Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Tsunami czy stuxnet

Posted by Marucha w dniu 2011-03-28 (Poniedziałek)

Nie przypuszczałem, że postawione przeze mnie stwierdzenie, iż awaria generatorów prądu w Fukushimie I nie była wywołana tsunami a stuxnetem wywoła na plan tylu demaskatorów tej „teorii spiskowej”.

Przez pierwszy tydzień po katakliźmie w telewizorni na kanałach informacyjnych przez 24 godziny na dobę tematem nr 1 była Japonia. Każdy nowy film, nawet amatorski, pokazujący niszczycielskie tsunami puszczany był wielokrotnie. Od pierwszego wybuchu w Fukushimie oczy całego świata zwrócone były na tę elektrownię. Jednakże w transmisjach telewizyjnych pokazywano ją jedynie z dużej odległości bez żadnych szczegółów. Choć możliwe było filmowanie jej z helikopterów.

W pewnym momencie pojawiły się w internecie przypuszczenia i domysły, że awaria agregatów prądowych spowodowana została w Fukushimie przy pomocy stuxnetu (stuxnet jest wirusem/robakiem produkcji izraelsko-amerykańskiej). Ja sam nie mam co do tego faktu wątpliwości.

http://krasnoludkizpejsami.wordpress.com/2011/03/16/cicha-atomowa-apokalipsa-zrobiona-stuxnet-em/

Dodatkowo wypłynęła informacja, że japońskie instalacje nuklearne obsługiwała izraelska firma ochroniarska.

http://krasnoludkizpejsami.wordpress.com/2011/03/19/izraelska-firma-ochroniarska-obslugiwala-japonskie-instalacje-nuklearne-przed-katastrofa/

I nagle od tego momentu pojawiać się zaczęły precyzyjne i wyraźne zdjęcia Fukushimy obrazujące ogrom zniszczeń spowodowanych „naturalnym” kataklizmem. Intencją tych zdjęć jest przekonanie wszystkich zainteresowanych, że przyczyną awarii z konieczności musiało być tsunami. A nie atak cybernetyczny stuxnetem.

W dwa tygodnie po katakliźmie nagle wypłynęło nagranie filmowe pokazujące Fukushimę tuż po zalaniu jej wodą tsunami.

http://www.youtube.com/watch?v=oqeb2GnBKrU&feature=player_embedded#at=49

Jednym z demaskatorów prezentowanej przeze mnie „teorii spiskowej” jest strona „karolkuich”

http://my.opera.com/karolkuich/blog/2011/03/20/elektrownia-atomowa-fukushima-dlaczego-nie-stuxnet

Autor tekstu na początku zaznacza, że:

„…nie jestem żadnym specjalistą od tego typu technologii a przedstawione dane udało mi się uzyskać głównie na podstawie analizy zdjęć elektrowni przed i po przejściu tsunami a także na podstawie materiałów ogólnie dostępnych w internecie.”

Autor zadał sobie wiele trudu. Wyszukał wiele zdjęć, nanosił na nie cyfry, litery czy linie pokazujące ukształtowanie terenu (fot. 9). Ja tego nie potrafię.

Ucieszyła mnie zwłaszcza pierwsza fotografia z dopisanymi przez autora, a podanymi  w metrach orientacyjnymi wysokościami nad poziomem morza terenu elektrowni Fukushimy.

Mam pytanie do autora – gdzie te dane on znalazł? Bo ja jak głupi ich szukałem i nigdzie nie mogłem ich w internecie znaleźć.

Według tych danych budynki z generatorami prądu w Fukushimie są na wysokości 17 metrów nad poziomem morza. Dodatkowo osłonięte są dużymi budynkami z turbinami.

Dopływające tsunami zostało zapewne osłabione, załamane dwoma falochronami – zewnętrznym i wewnętrznym.

http://angelisansichten.ch/wp-content/uploads/2011/03/Fukushima.jpg

Następnie 10-metrowa fala, już wyhamowana przez dwa falochrony, wdziera się na kolejne „tarasy” osiągając wreszcie teren 15 metrów, gdzie największy jej impet wyhamowują budynki z turbinami. „Uliczką” pomiędzy budynkami z turbinami przepływa woda dalej, rozpływając się za budynkami we wszystkie strony i tracąc na tym impet. Na koniec dociera fala na pozim 17 metrów i porywa tam  ze sobą auto spychając je pod mur/ścianę, co uwidocznione jest i celowo zaznaczone przez autora na kilku zdjęciach.

Pięknie i ładnie. Tylko jeśli fala tsunami była tak potężna, że wdarła się za reaktory i na wysokości 17 metrów przesuwała jak zabawkę auto, to z urządzeń na pułapie 5 czy 8 metrów nie powinno pozostać kompletnie nic. A tam pozostało ich wiele (fot. 2). Ponadto białe budynki i zbiorniki nadal są na tym zdjęciu białe. Nie ma na nich śladu błota naniesionego przez powracającą z pułapu 17 metrów falę. Ale –  jak to jest, że błota tyle pozostało na ulicach (autor specjalnie zaznaczał na zdjęciach to błoto), a na białych budynkach błota nie ma? A ja nie przypuszczam, aby pracownicy mający groźną awarię systemu chłodzenia bawili się w mycie ścian budynków i zbiorników.

Autor podaje ciekawą uwagę:

„Na poniższym zdjęciu zaznaczyłem elementy, które widać tylko na niektórych fotografiach. Jak napisałem wcześniej są one prawdopodobnie co jakiś czas wymieniane i w czasie nadejścia tsunami akurat były na nabrzeżu.”

No właśnie…Tyle wklejanych jest zdjęć porównawczych „przed” i „po” tsunami, które wyszczególniają, co zostało porwane i co zniknęło na skutek przejścia tegoż tsunami. A może nic nie zostało porwane, bo jako materiał porównawczy wykorzystuje się stare zdjęcia, na których są „urządzenia”, których w momencie domniemanego tsunami już tam nie było, gdyż zostały przeniesione w inne miejsce? Doskonałym przykładem takiej manipulacji jest te oto zdjęcie:

http://www.abc.net.au/news/events/japan-quake-2011/beforeafter.htm

W prawym dolnym rogu „przed” tsunami widać dwa duże okrągłe białe zbiorniki. Nie ma natomiast pojedynczego zbiornika z prawej strony prawego budynku z turbiną.

Na zdjęciu „po” rzuca się natychmiast w oczy brak na dole owych dwóch zbiorników. Wniosek – porwało je tsunami. A prawda jest taka, że zbiorniki te po prostu wcześniej, przed tsunami zdemontowano. Jeden z nich zainstalowano obok prawego budynku turbiny i stoi tam on do dzisiaj. Tsunami go nie porwało.

Przyglądając się zdjęciom „po” tsunami, ale jeszcze przed wybuchami reaktorów odnoszę wrażenia, że szkody widoczne na tych zdjęciach przypominają tereny po przejściach tajfunu. Zwłaszcza zaznaczony przez autora zerwany dach (fot. 2).

Nad Japonią rocznie przechodzi średnio 7-10 tajfunów. Błoto na terenie elektrowni widoczne na zdjęciach „po” tsunami może być też efektem spływania podczas ulew towarzyszących tajfunom błota z obszarów położonych powyżej elektrowni.

Naturalnie, że nie pasuje do takiego wyjaśnienia auto przyparte do skarpy, a zaznaczone wyraźnie przez autora. Jest ono widoczne przed i po wybuchu reaktora. Jednak dla specjalisty „wmontowanie” na zdjęciu takiego niewyraźnego auta  nie jest problemem. Autor po prostu dał się nabrać na czyiś fotomontaż, gdyż jego samego o to nie posądzam.

Na koniec jeszcze jedna uwaga. W Japonii w przeszłości wielokrotnie już dochodziło do katastrofalnych tsunami. Autor będzie w stanie znaleźć w internecie wiele ciekawych artykułów na ten temat. Dodajmy do nich tajfuny i  towarzyszące im ulewne deszcze. Z tego powodu można ostrożnie założyć, iż Japończycy starali się możliwie jak najlepiej zabezpieczyć najważniejsze w elektrowni atomowej urządzenia awaryjne, jakimi są generatory prądu. Wystarczyło tylko, aby znajdowały się one w pomieszczeniach wodoszczelnie (hermetycznie) zamykanych. Po to, aby nawet podczas potopu nie dostała się tam od razu woda.

A gdyby nawet i takie zabezpieczenie Japończycy zaniedbali, to przywiezienie do elektrowni generatorów dużej mocy, nawet o dużych gabarytach, przy pomocy japońskiej techniki nie powinno stanowić problemu. Na grubość kabli w sytuacji grożącej katastrofy atomowej nie zwraca się uwagi.

Autor pisze:

„Jedne z największych agregatów osiągają moc ciągłą ok. 800kW więc potrzeba by ich 5-10 sztuk, a nie należą one, ze względu na gabaryty, do mobilnych :

Agregat prądotwórczy trójfazowy1250kVA do pracy ciągłej KDC1000ST3″

Ale przecież agregaty zainstalowane na stałe w elektrowni atomowej mają jednak moc wystarczającą do obsługi pomp. Czyli istnieją i są produkowane agregaty o odpowiedniej mocy. Mając zaś przed oczami widmo atomowej apokalipsy nie patrzy się na gabaryty, tylko zwozi się agregaty mogące przed apokalipsą uratować. Techniczne możliwości do tego w Japonii istnieją.

Jeszcze jedno zdanie autora zacytuję:

„Pomysł wykorzystania wojskowego generatora prądu wydaje się więc cokolwiek bezsensowny… „

W sytuacji, gdy grozi atomowa katastrofa, robi się nawet najbardziej bezsensowne rzeczy, jeśli tylko istnieje przy tym cień nadziei na uniknięcie najgorszego. Polewanie i chłodzenie reaktorów wodą morską jest tego najlepszym przykładem.

Zbyt wiele manipulacyjnych zdjęć publikowanych było w internecie, abym bez zastrzeżeń przyjmował je jako dowód. Natomiast stuxnet jest faktem. Próba negowania przez autora możliwości spowodowania awarii właśnie stuxnetem zastanawia mnie. Pokazuje bowiem, że autor jego wywodem chce tylko i wyłącznie „udowodnić” z góry założoną tezę – za awarię odpowiedzialne jest cokolwiek – tylko nie stuxnet.

Poliszynel
http://krasnoludkizpejsami.wordpress.com

Komentarzy 9 do “Tsunami czy stuxnet”

  1. Zerohero said

    Interesujące jest, że izraelskie bezpieczniackie firmy tak się panoszą po świecie. za kolejny przykład tego procederu dziękuję. Jednak dowody na sabotaż ma pan słabe (trudno to nazwać nawet przesłankami), a Izrael w niszczeniu Japonii miał motyw taki jak Rosja w strącaniu polskiego samolotu. Czyli żaden. W pańskkim tekście za dużo jest stwierdzeń opartych na rozumowaniu „wydaje mi się”, „musiało”, „oczywiste jest, że” itd. Jakbym czytał stopięcdziesiątą „wątpliwość” na temat znikającego kokpitu z Tupolewa. Pan po prostu postawił tezę i broni jej jak niepodległości.

  2. Zerohero said

    o, tu bardzo brzydki przykład sposobu w jaki dyskutuje pan Poliszynel:

    „Naturalnie, że nie pasuje do takiego wyjaśnienia auto przyparte do skarpy, a zaznaczone wyraźnie przez autora. Jest ono widoczne przed i po wybuchu reaktora. Jednak dla specjalisty „wmontowanie” na zdjęciu takiego niewyraźnego auta nie jest problemem. Autor po prostu dał się nabrać na czyiś fotomontaż, gdyż jego samego o to nie posądzam.”

    Oczywiscie może być fotomontaż, ale skąd ta ślepa wiara, że to był fotomontaż?

  3. UWAGA USA !!!!! said

    Alarmy promieniowania na niezależnej sieci pomiarów

    wartosc 150 – utrzymuje się juz od pol godziny ( wahania 140 – 154 )

    północ stanu AL

    http://www.radiationnetwork.com/index.htm

    Panie Gajowy – proszę to dac na wierzch.

    Przez 10 dni wartosci oscylowaly w granicach 30-40

    mam zapisy printscrenow

  4. UWAGA USA !!!!! said

    znalazlem zapis z ww strony

    Update: 3/28/11, 6:05 A.M. Something triggered a Radiation Alert this morning at a Monitoring Station in northern Alabama. We are trying to track down the reason behind it.

    Niestety nie znam tego jezyka

  5. UWAGA USA !!!!! said

    Z mapy pogody z tego obszaru :

    http://www.intellicast.com/Local/WxMap.aspx?weather=hdVisSatIRBlend

    widać że pada. Wysokie wskażniki mogą być spowodowane deszczem radioaktywnym.

    Warto przypomieć sobie ten obszar przy zakupie jedzonka z tych terenow.

  6. UWAGA USA !!!!! said

    Czujnik w AL chyba wyłączyli – pokazuje 0

    Warto przyjrzeć się kolejnemu licznikowi na wschód za kilka godzin.

    Dodatkowo mapa USA wyswietlana jest :

    http://www.radiationnetwork.com/Europe.htm

    W Californi wartosc ok 110 – 135 też od pol godziny

  7. Marucha said

    Komentarzami nie da się manipulować tak, by znajdowały się stale „na wierzchu”.

  8. Kazek said

    Awaria generatorów zasilania awaryjnego nie mogłaby być spowodowana przez wirusa. Każdą taką elektronikę można ominąć i sterować ręcznie. Był kiedyś taki film z Johnem Malkovićem w roli głównej gdzie grana przez niego postać wypłynęła na statku wycieczkowym w rejs. Zamieszkała w kabinie i z laptopa sterowała statkiem powodując różne awarie. Kompletne bzdury.
    Agregat awaryjny 800 kW mieści się w kontenerze i jeżeli są takie dostepne to mozna ich użyć do zasilania pomp. Ale po przejściu fali i zalaniu wodą morską z silniki pomp prawdopodobnie nie nadają się do użytku. Poza tym podłączenie mocy tego rzedu to nie jest włożenie wtyczki do kontaktu. Po zalaniu tablic rozdzielczych należy je myć słodką wodą suszyć a mogły się także trwale uszkodzić popalić jak w momencie zalania były pod napięciem.

  9. UWAGA USA !!!!! said

    Trochę się wyjaśniło …

    http://www.radiationnetwork.com/Message.htm

    Tłumaczenie google (angielski > polski)

    Oto śledzi Alert Promieniowania od dziś rano. Stacja monitoringu zlokalizowana jest w Huntsville, Alabama. Wywołał wpisów w oparciu o poziom promieniowania średnio w przedziale od 100 do 150 CPM. Staramy się dotrzeć do stacji za pomocą wielu różnych środków, w tym za pośrednictwem forum czat dostępny z poziomu promieniowania sieci, ale bezskutecznie. Więc po pół godziny i tak, skontaktowaliśmy się z Huntsville Straży Pożarnej i zaleca się samodzielnego podejmowania radiacji w pobliżu stacji monitorowania. Po tym wszystkim, Huntsville, AL znajduje się około 30 mil od dwóch elektrowni jądrowych, więc musieliśmy tego wpisu poważnie. Na szczęście, ich odczyty nie wykazały podwyższony poziom promieniowania powyżej normalnego tła. Po pewnym czasie, poziom promieniowania Monitorowanie stacji spadły pierwsze pytanie do 0, a następnie wznowione na normalnym poziomie. Ale nadal otrzymuje żadnej odpowiedzi od stacji, my ją wyłączyliśmy, przede wszystkim usunięcie go z promieniowaniem Network. Chcemy podziękować Huntsville Straży Pożarnej ich terminowego wsparcia w tej kwestii. Będę pisać więcej o tym incydencie później.

Sorry, the comment form is closed at this time.