Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Nie ma opóźnień w procesie beatyfikacyjnym

Posted by Marucha w dniu 2010-12-18 (sobota)

W 2011 roku ogłoszony zostanie dekret o uznaniu cudu za wstawiennictwem Jana Pawła II. Jest on potrzebny do beatyfikacji papieża. W przyszłym roku mamy również poznać datę wyniesienia na ołtarze Ojca Świętego.

Do procesu beatyfikacyjnego wybrano przypadek niewytłumaczalnego z medycznego punktu widzenia wyleczenia francuskiej zakonnicy z zaawansowanej choroby Parkinsona. Nieznane są jednak żadne szczegóły prac toczących się w Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych nad dokumentacją cudu uzdrowienia, przypisywanego wstawiennictwu polskiego papieża.

Procedura przewiduje, że dokumentacją medyczną zajmuje się najpierw komisja lekarzy, która przedstawia ekspertyzy i wydaje opinię na jej temat, a potem przekazuje ją pod obrady komisji teologów i na końcu – kardynałów.

Po zakończeniu prac Kongregacja zwraca się do papieża o uznanie cudu. Papież zgadza się zaś na ogłoszenie, czyli promulgację dekretu. Wtedy pozostaje już tylko wyznaczenie daty beatyfikacji.

Jedna z osób zaangażowanych w proces beatyfikacyjny Jana Pawła II zapewnia Polską Agencję Prasową, że „był to rok bardzo ważny i dużo się w jego trakcie wydarzyło”. Zdaniem rozmówcy PAP „nie ma powodu do zaniepokojenia brakiem informacji o procesie”. Wpływ na tempo prac może mieć również trwająca w Kongregacji reorganizacja jej pracy.

– Z całą pewnością nie można mówić o opóźnieniach lub wstrzymaniu prac. Pamiętajmy, że proces o cudzie mógł rozpocząć się dopiero po ogłoszeniu dekretu o heroiczności cnót – podkreśla rozmówca, przypominając, że nie minął jeszcze od tego faktu rok.

Osoby uczestniczące w kolejnych etapach prac kładą nacisk na to, że od samego początku, zgodnie ze wskazaniami Benedykta XVI, prowadzone są one jak najszybciej, ale – dodają – jak najbardziej skrupulatnie i poważnie, z zachowaniem wszystkich reguł.

żar/Interia.pl

http://fronda.pl/news/czytaj/nie_ma_opoznien_w_procesie_beatyfikacyjnym

Komentarzy 21 to “Nie ma opóźnień w procesie beatyfikacyjnym”

  1. Zenek said

    Betayfikacja należy się się za całowanie Koranu, malowanie znaku Sziwy i modły z poganami w Asyżu , nie mówiąc o lekceważeniu 2000 lat tradycji wiary.

  2. Czy to co się dzieje obecnie w świecie nie jest akcją rozdzierania żywej jeszcze padliny przez satanistycznych sępów, podczas gdy nieliczni tylko zdają sobie sprawę z nadchodzącej prawdziwej Apokalipsy?
    http://monitorpolski.wordpress.com/2010/12/18/cz-to-sa-zdjecia-nibiru-zrobione-przez-teleskop-hubblea/
    Budujcie Arkę przed Potopem!

  3. A.P. said

    Pzreciez to wszystko co sie dzieje czynia ludzie ludziom a BOG (jak narazie) im w tym nie przeszkadza.

    Niech wreszcie wszyscy swieci zejda na ten swiat i zobacza „co sie swieci ” !

  4. Realista said

    „Cudotworca” Karolek zostal papiezem.

    To byl dopiero cud.

  5. chemtrail said

    Związani pętami przyjętych dogmatów patrzycie nie tu gdzie trzeba.

    http://www.youtube.com/user/obserwuj

  6. Jan K. said

    Abyśmy nie zapomnieli: głos sprzeciwu
    wobec „kanonizacji” Jana Pawła II

    KS. KEVIN VAILLANCOURT

    Redaktor The Catholic Voice

    „Musimy jeszcze poczekać pięć lat”. Zdanie to zostało wypowiedziane 3 maja 2005 roku przez kardynała Jose’a Saraiva Martina, prefekta Kongregacji d/s Kanonizacji. Był to pierwszy oficjalny komentarz od chwili wygłoszenia podczas pogrzebu Jana Pawła II publicznej aklamacji: santo subito („święty natychmiast”) oraz zapewnienie (przed konklawe), że „proces kanonizacji” Jana Pawła II już wkrótce zostanie rozpoczęty. Oprócz tego, co Martins nazwał publicznym uznaniem „dostrzegalnej świętości” Jana Pawła II, powiedział także, że „musimy poczekać na oficjalną deklarację” zanim Jan Paweł II oficjalnie zostanie uznany za świętego. Jednakże, czy posługując się tradycyjnymi rzymskokatolickimi standardami można oczekiwać, że kiedykolwiek nadejdzie dzień „oficjalnej deklaracji”?

    To, co zamierzam przedstawić w dalszej części mojego artykułu jest streszczeniem większej pracy dotyczącej „kanonizacji” Jana Pawła II, jaką ostatnio ukończyłem. Zaniepokoiła mnie nie tylko publiczna wrzawa wywołana przez santo subito, lecz także sposób, w jaki świeckie media wykorzystały ją dla własnych celów oraz sposób przeprowadzania wywiadów z kolejnymi osobami, które przyłączyły się do tej histerii. Ogarnął mnie niepokój, ponieważ w jaskrawy sposób stał się dla mnie oczywistym fakt, że katolicy, którzy przyłączyli się do niej okazali się bądź to do tego stopnia nieświadomymi swojej katolickiej Wiary oraz doktrynalnych błędów głoszonych i praktykowanych przez Jana Pawła II, bądź też do tego stopnia oszukanymi przez modernistów na przestrzeni minionych dwudziestu pięciu lat, że zapomnieli, jaka jest prawdziwa katolicka doktryna i jak błędna jest doktryna oraz duch Vaticanum II. Tak więc, aby nie zapomnieć o tych sprawach, nadeszła odpowiednia chwila by przyglądnąć się niektórym „cieniom” rządów Jana Pawła II, dotyczącym szczególnie kwestii fałszywego ekumenizmu. Osoba, którą Kościół zamierza ogłosić świętym nie może legitymować się zwykłymi pozorami świętości (np. buddyjscy mnisi posiadają takie pozory), lecz musi przejść pierwszy test świętości: a mianowicie to, że dostosowała swoje życie do apostolskiej nauki Kościoła rzymskokatolickiego, jako że poza Nim nie istnieje żadna „świętość” oraz do prawdziwego depozytu Wiary, którego Kościół jest stróżem i obrońcą. Obiektywnie mówiąc, Jan Paweł II nie zdał tego wstępnego testu i wynika to w dość oczywisty sposób z jego słów, pism oraz działań.

    Źródło oszustwa

    Wszyscy katoliccy historycy są zgodni, że jednym z czynników, które przyczyniły się do sukcesu protestanckiej rewolty był wynalazek prasy drukarskiej oraz łatwość rozprzestrzeniania błędów reformatorów, jaką umożliwiło to narzędzie. Wynalazek druku spowodował to, że nie tylko ogólnie dostępne dla wszystkich stały się wielkie ilości egzemplarzy pism zawierających błędne nauki, lecz także wykształcił się nowy trend ludzkiego zachowania: jeśli coś zostało wydrukowane, to zapewne można było to uważać za prawdziwe. Jeżeli nawet ktoś nie godził się do końca z tym, co wydrukowano, to dokument zawsze można było przeczytać ponownie i przekazywać innym do czytania. W ten sposób błędy reformatorów wywarły wpływ na więcej ludzi, niż miałoby to miejsce gdyby były przekazywane drogą ustną albo podczas kazania.

    Sądzę, że przyszli historycy katoliccy także zwrócą uwagę na nasze czasy i zauważą, że nadużyto nowych środków przekazu, jakimi stały się nowoczesne technologiczne wynalazki takie jak: telewizja, radio, komputer i internet. Myślę, że będą mogli stwierdzić, że ich także nie użyto w taki sposób, w jaki powinny zostać wykorzystane dla propagowania Ewangelii i tradycyjnego nauczania Kościoła rzymskokatolickiego. Można będzie natomiast łatwo pokazać i zademonstrować, że używano ich tak by umożliwić szybsze niż kiedykolwiek wcześniej rozprzestrzenianie się błędu. Zakłamując prawdziwy obraz odpychającego oblicza błędu przez przedstawianie go w fałszywy sposób i hipnotyzując ludzi fałszywymi obrazami nieustannie podsuwanymi im przed oczy, czy wreszcie tworząc przestrzeń dla fałszywych opinii i ataków na Chrystusa i Jego Kościół na skalę nie mającą precedensu w dotychczasowej historii ludzkości, ze wszystkich stron udaremnia się nasze wysiłki na drodze osiągnięcia zbawienia i uświęcenia dusz. Nie oznacza to, że nowoczesna technologia nie może być wykorzystywana dla dobrych celów. Owszem może i często tak właśnie się ją wykorzystuje. Papieże uczyli nas, że Bóg może inspirować ludzi do dokonywania wynalazków, które zarówno mogą przyczyniać się do udoskonalania człowieka jako istoty ludzkiej, jak też pomagać w mocniejszym utwierdzaniu w ich umysłach i sercach prawdy jednej, świętej, katolickiej i apostolskiej Wiary. Jednocześnie przestrzegali nas, że tego rodzaju osiągnięcia technologii bardziej niż wszelkie dotychczasowe zawierają w sobie potencjał do jeszcze głębszej demoralizacji człowieka.

    Chciałoby się, aby również dzisiaj przejawiano taką troskę o dusze ludzkie oraz ich dobra wieczne. Takie pragnienie rodzi się szczególnie wtedy, gdy pomyślimy o istnieniu wszelkiego rodzaju „radiowych dyskusji” (i ich moralizujących komentatorów), całodobowych wiadomości nadawanych przez kablowe kanały informacyjne (dodające efekty wizualne dla wzmocnienia wszelkiej rozmaitości opinii wygłaszanych na tematy moralne i etyczne), Internetu (z całym jego mnóstwem stron WWW zawierających nieocenzurowane opinie na tak wiele tematów doktrynalnych i moralnych) oraz o łatwości, z jaką można tworzyć i drukować dokumenty albo kopiować w celu błyskawicznego rozpowszechniania ich po całym świecie. Jeszcze bardziej podstępny charakter ma łatwa dostępność „religijnej” telewizji i kanałów radiowych promujących błędy czy to protestantów, czy też fałszywego kościoła modernistów. Podczas gdy nowinki technologiczne mogą być i są używane dla dobra (stosownie do właściwej definicji dobra), to jednak przeważa ich nadużywanie przez tych, którzy nie mają żadnych skrupułów.

    Dobrzy ludzie – nawet dobrzy tradycyjni rzymscy katolicy – są codziennie poddawani wpływowi nowoczesnych środków masowego przekazu i właśnie ten fakt stanowi przedmiot mojego wielkiego zatroskania. Katolicy uważają, że „cieszą się” wolnością oglądania i słuchania wszystkiego, co tylko jest dla nich dostępne, a to dzięki „prawu” do „wolności słowa i druku” (jak gdyby błąd miał „prawo” by być nagłaśniany). W wyniku tego, ci dobrzy ludzie nawet nie zdają sobie sprawy, że w ich głowy wtłacza się głos niebędący głosem Boga, który wpływa na sposób, w jaki myślą, działają i wierzą. Spostrzeżenie św. Hieronima dotyczące szybkiego postępu herezji ariańskiej w jego czasach („świat przebudził się i jęknął, gdy spostrzegł, że jest ariański”) jest szczególnie dojmujące w świetle faktu, że herezja Ariusza wtedy poczyniła największe postępy pośród katolików, gdy przeniknęła do poezji i popularnych pieśni. Ariusz znał wartość środków przekazywania myśli oraz fakt, że ludzie nieświadomi i łatwowierni są bardziej podatni na wpływ tych czynników, które uważają za „neutralne”. Jeżeli katolicy nie będą się stale modlić i studiować swojej Wiary, to będą skazani na łatwe uleganie wpływom błędów przeciwnych Wierze, albo przynajmniej będą skłaniać się ku indyferentyzmowi, przez co narażą na niebezpieczeństwo zbawienie własnych dusz. Jest to chyba dobry moment by przypomnieć sobie lament Papieża św. Piusa X ze wstępnych akapitów jego pierwszej Encykliki, Acerbo Nimis (O nauczaniu doktryny chrześcijańskiej), z 15 kwietnia 1905 roku:

    „Niestety, w naszych czasach powszechnie i nawet słusznie narzekają, że pomiędzy ludem chrześcijańskim wielu nie zna zupełnie prawd koniecznych do zbawienia. Gdy wspominamy o ludzie chrześcijańskim, nie mówimy tylko o ludziach sfery niższej, którzy bardzo często nieświadomość swoją tym tłumaczą, że, posłuszni panom swoim, mogą zaledwie zajmować się sobą i sprawami swoimi, – ale mamy także i przede wszystkim na uwadze tych, którym nie brak rozumu i wykształcenia i odznaczają się obszerną nauką świecką a jednak pod względem religii prowadzą życie bardzo lekkomyślne i nieroztropne. Trudno określić gęste ciemności, w których często ci ludzie się pogrążają, a co jest rzeczą jeszcze smutniejszą – pozostają w nich spokojnie. Prawie wcale się nie troszczą o Boga, najwyższego Sprawcę i Rządcę wszech rzeczy, o mądrość wiary chrześcijańskiej. Stąd nic nie wiedzą o Wcieleniu Słowa Bożego, o doskonałym przezeń odnowieniu rodzaju ludzkiego, o łasce, która jest główną pomocą do osiągnięcia dóbr wiecznych, o Najświętszej Ofierze i Sakramentach, przez które otrzymujemy i zachowujemy łaskę. Co do grzechu – nie dbają o jego złość i sromotę i z tego powodu nie mają woli unikania go albo porzucenia” (1). (Podkreślenia ks. K.V.).
    Streszczenie „przypadku JP 2”
    Tradycyjnych rzymskich katolików wszelkich odcieni muszą niepokoić komentarze wypowiadane przez tych, którzy przygotowują się do „kanonizacji” Jana Pawła II. Nieważne czy ktoś jest „konserwatywnym” katolikiem ciągle przywiązanym do Novus Ordo Missae (lubiącym łacińską Mszę tylko ze względu na łacinę), czy też jest „tradycyjnym” katolikiem, który dostrzega błędy współczesnego Rzymu, ale nadal jest przekonany, że pomimo publicznych i uporczywych błędów moderniści posiadają legalny autorytet władzy kościelnej, albo w końcu jest katolikiem, który zaprzecza, że dzisiejszy Rzym jest w posiadaniu prawowitej władzy kościelnej oraz twierdzi, że kościoła modernistycznych uzurpatorów nie można utożsamiać z Kościołem rzymskokatolickim – nie ma znaczenia, za którą „odmianą” „tradycyjnego” katolicyzmu ktoś się dzisiaj opowiada, każdy, kto podziela podobne opinie posiada wystarczającą znajomość rzymskokatolickiej Wiary by spostrzec fakt, że sprawa „procesu kanonizacyjnego” Jana Pawła II zakończyła swój żywot zanim się jeszcze pojawiła. Istnieje po prostu zbyt wiele przykładów jego publicznych działań wyraźnie wskazujących na występujący u niego brak ortodoksji jak i ortopraksji i to w okresie zarówno przed jak i po zagarnięciu Tronu Piotrowego.

    To, co w dalszym ciągu tego artykułu chciałbym przedstawić w żaden sposób nie stanowi wyczerpującego studium wszystkich tych publicznych czynów. Nie mam na tyle czasu ani ochoty by zajmować się czymś takim, a ponadto ramy tego artykułu są zbyt szczupłe by opisać szczegółowo rezultaty moich studiów na ten temat. Odsyłam czytelnika do mojej pracy zatytułowanej Lest We Forget („Abyśmy nie zapomnieli”), którą można nabyć w Catholic Research Institute.

    Gdyby „proces kanonizacji” Jana Pawła II miał być kiedykolwiek brany pod uwagę – „proces” rozpatrywany w oparciu o tradycyjne, przedsoborowe standardy stosowane w takich sytuacjach – to mnogość doktrynalnych błędów popełnionych przez tego człowieka w czasie jego rządów jest tak wielka, że wszelkie nawet najbardziej ostrożne próby rozważenia możliwości podjęcia działań w tym kierunku tracą rację bytu. Procesy kanonizacyjne (na przykład) Anny Katarzyny Emmerich i Tomasza a Kempis były wstrzymywane, gdy na światło dzienne wyszedł zaledwie jeden, względnie parę wątpliwych szczegółów z ich życia. W wypadku Jana Pawła II dysponujemy wielką liczbą opisów udokumentowanych faktów przedstawiających szczegóły jego życia i teologicznych poglądów, które można określić jako więcej niż tylko wątpliwe. Ponieważ te szczegóły przewijają się raz po raz w przemowach i w pismach, to nie mamy wątpliwości, że jego czyny nie były katolickie i że po prostu nie można go uważać za kandydata godnego kanonizacji w Kościele rzymskokatolickim. Jednakże, jeżeli miałby on być jednym z pierwszoplanowych „świętych” kościoła Vaticanum II – nazywanego przez niektórych Zbójeckim Kościołem (ang. Robber Church) – który miałby zostać kanonizowany, to możemy sobie wyobrazić, że dostąpi on tego „honoru” z tej prostej przyczyny, że perfekcyjnie praktykował modernistyczną ewangelię, a także dlatego, że ludzie domagający się dzisiaj tej „kanonizacji” rozpoznają w nim patrona, który pomaga im przeżywać „ewangelię” Vaticanum II.

    Przedstawię poniżej w skrótowej formie kilka głównych „faktów” przemawiających przeciw „kanonizacji” Jana Pawła II:

    • Kontynuacja modernistycznego planu przez przyjęcie imienia Jan Paweł II w hołdzie dla swoich poprzedników oraz promowanego przez nich fałszywego soboru.

    • Kult człowieka: Znany też jako Teologia Wcielenia, jest podstawowym doktrynalnym błędem Jana Pawła II, z którego wypływają wszystkie inne błędy (takie jak fałszywe pojęcie Kościoła i fałszywy ekumenizm). Został on mozolnie wyartykułowany ze wszystkimi panteistycznymi detalami w dokumencie Vaticanum II, Gaudium et Spes (par. 22), a następnie Jan Paweł II objaśnił go i bronił w swojej pierwszej encyklice Redemptor Hominis (4 marca 1979). Jan Paweł II głosi tam, że Jezus Chrystus jest przez tajemnicę Wcielenia Odkupicielem wszystkich bez wyjątku ludzi, jako że poprzez tę tajemnicę każdy człowiek zjednoczył się z Samym Bogiem, a zatem każdy człowiek jest zjednoczony z Chrystusem. Dlatego mówimy, że wszyscy ludzie są odkupieni, bez względu na to czy są, czy też nie są tego świadomi. Taka nauka jest sprzeczna z prawdziwą doktryną Mistycznego Ciała Chrystusa.

    • Fałszywe pojęcie Kościoła Chrystusowego: Lumen Gentium (par. 8) głosi doktrynę będącą naturalnym następstwem Kultu Człowieka. Zgodnie z rozumowaniem modernistów, jeżeli wszyscy ludzie są zjednoczeni z Chrystusem nawet, jeżeli nie są tego świadomi, to wszyscy oni są częścią kościoła Chrystusa (przez małe „k”) nawet, gdy sobie tego nie uświadamiają, albo zaprzeczają temu, względnie mają fałszywe pojęcie na temat Samego Chrystusa. W rezultacie, katolicki Kościół nie jest już uważany za jedyny Kościół założony przez Jezusa Chrystusa, teraz „trwa” on tylko w większej organizacji, „super-kościele” modernistów. Co więcej, posuwają się oni do stwierdzenia, że zachodzi „identyczność” pomiędzy tym „super-kościołem” i rasą ludzką jako całością – jeżeli jesteś człowiekiem, przez sam ten fakt jesteś członkiem kościoła! Przykładem na potwierdzenie tego faktu może być fakt, że podczas spotkania z Kurią Rzymską, do którego doszło po ekumenicznym spotkaniu w Asyżu, 27 października 1986 roku, Jan Paweł II zadeklarował tę fałszywą tożsamość Kościoła Chrystusowego kolejny już raz opierając swoją nową doktrynę na nauczaniu Vaticanum II.

    • Ekumenizm: Przed Vaticanum II określenia ekumeniczny używano jedynie w sytuacji, gdy mówiono o ekumenicznych Soborach Kościoła. Termin ten był używany dla rozróżnienia między Soborami, na które Papież zwoływał biskupów całego świata a soborami (synodami) zwoływanymi przez lokalnych biskupów dla rozwiązania problemów wiernych zamieszkujących na podległych im obszarach. Obecnie, przymiotnik ekumeniczny przyjął nowe znaczenie. W języku Unitatis Redintigratio (dekret o ekumenizmie), ekumenizm odnosi się teraz do „reintegracji” wszystkich ludzi w tej samej „wspólnocie wiary”. Przypatrując się życiu Jana Pawła II wydaje się, że to ponowne zjednoczenie wszystkich ludzi ma się dokonać za wszelką cenę, nawet kosztem integralności Depozytu Wiary oraz fundamentalnego utożsamienia Kościoła Jezusa Chrystusa z Kościołem rzymskokatolickim.

    • Natura Papiestwa: Zgodnie z tradycyjnym katolickim nauczaniem na temat papiestwa wiadomo, że zostało ono założone przez Chrystusa na podobieństwo monarchii. Istnieje tylko jeden przywódca, Papież, który posiada najwyższą, zupełną i powszechną władzę nauczania, rządzenia i uświęcania wszystkich wiernych na świecie. Wszyscy inni sprawujący rządy w Kościele (np. biskupi) wywodzą swoją władzę panowania od Papieża, a nie posiadają jej sami z siebie. Ponadto, zebranie się biskupów na zgromadzeniach wokół Papieża nie jest konieczne do tego by sprawował rządy nad wiernymi. Panowanie Papieża ma władczy charakter; rządy biskupów jedynie doradczy. Dekret Lumen Gentium (par. 22) wprowadził nową doktrynę kolegialności: „kolegium biskupów”, jako stale istniejąca grupa, rządzi Kościołem wraz z Papieżem. Ta nowa doktryna zmienia charakter ich rządów na władczy, podobny do Papieża. Jan Paweł II bronił tego błędu w swojej encyklice z 25 maja 1995 roku, Ut Unum Sint, stwierdzając, że obrona doktryny prymatu papieskiego staje się „niepotrzebną kontrowersją” w sytuacji, gdy podejmowane są wysiłki na rzecz ekumenicznej jedności. Papież św. Pius X potępił taki pogląd w swoim dekrecie z 3 lipca 1907 roku, Lamentabili Sane.

    • Skandaliczne, jeśli nie doktrynalnie błędne relacje z niewiernymi: Wiele razy byliśmy świadkami jak Jan Paweł II pozwalał sobie brać udział w ceremoniach animistów i innych im podobnych na całym świecie. Co więcej, czy można zapomnieć jak 13 kwietnia 1986 roku Jan Paweł II odwiedził żydowską synagogę w Rzymie? Uczynił to nie jako turysta, ale oficjalnie, jako przywódca Kościoła rzymskokatolickiego. Zwracając się do Głównego Rabina i towarzyszących mu osób powiedział, że jego „przywiązanie do osoby i nauczania Jezusa Chrystusa… nie może nigdy, w takim czy innym sensie stać się obiektem zewnętrznej presji”. Albo, kiedy 14 maja 1999 roku przyjął na audiencji muzułmańską delegację szyickich i sunnickich przywódców. Na koniec wizyty, skłonił głowę przed trzymanym przez muzułmanów Koranem, wziął go do rąk i pocałował „na znak szacunku”.

    Osculator Alchoranis (2)
    „Homo apostata, vir inutilis, graditur ore perverso” (Prov. VI, 12) (3)

    Dlaczego nie? W dokumencie Vaticanum II, Nostra Aetate czytamy, że my jako katolicy, musimy z „uszanowaniem” odnosić się do muzułmańskich niewiernych.

    • Inne niejasne czyny: Oto kilka czynów Jana Pawła II, które wprawiają katolika w zakłopotanie: 1) W 1988 roku Jan Paweł II wydał Indult Ecclesia Dei, na mocy którego kapłan może odprawiać łacińską Mszę, używając Mszału z 1962 roku, za pozwoleniem miejscowego biskupa, pod warunkiem, że uznaje on liturgiczny ryt Novus Ordo Missae Pawła VI za jednakowo ważny i przynoszący owoce. 2) Poprzez Kongregację Nauki Wiary (kierowaną przez Ratzingera) w 2001 roku, Jan Paweł II uznał ryt nestoriańskiego asyryjskiego Kościoła wschodniego za ważny, wbrew temu, że od wielu wieków Kościół nigdy nie uznawał tego rytu. W obrzędzie tym brak jest zasadniczej formuły konsekracji niezbędnej do tego, aby mogło się dokonać przeistoczenie. 3) W październiku 2002 roku Jan Paweł II „kanonizował” ks. Josemaria Escriva de Balaguer (swojego dobrego przyjaciela), założyciela ruchu Opus Dei. Dokonał tego pomimo faktu, że Escriva głosił doktrynę świętości sprzeczną z nauczaną przez Kościół rzymskokatolicki promując i ucząc doktryny sprzeczne z Wiarą Apostolską. Kanonizacje zawsze były traktowane jako wyraz nieomylności papieskiej, jak zatem człowiek uczący błędu mógł zostać „nieomylnie” uznanym za świętego?

    Istnieje po prostu zbyt wiele udokumentowanych przykładów rażących doktrynalnych błędów, by pozwolić na to żeby „proces kanonizacji” Jana Pawła II zasługiwał na otwarcie, przynajmniej wtedy, gdy zastosuje się zasady tradycyjnej nauki Kościoła rzymskokatolickiego. Zdajemy sobie sprawę, że czego byśmy tu jeszcze nie powiedzieli, to taki dzień zapewne nadejdzie i to być może wcześniej niż nam się wydaje. Jeżeli rzeczywiście „proces kanonizacji” Jana Pawła II zostanie „przyśpieszony” przyczyniając się tym samym do uczynienia procedury „fabrykowania świętych” jeszcze szybszą niż to się działo za czasów panowania Jana Pawła II, to przynajmniej dla mnie będzie to sygnałem, że moderniści „kanonizowali” kogoś z własnego grona.

    Ks. Kevin Vaillancourt

    Artykuł powyższy po raz pierwszy ukazał się w „The Catholic Voice” z czerwca 2005 r., P.O. Box 130, Mead, WA 99021 USA. ( http://www.strc.org/ )

    Tłumaczył Mirosław Salawa

    (Ilustracja oraz przypisy od red. Ultra montes)

    Przypisy:

    (1) Fragment Encykliki według tłumaczenia zamieszczonego w czasopiśmie „Homiletyka” (Encyklika Ojca św. Piusa X. O wykładzie nauki chrześcijańskiej), Rok ósmy. – Tom XIV. Włocławek 1905, s. 438.

    (2) Osculator Alchoranis – łac. Całowacz Koranu.

    (3) „Homo apostata, vir inutilis, graditur ore perverso” – „Człowiek odstępca, mąż nieużyteczny, chodzi z przewrotnymi ustami” (Księga Przypowieści 6, 12).

    © Ultra montes (www.ultramontes.pl)
    Kraków 2005

  7. bolek i nocnikowy zajeli na scenie miejsca , bardzo wazne , dla funkcjonowania calego teatru . Jak funkcjonuje , kazdy widzi , kto pomogl im sie wdrapac , wiadomo . To jest jeden z fragmentow , czynienia cudow na kilkudziesieciu milionach ludzi . O innych fragmentach , to by duzo w tym okienku . A niech diabli ogonami strzelaja .

  8. Jan K. said

    http://www.ultramontes.pl/posoborowi.htm POSOBOROWI „PAPIEŻE” KS. RAMA P. COOMARASWAMY –––––––– Rozdział IV Jan Paweł II Karol Wojtyła urodził się i wychował w Polsce. Wielu próbowało przypisywać do jego młodzieńczego okresu biografii aktywne zaangażowanie w antyhitlerowskim ruchu oporu. W rzeczywistości, przed wstąpieniem do stanu duchownego pracował w fabryce chemicznej produkującej na potrzeby niemieckiego przemysłu wojennego. Wolny czas spędzał w teatrze grając pierwszoplanowe role w quasi-profesjonalnym kółku teatralnym. Po opanowaniu Polski przez komunistów Wojtyła pozostał na wolności – co więcej, jako dobrze zapowiadający się filozof i duchowny miał swobodę podróżowania po całym świecie co z kolei – każdemu obeznanemu z systemem komunistycznej tyranii – sugeruje, że cieszył się szczególnymi względami w kręgach władzy sprawujących kontrolę nad społeczeństwem. Bez wątpienia, nie był on Mindszentym! A co więcej, Mary Craig mówi nam w swojej biografii, że gdy pracował w Polsce jako parafialny ksiądz to „trzymał się na uboczu… unikając polityki (nawet zwykła uwaga, że coś jest «dobre» albo «złe» mogła ściągnąć gniew władz)” (1). Pomimo tego, że od prawie 500 lat nie wybrano na papieża nie-Włocha, to w żaden sposób nie oznacza to, że Wojtyła był kimś „nieznanym”, kto niespodziewanie pojawił się na scenie. Prawdę mówiąc, był to człowiek dobrze znany posoborowej pseudo-hierarchii, która pokładała w nim ufność jako gwarancie kontynuowania soborowych reform. Pierwszym, który zarekomendował w Watykanie tego młodego prałata, kiedy soborowe obrady były już w toku, był biskup Garonne z Tuluzy – późniejszy kardynał i główny sędzia śledczy arcybiskupa Lefebvre. Biskup Wojtyła przystąpił do wprowadzania swych „personalistycznych” i „egzystencjalnych” pomysłów – określanych jako jego „heideggerowsko-husserlowsko-schelerowskie koncepcje” – do kluczowego soborowego dokumentu zatytułowanego Gaudium et spes, znanego również jako „Kościół w świecie współczesnym” (2). (Kardynał Heenan – prymas Anglii nazwał ten dokument „traktatem niegodnym katolickiego Soboru”; a biskup Russel McVinney „wątpliwym kompromisem ze wszystkim, co leży u podstaw wszelakiego zła nękającego ludzkość” (3)). Nawiązane wówczas kontakty przerodziły się w zażyłą przyjaźń z Pawłem VI i zaowocowały szybką karierą w kościelnej hierarchii. W 1964 roku Wojtyła został poproszony o wygłoszenie dorocznych rekolekcji wielkopostnych dla Pawła VI i Kurii Rzymskiej, a już niebawem został nominowany na członka pontyfikalnej komisji ustanowionej dla zbadania możliwości zintegrowania doustnej antykoncepcji z katolicką teologią moralną. W tym samym roku został metropolitą krakowskim (wtedy to zachęcił Billy’ego Grahama do wygłoszenia przemówienia z ambony w jednym z krakowskich kościołów), a w 1967 roku Paweł VI uczynił go kardynałem i nadał mu paliusz. Był on jednym z trzech europejskich biskupów wyznaczonych na stałych członków watykańskiego synodu biskupów – „kolegialnego” organu ustanowionego po Vaticanum II. I wreszcie, to kardynał Benelli – dobrze znany ze swej anty-tradycjonalistycznej postawy – był osobą, która ukartowała wybór Wojtyły na tron Piotrowy. W świetle powyższych faktów trudno się dziwić, że przyjął imię „Jan Paweł”, ani temu, że podobnie jak poprzednik odmówił złożenia przysięgi podczas obejmowania urzędu i ukoronowania Tiarą. Zamiast tego, kolejny raz został udekorowany paliuszem, tym razem jako „Biskup Rzymu” i wkrótce potem zaczął się zwracać do wiernych nie jak do swych „dzieci”, ale jak do swoich „braci i sióstr”. (Decyzje o odrzuceniu koronacji zbiegają się z usilnymi zabiegami komunistycznego rządu Węgier o powrót do kraju królewskiej korony w celu nadania nielegalnemu rządowi jakichś oznak prawowitości. Korona została zwrócona przy pełnej aprobacie Pawła VI). JAN PAWEŁ – FILOZOF Powszechnie wiadomo, że Karol Wojtyła spędził wiele lat na studiowaniu filozofii. Jest on światowej sławy „fenomenologiem”, czyli przedstawicielem filozofii, która jest określana jako „technika odkrywania tego, co skrywa się za zewnętrznymi pozorami poprzez postrzeganie świata oczami dziecka”. George Williams, unitariański profesor na Uniwersytecie Harvarda znający Jana Pawła II od jakichś 16 lat, opisuje ten system filozoficzny jako wywodzący się „od urodzonego w Czechach Żyda, Edwarda Husserla (1859 – 1938)” i zwraca uwagę, że „doprowadził ostatnio do takich permutacji jak hermeneutyczna fenomenologia Martina Heideggera i Paula Sartre” (4). Mimochodem warto w tym miejscu zauważyć, że to właśnie Heidegger w szczególności zdetronizował intelekt zastępując go doświadczeniem (5). Profesor Williams stwierdza, że Jan Paweł II „uważał, że możliwe byłoby wykorzystanie metodologii fenomenologa Maxa Schelera jako punktu wyjścia do przebudowania chrześcijańskiej etyki”. (Od kiedyż to wymaga ona przebudowy?). Wszystko to znalazło swój wyraz w pracy habilitacyjnej Wojtyły zatytułowanej „Ocena możliwości oparcia etyki chrześcijańskiej na założeniach systemu Maksa Schelera” (6) napisanej w Polsce na kontrolowanym przez marksistów Uniwersytecie Jagiellońskim (7). Anna Tymieniecka, która przetłumaczyła na język angielski jego książkę Osoba i czyn (The Active Person) i jest jego serdeczną przyjaciółką, reasumuje jego „złożoną myśl” w następujący sposób: „Podkreśla on nieredukowalną wartość osoby ludzkiej. Odnajduje duchowy wymiar ludzkiej interakcji, co prowadzi go do głęboko humanistycznej koncepcji społeczeństwa” (Time, 30 października 1978) (8). Zdumiewające jest to, że ktoś obeznany z pismami św. Tomasza z Akwinu i św. Jana od Krzyża mógłby marnować energię na takie bzdury – doprawdy ostatnie tchnienia i popłuczyny „nominalistycznego” myślenia. Ale zaraz! Jan Paweł II ma drugie oblicze. Na Angelicum w Rzymie pod kierunkiem o. Garrigou Lagrange napisał drugą pracę doktorską pod tytułem „Zagadnienie wiary u świętego Jana od Krzyża”. W tejże pracy naukowej nadprzyrodzoną wiarę św. Jana czyni obiektem pseudonaukowych dociekań. Muszę przytoczyć chociaż jeden cytat z jego dzieła: „Wiara… nie tylko nie wydaje żadnej wiedzy i nauki, lecz jak stwierdziliśmy, oślepia duszę i pozbawia ją wszelkiej innej wiedzy i nauki, które nie mogą właściwie osądzić [wiary]. Inne rodzaje wiedzy mogą zostać nabyte dzięki światłu umysłu, ale wiedza, która z wiary pochodzi przyswajana jest bez światła umysłu. Wiara neguje naturalne światło i jeżeli to światło nie zostanie zaciemnione, wiara ginie” (9). Pozostawiam czytelnikowi trud wydobycia sensu z tego twierdzenia. Innym znaczącym autorytetem mającym wpływ na jego myślenie jest Teilhard de Chardin – w swej książce Znak sprzeciwu (The Sign of Contradiction) zapędza się do tego stopnia, że zestawia przemyślenia Teilharda z Księgą Rodzaju! (10) W końcu, wśród bliskich przyjaciół Jana Pawła II są takie postacie jak Karl Rahner, który – jak stwierdza Philip Trower – „uczynił dla egzystencjalizmu tyle co Teilhard de Chardin dla ewolucjonizmu” (11). Tenże Karl Rahner, ulubieniec modernistycznych katolickich intelektualistów i prawdopodobnie najbardziej wpływowy teolog w soborowym kościele, został potępiony przez Piusa XII, a zrehabilitowany przez Pawła VI. JAN PAWEŁ – TEOLOG Moja wiara… nie miała nic wspólnego z jakimkolwiek rodzajem konformizmu… Zrodziła się we wnętrzu mego własnego ja… Był to także owoc wysiłków mego ducha poszukującego odpowiedzi na tajemnice człowieka i świata. Jan Paweł II (12) Wielu ludzi z radością przyjęło wybór Wojtyły. Konserwatywni katolicy zmęczeni wybrykami Pawła VI ujrzeli w nim szansę na powrót do normalności. I przez pewien czas wydawał się zaspakajać tę potrzebę. Mary Martinez w książce From Rome Urgently zwraca uwagę, że Światowy synod biskupów w 1977 roku potwierdził jako fakt, iż rytm soborowych zmian zaszedł za daleko i za szybko. Liczba odejść z kościoła – zarówno świeckich jak i duchownych – znacznie przekraczała liczbę „braci odłączonych” chcących do niego wstąpić a nawet ci, którzy w nim pozostali byli zdezorientowani i zrozpaczeni. Z tej przyczyny koniecznym się stało, aby Jan Paweł II wyglądał na bardziej tradycyjnego od swego poprzednika. (W rewolucyjnej terminologii nawiązuje do tego taktyka „dwa kroki w przód i jeden krok w tył”). Konserwatywni katolicy cieszyli się z każdego działania, które choć w najmniejszym stopniu zdawało się być „papieskie”, jak np.: prośba do zakonnic by nosiły habity, żądanie przestrzegania celibatu przez księży, oświadczenie w Meksyku, iż wizja Chrystusa jako rewolucjonisty jest fałszywa oraz jego (jak zawsze tak łagodne) potępienie Hansa Künga (13). Jeszcze bardziej obiecującym było potępienie mało znanego dominikanina Jacques’a Pohier’a – pierwsze wyraźnie katolickie działanie wśród wielu uczynionych w tym roku (14). Francuska gazeta Le Monde scharakteryzowała go jako uśmiechniętego prałata, który ze wzniesionym w górę palcem mówi: „Nie – dla aborcji”, „Nie – dla rozwodów”, „Nie – dla kontroli urodzeń”, „Nie – dla małżeństw kapłanów”, „Nie – dla homoseksualizmu”, natomiast: „Tak – dla tolerancji”. Dla tych, którzy potrafią odczytywać „znaki czasów” wszystko stało się dużo klarowniejsze wraz z publikacją jego pierwszej encykliki Redemptor hominis. W dokumencie tym otwarcie stwierdza (posługując się „ja”, w miejsce tradycyjnego „my”), że nie zamierza odchodzić od zasad ustalonych przez swych posoborowych poprzedników i Vaticanum II, lecz że zamierza raczej dalej „rozwijać” „unikalne dziedzictwo pozostawione Kościołowi przez papieży Jana XXIII i Pawła VI”, „dziedzictwo”, które „głęboko zapuściło korzenie w świadomość Kościoła w zupełnie nowy sposób, dotychczas całkowicie nieznany, dzięki Drugiemu Soborowi Watykańskiemu”. Aby nie pozostawić nam żadnej wątpliwości, kontynuuje: „… drogi, na które Sobór wprowadził Kościół naszego stulecia, które wskazał w swej pierwszej Encyklice nieodżałowany papież Paweł VI, nie przestają na długi czas być tymi drogami, po których wszystkim nam kroczyć wypada… Poprzez całą tak bardzo, wraz z Soborem, rozbudowaną świadomość Kościoła”. Koncepcja posiadania przez Kościół „świadomości”, która może się „rozwijać”, a nawet „pogłębić” stanowi pewną nowość, toteż Wojtyła wyjaśnia: „… świadomość Kościoła musi łączyć się z jego wszechstronną otwartością”; i co więcej jest to „świadomość” „stale pogłębiająca się… oświecanego i prowadzonego przez Ducha Świętego Kościoła” i „kształtuje się równocześnie „w dialogu”. Według socjologów Kościół jest, a raczej był „zamkniętą społecznością” w przeciwieństwie do świata współczesnego (który jest „otwarty” i „pluralistyczny”) ponieważ obejmuje wielką rozmaitość punktów widzenia. Nowy Kościół nie tylko rozwija swoją świadomość, jest także według Jana Pawła II „pluralistycznym Kościołem”, którego to pluralizmu stopień albo granice określane są przez papieża, a konkretnie przez niego samego (15). CHARYZMAT TRANSFORMACJI „Znaki czasów” stały się jeszcze wyraźniejsze na jego audiencji generalnej w rocznicę śmierci Pawła VI. Nazywając Montiniego swym „duchowym ojcem” i „papieżem Vaticanum II” przechodzi do sugestii, że jego śmierć w Święto Przemienienia była świadectwem Boskiej aprobaty dla jego życia i działań (16). Określa go jako „papieża tej głębokiej zmiany, która była niczym innym jak tylko oczekiwanym przez człowieka i świat współczesny objawieniem twarzy Kościoła”! (Czy nie jest to aprobata dla „nieustającego objawienia”?). Kontynuuje następnie opisując nowy „charyzmat” udzielony swemu duchowemu ojcu, jaki aż do tej pory nie występował w całej historii Kościoła! „Charyzmat transformacji”! Pozwolę sobie zacytować go dosłownie: „Pan Bóg, powołując do Siebie papieża Pawła w uroczystość Przemienienia Pańskiego dał jemu i nam do zrozumienia, że jest obecny w całym dziele transformacji, odnowienia Kościoła w duchu Vaticanum II tak samo jak był obecny w cudownym wydarzeniu, które miało miejsce na Górze Tabor… Jan XXIII i po nim, Paweł VI, przyjęli od Ducha Świętego, charyzmat transformacji”. Czy może zatem dziwić, że kanonizacja Pawła VI jest w toku? VATICANUM II Trzeba wyraźnie zaznaczyć, że Jan Paweł II, podobnie jak jego bezpośredni poprzednicy uznawał Vaticanum II za zainspirowany przez Ducha Świętego i widział w tym „duchu” mandat do wypełniania soborowych zaleceń. „A zatem, bracia, pijcie z tych autentycznych źródeł. Mówcie językiem Soboru, Jana XXIII, Pawła VI: jest to język doświadczenia, cierpienia, nadziei współczesnej ludzkości… W ostatnich dziesięciu latach [od Soboru], jakiegoż to postępu dokonała ludzkość a wraz z ludzkością i w jej służbie, jakiegoż postępu dokonał Kościół” (przemówienie w Puebla). Jan XXIII widział w tym wszystkim Nowe Zesłanie Ducha Świętego oraz „uno balzo in avanti” (wielki skok naprzód). Paweł VI nazwał to nową „Epifanią”. A Jan Paweł II, z jakiejś tajemniczej przyczyny, traktuje to raczej jako „Nowy Adwent”: „Jesteśmy więc poniekąd w okresie nowego Adwentu, w okresie oczekiwania”. Vaticanum II stał się „podłożem coraz dojrzalszych osiągnięć w pochodzie Ludu Bożego ku Ziemi Obiecanej na tym etapie dziejów”. Jakże moglibyśmy nie „zaufać” – pyta – „łasce naszego Pana, która się objawiła w ostatnim czasie poprzez tę mowę Ducha Świętego, którą usłyszeliśmy na Soborze?” (Redemptor hominis 6, 2). I czyż nie jest to wszystko potwierdzeniem „nieustannego objawienia”? EKUMENIZM 15 lutego 1980 Jan Paweł II poinstruował seminarzystów i nauczycieli Kościoła, którzy spotkali się z nim na Uniwersytecie Laterańskim, że lojalność wobec Kościoła nie ma być definiowana „w zawężonym sensie, jako zachowanie standardów, nie oznacza również pozostawania w obrębie ortodoksji – unikając przy tym postaw pozostających w sprzeczności z wypowiedziami Stolicy Apostolskiej, ekumenicznych soborów i uczonych doktorów Kościoła”. Posunął się następnie do stwierdzenia, że „musimy posiadać rozbieżność stanowisk, jakkolwiek w końcu, musimy polegać na syntezie ich wszystkich”. Przypomniana się tu jego oświadczenie skierowane do polskich wiernych w Święto Bożego Ciała w 1978 roku: „szanujemy wszystkie ideologie”. Podobnie jak jego posoborowi poprzednicy jest on wielkim orędownikiem ekumenizmu, a ekumenizm z kolei jest, jak to już pokazaliśmy przy innej okazji, zaledwie krokiem do jedności całego rodzaju ludzkiego. Jak powiedział na swej inauguracji do niekatolickich delegatów: „Przekażcie tym, których reprezentujecie, że zaangażowanie Kościoła katolickiego w ruch ekumeniczny – uroczyście ogłoszone przez Drugi Sobór Watykański – jest nieodwracalne”. Ta koncepcja ekumenizmu wymaga przyjęcia fałszywego pojmowania jedności ogłoszonej przez Vaticanum II (które domyślnie neguje istnienie jedności w Kościele). „Raduje mnie” powiedział, „że gdzie to tylko możliwe podejmowane są starania by w harmonii uczuć organizować także wspólne modlitwy z innym braćmi chrześcijanami, po to abyśmy zgodnie z wolą Pana Boga mogli wzrastać w wierze, ku pełnej jedności, odbudowując Ciało Chrystusa” (L′Osservatore Romano, 22 stycznia 1979). Wyrażenie „lud Boży” zostało już uświęcone w „nowomowie” soborowych dokumentów – i było używane w odniesieniu do katolików, do wszystkich „ochrzczonych w Chrystusie” (tj. protestantów) oraz do „wszystkich ludzi dobrej woli” (reszty ludzkości). Koncepcja ta jest dalej rozwinięta w jego encyklice Redemptor hominis, gdzie uczy nas, że „Kościół jest zatem ludem Bożym” (21, 1). A następnie precyzuje: „społeczności [Ludu Bożego], która (…) jest wspólnotą właśnie przez to, że wszyscy w jakiś sposób stanowią ją z samym Chrystusem, choćby tylko przez to, że noszą na swej duszy niezniszczalne znamię chrześcijanina” (21, 2). A cóż jest tym niezniszczalnym znamieniem? Możemy tylko przypuszczać, że jest to chrzest. Stąd wynika, że minimalnym wymaganiem przynależności do Kościoła (ani razu w całej encyklice nie używa on terminu „katolik”) jest Chrzest. Dodaje następnie: „To bowiem, co poprzez Sobór naszych czasów «Duch powiedział Kościołowi», co w tym Kościele mówi «wszystkim Kościołom» (Ap 2, 7), nie może – pomimo doraźnych niepokojów – służyć czemu innemu, jak tylko jeszcze dojrzalszej spoistości całego Ludu Bożego, świadomego swej zbawczej misji” (3, 1). Ale idea „Ludu Bożego” zdaje się posiadać jeszcze większy zakres. „… i równocześnie ten sam Kościół, zakorzeniony w tylu rozlicznych dziedzinach życia całej współczesnej ludzkości, uzyskuje także tę jakby doświadczalną pewność, że jest po prostu bliski człowiekowi, każdemu człowiekowi, że jest jego Kościołem: Kościołem Ludu Bożego” (22, 5). „Prawdziwa działalność ekumeniczna oznacza otwartość, zbliżenie, gotowość dialogu, wspólne szukanie prawdy w jej pełnym znaczeniu ewangelicznym i chrześcijańskim” (17). Kościół szuka uniwersalnej jedności chrześcijan (RH 6, 2) (18) i jego najświętszym obowiązkiem ma być podporządkowanie się temu mglistemu celowi, ponieważ mówi nam on również, że Kościół „skupia się w sposób szczególny wokół Eucharystii, który pragnie, aby autentyczna wspólnota eucharystyczna mogła stawać się znakiem stopniowo dojrzewającej jedności wszystkich chrześcijan” (RH 20, 7). Oczywiście, ten ekumeniczny duch ostatecznie wykroczy poza chrześcijańskie sekty. „W inny sposób i w innej mierze należy odnieść to samo do działalności mającej na celu zbliżenie z przedstawicielami innych religii pozachrześcijańskich, wyrażającej się w dialogu, w spotkaniach, we wspólnej modlitwie, w odkrywaniu tych skarbów ludzkiej osobowości, których – jak dobrze wiemy – nie brak również wyznawcom tych religii”. Zgodnie z tym poglądem Wojtyła przyłączył się do wspólnych modlitw z anglikanami w ich katedrze Canterbury (zrabowanej katolikom), odnawiając swoje przyrzeczenia chrzcielne jednym głosem z panem Robertem Runcie (tytułowanym „arcybiskupem”, a w rzeczywistości człowiekiem świeckim i między innymi masonem), w pełni uznając go za współbrata w biskupstwie i odmawiając z nim Credo. (Wszystko to odbyło się z „papieżem” w roli głównej ubranym w „stułę” oznaczającą, że wykonuje swą kapłańską posługę). Następnie podążył z nim w procesji, ze świecą w ręku do „Kaplicy Męczenników Dwudziestego Stulecia”, w której czci się takie osoby jak Maksymilian Kolbe (jako święty antyfaszystowski), Oscar Romero (wywrotowy biskup zabity przez prawicowców w Ameryce Środkowej), Martin Luther King, Bonhoeffer i innych. Jego ogólne zachowanie podczas wizyty było tego rodzaju, że pewna niekatolicka gazeta skomentowała to w taki sposób: „Nic w tym wydarzeniu nie powinno oczywiście stanowić dla nikogo zaskoczenia. Już od dawna stało się oczywiste, że Papież jest bardzo dobrym protestantem. Co więcej, oczywiste jest także iż od Vaticanum II Kościół rzymskokatolicki przeszedł reformację” (19). W grudniu 1983 roku w podobny sposób zachował się wobec luteran w Rzymie. Stwierdziwszy najpierw, że katolicki Kościół musi dźwigać swój udział w „winie” „podzielonego chrześcijaństwa” (Wiedeń, 12 września 1983) i pochwaliwszy Lutra za jego „głęboką pobożność” wziął udział w obchodach pięćsetnej rocznicy urodzin Lutra uczestnicząc w luterańskim nabożeństwie w Rzymie. Również w czasie tego wydarzenia miał na sobie stułę – liturgiczną szatę, którą kapłan powinien zakładać tylko wtedy gdy uczestniczy w sakramentalnych czynnościach (stąd stuła podczas spowiedzi). Po wejściu do luterańskiego „sanktuarium” wykonał ukłon w kierunku luterańskiego ołtarza, a następnie usiadł na zwykłym krześle na podwyższeniu, na tym samym poziomie co inni luterańscy duchowni. Podczas uroczystości przyłączył się do odmawiania przez luterańskiego pastora i zgromadzonych Składu Apostolskiego oraz modlitwy Ojcze Nasz, a podczas kazania dużo mówił o swojej tęsknocie za jednością. Całe to zachowanie wyraźnie pociąga ze sobą czynną formę communicatio in sacris, uznanie luteran za „siostrzany Kościół”, znieważenie jego domniemanej funkcji papieskiej i domyślne zanegowanie kilku punktów nauki katolickiej. A na domiar złego, luteranie dali całkiem jasno do zrozumienia, że poczynili ustępstwo zapraszając „biskupa Rzymu” (nigdy nie tytułując go „papieżem”) i że nie powinno się w żaden sposób traktować tej wizyty jako kompromisu z ich luterańskimi zasadami. W następnej kolejności odbył podróż do Szwajcarii, gdzie dołączył do „nabożeństwa” zorganizowanego przez Światową Radę Kościołów w Center’s Chapel (National Catholic Register, 25 grudnia 1983). Lista jego ekumenicznej aktywności z niechrześcijanami nie ma końca. Przyłączył się do żydowskiego nabożeństwa w rzymskiej synagodze, pochylając głowę gdy śpiewali „oczekujemy nadejścia Mesjasza”. Tę ekumeniczną działalność kontynuował podczas swoich rozlicznych podróży do Afryki – gdzie otrzymał błogosławieństwo od czcicieli węży, podczas podróży do Indii – gdzie przyjął „Tilak” czyli rytualny znak na czole i w końcu w czasie ekumenicznego nabożeństwa modlitewnego w Asyżu – gdzie pozwolono buddystom by w celu wykonania swoich rytuałów umieścili posążek Buddy na tabernakulum w katolickim kościele. Idąc śladami swych poprzedników, Jan Paweł nie ma żadnych oporów przed zbezczeszczeniem samej Mszy Świętej. 30 kwietnia 1983 roku przewodniczył on koncelebrowanej „mszy” w ogromnej Sali Pawła VI w Watykanie pod auspicjami pierwszego Międzynarodowego Kongresu kapłanów i zakonników, którą koncelebrowało z nim 5500 duchownych. Każdy ksiądz miał przed sobą tylko plecy swojego kolegi, a nie ołtarz. Żaden nie trzymał w swoich rękach hostii. „Pośród uczestników cieszących się pełnymi honorami, należy odnotować obecność 18 anglikańskich duchownych, pewną liczbę luterańskich i reformowanych pastorów, kilku prawosławnych «papieży»”. Mimo to wszyscy koncelebrowali, jako że sama Eucharystia stała się „symbolem [co się stało z Rzeczywistą Obecnością?] jedności całej ludzkości” (20). DOKTRYNA ODKUPIENIA JANA PAWŁA II (21) Wielokrotnie wypowiadane przez Jana Pawła II oświadczenia wskazują bezsprzecznie, że wierzy on iż „Duch Święty przemówił do Kościoła poprzez Sobór naszych czasów”, że „posłuszeństwo wobec nauk Soboru jest posłuszeństwem wobec Ducha Świętego” i że zasadniczym zadaniem jego pontyfikatu ma być „pełne rozwinięcie soborowego nauczania” (22). Jeden z najbardziej znaczących ustępów w Gaudium et spes mówi co następuje: „Albowiem On, Syn Boży, przez wcielenie swoje zjednoczył się jakoś w pewien sposób z każdym człowiekiem”. Zaimek przysłówkowy „jakoś” bynajmniej nie został sprecyzowany; nigdzie nie wyjaśnia, że związane jest to albo z osobistym nawróceniem, albo nawet pragnieniem przylgnięcia do prawdy. Jedyne o czym mówi się w tym dokumencie to, że „skoro w Nim przybrana natura nie uległa zniszczeniu, tym samym została ona wyniesiona również w nas do wysokiej godności” (par. 22). Jan Paweł II, który wielokrotnie nas zapewnia, że będzie interpretował dokumenty Vaticanum II „zgodnie z tradycją” wyjaśnia to w ten sposób: Przywołując nowatorskie sformułowanie z soborowego dokumentu, odpowiada w Redemptor hominis, że „z każdym [człowiekiem] Chrystus w tej tajemnicy raz na zawsze się zjednoczył” (13, 3). Tymczasem prawdziwy Kościół przyznaje, że niektórzy ludzie są zjednoczeni z Chrystusem, czy to przez chwałę niebieską, czy to przez miłość, albo przynajmniej poprzez wiarę gdy żyją na tym świecie. Kościół dalej wyznaje, że inni są potencjalnie z Chrystusem zjednoczeni dopóki żyją. Ale ci, którzy umierają we wrogim nastawieniu do Chrystusa na zawsze tracą tę jedność oraz możliwość tej jedności. Cytując dosłownie św. Tomasza: „… Niewierni, choć nie należą do Kościoła aktualnie, są w nim jednak [i przez to zjednoczeni z Chrystusem] potencjalnie… Ci jednak schodząc z tego świata [w stanie wrogości do prawdy] zupełnie przestają być członkami Chrystusa” (Summa IIIa, Q. 8, A. 3). Dla Jana Pawła nie tak się rzeczy mają. Według niego, Chrystus przez swoje Wcielenie jest zjednoczony na wieczne czasy z każdym człowiekiem bez wyjątku, nawet jeśli nie dokona on żadnego aktu osobistego nawrócenia i nie posiada w ogóle domyślnego pragnienie tego zjednoczenia. Wskutek tego każdy człowiek posiada „godność” i w nadprzyrodzony sposób uczestniczy w boskim życiu. Jak sam stwierdza, „… tę godność, jaką każdy człowiek osiągnął i stale osiąga w Chrystusie, która jest godnością Łaski Bożego przybrania, a równocześnie godnością wewnętrznej prawdy człowieczeństwa” (RH 11, 4). Tę samą fałszywą doktrynę głosi w kolejnej encyklice: „[Bóg] Jest On Ojcem: z człowiekiem, którego powołał do bytu w świecie widzialnym, łączy Go głębsza jeszcze więź niż sama stwórcza więź istnienia. Jest to miłość, która nie tylko stwarza dobro, ale doprowadza do uczestnictwa we własnym życiu Boga: Ojca, Syna i Ducha Świętego” (Dives in misericordia 7, 4) (23). Tak więc „człowiek” w ogólności jest zjednoczony z Bogiem przez udział w Trójcy Świętej. W swoim przemówieniu z 25 marca 1981 jeszcze bardziej to rozwija: „Od teraz już i na zawsze, ostatecznie i nieodwołalnie, Bóg pozostanie z całym rodzajem ludzkim, stając się z nim jednością, by zbawić go i by dać mu Swojego Syna Odkupiciela… Po wszystkie czasy, Wcielenie obdarza człowieka jego unikalną, nadzwyczajną i niewypowiedzianą godnością”. Wobec tego, jeśli ma to być prawdą, jeżeli w rezultacie Wcielenia Bóg jest na zawsze zjednoczony z każdym bez wyjątku człowiekiem i to bez domagania się jakiegokolwiek z jego strony współdziałania, to musimy zapytać jaki jest cel Ukrzyżowania Pana Jezusa? Jan Paweł ma gotową odpowiedź na to pytanie. Męka Pańska jest Boskim „świadectwem” wielkości i godności ludzkiej! W Dives in misericordia oświadcza: „I właśnie na tej drodze odwiecznego wybrania człowieka do godności syna Bożego przybrania wyrasta w dziejach krzyż Chrystusa, Jednorodzonego Syna, który jako «Bóg z Boga i światłość ze światłości» przyszedł dać ostateczne świadectwo przedziwnego Przymierza Boga z ludzkością, Boga z człowiekiem, z każdym człowiekiem” (7, 5); „… rzeczywistość Odkupienia poprzez swój ludzki wymiar odsłania niesłychaną godność człowieka qui talem ac tantum meruit habere Redemptorem, [który zasłużył na takiego wielkiego Odkupiciela]”. Tak, rzeczywiście, jak sformułował to inny tłumacz encykliki: „… z powodu swej niezrównanej wielkości człowiek zasłużył by mieć tak wielkiego Odkupiciela” (7, 1) (podkreśl. R. C.). Nie trzeba dodawać, że nieco trudno pogodzić te oświadczenia z naszą Wiarą. Kiedyż to upadły człowiek miałby zasłużyć, a tym bardziej zasłużył sobie na Odkupienie. Z całą pewnością, jak stwierdza tradycyjna liturgia, to właśnie niegodziwość człowieka spowodowaną grzechem odpokutowuje Odkupiciel. A ponadto, Bóg udzielił człowiekowi tego daru ze swej przeogromnej hojności; człowiek nigdy nie zdołałby się za niego odpłacić, a tym bardziej zasłużyć sobie na niego! Z założeń przedstawionych przez Jana Pawła wynika, że wszyscy ludzie są zbawieni. (Użycie „wszyscy” zamiast „wielu” w nowej „mszy” nie jest przypadkowe). Dał to wyraźnie do zrozumienia 27 kwietnia 1980 roku, kiedy stwierdził, że: „Chrystus raz na zawsze nabył dla człowieka zbawienie – dla każdego człowieka i dla wszystkich ludzi, których nikt nie zdoła wyrwać z Jego ręki… Któż może odmienić fakt, że jesteśmy odkupieni – fakt tak potężny i zasadniczy jak samo stworzenie. Staliśmy się znów własnością Ojca dzięki tej Miłości, która nie cofa się przed hańbą Krzyża by móc zagwarantować wszystkim ludziom: «nikt nie wyrwie cię z mej ręki» (J 10, 28). Kościół obwieszcza dziś paschalną pewność Zmartwychwstania, pewność zbawienia”. Niemal to samo mówi w Dives in misericordia: „… owa tajemnica wybrania odnosi się do każdego człowieka, do całej wielkiej rodziny ludzkiej” (4, 12). I powtarza to samo w Redemptor hominis: „… każdy bowiem jest ogarnięty Tajemnicą Odkupienia, z każdym Chrystus w tej tajemnicy raz na zawsze się zjednoczył” (13, 3) (24). W przeciwieństwie do tego mamy nauczanie Kościoła podane przez Synod w Quierzy w 853: „Wszechmocny Bóg pragnie, aby wszyscy ludzie bez wyjątku zostali zbawieni, mimo że nie wszyscy ludzie dostąpią zbawienia. To zaś, że jedni dostępują zbawienia, jest darem zbawiającego Boga; lecz to, że drudzy giną, ginących jest winą”. Ta herezja, że wszyscy ludzie będą zbawieni – apokatastaza (25), jak brzmi jej techniczna nazwa – w żaden sposób nie jest pozbawiona swych logicznych konsekwencji. Staje się to dla nas oczywistym w innym oświadczeniu Wojtyły – jego „Akcie Poświęcenia” świata Niepokalanemu Sercu Maryi w Fatimie w 1982 roku. „Gdy dzisiaj staję przed Tobą, Matko Chrystusowa, pragnę wraz z całym Kościołem, wobec Twego Niepokalanego Serca, zjednoczyć się z Odkupicielem naszym (sic) w tym poświęceniu za świat i ludzkość, które tylko w Jego Boskim Sercu ma moc przebłagać i zadośćuczynić! Moc tego poświęcenia trwa przez wszystkie czasy, ogarnia wszystkich ludzi, ludy i narody, przewyższa zaś wszelkie zło, jakie duch ciemności zdolny jest rozniecić w sercu człowieka i w jego dziejach: jakie też rozniecił w naszych czasach. … Boża świętość objawia się w odkupieniu człowieka, świata, całej ludzkości i narodów…”. Jak Ursula Oxfort zwraca uwagę, znaczy to, że „nie ma dziś żadnych narodów będących pod rządami szatańskiego komunizmu, tworzących mistyczne ciało Antychrysta. … Wszelkie zło, w tym niebotyczne polityczne zło bestialskiego marksizmu zostaje pokonane przez super-siłę Wojtyły manifestującą się w jego boskim «akcie poświęcenia» w Fatimie. Oczywiste jest, że Wojtyła otwarcie przeczy ostrzeżeniom Naszej Pani z Fatimy, że jeżeli Jej prośby nie zostaną spełnione, to «komunizm rozszerzy swe błędy na całym świecie»” (26). Te idee nie są wyłączną osobliwością samego tylko Jana Pawła. Można je wszystkie znaleźć w zarodku w dokumentach Vaticanum II oraz pismach jego poprzedników. Jedyne co zrobił Jan Paweł II to tylko je bardziej „rozwinął”, a mówiąc dokładniej – wyraźniej je wyartykułował. Jeśli zatem cały świat jest zbawiony i jeżeli ludzkość nie musi w żaden sposób odpowiedzieć na Mękę Chrystusa Pana, która jest zaledwie „świadectwem” zagwarantowanego odkupienia człowieka i jego „godności”, to wtedy muszą pojawić się wszystkie inne posoborowe błędy takie jak nauczanie o godności ludzkiej i wolności religijnej. Lecz kiedy się raz przyjmie takie założenia, to dochodzi się do zakwestionowania samej potrzeby istnienia Kościoła, którego funkcją już nie jest świadczenie o prawdzie powierzonej Mu przez Chrystusa, a która już nie jest wymagana by udzielać środki zbawienia ludziom, którzy będą słuchać przesłania Kościoła. Jedyne co Kościół może zrobić to „pomóc historii ludzkości stać się bardziej ludzką”, to prowadzić człowieka ewolucyjną ścieżką ku doczesnej jedności i utopijnej doskonałości przypominającej „punkt omega” Teilharda de Chardin. REAKTYWOWANIE HEREZJI JOWINIANA Jowinian był heretykiem żyjącym w czwartym wieku, który między innymi głosił jednakową wartość małżeństwa i dziewictwa wybranego z miłości do Boga oraz że katolicy, którzy ten pogląd odrzucali przedkładając celibat nad małżeństwo popadali w manicheizm. Jan Paweł II w swojej katechezie z 14 kwietnia 1982 roku zanegował wyższość dziewictwa nad małżeństwem i oskarżył o manichejskie tendencje tych, którzy przestrzegają katolickiej doktryny wyrażonej w X Kanonie (Sesja XXIV) Soboru Trydenckiego. W podobny sposób wypowiedział się przynajmniej ośmiokrotnie (27). SPOŁECZNE NAUCZANIE JANA PAWŁA II Nie jest niczym zaskakującym, że Jan Paweł II wzorem swych poprzedników wysławia (latria) Organizację Narodów Zjednoczonych a przede wszystkim Powszechną Deklarację Praw Człowieka (2 października 1979). „Rządy i państwa świata” – mówi – „muszą się zjednoczyć”. A dokonać się to ma „w ruchu, który jak można żywić nadzieję będzie postępowy i nieprzerwany. … Powszechna Deklaracja Praw Człowieka i inne międzynarodowe i narodowe instrumenty prawne zabiegają o wytworzenie powszechnej świadomości godności człowieka… prawo do wolności myśli, sumienia i religii oraz prawo do manifestowania swojej religii czy to indywidualnie czy też we wspólnocie, publicznie i prywatnie”. Następnie dodaje, że „zasadniczym kryterium porównywania społecznych, ekonomicznych i politycznych systemów nie jest i nie może być kryterium hegemonii i imperializmu; może to być i rzeczywiście musi nim być, kryterium humanistyczne”. Niezwykłym w tym wszystkim jest to, że oto mamy przed sobą rzekomego przedstawiciela Chrystusa na ziemi zwracającego się do przywódców praktycznie wszystkich narodów i opowiadającego się za wszystkimi zasadami politycznego i społecznego porządku wprowadzonymi przez rewolucję francuską, który jednocześnie w ogóle nawet nie wspomina imienia Jezusa. (Kiedy porówna się oficjalny tekst opublikowany przez wydawnictwo Daughters of St. Paul z zarejestrowanym na taśmie nagraniem do którego wydawcy również mieli dostęp, to okazuje się, że przemówienie różni się od oficjalnie opublikowanego dokumentu w tym zakresie, że usunięto z niego wszelkie wzmianki o Panu Naszym Jezusie Chrystusie). W podobny sposób encyklika Wojtyły Redemptor hominis wiele mówi o człowieku (słowo to użyte jest 350 razy), coś niecoś o chrześcijaństwie, ale ani razu nie używa słowa katolik. Jego stanowisko wobec komunizmu nie różni się od postawy jego posoborowych poprzedników. Miał się kiedyś wyrazić, że „Pius XII i inni, którzy nie mają żadnego doświadczenia z komunizmem nie rozumieją go zupełnie. Ale ja, Jan Paweł II, ja go rozumiem” (Manila, czerwiec 1981). Chociaż jest prawdą, że przy jakiejś okazji skrytykował on „ekscesy” komunizmu (jednakowoż o wiele łagodniej niż to zrobił w stosunku do kapitalizmu), to jednak nigdy, ani razu nie potępił marksizmu albo komunizmu jako takiego. W pełni podzielał opinie swych poprzedników, że komunistyczne rządy jako takie są całkowicie legalne… Nic dziwnego, że polski rząd był zachwycony jego wyborem na papieża i że jednym z jego pierwszych oficjalnych działań było przyjęcie Jabłońskiego, polskiego Przewodniczącego Rady Państwa. Następnie udzielił długiej audiencji Gromyce i wyznaczył kardynała Agostino Casaroli, architekta Ostpolitik na sekretarza stanu. Również jego poglądy na prywatną własność odzwierciedlają lewicowe inklinacje. Nie widzi on niczego złego w upaństwowieniu przez polski rząd katolickich szkół i szpitali, itd., a podczas wizyty w Meksyku otwarcie stwierdził, że nie może być żadnych wahań gdy dochodzi do wywłaszczeń własności prywatnej „właściwie przeprowadzanej” o ile dzieje się to dla „dobra wspólnego”. (Nigdzie nie precyzuje co miałoby oznaczać takie stwierdzenie). Teraz z pewnością lewicowcy w Ameryce Łacińskiej – podobnie jak ci z ery stalinowskiej – planują przeprowadzenie we „właściwy” sposób likwidacji własności prywatnej i to oczywiście dla „dobra wspólnego”. Rozważmy teraz encyklikę Wojtyły Laborem exercens o porządku społeczno-ekonomicznym. Kolejny raz spotykamy się z użyciem dwuznacznego języka, schematu tak dobrze ugruntowanego przez Vaticanum II, który przyczynia się do zaciemnienia prawdy i utrudnia zrozumienie sensu wypowiedzi. Ursula Oxfort przytacza historię amerykańskiego reportera, który zapytał Rzym w jaki sposób encyklikę można odnieść do strajku amerykańskich kontrolerów powietrznych i otrzymał oficjalną odpowiedź, że „nie ma właściwej odpowiedzi albo wykładając to precyzyjniej, stosuje się w taki sposób w jaki sobie tego życzy osoba chcąca ją zastosować” (28). Odpowiedź jest nieco myląca, gdyż istnieją wyraźne wskazówki jak się na to zapatruje Jan Paweł II. Encyklika jest zaledwie kolejnym krokiem na szlaku wyznaczonym przez Pacem in Terris Jana XXIII. W Laborem exercens Jan Paweł stwierdza: „Tradycja chrześcijańska nigdy nie podtrzymywała tego prawa [do prywatnej własności] jako absolutnej i nienaruszalnej zasady. Zawsze rozumiała je natomiast w najszerszym kontekście powszechnego prawa wszystkich do korzystania z dóbr całego stworzenia: prawo osobistego posiadania jako podporządkowane prawu powszechnego używania, uniwersalnemu przeznaczeniu dóbr” (14). W tym samym akapicie idzie on jeszcze dalej i mówi, że powinno to „umożliwić realizację pierwszej zasady w tym porządku, jaką jest uniwersalne przeznaczenie dóbr i prawo powszechnego ich używania”. Nie ma wątpliwości, że prawo chrześcijańskiej miłości ogranicza używanie własności prywatnej, a Kościół zawsze nalegał, aby owa własność była pozyskiwana honorowymi metodami. Lecz Jan Paweł nic na ten temat nie mówi w swojej encyklice, domyślnie opuszczając regulację ekonomicznych sił w porządku naturalnym. Należy wyraźnie zaznaczyć, że Kościół zawsze uczył, iż człowiek ma prawo do własności prywatnej. Jak powiedział Leon XIII z właściwą sobie precyzją: „Rzeczywiście bowiem – łatwo to sprawdzić – wewnętrzną pobudką do pracy, której się podejmują wszyscy zajęci produkcją przynoszącą zysk, i celem, ku któremu bezpośrednio zmierza pracownik, jest zdobycie dobra materialnego i posiadanie go wyłącznie jako swoje i własne. … najzupełniej jest słusznym, by tę część przyrody posiadał jako własną i by nikomu nie było wolno naruszać jego do niej prawa. … Nie można także prywatnemu posiadaniu przeciwstawiać prawdy, że Bóg całemu rodzajowi ludzkiemu dał ziemię do używania i do wykorzystywania. Jeśli się bowiem mówi, że Bóg dał ziemię całemu rodzajowi ludzkiemu, to nie należy tego rozumieć w ten sposób, jakoby Bóg chciał, by wszyscy ludzie razem i bez różnicy byli jej właścicielami, ale znaczy to, że nikomu nie wyznaczył części do posiadania, określenie zaś własności poszczególnych jednostek zostawił przemyślności ludzi i urządzeniom narodów” (Rerum novarum). Tym co czyni oświadczenie Jana Pawła tak niegodziwym jest to, że nigdy jasno nie objaśnia tych rozróżnień – pozostawia on raczej u czytelnika wrażenie, że marksistowskie podejście do prywatnej własności jest całkowicie zgodne z chrześcijańskimi zasadami. To czego Jan Paweł zdaje się nie rozumieć – mimo całej swej domniemanej wiedzy na temat komunizmu – jest to, że osoba bez własności prywatnej jest zawsze niewolnikiem państwa. Jak to się zdarza w komunistycznych państwach, kiedy tylko dana jednostka okaże się „nieuległa” to jej dom i wszelka własność stają się własnością państwową. W najlepszym wypadku, pozostawia się mu tylko wolność przymierania głodem, chociaż w istocie rzeczy nawet tej wolności się odmawia tym, którzy kończą w obozach pracy niewolniczej na Syberii (29). Kiedy czeska gazeta opisała Jana Pawła II jako antykomunistę i „reakcjonistę” autor anonimowego artykułu w L′Osservatore Romano wyraził swe zdecydowane oburzenie i nazwał oskarżenie „wybitnie uwłaczającym” i „absurdalnym”. Mary Martinez oznajmiła mi, że w Rzymie wszystkim dobrze wiadomo, iż niepodpisane artykuły zamieszczane w tej gazecie są tradycyjnie pisane przez samego papieża. Także arcybiskup Lefebvre oskarżył go o aktywne uczestnictwo w dokonywaniu „wymian biskupów w celu zastępowania ich biskupami będącymi komunistycznymi współpracownikami” (konferencja prasowa w Paryżu, 21 listopada 1983). Nawet Michael Davies zauważył, że „nie może być żadnych wątpliwości, iż Kreml musi uważać katolickich biskupów USA za swych najefektywniejszych agentów na całym świecie” (Remnant, lipiec, 1983). Byliśmy często informowani, że posoborowy kościół wystrzega się wszelkich ciągot do stawiania go w jednym szeregu z „władcami” tego świata. Czy „katoliccy” niewolnicy przyszłego komunistycznego porządku światowego nie będą coraz bardziej oburzeni z roli, którą ten kościół odegrał w doprowadzeniu do takiego Adwentu? Czy nie zorientują się, że tak samo jak ich Boski Mistrz, również zostali sprzedani i zdradzeni? (30). Jan Paweł jest oczywiście „humanistą” na wzór swego duchowego ojca Pawła VI. Jak powiedział w ONZ: „Musimy afirmować Człowieka ze względu na niego samego, a nie z jakiejś innej przyczyny lub motywu; wyłącznie ze względu na niego samego! A nawet więcej, musimy kochać człowieka, ponieważ jest Człowiekiem, z powodu specjalnej godności, jaką posiada” (Wystąpienie w UNESCO, 2 czerwca 1980). Co więcej, mówi nam, że posłannictwo, jakie spełnia Kościół jest „skoncentrowane na człowieku”, że jest ono „antropocentryczne” (Dives in misericordia, 1, 4). Wracając do encykliki Laborum exercens znajdujemy w niej ten humanizm jeszcze bardziej rozwinięty i powiązany z pracą. Mówi nam tam, że „właściwym podmiotem pracy nadal pozostaje człowiek” i powtarza to przynajmniej siedmiokrotnie – stwierdzając w innym miejscu przykładowo, że „pierwszą podstawą wartości pracy jest sam człowiek”; „ostatecznie bowiem celem pracy: … pozostaje zawsze sam człowiek” et cetera. Praca staje się idolem, bożkiem komunistycznego raju robotnika, któremu każdy musi się podporządkować. Nawet Sam Chrystus jest przedstawiony jak Człowiek Pracy. (Włoscy komuniści drukowali obrazki Chrystusa jako fabrycznego „robotnika”). Ta cała koncepcja pracy jest ubliżająca dla każdego prawdziwego rzemieślnika, gdyż jeśli czyjaś praca jest „powołaniem” to laborare est orare. Ani praca ani człowiek nie są celem samym w sobie. Jedyną pracą wartą wykonywania jest taka, która jest godna by ją ofiarować Bogu i która stanowi środek osobistego uświęcenia (31). Nie można być też zaskoczonym, gdy napotyka się w Laborem exercens słowa mówiące o „zadowalającym uspołecznieniu” bez żadnego doprecyzowania co ten termin oznacza. Patrząc na to sformułowanie w całościowym kontekście posoborowego kościoła, odnajdujemy go użytym po raz pierwszy w encyklice Mater et Magistra Jana XXIII. Termin ten napotykamy ponownie w dokumencie Vaticanum II – Gaudium et spes, gdzie stwierdza się, że jego znaczenie pochodzi z encykliki Jana XXIII. I kolejny raz widzimy ten termin w 14 punkcie encykliki Jana Pawła, tym razem poprzedzony przymiotnikiem „zadowalający”. Określenie „uspołecznienie” (socjalizacja) może oznaczyć tylko jedną rzecz i jest nią ekonomiczny porządek oparty na marksistowskich zasadach. Jak wszyscy jego posoborowi poprzednicy, Jan Paweł waha się przed nazwaniem rzeczy po imieniu. Prześlizguje się skrajem rzeczywistego problemu z obawy przed sprawieniem przykrości niegdysiejszym wiernym (Pius XI mówił, że „nikt nie może być jednocześnie dobrym katolikiem i prawdziwym socjalistą” – Quadragesimo anno), którzy zapewniają mu wsparcie finansowe ze swej prywatnej własności. Najtragiczniejsze w tym scenariuszu jest to, że posoborowi „papieże” nie tylko nie potrafili potępić komunizmu; nie zdołali również podać żadnego rozróżnia między kapitalizmem, nadającym się do zreformowania i komunizmem, który nie jest do tego zdolny; i przede wszystkim, całkowicie zawiedli w przekazaniu nauki, że w ogóle istnieje coś takiego jak tradycyjny, katolicki porządek społeczny i ekonomiczny. Nie było tak nigdy w przypadku tradycyjnego Kościoła, który w około 200 dokumentach potępił komunizm i który będąc wysoce krytyczny wobec leseferystycznego kapitalizmu nigdy nie określał go jako „wewnętrznie złego”. Jak Pius XI mówił o kapitalizmie: „… ustrój ten sam z siebie nie zasługuje na potępienie. I rzeczywiście nie jest on z natury zły…” (Quadragesimo anno) podczas gdy „komunizm jest zły w samej istocie swojej i w żadnej dziedzinie nie może z nim współpracować ten, kto pragnie chrześcijańską ocalić cywilizację” (Divini Redemptoris). NOWY KODEKS PRAWA KANONICZNEGO Należy poczynić krótką wzmiankę na temat Nowego Kodeksu Prawa Kanonicznego wprowadzonego przez Jana Pawła II – kwestii, która będzie bardziej szczegółowo omówiona w dalszej części niniejszej pracy. Nowy „kodeks” jest w istocie ostatnim krokiem w triadzie. Każdy religijny organizm można scharakteryzować przez jego doktrynę, liturgię i prawo jakim się rządzi. Aż do 1983 roku posoborowy kościół wyłącznie słownie deklarował posłuszeństwo Prawu Kanonicznemu tradycyjnego Kościoła, chociaż pod wszystkimi praktycznymi względami popadło ono w zapomnienie. Obecnie, wraz z Nowym Kodeksem, zmiany w doktrynie i liturgii zostały prawnie przypieczętowane. Jak kula śniegowa spuszczona ze szczytu wzgórza, nowy kościół został wprawiony w ruch. Czas może jedynie prowadzić go w jednym kierunku. Ilustrując to tylko jednym, krótkim przykładem: Jan Paweł II mówi nam, że Nowy Kodeks „ustala wzajemne relacje, które powinny zachodzić między Kościołem partykularnym i powszechnym oraz między kolegialnością i prymatem; także doktryna, według której wszyscy członkowie Ludu Bożego, w sposób sobie właściwy, partycypują w potrójnym zadaniu Chrystusa, mianowicie kapłańskim, prorockim i królewskim” (Sacrae Disciplinae Leges). Kolejny raz mamy przed sobą „nowomowę” (manipulację językową) neokościoła. Tradycyjni katolicy przez „Lud Boży” zrozumieją tylko katolików. Ci, którzy są obeznani z prawdziwym znaczeniem wyrażenia (wszak Bóg jest „jakoś” zjednoczony ze wszystkimi ludźmi) rozumieją, że obejmuje ono heretyków, komunistów, sodomitów i mini-antychrystów, którzy otwarcie niszczą chrześcijańską cywilizację u samych jej korzeni „w sposób sobie właściwy”. LITURGIA I w końcu słowo na temat liturgii. Oczywistym jest, że dla katolików wychowanych w tradycyjnym Kościele, liturgia – Msza – oraz sakramenty są sprawami najważniejszymi. Konserwatywni katolicy nieustannie nas zapewniają, że Jan Paweł II zwraca Kościół ku tradycji i wskazują na „Indultową Mszę”, a ostatnio na „Bractwo Św. Piotra”, które samo się określa jako „osobisty tradycyjny zakon papieża” jako potwierdzenie swego twierdzenia. Zbadajmy to starannie. Oba te gesty są obliczone na utrzymywanie konserwatywnych katolików w ramach posoborowego kościoła. Uważane przez niektórych za ustępstwo, przez innych za zwrot ku normalności, istotne jest byśmy wiedzieli jakie jest rzeczywiste stanowisko Jana Pawła II w tych kwestiach. Przyznaje on, że wciąż są jeszcze katolicy, którzy „zostali wykształceni na gruncie starej liturgii po łacinie”. Zauważa też, że „konieczne jest nie tylko okazanie zrozumienia, lecz również pełnego szacunku wobec tych uczuć i pragnień”. Lecz następnie nalega, aby ta preferencja dla łaciny (jak gdyby łacina była kwestią sporną) była uhonorowana poprzez Nową Mszę, która jest źródłem jedności w neokościele. Cytując go dosłownie: „W miarę możności te uczucia i pragnienia powinny zostać zaspokojone, co zresztą znalazło swój wyraz w nowych zarządzeniach”. Wracając jeszcze raz do tego samego tematu stwierdza: „liturgiczna odnowa właściwie przeprowadzona w duchu Drugiego Soboru Watykańskiego jest w pewnym sensie miarą i warunkiem zrealizowania nauczania tego Soboru, które pragniemy przyjąć z głęboką wiarą, tak jak przekonani jesteśmy, że za pomocą Soboru Duch Święty przekazał Kościołowi prawdy i udzielił wskazówek dla prowadzenia jego misji wśród ludzi żyjących dzisiaj i w przyszłości”. Toteż ofiarując konserwatystom „Indultową Mszę” („Mszę Jana XXIII” (32)) tak naprawdę próbuje jedynie zaspokoić „wrażliwość i pragnienia” starszego pokolenia. Ci, którzy przyjmą ofertę muszą jednak zapłacić za to wysoką cenę, gdyż wraz z tą Mszą (odprawianą co miesiąc) muszą zadeklarować swoją akceptację dla Novus Ordo Missae i wszystkich błędów Vaticanum II (33). Bractwo Św. Piotra zostało założone głównie przez stronników arcybiskupa Lefebvre, którzy porzucili go po tym, jak wyświęcił czterech biskupów z wyraźnym pogwałceniem nakazów Jana Pawła II. To nowe Bractwo planuje odprawiać Mszę Jana XXIII i zakłada seminaria, które będą wyświęcać młodych ludzi do stanu duchownego w tradycyjnych rytach. Wszystko to brzmi wspaniale. Jan Paweł daje im to czego odmówił abp. Lefebvre. Ale czy jest tak rzeczywiście? To czego się nie dostrzega w całej tej błazenadzie to faktu, że osoby, które będą wyświęcać kapłanów same były konsekrowane na biskupów w posoborowych rytach i jako takie niemal na pewno nie posiadają sukcesji apostolskiej i władzy wyświęcania. Rezultatem tego będzie pojawienie się grupy ludzi świeckich odprawiających łacińską Mszę Jana XXIII. Tacy ludzie będą w rzeczywistości wilkami w owczej skórze. A całkiem niedawno oznajmiono kapłanom Bractwa Św. Piotra, że muszą od czasu do czasu odprawiać Novus Ordo Missae i muszą dołączyć do swoich biskupów Novus Ordo podczas uroczystości Wielkiego Czwartku. W rzeczywistości, cała sprawa jest burzą w szklance wody ponieważ jeśli członkowie bractwa akceptują prawowitość pontyfikatu Jana Pawła II, to tym samym przyjmują wszystkie jego błędy (34). Konserwatywni katolicy, którzy wskazują na te i inne działania Jana Pawła II jako dowód jego powrotu do Tradycji powinni być świadomi oświadczenia jakie złożył w Meksyku, kraju o największej liczbie tradycyjnych katolików: „Ci, którzy pozostają przywiązani do marginalnych aspektów Kościoła, aspektów, które obowiązywały w przeszłości, ale które zostały zniesione, nie mogą być uważani za wiernych”. Słyszymy tu, nie głos Piotra, lecz głos Pawła VI. Od kiedy to Msza i sakramenty są „marginalnymi aspektami Kościoła”? A dlaczego niektórzy katolicy są wciąż do nich przywiązani? Odpowiedź jest jasna. Nie otrzymaliśmy „charyzmatu transformacji”. Nie zostaliśmy „pobłogosławieni” wraz z „odnową Kościoła w Duchu Vaticanum II”. I ceną którą musimy za to zapłacić jest to, że „nie możemy być uważani za wiernych”. Tradycyjni katolicy nie mogą być wierni wojtyliańskiemu posoborowemu kościołowi, gdyż ten kościół najwyraźniej nie jest „Kościołem Wszechczasów” – Kościołem który ustanowił Chrystus. Doskonałe i dobrze udokumentowane omówienie apostazji Jana Pawła II jest dostępne w internecie na stronie Catholic Restoration (www.catholicrestoration.org/library/apostasy.htm). Ks. Rama P. Coomaraswamy Z języka angielskiego tłumaczył Mirosław Salawa ––––––––––– Przypisy: (1) Mary Craig, Man from a Far Country. Morrow: N. Y. 1979. (2) Jest on uważany za głównego autora tego dokumentu. (3) Michael Davies, Pope John’s Council. Między innymi dokument ten uczy, że „chrześcijanie są zjednoczeni z resztą ludzi w poszukiwaniu prawdy”. (4) Maritain opisał Husserla jak osobę, która „czuła wstręt do rozumu”, a Raissa Maritain cytuje Szestowa mówiącego, że Husserl „wzbudził w nim (Maritainie) wszelkie oburzenie, do jakiego był zdolny” (Adventures in Grace. Image: N. Y. 1962). (5) Jan Paweł II określa się również jako „egzystencjalista”. Zasadniczo egzystencjalizm uważa, że doświadczenie posiada więcej „autentyczności” niż rozum i tak naprawdę, jest jedyną autentyczną i realną rzeczą. Zapomina się przy tym, że to właśnie doświadczenie pokazuje, że rozumowanie jest czymś efektywnym – w przeciwnym wypadku nikt by nie rozumował. W rzeczywistości, to właśnie samo istnienie rozumu pokazuje, że doświadczenie musi mieć przedmiot (obiekt). Zwierzęta oczywiście doświadczają, lecz nie rozumują, podczas gdy przeciwnie, człowiek może uniknąć wielu doświadczeń przez rozumowanie. Chęć zastąpienia rozumowania doświadczeniem w sferze praktycznej i w sposób relatywny mogłoby jeszcze być sensowne; ale czynienie tego w sferze intelektualnej i spekulatywnej – jak tego pragną empirycy i egzystencjaliści – jest ściśle mówiąc obłąkane. Dla małego człowieka, tylko to co jest przypadkowe – to czego on doświadcza – jest prawdziwe, realne i przez tę filozofię dąży on do sprowadzenia zasad do poziomu zdarzeń, przypadków (o ile po prostu im nie zaprzecza). Zredukowanie wiary do doświadczenia jak to czyni Jan Paweł II jest pozbawieniem jej wszelkiego obiektywnego charakteru. Jest to oczywiście niemal modernistyczna zasada. (6) Scheler urodził się jako żyd, został katolickim konwertytą, a następnie opuścił Kościół. (7) Mary Martinez, From Rome Urgently. Statimari: Rome 1979. (8) Ten tekst zawiera wiele filozoficznych stwierdzeń, które są jawnie heretyckie. Niektóre z nich zostały zebrane i opublikowane przez pana Hermana Humberta w piśmie St. Pius V’s Sodalitas Information, Plantinkaai, 2, Anvers, Belgium (marzec 1989). (9) Karol Wojtyła, Faith according to St. John of the Cross. Ignatius: San Francisco, Calif, 1981. Ursula Oxfort prezentuje interesujące omówienie tej książki w Christian Counter-Reformation, Bulletin No. 36, Sept. 1083 (dostępne pod adresem P.O. Box 369, Lake Worth, PL 33460). (10) Karol Wojtyła, The Sign of Contradiction. Seabury: N. Y. 1979. (11) Philip Trower, The Church Learned and the Revolt of the Scholars. Wanderer: St. Paul, Minn. 1979. (12) Cytowane w Catholics Forever (Monroe, Conn.), listopad 1989. Takie oświadczenie jest praktycznie definicją modernizmu. (13) Hans Küng zanegowł Boskość Chrystusa, Dziewicze Narodzenie, niezniszczalność Kościoła i nieomylność Papieża. Karą za odstępstwo od wiary było nieuznawanie go za „katolickiego teologa”. Kara kościelna nie oskarża go o herezję i nie ogłasza go za ekskomunikowanego, zawieszonego lub obłożonego interdyktem. Tak więc Hans Küng pozostaje „kapłanem z dobrą reputacją” w soborowym kościele. Jako że jego nauczycielska pensja pochodziła od państwa, to nie pozbawiono go nawet stanowiska wykładowcy. Nadal jest profesorem ekumenicznej teologii i kierownikiem Instytutu Ekumenicznych Badań na Uniwersytecie w Tybindze. Kanonicznie mówiąc, jest to zwykły klaps w porównaniu z „suspensą” arcybiskupa Lefebvre. Konserwatywni katolicy, uznający Jana Pawła II za prawowitego papieża pozostają w „pełnej wspólnocie” z tym osobnikiem i innymi jemu podobnymi. Interesujące jest odnotowanie luterańskiej reakcji na tego „katolika”. Kiedy został oskarżony o bycie „małym Lutrem”, luterański tygodnik Christian News, stwierdził: „Luter był chrześcijaninem wierzącym, że Jezus Chrystus narodził się z Dziewicy, fizycznie powstał z martwych i naprawdę jest Bogiem, Drugą Osobą Trójcy Świętej. Küng neguje te podstawowe doktryny… Jego poglądy na Chrystusa są całkowicie antychrześcijańskie” (10 marca 1980). (14) Quandje dis Dieu Jacques’a Pohier’a neguje niemal każdą zasadę wiary katolickiej. Mało kto słyszał o tym osobniku i dopiero potępienie spowodowało, że opinia publiczna dowiedziała się o jego istnieniu. Znacznie bardziej typowe jest „uciszenie” ks. Boffa, franciszkańskiego wyznawcy teologii wyzwolenia. To uciszenie zostało uchylone kilka miesięcy po nałożeniu kary i nigdy nie odwołał on swoich błędów ani tego od niego nie zażądano. Podobnie z innymi, którzy zostali „potępieni”, tak jak Hans Küng: nigdy nie zażądano żadnego odwołania błędów. (15) Aby nie być posądzonym o przekręcanie jego wypowiedzi w tej encyklice, przytoczę pełniejsze fragmenty: „Sobór Watykański II dokonał olbrzymiej pracy dla ukształtowania owej pełnej i wszechstronnej świadomości Kościoła, o jakiej pisał papież Paweł VI w swej pierwszej Encyklice. Świadomość ta – czy raczej samoświadomość Kościoła – kształtuje się równocześnie «w dialogu»” (11, 1); „… bogate dziedzictwo współczesnych nam pontyfikatów… głęboko osadzone w tej świadomości Kościoła, której w mierze przedtem nieznanej” (3, 1); „Stale pogłębiająca się świadomość oświecanego i prowadzonego przez Ducha Świętego Kościoła… musi pozostać pierwszym źródłem miłości tego Kościoła – tak jak miłość ze swej strony przyczynia się do ugruntowania i pogłębienia świadomości” (3, 2). Być może jest „jakoś” uzasadnione mówienie o „samoświadomości” Kościoła ale Kościół – Ciało Chrystusa – jest doskonałą społecznością toteż w żaden sposób nie jest uprawnione stwierdzenie jakoby ta świadomość miała się dalej „oświecać”, „rozwijać” i „pogłębiać”. (16) Jan Paweł II, wspominając Pawła VI, opisał go jako posiadającego „wzniosłą postawę nauczyciela i obrońcy wiary”, która jawi się nam „jeszcze bardziej olśniewającą w tym dramatycznym okresie w historii Kościoła i świata” (Castel Gondolfo, 18 sierpnia 2003). (17) Gaudium et spes (O Kościele w Świecie Współczesnym) – dokument za który Karol Wojtyła ponosi główną odpowiedzialność – uczy również, że „chrześcijanie łączą się z resztą ludzi w poszukiwaniu prawdy”. Być może Wojtyła szuka prawdy, ale tradycyjni katolicy wierzą, że Chrystus już ją nam przekazał. Posłuchajmy św. Atanazego mówiącego o ariańskich soborach czwartego stulecia: „Cały świat pogrążył się w chaosie, a ci, którzy wtedy należeli do duchowieństwa tułali się wszędzie, usiłując jak najlepiej nauczyć się wierzyć w naszego Pana Jezusa Chrystusa… gdyby byli już ludźmi wierzącymi, nie szukaliby, tak jak ci co jeszcze nimi nie byli… niemałym skandalem było…, że chrześcijanie, jak gdyby budząc się ze snu o tej porze dnia, musieli dowiadywać się jak mają wierzyć… podczas gdy ich kapłani, domagając się od nich uległości należnej nauczycielom, byli niewierzącymi na własnym przykładzie pokazując, że szukają tego czego nie posiadali… Jakiż defekt w nauczaniu religijnej prawdy istniał w katolickim Kościele, że musieli się pytać o prawdy wiary i dopasowywać swoje wyznanie wiary do aktualnych trendów”. (18) RH odnosi się do w/w encykliki Jana Pawła – Redemptor hominis. (19) The Sunday Telegraph of London, 6 czerwca 1982 oraz The Mail-Star of Halifax, 8 czerwca 1982. (20) Opisane w Introibo, nr 43, styczeń-marzec 1984 (wydane przez l’Association Sacerdotal Noel Pinot: Angers, France). (21) Podziękowania dla ks. Blignieres (Jean-Paul II et la Doctrine Catholique, konferencja z 13 maja 1981. Mutuality: Paris) i Wiganda Siebela (The Program of John Paul II, P.O. Box 21, W. Va. Liberty Bell Publications, i Philosophie et Theologie de Karol Wojtyla. Bale, Saka, 1988) za treść kilku następnych akapitów. Na ten temat pisało wielu innych autorów, takich jak Ursula Oxfort i Myra Davidaglou. (22) Redemptor hominis. (23) Przemówienie do Świętego Kolegium, Documentation Catholique. Paryż 1975, ss. 1002-1003. (24) W jednym z ostatnich (2003) dokumentów Pastores gregis, Jan Paweł II poczynił następujące oświadczenie: „Przepowiadając Chrystusa zmartwychwstałego, chrześcijanie głoszą w istocie Tego, który rozpoczyna nową erę historii, i ogłaszają światu dobrą nowinę o zbawieniu całkowitym i powszechnym, zawierającym zadatek nowego świata, w którym cierpienie i niesprawiedliwość ustąpią przed radością i pięknem. Na początku nowego tysiąclecia, kiedy wyraźniejsza stała się świadomość powszechności zbawienia i doświadcza się, że głoszenie Ewangelii musi być odnawiane każdego dnia, Zgromadzenie synodalne zachęca, aby nie zmniejszać zaangażowania misyjnego, przeciwnie – nasilać je poprzez coraz ściślejszą współpracę misyjną” (n. 65). (25) Między innymi ta herezja neguje sprawiedliwość Boga, który wielokrotnie w Piśmie Świętym mówi nam, że zostaniemy osądzeni i że owce będę oddzielone od kozłów. (26) Ursula Oxfort, „Pope Flounders in the «Act of Entrusting»”, Christian Counter-Reformation, Bulletin No. 24. P.O. Box, 369, Florida, Lake Worth, 1981. (27) Gustavo Daniel Corbi, Joviniano 82, „La resurrección de una herejia”. Editorial Iction: Buenos Aires 1982. (28) Ursula Oxfort, „Laborem exercens”, Christian Counter-Reformation, Bulletin No. 25. Encyklika o pracy Jana Pawła jest komunistyczna. Znam pewnego soborowego katolika, który twierdzi, że nikt nie może nazwać Jana Pawła II heretykiem, ponieważ nikt nie może wiedzieć co dokładnie on ma na myśli. (29) Świetny przykład przytacza Victor Krasin, w artykule „How I was Broken by the KGB” (Jak zostałem złamany przez KGB), w magazynie New York Times, z 18 marca 1984. Średniowieczny chłop pańszczyźniany, który nie mógł być usunięty ze swej ziemi ani opodatkowany z towarów wytwarzanych na użytek swojej rodziny był znacznie bardziej bezpieczny niż dowolny robotnik w dowolnym komunistycznym kraju. (30) W ramach tych gier z władcami tego świata rozważcie fakt, że Jan Paweł II przyjął na specjalnej audiencji w Watykanie Komisję Trójstronną. Mówił on o „etycznym wymiarze” ich działalności, ich „odpowiedzialności za zachęcanie ludzi do sprostania obowiązkowi międzynarodowej ludzkiej solidarności” oraz jak to Komisja musi „czynić wszystko w służbie osoby ludzkiej”. Fotografie z tego spotkania pokazują Zbigniewa Brzezińskiego i Henry’ego Kissingera siedzących w pierwszym rzędzie audytorium oraz Jana Pawła wymieniającego uściski z Davidem Rockefellerem, przewodniczącym amerykańskiej sekcji tej organizacji (Trialogue 33, kwiecień 1983). Komisja Trójstronna jest prawdopodobnie jedną z najbardziej wywrotowych ze wszystkich możliwych organizacji stworzonych przez człowieka. (Por. Ursula Oxfort, „The Plot Against America: What we must know about the Trilateral Commission”, Christian Counter-Reformation, czerwiec, 1978). (31) Oczywiście, ludzie często będą poświęcać się zajęciom nie mającym żadnej odkupieńczej wartości, po to by zapewnić rodzinie byt, ale nie dotyczy to nigdy rzemiosła, formy pracy, która angażuje zarówno umysł jak i wolę pracownika. (32) Jak zaznaczono w Rozdziale 12 na temat liturgii, obrządek ten, według tradycyjnych kryteriów wciąż zachowuje swą ważność. Jednakże indult w żaden sposób nie gwarantuje, że kapłan, który ją odprawia został właściwie wyświęcony. Odsyłam czytelnika do opracowań na temat Nowej Mszy na mojej stronie internetowej (coomaraswamy-catholic-writings.com). (33) Indult praktycznie wymaga, aby ci, którzy z niego korzystają złożyli podpis pod stosownym oświadczeniem. Mimo faktu, że nie jest on „wymuszany” to korzystający z Indultu domyślnie przyjmują jego wymagania. (34) Stanowisko arcybiskupa Lefebvre jest nie do utrzymania. Nie można uznawać Jana Pawła II za prawowitego papieża, ważności in se wszystkich nowych sakramentów, autorytetu Nowego Kodeksu Prawa Kanonicznego, możliwości interpretacji Vaticanum II w zgodzie z tradycją, a następnie odmawiać posłuszeństwa. Dlatego zrozumiałe jest, że wielu stronników arcybiskupa porzuciło jego dzieło. Posoborowy Kościół był oczywiście tym zachwycony i założył Bractwo Ś
  9. MatkaPolka said

    Bardzo ciekawy materiał – w zasadzie maja racje – wszyscy ludzie są równi i nie powinni być dyskryminowani.
    Zapodany przez Chemitrails.
    Związani pętami przyjętych dogmatów patrzycie nie tu gdzie trzeba.

    PIĘĆ KROKÓW DO TYRANII (napisy PL) 1/6

    Ta cała propaganda Anty – Nienawiści ma służyć Żydom, aby przypadkiem nic się im nie stało.

    Tymczasem Tzw. Żydzi dyskryminują innych i nie wolno im nic zrobić, bo przecież dyskryminacja jest zakazana.

    Powtarzam – tzw. Żydzi to system kompletnego fałszu i zakłamania i uzurpacji do tego co wygodne – to ani rasa, ani religia, ani naród, ani Semici.

    W tym sensie ŻYDZI W OGÓLE NIE ISTNIEJA –jako rasa , religia naród, Semici.

    Co to za jednolitość rasowa – czarny rabin z USA i biały rabin z Polski, biały Żyd z Rosji i czarny Żyd z Etiopii, Żyd hinduski z Żydem ukraińskim czy niemieckim –CZY TO TA SAMA RASA?

    Co ma wspólnego Talmud z Biblią lub Torą.? Co ma wspólnego Dekalog Mojżesza z Talmudem? Co to za religi ktora sama sobie przeczy?

    Co maja wspólnego Chazarzy – potomkowie Hunów, którzy napadli na Słowian – z semitami Arabami? Tzw. Żydzi to nie semici.

    Żyd staje się Żydem wtedy, kiedy przystępuje konformistycznie do TZW. ORGANIZACJI ŻYDOWSKICH, (mafii zorganizowanej) – popiera (ten jest ŻYDEM kto popiera) i odnosi osobiste korzyści.
    Bez organizacji i kodeksu przestępczego zwanego Talmudem – Żyd nie istnieje !!
    Tożsamość żydowska to tożsamość przestępcza.. ŻYD – to mentalność przestepcza

    Najlepiej to ilustruje „ Akt oskarżenia przeciwko Talmudowi” – p. Gajowy Marucha powinien to wywiesić w „sekcji do pobrania”
    To bardzo podstawowy dokument – pokazuje , że tzw. żydzi sa przestepcami – wszelkie tzw. organizacje zydowskie i Tzw. Żydzi dzialaja wbrew obowiazujacym prawom. !!!

    Tzw. Żydzi to mafia i przestępczość zorganizowana, to bardzo stara Gilda Złodziejska ( skodyfikowana przez Mojżesza Majmonidesa na przełomie (12 i 13 wieku).

    Żydzi nie maja żadnego instynktu państwowego .-
    Bo czy Izrael można nazwać w ogóle państwem?
    Czy przestępczą organizacje, jaskinie zbójnickich łupów zwana Izraelem można nazwać w ogóle państwem ? Zamieszkałym przez jakiż to naród – żydowski? !!!

    Tam gdzie tzw. Żydzi dochodzą do władzy to państwo upada.!!!!
    I jest to potwierdzone tyle razy – Rosja, USA, Polska, Niemcy

    Tzw. Żydzi są w tej chwili klasa panującą – przedtem wymordowali byłych właścicieli poprzez skomplikowany proces historyczny – wojny, rewolucje, reformy, niepokoje społeczne…. i przejęli władzę. Kiedys przekupywali klase panujaca , a po jej wymordowaniu – panują

    Ruscy Chazarzy obieli ziemie Palestyńczyków zgodnie z zasadami Talmudu – Ziemia goja ( nie należącego do mafii przestępczej ) jest NICZYJA czyli nasza (żydowska)

    Etnicznymi Żydami – mieszkańcami biblijnej Judei są Palestyńczycy, a nie bolszewiccy Chazarzy.

    Czy nie wolno mieć uprzędzeń do jawnie rasistowskich anty-społecznych, anty – socjalnych, uzurpatorskich „rasistowskich” (rezolucja ONZ z Durban) poczynań mafii zorganizowanej godzącej w ineres ogolu i społeczeństwa jako całości.

    Papież Wojtyła – Jan Paweł 2- nie może być świętym – heretyk nie może być, ani świętym, ani papieżem.

    Od Soboru 2 Watykańskiego mamy do czynienia z przejęciem Kościoła katolickiego przez Tzw. Żydów

    I według doktryny wiary nie jesteśmy posłuszni heretykom.

    Pokrótce i dość dobrze to wyłożył Henryk Pająk w swojej ostatniej książce „Lękajcie się” i kilku poprzednich „Nowotwory Watykanu” … , ale tez istnieje bogata literatura przeciw herezji w kościele katolickim – w większościdostepnej literatury jest po angielsku lub włosku . Chiesa Viva

    A po polsku

    Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X
    http://www.piusx.org.pl/fsspx
    Bractwo Kapłańskie Św. Piusa X jest instytutem życia apostolskiego, założonym w 1969 r. przez arcybiskupa Marcelego Lefebvre’a. Zostało oficjalnie uznane przez odpowiednie władze (1 listopada 1970 r. we Fryburgu Szwajcarskim przez biskupa Franciszka Charriere’a), jest więc dziełem Kościoła.

    http://www.mostholyfamilymonastery.com

    The Heresies in Vatican Council II
    -the revolutionary and false council that took place 1962 to 1965-

    From the book The Truth about What Really Happened to the Catholic Church after Vatican II
    By Bro. Michael Dimond and Bro. Peter Dimond

    The Most Specific Heresy in Vatican II [10 min. video]

  10. Piotrx said

    Re 6:
    dziękuję Panu za przytoczenie tego bardzo ciekawego artykułu,
    Napisany zwiężle , z podaniem konkretów oraz faktów , a nie jak czynią niektórzy autorzy – samymi tylko ogólnikami i sloganami.

  11. Marucha said

    Widzi Pan, jak już się na jakiś temat pisało dziesiątki razy, to za pięćdziesiątym ósmym wychodzi się z założenia, iż fakty powinny być dobrze znane i już się ich nie powtarza.

  12. A.P. said

    Duzo tego materialu do zapoznania sie z nim,ktory pokazuje kim moze stac sie czlowiek o odpowiednim pochodzeniu lub co znaczy/stanowi prostaczek sluchajacy nauk „uczonych”.

    W calosci tego gubi sie gdzies SUMIENIE LUDZKIE tak wysoce ksztalconyc jak i tych z podstawami mowy ,pisma i potrzebnej wiedzy do zycia.

    Mozna wiec smialo powtorzyc filozoficzne stwierdzenie :
    „WIEM ZE NIC NIE WIEM !”

    oraz to,ze
    „czlowiek czlowiekowi wilkiem” .

    Do czego jeszcze zdolne sa „plemiona zmijowe” w drodze po wladze i panowanie ???
    Do czego zdolny jest czlowiek powolujacy sie na Boga, brnacy do zaszczytow i wladzy ???

    Czy oni maja to co nazywa sie jest sumieniem ?

    A niech Was wszyscy swieci …… !

  13. Krzysztof M said

    Ad. 11

    „Bo czy Izrael można nazwać w ogóle państwem?”

    – Izrael jest państwem. Lecz jest państwem niesamodzielnym. Gdyby nie zasilanie z zewnątrz, z zagranicy, to Izrael padłby… Jak szybko?

  14. Alina said

    Tutaj jest informacja o tym jak pewna Wloszka chora na raka modlila sie razem ze swoim mezem tuz po smierci JPII wlasnie do niego z prosba o pomoc w uzdrowieniu. Ta wloska rodzina uwierzyla w medialne krzyki Santo Subito.
    Pewnej nocy przysnil sie mezowi chorej papiez Jan Pawel II, ktory powiedzial ze nie ma zadnej mocy im pomoc i wskazal na papieza Piusa XII, ktory w przeciwienstwie do niego ma moc im pomoc. Ta rodzina to uczynila i kobieta wyzdrowiala z raka, tj. rak zniknal.
    Ta wloska rodzina caly czas byla w kontakcie z ksiedzem ze swojej parafi, lekarzami etc. Tak ze sprawa jest dobrze udokumentowana.

  15. Realista said

    re 11

    Najdziwniejsze jest, ze pomimo powtarzania tych faktow, cigle jest wiele ludzi, nawet na tym forum, ktorzy nie moga sie pogodzic z tym, ze Wojtyla byl wilkiem wpuszczonym do owczarni.

  16. tralala said

    Panie Marucha „repetitio mater studiorum est”.

    a poza tym, „Gajowa” strone odkrywaja coraz to nowi i dobrze jezeli pomaga im ona porzerzac horyzonty. Co tu ukrywac, sama wielu rzeczy sie tutaj dowiedzialam, za co jestem uczestnikom wdzieczna.

    A lapki chce i juz. Podejrzewam, ze Gajowy je usunal i teraz nie umie przywrocic spowrotem.:)

    Umiem je przywrócić, ale mam opory… – admin

  17. Błysk said

    Dorzucę tu wiem na temat JPII. Ksiądz Bartnik miał powiedziec w Lublinie,na zebraniu około 20 osób,że Karol Wojtyła miał matkę żydowkę.Ze spotkania wyszła oburzona red. Polak-Pałkiewicz.Pismo „Dziennik „podało,że JPII został pochowany z chusta na twarzy zgodnie z wiarą sekty judaistycznej ,która uważała,ze od chwili śmierci nie ważne jest ciało,ale dusza. Sam oglądałem zdjęcie w czasie wizyty w Izraelu , gdzie JPII siedzi w fotelu , na którym widnieje satanistyczny odwrócony krzyż , na którym miał byc ukrzyżowany św. Piotr. Może te proste fakty ,zamiast uczonych wywodów, ktoś chciałby podac gdzie nalęży w Watykanie.

Sorry, the comment form is closed at this time.