Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Archive for Grudzień 11th, 2010

Tomasz Makarczyk-Rodkiewicz – wywiad

Posted by Marucha w dniu 2010-12-11 (Sobota)

Tomasz Makarczyk-Rodkiewicz
Wiceprzewodniczący Zarządu Głównego ROP, Członek Rady Społecznej Fundacji Pamięci Narodu Polskiego, Członek nadzwyczajny Światowego Związku Żołnierzy AK,  Prezes Zarządu Głównego Forum Katolickiej Myśli Społecznej im. Św.Tomasza z Akwinu, Sekretarz Rady Konsultacyjnej Krajowej Sekcji PAN NSZZ”Solidarność”

Jest Pan wiceprzewodniczącym Ruchu Odbudowy Polski. Dlaczego związał się Pan właśnie z tym ugrupowaniem.
W 1992 na czele rządów stanął Jan Olszewski, były członek Szarych Szeregów, uczestnik akcji referendalnej w szeregach młodzieży PSL, obrońca w czasach PRL w procesach politycznych intelektualistów i robotników, oskarżyciel posiłkowy  w procesie  zabójców bł. Jerzego Popiełuszki, doradca i współautor statutu NSZZ „Solidarność”. Rząd ten, którego premier jako kierunek pierwszej wizyty wybrał Stolicę Świętą, m. in. powstrzymał złodziejską  prywatyzację, wzrost  bezrobocia, likwidację stoczni szczecińskiej, oddłużył rolnictwo. Poza tym zapobiegł zrzeczeniu się terenów  opuszczanych przez armię radziecką na rzecz Kraju Rad, ujawnił agenturę w szeregach ówczesnych elit politycznych. Ponieważ establishment okrągłostołowy poczuł się zagrożony, podczas tzw. nocnej zmiany rząd został pośpiesznie odwołany. Jednymi z głównych sprawców tego przewrotu byli przywódcy obecnej koalicji rządzącej. Dobry wynik Jana Olszewskiego w wyborach prezydenckich pozwolił na bazie jego komitetów wyborczych stworzyć Ruch dla Rzeczypospolitej, a następnie Ruch Odbudowy Polski. ROP zrzeszał w latach 90-tych  blisko 24 tysiące członków (zwłaszcza b. kombatantów AK i WiN, działaczy solidarności o orientacji narodowej czy niepodległościowej, oraz zwolenników chrześcijańskiej demokracji). Poparcie dla ROP w sondażach w roku 1996 oscylowało w granicach 18 procent, zaczął zagrażać środowiskom okrągłostołowym, więc został poddany, dość skutecznie, zabiegom inwigilacyjnym i destrukcyjnym (działania osławionego płk. L.). W ostatnich latach odeszło, na wieczną wartę, wielu kombatantów, członków ROP. Inni zasilili partie bardziej pragmatyczne, zwłaszcza PIS (np. młodzieżówka ROP). Karierowicze, intryganci czy notoryczni „partiokrążcy”, dzięki Bogu, odeszli od nas sami. Ruch bardzo zeszczuplał kadrowo, stracił na znaczeniu, tym bardziej, że nie dysponuje żadnym zapleczem medialnym i finansowym. Ostatnio zaczyna się jednak odradzać. Przystąpiło do nas wielu nowych kombatantów, a także młodych ludzi, którym programu Ruchu odpowiada najbardziej.

W programie Ruchu Odbudowy Polski – którego jestem współautorem – kładzie się szczególny nacisk na konieczność: przestrzegania zasad etyki chrześcijańskiej,  a zwłaszcza na obronę cywilizację życia, zasad społecznej nauki Kościoła, przestrzeganie wysokich standardów moralności publicznej i praworządności ( budowanej na prawie naturalnym), obronę tradycyjnej rodziny i godności pracy, przeciwdziałanie ubezwłasnowolnianiu i wywłaszczaniu Narodu Polskiego, obronę jedności i suwerenności narodowej w wymiarze państwowym, militarnym i gospodarczym; zwiększaniu politycznej, gospodarczej i cywilizacyjnej roli Państwa Polskiego na arenie międzynarodowej.

Jaki jest Wasz stosunek do orientacji narodowej ?
Istnieje niewątpliwie potrzeba scalenie bardzo rozproszonych ruchów chrześcijańsko-narodowo-niepodległościowych. Nie jest to łatwe. Obecne partie czy ugrupowania narodowe rekrutowały niejednokrotnie swoje założycielskie kadry kierownicze spośród byłych funkcjonariuszy komunistycznych, którzy po idyllicznej symbiozie z lat 40-tych i 50-tych, poróżnili się ze swoim kolegami o „orientalnym pochodzeniu” i nagle w jednej chwili z internacjonalistów stali się „narodowcami”. Z kontekstu myśli, jednego z najwybitniejszych przedwojennych polskich mężów stanu Romana Dmowskiego, wyrwali jego skłonność do współpracy z Rosją (wątpię, by był zwolennikiem Rosji stalinowskiej). Obowiązkowo w tych partiach odsądza się od czci i wiary postać Józefa Piłsudskiego (My uznajemy komplementarność ról obu tych przywódców). Partie te przy-najmniej na razie nie przekonały do siebie znaczących odłamów Narodu Polskiego. Ze środowiska osób mających autentyczne korzenie w przedwojennym Ruchu Narodowym, ściślej w Stronnictwie Narodowym, powstała nawet dość liczna i obiecująca Liga Polskich Rodzin, ale i ona okazałą się być partią sezonową. Natomiast większość partii mających chrześcijaństwo w nazwie, albo w programie, często jest dość daleka od kompetencji, gotowości lub determinacji do wdrażania tych  zasad.

Dwie uwagi: Mówił Pan o partiach narodowych, wyróżniając na tym tle LPR, jako najbardziej nieskażoną. Nie do końca się z Panem zgodzę, trzeba pamiętać, że Ruch Narodowy działał w skrajnie trudnych warunkach, poniósł najwięcej ofiar i trudno dziś tak jednoznacznie osądzać ludzi, którzy go w tych trudnych czasach tworzyli. Jedni ratowali jego substancje, walczyli o zachowanie idei i ludzi, byli też w jego szeregach i tacy, którzy świadomie działali przeciwko narodowcom i Polsce. I ta uwaga dotyczy całego powojennego okresu. Roman Dmowski nie miał jakiś specjalnych skłonności do współpracy akurat z Rosją, ale jako narodowiec wybierał tą opcję, która w tym czasie była wg niego najbardziej optymalna. Działał w myśl zasady: jeden cel Polska, reszta to okoliczności podyktowane realiami.
Ale zostawmy te uwagi na boku. Na jakich fundamentach powinniśmy budować naszą suwerenność, jakie główne zagrożenia widzi Pan  (ROP)  dla dzisiejszej Polski.

Polska, wsparta solidarnością z krajami o podobnym położeniu i historii, powinna być głównym gwarantem swojej jedności i suwerenności. Na pewno członkostwo w NATO może być czynnikiem korzystnym. Podobnie byłyby wskazane partnerskie stosunki z USA, Unią Europejską i Rosją oraz Chinami. Ale jak dotychczas USA (jest tam słabe lobby polonijne i silne lobby antypolskie) nie traktuje nas podmiotowo, a jedynie jako „chłopca na posyłki”. Rosji marzy się, żeby zależność polityczna i gospodarcza Polski od niej, przypominała czasy Układu Warszawskiego i RWPG. Dla „starej” Unii Europejskiej jesteśmy pożądanym obiektem ucywilizowanego neokolonializmu, a dla dominującego jej lidera tzn. Niemiec stosunki bilateralne z Rosją zawsze były i będą ważniejsze, niż jakiekolwiek zobowiązania unijne. Korzystne stosunki z Chinami to dopiero melodia przyszłości.

Dobrze, że w zasadzie wyzbyliśmy się większości patologii, jakie wynikały z wdrażania realnego socjalizmu. Jednak w miejsce starych powstały nowe patologie, a szereg grup społecznych odczuwa dokonujące się przemiany jako swoisty regres. Nie znaczy to, że należy „wprowadzić sztandar” z powrotem.

Większość naszych bolączek wiąże się z konsekwentnym, rabunkowym wywłaszczaniem Narodu Polskiego, wadliwą ordynacją wyborczą, skrajnym serwilizmem kół rządzących wobec możnych tego świata i różnej maści międzynarodówek, antynarodową rolą większości mediów krajowych. Dotkliwie odczuwamy skutki fizycznej eliminacji inteligencji polskiej przez kolejnych okupantów, kolejne fale emigracji ludzi wartościowych, młodych. To ułatwia utrzymywanie szerokich warstw społecznych w swoistym analfabetyzmie historyczno-politycznym, oddala ludzi od tradycji, Kościoła…..jednym słowem od Polski.

Jest Pan również członkiem Rady Społecznej Fundacji Narodu Polskiego.
Fundacja powstała mniej więcej 15 lat temu z inicjatywy wielkiego patrioty, człowieka instytucji, śp. mgr. Jerzego Myrchy. Jej celem jest utrwalanie pamięci o kartach polskiej historii, o Jej wielkich postaciach, walce o wolność narodową i religijną, o Jej kulturze. W ramach swojej działalności odegrała istotną rolę m.in. przy budowie pomnika „pomordowanych na wschodzie” i uczczeniu pamięci Tadeusza Reytana. Zorganizowaliśmy wielu sesji i uroczystości, wydaliśmy szereg wydawnictw poświęconych tematyce martyrologicznej, a zwłaszcza biuletyny „Godność i Pamięć”. Odznaczono blisko 250 osób zasłużonych dla Polski – w tym wielu duchownych i osoby konsek-rowane – orderem „Polonia Mater Nostra Est”. Ostatnio powołano w ramach Fundacji Klub Inteligencji Polskiej, w którym często analizujemy wydarzenia współczesne w kontekście naszych doświadczeń historycznych.

Co pana upoważnia do członkostwa w ŚZŻAK ?  Jest Pan za młody na byłego Akowca ?
W Związku istnieje kategoria członka nadzwyczajnego. Została mi ona przyznana 3 lata temu. Wzięto pod uwagę, że byłem autorem artykułów broniących celowości podjęcia decyzji o wybuchu Powstania (jestem obecnie członkiem komisji historycznej Związku) oraz fakt, że mój ojciec (uczestnik Bitwy Warszawskiej), jego siostra, siostry matki i mój starszy brat Wacław walczyli w Powstaniu. Jedna z ciotek zginęła, druga została inwalidką wojenną, trzecia dostała się do obozu     koncentracyjnego. Brat wkrótce po wojnie, w szeregach młodzieży PSL, brał udział w akcji referen-dalnej, potem w latach 1951-53 był aresztantem UB. Mnie samemu dane było w czasie Powstania, w wieku zdecydowanie przedszkolnym, położyć 2 cegły na barykadzie wznoszonej przy ul. Śniadeckich.

To już jest jakiś udział w tamtych wydarzeniach.
Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Jacek Majchrowski
http://mercurius.myslpolska.pl/2010/12/tym-celem-jest-polska/

Posted in Polityka | 3 Komentarze »

Coś dla entuzjastów WikiLeaks

Posted by Marucha w dniu 2010-12-11 (Sobota)

BUSTED!! WIKILEAKS STRUCK A DEAL WITH ISRAEL OVER CABLE LEAKS

http://www.revoltoftheplebs.com/categories/in-depth-analysis/busted-wikileaks-struck-a-deal-with-israel-over-cable-leaks/

Wydało się!! Wikileaks zrobiła interes z Izraelem.
Tłumaczenie Ola Gordon.

Według najnowszych rewelacji, Assange rzekomo zrobił interes z Izraelem przed ostatnią ‘aferą depeszową’, co wyjaśnia dlaczego przecieki były „dobre dla Izraela,” jak powiedział izraelski premier.

Liczni komentatorzy, szczególnie w Turcji i Rosji, zastanawiają się, dlaczego setki tysięcy amerykańskich dokumentów niejawnych, jakie w zeszłym miesiącu wyciekły na stronę internetową, nie zawierają niczego, co mogłoby wprawić w zakłopotanie izraelskiego rządu, jak było z niemal każdym innym państwem, o którym mowa w dokumentach. Odpowiedzią wydaje się być tajne porozumienie zawarte między „sercem i duszą” Wikileaks, jak określił się skromnie sam Assange, i izraelskimi urzędnikami, co spowodowało, że wszystkie takie dokumenty zostały „usunięte” zanim upubliczniono pozostałe.

Według witryny arabskich dziennikarzy śledczych http://www.syriatruth.info/content/view/977/36/, Assange otrzymał pieniądze z pół-oficjalnych izraelskich źródeł i obiecał im, w „tajnej video-umowie,” nie publikować żadnych dokumentów, które mogą zaszkodzić izraelskiemu bezpieczeństwu lub interesom dyplomatycznym.

O źródłach raportu Al-Haqiqa mówi się, że są to byli wolontariusze Wikileaks, którzy opuścili organizację w ciągu ostatnich kilku miesięcy z powodu „autokratycznego przywództwa” Assange i „braku przejrzystości”.

W niedawnym wywiadzie dla niemieckiego dziennika Die Tageszeitung, były rzecznik prasowy Wikileaks Daniel Domscheit -Berg powiedział, że on i inni dysydenci Wikileaks planują uruchomienie platformy własnych informatorów by zrealizować pierwotny cel Wikileaks z „nieograniczoną ilością plików.”

Domscheit-Berg, który zamierza wydać książkę o swojej pracy pt. Inside Wikileaks [Wewnątrz Wikileaks], oskarża Assange że działa jak „król,” wbrew woli innych osób w organizacji, poprzez „robienie interesów” z organizacjami medialnymi, które mają kreować wybuchowy efekt, o czym inni w Wikileaks albo wiedzą albo niewiele, albo nic.

Ponadto, insajderzy mówili, że parcie Assange na pierwszo-stronicowe historie oznaczało, że Wikileaks nie była w stanie „zrestrukturyzować się” sama, by uporać się z tym wzrostem zainteresowania. Oznacza to, że mniejsze przecieki, które mogą być interesujące dla ludzi na poziomie lokalnym, są obecnie pomijane, gdyż ważniejsze są duże historie.

Według źródeł Al-Haqiqa, Assange spotkał się z izraelskimi urzędnikami w Genewie na początku tego roku i zawarł tajne porozumienie. Rząd Izraela, jak się wydaje, w jakiś sposób dowiedział się lub oczekiwał, że dokumenty, które miały wycieknąć zawierały dużą ich liczbę nt. izraelskich ataków na Liban w 2006 r i Strefę Gazy w latach 2008-9. Te dokumenty, które miały pochodzić głównie z ambasady Izraela w Tel Awiwie i Bejrucie, usunął i być może zniszczył sam Assange, który jest jedyną osobą, która zna hasło otwierające te dokumenty.

Rzeczywiście w opublikowanych dokumentach wydają się być „luki” z okresu lipiec – wrzesień 2006 r., podczas którego miała miejsce 33-dniowa wojna w Libanie. Czy to możliwe, by amerykańscy dyplomaci i urzędnicy nie mieli żadnych komentarzy lub wymiany informacji nt. tego przełomowego wydarzenia, a spędzali czas na „plotkowaniu” o każdej innej „trywialnej” sprawie na Bliskim Wschodzie?

Po przecieku (a nawet wcześniej), premier Izraela Benjamin Netanjahu powiedział na konferencji prasowej, że Izrael „pracował z wyprzedzeniem,” aby ograniczyć szkody przeciekowe, dodając, że „w Wikileaks nie ukaże się żaden tajny izraelski materiał.” W wywiadzie dla magazynu Time w tym samym czasie, Assange chwalił Netanjahu jako bohatera przejrzystości i otwartości!

Według innego raportu, lewicowy dziennik libański spotkał się dwukrotnie z Assange i próbował negocjować z nim interes, oferując „dużą ilość pieniędzy”, by zdobyć dokumenty dotyczące wojny w 2006 roku, w szczególności protokół z posiedzenia, jakie odbyło się w ambasadzie amerykańskiej w Bejrucie w dniu 24.07.2006 r., co powszechnie uważa się za spotkanie „rady wojennej” między stronami amerykańską, izraelską i libańską, które odegrały rolę w wojnie przeciwko Hezbollah i jego sojusznikom. Jak potwierdzają źródła, dokumenty otrzymane przez redaktorów Al-Akhbar, wszystkie datowane są począwszy od 2008 r. i nie zawierają „nic wartościowego.” To tylko świadczy o słuszności zarzutów, że Izrael zrobił jakiś interes.

Wreszcie, może warto zauważyć, że Assange mógł zrobić to, co zarzuca się że zrobił, by chronić siebie i zapewnić, że ujawniane dokumenty są publikowane w taki sposób, aby odsłonić amerykańską hipokryzję, na punkcie której mówi się, że ma on obsesję „kosztem bardziej fundamentalnych celów”.

Za http://stopsyjonizmowi.wordpress.com

Posted in Polityka | 19 Komentarzy »

Gdy cezar siada na ołtarzu…

Posted by Marucha w dniu 2010-12-11 (Sobota)

Nie może być tak, że władza świecka nie dopuszcza do obejmowania urzędów i godności kościelnych przez duchownych, których uznaje za niewygodnych dla siebie

fot. M. BorawskiZ ks. prof. Waldemarem Chrostowskim, biblistą z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, rozmawia Bogusław Rąpała.

Wielu katolików jest głęboko poruszonych i oburzonych sposobem potraktowania ks. płk. Sławomira Żarskiego przez prezydenta Bronisława Komorowskiego, który 11 listopada, po Mszy św. w bazylice Świętego Krzyża w Warszawie, udzielił duchownemu ostrej reprymendy.
– Patrzę na to z ogromnym zaskoczeniem i zdziwieniem. Dziwne, że dowiedzieliśmy się o tej sprawie stosunkowo późno. Dziennikarze, którzy na co dzień śledzą każdy krok i każde słowo ważnych osobistości, nie poinformowali o incydencie od razu ani w następnych dniach. To, co się wydarzyło w zakrystii kościoła czy w drodze do niej, bo relacje są niejasne, trzeba uznać za wielki skandal. Prezydent, zwracając się do duchownego, „bo jest pułkownikiem, wojskowym”, a więc podlega prezydentowi, publicznie zganił wygłoszoną przez niego homilię. A przecież w kościele, uczestnicząc we Mszy św., prezydent jest jednym z wiernych, ważnym, ale nie aż tak, by ksiądz spełniał wszystkie jego życzenia i oczekiwania. W tym zakresie podległości duchownego wobec prezydenta nie ma, bo być nie może. Duchowni nie są narzędziami budowania i wzmacniania prezydenckiego i partyjnego PR, czyli wizerunku wyrabianego na pokaz przez sowicie opłacanych specjalistów, gdyż jedną z najważniejszych powinności duchownych stanowi głoszenie Słowa Bożego. Nie chodzi wyłącznie o jego osadzenie i sens w dawnej historii, ale o odważną i rzetelną aktualizację orędzia Biblii w nawiązaniu do okoliczności i potrzeb naszych czasów, to znaczy tu i teraz. W żadnym przypadku nie pokrywa się to z prawieniem komplementów ani umizgami pod adresem władzy. Ksiądz prałat Żarski jest pułkownikiem, ale to nie duchowni potrzebują wojska i jego dywizji, lecz wojsko potrzebuje duchownych jako ludzi głoszących prawdę o Chrystusie, która pomaga i uczy, jak należy żyć.

Prezydent nie tylko publicznie zbeształ księdza pułkownika, ale swoimi naciskami spowodował, że administrator Ordynariatu Polowego nie objął stanowiska biskupa polowego Wojska Polskiego. Jak należy traktować taką ingerencję władzy świeckiej w sprawy Kościoła?
– Jeżeli rzeczywiście istnieje związek między wygłoszoną homilią, napomnieniami prezydenta w zakrystii oraz tym, że nie doszło do wcześniej przygotowywanej nominacji ks. prałata Żarskiego na stanowisko biskupa polowego, to byłby to jeszcze większy skandal. Natychmiast pojawiły się wyliczenia, ilu jest kapelanów i ile parafii wojskowych oraz ile kosztuje ich utrzymanie, co w podtekście sugeruje wzmocnienie ich zależności od ministra obrony i prezydenta, a być może nawet groźbę odgórnej reorganizacji, która ma pokazać, „kto tu rządzi”. Jednak wojsko potrzebuje duchownych, bo bez nich nie sposób prawdziwie formować ludzi, którzy w najniebezpieczniejszych miejscach i w trudnych czasach służą Ojczyźnie i jej bronią. Bez księży zupełnie inaczej wyglądałaby nasza wojskowa obecność w Iraku czy w Afganistanie, a są oni tam nie dlatego, że chcą „budowania demokracji”, lecz dlatego, że towarzyszą żołnierzom i przynoszą im duchowe oraz moralne wsparcie, bez którego wielu z nich by sobie nie poradziło.

Czytaj resztę wpisu »

Posted in Kościół | 25 Komentarzy »

W sprawie tzw. „wypędzonych”

Posted by Marucha w dniu 2010-12-11 (Sobota)

Orzeczenie Sądu Najwyższego może skutecznie zablokować niemieckie roszczenia majątkowe. Utrata obywatelstwa była skuteczna.

Jest już pisemne uzasadnienie niezwykle ważnego wyroku Sądu Najwyższego, mającego pierwszorzędne znaczenie dla roszczeń, z którymi występują tzw. późni przesiedleńcy. Wynika z niego, że skutecznie utracili oni obywatelstwo polskie, a ich majątki przechodziły na własność państwa. Jak podkreślają prawnicy, orzeczenie to będzie mogło być wykorzystywane podczas spraw sądowych.

Od kilku lat tzw. późni przesiedleńcy, wykorzystując zaniedbania i bałagan w księgach wieczystych, występowali o zwrot majątków, których zrzekli się, wyjeżdżając do Niemiec. Skuteczną tamę, przynajmniej części roszczeń, powinien położyć wyrok Sądu Najwyższego z sierpnia tego roku, którego pisemne uzasadnienie jest już dostępne.

Wynika z niego, że przesiedleńcy, wyjeżdżając do Niemiec, przyjmowali obywatelstwo tego kraju i tracili polskie wraz z posiadanym majątkiem. A tym samym nie mogli go przekazać swoim spadkobiercom.
– Wyrok ma duże znaczenie dla innych tego typu spraw – podkreśla mecenas Lech Obara, zaangażowany w szereg spraw roszczeniowych. Na wagę tego orzeczenia wskazuje także prof. Aurelia Nowicka (UAM), która specjalizuje się w problemach prawnych związanych z roszczeniami tzw. późnych przesiedleńców.
Rozpatrywana przez Sąd Najwyższy kasacja dotyczyła rodziny Reinschów, która wyjechała z Polski w 1981 roku. Jej spadkobiercy, wykorzystując brak zapisów w księgach wieczystych, odzyskali w 2006 roku dom w Olsztynie. Sądy uznały także, że nie utracili oni obywatelstwa polskiego.

Ustalenia te zakwestionował w swoim wyroku Sąd Najwyższy, stwierdzając, że ustawa z 1981 r. „wyraźnie stanowiła, że nabycie obywatelstwa obcego pociągało za sobą utratę obywatelstwa polskiego”. Sąd podkreślił, że twierdzenie sądów, iż nie nabyli oni obywatelstwa niemieckiego po wyjeździe z Polski, jest „nieuprawnione”. „Nie potrzebowali oni nawet uzyskiwać obywatelstwa niemieckiego, o które wystąpili, ponieważ na terenie RFN odnowione zostało na podstawie prawa miejscowego ich obywatelstwo niemieckie sprzed 1945 roku, które zgodnie z prawem RFN nigdy nie wygasło” – podkreślają sędziowie w uzasadnieniu wyroku.
– Ci, którzy występują z roszczeniami, nie są polskimi obywatelami, są to obywatele niemieccy, to bardzo ważne – wskazuje Obara. – To będzie rzutowało na pogląd sądów administracyjnych – dodaje.
Co ważniejsze, SN uznał, że nie jest „zasadne” kwestionowanie prawnego znaczenia uchwały Rady Państwa z 1956 r. o zmianie obywatelstwa repatriantów niemieckich. „Tym samym skład orzekający w niniejszej sprawie nie podzielił częściowo odmiennego stanowiska w powyższej kwestii zawartego w wyroku Sądu Najwyższego z 17 września 2001 r.” – czytamy w uzasadnieniu. W wyroku tym kwestionowano właśnie ważność uchwały Rady Państwa, wskazując na jej „ogólność”.

Wyrok ten ukazuje zmianę linii orzeczniczej z korzyścią dla osób, które mieszkają w domach objętych roszczeniami niemieckimi i które wskutek zaniedbań urzędniczych poprzez brak wpisów w księgach wieczystych często na stare lata muszą szukać innego lokum.
– To nie jest dramat Skarbu Państwa, ale tych staruszków, którzy mieszkają w tych domach – mówi Obara.

Wyrok na pewno może być wykorzystywany w sprawach, w których spadkobiercy przesiedleńców, którzy skutecznie utracili obywatelstwo polskie, próbują odzyskać majątek należący dawniej do ich rodziców czy dziadków. Wówczas, jak wynika z orzeczenia Sądu Najwyższego, te nieruchomości im się nie należą, ponieważ w wyniku utraty obywatelstwa nie mogły one być spadkiem.
– Ta nieruchomość nie mogła zatem wejść w skład spadku, a spadkobiercy nie mogli nią rozporządzać, wobec czego nabycie tej nieruchomości nastąpiło od osób nieuprawnionych – oświadczył sędzia Wojciech Katner, ogłaszając wyrok w sprawie małżeństwa Reinsch.
– Myślę, że to orzeczenie będzie miało duży wpływ na przyszłe procesy – zaznacza w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” Jerzy Erlik, radca prawny z Olsztyna, który prowadzi sprawy osób dotkniętych roszczeniami przesiedleńców. – Ogólna tendencja orzecznictwa Sądu Najwyższego w tych sprawach jest korzystna dla obywateli polskich. Wystarczy zwrócić uwagę na wyrok, który stwierdzał, iż w sprawach, które leżą w gestii sądów administracyjnych, to właśnie one powinny się do nich odnosić, a nie sądy powszechne – dodaje. – Jest to istotne, bo np. w sprawach administracyjnych są krótkie terminy – 10 lat – na wzruszenie decyzji uwłaszczeniowej, chociażby była wadliwa. Gdyby wcześniej było takie orzeczenie, to sprawa Agnes Trawny zakończyłaby się korzystnie dla Skarbu Państwa i rodzin zamieszkujących w tej nieruchomości – tłumaczy Erlik.

Liczbę tzw. późnych przesiedleńców szacuje się na ok. 400-600 tysięcy. Po 1945 r. przyjmowali oni polskie obywatelstwo, dzięki czemu mogli zachować swój majątek. Wyjeżdżając do Niemiec, zrzekali się go, ale otrzymywali w zamian od rządu niemieckiego tzw. świadczenia wyrównawcze.

Zenon Baranowski, Nasz Dziennik 11-12.12.2010

Wawel

Z tego miejsca Polacy wypędzili gubernatora Hansa Franka z rodziną

Oczywiście werdyktem jakiegokolwiek sądu czy trybunału Unii Europejskiej można bez problemu anulować decyzję polskiego Sądu Najwyższego. – admin

Posted in Historia, Polityka | 9 Komentarzy »

Jak uczynić witrynę popularną wśród szerokich rzesz społeczeństwa

Posted by Marucha w dniu 2010-12-11 (Sobota)

Wiadomo już, że gajówka Maruchy nie jest do niczego potrzebna, gdyż dociera tylko do wąskiego kręgu osób i tak już przekonanych.
Gajowemu wydawało się co prawda, że regularnie odnotowywane 6000-7000 wizyt dziennie to spory sukces, jak na witrynę działającą bez żadnych środków i bez reklamy. Ale to oczywiście za mało…

Dlatego postanowiliśmy napisać coś w rodzaju bardzo skróconego podręcznika, lub raczej zbioru wskazówek, co zrobić aby uzyskać w Polsce prawdziwy sukces na szeroką skalę.

1. Zdobyć jakieś głupie 15-20 milionów złotych na początek, na rozruch witryny. Może wystarczy.
2. Postarać się o przynajmniej kilkunastu dziennikarskich dresiarzy, którzy na zamówienie mogą Panu napisać, że to Abel zabił Kaina.
3. Zadbać o odpowiednią reklamę w prasie, radio i TV.
4. Zadbać o sponsorów i być gotowym na spełnianie ich życzeń odnośnie zawartości witryny.
5. Zamieszczać na witrynie jak najwięcej artykułów, które przyciągają gawiedź, jak np:
– o okrucieństwie Kościoła;
– o przemocy w rodzinie;
– o pedofilii;
– o szczęśliwych parach homoseksualnych;
– o życiu celebrytek;
– o najnowszych tzw. utworach muzycznych i ich wykonawcach;
6. Zamieszczać dużo reklam, bez przesadnego zastanawiania się nad tym, co reklamują, np. domy publiczne.
7. Okraszać witrynę zdjęciami rozebranych panienek.
8. Umieszczać na niej różne konkursy, np. z kim chciałbyś się przespać dziś w nocy (Doda – Frytka – Anna Mucha – Kasia Cichopek – itd).
9. Obsadzić zarząd starszymi braćmi.
10. Nie pisać nigdy, pod żadnym pozorem niczego, co mogło by zaszkodzić starszym braciom.
11. Pogodzić się z byciem prostytutką intelektualną.

Na pewno można by jeszcze tu dodać parę punktów, ale jakieś pojęcie Państwo już sobie na pewno wyrobili.

Z samą prawdą, choćby najciekawszą, nie dotrzemy do polskiego społeczeństwa. Może do paru procent. Reszcie wystarcza TVN, Polsat, G*** Wyborcza, Onet itp. i stamtąd dowiaduje się ona, co się dzieje na świecie i co o tym myśleć. Prawda, wbrew temu co pisał Mackiewicz, nie jest dla Polaków ciekawa. Obchodzi ich co najwyżej to, co dzieje się na ich podwórku i nie rozumieją, że świat zewnętrzny wpływa na ich podwórko.

Gajowy ma tę przywarę, że woli dotrzeć do paru tysięcy rozumnych ludzi, niż do milionów durniów, którzy – nawet jeśli zetkną się z prawdą – odrzucą ją odruchowo albo wyśmieją. Ale to jest pogląd gajowego, którego nikomu nie chce narzucać.

Gości gajówki proszę o dopisywanie nowych punktów do powyższego zestawu.

Gajowy Marucha

Posted in Różne | 36 Komentarzy »

„S” alarmuje w sprawie emisji dwutlenku węgla

Posted by Marucha w dniu 2010-12-11 (Sobota)

Prorok globalnego oiceplenia

Poczytajmy sobie po raz kolejny o zbrodniczej, na niewyobrażalną skalę ciągnącej się hucpie p.t. „Ocieplenie klimatu”, sterowanej przez chazarskiego cwaniaka Al Gore’a. Pan Gore nie waha się wpędzać ogromnych obszarów naszego globu w nędzę, aby tylko zapełnić swoją kieszeń bez dna. Najbardziej obrzydliwe jest jednak niemal totalne ześwinienie środowisk naukowych, które podtrzymują wiarę w algorowski bełkot. – admin

Nawet ćwierć miliona miejsc pracy może utracić Polska, jeśli wejdą w życie przygotowane przez Komisję Europejską zasady przydziału darmowych uprawnień do emisji dwutlenku węgla w latach 2013-2020 – alarmuje Solidarność, powołując się na dane energochłonnych branż. Według szefa górniczej „S”, Dominika Kolorza, zagrożenie dotyczy m.in. pracowników hutnictwa, przemysłu stalowego, chemicznego, cementowego i papierniczego.

Na początku tygodnia prezydium komisji krajowej Solidarności przyjęło stanowisko, w którym zwraca się z wnioskiem do premiera Donalda Tuska o podjęcie wszelkich działań w celu zablokowania wprowadzenia proponowanych przez KE rozwiązań.

„Kończąca się właśnie konferencja klimatyczna ONZ w Cancun pokazuje, że Unia Europejska narzucając sobie niezwykle ostre normy emisyjne pozostaje osamotniona, a to stanowi poważne zagrożenie dla konkurencyjności gospodarki całej wspólnoty na globalnym rynku” – ocenił w piątek Kolorz.

Przedstawiciele związku podkreślają, że Polsce w branżach, które są bezpośrednio zagrożone skutkami proponowanych przez KE rozwiązań, pracuje ok. 500 tys. ludzi. Wskazują jednak, że problem dotyczy wszystkich Polaków, bo proponowane przez KE zasady przydziału pozwoleń na emisję CO2 mogą prowadzić do znaczących podwyżki cen ciepła dla odbiorców indywidualnych.

Według Kolorza, proponowane przez KE zasady przydziału darmowych pozwoleń na emisję CO2 w perspektywie narażą górnictwo na utratę odbiorców węgla. „Skutki tego nietrudno przewidzieć – to ograniczanie wydobycia i utrata miejsc pracy” – uważa szef górniczej „S”.

Związkowcy przekonują, że proponowane regulacje są szkodliwe dla polskiej i europejskiej gospodarki, ponieważ – argumentują – obniżą jej konkurencyjność i spowodują przeniesienie inwestycji poza UE. Podkreślają, że największe gospodarki świata – USA, Chiny czy Indie – nie zamierzają skokowo zmniejszać poziomu emisji CO2.

Unijna decyzja dotycząca zasad przydziału darmowych pozwoleń na emisję dwutlenku węgla ma zapaść 15 grudnia. Wielkość darmowych uprawnień do emisji ma opierać się na określanych wskaźnikach emisji CO2, przypadających na jednostkę produkcji. Wskaźniki te są obliczane są z uwzględnieniem zużycia energii elektrycznej, w odniesieniu do najbardziej wydajnych dostępnych technologii i emisji CO2. Współczynnik tzw. nawęglenia w Polce jest ponad dwukrotnie wyższy niż średnio w całej UE.

Z przytaczanych przez „S” analiz, przeprowadzonych przez zagrożone likwidacją zakłady przemysłowe, wynika, że bez rozwiązań rekompensujących wzrost kosztów energii elektrycznej wywołanych obowiązkowym zakupem uprawnień do emisji CO2 przez polskie elektrownie, zakłady te nie mają szans na ekonomicznie uzasadnione działanie po 2013 r.

Źródło: PAP
http://biznes.onet.pl/s-alarmuje-w-sprawie-emisji-dwutlenku-wegla,18564,4045294,1,news-detal

Posted in Różne | 26 Komentarzy »