Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Archive for Marzec 17th, 2011

Czy Polacy powinni zgodzić się na budowę elektrowni atomowej?

Posted by Marucha w dniu 2011-03-17 (Czwartek)

Punkt widzenia przeciwnika energii atomowej – admin.

Okiem fizyka jądrowego – ocena bezpieczeństwa.

Czy Polacy powinni zgodzić się na budowę elektrowni atomowej?

W TV toczy się kłamliwa kampania propagandowa dotycząca awarii w elektrowni Fukushima w celu zapobieżenia protestom przeciw narzuconej nam przez Francję budowie elektrowni jądrowej. Jako fizyk jądrowy doświadczalny, mający wieloletnie doświadczenie z US w bezpieczeństwie jądrowym pragnę przedstawić realne zagrożenia, stopniowo materializujące się w elektrowni Fukushima.

Najważniejszym zagrożeniem jest niemożliwość wyłączenia reaktorów atomowych. „Wyłączenie reaktora”, to jest tylko zmniejszeniem jego mocy. Analogią jest zdjęcie nogi z gazu w samochodzie, co jednak jest zupełnie czymś innym niż wyłączenie silnika poprzez przekręcenie kluczyka. Następnym zagrożeniem jest niemożliwość poprawnego chłodzenia rdzenia reaktora w przypadku problemów z drożnością przewodów chłodzących w samym rdzeniu. Niewyobrażalna dotychczas, sytuacja awarii wszystkich systemów chłodzenia, zachodzi kolejno we wszystkich blokach elektrowni Fukushima.

Rozwijająca się dramatycznie sytuacja jest dokładnym zaprzeczeniem teoretycznych zapewnień o bezpieczeństwie, niezawodności i nowoczesności energetyki jądrowej. Rząd Japonii rozpowszechniał informacje, że nie występuje niebezpieczeństwo skażenia promieniotwórczego, ponieważ, w przeciwieństwie do Czernobyla, reaktory w Fukushimie są zamknięte w stalowych obudowach. Była to oczywista nieprawda, jak pokazał rozwój sytuacji w ostatnich dniach. Dalsze uszkodzenia grożą eksplozją obudowy reaktora i rozrzuceniem przez wybuch znacznych ilości substancji radioaktywnych po okolicy. Taki scenariusz, obecnie już więcej niż prawdopodobny, grozi poziomem skażenia porównywalnym z Czernobylem.

Niestety nie jest to najgorszy scenariusz. Jeśli stopi się rdeń, to nastąpi segregacja metali z uwagi na różnice w gęstości. Ciężkie metale rozszczepialne opadną na dno obudowy, a lekkie metale z prętów kontrolnych wypłyną na powierzchnię- spowoduje to niekontrolowane zwiększenie mocy reaktora, zwiększenie promieniowania, wzrost temperatury do kilku tysięcy stopni, przetopieniem obudowy i podłoża reaktora, oraz wylanie się radioaktywnych materiałów do gleby lub morza.
Niestety, jest też możliwy najtragiczniejszy scenariusz.

Jeśli po stopieniu rdzenia, obudowa nie ulegnie całkowitemu roztopieniu, to w dolnej części reaktora nastąpi skoncentrowanie wielkiej ilości płynnych materiałów rozszczepialnych. Może to doprowadzić do zajścia “brudnej” eksplozji nuklearnej o niewielkiej sile. Jednak, skażenie promieniotwórcze będzie gigantyczne, wielokrotnie większe, niż skażenie spowodowane eksplozją, nawet największych, bomb atomowych. Nowoczesna bomba wodorowa zawiera około 1 kg plutonu w zapalniku. Rdzeń reaktora zawiera do kilkunastu ton różnych materiałów rozszczepialnych. Skutki takiej eksplozji, były by nieporównywalnie tragiczniejsze niż w przypadku Czernobyla. Słowa premiera Japonii, że Fukushima nie jest Czernobylem, nabrały by tragicznie ironicznego znaczenia. Do atmosfery dostanie się prawie 100% substancji radioaktywnych w wyniku odparowania rdzenia reaktora. Zanieczyszczenie radioaktywne mogą być porównywalne ze skutkami zanieczyszczeń powstałych podczas wojny jądrowej z użyciem setek bomb atomowych.

Zasięg zanieczyszczenia radioaktywnego o poziomie zabójczym dla ludzi, może wykroczyć daleko poza samą Japonię. Mając nadzieję, że w samej Japonii nie zrealizuje się najgorszy scenariusz, jako Polacy, zastanówmy się jakim ewentualnym kosztem chcemy finansować Francuski przemysł nuklearny. Nie dajmy się zwieść gołosłownym zapewnieniom rządu i osób finansowo powiązanych z dotacjami unijnymi o bezpieczeństwie energetyki jądrowej. Awarię elektrowni jądrowej mogą spowodować różne czynniki, nie tylko trzęsienia ziemi. Skutki em takiej awarii nuklearnej może być całkowite zniszczenie Polski i powolna śmierć w męczarniach większości z nas w wyniku choroby popromiennej.

Dr. Marek Chmielowski
http://prawda2.info/viewpost.php?p=180840

http://www.stopcodex.pl/

Posted in Gospodarka, Różne | 39 Komentarzy »

Paweł Miter na prezesa

Posted by Marucha w dniu 2011-03-17 (Czwartek)

TVP zapowiedziała skierowanie do prokuratury zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa przez Pawła Mitera.

Ten 25-latek, absolwent politologii z Wrocławia, podszywając się pod szefa Kancelarii Prezydenta RP Jacka Michałowskiego, wysłał do prezesa zarządu TVP e-mail, w którym polecił siebie jako zdolnego i ambitnego dziennikarza chętnego podjąć pracę w telewizji, podkreślając przy tym osobiste poparcie i sympatię, jaką cieszy się u prezydenta Bronisława Komorowskiego.

List ministra Jacka Michałowskiego (który oczywiście nie miał z tą sprawą nic wspólnego), z licznymi błędami ortograficznymi, nie wzbudził żadnych wątpliwości u prezesa telewizji i otworzył Miterowi drzwi gabinetów ważnych dyrektorów na ul. Woronicza 17 w Warszawie. Z wielką estymą przekazywali go sobie wzajemnie w celu załatwienia protegowanemu różnych formalności, przyjmując jako oczywistą oczywistość, że „człowiekowi prezydenta” należy się praca, płaca, własny program oraz szacunek i wsparcie. I tak nikomu nieznany wcześniej Paweł Miter, jako protegowany prezydenta RP, załatwia sobie w telewizji kontrakt na 39 tysięcy złotych, który obejmuje autorski program publicystyczny na antenie TVP 1, jeździ służbowymi samochodami, otrzymuje stałą przepustkę do najważniejszych miejsc w telewizji.

Z pewnością prokuratura znajdzie teraz na niego odpowiedni paragraf. Wszak to oszust i na dodatek recydywista, gdyż już wcześniej podszył się podobno pod cudze nazwisko w internecie. Ale nie jest to jednak banalny oszust, gdyż Paweł Miter zapewnia, że to, co wymyślił, było prowokacją mającą na celu sprawdzenie, czy rzeczywiście telewizja publiczna jest wolna od nacisków politycznych.

Kiedy więc dojdzie do sprawy sądowej, może się okazać, że na ławie oskarżonych powinny się znaleźć zupełnie inne osoby, które przekroczyły swoje uprawnienia. Równocześnie trudno będzie nie potwierdzić faktu, że Paweł Miter, działając na własną rękę, chcąc nie chcąc, kogoś wyręczył i w sumie wykonał kawał dobrej roboty. Czy nie tak właśnie powinny działać tajne służby nastawione na wykrywanie korupcji i nepotyzmu w spółkach Skarbu Państwa? Czy nie tak właśnie, „pod przykryciem”, działał słynny agent Tomek z CBA, ośmieszony i w końcu zdekonspirowany przez salon III RP? A co na sukces Mitera powie nam Pitera…, minister odpowiedzialna w rządzie za walkę z korupcją? No ale to oczywiście insynuacja, ponieważ telewizja publiczna nie ma nic wspólnego z polityką rządu, jest tak samo niezależna i niepolityczna jak Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji z przewodniczącym Janem Dworakiem, nominatem prezydenta RP.

Paweł Miter miał mieć swój program pt. „Rozmowa na krawędzi”. Wystarczyło powołać się na znajomość z prezydentem RP, by „na krawędzi” dostać pieniądze na program i miejsce w ciasnej ramówce. Pomysł przyjęto z zadowoleniem, gdyż nowy program mógł szybko zastąpić likwidowany właśnie cykl publicystyki Jana Pospieszalskiego „Warto rozmawiać”. Zdjęcie z anteny nadawanego przez kilka lat programu Jana Pospieszalskiego i wprowadzenie nowego, z nikomu nieznanym prowadzącym, to dwie decyzje połączone jedną, tą samą, wyłącznie polityczną motywacją.

I tak jest dziś w olbrzymiej większości spółek Skarbu Państwa. Koalicja rządowa traktuje je jak dojne krowy. Firmy te to łup polityczny dla prominentnych członków partii rządzącej. To pełne prestiżu miejsca do szybkiego dorobienia się dużej i łatwej forsy bez zbędnego przemęczania się i bez żadnej odpowiedzialności. To najlepszy sposób na wyciągnięcie wszelakich korzyści: rzeczowych, finansowych, protekcyjnych (stałe wysokie pensje, premie, diety, wycieczki zagraniczne za darmochę na antypody, fuchy dla znajomych i kumpli, prezenty za przetargi, wysokie odprawy z chwilą odejścia z pracy). A kiedy spółka upadnie, to można na niej nieźle zarobić podczas prywatyzacji. Jest szansa zatrudnienia się w takiej sprywatyzowanej spółce. Ci, którzy prywatyzowali polski przemysł metalowy, hutniczy, wydobywczy, papierniczy, banki, sektor paliwowy, skorzystali z tej szansy. Dziś są dyrektorami, a nawet współ- i właścicielami. Ci najwięksi macherzy (nie mylić z moherami!), pomysłodawcy i realizatorzy prywatyzacji w Polsce, jak np. Janusz Lewandowski, otrzymywali zaś prestiżowe (?) europejskie stanowiska komisarzy w UE.

To wskutek partyjnych nominacji w spółkach PKP nastąpił krach na polskich kolejach. We wszystkich zarządach kolejowych spółek znaleźli się ludzie nie mający nic wspólnego z kolejnictwem. Podobni dyletanci rządzą gospodarką wodną i tylko czekać, kiedy dojdzie w Polsce do tsunami po zawaleniu się zapory we Włocławku. To dlatego upada LOT, gdyż w ciągu ostatnich 5 lat dobijało go aż 11 prezesów z politycznego nadania. Pamiętamy też, jak w 2006 roku przewodniczącym Rady Nadzorczej PLL LOT był wybitny specjalista od cywilnego lotnictwa Lufthansy Władysław Bartoszewski. W latach 2008-2010 doradzał też LOT inny specjalista od lotniczego międzynarodowego transportu – Jan Lityński, obecnie doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego. Wymyślono mu fuchę pod nazwą „mediator sporów, doradca do spraw społecznych”.

Telewizja publiczna jest tak samo źle zarządzana jak inne spółki Skarbu Państwa. Paweł Miter, powołując się na życzliwość prezydenta, mógłby bez większego wysiłku zatrudnić się w każdej takiej spółce, a nawet nimi kierować.

Wojciech Reszczyński
Autor jest komentatorem w Programie 3. Polskiego Radia SA

Nasz Dziennik, 17.03.2011

Wniosek: wszystko, co państwowe, jest złe. Nieważne, że polskie „państwo” nie jest polskim państwem, że jego władze (a raczej namiestnictwo) nie są polskimi władzami: państwowe trzeba czym prędzej sprywatyzować. Włącznie z policją, wojskiem, administracją i prawem bicia monety. – admin

Góralskie sanie - kumoterki

Posted in Me(r)dia, Polityka | 5 Komentarzy »

Fukushimy nie można porównywać z Czarnobylem

Posted by Marucha w dniu 2011-03-17 (Czwartek)

Nie widzę powodu, by zaostrzać normy dla elektrowni atomowych, które są i tak wyśrubowane.

Z Władysławem Kiełbasą, głównym specjalistą w Departamencie Bezpieczeństwa Jądrowego i Radiacyjnego Państwowej Agencji Atomistyki, rozmawia Małgorzata Goss.

Reaktory atomowe w Japonii, mimo że zbudowane w strefie aktywnej sejsmicznie, uchodziły dotąd za bezpieczne. Jak zatem doszło do tak spektakularnej katastrofy?
– Prawdę mówiąc, gdyby nie to, że tam stosuje się zabezpieczenie od ruchów skorupy ziemskiej, które je automatycznie wyłącza w przypadku trzęsienia ziemi, to prawdopodobnie mogłoby się w ogóle nic nie stać, bloki pracowałyby, mając zasilanie elektryczne. Tymczasem w chwili trzęsienia ziemi reaktory zostały automatycznie wyłączone, włączyły się agregaty dieslowskie dostarczające energii elektrycznej i został uruchomiony układ awaryjnego chłodzenia rdzeni reaktorów, ale po godzinie nadeszło tsunami, które spowodowało uszkodzenie agregatów awaryjnych i one się wyłączyły. Sytuacja w związku z tym stała się niebezpieczna. Japończycy szybko ściągnęli awaryjne przenośne agregaty dieslowskie, ale trwało to trochę, zanim dojechały na teren elektrowni. W tym czasie bloki były wychładzane w tzw. układzie autonomicznym. Pod obudową bezpieczeństwa znajduje się duży zbiornik wodny do skraplania pary na wypadek awarii rurociągów z wodą do chłodzenia. Z tego zbiornika była pobierana woda przez pompy napędzane samą energią pary wytwarzanej w reaktorze. Nie było więc potrzeby dostarczania energii elektrycznej i przez jakiś czas ten układ mógł funkcjonować. Turbina napędzała pompę, która pobierała z tego zbiornika wodę, tłoczyła ją do reaktora i przez pewien czas sytuacja była stabilna. Ale nie było odprowadzenia ciepła poza obudowę bezpieczeństwa, więc po jakimś czasie woda zaczęła się nagrzewać, aż osiągnęła temperaturę bliską wrzenia, wzrosło ciśnienie w obudowie bezpieczeństwa i w samym reaktorze. W tej sytuacji konieczne było doprowadzenie wody z zewnątrz w celu chłodzenia reaktora. Gdy ciśnienie w (wewnętrznej – pierwotnej) obudowie bezpieczeństwa reaktora osiągnęło niebezpiecznie wysoki poziom przekraczający ciśnienie projektowe, wówczas parę i gazy upuszczono w sposób kontrolowany – poprzez układ filtrów wychwytujących radioaktywne aerozole, żeby nie dopuścić do rozerwania obudowy. Ten proces był kontynuowany na bloku pierwszym, trzecim oraz drugim, niemniej chłodzenie okazało się niewystarczające. Część paliwa uległa uszkodzeniu, ponieważ nastąpiła reakcja cyrkonu, z którego zbudowane są pręty paliwowe z parą wodną (w rureczkach z cyrkonu umieszczone są pastylki materiału paliwa jądrowego). Ta reakcja wiąże się z wytworzeniem wodoru. Wodór po pewnym czasie wydostał się poza pierwotną obudowę bezpieczeństwa przez przepusty, nieszczelności obudowy lub rurociągi – tego dokładnie nie wiadomo, gdyż informacje na razie są skąpe – i jako znacznie lżejszy od powietrza powędrował do hali umieszczonej ponad tą szczelną, żelbetonową konstrukcją, tj. do tzw. obudowy wtórnej, zebrał się w górnej części budynku, co doprowadziło do wybuchu. Eksplozje te zmiotły lekkie konstrukcje hal nad reaktorem pierwszym i trzecim.

Przez to zwiększyło się promieniowanie?
– To były głównie radioaktywne gazy szlachetne, które powędrowały do atmosfery i nie spowodowały żadnych skażeń. Były tam wykrywane śladowe ilości cezu, który może powodować skażenie. Na tym etapie skażenia jeszcze nie były duże. Jeśli chodzi o pierwszy i trzeci blok, udało się doprowadzić wodę do reaktora i ustabilizować sytuację. Natomiast ciągle jeszcze stał budynek reaktora drugiego, który – niestety – wybuchł we wtorek rano wskutek tego samego procesu. Potem zaś nastąpiło coś, co być może było drugim wybuchem… Być może został uszkodzony torus z wodą stanowiący część obudowy bezpieczeństwa drugiego reaktora. Oznaczałoby to rozszczelnienie obudowy.

To poważniejsze zagrożenie?
– Pewne jest, że reaktor jednak nie został naruszony i rurociągi w jego obrębie również, więc jest możliwość dostarczenia wody do reaktora. Nie wiadomo, czy jest możliwość uruchomienia standardowego układu chłodzenia rdzenia. Jeśli się to uda zrobić – będzie można ustabilizować parametry we wszystkich reaktorach i pierwotnej obudowie, która prawdopodobnie została naruszona.

Nieszczelność obudowy powoduje zwiększoną radiację?
– Tak, i to w sposób niekontrolowany. O ile wypuszczanie gazów w reaktorach 1 i 3 było kontrolowane przez układ filtrów, który w 99,9 proc. wychwytuje aerozole aktywne powodujące skażenia, o tyle w drugim reaktorze ciśnienie spadło samoczynnie, więc jest podejrzenie, że mogła się rozszczelnić obudowa.

Czy mogło dojść do stopienia rdzenia?
– Uważam, że jest to niemożliwe. Jedyne, czego można się spodziewać, to uszkodzenia koszulek prętów paliwowych, ale dopóki jest woda w reaktorze, niemożliwe jest, aby to paliwo uległo stopieniu. Wydaje się, że takiego niebezpieczeństwa w tej chwili nie ma, choć trudno prognozować, co jeszcze będzie się działo. Informacje, które otrzymujemy, nie są dostatecznie szczegółowe. Na razie nic nie wskazuje na to, żeby zachodziło niebezpieczeństwo stopienia rdzenia i przetopienia zbiornika. To, co stało się na drugim bloku, to niewątpliwie poważna awaria, ale to nie jest jeszcze katastrofa. Początek awarii nastąpił po trzech dniach od wygaszenia reaktora, więc sporo radioizotopów uległo wcześniej rozpadowi. To zmniejsza niebezpieczeństwo. Pręty są częściowo schłodzone, wolniej się nagrzewają, spada wydzielanie ciepła… Źródłem tego ciepła jest rozpad radioizotopów zawartych w paliwie. Tego procesu nie można w żaden sposób zatrzymać, on następuje samorzutnie. To są wielkości stosunkowo nieduże, rzędu kilku megawatów, ale to ciepło trzeba jednak odebrać. I w tym problem.

A jeśli stopi się rdzeń?
– To by oznaczało uwolnienie większej ilości substancji radioaktywnych. Paliwo zatrzymuje ok. 99 proc. wszystkich substancji promieniotwórczych. Jeśli ono zostanie mocno przegrzane lub się stopi, to część lotnych substancji może zostać uwolniona. Ale nie ma sytuacji, że grafit płonie. To się odbywa pod wodą. Gdyby się stopiło paliwo niezalane wodą – mogłoby przetopić zbiornik reaktora i spaść na płytę fundamentową. Ale pamiętajmy, ciągle mamy nad tym barierę żelbetu, chociaż nie całkiem szczelną. Nie jest tak, że wszystko leci do atmosfery. Na ściankach osadzają się aerozole, są częściowo wypłukiwane przez wodę, to nie jest aż takie groźne. Nie można tego porównywać z Czarnobylem, nawet jeśli klasyfikacja tego wypadku jest zbliżona.

Co się dzieje z wodą morską tłoczoną do chłodzenia?
– Para jest zrzucana do zamkniętej obudowy bezpieczeństwa i kierowana rurami do zbiornika wodnego pod reaktorem, w którym się skrapla. Nie wypływa na zewnątrz, to bardzo duży zbiornik. Oczywiście jeśli będzie dostarczana w nieskończoność, to ten zbiornik się napełni, ale jest możliwość odprowadzania tej wody na zewnątrz przez układ oczyszczania.

Co zawiodło w Fukushimie?
– Może lokalizacja elektrowni nad oceanem była niewłaściwa. Wschodnie wybrzeże Japonii jest bardzo narażone na trzęsienia ziemi i tsunami. Elektrownia jest położona nad samym morzem. Skala kataklizmu była też z całą pewnością większa, niż przewidywano w założeniach projektowych. Nie spodziewano się tak wielkiego tsunami. Te reaktory to konstrukcje sprzed 40 lat, jedne z najstarszych. W tej chwili standardy bezpieczeństwa są nieporównywalne, a obudowy podwójne i dużo mocniejsze niż dawniej.

Rosną standardy bezpieczeństwa, ale też rośnie siła żywiołów, które dotykają ziemię…
– Takie trzęsienia zdarzają się raz na kilkadziesiąt lat na świecie. Było to największe trzęsienie w Japonii od 140 lat. Do naszej sytuacji ma się to nijak. Teren Polski jest niesejsmiczny, skala możliwych trzęsień ziemi o 5-6 stopni mniejsza i to z prawdopodobieństwem raz na 10 tys. lat. Nie ma też mowy o tsunami.

A zamachy terrorystyczne, uderzenia z powietrza?
– Obudowy bezpieczeństwa reaktorów trzeciej generacji, przewidzianych do budowy w Polsce, są odporne na uderzenie największych samolotów pasażerskich. Zniszczyć taką obudowę to praktycznie zadanie nierealne, chyba że przy użyciu technologii wojskowych. Terroryści nie dysponują takimi środkami.

Wydarzenia w Japonii uczą pokory. Czy energetyka jądrowa powinna podnieść standardy bezpieczeństwa?
– Co do reaktorów trzeciej generacji nie wydaje mi się, by trzeba było zmieniać cokolwiek w ich konstrukcji, jeśli chodzi o zagrożenia sejsmiczne. Są one rutynowo obliczone na 8 stopni w skali Richtera. W Japonii te parametry są podwyższone. Niech pani zwróci uwagę, że w Japonii tylko stare reaktory, wybudowane w oparciu o standardy sprzed 40 lat, miały problemy. Inne nie. Nie widzę więc powodu, by zaostrzać normy, które i tak są wyśrubowane. W najnowszych reaktorach nawet całkowite stopienie rdzenia i przetopienie osłony – co jest zdarzeniem czysto hipotetycznym – nie spowodowałoby skażenia, bo są układy chłodzenia pozwalające utrzymać stopiony rdzeń wewnątrz obudowy bezpieczeństwa reaktora i ustabilizować parametry. Poważniejsze skutki radiologiczne muszą być ograniczone do 800 m od reaktora. To są wymagania nieporównywalne do tego, co było 40 lat temu.

Dziękuję za rozmowę.

http://www.naszdziennik.pl/

Posted in Różne | 52 Komentarze »

Kol Nidre: licencja judaizmu na kłamstwa

Posted by Marucha w dniu 2011-03-17 (Czwartek)

Pastor Ted Pike 10.9.2010, tłumaczenie Ola Gordon, korekta Piotr Bein, przypisy w oryginale.
Źródło: http://piotrbein.wordpress.com/2011/03/11/kol-nidre-licencja-judaizmu-na-klamstwa/

Od redaktora:

W czerwcu ub. roku, dziesiątki mln ewangelickich chrześcijan bezkrytycznie zaakceptowały izraelską wersję ataku na Flotyllę Wolności. Mentalność Izrael nie może czynić źle jest tak zakorzeniona w religijnej prawicy, że chrześcijanie odruchowo wierzą, że w każdym sporze z Arabami wyklucza się wątpliwości co do Izraela.

Ale judaizm ortodoksyjny, reprezentujący oficjalne stanowisko państwa Izrael, przewiduje coś zdumiewającego dla praktykujących Żydów: recytując modlitwę Kol Nidre w przeddzień Jom Kipur, mogą oni otrzymać wcześniejsze przebaczenie za wszystkie kłamstwa, oszustwa, niedotrzymane umowy itd., na które mogą sobie pozwolić w ciągu następnego roku. Czy Izrael mówi prawdę, gdy twierdzi, że jego komandosów zaskoczyły noże i pałki, jakimi wymachiwali ich oponenci, zmuszając izraelskich żołnierzy do otwarcia ognia do ponad 50 działaczy, w wyniku czego niektórzy z nich mieli nawet cztery rany postrzałowe?

Międzynarodowe śledztwo stara się odpowiedzieć na to pytanie. Tymczasem przywódcy Izraela, łącznie z Netanjahu, mają czyste sumienia. Jako ortodoksyjni Żydzi, nieco ponad rok temu bez wątpienia wyrecytowali modlitwę Kol Nidre, zwalniającą ich z konieczności mówienia prawdy ws. flotylli.  Zapraszam do przeczytania przedruku mojego artykułu z listopada 2008 r., ujawniającego złowieszczą rzeczywistość: grupa chrześcijańskich Amerykanów powinna najmniej ufać państwu rządzonemu przez ortodoksyjnych Żydów.

Kol Nidre: licencja judaizmu na kłamstwa

Pastor Ted Pike 17.11.2008

78% Żydów w USA głosowało na Obamę i obecnie w Kongresie jest rekordowa liczba 46 Żydów (procentowo prawie 6 razy więcej niż populacji). Jak nigdy przedtem, Amerykanie mogą spodziewać się żydowskich wpływów w rządzie. W administracji Clintona i Busha, Żydzi osiągnęli poziom nasycenia obecnością w rządzie i na stanowiskach rządowych [1]. Niewątpliwie Obamę otoczą potężni Żydzi, bo już mianował ortodoksyjnego Żyda na szefa sztabu Białego Domu. Czy ci Żydzi będą stanowić słuszne prawa i rozsądzać? Czy będą odzwierciedlać to, co uważa się za wspólną judeochrześcijańską tradycję o wysokich wartościach moralnych? Jest to bardzo mało prawdopodobne, bo im bardziej religijny jest żydowski kongresman, sędzia federalny, czy prokurator generalny, tym bardziej prawdopodobnie będzie w sprzeczności z wartościami chrześcijańskimi. Postaram się to wyjaśnić.

Każdego roku podczas jesiennej sesji Kongresu, pracuje się stosunkowo mało ze względu na długie przerwy na święta Dziękczynienia i Bożego Narodzenia. Dziś, choć Żydzi stanowią zaledwie 1,5% populacji USA, Kongres także często nie funkcjonuje by jego żydowscy członkowie mogli nie brać udziału w sesjach, niektórzy udają się do domu na żydowskie święta. Najpierw jest Rosz Haszana, potem Jom Kipur i w końcu Sukkot (patrz tutajtutaj). Im bardziej religijny żydowski ustawodawca, tym ważniejsze dla niego jest uczęszczanie do synagogi w przeddzień Dnia Odkupienia, Jom Kippur. To najważniejsze żydowskie święto poprzedzają obrzędy i zbiorowa recytacja modlitwy Kol Nidre.

Kol Nidre mówi: Za wszystkie przysięgi, zobowiązania, ślubowania i anatemy [klątwy] … które możemy składać, przysięgać, ślubować, lub na podstawie których możemy być zobowiązani, od tego Dnia Pojednania aż do następnego … wyrażamy skruchę. Niech będą one uznane za zwolnione, odpuszczone, uchylone, i nieważne, niech nie wywołują żadnego skutku: nie będą nas wiązać, ani mieć nad nami żadnej  władzy. Przysięgi nie będą uznawane za przysięgi; zobowiązania nie będą zobowiązaniami, ani ślubowania nie będą ślubowaniami [2].

Co znaczy ta dziwna, niepokojąca modlitwa recytowana każdej jesieni przez miliony Żydów? Czy może dosłownie to, że Żydzi unieważniają wszystkie swoje obietnice, umowy, porozumienia, a nawet klątwy na cały nadchodzący rok? Jeśli tak, to słowo religijnego Żyda byłoby pozbawione sensu. Żaden rozsądny nie mógłby wierzyć w nic, co on powiedział, nie mówiąc o wyborze na wyższe stanowiska.

Przewracanie Bożego prawa

Aby zrozumieć modlitwę Kol Nidre, zastanówmy się najpierw nad jej przeciwieństwem: starożytne polecenie Boga do Jego ludu wybranego, aby spełniał wszystkie swoje przysięgi i obietnice. Kiedy będziesz składał ślubowanie Panu, twojemu Bogu, nie będziesz się ociągał: gdyż Pan, Bóg twój na pewno wymaga tego od ciebie … to, co wyszło z twoich ust dotrzymasz i wykonasz … (Pwt. 24:21, 23) [Nie zgadza się – Ola Gordon.] Wg Encyklopedii Żydowskiej, wymóg dotrzymania obietnicy Bożej stał się tak uciążliwy dla Żydów, że w wyniku ich tęsknoty za czystym sumieniem, miłosierne władze rabiniczne uchyliły prawo Boże ok. VIII w. Oni zbiorowo zwolnili całe zgromadzenia, pouczając ich o  recytacji tego co stało się znane jako modlitwa Kol Nidre [3]. Początkowo modlitwa zezwalała przebaczyć za złamane obietnice i przekleństwa w poprzednim roku, później w XII w. przyznano wyprzedzające przebaczenie za grzechy niewierności na następny rok. Obie formy obserwuje się do dziś.

Od początku, Kol Nidre wzbudzała ostre kontrowersje u rabinatu [4]. Dysydenccy nie-talmudyczni Karaici również ogłosili ją fikcją i powiedzieli, że czyniła słowo dane przez Żyda bezwartościowym. Chrześcijańscy krytycy wystąpili z takim samym zarzutem (nazywanym teraz antysemityzmem). Taka krytyka sprowokowała ponad 1000 lat podejrzeń, prześladowań i dyskryminacji Żydów (np. większość bezsensownego antysemityzmu, o który historycznie oskarżano chrześcijaństwo).

Ale naród żydowski gotowy był cierpieć niewypowiedziane prześladowania, zamiast zaprzestać moralnie odurzającego wyzwolenia się z Kol Nidre, która stała się najbardziej ulubionym rytuałem Dnia Odkupienia [5]. Dziś synagogi na całym świecie są przepełnione w przeddzień Jom Kipur, kiedy miliony Żydów, głęboko poruszonych wysoką dramatycznością, widowiskowością i emocjonalną melodią Kol Nidre, potwierdzają, że Bóg wybacza i zapomnina ich śluby, zobowiązania, i przysięgi lub przekleństwa. Wszystkie żydowskie encyklopedie i autorytatywne prace nt. Kol Nidre zawierają wszechstronne zastrzeżenia. Mówią, że goje niepowinni czuć się zagrożeni przez Kol Nidre! Modlitwa ta, mówi się nam, ma zastosowanie jedynie do złamania ślubów względem siebie lub Boga. Nie może być stosowana po to by uzasadniać naruszenia zaufania, przeklęcia gojów, czy kłamstw pod przysięgą w sądach cywilnych.

Świadectwo żydowskiego chrześcijanina

Zapytałem chrześcijańskiego Żyda, Miltona Kapnera (obecnie Brat Nataniel): Co jest powodem masowej atrakcyjności Kol Nidre. Czy miliony Żydów szukają rozgrzeszenia przez  Kol Nidre, ponieważ nęka ich poczucie winy za łamanie przysięgi względem siebie i Boga?

Do wieku 21 lat, Kapner (teraz 57 lat) był przekonanym Żydem, zaangażowanym w konserwatywny, ortodoksyjny i ultra-ortodoksyjny judaizm. W wieku 21 lat, nawet po znalezieniu Chrystusa, spędził rok na intensywnych studiach pod okiem ultra-ortodoksyjnych Lubawiczer rabinów i uczonych.
Powiedział: Kol Nidre to wielke przedstawienie. Żydzi podniecają się wysoką dramatycznością i kantorem, który śpiewa prześladującą  melodię Kol Nidre. Przekonują się, że każde kłamstwo, które powiedzieli w ubr. zostaje przebaczone. Nie czują się winni!

Zapytałem: Czy są skruszeni z powodu kłamstw wobec Boga, czy również Gojów? Odparł: To pokrywa wszystkie kłamstwa i złamane ślubowania, oprócz umów prawnych, egzekwowanych przez prawo. Dodał, że większość Żydów uważa gojów za gorszych. Większość ultraortodoksyjnych uważa ich za podludzi. Skoro obietnice zwierzętom są bezwartościowe, Talmud (nawet bez Kol Nidre) uczy, że obietnice gojom nie mają sensu. Talmud często mówi, że gojów można oszukiwać i defraudować. Żydzi stoją powyżej barbarzyńskich praw i sądów gojów [6]. Także żydowski Zohar (Kabała) wielokrotnie opisuje pogan jako bestie, a nawet demony. (Opisuję to szczegółowow książce na 354 strony, Israel: Our Duty…Our Dilemma, patrz także tutajtutaj).

Co do opinii władz żydowskich, że Kol Nidre nie odnosi się do umów między Żydami a gojami, Kapner odparł: To wszystko jest dla omamienia gojów.

Czy możesz wierzyć swojemu żydowskiemu kongresmanowi?

Wielu Żydów tak się zasymilowało i zsekularyzowało, zwłaszcza w USA, że porzucili wszelkie wysokie mniemanie o Kol Nidre lub Talmudzie, mimo swego liberalizmu. Ale wg osobistych doświadczeń Kapnera, religijny żydowski biznesman recytujący Kol Nidre może was oszukiwać bez poczucia winy przez następny rok. Biznesman Henry Ford, który miał do czynienia z wielu Żydami, skomentował: nie trzeba żadnych argumentów, by wykazać, że jeśli ta modlitwa naprawdę jest regułą wiary i postępowania dla recytujących ją Żydów, nie da się utrzymywać z nimi zwykłych stosunków społecznych ani gospodarczych (Dearborn Independent 5.11.1921).

Należy również zważyć pozwolenie w Kol Nidre, Żydom ocalałym z Holokaustu na kłamstwa pod przysięgą (jak w Procesie Norymberskim). Czy możemy nadal przyjmować jako fakt ich zeznania, że widzieli niezliczoną liczbę Żydów unicestwianych w komorach gazowych i krematoriach?

Oznacza to również, że pobożny Żyd w Kongresie może wycofać się z wszelkich obietnic złożonych przez niego wyborcom w przeszłym i bieżącym roku. Nie mają także żadnego obowiązku sędziowie federalni lub Sądu Najwyższego, być lojalnymi wobec przysiąg na Konstytucję i Stany Zjednoczone Ameryki.

Mimo podejrzeń i zemsty wywołanych Kol Nidre, współczesny judaizm uważa jej recytację za jeden z najświętszych obowiązków żydowskiego życia, liturgii i tradycji. To jest tak ważne, że Kongres przekształca się w “amerykański Kneset” a przywódcy Kongresu, pod kontrolą wszechpotężnego syjonistycznego lobby, są chętni sprawiać przyjemność jego żydowskim członkom, wysyłając ich do domu, by skorzystali z tej moralnej luki w judaizmie.

Żydowscy działacze zalewają Kongres jak nigdy dotąd, propagując przewrotne żydowskie prawo zbrodni nienawiściprawo stronniczości w miejscu zatrudnienia oraz projekty ustaw, które prześladują chrześcijański  konserwatywny aktywizm (patrz tutaj). Toteż może zrozumiemy, dlaczego wielu żydowskich członków Kongresu potrzebuje moralnego rozgrzeszenia zapewnionego przez Kol Nidre. Będzie dużo kłamstw względem wyborców i łamania przysiąg przestrzegania Konstytucji – przez Żydów obecnej sesji Kongresu, niszczących Pierwszą Poprawkę. Taka zdrada może naprawdę nadwyrężyć każde sumienie. Ale żydowscy członkowie Kongresu wracają po recytacjach Kol Nidre z oczyszczonym sumieniem.

W końcu, kogo obchodzi rządzenie zgodne z wolą skromnego pochodzenia gojów? Dla nich, rządzenie wg Kol Nidre, jest wolą Boga.

http://stopsyjonizmowi.wordpress.com/

Posted in Polityka, Różne | 8 Komentarzy »

„Wolna” Polska rajem dla esbeków

Posted by Marucha w dniu 2011-03-17 (Czwartek)

Rządowa ustawa deubekizacyjna, mająca ograniczyć emerytury byłym funkcjonariuszom Służby Bezpieczeństwa, została ośmieszona przez… byłych esbeków, którzy dość szybko sobie z rządowymi ograniczeniami poradzili. By uniknąć obniżki świadczeń emerytalnych, tysiące byłych SB-ków przechodzą na renty inwalidzkie.

Ogółem, z 40 – tysięcznej grupy osób podpadających pod ustawę, 5 tysięcy może liczyć na renty, nie straciwszy przez to ani złotówki.

Ci, którym grozi obniżka emerytur (średnio o 50 proc.), zapowiedzieli masowe skargi do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu.

Jak zwykle politycy z PO oraz PiS, których głosy “pchnęły” zwichniętą ustawę, aktualnie są zajęci gorączkowymi przygotowaniami do wyborów, dlatego nie należy spodziewać się rychłej nowelizacji. A może tak miało być?

http://www.nacjonalista.pl

Posted in Polityka | 5 Komentarzy »

Ewidencja lemingów

Posted by Marucha w dniu 2011-03-17 (Czwartek)

Od 1 kwietnia nie będzie można kłamać

1 kwietnia 2011 roku – mimo że to prima aprilis – nie będziesz mógł skłamać. Przynajmniej odpowiadając na pytania rachmistrza, który zapuka do Twoich drzwi.

Po co? Byśmy wiedzieli, ilu nas jest. I by Unia Europejska mogła dostosować swoją politykę do polskich potrzeb. [Jakby nam jeszcze było mało tego dostosowywania… – admin]

Jeśli gościa z GUS-u poszczujesz psem albo skłamiesz, odpowiadając na jego pytania, możesz trafić na ławę oskarżonych i zapłacić grzywnę. Najlepiej jednak będzie wypełniać formularz przez internet. A w nim będą pytania o zarobki, miejsce pracy, zamieszkania, liczbę żywo urodzonych dzieci i wyznawaną wiarę. Co ważne: na niektóre z pytań jedynie można, a nie trzeba odpowiadać.

Narodowy Spis Powszechny 2011 zostanie przeprowadzony od 1 kwietnia do 30 czerwca 2011 r., według stanu na dzień 31 marca 2011 r. Podstawą prawną do jego realizacji jest ustawa z dnia 4 marca 2010 r. o narodowym spisie powszechnym ludności i mieszkań.

– Jest to spis wyjątkowy, zarówno ze względu na zastosowaną metodykę zbierania danych, jak i z uwagi na fakt, że jest to pierwszy spis powszechny ludności i mieszkań realizowany od czasu przystąpienia naszego kraju do Unii Europejskiej – informuje GUS.

1113 rok – pierwsze liczby o polskich ziemiach

Pierwsze informacje liczbowe o ludności ziem polskich zaczęły się pojawiać – podobnie jak na zachodzie Europy – już w średniowieczu, m.in.: w Kronice Galla Anonima (ok. 1113 -1116) i bullach papieskich, a od XV w. także w księgach uposażeń biskupstw.

Nieco później, bo od XVI w. zaczęto również wymieniać liczby mieszkańców w państwowych rejestrach podatkowych i lustracjach królewszczyzn sporządzanych dla celów fiskalnych i wojskowych.

Pierwszy spis powszechny pod szyldem Głównego Urzędu Statystycznym odbył się w 1921 roku. Ale pierwszy regularny spis na polskich ziemiach miał miejsce w roku 1789. Ostatni, sprzed prawie 10 lat, był jeszcze dokonywany na papierowych formularzach. W tym jednak roku zupełnie z nich zrezygnowano.

Nie skryba, ale CATI i CAPI

Od tego czasu metody się zmieniły i skrybowie nie jeżdżą już z kajetem i ołówkiem, ale z hand-heldami.

W tym roku dane spisowe będą zbierane wyłącznie na formularzach elektronicznych, zasilonych wcześniej danymi pobranymi z systemów informacyjnych administracji publicznej. Transfer danych odbywa się za pomocą aplikacji internetowej TransGUS do serwera zasobowego GUS.

Nim spis trafi pod strzechy, to właśnie teraz (od 1 do 17 III) poprzedzony zostanie obchodem, który ma na celu weryfikację bazy adresów. Jeśli będzie taka potrzeba, to GUS-owska mapa będzie uzupełniona.

Na dobre spis zacznie się w kwietniu. I tak: od 1 IV do 16 VI będzie można dokonać samospisu przez internet (zostaną udostępnione formularze elektroniczne). A od 8 IV do 30 VI ankieterzy będą dzwonić i telefonicznie zbierać odpowiedzi (metodą CATI). Podobnie w tych dniach ankieterzy będą osobiście odwiedzać domostwa i zbierać informację do przenośnych urządzeń elektronicznych (hand-heldów) (metodą CAPI). Zapukają jednak jedynie do co czwartego domu i mieszkania – tych, które zostaną wylosowane.

Dane zebrane w spisie objęte są tajemnicą statystyczną i automatycznie szyfrowane oraz przekazywane do centralnej bazy danych. Z kolei informacje wynikowe będą podane w formie uniemożliwiającej identyfikację osób i adresów.

Podczas NSP 2011 GUS zbierze także informacje o bezdomnych – stanie się to 15 i 16 IV.

Autor: Jacek Gądek
Źródła: Onet.pl
http://wiadomosci.onet.pl

Posted in Polityka | 21 Komentarzy »

„Bydło” – Greg M. Sarwa

Posted by Marucha w dniu 2011-03-17 (Czwartek)

Rynek książek używanych zalany niskiej wartości dziełami zaspokajającymi najprostsze ludzkie emocje nakazał mi sięgnąć po pozycję, która już w przypisach prezentowała się nieszablonowo. Kilka słów będących quasirecenzją dobitnie dały znać, iż od pierwszej strony nie będzie w niej miejsca na erotykę, romans bądź poradnik dla gospodyń domowych. Odbiorca mógł jako pewnik przyjąć, iż będzie mieć kontakt z wciągającą fabułą orbitującą wokół tematyki NWO; cytując: „Wykorzystując nastroje społeczne oraz obawy, jakie niesie ze sobą ogólnoświatowe zagrożenie terroryzmem, rząd Stanów Zjednoczonych wprowadza w życie supernowoczesny, zminiaturyzowany system identyfikacji osób. System od którego nie ma ucieczki, a który towarzyszy każdemu obywatelowi dwadzieścia cztery godziny na dobę. W każdej sekundzie życia ‚Cyfrowy Gabriel’ oczekuje na sygnał. W przeddzień uruchomienia systemu jeden z dziennikarzy niespodziewanie odkrywa jego głęboko zamaskowany sekret…”

Wyobraźnia już dyktuje obraz zniewolonej społeczności USA, czytelnik jeszcze nie ma wiedzy jaką metodą i dlaczego w ogóle zachwyceni obywatelskimi swobodami Amerykanie oddali swą i tak już ograniczoną wolność całkowicie „wujkowi Samowi”. Rodzą się kolejne wątpliwości: być może udało się to, gdyż w tle pojawia się sprawna manipulacja i podstęp? Słowem kluczem może być w tym przypadku hasło „terroryzm”, aczkolwiek i ono bez kontekstu akcji kompletnie nic nie objaśnia. Czy rząd USA samodzielnie relizuje ów projekt za pomocą pionu administracyjnego, który działa perfekcyjnie niczym weberowska organizacja zbiurokratyzowana? Czy we wcielaniu w życie koncepcji „Cyfrowego Gabriela” partycypują (chociażby finansowo) transnarodowe korporacje? Nie ma co deliberować, czas na lekturę, ale nie sposób jest ominąć kolejnego, wymownego fragmentu: „Fantastyka? Niekoniecznie. Technicznie wszystko jest możliwe. Podobne systemy mają zastosowanie już dziś. Granica pomiędzy fikcją a rzeczywistością staje się coraz mniej widoczna, a pytanie, które powinniśmy sobie zadać, nie brzmi ‚czy?”, lecz ‚kiedy?’.”

Automatyczne narzucające się skojarzenie kazało mi szukać podobieństw między USA wykreowanymi w ujęciu autora, a orwellowskim światem. Odnalazłem jednak tyle samo różnic jak i elementów wspólnych. W Stanach Zjednoczonych bliżej nieokreślonej przyszłości państwo nie jest zmilitaryzowane, nie funkcjonuje też imperatyw powszechnej unifikacji ludności jak w „Roku 1984”. Cechą, która łączy oba światy jest wrażenie sztucznie potęgowanego przez władze zagrożenia, które w efekcie prowadzi u obywateli do paraliżującego strachu. Na jego mocy legitymizują oni panujący ustrój, oddają pełnie swych swobód niepodzielnemu suwerenowi, który co jakiś czas przypomina, iż tylko on posiada narzędzia, które ochronią poddanych przed niebezpieczeństwem, które zagraża życiu ich i osób im najbliższym.

W „Roku 1984” obywatele Oceanii dzięki sprawnej manipulacji czują strach zarówno przed wrogami wewnętrznymi partii jak również przed imperiami, z którymi są w stanie wojny (Wschódazja i Eurazja); w „Bydle” czynnikiem wzmacniającym poczucie zagrożenia jest terroryzm; na myśl przychodzi mi też inna pozycja pióra Orwella „Folwark zwierzęcy”, którego mieszkańcy za sprawą zręcznej polityki Napoleona obawiają się ludzi i Chyżego. Reasumując we wszystkich tych przypadkach funkcjonuje czynnik, który trzyma ludzi w paraliżującym przerażeniu, dyktuje im bezwarunkowe oddanie się pod protekcje państwa, zaś wątpliwości co do sensowności pewnych planów tychże struktur nie mają prawa istnieć.

By streścić fabułę a jednocześnie nie odbierać potencjalnemu czytelnikowi radości czytania postaram się skoncentrować wyłącznie na naczelnych wątkach. „Cyfrowy Gabriel” to nic innego jak chip wielkości ziarenka ryżu, który wszczepiany podskórnie umożliwia identyfikacje i kontrolę ludności. Mikroprocesor zawiera bowiem takie informacje jak: fotografia cyfrowa, numer ubezpieczenia socjalnego, próbka kodu DNA itp. Jednocześnie jawi się jako pewne usprawnienie życia codziennego, mianowicie ma zastąpić także prawo jazdy, karty ubezpieczenia a nawet karty uprawniajace do głosowania. Docelowo ma objąć całą ludność Stanów Zjednoczonych jak również i wszystkich tych, którzy przybywają do tego kraju.

Aby perfekcyjnie zrealizować postawione sobie zadanie rząd USA wpierw postanowił „zaczipować” pion wojskowy, administracyjny i wszelkich funkcjonariuszy pożytku publicznego. Powołał także ściśle scentralizowaną instytucję mającą na celu nadzorowanie przedsięwzięcia „Cyfrowego Gabriela” – Krajowy System Identyfikacji (NIDS), na którego czele stoi Clarence Rose. Przede wszystkim jednak, aby idea „zaczipowania” własnych obywateli jawiła się jako idylliczna poza nieśmiertelnym argumentem o prewencyjnych działaniach przeciwko terroryzmowi, służbie ludności Stanów Zjednoczonych, ruszyły także wszelkie zabiegi socjo i psychotechniczne, a także wielka kampania medialna.

Pojawiają się jednak pewne komplikacje, bowiem jeden z dziennikarzy (notabene uprzednio jeden z głównych zwolenników „Cyfrowego Gabriela”) jest w posiadaniu informacji, które mogłyby poruszyć jeszcze nie do końca „zaczipowaną” ludność do niekontrolowanego zrywu przeciwko suwerenowi. Departament Bezpieczeństwa Krajowego traci cenne dane, które raz na zawsze mogłoby skompromitować rząd i darzony apoteozą przez obywateli projekt. Z jednego z punktów strategicznych realizacji projektu – chicagowskiego lotniska – nisko postawiony członek administracji odkrył rzeczywiste zadania całego systemu identyfikacji. Jest nią całkowite zniewolenie tych, którzy poddali się „zaczipowaniu” włącznie z fizyczną eliminacją niepokornego człowieka.

Tytułowym „Bydłem” w tym projekcie są właśnie Amerykanie. Wspomnianemu pracownikowi administracji udaje się zgrać wszystkie dane na dyskietkę, acz w krótką chwilę po odkryciu tego tajnego sekretu nagle umiera na udar mózgu. Ku rozpaczy Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego dyskietka z niewygodną zawartością nie została odnaleziona przy jego zwłokach. Specyfika lotniska prowadzi ich do konkluzji, że teraz może być wszędzie i niezwłocznie muszą ją odnaleźć. Nieprzypadkowo giną także wszyscy niepowołani, którzy także dowiedzieli się o tym nieumiejętnie skrywanym sekrecie. Umierają przez przypadłości, które stanowczo nie są symptomatyczne dla ludzi w sile wieku – udar mózgu, zawał serca. Łączy ich jedna rzecz – wszyscy byli pracownikami pionu administracyjnego, w związku z czym jako pierwszych objął ich obowiązek poddania się projektowi. Przy nich dyskietka także nie została odnaleziona. Całkowicie przypadkiem trafia do dziennikarza jednej z popularnych stacji telewizyjnych, który pod wpływem jej zawartości radykalnie odmienia swój sposób postrzegania idei „Cyfrowego Gabriela”. Czy niewygodne fakty wyjdą na publiczną powierzchnie? Czy ludność USA nie podda się szaleńczemu zniewoleniu? Na tym może zakończę…

Publikacja ma zaledwie 182 strony, czyta się ją niezwykle szybko, więc dodam, iż na zapoznanie się z treścią wystarczy zapewne jedno popołudnie/wieczór. Ciekawostką jest jedna z poważnych ról, którą powierzono pochodzącej z pozbawionego perspektyw, biednego, dalekiego od demokracji kraju bohaterce. Jest ona z… Polski.

Jak wygenerowanemu obrazowi daleko jest od rzeczywistości każdy musi odpowiedzieć sobie sam. Warto powiedzieć, iż początkiem dla realizacji projektu „Cyfrowego Gabriela” stał się Patriot Act, powołany do życia po zamachach z roku 2001. Ta sama ustawa, która dziś bierze pod lupę amerykańskie niepoprawne politycznie księgarnie, których sprzedawcy nieśmiało sugerują klientom by za pewne pozycje na półkach pod żadnym pozorem nie płacić kartą kredytową. Ta sama ustawa, która umożliwiła istnienie Guantanamo – czyli bezprawnego więzienia dla nowo zdefiniowanej kategorii przeciwników „wrogi nielegalny bojownik”, na mocy których nie są ani kryminalistami ani jeńcami i nie obejmuje ich ochrona konwencji genewskiej (stanowiąca np. o zakazie tortur wobec jeńców).
R.

Greg M. Sarwa "Bydło"

http://autonom.pl

Posted in Kultura | 2 Komentarze »

Skąd się wzięła Hanna Trojanowska?

Posted by Marucha w dniu 2011-03-17 (Czwartek)

Jak pisze Gazeta Wyborcza:

…Rząd uznał, że potrzebny jest specjalny rządowy pełnomocnik, który będzie koordynował działania. Jednak nadzorujący energetykę minister gospodarki Waldemar Pawlak oraz premier bardzo długo nie mogli się porozumieć w sprawie osoby. Pawlak forsował prof. Krzysztofa Żmijewskiego, znanego eksperta energetycznego, który jednak wcześniej nie ukrywał swego sceptycyzmu w sprawie energetyki atomowej i proponował raczej skupienie się na energii odnawialnej. Z jego poglądami zgadzał się także sam Pawlak. Przez cztery miesiące trwał klincz, w końcu jednak Tusk postawił na swoim.

Prof. dr hab. Mirosław Dakowski – polski fizyk jądrowy, autor około siedemdziesięciu prac naukowych, cytowanych na świecie (“lista filadelfijska”), kierownik Zakładu Energii Odnawialnych w Akademii Podlaskiej w Siedlcach, b. pracownik Uniwersytetu Warszawskiego, Państwowej Agencji Atomistyki, Instytutu Badań Jądrowych w Świerku oraz instytutów w ZSRR, Francji, Niemiec – zapytuje:

“Skąd się wzięła Hanna Trojanowska? Na moje pytanie, jakie publikacje z dziedziny energetyki jądrowej napisała ta pani, na razie nie dostałem odpowiedzi z jej biura.”

Jak widać sprawami energetyki zajmuje się w państwie Tuska-Komorowskiego pani, o której specjaliści atomistyki wyrażają wątpliwości co do jej kompetencji, mierzonej nie liczbą zajmowanych oficjalnych stanowisk, lecz prawdziwym dorobkiem naukowym. Czekamy na odpowiedź ministerstwa.

Opracowanie: Bibula Information Service (B.I.S.) – http://www.bibula.com – na podstawie Blog prof. Mirosława Dakowskiego.

Posted in Gospodarka | 8 Komentarzy »

Cena paliwa – 1 litr za 1 zł?

Posted by Marucha w dniu 2011-03-17 (Czwartek)

W Polsce także prowadzone są próby produkcji alternatywnego paliwa. Uniwersytet Marii Skłodowskiej-Curie w Lublinie podpisał umowę z Elektrociepłownią Lublin-Wrotków, na produkcje ekologicznego paliwa z dwutlenku węgla będącego produktem ubocznym pracy elektrociepłowni. W opracowanych procesach technologicznych CO2 przekształcany jest w metanol, a ten następnie ulega sprężeniu do wyższych węglowodorów. W efekcie uzyskuje się tanie i ekologiczne paliwo.

Także bogate źródła węgla kamiennego w Polsce mogą posłużyć nie tylko do produkcji energii elektrycznej, ale również, we współpracy z europejskimi ośrodkami jądrowymi, syntetycznego paliwa i to na masową skalę. Technologia jądrowo-węglowa polega na podgrzaniu w reaktorze typu HTR wody do temperatury 900-1000 stopni Celsjusza. W tym warunkach dochodzi do samoczynnego rozczepienia cząsteczek i uwolnienia czystego wodoru.

Szereg polskich ośrodków akademickich zrzeszyło się w konsorcjum stawiające sobie za cel zbudowanie w naszym kraju nowoczesnego reaktora jądrowego, który mógłby zapewnić nam nie tylko niezależność energetyczną, ale również sprawić, że Polska mogłaby stać się potentatem paliwowym i konkurencją dla krajów bliskiego wschodu.

Mimo iż posiadamy już i konieczną wiedzę i odpowiednie procesy technologiczne, nic nie wskazuje na to aby tanie i bezpieczne dla środowiska syntetyczne paliwo opanowało rynek. Lobby paliwowe tak łatwo się nie podda. Przynajmniej dopóki nie zostanie wydobyta ostatnia baryłka ropy.

amo/AP

http://odkrywcy.pl

Dypl. gajowy hab. Wacław Marucha ponosi nieodpowiedzialność za wyżej podane informacje, które – przyznaje – są bardzo ciekawe i na pewno,  po przejęciu polskich wynalazków przez inwestorów strategicznych,  budżet pewnego państwa z Bliskiego Wschodu poprawił by się. – admin

Posted in Gospodarka | 11 Komentarzy »

Rząd USA wzywa Polskę do restytucji mienia żydowskiego

Posted by Marucha w dniu 2011-03-17 (Czwartek)

Administracja USA wyraziła „rozczarowanie” wstrzymaniem przez Polskę procesu uchwalenia ustawy reprywatyzacyjnej i wezwała rząd polski do restytucji prywatnego mienia żydowskiego, choćby w formie rekompensat rozłożonych w czasie.

Na konferencji prasowej w środę specjalny doradca sekretarza stanu ds. Holocaustu Stuart Eizenstat powiedział, że USA rozumieją wymogi budżetowe Unii Europejskiej, na które powołuje się rząd polski wstrzymując restytucję, ale zauważył, że sytuacja gospodarcza Polski jest lepsza niż wielu innych krajów europejskich.

Rabin: odmowa zwrotu własności jest niemoralna

Podkreślił jednocześnie, że Waszyngton pragnie „w drodze dyplomatycznej” przekonać rząd RP o potrzebie restytucji mienia zagrabionego przez Trzecią Rzeszę i rządy PRL.

http://wiadomosci.onet.pl

Zupełnie nie rozumiemy, dlaczego w sprawy dotyczące wyłącznie Polski i Izraela, wtrąca się, niczym diabeł w Credo, państwo trzecie. – admin

Posted in Polityka | 25 Komentarzy »

Świeccy kardynałami? – pomysł jezuickiej Piątej Kolumny w Kościele

Posted by Marucha w dniu 2011-03-17 (Czwartek)

Radio Watykańskie przywołuje pomysł amerykańskich jezuitów skupionych wokół ich sztandarowego miesięcznika America, w którym “proponują podjęcie refleksji” nad zadaniem kolejnego ciosu w Kościół. W przeszłości już doszło do kasaty Zakonu Jezuitów, i choć tamte przyczyny były różne od sytuacji dzisiejszej, to wydaje się, że Watykan rzeczywiście powinien “podjąć refleksję” – ale nad ponownym rozwiązaniem Towarzystwa. – Red.

Świeccy kardynałami?

Przywróćmy świeckich do kolegium kardynalskiego, niech znowu będą doradcami Papieża i wybierają jego następcę – proponuje jezuicki tygodnik America. Redakcja periodyku wzywa do podjęcia refleksji nad tym, jak ludzie świeccy mogą dziś pomóc w zarządzaniu Kościołem. W opinii amerykańskich jezuitów pomoc taka okazuje się niezbędna, ilekroć ujawniane są nowe przypadki błędów i zaniedbań popełnianych przez władze kościelne. Wynikają one z kultury klerykalizmu, w której lojalność ceni się wyżej niż odpowiedzialność. Wielu błędów można było uniknąć, gdyby częściej pytano o radę świeckich – czytamy w artykule redakcyjnym.

Amerykańscy jezuici zaznaczają jednak, że nie warto porywać się z motyką na słońce. Potrzeba realistycznych sugestii, które mogłyby zostać przyjęte i pomóc w odnowie Kościoła. Nie apelują zatem o zniesienie celibatu czy o kapłaństwo kobiet. Podają natomiast pod rozwagę kilka propozycji. Pierwsza wymagałaby jedynie drobnej korekty w Kodeksie Prawa Kanonicznego, który stanowi, że do bycia członkiem Kolegium Kardynalskiego niezbędne są przynajmniej święcenia kapłańskie. Tymczasem jeszcze w czasach nowożytnych do tego grona należeli również świeccy. Zdaniem tygodnika America, dziś można powrócić do tej tradycji, więcej, wśród purpuratów mogłyby się znaleźć również kobiety.

Świeccy kardynałowie to propozycja najbardziej spektakularna. Obok niej amerykańscy jezuici przedstawiają dwie inne, bardziej realistyczne. Pierwsza dotyczy szczebla lokalnego i sugeruje większą obecność świeckich wśród najbliższych doradców i współpracowników biskupa. Druga to sugestia powołania światowej rady katolików świeckich. Jej członkami mieliby być ludzie o wypróbowanej miłości do Kościoła. Ustanawiano by ich na podstawie oddolnych rekomendacji. Skład rady miałby odzwierciedlać katolicką populację na świecie. Od kolegium kardynalskiego, dla którego mieliby być przeciwwagą, odróżnialiby się również wiekiem, ponieważ mieliby w niej zasiadać przedstawiciele różnych kategorii wiekowych. Do ich kompetencji miałby należeć kontrola watykańskich urzędów, udzielanie rady Papieżowi oraz współudział w wyborze jego następcy.

Amerykańscy jezuici nie narzucają swoich pomysłów. Zaznaczają, że są to jedynie propozycje, które mają skłonić do szerszej refleksji nad odnową Kościoła. „Kościół przetrwał już 2 tys. lat, ponieważ w kluczowych chwilach swej historii potrafił wejść na drogę odnowy. Być może taka kluczowa chwila nastała właśnie teraz” – czytamy w artykule redakcyjnym katolickiego tygodnika America.

Sugestie tygodnika, choć miały być wyważone i realistyczne, posiadają jednak dość wyraźne zabarwienie ideologiczne. Ujawnia się to zwłaszcza wtedy, gdy autorzy artykułu za największe porażki władz kościelnych uznają nie tylko skandale obyczajowe, ale również decyzję, by nie dopuszczać do komunii osób publicznych ze względu na ich poglądy polityczne. Podobny charakter ma również lista priorytetów, którymi miałaby się zająć ewentualna rada świeckich: rola kobiet w Kościele, traktowanie homoseksualistów i antykoncepcja. Z takimi dodatkami propozycje amerykańskiego czasopisma nie zdobędą ogólnokościelnego konsensusu.

kb/ rv | ds

Opracowanie: Bibula Information Service (B.I.S.) – http://www.bibula.com – na podstawie Radio Watykańskie (‚Świeccy kardynałami?’)

http://www.bibula.com/?p=34627

Posted in Kościół | 7 Komentarzy »

Geje na Harleyach nie lubią czekoladowych batonów?

Posted by Marucha w dniu 2011-03-17 (Czwartek)

Pisałem dziś rano, że Amerykańskie Stowarzyszenie Rodzin zainicjowało protest przeciwko sieci hipermarketów „The Home Depo” za promowanie homoseksualizmu wśród dzieci. No i kilkanaście godzin wystarczyło bym się przekonał, że organizacje „broniące praw człowieka” również mają swoje raporty dotyczące firm, które nie wystarczająco mocno wspierają gejów i lesbijki.

 

Human Rights Campaign sporządziła raport, w którym w skali od 0 do 100 wskazała, które firmy, działające na rynku amerykańskim, wspierają środowiska LGTB. Firmami, które najbardziej wspierają środowiska gejowskie są Toyota (100 proc. przychylności), Volkswagen (100 proc.), Nissan (50 proc.) czy Harley-Davidson (15 proc.). Na liście znalazły się również koncerny paliwowe.  I tak „truciciele z Miami”  z BP dostali setkę zaś Sunoco już tylko 15 %. Spośród restauracji jedynie sieć OSI Restaurant nie wspiera w ogóle różowych „radosnych” chłopaków. Promują ich za to: Starbucks, McDonbald’s, T.G.I. Friday’s and Brinker. Gejów I lesbijki wpierają również Coca- Cola, Pepsi  I zupki Campbell (pamiętając gejowskiego osobnika, który upowszechnił  wizerunek puszki Campbell nie jest to zaskakujące). Natomiast dostało się producentom płatków kukurydzianych, firmie Nestle oraz Coronie.

Przy sporządzaniu listy zwracano uwagę na „osłony antydyskryminacyjne” zastosowane w danym zakładzie pracy ze względu na „orientacje seksualną”, świadczenia dla partnera, szkolenia w zakresie „różnorodności”. HRC zaleca więc klientom, by  ci zanim podejmą decyzję o kupnie danej rzeczy sprawdziły, czy nie wspiera ona mrocznej homofobii. Jednak niewspieranie w 100 proc. postulatów kochających inaczej musi skutkować jakąś formą kary.

Poprawić więc zdecydowanie się musi Harley Davidson. Mniemam, że ta zbyt męska firma  zacznie reklamować swoje produkty już nie wizerunkiem, śmierdzących szlugami i piwkiem,  zarośniętych motocyklistów w skórzanych kurtkach. Dziś Mickey Rourke i Don Johnson z filmu „Harley Davidson i Marlboro Man” musieliby pewnie nosić różowe ciuszki i kręcić odwłokami na widok Daniela Baldwina i jego długiej lufy karabinu,  by nie być oskarżonym o nietolerancję.

W sumie patrząc na Freddiego Mercury z teledysku do „Crazy Little Thing Called Love” można wyobrazić sobie nową, ulepszoną wersję motocyklisty, który nie obciążony jest kołtuństwem i homofobią płynącą we krwi niczym HIV u… to niestosowne porównanie w tym kontekście. Jednak producent kultowych motocyklów znalazł się na liście chwały a nie potępienia, więc  wizja tęczowego smoka wiozącego Village People nie jest znowu taka daleka. Producenci heteroseksualnego motocykla biorą pewnie przykład z kowbojów z Texasu, którzy znajdują się wysoko na liście przyjaciół gejów. Cóż, w końcu nie na darmo córka Georga W. Busha zaangażowała się z poparcie dla LGTB. No i na czym by śmigały motory skoro paliwo w USA jest wolne od homofobii? Może więc w nowej wersji Bonanzy ktoś wystąpi w tęczowym kapeluszu? W sumie John Travolta wychodzi ze swojej krypty….

Jednak jak rozumiem nie zobaczymy już Pereza Hiltona czy innego wpływowego amerykańskiego geja z batonikiem Nestle w ustach. Chyba nikt rozsądny nie wyobraża sobie  by geje wspierali czekoladowe wyroby firmy, która ich nie wspiera w wystarczająco mocno i wbija im od tyłu nóż w plecki.  Ciekawe czy polscy działacze LGTB zbojkotują Liona czy inne „batoniki bez pieczenia” z musli? Czy Robert Biedroń pokusi się o walkę ze złym batonem?  Niedawno na długiej liście homofobów znalazły się kurczaki z  Chick-fil-A, za to, że firma poparła prorodzinny kongres. Dopisanie do listy czekoladowych przysmaków wyjdzie w sumie na zdrowie gejom. Czekolada tuczy i może powodować inne schorzenia.  Nieprawdaż?

Łukasz Adamski, http://fronda.pl

Posted in Kultura, Różne | 2 Komentarze »