Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Archive for 8 stycznia, 2011

„Holokaust” to oszustwo

Posted by Marucha w dniu 2011-01-08 (Sobota)

Oficjalne źródła z Międzynarodowego Czerwonego Krzyża dowodzą, że „holokaust” był oszustwem:

http://just-another-inside-job.blogspot.com/2007/06/official-records-from-international-red.html

Tłumaczenie: Ola Gordon.

Ostatnio udostępnione dokumenty, zamknięte przez lata, pokazują, że całkowita liczba zgonów w „obozach koncentracyjnych” wynosi tylko 271.301.

Nie zginęło 6 mln Żydów: to twierdzenie jest zwykłym zmyśleniem *.

Przez wiele lat Żydzi mówili całemu światu, że 6 mln z nich było systematycznie mordowanych w niemieckich „obozach koncentracyjnych” podczas II wojny światowej. Każdy kwestionujący to twierdzenie jest zjadliwie oczerniany jako nienawistny antysemita. Kraje z całego świata skazywały na więzienie osoby kwestionujące roszczenie o wymordowanych 6 mln.

Teraz cały świat może obejrzeć zeskanowany obraz oficjalnego dokumentu Międzynarodowego Czerwonego Krzyża jako dowód na to, że tzw. „holokaust” nigdy nie miał miejsca. Żydzi na całym świecie umyślnie kłamali w celu zdobycia emocjonalnych i finansowych korzyści dla siebie. Popełnili oni popełnione z pełną premedytacją oszustwo na milionach mieszkańców świata!

„Holokaust” to największe kłamstwo kiedykolwiek powiedziane. Miliony dolarów wypłacano dla „ocalałych z holokaustu” i ich potomków za coś co nie miało miejsca. Jest to umyślne, przestępcze oszustwo na skalę tak masową, że jest prawie niewytłumaczalne.

Poniżej zeskanowany obraz raportu Oficjalnej Całkowitej Liczby Zgonów od Międzynarodowego Czerwonego Krzyża.

Kliknij na zdjęcie, aby je nieco powiększyć.

Apeluję o ściganie osób i grup, które założyły fałszywe procesy sądowe w celu uzyskania odszkodowań za holokaust i nagrody finansowe za szkody, za popełnienie celowego oszustwa w sądach. Apeluję do usunięcia wzmianek o holokauście w podręcznikach historii i materiałach edukacyjnych. Apeluję o usunięcie Memoriałów Holokaustu na całym świecie.

Już dawno to umyślne oszustwo powinno być zatrzymane, a ci którzy go dokonali postawieni przed sąd za 60 lat zjadliwych kłamstw i oszustwa finansowego.

Faktyczna ocena „holokaustu” przez Czerwony Krzyż

Nie ma dowodów na ludobójstwo

Żydzi i obozy koncentracyjne: faktyczna ocena „holokaustu” przez Czerwony Krzyż

Istnieje jedno badanie nt. kwestii żydowskiej w Europie podczas II wojny światowej, oraz warunków w niemieckich obozach koncentracyjnych, prawie unikalne pod względem uczciwości i obiektywności, 3-tomowy Raport Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża [MKCK] o jego działalności w ciągu II wojny światowej, Genewa 1948 rok.

Ten kompleksowy materiał z całkowicie neutralnego źródła, uwzględnił i poszerzył wyniki dwóch wcześniejszych prac: Documents sur l’activité du CICR en faveur des civils détenus dans les camps de concentration en Allemagne1939-1945 [Dokumenty o działalności Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża na rzecz ludności cywilnej w obozach koncentracyjnych w Niemczech 1939-1945] (Genewa, 1946), oraz Inter Arma Caritas: the Work of the ICRC during the Second World War [Działalność MKCK w czasie II wojny światowej] (Genewa, 1947). Zespół autorów z Frédéric Siordet na czele wyjaśnił na początkowych stronach raportu, że ich obiekt, w tradycji Czerwonego Krzyża, zachował ścisłą neutralność polityczną, i na tym polega jego wielka wartość.

MKCK z powodzeniem zastosował Wojskową Konwencję Genewską z 1929 roku w celu uzyskania dostępu do internowanych osób cywilnych przetrzymywanych w Europie środkowej i zachodniej przez władze niemieckie. Ale MKCK nie mógł uzyskać żadnego dostępu do Związku Radzieckiego, który nie ratyfikował Konwencji. Miliony internowanych wojskowych i cywilnych przetrzymywanych w ZSRR, którego warunki były znane do tej pory jako dużo gorsze, byli całkowicie odcięci od wszelkiego międzynarodowym kontaktu lub nadzoru.

Raport Czerwonego Krzyża ma dużą wartość, gdyż jako pierwszy wyjaśnia uzasadnione okoliczności, w których przetrzymywani byli Żydzi w obozach koncentracyjnych, tj. jako wrodzy cudzoziemcy. W opisie dwóch kategorii internowanych osób cywilnych, Raport rozróżnia drugi ich rodzaj jako „cywilów wywiezionych na działki administracyjne (niem.: „Schutzhäftlinge”), których aresztowano z motywów politycznych lub rasowych, ponieważ ich obecność uznawano za zagrożenie dla państwa lub sił okupacyjnych” (t. 111, s. 73). Osoby te, mówi, „zostały umieszczone na tych samych zasadach jako osoby aresztowane lub uwięzione na mocy prawa powszechnego, ze względów bezpieczeństwa.” (s. 74).

Raport przyznaje, że Niemcy były początkowo niechętne kontroli przez Czerwony Krzyż w zakresie osób przetrzymywanych z powodów związanych z bezpieczeństwem, ale w drugiej połowie 1942 roku, MKCK uzyskał z Niemiec ważne koncesje. Dopuszczono go do dystrybucji paczek żywnościowych do głównych obozów koncentracyjnych w Niemczech od sierpnia 1942 roku, a „od lutego 1943 r. koncesję tę rozszerzono na wszystkie inne obozy i więzienia” (t.111, s. 78). MKCK szybko nawiązał kontakt z komendantami obozu i rozpoczął program pomocy żywnościowej, który funkcjonował aż do ostatnich miesięcy 1945 roku, za co napływały listy z podziękowaniami od żydowskich internowanych.

Obdarowywanymi przez Czerwony Krzyż byli Żydzi

Raport mówi, że „Pakowano aż 9.000 paczek na dobę. Od jesieni 1943 do maja 1945 r., do obozów koncentracyjnych wysłano około 1.112.000 paczek o łącznej wadze 4.500 ton.” (t. III, s. 80). Oprócz żywności, w paczkach była odzież i środki farmaceutyczne.” Paczki wysyłano do Dachau, Buchenwald, Sangerhausen, Sachsenhausen, Oranienburg, Flossenburg, Landsberg-am-Lech, Flöha, Ravensbrück, Hamburg-Neuengamme, Mauthausen, Theresienstadt, Auschwitz, Bergen-Belsen, do obozów w pobliżu Wiednia w Europie środkowej i południowych Niemczech. Głównymi ich odbiorcami byli Belgowie, Holendrzy, Francuzi, Grecy, Włosi, Norwegowie, Polacy i Żydzi bezpaństwowi.” (t. III, s. 83).

W trakcie wojny, „Komitet był w stanie przesłać i rozpowszechnić w formie pomocy humanitarnej, ponad 20 mln franków szwajcarskich, zebranych przez żydowskie organizacje społeczne na całym świecie, w szczególności przez American Joint Distribution Committee z Nowego Jorku.” (t. I, s. 644). Tej ostatniej organizacji rząd niemiecki pozwolił utrzymywać biuro w Berlinie, aż do chwili wejścia Ameryki do wojny. MKCK skarżył się, że utrudnianie ich ogromnej operacji pomocy dla internowanych Żydów nie pochodziło od Niemiec, ale od mocnej blokady Europy przez aliantów. Większość zakupów pomocowych w zakresie żywności dokonywano w Rumunii, na Węgrzech i Słowacji.

MKCK szczególnie chwalił za liberalne warunki, jakie panowały w Theresienstadt do czasu ich ostatniej wizyty w kwietniu 1945 roku. Ten obóz, „gdzie było około 40.000 Żydów deportowanych z różnych krajów, był stosunkowo uprzywilejowanym gettem.” (t. III, s. 75). Według Raportu, „delegaci Komitetu mieli możliwość zwiedzenia obozu w Theresienstadt (Terezin), który był przeznaczony wyłącznie dla Żydów i był prowadzony na specjalnych warunkach. Z informacji zebranych przez Komitet, ten obóz został uruchomiony przez pewnych przywódców Rzeszy jako eksperyment… Ci ludzie chcieli dać Żydom możliwość utworzenia życia wspólnotowego w mieście, pod ich własną administracją i z niemal pełną autonomią… dwóch delegatów mogło odwiedzić obóz 6.04.1945 roku. Potwierdzili oni korzystne wrażenie nabyte podczas pierwszej wizyty.” (t. I, s. 642).

MKCK również pochwalił reżim Iona Antonescu faszystowskiej Rumunii, gdzie Komitet mógł objąć szczególną pomocą 183.000 rumuńskich Żydów, do czasu okupacji sowieckiej. Wtedy pomoc zakończono, i MKCK skarżył się, że nigdy nie udało mu się „wysłać czegokolwiek do Rosji” (t. II, s. 62). To samo odnosiło się do wielu niemieckich obozów po „wyzwoleniu” przez Rosjan. MKCK otrzymał obszerną pocztę z Auschwitz do okresu okupacji sowieckiej, kiedy wielu internowanych zostało ewakuowanych na zachód. Ale wysiłki Czerwonego Krzyża, aby wysyłać pomoc internowanym pozostałym w Auschwitz pod kontrolą sowiecką, były daremne. Jednak paczki żywnościowe były nadal wysyłane do byłych więźniów KL Auschwitz, przeniesionych na zachód do takich obozów jak Buchenwald i Oranienburg.

Brak dowodów na ludobójstwo

Jednym z najważniejszych aspektów Raportu Czerwonego Krzyża jest to, że wyjaśnia prawdziwą przyczynę tych zgonów, które miały miejsce niewątpliwie w obozach pod koniec wojny. Czytamy w Raporcie: „W chaotycznym stanie Niemiec, po inwazji w ostatnich miesiącach wojny, obozy nie otrzymywały żadnych dostaw żywności, i głód powodował coraz więcej ofiar. Sam zaniepokojony tą sytuacją, rząd niemiecki w końcu. poinformował MKCK 1 lutego 1945 … W marcu 1945 roku, dyskusje między przewodniczącym MKCK i gen. SS Kaltenbrunnerem dały nawet bardziej zdecydowane wyniki. Odtąd MKCK mógł rozprowadzać pomoc, a jeden delegat miał pozwolenie na pobyt w każdym obozie … „(t. III, s. 83).

Najwyraźniej władze niemieckie miały na celu łagodzenie tragicznej sytuacji na tyle ile mogły. Czerwony Krzyż dość wyraźnie twierdzi, że dostawy żywności ustały w tym czasie, z uwagi na alianckie bombardowania niemieckiego transportu, a w interesie internowanych Żydów protestowali 15.03.1944 roku przeciwko „barbarzyńskiej wojnie powietrznej sojuszników” (Inter Arma Caritas, s. 78). 2.10.1944 roku, MKCK ostrzegał niemieckie Ministerstwo Spraw Zagranicznych o zbliżającym się upadku niemieckiego systemu transportu, oświadczając, że warunki głodowe dla ludzi w Niemczech są nie do uniknienia.

Mając do czynienia z obszernym, 3-tomowym Raportem, ważne jest, aby podkreślić, że delegaci MKCK nie znaleźli dowodów na to, by w obozach w okupowanej Europie, była celowa polityka eksterminacji Żydów. Na żadnej z 1600 stron, Raport nie wspomina nawet o czymś takim jak komora gazowa. Przyznaje on, że Żydzi, podobnie jak wiele innych narodów w czasie wojny, znosili trudy życia i niedostatki, ale jest zupełna cisza na temat planowanej zagłady, jest obszerne obalenie legendy o Sześciu Milionach. Podobnie jak przedstawiciele Watykanu, z którymi pracowali, Czerwony Krzyż nie mógł cierpliwie znosić nieodpowiedzialnych oskarżeń o ludobójstwo, które były na porządku dziennym.

Jeśli chodzi o prawdziwy wskaźnik śmiertelności, Raport wskazuje, że większość żydowskich lekarzy z obozów wykorzystywano w celu zwalczania tyfusu na froncie wschodnim, tak że byli oni niedostępni gdy w obozach wybuchła epidemia tyfusu w 1945 roku (t. I, s. 204 ff) – nawiasem mówiąc, często się twierdzi, że przeprowadzano masowe egzekucje w komorach gazowych sprytnie przebranych za prysznice. Znowu Raport zawiera bezsens tego twierdzenia. „Nie tylko miejsca do mycia, ale instalacje do wanien, pryszniców i pralni są kontrolowane przez delegatów. Musieli często podejmować działania, w celu otrzymania lepszego sprzętu, naprawy lub powiększenia” (t. III, s. 594 ).

Nie wszystkich internowano

Tom III Raportu Czerwonego Krzyża, rozdział 3 (I. Żydowska ludność cywilna) traktuje o „pomocy udzielanej żydowskiej części wolnego społeczeństwa,” i ten rozdział wyjaśnia dość jasno, że w żaden sposób nie wszystkich europejskich Żydów umieszczono w obozach internowania, lecz pozostali oni, z zastrzeżeniem pewnych ograniczeń, częścią wolnej ludności cywilnej. Jest to w bezpośredniej sprzeczności z „dokładnością” rzekomego „programu eksterminacji,” oraz z twierdzeniem w fałszywych pamiętnikach Hössa, że Eichmann miał obsesję na punkcie aresztowania „każdego Żyda, którego mógł złapać.”

Raport stwierdza, że w Słowacji, na przykład, gdzie nadzorował asystent Eichmanna – Dieter Wisliceny, „znaczna część mniejszości żydowskiej miała pozwolenie na pozostanie w kraju, a w pewnych okresach Słowacja była traktowana jako względna oaza schronienia dla Żydów, zwłaszcza dla pochodzących z Polski. Ci, którzy pozostali na Słowacji wydawali się względnie bezpieczni do końca sierpnia 1944 roku, kiedy miał miejsce bunt wobec sił niemieckich. Choć prawdą jest, że prawo z 15.05.1942 roku przyniosło internowanie kilku tysiącom Żydów, ci ludzie byli trzymani w obozach, gdzie warunki zakwaterowania i wyżywienia były do zniesienia, i gdzie internowani mogli wykonywać płatną pracę na warunkach niemal takich samych jak na wolnym rynku.” (t. I, s. 646).

Nie tylko duża liczba 3 mln europejskich Żydów w ogóle uniknęła internowania, ale emigracja Żydów podczas wojny trwała nadal, na ogół przez Węgry, Rumunię i Turcję. Jak na ironię, powojenna emigracja Żydów z terytoriów okupowanych przez Niemców, była także ułatwiana przez Rzeszę, jak w przypadku polskich Żydów, którzy uciekli do Francji przed okupacją. „Żydzi z Polski, którzy podczas pobytu we Francji, uzyskali zezwolenie na przyjazd do Stanów Zjednoczonych, byli uznawani za obywateli amerykańskich przez niemieckie władze okupacyjne, które zgodziły się ponadto uznać ważność około 3.000 paszportów, wydanych Żydom przez konsulaty państw Ameryki Południowej” (t. I, s. 645).

Jako przyszli obywatele USA, ci Żydzi znajdowali się w obozie w Vittel w południowej Francji, dla amerykańskich cudzoziemców. Emigracja europejskich Żydów z Węgier, w szczególności w czasie wojny, przebiegała bez przeszkód ze strony władz niemieckich. „Do marca 1944 roku,” mówi Raport Czerwonego Krzyża, „Żydzi, którzy mieli przywilej wiz do Palestyny, mogli opuścić Węgry” (t. I, s. 648). Nawet po wymianie rządu Horthy w 1944 roku (po jego próbach zawieszenia broni z ZSRR) rządem bardziej zależnym od władz niemieckich, emigracja Żydów była kontynuowana.

Komitet otrzymał gwarancje zarówno W. Brytanii jak i Stanów Zjednoczonych,” że udzielą wszelkiego możliwego wsparcia emigracji Żydów z Węgier,” i od rządu USA MKCK otrzymał wiadomość mówiącą, że „Rząd Stanów Zjednoczonych … teraz specjalnie powtarza swoje zapewnienia, że dokona ustaleń w kwestii troski o wszystkich Żydów, którzy w obecnej sytuacji mogą wyjechać” (t. I, s. 649).

Biedermann zapewnił, że w 19 przypadkach, które przytoczył w „Did Six Milion Really Die?” [Czy naprawde zginęło 6 mln?] z Raportu MKCK na temat jego działalności w czasie II wojny światowej, oraz Inter Arma Caritas (łącznie z wyżej wymienionym materiałem), zrobił to dokładnie.

Cytat z Charlesa Biedermanna (delegat MKCK i dyrektor Międzynarodowego Biura Poszukiwań Czerwonego Krzyża) przedstawiony pod przysięgą w procesie Zundela (9-10-11-12.02.1988).

Powyższy tekst pochodzi z rozdz. IX książki „Did Six Million Really Die?”

* był to pomysł rabina Wise. Przebąkiwali o tej liczbie od dawna. Około 1917 roku wyprodukowali broszury na temat tej liczby.
„Już w latach 1900, rabin Stephen Wise powiedział grupie syjonistów „jest 6 mln żywych, krwawiących, cierpiących argumentów korzystnych dla syjonizmu” (New York Times, 11.06.1900).”
Ten Wise to prawdziwa cnota. Zablokował emigrację zagrożonego europejskiego żydostwa do Ameryki północnej motywując to tym, że nowy Izrael chciał tylko rodzące ciała, a pozostałe mogły zostać spalone.

Powyższy tekst to rozdział 9 z książki „Did Six Million Really Die?”

Pani Oli Gordon dziękujemy za szybkie przetłumaczenie artykułu i przepraszamy za samowolne wprowadzenie paru nieistotnych  poprawek stylu.
Cała książka jest stosunkowo łatwa do znalezienia na Internecie, acz do jej ściągnięcia może być potrzebny program Bittorrent lub podobny (polecamy uTorrent).

Admin

Posted in Historia | 74 Komentarze »

Holokaust czy “99-procentowy” mit?

Posted by Marucha w dniu 2011-01-08 (Sobota)

Walczącym o wolność słowa, swobodę badań naukowych – opracowanie to poświęcam.

Profesor Robert Jan van Pelt, człowiek określany jako jeden z  największych współczesnych specjalistów historii obozu KL Auschwitz, w zupełnie przemilczanym przez główne media wywiadzie dla dziennika wydawanego w Toronto [1] wypowiedział słowa, które wskazują na zasadniczy zwrot w oficjalnie promowanej, martyrologiczno-mitologicznej wersji wydarzeń II Wojny Światowej określanej mianem Holokaustu, a szczególnie w dotychczasowej, wysoce zideologizowanej historiografii obozu Auschwitz.

Van Pelt, który przyczynił się do słynnego zwycięstwa Deborah Lipstadt, żydowskiej profesor historii z uniwersytetu Emory w Atlancie – zwycięstwa sądowego, acz nie merytorycznego – jako kluczowy ekspert w rozprawie sądowej wytoczonej w 1996 roku przez brytyjskiego historyka Davida Irvinga o zniesławienie, zaproponował w swoim najnowszym wywiadzie iście rewolucyjną myśl. Otóż według prof. Van Pelta należy: porzucić dbałość o obóz KL Auschwitz, pozbyć się dotychczasowych jego szczątków i w praktyce zapomnieć o jego istnieniu, a wszystko to argumentowane jest – uwaga! – brakiem wystarczających dowodów wspierających oficjalnie głoszoną wersję funkcjonowania obozu KL Auschwitz, głównie aspektu związanego z jego wielkimi liczbami ofiar.

W wywiadzie dla dziennika The Star, na pytanie: “Dlaczego zaproponował Pan aby Birkenau zostało zamknięte i aby natura zrobiła swoje?”, profesor Van Pelt odpowiada:

“Mamy problem z konserwacją, zachowaniem Auschwitz. Miejsce, które jest dobrze zakonserwowane, to tam, gdzie znajduje się obecnie Muzeum, jednak miejsce [gdzie był obóz] Birkenau, kilka kilkometrów dalej, tam gdzie te morderstwa miały miejsce – rozpada się.”

Van Pelt opowiada następnie z jakich to nietrwałych materiałów obozowe budynki były wybudowane, których “żywotność miała wynosić zaledwie dwa do trzech lat”, jak to po zakończeniu wojny baraki  “rozebrano – a było ich 500 – załadowano na pociągi i wysłano do Warszawy”, i jak to baraki te, wybudowne z tandetnej cegły, już w 1948 roku rozpadały się. Van Pelt zauważa następnie, że “każdy z tych baraków miał w środku dwa piece z dwoma murowanymi kominami, które jednak nie zostały wysłane do Warszawy”.

Van Pelt kontynuuje wywiad i wyjaśnia, że mamy więc obecnie:

“bardzo dziwny widok: małe, prymitywne ceglane kominy wyrastające na trzy metry ponad ziemię. […] Oczywiście same kominy – a jest ich razem setki – tworzą silny symboliczny obraz, ponieważ Birkenau kojarzony jest z kominami krematoriów. Krematoriów tych już nie ma – zostały wysadzone przez Niemców […] – a ponieważ pozostały tam tylko ruiny krematoriów, a ludzie spodziewają się tam kominów, to pole wypełnione małymi kominami, które są pozostałością baraków, tworzą obraz, który ludzie w jakiś sposób kojarzą z zabijaniem i paleniem zwłok ofiar.”

W tym miejscu wywiadu następuje kluczowa konkluzja Van Pelta, który na pytanie: “Poprzez pozwolenie aby natura zrobiła swoje z tym miejscem, czy nie ryzykujemy tego, że ludzkość zapomni co się wydarzyło i czy nie przygotuje to warunków do podważania w przyszłości Holokastu?”, profesor odpowiada:

99-procent tego co wiemy, nie bazuje na fizycznych dowodach aby to poprzeć. [To co wiemy] jest częścią naszej wiedzy, którą przejęliśmy od poprzedniego pokolenia.” [2]

Czytaj resztę wpisu »

Posted in Historia | 17 Komentarzy »

Człowiek, który naprawdę ma coś do powiedzenia

Posted by Marucha w dniu 2011-01-08 (Sobota)

Chciałbym przybliżyć gościom gajówki ciekawą sylwetkę p. Sławomira M. Kozaka – jednego z niewielu ludzi w Polsce, który zna się na lotnictwie, wie co mówi i ma coś do powiedzenia.

Pan Kozak jest od dwudziestu lat kontrolerem ruchu lotniczego, supervisorem i instruktorem. Pełnym profesjonalistą. Oprócz wielu innych zajęć, pisze również książki.

Należy tu wymienić:

1. „Operacja Dwie Wieże”. Autor nie zostawia najmniejszych wątpliwości, iż był to zamach bynajmniej nie mitycznej Al Qaedy:

…Cały ten zamach, w wyniku którego zniszczono 4 samoloty i tysiące istnień ludzkich, nie mógł się udać bez ingerencji w system kontroli ruchu lotniczego.
Kiedy mamy do czynienia z jakimś wypadkiem lotniczym, media skrótowo podają o ostatniej pozycji samolotu, jaką odnotowała Wieża kontroli. Jest to ogromne uproszczenie, bo na kontrolę ruchu lotniczego składa się łańcuch poszczególnych jej organów. Ale tak się przyjęło mówić.
I patrząc na to w tym kontekście, tu znowu mam nieodparte wrażenie, że tego dnia działały w USA, obrazowo mówiąc, dwie wieże. Jedna, ta właściwa – wydajny system tysięcy pracowników wykonujących ciężkie i odpowiedzialne zadania. I druga – zbrodnicza, ukryta za plecami pierwszej, działająca wbrew podstawowej zasadzie kontroli ruchu lotniczego. Niwecząc wkład porządnych ludzi w bezpieczeństwo lotnictwa. Źle, kiedy przeciw własnym obywatelom obraca się cały aparat mający ich chronić i wspierać. Począwszy od władz, poprzez dowództwo wojskowe, służby specjalne, na mediach kończąc.

2. „Oko Cyklopa”.

…Wstrząsający obraz współczesnej Ameryki oraz wypływające z niej zagrożenia dla całego dzisiejszego globu. Autor wskazuje je, demaskując prawdziwe przyczyny dramatycznych wydarzeń 9/11 i obnaża ukrywane przed światem mroczne strony imperialnej polityki USA, odnoszac je również do obecnej sytuacji Polski. Odsłania kulisy zamachów terrorystycznych, opowiada o wstydliwych sekretach Białego Domu, pokazuje mechanizmy działania międzynarodowych korporacji i ich bezpośredni wpływ na życie każdego z nas. Odkrywa związki pomiędzy kolejnymi „kolorowymi” rewolucjami i wojnami kreślącymi mapę szlaków, którymi zgodnie płyną od dziesięcioleci ropa naftowa, gaz i narkotyki.

3. „Demony zagłady”. – dalszy ciąg „Operacji Dwie Wieże”.

…Demony Zagłady”, to kontynuacja poszukiwań odpowiedzi na pytanie o przebieg wydarzeń, jakie rozegrały się w Ameryce 11 września 2001 roku. Autor dokonuje w niej analizy samych wypadków z pozycji kontrolera ruchu lotniczego, próbując ukazać najbardziej prawdopodobny ich scenariusz. Książka odsłania nieznane szerzej kulisy wykorzystania broni biologicznej, jako narzędzia zastraszenia wykorzystanego przeciw ludności cywilnej, opowiada również o niewoleniu politycznych przeciwników dokonywanym za przyzwoleniem i przy współudziale „demokratycznych” państw.

4. „Projekt Phoenix” – również na temat „ataku” na World Trade Center.

… Projekt Phoenix”, to książka o tym, co wydarzyło się 11 września 2001 roku w Pentagonie. O hipotezach dotyczących przyczyn niewyobrażalnego pożaru budynku, trwającego, mimo akcji strażaków, całe trzy doby. O samej akcji ratowniczej, której analiza wskazuje na celowe podtrzymywanie ognia i działaniach jej liderów, jakie w efekcie doprowadziły do śmierci 125 osób. To także próba przyjrzenia się rzekomemu przywódcy owego zamachu i służbom, które stworzyły wizerunek bezwzględnego terrorysty, obserwując go pilnie przez wszystkie lata poprzedzające ten dramat.

Dużo więcej informacji, zarówno o samym Sławomirze Kozaku, jak i np o nabywaniu elektronicznych wersji ww książek, można znaleźć na witrynie jego oficyny wydawniczej:
http://www.oficyna-aurora.pl/

Gorąco polecam wszystkim zainteresowanym faktami i ich twardą, logiczną analizą, zamiast paplaniną mediów i pseudoekspertów.

Zarazem oznajmiam różnym oszołomom, jacy się tu pojawiają, iż niniejszy artykuł nie był przez nikogo sponsorowany, a w szczególności przez samego p. Kozaka. Powodem jego publikacji jest, w co trudno niektórym będzie uwierzyć, wyłącznie chęć poznania prawdy.

Gajowy

Posted in Me(r)dia, Różne | 25 Komentarzy »

Mgła i wieża na Siewiernym

Posted by Marucha w dniu 2011-01-08 (Sobota)

Od samego początku po katastrofie pod Smoleńskiem rozpoczęła się u nas prawdziwa wojna propagandowa o to, kto ponosi za to winę.

Obóz byłego prezydenta Lecha Kaczyńskiego i PiS nie miał wątpliwości: Tusk i Putin.

Na zapleczu wielkiej polityki pojawili się harcownicy, którzy nie krępowani żadnymi ograniczeniami i co rusz (praktycznie codziennie) mnożyli oskarżenia i zarzuty. Mgła była i jest jednym z najchętniej przytaczanych argumentów (czy raczej pseudoargumentów) – ten termin użyty został nawet w tytule filmu, którego premiera miała miejsce kilka dni temu. W tych enuncjacjach mgła nie była i nie jest tylko zjawiskiem meteorologicznym, lecz przede wszystkim symbolem złowieszczego zamachu. Albowiem motyw „sztucznej mgły” żyje po dziś dzień w świadomości wielu ludzi. Perswazja zwolenników teorii o „sztucznej mgle” była chyba tak wielka, że nawet polska wojskowa prokuratura zwróciła się do Amerykanów, by odpowiedzieli, czy jest możliwe jej wyprodukowanie! Już samo sformułowanie takiego wniosku i do tego upublicznienie wiadomości o tym jest przejawem stanu schizofrenii, w jakiej żyjemy.

O ile teoria mgły jest głównie orężem w ręku obozu zwolenników tezy o zamachu, to jak się wydaje dla obozu Donalda Tuska takim idee fixe jest wieża kontrolna lotniska Siewiernyj pod Smoleńskiem.

Premier milczał dosyć długo, kiedy nagle pod koniec roku publicznie zaatakował raport MAK, uznając, że nie jest on dla polskiej strony do przyjęcia. Publiczne ogłaszania takich rzeczy to specjalność polskiej polityki, nie tylko w tej kwestii. W krajach, gdzie polityka nie jest harcerstwem, istnieje coś takiego jak sfera niedostępna dla mediów i opinii publicznej. U nas nigdy takich sfer nie było. Jeśli coś jest tajne, to znaczy, że na drugi dzień znajdzie się na czołówkach gazet. I tak jest w tym przypadku.

Teoretycznie rzecz biorąc, do czasu zakończenia śledztwa NIC nie powinni być publiczne ujawnione, tymczasem my wiemy już prawie wszystko. Bo w Polsce jest w zwyczaju, że każdy idzie do telewizji i papla. Przykładem klasycznym jest płk Edmund Klich, polski przedstawiciel przy MAK-u. Gdyby ktoś wydał drukiem jego wywiady w okresie od 10 kwietnia 2010, to zebrałby się z tego pokaźny tom. Jest to rzecz zdumiewająca, bo tak naprawdę, opinia publiczna powinna znać tylko jego nazwisko – i NIC ponadto. Tymczasem pan pułkownik brylował w mediach prawie codziennie, a raz nawet promował swoją książkę o katastrofach lotniczych. Dodać do tego wypada inne liczne wywiady innych bohaterów dramatu. W tym np. co najmniej niefortunne wypowiedzi min. sprawiedliwości Krzysztofa Kwiatkowskiego. Dochodziło do tego, że jeden z polskich ekspertów twierdził, że lot nr 101 był cywilny, a inny, że wojskowy.

Można zgodzić się z tym, że rząd był w trudnej sytuacji, bo od razu został oskarżony o współudział w mordzie. Milczenie zaś oznaczało pośrednie przyznanie się do winy. Stąd bezprecedensowa decyzja Tuska o ujawnieniu nagrań z tzw. czarnej skrzynki, czego zabrania konwencja chicagowska i na co – oficjalnie – nie godzili się Rosjanie. Chodziło jednak o „zamknięcie gęby” zwolennikom teorii spiskowych, bo nagrania nie były bynajmniej dowodem na to, że przyczyna katastrofy była zewnętrzna. Z nagrań wyłaniał się obraz jasny i przeraźliwy – lądowanie w wyniku presji w warunkach fatalnej pogody. Nie dało to wiele, bo „zamachowicze” nie dali wiary skrzynkom, ale przynajmniej na jakiś czas zamilkli.

Nerwowa reakcja Donalda Tuska na temat raportu MAK-u nie wynika zapewne z tego, że zaczął on wierzyć w teorię zamachu. Przyczyna jest inna – MAK wskazuje na wyłączną polską odpowiedzialność za katastrofę. Jeśli tak, to także kierownictwa MON, któremu podlega 36. pułk, w skład którego wchodził Tu-154. Strona polska chciałaby jednak, żeby w raporcie także Rosjanie wzięli na siebie choć trochę winy za katastrofę. Konkretnie chodzi o pracę załogi wieży kontrolnej na lotnisku Siewiernyj. Tego, jak możemy się domyślać, w raporcie MAK nie ma.

Jaki rodzaj odpowiedzialności wieży kontrolnej mogliby wskazać Rosjanie? Najbardziej rzuca się w oczy jedno – nie wydano zakazu lądowania, kategorycznego i jednoznacznego. Z ustaleń autorów książki „Ostatni lot – przyczyny katastrofy smoleńskiej. Śledztwo dziennikarskie” wynika, że takiego zakazu nie wydano, bo panicznie obawiano się, że Lech Kaczyński wywoła ogromny skandal międzynarodowy i ogłosi, że Rosja celowo uniemożliwiła mu złożenie hołdu ofiarom NKWD w Katyniu. Smaczku sprawie dodaje to, że załoga wieży kontrolnej to członkowie FSB, a wiec następczyni NKWD. Skojarzenia byłyby od razy jasne – można sobie nawet wyobrazić tytuły prasowe: „NKWD uniemożliwia prezydentowi RP oddanie hołdu zbrodni katyńskiej” czy „Długie ręce Stalina”.

Jeden z informatorów rosyjskich powiedział polskim dziennikarzom, że to był jeden z głównych powodów braku stanowczych działań wieży. Drugi, to brak decyzji samej Moskwy, która nie chciała, z podobnych przyczyn, podejmować decyzji, pozostawiając ją w ręku kilku wystraszonych kontrolerów. Ci starali się zniechęć załogę do lądowania, podając np. „podrasowane” dane o pogodzie – informowali załogę polskiego samolotu, że pogoda jest gorsza niż była w rzeczywistości. Jeden z oficerów w wieży był zwolennikiem zakazu lądowania, drugi nie chciał tego robić – godząc się na warunkowe podejście do lądowania. Istnieje jednak i taka teza, że wieża nie miała prawa zakazać lądowania samolotu, a zamknąć lotnisko mogła tylko, gdyby na pasie pojawiły się przeszkody (np. samochód lub inny samolot). Ponadto, jak się wydaje, lot nr 101 traktowano jako cywilny, a wtedy zakazu nie można było wydać.

Fatalnym było więc to, że na pokładzie naszego samolotu nie było rosyjskiego rezydenta, bo z nim wieży byłoby się znacznie lepiej porozumieć.

Sami zainteresowani w rozmowie z polskimi dziennikarzami twierdzą, że trzeba o tym wszystkim powiedzieć, i uznać, że trzeba było zakazać nawet podchodzenia do lądowania, ale jednocześnie podać dlaczego tego nie zrobiono. Kontrolerzy z wieży nie wierzyli do końca, że załoga polskiego Tu-154 podejmie próbę lądowania w takich warunkach, mimo jasnego komunikatu z ich strony, że „nie ma warunków do lądowania”. Liczyli na to, że kiedy Polacy zobaczą jaka jest pogodna szybko zrezygnują i polecą na lotnisko zapasowe. Nie wiedzieli, że na zapasowych lotniskach polska strona nie załatwiła wcześniej możliwości transportu delegacji do Katynia.

W jednej z wypowiedzi płk. Klicha pojawiła się informacja, że Rosjanie nie chcą ujawnić zapisów rozmów jakie toczyli między sobą kontrolerzy (ponoć była awaria systemu nagrywającego). Być może tak jest – ale można się domyślać dlaczego. Otóż jeden z kontrolerów, ppłk Paweł Plusnin, zwolennik zakazania lądowania, wyrażał się o Polakach w bardzo nieparlamentarnych słowach, z których „niech sp…ją, po co oni tutaj” – należały do bardziej łagodnych (oczywiście te uwagi nie dotyczą uroczystości w Katyniu, tylko obecności samolotu w takich warunkach). Być może pojawiły się w tych rozmowach także nieprzychylne opinie o samym Lechu Kaczyńskim. To oczywiście tylko hipoteza, ale bardzo prawdopodobna.

Próba swego rodzaju wymuszenia na stronie rosyjskiej przyznania się do części winy jest zabiegiem ryzykownym, choć zrozumiałym z psychologicznego punktu widzenia. Jednak forma, w jakiej zostało to sformułowane, publiczna i dosyć arogancka, pewnie raczej usztywni stronę rosyjską. Takie sprawy załatwia się w zaciszu dyplomatycznych salonów.

Ponadto Tusk popełnił jeszcze inny błąd – nie można ogłaszać wszem i wobec, że adresatem naszych krytycznych uwag jest prezydent i premier Rosji, bo tak stawia się ich w niezręcznej sytuacji – sugerując, że instytucje zajmujące się w tym kraju katastrofą wykonują tylko polecenia kierownictwa politycznego. Nawet gdyby tak było, nie można tego mówić.

Jan Engelgard

http://mercurius.myslpolska.pl/2011/01/mgla-i-wieza-na-siewiernym/

Posted in Różne | 60 Komentarzy »

„Umiędzynarodowić” śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej

Posted by Marucha w dniu 2011-01-08 (Sobota)

Środowiska PiS, jakie reprezentuje m.in. „Nasz Dziennik”, z uporem maniaka powracają do sprawy „umiędzynarodowienia” śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej. Oto czytamy w numerze z dnia 8-9 stycznia 2011:

Rząd ma obowiązek zwrócić się do unijnych ekspertów, aby ci włączyli się do badania śledztwa smoleńskiego – uważają politycy PiS. Parlamentarzyści podkreślają, że bez umiędzynarodowienia tego dochodzenia Rosjanie w dalszym ciągu sprawę katastrofy będą zamiatali pod dywan.

Politycy PiS po raz kolejny wezwali wczoraj rząd Donalda Tuska do wystąpienia do Europejskiej Agencji Bezpieczeństwa Lotniczego o wyznaczenie przedstawicieli do rosyjskiego MAK.

Jak podkreśla poseł Antoni Macierewicz (PiS), obliguje go do tego rozporządzenie PE i Rady UE z 20 października 2010 r. w sprawie badania wypadków i incydentów w lotnictwie cywilnym oraz zapobiegania im. W oparciu o nie PiS już w grudniu apelowało do rządu o wystąpienie do unijnych ekspertów.
– Zachowanie rządu pana premiera Tuska w tej sprawie nosi wszelkie cechy działania na szkodę interesu państwa polskiego, a w szczególności tego postępowania [katastrofy smoleńskiej – przyp. red.]. Jeżeli to się będzie przedłużało, to będziemy musieli tę sprawę także włączyć do zawiadomienia o przestępstwie – zapowiedział Macierewicz. Poseł podkreślił, że przepisy tego rozporządzenia wyraźnie postanawiają, iż przedstawiciel Europejskiej Agencji Bezpieczeństwa Lotniczego miałby w śledztwie decydujący głos m.in. w sprawie losu szczątków samolotu, dokumentów z sekcji zwłok czy czarnych skrzynek.
– To rozporządzenie jest znakomitym instrumentem do umiędzynarodowienia dochodzenia – stwierdził obecny na konferencji europoseł Ryszard Czarnecki (PiS). Dodał, że w przeciwnym wypadku Rosjanie w dalszym ciągu będą sprawę zamiatali pod dywan. Czarnecki odniósł się do stwierdzeń przedstawicieli Komisji Europejskiej, że to rozporządzenie tyczy się tylko lotów cywilnych, nie wojskowych.
– Rosjanie od samego początku utrzymywali, że ów tragiczny lot PLF 101 do Smoleńska 10 kwietnia był lotem cywilnym – przekonywał Czarnecki. Przytoczył słowa szefa MSWiA Jerzego Millera, że celem lotu do Smoleńska „było przewiezienie konkretnych osób, w związku z tym miał on charakter lotu pasażerskiego”. Według informacji medialnych Tusk zlecił analizę prawną w sprawie rozporządzenia. Macierewicz powiedział, że ma dla premiera kolejną „pogłębioną” ekspertyzę na temat tego dokumentu.

Zenon Baranowski

W artykule są zawarte nieścisłości. Otóż Rosjanie na samym początku proponowali, aby śledztwo objęła prokuratura wojskowa: wówczas został by z niego wyłączony MAK (Międzypaństwowy Komitet Lotniczy), który tak działa na nerwy patriotom z PiS. Nie zgodziła się na to, z sobie wiadomych względów, strona polska, która teraz obłudnie narzeka, iż lot uważany jest za cywilny.

Pominąwszy wszystko inne: kraje Unii pokazały wyraźnie i dobitnie, choćby z okazji pogrzebu pary prezydenckiej, że Polskę mają głęboko w d…, a obchodzi ich ona jedynie jako terytorium do rozgrabienia i późniejszego osiedlenia tam narodu starszych i mądrzejszych. Na pogrzebie nie zjawił się nikt z zachodnich „przyjaciół”. Jedni mieli pod górkę, inni byli zakatarzeni, a jeszcze innym przeszkodził, he he, dym z wulkanu. Przyjechali natomiast nasi sąsiedzi ze wschodu, z byłych krajów RWPG. I znów byliśmy przez chwilę razem.

Katastrofa smoleńska Unii nie obchodzi i Unia nie jest w najmniejszym stopniu zainteresowana jej wyjaśnieniem, gdyż nie ma w tym żadnego interesu. Jakich tam zresztą mamy „ekspertów”? Chyba ekspertów od okłamywania społeczeństw, od trucia ich szczepionkami, od kreowania fałszywych „ataków terrorystycznych” i od robienia z Serbów bandytów, a z prawdziwych bandytów – narodu „Kosowarów”.

Wprawdzie w artykule tego nie ma, ale przypominam, że obsługa rosyjskiego lotniska odradzała lądowanie Tupolewa w takich warunkach, jakie wówczas panowały. Odradzała, ale nie mogła nakazać. Dziś kłamcy twierdzą, iż wieża kontrolna przemilczała ryzyko związane z lądowaniem… Kłamstwo działa, gdyż ludzie mają krótką pamięć.

Gajowy pamięta.

Posted in Polityka | 34 Komentarze »