Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Będziemy się czuli jak w domu

Posted by Marucha w dniu 2011-04-14 (czwartek)

W sprawach polsko-żydowskich i izraelskich Lech Kaczyński był wyrazisty. I choć zdawał sobie sprawę, że o jego działaniach nie wszyscy chcieli wiedzieć, a wielu z tych, co wiedzieli, szybko zapomniało, nie zatrzymał się.

Hanuka w Pałacu prezydenckim - 2007 (za grafik.rp.pl)

Lech Kaczyński przy zniczu pamięci Instytutu Yad Vashem, wrzesień 2006 (za grafik.rp.pl)

Lech Kaczyński przywiązywał ogromną wagę do poprawy stosunków polsko-żydowskich i rozwoju polsko-izraelskich. Podchodził do tego z wielką starannością i empatią. Wychował się w domu, do którego przychodzili zaprzyjaźnieni z rodzicami uratowani z Zagłady i ci, którzy ich ratowali. To były przybrane ciocie, a jedna z nich, asymilowana Żydówka polska, była jego matką chrzestną. W młodości był przekonany, że Żydzi to Polacy, tylko trochę inni. [I tak mu zostało – admin]

Z antysemityzmem zetknął się osobiście po raz pierwszy na studiach na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego podczas wydarzeń marcowych. Uważał je za haniebne i odkąd Fundacja Shalom ufundowała tablicę pamiątkową na Dworcu Gdańskim w Warszawie, przyjeżdżał tam z kwiatami 8 marca jako prezydent Warszawy. Stamtąd na emigrację wyjechali m.in. Lońka Fogelman i Krysia Kacperska, z którymi uczyliśmy się w jednej grupie na wydziale prawa, i nasza profesor socjologii Maria Hirszowicz. Powtarzał, że zmuszenie ich do emigracji i pozbawienie obywatelstwa polskiego było bezprawne. Dlatego starał się po latach, aby procedury potwierdzania obywatelstwa przez wojewodów były proste i szybkie.

Nie miał i nie szukał usprawiedliwienia dla antysemityzmu, zarówno tego z przeszłości, jak i współczesnego. Jego niechęć do endecji, jak mówił, brała się między innymi z tego, że endecja w II RP postawiła na antysemityzm jako element konsolidacji narodowej. Powtarzał, że „antysemityzm, który zatruł umysły niemałej części ludzi, to nieszczęście dla Polski”. Myślał podobnie jak Czesław Miłosz, który pytany przez Adama Michnika, skąd się bierze antysemityzm, stwierdził, że „każda odpowiedź na to pytanie byłaby usprawiedliwieniem”.

Dwa muzea

Z Lechem Kaczyńskim połączyło mnie… Jedwabne. Był wtedy ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym w rządzie Jerzego Buzka, odpowiedzialnym m.in. za ekshumację ofiar pogromu z 1941 r., ja pracowałam w Muzeum Historii Żydów Polskich. Zadzwonił, aby spytać, czy wiem, jaki stosunek do ekshumacji mają religijni Żydzi. Był urzędnikiem państwowym, ale zarazem wierzącym katolikiem i wiedział, jak skomplikowane i delikatne jest zetknięcie świeckich reguł z religijnymi, a niezrozumienie tych zasad prowadzi do urazy.

Przyjechał do ówczesnej siedziby muzeum przy ulicy Jelinka na Żoliborzu, gdzie spędził kilka godzin, pytając o reguły judaistyczne w przypadku naruszenia pochowanych kości. Spotkał się też z ówczesnym rabinem Warszawy i Łodzi Michaelem Schudrichem, z którym od tamtej chwili utrzymywał kontakty aż do śmierci. Ekshumacja w Jedwabnem odbyła się w obecności Schudricha, z poszanowaniem przepisów prawnych i zasad religijnych. (Później, kiedy już pracowałam w Kancelarii Prezydenta, co roku 10 lipca, w rocznicę zbrodni, jechałam do Jedwabnego złożyć od prezydenta Kaczyńskiego wieniec pod pomnikiem postawionym na miejscu stodoły, gdzie spalono żywcem żydowskich sąsiadów). Od tamtego momentu nasza znajomość ze studiów została odnowiona. Prezydent zafascynował się projektem budowy w Warszawie Muzeum Historii Żydów Polskich. Obiecał, że będzie ten projekt popierał, ponieważ uważał, iż „nie ma pełnej historii Polski bez historii polskich Żydów”. Ale z góry zastrzegł, że najpierw musi powstać w Warszawie Muzeum Powstania Warszawskiego. Obietnicy dotrzymał. Jako prezydent Warszawy wraz z ówczesnym ministrem kultury Waldemarem Dąbrowskim i pomysłodawcą muzeum Stowarzyszeniem Żydowski Instytut Historyczny przekształcił projekt muzeum w instytucję kultury z partnerstwem prywatno-prawnym. Wedle tej struktury miasto Warszawa i Ministerstwo Kultury zobowiązały się do sfinansowania i zbudowania siedziby muzeum, a Stowarzyszenie ŻIH do sfinansowania i stworzenia wystawy stałej o 1000-letniej obecności Żydów na ziemiach polskich.

To był przełom. Muzeum otrzymało wtedy polityczne wsparcie ponad podziałami oraz gwarancję finansową na budowę budynku. W czerwcu 2007 roku podczas wmurowania aktu erekcyjnego Muzeum Historii Żydów Polskich prezydent przekonywał, że „historia Żydów polskich wymaga przypomnienia zarówno ich olbrzymiego wkładu w kulturę polską, jak i historię kultury żydowskiej”. A w liście na otwarcie kolejnego Festiwalu Kultury Żydowskiej na krakowskim Kazimierzu pisał: „Potrzebujemy wszyscy – i Żydzi, i Polacy – kultywowania łączących nas więzi, które nie należą tylko do przestrzeni historycznej, ale są cząstką nas samych. Nie chcemy tej cząstki zagubić, lecz pragniemy ją ocalić i pielęgnować”.

Każdy się modli po swojemu

Z okazji 90. rocznicy odzyskania niepodległości w 2008 r. trasę po Polsce układał według kulturowego dziedzictwa: historyczne i współczesne instytucje świeckie oraz religijne – kościoły katolickie, cerkiew prawosławna w Warszawie, świątynia ewangelicka w Bielsku-Białej oraz warszawska synagoga Nożyków. To był pierwszy przypadek w historii, gdy prezydent RP brał udział w żydowskim święcie w synagodze. Zapalał tam świece chanukowe. Czułam w tym ducha i przykład Jana Pawła II, który 12 lat wcześniej odwiedził rzymską świątynię żydowską. Była to najdłuższa, trwająca 2 tysiące lat, podróż biskupa Rzymu, ale i najkrótsza, gdyż Watykan od synagogi dzielą zaledwie 2 kilometry. Z Pałacu Prezydenckiego przy Krakowskim Przedmieściu jedzie się 7 minut samochodem do synagogi przy ulicy Twardej. Ta podróż trwała kilkaset lat.

Żydowska gmina warszawska podarowała wtedy prezydentowi pięknie zilustrowaną i oprawioną w ramkę modlitwę za wspólną ojczyznę. Wcześniej został wprowadzony zwyczaj zapalania świec w oknach Pałacu Prezydenckiego z okazji święta Chanuka z udziałem wszystkich reprezentantów polskich środowisk żydowskich i duchownych chrześcijańskich. Prezydent zawsze dbał, aby na uroczystościach państwowych obok dostojników kościelnych nie zabrakło rabina Michaela Schudricha. Podczas wizyty w Katyniu w 2007 roku po oficjalnych uroczystościach upamiętniających ofiary zbrodni katyńskiej poprosił go, aby wspólnie odnaleźli tabliczkę z nazwiskiem zamordowanego tam Barucha Steinberga, naczelnego rabina Wojska Polskiego. Poszli we dwójkę, bez ochrony i kamer. Z daleka widziałam, jak się modlili, każdy po swojemu.

Niedługo potem opowiedziałam prezydentowi, że jeżdżąc służbowo po Polsce, często widzę na murach, płotach i przystankach autobusowych graffiti z gwiazdą Dawida na szubienicy i inne antysemickie napisy. Przecież nie mogę udawać, że tego nie ma i że mnie to nie razi. Będę pisać do lokalnych władz samorządowych. – Pisz – odpowiedział prezydent. Odtąd każdy z pracowników Biura Inicjatyw Społecznych, którym kierowałam, wyjeżdżał w podróże służbowe z aparatem fotograficznym. Jeśli zobaczył napis antysemicki, robił zdjęcie, które potem wysyłałam z listem do prezydentów miast i władz samorządowych. Liczyłam na reakcję, w końcu pisma przychodziły z Kancelarii Prezydenta RP z załączonym dowodem na fotografii. Z czasem mogłam powiedzieć prezydentowi: – To działa! Pokazałam kilka odpowiedzi, w których lokalne władze informowały, że zmobilizowały uczniów ze szkół do czyszczenia napisów, a nauczycieli zachęcali do lekcji na temat tolerancji i historii Żydów polskich. Nie pamiętam, ile takich listów wyszło z Kancelarii, może dziesięć a może 30? Niektóre przeszły bez echa, ale te, które doczekały się odpowiedzi, podszyte były wstydem i przyznaniem, że nikt wcześniej nie zwrócił im oficjalnie uwagi na antysemickie graffiti.

Jak z kuzynami

Lech Kaczyński bardzo chciał pojechać do Izraela i Autonomii Palestyńskiej. Był tam jako prezydent Warszawy i prezydent RP, a ja miałam zaszczyt w każdym wyjeździe mu towarzyszyć. (Pani prezydentowa jeździła tam częściej, ponieważ wzięła pod swoją opiekę budowany przez siostry elżbietanki sierociniec Dom Pokoju w Betlejem, a z siostrą Rafałą Włodarczyk, która budową kierowała, zaprzyjaźniła się). W dniu, kiedy wygrał wybory prezydenckie, pierwszego zagranicznego wywiadu udzielił dziennikarzowi izraelskiemu Sewerowi Plockerowi. Na pytanie, jaką politykę będzie prowadził wobec Izraela, odpowiedział, że inną niż wobec pozostałych partnerów zagranicznych. Gdy zobaczył zaskoczoną minę Plockera, szybko wyjaśnił: „stosunki z Izraelczykami powinny być jak z kuzynami”. Plocker uśmiechnął się ze zrozumieniem; był emigrantem, rozmowa toczyła się po polsku, w języku ojczystym obu rozmówców.

Prezydent stawiał na partnerstwo strategiczne z Izraelem i po to tam jeździł, ale zawsze znajdował czas dla emigrantów z Polski. Imponowali mu znajomością polskiej literatury, prześcigali się z prezydentem w recytowaniu z pamięci wierszy Tuwima, Mickiewicza, Asnyka i Wierzyńskiego. Ocalonych od Zagłady prosił o aktywne przeciwstawianie się stereotypom funkcjonującym w prasie zagranicznej i niezgodnym z prawdą historyczną określeniom, takim jak „polskie obozy koncentracyjne”.

Ze wzruszeniem składał kwiaty w kwaterze oficerów II Korpusu na cmentarzu jerozolimskim, przypominając, że generał Anders, chroniąc swoich podwładnych żołnierzy narodowości żydowskiej przed zarzutem dezercji, znalazł formułę pozwalającą im zostać w ówczesnej Palestynie. Na spotkaniu z prezydentem Szymonem Peresem w trakcie oficjalnych rozmów poprosił, aby poparł wniosek o Pokojową Nagrodę Nobla dla Ireny Sendler za ratowanie wraz z „Żegotą” żydowskich dzieci z warszawskiego getta, o co Kaczyński dwukrotnie występował.

Tego samego roku w trakcie zwiedzania Centrum Menachema Begina w Tel Awiwie skrytykował brak podpisu pod zdjęciem Begina w mundurze polskiego oficera. Wygłosił krótki wykład dyrekcji centrum, że izraelski premier Begin urodził się w Brześciu Litewskim, nazywał się Mieczysław Biegun i skończył prawo na Uniwersytecie Warszawskim. Zesłany podczas II wojny światowej na Syberię, wstąpił do armii Andersa, z którą w stopniu kaprala podchorążego Wojska Polskiego dotarł do Palestyny.

Jego wiedza historyczna i pamięć szczegółów była imponująca. Żartowałam, że powinien być konsultantem Muzeum Historii Żydów Polskich. A wieczorem poszliśmy na spacer wzdłuż brzegu Morza Śródziemnego; prezydent zdjął na plaży buty, krawat, podwinął rękawy koszuli, popatrzył na rozświetlony Tel Awiw i powiedział do swojej żony: „Marylko, czy wyobrażałaś sobie, że to państwo powstanie i przetrwa, a my będziemy się tutaj czuli jak w domu?”. Ale zaraz dodał, „gdyby Izrael istniał wcześniej, nie doszłoby do największej zbrodni XX wieku”.

Lech Kaczyński był dumny, że Polska, podkreślając konieczność kontynuowania procesu pokojowego na Bliskim Wschodzie, mocnym głosem mówi w Unii Europejskiej o prawie Izraela i narodu żydowskiego do życia w bezpiecznych granicach. Przypominał, że polskie jasne stanowisko w tej sprawie podzielają wszystkie główne siły polityczne RP i wszyscy prezydenci wolnej Rzeczypospolitej. Bolał nad tym, że często głos Polski jest osamotniony.

Bez wahania zaakceptował program przywracania pamięci o Polakach ratujących Żydów przed Zagładą, do którego jako partnera zaprosiłam Muzeum Historii Żydów Polskich przy współpracy z Yad Vashem. Czterokrotnie sam prezydent lub w jego imieniu pani prezydentowa odznaczali Sprawiedliwych Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. Tych, których honorował, uważał za bohaterów ratujących ludzi w ekstremalnych warunkach okupacyjnych, niejednokrotnie w podwójnym strachu i zawsze z zagrożeniem życia ratujących i ratowanych.

Niech się dowiedzą

W ciągu czterech lat realizowania programu przywracania pamięci musiałam zawiadomić prezydenta o trzech osobach wybranych do odznaczenia, które proszą, by prezydent odstąpił od tego zamiaru, ponieważ nie chcą, aby ich najbliższe otoczenie dowiedziało się, że ukrywali Żydów. Prezydent nic nie powiedział, tylko wstał od stołu i zaczął chodzić po gabinecie, a potem wyszedł na balkon. Chciał być sam.

Jedną z pierwszych odznaczonych była pani Antonina Wyrzykowska z Jedwabnego, która w latach 1942 – 1945 ukrywała siedem osób, a potem musiała uciekać z wioski ze strachu przed sąsiadami. Takich ludzi jak ona czy Andrzeja Górska ze Zgromadzenia Sióstr Urszulanek, siostra Klara Jaroszyńska z Zakładu Ociemniałych w Laskach, Ryszard Matuszewski z Warszawy czy Kazimiera Romanek ze wsi Żółkiew chciał wprowadzić do panteonu polskich bohaterów narodowych. Zwłaszcza że w powszechnej świadomości ratowanie Żydów przez dziesiątki lat za bohaterstwo nie było uznawane. Pamiętał o nich instytut Yad Vashem w Jerozolimie, który od 1963 roku przyznawał medal i dyplom z napisem: „Kto ratuje jedno życie – ratuje cały świat”. W Polsce byli zapomniani, bywało, że odrzucani. Sami milczeli; jedni ze skromności, drudzy z ostrożności. Uhonorowanie Ireny Sendler i Jana Karskiego Orderem Orła Białego przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego przeszło bez echa. Mało kto wiedział, co się kryje za tytułem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. Dlatego prezydentowi Kaczyńskiemu zależało, aby na uroczystości honorujące w kraju polskich Sprawiedliwych zapraszać młodzież z nauczycielami, a także władze samorządowe. Pierwsza uroczystość odbyła się w Teatrze Wielkim-Operze Narodowej w 2007 roku, druga w warszawskim Teatrze Narodowym, trzecia w Łodzi podczas upamiętniania 65. rocznicy likwidacji getta łódzkiego, organizowanego przez ówczesnego prezydenta Jerzego Kropiwnickiego, czwarta w ubiegłym roku w Rzeszowie. Najwięcej młodzieży, ponad tysiąc osób, przyjechało z całej Polski do Teatru Wielkiego, łącznie z młodzieżą z Jedwabnego. Młodzi jedwabianie zobaczyli wtedy po raz pierwszy swoją krajankę panią Wyrzykowską.

Prezydent szukał cichych, zapomnianych i niedocenianych bohaterów z czasów II wojny światowej, stalinizmu i opozycji demokratycznej. Szanował i doceniał także tych, którzy zajmują się ochroną pamięci o kulturze żydowskiej, organizatorów festiwali, tych, którzy porządkują cmentarze żydowskie, naukowców badających Zagładę czy prezydentów miast, takich jak Jerzy Kropiwnicki z Łodzi czy Tadeusz Wrona z Częstochowy, za dbałość w upamiętnianiu wielokulturowego dziedzictwa Rzeczypospolitej. Nazywał ich strażnikami pamięci i uhonorował odznaczeniami przy okazji organizowanych przez kancelarię obchodów 65. rocznicy powstania w getcie warszawskim. Byli wśród nich m.in. Janusz Makuch, organizator od ponad 20 lat Festiwalu Kultury Żydowskiej na krakowskim Kazimierzu, burmistrz Gołdapi Marek Miros za program wymiany młodzieży polsko-izraelsko-niemieckiej, nowojorczyk Zygmunt Rolat, rodem z Częstochowy, najhojniejszy darczyńca Muzeum Historii Żydów Polskich i 50 innych programów polsko-żydowskich w kraju, Krzysztof Czyżewski z Fundacji Pogranicze, dr Jacek Leociak z Centrum Badania nad Zagładą Żydów PAN, współautor monumentalnego dzieła o getcie warszawskim.

Natomiast podczas uroczystości w Auschwitz-Birkenau z okazji Dnia Pamięci o Zagładzie w styczniu 2010 roku odznaczył i podziękował trzem dyrektorom największych muzeów Zagłady na świecie: Piotrowi Cywińskiemu z muzeum w Oświęcimiu, Sarze Bloomfield z Holocaust Memorial w Waszyngtonie oraz Avnerowi Szalewowi z Yad Vashem w Jerozolimie.

Warta Sprawiedliwych

Wielu dziś powołuje się na Lecha Kaczyńskiego i jego dziedzictwo, ale mało kto chce go widzieć jako człowieka skomplikowanego, z zasadami. Można się było z nim nie zgadzać, można było z nim dyskutować, ale nie można powiedzieć, że był nijaki. W sprawach polsko-żydowskich i izraelskich był wyrazisty. I choć zdawał sobie sprawę, że o jego działaniach nie wszyscy chcieli wiedzieć, a wielu z tych, co wiedzieli, szybko zapomniało, nie cofnął się ani nie zatrzymał.

Był konsekwentny. Nie odwiedził Radia Maryja ani nie udzielił wywiadu dyrektorowi toruńskiej radiostacji ks. Tadeuszowi Rydzykowi. Nigdy mu też nie zapomniał, że obraził pierwszą damę RP i podważył autorytet Kancelarii Prezydenta, używając niewybrednych słów w odniesieniu do urzędu: ” Nie nazywajmy nigdy szamba perfumerią”. Dla publicystów zaś, którzy w radiu i na  łamach „Naszego Dziennika” zarzucali niektórym pracownikom Kancelarii antypolskie działanie, nie miał za grosz szacunku.

Szczerze się ze mną cieszył i gratulował medalu od Żydów kombatantów z okazji 65. rocznicy powstania w getcie warszawskim i odznaki oraz honorowego członkostwa w Stowarzyszeniu Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Kiedy rok temu prezydent Lech Kaczyński zginął w katastrofie pod Smoleńskiem z małżonką i 94 przedstawicielami elit politycznych i Rodzin Katyńskich, David Harris z American Jewish Committee opublikował w prasie amerykańskiej artykuł pt. „Polska tragedia jest naszą tragedią”. Przed wejściem do Konsulatu Generalnego RP w Nowym Jorku pod ściągniętą do połowy polską flagą składano kwiaty z chorągiewkami izraelskimi obok biało-czerwonych oraz gruzińskich i ukraińskich. W księdze kondolencyjnej nie brakuje wpisów amerykańskich organizacji żydowskich. A w Warszawie wśród honorowych wart przy trumnie pary prezydenckiej, wystawionej w pałacu przy Krakowskim Przedmieściu, nie zabrakło przedstawicieli polskich środowisk żydowskich i Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.

PS. Pragnę podziękować moim byłym współpracownikom z Biura Inicjatyw Społecznych Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego za pasję i oddanie dla programu Przywracanie Pamięci. Brak mi słów wdzięczności dla śp. Marii Kaczyńskiej i dyrektor zespołu protokolarnego śp. Izabelli Tomaszewskiej oraz śp. Mariusza Handzlika, podsekretarza stanu odpowiedzialnego za sprawy zagraniczne, śp. Barbary Mamińskiej, dyr. Biura Kadr i Odznaczeń i śp. ks. kapelana Romana Indrzejczyka za wysiłek na rzecz dialogu i pojednania.

Ewa Junczyk-Ziomecka, konsul generalna RP w Nowym Jorku, była sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta, odpowiedzialna m.in. za stosunki polsko-żydowskie.

Za http://www.wicipolskie.org

Komentarzy 47 to “Będziemy się czuli jak w domu”

  1. Inkwizytor said

    Wzruszyłem się

  2. hawo said

    ja tez….

  3. Franek said

    Wykorzystywał uczucia patriotyczne i religijne Polaków, udawał patriotę i katolika a nie umiał się nawet przeżegbać , za to ładnie tańczył chanuki.

  4. 777 said

    Z artykułu wnioskuję, że z Żydami mamy wspólną Ojczyznę!?

    Taką spuściznę zostawił nam Kazimierz Wielki przez romans z Esterką (żydowskich królewskich potomków).

    http://www.muzeumhistoriipolski.pl/kalendarium/1490/kazimierz-wielki-uregulowal-prawa-zydow-w-krolestwie-polskim-wywiad-1334-10-9.html

  5. JO said

    Prawda jest , ze za tym parawanem polskiego patriotyzmy po raz pierwszy po wielu latach za rzadow PiS Polska zaczela czuc sztandar polskowsi – nie rozumiejac jednak , ze za wzniesionym sztandarem polskosci na ktory „wszyscy” wgapialismy sie idzie armia, ktora polskosc niszczy ten Sztandar Trzymajac w gorze dla zmylki.

  6. JO said

    ad.4. Rzeczpospolita byla Krolestwem, gdzie Zydzi mieli przywileje oparte na prawie Sw Kosciola Katolickiego dajace im prawo zamieszkiwac tereny Krolestwa. Te przywileje nie oznaczaly dania im praw tych samych co Katolikom a przeciwnie – separowaly Katolikow od grzechu ludnosci Rzeczpospolitej wyznania Mojrzeszowego.Tym sposobem Rzeczpospolita stala sie rowniez ojczyzna tych co byli wyznania Mojrzeszowego – w rozumieniu takim Polska jest rowniez oczyzna Zydow.

    Pogwalcenie praw Polskich – Rzeczpospolitej rownouprawniajac ludnosc wyznania Mojrzeszowego i liberalizujac Sw KKatolicki – spowodowalo, ze Polacy wychowani na kulturze chrzescijanskiej stali sie bezbronni wobec obludy judaizmu – jego dwulicowosci – Polacy stracili i traca z tego powodu ojczyzne – jak i inne Narody wyrosle na Katolicyzmie. Zostalismy pozbawieni Naszej Wiary chroniacej nasze kultury i to spowodowalo, ze kultura trywialna, okrotna zaczela wchwaniac bezbronne ludy-narody a co ironiczne – w tym ludnosc wyznania mojrzeszowego-ortodoksyjnych Zydow….

  7. tralala said

    Panu Bogu swieczke, a diablu ogarek.

  8. Radosław37 said

    Do JO 100% racji.

  9. hawo said

    http://zadruga-gornyslask.blogspot.com/

  10. 166 bojkot TVN said

    9/Hawo
    Dlaczego pierwsze co się pokazuje na stronie http://zadruga-gornyslask.blogspot.com/
    to ukryta graficznie wyraźna swastyka obok orła piastowskiego? Z tym, że znak ze swastyką jest 2x większy od orła?

  11. hawo said

    + bozek slowianski

  12. JO said

    ad.10 Ja nie mam zdania o tym ruchu. Dla mnie Ruch Narodowy = Tradycyjny Kosciol Rzymsko Katolicki w Polsce a znakiem jest Rzymskokatolicki Krzyz w Koronie Orla. Nie ma Narodu Polskiego bez Sw KKatolickiego – nie ma Polskiego Zyda bez uznania przez Niego Wladzy Sw KKatolickiego w Polsce – taki Zyd staje sie obcy, moze syjonista, Izraelczykiem , Kosmopolita a le nie Polakiem. Nie ma Polaka pochodzenia niemieckiego jezeli nie uznaje wladzy Sw KKatolickiego w Polsce i Polskiej Kultury za panujacej – taki ktos pochodzenia niemieckiego staje sie Niemcem czy kim co popiera i reprezentuje – a napewno nio Polakiem – wowczas niech jedzie tam gdzie powinien jechac…..

  13. hawo said

    http://wierni-ojczyznie.pl/index.php?topic=23.0

  14. 166 bojkot TVN said

    12/JO
    Bardzo niebezpieczne podejście do polskości, przez uzależnienie jej od instytucji kościoła katolickiego.
    A co zrobisz, kiedy okaże się, że ten niby polski kościół, jest zażydzony zupełnie, i tak naprawdę działa wg reguł satanistycznych, sprzecznie z interesem Polaków?
    Polska jest w każdym z nas, nasze zasady powinny być katolickie, ale nic bezkrytycznie! Nie widzisz dziwnych zachowań hierarchów? Jakoś nie chcą lustracji, ukrywają afery pedalskie, „księża patrioci” to też coś co włącza czerwone światełko.
    Skąd Twoja pewność, że Ruch Narodowy = Tradycyjny Kościół Rzymsko Katolicki w Polsce
    Po czcionkach widzę, że piszesz z daleka, nie bardzo orientując się w tym co się stało z „polskim kościołem” po II wś.

    Do tego trzeba zacząć od obozu w Dachau, gdzie Niemcy wymordowali kilka tysięcy naszych księży z rejonów zajętych we wrześniu w 1939 roku, to samo zrobili zbrodniarze ze wschodu, na terenach zajętych po 17.09.1939.
    Zbrodniarze umówili się, że wymordują elitę narodu polskiego i to zrobili.
    Po wojnie na ich miejsce „zwycięzcy” podstawili podróby

    Podróby w kościele, podróby w sądach, prokuraturach, urzędach państwowych, powiatowych, gminnych.

    Te podróby i matrioszki rządzą do tej pory. Dlatego pewnie mamy kościół ekumeniczny i ekumeniczne nabożeństwa. To ta sama grupa etniczna, która zagwarantowała sobie utrzymanie prawdziwej narodowości w tajemnicy, i nieprawdopodobną bezkarność.

    Trzeba nieustannie przypominać weryfikowalną i oczywistą prawdę: Polska była najsilniejsza, gdy była (niemal) w 100 procentach katolicka. I tylko przylgnięcie do katolickiej Tradycji może dać jej szansę na powrót do dawnej wielkości. – admin

  15. ad 10
    Poczytaj troche o genezie swastyki a przestaniesz sie oburzac.
    To ze hitlerowcy uzywali jej jako swojego mistycznego symbolu to nie wina swastyki:)

    O p.kaczynskim i jego milosci do zydowstwa pisalem juz tyle razy ,ze moge sobie darowac 🙂
    Jerzy Ulicki-Rek

  16. JO said

    ad.14. Tylko jedna jest prawda i ja uznali Nasi przodkowie i wg niej zdecydowali sie zyc stawiajac Sw KKatolicki jako najwazniejsza panujaca religie. To Ta religia determinowala i byla sercem naszej kultury i determinowala nasze poczucie narodowe – jednosc narodowa.

    Pana spostrzezenia nie maja podstaw logicznych- „A co zrobisz, kiedy okaże się, że ten niby polski kościół, jest zażydzony zupełnie, i tak naprawdę działa wg reguł satanistycznych,..” – przeciez wowczas nie bedzie to Sw KKatolicki.

    Sw KKatolicki jest Prawda jedyna wg ktorej ludzie na danym terenie moga zyc rozwijajac sie, dbajac o siebie w najleprzy na ziemi sposob, budujac relacje tworzace Narod. Sw KKatolicki jest niezmienny bo prawda jest niezmienna – wszelkie odstepstwa od Prawdy powoduja patologie jaki mamy teraz w Polsce i nie tylko w Polsce.

    Rozumowanie, ze Kultura Polska – Narod Polski nie mozna zrownac ze Sw KKatolickim jest bledne i sprzeczne z Historia Naszego Panstwa. Tak wlasnie glosza teraz posrewolucjonisci – modernisci, ktorych poprzednicy obalili porzadek w Europie – obalajac Cywilizacje Chrzescijanska.

    Wystarczylo zrownac – zliberalizowac KKatlicki od srodka, zrownac religie Katolicka z innymi wyznaniami – by doprowadzic do takiego Chaosu, na ktorego czele jako Rzadfzacy sa ludzie pozbawiajacy sie naturalnego prawa i etyki na nim budowanej. Jedt to wynikiem tego, ze tylko za pomoca Boga Trojcy mozna budowac a czlowiek bez Boga Trojcy – tylko zabija, rujnuje – bo nie potrafi Kochac-Milowac.

    Spoleczenstwa doskonale moze tworzyc sie tylko na zasadach Katolickich a wiec Narod w tym Polski moze trwac , istniec tylko jezeli trwa przy wykladni Sw KKatolickiego – czyli jest z Trojca Swieta.

  17. aga said

    Mnie się robi niedobrze jak patrzę na tego koszer -pajaca,wasala żydów i banderowców.

    …)Dla publicystów zaś, którzy w radiu i na łamach „Naszego Dziennika” zarzucali niektórym pracownikom Kancelarii antypolskie działanie, nie miał za grosz szacunku.(…)
    Ta chazarka o sobie mowi,bo trzeba przyznać ,że JRNowak zawsze bardzo krytycznie o jej antypolskich działaniach mowił w RM. Szkoda tylko,że ubezwłasnowolniał w decyzjach Lecha Kaczyńskiego,ktorego nie czynił odpowiedzialnym za tę haniebną karierę Ziomeckiej.Pamiętacie Państwo jej wystąpienie podczas rocznicy ubeckiego pogromu kieleckiego?

    A teraz coś dla sekciarzy smoleńskich:

    Na zjeździe organizacji Kobylańskiego padły słowa dotyczące tragicznie zmarłego prezydenta Lecha Kaczyńskiego ,,Zginął prezydent, który podpisał Traktat Lizboński, odbierający suwerenność naszej ojczyźnie – powiedział Kazimierz Świtoń. – Opatrzność Boża czuwa nad Polską i srogo karze tych, którzy niszczą nasz wybrany katolicki naród – dodawał Świtoń.”.

    Kara Boża mowi prawdziwy i niezłomny obrońca krzyża na Żwirowisku!: no i co wy na to sekciarze?

  18. JO said

    ad.15. Panie Ulicki – czy Pan wie co stalo sie z Poliszynelem i jego wpisami w internecie?
    Pytam na marginesie…..

  19. JO said

    ad.17. Sluszne spostrzezenia.

  20. aga said

    Panie Wet3:
    prezes Kurtyka podtrzymal Klamstwo Jedwabieńskie wykreowane przez swojego poprzednika Kiersa do spólki z Grossem i min. sprawiedliwosći Lechem Kaczyńskim, a zakłamana książka o KL Warschau była wydana przez IPN za jego kadencji i pod jego auspicjami pracował niejaki Boguslaw Kopka.
    Znalazłoby się jeszcze parę spraw poddającym w wątpliwość propolskość i rzeczywsiste intencje okłamywania polskiej historii ale opuścmy zasłonę milczenia na nieżyjącego Kurtykę ,bo niewątpliwie był o kilka odcieni bardziej polski w porównaniu z antypolakiem Kieresem.

  21. Brat Dioskur said

    Totez brakuje LechaKacz w czasach wielkiej proby ,kiedy raz po raz zmory nietolerancji wypelzaja ze swoich nor. Oto bowiem jakas niepozorna partyjka w Holandii miala czelnosc postawic na porzadki dziennym obrad tamtejszego parlamentu kwestie tzw. uboju rytualnego u Zydow i Muzulmanow!W TV debacie szefowa tego dwuosobowego klubiku parlamentarnego odwazyla sie polezmizowac z obecnym tam rabinem.Malo tego, zlekcewazyla takze stanowisko 6 rabinow o randze odpowiadajacej kardynalom w KK ,ktorzy specjalnie na ta okolicznosc przybyli ze Stanow.Ostateczna decyzje na razie odlozono a wiec nadarza sie okazja do zaprotestowania przeciwko temu zamierzonemu aktowi dyskryminacji ,ale nasz rzad z Bul(l)em-prezydentem na czele woli zajmowac sie jakimis przepychankami na okolicznosc nic nie znaczacej katastrofy lotniczej sprzed roku.Milcza rowniez oddane sprawie tolerancji takie instytuty jak Otwarta Rzeczp. czy Nigdy Wiecej ,skandal i hanba w jednym!

  22. 166 bojkot TVN said

    15/JU-R
    166 nic nie musi sobie czytać o swastyce, bo mnóstwo już poczytało i wie. M.in. i to, że temu znakowi szczęścia hitlerowcy nadali nowe makabryczne, zbrodnicze znaczenie.
    Dlatego pytam co robi swastyka w nagłówku strony – jakie tam ma znaczenie – to starożytne, szlachetne, czy to współczesne, europejskie, hitlerowskie zbrodnicze?
    Chyba nikt przytomny w krajach zniszczonych przez Hitlera nie będzie uważał swastyki za szczęście, bo każdemu niestety kojarzy się z wojną, niemiecka butą, obozami śmierci i śmiercią za najmniejsze przewinienie, przynajmniej w Polsce.
    Jeśli więc ktoś umieszcza swastykę na swojej stronie, to albo nie zna najnowszej historii, albo jest idiotą, albo pod hasłami nacjonalistycznymi ukrywa jakieś inne cele.
    Aha -strona jest po polsku, nie hindusku, ani nawet nie po chińsku.

  23. revers said

    fatycznie jak siedzi sie juz na 121n czaszkach

    raczej ulegli

  24. aga said

    Niech to wlasnie ludobójstwo Polakow na Wołyniu i KL Warschau będzie dla nas polaków papierkiem lakmusowym dla rzekomo propolskich historyków i polityków też.

    Był jeden,ktory zapewne na żadne brudne kompromisy ani frymarczenie Prawdą / Pawłokoma za Cmentarz Orląt n.p./ by nie poszedł.Ale go zawczasu sprżątnięto za milczącym poparciem PoPisu.

  25. PiotrZW said

    Autorki tego tekstu nie rozumiem. Jest konsulem generalnym RP w Nowym Jorku, bgyła sekretarzem stany w Kancelarii Prezydenta, więc powinna wiedzieć, co można, a czego nie wolno powiedzieć. Jak mają sobie wyobrażać Polskę i Polaków obcokrajowcy, zwłaszcza Żydzi, kiedy czytają w tekście polskiego, wysokiego dyplomaty takie zdanie: „W ciągu czterech lat realizowania programu przywracania pamięci musiałam zawiadomić prezydenta o trzech osobach wybranych do odznaczenia, które proszą, by prezydent odstąpił od tego zamiaru, ponieważ nie chcą, aby ich najbliższe otoczenie dowiedziało się, że ukrywali Żydów.?
    To oczywiste, że pierwsze, co im się nasunie, to antysemityzm. Obraz, jaki rysuje sie w wyobraźni jest naprawdę porażający: jeszcze dzisiaj się boją! A przecież, to nie musi bieć nic wspólnego z prawdą, antysemityzmu w Polsce do niedawna nie było, dopiero teraz sie rodzi. Kto wie, czy nie odmówili przyjęcia odznaczeń, bo im było po prostu wstyd wobec sasiadów – po atakach propagandy izraelskiej na Polskę.
    Jak dyplomato może takie rzeczy wyciągać na formum publiczne? Jeżeli zdarzają sie jakieś negatywne postawy, nawet antysemityzm, to należy to zwalczać w rodzinie, ale na zewnątrz, wobec obcych, dyplomata ma obowiązek walczyć o dobre imię swojego kraju.
    Czy oni wszyscy zwariowali? Wszyscy ida śladem Wł. Bartoszewskiego? To jakiś obłęd.

  26. PiotrZW said

    Proszę PT Czytelników, wybaczcie błędy. To wszystko literówki, nie mam możliwości poprawić.

  27. aga said

    Dokładnie tak. A poza tym to zdanie :

    „W ciągu czterech lat realizowania programu przywracania pamięci musiałam zawiadomić prezydenta o trzech osobach wybranych do odznaczenia, które proszą, by prezydent odstąpił od tego zamiaru, ponieważ nie chcą, aby ich najbliższe otoczenie dowiedziało się, że ukrywali Żydów.?
    może być zwyczajnym kłamstewm,bo z gory wiadomo,ze nie można udowodnić podając nazwiska tych osób,ktore rzekomo sobie nie życzą.

  28. Rysio said

    PiotrZW „…antysemityzmu w Polsce do niedawna nie było, dopiero teraz sie rodzi…”

    Nie było bo ludzie byli nieswiadomi, bo ukrywano przed nimi prawde, ukrywano ile mordow na Polakach popelnili żydzi w czasie wojny i po wojnie – zreszta, nadal sie ja ukrywa.

    Wyjechałem z Polski w 1983 roku w 1986 czy też 87 bylem na spotkaniu z prof. z Uniwersytetu Wrocławskiego.

    Na sali było pełno dziadkow, żolnierzy z II wojny swiatowej. Prof. zaczał cos tam mowic’ gdy nagle wstał jakis staruszek 80+ lat i zawołał (czuc’ było antysemityzm wyssany z mlekiem matki 🙂 na cała sale:

    „Ależ Panie Profesorze przeciez to żyd !!!”

    Prof. zgłupiał i ja przyznam sie, że też.
    W PRLu nigdy czegos takiego nie słyszałem.

    Dopiero potem gdy z tymi starymi żołnierzami porozmawiałem to mi sie troche otworzyły oczy.

    Zreszta, nadal mi je otwieraja – czy tego chce czy nie – blogowicze i Gajowy Marucha

    😉

    PiotrZW a to jak wyobrażaja, sobie Polskę i Polaków obcokrajowcy (zwłaszcza żydzi) mam głeboko gdzies’.

    Jesli chodzi o żydow to jak dla mnie moga sobie Polske wyobrażac’ jak najgorzej.

    PS 1. A błedow ci nie wybaczam !!!
    I zmien pozycje, dobrze Ci to zrobi.

    PS 2. Ach i jeszce jedno – jest paru żydow, ktorych lubie.

  29. aga said

    Widzisz Rysiu w PRLu nie byli tak bezczelni jak teraz;menor po miastach i kościolach nie wystawiali, w jarmułkach po palacach nie biegali,program nauczania nie ograniaczali li tylko do nauki o holokauście i długo by wymieniać;ogólnie rzecz biorąc prześcigają się teraz wszyscy politycy,nałukofcy,dziennikarskie dziwki i młodzi wykształceni z wielkich miast na potęgę kto bardziej strasznych braci kocha i bardziej im wierny.
    To nic dziwnego,ze się ten 80-letni człowiek rozeźlił,przeżywszy jakby nie było i IIRP i PRL i IIIRP i takiej hucpy jak teraz nie widział.Im bardziej nas opluwają i klamliwie oskarżają ,tym ich bardziej te tresowane sprzedajne kreatury kochają. Ale jak widac staruszków juz nie zdolają wytresować.
    Dzisiaj nie wypada okazywać miłości do Polski i Polakow,tylko do do Izraela i żydow,Rysiu i miej to na uwadze jak chcesz dobre interesy robić.Bo liberlizm to tak naprawdę globalizm czyli komunizm tylko,ze sterowany nie oficjalnie a z tylnego siedzniea przez unych …:)

  30. Piotrx said

    „Z antysemityzmem zetknął się osobiście po raz pierwszy na studiach na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego podczas wydarzeń marcowych. Uważał je za haniebne (…) Powtarzał, że zmuszenie ich do emigracji i pozbawienie obywatelstwa polskiego było bezprawne. Dlatego starał się po latach, aby procedury potwierdzania obywatelstwa przez wojewodów były proste i szybkie.”

    Niestety kolejene kłamstwa na temat marca 1968 , nikt żydów z Polski wtedy nie wyrzucał, nikt nie odbierał im siłą obywatelstwa polskiego, dano im przywilej wyjechania za granicę ale w zamian musieli się zrzec polskiego obywatelstwa , wiec był to dobrowolny wybór z ich strony a nie zaden przymus. Kiedyś jeden z autorów zgłosił propozycję by podano choć jeden udokumentowany przypadek zmuszenia do wyjazdu – o ile mi wiadomo chyba nikt sie nie zglosił?
    Po drugie nic nie mowi sie np. o Polkach które wyszly za żydów, i wyjechały z nimi z soidarnosci ze swoimi mężami – potem w Izraelu traktowano je jako osoby II kategorii podobnie jak ich dzieci – vide wykład ks.prof. Chrostowskiego.
    Po trzecie znowu bełkot na temat jakiegoś urojonego „antysemityzmu”, ktorego nie ma. Nie ma antysemityzmu jest antyjudaizm , zrodlem antyjudaizmu jest talmudyczny antygoizm . Niby jakiś „antysemityzm” jest a jakoś z Polski jakos nie uciekają a wrecz przeciwnie. Jak im tutaj zle to prosze bardzo mozna wyjechać.

    *****
    Marian Kałuski
    Marzec 1968

    Mija kolejna rocznica tzw. Marca 1968. Jednak wydarzenie to dla etnicznych Polaków nie ma żadnego znaczenia. I się nie mylimy w jego ocenie.

    Chociaż pewne kręgi starają się nam wmówić, że było to wielkie wydarzenie w dziejach Polski, to prawda jest taka, że takowym wydarzeniem nie było. Bowiem w wydarzeniach Marca 1968 brały udział tylko nieliczne osoby (głównie zresztą pochodzenia żydowskiego) i pod względem politycznym nic się w Polsce nie zmieniło. Gomułka pozostawał u władzy jeszcze prawie 3 lata, a komunistyczne rządy w Polsce przetrwały aż do 1989 roku. Poza tym nie wywarły one większego wpływu na postawę społeczeństwa wobec reżymu, która była niezmiennie wroga od 1945 roku.

    Marzec 1968 nie miał także żadnego wpływu na polski Sierpień 1980, czyli na powstanie Solidarności, która w dużym stopniu przyczyniła się do upadku komunizmu w Polsce.

    Tak, Marzec 1968 w dziejach narodu polskiego był niczym. W każdym bądź razie daleko mu do doniosłości wielu dziesiątek innych wydarzeń w historii Polski i narodu polskiego.

    Była to mało znacząca rewolta wewnątrz Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, a konkretnie walka o władzę w tej partii między etnicznymi Polakami, a odsuwanymi powoli od władzy komunistami żydowskimi, którzy posiadali przemożne wpływy w Polsce stalinowskiej – z woli Stalina i przy wsparciu sowieckich bagnetów.

    Wątpię, aby Marzec 1968 mógł być uznany za duże wydarzenie także w dziejach polskich Żydów. Byłoby takim, gdyby z Polski naprawdę wyrzucono Żydów, tak jak ich wyrzucono przed wiekami z Anglii, Hiszpanii, Francji czy Niemiec. Co najwyżej jest on znaczącym wydarzeniem w historii żydowskich komunistów w Polsce.

    Nikt Żydów nie wyrzucał z Polski w 1968 roku. Po prostu komunistom żydowskim, którzy przegrali walkę o władzę w PZPR z polskimi komunistami, dano okazję wyjazdu z Polski. Nie wiadomo dokładnie ilu ich wyjechało, ale przyjmuje się że od 12 do 20 tys. osób.

    Wyjechali głównie młodzi Żydzi, w tym prawie 1000 studentów wyższych uczelni polskich.

    Wyjechało także 18 wysokiej rangi dygnitarzy partyjnych, aż 729 innych wyższych urzędników partyjnych i rządowych (w tym jeden minister – Fryderyk Topolski, kilku wiceministów, szereg dyrektorów departamentów ministerialnych), 28 dyplomatów, 176 UB-owców, 55 oficerów (politycznych) Ludowego Wojska Polskiego, 28 sędziów, ponad 200 dziennikarzy prasowych (w tym 15 redaktorów naczelnych) i 61 redaktorów i wyższych urzędników komunistycznego radia i telewizji.

    Niejeden z tych żydowskich komunistów, ubeków i oficerów w każdym państwie prawa nie otrzymałby prawa wyjazdu z kraju, a tylko stanął by przed sądem za popełnione zbrodnie na narodzie polskim. Chyba nikt z patriotów polskich nie opłakiwał czy nie opłakuje ich wyjazdu z Polski! Np. wyjazdu Heleny Wolińskiej, która w 1953 roku brała udział w zamordowaniu gen. Emila Fieldorfa czy brata Adama Michnika Stefana – także stalinowskiego prokuratora, którego ręce są zbroczone w polskiej krwi. Dzisiaj o ekstradycję Wolińskiej z Anglii stara się polski wymiar sprawiedliwości.

    Czy Polacy mieli i mają płakać, że wyjechało z Polski setki stalinistów – agentów Kremla i izraelskiego Mosadu (Victor Ostrovsky „By way of deception” London 1991) i np. aż 261 dziennikarzy żydowskich, którzy byli na usługach propagandy PZPR i rządu komunistycznego? Wszak z tego okresu pochodził antykomunistyczny slogan: „Prasa kłamie!”

    Jest niezgodne z prawdą także twierdzenie, że po Marcu 1968 wyjechał z Polski kwiat nauki, kultury i literatury „polskiej”. Zdecydowana większość z tych ludzi to były miernoty. Potwierdza to fakt, że tylko nieliczni z tych ludzi zrobili karierę w Izraelu czy na Zachodzie. Czy kwiatem literatury „polskiej” byli pisarze i poeci socrealistyczni piszący utwory i wiersze na cześć Stalina?

    Powtarzam, Żydów w przygniatającej większości nikt nie wypędzał z Polski w 1968 roku.

    Ci ludzie wyjeżdżali dobrowolnie, gdyż albo:

    1) czuli się skrzywdzeni przez partię (PZPR),

    2) bali się, że któregoś dnia mogą stanąć przed sądem za popełnione zbrodnie na narodzie polskim,

    3) nie czuli się Polakami,

    4) chcieli po prostu wyjechać na Zachód, wierząc, że czeka ich tam lepsze życie (i to był bodajże najważniejszy powód dla większości wyjeżdżających z Polski Żydów, w przygniatającej większości ludzi w 30. i 40-kach).

    Że nikt Żydów z Polski nie wyrzucał dlatego, że byli Żydami potwierdza i to, że w Polsce pozostało ich jeszcze wiele tysięcy, jak np. setki czołowych komunistów żydowskich, jak również i UB-owców. Ostatecznie, gdzie zmarli np. Jakub Berman, Hilary Minc, Roman Zambrowski, bandyci Romkowski czy Różański?

    Tak, w PRL po Marcu 1968. Przecież w Polsce mieszkał aż do 1992 roku stalinowski ludobójca Salomon Morel, który uciekł do Izraela dopiero jak w wolnej Polsce groziło mu aresztowanie. A jeśli PRL opuścili wszyscy Żydzi, jak głosi żydowska antypolska propaganda, to skąd się wzięli w Polsce po 1968 roku np. Adam Michnik, Jerzy Urban, Bronisław Geremek i setki innych znanych dzisiaj Żydów polskich?

    Wszak po 1968 roku były w Polsce nadal organizacje i pisma żydowskie oraz działał Państwowy Teatr Żydowski w Warszawie, a wielu Żydów zajmowało nadal różnego rodzaju wysokie stanowiska; np. Jerzy Urban był 1981-89 ministrem propagandy za gen. Jaruzelskiego. Mówienie więc o Polsce bez Żydów i o „polskim antysemityzmie w Polsce bez Żydów” to nie tylko kłamstwo, ale i potwarz!

    Marzec 1968 to celowo zakłamane po dziś dzień wydarzenie z dziejów PRL. Antypolsko nastawieni Żydzi na całym świecie wykorzystali dobrowolny wyjazd polskich Żydów do walki z narodem polskim – jako rzekomy objaw polskiego antysemityzmu. I to nie komunistów polskich tylko całego narodu polskiego, który z walkami frakcyjnymi w łonie PZPR nie miał nic wspólnego. Ta wyjątkowo podła kampania antypolska dużo zaszkodziła Polsce i Polakom w świecie.

    I tutaj mam rewelacyjne wprost wiadomości, w ogóle nieznane przez Polaków. Otóż według „Encyclopaedia Britannica. 1969 Book of the Year” po zdławieniu Praskiej Wiosny 1968 szereg czołowych działaczy żydowskich było zmuszonych uciekać z Czechosłowacji, jak np. Eduard Goldstuecker i Frantisek Kriegel. Natomiast „Encyclopaedia Britannica. 1971 Book of the Year” podała, że po 1968 r. w wyniku antysyjonistycznej propagandy wyjechało z Czechosłowacji ponad 5000 Żydów. Z kolei wychodzący w Melbourne dziennik „Herald Sun” („List fears” 19.7.1995) podał wiadomość, że czechosłowacka bezpieka po 1968 roku przekazała zagranicznym organizacjom antysyjonistycznym obszerną listę czeskich Żydów, narażając ich tym samym na osobiste niebezpieczeństwo. Są to duże grzechy Czechosłowacji i Czechów wobec Żydów.

    A teraz pytanie: kto słyszał czy czytał o oskarżaniu Czechów o antysemityzm przez Żydów? Nikt! Natomiast, jak już wspomniałem, z Polaków – całego narodu polskiego (co jest zwykłym rasizmem!) zrobiono zwyrodniałych antysemitów.

    Dlatego Marzec 1968 nie jest czarną plamą w historii Polski i Polaków, a tylko czarną plamą w historii żydowskiego antypolonizmu. Tak kłamliwych i niemoralnych jest wiele innych żydowskich oskarżeń Polaków o antysemityzm.

  31. Piotrx said

    Według Jerzego Poksińskiego (Pomarcowa emigracja, 1991)

    z Polski wyjechało w latach 1968-69 11.185 Żydów, w tym m.in. 18 wysokich rangą działaczy partyjnych i 729 aparatczyków partyjnych, w tym były minister (Fryderyk Topolski), kilku byłych wiceministrów; 28 dyplomatów i pracowników MSZ; 176 pracowników Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i byłego Urzędu Bezpieczeństwa (UB); 55 oficerów (głównie politycznych) Ludowego Wojska Polskiego; 200 dziennikarzy, w tym 15 redaktorów naczelnych; 61 dziennikarzy i wysokich urzędników Polskiego Radia i telewizji; 26 ludzi, w tym reżyserzy filmowi, związanych z Kinem Polskim; 25 profesorów, 27 docentów i 217 innych akademików wyższych uczelni; 4 profesorów, 13 docentów i 258 innych pracowników instytutów naukowych, jak np. PAN; 91 artystów; 9 pisarzy; 364 doktorów i 944 studentów wyższych uczelni.

    Z 9 pisarzy żydowskich, którzy wówczas wyjechali, żaden, nie był znany.

    Juliusz Katz-Suchy (1912-1971) został profesorem, nie mając nawet doktoratu.

    (Słownik biograficzny działaczy polskiego ruchu robotniczego, t. 3, Warszawa 1992).

    Przez cały okres PRL aż do marca 1968 roku nie wolno było rozpowszechniać informacji krytycznie oceniających rolę lobby żydowskiego w PRL, nie wolno było, nawet po Październiku 1956, pisać czy mówić o tym, kto kierował aparatem terroru w PRL itd. Wolno było pisać o szowinizmie niemieckim, ukraińskim, amerykańskim, francuskim a zwłaszcza polskim. Nie wolno było pisnąć nawet o szowinizmie żydowskim. Ta blokada trwała czterdzieści pięć lat PRL z krótką przerwą w marcu 1968. W tym sensie marzec 1968 roku był wydarzeniem ważnym. To w marcu 1968 roku uczyniono jedyną w historii PRL próbę zrównania praw Żydów i Polaków.

    Jerzy Brochocki „Rewolta marcowa. Narodziny, życie i śmierć PRL” Str. 368 z ilustr., opr. miękka fol., Wydawnictwo ROTA

    Mity marcowe 1968

    Mija 37 rocznica WYDARZEŃ MARCOWYCH. Na ich temat opublikowano kilkadziesiąt książek i prac. Większość w duchu zgodnym z „politycznie poprawną” oceną Wydarzeń, jako zrywu studentów pod przywództwem jedynego, słusznie działającego ośrodka politycznego, dowodzonego przez Adama Michnika.

    Jest kilka prac czysto chronologicznych, opierających się na źródłach prasowych, są też relacje uczestników, ale nikt ?nie dotarł? do prostej prawdy o prowokacji przygotowanej przez członka BP PZPR, szefa MSW gen. Mieczysława Moczara, prowokacji skierowanej przeciwko I sek. PZPR Władysławowi Gomułce i jego ekipie.

    W 1967 w porywie szczeniackiej głupoty przeniosłem się z Wydziału Historii UW, na Wydział Filozofii, i nowo tam utworzony Instytut Nauk Politycznych. Już na pierwszym wykładzie u dr Szackiej zdrętwiałem, gdy w przerwie osiemnastoletnie szczeniaki zaczęły do siebie mówić per „towarzyszu” (dopiero potem przeszli między sobą na „ty”).

    Wśród 120 studentów, ja wraz z Andrzejem Dąbkowskim (synem „kułaka” spod Czerwieńska), i trzecim chłopakiem Włodkiem Mizerką z Targówka(?), tworzyliśmy matecznik „reakcji”. Do stycznia 1968 nic nie wskazywało na nadchodzący kryzys polityczny. Życie toczyło się siermiężnie, a o „zdjęciu” Dziadów z afisza itd., dowiadywaliśmy się z Wolnej Europy. Dopiero po feriach świątecznych aktyw ZMS i kadra z PZPR, zaczęli roznosić ulotki uświadamiające studentów „kto to są Komandosi” i ich szef Adam Michnik.

    Naiwnie zapytałem nijakiego Matejewskiego (bratanka zastępcy Moczara), ilu jest tych „komandosów”, czego oni chcą ? wywołało to odwrócenie się na pięcie. W pierwszych dniach marca, w gablotkach pojawiły się odezwy ZMS przestrzegające przed komandosami Michnika. 4 marca z UW zostali relegowani Michnik i Szlejfer.

    6 marca w gablotkach i pod pulpitami ławek leżały ulotki wzywające do bojkotu wiecu wyznaczonego na 8 marca. To z tych zawiadomień roznoszonych przez aktyw PZPR i ZMS, całe UW dowiedziało się o terminie wiecu. 8 marca w południe, wraz z Dąbkowskim pobiegliśmy na skwer przed BUwem (starym).

    Z tonu i ostrości propagandy antywiecowej spodziewaliśmy się wielotysięcznego tłumu, a tu w prawym, bliższym Krakowskiego Przedmieścia, rogu skwerku, między cisami (rosną do dzisiaj) stało około 40 osób, a w oddaleniu od nich około 100.

    ?Komandosi? trzymani „na barana” przez kolegów odczytali protest w sprawie relegowania Michnika, parę zdań o Dziadach, o Konstytucji PRL, a po 10 minutach zapanował kompletna konsternacja i cisza. Wtedy Baśka Toruńczyk, ówczesna dziewczyna Michnika, odczytał apel ponownie, i potem po raz trzeci przeczytano ten sam tekst. Próbowano skandować jakieś hasła, ale nikt ich nie podchwycił, i wiec praktycznie upadł.

    Z lewej strony skweru stała w „formacji trójkąta” grupa aktywu ZMS i ZSP pod przewodem starosty naszego, pierwszego roku INP Heńka Szafira ( czasami drukuje korespondencje z Jerozolimy w Newsweeku), który (bez megafonu) usiłował polemizować z komandosami. W tej grupie też nie było entuzjazmu, i po zaledwie 30 minutach wiec umierał śmiercią naturalną, a studenci zaczynali rozchodzić się do swoich zajęć.

    I tak by się skończyły słynne WYDARZENIA MARCOWE ?68, gdyby w tym momencie na teren UW, od strony Krakowskiego, nie zaczęły wbiegać grupy cywilów, milicjantów, i nie wjeżdżać obdrapane autobusy z aktywem PZPR i ORMO ? można ich było poznać po jesionkach w jodełkę i koszmarnych, welurowych kapeluszach. To oni wywołali zajścia, odpychając wszystkich wychodzący studentów od bramy, i tłukąc każdego, kto usiłował opuścić skwerek.

    Siłą rzeczy zostaliśmy zagnani pod rektorat w Pałacu Kazimierzowskim, gdzie prorektor ?komuch? Rybicki wyszedł na balkon z łańcuchem na piersiach, i wzywał do rozejścia się, co było oczywiście niemożliwe, ponieważ wszystkie boczne uliczki UW były zablokowane przez ORMO i tajniaków.

    Dopiero teraz wydarzenia marcowe stawały się wydarzeniami. Nie były to w jakiejkolwiek mierze rozruchy w obronie Michnika i komandosów, tylko spontaniczny odruch samoobrony napadniętych studentów, który to odruch następnego dnia przerodził się w wystąpienia antykomunistyczne skierowane przeciwka władzy PRL.

    Starannie przygotowana prowokacja szefa MSW gen. Moczara i jego ludzi takich jak dr Walichnowski, gen. Korczyński, ambasador Ptasiński, v-min. Matejewski, Kazimierz Kąkola itd., zaczynała nabierać rozmachu.

    Studenci zgromadzeni przed zamkniętą bramą UW zaczęli wycofywać się Krakowskim Przedmieściem i Nowym Światem napierani przez oddziały milicji. (Wróciłem przez wydział geografii do budynku filozofii ze zdartym gardłem ? nie mogłem zupełnie mówić od wrzeszczenia, jak i oddychać, od zmasowanego ataku gazowego).

    Spontaniczny pochód studentów, około 1.000 osób idący Krakowskim Przedmieściem, MO mogła bez wysiłku rozbić i skierować w Świętokrzyską, mogła rozbić przy Wareckiej, i przy Foksal, ale Moczar celowo dopuścił pochód aż na skrzyżowanie Nowego Światu i Jerozolimskich, pod same okna KC, by tam dopiero na oczach Gomułki, rozpędzić demonstrantów i popakować ich do bud milicyjnych.

    Moczar doniósł też Gomułce treść rzekomo wznoszonych haseł : „Precz z Gomułką” „Zambrowski do biura!” – co było tanim wymysłem.

    9 marca brałem z kolegami udział w wiecu, w auli Politechnik Warszawskiej. To już był prawdziwy wiec, manifestacja narodowa i antykomunistyczna (nikt nie wspominał nawet o Michniku i „komandosach”).

    Po wiecu, gdy kolos Polibudy już się „rozbujał”, wyszliśmy w pochodzie skierowanym pod MSW na Rakowieckiej (budynki były wtedy nie ogrodzone – a od strony pustego Pola Mokotowskiego można było tam wejść bez problemu). Czoło pochodu w równych rzędach zaczęło maszerować Polną, wznosząc hasła „Gestapo, gestapo”, „Pachoły!” itd.

    W przypadku tego pochodu, milicja i SB zadziałały w pełni profesjonalnie ? szedłem w około 12 rzędzie, gdy nadbiegły dwa odziały ZOMO z tarczami i pałami, i zaatakowały czoło pochodu z obu stron, od Mokotowskiej i od Wawelskiej, rozbijając go na wysokości 15-go rzędu!

    Pochód został zawrócony ku Politechnice ( zaczął się strajk okupacyjny PW), a odcięte czoło pochodu został pognane aż do Placu na Rozdroży. Biegliśmy po błocie i gruzie dzisiejszego wykopu Trasy Łazienkowskiej.

    W wieżowcach, po lewej stronie Placu na Rozdrożu, ludzie pochowali nas po mieszkaniach i częstowali herbatą. Atmosfera była jak w czasie okupacyjnej łapanki ? pełna solidarność społeczna skierowana przeciw okupantowi!

    Zabłocony i z rozciętym uchem (dostałem kamieniem, przeznaczonym dla ZOMOwców) dotarłem koło 13:00 na wydział. Rozgorączkowany pobiegłem na piętro gdzie natknąłem się na naradzające się resztki „komandosów” – gdy relacjonowałem wypadki na Politechnice, nagle zrozumiałem, że te wymuskane siksy w zachodnich ciuchach i ich kolesie jeżdżący trymphfami, biorą mnie za „użytecznego idiotę”.

    I tak IM już zostało – zawsze uważali się za jedynych godnych i powołanych do rządzenia Polską – tak było na Uniwerku – potem w KOR-ze, przy Okrągłym Stole, w UD, UW i dzisiaj w PD. Mając dzisiejszy zasób wiedzy, z przerażeniem stwierdzam, że moczarowskie ulotki opisujące ich jako „polityczny odłam bananowej młodzieży”, których tatusiowi odpadli w wewnątrzpartyjnej walce między „natolińczykami” a „puławianami”, nie wiele mija się z prawdą.

    Faktycznie były to w 90% dzieci odsuniętych z PZPR „funków” pochodzenia żydowskiego, bo w PPR-PZPR antysemityzm był podstawowym orężem walki o stołki. Od dziecka byli wychowani w realiach właścicieli Polski Ludowej, a gdy im to zabrano, zaczęli walczyć o rewizję linii PZPR, o prawo do utraconego, komunistycznego raju ? gdzie latami, jako wybrańcy mieli według zasady „każdemu według potrzeb”. Dzisiaj grupa ta wraz z klientelą liczy 600 – 800 osób i uważa, że ma dalej niezbywalne prawo do rządzenia 38 milionowym narodem!)

    Rozruchy były dalej rozdmuchiwane przez SB – zatrzymywano w okolicach UW wszystkich studentów, zabierano legitymacje, pałowano bez przyczyny, rozpowszechniano nekrologi rzekom zabitych studentek!

    Machina prowokacji szła pełną parą – TV i Słowo Powszechne, Kurier Polski szalały ? Bolesław Piasecki odreagowywał wszystkie upokorzenia prywatne i polityczne, jakich doznał z „rąk” ppłk. Luny Bristigier. Pouczał „Trybunę Ludu” i KC PZPR jak rozprawić się z syjonistami (ówczesny synonim Żydów). Nagonka antysemicka została rozpętana jak za najlepszych czasów carskiej Ochrany.

    W Audytorium Maximum odbyły się trzy wiece studenckie, to po prostu były spontaniczne wystąpienia powstańcze młodzieży polskiej, skierowane przeciw komunie, PRL-wi, i pachołkom ZSRR !

    Około 19 marca do ciasnego umysłu Gomułki dotarło, że prowokacja jest skierowana przeciw niemu, i jego rodzinie. Kampanię zaczęto wyciszać.

    Efektem wydarzeń była emigracja około 20 tys. Żydów – niedobitków ocalałych z Zagłady, pacyfikacja „przedwojennej resztówki” inteligencji polskiej – śmierć Zawieyskiego, i wkrótce też Pawła Jasienicy.

    Złamanie karier życiowych kilkuset zdolnych studentów w całej Polsce, usunięcie do listopada 68 z PZPR około 230 tys. (!) ludzi ? (a więc wszystkich niewygodnych, i nie wykazujących entuzjazmu dla antysemickich czystek – przyjęto natomiast do partii około 4 tys. aktywistów marcowych), czystka w wojsku dokonana przez gen. Jaruzelskiego (dzisiejszego przyjaciela Michnika), oraz podkopanie autorytetu Gomułki, którego odsunięto wraz z ekipą w grudniu 1970 roku.

    Nowa ekipa Gierka, przy wsparciu Moskwy, ostatecznie zablokowała starania grupy Moczara o przejęcie władzy. W 1971 podczas oficjalnej wizyty Gierka w Pradze Czeskiej, Moczar w „swoim” starym Olsztynie, po raz ostatni usiłował zaistnieć jako kandydat na genseka, zaalarmowany Gierek przerwał wizytę i po przylocie do Olsztyna rozgonił wojewódzką konferencje partyjną z Moczarem włącznie.

    Wkrótce potem ambasador gen. Korczyński popełnił samobójstwo w Algierze, a v-min MSW Mytejewski został skazany na 6,5 roku więzienia za organizowanie „czarnej kasy” SB.

    Gdyby gen. Moczar nie miał pretekstu do rozpętania wydarzeń marcowych w 1968 roku, to być może protest robotniczy z grudnia 1970 wsparty zostałby przez masowe wystąpienia studenckie. Struktury PRL odczułyby to znacznie boleśniej, a ustępstwa nowej ekipy musiałyby być znacznie większe, niż te wprowadzone przez Gierka.

    Z ludzi „przyzwoitych” pragnę tu poza Zawieyskim, Kisielem, Jasienicą, przypomnieć też szefa MSZ Adama Rapackiego, który do przedstawionej mu listy Żydów jakich powinien zwolnić, dopisał na końcu swoje nazwisko i opuścił MSZ na zawsze (objął je po nim przedwojenny endek na usługach PZPR, niejaki Winiewicz)

    Przeciwstawne postawy z Uniwersytetu Warszawskiego: to moje wspomnienie Audytorium Maximum, a przed nim, siwiuteńki jak gołąbek, kruchy profesor Stanisław Herbst rozłożonymi rękoma odgradza studentów od napierających tajniaków, a z drugie strony przypadek szczupłego, długowłosego chłopaczka – Stanisław Cioska, który w kilka miesięcy potem, w nagrodę za „aktywność” w gnojeniu studentów został przewodniczącym Rady Naczelnej ZSP, z przynależnym kierowcą i wielką limuzyną, z której przez 37 lat nigdy nie wysiadł (dzisiaj jest doradcą prezydenta).

    Kto poza tow. Cioskiem i marcowym aktywem PZPR (dzisiaj w SLD), odcina jeszcze kupony od wydarzeń marcowych ?

    No oczywiście środowisko „Agory” i ludzie Michnika – od Aleksandra Smolara – szefa Fundacji Batorego i Eugeniusz Smolara włodarza Polskiego Radia począwszy, aż po Baśkę Toruńczyk, która poprzez „Zeszyty Litarckie” wydawane przez „Agorę” sprawuje rząd dusz w polskiej literaturze i kulturze.

    Za trzy lata, w roku 2008 będziemy obchodzić 40 rocznicę zawłaszczonych przez UD-UW-PD Wydarzeń Marcowych – mam nadzieję, że obudzą się wszyscy zwykli Polacy, ówcześni studenci i wykładowcy, uczestnicy antykomunistycznych wydarzeń marca 1968, i swoim masowym odzewem zepchną na margines oficjałki „Gazety Wyborczej” i środowiska „Agory”.

    Najwyższy czas dać świadectwo prawdzie..

    Remigiusz Włast-Matuszak

    zrodlo: http://prawica.net/index.php?q=node/2791

    Marzec 1968

    W relacjach o wydarzeniach tą datą określanych jest wciąż tyle sprzeczności, że chyba nikt rozsądny nie podejmie tematu: „jak to było naprawdę”, łatwiej – asekurować się propozycją: „napiszą o tym, czego się tu zrozumieć nie da”. Hasłem wywoławczym ówczesnej „ruchawki” było – zdaje się – zdjęcie przez cenzurę przedstawienia „Dziadów” w reżyserii Kazimierza Dejmka, co wywołało protest studentów i ich masowe demonstracje.

    Na antysowiecki wydźwięk przedstawienia oburzony był Gomułka, a zdjął je „z afisza” cenzor Ozjasz Szechter, ojciec Adama Michnika. W walce o władzę, jaka wtedy wrzała na szczytach partyjnych Gomułka należał, jak mówiono, do frakcji „Chamów”, a Szechter do frakcji „Żydów”. Toteż Adam Michnik wraz z osławionym likwidatorem ZHP, Jackiem Kuroniem uczestniczyli w manifestacji studentów warszawskich, nad którą rozbrzmiewały okrzyki: „Zambrowski do władzy!”.

    W rozgrywki te ogół studentów w Polsce nie był wtajemniczony. W zdjęciu „Dziadów” studenci widzieli zamach na swobodę wypowiedzi artystycznej, protestowali więc przeciwko niemu, a przy okazji – przeciwko zamordyzmowi władzy. A tej łatwo było zmanipulować młodzież przeciwko żydom, bowiem wielu z nich zajmowało wysokie stanowiska w partii, administracji, a zwłaszcza w kulturze, a Gomułka, pod hasłem walki z syjonizmem umiał fakt ten wykorzystać. Łatwo mu to poszło w Łodzi, bo tak się złożyło, że w wielu instytucjach kulturowych rz?dziły osoby – nie narażając się „poprawności politycznej” – „pochodzenia żydowskiego”. Trzęsła kulturą w Łodzi dziennikarka partyjnego „Głosu Robotniczego” Grabowska, co jej przychodziło tym łatwiej, że miastem rządziła prządka Tatarkówna, a zarządcę instytucji kulturowych miała w prymitywnym towarzyszu „Hierciu” Rejniaku. Redaktorem naczelnym „Głosu” była p. Wojskowska (przyjechała do Polski ze wschodu z wojskiem, więc przybrała takie nazwisko; zasłynęła z tego, że bardzo lubiła książkę Hemingwaya pt. „Kogo bije dzwon”). Redaktorem „Dziennika Łódzkiego” był Januszewski, czyli Stajan, czyli jeszcze jako? – w zależności od pełnionej funkcji. Dyrektorem RSW Prasa był Basisty, Wydawnictwa Łodzkieg – Postołow, główną cenzorszą – Lorberowa i td. Dziennikarze byli różni, a zupełnie niezależnie od różnic w pochodzeniu – wśród jednych i drugich zdarzali się porządni ludzie, a zdarzali się i kanalie.

    W następstwie opisanej sytuacji politycznej niektóre z tych osób wyjechały z Polski. A niektóre nie uważały się za męczenników, przeciwnie – uważały się za Polaków i nie wyjechały. A co najbardziej zbulwersowało środowisko dziennikarskie w Łodzi, to fakt, że Polskę opuściła dziennikarka gazety partyjnej „Głosu Robotniczego”, pieszczoszka Komitetu Łódzkiego partii, Grabowska. W Monachium z miejsca trafiła do Radia Wolna Europa, w roku 1989 wróciła stamt?d „in odore sanctitatis” czyli niemal święta, i na łamach „Wprost” oświadczyła: „Wyjechałam, by mówić na Zachodzie głośno, co to jest komunizm”.

    autor: Jerzy Urbankiewicz

    Dziady w hołdzie rewolucji październikowej

    Bezpośrednim impulsem Marca ’68 była sprawa zdjęcia ze sceny Teatru Narodowego „Dziadów” Adama Mickiewicza w reżyserii Kazimierza Dejmka. Utrwaliło się przekonanie, że przedstawienie to było kolejnym epizodem w dziejach polskiej walki o niepodległość. Tymczasem sztukę wystawiono dla uczczenia 50. rocznicy wybuchu wielkiej socjalistycznej rewolucji październikowej, zaś sam reżyser był wówczas członkiem PZPR.

    Dla uratowania spektaklu w grudniu zgodził się na daleko idące zmiany. Pod wpływem sugestii Wydziału Kultury KC PZPR całkowicie zmienił zakończenie sztuki.

    Apelując w lutym 1968 r. o wznowienie wystawiania „Dziadów”, deklarował: „Jako materialista przesunąłem chrystianizm i mistycyzm autora ze sfery dewocyjnej na grunt ludowej obrzędowości, akcentując rewolucyjność i patriotyczność utworu”

    Autor: Łukasz Kamiński

  32. Piotrx said

    Fragmenty książki „Rewolta Marcowa – narodziny, życie i śmierć PRL” Jerzy Brochocki Przez cały okres PRL aż do marca 1968 roku nie wolno było rozpowszechniać informacji krytycznie oceniających rolę lobby żydowskiego w PRL, nie wolno było, nawet po Październiku 1956, pisać czy mówić o tym kto kierował aparatem terroru w PRL itd. Wolno było pisać o szowinizmie niemieckim, ukraińskim, amerykańskim, francuskim a zwłaszcza polskim. Nie wolno było pisnąć nawet o szowinizmie żydowskim. Ta blokada trwała czterdzieści pięć lat PRL z krótką przerwą w marcu 1968. W tym sensie marzec 1968 roku był wydarzeniem ważnym. To w marcu 1968 roku uczyniono jedyną w historii PRL próbę zrównania praw Żydów i Polaków. Rozdział 1 Korzenie zła Łatwej i prostej, a raczej prostackiej, odpowiedzi na pytanie czym był Marzec 1968 roku udzielił Aleksander Kwaśniewski i lobby żydowskie w Polsce. Była to – ich zdaniem – antysemicka prowokacja przeprowadzona przez tzw. Partyzantów. Był to także wybuch „tradycyjnego, polskiego antysemityzmu”. Nie po raz pierwszy w powojennych dziejach Polski oskarżenie o antysemityzm podnoszone jest tu, na polskiej ziemi. Tak było w strasznych latach stalinowskich. Tak było w okresie po Październiku 1956 roku, gdy tzw. szkoła szyderców zalewała prasę i radio antypolskimi publikacjami, gdy w ogromnych nakładach wydawano obrażające naród polski książki, produkowano znieważające Polaków filmy, wyszydzano naszą historię. Oskarżano o antysemityzm Kościół katolicki, ruch narodowy, Armię Krajową. Nigdy jednak, nawet w okresie wszechwładzy Jakuba Bermana, Hilarego Minca i Romana Zambrowskiego, żaden przedstawiciel rządzących nie ośmielił się wystąpić z oskarżeniem o antysemityzm całego polskiego narodu. Stało się to dopiero w wolnej, demokratycznej Polsce w trzydziestą rocznicę wydarzeń marcowych. Do listy tradycyjnie oskarżonych o antysemityzm: Kościoła katolickiego, narodowców, chłopów, dopisano robotników polskich i – co już trąci schizofrenią – narodowych komunistów z Gomułką na czele. Przez prasę, radio i TV przewaliła się potężna powódź nienawiści i kłamstw. Każdy kto próbował wyrazić już nie tylko sprzeciw, ale chociażby wątpliwości, był oskarżony o antysemityzm, szowinizm, faszyzm lub… komunizm. Nienawiść sięgnęła szczytu. Szczytu sięgnęło kłamstwo. Nikt nie pytał o prawdę. Nikt jej nie szukał. Jakaż więc jest prawda o marcu 1968 roku? Jakie były przyczyny i skutki tych wydarzeń? Czy możliwe jest dzisiaj, po upływie ponad trzydziestu lat pełne, ostateczne odkrycie prawdy o marcu 1968? Niezupełnie. Jest jeszcze kilka kart tego fragmentu historii PRL nie do końca zbadanych. Jeszcze nie wszystkie dokumenty odkryto i ujawniono. Jeszcze pozostają poza zasięgiem polskich badaczy archiwa Kremlowskie dotyczące tych wydarzeń. Jeszcze można oskarżać nieżyjącego Mieczysława Moczara o to, że świadomie spowodował awanturę marcową, aby obalić Gomułkę i uczynił to na rozkaz Kremla. Nawet takie brednie są możliwe i nawet wtedy gdy głoszą je autentyczni agenci tajnych służb sowieckich. Więc upłynie jeszcze nieco czasu zanim ujawnione zostanie wszystko, do końca. Jednakże mimo tych zastrzeżeń, można już dziś ustalić genezę wydarzeń marcowych, ich główne przyczyny i skutki. Można przeprowadzić dowody prawdy w procesie przeciwko tym, którzy prowokację marcową usiłują wcisnąć na karty historii Polski, plasując ją na wysokości polskich powstań narodowych lub też podnosząc do rangi źródła z którego zrodził się bunt robotniczy 1980 roku i „Solidarność”. Nieliczni badacze upatrują źródeł marca 1968 roku w październikowym przełomie 1956 roku. Jeszcze mniej liczni szukają początku marca 1968 roku w wydarzeniach roku 1948, w rozprawie kominternowskiej grupy Bermana z tzw. odchyleniem prawicowo-nacjonalistycznym w PPR – PZPR z gomułkowską „polską drogą do socjalizmu”. Jeżeli jednak uznamy, że rok 1948 otwierając najstraszniejszy, stalinowski okres w powojennej historii Polski, zaowocował w konsekwencji buntem robotników Poznania i Październikiem 1956 roku to musimy odpowiedzieć na pytanie -jak doszło do dramatu roku 1948, do stalinizmu w jego najstraszniejszej postaci? To zaś jest pytanie o genezę powstania PRL. Nie sięgając w daleką przeszłość, do początków ruchu komunistycznego, za punkt wyjścia przyjąć należy fakt bezsprzeczny, nie budzący już dziś żadnych wątpliwości, że Polska Ludowa rządzona przez komunistów mogła powstać i istnieć tylko w wyniku dyktatu sił zewnętrznych, zniewolenia przez ZSRR za zgodą rządów USA i Wielkiej Brytanii. W żadnych innych okolicznościach komuniści nie mieli żadnej szansy objęcia władzy w Polsce. W okresie międzywojennym Komunistyczna Partia Polski nie stanowiła liczącej się siły politycznej. Od początku swego istnienia pozostawała obcym ciałem odrzuconym przez przytłaczającą większość Polaków. Wynikało to nie tylko z absolutnej podległości KPP wobec struktur Międzynarodówki Komunistycznej czyli Kremla, lecz także z faktu, iż była to partia zdominowana przez mniejszości narodowe, w tym przede wszystkim przez Żydów. W takich podstawowych dla Polaków kwestiach, jak niepodległość, suwerenność, świadomość narodowej wspólnoty, między Polakami a KPP istniała przepaść nie do przebycia. W publikacji pt. „Przyczynek do genezy konfliktu” czołowy ideolog PZPR Andrzej Werblan pisał: Na programowym stanowisku KPP w sprawie niepodległości Polski, przez długi czas ciążyły błędy luksemburgizmu, którego cechą charakterystyczną było pomniejszanie roli kwestii narodowej i tendencji narodowo-wyzwoleńczych w ramach walki o socjalizm oraz niedocenianie znaczenia niepodległości państwowej w socjalizmie. Powiedzmy wprost: Róża Luksemburg nazwana przez Lenina orłem rewolucji była nieubłaganym przeciwnikiem niepodległości Polski. Orłem rewolucji to może ona i była, ale na pewno nie był to orzeł biały. (…) Szczególne znaczenie dla przemian demokratycznych w Polsce miały procesy demokratyzacyjne w PZPR. W systemie monopartyjnym wszelkie zmiany w państwie muszą być siłą rzeczy zapoczątkowane w łonie rządzącej partii. Tymczasem w PZPR, w jej strukturach, faktycznych a nie formalnych prawach i obowiązkach członków, zakresie kompetencji instancji i organizacji, nie zmieniło się literalnie nic. Tzw. centralizm demokratyczny oznaczał praktycznie centralizm absolutny bez śladu demokracji. System zależności polegał na pełnym uzależnieniu dołu od góry i całkowitej niezależności w odwrotnym kierunku. Demokracja wewnątrzpartyjna, o którą tak ostro dopominały się zwłaszcza partyjne organizacje robotników, w systemie monopartyjnym musiała by wymuszać postępy demokratyzacyjne w strukturach państwa, więc została zablokowana. Te i inne blokady na drodze do demokracji nie umniejszają wielkości dokonań roku 1956, które można określić jako likwidację systemu terroru i zbrodni, gwałcenia elementarnych praw ludzkich, czyli stalinizmu, jako najbardziej zwyrodniałej formy bolszewizmu. Obiektywnie Gomułka mógł zrobić o wiele więcej, subiektywnie nie mógł przeskoczyć siebie, swego dogmatyzmu, skali intelektu i wyobraźni. Rozumowanie Puławian było więc prawidłowe. Oni czekali aż mit Gomułki jako Władysława Odnowiciela zaniknie, aż wyczerpią się zapasy wiary i nadziei. Oczywiście nie czekali bezczynnie. A jednak przegrywali. Stopniowo tracili stanowisko po stanowisku, stając się coraz mniejszą mniejszością w kierowniczych ośrodkach władzy. Po raz pierwszy w Polsce Ludowej. Coraz bardziej też koncentrowali swoje działania na zdobywaniu wpływów wśród rosnących ciągle społecznych kręgów rozczarowanych Gomułka, zniechęconych, zawiedzionych. Oczekiwali aż masa krytyczna osiągnie wielkość, która zrodzi nowy Poznań, nowy Październik, tym razem antygomułkowski. Jedną z komórek zrodzonych przez to mafijne, antygomułkowskie sprzysiężenie była szkółka, taka sobie niewiele znacząca, wręcz śmieszna, wylęgarnia przyszłych przywódców, Klub Raczkujących Rewizjonistów, czyli Poszukiwaczy Sprzeczności. To dziecię Puławian zrodziło się gdzieś tam po obydwu stronach Alei Przyjaciół, prześlicznej, ślepej uliczki odchodzącej od Koszykowej. Po jednej stronie uliczki stał gmach, w którym mieściło się Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego. Po drugiej zamieszkiwali sobie w nowoczesnych, obszernych lub wręcz super luksusowych mieszkaniach najwierniejsi z wiernych, najpewniejsi z pewnych stalinizmu w Polsce. Takich osiedli za żółtymi firankami było w Warszawie kilka. Aleja Przyjaciół wyróżniała się tym, iż tu przeważali wysocy funkcjonariusze MBP z ministrem Radkiewiczem włącznie i oczywiście tym, że większość lokatorów tych mieszkań stanowiła narodowa mniejszość, więc była to rzeczywiście aleja przyjaciół. Takie getto na własne życzenie, czyli prawie sami swoi. Do Klubu Raczkujących Rewizjonistów należeli milusińscy nie tylko z Alei Przyjaciół, ale ta uliczka ze względu na swe usytuowanie i lokatorów urosła nieomal do rangi symbolu. W latach 90-rych telewizja publiczna wyemitowała nawet nostalgiczny, liryczny, słodki jak miód, film dokumentalny, w którym byli mieszkańcy wspominają swoją ulicę i dramat opuszczenia jej, gdy paskudni antysemici „wypędzili ich” z Polski. Nie wdając się w szczegóły, odnotujmy fakt, iż z Klubu Raczkujących Rewizjonistów wywiedli swój polityczny rodowód późniejsi Komandosi, m.in. Adam Michnik, a w dalszym biegu wydarzeń faktyczni twórcy KOR-u. Czy już wówczas marzyło im się powtórzenie w innym wariancie drogi ojców do władzy nad Polską, trudno orzec. Gdyby tak było i tak nikt z nich nigdy się do tego nie przyzna. Pewne jest, że byli od dzieciństwa przysposabiani do wielkich zadań właśnie na miarę historycznych dokonań ojców. W planach działań bezpośrednich nie liczyli się. Byli kadrą przyszłości, nie drugim lecz trzecim pokoleniem wybrańców, następcami może nie tronów ale bardzo wygodnych foteli. W połowie lat sześćdziesiątych w pierwszej linii pretendentów do władzy było ciągle pokolenie CBKP, byli, bezlitośni pogromcy „AK – zaplutych karłów reakcji”, „odchylenia prawicowo-nacjonalistycznego”, „kułactwa” i innych ciężkich chorób toczących ten okropny, polski naród. Z tego źródła, wywodzi się nieustający antypolonizm części środowisk żydowskich w Polsce i nie tylko w Polsce. Stąd nieustająca fala kłamstw, oszczerstw i szyderstw. Składa się on zarówno z judejskiej teorii narodu wybranego jak też z pogardy wobec innych religii, ras, narodów. Żydzi polscy a przynajmniej ta ich część która aspirowała do rządzenia Polską, oczerniali naród polski, pomniejszali lub negowali nasz niemały wszak wkład w kulturę europejską, naszą powszechnie znaną, tolerancję, umiłowanie wolności, nasze „za waszą i naszą”. Jeśli czemuś trudno było zaprzeczyć przypisywali, to… sobie. Starali się dowodzić, że praktycznie bez kulturotwórczej roli Żydów nie powstałaby kultura polska. Przypisywali Polakom najbardziej haniebne cechy i najbardziej nikczemne czyny. Robiąc wszystko, aby nas pomniejszyć uważali, że w ten sposób siebie powiększą. Już w toku wydarzeń marcowych jeden z Komandosów oświadczył, że na każdych pięciu Polaków powinien przypadać jeden Żyd, który by nimi kierował. Tak myśleli. Jakże wielu z nich tak myśli. W drugiej połowie lat sześćdziesiątych to myślenie w kręgach żydowskiej elity było dosyć rozpowszechnione. Nie było dziełem przypadku, że Raczkujący Rewizjoniści to prawie w komplecie dzieci żydowsko-stalinowskiej warstwy rządzącej, „nowej klasy”, czerwonej burżuazji. Butny, żydowski szowinizm sprawił, że uważali się za uprawnionych do rządzenia „tym narodem”. Pycha wyrosła z niesłychanych, niczym nie uzasadnionych karier „w tym kraju” sprawiła, że po raz kolejny zamierzali rozprawić się z „polskimi ciemniakami” i raz jeszcze stanąć za sterem. Czyż można się dziwić, że tę butę, pychę i żądzę władzy młodzi raczkujący, żyjący za żółtymi firankami (tak nazywano w tamtych czasach sklepy i domy dla uprzywilejowanych) przejęli po ojcach i starszych braciach? W miarę jak spadało zaufanie do Gomułki, rosło społeczne niezadowolenie, zwiększała się już nie nadzieja, ale pewność powrotu tych, których Gomułka od władzy usunął, zarówno w 1956 roku, jak i w latach późniejszych. Ich grono stale rosło. Jeszcze na fali październikowego wrzenia usunięty został ze stanowiska I sekretarza Komitetu Warszawskiego PZPR, ekwilibrysta polityczny, Stefan Staszewski. Nie był jedynym z grona skrajnych, stalinowskich aparatczyków partyjnych, którzy bardzo długo i stanowczo przeciwstawiali się rehabilitacji odchylenia prawicowo-nacjonalistycznego w PZPR i powrotu do czynnego życia politycznego Gomułki i gomułkowców. Gdy okazało się to nieuchronne, z dnia na dzień, jak wszyscy Puławianie, został żarliwym demokratą, gomułkowcem, odnowicielem. Nawet niebywale wspaniałomyślny w stosunku do stalinowców Gomułka uznał jednak, że co za dużo to niezdrowo i przepędził Staszewskiego. Po kilku latach z Biura Politycznego i sekretariatu KC PZPR usunięty został Jerzy Morawski, kreowany przez Puławian na pierwszego po Zambrowskim, a wkrótce potem na pierwszego, po planowanym usunięciu Gomułki. Rozpuszczane w różnych warszawskich salonach wieści głosiły, że prawdziwym twórcą Października i Wielkiego Przełomu był nie Gomułka, jego towarzysze i zwolennicy, nie mówiąc o czymś tak „nieistotnym” jak bunt poznańskich robotników, lecz właśnie on, Jerzy Morawski. Ten sam typ rozumowania i ta sama bezczelna hucpa powtórzyły się po marcu 1968, gdy to samo towarzystwo kreowało na bohaterów narodowych Karola Modzelewskiego, Jacka Kuronia, Adama Michnika, Seweryna Blumsztajna, Jana Lityńskiego i innych Komandosów. Tak jak na karty historii Polski wciskano Jerzego Morawskiego jako twórcę Października, tak Komandosów przedstawiano jako mózg i siłę sprawczą polskiego Sierpnia 1980. I niech ktoś powie, niech ośmieli się powiedzieć, że to nieprawda, szalbierstwo i oszustwo. Niech ktoś zaprzeczy, że w historii Polski to nie Żydzi byli drożdżami postępu, twórcami wszelkich pozytywnych przemian. Będzie to niewątpliwie ohydny, zoologiczny, polski antysemityzm. Tak właśnie przez wiele lat przedstawiano usunięcie z kierownictwa „przewodniej i kierowniczej siły”, Jerzego Morawskiego. A prawda była taka, że Jerzy Morawski padł w wyniku nieustannie od narodzin PRL trwającej walki między narodowym a internacjonalnym, czyli anty-narodowym skrzydłem w ruchu komunistycznym. Suponowanie, że Gomułka usunął Morawskiego dlatego, że był on Żydem jest żałośnie śmieszne i głupie, tak jak w ogóle oskarżanie Gomułki o antysemityzm. Gomułka mimo naturalnych więzi z byłymi PPR-owcami oraz AL-owcami i zrozumiałej awersji do ekipy stalinowskiej długo manewrował między Puławianami a Partyzantami. Poczynając od ugody z Puławianami kosztem Natolińczyków, tworzenia własnego zaplecza kadrowego w aparacie partyjnym i państwowym aż do limitowanego, ale jednak wspierania nowej siły, Partyzantów, Gomułka zawsze starał się utrzymywać równowagę sił w rządzącej elicie. Dowodów na to jest mnóstwo. Wymieńmy niektóre z nich. Przez osiem lat po Październiku wódz Partyzantów Mieczysław Moczar pozostawał na stanowisku wiceministra Spraw Wewnętrznych. Utrzymywał Gomułka w składzie KC takich zaciekłych ludzi Kominternu, jak Leon Kasman czy Eugeniusz Szyr, nie mówiąc o czołówce Puławian. Gdyby Gomułka chciał pozbyć się Puławian definitywnie i ostatecznie, wystarczyło odpowiedzieć pozytywnie na powszechne oczekiwania Polaków w tym względzie. Gomułka nie chciał rozliczać i na pewno nie wynikało to z jego „miłosierdzia”. Nie chciał rozliczeń, bo w roku 1956 bardziej obawiał się Natolińczyków, niż obciążonych zbrodniami stalinowskimi Puławian. (…) Rozdział 3 Blitzkrieg i V kolumna O świcie dnia 5 czerwca 1967 roku, doskonale wyszkolona i wyposażona w najnowocześniejsze środki prowadzenia wojny armia izraelska uderzyła na trzy kraje arabskie: Egipt, Syrię i Jordanię. O godz. 8.30 rzecznik armii izraelskiej przekazał dziennikarzom następujące oświadczenie: Od rana toczą się ciężkie walki na południowym froncie pomiędzy lotnictwem Egiptu a naszymi siłami, które przystąpiły do akcji w celu powstrzymania napastników. Świat wstrzymał oddech. Wszyscy ludzie na globie wiedzieli, że za Izraelem stoi potęga Stanów Zjednoczonych Ameryki a kraje arabskie wspierane są przez państwa Układu Warszawskiego. Wszyscy wiedzieli, że w Egipcie jest nie tylko radziecka broń, ale także liczni radzieccy specjaliści wojskowi. Groźba globalnej konfrontacji zawisła nad światem. Oświadczenie rzecznika izraelskiej armii wielu ludzi na świecie uznało za prawdziwe: Arabowie napadli na Izrael. Szybko jednak bezczelne kłamstwo zostało zdemaskowane przez licznych korespondentów ze Wschodu i Zachodu. To nie Arabowie napadli na Izrael, lecz armia Izraela napadła na arabskich sąsiadów. Nie był to pierwszy akt agresji żydowskiego państwa przeciwko Arabom. Wojna arabsko-izraelska trwała od początku istnienia państwa Izrael, czyli od 1948 roku. Na mocy decyzji ONZ na terytorium Palestyny miały powstać dwa państwa: izraelskie i palestyńskie. Państwo palestyńskie nie powstało do dziś. Milionowe masy Palestyńczyków koczują od pół wieku w sąsiednich krajach arabskich, w niezwykle trudnych warunkach, pozbawione prawa do swych domów, swej ziemi, swej od tysięcy lat, Ojczyzny. Atak izraelski na kraje arabskie miał dwa cele: Po pierwsze – rozszerzyć w drodze ekspansji terytorium Izraela. Po drugie – zdruzgotać armie arabskie w takim stopniu, aby na długo nie mogły one wesprzeć siłą roszczeń Palestyńczyków. Obydwa te cele Izrael osiągnął. Wojna arabsko-izraelska znana jest do dziś jako wojna sześciodniowa. Nosi ona także inną nazwę „izraelski blitzkrieg”. Ten znany z historii II wojny światowej niemiecki termin był w Izraelu, i w prasie żydowskiej na świecie, często i z dumą używany. Państwo Izrael osiągnęło też cel trzeci. Blitzkrieg wywołał niesłychany, nie notowany w dziejach żydostwa wybuch radości, dumy z militarnej siły Izraela, z podboju rozległych terytoriów arabskich. Można by tę radość i dumę zrozumieć i akceptować, gdyby prawdą było to co w dniu agresji pisał premier Izraela Lewi Eszkol do premierów państw utrzymujących stosunki dyplomatyczne z Izraelem, w tym także do premiera PRL. Obciążył on Arabów odpowiedzialnością za wybuch wojny, metodą tak dobrze znaną Polakom, i nie tylko Polakom, z wystąpień Hitlera w 1939 roku: To nie napastnicy są winni, że wybuchła wojna, lecz ofiary napaści. W Polsce wojna bliskowschodnia przyjęta została z uczuciami rzec można mieszanymi. Przeciętny Polak o Izraelu i sytuacji na Bliskim Wschodzie wiedział bardzo niewiele. Reglamentowane informacje były w odniesieniu do tego regionu bardzo skąpe. W miarę jednak jak armia izraelska parła naprzód, polskie środki masowej informacji dostarczały coraz więcej wiadomości o prawdziwym przebiegu wydarzeń, jego przyczynach i możliwych do przewidzenia skutkach. Wzrosło zaniepokojenie Polaków. Relacje polskich robotników pracujących na budowach w Egipcie o bestialstwach soldateski izraelskiej wobec ludności podbitych terytoriów arabskich, wstrząsnęły polską opinią publiczną. W tej sytuacji zerwanie stosunków dyplomatycznych z Izraelem zostało przez Polaków przyjęte ze zrozumieniem. Zgodnie z odwieczną Polską tradycją za wolność waszą i naszą. Zaskoczeniem dla większości Polaków była nie tyle manifestacja poparcia dla Izraela ze strony środowisk żydowskich w Polsce, ale erupcja żydowskiego szowinizmu wśród Żydów należących do elity partyjnej i państwowej PRL. Puławianie jeszcze tak niedawno, bo w okresie Października 1956, prezentujący się Polakom jako polscy patrioci, zwolennicy socjalizmu z ludzką twarzą, nagle zademonstrowali swoje uwielbienie dla najbardziej zmilitaryzowanego, agresywnego i rasistowskiego państwa, jakim niewątpliwie był Izrael. To nie tylko wielki pianista Artur Rubinstein na klęczkach witał się z Mosze Dajanem, to wielu, można zaryzykować twierdzenie, większość Żydów na świecie, w tym także w Polsce, klęczała przed jednookim wodzem napastniczych hord Izraela. Czy byli inni Żydzi? Oczywiście, że byli. Wielu nie uległo psychozie triumfującego szowinizmu. Wielu rozumiało, że ta wojna ustokrotni nienawiść Arabów do Izraela, że Izrael będzie musiał żyć otoczony tym oceanem nienawiści i nie zazna spokoju przez dziesięciolecia, może przez wieki. Jednakże ci „sprawiedliwi wśród diaspory” milczeli sparaliżowani siłą szowinizmu swych współbraci. Zerwanie przez Polskę stosunków dyplomatycznych z Izraelem wywołało w kręgach żydowskich wielbicieli Izraela w Polsce gwałtowny sprzeciw. Wyrażał się on nie tylko manifestacyjnym świętowaniem izraelskiego zwycięstwa, ale także bezpardonowymi atakami na władze PRL i osobiście na Władysława Gomułkę. W tej antygomułkowskiej kampanii aktywnie uczestniczyło wielu Żydów pełniących wysokie funkcje w PZPR, administracji państwowej, w prasie, radiu i TV a także wyższych oficerów i generałów Wojska Polskiego. Tego ani Gomułka, ani nikt z jego najbliższego otoczenia, się nie spodziewał. Reakcja Gomułki była szybka i ostra. Na Kongresie Związków Zawodowych w dniu 19 czerwca 1967 roku, a więc w dwa tygodnie po napaści Izraela na kraje arabskie, Gomułka omówił kwestię gwałtownego zaostrzenia się sytuacji międzynarodowej i zagrożenia -jak się wyraził – pokoju światowego w wyniku agresji Izraela przeciwko krajom arabskim. Oto jak relacjonuje wystąpienie Gomułki Kazimierz Kąkol w wydanej w 30. rocznicę wydarzeń marcowych książce Marzec 68 inaczej. Nawiązując do przeszłości przypomniał historię powstania państwa Izrael i dokonał analizy przebiegu wojen izraelsko-palestyńskich na Bliskim Wschodzie. Zdecydowanie potępił reakcyjną, agresywną i antyarabską politykę kół rządzących Izraela akcentując odpowiedzialność imperializmu amerykańskiego za poparcie dla ekspansjonistycznych dążeń syjonistów izraelskich. Na tym tle przedstawił źródła i naświetlił międzynarodowe konsekwencje ostatniej agresji wojennej Izraela. Omówił reakcję na tę agresję w środowiskach Żydów – obywateli polskich. Nasza partia – oświadczył Wł. Gomułka – stoi na stanowisku, iż „każdy obywatel Polski powinien mieć tylko jedną ojczyznę – Polskę Ludową”. Podkreślił, iż władze PRL traktują jednakowo wszystkich obywateli bez względu na ich narodowość. Każdy obywatel korzysta z równych praw i na każdym ciążą jednakowe obowiązki. Stwierdził, iż olbrzymia większość polskich obywateli narodowości żydowskiej służy wiernie Polsce Ludowej. Jednocześnie wskazał jednak, iż środowiska syjonistyczne w Polsce akceptują zbrojną agresję Izraela na kraje arabskie. „Nie możemy – mówił Wł. Gomułka -pozostać obojętni wobec ludzi, którzy w obliczu zagrożenia pokoju światowego, a wiec również bezpieczeństwa Polski opowiadają się za burzycielami pokoju i za imperializmem „. W konkluzji stwierdzał: „Niech ci, którzy odczuwają, że słowa te skierowane są pod ich adresem – niezależnie od ich narodowości -wyciągną z nich właściwe dla siebie wnioski.” Zawarta w przemówieniu Władysława Gomułki teza o istnieniu w Polsce „syjonistycznej piątej kolumny”, która rozległa się przez głośniki zainstalowane w Sali Kongresowej Pałacu Kultury i Nauki, nie została umieszczona w drukowanych tekstach tego wystąpienia. Kazimierz Kąkol nie pisze, że przemówienie Gomułki doprowadziło znaczną część żydowskiej diaspory w Polsce do stanu wrzenia, że w sukurs swoim pospieszyły żydowskie mass media na świecie, że zagotowało się w świętym oburzeniu na ten „niesłychany atak antysemityzmu” Radio Wolna Europa. Tysiące propagandowych wyrzutni rakietowych bluznęło na Polskę ogniem nienawiści, oszczerstw i złorzeczeń. Oto jeden z tysięcy przykład tej bezprecedensowej kampanii oszczerstw w wykonaniu Szymona Wiesenthala: Liczba owych uratowanych (Żydów polskich – przyp. aut.) jest zdecydowanie znikoma w porównaniu z liczbą Żydów, którzy mogli uciec z obozów koncentracyjnych lub gett, gdyż, ci którym udało się zbiec byli schwytani przez polską ludność i przekazywani Niemcom. Także niewielu Żydów uratowało się na aryjskich papierach. Polacy po zidentyfikowaniu wydawali ich w ręce gestapo. Stawka pieniężna za głowę jednego Żyda wynosiła wtedy 100 złotych i litr wódki. Polacy zawsze chętnie pili wódkę… Pisał to człowiek, który został uratowany przez Polaków, który doskonale wiedział, że nawet za najmniejszy gest miłosierdzia w stosunku do Żydów na terenie okupowanej, walczącej, broczącej krwią Polski groziła śmierć. Pisał to człowiek znający okupacyjne realia i wiedzący, że olbrzymia większość Żydów polskich nie znała języka polskiego, nie umiała i nie mogła ukryć się wśród Polaków ze względu na swą odmienność w sposobie bycia, ubierania się, zachowania i w końcu wyglądu zewnętrznego. Pisał to Żyd, który doskonale wiedział, że w warunkach okupacyjnych w Polsce ukrycie ponad trzymilionowej masy Żydów było kompletnie nierealne. Pisał to Żyd, który doskonale wiedział, że na uratowanie jednego życia żydowskiego składała się wielokrotnie, bezprzykładna ofiarność, bezgraniczne poświęcenie i heroizm wielu, często kilkudziesięciu Polaków. Wiedział też, że wielu Polaków, do dziś niepoliczonych, oddało życie za ratowanie życia żydowskiego. Tego człowieka przyjmuje się w wolnej, suwerennej, demokratycznej Polsce z honorami, nieomal na klęczkach. Prezydent RP Lech Wałęsa temu człowiekowi nadaje oficerski krzyż Polonia Restituta a Hanna Suchocka wygłasza do Wiesenthala czołobitne przemówienie emitowane w polskiej TV. Podobnie czołobitnie przyjmowano autora wstrętnych kalumni antypolskich Jerzego Kosińskiego, Henryka Grynberga i wielu innych. Jak to się dzieje? Jak to w ogóle jest możliwe? To prawda, że nie pamiętamy tamtych czasów, a wielu z nas nie pamięta również marca 1968 roku. Ale przecież są wśród nas nasi ojcowie, dziadkowie, którzy pamiętają i lata czterdzieste i pięćdziesiąte i sześćdziesiąte. Ukazało się już wiele publikacji na ten temat. Dostępne są źródła. Można w końcu sięgnąć do gazet i czasopism z 1968 roku i znaleźć tam nie tylko publikacje odnoszące się do tzw. wydarzeń marcowych. Jedną z ważnych spraw marca 68 było przyzwolenie władz, aby dziennikarze polscy bronili dobrego imienia, honoru i godności polskiego narodu, bronili prawdy przed potokami brudnych oszczerstw. Trzej wyżej wymienieni Żydzi przeżyli zagładę dzięki ofiarności, poświęceniu i odwadze Polaków. Takich uratowanych było kilkaset tysięcy. Wielu umarło, ale wielu żyje jeszcze. Dlaczego nie dają świadectwa prawdzie? Tylko nieliczni występują przeciw fali kłamstw i nienawiści. Ale właśnie dlatego, że mają odwagę świadczenia prawdy, że zachowali w sercach miłość i wdzięczność, nie tylko w stosunku do swych bezpośrednich wybawców ale, także do narodu, który przez wieki przyjmował tułaczy z całej Europy, który w najstraszniejszym okresie swej historii wykazał tyle niezłomnego hartu ducha, że sam broniąc się przed biologiczną zagładą ratował swych żydowskich współziomków, tym nielicznym należy się nasza szczera, serdeczna pamięć i uznanie. Szymon Wiesenthal publikował w 1968 roku listy antysemitów polskich. To samo czynił Jerzy Giedroyć, który nie bardzo może się zdecydować czy jest Polakiem, Litwinem czy Białorusinem. Nikt nie ośmielił się powiedzieć, że pisarzom i intelektualistom, którzy w roku 1968, gdy po raz pierwszy w historii PRL powstała możliwość obrony ojczyzny w ojczyźnie, podjęli to dzieło, należą się słowa uznania a nie potępienia. Ten aspekt wydarzeń marcowych jest przez większość piszących o marcu 68 pomijany, przemilczany lub ukazywany w krzywym lustrze antysemityzmu. Podobnie przemilczane są nieliczne głosy sprawiedliwych wśród żydowskiej diaspory i w Izraelu. Telewizja Polska dysponuje materiałami o wielkiej wartości historycznej, odnoszącymi się do tej kwestii, których nie emituje w ogóle lub emituje raz na dziesięciolecia. Lewica polska i ta postpezetperowska i ta antypezetperowska prześcigają się w filosemityzmie. Prawica, która chce za wszelką cenę zdjąć z siebie odium antysemityzmu, zarzuca, antysemityzm właśnie PPR-owcom, AL-owcom, PZPR-owcom. Nawet byli NSZ-towcy strzelają do komunistów z antysemickiej armaty. Zabawny to pokaz głupoty i tchórzliwego zakłamania. Zabawny czy bardzo smutny? W czerwcu 1967 przemawiając na Kongresie Związków Zawodowych Władysław Gomułka nie dotykał kwestii stosunków polsko-żydowskich. Piętnował postawę części środowiska żydowskiego w Polsce za brak lojalności wobec PRL, za poparcie agresji Izraela na kraje arabskie, za rozpętanie kampanii przeciwko decyzji władz PRL zerwania stosunków z państwem Izrael. To wystarczyło, aby szowiniści żydowscy w Polsce, owa piąta kolumna syjonistyczna, oraz środowiska żydowskie na świecie zaatakowały nie tylko Gomułkę, rząd PRL i PZPR, ale aby wzmogły trwającą od zakończenia wojny propagandę antypolską, aby rozpętały dziką antypolską nagonkę, w której wszystkie chwyty były dozwolone. Na ławie oskarżonych obok Kościoła Katolickiego i Armii Krajowej posadzono także PZPR, a ściśle mówiąc większość tej partii, która mimo wszystko nie poddała się wynarodowieniu, nie wyrzekła się swej narodowej tożsamości. Przy całym głęboko uzasadnionym krytycyzmie wobec tej partii nie wolno nie dostrzegać w niej tego nurtu narodowego, patriotycznego, który w chwilach największych prób szedł z narodem a nie przeciw niemu. W marcu 1968 mimo rosnącego krytycyzmu wobec Gomułki i jego ekipy ogromna większość PZPR-owców, mając do wyboru Gomułkę czy Zambrowskiego lub Morawskiego, nie miała żadnych wątpliwości popierając Gomułkę. Zdecydowana większość członków PZPR uznała, że przeciwstawiając się V kolumnie, broniąc honoru i godności narodu nie dopuszczając do recydywy stalinizmu, nie dopuszczają do krwawego Budapesztu. To nieoczekiwane wzmocnienie pozycji Gomułki nie mogło ujść uwagi Puławian. Po przemówieniu Gomułki na Kongresie Związków Zawodowych frakcja Puławian wywarła na Gomułkę niesłychaną presję grożąc mu wybuchem polskiego nacjonalizmu i antysemityzmu, a w ślad za tym nieprzyjazną Polsce reakcją Wschodu i Zachodu. Groźby te musiały wywrzeć na Gomułce wrażenie, skoro zgodził się usunąć ze swojego przemówienia cytat określający syjonistów w Polsce mianem piątej kolumny. Nie na wiele się to zdało. Walka między Partyzantami a Puławianami weszła w nowe stadium, stała się walką między narodowcami, w tym również narodowymi komunistami a lobby nacjonalistów żydowskich, których od wspomnianego wystąpienia Gomułki nazywano, nie zawsze trafnie, syjonistami. Na marginesie warto tu odnotować wcale nie marginalny fakt iż w czerwcu 1967 roku wrzenie polityczne zaczęło ogarniać Czechosłowację. Ujawniła się opozycja polityczna, która wśród wielu pięknych haseł i słusznych postulatów zaatakowała władze CSRS za antysemityzm. Uznanie tej zbieżności wydarzeń w Polsce i Czechosłowacji za przypadkowe, było by szczytem naiwności. Obydwa państwa były członkami Paktu Warszawskiego i RWPG. W obydwu rządy sprawowały partie marksistowsko-leninowskie. Jednakże między Polską a Czechosłowacją i pozostałymi krajami obozu socjalistycznego istniały też – i po roku 1956 pogłębiały się – istotne różnice. Polski Październik był powrotem do tzw. polskiej drogi do socjalizmu. Zrezygnowano z kolektywizacji wsi wspierając sektor prywatny w rolnictwie. Ograniczono w znacznym stopniu wszechwładzę służb specjalnych, powstrzymano walkę z religią, zliberalizowano przepisy paszportowe. Można uznać, iż nastąpiła daleko niewystarczająca ale jednak nastąpiła, destalinizacja. Żaden inny kraj ludowej demokracji, poza Węgrami, nie miał swego Października. Węgry zaś w wyniku Października 1956 poniosły straszną klęskę. Brocząc krwią zostały spacyfikowane przez Armię Czerwoną. Trafny więc był popularny w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych dowcip określający Polskę jako „najbardziej wolny barak w obozie”. Różnice między Polską a Czechosłowacją w 1967 roku sprawiły, że zupełnie inaczej zafunkcjonowały identyczne zapalniki uruchomione w czerwcu i po czerwcu 1967 roku w obydwu krajach. Gomułka pamiętał powszechny entuzjazm Polaków w okresie Października. Pamiętał śpiewaną mu przez tłumy pieśń „Sto lat… niech żyje nam”, która w tamten czas niezwykły stała się nieomal drugim narodowym hymnem. Trwał w przeświadczeniu, że owa pieśń brzmi dalej, że Polacy wierzą mu i popierają go. W nieodległym czasie miał się przekonać, jak bardzo się mylił. Jednakowoż w burzliwym okresie przełomu lat 1967-1968 kapitał zaufania z jakim Gomułka w 1956 roku rozpoczynał swoją „drugą kadencję” nie wyczerpał się jeszcze zupełnie. Jeszcze żyła pamięć o tym co było przed 1956 i jak bardzo różniło się to od rzeczywistości po Październiku. Mimo wielu rozczarowań, mimo coraz bardziej widocznej stagnacji, mimo nowych błędów i wypaczeń. Jeśli Puławianom udało się pozyskać dla swych knowań nieco zwolenników, to zawdzięczają to nie tylko wyczerpywaniu się kapitału zaufania do Gomułki, ale także cenzurze, która miała ochraniać władzę przed krytyką, a jeszcze bardziej niż władzę ochraniała jej wrogów Puławian, nawróconych i nagle zdemokratyzowanych stalinowskich satrapów, ich pisarzy, filmowców, naukowców i dziennikarzy. To cenzura chroniła tych ludzi przed demaskacją, przed prawdą jakże dla nich groźną. To dzięki cenzurze mogli prezentować się jako reformatorzy tacy ludzie, jak Zambrowski, Morawski, Matwin, Werfel, Staszewsłri, Schaff, Brus, Bauman. To dzięki łasce Gomułki i ochronie cenzury mogła atakować go w dniu 27 czerwca 1967 roku na zebraniu partyjnym w Wyższej Szkole Nauk Społecznych przy KC PZPR pułkownik Helena Wolińska, była prokurator Naczelnej Prokuratury Wojskowej z okresu stalinowskiego, współmorderczyni generała Emila Fieldorfa „Nila” i nie tylko jego. Ta Brystygierowa Naczelnej Prokuratury Wojskowej, która przecież zawdzięczała swą wolność i bezkarność tylko zablokowaniu przez Gomułkę rozliczenia zbrodni stalinowskich, miała tyle tupetu, że ośmieliła się zarzucić Gomułce antysemityzm. W tym samym czasie jej mąż profesor Włodzimierz Brus, były politruk LWP, patronował na Uniwersytecie Warszawskim akcjom Komandosów. To już nie były zakulisowe przepychania. To była otwarta walka. W roku 1967 usunięto z wojska ponad dwustu generałów i wyższych oficerów pochodzenia żydowskiego zajmujących ważne stanowiska w aparacie centralnym Ministerstwa Obrony Narodowej i Sztabie Generalnym. Departament Kadr MON postulował zwolnienie w roku 1968 około 2000 oficerów, w tym 17 generałów i 180 pułkowników pochodzenia żydowskiego, którym zarzucano postawy proizraelskie, a w wielu wypadkach jednoznacznie antypolskie. W tym miejscu odnotować trzeba, że w październiku 1967 roku usunięto ze stanowiska naczelnego redaktora „Trybuny Ludu „Leona Kasmana. Tego samego Kasmana, który wiosną 1944 roku zrzucony został na terenie Lubelszczyzny w celu podporządkowania PPR Centralnemu Biuru Komunistów Polski w Moskwie. Tego Kasmana, który wysłał do Moskwy donos na Moczara stwierdzając, że jest on prowokatorem i domagając się zgody na jego likwidację. Wyroku Moskwy nie udało się wtedy Kasmanowi wykonać. Znamienne, że Gomułka, mimo iż wiedział o Kasmanie wszystko, godził się na to, aby był on członkiem KC PPR a także akceptował go na stanowisku naczelnego redaktora „Trybuny Ludu” i członka KC PZPR. Aż do roku 1967 ten zaciekły wróg Gomułki i w ogóle Krajowców, w tym zwłaszcza Moczara, był nie do ruszenia. Nie ruszył go nawet Październik. Dopiero po czerwcowa fala 1967 roku unicestwiła jego nietykalność. Nie uczyniono mu zbyt wielkiej krzywdy. Został wiceprezesem Narodowego Banku Polskiego. W grudniu 1967 roku odwołano ambasadora PRL w Moskwie, człowieka Puławian, Edmunda Pszczółkowskiego. Wiele wskazuje na to, że czystki w wojsku, pozornie drobny, ale jednak znamienny fakt usunięcia wiernego sługi Kremla Kasmana, oraz odwołanie Pszczółkowskiego zostało potraktowane w niektórych kręgach Kremla jako przejaw polskiego nacjonalizmu. Lobby żydowskie w Moskwie komentowało wydarzenia w Polsce w ten sposób, że polski nacjonalizm jest nie tylko antysemicki, ale także tradycyjnie antyrosyjski. Dalsze wydarzenia zaostrzą te oceny Kremla i w sposób znaczący przyczynią się do tragicznego upadku Gomułki w grudniu 1970 roku. Czystka w wojsku gwałtownie przyśpieszyła wydarzenia w Polsce. Konfrontacja była nieunikniona. W kręgu Puławian, wśród starych Komandosów, nikt już nie miał żadnych wątpliwości, że Gomułki nie da się ani zastraszyć, ani pozyskać. Wniosek: Gomułkę, a wraz z nim jego ekipę, trzeba usunąć (…) Rozdział 5 Emigranci Od bez mała trzydziestu lat sprawa ta jest jednym z głównych argumentów szowinistów żydowskich przeciwko Polsce, kluczowym dowodem na „odwieczny, zoologiczny, polski antysemityzm”. Każdego roku postkomandosi, postpuławiame, znaczna część żydostwa polskiego w kraju i na świecie, z większym lub mniejszym rozgłosem, obchodzi rocznicę marcowej awantury jako dzień sławy i chwały, a także dzień żałoby i cierpienia. Czytając publikacje Komandosów i ich filosemickich chwalców, można odnieść wrażenie, że 8 marca 1968 roku jest jedną z najważniejszych lub wręcz najważniejszą datą w powojennej historii Polski. Niektórzy z apologetów marcowej rewolty dochodzą do tak obłąkańczo śmiesznych wniosków, że ośmielają się porównywać to wydarzenie do powstań narodowych i domagają się umieszczenia go w panteonie narodowej chwały. Narodowej? Chwały? Komentarz jest tu chyba zbyteczny. Inaczej trzeba jednak potraktować ową żałobę i cierpienie. Jeśli Polskę opuszczali wówczas Żydzi, którzy w rewolcie nie uczestniczyli ani jej nie popierali, na których nie ciążył uzasadniony zarzut udziału w bolszewickim zniewoleniu Polski, zwłaszcza działań zbrodniczych, przestępczych, Żydzi, którzy wyjeżdżali z Polski z żalem w sercu i naprawdę czystym sumieniem, to nad tym zwykłym, ludzkim żalem i bólem trzeba pochylić się z głębokim, ludzkim współczuciem. Ilu takich ludzi było wśród wyjeżdżających? Tego niestety nikt nie próbował policzyć. Apologeci marcowej rewolty twierdzą, że wszyscy wyjeżdżający byli niewinnymi ofiarami antysemityzmu, że zostali z Polski wyrzuceni. Zatrzymajmy się nad tym twierdzeniem. Badając sprawy marca 1968 roku i jego konsekwencji szukałem jakiegokolwiek dowodu, że ktokolwiek z ówczesnych emigrantów został do wyjazdu, zmuszony. Ani w relacjach ludzi czynnych wówczas po obu stronach, ani w dokumentach na taki przypadek nie natrafiłem. Wiem, że byli ludzie, którzy zostali usunięci z zajmowanych stanowisk, usunięci z PZPR, że niektórym zablokowano paszporty, które przed 1968 rokiem otrzymywali zawsze bez najmniejszych przeszkód. Rozumiem, że we własnym odczuciu ludzie ci mogli czuć się szykanowani. Nawet pozbawienie paszportu, który dla ogromnej większości Polaków był nieosiągalnym marzeniem, mogli odczuć niejako zrównanie w prawach (lub bezprawiu), lecz jako szczególne udręczenie i niezasłużone represje. Nie zmienia to w niczym faktu, że nikt dotychczas nie zaprezentował przypadku „wyrzucenia” Żyda z Polski ani w marcu 1968 roku, ani w którejkolwiek z poprzednich emigracji po II wojnie światowej. Kazimierz Kąkol w cytowanej już książce „Marzec 68 inaczej” publikuje liczby emigrantów żydowskich według danych Międzynarodowego Biura Pracy. Wynosiły one: w roku 1946 – 5800 osób w roku 1947 – 7700 osób w roku 1948 – 32200 osób w roku 1950 – 26500 osób w roku 1951 – 3500 osób w roku 1952 – 600 osób w roku 1953 – 200 osób w roku 1954 – 300 osób w roku 1955 – 400 osób w roku 1957 – 25500 osób Komentując te dane Kąkol pisze: Emigracja lat 45-48 była nielegalna acz tolerowana. Emigracja 1948-1951 odbywała się w zorganizowanych transportach. Biuro Polityczne KC PPR stwierdziło 28 maja 48 roku, że wyjazd PPR-owców do Palestyny dla walki o państwo żydowskie nie stoi w sprzeczności z ideologicznymi zasadami członków naszej partii (…) Partia nie zaleca i nie organizuje wyjazdów okazując jedynie indywidualne poparcie tym towarzyszom, którzy zdecydują się wyjechać. Według danych Żydowskiego Instytutu Historycznego tylko w drugiej połowie 1945 roku wyjechało z Polski około 25-30 tysięcy Żydów. Według tego samego źródła do końca lipca 1946 roku przybyło do Polski z terenu ZSRR 136 tysięcy Żydów obywateli polskich. Ludność żydowska w Polsce, według danych ŻIH, osiągnęła latem 1946 roku od 216 do 259 tysięcy osób. Pod koniec 1949 roku, a więc w pierwszym roku koszmaru stalinizmu, wyjechało z Polski 27,5 tysiąca Żydów. Rzecz znamienna, że wyjeżdżający wówczas otrzymywali dokument podróży, którego otrzymanie oznaczało rezygnację z polskiego obywatelstwa. Więc nie Moczar ani Gomułka wynaleźli te przepisy emigracyjne dla Żydów, lecz Jakub Berman, Stanisław Radkiewicz, Roman Romkowski, Mieczysław Mietkowski… I nikt nie protestował! Nikt nie mówił o antysemityzmie. Dokładnych liczb żydowskich emigrantów z Polski chyba nigdy nie uda się ustalić, podobnie jak nigdy zapewne nie uda się ustalić liczby Żydów obywateli polskich, którzy ocaleli z zagłady na terenie okupacji niemieckiej. Różne źródła podają liczby od 80 do 300 tysięcy. Według niektórych badaczy liczby te są bardzo zaniżone, a faktycznie ocalonych było około pół miliona. Według ŻIH tylko do lutego 1947 roku i tylko za pośrednictwem Koordynacji Syjonistycznej tzw. Birchy wyjechało z Polski 140 tysięcy Żydów. W marcu 1949 roku Centralny Komitet Żydów Polskich przeprowadził rejestrację Żydów w Polsce. Ich liczba wynosiła wówczas 110 tysięcy osób. Jeśli więc do 1947 roku wyjechało 140 tysięcy, a w 1949 roku było 110 tysięcy oznacza to, że w sumie w roku 1946 było ich w Polsce około 250 tysięcy. Dane te są na pewno także bardzo zaniżone, ponieważ wielu Żydów z różnych powodów nie rejestrowało się. Przede wszystkim nie rejestrowała się większość żydowskich komunistów, a tych gwałtownie po wojnie przybywało. Dane pochodzące ze źródeł żydowskich są często wzajemnie sprzeczne. Oto np. przywoływany wyżej „Biuletyn ŻIH” w artykule Piotra Wróbla pt.: „Migracja Żydów polskich. Próba syntezy” pisze, że w okresie od 1948 do końca 1950 roku przybyło do Izraela 106 125 polskich Żydów. To samo źródło podaje, że w latach 1945-1956 Stany Zjednoczone przyjęły 160 tysięcy Żydów z Polski. W tym samym okresie wyjechało ich do Kanady około 12 tysięcy, do Australii około 15 tysięcy i do Ameryki Łacińskiej około 30 tysięcy. Razem wszystkie wymienione kraje przyjęły w latach 1945-1956: 323 125 Żydów polskich. Trudno się w tych różnych liczbach połapać, ale jedno jest pewne, że liczba ocalonych z zagłady Żydów polskich była znacznie wyższa niż podawały to zarówno źródła żydowskie, jak i polskie. (…) Posłowie (…) „Towarzysze żydowscy” nigdy nie zapomnieli Gomułce tej jego postawy. Nie tylko w tragicznym okresie stalinizmu ale przez wszystkie lata jego życia. Po śmierci zresztą także. Po aresztowaniu nie załamał się, nie wyparł się swoich poglądów i swoich ideałów. Mimo krwawego Grudnia 1970 roku i mimo wszelkich ciężkich błędów i jego win wobec narodu nie wolno o tej jego postawie zapomnieć. Za to, że w czasach dla powojennej Polski najstraszniejszych, miał odwagę i hart ducha bronić jej prawa do niezależności, należy mu się nasza sprawiedliwa pamięć. Praw Polski – to prawda, że z woli możnych tego świata bardzo ograniczonych – bronił Władysław Gomułka także przed wrogą Polsce mafią szowinistów żydowskich, przed Bermanem, Mincem, Zambrowskim, Brystigierową, Romkowskim, Mietkowsidm, Świetlikiem, Hubnerem, Czaplickim, Fejginem, Różańskim, Wolińską, Karlinerem… Bronił Polski, bronił narodowych interesów Polaków, zarówno w 1948 jak też w 1968 roku. Właśnie dlatego tak bardzo jest znienawidzony przez kolejne pokolenia następców Bermana, Min ca, Zambrowskiego… Właśnie dlatego poniewierają i znieważają właśnie jego a nie Bieruta, Bermana, Minca, Zambrowskiego, Ochaba… Dlatego, że mimo ślepej wręcz wiary w świetlaną przyszłość komunizmu nigdy nie przestał być wiernym synem swej Ojczyzny, której się nigdy nie zaparł i nie wyparł i której interes stawiał wyżej niż interes jednej klasy społecznej. Zarówno jego, jak i ludzi z nim związanych, to właśnie, że stawiali najwyżej narodowy interes Polaków, różniło od twórców CBKP i ich następców. Ten podział trwa i trwać będzie jeszcze bardzo długo. Tak długo, jak długo następcy CBKP-owców będą ponawiali próby wytrzebienia Polski z polskości, uczynienia z Polaków anarodowych kastratów. I nie ma znaczenia czy występują w imieniu Wschodu czy Zachodu, czy namawiają nas na socjalizm czy na kapitalizm. Tak długo, jak nie zaprzestaną dążyć do rządzenia „tym narodem”, tak długo będziemy bronić naszego naturalnego prawa do decydowania o swoim losie. Chciałoby się w tym miejscu powiedzieć: Żydzi polscy! Przestańcie manifestować swoje wybraństwo! Przestańcie obrażać naród, któremu tyle zawdzięczacie na przestrzeni wieków, nieustającymi oskarżeniami o antysemityzm! Czy można bowiem mówić o antysemityzmie w odniesieniu do kraju w którym prezydentem jest Aleksander Kwaśniewski, ministrem spraw zagranicznych Bronisław Geremek, przewodniczącym komisji spraw zagranicznych Czesław Bielecki a polityką zagraniczną w urzędzie Prezydenta kieruje Marek Siwiec? Czy można mówić o antysemityzmie w kraju, w którym tylu Żydów jest posłami, ministrami, ambasadorami, w którym szefem największej gazety jest Adam Michnik, w którym wydaje się kilkanaście różnych periodyków żydowskich, a także wiele czasopism skrajnie filosemickich. Chciałoby się zapytać Żydów w Izraelu i na świecie: Czy w żydowskim państwie Izrael byłoby możliwe aby , polityka zagraniczna tego państwa znalazła się w rękach palestyńskiej mniejszości narodowej? Czy w Izraelu możliwe byłoby uzyskanie przez palestyńską mniejszość narodową chociaż kilku procent tego co Żydzi mają w Polsce? Naszą wspólną polską i żydowską tragedią po II wojnie światowej było, że wśród Żydów polskich zabrakło postaci tej miary co Herman Lieberman a w nadmiarze było Bermanów, Minców, Zambrowskich… Chciałoby się zapytać Żydów polskich: Gdzie są ci wśród was, którzy po 17 września 1939 roku na Kresach Wschodnich RP oraz w strasznych powojennych latach uratowali choć jedno polskie życie, wtedy gdy tak wielu z was czyniło tak wiele, przeciwko temu polskiemu życiu? Każdy z was, który chociażby usiłował uczynić cokolwiek dla ratowania jednego polskiego życia zasługuje nie tylko na medal „Sprawiedliwego Wśród Żydów Polskich” ale na naszą nie wygasającą wdzięczną pamięć. Czy są tacy wśród was? Chciałoby się powiedzieć Żydom polskim: Powściągnijcie swoją pazerność i swoją nieuzasadnioną nienawiść! Jeśli chcecie żyć na tej polskiej ziemi na której od tylu wieków żyli obok naszych przodków wasi przodkowie, nie prowokujcie swą nienawiścią naszej nienawiści. Ani nam, ani wam nie jest ona potrzebna. Czy jednak warto to mówić Aleksandrowi Kwaśniewskiemu, jego przyjacielowi Adamowi Michnikowi, Janowi Lityńskiemu, Bronisławowi Geremkowi, Krzysztofbwi Toeplitzowi, Aleksandrowi Smolarowi, Jerzemu Morawskiemu, Władysławowi Mat-winowi, Józefowi Henowi, Czesławowi Bieleckiemu, Pawłowi Śpiewakowi, Konstantemu Gebertowi, Markowi Grońskiemu, Piotrowi Osęce, Helenie Datner-Śpiewak i tylu, tylu innym? Czy wreszcie coś zrozumieją? Czy zamiast nieustannie rozliczać nas z naszych, jakże wyolbrzymionych grzechów z których my sami w nadmiarze się rozliczamy, dokonają rzetelnej samooceny i uderzą się we własne piersi za winy swoje i swoich współbraci? Czy znajdzie się choć jeden sprawiedliwy wśród diaspory żydowskiej w Polsce, który powie lżonym, znieważanym i nieustannie obrażanym Polakom: Bracia! Wybaczcie! Czy znajdzie się choć jeden, który powie: Polsko! Wybacz! Nic na to nie wskazuje. Pewni siebie, przekonani, że opanowali już wszystko w „tym kraju” dyktują nam gdzie mamy prawo stawiać krzyże a gdzie nie, zgłaszają nieustające roszczenia majątkowe, obdzielają się polskimi orderami i smagają nas oskarżeniami o szowinizm i „odwieczny polski antysemityzm”. Zupełnie jak w tamtych, strasznych czasach stalinowskich. Wróciło stare w nowym, europejskim kostiumie. Wrócił rozbestwiony antypolonizm. Na jak długo? ANEKS Oszczerczy Pozew (fragmenty) Do Czytelnika! Już po oddaniu „Rewolty marcowej” do druku żydowskie, kryptożydowskie i prożydowskie media w USA i na świecie opublikowały pozew jedenastu Żydów złożony w nowojorskim sądzie przeciwko Rzeczpospolitej Polskiej. Ten najbardziej plugawy antypolski dokument obraża i zniesławia nie tylko Państwo Polskie ale także a może nawet bardziej Naród Polski wszystkich bez wyjątku Polaków dla których Polska to wielka rzecz a honor i godność Narodu to wartość święta. Po przeczytaniu tego tekstu zadajemy sobie pytania: – Dlaczego prezydent RP Aleksander Kwaśniewski obsypujący orderami polskimi wielu Żydów, obrażających Naród Polski oskarżeniem o antysemityzm nie zareagował na haniebny akt zniewagi wobec Polskiego Narodu. – Dlaczego na ten akt zniewagi nie zareagowali: premier rządu RP Jerzy Buzek, minister spraw zagranicznych RP Bronisław Geremek. – Dlaczego władze RP z sejmem i senatem na czele nie wymusiły na polskim MSZ-cie wniesienia do amerykańskiego sądu oskarżenia jedenastu Żydów i ich adwokatów o obrazę całego Narodu Polskiego? Jeżeli odpowiecie sobie Czytelnicy na te pytania, będziecie na pewno wiedzieli co zrobić z kartą wyborczą w wyborach prezydenckich i parlamentarnych. Autor United States District Court Eastern District of New York Theo Garb, Bella Jungewirth, (Youngewirth) Sam Lefkowitz, Peter Koppenheim, Judah Weller, Chana Lewkowicz, Samuel Goldin, Karl Diamond, Hala Sobol, Saul Klausner oraz Goldie Knobel Powodowie, występujący w imieniu swoim i wszystkich innych osób będących w podobnej sytuacji przeciw oskarżonym: Rzeczpospolitej Polskiej, Ministerstwu Skarbu Państwa oraz John Does (osób o nieustalonej tożsamości – przyp. red.) # 1-100. POZEW Powyżej wymienieni powodowie oraz wszystkie pozostałe osoby będące w podobnej sytuacji, w imieniu których występują podpisani niżej adwokaci, oświadczają co następuje: UZASADNIENIE POZWU 1. Pozew został złożony przez jedenastu indywidualnych powodów, w imieniu własnym oraz wszystkich pozostałych osób pozostających w podobnej sytuacji, stosownie do 28 U. S. C. (Kodeks Stanów Zjednoczonych – przyp. red.) § 1330 w związku z § 1602 w związku z „Foreign Sovereign Immunities Act” (ustawa o immunitecie dla obywateli państw obcych – przyp. red.) oraz innymi przepisami przeciw Rzeczpospolitej Polskiej, nazywanej w dalszym ciągu dokumentu „Polską” oraz Ministerstwu Skarbu Państwa, nazywanemu w dalszym ciągu jako „Treasury” lub „Skarb” oraz oskarżonym w liczbie 1-100, zagranicznym instytucjom rządowym i osobom prywatnym, nazywanym w dalszym ciągu dokumentu jako „inni oskarżeni”, których tożsamość w dniu składania pozwu była nieustalona, a którzy brali udział w opisywanych wydarzeniach. 2. Polityka obowiązująca (w Polsce – przyp. red.) przez ostatnie pięćdziesiąt cztery lata sprowadzała się do „wygnania co do jednego” ludności żydowskiej z Polski. Dokonywano tego poprzez stosowanie czystek etnicznych i rasowych, stosowanie przemocy i szantażu, w tym: stosowanie tortur i morderstw. Rzeczpospolita Polska, Ministerstwo Skarbu oraz inni oskarżeni w tym czasie czerpali zyski handlowe i bogacili się, zarządzali, wynajmowali, utrzymywali, a także w niektórych przypadkach likwidowali mienie będące własnością Żydów, którzy zostali zmuszeni do wygnania, i którego zwrot jest przedmiotem niniejszego wniosku. Wszyscy z powodów traktują sprawę jako występowanie w imieniu wszystkich żyjących i zmarłych ocalałych z Holocaustu. 3. Powodowie są ofiarami oraz osobami, które przeżyły nazistowski Holocaust (bądź są to ich spadkobiercy). Uczestnikom postępowania zbiorowego, od czasu pierwotnego pozbawienia własności podczas Holocaustu, odmawiano prawa do zarządzania, prawa własności, prawa do kontrolowania i użytkowania oraz satysfakcji z posiadania własności rzeczowej i osobistej. Po II wojnie światowej osoby, które przeżyły Holocaust, były mordowane, bite, gwałcone, terroryzowane, torturowane i zmuszane do emigracji bez dania im prawa do odzyskania bądź zarządzania posiadanymi nieruchomościami. Akcja ta miała wszelkie znamiona zorganizowanej polityki czystek etnicznych i rasowych, która była kontynuowana w Polsce po Holocauście, a którą zorganizowano by wyrzucić z Polski pozostające w niej 10 procent populacji polskich Żydów, którzy przetrwali Holocaust. 4. Zwyczaj czerpania korzyści z czystek rasowych i etnicznych został upowszechniony przez reżim nazistowski przed i w czasie II wojny światowej. Naziści z rozmysłem i systematycznie plądrowali i grabili mienie żydowskie, bogacąc się na tym procederze oraz gromadząc środki finansowe niezbędne do przygotowania i popełnienia zbrodni wojennych i zbrodni przeciwko ludzkości. 5. Niemcy, wykorzystując panujący w Polsce antysemicki klimat, zlokalizowali na jej terenie najbardziej znane obozy śmierci, w tym Auschwitz i Treblinkę. Żydzi, Żydówki i żydowskie dzieci z całej Europy były w tych i innych obozach koncentracyjnych w Polsce mordowane i zamęczane na śmierć. 6. Gdy naziści wycofali się z Polski, Polacy, Ministerstwo Skarbu, rząd polski oraz inni oskarżeni dążyli do wzbogacenia się na nieszczęściu polskich Żydów, kontynuując nazistowski program czystek rasowych i etnicznych oraz czerpiąc z tego korzyści poprzez zawłaszczanie żydowskiej własności do celów handlowych. 7. Aby zmusić Żydów do opuszczenia Polski i porzucenia przez nich aktywów i praw własności, rozpoczęto realizację morderczego planu bazującego na antysemityzmie oraz czystkach rasowych i etnicznych wobec tych Żydów, którzy przetrwali Holocaust i powrócili do Polski. Po powrocie do swojej ojczyzny w Polsce tysiące Żydów było zastraszanych i – następne – w barbarzyński sposób bitych i/lub mordowanych w ich byłych domach, wsiach i miastach. Spowodowało to masowy exodus polskich Żydów, którzy przeżyli (Holocaust). Oblicza się, że około 60 tyś. Żydów opuściło Polskę pomiędzy czerwcem i wrześniem 1946 roku. Bezpośrednim powodem był pogrom, w Kielcach oraz haniebna kampania przemocy skierowana przeciwko polskim Żydom. Wielu innych Żydów obawiało się powrotu do Polski, porzucając jakąkolwiek nadzieję na odzyskanie swoich aktywów i własności. 8. Oskarżeni czerpali korzyści majątkowe, bazując na programie czystek etnicznych i rasowych wobec polskich Żydów. Zabezpieczyli prawa własności do całego mienia trzech milionów polskich Żydów, włączając w to wartościowe nieruchomości, gospodarstwa, fabryki, rzeczy osobiste, meble, oszczędności, polisy ubezpieczeniowe, obligacje, akcje giełdowe, złote monety, biżuterię, diamenty, przedmioty kultu religijnego oraz inne dobra. W następnych latach i dekadach oskarżeni nielegalnie do końca zawłaszczyli na własność wyżej wymienione dobra. Dokonali tego poprzez zmianę aktów własności, a wszystkie te operacje były dokonywane za zgodą Polski i Ministerstwa Skarbu. 9. W czasie obowiązywania polityki czystek rasowych i etnicznych, Żydzi w Polsce przez cały czas byli ofiarami łamania praw człowieka, w tym m.in. pobić, zastraszeń, plądrowań, tortur, gwałtów i morderstw. 10. W okresie przed 1939 rokiem polscy Żydzi stanowili ponad 20 procent ludności żydowskiej na całym świecie. W latach 1939-1948 społeczność polskich Żydów, licząca wcześniej ponad 3 miliony, w zasadzie zanikła. Ci nieliczni, którzy pozostali, by uniknąć prześladowań ukryli swoje żydowskie pochodzenie lub zmienili swoje wyznanie religijne. O ile naziści byli odpowiedzialni za większość akcji, które spowodowały wyniszczenie ludności żydowskiej w Polsce, to rząd polski oraz inni oskarżeni są odpowiedzialni za pozbawienie powodów ich własności oraz ich praw do tych własności. 11. Setki miast w całej Polsce doświadczyło napływu tych Żydów, którzy przetrwali wojnę. Obywatele polscy, którzy przez pięć lat byli obiektem polowań nazistów, powrócili do domów z zamiarem pozostania w nich. W wielu miasteczkach i miastach Żydzi nie byli widziani od lat. Oskarżeni, zamiast traktować powracających Żydów jako bezdomnych uchodźców, odmawiali Żydom powrotu do ich ojczyzny i domów, dokonując haniebnych aktów przemocy i morderstw. Oskarżeni kontynuowali nazistowską politykę „Juden Rein” na swoich własnych obywatelach, oczyszczając państwo z Żydów. Tym samym oskarżeni mogli przejąć i ciągnąć materialne korzyści z żydowskich dóbr i żydowskiej własności. 12. Wymazywanie Żydów z Polski oraz przejmowanie ich własności dokonywało się przy współudziale polskiego rządu, w tym polskiej policji i wojska. Za pomocą terroryzmu sponsorowanego przez Państwo Polacy rozpoczynali i brali udział w atakach na powracających Żydów. W małych miasteczkach Żydzi byli linczowani oraz duszeni, rozstrzeliwani lub zasztyletowywani. Publiczne wieszania Żydów opisywane były w prasie, przerażając tych, którzy wrócili do Polski i tych, którzy chcieli do niej wrócić. Oparte o informacje i wiarę te ataki stanowiły część systematycznego planu zgładzenia całej populacji żydowskiej pozostającej w Polsce po II wojnie światowej. 13. Oskarżeni kierowali się w swoich czynach nie tylko nienawiścią, ale również chciwością. Jak tylko Żydzi zostali wygnani z Polski, oskarżeni przejęli kontrolę nad żydowskim mieniem i własnością, zapewniając sobie prawo własności do niego i wykorzystując tę własność do bogacenia się. 14. Po zakończeniu II wojny światowej, polski rząd i oskarżeni, ignorując prawne konsekwencje ludobójstwa, zbrodni wojennych, zbrodni przeciw ludzkości i czystek rasowych, zezwolili na dokonywanie tych ohydnych czynów przeciw Żydom w Polsce, kontynuując je bezkarnie przez kilka lat, aż do momentu, gdy Żydzi poddali się z wyczerpania i opuścili Polskę, pozostawiając w niej swoje mienie. 15. Oskarżeni (Rzeczpospolita Polska, Ministerstwo Skarbu Państwa oraz John Does, czyli osoby i instytucje o nieustalonej tożsamości do chwili składania pozwu # 1-100 – przyp. red.) chcieli głównie doprowadzić do pozbawienia ofiar Holocaustu ich mienia i własności, a nie tylko przejąć i zarządzać własnością Żydów ocalałych (z Holocaustu) oraz ich spadkobierców. By urzeczywistnić ten cel, dokonywali morderstw oraz stosowali szantaż i przemoc fizyczną. W ten sposób rozwinęła się ściśle zaplanowana akcja przeprowadzana za pomocą szantażu, przemocy, tortur, gwałtów, śmierci, która zakończyła się przymusowym wygnaniem większości polskich Żydów zamieszkujących wówczas Polskę. 16. Po Holocauście Polska, Ministerstwo Skarbu i inni oskarżeni podjęli się rzeczywistych działań opartych o oszustwa, by przeszkodzić, opóźnić, unicestwić i uniemożliwić uczestnikom tego postępowania poznanie tak prawdy o losie ich własności, jak również pozbawić prawa do cieszenia się posiadaną własnością, pozostającą w Polsce. Te oszustwa popełnione przez Oskarżonych miały uniemożliwić uczestnikom tego postępowania zbiorowego odzyskanie i ścisłe określenie całkowitej ilości i wartości nieruchomości i innych dóbr bezprawnie im zabranych. 17. Odpowiadając na pytania uczestników postępowania zbiorowego, oskarżeni używali standardowych odpowiedzi, takich jak: własność została przekazana dobrowolnie, własność została skonfiskowana legalnie, własność została zniszczona; nie można odnaleźć dokumentów; mienie przejęto z tytułu długów; lub pretendenci do własności byli wzywani do powrotu do Polski w celu spłacenia zaległości podatkowych. Przez cały czas oskarżeni wykorzystywali przejęte mienie po ofiarach Holocaustu w celach handlowych i czerpali z tego użytkowania korzyści finansowe. 18. Wynikiem polityki realizowanej przez oskarżonych przez ponad pięćdziesiąt cztery lata było: zarządzanie mieniem, jego przejęcie oraz zyski finansowe osiągnięte przez oskarżonych w wyniku nielegalnego przejęcia mienia stanowiącego własność powodów, do którego oskarżeni nie mieli legalnego prawa do posiadania, kontrolowania, zarządzania, utrzymywania i uzyskiwania zysków. 19. Polska, Ministerstwo Skarbu oraz inni oskarżeni zainicjowali oraz kontynuowali proces nielegalnego przejmowania, wynajmowania, sprzedawania oraz/i zezwalania na sprzedaż aktywów i własności mienia należącego do powodów, dodatkowo pozbawiając żyjące osoby i ich spadkobierców nadziei na odzyskanie ich własności. Polska także dzisiaj wystawia na sprzedaż, zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w innych państwach, mienie ludzi ocalałych z Holocaustu, włączając w to rezydencje oraz obiekty handlowe, które na mocy prawa należą do powodów. 20. Powodowie żądają zakazania Polsce, Skarbowi i innym oskarżonym dalszej sprzedaży, niszczenia, rozporządzania lub umożliwiania sprzedaży lub pozbywania się lub transferu własności należącej do nich. 21. Powodowie żądają także od Polski, Skarbu i innych oskarżonych: (i) obliczenia i zwrotu aktywów i nieruchomości sprzedanych bądź przejętych z naruszeniem prawa ich właścicieli; (ii) obliczenia i zwrotu zysków, które przynosiło to mienie oraz (iii) wypłacenia odszkodowań i kary za poniesione szkody, co zniechęci oskarżonych do przeprowadzania takich akcji w przyszłości.
  33. octorus said

    ХДа, блядь, ермолка – самый модный головной убор ХХ1 века у политиков.

  34. Piotrx said

    Parodia ekshumacji w Jedwabnem
    Włodzimierz Kałuża

    Przecież to w gruncie rzeczy nie była żadna ekshumacja. Celem ekshumacji w wypadku ludobójstwa musi być określenie zarówno ilości ofiar, jak również ustalenie bezpośredniej przyczyny zgonu. W przypadku „ekshumacji” w Jedwabnem strona polska (?) pod naciskiem strony żydowskiej (czy to aby nie te same strony?) ograniczyła się do odsłonięcia wierzchniej warstwy ziemi, natomiast nie ruszała, ani nie analizowała samych kości. Z tego względu każda informacja na temat ilości może być, moim zdaniem, uznana za wyssaną z palca i nie może stanowić podstawy poważnych rozważań. Także samo wynikający z pozostawienia kości w zastanym stanie brak ich analizy, powoduje, iż nie da się dokładnie ustalić przyczyny śmierci. Żydowska wersja o całopaleniu, która pasuje im prawdopodobnie ze względów religijnych i propagandowych nie uzyskała tym samym potwierdzenia. Potwierdzeniem takim byłoby np. wyeliminowanie jako możliwej przyczyny śmierci ran postrzałowych. Nie zrobiono tego, a za to znalezione na miejscu „ekshumacji” łuski – w liczbie około 100 – świadczą niemal na pewno o tym, że do ofiar strzelano. Mimo to próbuje się minimalizować znaczenie faktu znalezienia łusek.

    Cały przebieg tej sprawy jest mocno zagadkowy. Po decyzji o przystąpieniu do ekshumacji wstrzymał ją min. Kaczynski, aby po rozmowach z rabinem (w końcu kto tu rządzi?) dać zezwolenie na ekshumacje, byle jakiś rabin był przy tym. Nic nadzwyczajnego, ale okazało się później, że przemilczano zasadnicza cześć ustaleń, których efektem było właśnie to, że nie ruszano kości, a wiec nie ustalono liczby ofiar, i nie ustalono przyczyny ich śmierci. Teraz dochodzi do tego jeszcze fakt zakazu wejścia na teren udzielony dziennikarzom. Nie otrzymał takiego zakazu Żyd Nissenbaum przybywający na ten teren, który bez przeszkód mógł się tam poruszać i filmować co chciał. Znowu okazuje się, że Państwo Polskie traktuje w jakiś szczególny sposób Żydów, którym wolno znacznie więcej, i Polaków, którzy mimo, że są we własnym kraju, maja ograniczone prawa. Teren „ekshumacji” osłonięty był wojskowa siatką, która uniemożliwiała wgląd z zewnątrz. Brak jest tez opublikowania wiarygodnych zdjęć z „ekshumacji”, natomiast min. Kaczynski okazał się specjalista w dziedzinie badań antropologicznych i ustalił swym ministerialnym słowem Ważnego Człowieka, że wśród ofiar były także kobiety i dzieci, no i że ofiar było ze dwie setki. Zakładam, że akurat w tym wypadku raczej bliższe prawdy są słowa przytoczone przez „świadków” Grossa, gdzie wymienia się liczbę tych niosących pomnik Lenina w zakresie 42 – 70. Zważywszy na przekrety liczbowe w liczbie ogólnie zamordowanych, gdzie u „świadków” Grossa są one podawane jako 3300, bądź też 1600, można z dużym prawdopodobieństwem przyjąć, że także liczby 42-70 są mocno zawyżone. Pozostaje pytanie, co odkryto w wykopaliskach o wymiarach 5 na 1 metr, co wynika z wypowiedzi toruńskiego prof. Koli. Wypada się też zastanowić, jak to jest możliwe, aby w 100 kg przebadanej ziemi znaleźć aż około 50 ofiar. Czyżby płonąca stodoła miała jakieś ruszty doprowadzające powietrze potrzebne do tak dobrego spalenia zwłok? Obawiam się, że w najnowszych krematoriach byłoby niemożliwe jednorazowe i równoczesne spalenie 50 zwłok, aby uzyskać z nich jedynie 100 kg popiołów.

    No cóż, gdy ktoś nie ma nic do ukrycia, to zapewne nie potrzebuje osłaniać terenu siatka maskującą, nie musi tez bać się wpuszczenia na teren wykopalisk niezależnych dziennikarzy i nie musi w końcu przystawać na absurdalne żądania obcych utrudniające wykrycie prawdy. Jestem pewien, ze żaden rząd działający w imię interesów Polski i Polaków nie działałby w ten sposób, jak to miało miejsce w „ekshumacji” w Jedwabnem. Rząd taki byłby zainteresowany całkowitym i bezkompromisowym wykryciem prawdy, ustaleniem dokładnej ilości ofiar, a także precyzyjnym określeniem przyczyny śmierci.

    Włodzimierz Kałuża

    ************************
    Koniec ekshumacji w Jedwabnem
    Kaczyński: Ofiar było znacznie mniej niż 1600

    W Jedwabnem nie zginęło 1600 Żydów, jak podawał w swojej książce Jan Tomasz Gross, lecz znacznie mniej – mówił wczoraj, na miejscu ekshumacji, Lech Kaczyński, minister sprawiedliwości i prokurator generalny. Uważa, że ofiar było „setki i to bardzo nieliczne setki, dwie setki”. Wczoraj ekshumację ofiar mordu z 10 lipca 1941 roku zakończono.

    Prowadzący ekshumację przesiali ok. 500 kg ziemi zmieszanej ze szczątkami ludzkimi. Szacuje się, że zawierała ona szczątki od 50 do 100 osób. Wykonanie wykopów obok nie pomogło w ustaleniu dokładnej liczby ofiar – piaszczysta ziemia zapadała się, co groziło osunięciem do nich szczątków.

    – Ze względu na reguły religii żydowskiej, które uszanowaliśmy, nie jest możliwe ustalenie precyzyjnej liczby ofiar. Jest rzeczą niepodobną, by w obu mogiłach leżało 1600 osób lub nawet liczba podobna do 1600. Takiej liczby ofiar tutaj nie ma – mówił Lech Kaczyński. – Według naszych bardzo zgrubnych obliczeń (…) są to setki i to bardzo nieliczne setki, dwie setki – mówił Kaczyński.

    – Byli tacy, którzy twierdzili, że tutaj nie ma szczątków zamordowanych ludzi. Teraz bez wątpienia wiadomo, że są. Była tutaj zbrodnia i to jest niewątpliwe – dodał Kaczyński. (Absurdalne stwierdzenie, w którym Kaczyński próbuje przekazać wynik ekshumacji jako sukces dowodzący istnienia zbrodni, której w rzeczywistości NIKT nie negował. W całej sprawie szło o liczbę ofiar podanych przez „swiadków” Grossa – przypominam, że raz było to 3300, a raz 1600 ofiar – wtr. moje WK.)

    Poza przedmiotami osobistymi w mogiłach znaleziono m.in. ok. 100 łusek od nabojów i łódki (rodzaj magazynku) od karabinka „Mauzer”. Wszystkie będą przedmiotem szczegółowych badań.

    – Nie neguję udziału w zbrodni niestety Polaków. To jest sprawa oczywista(oczywiste będzie to dopiero wtedy, gdy ustali sie konkretne osoby uczestniczące w mordzie – wtr. moje WK.), jednak znaleziono przedmioty świadczące, że mogli mieć w niej udział również Niemcy – mówił minister Kaczyński.

    O zaniechanie prób zamazywania historii i przyjęcie za nią odpowiedzialności zaapelował do Polaków prezes Domu Współpracy Polsko-Niemieckiej prof. Gerhard Bartodziej. Odniósł się on do napisu, jaki ma się pojawić na pomniku w Jedwabnem. „A więc wieczna rola ofiary i zrzucanie odpowiedzialności za to, co złe na innych, a najwygodniej na Niemców, Żydów i Rosjan” – napisał Bartodziej w oświadczeniu dla Polskiej Agencji Prasowej. Na tych narodach spoczywa ciężkie zadanie uporania się z własną historią – podkreślił.

    e.p., pap

    e.p., PAP, Rzeczpospolita, 2001-06-05

    **********************

    Ograniczona ekshumacja zwłok, jaką przeprowadzono w Jedwabnem, jest naukowym i prawnym nonsensem, nie do zaakceptowania w żadnym cywilizowanym kraju – napisał w oświadczeniu przesłanym w poniedziałek PAP profesor Jan Moor-Jankowski, przez 30.lat wykładający medycynę sądową na New York Uniwersity School of Medicine.

    Prof. Moore-Jankowski, który był w latach 1969-1974 konsultantem medyczno-naukowym przy urzędzie premier Izraela Goldy Meir stwierdził, że „jest zasmucony i oburzony obecną nagonką na Polaków. O to, że zabijali Żydów w Jedwabnem, kiedy co najmniej 360 tysięcy Polaków pomagało ukrywać się Żydom”.

    Moore-Jankowski podkreślił, że analiza medyczna zbrodni w Katyniu powinna być modelem dla innych studiów nad podobnymi zbrodniami, w tym także w Jedwabnem.

    „Byłem przez 30 lat profesorem medycyny sądowej w New York University School of Medicine – od 1965 roku do emerytury w 1995 r. – i wiem, że tego rodzaju badania, które robiło się w Jedwabnem muszą wykonywać specjaliści od medycyny sądowej. Gdy Niemcy odkryli groby w Katyniu, było nadzwyczaj ważne, żeby stwierdzić, czy polscy oficerowie zostali zabici przed atakiem niemieckim, czyli przed 1941 rokiem. To co specjaliści medycyny sądowej stwierdzili – określając datę zabójstwa – Sowieci nie potrafili potem podważyć. Chociaż i oni zrobili jeszcze jedną ekshumację”-stwierdził prof. Moore-Jankowski.

    „Polska nie jest teokracją, gdzie prawa religijne mogą blokować nowoczesne świeckie badania” – stwierdził profesor z Nowego Jorku. Podkreślił również, że państwo Izrael zezwoliło na prowadzenie tego typu analiz. „Tutaj w Ameryce są również Żydzi i ortodoksyjne odłamy. Jeżeli jednak potrzeba zrobić autopsję, to sędzia ją nakazuje i nie ma mówienia, że nie można, bo moja religia tego zabrania”.

    Prof. Jan Moore-Jankowski jest członkiem Francuskiej Akademii Medycyny jako jedyny reprezentant Stanów Zjednoczonych w tej prestiżowej instytucji.

    Prof. Jan Moore-Jankowski, PAP, 2001-07-10

  35. Marek S said

    Ewa Junczyk-Ziomecka i jej udzial w zamachu na prezydenta Lecha Kaczynskiego

    Ja uwazam ze Ewa Junczyk Ziomecka byla jedna za glownych osob ktore sa odpowiedzialne za katastrofe i smierc Lecha Kaczynskiego wraz z wieloma innymi.

    1. Przypuszczam ze wplyw Ewy Junczyk Ziomeckiej na prezydenta Lecha Kaczynskiego byl duzo wiekszy niz to by wynikalo z jej formalnej pozycji.

    2. Przypuszczam ze to ona podsuwala prezydentowi pomysly aby pozbierac wszystkie najwazniejsze osoby w panstwie i wsadzic do jednego samolotu.

    3. Przypuszczam ze to ona podsuwala prezydentowi idee aby wymienic pilotow na mlodych, mniej doswiadczonych i brawurowych.

    4. Przypuszczam ze to ona podsuwala prezydentowi date 10 kwietnia 2010 roku, jako date uroczystosci choc nie jest to data oficjalna. (Choc inspiratorem byl zapewno ktos inny, jednak ona byla osoba zajmujaca urabianiem prezydenta)

    Ogolnie rzecz ujmujac, to ona zajmowala sie aby reakcja prezydenta i palacu prezydenckiego bylo odpowiednia i pasowala do planu.

    Wiecej tu:
    https://marucha.wordpress.com/2010/11/20/prawa-zachowania-fizyki-a-oficjalna-dezinformacja/#comment-64324

    https://marucha.wordpress.com/2010/11/20/prawa-zachowania-fizyki-a-oficjalna-dezinformacja/#comment-64470

    Pisanie peanu przez Ewe Junczyk-Ziomecka na czesc Lecha Kaczynskiego jest po to aby odsunac wszelkie podejrzenia od siebie. Zydzi czesto, po zamordowaniu swoich ofiar, przychodza na ich pobrzeb, skladaja najbardziej wykwintne wience, wyglaszaja peany na czesc swojej ofiary o tym jak wspanialym byl czlowiekiem, i najwiecej placza aby ukazac zal (tylko na pokaz). Tak robi wlasnie Ewa Junczyk-Ziomecka.

    Przypuszczam ze jest ona wyjatkowo zimnokrwista psychopatka. Jej mowy o uczuciach i wrazliwosci sa tylko na pokaz aby przykryc swoja psychopatie bo tak wlasnie robia psychopaci.

  36. sokratus said

    Tez tak myslę. Typowa ich metoda: najpierw kogoś ukatrupia a potem robią z niego bohatera,mit,bożyszcze.

  37. Mordka Rosenzweig said

    Jest napisane:

    „Każdy się modli po swojemu”

    Ja pan Mordka jusz kiedys napisalem sze modlic sie moszna rusznie i to tszeba uszanowac.

    Jesli pszyklad pszyszedl od naszego wielkiego papiesza to napewno jest dobry i bardzo religijny.

    Ja sie bardzo cieszyc sze jest tyle czlowiekuw w Polszy ktuszy sie ciagle modla aby nas wielki papiesz zostal w koncu swietym.

    To jest bardzo waszne dla nas polakuw bo wtedy bedzie moszna opublikowac ostatnie zyczenie Jana Pawla der Zwei aszeby wszystkie koscioly w Polszy staly sie dwureligijne, a wiec oprucz ksiedza musi byc w parafi taksze rabin.

    Spowiedz bedzie dawana pszez rabina ktory bedzie potem robil sprawozdania dla panuw z mosad. Komunia Swieta bedzie stopniowo zamieniona na modlitwe do zlotego cielca.

    Ofiary na tace beda ciagle zbierane ale tylko pszez rabinow jako sze te pieniadze beda potszebne dla polakuw w izrael.

  38. Marek S said

    Ad. 34

    Nalezy dodac ze po wykonaniu swojego zadania Ewa Junczyk Ziomecka szybko i nagle usunela sie (lub ja usunieto) z pozycji i sytuacji z ktorej mogla uczestniczyc w eskapadzie Smolenskiej. Jej nagla promocja na konsula w Nowym Jorku i wyjazd do USA wskazuja dosc jednoznacznie ze ona i/lub osoby przez ktore byla sterowana wiedzialy ze nastapi katastrofa.

    Tak jak to jest opisanie w linkach pod ad.34, uwazam ze katastrofa w Smolensku byla zamachem ktory byl zorganizowany przez zydow i wykonany przy pomocy organizacji zajmujacych sie tego typu zadaniami czyli CIA i MI-6 (ktore zawsze dzialaja razem bo wywodza sie z tego samego pnia) jak tez prawdopodobnie Mossadu i przy wspoludziale ludzi (zydow) pracujacych w Pozarzadowych Organizacjach (NGO – Non Governmental Organizations) zarowno w Polsce jak i w Rosji i do wykonania tego zadania byla uzyta specjalna i sklasyfikowana technika. Celem tego zamachu bylo stworzenie potencjalnego zarzewia konfliktu (pomiedzy Polska a Rosja) ktory jest potrzebny lucyferianom w stworzeniu sekwencji zdarzen prowadzacych do zniszczenia wiekszosci ludzkosci w globalnym konflikcie ktory zydzi planuja juz od paruset lat.

    Wszystko uklada sie w logiczna calosc jesli przyjmiemy wlasnie taka interpretacje zdarzen.

    Pokrywa sie tez z interpretacja symbolizmu kabaly dotyczacego tego zdarzenia, a wiec dzialan duchowych majacych za zadanie stworzenia zgodnosci i harmoni pomiedzy dzialaniami fizycznymi (na ziemi) i duchowymi (poza ziemskimi).

    https://marucha.wordpress.com/2011/04/12/jak-postsowiecka-mafia-zamordowala-prezydenta-rp/#comment-87551

    https://marucha.wordpress.com/2011/04/12/jak-postsowiecka-mafia-zamordowala-prezydenta-rp/#comment-87551

  39. wet3 said

    @ Aga (20)
    O tym, ze Kurtyka robil w tej sprawie to samo co LK to dobrze wiem. Chcialem powiedziec, ze spotkanie z p. Trzecinska odbylo sie jeszcze przed objeciem przez Kurtyke kierownictwa IPN i dlatego p. Trzcinska nie wspominala Kurtyki obok LK – co napisamem niepoprawnie i, oczywiscie, przeoczylem.

  40. w.red said

    Aga

    Folguj Aśćka, folguj nieco bo zaraz pomyślę że u Maruchy jakiś POplatany umyslowo się zalągł przez przypadek. Na temat Kaczyńskich nie miałem i nie mam najlepszego zdania. Z tych pwodów o których Pani pisałaś przede wszystkim a Lesbona to tylko przypieczętowała. Trzeba jednak mieć na uwadze że stosowana przez nich retoryka patriotyczna skutecznie przesunęła ten elektorat w ich stronę (czemu trudno się dziwić skoro wszystkie inne ugrupowania się tych ludzi wyparły). Zatem obrażasz Pani nie tyle pamięć zmarłego i jego brata (co też u każdego mającego nieco kultury człowieka nie może wzbudzić pozytywnych reakcji). Ale tych, właśnie patriotów którzy poważyli się zaprotestować przeciwko obłudzie i szytej grubymi nićmi manipulacji mającej zafałszować rzeczywistość i prawdę oczywistą. Odpowiedzialność za to wydarzenie spada wyłącznie na obecnie rządzących. A wszystkie próby zafałszowania informacji, ukrywania dowodów itp w logiczny sposób uzasadniają tezę dokonania zamachu. Stąd i protesty, które usiłuje się spacyfikować jak tylko się da. A ludzi w nich biorących udział zaklasyfikować do kategorii oszołomów i idiotów tylko dlatego że jak w każdej krytycznej dla Narodu chwili ich tarczą jest krzyż ? I w tym świetle masz Pani czelność zarzucać im sekciarstwo ?!
    Trzeba być naprawdę równie umysłowo sprawnym jak niejaki Taras by na to się zdobyć. Wypadałoby zapytać co Pani osobiście zrobiłaś kiedykolwiek dla swojego kraju (oprócz tego żeś się Pani w nim urodziła) że poczuwasz się Pani do prawa by tymi ludźmi pomiatać i ich lżyć ?
    Może więc darować sobie „wrzutki” i poprosić o mniej skomplikowane zadanie ?

  41. Marek S said

    „Będziemy się czuli jak w domu”

    No wlasnie, w tym sie kryja cala tragedia Polski i Polakow. Zydzi w Polsce czuja sie jak w domu, bo zrobiono z Polski JudeoPolonie w ktorej to Polacy czuja sie jak obcy.

    A przeciez Polacy powinni czuc sie w Polsce jak w domu.

  42. zatoichi said

    SEKTY – RUCHY RELIGIJNE – GRUPY KULTOWE
    Pojęcie „sekta” ma wielorakie znaczenie. Dotyczy jednak zawsze określonej wspólnoty, związku, grupy ludzi, która wyodrębniła się z jakiejś wielkiej religii, ruchu społecznego czy światopoglądowego. Pojęcie sekty trzeba więc rozpatrywać na różnych płaszczyznach. Pojęcie „sekta” pochodzi z języka łacińskiego. SECTA wywodzi się z czasownika „sequor” – iść, podążać za kimś. Stąd wyjaśnienie dotyczące sekty: droga którą się podąża, sposób postępowania.

    DEFINICJE SEKTY:
    1 – grupa religijna, która oderwała się od któregoś z wielkich kościołów panujących i przyjęła własne zasady organizacyjne.

    2 – grupa społeczna izolująca się od reszty społeczeństwa, mająca własną hierarchię wartości, zespół norm zachowania się, silnie akcentująca przywódcy.

    3 – to ugrupowanie lub ruch, wyróżniający się przesadnym oddaniem jakiejś idei i posługujące się nieetyczną perswazją i manipulacją w celu uzyskania poparcia dla zamierzeń przywódców.

    UNIWERSALNA DEFINICJA SEKTY :
    Sekta (CULT) – jest to grupa ludzi, która posiada strukturę typu piramidowego i autorytarne kierownictwo. Charakterystyczne dla niej jest nauczanie i przewodnictwo pochodzące od osoby lub osób znajdujących się na szczycie tej hierarchii. Grupa tego typu zazwyczaj uzurpuje sobie prawo do posiadania wiedzy na temat jedynej drogi do Boga, Nirwany, Raju, Ostatecznej Rzeczywistości, Pełnego potencjału, Drogi do szczęścia itd. Celem takiego oddziaływania jest uzyskanie pełnego panowania nad swoimi członkami i zatrzymanie ich na stałe wewnątrz grupy.

    Definicja ta obejmuje sekty istniejące w obrębie wielkich religii świata, łącznie z sektami nie mającymi podłoża religijnego – sekty ekonomiczne, edukacyjne i psychologiczne.

    http://www.effatha.org.pl/sekty/ogolne/definicja.htm

    1./Żaden duchowny jeszcze tak ostro nie wypowiadał się o strażnikach krzyża sprzed Pałacu Prezydenckiego, który wczoraj stoczyli wojnę w obronie symbolu wzniesionego przez harcerzy w hołdzie pamięci ofiar katastrofy smoleńskiej. Bp Tadeusz Pieronek wyraził oburzenie zamieszkami z krzyżem w tle. Obrońców krucyfiksu określił fanatyczną sektą.

    Wojnę o krzyż podzielonego narodu skomentował w wywiadzie dla „Polska The Times”, bp Tadeusz Pieronek. Duchowny nie bał się głośno osądzać strażników symbolu katastrofy smoleńskiej.
    – Z ludźmi którzy bronią krzyża przed Pałacem Prezydenckim nie da się dogadać, bo nie trafiają do nich żadne racjonalne argumenty. To jakaś fanatyczna sekta – stwierdził bp.
    Jego zdaniem awantura, którą wywołali obrońcy krzyża nie była walką w obronie krzyża, ale przeciw krzyżowi. – Walką tych, którzy przez ten symbol chcą uzyskać korzyści polityczne. Ci ludzie są mali, teraz doskonale widać ich karłowatość – ocenia bp Pieronek.
    Kapłan twierdzi też, że postawienie krzyża przed Pałacem Prezydenckim było szlachetnym gestem, to co działo się potem było jednak czystą manipulacją tych, którzy chcieli krzyżem robić politykę. Biskup nie stawia zarzutów, ale dodaje za to, że „sprawa krzyża stała się elementem gry politycznej również z powodu zbliżających się wyborów”.

    2./Biblia Sekty Smoleńskiej
    Czyli jak Rosjanie zrzucali bombę próżniową i dobijali rannych 10 IV, a jak rząd RP to ukrywa

    Środowiska pisowskie promują książkę Leszka Szymowskiego, objawiającą ezoteryczną prawdę o 10 IV 2010 roku pod Smoleńskiem.

    W konfabulacjach autora samolot wylądował na ziemi, ale został zniszczony przez Rosjan, a ranni byli dobijani z broni ręcznej. O wszystkim dobrze wiedzą polskie i amerykańskie służby. Te ostatnie mają nawet rzekomo fotki pokazujące, że samolot wylądował.

    Oto najciekawsze cytaty:

    Tupolew ścinał drzewa, ale poobijany wylądował awaryjnie w błocie. O 8:39 rozerwała go siła wybuchu bomby próżniowej i ona też zabiła część pasażerów. Ci, którzy przeżyli, zostali zamordowani strzałami z broni palnej.

    Rząd Donalda Tuska wspólnie z Rosją uczestniczy w matactwie. I tuszuje ślady zabójstwa prezydenta państwa NATO

    Zachęcamy Czytelników konserwatyzm.pl do lekkiej i rozweselającej lektury political-fiction przed snem. Oczywiście sprzedajemy Biblię Sekty Smoleńskiej w naszej księgarni:

    http://capitalbook.pl/product_info.php?products_id=596

    Jeśli jesteś sympatykiem PiS, musisz mieć tę książkę, musisz wiedzieć jak zamordowano Lecha Kaczyńskiego! Musisz wierzyć w bombę próżniową, musisz wierzyć z zamach i sztuczną mgłę!

    A mówiąc poważnie: polecam tę książkę wszystkim Czytelnikom Konserwatyzm.pl, bowiem żadna recenzja nie jest w stanie oddać klimatu w jakim „dzieło”to zostało napisane. Ta książka pokazuje, że środowiska pisowskie to już nie jest partia polityczna, ale jakieś mistyczne wyznanie., swoisty „pislam”. Dlatego jako obrazek dajemy nie okładkę książki, ale tańczących derwiszy. Dawno nie ubawiłem się tak jak przy lekturze tej książki.

    Adam Wielomski

    http://www.konserwatyzm.pl/artykul/159/biblia-sekty-smolenskiej

    3./Przyczyny katastrofy smoleńskiej według raportu Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK):

    – niepodjęcie na czas decyzji o odejściu na lotnisko zapasowe po otrzymaniu informacji o warunkach pogodowych

    – obniżanie lotu bez widoczności naziemnych punktów i wbrew ostrzeżeniom

    – brak odpowiedniej reakcji i wymaganych działań przy wielu ostrzeżeniach systemu TAWS i zejście poniżej dopuszczalnej wysokości loty

    – podejście do lądowania mimo braku zgody z wieży kontrolnej

    – na decyzję pilotów miała wpływ presja psychologiczna

    Czy to koniec debilnych historyjek o “sztucznej mgle”, spisku Putina etc.? Bynajmniej. Środowiska które instrumentalnie traktują to tragiczne wydarzenie dalej będą brnąć w oparach absurdu. To zresztą ludzie wybitnie odporni na jakąkolwiek argumentację. Gomułkowska zasada “wicie rozumicie” została przez nich doskonale przyswojona. Lech Kaczyński brał udział w budowaniu razem z innymi “patriotami” fundamentów “najwspanialszego państwa w polskiej historii” czyli III/IV RP w trakcie rozmów w Magdalence i przy Okrągłym Stole. Ale wicie rozumicie, jako prawdziwy patriota czuwał nad wszystkim. Lech Kaczyński podpisał Traktat Lizboński. Ale wicie rozumicie, nie myślał wtedy o niczym innym niż o Wielkiej i Niepodległej Polsce. Środowisko dzisiejszej Sekty Smoleńskiej krzyczące o “podporządkowaniu Polsce Rosji”, “utracie suwerenności” od zawsze popierało działania, których owocem było lądowanie po latach życia pod butem jednego Wielkiego Brata w objęciach drugiego. Poparcie zbrodniczej napaści na Jugosławię, poparcie i wsparcie amerykańskiego szaleństwa w Iraku i Afganistanie kosztujące nas miliardy złotych, budowa razem z tymi, z którymi rzekomo walczą, demoliberalnego “raju” z setkami miliardów złotych długu publicznego, to obraz “prawdziwych patriotów” dziś bredzących o “męczeństwie” z 10 kwietnia 2010 roku. Nagminne porównywanie tego wydarzenia z maskarą polskich oficerów w Katyniu świadczy o poziomie megalomaństwa i ucieczce od rzeczywistości osób formułujących takie opinie. Nikt nie ma prawa porównywać tamtych wzorów miłości Ojczyzny – Polski autentycznie wolnej i suwerennej do przedstawicieli establishmentu politycznego z pokładu TU-154. Architekci III/IV RP mogą już ściągnąć zastępy użytecznych z ulic i internetu i powrócić do tego co potrafią najlepiej – rozwijania dzieła 1989 roku, zamerykanizowanej prowincji Unii Europejskiej. Polscy nacjonaliści zaś niech zajmą się dążeniem do Wielkiej i Niepodległej Polski bez Wielkich Braci, obojętnie czy ze wschodu, czy z zachodu.

    http://www.nacjonalista.pl/2011/01/12/raport-mak-%E2%80%93-koniec-szopki-smolenskiej.html

    4./Psychoza pisowców i makiawelizm Kaczora

    O psychozie na cmentarzu katyńskim, mrocznym Pospieszalskim w pociągu jadącym ze Smoleńska, Kaczyńskim szukającym zdrajców w PiS kilkanaście godzin po śmierci brata i teoriach spiskowych „pisiorów”. Panie i Panowie: nowe „Wprost”.

    Im bliżej rocznicy tragicznej katastrofy Tupolewa w Smoleńsku, tym więcej pojawia się u nas informacji związanych z tym tragicznym wydarzeniem. Powstają książki, filmy i cała masa wykluczających się informacji, które mają nas przybliżyć do „prawdy”. Jej samej jednak już nie poznamy. Została pocięta piłami wraz z wrakiem Tupolewa i oddana przez nasze władze Rosjanom, by ci ją mogli dowolnie interpretować. Natomiast im bliżej rocznicy, tym więcej pojawia się wrzutek, mających pokazać, kto wykazał odwagę, a kto zachował się jak tchórz w tamtych kwietniowych dniach.

    „Ludzie szeptali między sobą: – Skoro wojsko ma nas ewakuować, to znaczy, że to był zamach. To, kto za nim stał, nasuwało się samo. Wiceszef Kancelarii Prezydenta Jacek Sasin szedł jak zahipnotyzowany. Z zamyślenia wyrwał go nieznajomy starszy mężczyzna – dopadł go w bramie memoriału. Pewnie był z Rodzin Katyńskich, bo na ramieniu miał biało-czerwoną opaskę. – Panie ministrze, panie ministrze – dyszał. – To prawda, że Ruscy zestrzelili prezydenta?” – czytamy w artykule „Panika we mgle” w nowym wspaniałym „Wprost” Tomasza Lisa. W tekście możemy przeczytać, jak „drżącym głosem” Radosław Sikorski przekazał żonie premiera straszną informację o upadku „tutki” oraz panice bojących się internowania posłów PiS, prowadzonych na Mszę świętą na Dworcu Zachodnim przez Jana Pospieszalskiego (który już wtedy miał kamerę i pewnie chciał robić „Solidarnych 2010”). Już kilka sekund po katastrofie ludzie na cmentarzu katyńskim szeptali o zamachu – informuje „Wprost” uświadamiając nas, że „sekta smoleńska” postawiła sobie tezę, której przez następny rok broniła jak lew. Ta paranoiczna teza udzieliła się oczywiście posłom PiS, którzy jak najszybciej postanowili czmychnąć ze Smoleńska. Według tygodnika Macierewicz przejął nieformalne przywództwo wśród polityków PiS. Podobno spodziewał się dymisji rządu i nadzwyczajnego posiedzenia Sejmu, kładąc nacisk na słowo „natychmiast” w rozmowie z politykami partii Kaczyńskiego. Teza ta nowa nie jest, bowiem od 10 kwietnia sączą ją politycy PO z Januszem Palikotem na czele, którzy co jakiś czas przypominają, że „Macierewicz uciekł ze Smoleńska i jest tchórzem”. – Musimy tam być jak najszybciej. Jesteśmy w Polsce potrzebni. Nie da się wykluczyć, że i Macierewiczowi udzieliła się psychoza panująca na cmentarzu. Psychoza, którą wywołało jedno krótkie słowo krążące wśród tłumu: „zamach”. W pociągu, którym uczestnicy uroczystości wracali do Warszawy, emocje buzowały – czytamy we „Wprost”. Redaktorzy szybko dodają w swoim tekście, że w przedziale z Macierewiczem siedział… Jan Pospieszalski.

    I tutaj jest pies pogrzebany – chciałoby się rzec. Już wtedy „psychoza panująca na cmentarzu” udzieliła się autorowi „Warto rozmawiać”. To tłumaczy, skąd jego psychopatyczne filmy nakręcone na Krakowskim Przedmieściu i programy, do których zapraszał prof. Zybertowicza, który zresztą również występuje w tekście, ale o tym za chwilę. Tymczasem w pociągu posłowie PiS rozważali, czy prezydenta zestrzelono za pomocą pola magnetycznego i dlaczego FSB pilnowała uczestników uroczystości. Czy mówili tak wszyscy posłowie PiS? Czy może ktoś rzucał w szoku takie uwagi? A czy to ważne? Przecież na cmentarzu panowała „psychoza” a Pospieszalski był w pociągu.

    Psychoza była zresztą tak wielka, że Pospieszalski wpadł na pomysł zorganizowania Mszy św. – jak informuje z pietyzmem „Wprost”.

    „– Kochani – Pospieszalski nawoływał, krocząc przez cały wagon – jak wysiądziemy na Dworcu Zachodnim, możemy zorganizować polową Mszę świętą. Pomódlmy się za zmarłych w tej tragicznej katastrofie. Mam kamerę, będziemy mogli uwiecznić te wyjątkowe chwile” – czytamy. Na szczęście ktoś z Rodzin Katyńskich zwrócił uwagę, że na dworcu to tak nie bardzo. Dobrze, że choć jedna osoba panowała troszkę nad psychozą jadącą pociągiem z Macierewiczem i Pospieszalskim. Jednak, niestety, psychozy nie udało się powstrzymać do końca, bo – według „Wprost” – poseł Suski powiedział już na dworcu polskim policjantom, którzy chcieli podwieźć posłów do autokarów: „– Podstawcie nasz autokar tutaj. Poczekamy, to nie stan wojenny. Nie musicie nas od razu internować.” Czy była to mało znacząca uwaga wstrząśniętego tragedią posła, który znany jest czasem z nieprzemyślanych wypowiedzi, czy może wcale czegoś takie nie powiedział, nie jest istotne. Ważne, że już na cmentarzu narodziła się „psychoza”.

    „Psychozy” nie było już jednak w biurze Jarosława Kaczyńskiego. O nie, tam, mimo tragedii, panowała atmosfera walki politycznej. Kilka godzin po katastrofie posłowie PiS wysyłali sobie esemesy z nazwiskami kandydatów na prezydenta. Szkoda, że „Wprost” nie dodało, iż ciało Lecha Kaczyńskiego było jeszcze ciepłe, gdy jeden poseł wysłał esemesa do drugiego. „Psychoza” znana z pociągu jadącego z tchórzliwym Macierewiczem i Pospieszalskim nie udzieliła się również prof. Zybertowiczowi, który przyniósł Jarosławowi Kaczyńskiemu 11 kwietnia podpisany przez PRAWIE wszystkich doradców Lecha Kaczyńskiego apel o to, by stanął w wyborach prezydenckich. „– Panie profesorze – westchnął bezradnie prezes PiS. – Czy pan wie, jaki to wielki ból stracić brata bliźniaka? – Nigdy nie byłem w takiej sytuacji, więc mogę tylko próbować sobie wyobrazić, jakie to straszne uczucie… – odpowiedział zakłopotany Zybertowicz. – Tak, ból jest niebywały – Kaczyński zaczął przejmująco opowiadać o tym, co czuje. Na koniec niespodziewanie wrócił jednak do wyborów prezydenckich. – Mówi pan, że list z apelem o mój start podpisali prawie wszyscy doradcy. No dobrze, a kto nie podpisał? – Bugaj i Żukowski – odpowiedział zaskoczony pytaniem Zybertowicz” – czytamy w gazecie Tomasza Lisa.

    „Psychoza” nie udzieliła się więc Jarosławowi Kaczyńskiemu, który na zimno, kilkanaście godzin po identyfikacji zwłok brata, zaczął walkę polityczną, która doprowadziła do wykoszenia z PiS-u Pawła Poncyliusza ze spółką. „Kto nie podpisał?” – brzmi to jak wypowiedź Józefa Stalina. Czy tak rzeczywiście było? Możliwe. Jaki był kontekst tej wypowiedzi? Who cares? „Psychoza” Pospieszalskiego i makiawelizm Kaczyńskiego był promowany w mediach na długo przed „Smoleńskiem”. Teraz trzeba go tylko przypomnieć.

    Czy kpt. Protasiuk mówił: „zobaczcie, jak lądują debeściaki”? Czy pokłócił się z generałem Błasikiem na płycie lotniska? Dowodów na to nie ma. Ale jest atmosfera „psychozy”, o której będziemy dowiadywać się coraz częściej, im bliżej będziemy 10 kwietnia i październikowych wyborów parlamentarnych.

    Łukasz Adamski

    5./ Krzyż został potraktowany jak przysłowiowy murzyn. Zrobił swoje i może odejść – mówi Paweł Deresz. Dodaje, że odkąd przeniesiono go do kościoła św. Anny, nikt się nim nie interesuje.

    W rozmowie z dziennikiem „Polska The Times” Paweł Deresz wyznaje, że obawia się obchodów pierwszej rocznicy katastrofy smoleńskiej. – Odnoszę wrażenie, że ludzie przyjeżdżają tam tylko demonstrować poparcie dla swojego wodza. To demonstrowanie poparcia dla PiS. To, co się tam dzieje, kojarzy mi się z tym, jak traktowano słynny krzyż – mówi.

    – Krzyż został potraktowany jak przysłowiowy murzyn. Zrobił swoje i może odejść – kontynuuje Deresz. – Póki był pod Pałacem, to go broniono, kiedy trafił do kościoła św. Anny, nikt się tam nie pojawia. Nie ma ani kwiatów, ani zniczy – żali się Paweł Deresz, wdowiec po posłance Jolancie Szymanek-Deresz.

    W rozmowie z dziennikiem „Polska The Times” przyznaje także, że nie zamierza wziąć udziału w uroczystościach przed Pałacem Prezydenckim w pierwszą rocznicę katastrofy. Jego zdaniem, to obchody partyjne, a nie państwowe. – Nie chcę mieć z tym nic wspólnego – wyznaje Deresz.

    Wdowiec po zmarłej w katastrofie posłance weźmie udział w mszy na Okęciu oraz oficjalnych obchodach na Powązkach. – Powinniśmy spędzić ten dzień w ciszy i na przemyśleniach, a nie krzycząc pod Pałacem Prezydenckim o relacjach Tuska z Putinem. Nie sądzę, by różnice i podziały między rodzinami ofiar kiedykolwiek miały zniknąć – konstatuje.

    eMBe/PolskaTheTimes

  43. wet3 said

    @ 40
    Jesli ci ludzie mieszkaja w Polsce i do tej pory nie dogadali sie kim sa Kaczory, to nalezy sie ich umiescic w kategorii naiwnych glupcow. Przeciez kaczki nic wspolnego, poza retoryka, z polskoscia nie mieli i nie maja.

  44. revers said

    do tego sa masakrowani tworami antyterrorystycznymi wykreowanymi przez mossad/cia ej do masowego lupienia panstw bez bronii masowego razenia, jak to bylo przypadku Iraku, a przelozylo sie na grupy spoleczne jednostke

    Myślałam, że to bandyty jakieś chcą nas zabić”
    TVN24
    Czwartek, 14 kwietnia

    Fatalna pomyłka antyterrorystów. Zamiast producentów narkotyków, ofiarami uzbrojonych po zęby policjantów została para staruszków ze wsi spod Otwocka. Mężczyzna ma rozbity nos i siedem szwów na twarzy. W trakcie akcji antyterrorystów stracił przytomność. Policjanci mieli zrobić nalot na wytwórnie amfetaminy. Okazało się jednak, że pomylili adresy.
    Niedziela, godzina piąta rano – to właśnie wtedy, według relacji starszego małżeństwa ze wsi Radwanków Szlechecki (woj. mazowieckie), rozegrał się dla nich prawdziwy koszmar.

    – Myślałam, że to bandyty jakieś chcą nas zabić i pieniądze chcą, chociaż tu nie ma. Nie wiedziałam, co się dzieje, za co – opowiada 82-letnia Gabriela Kardas.

    „Leżałem nago w gatkach”

    Grupa antyterrorystów wyciągnęła z domu prawie 90-letniego mężczyznę i powaliła go na ziemię. – Leżałem nago w gatkach samych i w koszuli, a jeden z bronią nade mną. (…) Nic nie powiedziały, tylko „nie ruszać się, nie ruszać” – relacjonuje Henryk Kardas.

    Mężczyzna, który jest chory na serce przez kilkadziesiąt minut leżał na betonie z krwawiącą głową. Nie może ruszać ręką, ma siniaki, szwy na głowie. – Szok straszny, przeżycie straszne – mówi.

    „Teraz całe noce człowiek przestraszony”

    Antyterroryści mieli rozbić fabrykę amfetaminy. Nikogo nie zastanawiało, że zamiast bandytów zastali starsze małżeństwo.

    Kiedy leżeli już w kajdankach, policjanci poszli do domu obok, gdzie mieszka ich syn z rodziną. – Zerwałam się, dobiegłam tylko drzwi, ale już nie zdążyłam dobiec, bo oni już w międzyczasie tłukli – opowiada ich synowa.

    Każda noc jest dla Kardasów kolejną traumą – nie mogą spać i nie potrafią poradzić sobie z wydarzeniami, które przewróciły ich spokojny świat do góry nogami.

    – Teraz to całe noce człowiek przestraszony i ja to nie wiem, jak to teraz żyć – mówi staruszka.

    Policja bada sprawę

    Żadnych narkotyków u Kardasów policja nie znalazła. Ostatecznie zlikwidowana fabryka była kilkadziesiąt kilometrów dalej.

    Policja udostępniła film z likwidacji fabryki amfetaminy, tyle że na pierwszych ujęciach… widać gospodarstwo Kardasów. Na razie funkcjonariusze nie chcą się przyznać do błędu. Badają sprawę. – Komendant wszczął postępowanie kontrolne – sprawdzamy, wyjaśniamy, będziemy zapoznawać się z dokumentacją, na której podstawie były wykonywane nasze działania, jak również będziemy zapoznawać się z zapisem kamer. Będziemy przesłuchiwać naszych funkcjonariuszy. Za wcześnie, żeby mówić o naszych ostatecznych ustaleniach – mówi Maciej Karczyński, rzecznik Komendanta Stołecznego Policji.

    Rodzina Kordasów zapowiada wniesienie zażalenia na działanie policji.

    nsz/fac

  45. precz z banda czworga said

    Dla „antyterrorystow” szkolonych przez chazarow w rodzaju dziewulskiego to normalka; nawet przepraszac nie będa ,bo za co?za poturbowanie gojow?

  46. Andrzej said

    Panie Gajowy
    Autorka tekstu E.Junczyk Ziomecka-najogólniej mówiąc to jest gadzina,tacy ludzie nigdy nie powinni gościć na tak szanownej stronie.Czy to znaczy ze teraz mam się spodziewać
    Ewy Sulkowskiej Bierezin.Niech mi Pan nie mówi ze o pieniądzu na tych lamach będzie zabierał głos mąż lub były mąż pani Junczyk, Mariusz Ziomeckiej.
    Proszę nie dopatrywać się żadnej złośliwości w tym komentarzu,jestem totalnie zaskoczony
    autorka tekstu.Ta pani powinna się wytłumaczyć dlaczego nie zabrala sie z Lechem do Smolenska tylko udala sie na placowke do NY.

    Tekst został zamieszczony dla celów poglądowych. I został przez wszystkich właściwie odebrany. – admin

  47. Andrzej said

    Dziękuje.
    Mimo wszystko samo nazwisko mnie straszy i nie moglem uwierzyć ze taka potwora ze swoimi wypocinami tu się znalazła. Nie wiedziałem jak bardzo są rozpoznawalne owe osoby,balem się ze może ktoś uznać to za godne wiary,jak by nie było jest to na szanowanej stronie.Swoja droga jestem bardzo dzikawy jak pani Junczyk- Ziomecka i pani Ewa Sulkowska- Bierezin na krotko przed katastrofa opuściły kancelarie prezydenta RP udając się na placówki.Ciesze się większość czytających wie kto są te panie.

    Zastanawiałem się, czy nie dać krótkiej uwagi wstępnej, ale jednak funkcja tej pani była tak wymowna… – admin

Sorry, the comment form is closed at this time.