Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Zbych o Czy nasz Episkopat to wyznawcy…
    UZA o Wykład internetowy profesora N…
    ! o Czy nasz Episkopat to wyznawcy…
    lewarek.pl o Zatrzymanym w Mariupolu Chorwa…
    Listwa o Struktura muzyki
    Panicz Pawełek o Jedno zdjęcie – trzy kłam…
    Olo o Ukraina: pomoc humanitarna z P…
    lewarek.pl o Struktura muzyki
    Listwa o Czy nasz Episkopat to wyznawcy…
    Listwa o Struktura muzyki
    UZA o Niemiecka dziennikarka opowiad…
    prostopopolsku o Wykład internetowy profesora N…
    prostopopolsku o Wykład internetowy profesora N…
    Greg o Wolne tematy (59 – …
    prostopopolsku o Prezydent Andrzej Duda, chrześ…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 616 obserwujących.

Dariusz Ratajczak: Protokoły Mędrców Syjonu – fałszerstwo oparte na faktach?

Posted by Marucha w dniu 2011-03-13 (Niedziela)

Dr Dariusz Ratajczak, zamordowany przez unych

Sprawa wydaje się prosta: „Protokoły Mędrców Syjonu” są wytworem antysemitów, którzy chcieli wykazać, ze Żydzi dążą do panowania nad światem. Żeby być bardziej precyzyjnym – jest to produkt najlepszej tajnej policji świata – rosyjskiej Ochrany (gdyby była taka „najlepsza”, nie dopuściłaby do rewolucji roku 1917. Z drugiej strony nie można wykluczyć, że sama ją inspirowała poprzez swych masońskich mocodawców).

Powyższe twierdzenie wydaje się tym bardziej prawdziwe, że w roku 1935 sąd w Bernie skazał na grzywny młodych Szwajcarów za rozpowszechnianie „protokołów”, natomiast pismo uznał za falsyfikat. Wprawdzie podczas rozprawy nie dopuszczono świadków mających świadczyć na korzyść oskarżonych, a nie poskąpiono ich skarżącej żydowskiej Gminie Wyznaniowej, uznajmy jednak, iż taki jest przywilej każdego sądu. Pomimo tego i w tej zdawałoby się oczywistej kwestii istnieją niejasności, które każą zachować ostrożność przy ferowaniu nieodwołalnych wyroków; wyroków – dopowiedzmy – uniemożliwiających jakąkolwiek dyskusję.

Mnie osobiście zastanawia oświadczenie ks. dr Stanisława Trzeciaka, byłego profesora Akademii Duchownej w Petersburgu, cenionego przed wojną żydoznawcy, bohaterskiej ofiary Powstania Warszawskiego (skądinąd wiadomo, że podczas okupacji ratował również Żydów – podobnie jak wielu innych „antysemitów”). Duchowny ten uznał autentyczność, czy fałszerstwo „protokołów” za zagadnienie wprawdzie naukowe, ale drugorzędne. Tak naprawdę ważne jest – według niego – to, czy w „dziele” znalazło się odbicie tych samych myśli i dążeń znanych z literatury i pism żydowskich oraz konkretnych wypowiedzi strony „obwinionej”. I uczony duchowny znalazł przykłady żydowskiego zadufania, „gojofobii” i „myślenia globalnego”.

Spośród kilku przytoczmy dłuższy fragment z artykułu rumuńsko – amerykańskiego Żyda, Marcusa Eli Ravage* pomieszczonego w styczniowym numerze „The Century Magazine” z roku 1928 (M. E. Ravage, A real case against the Jews, „The Century Magazine”, January 1928):

„Jeśli się wam przygląda [Ravage przemawia do „aryjczyków” jakby w imieniu Żydów, używając formy „wy ” dla „gojów” i „my” dla swoich współbraci – DR] i słucha się waszych dziecinnych zarzutów, można mieć wrażenie, że nie macie nawet najmniejszego pojęcia o tym, co się wokół dzieje… Jesteście oburzeni na nas, nie możecie jednak powiedzieć dlaczego! Niedawno słyszało się zwykle, jakobyśmy gonili za pieniędzmi i tylko patrzyli na własną kieszeń. Teraz lamentuje się, że żaden kierunek sztuki, żaden zawód nie jest wolny do Żydów… My odsuwamy się od obowiązku obrony ojczyzny w czasie wojny, bo z natury i tradycji jesteśmy pacyfistami. Jesteśmy arcypodżegaczami do wojen światowych i głównie odnosimy korzyści z takich rzezi narodów… Obwiniacie nas, że wznieciliśmy rewolucję w Moskwie. Niech będzie, my to przyznajemy. No i?… Robicie wiele krzyku z powodu szkodliwego wpływu żydowskiego na wasze teatry i kina. Pięknie! Zgoda, wasze skargi są usprawiedliwione. Ale co to ma znaczyć w porównaniu do naszego przemożnego wpływu na wasze kościoły, wasze szkoły, wasze prawodawstwa i na wasze rządy…? Rosyjski prostak fałszuje zwitek papieru i ogłasza w książce, którą nazywa „Protokołami Mędrców Syjonu”. Uważacie tę książkę za autentyczną. Dobrze! Dla dowodu chcemy się podpisać pod każdym słowem. Jest ona… autentyczna… Jeśli istotnie poważnie zajmujecie się całą tą gadaniną o żydowskich sprzysiężeniach, czyż nie powinienem zwrócić waszej uwagi na jedną rzecz, o której opłaciłoby się mówić? Bezcelowym jest tracić słowa na mniemaną kontrolę waszej myśli publicznej przez żydowskich finansistów, wydawców gazet i właścicieli kin (tekst powstał w latach, gdy nie istniała jeszcze telewizja, a radio nadal było nowością – DR), kiedy możecie równie dobrze oskarżyć nas o kontrolowanie waszej cywilizacji poprzez żydowski mit?… Nie zauważyliście… miary naszej winy. Wciskamy się, jesteśmy burzycielami, wywrotowcami. Myśmy wzięli w posiadanie wasz świat cielesny, wasze ideały, wasz los. Myśmy byli ostatnią przyczyną nie tylko wojny (I Wojny Światowej – DR), ale prawie wszystkich waszych wojen. Myśmy byli sprawcami nie tylko rewolucji rosyjskiej, ale podżegaczami do każdej większej rewolucji w waszej historii. Myśmy wnieśli niezgodę i zamieszanie w wasze życie osobiste i publiczne/…/ Ale myśmy was nie zostawili. Dostaliśmy was w nasze ręce i zburzyli piękną, wspaniałą budowlę, którąście stworzyli. Zmieniamy cały bieg waszej historii. Myśmy was tak zdobyli, jak nigdy żadna z waszych potęg nie zdobyła Afryki… Uczyniliśmy to wyłącznie nieodpartą siłą naszego umysłu, ideami, propagandą. Uczyniliśmy was roznosicielami naszej misji światowej, bez waszej woli lub bez waszej świadomości… Weźcie trzy główne rewolucje w naszych czasach, francuską, amerykańską i rosyjską. Czym innym były one, jak nie tryumfem żydowskiej idei sprawiedliwości społecznej, politycznej i gospodarczej/… / Czyż nie jest dziwne, że bierzecie nam to za złe?/…/ Dlaczegóż w całym świecie nie macie oburzać się na nas? Gdybyśmy byli na waszym miejscu, czulibyśmy więcej niechęci niż wy do nas. Tylko, że wypowiedzielibyśmy to bez skrępowania.”

Cóż sądzić o tego typu enuncjacjach. Czy są one wyrazem narodowej megalomanii, czy też zawierają „jądro prawdy”? Czy są właściwe wielu Żydom, czy tylko garstce? A może Marcus Eli Ravage jest ukrytym Żydem – antysemitą lub szczególnym przypadkiem psychiatrycznym? Albo człowiekiem nad wyraz szczerym? Wreszcie, typem żydowskiego dowcipnisia? Doprawdy – nie mnie to sądzić. Tym bardziej, że wywodzę się z narodu, który przedstawionymi wyżej kategoriami nie śmie nawet myśleć. Oto polska pokora i dobry smak.

*Marcus Eli Ravage (właść. Revici), ur.25 czerwca 1884 r. w Rumunii z ojca Judy i matki Belli, z domu Rozenthal. W r. 1900 emigruje do USA, gdzie zmienia nazwisko na Ravage. W latach 1909-1913 studiował na uniwersytetach w Missouri, Illinois i w Nowym Jorku, gdzie się doktoryzował.

Dr Dariusz Ratajczak

Za http://palestyna.wordpress.com

Komentarzy 12 do “Dariusz Ratajczak: Protokoły Mędrców Syjonu – fałszerstwo oparte na faktach?”

  1. Swiadomy Polak said

    Autorstwo „Protokolow” jest przypisywane T.Hertzlowi – przewodniczacemu swiatowego zjazdu syjonistow, jaki odbyl sie w Bazylei w 1897r.

  2. Proponuje (od lat) wszystkim ,ktorzy maja watpliwosci co do tego kto jest autorem „Protokolow” proste doswiadczenie: wystarczy je przeczytac a potem porownac to co nam obiecuja z otaczajaca rzeczywistoscia.
    Henry Ford stwierdzil w 1920 ,ze sa „przerazajaco aktualne”.
    Od tego czasu ich aktualnosc to juz nie tylko przerazenie ale horror.
    Ciekawe jest to rowniez ,ze od lat,pomimo wielu prob nie udalo mi sie sklonic Polakow do krok po kroku analizy tych protokolow Lucyfera.
    Zydzi ze swojej strony robia mase wrzasku a propos zrodla tych informacji byle tylko nie poruszyc meritum sprawy czyli wlasnie tego:jak sie maja „Protokoly’ do tego co nas otacza.

    Jerzy Ulicki-Rek

  3. Ordel said

    A tu do poczytania http://prawda2.info/viewtopic.php?t=11382

  4. Tomek Kolejarz said

    Sam zastanawiam się, czy aby „Protokoły” nie są sprytnym falsyfikatem. Z drugiej strony historia i teraźniejszość dostarcza wielu przesłanek za uznaniem prawdziwości sporej części treści w nich zawartych, ale na pewno nie wszystkich. Myślę, że jak to często bywa w przypadku wielu spraw jest ona inna i o wiele bardziej ciekawa niż to, co nam się prawdziwym na dzień dzisiejszy wydaje. Obyśmy kiedyś poznali całą prawdę.

  5. Piotrx said

    Znalezione w internecie:
    **********************

    OD REDAKTORA

    Nie wracałbym do tego tematu, gdyby nie osobliwa reakcja jednej z czytelniczek naszego portalu. Pani ta, przedstawiająca się jako mieszkająca we Francji „matka Polka” (ciekawe, że też ujęła to określenie w cudzysłów) polemizując ze mną w kwestii unijnego kołchozu i jego najzagorzalszych zwolenników z Żydem Bronisławem Geremkiem vel Lewartowem na czele, zadziwiająco wiele miejsca poświęciła tzw. Protokołom Mędrców Syjonu, które wymieniłem mimochodem jako wydawnictwo podlegające szczególnej cenzurze w „demokratycznej” Francji. W swoim zacietrzewieniu moja antagonistka uznała ww. pozycję za kiepskiej jakości fałszywkę carskiej ochrany i „mało udolny plagiat z pamfletu Maurice’a Joly” (1864), będącego satyrą na rządy Napoleona III. Ba, uciekła się nawet do zaszeregowania „Protokołów” – w ślad za niejakim Januszem Tazbirem (Żyd robiący w zawodzie „historyk”) – w poczet tzw. biblii nienawiści obok „Mein Kampf” i „Krótkiego kursu historii WKP(b)”.

    W tym ostatnim porównaniu widzę wprawdzie pewną niekonsekwencję bowiem autorstwo obydwu ostatnich pozycji przypisuje się odpowiednio Adolfowi Hitlerowi i Józefowi Stalinowi, a więc czołowym wyznawcom i praktykom żydokomuny. Co więcej, kanclerz III Rzeszy był… żydowskim bękartem. Wrzucanie do tego samego worka wydawnictwa stworzonego jakoby w interesie caratu – akurat śmiertelnego wroga żydokomuny – to zabieg wyjątkowo ryzykowny. Ale niech im, a „historykowi” Tazbirowi zwłaszcza, będzie…

    O wiele bardziej interesująca wydaje się wyjątkowo gwałtowna i emocjonalna reakcja niektórych osób (ze wspomnianą wyżej „matką Polką”) na „Protokoły” i ich zawartość. Dla znawców zagadnienia jest to zresztą miarodajny test potwierdzający żydowskie pochodzenie samych „gwałtowników”. Jednoznaczna ocena „Protokołów Mędrców Syjonu” jako fałszywki stanowi bowiem pierwszoplanową „świętość” wśród tez propagowanych przez koczowników plemiennych, stawianą wyżej nawet od twierdzenia, że holocaust dotyczy tylko Żydów i jest najważniejszym wydarzeniem w historii świata.

    Myślący, bazujący na faktach i odporny na internacjonalistyczny terror tzw. poprawności politycznej nie-Żyd może jednak próbować rozstrzygnąć dwie kwestie:

    Kwestia pierwsza (do rozważenia przed lekturą „Protokołów”):

    Skoro coś jest „nieudolną fałszywką”, to dlaczego ukrywać ją przed czytelnikami, uciekając się nawet do takich metod jak odpowiedzialność karna za rozpowszechnianie, wprowadzona m.in. – posłużmy się tylko przykładem największych krajów unijnych – we Francji i w Niemczech?

    Kwestia druga (do rozważenia po lekturze „Protokołów”):

    Z tezy mówiącej, iż „Protokoły” są fałszywką carskiej ochrany, musi wynikać teza następna – jakże niewygodna dla autorów pierwszej. Taka mianowicie, że carska ochrana wykazała wyjątkowy geniusz, preparując scenariusz żydowskich działań wobec „gojów”, który… potwierdza się i wytrzymuje próbę czasu nawet dzisiaj, czyli po ponad 100 latach. A taki geniusz byłby równoznaczny choćby ze skutecznym udaremnieniem żydowskiej Rewolucji Październikowej. Tymczasem stało się zupełnie inaczej, w dodatku – z serią tajemniczych morderstw, ofiarami których padali rosyjscy oficerowie lub urzędnicy próbujący kilkanaście lat wcześniej upowszechnić treść „Protokołów”.

    Zresztą, czyż nie lepiej przedstawić rzecz całą do przeczytania i przemyślenia samym czytelnikom? Zaręczamy, że warto – także w kategoriach ewidentnych korzyści osobistych. Niżej podpisany miał możliwość zapoznania się z „Protokołami” ponad dwadzieścia lat temu. Wiedza wyniesiona z ich lektury pozwoliła uodopornić się na pokusy żydowskiej wiary w siłę Mamony i np. rozwiązywać swoje problemy mieszkaniowe bez „wsparcia” bankowej lichwy. Przeprowadzka na własne „cztery kąty” trwała wprawdzie nieco dłużej lecz czymże jest taka cena wobec świadomości, że w innym wypadku byłbym zakładnikiem tzw. kredytu hipotecznego, obliczonego na kilkadziesiąt lat i zmuszającego do godzenia się na każdą – nawet najbardziej upokarzającą – pracę, aby móc ów kredyt spłacić?

    Z uważnej lektury „Protokołów” korzystają również całe państwa. Najlepiej widać to po Japonii, gdzie – dzięki osobistej inicjatywie cesarza – „nieudolna fałszywka carskiej ochrany” została rozpowszechnienia zarówno wśród rządzących jak i obywateli. Efekt? Same rezerwy walutowe Japonii wynoszą aktualnie ponad 850 mld dolarów i są dwadzieścia dwa razy większe od rezerw USA, nominalnie największego mocarstwa na świecie, a faktycznie – państwa coraz bardziej zasługującego na miano Stanów Zjednoczonych… Izraela. Co ciekawe, w ślady Japonii ostro podąża Malezja – jeden z azjatyckich tygrysów, który szybko wyciągnął wnioski z lekcji jaką zafundował mu parę lat temu Żyd George Soros, międzynarodowy spekulant i animator globalizacji.

    Zatem – czytajmy i wyciągajmy wnioski, gdyż – jak mówi ludowe porzekadło – mądrej głowie dość dwie słowie…

    Henryk Jezierski
    3 kwietnia 2006

  6. Piotrx said

    Z przedmowy do „Protokołow”
    ****************
    SŁOWO WSTĘPNE

    Ostatnimi czasy coraz więcej i częściej mówi się o planach i dążeniach żydowskich, zmierzających do podboju całego świata przez żydów i podporządkowania wszystkich narodów świata władzy narodu żydowskiego. Równocześnie ze strony żydów czynione są próby zaprzeczenia temu, próby mało przekonujące; niepoważne.

    Jak więc jest w istocie?

    Otóż stwierdzić należy z naciskiem, że plany podboju całego świata przez żydów i podporządkowanie ich władzy wszystkich narodów świata nie są żadną nowością. Znane są już one nie od dziś, ani nie od wczoraj, ani nawet nie od stu, czy dwustu ale od lat tysięcy. A pierwsze wskazówki i dowody ich istnienia i nurtowania wśród żydostwa znajdą się w żydowskich księgach świętych.

    Rzecz zrozumiała, że cytaty, wzięte z ksiąg Mojżesza i innych żydowskich ksiąg świętych, miały pewne znaczenie i moc obowiązującą wobec żydów dopóty, dopóki żydzi nie sprzeniewierzyli się Bożemu posłannictwu; kiedy nie tylko odrzucili naukę Jezusa, jako naukę zapowiedzianego im Mesjasza, ale nawet okrutnie go zamordowali, wówczas wszelkie przyrzeczenia i zapowiedzi Boskie, zawarte w księgach Mojżesza i innych, straciły swe znaczenie i swoją moc obowiązującą. Dlatego też dalsze powoływanie się na nie żydów, jest karygodnym z ich strony nadużyciem, za które też Bóg spuszcza na nich od czasu do czasu srogie kary, jakich od prawie dwóch tysięcy lat, społeczeństwa narodów nieżydowskich są świadkami.

    Zauważyć przy tym jeszcze należy, że, aczkolwiek Jezus Chrystus, jako Mesjasz, spełnił wszystko co przepowiedzieli o Nim Prorocy, żydzi jednak, jak nie uznali w Nim wysłannika Bożego, tak i nie uznają Go do dziś, wierząc uparcie, że zapowiedziany im niegdyś Mesjasz będzie potężnym królem, mającym za zadanie zaprowadzić na całym świecie królestwo mesjańskie, będące właściwie królestwem żydowskim. W królestwie tym żydzi, jako ,,naród wybrany” będą warstwą panującą, a reszta narodów ma być ich niewolnikami.

    Jezus Chrystus nie ziszczał przecież tych ściśle materialistycznych nadziei i oczekiwań żydowskich. Nie był wojownikiem i potężnym władcą ziemskim. Dlatego też został przez żydów odtrącony, a nawet, jak już wyżej powiedziałem, potwornie zamordowany. Za co? Za to, że głosił hasło: ,,Miłujcie nieprzyjaciół waszych; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą i módlcie się za prześladujących i oczerniających was”.

    Tak wzniosłe hasło nauki Chrystusowej było czymś niepojętym dla żydów, narodu na wskroś zmaterializowanego i dyszącego straszliwą nienawiścią do innych narodów. Nie dość na tym. Było ono także kamieniem obrazy dla żydów, oczekujących Mesjasza, jako pogromcy narodów nieżydowskich, mściciela krzywd rzeczywistych i urojonych, jakich żydzi doznali od nich, odnowiciela królestwa Izraelskiego i budowniczego nowego potężnego państwa żydowskiego na całym świecie. O tak właśnie pojmowanym Mesjaszu żydzi mówią bardzo wiele w całym szeregu różnych pseudo proroczych pism swoich, których tutaj nie sposób wyliczyć, tak wielka jest ich liczba.

    Najciekawsze i najcharakterystyczniejsze we wszystkich tych pismach jest to, że prawie jednogłośnie przedstawiają one czasy przyjścia Mesjasza, jako epokę powszechnych walk, zaburzeń, wojen i przewrotów rewolucyjnych, a samego Mesjasza, jako mściciela i pogromcę narodów nieżydowskich oraz twórcę wszechświatowego państwa żydowskiego, w którym żydzi będą narodem panującym nad pozostałymi. Równocześnie żydzi sądzą, że na nadejście czasów mesjańskich nie powinni cierpliwie wyczekiwać z założonymi rękoma, lecz przeciwnie, powinni dążyć wszelkimi siłami do przyspieszenia ich nadejścia, by tym samym niejako zmusić Mesjasza do wcześniejszego pojawienia się na ziemi.

    W tym też celu żydzi już w pierwszych wiekach chrześcijaństwa wywołali cały szereg wojen i zamieszek w państwie rzymskim. Wojen i zamieszek, które miały po pierwsze: osłabić i zniweczyć państwo rzymskie (co zresztą w końcu V-ego wieku osiągnęli), po drugie: zniszczyć chrześcijaństwo, jako twór znienawidzonego i zamordowanego przez nich Jezusa Chrystusa, czego jednak nie udało się im przeprowadzić, gdyż chrystianizm szczęśliwie zniósł i przezwyciężył wszelkie prześladowania i zadawane mu rany, by wreszcie w wiekach średnich ku niesłychanej wściekłości żydów, dojść do wspaniałego rozkwitu. Wówczas to kościół wprowadził do życia społecznego wiernych zazdrości godną harmonię i jednocześnie doskonalił ich duchowo w myśl zasad i wskazań nauki Chrystusowej.

    Wspaniały rozkwit chrześcijaństwa oraz powstanie i rozwój całego szeregu nowych państw w świecie, opartych o kulturę i cywilizację chrześcijańską, w najwyższym stopniu niepokoiło żydostwo, które w tym czasie, po klęskach, jakie nań spadły wraz z upadkiem państwa rzymskiego, leczyło zadane mu rany, równocześnie przebudowując się wewnętrznie, według zasad i wskazań Talmudu, który też swoimi niezliczonymi nakazami i zakazami, niczym żelaznymi obręczami, ściskał i zamykał coraz bardziej żydostwo, czyniąc je społeczeństwem niesłychanie zwartym i posłusznym woli i rozkazom jego ,,nieznanych naczelników”.

    Wprawdzie w międzyczasie żydzi próbowali za pomocą mahometanizmu zwalczać chrześcijaństwo, ale to trwało niedługo, bo po pierwsze: mahometanizm uwolnił i uniezależnił się od wpływów żydowskich i mimo bezsprzecznego sprzyjania żydostwu zawiódł także jego nadzieje i oczekiwania: nie stał się po prostu narzędziem tajnych zamierzeń i celów żydowskich, czym był właśnie w pierwszym okresie swego rozwoju; po drugie: narody chrześcijańskie, wzmógłszy się na siłach, wystąpiły wreszcie zaczepnie do walki z islamem, zadając mu cały szereg poważnych klęsk i zmuszając go do cofnięcia się z zajętych pozycji nie tylko w Europie, ale nawet i w Azji (wyprawy krzyżowe).

    Klęski islamu żydostwo odczuło bardzo boleśnie, bowiem zniweczyły one jego ówczesne plany podboju całego świata, poważnie przy tym osłabiając jego potęgę i znaczenie w Europie, a nawet grożąc mu całkowitą zagładą.

    Wobec takiego stanu rzeczy należało szybko zmienić ówczesne metody działania i przystosować się do nowych warunków, skierowując żydostwo na nowe tory rozwoju. Na rozkaz ,,nieznanych naczelników” narodu żydowskiego dzieła tego podjęli się: Mojżesz Majmonides i współcześni mu kabaliści. Na czym polegała ich praca? Na ponownym nawiązaniu ścisłej łączności pomiędzy żydostwem, a światem chrześcijańskim, łączności, która wskutek ogarnięcia żydów przez Talmud, została w średniowieczu zerwana i pozbawiła przez to samo żydów bezpośredniego wpływu na ogół państw chrześcijańskich, tworząc jednocześnie wśród nich dla żydów faktyczne ghetto już na długi czas przed jego prawnym powstaniem.

    Podczas gdy Majmonides dziełami swymi oddziaływał głównie na inteligencję żydowską, kabaliści pracowali nad żydowskimi masami. Pod wpływem ich wspólnego, pozornie niezgodnego z sobą wysiłku, pękły wreszcie organizacyjne okowy Talmudu, niepotrzebne już żydostwu, które wówczas było już tak wytresowane, że bez żadnych trudności, dostosowywało się posłusznie do wskazówek i poleceń swoich ,,nieznanych naczelników”.

    Odtąd też rozpoczyna się nowy okres przygotowawczy żydów dookoła przyśpieszenia nadejścia czasów mesjańskich, okres w którym kolejno mamy reformację, ten wytwór ducha i mózgu żydowskiego, która spowodowała rozłam w dotychczas jednolitym chrześcijaństwie zachodnim i wstrząsnęła potężnie jego podwalinami, oraz szereg poreformacyjnych ruchów rewolucyjnych, opartych o podłoża sekciarskie i wojen religijnych, w których inspirowaniu i kierownictwie udział żydów został już niezbicie dowiedziony.

    W pierwszych latach poreformacyjnych (mniej więcej pomiędzy 1517-1540) żydzi do tego stopnia wierzyli w swoje zwycięstwo nad kościołem katolickim, że nawet publicznie określali już czas, w którym ,,Izrael zostanie wywyższony i zapanuje nad światem”. Jednocześnie zapowiadali nadejście Mesjasza raz na rok 1529, innym razem na rok 1530, 1531, 1532, 1534, przy czym dodawali, że nastąpi to nie później jak do 1540 roku, mianowicie jeszcze przed upływem 5300 roku według kalendarza żydowskiego.

    Jednak te żydowskie nadzieje i rachuby zawiodły na całej linii. Zamiast bowiem Mesjasza, pojawiły się antysemickie pisma Marcina Lutra, który wreszcie przejrzał, do czego go żydzi użyli i używać nadal zamierzali i gwałtownie przeciwko nim wystąpił. Wystąpienie Lutra przeciwko żydom musiało na nich podziałać jak grom z jasnego nieba, tym więcej, że było ono niesłychanie gwałtowne:

    ,,Nigdy nie było pod słońcem narodu krwi żądniejszego i mściwszego – pisał Luter – niż ci, którym zdaje się, że są narodem przez Boga wybranym, aby obowiązani byli i musieli mordować pogan.

    Największą rzeczą jakiej spodziewają się od swego Mesjasza jest to, że powinien swym mieczem wymordować i zatracić cały świat.

    Żyd to jest serce żydowskie, jest drewniano-kamienno-diabelsko-stalowo twarde, niczym niewzruszalne… gdy przyjdzie Mesjasz, to on ma zabrać całemu światu złoto i srebro i pomiędzy nich rozdzielić…”.

    ,,Pod ich boźnice i szkoły należy podkładać ogień, a kto może, niech dorzuca do niego smoły i siarki. Kto dorzuciłby do tego piekielnego ognia uczyniłby dobrze. A czego nie chwyci ogień, potrzeba posypać grubo ziemią, ażeby żaden człowiek nigdy nie zobaczył kamyka lub żużla z tego. Tak samo potrzeba połamać i zniszczyć ich domy, a ich samych jak cyganów pozamykać pod dachem lub w chlewie, aby wiedzieli, że nie są panami świata.

    Potrzeba żydom odebrać urzędową opiekę i zamknąć przed nimi drogi, bo nic na wsi nie mają do szukania. Potrzeba zakazać wszelkiej lichwy i odebrać i wszelki majątek, klejnoty, złoto i srebro, bo wszystko, co posiadają ukradli swoim rozbojem lichwiarskim, bo w inny sposób żyć nie umieją… Bogacą się naszym potem i naszą krwawicą, my stajemy się coraz biedniejsi wskutek wyzysku. Wysysają nas jak pijawki, jak zmora leżą nam na piersiach te próżniacze szelmy i leniwce; te brzuchacze chlają i żrą i dobre czasy spędzają w naszym domu, za to wszystko bluźnią jeszcze panu Jezusowi, kościołom, książętom i nam wszystkim grożą i życzą śmierci i wszelkiego nieszczęścia.”

    Rzecz zrozumiała, że następstwa wystąpienia Lutra przeciwko żydom były dla nich opłakane: nastały znowu czasy strasznych pogromów.

    W ogóle zaznaczyć należy, że niemal cały wiek XVI i pierwsza połowa wieku XVII były okresem niezliczonych prób żydowskich do wywołania w Europie powszechnej zawieruchy, która miała w zakończeniu oddać władzę nad narodami europejskimi w ręce żydostwa. Czasy te są także okresem pojawienia się wśród żydów całego szeregu fałszywych ,,mesjaszów”, którzy na polecenie ,,nieznanych naczelników” podniecali ciemne masy żydowskie i zachęcali je do ponoszenia coraz to nowszych ofiar na rzecz maniackich planów podboju całego świata przez ,,naród wybrany”.

    Ale te wszystkie wysiłki się nie udały: żydostwo znowu spotkał sromotny zawód. Mimo to nie zrezygnowało ono ze swoich tajemnych planów. Po krótkim bowiem leczeniu otrzymanych ran przystąpiło do ponownej reorganizacji wewnętrznej, mającej na celu przygotowanie się do świeżej akcji. I znowu mamy przygotowania na dwa fronty: na zachodzie Mojżesz Mendelssohn wykreśla – głównie inteligencji żydowskiej – nowe drogi postępowania i penetrowania w głąb społeczeństw rdzennych; na wschodzie zaś przygotowuje i tresuje ciemne, fanatyczne masy żydowskie do wydatnego poparcia wysiłków ,,nieznanych naczelników” – Izrael z Międzyborza, a po jego śmierci Dob Beer z Międzyrzecza, organizując, je w związki chassydzkie, które nawiązują tradycją do dawnych historycznych związków chassydzkich, znanych w czasach rzymskich ze swojej rewolucyjnej działalności.

    Jednocześnie ,,nieznani przełożeni” światowego żydostwa dochodzą do wniosku, ze bez oparcia się o jakoweś terytorium, które by na stałe było w niepodzielnym władaniu żydów, nie uda im się opanować pod swoją władzę narodów europejskich.

    A że wówczas najwięcej żydów było skupionych na ziemiach polskich i że wszystkie czynniki społeczne były na ich usługi oraz że Polacy ze wszystkich narodów europejskich najłagodniej obchodzili się z żydami, przeto ,,nieznani naczelnicy” przeznaczyli ówczesną Polską na ,,ziemię obiecaną” żydów w Europie i polecili Jakóbowi Frankowi założyć na jej terytorium coś w rodzaju niepodległego państwa żydowskiego, na wzór dawnych zakonów rycerskich.

    Zresztą nie było wówczas podatniejszego terenu w świecie na założenie królestwa żydowskiego nad Polskę, której szlachta, ,,czego wam właśnie trzeba – mówił Frank do żydów – jest dobra i głupia, jej królowie nie byli nigdy od niej mędrsi, dla was zaś byli zawsze jeszcze lepsi, niż ona. Gdy wypędzonych z ziem zachodnich przodków naszych przyjęła szlachta polska na swoją ziemię, wnet poznali w tej ziemi nową, obiecaną”.

    Udała się nowa akcja żydowska na zachodzie Europy, głównie we Francji, gdzie żydzi w imię rzekomej wolności, równości i braterstwa wszystkich ludzi, rozpalili pochodnię rewolucji, która wprawdzie nie spełniła także w całej pełni rachub żydowskich, bo poprzestała tylko na Francji, resztę Europy pozostawiając we względnym spokoju. Jednak przyniosła ona od razu żydom wielkie korzyści najpierw we Francji w postaci równouprawnienia oraz utorowała ścieżki dla nadania żydom równouprawnienia w całej Europie, a tym samym przyczyniła się niesłychanie do wzrostu ich potęgi i znaczenia w świecie w ciągu XIX i XX wieku.

    Ten wzrost znaczenia i potęgi żydów w świecie przypominał im marzenia mesjańskie, tj. od tysięcy lat snute skrycie plany opanowania pod swoją władzę całego świata. I znowu żydzi w ciągu XIX wieku rozpoczęli zręcznie siać niepokoje między narodami rdzennymi i pobudzać je do coraz to nowych wojen, które przyniosły żydostwu olbrzymie korzyści, wzmacniając go wydatnie zarówno gospodarczo, jaki i politycznie i kulturalnie. Dzięki właśnie tej powszechnej niezgodzie narodów-gospodarzy, żydzi umacniali w ich krajach swoje stanowisko, zdobyli równouprawnienie, ba, nawet przywileje, i chwycili w swe ręce rządy na światem. Kapitał zrabowany podstępnie narodom rdzennym dał im do tego siłę. Opanowawszy następnie przy pomocy wolnomularstwa ruch nacjonalistyczny XIX stulecia i zakaziwszy go materialistycznym, handlarsko-przemysłowym światopoglądem i kabalistyczną filozofią, żydzi uczynili europejską myśl nacjonalistyczną narzędziem własnych celów.

    Dla żydowskich bowiem celów wywołano w Europie w 1848 roku ruchy ,,wolnościowe”, rewolucje oraz wojny: austriacko-pruską w 1866 i francusko-pruską w 1870 roku; dla żydowskich handlarzy diamentów prowadzili Anglicy wojnę z Burami; dla handlarzy opium, głównie żydów, zbombardowano bezbronne miasta chińskie; dla wzmocnienia pozycji żydów w Rosji, celem łatwiejszego przygotowania przez nich późniejszej rewolucji bolszewickiej, pchnięto Rosję w 1904 roku do wojny z Japonią, a w dziesięć lat potem – dla umocnienia pozycji żydów w całym świecie i przygotowania gruntu już pod jawne ich panowanie nad narodami nieżydowskimi, sprowokowano wojnę wszechświatową, która co prawda, nie spełniła wszystkich marzeń Izraela: następstwami swymi nie wszędzie zmusiła narody rdzenne do oddania władzy w ręce żydowskie lub żydowskich pachołków, przyniosła jednak olbrzymie korzyści finansjerze żydowskiej, wojnę bowiem wygrała nie koalicja francusko-angielsko-włosko-amerykańska, tylko żydowscy kapitaliści.

    Dla ścisłości zauważyć należy, że do drugiej połowy XIX wieku, mianowicie do czasu, dopóki żydostwo nie wzmogło się potężnie na siłach i nie doszło niemal wszędzie do wielkich wpływów i wielkiego znaczenia, przywódcy jego w sposób bardzo oględny i niewyraźny mówili o planach i dążeniach żydów do opanowania całego świata pod swoją władzę. W roku 1859 zostało to już wypowiedziane jasno i wyraźnie na cmentarzu w Pradze przy mogile wielkiego mędrca syjońskiego, rabina Symeona-ben-Juhudy, wobec zgromadzonych tam z całego świata najbardziej wpływowych rabinów i mędrców syjońskich, kierujących losami żydostwa, przez znakomitego mędrca syjońskiego rabina Reichhorna. Rabin Reichhorn powiedział wówczas, co następuje:

    „- Bracia! Nasi Ojcowie zawarli związek, wymagający od wszystkich wybrańców pokolenia Izraelskiego, aby się zbierali przynajmniej raz w każdym stuleciu przy mogile wielkiego mistrza Kalady, świętego Rabbi Symeona-ben-Jehuda, którego nauka nadaje wybranym potęgę na ziemi i władzę nad wszystkimi rodzajami Izraelskiego potomstwa.

    Tysiące lat już ciągnie się walka narodu Izraela o wszechwładzę, która była obiecaną Abrahamowi, a która wydarta mu została przez Krzyż.
    Nasi uczeni przez całe setki lat z niezrażającą ich niczym wytrwałością, prowadzą święty bój; lud nasz stopniowo podnosi się z upadku. Potęga jego wzmaga się i rozszerza. Do nas należy ten bóg ziemski, którego z taką niechęcią i smutkiem ulał nam Aaron na puszczy… ów złoty cielec, któremu się teraz wszyscy kłaniają i którego wszyscy ubóstwiają.

    Gdy raz więc złoto ziemskie stanie się wyłącznie naszą własnością, władza przejdzie w nasze ręce, a wtedy spełni się owa obietnica dana Abrahamowi… Złoto! To wszechwładztwo na ziemi; ono jest siłą, rozkoszą i wynagrodzeniem; tym wszystkim, czego się człowiek lęka, a czego pragnie! Oto jest tajemnica kabały… oto najgłębsza nauka o duchu, który rządzi światem… oto jest cała przyszłość.

    Osiemnaście wieków należały do wrogów naszych, lecz następne będą już należały do nas!

    Po dziesiąty już raz schodzą się na tym cmentarzu ci, którzy w czasie tysiącletniej walki ludu Izraela z Krzyżem, w każdej nowej generacji wtajemniczeni bywają w ten związek skryty, mający na celu naradzenie się nad sposobami, dającymi możność korzystania z błędów wrogów naszych. Każdym razem nowy Sanhedryn zapowiedział coraz gwałtowniejszą walkę z tymiż wrogami, ale w żadnym stuleciu nie przyszliśmy do takiej potęgi, do tak świetnego powodzenia, jak w obecnych czasach.

    Możemy więc słusznie pochlebiać sobie, że to, do czego dążymy, jest już bardzo bliskim, a przyszłość nasz jest zapewniona… minęły bowiem na szczęście owe czarne i smutne chwile, w jakich żydzi byli prześladowani. Postęp cywilizacji w narodach chrześcijańskich jest dla nas najlepszą tarczą obronną i nie przeszkadza w niczym dążeniom naszym.

    Rozpatrzmy się tylko i rozbierzmy uważnie środki materialne, jakimi pokolenie żydowskie władać może, i tak: w Paryżu, Londynie, Wiedniu, Hamburgu, Neapolu, Rzymie, Amsterdamie, u wszystkich Rotszyldów i w wielu innych większych miastach, a zatem w całej Europie, żydzi są posiadaczami kilku miliardów franków, a przy tym w każdej mniejszej miejscowości są także żydzi, którzy trzymają w swym ręku całkowity obrót monety krążącej, a ożywiającej przemysł, handel i rolnictwo tejże miejscowości oraz przyległej okolicy.

    Dzisiaj królowie i książęta panujący są zadłużeni po uszy na utrzymanie armii wojska. Giełda reguluje te długi; jeśli więc zapanujemy na giełdzie, zbliżymy się znacznie do władzy w państwie. Potrzeba zatem ułatwić pożyczki dla rządów, abyśmy coraz bardziej i więcej trzymali w naszych rękach. Za kapitały, dawane przez nas, trzeba o ile możliwości, brać w zastaw koleje żelazne, administracje podatków, lasy, fabryki i wszelkie dominia.

    Ziemiowładztwo pozostanie zawsze żelaznym, długowiecznym majątkiem każdego kraju. Stąd wypada, iż potrzeba o ile możliwości nabywać posiadłości ziemskie, a im bardziej potrafimy wpłynąć na podział większych majątków, tym łatwiej dostają się one do rąk naszych.

    Pod pretekstem ulg dla kas ubogich, potrzeba cały ciężar podatków i gminnych zwalić na posiadaczy ziemi, a skoro tylko będziemy jej właścicielami, cała praca robotników chrześcijańskich dostarczy nam dochodów nadzwyczaj korzystnych.

    Praca jest niewolniczą sługą spekulacji, eksploatacja zaś jej i z tego pochodzące wpływy, są sługami rozumu… a któż może zaprzeczyć żydom, że nie posiadają rozumu, przebiegłości i chytrości?

    Lud nasz jest ambitny, chciwy, skłonny do niepohamowanej pychy i miłujący rozkosze. Gdzie światło, tam cień; nie bez racji nasz Bóg nadał swemu wybranemu ludowi wolność węża, chytrość lisa, sokoli rzut oka, pamięć psa, pracowitość mrówki, stowarzyszanie się i solidarność – dobra. Byliśmy w niewoli babilońskiej, a staliśmy się potęgą. Świątynia nasza upadła, a tysiące innych świątyń podźwignęliśmy. Tysiąc osiemset lat byliśmy w niewoli, a dzisiaj przerośliśmy nad wszystkie te ludy, które nami pogardzały.

    Powiadają, że mnóstwo żydów przystępuje do chrztu. To wcale nie szkodzi. Ochrzczeni posłużą nam właśnie i będą dla nas stopniami, po jakich wejdziemy na drogi nowo-odkryte, obecnie jeszcze nam nie znane; albowiem neofici trzymają się zawsze nas i mimo chrztu ich ciała, duch i umysł zostają prawie zawsze żydowskimi.

    Nadejdzie czas, – za sto lat najpóźniej – że żydzi będą przechodzili na wiarę chrześcijańską, lecz w skutku połączeń fizycznych, chrześcijanie będą starali się zostać żydami, ale wówczas Izrael z pogardą ich odepchnie.

    Naturalnym dla żydów wrogiem jest Kościół chrześcijański, powinniśmy – zatem ze wszystkich sił naszych wszczepiać weń wolnomyślność, sceptycyzm, niewiarę, schizmę, a podniecać wszelkie kłótnie i swary między rozmaitymi sektami chrześcijańskimi. W logicznym porządku rzeczy, zacznijmy od księży, głośmy przeciwko nim otwartą wojnę, otaczając ich podejrzeniami i drwinkami, śledząc pilnie i wyjawiając skandal prywatnego ich życia.

    Powinniśmy się starać pozyskać wpływ na młodzież. Pretekst postępu cywilizacji, pociąga za sobą równouprawnienie wszystkich religii, a zatem wystarczy najzupełniej do wykreślenia nauki religii z programu chrześcijańskich szkół. Żydzi zaś potrafią otrzymać katedry nauczycielskie we wszystkich tychże chrześcijańskich szkołach i zakładach wychowania. Wypłynie stąd, że religijne wykształcenie pozostać musi w zakresie domowego wychowania; a ponieważ na to nie starczy czasu w największej części familii chrześcijańskich, rzecz naturalna, że duch religijny stopniowo upadać będzie, aż do zupełnego zatracenia.

    Wywłaszczenie Kościoła z posiadłości ziemskich sprawi to, iż w krótkim bardzo czasie posiadłości te, jako należące do rządów, przejdą w nasze ręce za pożyczki, jakich tymże rządom czynić nie przestaniemy, a wszystkie te okoliczności wyjdą na naszą korzyść i potęgę, do której dążymy.

    Wszelki handel połączony ze spekulacją i wypływającymi z nich korzyściami, nie powinien wychodzić z rąk naszych, boć to przecież – że tak powiem – jest wrodzonym prawem żydów. Najpierw powinniśmy zawładnąć handlem spirytusu, masła, ziarna i sierści, a wtedy będziemy posiadali w naszych rękach rolnictwo i całe gospodarstwo wiejskie. My potrafimy dostarczać zawsze ziarna dla wszystkich, lecz jeżeli by powstały jakieś nieukontentowania między ludem, wypływające z drożyzny i z niej pochodzącej nędzy – z łatwością możemy zwalić winę na rządy i wzniecić jakieś zamieszanie, co każda rewolucja, każde wstrząśnięcie, przysparza nam kapitału i zbliża do wytknięcia tego celu.

    Wszelkie posady rządowe muszą nam być dostępnymi, a skoro tylko je otrzymamy, przebiegłość i pochlebstwa żydowskich faktorów z rozmaitych klas i postaci dopomogą nam dojść tam, gdzie są prawdziwe wpływy i prawdziwa potęga. Rozumie się samo przez się, że mowa jest o takich posadach tylko, które przynoszą ze sobą zaszczyty, władzę, przywileje i z tego wszystkiego wypływające zyski, albowiem te posady, których udziałem jest wiedza i praca, a mierne wynagrodzenie, mogą pozostać przy chrześcijanach.

    Prawnictwo jest dla nas bardzo ważną rzeczą. Adwokatura to wielki krok naprzód, bo fach ten, prowadzący do najwyższych szczebli godności, najwięcej idzie w parze z chytrością i krętactwem, jakie są w nas od dzieciństwa wpajane i uważane za zalety, a które tak potężnie mogą dopomóc nam wznieść się do władzy i do wywierania wpływu na stosunki naszych naturalnych, a śmiertelnych nieprzyjaciół… chrześcijan.

    I czemuż żydzi nie mogliby być ministrami oświaty publicznej, kiedy tyle razy byli już ministrami skarbu? Żydzi muszą również stanąć wszędzie jako pracodawcy, aby znieść prawa Goimów (niewiernych, grzeszników*), wymierzone przeciw dzieciom Izraela. My zaś z naszej strony, zostańmy wiernymi na wieki prawom, przekazanym nam przez ojców naszych, to jest: przechowaniu w sercach naszych nieprzebłaganej nienawiści dla wrogów i nieprzyjaciół Izraela.

    Zresztą, już nie potrzebujemy praw dla ochrony naszej, bo takowe z tzw. postępem cywilizacji zostały prawie wszędzie w Europie już nam nadane. W obecnej więc chwili powinniśmy się starać o nabycie takich jeszcze praw, które wyłącznie mogą byś korzystnymi dla naszego ludu, jak na przykład: łagodne prawo o bankructwie, uchwalone w celu humanitarnym stałoby się w naszym ręku bogatszą kompanią złota, aniżeli niegdyś owe nieprzebrane kopalnie Kalifornii.

    Żydzi powinni stanąć na czele wszystkich towarzystw spekulacyjnych, nie narażając się jednakże na żadne niebezpieczeństwo, które by mogło powstać z nadużycia praw krajowych, jakie przez swą przebiegłość powinni zręcznie omijać, i dlatego powinni się oddawać takim tylko naukom, które idą w parze z chytrością i przebiegłością im wrodzonymi, a które z tego powodu są dla nich łatwiejszymi.

    Najporęczniejszym jest dla żydów kierować się na doktorów prawa i medycyny, kompozytorów muzyki, autorów w rozmaitych przedmiotach ekonomicznych, a to z przyczyny, że wszystkie te powołania i zajęcia nierozłączne są ze spekulacją.

    Co do sztuk pięknych nasi wynajdą rozmaite sposoby na dobre przyjęcie debiutanta i chociażby ten był zwykłą marnością, potrafią otoczyć go pewnym kadzidłem pochlebstw i zachęty.

    W naukach znowu medycyna i ekonomia polityczna należą do naszego plemienia. Doktor medycyny dopuszczonym bywa do najskrytszych tajemnic familijnych: w jego rękach jest życie naszych wrogów. O doktorach prawa, już wspomnianym było… W ekonomii zaś politycznej bardzo łatwo jest zamącić głowę i wykazać, że białe jest czarnym, a czarne białym.

    Powinniśmy popierać starania chrześcijan o zastąpieniu aktu ślubnego, odbywanego w kościele, prostym kontraktem przed urzędnikiem cywilnym, bo wówczas ujrzeć będzie można żony i ich córy zdążające do naszego obozu, gdzie złoto przyciągać je będzie.

    Jeżeli złoto jest pierwsza potęgą tego świata, to niezawodnie drugą jest prasa, lecz cóż ona może znaczyć bez współudziału pierwszej? Wszystkie zatem wyżej przytoczone zasady, rady i myśli wówczas dopiero się zrealizują, gdy prasa będzie nam podwładną. Nasi więc powinni i muszą objąć kierownictwo prasy codziennej w każdym kraju. Jesteśmy chytrzy, zręczni i władamy groszem, potrzeba zatem za pomocą wielkich dzienników politycznych kształcić i kierować opinię publiczną, według naszych wyłącznie interesów; krytykować dzieła i scenę i uzyskać wpływ na publiczność, czyli na proletariat.

    Takimi drogami postępując krok za krokiem, odeprzemy chrześcijan od wszelkiego wpływu i podyktujemy światu to wszystko, w co ma wierzyć, co szanować, czym pogardzać i co przeklinać. Powtórzymy żałobny płacz Izraela i skargę na ucisk, który tak długo nas dławił!… Wtedy pojedynczo występować będą nasi nieprzyjaciele, atakując dążności nasze; lecz masy głupie i ciemne będą po naszej stronie.

    My zaś, dzierżąc prasę w naszych dłoniach, będziemy mogli zmienić prawość w nieprawość; bezcześć podnieść do prawdziwej czci, będziemy mogli wstrząsnąć nietykalną dotąd instytucją rodziny i rozbić jej członków na oddzielne cząstki… Będziemy mogli wykorzenić to wszystko, w co dotychczas wrogowie nasi wierzyli… Będziemy mogli zrujnować kredyt, podburzyć drażniące namiętności, wydać wszystkiemu i wszystkim wojnę otwartą, narzucić sławę lub pogrążyć w otchłań bezcześci kogo i co tylko chcemy!…

    Wszystko to, niechaj wyrytym zostanie w pamięci każdego Izraelity!…

    Potęga nasza rozwinie się w olbrzymie drzewo, którego konarami będą; szczęście, bogactwo, potęga i rozkosz używania.

    Każdy więc Izraelita powinien nieść pomoc drugim. Skoro tylko jeden kroczy naprzód, niechaj ciągnie i innych za sobą, a jeżeli mu się noga poślizgnie, niechaj wszyscy biegną mu na pomoc. Jeżeli który z naszych jest pociągnięty przez sąd chrześcijański za przekroczenia praw w kraju w jakim zamieszkuje, inni żydzi powinni mu dopomagać, lecz tylko w takim razie, jeżeli obwiniony postępował zgodnie z prawami, jakimi się rządził lud Izraelski.

    Lud nasz jest zachowawczym, konserwatywnym, pielęgnującym i ochraniającym obrządki religijne i ustawy od początkowych; źródeł ich pochodzenia. Silnie stoi on przy prastarym; lecz w interesie naszym trzeba się starać przyjąć udział, a nawet przyjąć kierownictwo w reformach, które stają na porządku dziennym, to jest polepszeniu bytu materialnego klas roboczych i ubogich. Powinniśmy więc przyjąć udział w tym ruchu, ale tylko pozornie; bo w rzeczy samej starania nasze dążyć do skierowania całego prądu tych reform, czyli podziału pracy – na drogę polityczną.

    Masy same przez się głupie i ślepe dają się zawsze powodować i prowadzić krzykaczom – a któż lepiej i głośniej od żyda hałasować i blagą omamiać potrafi?… Dlatego też nasi wiodą rej w prasie i na trybunach we wszystkich chrześcijańskich narodach.

    Im więcej gromad i zebrań, tym więcej powodów do niezadowolenia, a lenistwa do pracy, z czego koniecznie musi nastąpić zubożenie ładu i poddanie go tym, którzy władają groszem, czyli dźwigną do pomnożenia proletariatu. Wszelki ruch, mający na celu zmianę wzbogaca nas, rujnując drobne majątki, które muszą brnąć w długi.

    Kruchość podstawy nasze wpływy i naszą potęgę i dlatego popierać wypada wszelkie niezadowolenia, wypływające stąd wstrząśnięcia, bo te przysparzają nam bogactw i przyspieszają chwile dojścia do naszego jedynego celu… to jest do panowania na ziemi…”.

    Tak mówił mędrzec żydowski, rabin Reichhorn. Mowa jego odsłania nam już całą duszę żydowską i kreśli cały program narodu żydowskiego, dlatego też zasługuje ona na poznanie, jako najlepsze studium psychologii żyda.

    Ale na zjeździe praskim nie tylko został wyraźnie sprecyzowany plan podboju świata przez żydów, ale także postanowiono powołać do życia jawną organizacją żydowską, która by zajęła się praktycznym wcielaniem go w życie i która by równocześnie opiekowała się żydami na całym świecie udzielając im potrzebnych rad, pomocy i wskazówek, jak postępować mają. Tak więc powstał w Paryżu w 1860 roku, a więc w rok po zjeździe praskim, ,,Wszechświatowy Związek Żydowski” (Alliance Israelite Univeréslle), założony przez Adolfa Crémieux’ego.

    Że ,,Wszechświatowemu Związkowi Żydowskiemu” ,,nieznani przełożeni” poruczyli zadanie praktycznego wcielania w życie programu podboju świata przez żydów, świadczy o tym najlepiej manifest, jaki Adolf Crémieux ogłosił przy założeniu tegoż ,,Związku”. W manifeście tym czytamy:

    ,,Wszyscy żydzi za jednego i każdy za wszystkich; nauka żydowska powinna zapanować na całym świecie; największy nasz wróg, chrześcijaństwo – rozkłada się, trafione w głowę; nasza narodowością jest religia ojców naszych i nie uznajemy innej, nasza sprawa jest wielka i świata, jej pomyślne zakończenie jest zapewnione, sieć pajęcza, którą Izrael zarzucił na całą kulę ziemską powiększa się i rozszerza z dniem każdym, a proroctwo naszych ksiąg świętych nareszcie się spełnia, bliski jest czas, w którym Jeruzalem stanie się domem modlitwy wszystkich narodów i ludów, tam flaga jedynego Boga żydowskiego powiewać będzie, i zatknięta zostanie na najdalszych krańcach świata, umiejmy wykorzystać nadarzające się sposobności, nasza potęga jest ogromna, uczmy się używać jak ku chwale zwycięstwa naszej sprawy. Czego mamy się obawiać? Niedalekim jest dzień, w którym wszystkie bogactwa, wszystkie skarby ziemi będą w rękach dzieci Izraela.”

    Na zebraniach związku Crémieux głosił:

    ,,Musi powstać nowe państwo mesjańskie, nowe Jeruzalem musi wznieść się w miejsce cesarzy i papieży.”

    Powyższe tłumacząc na język prostszy, bardziej zrozumiały, wyrazić należy następująco:

    ,,Nadszedł już czas na rozpoczęcie bezwzględnego niszczenia wszystkich dotychczasowych odrębnych państw i królestw, na zniesienie wszystkich religii, ma się rozumieć za wyjątkiem talmudowej (żydowskiej) i na ustanowienie na całym świecie jednego państwa żydowskiego, w którym naród żydowski będzie żywiołem panującym i w którym będzie obowiązywała tylko jedna religia, mianowicie żydowska.”

    Ale przytoczony powyżej tekst mowy mędrca syjońskiego Reinchhorna, odsłaniający ostateczny cel dążeń narodu żydowskiego, dość jednak ogólnie mówi o sposobach, za pomocą których cel ten (podbój świata przez żydów) na być osiągnięty. Te jednak zostały już wypowiedziane dokładnie w pięć lat po tym, mianowicie w 1864 roku, przez innego mędrca syjońskiego, niejakiego Maurice (Mośka) Joly’ego, rzekomo Francuza, a w istocie marrana (żyda hiszpańskiego), którego przodkowie kiedyś ochrzcili się dla interesu lub z konieczności życiowych, spokrewnionego z wielu domami szlachty francuskiej różnego autoramentu (pokroju) i pochodzenia, nie wyłączając żydowskiego.

    Joly, podobnie jak i jego przyjaciel Adolf Crémieux, mason najwyższych stopni, mimo chrześcijaństwa, które wyznawał pozornie, a więc oszukańczo, był żydem z krwi, kości i wiary. On to właśnie w 1864 roku napisał głośną swego czasu książkę, pt. ,,Dialogues aux Enfers sentre Macchiavel et Montesquieu ou la politique de Macchiavel aux XIX siecle par un zontemporaine” („Rozmowy Makiawela i Monteskiusza w piekle, albo polityka makawielska w XIX-ym wieku przez współczesnego”), skierowaną rzekomo przeciwko rządom Napoleona III-go we Francji, z którymi jako czynny polityk był w zatargu, a w istocie będącą technicznym doradcą uzurpatorów żydowskich, wskazującym im środki i sposoby, za pomocą których można będzie osiągnąć i utrzymać władzę w swym ręku nad narodami rdzennymi nawet wbrew ich woli.

    Sztuczka, mistyfikacja (oszustwo*) żyda Mośka Joly’ego udała się znakomicie. Francuzi w książce jego widzieli najwyższego gatunku polityczny pamflet (utwór złośliwy) całym swym ostrzem skierowany przeciw rządom Napoleona III-go i za to samo uważał ją także rząd cesarski, a tymczasem żydzi śmieli się w kułak, że im tak łatwo udało się wywieść w pole głupich ,,gojów” i jawnie pouczyć swych współwyznawców o tym, w jaki sposób i jakimi środkami, ,,nieznani naczelnicy” Izraela, zamierzają osiągnąć i utrzymać władzę ,,narodu wybranego” nad całym światem.

    Nie dość na tym. Doszło nawet do tego, że wielu Francuzów jak i cudzoziemców uważało i uważa jeszcze do dziś dnia Maurice (Mośka) Joly’ego za wielkiego (tak!) patriotę francuskiego, ,,kochającego gorąco (tak!*) swój kraj” (jaki, czy Palestynę?*), który na próżno, z narażeniem się cesarzowi – siedział nawet w więzieniu za swoją prawdomówność (???) i akcję polityczną !!! (co za wzruszające bohaterstwo!*), ostrzegał naród francuski przed rządami Napoleona III-go, które prowadziły Francję do nieuchronnej klęski (co też nastąpiło w 1870 roku*). Tak mówił w 1927 roku w Paryżu na jednym ze swoich wykładów Jean Izoulet, profesor Collége de France o rzekomych zasługach dla Francji Maurice (Mośka) Joly’ego.

    Ale piewca ,,patriotycznych czynów” Joly’ego zapomniał widocznie przez ,,roztargnienie” dodać, że zarówno Maurice Joly, jak i Adolf Crémieux, Rotszyld francuski, słynny baron Hirsch, Józef Reinach, Victor Saint-Paul, Hippolyte Rodrigues, Jules Oppert (Blowitz) i inni żydzi przygotowywali Francję za czasów Napoleona III-go na zgubę, pchając ją z jednej strony do wojny z Prusakami, wojny, do której prowadzenia Francja nie była zupełnie przygotowana, z drugiej zaś strony dokładnie informując Prusaków o zasobach skarbu francuskiego, o stanie kraju i jego obrony, o nastrojach ludności itp. sprawach.

    Wprawdzie niesłychanie ciekawe materiały dowodowe, świadczące niezbicie o tych haniebnych czynach żydów francuskich i niefrancuskich, których cała masa pętała się wówczas po Francji, za sprawą Adolfa Crémieux’ego w dziwny sposób ,,zniknęły” z francuskiego ministerstwa spraw zagranicznych, niemniej jednak o tym wszystkim wiadomym jest dość dobrze prawdziwym, patriotom francuskim.

    Ale wracam do tematu.

    Zarówno mowa rabina Reichborna jak i ,,Rozmowy Makaviela z Monteskiuszem w piekle” Joly’ego były jeszcze niedoskonałym żydowskim programem podboju świata. Ten został należycie odtworzony i wypracowany, po prostu z drobiazgową ścisłością dopiero w tzw. ,,Protokółach Mędrców Syjonu”, które duchowo, ideologicznie i stylistycznie łączą się ściśle z mową rabina Reichhorna i ,,Rozmowami” Joly’ego, jako że wypływają z jednego i tego samego źródła i środowiska, mianowicie – żydowskiego. Są więc bezsprzecznym tworem ducha i mózgu żydowskiego, czego w żaden sposób zaprzeczyć nikt nie jest w stanie.

    Historia tzw. ,,Protokółów Mędrców Syjonu” jest niesłychanie romantyczna. Źródło ich pochodzenia nie jest ściśle znane i wątpliwym jest czy kiedyś nawet, w przyszłości, zostanie ujawnione. Nawet sprawa opublikowania ich zarówno po raz pierwszy w Petersburgu przez Butmiego, w grudniu 1901 roku pt. ,,Protokoły izwleczennyje iż tajnych chraniliszcz Sionskoj gławnoj kancelarii” („Wyderzki iż drewnich i sowremjonnych protokołow sionskich mudrecow w wsiemirnawo Obszczestwa franc-masonow”) [„Protokóły wybrane z tajnych schowków głównej kancelarii Syjońskiej” („Wyjątki z dawnych i współczesnych protokółów mędrców Syjonu Towarzystwa wszechświatowego masońskiego”)], jak po raz drugi w 1904 roku także w Petersburgu w wyjątkach przez Hipolita Lutostańskiego w jego dziele pt. ,,Talmud i jewrej” (Talmud i żydzi) i po raz trzeci w 1905 roku przez Sergiusza Nilusa w dziele pt. ,,Wielkie w małym, albo antychryst jako blisko nadchodząca polityczna możliwość”, w którym, jako dodatek zamieszczono rozprawę; pt. ,,Protokóły Mędrców Syjonu”, nie jest dokładnie wyświetlona.

    Skąd i od kogo tekst ,,Protokółów” otrzymał Butmi – nie wiemy. Co do Lutostańskiego to prawdopodobnie swoje ,,wyjątki z masońsko-syjonistycznych protokółów, żydowskie tajemnice”, zaczerpnął od Butmiego. Jedynie Nilus podaje źródło, z którego otrzymał ich tekst rękopiśmienny w języku francuskim, mianowicie Aleksego Mikołaja Autchotina, marszałka szlachty gubernii czernichowskiej, późniejszego wicegubernatora Stawropola.

    Skąd i od kogo zaś je otrzymał Suchotin – tego już nie wiemy. Wiemy tylko, że drugi egzemplarz tegoż samego rękopisu wręczono Sipiaginowi, rosyjskiemu ministrowi spraw wewnętrznych, który wkrótce potem został zamordowany.

    ,,Protokóły” wydawane były w Rosji kilkakrotnie zarówno przez Butmiego, jak i przez Nilusa. Ale nie dostawały się nigdy do rąk szerszej publiczności. Wykupywano je zaraz po wyjściu z druku. Fakt ten wyjaśnia niezrozumiałe na pozór zjawisko, dlaczego o ,,Protokółach” zarówno przed wojną, jak i w czasie wojny nic niemal w świecie nie wiedziano, mimo ich 9 wydań.

    ,,Protokóły Mędrców Syjonu” stają się dopiero głośne w całym świecie po roku 1919 mianowicie wtedy, kiedy to Godfried Beck przetłumaczył je z rosyjskiego wydania Nilusa w 1911 roku na język niemiecki, dając im tytuł: „Tajemnice Mędrców Syjonu”. Z tłumaczenia tego skorzystały prawie wszystkie narody świata: odtąd o ,,Protokółach” wszędzie jest głośno.

    W tłumaczeniu polskim po raz pierwszy wydano ,,Protokóły” w grudniu 1919 roku pt. ,,Protokóły posiedzeń Mędrców Syjonu”. Jest to tłumaczenie wydania Nilusa z roku 1917 pt. ,,Bliz jest pri dwieriech” („Jest tuż u drzwi”). Według tego wydania ukazało się też w następnych latach bez żadnych niemal zmian, szereg nowych wydań, odznaczających się bezkrytycznym powtórzeniem tego, co podał do wiadomości publicznej Nilus.

    Opracowując niniejsze wydanie, odrzuciłem cały balast różnych przedmów i ,,Objaśnień Nieodzownych”, a zatrzymałem tylko sam tekst. Jednakże i tekstu nie pozostawiłem bez zaprowadzenia w nim drobnych wprawdzie, ale według mojego zdania nieodzownych zmian. Przede wszystkim poszczególne ustępy ,,Protokółów” zwane przeze mnie ,,Wykładami”, które tworzą jedną myślową całość, zaopatrzyłem w paragrafy, poprawiając przy tym niejedne ich tytuły, jako niezgodne z treścią, oraz rozbijając niektóre większe ustępy dla jasności myśli przewodniej na mniejsze, a mniejsze znów, tworzące ze sobą całość myślową, łącząc w jedna grupę.

    Dzięki tym drobnym zmianom tekst ,,wykładów” zyskał na przejrzystości. Poza tym zaopatrzyłem ,,Wykłady Mędrca Syjonu” (tak bowiem nazywam ,,Protokóły” co uzasadniam poniżej) ,,Nieodzownym objaśnieniem” i „Zakończeniem”.

    W ,,Nieodzownym objaśnieniu” mówię krótko o istnieniu wśród żydów od niepamiętnych czasów tajnego planu podboju świata, którego tzw. ,,Protokóły Mędrców Syjonu” są właśnie najkapitalniejszym wyrazem i o dotychczasowych etapach realizacji światoburczych, a zarazem maniackich dążeń żydowskich.

    W ,,Zakończeniu” zaś omawiam autentyczność tzw. ,,Protokółów”, której żydzi za wszelką cenę, starają się zaprzeczyć, dowodząc gołosłownie i kłamliwie, że ,,Protokóły” są fałszerstwem oraz zwracam się z apelem do polskiego czytelnika, by to, co wyczyta w niniejszej książce, gruntownie przemyślał i zastanowił się nad tym, co czeka nasz kraj w przyszłości, gdyby istotnie żydom udało się kiedyś nim zawładnąć. A do tego właśnie oni wytrwale dążą i z dążeniem tym już wcale się nie kryją. Dla tego też należy nam wszystkim mieć się na baczności i czuwać pilnie, bo wróg nie śpi!

    Na zakończenie powyższej przemowy daję jeszcze jedno wyjaśnienie:

    Powyżej mówię ,,tak zwane Protokóły Mędrców Syjonu”. Mówię to celowo, gdyż dokument ten będący istotnie żydowskim programem podboju świata, opublikowany i znany jest powszechnie pod mylną nazwą ,,Protokółów Mędrców Syjonu” nie jest właściwie żadnym protokólarnym sprawozdaniem z obrad czy dyskusji tajnego zebrania przywódców narodu żydowskiego, jakie istotnie odbyło się w 1897 roku w Bazylei podczas obrad pierwszego kongresu syjonistycznego, ale jest tylko ściśle, wprost drobiazgowo przemyślanymi notatkami wykładów, wygłaszanych w niewiadomym miejscu i w niewiadomym czasie przez jakiegoś wybitnego żyda (mędrca syjońskiego), według wszelkich prawdopodobieństw przez znanego rabina, głowę międzynarodowego żydostwa pod koniec XIX-go i na początku XX-go wieku Aszera Gincberg (pseudonim Alhad Haam), który powszechnie uchodził za niekoronowanego króla żydowskiego i cieszył się, u wszystkich bez wyjątku żydów, wielką czcią i poważaniem.

    Za tezą, że tzw. ,,Protokóły” nie są żadnymi protokółami, ale ,,Wykładami”, względnie notatkami z wykładów, które nie mogły jednak odbyć się tylko w ciągu trzydniowych obrad pierwszego kongresu w Bazylei, przemawiają:

    1. fakt, że dokument ten w budowie nie ma wcale ani początku, ani końca; że robi wrażenie strzępa wyrwanego z jakiejś większej całości, o czym możemy przekonać się z toku myśli, zawartych w ,,Wykładzie IX-ym”, w którego zakończeniu ustępu drugiego (§ 2) czytamy:

    ,,Antysemityzm bowiem jest nam potrzebny dla rządzenia naszymi braćmi młodszymi.”

    A dalej ustęp trzeci (§ 3) tegoż wykładu brzmi:

    ,,Wyjaśniać tego nie będę, bowiem było to już niejednokrotnie tematem konferencji naszych.”

    Jakich konferencji? Tego już znikąd dowiedzieć się nie możemy. Bowiem ani przedtem, ani potem nie znajdujemy już ani słowa o antysemityzmie. Stąd nasuwa się logiczny wniosek, że wykłady omawiane są tylko częścią, ,,jakiejś większej całości”.

    2. fakt, że początek niektórych rozdziałów omawianego dokumentu, rozpoczyna się od takich słów, które wskazują na większą ilość i dłuższą ciągłość tychże. I tak na początku „Wykładu X-go”; w ustępie pierwszym (§ 1) czytamy:

    ,,Dziś rozpoczniemy od powtórzenia rzeczy już powiedzianej i proszę, abyście pamiętali, że rządy i narody w polityce zadowalają się pozorami…” itd.

    I znowu to, co zawarte jest w tym wykładzie nie było przedtem powiedziane. Mamy więc tu sprzeczność będącą zarazem dowodem, że to, o czym ponownie mędrzec syjoński mówi w ,,Wykładzie X-ym”, musiało być wypowiedziane kiedyś, w innym zupełnie nam nieznanym wykładzie.

    Albo w ,,wykładzie XX-ym” w ustępie pierwszym (§ 1) czytamy:

    ,,Dziś zajmiemy się programem finansowym, który umieściłem na końcu referatu mego, jako najtrudniejszy, ostateczny i zdecydowany punkt planów naszych”.

    A więc wszystkie wykłady stanowiły jedną zwartą całość; były wygłaszane przez jedną osobę i to nie w jednym czy w dwóch dniach ale w przeciągu kilkunastu nawet lub więcej dni, na odbywających się gdzieś tajnych zebraniach. To przypuszczenie co do wielkości zebrań, na których wykłady niniejsze były wygłaszane, potwierdza ustęp pierwszy (§ 1) ,,wykładu XXI-go”, w którym czytamy:

    ,,Do powiedzianego na poprzednim zebraniu dodam jeszcze wyjaśnienie co do pożyczek wewnętrznych…”

    A że forma stylowa całego dokumentu ma charakter zapisów robionych przez wykładowcę do wygłoszenia poważnego referatu czy wykładu, przeto też należy stwierdzić z naciskiem, że dokument, znany pod nazwą ,,Protokóły Mędrców Syjonu”, nie jest żadnym protokółem, ale tylko i wyłącznie notatkami do wygłaszanych wykładów lub notatkami wygłoszonych wykładów.

    Skłaniam się raczej do twierdzenia, że jest on notatkami do wygłaszanych wykładów, robionych przez jakiegoś Mędrca żydowskiego, w tym wypadku, jak już zaznaczyłem, prawdopodobnie zmarłego w 1927 roku rabina Aszera Gincberga.

    Wysuwając powyższą tezą, wypowiadam się tym samym przeciwko twierdzeniu, jakoby ,,Wykłady Mędrca Syjonu” były wygłoszone w 1897 roku podczas pierwszego Kongresu Syjonistycznego w Bazylei. Biorąc jednak pod uwagę wersję, co do drogi, jaką one dostały się w odpisie do rąk nieżydowskich, mianowicie rzekomo w czasie przewożenia ich oryginału z Bazylei do Frankfurtu nad Menem, celem złożenia tegoż dokumentu w archiwum tajnego żydowskiego rządu, mieszczącego się we Frankfurcie, dopuszczam jedynie możliwość tylko odczytania dokumentu w Bazylei w formie referatu, celem zapoznania i przedyskutowania jego treści z obecnymi wówczas na kongresie ,,mędrcami syjońskimi”. Zaznaczam jednak, że ta możliwość zupełnie nie przemawia mi do przekonania, jak i nie przemawia mi do przekonania wersja co do sposobu zdobycia odpisu.

    Moim zdaniem notatki ,,Wykładów Mędrca Syjońskiego” musiały w licznych odpisach krążyć pomiędzy żydostwem. Ale jak to zwykle i wszędzie bywa i co zresztą u żydów, specjalnie na złoto chciwych, niejednokrotnie miało miejsce, znalazł się ktoś, kto odpis ,,Wykładów” w tej formie, jaką znamy, sprzedał jakiemuś przedstawicielowi rządu rosyjskiego we Francji, zobowiązując go do ścisłej dyskrecji, odnośnie do tego, jaką drogą i od kogo ten odpis otrzymał.

    Ów zaś przedstawiciel, czy nawet niższej rangi funkcjonariusz rządu rosyjskiego, przesłał jeden egzemplarz otrzymanego dokumentu rosyjskiemu ministrowi spraw wewnętrznych Sipiaginowi, drugi Aleksemu Suchotinowi i trzeci może jeszcze komuś innemu, nie przywiązując jednakże doń zbyt wielkiej wagi. Równocześnie, być może, żydzi dowiedzieli się, o zdradzie, popełnionej względem nich, przez jednego z ich współwyznawców. Natychmiast więc odszukali go i zgładzili ze świata, jako niebezpiecznego dla ich zamierzeń człowieka; to samo zapewne uczynili z tym funkcjonariuszem rządu rosyjskiego, któremu ów delator (zdrajca) żydowski sprzedał odpis ,,wykładów” oraz ten sam los zgotowali ministrowi Sipiagionowi.

    Widocznie jednak nie udało się im wyłowić wszystkich odpisów ,,wykładów”, będących w rękach nieżydowskich, skoro zostały one opublikowane i dziś znane są w całym świecie, jako dokument najlepiej odsłaniający istotne plany i dążenia żydów i najbardziej przekonywująco ostrzegający narody całego świata przed ich szatańskimi zamysłami.

    Bolesław Rudzki
    26 marca 1937 roku,
    w dzień Męki Pańskiej

  7. Piotrx said

    ZAKOŃCZENIE „Protokołów”

    Uważne przeczytanie niniejszej książeczki i głębokie zastanowienie się nad jej treścią wyjaśnia nam niejedną tajemniczą zagadkę współczesnego świata. Dzięki niej rozumiemy przyczyny i cele niesłychanie krwawej wojny, ostatniej wojny; jasne stają się nam cele i dążenia bolszewizmu oraz mętne klauzule wszystkich powojennych traktatów pokojowych wraz ze sławetną Ligą Narodów, tym widzialnym instrumentem polityki i dążeń żydowskich odnośnie wszystkich narodów świata.

    Wprawdzie żydzi za wszelką cenę usiłują dowieść, że dokument, tak wspaniale i przekonywująco demaskujący ich istotne cele i dążenia jest falsyfikatem, lecz wysiłki ich są daremne. ,,Wykłady Mędrca Syjonu” są bowiem dziełem tak typowo żydowskiego ducha, który objawia się niemal w każdym ich zwrocie, w każdym wyrażeniu, że doprawdy przypisać je komuś innemu w żaden sposób nie można. Byłoby to, doprawdy krzyczącą niesprawiedliwością, gdyż wszystkie ich cechy są niepodzielną własnością żydów, ich charakterystycznej ciasnoty umysłowej, będącej następstwem prawie dwutysiącletniego wchłaniania mądrości talmudycznych. A takich cech żaden nieżyd, nawet najgenialniejszy, nie posiada, ani nie jest w stanie podrobić. Dla przykładu weźmy program finansowy zawarty w ,,Wykładzie XX-ym”. Z jaką on precyzyjnością, mądrością i trafnością genialnego bankiera jest odtworzony i to bankiera wychowanego na Talmudzie przynajmniej od stu pokoleń. A inne sprawy, poruszane i omawiane w ,,Wykładach”, zarówno polityczne, jak społeczne, gospodarcze, kulturalne i duchowe, z jaką znajomością rzeczy, z jaką przenikliwością i głębią umysłu są potraktowane, mimo, że i w nich tu i ówdzie uwidocznia się pewnego rodzaju ciasnota, fantastyczność, a nawet apokaliptyczność, które czynią je ciemnymi, trudno zrozumiałymi dla prostych, jasnych i mało skomplikowanych umysłów ,,gojów” i które jednocześnie wykazują wyraźnie talmudyczność umysłu obrazującego je. Dlatego też, zważywszy na to wszystko, trudno nie uznać w omawianym dokumencie programu podboju całego świata przez żydów od tysięcy lat, a potem już stale przystosowywanego do zmieniających się warunków.

    W programie tym widać zadziwiającą rozległość zainteresowań i genialność jego twórcy. Zna on bowiem doskonale nie tylko sprawy finansowo-gospodarcze, ale również polityczno-społeczne. Gruntownie przemyślał kwestie szkolne, wychowawcze, nastrojowe, religijne, sprawy organizacji społecznego sądownictwa, adwokatury, kolektywizmu, indywidualizmu, a nawet zagadnienie psychologii tłumu i metod rządzenia państwem. O tym wszystkim mówi swobodnie i z godnym podziwu znawstwem.

    Ale i twórca ,,Wykładów” nie jest wolny od luk i błędów tak charakterystycznych dla umysłowości żydowskiej. Błędy te i luki uwydatniają się najlepiej w zakresie takiej dziedziny, jaką jest wojskowość, o której talmudyści i rabini mają jak najsłabsze pojęcie. Dla przykładu weźmy część 13 rozdziału XX-go:

    ,,Twierdzicie, że goje rzucą się na nas z bronią w ręku, jeśli przedwcześnie zrozumieją, o co chodzi. Przeciwko temu posiadamy na Zachodzie możliwość użycia takiego manewru, że zadrżą serca najdzielniejsze: są to tunele dla kolei podziemnych, które do tego czasu będą przeprowadzane we wszystkich stolicach. W chwili odpowiedniej będą one wysadzone w powietrze razem ze wszystkimi organizacjami i dokumentami państwowymi”.

    Powyższe jest najjaskrawszym dowodem rabiniczno-talmudycznego umysłu twórcy ,,Wykładów”. Żaden bowiem umysł nieżydowski czegoś podobnego, tak bezgranicznie naiwnego by nie powiedział. Mógł to uczynić tylko zakuty w okowy Talmudu umysł żydowski.

    A jeśli do tego wszystkiego dodamy jeszcze głosy i wynurzenia najwybitniejszych żydów współczesnych, zbierane skrzętnie przez różnych żydologów i gdy je porównamy z treścią zawartą w ,,Wykładach Mędrca Syjonu”, wówczas przekonywujemy się niezbicie, że ,,Wykłady Mędrca Syjonu” są bezprzykładnym tworem żydowskiego ducha i za takie też uważane być muszą.

    Bolesław Rudzki
    26 marca 1937 roku

  8. Ad: 7 Piotrx..

    Na co nalezy zwrocic baczniejsza uwage dotyczaca 24 Protokolow medrcow z Sjonu, to jest kwestia „cyfr”, ktora jest „skrupulatnie” pomijana w drodze do opanowania swiata…
    Czyli, „kwestia cyfr” jest kwestia ekonomiczna i lichwiarskiego systemu monentarnego, ktore zydzy (lichwiarze) opanowali niemalze do perfekcji, a „goje” nie maja (jak do tej pory) „zielonego pojecia” skad i na jakiej podstawie sa tworzone pieniadze i dzieki temu lichwiarze w „bialy dzien” przejmuja (prywatyzuja) wszystko to, co „goje” zbudowali, stworzyli i wyprodukowali…
    Tak wiec wszystko jest wazne, ale najwazniejsze jest to, kto konroluje cyrkulacje srodkow finansowych, czyli „cyfry”…o ktorych praktycznie nic nie ma w Protokolach medrcow z Sjonu…
    =================
    jasiek z toronto

    http://polskawalczaca.com

  9. Piotrx said

    Jeszcze dla przyponienia fragment wywiadu z śp. dr D.Ratajczakiem

    *****************
    Dariusz Ratajczak – Prawda Ponad Wszystko.

    Zbyszek Koreywo: Panie Dariuszu, gdzie i kiedy urodził się dzisiejszy doktor historii, D. Ratajczak?

    Dariusz Ratajczak: Urodziłem się w Opolu 28 listopada 1962 roku, ale, podobnie jak znakomita większość mieszkańców tego miasta, nie jestem rodowitym Ślązakiem.

    ZK: Kim byli Pana rodzice? Czym się zajmowali?

    DR: Mój ojciec, Cyryl Ratajczak(rocznik 1928) pochodzi z Wielkopolski . Zresztą nazwisko Ratajczak jest charakterystyczne dla tego regionu Polski. Ojciec- syn Powstańca Wielkopolskiego i wielkopolskiego ochotnika w wojnie polsko- bolszewickiej, Michała Ratajczaka- urodził się w Śremie (40 km na południe od Poznania). Dziadek Michał, urzędnik miejscowej Kasy Chorych i lokalny działacz partyjny (od 1937r.należał do chadeckiego Stronnictwa Pracy) , zapewnił Ojcu i jego braciom dobre, dostatnie dzieciństwo. To była solidna, pracowita, drobnomieszczańska wielkopolska rodzina. W 1940 roku Ojciec, wtedy 12-letni chłopiec , został wywieziony przez Niemców na tzw. roboty. Właściwie przez całą wojnę pracował u niemieckich bauerów. Po powrocie do Śremu wraz z Ojcem włączył się w działalność Polskiego Stronnictwa Ludowego, co okupił miesięcznym aresztem w roku 1947. Siedział zresztą w jednej celi ze swoim Ojcem. Rok później, pod zmienionym imieniem (Cyryla zastąpił Antoni) rozpoczął studia na Wydziale Prawa Uniwersytetu Poznańskiego. Po ich zakończeniu i aplikacji przybył do Opola, gdzie podjął pracę w Zespole Adwokackim. Ojciec- dzisiaj na emeryturze- był obrońcą wybitnym, o uznanej renomie w środowisku adwokackim Kraju. Bronił m.in. jednego z braci Kowalczyków oskarżonych o wysadzenie auli WSP (Wyższa Szkoła Pedagogiczna) w Opolu. Występował w procesach politycznych stanu wojennego. Udzielał się również na niwie sportowej; był sędzią piłkarskim.

    Nieżyjąca już Matka Alina (z domu Czuchryj) pochodziła z kresów wschodnich Rzeczypospolitej. Urodziła się w Chodorowie (wschodni kraniec województwa lwowskiego) w rodzinie „nafciarskiej”. Jej Ojciec, a mój dziadek, Stanisław Czuchryj, do wybuchu wojny pracował w Borysławiu w „Polminie”- czysto polskim przedsiębiorstwie naftowym. To go uratowało przed wywózką na Syberię. Rosjanie nie byli na tyle głupi, aby pozbywać się fachowca w branży. Po wojnie rodzina Matki- śladem setek tysięcy Polaków- przybyła na ziemie zachodnie. Tutaj Matka poznała Ojca, czego efektem jestem ja i moja siostra.

    Historyczne doświadczenia mojej rodziny, tak po mieczu, jak i po kądzieli, niewątpliwie wpłynęły na moje zainteresowanie historią. Byłem jednak w uprzywilejowanej sytuacji, gdyż mogłem czerpać wiadomości od przedstawicieli dwóch różnych tradycji: wielkopolskiej i kresowej. Ta ostatnia początkowo bardziej przemawiała mi do wyobraźni, a to dzięki Matce, która uświadomiła mi, że nasze kresy Rosjanie nam ukradli. Dla mnie, 8-9 letniego chłopca był to niesamowity wstrząs, tym bardziej, że w szkole podstawowej pani nauczycielka utwierdzała nas w przekonaniu, że ZSRR to nasz największy przyjaciel. Poza tym dziadek i babcia ciągle powtarzali mi , że na wschodzie ziemia była urodzajna, pomidory wielkości małej dyni… i to do dziecka przemawiało. Ja po prostu zacząłem nie znosić tych, którzy nam te pomidory ukradli. A nielubienie Sowietów automatycznie przerzuciło się na krajowych komunistów. Miałem również to szczęście, że Ojciec często zabierał mnie na sprawy sądowe w okresie wakacyjnym. Jeździłem sobie z nim samochodem po całym kraju, a on opowiadał mi o dziadku Michale, wojnie bolszewickiej, swoim uwięzieniu. Właściwie od początku byłem stracony dla Polski Ludowej. Nie wstąpiłem ani do harcerstwa , ani do Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej.

    Idąc do liceum w Opolu wiedziałem już, że interesuje mnie przede wszystkim historia. Byłem bezwzględnie najlepszym historykiem i geografem w mojej klasie, uczestniczyłem jako jeden z dwóch przedstawicieli woj. opolskiego w Centralnej Olimpiadzie Historycznej w Warszawie. To umożliwiło mi dostanie się na studia bez egzaminów wstępnych. Wybrałem Uniwersytet Adama Mickiewicza w Poznaniu, raz, że chciałem zrobić przyjemność Ojcu, dwa, iż moi opolscy koledzy wybierali pobliski Wrocław. A ja nie chciałem studiować na uniwerku oznaczonym kryptonimem: BB. Niestety, nie chodziło o Brigitte Bardot, tylko Bolesława Bieruta.

    Tamtej decyzji nie żałuję. Miałem naprawdę świetnych profesorów i kapitalnych kolegów. Niewątpliwie zahartowały nas i scaliły strajki studenckie z listopada- grudnia 1981 roku. My- nieopierzeni studenci zaczynamy studia, a tu masz- od razu strajk. No i tak strajkowaliśmy do 13 grudnia, aż nas ZOMO [Zmilitaryzowane Oddziały Milicji Obywatelskiej] (zresztą grzecznie) poprosiło o opuszczenie gmachu. Później ostra nauka, nielegalny przewóz i kolportaż książek, bujne życie towarzyskie, powrót do Opola i praca – od 1988 r.- na opolskiej wyższej uczelni.

    ZK: Gdzie się sieje ziarna prawdy historycznej? I czy, Pana zdaniem, szeroko rozumiane społeczeństwo, może funkcjonować bez znajomości przeszłości?

    Tak jak już nadmieniłem, historia otaczała mnie od zawsze. Myślę, że jednak najważniejsze jest środowisko rodzinne, w którym człowiek kształtuje swój kościec moralny, patriotyczny, a częściowo i ideologiczny. Dziękuję Bogu, że wychowałem się w zwyczajnym, polskim domu. Dzisiaj nie jest to już tak oczywiste. Obecnie większość młodych ludzi opuszcza dom rodzinny bez bagażu przeszłości, bez opowiadań dziadków i rodziców o czasach minionych. A jeżeli już- to są to bajdurzenia typu:” za Gierka to było dobrze”. Dzieła zniszczenia dopełniają szkoły na wszystkich szczeblach nauczania. Wprawdzie nie ma już tam skretyniałych marksistów, ale „godnie” zastępują ich pusto-głowi politycznie poprawni idioci, których zresztą pełno tak w Polsce, jak i Australii. Głupota jak widać kontynentów nie wybiera. To oni, ci historycy od siedmiu boleści, wykańczają historię, która w ich wydaniu przestaje być nosicielką prawdy, mistrzynią życia, powodem narodowej dumy. To oni czynią celowo z historii służebnicę bieżących interesów politycznych, równie nędznych moralnie i intelektualnie elit rządzących, to oni wreszcie decydują o tym, jaki fakt czy osobę historyczną wyeksponować, a jaką zamilczeć na śmierć. Oczywiście wszystko to robią pod kątem bieżącej przydatności politycznej. To dlatego młodzi ludzie nic nie wiedzą o Dmowskim (bo to ultra patriota, a my zmierzamy do postmasońskiej hybrydy pod nazwą Unia Europejska), Witosie (bo bronił polskiej ziemi, a w Unii Europejskiej można ją przekazywać w obce ręce), Powstaniach Śląskich (bo to polski nacjonalizm, a Górny Śląsk powinien być miejscem współpracy polsko- niemieckiej) , poznańskim Czerwcu 1956 r. (bo nie było tam Jacka Kuronia et consortes, tylko władza strzelała do anonimowych Polaków), sprawie zabójstwa Bogdana Piaseckiego (bo mordu dokonali Żydzi, a o tym nie wypada mówić), et cetera. W zamian odmienia się przez wszystkie przypadki pogrom kielecki, wydarzenia marcowe i gehennę trockistów z KOR-u, a nad wszystkim czuwa ponadto „holocaust- industry” wmawiający ustami nauczycieli młodym ludziom nasze rzekome przewiny względem Żydów. Wszędzie półprawdy, kłamstwa, propaganda. I nie jest to bynajmniej szaleństwo, a metoda prowadząca do destrukcji świadomości historycznej, do odcięcia się od prawdziwie polskiej spuścizny historycznej, bez której naród istnieć nie może. Naród to przecież przeszłe, teraźniejsze i przyszłe pokolenia. Jeżeli rozbijemy pierwszy element tej triady- wszystko traci sens. A do tego prowadzi świadomie wybiórcza „twórczość” polit-poprawnych poprawiaczy historii.

    ZK: Panie Dariuszu, jakie były okoliczności pierwszego kontaktu z historią niebezpieczną, niosącą zagrożenie osobiste?

    Przede wszystkim muszę wyjaśnić, że jestem historykiem i publicystą historycznym zajmującym się głównie najnowszymi dziejami Polski, a zatem bardzo często natrafiam na historie, czy też tematy niebezpieczne. Tyle tylko, że to nie ja je wymyślam i to nie ja oceniam, czy są one niebezpieczne, czy też nie. Decyduje o tym niestety polityka, „społeczne zapotrzebowanie”, obowiązujący trend, kurs itd. Moja niereformowalność polega natomiast na tym, że w odróżnieniu od innych, kompletnie nie interesują mnie owe trendy i mody. Jeżeli jest niezbadany fakt historyczny- badam go niezależnie od tego, czy się to komuś podoba, czy też nie. Jeżeli jest problem, który przynajmniej wymaga zreferowania lub przybliżenia – referuję i przybliżam. Bez względu na to, czy mnie oskarżą np. o złamanie obowiązującego prawa. Dlatego też jestem rzeczywiście łatwym celem ataków. Taki już los człowieka nie przejmującego się cenzurą (kiedyś komunistyczną, dziś polit-poprawną) . Mój Boże, nie po to zostałem historykiem, aby pisać między wierszami.

    Odpowiadając jednak bezpośrednio na Pana pytanie… Otóż w 1986 r. obroniłem w Poznaniu pracę magisterską „Polacy na Wileńszczyźnie 1939-1944″ (później wydałem ją- po uzupełnieniach- w formie książkowej). Jeden z jej rozdziałów traktował o walkach wileńskich i nowogródzkich oddziałów AK z partyzantką sowiecką. Promotor mojej pracy, nieżyjący już prof. Jerzy Ochmański, znany lituanista (uczeń wielkiego Henryka Łowiańskiego), ale i ” betonowy komunista” zasiadający w komisjach weryfikacyjnych w stanie wojennym, gdy go przeczytał, poczerwieniał i wywalił mnie za drzwi z adnotacją: „zmienić, bo nici z magistra”. Przychodzę po tygodniu i słyszę od progu:

    – „Zmienił pan?”.

    – ” Tak- zmieniłem”.

    Dowcip polegał na tym, że zmiana polegała na dopisaniu zdania, iż to oddziały sowieckie inspirowały starcia z AK. Ochmański uwierzył mi na słowo, do tekstu już nie zajrzał.

    ZK: A zatem jaka powinna być rola historyka? Co jest warunkiem sine qua non praktykowania historii?

    DR: Historyk ma jedną podstawową rolę do spełnienia. Jest nią dotarcie do prawdy (podkreślenie moje). Prawda jest w istocie jedynym przyjacielem historyka. Historyk winien wiedzieć, że prawda nie ma odcieni; prawda jest zawsze jasna i jedna. Dążąc do prawdy, powinien unikać jak ognia podpowiedzi „życzliwych”, typu: „każdy medal ma dwie strony, „złoty środek”, ” w ramach kompromisu” itd., bowiem prowadzą one na manowce, zbliżają do kłamstwa. Po ustaleniu prawdy- i tu dotykamy drugiej roli historyka- badacz powinien, bez względu na konsekwencje, podzielić się nią z innymi. Prawda bowiem musi mieć wymiar nie tylko indywidualny, ale i społeczny. Pisanie do szuflady, szczególnie w czasach, gdy zewsząd atakuje nas kłamstwo, nie ma najmniejszego sensu. Szkoda czasu i atłasu.

    Druga część Pana pytania dotyczy w moim przekonaniu również cech, które winny charakteryzować historyka, gdyż warunek sine qua non praktykowania historii, czyli wolność słowa, jest już dawnym wspomnieniem. Zastąpiła ją polityczna poprawność, to jest soc-liberalna cenzura albo- jak to ktoś ładnie ujął- „tyrania dobrych intencji”. Zatem w dzisiejszych, ponurych czasach warunkiem sine qua non praktykowania historii jest sam historyk: prawdomówny, niezależny, odporny na ciosy , wreszcie po prostu odważny. Tak, dożyliśmy czasów, w których- żartobliwie mówiąc (ale to gorzki żart)- historyk powinien być skrzyżowaniem intelektualisty z bokserem.

    ZK: A gdzie, kiedy i w jakich okolicznościach rozpoczęły się pierwsze kłopoty – czy była to uczelnia czy też działo się to na początku poza murami uniwersytetu. Czy i kto wywierał na Pana pierwsze naciski.

    Odpowiedź na Pana pytanie wymaga przytoczenia wielu szczegółów, włącznie z podaniem nazwisk moich „szanownych prześladowców” .Nie mam nic przeciwko temu, aby dyspozycyjność, kłamstwo i- nie waham się użyć tego słowa- zwykłe chamstwo, tak typowe dla naszych elit politycznych oraz wielu pracowników nauki, ujrzało światło dzienne.

    Gdy w roku 1988 podjąłem pracę na opolskiej uczelni (wtedy nosiła ona nazwę: Wyższa Szkoła Pedagogiczna im. Powstańców Śląskich (w roku 1994 WSP stała się Uniwersytetem Opolskim, ale już bez „Powstańców Śląskich”, co było ukłonem w stronę rosnącej w siłę tzw. mniejszości niemieckiej na Śląsku Opolskim), zastałem tam sytuację, którą określiłbym słowem: transformacja. Polegała ona na tym, że opolscy profesorowie, docenci itd. właśnie zrzucali swe komunistyczno- PZPR-owskie szaty, chowali do szuflad co bardziej kompromitujące płody dotychczasowej twórczości (te wszystkie książki ku czci Rewolucji Październikowej), by przeistoczyć się w „szczerych” demokratów. Oni autentycznie bali się, że za chwilę nastąpi jakaś gigantyczna lustracja, która pozbawi ich wysokich stanowisk. Uspokoił ich dopiero premier Mazowiecki i jego „gruba kreska”. Może dlatego też wielu z nich upodobało sobie później Unię Wolności. Od „czerwonego” do „różowego” tylko krok.

    Ja w tym okresie byłem wprost zawalony pracą dydaktyczną. Prowadziłem zajęcia z najnowszej historii Polski i Europy na kilku kierunkach (również dla studentów wieczorowych), a poza tym uruchomiłem „Koło Historyczne”, które raz w tygodniu grupowało studentów zajmujących się „wywabianiem białych plam w historii”. Katyń, ZSRR a Powstanie Warszawskie, „Akcja Burza” na Kresach Wschodnich, Narodowe Siły Zbrojne, podziemie niepodległościowe po 1944 r.- m.in. te tematy znalazły się w polu naszych zainteresowań. Wprawdzie działo się to wszystko jeszcze przed finałem „Okrągłego Stołu”, tj. w warunkach obowiązującej cenzury, ale- jak już powiedziałem- uczelniana „wierchuszka” nie była na tyle głupia, by nie czuć „wiatru zmian” i w konsekwencji zostawiono nas w spokoju.

    W I połowie lat 90-tych miałem już ugruntowaną pozycję na uczelni. Nie chwaląc się, podczas moich wykładów i ćwiczeń sala zawsze była pełna. Przyjemnie było słyszeć od studentów, że jestem uważany za rzetelnego historyka, świetnego mówcę ( to akurat nie moja zasługa, a genów odziedziczonych po Ojcu- adwokacie) oraz człowieka, który nie boi się podejmować tematów niebezpiecznych z punktu widzenia politycznej poprawności; poprawności wlewającej się zrazu niepostrzeżenie, a później na podobieństwo wodospadu w uczelniane mury. A ja rzeczywiście występowałem przeciwko niej z otwartą przyłbicą, czując intuicyjnie, iż oto stoimy wobec niebezpieczeństwa zastąpienia cenzury komunistycznej jej soc-liberalną odpowiedniczką. Co więcej, uważałem, że efektem zwycięskiej inwazji polit-poprawności będzie niewolnicze podporządkowanie historii jako nauki- polityce. Na to nie było i nie ma mojej zgody.

    Opracowałem sobie wtedy zestaw „tematów niepoprawnych”, które realizowałem na zajęciach ze studentami. Pozwoli Pan, iż wymienię kilka zaledwie przykładów: „Zagłodź szczura, czyli o amerykańskim feminizmie krytycznie”, „Masoneria wczoraj i dziś”;

    “Hitleryzm i komunizm- wspólne korzenie”; „Czy kolonializm zasługuje na bezwzględne potępienie?”, „Historia Algierii francuskiej”, itd. itp.

    To się studentom bardzo podobało, ale z drugiej strony coraz częściej byłem wzywany na tzw. dywanik do dyrektora Instytutu Historii, prof. Stanisława S. Nicieji (prywatnie promotora mojej pracy doktorskiej, a później wszechwładnego Rektora Uniwersytetu Opolskiego), który mówił mniej więcej tak: „Ja Panu nic nie narzucam, ma Pan świetne oceny okresowe, my Pana wiedzę cenimy, ale czy naprawdę musi Pan tak szarżować? Ja wiem, Pan to robi w oparciu o źródła, ale niech Pan nie idzie pod prąd, bo to się może źle skończyć”. Szczerze mówiąc nie słuchałem uważnie profesora, chociaż był to wybitny specjalista od „chodzenia z prądem”, co udowodnił kilka lat później skazując mnie bez wahania „na pożarcie” podczas zorganizowanej odgórnie akcji wykańczania dr Ratajczaka.

    Te „przyjacielskie” pogawędki przy kawie nie były jednak początkiem prawdziwych kłopotów. Nie był nim nawet fakt obrony przeze mnie pracy doktorskiej: „Postawy ludności Śląska Opolskiego w świetle wyroków Wojskowych Sądów Rejonowych w latach 1945-1955″.Tu krótkie wyjaśnienie. Praca ta- pomimo neutralnego tytułu- była w istocie 500- stronicowym przeglądem represji komunistycznych na Opolszczyźnie w pierwszym dziesięcioleciu ‚Polski Ludowej”. Jej „niewygodność” polegała na tym, że z nazwiska wymieniałem sędziów, prokuratorów, pracowników Urzędu Bezpieczeństwa, milicjantów i donosicieli, którzy odpowiadali za mniejsze i większe zbrodnie tamtego okresu. Zdarzało się, że w przypisach padały nazwiska tatusiów obecnych pracowników Uniwersytetu Opolskiego! Dlatego też jej obrona odbywała się przy drzwiach zamkniętych.

    Początek prawdziwych kłopotów wiąże się oczywiście z wydaniem przeze mnie w marcu 1999r. publicystycznej książeczki ” Tematy niebezpieczne”. Nim przejdę do następstw tej publikacji, pozwoli Pan, że raz jeszcze poczynię kilka uwag wstępnych.

    Otóż podczas wykładów niejednokrotnie poruszałem tzw. wątek żydowski. Było to jak najbardziej zasadne, szczególnie w kontekście najnowszych dziejów Polski. Jeżeli np. mówiłem o funkcjach, strukturze i składzie osobowym Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, czyli ponurej ubecji, nadmieniałem, że w instytucji tej istniała nadreprezentacja osobników pochodzenia żydowskiego, szczególnie na szczeblach decyzyjnych. Jeżeli poruszałem sprawę potwornego zabójstwa syna Bolesława Piaseckiego, mówiłem w zgodzie z prawdą, iż wszelkie ślady mordu prowadzą do Izraela. Jeżeli wreszcie omawiałem stosunek większości Żydów do kwestii odzyskania przez Polskę niepodległości w 1918 r. i ich postawy w latach wojny polsko-bolszewickiej oraz po sowieckiej inwazji z 17 września 1939 r.- twierdziłem, iż nie byli oni bynajmniej wzorem patriotycznych cnót. To denerwowało uczelnianych bonzów. Skończyło się wreszcie na tym, że pod jakimś pozorem ograniczono mi w 1998r. zajęcia z najnowszej historii Polski, „przenosząc” do wieku XIX. Nie na wiele to się zdało, gdyż żydowskich ubeków zawsze mogli zastąpić równie antypolscy „Żydzi-litwacy”.

    Mimo wszystko było to dla mnie o tyle bolesne, że, po pierwsze, swoje wykłady opierałem zawsze na źródłach, a po drugie, wątek żydowski nie stanowił centrum moich historycznych zainteresowań. Traktowałem go na równi z innymi problemami. Oczywiście wiele było tu z mojej strony krytycyzmu, ale właśnie ta cecha immanentnie związana jest z wykonywanym przeze mnie zawodem. W każdym razie nikt oficjalnie nie zarzucał mi osławionego antysemityzmu.

    Podobnie rzecz się miała z kilkoma wykładami poświęconymi rewizjonizmowi holokaustu, które wygłosiłem w murach uczelni na przełomie 1997/1998 r. Władze uczelni coś tam mruczały pod nosem, natomiast studenci… walili na nie drzwiami i oknami, gdyż po raz pierwszy chyba w dziejach polskiego uniwersytetu ktoś obiektywnie zreferował poglądy środowiska, które jest społeczną i historyczną rzeczywistością. Środowiska- dodajmy- które składa się również z Żydów.

    Zresztą po tych wykładach wielu studentów domagało się ode mnie w kuluarach jasnego ustosunkowania się do tez głoszonych przez rewizjonistów. Odpowiadałem wtedy niezmiennie: ” Jeżeli rewizjoniści uważają, że nie istniały komory gazowe- mylą się. Jeżeli uważają, że podczas wojny nie zginęło 6 milionów Żydów- mają rację. Jeżeli twierdzą, że holokaust nie jest osią martyrologiczną XX wieku- mają rację. W przeciwnym bowiem razie pogardzalibyśmy ofiarami sowieckiego Archipelagu Gułag, ormiańskimi ofiarami polityki tureckiej z lat I wojny światowej, czy naszymi rodakami- ofiarami niemiecko-sowieckich bestialstw z lat 1939-1945. A co z biednymi Tutsi mordowanymi przez oszalałych członków plemienia Hutu?!. Czy ofiary dzielą się na lepsze i gorsze?”

    Jak już nadmieniłem, na początku marca 1999r. wydałem własnym sumptem i w symbolicznym nakładzie 320 egzemplarzy książkę „Tematy niebezpieczne”. Zrobiłem to, aby w publicystycznej formie utrwalić, zostawić ślad po niektórych moich uczelnianych wykładach. Jeden z jej podrozdziałów nosił tytuł ” Rewizjonizm holokaustu”. Przez miesiąc na uczelni nic się nie działo, chociaż pierwsze egzemplarze „Tematów…” przekazałem osobiście Rektorowi Nicieji i uczelnianej „górze”. Nie omieszkałem również sporządzić stosownych, uprzejmych dedykacji. Po miesiącu, dokładnie 7 kwietnia, wzywa mnie do siebie… nie, nie Rektor, czy Dyrektor Instytutu Historii, ale jeden z redaktorów… „Gazety Wyborczej”, który mówi mi z uśmieszkiem na twarzy, że za chwilę „wklepiemy Pana w ziemię za tą książeczkę i jej podrozdzialik o holokauście”.

    No i zaczęło się. 8 kwietnia zbiera się w trybie natychmiastowym Rada Wydziału Pedagogiczno-Historycznego Uniwersytetu Opolskiego, która „spontanicznie” mnie potępia. Wyłamuje się tylko prof. Joanna Rostropowicz, która przytomnie zauważa: ” nie mogę potępić Ratajczaka, bo tej książki nie czytałam. Odnoszę wrażenie, że nikt z obecnych jej nie przeczytał. Kim są, do cholery, ci rewizjoniści holokaustu?” Rostropowicz ma rację, ale co tam- kazali potępiać to potępiamy. Stalinizm zmartwychwstał w Opolu.

    Jednocześnie „Gazeta Wyborcza” i inne lewicowe publikatory , Muzeum Oświęcimskie, Ambasada Izraela, „moralne autorytety” , niektórzy członkowie rządu Buzka oraz ludzie z otoczenia prezydenta Kwaśniewskiego (lewica i „prawica” w jednym szeregu)- rozpoczynają ostrą nagonkę. Dyrektor Muzeum w Oświęcimiu twierdzi, że jestem neonazistą, rzecznik Ambasady Izraela w Warszawie, Michał Sobelman, dziwi się , że „taki człowiek pracuje na polskim uniwersytecie” (jest to wyraźna sugestia by mnie „wyrzucić na zbitą twarz”), Władysław Bartoszewski wysyła mnie do zakładu psychiatrycznego itd. itp.

    W tym samym czasie przestraszony Rektor Nicieja otrzymuje telefony od Very Important Persons z Ministerstwa Edukacji Narodowej, od „ludzi Szymona Wiesenthala” i kogo tam jeszcze z ostrzeżeniem: „jeżeli nie wyrzucicie tego Ratajczaka- uczelnia będzie bojkotowana i nie dostaniecie żadnych grantów”. No i rektor zawiesza mnie w obowiązkach nauczyciela akademickiego. Cóż, to jest człowiek spolegliwy ,czuły na powiew wiatru historii (dzisiaj pełni zaszczytną funkcję senatora RP z ramienia SLD).

    W kwietniu 1999 r. przeżywałem więc ciężkie chwile. Odwrócili się ode mnie strachliwi uczelniani koledzy (dochodziło do tego, że nie poznawali mnie na ulicy- i tak już zostało), opluto w mediach… Nie dość, że zawieszono mnie w wykonywaniu zawodu, to jeszcze uczelnia, na polecenie „góry”, wytoczyła mi „proces”, który trwał rok. To była jawna kpina ze sprawiedliwości. Na kolejnych rozprawach wygłaszałem 2- godzinne mowy na temat wolności słowa i prawa do wątpienia; ustosunkowywałem się do tez głoszonych przez rewizjonistów holokaustu, ale uczelniana inkwizycja rzadko udawała, że mnie słucha. Wyrok był gotowy: dyscyplinarne usunięcie z Uniwersytetu z zakazem pracy w zawodzie nauczycielskim na 3 lata. Miałem tylko tą satysfakcję, że intelektualnie wykończyłem „panów sędziów” (moralne dno i takaż wiedza prawna) oraz rzecznika dyscyplinarnego Uniwersytetu Opolskiego, prof. Wiesława Łukaszewskiego, który przez rok śledztwa nie potrafił przedstawić nawet jednego świadka oskarżenia. Gdy pokazałem Ojcu sporządzony przez niego akt oskarżenia w mojej sprawie- Ojciec stwierdził, że przy Łukaszewskim niejaki Andriej Wyszynskij (sowiecki prokurator, znany z wielu procesów pokazowych – przycz. mój) jawi się jako dobry prawnik. No ale Łukaszewski prywatnie jest… psychologiem, zaś skład sądu uczelnianego stanowili: chemik, historyk średniowiecza, jeszcze jeden psycholog oraz… ksiądz z Wydziału Teologicznego UO. Naprawdę, ciekawych teraz mamy księży…

    Za to zbudowany byłem postawą moich studentów. Pisali petycje do Rektora i prasy w mojej obronie, strasznie przy tym ryzykując. Dwóch z nich od razu zawieszono w prawach studenta . Gdy się o tym dowiedziałem, zabroniłem im podobnych działań. Z dużą ulgą przyjąłem też moralne wsparcie ze strony wielu rodaków. Ludzie dzwonili do mnie bez przerwy, dodawali otuchy. Niezwykle aktywna była Polonia z USA i Kanady, która zasypała Uniwersytet e-mailami w mojej obronie. Kilka listów nadeszło również z Australii. Polacy intuicyjnie czuli, że na pojedynczego człowieka wali się potworna maszyneria politycznej poprawności, która działa na zasadzie walca drogowego. Ginąłem zatem w dobrym towarzystwie, uzupełnionym później przez odważnych naukowców (Mirosław Dakowski, Rafał Broda, Ryszard Bender, Peter Raina itd.), jak i równie odważnych redakcji niektórych gazet.

    Byłbym szczęśliwym człowiekiem, gdybym w tym czasie walczył tylko z uczelniami tchórzami i ich rozkazodawcami. Ale gdzie tam! W maju 1999r. moją sprawą zajęła się prokuratura, która oskarżyła mnie o złamanie art. 55 Ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej. Artykuł ten- wzorem państw zachodnioeuropejskich i nie tylko – grozi karą do 3 lat więzienia za tzw. negowanie zbrodni nazistowskich. Ta ledwie skrywana cenzura, obowiązująca w Polsce od 1 stycznia 1999r., jest moim zdaniem grobem dla historiografii; kładzie bowiem tamę naukowemu wątpieniu, bez którego praca historyka nie ma sensu. Ustawodawca natomiast inspirowany przez „holocaust- industry” zdaje się mówić:” było tak i tak, spróbuj się wychylić, to cię wsadzimy do mamra”.

    Dobrze- odpowiadam- nikt przy zdrowych zmysłach nie neguje zbrodni nazistowskich (na Żydach- bo o to w tej ściśle nacyjnej ustawie chodzi), ale niech mi nikt nie wmawia, że było tak jak chcą Panowie Gross, Wilkomirski i cały tabun kłamców pracujących dla „przemysłu holokaustu”. W Australii też ich zresztą nie brakuje.

    Rzecz jasna obiektem dociekań prokuratury i sądu (jestem już po dwóch wyrokach, ale końca sprawy nie widać; obecnie grozi mi 10 miesięcy więzienia) jest książka „Tematy niebezpieczne”, czyli jej podrozdział „Rewizjonizm holokaustu”. Moje tłumaczenia, że tylko referuję poglądy rewizjonistów- zdają się psu na budę. Podobnie moje próby wprowadzenia świadków obrony, ekspertów itd. Cóż, sąd wie najlepiej… Wychodzi na to, że dotknąłem czegoś, co wywołuje furię możnych tego świata. Logicznie bowiem rozumując- nie represjonuje się konsekwentnie, od 3 lat, człowieka, który zajmuje się nic nie znaczącymi głupstwami!

    ZK: A w jaki sposób zaczynał pan karierę naukową?

    DR: W roku 1986 , po ukończeniu studiów, powróciłem do Opola. Z marszu złożyłem papiery na Wyższą Szkołę Pedagogiczną. Moje aplikacje rozpatrywano…przez 2 lata. To był czas kwitnącej jeszcze komuny, a za mną podobno przyszły z Poznania jakieś papiery od wiadomej instytucji i tak trwałem w zawieszeniu. Może niezupełnie w zawieszeniu, gdyż w tzw. międzyczasie upomniało się o mnie „Ludowe Wojsko Polskie”- pełne jeszcze w tym czasie głupich „trepów” ścigających nas za krzyżyki wyłożone na mundurze lub wojskowym dresie.

    Formalnie w lutym 1988r. zostałem asystentem w Instytucie Historii opolskiej wyższej uczelni. Dwa lata później opublikowałem swą pierwszą książkę „Polacy na Wileńszczyźnie 1939-1944”. Cztery lata później opublikowałem kolejną pozycję: „Świadectwo księdza Wojaczka”, której drugie wydanie- rozszerzone- ukazało się rok później. W 1994 r. rozpocząłem zbierać materiały do pracy doktorskiej poświęconej de facto zbrodniom stalinowskim na Opolszczyźnie. Obroniłem ją w czerwcu 1997 r., automatycznie awansując na stanowisko adiunkta w Instytucie Historii Uniwersytetu Opolskiego. Nieco wcześniej natomiast, w 1996r., wespół z dr Ryszardem Miążkiem napisałem książkę: „Krajowa Armia Podziemna 1949-1952”.Od jesieni 1997 r. począłem gromadzić materiały do rozprawy habilitacyjnej poświęconej arcybiskupowi Bolesławowi Kominkowi. Prace te zostały przerwane z wiadomych względów. W kwietniu 1999r, po opublikowaniu książki „Tematy niebezpieczne”, zawieszono mnie w prawach nauczyciela akademickiego, a następnie dyscyplinarnie zwolniono z Uniwersytetu Opolskiego z zakazem pracy w zawodzie nauczycielskim przez 3 lata. Po wyrzuceniu z pracy opublikowałem w 2001 r. książkę: „Tematy jeszcze bardziej niebezpieczne” .W tym roku ukaże się jej rozszerzone wydanie oraz nowa pozycja mojego autorstwa: „Sprawa dr Dariusza Ratajczaka, czyli Uniwersytet za zamkniętymi drzwiami”. Obecnie pracuję w charakterze stróża nocnego w Opolu.

    ZK: Panie Dariuszu, czy zgodzi się Pan ze mną, że prostytucja moralna ma równie stare korzenie jak i ta fizyczna, cielesna? Innymi słowy zawsze byli ludzie, których sumienia można było kupić. Niemniej ostatnio, powiedzmy od zakończenia II Wojny Światowej, ilość moralnych prostytutek gwałtownie rośnie z każdym rokiem. Skąd, Pana zdaniem, bierze się ten fenomen? Co powoduje, że tak duża część światowej populacji zatraciła podstawy moralne, które tak mozolnie, od czasów Chrystusa, ludzkość budowała.

    Wiem, że zadaję pytanie czysto filozoficzne ale być może głębokie zrozumienie historii pomoże Panu na nie odpowiedzieć.

    DR: Poruszył Pan bardzo ciekawy temat. Prostytutka moralna jest “inteligentniejszą” siostrą sprzedajnej prostej dziewczyny ofiarowującej ciało na rogu ulicy. Obiektem jej zainteresowania nie jest ciało, a ludzkie sumienie. To jest jej właściwy obiekt pożądania. Oczywiście jeżeli trzeba- zaofiaruje również własne ciało (dlatego właśnie wykazuje zrozumienie i tolerancję dla wyuzdania seksualnego), ale będzie ono jedynie środkiem prowadzącym do celu. A tym jest kupienie i prostytucja sumienia.

    Zawsze istnieli ludzie, których sumienia były do kupienia. Nierzadko zajmowali eksponowane stanowiska; decydowali o losie jednostek, grup społecznych i narodów. Uważam jednak, że przez setki lat to nie oni wyznaczali moralny bieg dziejów. Dlaczego? Otóż dlatego, że nawet ci antymoraliści czuli swoją ziemską marność, skończoność, czy niedoskonałość wynikającą z uświadomienia sobie faktu (najczęściej na łożu ostatecznej boleści, ale mniejsza o szczegóły) bycia śmiertelnym człowiekiem. Najgorszy drań czuł jednak respekt przed śmiercią, a konkretnie przed karą, która go spotka za życie unurzane w bagnie niegodziwości. U większości tych ludzi po prostu w pewnym momencie (jak już powiedziałem- najczęściej za późno) budziło się jednak sumienie. W każdym razie na pewno tak było od początku ery chrześcijańskiej. Strach przed Boską karą, trwoga przed wiecznym potępieniem łamały najtwardsze kanalie. Wreszcie w tamtych odległych czasach na dłuższą metę nie było społecznego przyzwolenia na amoralne postępowanie. To było charakterystyczne: ci prości, często niesłychanie prymitywni ludzie, niejednokrotnie ofiary obłędu będącego skutkiem głodu, wojen, morowego powietrza ( obłędu, który okresowo zamieniał ich nieomal w zwierzęta) w końcu powracali albo starali się powracać na tory moralności. Bo tak nakazywał Bóg, bo nie da się żyć długo wbrew naturalnemu porządkowi rzeczy. Wina i wstyd ścieliły drogę porządkowi moralnemu. Prawda, niedoskonałemu, ale jednak porządkowi…

    Sytuacja uległa zasadniczej zmianie w II połowie XVIII wieku. To wtedy właśnie w sposób zdecydowany zakwestionowano istnienie Boga. Stwórcę zastąpił człowiek- istota rzekomo mocarna, odpowiedzialna tylko przed sobą, wolna od wszystkich dotychczasowych ograniczeń; wolna od tradycyjnie pojętej moralności. Ten pogląd upowszechniany przez “ wybrańców”- to jest rodzącą się kastę intelektualistów- wydał zatrute owoce w postaci rewolucji francuskiej (dokładniej: rewolucji we Francji), rewolucji bolszewickiej, meksykańskiej itd. Nawet “rewolucja hitlerowska”, ograniczona nacyjnie, była jego zmutowanym dziecięciem.

    Po II Wojnie Światowej, po fiasku eksperymentu bolszewicko-hitlerowskiego (dla “intelektualnych inkwizytorów” był on do pewnego momentu rodzajem “użytecznego durnia”) powrócono do źródła, czyli haseł głoszonych przez intelektualnych sprawców rewolucji we Francji. Wykorzystano przy tym na niespotykaną dotąd skalę “zdobycze współczesnej cywilizacji”- myślę oczywiście o mediach. Upowszechniane za ich pomocą hasła sprowadzały się w istocie do jednego: tradycyjna moralność nie istnieje, wszystko jest względne, zależy od punktu widzenia ; wszystko jest na sprzedaż- również “ śmieszne, zalatujące naftaliną” ludzkie sumienie. Publika, po 200 latach “wstępnej obróbki”, uległa tej propagandzie . Nie miała szans w starciu z potęgą dysponującą wyrafinowanymi środkami oddziaływania na człowieka. Co więcej, przyjęła ją za swoją, gdyż życie bez sumienia albo z “sumieniem obrotowym” jest bardzo wygodne: zwalnia od odpowiedzialności. Tak więc możni tego świata- prawdziwi następcy XVIII wiecznych osobistych nieprzyjaciół Pana Boga- posiłkując się hasłem pozornej, wybiórczej wolności (“nie ma wolności dla wrogów wolności”- to o nas, panie Zbigniewie), plotąc długi złoty łańcuch (sprowadziłbym go do dwóch kwestii: “intelektualni opresorzy” zapewniają maluczkim wygody życia codziennego, a w zamian żądają ścisłego respektowania stworzonego przez nich porządku), reinterpretując historię itd., itp., uczynili z ludzi bezwolne stado reagujące na podobieństwo “psów Pawłowa”. To jest System, w którym wolność polega na jej braku, tolerancja jest jej zaprzeczeniem, a bezmyślność zastępuje zdrowy rozsądek. To jest m.in. osławiona polityczna poprawność- strażnik interesów klas rządzących od Waszyngtonu przez Warszawę do Canberry. Tragedia polega na tym, że większość ludzi chce żyć w tej złotej klatce. Widać luksusowe wegetowanie ma swoje uroki.

    Jestem mimo wszystko optymistą. To się prędzej czy później rozpadnie jak domek z kart. Nie można bez końca żyć w sztucznym, wymyślonym świecie. Ludzie przejrzą na oczy. Przemawia przeze mnie w tym miejscu nie tylko historyk, ale i osoba przekonana o sile Boskiego porządku rzeczy. Cóż, ja już tego pewnie nie dożyję, polegnę w walce z Systemem. Nie ma jednak wojny bez ofiar; ofiary są nawet konieczne. Szczególnie w słusznej sprawie.

    ZK: Użył Pan sformułowania “Rewolucji Francuskiej a właściwie Rewolucji we Francji”. Czy zechciałby Pan wyjaśnić czytelnikom Tygodnika jaka jest różnica pomiędzy tymi dwoma określeniami?

    DR: Rewolucja Francuska… Jakaż to obraza dla Francji. Przecież jej inspiratorami były międzynarodowe kręgi masonerii, które wybrały na pierwszą ofiarę właśnie Francję- kluczowy i najbogatszy kraj europejski. Dokładniej- głęboko wtajemniczone kręgi masońskie- “iluminaci”. Stąd rewolucja we Francji, gdyż z duchem Francji, z ideą “Wiecznej Francji” oraz Najstarszą Córą Kościoła nie miała ona wiele wspólnego. Prawdziwa Francja to Kapetyngowie i krwawiąca Wandea podczas bandyckiej rewolucji- nie zaś dobrane towarzystwo masonów i około-masonów mordujących ludzi w imię “postępu”, walki z religią itd.. Ale, tego nie zapominajmy, prawdziwa Francja to także Napoleon Bonaparte, który ukrócił to barbarzyństwo posługujące się hasłem: “dobro ludzkości” i poszedł w kierunku respektowania francuskiego interesu państwowo-narodowego.

    Podobnie nie było rewolucji rosyjskiej. Był natomiast sponsorowany przez światowych globalistów i Niemców bolszewicki przewrót w Rosji. Jeżeli już- mówmy o rewolucji żydowskiej w Rosji, gdyż to Żydzi właśnie wypełnili szczeble decyzyjne bolszewickiej machiny rewolucyjnej. Bez determinacji małomiasteczkowego żydowskiego motłochu w Rosji, bolszewicy zostaliby wyrzuceni na śmietnik historii już w roku 1919. Tak nawiasem mówiąc, dzisiaj “holocaust-industry” podkreśla żydowskie cierpienia podczas II wojny światowej. Mam nieodparte wrażenie, że praktyka ta to parawan mający zasłaniać żydowski, całkiem spory, udział w zbrodniach komunizmu.

    ZK: W świetle tego co Pan właśnie powiedział, czy nie boi się Pan posądzenia o antysemityzm? Wszak w czasie bolszewickiej rewolucji zapewne zginęła też jakaś ilość Żydów?

    DR: W zawierusze rewolucyjnej ginęli i Żydzi, ale bynajmniej nie pozostaje to w sprzeczności z faktem, że w rozdmuchaniu tego piekła na ziemi i późniejszych działaniach represyjnych wobec Rosjan oraz innych nacji wielu z nich odgrywało istotną rolę. Jest charakterystyczne, że np. ówczesne raporty dyplomatów państw zachodnioeuropejskich z Rosji stwierdzają, delikatnie mówiąc, nadreprezentatywność przedstawicieli tej nacji w dobranym, to jest bandyckim towarzystwie bolszewików. Wystarczy poczytać “Białą Księgę” brytyjskiego Home Office z tamtego okresu, a dokładniej jej pierwsze wydanie, gdyż w następnym odpowiednie passusy poświęcone żydowskiemu zaangażowaniu w rewolucję wyparowały.

    Oczywiście trudno tu mówić o winie wszystkich rosyjskich, ukraińskich itd. Żydów. Byłoby w końcu absurdem twierdzenie, że np. ludzie majętni albo liczni Żydzi- tradycjonaliści pałali miłością do bolszewików. Wielu z nich zresztą uciekło przed rewolucją do…. rzekomo antysemickiej Polski, gdzie potraktowano ich nad wyraz uprzejmie. Wkrótce otrzymali obywatelstwo Rzeczypospolitej, a ich zrewoltowane latorośle uzupełniły szeregi… Komunistycznej Partii Polski. Wdzięczność nie jest chyba nadmiernie rozbudowaną żydowską cechą narodową. Ale to tak na marginesie.

    Raz jeszcze podkreślam: bez udziału po stronie bandyckiej rewolucji zbolszewizowanej żydowskiej biedoty oraz żydowskich młodzieńców paradujących z naganem zatkniętym za pasek w ramach osławionej “Czerezwyczajki”- bolszewicy mieliby nieliche kłopoty z utrzymaniem się u władzy.

    Pyta Pan o osławiony antysemityzm… Cóż, zapewne nadal istnieją osobnicy, którzy uważają, że Żydzi odpowiadają za całe zło na tym padole łez. To już nawet nie są antysemici; to są wariaci. Podobnie istnieje całkiem sporo Żydów, którzy uważają tzw. gojów za podludzi, zwierzęta, “pegarim”, czy co tam jeszcze. Na wariatów nie ma rady- i tyle.

    Współcześnie natomiast “antysemityzm” stał się rodzajem bezwzględnej , wyjątkowo brutalnej walki “establishmentu” z niezależnie myślącymi ludźmi ( żeby było śmieszniej- również z Żydami w rodzaju dr Israela Shahaka). Napiszesz, w zgodzie z prawdą, książkę czy artykuł o niemal rasistowskim charakterze Państwa Izrael- jesteś antysemitą; wytkniesz “błędy przeszłości” Simonowi Wiesenthalowi albo poskrobiesz p. Adama Michnika tudzież “Gazetę Wyborczą”- jesteś antysemitą; napiszesz kilka słów prawdy o tych wszystkich Wiesel`ach, Jerzych Kosińskich albo… kilku australijskich kłamczuchach- polakożercach żydowskiego pochodzenia- oczywiście jesteś antysemitą; powiesz, znowu zgodnie z prawdą, że Adam Mickiewicz nie miał żydowskich korzeni- czynisz tak boś antysemita. I tak dalej, dalej, dalej. Istna paranoja, czyli- powracamy niejako do źródła- ważny czynnik politycznej poprawności.

    Tak, walka z rzekomym, zrodzonym w nienawistnych głowach antysemityzmem jest jednym z filarów “political correctness.” Przy tym owi “zawodowi filosemici” w kółko gadają o tolerancji, a tak naprawdę to prawdziwi antyintelektualni opresorzy albo nierzadko żydowscy szowiniści. To ludzie “zionący miłosierdziem”. Nie będę szczególnym odkrywcą, jeśli powtórzę za klasykami maksym, że współcześnie antysemitą nie jest ten, kto nie lubi Żydów, lecz ten, kogo Żydzi (oczywiście niektórzy, czyli wpływowi) nie lubią. Signum temporis.

    ZK: Panie Dariuszu. Właśnie odbyła się kolejna rozprawa sądowa w Opolu, gdzie oskarżano Pana z paragrafu o tzw. “kłamstwo Oświęcimskie”. Jaki był jej epilog ?

    DR: Po trzech latach Sąd Okręgowy w Opolu warunkowo umorzył postępowanie w mojej sprawie. Ja wprawdzie wnosiłem o pełne uniewinnienie, ale w dzisiejszych czasach, jak się Pan domyśla, jest to praktycznie niemożliwe. Myślę, że w zaistniałych warunkach osiągnąłem to, co było do osiągnięcia, tym bardziej, że prokurator twardo obstawał przy karze opiewającej na 10 miesięcy pobytu w więzieniu. Wyrok wyjątkowo źle przyjęła „Gazeta Wyborcza”, która piórem Andrzeja Osęki („GW”, 8 czerwca 2002) smutna konstatowała, że w „takich sprawach” zapadają „tylko takie wyroki”. Rozumiem ich smutek; w końcu to właśnie organ p. Michnika przypadek mój rozdmuchał do niebotycznych rozmiarów. Zgromadzona 7 czerwca br. na sali sądowej publiczność po ogłoszeniu wyroku, a wcześniej po wysłuchaniu mojej mowy obrończej, dawała mi w prywatnych rozmowach jasno do zrozumienia, że jedynym wyrokiem winno być uniewinnienie. To prawda, ale raz jeszcze podkreślam: sprawa od samego początku była „kręcona z góry” (w 1999r. przez minister sprawiedliwości- p. Hannę Suchocką), atakowały mnie bezpardonowo „moralne autorytety”, głos zabierała Ambasada Izraela, Centrum Wiesenthala et cetera- a zatem opolski sąd i tak zachował się względnie odważnie. Zresztą dla atakujących wyrok sądowy był sprawą wtórną .Dla nich najważniejsze jest to, że tacy ludzie jak Dariusz Ratajczak nie mają prawa nauczać polskiej młodzieży. Tu są niezwykle konsekwentni. W końcu nadal jestem portierem z niemal zerowymi szansami powrotu do wyuczonego i ukochanego zawodu.

    ZK: Niech mi będzie wolno zrekapitulować Pana aktualną sytuację. Doktor historii, wybitny znawca Kresów z czasów wojny, kronikarz Armii Krajowej, uwielbiany przez studentów wykładowca Uniwersytetu Opolskiego, pracuje dziś jako nocny portier? I jakież to obowiązki ma Pan tam do wypełniania?

    DR: Wie Pan, w kwietniu 1999 r., gdy rozpętano “aferę dr Ratajczaka”, podszedł do mnie znajomy i powiedział mniej więcej tak:

    “ to , że wyrzucą Ciebie z pracy na uniwersytecie jest niczym. Wykończą Cię bracie finansowo. Nie dostaniesz nigdzie pracy, pójdziesz na żebry, będziesz zadżumiony, będziesz nikim; koledzy nie poznają Cię na ulicy; koledzy z którymi wczoraj piłeś piwo”. Miał rację. Z dnia na dzień zostałem na bruku, bez pieniędzy i bez przyjaciół. Wszędzie strach, oportunizm… Nie mogąc pracować w wyuczonym zawodzie, zacząłem się rozglądać za innymi zajęciami. Odbyłem wiele rozmów kontrolnych w firmach wydawniczych, oświatowych i turystycznych. Okazało się jednak, że moje wykształcenie, umiejętności, tytuł naukowy i znajomość j. angielskiego nie są ważne. Ważne jest to, że nazywam się Dariusz Ratajczak. “Ten Dariusz Ratajczak, który podpadł Żydom”. To wystarczało- wszędzie odmowa. W końcu udało mi się “złapać” pracę portiera w hurtowniach alkoholu, płyt paździerzowych etc. Cóż tam robię? Ano, dozoruję w nocy (między 18 a 6 rano) piechotą 8 hektarowy teren na skraju Opola (“tam gdzie diabeł mówi: Guten Nacht”), odganiam pijaczków złaknionych alkoholu (posługuję się sękatym kijem; niestety nie mam nawet na wyposażeniu damskiego “aerozolu z pieprzem”) , przeganiam lisy, kuny i szczury. . .

    ZK: Bardzo proszę, niech Pan podzieli się z czytelnikami Tygodnika Polskiego informacją, jak udaje się Panu utrzymać rodzinę? Czy zarobki nocnego portiera wystarczają na wiązanie końca z końcem? Innymi słowy, czy pod koniec miesiąca Pana żona ma co włożyć dzieciom do garnka?

    DR: Zarabiam miesięcznie na rękę 530 zł (ok. 140 dolarów amerykańskich), moja żona ok. 200 dolarów. W sumie więc jesteśmy finansowymi pariasami (łącznie nasze pensję ledwie dobijają do jednej średniej krajowej). Najbardziej przykre jest dla mnie to, że już chyba nigdy nie będzie mnie stać na należytą edukację moich dzieci. Mój syn nie pójdzie w naukowe ślady ojca. Raczej w te ostatnie – portierskie. Cóż, pieniądze szczęścia nie dają, ale jednak są potrzebne. Pozwoli Pan, że w tym miejscu podziękuję kilku Polonusom z USA, którzy latem 1999r. przekazali mi 500 dolarów amerykańskich “na życie” oraz p. Ryszardowi z Australii, który przekazał na moje ręce czek w wysokości 30 dolarów australijskich. Serdeczne Bóg Zapłać.

    Spisał: Zbyszek Koreywo

    http://koreywo.cjb.net

  10. „Tak wiec wszystko jest wazne, ale najwazniejsze jest to, kto konroluje cyrkulacje srodkow finansowych, czyli „cyfry”…o ktorych praktycznie nic nie ma w Protokolach medrcow z Sjonu…”
    Jan.
    Moze nie ma doslownie ale watek manipulowania pieniadza i pieniadzem to jeden z najistotniejszych w „Protokolach”.
    Zwroc chociazby uwage na piekielny mechanizm pozyczek panstwowych /obligacji.Wysoko oprecentowane.Gwarantowane przez rzad.Cytuje z pamieci:LUdzie chetnie kupuja takie bezpiecznie lokaty.Panstwo ma mase forsy,wiecej niz potrzebuje w danym momencie.Piniadze uzyskane ze sprzedazy obligacji nie sa inwestowane a wydane.
    W monecie gdy nadchodzi czasd zaplacenia procentow od obligacji panstwowa kasa jest pusta i panstwo musi zaciagnac nowe pozyczki na pokrycie kosztow oprocentowania,ktore to oprocentowanie bylo uroczyscie gwarantowane przy emicji pozyczki panstwowej.
    To tylko jeden z diabelskich mechanizmow majacych na celu rozlozenie kazdego panstwa i podporzadkowanie sobie kazdego rzadu jakie szczegolow omawiaja zydowscy macherzy.
    Jerzy Ulicki-Rek

  11. […] Dariusz Ratajczak: Protokoły Mędrców Syjonu – fałszerstwo oparte na faktach? […]

  12. Boydar said

    Zgodnie z zawartą umową, wszystkie diabelskie manipulacje MUSZĄ być stosownie oflagowane. PMS to właśnie taka flaga. Czy ktoś w nią wierzy, to jego sprawa.
    A coś się może nie zgadza z treścią ???
    Jeśli WSZYSTKO się zgadza, to co za różnica, jaka jest nasza opinia. Bicie piany.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: