Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

”Ten błazen przyjeżdżający na saniach z Laponii to nie św. Mikołaj”

Posted by Marucha w dniu 2010-12-07 (Wtorek)

Biskup z Miry był autentyczną postacią, osadzoną w konkretnych historycznych realiach – przypomina ks. kan. Jerzy Horzela, kustosz największego polskiego sanktuarium św. Mikołaja w Pierśćcu na Śląsku Cieszyńskim. Do świątyni przybywają dziś kolejne grupy pielgrzymkowe, pragnące modlić się za wstawiennictwem patrona chorych i ubogich.

Zdaniem ks. Horzeli, trzeba ciągle przypominać, że św. Mikołaj był człowiekiem z krwi i kości, żyjącym na przełomie III i IV wieku na terenie dzisiejszej Turcji. – Oczywiście wokół tej postaci z czasem narosły jakieś legendy. Jednak ostatnio robi się niej produkt marketingowy, który nie ma nic wspólnego ze św. Mikołajem. Ten błazen przyjeżdżający na saniach z Laponii to nie św. Mikołaj. To swoista desakralizacja świętości – zauważa kapłan.

Główne uroczystości odpustowe w Pierśćcu odbędą się w niedzielę 12 grudnia. Do tego czasu sanktuarium na Śląsku Cieszyńskim odwiedzi kilkanaście grup pielgrzymkowych – przede wszystkim z najbliższego dekanatu skoczowskiego, ale i z innych zakątków Podbeskidzia. Dziś przed cudowną figurą św. Mikołaja, przy której wierni od lat wypraszają łaski zdrowia dla siebie i swoich bliskich, modlą się wierni z pobliskiego Chybia i Zabrzega.

Pielgrzymi przywożą często ze sobą chusteczki i bieliznę osób chorych, którymi dotykają figury św. Mikołaja. W ten sposób proszą o wstawiennictwo świętego i modlą się o uzdrowienie bliskich. Zdaniem ks. Horzeli jest to dowód, jak bardzo żywy jest tu kult św. Mikołaja. – Przez tyle wieków przychodzą tutaj pielgrzymi i autentycznie się modlą. Świadczą o tym wota zostawione przy ołtarzu. Wielu mówi o licznych łaskach, jakie doznali dzięki modlitwie w tym miejscu – opowiada kapłan.

Historia Pierśćca związała się z kultem figury św. Mikołaja. Pierwsza kaplica poświęcona św. Mikołajowi powstała prawdopodobnie w XIV wieku. W 1616 r. pożar strawił całą wieś. Z żywiołu uratowano jedynie figurę św. Mikołaja, co uznano za cudowny znak. W 1618 r. protestanci wybudowali nowy kościółek pw. św. Mikołaja, co jest ewenementem w historii reformacji na Śląsku Cieszyńskim, gdyż luteranie nie dedykują swych świątyń świętym.

W 1718 r. kościółek przeszedł z powrotem w ręce katolików. Wkrótce postanowiono wybudować nowy, większy kościół. Świątynia powstała w ciągu jednego roku. Poświęcona została w 1888 roku, a konsekrowana w 1889 r. przez biskupa cieszyńskiego Franciszka Śniegonia.

Relikwie świętego z Bari przywiózł do Pierśćca w 1964 roku bp Bolesław Kominek, wracający z obrad II Soboru Watykańskiego.

Źródło: KAI

Święty Mikołaj, biskup

Święty Mikołaj, biskup

Mikołaj urodził się w Patras w Grecji ok. 270 r. Był jedynym dzieckiem zamożnych rodziców, uproszonym ich gorącymi modłami. Od młodości wyróżniał się nie tylko pobożnością, ale także uczuleniem na niedolę bliźnich. Po śmierci rodziców, swoim znacznym majątkiem, chętnie dzielił się z potrzebującymi. Tak np. ułatwił zamążpójście trzem córkom zubożałego szlachcica, podrzucając im skrycie pieniądze. O tym wydarzeniu wspomina Dante w swoim eposie. Wybrany na biskupa miasta Miry (obecnie Demre) podbił sobie serca wiernych nie tylko gorliwością pasterską, ale także troskliwością o ich potrzeby materialne. Cuda, które czynił, przysparzały mu większej jeszcze chwały. Kiedy cesarz Konstantyn I Wielki skazał trzech młodzieńców Miry na karę śmierci za jakieś wykroczenie, nieproporcjonalne do aż tak surowego wyroku, św. Mikołaj udał się osobiście do Konstantynopola, by uprosić dla swoich wiernych ułaskawienie.

Kiedy indziej miał swoją modlitwą uratować rybaków w czasie gwałtownej burzy od niechybnego utonięcia. Dlatego odbiera cześć również jako patron marynarzy i rybaków. W czasie zarazy, jaka nawiedziła także jego strony, usługiwał zarażonym z narażeniem własnego życia. Podanie głosi, że św. Mikołaj wskrzesił trzech ludzi, zamordowanych w złości przez hotelarza za to, że mu nie mogli wypłacić należności. Św. Grzegorz I Wielki w żywocie św. Mikołaja podaje, że w czasie prześladowania, jakie wybuchło za cesarza Dioklecjana i Maksymiana (pocz. wieku IV) Święty został uwięziony. Uwolnił go dopiero edykt mediolański w roku 313. Święty Mikołaj uczestniczył także w pierwszym soborze powszechnym w Nicei (325), na którym potępione zostały przez biskupów błędy Ariusza.

Po długich latach błogosławionych rządów Święty odszedł po nagrodę do Pana 6 grudnia (stało się to między rokiem 345 a 352). Ciało Świętego zostało pochowane ze czcią w Mirze, gdzie przetrwało do roku 1087. Dnia 9 maja tegoż roku zostało przewiezione do miasta włoskiego Bari. Dnia 29 września 1089 roku uroczyście poświęcił jego grobowiec w bazylice wystawionej ku jego czci papież bł. Urban II.

Najstarsze ślady kultu św. Mikołaja napotykamy w wieku VI, kiedy to cesarz Justynian wystawił Świętemu w Konstantynopolu jedną z najwspanialszych bazylik. Cesarz Bazyli Macedończyk (w. VII) w samym pałacu cesarskim wystawił kaplicę ku czci Świętego. Do Miry udawały się liczne pielgrzymki. W Rzymie św. Mikołaj miał dwie świątynie, wystawione już w wieku IX. Papież św. Mikołaj I Wielki (858-867) ufundował ku czci swojego patrona na Lateranie osobną kaplicę. Z czasem liczba kościołów Św. Mikołaja w Rzymie doszła do kilkunastu! W całym chrześcijańskim świecie św. Mikołaj miał tak wiele świątyń, że pewien pisarz średniowieczny pisze: “Gdybym miał tysiąc ust i tysiąc języków, nie byłbym zdolny zliczyć wszystkich kościołów, wzniesionych ku jego czci”. W XIII wieku pojawił się zwyczaj rozdawania w szkołach pod patronatem św. Mikołaja stypendiów i zapomóg.

O popularności św. Mikołaja jeszcze dzisiaj świadczy piękny zwyczaj przebierania ludzi za św. Mikołaja i rozdawanie dzieciom prezentów. Odbywa się to w różnych formach: “Św. Mikołaj” przychodzi w przebraniu biskupa do domów, przyjeżdża na saniach. W sklepach przez cały już Adwent “Mikołaje” wręczają podarki dzieciom, kupione przez rodziców. Podobiznę Świętego opublikowano na znaczkach pocztowych w wielu krajach. Postać św. Mikołaja uwieczniło wielu malarzy i rzeźbiarzy. Wśród nich wypada wymienić Agnolo Gaddiego, Arnolda Dreyrsa, Jana da Crema, G. B. Tiepolo, Tycjana itd. Najstarszy wizerunek św. Mikołaja (z VI w.) można oglądać w jednym z kościołów Beyrutu.

Św. Mikołaj jako biskup łaciński

W Polsce kult św. Mikołaja był kiedyś bardzo popularny. Jeszcze dzisiaj pod jego wezwaniem jest aż 327 kościołów w naszej Ojczyźnie. Po św. Janie Chrzcicielu, a przed św. Piotrem i Pawłem najpopularniejszy jest św. Mikołaj. Do najokazalszych należą kościoły w Gdańsku i w Elblągu. Ołtarzy posiada Święty znacznie więcej, a figur i obrazów ponad tysiąc. Święty odbierał kult jako patron panien, marynarzy, rybaków, dzieci, więźniów i piekarzy. Zaliczany był do 14 Orędowników. Zanim jego miejsce zajął św. Antoni Padewski, św. Mikołaj był wzywany we wszystkich naglących potrzebach.

Postać Świętego, mimo braku wiadomości o jego życiu, jest jedną z najbardziej barwnych w hagiografii. Jest patronem Grecji, Rusi, Antwerpii, Berlina, Miry, Moskwy, Nowogrodu; bednarzy, cukierników, dzieci, flisaków, jeńców, kupców, marynarzy, młynarzy, notariuszy, panien, piekarzy, pielgrzymów, piwowarów, podróżnych, rybaków, sędziów, studentów, więźniów, żeglarzy.

W ikonografii św. Mikołaj przedstawiany jest w stroju biskupa rytu łacińskiego lub greckiego.

Jego atrybutami są m. in.: anioł, anioł z mitrą, chleb, troje dzieci lub młodzieńców w cebrzyku, trzy jabłka, trzy złote kule na księdze lub w dłoni (posag, jaki według legendy podarował biednym pannom), pastorał, księga, kotwica, sakiewka z pieniędzmi, trzy sakiewki, okręt, worek prezentów.


Źródło: Internetowa Liturgia Godzin
Za: Sanctus.pl
Za: http://www.bibula.com/?p=29028

Admin z oburzeniem odnosi się do próby przywłaszczenia sobie przez Kościół Katolicki postaci wesołego, grubego krasnala, kochanego przez wszystkie dzieci na całym świecie – którego, jak wszystkim wykształconym osobom z wielkich miast wiadomo, wymyślił koncern Coca Coli.

Komentarzy 20 to “”Ten błazen przyjeżdżający na saniach z Laponii to nie św. Mikołaj””

  1. Ryziel said

    6 Grudnia przychodzi Mikołaj /od biskupa i tak dalej/24 grudnia przychodzi Gwiazdor jedzie na saniach z Laponii z reniferami i rozdaje prezenty w Rosji Dziadek Mróz.Europejczycy mieszają wszystko, nawet choinkę wywalili dając jakiś stożek,ale żydki tak to maja muszą mieszać

  2. Aleksander said

    Coca Cola wymyśliła jowialnego grubasa w czerwonym dresie, który oprócz „hoł hoł hoł” nie wiele ma do powedzenia,zaś inni lucyferianie usuwają Osobę Jezusa Chrystusa zastępując go niejakim panem „X”. Stąd mamy szerzące się ostatnio, głównie w USA hasło: „Marry XMAS”. Ci chrześcijanie którzy jeszcze wierzą obchodzą Uroczystość Narodzenia Pańskiego i cała ich radość wypływa z tego właśnie faktu. Reszta społeczeństwa, w tym cała masa „polactwa” obchodzi „gwiazdkę”, ciesząc się z choinki, prezentów oraz suto zastawionego stołu z dużą ilością alkoholu, ewentualnie coca-coli. Kolendy z płyty np. K. Krawczyka, bo kto by dzisiaj śpiewał, każdy twierdzi że nie umie.Adwent nie jest już czasem refleksji i skupienia ale wesołymi dniami spędzonymi na przygotowaniach do wielkiego obżarstwa, gonitwą po super-marketach w poszukiwaniu promocji i wielkich obniżek cen. Dla Jezusa nie zaś nie ma miejsca w „gospodzie”.

  3. Brat Dioskur said

    Amerykanskie kretynizmy zaczynaja i u nas pomalu grunt zdobywac bo z kazdym rokiem coraz trudniej kupic kartke swiateczna z motywem Stajenki czy tez innej kompozycji przypominajacej ,ze Bog sie rodzi a Moc truchleje…Dzisiejsze moce predzej truchleja co najwyzej na mysl o tym ,ze Bruksela sie na nich obrazi.Dlatego tez Komora tak gorliwie zwalczal Krzyz przed Palacem Nam. a pozniej chcac sie przypodobac Brukseli ofuknal ksiedza plk. za tresc kazania ,ktore nawiasem jest wiernym odbiciem dzisiejszej polskiej rzeczywistosci.

  4. aga said

    dzisiaj w Ameryce Merry Christmas zakazane jak onegdaj w Bolszewii słowo jewrej…

  5. MaxD said

    Św. Mikołaj
    – jest świętym tak fajnym, że wierzą w niego nawet niewierzący. Był podobno biskupem Myry, miasta w zachodniej Anatolii (dziś Turcja), gdzie zmarł ok. 340-350 roku. Co robił za życia – naprawdę nie bardzo wiadomo. Podobno uczestniczył w soborze nicejskim (325), na którym miał nałożyć po buzi niejakiemu Ariuszowi, okropnemu heretykowi powątpiewającemu w boską naturę Chrystusa. Nie świadczyłoby to za dobrze o Mikołaju, gdyż w Nicei arianizm przepadł z kretesem na życzenie samego cesarza Konstantyna. W takiej sytuacji walenie Ariusza po gębie nosiłoby wszelkie znamiona dokopywania leżącemu, by podlizać się kochanej władzuni.
    Na szczęście dla swej reputacji biskup Mikołaj być może wcale nie istniał (jak wiadomo, istotom nie istniejącym dużo łatwiej zachowywać się przyzwoicie) i chyba właśnie dlatego jego kult od X w. rósł pięknie i nieprzerwanie. Stopniowo został Mikołaj patronem m.in. uczonych, piekarzy, lombardzistów, żeglarzy, małych chłopców, kancelistów parafialnych, podróżnych, a także złodziei oraz dziewic pragnących wyjść za mąż.
    Tę ostatnią fuchę zawdzięcza św. Mikołaj znanej opowieści ze „Złotej legendy” Jakóba de Voragine. Jest to wzruszająca historyjka o pewnym biednym tatusiu, który postanowił swoje trzy córki wysłać na ulicę, by w ten sposób same zarobiły sobie na posag. Biskup Mikołaj tak się tym przejął, że przez trzy kolejne noce cichaczem podrzucał mieszek złota na posag dla każdej z trzech córek biednego tatusia. Nie było to, podkreślmy, całkiem zgodne z zasadami wolnorynkowego liberalizmu, który uczy, że biednemu trzeba dać raczej wędkę niż rybę. Skrupuły św. Mikołaja przed zachęcaniem do założenia prorodzinnej agencji towarzyskiej są jednak zrozumiałe, gdyż nie mógł wtedy znać jeszcze subtelnych wywodów innego świętego – mianowicie św. Augustyna – o pożytku jaki płynie dla harmonii świata z istnienia niewiast upadłych.

    *
    Niestety, z biegiem lat w pośmiertnej karierze biskupa Mikołaja zaczęło się coś psuć. Podejrzewamy spisek bezczelnych amerykańskich masonów, którzy nawet na banknotach dolarowych wymalowują swe ohydne kabalistyczne znaki, ale za rękę nikogo nie złapaliśmy. Faktem jest, że Mikołaj dotarł do Ameryki wraz z Holendrami jako Sint Nikolaas alias Sinter Klaas, co anglojęzyczna ludność przekręciła rychło na Santa Claus. Wkrótce potem – i to już na pewno masońskie sprawki! – biskupie atrybuty Mikołaja: czerwona mitra i pastorał, zamieniły się w czerwoną czapeczkę z pomponikiem oraz fantazyjny kijaszek. Odtąd Mikołaj wcale już nie przypominał biskupa, ale zażywnego, wyrośniętego krasnoludka. Sanie, renifery o głupawych imionach etc. to już tylko dopełnienie hańby wysokiego rangą funkcjonariusza Kościoła katolickiego. Nie istniejącego, ale zawsze…
    Czas już tedy najwyższy, by Kościół upomniał się o swego sponiewieranego świętego! Tym bardziej, że jego wizerunki od dawna firmują przedświąteczny kult złotego cielca i powielane w milionach egzemplarzy napędzają klientelę chciwym kramarzom. Biskup-krasnoludek uśmiecha się do naszych portfeli z każdej wystawy, a Kościół, ubogi dziś niczym owe trzy dzieweczki z legendy, guzik z tego, za przeproszeniem, ma.
    W dodatku za fałszowanie byle portek albo szamponu idzie się raz dwa do więzienia, a fałszywi święci szwendają się tymczasem bezkarnie po ulicach – bez mitry, bez pastorału, i nawet, o zgrozo!, bez stosownego zaświadczenia od miejscowego księdza proboszcza! A przecież jeśli taka Coca-Cola jest Zarejestrowanym Znakiem Handlowym (®) i ma zastrzeżony kształt butelki, czemu, na dobry ład, nie można by zarejestrować i świętego?
    Powie ktoś, że to inicjatywa trochę niedorzeczna, skoro św. Mikołaj – w odróżnieniu od Coca-Coli – nigdy nie istniał, i to nie istniał aż tak bardzo, że Kościół katolicki w 1969 roku zdjął go z oficjalnego spisu świętych, czyli, innymi słowy, wyrzekł się go i kwita.
    Otóż, po pierwsze, wcale się nie wyrzekł: w brewiarzu, którym cały Lud Boży codziennie modlić się powinien, dalej przy 6 grudnia stoi jak byk: św. Mikołaja, biskupa. Tyle że jest to wspomnienie dowolne, nie zaś obowiązkowe.
    Po drugie, jeśli nawet Mikołaj nie istniał, to z punktu widzenia praw do jego osoby rzecz przedstawia się o wiele korzystniej! Chopin na przykład istniał na pewno. No i co? Skończył marnie na butelkach z wódką, a żadnemu gorzelnikowi ani się śni rzucić jakiś grosz rodzinie czy choćby Towarzystwu Chopinowskiemu. Z istniejącymi, widać, tak wolno. Co innego gdyby to był Batman albo inny Superman. Wtedy w grę wchodzą prawa autorskie, znaki zastrzeżone, licencje etc. etc. i nie ma gadania – trzeba płacić!
    Teraz dopiero rozumiemy, jak roztropnie i nieomylnie postąpił Jego Świątobliwość papież Paweł VI uznając, że brakuje wystarczających dowodów na istnienie biskupa Mikołaja. Skoro bowiem świętego nigdy nie było, to znaczy, że Kościół musiał go wymyślić! Dokładnie tak samo jak wymyśla się Indianę Jonesa albo krój spodni. Tam zaś gdzie jest autor, są i prawa autorskie, znaki zastrzeżone etc. etc. Czyni to perspektywę sprzedawania licencji na Świętego Mikołaja® nader realną.
    W ten sposób biskup Mikołaj odzyskałby swą dawną godność, a także mitrę i pastorał, natomiast Kościołowi wpadałoby co roku nieco żywej gotówki na prowadzenie dzieł religijnych i godne obchodzenie urodzin Syna Bożego. Zapewne przy takiej okazji nie zapomniano by również w kurii rzymskiej o tradycyjnych podopiecznych Świętego. O ile jednak nietrudno dziś o małych chłopców, złodziei czy choćby kancelistów parafialnych, lękam się, że koszty poszukiwania „dziewic pragnących wyjść za mąż” mogłyby znacznie przewyższyć wszelkie spodziewane zyski.
    ZAWSZE TA COCA-COLA…
    Ponieważ współczesny święty Mikołaj rzeczywiście wygląda niczym patron nieumiarkowanej konsumpcji, to znaczy – jak mawiają prości Rosjanie – morda u niewo kruglien’kaja, nieuchronnie nasuwa się podejrzenie, że stoją za tym ciemne siły materializmu, liberalizmu i innych dzisiejszych diabłów. Krótko mówiąc: jakiś niegodziwy globalistyczny międzynarodowy koncern. Padło na Coca-Colę.
    Nie bez powodu. Święty standardowo paraduje dziś w czerwonym kubraczku obszytym białym futerkiem i ogólnie jest czerwono-biały (czapeczka czerwona, pomponik biały, rumieńce, broda bielutka etc.), a przecież czerwień i biel to właśnie słynne firmowe kolory Coca-Coli! Czyżby przypadek?
    Atoli ludzie doświadczeni wiedzą, że nie istnieją żadne przypadki, a tylko znaki: w tym wypadku, naturalnie, zastrzeżone znaki towarowe. Dawno, dawno temu Coca-Cola miała bowiem jeden poważny problem: jak zwiększyć sprzedaż napojów bądź co bądź chłodzących w okresie zimowym, a więc pełnym ciepłego mleka, grzanych piw i rozgrzewających wódeczek. Utrzymany w cocacolowej tonacji święty Mikołaj, symbol świątecznego rozpasania, właśnie do tego niskiego celu był, powiadają, chciwym cocapitalistom potrzebny.
    Legenda głosi, że pierwszego takiego Mikołaja wymalował na potrzeby przedgwiazdkowej kampanii Coca-Coli Haddon Sundblom, ilustrator z Chicago, i stało się to w roku 1931. Potem zaś malował go jeszcze przez z górą trzydzieści lat i odtąd jowialny i brzuchaty święty regularnie pija coca colę oraz wzbogaca firmę, o której Warren Buffett zawsze mawia, że przy długoterminowych inwestycjach należy do pewniaków.
    Napisałem „legenda głosi”, choć Haddon Sundblom istniał naprawdę i naprawdę malował swoich czerwono-białych Santa Clausów (późniejszym nadawał nawet własne rysy!). Niemniej jest sporo przesady w pojawiającym się czasem twierdzeniu – któremu sama zainteresowana firma bynajmniej nie przeczy – że najbardziej rozpowszechniony wizerunek świętego Mikołaja zafundowała nam akurat Coca-Cola Company. Przeobrażenie się biskupa w grubaska-przebierańca mieszkającego gdzieś na Biegunie Północnym to w istocie raczej dzieło zbiorowe i rozłożone na pokolenia – a więc wynikające ze zmian w powszechnej świadomości – niż jednorazowe marketingowe fiat wszechmocnej korporacji.
    Amerykańska przygoda świętego od prezentów zaczęła się, gdy Washington Irving w roku 1809 wspomniał o jego wywodzącym się z Holandii pierwowzorze, Sinterklaasie, w swej „Historii Nowego Jorku” (będącego wszak kiedyś Nowym Amsterdamem). Opisał go tam jako pulchnego małego człowieczka ubranego w holenderski strój: kapelusz z szerokim rondem i bryczesy, który przybywa konno w wigilię dnia św. Mikołaja. Już w 1822 roku Klemens C. Moore, poeta (ale również profesor teologii!), dokonał udanej lokalizacji i napisał szalenie potem popularny wiersz dla dzieci o wizycie św. Mikołaja (ostatnio znawcy są jednak zdania, że prawdziwym autorem tego bestsellera był major Henryk Livingstone). Jego Mikołaj, wesoły stary elf (!) [„a right jolly old elf”], zjawia się z podarkami dopiero w wigilię Bożego Narodzenia, frunąc w maleńkich sankach ciągnionych przez osiem reniferów, a do domu dostaje się przez komin. Poza tym pali fajkę (!), ma strój cały z futra, brodę „białą jak śnieg” i okrągły brzuszek, który od śmiechu trzęsie mu się jak galareta (rym belly/jelly).
    Następny krok uczynił rysownik Tomasz Nast, znany m.in. jako autor zwierzęcych symboli demokratów i republikanów: dał Mikołajowi czerwony, lamowany futrem strój oraz szeroki skórzany pas. Nastowi przypisuje się również pomysł umieszczenia kwatery Świętego właśnie na Biegunie Północnym, co w naiwnych dziecięcych główkach utrwalił dodatkowo wiersz Jerzego P. Webstera. Natomiast pod koniec XIX wieku Mikołaj już na dobre urósł do ludzkich rozmiarów, odkąd Armia Zbawienia zaczęła w okresie przedświątecznym posyłać masowo przebierańców z dzwonkami, którzy w ten sposób zbierali pieniądze na rozmaite szlachetne cele.
    Jak zatem widać, od samego początku było to multikulturowe poplątanie z pomieszaniem, nie mające nic wspólnego ze średniowiecznym świętym – tak że Coca-Cola przyszła właściwie na gotowe. Wystarczyło tylko trochę ten bałagan uporządkować, ujednolicić kolorystykę i – nade wszystko – zachować nastrój bezpretensjonalnej głupoty, skoro już wcześniej sama opowieść o świętości przemieniła się niepostrzeżenie w prozaiczną bajkę o worku pełnym zabawek, za które w ostatecznym rachunku i tak zawsze płaci tatuś.
    Maks Weber nazywał to uczenie „odczarowywaniem świata”.
    LeS

    OBRAZKI
    Oto jeden z wielu oryginalnych cocacolowych Santa Clausów Haddona Sundbloma

    A takiego „świętego Mikołaja” wymyślili w polskiej Coca-Coli w 2002 roku

  6. Mordka Rosenzweig said

    My tez uwazamy, ze trzeba zwalczac kult swietego Mikolaja i go osmieszac.

    W ogole wszystko co przypomina glupim gojom Boze Narodzenie powinno byc zwalczane i osmieszane, a najlepiej jak tradycja jest osmieszana przez kaplanow katolickich.

    Choinke trzeba zastapic menora, ktora reprezentuje palacy sie krzak. Jedno i drugie to roslina, tak ze glupie goje nie powinny zauwazyc roznicy.

    Na menore sie ustawia swieczki, tak jak rowniez choinke dekoruje sie swieczkami, a wtedy choinka bardzo czesto sie pali tak jak krzak na pustyni.

  7. sick said

    Nie bardzo rozumiem dlaczego łączy się postać Św. Mikołaja z dniem Wigilii. Skąd się to wzięło? 24-26 grudnia to dni rzeczywistej śmierci i zmartwychwstania Słońca (dzień się zaczyna wydłużać) dającego ciepło, światło, rozpoczynającego kolejny cykl życia. To także dni śmierci i zmartwychwstania Jezusa, symbol istnienia Boga. Skąd zatem Św. Mikołaj w tych dniach?

  8. TV Fides et Ratio said

  9. Bogdan said

    Admin, to ladnie, ze jest Pan takim demokrata, ale do tego @ 5, szczegolnie poczatku to mogly Pan cos dopisac, nie tylko do mnie sie …

  10. Joe said

    Pani Ago…to” gazetka bez napletka” Wam zakazuje i ciemnote wciska.W Ameryce Swieto Bozego narodzenia ma swoja piekna tradycje i nikt nikomu niczego nie zabrania.Sluchamy kolend w radiu juz od Dnia Dziekczynienia,dekorujemy domy,przygotowujemy sie duchowo NA PRZYJSCIE PANA,przez caly adwent.
    Nie dajcie sobie robic „wody z mozgu” A „gazetke bez napletka” do smieci bo tam jej miejsce.Mary Christmas…Aga.

  11. Rysio said

    Re 8. Sluchajac pieprzenia na temat kredytu spolecznego p Janusza Lewickiego, dochodzie do wniosku ze wszyscy mieszkajacy w Kanadzie – glupieja po kilku latach.

    Co powoduje ze ludzie ci tak glupieja?

    To wplyw socjalistycznego systemu ktory panuje w Kanadzie.

    Ostatnio paru „mundrych” z Kanady mowilo mi jaki to maja wspanialy darmowy system medyczny. Tyle tylko ze gdy zapytalem sie ich jaka czesc’ z ich podatkow idzie na jego utrzymania – to co niektorzy zaczeli miec wyladowania elektryczne w mozgu…

    ech…… szkoda gadac’….

  12. MaxD said

    Moj Brat na ten przyklad zaklada scisly post: ani kropli jakiegokolwiek napoju alkoholowego. Czyni to to 2 razy w roko. Przed Wielkanoca i w Adwent.
    ANI KROPLI!!! (Ja nie jestem taki ‚silny’)
    Ale skoro Joe wystartowal z Zyczeniami to i ja sie przylacze, bo to fajnie tak sobie nawzajem ZYCZYC. Przy temacie MIKOLAJOWYM to wrecz wypada.
    Dla wszystkich Mysliwych, Naganiaczy i Podgladaczy.
    Tresc Zyczen na stronie:
    http://spuscizna.org/music/k15.html

    DDD
    MD

  13. Marucha said

    Re 11:
    Co ma wspólnego jakiś idiota mniemający iż opieka medyczna jest darmowa – z ideą kredytu społecznego i w jaki sposób ma ją skompromitować?

    Broń Pan dalej swojego żydo-banksterskiego kapitalizmu. Ten to się naprawdę „sprawdził” w życiu, uj, jak się sprawdził.

  14. Marucha said

    Re 10:
    My, to znaczy kto?
    Katolicy?
    Protestanci?
    Jedna z setek pseudochrześcijańskich sekt i sekciątek, jakie kwitną w USA?

  15. aga said

    Panie Joe nie wiem co pisze Glos cadyka,bo nigdy jej w ręku nie mialam. Informacje n.t. walki z chrześcijaństwem może pan sobie odnależć na http://www.bibula.com -archiwum.
    Również książki H.Pajaka i inne portale;n.p. Stanislawa Krajskiego o tym piszą.
    Istotne jest to co robi USA jako państwo,ustawy,legislacje,wyroki sądowe w sprawach religii chrześcijańskiej a nie co robia ludziska w swoich domach.Bio ie chodzi o to ,zebyz waira schodzić do katakumb.A ludziska jakos sie nie buntuja kiedy znika kolejna choinka z kolejnego lotniska n.p. a pojawia sie menora.

    http://www.zbawienie.com/wielka_wojna_duchowa.htm

  16. aga said

    A poza tym nie trywializujmy problemu i nie sprowadzajmy unych do braku napletka.Bo taki sposób „identyfikacji” pracuje dla nich.
    żyd to ktoś kto mysli po zydowsku.nawet zażydzony goj jest tak samo uzyteczny dla unych.

  17. Marucha said

    Pani Aga ma chyba rację.
    Religia katolicka jest spychana do katakumb (cieszta się, tłumoki, że jeszcze w domu możeta kolędy śpiewać!). Protestantyzm, z nielicznymi wyjątkami jakichś zwariowanych pastorów, nie jest już groźny: został zażydzony i sprowadzony do poziomu towarzystwa o nazwie np. „Bądźmy mili dla siebie, jak się da”.
    Liczą się ustawy i wyroki sądów – np. usuwanie symboli chrześcijańskich lub zmuszanie katolickich szkół do zatrudniania pedałów.
    No i nie zapominajmy o całym przemyśle rozrywkowo-medialnym, totalnie opanowanym przez Żydów i szerzących antywartości.
    Niejeden z tych, co uważają, że potrafią dochować integralności wiary, jest już dogłębnie stalmudyzowany, z czego nawet nie zdaje sobie sprawy. Stąd się bierze m.in. szerokie poparcie dla herezji II Soboru.

  18. Brat Dioskur said

    ad15@
    I mnie sie wydaje ,ze Joe pisze o innym swiecie ,bo w domu mozna sobie nawet spiewac na czesc Echnatona,ale jezeli w States z wystaw sklepowych znikaja swiateczne choinki a nigdzie nie uswiadczysz Stajenki czy Gwiazdy Betelejemskiej tzn. ze jednak czegos sie tam zabrania.Obwieszenie wlasnego domu setkami zarowek nie jest jeszcze symbolem Swiat Bozego Narodzenia.Pisze to n.p. relacji znajomych ,bo sam w USA nie bylem i szczerze mowiac wcale sie nie pale zeby do tego poganskiego kraju pojechac chociaz stac bylo by mnie na to.

  19. Joe said

    Panie Marucha…owszem Pani Aga ma sporo racji ktora juz dawno wyczytalem u prof.Konecznego.Ale z tym spychaniem do katakumb to sie totalnie nie zgadzam.Une chca nas zepchnac…ale do tego brakuje im jeszcze conajmniej ze 2-wa pokolenia.Une dra geby jak to jest w ich zwyczaju od tysiaca lat…i nic wiecej.Tak jak i ztymi choinkani w miejscach publicznych.Gdzies tam jakis proces w sadzie stanowym wygraja i juz bebnia gazetki bez napletka po calym swiecie.Ale ze opozycja odwolala sie do wyzszej instancji i proces wygrala to juz szaaaa…
    I tak jest ze wszystkim…tylko z tym Iranem cos dostali zaparcia.Bo darli pyski juz chyba rok tamu ze juz… juz amerykanskie tam sie pchaja…a tu nagle cisza,cos sie zacielo.
    W midzyczsie, Aj Waj..awaria olejowa w Zat. Meksykanskiej,potem Tupolew u Rosjan (bo jestem pewny ze tam paluchy maczali)…teraz internet…i tak bez konca.

  20. Marucha said

    Jeszcze nie jesteśmy w katakumbach.
    Ale już stoimy koło wejścia.

Sorry, the comment form is closed at this time.