Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Włodek o Polska przygotowuje się na „in…
    osoba prywatna o Wolne tematy (67 – …
    Jack Ravenno o Polska przygotowuje się na „in…
    Greg o Wolne tematy (67 – …
    Włodek o Polska przygotowuje się na „in…
    osoba prywatna o Wolne tematy (67 – …
    Greg o Dr Paul Marik, wyklęty lekarz…
    minka o Włosi odrzucili globalizm, ter…
    osoba prywatna o Wolne tematy (67 – …
    OutsiderR o Polska przygotowuje się na „in…
    lewarek.pl o „Złamanie hegemonii jest…
    wewewe o „Złamanie hegemonii jest…
    osoba prywatna o Wolne tematy (67 – …
    osoba prywatna o Wolne tematy (67 – …
    Emilian58 o Sprawy ważne i ważniejsze
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 620 obserwujących.

Żydzi a handel niewolnikami

Posted by Marucha w dniu 2011-03-15 (Wtorek)

Ogólnie wpojono nam, że to cywilizacja białych ludzi, cywilizacja łacińska jest winna całemu złu na świecie.

My ludzie biali, obecnie powinniśmy się wstydzić. Potrafimy tylko oszukiwać, niszczyć i podporządkowywać sobie innych (również Polacy którzy od czasu powstania naszego narodu są w zasadzie raczej tymi podporządkowywanymi). Tak się nam to obecnie wmawia.

Nikt natomiast nie przytacza problemu z punktu widzenia tkanki wywrotowej odpowiedzialnej za powstanie wielu problemów cywilizacyjnych i wypaczeń międzyludzkich. Nikt nie naświetla pionierów a zarazem propagatorów upadku moralnego naszej cywilizacji, która z biegiem czasu coraz bardziej  zaprzecza swoim własnym ideałom. Nikt tego nie naświetla ze strachu przed łatką antysemity.

Tym razem wklejam materiał Dr Ratajczyka dotyczący roli jaką wiedli żydzi w handlu niewolnikami.

ŻYDZI A HANDEL NIEWOLNIKAMI

Gdybym miał sporządzić ranking najhaniebniejszych profesji wykonywanych przez setki i tysiące lat przez istoty ludzkie, bez wahania wskazałbym na handlarzy niewolników. Niemal słyszę już łaskawsze słowa „postępowców” stwierdzających, że niżej podpisany- niegdyś reakcyjny kłamca i „tak zwany historyk z Opola”- nawrócił się na jedynie słuszną ideologię. Błąd moi mili. Tym większy, że dzisiaj zajmę się sprawą nadzwyczaj drażliwą: dominacją przedstawicieli Wielce Czcigodnego – skądinąd – „Narodu Wybranego” w ogólnoświatowym handlu „żywym towarem”.

Żeby nie być posądzonym o stronniczość, niniejszy tekst opieram głównie na pracach historyków żydowskich.

Ponad 50 lat temu Jacob Marcus, być może najznamienitszy historyk  żydowski połowy XX w., stwierdził w „Encyclopaedia Britannica” : „ W wiekach ciemności (dla autora to średniowiecze- DR) handel zachodniej Europy pozostawał głównie w ich (Żydów-DR) rękach, szczególnie handel niewolnikami…” Wspierał tym samym nieco wcześniejszą uwagę S.Grayzela poczynioną w książce „Historia Żyda: od Wygnania Babilońskiego do końca II Wojny Światowej” (Filadelfia 1948): „Żydzi byli najważniejszymi handlarzami niewolników…”

Zauważali to dużo wcześniej chrześcijańscy pisarze starożytni i średniowieczni. Nie mogło być inaczej. Żydowscy handlarze, posiłkując się biciem i – nazwijmy rzecz eufemistycznie – molestowaniem seksualnym, dostarczali z Europy na Bliski Wschód tysiące urodziwych jasnowłosych kobiet i dzieci. Była to rynkowa odpowiedź na preferencje śniadych, kruczoczarnych i przede wszystkim bogatych klientów z Azji oraz północnej Afryki. Możemy tylko domyślać się co czuli wyrwani z ognisk domowych młodzi ludzie, jakie dramaty rozgrywały się na niewolniczych szlakach. Możemy również współczuć, chociaż uczucie to zwykle rezerwujemy dla ofiar znanych z autopsji lub opowiadań żywych świadków historii. Naturalna wybiórczość oraz skończoność ludzkiej pamięci zawsze wpędzają mnie w przygnębienie. Podobnież – okrutna anonimowość zbiorowego cierpienia ludzi żyjących w dawno minionych epokach. Jestem jednak realistą: dzisiaj oni – pojutrze my.

Przytoczone wyżej fakty nie mogą budzić większego poruszenia. Basen Morza Śródziemnego był przecież naturalnym rejonem działania żydowskich handlarzy „żywym towarem”. Natomiast współczesne pokolenia wychowane na filmach „made in Hollywood”, w których handlarzami czarnych nieszczęśników z Afryki są niezmiennie anglosaskie typy spod ciemnej gwiazdy (exemplum: „Amistad” Stevena Spielberga), za niespodziankę przyjmą twierdzenie, iż Żydzi – niezbyt przecież liczni w angielskich (brytyjskich) koloniach w Ameryce Północnej – dominowali również wśród handlarzy  na amerykańskich trasach niewolniczych.

Oddajmy w tym miejscu głos żydowskiemu historykowi Marcowi Raphaelowi („Żydzi i judaizm w Stanach Zjednoczonych: historia dokumentalna”, t.14, N. Jork 1983) : „ Żydowscy kupcy odgrywali wiodącą rolę w handlu niewolnikami. Rzeczywiście we wszystkich amerykańskich koloniach, czy to francuskich (Martynika), brytyjskich lub holenderskich, żydowscy kupcy często dominowali. Twierdzenie to odnosi się także do kontynentu północnoamerykańskiego, gdzie w XVIII w. Żydzi uczestniczyli w polegającym na tym, że niewolników przywożono z Afryki do Indii Zachodnich, tam wymieniano na melasę, którą następnie zabierano do Nowej Anglii, gdzie następowała wymiana na rum, który z kolei wywożono na sprzedaż do Afryki. Od 1750 r. do wczesnych lat 70-tych XVIII w., żydowski handel na kontynencie zdominowali Isaac Da Costa z Charlestonu, David Franks z Filadelfii i Aaron Lopez z Newport”.

W Ameryce Północnej głównym punktem handlu niewolnikami był Newport (Rhode Island). Miasto to stanowiło „osiowe” centrum „trójkątnego biznesu”. Stąd wywożono rum i melasę do Afryki, by powrócić z „żywym towarem” do Indii Zachodnich oraz kolonii na stałym lądzie. Zapewne nie jest dziełem przypadku, że Newport szczycił się  najstarszą synagogą na kontynencie oraz największą i najlepiej prosperującą społecznością żydowską w amerykańskich koloniach Wielkiej Brytanii. Zarabiano ogromne pieniądze kosztem zdrowia i życia „hebanowego ładunku”. Wspomniany mieszkaniec Newport Aaron Lopez, potomek portugalskich marranów, był w II połowie XVIII w. jednym z najpotężniejszych handlarzy niewolników w obu Amerykach. Jego licząca dziesiątki statków flota bez przerwy krążyła po wodach Atlantyku. Warunki, jakie zapewniano przewożonym pod pokładami niewolnikom wołały o pomstę do nieba. Z zachowanego sprawozdania z dwóch podróży statku „Cleopatra” (własność Lopeza) wynika, iż wojaży nie przeżyło 250 Murzynów. A mówimy tylko o jednym statku i zaledwie dwóch jego „kursach”. Jeżeli nie nazwiemy tego ludobójstwem, to co to słowo właściwie oznacza?!

Żydzi zdominowali handel niewolnikami nie tylko w amerykańskich koloniach, ale i w całym Nowym Świecie. W fundamentalnej pracy autorstwa S.B.Liebmana „ Żydowstwo Nowego Świata,1492-1825: Requiem dla zapomnianych” (N.Jork 1982) czytamy: „ Przypływali statkami z Afrykańczykami, których sprzedawano w niewolę. Handel niewolnikami był królewskim monopolem, a Żydów często mianowano królewskimi agentami ich sprzedaży… W całym regionie Karaibów flota handlowa była głównie żydowskim przedsięwzięciem. Statki były ich własnością, obsadzały je żydowskie załogi, żeglowały pod rozkazami żydowskich kapitanów”. Inny żydowski badacz przeszłości, Arnold Aharon Wiznitzer („ Żydzi w kolonialnej Brazylii”, 1960), dodaje nie bez pewnej dumy: „ Kompania Zachodnioindyjska, która zmonopolizowała import niewolników z Afryki, sprzedawała ich na publicznych aukcjach za gotówkę. Tak się składało, że gotówkę przeważnie posiadali Żydzi. Kupcy, którzy pojawiali się na aukcjach byli prawie zawsze Żydami. Z powodu braku konkurencji mogli oni nabywać niewolników po niskich cenach ( a potem odstępować plantatorom na kredyt ściągany przy następnych zbiorach w cukrze- DR)…. Jeżeli zdarzało się , że data danej aukcji pokrywała się z żydowskim świętem- odraczano ją. Tak było w piątek, 21 października 1644 r.”.

Żydzi byli także posiadaczami niewolników w Ameryce Północnej. Wspomniany Jacob Marcus napisał w innej książce („Żydowstwo Stanów Zjednoczonych. 1776-1985”, Detroit 1989) : „ Przez cały wiek XVIII, aż do początków XIX w., Żydzi na Północy mieli własnych czarnych służących (niewolników- DR) ; na Południu kilka plantacji żydowskich opierało się na pracy niewolniczej. W 1820 r. ponad 75% żydowskich rodzin z Charlestonu, Richmond i Savannah posiadało niewolników zatrudnionych w charakterze służby domowej ; ponad 40% żydowskich właścicieli gospodarstw domowych w Stanach Zjednoczonych posiadało 1 lub więcej niewolników… Bardzo mało Żydów w USA protestowało z pobudek moralnych przeciwko…niewolnictwu”. Dodam do tego wywodu tylko tyle, że mniej niż 10% pozostałych białych Amerykanów było w tym czasie posiadaczami niewolnej siły roboczej.

Solidne publikacje przedstawione powyżej były przede wszystkim adresowane do żydowskiego czytelnika zainteresowanego historią własnego narodu. Jednak w momencie gdy tematem zajęli się mniej lub bardziej „medialni” nie- Żydzi, rozpoczął się – trwający do dnia dzisiejszego – proces umniejszania, wręcz minimalizowania roli Żydów w haniebnym procederze handlu niewolnikami. Wyrazem tego trendu były liczne publiczne wypowiedzi żydowskich naukowców, wzmiankowany film „Amistad” oraz poświęcone mu artykuły na łamach ‘Time’a” czy „Newsweek’a”. Natomiast słynna  „Liga Antydefamacyjna” (ADL) zastosowała jedyną znaną jej taktykę wobec adwersarzy: oskarżenie o propagowanie antysemityzmu.

Przyznaję, że zupełnie tego nie rozumiem. Podobno historia jest tylko historią…

Dariusz Ratajczak
Źródło: http://www.starwon.com.au/~korey/Ratajczak/zydzi_a_handel_niewolnikami.htm

http://newworldorder.com.pl/artykul,2989,ZYDZI-A-HANDEL-NIEWOLNIKAMI

Komentarzy 6 do “Żydzi a handel niewolnikami”

  1. WKO said

    Wystarczy kloiknac w internecie na slowa sex, erotyka, etc,etc, a zobaczy sie skale wspolczesnego niewolnictwa bialych kobiet i mezczyzn…

    wystarczy popatrzec na Polske a zobaczy sie przyklad niewolnictwa calego narodu, ktoremu zabrano panstwo – panstwowy przemysl, wladze ustawodawcza – prawo zmanipulowano, odebrano ojcow religie – tworzac judeochrzescijanstwo tak zabraniane i przestrzegane przed nim przez Sw Pawla…etc,etc.

  2. WKO said

    …nie trzeba wchodzic i klikac slow sex w zasadzie a wystarczy suchac i czytac oficjalne programy radiowe i telewizyjne, ktore sa rozpustne, pelne chorego erotyzmu, materializmu! Sw Pawel uczyl by miec wladze nad „cialem” – kontrole nad pozadaniem jakimkolwiek obrastajac w cnoty a Reptalianie stworzyli w kolo swiat medialny i materialny, ktory zozbudza pozadanie, niszczy dusze czlowieka, niszczy nasza kulture, kulture o ktora walczyli i budowali nasi Ojcowie.

    Jezeli kiedys na pierwszym miejscu stalo Magisterium Sw Koscila Katolickiego – to dzis na pierwszym miejscu stoi czlowiek.

    Jak mozna siedziec i milczec, gdy autorytety uzurpujace sobie prawo do miana kontynuatorow kultury , panstwowosci, dziedzictwa Polski, Europy stawiaja pozadanie na pierwszym miejscu a nie Pana Boga jak to bylo przez niemalze 2000 lat kultury w Europie?

    Panie Gajowy, czy mogie prosic o atak z Pana strony krytyczny Zwiazku Szlachty Jerozolimskiej?, ktory zagarnia coraz wiecej ludzi robiac im wode z mozgu, ze kontynuuje Tradycje? O ironio ludzie temu wierza a „media” tak szlachetnie o nich pisza.

    Zachecam Pan Gajowego do konstruktywnek Krytyki tej organizacji , na ktorym to przykladzie pouczy Pan czytelnikow jak to inne autorytety robia ludzi w „balona”.

  3. galaszek said

    Juz kiedys gdzies na jakims forum wspomnialem -na wyrazana watpliwosc w wiarygodnosc moich opinii o zydach- ze wlasnie ta wprost NIEWIARYGODNOSC, wiecej – NIEPRAWDOPODOBNOSC czy wrecz ocieranie sie o FOBIĘ-to czyni zydowska zbrodnie niemal doskonalą. Któż zdolny uwierzyc , że tam gdzie zbrodnia-zawsze, niemal wyłącznie kryje sie za nią- zyd!!!… ,czesto przebrany w najrozmaitsze szaty i atrybuty w zależnosci od rodzaju i miejsca sztuki ….zbrodni.Mount Everest hipokryzji-gdy zarobiwszy niewyobrazalne krocie na niewyobrazalnej krzywdzie ludzkiej -winą za zbrodnie handlu niewolnikami ,obarczyc białego człowieka a wsrod nich narody-chocby polski-ktory choc w innej nieco formie -wielokrotnie sam był obiektem dla zydowskiej zbrodni i sprzedania w niewolę.Boze jakąześ ułomna uczynił ludzką wole wolną, gdy juz w lonie Matki zbrodniarze pisza mu ksiege jego niewoli?!

  4. Piotrx said

    Żydzi a sprawa murzyńska
    Lech Mark Jaworski, 01.02.2003

    Mało znanym faktem jest, że w USA istnieje od lat poważny konflikt pomiędzy Murzynami a Żydami. Dotyczy on żydowskich handlarzy niewolnikami, oraz spraw bardzo współczesnych takich jak: odszkodowania dla Murzynów za pracę niewolniczą i ich dostęp do dobrych szkół w których wśród nauczycieli i przywódców związków zawodowych dominują Żydzi.

    Poniższe opisy i argumenty pochodzą w poważnym stopniu z materiałów zebranych przez samych Żydów, którzy albo byli dobrymi kronikarzami własnych dziejów, albo po prostu, chcieli się pochwalić niewątpliwymi osiągnięciami. Kilka lat temu miała miejsce w USA dramatyczna walka o przywrócenie katedry uniwersyteckiej dla niesłuszne zwolnionego z pracy amerykańskiego profesora Tony Martina. Opisał on to na żywo w książce pod tytułem Żydowska Nagonka Meldunki z bitwy na froncie w Wellesley [The Jewish Onslaught Despatches from Wellesley Battlefront]. Jest to wspomnienie profesora studiów afrykańskich prestiżowego Kolegium żeńskiego w Stanie Massachusetts. Dr Tony Martin jest autorem kilkunastu książek, został adwokatem w Londynie w 1965 roku i wykładał na uniwersytetach w Anglii, w Trynidadzie i w USA. Od 1973 roku wykłada w Wellesley College gdzie w 1975 roku został mianowany profesorem zwyczajnym. Specjalizuje się on w tematyce afroamerykańskiej, czego dowodem jest książka o emigracji Żydów europejskich do Trynidadu w latach 30-tych. Tłumacząc i streszczając profesora Martina; starałem się używać dosłownych wyrażeń autora, aby wiernie oddać jego nastrój i poglądy, choć nie koniecznie pokrywają się one z moimi lub redakcji. Wyrażenia w nawiasach kwadratowych dodane zostały przez tłumacza jako wyjaśnienia.

    W 1993 roku, prof. Martin stał się przedmiotem niewybrednych, zmasowanych ataków organizacji żydowskich w USA; a dlaczego?

    Prof. Martin urodzony w 1942 r. jest Murzynem i studiuje drażliwą historię haniebnego procederu handlu niewolnikami. W odróżnieniu od politycznie poprawnych brązowników i wybielaczy, prof. Martin uczył prawdy. Prof. Martin użył wszelkich środków aby dotrzeć do żydowskich archiwów w Trinidadzie i w USA. Poprosił o pomoc czarnych pracowników bibliotek i studentów, aby dostać się do wstydliwie ukrywanych dokumentów, przeważnie z żydowskich źródeł. Niebezpieczna to sprawa w jednym zdaniu napisać o Żydach i handlu niewolnikami. Czy nie lepiej o tym nie wiedzieć? Przecież to było już kilkadziesiąt lat temu, tak dawno i tak daleko. Opisano wprawdzie bardzo dokładnie jak Chrześcijanie i Muzułmanie porywali, przewozili, zabijali, sprzedawali i eksploatowali żywy towar, ale udział Żydów w tym procederze był skrupulatnie ukrywany. Jak tylko wydano książkę The Secret Relation Between Blacks and Jews [Sekrety Pomiędzy Murzynami i Żydami] to otworzyła się puszka Pandory przeciwko jej użyciu jako materiału źródłowego w środowisku akademickim. Żadna jednak grupa Chrześcijan ani Muzułmanów nie próbowała zaprzeczyć swego udziału w handlu niewolnikami ani tym bardziej nie próbowała skompromitować bądź zwolnić profesorów wyższych uczelni za mówienie prawdy. W 1992 roku prof. Leonard Jeffries wygłosił na uniwersytecie Harvard, wykład poruszający między innymi udział Żydów w handlu niewolnikami. Spowodowało to zamieszki i demonstracje zorganizowane przez organizacje żydowskie; kampanię prasową i obelżywe ataki, które zakończyły się przegraną oszczerców; skazanych przez sąd do zapłacenia obrażonemu profesorowi, niebagatelnej sumy $400.000 US odszkodowania.

    W 1993 roku trzy członkinie żydowskiej organizacji Przyjaciele Hillel, odnogi Bnai Brith Anti-Defamation League [ADL – Liga Przeciwników Obrażania Żydów] przyszło ukradkiem na wykład prof. Martina i po godzinie i 10 minutach doszły do wniosku, że wspomnienie żydowskich handlarzy niewolnikami jest aktem antysemityzmu i szerzeniem nienawiści. Pobiegły więc zaraz do Dziekana i Rektora i jak napisał prof. Martin „z grymasem wściekłego buldoga zaatakowały żywotne interesy swojej ofiary. Tymi żywotnymi interesami atakowanymi przez ostatnich 30 lat przez Żydów były warunki życia Czarnych. Zadanie zwolnienia mnie z pracy było o tyle łatwiejsze, że Dziekan, Rektor, większość profesorów i Przewodniczący Związku Studentów wszyscy byli Żydami”

    Prof. Martin zaprosił miejscowego rabina i dyżurnych krzykaczy na dyskusję ze studentami, ale tamci w ostatnim momencie stchórzyli, bo chociaż byli śmiali do kreciej roboty to bali się uczciwej otwartej debaty akademickiej. Potem zresztą wykręcili kota ogonem twierdząc, że to prof. Martin nie chciał się z nimi spotkać. Prof. Martin: „zanim skierowali oni na mnie swoje celowniki, to nabrali dużego doświadczenia w prześladowaniu Czarnych i narodów Trzeciego Świata. Stosunki między Żydami i Czarnymi popsuły się w ostatnich latach.? Oszczerstwa w prasie uniwersyteckiej i lokalnej pozostały bez echa, listy prof. Martina do redakcji nie były publikowane, więc zaczął on wydawać swój własny biuletyn Broadside [morski atak salwą armatnią z całej burty] przedstawiając fakty i opinie innych naukowców. Wywołało to wściekłość ADL, która przypuściła frontalny atak ochlapując profesora Martina błotem antysemityzmu i podobnych słów – wytrychów. Anonimowe skargi zaczęły podważać nieskazitelną opinię profesora, który nie mógł zrozumieć dlaczego ci wszyscy niezadowoleni żądający jego dymisji wentylowali swoją złość poprzez właśnie żydowskie organizacje. Wolność słowa, swoboda akademicka i inne frazesy były używane przez samozwańczych cenzorów, których zachowania nie powstydziliby się Stalin, Hitler ani McCarthy. Mimo wielu wysiłków, wrogowie profesora Martina nie mogli znaleźć murzyńskiego historyka, który by go potępił. Kongresman Paul Findley napisał książkę They Dare to Speak Out: People and Institutions Confront Israel?s Lobby. Westport CT, Lobby Lawrence Hill & Co 1985. [Oni Mają Odwagę Przemówić: Obywatele i Instytucje w Konfrontacji z Izraelskim Lobby]. Zawiera ona wiele przykładów jak można „wykończyć” niewygodnego poprzez zastraszanie, pomawianie i oszczerstwa.

    Przemówienie w obronie własnej

    A oto dramatyczne zakończenie przemówienia profesora Martina z dnia 4 marca 1993 do Rady Naukowej Wellsley College:

    „Żydzi w tym kraju byli handlarzami niewolników. Transportowali oni niewolników z miejsca na miejsce. Cytując badania żydowskich historyków książka [Sekrety Pomiędzy Murzynami i Żydami] sugeruje, że opierając się na spisie ludności z 1830 roku, Żydzi byli przeciętnie właścicielami większej liczby niewolników niż reszta białej ludności. Książka wskazuje również na fakt, że wśród przeciwników niewolnictwa było stosunkowo mało głosów żydowskich. Chociaż Chrześcijanie też prowadzili taki handel w USA, to byli jednak również główną siłą stowarzyszeń białych abolicjonistów [przeciwników niewolnictwa]. Książka wskazuje również na fakt, że Żydzi, podobnie jak Chrześcijanie podpierali się Biblią dla usprawiedliwienia niewolnictwa. Pseudo-naukowy rasizm nie był ograniczony do Chrześcijan. Żydzi uciekali się do Biblii i innych źródeł, szukając intelektualnego i moralnego usprawiedliwienia dla zniewalania Afrykanów.

    Nie ma w tej książce żadnego antysemityzmu. Ostatnio udostępniłem artykuły z New York Amsterdam News, największego afrykańsko-amerykańskiego tygodnika, który drukował recenzję żydowskiego naukowca, pozytywnie oceniającego tę książkę. Są więc Żydzi, inni niż wy słuchający mnie tutaj, którzy potępiliście mnie w zeszłym tygodniu.

    Do Żydów i ich ulubionych Murzynów upierających się w atakowaniu mnie, mówię: – 100 milionów albo więcej moich ludzi, moich przodków zginęło przez handel niewolnikami. Przez prawie 500 lat, Afrykanie na tej półkuli, na Karaibach, w Północnej, Południowej i Centralnej Ameryce, byli biczowani, bici, torturowani, gwałceni i zabijani przez Żydów i nie-Żydów, bez różnicy. A ja wam mówię, Żydom w szczególności, jak macie czelność! Jak ktoś śmie- mnie, potomkowi Afrykanów, którzy tak cierpieli, powiedzieć, że ja mam ograniczać swoją działalność naukową, że muszą by jakieś granice poza które moje badania nie mogą mnie poprowadzić. Mówię wam, że taka sytuacja jest nie do zniesienia. Prawda przywalona do ziemi powstanie znowu. Biblia mówi nam szukajcie prawdy i prawda was wyzwoli. Tym, którzy chcą przeciwstawić się prawdzie mówię: zmiatajcie z drogi bo prawda was zaatakuje. Ani kłamstwa ani brutalne ataki w Wellesley News, ani udaremnienie mi odpowiedzi na tą nieszczęsną publikację, nawet nie uzasadnione, przedwczesne potępienie mnie przez Rektora i Dziekana, nie przysłonią rzeczywistości. A więc róbcie co chcecie. Zróbcie to co czujecie, że musicie zrobić. Sprawiedliwość i tak zwycięży. Historia jak fala przypływu zmiecie was.”

    Środki masowego przekazu.

    Cytuję profesora Martina: „Żydzi tradycyjnie odrzucają jako antysemityzm wszelkie sugestie, iż są właścicielami lub kontrolującymi media. Jednak tutaj tak jak w handlu niewolnikami nie trzeba szukać dalej niż w ich własnych dokumentach. Żydzi zajmują wszystkie siedem stanowisk Kolegium Redakcyjnego, będącego żydowską własnością New York Times, donosi Charles E. Silberman w książce Certain People: American Jews and Their Lives Today [Pewni Ludzie: Żydzi Amerykańscy i Ich Obecne Życie] Nowy Jork: Summit Books 1985. Podobna jest dominacja Żydów wielu najpoważniejszych gazet takich jak Wall Street Journal czy Washington Post. Podobny model widać w telewizji, gdzie najważniejsi prezenterzy tacy jak Ted Koppel, Mike Wallace, Barbara Walters, Marvin Kalb i inni są Żydami. Największa koncentracja Żydów jest jednak wśród producentów, którzy decydują o tym co będzie na antenie, jak długo i w jakiej kolejności. Jeżeli doda się do tego żydowską własność większości studiów filmowych w Hollywood, sieci telewizyjnych i czasopism to obraz wpływów żydowskich na środki masowego przekazu staje się oszałamiający.

    Należy stwierdzić, że umiejętność Żydów wpływania na środki masowego przekazu jest olbrzymia. Żydowskie oświadczenie do lokalnej prasy z 5 kwietnia 1993 r. [w Wellesley] już 7 kwietnia spowodowało 4 artykuły w ciągu 6 dni w Boston Globe a w niedzielę artykuł wstępny pod tytułem Literatura Nienawiści jako Historia. ( ) New York Times, agencja Associated Press rozniosły tę wiadomość aż do Honk Kongu, a łącza satelitarne nadały je na cały świat.

    Zastosowana taktyka w tym tak jak w poprzednich wypadkach miała nasycić media kłamstwami i półprawdami, uczynić odpowiedzi trudnymi lub je zupełnie uniemożliwić, a rozpętać kampanię po to by pozbawić ich ofiarę pracy, popsuć jego reputację, uczynić go jak najbardziej nie zatrudnialnym a gdyby się to nie udało, to żeby spędził resztę życia przepraszając za prawdziwe lub urojone nieostrożności. Kwestia czy Chrześcijanie lub Muzułmanie skarżyli się na mnie za wymienianie ich roli w handlu niewolnikami, nie jest bynajmniej hipotetyczna. Wykładałem o ich roli (szczególnie Chrześcijan, jako bardziej związanych z tematem przedmiotu, przez 20 lat. Żaden Kwakr, Katolik, Husyta ani Baptysta nie próbował spowodować wywalenia mnie z pracy. Jedynym wyjątkiem są Żydzi z ich Amerykańskim Komitetem Żydowskim [American Jewish Committee], Anti-Defamation League, American Jewish Congress, The Hillel Foundation, The Jewish Community Relation Council i ich pobratymców z głowami hydry.”

    Jeden z uznawanych za najbardziej prawdomównych i wiarogodnych redaktorów sieci telewizyjnej ABC David Brinkley w programie o prof. Martinie autorytatywnie stwierdził, z urzekającą ignorancją, że to nie Żydzi dominowali w handlu niewolnikami, że byli to Portugalczycy. „Byłoby to podobne do stwierdzenia iż członkowie żydowskiej Fundacji Hillei to przecież właściwie Amerykanie. Duży procent wczesnych portugalskich handlarzy niewolnikami stanowili właśnie Żydzi. W niektórych okolicach we wczesnej historii Nowego Świata „Portugalczyk” i „Żyd” znaczyło praktycznie to samo. Portugalskie nazwiska przeważają wśród wczesnych osadników sefardyjskich Żydów w Ameryce Północnej.”Królowa Kastylii Izabella I (1451-1504), zwana Katoliczką, która zjednoczyła Hiszpanię i sponsorowała wyprawy Kolumba jest obecnie beatyfikowana wśród protestów Żydów. Tak jakby oni mieli coś do powiedzenia w tej sprawie. Chrześcijanie nie wyznaczają im przecież kacyków. Wydała ona dekret o wydaleniu Żydów za to, że w walce katolików z muzułmanami, Żydzi opowiedzieli się po stronie muzułmanów. Niektórzy pozornie przeszli na katolicyzm ale potajemnie kontynuowali judaizm. Nazywano ich „los marranos.” Królowa Izabella była przez długi czas bardzo Żydom życzliwa. Powierzała im administrację finansową, wojskową a nawet kościelną. W obliczu powszechnej jednak zdrady interesów Hiszpanii królowa wydaliła ich z powodów czysto politycznych. Przez to uratowała ich od matanzas – masakr wielekroć gorszych od pogromów, z rąk oburzonych do żywego, krewkich Hiszpanów. Żydzi przegrali wreszcie na równi z Maurami. Przeważnie wyjechali do Ameryk Południowej, Środkowej i Północnej. Podobnie stało się w Portugalii, gdzie katoliccy władcy dali im do wyboru: albo stać się lojalnymi katolikami, albo wynosić się gdzie pieprz rośnie (to jest właśnie do Ameryki Południowej). Portugalska Brazylia „zaimportowała” wraz z nimi miliony czarnych niewolników z Afryki przy wydatnej pomocy muzułmańskich „łapanek” i żydowskich „statków wycieczkowych.” Wielu Żydów przyjmowało nazwiska portugalskie, hiszpańskie, niemieckie lub polskie, w zależności od kraju zamieszkania, aby okazać asymilację i uzyskać akceptację tubylców. W taki sposób zwalono winę za handel niewolnikami na Bogu ducha winnych Hiszpanów czy Portugalczyków, którzy z przyjemnością pozbyli się nielojalnych wygnańców z Palestyny. Warto tu wspomnieć, że w tym samym czasie Polska przyjmowała Żydów ze wschodu, zachodu i południa, gdzie znaleźli, według francuskiej encyklopedii z XVIII wieku, „Paradise Judeorum” [żydowski raj]. W Polsce nie było jednak zapotrzebowania na niewolników z Afryki a nawet nie zatrudnialiśmy dzieci w kopalniach, byliśmy więc chyba dużo bardziej humanitarni niż np. Anglicy.

    Żydowski historyk Herbert I. Bloom w książce wydanej w 1934 roku przez Żydowskie Towarzystwo Historyczne, że Chrześcijańscy mieszkańcy Brazylii byli zazdrośni, że „Żydzi mieli najlepsze plantacje w dolinie Pernambuco i przodowali w posiadaniu i handlu niewolnikami.” A dalej że „Handel niewolnikami był jednym z najważniejszych żydowskich interesów tutaj jak i wszędzie indziej w koloniach.” Jednym z sekretów powodzenia „akcji” był sprytny biznes plan pozwalający na zakupy ratalne niewolników, dostawa natychmiastowa a płatność dopiero po żniwach. Nie trzeba było więc dbać o niewolników w okresie zimowym.

    Inny żydowski historyk Harold D. Brackman w swej pracy doktorskiej na Uniwersytecie Kalifornijskim przyznaje że: „przez kilka stuleci, przynajmniej od średniowiecza, Żydzi byli w czołówce światowego handlu niewolnikami.”

    Wierutnym kłamstwem było głoszenie, że książka SEKRETY POMIĘDZY MURZYNAMI I ŻYDAMI zawiera insynuację iż Żydzi są genetycznie predysponowani do handlu niewolnikami. Nic takiego ani książka ani wykłady prof. Martina nie sugerowały.

    Jewish Advocate [Obrońca Żydów] z Bostonu opublikował przynajmniej 10 artykułów na temat tej książki zanim zamówił choć jeden jej egzemplarz.

    Boston Globe został wkrótce kupiony przez New York Times i nie zamieścił odpowiedzi profesora Martina w formie listu do redakcji po swoim blitzu czterech artykułów o nim w ciągu 6 dni.

    Były jednak wyjątki. Chicago Tribune przysłał reportera na uczelnię w Wellesley, który napisał rozsądny i wyważony artykuł. Naprawdę przeczytał on SEKRETY POMIĘDZY MURZYNAMI I ŻYDAMI, nie jak inni, którzy perorowali bezmyślnie na jej temat. Kilka programów telewizyjnych z Bostonu pozwoliło sobie na przedstawienie zróżnicowanych punktów widzenia na ten temat. „Jeden przynajmniej redaktor audycji radiowej, mimo tego że sam jest Żydem i jego poglądy różnią się od moich – wspomina prof. Martin – był profesjonalnie uprzejmy i sprawiedliwy.”

    Miały również miejsce chwyty poniżej pasa. Przyjaciele Hillel w Wellesley, żydowskiej organizacji, wśród członków której byli Dziekan i kilku profesorów, posłali matce jednej ze studentek śmiało broniącej profesora Martina, pakiet fałszywych informacji. Wkrótce pojawiły się też tajemnicze ulotki zawierające insynuacje o jego rzekomych związkach seksualnych z tą samą studentką.

    Jedną z najskuteczniejszych metod taktyki Żydów jest pozyskanie sobie ambitnych ale wyobcowanych Murzynów, którzy stanęliby po ich stronie i wychylali się za nich. Chociaż żaden Żyd na Uczelni nie opowiedział się otwarcie przeciwko ekscesom ich współwiernych to znalazło się dwoje Czarnych wykładowców, którzy wskoczyli w ogień ze sztandarami Żydów. Profesorowie Cudjoe i Andrews zostali obsypani za to pochwałami, tytułami i nagrodami. Andrews napisał nawet że „Murzyni są intelektualnie słabi a moralnie leniwi.” Zachwyciło to Wellesley News, które drukowało ten artykuł przez dwa tygodnie z rzędu. Napisał on również, że „My (to znaczy kto? on czy Żydzi) musimy wyrobić w sobie pasję do kopania w d..ę.” Profesor Martin komentuje: „Nie wiem czy miał on na myśli moją d..ę, czy tych intelektualnie słabych a moralnie leniwych studentek przeważnie Czarnych kobiet z Wellesley College. Nie było to wtedy oczywiste. Nikt chyba nie był naprawdę skopany, ale na wszelki wypadek oglądałem się do tyłu gdy stary Marcellus Andrews był blisko.”

    Inny przeciwnik prof. Martina, prof. Henry Louis Gates Jr. z Harvardu był cały czas niezbyt szarą eminencją w czasie całej kontrowersji. „Cytowany był do znudzenia w każdym artykule i programie TV. Obsypany został zaszczytnymi katedrami uniwersyteckimi, nagrodami i tytułami od ADL i Fundacji Rockefellera. Pozwolono mu przenosić się z jednego uniwersytetu na drugi z całym sztabem pracowników,” tylko za zdradę interesów Murzynów w USA. Prawdziwi zaś obrońcy praw Czarnych Amerykanów tacy jak Marcus Garvey, Malcolm X, Martin Luther King Jr. Louis Farrakhan, Andrew Young, Leonard Jeffries, Toni Martin czy Jesse Jackson zostali albo skrytobójczo zamordowani, albo kompromitowani i odsuwani od wpływowych stanowisk przez tak zwane „podrzucanie świni.”

    Podłoże historyczne

    Organizacje żydowskie nigdy szczerze nie popierały ruchu wyzwolenia i emancypacji Murzynów w Ameryce; czy to ze względu na własne wąskie interesy, [tak jak opozycja Izraela przeciwko przystąpieniu Polski do NATO (co mogło uszczuplić jego dostawy broni z USA)] czy to obalanie mitów historycznych. Murzyńscy badacze historii starożytnej i współczesnej znaleźli przekonujące argumenty aby wykazać, że w Afryce był początek cywilizacji, że Grecja zawdzięcza swą mitologię i filozofię czarnej Afryce, że Kleopatra była czarna, że Żydzi handlowali niewolnikami jako żywym towarem – nawet Żydówkami sprzedawanymi do domów publicznych jeszcze w XX wieku oraz że ADL jest organizacją nielegalnie szpiegującą dziesiątki tysięcy obywateli amerykańskich i setki organizacji społecznych i etnicznych. Wybuchł skandal. Demonstracje solidarności Murzynów z profesorami Martinem, Jeffries i Dube odbiły się szerokim echem. Próby kontrolowania organizacji murzyńskich przez np. finansowanie 2/3 kosztów organizacji Martina Lutra Kinga z żydowskich źródeł nie powiodły się. Afrykanie amerykańscy przestali potrzebować fałszywych przyjaciół i sami zaczęli się rządzić; wydawać czasopisma, robić filmy i brać się za politykę. Punktem kulminacyjnym narastających napięć pomiędzy Żydami a Murzynami stał się strajk nowojorskich nauczycieli w 1968 roku. Związek zawodowy nauczycieli zdominowany przez Żydów, wystąpił ostro przeciwko działaczom murzyńskim domagającym się lepszego nadzoru nad podupadającymi szkołami w biednych dzielnicach. Po wojnie sześciodniowej Norman Podhoretz, wskazywał na podjęte przez Żydów nowe postanowienie:

    Przeciwstawiania się każdemu, kto w jakikolwiek sposób, w jakimkolwiek stopniu i z jakiegokolwiek powodu usiłuje wyrządzić nam krzywdę. [ ] Od tej pory nie będziemy ustępować.

    Norman Finkelstein reasumuje: I tak jak uzbrojeni po zęby przez Stany Zjednoczone Izraelczycy odważnie „usadzili” niesfornych Palestyńczyków, tak też amerykańscy Żydzi „usadzili” niesfornych Murzynów. Pomiatanie tymi, którzy najmniej potrafią się bronić: oto istota odzyskanej przez amerykańskie organizacje żydowskie odwagi.

    Profesor Martin sugeruje: „Żydzi powinni wziąć przykład z Kościoła Rzymsko-Katolickiego. Papież Jan Paweł II na pięćsetlecie odkrycia Nowego Świata przez Kolumba przeprosił Żydów, Indian i Afrykanów za dawne winy. Żydzi powinni zrobić to samo w stosunku do Afrykanów i Indian za setki lat zniewalania i eksterminacji. Mogliby również zyskać moralnie przez naśladowanie Niemców od których dostali do 1985 roku 70 miliardów dolarów.” Profesor Norman Finkelstein w książce PRZEDSIĘBIORSTWO HOLOKAUST przypomina, że Randal Robinson, który zajmuje się obecnie kampanią o odszkodowania za niewolnictwo dla amerykańskich Murzynów, skrytykował „milczenie” władz amerykańskich w sprawie tej grabieży, podczas gdy zastępca sekretarza stanu Stuart Eizenstat, zajmował się zmuszaniem 16 niemieckich firm do wypłacenia rekompensat Żydom, których wykorzystywano jako niewolników w czasie II wojny światowej.

    Książka Żydowska Nagonka stała się bestsellerem. Kilka spraw sądowych wykazało, że prof. Martin miał rację. Jedna ze spraw jeszcze się toczy. Autorka oszczerstwa przyznała się do kłamstwa, ale twierdziła iż wolność słowa jej na to pozwala. Najlepsi prawnicy jakich można wynająć za pieniądze bronią jej. Może dożyjemy końca tego procesu. Profesor Martin nadal wykłada w Wellesley College. Rozmawiałem z nim telefonicznie i wymieniłem kilka e-mailów. Podał mi adresy internetowe zawierające informacje na temat Żydów i Murzynów w USA. A oto one: http://www.blacksandjews.com/, http://www.themajoritypress.com/.

    Lech Marek Jaworski emeliot@journalist.com

    Lech Mark Jaworski, Nasza Witryna, 2003-02-01

  5. Piotrx said

    Roman Kafel
    22-12-01 Forum Ojczyzna

    Polecam nastepujace fragmenty ciekawej ksiazki Bristova:
    Ten interes byl w rekach „wybranego”narodu od zawsze…vide Esthera, Bethsaida inne na Levinskiej konczac…i nie byla to wina kobiet, biednych ofiar bezwzglednych manipulatorow…jesli jakims cudem udaloby sie pani dostac od kogos wydana przed wojna w Polsce ksiazke wspanialej dziewczyny, przedwojennej dzialaczki w obronie praw kobiet zydowskich Wandy Metzler zatytulowanej ” Czarny Lad”, o sytuacji Zydowek w Warszawie….
    KSIAZCE EDWARDA J. BRISTOWA „PROSTITUTION AND PREJUDICE. THE JEWISH FIGHT AGAINST WHITE SLAVERY 1870-1939” Praca Edwarda J. Bristowa – doktora historii Uniwersytetu Yale – jest doglebnym studium zjawiska zorganizowanej prostytucji i handlu kobietami, wsród zydowskiej diaspory Europy, w okresie 1870 r. – 1939 r. Bylo to zjawisko bezprecedensowe, zakrojone na szeroka skale, majace swoje reperkusje polityczne, rzutujace na stosunek do mniejszosci zydowskiej w dobie ksztaltowania sie oblicza nowoczesnego antysemityzmu. Wyróznikiem ksiazki E. J. Bristowa jest ogromna ilosc danych statystycznych, którymi autor uwiarygadnia swoje twierdzenia i wnioski. Statystyki owej jest tak duzo, iz niejednokrotnie „utrudnia” ona lekture ksiazki, zmuszajac do ciaglej, wytezonej uwagi przy analizie przytaczanych danych. Zaleta zasadnicza takiego statystycznego ujecia zagadnienia, jest bardzo wysoki „wspólczynnik wiarygodnosci” przekazywanych informacji. E. J. Bristow prowadzac kwerende materialów zródlowych, „przekopal” sie przez archiwa az osmiu krajów (w tym Polski), który to wlasnie fakt przesadzil o owej mnogosci danych statystycznych. Przy opracowywaniu niewdziecznego i drazliwego tematu, wykazal sie on podziwu godna bezstronnoscia oraz obiektywizmem, co zasluguje na szczególne podkreslenie, albowiem zajmowanie sie tematami wstydliwymi, jest traktowane w tradycji judaistycznej (chillul hashem) jako rzecz niepozadana, mogaca prowadzic do znieslawienia dobrego imienia narodu zydowskiego, badz tez uksztaltowania sie wrogich wobec niego postaw. Ksiazka, bedaca przedmiotem niniejszej recenzji, nie jest jedyna pozycja tego autora, koncentrujaca sie na zjawisku prostytucji. E. J. Bristow jest takze autorem opracowania „Vice and Vigilance”, traktujacego o nierzadzie w Wielkiej Brytanii i próbach jego zwalczania, poczawszy od konca XVIII wieku, az po czasy wspólczesne. E. J. Bristow stawia teze, iz prostytucja wsród Zydów, az do konca XIX wieku, byla zjawiskiem marginalnym. Analizujac ten przedzial czasowy (majacy swój poczatek w czasach biblijnych) przywoluje przyklady ze Starego Testamentu (prorok Ezechiel okreslajacy metaforycznie grzechy Zydów „ladacznica”) i z okresu Sredniowiecza, kiedy to niektóre spolecznosci zydowskie (Hiszpania, Wlochy) przyzwolily na powstanie domów publicznych dla klienteli zydowskiej, ze wzgledu na srogie kary grozace Zydom, uczeszczajacym do lupanarów chrzescijanskich. Przechodzac do XIX wieku, E. J. Bristow wskazuje na siec domów publicznych zorganizowana w Londynie przez Ikeya Solomonsa i jego zone Ann. Ów Solomons stal sie pierwowzorem dickensowskiego Fagina z powiesci „Oliver Twist”. Inne postacie literackie wskazuja na obecnosc zydowskich prostytutek w europejskich domach publicznych. E. J. Bristow wymienia Estere z „Blasków i cieni zycia kurtyzany” Balzaka oraz Fifi z „Baryleczki” Guy de Maupassanta. W latach 60-tych XIX stulecia, najslynniejsza paryska prostytutka byla niejaka La Paiva (Teresa Lahman), mieszkajaca i przyjmujaca klientów w wystawnym domu przy Champs Elysess. W Wiedniu, jej odpowiedniczka byla Rose Hannover, w Petersburgu Sendele Blueffstein, pochodzaca ze Lwowa, w Budapeszcie Resi Luft, a w Warszawie i Moskwie Sonia Sawicka z Lublina. Wszystkie wyzej wymienione córy Koryntu, byly luksusowymi prostytutkami, obslugujacymi bogata i wplywowa klientele. W latach 70-tych XIX stulecia, nastepuje gwaltowna zmiana charakteru zjawiska prostytucji wsród diaspory zydowskiej. Prostytucja staje sie fenomenem masowym, obejmujacym szerokie kregi spolecznosci zydowskiej. E. J. Bristow przyczyn takiego stanu rzeczy upatruje w urbanizacji, industrializacji i sekularyzacji, które to procesy dynamicznie wystapily w drugiej polowie XIX wieku. Czynnikiem odgrywajacym istotna role, byla pauperyzacja mas zydowskich, zamieszkujacych tereny Europy Srodkowo – Wschodniej. Masowa emigracja (przewaga mezczyzn) do USA, Australii, Argentyny, Brazylii, Poludniowej Afryki, doprowadzila do zachwiania równowagi miedzy iloscia mezczyzn i kobiet w nowo powstajacych miastach i osrodkach przemyslowych, co stworzylo „sprzyjajaca glebe” dla gwaltownego rozwoju zjawiska prostytucji. W Europie Wschodniej „subkultura” sztetlu, bardzo skutecznie eliminujaca prostytucje i tych co z niej zyli, ulegla – skutkiem zaistnienia wyzej wymienionych procesów – znacznemu rozluznieniu. E. J. Bristow podaje przyklad kahalu minskiego (Bialorus), którego wladze z koncem XVIII wieku, wydaly nakaz informowania specjalnie ustanowionej rady autorytetów moralnych, o przypadkach zlego prowadzenia sie. Sto lat pózniej, w tym samym Minsku, roilo sie od zydowskich prostytutek, alfonsów, streczycieli i wlascicieli domów publicznych, którzy nic sobie nie robili z zadnych zakazów i nakazów. Mloda dziewczyna, przybywajaca z malego prowincjonalnego miasteczka do duzego osrodka miejskiego, byla zagubiona, oszolomiona nowa rzeczywistoscia i jako taka, stanowila czesto latwy lup dla streczycieli i naganiaczy domów publicznych, oferujacych naiwnym i niedoswiadczonym kobietom znalezienie „dobrze platnej pracy” i tymczasowe zakwaterowanie. Dworce kolejowe staly sie szczególnie ulubionym przez streczycieli „terenem lowów”. Innym czynnikiem sprzyjajacym rozkwitowi prostytucji, byly niskie – wrecz glodowe – place, oczekujace na niewykwalifikowana sile robocza, naplywajaca masowo z prowincji. Pokusa „pójscia na skróty” i szybkiego dorobienia sie, byla silna i wiele kobiet jej uleglo, aczkolwiek stosunkowo niewielka ilosc rzeczywiscie osiagnela wyzszy status materialny i byla w stanie powrócic do uczciwego, normalnego zycia. Masowa emigracja zarobkowa – tak charakterystyczna dla konca XIX wieku – sprzyjala procederowi prostytucji takze pod innym wzgledem. Nastapilo oslabienie wiezi rodzinnych. Rodzice – zwlaszcza ojcowie – przebywali przez dluzsze okresy czasu poza domem, co odbijalo sie na wychowaniu i kondycji moralnej dzieci. W Anglii i Francji, dodatkowo pewna role odgrywal czynnik natury kulturowej. Tamtejsi mezczyzni z wyzszych warstw spolecznych, do takiego stopnia idealizowali swe zony i kochanki, iz utrzymywanie z nimi stosunków seksualnych jawilo sie jako – sui generis – profanacja ich cial i zamach na ich cnote. Biologia jednakze ma swe wlasne prawa, stad popyt na prostytutki – kobiety z nizszych warstw spolecznych – dla zaspokajania potrzeb erotycznych. Brytyjski, XIX-wieczny historyk Lechy, podsumowal ów wiktorianski dualizm etyczny stwierdzeniem, iz „prostytutka jest ostatecznym i najbardziej skutecznym straznikiem cnoty oraz ostoja ladu i wartosci moralnych wiktorianskiej Anglii”. Postawa policji niektórych krajów, sprzyjala powstawaniu i prosperowaniu sieci domów publicznych. Na ziemiach polskich zaboru rosyjskiego, niemalze oficjalna polityka wladz bylo tolerowanie – jezeli nie wspieranie – zorganizowanego nierzadu. Wladze rosyjskie widzialy bowiem w funkcjonowaniu domów publicznych element kontroli spoleczenstwa, poprzez odciaganie jego uwagi od polityki i czynnego angazowania sie w krytyke poczynan rzadu. Doszlo do unikalnej wspólpracy miedzy rosyjskim aparatem represji a zorganizowanym, zydowskim, seksualnym „pólswiatkiem”. Alfonsi i streczyciele byli czesto wykorzystywani w charakterze lamistrajków, agentów – prowokatorów i donosicieli. W zamian, cieszyli sie protekcja wladz i bezkarnoscia. Równiez w koloniach brytyjskich policja przymykala oko na dzialalnosc alfonsów, rajfurów i prostytutek, pod warunkiem, iz byli oni „rasy kaukaskiej”. Póloficjalna polityka Brytyjczyków w koloniach, bylo powstrzymywanie mieszanych zwiazków miedzy Brytyjczykami, a ludnoscia autochtoniczna. Polityka owa – stanowiaca, nota bene zaprzeczenie stanu rzeczy w koloniach hiszpanskich – prowadzila do wzrostu odsetka homoseksualistów, wsród brytyjskich rezydentów kolonii jak równiez do tolerowania lupanarów oferujacych biale prostytutki. Gwaltowny przyrost liczby zydowskich domów publicznych w Salonikach i Konstantynopolu, nastapil po roku 1903, kiedy to pod wplywem pogromu kiszyniowskiego, ogromna masa uchodzców zydowskich przybyla do tych miast. Wydaje sie, iz owi aszkenazyjscy Zydzi byli szczególnie sklonni do parania sie zorganizowanym nierzadem. Weszli oni w konflikt z miejscowa, zasiedziala od wieków spolecznoscia Zydów sefardyjskich, która w zdecydowanej wiekszosci, odciela sie od niecnych praktyk swych wschodnich pobratymców. Podobna sytuacja, wytworzyla sie na ziemiach Królestwa Kongresowego po roku 1881, kiedy to naplyw – pod wplywem represji na skutek zabójstwa cara Aleksandra II – ogromnej ilosci Zydów ze wschodu (Litwacy), stal sie katalizatorem w procesie powstawania zorganizowanego nierzadu. Elementem ulatwiajacym rozwój prostytucji byla zydowska tradycja stillah chuppah, czyli religijnych zaslubin, ciagle powszechna w Królestwie Kongresowym i Galicji w drugiej polowie XIX wieku. Owe „zaslubiny” polegaly na wreczeniu kobiecie przez mezczyzne drobnego prezentu (na przyklad pierscionka) i powtórzenia tradycyjnej formuly przysiegi malzenskiej. Udzial rabina w ceremonii nie byl wymagany. Wystarczyla obecnosc doroslej osoby pochodzenia zydowskiego. W konsekwencji tego zwyczaju, w Galicji i Królestwie Kongresowym, roilo sie od kobiet pochodzenia zydowskiego o niejasnym statusie cywilnym. Z punktu widzenia tradycji religijnej byly one zamezne, wedlug prawa natomiast nie. Ta niespójnosc byla powszechnie wykorzystywana przez „handlarzy zywym towarem”, którzy uwodzili latwowierne kobiety, poslubiali je („religijnie”), a nastepnie sprzedawali do domów publicznych. Przytoczone przez E. J. Bristowa przyczyny rozkwitu zorganizowanego nierzadu maja badz to charakter uniwersalny, odnoszacy sie do wszystkich grup etnicznych, badz tez szczególny, wynikajacy ze specyfiki kulturowej i religijnej spolecznosci zydowskiej. Czytelnika polskiego szczególnie zainteresuje rozdzial pracy E. J. Bristowa, traktujacy o prostytucji wsród diaspory zydowskiej Europy Wschodniej. Przez pojecie „Europa Wschodnia” Edward J. Bristow rozumie zachodnie gubernie Rosji, tereny Królestwa Kongresowego, Galicje, Bukowine, Wegry i Rumunie. W przededniu I wojny swiatowej, zydowska spolecznosc na tym obszarze liczyla okolo 6 milionów. Siedliskiem rozpusty na tych obszarach byly duze miasta i osrodki przemyslowe, jak równiez miasta garnizonowe (Dzwinsk, Trembowla). Normy moralne subkultury sztetlu, pietnujace „zle prowadzenie sie” – co prawda juz podmyte – ciagle byly jednakze przestrzegane na tyle, iz czynily sytuacje na prowincji o wiele lepsza, w porównaniu z duzymi osrodkami miejskimi. Zdarzaly sie jednakze wyjatki potwierdzajace regule. Takim wyjatkiem – na przyklad – byla Sokólka. W 1910 roku – w tym malym miasteczku w Bialostockiem, którego polowe mieszkanców stanowili Zydzi – ilosc prostytutek per capita byla najwieksza w calym imperium carskim. Regula byla równiez mniejsza ilosc prostytutek i domów publicznych w miejscach zdominowanych religijnie (i kulturowo) przez chasydyzm. Od tej reguly jednakze, równiez bywaly wyjatki, a najbardziej znanym byly Czerniowce (cadyk z Sadogóry, przedmiescia Czerniowiec, byl primus inter pares w hierarchii swiatobliwych chasydzkich cadyków), które z biegiem lat wyrosly na jeden z najbardziej preznych osrodków nierzadu i handlu kobietami. Edward J. Bristow – dla zilustrowania skali problemu – przytacza rezultaty oficjalnego spisu domów publicznych, zarzadzonego przez wladze rosyjskie w roku 1889. W Królestwie Kongresowym oraz strefie osiedlania Zydów (zachodnie gubernie Rosji) Zydówki – prawo rosyjskie zezwalalo na prowadzenie domów publicznych kobietom powyzej 30 roku zycia – prowadzily 203 z 289 licencjonowanych lupanarów. Wyzej przytoczone dane znajduja potwierdzenie w obserwacjach poczynionych przez osoby zajmujace sie walka z nierzadem. Z informacji podanych przez dr. Maretskiego, dr. Giedroycia, Romana Buczynskiego, Sholome Levina, wynika, iz w 1889 r. Zydówki prowadzily 16, sposród 19 legalnych domów publicznych istniejacych w Warszawie. W Proskurowie, wszystkie trzy licencjonowane domy publiczne byly w posiadaniu Zydówek, podobnie jak wiekszosc „przybytków rozkoszy” w Zytomierzu. Takze w Minsku wszystkie – sposród 14 zalegalizowanych domów publicznych – byly ich wlasnoscia. Dane uzyskane ze spisu dowodza, iz 30 z 36 legalnych domów publicznych guberni chersonskiej bylo prowadzonych przez Zydówki. W roku 1908, amerykanski konsul w Odessie Grout, w wyslanym do Waszyngtonu raporcie, stwierdzil, iz „w Odessie zorganizowany nierzad jest w rekach Zydów”. Jezeli chodzi o sklad etniczny prostytutek, „zatrudnianych” w domach publicznych, to Zydówki stanowily przecietnie 22% ogólnej liczby. Ujawniaja to wyniki spisu z roku 1889. Wyjatkowe pod tym wzgledem byly Lódz (Zydówki stanowily 39% ogólnej liczby prostytutek), Minsk (30%) oraz Zytomierz i Proskurów, gdzie stanowily one 50 – 60%. Z owych danych wynika wiec, iz wiekszosc prostytutek „zatrudnionych” przez zydowskich wlascicieli domów publicznych, byla pochodzenia niezydowskiego. Fakt ów znajduje swe odbicie w noweli I. J. Singera „Joshe Kolb”, gdzie spotykamy zydowskiego wlasciciela domu publicznego w Bilgoraju, którego pensjonariuszkami – z wyjatkiem jednej – sa kobiety pochodzenia innego niz zydowskie. W Galicji sytuacja byla podobna. E. J. Bristow cytuje rabina Rosenaka z Niemieckiego Zwiazku Rabinów, który w roku 1902 odbyl podroz po Galicji, w celu zmobilizowania tamtejszych rabinów do podjecia stanowczych kroków, wymierzonych w zorganizowany nierzad. W raporcie sporzadzonym po podrozy stwierdzil on, iz 30-50% galicyjskich prostytutek bylo pochodzenia zydowskiego. Odsetek zas zydowskich streczycieli, handlarzy kobietami, i wlascicieli domów publicznych byl – w jego oszacowaniu – jeszcze wiekszy. Ta opinia zostala potwierdzona przez Berthe Papenheim i dr Sare Rabinovitsch – zydowskie feministki z Niemiec – które w roku 1903, objechaly Galicje, celem zorientowania sie w skali problemu. Ich zdaniem wiekszosc wlascicieli lupanarów, jak równiez wiekszosc prostytutek, byla pochodzenia zydowskiego. Gesta siec domów publicznych stanowila tak przyczyne, jak i zaplecze dla szczególnie odrazajacego procederu handlu kobietami. Z biegiem lat, ów proceder przestal byc li tylko i wylacznie fenomenem o charakterze lokalnym, nastawionym na zaspokajanie miejscowych domów publicznych, przeksztalcajac sie w przedsiewziecie miedzynarodowe na wielka skale. W tej „branzy”, osoby pochodzenia zydowskiego byly równiez bardzo licznie reprezentowane, rywalizujac o palme pierwszenstwa z Francuzami i Wlochami, a w wypadku Imperium Otomanskiego z Ormianami i Grekami. Na listach skazanych i podejrzanych o handel kobietami, sporzadzonych przez policje berlinska (1908 r.), hamburska (1905 r.) oraz londynska (1908 r.), znajdowalo sie 578 osób, z czego 214 (37%) bylo pochodzenia zydowskiego. Natomiast lista handlarzy sporzadzona przez policje w Hamburgu w roku 1912 obejmuje 402 osoby z czego 271 (67%) byla pochodzenia zydowskiego. Zdecydowana wiekszosc z owych 214 osobników z pierwszej listy pochodzila z Królestwa Kongresowego, Galicji, Bukowiny i zachodnich guberni rosyjskich. Z danych zaprezentowanych przez E. J. Bristowa wynika, iz wiekszosc ofiar handlarzy kobiet byla pochodzenia zydowskiego. Tym niemniej odsetek kobiet pochodzenia niezydowskiego, bedacych przedmiotem transakcji, wciaz byl dosyc znaczny. W roku 1892, we Lwowie, mial miejsce glosny proces 27 handlarzy kobietami (wszyscy byli Zydami galicyjskimi), oskarzonych o sprzedaz 29 kobiet do domów publicznych w Turcji, Egipcie i Indiach. Sposród owych 29 kobiet, 9 (30%) nie bylo pochodzenia zydowskiego. Proces ów – nawiasem mówiac – odbil sie szerokim echem w calej Europie, przyczyniajac sie zdaniem E. J. Bristowa, do znacznego wzrostu nastrojów antyjudaistycznych. W jego opinii, niektóre fragmenty „Main Kampf” Adolfa Hitlera, powstaly pod wplywem owego procesu, którego pamiec we Wiedniu, wciaz jeszcze byla zywa, gdy mlody Hitler zawital tam w roku 1907. Handlarze kobietami dostarczali swój „towar”, do bardzo egzotycznych zakatków kuli ziemskiej. Miejscami docelowymi ekspediowanych kobiet byly: Nowy Jork (skad prostytutki trafialy do domów publicznych rozsianych po calych Stanach Zjednoczonych), Konstantynopol, Bejrut, Aleksandria, Colombo, Bombaj, Kalkuta, Harbin, Manila, Johannesburg, Durban, Maputo. Jednakze prawdziwym eldorado zorganizowanego podziemia seksualnego staly sie Brazylia i Argentyna. Zadecydowalo o tym szereg czynników. Zachwiana równowaga miedzy liczba kobiet i mezczyzn, duza tolerancja dla zjawiska prostytucji charakterystyczna dla latynoskiej kultury, skorumpowana policja, „dziurawe” prawo, wreszcie nowe (i stosunkowo szybkie) polaczenia morskie miedzy portami europejskimi i poludniowoamerykanskimi. Z danych przytoczonych przez E. J. Bristowa, wynika, iz w latach 1889 – 1913, w samym tylko Buenos Aires, zarejestrowano 4248 zydowskich prostytutek, przy czym liczba powyzsza obejmowala tylko licencjonowane prostytutki. W 1913 roku, tuz przed wprowadzeniem w Argentynie drastycznego prawa wymierzonego w handlarzy kobietami i streczycieli, okolo 2000 sposród nich, w wiekszosci polskich i rosyjskich Zydów, ucieklo w poplochu do nieodleglego Rio de Janeiro. Zydowscy streczyciele, alfonsi i wlasciciele domów publicznych w Buenos Aires, zorganizowali w latach 80-tych XIX stulecia, organizacje mafijna zwana Towarzystwo Warszawskie Cwi Migdal. Z uplywem czasu uroslo ono we wplywy i znaczenie, poddajac swej kontroli seksualne podziemie stolicy Argentyny, oraz wywierajac duzy wplyw na zycie polityczne miasta. Analogie do chicagowskiej organizacji przestepczej, kierowanej w latach 20-tych przez Ala Capone, wydaja sie byc calkowicie uzasadnione w tym wypadku. Warto – jako ciekawostke – podac, iz z koncem lat 20-tych, na stanowcze zadanie konsula polskiego w Argentynie, z nazwy organizacji usunieto przymiotnik „warszawskie”. E. J. Bristow poswieca sporo miejsca reakcji spolecznosci zydowskiej, na proceder zorganizowanego nierzadu, uprawiany przez niektórych sposród jej czlonków. Inspiracja do podjecia dzialan wymierzonych w zorganizowany nierzad, miala charakter dwojaki. Primo, chciano wyrugowac zjawisko klócace sie calkowicie z tradycja, religia i moralnoscia judaistyczna, secundo, obawiano sie – i byly to obawy sluszne – iz nadreprezentacja osób pochodzenia zydowskiego wsród rajfurów, alfonsów, handlarzy kobiet i wlascicieli domów publicznych, doprowadzi do wzmocnienia negatywnych stereotypów Zyda, co w konsekwencji zaowocuje natezonym antyjudaizmem. Diaspora zydowska byla bardzo dobrze zorientowana, tak co do skali, jak i charakteru zjawiska zorganizowanego nierzadu. Swiadcza o tym utwory literackie pisarzy zydowskich, majace za swój przedmiot wlasnie owa patologie. Sholem Asch poswiecil tej problematyce sztuke teatralna „Bóg Zemsty”, bardzo popularna w teatrach zydowskich, wystawiajacych w jidysz. Takze jego nowela „Zlodziej Mottke”, porusza wlasnie ten temat. Peretz Hirschbein w „Miriam” i Moshe Richter w „Handlarzu Kobietami”, przedstawili nedze losu zydowskiej prostytutki. E. J. Bristow wylicza trzy glówne „kategorie reakcji” spolecznosci zydowskiej, na proceder zorganizowanego nierzadu. Najpowszechniejszym odruchem byl ostracyzm osób „nieczystych”, bojkot towarzyski, wykluczenie ich ze spolecznosci uczciwych, bogobojnych, holdujacych tradycyjnej moralnosci Zydów. W praktyce, prowadzilo to czesto do zakazu grzebania „nieczystych” na kirkutach oraz zakazu wstepu do synagogi. Taki stan rzeczy – z kolei – prowadzil do zakladania „alternatywnych” cmentarzy i synagog, przez „ekskomunikowana” spolecznosc „nieczystych”. W Buenos Aires, do dnia dzisiejszego, zachowal sie taki „subkulturowy” cmentarz alfonsów, z mnóstwem macew przyozdobionych emaliowana fotografia „w sepii”, bedacy spora atrakcja turystyczna tego miasta. Druga „kategoria reakcji”, wyszczególniona przez E. J. Bristowa, byla aktywna dzialalnosc zmierzajaca do zaradzenia zlu, lub przynajmniej ograniczenia jego rozmiarów. E. J. Bristow prezentuje czytelnikowi ogromna ilosc róznorakich organizacji zydowskich (tak ortodoksyjnych rabinów, jak i zydowskich feministek z Niemiec), których celem bylo „danie odporu” nierzadowi. Dzialalnosc tych organizacji polegala na zbieraniu danych, monitorowaniu sytuacji, gromadzeniu srodków pienieznych na cele walki z nierzadem, wspólpracy z policja, tworzeniu grup nacisku forsujacych prawa i konkretne dzialania wymierzone w zorganizowany nierzad, organizowaniu na dworcach kolejowych i w portach morskich punktów bezposredniego wsparcia, pomocy i porady dla „zblakanych” kobiet oraz oferujacych strawe i mozliwosc noclegu, organizowaniu kursów zawodowych dla mlodych kobiet, wreszcie wyglaszaniu wykladów i organizowaniu pogadanek, uswiadamiajacych mlodym, zydowskim dziewczynom niebezpieczenstwo, jakie na nie czyhalo w duzych osrodkach miejskich. Organizacje zydowskie wspóldzialaly z niezydowskimi inicjatywami wymierzonymi w nierzad, dzielac sie swym doswiadczeniem jak równiez – niekiedy – wspomagajac je swoimi funduszami. Jednakze, zdaniem E. J. Bristowa, owa wspólpraca miala charakter ograniczony, tak ze wzgledu na antyjudaistyczne nastawienie czesci niezydowskich aktywistów zmagajacych sie ze zorganizowanym nierzadem (co moglo niejednokrotnie wynikac z duzego udzialu Zydów w owym procederze), jak równiez opór czesci zydowskich dzialaczy do dzielenia sie swoimi doswiadczeniami, informacjami i danymi statystycznymi, co bralo sie z przekonania, iz rozpowszechnianie wiedzy o nadreprezentacji Zydów w zorganizowanym nierzadzie, moze prowadzic do wzrostu nastrojów antyjudaistycznych. Ekstremalna forma reagowania na zorganizowany nierzad byla przemoc fizyczna. E. J. Bristow podaje przyklad zydowskiego komitetu czujnosci z Cardiff (Wielka Brytania), którego czlonkowie, w roku 1903, uciekli sie do bicia prostytutek, kiedy te odrzucily oferte „uczciwej” pracy, zaproponowanej przez owa organizacje. Natomiast w roku 1908, doszlo w Buenos Aires do bijatyki, w jednym z teatrów, gdzie wystawiano sztuke „Miriam” Hirschbeina. Zgromadzeni w teatrze syjonisci z partii Poale Zion, odpowiedzieli przemoca na gwizdy alfonsów i streczycieli, wyrazajacych w ten sposób dezaprobate dla moralu plynacego z przedstawienia. Jednakze najbardziej spektakularnym starciem zydowskiego seksualnego podziemia z wrogim mu srodowiskiem, byl tak zwany „pogrom alfonsów” (alphonsenpogrom), który mial miejsce w Warszawie, w maju 1905 r. Istnieje kilka wersji przyczyn tego zdarzenia. Wedlug najbardziej prawdopodobnej, wszystko zaczelo sie od klótni weselnej miedzy Saulem Zytnickim, znanym alfonsem warszawskiego pólswiatka i przybranym ojcem panny mlodej, a panem mlodym, który byl robotnikiem i czlonkiem zydowskiej partii socjalistycznej Bund. Zytnicki mial sobie przywlaszczyc 100 rubli, stanowiacych prezent slubny, co oburzylo pana mlodego. Doszlo do bójki miedzy zwolennikami obydwu stron. Wkrótce sytuacja wymknela sie spod kontroli i zwykla burda weselna, przeksztalcila sie w generalna rozprawe zydowskich robotników, z zydowskim zorganizowanym podziemiem Warszawy. Nastepnego dnia, okolo 100 alfonsów i streczycieli, przemaszerowalo ulicami Warszawy, dzierzac rosyjska flage i wznoszac okrzyki na czesc cara. Byla to oczywista prowokacja, majaca na celu sklonienie „bundowców” do podjecia zaczepnych kroków, co uzasadnialoby uzycie policji i kozaków. Przywódcy Bundu starali sie trzymac na wodzy szeregowych czlonków partii, ale na niewiele sie to zdalo. Robotnicy zydowscy przejeli – spontanicznie – inicjatywe i przez trzy dni demolowali domy publiczne, „polujac” na alfonsów, wlascicieli domów publicznych oraz prostytutki. Ze wzgledu na brak w ówczesnej Warszawie jednej „dzielnicy rozkoszy”, ów „pogrom” mial miejsce w wielu punktach miasta, przy czym ul. Marszalkowska i Krochmalna zostaly nim szczególnie dotkniete. Wladze carskie, co bylo dla wszystkich pewnym zaskoczeniem, nie zainterweniowaly bezposrednio, aczkolwiek na Starym Miescie sotnie kozackie mialy – jakoby – wspomagac „ufortyfikowanych” tam kryminalistów. Liderzy warszawskiego Bundu starali sie zrobic co tylko bylo mozliwe, celem spacyfikowania wojowniczych nastrojów „bundowców”, obawiajac sie – slusznie – o zycie prostytutek, które w ich opinii nie byly niczemu winne, bedac „eksploatowana sila robocza”. Doszlo nawet do tego, iz niektórzy z przywódców Bundu udali sie do domów publicznych celem ochrony – przed swoimi kolegami z partii – przebywajacych tam prostytutek. Po trzech dniach, robotnicy roztropnie zrezygnowali z „ataku” na pozycje alfonsów na Starym Miescie, skutkiem czego nastapila normalizacja sytuacji. Wedlug doniesien agencji prasowej Reuter – która dokladnie relacjonowala przebieg wypadków – 40 domów publicznych zostalo doszczetnie zdemolowanych, zginelo 8 osób, a 100 zostalo rannych. Wsród smiertelnych ofiar zajsc, byla jedna prostytutka. E. J. Bristow cytuje jedno z doniesien Reutera, wyjasniajace tlo zamieszek. Wedlug tego doniesienia „Zydzi nie mogli dluzej zniesc utozsamiania ich z alfonsami, prostytutkami, lichwiarzami, wlascicielami domów publicznych, zlodziejami i postanowili – wobec skorumpowania policji i jej wspólpracy ze swiatem przestepczym – wziac sprawy w swoje rece, uciekajac sie do drastycznych srodków”. Niektórzy z poturbowanych alfonsów przeniesli sie do Lwowa, wieksza czesc jednakze pozostala na miejscu i w stosunkowo szybkim czasie zdolala odtworzyc swietnie prosperujacy interes. Opisane wyzej zdarzenie, przeszlo do zydowskiego folkloru pod nazwa „pogromu alfonsów” i do dzisiejszego dnia pod taka nazwa funkcjonuje, jakkolwiek, w rozumieniu wspólczesnego znaczenia slowa „pogrom”, wydarzenia z maja 1905 r. nim nie byly, tak ze wzgledu na swe przyczyny jak i jego ofiary i sprawców. Po I wojnie swiatowej zjawisko zorganizowanego nierzadu uleglo dosyc znacznemu ograniczeniu. Szereg przyczyn zlozylo sie na taki stan rzeczy. W USA, Wielkiej Brytanii, Poludniowej Afryce okres prosperity gospodarczej, jaki przyniosly lata 20-te, niewatpliwie mial na to wplyw. Dla mlodych kobiet pojawily sie mozliwosci zarobkowania i awansu zawodowego. Rozwój zwiazków zawodowych, pojawienie sie tanich kredytów, dzialalnosc socjalistycznych i syjonistycznych partii, takze wplywaly na ograniczenie zasiegu zjawiska. Poza tym, wprowadzenie przez USA drastycznych kwot imigracyjnych w roku 1921, silnie uderzylo w „handel zywym towarem”. W przypadku Europy Srodkowo – Wschodniej wymienione wyzej czynniki nie odegraly wiekszej roli. Na tym obszarze liczba prostytutek powiekszyla sie znacznie, tak ze wzgledu na katastrofalna pauperyzacje zamieszkujacych je spoleczenstw, jak i ogromny popyt na uslugi seksualne mas zolnierskich roznych armii, które zmagaly sie przez cztery lata w tej czesci Europy. W tym przypadku, skuteczne i konsekwentne dzialania nowo powstalych panstw, odegraly dominujaca role w ograniczeniu – chociaz nie calkowitym wyeliminowaniu – procederu zorganizowanego nierzadu. Stanowisko wladz polskich mialo tutaj decydujace znaczenie, tak ze wzgledu na ogromna mase Zydów zamieszkujacych II Rzeczpospolita, jak i bardzo przejrzysty i konsekwentnie wdrazany w zycie, program walki z plaga zorganizowanego nierzadu. W roku 1922, polskie Ministerstwo Zdrowia, przyjmujac zasade abolicjonizmu, jako przeslanke swego dzialania w walce z nierzadem, zdelegalizowalo wszystkie domy publiczne na terenie calego kraju. E. J. Bristow cytuje dane z archiwum KG Policji Panstwowej, z których wynika, iz w samej tylko Lodzi, do roku 1936, zostalo zamknietych 101 domów publicznych. Zmagania polskiej policji z seksualnym, kryminalnym podziemiem to ciagle pasmo sukcesów. E. J. Bristow podkresla skutecznosc czwartej brygady Policji Panstwowej, przeznaczonej do walki tylko z ta patologia spoleczna, a w szczególnosci jej kobiecego pododdzialu. Pomimo znacznych sukcesów, nie udalo sie calkowicie wyeliminowac zarówno dzialania nielegalnych lupanarów jak i handlu kobietami. Z danych przytoczonych wynika, iz w samym tylko 1928 r., skazano w Polsce 48 streczycieli, z czego 17 (30%) bylo pochodzenia zydowskiego. Z kolei w roku 1931 wladze polskie oglosily (raport przygotowany dla Ligi Narodów) liste 590 handlarzy kobiet, zaangazowanych w dostarczanie „swiezego towaru” do wciaz funkcjonujacych – ale juz nie pelna para – domów publicznych Argentyny i Brazylii. Wiekszosc osób z tej listy byla pochodzenia zydowskiego. Jedna z bardziej spektakularnych afer, miala miejsce pod koniec lat 20-tych. Niejaki Morris Baskin z Brooklynu, urodzony w Polsce, zainicjowal w roku 1927 lukratywny proceder przestepczy. Otóz w Nowym Jorku przebywalo sporo mezczyzn, których narzeczone znajdowaly sie wciaz w Polsce. Plan Baskina polegal na zawieraniu przez niego (i jego ludzi) malzenstw per procura w imieniu narzeczonych z USA, na podstawie udzielonych pelnomocnictw. Z aktem slubu w reku – poswiadczajacym obecnosc meza w USA – swiezo poslubiona malzonka nie miala klopotów z uzyskaniem w konsulacie amerykanskim upragnionej wizy. Po przyjezdzie do USA nie trafiala ona jednakze w objecia meza, lecz – pod wplywem grozby, a niekiedy przemocy fizycznej i zgwalcenia – do jednego z domów publicznych, których wlasciciele wspólpracowali z gangiem. Baskin zdolal pozyskac do przestepczej dzialalnosci rabina z podwarszawskiego Wawru, który za 50 USD udzielal malzenstwa per procura, jak równiez zastepce konsula amerykanskiej ambasady, nazwiskiem Harry Hall, który zaopatrywal gang we wszelkie niezbedne dokumenty i zapewnial bezproblemowe udzielanie wiz. Po rozbiciu gangu Baskina, okazalo sie, iz w samym tylko roku 1929, w wawerskim kahale zarejestrowano 15 malzenstw per procura, z osobami przebywajacymi w USA. E. J. Bristow kilkakrotnie podkresla w swej pracy, iz Zydzi, w zadnym wypadku, nie byli szczególnie predestynowani do parania sie zorganizowanym nierzadem. Wskazujac na Wlochów i Francuzów, cytuje on zydowskiego dzialacza Bundu Ben Zion Hoffmana, który mial powiedziec, iz „prawa natury nie czynia róznicy miedzy narodami”. Jednakze statystyka, która E. J. Bristow doslownie zasypuje czytelnika, przeczy – niekiedy – tak postawionej tezie. Z danych przytoczonych przez E. J. Bristowa, wynika bowiem niezbicie, iz na przelomie XIX i XX wieku, na ziemiach Królestwa Kongresowego, Galicji oraz zachodnich guberni rosyjskich (ziemie przedrozbiorowej Polski) element zydowski zdominowal calkowicie zorganizowane podziemie seksualne, a w okresie II Rzeczpospolitej jego udzial w tym procederze, byl wciaz bardzo wysoki. Opinia powyzsza odnosi sie do alfonsów, wlascicieli domów publicznych oraz handlarzy kobietami. Jezeli chodzi o „sile robocza”, o prostytutki, to w tym wypadku udzial elementu zydowskiego wahal sie w granicach od 20 do 50%, a wiec stanowil mniejszosc. Oznacza to, iz wiekszosc prostytutek „zatrudnionych” w domach publicznych, prowadzonych zazwyczaj przez Zydów oraz bedacych przedmiotem niecnych praktyk ze strony zydowskich streczycieli i handlarzy kobiet, byla pochodzenia niezydowskiego. Fakt ten – o zasadniczym znaczeniu – wyplywa bardzo wyraznie z przytoczonej przez E. J. Bristowa statystyki, jednakze ani razu nie jest on przedmiotem doglebniejszej analizy z jego strony. E. J. Bristow kilkakrotnie dotyka zwiazków miedzy zydowskim charakterem zorganizowanego seksualnego podziemia, a wzrostem nastrojów antyjudaistycznych, szczególnie w Europie Srodkowo – Wschodniej (wplyw lwowskiego procesu handlarzy kobiet z 1892 r. na antyjudaizm wiedenski i poglady Hitlera wyrazone w „Main Kampf”), jednakze nie poddaje owej zaleznosci gruntowniejszej analizie. Jest to dotkliwy brak pracy E. J. Bristowa, bo przeciez – jak sam podkresla – pomówienia o zbrodnie rytualne (proces Bejlisa, Hilsnera, tisza-eszlarski) oraz o handel zywym towarem byly dwoma glównymi, ulubionymi argumentami antysemitów. O ile pierwsze pomówienie bylo calkowicie bezzasadne i absurdalne, o tyle drugie mialo – jak wykazuje zaprezentowana statystyka – oparcie w rzeczywistosci i – jak gdyby – uwiarygodnialo pierwszy z zarzutów. Uchybieniem jest równiez brak porównania kultury Zydów sefardyjskich z kultura Aszkenazyjczyków, którzy – znów wynika to z liczb – wydawali sie byc zdecydowanie bardziej sklonni do parania sie zorganizowanym nierzadem. Rozwój sieci domów publicznych w Salonikach i Konstantynopolu – o czym byla mowa – nastapil po naplynieciu do tych miast, fali uchodzców zydowskich z Rosji. Podobne zjawisko – zaledwie „musniete” przez E. J. Bristowa – mozemy zaobserwowac na terenie Królestwa Kongresowego, po przybyciu tam duzej liczby Litwaków, co zaowocowalo dynamicznym rozwojem sieci domów publicznych, ku zgrozie spolecznosci polskiej i miejscowych Zydów, ustosunkowujacych sie do nowych przybyszów raczej niechetnie. W kontekscie zaleznosci miedzy wzrostem nastrojów antyjudaistycznych, a zdominowaniem zorganizowanego nierzadu przez element zydowski, bardzo wskazanym byloby gruntowniejsze zglebienie relacji pomiedzy rosyjskim aparatem represji a owym elementem. Watek ów, jest poruszony przez E. J. Bristowa doslownie w kilku zdaniach. Brakuje takze rzetelnej analizy charakteru zorganizowanego nierzadu – zdominowanego przez Zydów – pod katem komplementarnosci funkcji pelnionych przez nich w spoleczenstwach, wsród których przyszlo im zamieszkiwac. Owa koncepcja, wydaje sie byc niezwykle trafna w przypadku spoleczenstwa polskiego. Agraryzm, gardzacej pieniadzem i handlem szlachty polskiej, sprzyjal „wypelnianiu” przez naplywajacych Zydów „ekonomicznych nisz”. Stad ich liczna obecnosc wsród bankierów, poborców podatkowych, karczmarzy, mlynarzy, zarzadców nieruchomosci ziemskich, kupców, drobnych handlarzy, rzemieslników. Wydaje sie, iz w drugiej polowie XIX wieku ów schemat byl ciagle aktualny, o czym swiadczy fiasko programu pozytywistów (praca organiczna, praca u podstaw, bogacenie sie, tworzenie zrebów kapitalizmu) „odrzuconego” przez spoleczenstwo polskie. Liczba zydowskich przemyslowców – z koncem XIX wieku – przewyzszala tych o rodowodzie polskim. Powstaje pytanie, czy w wypadku zorganizowanego, seksualnego podziemia wystepuje – sui generis – zwyrodniala mutacja owego „komplementarnego instynktu” Zydów? Tego problemu E. J. Bristow – niestety- nie podejmuje. W ksiazce E. J. Bristowa wielokrotnie pojawia sie stacja kolejowa oraz port morski, jako wazne etapy funkcjonowania (rozszerzania sie) procederu zorganizowanego nierzadu. To wlasnie na stacjach kolejowych odbywaly sie „lowy” na naiwne, latwowierne, niedoswiadczone „odurzone miejskoscia” kobiety, przybywajace z prowincji. W odpowiedzi, organizacje zwalczajace nierzad, uczynily z dworców kolejowych pierwsza „linie obrony”, organizujac na ich terenie swe agendy, biura, schroniska, itd., których celem bylo przeciwdzialanie akcjom streczycieli i handlarzy kobiet. Ów watek, oddzialywania dynamicznie rozwijajacej sie sieci polaczen kolejowych, na skale i charakter zorganizowanego nierzadu, równiez nie zostal nalezycie rozwiniety przez autora ksiazki. Artur Ziaja Edward J. Bristow „Prostitution and Prejudice. The Jewish Fight Against White Slavery 1870 – 1939”, Schocken Books, New York

  6. Piotrx said

    Stanisław Zając

    Niewolniczy rozdział

    Ibrahim ibn Jakub, któremu zawdzięczamy najstarszą relację dotyczącą państwa Mieszka I, przekazał wiadomości również o innych krajach słowiańskich. Za największy ośrodek handlu w tej części Europy uznał Pragę. Relacjonował, przekręcając obco brzmiące nazwy: „Miasto Faraga [jest] zbudowane z kamienia i wapna. [Jest] ono najzasobniejsze z krajów w towary. Przybywają do niego z miasta Karako Rusowie i Słowianie z towarami. I przychodzą do nich z krain Turków muzułmanie, Żydzi i Turcy, również z towarami […], a wywożą od nich niewolników, cynę i [wszelkie] rodzaje futer”.

    Nie ma wątpliwości, że praskie emporium oddziaływało również na ziemie, które weszły w skład państwa polskiego. Niewolnicy zaś – wymienieni jako główny obiekt dalekosiężnego handlu – dla ośrodków cywilizacyjnych świata śródziemnomorskiego stanowili wizytówkę ludów mieszkających gdzieś za Łabą, nad Wisłą lub Dnieprem. Wizerunek słowiańskiego niewolnika stał się jednym z charakterystycznych stereotypów w ważnym okresie kształtowania się mapy politycznej Europy (IX-X w.). Wyobrażenie to często podtrzymywali historycy. Brytyjski autor Richard W. Southern w pracy Kształtowanie średniowiecza (napisanej w 1952 roku, wydanie polskie: PIW 1970), oceniając rolę Słowian w rozwoju Europy, uznał: „stanowili pożądany towar i powiększali skąpy dopływ nieagresywnej siły roboczej. Wkład tych nieszczęśników do końca X wieku nie wniósł nic nowego…”.
    Problem ludności niewolnej badany był przez najwybitniejszych naszych mediewistów. Pozostał jednak mało znanym rozdziałem z dziejów Polski i krajów sąsiednich.

    W czasach plemiennych

    Kiedy plemiona słowiańskie zaistniały w Europie powoli organizującej się po upadku Cesarstwa Rzymskiego, na południu i zachodzie kontynentu postrzegane były jako barbarzyńskie. Zwłaszcza autorzy bizantyjscy ze zgrozą relacjonowali ich niszczycielskie najazdy i branie w niewolę spokojnych mieszkańców. Podobną taktykę Słowianie stosowali nie tylko wobec obcoplemiennych sąsiadów, ale również między sobą. Część jeńców była sprzedawana, część niekiedy uwalniano po uzyskaniu okupu. Jednak wyprawy po brańców organizowano również w celu zasilenia własnych szeregów obcym elementem etnicznym. Tę formę wchłaniania ludności jenieckiej Henryk Łowmiański nazwał niewolnictwem asymilacyjnym. Umożliwiało ono wykorzystanie siły roboczej schwytanych jeńców. Nie zmieniało jednak sposobu gospodarowania. Oczywiście, poza względami ekonomicznymi asymilacja oznaczała wzbogacenie cech danej społeczności. Czy mogła ona przejąć jakieś zachowania kulturowe czy inne osiągnięcia od niewolników? Interpretacje dotyczące późniejszego okresu dopuszczają taki domysł. Zdaniem Witolda Hensla, pewne znaleziska archeologiczne (na przykład elementy uzbrojenia), które wyglądają na przedmioty obcego pochodzenia, mogły być wykonane na miejscu przez jeńców.

    Zdarzało się, że w napadniętym kraju zabijano mężczyzn, a porywano kobiety i dzieci. Z formą niewolnictwa asymilacyjnego może się wiązać przekaz bizantyjski datowany na przełom VI i VII wieku. Pseudo-Maurycy, autor bizantyjski, pisał o Słowianach naddunajskich: „Tych, którzy przebywają u nich jako jeńcy, nie zatrzymują tak, jak inne narody […], lecz wyznaczają im określony przeciąg czasu, po którym pozostawia się ich woli, czy zechcą wrócić do swoich z pewnym wynagrodzeniem, czy pozostać na miejscu jako wolni i przyjaciele”. Ponieważ całość relacji bardzo krytycznie i wnikliwie ukazuje Słowian, stanowiących zagrożenie dla Bizancjum, można przyjąć, że autor nie był zainteresowany idealizacją ich zwyczajów; uchwycił natomiast zwyczaj kontrastujący ze statusem niewolników w świecie śródziemnomorskim.

    Źródłem niewolników dla Słowian w czasach plemiennych były nie tylko wojny. W okresie klęsk głodowych rodzice sprzedawali własne dzieci. Popadnięcie w niewolę groziło osobom, które nie mogły spłacić zaciągniętego długu albo złożyć okupu za popełnione przestępstwo.

    Niewolnicy często nie mieli wydzielonych dla siebie prac. Wykonywali to, co ogół ludności wolnej. Przypuszcza się, że ich los nie był zły. Gospodarze dbali o pozyskaną siłę roboczą, dzięki której mogli uprawiać nowe obszary lub wytwarzać więcej produktów. Zewnętrznie niewolnicy wyróżniali się krótko ostrzyżonymi włosami. Aleksander Brückner zwrócił uwagę, że dawne słowiańskie nazwy niewolników (chłop, pachołek, rob) są zbliżone do nazw dzieci (chłopiec, pacholę, robieniec – ruski rebionok). Wniosek wydawał się oczywisty: niewolnicy – podobnie jak dzieci – własnej woli nie mieli.

    Ukształtowanie się ustroju państwowego oznaczało również większe zapotrzebowanie na niewolników. Książę, posiadający zwierzchnie prawo do ziemi, zakładał na pustych obszarach osady jeńców wojennych. Często ich nazwy utrwaliły pochodzenie brańców. Nazwy typu Mazowszany, Krakowiany odnoszą się do okresu walk międzyplemiennych lub początków tworzenia państwa polskiego. Natomiast nazwy typu Prusy, Czechy, Płowce (Połowcy) związane są z wyprawami podejmowanymi poza granice monarchii piastowskiej.

    Saqaliba

    W początkach IX stulecia wyraźnie ujawnił się dalekosiężny handel niewolnikami słowiańskimi. Byli oni atrakcyjnym towarem, zwłaszcza w świecie muzułmańskim. Z bogatego kalifatu bagdadzkiego kupcy docierali do plemion ruskich oraz nad Bałtyk. Szlak handlowy wiódł tranzytem przez państwo Chazarów, których stolica Itil leżała w delcie Wołgi. Jedno z odgałęzień drogi biegło dalej na północ, do miasta Bulgar – będącego głównym ośrodkiem Bułgarów mieszkających nad Kamą.

    Oprócz niewolników kupcy muzułmańscy wywozili futra (zwłaszcza lisie i kunie) oraz miód i wosk. Zostawiali przede wszystkim srebro (pieniądze, sztaby, biżuterię – często połamaną, czyli mającą wartość wagi metalu), korzenie, wyroby metalowe, szklane perły, kosztowne tkaniny. W świecie śródziemnomorskim używano również złotych dinarów, które były „dolarami” średniowiecza. Kupcy z krajów islamskich nie płacili nimi jednak za słowiańskich niewolników. Miejscowi książęta i możnowładcy musieli zadowolić się srebrnymi dirhemami.

    Państwa muzułmańskie potrzebowały wielu niewolników – więcej, niż mogły sprowadzić z ziem Słowian. Szukały więc różnych źródeł „żywego towaru”. Jednocześnie – jak wskazał Aleksander Gieysztor – istnieją drobne ślady reeksportu niewolników słowiańskich z obszaru arabskiego do Chin; być może tą drogą powstał w Państwie Środka termin mi(t) dla miodu (od staroruskiego med).

    O zasięgu handlu ludnością z Europy Środkowowschodniej świadczą również konkretne zjawiska językowe. Określenie Siqlab (liczba mnoga – Saqaliba), czyli „Słowianin”, w świecie muzułmańskim zaczęto odnosić do niewolników w ogóle. Intratność handlu niewolnikami znad Dniepru lub Bałtyku spowodowała rozszerzenie się zasięgu języka słowiańskiego, który zaczął nabierać charakteru międzynarodowego. Znany był Bułgarom nadkamskim oraz innym ludom. Ibn al Faqih na początku X wieku zanotował, że istnieją dwa rodzaje Saqalibów: „Pierwszy z nich to ludzie o smagłej cerze i ciemnych włosach, mieszkają oni w pobliżu morza. Drugich ich rodzajem są ludzie jaśni, mieszkają oni w głębi lądu”. Wyróżnikiem dla obserwatora arabskiego nie stał się więc kolor skóry, ale język słowiański. Wiadomo, iż posługiwano się nim również w samym Bagdadzie. Rzezańcy słowiańscy służyli za tłumaczy kupcom ruskim, przybywającym do stolicy kalifatu przez Morze Kaspijskie.

    Szlak Radanitów

    Kupcy ze świata islamu wyprawiali się po niewolników słowiańskich również od strony zachodniej, z kalifatu w Kordobie (na obszarze dzisiejszej Hiszpanii). Od połowy IX stulecia istniała droga handlowa wiodąca środkiem kontynentu: przez Francję, Niemcy do ziem Słowian i aż po dorzecze Wołgi. Szlakiem tym uczęszczali kupcy zwani Radanitami (ar-Radanija). Byli to Żydzi. Znali języki wschodnie i europejskie. Ważnym etapem ich podróży była Praga, o której wspomina znana relacja Ibrahima ibn Jakuba. Zatrzymywali się też w Przemyślu, gdzie skupisko Żydów istniało na pewno w XI wieku, a powstało – jak uważał Marian Małowist – prawdopodobnie już wcześniej.

    Należy przypuszczać, że naczelnicy i książęta organizowali wyprawy przeciw sąsiednim plemionom, aby zdobyć niewolników, po których regularnie przybywali kupcy – być może z konkretnym zapotrzebowaniem. Sprzedawano także współplemieńców. W okresie budowy aparatu państwowego handel ludźmi pozwalał elitom politycznym na szybkie wzbogacanie się. Arabskie „srebrniki i świecidełka” działały na wyobraźnię i ambicję. Trudno się oprzeć analogii z funkcjonowaniem państw murzyńskich, które na początku czasów nowożytnych dostarczały „czarnego hebanu” kupcom portugalskim…

    Zakupionych niewolników Radanici pędzili na zachód przez Moguncję i Verdun, gdzie wielu mężczyzn kastrowano przed dalszą drogą. Część pozostawała w Hiszpanii, część była transportowana do Afryki i trafiała nawet do Egiptu. Do tego zyskownego handlu włączali się również inni pośrednicy. Niewolników słowiańskich do Hiszpanii dostarczali drogą morską Normanowie. Z podobnej możliwości wzbogacenia się nie rezygnowali też kupcy chrześcijańscy (między innymi z Verdun i Wenecji). Podobnie jak dla Arabów, również dla mieszkańców Europy Zachodniej nastąpiło utożsamienie etnicznej nazwy „Słowianin” (Slavus, Sclavus) z ogólnym określeniem niewolnika (sclavus).

    Chrystianizacja państw „Młodszej Europy” nie od razu przekreśliła dotychczasowy proceder. Kościół nie mógł się jednak zgodzić, aby sprzedawano ludzi ochrzczonych. Sytuację dotyczącą znanej nam Pragi potwierdza Żywot św. Wojciecha. Czytamy w nim o nieszczęsnej doli „jeńców i niewolników chrześcijańskich, których kupiec żydowski kupował za nieszczęsne złoto, i to tylu, że biskup nie mógł ich wykupić”. Wojciechowi miała się we śnie objawić niezwykła postać, wołająca: „Jam jest Jezus Chrystus, którego sprzedano; i oto znowu sprzedają mnie Żydom…”.

    Służba i kariera

    Los Słowian przypędzonych do krajów muzułmańskich jest znany tylko fragmentarycznie. Możemy się go domyślać na podstawie ogólnych zjawisk. W świecie islamu kupowano niewolników jako służbę domową, straż przyboczną, odźwiernych, eunuchów; zmuszano do pracy na plantacjach oraz w rzemiośle. Wielu trafiało do armii lub na dwór kalifa. Wiadomo, że złożona ze Słowian gwardia kalifów Kordoby na początku X wieku liczyła ponad 13 tysięcy osób.

    Niektórzy w nowym otoczeniu uzyskali możliwość awansu, jakiego nie mieliby we własnym kraju. O nich wiemy też więcej. Wnikliwy badacz źródeł arabskich, Tadeusz Lewicki, uznał, że na obszarze Hiszpanii, północno-zachodniej Afryki oraz Sycylii Saqaliba odgrywali znaczącą rolę w wojskowości, administracji, a nawet w życiu kulturalnym. Pozycję Słowian w tych krajach można porównać do pozycji Mameluków egipskich, którzy z niewolników obcego pochodzenia – wcielonych do armii sułtańskiej – stali się faktycznymi panami Egiptu i Syrii.

    Największe możliwości kariery mieli Słowianie sprzedani w bardzo młodym wieku. Szybko asymilowali się i przyjmowali islam. Byli posłuszni i wierni swoim protektorom, mogli więc liczyć na dalsze awanse. Niekiedy jednak ich ambicje szły dalej. Wiadomo, że w drugiej połowie X wieku dwaj słowiańscy kastraci (wielki szatny i wielki sokolnik kalifa Kordoby) podjęli próbę dokonania zamachu stanu. Nieco później na obszarze Maghrebu słowiańscy gwardziści wystąpili przeciw władzy miejscowego sułtana. Gdy ponieśli klęskę, wycofali się w góry, gdzie założyli warowny obóz. Wpływowi Saqaliba pełnili funkcje gubernatorów prowincji, dowódców armii; wiadomo też o słowiańskim szambelanie na dworze kalifa w Damaszku. W niektórych rejonach kalifatu kordobańskiego, na przykład w Andaluzji, utworzyli prawdziwą arystokrację (jedynie specjalny kolczyk – jaki musieli nosić – przypominał o ich statusie). Wzbudzali zazdrość wśród rdzennych muzułmanów. Popierali się nawzajem. Mówi się nawet o istnieniu partii słowiańskiej w Kordobie. Jej członkowie, nie uzyskując formalnie wolności, szybko bogacili się; niekiedy mieli własne pałace i posiadłości, a nawet niewolników. Według opinii Lewickiego, w Kordobie żyło tak wielu pisarzy, poetów i bibliofilów słowiańskiego pochodzenia, że powstała osobna książka im poświęcona. Autorem dzieła był, oczywiście, Słowianin, niejaki Habib as-Siqlabi.

    W pierwszej połowie XI wieku kalifat kordobański rozpadł się. Na jego gruzach powstały odrębne państewka rządzone przez nowych władców, wśród których zdarzały się również osoby o słowiańskim rodowodzie. Wkrótce jednak Saqaliba zniknęli z zapisów kronikarskich. Zasymilowali się z ogółem ludności muzułmańskiej. Jednocześnie zakończył się napływ nowych grup niewolników, których przez kilka pokoleń dostarczali Radanici.

    Homines ducis

    O załamanie się handlu niewolnikami w pierwszej połowie XI wieku – zarówno na Rusi, jak i w krajach zachodniosłowiańskich – zdecydowały różne przyczyny. Na pewno nie można pominąć upowszechniania się chrześcijaństwa. Pojawiły się też niekorzystne okoliczności polityczne. Jak już wiemy, rozpadł się bogaty kalifat Kordoby. Handel z Bagdadem został utrudniony, gdyż rozpadło się państwo Chazarów, a na stepach kaspijskich i czarnomorskich pojawiły się nowe fale koczowników.

    Historycy zwracają uwagę, że istotną rolę odegrało również „ekonomiczne obudzenie się” Europy, łącznie z krajami słowiańskimi. Miejscowe ośrodki wytwórcze swą produkcją zaczęły wypierać importowane towary. Zaspokajały nawet część potrzeb luksusowych. Skończyła się – jak określił Aleksander Gieysztor – „doba barbarzyńskiego przepychu” elit rządzących z czasów budowy wielkich państw.

    Niewolnictwo jednak przetrwało, skoncentrowane głównie w granicach wewnętrznych. Ludność niewolna pracowała na potrzeby dworu monarchy: na roli, przy stadninach koni i bydła, dostarczała określonych danin. Mieszkała w odrębnych osadach, z którymi prawdopodobnie wiąże się organizacja dziesiętna, ułatwiająca kontrolę mieszkańców – podzielonych na dziesiątki oraz setki i dlatego zwanych dziesiętnikami. Również posiadłości możnowładców oraz majątki, jakie otrzymywał Kościół, korzystały z pracy niewolnych. Gall Anonim, przypominając niepokoje społeczne w czasach Mieszka II, pisał z oburzeniem: „Albowiem niewolnicy powstali na panów, wyzwoleńcy przeciw szlachetnie urodzonym, sami się do rządów wynosząc, i jednych z nich na odwrót zatrzymali u siebie w niewoli, drugich pozabijali…” Mało realne jest, aby tak poważny wstrząs, który zachwiał istnieniem państwa, mogli wywołać tylko niewolnicy i wyzwoleńcy. Licznie musieli w nim uczestniczyć chłopi, niezadowoleni z coraz większych świadczeń na rzecz państwa i Kościoła. O ludności niewolnej na ziemiach polskich wzmiankują zapisy jeszcze z XII, a nawet XIII wieku. Jednak upowszechnienie się patrymonialnej koncepcji państwa – według której monarcha jest właścicielem wszystkich ziem – zapowiadało nowe podziały społeczne. Ogół mieszkańców państwa – poza możnowładcami i duchowieństwem – traktowany był jako homines ducis, czyli „ludzie książęcy”. Określenie to miało więc szeroki zakres, obejmowało i wolnych chłopów, i ludność niewolną. Pojawiła się perspektywa – jak obrazowo ujął to Benedykt Zientara – zrównania tej ostatniej kategorii z wyższą warstwą „ludzi książęcych”, czyli z wolnymi chłopami. Podobny tryb życia oraz zbliżone powinności w sposób naturalny prowadziły do niwelowania różnic prawnych między wspomnianymi grupami. Zwyciężyła tendencja negatywna – ujednolicenie statusu „ludzi książęcych” nastąpiło nie przez poprawę sytuacji niewolnych, ale raczej przez pogorszenie sytuacji wolnych chłopów. Ważny rozdział dziejów społecznych został zamknięty.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: