Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Ale dlaczego? o Rosyjscy eksperci będą szukać…
    Boydar o Wolne tematy (41 – …
    Ale dlaczego? o Sztuczna inteligencja ma rządz…
    Maria o Rosyjscy eksperci będą szukać…
    Wandaluzja.pl o Wolne tematy (41 – …
    UZA o Czy warto poddawać się masowo…
    Ale dlaczego? o Rosyjscy eksperci będą szukać…
    Marek o Rosyjscy eksperci będą szukać…
    Maria o Rosyjscy eksperci będą szukać…
    Głos Prawdy o Wolne tematy (41 – …
    Boydar o Rosyjscy eksperci będą szukać…
    radosny o Wolne tematy (41 – …
    Boydar o Sztuczna inteligencja ma rządz…
    Ale dlaczego? o Rosyjscy eksperci będą szukać…
    polski.ydek o Sztuczna inteligencja ma rządz…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 546 obserwujących.

Archive for 30 listopada, 2010

Złowieszczy backcasting: likwidacja Polski

Posted by Marucha w dniu 2010-11-30 (Wtorek)

Backcasting, jedna z najnowocześniejszych metod przewidywania przyszłych wydarzeń, ma nieoczekiwane zastosowanie. Wspomniana metoda polega na identyfikacji scenariusza realizacji jakiejś wizji przyszłości.

Nic więc dziwnego, że w ogólnym chaosie intelektualnym i dotkliwym poczuciu niepewności jutra, znany profesor, ekonomista (Włodzimierz Bojarski) sformułował pytanie: czy można wykorzystać tę metodę do wyjaśnienia zachodzących w naszym kraju procesów społecznych, gospodarczych i politycznych?

Wizja przyszłości Polski

Spośród wielu wizji przyszłości Polski, które są tworzone i propagowane, tylko jedna umożliwia odcyfrowanie scenariusza realizacji, co oznacza, że prawdopodobieństwo spełnienia się tej wizji jest dostatecznie wysokie, aby jej nie lekceważyć. Niestety, jest to wizja szokująca: wizja likwidacji Polski, a dalej – potężnej redukcji (lub wynarodowienia) populacji Polaków. Przez pewien czas obawy i ostrzeżenia (najczęściej intuicyjne) przed istnieniem takiego scenariusza likwidacyjnego były skutecznie niwelowane przez tzw. kretynizm antyspiskowy, czyli przekonanie (rzeczywiste, a może udawane), że rozwój gospodarczy i polityczny przebiega żywiołowo lub spontanicznie, zaś przywiązywanie choćby najmniejszej wagi do wielkich, długofalowych projektów ekonomicznych, politycznych czy militarnych jest przejawem skłonności paranoicznych. Zaciekłość, z jaką tępiono „teorie spiskowe” dawała dużo do myślenia. Czas jednak płynie nieubłaganie. Puzzle pozornie przypadkowych zdarzeń stopniowo układają się w logiczną całość.

Identyfikacja podstawowych elementów scenariusza likwidacji kraju oraz eksterminacji ludności raczej nie powinna nastręczać trudności. Chodzi bowiem o podważanie podstaw egzystencjalnych społeczeństwa i nieodzownych dla egzystencji przyszłych pokoleń warunków materialnych oraz o wyeliminowanie czynników umożliwiających skuteczny opór polityczny i zbrojny. Dalej wszystko idzie już jak po maśle.

Pewnym problemem są nasze subiektywne wyobrażenia, które podobne wizje przyszłości klasyfikują jako niemożliwe do spełnienia lub nawet absurdalne. Toteż warto gruntowniej przypatrzeć się zjawiskom zachodzącym we współczesnym świecie. Szczególnie warto przypatrzeć się Grecji, która na naszych oczach ulega likwidacji i wynarodowieniu, a także ujawnia mechanizmy i interesy geopolityczne likwidacji. Pouczające może być również przyjrzenie się zaskakującym kombinacjom sojuszy likwidatorów (Goldman Sachs, MFW, Niemcy) i znikomej wrażliwości państw europejskich. To jakby szczególne memento mori.

Jakie więc podstawowe elementy Polski układają się dzisiaj w jedna logiczną sekwencję likwidacji Polski?

Wywłaszczenie

Pozbawienie któregokolwiek narodu własności jest najistotniejszym elementem scenariusza umożliwiającego przejęcie kontroli. Toteż nieprzypadkowo przejęcia kapitałowe określa się w literaturze ekonomicznej terminem „rynek kontroli”, gdyż własność jest synonimem kontroli działalności ekonomicznej. Niezależnie od takich czy innych poglądów dotyczących procesu tzw. prywatyzacji oraz innych działań rządów w ponad dwudziestoletnim okresie funkcjonowania III Rzeczypospolitej jeden fakt jest bezsporny. Polacy zostali wyrugowani ze swojej własności w sferze finansów, przemysłu, handlu i w większości pozostałych sektorów gospodarki. Tutaj nie ma miejsca na dyskusję. Pozostałości polskich aktywów majątkowych nie pozwalają na żadną słowną woltyżerkę: stanowią obszary nieatrakcyjne ekonomicznie lub niemożliwe do przejęcia.

To oczywiście mogło zostać uchwycone dopiero po dłuższym czasie, kiedy wywłaszczenie osiągnęło stan krytyczny. Ten stan krytyczny został właśnie dzisiaj osiągnięty.

Ekonomiczne konsekwencje wywłaszczenia są nadal bardzo słabo eksponowane. Po części dlatego, że wiele środowisk społecznych kręci się wyłącznie wokół problemów duchowych i „nie zniża się” do poważnego zainteresowania materialną sferą życia. Tego wątku nie będę szerzej rozwijał, lecz nie jest on bynajmniej drugorzędny. Po części dlatego, że w Polsce od ponad dwudziestu lat krzewi się w społeczeństwie analfabetyzm ekonomiczny, a ściślej – jest on krzewiony przez system edukacji, środki masowego przekazu i czynniki polityczne (budujące analfabetyzm na osobistym przykładzie). W pewnym sensie jest to warunek powodzenia kampanii wywłaszczeniowych, gdyż małe zainteresowanie i brak kompetencji eliminują możliwość kontroli i nacisku opinii publicznej.

Tak więc warto wspomnianym konsekwencjom poświęcić więcej uwagi. Po pierwsze, wywłaszczenie wywołuje silny spadek dochodów kapitałowych zarówno ludności, jak też budżetu państwa, bez których żadne państwo na dłuższą metę nie może się obejść. Przez pewien czas ludność i budżet mogą ratować się zapożyczaniem, tworząc w ten sposób iluzję dobrobytu. Jednak w 100 procentach jest pewne, że taki stan musi skończyć się upadkiem gospodarczym. Po drugie, narasta uzależnienie ekonomiczne od krajów trzecich i (nie miejmy złudzeń) zwłaszcza od kreatorów wizji likwidacji Polski. Uzależnienie ekonomiczne jest praktycznie biorąc jedyną drogą do narzucenia niekorzystnych dla kraju relacji gospodarczych, a także wysoce szkodliwych ekonomicznie i polityczne decyzji czy regulacji prawnych. W takich przypadkach wzmacnia się lekceważenie interesu publicznego i rozwijają się działania sprzeczne z tym interesem, co jest zgodne z długofalowym scenariuszem likwidacyjnym.

Słabość gospodarki obraca się na niekorzyść państwa. Dzisiaj opinia, iż słabość gospodarki wynika ze źle lub naiwnie przeprowadzonej prywatyzacji jest przyjmowana powszechnie. Tkwi w niej jednak pewne nieporozumienie, gdyż w istocie rzeczy kompetencje prywatyzacyjne były dość znaczne (lecz nie ze strony polskich „specjalistów od prywatyzacji”, lecz doradców zagranicznych), tyle że służyły interesom zewnętrznym. Ponieważ proces tzw. prywatyzacji przebiegał w długim, ponad dwudziestoletnim horyzoncie czasowym, z upływem lat musiał ujawnić się jego prawdziwy charakter. To proces kreowania rosnących zagrożeń dla integralności terytorialnej państwa. Tutaj na szczególne podkreślenie zasługuje casus przemysłu stoczniowego. Likwidacja tego przemysłu była niejako obnażeniem istoty przekształceń własnościowych: wywłaszczenia Polaków. To nie tylko kwestia kapitału i pracy. To przejaw niewyobrażalnego cynizmu i bezczelności rządu, torującego drogę do wyrugowania „polskiego żywiołu” z ziem zachodnich. Wcześniej jednak słyszeliśmy preludium: sprzedaż STOENU niemieckiej firmie państwowej (co nie było prywatyzacją), która oddała w ręce niemieckie kompletny i stale aktualizowany system informacji adresowych o mieszkańcach Warszawy i centralnych instytucji państwowych. To wymowny przykład ignorowania podstawowych zasad bezpieczeństwa narodowego.

Utrata zdolności obronnych

Utrata możliwości oporu zbrojnego jest warunkiem likwidacji państwa. „Bezbronna twierdza zachęca do agresji, zwłaszcza kiedy ukryto w niej bogaty łup. Agresorzy zrobią wszystko, by zracjonalizować wrogość, zresztą zawsze to robią” (Joseph Schumpeter). Obecnie mamy pod tym względem w Polsce jednoznaczną sytuację: likwidacja przemysłu obronnego oraz kuriozalna redukcja sił zbrojnych RP, to fakty niepodważalne. Przyznaje to nawet obecne kierownictwo MON, które walnie przyczyniło się do ostatecznej utraty zdolności obronnych państwa.

Do podstaw ekonomiki obrony należy stwierdzenie, że współcześnie możliwości obrony narodowej są w prostej linii konsekwencją potencjału ekonomicznego kraju, w tym zwłaszcza przemysłu zbrojeniowego i ośrodków rozwoju zaawansowanych technologii. Jednakże przemysł i ośrodki badawcze były dławione i wyprzedawane, zaś wydatki związane z obroną kierowano na zakup uzbrojenia za granicą, w znacznej części – kosztownego w eksploatacji demobilu. W rezultacie Polska stała się w 2008 roku piątym (po Izraelu, Arabii Saudyjskiej, Korei Południowej i Egipcie) importerem amerykańskiego uzbrojenia (na kwotę 734 mln).

W bliskiej perspektywie utrata zdolności obronnych tworzy niebezpieczną sytuacje także dla kadry wojskowej, która zawsze może być potraktowana jako potencjalne źródło organizacji oporu zbrojnego. Jest to niemal pewne, ponieważ kadra wojskowa, mimo wielu perturbacji i indywidualnych przejawów konformizmu, była ważnym ośrodkiem wychowania patriotycznego i kontynuacji tradycji niepodległościowych (co wynikało przede wszystkim z głębszego rozumienia potrzeby obrony Polski).

Eksterminacja elit

Na ogół eksterminację polskich elit kojarzy się z okresem wojny oraz powojennymi represjami sowieckimi. Wielu słusznie upatruje w podejmowanych przeciw tym elitom barbarzyńskich i nieludzkich akcji celowego, długofalowego działania, co zresztą jest dobrze udokumentowane. Nie chodziło o sporadyczne akcje, lecz o realizację szczegółowo zaprogramowanych wizji przyszłości. W przypadku Niemiec decydowały motywy eksterminacji ludności polskiej, zaś w przypadku Związku Sowieckiego o wyeliminowanie faktycznego i potencjalnego oporu. Nie chodziło też wyłącznie o fizyczną eksterminację ludności, lecz również o represje wobec nieposłusznych, o usunięcie wielu wartościowych ludzi z życia publicznego i degradację społeczną środowisk ważnych dla życia publicznego.

Aby czytać dalej pobierz plik PDF z pełną wersją artykułu.

Prof. dr hab. Artur Śliwiński, Europejski Monitor Ekonomiczny

Gajowy uważa, iż nie trzeba sięgać do najnowocześniejszych metod przewidywania przyszłości, aby jasno zobaczyć, dokąd zmierza Polska pod rządami sukinsynów i szumowin spod ciemnej gwiazdy, jakich świadomy i patriotyczny Polski Naród wybrał sobie na przywódców. Zapewne zmusili go do tego Iwan Groźny, Stalin oraz Putin z Miedwiediewem.

Posted in Gospodarka, Polityka, Różne | 48 Komentarzy »

Fałszerstwo wyborcze – którego nie było

Posted by Marucha w dniu 2010-11-30 (Wtorek)

Jako polemikę z wypowiedzią posła Janusza Wojciechowskiego na temat możliwości fałszowania głosów wyborców, zamieszczamy artykuł p. Józefa Bizonia. – admin.

Opis: Nie można w obecnej sytuacji politycznej w Polsce [chyba, że o to chodzi – czego nie zakładam] wyskakiwać z tezą [czy hipotezą] bez solidnego pokrycia w okolicznościach sprawy, a co więcej sprzeczną z faktami wynikającymi z konfrontacji wyników wyborów samorządowych z 2006 r. i obecnych wyborów z roku 2010 do sejmików województw.

Józef Bizoń

Fałszerstwo wyborcze – którego nie było. Tezy i hipotezy ad absurdum.

Każda partia jest dobra pod warunkiem, że to nasza partia lub partie naszych kumpli wywodząca się z kanciastego stołu. Demokracja jest tak długo najlepsza pod słońcem dopóki wybierana jest nasza partia lub partie – patrz wyżej.

W przeciwnym razie ludzi należy nauczyć głosować – szczególnie tych ze wsi, bo to nieudacznicy i stawiają krzyżyki tam, gdzie nie trzeba albo też za dużo ich stawiają, a jeszcze gorzej, bo zabierają oni sobie te karty na pamiątkę tej naszej demokracji – a to przecież najcięższy grzech pod słońcem – no i przeciw demokracji – bo z naszymi nazwiskami nie wiadomo co zrobią – znaczy się z tą kartą do głosowania z tymi naszymi nazwiskami mogą np. ją tam gdzieś przecież powiesić na nieodpowiedniej ścianie.

No może nie jest aż tak źle z tymi ludźmi ze wsi, bo może to wójt ze sprzątaczką [o proboszczu przecież nie wolno wspominać], albo może i jego ludzie dostawiają krzyżyki na tych już raz dobrze zakrzyżykowanych kartach – przecież to dziecinnie proste; długopis w garść i szast krzyżyk – i po sprawie.
Może też wyrzucają [znaczy się ich ludzie w komisjach wyborczych] karty dobrze zakrzyżykowane i wsypują puste – i stąd tyle nieważnych głosów.
A może jeszcze do tego wszystkiego złego na tych pustych kartach ludzie wójta i jego spóła [boć to ludzie uczone] wstawili prawidłowo krzyżyk i do żłobu dostało się więcej naszych konkurentów niż naszych, a tak nie miało być i być nie może.

Jedno jest pewne – tak, czy siak – będzie teraz z tego wielka zadyma, co już się zaczęło – bo Nasz Dziennik [Wydanie: Sobota-Niedziela, 27-28 listopada, Nr 277 (3903)] o tym mniej więcej w takim stylu napisał – w wywiadzie z euro-deputowanym Januszem Wojciechowskim – że takie bezeceństwa [chodzi o karty i krzyżyki – a nie o poczyniony wyżej wstępniak] mogły mieć miejsce przy wyborach samorządowych roku Pańskiego 2010.

Zadymiarze tylko na to czekali i zaraz pognali po necie z sensacją podpierając się wypowiedziami Pana posła do PE i dokładając do tego od siebie niestworzone rzeczy – np. jak to robi osoba podpisująca się gen. Jan Grudniewski [znaczy się generał, ale nie stopnia wojskowego – o tak sobie sami od siebie generały]. Jeszcze inni korzystając z rozkręcającej się zadymy grzmią już po necie: jak np. podpisujący się jako Marek Chrapan: „ SZYKOWAĆ SIĘ !!!”, a wcześnie coś też on plótł po necie o „kałachach”.

Myślę, że Pan poseł nie przemyślał do końca skutków tych swych publicznych dywagacji na temat minionych wyborów samorządowych – w oparciu o ilość nieważnych głosów – bo skutki tego mogą okazać się fatalne [oczywiście jak zawsze dla Narodu Polskiego, a nigdy nie dla rządzących].

Najgorsze na dzień dzisiejszy jest to, że Pan poseł Janusz Wojciechowski bardzo lekce sobie dywaguje w absolutnym oderwaniu od elementarnych zasad logiki – nawet w zakresie uprawdopodobnienia swych dywagacji, nie mówiąc już o jakimkolwiek uzasadnionym podejrzeniu dokonania fałszerstwa wyborczego w związku z 12% głosów nieważnych oddanych w głosowaniach do sejmików województw.

Nie można w obecnej sytuacji politycznej w Polsce [chyba, że o to chodzi – czego nie zakładam] wyskakiwać z tezą [czy hipotezą] bez solidnego pokrycia w okolicznościach sprawy, a co więcej sprzeczną z faktami wynikającymi z konfrontacji wyników wyborów samorządowych z 2006 r. i obecnych wyborów z roku 2010 do sejmików województw.

Pana poseł Janusza Wojciechowski [na tle ilości głosów nieważnych do sejmików w wysokości 12%] publicznie rzekł: „Stawiam hipotezę, że wybory samorządowe mogły zostać sfałszowane. Wskazuje na to zdumiewająca liczba prawie 2 milionów głosów nieważnych. Niewykluczone, że ktoś je unieważniał już po głosowaniu.”

Rzecz w tym, że ta teza [hipoteza] jest z gruntu fałszywa – o tym mowa jest niżej – a co gorsza niezmiernie szkodliwą – mogącą doprowadzić do nieprzewidywalnych zachowań ludzi i niemożliwych do opanowania zwykłymi środkami.

Zaś udział „Naszego Dziennika” w nagłośnieniu tej absurdalnej tezy w wydaniu sobotnio-niedzielnym [największa poczytność w tym okresie czasu] pozwala – również i w oparciu o jego dotychczasowy kurs – na publiczne postawienie pytania: „nasz” to znaczy konkretnie czyj jest ten „Nasz Dziennik”? I w pytaniu tym pomijam ludzi zwiedzionych – co powinno być oczywiste.

Wykonanie zestawienia wyników wyborów samorządowych roku 2006 i roku 2010 [w szczególność w odniesieniu do sejmików wojewódzkich, ale i nie tylko] w sposób oczywisty zaraz na wstępie przeczy stawianej tezie przez Pana posła J. Wojciechowskiego.
Więcej, analiza porównawcza wyników roku 2006 i roku 2010 ukazuje pewną stałą już w czasie zależność przejawiającą się właśnie w liczbie głosów nieważnych – i nie jest bynajmniej winą ludzi [szczególnie tych ze wsi] nieumiejących stawiać krzyżyki na kartach do głosowania.
Ludziska umieją, Panie pośle, stawiać te krzyżyki. Aby się o tym przekonać wystarczy prześledzić wyniki głosowań do Sejmu i Senatu RP z kolejnych poprzednich wyborów /ok. 3% nieważnych głosów/. No i nie pierwszy raz ludzie te krzyżyki stawiają na kartach, a potem władza już po wyborach kładzie krzyżyk na tych ludziach – i tak do następnych wyborów.

Nie jest to też wynikiem działania jakichś wrażych sił – chyba, że za takowe wraże siły uznamy właśnie takie świadome zachowanie się wyborców oddających nieważne głosy.

Niżej zestawiono w tabeli wyniki wyborów samorządowych z roku 2006 i roku 2010 r. do sejmików województw – do wszystkich województw w Polsce.
Dla sprawdzenia poprawności danych pod każdą nazwą województwa – wpisaną w pierwszej kolumnie tabeli -wstawiono łącza do wyników wyborów zawartych w bazie Państwowej Komisji Wyborczej. Najistotniejsze elementy do analizy przedstawiono dodatkowo niżej wizualnie na wykresach słupkowych. Wykonano też zestawienie zbiorcze dla całej Polski odnośnie sejmików województw.

Stoi z tego jak wół, że poziom nieważnie oddawanych głosów [i kart zabieranych do domu przez wyborców] oscyluje wokół tej samej niewiele różniącej się wartości. Prawidłowość ta dotyczy wszystkich województw bez żadnego wyjątku.

Najniższy poziom nieważnych głosów ma województwo śląskie [10,02% w roku 2006; 9,99% w roku 2010].
Najwyższy poziom nieważnych głosów ma województwo wielkopolskie [16,94% w roku 2006; 15,46% w roku 2010].

Poziom głosów nieważnych [liczony z uwzględnieniem zabranymi kart do domów]w skali całej Polski wynosił: 12,91% w roku 2006; 12,23% w roku 2010. [zmniejszył się w stosunku do roku 2006 o 0,68%].
W liczbach bezwzględnych było głosów nieważnych: 1 792 424 w roku 2006; 1 772 803 w roku 2010. Nastąpiło zmniejszenie liczby głosów nieważnych w stosunku do roku 2006 o 19 621.

Frekwencja wyborcza efektywna [liczona stosunkiem głosów ważnych do liczby uprawnionych]: 39,98% w roku 2006; 41,56% w roku 2010. Wzrosła w stosunku do roku 2006 o 1,58%.

Z OBWIESZCZENIA PAŃSTWOWEJ KOMISJI WYBORCZEJ z dnia 23 listopada 2010 r. o zbiorczych wynikach wyborów do rad na obszarze kraju, przeprowadzonych w dniu 21 listopada 2010 r.
http://wybory2010.pkw.gov.pl/templates/kbw/doc/Obwieszczenie%20PKW.pdf
dowiadujemy się, że głosowanie przeprowadzono w 25 464 obwodach głosowania. Głosowania nie przeprowadzono w 1 001 okręgach wyborczych [na 23 101 okręgi wyborcze], bo albo chętnych na radnych nie było, albo kandydatów było tylu co miejsc [mandatów] na radnych.

Do 2 152 rad gmin w gminach liczących do 20 tys. mieszkańców [czyli dotyczących wsi] było głosów nieważnych w skali całej Polski 190 490, to jest 2,78% [2,99% w roku 2006].
Do 262 rad w gminach liczący więcej niż 20 000 mieszkańców – głosów nieważnych oddano 179 935, to jest 5,45% [5,60% w roku 2006].
Do 64 rad miast na prawach powiatu [- głosów nieważnych oddano 125 495, to jest 3,56% [3,32% w roku 2006].
Do Rady m. st. Warszawy – głosów nieważnych oddano 28 375, to jest 4,38% [5,42% w roku 2006]- [Do rad dzielnic m. st. Warszawy – głosów nieważnych oddano 22 007, to jest 3,40% [4,16% w roku 2006]].

Ale już do 314 rad powiatów – głosów nieważnych oddano 841 976, to jest 8,18% [8,30% w roku 2006].
Do 16 sejmików województw – głosów nieważnych oddano 1 744 609, to jest 12,06% [12,70% w roku 2006].

Dane zbiorcze z wyborów samorządowych roku 2006 mamy podane w OBWIESZCZENIU PAŃSTWOWEJ KOMISJI WYBORCZEJ z dnia 15 listopada 2006 r. o zbiorczych wynikach wyborów do rad na obszarze kraju, przeprowadzonych w dniu 12 listopada 2006 r.
http://wybory2006.pkw.gov.pl/kbw/cache/doc/d/obwPKW/wyniki.pdf

Do tego dodajmy, że członkowie komisji wyborczych wyłaniani są w drodze losowania spośród kandydatów zgłaszanych przez poszczególne komitety wyborcze. Komisje te wyłania się w ten sposób przed każdymi wyborami i przy każdych kolejnych wyborach składy osobowe komisji są inne. Do tego dochodzą mężowie zaufania wyznaczani przez poszczególne komitety wyborcze.

No i teraz – na tle tej analizy – zapytajmy Pana posła Janusza Wojciechowskiego [zasiadającego w Parlamencie Europejskim] o dziecinną łatwość fałszowania [co do głosów nieważnych] obecnych wyborów samorządowych roku 2010 i to w dodatku takiego fałszowania, aby uzyskać niemal pełną zgodność – pokrywanie się – wszystkich wyników roku 2010 i roku 2006 w zakresie głosów nieważnych – tak co do każdego województwa, jak i w skali całej Polski.

Może jakiś matematyk wyliczy nam jakie to może być prawdopodobieństwo. Bo wygląda na to, że w opisanych wyżej warunkach bardzo bliskie zera. No chyba, że mieli jakiś super tajny system szybkiego reagowania i super szybkiej i sprawnej łączności – w skali całej Polski – aby dowodzić tym na jaką liczbę [no i na rzecz kogo] każda z 25 464 komisji obwodowych ma dokonać kantu, aby wszystko odpowiadało poziomowi roku 2006 r. No i już podczas wyborów w roku 2006 r. musiał ten system działać, aby wytworzyć taką bazę porównawczą wyników do roku 2010 – żeby nikt nic teraz nie podejrzewał.
Ciekawą przy tym jest sprawa, że w 2006 r. nikt nie robił z tego rabanu – a teraz raban na całego. Odpowiedź wydaje się być prostą. W 2006 r. pewnie liczono na to, że to zjawisko przejściowe, jednak teraz w 2010 r. po wyborach okazało się, że jest to zjawisko trwałe.

Około 10% elektoratu [2% odliczamy na nieudaczników] idących do urn wyborczych nie identyfikuje się z żadną obecną partią polityczną wystawiającą swych kandydatów do Sejmików województw. Te 10% wyborców daje temu wyraz oddając głosy nieważne.

Wrzaskliwe kampanie wyborczych do sejmików prowadzą partie polityczne przez co wyborcy postrzegają sejmik jako przedłużone ciało polityczne układów partyjnych u szczytu władzy i w parlamencie.

Co prawda w mniejszym już stopniu, ale też już znacznym, wyborcy postrzegają rady powiatów jako przedłużone ciała polityczne. Również temu dają wyraz głosami nieważnymi. Inaczej już rzecz się ma z radami gmin będącymi najbliżej wyborcy. Tu stosowany jest przeróżnego rodzaju kamuflaż dla ukrycia powiązań partyjnych [np. zmieniane nazwy komitetów wyborczych na każde wybory] przez co wyborca nie postrzega tych rad jako przedłużonego ciała partyjnego, a z drugiej strony rady te są najbliższe wyborcy a wybrane rady chcąc, czy nie, muszą się jako tako liczyć z wyborcami – za cztery lata przecież będą kolejne wybory.

Władcy Polski – ich różnej maści protektorzy – zauważyli nagle, że budzą się z przysłowiową „ręką w nocniku”, że wali się strategia uzgadniana na schadzkach u Sorosa w Fundacji Batorego i tam wygłaszana – więcej w „PiS w Fundacji Batorego George’a Sorosa”: http://www.propolonia.pl/blog-read.php?bid=142&pid=2467.
Zauważyli, że zaistniała realna groźba zawalenia się tak misternie budowanego i w bólach zrodzonego „Polskiego trójkąta bermudzkiego: PO-PiS-SLD” z obrotowym PSL.
http://www.propolonia.pl/blog-read.php?bid=142&pid=2899
No i dobrym rozwiązaniem tego powstałego ambarasu mogłaby się okazać ostra zawierucha – a i ostatecznie skłócenie wszystkich ze wszystkimi też ujdzie jako rozwiązanie.

Tylko po co w to wszystko wpakował się Pan poseł do Parlamentu Europejskiego Janusz Wojciechowski? Czy aby nie jest tak, że pan każe to sługa musi?

Niżej tabela wyników głosowań i wykresy słupkowe – wykonał Józef Bizoń.

Boguchwała, A.D. 30 listopada 2010 r. – Mgr inż. Józef Bizoń.

Tabele i wykresy znajdziemy pod adresem, gdzie znajduje się oryginalny artykuł:
http://www.propolonia.pl/blog-read.php?bid=142&pid=2923 – admin

Posted in Polityka | 18 Komentarzy »

Uwaga, to śmierdzi celową robotą unych służb

Posted by Marucha w dniu 2010-11-30 (Wtorek)

Najpierw cytat z serwisu informacyjnego:

Portale internetowe największych światowych gazet opublikowały już pierwsze analizy 251 287 nowych dokumentów serwisu Wikileaks.

Jak się okazało, materiały serwisu Wikileaks zostały przekazane już kilka tygodni temu kilku czołowym dziennikom. Wśród nich jest m.in. amerykański „The New York Times”, brytyjski „The Guardian”, francuski „Le Monde” i hiszpański „El Pais” – oraz niemiecki tygodnik „Der Spiegel”.

Jak podano, 120 dziennikarzy z pięciu krajów świata przez kilka tygodni studiowało dokumenty. W ciągu następnych dni gazety zamierzają stopniowo ujawniać, co znaleziono w przeciekach WikiLeaks.

http://www.tvn24.pl/-1,1684186,0,1,dokumenty-wikileaks-juz-dostepne,wiadomosc.html

Podziwiam dziennikarzy! Już tylko posegregować 250 000 dokumentów to gigantyczna praca. Przeczytać je, wyłapać z tych 250 000 wszystkie najważniejsze dotyczące konkretnej sprawy czy dziedziny, to jeszcze większa praca. A już to wszystko „przestudiować” i napisać pierwsze analizy, to doprawdy wyczyn na miarę rekordu olimpijskiego.

Ale to nie jest aż tak istotne. Nie pasuje mi w całej tej sprawie kilka rzeczy.

– Po pierwsze, Wikileaks już wcześniej naraził się Pentagonowi, CIA i Białemu Domowi. Za publikację dokumentów dotyczących okupacji Afganistanu spadały gromy na głowę szefa tego portalu.

Tak się zastanawiam…

Władze amerykańskie na oczach całego świata zamordowały 11/9  w WTC i Pentagonie 3 tysiące ludzi. Wcześniej CIA na oczach całego świata zainscenizowała zabójstwo Kennedy’ego. Rzekomo przez Oswalda. A tutaj nagle są bezradni!

Czyżby amerykańskie służby zeszły tak na psy, że nie potrafią już zainscenizować wypadku samochodowego, samobójstwa lub zawału serca, aby pozbyć się takiego szkodnika jak ten haker, kradnący tyle ważnych i tajnych dokumentów?

Po drugie – zbyt duży nawał nawet najprawdziwszych dokumentów może być też metodą dezinformacji. A to z tego powodu, że takiej ilości informacji nie da się strawić. Niech ktoś ciekawski zechce przejrzeć wszystkie 250 000 dokumentów. A to jeszcze nie wszystkie, gdyż Wikileaks zapowiedział w sumie miliony dalszych dokumentów.

Jedno jest pewne – ludzie zaciekawieni rewelacjami nowo opublikowanych dokumentów będą tak nimi zajęci, że często nie zauważą tego, co ważnego akurat w tym momencie dzieje się na świecie. Czyżby i o to między innymi się rozchodziło?

Oddzielnym i chyba najważniejszym pytaniem jest – ile fałszywek udało się tajnym służbom wmieszać pomiędzy dokumenty publikowane obecnie przez Wikileaksa. Jest to najlepsza forma dezinformacji. Już z racji tego, iż dokumenty te noszą pieczątki „secret” lub „top secret” są od razu całkowicie wiarygodne. Takie fałszywki tajne służby wrogich stron zawsze sobie nawzajem podrzucały. Teraz podrzucają je opinii publicznej i internautom.

Wygląda na to, że ci bandyci planują coś dużego. Dlatego odwracają naszą uwagę rewelacjami Wikileaksa.

Poliszynel

http://krasnoludkizpejsami.wordpress.com

Admin doda jeszcze, że zablokowanie domeny Wikileaks nie jest żadnym problemem dla władz USRaela. Co więcej, powinno ono stać na czele listy najważniejszych i najpilniejszych zadań ichniej bezpieki.

Posted in Polityka, Różne | 20 Komentarzy »

Sobór Słowiański i jego Wróg Zaprzysiężony za Oceanem

Posted by Marucha w dniu 2010-11-30 (Wtorek)

Po zakończeniu X Soboru Słowiańskigo miałem możność pospacerować po zwiedzanym już przeze mnie kilkukrotnie  (1966, 2004, 2 x 2005) Kijowie. Od ostatniego w nim pobytu w zasadzie nic się nie zmieniło i najlepiej do znanej mi osobiście sytuacji na Ukrainie pasuje relacja Andrzeja Bobkiewicza z Kirkowogradu (patrz załącznik). Bobkiewicz miał, dokładnie 6 lat temu, naiwną nadzieją, że coś się zmieni na lepsze po dojściu do władzy „pomarańczowych”. Jednak od lat już systematycznie,  w wypadku dojść do władzy „stronnictw proamerykańskich”, w krajach podbitych zwiększa się tylko ilość samochodów (oraz innych, niezbędnych do życia gadżetów), przy jednoczesnej zapaści ekonomicznej: latem 2005, gdy wracając z mymi studentami z Kaukazu, przechodziliśmy łańcuch gór Krymu, to widzieliśmy porzucony w nich sprzęt do budowy gazociągu Symferopol-Jałta. Na już zmontowanych, ale jeszcze nie wpuszczonych w ziemie rurach widniała nawet data ich odbioru technicznego 30.11.2004. I od kluczowego momentu „pomarańczowej rewolucji”, czyli wydanej 3.12.2004  zgody Sądu Konstytucyjnego na powtórzenie II tury prezydenckich wyborów, przez następne 9 miesięcy nikt nagle porzuconej pracy przy tym istotnym gazociągu się już nie podjął.

W centrum Kijowa, równolegle ze wzrostem ilości wielkich czarnych „trupowozów” (BMW, Volvo, Mercedesy, itd.) z napędem na cztery koła, wzrosła w ciągu 4-lecia rządów Juszczenki ilość pomników „męczeństwa ofiar komuny” – co zabawniejsze, przy jednoczesnym  zachowaniu licznych pomników tejże komuny obrońców. A na murze nowo odbudowanego Soboru Michajłowskiego w samym centrum miasta umieszczono ogromną  ekspozycję opowiadającą o stratach Ukrainy w okresie głodomoru lat 1930-31. Jak zapamiętałem, ilość ludności na Ukrainie, w dziesięcioleciu lat 1930 zmalała wtedy aż o blisko  25 procent czyli o 9 milionów, ale na porównawczej tabeli zauważyłem, że w tym samym czasie ilość mieszkańców Republiki Rosyjskiej wzrosła aż o 25 milionów, czyli blisko 20 procent. Tak znaczy przyrost ludności w RSRF ciągu dziesięciolecia nie mógł być li tylko sprawą wzrostu urodzeń, po prostu miliony głodujących mieszkańców radzieckiej Ukrainy przeniosło się do budowanych w tym okresie centrów przemysłu ciężkiego (Magnitogorsk) na Uralu. Taka sytuacja powtórzyła się w ciągu ostatnich kilkunastu lat, kiedy to ilość ludności na Ukrainie znowu spadła o prawie 15 procent, czyli ponad 7 milionów mieszkańców, którzy niekoniecznie wymarli ale uciekli, tak jak i z Polski w tym samym czasie, do bardziej „pracodajnych” rejonów Moskwy oraz Zachodniej Europy.

Jakoś tak się zbiegło, ze po powrocie z Ukrainy otrzymałem email z Bułgarii, w którym była przytoczona „choinka” rozkładu wiekowego ludności USA w roku 1950.

zwłoki 1

Na tej oficjalnej amerykańskiej statystyce wyraźnie widać „wcięcie” w rozkładzie wiekowym ludności tego „super” kraju, które rozpoczyna się w drugiej połowie lat 1920 i trwa przez następne dziesięciolecie. To jest dokładnie okres Wielkiej Depresji, kiedy to nagle stanęły warsztaty pracy i ponad milion tak zwanych „rodzinnych” gospodarstw farmerskich uległo likwidacji. W tym okresie głodu w USA (oczywiście przy zawalonych żywnością sklepach) nowe dzieci się nie rodziły, albo – jako najsłabsze – po prostu z głodu umierały. Oficjalnie ocenia się, że Stany Zjednoczone w tym okresie straciły, ponad przeciętną statystyczną, około 7 milionów ludności, przy czym możliwość „emigracji za chlebem” z USA była w tym okresie prawie żadna, bo i w Europie był Wielki Kryzys, który doprowadził do władzy demokratycznie wybranego Hitlera.

Czytaj resztę wpisu »

Posted in Różne | 1 Comment »

Homoseksualiści walczą o patronat Uniwersytetu Warszawskiego

Posted by Marucha w dniu 2010-11-30 (Wtorek)

Zadrży ręka rektora?

W grudniu na Uniwersytecie Warszawskim ma zostać złożony formalny wniosek o oficjalne zarejestrowanie organizacji skupiającej m.in. homoseksualistów, biseksualistów i transwestytów. Jej celem ma być włączenie się w organizację przyszłorocznej homoparady. Studenci z Krucjaty – Młodzi w Życiu Publicznym obawiają się, że władze uczelni, na której prowadzone są tzw. gender studies, mogą przychylić się do tego pomysłu.

Jak zadeklarowała w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Anna Korzekwa, rzecznik prasowy UW, wniosek o rejestrację organizacji do rektoratu jeszcze nie wpłynął. Jednak pomysłodawca, czyli Mariusz Drozdowski, doktorant z Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych, zapewnia, że wniosek zostanie złożony już w grudniu. Do organizacji mają należeć m.in. homoseksualiści, biseksualiści i transwestyci, zapewne kilka osób.
– Jeżeli są studentami UW, to mają do tego prawo – twierdzi.
Zadaniem tej komórki ma być współorganizacja przyszłorocznej homoparady.

Drozdowski liczy na podpis władz uczelni. Zapewnia, że wszystkie wymogi formalne zostaną spełnione: będzie status organizacji, a nawet opiekun naukowy (!).
– Warunkiem rejestracji organizacji jest zgodność jej regulaminu z przepisami prawa oraz statutem UW. Te warunki spełniam i mam nadzieję, że rektor UW nie odmówi nam rejestracji – dywaguje Drozdowski.

Jednak rektor może wniosek odrzucić, kiedy okaże się, że regulamin mającej powstać organizacji byłby sprzeczny ze statutem UW lub polskim prawem.
Rzecznik Korzekwa udziela w tej kwestii odpowiedzi enigmatycznej.
– Trzeba byłoby zobaczyć, co w tym wniosku jest. Dopóki nie ma wniosku, nie mogę zgadywać – ucina.

Tymczasem na Uniwersytecie Warszawskim odbyło się już spotkanie założycielskie tej organizacji. Zresztą uczelnia niejednokrotnie organizowała konferencje związane z homoseksualizmem dobrze odbierane przez aktywistów z tego kręgu.

Przeciwko powstaniu takiej organizacji zdecydowanie protestują studenci skupieni wokół Krucjaty – Młodzi w Życiu Publicznym. W miniony piątek piętnastoosobowa grupa ze Studenckiego Komitetu Przeciwko Homoseksualnej Propagandzie na UW zorganizowała pikietę pod bramą główną uczelni.
– Nasza pikieta miała na celu nie tylko sprzeciwienie się tej nowej inicjatywie, ale też wszystkim działaniom władz UW, które służą homopropagandzie. Mam tu na myśli liczne konferencje, wykłady, prelekcje. Przykładem są odbywające się na tej uczelni studia gender studies dotyczące tzw. społecznej i kulturowej tożsamości płci – podkreśla Maciej Maleszyk z Krucjaty – Młodzi w Życiu Publicznym, jeden z organizatorów demonstracji. W jego ocenie, ewentualna zgoda na rejestrację takiej organizacji w renomowanej placówce naukowo-oświatowej wpisze się w kampanię tych środowisk na rzecz m.in. legalizacji homoukładów i może doprowadzić do zniszczenia w niektórych młodych umysłach takich pojęć, jak rodzina, małżeństwo i macierzyństwo.

O opinię w tej sprawie zapytaliśmy etyka z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego im. Jana Pawła II.
– Takie zabiegi mają na celu uwiarygodnienie tego środowiska w przestrzeni publicznej. Tu chodzi też o zrównanie homoseksualistów z innymi. Powodem tworzenia takich organizacji jest to, by ściągać do siebie nowe ofiary takiej nieumiarkowanej pożądliwości – komentuje dr Marek Czachorowski z Katedry Etyki KUL.

Anna Ambroziak, Nasz Dziennik 30.11.2010

O ile admin zna się na życiu, organizacja dewiantów zostanie oczywiście oficjalnie zarejestrowana. I o ile znajomość życia przez admina na tym się nie kończy, stanie się to precedensem do rejestracji podobnych organizacji na innych uczelniach. A skoro można zmusić prywatnych właścicieli restauracji do wprowadzania faszystowskiego w treściach zakazu palenia tytoniu (nie dając im nawet szansy na stworzenie specjalnych pomieszczeń dla palaczy!) – to nie widzimy żadnych przeszkód, aby zmusić również uczelnie prywatne, w tym katolickie, do rejestracji organizacji skupiającej zboczeńców.
Zbukom już nie wystarcza, że nie karze się ich śmiercią, jak w dawniejszych czasach ani nie wsadza do więzień, jak w całkiem niedawnych czasach. Zbuki domagają się od nas szacunku, uznania, akceptacji i przywilejów. – admin

Posted in Kultura | 2 Komentarze »