Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Archive for Styczeń 18th, 2011

Wątpliwości wokół cudu związanego z beatyfikacją Jana Pawła II

Posted by Marucha w dniu 2011-01-18 (Wtorek)

Francuska gazeta „Le Parisien” twierdzi, że przypadek cudownego uzdrowienia zakonnicy Marie Simon-Pierre z choroby Parkinsona nie przekonuje środowiska medycznego.

Cytowany przez gazetę neurolog uważa, że doszło być może do błędnego postawienia diagnozy lekarskiej.

Popularna paryska gazeta poświęca we wtorkowym wydaniu wiele miejsca francuskiej 49-letniej zakonnicy ze zgromadzenia Małych Sióstr Macierzyństwa Katolickiego, dając na okładce tytuł: „Spotkanie z cudownie ocaloną”.

„Le Parisien” zaznacza, że przypadek nagłego wyzdrowienia siostry z ciężkiej choroby, uznany przez Watykan za cud, „nie przekonuje wcale środowiska medycznego”. Gazeta cytuje przy tym dwie opinie lekarzy – jeden z nich kwestionuje, że doszło do cudu; drugi – potwierdza opinię Watykanu, że wyzdrowienie zakonnicy było przykładem „niewytłumaczalnego medycznie wyzdrowienia” z choroby Parkinsona.

Zdaniem Stephane’a Thobois, neurologa ze szpitala w Lyonie, może się zdarzyć, że lekarze „pomylą w diagnozie chorobę Parkinsona z przypominającymi ją symptomami, które można wyleczyć”. Jak relacjonuje gazeta, Thobois, „przez szacunek dla pacjentki”, nie chciał jednak wypowiadać się bezpośrednio o przypadku s. Marie Simon-Pierre, której nie badał osobiście.

Więcej na http://wiadomosci.onet.pl/swiat/watpliwosci-wokol-cudu-zwiazanego-z-beatyfikacja-j,1,4115230,wiadomosc.html

Nie wypowiadamy się na temat diagnoz lekarskich. W dawnych czasach jednak najmniejsza wątpliwość odnośnie osoby objętej procesem beatyfikacyjnym była zawsze tłumaczona na jej niekorzyść. Czy zostanie ona ogłoszona beatyfikowaną/kanonizowaną, czy nie, nie ma bowiem dla Boga najmniejszego znaczenia, a jedynie służy dawaniu wiernym przykładów do naśladowania. Bóg chrześcijański, w odróżnieniu od boga żydowskiego, nie potrzebuje bowiem zasięgać porady najmądrzejszych teologów w wyjątkowo trudnych sprawach. – admin

Posted in Kościół | 52 Komentarze »

Zamach wg Dubienieckiego

Posted by Marucha w dniu 2011-01-18 (Wtorek)

P. Marcin Dubieniecki, mąż p. Marty Kaczyńskiej, córki nieżyjącej pary prezydenckiej, a przede wszystkim PiS-owiec z odzysku, głośno mówi o rosyjskim zamachu jakim miałaby być w rzeczywistości katastrofa Tu-154 pod Smoleńskiem. Twierdzi, że Rosjanie mogli mieć kilka powodów, by zdecydować się na przeprowadzenie zamachu na prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Są to: ewentualny kolejny wybór na głowę państwa Lecha Kaczyńskiego, odwet za Gruzję i sposób prowadzenie polityki europejskiej przez prezydenta.

Jest rzeczą zupełnie nieprawdopodobną, aby w kraju cywilizowanym, w głównym nurcie dyskusji publicznej (a nie na marginesie szaleństwa) funkcjonowały podobne poglądy. Świadczy to o zupełnej degrengoladzie myślenia politycznego w Polsce po 10 kwietnia 2010 r.

To fakt, że p. Dubieniecki nie jest sam. Idzie tylko śladem wytyczonym przez J. Kaczyńskiego, A. Macierewicza, A. Fotygę i wielu, wielu innych irracjonalnych polityków, którzy w najmniejszym stopniu nie przyczyniają się do wyświetlenia pełnej prawdy o tej katastrofie, natomiast w stopniu poważnym przyczyniają się do kompromitowania Polski na arenie międzynarodowej. Wbrew bowiem sztubackiej pysze okazywanej przez polski obóz niby-niepodległościowy (przedwojenni piłsudczycy przy ich współczesnym groteskowym odbiciu, to tytani myśli politycznej), to bardzo ważne co o nas mówią i myślą gdzie indziej. Dzisiaj widzą opozycyjną partię z dużym (26%) poparciem, której najważniejsi przedstawiciele pogrążają się w politycznym szaleństwie i zupełnie już obłąkanej nienawiści do Rosji. Widzą ludzi, którzy nie mają nic do powiedzenia w polityce poza głoszeniem absurdalnych koncepcji, wylewaniem żalów i dobijaniem się o pomoc w stylu dworcowych żebraków. Taki kraj, w którym podobni ludzie mają poważne widoki na przejęcie władzy nie może być i faktycznie nie jest traktowany poważnie.

Przyjrzyjmy się jednak powodom, dla których Rosja miałaby dokonać zamachu na prezydencie Kaczyńskim (i 95 innych osobach, wraz z osobami z SLD i PO, pewnie dla uwiarygodnienia).

– obawa przed reelekcją – Lech Kaczyński nie miał najmniejszych szans na reelekcję. Dowodem przesądzającym jest wynik osiągnięty przez jego brata. Pomimo wymarzonych – z punktu widzenia wyborczego – okoliczności i mobilizacji elektoratu przegrał on z kandydatem PO. Nie obrażajmy inteligencji Rosjan. Z całą pewnością o braku szans L. Kaczyńskiego doskonale wiedzieli.

– odwet za Gruzję – pomijam już, że to Rosja, a nie Gruzja osiągnęła swój cel w trakcie wojny wywołanej przez Gruzję, ale niech komentarzem będzie pytanie – skoro L. Kaczyński został z premedytacją zamordowany, to dlaczego Saakaszwili jeszcze żyje?

– sposób prowadzenia polityki europejskiej przez L. Kaczyńskiego. Nie bardzo wiadomo, co p. Dubieniecki miał na myśli. Polityka europejska L. Kaczyńskiego swoim kunktatorstwem doprowadziła do zmarnowania wyników referendum irlandzkiego oraz pozostawiła osamotnionym walczącego do końca z Traktatem Lizbońskim prezydenta Czech Wacława Klausa. No, jeżeli Rosja była przeciw tej polityce, to znaczy że była po stronie eurosceptyków, także tych z PiS!

W istocie, zmarły Prezydent RP nie przedstawiał żadnego zagrożenia dla interesów Rosji. Był, czy to się fantastom z PiS i Torunia podoba, czy nie, politykiem przegranym, który poza jedną tylko tzw. polityką historyczną, w której odniósł „sukces” (propaganda klęskowego powstania warszawskiego), nie osiągnął niczego ze swoich zamierzeń. Przyłożył ręki do utraty części suwerenności przez Polskę podpisując Traktat Lizboński, wreszcie, poniósł klęskę na całej linii realizując sztandarowy plan polityki wschodniej.

Była to polityka obliczona na poparcie zewnętrzne, głównie USA. Stany Zjednoczone, nawet za czasów schodzącej ze sceny administracji neokonserwatywnej Busha, były jednak zadziwiająco powściągliwe wobec pomysłów Kaczyńskiego.
Żadne z jawnie antyrosyjskich haseł polityki polskiego obozu prezydenckiego nie otrzymało oficjalnego wsparcia ze strony Białego Domu.
Pomysł budowy gazociągu omijającego Rosję został rozłożony na łopatki już w marcu 2007 r., kiedy Nursułtan Nazarbajew, prezydent Kazachstanu, zaskoczył Kaczyńskiego stwierdzeniami o konieczności uczestnictwa Rosji w projekcie.

Był to koniec, jednak prezydent brnął w sprawy wschodnie przymilając się do Litwinów i ostentacyjnie wspierając banderowca Juszczenkę. W ostatnich tygodniach życia, jego rzekomi polityczni przyjaciele zgotowali mu swoiste podziękowanie. Litwa odrzuciła projekt ustawy o pisowni nazwisk po polsku w czasie wizyty prezydenta w Wilnie, zaś Juszczenko nadał tytuł bohatera Ukrainy zbrodniarzowi Banderze, hersztowi OUN.

Prezydent Kaczyński jechał do Katynia jako polityk przegrany, bez szans na reelekcję, pogrążony w rozpamiętywaniu przeszłości i zapatrzony, pomimo faktów, w prometejską wizję polityki polskiej. Sam pomysł, że na kogoś takiego, i to w okolicach Katynia, Rosjanie mieliby dokonać zamachu, jest niedorzecznością. Żyjemy jednak w czasach, w których niedorzeczność skutkuje politycznym poparciem i iście mołojecką sławą.

Adam Smiech
http://jednodniowka.pl/news.php?readmore=340

Całkowicie zgadzamy się z autorem, że to co w normalniejszych krajach funkcjonuje „na marginesie szaleństwa”, u nas stanowi ważną część głównego nurtu polityki.
A michnikówniarstwo siedzi i zaciera z zadowoleniem ręce. – admin

Posted in Polityka | 88 Komentarzy »

Kazirodztwofobia

Posted by Marucha w dniu 2011-01-18 (Wtorek)

Gajowy już wiele lat temu, i to nie raz i nie dwa, pisał, że po przełamaniu tabu homoseksualizmu, przyjdzie kolej na następne – przede wszystkim na kazirodztwo. Jak zwykle gajowy jest prorokiem, choć ludzie zawistni twierdzą, iż żadnym prorokiem nie jest, a posługuje się jedynie prostą logiką na poziomie chłopskiego rozumu.

„Newsweek” oswaja z kazirodztwem

To się musiało wcześniej czy później zacząć. Po kampanii na rzecz akceptacji aktów homoseksualizmu, nadszedł czas na ostrożne próby oswajania Polaków z kazirodztwem. Niechlubny proceder zapoczątkował zaś „Newsweek” tekstem Violetty Ozminkowski „Moja siostra, moja miłość”.

Tekst jest przewidywalny, jak każda agitka. Autorka rozmawia z człowiekiem, który opowiada o swoich gigantycznych cierpieniach związanych z miłością do siostry ciotecznej. Zaczęło się od dzieciństwa, w młodości był seks w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia tuż po śmierci matki. Później latami utrzymywane kontakty (kilka dziennie telefony), rozwody i „wzajemne wspieranie” (niestety nie jest jasne, w którym miejscu tej historii jest „wypalanie żelazem” tej „miłości”, o której mówi bohater). Na koniec zaś jest – jak to zwykle w takich historiach – happy end, czyli decyzja o tym, by wbrew wszystkim zamieszkać razem.

Żyd Joseph Fritzl - jak każdy pionier musi odcierpieć prześladowania

„Niestety” w związku z tym, że żyjemy w zacofanym kraju – zdaje się mówić autorka – happy end nie może być pełny. I bohaterowie nadal ukrywają się przed rodziną i znajomymi. Aż ciarki przechodzą (to dla niezorientowanych ironia), gdy czyta się o straszliwych cierpieniach pary. „Najgorsze jest to, że nie możemy zwyczajnie pójść do znajomych na imprezę jako para. Nie mamy dość odwagi, by powiedzieć o nas światu. Boimy się przede wszystkim o nasze dzieci, które kochają nas jak rodziców, ale też jako ciotkę i wujka” – oznajmia bohater.

Wcześniej zaś ubolewa nad jeszcze trudniejszym niż jego losem jeszcze bardziej kazirodczych par. „Kiedy czytam na zachodnich portalach – w Polsce wedle mojej wiedzy jeszcze takich nie ma – o związkach między matką i synem, między siostrą i bratem rodzonym, łapię się za głowę, bo pierwsza moja myśl dotyczy tego, ile musieli w życiu przejść” – mówi 53-letni Marek K., informatyk z Krakowa.

Cała historia ma zatem jeden cel. Wzbudzić nas współczucie, które ma przesłonić, że związek Marka K. z jego siostrą jest związkiem chorym z punktu widzenia nie tylko religii czy kulturowych tabu (obecnych w większości cywilizacji), ale także z punktu widzenia genetyki i zdrowia potomstwa (w tym przypadku niebezpieczeństwa nie ma, bo para jest na to za stara).

Emocje mają nam odebrać zdolność zdrowego oglądu rzeczywistości, a przemycane w tekście „definicje” kazirodztwa oswoić z innymi patologiami seksualnymi. I tylko patrzeć, jak za jakiś czas pojawi się ruch przez kazirodztwofobii, którą zacznie się leczyć! A wszystko zacznie się w Polsce od pozornie niewinnego artykułu z „Newsweeka”.

Tomasz P. Terlikowski

http://www.fronda.pl/news/czytaj/newsweek_oswaja_z_kazirodztwem

Posted in Kultura | 35 Komentarzy »

„Polska wystawia się na pośmiewisko. Bronimy przegranej sprawy”

Posted by Marucha w dniu 2011-01-18 (Wtorek)

– My, jako Polska, wystawiamy się na pośmiewisko próbując bronić przegranej sprawy – uważa Tomasz Hypki, prezes Agencji Lotniczej Altair, ekspert ds. lotnictwa. Według niego, próba zrzucania winy na Rosjan nie zmieni faktu, że polska strona ma ws. katastrofy w Smoleńsku najwięcej na sumieniu. Wskazuje przy tym, że zapisy rozmów w wieży kontroli lotów niewiele wniosą do śledztwa. A MON i minister Bogdan Klich dla propagandy są w stanie zaryzykować i publiczne pieniądze, i bezpieczeństwo ludzi.

Jacek Gądek (Onet.pl): Czy według pana zapis tego, co działo się 10 kwietnia w wieży kontroli lotów lotniska w Smoleńsku, może coś istotnego wnieść do śledztwa ws. katastrofy?

Tomasz Hypki: Według mnie niewiele.

– Dlaczego?
– Odpowiedzialność za główną część tego, co działo się w czasie lotu Tu-154M była po jednej stronie. Polska przygotowywała tę misję, a lot wykonywała nasza załoga. Kontrolerzy lotu z lotniska Siewiernyj mieli bez porównania mniej do powiedzenia niż piloci. Oni mieli informować załogę o sytuacji na lotnisku, więc podawali dane na ten temat. Nikt nie kwestionuje, że ich informacje o widoczności były prawdziwe, nawet jeśli nie były bardzo precyzyjne. Wiadomo było, że widzialność znacznie odbiegała na niekorzyść od warunków, w których Tu-154M mógł podchodzić do lądowania.

– Widzi pan – podobnie jak byli współpracownicy prezydenta Lecha Kaczyńskiego – ukrywanie dowodów i kluczenie Rosjan?
– Chciałbym mieć pełny obraz działań strony polskiej i mam nadzieję, że pozwoli na to raport komisji ministra Jerzego Millera. Jest jeszcze wiele rzeczy do wyjaśnienia. Także rozmowy kontrolerów i innych osób z wieży, które oczywiście też powinny być ujawnione.

– Dlaczego więc MAK nie udostępnił wiedzy na ten temat?
– Dziwię się, że Rosjanie tego nie ujawnili, bo teraz daje to asumpt do snucia podejrzeń. Niezależnie jednak od sytuacji na wieży, to wpływ kontrolerów na przebieg tragicznych wydarzeń nie był kluczowy.

– Skąd taki wniosek?
– Wypływa on ze skali nieprawidłowości po stronie polskiej – od przygotowań do lotu, po sam jego przebieg. Widoczna teraz próba przerzucenia winy na kogoś innego – i to w sytuacji, gdy Smoleńsk jest już kolejną z serii katastrof w polskim lotnictwie wojskowym – jest pozbawiona jakichkolwiek poważnych podstaw.

– Kontynuacja serii wskazuje winnych?
– W Polsce zdarzały się podobne wypadki – była katastrofa śmigłowca z Leszkiem Millerem, którą premier przeżył tylko cudem, potem katastrofa CASA C-295M w Mirosławcu, i jeszcze wypadek Bryzy i Mi-24. Wszystkie spowodowane elementarnymi błędami i nieodpowiedzialnością wielu osób. Taka seria jest nie do pomyślenia w cywilizacyjnie zaawansowanych krajach. Nawet w Afryce nic podobnego nigdy nie miało miejsca. Tymczasem w Polsce odpowiedzialni za to wszystko ludzie usiłują zrzucać winę na innych, nie mając zamiaru wziąć odpowiedzialności na siebie.

– A kontrolerzy lotu w Smoleńsku mieli podstawy, aby przekazywać załodze Tu-154M informację, że samolot jest na kursie i na ścieżce?
– Muszą to wyjaśnić eksperci. Biorąc pod uwagę dokładność urządzeń, którymi się posługiwali kontrolerzy, a ta była bardzo niewielka, to być może takie podstawy mieli. Nie jestem tego w stanie stwierdzić. Warto jednak w tym miejscu zauważyć, że polski nawigator (a nie pilot, bo ten powinien się skupić na sterowaniu maszyną) powinien każdą informację o odległości od lotniska kwitować informacją o wysokości. Taki standard obowiązuje w lotnictwie rosyjskim – wynika on także ze wspomnianej małej dokładności urządzeń. Dopiero gdy precyzyjna informacja o wysokości dociera od załogi do kontrolera, to ma on pełny obraz sytuacji.

– Czyli brak kwitowania wysokością jest błędem polskich pilotów.
– Dzięki temu wieża kontroli lotów wie także, że załoga jest świadoma sytuacji i że nie ma jakichś problemów. Tymczasem polska załoga tego (kwitowania wysokością) nie robiła, bo polscy piloci procedur rosyjskich albo nie znali, albo nie znali ich w sposób dostateczny.

– Wedle ostatnich informacji na 22 sekundy przed katastrofą pada komenda „odchodzimy”. Dlaczego wobec tego samolot nadal schodził do lądowania?
– Jest to informacja nieoficjalna, a przypomnę, że już wcześniej pojawił się choćby news, że piloci mieli powiedzieć: patrzcie jak lądują debeściaki. Komentowanie tego typu informacji powoduje jedynie rozsiewanie plotek.

– A jeśli taka komenda padła?
– Żadne inne słowo wypowiedziane w kokpicie samolotu nie potwierdza komendy „odchodzimy” mającej paść na 22 sekundy przed katastrofą. Nikt też w żaden sposób nie zareagował na to polecenie, jeśli ono w ogóle padło. Piloci dalej lądowali. Nawigator (a wcześniej też jakaś inna, anonimowa osoba, której nie powinno być w kokpicie) podawał kolejne zmniejszające się wysokości.
Nie było żadnych przejawów jakiegoś zaniepokojenia, że oto samolot reaguje w sposób nieprawidłowy na wykonywane czynności. Póki co nie ma zatem dowodów ani nawet przesłanek wskazujących na to, że załoga chciała zrezygnować z lądowania. Stenogram, który znamy, pokazuje że załoga po prostu z dużą determinacją i spokojem próbowała wylądować, mimo że warunki pogodowe, wyposażenie samolotu i lotniska na to nie pozwalały.

http://wiadomosci.onet.pl/kiosk/polska-wystawia-sie-na-posmiewisko-bronimy-przegra,1,4114743,kiosk-wiadomosc.html

A co tam będzie nam pan Hypki  farmazony wstawiał… Wiadomo, że za katastrofę śmigłowca z Leszkiem Millerem, za katastrofę Casy, za wypadki z Bryzą i Mi-24 odpowiadają tylko i wyłącznie Rosjanie. Rosyjska agentura odpowiada też za praktyczne zlikwidowanie polskich sił zbrojnych, za śmierć polskich żołnierzy w Iraku i Afganistanie, za likwidację stoczni oraz za publikacje książek łgarza i mitomana Jana Tomasza Grossa. – admin.

Posted in Różne | 21 Komentarzy »

Pieśń o ojczyźnie

Posted by Marucha w dniu 2011-01-18 (Wtorek)

Jedną z podstawowych rzeczywistości i zarazem świętości, którą obłędna ideologia liberalno-nihilistyczna odrzuca i wyszydza i której też „nie zna” traktat lizboński, jest ojczyzna. Jednak pojęcie ojczyzny funkcjonuje od wielu tysięcy lat jako jedna z podstawowych rzeczywistości, wielkości i wartości dla każdej jednostki i społeczności.

Pojęcie ojczyzny

Ojczyzna (po hebrajsku nahalah, po grecku patris, po łacinie patria, po staropolsku „ojcowizna”) to czasoprzestrzenna, materialna, przyrodnicza i ludzka nisza życia, która człowieka zrodziła, kształtuje, zwłaszcza w początkach, utrzymuje i realizuje osobowościowo i duchowo. Składają się na nią trzy główne czynniki: ziemia rodzinna o różnych zakresach, element rodzicielski (rodzice, ród i inni ludzie, którzy tworzyli naszą etnogenezę) oraz środowisko kształtujące nas psychicznie, osobowościowo i duchowo, zwłaszcza w czasach dzieciństwa i młodości (kultura duchowa i materialna, cywilizacja, zespół pojęć i świadomości społecznych, język, historia, sztuki, religia).

Rozróżniamy ojczyznę wielką (kraj, państwo, naród, po niemiecku Vaterland) i ojczyznę małą, czyli owe trzy czynniki najbliższe, o małym zakresie (po niemiecku: Heimat). Żydzi i chrześcijanie znają ponadto: praojczyznę (samych początków ludzkości), ojczyznę ziemską, aktualną, i ojczyznę niebieską, do której zdążamy. Jednakże z samym pojęciem ojczyzny stało się u nas coś tragicznego, wprost przestępczego. Pewna dyrektorka katolickiego liceum społecznego z dużego miasta mówi mi, że kiedy na lekcji wymieni się słowo „ojczyzna”, to niektórzy uczniowie się śmieją. Jacy terroryści propagandowi i kiedy zatruli całe powietrze ojczyźniane i polskie?

Ojczyzna jest matką

Kiedy mówimy o ojczyźnie, najpierw się wzruszamy. Potem przychodzi nam na myśl jakaś kraina lub ziemia. Każdy człowiek wiąże się z jakąś najbliższą sobie ziemią, o jedynej dla jego wyobraźni rzeźbie terenu, gór, dolin, pól, łąk, pór roku, dróg, nawet fauny i flory. Jest to ziemia objęta szczególnie mocnymi przeżyciami, zlewająca się z obrazem matki i ojca oraz dzieciństwem. Jej przykładem jest krajobraz z lat dzieciństwa i młodości. Z czasem, oczywiście, krajobraz ten poszerza swoje granice coraz bardziej, o wszystkie pierwotne rzeczy i zdarzenia. Ojczyzna łączy się następnie z żyjącymi na danej ziemi ludźmi: rodzicami, dziadkami, braćmi, krewnymi, rodakami i wszystkimi „swoimi”. Należą do tego grona także nauczyciele, wychowawcy, urzędnicy, wszyscy, którzy nas kształtowali i jakoś nam służyli, abyśmy mogli być takimi, jakimi jesteśmy. Jest to szczególnie ziemia przodków i kraj rodzinny (Rdz 31, 3; Lb 10, 30; Ne 2, 3). W rezultacie z obrazem ziemi ojczystej łączą się rozmaite kręgi „swoich” ludzi; od rodziców, poprzez grupy koleżeńskie, zawodowe, klasowe, aż do narodu włącznie.

Ojczyzna przybiera jeszcze konkretne kształty w ramach państwa na danym obszarze ziemi. Państwo jest chyba najwyraźniejszą i najsilniejszą organizacją narodu. Stanowi zatem względnie autonomiczną organizację życia ludzkiego na danym terytorium. Organizm państwowy ma bardzo duży udział w kształtowaniu konkretnych rysów ojczyzny, choć nie przekreśla nigdy świetlanych rysów mistycznych.

W obrębie terytorium, ludności i organizacji państwowej rozwija się wspólna świadomość tożsamości rodzinnej, jakby więź jedności psychicznej. Przejawia się ona w różnych postaciach, najczęściej w kulturze materialnej i duchowej, w określonym sposobie życia, wytworach, prawach, obyczajach, tradycjach, technikach, ideach, moralności, religii. Jednym z ważniejszych czynników jedności psychicznej jest wspólny język, który tworzy określony świat rozumień, przeżyć, wyobrażeń, ułatwia głęboki kontakt międzyludzki i przechodzenie od teraźniejszości ku wspólnej przeszłości. Jednakże chyba najbardziej jednoczy ludzi i skupia ich w jeden organizm złożony ze „swoich” wspólne egzystowanie, a więc ta sama historia, wspólnota działania i losów życia materialnego i duchowego. Wspólność egzystencji wytwarza zażyłość, przyjaźń, poczucie współzależności i pewną tożsamość duchową. Nie ma więc ojczyzny bez historii. Oczywiście historię tę trzeba rozumieć nie tylko jako przeszłość, ale także jako wspólną przyszłość.

W rezultacie ojczyzna wiąże się z naszym rodzeniem się, stawaniem, z początkami, które jednak nie ograniczają się do dzieciństwa, lecz przedłużają do starości, wyrażają po prostu naszą stałą zależność od konkretnego społeczeństwa i wywołują z kolei tendencję do kontynuowania naszych wspólnych powiązań w stosunku do innych. Ojczyzna przypomina więc materialno-duchową tęczę rozciągającą się nad początkiem egzystencji ludzkiej i nad jej pierwotnym zakotwiczeniem w ziemię, w społeczność, w państwo, w kulturę i w czas. Pojęcie ojczyzny zbliża się bardzo do pojęcia szeroko rozumianego macierzyństwa społecznego. Ojczyzna jest faktem pierwotnie danym.

Czytaj resztę wpisu »

Posted in Kultura | 16 Komentarzy »

Kazanie św. Maksymiliana Marii Kolbe na Dzień Judaizmu

Posted by Marucha w dniu 2011-01-18 (Wtorek)

Choć haniebny dla Kościoła „Dzień Judaizmu” już minął, warto przypomnieć stare kazanie św. Maksymiliana Kolbego – admin

(…) Zobaczmy teraz jak wygląda niebo żydów, do którego wzdychają i na które całe życie pracują. Przede wszystkim zapytajmy się żyda chasyda, to jest żyda pobożnego, kto się znajduje w niebie żydowskim? On zaraz odpowie, że tam są wszyscy, których żyd kochał za życia, a nie ma nikogo, kim się żyd brzydził i kogo nienawidził w swym życiu. A więc w niebie żydowskim nie ma Pana Jezusa, ani Matki Bożej, ani św. Józefa, ani żadnych świętych, których czczą Chrześcijanie. A więc jest to piekło.

W niebie żydowskim nie ma tych ludzi, którzy za życia kochali Pana Jezusa i Najświętszą Pannę Maryję. A więc jest to piekło.

W niebie żydowskim nie ma tych ludzi, którzy słuchali Kościoła, wierzyli Ewangelii i przyjmowali Sakramenty św. A więc jest to piekło.

W niebie żydowskim nie ma żadnego, który żył i umierał w miłości Krzyża Chrystusowego. A więc jest to piekło.

W niebie żydowskim nie ma nikogo, kto żył pobożnie, nosząc Szkaplerz i odmawiając Różaniec. A więc jest to piekło.

W niebie żydowskim nie ma żadnego z tych, którzy słuchali Kościoła i chodzili na Mszę św., kazania, katechizm i inne nabożeństwa. A więc jest to piekło.

W końcu w niebie żydowskim nie ma nikogo z tych ludzi, którzy, żyjąc pobożnie i trzeźwie, znaczyli się często znakiem Krzyża św. i zginali kolana swoje przed Ukrzyżowanym. A więc jest to piekło.

Wiemy więc kogo nie ma w niebie żydowskim. Teraz przypatrzmy się, czym jest napełnione niebo żydowskie.

Najprzód są tam wszyscy żydzi, którzy całe życie gardzili Chrystusem, Najświętszą Panną Maryją, Krzyżem i nie chcieli się nawrócić. A więc to jest piekło.

W niebie żydowskim są wszyscy miłośnicy i przyjaciele żydów, którzy ich naśladowali we wszystkich nieprawościach, a o Pana Jezusa i Ewangelię wcale nie dbali; oni słuchali żydów i wiernie im służyli. A więc jest to piekło.

W niebie żydowskim są ci, którzy na Przykazania Boże wcale nie zważali, ale za to na każde skinienie żyda byli gotowi. A więc jest to piekło.

W niebie żydowskim są ci, którzy Kościoła, Mszy św. ani Sakramentów nie cierpieli, za to szynki i pijaństwo bardzo lubili. A więc jest to piekło.

W niebie żydowskim są ci, którzy do cnót Bożych, Różańca, katechizmu czuli wstręt wielki, ale za to za przekleństwem i wszelkimi złościami przepadali. A więc jest to piekło.

W niebie żydowskim są ci, którzy sługi Boże nienawidzili, za to sługi diabelskie, żydy, całym sercem ukochali. A więc jest to piekło.

W niebie żydowskim są ci, którzy nie chcieli nosić Szkaplerza św., ale raczej sami obdarci z łaski Bożej i nadzy, drugich do nędzy moralnej i materialnej przywodzili. A więc jest to piekło.

W niebie żydowskim są ci wszyscy którzy obrazów świętych Pańskich nie znosili, ale za to wszelkie obrazy piekielne i czartowskie wielce cenili. A więc jest to piekło.

W niebie żydowskim są ci, którzy nie chcieli uklęknąć i oddać pokłonu Panu Jezusowi utajonemu w Najświętszym Sakramencie, za to kłaniali się i upadali przed tymi, których serce było mieszkaniem czartów. A więc jest to piekło.

Widać więc z tego jasno, że niebo żydowskie, do którego wszyscy żydzi niewierni idą po śmierci, i dokąd prowadzą wszystkich ludzi, nie jest nic innego, tylko najgłębsze ogniem siarczystym gorejące piekło.

Niebo, w którym nie ma Jezusa, ani Matki Bożej, ani świętych Apostołów, Męczenników i Wyznawców, tylko duchy i ludzie nienawidzący Jezusa, Boga naszego i wszystkiego co Chrystusowe, to jest po prostu piekło.

Fragment broszury: Christus Deus noster. Chrystus Bóg nasz. [Kraków 1918], ss. 27-34

Posted in Kościół | 20 Komentarzy »