargu (wygranego przez firmę Siemens) na dostawę 10 pociągów dla Eurotunnela – operatora połączenia kolejowego pod kanałem La Manche. Oba te przypadki wywołały oburzenie niemieckiej opinii publicznej. Z jednej strony nalega ona na traktowanie Siemensa zgodnie z zasadami wolnego rynku, z drugiej zaś strony opowiada się za uchronieniem niemieckiego Hochtiefu przed przejęciem na rynkowych zasadach. Zaangażowanie niemieckich polityków w działania protekcjonistyczne na rzecz Hochtiefu osłabia jednocześnie ich wiarygodność w walce o rynkowe traktowanie Siemensa oraz liberalizację rynku wewnętrznego Unii Europejskiej.

Politycy niemieccy bronią liberalizmu na rynkach zagranicznych…

7 października Eurotunnel – operator połączenia kolejowego pod kanałem La Manche – ogłosił, że Siemens dostarczy 10 składów kolejowych wartych 600 mln euro. Dotychczas Eurotunnel, należący w 55% do francuskich kolei SNCF był obsługiwany jedynie przez pociągi TGV, produkowane przez francuski koncern Alstom. Kilka dni po ogłoszeniu wyników przetargu francuski minister transportu Dominique Bussereau zapowiedział, że ze względu na reguły bezpieczeństwa przetarg powinien być unieważniony. Jego zdaniem dwukrotnie krótsze od francuskich składy niemieckie o długości 200 metrów mogą być zagrożeniem dla bezpieczeństwa podróżujących nimi pasażerów. Próby blokowania przez Francję wygranego przez Siemensa przetargu spotkały się z potępieniem ze strony polityków niemieckich, którzy uznali to za działanie protekcjonistyczne i sprzeczne z zasadami wolnego rynku. Sprzeciwili się oni rozpisaniu nowego przetargu, gdyż ich zdaniem pociągi Siemensa spełniają wszystkie kryteria bezpieczeństwa.

… i skłaniają się ku protekcjonizmowi na rynku wewnętrznym

Zaledwie trzy tygodnie wcześniej, 16 września hiszpańskie przedsiębiorstwo budowlane ACS, mające 29,98% udziałów w koncernie Hochtief (największej niemieckiej firmie budowlanej, działającej na rynkach całego świata), złożyło ofertę zakupu pakietu większościowego jego akcji. Niemieckie prawo nakłada na akcjonariuszy, którzy chcą mieć więcej niż 30% udziałów, obowiązek publicznego złożenia oferty zakupu akcji akcjonariuszom mniejszościowym po cenie równej średniej kursu akcji z ostatnich trzech miesięcy. Plany Hiszpanów wywołały w Niemczech debatę na temat ochrony rodzimych spółek przed wrogimi przejęciami. Zamierzenia te były przedstawiane jako próba przejęcia niemieckiej spółki przez nadmiernie zadłużone hiszpańskie przedsiębiorstwo, które wzbogaciło się na kontraktach rządowych. Kierownictwo Hochtiefu zareagowało na propozycję Hiszpanów zapowiedzią walki o utrzymanie kontroli nad spółką i zwróciło się o pomoc do rządu federalnego. Rzecznik rządu zaznaczył, że transakcja nie może doprowadzić do „rozbicia” firmy, a jej siedziba powinna zostać w Essen. Lider opozycyjnej SPD Sigmar Gabriel zaapelował do rządu o działania na rzecz uchronienia niemieckiej spółki przed przejęciem. Gdy rząd odmówił, uznając dotychczasowe prawo spółek za wystarczające, SPD złożyło w Bundestagu projekt nowelizacji ustawy o papierach wartościowych. Partia zaproponowała w nim wprowadzenie dodatkowego progu – 50%, po przekroczeniu którego nabywca byłby zobowiązany do złożenia kolejnej oferty publicznej po cenie aktualnego kursu akcji. Miałoby to w efekcie utrudnić przeprowadzenie transakcji. Rząd federalny, zgodnie z poprzednim stanowiskiem, najprawdopodobniej odrzuci tę ustawę. Mimo to kanclerz Angela Merkel miała, według doniesień mediów, pośredniczyć w rozmowach kierownictwa Hochtief z funduszami inwestycyjnymi ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, które mogłyby nabyć pakiet akcji mniejszościowych – w Niemczech akcjonariuszom mającym przynajmniej 25% akcji spółki przysługuje prawo weta w najważniejszych decyzjach. Inaczej niż w przypadku ubiegłorocznej planowanej sprzedaży Opla, kanclerz Merkel nie zdecydowała się na otwartą ingerencję w przejęcie Hochtiefu przez ACS. Wówczas lobbowała na rzecz zakupu akcji Opla od amerykańskiego koncernu GM przez kanadyjsko-rosyjskie konsorcjum Magny i Sbierbanku, obiecujące utrzymanie wszystkich miejsc pracy w fabrykach na terytorium Niemiec. W listopadzie ubiegłego roku GM zrezygnował jednak ze sprzedaży swoich udziałów w Oplu, co opinia publiczna uznała za porażkę Angeli Merkel.

Konkluzje

1. W Niemczech, pomimo coraz lepszej sytuacji gospodarczej (PKB wzrośnie w tym roku o 3,4%), opinia publiczna wciąż jest bardzo wrażliwa na kwestie ekonomiczne. Sprawy Hochtiefu i Siemensa zostały wykorzystane przez niemieckich polityków pod hasłami obrony interesów narodowych RFN. W debacie na temat przejęcia Hochtiefu, podobnie jak to miało miejsce w zeszłorocznej dyskusji na temat sprzedaży przez GM udziałów w Oplu, ważniejszą rolę niż argumenty ekonomiczne odgrywają kwestie polityczne. W obecnej debacie dominuje pogląd, że obrona interesów narodowych uprawnia do ingerencji w mechanizmy rynkowe. Brakuje w niej natomiast analizy ekonomicznych skutków transakcji.

2. Plany przejęcia Hochtiefu mogą być zapowiedzią kolejnych fuzji i przejęć firm niemieckich przez inwestorów zagranicznych (również spoza UE). Niemieckie przedsiębiorstwa ze względu na swoją silną markę, wysoką jakość produktów i usług oraz względnie niską cenę mogą być atrakcyjnym celem takich transakcji. Groźba przejęć nie musi negatywnie wpływać na sytuację przejmowanych firm, gdyż zmusza ich zarządy do wytężonej pracy na rzecz utrzymywania wysokiego kursu akcji.

3. Kanclerz Angela Merkel wyciągnęła wnioski z nieudanej pomocy Oplowi i nie zaangażowała się otwarcie na rzecz ochrony Hochtiefu przed przejęciem, aby uniknąć oskarżeń o upolitycznianie transakcji. Według doniesień medialnych, administracja rządowa udziela natomiast nieformalnego wsparcia kierownictwu koncernu w pozyskaniu potencjalnych inwestorów. Brak bardziej zdecydowanych działań rządu to również efekt oporu koalicyjnej FDP wobec interwencji politycznych w transakcje rynkowe. Liberałowie jako jedyni prezentują konsekwentną postawę nieingerencji państwa w transakcje biznesowe.

4. Rząd federalny najprawdopodobniej nie zdecyduje się na otwartą interwencję w sprawę Hochtiefu, tak jak to miało miejsce w przypadku Opla, gdyż straciłby argumenty przeciw działaniom protekcjonistycznym innych krajów. W praktyce mogłoby to utrudnić polityczny lobbing na rzecz liberalizacji rynków, w tym szczególnie kolejowego, na którym szczególnie zależy takim przedsiębiorstwom jak Siemens czy Deutsche Bahn”.

Za: osw.waw.pl
http://sol.myslpolska.pl/2010/11/niemcy-protekcjonizm-wewnatrz-liberalizm-na-zewnatrz/

Posted in Gospodarka, Polityka | 4 Komentarze »