Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    AlexSailor o Rosjanie Południowi, nie …
    zagobasum o Zatrzymanym w Mariupolu Chorwa…
    AlexSailor o Rosjanie Południowi, nie …
    AlexSailor o Zatrzymanym w Mariupolu Chorwa…
    AlexSailor o Zatrzymanym w Mariupolu Chorwa…
    JW o Zatrzymanym w Mariupolu Chorwa…
    AlexSailor o Zatrzymanym w Mariupolu Chorwa…
    maxi o Zatrzymanym w Mariupolu Chorwa…
    Greg o Wolne tematy (59 – …
    bryś o Zatrzymanym w Mariupolu Chorwa…
    Aryjczyk z pochodzen… o Niemiecka minister zachęca do…
    Leo o Filozoficzny wymiar Specjalnej…
    Józef Bizoń o Kaczyński – fałszywy kate…
    Greg o Wolne tematy (59 – …
    Adrian o Wolne tematy (59 – …
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 616 obserwujących.

Walka o Polskę

Posted by Marucha w dniu 2011-03-26 (Sobota)

Od dwudziestu laty czujemy, że coś jest nie tak. Demokracja, wolny rynek, wolne media, otwarte granice niby są. Transformacja ustrojowa zapełniła półki sklepowe. Ale czujemy, że w Polsce to jakby nie Polacy rządzą. Czujemy, że owoce wysiłku Polaków ktoś przejmuje. Polacy krok za krokiem pozbawiani są własności swoich przedsiębiorstw i ziemi. Prezydent Izraela pozwolił sobie nawet na wyrażenie publicznego zadowolenia z tego powodu.

Polacy w coraz mniejszym stopniu uczestniczą w podziale dochodu przedsiębiorstw oraz w coraz większym stopniu są obciążani daninami publicznymi. Ktoś lub coś dusi polskie rodziny uniemożliwiając wychowywanie dzieci w liczbie zapewniającej nie tylko wzrost, ale nawet utrzymanie liczebności narodu.

W środowiskach niepodległościowych i patriotycznych rozmaicie diagnozowano sytuację Polaków. Wskazywano, że Polską rządzą sprzeniewierzeni agenci, działający nie w interesie Polaków, a swoich zagranicznych mocodawców. Sugerowano, że we władzach jest nadreprezentacja osób żydowskiego pochodzenia, które bardziej kierują się ideą syjonizmu niż ideą polskości. Te przesłanki wskazywano jako przyczyny klęski dwóch prawicowych rządów: Jana Olszewskiego oraz Jarosława Kaczyńskiego. Ugruntowuje się przekonanie, że bez względu na to kto rządzi i tak nic nie zmienia się.

Brak jakościowych zmian jest faktem. Elity postsolidarnościowe licytują się wyłącznie na słowa, epatują tematami zastępczymi, obrzucają się inwektywami. Zmiany prawa mają charakter kosmetyczny. Jakby coś pozostawiono. Coś ukrytego. Coś dysponującego narzędziami bardzo silnej władzy. Władzy, która trzyma Polaków żelazną ręką, bez względu na wyniki wyborów.

Jedynym narzędziem pozapolitycznej władzy jest pieniądz. Jak to narzędzie skonstruowano? Czy to po prostu tajne kanały finansowania partii politycznych z zagranicy? Szwajcarskie konta? Źródła finansowania korupcyjnej prywatyzacji? Wydaje się, że to musi być coś znacznie bardziej uniwersalnego. Coś powszechnego, wszędzie widocznego, ale o niedostrzegalnej władzy.

Pieniądz. Skąd ten pieniądz?

W powszechnym przeświadczeniu źródłem pieniądza jest bank centralny – Narodowy Bank Polski. Na pierwszy rzut oka nie widzimy niczego podejrzanego. Nazwa radująca serca Polaków – „narodowy”. Narodowe banknoty i monety – złoty. Bank w pełni państwowy. Ale na tym idyllicznym obrazie jest skaza. Na praktycznie cały majątek (na koniec listopada 2010 r. 311 mld zł) „narodowego” banku składają się aktywa zagraniczne (na koniec listopada 2010 r. 307 mld zł) – przede wszystkim obligacje krajów Unii Europejskiej oraz Stanów Zjednoczonych. Bilans NBP nie pozostawia najmniejszych złudzeń. Za każdą emisję złotego w banku centralnym są nabywane aktywa zagraniczne. Gdzie? Za granicą. Od kogo? Od ich posiadaczy – dealerów – najpotężniejszych banków inwestycyjnych świata. Banki inwestycyjne oczywiście nie trzymają złotego w swoich skarbcach lub na rachunku w NBP. Kupują za niego polskie obligacje. Kupują za niego polskie firmy, ziemię. Jak nie robią tego osobiście to udzielają swoim zaufanym korporacjom kredytów. Wyemitowany złoty trafia w rezultacie do obiegu w Polsce. W efekcie mieliśmy przedsiębiorstwa, ziemię, a mamy wątpliwej jakości w czasie światowego kryzysu zadłużeniowego obligacje państw zachodnich i jednocześnie dług wobec zagranicy. Genialna wymiana. Dokonująca się na naszych oczach. W biały dzień. Traktowana jako świetny i wspaniały system światowej bankowości. Za świstki zagranicznych papierów skarbowych (nawet nie świstki – zapis w komputerach) wyzbywamy się majątku trwałego Polaków i zadłużamy się. Na jaką skalę? „Jedyne” 307 mld zł, równowartość 98 mld dolarów (wg kursu z 30 listopada 2010 r.). [Prawdopodobnie dług ten jest kilka razy większy – admin]

Tak działa system emisji naszego pieniądza w naszym „narodowym” banku. To dlatego inwestorzy zagraniczni panoszą się po Polsce. Nasz bank centralny podaje im na tacy środki (złotego) na zakup aktywów w Polsce. Niby widzimy to w bilansie NBP od dwudziestu lat, ale nie łączyliśmy tego z dziwnymi postępami prywatyzacji przez zagranicznych inwestorów.

Gwoli sprawiedliwości w wielkiej prywatyzacji uczestniczą też „strategiczni” inwestorzy krajowi. Krajowi z nazwy. Skąd te na początku transformacji golce miały pieniądze? Za co nabywają i teraz? Ano głównie za kredyty pochodzące z zachodnich wielkich banków. Są typowymi słupami. Zagraniczny bank finansuje ich, oni kupują polską firmę. Trochę potrzymają, a później odsprzedają temu, kogo wskaże im bank. Dostają za to swoje srebrniki. Czytamy o nich w listach najbogatszych. Ale to również lista najbardziej zadłużonych, dzięki łasce zagranicznych banków inwestycyjnych.

Niestety to półprawda. Nawet nie półprawda. Jest jeszcze gorzej. Znowu pieniądz. W bilansie NBP znajdujemy informację o ilości wprowadzonych do obiegu monet i banknotów. Na koniec listopada 2010 r. jest ich 101 mld zł. Tymczasem w tej samej chwili banki komercyjne posiadały 767 mld zł depozytów w tym 336 mld zł depozytów bieżących głównie ludności i przedsiębiorców. Jakim cudem NBP wprowadził do obiegu tylko cząstkę pieniędzy, które figurują jako depozyty w bankach? To prawdziwy cud bankowości. Banki komercyjne same emitują pieniądze poprzez zapisy na prowadzonych przez siebie kontach. Emisji dokonują poprzez udzielenie kredytu. Przyznając kredyt zapisują go i jako dług kredytobiorcy (do spłaty) i jako zobowiązanie wobec kredytobiorcy (jako środki na bieżącym rachunku depozytowym do dyspozycji kredytobiorcy). Skala emisji pieniądza przez banki komercyjne jest wielokrotnie większa niż emisji banku centralnego. Podaż pieniądza na koniec listopada 2010 r. wyniosła 763 mld zł. Gotówka w obiegu stanowiła tylko 13,2 % podaży pieniądza. Bank centralny nie ma monopolu emisyjnego pieniądza. Głównym emitentem pieniądza w gospodarce są banki komercyjne. To one decydują komu, ile i na co udzielą kredytów i tym samym ile pojawi się w gospodarce pieniądza.

To olbrzymia władza. Władza w wymiarze indywidualnym. Przedsiębiorstwo działa, finansując się w części kredytem. Pewnego dnia bank mówi nie damy nowego kredytu. Przedsiębiorstwo traci płynność, traci wartość. Postawiony pod ścianą właściciel zmuszony jest sprzedać za niską cenę, temu kto ma dostęp do kredytu i zadziwiającą wiedzę o trudnej sytuacji finansowej, którą teoretycznie może mieć tylko bank. Władza w wymiarze systemowym. Koledzy bankierzy, ogłaszamy prosperity, udzielamy kredytów na nieruchomości. Niech pracownicy banków wypruwają z siebie żyły i flaki i wciskają kredyty hipoteczne komu się da. Ceny nieruchomości rosną. Kredyty rosną. Aż pewnego dnia. Koledzy bankierzy strzyżemy owieczki, koniec z nowymi kredytami, stopy procentowe w górę, ceny nieruchomości w dół. Coraz więcej kredytobiorców nie spłaca. Banki egzekwują, zaufani, którym banki udostępniły kredyty kupują za niską cenę, stary właściciel do końca życia zostaje z górą długu. Ci kredytobiorcy, którzy bardzo mocną zacisną pasa może uratują dom, mieszkanie, a ich krwawica utuczy bankierów. Im bardziej skoordynowana akcja właścicieli banków, tym obfitsze żniwa. Dlatego strzyżenie owieczek nie ogranicza się do jednego sektora, większe zyski dla bankierów rodzi wywołanie sztucznego boomu, a następnie depresji w całej gospodarce. Wszystko wystrzeliwuje do góry, a następnie leci na pysk, nie ma gdzie się schronić, a ratunek, pieniądz, ma bankier.

Dziel i rządź. System emisyjny z dominacją prywatnych banków to właściwie kalka feudalizmu. Nadanie ziemi zastąpiło przyznanie kredytu. Czynsz lub pańszczyznę zastąpiły odsetki i prowizje. Ale istota władzy pozostała ta sama. Dystrybucja własności po uważaniu z daniną dla władcy.

Kim są bankierzy w Polsce? W ciągu dwudziestu lat większość akcji państwowych banków została sprzedana bankierom za granicą, którzy są wyjątkowo wstrzemięźliwi w podstawowej informacji, kto ich kontroluje. Czy są to konkurencyjne przedsiębiorstwa finansowe, czy też oligopol lub monopol. Bankierzy są do tego stopnia wstrzemięźliwi, że tylko przy okazji dochodzeń Kongresu USA wyciekają informacje o prywatnych właścicielach największego banku centralnego świata amerykańskiej Rezerwy Federalnej. W Europie pytań o kontrolę nad bankami komercyjnymi nawet nikt nie śmie zadawać. Zadziwiająca asymetria informacji. Bankierzy jako kredytodawcy chcą wiedzieć o nas wszystko, a o sobie skąpią wiadomości. Czy dlatego, że nitki bankowości w Europie i Stanach Zjednoczonych pociągają osoby z tej samej rodziny, która robiła to w XIX i na początku XX w.?

Dzięki prywatyzacji banków w Polsce bankierzy zagraniczni uzyskali w Polsce władzę nad gospodarką. Bez żadnych wyborów. Bez żadnej polityki. Niewidoczną. Ale oczywistą i rzeczywistą. Przejęli kontrolę nad narodowym pieniądzem.

Z brakiem polityki to przesada. Bankierzy sponsorują teatrzyk cieni. Kukiełki, które gonią się i pokrzykują na scenie politycznej. Kukiełki z prasy, radia, telewizji. Kukiełki z firm badających opinie społeczne. Kukiełki z instytutów naukowych. Wyborcy mają dostrzegać barwne i dynamiczne spoty wyborcze, wielkoformatowe kolorowe plakaty, morza ulotek, fascynującą rywalizację „poważnych” kandydatów, fachowe opinie „ekspertów”. Komu tam chce się obliczyć koszt tych gadżetów w stosunku do oficjalnych wydatków partii politycznych na kampanie wyborcze. Blichtr, puder, barokowa wystawność. Program. Jaki program? Hasła, życzenia, gruszki na wierzbie i kiełbasa wyborcza zgodnie z wynikami sondaży. I karuzela kręci się.

Koniec. Wszystko stracone. Pielęgnowanie takich postaw, to również element teatrzyku. Źródło potęgi i władzy bankierów to jednocześnie ich pięta achillesowa. Wystarczy użyć ich narzędzi w przeciwnym kierunku. Przeznaczanie renty emisyjnej banku centralnego nie na nabywanie aktywów zagranicznych, a na wypłatę dywidendy z własności NBP przez każdego Polaka, ucina prezentowanie przez Polaków na tacy polskich przedsiębiorstw. Pełne rezerwy od depozytów bieżących eliminują emisję pieniądza przez banki komercyjne, które stają się pośrednikami pomiędzy posiadaczami depozytów terminowych, a kredytobiorcami. Funkcję emitenta w całości odzyskuje bank centralny z korzyścią, również finansową, dla każdego Polaka.

Okazuje się, że tak łatwo jak właściciele zagranicznych banków komercyjnych uzyskali dominującą władzę w Polsce, mogą tę władzę stracić. Proces likwidacji tej władzy rodzi szansę na natychmiastową spłatę zagranicznego długu publicznego (finansowaną z części aktywów rezerwowych). Umożliwia spłatę istotnej części długu krajowego. Obniża ponoszone przez budżet państwa koszty obsługi długu. Otwiera drogę do powstania polskiego banku depozytowo-kredytowego o największych w systemie bankowym kapitałach własnych oraz z bezkonkurencyjną ofertą depozytowo-kredytową. Pojawia się również możliwość nabycia nie radzących sobie w nieuprzywilejowanych warunkach banków przez Polaków po cenie adekwatnej do trudności, z którymi stające się zwykłymi firmami pośrednictwa finansowego banki mogą borykać się.

Walka o Polskę to walka o polski system bankowy, polski bank centralny i polski pieniądz.

http://urbas.nowyekran.pl/

Komentarzy 11 do “Walka o Polskę”

  1. Kibic said

    Jak odzyskac Polske ?

    piątek, 25 marca 2011 9:32

    POWSTAŃ POLSKO, ZRZUĆ KAJDANY….

    pora na Patriotyczną Krucjatę!

    >>>

    http://szachimat.bloog.pl/?pod=1&ticaid=6aa6a

  2. Krzysztof M said

    Ad. 1

    Pod linkiem można znaleźć manipulacje. Więc odradzam. 🙂

  3. Patrol said

    Nie robcie tego przez internet.
    Nie robcie walki ,ktora nic nie przyniesienie po za wzajemnym wykrwawieniem sie tego samego narodu .
    Chcac zwyciezyc wystarczy wybic szyby naszym wrogom i SAMI UCIEKNA !
    Zapomnieliscie jak tego dokonywal Gomulka dwojga imion Wieslaw,Wladyslaw ?
    Aby poznac Zydow ozenil sie z Zydowka a potem juz wiedzial na co Zydow stac.
    Co ciekawe pomogl mu w tym czasie Wojtek Jaruzelski za co do dzisiaj nie ma wybaczone.
    Teraz jest okazja kolejna R.Sikorski tez zostal ozeniony z Zydowka i robi to co mu Zydzi zagraja ale przyjdzie czas ,ze od Zydow bedzie uciekal ,moze wpierw od wlasnych synow a potem od kazdego „karczmarza”.
    Taki juz ten dziwny swiat,ze swoj swego mordowal i morduje !

  4. prosty said

    Gratuluję Patrolowi optymizmu

  5. Wojwit said

    Sikorski ma chyba córki…

  6. ziarnko prawdy said

    Pawel Miter,24-latek,czlonek KSD,ktory dzieki skutecznej prowokacji dziennikarskiej
    obnazyl skrajne upolitycznienie obecnych wladz telewizji Polskiej ,zostal skatowany
    przez nieznanych sprawcow.
    http;//niezalezna.pl/8112-pobito-dziennikarza-za-prawde-o-tvp

  7. ziarnko prawdy said

    http://niezalezna.pl/8112-pobito-dziennikarza-za-prawde-o-tvp

  8. aga said

    Z przyczyn naturalnych
    państwo
    Przeglądając onegdaj przedwojenne wydania polskiej prasy prawicowej, obok treści poważniejszej natury zerkałem także w ramach relaksu na zamieszczane -tak samo jak i dzisiaj czyli zwykle na ostatnich stronach – różnego rodzaju tzw. odśmieszacze. Był tam też dowcip z gatunku humoru wisielczego o Szkocie, który zginął przejechany przez rozpędzony pociąg. Działo się to już w czasach, kiedy w Wielkiej Brytanii obowiązywał przepis nakazujący lekarzom wpisywać w akcie zgonu także tegoż przyczynę.

    Okazało się, że owemu Szkotowi akurat w momencie kiedy przejeżdżał pociąg wypadła na tory jednopensówka a ten kierując się znaną wszystkim szkocką przypadłością i nie bacząc na okoliczności schylił się po ową -zdawkową w znaczeniu siły nabywczej – monetę. Skutek był znany, natomiast lekarz po zapoznaniu się z okolicznościami zdarzenia bez wahania jako przyczynę śmierci wypisał, że nastąpiła ona… z przyczyn naturalnych.

    Przedstawiając swoje opinie na temat naszych współczesnych problemów politycznych i społecznych często sięgam po różne przykłady odnoszące się szczególnie do okresu międzywojennego, głównie z tego powodu, że studiując czasami ówczesne polskie realia bardzo często można odnieść wrażenie jakby czytało się właśnie o naszej współczesności biorąc jedynie poprawkę na zmiany jakie zaszły w technice i technologii. Oczywiście analogie także z powodu innych czynników nie mogą być idealne co ostatnio bardzo dobitnie wyraził unioposeł Paweł Kowal, który w udzielonym wywiadzie stwierdził, że stan naszego państwa jest do tego stopnia zły, że „gdyby światem rządziły reguły z 1939 roku, to może już by go nie było”.

    Dla autorów „NCz” i naszych Czytelników nie jest to pewnie żadne odkrycie ale cóż poradzić, że pewne oczywistości stają się oczywistymi oczywistościami dopiero wtedy kiedy publicznie opowie o nich ktoś zatwierdzony przez salony – te różowe lub te „patriotyczne”. Ale nie bądźmy małostkowi – dobrze, że nawet z kilku- a nawet kilkunastoletnim poślizgiem ktoś przejrzy na oczy zwłaszcza, że p. Paweł Kowal był jeszcze do niedawna duszeńką Jarosława Kaczyńskiego a jednak z jakichś względów bardzo szybko zorientował się, że jego niedawnemu mentorowi wcale nie chodzi o naprawę kraju a nawet jeśli mu o to chodzi to swoim działaniami wywołuje raczej skutek całkiem przeciwny od deklarowanego.

    „wprost odwoływali się do celów przedwojennej tzw. polityki prometejskiej”Zresztą skoro mowa o analogiach to właśnie owi patrioci vel państwowcy wprost odwoływali się do celów przedwojennej tzw. polityki prometejskiej, kreowali prezydenta Kaczyńskiego na „drugiego Piłsudskiego” a obecnie odwołują sie do „testamentu” prezydenta. Przed wojną również grupy obozu władzy powoływały się na „testament” Piłsudskiego, chociaż ten żadnego testamentu ani nawet woli politycznej nie pozostawił chociaż miał czas na przygotowanie takich wytycznych. Okazuje się jednakże, że brak takiego „testamentu” politycznego jest nawet lepszy gdyż wtedy pod ów slogan można podczepiać wszystkie swoje plany i pomysły szantażując zarazem konkurencję wyłącznością na wykonywanie owego „testamentu”.

    Można oczywiście różnym krytykom przedwojennych porządków zarzucić stronniczość ale nawet gdyby tak było to niektóre opisy są na tyle dobrze znane ze współczesnego doświadczenia, że każda komórka rozsądku podpowiada, iż raczej nie zostały wymyślone. Jak chociażby opinia pułkownika Romeyki, który pisząc o polityce kadrowej prowadzonej w odniesieniu do najważniejszych stanowisk publicznych zauważał: „historyk, analizujący rodowody tych „cudownych dzieci”, stanie przed dylematem, poszukując „klucza”, jakim posługiwano się przy obsadzaniu kierowniczych stanowisk w państwie…Niekiedy zadziwiały nie tylko „posunięcia góry”, lecz pewność siebie i, bądź co bądź, zuchwalstwo, z jakim nowo mianowani obejmowali stanowiska w nie znanych sobie resortach, nawet bez uprzedniej praktyki.

    Niektórzy dokonywali prawdziwej akrobacji, by, obrawszy jeden kierunek, raptownie, jak konik na szachownicy, przeskoczyć w bok i objąć inne stanoiwsko w nowej, równie nie znanej im dziedzinie”. Oczywiście my wiemy jakimi „kluczami” otwiera się dzisiaj drzwi do kariery na stanowiskach publicznych, co nie tłumaczy coraz większej bezczelności z jaką stanowiska te traktuje się jako łup partyjny. A z partyjnego klucza obsadza się nawet tak wydawałoby się apolityczne stołki jak kierownictwa muzeów, teatrów, szpitali, szkół etc. Pamiętajmy jednakże, że to nie wzięło się od Tuska, Millera czy nawet praktyk PRL-u – ten proceder ma jeszcze głębsze korzenie historyczne, na które dzisiaj niestety tak wielu powołuje się jako na wzór do naśladowania.

    Dlaczego boimy się prawdy
    Od czasu do czasu w publicznej debacie pojawiają się także różne historie alternatywne czy to w postaci beletrystycznej czy rozważań historycznych dotyczące możliwości uniknięcia klęski wrześniowej i tym samym tego wszystkiego co ta klęska następnie przyniosła. Warto przy tym zwrócić uwagę, że główna oś rozważań konstruuje się wokół alternatywy czy należało iść z Hitlerem na Moskwę czy się stawiać dokonując jednakże pewnych modyfikacji w zakresie strategii obronnej.

    Po 1989 r. rzadko natomiast wraca się do alternatywy jak była jeszcze w 1938 r., przed Monachium a uniki te mają zasadniczo jeden powód: niechęć do uderzenia się we własne piersi i przyznania, że w 1938 r. rządzący Polską zachowali się jak ów Szkot z przypomnianego na wstępie dowcipu i schyliwszy się po ową jednopensówkę w postaci np. Zaolzia dopuścili do zagłady państwa i kilku milionów jego obywateli. Churchill porównał nas w tym zachowaniu do szakali („Niemcy nie były jedynymi szakalami, które zgromadziły się wokół padliny… Oto widzimy ich (tj. Polaków), jak śpieszą, obserwowani groźnym okiem przez Niemcy, by zagarnąć swoją część plądrowanej i niszczonej Czechosłowacji”).

    Co z tego, skoro jeszcze niedawno tacy mężykowie – ministrowie spraw zagranicznych III RP jak Bartoszewski, Zaleski i Rotfeld publiczne wołali o uczczenie pamięci „człowieka, który mówił o honorze” czyli Becka, jednego z tych, którzy doprowadzili nasz kraj do ruiny a w okresie Monachium po prostu imię Polski zhańbili – jeszcze inni, powtarzając za księciem Talleyrand, twierdzili że ówczesne zachowanie polskiego rządu było gorsze niż zbrodnia – to był błąd”.

    „mamy skłonność do obrażania się na innych”Naród czy jego elity faszerujące się mitami czy de facto zwykłymi kłamstwami nigdy nie będzie zdolny do podźwignięcia się ze swoich słabości, zamiast tego będzie cały czas narażony słabości te przedstawiać nawet jako swoje zalety. Już inni i wcześniej zauważyli, że mamy skłonność do obrażania się na innych, za to że są od nas zaradniejsi, skuteczniejsi, bardziej przewidujący czyli po prostu lepsi. Co więcej, my nie chcielibyśmy im dorównać czy ich prześcignąć będąc jeszcze bardziej zaradniejsi i skuteczniejsi, ale chcielibyśmy by tamci stali się gorsi.

    Dzisiaj to nie my sami poprzez wieloletnie kultywowanie dziadostwa doprowadziliśmy do katastrofy w Smoleńsku tylko wbrew wszystkiemu szukamy dziury w całym i rzucamy oskarżenia byle tylko móc dalej widzieć siebie w blasku chwały i zbierać niezasłużone hołdy. Istota obecnego polskiego wyboru polega na tym, czy jesteśmy w stanie stanąć w prawdzie o sobie samych i na tym gruncie przeorientować sposób myślenia o rzeczywistości. W tym zawiera się także zdolność do zmiany elit rządzących, gdyż nic nie wskazuje by obecne miały ochotę same dokonać takiej zmiany.

    Obalić polityczne mafie
    Dzisiaj jako alternatywę dla polityki trwania realizowanej przez obecny rząd przedstawia się również różnego rodzaju fałsze odwołujące się albo do etatyzmu albo nawet do politycznego mesjanizmu. Jeżeli dzisiaj przywódca największej partii opozycyjnej rzuca pioruny i grzmi o działaniach rządu zmierzających do „anihilacji opozycji” to wypada zapytać dlaczego wcześniej nikt nie upominał się o rozwój tzw. pluralizmu partyjnego tylko wszyscy jak szakale dążyli do zabetonowania sceny politycznej.

    Z drugiej strony z uwagą przeczytałem obszerny wywiad z posłem Gowinem, w którym interesująco sugerował linie podziału w swojej partii szczerze przyznając, że jest stronnikiem frakcji marszałka Schetyny. Jednakże zapytany dlaczego akurat popiera Schetynę, odparł, iż temu przynajmniej jeszcze o coś chodzi. Niestety nikt do dzisiaj nie wyłuszczył co znaczy owo „coś”, co zresztą nie dziwi gdyż tym co łączy tych wszystkich działaczy jest brak spójnego programu politycznego.

    Równie dobitnie wyraził to we wspomnianym wcześniej wywiadze poseł Kowal, który w swojej nowej partii jest jednym z bardziej inteligentnych działaczy. Zapytany czy jego nowa formacja „tworzy nową jakość” odparł: „Dajcie czas. Próbujemy coś tworzyć, pokazywać, że jesteśmy zdolni do współpracy z obiema partiami. Próbujemy wyciągać stare elementy ich programu…”. Czyli parafrazując słynną wypowiedź pewnej posłanki „potrafią coś tam, coś tam…” a jedyne co jeszcze pownni zrobić to zmienić nazwę ugrupowania na Partia Języczka u Wagi.

    „żadna z obecnych parti sejmowych nie jest w stanie zdobyć się na reformy ”Dzisiaj nie chodzi jak chce Kowal czy wielu innych zwolenników zgody narodowej o jakiś rodzaj obozu zjednoczenia narodowego, gdyż nie bardzo widzę co takiego mogłaby zrobić np. Platforma rządząc wspólnie z PiS-em a czego nie może zrobić Platforma w obecnej koalicji tak samo jak nie bardzo wiadomo czego nie mógł zrobić PiS w latach 2005-2007 a mógłby to zrobić wespół z PO. Są to kolejne mrzonki i urojenia, które przykrywają smutną prawdę, że żadna z obecnych parti sejmowych nie jest w stanie zdobyć się na reformy rzeczywiście odwracające to ustawiczne dryfowanie ku katastrofie.

    Chciałbym w tym miejscu jeszcze raz -może to już nawet jakaś obsesja- nawiązać do pewnych analogii. Wbrew temu co na podstawie obiegowych mitów sądzi większość współczesnych, to nie za życia Piłsudskiego kraj szedł w dobrym kierunku lecz dopiero po śmierci Marszałka zaczęto bardzo powoli nadrabiać to co zostało zaniechane, zmarnowane i zepsute w latach 1926-1935. Niestety odbywało się to dalej w ramach autarkicznego systemu politycznego, który wypchnął poza nawias te partie i idee, za którymi opowiadała się wcześniej większość narodu.

    Rządzący zdając sobie sprawę, że nadal nie mają za sobą sporej części społeczeństwa nie byli zdolni do narzucenia krajowi koniecznych już wtedy wyrzeczeń, jednocześnie nawet ci rozsądniejsci dla utrzymania władzy musieli iść na współpracę z ukształtowaną w latach poprzednich „mafią” polityczną (reprezentantem tej mafii był „nieusuwalny” Beck).

    Obecny system polityczny i społeczno-gospodarczy został stworzony i ukształtowany w minionym dwudziestoleciu i nie trzeba specjalnej przenikliwości aby stwierdzić, że najważniejsze osoby, które dzisiaj zajmują miejsca czy to po stronie rządowej czy parlamentarnej opozycji ten system wspólnie i systematycznie budowały. Dlatego te osoby zwyczajnie nie mogą zrobić tego co jest konieczne tj. zanegować istoty stworzonego przez siebie systemu, oni po prostu już inaczej nie potrafią.

    Dlatego w tym kontekście oraz suflowanych co jakiś czas rojeń o sztucznej jedności warto przypomnieć sobie pewną uwagę Dmowskiego mogącą stanowić dla tych problemów ciekawe odniesienie: „Chcąc zrobić coś dla Polski, jak zresztą dla każdego innego kraju, trzeba iść z jednymi rodakami przeciw innym. Tylko trzeba mieć mocną wiarę w swój cel i w prowadzącą do niego drogę, i nie wahać się w walce o tę swoją wiarę. I główna rzecz, trzeba rozumieć swe społeczeństwo, jego duszę, znać jego instynkty, w których podstawie zawsze leży instynkt samozachowawczy narodu. Trzeba mu przez właściwą organizację polityki dać możność wypowiedzenia się”.

    Krzysztof Mazur

  9. Kibic said

    Sprawa pomocy spolecznej.

    Jak to mozliwe, ze w Polsce sa ludzie, ktorzy bedac bezrobotnymi nie otrzymuja zadnego zasilku?

    Rzecz w « starej Europie » nie do pomyslenia….!

    Ostatnio odkrylem jeszcze gorsze zjawisko.

    Stosunkowo mlodzi ludzie – absolwenci (z wyroznieniem) wyzszych uczelni posiadajacy tytuly naukowe gdy zapadna na chorobe uniemozliwiajaca im podjecie/zdobycie jakiejkolwiek pracy zawodowej nie otrzymuja zadnego zasilku (ani inwalidzkiego ani socjalnego).

    ZUS to uzasadnia tym, ze…ONI DOTYCHCZAS NIGDZIE NIE PRACOWALI.

    Szanowni Panstwo,
    Nie sadzicie, Szanowni Panstwo, ze jest to BARBARZYNSTWO !

  10. wet3 said

    @ Kibic
    Jest takie malenkie panstewko – wyspa polozone na wschod od Afryki. Nazywa sie Maurycjusz (Mauritius). Ma ono nieco ponad dwa tys.km2 i 1,3 miliona ludnosci. Uzyskalo niepodleglosc chyba w 1968r. Tam 87% ludzi ma wlasne domy. Opieka medyczna, lacznie z najbardziej skomplikowanymi operacjami, podobnie jak szkolnictwo, jest wolna! Podatki sa stosunkowo niskie. Bezrobocie prawieze nie istnieje. Gdzie lezy sekret tego sukcesu? – Otoz od czasu uzyskania niepodleglosci do dzis, rzady tego panstewka dbaja o to aby nie dopuscic do zbyt wielkiej roznicy miedzy bogatszymi i ludzmi majacymi mniej.
    Tam powinni udac sie po porade nasi „eksperci”. Oczywiscie oni tego NIGDY nie zrobia! Tak to juz jest na tym zakichanym swiecie …

  11. Ragnar said

    Nie wiem czy widzieliście może to: http://www.youtube.com/watch?v=nu6t9YmHvT4&feature=channel_video_title

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: