Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    minka o O pożytkach z sentencji
    Jack Ravenno o To Wojna
    Jack Ravenno o „Exxpress”: Terror przeciwko…
    Waldemar Bartosik o „Exxpress”: Terror przeciwko…
    osoba prywatna o Wolne tematy (68 – …
    Waldemar Bartosik o O pożytkach z sentencji
    osoba prywatna o Wolne tematy (68 – …
    dr TS o Wolne tematy (68 – …
    osoba prywatna o Wolne tematy (68 – …
    osoba prywatna o Wolne tematy (68 – …
    dr TS o Polska przygotowuje się na „in…
    osoba prywatna o Wolne tematy (68 – …
    osoba prywatna o Wolne tematy (68 – …
    kontra o Za pontyfikatu Piusa XII nasil…
    alejaja o „Exxpress”: Terror przeciwko…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 620 obserwujących.

Archive for 23 lutego, 2011

Jezus nie był Żydem

Posted by Marucha w dniu 2011-02-23 (Środa)

JESUS WAS NOT A Jew
http://www.biblebelievers.org.au/jesusjew.htm
Benjamin H. Freedman, żydowski historyk-badacz-naukowiec, Common Sense (Zdrowy rozsądek) 2.1.53 i 5.1.59
Tłumaczenie Ola Gordon

„Tzw. Żydzi oszukali chrześcijan w najbardziej bezbożny sposób w historii – uważany za najskuteczniejszą broń.”

„Ta technika ‘wielkiego kłamstwa’ pierze mózgi amerykańskich chrześcijan, by wierzyli, że Jezus Chrystus był ‚Królem Żydowskim’, w tym samym sensie, w jakim tzw. dzisiejsi ‘Żydzi’ nazywają się ‘Żydami.’

Określenia tego użyto po raz pierwszy w angielskim tłumaczeniu Starego i Nowego Testamentu setki lat, zanim tzw. Żydzi przywłaszczyli wyraz ‘Żyd’ w XVIII w. – by przypodobać się chrześcijanom, że wiąże ich pokrewieństwo z Jezusem Chrystusem. To rzekome pokrewieństwo bierze się z mitu o ich wspólnym pochodzeniu z tzw. ‘Żydami’ z ziemi świętej historii Starego Testamentu, fikcji opartej na legendzie.”

„Amerykańscy chrześcijanie niezbyt podejrzewają, że pierze im się mózgi przez 24 godziny każdego dnia w radio i telewizji, gazetach i czasopismach, w filmach i sztukach, w książkach; robią to przywódcy polityczni już na stanowiskach i ci, którzy do nich aspirują, przywódcy religijni z ambon i na zewnątrz kościołów, liderzy w dziedzinie edukacji i poza zajęciami programowymi, oraz wszyscy liderzy w biznesie, profesjach i finansach, dbający o bezpieczeństwo ekonomiczne, którzy wysługują się tzw. „Żydom” historycznie pochodzenia chazarskiego.

Niczego nie podejrzewających chrześcijan ustawia się po drugiej stronie zapory, utrudniającej im dostęp do źródeł, których nie mają powodów podejrzewać.

Niepodważalne fakty dostarczają niepodważalny dowód prawdy historycznej, że tzw. „Żydzi” na całym świecie, pochodzący z Europy wschodniej, są niewątpliwie historycznymi potomkami Chazarów, pogańskiego turecko-fińskiego starożytnego mongoloidalnego narodu głęboko w sercu Azji, którzy, jak mówi historia, walczyli w krwawych wojnach od I w. pne w Europie wschodniej, gdzie założyli swoje chazarskie królestwo. Z jakiegoś tajemniczego powodu historia królestwa Chazarów rzuca się w oczy swą nieobecnością w programach szkolnych i na uczelniach.

„Historyczne istnienie królestwa chazarskiego tzw. „Żydów,” ich wzrost i upadek, zniknięcie na stałe królestwa Chazarów jako narodu z mapy Europy, oraz jak król Bulan i naród chazarski ok. 740 AD stali się tzw. ‚Żydami’ poprzez konwersję, ukrywała przed amerykańskimi chrześcijanami cenzura nałożona przez tzw. ‚Żydów’, historycznie pochodzenia chazarskiego, we wszystkich mediach w USA przez nich kierowanych.

Później w 1945 r. ten autor podawał „fakty z życia” Chazarów do publicznej wiadomości na terenie całego kraju i publikował wyniki wielu lat intensywnych badań tej sprawy. Publikacje te były sensacyjne i bardzo skuteczne, ale widocznie gniewały tzw. ‚Żydów’, którzy nadal szkalowali tego autora wyłącznie z tego powodu. Od 1946 roku, przeprowadzali przeciwko niemu brutalną kampanię, dążąc tym samym do dalszego ukrycia faktów, z oczywistych powodów. Dlaczego obawiają się prawdy?

W oryginalnym wydaniu z 1903 roku ‘Encyklopedii żydowskiej’ w nowojorskiej bibliotece publicznej, oraz w bibliotece kongresu, t. 4, s. 1-5, jest zapisana najbardziej wszechstronna historia Chazarów. Również w nowojorskiej bibliotece publicznej jest 327 książek największych na świecie historyków oraz inne źródła, poza ‘Encyklopedią żydowską,’ na temat historii Chazarów, napisane pomiędzy III i XX w. przez ówczesnych Chazarów i przez współczesnych historyków.”

Jezus był Judejczykiem a nie Żydem

Za Jego życia, żaden człowiek i w żadnym miejscu nie był opisywany jako „Żyd”. Fakt ten popierają teologia, historia i nauka. Kiedy Jezus był w Judei, nie była ona „ojczyzną” przodków tych, którzy obecnie stylizują się na „Żydów.” Ich przodkowie nigdy nie postawili stopy w Judei. Żyli oni w tym czasie w Azji, ich „ojczyźnie” i byli znani jako Chazarzy. W żadnym z rękopisów oryginalnych Starego czy Nowego Testamentu, Jezusa nie nazywano „Żydem”. Termin ten powstał w końcu XVIII w. jako skrót terminu Judejczyk i odnosi się do mieszkańca Judei, bez względu na rasę czy religię, podobnie jak termin „Teksańczyk” oznacza osobę żyjącą w Teksasie.

Pomimo potężnych wysiłków propagandowych tzw. „Żydów,” nie byli oni w stanie udowodnić na podstawie źródeł historycznych, że istnieje choćby jeden zapis sprzed tego okresu o rasie, religii czy narodowości, odnoszących się do „Żyda”. Sekta religijna w Judei, w czasach Jezusa, do której samozwańczy „Żydzi” obecnie odnoszą się jako do „Żydów,” była znana jako „faryzeusze”. Współczesny „judaizm” i „faryzeizm” w czasach Jezusa oznaczają to samo..

Jezus brzydził się i potępił „faryzeizm”,  stąd słowa: „Biada wam uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, węże, pokolenie żmij.”

http://stopsyjonizmowi.wordpress.com (z drobnymi poprawkami stylistycznymi gajowego Maruchy).

Posted in Historia, Kościół/religia | 50 Komentarzy »

Jak wmawiać antysemityzm?

Posted by Marucha w dniu 2011-02-23 (Środa)

Odpowiedź na to pytanie znajdujemy w treści środków masowego przekazu, począwszy od 1990 r.; w działalności Żydowskiego Instytutu Historycznego, który dotowany jest przez nasze państwo kwotą 3 mln zł rocznie (główny program „naukowy” tej placówki stanowią „badania polskiego antysemityzmu”); w ciągłych napaściach na Polskę ze strony amerykańskich środowisk żydowskich oraz w żądaniach wypłaty fikcyjnych „odszkodowań” w kwocie 65 mld (USD), wspieranych przez powitaną z radością w Polsce przez Ewę Junczyk-Ziomecką w imieniu prezydenta Lecha Kaczyńskiego, lożę Bnai Brith. Do tego dochodzą kapitulanckie gesty polskich polityków bojących się wojującego żydostwa jak ognia.

Celem kampanii zmierzającej ku temu, abyśmy się pokornie uznali za czołowych „antysemitów” świata, jest nie tylko wyłudzenie od nas wielkich pieniędzy, które się nie należą, ale głoszenie ludzkości, że to nie Niemcy, ale właśnie my mordowaliśmy Żydów w latach wojny i po niej; że Oświęcim, Treblinka i Majdanek to „polskie obozy koncentracyjne”; że „Polacy wyssali antysemityzm z mlekiem matki” i tym podobnych bredni.

W rzeczywistości objawy niechęci do Żydów wywoływane są – chyba celowo – przez takie oszczercze wystąpienia, jak Jana Tomasza Grossa i zbliżone, przez aroganckie groźby Israela Singera i agresywne ataki żydowskich szowinistów godzące w pokojowe współżycie. Żydzi nie są żadnym narodem wyjątkowo uprzywilejowanym, nie mają prawa wynosić się nad inne narodowości i żądać dla siebie szczególnych uprawnień. Ludzie nigdy nie znoszą tego rodzaju postaw i manier: w stosunku do nich narasta sprzeciw, którego nie stłumią te czy inne wygrażania, wrogie pokrzykiwanie w mediach, pozwy sądowe bądź przewaga w sferze publicznej. Wprost przeciwnie – strachem nie wzbudzi się w nikim ani życzliwości, ani przyjaźni, a resentymenty będą się potęgować do szczytu. Jeżeli się komuś wydaje, że napastując polskie społeczeństwo za pomocą zewnętrznych nacisków i kłamliwych oskarżeń, cokolwiek uzyska, fatalnie się myli i może sobie tylko prawdziwej biedy napytać…

Jeszcze gorszą wszak rzeczą niż antypolskie machinacje żydowskich szowinistów są wspierające je haniebne działania nachalnie filosemickich środowisk w rodzaju „Tygodnika Powszechnego” czy „Znaku”, warszawskiego KIK-u albo niektórych osób w Kościele katolickim, będących zwykle pochodzenia żydowskiego lub uwikłanych mentalnie w „europejskie” opcje światopoglądowe. Stało się zwyczajem, że z tej rodzimej strony rozwijana jest nie mniejsza agresja, uzupełniająca „twórczo” jednoplemienne antypolskie nurty. Jeżeli ktoś usiłuje wmawiać nam „antysemityzm”, niech sobie popatrzy, jak to było i jest ze stosunkiem do Żydów w innych krajach – np. we Francji; na historyczną synagogę w Berlinie, obecnie muzeum, obstawioną wokół dla bezpieczeństwa policją. Wreszcie niech się zastanowi nad właściwym znaczeniem tego słowa, które użyte w funkcji nienawistnej pogróżki nie tyle przed rzeczywistym antysemityzmem osłania, co – stosowane jako obraźliwy epitet – właśnie szerzeniu „antysemityzmu” służy.

Zbigniew Żmigrodzki

PS. Wymownym przykładem „naszego” udziału w antypolskiej kampanii był tekst, odczytany przez E. Junczyk-Ziomecką w dniu 20 X 2009 r. przed odsłonięciem pomnika częstochowskich Żydów: „Tu, u stóp Jasnej Góry (!), w mieście żydowskiej matki Syna Bożego, wymordowano 40 tysięcy Żydów. A przecież w Częstochowie Polacy i Żydzi żyli razem”.

Słowa te zdają się sugerować miejsce i sprawców mordu, dokonanego przecież przez Niemców po wywiezieniu mieszkańców getta, w obozie zagłady. Uczestnicy uroczystości, przybyli z całego świata, nie tylko je usłyszeli, ale zabrali –wydrukowane – ze sobą, aby je pokazać w swoich środowiskach.

Artykuł ukazał sie w tygodniku ‘Nasza Polska’ nr 8 (798) z 22 lutego 2011 r.

http://www.naszapolska.pl

Warto tu zacytować fragment artykułu red. St. Michalkiewicza z http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=1942

„Roman Graczyk dotarł był bowiem do dokumentów o których wcześniej nikt nie wiedział, a z których wynika, że nie tylko pracownicy administracji „TP” [Tygodnika Powszechnego – admin] zostali zwerbowani w charakterze konfidentów, ale że bliskie spotkania III stopnia z ubekami odbywały regularnie również tak zwane „legendy”, których SB zarejestrowała w charakterze Tajnych Współpracowników, albo Kontaktów Operacyjnych.”

Jest rzeczą bardzo znamienną, że niemal zawsze tzw. filosemityzm idzie w parze z uprzednią działalnością w charakterze esbeckiego donosiciela, vide np. abp. Życiński, ks. Czajkowski, ks. Weksler-Waszkinel (dziś w Izraelu) i wielu innych.

Admin

Posted in Kościół/religia, Różne | 14 Komentarzy »

Kto odpowiada za wulgarny komiks? „To córka Rostowskiego”

Posted by Marucha w dniu 2011-02-23 (Środa)

Maya "Fuck me" Rostowska, lat 23, wybitna specjalistka. Choć ledwo skończyła studia i jak wynika z oficjalnej informacji MSZ wcześniej nie miała żadnego doświadczenia zawodowego, Radosław Sikorski mianował ją jednym z trzech doradców w swoim gabinecie politycznym.

– Skandal. Kto za to odpowiada? – pytała Julia Pitera z PO o polski komiks z wulgaryzmami, który miał trafić do niemieckich szkół.
– To córka ministra Rostowskiego. Niezłych tam (MSZ – red.) mają współpracowników – odpowiadał w „Rozmowie bardzo politycznej” Zbigniew Girzyński z PiS.
[A co mają zlecać chałtury jakimś świniom z innego chlewu? Niech wszystko zostanie w rodzinie – admin]

„Na ch** on tam stoi?”, „Gdzie jest ta ci**?”, „J*** cweloholokaust” – takie i inne określenia można znaleźć w pełnym wulgaryzmów komiksie, za który polskie MSZ i ambasada w Berlinie zapłaciły 30 tysięcy euro. Miał on promować Fryderyka Chopina w niemieckich szkołach. Polski konsulat potwierdził, że komiksy miały trafić do niemieckich szkół. Jednak w końcu książka nie opuściła terenu placówki konsularnej.

MSZ i Ambasada w Berlinie nie chcą komentować sprawy. Maya Rostowska pracuje jako doradca w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. [Zapewne z powodu wybitnych zdolności odziedziczonych po równie wybitnym ojcu – admin]

Julia Pitera przekonywała, że należy skończyć z brakiem odpowiedzialności za sprawy takie, jak kontrowersyjny komiks.
(…)
(Kle)

http://wiadomosci.onet.pl

No cóż, kolejna, jedna z wielu prób lania gnoju na polską kulturę, historię i w ogóle na Polskę. Nie wiadomo, dlaczego akurat ta została zastopowana. Ale pieniążki zdążyły już przejść z kieszeni podatnika do kieszeni doradczyni, a tej oczywiście włos z głowy nie spadnie. Co innego, gdyby była staruszką i ukradła w sklepie bułkę za dwa złote. – admin

Posted in Kultura | 22 Komentarze »

Fenomen białoruskiej gospodarki

Posted by Marucha w dniu 2011-02-23 (Środa)

Po wyborach prezydenckich na Białorusi, które odbyły się 19 grudnia ub.r., uwaga europejskiej opinii publicznej skupiona jest na represjach władzy w stosunku do politycznej opozycji. Aleksander Łukaszenko bezceremonialnie pokazuje światu i własnemu narodowi, że nie zamierza z nikim dzielić się władzą. Ta twarda postawa ma związek z zadziwiająco dobrą kondycją białoruskiej gospodarki. Na wzór chiński władze w Mińsku skutecznie rekompensują ograniczanie wolności obywatelskich poszerzaniem wolności gospodarczych. [O ile nam wiadomo, Łukaszenka, w każdym bądź razie, nie stworzył żadnych czarnych list wzorem „polskiego” „ministerstwa” spraw zagranicznych – admin]

Liberalizacja gospodarki i zachęty dla zagranicznego kapitału

Jedną z pierwszych decyzji prezydenta Łukaszenki po wyborach było podpisanie dyrektywy, która ma stworzyć korzystniejsze warunki dla rozwoju prywatnej przedsiębiorczości. Dokument określa kierunki reform gospodarczych na najbliższe lata. Mają one przynieść zmniejszenie zakresu kontroli działalności biznesu ze strony administracji, złagodzenie restrykcyjności przepisów oraz wprowadzenie uproszczeń podatkowych. Jest to kontynuacja polityki realizowanej już od kilku lat. W rankingach Banku Światowego przeprowadzonych pod kątem najkorzystniejszych warunków dla prowadzenia biznesu, Białoruś systematycznie, z roku na rok, pnie się coraz wyżej. Zdecydowanie wyprzedza nie tylko takie kraje, jak Rosja czy Ukraina, ale także wiele państw UE, w tym Polskę. [I to jest właściwa droga: najpierw chronić własną gospodarkę, wzmocnić ją aby stała się konkurencyjna, a dopiero potem ją mądrze liberalizować – admin]

-

W połowie listopada w niemieckim Frankfurcie odbyło się duże forum gospodarcze UE – Białoruś. Zakończyło się podpisaniem wielu porozumień handlowych i inwestycyjnych na łączną kwotę 2,7 mld dol. Wśród kontrahentów dominowały koncerny niemieckie z Deutsche Bank i BHF-Bank na czele. Ale była też austriacka firma przemysłu drzewnego Kronospan, włoski koncern stalowy Danielli i polski producent taboru kolejowego PESA. Po tym, jak Białoruś znalazła się w unii celnej z Rosją i Kazachstanem, wielu zachodnich inwestorów traktuje ten kraj jako przyczółek do dalszej ekspansji na Wschód.

Czytaj resztę wpisu »

Posted in Gospodarka | 23 Komentarze »

Pogoda dla bogaczy

Posted by Marucha w dniu 2011-02-23 (Środa)

Fragment książki Sławomira M. Kozaka pt: „Oko cyklopa”.

Z każdym dniem, aktualności nabierają słowa starej, dobrej piosenki pod tytułem „Pocieszanka”. „Pogoda jest dla bogaczy, dla niebogaczy są prognozy złe, raczej złe.”

Wszyscy zauważamy w ostatnich latach wzrost anomalii pogodowych. Obejmują one swym zasięgiem cały glob. Również w Polsce odczuwamy to wyraźnie. Lata są w pierwszych miesiącach upalne, później deszczowe i zimne, natomiast zimy są w miarę ciepłe i bezśnieżne. W niczym nie przypominają opisywanych przez naszych wieszczów, jeszcze nie tak dawnych, upalnych lat, czy srogich i mroźnych zimowych miesięcy. Media coraz częściej pokazują kuriozalne zjawiska. Jerozolima przysypana śniegiem, tajfuny w Chinach i Indonezji, susze w Europie, hektary płonących lasów, trzęsienie ziemi w Iranie. Nie jest to żadne globalne ocieplenie, jakie wmawiają nam pseudonaukowcy i politycy, starając się zrzucić odpowiedzialność za wszystko na uprzemysłowienie świata. Jak piszą bowiem rzetelni badacze, naturalne procesy przyrodnicze mają o wiele większy wpływ na to, co dzieje się dookoła, niż zwykła działalność człowieka. Nie oznacza to jednak, że człowiek nie ma z tymi zmianami nic wspólnego. Otóż, w moim przekonaniu, ma na sytuację w jakiej się znaleźliśmy duży wpływ. Jednak jest to wpływ wąskiej grupy naukowców, od wielu już lat ingerujących w prawa naturalne. Są to ludzie pracujący dla wojska i dlatego wiedza o ich poczynaniach nie wydostaje się na światło dzienne w opracowaniach, czy prasowych wywiadach. Nad okiełznaniem zjawisk pogodowych pracują rządy wielu krajów, jednak największe dokonania na tym polu mają bezapelacyjnie Amerykanie i Rosjanie. Z tym, że ci pierwsi, angażując w badania ogromne środki, uzyskują prawdopodobnie zdecydowaną przewagę w tym wyścigu.

W roku 2005 naukowcy poinformowali o sukcesie prób nad wytworzeniem sztucznej zorzy polarnej przy wykorzystaniu zogniskowanych fal radiowych o wysokiej częstotliwości. Badania te prowadzone były od wielu lat przez zespół pracujący nad programem HAARP (1). Projekt, nad którym pracują US Air Force, US Navy i DARPA ma za zadanie, według zaangażowanych weń naukowców: „zrozumienie, symulowanie i kontrolę procesów zachodzących w jonosferze, które mogą mieć wpływ na działanie systemów komunikacji i dozoru elektronicznego”. Główny ośrodek HAARP znajduje się na Alasce, niedaleko miejscowości Gakona.

Współpracują z nim ośrodki z alaskańskiego Fairbanks, Plateville w Kolorado i Obserwatorium Arecibo w Portoryko oraz Tromse w Norwegii. O HAARP wiadomo niewiele. Najwięcej dowiedzieć się można z lektury tekstów przypisujących projektowi sukcesy na polu tworzenia nowych broni. Wśród nich mowa jest o możliwości wykorzystania nowej technologii do zdalnego odcinania ośrodków miejskich od prądu, wywoływania trzęsień ziemi, cyklonów i tsunami, zakłócania łączności radiowej obcych wojsk, czy wreszcie eliminowania satelitów z orbity Ziemi. Coraz częściej jednak niektóre informacje na ten temat przedostają się do wiadomości publicznej, zdejmując z tematu odium fantastyki naukowej lub wręcz kolejnej spiskowej teorii.

„W miarę zbliżania się do pierwszej rocznicy ubiegłorocznego kataklizmu wywołanego przez azjatyckie fale tsunami, a także po przejściu huraganu Katrina, który zniszczył Nowy Orlean, oraz po trzęsieniu ziemi o sile 7,4 stopnia w południowej Azji, które zabiło tysiące łudzi, rosnąca liczba ludzi zastanawia się, co się dzieje z ogólnoświatowym klimatem.

Czytaj resztę wpisu »

Posted in Różne | 53 Komentarze »

Niemiecka prasa wzywa do osądzenia Polski w Norymberdze-bis

Posted by Marucha w dniu 2011-02-23 (Środa)

Nie ma pokoju bez sprawiedliwości, a sprawiedliwości bez zadośćuczynienia. Pokój w Europie jest uzależniony od naprawienia, pod międzynarodowym nadzorem, wyrządzonych Niemcom krzywd oraz wymierzenia Polakom sprawiedliwości w „Norymberdze-bis” – takie wnioski można wyciągnąć z lektury styczniowego dodatku historycznego do wychodzącego w milionowym nakładzie niemieckiego tygodnika „Der Spiegel” [1].

Słabość państwa polskiego, ujawniona w katastrofie smoleńskiej, zachęciła Niemców do otwarcia nowego rozdziału w naszych wzajemnych stosunkach. Niedawna uchwała Bundestagu wezwała do ustanowienia dnia pamięci o niemieckich ofiarach wypędzeń oraz do – jak się wyrażono – „doprowadzenia do końca procesu pojednania” (niem. „Aussöhnung vollenden”). Opiniotwórczy „Der Spiegel” wyjaśnił, na czym owo ostateczne pogodzenie katów z ofiarami drugiej wojny światowej miałoby polegać: na postawieniu m.in. Polski w stan oskarżenia za wypędzenie Niemców z ich siedzib i na wyegzekwowaniu na międzynarodowej konferencji zadośćuczynienia za ich cierpienia. „Spiegel”, jak to ujął jeden z niemieckich obserwatorów, spopularyzował w ten sposób, w wyostrzonej jedynie formie, cele współczesnej niemieckiej polityki zagranicznej [2].

„Spiegel” powołuje się na przykład haskiego trybunału ds. zbrodni w byłej Jugosławii, który w imieniu społeczności międzynarodowej oskarża i sądzi m.in. za czystki etniczne i przymusowe wysiedlenia. Urzęduje też w Hadze Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości, główny organ sądowy ONZ. „Dlaczego, do diabła, wciąż jeszcze nikt nie oskarża tam odpowiedzialnych za zbrodnie powojennych wypędzeń?” – pyta z emfazą niemiecki tygodnik, argumentując, że wypędzenie Niemców z dzisiejszej Polski wg współczesnych norm prawnych jest przecież zbrodnią przeciwko ludzkości, taką samą jak zbrodnie w byłej Jugosławii, sądzone w Hadze [3].

Powie może ktoś, że powojenne przesiedlenia są zbyt odległe w czasie, by do nich wracać, a prawo międzynarodowe nie może działać wstecz? Otóż nic bardziej błędnego. W Norymberdze tuż po wojnie, aby sprawiedliwość nie skapitulowała przed zbrodnią, uznano za konieczne sądzić za czyny, z których większość w chwili ich popełnienia nie była karalna (dla przykładu, szefa MSZ III Rzeszy sądzono m.in. za deportacje europejskich Żydów).

„Spiegel” powołuje się też na orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, wielokrotnie już odrzucającego skargi obywateli Europy Wschodniej na sądzenie ich za zbrodnie przeciwko ludzkości z naruszeniem zasady „Nulla poena sine lege” („nie ma kary bez ustawy”), a mianowicie z ustaw uchwalonych dopiero po upadku systemu sowieckiego. Warte szczególnej uwagi, zdaniem „Spiegla”, jest orzeczenie Trybunału oddalającego skargę dwóch obywateli Estonii, osądzonych w tym kraju na podstawie ustawy z 1994 roku za współudział w sowieckich deportacjach do łagrów w roku 1949. Da się ono sprowadzić do stwierdzenia, że w przypadku zbrodni przeciwko ludzkości zasada niedziałania prawa wstecz nie obowiązuje.

Wyciągając wnioski z orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, „Spiegel” proponuje pójść w ślady Estonii, na skalę jednak nieporównanie większą. Norymberga-bis dla osądzenia zbrodni wypędzeń? Międzynarodowy trybunał dla zadośćuczynienia niemieckim ofiarom wypędzeń, już w roku 2011? A czemużby nie? Sądząc po wyrokach zapadłych w Strasburgu, na poparcie europejskich strażników praw człowieka Niemcy w swych roszczeniach wobec Polski z pewnością mogą liczyć.

Czym miałyby być wynagrodzone cierpienia Niemców? „Spiegel” podsuwa rozwiązanie: dorobek wielu pokoleń, który znajduje się na ziemiach odebranych Niemcom, nie jest własnością jedynie tych, którzy tam dziś żyją, ale również milionów tych Niemców i ich potomków, którzy zostali z nich wygnani [4]. Owijając rzecz w bawełnę, tygodnik odważa się mówić jedynie o „dorobku kulturalnym” niemczyzny na Wschodzie, jednak wymowa wypowiedzi zebranych w specjalnym numerze „Spiegla” nie pozostawia wątpliwości, że roszczenia wobec Polski dotyczą nie tylko skarbów niemieckiej kultury.

Na naszych oczach, pod hasłami wyrównania krzywd historycznych, są bezmyślnie (chciałbym wierzyć) niszczone kruche więzy, które dzięki wysiłkowi wielu mądrych ludzi, Polaków i Niemców, zaczęły nas ze sobą powoli łączyć w imię dobrego sąsiedztwa, wspólnej przyszłości i wiary w człowieka. Więzy delikatne, zbudowane z współczucia, życzliwości, gestów pojednania i wysiłków zrozumienia drugiej strony – krucha konstrukcja nad otchłanią potwornych zbrodni, nad morzem przelanej krwi niewinnych, wołającej o pomstę; czy mamy jej usłuchać?

Niemcy apelują o wyrównanie historycznych krzywd, ale czy dadzą się one kiedykolwiek wyrównać? Moje miasto, starte z powierzchni ziemi, straciło podczas wojny więcej mieszkańców niż Hiroszima, Drezno, Hamburg, Berlin, Kolonia i Nagasaki razem wzięte. Co piąty mieszkaniec mojego kraju stracił podczas wojny życie, a pozostali wyszli z niej okaleczeni. Na pół wieku straciliśmy niezależność, zmuszeni do służenia innym. I wy się z nami, Niemcy, pielęgnujący swoje własne krywdy spadkobiercy marzeń o niemieckim wschodzie Europy, naprawdę chcecie od nowa policzyć za doznane krzywdy? Czy nie widzicie, że pukacie do wrót piekieł, po raz kolejny w historii?

Droga, którą wskazuje „Spiegel” i niedawna uchwała niemieckiego parlamentu, nie prowadzi do pojednania i pokoju w Europie, wręcz przeciwnie. Ile razy trzeba przypominać, że pod złudnym hasłem sprawiedliwości dziejowej i wyrównania niemieckich krzywd historycznych rozpętano najstraszliwszą z dotychczasowych wojen, której ofiarą padli w końcu również Niemcy, wcześniej dopuszczając się niewyobrażalnych zbrodni na innych? Czy historia musi się powtórzyć, by jej nauka dotarła wreszcie do teutońskich, zakutych jak widać, łbów?

Bielszym

[1] „Spiegel Geschichte” 1/2001 – „Die Deutschen im Osten”.
[2] „Nürnberg II”, artykuł redakcyjny „Informationen zur deutschen Aussenpolitik“ z 16.02.2011
[3] T. Darnstädt, „Aktenzeichen ungelöst” w „Spiegel Geschichte” 1/2011.
[4] „Randlage mit Bollwerksfunktion”, wywiad z A. Kossertem w „Spiegel Geschichte” 1/2011.

PS.  Na marginesie mej notatki i tylko pozornie z nią bez związku, zachęcam do przyłączenia się do apelu o pozbawienie, po jego skandalicznych wypowiedziach (zob. „Doradca rządu RFN dziękuje Bogu za katastrofę smoleńską„), czołowego doradcy rządu i przemysłu niemieckiego ds. Rosji, Aleksandra Rahra, dotacji Deutsche Bank AG. Szczegóły znajdą PaństwoTUTAJ, uzasadnienie – m.in. TUTAJ.

http://niepoprawni.pl

Posted in Polityka | 16 Komentarzy »

Pokrętne tłumaczenia posoborowej destrukcji: “Liturgiści zamieszali architektom w głowie”

Posted by Marucha w dniu 2011-02-23 (Środa)

Gajowy niejednokrotnie pisał na temat szkaradności współczesnych świątyń katolickich. Niestety, dość często spotykał się z poglądem, że „wszystko jedno, gdzie się modlimy” – grunt żeby w sercu była miłość…

Radio Watykańskie w tekście pt “Liturgiści zamieszali architektom w głowie – uważa nestor włoskiej architektury” pisze:

