Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Olo o Generał Surowikin radykalnie z…
    Olo o Wygląda na to, że Rosja nie bę…
    bryś o Marokańczycy uczcili zwycięstw…
    bryś o Generał Surowikin radykalnie z…
    revers o Wolne tematy (83 – …
    NC o Polska dla Polaków
    Szczepan Zbigniewski o «Batalion Monako»
    niepostepowyoszolom o Generał Surowikin radykalnie z…
    minka o Wolne tematy (83 – …
    Szczepan Zbigniewski o «Batalion Monako»
    ats42 o Najbogatszy człowiek na ś…
    Szczepan Zbigniewski o Wolne tematy (83 – …
    Zorard o Najbogatszy człowiek na ś…
    Nie przycichlim o Generał Surowikin radykalnie z…
    Boydar o Wolne tematy (83 – …
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 625 obserwujących.

Zwycięzcą tej awantury jest Gorzelik

Posted by Marucha w dniu 2011-04-05 (Wtorek)

Jerzy Gorzelik

Jerzy Gorzelik, lider Ruchu Autonomii Śląska, może zacierać ręce.

Od kilku dni, kiedy media i większość polityków wmawiają opinii publicznej, że „Kaczyński obraził wszystkich Ślązaków” – Gorzelik znalazł się nagle w tej większości. I to nie on musi się teraz tłumaczyć ze swoich antykonstytucyjnych i antypolskich poglądów – tłumaczyć musi się Kaczyński.

Pewność siebie Gorzelika jest bezbrzeżna – oto w wywiadzie dla „Superexpressu” (4.04.2011), na pytanie czy PO poprze kiedykolwiek program autonomii Śląska – mówi tak: „To kwestia czasu. Myślę jednak, że Platforma, jej środowisko, za kilka lat absolutnie poprze autonomię Śląska. PO unika dziś słowa „autonomia”, bo unika wszelkich spraw kontrowersyjnych. Kiedy tylko dostrzeże, że na Górnym Śląsku cieszy się to jednak popularnością, postąpi zgodnie z tym, co podoba się ludziom”. Zauważmy pogardliwy ton tej wypowiedzi. Przekaz Gorzelika jest mniej więcej taki – PO to zwykli oportuniści, jak my urobimy mieszkańców Śląska, to ona grzecznie zgodzi się na wszystko.

Cała awantura zaczęła się od upublicznienia fragmentu pisowskiego „Raportu o stanie Rzeczypospolitej”. Dla jasności obrazu zacytujmy fragment, który uznano za skandal. Dotyczy on problemu tzw. narodowości śląskiej:

„Istnieje wiele przesłanek, by twierdzić, że kategoria Narodu nie jest podnoszona w programach i zasadniczych wystąpieniach przedstawicieli PO, choć mówi się tam o Polakach czy pozycji Polski. Z drugiej strony, PO w swoim przekazie mocno podkreśla znaczenie regionalizmów, czego szczególnym przykładem jest ostentacyjne akcentowanie przez Donalda Tuska swojej kaszubskości. Niedawno umieszczono, wbrew wyrokowi Sądu Najwyższego z 2007 roku, narodowość śląską w spisie powszechnym.

Sąd Najwyższy słusznie bowiem wywiódł, że historycznie rzecz biorąc, niczego takiego jak naród śląski nie ma. Można dodać, że śląskość jest po prostu pewnym sposobem odcięcia się od polskości i przypuszczalnie przyjęciem po prostu zakamuflowanej opcji niemieckiej.

W PO nie budzą protestu postawy jawnie antypolskie, wręcz obrażające Polaków. Przykładem jest choćby długotrwała obecność w tej partii Kazimierza Kutza, którego publicystyka w wielu wypadkach jest jadowicie antypolska. Ważny jest też stosunek do Ruchu Autonomii Śląska, którego członkowie kandydowali z list PO, mimo że ta formacja jawnie odcina się od polskości. Jej szef Jerzy Gorzelik mówi wprost: jestem Ślązakiem, nie Polakiem, Polska nie jest dla mnie najważniejsza. Niezwykle charakterystyczna jest też bardzo agresywna reakcja czołowego polityka PO, szefa klubu Tomasza Tomczykiewicza, na formułowaną w Sejmie krytykę decyzji zawarcia koalicji z RAŚ w samorządzie wojewódzkim, a także stała opcja tej partii na współpracę z Mniejszością Niemiecką na Śląsku Opolskim. I to mimo powtarzających się incydentów wskazujących na to, że przynajmniej niektórzy działacze tej mniejszości ostentacyjnie demonstrują nielojalność wobec państwa polskiego (zdejmowanie polskich flag i godła w gminach rządzonych przez MN)”.

Cytat ten był potrzebny dla oceny jego interpretacji przez media. Otóż nie ulega kwestii, że fragment o śląskości i zakamuflowanej opcji niemieckiej dotyczy ideologii i działań Ruchu Autonomii Śląska, nie dotyczy zaś śląskości w ogóle. Jest to przede wszystkim krytyka polityki PO na Śląsku i jej szefa Tomasza Tomczykiewicza. To on właśnie był animatorem układów politycznych z RAŚ. To on i jego zwolennicy nie zdecydowali się na Śląsku na koalicję PO-PSL-SLD, która była możliwa, lecz wybrali celowo sojusz RAŚ, tym samym uwiarygodniając tę organizację i jej ideologię. Wprowadzenie na salony polityczne RAŚ jest dziełem śląskiej PO (nie całej rzecz jasna, pamiętajmy o postawie Piotra Spyry i kilku radnych tej partii, którzy byli przeciw).

Dlatego nie dziwią nerwowe działania Tomczykiewicza, który wymieniony jest w „Raporcie” z nazwiska. Zachęcony zgodnym tonem mediów i głupimi deklaracjami PJN (Migalski i Rostkowska) – przeszedł do ataku zgodnie z zasadą „na złodzieju czoka gore”. „To są słowa niegodne polskiego polityka, niegodne byłego premiera RP. Uważamy, że taka ocena Ślązaków wyczerpuje znamiona przestępstwa” – wypalił Tomczykiewicz. Śląska PO zadeklarowała też, że nie ma zamiaru rezygnować z dalszej współpracy z Ruchem Autonomii Śląska. Co więcej, złożyła zawiadomienie do prokuratury, gdyż Kaczyński rzekomo naruszył prawo. Politycy PO powołują się artykuł 257 kodeksu karnego. Mówi on o tym, że „kto publicznie znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej (….) podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech”. Oto jak można odwrócić kota ogonem.

Rolę pożytecznego idioty w tej awanturze odgrywają politycy PJN, którzy tylko dlatego, żeby zamanifestować swoją „odmienność” od Kaczyńskiego a być może z nadzieją na ugranie czegoś – udają wielce oburzonych. Już o wiele lepiej zachowuje się SLD, który ustami swojego lidera – Grzegorza Napieralskiego – co prawda lekko dystansuje się od Kaczyńskiego, ale o wiele bardziej od RAŚ. Warto jednak dostrzec to, że media na Śląsku, głównie „Dziennik Zachodni” (własność niemieckiego koncernu Neue Passauer Presse) – kibicuje Gorzelikowi i Tomczykiewiczowi. Spośród kilkunastu opinii na temat wypowiedzi Kaczyńskiego, które zamieszcza „Dziennik Zachodni” – tylko jedna, senatora Bronisława Korfantego, jest obiektywna i na temat. W dodatku nie cytuje się go dosłownie, tylko omawia w dwóch zdaniach. A Korfanty stwierdził jasno, „że słowa Kaczyńskiego dotyczą tylko i wyłącznie tych Ślązaków, którzy są związani z Ruchem Autonomii Śląska lub go popierają. Czyli większości Ślązaków te słowa nie dotyczą”.

Czas na podsumowanie. Na razie jedynym zwycięzcą tej batalii jest Jerzy Gorzelik. Po pierwsze, uzyskał kolejną legitymizację polityczną, nagle znalazł się po stronie „większości”, wśród wszystkich „obrażonych” przez Kaczyńskiego Ślązaków. Po drugie, PO dokonała jeszcze jednego kroku ku swego rodzaju uzależnieniu się od RAŚ, który powoli staje się jej głównym sojusznikiem na Śląsku. Po trzecie, daje mu to fory przed Narodowym Spisem Powszechnym – media i tzw. autorytety namawiają wręcz do przyznawania się do narodowości śląskiej „na złość Kaczyńskiemu”.

Można zrozumieć emocje i logikę walki politycznej. Jednak w tym przypadku żadna polska siła polityczna nie miała prawda do wykazania całkowitego braku instynktu państwowego. Są kwestie, który tak czy inaczej powinny być wspólne dla wszystkich. Taką sprawą jest bez wątpienia zachowanie się wobec RAŚ. Stało się inaczej – dlatego Gorzelik może bez obaw mówić na spotkaniu w Opolu, że „Korfanty nie jest żadną ikoną”. Ale i PiS powinien uderzyć się w piersi, bo to za jego rządów odmawiano uznania za nieważne haniebnych wyroków brzeskich m.in. na Wojciecha Korfantego a polska ambasada w Pradze odmówiła poparcia idei wmurowania tablicy pamiątkowej poświęconej Korfantemu (mieszkał w stolicy Czechosłowacji na emigracji) – bo ciąży na nim prawomocny wyrok za działalność antypaństwową! Jeśli siebie nie szanujemy jako naród, to nie dziwmy się, że korzystają na tym Gorzelikowie.

Jan Engelgard
http://mercurius.myslpolska.pl

Komentarze 42 do “Zwycięzcą tej awantury jest Gorzelik”

  1. Miroslaw Bernard said

    Mimo ze popieram slaskosc to niestety musze przyznac racje ze RAS moze dzialac na szkode Polski i Slaska w porozumieniu z Niemcami. Wiekszosc ludzi popierajacych autonomie wcale nie chce przylaczenia do niemiec czy opcji niemieckiej na slasku a chce czegos na wzor autonomi przedwojennej ktora byla propolska ale zapewniala zachowanie tozsamosci (mimo antyslaskiej dzialalnosci Grazynskiego i jego poplecznikow), inwestycje w region itd. Pozatym wielu Niemcow na Slasku przyczynilo sie do rozwoju tego regionu, szanowalo wiare i prace ludzi jak chocby Gische, hrabia Guido (do dzis mozna zwiedzac kopalnie w ktorej az pelno poslkich symboli religijnych).

    Minusem dzisiejszego RAS jest liberalizm, i niestety proniemieckosc ukryta pod plaszczykiem slaskosci. Co nie zmienia faktu ze Kaczynski nie mowil o RAS tylko o Slazakach a przeciez mogl powiedziec jasno i wyraznie.

    Nie wspomne o tym ze przez ostatnie 20 lat z slaska przemyslowego zrobiona montownie dla zachodu.

    Przeciez PO i PIS graja w jednej druzynie. Kaczynski ma zamiar sciagnac patryjotow PO liberalow.

  2. kazik said

    Tak dobra fotografia tego osobnika została zrobiona pewnie w areszcie Urzędu Ochrony Państwa przed wydaleniem go z Polski . Jeśli się mylę to ten urząd jest niepotrzebny . Ino sie podziwać jaki łun jezd gryfny karlus .

  3. Miroslaw Bernard said

    http://mercurius.myslpolska.pl/2011/04/slask-dla-slazakow/

    „„Z przykrością stwierdzam, że Jarosław Kaczyński z pozycji piłsudczykowskiej przechodzi na pozycje endeckie”. Pomijając już to, że Kaczyński miał na myśli śląskość w wydaniu RAŚ, a nie w ogóle – taka ocena niesie ze sobą fałsz historyczny – to nie endecja, z którą był ściśle związany Syn Ziemi Śląskiej Wojciech Korfanty – „dyscyplinowała” Ślązaków. To właśnie piłsudczycy z Michałem Grażyńskim na czele gnoili Korfantego i zepchnęli powstańców śląskich na margines. ” Jan Englert

    Grazynski przyczynil sie do tego ze wielu Slazakow przed wojna zobaczylo ze maciez traktuje ich czasem gorzej niz Niemcy. Ta opinia potwierdzila sie za Polski Ludowej i tzw. „Wolnej Polski”. Czy mimo tego Slazacy odnosili sie kiedykolwiek z wrogoscia do przyjezdnych. Nie a wrecz znam kilka przykladow gdzie pomagali przybyszom zza Brynicy. Wystarczy pojechac w Polske by sie przekonac jak np w Warszawie szanuje sie Slazakow.

  4. Mary said

    ta nasza maciez to raczej macocha, ktora zle traktuje wszystkie dzieci, a slazacy szukaja furtki do uceczki od zlej matki, tez, jak kazdy mam dosc tak wrogiej Polski do nas Polakow. tu sie musi zmienic, tak dluzej byc nie moze, basta!!!!!!!!!!

  5. ziarnko prawdy said

    O Jerzym Gorzeliku i jego wystepach w „Klubie Dziennikarzy pod Gruszka” w Krakowie,w polowie
    lat dziewiecdziesiatych.Relacja Witolda Gadowskiego dziennikarza sledczego,bylego dyrektora
    programu TVP 1.
    Czemu nie Goralenvolk?
    http:wgadowski.salon24.pl/

  6. ziarnko prawdy said

    http://wgadowski.salon24.pl/
    @5

  7. Błysk said

    Ten Gorzelik i cały ten RAŚ , TO AGENTURA NIEMIECKA I PRAWD. CIĘŻKIE NIEMIECKIE PIENIĄDZE. Że tego nie widzą mieszkańcy Śląska i czepiają się jakiejś „macochy”, to po prostu jakieś kretyństwo. Polska jest jedna i czas to zrozumieć, a nie to fora na Zachód, do miłych wam Niemców.Będzie trochę luźniej.

  8. Miroslaw Bernard said

    ad 7) Sprawa nie jest taka prosta bo teraz nie bedzie drogi na zachod.

  9. Boomcha said

    Jeszcze jeden „wieszczu” co siedzi na tłustej dupie i wszystko zawsze wie lepiej, a najlepiej jest gdy jeż źle.

    Stawiam tezę że celem takiej pisaniny jest zatruwanie myśli przekonaniem, że cokolwiek sie nie robi to i tak będzie zawsze źle. czemu autor nei skupia sie np na tym: http://blog.rp.pl/pietryga/2011/04/05/prawo-nie-uznaje-narodu-slaskiego/

    …skoro jest taki specem od prawa i sprawiedliwości: http://www.konserwatyzm.pl/publicystyka.php/Artykul/8097/

    JKM powinien się spiąć i wymyślać jakieś nowe bzdury, bo rośnie mu konkurent.

  10. kazik said

    R.A.Ś. to nic innego jak V Kolumna w Polsce . Proszę tego nie owijać w bawełnę .

  11. mirek said

    Za pierwszym razem przeczytałem gorzelnik, to chyba tak mu miało być – było kiedyś.

  12. obserwator z boku said

    Wszedzie ostatnio tylko RAS i Gorzelik,a to jest tylko woda na ten cały ich młyn.Tak długo będą mielić,aż coś umielą.Im zależy,by o nich było głośno i mają wrażenie,że wszyscy ślązacy,a napewno większość myślą tak jak p.Gorzelik.Robią wielki ferment i antagonizują mieszkańców Sląska.A p.J.Kaczyński ma dużo racji.Trzeba „podziwiać” gorliwość PO w tej sprawie.

  13. Piotrx said

    Ciekawy komentarz jednego z internautów:

    „Kaczyński zwalcza przeciez nie „slaskosc” jako regionalny rodzaj polskosci ale slaskich NACJONALISTOW probujacych przez budzenie poczucia krzywdy i wyobcowania wykreowac „narod slaski” ergo wlasnie podzielic Polakow! W tym sensie RAS, wyraznie noszacy w nazwie haslo „autonomia” nie jest zupelnie porownywalny do prokonstytucyjnyh i patriotycznych organizacji regionalnych jak Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie (ktorego jestem dumnym czlonkiem) czy Zwiazek Podhalan. zabawne ze lewicowe media, w swej obsesyjnej nienawisci do PiSu, nawet nie zauwazaja ze biora sie za obrone jak najprawdziwszych nacjonalistow, tyle ze w wersji miniaturowej..”

  14. Piotrx said

    Jerzy Przystawa

    Nie będzie Ślązak pluł nam w twarz!

    (komentarz wygłoszony w Katolickim Radio Rodzina, 8 stycznia 2001)

    20 grudnia minionego roku Międzynarodowy Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu wydał niezwykle interesujący wyrok: odmówił uznania za zasadną skargi złożonej, w czerwcu 1998, przez założycieli stowarzyszenia pod nazwą „Związek Ludności Narodowości Śląskiej”, którym władze Rzeczypospolitej, łącznie z Sądem Najwyższym, odmówiły zgody na rejestrację. Sprawa rozpoczęła się 5 lat temu przed Sądem Wojewódzkim w Katowicach, który zezwolił na rejestrację Związku, ale po interwencji wojewody, Sąd Apelacyjny, a potem Sąd Najwyższy tę zgodę uchyliły. Wyrok teraz przypieczętował Trybunał Strasburgski. Opinie tych sądów są zgodne: coś takiego jak „narodowość śląska” nie istnieje, Trybunał w Strasburgu godzi się ich uznać co najwyżej za „grupę etniczną”. Założycielom Związku przyświecają niegodziwe intencje: ich prawdziwym celem jest wykorzystanie obowiązującej w Polsce ordynacji wyborczej do Sejmu przyznającej wielkie przywileje członkom uznanych mniejszości narodowych. Założyciele Związku pragną, pod płaszczykiem „mniejszości narodowej”, ominąć przeszkody stawiane przez ordynację wyborczą i wcisnąć się do Sejmu Rzeczypospolitej, ot tak na przykład, jak do Sejmu dostają się, w kolejnych wyborach, przedstawiciele mniejszości niemieckiej.

    To rozstrzygnięcie sądowo-trybunalskie jest ciekawe z wielu powodów. Przede wszystkim ani w prawie polskim, ani innych krajów europejskich nie zostało zdefiniowane co należy rozumieć pod pojęciem „mniejszości narodowej”. W encyklopediach i słownikach pojęcie „narodowości”, jeśli nie jest równoznaczne z pojęciem „obywatelstwa”, oznacza „grupę etniczną”. W Ameryce, Wielkiej Brytanii, we Francji czy w Niemczech, żadne „grupy etniczne”, żadne „mniejszości narodowe” nie posiadają specjalnych praw czy przywilejów, nie mówiąc już o przywilejach wyborczych. Wydaje się, że poza Rumunią i Litwą, żaden kraj europejski nie uprzywilejowuje „mniejszości narodowych”. Na kim więc wzorowali się, i czym się kierowali, ustawodawcy polscy uprzywilejowując tzw. mniejszości narodowe? I kogo chcieli w ten sposób uprzywilejować, skoro nie pofatygowali się jeszcze, aby zdefiniować to pojęcie?

    Aby pojąć o co w tym wszystkim chodzi musimy zdać sobie sprawę z tego, że obowiązująca w Polsce partyjna ordynacja wyborcza praktycznie pozbawiła nas tzw. biernego prawa wyborczego. Praktycznie, ponieważ w teorii, a więc zgodnie z zapisem art. 99 ust. 1 Konstytucji, każdy obywatel polski, który w dniu wyborów skończył 21 lat, ma prawo zostać wybranym do Sejmu. To konstytucyjnie zagwarantowane prawo ogranicza jednak ordynacja wyborcza, ustalając, kto i w jaki sposób może kandydować do Sejmu?

    Zgodnie z tą ordynacją żaden obywatel polski, bez względu na to jaką się cieszy popularnością i uznaniem wśród swoich współobywateli, samodzielnie kandydować nie może. Rozważmy taką hipotetyczną sytuację. We Wrocławiu, zapewne wszyscy się za mną zgodzą, osobą najbardziej popularną i znaną jest Jego Eminencja Ksiądz Kardynał Henryk Gulbinowicz. Przypuśćmy, że wszyscy wrocławianie, a jest nas uprawnionych do wzięcia udziału w wyborach ok. 400 tysięcy, zebraliby podpisy i chcieli zgłosić Księdza Kardynała jako kandydata na posła! Nic z tego! Obywatele, nie ma znaczenia ile milionów liczy ta grupa, nie mogą zgłosić jednego kandydata ani nawet dwóch czy trzech! Ordynacja wymaga, żeby lista kandydatów zawierała nie mniej nazwisk niż wynosi liczba mandatów poselskich w danym okręgu. W przypadku Wrocławia ta liczba wynosi 14. Gdyby więc Jego Eminencja łaskawie zgodził się kandydować, a my wszyscy bylibyśmy za Jego kandydaturą, to musielibyśmy jeszcze dodać Mu „do ozdoby” co najmniej 13 innych nazwisk. Co najmniej, ponieważ trzeba się zabezpieczyć na wypadek, gdyby np. któryś z kandydatów uległ jakiemuś wypadkowi losowemu i wówczas taka niepełna lista straciłaby ważność. Ten drobny przepis wyjaśnia nam dlaczego idąc do wyborów dostajemy broszurę zawierającą kilkaset nazwisk, które, w ogromnej większości, nic nikomu nie mówią i są nazwiskami ludzi całkowicie nieznanych.

    Oczywiście, gdyby Jego Eminencja zgodził się na kandydowanie, to nie sprawiłoby Mu wielkiego kłopotu dobranie sobie kilkunastu osób na „wypełniaczy listy”, więc to nie stanowi największej przeszkody, jaką ordynacja wyborcza stawia obywatelom polskim w egzekwowaniu ich biernego prawa wyborczego. Żeby lista w ogóle była brana pod uwagę, to Jego zwolennicy musieliby wystawić podobne listy i w innych okręgach wyborczych w Polsce, ponieważ ustawa wymaga, aby w skali całego kraju padło na nią nie mniej niż 5% głosów wszystkich wyborców! W całym województwie wrocławskim nie mieszka nawet tylu wyborców! Okręgów wyborczych jest 42, z czego wynika, że w jednym okręgu wyborczym mieszka, średnio, nie więcej niż 2,5% uprawnionych do głosowania! A zatem, żeby zostać wybranym do Sejmu, Ksiądz Kardynał musiałby założyć partię polityczną, działającą w całym kraju. Dopiero wtedy mógłby skorzystać z teoretycznie przysługującego Mu biernego prawa wyborczego. Chyba… Chyba, żeby Jego Eminencja podał się ….za Niemca i przystąpił do wyborów jako przedstawiciel Mniejszości Niemieckiej we Wrocławiu albo na Dolnym Śląsku! Wtedy co innego: mniejszości narodowej próg wyborczy nie obowiązuje, Niemcy w Polsce posiadają więcej praw niż Polacy we własnym kraju. Dzięki temu, w Sejmie Rzeczypospolitej mają obecnie 2 posłów, chociaż wyborcy oddali na nich nie więcej niż około 50 tysięcy głosów. Około miliona głosów, a więc 20 razy więcej, oddanych na Akcję Wyborczą Solidarnością, nie dało tej partii ani jednego mandatu! Tak wygląda realizowana w praktyce konstytucyjna zasada równości praw wyborczych w Polsce: głosy 20 Polaków, oddanych na niewłaściwą partię polityczną, mają mniejszą wagę niż głos jednego przedstawiciela mniejszości niemieckiej! I to pomimo tego, że nie wiadomo co w ogóle znaczy „mniejszość niemiecka”!

    Otóż tę niejasność prawną, usiłowali niecnie wykorzystać założyciele Związku Ludności Narodowości Śląskiej: dlaczegóż to Ślązacy w Polsce mieliby mieć mniejsze prawa niż Niemcy? Na szczęście Europejski Trybunał Praw Człowieka postawił tamę tym niegodziwym zamiarom. W Europie wiedzą doskonale kim są Niemcy, o Ślązakach tam jeszcze nie słyszeli.

    Trybunał w Strasburgu, w uzasadnieniu wyroku, uznał, że prawa i wolności obywateli muszą być ograniczane, ze względu na dobro wyższe, jakim jest, na przykład, „stabilność państwa jako całości”. Mniejszość niemiecka w parlamencie tej stabilności nie zagraża. Co innego jacyś Ślązacy.

    Trybunał stwierdził też, że „system wyborczy posiada pierwszorzędne znaczenie dla każdego demokratycznego państwa”. Tę sentencję wyroku polecam uwadze tych wszystkich polskich inteligentów, którzy uważają, że nasza walka o zmianę partyjniackiego systemu wyborczego i wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych jest bez znaczenia, gdyż w każdym systemie wyborczym politycy to dranie, oszuści i karierowicze, więc nie ma tu o co kruszyć kopii. Ordynacja partyjna nie tworzy demokracji lecz partiokrację. Jednomandatowe okręgi wyborcze przywrócą nam utracone bierne prawo wyborcze i podstawową zasadę demokracji: o tym, kto ma zostać posłem i sprawować rządy w państwie decyduje wola większości wyborców, a nie sztuczki rejestracyjne i machinacje partyjne.

  15. Piotrx said

    Dariusz Ratajczak

    ŚLĄSKI HEIMAT

    Opole, dzień targowy. Na placu dziesiątki plastikowych stolików. Z ustawionych na nich magnetofonów dobywają się tandetne, piwno- parówkowe piosenki typu: ”Ich liebe Dich und warum Du mich nicht?” W przewalającym się tłumie ludzi mnóstwo Niemców, także tych, którzy jeszcze kilka miesięcy temu byli Polakami. Teraz są butni, pewni siebie. Na parkingach metaliczne BMW, mercedesy, ople.

    Tak wygląda stolica Śląska Opolskiego Anno Domini 1990.

    A na wsi? W tych zamieszkałych przez autochtonów- istny festiwal niemieckości. Już gdzieniegdzie ukazały się szyldy nad restauracjami w języku niemieckim, a Opole to, według pewnego znaku drogowego, znowu Haupstadt Oppeln. Zresztą to dopiero początek. Oto bowiem germańskie Towarzystwo mniejszościowe walczy o dwujęzyczność podopolskich miejscowości, mając zresztą w tym względzie poparcie supereurotomanów” z Solidarności oraz pewnej konserwatywnej partyjki (”Jedność Europejska”), której członkowie pewnie zmieściliby się na mojej składanej kanapie, przy założeniu, że wprzódy wpuściłbym tych panów do domu.

    Mamy już nawet dwutygodnik mniejszości niemieckiej na Opolszczyźnie, ”Oberschlesische Nachrichten”. Czytam wypowiedzi czołowych działaczy mniejszościowego Towarzystwa. Dominują stwierdzenia o Europie bez granic. Prawda, jakimi jesteśmy demokratami BEZ GRANIC”. I jeszcze pan Kroll, szef Wasserdeutschów (wespół z ojcem- 100% Niemcem, byłym członkiem PZPR odznaczonym przez samego Gierka) jest za napływem obcego kapitału na Śląsk. No, zgadnijcie Państwo jakiego?

    Ech, to chyba za mało. A może by tak pobudować sanatoria, prewentoria, zamknięte kluby golfowe ”nur fuer Deutsche”. Ubierzemy brudnych Polaczków w białe kitle, nauczymy ich podstawowych słówek w naszej pięknej niemczyźnie, pouczymy, że mają być ”freundlich i już mamy kelnerów, hostessy (prawda, ładniejsze od naszych Helg)- do tego tanich.

    Ale uwaga: Achtung, Achtung! Trzeba mieć na nich oko. Pewien nasz ”Kamerade” otworzył na obrzeżu Oppeln (śmieszna , słowiańska nazwa: Opole) skład z używanymi szmatami. Niestety, ci bezczelni Polacy zwinęli sztuk kilka. Was machen Wir? Jak to, co, nich się rozbierają do koszuli (autentyczne zdarzenie), wchodząc do porządnego niemieckiego sklepu.

    W ogóle wytniemy tym uparciuchom niezły numer. Niech się cieszą na razie, że Śląsk jest niby w Polsce. Potem przyjdzie czas na ”europeizację” terenów ”odwiecznie niemieckich” podług genialnego planu Hartmuta Koschyka, a następnie” Aber langsam, langsam.

    Tygodnik Narodowy ”Ojczyzna”, nr 11, 7 października 1990

    Tekst powyższy pisany był w gorącym okresie tworzenia się niemieckich organizacji mniejszościowych w naszym województwie. Proszę mnie nie zrozumieć źle : nigdy nie występowałem przeciwko aspiracjom ludności autochtonicznej, zawsze starałem się, czy to na łamach ”Schlesiches Wochenblatt” (które czasami daje zresztą podstawy do podejrzeń o nielojalność w stosunku do Polski), czy w książce poświęconej niemieckiemu księdzu z podopolskiego Naroka, obiektywnie przedstawić tragedie, jakie stały się jej udziałem po roku 1945.

    Wszelako uważam Śląsk Opolski za integralną, bez żadnych podtekstów, część Państwa Polskiego. A tymczasem działania znanych organizacji ziomkowskich w Niemczech, z którymi wielu miejscowych Niemców ma całkiem dobre kontakty i przynajmniej nieoficjalnie- powiedzmy: przy halbie piwa- podziela ich antypolskie poglądy, każdą zachować daleko posuniętą ostrożność.

    Jest rzeczą oczywistą, iż ludzie ci liczą na ”Europę ”bez granic” a w dalszej kolejności możliwość swobodnego osiedlania się Niemców na Śląsku. Oczywiście europejski moloch będzie dawał w przyszłości Polakom szansę osiedlania się w Niemczech, ale powiedzmy sobie szczerze: ilu to Polaków- posesjonatów będzie stać na np. spędzanie jesieni życia ”na swoim” w Bawarii, czy Hesji. I zresztą po co mieliby to robić.

    Tymczasem polskie ziemie zachodnie, już to ze względów czysto ekonomicznych, już to zaszłości historycznych, staną się atrakcyjnym terenem osiedleńczym przede wszystkim dla Niemców. Przybysze będą mieli za sobą europejskie prawo i pieniądze, a wszystko zakończy się, trudno tu o inną możliwość, swoistą rekonkwistą. Prowadzoną oczywiście metodami pokojowymi, z poszanowaniem praw człowieka, słowem w rękawiczkach.

    Scenariusz jest więc napisany, a znając wręcz organiczny brak u Polaków elementarnego, zdrowego egoizmu narodowego (w przeciwieństwie do regionalnego, także opolskiego), tym łatwiejszy do realizowania. Aber langsam, langsam”

  16. Piotrx said

    Jędrzej Giertych „Polska i Niemcy”

    PRZEGLĄD HISTORII: ŚLĄSK

    Spójrzmy jaka jest opinia Reeca na historię Śląska. Pisze on:

    „Nazwa Śląsk pochodzi od germańskiego plemienia Silingów. Ludy germańskie żyły tam — tak jak w całych Niemczech Wschodnich — od tysięcy lat zanim plemiona Zachodnich Słowian zaczęły napierać na ten region od wschodu około siódmego wieku”.

    Francja, Burgundia i Lombardia mają nazwy pochodzące od plemion germańskich Franków, Burgundów i Longobardów, ale to nie jest wystarczająca przyczyna, aby mówić, że kraje te powinny należeć do Niemiec. Poza tym niemiecka hipoteza, że plemiona zachodnio słowiańskie (polskie) dotarty na Śląsk w siódmym wieku i że plemiona niemieckie żyły tam od wielu setek lat nie ma żadnej historycznej podstawy. Zgodnie z dostępnymi dowodami zachodni Słowianie byli autochtoniczną populacją na Śląsku, jak i w całej tej części Europy centralnej. Niemieckie plemiona Silingów, Gotów i innych, które wędrowały czasami przez Polskę w okresie Wielkiej Migracji, były tylko hordami przybyszów, nie różnymi od tych germańskich hord Gotów, Gepidów, Longobardów, czy Wandalów, które przez pewien okres czasu rządziły w takich niegermańskich krajach, jak Kreta, Bałkany, Włochy, Hiszpania i północna Afryka i które dewastowały te kraje zanim nie zostały zasymilowane przez miejscową ludność i kulturę. Na pewnym gruncie historycznym znajdujemy się dopiero w X wieku. W tym czasie był to całkowicie polski kraj. Politycznie były pewne fluktuacje pomiędzy władcami Polski i Czech, ale w końcu tego stulecia panowanie polskie zostało całkowicie ustabilizowane. To Polska kładła fundamenty pod cywilizację na Śląsku. To w polskich czasach na Śląsk wprowadzono chrześcijaństwo. Stolica biskupia we Wrocławiu została ustanowiona w roku 1000 jako sufragania podlegająca polskiej metropolii w Gnieźnie. W tym też okresie powstały główne miasta i wsie, mniej dostępne części kraju otwarto dla osadnictwa, zostały założone najstarsze instytucje, takie jak parafie, klasztory i szkoły, wspólnoty miejskie i rolnicze. Zbudowano drogi książęce. Stare, piękne, romańskie i gotyckie kościoły, które do dzisiaj są ozdobą krajobrazu Śląska, zostały zbudowane przez królów Polski, polskich książąt, polskich biskupów i rycerzy. Na początku Średniowiecza Śląsk, który był często najeżdżany przez Niemców, stanowił ośrodek polskiego patriotyzmu. W trakcie oblężenia Niemczy (1017), oblężenia Głogowa (1109), bitwy na Psim Polu (1109), i bitwy przeciwko Mongołom pod Legnicą (1241), cały Śląsk pełnił rolę podobną do roli bitew Joanny D’Arc w historii Francji. W trzynastym wieku Wrocław zaczął być de facto stolicą Polski i zostałby prawdopodobnie stolicą de iure, gdyby inwazja mongolska w roku 1241, podczas której Polska (w tym Śląsk) ocaliła resztę Europy przez swoje poświęcenie, nie unicestwiła wiodącej osoby w polskim życiu politycznym, księcia Henryka Pobożnego z Wrocławia, który padł na polu bitwy.

    Ażeby pokazać czym Śląsk był w tym pierwszym, bez wątpienia polskim okresie jego historycznej egzystencji, wymienię tylko główne kościoły we Wrocławiu założone w tym czasie. Piękna katedra Jana Chrzciciela, została ufundowana przez biskupów. Oryginalna budowla powstała w niewiadomym czasie, zniszczona w 1158 r. Obecna budowla gotycka została rozpoczęta w 1148 r., zakończona pomiędzy 1233-1238 r., z wielkim ołtarzem wykonanym w 1272 r. Mały kościół świętego Idziego, był zgodnie z tradycją założony przez polskiego magnata Piotra Włosta, który żył na początku dwunastego wieku. Został przebudowany w XIII wieku w stylu gotyckim. Do dziś przetrwały romańskie elementy. Majestatyczny, wielki gotycki kościół świętego Krzyża ufundowany w 1288 r. przez księcia Henryka IV z Wrocławia, który był w tym czasie władcą Polski, budowa została zakończona na początku XIV stulecia, jest w nim grób Henryka IV. Kościół św. Wincentego, uprzednio klasztor braci mniejszych, został ufundowany przez Henryka Pobożnego, księcia wrocławskiego i władcę całej Polski, zniszczony przez Mongołów w 1241, odbudowany w 1253 r.; obecny budynek pochodzi z XIV wieku; grób założyciela księcia Henryka II Pobożnego z umieszczoną na nim figurą Mongoła pochodzi z XV wieku. Kościół św. Wojciecha, początkowo augustiański, później dominikański, założony przez Bolesława, brata Piotra Włosta. Ten kościół został wspomniany w Bulli z 1148 r., wydanej przez papieża Eugeniusza III. Kościół św. Magdaleny został zbudowany w roku 1226 przez biskupa Wawrzyńca. Pozostały tylko ślady poprzedniego budynku, obecny pochodzi z XIV wieku. Kościół św. Elżbiety ufundowany był przez księcia Bolesława w 1245 r. Obecna budowla pochodzi z XIV wieku. Kaplica św. Marcina, zgodnie z tradycją założona przez Piotra Włosta, wspomniana jest po raz pierwszy w dokumencie z 1149 r. Kościół św. Piotra i Pawła został podarowany przez księcia Bolesława Wysokiego w 1175 r. klasztorowi w Lubiążu. Kościół NMP na Piasku, o którym pierwsza wzmianka pochodzi z roku 1149, zawiera jedynie ślady dawnej budowli, obecna jest datowana na XIV wiek. Płaskorzeźba w tym kościele przedstawiająca Marię, żonę Piotra Włosta i ich syna Świętosława, została przeniesiona do tego kościoła z innego. Kościół sióstr Urszulanek, pierwotnie sióstr klarysek, ufundowany został przez księżną Annę, wdowę po Henryku II Pobożnym, przy wsparciu papieża Aleksandra IV w roku 1256. Obecny budynek pochodzi z XVII wieku. Kościół szpitalny św. Macieja został założony przez tą samą księżną Annę; szpital założono w 1242 r., budynek kościoła pochodzi z 1253 r. Kościół św. Katarzyny został ufundowany przez księcia Henryka V w roku 1294. Kaplica św. Anny została ufundowana przez opata Jana z Pragi, który zmarł w 1386 roku. Jeżeli chodzi o kościół św. Krzysztofa, wspomniany w dokumencie księcia Władysława z 1267 r., to wiadomo, że obecny budynek datuje się mniej więcej na rok 1400. Podobnie kościół św. Barbary został założony w 1268 r., ale obecny budynek pochodzi z około roku 1400. Kościół Trójcy Przenajświętszej i Najświętszego Sakramentu, początkowo należał do Joannitów, którzy byli tam już w 1273 roku. Kaplica datuje się na rok 1334, a budynek obecnego kościoła pochodzi z końca XIV stulecia. Kościół św. Michała, ufundowany przez Jaksę, zięcia Piotra Włosta, został wspomniany w dokumencie z 1139 r., w czasach współczesnych został całkowicie zniszczony i odbudowany jako nowoczesny budynek. Kościół św. Mikołaja, ufundowany w 1175;. przez księcia Bolesława Wysokiego, został zniszczony i odbudowany później. Kościół św. Ducha, założony przez Henryka I, księcia Wrocławia i władcy całej Polski, który zmarł w 1238 r.; został później zniszczony i nie odbudowany. Kościół św. Wincentego był ufundowany przez Piotra Włosta w 1139 roku. następnie zniszczony i nie odbudowany. Lista polskich zabytków religijnych i architektonicznych wskazuje jasno, że z historycznego i architektonicznego punktu widzenia, Polak zawsze czuł się w tym mieście tak jak w domu, nie mniej niż Grek w Konstantynopolu, i oczywiście bardziej w domu niż Francuz w Nowym Orleanie.

    Kongresman Reece pisał:

    „Czasowo polska władza dominowała (na Śląsku). Jednak lokalni władcy, Piastowie, szukali niezależności od polskiej władzy i uzyskali ją w 1163 roku”.

    Piastowie była to najstarsza polska dynastia królewska. Posiadali władzę w Polsce od czasów prehistorycznych. Ochrzcili się w 966 roku i pozostawali na polskim tronie królewskim do 1370 roku, kiedy Kazimierz Wielki, ostatni piastowski król Polski umarł, a jego tron przypadł ego wnukowi Ludwikowi Andegaweńskiemu, a przez jego córkę, błogosławioną królowa Jadwigę, przeszedł w 1386 r. do drugiej wielkiej polskiej dynastii, Jagiellonów. Po roku 1138 stało się zwyczajem w Polsce, że młodsze, a nawet niekoniecznie młodsze gałęzie rodziny panującej, zostawały w roli książąt w dzielnicach Polski pozostając równocześnie wasalami seniora, który królował w Krakowie, w ówczesnej stolicy Polski. Te mniejsze gałęzie rodziny królewskiej, rządziły w wielu dzielnicach przez długie stulecia również po tym, jak tron polski przypadł innej dynastii. Na przykład Piastowie z Warszawy rządzili jako autonomiczni książęta w tym mieście, które później zostało stolicą Polski, aż do 1526 roku. Na Śląsku lokalna gałąź Piastów rządziła w Legnicy do 1675 roku, w Cieszynie do 1653 roku. Jest śmiesznym mówić o „niezależności od polskiego panowania” na Śląsku z tego powodu, że Śląsk miał lokalnych książąt piastowskich. Dlaczego nie mówić o „niezależności” Warszawy od panowania polskiego, z tych samych przyczyn. Niemieckość większości Śląska za czasów Piastów jest legendą. Nawet w XVII wieku dwory, które przetrwały okres piastów śląskich miały zdecydowanie polski charakter. Była w tym samym okresie moda na mówienie w języku niemieckim w niektórych z tych dworów, ale jeżeli książę Henryk IV Probus z Wrocławia, który był osobiście mądrym polskim mężem stanu i w ostatnich dwóch latach swego życia (1288-1290) władcą Polski, pisał po niemiecku wiersze „Minnesanger”, to nie był bardziej on Niemcem, niż król Fryderyk Wielki z Prus, piszący po francusku prace o filozofii i powieści był Francuzem.

    Reece pisze:

    „Wielu osadników niemieckich znalazło miejsce pobytu na Śląsku”. To jest całkowita prawda. Osiedlali się oni również w Krakowie i w innych częściach Polski. Szczególnie po inwazji mongolskiej (1240-1241) Polska została demograficznie wyniszczona i potrzebowała wielu nowych osadników. Niemieccy imigranci wypełnili tę lukę. Jeżeli się nie mylę, to wielu niemieckich pionierów, wiele wieków później, znalazło sobie miejsce w Pensylwanii, Milwaukee, i w innych podobnych miejscach. Ale to nie jest dostateczna przyczyna, dla której miejsca te miałyby się znaleźć pod niemieckim panowaniem.

    Reece dalej pisze:

    „Przed przybyciem niemieckich pionierów, było znanych tylko osiem miast istniejących na Śląsku. Po roku 1300, Śląsk miał 150 miast”.

    Reece myli dwie całkiem różne sprawy; rzeczywiste istnienie miast i „fundowanie” miast na zasadzie średniowiecznego prawa lokacyjnego. Prawo to związane z systemem feudalnym, obce polskiej tradycji, było wprowadzone do Polski raczej późno i było znane w Polsce pod nazwą prawa magdeburskiego. To w trzynastym wieku większość polskich miast otrzymała status miasta w tym średniowiecznym sensie. Dla przykładu średniowieczna stolica Polski Kraków, obchodzi w tym roku (1957) 700 rocznicę „fundacji” miasta z 1257 roku. Ale byłoby śmiesznym utrzymywać, że przed tą datą ono nie istniało. Przeciwnie, wtedy już od 250 lat było ono stolicą biskupią, a od 150 lat królewską lub wielkoksiążęcą rezydencją. Miało zamek królewski, wspaniałą katedrę, i kościoły św. Feliksa i Adaukta, św. Michała na Wawelu, św. Grzegorza, św. Andrzeja, św. Idziego, Trójcy Przenajświętszej (dominikański), św. Wojciecha (franciszkański), Matki Boskiej, św. Jana, św. Krzyża, św. Floriana, św. Mikołaja, św. Zbawiciela, Sióstr Norbertanek, św. Michała na Skałce. Czy rzeczywiście, można przypuszczać, że miejsce z tak wieloma kościołami nie było rzeczywiście miastem? W miastach śląskich sytuacja wyglądała bardzo podobnie. Dla przykładu we Wrocławiu przed jego „fundacją” była rezydencja książęca, stolica biskupia i 11 kościołów.

    Reece pisze:

    „W traktacie w Wyszehradzie w 1335 r. król Polski Kazimierz ostatecznie zrzekł się wszelkich pretensji do panowania nad księstwami śląskimi na korzyść króla Czech, Jana”.

    To jest całkowita prawda, jeżeli nie odnośnie wszystkich księstw śląskich, to przynajmniej odnośnie ich części. Przy okazji warto wspomnieć, że porozumienie to było wynikiem czeskiego najazdu. Król Kazimierz, po długim oporze, wraz ze swoim ojcem (który umarł w 1333 r.), uległ tylko pod przemocą i zgoda dana przez jego plenipotentów była wyrażona w raczej oględnych słowach, zostawiających następcom szerokie możliwości interpretacyjne („…promittimus pro ipso domino rege nostro Polonie quod idem dominus rex Polonie eisdem dominis regi Boemie et marchioni Moravie optime favebit de omni iure et proprietate, que habent vel se habere asserunt in dominiis ducibus ments et ducatibus praedictis…”). Czasami zdarza się, że porozumienia zawierane na okres przejściowy, okazują się trwałymi jako konsekwencja inercji i to właśnie się stało z polskim zrzeczeniami się z lat 1335, 1339 i 1356 (Niektórzy książęta Śląscy pozostawali pod panowaniem króla Polski, aż do tych dwóch ostatnich dat). Ale to czego ja nie potrafię zrozumieć to jak, w oczach pana Reeca, zrzeczenie się panowania nad niektórymi polskimi księstwami na rzecz króla Czech, który podbił je przy pomocy siły, miało stworzyć „granicę polsko-niemiecką”? To nie była granica polsko-niemiecką, ale polsko-czeska. A propos: pan Reece odrzuca w bardzo wielu słowach – i zupełnie słusznie – podbój jako metodę układania stosunków międzynarodowych. Ale dlaczego zawsze przyjmuje podbój bez żadnego protestu, lub nawet z nieskrywanym zadowoleniem, kiedykolwiek jest on skierowany, tak jak i w tej sprawie przeciwko Polsce? Śląsk pozostawał pod czeskim panowaniem przez dwa wieki i przeszedł w roku 1526 na kolejne dwa wieki pod panowanie Habsburgów. Ale nie przestał być prowincją polską. Był osobnym krajem, nie związanym z ziemiami czeskimi. Był w bardzo szerokim zakresie rządzony przez lokalnych polskich książąt. Śląsk, był niezależny od kościoła czeskiego: biskup Wrocławia podlegał polskiej stolicy prymasowskiej w Gnieźnie i ta zależność od Prymasa Polski, trwała, przynajmniej nominalnie, aż do Bulli papieskiej De Salute Animarum z 1821 r. (Południowa część Śląska, dekanaty Bytom i Pszczyna, należały także po roku 1821 do diecezji krakowskiej w Polsce). Językowo Śląsk pozostał prawie całkowicie polski. Malutka grupa mówiącej po czesku ludności, zamieszkująca szczególnie w rejonie Kłodzka, była liczbowo zupełnie nic nie znacząca. Mniejszość niemiecka, rezultat średniowiecznej imigracji niemieckiej, była liczebnie silniejsza. Ale w XVI , a szczególnie w XVII wieku, polonizacja niemieckich osadników czyniła szybkie postępy, (W taki sam sposób amerykanizacja niemieckich osadników postępowała później w USA). Wiele niemieckich wsi i wspólnot miejskich na Śląsku zaprzestało w tym czasie mówić po niemiecku i polonizowało się. Śląsk pozostał polskim krajem (z niemiecką mniejszością) najpierw pod panowaniem Czech, a później pod panowaniem Habsburgów (Austrii), w taki sam sposób jak Czechy pozostawały krajem czeskim pod panowaniem tych samych Habsburgów (Austrii), również z mniejszością niemiecką. Jeżeli na podstawie historycznej tradycji powrót Śląska do Polski jest nieusprawiedliwiony, to z tej samej przyczyny nieusprawiedliwiona jest również niepodległość Czechosłowacji. Aż do XIX wieku istniała na Śląsku tradycyjna nazwa „Staropolska”, na określenie Polski w średniowiecznych granicach, obejmującej również Śląsk. Ale jest również niezaprzeczalnym faktem, że przez 400 lat panowania czeskiego i austriackiego rozdzielenie Śląska od Polski utrwaliło się. Śląsk stał się oddzielnym krajem. Był on polskojęzyczny, w taki sam sposób jak Belgia, czy Quebec są francuskojęzyczne, albo Austria, czy Szwajcaria są niemieckojęzyczne, ale nie był już więcej częścią politycznego organizmu Polski. W normalnych warunkach pozostałby on oddzielnym krajem jak Belgia, czy Szwajcaria, lub nawet mógłby stać się polskojęzyczną prowincją Austrii, w taki sam sposób jak Qeubec jest francuskojęzyczną prowincją Kanady. Ale ta możliwość została zniszczona przez katastrofę z roku 1742. To może wyglądać na paradoks, ale to właśnie król Prus Fryderyk Wielki, był tym, który odbudował zjednoczenie Polski ze Śląskiem. W konsekwencji najazdu pruskiego. Śląsk zaczął ponownie czuć się polskim i odczuwać, że jego los jest związany z losem polskiego narodu.

    Reece dalej pisze:

    „W 1742 r., Fryderyk Wielki ogłosił na mocy prawa sukcesji, wynikającego z dziedziczenia, włączenie Śląska pod panowanie Prus”.

    Zdumiewa użycie podobnych słów przez osobę, która twierdzi, że jest przeciwnikiem podbojów i obrońcą prawa międzynarodowego. Podstępny i bezwzględny atak Fryderyka Wielkiego na Austrię w 1742 roku i jego podbój Śląska, do którego nie miał żadnego legalnego, moralnego, ani politycznego prawa, jest jednym z najbardziej wstrząsających przykładów w historii lekceważenia dla międzynarodowych zobowiązań traktatowych, dla prawdy i moralności w stosunkach międzynarodowych. Poprzez ten podbój oraz później poprzez I rozbiór Polski w 1772, którego Fryderyk Wielki był rzeczywistym autorem, a który był dokończony po jego śmierci w kolejnych rozbiorach z lat 1793 i 1795, król Prus zapoczątkował szkołę niemoralności, fałszerstwa, wiarołomstwa, bezwzględności i brutalności w stosunkach międzynarodowych, szkołę, która zainicjowała później Hitlera i Stalina, dwóch najbardziej zdolnych naśladowców Fryderyka. Pretekst Fryderyka, którym uzasadniał aneksję Śląska (a później aneksję części Polski), który pan Reece cytuje bez cienia dezaprobaty był tak drobny i błahy, jak te, którymi Hitler i Stalin próbowali uzasadniać swoje podboje i agresje. Agresja Fryderyka Wielkiego na Śląsk wywołała serię krwawych i niszczących wojen – Wojen Śląskich – które wstrząsnęły fundamentami osiemnastowiecznej Europy i które skończyły się dopiero w 1763 r., kiedy Śląsk i Europa zaakceptowała zwycięstwo Fryderyka. Rozbiór Polski przyszedł 9 lat później. Do roku 1742 Śląsk był krajem polskim, ale Fryderyk Wielki postanowił przemienić go w kraj niemiecki. Stworzył szczegółowy system bezwzględnych prześladowań, eksploatacji i terroru, którego celem było uczynienie ze Śląska kraju niemieckiego, niemieckiego w stylu pruskim oczywiście. Podaję tutaj tylko kilka przykładów tej działalności na Śląsku. Dekret pruski z 1764 r. zabraniał właścicielom ziemskim zatrudniania chłopców i dziewcząt, którzy mc znali języka niemieckiego i zabraniał osobom dorosłym zawierania małżeństw, jeżeli jeszcze nie opanowali tego języka. „General-Land-Schul-Reglement” praktycznie wykluczył polskich nauczycieli ze śląskich szkół; dekret ten musiał jednakże być wysłany w 1765 roku do 1266 szkół w polskim tłumaczeniu, w przeciwnym wypadku nie zostałby zrozumiany. Inny dekret Fryderyka, zabraniał synom śląskich chłopów (Polaków) uzyskiwać średnie lub wyższe wykształcenie. Ażeby zwiększyć niemieckie wpływy wśród ludności Śląska, Fryderyk organizował na Śląsku systematyczną niemiecką kolonizację i wysyłał tam wielu niemieckich imigrantów. W samych tylko latach 1775-1777 założył on na Śląsku 200 nowych małych wsi, czysto niemieckich, umieszczonych oddzielnie od istniejących wsi polskich. Podczas jego panowania sprowadzono na Śląsk 61 000 osadników. Później stosował podobne metody, oparte na doświadczeniach ze Śląska, do tych terytoriów Polski, które zagarnął w I rozbiorze. Rezultatem wysiłków Fryderyka Wielkiego i jego następców, było to, że Śląsk przestał być krajem o dominującym języku polskim. Zanik języka polskiego w wielu rejonach Śląska nie odbył się więc w sposób pokojowy. Był wynikiem bezlitosnej, pruskiej tyranii. Jak szybko językowa granica polsko-niemiecka zmieniała się na polską niekorzyść pod rządami Prus można stwierdzić porównując te granice z roku 1790 i 1890 ukazane na mapie niemieckiej książki dr Józefa Partscha, pt. Schlesien, tom l, Wrocław, 1896 r. W połowie XIX wieku rolnicza ludność wokół Wrocławia i na Śląsku mówiła po polsku i były tam wciąż (np. ok. 1826 r.) aktywne wysiłki Polaków w celu obrony praw językowych. Wspomniany wyżej niemiecki geograf Józef Partsch, napisał o warunkach panujących wokół Wrocławia w XIX wieku następujące słowa: „Nie jest niczym dziwnym, że w tych częściach kraju, gdzie nie ma łatwego dostępu i daleko od głównych dróg […] zaczęto mówić po niemiecku bardzo późno, ale trudno zrozumieć jak mogło się to zdarzyć, że na zachodniej stronie rzeki Odry, w dystrykcie Oława i w sąsiedztwie części dystryktu Wrocław i Strzelin mogło przetrwać całkowicie zwarte terytorium mówiących po polsku mieszkańców, które zawiera w sobie wiele ważnych dróg i które rozciąga się na wszystkie strony od wielkiego centrum transportowego jakim jest Wrocław”. Ale język polski zaczął gwałtownie tracić tam swoje znaczenie i po wojnie austriacko-pruskiej z 1866 roku ostatnie czynności po polsku zostały zakazane w parafiach wokół Wrocławia, we wsiach Leubusch, Laskowitz, Peisterwitz, Muhlatschutz i Ponewitz. Pod koniec tego stulecia językowa germanizacja środkowego Śląska (prowincja Wrocław) była faktem dokonanym z pojedynczymi wyjątkami w niektórych dystryktach wokół miast Syców i Namysłów. Mniej więcej w podobnym czasie język irlandzki zaczął zanikać w wielu dystryktach Irlandii. W amerykańskiej opinii publicznej ten fakt wzbudził pewne zainteresowanie. Jest smutne, że niektórzy Amerykanie, jak pan Reece, patrzą zupełnie innymi oczyma na ucisk, który prowadził do zaniku języka polskiego w środkowym Śląsku, niż na ciemiężenie, które prowadziło do zaniku irlandzkiego w niektórych częściach Irlandii. Na środkowym Śląsku język polski zaniknął, ale na Górnym Śląsku nigdy nie stracił swej siły. Górny Śląsk (prowincja Opole) nigdy nie przestał być polski. W 1907 roku był reprezentowany w niemieckim parlamencie przez 5, a w 1912 r. przez 4 posłów narodowości polskiej. Zgodnie z oficjalną niemiecką statystyką, ostatnią przed I wojną światową, na Górnym Śląsku żyło 1 169 340 Polaków, a tylko l 038 641 Niemców, Czechów i innych. Powiedziałem wyżej, że to Fryderyk Wielki był tym, który zjednoczył Śląsk z narodem polskim. Tak było rzeczywiście. Fryderyk Wielki zniszczył Śląsk jako oddzielny byt polityczny i w konsekwencji rzucił mówiących po polsku Ślązaków w ramiona narodu polskiego, w którym widzieli od tego czasu swoją jedyną nadzieję i który po rozbiorach dzielił ich los pod tą samą władzą prześladowców. Wyobraźmy sobie, że Belgia została podbita przez Niemcy i pozostawała przez około 200 lat pod niemiecką okupacją. Wyobraźmy sobie także, że niektóre prowincje Francji podzieliły los Belgii. W tym czasie mówiący po francusku Belgowie nie myśleliby prawdopodobnie o niepodległej Belgii. Pokładaliby wszystkie swoje nadzieje w odrodzeniu Francji, z którą by się chętnie identyfikowali. Ślązacy stali się w taki sposób ponownie częścią polskiego narodu. Pan Reece przywołuje prezydenta Ameryki John Ouincy Adamsa, który był przedstawicielem USA w Berlinie i który podróżował po Śląsku. Pisał on w 1804 roku: „Pośród nich spotkałem ludzi o nienagannych manierach i z ciekawymi wiadomościami, ale żaden z nich nie mówił innym językiem niż niemieckim”. Nie trudno pojąć, że p. Adams nie mówił o ich znajomości języka polskiego. On po prostu powiedział, że nie mógł z nimi mówić po angielsku, czy francusku. Oprócz tego, mogło być całkowitą prawdą, że pan Adams spotkał Ślązaków o czysto niemieckim pochodzeniu i języku, ponieważ nikt nic zaprzecza, że niemiecka ludność na Śląsku w 1804 roku istniała i była liczna. Istotnym jest to, że kraj był przeważające polski a szczególnie, że ludność rolnicza była tam polska. Nie ma nic nienaturalnego w zjednoczeniu Śląska z Polską. Po 200 latach pruskiego panowania opartego na podboju i wiarołomstwie. Śląsk wrócił do bardziej normalnej i naturalnej sytuacji, do sytuacji, która oznaczała powrót do starych politycznych tradycji, trwających aż do 1821 r. w organizacji Kościoła i istniejącej aż do naszych najnowszych czasów w języku u dużej części ludności. Pan Reece przywołuje pruskiego filozofa Kanta.

    „Nieprzeparta wola natury sprawia, że racja zawsze zwycięża”.

    Dokładnie to właśnie, zdarzyło się na Śląsku.

  17. Piotrx said

    Wrocław, 19 stycznia 2004 r.

    Poseł na Sejm Rzeczypospolitej Polskiej
    Janusz Dobrosz

    Pan Leszek Miller
    Prezes Rady Ministrów RP

    Interpelacja poselska w sprawie polityki narodowościowej Rządu RP na Opolszczyźnie w aspekcie niemieckim

    Szanowny Panie Premierze
    Jeden z polskich śląskich autochtonów z Opolszczyzny skarżył się mojemu współpracownikowi, że rząd w Warszawie „sprzedał ich Niemcom paszportowym”. Znaczy to, że administracja centralna wbrew polskiej racji stanu odstępuje od respektowania idei repolonizacyjnej, która została skutecznie zrealizowana w ramach polskiego prawa konstytucyjnego i prawa międzynarodowego publicznego na Śląsku Opolskim po wysiedleniu stamtąd po 1945 r. do Niemiec Niemców etnicznych. Hasło „Niemcy paszportowi” to skrót nowej, antypolskiej, polityki narodowościowej biurokracji warszawskiej wobec śląskiej ludności autochtonicznej, prowadzonej po 1990 r. „Niemcy paszportowi” są to tacy polscy obywatele mieszkający obecnie na Opolszczyźnie, których przodkowie po 1945 roku optowali na rzecz narodowości polskiej, a następnie otrzymali obywatelstwo polskie, i którzy pod wpływem agitacji nacjonalistycznych emisariuszy niemieckich przybywających do województwa opolskiego po 1970 roku pod różnymi pretekstami zapisali się około 1990 roku do organizacji mniejszości narodowej niemieckiej.
    Dramatyczne niekiedy tragiczne losy tych naszych rodaków opisał najwnikliwiej profesor Franciszek Marek, pierwszy rektor Uniwersytetu Opolskiego. Ostatnio w eseju zatytułowanym: „Wielokulturowość w edukacji na Śląsku Opolskim” (zob.: czasopismo „Prace Naukowe Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Częstochowie” Pedagogika, XII, 2003; odbitkę artykułu załączam do niniejszej interpelacji). Profesor wspomina w eseju między innymi opinię „najdociekliwszego dotąd niemieckiego badacza i znawcy dziejów Śląska, a mianowicie Colmara Grühagena, który w dziele pt. ‚Geschichte Schlesiens’ wyznał otwarcie, że dzieje Śląska są dziejami germanizacji tej dzielnicy”. Podkreślam tę niemiecką opinię naukową, żeby zwrócić uwagę na to, czego rządzący w Warszawie i Opolu urzędnicy nie traktują z należytą powagą. A mianowicie, że Śląsk Opolski był polskim obszarem ludnościowym i kulturowym dość skutecznie niemczonym w latach 1743-1945 pod rządami pruskimi. A zatem repolonizacja dokonana po 1945 roku była autentycznym przywróceniem do kultury polskiej tych Ślązaków na Opolszczyźnie, którzy przed 1945 r. posiadali obywatelstwo Rzeszy Niemieckiej i którzy po 1945 r. jednoznacznie optowali za przynależnością do narodowości polskiej, a następnie otrzymali obywatelstwo polskie, w odróżnieniu od zniemczonych Ślązaków, którzy zadeklarowali wtedy narodową opcję niemiecką i razem z etnicznymi Niemcami legalnie zostali wysiedleni do Niemiec.
    Ignorancja urzędników warszawskich i opolskich, zajmujących się sprawami narodowościowymi po 1989 r., oraz zagraniczna intryga polityczna są głównymi przyczynami niekorzystnie dla Polski kształtujących się procesów świadomości narodowej w obrębie starej społeczności autochtonicznej na Opolszczyźnie. Likwidowane są, z powodu braku polskich dotacji budżetowych, różnorakie polskie autochtoniczne przedsięwzięcia kulturalne, nawet wielce zasłużone dla polskiej kultury organizacje, np. Opolskie Towarzystwo Kulturalno-Oświatowe (OTKO). Równocześnie rząd w Warszawie i jego wojewódzki przedstawiciel w Opolu, a także opolska administracja samorządowa dotują różne formy organizacyjne, które mają służyć programowi niemczenia masy ludności śląskiej, która po 1945 r. wbrew niemieckiej racji stanu została przywrócona do swojej macierzystej kultury polskiej. Są to na przykład Stowarzyszenie Społeczno-Kulturalne Niemców na Śląsku Opolskim i afiliowane przy nim liczne wyspecjalizowane organizacje lub „Tygodnik Śląski-Schlesisches Wochenblatt”.
    Profesor Franciszek Marek napisał w eseju demaskatorskie zdanie: „W mojej ocenie nie ma już dziś na całym Górnym Śląsku, poza pojedynczymi (jak wszędzie) przypadkami jakiejkolwiek zwartej grupy mniejszości narodowej, ci zaś etniczni Ślązacy, co dziś niemiecką tożsamość głoszą, stanowią antypolską dywersję polityczną, uprawianą świadomie przez wyrachowanych liderów i nieświadomie przez manipulowanych, a często zastraszonych i przestraszonych szarych członków zarejestrowanego w sądzie i uznawanego przez państwo (a raczej przez rządzących państwem ignorantów) ruchu”.
    Z Wrocławia widać, że antypolska polityka narodowościowa na Opolszczyźnie zaczyna stawiać następny krok. Po narzuceniu wielu publicznym placówkom szkolnym funkcji niemczenia dzieci z polskich rodzin śląskich, po bezprawnym zbudowaniu 60 pomników wehrmachtowskich w województwie opolskim – rozpoczęto tworzenie nowego segmentu niemieckiej tkanki symbolicznej, jaką jest krajobraz urbanistyczny wsi i miasteczek: niemieckie nazwy miejscowości, ulic oraz niemieckie szyldy urzędowe na siedzibach administracji samorządowej. Warszawskie przepisy ministerialne zezwalające na niemczenie krajobrazu urbanistycznego Opolszczyzny są sprzeczne z art. 5 Konstytucji RP, który nakazuje pielęgnowanie zrepolonizowanego w latach 1946-1989 statusu urbanistyczno-architektonicznego tego regionu.
    Niezależnie od tego, czy Polska wbrew swoim interesom zostanie inkorporowana do nowej Unii Europejskiej, czy nie, władze lokalne i regionalne Opolszczyzny będą miały prawny obowiązek chronić polski charakter osadnictwa ludności, polską własność i polską kulturę śląską oraz polską tkankę symboliczną (pomniki, tablice pamiątkowe i inne znaki i symbole, napisy w miejscach publicznych). Powyższej tezy nikt jeszcze w Polsce oficjalnie nie neguje. Ale nieoficjalnie są podejmowane różne przedsięwzięcia socjotechniczne, które mają doprowadzić do niekonstytucyjnej zmiany w życiu zbiorowym. A mianowicie do zniemczenia własności, do zniemczenia kultury, administracji i szkolnictwa.
    Przedstawiając te doniosłe kwestie, uprzejmie zapytuję Pana Premiera na podstawie art. 192 ust. 2 regulaminu Sejmu RP:
    1. Czy Rząd RP zamierza opracować kompleksową i długoterminową (do 2030 roku) koncepcję polskiej polityki narodowościowej na Opolszczyźnie, uwzględniającą konieczność przeciwstawienia się jawnie antypolskiej polityce irredentystycznej Federalnego Rządu RFN, który na podstawie art. 116 ust. 1 Ustawy Zasadniczej wydaje paszporty RFN zamieszkałym na Śląsku Opolskim polskim obywatelom wywodzącym się z rodzin polskich, których członkowie przed 1945 rokiem posiadali obywatelstwo Rzeszy Niemieckiej, a po 1945 roku optowali na rzecz przynależności do narodu polskiego, i który z tego terenu pobiera rekruta polskiego do armii niemieckiej?
    2. Czy w skład tej koncepcji będzie wchodzić teza głosząca konieczność umacniania polskiego charakteru własnościowego, ludnościowego i kulturowego Opolszczyzny, która po 1945 roku została zrepolonizowana, gdyż ludność niemiecka legalnie wysiedlona z tego terenu do Niemiec została zastąpiona osadnictwem ludności polskiej, a własność niemiecka na tym obszarze została legalnie skonfiskowana i zastąpiona polskim systemem prawa własności wraz z polskimi księgami wieczystymi, bowiem niemieckie księgi wieczyste zostały zamknięte i utraciły moc prawną?
    3. Jakie działania dyplomatyczne podejmie w przyszłości Rząd RP w celu uniemożliwienia Rządowi Federalnemu RFN kontynuowania aktywności irredentystycznej, o której mowa w punkcie 1.?
    4. Jak Rząd RP definiuje obowiązek wierności Niemców – obywateli polskich, wobec Rzeczypospolitej Polskiej oraz ich obowiązek troski o Rzeczpospolitą Polską (art. 82 Konstytucji RP), a w szczególności ich obowiązek obrony Rzeczypospolitej Polskiej (art. 85 Konstytucji RP)?
    5. Czy zjawisko mniejszości niemieckiej w swojej masowej, kilkusettysięcznej postaci po 1989 r. (przed tą datą żyło na Opolszczyźnie kilka tysięcy Niemców etnicznych, przyznających się do swojej narodowości, a którzy z różnych powodów pozostali w Polsce) – nie powstało jako fakt medialny, do którego niektóre polskie agendy administracyjne na drodze sztucznie uzasadnionej socjotechniki realizowanej od 1989 r. z trudem dorabiają niezrozumiałe elementy rzeczywistości społeczno-kulturowej? Czy w związku z powyższym Rząd RP zamierza powierzyć poważnym uczonym zbadanie przyczyn powstania zagadkowego zjawiska masowej mniejszości niemieckiej w Polsce po 1989 roku, a więc po przeszło czterdziestu latach deportacji, wysiedleń, ucieczek i dobrowolnych repatriacji Niemców z Polski do Niemiec, i po skutecznie przeprowadzonej repolonizacji polskich Ziem Odzyskanych, które są starymi historycznymi ziemiami słowiańskimi i polskimi, kolonizowanymi przez państwo pruskie zlikwidowane ustawą nr 46 z lutego 1947 r. Sojuszniczej Rady Kontroli Nad Niemcami?

    Z wyrazami szacunku
    Janusz Dobrosz

  18. Piotrx said

    Ustawa dla mniejszości pogłębi podziały
    ND 9 marca 2002

    Dwa lata temu Sejm poprzedniej kadencji schował projekt ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych głęboko do szuflady już po pierwszym czytaniu. Obecny Sejm pod koniec lutego odbył krótką debatę, po której nastąpiła zupełna cisza. Wreszcie ustawa trafiła do komisji. Do dziś nikt o niej nie mówił. Nie było żadnej dyskusji społecznej. A jest to ustawa, która ściśle wiąże się z wykupem przez obcokrajowców polskiej ziemi. A skoro tak, to może zadecydować nie tylko o losach Ziem Odzyskanych (1/3 obecnego terytorium Polski), ale także o przyszłym kształcie całej III Rzeczypospolitej.
    Już sam tytuł projektu ustawy – o mniejszościach narodowych i etnicznych, budzi poważne zastrzeżenia. W Polsce żyje ok. 3-5 proc. mniejszości narodowych. Nie ma konfliktów na tle narodowościowym. Nie ma też problemów etnicznych. Po co więc ta ustawa? Gdy przeczytamy art. 20 p. 2 („prezesa Urzędu do Spraw Mniejszości Narodowych powołuje i odwołuje Prezes Rady Ministrów”), ogarnia nas zdumienie. Chwilę potem rodzi się następne, jeszcze ważniejsze pytanie: dla kogo ta ustawa? Logiczna odpowiedź może być tylko jedna: tę ustawę przygotowuje się nie dla tych mniejszości, które są, lecz dla tych, które będą! Raz jeszcze powraca się do koncepcji wersalskiej, która została skompromitowana, ponieważ w 1939 r. zarówno Niemcy, jak i ZSRS wkroczyły do Polski pod pretekstem obrony mniejszości narodowych.

    Demontaż państwa

    Ustawa stawia na jednym poziomie mniejszości narodowe i etniczne, co z punktu widzenia historycznego, politycznego, zdroworozsądkowego, etycznego jest nie do przyjęcia. Mniejszość narodowa jest zupełnie czymś innym niż etniczna, jeżeli tę drugą można w ogóle zakwalifikować jako mniejszość. Chyba że ma ona przekształcać się w mniejszość narodową, by w dalszej perspektywie skorzystać z prawa do samostanowienia, które gwarantuje im prawo międzynarodowe…
    Kierunek projektu ustawy ma charakter próby demontażu państwa. Ustawodawca chyba nie do końca zdaje sobie sprawę ze skutków własnych pomysłów. Definicja mniejszości narodowej zawarta w art. 2 otwiera puszkę Pandory. Według jej kryterium, mniejszością mogą się określić Ślązacy, Kaszubi, Mazurzy itd. Subiektywna interpretacja narodowości, czy jak chce ustawodawca, także etniczności (dziś czuję się Niemcem, jutro Poznaniakiem, dziś Baskiem, jutro Marsjaninem), może być dobra jako motyw w sztuce teatralnej lub powieści, ale nie w coraz bardziej rozchwianym moralnie i skorumpowanym dzisiejszym świecie.

    Paragrafy na mniejszość i większość

    Projekt ustawy posługuje się nieprecyzyjnymi pojęciami. Ustawodawca musi zdecydować, czy chce używać języka prawniczego czy politycznego? Dotąd nie zdefiniowano ściśle pojęć „mniejszość narodowa” i „mniejszość etniczna”. Nie zdefiniowały tego ani UE, ani Francja, ani Niemcy, ani tym bardziej Polska. Definicja zaprezentowana w projekcie ustawy jest bardziej literacka niż prawna. Tymczasem subiektywna ocena przynależności narodowej każdego członka mniejszości nie może przekładać się na polityczne znaczenie grupy mniejszościowej w regionie czy państwie, bo automatycznie staje się ona czynnikiem antagonizującym.
    Artykuł 3 posługuje się pojęciem „język ojczysty”. Na dzień dzisiejszy projekt ten odnosi się głównie do Opolszczyzny, gdzie żyje największa, zwarta grupa mniejszościowa – mniejszość niemiecka. Johan Kroll jest wiceprzewodniczącym komisji mniejszościowej. Otóż językiem ojczystym tej grupy nie jest język niemiecki, lecz gwara śląska, czyli język polski. I ten fakt merytorycznie jest nie do obalenia. Rzecz jednak w tym, że art. 3, jak i zresztą cała ustawa, ma znaczenie perspektywiczne. W przyszłości (po wchłonięciu Polski przez UE) obejmować ona będzie te mniejszości, które z tytułu wykupionej ziemi (także przejętej w drodze sądowej) czy osiedlenia się nabędą prawa mniejszości.
    Dziś, na razie, wszelkie instytucje niemieckie przeznaczone dla ludności śląskiej (czyt. mniejszości niemieckiej) są – mistyfikacją. Nie będą natomiast mistyfikacją żadne instytucje mniejszościowe, gdy na słabo zaludnionych Ziemiach Odzyskanych osiądzie kilka milionów obcokrajowców zasilonych odpowiednim kapitałem. Dziś dwujęzyczne szkoły z „językiem ojczystym” i proponowany na Śląsku język mniejszościowy w urzędach jako „pomocniczy” to droga do podtrzymania fikcji kulturowej i groźba wtórnego analfabetyzmu wśród tamtejszej ludności, która nie będzie znała dobrze żadnego języka. Ale szkoły mniejszościowe i „język pomocniczy” w urzędach dla naturalnej mniejszości, która do Polski Zachodniej napłynie w przyszłości, to już problem poważny, choćby ze względu na nieznajomość naszego języka, a także pogardę dla kultury i języka polskiego. Ponadto obydwa wspomniane obszary (mniejszości politycznej i rzeczywistej) finansowane będą przez państwo macierzyste i będą dążyć w kierunku autonomii (ten wariant podpowiadają nam historia i wyczucie polityczne). Szkoły mniejszościowe natomiast zorganizowane zostaną na wyższym poziomie niż upadające szkoły polskie.
    Istnienie niemieckiego języka ojczystego na Opolszczyźnie nie jest dziś faktem rzeczywistym, lecz medialnym. Istnienie poważnej mniejszości narodowej na Ziemiach Odzyskanych w przyszłości wymagać będzie stworzenia faktów dokonanych, niekorzystnych dla interesów Polski. W punkcie 6 tegoż artykułu mowa jest o „instytucie kultury”. Prawdopodobnie chodzi tu o instytut kultury niemieckiej na ziemiach polskich, który będziemy musieli finansować.
    Artykuły 4 i 5 wymieniają prawa mniejszości. O obowiązkach ustawodawca zapomniał. Jagielloński wymiar kultury, do którego Polacy wciąż tęsknią, dawał wystarczające dowody tolerancji i poczucia demokracji. To właśnie staropolska demokracja jest przykładem dla dzisiejszej UE, czego się na Zachodzie nie rozumie. To nie z Konstytucji 3 Maja Polacy różnego pochodzenia czerpali siły na cały pięciopokoleniowy okres zaborów, lecz właśnie z ukształtowanego wówczas patriotyzmu i kultury Królestwa Polskiego. Patriotyzm umożliwił przetrwanie. Z patriotyzmem związana jest cała sfera moralna i szlachetność polskiej kultury, która ma uniwersalistyczny wymiar.
    Art. 6 pkt 1 zwalnia członka mniejszości od ujawnienia swojej przynależności narodowej. Pomijając już wyraźnie antagonizujący społecznie, a indywidualnie wręcz korupcyjny charakter takiego zapisu, należałoby zapytać: czy jest w końcu ta mniejszość, czy jej nie ma? Na jakiej podstawie państwo ma przyznawać z podatków większości ewentualne dotacje np. na prasę mniejszościową? Punkt 2 tegoż artykułu w polskich warunkach jest absurdem, bez względu na to czy jest standardem europejskim, czy nie – władze państwowe mogą pozyskiwać informacje tylko w przypadkach zgodnych z ustawą. Żadne suwerenne państwo tego zapisu nie może traktować poważnie. Będzie on pretekstem do lawiny skarg na Polskę, kierowanych do wszystkich trybunałów świata. Dokąd więc prowadzi ta niejawność przynależności narodowej i etnicznej?
    Mówiąc poważnie, sytuacja każdej mniejszości narodowej jest tak odmienna historycznie, kulturowo, geograficznie, etnicznie, narodowościowo itd., że porównując je, można mówić zaledwie o podobieństwach. Nigdy o standardzie. Pojęcie „standard” w tym kontekście ma charakter wybitnie polityczny (standard ustalany przez silniejszych). Standardem powinny być prawa człowieka odnoszące się do poszczególnych członków mniejszości i jednocześnie obywateli polskich, ale nie grup mniejszościowych czy etnicznych.
    W artykułach 6 i 7 istnieje zapis zdradzający intencję ustawodawcy w kierunku tworzenia enklaw innonarodowościowych w Polsce. Koncepcję ich rozrostu jako wyobcowanych z życia państwa zawiera cały II rozdział (art. 8-12 – przywileje). Mieszkańcy owych enklaw, według ducha ustawy, mogą bardzo dowolnie kształtować swoje relacje z państwem zamieszkania. Jest to koncepcja niezgodna z Konstytucją RP. Nikt, kto jest obywatelem Polski, nie może stanąć poza nawiasem obowiązków obywatelskich wynikających z Konstytucji. Czy projekt ustawy proponuje tworzenie państwa w państwie?
    Zapis o finansowaniu mniejszości narodowych, ze względu na ich znikomy procent, dziś może nie budzić zainteresowania, ale nie wolno zapominać, że ustawa ma funkcjonować w przyszłości: dla kilkumilionowych mniejszości, które będą. Szkoły mniejszościowe są o ok. 20-30 proc. droższe. A nasza przyszłość, według wszelkich znaków na niebie i ziemi, ma być bardzo uboga.

    W imię porządku

    Każda ustawa musi współgrać z szerszym kontekstem prawnym, politycznym, społecznym – polskim i europejskim. Każda ustawa ma być częścią porządku obecnej i przyszłej Polski jako państwa w nieokreślonej UE. A więc musi się zmierzyć z problemem i kontekstem wykupu ziemi, z napływem bogatych cudzoziemców (czyli wtłoczeniem nam obcojęzycznej mniejszości na siłę), ze statusem Ziem Odzyskanych, z możliwościami finansowymi państwa, z polską racją stanu i obroną polskiej tożsamości oraz z wieloma jeszcze innymi problemami. Ustawa podważa status quo nie tylko na Ziemiach Odzyskanych, gdzie rozstrzygną się losy III Rzeczypospolitej, ale przede wszystkim poważnie narusza istotę traktatu granicznego z Niemcami z 1990 r. Taka ustawa o mniejszościach narodowych i etnicznych (!) nie jest potrzebna, nawet mniejszościom, bo oznacza dla nich dwuznaczny i bardzo niewygodny status w wewnętrznych stosunkach. Prawo do asymilacji powinno być niezbywalnym prawem każdego człowieka, bo tylko w ten sposób może uniknąć roli zakładnika w sporze międzypaństwowym.
    Projekt ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych w Rzeczypospolitej Polskiej nadaje się do odrzucenia w całości. Nowa Komisja ds. Mniejszości Narodowych i Etnicznych w obecnym Sejmie nie jest merytorycznie przygotowana do dyskusji na ten niezwykle zawikłany temat. Jej przewodnicząca Genowefa Wiśniowska (Samoobrona) nie opublikowała żadnej pracy związanej z pełnioną funkcją.
    Antoni Adamiec, Katowice

  19. Ryziel said

    Nasz kolega Tusk chce być Prezydentem Kaszub od Szczecina do Kalingradu .teraz tylnymi drzwiami popiera RAS.Polska uznała Kosowo

  20. obserwator z boku said

    RAS dezawuuje wszystko co polskie,a szczególnie powstania śląskie go bolą.Tworzy własną,wygodną historię.Pytanie do p.Gorzelika co to Polski nie zdradził,bo jej nic nie przysięgał,a jako radny sejmiku śląskiego to na co ślubował?na konstytucję śląską?albo wtedy milczał?Dziwię się też,że w tak istotnej sprawie dla społeczności ślaskiej nie zabrał oficjalnie głosu arcybiskup metropolita D.Zimoń.Czyżby nie mieszamy się do polityki albo chowamy głowę w piasek,bo wybieramy się na emeryturę.Będzie okazja na pielgrzymce w Piekarach.Zobaczymy.Oczekujemy.

  21. Koko said

    Gorzelik wyglada na Zyda.

  22. Ptasznik z Trotylu said

    Dla V. Kolumny jest w Polsce tylko jedna droga: na gałąź. W końcu naród się wkurwi i pogoni tych folksdojczów. Żadne ABW czy BOR ich nie obroni. Będą sp….lać w piżamach o 05 rano do szwabskiej ambasady.

  23. Świadomy said

    Brawo Ptasznik z Tyrolu! Twoje podejscie do sprawy b. mi sie podoba. Tak trzeba postepowac z obcymi dywersantami i rodzimymi zdrajcami sprzedajacymi Ojczyzne za judaszowe srebrniki, nie tylko za niemieckie srebrniki.

  24. Swiadomy Polak said

    Gorzelik do Izraela !

    Kulisy „AUTONOMII” – patrz zdjecie na stronie:
    http://narodowcy.net/znikajace-zdjecia-na-stronie-ras/2011/04/05/

    (Niemiecka flaga, zelazny krzyz i napis: „Chwala poleglym” – ponizej jest lista szwabow)

    Wniosek:
    Autonomii Slaska chce polskojezyczne zydostwo i polskojezyczne szwaby.

  25. Swiadomy Polak said

    Donald Tusk to „kaszub” (zyd) spod Lodzi i podobnie jest ze „slazakami” (zydami i szwabami) domagajacymi sie dla siebie autonomii w Polsce.
    Pozbycie sie tego ROBACTWA lezy w polskim interesie narodowym.

  26. Zygfryd Kuhbum said

    To skandal,żeby zabraniać narodowości śląskiej możliwości samostanowienia. My mlodzierz wszem i wobec polzka na czele z Eryka Steinbachowom prótdstujemy przéciwko ksenofobi i rasizmowi głoszonemu na tym bĺogu.skandal!

  27. kazik said

    Zigrid Kuhbum – nie fanzol

  28. Helmut Schlumpfner said

    Ja nie znać Polnische Sprache i pisać ze słownika w rękach.
    Schlesien jest nasz Heimat od pradawne czasy. My za Geld zrobimy tak że każdy w Opole będzie się deklarieren jako Deutsch.

  29. kazik said

    ad 28 Pod Stalingradem zeżarłeś swojewo płatnika i odebrało ci rozum .

  30. są też i polskie said

    POCZYTAĆ! Na stronie RAŚ są projekty Statutu Organicznego i zmian w Konstytucji. O żadnej secesji nie ma mowy. Śląsk dąży do większych swobód gospodarczych i kulturowych a to jest godne poparcia. Perspektywa decentralizacji władzy i ograniczanie możliwości rozdziału wcześniej zagrabionych pieniędzy w postaci subwencji boli politykierów, a to przecież ich ‚to be or not to be’.

  31. Marucha said

    Re 30:
    Pan wierzy w zapewnienia o nie dążeniu do secesji?

  32. wet3 said

    @ 30
    To o czym Pan wspomnial jest tylko niewinnym wstepem do swinskiej antypolskiej rozruby polaczonej z secesja. RAS to nie sa Polacy ani Slazacy. To jest szwabsko – zydowska szumowina.

  33. Historyk said

    To ten kaszubski SEPARATYSTA Donald Tusk był i jest GŁÓWNYM INSPIRATOREM dezntegracji i LIKWIDACJI Państwa Polskiego czego efektem jest ten obecny separatyzm podpłaconych grupek karierowyczów ze Śląska przez niemców i żydów geszefciarzy zoorganizowanych w międzynarodowej MAFII B’nai B’rith skupiajacej się na KONFLIKTOWANIU tubulczych narodów w panstwach zamieszkania żydostwa !!!

    Nie wszyscy wiedzą w obecnej WYKOŁOWANEJ politycznie ganksterskiej mafijnej III RP o tym, że to ten sam MORDERCA Donald Tusk, który był i jest GŁÓWNYM organizatorem ZAMACHU na 96 polskich obywateli w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 roku, to też ten sam anty-polski BANDYTA Donald Tusk wygłosił przemówienie w dniu 14.06.1992 roku na tzw. II Kongresie seperatystycznej kaszubskiej organizacji o nazwie tzw. „Zrzezszenie Kaszubsko-Pomorskim”(ZK-P) w Gdańsku, w którym to referacie INSPIROWAŁ oraz przedstawił swój plan ROZBICIA Ponstwa Polskiego na CZĘŚCI jako odzielnych regionów i AGIOTOWAŁ kaszubów do SEPARCJI całego polskiego Pomorza od Polski, które miałoby nazywać się „Pomaranią” czy coś w tym rodzaju.

    To nie kto inny, jak własnie ten SEPARTYSTA Donald Tusk też INSPIROWAŁ w swoim SEPARATYSTYCZNYM oredziu dniu 14 czerwca 1992 roku z trybuny tzw. II Kongresu seperatystycznej kaszubskiej organizacji o nazwie tzw. „Zrzezszenie Kaszubsko-Pomorskim”(ZK-P) w Gdańsku, oraz wiele wcześniej w swoich artykułach na łamach sepeartystycznego kaszubskiego miesięcznika „Pomarania”(finansowanego przez niemieckie fundacje) do SEPARACJI POLSKIEGO całego Pomorza Bałtyckiego, Śląska, Podhala i Wielkopolski … itd. od Polski …. itd.

    Oto PEŁNA treść SEPARTYSTYCZNEGO orędzia wygłoszonego przez Donalda Tuska na 2-m zjezdzie ZK-P w Gdansku w dniu 14 czerwaca 1992 roku opublikowana 15.10.2005 na witrynie internetowej separatystów kaszubskich (należy SPRAWDZIĆ czy ta obecnie publikowana treść oredzia Tuska jest rzeczywiście jest prawdziwa, gdyż orginalna wersja może być bardziej RADYKALNA, jeszcze bardzej atakujaca Panstwo Polskie) :

    http://www.naszekaszuby.pl/modules/artykuly/article.php?articleid=169

    Jedną z obsesji państwa totalitarnego była jednolitość. Przez lata likwidowano zawzięcie wszelkie przejawy odmienności, różnorodności – i to we wszystkich dziedzinach życia. Nie tylko gospodarka, w tym celu znacjonalizowana, podporządkowana została centralnemu planiście. Centralne planowanie w komunistycznej utopii obejmować miało całość procesów społecznych. Omnipotencja państwa właśnie w komunizmie osiągnęła apogeum.

    Centralnie sterowane i skrajnie upaństwowione społeczeństwo – ten cel wymagał niwelizacji, zrównania, jak mawiają Niemcy: zglajszachtowania. Ujednolicono stosunki własnościowe, zlikwidowano wszystkie formy sanorządności terytorialnej, homogenizacji uległa kultura. W skrajnych, np. azjatyckich wersjach komunizmu, umundurowano wszystkich obywateli, likwidując niepokornych.

    W Polsce proces upaństwowienia i ujednolicenia nie zaszedł tak daleko. Gdzieś na marginesie przechowały się inne niż państwowa formy własności, istniały formy spontanicznej aktywności społecznej. W niektórych regionach, głównie na Kaszubach, Śląsku i Podhalu, przetrwały subkultury etniczne i świadomość odmienności.

    To ta właśnie świadomość regionalnych i lokalnych odrębności stała się jednym z podstawowych fundamentów regionalizmu. W Polsce w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych nie towarzyszyła jej jednak refleksja polityczna i społeczna. Również w koncepcjach rodzącej się u schyłku lat siedemdziesiątych opozycji przedsolidarnościowej, regionalizm i samorządność terytorialna były praktycznie nieobecne. Wielkie debaty publiczne lat osiemdziesiątych, zarówno podziemne, jak i oficjalne w niewielkim stopniu uwzględniały tę problematykę. Jednym z nielicznych środowisk, gdzie o regionalizmie mówiono i pisano, było Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie. Szczególnie między Sierpniem a stanem wojennym, gdy cenzura była częściowo sparaliżowana, na łamach „Pomeranii”, a także innych czasopism, coraz częściej zabierano głos na ten temat.

    Nie sposób przy tej okazji nie powtórzyć kwestii wielokrotnie przypominanej: wielkiego znaczenia słowa i działania Lecha Bądkowskiego dla narodzin nowoczesnej idei regionalistycznej. Niezależnie od tego, że publikacje Bądkowskiego – z różnych względów – nie były do końca konsekwentne, że zawierały sporo politycznego archaizmu, one między innymi zdecydowały o silnej obecności idei regionalnej w myśleniu dzisiejszych młodych pomorskich elit politycznych. Z dzisiejszej perspektywy widać, jak nowowczesne w swej istocie było myślenie Bądkowskiego, a także praktyka Zrzeszenia, w zestawieniu z rewolucyjną naiwnością wielu działaczy „Solidarności”. Wówczas bardzo niewielu Polaków rozumiało, że odbudowa samorządności terytorialnej to, obok prywatyzacji gospodarki, dwa główne warunki faktycznego obalenia komunizmu, Dziś nie jest pod tym względem lepiej, choć regionalizm i prywatyzacja uzyskały status programów politycznych kilku istotnych partii, a przez rok rządów Bieleckiego były elementami programu rządowego (przynajmniej sferze werbalnej).

    Kiedy Lech Bądkowski kończył pracę nad powołaniem ogólnopolskiego tygodnika „Samorządność“, którego zadaniem miało być wprowadzenie w obieg publiczny idei samorządu lokalnego i regionalnego, krystalizowały się w wewnątrzzrzeszeniowych dyskusjach dwa poglądy na kaszubsko-pomorską ideę regionalną. Na użytek tego wystąpienia przyjąłem dla nich określenia: „etniczny“ i „uniwersalistyczny“.

    Pierwszy z nich zakładał – upraszczając – że kaszubsko-pomorski ruch regionalny jest w pierwszym rzędzie ruchem obrony i wzmacniania kaszubszczyzny jako żywiołu etnicznego o odrębnej kulturze i języku. Drugi podkreślał przede wszystkim znaczenie zmian ustrojowych i gospodarczych i potrzebę procesu regionalizacji, jako elementu reformy całego państwa. Pierwszy miał charakter defensywno-zachowawczy, drugi nastawiony był na zmianę. Oba stanowiska powstawały w ściśle określonym kontekście politycznym i w pewnej mierze wpływały na zachowanie Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, którego władze przez ostatnie dziesiĘC lat dość skutecznie godziły obie tendencje.

    Etniczność pomorskiego ruchu regionalnego, wyrażająca się przez pierwszy człon nazwy Zrzeszenia, a przede wszystkim wielki nacisk na kultywowanie języka kaszubskiego i tradycyjnych form kultury i obyczaju, była zarówno jego siłą jak i słabością. Podkreślanie odrębności kulturowej i historycznej tożsaności Pomorza pozwoliło przez dziesięciolecia totalitaryzmu przechować pamięć o idei regionalnej. Wielką zasługą ludzi pokoju Lecha Bądkowskiego i Zrzeszenia jako organizacji było aktywizowanie pomorskich regionalistów, zawsze w ranach rozsądku, w czasach politycznych przełomów. Zdolność kompromisów niezbędnych dla utrzymania statusu legalnej organizacji w czasach, gdy każda zorganizowana niezależność była podejrzana i z reguły eliminowana z życia publicznego, pozwoliła na przygotowanie się do batalii o regionalizację Polski. Dzięki obecności Zrzeszenia, właśnie na Pomorzu, opozycja antykomunistyczna, a szczególnie środowiska gdańskie, wpisały regionalizm w swój pozytywny program.

    Z drugiej strony trzeba stwierdzić, że koncentracja – po części wymuszona sytuacją obiektywną – na problematyce kulturowo-językowej i historycznej, sprzyjała odpolitycznieniu kaszubsko-pomorskiego ruchu ragionalnego. Naturalny dla regionalizmów konserwatyzm sprzyjał defensywności politycznej. Mówiąc najkrócej, starczyło siły, żeby idee regionalną wprowadzić do debaty publicznej, żeby niejako „zarazić“ nią część elit publicznych, ale nie starczyło na stworzenie samodzielnego ruchu politycznego. Jesteśmy dziś raczej suflerem na scenie politycznej, niż aktorem czy reżyserem.

    Powstaje pytanie, czy istnieją realne przesłanki dla powstania regionalizmu jako samodzielnej siły politycznej, zarówno na Pomorzu, jak i w całej Polsce? Jeśli za punkt wyjścia przyjmiemy odrębności etniczne, a za cel regionalistów ich polityczną instytucjonalizację, to trzeba będzie stwierdzić, że brak takich przesłanek. Wydarzenia ostatnich kilkudziesięciu lat, a więc zmiany granic i masowe przesiedlenia oraz polityka komunistów nakierowana na rozbicie lokalnych i regionalnych wspólnot, a także procesy cywilizacyjne, spowodowały, że nie ma dziś w Polsce obszarów, w których dominowałyby wielkie grupy rdzennej ludności o oryginalnej świadomości historycznej i kulturowej. Nawet Kaszubi, swoisty fenomen w skali kraju, nie stanowią takiej grupy, co jest szczególnie widoczne w dużych ośrodkach miejskich. Co więcej, w minimalnym stopniu występuje poczucie wspólnego etnicznego interesu w obrębie potencjalnych wspólnot regionalnych. To tylko niektóre z istotniejszych powodów, dla których współczesny polski, w tym pomorski, regionalizm nie będzie ruchem emancypacji wspólnot etnicznych, nie będzie wyrastał z konfliktu między tutejszymi a napływowymi. Nie rezygnując ze wzmacniania poczucia identyfikacji wspólnotowej i upowszechniania myślenia w kategoriach małych ojczyzn oraz podkreślania inności wszędzie tam, gdzie ona występuje (przy założeniu, że odmienność jest fundamentem wszelkiej kultury i nie musi być w nią wpisany konflikt z otoczeniem), powinniśmy zdać sobie sprawę z tego, że nie będzie samorządnego regionu pomorskiego – i żadnego innego – bez zasadniczych zmian ustrojowo-gospodarczych w skali całego kraju. Ich zdynamizowanie i ukierunkowanie to jeden z głównych postulatów regionalistów.

    Tak więc pierwszym etapem wybijania się Pomorza na samorządność (podobnie jak innych aspirujących do tego regionów) będzie nie bunt prowincji przeciw centrum, ale aktywne uczestnictwo w reformowaniu centrum. Trzeba zrobić wszystko, aby wpływ ruchów regionalnych i samorządowych oraz partii politycznych, dla których regionalizm jest istotnym fragmentem ich programu, na zmiany ustrojowe i gospodarcze był jak największy. Konieczne jest uczestnictwo regionalistów w debacie konstytucyjnej i w pracy nad innymi aktami legislacyjnymi. Tak długo bowiem, jak trwać będzie w Polsce centralistyczny model władzy, jak długo większość decyzji zapadać będzie w Warszawie – marzenie o państwie regionalnym pozostanie utopią.

    Niezwykle istotna dla powodzenia naszych zamierzeń jest deetatyzacja życia gospodarczego. Bez prywatyzacji nie będzie faktycznej regionalizacji, gdyż jednym z elementów dominacji centrum nad prowincjami jest centralne zarządzanie państwową własnoscią. To również wymaga obecności ludzi z regionalną wrażliwością na różnych szczeblach władzy wykonawczej. Dość precyzyjnie można określić , którzy politycy i jakie kluby parlamentarne taką wrażliwość posiadają.

    Nasz region – między innyni dzięki rozsądnej taktyce ZK-P – posiada dość liczną reprezentację parlamentarną o natawieniu regionalistycznym. Należy wspomagać ją przede wszystkim koncepcyjnie, formułując propozycje inicjatyw ustawodawczych. Organizując i inspirując regionalityczne lobby w parlamencie musimy mieć świadomość, że pozostajemy tam w mniejszości. Jest wiele sił politycznych, które powołują się na ideę samorządności terytorialnej faktycznie jej nie rozumiejac. Dlatego też sądzę, że losy regionalizacji roztrzygnąć się mogą w przyszłych wyborach parlamentarnych oraz, w innej skali, samorządowych.

    Wielką zaletą Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego była umiejętność szukaniaa sprzymierzeńców wspólnej sprawy. Jest mało prawdopodobne, aby w przyszłych wyborach wyemancypowany ruch samorządowo-terytorialny był w stanie samodzielnie odegrać wiodącą rolę. Ubiegłoroczna październikowa elekcja pokazała bardzo wyraźnie, że słuszna okazała się taktyka łączenia akcji wyborczych związków regionalnych partii politycznych rozpoznawanych jako sprzymierzeńcy. Tak było na Górnym Śląsku i w Wielkopolsce (wspólne listy Związku Górnośląskiego i Unii Wielkopolan z Kongresem Liberalno-Demokratycznym), na Pomorzu zaś Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie skutecznie wspierało swych członków na listach różnych partii i wygrało dla siebie z poparciem tychże partii mandat senatora.

    W przyszłych wyborach taka współpraca może jednak nie wystarczyć. Powinna nastąpić jakościowa zmiana koncepcji wyborczej, w której idea regionalna musi odegrać główna rolę. Plan przygotowań do tej kampanii powinien zawierać nastepujące elementy:

    1. Intensyfikacja dotychczasowych form działania Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego w sferze edukacji regionalnej, propagowanie historii i kultury kaszubskiej, samokształecnie kadr na użytek przyszłych instytucji samorzadowo-regionalnych.

    2. Rozpoczęcie szerokiej akcji edukacyjnej, ujawniającej zagrożenia zwiazane z centralistycznym modelem państwa i korzyści płynące z decentralizacji władzy. Wiele wskazuje na to, że inteligentnie prowadzona kampania antybiurokratyczna podnosząca walory samorządności, także w wymiarze finansowym (podatki) powinna być dobrze przyjęta przez szerokie grupy społeczne. Przesadne podkreślanie kaszubskości ruchu regionalnego nie będzie sprzyjało powodzenia tej kampanii.

    3. Podjęcie ściślejszej współpracy z innymi związkami regionalnymi i pomaganie nowopowstającym (np. Liga Warmińsko-Mazurska). Ogólnopolski charakter naszych przedsięwzięć, obok innych walorów, oddali zarzut etnicznej irredenty. Doświadczenia wielu z nas dowodzą, że w polskim społeczeństwie wciąż silne są nacjonalistyczne resentynenty i ksenofobie, a regionalizm często obarczany jest publicznie najprzeróżniejszymi grzechami, wśród których antypolskość i filogermanizm pojawiają się najczęściej.

    4. Usprawnienie i zwiększenie skutecznosci lobbingu w Sejmie i Senacie, a w szczególności pozyskiwanie idei regionalnej poszczególnych posłów z tych klubów, które pozostają obojętne na sprawy regionalizacji.

    5. Nawiązanie kontaktów ze środowiskami przedsiębiorców, a w szczególności reglonalnymi izbami gospodarczymi i klubami prywatnego kapitału. Coraz więcej tego typu środowisk zainteresowanych jest wzrosten roli samorządu terytorialnego, gdyż decentralizacja daje większe możliwosci skutecznej kontroli pieniędzy pochodzących z podatków. Siłą rzeczy sprawa ta ważna jest dla dużych podatników.

    6. Praca nad konkretnym, odnoszącym się do realiów i możliwości regionu kaszubsko – pomorskiego programem gospodarczym. Należy tu korzystać z potencjału ekspertów nieźle przygotowanego do takich zadań. Dobrym przykładem jest tu Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową (nota bene prowadzony przez Kaszubę Jana Szomburga). Profesjonalizn prac programowych wymagał będzie nakładów finansowych, podobnie jak przyszłe wybory. Finansowy aspekt odnosi się do wszelkich form aktywności publicznej, o czym dobrze wiedzą działacze Zrzeszenia.

    7. Podjęcie przygotowań do kampanii wyborczej wspólnie z partiami politycznyni gotowymi realizować ideę regionalizmu. Na Pomorzu Gdańskim wypróbowanymi partnerami są liberałowie i republikanie, dobrze rokuje współpraca z Unią Demokratyczną – niezależnie od tego, jak ocenimy dotychczasowe efekty współdziałania między tymi partnerani.

    Lech Bądkowski wiele razy mówił o koniecznosci powszechnego przebudzenia się Kaszubów i Pomorzan. Pomorska idea regionalna powoli przestaje być marzeniem, utopią zapatrzonych w przeszłość, rajem utraconym. Staje się polltycznym zadaniem dla nas wszystkich, którego realizacja wyamga deterainacji, organizacji, siły. Najszlachetniejszy bowiem cel, najrozumniejsza idea bez koncentracji wokół nich energii społecznej nie przeobrazi się w fakty. Regionalizm – jak nigdy dotąd – ma szansę stać się ruchem powszechnym, ponieważ coraz więcej ludzi w Polsce rozumie, że obok rewolucji (przepraszam za słowo) własnościowej właśnie rewolucja ragionalna stanowi treść historycznej transformacji ustrojowej naszego państwa.

    Doświadczenie ostatnich lat pokazuje wyraźnie, że każda zmiana nawet fragmentu rzeczywistości wymaga przyłożenia odpowiedniej siły. Stąd moje przekonanie o konieczności przakształcenia ruchow regionalnych w skuteczne ruchy polityczne. Skuteczne, a więc z powodzeniem ubiegające się o władzę. Dlatago strategia Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego i innych środowisk pomorskich powinna być podporządkowana w dużej mierze wyborom samorządowym i w ścisłym porozumieniu z innymi ruchami regionalnymi – parlamentaryzm. Słabość politycznej konkurencji, zniechęcenie ludz do zideologizowanych i oderwanych od lokalnych konkretów partii politycznych, to dodatkowe przesłanki do podjęcia tej pracy. Być może regionalna alternatywa będzie jedynym remedium na nastroje aptrii i bierności, to może tu leży szansa na zapobieżenie populistycznym rewoltom.

    Konkludując: postuluję przystąpienie do budowy wielośrodowiskowego, z udziałem organizacji regionalnych, partii politycznych, środowisk przedsiębiorców, ruchu politycznego zdolnego na Pomorzu wygrać dwie najbliższe elekcje. Przy kultywowaniu dotychczasowych form działania, głównie zrzeszeniowego, należy zadbać o profesjonalizację przedsięwzięć politycznych. Chodziłoby przede wszystkim o stworzenie źródeł finansowania, skuteczną akcję edukacyjną, budowę przyszłościowego, ale realnego programu gospodarczego dla Kaszub i Pomorza, inspirowanie zmian legislacyjnych z przygotowaniem projektu nowej konstytucji włącznie. Tak przygotowani moglibyśmy przystąpić do wspólnej akcji w wyborach samorządowych jako liga pomorska, z perspektywą akcji parlamentarnej z podobnie ukształtowanymi ligami regionalnymi w kraju.

    Czy jest to możliwe? Jeśli coś jest konieczne, to musi stać się możliwe.

    —————————————————-
    Dla naszekaszuby.pl przygotował: Marek Kwidziński (Kaszubia.com)
    Korekta:Stanisław Geppert

    http://www.naszekaszuby.pl/modules/artykuly/article.php?articleid=169

    Przecież to nie było i NIE jest tajemnicą od 1992 roku nawet dla przecietnych obywateli z Polski oraz dla Polaków wygnanych na zagraniczną banicję przez ANTY-polskich separatystów rządzacych Polska, że ten kaszubski SEPARATYSTA Donalad Tusk NIGDY NIE chciał silnego zjednoczonego Panstawa Polskiego i ZAWSZE działał w kierunku politycznego SKŁUCENIA, maksymalnego spolaryzowania społeczenstwa Polskiego na zamówienie WROGÓW Państwa Polskiego oraz WROGÓW działajacych na oczywistą SZKODĘ Polaków.

    Nie wiadomo dlaczego do tej pory NIKT NIE rozliczył tego SEPARATYSTY Donalda TUSKA, rzadna z partii politycznych, chociażby z tego jego ANTY-polskiego orędzia Tuska z 1992 roku nawołujacego do ROZBICIA jedności Panstwa Polskiego.

    Mało tego, to takiego ZBRODNIARZA, który w oczywisty sposób Ddeptał i dalej DEPCZE już z przyzwyczajenia Polską Konstytucje oraz cynicznie działa na SZKODĘ ogółu Polaków, taki ANTY-polski wsiarz kaszubski jak Tusk został Premierem Polski o ZGROZO !!! . . . . a nawet tak bezczelnie ubiegał się zostać Prezydentem Polski … o ZGROZO głupio popierany przez WYKOŁOWANE politycznie polskie społeczeństwo, zwałaszcza na terenach w Polsce, gdzie szczególnie agresywniw działają niemieckie służby specjalne oraz niemieckie „fundacje” tzn. w Warszawie, Wielkopolsce, całym Pomorzu Bałtyckim, Warmi i Mazurach i oczywiście na Ślasku – to znaczy na terytoriach, które niemcy ZAWSZE usiłowały i dalej pragną ODERWAĆ od Polski i sobie przywłaszczyć.

  34. Rysio said

    re 29. Haaaaaaaahahahaaha dobre. 🙂

  35. Piotrx said

    http://www.naszekaszuby.pl/modules/news/article.php?storyid=2261

    Na tej stronie rownież wzywa sie do deklarowania „kaszubskości” podczas spisu – w ulotce tam zamieszczonej czytamy

    „Na pytanie jaka jest Pana/Pani narodowość masz prawo odpowiedzieć kaszubska
    Przez narodowość rozumiemy przynależność narodową lub etniczną”

    Co nie jest prawdą – manipuluje sie ponadto pojęciami narodowości i etniczności a nie są to pojęcia tożsame. Nie każda grupa etniczna tworzy naród np Cyganie.
    Ale to nawet nie jest grupa etniczna tylko etnograficzna.
    Nie ma narodowości kaszubskiej , sląskiej, tak jak nie ma małopolskiej, wielkopolskiej czy mazurskiej . Są to grupy etnograficzne – grupa ludzi zamieszkujących określony obszar geograficzny, którzy wyróżniają się spośród okolicznej ludności swoistymi cechami kulturowymi i mają świadomość przynależności do swojej grupy poprzez odczuwaną odrębność kulturową.

    Powinno to być to scigane przez prawo ciekawe co na to prokuratura, pewnie nic bo ma wazniejsze rzeczy na głowie jak tropienie „polskiego antysemityzmu , ksenofobii” itp?

    Według ustawy z 6 stycznia 2005 r. o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym mniejszości te są wyodrębniane na podstawie łącznie sześciu kryteriów, w szczególności mniejszej niż pozostała ludność liczebności i zamieszkiwania obecnego terytorium RP przez przodków jej członków od co najmniej 100 lat. Definicja ta podaje też jedno kryterium odróżniające mniejszość etniczną od narodowej – pierwsza oznacza grupę, która nie utożsamia się z innym narodem (współcześnie) zorganizowanym we własnym państwie.

    Art. 2 ust. 2 ustawy wskazuje, które z mniejszości uważa się za mniejszości narodowe w rozumieniu tej ustawy. Ustawa wymienia w tym zakresie (w kolejności alfabetycznej) mniejszości: białoruską, czeską, litewską, niemiecką, ormiańską, rosyjską, słowacką, ukraińską i żydowską. Ponadto w art. 2 ust. 4 ustawy wymienia się mniejszości, uznane za mniejszości etniczne w rozumieniu ustawy: karaimską, łemkowską, romską i tatarską.

    Czy sa jakies nowe uregulowania prawne w tej kwestii ???

  36. Krzysztof M said

    Ad. 21

    „Gorzelik wyglada na Zyda.”

    – Ano wygląda. 🙂

  37. Krzysztof M said

    Nie ma żadnego narodu śląskiego. :-)) To bzdura. :-))

  38. Miroslaw Bernard D said

    ad 37) W Czeskiej czesci Slaska jest.

    Niestety to prawda ze RAS jest bardziej proniemiecka niz propolska:
    – Przywrocenie FC Katowitz zamiast np AKS chorzow.
    – Opolska czesc to wlasciwie Niemcy
    – Odbudowywanie symboli niemieckich
    – Marginalizacja plebiiscytu i powstan

  39. aga said

    ad.33 pseudohistoryku

    -a co za różnica dla Polakow czy kaszubski separatysta Thuzek czy żydowski separatysta Kaczyński-Kalkstein?

    -96 obywateli poklskich a ilu Polaków myslących i czujących po polsku?

  40. płk.Michałkiewicz said

    Pani Aga.
    Chyba lepiej żeby Polską władał sam przedstawiciel rasy Wybranej,niż kászébski
    aczkolwíek posłuszny goj.
    Pani Ago proszę nie przeszkadzać naszym
    zapracowanym ludziom ,zwłaszcza że,nasz
    ‚firma’ ma ostnio roboty od h****y,
    a etatôw wolnych brak.
    Z wyrazami szaunku Tel-Aviw 07.04.2011.

  41. Brat Dioskur said

    Re 30,
    Przed kilku laty na jednym ze slaskich portali mialem okazje uzerac sie z RASistami ,walili tam bez ogrodek.Tak wiec po uzyskaniu autonomii natychmiast wprowadzi sie niemiecki jako jezyk urzedowy ,nowe dowody dowody tozsamosci dostana tylko wybrani po drobiazgowej selekcji a „gorole” zostana wywaleni z Brynice,ktora bedzie granica strzezona!Slaska Autonomia bedzie wiec przypominala do zludzenia Autonomie Palestynska,ktora ma prezydenta i premiera tylko ze ta tylko roznica ,ze Slaska Autonomia bedzie dysponowal wlasna armia.Nie ma sie co ludzic ,chodzi o secesje w najgorszym tego slowa znaczeniu.Tym zas ,ktorzy argumentuja ,ze przeciez po IWS Slaskowi prznano juz raz autonomie odpowiadam ,ze owszem ,ale po propolskich powstaniach ,natomiast na dzisiaj sily dazace do autonomii sa V kolumna a wiec wrogim Polsce elementem i dla nich powinno sie powtornie otworzyc Lambinowice!

  42. wet3 said

    @ 40
    A od kiedy Tusk jest gojem???! Przeciez z obu stron, tak matki, jak i ojca, jego przodkowie sa slusznego
    pochodzenia.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: