Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Głos Prawdy o Wolne tematy (41 – …
    Nie do końca rozumie… o Wolne tematy (41 – …
    Ale dlaczego? o Rosyjscy eksperci będą szukać…
    Boydar o Wolne tematy (41 – …
    Ale dlaczego? o Sztuczna inteligencja ma rządz…
    Maria o Rosyjscy eksperci będą szukać…
    Wandaluzja.pl o Wolne tematy (41 – …
    UZA o Czy warto poddawać się masowo…
    Ale dlaczego? o Rosyjscy eksperci będą szukać…
    Marek o Rosyjscy eksperci będą szukać…
    Maria o Rosyjscy eksperci będą szukać…
    Głos Prawdy o Wolne tematy (41 – …
    Boydar o Rosyjscy eksperci będą szukać…
    radosny o Wolne tematy (41 – …
    Boydar o Sztuczna inteligencja ma rządz…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 546 obserwujących.

Archive for 15 listopada, 2010

Rzecz o zimnym czekiście Putinie

Posted by Marucha w dniu 2010-11-15 (Poniedziałek)

Czyli dlaczego mamy do czynienia z medialną nagonką na Władimira Władimirowicza

Wikipediowski biogram Władimira Putina wspomina o jego konflikcie z oligarchami, nie zaznaczając, że są oni Żydami.

Do dzisiaj nie ma pewności, kto wypromował Putina na prezydenta Rosji. Według jednej wersji wytypowany został on na to stanowisko przez wszechwładnego w czasach wiecznie pijanego Jelcyna żydowskiego oligarchę Bieriezowskiego.

Według innej wersji na tronie Rosji osadziła go prorosyjska frakcja FSB/KGB, upatrując w nim ratunek przed dalszym szabrowaniem majątku narodowego Rosji przez żydowskich oligarchów. W rzeczywistości zadziałały oba te czynniki i Putin został prezydentem Rosji – ku zadowoleniu prorosyjskiej FSB i ku rozczarowaniu i wściekłości Żydów.

Jeśli Bieriezowski rzeczywiście przyczynił się do objęcia władzy na Kremlu w roku 2000 przez Putina, to szybko tego pożałował. Już rok później jedynie ucieczka z Rosji uratowała go przed aresztowaniem. Putin w przeciwieństwie do Jelcyna nie zamierzał być marionetką w rękach żydowskich oligarchów. Objęcie przez niego prezydentury było wyraźną cezurą w gospodarce rosyjskiej – zakończył się okres beztroskiego i bezkarnego szabrowania majątku narodowego Rosji przez żydostwo. Po wzmocnieniu własnej pozycji na Kremlu w 2003 roku nakazał Putin aresztowanie innego żydowskiego oligarchę –Chodorkowskiego.

Ten krok był przez Putina dobrze obmyślony. Chodorkowski, w momencie aresztowania go, był najbogatszym żydowskim oligarchą w Rosji. Do majątku doszedł on dzięki setkom milionów dolarów otrzymanych od klanu Rothschildów. Pieniądze te przeznaczone były na wykupienie prze żydostwo za bezcen majątku narodowego Rosji w strategicznych dziedzinach przemysłu i gospodarki.

Aresztowanie Chodorkowskiego było wyraźnym sygnałem dla żydowskich szabrowników – dobre czasy dla was się skończyły. Żydzi mają wprawdzie nadal duże wpływy i majątki w Rosji, ale oszukańcze i kryminalne wykupowanie za bezcen dochodowych działów gospodarki stało się od tej pory niemożliwe. Także dywersyjna działalność polityczna jest żydowskim oligarchom zabroniona. A taką właśnie dywersyjną politykę prowadził Chodorkowski. Oligarcha ten założył w 2001 roku fundację „Otwarta Rosja”. Widzimy tutaj dwie ciekawe  analogie:
– mamy kolejną żydowską fundację kolejnego żydowskiego filantropa (na wzór Rockenfellera czy Sorosa).
–  nazwa „Otwarta Rosja” jest odpowiednikiem „Otwartej Rzeczpospolitej” – żydowskiej organizacji, która do prokuratury zaskarżyła blog „Judeopolonia”.

Zadaniem „Otwartej Rosji” było ogłupianie rosyjskich Gojów – promowanie postaw antyreligijnych, progejowskich i żydofilskich,  połączone z propagandą antyputinowską. Celem tej propagandy było doprowadzenie do upadku Putina i przejęcie władzy przez jakiegokolwiek żydofila. Po to, aby żydostwo mogł się dalej spokojnie i bezkarnie uwłaszczać.

Aresztowania Chodorkowskiego światowe żydostwo nigdy Putinowi nie wybaczyło. Co trochę przypominają tę sprawę żydowskie media.
http://www.notowany.pl/artykul/16589/wstydze-sie-za-swoj-kraj
http://wyborcza.pl/1,76842,8601915,Chodorkowski__Moge_umrzec_w_wiezieniu.html
http://wyborcza.pl/1,75477,8068874,Urodziny_Chodorkowskiego_zakazane.html
http://new-arch.rp.pl/artykul/645739_Chodorkowski_trzy_lata_pozniej.html
http://new-arch.rp.pl/artykul/913750_Michail_Chodorkowski_%E2%80%93_wiezien_Kremla.html

Zadziwiające jest przy tym to, że żydowskie media nie interesują się, w jaki sposób niezamożni jeszcze niedawno obywatele ZSRR tak niesamowicie szybko stali się multimiliarderami. A przecież uczciwą pracą dojść do takiego majątku po prostu się nie da. Jeśli już, to wymaga to pracy całych pokoleń. Ale takimi drobiazgami żydowskie media się nie interesują. Oburza je tylko to, że Putin utrudnia żydowskim oligarchom wykupowanie za bezcen majątku Rosji.

Podobna antyputinowska kampania medialna prowadzona jest na całym podbitym przez żydostwo świecie. Także w samej Rosji mamy do czynienia z dziesiątkami „niezależnych” organizacji i z tzw. „niezależnymi mediami”, które co trochę atakują Putina o łamanie praw obywatelskich, najczęściej w kontekście Chodorkowskiego.

Jak można więc odróżnić rzeczywiście niezależne organizacje i media od mediów żydowskich. Lub też – czym różni się niezależna publicystyka od żydowskiej propagandy.

Jest bardzo prosty sposób, aby to stwierdzić.

Amerykański „wolny świat”…

– Jeśli jakieś organizacje czy media upominają się co trochę o przestrzeganie praw ludzkich (i o Chodorkowskiego) w Rosji, a nie upominają się równie głośno i często o trzymanych w nieludzkich warunkach, bezprawnie, bez wyroków, latami, więźniów obozu koncentracyjnego Guantanamo – to takie organizacje, takie media są żydowskimi agenturami! Lub manipulowanymi żydowską agenturą użytecznymi idiotami.

Tutaj więcej zdjęć „wolnego świata” z Guantanamo dla zainteresowanych.

Drugi przykład:

– Jeśli organizacje lub media krytykują rosyjską „okupację” Czeczenii, a nie krytykują rzeczywistych okupacji serbskiego Kosowa, Afganistanu czy Iraku – to takie organizacje i media są żydowskimi agenturami! Lub manipulowanymi żydowską agenturą użytecznymi idiotami.

(Zgodnie z prawem międzynarodowym Czeczenia stanowi integralną część Rosji. Tak więc Rosja nie może „okupować” własnego terytorium).

Dodatkowo wściekłość i nienawiść do siebie wzbudził u żydostwa Putin jego zachowaniem się podczas wizyty w Jerozolimie. Jak każdy ważny gość miał on odwiedzić Ścianę Płaczu. Jednak Putin odmówił nałożenia jarmułki, co jest warunkiem dopuszczenia kogokolwiek pod resztki muru świątyni Jerozolimskiej od strony żydowskiej części miasta. Putin ostatecznie, bez jarmułki, obejrzał inną część Ściany Płaczu, w dzielnicy muzułmańskiej. Dla Żydów była to najwyższa zniewaga. Było to też dodatkowąostrogą w nasileniu szczucia na putinowską Rosję i na samego Putina.

Ważnym elementem nagonki medialnej na Putina jest obciążanie go odpowiedzialnością za zamachy i morderstwa (ostatnio ciężkie pobicia) dziennikarzy czy dysydentów. Najgłośniejszymi tego typu przypadkami były otrucie radioaktywnym polonem 210 Litwinienki i zabójstwo dziennikarki Politkowskiej. Zostały one przez żydowskie media od razu okrzyczane jako zabójstwa dokonane z polecenia Putina. Przy każdej też okazji są one przypominane i mają świadczyć o zbrodniczości zimnego czekisty.

Zapomina się przy tym o jednym ważnym fakcie. FSB, korzystająca z wieloletnich doświadczeń KGB, jest w stanie pozbyć się niewygodnych ludzi w sposób niepodpadający. Dla profesjonalistów – a takimi są funkcjonariusze FSB – zainscenizowanie nieszczęśliwego wypadku, czy otrucie substancją wywołującą zawał serca nie jest zbytnim problemem. Takie wyroki śmierciwykonują służby na całym świecie. Takż w Polsce. Znamy przecież podejrzane „wypadki” samochodowe, „samobójstwa” czy nagłe „zawały serca” (Michał Falzmann).

Można więc przyjąć taką zasadę! Im bardziej jakieś morderstwo jest tak przeprowadzone, aby wskazywało natychmiast na Putina jako rozkazodawcę, tym bardziej pachnie to operacją „pod obcą flagą”.  Celowo tak ostentacyjnie przeprowadzoną, aby podejrzenie padło na Putina. „Wyroki” i „likwidacje” robione przez FSB wyglądają inaczej – zawodowcy z FSB pozbywają się niewygodnych dla Rosji ludzi w sposób dużo bardziej dyskretny i niepodpadający.

Także w USA podobnych przypadków tajemniczych zgonów i „samobójstw” jest cała masa. Jedyną różnicą jest to, że zabójstwa polityczne w USA wyciszane są przez kontrolowane przez  Żydów i ich agenturę wpływu media. Kto wie np. o tym, że wśród niezależnych badaczy zajmujących się zabójstwem prezydenta Kennedy’ego doliczono się już ok. 200 niewyjaśnionych zgonów?

Ale giną też i w innych sprawach w USA naukowcy, dziennikarze, a nawet…szefowie CIA.

Przytoczę kilka takich przypadków.

Taka np. tajemnicza śmierć dziennikarza Steve Kangasa badającego nielegalnie utrzymywaną przez CIA siatkę agentury wpływu w mediach na całym świecie.

Wszystko zaczęło się pół wieku wcześniej operacją „Mockingbird„.

W roku 1948 dyrektorem CIA do operacji specjalnych został Frank Wisner. Jednym z jego priorytetowych zadań była budowa tajnej sieci współpracowników CIA w mediach krajowych i zagranicznych. Ta właśnie operacja nosiła kryptonim „Mockingbird”. Agentom CIA udało się zwerbować wielu wpływowych dziennikarzy prasowych i telewizyjnych. W oficjalnie szczytowym okresie na liście płac CIA było ok 3000 dziennikarzy na całym świecie. Ich zadaniem była celowa dezinformacja, a także wyciszanie niewygodnych dla USA i CIA prawdziwych informacji. Sieć agentów w mediach kosztowała CIA rocznie 265 milionów dolarów.
Oficjalnie, po śledztwie kongresu USA w roku 1976 w tej sprawie, sieć agentury wpływu CIA w mediach zlikwidowano. Ale tylko oficjalnie…

Pod koniec XX wieku sprawą zajęli się ponownie Steve Kangas, Angus Mackenzie i Alex Constantine. Steve Kangas twierdził, że ma dowody na to, iż agencja informacyjna Forum World Features jest kierowana przez CIA za pośrednictwem firmy Richard Mellon Scaife, pracującej na rzecz CIA. Zadaniem agencji FWF było, zdaniem Kangasa, uprawianie dezinformacji.

Parę miesięcy później, w łazience firmy  Richard Mellon Sceife (tej pracującej na rzecz CIA i kierującej CIA-owską agencją informacyjną FWF) znaleziono zwłoki Kangasa. Oficjalną przyczyną jego śmierci było samobójstwo. Zgodnie z policyjną wersją strzelił sobie w lewą skroń, choć sekcja zwłok mówiła o przestrzelonym podniebieniu. A wszystkie dane w komputerze Kangasa zostały tuż po jego śmierci wymazane.

Tę sprawę żydowskie media bardzo szybko wyciszyły.

Albo śmierć innego dziennikarza…

Krótko po zamachach z 11/9 media nagłośniły sprawę biologicznych zamachów terrorystycznych przeprowadzanych przy pomocy bakterii wąglika (anthrax) rozsyłanych w kopertach za pośrednictwem poczty do różnych osób i instytucji w  USA. W efekcie terroru biologicznego zmarło pięć osób.
Biały Dom ostro naciskał na FBI, aby jako sprawców terroru biologicznego ogłoszono Al-Kaidę i Osamę bin Ladena, bądź Saddama Husseina. Nie czekając na wyniki śledztwa zarówno Bush junior jak i jego zastępca Dick Cheney publicznie o te ataki oskarżyli Al-Kaidę i irackiego dyktatora.
Huralnie ten ton podjęły media na całym świecie.
FBI jednak, mimo nacisków Białego Domu nigdy zamachami tymi nie obciążała mazułmańskich terrorystów. A to z tego powodu, że już po krótkim śledztwie było dla FBI jasne, że bakterie anthraxu użyte w terrorze biologicznym pochodziły z labolatorium broni biologicznej z amerykańskiej wojskowej bazy w Fort Detrick. Mimo to media oskarżyły o zamachy biologiczne irackiego dyktatora i Bin Ladena. Publikowany był nawet w mediach w związku z tym list gończy za nimi:

Pierwszą śmiertelną ofiarą tych biologicznych zamachów był fotoreporter  Robert Steven. Wcześniej publikował on  zdjęcia pijackich zabaw córki prezydenta Busha.

Uniknąć śmierci udało się dwóm demokratycznym senatorom, zdecydowanie przeciwnych ustawie „Patriot Act”, przeforsowanej przez Busha po 11/9. Do nich też wysłano listy z anthraxem.

Mimo, iż nawet dla analfabety było jasne, że Al-Kaida nie miała najmniejszych powodów, aby czychać:
– na życie dziennikarza publikującego zdjęcia kompromitujące córkę Busha,
– na kongresmenów przeciwnych antydemokratycznej ustawie forsowanej przez Busha,
to jednak żydowska propaganda żyły z siebie wypruwała, aby anthrax wiązać z Al-Kaidą.

W tej sprawie mamy do czynienia także z kolejnym „samobójcą”.

W wniku śledztwa FBI ustaliła, że bakterie użyte w biologicznym terrorze pochodziły z amerykańskiego, wojskowego labolatorium z Fort Detrick .

To, co nastąpiło później było typowym medialnym i policyjnym polowaniem na kozła ofiarnego. Najpierw wytypowano jakowinnego dra Ayaada Assada. Pasował on doskonale do tej roli poprzez jego arabskie pochodzenie. Kiedy okazało się jednak, że jest on niewinny, wytypowano kolejnego winnego. Był nim Steven Hatfill. Ale i ten okazał się w końcu niewinny. Za fałszywe oskarżenie go rząd USA musiał zapłacić jemu odszkodowanie w wysokości 5,8 mln dolarów. „Winnym” ostatecznie okazał się ekspert od broni biologicznej, pracownik labolatorium w Fort Detrick – Bruce Ivins. On sam tego oskarżenia ani nie potwierdził, ani jemu nie zaprzeczył. Ponieważ krótko wcześniej popełnił – a jakże – „samobójstwo”.

Dalsze śledztwo umorzono. Winny się znalazł, karę rzekomo sam sobie wymierzył. Sprawę zamachów biologicznych i „samobójstwa” żydowskie media szybciutko wyciszyły. Choć nawet ślepiec widzi, że za wysyłką listów z anthraxem stała nie Al-Kaida, a Al-CIAida.

Kolejna podejrzana historia związana jest z oparacją „MKULTRA”. Przy jej okazji mamy do czynienia z „samobójstwem” mikrobiologa, z zabójstwem byłego szefa CIA i z nielegalnym niszczeniem dokumentów zbrodniczej działalności amerykańskiego wywiadu. A we wszystko to zamieszane były najwyższe czyniki z Waszyngtonu.

Projektem MKULTRA były prowadzone na początku lat 50-tych XX wieku eksperymenty na ludziach.  Testowano w nim m.in. działanie narkotyków, trucizn, gazów, chemikaliów, elektrowstrząsów, zarazek chorobotwórczych. „Eksperymenty” prowadzono na uniwersytetach, w szpitalach, więzieniach i w bliżej niesprecyzowanych „ośrodkach badawczych”. Udowodnione są ciężkie szkody zdrowotne i psychiczne ofiar owych „eksperymentów”, a nawet ofiary śmiertelne. Zdarzały się przypadki porwań i uprowadzeń ofiar do przeprowadzania na nich barbarzyńskich doświadczeń. Znane nawet są przypadki wykorzystywania w tych „doświadczeniach” dzieci!

W operacji MKULTRA CIA wykorzystywała też niemieckich lekarzy prowadzących podczas wojny bestialskie „eksperymenty” medyczne w obozach koncentracyjnych.

Mamy w tej sprawie dziwne „samobójstwo” znane pod nazwą „afery Olsona”. Bakteriolog Frank Olson, biorący udział w MKULTRZE, w roku 1953 wyskoczył z dziesiątego piętra nowojorskiego hotelu przez zamknięte okno. CIA ogłosiła jego śmierć jako „samobójstwo”.

W roku 1972 na polecenie ówczesnego szefa CIA, Richarda Holmsa, zniszczono większość dokumentacji projektu MKULTRA.
W roku 1975 rząd USA wypłacił wdowie po „samobójcy” Olsonie 750 000 dolarów za to tylko, aby nie wszczynała ona procesu przeciwko CIA. W wyciszaniu sprawy udział brali ówczesny szef stabu Białego Domu, późniejszy wiceprezydent Richard Cheney, oraz ówczesny minister obrony Donald Raumsfeld (tę samą funkcję pełnił on również później, w czasach Busha juniora).

W 1993 roku syn Olsona uzyskał zgodę na ekshumację zwłok ojca. Grupa ekspertów prowadząca obdukcję stwierdziła wyraźne dowody morderstwa (a nie samobójstwa) dokonanego na Olsonie. Prokurator  Stephen Saracco wszczął dochodzenie, blokowane jednak przez CIA i ministerstwo sprawiedliwości. Dopiero po miesiącach pertraktacji wywalczył  Saracco prawo przesłuchania przez Grand Jury wielu świadków, w tym byłego szefa CIA, Wiliama Colby.
Niestety, krótko po tym, gdy William Colby dowiedział się, że ma zeznawać przed prokuraturą w sprawie śmierci Olsona, on sam zginął podczas wycieczki kajakowej. Po prostu się utopił. Wbrew jego zwyczajom nie miał on w momencie utonięcia założonego kapoka, nie powiadomił też o wycieczce żony, co zawsze wcześniej robił. W jego mieszkaniu odkryto ślady włamania dokonanego przez nieznanych sprawców. Włamywacze niczego wartościowego nie ukradli. Nie było to więc włamanie na tle rabunkowym.

I to był błąd CIA – mieli „ukraść” cokolwiek wartościowego, aby zasugerować kryminalny charakter włamania. Włamanie miało naturalnie na celu przeszukanie przez CIA  domu  Colby,ego i ewentualne zniszczenie kompromitujących CIA dokumentów.

Śledztwo prokuratury w sprawie zabójstwa Franka Olsona ostatecznie po ośmiu latach umorzono.

O tym, że CIA i prezydenci USA nagminnie łamią prawo obowiązujące w Ameryce dowiadujemy się też z tzw. „afery Iran-Contras”.

Zadziwiające jest, jak oszczędnie o tej aferze pisze polska wikipedia. Niemiecki jej odpowiednik jest o wiele bardziej szczegółowy. Padają tam liczne nazwiska, ujawnione są też fakty bezpośredniego zamieszania CIA w handel narkotykami.

W aferę tę zamieszany był cały Biały Dom i dyrektor CIA. Reagan zasłaniał się „niepamięcią” i niewiedzą. Ale i on, i cała reszta w pełni świadomie i z premedytacją łamali uchwały Kongresu USA. Sam Reagan zresztą dał przykład późniejszym bandyckim napaściom i bombardowaniom przez NATO obcych, suwerennych państw. To on wydał rozkaz zbombardowania Trypolisu w roku 1986. Podczas tego bombardowania zniszczone zostały obiekty cywilne. Wśród ludności cywilnej byli zabici i ranni. Reagana nie postawiono za to przed trybunałem w Hadze.

To było tylko kilka przykładów przestępczej i zbrodniczej działalności USA, jej prezydentów i jej służb. Zamachami z 11/9 przelicytowała CIA wielokrotnie zbrodnie KGB. Bandyckie agresje na Serbię, Irak i Afganistan przelicytowały Budapeszt 1956, Pragę 1968 czy nawet sowiecką okupację Afganistanu (tę równoważy amerykański Wietnam). USA okupuje Afganistan już dłużej, niż robiła to Armia Czerwona. I wciąż Ameryka nie zamierza się z Afganistanu wycofywać.

Ale żydowskie media te zbrodnicze okupacje przerabiają na wojny w obronie bezpieczeństwa, pokoju i demokracji. A zwłaszcza jako wojny o uwolnienia świata od islamskiego  terroryzmu. Tylko, jak uwolnić świat od terroryzmu, gdy głównymi terrorystami są USA, Izrael, NATO, CIA i stojąca ponad nimi Klika Globalnych Banksterów?

A pomagają im w terrorystycznym procederze zachodni wasale.

W Niemczech aresztowano 18- letniego „islamistę”, który w internecie zapowiedział przygotowywane przez niegodomniemane zamachy terrorystyczne. Tylko, że do opublikowania owego oświadczenia w internecie podjudzony został on przez etatowego pracownika niemieckiego wywiadu, który sam udawał wyznawcę proroka! A tak naprawdę, mimo oświadczenia o zamachach, „islamista” ów nie planował  w rzeczywistości żadnych zamachów.

Zamiarem tej tajniackiej prowokacji było nastraszenie opinii publicznej rzekomo planowanymi przez islamistów zamachami. Inna sprawa, że niemieckiemu rządowi do ograniczania swobód obywatelskich, jak i do zwiększania kompetencji policji i służb takie „zapowiedzi” w zupełności wystarczają.

Dlaczego żydowskie media urządzają takie nagonki na Putina, a wyciszają zbrodnie Zachodu?

Rosja, Putin, stoją światowemu GRUGlobalnemu Rządowi Unych na drodze do zdobycia nieograniczonej władzy nad światem. Dodatkowo Putin nie pozwala, aby skarby Syberii wpadły za bezcen w żydowskie łapska.

Tak jak nasze łupki, nasze srebro i inne nasze skarby…

Dlatego też mamy na codzień medialne szczucie na Putina. Przy czym zasada jest taka: im ktoś więcej na Rosję i na Putina szczuje, tym bardziej jest on usłużnym żydowskim agentem. Lub przynajmniej zaczadzonym użytecznym idiotą w łapskach żydowskiej propagandy.

Osobiście nie mam nic przeciwko rzeczowej krytyce Rosji i Putina. Niech będzie jednak faktycznie rzeczowa i proporcjonalnie uzupełniana krytyką drugiej strony barykady – USA, Izraela i kompleksu jot.

Nagonka na Putina w związku ze Smoleńskiem ma dokładnie ten sam cel – podkopanie jego popularności w Rosji i doprowadzenie do jego upadku. Ponadto Smoleńsk ma odwracać naszą uwagę od katastrofalnego stanu kraju.

Pomysł Macierewicza/Singera z oddaniem śledztwa w łapska zbrodniarzy z USA jest haniebną prowokacją. Chce on oddać śledztwo w łapska tych, którzy za tym zamachem stoją.

Poliszynel

http://krasnoludkizpejsami.wordpress.com/2010/11/15/rzecz-o-zimnym-czekiscie-putinie/

Posted in Polityka | 36 Komentarzy »

Wywiad prezydenta A.Łukaszeki dla „polskich” mediów

Posted by Marucha w dniu 2010-11-15 (Poniedziałek)

Poniżej zamieszczamy wywiad jakiego  prezydent A.Łukaszenka udzielił  dziennikarzom reprezentującym  główne, polskojęzyczne media, działające na terenie Rzeczypospolitej Polskiej . Okazję stwarzała niedawna wizyta  na Białorusi ministrów spraw zagranicznych Polski i Niemiec. Analiza treści wywiadu, w kontekście pytań stawianych przez dziennikarzy, wskazuje, że na poznanie pełnego stanowiska prezydenta Białorusi wobec Polski i Polaków musimy jeszcze poczekać. Być może do czasu wywiadu, który powinien być  przeprowadzony przez niezależnych dziennikarzy polskich. Potrzebne jest to dla ujawnienia pełnego, a ciągle niedostatecznie wykorzystanego  potencjału dwustronnych stosunków polsko-białoruskich w sferze politycznej, gospodarczej, kulturalnej oraz czysto ludzkiej. W oparciu o ten potencjał winna być uruchomiona dynamiczna, dwustronnie korzystna współpraca obu sąsiedzkich i przyjaznych sobie krajów.

Paweł Ziemiński

Łukaszenko: Nie dzielcie moich Polaków

Po raz pierwszy od dziesięciu lat białoruski prezydent Aleksander Łukaszenko udzielił wywiadu polskim dziennikarzom. Trwał on ponad trzy i pół godziny

Rz: Powiedział pan niedawno ministrom spraw zagranicznych Polski i Niemiec, że rozpisane na 19 grudnia wybory prezydenckie będą „bardziej demokratyczne” niż poprzednie. Co to oznacza?

Aleksander Łukaszenko: Ja tak nie mówiłem. Zapewniałem ministrów, że wybory będą absolutnie uczciwe i przejrzyste. Podkreślam: u nas wybory prezydenckie zawsze były całkowicie demokratyczne! Dlaczego? Bo procenty wynikające z głosowania zawsze odpowiadały rozkładowi sił. Zadam pytanie i to wcale nieretoryczne. Skoro wiem, że według ostatnich danych mam poparcie rzędu 68 procent, a pozostali badani mówią, że nie wiedzą, na kogo zagłosować, to po co miałbym fałszować wybory?

Nie niepokoi pana to, że musiał pan zapewniać szefów dyplomacji innych państw, iż wybory na Białorusi będą demokratyczne?

Nie. Ja się przed nimi nie płaszczyłem, nie mówiłem: „Panowie, obiecuję, przysięgam, tylko bądźcie otwarci i uczciwi i uznajcie nasze wybory”. Nie, ja tylko półżartem powiedziałem, że ich zapewniam.

W Polsce zawsze są organizowane debaty kandydatów na prezydenta. Na Białorusi takich debat nie przewidziano. Dlaczego?

Nie ma ich nie tylko u nas, ale także w wielu innych państwach. W swoim czasie, gdy byłem opozycyjnym kandydatem na prezydenta (w 1994 roku – red.), nalegałem, by takie debaty się odbyły. Ludzie będący wówczas przy władzy ich nie chcieli. Ale teraz nie będziemy zabraniać debatowania kandydatom na prezydenta, choćby w państwowej telewizji. Proszę bardzo, damy na to czas na antenie.

Weźmie pan udział w takich debatach?

Nie widzę takiej potrzeby i to z różnych przyczyn. Możliwe jednak, że wezmę w nich udział. Przywykłem do takich dyskusji. Ale doskonale wiem, czym dziś zajmują się tak zwani opozycyjni kandydaci, skąd docierają do nich pieniądze, jakie zajmują stanowisko. Jeden z nich, nazywają go prorosyjskim – ale to po prostu żulik, przepraszam, że nie podam nazwiska – oświadczył: „Gdy zostanę prezydentem, sprzedam Rosji zakłady przetwórstwa ropy i systemy rurociągów”. To mnie zbulwersowało. Myślę, że sam postawił na sobie krzyżyk. A to tylko jeden przykład. Mogę przytoczyć masę takich przykładów, dotyczących innych kandydatów. Jest u nas takie powiedzonko: Darmowy ser bywa tylko w pułapkach na myszy. Jeśli biorą od kogoś pieniądze, to nie za darmo.

Dlaczego w komisjach wyborczych jest tak znikoma liczba przedstawicieli opozycji?

Jedna trzecia składu komisji wyborczych to przedstawiciele partii i organizacji społecznych. Czy chce pan powiedzieć, że znaleźli się w nich nie ci, których by pan tam chciał widzieć?Ja nie prowadzę kampanii wyborczej. Pracuję dalej, tak jak pracowałem przez pięć lat. A opozycja w tym czasie nic nie robiła. Przysięgam, teraz zastanawiają się tylko, jak zrezygnować z kandydowania. Bo wiedzą, ile głosów dostaną. Poparcie dla Andreja Sannikaua jest w granicach błędu statystycznego, a poparcie dla Uładzimira Nieklajeua wynosi 0,3 procent. I niedawno usiłowano skłonić Jarosława Romańczuka, Polaka – to młody człowiek, występuje ze swoim programem gospodarczym, który ja uważam za śmieszny, ale on w niego szczerze wierzy – by zrezygnował na korzyść Sannikaua czy Nieklajeua.

Opozycyjni kandydaci zebrali jednak ponad milion podpisów.

W kołchozie tak liczy się kartofle czy marchew. Prezydent Białorusi zebrał milion sto pięćdziesiąt tysięcy podpisów. Tak? A oni mają ponad milion, prawda? Zebrałem mniej podpisów niż przed poprzednimi wyborami. O czym to świadczy? Że Łukaszenko nie zdołał ich zebrać? A może Łukaszenko nie chciał? Zbieraliśmy podpisy równo pięć dni. Oni miesiąc. Poprosiłem grupę inicjatywną, by nie zbierali więcej: „Jeśli oni będą mieli po 100 – 120 tysięcy, a ja 3 miliony, to wszyscy powiedzą, że wykorzystałem urzędników do ich zbierania”. A teraz, jeśli chodzi o nich. Prosiłem Centralną Komisję Wyborczą, by nie robiła im zbytnich kłopotów. Jeden z nich zebrał 115 tysięcy w miejscowościach, w których mieszka 139 tysięcy ludzi, łącznie z dziećmi. To jasne, że przepisał książki telefoniczne.

Czy dopuszcza pan możliwość przegrania wyborów?

Ja czegoś takiego sobie nie wyobrażam. Ale przecież wszystko może się zdarzyć. Przecież wszyscy zależymy od woli Boga. Ja chcę żyć, ale może się zdarzyć, że serce mi stanie i po mnie. A zresztą, został jeszcze miesiąc do wyborów. Ja dobrze wyczuwam nastroje ludzi, ale mogą nagle się zmienić. No i co? Czy traktujecie prezydenta jak cara? U nas, tak jak w Polsce, nie ma możliwości bycia carem. Jeśli więc przegram, będę po prostu żył dalej – i już. Nikomu nie będę przeszkadzał. A zresztą, to już ponad 15 lat, zmęczyła mnie ta władza.

15 lat to bardzo dużo.

W Rosji można tak długo być u władzy, u nas też.

W Rosji to niemożliwe, dlatego Władimir Putin nie jest już prezydentem.

Naprawdę? A kim?

Oficjalnie nie może być prezydentem.

Nieważne, co można oficjalnie, a co nie. Nieoficjalnie możemy robić, co chcemy. Kazachstan – światło demokracji, będę tak długo, jak zechcę. Tadżykistan, Turkmenia, Azerbejdżan. Cała postradziecka przestrzeń tak żyje. O czym tu mówić… A że w Polsce to niemożliwe? No cóż, Polacy tak zadecydowali.

Panie prezydencie, na Białorusi pan ma wysokie poparcie społeczne, a inni politycy, jak sam pan mówi, o wiele mniejsze. Czy to dobrze, że państwo opiera się na jednym człowieku?

Nie ma ludzi niezastąpionych, więc jeśli mnie zabraknie, ktoś mnie zastąpi. Może być tak, jak mówiłem: nagle stanie mi serce. Co się stało po śmierci Lecha Kaczyńskiego? Zbliżały się wybory i nawet, jeśli nie był najlepszym kandydatem, to przecież Polska poniosła stratę, przeżyła szok.

Ja często o tym myślę: silna władza, na górze jeden, wiele od niego zależy. I co dalej? Tu mamy problem. Nasz system partyjny jest słaby, prawie go nie ma, a powinien być silny. Radzili mi założenie własnej partii, jak w Rosji.

Ale jeśli urzędnicy tworzą partię, jak Nasz Dom Rosja czy Jedna Rosja, to efekty są fatalne. System partyjny musi się wykrystalizować. U nas pojawią się takie siły. Będą dwie, trzy silne partie opozycyjne.

Mogą być dwa Związki Polaków

W Polsce panuje duże zaniepokojenie sytuacją wokół Związku Polaków na Białorusi, problemami, jakie napotyka polska mniejszość…

Ja ministrowi Sikorskiemu dwukrotnie mówiłem: u nas nie ma polskiej mniejszości, są natomiast etniczni Polacy, obywatele Białorusi. Nie ma u nas pojęcia „mniejszość narodowa”. To nasi Polacy, odnosimy się do nich z szacunkiem, ja także – i to z powodów osobistych. W 1994 roku (podczas pierwszych wyborów prezydenckich – red.), gdy na prezydenta kandydował Polak Stanisław Szuszkiewicz, Polak Zianon Paźniak i pół-Polak, pół-Żyd Wiaczesław Kiebicz (wszyscy trzej deklarują, że są Białorusinami – red.), otrzymałem 90 procent głosów ludności polskiej.

Ale dlaczego nie może prowadzić legalnej działalności Związek Polaków kierowany dawniej przez Andżelikę Borys, a obecnie Anżelikę Orechwo?

Działa przecież zarejestrowany Związek Polaków na Białorusi.

Tak, ze Stanisławem Siemaszką na czele. Ale jest grupa Polaków kierowana przez Anżelikę Orechwo, która nie chce być w jednej organizacji z panem Siemaszką. Chcą mieć swój własny związek.

Ja nie znam szczegółów, ale jeśli istnieje zarejestrowany Związek Polaków na Białorusi ze Stanisławem Siemaszką na czele, to nie może istnieć drugie stowarzyszenie o tej samej nazwie. Niech więc nazwą organizację inaczej i złożą dokumenty, by ją zarejestrować. Ministerstwo Sprawiedliwości zadecyduje, ja nie rejestruję stowarzyszeń. Ale jeśli chcecie znać moje stanowisko, to ja jestem kategorycznie przeciwny dzieleniu moich Polaków, moich obywateli na białych i czarnych, na dobrych i złych, na związek jeden i związek drugi. To moje osobiste zdanie i podczas spotkań oraz podczas kampanii wyborczej będę prosić moich Polaków – mam prawo ich tak nazywać – by się nie dzielili. Możliwe jest istnienie dwóch czy więcej polskich organizacji, ale wówczas zaczną one konkurować ze sobą. Nie chcę, by Polacy stali się katalizatorem niepokojów na Białorusi.

Ale oni już się podzielili…

Tak wam się wydaje. Niestety, wszystko to jest winą Borys. Kierownictwo Związku Polaków na Białorusi zajęło się polityką, a nie kulturą czy religią. Dostawali jakieś pieniądze z Warszawy czy skądinąd, ale nie wnikaliśmy w to. Oni faktycznie stali się opozycyjną siłą polityczną.

Panie prezydencie, niestety, Polacy często nie potrafią się ze sobą porozumieć. Na Ukrainie istnieją dwie duże i kilkadziesiąt mniejszych organizacji. Widać, że i na Białorusi Polacy nie mogą się dogadać, to nie ma żadnego związku z polityką i z panem. Skoro niemożliwe jest porozumienie, to trzeba im umożliwić oddzielne funkcjonowanie.

Jeśli Polacy zechcą, mogą mieć i dziesięć organizacji. Ale powinni tego chcieć Polacy, a nie jakieś Borysy. Nasi Polacy. Niech się zbiorą, zwołają zjazd, przedstawią dokumenty do rejestracji. I nie będzie żadnego szczególnego postępowania, bo mamy jedno prawo dla wszystkich. Nikt nie będzie przeciw. Obiecuję, że nie będę naciskać na Ministerstwo Sprawiedliwości. Ale Borys ze swymi ludźmi działała bardzo niewłaściwie. Szkodziła naszym Polakom. Takie jest moje głębokie przekonanie. Nie chciałem tego mówić. My organizacji białoruskiej mniejszości w Polsce mówimy, by nie mieszała się do polityki. Borysowski Związek Polaków chciał zostać partią polityczną. Z pozycji stowarzyszenia społeczno-kulturalnego zajmować się działalnością polityczną, czego próbowali także niektórzy duchowni, a to jest nie do przyjęcia.I jeszcze na marginesie. Czy myślicie, że Sikorski tak po prostu do nas przyjechał? Spotykając się z ministrem spraw zagranicznych Białorusi Martynauem, powiedział: „Proszę przekazać prezydentowi, że chcę przyjechać. Ale nie będę mógł, jeśli nie zostaną załatwione te sprawy”. Przyjechał do mnie nasz minister i mówi: „Sikorski takie sprawy stawia, one podobno niepokoją kierownictwo Polski”. Dał mi spis czterech spraw. Drobne sprawy, dawno powinny być załatwione. Załatwiliśmy je w ciągu tygodnia. I Sikorski zdecydował, że przyjedzie.

O co chodziło?

O Dom Polski w Iwieńcu, o firmę Polonika, o co więcej, nie pamiętam. Szczegółów nie znam. Po prostu poleciłem załatwić – i załatwili. I minister (Sikorski – red.) nie zgłaszał żadnych pretensji. Oczywiście – Sikorski to mądry, chytry polityk. Będzie miał jeszcze mnóstwo spraw i propozycji. Ale jeśli będą rozsądne, to będziemy je załatwiać. My też zwracamy się do was z problemami, ale wy ich nie załatwiacie.

Z jakimi?

Wiecie, jakie są nasze problemy z Rosją w sprawie paliw. Czemu Polska nie mogłaby przyjmować przeznaczonej dla nas wenezuelskiej ropy? Chodzi o 30 milionów ton rocznie. Niestety, na razie odpowiedzią na nasze propozycje jest cisza.

Nie ma muru na Bugu

A jak pan ocenia obecny stan stosunków polsko-białoruskich?

Możemy mówić o wielkich, utraconych możliwościach. Oczywiście, Polska jest członkiem Unii Europejskiej, jesteście ograniczeni unijnymi aktami normatywnymi, ale jednak mamy ogromne możliwości współpracy. Jeśli zebrać biznesmenów, którzy z nami współpracują, i spytać, jak Białoruś im pomaga, to na pewno zmienilibyście swoją opinię o Białorusi. Na pewno są między nami nieporozumienia, spory, ale granica między Polską i Białorusią nie jest murem. Bardzo aktywnie współpracujemy.

Czy możemy liczyć na otwarcie archiwów KGB, by można było stwierdzić, czy jest w nich tak zwana lista białoruska Polaków, którzy zostali zamordowani w 1940 roku na Białorusi przez NKWD?

Myślicie, że u nas te listy są? Liczne dokumenty dotyczące tych spraw w swoim czasie, celowo lub nie, zostały wywiezione do centralnego archiwum. Najprawdopodobniej są w Moskwie. Ale sprawdzimy w KGB. Polecę przewodniczącemu KGB, by złożył mi w tej sprawie sprawozdanie.

Polska i Białoruś zawarły porozumienie o małym ruchu granicznym. Polska je ratyfikowała, a Białoruś nie. Kiedy ta ratyfikacja może nastąpić?

Szczerze mówiąc, nie wiem, ale sprawdzę. W najbliższym czasie to będzie rozpatrywane w parlamencie i nie sądzę, by były jakiekolwiek problemy. Ale widzę, że nie mówi mi pan o Karcie Polaka, po co powstała i że to nie jest coś, co powinno istnieć w cywilizowanych państwach. Ja też o tym nie mówię.

A co Polska może jeszcze zrobić, by ułatwić podróżowanie Białorusinom?

Ile dziś kosztuje polska wiza dla Białorusinów? 60 euro. A białoruska dla Polaków – 25 euro. Niech będzie 15 dolarów u was i u nas.

Czy Białoruś jest zainteresowana udziałem polskich firm w prywatyzacji białoruskich przedsiębiorstw?

Bardzo. Będziemy wspierać was tak jak wszystkich, ale z Polakami lepiej nam się współpracuje. Bo Polska to nie Rosja ani nie Ameryka. Nie będziecie na nas naciskać.

Wyobraża pan sobie Białoruś w Unii Europejskiej?

Nie mogę sobie tego wyobrazić, bo nikt nas tam nie zaprasza, a my takiego wariantu też nie rozpatrujemy. Ale my moglibyśmy znaleźć swoje miejsce w UE nie gorzej od Polaków. Wskazują na to nasze wyniki gospodarcze.

A jeśli byście takie zaproszenie dostali?

Zostałoby rozpatrzone i to natychmiast.

Coraz trudniej z Rosją

W ostatnim czasie bardzo pogorszyły się stosunki rosyjsko-białoruskie. Dlaczego?

Za Jelcyna sporo mówiło się o Związku Białorusi i Rosji, o równych prawach, o tym, że nie ma starszych i młodszych braci. Potem jednak w Moskwie zaczęli mówić, że „widzą Białoruś w składzie Rosji”. Tak właśnie postrzegali perspektywę państwa związkowego. A ja mówię: „Moi drodzy, mamy porozumienie o budowie państwa związkowego. Oto ono”. Na końcu – sam pisałem to razem z Jelcynem – są słowa „Przyszłość zostanie określona w referendum w obu państwach”. W referendum powinniśmy przyjąć konstytucję ZBiR. Skoro tak, niech projekt konstytucji zostanie poddany pod referendum. A w nim będzie wszystko napisane, w tym, jaka będzie wspólna waluta. Gdy pisaliśmy porozumienie o ZBiR, nie wiedzieliśmy, czy będzie to rubel. Myśleliśmy wówczas, że do ZBiR przyłączy się Ukraina. Ale Leonid Kuczma (ówczesny prezydent Ukrainy – red.) uważnie przyglądał się rozwojowi wydarzeń i mówił: „Po co mamy się do was przyłączać, jak sami nie możecie się dogadać”. Jednak Rosjanie nie chcieli referendum. I zaczęli proponować wspólną walutę. I co, mieliśmy budować dom od dachu? A potem więcej – zaproponowali, by włączyć Białoruś do Rosji. Białoruś, współzałożyciela ONZ. Nawet Stalin nigdy by sobie na to nie pozwolił, podobnie Lenin. Powiedziałem wówczas: „Nie, tak się nie umawialiśmy”. I stąd problem. A współpracę gospodarczą widzieli tak: Oddajcie rurociągi, przetwórstwo ropy, zakłady potasowe, inne strategiczne przedsiębiorstwa dające kolosalne dochody. W końcu uznali, że „z Łukaszenką nie można się dogadać”. Ich zdaniem prezydent Białorusi powinien być osobą dającą się łatwiej przekonywać, nie tak jak Łukaszenko. Ale naród takiego nie będzie chciał. Teraz już zawsze wszyscy będą porównywali kolejnego prezydenta do Łukaszenki.

A jak wyobraża pan sobie współpracę z prezydentem Rosji Dmitrijem Miedwiediewem po tym, co on o panu mówił?

Jeśli chodzi o mnie samego, to bym machnął ręką. Ale nie chodzi o mnie. On pokazał, jakim jest politykiem. Czy polityk może pozwolić sobie na coś takiego wobec swojego kolegi? A przy tym opowiadał o mnie kłamstwa. Tymczasem wszelkie próby porozumienia na linii Mińsk – Moskwa są blokowane. Nie sposób podjąć żadnych decyzji. Ale cóż – on pokazał swoje oblicze, pokazał, kim jest. Prezydent nie może, nie ma prawa, nie powinien. Żaden prezydent, nigdy w historii nie postąpił tak jak prezydent Rosji. Pojawia się więc pytanie: Jak po tym wszystkim z nim współpracować? To zniewaga dla Białorusi, bo ja jestem prezydentem Białorusi. Ale to przetrzymam.

Co sądzi pan o pokazywanych w rosyjskiej telewizji filmach „Baćka chrzestny”, o opisanych w nich politycznych zabójstwach i zarzutach pod pana adresem?

Dla mnie to wcale nie jest trudne pytanie. Jeśli do emisji „Baćków chrzestnych” poparcie społeczne dla mnie wynosiło 52 – 53 procent, to po nich wzrosło o 17 procent.Czemu w tym filmie i gdzie indziej mówi się tylko o tych czterech zaginionych osobach? W Polsce poszukiwanych jest co rok pewno ponad 2 – 3 tysiące osób, u nas około tysiąca. Czemu więc wybrano tych właśnie ludzi? (w 1999 roku zaginęli byli wiceszefowie Rady Najwyższej Wiktar Hanczar i Anatol Krasauski, a także były szef MSW Jurij Zacharenka, a w 2000 roku operator Dmitrij Zawadzki – red.). Taki Dima Zawadzki, bardzo porządny człowiek! Co z niego za polityk, jaki dla mnie oponent? A właśnie mnie oskarżyli, że „albo wiem (kto zabił – red.), albo wydałem rozkaz” (zabicia go – red.). I po co? Albo Giena Karpienka, który umarł w szpitalu? Ja go kazałem leczyć, kiedyś działaliśmy razem. Lekarze mówili, że operacja mózgu może mu zaszkodzić, że lepiej go zostawić. Ale ja – za zgodą rodziny – poleciłem, by go operowano. Zmarł i bardzo się tym zmartwiłem. Bo szkoda człowieka, a jeszcze powiążą jego śmierć z polityką. A jaki miałbym w tym interes? Nie wiem, dlaczego wybrano tych ludzi, którzy faktycznie odeszli z polityki: Wiktar Hanczar, Zacharenko, Dima Zawadzki, biznesmen jakoby współpracujący z Hanczarem.A ten ostatnio zmarły dziennikarz Aleh Biabienin. Ja go w ogóle nie znałem. Okazało się, że pisał w Internecie. Boże drogi, w Internecie tyle dziś złego piszą o Białorusi i o Łukaszence, cóż więc znaczył Biabienin? Od razu powiedziałem, by przyjechali z Zachodu, z Polski i zbadali sprawę.

I RP i ZSRR

Czemu więc krytykuje pana Europa? Czy wszyscy się przeciw panu sprzysięgli?

Na pewno winni jesteśmy my, że nie potrafiliśmy powiedzieć, jak jest naprawdę. I wy, że nas nie chcieliście słuchać. Ale rozmawiacie teraz ze mną, „ostatnim dyktatorem w Europie”, zadajecie mi takie pytania, że mógłbym was tu nie wpuścić, gdybym naprawdę był dyktatorem. Ja nie jestem dyktatorem, a autentycznie otwartym człowiekiem. I nie mogę być dyktatorem. U nas, tak jak i w Polsce, nie ma na to środków. Jedno państwo w świecie ma takie środki – USA, oni są dyktatorem. Potrzebna wojna w Iraku, to ją wywołali. A Polska tę wojnę poparła. I co ta wojna wam dała? Mówicie: „Na Białorusi nie ma wolności słowa”. Jak to nie ma? Idźcie do kiosku – nawet u mnie można kupić opozycyjne gazety. Myśleliście, że Łukaszenko chce odrodzić Związek Radziecki, że chce, by Białoruś stała się częścią Rosji, pragnie wzmocnić Rosję. A nasza opozycja opowiada, jacy to oni biedni, „ajajaj, tam zabili, zakopali”. A my na to patrzyliśmy przez palce. Winni jesteśmy i my, i Europa. Europejczycy to już czują. Wiem, że sam Sikorski czy Westerwelle tego nie zmienią. Ale na szczęście już rozumieją w czym rzecz.

Ale gdy w Mińsku 20 opozycjonistów wyjdzie na ulicę z transparentem, od razu rozgania ich ogromny oddział milicji.

A co się działo niedawno we Francji, widzieliście? A w Niemczech? Wielkiej Brytanii? U nas nigdy nie używaliśmy armatek wodnych ani gazu. Nigdy! A tych 10 czy 20 ludzi prowokowało milicję, by móc pokazać obraz prześladowań na Zachodzie. Mówiłem niemieckiemu ministrowi spraw zagranicznych: Handlujecie z Chinami? A tam przecież jest kara śmierci. W USA też.

Jeszcze pytanie z innej dziedziny. Do jakiej tradycji chce nawiązywać Białoruś? Białoruskiej SRR z czasów ZSRR, Wielkiego Księstwa Litewskiego czy może I Rzeczypospolitej?

Ja jestem z wykształcenia historykiem. W każdym okresie usiłujemy znaleźć dla nas coś dobrego. Doskonale wiemy, że bez Rzeczypospolitej, bez Wielkiego Księstwa, bez czasów radzieckich, nie byłoby dzisiejszej Białorusi. Ale okres radziecki cenimy szczególnie. Podczas faszystowskiej agresji żadna z republik ZSRR nie ucierpiała tak jak Białoruś. Mińsk był zniszczony tak jak Warszawa! Starli nas z powierzchni ziemi. Gdyby nie pomoc innych republik i ówczesnego kierownictwa ZSRR, nie byłoby dzisiaj białoruskiego państwa. To na Kremlu doszli do wniosku, że trzeba pomóc Białorusinom stanąć na nogi.

Rozmawiał Piotr Kościński
Wywiad przeprowadzony razem z TVP, Polskim Radiem i PAP
Za: http://www.rp.pl/artykul/559964.html

http://wiernipolsce.wordpress.com/2010/11/15/wywiad-prezydenta-a-lukaszeki-dla-polskich-mediow/

Posted in Polityka | 6 Komentarzy »

Co w ekonomii słychać…

Posted by Marucha w dniu 2010-11-15 (Poniedziałek)

Zaczynamy przegląd wydarzeń ekonomicznych na Świecie. Dużo się dzieje ciekawych rzeczy, które nie pozostaną bez wpływu na nasze życie. Tyle ze wstępu, przejdźmy do konkretów.

1. 3 listopada FED ogłosiła, iż w ramach programu QE2 zostanie dodrukowanych 600 mld. dolarów w ciągu 8 miesięcy. Kwota ta powiększy bazę monetarną USA o około 30%. Do 600 mld. dolarów należy doliczyć jeszcze 275 mld. dolarów programu QE1, co daje razem 875 mld. dolarów. Dodam, że już się mówi o QE3…
Dlaczego FED postanowił dodrukować dolara? Ano w celu „rozruszania” gospodarki – trupa: stopy procentowe są na nieziemsko niskim poziomie 0-1% a akcja kredytowa stoi. Postanowili więc zwiększyć bazę monetarną, tak aby w obiegu było więcej pieniądza. Oczywiście jest to również sposób na kradzież oszczędności obywateli (tych nielicznych którzy w USA jeszcze je mają), i destrukcję długu.
Najciekawsze jest mydlenie oczu szaremu człowiekowi. W mediach można było usłyszeć, iż inflacja za III kwartał w USA wynosiła nieco powyżej 2%.
Tzw. indeks inflacyjny CPI obliczany jest z wyłączeniem cen żywności i energii. Żeby było jaśniej – tanieją dobra oparte na długu tj. nieruchomości, samochody itp. ale drożeją dobra codziennej konsumpcji. Dlatego w danych statystycznych wygląda to dobrze, ale w życiu niekoniecznie tak musi być… Jeżeli Świat straci zaufanie do zielonego pieniądza, dolar zacznie wracać do Ameryki, a to skończy się scenariuszem z Republiki Weimarskiej albo Zimbabwe. Zresztą Chiny, największy wierzyciel Stanów Zjednoczonych w kilka dni po ogłoszeniu QE2 zażądał wyjaśnień odnośnie dodruku pieniądza. To zapewne przyśpieszy potajemny proces ucieczki Chin od rezerw w USD.

2. Irlandia dogoniła Argentynę w rankingu ryzykownych długów: prawdopodobieństwo ogłoszenia niewypłacalności Irlandii w ciągu najbliższych 5 lat rynki oceniają na 41%, na miejscu nr 2 jest Wenezuela (prawdopodobieństwo na poziomie 50%), a na szczycie rankingu jest Grecja (prawdopodobieństwo na poziomie 53%). Wg. niektórych analityków Irlandia jest już DeFacto bankrutem, i do krachu kredytowego nie dojdzie jedynie jeżeli zainterweniuje EBC (Europejski Bank Centralny), który notabene rozpoczął już proces skupowania irlandzkich obligacji.

3. Rynek metali: w ostatnich kilku dniach widzieliśmy istny rajd metali szlachetnych w górę, srebro i złoto biło kolejne rekordy. Spowodowane to było oczekiwaniem oraz ogłoszeniem QE2. Od trzech dni widzimy korektę na rynku surowców, prawdopodobnie na rynku metali do gry weszły duże banki bullionowe. Jeżeli ceny SPOT przełożą się na ceny fizycznego kruszcu w Polsce będzie okazja do tańszych zakupów.

http://www.jednodniowka.pl/news.php?readmore=328

Posted in Gospodarka | 43 Komentarze »

Holokaust czy “99-procentowy” mit?

Posted by Marucha w dniu 2010-11-15 (Poniedziałek)

Walczącym o wolność słowa, swobodę badań naukowych – opracowanie to poświęcam.

Profesor Robert Jan van Pelt, człowiek określany jako jeden z  największych współczesnych specjalistów historii obozu KL Auschwitz, w zupełnie przemilczanym przez główne media wywiadzie dla dziennika wydawanego w Toronto [1] wypowiedział słowa, które wskazują na zasadniczy zwrot w oficjalnie promowanej, martyrologiczno-mitologicznej wersji wydarzeń II Wojny Światowej określanej mianem Holokaustu, a szczególnie w dotychczasowej, wysoce zideologizowanej historiografii obozu Auschwitz.

Van Pelt, który przyczynił się do słynnego zwycięstwa Deborah Lipstadt, żydowskiej profesor historii z uniwersytetu Emory w Atlancie – zwycięstwa sądowego, acz nie merytorycznego – jako kluczowy ekspert w rozprawie sądowej wytoczonej w 1996 roku przez brytyjskiego historyka Davida Irvinga o zniesławienie, zaproponował w swoim najnowszym wywiadzie iście rewolucyjną myśl. Otóż według prof. Van Pelta należy: porzucić dbałość o obóz KL Auschwitz, pozbyć się dotychczasowych jego szczątków i w praktyce zapomnieć o jego istnieniu, a wszystko to argumentowane jest – uwaga! – brakiem wystarczających dowodów wspierających oficjalnie głoszoną wersję funkcjonowania obozu KL Auschwitz, głównie aspektu związanego z jego wielkimi liczbami ofiar.

W wywiadzie dla dziennika The Star, na pytanie: “Dlaczego zaproponował Pan aby Birkenau zostało zamknięte i aby natura zrobiła swoje?”, profesor Van Pelt odpowiada: “Mamy problem z konserwacją, zachowaniem Auschwitz. Miejsce, które jest dobrze zakonserwowane, to tam, gdzie znajduje się obecnie Muzeum, jednak miejsce [gdzie był obóz] Birkenau, kilka kilkometrów dalej, tam gdzie te morderstwa miały miejsce – rozpada się.”

Van Pelt opowiada następnie z jakich to nietrwałych materiałów obozowe budynki były wybudowane, których “żywotność miała wynosić zaledwie dwa do trzech lat”, jak to po zakończeniu wojny baraki  “rozebrano – a było ich 500 – załadowano na pociągi i wysłano do Warszawy”, i jak to baraki te, wybudowne z tandetnej cegły, już w 1948 roku rozpadały się. Van Pelt zauważa następnie, że “każdy z tych baraków miał w środku dwa piece z dwoma murowanymi kominami, które jednak nie zostały wysłane do Warszawy”.

Van Pelt kontynuuje wywiad i wyjaśnia, że mamy więc obecnie: “bardzo dziwny widok: małe, prymitywne ceglane kominy wyrastające na trzy metry ponad ziemię. […] Oczywiście same kominy – a jest ich razem setki – tworzą silny symboliczny obraz, ponieważ Birkenau kojarzony jest z kominami krematoriów. Krematoriów tych już nie ma – zostały wysadzone przez Niemców […] – a ponieważ pozostały tam tylko ruiny krematoriów, a ludzie spodziewają się tam kominów, to pole wypełnione małymi kominami, które są pozostałością baraków, tworzą obraz, który ludzie w jakiś sposób kojarzą z zabijaniem i paleniem zwłok ofiar.”

W tym miejscu wywiadu następuje kluczowa konkluzja Van Pelta, który na pytanie: “Poprzez pozwolenie aby natura zrobiła swoje z tym miejscem, czy nie ryzykujemy tego, że ludzkość zapomni co się wydarzyło i czy nie przygotuje to warunków do podważania w przyszłości Holokastu?”, profesor odpowiada: “99 procent tego co wiemy, nie bazuje na fizycznych dowodach, aby to poprzeć. [To co wiemy] jest częścią naszej wiedzy, którą przejęliśmy od poprzedniego pokolenia.” [2]

Dalej rozwija swoją myśl, na pierwszy rzut oka, w niemalże rewizjonistycznym stylu: “Nie wydaje mi się, aby Holokaust był w tym sensie czymś nadzwyczajnym. W przyszłości, pamietając o Holokauście, będziemy [go] postrzegali w ten sam sposób, jak większość rzeczy z przeszłości. Będziemy pamiętali [go] w literaturze i poprzez wspomnienia świadków. Funkcjonujemy bardzo dobrze w ten sposób, pamiętając wydarzenia przeszłości. W ten sposób wiemy, że Cezar został zabity w marcowym dniu Id. Aby jednak umocować Holokaust w jakiejś specjalnej kategorii i domagać się tego aby tam pozostał, jest właściwie daniem za wygraną negacjonistom Holokaustu, którzy domagają się jakiegoś rodzaju specjalnych dowodów.” [3]

Wobec tak wyrażonego nowego, aby wręcz nie powiedzieć – rewolucyjnego spojrzenia na Holokaust i na obóz KL Auschwitz jako jego symbol, dziennikarz pyta dalej: “Dlaczego zatem miejsce nie zostało jeszcze zamknięte?”, na co Van Pelt odpowiada zdradzając niemal nieznany fakt: “W 1959 roku była propozycja porzucenia obozu, tak aby natura zrobiła z nim swoje. Muzeum obozu chciało zabezpieczyć bramy i zezwolić na to, aby wszystko się rozpadło. Myślą, która proponowała takie rozwiązanie, było przyznanie, że jest to miejsce, w którym ludzkość tak monumentalnie zawiodła, że właściwie nie powinniśmy go utrzymywać. W tym czasie jednak oceleni [byli więźniowie] sprzeciwili się takiej propozycji. […] Jednak pięćdziesiąt lat później stajemy w obliczu końca epoki ocalałych – wieku świadków – i wydaje mi się, że […] my jako gatunek ludzki powinniśmy to zaznaczyć.”

Na problem zawarty w pytaniu: “Co się stanie gdy nikt nie przekaże funduszy na zabezpieczanie tego miejsca?”, Van Pelt mówi: “Moja odpowiedź na tę kwestię brzmi: ‘No to co z tego? Może to nie jest taki zły pomysł, aby to miejsce zostało wymazane.’”

Van Pelt tłumaczy następnie logikę swojej propozycji, opierając się na decyzji Przewodniczącego Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej (którą to funkcję, warto przypomnieć, pełni pan Władysław Bartoszewski, zwany “profesorem”, chociaż w rzeczywistości jedynie maturzysta), który miał powiedzieć, że “decyzja ta powinna być pozostawiona tym, którzy zginęli w Auschwitz”. W takim razie jednak, zauważa Van Pelt w dość pokrętny sposób:

“Czy mamy jakiś wgląd na ich [ofiar] życzenia co do tego miejsca, poprzez jakieś zarejestrowane zeznania zanim oni zginęli? Ci co przeżyli mają w jakimś stopniu do tego prawo, ale gdy i oni odejdą nie wydaje mi się aby naszą rolą było decydowanie o tym. To jest decyzja, która należy do żyjących. Ziemia należy do żywych. To żyjący muszą podejmować trudne decyzje.”[4]

Czytaj resztę wpisu »

Posted in Historia | 9 Komentarzy »