Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    revers o Ukraina w UE i NATO?
    Anucha o Nasz nowy, narodowy sport
    lewarek.pl o Raz na moście, raz pod mo…
    revers o Czy tragiczne losy gwiazd świa…
    Marucha o Wolne tematy (47 – …
    revers o Po decyzji Sądu Najwyższego…
    minka o Zamiast osądzać Rosję, Zachód…
    Listwa o Wolne tematy (47 – …
    Listwa o Wolne tematy (47 – …
    Listwa o Wolne tematy (47 – …
    Listwa o Wolne tematy (47 – …
    Listwa o Wolne tematy (47 – …
    Listwa o Wolne tematy (47 – …
    minka o Wolne tematy (47 – …
    Listwa o Wolne tematy (47 – …
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 616 obserwujących.

Geopolityczne aspekty katastrofy smoleńskiej

Posted by Marucha w dniu 2011-01-27 (Czwartek)

Inny punkt widzenia na katastrofę smoleńską, nie zajmujący się ani jej przyczynami, ani przypisywaniem komuś winy. Artykuł kontrowersyjny, ale zawierający ciekawe obserwacje – admin.

Kwestia wyjaśnienia katastrofy samolotu prezydenckiego w Smoleńsku posiada również tło geopolityczne. Sprawa stała się przedmiotem gry współczesnych mocarstw, i to właśnie przez ten pryzmat należy postrzegać i oceniać wszelkie podejmowane w tej kwestii działania.

Jakiś czas temu prof. Roman Kuźniar udzielił wywiadu, w którym odniósł się do ostatnich wydarzeń związanych z katastrofą smoleńską. Profesor użył jednego, dość ciekawego zwrotu: „[…] minęły już te czasy, kiedy Stalin ręcznie zmieniał długopisem zapisy w Polskiej Konstytucji […]”. I właśnie w kontekście tych słów, należałoby się na chwilę zatrzymać i pomyśleć, czy faktycznie te czasy minęły? A może po prostu zmienił się sposób w jaki „te zapisy” są zmieniane?

Wiele się zmieniło od momentu upadku ZSRR. Jednak Federacja Rosyjska wciąż pozostaje jednym z najważniejszych podmiotów na arenie międzynarodowej, a jej wpływy wybiegają daleko poza jej terytorium. Jak pokazuje historia, może ona mieć wpływ nawet na politykę innych państw. Rolę konstytucji polskiej mogą spełniać inne podmioty, czy elementy państwowe, jak gospodarka, polityka zagraniczna, polityka zbrojeniowa, czy energetyka. Wszystko to możemy nazwać polem, na którym Rosja jest w stanie działać z dużą skutecznością. A wszystko to coraz częściej jest przez władze w Moskwie demonstrowane na coraz większą skalę.

W kontekście wydarzeń z kwietnia 2010 roku, warto przeanalizować sposób w jaki jest prowadzona cała sprawa katastrofy. Wiadomym było, że to strona rosyjska zajmie się śledztwem i wyjaśnianiem tej tragedii i to właśnie od jej ustaleń i sposobu, w jaki zostanie poprowadzone śledztwo, będzie zależało, jak ta sprawa zostanie przedstawiona opinii publicznej i jaką strategię na rozwiązanie tego problemu wybierze strona polska.

Jak się okazało, wszelkie informacje, jakie były przekazywane Polsce, były lakoniczne i nic lub niewiele wnosiły do rozwiązania zagadki. Przebieg śledztwa i zaangażowanie w tę sprawę może świadczyć o kilku istotnych faktach. Po pierwsze – istnieje pewna obawa przed naciskami na stronę rosyjską. Po drugie – strona rosyjska doskonale wie o tym i ten stan wykorzystuje. Patrząc na to z punktu widzenia Moskwy, jest to przemyślana taktyka, która od wielu lat sprawdza się i czyni Rosję państwem, które w rzeczywistości nie musi brać pod uwagę opinii międzynarodowej. Co więcej, ta opinia nie jest dla Kremla istotna, gdyż bez zważania na nią, może on postępować wedle własnej woli. Tym samym władze w Moskwie nie muszą obawiać się specjalnych konsekwencji i choć wciąż starają się zachować język dyplomacji i sprostać pewnym oczekiwaniom, stawianym przez komentatorów. Z konsekwencją godną podziwu i ćwiczoną od lat, robią swoje, z jednej strony uśmiechając się do otoczenia, a z drugiej prowadząc, niemal destrukcyjną dla innych, politykę. Doskonale zdają sobie przy tym sprawę z własnej siły i potencjału, a ponadto, z lekką nonszalancją, stosują swoją politykę nie bacząc zarówno na komentarze zewnętrzne, czy choćby na nieliczne głosy krytyki płynące z wewnątrz własnego państwa.

O potędze Federacji Rosyjskiej, w kontekście katastrofy smoleńskiej może świadczyć kilka dodatkowych szczegółów. Chodzi tutaj przede wszystkim o medialny wizerunek tego wydarzenia oraz wizerunek postępowania strony rosyjskiej, jakie są przedstawiane w mediach zachodnich. Konkretnie rzecz biorąc ich brak. Choć nieoficjalnie wiele osób wypowiada się w tej sprawie negatywnie w kontekście Rosji, to jednak nikt głośno nic nie mówi, co mogłoby świadczyć o zaniedbaniach ze strony rosyjskiej, zaś pojawiające się krótkie komentarze są bardzo skromne. O wiele mocniej komentowane jest pogorszenie prób stworzenia przyjaznych stosunków między Polską, a Rosją, przy czym Rosji nie przedstawia się w negatywnym świetle.

Kolejną kwestią jest niechęć ze strony Waszyngtonu do mieszania się w tę sprawę, nawet w kwestii udostępnienia zdjęć satelitarnych. Postępowanie to można odebrać jako, próbę zachowania dystansu i obawę przed mieszaniem się w wewnętrzne sprawy rosyjskie. Wynikać to może ze zwykłej kurtuazji, ale może też ze strachu przed reakcją Rosjan. Drugi wariant jest o wiele bardziej prawdopodobny.

Być może istnieje jeszcze trzecie wyjaśnienie tej sprawy. Zdjęcia satelitarne, mogłyby być dowodem na swego rodzaju szpiegostwo. Choć nie ulega wątpliwości, że wielkie państwa obserwują siebie nawzajem, to prawdopodobnie strona amerykańska nie chce ujawnić sposobu ich wykonania, klasyfikując materiał, jako ściśle tajny. Ich ujawnienie mogłoby być pretekstem chocoażby do rozpoczęcia nowego wyścigu zbrojeń. Choć scenariusz ten przypomina sceny rodem z filmów szpiegowskich, nie możemy zapominać, że zimna wojna miała niemal równie prozaiczne początki. Nie możemy też nie zauważyć, że od dłuższego już czasu USA poświęcają swoją uwagę na zagadnieniach związanych nie z Rosją i pomału odcinają się też od bliższych powiązań z Europą. O wiele ważniejszym tematem stał się obecnie rynek chiński, na który stara się wkroczyć Waszyngton. Sprawy Chin, czy kryzysu, są istotniejsze z punktu widzenia amerykańskiej gospodarki, a to dla Białego Domu jest sprawa numer jeden. Po części jest to też dobra wymówka, aby móc z czystymi rękami odmówić ingerencji w sprawy między Polską a Rosją, czy Brukselą, a Moskwą. Po części może to tez służyć uśpieniu uwagi wschodniego pretendenta do roli supermocarstwa.

Podobnie rzecz się ma z reakcjami Brukseli. O ile początkowa solidarność była liczna i bardzo szczodrze okazywana, o tyle nie przełożyło się to w żaden sposób na jakąkolwiek interwencję, choćby na szczeblu dyplomatycznym ze strony Unii Europejskiej. Ponadto pojawiły się głosy, że obecne proszenie Unii o pomoc w sprawie śledztwa, mogłoby postawić Brukselę w kłopotliwej sytuacji. Wiadomym jest, że Rosja od jakiegoś czasu stała się bardziej otwarta na relacje z UE. Wiadomym jest też, że sama Unia nie potrzebuje sporu ze swoim największym potencjałowo sąsiadem, jakim jest Federacja Rosyjska. Tym samym sytuacja, jaka ma obecnie miejsce, może być również postrzegana, jako swoista gra między Brukselą a Moskwą. Wzajemne obserwacje pozwalają ustalić granicę do jakich mogą się posunąć oba podmioty w swoich relacjach i jakie tym samym mogą osiągnąć wpływy. Dlatego też nie dziwi obojętne przyjęcie demonstracji urządzanych w Brukseli, konferencji poświęcanych tragedii smoleńskiej, czy wielu nawoływań do solidarności, jaką powinna wykazać się Unia.

Warto tu jednak zauważyć, że to właśnie Bruksela mogłaby okazać się kołem ratunkowym dla strony polskiej. Zajęcie stanowiska przez Unię Europejską mogłoby nie tylko pozytywnie wpłynąć na decyzje podejmowane na Kremlu, ale również umocnić pozycję Polski w strukturach europejskich [Akurat Unii na tym bardzo zależy… – admin].

Jednak w świetle zwrócenia się przez polskie czynniki w pierwszej kolejności z prośbą o pomoc do Waszyngtonu, Bruksela została postawiona w nieco trudnej sytuacji. Nie możemy zapominać, że Polska jest członkiem Unii Europejskiej, i to właśnie tutaj powinna szukać poparcia na początku. Zapewniłoby to nie tylko zwiększenie poparcia dla działań Polski w ramach samej Unii, ale również mogłoby w przyszłości wpłynąć na postrzeganie Polski, jako istotnego partnera, z punktu widzenia współpracy międzynarodowej w sytuacjach wymagających działań wybiegających poza określone normy. Polska, niemal z własnej woli stała się linią określającą pozycje, lecz nie swoje, a Europy i Rosji.

Istnieje jednak też druga strona medalu. Wszystkie opisane wydarzenia, można przedstawić w nieco innym świetle. Fakt dość subiektywnej oceny katastrofy smoleńskiej i raczej chęci szybkiego pozbycia się problemu, niż rzetelnego wyjaśnienia tej tragedii, może być dowodem na pewną słabość samej Rosji. Od jakiegoś czasu trwające tam reformy pochłaniają zarówno dużo pieniędzy jak i wprowadzają swoisty chaos w jej polityce wewnętrznej. Dodatkowe problemy, takie jak sprawa smoleńska, są kolejnymi ciosami w administrację publiczną i tylko pogłębiają panujący nieład. Zatem szybkie rozwiązanie tej sprawy powinno leżeć w interesie Rosjan, którzy z jednej strony nie potrzebują dodatkowych problemów, a z drugiej nie mogą pozwolić sobie na to, aby poświęcać uwagę na zagadnienia nie służące jej własnym celom. Przy tym wszystkim pojawia się mocarstwowa aspiracja wschodniego giganta, według której, nie ma potrzeby tłumaczenia się z jakichkolwiek działań, a której korzenie sprawiają, że sposób załatwienia tej sprawy wydaje się być dość pobieżny i małostkowy.

Jednak, jako jedno z najbardziej liczących się państw na arenie międzynarodowej, Rosja nie może pozwolić sobie na to, aby obserwatorzy zewnętrzni mieli wgląd w ich stan wewnętrzny państwa. Tymczasem przedłużające się śledztwa i wytykanie błędów może do tego doprowadzić. Logiczna jest więc próba jak najszybszego zakończenia tej sprawy przez stronę rosyjską. Dodatkowym czynnikiem popychającym Rosję w tym kierunku są obecne problemy jakie mają miejsce na jej terenie, czyli coraz częstsze zamachy terrorystyczne i konflikty wewnętrzne. Nie rozpoczęło się jeszcze śledztwo w sprawie wybuchu w centrum handlowym Europa, a już nastąpił kolejny zamach na moskiewskim lotnisku. Szybkie i bezkompromisowe załatwianie spraw służy pozbywaniu się problemów i odwracaniu uwagi od bałaganu panującego w Rosji oraz częściowej bezradności władz państwa.

Konkludując, istnieje wiele dowodów potwierdzających potęgę Rosji i to jakie miejsce zajmuje na arenie międzynarodowej. Mniej i bardziej oficjalnych. Bez względu na sposoby przedstawiania tych dowodów i zabiegi dyplomatyczne możemy mieć pewność, że Rosja nie dopuści nikogo do swoich wewnętrznych spraw na tyle, aby mogło to w jakikolwiek sposób jej zaszkodzić. Jednak spoglądając na historię mocarstw, nie możemy się temu dziwić. Brak tłumaczenia i wyjaśnień dotyczących określonych działań, jest typowe dla takich potęg, jak Chiny, Stany Zjednoczone, czy właśnie Federacja Rosyjska.

Piotr Turkot
Za: geopolityka.org
http://sol.myslpolska.pl

Komentarzy 15 do “Geopolityczne aspekty katastrofy smoleńskiej”

  1. Halina said

    Ameryka popełniła straszliwą kolejną zbrodnię 10 kwietnia na rosyjskim terytorium.
    Do popełnienia zbrodni musieli użyć najnowszych technologii HAARP, poprzez „demonistyczną”Ukraine Tymoszenko, Juszczenko – wykradzioną od Armii Rosyjskiej.
    Broń jest piekielna, straszliwa i zarówno mafijna Ameryka jak i tajemnicza Rosja – starają się ze wszystkich sił ukryć prawdę o posiadanymi przez siebie HAARP.

    A robią to w celu zapewnienia sobie panowania nad ludźmi – nie mającymi nawet najmniejszego pojęcia, że najlepsi spośród Human Society = Cywilizacji Ludzkiej – CI NAJLEPSI, DANI OD BOGA LUDZIOM NA WŁADCÓW – SĄ SKRYTOBÓJCZO ELIMINOWANI Z ARENY POLITYCZNEJ, O ILE NIE NALEŻĄ DO BANDY POSIADAJĄCEJ PIEKIELNĄ BROŃ.

    Tak oto ważniejsze z ich łotrowskiego punktu widzenia jest ukrycie przed opinią publiczną – wiedzy o narzędziu zbrodni (bo HAARP zwana „falowe UŚMIERZACZE” – piekielna broń – tym bandytom pomaga zdobyć i utrzymać WŁADZĘ!!!) –
    aniżeli ujawnienie całej prawdy o tragicznej katastrofie pod Smoleńskiem.

    Tam, pod Smoleńskiem, zginęło wielu nawracających się na mówienie prawdy Chazar-żydów. W interesie całego Chazarskiego plemienia – nawet rodziny ofiar tamtej tragedii – są w stanie zrezygnować z dociekania do całej strasznej prawdy – w imię dalszej i przyszłej władzy tej hołoty nad gojami.

  2. JO said

    ad.1. Jakos nie zauwazylem by Swietej Pamieci Kaczynski sie nawrocil….a przeciwnie, dzialal przeciw Panu Bogu z coraz wiekrza zajadloscia….

  3. Sołtys said

    A co w przypadku jeśli się okaże ,że zamachowiec z Domodiedowa był powiązany z Polską?Czy ktoś rozważał taki scenariusz?

  4. OBRONA POLSKA said

    Cala nadzieja w Bogu i …….mlozdziezy swiata.
    Egipt kiedys oddal zloto ,teraz odda krew !

  5. Marucha said

    Re 3:
    Ciekawe by było, gdyby miał (mieli) powiązania z „bojownikami o wolność i demokrację”, którzy znaleźli schronienie w Łomży.

  6. veri said

    Globalne aspekty … hmmm – 10.04 zginela, jaka byla ale byla elita polityczna naszego panstwa – wszyscy glowni dowodcy wojskowi wraz z Prezydentem, największym krytykiem Rosji w Europie.

    Chcialbym w tym miejscu przypomniec ustawe federalna N 153-F3 z 14.07.2006 r., uchwalona przez rosyjska Dume i zatwierdzona przez gospodina Putina, umozliwiajaca zabijanie wrogow Rosji w kraju i za granica.

    Ustawa ta jako wrogow okresla rowniez tych, ktorzy sa „oszczerczo krytyczni wobec Rosji”.

  7. Marucha said

    Re 6:
    Panie Veri, większość krajów – z USA i Izraelem na czele – nie potrzebuje w ogóle żadnej ustawy, aby zabijać swych wrogów poza granicami kraju i w jego granicach.

  8. veri said

    7. @Marucha.

    Ponoc u Ruskich bez ‚bumagi’ nic nie da sie zrobic !

  9. 166 bojkot TVN said

    http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=24589

  10. edi said

    Uaktywnił się kolejny, lobotomiczny pisdzielec sterowany falami
    radiowymi z Torunia.

  11. 166 bojkot TVN said

    Edi – nie każdy daje się sterować TVN-24, „Nie’ i „FiM” o czym świadczy Twój język-piździk

  12. aga said

    [audio src="http://chomikuj.pl/jeremi754/Dokumenty/110126+Robaczewski+A,429376488.mp3" /]

  13. aga said

    Adam Wielomski: „Mogiła polskiego katolicyzmu”
    Heretycki artykuł, który ukazał się dziś w „Naszym Dzienniku” na temat polskiego mesjanizmu (w aspekcie Jana Pawła II i Smoleńska), pobudził mnie do działania. Problemem nie jest to, że nie zgadzam się politycznie z tym środowiskiem. To się zdarza. Gorzej, że droga polityczna zaprowadziła „Nasz Dziennik” na ścieżkę jawnej herezji monolatrycznej i rejudaizującej. Każe to zapytać czy „ND” jest jeszcze czasopismem katolickim?

    Tekst z „Naszego Dziennika” skomentowałem już na http://www.konserwatyzm.pl/aktualnosci.php/Wiadomosc/7678/ Ale wypalania błędów nigdy dosyć, szczególnie, że nie jest to zwykły błąd teologiczny (herezja), ale błąd z dziedziny teologii politycznej, a w sumie wynikły z błędnej oceny politycznej. Tak się składa, że przypadkowo napisałem na ten temat, 3 tygodnie temu, felieton do „Najwyższego Czasu!”. Pozwalam go sobie zamieścić w związku z tym bulwersującym media katolickie wydarzeniem:

    Mogiła polskiego katolicyzmu

    Dr Tomasz Terlikowski napisał ostatnio na Fronda.pl tekst „2010 – rokiem przełomu?” (31.12.2010), w którym stwierdził, że „rok 2010 może być zapisany jako przełomowy w historii Kościoła w Polsce. Nie jest bowiem wykluczone, że właśnie od tego momentu rozpocznie się albo zupełnie nowy etap rozwoju i skutecznej ewangelizacji, albo przyspieszonej laicyzacji”.

    Dr Terlikowski argumentuje, że po katastrofie lotniczej z 10 IV początkowo doszło do radykalnej zmiany: „Po katastrofie smoleńskiej okazało się bowiem, że dla języka katolicyzmu i chrześcijaństwa nie ma realnej alternatywy. Gdy dochodzi do tragedii, gdy zaczynamy szukać jej sensu czy odczytywać jej bezsensowność, jedynym dostępnym nam wszystkim (niezależnie od wyznania czy praktykowania) językiem, jedyną symboliką jest chrześcijaństwo w jego katolickiej wersji”. Niestety, dodaje, w szybkim tempie katastrofa została upolityczniona, obydwie strony zaczęły bić się o krzyż i krzyżami, w wyniku czego „stopniowo zmieniał się także język mediów. To, co jeszcze kilka miesięcy temu było niemożliwe, teraz stawało się rzeczywistością. Język rodem z „Nie”, za pośrednictwem Janusza Palikota i mediów, zagościł na salonach i w studiach telewizyjnych. Ataki na katolicyzm (…) uznane zostały za w dobrym tonie”.

    Tyle dr Terlikowski. Wprawdzie przyznaje on, że polityzacji krzyża dokonały obydwie strony, ale większość swojej krytyki kieruje w stronę środowiska Komorowskiego i Tuska. W moim przekonaniu stwierdzenie, że rok 2010 może być przełomowy dla polskiego katolicyzmu jest trafne, jednak z analizą trudno mi się zgodzić.

    Zacznijmy od sytuacji Kościoła w przededniu 10 IV. Teoretycznie 95 czy 98% Polaków podaje się za katolików. To teoria, bowiem katolików autentycznych jest nie więcej niż 60-70%. Reszta chrzci dzieci z przyzwyczajenia. Kościół ma stabilną sytuację prawną i finansową. Po gwałtowanych sporach lat 90-tych otwarta krytyka chrześcijaństwa, kpiny z Kościoła czy religii są uważane za będące „w złym tonie”. Otwarty ateizm prowadzi na margines, czego wyrazem jest spadające poparcie dla SLD. Katolicyzm krytykowany jest delikatnie przez demoliberalne media, takie jak „GW” czy TVN, które nie uderzają wprost, lecz przyjmują postawę „Kościół tak, ale”, po czym następuje wyliczenie elementów nauczania z którymi demoliberalizm nie może się zgodzić. W efekcie z katolicyzmu pozostać by miała nazwa. Demoliberalne media tworzą wizję Kościoła „otwartego” na sodomitów, rozwodników, bezbożników, prowadzącego permanentny „dialog” z żydami, islamistami i rozmaitymi dziwakami. Celem demoliberałów jest powolne i ustawicznie przekształcenie Kościoła z religii w stowarzyszenie kulturowe, które promuje jeden z alternatywnych poglądów, który ma prawo istnieć pośród innych wizji świata. Jakkolwiek katolicyzm jest ustawicznie podmywany przez te nurty, właściwie nie jest atakowany wprost.

    Sytuacji tej nie zmienił wypadek lotniczy pod Smoleńskiem. Sytuację tę zmienił dopiero brak decyzyjności polskich biskupów w obliczu żenady dziejącej się pod krzyżem pod Pałacem Prezydenckim. Kilku liberalnych biskupów zachowywało się całkiem trzeźwo, część była kompletnie niedecyzyjna, jednak znaczna grupa popadła w prawdziwą mistykę polityczną wyrażając otwarcie histeryczny zachwyt nad Jarosławem Kaczyńskim i tzw. obrońcami krzyża. Ten apokaliptyczny nastrój udzielił się wielu księżom i wiernym. Jarosław Kaczyński postanowił wykorzystać ten mistyczny stan dużej części polskiego duchowieństwa i począł przekształcać polski Kościół w instytucję związaną z jego partią polityczną. Koncepcji tej z radością przyklasnęło Radio Maryja i popierający tę rozgłośnię biskupi.

    Był to największy błąd Kościoła po 1989: część duchowieństwa popadła w stany politycznej ekstazy, a część milczała. Błąd był potężny, ponieważ istotą manewru Jarosława Kaczyńskiego było zrównanie pojęć „katolik” ze „zwolennik PiS”. Wielu duchownych weszło w ten kanał. W czym problem? W tym, że katolików nominalnych jest 98%, rzeczywistych 60-70%, a zwolenników PiS tylko 25%. Utożsamienie katolicyzmu i PiS stawia w trudnej sytuacji 35-45% katolików rzeczywistych i ok. 70% nominalnych. Gdyby chytry plan teologiczno-polityczny Prezesa PiS i biskupów radio-maryjnych powiódł się, to ci pozostali zostaliby postawieni przed alternatywą: albo głosujesz na PiS, ale nie jesteś katolikiem. Wyraziła ten problem dobrze moja znajoma stwierdzając: „Jestem katoliczką, chociaż nie głosuję na PiS”, z czego wynika, że katolik nie głosujący na PiS to katolik dziwny i podejrzany.

    Jeśli Kaczyński i środowisko radio-maryjne zrealizuje swój plan, a prace cały czas trwają, to osobiście wątpię aby notowania PiS wzrosły do poziomu 60-70% (o 98% nie wspominam). Spodziewałbym się raczej procesu odwrotnego, a mianowicie stopnienia liczby polskich katolików do poziomu 25%. Jeśli plan ten zostanie zrealizowany, to katolicy będą pokrywać się z wyborcami PiS, czyli będą to ludzie starsi zamieszkujący małe miasteczka i wsie. Co więcej, jeśli plan ten zostanie zrealizowany, to struktura socjologiczna polskiego katolicyzmu byłaby mniej więcej taka, jak pogaństwa w starożytnym Rzymie ok. V wieku: podczas gdy w Rzymie i znaczących ośrodkach dominowało chrześcijaństwo, to relikty pogańskie utrzymywały się na prowincji, gdzieś w Kalabrii, na Sardynii czy w górnych Apeninach. W gettach tych pogaństwo wymarło wraz z ostatnimi staruszkami. Pozostałe 75% Polaków będzie patrzyło na PiS jak na wariatów, a na zwasalizowany wokół Kaczyńskiego katolicyzm jak na sektę.

    Katolicyzmu nie zniszczyli w Polsce komuniści, nie zniszczyła demoliberalna propaganda. Czarny scenariusz jest taki, że decydujące uderzenie zostanie mu zadane przez Kaczyńskiego i o. Rydzyka. Po działalności tej dwójki słowo „katolik” będzie trwale skojarzone z sekciarzem spod Pałacu Prezydenckiego, kultem Lecha Kaczyńskiego, mgłą nad Smoleńskiem i dywagacjami o „zamachu”. W tej sytuacji słowo „niekatolik” zostanie skojarzone z człowiekiem przy zdrowych zmysłach.

    Adam Wielomski

  14. aga said

    Chcą beatyfikacji Anny Walentynowicz
    Smoleńskie nastroje sekciarskie w Gdańsku

    „Polska Dziennik Bałtycki”: Mieszkańcy Wrzeszcza zaapelowali do szefa gdańskiej rady miasta o zbieranie podpisów pod wnioskiem o beatyfikację Anny Walentynowicz – informuje portal trojmiasto.gazeta.pl.

    Do biura rady trafiły już dwa pisma w tej sprawie. – Na razie nie traktuję tego poważnie, choć podejrzewam, że na tych dwóch pismach się nie skończy – komentuje dla portalu Bogdan Oleszek, przewodniczący gdańskiej rady miasta. –

    (…)

    „Prosimy o zbieranie podpisów wśród radnych na beatyfikację Anny Walentynowicz. Mieszkańcy zwracają się z prośbą. Sprawa Pilna” – dwa pisma o takiej treści trafiły do Rady Miasta Gdańska. Na pierwszym z nich, które zostało nadane z Pruszcza Gdańskiego, znalazły się trzy podpisy, na drugim zaś nadawcy z Gdańska przedstawili się jako „mieszkańcy”.

    http://wiadomosci.onet.pl/regionalne/trojmiasto/chca-beatyfikacji-anny-walentynowicz,1,4156687,region-wiadomosc.html

    Komentarz: Zawsze nam się wydawało, że beatyfikacjami zajmuje się Kościół katolicki, ale w tak zwariowanym kraju jak Polska pewnie mogą tego dokonać nawet struktury samorządowe. W końcu to nic innego jak kontynuacja cezaropapizmu typowego dla środowisk pisowskich (zob. aferę abpa Wielgusa). A tak swoją drogą: czym na beatyfikację zasłużyła sobie Anna Walentynowicz? Czekamy na wniosek o beatyfikację Lecha Kaczyńskiego do urzędu miasta w Gdańsku. [aw]

  15. Wypadki said

    Zgadzam się z autorem. Taka prawda.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: