Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Polskie żniwa

Posted by Marucha w dniu 2011-04-04 (Poniedziałek)

Polityka prowadzona przez głupców, musi kończyć się kompromitacją. Gdy głupcy są jednocześnie łgarzami, skutki ich polityki przynoszą katastrofę dla państwa. Donald Tusk i jego ekipa dawno zapracowali na miano dyletantów w sprawach polityki zagranicznej, a dewaluacja pozycji Polski na arenie międzynarodowej jest osobistym dziełem premiera i ministra Sikorskiego.

Gdy przed kilkoma tygodniami rząd USA wyraził “rozczarowanie” wstrzymaniem przez Polskę prac nad ustawą reprywatyzacyjną i wezwał III RP do restytucji mienia żydowskiego, powołał się na argument zaczerpnięty z arsenału propagandowych bredni, jakimi ośrodki medialne karmią polskie społeczeństwo. „Dzięki swojej dobrej polityce finansowej Polska jest w dużo lepszym położeniu fiskalnym niż wiele innych państw. Powitalibyśmy z uznaniem jakiekolwiek rozsądne rozłożenie wypłat na raty” – stwierdził specjalny doradca sekretarza stanu ds. problemów Holocaustu Stuart Eizenstat. Ironia tej wypowiedzi, widoczna dla każdego, kto boryka się z problemami dnia codziennego i galopującą drożyzną, nie wzbudziła komentarzy, bo uwagę amerykańskiego sekretarza stanu przykryto wyznaniem Donalda Tuska, iż “nie mógłby spojrzeć ludziom w oczy“. Premier obecnego rządu, pełen wiary w amnezję Polaków oświadczył: „Teraz, po załamaniu się finansów na świecie i narastaniu potrzeby dyscypliny finansowej w Polsce, nie mogę spojrzeć ludziom prosto w oczy i powiedzieć, że musimy ciąć jeszcze tu i tu, zabrać tu i tu, po to, żeby móc zrealizować tę ustawę. Nie mam żadnych wątpliwości, ze w czasie sprzyjającym będziemy Sejmowi proponowali tę ustawę. Biorę na siebie zatrzymanie tego procesu.”

Na początku kadencji grupy rządzącej, gdy siermiężne cele Tuska i spółki wymagały werbalnych deklaracji i zaskarbienia sobie przychylności pewnych środowisk, szef rządu nie wahał się obiecać, że osobiście dopilnuje sprawy restytucji prywatnego mienia żydowskiego. W marcu 2008 roku, podczas spotkania z przedstawicielami organizacji żydowskich w USA, Tusk zobowiązał się do przeforsowania w parlamencie ustawy o reprywatyzacji do końca 2008 roku.

Wiceprezes Światowego Kongresu Żydów Kalman Sultanik potwierdził wówczas, że premier zapowiedział poddanie pod głosowanie ustawy o reprywatyzacji mienia – m.in. żydowskiego – do września 2008 roku. „Premier Tusk sam poruszył problem prywatnej własności, – ujawnił Sultanik – był bardzo otwarty i potwierdził to, o czym zapewnił mnie w Polsce wiceminister skarbu Łaszkiewicz, który powiedział, że ten rząd zobowiązuje się do rozwiązania tego problemu. Premier powiedział, że do września ustawa o reprywatyzacji zostanie uchwalona, i szybko, jeszcze w tym roku, wprowadzona w życie. Według informacji premiera, ustawą będą objęci wszyscy Żydzi, którzy byli obywatelami polskimi do 1939 r., i procedura wnioskowania o zwrot mienia będzie bardzo prosta.”

Jedyna troska, którą Donald Tusk podzielił się z przedstawicielami środowisk żydowskich dotyczyła niepewności, „czy ustawę reprywatyzacyjną zechce podpisać prezydent Kaczyński”.

Odwołujący się do „uczciwości” premier rządu nie omieszkał wykorzystać i tej sytuacji, by oczernić polskiego prezydenta. – „Nie wyobrażam sobie – dywagował Tusk, odpowiadając na pytanie, czy nie obawa się, prezydenckiego weta do ustawy reprywatyzacyjnej – aby ktokolwiek przyzwoity i uczciwy w Polsce mógł zablokować ustawę, która oddaje ludziom ukradzioną własność. Tutaj nikt nikomu łaski nie robi. Ja chcę jakby trochę zadośćuczynić tym, którzy tak długo czekają, ale wszyscy powinniśmy się właściwie w Polsce wstydzić, że tak długo to trwa. Sprawiedliwość musi być w tej kwestii po stronie ludzi”.

Nietrudno zrozumieć, że spektakularna reakcja administracji amerykańskiej nie miałaby miejsca, gdyby nie bezmyślne deklaracje składane przez szefa rządu podczas wizyty w 2008 roku. Na nich bowiem zakończyła się aktywność Tuska w sprawie reprywatyzacji, a ustawa dotycząca tej kwestii nie została uchwalona ani w roku 2008 ani później. Nikt wówczas nie zadał pytania: czy Polskę było stać na zwrot mienia żydowskiego i jak Donald Tusk zamierzał zrealizować swoją obietnicę?

Nie może nawet dziwić, że środowiska żydowskie umiejętnie wykorzystują głupotę ekipy rządzącej i perfekcyjnie rozgrywają sprawę restytucji na arenie międzynarodowej. Z opublikowanego na stronach Światowego Kongresu Żydów oświadczenia wynika, że Kongres wzywa obecnie do „bojkotu Polski”. “Dopóki nie powstanie prawo, które będzie odpowiadać roszczeniom ofiar Holokaustu i ich spadkobiercom, społeczność żydowska, ocaleni i ich rodziny w szczególności powinni powstrzymać się przed wpompowywaniem dolarów z turystyki i innych dziedzin w polską ekonomię” – stwierdził radca generalny Kongresu Menachem Z. Rosensaft. Wypomniał również Sikorskiemu, że mógłby “lepiej czerpać z lekcji historii, mówiąc, że Holokaust, który miał miejsce na naszej ziemi, był przeprowadzony niezgodnie z naszą polską wolą przez kogoś innego“. Żydowski działacz przypomina Polakom mord w Jedwabnem i pogrom kielecki, powołując się wprost na publikacje Jana Grossa.

“Pomiędzy Jedwabnem i Kielcami niezliczeni Polacy czerpali korzyści z niemieckiego ‘Ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej’” – pisze dalej Rosensaft i dodaje, że liczba Polaków ryzykujących życiem dla ratowania Żydów została “znacznie przewyższona” przez tych, którzy “denuncjowali Żydów nazistom, plądrowali ich własność i bezwstydnie wprowadzali się do domów żydowskich rodzin, które zostały deportowane do obozów koncentracyjnych i śmierci“.

“Dodatkowo – twierdzi Rosensaft – polski naród codziennie czerpie korzyści z wartego miliony milionów dolarów mienia, które Żydzi posiadali w Polsce przed 1939 rokiem“, a to z trudem czyni Polaków narodem niewinnych świadków.

Nie przypadkiem, tego rodzaju „argumenty” środowisk żydowskich, wspierają się na antypolskich publikacjach Grossa. Można wprost zaryzykować tezę, że zgiełk związany z wydaniem „Złotych żniw”, w którego rozniecanie tak chętnie włączyły się „środowiska prawicowe” był elementem tej samej strategii, która zmierza obecnie do uczynienia z Polski obszaru obfitych „żniw” dla żydowskich roszczeń. Umiejętne wywołanie przez ośrodki propagandy „ogólnonarodowej debaty historycznej” nad „dziełami” Grossa prowadziło nie tylko do fałszowania prawdy historycznej, ale miało również całkiem realny, ekonomiczny wymiar.

Trafnie napisał Marek Jan Chodakiewicz w artykule „Jan Tomasz Gross i nowoczesny liberalizm”: „Poniżanie kultury większości metodą insynuowania jej prawdziwych czy wydumanych zbrodni dokonanych na mniejszościach jest doskonałą metodą sparaliżowania większości narodowej i objęcia rządu dusz. W tym sensie w Polsce granie kartą żydowską jest po prostu instrumentalizmem. Nie chodzi o Żydów ani o prawdę o ich męczeństwie. Chodzi o władzę.”

Rozgrywanie tej kampanii było możliwe, bo wykorzystano słabość obecnej ekipy oraz czynny udział jej przedstawicieli w oczernianiu Polski i Polaków. Nie kto inny, jak sekretarz stanu i doradca w sprawach polityki zagranicznej w rządzie Donalda Tuska, Władysław Bartoszewski, pytany w niedawnym wywiadzie dla „Die Welt”: – „Gross mówi, że polska ludność bogaciła się kosztem ofiar holocaustu”, odpowiedział „To bezwstydne bogacenie się nie miało rasistowskiego tła. To była po prostu chciwość.” I dodał: „Jeśli ktoś się bał, to nie Niemców. Gdy niemiecki oficer zobaczył mnie na ulicy i nie miał rozkazu aresztowania, nie musiałem się obawiać Ale gdy sąsiad zauważył, że kupiłem więcej chleba niż normalnie, wtedy musiałem się bać“.

Tenże sam urzędnik państwowy – Bartoszewski, pytany później – „Czy pańska wypowiedź nie wpisze się w klimat pokazywania Polaków w złym świetle?” odpowiada z nonszalancją: „Co to ma do rzeczy? Pomagałem Żydom, jeszcze zanim matka Grossa poznała jego ojca. […] Zajmuję się historią, a nie taktyką polityczną, bo jestem bezpartyjnym badaczem. Nie pozwolę sobie ograniczać swobody swojej wypowiedzi, ponieważ niczego się nie wstydzę.”

Zapewne ludzie z grupy rządzącej nie dostrzegają żadnych następstw swoich bezmyślnych deklaracji, ani skutków prymitywnej polityki. To możliwe, gdy stopień aroganckiej nieodpowiedzialności przekroczy wszelkie normy rozsądku.

Ufni w osłonę rządowych mediów, wierzą, że brednie o „budżetowych wymogach Unii Europejskiej” i „spoglądaniu ludziom w oczy” uratują nas przed roszczeniami międzynarodowych graczy, a winę za własne nieróbstwo da się zrzucić na „kryzys światowy”.

Ich działaniom trzeba przyglądać się z uwagą. Gdy nagle zamilkną głosy środowisk żydowskich, a ktoś z administracji Obamy znów poklepie Sikorskiego, patrzmy, gdzie za te „rozkosze delektowania się władzą” przyjdzie nam zapłacić wysoką cenę.

Aleksander Ścios
Tekst opublikowany w Warszawskiej Gazecie
Za: http://bezdekretu.blogspot.com/2011/04/polskie-zniwa.html

http://www.bibula.com/?p=35698

Komentarze 4 to “Polskie żniwa”

  1. kaczka i thuzek głupcy i łgarze said

    krytyk 2011:
    Panowie, wy tu tworzycie jakieś polityczne konstelacje dotyczące poparcia przez o. Rydzyka tej czy innej opcji. Ja, w przeciwieństwie do wielu z Was, oglądałem TV Trwam przez lat kilka traktując ją jako podstawowe źródło wiarygodnych informacji. Skończyłem ją oglądać w 2006 r. kiedy jasne się stało, że Rydzyk zawarł pakt z PiSem, a całe jego gadanie o miłości Ojczyzny to pic na wodę. Popatrzmy na sprawę merytorycznie, biorąc za punkt wyjścia mamonę. Dlaczego Rydzyk skazał na katafalk LPR, jedyną partię, która w pełni reprezentowała poglądy widzów TV Trwam i RM? Sprawa jest prosta – zaangażował się w coś, co go przerosło finansowo – szkołę wyższą. Potrzebował kasy. W koalicji PiSu z LPRem Giertych miał zbyt słabą pozycję negocjacyjną, aby mieć wpływ na kasę. Kasą rządził PiS. I dał o. Rydzykowi 60 mln zł na szkołę wyższą oraz obiecał 30 mln zł na geotermię. Były to srebrniki, za które Rydzyk obiecał położyć katolicką i patriotyczną partię LPR na katafalku, co jest ewenementem w krajach katolickich – rozgłośnia katolicka niszczy katolików. Ale tak jak Judasz srebrników nie przejadł, tak też Ojczulek je stracił – dzięki rozwaleniu przez PiS Sejmu w 2007 r. do władzy dostała się PO i srebrniki Ojczulkowi zabrała. Od tego czasu biedaczyna trzyma z PiSem, bo to jest jedyna droga do odzyskania kasiorki. I nie ma znaczenia taka ‘duperela’ jak Traktat Lizboński podpisany w świetle kamer i błysku fleszy – Rydzyk powinien natychmiast zerwać z PiSem, lecz tego nie zrobił – przypominam, kasiorka. Teraz liczy, że w jakiś sposób PiS dostanie się do władzy i mu kasiorkę odda. Rydzyk w tym celu wykorzystuje każdą okazję, aby przykopać PO – nawet zaprasza do rozmowy skrajnych liberałów z Fundacji A. Smitha, aby pokrytykowali PO. Sprawa dla Kaczki jest poważna – jeśli nie zdobędzie władzy i nie odda kasy Ojczulkowi, prawdopodobnie straci jego zaufanie jako element nieefektywny. I Rydzyk może przy pomocy swoich ludzi w PiSie w przyszłym Sejmie zacząć robić rozłam. To czuje Kaczka, który jest równie wielkim cynikiem jak Ojczulek, i nie za bardzo kwapi się do rozdawania jedynek. Co do J.R. Nowaka, to jest to pacynka w ręku Rydzyka, a może tego, kto odnalazł jego teczkę. Dla mnie jest to zwykły bufon, którego bufonada dorównuje tylko wyjątkowej indolencji ekonomicznej skarbnika RM – o. Króla (też nadęty bufon), który w idiotyczny sposób stracił na giełdzie ogromnie pieniądze RM dobrych parę lat temu. Tym bardziej dla Rydzyka liczy sie kasa

    http://www.konserwatyzm.pl/publicystyka.php/Artykul/8187/

  2. Marucha said

    Re 1:
    Jak widać nie bardzo się Pan orientuje w treściach, jakie są zawarte na łamach gajówki, a poddawane pod dyskusję artykuły z innych witryn traktuje jako oficjalne stanowisko jej właściciela.
    Nie powiedział nam Pan niczego, o czym od dawna nie wiemy, lecz zrobił Pan to z miną człowieka odkrywającego przed nami Amerykę.
    Przepraszam za sarkazm, ale czasami – zwłaszcza jeśli jest się tu od niedawna, warto trochę pogrzebać w archiwach, zanim wystąpi się z krytyką.

  3. Bułeczka said

    Autor artykułu też nic nowego nie napisał, tradycjonalnie wypłakał się żydowski rękaw i tyle. A Wszechpolak z artykułu poniżej gluci, że nic się nie zmieniło, gdy Polska nasza w międzyczasie żydowską atrapą się stała.
    No Wisła dalej płynie, jak płynęła i słońce świeci, no i można se powspominać od morza do morza, by się podbudować, gdy niewolniczą masą wyrobniczą się pozostało, gdy pośrednik-lichwiarz owoce pracy zbiera.
    Tak po prostu jest, jak zasadę konkurencji wspomnianemu lichwiarzowi zniszczyć się udało, w czym bolek i świenty na swój sposób pomogli, ojczulek w gruncie rzeczy też, inaczej by go nie tolerowali.

  4. 166 bojkot TVN said

    http://demokracjabezposrednia.pl/node/1021

    (..) Pewnie przypominacie sobie jeszcze niedawną katastrofę finansową w Islandii z 2008 roku. Ówczesny rząd poprzez „liberalną” politykę dołożył swoją „cegiełkę” do upadku Islandii. Można powiedzieć, że „dopiero co” sprywatyzowane islandzkie banki: Kaupthing, Glitnir i Landsbanki w przeciągu kilku dni stały się niewypłacalne, co w konsekwencji zagroziło bankructwem całego kraju[1]. Skala tego zagrożenia była ogromna. Długi tych trzech banków wynosiły ok. 100 mld dolarów, czyli ośmiokrotność islandzkiego PKB[2].

    Rząd chciał obarczyć tymi zobowiązaniami obywateli, jednak doszło do referendum[3], w którym Islandczycy, mimo stanowczych nacisków Unii Europejskiej zdecydowali się nie spłacać „nie swoich długów”[4]. W przeciwieństwie do krajów PIGS (Portugal-Ireland-Greece-Spain) Islandczycy jako jedyni nie ulegli presji międzynarodowej finansjery. Trochę wcześniej po falach protestów rząd musiał ustąpić[5]. Pojawił się nowy rząd, który wiele naobiecywał, między innymi demokrację bezpośrednią. Jednak jak to z rządami bywa, nie wiele zaczął wprowadzać w życie.

    Islandczycy postanowili wziąć sprawy w swoje ręce

    Jak historia uczy, nie można mieć zbyt dużego zaufania do polityków. Islandczycy postanowili napisać nową własną Konstytucję, tym razem bez ich pomocy[6]. Każdy, kto nie miał wcześniej nic wspólnego z polityką mógł się zgłosić do tworzenia nowej ustawy zasadniczej. Spośród ochotników wylosowano ok. 950 osób[7]. Zebrali oni postulaty, które według nich powinny znaleźć się w nowej Konstytucji. Zanotowano m.in. „demokrację bezpośrednią”, „ponowne upaństwowienie surowców naturalnych”, oraz, że „stanowiska państwowe mogą być przekazywane TYLKO i wyłącznie na zasadzie konkursów, wedle kompetencji, a nie znajomości”, itd… Na stronach http://www.thjodfundur2010.is dostępna jest pełna lista propozycji, którą da się przy pomocy tłumaczy internetowych dostatecznie zrozumieć bez znajomości islandzkiego.

    Następnym krokiem było wybranie spośród 500 możliwych kandydatów 25-osobową grupę ekspertów – 15-stu mężczyzn i 10 kobiet[8][9]. Do końca kwietnia mają oni za zadanie spisać tę listę wniosków jako dokument o stosownym prawnym formacie.

    Nie pozostaje nam nic innego, jak tylko trzymać kciuki za Islandczyków…cdn.
    Jordan Cibura dla dla Stowarzyszenia Więcej Demokracji


    Nie nadużywam grubej czcionki! Grubość czcionki jest za mała do wagi zjawiska!

Sorry, the comment form is closed at this time.