Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Napiszmy historię Polski od nowa

Posted by Marucha w dniu 2010-12-26 (Niedziela)

Publikujemy dość kontrowersyjny wywiad ze śp.  prof. Wieczorkiewiczem z roku 2009. Dzięki za zwrócenie nań uwagi przez panią Agę. Kontrowersji nie wyliczamy, zrobią to czytelnicy. – admin.

– Najnowsza historia Polski przyzwoicie nie została opisana w ogóle – czytamy w niepublikowanym dotąd wywiadzie z prof. Pawłem Wieczorkiewiczem.

Czy najnowsza historia Polski została już w całości opisana? Nie ma już w niej nic do odkrycia?

Wręcz przeciwnie. Właściwie przyzwoicie nie została opisana w ogóle. Jest w niej nadal wiele niewyjaśnionych zagadek i tajemnic. Wiele poglądów i teorii, w które wszyscy głęboko wierzymy, nie ma nic wspólnego z prawdą. W dużej mierze to wina polskich historyków, o których – mówię to z bólem – mam bardzo złe zdanie.

Dlaczego?

To grupa osób o bardzo zachowawczym sposobie myślenia. Nie są w stanie wyobrazić sobie, że w rzeczywistości mogło być inaczej, niż im się wydaje. A poglądy i teorie wyrabiali sobie, czytając prace swoich poprzedników pracujących w warunkach komunistycznego zniewolenia. Polscy historycy to grupa skostniała intelektualnie. Oskarżam polskich historyków o brak wyobraźni i elastyczności, o niemożność oderwania się od schematów. A w pokoleniu 60-latków są to schematy wypracowane w PRL. Wszyscy jesteśmy ich więźniami. Powtarzamy w kółko stereotypowe, błędne sądy i przekazujemy je naszym wychowankom. Środowisku polskich historyków potrzebny jest silny, ozdrowieńczy wstrząs. Może byłby nim proces lustracyjny.

To jaki powinien być dobry historyk?

Powinien być otwarty na nowe koncepcje. Powinien do badanych problemów podchodzić na nowo, odrzucając wszystko, co napisano w PRL. Powinien stawiać najbardziej szalone tezy i pytania, bo w szaleństwie jest zalążek geniuszu. Praca historyka polega na zadawaniu pytań, a nie powtarzaniu w kółko tych samych odpowiedzi. Mój postulat jest następujący: wymażmy całkowicie całą pisaną historię Polski po 1939 roku i napiszmy ją od nowa!

Panie profesorze, czym powinni się zająć historycy II wojny światowej?

Przykład pierwszy z brzegu. Grot-Rowecki i jego aresztowanie. Grono historyków zajmujących się Armią Krajową ze względów patriotyczno-dżentelmeńskich do dziś nie ujawnia prawdy o tym, jak generał wpadł w ręce gestapo. A są ślady, które wskazują na osobę bliską córce Grota, jej narzeczonego, który miał to zrobić dla pieniędzy. Mało tego, najrozsądniejsi z oficerów gestapo wcale nie byli zadowoleni z tego aresztowania. To wcale nie był dla nich – tak jak my twierdzimy – „wielki sukces”. Zatrzymanie dowódcy AK, a co za tym idzie zamęt i reorganizacja ugrupowania, burzyło bowiem cały system kontroli, jaką Niemcy sprawowali nad podziemiem.

Kontroli?

Mamy dwie legendy podziemia niepodległościowego. Podziemie podczas II wojny światowej i podziemie solidarnościowe podczas stanu wojennego. Przykra prawda jest jednak taka, że jedno i drugie było w 80 procentach rozpracowane przez policje polityczne.

Dlaczego więc w obu przypadkach nie zlikwidowano tych organizacji?

Bo każda dobra policja polityczna – a zarówno w SB, jak i gestapo byli wysokiej klasy fachowcy – uważa, że rozpracowany przeciwnik jest mniej niebezpieczny, bo niczym nie może zaskoczyć. Można go kontrolować, a czasami nawet inspirować jego działania poprzez wkręconą w jego szeregi agenturę (w przypadku „Solidarności” armia TW, których ujawniono w ostatnich latach, to tylko wierzchołek góry lodowej). Rozbicie istniejącej struktury podziemnej poprzez masowe aresztowania powoduje zaś, że przeciwnik podejmuje działalność samorzutną, nieprzewidywalną. A więc z punktu widzenia służb specjalnych bardziej niebezpieczną. Z czasem zaś założy nowe struktury, które trzeba będzie na nowo rozpracowywać. Po co zadawać sobie tyle trudu?

Tak rozumowali Niemcy w okupowanej Polsce?

Owszem. Poza tym w gestapo znajdowali się też rozsądni ludzie – co nie zmienia faktu, że byli zbrodniarzami – którzy uważali, iż prędzej czy później, gdy do Europy zacznie się zbliżać sowiecki walec, trzeba się będzie z Polakami jakoś dogadać. Pewne niepisane porozumienia i układy zawierano zresztą i wcześniej. Sprowadzały się mniej więcej do tego, że obie organizacje robią swoje, ale od pewnego poziomu nie robią sobie krzywdy.

A jak wyglądała kwestia infiltracji AK przez Sowiety?

Obawiam się, że jeszcze gorzej. Sowieccy agenci w szeregach polskich władz i polskiej armii podziemnej mieli wielkie wpływy. Wykorzystywali to, że AK z czasem zaczęła skręcać mocno w lewo. Polskie podziemie ostatecznie nie podjęło w końcu działań zgodnych z niemieckimi interesami, ale z sowieckimi. Choćby nieszczęsna operacja „Burza” z powstaniem warszawskim na czele. Na powstaniu zyskała tylko jedna strona – Sowiety. Należy sobie zadać pytanie, czy Stalin mógł, a jeżeli tak, to w jaki sposób, wpłynąć na to, że Warszawa akurat 1 sierpnia 1944 roku stanęła do walki. Odpowiedź na to pytanie mogłaby się okazać szokująca.

Wstydliwą dla podziemia sprawą jest chyba również kwestia jego budżetu.

O tak, to bardzo niewygodny temat. Z Londynu szedł do kraju strumień pieniędzy. Znaczna ich część była jednak wydawana na cele prywatne, czyli po prostu defraudowana. Kolejna część trafiała zaś do kas rozmaitych partyjek, koterii i grupek. A kto w podziemiu miał pieniądze – rozdawał karty.

W Polsce mamy również tendencję do robienia bohaterów z ludzi, którzy na to nie bardzo zasługują.

Wiem, do czego pan pije – Sikorski. Rzeczywiście nie był to mąż stanu. Sytuacja, w której się znalazł, znacznie go przerosła. Abstrahując od tego, kto i dlaczego go zabił, jako premier i naczelny wódz nie zdał egzaminu. Ale i wcześniej miał poważne grzechy na sumieniu. Mam o nim bardzo negatywne zdanie. Myślę, że w okresie międzywojennym był agentem francuskim, a przynajmniej tak się zachowywał, jakby nim był. Działał na szkodę państwa polskiego i jako taki powinien zostać prawomocnie skazany. Udzielał Francuzom bardzo wyczerpujących informacji o polskim wojsku, w 1938 roku skłonny był te same informacje przekazać Czechom. Naciskał na Francuzów, żeby żądali dymisji Becka. Zachowywał się niezbyt pięknie.

A Anders?

Anders również nie był postacią bez skazy i mało nadaje się na bohatera narodowego. W 1941 roku na Łubiance mówił NKWD wszystko, co chciała usłyszeć…

Sugeruje pan, że był agentem Stalina lub szedł mu na rękę?

No cóż, po owocach ich poznacie. Anders zrobił trzy rzeczy. Najpierw wyprowadził we właściwym momencie wojsko z Sowietów. Proszę sobie wyobrazić, że armia Andersa bije się na froncie wschodnim w kwietniu 1943 roku. Niemcy ogłaszają przez radio, że odkryli masowe groby w Katyniu. I co, Polacy nadal biją się u boku bolszewików? Oczywiście nie. Armia Andersa natychmiast przeszłaby na stronę Niemiec. Wyobraża pan sobie taki zwrot? To by mogło storpedować plany Stalina. Potem Anders bezsensownie skrwawił wojsko pod Monte Cassino, najbardziej ideowy, antysowiecki element. A na końcu zrobił wszystko, żeby nikt z Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie nie wrócił do kraju.

Ale w ten sposób ocalił ich przed kazamatami UB.

Oczywiście. Ale to było także na rękę komunistom i Stalinowi. Bo gdyby mieli w okupowanej Polsce ze 150 tysięcy żołnierzy z polskiej armii na zachodzie, to sowietyzacja naszego kraju mogłaby natrafić na znacznie większe problemy. W roku 1956 żywioł ten – zakładam, że co najmniej połowa by przetrwała – mógł się okazać decydujący. Nacisk z ich strony na konfrontację z Sowietami mógłby być tak silny, że Chruszczow by się jednak zawahał i nie przysłał do Polski Armii Radzieckiej. W takiej sytuacji być może już w 1956 roku mielibyśmy rok 1989. Przecież kadra niepodległościowa była w Polsce tak przetrzebiona i wyczerpana, że rok 1956 robili właściwie komuniści. Plus niedobitki AK, które nie były w stanie opracować własnej koncepcji politycznej. Gdyby do akcji wkroczyli andersowcy, historia mogłaby się potoczyć inaczej.

Panie profesorze, czy w swoich analizach nie przecenia pan roli tajnych agentów i służb?

Historyk, który mówi krytycznie o tak zwanej spiskowej teorii dziejów, jest historykiem niepoważnym, hołdującym historii dla idiotów lub prostaczków, którzy wierzą w to, co widzą w telewizji i czytają w gazetach. Jest bowiem historia prawdziwa i historia medialna, fasadowa. Ta prawdziwa w dużej mierze toczy się za kulisami. A za nimi działają przede wszystkim tajne służby.

W Polsce także?

Oczywiście. Weźmy choćby sprawę wyjazdu Michnika do Moskwy w 1989 roku…

Nie sugeruje pan chyba, że Michnik był agentem?

Agentem nie był. Był natomiast potężnym graczem, działającym właśnie za kulisami. W 1989 roku pojechał do Związku Sowieckiego, aby dogadać się z tamtejszymi towarzyszami ponad głową Jaruzelskiego. Był zbyt inteligentnym, zbyt ambitnym człowiekiem, żeby nie dojść do wniosku, że sam III RP nie zbuduje i nie zrealizuje swoich koncepcji. Dlatego próbował podjąć współpracę z Moskwą, ale podkreślam – nie była to współpraca natury agenturalnej, tylko rodzaj gry politycznej. Michnik tłumaczył to sobie zapewne mniej więcej tak, że idzie z tymi progresywnymi, liberalnymi towarzyszami spod znaku Gorbaczowa, żeby poprawić komunizm. Hasło Michnika i Gorbaczowa było przecież takie samo: socjalizm z ludzką twarzą.

Jakie tajemnice kryją dzieje służb specjalnych PRL?

Tysiące tajemnic! W tej sprawie naprawdę mało wiemy. Choćby — wydawałoby się szalona — sprawa tak zwanych matrioszek, czyli agentów podstawianych do armii Andersa czy później Berlinga. To jest mniej więcej to samo, co pokazano w „Stawce większej niż życie”. Zamiana Kowalskiego na podobnego do niego Iwanowa. Uczono faceta języka polskiego oraz biografii osoby, którą miał zastąpić. Sprawę tę pierwszy raz poruszył Piotr Jaroszewicz. Zaraz potem został zamordowany. Niewykluczone, że dotknął problemu, który jeszcze w 1992 roku był tak newralgiczny dla rosyjskiego wywiadu, że trzeba go było uciszyć.

Kto mógł być taką matrioszką?

Być może Bierut, a może nawet Jaruzelski. Nic pewnego na ten temat nie wiadomo. Są tylko pewne przesłanki.

Brzmi to mało prawdopodobnie.

No cóż, warto by to jednak zbadać. 30 lat temu jeden z najważniejszych generałów Wojska Polskiego, zastępca szefa Sztabu Generalnego, na spotkaniu z elewami szkoły oficerskiej po kolejnym toaście zaczął przemawiać płynnie po rosyjsku. To wzbudziło pewną konsternację. Generał zauważył, co się stało i się zmieszał: „Wiecie, ja z żoną tak rozmawiam w domu i zapomniałem się” – zaczął się tłumaczyć. Nigdy nie poznamy w pełni historii PRL – zwracał na to uwagę Edward Ochab w rozmowie z Teresą Torańską – dopóki nie będziemy wiedzieli, kto w kierownictwie politycznym, jak się wyraził Ochab, był „ich”, a kto był „nasz”.

Myślę, że wszyscy – niezależnie od tego, jakim językiem mówili – byli „ich”…

To prawda. Ale mimo wszystko polscy komuniści mieli jakąś większą lub mniejszą – na ogół mniejszą – przestrzeń do samodzielnego działania. Ciekawe jest, jakie były relacje między sowiecką a polską bezpieką. Jakie wzajemne zależności. Czy UB, a potem SB było bezpośrednio, niemal z urzędu, podporządkowane NKWD i KGB, czy też polecenia wydawano jakimiś nieformalnymi kanałami. Jaką rolę w tym procesie odgrywała partia? Czy służby ją omijały, czy też miała coś do powiedzenia? To bardzo ciekawa siatka wzajemnych zależności, o której wiemy bardzo mało. A przecież policja polityczna odegrała główną rolę w spektaklu zwanym PRL. Niewykluczone, że wszystkie tak zwane wydarzenia, do których dochodziło w PRL, były prowokacjami służb. Poznań ’56, Grudzień ’70, Czerwiec ’76, a wreszcie Sierpień ’80. W każdym z tych wypadków jest to bardzo prawdopodobne. My teraz budujemy wokół tamtych wydarzeń patriotyczne ołtarze, a rzeczywistość mogła być zupełnie inna. Tak samo można zresztą postawić hipotezę, że powstanie listopadowe było prowokacją, a powstanie styczniowe to już z pewnością.

Czy są na to jakieś dowody?

Jest mnóstwo przesłanek. Na przykład Radom ’76. Rozmawiałem ostatnio z jednym z wysokich radomskich funkcjonariuszy partyjnych z tego okresu. I on nagle zadał mi takie pytanie: czy nie zwróciło pańskiej uwagi to, że trzonem wystąpień była załoga Waltera, zakładów produkujących sprzęt wojskowy, w których 25 procent ludzi było na etatach kontrwywiadu, a cała reszta była w zasadzie zmilitaryzowana? Cała kadra tych zakładów, łącznie ze zwykłymi robotnikami, składała się z najbardziej zaufanych ludzi! I oni by się nagle zbuntowali? Mój rozmówca przeglądał potem wraz z radomskimi milicjantami zdjęcia z zamieszek i okazało się, że najbardziej agresywni przywódcy tłumów to były osoby w Radomiu nigdy wcześniej niewidziane. To samo powtórzyło się później w Gdańsku.

Rozumiem, że skłania się pan do tezy, że upadek komunizmu był operacją służb specjalnych?

Tak. Wiele źródeł wskazuje, że była to gigantyczna, przemyślana i kontrolowana operacja. W szczegółach oczywiście mogła się wymknąć spod kontroli, bo każda taka akcja ma swoją dynamikę. Ale ostatecznie wszystko się udało. Celem służb było bowiem zachowanie kontroli nad finansami podczas transformacji ustrojowej. Następnie zaś dzięki tym pieniądzom oraz powiązaniom i doświadczeniu przejęcie kontroli nad państwami byłego imperium i nowo powstałą Rosją.

Dlaczego komunistyczne służby miałyby coś takiego zrobić?

KGB doszło do wniosku, że należy położyć kres istnieniu pasożyta, za jaki uważało partię. Przecież organizacja ta stała się całkowicie zbędnym czynnikiem. Służby były tak potężne, że za pomocą zakulisowej gry mogły doskonale same kontrolować imperium. Mieć władze i zarabiać pieniądze. Aby to jednak osiągnąć, trzeba było usunąć komunistów. Już wcześniej ludzie, którzy kierowali bezpieką – Jeżow, Beria i inni – próbowali zrobić mniej więcej coś podobnego. Stalin, a później Chruszczow potrafili się jednak obronić.

Jeżeli przyjąć pana tezę, to jak ta operacja przebiegała w Polsce?

Rezydent sowieckiego wywiadu w Polsce gen. Pawłow – notabene jeden z najmądrzejszych ludzi w KGB – w swoich pamiętnikach pisał, że już w połowie lat 70. dostał polecenie z Moskwy, żeby nie budować już agentury sowieckiej w partii władzy. Nie miało to już sensu. Kazano mu wziąć się do opozycji, która być może kiedyś przejmie władze. Agentura umieszczona wewnątrz „Solidarności” zostaje odpowiednio poinstruowana, służby rozgrywają swoją partię. A potem już idzie samo: Okrągły Stół, wybory, wyprowadzenie sztandaru PZPR i utworzenie nowego układu. Z ludźmi bezpieki na górze, a właściwie w cieniu. Czyli to, o czym mówiłem: fasadowa historia i prawdziwe ośrodki decyzyjne, o których zwykły śmiertelnik nic nie wie. Dzisiejsze partie polityczne mogą być nie tylko zinfiltrowane, ale nawet stworzone przez sowiecki, a później rosyjski wywiad. I nie muszą to być partie lewicowe.

Czyli służby naszego wschodniego sąsiada nadal działają na wielką skalę w naszym kraju?

To były i są najlepsze, najbardziej sprawne służby na świecie. Służby, które łączą bezwzględność z wielkimi koncepcjami i potrafią patrzeć daleko do przodu. Jak pisał Bułhakow: dokumenty nie płoną. Wszelkie palenie akt to zwykły teatr. Niszczy się zawsze jakieś duplikaty, bezwartościowe kwity administracyjne i tym podobne rzeczy. To co najważniejsze, to co ma prawdziwe znaczenie – zawsze się zachowuje. W przypadku PRL – w Moskwie. Nie jest tajemnicą, że kopie akt polskiej bezpieki szły do Moskwy. Oni mają wszystko i dzięki temu do dziś kontrolują wielu agentów. Agentury tej prędko nie odkryjemy. Dopiero teraz, po 60, 70 latach z trudem dokopujemy się do prawdy o agenturze sowieckiej w II RP. Ale warto mieć świadomość, że tacy ludzie u nas działają. I to na najwyższych szczeblach. Należy o tym pamiętać zawsze, gdy dochodzi do jakichś konfliktów czy sporów polsko-rosyjskich. Należy wówczas uważnie wsłuchać się w debatę publiczną: artykuły prasowe, wypowiedzi polityków. Od razu widać, kto reprezentuje rosyjski punkt widzenia.

Za http://historia.pl

Komentarzy 29 to “Napiszmy historię Polski od nowa”

  1. hjk said

    „1. Armia Andersa natychmiast przeszłaby na stronę Niemiec. Wyobraża pan sobie taki zwrot? To by mogło storpedować plany Stalina. 2. Potem Anders bezsensownie skrwawił wojsko pod Monte Cassino, najbardziej ideowy, antysowiecki element. 3. A na końcu zrobił wszystko, żeby nikt z Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie nie wrócił do kraju.”

    wywiad tego Pana krąży już chyba od roku i co rusz to tu to tam się pojawia. Niestety autor juz nie zyje, wiec nie można go zapytać, pewne jednak tezy są niedopuszczalne i nieodpowiedzialne. A zwłaszcza teza 1, która już jest jakąś gdybologią, a nie nauką. Wprawdzie historia jest jedną z grupy nauk o najbardziej wątpliwym statusie metodologicznym, ale jednak pewne standardy trzeba zachowywać.
    Co do tez 2 to już zakrawa na paranają elbo groteskę z 2 giej strony. Pan profesor mocny w gdybologii mógłby pomyśleć, co by się stało z Andersem i jego armią, gdyby…odmówił wykonania rozkazu. Tak, rozkazu, bo Anders nie był naczelnym dowódcą zjednoczonych sił alianckich na tym odcinku. A wiadomo, co czeka żołnierza za odmowę wykonania rozkazu na wojnie. W najlepszym układzie byłby to obóz jeniecki, gdyby wojsko masowo odmówił zdobywania Mnte Cassino. Zarzut jeśliby nawet był słuszny należy kierować nie pod ten adres…
    Co do pktu 3. to wystarczyłoby poczytać pamietnik Andersa dostępny po polsku pt. „Bez ostatniego rozdziału”, aby nie pisac takich głupot, a jesli już się coś pisze na taki temat, to przedstawić argumenty polemiczne w stosunku do wsponień Andersa (bo to wszak jakieś źródło bądź co bądź) i wykazać, gdzie ew. „mijał się z prawdą”.
    A tak to mamy skandal.
    Nie brak i innych wątków skandalizujacych w tym „wywiadzie”, no ale te są chyba najbardziej ewidentne, a i sam autor juz nie moze się bronić, więc można sobie darować.

  2. RomanK said

    Taki wypadek zdarzyl sie w II Armii Wojska Polskiego gen Zyg. Berlinga…na strone niemiecka pod Lenino przeszlo ok 3000 zolnierzy.

  3. RomanK said

    POnadto prof Wieczorkiewicz jest absolutnym zwolennikiem sanacji i wrogie gen Sikorskiego!
    Mowienie o nieudolnosci generala Sikorskiego jest przegoeciem. Gen przejal rzad Polski po sromotnbej klesce najzdolniuchniejszych pilsuderow i dopuszczeniu przez nich do najgorszego do walki na dwa fronty i zmasakrowania armii, narodu, infrastruktury i do rozbioru terytorium z pozbawieniem jakiejkolwiek opieku ludnosci cywilnej! Co robia gen Sokorski widzial i dlateho zostal usuniety przed wojna od wplywu na cokolwiek. Posadzanie go o agenturalnosc zachacza o idiotyzm!

  4. tralala said

    ad1
    „2. Potem Anders bezsensownie skrwawił wojsko pod Monte Cassino, najbardziej ideowy, antysowiecki element.”
    Czy bezsensownie? Powiedziano:”Kosciol potrzeboje meczennikow.” Narod niestety tez!

  5. Marucha said

    No to widzę, że nie musiałem dodawać własnych, niekiedy może łopatologicznych komentarzy do wywiadu z prof. Wieczorkiewiczem. Piłsudczyzmem jedzie od niego na odległość.

  6. Shakespear said

    Bardzo polecam ta ksiazke by zrozumiec jak mozna na te pytanie otpowiedziec

    Panie profesorze, czy w swoich analizach nie przecenia pan roli tajnych agentów i służb?

    Za kulisami rewolucji bolszewickiej

    Occleshaw Michael

    W 1917 roku światem wstrząsnęła wieść o bolszewickim przewrocie w Rosji. Pierwsze zderzenie komunizmu z kapitalizmem nie przebiegało jednak wcale tak, jak przedstawiali to późniejsi historycy. Na podstawie odnalezionych w brytyjskich archiwach dokumentów ta książka odsłania szokujące fakty o operacjach prowadzonych w Rosji w latach 1917?1920: dowody związków aliantów z władzą radziecką i prowadzone w sekrecie negocjacje z bolszewikami. Michael Occleshaw pokazuje, co spowodowało, że Zachód został zniechęcony do tej współpracy i dlaczego zaczął aktywnie wspierać kontrrewolucję. Przedstawia cały arsenał zaangażowanych do obalenia reżimu bolszewickiego środków: od wymiany not dyplomatycznych do interwencji zbrojnej, od siatek szpiegowskich i podwójnych agentów, przez intrygi polityczne i sabotaż, po plany utworzenia oddzielnego państwa kozackiego. Niepowodzenie tych akcji zapoczątkowało trwający prawie do końca XX wieku konflikt ideologii, w późniejszym czasie zwany zimną wojną. Michael Occleshaw ? znawca historii Rosji, autor książek poświęconych działalności brytyjskiego wywiadu podczas I wojny światowej oraz dramatycznym losom carskiej rodziny Romanowów

  7. vuvuzela said

    @RomanK cyt.”Taki wypadek zdarzyl sie w II Armii Wojska Polskiego gen Zyg. Berlinga…na strone niemiecka pod Lenino przeszlo ok 3000 zolnierzy.”

    W czasie bitwy pod Lenino nie istniala jeszcze II Armia WP tylko I Dywizja ktorej dowodca byl Z.Berling (rowniez dezerter) nie wiem skad wzioles liczbe 3000 dezerterow skoro zaleznie od zrodel ta uznaje sie na 25-300 dezerterow

  8. Gniewosz said

    Re2,Owszem pod Lenino doszło do masowej nie tyle dezercji co zwykłego poddania się i to nie 3000 a 600 żolnierzy ,którzy zalegli pod ogniem niemeickich cekaemów i nie widząc szans na wsparcie ,bo sowieckie czołgi ugrzezły gdzieś w błotach pobliskiej rzeki-po prostu sie poddali.Doszło przy tym do starcia między dowódcami poszczególnych batalionów a sowieckimi komisarzami kiedy polscy dowódcy odmowili dalszego pchania ludzi pod morderczy ogień niemieckiej obrony.Podobno rozstrzelano na miejscu kilku wysokich oficerów! Po wojnie pod koniec lat 40-tych wszczęto w tej materii tajne dochodzenie ,ale szybko go zaniechano.

  9. Na prowokację protestów z czerwca 1976 roku wskazuje również Albin Siwak w „Trwałych śladach”.
    Panie Gajowy, a co Pan sądzi o Rzeczniku Praw Obywatelskich, dla odmiany? Czy to też agentura? http://bgoczynski.wordpress.com/2010/12/26/kogo-reprezentuje-rzecznik-praw-obywatelskich/

  10. Marucha said

    Agentura, czy nie agentura – wierny wykonawca poleceń.

  11. Guła said

    Ta pierwsza dywizja, ledwo sformowana, dostała od swoich sowieckich przyjaciół i zwierzchników rozkaz przeprowadzenia rozpoznania przez bój.
    Ten samobójczy rozkaz wykonano pieczętując ten chrzest bojowy wieloma ofiarami… Żadnego skrewienia nie było. Mecenas po raz pierwszy zaskoczył mnie tym stwierdzeniem, choć zawsze musi być pierwszy raz.

  12. Miet said

    Zgadzam sie calkowicie z prof. Wieczorkiewiczem kiedy stwierdza, ze wszystkie polskie marce, czerwce, grudnie, to byly skrzetnie uknute prowokacje.
    Pozostaje tylko wyraznie wskazac bez oslonek, kto stal za tymi prowokacjami.
    Powiedzenie, ze to byly sluzby specjalne podlegajace KGB, to troche za malo – a w zasadzie – duzo za malo.
    Wieczorkiewicz sie jednak asekuruje i chyba to co zarzuca innym tzw. historykom, to i sam chyba na to cierpi.
    Uzywa takich nazw jak NKWD, czy UB, SB w Polsce, nie piszac ani slowa o frakcjach w tych organizacjach a szczegolnie o tej grupie pulawskiej, ktora byla inicjatorem i kierownikiem niemal wszystkich wydarzen.
    Dopoki wyraznie historycy polscy nie beda o tym pisac i beda uzywac nazw okolnikowych, dopoty mlodziez polska, polskie dzieci beda uczyc sie historii Polski pisanej przez naszych wrogow.
    Jeden Henryk Pajak cudow nie stworzy – jest praktycznie zamilczany na smierc.

  13. RomanK said

    Szanowny Gulo…relacje ta slyszalem od sasiada uczestnika Bitwy pod Lenino…dawno..jesli dobrze pamietam w 1959 roku.
    Podal taka liczbe..skad ja wzial? wiem ze tam byl bo mial za nia medal…dlaczego tak powiedzial… nie wiem..ale porownujac straty podawane w periodykach historycznych cyt:
    „Operacja Frontu Zachodniego zakończyła się 17 października bez sukcesów, Orszę zdobyto dopiero w czerwcu 1944 r. przy okazji operacji „Bagration”. W bitwie pod Lenino 1. Dywizja Piechoty im. Tadeusza Kościuszki straciła 3054 żołnierzy (23,7% ogólnego stanu), w tym 510 zabitych, 1776 rannych, 116 wziętych do niewoli i 652 zaginionych (w dużej części wziętych do niewoli). Spore straty musiała ponieść też druga strona, chociaż bardzo trudno zweryfikować podawaną przez niektórych liczbę 1500 ofiar niemieckich.” koniec cytaty.
    Wydaje mi sie potwierdzac relacje naocznego swiadka! Dane wyraznie kryja sie w zabitych i zaginionych, i wzietych do niewoli. Moze i inne dane…
    Oczywiscie nei II Armia ale I Dywizja,,za blad przepraszam powtorzylem I dwa razy…

  14. Guła said

    Jednak nie ma dymu bez ognia panie Romanie. Były i dezercje, jak podał Vuvuzela a są to zwyczajne dzieje – ale nie w ilości 3000 bo to byłoby niezwyczajne.

    „Do lat 90 XX w. pomijano milczeniem fakt, iż na kilka dni przed bitwą zdezerterowało i przeszło na stronę Wehrmachtu 25 żołnierzy 1 DP. Poinformowali oni Niemców o planowanym natarciu. Według niemieckich protokołów przesłuchań uciekli oni do „cywilizowanej niewoli niemieckiej” w obawie przed powrotem na zsyłkę.

    M. Korkuć z krakowskiego IPNu podaje że zdezerterowało ok. 300 żołnierzy[4].”

  15. Guła said

    W końcu Smiersz nie bez powodu stawiała za atakującymi sowieckim żołnierzami ckmy.

  16. Krzysztof M said

    Ciekawe, co się z tymi dezerterami działo dalej?

  17. aga said

    ad.!2 Nie odważą się Panie Miet,bo się boja oskarżeń o „antysemityzm” .To praktycznie przetrąci ich ” karierę”.
    Podobnie z piłsudyzmem. Odważyl się jeden wspaniały badacz historyk de. Siedlik ruszyć tę „Górę lodowoa” i wyrzucono go z pracy a tyeraz tez też zamilcza. A dla młodego doktora historii to już prawdziwa tragedia.
    ‚polactfo’ skutecznie uspione fałszywymi histiryjkami,haggadami i mitami latwiej daje się wodzić na manowce.I wciąż będzie popełniać te same błędy,nie wyczuwając prowokacji.

  18. aga said

    ad.17 korekta
    nie Siedlik tylko dr.Ryszard Świętek „Lodowa ściana”
    A prof. Siedlik też kompletnie zamilczany.
    Tadeusz A, Siedlik „Z historii Polski 1900-1939. Klęska demokracji.”

  19. Krzysztof M said

    Dopóki społeczeństwo nie powoła prywatnej fundacji badawczej, która będzie finansowała takich ludzi, jak Siedlik, Świętek, Ratajczak, dopóty będą nas za nos wodzić, jak będą chcieli. I zbliżające się protesty społeczne (bieda, bezrobocie) także będą sterowane przez nich.

  20. aga said

    Rozmowy Niedokończone
    15.11.2002 godz. 18.10

    „Analiza podręczników do historii w oparciu o podstawę programową”

    – referat z sympozjum pt. „Trzy lata reformy edukacji”
    dr Andrzej Leszek Szcześniak

    Pierwsza zasadnicza sprawa – dlaczego tak się dzieje, że programy są takie? Jest to celowa, zorganizowana akcja trwająca dziesiątki lat niszczenie polskiej świadomości narodowej, niszczenie kultury i niszczenie państwa polskiego, które w ostatnich szczególnie latach jest zapowiadane.

    Jeżeli chodzi o historię to jesteśmy świadkami pewnych jakby ponawiających się cykli. Po wojnie było duże zainteresowanie historią. Wiadomo było, że wpływ na to miała władza komunistyczna. Historia stopniowo malała. Przyszedł rok sześćdziesiąty ósmy, w Polsce nastąpiły zmiany. Po 1968 natychmiast powołano cztery komisje programowe, potem scalone w jedną dużą, które miały za zadanie przywrócić historię w szkołach. Powtarzam -1969 rok. Komisje te, po kilku latach pracy, właściwie już potem jedna komisja, dokonały renowacji w dziedzinie historii. Po pierwsze przywrócono historię w klasie czwartej szkoły podstawowej a także w zasadniczych szkołach zawodowych, dzięki św. p. Edmundowi Menclewskiemu.

    Po prostu dokonano renowacji nie tylko w strukturach nauczania historii, ale przede wszystkim w programach. W 1969 roku, reforma ta, która trwała kilka lat objęła wszystkie poziomy nauczania. Przywrócono treści polskie, wprowadzono po raz pierwszy tajne nauczanie do programów. Wprowadzono wiele rzeczy z okresu drugiej wojny światowej, o których wcześniej nie wolno było mówić. W tej chwili znów jesteśmy świadkami, jak historia pod różnymi pretekstami stopniowo zanika. W Warszawie są licea, w których w ogóle nie było historii. Ministerstwo dało pozwolenie na przeprowadzanie matur w tych szkołach.

    Dlaczego tak się dzieje – już mówiliśmy – świadomość narodowa, przeszłość Polski, niszczenie całego naszego dorobku. Jak to się robi? Weźmy ostatnią reformę. Daliśmy się uwieść pięknym słowom, czasami był to ładnie brzmiący bełkot i myśmy zaczęli w niego wierzyć. Pierwsza rzecz, programy centralne czyli tzw. autorskie.

    Po okresie komunizmu większość ludzi orzekła, że nie mogą mieć miejsca żadne programy centralne. Każdy sobie rzepkę skrobie. Robimy programy autorskie i ja mógłbym do tego wiele rzeczy dorzucić, ponieważ osobiście zajmuję się nadal programami. Doszło do rzeczy skandalicznych, które zatwierdzane są przez Ministerstwo. Kieruję pytanie pod adresem pana Dyrektora. Ile osób z naszego Instytutu jest ekspertami w Ministerstwie Edukacji Narodowej? Powinno ich być co najmniej kilka.

    Proszę Państwa, to piękne słowo – programy autorskie – uwiodło ludzi. Powstały, jak mówiłem, rzeczy straszne, skandaliczne. Rzeczy przeciwne naszej cywilizacji. Nie chcę wielu wymieniać, ale powiem, że powstał jeden program – nawet go w tej chwili nie nazwę – gdzie nawet cierpienie ludzkie jest podzielone na cierpienie szlachetne i pospolite. Jedni cierpieli w sposób szlachetny, więc trzeba o tym mówić, pisać, drudzy zaś cierpieli w sposób pospolity. Nie ważne są miliony, które zginęły.

    Inny dam przykład, jaki występuje w jednym z programów – jak uczcić np. bohaterów getta. Pewna pani, nasza koleżanka z Warszawy, proponuje na lekcji zrobić pomnik getta – jak? Uczniowie wchodzą, jeden na drugiego i w ten sposób tworzy się taki pomnik.
    Proszę Państwa, ręce opadają jak się to czyta – skandal za skandalem, kłamstwo za kłamstwem, myśmy już tak zobojętnieli na pewne rzeczy, że tego nie dostrzegamy.

    Inny przykład: zatwierdzony podręcznik do klasy trzeciej gimnazjum, kończący cykl „Historia najnowsza”. Zatwierdzanie trwało od marca do sierpnia. Pierwszy recenzent zwrócił podręcznik i umowę – powiedział, że nie będzie recenzował czegoś takiego. Jednocześnie zrobił recenzję ujemną, którą porozsyłał do prasy, do Ministerstwa Edukacji Narodowej wszędzie gdzie się dało. Na czym rzecz polegała? Otóż pan recenzent stwierdził wyraźnie, że autor podręcznika fałszuje historię, ponieważ stwierdził, że Polacy pierwsi padli ofiarami II wojny światowej, że Polacy pierwsi byli eksterminowani w czasie II wojny światowej. Znamy troszkę naszą historię, chociaż jak się okazuje, pewnych rzeczy nie znamy, na skutek specyficznej polityki. To, co było dobre po wojnie, prace naszych wybitnych historyków, zostały pochowane, zniknęły z rynku, nie istnieją. To jest właśnie w ramach tych wszystkich działań.

    Mówiliśmy, że zmniejsza się liczba godzin historii. Jeżeli się temu nie przeciwstawimy ta liczba będzie się stale zmniejszać. To, co pozostało będzie wyprane z normalnych treści. Co tutaj jest charakterystycznego? Nasi przeciwnicy po prostu nie znają już granic w podawaniu nam kłamstw nie tylko treści ale i konstrukcji.
    Podręcznik dla czwartej klasy liceum. Wiecie Państwo, kiedy się rozpoczęła II wojna światowa? Od ataku Niemiec na Francję. Wrzesień? Co tam wrzesień. Pomijam tu fałszowanie faktów. Gdzie są tu związki przyczynowo-skutkowe to, co najważniejsze w historii? Przecież nasz wrzesień wpłynął w sposób wyraźny i wybitny na dalszy przebieg, nie tylko bezpośrednich działań wojennych, ale i na pewną etykę, na powstanie konspiracji w Europie, na wiele różnych dziedzin. Znika wrzesień a my dostajemy takie okaleczone książki.

    Na czym rzecz polega? Ja już tu nie będę podawał wielu przykładów. Musimy się temu przeciwstawić. Jak? Jest na to kilka sposobów. Pierwszy: to odpowiedź merytoryczna na kłamstwa. Robi się to w tej chwili, w dość szerokim zakresie i tutaj polecam Państwa uwadze Polskie Wydawnictwo Encyklopedyczne. Wyjdzie dziewiąty tom Encyklopedii Białych Plam. Wydawana jest cała seria pozycji prostujących naszą historię. Często w tym zakłamaniu używa się określonych zwrotów – wytrychów: po co nam wracać do przeszłości, przecież musimy pracować dla przyszłości – zwykły slogan. Kiedy pan Prezydent Rzeczypospolitej rozpoczynał kampanię prezydencką, hasłem była właśnie: przyszłość.

    Pan Olechowski napisał swoją znamienną książkę, pod tytułem: „Wygrajmy przyszłość”. Radzi w niej wyraźnie likwidację Państwa Polskiego. Nam nie jest potrzebne państwo. Jego funkcje przejmą instytucje europejskie. Jak nie będziemy mogli sobie z czymś poradzić, to instytucje europejskie będą za nas myślały, będą za nas działały. Potem startował na prezydenta. Książeczkę można kupić, początkowo kosztowała 30 zł, teraz 3 zł. Polecam.

    Zacznę od wniosków. Po pierwsze: należy analizować wszystkie programy i podręczniki. Ogłosić publicznie, w różnej formie artykułów, opracowań w prasie. Zapoznać z tym Ministerstwo Edukacji Narodowej. Wymóc wycofanie niektórych podręczników i programów ze szkół. Niedawno recenzowałem podręcznik dla trzeciej gimnazjum, gdzie wymienia się tzw. dwóch antysemitów. Kim oni są? To Roman Dmowski i Adolf Hitler. Napisał to Pan Żbikowski. W zasadzie wstrzymuję się od wypowiadania pewnych nazwisk autorów jako że sam jestem autorem. Druga sprawa: w Sejmie – tu ukłon w stronę pani poseł – od dwóch lat leży złożona recenzja dwóch podręczników pana profesora Garlickiego. Zgłosiła ją pani poseł Zofia Krasicka-Domka i recenzja, która liczy siedemdziesiąt kilka stron, utknęła.

    Podręczniki pana Garlickiego są pod każdym względem skandaliczne, zakłamane, czasami na takim poziomi jakby je pisał mały Jasio. Nawet pan profesor popełniła w tych podręcznikach kłamstwa oświęcimskie. Nie muszę tłumaczyć, co to jest. Takimi rzeczami zatruwa się polską młodzież. Ile w tej chwili krąży tych podręczników, w których nie ma nic o kulturze polskiej.

    Zobaczcie Państwo, podręczniki licealne, ja mówię o tym liceum, które było do tej pory, bo tych nowych jeszcze nie ma. Przecież są całe, wielkie, grube, duże, w których nie ma ani jednego rozdziału ani o kulturze polskiej, ani o europejskiej. Mówi się wszędzie: dosyć wojen, dosyć polityki w podręcznikach, zajmijmy się kulturą, która łączy ludzi. Ci sami ludzie o tej kulturze w ogóle nie piszą, bo gdyby zaczęli pisać o polskiej kulturze XIX wieku i nie tylko, musieliby podać wiele ciekawych rzeczy.

    Aby tego uniknąć, w ogóle wyłącza się temat kultury. Dlatego pierwsza propozycja. Jeśliby pan dyrektor przemyślał czy nie warto by stworzyć zespołu, który zająłby się przeanalizowaniem całego rynku księgarskiego i oceną podręczników: wskazaniem, w których miejscach są błędy, pokazaniem tych błędów i ich merytorycznym wyprostowaniem. Przecież pisze się o naszym Kościele w niektórych podręcznikach. Stawia się problemy zupełnie do góry nogami.

    Jest to jeden z powodów, żebyśmy się przyjrzeli, że akcja niszczenia polskości idzie równo z akcją ataku na katolicyzm. To jest już tak wyraźna rzecz, że warto się jej dokładniej przyjrzeć. Zespół taki, jak już mówiłem, byłby w stanie występować do Ministerstwa o ponowną recenzję programów, podręczników i o przywrócenie właściwych treści. Drugi taki postulat, proszę Państwa, może by tak szacowne gremium wystąpiło do Ministerstwa Edukacji Narodowej o przywrócenie historii np. w ZSZ-tach, tak jak to kiedyś, w 1969 roku zrobił pan Edmund Menclewski. Sam, jako dziennikarz, byli tacy, co mu po cichu pomagali, dostał taką dokumentację z ministerstwa, jakiej nikt nie dostał i na jej podstawie opracował memoriał i historia powróciła do ZSZ-tów.

    Oczywiście w ZSZ-tach będzie ona inna niż w liceach, ale istnieje wiele tematów, wiele różnych metod, którymi można zainteresować młodzież. Bez znajomości historii nie wytłumaczy się współczesnego życia. Wrócę jeszcze do takiego hasła: „pracujmy dla przyszłości”. Otóż pan prezydent miał hasło „przyszłość”, ale kiedy przyszła sprawa Jedwabnego, pan prezydent błyskawicznie przerzucił się w przeszłość i złamał polskie prawo razem z dyrektorem Instytutu Pamięci Narodowej, wydali orzeczenie przed dochodzeniem.

    Efekty dochodzenia są zupełnie inne. Jest to jeden wielki skandal. Dlaczego? Bo występując w takiej roli pan prezydent podpisał jakby weksel na 65 miliardów dolarów, które Polska „powinna” zapłacić. Posłużono się tutaj pierwszą, zakłamaną warstwą historii. Rolą historyków jest wyprostowanie tych rzeczy i pokazanie prawdy. Inna rzecz: znieważanie Narodu polskiego. Otóż, nie wiem jak nazwać młodych historyków, którzy twierdzą w ten sposób, że Polacy zrabowali mienie żydowskie, że potem Żydzi bali się wracać do Polski.

    Najpierw jest zdanie, że Żydzi wyginęli, potem, że bali się wracać do Polski, bo Polacy by ich mordowali, nie chcąc oddać tego mienia. Ten zarzut może wyjaśnić tylko historia, cofnięcie się w przeszłość.

    Niemożliwą jest rzeczą, żeby Polacy rabowali mienie żydowskie nie dlatego, że byli święci, tylko dlatego, że Niemcy na to nie pozwolili. Niemcy nawet przed pacyfikacjami mieli specjalne oddziały do rabunku. Pacyfikacja miejscowości Wanaty w powiecie garwalińskim. Najpierw jedna grupa rabowała, druga mordowała a trzecia osłaniała. Od momentu wkroczenia na polskie ziemie, rozwinęła się cała sieć niemieckich instytucji do rabunku mienia żydowskiego. Kto samowolnie próbował to robić, ponosił śmierć na miejscu. Niemcy mordowali nawet własnych generałów, którzy próbowali coś zrabować na własny rachunek.

    Było niemożliwym, żeby nawet najgorsza hołota w polskim społeczeństwie mogła rabować mienie żydowskie. Tak więc ten zarzut, który stawia się Narodowi Polskiemu jest bezpodstawny. Nawet gdyby Polacy chcieli, nie mogli tego robić. Mord w Jedwabnym. Skąd się bierze taka a nie inna postawa?
    Najpierw przez długie lata trwały przygotowania , a potem zaczęto oskarżać Polaków o udział w mordzie.

    Dlaczego?, bo prawo międzynarodowe mówi, że jeżeli morderca posiada ziemię zamordowanego to nie ma on do niej prawa. Wystarczy w kilku miejscach udowodnić coś takiego, żeby rzucić oskarżenie na Polskę, Polaków i doprowadzić do dalszego rabunku. Mamy tutaj jeden z wielu przykładów, że jednak przeszłość wyjaśnia teraźniejszość. Ale jeśli się tą przeszłość fałszuje?

    Dyrektor Instytutu Pamięci Narodowej, nazywanym przez niektórych Instytutem Przekłamań Naukowych, wystąpił w pewnym momencie i powiedział, że niemieckie aizancgruppen nie mogły dokonać mordu w Jedwabnym, ponieważ poszły za wojskiem. Otóż Einsatzgruppen to nie były markietanki, które szły za wojskiem, tylko specjalne siły policyjne, oddziały do mordowania ludności cywilnej i utrzymania porządku na zdobytych terenach. Dowództwo Einsatzgruppe, która mordowała w Jedwabnym była cały czas w Poznaniu, nie ruszała się stamtąd nigdzie. Za wojskiem szły odpowiednie grupy specjalne, które były przygotowywane do ataku na Moskwę – Sondern Komando Moskau. Miały tam dokonywać rzezi, mordów i zabezpieczać mienie na rzecz Wielkich Niemiec. To wszystko mamy w historii, która może to udowodnić.

    Powiem wam o tym jak wyglądają obecne programy i podręczniki. Można by napisać o tym książkę.

    To nie jest kwestia nieudolności autorskich, ale tego, że pewni ludzie nie umiejący pisać, nie rozumiejący programów, wzięli się za ich opracowywanie. To jest celowo założone i przeprowadzane. Jeszcze raz ponawiam prośbę do pana Dyrektora, żeby z Instytutu było co najmniej kilku ekspertów. Wtedy będzie można znaleźć recenzentów do programów i podręczników spoza praktycznie jedynej opcji, która opanowała tę dziedzinę. Spróbujmy zorganizować nasze wysiłki, wesprzeć je. Okaże się wtedy, że potrafimy coś zrobić.

    Proszę Państwa, dam tu przykład zahaczający oczywiście o historię, ale wykraczający poza podręczniki. Kwestia Obozu Koncentracyjnego Warszawa. Jak się rok temu spytało Warszawiaka, to ze zdziwieniem wznosił ramiona: obóz koncentracyjny Warszawa?, co to było?, myśmy o tym nie słyszeli. Faktycznie, ponad 50 lat istniało kłamstwo doskonałe. Dlaczego? Obóz powstał 9 października 1942 roku z rozkazu Himlera. W tym obozie, który istniał do 28 lipca 1944, przed powstaniem ewakuowano więźniów do paru obozów w Niemczech bojąc się wybuchu powstania. W tym obozie zostało zamordowanych około 200 tysięcy ludzi.

    Już przed wojną, w 1939 roku, Hitler zwiedzał pracownię architektoniczną w Wurzburgu i tam spotkał się z planem nowego niemieckiego miasta Warszawa. Pochwalił ten plan, który zakładał całkowite zniszczenie starej, polskiej Warszawy. O ludziach się nie mówiło. Docelowo miało być w Warszawie 130 tysięcy Niemców. Takie prowincjonalne, niemieckie miasteczko. 130 tysięcy tylko i wyłącznie Niemców.

    Powołanie obozu zagłady zwanego koncentracyjnym KL Warschau, miało na celu mordowanie ludności Warszawy po to, żeby zmniejszyć jej liczbę. To była rzecz, którą ukrywano w głębokiej tajemnicy. Kiedy kilka lat temu nastąpiły pierwsze próby powołania komitetu, znaleźli się ludzie, którzy publicznie, w mediach ubliżali tym, którzy się „czymś takim” zajmują.

    Twierdzili, że to nieprawda, że nie istniało coś takiego, jak KL Warschau. W maju została wydana książka pani sędziny Trzcińskiej, która kilkanaście lat pracowała nad dojściem do prawdy o KL Warschau. Zabierano jej dokumenty. Był nawet na nią zamach (na szczęście nie udany). Dopiero po długich dociekaniach udało się nagłośnić tę sprawę. 27 lipca ubiegłego roku, Sejm RP po kilku miesiącach sprawdzania materiałów. Przyjął materiały tej grupy, która zainicjowała uchwałę sejmową, a odrzucił materiały Instytutu Pamięci Narodowej. Jest to świadectwo na to, co się dzieje u nas i jak wygląda sprawa w Rzeczpospolitej.

    Dlaczego o tym dzisiaj mówię? Proszę Państwa, powołanie komitetów, m. in. Komitetu budowy pomnika, na który jest już lokalizacja, będzie tam też panteon chwały narodowej – to będzie coś więcej niż pomnik, jest przykładem na to, że nawet mała grupa ludzi, jeżeli się bardzo o coś starała, może dokonać wielkich rzeczy i jeżeli my będziemy się starali o naprawienie naszych programów, podręczników, to naprawdę możemy dużo dokonać. Tak jak powiedziałem, najważniejsza jest sprawa merytoryczna, wyjaśnianie spraw w sposób merytoryczny . Nie będę już mówił o przykładach, takich jak postępująca dewastacja Polski zarówno gospodarcza jak i jeszcze bardziej bolesna dewastacja świadomości.

    Unia Europejska wykreśla słowo Bóg, wykreśla słowo religia. Coraz bardziej się wszystko zawęża, zacieśnia w tych wszystkich preambułach. Już nie daj Boże, żeby ktoś powiedział wartości chrześcijańskie. Kiedy na jednym ze spotkań mówiłem o wartościach chrześcijańskich i powiedziałem, że one są warunkiem odrodzenia się całej Europy i nie tylko, przerwał mi oponent i mówi tak: „nie, to nie wartości chrześcijańskie.” A jakie? „Wartości ogólnoludzkie”. Mówię, no tak, może i ma pan rację, a proszę dać jedną wartość ogólnoludzką. Cisza.

    Do tej pory nikt nigdy mi nie dał jednej wartości ogólnoludzkiej, a pozostają wartości chrześcijańskie. Raz właściwie próbowano, ano miłuj bliźniego, ale przecież bliźni w cywilizacji chrześcijańskiej oznacza zupełnie coś innego niż w cywilizacji żydowskiej, niż w innych cywilizacjach. To jest zupełna różnica. Czy znacie państwo jakąś wartość ogólnoludzką? „Pokój” – nieprawda. Są przecież cywilizacje, które głoszą permanentną wojnę. Tu po prostu nie ma pokoju. Dlatego jeżeli mówimy nie wstydźmy się używać tego słowa i zwróćmy uwagę na treść, która jest dopiero w stanie odrodzić nasze społeczeństwo.

    Jeżeli tak naprawdę nie dokonamy powrotu do tych wartości, nie dokonamy niczego. Popatrzmy na polityków – kłamią w żywe oczy. Nawet nie przeproszą za swoje kłamstwa. Idą dalej. Niektórzy kradną, udowodniono im, że kradną, otrząsają się, idą dalej. Wymieniłem tutaj celowo pana Andrzeja Olechowskiego, bo kandyduje w tej chwili na prezydenta Warszawy. Tej samej Warszawy, którą jego opcja polityczna chciała wcześniej zniszczyć. Pomijam sprawę sprzedaży fabryki samochodów.

    Pan Olechowski był uczestnikiem Klubu Rzymskiego. Nasza prasa donosiła o tym. Pan Geremek również i jeszcze inni panowie. Klub Rzymski w 1974 roku podjął uchwałę, że ludność Polski należy zmniejszyć do 15 milionów. To było publikowane w naszej prasie, potem ucichło. Zbyt nieprawdopodobne i okrutne, żeby ludzie w to wierzyli i pan Olechowski w tym uczestniczył.

    Czy wiecie państwo kto był, do niedawna, bo teraz wiek mu na to już nie pozwala, egzekutorem tego w Klubie Rzymskim? (tzn. w komisji od zmniejszania ludności na świecie. Nie wszystkiej ludności! To dotyczyło tylko krajów naszych i trzeciego świata, a nie krajów bogatych) Komunista Adam Schaff – ten, który zrobił profesurę na chwaleniu komunizmu i sławę międzynarodową na zwalczaniu komunizmu. Był egzekutorem od spraw zmniejszania ludności.

    Proszę Państwa, to, co mamy w podręcznikach, na razie dla tych maluczkich, to potem urasta do rzeczy wielkich i ważnych. Oskarżenia jakie płyną pod adresem Polski, nie są tylko po to, żeby nas zniesławić. Samo zniesławienie to jeszcze nie cel, żeby nas psychicznie zniszczyć, żebyśmy się stali bezwolni, żebyśmy nie reagowali na to, co się dzieje. Proszę Państwa, jaka była reakcja np. na obrazę Ojca Świętego. Ile jest takich różnych prób? To przywalenie takim niby kamieniem w galerii, to sztuką się nazywa?

    To wystąpienia panów jak Urban i innych. Te rzeczy już przekraczają zdolności wytrzymania przeciętnego człowieka. Robi się tak, bo my się na to godzimy, bo my jesteśmy tak przygaszeni, przytłamszeni.

    Wstydzimy się mówić, że jesteśmy Polakami, wstydzimy się mówić w pewnych środowiskach, że jesteśmy katolikami. Sami się kulimy i kurczymy w sobie. Z tym, proszę Państwa, musimy zerwać. Weźmy się, zawińmy rękawy, musimy odzyskać nasz kraj. Polska zawsze słynęła z pewnych zasad rycerskich, które były wyśmiewane. Ilu Polaków wie np., że niektóre transporty oficerów polskich w 1939 roku jechały na wschód prawie, że nie pilnowane przez NKWD? Bo Polacy dali słowo, że nie uciekną. Pociągi się zatrzymywały, oficerowie wychodzili, sprzedawali swoje rzeczy, kupowali żywność, wracali. Jechali na śmierć, bo dali słowo, że dojadą. Rzecz tak niezwykła, że tego nie rozumie zmaterializowany zachód.

    Słynny na zachodzie a obecnie nacjonalista rosyjski Sołżenicyn powiedział, że co to jest godność ludzka ja przekonał się dopiero wtedy, kiedy spotkał się w obozie z Polakami. Taki komentarz chyba wystarczy.

    http://web.archive.org/web/20080617055506/www.polonica.net/Falszowanie_historii.htm

  21. Paweł Gabriel said

    W końcowym okresie swojego życia profesor Wieczorkiewicz popełnił kilka interesujących artykułów. Nie z wszystkimi tezami jego publikacji mogę się zgodzić, ale jako pewnik można przyjąć, że pisane były w sposób rzetelny, zgodnie ze swoim sumieniem, w sposób odzwierciedlający poglądy autora na przedstawiane kwestie.
    To link do jednego z nich: http://wiadomosci.dziennik.pl/opinie/artykuly/220259,wieczorkiewicz-mimo-wszystko-stalin-nas-szanowal.html
    Mały fragment:
    „Rok 1945 otwierał komunistom drogę do kariery nie tylko w UB.
    I każdy, kto miał choć trochę oleju w głowie, z tego korzystał. Jeden z luminarzy polskiej rusycystyki prof. Fiszman był z wykształcenia felczerem, ale jako że znał rosyjski, został profesorem Uniwersytetu Warszawskiego. Jego dorobek to kilka parostronicowych broszurek typu „wpływ Mickiewicza na Puszkina i odwrotnie”. Takich karier było mnóstwo. Praktycznie każdy szczery komunista mógł liczyć na awans o kilka szczebli. Gen. Witaszewski, szef Głównego Zarządu Politycznego, późniejszy „generał gazrurka”, był zwykłym łódzkim robociarzem.”
    Pozwoliłem sobie przedstawić ten cytat by wskazać na potencjalny opór materii jakim jest w Polsce brak dobrych, a przede wszystkim niezależnych historyków. Niestety przypadek profesora Fiszmana na pewno nie dotyczył tylko rucystyki. Podejrzewam, ba mam pewność, że prawdziwe oddzielania ziarna od plew realizowane było wśród potencjalnych historyków jeszcze bardziej w bezwzględny sposób i to we wszystkich ośrodkach akademickich. A jak się któryś wyrwał i chciał w sposób rzetelny zajmować się historią: to albo spiskowiec, albo wariat. W najgorszym wypadku casus dr Dariusza Ratajczaka.
    I choć nadzieja to matka głupich, nie tracę jej i ciągle czekam na porządne książki z najnowszej historii Polski.

  22. tralala said

    Wydaje sie, a tak jest naprawde, ze historia jest solidnie, dokladnie planowana i nic nie dzieje sie spontanicznie. Czasem tylko wydarzenia „rozpedzaja sie” poza granice planow, ale i to daje sie przewidziec. Smutny jest fakt, ze nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawe i lecimy do ataku (wspomnienia z marca 68 jako przyklad).

  23. RomanK said

    BO kto inny historie robi- kto inny ja pisze, a zupelnie kto inny z niej korzysta!
    Dzis pisza historie najnowsza w tym Solidarnosci, Encyklopedie inne emmm pstrem bzdremmm..pare tygodni temu zwrocil sie do mnie czlowiek z IPN z prosba o recenzje i korekte bo jemu nie zgadzalo sie pare faktow…oczywiscie, jak sie spodziewalem ta historia napisana pod odpowiednim katem pod odpowiednich ludzi ma za zadanie pokryc brazem zwyczajne nazwijmy to psinco:-)))
    Najciekiawszem ze z tej historii znikneli ludzie- ktorzy ja robili:-))) im wystarczy, ze tam byli, czytelnikom i tak to jest obojetne, odpytujacy z niej ich przyszli profesorowie nir beda przeciez pytac o rzeczywiste falty, ale czy pamietaja material….czyli to co czytali w napisanych podrecznikach:-)))

  24. Stanisław Papież said

  25. Stanisław Papież said

  26. Gmad said

    Bardzo ciekawą wypowiedź prof. Wieczorkiewicza właśnie znalazłem na YT o roli żydowskiej finansjery w sponsorowaniu III Rzeszy. Szkoda, że taka krótka, ale naprawdę ciekawa:

  27. aga said

    ad.26 byla już zamieszczona kilka razy. Czy Gmad czyta Gajowkę czy tylko wkleja…

  28. Gmad said

    @27
    Gmad czyta gajówkę, ale nie wszystkie komentarze, we wszystkich wątkach od deski do deski. Tak czy owak wklejenie tego filmiku także tu na pewno nie zaszkodzi.
    Jednocześnie Gmad dziękuje za wspomnienie tu o książce Tadeusza Siedlika, o której Gmad wcześniej nie słyszał, a po zapoznaniu się z artykułem napisanym na jej podstawie
    http://www.prawica.net/node/12977
    Gmad ma zamiar w najbliższym czasie się do tej książki przytulić.

  29. Guła said

    Taki cieć na stronie to skutecznie wszystkich nowych wygoni. Nieprawdaż Gmad?
    (Skąd uniej taki jewrejski tz czepialski charakter?)

    Poza tym profesor miejscami bardzo nieładnie opowiada o tych ze wschodu. Co prawda dziś, to już co innego bo to Rosja, a nie żadne ZSRR wg co niektórych, którzy okazało się lepsiejsi są od samego papieża, tzn Putina. Bo un stawia jednak na ZSRR. Ale czy w życiu, najczęściej nie tak bywa ze sam guru dawno już porzucił własną idee zgodnie z swoimi potrzebami a una, ta idea trwa nadal dzięki jej zwolennikom.

    Ciekawy bigos z tego wyjdzie. Guła zapowiada.

Sorry, the comment form is closed at this time.