Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Emilian58 o Choć złą sprawę szatan po…
    Józef Bizoń o Najgroźniejszy wróg ukraińskie…
    revers o Najgroźniejszy wróg ukraińskie…
    Panicz Pawełek o Wyniki referendów – za R…
    Yagiel o Wolne tematy (67 – …
    ! o Najgroźniejszy wróg ukraińskie…
    ! o Bezczelność „dobrej zmiany”
    Józef Bizoń o Najgroźniejszy wróg ukraińskie…
    Emilian58 o Zorganizowany system wyłudzani…
    Józef Bizoń o Najgroźniejszy wróg ukraińskie…
    Tad o McGregor: Moskwa się nie …
    Józef Bizoń o Zorganizowany system wyłudzani…
    ! o Najgroźniejszy wróg ukraińskie…
    Tad o McGregor: Moskwa się nie …
    Józef Bizoń o Wyniki referendów – za R…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 621 obserwujących.

Rodzinny biznes Balcerowiczów

Posted by Marucha w dniu 2011-03-29 (Wtorek)

Były wicepremier i jego żona kierują fundacjami, które żyją z dotacji od zagranicznych właścicieli banków i OFE

Zgoda na debatę telewizyjną w sprawie OFE pomiędzy Leszkiem Balcerowiczem a ministrem finansów Jackiem Rostowskim to niewątpliwy sukces autora „terapii szokowej” z lat 1989-1991. Balcerowicz od dawna ustawiał się w pozycji głównego krytyka polityki gospodarczej obecnego rządu, demonstracyjnie montując w ubiegłym roku w centrum Warszawy licznik długu publicznego, a następnie wypowiadając wojnę w obronie dotychczasowej wysokości składek do OFE.

Nie miejmy jednak złudzeń: Balcerowicz jako alternatywa dla Tuska i Rostowskiego to plan iście szatański. Były wicepremier proponuje bowiem „naprawę finansów publicznych” poprzez przyspieszenie prywatyzacji (czyli dokończenie wyprzedaży ostatnich wartościowych składników majątku państwowego) oraz radykalne cięcia wydatków budżetowych, głównie socjalnych. Trudno powiedzieć, czy ta wzmożona aktywność Balcerowicza spowodowana jest bardziej jego osobistymi ambicjami, czy raczej interesami, których zawsze był wyrazicielem. Bo nie ulega wątpliwości, iż nie jest on solistą, lecz ważną częścią układu polityczno-biznesowego, dla którego III Rzeczpospolita była i jest finansowym eldorado.

Brygada Balcerowicza

Wszystkie swoje konferencje i wystąpienia były wicepremier organizuje dziś pod szyldem Forum Obywatelskiego Rozwoju (FOR). To fundacja, którą założył w marcu 2007 r., zaraz po zakończeniu kadencji prezesa NBP. Balcerowicz kieruje Radą FOR, w której zasiadają jego bliscy współpracownicy z różnych etapów kariery, m.in. Tomasz Pasikowski, który był dyrektorem generalnym Ministerstwa Finansów w latach 1998-2001, a później członkiem zarządu NBP, Danuta Demianiuk, wiceminister finansów w latach 1990-1992, następnie wiceprezes PKO BP i Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa, obecnie członek Rady Nadzorczej Agencji Mienia Wojskowego, czy – do września ub.r. – Tadeusz Syryjczyk, były minister przemysłu i transportu oraz wiceprzewodniczący Unii Wolności w czasach, gdy kierował nią Balcerowicz.

W Radzie FOR znalazło się także miejsce dla przedstawicieli biznesu, takich jak Michał Chałaczkiewicz, dyrektor inwestycyjny w funduszu Montagu Private Equity w Londynie, członek Rady Towarzystwa Ekonomistów Polskich (którą również kieruje Balcerowicz), Arkadiusz Muś, prezes firmy Press-Glas i twórca pola golfowego Rosa Private Golf Club w Konopiskach koło Częstochowy, czy wreszcie Łukasz Wejchert, wiceprezes stacji TVN i prezes portalu Onet.pl. W Radzie FOR zastąpił on swojego zmarłego ojca, Jana Wejcherta, założyciela koncernu ITI oraz TVN.

Bieżącą działalnością fundacji Balcerowicza kieruje prezes zarządu Andrzej Krajewski, niegdyś stypendysta Fulbrighta i korespondent TVP w Waszyngtonie, redaktor naczelny „Przeglądu Reader’s Digest” i dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy, a w latach 1989-1990 doradca prasowy wicepremiera Balcerowicza. W zarządzie fundacji zasiada również Wiktor Wojciechowski, młody ekonomista, który w latach 2004-2008 kierował Zespołem ds. Badań Rynku Pracy w NBP.

FOR skupia zresztą większą grupę młodych adeptów ekonomii, zwykle uczniów samego Balcerowicza z warszawskiej SGH. Należy do nich m.in. wspomniany już Chałaczkiewicz, od kilku lat gorliwie propagujący tezę, iż „prywatyzacja banków to sukces, nie porażka” (jak brzmiał tytuł jednego z jego artykułów prasowych), czy Andrzej Rzońca, były asystent społeczny ministra finansów i doradca prezesa NBP (w obu tych funkcjach występował oczywiście Balcerowicz), później wiceprezes FOR, od ponad roku zaś – członek Rady Polityki Pieniężnej, wybrany przez senatorów PO. Charakterystyczne, że Wojciechowski i Rzońca na początku 2008 r. dzięki decyzji ministra skarbu Aleksandra Grada trafili do Rady Nadzorczej Totalizatora Sportowego. Były to jednak inne czasy – pełnej sielanki w stosunkach autora „terapii szokowej” z Platformą.

Zawsze po stronie bankierów

„Zasadniczym celem FOR jest zwiększenie obywatelskiego zaangażowania w polskim społeczeństwie na rzecz propozycji, które sprzyjają szybkiemu i stabilnemu rozwojowi kraju” – tak przedstawia siebie fundacja Balcerowicza. W rzeczywistości trudno oprzeć się wrażeniu, że pod maską „obywatelskiego zaangażowania” (co do złudzenia przypomina przyjęcie nazwy „Platforma Obywatelska” przez inicjatywę Tuska, Olechowskiego i Płażyńskiego 10 lat temu) kryje się nieformalny lobbing na rzecz zagranicznego kapitału, który dominuje w polskiej bankowości, a także w OFE. Wystarczy przytoczyć tytuły niektórych ubiegłorocznych numerów periodyku fundacji, „Analizy FOR”: „Dlaczego nie należy nakładać podatku na aktywa banków?” czy „Dlaczego PKO BP nie powinno przejmować BZ WBK?” (ostatecznie bank ten przejęli od Irlandczyków Hiszpanie…).

Nie ma się jednak czemu dziwić, skoro FOR od początku swojej działalności w dużym stopniu utrzymywane jest właśnie przez zagraniczny kapitał bankowy. Ze sprawozdań finansowych fundacji możemy się dowiedzieć, że największa część jej przychodów pochodzi z dotacji od firm i instytucji prywatnych: w roku 2007 był to 1 mln zł, w 2008 – ponad 1,2 mln zł, w 2009 – prawie 1 mln zł. Sprawozdania za rok ubiegły jeszcze nie ma, ale można się spodziewać podobnej kwoty. Łącznie daje to kilka milionów złotych, które przekazały FOR takie instytucje, jak kontrolowany przez Holendrów ING Bank Śląski, międzynarodowa grupa ubezpieczeniowa Generali czy wspomniany już Bank Zachodni WBK. Co ciekawe, każda z nich jest właścicielem lub współwłaścicielem Otwartego Funduszu Emerytalnego. Zatem kampania Balcerowicza przeciw zmianom w systemie OFE jest tak naprawdę walką w obronie dochodów jego sponsorów.

Nie powinna też zaskakiwać obecność w Komitecie Programowym fundacji FOR Ewy Lewickiej, współtwórczyni reformy emerytalnej z 1999 r., obecnie zaś szefowej Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych (skupiającej większość właścicieli OFE). Warto przy okazji wymienić nazwiska innych, co bardziej znanych członków tego Komitetu: Władysław Bartoszewski, Andrzej Blikle, Teresa Bogucka, Norman Davies, Rafał Dutkiewicz, Jacek Fedorowicz, Krystyna Janda, Jan Miodek, Marek Antoni Nowicki, Andrzej Olechowski, Jerzy Pomianowski, Marek Safjan, Teresa Torańska, Jan Winiecki, o. Maciej Zięba, Andrzej Zoll. A zatem Balcerowicz wciągnął do swojej fundacji dużą część „salonu”, który niegdyś ochoczo popierał kierowaną przez niego Unię Wolności.

W zastępstwie męża

FOR nie jest jednak pierwszą fundacją założoną przez Balcerowicza. W sierpniu 1991 r., gdy zasiadał jeszcze w rządzie Bieleckiego, grupa związanych z nim ekonomistów utworzyła fundację Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych (CASE). Były wicepremier kierował nią w latach 1992-1997, a od tego czasu najważniejszą postacią CASE jest jego żona, Ewa Balcerowicz, również ekonomistka (od 1991 r. wiceprezes, w latach 2004-2008 prezes zarządu, a dziś przewodnicząca fundacji). Osoba nr 2 w tej instytucji to obecny prezes zarządu Marek Dąbrowski, zastępca Balcerowicza w rządzie Mazowieckiego, później poseł UD i wieloletni przewodniczący Rady Przekształceń Własnościowych przy kolejnych premierach, pracownik Banku Światowego, wreszcie – w latach 1998-2004 – członek Rady Polityki Pieniężnej z rekomendacji UW.

Warto zwrócić uwagę na fakt, iż jednym z założycieli CASE był Jacek Rostowski, wówczas doradca wicepremiera Balcerowicza (pełnił zresztą tę funkcję przez wiele lat: od 1989 do 2004 r., zarówno w kolejnych rządach, jak i w NBP). Obok niego znalazła się tam Anna Fornalczyk, szefowa Urzędu Antymonopolowego w latach 1990-1995, później kierująca gabinetem politycznym Balcerowicza w rządzie Buzka, obecnie przewodnicząca Rady Nadzorczej ING Banku Śląskiego.

W obecnej „wojnie o OFE” ani w żadnym innym gorącym sporze ostatnich miesięcy nie słychać głosu fundacji CASE. Zapewne dlatego, iż Ewa Balcerowicz woli pozostawać w cieniu – od czasu sławetnych przesłuchań przed sejmową komisją śledczą ds. banków w 2006 r., gdy okazało się, że jej fundacja otrzymywała niemałe dotacje od NBP, którego prezesem był jej mąż. Ale finansom CASE nadal warto się przyglądać. Wprawdzie fundacja deklaruje, że w 2009 r. ponad połowa jej przychodów pochodziła od Komisji Europejskiej, a 11 proc. od innych organizacji międzynarodowych (ONZ, Bank Światowy), ale 24 proc. stanowiły dotacje od prywatnych instytucji, w tym dwóch banków: Pekao SA (kapitał włoski) i Rabobanku (holenderski). Ten pierwszy, którym do niedawna kierował Jan Krzysztof Bielecki, a obecnie Alicja Kornasiewicz (była wiceminister skarbu i zaufana współpracowniczka Balcerowicza), posiada również własny OFE.

Mamy zatem do czynienia z „rodzinnym biznesem” Ewy i Leszka Balcerowiczów, którzy kontrolują dwie fundacje, w dużym stopniu zasilane finansowo przez właścicieli banków i funduszy emerytalnych. Trzeba o tym pamiętać, słuchając tyrad byłego wicepremiera „w obronie przyszłych emerytów”.

Paweł Siergiejczyk
Artykuł ukazał się w tygodniku ‚Nasza Polska’ nr 12

http://iskry.pl/

Komentarze 22 do “Rodzinny biznes Balcerowiczów”

  1. Aoy said

    http://wiadomosci.onet.pl/swiat/polakow-ma-byc-tylko-15-milionow,1,4224922,wiadomosc.html
    Pewien mądry, prosty ksiądz w mojej parafii mówił o tym ponad 20 lat temu.

  2. podwyżki cen said

    sk*****wesyny grandziarze ! Gorzej jak za PRL-u ,wtedy byli w jednej partii i wiadomo kto był kto . Teraz parchy pochowali się pod różnymi chwytliwie brzmiącymi nazwami . Nepotyzm ,korupcja i kolesiostwo stołkowe w krawatach ,za pieniądze Społeczeństwa .
    Pi*****lone kukły styropianowe ! Kiedy i kto przegoni tą sprzedajną swołocz ?

    I takie gówno-Grady wmawiają ludziom ,że sprzedaż Lotosu ,czy innej rafinerii jest w interesie Polski .
    Panie Balcerowicz i inne kanalie , mam nadzieję ,że odpowiecie w przyszłości za ZDRADĘ NORODOWĄ własnymi głowami !

  3. Miroslaw Bernard said

    I tu wychodzi jakosc dziennikarzy telewizyjnych i prasowych. Od ilosci artykolow o Balcu az sie roii ale nikt nie zapytal ani nie wspomnial o tym fakcie ktory rzecz jasna powinien go wykluczyc z dyskusji. Znaczy normalnie Balcerowicz i ta cala holota powinna siedziec w wiezieniu.

  4. Kibic said

    http://szachimat.bloog.pl/?pod=1&ticaid=6aa6a

    Motto:
    „W oparach Targowicy”

    Marian Zacharski Leszek Balcerowicz

    Jeden wykrada dla swego kraju, dla Polski najwieksze sekrety militarne USA i NATO
    Drugi, jak wielu innych, zostaje wyslany do USA przez Komitet Centralny PZPR aby…zdobywac
    wiedze ekonomiczna potrzebna dla rozwoju swego kraju.
    Pierwszy zostaje schwytany. Dzieki zdrajcom. Skazany i osadzony w wiezieniu w USA. Nikogo nie wyda!
    Drugi swobodnie wraca. Zaczyna glosic doktryny. Doktryny prowadzace do wyprzedazy i ruiny
    Polski.
    Pierwszy takze wraca.
    Za Jego powrot zostaje uwolnionych 25 (dwudziestu pieciu) szpiegow NATO schwytanych w krajach Bloku Wschodniego.
    Pierwszy, kilka lat po uwolnieniu, musi uciekac z Polski….
    Drugi nadal uczestniczy w wyprzedazy Polski.

  5. Kibic said

    Zapraszam na duchową pielgrzymkę do POLSKI – Kraju bez lichwy i podatków. Więcej na FORUM http://www.husarz33.fora.pl
    Pozdrawiam – Kazimierz.

  6. galaszek said

    Śpieszmy sie… wieszac zbrodniczych ss…synow, bo tak wolno odchodza- z nakradzionymi Polakom dobrami wszelakimi-do zacisza piekieł.

  7. Kibic said

    Do tych – ZDRAJCOW i TARGOWICZAN – co wyprzedaja Polske

    Lata czterdzieste XIX stulecia. Wladca znacznej czesci Polski jest Car Rosji – Mikolaj I Romanow.
    Hrabina Ewelina Hanska zakochana w Honoriuszu BALZAKu chce opuscic Polske.
    Uprzedzajac fakty powiem, ze uda sie jej to i swego kochana poslubi – zamieszkujac we Francji – w roku 1850.
    Pani Hanska zwraca sie do Cara Mikolaja z prosba o paszport umozliwiajacy wyjazd.
    Co odpowie Car?
    Zapamietajcie odpowiedz – Cara…patrioty – :
    „Dajcie jej paszport, ale pod warunkiem, ze…jej majatek, calosc jej dobr pozostanie w rodzinnej Rosji!”.

    ZAPAMIETAJCIE !

    Kibic
    z Reims, 29.01.2011

  8. Kibic said

    Czy znacie inny kraj, poza Polska, ktory sprzedal swe banki obcym?
    Czy pamietacie – „polskie media” milczaly, ze gdy p.prof.Leszek Balcerowicz zaczynal w Polsce wcielac zycie teorie zapozyczone z owczesnej Ameryki Poludniowej to tamtejsze kraje – wbrew teorii i wczesniejszej praktyce – zaprzestawaly prywatyzacji i prowadzily renacjonalizacje….?
    Pamietacie?
    Kolumbia i Wenezuela byly wowczas sprzedane lacznie z…wodami mnineralnymi.
    Dzis – wbrew krzykom MFW – odzyskaly swa wlasnosc!
    Czy pamietacie jak p.prof.Balcerowicz gdy przestal pelnic obowiazki polskiego vivepremiera swe uslugi („doradzanie”) proponowal na prawo i lewo (Czechoslowacja, Gruzja, Rosja).
    Nikt z nich nie skorzystal…
    Zauwazcie, ze banki rosyjskie sa wlasnoscia Rosjan.
    Chodorowskiego, ktory chcial zyski z ropy transferowac na zachod, prezydent/premier p.PUTIN po prostu wsadzil do wiezienia (pod pierwszym z brzegu pretekstem).
    Czy wyprzedaz Polski nie jest aktem zdrady Stanu ?!?
    Kibic

  9. yarekok said

    Szokujacy wywiad z prof Kieżunem ujawniajacym matactwa tzw. polskich, tzw. elit: http://alexirin.wordpress.com/2011/03/28/polska-neokolonia/#comment-2085

  10. Patrol said

    Czego wy sie spodziewacie od „onych” profesorow ?
    Czego wy sie spodziewacie od kazdego partyjniaka ?
    Czego wy sie spodziewacie od dzisiejszego biskupa ?
    Czego wy sie spodziewacie od dzisiejszego generala obojetnie jakie sluzby i formacji ?
    I wreszcie kim dla was jest dziennikarz jak nie sprzedajna qwa meska czy damska ???

    Tymi ludzmi trzeba sie natychmaist zajac aby ich obcy nie zgladzili lub nie zamienili na stanowiskach i przeszeregowaniach partyjnych !
    A jak sie zajac ?
    Normalnie – podziekowac im za rzady,wladze,posluge/usluge,za wszystko co do tej pory nam uczynili !!!
    I koniec dyskusji.

  11. wet3 said

    Prawdziwa parodia. Glowny grabarz polskich finansow i gospodarki jeszcze
    smie prawic dyrdymaly na temat uzdrowienia kraju. Przeciez on bardzo, bardzo dawno temu powinien stac przed plutonem egzekucyjnym!

  12. […] Rodzinny biznes Balcerowiczów […]

  13. Realista said

    re 8

    Panie Kibic,

    Napisal pan:

    „Czy znacie inny kraj, poza Polska, ktory sprzedal swe banki obcym?”

    Coz to za roznica czy bank nalezy do miejscowych obcych czy do obcych z innego kraju? W moim odczuciu zadna bo to nie ma zadnego znaczenia. To sa po prostu rzady zbirow, ktorzy miedzy soba ustalaja kto bedzie wlascicielem i kto bedzie mial prawo ograbiac spoleczenstwo.

    Co jest wazne czy kraj ma mozliwosc emisji wlasnej waluty czy nie, a w takim wypadku Rosja jest tak samo zniewolona jak Polska, bo rosyjskie banki nie sa rosyjskie skoro nie decyduja o emisji srodkow platniczych.

  14. alexirin said

    Geniusze AWS poprzez swoja oferme emrytalna przymusowo zagwarantowali prezesom towarzystw milionowe pensje i zero odpowiedzialnosci za osiagane zyski – dziekujemy wam orly „SOLIDARNOSCI”

  15. Guła said

    Nu w końcu jeden z realu. No bo i tak jest w tej „rodzinnej Rosji”

  16. Zerohero said

    13

    Bredzisz panie raelista.

    -Te kraje, ktore miały własne banki wybudowały przemysł, a te z bankami obcymi stały się koloniami.

    -Zbir czy nie zbir, zwykle będzie miał tendencje do przedkładania interesów swoich rodaków niż obcych.

    -Bank przy sytemie rezerwey częsciowej to element władzy. Filie wykonują polecenia centrali, a centrala słucha się banku centralnego w kraju macierzystym. oni w ramach gry mogą całe kraje spisywać na straty…

  17. Realista said

    re 16

    „Zbir czy nie zbir, zwykle będzie miał tendencje do przedkładania interesów swoich rodaków niż obcych”

    Swoich rodakow?

    Ja mysle ze to co napisalem w swoim komentarzu bylo za trudne do zrozumienia.

  18. Piotrx said

    „portret doktrynera” – J.R.Nowak

    fragmenty
    (…)

    Początkowo przez blisko dziesięć lat Balcerowicz pracował w SGPiS pod kierownictwem Pawła Bożyka, szefa doradców ówczesnego pierwszego sekretarza KC PZPR Edwarda Gierka. Sam Bożyk, później złośliwie komentując wyjątkowo doktrynerskie poczynania Balcerowicza, mówił o nim, że był to jego jeden z najbardziej odległych od praktyki gospodarczej uczniów.

    W latach 1978-1980 pracował w szczególnie antyreformatorskiej instytucji, za to prawdziwej szkole konformizmu – w Instytucie Podstawowych Problemów Marksizmu-Leninizmu przy KC PZPR.

    W latach 90. ex post uczyniono z Balcerowicza rzekomego czołowego ekonomistę, wywodzącego się spośród opozycji solidarnościowej. W rzeczywistości przed latem 1989 roku nikt go za takiego nie uważał. Jeszcze w początkach 1989 roku Balcerowicza, mającego wówczas tylko stopień doktora, nie wzięto ani do 20-osobowego składu solidarnościowego w zespole ds. gospodarki i polityki społecznej przy Okrągłym Stole, ani do wspierającego go grona ekspertów (!!!). Próżno więc szukać jego nazwiska w informatorze „Okrągły stół. Kto jest kim. ‚Solidarność’ – opozycja. Biogramy, wypowiedzi”, Warszawa 1989.

    Wykonawca planu Sorosa

    Swą przyspieszoną karierę w 1989 r., awans na wicepremiera i ministra finansów, Balcerowicz zawdzięczał tylko i wyłącznie protekcji prawej ręki premiera Mazowieckiego, jego zausznika – ekonomisty Waldemara Kuczyńskiego. Początkowo ofiarował się tylko z rolą doradcy Kuczyńskiego (por. L. Balcerowicz, „800 dni”, Warszawa 1992, s. 10) i sam był zaskoczony swym nieoczekiwanym ogromnym awansem. Zawdzięczał go głównie temu, że kolejno odmówiły cztery pierwsze osoby, którym zaproponowano stanowisko ministra finansów we wrześniu 1989 r., a Balcerowicz urząd ten skwapliwie przyjął. Tym gorliwiej podjął się realizacji importowanego ze Stanów Zjednoczonych do Polski planu Sorosa-Sachsa, w Polsce funkcjonującego pod fałszywą nazwą „plan Balcerowicza”.

    W rzeczywistości cały plan był pomysłem słynnego amerykańskiego lewicowego miliardera George’a Sorosa, przybyłego z Węgier do USA giełdowego spekulanta żydowskiego pochodzenia. O tym, że cały rzekomy plan Balcerowicza był w istocie dziełem Sorosa, możemy dowiedzieć się również z bardzo nieostrożnej enuncjacji W. Kuczyńskiego, wspomnianego już zausznika Mazowieckiego, ministra przekształceń własnościowych w jego rządzie. Jak wyznał Kuczyński w książce „Zwierzenia zausznika” (Warszawa 1992, s. 82-83): „Soros przyjechał z planem reformy gospodarki polskiej, zwanym planem Sorosa. To była kombinacja szokowej operacji antyinflacyjnej z restrukturyzacją naszych firm”. Balcerowiczowi jako wicepremierowi nadzorującemu polską politykę gospodarczą przypadło zaś tylko zadanie firmowania tego wszystkiego i uwiarygodniania polityki służącej gospodarczym celom Zachodu.

    Celom tym służyła skrajnie doktrynersko realizowana polityka gospodarcza Balcerowicza, skupiająca się głównie na walce z inflacją, przy zaniedbaniu wysiłków na rzecz wzrostu gospodarczego i pobudzania polskiego eksportu. Jednym z najszkodliwszych elementów tej polityki było nastawienie na przyśpieszoną gruntowną prywatyzację polskiego przemysłu i banków, stanowiącą faktyczną wyprzedaż za bezcen.

    Rzecznik terapii szokowej

    Wielkie wsparcie dla Balcerowicza stanowiły zachęty do jak najszybszej terapii szokowej lansowane już latem 1989 r. przez współdziałającego z Sorosem amerykańskiego ekonomistę Jeffreya Sachsa. Reklamował on się w Polsce jako ten, który z dnia na dzień zwalczył w Boliwii ogromną inflację. Obiecywał tę samą skuteczną terapię w Polsce, zapominając uprzedzić, że jego boliwijski sukces dokonał się kosztem ogromnie wysokiego bezrobocia i buntu boliwijskich robotników, wprowadzenia w Boliwii stanu wyjątkowego i internowania przywódców związkowych. O tym wszystkim milczano w najbardziej wpływowych polskich mediach, tym chętniej za to nagłaśniając obietnice Sachsa łatwej, bezbolesnej i szybkiej terapii szokowej. Szczególnie kłamliwa pod tym względem była informacja w „Gazecie Wyborczej” z 24 sierpnia 1989 r., zamieszczona pod znamiennym tytułem: „Cud gospodarczy w Polsce?”. Sachs obiecywał tam m.in.: „Likwidujemy całkowicie inflację w ciągu sześciu miesięcy. Stopa życiowa zacznie wzrastać za pół roku (…) Nie dajcie sobie wmówić, że radykalny program gospodarczy wymaga cierpień i wyrzeczeń”.

    Nader szybko miało się okazać, że realizowana przez Balcerowicza terapia szokowa doprowadziła do wielkiego pasma cierpień i wyrzeczeń przeważającej części społeczeństwa, z korzyścią dla gromady cwaniaków polskich i zagranicznych. Pisał o tym jednoznacznie bardzo ostry amerykański krytyk terapii szokowej, noblista z dziedziny ekonomii, prof. J. Stiglitz. Dzięki skokowym podwyżkom cen państwo zagrabiło wieloletnie oszczędności obywateli. Straciły ogromną część wartości zbierane przez wiele lat wkłady na mieszkania. Państwo zgarnęło przeważną część oszczędności dolarowych, szacowanych na koniec 1988 r. na 7-15 miliardów dolarów amerykańskich (por. S. Dąbrowski, Logika postkomunistów, „Nowy Świat”, 13 stycznia 1993 r.). Przypomnijmy zapomniane już dane o rozmiarach podwyżek cen w 1990 r. Według tekstu „Gazety Wyborczej” z 29 stycznia 1991 r., opartego na danych GUS, średnie ceny w 1990 r. były sześcio-, siedmiokrotnie wyższe niż w 1989 roku. Przy tym chleb średnio podrożał 13 razy, makaron – 22 razy, ceny mebli, naczyń kuchennych, lodówek wzrosły 8-10 razy. Ceny podstawowych artykułów w wielu przypadkach stały się wyższe niż w krajach EWG. W tym samym czasie miesięczne wynagrodzenie mieszkańca Polski odpowiadało 2-3-dniowym zarobkom Francuzów lub Niemców.

    Jak wielkie rozmiary przybrało skokowe zubożenie polskiego społeczeństwa w efekcie balcerowiczowskiej terapii szokowej, doskonale dokumentowała podstawowa wręcz książka o polityce społecznej wydana w 1995 r. pod redakcją prof. Juliana Auleytnera. Według niej, w samym tylko 1990 r. przeciętne płace spadły o 24 proc., realna wartość przeciętnej emerytury i renty – o 19 proc., a dochody netto z rolnictwa na 1 pracującego – o 63 proc. Rolników szczególnie dotknęło otwarcie przez Balcerowicza granic na produkty rolne z zagranicy, w dużej mierze dotowane przez rządy zachodnie i sprowadzane do Polski po dumpingowych cenach.

    Dzięki wpływom starej nomenklatury tzw. plan Balcerowicza, szumnie reklamowany jako nowa, rewolucyjna wręcz reforma gospodarcza, był faktycznie tylko nową kolejną odmianą stosowanych przez rządy PRL „operacji dochodowo-cenowych”. Z tą różnicą, że tamtych nie udało się zrealizować władzom ze względu na opory społeczeństwa. Balcerowiczowi zaś to wszystko powiodło się kosztem gigantycznego ograbienia społeczeństwa z oszczędności i bardzo dużego zubożenia wielkiej części ludności. Udało się dlatego, że mógł skorzystać z ogromnego poparcia społeczeństwa dla rządu Mazowieckiego. Naród zbyt łatwo zawierzył ówczesnemu kierownictwu Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego, które twierdziło, że plan Balcerowicza to jedyny skuteczny program naprawy gospodarczej, niemający rzekomo żadnej alternatywy. Tak uzyskano przyzwolenie społeczne dla drastycznego planu gospodarczego, którego władzom PRL w żadnym razie nie udałoby się zrealizować ze względu na opór Narodu. Jak szczerze wyznawał na łamach „Prawa i Życia” 10 marca 1990 r. były minister handlu wewnętrznego w rządzie M. Rakowskiego, Marcin Nurowski, „realizacja takiego programu gospodarczego w naszym wykonaniu doprowadziłaby do gigantycznej awantury w kraju”.

    Skorzystała stara nomenklatura

    Plan Sorosa-Balcerowicza zyskał entuzjastyczne wręcz wsparcie różnych byłych prominentów reżimu komunistycznego – od byłych ministrów PRL-owskich Nurowskiego i Mieczysława Wilczka, po byłego wicepremiera w rządzie Rakowskiego – Mieczysława Sekułę czy byłego rzecznika rządu Jaruzelskiego – Jerzego Urbana. Stało się tak nieprzypadkowo. Stara nomenklatura partyjna stanowiła trzon kadry kierowniczej w gospodarce, wprowadzającej plan Sorosa-Balcerowicza. Postarano się też o zablokowanie prawdziwie potrzebnych głębokich reform strukturalnych, od reformy banków począwszy, po restrukturyzację przemysłu, które mogłyby być niekorzystne dla starej kadry partyjnej. Tym żarliwiej wspierali za to mnożące się spółki nomenklaturowe. Zadbali również o możliwie jak najbardziej nieprecyzyjne i wadliwe przepisy w różnych dziedzinach, tak aby ułatwić dokonywanie różnych aferowych manipulacji (vide: afera FOZZ, afera z rublem transferowym, tytoniowa, ziemniaczana etc.). Balcerowicz ponosi lwią część odpowiedzialności za brak kontroli, który ułatwił dokonywanie afer przy współudziale osób usadowionych na wpływowych stanowiskach gospodarczych. Rzecz znamienna – w 1989 r. zniesiono karę konfiskaty majątku za nadużycia gospodarcze. Cwaniacy z zagranicy i wysoko uplasowani w aparacie gospodarczym ludzie starej nomenklatury świetnie wykorzystali do swych celów szanse spekulacji i drenażu dolarów z Polski dzięki utrzymywaniu przez półtora roku kursu dolara do złotego na sztywnym, niezmienionym poziomie.

    Profesor Łukasz Czuma tak pisał o mechanizmie tych manipulacji w I tomie „Encyklopedii Białych Plam”: „(…) jeśli ktoś z zagranicy wymienił 1 mln dolarów na złotówki, które następnie włożył na wysoki procent – np. na 150 proc. rocznie – do banku w Polsce, to przy stałym kursie wymiennym dolara do złotówki zyskiwał w ciągu roku 1,5 mln i mógł wywieźć z Polski 2,5 mln dolarów (…) nieprecyzyjne prawodawstwo, uchwalone przez Sejm ‚kontraktowy’, pozwoliło na takie operacje na podstawie działania m.in. tzw. oscylatora”. Ocenia się, że z ówczesnej Polski wyparowały w owym czasie miliardy dolarów. Balcerowicza obciąża fakt, że nie zastopowano na czas różnych tego typu manipulacji.Fachowcy z „Czerwonej oberży”

    Dawni komunistyczni działacze byli siłą dominującą w superministerstwie gospodarczym kierowanym przez Balcerowicza – wszechwładnym resorcie finansów. Na najwyższych szczeblach tego ministerstwa zastępcami w randze wiceministrów byli, obok bezpartyjnego (choć dawniej członka PZPR) Marka Dąbrowskiego, trzej wiceministrowie z PZPR: Janusz Sawicki, Andrzej Podsiadło i Jerzy Napiórkowski. Ogromną część dyrektorów i naczelników stanowili również członkowie PZPR. Podobnie układały się stosunki w innych resortach gospodarczych podległych Balcerowiczowi, gdzie PZPR-owcy stanowili dominującą część kierownictw ministerstw. Szczególnie wymowna była sytuacja w obsadzie pozycji w tak kluczowej sferze życia gospodarczego jak banki. Dominowały tam bez reszty postacie ze starej PZPR-owskiej nomenklatury typu były członek Biura Politycznego KC PZPR, a w 1990 r. prezes Narodowego Banku Polskiego Władysław Baka czy były minister rządów PRL-owskich, a w 1990 prezes Banku PKO Marian Krzak.

    Zdecydowana większość tych marksistowskich „fachowców” skupionych wokół Balcerowicza wywodziła się ze Szkoły Głównej Planowania i Statystyki, która przez lata była potocznie nazywana wielce zasłużonym mianem „Czerwonej oberży”. Była bowiem jako uczelnia prawdziwą „czerwoną kuźnią kadr”, jak wspomniał Adam Glapiński w książce „Lewy czerwcowy”. Nieprzypadkowo tak świetny obserwator anomalii życia gospodarczego jak Stefan Kisielewski (Kisiel) ostro wytykał na jesieni 1990 r. Balcerowiczowi, jako jeden z największych jego błędów, skrajną tolerancję wobec starej komunistycznej nomenklatury. W wypowiedzi z 20 września 1990 r. Kisiel stwierdził: „(…) sądziłem, że nasza reforma zacznie się od usunięcia tej właśnie nomenklatury: ludzi, którzy na drodze do kapitalizmu mogą być jedynie zawalidrogami. (…) Balcerowicz mógł te osoby usunąć metodą rewolucyjną, zaraz w styczniu, za jednym zamachem-dekretem. Tymczasem nie uczynił tego i nomenklatura nadal istnieje” (cyt. za: „Testament Kisiela”, Poznań 1992, s. 53).

    Kisiel nie docenił podstawowej przyczyny utrzymania ludzi z „Czerwonej oberży” na kluczowych stanowiskach wokół Balcerowicza. Ten teoretyk, niemający zielonego pojęcia o praktyce funkcjonowania gospodarki, był wprost niewolniczo uzależniony od swych PZPR-owskich pomagierów. Byli oni wielce usłużni wobec Balcerowicza, ale nie bezinteresownie. Zajmując kierownicze stanowiska, wykorzystywali dostęp do najtajniejszych informacji gospodarczych w celu przyśpieszonego tworzenia fortun dla siebie i „kolesiów” w ówczesnych „przełomowych” czasach. Jeszcze w maju 1995 r. Lech Kaczyński jako szef NIK tak mówił o różnych przejawach zdominowania węzłowych punktów gospodarki przez ludzi starej partyjnej nomenklatury: „Banki i Ministerstwo Finansów – gdzie do dziś w lwiej części kierownicze stanowiska zajmują ludzie dawnego systemu, na przykład prezes Pekao SA Marian Kanton i jego zastępca Janusz Czarzasty, Bogusław Kott – prezes Big Banku, Krzysztof Szwarc – prezes Banku Rozwoju Eksportu, czy też Andrzej Wróblewski – przewodniczący Rady Nadzorczej Banku Śląskiego, minister finansów w rządzie Mieczysława Rakowskiego. To tylko niektóre przykłady. To wszystko – jeśli można tak powiedzieć – ‚zawodnicy z jednej drużyny’. Tych ludzi nigdy nie wymieniono, mimo że od 1989 roku minęło 6 lat” (z wywiadu L. Kaczyńskiego dla „Gazety Wyborczej” z 29 maja 1995 r.). Balcerowicza obciąża fakt, że w czasie swego panowania nad resortem finansów wyraźnie nie zrobił niczego, aby wymienić różnych PZPR-owskich prominentów na młodych zdolnych fachowców spoza układów. Ani przez chwilę nie pomyślano też o wykorzystaniu w celu reformowania polskich finansów licznych wybitnych polonijnych fachowców od gospodarki i bankowości.

    Serwilizm wobec Zachodu

    Związki Balcerowicza z komunistami były gorąco wspierane przez najbardziej wpływowe zachodnie kręgi gospodarcze. Nader wymowne pod tym względem było zachowanie amerykańskiego protektora Balcerowicza – Jeffreya Sachsa. W wywiadzie dla komunistycznej „Polityki” z 6 stycznia 1990 r. Sachs wystąpił z jednoznacznym gorącym poparciem dla byłego członka Biura Politycznego KC PZPR prof. Władysława Baki, wówczas prezesa Narodowego Banku Polskiego. Określił go jako prawdziwego gwaranta „twardej, prowadzonej żelazną ręką polityki kredytowej”. Jak akcentował J. Sachs: „Odkąd prezesem NBP został profesor Baka, są coraz liczniejsze dowody, iż NBP staje się prawdziwym bankiem centralnym. Przedsiębiorstwa gorączkowo poszukują kredytów w bankach komercyjnych, te zwracają się do NBP, a Baka mówi – nie”. Dodajmy, że w tym samym czasie „dziwnym trafem” różne zarządzane przez komunistów spółki mogły liczyć na szybkie kredyty. A do tego doszła i taka „gratka”, jak wynegocjonowana przez M.F. Rakowskiego „pożyczka moskiewska”.

    Wpływowe zachodnie, a zwłaszcza amerykańskie, kręgi gospodarcze, a także MFW, gorąco popierały „dogadanie się” z czołowymi komunistami w Polsce (i na Węgrzech) w oparciu o zabezpieczenie sobie nawzajem realizacji podstawowych celów na zasadzie wzajemności. Dla przywódców komunistycznych celem tym było utrzymanie w swych krajach centralnych pozycji, zwłaszcza w życiu gospodarczym, w okresie po rozpoczęciu transformacji systemowych. Dla przedstawicieli zaś Zachodu najważniejsze w Europie Środkowej było dalsze spłacanie odpowiednio oprocentowanego zadłużenia z czasów komunistycznych. Jak zwykle dla Zachodu pieniądz (money, money…) miał dużo większe znaczenie niż względy moralno-wolnościowe. Stąd na przykład wynikało ogromne poparcie prezydenta G. Busha (ojca obecnego prezydenta USA) dla kandydatury W. Jaruzelskiego na prezydenta Polski w lipcu 1989 roku. (Bush przebywał w Polsce na tydzień przed wyborem Jaruzelskiego i skutecznie naciskał na kierownictwo OKP w sprawie uratowania jego kandydatury).

    Balcerowicz nieprzypadkowo stał się głównym gwarantem spłaty polskiego zadłużenia wobec Zachodu. Jeszcze w 1989 r. stanowczo stwierdził w Sejmie, że trzeba jak najszybciej spłacać komunistyczne długi, aby nie wywołać zaniepokojenia zachodnich bankierów. Rzecz w tym, że właśnie w latach 1989-1990 istniała bezpowrotnie zmarnowana przez Balcerowicza szansa całkowitego anulowania polskich długów wobec Zachodu. Pisał o tym w kwietniu 1991 r. na łamach „Ładu” Witold Gadomski, skądinąd jeden z czołowych liberałów (!) w polskim środowisku ekonomicznym (później poseł KLD, redaktor naczelny „Gazety Bankowej”, a wreszcie współpracownik „Gazety Wyborczej”): „Sprzyjająca dla Polski koniunktura międzynarodowa, która pojawiła się na wiosnę 1989 roku i trwała mniej więcej przez rok, pozwalała myśleć o uregulowaniu zadłużenia naszego kraju. Potrzebna była do tego dobra wola naszych wierzycieli i organizacji międzynarodowych (Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego. (…) Polska, jak wszyscy dłużnicy, chciałaby traktować swój dług w kategoriach politycznych. Ma przy tym większe niż inne kraje ku temu powody. Przede wszystkim dług nasz został zaciągnięty przez państwo niesuwerenne – PRL, którym rządziła wąska grupa ludzi posłusznych ZSRR. Polska pierwsza pozbyła się komunistycznych rządów, przyczyniając się do rozpadu całego systemu. Daliśmy w ten sposób Zachodowi prezent, oszczędzając mu miliardy dolarów, wydawanych wcześniej na obronę przed komunistami. Argumenty te miały szanse trafić do przekonania polityków zachodnich, a musimy pamiętać, że większość naszego długu została przejęta przez rządy, prywatnym bankom jesteśmy winni niewielką część z 50 miliardów. Niestety, koniunktura szybko minęła”.

    A koniunktura minęła głównie ze względu na całkowitą niechęć Balcerowicza do zajęcia się tą sprawą. (O zmarnowaniu szansy anulowania polskich długów piszę szerzej w książce „Zagrożenia dla Polski i polskości”, Warszawa 1998, t. II, s. 26-30, powołując się m.in. na wystąpienia w tej sprawie prof. S. Kurowskiego, S. Kisielewskiego, J. Gościmskiego, S. Albinowskiego).

    Usłużność Balcerowicza wobec MFW i czołowych przedstawicieli amerykańskiego establishmentu przyniosła mu ogromne profity w grudniu 1990 r., po druzgocącej przegranej jego szefa T. Mazowieckiego w wyborach prezydenckich. Zaledwie w kilka dni po tej klęsce, bo już 19 grudnia 1990 r., amerykański ambasador w Warszawie Thomas W. Simmons ostentacyjnie poprosił o oficjalne spotkanie z Balcerowiczem. Miało to najwyraźniej za cel wyeksponowanie amerykańskiego poparcia dla jego osoby. Simmons, jako ambasador w Warszawie, cieszył się ogromnym poparciem prezydenta G. Busha. Zdzisław Najder odnotował w swych wspomnieniach skandaliczne wprost zalecenie prezydenta G. Busha, gdy zwracając się do polskiej delegacji w Białym Domu, przykazywał: „I słuchajcie, co nasz ambasador mówi, że macie robić”. Zaczęły się mnożyć również naciski innego typu. Z błyskawiczną pomocą pospieszył Balcerowiczowi wciąż serwilistycznie wykonujący amerykańskie polecenia Jan Nowak-Jeziorański, „kurier z Waszyngtonu”.

    Wykorzystując kompletną niewiedzę Wałęsy w sprawach gospodarczych, straszył go i innych polityków polskich, jakim to niebywałym nieszczęściem dla Polski stanie się rzekomo odejście Balcerowicza. W wywiadach udzielanych prasie Nowak posuwał się do wszelkiego rodzaju szantażów. Dosłownie robił wszystko, co tylko możliwe, by zastraszyć Polaków w kraju groźbą utraty wszelkich szans na pomoc od Zachodu w przypadku odsunięcia Balcerowicza od władzy nad polską gospodarką. Na przykład w wywiadzie dla „Życia Warszawy” z 21 grudnia 1990 r. Nowak-Jeziorański stwierdził, że: „Nie da się utrzymać pomocy z zagranicy bez utrzymania Balcerowicza”.

    Zachodnie naciski na rzecz utrzymania dominacji Balcerowicza w polskim życiu gospodarczym miały gruntowne uzasadnienie w fakcie jego ogromnej usłużności wobec różnych zachodnich lobby finansowych. I to nie tylko amerykańskich. Na przykład członkiem Rady Ekonomicznej, tak znaczącego ciała doradczego przy prezesie Rady Ministrów, był w 1990 r. ówczesny gubernator banku centralnego Izraela Michael Brun. Człowiek ten był wtajemniczony w najgłębsze tajniki naszej gospodarki, takie jak zmiany kursu złotego do dolara – wiadomość na wagę złota dla spekulantów. W liście do Balcerowicza wysuwał on swoje sugestie w tej sprawie. Kto nie wierzy, niech zajrzy do książki Balcerowicza „800 dni”. Czy za takie zjawiska, jak dopuszczenie wpływowego cudzoziemca do kluczowych polskich tajemnic finansowych, nie należało postawić Balcerowicza przed Trybunałem Stanu?

    Bałagan w Ministerstwie Finansów i bankowości

    Balcerowicz, jako wicepremier i minister finansów, był szczególnie mocno odpowiedzialny za niebywały bałagan w podlegającym mu resorcie. Jakże wymowne pod tym względem i szokujące zarazem były informacje zawarte w zamieszczonym 18 sierpnia 1991 r. w „Tygodniku Gdańskim” wywiadzie z dyrektorem Anatolem Lawiną, wysokim urzędnikiem Najwyższej Izby Kontroli. Powiedział w nim m.in.: „Najdramatyczniejsze i najbardziej niebezpieczne jest – używając języka więziennego – dojście do ‚przekrętów’ finansowych i to na wielką skalę. Tak jest w bankach, przedsiębiorstwach handlu zagranicznego, w Ministerstwie Współpracy z Zagranicą. A Ministerstwo Finansów? Nie znam żadnej sprawy, która by była tam rzetelnie udokumentowana i załatwiona… Ministerstwo Finansów robi wszystko, by zatuszować sprawę nadużyć i bałaganu”.

    Kierownictwo resortu finansów z L. Balcerowiczem na czele było bezpośrednio odpowiedzialne za fatalne zaniedbania w funkcjonowaniu systemu bankowego, który już w 1989 r. powszechnie oceniano jako skandaliczny (por. np. wywiad z prof. Antonim Kuklińskim dla „Życia Warszawy” z 9 grudnia 1989 r.). Co więcej, sam wicepremier Balcerowicz dawno przyznał, że „system bankowy jest przedmiotem uzasadnionej krytyki”. Potem jednak minęły miesiące, wreszcie rok, a potem znów kolejne miesiące bez naprawy tego fatalnego systemu, aż wreszcie doszło do afery Art. B, która obnażyła wszystkie skutki opóźnienia reformy bankowości polskiej.

    Przypomnijmy tu tak zapomniany dziś fakt, że w 1991 r., pod koniec gospodarczej dyktatury Balcerowicza, powszechnie mówiono o jego odpowiedzialności za fatalny stan funkcjonowania systemu bankowego. W tej prawie z ostrą krytyką pod adresem ministra finansów wychodzili nawet czołowi liberałowie z partii Jana Krzysztofa Bieleckiego. Warto choćby przypomnieć, co mówił wówczas na temat Balcerowicza obecny przywódca PO Donald Tusk. Otóż, wypowiadając się w imieniu KLD w początkach 1991 r., Tusk stwierdził, że liberałowie mają obiekcje do działalności Balcerowicza jako „ministra finansów, zwłaszcza z powodu dysfunkcjonalości systemu bankowego” (!) (cyt. za: T. Roguski „Liberałowie liczą na sukces”, „Rzeczpospolita”, 4 września 1991 r.). Dziś ten sam Tusk dosłownie idzie w zaparte, by wybronić wszelkie przejawy działań Balcerowicza.

    prof. Jerzy Robert Nowak

  19. Krzysztof M said

    Spójrzcie na ten wykres:

    http://limitstogrowth.net/

  20. 166 bojkot TVN said

    19/
    Z podanego linka: W 1972 roku książki „Granice wzrostu” został opublikowany. Argumentował on, że zaznaczone konsumpcji i wzrostu gospodarczego na naszej planecie skończonych prowadził Ziemi w kierunku „przekroczenia” jego nośność, a następnie klęski.(…)
    Aha!
    To już rozumiem, dlaczego np Polsat emituje w wieczór niedzielny filmy, prawdziwe horrory, w których jacyś mężczyźni w amerykańskiej/angielskiej kamienicy jedzą ludzkie mięso na świeżo – tzn dopiero co odkrojone z żywego młodego człowieka, przywiązanego do blatu stołu (konsumpcja sięgnęła uda jednej nogi, reszta żyje i wije się z bólu). Domokrążni dostawcy człowieczego mięsa łowią młode sztuki i katują do nieprzytomności, a następnie jak kiedyś u nas baby z cielęciną, chodzą po mieszkaniach i oferują towar informując ile mięso jeszcze pożyje.

    Może tą drogą jesteśmy informowani o NAPRAWDĘ WIELKIM GŁODZIE.
    Mamy bowiem pierwsze efekty propagowanej przez byłego prezydenta Wałęsę GLOBALIZACJI, której namiastkę przećwiczyła ludzkość na terenach Rosji i Ukrainy w latach 30-tych XX wieku.

    Być może nadchodzi logiczny efekt globalizacji GLOBALNY GŁÓD.
    U nas jest to głód sprywatyzowany wg doktryny żydowskich globalistów przez EKONOMA Balcerowicza.

  21. Patrol said

    Jezeli „un-e” nie skaza nam ziemi, to i da sie przezyc wszelkich profesorow.
    Jezeli ma pozostac przy zyciu w Polsce 15 mln oglupionych i poslusznych,to aby cala reszte wybic czy w inny sposob usmiercic potrzeba duzo czasu podczas,ktorego „Bog sie zdenerwuje” i w koncu plemieniom zmijowym i dzieciom diabla wymierzy sprawiedliwosc.
    NIC NIE TRWA WIECZNIE !
    Przeciez oni nie beda mogli juz nigdzie uciec ,bo takie panstwo jak Polska i narod Polacy tez w koncu straci cierpliwosc i milosierdzie, wypraszajac gosci ze swego domu.
    Nic wiecej nie trzeba jak zakonczyc „polskie wesele”.
    Z Polakow wezma przyklad inne narody,zreszta juz biora i zaczynaja wlasne porzadki.
    Dlatego globalizm przyspiesza swoj plan ,czego przykladem jest Japonia aby inni sie bali.
    Chiny i Rosja sie nie zlekna !
    Japonia tez kolejny raz wstanie z kleczek i dopomoze.
    Na naszych oczach bedzie wymierzana sprawiedliwosc.
    Drzyjcie lotry i zlodzieje !!!
    To dla was przychodza czasy ostateczne .
    Nikt nie wie co czeka go jutro !
    Monarchia zydowska tez upadnie.
    Swiat wyrowna swe rachunki,skoncza sie oszustwa.

  22. Kibic said

    Szanowny Panie Realisto – 13

    Konkretnej odpowiedzi udzielil Szanownemu Panu, p.Zerohero-16.
    Dodam jeszcze to, ze gdy naszymi bankami wladaja obcy to…nic nie stoi na przeszkodzie aby
    zyski wypracowsane przez Polakow „uciekaly” w swiat…
    U Rosjan wielka roznica: ICH (wlasne) banki byly motorem prywatyzacji wewnetrznej. Efekt –
    dzieki gwarancjom panstwa – dobra panstwowe przeszly w rece ROSJAN!
    Przypominam – pisalem juz kilka razy – jak CAR Rosji wyrazil zgode na wyjazd p.Hanskiej do
    Balzaca do Paeyza pod warunkiem, ze JEJ DOBRA POZOSTANA W RODZINNEJ ROSJI.
    Ten duch, ten patriotyzm nadal jest cecha charakterystyczna dla Rosjan i Rosji.

    Z naleznym szacunkiem,
    KIBIC
    z Reims, 30.03.2011

    PS:
    Male cwiczonko: prosze doszukac sie innego kraju, ktory podobnie do Polski wyprzedal swe banki?
    Trudno sie doszukac…prawda?!?
    O czym to swiadczy?!?

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: