Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    ! o Czy nasz Episkopat to wyznawcy…
    lewarek.pl o Zatrzymanym w Mariupolu Chorwa…
    Panicz Pawełek o Jedno zdjęcie – trzy kłam…
    Olo o Ukraina: pomoc humanitarna z P…
    lewarek.pl o Struktura muzyki
    Listwa o Czy nasz Episkopat to wyznawcy…
    Listwa o Struktura muzyki
    UZA o Niemiecka dziennikarka opowiad…
    prostopopolsku o Wykład internetowy profesora N…
    prostopopolsku o Wykład internetowy profesora N…
    Greg o Wolne tematy (59 – …
    prostopopolsku o Prezydent Andrzej Duda, chrześ…
    revers o Wolne tematy (59 – …
    revers o Wolne tematy (59 – …
    Mietek o Niemiecka dziennikarka opowiad…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 616 obserwujących.

Homo-miliarder fundatorem i darczyńcą instytucji ”katolickich”

Posted by Marucha w dniu 2011-03-29 (Wtorek)

Aktywista homoseksualny, miliarder Jon Stryker jest darczyńcą co najmniej jednego koledżu jezuickiego oraz kilku innych organizacji, które noszą nazwy „katolickie” lub „chrześcijańskie”. Organizacje te mają pobudzać do rozłamu w szeregach Kościoła.

W najnowszym wpisie na blogu „American Papist”, Thomas Peter, dyrektor kulturalny Krajowej Organizacji na rzecz Małżeństwa ujawnia źródła finansowania różnych grup, które promują akceptację homoseksualizmu, pod przykrywką reprezentowania interesów członków wspólnoty żydowsko-chrześcijańskiej.

Organizacja taka jak np.: New Ways Ministry, niedawno potępiona przez amerykańskich biskupów katolickich, otrzymała duże sumy od Arcus Foundation w celu promowania „małżeństw” osób tej samej płci, zwłaszcza wśród katolików, luteranów, wyznawców kościoła episkopalnego i żydów.

Arcus Foundation została założona przez Jona Strykera, miliardera, gracza giełdowego i wielkiego orędownika programu homoseksualnego. Ogromny wpływ na jego aktywność ma inny działacz homoseksualny, również miliarder – Tom Gill – co potwierdziła w 2006 r. dyrektor polityczna fundacji Strykera.

Peters pisze: „Zwolennicy małżeństw homoseksualnych są inteligentni – tworzą organizacje, którym przekazują część swojego majątku, by skutecznie działały w interesie homoseksualnym”.

Fundacja Arcus na swojej stronie internetowej, pod hasłem „Religia i wartości” wymienia również kilka innych „katolickich” projektów, których celem jest podważanie tradycyjnego nauczania Kościoła katolickiego dot. seksualności.

Na przykład, The National Gay and Lesbian Task Force otrzymała ponad 152 tys. dol. na opracowanie planu, koncentrującego się na budowie ruchu popierającego żądania pederastów, lesbijek, biseksualistów i transwestytów w obrębie Kościoła Rzymskokatolickiego w USA. Z tych m.in. względów jezuicka uczelnia Fairfield University otrzymała 100 tys. dol. w celu „rozszerzenia dotychczasowej dyskusji na temat homoseksualizmu w ramach Kościoła katolickiego i włączenia do niej opinii różnych postępowych teologów”.

Homoseksualiści działają też na rzecz zmiany postrzegania antykoncepcji i aborcji wśród katolików. Woman’s Alliance for Theology, Ethics and Ritual powierzono 70 tys. dol. w celu stworzenia „kadry katolickich lesbijek, kobiet biseksualnych i transpłciowych, co ma pozwolić na przejęcie dominującej roli w społeczności katolickiej w sprawach dotyczących płci, orientacji seksualnej, [i] zdrowia reprodukcyjnego”.

Ponad 93 tys. dol. trafiło do New Ways Ministry, 200 tys. dol. – do New Ways Dignity USA. 23 tys. dol. przeznaczono na kampanię, zwalczającą katolicką naukę o seksualności, prowadzoną tuż przed wizytą papieża Benedykta XVI w Stanach Zjednoczonych w 2008 roku. Pełna lista „katolickich” lub „chrześcijańskich” organizacji dotowanych przez fundację Arcus znajduje się tutaj.

Peters szacuje, że fundacja w 2007 r. w sumie przekazała ponad 6,5 miliona dol. na różnego rodzaju organizacje „chrześcijańskie”.

Inna organizacja „katolicka” tylko z nazwy – Catholics for Equity – podważająca nauczanie Kościoła katolickiego na temat homoseksualizmu, ma wyraźne powiązania z Human Rights Campaign (HRC), jedną z największych w kraju organizacji pro-homoseksualnych.

HRC zatrudnia trzech z pięciu członków zarządu Catholics for Equity.

„Katolicy powinni wyrazić swoje oburzenie z tego powodu, że zewnętrzna grupa – która również finansuje anty-katolickie instytucje – sponsoruje organizacje dysydenckie wewnątrz Kościoła, by wprowadzać zamęt wśród wiernych, podważać autorytet biskupów i ich nauczanie” – pisze Peters.

Źródło: LifeSiteNews.com, AS

Komentarz PiotrSkarga.pl:
Czyż nie przypomina to taktyki stosowanej przez komunistów wobec Kościoła katolickiego szczególnie w Ameryce Łacińskiej, gdzie powstała koszmarna „teologia wyzwolenia”?

http://www.piotrskarga.pl

Komentarze 4 do “Homo-miliarder fundatorem i darczyńcą instytucji ”katolickich””

  1. Realista said

    Doskonale video o Holocaust.

    Rudolf Hess byl torturowany aby stworzyc legende o Holocaust.

    http://vimeo.com/21645843

  2. wet3 said

    Ten gosc powinien natychmiast zglosic swoja pomoc ks.(???!) Bonieckiemu.

  3. ziarnko prawdy said

    Izraelski bank oddal pieniadze ofiar Szoah.
    72 lata po wybuchu wojny najwiekszy izraelski bank zgodzil sie na ugode z ocalalymi z Holokaustu.
    http://rp.pl/artykul/633808_Izraelski-bank-oddal-pieniadze-ofiar-Szoah.html

  4. aga said

    Katolewica dostaje baty – nowa ksiazka ks. Henryka Łuczaka – Zniszczmy obraz Bestii! biuro@antyk.org.pl nowość do mnie – 30 Marca 01:20 OdebraneOd: Do: mnie Wysłano: 30 Marca 01:20 (Wczoraj)Temat: Katolewica dostaje baty – nowa ksiazka ks. Henryka Łuczaka – Zniszczmy obraz Bestii! Folder: Odebrane
    rozwiń szczegóły Uwaga! Wiadomość mogła zawierać niebezpieczne elementy, których wyświetlanie zostało zablokowane Odblokuj
    Obrazki nie są wyświetlane Pokaż obrazki Zawsze pokazuj obrazki od tego adresata
    Ks. Henryk Łuczak, który ostatnio zasłynął kierowaną do młodzieży książką
    „Podnieście głowy młodzi Polacy” w publikowanej przez nas pozycji podnosi głos
    przeciwko KATOLEWICY, oskarżonej o adorowanie apokaliptycznej Bestii.

    http://ksiegarnia.antyk.org.pl/x_C_I__P_23016399-23010001.html

    W szeregach hierarchii, w środowiskach dziennikarskich wśród polityków
    są niestety ci, którzy walczą z polskością i katolicyzmem. Ta
    publikacja to ważne wydarzenie w polskim Kościele – oto w obliczu wielkiego i
    pogłębiającego się kryzysu, pustoszenia polskiej katolickiej tradycji i
    duchowości, niszczenia już samych nawet struktur życia wspólnoty religijnej i
    narodowej kapłan przerwa milczenie, opisuje zjawisko nazwane „katolewicą” i z
    mocą przeciwstawia się temu prądowi popychającemu obecnie kościół w Polsce w
    kierunku pełzającej schizmy i buntu hierarchii wobec zaleceń i reform Benedykta
    XVI.Książka ma formę listów dedykowanych tym, którzy stoją jeszcze na
    gruncie i na straży katolicyzmu oraz listów kierowanych do zagorzałych lub
    ukrytych przeciwników Kościoła i Polski.

    Autor we wstępie do książki napisał:
    Współczesna Europa jest w znacznej części zdechrystianizowana i ulega
    przybierającej na sile „bestialskiej nawałnicy”, która bezcześci wszystko, co w
    człowieku – jako „ikonie Boga” – jest święte. Wpływowi „szaleńcy” ideologiczni i
    polityczni starają się za wszelką cenę wypędzić Chrystusa z umysłów dzisiejszych
    Europejczyków w przeświadczeniu, że jest to konieczny warunek wyplenienia zła z
    ziemi i uczynienia z niej wymarzonego „raju bez Boga”. Należy bardzo poważnie
    potraktować ostrzeżenie Benedykta XVI, który wypowiedział prorocze słowa:
    „Usuwając Boga z powierzchni ziemi, zapala się na niej piekło”. Czy to
    przypadek, że w obecnej cywilizacji znaczonej ateizmem i pieczęcią Antychrysta
    zwierze stało się święte, natomiast człowiek przeistacza się w istotę, którą
    można na różne sposoby profanować?
    Polska przynależy do Europy, która od trzech stuleci odrywa się coraz
    skuteczniej od swych korzeni antycznych i chrześcijańskich. Szaleńcy
    ideologiczni przypuścili zdecydowany atak na Polskę, by zaszczepić w niej
    wielorakie wynaturzenia moralne, polityczne i kulturalne, bo zgodnie z ich
    zamysłami musi być ona wykorzystana w realizacji globalistycznej utopii. Polski
    Naród, zmaltretowany i osłabiony przez komunizm narzucony mu przy użyciu
    bagnetów, przejawia niejednokrotnie brak odporności intelektualnej i moralnej,
    wskutek czego w zastraszającym tempie „dziczeją dusze” Polaków.
    Opamiętajcie się, Rodacy!
    Nie adorujcie „obrazu” apokaliptycznej Bestii!
    Nie ulegajcie pochlebcom nikczemnej rozpaczy!
    Nie wypędzajcie Chrystusa z polskiej ziemi!

    A oto jeden z listów – kierowany do jeszcze żyjącego wtedy arcybiskupa,
    którego działalność tak wiele szkody przyniosła i Kościołowi i Ojczyźnie naszej:

    Wdzięk europejskiej ogłady
    Czcigodny Księże Arcybiskupie!
    Niepokoi mnie jedna rzecz. Ksiądz Arcybiskup posiadł wdzięk europejskiej ogłady,
    o czym świadczy sposób posługi-wania się kunsztowną tonacją głosu, umiejętność
    roztaczania wokół siebie uroków swego intelektu i zamieszczanie na łamach
    liberalno-laicyzujących czasopism tekstów pisanych w duchu
    modernistyczno-liberalnego światopoglądu. Wydaje mi się, że hierarcha,
    stanowiący „wielką nadzieję nowej wiary”, nie powinien interesować się jedynie
    katolewicą, lecz musi poczuwać się do osobistej odpowiedzialności za
    prawowiernych katolików, oczekujących od niego właściwych pouczeń, elementarnej
    wyrozumiałości i niekłamanej życzliwości. A jednak na co dzień spotykam osoby,
    które gorszą się tym, co Ksiądz Arcybiskup mówi w mediach, w jakim stylu pełni
    swoją posługę pasterską w Kościele polskim, jak traktuje „moherowe berety”. Nie
    potrafię uspokoić ich rozżalonych serc. W dyskusjach z nimi czuję się bezsilny,
    niepewny w udzieleniu odpowiedzi na prowokujące pytania, pozbawiony rzeczowych
    argumentów. Czyżby mnie zdeformowali moi profesorowie i mistrzowie
    uniwersyteccy? A może powinienem ograniczyć się do korzystania z najważniejszego
    prawa, które obecnie gwarantuje się księżom – prawa do milczenia? W imię jakich
    racji mam odrzucić to, co przejąłem z nauczania ks. kard. Ste-fana Wyszyńskiego
    – Prymasa Tysiąclecia, który miłował „do szaleństwa” nie tylko Kościół, lecz
    także Polskę?
    Szanuję autorytet moralny, którym Ksiądz Arcybiskup cieszy się ze względu na
    posłannictwo pełnione w Kościele partykularnym. Nie lekceważę faktu, że każdy
    Pasterz – będąc wybrany do pasienia owczarni Pańskiej – jest sługą Chrystusa i
    włodarzem tajemnic Bożych, co określa jego styl duszpasterzowania. Akceptuję
    wyrażane obecnie żądanie, by w naszym czasie biskup pouczał, jak należy oceniać
    w myśl nauki Kościoła osobę ludzką razem z jej wolnością, społeczność świec-ką z
    jej prawami i stanami, wychowanie potomstwa, pracę i wypoczynek, wiedzę i
    wynalazki techniczne, nędzę i nadmiar dóbr. Powinien również przedstawiać zasady
    rozwiązywania najbardziej doniosłych zagadnień dotyczących posiadania, wzrostu i
    należytego rozdziału dóbr materialnych, pokoju i wojny oraz braterskiego
    współżycia wszystkich narodów. Przeciwstawiam się każdemu, kto próbuje podważać
    sens urzędu apostolskiego ze względów politycznych i lekceważyć biskupa w imię
    poprawności politycznej. Należy wszystkim biskupom okazywać cześć i
    posłuszeństwo w wierze, jeśli trwają w łączności z papieżem – zastępcą Chrystusa
    na ziemi.
    Mądre jest to stwierdzenie! Powołaniem pewnych osób jest sprawianie innym bólu –
    bólu oczyszczającego i owocującego wewnętrznym pokojem. W tym wypadku bardzo
    znamienne było postępowanie i nauczania „największego spośród narodzonych z
    niewiast” – Jana Chrzciciela. Wypowiadał się w sposób bezpośredni, zdecydowany i
    ostry, co słuchaczy doprowadzało wprost do „kryzysu” spowodowanego przez
    dogłębnie poruszone serce i odpowiedzi wyrażonej w „tak” lub „nie”. Ojciec Pio,
    święty stygmatyk, niejednokrotnie sprawiał ból swoim penitentom, którzy najpierw
    wylewali gorzkie łzy, a potem odradzali się duchowo i zmieniali swoje życie. Nie
    udało mi się jednak spotkać nikogo, kto by uspokoił się wewnętrznie pod wpływem
    słów wypowiadanych publicznie przez Księdza Arcybiskupa. I to mnie bardzo
    niepokoi i zasmuca. Bardzo często otrzymuje telefony i muszę odpowiadać na
    pytanie, których nie chciałbym nigdy usłyszeć. Zadają je ludzie inteligentni,
    zaangażowani w życia Kościoła, dumni z naszej Ojczyzny. Przychodzą do mnie
    starsze osoby w moherowych beretach, by się wyżalić z powodu aroganckich
    pouczeń, jakie słyszą z ust Księdza Arcybiskupa. Czują się lekceważone. Nie
    rozumieją stawianych im zarzutów. Boleją nad tym, że w ustroju demokratycznym
    ogranicza się ich prawo do swobodnego wyrażania swoich przekonań, opinii,
    niepokojów. Prowadzę trudne i rzeczowe dyskusje z wieloma naszymi parafianami,
    którzy przynoszą mi teksty publikowane przez znanych i cenionych autorów
    katolickich – oburzonych i zgorszonych tym, co mówi, pisze i czyni Hierarcha
    patronujący „oświeconym elitom”, zauroczonym fenomenem michnikowszczyzny.
    Sytuacja, w jakiej niespodziewanie znalazłem się, zmusza mnie do głębszego
    przemyślenia tego, co aktualnie dokonuje się w polskiej rzeczywistości
    religijnej, społecznej i politycznej. Czytam zatem różne książki w języku
    polskim i włoskim. Kupuję każda czasopismo, w którym znajduję teksty ks.
    arcybiskupa Stanisław Wielgusa, o. prof. Mieczysława Alberta Krąpca, ks. prof.
    Czesława Bartnika, bo – jak sądzę – trudno podważyć ich dorobek naukowy i
    dostrzegać u nich „zawężenie horyzontów intelektualnych”. Prowadzą szczere
    rozmowy ze znanymi osobami, które analizują od lat taktykę, jaką posługują się w
    swej działalności „przefarbowane lisy” i aroganccy libertyni. Czy to oznacza, że
    podążam drogą wiodącą do „ciemnogrodu”?
    Pragnę być szczery! W wielu przypadkach przyznaję rację Rodakom, którzy oceniają
    krytycznie pewne wypowiedzi i publiczne wystąpienia Księdza Arcybiskupa. Muszę
    to czy-nić, bo w ostatnim czasie coraz bardziej „otwierają mi się oczy” w
    związku z rzetelnym studiowaniem pisanych z proroczym gniewem i żarem książek, w
    których znani autorzy piętnują fałszywą odnowę w Kościele oraz ukazują istotne
    przyczyny powiększającej się ciągle liczby pustych świątyń. Moja śmiałość jest
    tym większa, że Ksiądz Arcybiskup – jak się przypadkowo dowiedziałem – nie odbył
    regularnych studiów na żadnej słynnej uczelni zagranicznej ani nie prowadził
    wykładów na renomowanym uniwersytecie katolickim, ani nie opublikował znaczącej
    pozycji naukowej z zakresu filozofii czy teologii. Artykuły zamieszczane na
    łamach „Gazety Wyborczej” nie mają nic wspólnego z ukazywaniem nadprzyrodzonego
    charakteru nauki katolickiej i nie poszerzają moich horyzontów intelektualnych,
    stąd nie biorę ich w ogóle do ręki. Zapamiętałem prowokującą wypowiedz
    Eugeniusza Ionesco, jednego z ojców teatru absurdu: „W jednym z kościołów
    słyszałem takie oto słowa księdza: „Cieszmy się wspólnie, uściskajmy sobie
    wzajemnie ręce… Jezus serdecznie życzy wam: miłego dnia, dobrego dnia!
    Jeszcze trochę, a na Komunię będzie się urządzało bar z chlebem i winem,
    serwowało kanapki i Beaujolais (…). Nic nam już nie pozostaje, nic stałego,
    wszystko jest w ruchu. A przecież nam potrzebna jest skała”. Benedykt XVI,
    odnosząc się do tej wypowiedzi, stwierdził: „Myślę, że jeśli będziemy słuchać
    tych głosów, ludzi świadomych, że żyją w tym świecie, wówczas jasno zrozumiemy,
    że nie można służyć temu światu przez zwykłe, banalne dostosowanie się do niego.
    Świat nie potrzebuje konsensusu, potrzebne są mu transformacja i ewangeliczny
    radykalizm”.
    Ludzie „potrzebują skały”, Księże Arcybiskupie!
    Nie wolno powodować chaosu w ich umysłach i sercach!
    Nie wolno niszczyć w nich miłości do prawdy!
    Nie wolno narzucać im fałszywych dogmatyzmów libertyńskich!
    Biorę po raz kolejny do ręki książki Dietricha von Hildebranda, jednego z
    największych współczesnych etyków i eksperta Vaticanum II. Pius XII uważał go za
    Doktora Kościoła XX wieku. Poszukuję w jego dziełach odpowiedzi na dręczące mnie
    pytania, jakie stawiam sobie w związku z postępowaniem duchownych, którzy
    zatracają poczucie tego, co nadprzyrodzone, i fałszują prawdziwego ducha
    Chrystusa, Ewangelii i Kościoła. Sądzę, że ponoszą oni w znacznym stopniu
    odpowiedzialność za to, na co Paweł VI uskarżał się w jednej z alokucji:
    „Spodziewaliśmy się po Soborze wiosny, a przyszła burza; spodziewaliśmy się
    odrodzenia, a przyszło samozniszczenie Kościoła”. Jakże boleśnie brzmi to
    wyznanie! Dietrich von Hildebrand wręcz twierdzi, że dostrzega się w dzisiejszym
    Kościele nadzwyczaj sprawnie zorganizowaną „piątą kolumnę”. Tworzą ją biskupi,
    księża, teologowie, którzy utracili wiarę, ale nie występują otwarcie z
    Kościoła, lecz pozują na jego „wybawców” w nowoczesnym świecie. Posiadają
    specyficzną inteligencję, które – w odróżnieniu od prawdziwej inteligencji –
    trafnie nazywa się przebiegłością i wyrachowaniem. Zajmując eksponowane urzędy w
    Kościele, konspirują pod sztandarem reform i postępu w celu zniszczenia go od
    wewnątrz. Autor wyraża swoje oburzenie w jednoznacznie brzmiących słowach: „Jest
    jednak rzeczą nie-pojętą, że konspiracja ta istnieje w Kościele i że są biskupi,
    kardynałowie, a przede wszystkim księża i zakonnicy, którzy przyjmują rolę Judaszy”.
    Dietrich von Hildebrand zwraca uwagę na jedną z najbardziej przerażających
    chorób szerzących się w Kościele, jaką jest letarg strażników wiary. Ma na myśli
    liczną grupę bi-skupów prowadzących strusią politykę, bo się boją bardziej ludzi
    niż Boga. Nie czynią właściwego użytku ze swego autorytetu, gdyż środki masowego
    przekazu mogły by ich okrzyczeć mianem ludzi średniowiecza, małodusznych,
    reakcyjnych. Ulegają zatem duchowi świata i przymykają oczy na upowszechnianie
    heretyckich poglądów przez popularnych teologów, na propagowanie jawnej
    niemoralności, na bluźniercze deformacje kultu chrześcijańskiego. Z drugiej zaś
    strony, zajmują rygorystycznie autorytatywną postawę wobec wiernych, walczących
    o zachowanie nieskażonej wiary. Jest bardzo źle, jeśli biskup podaje jako
    mądrość coś, co tak naprawdę stanowi tajemnicę zła. Czyż hierarchowie nie są
    zobowiązani dochować wierności prawdziwej nauce Kościoła i szanować świętą
    prostotę wiary?
    Zrobiło na mnie ogromne wrażenie wystąpienie austriackiego kard. Christopha
    Schönborna na spotkaniu biskupów Europy w 2008 roku. Wspomniał o ogromnym
    osamotnieniu, jakie Paweł VI przeżywał po ogłoszeniu encykliki „Humanae Vitae”,
    w której bronił życia jako wielkiego daru Boga. Nie tylko wyśmiewali go wrogowie
    moralności ewangelicznej, lecz także zlekceważyli encyklikę biskupi europejscy.
    Zabrakło im odwagi, by powiedzieć „tak” Bogu. Obawiali się, że staną się
    przedmiotem pogardy ze strony wielu ludzi. Nie chcieli płacić zbyt wielkiej ceny
    za zdecydowane poparcie udzielone Pawłowi VI. Zamknęli się lękliwie za drzwiami.
    Nie ze strachu przed Żydami, lecz z lęku przed swoimi wiernymi, przed
    zacietrzewionymi nihilistami, przed dziennikarzami i prasą. Kardynał wyznał:
    „Myślę, że chociaż nie byliśmy biskupami w tamtych latach, to jednak musimy
    żałować za ten grzech europejskiego episkopatu. Musimy żałować ze to, że
    episkopat nie miał od-wagi, by z mocą wspierać Pawła VI, ponieważ dzisiaj nosimy
    wszyscy w naszych diecezjach ciężar konsekwencji tego grzechu”. W świetle
    niepokojących słów, jakie wypowiedział Hierarcha wiedeński, dostrzegam
    aktualność ostrzeżenia Chrystusa, iż moce ciemności starają się uderzyć w
    pasterzy, by rozproszyły się owce (por Mt 25, 31). Ileż zła można wyrządzić
    katolikom, jeśli biskupi ulegają lękowi i kryją się za zamkniętymi drzwiami!
    W ostatnim czasie wpadła mi w ręce książka Petera Bielika zatytułowana
    „Masoneria”. Natrafiłem w niej na „masońskie proroctwo” J. Breyera, który
    zapowiedział, że „Kościół rzymski będzie zniszczony głównie w wyniku
    doktrynalnego rozkładu wśród kleru”. Przeraziły mnie te słowa. Zacząłem zgłębiać
    tajemnice masonerii – największego nieszczęścia naszych czasów. Masoni
    opowiadają się po stronie Szatana, który toczy zaciętą walkę z Chrystusem.
    Jacques Mitterand, arcymistrz Wielkiego Wschodu Francji, ogłosił na głównym
    konwencie w 1962 roku, że wolno-mularstwo staje się anty-Kościołem. Masoni
    podejmują wielorakie działania, by nawiązać współpracę z biskupami i kapłanami
    katolickimi w celu przyciągnięcie ich do swoich szeregów. Jest prawdą, że już w
    pierwszym okresie dziejów masonerii, wbrew zakazowi Stolicy Apostolskiej,
    wstępowało wielu duchownych do lóż wolnomularzy. Planowali przeprowadzenie
    radykalnych zmian w Kościele za cenę „pogodzenia” katolicyzmu z
    antychrześcijańskim duchem oświecenia. Tajna przynależność do masonerii
    duchownych katolickich trwa przez pokolenia do naszych czasów i ma swoją smutną
    historię. Z lektury poważnych opracowań naukowych można dowiedzieć się, że
    konsekrowani słudzy Kościoła również obecnie stają się mniej czy bardziej
    świadomie „współpracownikami” Szatana na ziemi, co szokuje, budzi gniew i
    odrazę, gorszy. Zdrajcy w fioletach, sutannach i habitach! Są ruchliwi,
    pracowici, dynamiczni. Nie hołdują starym dogmatyzmom ani przeżytym formułom
    ustalonym w minionych czasach, ani irracjonalnym przesądom sprzecznym z
    dzisiejszą nauką. Nie mają nic wspólnego z ortodoksami i fundamentalistami
    chrześcijańskimi. Rozumieją współczesność i pragną przystosować Kościół do ducha
    czasu, by umożliwić mu przetrwanie. Mówią ustawicznie o sobie, że są otwarci na
    świat, na nowe prądy intelektualne, na rozsądne kompromisy, na wszystkie
    religie. Nie zamierzają nikogo nawracać, ponieważ respektują myśl humanistyczną,
    przywiązują istotne znaczenie do dialogu, poszukują porozumienia i jedności.
    Zaprzeczają praw-dom objawionym, odrzucają „konserwatyzm”, dopuszczają
    anty-koncepcję, przeciwstawiają się „dyktaturze” Rzymu. Bardzo przyjazne są dla
    nich media, które upatrują w nich intelektualną elitę Kościoła i nagłaśniają ich
    „niebanalne” wypowiedzi. Czyżby „postępowi” duchowni nie wiedzieli o tym, że
    Kościół odrzuca wolnomularstwo, podając istotne racje i uzasadnienia? W swej
    funkcji nauczającej potępił masonerię ponad 400-krotnie. Papież Pius VI zauważył
    w 1775 roku, że masoni ukrywają nikczemność swojej doktryny pod atrakcyjnymi
    słowami i pięknymi sformułowaniami, aby przyciągnąć i oszukać wielu ludzi.
    Czyżby współczesna masoneria uwzględniała gorzką prawdę wyrażoną przez odważnego
    papieża? Przeraża mnie zdeprawowanie moralne i ideowe duchownych, którzy
    poszukują właściwego dla siebie miejsca w armii Antychrysta. Czują się
    szczęśliwi w radosnym uścisku Szatana. Chadzają z dumą po rozświetlonych
    posadzkach sal, gdzie nigdy nie wpuszcza się sumienia. Mijają w złowrogim
    milczeniu żarliwych katolików, których dusze darzy wolnością i szlachectwem
    Chrystus – jedyny Pośrednik naszego zbawienia. Przyjmują ochoczo odznaczenia,
    jakie im przyznają szaleńcy ze ślepiami płonącymi czerwoną krwią. Czy zasługuje
    na szacunek duchowny, angażujący się w urzeczywistnianie lucyferycznego porządku
    świata?
    Biskupi muszą przeciwstawiać się pokusom Antychrysta!
    Nie mogą wskrzeszać czasów Judasza!
    Nie mogą podawać śmiercionośnej czaszy chrześcijanom!
    Nie mogą przymykać oczu na zło wdzierające się do Kościoła!
    Dostrzegam problem. Ksiądz Arcybiskup nie tylko popiera bezkrytycznie Unię
    Europejską, lecz także zbyt często kpi w sobie właściwy sposób z rodaków, którzy
    oceniają rzeczywistość polityczną przez pryzmat wiary i nie chcą przyjąć
    „pierścienia z rubinem, ofiarowanym im przez Lucyfera”. Wyznają bowiem pogląd,
    że porządek świecki powinien być kształtowa-ny zgodnie z wolą Boga i według Jego
    przykazań, gdyż w przeciwnym razie łajdacy będą pomiatać ludźmi prawymi i
    otrzymają za to słowa uznania, duże pieniądze i ordery. Czyż nie należą do
    tradycji laickiej gilotyna, łagry i krematoria? W czyim interesie niszczy się
    chrześcijańskie korzenie, z których wyrasta Europa? Czyżby świadomie
    „przeoczono” to, że świat bez Boga obraz się zawsze przeciw człowiekowi?
    Na obecnym etapie historycznego rozwoju Europy istotną rolę odgrywa masoneria,
    realizująca konsekwentnie wypracowaną w poprzednich wiekach wizję laickiej
    Republiki Globu pod jednym rządem światowym, inspirowanym przez Radę
    Wtajemniczonych Mędrców. Ma w niej obowiązywać porządek światopoglądowy,
    społeczny i gospodarczy, nazwany przez św. Augustyna kilkanaście wieków temu
    Państwem Szatana. W jawnie masońskim Nowym Wspaniałym Świecie wszystko będzie
    znaczone pieczęcią Antychrysta. Człowiek zdetronizuje Boga i zajmie Jego
    miejsce. Zagaśnie światło Chrystusa i zniknie Jego ślad z powierzchni ziemi.
    Pojawi się super-Kościół, który powstanie z połączenie różnych religii i będzie
    miał zaplecze okultystyczne. W masońskim „Państwie Człowieka” będą zamieszkiwać
    jedynie prawdziwi ludzie – istoty wolne, myślące w sposób nieskrępowany,
    decydujące samo-dzielnie o dobru i złu moralnym; natomiast osoby niezdolne do
    realizacji wartości głoszonych przez masonerię – zostaną całkowicie
    wyeliminowane „z gry”. Dyktatura masońska okaże się na tyle silna, by móc zmusić
    Boga do kapitulacji i wyemigrowania z cywilizacji opartej na poszanowaniu
    nie-przemijających wartości, za jakie uznano: Wolność, Równość, Braterstwo i
    Tolerancję. Stworzenie ogólnoświatowej federacji wymaga przejścia niezbędnego
    etapu, który jest utożsamiany – zgodnie z wizjami ideologów opracowujących
    lucyferyczny porządek wspólnoty o światowym zasięga – z urzeczywistnieniem
    fascynującego projektu politycznego, jaki stanowi Unia Europejska spod znaku
    Maastricht. Masoneria zaczęła tworzyć odpowiedni grunt pod budowę wspólnego domu
    europejskiego już w XVIII wieku, szerząc kosmopolityzm, działając na rzecz
    wolnej myśli, świeckości państwa i tolerowania wszelkich kultów, promując
    humanizm uniwersalny. Zgodnie z filozofią masonerii prawdziwym społeczeństwem
    jest tylko ludzkość i powinna ona zjednoczyć się w jedno państwo, by móc posuwać
    się naprzód poprzez postęp, który jest rozwojem mocy, inteligencji i dobrobytu.
    Po upadku państwa kościelnego masoni ogłosili, że tron papieski musiał upaść, by
    mogły powstać Zjednoczone Państwa Europejskie pod flagą republikańską. W 1927
    roku konwent lóż masońskich zadekretował, że przy każdej nadarzającej się okazji
    należy słowem i pismem tworzyć przestrzeń pozytywnie nastawioną do budowy
    Zjednoczonych Państw Europejskich. Aristide Briand w 1929 roku zgłosił w
    parlamencie francuskim projekt utworzenia Stanów Zjednoczonych Europy z jedną
    władzą federalną i współpracą ekonomiczną. Nie był to jednak odpowiedni czas, by
    można było podjąć próbę realizacji kontrowersyjnego projektu politycznego. W
    pierwszych latach po zakończeniu drugiej wojny światowej zaczęto znowu odnosić
    się ze zrozumieniem i życzliwością do realizacji idei Zjednoczonej Europy, bo –
    jak sadzono – będzie można skutecznie przeciw-stawiać się tendencjom prowadzącym
    do wojny. Masonom udało się nakłonić do współpracy trzech znaczących polityków
    katolickich: Roberta Schumana, Konrada Adenauera i Alcide De Gaspari’ego.
    Przyszłość Unii Europejskiej ma wyznaczać eurokonstytucja, które została
    zredagowana przez jednego z czołowych masonów francuskich i byłego prezydenta –
    Velery’go Giscarda d’Estaing. Opiera się ona zasadniczo na bazie dawnych
    traktatów, niemniej przywiązuje większe znaczenie do ideologii niż do spraw
    gospodarczych i administracyjnych. Stara się normować wszystkie dziedziny życia
    w państwach członkowskich, łącznie za sferą światopoglądową, moralną i duchową.
    Posługuje się przewrotnie rozumianymi pojęciami: wolności, wyższości prawa nad
    osobą, bezpaństwowości, pluralizmu, równości i tolerancji. Podstawę
    intelektualną przyjętej oficjalnie eurokonstytucji stanowią – liberalizm, nowa
    lewica, socjal-demokracja i postmodernizm. Z gruntu są one ateistyczne, burzą
    wszelkie prawa historii, kultury duchowej, tradycji. Eurokonstytucja zabezpiecza
    jedność Europy pod względem gospodarczym, administracyjnym i politycznym.
    Narzuca jednak krajom członkowskim całą swoją ideologię na sposób nowej religii,
    z czym się łączy lekceważenie wiary i przekonań etycznych katolików
    zamieszkujących w Europie. Nie odwołuje się do Boga, co świadczy o oderwaniu
    Europy od jej korzeni chrześcijańskich i zmianie pierwotnego kursu integracji
    europejskiej. Wspiera rozwijający się w kręgu eurokratów sekularyzm – ideologię
    zeświecczenia sfer życia uważanych dotąd za sakralne. Ignoruje uniwersalny
    charakter Kościoła i redukuje jego status do poziomu lokalnych stowarzyszeń,
    będących two-rami czysto ludzkimi. Uznaje relatywizm poznawczy i moralny jako
    istotny element demokracji oraz odrzuca w imię tolerancji z zasady wszystko, co
    się nie zgadza z laickością. Opiera na błędzie antropologicznym koncepcję praw
    człowieka, które są ujmowane dość płytko, bez ściślejszego związku z kulturą
    europejską, wskutek czego zapewnia ateistom uprzywilejowaną pozycję w życiu
    publicznym, natomiast katolików spycha na margines społeczeństwa. Najbardziej
    nieludzkie i barbarzyńskie prawa zostały sformułowane w odniesieniu do
    małżeństwa i rodziny, by w imię ideologii nikczemnej wolności zdegradować
    naturalną strukturę rodziny jako wspólnoty opar-tej na przymierzu mężczyzny i
    kobiety. A zatem małżonkowie nie muszą dochowywać sobie wierności i każdy z nich
    może swobodnie cudzołożyć. Kobieta ma prawo zesłać swoje dziec-ko „żywcem w
    ziemi łono”. Należy się odnosić z szacunkiem i podziwem do dewiantów, którzy
    profanują miłość w nienaturalnych związkach homoseksualnych. Nie wolno zakazywać
    uprawiania rozpusty w świetle reflektorów ani korzystania z usług prostytutek w
    prywatnych burdelach, ani odzierania z niewinności dorastających dziewcząt. Czyż
    nie oznacza to bezczelnego ubliżania Bogu?
    Unia Europejska przejawia coraz większą chrystofobię – alergię na Chrystusa i
    Jego Orędzie zbawcze. Od momentu Wcielenia, kiedy odwieczny Syn Boży stał się
    człowiekiem dla naszego zbawienia, Chrystus nie tylko wszedł w historię
    ludzkości, lecz także wtargnął w egzystencję każdego człowieka, nie prosząc
    nikogo o wyrażenie zgody. Wiara w Jego zbawcze posłannictwo stanowi najgłębsze
    źródło życia i entuzjazmu dla każdego chrześcijanina, który łączy swój los z
    Jego losem. Jest ona ukrytą siłą i wszystko uszlachetnia w człowieku: urodzenie
    i miłość, walkę z własną słabością i pomnażanie dorobku ludzkości, cierpienie i
    śmierć. Nie wolno jednak zapominać, że jest ona również dramatem zbawienia lub
    klęski, prawdy lub fał-szu, dobra lub zła. Apostoł ostrzega: „Każdy zaś duch,
    który nie uznaje Jezusa, nie jest z Boga; i to jest duch antychrysta” (1 J,
    4-3). Ileż nikczemnych działań podejmuje Unia Europejska, by potwierdzić swą
    uległość duchowi antychrysta! Zakazuje publicznie mówić o Chrystusie, by można
    było oddawać się spokojnie bałwochwalstwu w społeczeństwie demokratycznym.
    Eliminuje Jego zasady z cywilizacji łacińskiej ukształtowanej przez Kościół
    zatroskany o zbawienie każdego człowieka. Oskarża Go przed aroganckimi
    trybunałami za to, że uczy ludzi działać i służyć, przebaczać i walczyć,
    cierpieć i miłować. Zabrania wolnym obywatelom dostrzegać nieomylne objawienie
    Boga w Tym, który potwierdził swą miłość do człowieka na Krzyżu, bo – jak się
    ustawicznie powtarza – w społeczeństwie postmodernistycznym ludzie powinni
    kierować się nienawiścią, zaspokajać każde swoje egoistyczne pragnienie i czuć
    się sprawcami własnej klęski. Nie jest potrzebny Chrystus, by móc nadać światu
    oblicze ludzkie i osiągnąć prawdziwe szczęście, ponieważ w realizacji tych
    wzniosłych zamysłów wystarczy odwoływać się do ideologii ateistycznych,
    wykorzystywać osiągnięcia naukowe i organizować racjonalnie sprawy doczesne.
    Zdominowana przez terrorystów ideologicznych Unia Europejska manifestuje coraz
    silniejszą chrystianofobię – irracjonalne i nienawistne nastawienie wobec ludzi
    wierzących w Chrystusa. Nie zasługują oni na szacunek, bo pokładają swoje
    nadzieje w Kimś, Kto im zapewnia uczestnictwo w swoim zwycięstwie odniesionym
    nad grzechem, piekłem i Szatanem. Nie dostrzegą się w nich braci w
    człowieczeństwie, chociaż ustawicznie powtarza się wzniosłe słowa na temat
    współczesnego humanizmu, kodeksu praw ludzkich, postępu cywilizacyjnego. Nie
    wyraża się zgody na to, by powstrzymywali rękę członków „rodu Antychrysta”,
    którzy skierowują najbardziej morderczą bron przeciwko współczesnej ludzkości.
    Zabrania się im wchodzić do parlamentu, bo przeciwdziałają ustanawianiu praw
    inspirowanych przez Diabła. Oskarża się ich o to, że nie zaprzeczają nauczaniu
    Kościoła ani nie wspierają panoszącej się laicyzacji. Wyszydza się ich tęsknoty
    za tym, czego nie możne znaleźć w najpopularniejszym banku, na międzynarodowej
    wystawie, w supermarkecie wzniesionym na gruzach świątyni. Odmawia się im prawa
    do wyrażania swego wstrętu wobec perfidii i kłamstw polityków, wobec intryg
    żądnych władzy libertyńskich biurokratów, wobec bezdennej chciwości bankierów.
    Wymierza się im kary za ukazywanie zasadniczych różnic istniejących między
    wyznawcą Chrystusa a czcicielem Lucyfera, między świętością a podłością, między
    dziewicą a dziwką. Nie docenia się ich zasług, jakim szczycą się w konsekwentnym
    przeciwstawianiu się rzucaniu ludzi „lwom na po-żarcie”. Czyżby udało się
    jakiemuś masonowi w Unii Europejskiej wykazać w sposób naukowy, że uczniowie i
    naśladowcy Chrystusa zapoczątkowali „rasę zadżumionych” na Starym Kontynencie?

    Trzeba wsłuchiwać się w głos eurosceptyków, Księże Arcybiskupie!
    Nie wolno z nich szydzić!
    Nie wolno ich traktować w sposób niesprawiedliwy!
    Nie wolno nimi pomiatać na libertyńską modłę!
    Nie potrafię pojąć, jak doszło do tego, że Ksiądz Arcybiskup publicznie
    manifestuje swoją nienawiść wobec słuchaczy Radia Maryja i za wszelką cenę
    pragnie zniszczyć o. Tadeusza Rydzyka. Libertyńscy dewianci intelektualni i
    moralni nazywają ich pogardliwie „moherowymi bertami” i upatrują w nich
    reprezentantów rzekomo gorszej Polski – nienadążającej za duchem czasu i
    zdominowanej przez „kaznodzieję nienawiści” w zakonnym habicie. Nie szanują
    zatem ich godności osobistej i nie uznają ich praw otrzymanych od Boga.
    Zarzucają im prymitywizm intelektualny i bezmyślną pobożność. Wyszydzają to, co
    mówią o swoich odczuciach, przemyśleniach, niepokojach, bo – jak twierdzą
    liberalni celebryci – nie ma sensu wsłuchiwać się w głos „nieuków”,
    zbałamuconych fanatyków różańca”, bez-krytycznych „obrońców ciemnogrodu”.
    Wspierają wszelkie działania, które mają ich ośmieszyć i upodlić. Czy
    jakikolwiek duchowny może stanąć po stronie liberałów, znajdujących upodobanie w
    podejmowaniu iście judaszowskich działań?
    Bądźmy sprawiedliwi! W najtrudniejszym okresie naszej powojennej historii, gdy
    Judasze o znanych nazwiskach pogardzali publicznie Ojczyzną, wyśmiewali wiarę
    chrześcijańską i prześladowali duchownych, ludzie noszący obecnie moherowe
    berety manifestowali swoje uczucia patriotyczne, uczestniczyli w masowych
    nabożeństwach religijnych i składali ofiary pieniężne na potrzeby Kościoła. W
    ówczesnych uwarunkowaniach politycznych okazywane przez nich przekonania
    religijne, szczere uczucia patriotyczne i mężne postawy – stanowiły jedyną
    realną siłę, której obawiały się władze komunistyczne. Wydaje mi się, że w
    czasach obecnej transformacji ustrojowej prestiż i pomyślność naszej Ojczyzny
    zależy bardziej od uczciwości prostych ludzi słuchających Radia Maryja aniżeli
    od telewizyjnych wystąpień Księdza Arcybiskupa.
    Trzeba o tym pamiętać! W czasach PRL-u starano się podważyć autorytet biskupów
    polskich ze względów politycznych. Nikczemne działania nie przyniosły
    oczekiwanych rezultatów i w obecnej rzeczywistości społecznej katolicy nadal
    okazują posłuszeństwo w wierze wszystkim biskupom, którzy trwają w łączności z
    papieżem i poczuwają się do odpowiedzialności za realizację zbawczego
    posłannictwa Kościoła. Pragną jednak być szanowani i doceniani przez każdego
    biskupa, bo nie są takimi, za jakich uważają ich liberałowie, post-komuniści i
    nihiliści – „ciemniakami”, „moherowymi beretami”, „oszołomami”. Trzeba pamiętać,
    że skuteczność pełnionej posługi biskupiej zależy od ich modlitw, żarliwości
    religijnej i ofiar, a nie od poparcia celebrytów spotykanych w „różowym
    salonie”. Czyżby o tym nie wiedzieli hierarcho-wie, którzy poklepują się po
    ramieniu z pogromcami „katolickiego motłochu”?
    Wydaje mi się, że w aktualnej rzeczywistości polskiej lekceważenie prawych
    katolików, broniących prawd wiary i piętnujących wszelkie dewiacje moralne,
    staje się coraz bar-dziej widoczne. Ks. prof. Czesław Bartnik wielokrotnie już
    ostrzegał w swoich publikacjach, że pewna grupa duchownych przejawia brak zmysłu
    kościelnego i spełnia bezkrytycznie różne życzenia liberałów, którzy chcą
    reformować Kościół polski w myśl ideologii zachodniej i syjonistycznej.
    Przeszkadza im bowiem Kościół ludowy, strzegący etyki i ładu, służący na-rodowi
    i Polsce, więc pragną uczynić go „otwartym”, aspołecznym, apolitycznym. Bardzo
    niepokoi to, że grupa krzykliwych i dominujących duchownych odrzuca Kościół
    ludowy jako rzekomo antysemicki i tworzy sobie Kościół teatralno-salonowy. W nim
    sprowadzają swoją obecność do celebrowania uroczystości z politykami i
    urzędnikami, natomiast mniejszą wagę przywiązują do obrony zwykłych obywateli,
    do rozwiązywanie trudnych problemów społeczno-politycznych, do wspierania osób
    przegranych życiowo. A niekiedy wręcz zajmują postawę arystokratyczną i wyniosłą
    wobec „ciemnoty”, o czym świadczą niewybredna ataki na miliony prostych
    słuchaczy Radia Maryja. Jest czymś niezrozumiałym i skandalicznym, jeśli
    przedstawiciel hierarchii kościelnej podejmuje próbę kneblowania ust uczciwym
    katolikom, by nie mogli informować braci w wierze o swoich bolączkach i dzielić
    się z nimi swoimi „nieliberalnymi” poglądami. Czy wolno zapominać o tym, że
    duchowieństwo było kiedyś ostoją wolnej Polski?
    Ks. abp Stanisław Wielgus zwraca uwagę na nikczemną rolę liberalnych mediów,
    które zwalczają zaciekle Kościół, promując neopogaństwo, broniąc wszelkich
    anomalii moralnych i ośmieszając żarliwych katolików. Nie wolno w nich atakować
    judaizmu czy islamu ze względu na szacunek należny człowiekowi żyjącemu w
    społeczeństwie pluralistycznym. Katolicyzm natomiast może być krytykowany,
    wyśmiewany i lżony przez prymitywnych polityków, pseudoartystów i zboczeńców,
    którzy pragną zyskać rozgłos wskutek manifestowania własnej głupoty i okazywania
    pogardy ludziom poszukującym swego miejsca w Kościele – wspólnocie osób
    powołanych do zbawienia. Ksiądz Arcybiskup wyraźnie ubolewa nad tym, że
    „sekularne siły” oraz ich media dla uwiarygodnienia stawianych Kościołowi
    zarzutów i pokus, wykorzystują pewnych duchownych, wybranych i wszechstronnie
    przez siebie promowanych jako moralne i intelektualne autorytety, po to, by
    oskarżali Kościół o fundamentalizm, ciemnotę, zaściankowość, brak otwarcia na
    świat”. Jakże niepokojące i bolesne jest stwierdzenie, że istnieją duchowni i
    biskupi, którzy pragną, by świat zaliczył ich do swoich „intelektualnych elit”!

    Nie można tworzyć Kościoła salonowego, Księże Arcy-biskupie!
    Jakże niebezpieczne okazuje się zafascynowanie „ewangelią krzywdzącej mądrości”!

    Ileż cierpień zadaje się słuchaczom Radia Maryja, upa-trując w nich jedynie
    sekciarzy!
    Jakże trudno zaufać pasterzowi, który nie potrafi odpędzić wilka, czyhającego u
    bram „owczarni Pana”!
    Proszę mi wybaczyć ostre słowa. Gorszy mnie postępowa-nie Księdza Arcybiskupa,
    manifestującego publicznie „zauroczenie” działalnością głównego ideologa
    postkomunizmu i popierającego redagowaną przez niego „Gazetę Wyborczą”. Uważam
    to za bezmyślne flirtowanie z małpującymi religię post-komunistami i liberałami,
    co należy wyraźnie napiętnować jako działanie osłabiające wiarygodność
    duszpasterzy – głosicieli słowa Bożego i sługi Pańskich ołtarzy. Biskup powinien
    czuć się szczęśliwy wówczas, gdy spotyka się z życzliwością ze strony swoich
    wiernych, bo do nich został posłany i ma obowiązek im głosić słowo Boże z
    ambony, z nimi celebrować Eucharystię w świątyni, im oddawać swoje serce i swój
    czas. Trudno znaleźć jakiekolwiek usprawiedliwienie dla pasterza, który w swoich
    słowach, zachowaniach i działaniach solidaryzuje się z wilkami czatującymi u
    wrót jego owczarni. W naszej historii najwybitniejsi duchowni bronili zawsze
    braci w wierze i potrafili wypominać grzechy możnym świata pogrążonego w złu.
    Nie jest tytułem do chwały zdobycie uznania „różowego salonu” i redaktorów
    „Gazety Wyborczej” – dziennika amputującego świadomość historyczną Polaków,
    podważającego wartości chrześcijańskie i wspierającego wściekłą kampanię
    antykościelną. Czy Ksiądz Arcybiskup zna załgany życiorys „świętego guru”
    liberalnych demokratów, którzy ustawicznie zarzucają narodowi polskiemu
    ciemnotę, antysemityzm, szowinizm i homofobię? Czemu ma służyć graniczące z
    amokiem uwielbienie dla redaktora „Gazety Wyborczej”? Czyżby polscy katolicy
    musieli poddać się moralnemu terrorowi „nietykalnego guru”, wypromowanemu przez
    znane powszechnie „ciemne siły”?
    Ks. bp Adam Lepa stwierdza, że „Gazeta Wyborcza” to jeden z najpotężniejszych
    środków antyewangelizacji w Polsce. Na jej łamach pojawiają się ustawicznie
    teksty wrogie religii i Kościołowi oraz eksponujące antychrześcijańskich
    nienawistników, perfidnych w upowszechnianiu ateistycznych kłamstw,
    posługujących się epitetami, a nie argumentami, ostrzegających przed tworzeniem
    państwa wyznaniowego. Prowadzonej zręcznie podjazdowej „wojnie szarpanej”
    towarzyszy hipokryzja, by móc skutecznie realizować zamierzone cele. Prof. Jerzy
    Robert Nowak przeanalizował bardzo rzeczowo wkład „Gazety Wyborczej” w walkę z
    Kościołem i wzywa wierzących Polaków do stanowczego przeciwdziałania temu
    wszystkiemu, co czynią zakłamani „truciciele dusz” w oparciu o cyniczną zasadę:
    „Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek”. Profesor uważa, że w Polsce mamy obecnie
    do czynienia z groźniejszą kampanią ateizującą niż w PRL-u, o czym świad-czą
    agresywne publikacje antykościelne zamieszczane w różnych wpływowych dziennikach
    i we wszystkich wielonakładowych tygodnikach ilustrowanych. W przypadku „Gazety
    Wyborczej” ostrzega przed jątrzącymi tekstami antyreligijny-mi, jakie się
    ukazują na jej łamach w celu „podgryzania” religii i Kościoła. Autorzy
    nikczemnych publikacji starają się:
    podważać obłędny szacunek, jakim cieszy się religia w społeczeństwie polskim, a
    w pewnych przypadkach mówi się wręcz o „przekleństwie katolicyzmu”;
    propagować różnego rodzaju antywartości, diametralnie sprzeczne z wartościami
    chrześcijańskimi;
    ukazywać zdeformowany obraz Kościoła, który przejawia obsesję zagrożenie duchem
    laickiego państwa i potrafi jedynie przemawiać językiem monologu, monolitu,
    krucjaty, przypisując jedynie sobie zasługi w przezwyciężeniu systemu
    komunistycznego w Polsce;
    podważać nauczanie i autorytet Jana Pawła II, którego uznaje się za wielkiego,
    a jednocześnie zarzuca mu się „anachronizm”, rozminięcie się z duchem naszych
    czasów, rygoryzm odpychający wiernych od Kościoła;
    formułować absurdalne zarzuty pod adresem polskich biskupów, oskarżanych nie
    tylko o mieszanie się do polityki, lecz także o ubóstwo intelektualne i duchowe;

    upowszechniać złośliwe twierdzenia i opinie wypowiadane przez zbuntowanych
    duchownych – zawieszonych w obowiązkach kapłańskich, ujawniających pikantne
    historie z życia kleru, piętnujących nadużycia władzy kościelnej;
    przekonywać o istnieniu rzekomych związków między katolicyzmem a przemocą
    kobiet w rodzinie i społeczeństwie;
    bronić praw artystów do wyrażania w artystycznej formie kłamstw i bluźnierstw,
    obrażających uczucia religijne katolików;
    uzasadniać znaczenie szczególnych walorów homoseksualistów i miłości
    lesbijskiej, bo – jak argumentują – „najwybitniejsi ludzie na świecie to
    homoseksualiści”;
    atakować w sposób bezwzględny o. Tadeusza Rydzyka i założone przez niego Radio
    Maryja – medium katolickie, które stanowi fenomen współczesnego katolicyzmu
    polskiego.
    Polacy potrafią krytycznie myśleć, Księże Arcybiskupie!
    Nie pozwalają ogłupiać się duchownym!
    Nie przymilają się do jadowitej żmii!
    Nie wymawiają ze czcią imienia każdego biskupa!
    Muszę to powiedzieć! Nie mogą opanować złości, gdy słyszę patetyczne i niemądre
    słowa, jakie Ksiądz Arcybiskup wypowiada ku czci Jerzego Owsiaka – autora
    amoralnego hasła: „Róbta, co chceta” i organizatora „Woodstocków”, uznawanych za
    przedsionek „piekła na ziemi”. Nie wolno nakładać „aureoli” na głowę kogoś, kto
    sprzyja demoralizacji młodzieży i udzielę subkulturowym chuliganom rozgrzeszenia
    konieczne-go dla uspokojenia ich sumień. Trzeba dokładnie przeanalizować to, co
    piszą na temat działalności charyzmatycznego guru „dzieci New Age” znani w
    Polsce publicyści, pedagodzy, księża. Wydaje mi się, że Kościół szczyci się
    wieloma wspaniałymi i świętymi wychowawcami, których warto ukazywać jako wzory
    godne naśladowania dla dzisiejszych duszpasterzy dzieci, młodzieży, studentów.
    Czy Ksiądz Arcybiskup rzeczywiście może być „zauroczonym” kimś, kto niszczy w
    nastolatkach młodzieńczy idealizm i sprowadza ich z drogi cnoty ku bagnu
    moralnemu? Czy „bełkocący” dyrygent WOŚP wprowadził kogokolwiek z młodych
    chłopców czy dziewcząt na wyżyny bohaterstwa, heroizmu i świętości? Czy wolno
    schlebiać młodzieży poprzez proponowanie jej luzów moralnych, by zdobyć wśród
    niej tanią popularność?
    Kim jest „idol” Księdza Arcybiskupa?
    Jerzy Owsiak deklaruje się jako „niechodzący do kościoła katolik”. Wychował się
    w ateistycznym środowisku – matka była osobą niewierzącą, a ojciec należał do
    partii i był wysoko postawionym milicjantem. Chłopak wyrósł na „wielkiego
    człowieka”, chociaż – jak sam o tym mówi – w szkole przebijał nauczycielom opony
    w samochodach i palił dzienniki szkolne. W specyficznych warunkach politycznych
    został „dostrzeżony” i wylansowany przez liberalno-lewicowe media jako
    największy specjalista od dobroczynności. Doceniono w nim nie tylko umiejętność
    realizacji ideologii maksymalnego „luzu”, lecz także odważne manifestowanie
    niechęci do Kościoła katolickiego. Eksponowanie dobroczynności w jego wydaniu
    miało „przesłonić” ogromną pracę charytatywną Caritasu. Trzeba pamiętać, że w
    tym samym czasie, gdy dyrygent wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy przekazał
    20 milionów na cele charytatywne, organizacja kościelna dała 200 milionów na
    wsparcie osób potrzebujących jakiejkolwiek pomocy, ale o tym nie mówi się w
    mediach. Czyżby nikt nie poinformował Księdza Arcybiskupa o tym fakcie, o którym
    powinni wiedzieć wszyscy członkowie Episkopatu Polski?
    Trudno pomijać to, że Jerzy Owsiak jest powiązany z Hare Kryszna – jedną z
    najbardziej niebezpiecznych sekt, której doktryna i etyka są całkowicie
    sprzeczne z chrześcijaństwem. W wielu krajach sekta jest zakazana przez władze
    publiczne. Idol medialny odbył podróż do Indii. Zaprasza krysznitów na imprezy
    organizowane pod patronatem WO-ŚP. Uczestniczył w zaślubinach kilku par młodych
    wyznawców Kryszny; pełnił nawet wraz z małżonką rolę świadka w czasie tych
    ślubnych uroczystości. Na jednym z „Przystanku Woodstock” uczestniczył w
    oficjalnym otwarciu „Pokojowej wioski Kryszny”. A zatem nie sądzę, by
    „przypadkowo” wypowiedział kiedyś ze sceny słowa: „Teraz podziękujmy maharadży
    za modlitwę do Kryszny, który sprawił, że jest ładna pogoda, nie pa-da deszcz”.
    Czemu ma służyć szerzenie wśród polskiej młodzieży idyllicznego obrazu sekty
    wywodzącej się z Indii? Czyżby rzeczywiście chodziło o nakłonienie młodych
    Polaków do wyparcia się Chrystusa i przyłączenia się do wielbicieli
    najdostojniejszego z plejady bogów hinduskich? Czy Ksiądz Arcybiskup może
    spokojnie patrzeć, jak młodzież omija Kościół w drodze do „Pokojowa Wioski
    Kryszny”?
    Śledziłem obecność Księdza Arcybiskupa na jednym z „Przystanków Woodstock”.
    Analizowałem dokładnie „niebanalne” odpowiedzi udzielane na liczne pytania –
    banalne, podstępne, bezczelne. Przypatrywałem się spontanicznym gestom,
    wykonywanym w świetle kamer z myślą o wywarciu wrażenia na opinii publicznej.
    Dziwiłem się, że tak mało uczestników nagłaśnianej w mediach imprezy przyszło na
    spotkanie z „najznamienitszym” Hierarchą Polskim. Myślałem o idiotycznym
    stwierdzeniu jednego z redaktorów, uprawiających kabotynizm: „Tu jest Polska”.
    Utrwaliłem się w osobistym przeświadczeniu, że libertyńskie zloty i koncerty, po
    których zakończeniu pozostają jedynie butelki po wódce i opakowania po
    prezerwatywach, nie są właściwym miejscem dla spotkań katolickiego biskupa z
    młodymi buntownikami, którzy rzucają bluźnierstwa pod adresem Boga, Kościoła i
    kapłanów. Nie obawiam się wyrazić swojej opinii! Interesuję się Sokratesem, św.
    Augustynem, M. Schelerem. Przeczytałem wiele dzieł etycznych geniuszy ludzkości,
    co poszerzyło moje horyzonty intelektualne, uświadomiło mi konieczność
    przestrzegania obiektywnych zasad etycznych, uwrażliwiło na po-ważne traktowanie
    powinności, jaką przeżywamy w zetknięciu się z dobrem. W swojej pracy
    wychowawczo-duszpasterskiej staram się wzorować na trzech znanych, szanowanych i
    podziwianych mistrzach w kształtowaniu młodych charakterów: św. Janie Bosco,
    Badenie Powelu i Januszu Korczaku. Pogłębiam ustawicznie znajomość ideologii
    współczesnego wychowania chrześcijańskiego, by móc wspierać coraz skuteczniej
    młodych w ich rozwoju duchowym, moralnym, społecznym. Słysząc pochwalne hymny,
    jakie hierarchowie polscy wyśpiewują ku czci „bełkotliwego” nihilisty moralnego,
    zaczynam wątpić w sens tego, co czynię dla dobra młodzieży. I wówczas
    przypominam sobie fraszkę J. Sztaudyngera, który w sposób trafny, przenikliwy i
    dowcipny potrafił wyrazić coś, co jest aktualne w każdym czasie:
    „Czasem głupoty człowiek sobie życzy,
    Bowiem w mądrości tyle jest goryczy”.
    Katolicy omijają „folwark Szatana”, Księże Arcybiskupie!
    Nie wolno im w tym przeszkadzać!
    Nie wolno ich nakłaniać do zmiany orientacji życiowej!
    Nie wolno z nich szydzić z powodu respektowania moralności chrześcijańskiej i
    przejawiania troski o właściwe wy-chowanie młodzieży!
    Znam swoje miejsce w Kościele! Nie mam prawa upominać Księdza Arcybiskupa ani
    nie zamierzam tego czynić. Szanuję jednak prawowiernych katolików i żarliwych
    patriotów, od których uczę się ciągle czegoś nowego, bo więcej ode mnie
    przeżyli, przecierpieli, przemodlili. Mam niezłomną na-dzieję, że nigdy nie
    zdradzą mnie za judaszowskie eurosrebrniki ani nie porzucą w obliczu napotkanych
    przeciwności losu. Potrzebne są ich modlitwy, żarliwe działania w obronie
    polskości i wdowie grosze, by Polska pozostała nadal Polską – moją Ojczyzną,
    która niejednokrotnie już była miejscem cudów nad Wisłą. W szczególnych
    sytuacjach, gdy Ksiądz Arcybiskup wyciska słone łzy z ich oczu, okazuję im
    życzliwość, staram się podtrzymywać na duchu, staję zdecydowanie w ich obronie.
    Przeciwstawiam się każdemu, kto „wybucha śmiechem nad krzywdą wyrządzaną prostym
    ludziom”, bo do nich posłał mnie Pan i poczuwam się przed Nim do osobistej
    odpowiedzialności za katolików powierzonych mojej trosce duszpasterskiej.
    Szanuję Księdza Arcybiskupa, ale nie jest to wystarczający powód, bym
    przechodził obojętnie obok ludzi, pragnących wyżalić się przede mną z powodu
    bolesnych słów i niesprawiedliwych zarzutów, jakie zbyt często słyszą pod swoim
    adresem z ust Księdza Arcybiskupa.
    Nie zatrzasnę przed nim nigdy drzwi!
    Nie opuszczę ich w obliczu ataków „armii Antychrysta”!
    Nie przyłączę się do żadnego hierarchy, szydzącego z „moherowych beretów” i
    wysławiającego propagatora luzów moralnych!
    Polacy nie są jedynie „katolickim motłochem”, Księże Arcybiskupie!
    /…/
    ————————-

    Serdecznie zapraszam do lektury
    Marcin Dybowski
    502 225 232

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: