Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Zerohero o Łukaszenka do Macrona: Sam pow…
    Maverick o Jaki sens ma presja na Łu…
    NyndrO o Wolne tematy (66 – …
    Piskorz o Jaki sens ma presja na Łu…
    revers o Wolne tematy (66 – …
    JMP o Historia Batalionów Chłopskich
    Janeczka o Polska przyciąga coraz więcej…
    Niedźwiedź o Wolne tematy (66 – …
    Takisobieczlowiek o Jaki sens ma presja na Łu…
    Birton o Klasyk manipulacji
    revers o Wolne tematy (66 – …
    Tafor o Hunwejbini wracają na wie…
    Niedźwiedź o Na marginesie dyskusji o Zjedn…
    Konar o Wolne tematy (66 – …
    Stanisław Kościelny o Koronawirus to pretekst global…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 525 obserwujących.

Archive for 7 kwietnia, 2011

Unia Europejska chce znacznie zwiększyć normy napromieniowywania żywności

Posted by Marucha w dniu 2011-04-07 (Czwartek)

Kopp Online, Xander News i inne nie-anglojęzyczne agencje podają, iż Unia Europejska w tajemnicy, bez poinformowania opinii publicznej, przygotowuje specjalne „awaryjne” zarządzenia, które zezwalają na dopuszczenie 20-krotnie większych dawek napromieniowania żywności, niż dotychczasowe normy.

Zarządzenia te mogą wejść w życie w razie katastrofy nuklearnej – aby zapobiec brakom żywności. Jednakże w Europie rośnie irytacja, ponieważ zostały one wydane w sytuacji, gdy unijni oficjele twierdzą, iż brak żywności nam nie zagraża.

Foodwatch pisze: “Mające być wprowadzone regulacje są absurdalne, ponieważ nigdzie w Europie nie zagraża żadna katastrofa nuklearna, ani z całą pewnością brak żywności”.

Unia Europejska zezwoliła na import japońskiej żywności (głównie tzw. owoców morza), dopuszczając radioaktywność 12500 bekwereli na 1 kilogram, podczas gdy jeszcze w ubiegłym tygodniu mogła ona wynosić co najwyżej 600 bekwereli (Emergency Ordinance 297/2011). Dlaczego 20-krotny wzrost radioaktywności ma być bezpieczny dla konsumentów, politycy się nie wypowiadają, choć wiele mówią o „wzmożonej kontroli” i „specjalnych standardach ochronnych”.

Wolne tłumacznie i skróty: gajowy Marucha.

Za http://blog.alexanderhiggins.com

Posted in Różne | 10 Komentarzy »

Przypomnienie

Posted by Marucha w dniu 2011-04-07 (Czwartek)

Gajowy przypomina swym gościom (a szczególnie takim, co wpadają na chwilkę z tzw. „konkretnym zadaniem”), że:
– Gajówka jest witryną informacyjno-dyskusyjną i niczym więcej.
– Zadanie, jakie postawił sobie gajowy, to informowanie, a nie tworzenie jakichś partyzanckich ugrupowań, bojówek, partii politycznych itp.

Jeśli ktoś uważa, że informowanie nie jest potrzebne, lecz należy od razu przejść do czynów, niech sobie poszuka innego miejsca. Miejsca, gdzie znajdzie ludzi chętnych do podejmowania działań na ślepo i nie chcących wiedzieć o co w tym wszystkim chodzi.

Co więcej – uporczywe i namolna ataki na właściciela witryny, iż zajmuje się tym, na czym się zna, a nie tym, co by mu różne osoby chciały narzucić, moga doprowadzić do cenzury a nawet blokady autorów takich ataków.

Gajowy Marucha

Posted in Różne | 38 Komentarzy »

Nie tęsknię za Tobą, Żydzie.

Posted by Marucha w dniu 2011-04-07 (Czwartek)

Wtedy gdy byłem dzieckiem i nastolatkiem, obserwowałem co dzieje się w moim kraju i z moim krajem. Nie rozumialem jeszcze wtedy mechanizmow tego co się działo, demoralizujacego, negatywnego wplywu jaki Ty, Żydzie, miałeś na mój kraj,na mentalność i zachowanie jego mieszkańców.
http://www.polskawalczaca.com/viewtopic.php?f=2&t=7106

Nie wiedziałem wtedy jeszcze, że to Ty, Żydzie, wymordowałeś tych najlepszych synów i córki narodu polskiego, których nie zdążyli wymordować hitlerowcy.
Nie wiedziałem wtedy jeszcze, że to Ty, Żydzie, pod polskim nazwiskiem prowadziłeś na każdym polu – kulturalnym, ekonomicznym, społecznym – politykę antypolska.
Prawdę mówiąc nie wiedziałem nawet, że istniejesz wśród nas, przekonywany od dziecka, że wszyscy Żydzi zostali zagazowani lub zamordowani w inny sposób w czasie okupacji.

Dopiero po latach, patrząc wstecz, zdałem sobie sprawe z tego, że wielu moich kolegów i koleżanek, która wyraźnie unikała mnie i moich kumpli, to byli ci – mityczni wtedy -Zydzi.

Cześć z nich nosiła polskie nazwiska takie. jak „ Sławomir Patocki”.
Dlaczego pamiętam własnie jego, pomimo że chodziłem z nim do szkoły podstawowej ponad pół wieku temu? Pamiętam jego – niezrozumiałą wtedy z dziecięcego punktu widzenia – arogancję i wrogość w stosunku do reszty kolegów. Tolerował tylko czterech, którzy (zrozumialem to po wielu latach) byli również Żydami.

Po latach zdałem sobie sprawę z tego, że nie mogę, nie potrafię żyć w atmosferze, jaka istniała w państwie, które stworzyłeś dla nas, Polaków, a które nazwałeś w przypływie fantazji ”Polska Rzeczpospolita Ludowa”.

Po następnych kliku latach, mając dostęp do niecenzurowanych informacji o historii mojego kraju, zrozumiałem jeszcze więcej.

Podobnie, jak wielu Polaków, przywitałem z radością upadek tzw. komuny. To, że był to kolejny mit wyprodukowany przez ciebie, Żydzie, na mój, polski użytek, zrozumiałem po następnych kilkunastu latach. Zrozumiałem również sporo mechanizmów propagandowych, jakimi się na co dzień posługujesz po to, aby twój, Żydzie, monopol na manipulowanie ludzkim życiem, nie został w jakikolwiek sposób zagrożony.

Zrozumiałem, że „holokaust”, którym karmiono mnie od przedszkola, to nie historia, a fikcja mająca na celu zabezpieczyć monopol, o którym napisałem powyżej, przed jakąkolwiek krytyką, bo to mogło by go osłabić.

Nie tęsknie za tobą, Żydzie, bo – biorąc pod uwagę twoją odwieczną tradycję i mentalność, twój brak tolerancji dla wszystkiego, co inne, twoją przerażającą, bo ciągnącą się przez stulecia mściwość – jesteś wszystkim tym, czego w moim kraju nie chciałbym widzieć i spotykać.

Dlatego dzisiaj, 5 marca 2010 roku, jestem w Australii a nie w Polsce, gdzie należę i gdzie powinienem być.

Mam 56 lat. Być może uda mi się dożyć chwili, gdy Polska będzie naprawdę wolna, a rząd będzie składał się z Polaków, a nie Żydów z polskimi nazwiskami, krewnych lub spadkobierców tych samych Żydów, którzy ten kraj niszczyli i rabowali na rozkaz swoich współplemieńców, którzy okupowali sąsiednią i silniejszą od nas Rosję.

Od momentu, gdy 25 lat temu zrozumiałem, kim jesteś, Żydzie, postanowiłem że zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby twój trujący wpływ na innych przynajmniej osłabić, wierząc, że wyrosną w tym czasie nowe pokolenia, wolne od twojego jadu i które będą go w stanie obalić.

Pomagasz mi bardzo, Żydzie, tym że nie liczysz się z nikim i z niczym; że twoja mordercza natura wtedy, gdy może dojść do głosu tak, jak to ma miejsce w Palestynie, jest najlepszym przykładem, czego musimy się obawiać w kontakatach z tobą.

Nie wierzę w to, że Polacy tęsknią za tobą, Żydzie. To twoja kolejna kuglarska sztuczka, która ma za cel taką tęsknotę w nich wmówić. Zrobię, co w mojej mocy, aby ten kolejny szwindel spalił na panewce.

Jerzy Ulicki-Rek 5.03.2010

Czy to jakiś Polak wykonał ten napis na murze? Pozwolimy sobie powątpiewać...

Posted in Różne | 121 Komentarzy »

Górale chcą, by w godle Polski pojawił się krzyż

Posted by Marucha w dniu 2011-04-07 (Czwartek)

fot. archiwum Polskapresse

„Gazeta Krakowska”: Związek Podhalan chce, aby w godle naszego państwa znalazł się krzyż. Góralom marzy się powrót do wizerunku orła z czasów II Rzeczypospolitej Polskiej, dokładnie z lat 1919-1927. – W przedwojennych godłach był w koronie umieszczony właśnie krzyż. Chcemy wrócić to tego wizerunku – mówi Maciej Motor Grelok, prezes ZP.

Prezes Motor Grelok przyznaje, że przygotowania do złożenia takiego wniosku były czynione już od jakiegoś czasu. Na razie górale sprawdzają, co zrobić, żeby proponowane przez nich zmiany mogły być wprowadzone w życie. Nie spieszą się, ze względu na zbliżające się wybory parlamentarne.

– Nie chcemy, aby nasz wniosek o umieszczenie krzyża w godle Polski stał się przyczyną politycznej awantury – mówi prezes. – Ale zapewniam, że zawsze, kiedy toczy się spór o krzyż, tak jak to było po ustawieniu go przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie, będziemy się wypowiadali w obronie krzyża – podkreśla.

Maciej Motor Grelok zapowiada, że wniosek o zmianę wizerunku godła zostanie podjęty podczas lipcowego zjazdu górali w Ludźmierzu i w Zakopanem. Co do procedury wprowadzenia zmian w godle konstytucjonaliści, z którymi rozmawialiśmy, mają sprzeczne opinie.

Według prof. Stanisława Gebethnera z Uniwersytetu Warszawskiego, w takim przypadku konieczna jest zmiana w konstytucji. Może o nią wnioskować co najmniej jedna piąta ustawowej liczby posłów (czyli 92 z 460), Senat lub prezydent kraju. Istnieje także możliwość przeprowadzenia referendum. Może o nie zawnioskować Sejm, Senat lub prezydent.

– Wtedy wyniki referendum mają decydujące znaczenie – tłumaczy prof. Piotr Winczorek, również konstytucjonalista z UW. – Jeśli Sejm i Senat poprze zmiany, a społeczeństwo w referendum wypowie się przeciwko, głos narodu jest najważniejszy – podkreśla.

Jednak według prof. Winczorka, zmiana w konstytucji nie jest w tym przypadku konieczna. W ustawie zasadniczej jest bowiem tylko zapis: „Godłem Rzeczypospolitej Polskiej jest wizerunek orła białego w koronie w czerwonym polu”. Dokładny wzór godła, rozmiary i wygląd orła określa odrębna ustawa. I to właśnie tę ustawę, jak mówi prof. Winczorek, trzeba by zmienić. Jeśli zmiany domagają się obywatele, muszą założyć Komitet Inicjatywy Ustawodawczej i pod projektem ustawy zebrać 100 tys. podpisów. Wtedy taki projekt trafia pod obrady Sejmu.

Trudno dziś przewidzieć, ilu posłów czy senatorów poparłoby ewentualny projekt zmiany godła. Jedno pozostaje pewne – propozycja Związku Podhalan wywoła kontrowersje. – Ktoś bardzo długo chyba myślał, co zrobić, żeby jeszcze w tej Polsce narozrabiać – komentuje prof. Andrzej Zoll, prawnik z Uniwersytetu Jagiellońskiego, były prezes Trybunału Konstytucyjnego. – To bardzo zły pomysł. Mamy już piękne godło, do którego Polacy są przywiązani – podkreśla.

Józef Słowik, Edyta Tkacz, „Gazeta Krakowska”

http://wiadomosci.onet.pl

Żydowski prawnik, umoczony po pachy w przewałki mieszkaniowe w Krakowie (pożydowskie kamienice), nie oparł się, aby nie zabrać głosu w sprawie, jaka go nie dotyczy. – admin

Posted in Różne | 38 Komentarzy »

Czy Komisja Europejska zmusi nas do rezygnacji z używania samochodów osobowych?

Posted by Marucha w dniu 2011-04-07 (Czwartek)

Większość Polaków, głosując 7 i 8 czerwca 2003 roku za wstąpieniem Polski do Unii Europejskiej nie przewidywała, jakie to może przynieść realne skutki dla przeciętnego obywatela.

Teza ta jest uzasadniona, biorąc pod uwagę nachalną propagandę strony rządowej, która zupełnie wyparła merytoryczną dyskusję.

I oto na początku 2011 roku stanęliśmy przed realną groźbą, że władze Unii Europejskiej zmuszą obywateli do rychłego pozbycia się prywatnych środków transportu.

Wniosek taki można wyciągnąć, czytając opublikowaną w dniu 28 marca 2011 r. przez Komisję Europejską Białą Księgę – Plan utworzenia jednolitego europejskiego obszaru transportu – dążenie do osiągnięcia konkurencyjnego i zasobooszczędnego systemu transportu. Jest to dokument o charakterze strategicznym, wyznaczający kierunki rozwoju transportu we wszystkich krajach UE do roku 2050.

Myli się ten, kto myśli, że strategia ta stawia jako główny cel rozbudowę i modernizację infrastruktury transportu, a przez to poprawę jego dostępności dla przemysłu i zwykłych obywateli.

Komisja Europejska wyznaczyła sobie bardziej szczytny cel do osiągnięcia w zakresie szeroko pojętego transportu, mianowicie skuteczne ograniczenie tzw. „Efektu Cieplarnianego”.

Na stronie 3 dokumentu czytamy: „….UE wezwała do drastycznej redukcji emisji gazów cieplarnianych, mając na celu ograniczenie wzrostu temperatury do maksymalnie 2ºC i spowolnienie zmiany klimatu, zaś społeczność międzynarodowa potwierdziła taką konieczność. Aby osiągnąć ten cel, oraz biorąc pod uwagę niezbędne redukcje krajów rozwiniętych ogółem, UE musi do 2050 r. ograniczyć emisje o 80-95 % w porównaniu z poziomem z 1990 r. Z analizy Komisji wynika, że chociaż w innych sektorach gospodarki można uzyskać większe ograniczenia, w sektorze transportu, stanowiącym duże i wciąż rosnące źródło emisji gazów cieplarnianych, niezbędne jest ograniczenie emisji tych gazów do 2050 r. o co najmniej 60 % w porównaniu z poziomem z roku 1990. Do 2030 r. należy ograniczyć emisje gazów cieplarnianych w tym sektorze o ok. 20 % w porównaniu z poziomem z 2008 r. Biorąc pod uwagę znaczny wzrost emisji w sektorze transportu w ciągu ostatnich dwudziestu lat, byłyby one i tak o 8 % wyższe, niż w roku 1990”.

Problematyka redukcji emisji gazów cieplarnianych, ze środków transportu stała się myślą przewodnią całego opracowania i wszystkie propozycje zmian zmierzają do jasno wytyczonego celu.

W dalszej części Białej Księgi Komisja konkluduje, że nie da się osiągnąć tak ambitnego celu jedynie wprowadzając bardziej ekologiczne technologie w środkach transportu.

Na stronie 6 czytamy: „Muszą powstać nowe wzorce transportu, pozwalające na transport większej liczby towarów i pasażerów za pomocą najwydajniejszych środków lub kombinacji takich środków. Transport indywidualny powinien ograniczać się do ostatnich odcinków podróży”.

I dalej: „Bardziej zasobooszczędne pojazdy i ekologiczne paliwa prawdopodobnie nie wystarczą do osiągnięcia wymaganych redukcji emisji, ani nie rozwiążą problemu zatorów. Musi im towarzyszyć konsolidacja znacznych ilości towarów przewożonych na duże odległości. Oznacza to większe wykorzystanie autobusów i autokarów, transportu kolejowego i lotniczego w przypadku pasażerów, zaś w przypadku towarów – rozwiązania multimodalne oparte na środkach transportu wodnego i kolejowego na dalekie odległości.”.

Jeszcze ciekawiej sytuacja przyszłości transportu przedstawia się w miastach:

Zatory, zła jakość powietrza i hałas są największymi problemami w miastach. Transport miejski odpowiada za ok. jedną czwartą emisji CO2 z transportu ogółem. W miastach wydarza się również 69 % wypadków drogowych. Stopniowa eliminacja pojazdów o napędzie konwencjonalnym z miast w znacznym stopniu przyczyni się do ograniczenia zależności od ropy, emisji gazów cieplarnianych, zanieczyszczenia lokalnego powietrza i zanieczyszczenia hałasem. ….. Możliwe jest również przemieszczanie się pieszo lub rowerem”.

Tym oto sposobem mamy przedstawioną misję. A teraz sposoby jej wprowadzenia w życie:

– „Wprowadzenie opłat drogowych i zniesienie nierównego opodatkowania mogłyby również wpłynąć na szersze korzystanie z transportu publicznego oraz stopniowe wprowadzenie napędów alternatywnych”;

– „Zmniejszenie o połowę liczby samochodów o napędzie konwencjonalnym w transporcie miejskim do 2030 r.; eliminacja ich z miast do 2050 r.; osiągnięcie zasadniczo wolnej od emisji CO2 logistyki w dużych ośrodkach miejskich do 2030 r.”;

– „Coraz trudniej jest uzyskać środki publiczne pozwalające na sfinansowanie infrastruktury. Niezbędne jest przyjęcie nowego podejścia do finansowania i cen”.

Czyli wniosek może być taki: By zmusić obywateli do rezygnacji z prywatnych środków transportu w imię oczywiście szczytnych celów należy:
– podnieść opłaty lub nałożyć za użytkowanie infrastruktury transportowej,
– podnieść ceny paliwa konwencjonalnego,
– wprowadzić dodatkowe podatki ekologiczne.

Tym sposobem samochody osobowe będą używane tylko przez krezusów, których stać na konserwatywne środki transportu, bądź na pojazdy ekologiczne.

Biorąc pod uwagę proponowane (narzucane) rozwiązania możemy spojrzeć z innej perspektywy na sytuacje panującą obecnie w naszym kraju i zadać sobie pytanie: Czy szybujące ceny paliwa i plany wprowadzenia opłat za korzystanie z dróg ekspresowych i obwodnic wynika tylko ze stanu Budżetu Państwa?

Na koniec należy stwierdzić, że koncepcja „rozwoju” transportu w Unii Europejskiej serwowana przez Komisję miała by niewątpliwie sens w dwóch, występujących razem przypadkach:

1. Udowodniono by tezę, że aktualnie występuje tzw. globalne ocieplenie, spowodowane głównie działalnością człowieka, między innymi po przez stosowanie środków transportu i doprowadzi w niedługim czasie do zagłady ludzkości i naszej planety.

2. Do radykalnych działań, zmierzających do redukcji gazów cieplarnianych przystąpiły by wszystkie kraje rozwinięte i rozwijające się, takie jak USA, Chiny, Rosja, Indie czy Japonia.

Odnosząc się do pierwszego przypadku należy przytoczyć fragment stanowiska Komitetu Nauk Geograficznych PAN w sprawie globalnego ocieplenia: „Należy bezwzględnie zachować daleko idącą powściągliwość w przypisywaniu człowiekowi wyłącznej, czy choćby tylko dominującej, odpowiedzialności za zwiększoną emisje gazów cieplarnianych, gdyż prawdziwość takiego twierdzenia nie została udowodniona.”

W drugim przypadku, jednostronne zastosowanie radykalnych działań w tej sprawie doprowadzi do gwałtownego załamania konkurencyjności gospodarek państw Unii Europejskiej.

Przemysław Daca, http://sol.myslpolska.pl

Jeden z najbardziej debilnych mitów wszechczasów – a zarazem złota żyła dla cwaniaków typu Al Gore’a – iż człowiek rzekomo wpływa na ocieplenie klimatu, wciąż żyje własnym życiem i miewa się doskonale. Oczywiście w mit ten nie wierzy ani Unia Europejska, ani uczeni. Wystarczy, że wierzy tłum lemingów-półanalfabetów, którzy zapomnieli tego, czego się nauczyli w szkole podstawowej i teraz łykają byle g…ne kłamstwo. – admin.

Posted in Gospodarka, Różne | 8 Komentarzy »

Kreml czy Canossa?

Posted by Marucha w dniu 2011-04-07 (Czwartek)

Another Tack: Kremlin or Canossa?
Za żydowską gazetą „Jerusalem Post”.
http://www.jpost.com/Opinion/Columnists/Article.aspx?id=214666
Sarah Honig – 1.04.2011, tłumaczenie Ola Gordon

Rosja, stając po stronie wrogów Izraela, nie zmieni swojej polityki, nawet kiedy osłodzi się ją darem, najlepszym terenem Jerozolimy.

Czy premier Beniamin Netanjahu tylko podróżował do Moskwy, czy równocześnie pojechał do współczesnej Canossy? Czy Bibi uniżenie poddał się obcej potędze (jak cesarz Świętego Imperium Rzymskiego Henryk IV, który upadł na twarz przed papieżem Grzegorzem VII w średniowiecznej Canossie)?

Podobno Netanjahu popędził do Moskwy, by błagać swojego rosyjskiego odpowiednika Władimira Putina, żeby nie sprzedawał Syrii zaawansowanej techniki rakietowej. Poprzednie izraelskie i amerykańskie prośby nie udały się i nie zniechęciły Rosji do sprzedaży, albo wcześniej, do uruchomienia w Iranie jego jedynej elektrowni atomowej.

Z zimną wojną za nami, mogliśmy spodziewać się współpracy, a nie bezczelnego przeszkadzania ze strony Rosji. Czego jesteśmy świadkami, to zbyt dobrze znamy i  zbyt niepokojąco przypomina to nieistniejący ZSRR.

Zamiast przesuwać się w kierunku prawdziwej demokracji, mamy Moskwę obleczoną w demokrację stosującą akrobacje realpolitik z dawnych czasów. Nie jest ona wprost przeciwnikiem, ale nie całkiem przyjacielem, i bardzo wyraźnie zdecydowanym na roszczenie sobie, w jakikolwiek sposób, statusu supermocarstwa.

To prawie tak, jak gdyby Rosję cieszyło to, że jest nieprzewidywalna i niezbadana. Jej dwulicowość nie pokazuje Rosji jako siły neutralnej opowiadającej się za pokojem, jak chce być postrzegana, a na jej zachowaniu po prostu nie można polegać.

Izrael ma powody do zdenerwowania, dlatego Netanjahu zdecydował się rozmawiać na najwyższych szczeblach Kremla. Znamienne jednak, że Rosjanie nie przyjęli go bez wcześniejszego upokorzenia.

Zanim w ogóle pozwolono mu na lądowanie, Putin nalegał, by Izrael niezwłocznie i ostatecznie przekazał Moskwie należącą do Rosji własność, słynny Dziedziniec Siergieja (łącznie z kiedyś wytwornym „Imperialnym Pensjonatem Siergieja”).

Jest on centralnie położony w samym sercu Jerozolimy – w zachodniej jej części, która mieści się wewnątrz Zielonej Linii, którą rzekomo Izrael może mieć prawo do zatrzymania po zrzeczeniu się wszystkiego co wyzwolił w wojnie obronnej w 1967 roku.

Mając przyjaciół takich jak Putin, nie potrzebujemy wrogów. On nie zasługuje na żaden pomysł, że ​​być może stałby się wyjątkowo kumplem od serca (choć prawdziwi sojusznicy nie dążą do pretekstu wsadzenia swojej stopy w stolicy innego państwa i kolebce jego dziedzictwa).

Poza tym, Putin nie prosi grzecznie o serdeczny gest. Moskwa ględzi o „zwrocie rosyjskiej własności,” oświadczając, że nie ma wątpliwości co do „legalności rosyjskich roszczeń do Metochionu Św. Sergiusza, budynku misyjnego rosyjskiego Kościoła i różnych innych obiektów w Jerozolimie.”

Netanjahu, zdesperowany by uzyskać audiencję z moskiewskimi władzami, nie tracił czasu i nakazał z dnia na dzień eksmisję siedziby Ministerstwa Rolnictwa. Rzeczywiście, to było tak nagłe, że pracownicy ministerstwa musieli zostać odesłani do domu na nieokreślonej długości urlop.

Ale to jest najmniej kłopotliwa konsekwencja (cios dla narodowej suwerenności mimo wszystko). W rękach Kremla, te obiekty de facto stają się eksterytorialne. Co by się stało, gdyby terrorystom udało się uciec i znaleźć w nim schronienie? Czy żołnierze IDF włamią się do przyczółku Putina w jednym z najwrażliwszych punktów geopolitycznych świata?

Rosja, stając po stronie naszych wrogów, nie zmieni swojej polityki, nawet jeśli osłodzi się ją darem najlepszych terenów Jerozolimy, bez względu na symbolikę i wiążący się z tym prestiż. Nie odstawi na bok zakorzenionych interesów nawet dla zagranicznych reliktów dawnego imperializmu.

Ten precedens może zaostrzyć apetyty innych. Rosyjskie roszczenia terytorialne tutaj nie ograniczają się do kompleksu Sergieja. Grecki Kościół Prawosławny jest właścicielem gruntu, na którym stoją Kneset i rezydencja premiera. Jeśli można ewakuować Ministerstwo Rolnictwa, to dlaczego nie żydowski parlament i szefa rządu?

Cały kompleks został wyczarterowany od Turków przez Rosyjski Kościół Prawosławny w 1858 roku jako pensjonat dla pielgrzymów. Kompleks Siergieja obejmuje dziewięć akrów, został zbudowany wiele dziesiątków lat później przez ówczesnego prezesa Imperialnego Stowarzyszenia Prawosławnej Palestyny​​, wielkiego księcia Siergieja Aleksandrowicza, do zamieszkania przez odwiedzających Jerozolimę arystokratów.

Turcy określili kompleks Sergeja jako własność prywatną i zdecydowanie nie należącą do państwa rosyjskiego. Skonfiskowali go w I wojnie światowej i Mandat Brytyjski zarekwirował go ponownie po wojnie, podczas gdy „Biały „i „Czerwony” Kościół rosyjski rywalizował o prawo własności.

W 1964 roku Izrael wykupił od ZSRR większość kompleksu, ale nie mając wtedy pieniędzy, zapłacił $3,5 mln – w pomarańczach. Budynek Siergieja, kościół i dziedziniec nie zostały uwzględnione w transakcji, i aż do wojny sześciodniowej, był używany jako obiekt szpiegowski KGB. Były agent KGB Putin odmawia przyjęcia zań pieniędzy.

Kim był Siergiej, którego osobistą własność Putin podnosi do świętej państwowej schedy Rosji?

Wielki książę Siergiej – syn cara Aleksandra II, brat niesławnego cara Aleksandra III i wuj ostatniego cara Mikołaja II – był zapalonym praktykiem powtarzającego się tematu Romanowów: „Bij Żydów i ocal Rosję.”

Jego wstręt do Żydów przekraczał nawet wściekły antysemityzm jego królewskich krewnych.

W 1891 roku – w kilka miesięcy po wybudowaniu budynku Siergieja w Jerozolimie – jego brat mianował go generałem-gubernatorem Moskwy. Pierwszą decyzją Siergieja było wykorzenienie z miasta 30.000 Żydów. Moskwa miała być „oczyszczona” w trzech fazach – najbiedniejszych i najkrócej mieszkających żydowskich mieszkańców wyrzucono jako pierwszych, a najbogatszych i najdłużej przebywających jako ostatnich.

Edykt banicji został opublikowana w pierwszym dniu Paschy. Następnej nocy policjanci rzucili się na domy żydowskie, budzili przerażone rodziny i przewozili tysiące mężczyzn, kobiet i dzieci do brudnych aresztów. Żydów, którzy ukrywali się w ciemnych zaułkach i na cmentarzach, osaczano i poturbowano. Wszyscy, pozbawieni swoich posiadłości, później zostali wypędzeni jak robactwo. Wielu było torturowanych. Chorzy umierali w czasie transportu. Niektórym zakładano drewniane kajdany, jak bandytom, i kierowano do ciężkiej pracy w odległych więzieniach.

Po kilku wypędzeniach, Moskwa została wydana praktycznie judenrein [czystka – przyp. tłum.]. Ponadto, w Rosji Siergieja z Moskwy deportowani Żydzi byli szczęściarzami. Gdzie indziej, klan Siergieja rozpuścił makabryczne pogromy – starannie zaplanowane jako taktyki dywersyjne do stłumienia wewnętrznych niepokojów – w których Żydzi cierpieli na skutek przejawu barbarzyńskich rzezi przyćmionych tylko przez okropności holokaustu.

Skoro Putin mówi w kategoriach „narodowego prawa urodzenia,” to dlaczego nie Izrael? Dlaczego nie żądamy minimalnego quid pro quo – centralnego kawałka stolicy Rosji za centralny kawałek stolicy Izraela?

Dlaczego nie żądać – w zamian za majątek jednego bezwzględnego rosyjskiego despoty, do którego Putin z nostalgią tęskni – by Putin zapłacił za to co Siergiej ukradł Żydom, których okradł i wypędził? Zaryadye, zabytkowa dzielnica Moskwy, w pobliżu Placu Czerwonego, był centrum moskiewskiego żydostwa (w szczególności duży Dziedziniec Glebowa, teren ówczesnego żydowskiego getta). Dlaczego nie dać tego terenu Izraelowi w zamian za Dziedziniec Siergieja?

Putin prawdopodobnie uważa i twierdzi, że Izrael nie jest spadkobiercą Żydów wywłaszczonych przez Siergieja, w takim przypadku Netanjahu powinien zauważyć, że Rosja Putina nie jest spadkobiercą Siergieja (ściślej mówiąc, jego najbliższym krewnym jest książę Filip w W. Brytanii).

Ale petenci w Canossie nie przejawiają dumy i na pewno nie odpowiadają impertynencko.

Żądanie funta żydowskiego narodowego ciała, zdaje się, nie tylko wysuwane jest przez Arabów. Kawałki naszej stolicy jesteśmy winni wszelkiego rodzaju spóźnialskim, zdobywcom, poszukujących chwały, potrzebującym siły przebicia, i wtrącającym się w nasz niestabilny region.

Niezdecydowane rządy, predysponowane do oddania niektórych części Jerozolimy „za pokój,” nie odmówią przekazywania innych części „dla (poprawy dyplomatycznych) pochlebstw” – nawet kawałków centrum Jerozolimy, gdzie nasze posiadanie nie jest szkalowane jako kontrowersyjne lub niepewne.

http://www.sarahhonig.com

*                                      *                                     *

Źródło: http://izrael.org.il/news/1290-izrael-zwraca-rosji-sergiewskoje-podworje-w-jerozolimie.html

Izrael zwraca Rosji ‘Sergiewskoje Podworje’ w Jerozolimie

Izrael zdecydował się zwrócić Rosji budynek z czasów carskich, który leży w centrum Jerozolimy. Ta decyzja kończy wieloletni spór między Rosją a Izraelem i ma być gestem dobrej woli w przeddzień planowanej wizyty premiera Netanyahu w Moskwie. Budynek jest częścią większego kompleksu budynków, które Izrael kupił od ZSRR na początku lat sześćdziesiątych płacąc… pomarańczami.

Po wojnie sześciodniowej ZSRR zerwał stosunki z Izraelem, a Izrael znacjonalizował ‘Sergiewskoje Podworje’. Od wznowienia stosunków dyplomatycznych za czasów prezydentury Borysa Jelcyna trwał spór o jeden z budynków należących do rosyjskiego kompleksu (Русское подворье в Иерусалиме, מגרש הרוסים).

‘Sergiewskoje Podworje’ (חצר סרגיי) wzniesiono w 1890 roku na potrzeby błękitnokrwistych pielgrzymów z Rosji.

Budynek nazwano na cześć wielkiego księcia Sergieja, brata cara Aleksandra III. W czasie brytyjskiego mandatu znajdowały się tam biura paszportowe. Obecnie znajdują się tam biura m.in. ministerstwa rolnictwa.

Zobacz także: Tajna misja izraelskiego dyplomaty w Rosji

Całość za http://stopsyjonizmowi.wordpress.com/


Posted in Polityka, Różne | 3 Komentarze »

Restytucja mienia, Żydzi, polski MSZ. O co chodzi?

Posted by Marucha w dniu 2011-04-07 (Czwartek)

O restytucji mienia pisaliśmy wielokrotnie sami (np. tutaj), a „Najwyższy Czas!” całkiem słusznie od początku zajmuje się tą sprawą ad nauseam. Przypomnijmy najpierw prawidłową nomenklaturę, panuje bowiem tutaj niesamowite zamieszanie.

Prywatyzacja oznacza przekazanie w prywatne ręce mienia publicznego.Reprywatyzacja oznacza oddanie w prywatne ręce mienia uprzednio prywatnego, które zostało przejęte przez państwo. Restytucja oznacza oddanie w ręce prawowitych właścicieli (zwykle spadkobierców) mienia prywatnego, które zostało przez państwo zrabowane. Restytucja jest więc formą reprywatyzacji, ale nie jest z nią tożsama.

O co chodzi w sprawie restytucji? Chodzi o własność prywatną, podstawę wolności i Cywilizacji Zachodniej, a własność tę zrabowali w Polsce niemieccy narodowi socjaliści i sowieccy socjaliści międzynarodowi. Chodzi też o zadośćuczynienie ofiarom sowieckiej rewolucji z zewnątrz, na której zyskali tubylczy kolaboranci stojący na czele okupacyjnego reżimu, eksploatując ją nie tylko przez 50 lat PRL, ale wręcz do dzisiaj. Chodzi o odbudowanie tradycyjnych elit, aby stworzyć w kraju jakąkolwiek przeciwwagę wobec chamokomuny i jej spadkobierców oraz innych zwolenników PRL i post-PRL. Chodzi również o to, aby do Kraju powrócili konserwatywni i wolnościowi emigranci, których przodkowie padli ofiarą brunatnych i czerwonych ekspropriacji, a wreszcie o to, aby w sprawiedliwy sposób zamknąć rozdział rewindykacyjny ze strony obywateli państw ościennych (głównie Niemiec) oraz ze strony organizacji międzynarodowych (głównie żydowskich).

Pamiętajmy bowiem, że Polska oddała swoją suwerenność i jest częścią Unii Europejskiej. Oznacza to, że prawodawstwo UE i sądy UE podyktują ostateczny kształt polskiej restytucji – nawet jeśli Polacy w Sejmie przegłosują odpowiednie prawa restytucyjne, pozornie zamykające sprawę z korzyścią dla obywateli polskich, którzy tyle wycierpieli przecież pod niemiecką i sowiecką okupacją oraz którzy – będąc komunistycznymi niewolnikami – przez 50 lat nie mogli czerpać korzyści z mienia swego i swoich rodzin, a co najważniejsze: brać udziału w procesie wzbogacania się według uczciwych reguł wolnorynkowych.

W związku z tym należy przygotować się mentalnie, że o restytucji zadecydują obcy, a zapłacą Polacy (chyba że tym ostatnim uda się sztuczka zdobycia subsydiów z UE, najchętniej od Niemiec, aby pokryć koszty restytucji w Polsce). Restytucja ma więc poważne implikacje dla polityki wewnętrznej i zewnętrznej państwa.

Restytucja w Polsce natknęła się jednak na kilka poważnych problemów.

Po pierwsze – mamy do czynienia ze sprzeciwem postkomunistów i ich różowych sojuszników wobec jakichkolwiek prób odwrócenia zdobyczy rewolucji socjalistycznej w PRL, w tym prób odbudowy tradycyjnej elity.

Po drugie – restytucja rozbiła się o zupełną niemal ignorancję populistycznych, narodowych i większości innych orientacji antykomunistycznych w sprawie wagi przywrócenia mienia dla interesów ogólnopolskich.

Po trzecie – restytucja upadła również dlatego, że post-PRL-owskiej elicie brakowało wyobraźni na temat narodowych i międzynarodowych skutków jej nieprzeprowadzenia. Ucieczką do Unii Europejskiej zastąpiono myślenie o Polsce i jej interesach. Tak, tak. Jak się spraw nie załatwi tak, jak trzeba na samym początku, będą się one ślimaczyć, przesiąkając życie publiczne, a w końcu przyjmą najgorszą z możliwych form – patologiczną i histeryczną.

Sprawa przywrócenia mienia prawowitym spadkobiercom znów pojawiła się w mediach. Ostatnia runda zaczęła się od tego, że rząd Platformy Obywatelskiej oznajmił, iż zawiesza „reprywatyzację”, gdyż Polska nie ma pieniędzy. Prawowici spadkobiercy w Polsce burknęli coś cicho. Nikt przecież niestety nie zwraca na nich uwagi – oprócz malutkiego środowiska konserwatywno-libertariańskiego. Natomiast media światowe nagłośniły wypowiedzi działaczy żydowskich na temat wycofania się przez Polskę po raz kolejny z obietnicy zadośćuczynienia ofiarom Holokaustu. Podkreślmy, że nie chodziło o występowanie w imieniu indywidualnych spadkobierców, a o przemawianie w imieniu całej społeczności, z zasady przez przedstawicieli organizacji, które wzięły na swoje barki zadanie reprezentowania ofiar niemieckiej eksterminacji bez względu na to, czy mają prawnych spadkobierców, czy nie.

W tym właśnie kolektywistyczno-lobbystycznym kontekście należy rozmieć wypowiedzi rozmaitych działaczy. Swój wielki zawód decyzją gabinetu Donalda Tuska wyraził Stuart Eizenstat – prawnik i prominentny polityk związany od lat z Partią Demokratyczną, w latach dziewięćdziesiątych ambasador USA przy Unii Europejskiej, a obecnie jeden z najbardziej aktywnych ekspertów od spraw odzyskiwania mienia ofiar Holokaustu. Inni – m.in., ziomkostwo polskich Żydów w Izraelu – wypowiadali się w podobnie smutnym czy urażonym tonie, podkreślając konieczność zwrotu mienia. W USA tzw. Komisja Helsińska parlamentu amerykańskiego potępiła Polskę i poparła żądania rewindykatorów (kliknij po więcej). Największe kontrowersje wywołała wypowiedź radcy prawnego Światowego Kongresu Żydów, Menachema Rosensafta, który wezwał do bojkotu Polski. Stwierdził on, że Polacy współuczestniczyli w Holokauście, co najlepiej pokazuje sprawa Jedwabnego; Polacy zyskali na eksterminacji ludności żydowskiej, kradnąc czy przejmując jej mienie; po wojnie Polacy dalej mordowali Żydów, co widać przecież choćby na przykładzie Kielc; a z żydowskiego złota i nieruchomości Polacy korzystają niemoralnie nadal. Ogólnie: Rosensaft mówił Grossem. Szefostwo Światowego Kongresu Żydów złagodziło nieco wypowiedź swojego radcy prawnego, zaprzeczając, że ma być bojkot.

Przynajmniej na razie. Ale przyszłą taktykę można również wyczytać u Grossa: kampania propagandowa już jest; moralny szantaż idzie w najlepsze, bojkot być może będzie wnet. Polska podzieli losy Szwajcarii, w końcu „makabryczny bajkopisarz” – jak go określił Stanisław Michalkiewicz – nie bez kozery pisze o wspólnocie szwajcarskich bankierów i polskich chłopów. To wszystko pokazuje dobitnie, jak wielkie znaczenie propagandowe na Zachodzie mają wynurzenia Jana Tomasza Grossa.

I jak bardzo negatywnie wpływa on na sprawę pojednania żydowsko-chrześcijańskiego. Naturalnie nie sugerujemy, że socjolog z Princeton steruje kampanią rewindykacyjną. Twierdzimy jedynie, że jego „odkrycia naukowe” po prostu powielają powszechne stereotypy pokutujące zarówno wśród przeciętnych członków wspólnoty, jak i wśród prominentnych przedstawicieli światowej społeczności żydowskiej. A ci z kolei od lat dzielili się tymi uprzedzeniami z (post) chrześcijańskimi współobywatelami zachodnich państw, w których mieszkają. Stąd popularność książek Grossa na Zachodzie. Wpisują się po prostu w tutejszego ducha czasów, w tutejszą kulturę. Stąd ich wielka użyteczność w ilustrowaniu moralno-historycznego przekazu kampanii rewindykacji mienia. Stąd redukowanie wszystkich problemów restytucyjnych do winy Polski. Stąd przekonanie, że Polska odpowiada za całość mienia żydowskiego, tak jakby nie było umów jałtańskich, rozbioru powojennego, Związku Sowieckiego, a teraz Ukrainy, Białorusi i Litwy. Stąd też i wielowymiarowa dezinformacja, w tym taka, że restytucja = Żydzi.

A przecież restytucja dotyczy wszystkich obywateli. Niestety polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie bardzo potrafi sobie poradzić z ogromem wyzwania w sprawie restytucji. Przyznajemy, że nie jest możliwa błyskawiczna zmiana mentalności ludzi Zachodu, szprycowanych monotematycznymi wywodami à la Gross od dziesięcioleci. Natomiast jest możliwe prowadzenie odpowiedniej polityki informacyjnej, która mogłaby na długą metę doprowadzić do zmiany tej mentalności. Polityka informacyjna powinna składać się z dwóch członów: akcji doraźnej i długofalowej. W ramach akcji doraźnej przydałoby się wytłumaczyć sprawy restytucji mienia najpierw w polskiej prasie, a szczególnie na witrynie MSZ. Na razie są tylko króciutkie wstępy opisujące dokumenty „reprywatyzacyjne”, zawierające linki do długachnych elaboratów. Wstępy są bardzo lakoniczne, a elaboratów prawie nikomu nie chce się czytać. Tutaj trzeba pigułki po dwa akapity. Następnie trzeba wiedzieć, że w USA i gdzie indziej na Zachodzie właściwie nikt nie wie nic na temat tych spraw. Przydałoby się opublikować odpowiednie ogłoszenia przez MSZ (bądź „autorytety moralne”) na całą stronę w „The Washington Post” i „The New York Times”, tłumacząc, że:

Po pierwsze – restytucja ma dotyczyć wszystkich: chrześcijan, żydów i ateistów, ale sprawa spowolni się ze względu na globalną zapaść gospodarczą. Po drugie – mienie w Polsce konfiskowała narodowo-socjalistyczna III Rzesza i komunistyczny Związek Sowiecki, a nie niepodległa, suwerenna i demokratyczna Rzeczpospolita. Po trzecie – duża część ludności żydowskiej II RP mieszkała na Kresach Wschodnich. Tereny te Sowieci zabrali Polsce. Spadkobiercy powinni więc zwracać się do rządów Białorusi, Ukrainy i Litwy w tych sprawach. Polska i tak już zgodziła się włączyć spadkobierców żydowskich do ustawodawstwa tzw. rewindykacji „zabużańskich” (tutaj niestety znów kłania się nieszczęsne komunistyczne nazewnictwo – „zabużański” oznacza m.in. z Podlasia, a chodzi przecież o Kresowiaków z II RP). Po czwarte – restytucja mienia żydowskiego w Polsce miała miejsce zaraz po wojnie i w wielu przypadkach, o ile znalazł się spadkobierca, mienie to zwracano. Po piąte – USA zaakceptowały od PRL w 1960 roku 40 milionów dolarów (co na dzisiejsze pieniądze stanowi ok. 300 milionów dolarów) jako fundusze na restytucję dla swoich obywateli. Po szóste – restytucja mienia żydowskiego ma miejsce od 1989 roku i dotyczy zarówno własności indywidualnej, jak i gminnej (głównie zrzeszeń religijnych).

Każdy z sześciu punktów należy krótko i przystępnie opisać. Każdy z nich musi być również poparty odpowiednimi dokumentami, filmami popularnymi oraz monografiami naukowymi. Tak powinna wyglądać doraźna kampania informacyjna. Powinna mieć miejsce w Polsce i na całym świecie. Na długą metę kampania taka powinna opierać się na systemie wiedzy eksperckiej w sensie taktycznym i strategicznym. Wiedza taka jest niezbędna, aby negocjować, aby bronić się, aby atakować.

Na przykład zamiast dąsać się na Menachema Rosensafta, trzeba mu kompetentnie odpowiedzieć, że myli się generalnie i szczegółowo. Uderzyć w jego kompetencje jako prawnika (a machnąć taktycznie ręką na nieuctwo historyczne). Wytknąć, że popełnia błąd, gdy twierdzi, że paserska restytucja z 1960 roku dotyczyła tylko obywateli amerykańskich sprzed II wojny światowej. Odnosiła się ona bowiem również do osób, które obywatelstwo amerykańskie nabyły po 1945 roku. Wiem, bo nasza amerykańska rodzina dostała z tego chyba ze 2 miliony dolarów, nota bene występując tylko o część swojego mienia, za które komuniści zapłacili Waszyngtonowi malusieńki ułamek jego wartości, ale rodzina niestety przyjęła, co zamyka sprawę w sensie prawnym, bez względu na paserską niesprawiedliwość takiej formy restytucji. Powinno się też delikatnie poinformować Rosensafta – w końcu radcę prawnego Światowego Kongresu Żydów – że restytucja mienia żydowskiego toczy się w najlepsze od 1989 roku.

Na przykład w ramach umowy o paserskiej restytucji z 1960 roku Seminarium Teologiczne Yeshivath Chachmey w stanie Michigan przyjęło w 1964 roku 177 tys. dolarów odszkodowania za utracone w Lublinie nieruchomości. Jednak po 1989 roku gmina żydowska w Polsce wystąpiła o zwrot tych samych nieruchomości i odzyskała je w 2001 roku, co jest sprzeczne z prawem. Sprawa wyszła na jaw, ale nie wiadomo mi o żadnych konsekwencjach (zob. „Jesziwa podwójnie zwrócona”, „Kurier Lubelski”, 5 września 2008). W innym wypadku zwrócono nieruchomości gminie żydowskiej w Poznaniu, mimo że wiadomo było, iż przed wojną hipoteka tych własności była straszliwie zadłużona na rzecz miasta i państwa (zob. Wojciech Wybranowski, „Oddali z nawiązką”, „Nasz Dziennik”, 28 sierpnia 2002). Można też Rosensafta uraczyć przykładami sfałszowanych i bezprawnych „żydowskich” odzyskiwań w Krakowie, gdzie właścicielem miał być ponad stuletni staruszek, który w rzeczywistości zmarł w Izraelu pół wieku temu, czy w Katowicach, gdzie jeden z zamieszanych w sprawę przedstawicieli gminy żydowskiej popełnił samobójstwo, gdy rzecz wyszła na jaw. Pisałem o tym w „Poland’s Transformation” (2003).

Takie detale są naturalnie pomocne. Jednak z Rosensaftem i jego towarzyszami powinniśmy mówić przede wszystkim o statystykach, o generalnym stanie restytucji.

Mówimy więc tutaj o konkretnej wiedzy. Wiedzę tę trzeba kompetentnie przetworzyć i przekazać. Aby wiedzę taką nabyć, trzeba naturalnie mieć odpowiednie fundusze na instytucje i stypendia. W post-PRL nie ma kadr. Kadry takie należy więc wykształcić na Zachodzie. Ponieważ większość zachodnich uniwersytetów jest postmodernistyczna i kontrkulturowa, należy bardzo uważnie selekcjonować uczelnie wyższe do kształcenia kadr.

Jeśli chodzi o sprawy dyplomacji, obronności oraz wywiadu i kontrwywiadu, nie ma lepszej placówki na świecie niż nasza uczelnia – The Instititute of World Politics. Dajemy wiedzę w zakresie obsługi instrumentów sprawowania władzy (instruments of statecraft). Potrzebna jest też inna wiedza, ekonomiczna, prawna, historyczna, którą trzeba uzyskać gdzie indziej. Selekcja odpowiedniej placówki jest sztuką samą w sobie i opiera się zwykle na prestiżu danej uczelni. Trzeba jednak przede wszystkim wiedzieć, co reprezentują pracujący w niej profesorowie oraz przybywający do nich studenci. Na przykład student będący niezłomnym konserwatystą może śmiało walić do Jana Tomasza Grossa na Princeton, bo nauczy się tam wiele i go nie przekabacą. Natomiast student-mięczak zlewaczeje (bowiem tak perwersyjna jest kontrkultura i duch czasów na amerykańskich uniwersytetach) nawet wtedy, gdy pośle się go do spadkobierców von Hayeka na Uniwersytecie Chicagowskim. Kluczem jest więc odpowiedni dobór w Polsce pod kątem intelektu, odporności psychicznej i twardości ideowej, a następnie wybranie odpowiedniej uczelni i programu. A potem gwarancja godnych zarobków w Polsce, o ile naturalnie świeżo upieczony ekspert na to zasługuje swoimi zdolnościami, osiągnięciami, profilem intelektualnym i predylekcjami ideowymi. Jeśli nie – to do widzenia. Nota bene powinno się z takim kandydatem na studia zagraniczne podpisywać odpowiedni kontrakt. O ile nie spełni oczekiwań, będzie musiał zwracać pieniądze za stypendium. Powinno to ograniczyć dezercje ideowe i instytucjonalne, w tym naturalną skłonność do zostawania na Zachodzie, gdzie są przecież szersze perspektywy rozwoju. Stypendysta musi wrócić do Polski, aby odpracować stypendium i wykształcić następnych specjalistów.

Po powrocie do Kraju kadry powinny utworzyć odpowiednie instytucje, w ramach których dzieliłyby się swoją ezoteryczną wiedzą z miejscowym narybkiem. Sugeruję nowe instytucje, a nie wrzucanie wykształconych choćby w IWP kadr do zlewaczałych uczelni postkomunistycznych, takich jak Uniwersytet Warszawski czy KUL. Skończy się to bowiem „wykastrowaniem” reformatorów i zneutralizowaniem reform. Tak dyktuje prawo Kopernika-Grishama: zły pieniądz wyprze dobry. Dopóki na obecnie działających polskich uczelniach nie będzie dekomunizacji i dezagenturalizacji, nie ma co marnować na nie czasu. Przecież inaczej postkomunistyczna profesura już dawno zajęłaby się plagą plagiatów we własnych szeregach i wśród swoich milusińskich klonów. Ale oni wolą wraz z biurokracją ministerialną ścigać choćby Pawła Zyzaka i jego promotora.

W każdym razie wynikiem długofalowej działalności eksperckiej będą kompetentne kadry, czyli wiedza, jak działać, jak się przygotowywać i czego się spodziewać. I tutaj też są potrzebne wytyczne i stypendia badawcze. Na przykład czy MSZ jest w stanie powiedzieć, ilu obywateli amerykańskich przyjęło paserską restytucję z 1960 roku? Czy MSZ wie, ilu polskich Żydów odzyskało mienie po 1944 roku, a ilu po 1989 roku? Czy MSZ potrafi poinformować tzw. społeczność międzynarodową, ilu indywidualnych spadkobierców odzyskało mienie? A ile mienia odzyskały i w jakich okolicznościach gminy żydowskie po 1989 roku? Słyszałem na przykład o cmentarzach żydowskich na Pomorzu i pewnej firmie benzynowej. A włos jeży się na głowie na wieść o kłótniach między podległymi Warszawie mainstreamowymi działaczami a rozłamowcami z gminy, którzy ponoć poszli pod jurysdykcję Berlina. Co na te tematy wie Ministerstwo Sprawiedliwości?

A Ministerstwo Przekształceń Własnościowych czy jak tam się ta biurokracja nazywa? No to słuchamy. Myślę, że Polacy w Kraju też są tym zainteresowani. Zaraz usłyszymy wymówki i marudzenie, że przecież na to potrzeba wieloletnich badań, że właściwie przecież po co to etc., itd., itp. I w końcu: skąd na to wszystko pieniądze – na takie badania, na kompetentne kadry, na instytucje kształcące kompetentnych. Skąd fundusze? Jak to? Choćby od księcia Radziwiłła. On na pewno dałby, gdyby była restytucja. Dawał przecież i na wileńskie „Słowo”, i na stypendia dla studentów Uniwersytetu Stefana Batorego.

Zresztą takich osób było dużo więcej – od krawca i piekarza do prawnika i lekarza oraz fabrykanta i bankiera. A kto zebrał i wydał dzieła Norwida? Kto to sfinansował? No kto? Państwo? Odpowiedź publikujemy w zaprzyjaźnionym z NCZ! następnym numerze „Glaukopisu” (kliknij tutaj). Teraz możemy tylko ujawnić tyle: gdy jest tradycyjna elita dbająca o polskie interesy, nie trzeba wcale czekać na reakcję państwa dojącego od podatnika pieniądze.

Marek Jan Chodakiewicz
http://nczas.home.pl

Posted in Różne | 10 Komentarzy »