Trzymajmy się wytycznych Soboru i Papieża Ratzingera – apeluje do współczesnych architektów i liturgistów Paolo Portoghesi, twórca postmodernistycznego nurtu w architekturze. We Włoszech nie ustają polemiki na temat nowych kościołów. Powodem jest cała seria nowoczesnych świątyń, budowanych pod patronatem tutejszego episkopatu w nowych rezydencjalnych dzielnicach wielkich miast. Ich budowa to dla tutejszego Kościoła spore obciążenie finansowe. Stąd różne inicjatywy, mające skłonić do hojności zarówno wielkich sponsorów, jak i zwykłych wiernych. Jedną z nich były słynne koncerty bożonarodzeniowe w Watykanie. Okazuje się jednak, że efekt końcowy nie zaspokaja oczekiwań wielu katolików. Choć przygotowanie projektów nowych świątyń powierza się największym sławom włoskiej architektury, ich pomysły nie zawsze idą w parze z wrażliwością wiernych. Debaty na ten temat toczą się dziś zarówno we włoskich mediach, jak i w wąskim gronie specjalistów. Dla tych ostatnich przygotowywana jest w Mediolanie wystawa poświęcona czterem kontrowersyjnym świątyniom, które zostały oddane do użytku w ostatnim czasie. Znajdują się one na peryferiach Rzymu, w Modenie i Perugii.

Do tej gorącej debaty na temat nowych kościołów włączył się również ostatnio nestor włoskiej architektury, a zarazem wybitny historyk sztuki Paolo Portoghesi. W watykańskim dzienniku L’Osservatore Romano opublikował on artykuł, w który dokonuje krytycznej analizy projektu kościoła Jezusa Odkupiciela w Modenie. Portoghesi nie kwestionuje zawodowych umiejętności architekta, bo te, jego zdaniem, nie podlegają dyskusji. Autorowi projektu Maurowi Galantino, jak i współpracującemu z nim liturgiście ks. Giuseppe Arosio, Portoghesi zarzuca jednak kompletny brak rozumienia, czym jest w katolicyzmie przestrzeń sakralna.

Jak się okazuje, architektom zamieszał w głowie posoborowy kryzys, a dokładniej taki sposób interpretowania Vaticanum II, który widzi w nim zerwanie z kościelną tradycją. Na to właśnie powołuje się sam twórca kościoła w Modenie. Moja idea przestrzeni sakralnej wyrasta z Soboru, który zmienił wielowiekową tradycję – broni się Mauro Galantino. Według jego interpretacji soborowych postanowień, wierni i kapłan mają tworzyć nierozłączną całość, a w kościele powinni się poczuć jak za stołem przy Ostatniej Wieczerzy. Dlatego w jego kościele siedzą w dwóch sektorach rozmieszczonych na przeciwko siebie, tak że przez całą liturgię patrzą sobie prosto w oczy.

To właśnie takie zamknięcie przestrzeni sakralnej do samych wiernych, brak otwarcia na transcendencję, wspólnej orientacji zgromadzenia i kapłana w jednym kierunku najbardziej wadzi Portoghesiemu. W jego odczuciu kościół taki został pozbawiony swej najbardziej charakterystycznej cechy. Świątynia ta „jest piękną aulą konferencyjną, w której nic nie przywołuje transcendencji ani pielgrzymowania modlącego się ludu do zbawienia” – pisze Portogesi. Liturgiści i architekci, którzy o tym zadecydowali, postanowili zerwać z wielowiekową tradycją, nie licząc się z tym, czego naprawdę oczekuje od nich Kościół, jego oficjalne nauczanie.

Okazuje się, że Paolo Portoghesi, nestor włoskiej architektury, jest doskonałym znawcą zarówno dokumentów soborowych, jak i nauczania obecnego Papieża oraz jego wcześniejszych publikacji na temat architektury sakralnej, a w szczególności książki „Duch liturgii”. Przypomina on, że zachowanie ciągłości z tradycją i powściągliwość w innowacjach zalecał już sam Sobór właśnie w konstytucji o liturgii, gdy podkreślał, że „nowości należy wprowadzać tylko wtedy, gdy tego wymaga prawdziwe i niewątpliwe dobro Kościoła, z zastrzeżeniem jednak, że nowe formy będą niejako organicznie wyrastać z form już istniejących” (Sacrosanctum concilium, 23).

Dla jasności powiedzmy, że wnętrze kościoła, którego analizy podjął się Portoghesi, przypomina halę sportową z boiskiem. Wierni są rozmieszczeni na dwóch przeciwległych trybunach. W miejscu jednej bramki znajduje się ołtarz, w miejscu drugiej ambona. Pomiędzy nimi pusta przestrzeń. Krzyż, jedyny element ikonografii, został usytuowany nieopodal ołtarza. Elementem spajającym jest pusta przestrzeń, przez którą przechodzi celebrans po zakończeniu liturgii słowa. W praktyce wierni są zmuszeni patrzeć na ludzi siedzących na przeciwko, zerkając raz w lewo, raz w prawo, w zależności od tego, gdzie toczy się akcja liturgiczna.

Portoghesi przypomina, że takie rozbicie przestrzeni liturgicznej zostało stanowczo potępione przez Benedykta XVI w adhortacji apostolskiej Sacramentum caritatis. „Ważnym składnikiem sztuki sakralnej jest niewątpliwie architektura kościołów – przyznaje w niej Papież. – Powinna ona zachować jedność poszczególnych elementów prezbiterium: ołtarza, krucyfiksu, tabernakulum, ambony” (n. 41). Rozproszenie przestrzeni sakralnej wpisuje się natomiast w posoborowe tendencje, które dążyły do dynamizacji liturgii, wyeksponowania ambony na równi z ołtarzem oraz do usytuowania wiernych wokół ołtarza, czego domagał się w szczególności niemiecki ruch innowacji liturgicznych – zauważa Portoghesi.

Włoski architekt sam opowiada się natomiast za wyraźną orientacją kościołów, proponowaną przez Josepha Ratzingera w jego książce „Duch liturgii” . Cytując przyszłego Papieża przypomina, że zgodnie z najdawniejszą tradycją zgromadzenie liturgiczne nie tworzy zamkniętego kręgu, ludzie nie patrzą na siebie nawzajem, lecz jako lud Boży w drodze idą na Wschód, w kierunku Chrystusa, których wychodzi im naprzeciw. „Wspólna orientacja zgromadzenia na Wschód w czasie modlitwy eucharystycznej to bynajmniej nie sprawa drugorzędna, lecz zasadnicza” – podkreśla włoski architekt powołując się na opinię Josepha Ratzingera.
W jego przekonaniu współcześni liturgiści i architekci powinni się jeszcze wiele nauczyć z bardzo precyzyjnego nauczania Kościoła o przestrzeni sakralnej. Reewangelizacja dokonuje się bowiem również poprzez kościoły pisane przez małe „k” – zauważa Portoghesi. Wymaga to zarazem twórczej innowacji, jak i uważnego patrzenia na tradycję, która bynajmniej nie jest postawą zachowawczą, lecz przekazem dziedzictwa, które jest w stanie zaowocować również w przyszłości – pisze włoski architekt.

Artykuł, którym włączył się w gorącą debatę nad nowymi kościołami we Włoszech, kończy on stwierdzeniem: „Kościół w Modenie to ewidentny dowód na to, że estetyczne walory architektury nie wystarczą, by jakaś przestrzeń stała się kościołem, miejscem pomagającym wiernym poczuć się żywymi kamieniami świątyni, której kamieniem węgielnym jest sam Chrystus”.

kb/ rv, l’osservatore romano, corriere della sera

KOMENTARZ BIBUŁY:
Dziwne, że niektóre osoby w Watykanie zaczynają dostrzegać dopiero teraz, po prawie 50-latach, brzydotę współczesnych kościołów, budowanych na sztampowy wzór hali sportowo-widowiskowej, zmieszanej z elementami lóż masońskich i synagog.
Ale dlaczego Radio Watykańskie, dlaczego L’Osservatore Romano nie mówią wszystkiego, dlaczego nie mówią o tym, że poprzedni pontyfikat – jeden z najdłużych w historii – wspierał tego typu okropieństwa, dlaczego nie wspominają o licznych ceremoniach z udziałem Jana Pawła II, podczas których dokonywano uroczystego poświęcenia tych nowych szkaradeł powstających w tysiącach miast na świecie, dlaczego nie przytaczają wypowiedzi tego papieża, który wielokrotnie zachwycał się architekturą tych masońskich świątyń, dlaczego nie mówią, że bardzo często architektami tych paskudztw byli żydowscy architekci, albo ludzie szczycący się na co dzień nienawiścią do Kościoła? Dlaczego? Dlaczego godzono się lekką ręką na burzenie historycznych, pięknych architektonicznie kościołów, by niedaleko od nich wybudować koszmarne betonowe bunkry nazywane przez tych współczesnych barbarzyńców kościołami?

Rację więc mają architekci w rodzaju Mauro Galantino, który mówi, że “Moja idea przestrzeni sakralnej wyrasta z Soboru, który zmienił wielowiekową tradycję.” Nie, to nie “architektom zamieszał w głowie posoborowy kryzys, a dokładniej taki sposób interpretowania Vaticanum II, który widzi w nim zerwanie z kościelną tradycją.” – jak pokrętnie tłumaczy Radio Watykańskie. Architektura wynika wprost z idei, odzwierciedla myśl, lecz nade wszystko ukazuje STAN DUSZY, a okres posoborowy cechuje się właśnie nie tylko ułomnością litery i myśli, ale i chorobą Ducha.

W Watykanie, a przynajmniej w jej części, następuje otrzeźwienie, ale to wszystko już za późno. A jednocześnie trwają prace nad beatyfikacją Jana Pawła II, który osobiście jest odpowiedzialany za wiele tego typu decyzji, a poprzez swój modernistyczny pontyfikat, za współ-destrukcję Kościoła. Czy rozpatrzono tego typu zarzuty przy procesie beatyfikacyjnym? Ach, zapomnieliśmy, że procedury posoborowe w praktyczny sposób zlikwidowały urząd Advocatus Diaboli, być może właśnie po to aby łatwiej można było przeprowadzić takowe procesy.

Za: Radio Watykańskie (” Liturgiści zamieszali architektom w głowie – uważa nestor włoskiej architektury”)

http://www.bibula.com/?p=33043

To nie są zakłady produkcji nawozów azotowych. To jest Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Ożarowie Mazowieckim. Tu się modlą ludzie.

Posted in Kościół/religia | 18 Komentarzy »

 
%d blogerów lubi to: