Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Archive for Grudzień 3rd, 2010

Miejsce sprawiedliwości, czy propagandy?

Posted by Marucha w dniu 2010-12-03 (Piątek)

Jakiś czas temu kolejna prowokacja SS (Służb Sądowych) spowodowała, że musiałem wybrać się do sądu. Chodziło im tym razem o absurdalnie wysokie alimenty (7 tys. miesięcznie od bezrobotnego), których nie płaciłem. Ciekawe jest przy tym logika owej kasty oszustów. Najpierw robią prowokację, fałszywie oskarżają człowieka i zabierają mu dzieci i większość majątku stanowiącego podstawę egzystencji. Potem ciągają go przez kilka lat po sądach i stosują kolejne prowokacje włącznie z psychiatrykiem. Gdy ostatecznie doprowadzą delikwenta do ruiny psychicznie i zdrowotnie, wytaczają mu sprawę, że przecież nie płacił!

Nie jestem wyjątkiem. Są to normalne metody działań SS. Mechanizm tego opisałem w niedawno publikowanym tekście o kaście szwindlerów. Wszystko dzieje się pod hasłem „walki o dobro rodziny”. Jak tym ludziom chodzi o dobro rodziny, widać po dręczeniu przez nich dzieci w sądach, oddzielaniu ich od rodziców i zachęcaniu do fałszywych oskarżeń. Jest to ich chleb powszedni.

Chciałem jednak pisać nie o moich osobistych sprawach, ale o okolicznościach tego procederu. Otóż w owym sądzie na dalekiej warszawskiej Woli, rzuciły mi się w oczy charakterystyczne plakaty propagandowe. Można było z nich odnieść wrażenie, że w polskich rodzinach ma miejsce ciągłe mordobicie, że mężowie tłuką żony a większość dzieci przychodzi do szkoły posiniaczone przez własnych rodziców. Pamiętam dobrze własne czasy szkolne. Przemoc miała wówczas miejsce, ale nie w domach, lecz właśnie w szkole, wśród uczniów i w stosunku do nauczycieli. W dzisiejszych zaś czasach, sądząc po modnym bezstresowym wychowaniu, może być tylko gorzej.
Ja sam w ostatnich kilku latach przemocy doznałem wielokrotnie i jedynie od organów SS, wszystkie będące wynikiem ich prowokacji. Wydawałoby się, że sąd to instytucja, która powinna wyróżnić się rzetelnością, że nie powinno być tam miejsca na naginanie prawdy czy wprost fałszywe zeznania, nie mówiąc już o fałszywych oskarżeniach. I rzeczy takie jak prawdomówność i uczciwość, powinny być przede wszystkim eksponowane. W miejsce tego na ścianach sądu spotkałem propagandę jak za czasów walki z imperialistami zrzucającymi z samolotów stonkę ziemniaczaną.

Sąd Wola "pobite dziecko" Sąd Wola prpaganda. Pobite dziecko Sąd Wola - propaganda na temat przemocy w rodzinieOszuści sądowi Katarzyna Gaworek-Goczyńska i Marek Kleta

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Na korytarzu znalazłem też dwójkę oszustów współpracujących z organami – Marka Kletę i Katarzynę Gaworek-Goczyńską. Miałem ich okazję jeszcze spotkać później, w mniej  bezpiecznych okolicznościach. Ze względu na pośpiech, zdjęcie jest trochę niewyraźne, ale lepszy ich wygląd można zobaczyć w moim wcześniejszym artykule. Jak widać, sprawy, które są oczywiste dla każdego normalnego człowieka, specjalistom w togach nie przechodzą nawet przez myśl. Zamiast tego wolą judzić, fabrykować oskarżenia i okradać. Taka już ich natura. Być może odziedziczyli ją po inspiratorach propagandy antystonkowej z lat powojennych.

Bogdan Goczyński, http://bgoczynski.wordpress.com

Posted in Różne | 6 Komentarzy »

Nie będzie łapek

Posted by Marucha w dniu 2010-12-03 (Piątek)

Będąc niezdolny do podjęcia decyzji w kwestii „łapek” – gdyż obie strony miały do dyspozycji sensowne argumenty – rzuciłem monetę w obecności świadka.

W wyniku decyzji podjętej przez ślepy los (a może Opatrzność?) – łapek nie będzie.

Sam chciałem raczej mieć łapki, ale podporządkowuję się tej decyzji. Przepraszam zwolenników przeciwnej opcji.

Gajowy Marucha

Posted in Różne | 56 Komentarzy »

Polska zgodzi się na blokowanie stron WWW?

Posted by Marucha w dniu 2010-12-03 (Piątek)

Prawdopodobnie 3 grudnia Rada Unii Europejskiej będzie pracować nad dyrektywą dotyczącą walki z pedofilią. W jej projekcie proponuje się blokowanie stron internetowych jako środek walki z tym zjawiskiem. To kolejny raz, kiedy pod pretekstem ochrony dzieci proponuje się początek cenzury.

[„Walka z pedofilią” najwyraźniej nie dotyczy wysokich urzędników unijnych, którzy bywali na zamkniętych pokazach osławionego już „belgijskiego” degenerata, Żyda Marka Dutroux, na których gwałcił on dzieci, a potem je zabijał. Urzędnikom nie spadł włos z głowy – admin]

Wprowadzanie cenzury internetu pod pozorem walki z pedofilią to już coś w rodzaju politycznej tradycji, znanej w Polsce i w Unii Europejskiej. Obecny rząd próbował wprowadzić blokowanie stron WWW w imię walki z pedofilią przy okazji prac nad ustawą hazardową. Nasi Czytelnicy z pewnością pamiętają pomysł wprowadzenia Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych oraz to, że pedofilia była pierwszym wymienianym w rządowych komunikatach celem wprowadzenia rozwiązania.

Także na poziomie unijnym słowo „pedofilia” jest kluczem do wprowadzania cenzury sieci. W marcu br. Komisja Europejska zaproponowała szereg rozwiązań przeciwko pedofilii, m.in. zaostrzenie kar. Wśród tych rozwiązań znalazło się także blokowanie stron WWW.

Z informacji na stronie Rady UE wynika, że w najbliższy piątek Rada zajmie się projektem dyrektywy dotyczącej walki z pedofilią. Dyrektywa ta przewiduje wprowadzenie we wszystkich państwach członkowskich blokad dostępu użytkowników internetu do stron zawierających pornografię dziecięcą lub „służących do jej rozpowszechnienia”.

Oczywiście nikt nie wątpi w to, że z pornografią dziecięcą należy walczyć. Można jednak poważnie wątpić w to, czy rozwiązanie zbliżone do cenzury internetu będzie dobre.

Cenzura nie powstrzyma pedofilów i wcale nie przyczyni się do utrudnienia im dostępu do takich materiałów. Jednocześnie jednak zostanie ustalony niebezpieczny (z punktu widzenia demokracji) precedens. Określone naruszenie prawa będzie mogło prowadzić do łatwej blokady konkretnych treści. To otwiera drogę do nadużyć (blokowania niewygodnych stron) albo rozszerzenia prawa na inne rodzaje naruszeń, takich jak choćby naruszenia własności intelektualnej. Skoro blokujemy już pedofilów, to czemu nie piratów? Porównywanie tych różnych naruszeń to nic nowego.

Parlament Europejski już zauważył, że blokowanie stron WWW nie jest rozwiązaniem problemu. Polski rząd wycofał się z tego pomysłu, odrzucając Rejestr Stron i Usług Niedozwolonych. Teraz jednak przedstawiciele Polski będą musieli zabrać głos w tej sprawie na forum europejskim i wcale nie jest pewne, czy znów nie zmienią zdania.

Dlatego właśnie przed spotkaniem Rady UE kilka organizacji postanowiło przypomnieć premierowi Tuskowi o tym, co postanowiono w czasie głośnej lutowej debaty z internautami. List do premiera z prośbą o zajęcie krytycznego stanowiska wobec projektu dyrektywy wystosowało kilka organizacji: Fundacja Panoptykon, Fundacja Kidprotect, Stowarzyszenie Internet Society Poland, Fundacja Nowoczesna Polska, Fundacja Wolnego i Otwartego Oprogramowania oraz Związek Pracodawców Branży Internetowej.

– Potwory nie znikną, jeśli zamkniemy oczy. Blokowanie stron to nic innego, jak zamykanie oczu (…) Nielegalne treści powinny być usuwane, a nie jedynie ukrywane poprzez tworzenie infrastruktury cenzurującej. Inicjatywa Komisji Europejskiej godzi ponadto we wciąż młodą polską demokrację (…) Osoba z takim życiorysem, jak Pan, z pewnością dobrze wie, że raz stworzona i użyta przez Państwo infrastruktura cenzurująca (w tym wypadku Internet) może być nadużywana i stosowana w innych obszarach, takich jak np. naruszenia praw autorskich, mowa nienawiści i wiele innych. Doświadczenie pokazuje, że rzeczywistym celem wprowadzania mechanizmów filtrowania i blokowania sieci jest z zasady uzyskanie operacyjnej kontroli nad Internetem – czytamy w skierowanym do Premiera liście.

Fundacja Panoptykon zauważa, że polskie władze mają właśnie teraz rzadką możliwość wpłynięcia na kształt prawa europejskiego. Mogą zdecydowanie stanąć w obronie wolności słowa w internecie. Już niebawem przekonamy się, czy tak będzie.

Opracowanie: Marcin Maj
Na podstawie: Rada UE, Fundacja Panoptykon
Za: Dziennik Internautów
Za: Stop Syjonizmowi<

http://www.bibula.com/?p=28943

Posted in Różne | 8 Komentarzy »

Dziś głosowanie nad lasami

Posted by Marucha w dniu 2010-12-03 (Piątek)

Deficytowe nadleśnictwa natychmiast będą musiały się zadłużyć, potem wejdzie syndyk, zacznie się parcelacja lasów państwowych i wycinka drzewostanu

Z prof. Janem Szyszko, posłem Prawa i Sprawiedliwości, byłym ministrem środowiska, rozmawia Małgorzata Goss.

Rząd chce przejąć pieniądze Lasów Państwowych, skazując je na zadłużanie w bankach komercyjnych. Jak to odbije się na kondycji polskich lasów, które dotychczas uchodziły za wzór dla innych krajów?
– Sukces lasów ma dwa źródła. Po pierwsze – tutaj nie decyduje demokracja i dobre serce, lecz wiedza, którą reprezentują leśnicy. Leśnictwo od dziesiątków lat jest oparte na planowaniu gospodarczym, tzw. planie urządzania lasu, i nadleśniczy są pod tym kątem sprawdzani. Drugi element to samofinansowanie się. Jest to ewenement na skalę światową, że Lasy Państwowe, które zapewniają bezpieczeństwo ekologiczne państwa, nie korzystają z pieniędzy budżetowych, ba, same płacą podatki dla gmin. Ale jak ktoś kiedyś zauważył, władza nie lubi tych, do których nie dopłaca. Pan minister finansów postanowił zatem to zmienić. Nie mógł się dobrać bezpośrednio do ustawy o lasach, gdyż jest ona wzorcowa na gruncie europejskim, zastosował więc metodę polegającą na wprowadzaniu innymi ustawami sprzeczności do tej prawnej konstrukcji. I tak w Prawie o ochronie przyrody wprowadzono na terenie nadleśnictwa zamiast jednego – dwóch gospodarzy. Wyznaczono na terenie nadleśnictw obszary Natura 2000 i powołano dyrektora Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, który decyduje w sprawach uzgodnień gospodarki w lasach. Dualizm władzy na tym samym terenie. Kolejna ustawa – o ocenie oddziaływania na środowisko i dostępie do informacji o środowisku – wprowadziła zasadę, że operat urządzeniowy lasu, czyli ten wieloletni plan, ma być opiniowany przez ludzi, którzy mają wielkie serce, ale niekoniecznie wielką wiedzę, czyli organizacje ekologiczne. Skutek to spowolnienie, a nawet brak zatwierdzenia operatu przez ministra. Uderzono więc w planowanie. Trzeci cios to ustawa o handlu emisjami. Lasy asymilują dwutlenek węgla, który w konwencji klimatycznej i protokole z Kioto został określony jako gaz szkodliwy. Pochłaniając dwutlenek węgla, lasy zmieniają jego koncentrację w atmosferze. Dlatego staraliśmy się jako rząd PiS o włączenie lasów do mechanizmu rozliczeń w Polsce. To był pierwszy okres rozliczeń protokołu z Kioto. Uwzględnienie pochłaniania przez lasy obniżałoby poziom emisji i jeszcze dostawalibyśmy za to pieniądze.

To mechanizm bardzo korzystny dla naszego kraju.
– Mógł być korzystny, ale nie będzie. Otóż w 2008 r. w ustawie o handlu emisjami wprowadziliśmy taki oto zapis: „Wspólne przedsięwzięcia w zakresie pochłaniania mogą być realizowane tylko w Polsce”. Euforia na sali, będą pieniądze! Tymczasem ten zapis oznacza, że Lasy Państwowe w ogóle nie dostaną pieniędzy za pochłanianie, polski właściciel lasów prywatnych też nie może dostać pieniędzy. Może je natomiast dostać obcokrajowiec ze starej Piętnastki, o ile kupi u nas las, zasadzi u nas las albo zakupi prawo do pochłaniania od polskiego prywatnego właściciela. Pieniądze otrzyma wyłącznie obcokrajowiec, o ile zainwestuje w Polsce, żeby zmniejszyć efekt cieplarniany – takie jest znaczenie określenia „wspólne przedsięwzięcia w zakresie pochłaniania”. Czy wyobraża sobie pani coś takiego? Lasy Państwowe zostały wyłączone, polski rząd zadbał wyłącznie o obcokrajowców. Jak grzyby po deszczu powstają teraz kancelarie prawne, które od polskich rolników skupują prawo do pochłaniania dwutlenku węgla z drzewostanu i ze ściółki na 30 lat. To większy skandal niż zapis „lub czasopisma”. Powiedziałem w Sejmie, że jest to najczarniejszy dzień w życiu polskiego parlamentu.

Jak to manipulowanie prawem odbija się na Lasach Państwowych?
– Prawo leśne jest właściwie sparaliżowane – dwuwładza w terenie, możliwość zewnętrznego blokowania planów, zamknięcie możliwości zarabiania pieniędzy na pochłanianiu CO2. Destrukcja. A skoro tak, to… trzeba „naprawić”. Pozostał jeszcze jeden element, w który można uderzyć – finansowanie. Nadleśniczy jest jeszcze silny, bo ma do dyspozycji centralny fundusz leśny. Jedne lasy – te młodziutkie – są deficytowe, drugie – starsze – są bogate, i w związku z tym fundusz leśny redystrybuuje środki. Zaczęto wywierać presję na generalnego dyrektora Lasów Państwowych, żeby oszczędzał. Pościnali więc wydatki, pozwalniali ludzi i przez dwa lata udało się zaoszczędzić w funduszu leśnym ok. 2 mld złotych. Teraz pan minister mówi – te pieniądze, a w przyszłości wszystkie inne, trafią do mnie i ja będę nimi rządził. Ale równocześnie pozwolę wam w razie potrzeby wziąć kredyt w banku komercyjnym, na procent. To przecież zaproszenie, żeby Lasy zaczęły się zadłużać. Deficytowe nadleśnictwa natychmiast będą musiały się zadłużyć, a potem wejdzie syndyk i zacznie się parcelacja lasów państwowych. Proszę spojrzeć, jaka przewrotność: nie mówi się, że nastąpi prywatyzacja Lasów, tylko zabiera się im pieniądze i wrzuca do sektora finansów publicznych.

Jakie skutki będzie miało przejęcie pieniędzy Lasów?
– Nasze lasy tętnią bogactwem gatunków, które w Europie Zachodniej dawno zostały zniszczone. Państwowy właściciel prowadzi zrównoważoną gospodarkę, pomnażając zasoby przyrodnicze. Z lasu nie ma wielkiego zysku, to jest nagromadzony kapitał. Jeśli Lasy się sprywatyzuje, prywatny właściciel pierwsze, co zrobi, to rozpocznie wycinkę drzew. Jak wytnie te 200 tys. ha i włoży pieniądze do banku – będzie miał 7-8 proc. zysku. Gdyby włożył to w zalesianie, to musiałby czekać sto lat, aby mieć 3 proc. zysku.

A co ze zbieractwem, z wyprawami na grzyby, na jagody?
– To, co społeczeństwo bierze z lasów, można w przybliżeniu ocenić na podstawie wyników skupu. W ostatnim roku skupiono 10 tys. ton jagody czarnej, ponad 5 tys. ton innych owoców leśnych, ponad 5 tys. ton grzybów – o łącznej wartości 150 mln złotych. Szacuje się, że nieewidencjonowane pozyskiwanie owoców i grzybów wynosi 15 razy więcej. To jest ok. 2 mld zł dochodów zasilających kieszeń biednych ludzi. Oczywiście prywatyzacja sprawi, że te dochody się urwą. Prywatny właściciel nie po to ma las, aby ktoś po nim łaził i zbierał runo. Pojawią się napisy: „Zakaz wstępu – teren prywatny”.

Tymczasem protest przeciw rządowym planom zatacza coraz szersze kręgi.
– Będziemy działać zdecydowanie, żądając referendum w sprawie przyszłości lasów. Protest w Warszawie, w którym uczestniczyło ponad tysiąc umundurowanych leśników, został zupełnie pominięty przez większość mediów, „przykryty” newsem, jakim była tego dnia upadłość Orbis Travel. Następnie wszystkie organizacje naukowe, łącznie z Polską Akademią Nauk, wysłały protesty przeciwko planom rządu. I znowu nic się nie ukazało w prasie. W końcu leśnicy zebrali dwieście kilkadziesiąt tysięcy podpisów pod petycją w obronie lasów i przynieśli je do marszałka Grzegorza Schetyny. Pan Schetyna poklepał leśników po plecach, powiedział, że Lasy są świetnie zarządzane i zrobi wszystko, co w jego mocy, po czym – tydzień później Rada Ministrów jednogłośnie przyjęła, że Lasy wchodzą do sektora finansów publicznych. Mówi o tym nowa ustawa o finansach publicznych wraz z rozporządzeniem. Prace sejmowe nad tym projektem prowadzi Komisja Finansów Publicznych. Kolejna demonstracja pod Sejmem w ubiegłym tygodniu zgromadziła kilka tysięcy leśników i tym razem media nie mogły jej przemilczeć. W szybkim tempie przybywa też podpisów pod referendum w sprawie przyszłości lasów. W środę, pod naciskiem opinii publicznej, komisja zdecydowała o wykreśleniu oprotestowanych przepisów, lecz sprawa nie jest przesądzona. Ostateczną decyzję podejmie Sejm, najprawdopodobniej już dziś. Potem projekt trafi do Senatu, więc nadal trzeba będzie mieć rękę na pulsie. Jest o co walczyć. Te 2 mld zł to jest nic, kropla w morzu, gdy chodzi o ratowanie konających finansów państwa. A jednocześnie zabranie tych pieniędzy Lasom Państwowym to dekompozycja jednej czwartej terytorium kraju.

Dziękuję za rozmowę.

Nasz Dziennik, 3.12.2010

Posted in Gospodarka | 2 Komentarze »

Jak Komorowscy “załatwili sobie” tytuł hrabiowski i herb Korczak

Posted by Marucha w dniu 2010-12-03 (Piątek)

Nie mogę się dłużej opierać i muszę to potwierdzić: przodkowie Bronisława Komorowskiego wyłudzili od zaborców tytuł hrabiowski na podstawie sfałszowanych dokumentów.

Z tym większym żalem to stwierdzam, że B. Komorowski jest patronem założonego przeze mnie Stowarzyszenia Potomków Sejmu Wielkiego, którego jestem marszałkiem.

Chrabia Bronisław Komorowski

Od jakiegoś czasu eksperci od genealogii szlacheckiej ze Związku Szlachty Polskiej i kręgów zbliżonych (jak p. Feliks J. Grabowski, np. tutaj) naciskali na mnie, bym sprostował informację o pochodzeniu Marszałka Sejmu, kandydata na urząd prezydenta RP, p. Bronisława Komorowskiego.

Opierałem się, nie chcąc podejmować tak ważnej decyzji wbrew oficjalnie uznanym opracowaniom. Jest jednak kilka ważnych poszlak by uznać, że wszystkie nadania tytułu hrabiowskiego dla przodków Bronisława Komorowskiego, przez dwory cesarskie (rosyjski i austriacki) opierały się na przesłankach fałszywych.

Tak się składa, że nie ma obecnie nikogo, kto byłby uprawniony do anulowania nadania tytułu hrabiowskiego, bo zarówno Rosja, jak i Austria są republikami i nie uznają tych tytułów. Mamy jednak niezależnie kwestię herbu polskiego, który nie wynika z nadania, ale z odwiecznej przynależności rodowej. Sprawy te rozpatrzymy więc osobno.

Nowy Almanach Błękitny zmarłego niedawno Sławomira Leitgebera, podaje pod hasłem Komorowski hr. Korczak, piszący się “z Liptowa” i “z Orawy”:

Linia wygasła:

Nadanie: Piotr Komorowski mianowany został 1469 przez króla Węgier Macieja Korwina hrabią Liptowa i Orawy. Tytuł był związany jedynie ze sprawowaną funkcją. Po wygaśnięciu jego potomstwa, tytułu “hrabiego na Liptowie i Orawie” zaczął używać brat Piotra Mikołaj i jego potomkowie. Jeden z nich, Jakub (zm. 1781) miał uzyskać 1780 od króla Stanisława Augusta potwierdzenie tytułu hrabiowskiego.
Linia żyjąca: Potwierdzenie: Komorowscy otrzymali uznanie dziedzicznych tytułów hrabiów w Galicji w 1793, 1803 i w Austrii 1894 (dla linii litewskiej).
Linia żyjąca: Potwierdzenie: w Królestwie Polskim 1824, w Rosji 1844 (tylko dla Gałęzi II).

Według tejże pozycji, Bronisław Maria Karol hr. Komorowski (ur. 1952) należy do wspomnianej tu Linii Litewskiej i jest potomkiem Piotra Jana Komorowskiego (1838-1905), właściciela dóbr Radkuny, który poślubił w 1863 r. Felicję Komorowską herbu Korczak.

Wstępny obraz rzeczywistości jest więc następujący: p. Bronisław Komorowski, jako członek Linii Litewskiej Komorowskich ma potwierdzony dziedziczny tytuł hrabiowski jako potomek brata hrabiego liptowsko-orawskiego Piotra Komorowskiego. Oczywiście – jak wspomniano – hrabia liptowsko-orawski nie był w żadnym sensie dziedzicznym tytułem arystokratycznym, więc tym bardziej bycie potomkiem jego brata w żadnym sensie nie uprawnia do posługiwania się dziedzicznym tytułem hrabiego. Jednak wydaje się, że kancelarie cesarskie potwierdzając tytuł hrabiowski Komorowskich były świadome tej “subtelności” i de facto uznały tenże tytuł ex post jako dziedziczny i tytularny (tzn. taki, który można nosić nawet nie sprawując władzy administracyjnej nad hrabstwem liptowsko-orawskim).

Przyjmijmy zatem, że potomkowie Mikołaja Komorowskiego, brata Piotra hrabiego liptowsko-orawskiego, mają obowiązujące prawo do posługiwania się tym tytułem. Czy p. Bronisław Komorowski jest jego męskim potomkiem?

Jak wspomniano, linia litewska otrzymała potwierdzenie w Austrii w roku 1894. Szczegóły tego dokumentu opisuje Sławomir Górzyński w pracy “Arystokracja polska w Galicji. Studium heraldyczno-genealogiczne”, DiG, Warszawa 2009. Wśród innych, których tego dotyczyło znajduje się Franz Anton von Liptawa und Orawa Komorowski wraz z rodziną otrzymał tytuł 13 kwietnia 1793. Ów Franciszek Antoni, urodzony 22 grudnia 1723 w Prusach, a zmarły 3 marca 1800 w Szirwytach, to praprapraprapradziadek w linii męskiej znanego nam wszystkim Bronisława Komorowskiego. Miał on być synem Jakub Bartłomieja Komorowskiego urodzonego 5 stycznia 1697 w Laszkach i Antoniny Zofii Pawłowskiej urodzonej 7 marca 1703 w Zaloczu, a wnukiem Michała Komorowskiego i Barbary Łopackiej.

Byłoby dobrze, ale… Owa Barbara Łopacka, spokrewniona ze mną na kilka sposobów (np. jej pradziadkiem był stolnik czerski Bartłomiej Grabianka, mój przodek w lini prostej, a jej prapradziadkiem był kasztelan zakroczymski Mikołaj Krzysztof Łopacki, również mój przodek w linii prostej) nie mogła być babcią owego Franciszka Antoniego Komorowskiego. Jej synem był wszak urodzony w 1724 r. kasztelan santocki Jakub Komorowski, który z pewnością nie był tym samym Jakubem Bartłomiejem Komorowskim, urodzonym rzekomo 27 lat wcześniej. Urodzony w 1724 r. kasztelan Jakub Komorowski to teść Szczęsnego Potockiego, ojciec tragicznie zmarłej jego pierwszej żony, słynnej Gertudy Komorowskiej i na pewno nie o niego chodzi. Wyjaśnię też, że cześnik owrucki Michał Komorowski poślubił Barbarę Łopacką w roku 1715, a więc mógł być co najwyżej ojcem Franciszka Antoniego urodzonego w 1723. Swoją drogą nadmienić warto, że kasztelan santocki Jakub Komorowski, istotnie miał syna Franciszka Antoniego, tenże urodził się jednak dopiero w roku 1766 i zmarł bezpotomnie.

Adam Boniecki, w uzupełnieniach do XI tomu swojego “Herbarza” cytuje jednak inny dokument, “wywód ze szlachectwa i tytułu hrabiowskiego, dokonany 1805 r., przed Deputacyą Wywodową litewsko-wileńską, przez potomków Franciszka Komorowskiego, strażnika wiłkomierskiego”. Tak, to właśnie ów Franciszek Antoni Komorowski, wspomniany praprapraprapradziadek marszałka Bronisława Komorowskiego. Czy jest możliwe, że choć wywód austriacki z 1894 był sfałszowany, to jednak wywód wileński z roku 1805 jest prawdziwy? Oba prawdziwe być przecież nie mogą, bo podają zupełnie inną genealogię Franciszka Komorowskiego.

Do niedawna przyjmowałem, że tak. Potomek kasztelana santockiego Jakuba Komorowskiego, ś.p. Piotr hr. Komorowski, przekazał mi odpis tego wileńskiego wywodu z roku 1805, w którym czytam:

“wywodzący się powracają do Najstarszego Syna Stefana Rotmistrza Królewskiego, brata rodzonego Adama, Jana Hrabi Komorowskiego z Myszkowskiej Kasztelanki Bielskiej urodzonego, który jak się powyżej rzekło miał w zamęściu także Komorowską, ale herbu Łabędź y z nią spłodził synów dwóch, Franciszka bezpotomnie zmarłego y Michała Łowczego Buskiego, dziedzica na Susznie y Niestaniewiczach, Męża w działach rycerskich na wielu ekspedycjach wojennych doświadczonego, który z kilku żon, między innemi płci obojej Potomstwem najstarszego zostawił syna Jana = a ten z Zofii Pogańskiej Cześnikówny Sanockiej spłodził dwóch Bartłomiejai Marcina, z których starszy [tj. Bartłomiej] będąc od ojca wyposażonym z Dóbr Ojczystych jak o tym zrzeczna Kwitancyja tego Tranzakcya w roku 1702 nazajutrz po Feście Św-go Wojciecha 25 dnia kwietnia przed Akt Buskiemi dla ojca Jana, syna niegdyś Michałowego Hrabi Komorowskiego uczyniona y zeznaniem osobistym w owych że aktach stwierdzona poświadcza. Sam wkrótce z Korony Polskiej przeniósł się na Litwę w powiat Wiłkomirski, gdzie połączony ślubnym związkiem z Teresą Hektora Dziembowskiego córką Oboźnego wziął po niej w wianie posagowym Dziedziczne Dobra: Rawiszki, Gikanie, Zośnica y Kołpaciszki, a z onych Zośnica i Kołpaciszki sprzedawszy, Rawiszki zaś i Gikanie przy sobie zatrzymał. Był Podczaszym Wiłkomirskim, jakowy Urząd w nagrodę zasług Krajowi Ojczystemu Ojczystemu panującym Monarchom pełnionym, Najjaśniejszy August III-ci Król Polski przywilejem swym 1742 Maja 12 dnia łaskawie mu konferował, z pomienioną Oziembłowską dziewięcioro spłodził potomstwa – synów czterech: Franciszka Strażnika Wiłkomirskiego, Hektora Miecznika także Wiłkomirskiego, Antoniego Starostę Małdyńskiego oraz Józefa w Zakonie Sw. Ignacego Societatis Jesu y córek pięć: Annę w zamęściu Ciecierską, Teresę I voto Szukową, Maryancellę w zamęściu Szemiotową Ciwunową Retowską Księstwa Żmudzkiego, Żmudzkiego Teodorę i Józefatę zakonnicę pierwszą w Konwencie Kowieńskim Sw. Franciszka, drugą w Konwencie Wileńskim Panien Wizytek.”

Czy istotnie zatem wspomniany tu Bartłomiej Komorowski pochodził z tej samej rodziny, co Komorowscy herbu Korczak, którzy otrzymali potwierdzenie (wątpliwego) tytułu hrabiowskiego? Wydaje się, że ta druga genealogia też jest fałszywa.

Adam Boniecki w swoim “Herbarzu” oryginalnie umieścił tę rodzinę Komorowskich (nazwijmy ją dla wygody “Linią Bronisława”) w rozdziale o Komorowskich herbu Dołęga (ściślej: Dołęga odmienna). Później zamieścił zagadkową erratę, pisząc:

“Idąc za wskazówkami podanemi przez pisarzy heraldycznych, o Komorowskich piszących, uważaliśmy, że wszyscy Komorowscy, powiat wiłkomierski zamieszkujący, są h. Dołęga odm. Tymczasem, z przedstawionego nam wywodu ze szlachectwa i tytułu hrabiowskiego, dokonanego 1805 r., przed Deputacyą Wywodową litewsko-wileńską, przez potomków Franciszka Komorowskiego, strażnika wiłkomierskiego, okazuje się, że obok Bartłomieja Komorowskiego h. Dołęga odm., syna Samuela (patrz Tom. X, str. 387), którego właśnie wzięliśmy za ojca Franciszka Komorowskiego, strażnika wiłkomierskiego, żył w tymże czasie, w powiecie wiłkomierskim, inny Bartłomiej h. Korczak, który przeniósł się z województwa bełskiego, w powiat wiłkomierski. Był on synem Jana i Zofii Polańskiej, cześnikówny sanockiej, a wnukiem Michała, o czem poucza nas akt, którym, opuszczając strony rodzinne, zrzekł się 1708 r. w aktach buskich majątku rodzicielskiego, na rzecz wymienionego ojca swego.”

Czy istotnie było dwóch Bartłomiejów Komorowskich, jak podaje ów wywód? Wydany pod red. prof. Andrzeja Rachuby spis Urzędnicy Wielkiego Księstwa Litewskiego, tom I, woj. wileńskie XIV-XVIII wiek (DiG, Warszawa 2004) wymienia owego Bartłomieja Komorowskiego, który 12 maja 1742 został nominowany na stanowisko podczaszego wiłkomierskiego z piastowanego wcześniej urzędu skarbnika zakroczymskiego. Niestety, ziemia zakroczymska interesuje mnie bardzo, ze względu m.in. na to, że w owym 1742 roku sędzią ziemskim zakroczymskim był Antoni Radzicki, prapraprapradziadek mojej babci Zofii z Radzickich Minakowskiej. Zarówno ja, jak i moi koledzy, przeglądaliśmy księgi sądowe (grodzkie i ziemskie) zakroczymskie z tego okresu, nie znajdując tam żadnego skarbnika zakroczymskiego Bartłomieja Komorowskiego. Skarbnik ziemski zakroczymski był zresztą bardzo niskim urzędem jak na pana hrabiego Komorowskiego. Nie ma też żadnego powodu, by Komorowscy herbu Korczak tam żyli, chyba że weszli w związki ze wspomnianymi wcześniej Łopackimi i Grabiankami, ale ta genealogia została już przez nas wcześniej odrzucona. Nie udało się znaleźć żadnych wiarygodnych dokumentów, które stwierdzałyby, że istotnie ów Bartłomiej Komorowski przyjechał do powiatu wiłkomierskiego z Korony. Ów Jan, rzekomo żonaty z Zofią Pogańską cześnikówną sanocką, nie jest skądinąd znany. Wydaje się zatem, że wbrew owemu wywodowi Bartłomiej Komorowski, przodek linii Bronisława, istotnie pochodził z Komorowskich herbu Dołęga z powiatu wiłkomierskiego.

Najważniejsze jednak, że przyjęcie że Bronisław Komorowski nosi herb Dołęga i nie należy do rodziny hrabiów na Liptowie i Orawie, wyjaśnia bardzo wiele. Spójrzmy, kim był ów wiłkomierzanin (nie zakroczymianin) Bartłomiej K. Był to syn zmarłego w roku 1689 marszałka Trybunału Litewskiego Samuela Komorowskiego i Katarzyny Dunin-Rajeckiej. Wnuk księżniczki Elżbiety Druckiej-Sokolińskiej i jej męża marszałka lidzkiego Teofila Dunin-Rajeckiego. Jego prababcią była Marianna Sapieżanka (z “tych” Sapiehów), córka Mikołaja Sapiehy kuchmistrza wielkiego litewskiego (1548-1611), a pradziadkiem był zmarły w 1655 wojewoda miński Krzysztof Rudomina-Dusiatski.

I to ta właśnie genealogia jest dla mnie największym dowodem, że Bronisław Komorowski nie ma herbu Korczak tylko Dołęga odm. – jego wiłkomierscy przodkowie byli rodziną niewątpliwie bogatą i wpływową. Kiedy nadeszły zabory postanowili utwierdzić swoją pozycję i nie mogąc dzierżyć zlikwidowanych już tytułów litewskich, “przyznali się” do rodziny Komorowskich herbu Korczak i ich wątpliwego hrabiostwa liptowsko-orawskiego. Można uznać, że gdyby nie zabory, nie musieliby tego robić. Co – rzecz jasna – wcale nie pozwala na stwierdzenie, że skoro zabory przyszły, to zrobić to musieli. W tę stronę non sequitur.

Sam pomysł na “przyklejenie się” do linii hrabiowskiej wziął się jednak już wcześniej: brat Franciszka Antoniego (a właściwie Franciszka, bo drugie imię nadano mu chyba dopiero po śmierci), Antoni Komorowski, był dworzaninem należącego do Korczaków prymasa Adama Komorowskiego i przy elekcji Stanisława Augusta (1764) podpisał się jako jako Antoni z Liptowy i Orawy Komorowski.

[Dopisek późniejszy]
Nie miał wątpliwości Seweryn hr. Uruski w swoim herbarzu Rodzina wymienia te osoby explicite w rozdziale “Komorowski h. Dołęga odm.” wiedząc o ich pretensjach, co wyraził słowami:

“Bartłomiej, dziedzic Rawiszek, podczaszy wiłkomierski 1734 r., zaślubił Teresę Oziębłowską i z niej pozostawił synów: Franciszka [to przodek m.in. marszałka Bronisława], Hektora, miecznika wiłkomierskiego 1761 r., Józefa, Jezuitę, i Antoniego, starostę meldyńskiego, podstolego 1766 r., a ostatnio 1781 r. wojskiego wiłkomierskiego, żonatego z Agnieszką Morykoniówną, który w 1764 r. podpisał elekcyę z pow. wiłkomierskim, pisząc się dowolnie z Liptowa i Orawy.” [S. Uruski, Rodzina, t. VII, s. 138]

Co istotne, tom ten został opublikowany w roku 1910, a więc już po publikacji Bonieckiego i 16 lat po uzyskaniu przez tę linię potwierdzenia tytułu hrabiowskiego w Austrii…

[Dopisek późniejszy]
Zwrócono mi uwagę, że kilka tygodni temu informacja o pochodzeniu B. Komorowskiego od  średniowiecznych hrabiów Korczak-Komorowskich zniknęła ze strony http://www.bronislawkomorowski.pl/moja-rodzina.html . Nie zauważyłem wcześniej tej zmiany tym bardziej że kilka dni temu (z datą 15 czerwca 2010) ukazał się w tygodniku  “Polityka” artykuł o tytule jednoznacznym: Kandydat herbu Korczak.

dr Marek Jerzy Minakowski • minakowski.pl

http://wzzw.wordpress.com/2010/06/29/jak-komorowscy-zalatwili-sobie-tytul-hrabiowski-i-herb-korczak/

Posted in Różne | 14 Komentarzy »