Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    ami o Wielkanoc 2019
    NC o Drodzy Czytelnicy i Uczestnicy…
    Carlos o Wspomnienie artystki wyklętej
    Maverick o Drodzy Czytelnicy i Uczestnicy…
    maasteer o Drodzy Czytelnicy i Uczestnicy…
    Boydar o Drodzy Czytelnicy i Uczestnicy…
    maasteer o Transplantacje: Goje na części…
    Maverick o Drodzy Czytelnicy i Uczestnicy…
    AntySWII o Drodzy Czytelnicy i Uczestnicy…
    Enya o Wspomnienie artystki wyklętej
    maasteer o Wolne tematy (20 – …
    Maverick o Drodzy Czytelnicy i Uczestnicy…
    osoba prywatna o Wolne tematy (20 – …
    lewarek.pl o Drodzy Czytelnicy i Uczestnicy…
    Katarzyna T o Sakiewicz nastaje na Konf…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 474 obserwujących.

Prawicowiec z krainy absurdu

Posted by Marucha w dniu 2011-01-16 (Niedziela)

Reakcja ludzi związanych z PiS-em na raport MAK-u była do przywidzenia. Rozdzieranie szat, głosy oburzenia, grożenie zaciśniętą pięścią w stronę Kremla. Ich zdaniem Rosja „rzuciła nas na kolana”, „pluje Polakom w twarz”, bezczelnie lekceważy Polskę. I za żadną cholerę nie chce winy za Smoleńsk wziąć na siebie. Kto to widział takie chamstwo i bezczelność! Raport MAK-u jest w głowach tychże ludzi także dowodem na to, że Rosja nadal nas „zniewala”, a przynajmniej zagraża naszej „suwerenności”.

Dla wyznawców kaczyzmu obciążenie winą za katastrofę strony polskiej jest bluźnierstwem i świętokradztwem.  Jak to, przecież nasi piloci, nasze orły, nawet na wrotach od stodoły dolecą i bezpiecznie wylądują. Jeśli więc nie wylądowali, a się rozbili, winny MUSI być ktoś inny.

Obciążenie przez MAK winą strony polskiej zagraża zwłaszcza wizerunkowi głównego pasażera Tupolewa, który to w moim przekonaniu ponosi największą winę i za samą katastrofę, i za jej rozmiary (bezgraniczna, granicząca z sabotażem nieodpowiedzialność Kaczyńskiego/Kalksteina, który dwa lata po Mirosławcu spędził na pokład jednego samolotu tylu VIP-ów). Dowódca sił powietrznych, naciskając na pilotów robił to tylko dla upodobania się Zwierzchnikowi Sił Zbrojnych. To samo dotyczy szefa protokołu dyplomatycznego, który nie miał prawa do pałętania się w kabinie pilotów. A jednak to robił.

Istotna jest w tym miejscu pamięć o incydencie związanym z wizytą Kaczyńskiego/Kalksteina w Tbilisi. Pilot kpt. Grzegorz Pietruczuk odmówił wtedy „wykonania zadania bojowego” i lądowania zgodnie z wolą Kaczyńskiego w Tbilisi. Publicznie nazwano go tchórzem, szydzono z niego. Próbowano nawet wytoczyć mu proces.  Zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa złożył w prokuraturze wojskowej poseł PiS Karol Karski. Wojskowa prokuratura odmówiła na szczęście wszczęcia śledztwa. Kpt. Pietruczuk popadł nawet po tym wszystkim w depresję.

Kpt. Protasiuk był wtedy drugim pilotem…

Już ten fakt był dla niego ogromnym obciążeniem psychicznym. Wiedział, co może go czekać, jeśli piekielnie ważna delegacja spóźni się przez niego na mszę w Katyniu.

Wciąż nie pojmuję, dlaczego uroczystości w Katyniu nie zaplanowano na popołudnie. Byłby czas na dojechanie tam samochodami z Witebska czy z innego alternatywnego lotniska.

Pamiętam też wyrazy oburzenia rzucane pod adresem samego lotniska w Smoleńsku. Kto to widział takie lotnisko? Zamiast wieży rozpadający się barak, światła na pasie uszkodzone, żarówki poprzepalane. Jakie te Ruskie bezczelne, że Tak Ważna Delegacja miała na takim „lotnisku” lądować?

Ale nikt z kaczystów nie zauważył i nadal nie chce zauważyć, że przecież Ruskie nie kazali Tupolewowi lądować w Smoleńsku. Wręcz przeciwnie!

Nic to – dla zaślepionych kaczystów sprawa nie podlega dyskusji – winni są Ruscy, a zwłaszcza ten przeklęty i podstępny KGB-owiec, zimny czekista, Putin.

Istotne jest w tym miejscu także przypomnienie, że w „wolnym świecie” śledztwa w sprawie katastrof ciągną się długimi latami. Mimo, iż nie „mataczy” w nich zimny czekista. A tutaj, w sprawie Smoleńska,  trwające już od dnia katastrofy naciski na Rosję i na MAK na jak najszybsze wyniki śledztwa osiągnęły już po kilku tygodniach poziom szczucia na Rosję i nagonki na Putina. Trwa ten stan już od miesięcy. Inicjatywy PiS i Macierewicza/Singera, aby śledztwo oddać w łapska Kongresu USA (odpowiedzialnego za zatarcie śladów rzeczywistych sprawców zamachów z 11/9), czy szczucie na Rosję i MAK przed fasadowym europarlamentem były ważnymi elementami żydowskiej nagonki propagandowej na Rosję. Jej celem było wzmacnianie nastrojów antyrosyjskich, odwracanie uwagi Polaków od szabrowania kraju przez banksterów i ich agentów, oraz odwracanie uwagi od winy za katastrofę idącą na konto samego Kaczyńskiego.

Wydaje mi się, że Rosja byłaby nawet w stanie część winy wziąć na siebie – pod warunkiem, że nie byłaby w tak chamski i prowokacyjny sposób od miesięcy non stop atakowana. Ostatecznie o wskazaniu winy tylko na polską stronę zadecydowała duma potężnego państwa. Nie padnie ono na kolana przed żydowską nagonką propagandową, nie ukorzy się, bijąc się w piersi przed szczującym na nich bliźniakiem, nie stanie na baczność przed Macierewiczem/Singerem.

Przyznanie się Rosji, że i owszem, nasza wieża też popełniła na sam koniec błędy, było w zasięgu ręki. Ale wobec szczucia i nagonki na nich Rosjanie skazali – niet. Tylko wy ponosicie winę.

Ja osobiście na ich miejcu w analogicznej sytuacji zrobiłbym tak samo.

Bolszewik-gwałciciel. Na tym etapie zatrzymała się wiedza o Rosji u Polaków

Wśród szczujących na Rosję ludzi znajdują się także moi znajomi, a nawet przyjaciele sprzed lat. Są ciekawym poletkiem do studium psychologicznego o meandrach ludzkiej percepcji i świadomości. Są oni ludźmi kochającymi Polskę, są patriotami, a samych siebie uważają za prawicę niepodległościową.

Tragikomiczne jest u nich to, że oni naprawdę Polskę kochają, walczą o jej niepodległość, tylko że walczą z fikcyjnym, nieistniejącym wrogiem i z wyimaginowanymi zagrożeniami. Natomiast rzeczywistych wrogów i okupantów Polski uważają za sojuszników i gwarantów naszej („barakowej” nie-) suwerenności. Przypominają trochę odnalezionych w dżungli żołnierzy japońskich w latach siedemdziesiątych XX wieku, którzy nie wiedząc, że wojna już dawno skończona, nadal gotowi byli walczyć i umierać za Mikado.

Wracam do prawicowych niepodległościowców…

Ich świadomość, (podobnie jak moja) kształtowała się w czasach PRL. Słuchali oni RWE, Głos Ameryki, czytali ulotki  i książki z niezależnej oficyny „Nowa”. Nie mieli wtedy pojęcia, że jest to taka sama załgana propaganda, jak radio Moskwa. Do dzisiaj zresztą ta prawda do nich nie dotarła. Są mocno emocjonalnie związani z Solidarnością.

Ich „religią”, ich programem politycznym, ich racją bytu jest walka z komunizmem (obecnie z „postkomunizmem”). Ich główną cechą jest antyrosyjskość, ślepa i odporna na jakiekolwiek racjonalne argumenty o nikłości zagrożenia ze strony Rosji. Pragną Polskę „zdekomunizować”, zlustrować – gdyż w ich przekonaniu to uzdrowi nasz kraj. Cechuje ich też utożsamianie Rosji z ZSRR. Nie dociera do nich fakt, że Rosja ma tyle wspólnego z ZSRR (zwłaszcza z czasów gruzińskiego Żyda Stalina), ile Polska ma wspólnego z PRL w czasach Bieruta. Wielu z nich żyje w anachronicznym, utrwalonym w czasach PRL podziale na złych Sowietów (obecnie – „Ruskich”) i na dobry, wolny Zachód, a zwłaszcza jego światowego chorążego wolności – USA.

Wiemy już dzisiaj, że ten podział, także w czasach PRL, był fałszywy. USA była nie mniej podstępna i zła, niż ZSRR. Jedynie jej zbrodniczość, jej zakłamanie medialne i cenzurę o wiele lepiej maskowała. Ameryka walczyła z ZSRR nie w imię wolności, a w imię zdobycia przez ideologów NWO panowania nad światem. Uwielbiana Ameryka, lider „wolnego świata”, była po prostu folwarkiem banksterów. Już wtedy, gdy z wypiekami na twarzy słuchaliśmy w PRL-u RWE. Dla rządzących Ameryką banksterów byliśmy zwykłym mięsem armatnim, Gojami…

Owi prawicowi patrioci, w ich antykomunistycznym zaślepieniu nie zauważyli tak istotnego faktu, jak porzucenie przez „komuchów” siermiężnej ideologii Żyda Marksa i przejście ich  na kapitalizm, prywatę, prozachodniość i proamerykańskość. Ci z byłych dygnitarzy PZPR, byli SB-cy i ich agenci, którzy dali się zachodniemu żydostwu przewerbować, robią kariery w żydolandii nr 3. Ich nie można pozbyć się „dekomunizacją”, ponieważ cieszą się oni zaufaniem nowych właścicieli naszego baraku. Ich można się pozbyć, odrzucając Zachód i całą jego agenturę – byłych komuchów i byłych żydofilskich dysydentów i opozycjonistów, będących obecnie liderami bandy czworga.

Podobnie zaślepieni są prawicowi niepodległościowcy ich antyrosyjskością. Nie zauważają np.  tego, że zabory były sprawką wewnątrzgermańską. Pruski Hohenzollern, austriacki Habsburg i pełniąca obowiązki rosyjskiej carycy Niemka Sophie Friederike Auguste zu Anhalt-Zerbst podzielili pomiędzy sobą polski tort.

Rozpamiętują oni tłumione przez carat powstania. No cóż, w zaborze rosyjskim było na tyle „luzu”, że do powstań w ogóle dochodziło. W trzymanym żelazną, pruską ręką zaborze pruskim wybuchły tylko dwa powstania wielkopolskie. Oba zresztą zwycięskie.

Pierwsze powstanie wybuchło, gdy Prusy walczyły z Napoleonem. Napoleon pomógł powstańcom, bo była to dywersja na tyłach wroga, co było korzystne dla Francuzów.

Drugie powstanie wybuchło, gdy Niemcy przegrały I wojnę światową.

Natomiast w czasach pokoju w zaborze pruskim nie było powstań. Taka tam panowała żelazna dyscyplina i knut, że powstanie przeciwko Prusom było niemożliwe. A jednak do Niemiec o ten pruski zamordyzm, o same zabory, jak i o II wojnę światową patrioci prawicowi nie żywią takiej nienawiści i podejrzliwości, jak do Rosji.

Absurdalne jest też przez prawicowych patriotów oskarżanie Rosjan o zbrodnie ZSRR. Jako tako znająca historię osoba wie, że komunizm i ZSRR narzucili Rosji Żydzi. Rosja była pierwszą oraz najbardziej i najdłużej krwawiącą ofiarą żydobolszewizmu. A jednak o zbrodnie żydobolszewii owi prawicowi patrioci oskarżają Rosjan.

Dziwi też ich zaślepiony stosunek do USA. Wielu spośród nich wie, że zamachy z 11/9 to była robota Busha i jego administracji. Jednak mimo tej zbrodni, mimo napadania i okupowania pod fałszywymi pretekstami Afganistanu i Iraku, mimo barbarzyńskiego obozu koncentracyjnego Guantanamo, dla ludzi tych USA wciąż jest gwarantem naszego bezpieczeństwa i naszej nieistniejącej „suwerenności”.

Bolała ich okupacja Afganistanu przez ZSRR. Byli sercem i duszą po stronie Afgańczyków. Nie dostrzegają niestety, że obecnie Afganistan jest w sposób dokładnie taki sam okupowany. Nie boli ich też, że stoczyliśmy się do roli pomocnika i wasala okupanta.

Co ciekawe, wielu z owych prawicowych patriotów miało za złe Kaczyńskiemu/Kalksteinowi podpisanie Traktatu Lizbońskiego. Mieli mu za złe harce z Żydami w Belwederze, oraz bezpodstawne nagradzanie przez niego jego żydowskich przyjaciół orderami i odznaczeniami państwowymi. Ale w dniu 10 kwietnia 2010 o wszystkich tych pretensjach i zastrzeżeniach natychmiast zapomnieli. Kaczyński stał się dla nich wyidealizowaną ikoną męczennika, patriotą i bohaterem godnym Wawelu. A w jego bliźniaku widzą jedyny ratunek dla Polski. Nie przeszkadza im to, że Bruksela o wiele bezczelniej ingeruje w sprawy wewnętrzne Polski, niż robił to Kreml. Wtedy przynajmnie oficjalnie byliśmy suwerennym państwem, a konstytucja, naturalnie też tylko oficjalnie, była najważniejszym aktem prawnym. Teraz nad „naszą” konstytucją oficjalnie  góruje Traktat Lizboński, jesteśmy państwem podległym,wykonującym bzdurne i szkodliwe decyzje z Brukseli, pomagamy w okupacjach obcych, suwerennych wcześniej państw. Dodatkowo wasalsko uzależnieni jesteśmy od USA. To jednak prawicowym patriotom niepodległościowcom nie przeszkadza.

W  ich przekonaniu tylko Rosja pluje nam w twarz i rzuca nas na kolana.

Człowiek jest dziwnym stworzeniem. Nie posiada on wprawdzie jak komputer wbudowanej w głowie funkcji „aktualizuj”, gdzie można się wkliknąć i „dane” zaktualizować. Ale człowiek posiada  rozum, rozsądek, który używany na bieżąco pełni właśnie taką funkcję – „aktualizuj”.

U wielu z tych prawicowych patriotów obraz świata zatrzymał się jednak u schyłku PRL. Od tego czasu nawet pod naporem niepodważalnych  faktów bronili i bronią się oni rękami i nogami przed „aktualizacją”. Wyuczone odruchy podejrzliwości i nienawiści do Rosjan tak głęboko wżarły się im w umysły i w serca, że nie są oni w stanie, nawet wobec widocznej gołym okiem zbrodniczości USA, zmienić ich politycznych preferencji. Wolą ślepo walczyć z Rosją, która stanowi co najwyżej potencjalne zagrożenie dla naszej suwerenności. Natomiast rzeczywiste zniewolenie Polski, zgnojenie jej i szabrowanie pod hasłami liberalizmu i prywatyzacji im nie przeszkadza. A jeśli już, to winę za szaber zwalają na „postkomuchów”, a nie na Żydów.

O ich wewnętrznym zagubieniu i rozdarciu świadczy też będąca nie do pogodzenia radość ich z beatyfikacji JP II – najbardziej żydofilskiego papieża –  i jednocześnie ich zamiłowanie do ruchu przedsoborowgo. Oni jednak potrafią ogień i wodę pogodzić w ich sercach.

Poliszynel

PS. Ani katastrofy, ani śledztwa by nie było, gdyby do Smoleńska leciano w państwowe święto – Dzień Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej – 13 kwietnia:

http://pl.wikipedia.org/wiki/Dzie%C5%84_Pami%C4%99ci_Ofiar_Zbrodni_Katy%C5%84skiej

a na pokładzie byliby żydowscy przyjaciele grabarza suwerenności. Wszak i oni chcieli do Smoleńska lecieć, ale akurat 10 kwietnia, w sobotę – w ich święto – lecieć nie mogli…

http://krasnoludkizpejsami.wordpress.com

Komentarzy 39 to “Prawicowiec z krainy absurdu”

  1. Realista said

    Panie Poliszynelu,

    napisal pan:

    PS. Ani katastrofy, ani śledztwa by nie było, gdyby do Smoleńska leciano w państwowe święto – Dzień Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej – 13 kwietnia: a na pokładzie byliby żydowscy przyjaciele grabarza suwerenności. Wszak i oni chcieli do Smoleńska lecieć, ale akurat 10 kwietnia, w sobotę – w ich święto – lecieć nie mogli…

    To jest nieprawda.

    Zydzi dawno ten problem rozpracowali.
    Kazdy rabin powie, ze zydom wolno podrozowac w soboty ale tylko na wodzie.
    Zatem kazdy zyd bierze ze soba butelke wody i podczas podrozy w samolocie na niej siedzi.

    A przepraszam, nie mozna obecnie brac butelek z woda na samolot.

  2. Ryziel said

    W Polsce nie ma winnych,tylko spokój może nas uratowć,czas pokaże

  3. Kazek said

    Można brać butelki ,jeżeli kupiło się je na lotnisku po odprawie.

  4. Gmad said

    Ale nie rozumiem zdziwienia. Co PiS-menom zostało, jeśli nie straszenie kacapem? Inaczej musieliby przyznać, że PiS i „patriotyczny prezydent” spuścili polską państwowość do kibla.

  5. Wojwit said

    Nieco podobny tekst. Też o nas, Polakach (przynajmniej o częsci z nas) i pewnego rodzaju delikatnej schizofrenii, na jaką cierpimy…

    za:bibula.com

    O milczeniu Polaków
    Aktualizacja: 2011-01-16 11:23 am

    Jedynym miejscem gdzie wymieniam uwagi dotyczące sytuacji w kraju, polityki, Smoleńska i raportu MAK jest Internet. Rozmawiam o tym także z żoną, ale z nikim więcej. Nie do pomyślenia jest sytuacja, że spotykam kogoś na ulicy lub w sklepie, zagadujemy się i rozmowa schodzi na sprawę Katastrofy. Ja zaś i mój rozmówca zgadzamy się, że jest to klęska i zbrodnia, a raport MAK to hańba, rząd zaś powinien podać się do dymisji. Taka sytuacja jest nie do pomyślenia. I nie chodzi tu bynajmniej o to, że Polacy zatracili instynkt samozachowawczy, oni go mają, ale wywrócony na nice. Czyli to co powinno im się kojarzyć z zagładą, upodleniem, degradacją i nieszczęściem, kojarzy im się wręcz przeciwnie. Milcząc lub pomawiając generała Błasika o przymuszenie pilotów do lądowania przekonują sami siebie, że czynią dobrze, albowiem zgadzają się z władzą i władza ta jeśli nie wynagrodzi im tej postawy to na pewno nie zrobi im nic złego. Gadając zaś o swoich wątpliwościach otwarcie ściągają na siebie nieszczęście i uwagę szpicli. Na delikatną sugestię, że szpicli jeszcze póki co na ulicach nie ma, przerywają rozmowę i milczą patrząc wzrokiem nie rozumiejącym i zgaszonym.

    Podświadomie wyczuwają rodacy, że to w czym się znaleźliśmy nie przypomina drugiej Irlandii, nie przypomina nawet Malty, bardzo wiele za to zaczyna mieć wspólnego z krajem zapamiętanym z lat 60-tych, którym rządził niejaki Gomułka Władysław. Milczenie to lub zgoda na poczynania rządu jest wyuczonym, jak u psów Pawłowa zachowaniem, które – jak widać – odziedziczono w drugim pokoleniu. Wynika więc stąd jasno, że w strefie wpływów rosyjskich znajdują potwierdzenie teorie Trofima Denisowicza Łysenki. Nie obowiązują one już za Odrą, ale ich wpływ ciągle jest tam zauważalny. Całkowicie niknie on gdzieś w okolicach, którymi przepływa rzeka Ren.

    Milczący Polscy stanowią obraz ponury. Kiedy ich widzę, jak uporczywie, nie zważając na śniegi, mrozy, nie licząc się z cenami benzyny i swoim czasem wożą dzieci na dodatkowe zajęcia po szkole, jak zapisują je na ten angielski, hiszpański, włoski, na to karate i judo, przypomina mi się scena z pewnej książki Faulknera. Scenę tę zapożyczyłem od Marka Hłaski, bo ja sam Faulknera nie czytam. Oto w jakimś miejscu na zachodzie USA znajduje się upadła kopalnia, w której od świtu do nocy tyrają polscy robotnicy. Zjeżdżają na dół i wyjeżdżają po 12 godzinach, a wszystko za zupełne darmo. Czynią to ponieważ wydaje im się, że właściciel kopalni, który już dawno uciekł, wróci tu i zapłaci im dniówki. – Dziwni ludzie – mówi jeden z bohaterów – nie rozumieją nieuczciwości. Tę scenę mam przed oczami za każdym razem kiedy odwożę moje dziecko na basen i czekam aż ono sobie tam popływa i nauczy się kolejnych stylów i technik. Siedzę w tej poczekalni i patrzę na innych rodziców, na ich milczenie i świętą wiarę w to, że lekcjami pływania i angielskim zapewniają swoim dzieciom przyszłość, bezpieczeństwo i swobodę. Żadnej z tych rzeczy ludzie ci nie kojarzą z Polską, takie mam wrażenie, choć mogę się mylić, bo przecież nie przeprowadzałem żadnego wywiadu w tej sprawie. Ważne jest to, żeby dziecko umiało pływać, mogło mówić po angielsku i znało karate. Ja czynię podobnie, ale ja mam jeszcze ten blog i czytelników, którzy myślą podobnie. Oni, jeśli nadejdzie rozczarowanie zostaną sami, bo przecież nie ma pomiędzy nimi żadnego porozumienia, nie istnieją żadne więzi, ani nawet chęć by je stworzyć. Jest tylko milczenie i uporczywe wpatrywanie się w podłogę.

    Są oczywiście jakieś zdawkowe rozmowy, jakieś opowieści jak było w pracy, jak w szkole, co tam w telewizji. I ciągle o tych dzieciach i ich przyszłości z tą nieprawdopodobną wiarą, że ta przyszłość rzeczywiście jest i w dodatku do kupienia za tak marne stawki. Z wiarą, że obejdzie się bez krzyku, bez protestu i bez rzucania kamieniami. Być może rzeczywiście się obejdzie i to ja nie mam racji. Znajomy jednak zaskoczył mnie ostatnio stwierdzeniem, że rząd mógłby właściwie stworzyć drugie ORMO, bo i czemu nie. Ormowcy tropiliby kaczystów, mieliby zajęcie, ludzie mieliby nowe tematy do rozmów, mogliby się ekscytować rzeczami ważnymi nie tylko dla nich, ale także dla rządu i mieliby pewność, że nie oberwą za to. Jeśliby zaś mieli odpowiednie protekcje sami mogliby się do ORMO zapisać i także ścigać kaczystów za pieniądze. Ile korzyści by z tego było. Pewnie udałoby się wtedy dziecko zapisać na jeszcze jeden język lub na jakieś inne zajęcia, może na majsterkowanie. Kto wie. Na razie jednak o ORMO głucho i pozostaje milczenie. Czasem tylko uda się z kimś porozmawiać. Mnie się kiedyś udało. Facet był młodszy ode mnie, miał charakterystyczną dla ruchu oazowego rybę przyczepioną do samochodu. Nie kojarzył mi się z niczym strasznym. Rozmawialiśmy o poglądach. On miał konserwatywne. Rodzina, dużo dzieci, kościół, renomowane szkoły, silne państwo. Pod koniec zdradziłem się z krytyką ubeckich emerytur. – Wiesz – powiedział – te emerytury nie są wcale takie wysokie, gazety trochę przesadzają. Mój tata pracował w resorcie i wcale nie jest bogaty.

    Milczenie i uporczywe patrzenie w przyszłość. Tak, właśnie, to. Niektórzy już wiedzą, że ta przyszłość będzie na pewno. Reszta milczy. Smoleńsk nie jest tematem, który się porusza w zdawkowych rozmowach, polityka również, bo politykowanie jest objawem prostactwa, co innego rewelacje z „Tańca z gwiazdami” lub postawa nauczycieli wobec wyjątkowych zdolności tego czy innego dziecka. Śmierć prezydenta, wybory, proces o fałszerstwo na Ochocie…nie…to jakieś bzdury. Przyszłość, tylko przyszłość…

    Coryllus
    Za: baśń jak niedźwiedź – coryllus

  6. Marucha said

    Re 5:
    No cóż, niezbyt pochlebna opinia, jaką gajowy (i inni) ma na temat ogromnej rzeszy Polaków, znajduje swe potwierdzenie także i w powyższym artykule.

  7. StarszyI madrzejszy said

    Ad 1, 3

    Brac mozna kazda butelke, takze z pejsacjowka, o ile byla kupiona w dziale koszernych produktow.

  8. 166 bojkot TVN said

    O jak to dobrze, że Poliszynel się „oczknął”
    I od razu ze starej grubej rury.
    Szkoda, że i z tego wpisu nie dowiemy się kiedy Żydzi-komuniści oddali w Rosji władzę Rosjanom, skoro pada stwierdzenie:

    Absurdalne jest też przez prawicowych patriotów oskarżanie Rosjan o zbrodnie ZSRR. Jako tako znająca historię osoba wie, że komunizm i ZSRR narzucili Rosji Żydzi. Rosja była pierwszą oraz najbardziej i najdłużej krwawiącą ofiarą żydobolszewizmu. A jednak o zbrodnie żydobolszewii owi prawicowi patrioci oskarżają Rosjan.

    Nie dowiemy się też jak Poliszynel ocenia obliczenia prof. Dakowskiego, ani takiej trywialnej rzeczy: dlaczego skoro samolot był na kursie i ścieżce, jego szczątki rozrzucone są na przestrzeni ponad 200 m na linii w odległości 60m od osi pasa i pod kątem ok 30st od osi pasa startowego, na którym niby lądował.
    Wg animacji podanej przez MAK jest to fizycznie niemożliwe! Jest to niemożliwe wg kitu, który wciska MAK.
    Najprostsze wytłumaczenie, to, że samolot nie lądował, tylko odchodził na następny krąg, a piloci mieli świadomość, że są na większej wysokości. Ale możliwe jest też, że krążący Ił uszkodził nasz samolot. O tym samolocie nie było na konferencji MAK. Oczywiście nikt do tej pory nie wykluczył zamachu i wybuchu bomby termobarycznej, albo jakiegoś innego śmiertelnego zdarzenia.

    Wpis Poliszynela jak zwykle zawiera tonę jadu skierowaną przeciwko Kaczyńskim. Czy Poliszynel na prawdę nie czytał o związkach ministra obrony Klicha z fundacją Adenauera, Sorosa, i innymi szemranymi agenturami?!?! Nie wie kim jest Graś i Tusk? Albo Komorowski i jego żona? To ci ludzie teraz niszczą wojsko i okradają Polaków, jakby Pan tego jeszcze nie zauważył z oddali.

    Takie zaburzenie psychiczne uniemożliwia obiektywną ocenę faktów. Więc niech Pan już nie powtarza tych swoich urojeń nijak nie przystających do faktów.

    REPORT OF SOVIET MAK (about the Polish Air Force Tu-154 crash) IS E BIG-MAK SHIT, IS BOOL MAK-SHIT
    DER MAK-BERICHT (zur Katastrophe von Smolensk), IST EINE GROSSE RUSSISCHE SCHEISSE, DIE HAT TATIANA ANODINA GESCHRIEBEN

    Serio uważa Pan, że Poliszynel chroni Klicha, Grasia, Tuska czy Chrabiego? – admin

  9. Tomek Kolejarz said

    Szczerze mówiąc, naprawdę nie wiadomo, gdzie jest prawda w całym tym bałaganie. Ona to się chyba dla „polskiej bandy czworga” najmniej liczy, a przecież tylko prawda jest ciekawa.

    Pozostawiając na boku kwestię kto i w jakim stopniu zawinił w całej sprawie katastrofy, trzeba sobie zadać pytanie, czy PiS to partia prawicowa? Otóż kto tak uważa jest w wielkim błędzie. PiS jest tak prawicowy jak sanacja dziada Piłsudskiego (dawnego działacza PPS Frakcji Rewolucyjnej), czy NSDAP Adolfa Hitlera. Zresztą czego oczekiwać po wielbicielu postaci pożal się Boże marszałka do jakich zalicza się Jarosław Kaczyński.

  10. Bogdan said

    Do Pana Autora, no i (jak zwykle) aktywisty TPPR w akcji,
    Swietne mieszanie faktow z bredniami, typowy przyklad propagandy.
    Nie chce mi sie pisac punkt po punkcie – ale sam koniec cytuje to mnie rozbawil, cytat:
    „Ani katastrofy, ani śledztwa by nie było, gdyby do Smoleńska leciano … 13 kwietnia”.
    Osmiele sie zapytac, a skad ta pewnosc? Pan Autor przyszlosc teraz zgaduje?
    A z reki Pan tez wrozy? Panie jaka bedzie tutaj gdzie jestem pogoda powiedzmy w nadchodzaca sobote o godzinie 16:00 czasu lokalnego?
    Co wiecej? Pan Autor „na kursie na sciezce” jak ten tam .. koniec Pan zna?

    Pewności to nie ma, ale prawdopodobieństwo – wysokie. Tak jak dziwna nieobecność neandertalczyków w wieżach WTC w dniu zamachu… – admin

  11. bluke said

    Tekst trochę nie na miejscu. Za organizację i bezpieczeństwo lotów tak czy inaczej odpowiada rząd. Prezydent był na pokładzie pasażerem. Trudno obwiniać go o katastrofę – „bo pilot bał się jego reakcji”. Śmieszne. Też uważam, że cały ten szum wokół raportu jest odwracaniem uwagi. Zwłaszcza, że najgłośniej wrzeszczą politycy, a fachowcy zachowują spokój.

  12. Isreal said

    pieką wiele pieczeni na jednym ogniu, są arcymistrzami zbrodni
    -kłócą nas z Rosją
    -kłócą nas między sobą
    -kompromitują przed światem
    …………………………………………….

  13. Joe said

    Kompromituja przed swiatem…tak,tak a ja nawet wiem dlaczego.
    Kiedys cos powiedzieli, ze chodzi o drobna sumke… 65 miliardow dolarkow ktorych jezeli sie nie zaplaci to kompromitacja bedzie az do skutku.
    I takim prostym sposobem mamy klucz do prawdy,ktory sie nazywa kompromitacja.A zeby sie o tym przekonac wystarczy otworzyc jakikolwiek dziennik w calej Europie .

  14. Art-rusofob said

    Kim jest pułkownik Edmund Klich?
    państwo Mirosław Kokoszkiewicz
    Podejrzana misja polskiego akredytowanego przy MAK
    Po katastrofie wojskowego samolotu CASA C-295 M numer 019, która wydarzyła się 23 stycznia 2008, o godzinie 19:07 w Mirosławcu, powołana została przez MON, 29 osobowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego skupiająca najlepszych polskich fachowców. Na próżno wśród jej członków i ekspertów szukać nazwiska pułkownika Edmunda Klicha.

    Tamtego tragicznego wieczoru nasz wybitny ekspert nie poczuł nieodpartej potrzeby by spakować się, wybiec z domu i jechać na oślep przed siebie powodowany poczuciem odpowiedzialności i patriotyzmu, choć wśród ofiar było wielu jego przyjaciół i znajomych.

    Edmund Klich znał wówczas swoje miejsce w szeregu i wiedział doskonale, że badanie wypadków w lotnictwie państwowym to nie jego działka. On jest szefem Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych istniejącej przy ministrze infrastruktury i w jego kompetencji jest tylko i wyłącznie lotnictwo cywilne. Koniec, kropka.

    Tym bardziej wydaje się dziwne, że po ponad dwóch latach pan pułkownik Klich zachował się zupełnie inaczej. Katastrofa rządowego samolotu z prezydentem na pokładzie była w sposób oczywisty również wypadkiem w lotnictwie państwowym. Piloci byli wojskowymi, a samolot należał do wojskowego pułku i leciał na rosyjskie lotnisko wojskowe.

    Ów rejs w dokumentach oznaczono literą „M” (military).

    Skąd, więc ten nagły impuls i wprost mesjańskie przewidzenie tego, że to on, Edmund Klich właśnie stanie się człowiekiem numer jeden i jako polski przedstawiciel przy MAK i będzie odpowiedzialny ze strony polskiej za wyjaśnienie przyczyn katastrofy? Dlaczego nagle zachował się zupełnie nielogicznie i odwrotnie niż 23 stycznia 2008 roku? Skąd jazda zupełnie w ciemno do Warszawy i wiara, że zastanie tam ministra Grabarczyka, z którym się wcześniej nie umawiał oraz wbrew jakiejkolwiek logice cała tragedia będzie badana tak, jakby była to jedna z wielu katastrof w lotnictwie cywilnym i to na dodatek rejsowym?

    Czy aby na pewno wyjazd Edmunda Klicha do Warszawy był tak spontaniczny jak zeznawał w sejmie?

    Oto opowieść Edmunda Klicha wygłoszona przed sejmowa komisją infrastruktury 6 maja 2010 roku:

    Rozpocznę od pierwszej informacji, o której – jak większość pewnie z państwa – dowiedziałem się o katastrofie z mediów. Nawet dzwonił jeszcze syn. Mówi: tato czy wiesz, co się dzieje? Włączyłem TVN 24, widzę, co się dzieje, w związku z tym natychmiast zacząłem się pakować i jadę do Warszawy, bo wiedziałem, że już może być problem prawny. Dlaczego? Dlatego, że samolot jest samolotem – był – samolotem lotnictwa państwowego. Załoga była wojskowa. W związku z tym dotyczy to lotnictwa państwowego, którego nie obejmuje załącznik 13 do konwencji o międzynarodowym lotnictwie cywilnym

    Ciekawe. Klich wie już, że załącznik 13 i cała konwencja w tym przypadku nie mają zastosowania, czyli nic tam po nim, a jednak pędzi jak błyskawica do Warszawy.

    Dalej robi się jeszcze ciekawiej:

    Tak gdzieś w połowie drogi, chyba w rejonie Garwolina, bo ja mieszkam w Dęblinie i na weekendy jeżdżę do Dęblina, w tygodniu czy jak potrzeba to mieszkam w Warszawie, także nie ma jakiegoś problemu tutaj dojazdu, szybkości na miejsce wypadku czy coś. W połowie drogi dostałem telefon od pana Aleksieja Morozowa, to jest obecnie przewodniczący Komisji Federacji Rosyjskiej, zastępca pani Anodiny – szefowej Mieżnonarodnej Awiacionnej Komisji… Komitetu, to znaczy Międzynarodowego Komitetu Lotniczego. (…)

    On zadzwonił i powiadomił mnie, że jest katastrofa w Smoleńsku i traktuje to, jako telefoniczne powiadomienie, natomiast formalne będzie później. I było od razu pytanie o procedury, według jakich będzie ten wypadek badany. On zaproponował załącznik 13 do konwencji, bo myślę, że i według jego wiedzy, i ówczesnej mojej wiedzy, to jest jedyny dokument, który podpisała i strona polska, i Federacja Rosyjska, jako konwencję chicagowską tak zwaną z ’44 roku. Ja wtedy nie wypowiedziałem się jednoznacznie, ale też sądziłem, że to będzie jedyne rozwiązanie, to znaczy rozwiązanie, które ma jasne zasady prawne.

    I dalej:

    Po przyjeździe do ministerstwa już pan minister Grabarczyk na mnie czekał. Zgłosiłem się do gabinetu pana ministra i też ten pogląd wyraziłem, że tu chyba aneks 13 jest takim dokumentem, gdzie obydwie strony mają określone procedury, jest to już jasne, to są zasady międzynarodowe.

    Jak widzimy to nie na szczeblu rządowym z udziałem polskiego premiera dochodzi do forsowania załącznika 13 konwencji chicagowskiej, której w ogóle nie stosuje się w przypadku katastrof w lotnictwie państwowym, lecz cały plan zostaje wyjawiony gdzieś w okolicach Garwolina z inspiracji Morozowa i via jego pomagier Edmund Klich przekazany ministrowi Grabarczykowi.

    Do faceta, który w ogóle nie jest przewidziany do badania takich wypadków jak katastrofa smoleńska, dzwoni inny facet z Rosji, który również doskonale wie, że to nie ten adres i nie jego instytucja powinna badać tego typu wypadki. O dziwo, obaj wiedzą o tym doskonale, ale polski rozmówca Morozowa, jakby telepatycznie wyczuwa, co będzie się działo i już jest w drodze czytając niemal w myślach zastępcy generał Anodiny.

    Zastanawiające, że na eksperta-ochotnika czeka już w Warszawie minister Grabarczyk, choć nie słyszymy w zeznaniach Klicha o żadnym umawianiu się na wspólne spotkanie. Kto poinformował Grabarczyka, że Klich jest w drodze i ma on na niego czekać?

    A może to nagłe pakowanie się i wyjazd z Dęblina do Warszawy to typowe zachowanie się podległego służbowo funkcjonariusza po usłyszeniu wydanego mu rozkazu, a nie impuls, którego jakoś zabrakło podczas katastrofy w Mirosławcu i śmierci tylu przyjaciół i kolegów?

    Może pierwszym zadaniem Edmunda Klich była walka o postępowanie w myśl 13 załącznika do konwencji chicagowskiej, która jak dzisiaj wiemy okazała się korzystna tylko dla Rosjan, gdyż pozwala im dysponować dowolnie kluczowymi dowodami niezbędnymi do wyjaśnienia przyczyn katastrofy i nie wydawanie ich stronie polskiej?

    Idźmy zatem dalej.

    Klich, choć jeszcze nie jest polskim akredytowanym przy MAK znajduje się błyskawicznie w Moskwie obok takich wybitnych specjalistów wojskowych jak między innymi płk Goliński i płk Milkiewicz. Niestety, za pomocą intryg i kłótni pozbywa się „konkurencji”, która wraca po trzech dniach do Polski i tak oto opisuje później swoje starcie z wówczas jeszcze pułkownikiem Parulskim, szefem prokuratury wojskowej:

    I wchodzę do tego pomieszczenia, jest pan minister Parulski i od razu – no, powiedziałbym dosyć ostro – powiedział mi, że ja w ogóle nie potrafię działać, ja utrudniam pracę prokuraturze, a w ogóle ja ustawiłem… przyjąłem, jako załącznik 13 do procedowania i działam na szkodę Polski. To były bardzo mocne słowa i ja sobie je zapisałem zaraz wieczorem. Więc w tej sytuacji nie wiem, o co chodzi. Ja mówię, ja muszę procedować według załącznika 13 i wymaga tego ode mnie pan Morozow”.

    Znowu pojawia się Morozow, którego autorytet i zwierzchnictwo wydają się od początku dla Edmunda Klicha bezdyskusyjne, choć przypominam, nadal nie jest on jeszcze polskim akredytowanym przy MAK i Morozow nie może od niego niczego jeszcze wymagać czy żądać. Dlaczego zwycięża lojalność wobec Morozowa, a nie obowiązek zapewnienia Polsce jak największego wpływu na wyjaśnienie przyczyn katastrofy?

    Czyżby odzywała się u naszego „wybitnego eksperta” dusza niewolnika i instynkt podporządkowania się przewodnikowi stada?

    Skoro Parulski uważał wówczas procedowanie według załącznika 13-go za szkodliwe dla Polski to znaczy, że prokuratura wojskowa i wojskowi eksperci mieli inny plan, zniweczony z premedytacją przez Rosjan i działającego zgodnie z ich interesem Klicha.

    Dalej następuje bardzo sprawna akcja świetnie przygotowanych Rosjan, u których bynajmniej nie widać w tej kwestii żadnego chaosu i bałaganu. Wręcz przeciwnie, wydają się być świetnie przygotowani i działać według wcześniej ustalonego precyzyjnego planu. Oni chcą za wszelką cenę właśnie jego, Edmunda Klicha i to uczucie do niego zrodziło się być może nie w okolicach Garwolina, …ale gdzie indziej i dużo, dużo wcześniej?

    W każdym bądź razie to, co dzieje się dalej tak opisuje sam Klich:

    W kolejny dzień, to był poniedziałek, a i kolejny dzień godzina 13.00, tj. wtorek, trzynastego …przepraszam…o godzinie 12.00 podchodzi do mnie pan Morozow i mówi: pan premier Putin zaprasza, no nie mówi się pan w języku rosyjskim tylko jest wy czy ciebie, no jest to taka forma, jak w angielskim, mówi zaprasza ciebie na konferencję prasową do Moskwy na trzecią. Ja mówię, jak na trzecią? Przecież jest dwunasta. Chyba, że jakiś samolot, może przelecę się jakimś Tu-22 albo coś i to wtedy można, prawda? Wszystko możliwe jest, szczególnie w tak mocnym państwie.

    No i od razu zadzwoniłem do pana ministra Grabarczyka, bo coś tutaj ja za wysoko zaczynam gdzieś być postrzegany, prawda? No i w rozmowie, ja nie wiem czy była taka jasna akceptacja, ale wyczułem, że mogę się na to spotkanie udać do… Aha, bo później było tak: nie będę musiał lecieć do Moskwy, ale będzie telekonferencja i mam być w budynku w jakimś jednym z gubernatorów. Udałem się na tę konferencję. Pierwszy głos zabrał pan premier Putin, później jego zastępca pan Iwanow i jako trzecia pani Anodina, szefowa MAK-u, która jasno powiedziała, że będzie procedowanie według załącznika 13.

    Rosjanie widząc tarcia w polskiej delegacji oraz patriotyczne i fachowe, czyli „groźne” podejście niektórych naszych ekspertów i wojskowych, postanowili posadzić Klicha przynajmniej na ekranach telewizorów, między Putinem, Iwanowem i Anodiną tak, aby ów obraz poszedł w świat i powstało wrażenie, że ich faworyt jest główną postacią w polskiej ekipie i jest to wybór polskiej strony.

    Ponownie zwracam uwagę, że dzieje się to 13-go kwietnia i Edmund Klich nie jest jeszcze polskim akredytowanym przy MAK.

    W ten oto przemyślny sposób w rzeczywistości to Kreml obsadził stanowisko polskiego akredytowanego przy MAK, a na fali polskiej akcji palenia zniczy na grobach czerwonoarmiejców i podziwu autorytetów z Czerskiej dla wspaniałej postawy władz Rosji, trudno byłoby stawiać w kłopotliwej sytuacji Władimira Putina. Ten zaś sprytnie oraz osobiście nobilitował Edmunda Klicha.

    Zresztą któż miałby oponować z obecnej ekipy rządowej, która prężyć muskuły potrafi tylko na własnym podwórku wobec wrednych „pisiorów” wspierana przez zaprzyjaźnione media?

    Dzisiejsze teatralne gesty Donalda Tuska, udające niezadowolenie z raportu MAK to zwykła gra pod naiwną publiczkę, a apelowanie do strony rosyjskiej o uwzględnienie polskich uwag do raportu jest niczym innym jak proponowaniem kompromisu zamiast poszukiwaniem prawdy. Tej prawdy Putin oraz Tusk i jego ferajna nie chcą od samego początku i dlatego najwygodniejszym akredytowanym dla obu stron był właśnie Edmund Klich z wyraźnie widoczną, wbitą w plecy rosyjską kierownicą.

    Gwarancją na ukrycie prawdy jest też wypróbowany i dobrze znany na całym świecie żołnierz Putina, prokurator Jurij Czajka, o którego „osiągnięciach” i „sukcesach” Tusk nie mógł nie wiedzieć, zgadzając się na pozostawienie w jego wypróbowanych rękach decydującej roli w prokuratorskim śledztwie.

    Wszelkie dzisiejsze dywagacje czy przedłużyć Klichowi kończącą się kadencję, jako przewodniczącemu Komisji Badania Wypadków Lotniczych przy ministrze infrastruktury uważam za skandal i objaw wyjątkowego skundlenia polskiej klasy politycznej.

    Jednak tak jak trzeba było zmiękczyć pułkownika Parulskiego generalskimi lampasami, podziękować za pomocą wysokiego odznaczenia państwowego ambasadorowi Rosji w Polsce, Grininowi za współudział w dyplomatycznym spisku wymierzonym przeciwko prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu, tak trzeba będzie jakoś „godnie” zagospodarować polskiego eksperta, protegowanego Władimira Putina. Nie mam żadnych wątpliwości, że tak się właśnie stanie.

    Ten człowiek powinien jednak kiedyś stanąć przed polskim, prawdziwie niezawisłym sądem, a jeżeli już czemuś ma koniecznie w przyszłości przewodniczyć to najlepiej z poręczenia Putina, dożywotnio, rosyjskiej komisji MAK, najlepiej w złoconej liberii i przed drzwiami do windy w siedzibie „międzypaństwowej komisji” w Moskwie.

    „Mocną” pozycję polskiego akredytowanego najlepiej obrazuje ten oto fragment konferencji prasowej MAK z 19 maja 2010 roku. Mamy tu jak na tacy Edmunda Klicha, którego po telekonferencji z Putinem, generał Anodina szybko sprowadza do parteru, tak, aby mu woda sodowa nie uderzyła zbytnio do jego megalomańskiej głowy i znał swoje miejsce w szeregu.

    Dziennikarz BBC zadaje pytanie Edmundowi Klichowi o dodatkowy głos w kabinie, czy jest zidentyfikowany i do kogo należy. Drugie pytanie – O zabrany z lotniska w Smoleńsku system ILS.

    Chce odpowiadać Edmund Klich, ale Tatiana Anodina wchodzi mu w słowo: Może ja odpowiem. Pan Klich może mówić później.

    Od tamtych wydarzeń minie niedługo już dziewięć miesięcy

    Pytany ostatnio w programie „Warto rozmawiać” o to czy zbadał to słynne skrzydło rządowego Tupolewa, które ponoć odpadło po uderzeniu w brzozę, polski „ekspert” Edmund Klich odpowiedział przecząco. Za to nazajutrz w wywiadzie dla portalu Wirtualna Polska „specjalista od katastrof lotniczych” stwierdził:

    Ważne byłoby, aby ujawnić rozmowy między Lechem i Jarosławem Kaczyńskimi i dowiedzieć się czy rozmowa dotyczyła rzeczywiście jedynie stanu zdrowia matki

    Tak drodzy czytelnicy, to nie sen, to się dzieje naprawdę. Ten człowiek de facto nastręczony przez Rosjan, wędruje od studia telewizyjnego do studia, od jednej redakcji do drugiej i traktowany jest zupełnie poważnie, jako obiektywny, niezależny polski ekspert i fachowiec.

    Ilość sprzecznych z sobą wypowiedzi, wolt, zmian stanowiska, dziesiątki wywiadów i wydana książka czynią polskiego akredytowanego jednym z głównych narzędzi prowadzonej od samego początku przez stronę rosyjską i polską skoordynowanej akcji dezinformacyjnej.

    Półroczne żebranie opinii publicznej o zabezpieczenie wraku samolotu, brak czarnych skrzynek, broni, kamizelek kuloodpornych i amunicji borowców, telefonu satelitarnego prezydenta jak i samego kokpitu samolotu to skandaliczne wydarzenia, które miały miejsce bez żadnego stanowczego protestu polskiego rządu, co może nasuwać podejrzenie, że było mu to na rękę.

    Oto III RP w pełnej krasie. Oto upadające chore państwo z ogłupioną do cna gawiedzią, które nie może doczekać się narodowego przebudzenia. Państwo ludzi, którzy mając uszy nie słyszą i mając oczy nie widzą.

    Mirosław Kokoszkiewicz

  15. Art-rusofob said

    Śiwetny artykuł RAZa:
    Badania atmosferyczne
    Subotnik Ziemkiewicza

    To byłoby bardzo śmieszne, ten poglądowy przykład jak polski picuś-glancuś został przez cwanych graczy z Kremla zrobiony bez mydła, gdyby nie fakt, że w osobie wzmiankowanego zrobiono bez mydła całą Polskę.

    Myślał nasz mistrz bajeru i wielki człowiek do małych intryg, że jak okaże Kremlowi spolegliwość, to Kreml się odwdzięczy, coś tam półsłówkiem przyzna o rosyjskich niedociągnięciach i tym sposobem pozwoli mu jakoś ocalić twarz. A Kreml się nigdy nie odwdzięcza. Kreml, taka już niezgłębiona rosyjska dusza, takich, którzy mu są ulegli, uważa za tchórzy, a tchórzami się tam gardzi. Świat dostał jasny sygnał: z Polakami można zrobić wszystko, idąc zupełnie na chama, na bezczelnego, bez liczenia się z pozorami − a Polacy nie odważą się nawet miauknąć w obronie swego. Jak za najciemniejszej, saskiej nocy. Trochę postraszyć, trochę sypnąć jurgieltem, trochę pomóc lokalnym mafiozom w ich drobnych interesach, trochę podbechtać do mędrkowania różnych durniów uważających się tu za elitę, i czekać, aż państwo toczone głupotą i deprawacją samo zgnije do reszty, a cały świat zacznie prosić sąsiadów, aby wreszcie zrobili z tym polskim bałaganem porządek.

    Części tak demonstracyjnie upokorzonych Polaczków − tym związanym ze swym krajem raczej miejscem zamieszkania, niż czymkolwiek innym − nie pozostaje nic innego, niż gorliwie nie przyjmować do wiadomości, co się stało. Może i są jakieś „ale”, ale „faktem przecież jest, że polski generał miał we krwi alkohol”, powtarzają jednobrzmiącym chórem zdeklarowani kolaboranci i „pożyteczni idioci”. Jest to dokładnie takim samym faktem, jak „niezidentyfikowana łódź podwodna zachodniej konstrukcji”, która jakoby zatopiła „Kursk” − ale z idiotami trudno dyskutować, a ze zdeklarowanymi kolaborantami tym bardziej.

    Dla pragnących sobie wmówić, że nic się nie stało, prawdziwym darem z niebios jest „news” o terminie planowanej beatyfikacji Jana Pawła II. Ludzie, których pamiętam z rozmaitych korytarzy, a często i wręcz z ekranów, jak zapluwali się na samą wzmiankę o Janie Pawle II z nienawiści, a z entuzjazmem powtarzali urbanowe plugastwa o „Breżniewie Watykanu”, nagle z przejęciem tokują na wszystkich antenach o fenomenie polskiego Papieża, godzinami, aby tylko nie mieć czasu na mówienie o czym innym.

    No, może przesadzam, są w sobotni poranek w mediach jeszcze inne ważkie tematy. Wiele czasu zajmują zastrzeleni pod Nairobi… pardon, w Tunisie (nie wiem, skąd mi się tu nagle jakaś Gwatemala przyplątała), co przecież bardzo każdego Polaka dotyczy, bo każdy mógł się tam akurat znaleźć albo mógł znać kogoś kto mógł się tam akurat znaleźć. Wrócił też temat z ostatniej chwili − śmierć Barbary Blidy. Po trzech latach żmudnego ustalania komisja nie zdołała ustalić niczego konkretnego, ale ponad wszelką wątpliwość stwierdza, że na samobójstwo byłej minister miała wpływ ogólna „atmosfera”. Katastrofa Smoleńska, jak wygłosiła pani z „Gazety Wyborczej”, też była wynikiem atmosfery wytworzonej przez, jakżeby inaczej, śp. Lecha Kaczyńskiego. To ta atmosfera sprawiła, że pilot chciał lądować, a rosyjscy kontrolerzy nie odważyli się mu zabronić. Skoro atmosfera wytwarzana przez śp. Kaczyńskiego była tak potężna, że nawet ruscy oficerowie ze strachu przed jego gniewem trzęśli hajdawerami, to już jasne jest, dlaczego to właśnie nieżyjący prezydent, a nie konstytucyjnie nadzorujący te sprawy premier, odpowiada za bajzel w specjalnym pułku lotnictwa wojskowego, które w chwili tragedii stało się cywilne, za złe szkolenie, braki kadrowe, za bardak w kancelarii premiera, która organizowała wizytę, za niejasny status lotu, brak jego należytego planu, brak podstawowych ustaleń co do bezpieczeństwa, za karygodne błędy popełnione przez ochronę… Za wszystko odpowiada atmosfera, a za atmosferę wiadomo kto odpowiada. Sławna sejmowa komisja „naciskowa” powinna zmienić nazwę na „atmosferyczną”, bo też żadnego konkretnego „nacisku” nie zdołała znaleźć, ale istnienie atmosfery potwierdza.

    Są i inne ważkie problemy – na przykład zagrożona wolność słowa. Na Węgrzech, oczywiście, przecież nie w Polsce. W Polsce nic wolności nie zagraża, każdy, kto chce, może swobodnie krytykować atmosferę wytworzoną przez PiS i nieżyjącego prezydenta, albo szukać sobie pracy poza mediami, nikt mu nie zabrania. Ale sytuacja na Węgrzech bardzo niepokoi autorytety, z samym Sharkeyem, to jest, chciałem powiedzieć, Michnikiem na czele, i nawet młodych z fejsbuka, którzy się spontanicznie skrzyknęli na demonstrację przed ambasadą w obronie wyrzucanych z pracy za przekonania węgierskich dziennikarzy.

    Ach, są i wydarzenia ważkie dla ducha narodu. W Katowicach Narodowa Orkiestra Polskiego Radia dała światową prapremierę Requiem dla ofiar zbrodni w Jedwabnem Krzysztofa Meyera do wiersza Adama Zagajewskiego. Ponieważ nie wszyscy rozumieją publicystyczny dynamit zawarty w poezji Zagajewskiego, nie mówiąc już o muzyce, więc prapremierę poprzedzono „dyskusją” z udziałem kompozytora i poety oraz kilku autorytetów, którzy spierali się − szatański wynalazek Internetu pozwalał głębię tej debaty podziwiać niemal na bieżąco − czy Jedwabne było największą zbrodnią w dziejach ludzkości, czy największą polską zbrodnią w dziejach. Ostatecznie ustalili, że największą polską zbrodnią w dziejach ludzkości, i że po tej zbrodni nic już nie ma sensu, nic już nie istnieje, a w każdym razie niemożliwa jest muzyka i poezja. To po co w takim razie panowie Meyer i Zagajewski pitolą, zamiast się zająć czymś możliwym − chciałoby się zapytać, gdyby się nie wiedziało, że po prostu kolejny miejscowy poeta stara się zasłużyć na Nobla. Wyrażając przy tym najistniejszą istność polskiej duszy, bo przecież o czym innym może w dzisiejszej dobie myśleć przejęty sprawami swego narodu Polak, jak nie o swoim wstydzie, wiecznej sromocie i odpowiedzialności za prześladowania Żydów? Przecież nie o tragedii smoleńskiej i demonstracyjnym sponiewieraniu Ojczyzny przez sposób jej „wyjaśnienia”, na ten temat wszystko wiadomo, zawiniła atmosfera i „pora skończyć z żałobą, z wieńcami i wołaniem o uczczenie”, jak apeluje wspomniana pani z „Wyborczej”. Wszystko jest jasne, pozamiatane − i kto śmie protestować?

    Tylko ziemia jakby się poruszyła. Zabobonny naród bredzi coś, że to tu czy tam dawni Polacy się w grobach przewracają, ale to pewnie tylko ten deszcz. I to wszechobecne błoto.

  16. wislawus said

    Coś mi się w tym artykule Poliszynela nie układa. Bo skoro ZSRR to Żydzi, a Rosja współczesna już nie, to kiedy był przewrót? Z Breżniewa na Gorbaczowa? Z Gorbaczowa na Jelcyna?, czy z Jelcyna na Putina? Gdyby Bolszewicy w Rosji oddali władzę, to byłby szum na cały świat a ja o nim nie słyszałem. Poza tym, Rosja bez bolszewików u władzy byłaby traktowana przez Unię i USA jak obecnie Białoruś. A nie jest. Wręcz odwrotnie. Wszak bolszewicy w Rosji, są tym samym narodem co euroentuzjaści w Europie i POlskojęzyczni w Polsce.

  17. wislawus said

    Re5:
    Świetny tekst oddający naszą, Polaków w Polsce rzeczywistość.
    Muszę przyznać, że obeszło mnie to samo. Praktycznie o Polsce w Polsce nie można nigdzie swobodnie porozmawiać. Nawet w rodzinie, tym bardziej w pracy. Śledzą nas, wiem to z autopsji, tysiące wrogich oczu i uszu polskojęzycznych. Polskojęzyczni, to nasi bracia, szwagrowie, bratowe, synowe, zięcie, teście, teściowe, swaty, koledzy, koleżanki przyjaciele, znajomi, obcy, itp. itd. Po prostu polskojęzyczni wniknęli wszędzie, już nie tylko w ogniwa władzy wszelkiej i najwyższej, ale dosłownie, wszędzie.
    Niestety, moje rozmowy o Polsce w pracy skończyły się tym, że musiałem się zwolnić. V kolumna działa wszędzie i zawsze. Jest zgrana i działa zespołowo. Jest powodowana wielkim patriotyzmem polskojęzycznych, do którego patriotyzm Polski się nie umywa.
    Wśród swoich, ze względu na nawracanie do tematów związanych z ojczyzną, uznany zostałem za dziwaka: Gdy zaczynałem, słychać było: Uwaga! Robi się niebezpiecznie. I zaczynały się jakieś śmichy – chichy, zmiana tematu, odchodzenie od stołu itp. itd.
    Długo zastanawiałem się dlaczego tak się dzieje. Ciągle wydawało mi się, że to Polacy są jacyś źli, głupi, niedouczeni, niemoralni, wyprani z mózgów i patriotyzmu, oraz instynktu samozachowawczego. Takie są też opinie większości na blogach bardziej propolskich.
    Z czasem zacząłem się rozglądać wokół siebie i obudziłem w innym świecie. Myliłem się.
    Okazało się, że polskojęzycznych wokół mnie, a mieszkam w Polsce, jest o wiele więcej niż Polaków.
    Następnie, wielu jest Polaków którzy pożenili się polskojęzycznymi kobietami. To są tak zwani odszczepieńcy. Ich potomstwo rodzi się polskojęzyczne, lecz nie Polskie. Jeśli w takiej rodzinie rodzi się dwoje dzieci, to automatycznie są to dzieci polskojęzyczne i razem mamy czteroosobową rodzinę polskojęzyczną. W takiej rodzinie mąż i ojciec, Polak, staje się polskojęzyczny, zamiast Polski: przechodzi na stronę narodu swej żony i dzieci. Dlatego, Polacy nie są ani głupi, ani mało patriotyczni, ani mało chętni do rozmowy o Polsce. Polaków, tych prawdziwych i nie spowinowaconych z polskojęzycznymi (kobietami lub mężczyznami) jest coraz mniej, żeby nie powiedzieć już niewielu w Polsce. Nam, Polakom się wydaje, przeważnie, że mamy do czynienia z Polakami. Otwieramy się do nich często w sprawach ojczyzny, jak do Polaków. Tymczasem spotyka nas zawód ogromny. Jeśli dotrze do nich, że jesteśmy przeciwnikami panoszenia się w Polsce polskojęzycznych, stajemy się automatycznie ich, i ich polskojęzycznych rodzin, oraz pozostałych polskojęzycznych, wrogami.
    Dlatego też, jako Polak, czuję się w Polsce nie tylko osamotniony, ale wręcz osaczony.
    Niestety. Nie widzę z tej sytuacji wyjścia. Nie można założyć żadnej organizacji w Polsce, żadnego klubu dyskusyjnego, także forum internetowego, aby nie pojawił się w nim Polak odszczepieniec, lub inny polskojęzyczny, który będzie zachowywał się tak, jak moi polskojęzyczni bliżsi i dalsi, także ci na blogach: po pierwsze będą szpiclami; po drugie, będą się starali zająć kluczowe miejsca w zarządzie; po trzecie, będą dążyć do przegadywania, przeciągania dyskusji i kierowania jej na boczne tory; po czwarte, będą rozwalać te organizacje od środka(prowokować waśnie, sztuczne spory, nalatywać na wybijających się i podkopywać pod nimi dołki, obrażać, eliminować.
    Obrazem takich organizacji „Polskich”, a w zasadzie polskojęzycznych, są polskie parlamentarne partie polityczne. Polacy są tam dla zatuszowania istnienia polskojęzycznych.
    Jak tu walczyć z takim, niewidzialnym dla Polaków, polskojęzycznym wrogiem, który doskonale odróżnia swoich od nas?

  18. kazik said

    ad. 16 W zupełności z Panem się zgadzam a określenie odszczepieńcy od narodu polskiego jest ze wszech miar na czasie . To tu tkwi istota sprawy . Ludzie ci nie tylko nie potrafią logicznie myśleć ale są tak zacietrzewieni , że nic nie dociera do ich głów poza wyklepanymi regułkami płynącymi z telewizorni , radia i gazet . Przed wojną na Śląsku podobną kategorię osób nazywano przeskoczkami . Muszę Pana pocieszyć , że ilość nigdy nie idzie z jakością . Szkoda tylko , że cierpi na tym Polska .

  19. […] „Prawicowiec z krainy absurdu”, rodem z Poliszynela, […]

  20. Dax said

    http://bezdekretu.blogspot.com/

  21. OBRONA POLSKA said

    O polskich mieszancach to my juz dawno „blablali” na forach.
    Dzisiaj znowu przypomnimy ,z jakiej to ludnoci na dzien dzisiejszy sklada sie kraj nad Wisla zwany jeszcze Polska ale Polska juz od 1989 roku nie jest .
    A wiec do dziela :
    Nie trzeba wiecej jak tylko 50 lat aby „wymieszac polska make” z ktorej dzisiaj mamy „polakow”.
    Trafnie ktos zauwazyl,ze w dzisiejszych rodzinach,to zawiesc sie mozesz nie tyle na bracie co bratowej lub siostrze urobionej przez szwagra a o siostrzencach ,bratankach to juz nawet mowic sie nie chce aby faktycznie do konca nie zwariowac i aby rodzina do czubkow pierwsza cie nie oddala.

    TO JEST DOPIERO SZWABSKO-SZMULOWA ROBOTA z jakiej to teraz mamy „polske” !
    Kiedy TY POLAKU liznales juz troche emigracji taka za chlebem lub innej mozesz sobie po powrocie podyskutowac z rodzina i doswiadczysz WIELE !!!
    Mozna by o tym ksiazke napisac jak szmule podbili „polske rodzinna”,jak sie wzenili w polskie stada ,czym nas potem ulaskawiono i nakarmiono i jak teraz dzisiejsze media zalecaja jak nie tylko zyc ale i z podatkow sie rozliczac .
    Dla przykladu taka samotnie ( w dokumentach a w lozku z przydupasem) wychowujaca trojke dzieci idzie na calego po byt i odbyt !
    Obojetnie czy szmul czy szwab mieszaniec od niej odszedl/odeszla od niego,to sodoma polska kwitnie – kwitnie tak w kraju jak i na emigracji a ojczulkowie daja rozgrzeszenia,mezowie i zony wybaczaja,dzieci i wnuki glaszcze sie po glowie ,przytula do piersi babci czy dziadka !!!

    A te „po bozemu” zyjace malzenstwa okolo 50-tki tez zaczynaja na siebie parzec inaczej i zaglebiaja sie w swoje drzewa rodowe i osbiste geny,otwieraja szeroko oczy i w przyplywie „szczerosci i komplementow” wrzeszcza na siebie „TY ZYDZIE !”.
    A Zyd to przeciez nowe pojecie, ciezko go znalezc w encyklopedii a co dopiero w rodzinie !
    Nie bede dalej tego dociekania ciagnal,niech kazdy zajrzy sobie sam do metryki i pod pierzyne i oceni jak to za mlodu „mieszal krew” lub jemu mieszano,wtedy odkryje PRAWDE jak to rozlozono w Polsce nie tylko nogi i pozycje ale i przejeto nawet cale gospodarstwa, domy i mieszkania po ojcach i dziadkach !!!

    Na „poliszynela” prosze „nie siadac” bowiem ten czlowiek (zreszta nie tylko on ) swietnie rozpoznal nie tylko ,kto jest kto ale i gdzie oraz jak zamieszkal, w tym po co.
    Niech MU BOG da zdrowie aby do wiosny wytrwal i otwieral wam kazdego dnia oczy.
    Zas WY robcie tak aby Wam szmul i szwab ostatniego dachu nad glowa nie zabral,bo do rodzin waszych wslizneli sie juz dawno.
    Jeszcze troche ,to beda was nazywac nie tylko glupimi/wariatami/polaczkami ale rowniez terrorystami i zaczna wyciagac po jednym z ostatnich POLSKICH DOMOW i RODZIN za zgloszeniem najblizszych (wydawalo by ci sie) osob.
    O kolegach i kolezankach tez zapomnij ,nawet tych najblizszych z lat szkolnych i pozniejszych,bo to juz wszystko przerobione „na parowki i pasztetowa”.

    Franek z OP

  22. aga said

    ad.15
    Bo skoro ZSRR to Żydzi, a Rosja współczesna już nie, to kiedy był przewrót?

    przwrotu nie było ale oilgarcha zydowski Chodrkowski siedzi w łagrze,a pare innych egzempolarzy milarderów o jedynych słusznych korzeniach musiało czmychnąć za granicę/Abramowicz,Bierezowski/.
    A o korytarzach powietrznych specjalnie uwtorzonych za rządów „Mazowieckiego” dle emigrującyh tabunami do Izraela a także USA bolszewików to kolega nie słyszał?

  23. Krzysztof M said

    Ad. 5

    „Zgoda! Zgoda! Zgoda! Zgoda!
    A Bóg wtedy rękę poda.”

    Ten cytat z klasyka ilustruje nasze, słowiańskie widzenie świata.

    „Byle nasza wieś zaciszna. Byle nasza wieś spokojna.”

    Chcecie mieć pokój, a nie chcecie szykować się do wojny? No to będziecie mieć „pokój”. Ale w ruinie… 🙂

  24. Rosomak said

    Ad 16.
    Opisuje Pan(i)tutaj absolutnie kluczową sprawę dla Polaków i Polski!
    Mam dokładnie takie same odczucia: „Praktycznie o Polsce w Polsce nie można nigdzie swobodnie porozmawiać. /…/”
    Wiosną 2007 r.,kiedy na dobre opadły mi łuski z oczu i usiłowałem po prostu, zwyczajnie porozmawiać zaledwie z kilkoma osobami w pracy na ten temat, błyskawicznie okazało się, że doznałem nieprzejednanej wrogości, także ze strony tych, których wcześniej uważałem, jeśli przynajmniej nie za przyjaciół, to dobrych znajomych. Wcześniej taki, pozorny stan „życzliwości” trwał dość długo (ponad 20 lat), a były w nim zarówno realizacje poważnych zadań zawodowych jak i prywatne, luźne spotkania, choć dziś wiem, że jako goj na kierowniczym stanowisku byłem nieustannie obserwowany, i nawet nieświadom, omijałem różne zasadzki – niestety nie zawsze z udanym rezultatem, ale wtedy sądziłem, że to winne są moje braki (pewnie też) ale to był permanentny, perfidny spisek.
    I nagle, gdy tylko zacząłem w duchu prawdy ( ale i swojej naiwności ) nazywać pewne sprawy po imieniu i odsłaniać w mikro i makro skali obłudę, kłamstwa i krecią robotę przeciwko dobru wspólnemu – Ojczyźnie wiadomych gremiów i jednostek – zaczęło się. Lotem błyskawicy „une” porozumiały się ze sobą podkładając mi przeszkody różnego kalibru od wrzucenia na grzbiet wyjątkowo ważnych społecznie zadań, wymagających współpracy wielu osób (a te odsunęły się wtedy ode mnie natychmiast), poprzez rozmowy ostrzegawcze i groźne słowa pod moim adresem rzucone niby to mimochodem (zarówno przez znane jak i nieznane mi bliżej osoby), podrzucanie mi do pokoju w pracy jakichś „pachnideł” w wyniku czego miałem uczucie potwornego znużenia i przemęczenia aż po omamy wzrokowo – słuchowe i nudności, a na koniec (czyżby ?), dzień przed wyruszeniem w delegację służbową prywatnym samochodem, co nie było wcale konieczne, ale mnie do tego namawiano, zaproszono mnie i podano poprzez najbliższych 2 współpracowników poczęstunek w postaci pierogów z „nadzieniem”, w wyniku czego na drugi dzień miałem stany, które określiłbym jako halucynacje, słyszałem też pochodzące znikąd głosy, miałem uczucie, jakby ktoś złapał mnie za kark i kazał co mam robić (prawdopodobnie w grę wchodziła psychotronika).
    Podczas podróży, gdy straciłem nagle orientację w przestrzeni- odległości (a jeżdżę doskonale, ponad 25 lat praktyki) spowodowałem na szczęście tylko niegroźny wypadek, ale tylko dzięki temu, że obok mnie siedział akurat ktoś, z najbliższej rodziny, kto pozwolił uniknąć gorszych następstw. Taki stan „oszołomienia” w różnym natężeniu trwał jeszcze przez kilka dni, przechodząc stopniowo w stan jakby letargu, (hipnozy?) obojętności i pozytywnego nastawienia do otoczenia (również tego wrogiego). Dziś nie mam najmniejszych wątpliwości, że była to „czyjaś” świadoma i celowa robota-manipulacja. Cudem tylko uszedłem wówczas z życiem i zdołałem w ciągu następnego 1,5 miesiąca, uporać się, a nawet odnieść wielki sukces, w pewnym wielkim zadaniu społ. – artystycznym na jakieś 100.000 odbiorców. Pracowałem, bywało po 19 godzin na dobę, ale to wrogie otoczenie sądziło, że projekt „wtopię” i pogrążę się medialnie i w odczuciu społecznym – raz na zawsze. Potem zrozumiałem, że to wszystko było misternie ukartowane, a zwłaszcza od czasu, gdy zacząłem mówić i pisać w internecie m.in. o kreciej robocie unych także w odniesieniu do tego mojego przedsięwzięcia. Było to wszystko po to, aby skompromitować mój autorski, szczeropolski projekt, co uświadomiło mi do bólu, że zostaliśmy zepchnięci całkowicie na margines życia społecznego, a w tzw. świecie artystycznym praktycznie nie istniejemy. Wszelkie próby przełamania ichniego monopolu w najlepszym razie będą się kończyć jak ta moja „przygoda”, jeśli w ogóle nie całkowitą eliminacją z życia. Póki co, u mnie obecnie trwa stan „zawieszenia broni”, może nawet co niektórzy mają przede mną większy respekt, ale czuję, że w razie jakiegokolwiek sprzeciwu z mojej strony, skończę jak nasi chłopcy z NSZ czy WiN, przed czym, już po tamtych doświadczeniach i perypetiach, przestrzegł mnie znajomy zakonnik.

    Trzeba nam spojrzeć prawdzie w oczy: Polski już nie ma, została jeszcze tylko w sercach i umysłach nielicznych. Uświadomienie tego stanu rzeczy, kosztowało mnie bardzo wiele, pozostawiając niezatarte blizny w sercu i umyśle. Ale w sumie warto było, i jeszcze na koniec jedno wam powiem: nie zamieniłbym swojego obecnego stanu świadomości na ten wcześniejszy, czego i innym życzę: PRZEBUDZENIA!

    A w tym miejscu wielkie ukłony i podziękowania dla Gospodarza i Gości Gajówki!

    P.S.
    Mój wczorajszy, pierwszy udział we Mszy św. w Bractwie Św. Piusa X wyzwolił we mnie nowe, ogromne pokłady nadziei; że nie wszystko jeszcze stracone, że Kościoła Chrystusowego „bramy piekielne nie przemogą”! Tak nam dopomóż Bóg. Semper Fidelis!

  25. aga said

    http://www.nacjonalista.pl/2011/01/11/13401.html

  26. wislawus said

    Re 19. To o czym wspomina Aga to kropla w morzu która tuszuje rzeczywistość.
    A jest ona identyczna jak u nas: więcej tu poskojęzycznych niż Polaków.

    Przewrotu październikowego w białej Rosji dokonali rosyjskojęzyczni Chazarzy przy pomocy rosyjskojęzycznych Semitów i nazwali się bolszewikami w odróżnieniu od państwa Rosjan mienszewików. Przy czym należy odróżnić że Rosjanie, to biała rasa ludzkości, a Chazarzy i Semici, to rasa brązowa ludzkości. Dlatego brązowi bolszewicy przyjęli na swe sztandary czerwoną(zbliżoną do brązu)gwiazdę(zbliżoną do gwiazdy Dawida). Brązowi bolszewicy zwalczali i zwalczyli ostatecznie, w rewolucji październikowej, władzę białego państwa – Rosjan. Wymordowali tę władzę na czele z jego głową – Carem i Jego rodziną. Biały plebs rosyjski, bolszewicy, nazwali sowietami. Sowietów, po objęciu władzy w Rosji opanowali i podjudzili do zniszczenia całego swego państwa, a następnie posługiwali się nimi jak mięsem armatnim i swym ramieniem zbrojnym. Jednym słowem, odkąd na tereny białych Rosjan przybyła rasa brązowa, zaczęła się gehenna narodu Rosjan, która trwa do dziś, a wraz z tą gehenną trwa gehenna wszystkich Słowian i europejczyków, w tym Polaków.
    Dzięki temu, cały niemal cywilizowany świat, a przynajmniej Słowiański znienawidził Rosjan – sowietów, którzy wysyłani byli do najbrudniejszej roboty przeciw ludzkości, łącznie z ludobójstwem obcych i własnym samobójstwem(jak Polacy dzisiaj wysyłani zaczynają być do Iraku i Afganistanu). Tymczasem faktyczni złoczyńcy, którzy tego dokonywali wysługując się sowietami i mordując ich – bolszewicy, byli z tyłu, w tle, coraz bardziej pomijani i zapominani w swej odpowiedzialności. Dzisiaj już nawet nie mówi się o zbrodniach, ani bolszewizmu, ani sowietyzmu, lecz stalinizmu, sprowadzając odpowiedzialność ludobójstwa do jednej, nie żyjącej już osoby, a zdejmując ją niemal całkowicie narodu morderców i złoczyńców.
    Bolszewicy, sami założyli bolszewicką mafię KGB i tam, gdzie sowieci nie dawali rady, reagowali i reagują osobiście po dziś. Rządami brązowego, nie słowiańskiego bolszewizmu w Rosji, można łatwo wytłumaczyć wielki głód na słowiańskiej Ukrainie, represje i zamordowanie wielu milionów słowiańskich Rosjan w Rosji po rewolucji, śmierć ok 17 mln sowietów w II wojnie, powstrzymanie się „Rosjan” czyli bolszewików przed pomocą Powstaniu warszawskiemu, okupację krajów słowiańskich po II wojnie i wroga polityka wobec nich już po „wyzwoleniu”, powojenny odwet na AK, zmianę i ograniczenie terytorium Polski po wojnie, niejawną współpraca Unii, Rosji i USA w drodze do światowej globalizacji, której wynikiem m. innymi katastrofa smoleńska i bezradność świata w jej wyjaśnieniu, itd. itp..
    Pochodzenie bolszewizmu od Chazarów (północno -zachodnio – azjatyckich „starszych braci w wierze” , oraz bliskowschodnich Semitów, którzy rozpanoszyli się po całym świecie i opanowali przyczółki władz niemal w każdym narodzie cywilizowanej Europy wytłumaczyć można, co najmniej ciche poparcie, jeśli nie aprobatę przewrotu październikowego w Rosji.
    Dzisiaj przy władzy w Rosji nie uświadczysz niebieskookiego blondyna, a tylko i wyłącznie tzw.
    blondynów TVN -owskich których wizytówką jest gen. Anodina: blond włosy, jasna(tapetowana) cera, szalenie niebieskie okolice oczu, tylko same oczy brązowe, choć i na to jest już sposób: kolorowane soczewki kontaktowe.
    Bolszewicy z Rosji nie wybyli nigdzie w znaczącej ilości. Im jest tam za dobrze. Oni nigdzie na świecie tak dobrze nie mieliby. Są despotycznymi oligarhami i panami Rosji i Rosjan. Ich władza jest niepodważalna, niedemokratyczna. Chodorkowski, choć do nich się zalicza,chciał się z tego ich systemu wyłamać. Szybko wybili mu to z głowy przy znowu, cichej aprobacie ich pobratymców rządzących UE i USA. Tymczasem, za obiekt łamania praw człowieka wybrali sobie słowiańskiego przywódcę słowiańskiego narodu – Łukaszenkę.
    Dlatego, Ago, po tym co napisałaś(eś) muszę uznać, że, albo jesteś bardzo naiwną osobą, albo zwykłym manipulatorem, realizującym bolszewicki interes na tym forum.

  27. Marucha said

    Re 16:
    Ponieważ p. Wisławus mieszka na Księżycu, wyjaśnię mu, że cichy przewrót w Rosji dokonał się za czasów Putina.
    I wyjaśniam mu też, że Rosja jest krajem większym, liczniejszym i potężniejszym militarnie, niż Białoruś. Jest też dostawcą wielu surowców. Dlatego to Rosja jest traktowana przez pozostałe państwa z atencją i respektem, a nawet bojaźnią.

  28. veri said

    Czy gdyby to byla normalna,jakie zdarzaja sie na swiecie katostrofa to byloby tyle,juz od pierwszych newsow dezinformacyjnych lub urabiajacych ( w obrazie i slowie) materialow puszczonych w publiczny obieg ?

    Retoryczne pytanie?

  29. wislawus said

    Re: 21
    Myślę, że takich przypadków rozpoznanych i jeszcze nie rozpoznanych, nagłośnionych i nie, jest w Polsce dziesiątki, jeśli nie setki tysięcy. Zaliczyłbym do nich sprawę np. Pana Kluski i ten typ prześladowania Polaków w Polsce przez polskojęzycznych nazwałbym Syndromem Kluski.
    Ten syndrom dotknął mnie już dwukrotnie: raz jako przedsiębiorcę, a raz jako pracownika. Ten syndrom spowodował ogromne zadłużenie które kasuję już dziewięć lat i jeszcze, co najmniej będzie mnie ono obciążało przez cztery kolejne, a jestem, obecnie, bezrobotny.
    Nie skarżę się, jednak uważam, że należy o tym mówić: być może powstanie z tego jakaś, nomen omen, samoobrona. Znamienne jest to, że wszyscy wokół mnie się bardzo dziwili, jak do tego mogło dojść, że swojego dobroczyńcę, tak bliska osoba zrobiła „ na szaro” w interesach. To zainteresowanie wyglądało na współczucie. Jednak nic z tego współczucia nie wynikało, nawet najmniejsze, moralne potępienie dla złoczyńcy wśród rodziny, znajomych, sąsiadów. Dzisiaj wiem, że nie było to współczucie, tylko badanie, czy rozumiem źródło swoich nieszczęść. Wtedy go nie rozumiałem. Dzisiaj wiem. To było postępowanie na tle rasowym. To było rozprawianie się polskojęzycznych z Polakiem i jego rodziną tylko dlatego, że opowiadał się za Polską Polaków. Dodam tylko, że sprawa przeniosła się wielokrotnie do sądów, w których wielokrotnie przegrywałem: w zasadzie przegrałem wszystkie sprawy. Okazało się, że adwokat także był polskojęzycznym przedstawicielem polskojęzycznej spółki adwokackiej, z czego nie zdawałem sobie w ogóle, wówczas sprawy. Polskojęzyczni oprawca i adwokat dogadali się i współpracowali z sobą ponad moją głową. Nie bez znaczenia było także i to, że sędzina,także polskojęzyczna, ciągle ta sama, porozumiewała się z moim „adwokatem” po znajomości(nawet w trakcie trwania rozprawy).
    I muszę stwierdzić, że odkąd zrozumiałem, nie jest mi gorzej, tylko lżej i, podobnie jak Pan Rosomak, nie zmieniłbym tego stanu na stan niewiedzy.
    Przede wszystkim, zrozumienie pozwoliło mi pozbyć się nienawiści, która jest ciemna, zła, zaślepia i może prowadzić do czynów nikczemnych, jak to jest w przypadku polskojęzycznych.
    Pozbycie się nienawiści pozwala mi walczyć z tym złym stanem rzeczy w skali nie indywidualnej, lecz globalnej, co niniejszym czynię.
    To może w przyszłości przynieść o wiele większe pozytywne efekty, niż zatłuczenie w ciemnej ulicy jednego polskojęzycznego i skończyć życie w celi jako przestępca.
    Nigdy przedtem publicznie o tym nie wspominałem. Uważam, że to błąd, ponieważ nie jest to odosobniona, przypadkowa, jak się okazuje sprawa, lecz problem społeczny Polaków w Polsce.
    Należy go nagłaśniać i opowiadać swoje, lub innych takie przypadki. Tylko naradzając się, możemy coś zmienić i doprowadzić do odrodzenia się narodu Polski w Polsce oraz przywrócić mu wolność i samostanowienie, przywłaszczone przez polskojęzycznych.

  30. wislawus said

    Re: 27
    Panie gajowy Marucha. w obliczu faktów zaczynasz pan płynąć pod prąd.
    Posiadanie złoż minerałów niczego nie przesądza. W normalnych stosunkach prawych ludzi minerałami się handluje z korzyścią dla obu stron.
    Między białymi narodami, a brązowymi kolonizatorami taki handel jest niemozliwy, lecz się go wykorzustuje w celach kolonizacyjnych. W tym dziel nie wykorzystywana jest putinowska, bolszewicka Rosja, lecz ona w tym bryluje przy cichej aprobacie kolonizatorów Unijnych, w tym niemieckim i francuskim. Tak ,że za Putina nie dokonał się żaden przewrót, tylko ma miejsce coraz bardziej surowsza kontynuacja kolonizacji Europy. Ta kolonizacja odbywa się z jednej strony ze strony bolszewickiej Rosji, za pomocą surowców które zostały zdobyte na Rosjanach, a zdrugiej strony, za pomocą kapitałów europojęzycznych, zdobytych poprzez lichwę na Europejczykach.
    I pan dobrze o tym wie. Dlatego, zaczynam mieć podejrzenia. Tym bardziej, że osłabia pan mój autorytet nie odnosząc się do faktów, lecz do pochodzenia mojej osoby(z księżyca), a to brzydko pachnie, coś jakby parchem.

  31. Marucha said

    Re 28:
    Oczywiście, że nie była to „normalna” katastrofa.
    To była NAJWIĘKSZA TEGO TYPU KATASTROFA W DZIEJACH ŚWIATA.
    Nigdy jeszcze w historii tyle osób zajmujących najwyższe stanowiska państwowe nie zginęło jednocześnie. Nawet podczas II Wojny.
    Minister Klich okazał się skuteczniejszy, niż Hitler i Stalin razem wzięci.

    Dziennikarskie nieuki, piszące o „jednej z największych katastrof w powojennej Polsce” niech podadzą przykłady innych, podobnych rozmiarami katastrof w owej powojennej Polsce. Co tam w Polsce – na świecie.

    No, czekamy, panowie „dziennikarze”!

  32. Marucha said

    Re 30:
    To był ostatni Pański niecenzurowany wpis.
    Nie chodzi o brednie, jakie Pan wypisuje, ale o insynuacje wobec admina.

  33. Aviator said

    Raczej milczymy, bo jakieś przeczucie niejasne, które wynika z doświadczeń historycznych Polaków, każe nam widzieć w obecnej sytuacji większe zagrożenie niż nam się mówi.
    Nie panikujemy, nie organizujemy manifestacji, ale milczymy i milczenie w tej sytuacji jest myślę dla wielu bardziej niebezpieczne od reakcji emocjonalnych.
    Powstrzymywanie emocji i panowanie nad nimi rodzi coś więcej niż tylko reakcję, rodzi decyzję, która w sprawach poważnych musi być oparta na pewności, a nie mniemaniach.
    Kto z nas może czuć się bezpiecznie, jeśli nie tylko nie potrafimy zatroszczyć się o naszych przywódców, ale nawet gdy dotknie ich katastrofa nie pojawia się nikt kompetentny, aby od samego początku ją wyjaśnił, a przynajmniej czuł się do tego zobowiązany.
    Ciekawe, że ten brak poczucia bezpieczeństwa nie rodzi strachu i wynikającej z niej agresji, ale coraz bardziej rzeczowe domaganie się prawdy.

  34. PL said

    W kabinie pilotów miało być 4 (cztery osoby).
    Było ich 6 (słownie: sześć).

    Co tam robiły dodatkowe dwie osoby i na jakiej zasadzie się tam znalazły?

    A w ogóle Rosjanie rozegrali całą sprawę po mistrzowsku, dając po buzi polskojęzycznym mężykom stanu. Raportu MAK nie zakwestionuje nikt liczący się na świecie. Polacy, ze swym domaganiem się prawdy, wyjdą na awanturników, a Polska na niepoważne państwo, które najpierw dobrowolnie oddaje śledztwo w ręce Rosjan, a potem dziwi się, że Rosjanie sami siebie nie chcą oskarżyć.

  35. Wojwit said

    @Rosomak
    @Wislawus
    Skądś to znam… Niestety. Też kiedyś miałem firmę, ale to czas zaprzeszły. Dla poparcia stanowisk panów: P.T. Czytelnicy zechcą zaobserwować, w jakiej grupie zawodowej jest najwięcej ludzi o krótkich twarzach, jasnych oczach i włosach, a w jakich takowych się w zasadzie nie uświadczy. Dla podpowiedzi… A nie. Dadzą Państwo radę sami, byle tylko uważnie patrzeć.

  36. antynwopw said

    „Trzeba nam spojrzeć prawdzie w oczy: Polski już nie ma, została jeszcze tylko w sercach i umysłach nielicznych. Uświadomienie tego stanu rzeczy, kosztowało mnie bardzo wiele, pozostawiając niezatarte blizny w sercu i umyśle. Ale w sumie warto było, i jeszcze na koniec jedno wam powiem: nie zamieniłbym swojego obecnego stanu świadomości na ten wcześniejszy, czego i innym życzę: PRZEBUDZENIA!”

    To nie oznacza, że mamy się poddać bez walki tym żydowskim szumowinom

  37. Rosomak said

    @ 29.
    Tak, zgadzam się, to jest bardzo wielki „problem społeczny Polaków w Polsce”.
    Tyle tylko, że oni naradzają się w konspiracji przed nami, a my na ich oczach, co z góry sytuuje nas w pozycji przegranej. Od dawna uważam, że bez Boskiej interwencji nawet jednego pokolenia nie przetrwamy. W dodatkowy mętlik i niepokój wprowadza mnie to, że nawet nie wiem czy ich Bóg; Mściwy Jahwe, to ten sam mój Dobry, Jedyny i Prawdziwy Bóg czy może inny? Skoro w przeszłości tamten namawiał do okrucieństwa na podbitych narodach (vide :BIblia) to skąd mogę mieć pewność, że zachowają się teraz wobec mnie inaczej, skoro dla nich jestem tylko bydłem albo owadem (Majmonides), a „nawet najlepsi z gojów zasługują na śmierć”.

    @ 36.
    SIŁA ICH
    Fraszka

    Ogromne wojska, bitne generały,
    Policje – tajne, widne i dwu-płciowe –
    Przeciwko komuż tak się pojednały?
    -Przeciwko kilku myślom… co nienowe!

    C.K. Norwid

    Myśl jest bronią. O innej walce nawet nie myśl. Szkoda polskiej krwi, dość jej już wsiąkło w ziemię. Poza tym nie wszyscy Ż. to szumowina, a Polacy to kryształ,jak rozpoznasz jednych od drugich?

  38. Bogdan said

    Panie Wislawus (np. @ 16 / 30),
    Prosze mi tu nic brzydkiego na mojego ulubionego ob. Putina nie wypisywac, bo przeciez ON, ob. Putin „born … to parents Vladimir Spiridonovich Putin and Maria Ivanovna Shelomova”. Panie? Czy Panu sie nazwisko sznownej mamusi „Shelomova” nie podoba? Takie staro-slowianskie nazwisko i dosc na tym.
    Patrz Pan jakie komentarze do tego pojda i czyje.

  39. […] na stronie internetowej,  Dziennik gajowego Maruchy opublikowany został bardzo dobry artykuł: Prawicowiec z krainy absurdu, rodem z Poliszynela. „Kraina absurdu” to już pół świata. Systematycznie i tylko z małymi […]

Sorry, the comment form is closed at this time.