Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Tadeusz o Przez 37 lat, co dzień, wchodz…
    Krzysztof M o Dwa wektory hipokryzji
    Szczepan Zbigniewski o Nie strasz, nie strasz, b…
    Szczepan Zbigniewski o Nie strasz, nie strasz, b…
    revers o Aktualność geopolityki!?
    revers o Aktualność geopolityki!?
    bbebebe o Wolne tematy (82 – …
    kfskenve o Wolne tematy (82 – …
    Lily o „Papież Franciszek”jest naszą…
    revers o Nie strasz, nie strasz, b…
    AlexSailor o Kupiłeś „elektryka”? No to cię…
    Andy o Nie strasz, nie strasz, b…
    CBA o Wolne tematy (82 – …
    Yagiel o Wolne tematy (82 – …
    Lily o Wolne tematy (82 – …
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 625 obserwujących.

Polacy – wielki naród, którego nie łączy nic

Posted by Marucha w dniu 2011-04-19 (Wtorek)

Rosjan łączy wojna ojczyźniana, Niemców mur berliński, a Polaków nic.

1. Każdy naród ma w swej pamięci i tożsamości coś takiego, jakąś szczególną dla niego wartość, która go łączy ponad wszystko. Łączy go tak, że inne narody z daleka to widzą. Każdy naród ma po prostu swoje narodowe świętości.

2. Dla Rosjan świętością jest pamięć wojny – Wielikoj Otiecziestwiennoj Wojny. Wobec Rosjanina tej pamięci nie wolno podważyć ani tym bardziej z niej zadrwić. Na tej wojnie Rosjanie walczyli, ginęli, zwyciężyli. a niemieckiego wroga odepchnęli spod bram Moskwy, Leningradu i znad Wołgi.
Jako Polak szanuję tę rosyjska pamięć, a na grobach poległych w Polsce Rosjan staram się od czasu do czasu zapalić świeczkę.
Szanuję tę pamięć tym bardziej, że mi Matka opowiadała o rosyjskich kobietach z Komarowki, które z nieludzkim wyciem biegły przez wieś, z „pohoronnem” (zawiadomieniem o śmierci) w ręku i opłakując śmierć kolejnych chłopców z tej wsi. Stu sześciu poszło na wojnę, sześciu wróciło.
Tę wojenną świętość uszanuje wobec każdego Rosjanina, choć w duchu czasem pomyślę co innego, bo jako Polak mam też świadomość niektórych ciemniejszych stron tej świętości.

3. Niemców łączy mur berliński. Łaczy ich pamięć, ze ten mur kiedyś przemocą ich podzielił, Kawałki muru opakowali i sprzedają jak relikwie. Na każdej j autostradzie wschód-zachód stoi tablica informująca – tu przebiegała granica podziału Niemiec w latach 1945-89. Oni nie chcą o tym podziale zapomnieć, tak jak my zapomnieliśmy wszystkie granice zaborów, rozbiorów i podziałów, które rozdzierały Polskę. Na autostradzie A2 za Słupcą próżno szukać tablicy – tu przebiegała granica podziału Polski po rozbiorach.
A niby tak roztrząsamy narodową pamięć….
Niemcy są też dumni, że mur berliński obalili i uwolnili świat od komunizmu. Próżno ich przekonywać, że mur runął im sam, po tym jak Polacy podkopali jego fundamenty. Nie przyjmą tego, są dumni, że się wdrapali na ten mur i go przewrócili.
No i łaczy ich tez pamięć o tzw. wypędzonych. Przez myśl im nie przyjdzie nazwać ich – tak jak my naszych wypędzonych nazywamy – repatriantami, czy;li powracającymi do ojczyzny. Niemcy nie mają watpliwości, ze ich rodaków z ich ojczyzny wypędzono, w następstwie wojny, która rozpoczęła się w listopadzie 1944 roku wkroczeniem Armi Czerwonej do Prus Wschodnich.
Tę niemiecka pamięć szanuję w ludzkim jej wymiarze, bo rozumiem co czuli ludzie zmuszeni do opuszczenia swoich domów, a bywało, ze i zabijanych na tych domów progach. Nie przyjmuję tylko szukania sprawców tego wypędzenia poza granicami Niemiec.

4. Węgrów łączy pamięć rozbioru w Trianon w 1919 roku, kiedy to zabrano im dwie trzecie terytorium ich dawnego państwa. To jest zadra, która dotkliwie boli każdego Węgra, z lewa czy z prawa i z wdzięcznością przyjmie każdą oznakę solidarności z tym bólem. I jak się Węgrowi gdzieś granicą dzieje krzywda, w Rumunii czy Słowacji, to wszyscy Węgrzy podnoszą larum na cały świat. Nie tak jak Polacy, którym w większości zwisają kalafiorem coraz większe litewskie szykany wobec rodaków z Wileńszczyzny.

5. Dla Serba świętością jest Kosowo i nie trzeba pytać Serba, czy on jest nacjonalistą, czy demokratą, każdy się ucieszy, jeśli mu się powie – Kosowo je Srbija. W Polsce powiesz – Śląsk to jest Polska – i masz problem.

6. Francuz z kolei nie roztrząsa jakiegoś konkretnego zdarzenia, jemu trzeba powiedzieć „vive la France”, wtedy cieszy się jak dziecko. Bo Francja jest najważniejsza, a wszystko co francuskie, jest najlepsze.
Też inaczej niż Polacy, bo dla wielu z nas wszystko co polskie jest z definicji gorsze, niż zagraniczne.

7. No właśnie – a nas Polaków co takiego łączy dziś właściwie?
Co może do nas powiedzieć cudzoziemiec, żeby zrobić przyjemność każdemu napotkanemu Polakowi, niezależnie od jego poglądów i sympatii politycznych?
Cudzoziemiec powie – wojna, bohaterstwo…. e tam, lepiej nie wspominać, bo trafi się na czytelnika pewnej gazety, który będzie przekonywał, ze wojna w wydaniu polskim to głównie szmalcownictwo i antysemityzm.
Poza tym kampania wrześniowa była beznadziejna, powstanie warszawskie bez sensu, niepotrzebne… nie, Polakowi lepiej o wojnie i bohaterstwie nie wspominać.
Obalenie komunistycznych murów? Lepiej nie ruszać tego tematu. Nie możemy się dogadać nawet w sprawie obalenia płotu, jedni twierdzą, ze go przeskoczył z ziemi, drudzy, że z motorówki.
Katyń też nas nie łączy, bo jeden powie – ludobójstwo – a drugi do gardła mu skoczy i będzie udowadniał, że nie.
Kiedyś łaczył nas Papież, chociaż też nie do końca, bo na przykład taki Siwiec z Papieża sobie drwił i w niczym mu to w karierze nie zaszkodziło, a dziś w „Zetce” u pani Moniki kolejny raz łajał, tumanił i przestraszał PiS-em.
Nie łączy nas już nawet Małysz, od kiedy zszedł ze skoczni narciarskiej i wszedł na skocznię polityczną.

8. Jesteśmy wielkim narodem którego nic nie łączy, ani wspólne świętości, ani wspólna pamięć, ani wspólna wizja przyszłości. A mimo to mamy wspólne państwo i to duże.
Najlepszy dowód, że Pan Bóg jednak czyni cuda na ziemi.

Janusz Wojciechowski
http://januszwojciechowski.blog.onet.pl

Dyskutowałbym ze stwierdzeniem, że mamy wspólne państwo. Na dobrą sprawę państwa już nie mamy. Jego prawa tworzone są przeważnie za granicą, jego rząd jest niczym więcej, niż wykonawcą poleceń zza granicy, jego gospodarka jest w obcych rękach… itd. – admin.

Komentarze 42 do “Polacy – wielki naród, którego nie łączy nic”

  1. Ptasznik z Trotylu said

    Jest coś co łączy Polaków. Jest to wiara chrześcijańska i przede wszystkim kult Matki Boskiej – Matki Chrystusa i Królowej Polski.
    Powiecie, że wiara zanika w narodzie, że tracimy ten fundament polskości. Tak może się wydawać jeśli pozwalamy się regularnie zatruwać mediom, jednak prawda jest inna. To są już ostatnie podrygi Szatana. Coraz wiecej ludzi przekonuje się że to co serwują nam media kierowane przez masonów-satanistów to ściema i pic na wodę. Odrodzenie Polski nastąpi. To tylko kwestia czasu.

  2. 333 said

    Christus vincit!
    Zapraszam do obejrzenia choć jednej z części rekolekcji patriotycznych „Ratujmy Polskę” – m.in. na stronie http://www.piotrnatanek.pl/ – które wygłasza prorok naszych czasów dr hab. ks. Piotr Natanek

    , a także – również dla pokrzepienia serc – wysłuchania przepięknej pieśni wykonanej w hołdzie Wielkiemu Polakowi Romanowi Dmowskiemu http://www.youtube.com/watch?v=mgfVenIaxjc&feature=related

    PROSZĘ O STAŁE ROZPOWSZECHNIANIE idei narodowych wśród jak największej liczby Rodaków, albowiem jak nigdy dotąd toczy się walka z siłami zła. Nie dajmy zginąć Polsce, gdyż wraz z Nią ucierpi Rzymsko-Katolicki Kościół, którego nasza Ojczyzna jest jedną z ostatnich redut. Nie mamy wodza w Państwie i Przewodnika na miarę Prymasa 1000-lecia – Ks. Kardynała Stefana Wyszyńskiego, który w testamencie zostawił nam m.in. takie słowa: „Tutaj, na tej ziemi polskiej my jesteśmy gospodarzami. Do nas należy decydowanie o takim, czy innym kierunku naszego życia i bytowania”

  3. Rosomak said

    @ 1. Z całym szacunkiem, ale do odrodzenia Polski potrzebni są Polacy, a tych już (prawie) nie ma.
    Marne pocieszenie z tego o czym m.in. pisał Francois Villon, francuski poeta w późnym średniowieczu:

    „Świat ten, zaiste, nie iest wieczny, Iako łupieżca możny mniema; Wszytkich nóż czeka obosieczny; Lepszey pociechy pono nie ma.”

  4. 333 said

    ad.3
    Sianie takiego szatańskiego pesymizmu równoznaczne jest ze zdradą.
    Zatem polecamy odpowiedniejsze do tego strony innych polskojęzycznych „mendiów”

  5. Marucha said

    Re 4:
    Różnica między opisem aktualnego stanu rzeczy a pesymizmem nie jest w przypadku Polski zbyt wielka.

  6. Ptasznik z Trotylu said

    Cienka czerwona linia dzieli Polaków od wybuchu. Już chyba najgłupsze lemingi zaczynają się orientować że zostali wy…….i i z prawa i z lewa. Sprzedawczyki będą o 05.00 rano uciekać w piżamach i bamboszach do ambasad. Tak będzie.
    Szanowni Państwo, dziwię się waszemu pesymizmowi. Wszak Polska bywała już w gorszych opałach, jak choćby w czasie Potopu szwedzko-rusko-siedmiogrodzkiego, czy w czasie zaborów.
    Czyżby ktos Państwu uciął coś u dołu ( z całym szacunkiem)?
    Będzie tak jak pan Bóg zechce, czyżbyśmy aż tak przewinili że On chciałby nas zniszczyć? Za nasze grzechy indywidulane i społeczne sprawiedliwie dostajemy po d. ale to znak dla nas, żebyśmy nie desperowali tylko wzięli się do pracy.
    Skończmy wreszcie z rakiem podziałow historycznych (na Piłsudczyków i Narodowców), które niszczą chęć współpracy dla Polski a korzyść odnoszą z tego tylko obcy.
    Myślę że nie jest wolą Pana Boga aby Polska zginęła a skoro tak to nie bójmy się nikogo prócz Boga.
    Pan Gajowy robi tutaj bardzo dobrą robotę dla Polski, bo budzi świadomość. Wszyscy powinniśmy się do tego włączyć i działać.
    Jeśli jest jakaś inicjatywa polityczno społeczna łącząca Polaków to chętnie sie do niej przyłączę i poswięcę mój czas i pieniądze.
    Mój 20-letni syn powiedział mi wczoraj że nowy patriotyzm odetnie się zupełnie od rozpamiętywania politycznych awantur i śmiesznych dziś wzajemnych żalów z okresu międzywojennego, które niszczą dzisiejszą patriotyczną stronę sceny politycznej i ja mu wierzę , bo czasem jako bywa mądrzejsze od kury.
    A Francois Villon i jego tłumacz Boy, jak zwykle wspaniali.
    Pozdrawiam.

  7. zetem said

    Polacy jest to naród który łączy bardzo wiele.W odróżnieniu od swoich sąsiadów,mamy jedną religię,i historię jakiej nie ma żaden inny naród,w dodatku historię prawdziwą a nie wydumaną jak np.historia wielkiej wojny ojczyżnianej stworzonej na najwyższym szczeblu KPZR i popieranej przez dzisiejsze władze.Z całym szacunkiem dla Rosjan-dzisiaj powinni się raczej utożsamiać z ofiarami jakie ponieśli na skutek popadnięcia w niewolę chorej idei.Bo historia wojny ojczyżnianej pozostaje do dzisiaj tajna dla zwykłego obywatela,a jej historia oficjalna ma się nijak do prawdy.Albo Niemcy-mur berliński.Przecież wiadomo w wyniku jakich działań się wyłonił.Narodu nie powinno cementować coś co jest zaledwie ułamkiem prawdy,i nie mówię tu o kawałku muru.Tak jak mniejsze zło pozostaje złem i do zła prowadzi,tak zawarty w tym ułamek dobra nie stworzy dobra całkowitego.Czarne jest czarne,a białe jest białe.Nasz naród dzisiaj dzieli się na lepszych katolików i gorszych,w całym gronie katolików,takoż w gronie patriotów na lepszych i gorszych.Katastrofę smoleńską dokleja się do mordu w Katyniu itp.

  8. RadosnyKazio said

    Nigdzie niema napisane ,że Polska będzie na zawsze, natomiast to że antychryst będzie władał całym światem ,to tak i owszem – bodajże XIII ks.Apokalipsy św.Jana.

  9. revers said

    lacza wypaczenia, demony czasu i grobowe pamiatki

    http://www.polishclub.org/2011/04/18/propagandowe-demony-bolszewiokracji-i-komunokracji-w-prl-bis/

  10. nana said

    ad 8
    nigdzie nie jest napisane, ze bedzie wladal na zawsze!
    ……………..
    dla Kronikarza (i fanc.jezycznych)
    http://michel-onfray.over-blog.com/ext/http://programmes.france2.fr/semaine-critique/index.php?page=article&numsite=6092&id_article=22481&id_rubrique=6095

    W tym video Atalli mowi, ze „kraj to jest hotel”, a uczestniczy serdecznie go oklaskuja.
    Dla Polakow w Pl, to moze malo wazne co mowi zyd J.Atalli, ale wszyscy wiedza, ze tylko une rzadza Polska, a wszystkie une u wladzy mysla tak samo: zmieszac spoleczenstwa by potracily wlasny kolor, kulture, staly sie sluzacymi tych, ktorzy beda przemieszczac sie po swiecie i korzystac z „kraju-hotelu” nad Leba, Wisla, czy Nilem.
    Teraz usilnie pracuja nad tym, aby taka perspektywa stala sie dla nas oczywista i baaardzo pozadana.

  11. tralala said

    ad 10
    Nie wiem dlaczego zmienil mi sie pseudo na Nana, to jakas informatycnza, wordpressowa magia, sorry.

  12. Janusz Wojciechowski
    http://januszwojciechowski.blog.onet.pl

    Mam nadzieje ,ze u pana Janusza to tylko pesymizm a nie pobozne zyczenia:)

    Jerzy Ulicki-Rek

  13. Guła said

    „historia powtarza się farsą”

    „ …Oczywiście, poza temi związkami tajnemi, które wymieniłem, działało w Polsce bardzo dużo mafij i mafijek zarówno na prawicy jak i lewicy społeczeństwa. Przeciętny wiek takiej mafji wynosił zaledwie kilka lat. W tak przeurzędniczonym społeczeństwie jak Polska niektóre mafje miały na celu wzajemne popieranie się na posadach. Mafijność stała się chorobą. Znam dwie epoki specjalnego jej rozkiwtu. Przed zamachem 1926 r mnożyło się w Polsce od organizacyj tajnych typu „kogulardów” francuskich. Były to różne P.P.P. (Pogotowie Patrjotów Polskich), Rycerze Białego Orła, Zakony Faszystów i in. Wszystkie te organizacje głosiły że miają na celu niedopuszczenie do zamachu Piłsudskiego. Kiedy dnia 13 mają 1926 r na ulicach Warszawy strzelały karabiny maszynowe, widziałem szefa jednej z tych organizacji jak nerwowo kroczył w hollu hotelu Bristol od jednej ściany do drugiej i z powrotem. Po zamachu majowym zaczęły się konspiracje w samym obozie piłsudczyków. Sądzę że jedną z poważniejszych była konspiracja ambitnych oficerów II oddziału sztabu generalnego, uzależniona od szefów II oddziału, założona prawdopodobnie przez sekretarza premjera Kazimierza Bartla, por Zaćwilichowskiego”

    Stanisław Mackiewicz (Cat) Historja Polski 11 XI 1918 – 17 IX 1939r.

  14. Miroslaw Bernard said

    Co do Niemcow i ich muru to artykul jest stronniczy bo ci wypasli w zachodu wcale tych wschodnich nie chcieli i do dzis nie chca placic specjalnego podatku. Narod Niemiecki jest bardziej zniszczony niz Polski. Ano Polacy maja walese i Solidarnosc. Mozna powiedziec ze jest tej samej wartosci co mur berlinski. Czy wojna laczy wszystkich Rosjan smiem watpic. W Polsce napewno laczy Polakow Powstanie Warszawskie, rok 1920. A wiec artykul nieprawdziwy a przynajmniej znacznie oderwany od otaczajacej mnie rzeczywistosci.

  15. Miroslaw Bernard said

    Polecam pojechac do Francji z upadkiem spolecznym. A patryjotyzm francuski to jest taki rewolucyjny a wiec nie ma czego zazdroscic:).

  16. Miroslaw Bernard said

    Wszystkim narzekajacym ze Polakow nie ma radze szybko zaczac mowic w innym jezyku (Co zreszta wielu „Polakow” uczynilo i czyni) zapomniec i nie przyznawac sie do Polski. Bedziecie szczesliwsi a i Polska odetchnie.

  17. Miroslaw Bernard said

    Niestety wiekszosc tu narzekajacych zna Polske z Telewizorni albo z opwiesci wujka Stefana.

  18. zetem said

    jesteśmy narodem który wszystko łączy poza wspólną wizją przyszłości.to tak apropo ostatniego zdania w artykule

  19. Guła said

    Znak nadchodzącego czasu

    http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=2009

  20. ziarnko prawdy said

    Ja bym podal pewien link,ale jak znam zycie bez biczowania sie nie obedzie!
    http://lubczasopisma.salon24.pl/czerwono-zieloni/post/299297,terpilowski-zaglada-elity
    Moze tu szukajmy powodu braku zjednoczenia Polakow.

  21. ziarnko prawdy said

    @20
    http://tysol.salon24.pl/299297,terpilowski-zaglada-elity
    Ach znow te linki!

  22. Mordka Rosenzweig said

    Ja Pan Mordka musze zaprotestowac ten artykul.

    Pan autor napisal sze Polakow nic nie laczy i to jest nonsens.

    Polakow laczy nasz wspanialy papiesz Jan Pawel der Zwei ktury zjednoczyl Polsze w naszych dwuch wspanialych religiach.

  23. wet3 said

    @ Ptasznik z Trotylu (6)
    Pisze Pan „… Polska bywala w gorszych opalach…”
    Nie podzielam tej opinii. Zdecydowanie uwazam, ze obecnie nasz kraj znajduje sie w najgorszej sytuacji w ciagu swej calej historii gdyz:
    1 – dorobek pokolen zostal wyprzedany w obce pazury,
    2 – od poczatku PRL-bis spoleczenstwo poddanej jest niesamowitej (i jakze skutecznej!) akcji prania mozgow, ktorej celem jest wyplenienie patriotyzmu oraz zatarcie roznicy miedzy dobrem i zlem – czyli pozbawienie podstawowych zasad moralnych,
    3 – atakowana jest zaciecie podstawowa komorka spoleczenstwa jaka jest rodzina,
    4 – na nieszczescie, posoborowy KK absolutnie nie stoi na wysokosci zadania przyjmujac postawe pasywna lub nawet otwartej wspolpracy z europejsami.
    Mozna jeszcze dodawac tu wiele innych racji, ale te, ktore wymienilem uwazam za smiertelne niebezpieczenstwo!

  24. Ptasznik z Trotylu said

    Panie Wet3, ma Pan dużo racji ale niech Pan powie co mieli myśleć Polacy np. w 1940. roku gdy Polska była pod butem Niemiec władających Europą od Zatoki Biskajskiej po Bug i od Somalii po Nordkap oraz komunistycznej Rosji i bynajmniej nie zanosiło się na żadną zmianę? A przecież właśnie wtedy powstała Armia Krajowa i Państwo Podziemne.
    Desperacja to jest właśnie to co ONI chcą nam narzucić.

  25. wet3 said

    @ 24
    Przede wszystkim Polacy w 1940 roku to
    nie dzisiejsi Polacy. Pomino beznadziejnej sytuacji nie poddawali sie jak Polacy zamieszkujacy dzisiejsza PRL-bis przygladajacy sie biernie wyprzedaniu oraz upadkowi swego kraju – przez co europejsy moga spokojnie zaciskac im linke na szyi. Roznice zasadnicza miedzy tamtymi- godnymi podziwu Polakami a dzisiejszymi stanowi gleboki patriotyzm, gleboka wiara, moralnosc oraz udzial w walce o dobro naszej Ojczyzny!

  26. TZJ said

    A Pan Janusz lamentuje ale przykłady tendencyjne wybrał nad wyraz. Bo kogo może bolek dzielić?
    Polaków i pobratymców z bolkowego plemienia? Z Janem Pawłem II sytuacja jest/może być podobna dyplomatycznie powiem.
    Z jedną tezą z tego artykułu mogę się zgodzić. To cud…że Polska i Polacy ciągle istnieją mimo tylu wieków niszczenia przez wiadomą nację.

  27. Centuria said

    Re: Spod pióra mi Pan to wyjął, Panie Mirosławie. Niemcy jeszcze od upadku muru nie polączyli się i wiele czasu upłynie zanim będą do tego zdolni.

  28. Piotrx said

    ” Dla Rosjan świętością jest pamięć wojny – Wielikoj Otiecziestwiennoj Wojny. Wobec Rosjanina tej pamięci nie wolno podważyć ani tym bardziej z niej zadrwić. Na tej wojnie Rosjanie walczyli, ginęli, zwyciężyli. a niemieckiego wroga odepchnęli spod bram Moskwy, Leningradu i znad Wołgi.” Tak, tylko „zapomina sie” o 17 września 1939 i wczesniejszym sojuszniku Hitlerze. To raczej propagandowy termin określający część II wojny światowej, gdy Zwiazek Sowiecki walczył przeciwko III Rzeszy i jej sojusznikom. Ponoć nazwa Wielka Wojna Ojczyźniana została użyta po raz pierwszy w przemówieniu radiowym Stalina z 3 lipca 1941 w którym odwołał się on do patriotyzmu narodów tworzących ZSRR, wczesniej patriotyzm był zakazany, ale jakoś trzeba bylo ludzi zmobilizowac do obrony imperium. Na internacjonalistyczne hasła nikt by nie poszedł, a Niemcy dali argument w postaci przesladowan jenców, mordowania ludnosci ZSRR itd – a wystarczylo ich obrocić o 180 stopni – ale Niemcy zgubiła germańska pycha i pogarda dla narodow slowianskich. Ludzie widzac ich okrucienstwa walczyli z przekonaniem o swoja ojczyzne , zycie rodzin i bliskich a nie o ZSRR. wspolpraca sowiecko-niemiecka ****************** Reichswehra z Armią Czerwoną przeciw Polsce Nowy etap w lecie 1920: von Seeckt zabrania przejazdu przez Niemcy transportów broni i amunicji wysyłanych przez Paryż do Polski, przeciwko której naciera Armia Czerwona. „Polska jest naszym śmiertelnym wrogiem – pisze von Seeckt memorandum do swych podwładnych — Rosja sowiecka uderza nie tylko w nią, ale jednocześnie i przede wszystkim we Francję i Wielką Brytanię. Jeżeli Polska załamie się, całą budowla Wersalu runie. Możemy się uwolnić z kajdan Ententy przy pomocy Rosji sowieckiej, nie stając się zresztą ofiarami bolszewizmu. Von Seeckt powiedział to wyraźnie Radkowi, w trakcie tajnego spotkania, zgodnie z tym, co pisał do niego wówczas generał-major Rudiger von der Goltz: „Z chwilą, gdy zyskamy przyjaźń rosyjską (sic!) i w ten sposób olbrzymią, przyjazną sferę ekonomiczną na wschodzie Europy, wszelki blok będzie bezsilny.” Reventlov żąda w tym momencie „współpracy z Moskwą, aby zniszczyć całość państwa polskiego”. Ludzie ci żyli wspomnieniami roku 1772, kiedy to Polska stała się ofiarą zbliżenia między Prusami i Petersburgiem, i wspomnieniami Bismarcka w minionym stuleciu. Nie rozumieli oni, że ZSSR nie był Rosją, lecz centrum rewolucyjnego ekspansjonizmu, ciągnącego zyski z państw, do którego wyciąga rękę bojownika oddanego swojej sprawie. Hitler popełnił ten sam błąd w 1939. Spadkobiercy socjalizmu i liberałowie będą jeszcze powtarzać ten błąd od 1969. Paryż zdawał się wtedy nie widzieć nic. Londyn usiłował „zastąpić porozumienie z Francją porozumieniem z Niemcami”, gorąco upragnionym przez Downing Street i Skarb angielski. Ale ten cios Albionu w plecy Paryża przychodzi za późno i nie w porę – tajna niemiecka misja wojskowa była już potajemnie w ZSSR. Reichswehra w Moskwie od marca 1921 I rzeczywiście, generał Otto Hasse, major von Schleicher, kapitan Fritz Tschunke omawiają w tym czasie z Radkiem, z Leonidem Krasinem, naówczas komisarzem do spraw handlu i przemysłu, z generałem Lebiediewem, szefem sowieckiego sztabu generalnego, miejsca lokalizacji, gdzie kapitały, maszyny, technicy i instruktorzy niemieccy będą produkować materiały i kształcić oficerów dla armii obu krajów. I to już w marcu 1921, dwa miesiące przed pierwszą oficjalną umową handlową, która będzie parawanem. W tym czasie każe się wierzyć nacjonalistycznym i nacjonal-socjalistycznym bojownikom Weimaru, że Reichswehra jest ochroną przeciw „Spartakusowi”, zaś bojownikom komunistycznym, że ZSSR jest niezniszczalną podporą przeciwko „faszyzmowi”. Ani „Volkische Beobachter”, pismo partii nazistowskiej, ani przywódcy „Consula”, ani Ernst Roehm i jego przyjaciele, którzy właśnie przeszli masowo do NSDAP, nie występują przeciwko tej polityce dla naiwnych. I nie bez racji: w tym czasie są oni „zasilani” z „czarnej” kasy Reichswehry. W grudniu tegoż roku stała komisja niemiecka instaluje się w ZSSR na dwa lata. Jej specjalistami od uzbrojenia (w tym dwoma z firmy „Junkers”) „opiekuje się” major A.D. von Niedermayer, zwany Neumann i podpułkownik Schubert. Dyplomata Ago von Maltzan, który nazajutrz będzie obecny przy podpisywaniu traktatu w Rapallo, utrzymuje kontakty z Cziczerinem, Litwinowem, Radkiem, Krasinem i Worowskim. Mały szczegół: poza tym, że wyłaniają się z przeszłości wtajemniczeni skandynawskiej siatki finansowej z lat 1917-1918, pojawia się również Krasin, który aż do 1917 był w Rosji „menedżerem” firmy „Siemens”. Moskwa proponuje porozumienie marszałkowi Hindenburgowi Mathias Erzberger, katolicki centrysta, został wtedy zabity pod pretekstem, że podpisał „haniebne” zawieszenie broni w listopadzie 1918. Jego zabójcy, podobnie jak ludzie Weimaru, nie mówili, że podpisał je wówczas na pilne żądanie marszałka Hindenburga, zakomunikowane mu w podpisanej nocie, opublikowanej w Paryżu w 1934. W rzeczywistości Erzberger i co najmniej stu z 354. zamordowanych z powodów politycznych w latach 1919-1924 zostało zabitych w imieniu Świętej Vehme lub innych tajnych organizacji, ponieważ chcieli oni ujawnić prowadzoną właśnie podwójną grę. Dlatego, że byli nacjonalistami, ale nie sowietofilami ani nazistami. Od tego momentu wyścig o władzę zaczął się nie między nazistami i komunistami (ci ostatni byli za słabi, aby móc wziąć władzę legalnie czy nielegalnie), lecz między nacjonalistami monarchistycznymi czy katolickimi (lub jednymi i drugimi razem) i nacjonalsocjalistami, złączonymi w istocie z „nacjonal-bolszewikami”. Twierdzić co innego, to znowu mieszać propagandę z historią, ideologiczny schemat a posteriori z rzeczywistością. W przeciwieństwie do tego, co napisał Paul Winkler w swych „Niemczech tajemnych”, już przeze mnie cytowanych, finansiści międzynarodowi bynajmniej nie „wpadli w pułapkę” – tę pułapkę oni sami sfabrykowali (zob. rozdział następny). Wszystko to zmusza nas do cofnięcia się do wyborów prezydenckich wiosną 1925, które wyniosły starego marszałka Hinderburga na prezydenta państwa. Historycy podają, że komuniści połączyli swe poczynania z nacjonalistami, i że to dzięki poparciu ich kandydata w drugiej turze wyborów prezydenckich, w marcu, został wybrany Hindenburg, zastępując zmarłego Friedricha Eberta. Jest to prawda. Ale, aby zrozumieć postawę komunistów stojących za Thaelmannem, trzeba poznać nie tylko konszachty wielkiego przemysłu i Reichswehry z Moskwą, ale wiedzieć i to, że w czerwcu 1921, to znaczy cztery lata wcześniej, Sowiet G.M.Smirkow, „komisarz specjalny do spraw niemieckich” rządu moskiewskiego, napisał, z racji swej funkcji, do marszałka Hindenburga proponując mu, jako mającemu wpływy i będącemu dla Niemiec symbolem, porozumienie sowiecko-niemieckie, które byłoby zawarte z nim osobiście. Margarete Buber-Neumann jest jedynym, z tego, co wiem, historykiem, który docenił ten ważny list, wyprzedzający o dziewięć miesięcy traktat w Rapallo i oświetlający całą grę komunistów od tej chwili aż do roku 1932. Poza pewnymi punktami. Datowany 3 czerwca 1921, ocenia on, że trzeba „wyciągnąć z obecnego bagna Niemcy i Rosję, a koniec końców całą Europę”. Zapowiadał, że „okupacja Ruhry przez Francję jest tylko kwestią czasu”. Zapewniał, że Stany Zjednoczone, wspierane przez Anglię, doprowadzą do wojny z Japonią, i że wówczas Francja będzie miała w efekcie wolne ręce w Europie. Dlatego też – pisał Smirkow – „rząd zdecydował na posiedzeniu tajnym, począwszy od końca kwietnia, nawiązać kontakty z Panem, Panie Marszałku, aby rozważyć, w jakiej mierze cele partii prawicowych w Niemczech i cele rządu sowieckiego są rozbieżne, a w jakiej dałyby się uzgodnić”. Następnie przychodzi passus, który pozwoli nam uniknąć wnikania w szczegóły lat dwudziestych, do roku 1932, z wyjątkiem przebadania realizacji Rapallo w samym ZSSR, ponieważ tłumaczy on manipulacje kompartii niemieckiej przez Moskwę. Oto on w całości. Moskwa: „Jesteśmy w stanie podporządkować naszej woli skrajną lewicę niemiecką” „Myśl ruchu komunistycznego od czasu rewolucji w Niemczech może wzbudzić Pańskie wątpliwości, Panie Marszałku, co do niniejszego pisma i może Pan logicznie przypuszczać, że nie otrzyma ono zgody komunistów niemieckich. Może Pan być jednak pewien, że jestem w stanie podporządkować przywódców skrajnej lewicy niemieckiej woli naszego rządu. Rząd odwoła każdego, kto udaje się do Niemiec z propagandą prosowiecką i poleci niemieckim przywódcom sowieckim (sic!), przebywającym w Niemczech, opuszczenie tego kraju…” „Niemieckim przywódcom sowieckim”? Inaczej mówiąc, tajnym emisariuszom Kominternu w Niemczech? Nigdy przyznanie się ZSSR do manipulacji wywrotowych nie było równie wyraźne. A jeżeli powątpiewano w sowiecką wolę dotrzymania słowa, nie pozostało nic innego, jak kontemplować to, co się działo przez następne dwanaście lat. W pierwszej chwili Hindenburg, oszołomiony tak ryzykowną propozycją, odpowiedział przez swego sekretarza: „Marszałek nie zajmuje się polityką.” Zajmie się nią wkrótce. Będzie usiłował, aż do ostatniej chwili w 1932, popierać raczej centrowo prawicowych nacjonalistów, zgrupowanych wokół von Papena, niż nazistów. Ale to właśnie Hitler pociągnie go za sobą po kampanii wyborczej, podczas której, jak napisał Pierre Gaxotte: „komuniści i naziści atakowali z taką samą wściekłością wszystkich tych, którzy usiłowali zagrodzić im drogę do władzy”. Bankier Schroeder pogodził u siebie von Papena i Hitlera. Dwadzieścia sześć dni później, 28 stycznia 1933, Hitler został kanclerzem. Komuniści głosują razem ze skrajną prawicą W rok po liście Smirkowa do Hindenburga został zamordowany Rathenau. Lewica jest oburzona. Socjaliści i komuniści jednoczą się spontanicznie i decydują opracować i przedstawić projekt prawa obrony Republiki. Ale kilka dni przed głosowaniem parlamentarnym Moskwa wysłała instrukcje przeciwne. Deputowani komunistyczni głosują z deputowanymi skrajnej prawicy i bawarskiej partii ludowej przeciw temu projektowi. Bezsensowne jest odtąd stawianie sobie pytania, dlaczego rewolta następnego roku w Ruhrze i agitacja w Hamburgu i Saksonii są tylko odrażającą i krwawą masakrą. To parawan, którym Moskwa kamufluje swą wolę porozumienia z Reichswehrą i przemysłowcami niemieckimi rozszerzającymi w tym momencie swe inwestycje w ZSSR. Radek gloryfikuje nacjonalistycznego terrorystę, którego Francuzi rozstrzelali za sabotaż. Zinowiew wykrzykuje, że „niebezpieczeństwem jest socjaldemokracja, faszystowskie skrzydło ruchu robotniczego”. Tajny aparat wojskowy ZSSR w Niemczech, „M.P.-Apparat”, prowadził wówczas, pod wpływem generała Skoblewskiego, alias Goriewa, którego prawdziwe nazwisko brzmiało Roze (uczestniczył on w negocjacjach w Brześciu u boku Joffego), grę, która wyglądała jak wsparcie dla niemieckiej kompartii i siatek Kominternu, ponieważ rozpoczął on realizację planu powstania, którego rozwój w Turyngii i Saksonii (gdzie komuniści zaakceptowali wejście razem z socjalistami do rządów tych prowincji) miał nadzorować Węgier Rakoszi. U boku Skoblewskiego był tam Walter Ulbricht, wraz ze Sternem, Schreinerem i Finem Ture Lehenem, zwanym Neuberg, którzy zajęli stanowiska w Hamburgu. Są to „manewry” dywersji, wybuchy słomianego ognia, które oficjalni historycy Międzynarodówki komunistycznej będą później tłumaczyć, jako zapalone za szybko i za późno. W rzeczywistości Radek przybył osobiście, pod fałszywym nazwiskiem, aż do Saksonii, aby wydać kontrrozkazy w pełni rozruchów. Prawdziwa „linia” Moskwy była linią Rapallo. Moskwa wiedziała doskonale, że droga ta prowadzi prosto do akceptacji niemieckich nacjonalistów przeciw liberałom i socjalistom, a poprzez to narodowych socjalistów, dysponujących coraz poważniejszymi środkami finansowymi i dyscypliną nie mającą sobie równej. Nie przeszkadzało to, że w 1926 Gustaw Stresemann zaakceptował podpisanie paktu o nieagresji i przyjaźni, którego żądała Moskwa, pod pretekstem konieczności uspokojenia ZSSR. Stresemann prowadził podwójną grę, która odpowiadała dokładnie grze Sowietów. Komuniści i naziści tworzyli zgodny chór przeciw wymaganiom Traktatu Wersalskiego, uczestniczyli jednak w komedii Weimaru, która zmierzała do wzbudzenia litości świata dla stanu ekonomicznego kraju. Wszystko to skończyło się na paktach podpisanych 16 października 1926 w Locarno, rzekomo w celu „stabilizacji w Europie” dzięki przyjęciu Niemiec do wspólnoty narodów. Berlin, Paryż i Bruksela oświadczyły, że nigdy nie wypowiedzą sobie wojny; Londyn, Rzym, Warszawa, Praga i Moskwa zostały zaproszone do „gwarantowania” tej stabilizacji przez dołączenie się do paktów. Bowiem wielką ideą Aristida Brianda i Stresemanna było to, że zbliżając Berlin i Moskwę w takich ramach, organizując z nimi wielką sferę współpracy ekonomicznej i politycznej na skalę kontynentu, zapewni się panowanie wiecznego pokoju, z błogosławieństwem Ligi Narodów. Już wtedy Moskwa proponuje Stresemannowi „podzielić się Polską” W rzeczywistości chciano rozciągnąć na skalę euroazjatycką półtajne porozumienie Weimaru i Moskwy. Marzenie ponawiane cyklicznie aż do naszych czasów. Ale Moskwa, tak wtedy, jak i dzisiaj, nie oddawała się marzeniom. Sowieci zbliżyli się dyskretnie ze Stresemannem, o którym wiedzieli, że pisał w uwagach do swoich doradców to, co archiwa niemieckie opublikowały dopiero w 1967: „Najważniejszy problem chwili obecnej, to problem granic niemiecko-polskich. Polska musi dać korytarz (…) Ponieważ nie można tego uzyskać w drodze wojny, musimy przedstawić Polskę jako niebezpieczeństwo dla pokoju w Europie (…), podtrzymywać zawieszenie, aż do chwili, gdy Warszawa nie będzie mogła odrzucić ustępstw; wykorzystywać w tym celu trudności wewnętrzne w Polsce.” Znakomicie poinformowany (bo tak zwana później „Czerwona Orkiestra” była już wtedy doskonale zadomowiona w administracji i ministerstwach, tak jak we wszystkich partiach politycznych), Kreml przedłożył Stresemannowi, w kilka tygodni po zredagowaniu wyżej wymienionych uwag, że uzgodniona polityka obu państw pozwoliłaby „podzielić się Polską według jej granic etnograficznych” (sic!). Moskwa i Berlin wymieniły między sobą nowe protokoły porozumienia na ten temat. Stresemann nie ośmielił się posunąć aż do presji militarnej, co proponowała Moskwa, ale podpisał, 24 kwietnia 1926, traktat przyjaźni i przymierza, który umocnił tajne i jawne ustalenia Rapallo. Sztab generalny Reichswehry był ściśle powiązany z tymi pertraktacjami. Różnorodne dokumenty przedstawiają środki „odzyskania terytoriów niezbędnych dla życia gospodarczego Niemiec (…), uwolnienia Nadrenii i Saary, odzyskania Górnego Śląska i korytarza gdańskiego (…) aneksji Austrii.” Podkreślają one: „Polska i Czechosłowacja stanowią dwie przeszkody, ze stojącymi za ich plecami Francją, Belgią, a także Włochami.” Zachód milknie „To wojskowi niemieccy i rosyjscy zadzierzgnęli i umocnili więzi przyjaźni między dwoma naszymi narodami” – wykrzyknął w kwietniu 1922 von Seeckt dla uczczenia Rapallo. Kto na Zachodzie mógł nie wiedzieć o tej współpracy, skoro w 1926 socjalista Scheidemann wykrzykiwał w parlamencie niemieckim swoje potępienie wobec porozumienia, z trudem utrzymywanego w tajemnicy, między Reichswehrą i Armią Czerwoną? Jak zresztą mogło nie wiedzieć o tej współpracy 15 firm brytyjskich, 10 firm francuskich czy 5 firm włoskich Mussoliniego, które pracowały wtedy w ZSSR? Jak mogło o tym nie wiedzieć 50 firm amerykańskich, skoro brały one podwójny udział w tej współpracy: poprzez swych niemieckich wspólników i poprzez własne filie w samym ZSSR? Ale polityczno-ekonomiczna elita zachodnioeuropejska milczała na ten temat, jak również na temat intensywnych zbrojeń, które charakteryzowały współpracę niemiecko-sowiecką. Zobaczymy, że co najmniej tolerowała ona, o ile sama w tym nie uczestniczyła, przekazywanie pieniędzy, które w 1928 i 1929 uratowały partię nazistowską od załamania się, wówczas gdy liczba jej deputowanych spadla z 32. w 1924 do 12. w połowie ku 1928 i gdy Hitler była załamany. Moskwa oświadczyła, że „rewolucja dojrzała w Niemczech”, gdy po 1929 krach finansowy na Wall Street dotknął Wiedeń i Berlin i zwiększył poważnie bezrobocie poprzez reakcję łańcuchową w przedsiębiorstwach. Ale Moskwa zabroniła rewolucji i pozwoliła tylko na prowokacje, które popychały naród niemiecki w stronę nacjonal-socjalistów. Wtedy, gdy od 1923 do 1929 Moskwa zapewniała, że trzeba wygrać narodowych socjalistów dla sprawy komunizmu, a więc „poczynić ustępstwa dla ich ideologii” wydawała ona jednocześnie rozkaz: „Bijcie faszystów wszędzie, gdzie ich spotkacie!” Inaczej mówiąc, chodziło o stworzenie klimatu niepewności, wojny domowej, paniki. Nieznani strzelcy pojawiali się na dachach domów podczas defilad nazistów, zabijając lub raniąc kogo popadło, a następnie znikali. Ale w tym samym czasie naziści i komuniści przypuszczali ataki polityczne na zebrania publiczne partii politycznych, które popierały Republikę Weimarską. Czerwone flagi i swastyki obok siebie Kto wygra tę grę, wówczas, gdy każdego tygodnia Kreml wznosił toasty za współpracę Moskwy i Berlina? Do tego stopnia, że jedna trzecia biura politycznego niemieckiej kompanii została usunięta w ciągu niespełna trzech lat – ci, którzy wystąpili przeciw tej współpracy zostali wykluczeni. Tylko Karl Korsch odmówił oddania swego miejsca deputowanego. Pozostał w historii jedynym komunistą tego kraju, który krytykował Moskwę przed parlamentem. Ale popatrzmy, oto inny manewr: z końcem roku 1930 „Stalowe Hełmy”, niemiecka Partia Ludowa i naziści żądają referendum, aby obalić socjaldemokratyczny rząd Prus. Partia komunistyczna odrzuca z pogardą „ten manewr faszystowski”, a następnie sama wzywa do „ruchu ludowego przeciw faszyzmowi i przeciw rządowi Prus”. Ale Moskwa nakazuje więcej: trzeba stworzyć wspólną sprawę z prawicą. Tak oto, podczas wyborów 9 sierpnia 1931, przed lokalami wyborczymi powiewają obok siebie czerwone flagi z sierpem i młotem i flagi ze swastyką. Cieszył się z tego podporucznik Scheringer, który w lipcu rozpoczął wydawanie pisma „Aufbruch” (Odmarsz), publikując swą proklamację przymierza narodowo-bolszewickiego. Dymitrow: „Raczej Hitler niż socjaldemokracja” Ów Scheringer założył komórkę NSDAP w swym garnizonie w Ulm. Nielegalną. Z tego powodu spędził parę tygodni w areszcie, z dwudziestoma pięcioma komunistami z Lipska. Przekonali go oni o potrzebie przymierza i tej właśnie inspiracji pismo zawdzięczało swe narodziny. Proklamacja została podpisana przez siedmiu byłych oficerów, jednego byłego oficera policji, czterech przywódców nazistowskich i przez hrabiego Stenhoch-Fermor, byłego żołnierza korpusów ochotniczych, które w 1919 zwalczały bolszewików w krajach bałtyckich. „Aufbruch” pracował odtąd nad stworzeniem osi współpracy między nazistami i komunistami w każdych możliwych okolicznościach, ponieważ przyjaciółmi Scheringera kierowała, zachowując, dystans tajna organizacja „Z”, założona przez komunistycznych specjalistów od roboty wywrotowej w środowiskach prawicy. Będzie to użyteczne, gdy naziści dojdą już do władzy. Ale ta siatka wpływów była tylko wierzchołkiem góry lodowej. Jest to ta chwila w 1931, gdy Remmele wraz z Neumannem, jednym z szefów siatki kompartii, oświadczyli w parlamencie: „rząd faszystowski, dyktatura faszystowska nie przerażają nas. Upadną one szybciej, niż jakikolwiek inny rząd.” Jest to moment, gdy Gieorgij Dymitrow, tuba Stalina w Kominternie, oświadczył: „Największą przeszkodą do rewolucji nie jest Hitler, lecz partia socjaldemokratyczna.” Gdy Stalin sam powiedział do Neumanna, zaniepokojony mimo wszystko: „Czy nie uważacie, że jeżeli nacjonaliści wezmą władzę w Niemczech, to zajmą się oni tak dalece Zachodem, że będziemy mieli dużo wolnego czasu, aby spowodować postęp socjalizmu?” A więc już w listopadzie 1931 Stalin wytyczał linię, która po latach wysiłku skonkretyzuje się w pakcie z sierpnia 1939. I, jak gdyby dla otworzenia drogi nazistom, którzy w tamtym czasie nie mieli jeszcze wcale poparcia w policji niemieckiej, komuniści rozpoczęli zabójstwa licznych oficerów tejże policji. Poczynając od komisarzy Lenka i Anlaufa, 10 sierpnia 1931, na Biilow-Platz w Berlinie. Prefekt policji Grzeziński pisał wówczas w swoim raporcie: „Nie ma wątpliwości, że chodzi o zabójstwa popełniane według dokładnego planu. Terrorystyczne grupy komunistyczne postanowiły walczyć przeciwko władzom wykonawczym państwa poprzez zorganizowane zabójstwa (…) Grupy te otrzymują rozkazy od jakiejś organizacji centralnej.” Prefekt miał rację. Chodziło o organizację „T”. Jeden z zabójców z Bulow-Platz nazywał się Erich Mielke. Był on po roku 1945, aż do naszych czasów, jedną z najpotężniejszych postaci tajnej policji wschodnioniemieckiej. Inny nazywał się… Walter Ulbricht, i aż do lat siedemdziesiątych był panem Niemiec Wschodnich. Prawie 70% nazistów z SA to dawni komuniści Dwadzieścia tysięcy komunistów niemieckich zapłaci drogo, po 1933, za swe ślepe posłuszeństwo rozkazom sowieckim. Ale tysiące innych, na rozkaz z góry albo dlatego, że umieli zręcznie manewrować, wstępując do NSDAP, po odnowieniu swej politycznej niewinności przez wejście do formacji SA przeżyło, służąc Hitlerowi, a potem przechodząc ponownie do partii komunistycznej po 1944. Różnorodne dokumenty wykazują, że wokół Roehma i braci Strasser, między rokiem 1929 i 1933, prawie 70% członków grup SA to „skruszeni komuniści”. Czyż Roehm nie oświadczał, iż „możemy zmienić jakiegokolwiek komunistę w nazistę w niespełna cztery tygodnie”? Wieść gminna nie myliła się co do tego: przezwała ona SA „Beefsteak Sturm” (Befsztyk Szturmowy) – „brunatny z wierzchu, a w środku czerwony”. To być może dlatego Tomasz Mann, dowiedziawszy się w styczniu 1933, że Hindenburg kazał wezwać do siebie Hitlera, wykrzyknął: „Tym lepiej, nie przetrzyma ośmiu miesięcy!” Przetrzymał ich sto czterdzieści siedem i niewiele brakowało, aby przetrzymał dużo więcej. BRZEMIENNY FAKT RAPALLO W kwietniu 1921, dwa miesiące przed tajnym listem komisarza Smirkowa do marszałka Hindenburga, specjalista sowiecki Wiktor Kopp, nawrócony z mienszewickiego odchylenia w aparacie państwowym, udał się do Niemiec. Na zaproszenie wielkiego przemysłu i otoczenia kanclerza Cuno zwiedzał on fabryki Alfreda Kruppa, stocznie „Blohm und Voss”, „Albatros Werke” i inne zakłady specjalizujące się w produkcji zbrojeniowej. „Stowarzyszenie Studiów na rzecz Handlu ze Wschodem” (mające w swym kierownictwie byłego kanclerza Wirtha) nakłaniało do porozumienia z reżimem sowieckim w tej dziedzinie. Otto Deutsch, dyrektor wykonawczy „AEG”, powtarzał wraz z nim, że nie można ignorować tak dużego rynku i nawet „trzeba byłoby zorganizować jakiś system kredytów, ponieważ ZSSR nie może płacić gotówką”. Sześć lat później, w oświadczeniu dla „New York Timesa” z 13 listopada 1927, ten sam Deutsch potwierdzi te tezy: „Postęp przemysłowy Europy nie może lekceważyć rynku 160 milionów nabywców. Nie bronię reżimu sowieckiego – dorzucał – ale oczekiwanie, że będzie on ewoluował w stronę przyjemniejszych warunków, należy do sfery fantazji. Co nie powinno przeszkadzać w handlowaniu z nim…” Istny wspólny kompleks militarno-przemysłowy Traktat podpisany w Rapallo 16 kwietnia 1922, został odnowiony i rozszerzony w roku poprzedzającym powyższe oświadczenie Deutscha. Ale sam traktat zatwierdził tylko porozumienie polityczno-wojskowe i handlowe zapoczątkowane w 1921, po podróży Koppa, z inicjatywy von Seeckta i jego doradców, oficerów: Otta Hasse, Fritza Tschumke i Kurta von Schleichera. Ponieważ historia tych wzajemnych zbrojeń niemiecko-sowieckich nie została nigdy napisana, przedstawiam jej obraz chronologiczny i według wyszczególnionych gałęzi – tak dalece wynika on z faktów, że istny wspólny kompleks wojskowo-przemysłowy Moskwy i Berlina opanował stosunki między tymi dwoma stolicami, przy czym żadna nie mogła lekceważyć, po 1929, faktu, że Hitler miał wszelkie szansę, aby zostać ich jedynym beneficjantem. Chwile niepewności, oziębienia lub napięcia, na przykład w 1928 i 1929, gdy ponaglania Moskwy lub procesy o szpiegostwo irytowały Berlin, nie przeszkadzały połączeniu. Zresztą, filie amerykańskie z częściowym kapitałem niemieckim, które swoją drogą inwestowały lub kontynuowały inwestycje w ZSSR, wspomagały w tym samym czasie partię nazistowską i wiedziały na bieżąco o tym, co się działo z jednej i z drugiej strony do roku 1940. Finansiści „zajęci hipotekowaniem świata” Samuel Gompers, wpływowy Żyd socjalista w Stanach Zjednoczonych, wystraszył się, w miesiąc po Rapallo, kierunku, jaki przybrały wydarzenia w tamtym czasie: „Jestem doskonale na bieżąco – pisał – z nową polityką grupy bankierskiej niemiecko-angielsko-amerykańskiej. Stanowi ona, bez wątpienia, najniebezpieczniejsze ogniwo wysiłków przyjaznych bolszewikom amerykańskim (…) Pewni bankierzy amerykańscy, zajęci hipotekowaniem świata, są gotowi w tym celu siać w swym własnym kraju trującą i antydemokratyczną propagandę bolszewizmu (…) Aby zakamuflować swą rolę, podają się za finansistów międzynarodowych…” Ostrzeżenie bez echa, szybko zatuszowane przez ową koterię, obejmującą tyleż arcybogatych fortun żydowskich, co fortun anglo-saksońskich, rzeczywiście „internacjonalistów”, na modłę tych, którzy pięćdziesiąt lat później nazw siebie „trilateralistami”. Uwagi Gompersa nie uszedł artykuł Winstona Churchilla, napisany 8 kwietnia 1920, nieco wcześniej, zanim finansista Bernard Baruch spłacił długi tego angielskiego polityka — i stał się w ten sposób jego wymagającym protektorem – artykuł wzywający Żydów rosyjskich do odrzucenia bolszewizmu, „bowiem w rezultacie tego reżimu dusza waszego narodu jest postawiona w stan oskarżenia”. Gompers należał do maleńkiej mniejszości Żydów, którzy w maju 1922 widzieli korzyść, jaką Lenin wyciągnął właśnie z pierwszej w tym stuleciu światowej konferencji ekonomicznej, w Genui, która była dla Moskwy trybuną do głoszenia swej propagandy, ponieważ Zachód uznał, przez jej zaproszenie, represyjny reżim, o którego milionach ofiar wiedzieli doskonale jego przywódcy. Pomiędzy punktami, metodycznie przedstawionymi przez Cziczerina, tubę Lenina (którego w ostatniej chwili zatrzymała w Moskwie choroba), znalazły się następujące: pokój przez handel bez ograniczeń i przez powszechne rozbrojenie, przez emancypację ludów skolonizowanych, przez pomoc i opiekę dla narodów najsłabszych, przez planową redystrybucję bogactw światowych… To dowodzi, że amerykańscy i europejscy instygatorzy programów „zbliżenia”, a później odprężenia, porozumienia i współpracy z ZSSR, od roku 1960 nie wynaleźli nic nowego. Cała ich frazeologia istniała już w „zabiegach” sowieckich w 1922. Ale uczestnicy owej konferencji nie zwrócili uwagi w tamtym czasie, na początku kwietnia 1922, na ostatnie punkty Cziczerina: pochwalał on w nich projekty ekonomisty angielskiego J.M.Keynesa i Waltera Rathenau (cytując je), zmierzające do ustanowienia powszechnego socjalizmu. Po czym zażądał „anulowania wszystkich długów wojennych i rewizji Traktatu Wersalskiego”. Co było tylko „perskim okiem” w stronę Niemiec, obecnych w Genui, aby potwierdzić ducha negocjacji prowadzonych z nimi od stycznia 1922, z inicjatywy Lenina… Rapallo, blisko Genui… Otóż 16 stycznia Lenin zażądał, w instrukcjach pisemnych dla Mołotowa, „rozpoczęcia natychmiast, bez obciążania się papierami, rozmów z Niemcami, równocześnie w Moskwie i w Berlinie, i następnie utrzymania z nimi naszych kontaktów podczas konferencji w Genui”. Rozmów w jakim celu? Całkiem po prostu w celu sprecyzowania i podpisania, w jak najkrótszym czasie, traktatu w należytej formie. Powinno to mieć miejsce przed konferencją, jeżeli Rathenau uważał, że psychologicznie będzie dobrze postąpić w ten sposób. Odbyło się to w pobliżu Genui, bowiem ekipa Cziczerina i ekipa Rathenaua modliły się o pretekst przerwania obrad, aby wyskoczyć razem do Rapallo… i podpisać już całkowicie przygotowane dokumenty. Ponieważ, przed przybyciem do Genui, Cziczerin, Litwinów, Krasin, Worowski, Joffe i Rudzutak zatrzymali się w Berlinie na cztery dni, aby przedyskutować z Rathenauem, Ago von Maltzanem, zwanym „czerwonym baronem”, odpowiedzialnym za departament rosyjski MSZ-tu, i z byłym kanclerzem Wirthem ostatnie szczegóły traktatu, który był przygotowywany od noty w styczniu. Dyplomata-weteran Nikołaj Ljubimow potwierdził ten historyczny fakt w lutym 1970, podczas konferencji na uniwersytecie w Genewie, w chwili, gdy wysławiał entuzjastycznie ,,Ost-Politik”, którą właśnie przedsięwziął w Bonn kanclerz Willy Brandt i jego alter ego Egon Bahr. Ljubimow wypowiadał się autorytatywnie: uczestniczył on jako młody ekspert w spotkaniu w Rapallo, w kwietniu 1922. Jedno z „wielkich zwycięstw” dyplomacji sowieckiej W tym momencie, w Moskwie, komentatorzy wydobyli z teczek argumentację, którą po raz pierwszy rozwinęli w 1955, wówczas, gdy kanclerz Adenauer, zrywając śladem aliantów z polityką rezerwy wobec ZSSR, zaakceptował nawiązanie z nim stosunków dyplomatycznych. Ale „stary lis” był czujny – „śpiewy syren”, które przypominały w 1955 Rapallo i „jego wzajemne korzyści” dla Niemiec i Rosji, nie miały u niego posłuchu. Odmienna atmosfera panowała w 1970: Willy Brandt był już gotów uklęknąć w Oświęcimiu, aby „naprawić” krzywdy uczynione przez Niemcy nazistowskie, zapominając, że Hitler tylko kopiował Stalina, gdy chodziło o obozy koncentracyjne i masowej zagłady, że zresztą Stalin i Hitler porozumieli się bardzo dobrze w 1939, aby podzielić się Polską i kilkoma prowincjami Europy Środkowej, i że Hitler nie dysponowałby tak szybko tak silną armią, gdyby nie pomoc ZSSR w jej odbudowie i rozwoju. W dwa miesiące po słowach wygłoszonych w Genewie przez Nikołaja Ljubimowa, syreny podjęły swój patetyczny śpiew w całej prasie ZSSR i za granicą, aby sławić, wraz z agencją Nowosti (zob. „Le Monde diplomatique” z kwietnia 1970, Paryż), „traktat z Rapallo, który był jednym z największych zwycięstw naszej dyplomacji; (…) który stworzył precedens dla uregulowania stosunków między ZSSR i krajami kapitalistycznymi (…) i którego lekcja jest ostrzeżeniem dla tych, którzy nie chcą widzieć korzyści współpracy ekonomicznej i politycznej z krajami socjalistycznymi.” Te „korzyści”, gdy je przeanalizować bliżej, doprowadziły Europę, a potem świat, prosto do wojny 1939-1945. Tajne klauzule, w przeciwieństwie do tego, co utrzymuje historia oficjalna Porozumienie niemiecko-sowieckie było tak przemyślane, że egzekutywy Kominternu zebrały się w Wiedniu, w końcu kwietnia 1922, na wezwanie rzucone trzy tygodnie wcześniej, aby wysłuchać ambasadora Krestinskiego, który przybył pośpiesznie do Berlina przedstawić racje tego kroku. Pomiędzy uczestnikami zasiadał Tito. Krestinski zapewnił, że Moskwa postąpiła w ten sposób „w celu ustanowienia frontu ekonomicznego, zdolnego oprzeć się zorganizowanym naciskom”. Jakim naciskom i z czyjej strony? Pomoc amerykańska, i pomoc niemiecka, Paryża, Londynu i Rzymu ratowały właśnie wtedy gospodarkę sowiecką. Jeżeli chodzi o Republikę Weimarską, była ona, oczywiście, obiektem reparacyjnych żądań alianckich i czujności Francji wobec ewentualnych zbrojeń niemieckich, ale międzynarodowe środowiska bankierskie już rozpoczęły prace, które przed upływem dwudziestu miesięcy doprowadza do planu Dawesa. Za „cywilną” zasłoną układów z Rapallo, na mocy których Berlin i Moskwa uzgodniły klauzule handlowe najwyższego uprzywilejowania i wyrzekły się reparacji wojennych, rozpoczęło się wcielanie w życie klauzul tajnych, których oczywistości próbuje się zaprzeczać jeszcze w pół wieku później. ZSSR terenem prób nowych zbrojeń niemieckich Hans von Seeckt szybko pocieszył się po inspekcjach Sprzymierzonych. Obejrzawszy 7000 fabryk, inspekcje te zażądały zniszczenia maszyn mogących produkować uzbrojenie. Otóż maszyny te poczęły „znikać”, potajemnie przewożone za granicę. W każdym razie zapasowy plan był przygotowany. Dzięki Rapallo mógł on rozwinąć się bardzo szybko. Von Seeckt i jego doradcy wychodzili z założenia, że trzeba obejść wymagania Traktatu Wersalskiego i zbroić Niemcy, ale bez gromadzenia zapasów materiałów, które szybko stawałyby się przestarzałe a w każdym razie prowokowały reakcje Londynu i Paryża. Wystarczyło więc, z jednej strony, produkować nowe bronie w jak największej tajemnicy, z drugiej, zorganizować taką współpracę między armią i przemysłem, aby było możliwe przejście z dnia na dzień na produkcję wojenną, wraz z produkcją wojenną seryjną. Stąd wielka liczba biur studiów, stowarzyszeń naukowych i technicznych, które pojawiły się w Niemczech w 1920 i 1921, a później wyroiły się za granicą pod różnymi nazwami. Do inżynierów wojskowych dołączyli inżynierowie „Kruppa”, „Junkersa”, „Dorniera”, „Heinkla”, „Fokkera” i innych firm, aby projektować działa, samoloty i czołgi. Inżynierowie „Badische Anilin”, „Bayera”, „Stolzenberga” i „IG Farben” pracowali przy produkcji prochu, gazów wybuchowych i zapalających oraz innych produktów. W wielu krajach Berlin znalazł licznych figurantów i dużo ułatwień. Tak, na przykład, eksperci od łodzi podwodnych, hydroplanów, torpedowców, korzystali z przyjaźni „kolegów”, wysokich osobistości, czasem rządów, w Holandii, Turcji, Finlandii i Hiszpanii. Kapitan marynarki Lohmann w Rotterdamie, kapitan Bartenback w Helsinkach, baron i wiceadmirał von Gaggern w Istambule i przyszły admirał Canaris w Kadyksie i Bilhao, nadzorowali te „operacje”. Ale na długą metę było to możliwe tylko przy współudziale kraju tak rozległego, tajemniczego i bogatego, jakim był ZSSR. Dowodem, że ten współudział „antyfaszystowskiego” ZSSR istniał, jest to, że prawie wszystkie agentury wywiadu sowieckiego w Europie, nieprzerwanie, od 1920 do 1933, na bieżąco informowały centralę moskiewską o tych tajnych zbrojeniach, przedsięwziętych poza ZSSR. To dlatego, że odkrycia i eksperymenty przeprowadzane, na ograniczoną skalę, w laboratoriach tych krajów kończyły się na poligonach usytuowanych w Związku Sowieckim. Arsenał dla obopólnej korzyści Już w 1921 dwa tysiące niemieckich specjalistów wojskowych znajdowało się w ZSSR. Po roku 1922, gdy tylko eksperci generała Bauera i admirała von Hintze wybrali najbardziej dogodne miejsca dla budowy baz marynarki wojennej i lotnictwa, poligonów ogniowych, terenów ćwiczeń lotniczych, tajnych laboratoriów, itd., było ich pięć tysięcy. Moskwa pozwalała na wszystko. Niemcy będą mogły przeprowadzać poszukiwania we wszystkich dziedzinach nauki i produkować każdą broń, jaką zechcą, pod warunkiem, że prototypy nie opuszczą terytorium sowieckiego i że pewien procent tej produkcji będzie zarezerwowany dla uzbrojenia Armii Czerwonej. I tak, na przykład, w dziedzinie lotnictwa, na 100 samolotów wykonanych i docieranych w ZSSR, 20 będzie zarezerwowanych dla Moskwy, reszta pozostanie w dyspozycji Berlina. Zanim doszło do tej fazy, wszystkie zapasy, które Niemcy chciały ukryć przed komisjami Sprzymierzonych, mogły zostać potajemnie przewiezione do Związku Sowieckiego, gdzie mieszana komisja miała za zadanie rozdzielenie ich pomiędzy obu partnerów. Wcześniej Moskwa dostarczyła Niemcom wszystkiego, czego potrzebowały dla swej małej armii, dozwolonej im przez Traktat Wersalski. Niemieckie ministerstwo obrony rozlokowało produkcję uzbrojenia w ZSSR pod kontrolą nieznaczącej „Geselschaft zur Forderung Gewerblicher Unternehmungen” (Stowarzyszenie dla Rozwoju Przedsiębiorstw Przemysłowych), czyli „GEFU”, z kapitałem 75 milionów marek, i pewnego stowarzyszenia, mającego charakter ekspozytury – „Bersol Aktien Gesellschaft”. Po 1926 będą one zastąpione przez „Wischaft-Kontor”, czyli przedstawicielstwo gospodarcze. A mimo wszystko historycy, jak na przykład Włoch Pietro Gerbore, powtarzają nadal, że traktat z Rapallo „nie przyniósł Niemcom żadnych korzyści”! Był tak niekorzystny, że w konsekwencji tajnych klauzul siły Reichswehry potroją się w ciągu kilku lat. Szkolone w Niemczech na poziomie teoretycznym, siły te odbywały ćwiczenia „terenowe” w ZSSR, natomiast budżet wojskowy Republiki Weimarskiej od 1924 do 1930 wzrósł (w markach stałych) z 459 do 788 milionów. Traktat ten był tak mało ważny, że przemysł niemiecki i Bank przyznawały sukcesywnie ZSSR: 150 milionów marek pożyczki w 1923, 100 milionów w 1925 i 300 milionów w 1926. Nie mówiąc o sumach bliskich miliarda marek, które tylko przemysłowiec Otto Wolf pożyczył osobiście ZSSR między rokiem 1925 i 1935. Sekcja „R” i „Zentrale Moskau” Aby zsynchronizować porozumienie przemysł-armia i współpracę tego tandemu z ZSSR, von Seeckt stworzył w 1918, w ministerstwie obrony, tajemniczą Sekcję „R”. Obciążył on kapitana Fritza Tschunke zadaniem stałego kontaktu z „Zentrale Moskau”, gdzie generał Hasse kierował Departamentem Zbrojeń (sowieckim) i Ponownych Zbrojeń (niemieckim). Pułkownik Kurt von Schleicher zapewniał kontakt z przemysłowcami, bankierami i politykami niemieckimi wtajemniczonymi w tę „wielką grę”, która funkcjonowała bez trudności do 1934. Z wyjątkiem incydentu z Scheidemannem, który w grudniu 1926 zmusił von Seeckta do ustąpienia swego stanowiska generałowi Heye, co nie przerwało zresztą ani na chwilę idylli z Moskwą, jak to jeszcze zobaczymy. Zatuszowane rewelacje Tajne służby francuskie i polskie, kolejno po 1922 i po 1929, sygnalizowały często, jak pisze o tym historyk Georges Castellan, przewóz materiałów i uzbrojenia, najpierw w kierunku Niemcy-ZSSR, później w kierunku ZSSR-Niemcy, który charakteryzował tamten okres. Ale w Europie panowała na temat tych rewelacji dziwna cisza, choć od czasu do czasu przenikały one do kilku gazet. Tak, na przykład, w końcu 1922 raport francuski sygnalizował, że „setka samolotów, od 300. do 400 tysięcy karabinów, materiały wybuchowe i ekwipunek wojenny zostały złapane na wodach Murmańska”. W 1924, na skutek awarii, frachtowiec „Alwin Rus” był zmuszony wyładować swój ładunek w Estonii: tony karabinów i amunicji wysłanych z Niemiec do Piotrogradu. W 1926 parowiec „Hochland” został zaskoczony, gdy na pełnym morzu przeładowywał na dwa lodołamacze sowieckie 170 skrzyń uzbrojenia, przywiezionych z Niemiec. I tak to trwało, od 1922 do 1926; sprowadzano również do ZSSR, do fabryk zbrojeniowych niemiecko-sowieckich, śmigła do samolotów, kwasy chemiczne, produkty takie jak piorunian rtęci lub części zamienne, produkowane w tych krajach, które przyjęły niemieckie laboratoria wojskowe. Ale w cztery lata po Rapallo rozpoczął się ruch w stronę przeciwną. Tak oto w grudniu 1926, socjalista Scheidemann ujawnia przed Reichstagiem, że „z końcem września i początkiem października amunicja rosyjska przybyła do Szczecina na statkach pochodzących z Leningradu: „Gotenburg”, „Rastenburg” i „Kolberg”, podczas gdy firma przyjmująca nakazała, swoim pracownikom milczenie na ten temat. Komórka komunistyczna w porcie – precyzował – była doskonale zorientowana w całej sprawie.” Ale „skandal” ten nie przekroczył wówczas granic Niemiec. Milczenie europejskie było równie dziwne jak później, 7 kwietnia 1937, gdy na dwa lata i cztery miesiące przed podpisaniem paktu Stalin-Hitler, „Le Petit Parisien” i „L’Ordre” w Paryżu i „Manchester Guardian” w Anglii podały informacje, które wskazywały na tajne zbliżenie między Moskwą i Berlinem, po dwóch latach widocznego ochłodzenia. Co za blagierzy ośmielają się wymyślać tego rodzaju pogłoski, powtarzali tu i ówdzie, w paryskich salonach, dyplomaci sowieccy i niemieccy. W ponad czterdzieści lat później istnieją jeszcze autorzy, którzy zapewniają, że porozumienie niemiecko-sowieckie zaczęło się dopiero w lecie 1939. W ten sposób jest podtrzymywany mit „antyfaszystowskiego” ZSSR. Sowiecka infrastruktura wojskowo-przemysłowa pod organizacją niemiecką Karl Sobelsohn, czyli Radek, mówił, śmiejąc się, do dziennikarza niemieckiego Karla Augusta Wittfogela, który w listopadzie 1932 wyraził przy nim zaniepokojenie tą współpracą niemiecko-sowiecką: „A więc nie róbcie tego! Mamy Reichswehrę w kieszeni!” W rzeczywistości, większość niemieckich uczestników i ich sowieckich kolegów grała i tę, i inne gry. Tak, na przykład, generałowie Swieczyn (wojsk lądowych) i Łazariew (lotnictwa) należeli do komisji mieszanej obok Hassego, Niedermayera, Schuberta i innych. Dzięki nim ich niemieccy koledzy zostali wprowadzeni do Chin, gdzie generał Bauer, generał Wetzell, a po nim Hans von Seckt, a następnie generał Falkenhausen formowali kadry armii Czang Kaj-szeka. „Sprawa”, której nie zapomnieli komuniści chińscy w swych ciężkich kłótniach z Moskwą… Jednakże rozwój samego ZSSR przybiera niewspółmierne rozmiary. Traktowanie go tylko pod kątem wojskowym byłoby równie mylące, co niewystarczające. Ta wielostronna współpraca, aby ocalić reżim sowiecki przez odbudowę jego gospodarki, była równa tylko współpracy setki firm amerykańskich, które po 1929, a zwłaszcza po 1933, zastąpią towarzystwa niemieckie, zmuszone mimo wszystko do większej dyskrecji w swej serdecznej współpracy z komunizmem, który Hitler, zgodnie z głoszonymi twierdzeniami, zamierzał zwyciężyć. Ale ta redukcja pomocy gospodarczo-naukowej Niemiec dla ZSSR – dającej się bardzo dobrze oszacować dzięki pracom opublikowanym w USA przez A.C.Suttona – nie przeszkadzała utrzymaniu powiązań pomiędzy tajnymi służbami obu stron. Nie służbami Abwehry, wrogiej komunizmowi, ale służbami MSZ-tu i służbami Reinharda Heydricha, dzięki niespożytemu Walterowi Nikolaiowi. Parę liczb ilustruje moje stwierdzenia: na 322 umowy przemysłowe, technologiczne i naukowe, zawarte przez ZSSR z firmami zagranicznymi w okresie lat 1917-1930, 114 zostało zawartych z towarzystwami amerykańskimi, zaś 94 z Niemcami. Co znaczy, że 71% (wraz z 9. towarzystwami „faszystowskich” Włoch, które również kolaborowały z ZSSR) potencjału przemysłowego ZSSR zostało reaktywowane, bądź stworzone i skadrowane, tylko przez towarzystwa amerykańskie, niemieckie i włoskie; w tym prawie 38% całości personelu organizacyjnego, dyrektorów technicznych, głównych inżynierów i kadr średnich przybyło z Niemiec, 30% z Ameryki, a reszta, zgodnie z postanowieniami podpisanych kontraktów, z firm angielskich (35), japońskich(14), francuskich (13) i tuzin z innych krajów. Zbrojenia Czeki i fabryki amunicji Paryski dwutygodnik „BEIPI” – Est et Ouest” (już cytowany) – doskonale zreasumował w 1955 następujące po sobie fazy tej współpracy, z których pierwsza, od 1920 do 1922, pozwoliła zalążkom przyszłej Armii Czerwonej, a przede wszystkim jednostkom Czeki, dysponować uzbrojeniem i amunicją niemiecką, aby narzucić się Rosji. Faza ta skończyła się nieograniczoną integracją wybitnych niemieckich specjalistów cywilnych i wojskowych z personelem najwyższego dowództwa sowieckiego. Do tego stopnia, że pewien dyplomata amerykański raportował na początku 1923 słowa jednej z pierwszoplanowych osobistości sowieckich: „Jesteśmy prawdziwymi beneficjantami Rapallo. Nasz przemysł wyjdzie odbudowany przy pomocy ekspertów niemieckich (…) Są oni przyjęci do wszystkich gałęzi państwowych i od tej chwili pracują w najważniejszych sektorach (…) Generała Bauera i jego komisję wtajemnicza się we wszystkie aspekty naszego sektora wojskowego, nawet jeżeli ich misja oficjalna polega przede wszystkim na udoskonaleniu naszego potencjału lotniczego…” W drugiej fazie tak Niemcy, jak Amerykanie modernizują fabryki już istniejące lub budują nowe. Przyłączają się do tego Anglicy i Francuzi. Fabryki amunicji zainstalowane przez Niemców, przede wszystkim w centralnej Azji między rokiem 1926 i 1933, pozwoliły ZSSR po 1941 doczekać nadejścia pomocy amerykańskiej. Dostarczyły one w 1939 środków do napaści na Polskę i zaatakowania Finlandii. Nękanie NKWD i stopniowa redukcja Trzecia faza tej współpracy, między 1928 i 1934, przejawiała się stopniową redukcją gałęzi wojskowej, która prawie zniknęła z końcem roku 1933, a następnie wsparcia przemysłowego i w postaci personelu. W 1929 nie ma praktycznie koncesji niemieckich ani towarzystw mieszanych po roku 1932. W obu przypadkach doszło w 1928 do „incydentów” wywołanych przez NKWD, które niepokoiło się coraz bardziej wpływem niemieckim w korpusie inżynierów i kadrach sowieckich. „Afera Shakti” stanowiła główną podporę nękań i „ostrzeżeń” dziesięciu inżynierów niemieckich zostało skazanych za „szpiegostwo”. Wszyscy oni należeli do „General Electric”-Niemcy („AEG”), który, mimo że realizował elektryfikację wszystkich republik ZSSR, postanowił wstrzymać wszelką pomoc. Potem, „ze względu na powagę kontraktu”, „AEG” zdecydował się puścić w niepamięć to wszystko i pozostał pięć lat dłużej. Dwie lub trzy inne firmy, których personel z trudem mógł wywozić swe zarobki do Niemiec, zerwały w międzyczasie kontrakty. Ale nie mielibyśmy racji wywodząc z tego, że idylla niemiecko-sowiecka była tylko wybuchem, i to z niewielkimi skutkami dla ZSSR. Rezultat: gospodarka ZSSR do połowy lat pięćdziesiątych Biorąc pod uwagę archiwa przechwycone przez Wehrmacht w 1941, szczególnie w Smoleńsku, na podstawie opinii uchodźców sowieckich, którzy przeszli na Zachód w latach 1930-1970, i dzięki zestawieniu wiadomości zebranych przez Antony Suttona w archiwach amerykańskiego Departamentu Stanu, można stwierdzić, że wsparcie niemieckie, a później niemiecko-amerykańskie w latach 1920-1930 pozwoliło na zaistnienie, a następnie rozwój wszystkich podstawowych sektorów gospodarki sowieckiej do połowy lat pięćdziesiątych. Trzeba wiedzieć, na przykład, że poza importem fabryk i wyposażenia do ZSSR, nic nie mogłoby ruszyć bez organizacji niemieckiej. Jeżeli prześledzimy przeszłość 770. dyrektorów sowieckich, dziesięciu głównych zjednoczeń państwowych i głównych fabryk przemysłu w latach 1920-1929, stwierdzimy, że tylko 193. posiadało konieczne kwalifikacje. 71,5% spomiędzy nich skończyło jedynie szkołę podstawową, a 3,5% było niepiśmiennych, Umieściły ich na stanowiskach Rewolucja i Partia. Trzeba było więc „zdublować” ten wysoki personel przez zagraniczne kadry wykwalifikowane. Na szczeblu niższym, na 10-15% niezbędnych kadr średnich, mniej niż 2% miało wymagane kwalifikacje. Tu również „dublowali” Niemcy, Amerykanie i wreszcie inni cudzoziemcy. Na szczycie plasowały się osobistości, jak na przykład wymieniony przeze mnie Albert Kahn, który, otoczony setką współrodaków, opracował plan pięcioletni 1934-1939, po „poprawieniu” planu poprzedniego, mającego dwa lata spóźnienia w stosunku do przewidywań. Co więcej, 50% wyposażenia fabryk sowieckich dostarczono do 1932 przez Niemcy, pod nadzorem Sekcji „R” von Seeckta. Nostalgiczne akcenty „Prawdy” Wszystko to tłumaczy, że w 1936, tylko w kadrach sowieckiego przemysłu ciężkiego można było naliczyć 6800. cudzoziemców, w tym 1700 Amerykanów i jeszcze prawie 300. Niemców, którzy pozostali na dziwnych warunkach, co do których nie mogłem odnaleźć zbyt wiele szczegółów, oprócz tego, że zarabiali siedem razy mniej niż Amerykanie. Rozumiemy teraz nostalgiczne akcenty „Prawdy” z 8 września 1955, gdy, przypominając Rapallo i jego wstrząs, podkreślała: „Jeżeli historia stosunków niemiecko-sowieckich zaznała ciemnych stron, to naród sowiecki nie zapomniał tych lat współpracy między naszymi dwoma krajami.” Rozumiemy równocześnie apele, redagowane w 1935 przez niemieckiego profesora komunistę Niekischa, który zapraszał Niemcy hitlerowskie do podjęcia „w zgodzie z Rosją azjatycką drogi przymierza, która pozwoliłaby tym dwóm państwom żyć w pokoju, a Niemcom zapewnić dominację w Europie przeciw Francji”. Trzeba będzie tylko przekonać Hitlera i pewną część jego otoczenia. Inna grupa, w MSZ-cie oraz w środowisku policyjnym SD i Gestapo, jest już gotowa do tego zbliżenia. To oni będą, w 1939, najbardziej chętni do współpracy z ich sowieckimi odpowiednikami w polowaniach na ludzi w Polsce, a często w całej Europie. A ci z nich, którzy przeżyją po 1945, przejdą łatwo na stronę Moskwy i stamtąd poszukają schronienia gdzieś w świecie, podczas gdy pewna ich część znajdzie natychmiast miejsce w aparacie wschodnioniemieckim. Zresztą atmosfera „Tygodnia przyjaźni niemiecko-sowieckiej” w 1929, o którym powiemy, pozwala zrozumieć pakt z 1939 (Mołotow-Ribbentrop – przyp. tłum.) i przyjęcie sowieckie od 1969 „Ost-Politik” Willy Brandta. Więcej niż połowa sowieckiego przewozu handlowego za granicę „Tydzień przyjaźni niemiecko-sowieckiej” od 8 do 15 stycznia 1929 był sukcesem. Osiem dni wymiany poglądów, seminariów specjalistycznych i konferencji technicznych, pod egidą dyrektorów „Telefunkena”, „AEG”, „Kruppa”, „Instytutu Węgla” z Mulheim, „Niemieckiego Instytutu Poszukiwań Chemicznych” itd. Oczywiście, wszystko pod oficjalnym hasłem „współpracy w ramach poszukiwań pokojowych”. Po stronie niemieckiej „zapomniano” aferę Shakti. I nie mówiono nigdy o 10 milionach ofiar, które tylko w ciągu sześciu lat od Rapallo wyznaczyły sukcesy rewolucji w ZSSR. Ani o polowaniach na kułaków, które rozpoczęły się kilka tygodni wcześniej. Co za pochlebny bilans dla całości zrealizowanej wymiany! Od 1921 (wg „Prawdy” z 26 stycznia 1922) niemiecki „Nord-Ost” otworzył kredyty w wysokości 500 milionów marek. Z miejsca firma ta zmonopolizowała na długi czas organizację wymiany niemieckich produktów przemysłowych za sowieckie surowce. Następnym z kolei był „Russgetorg” Ottona Wolfa, towarzystwo mieszane, którego część niemiecka składała się z firm: „Phoenix”, „Rheinische Stahlwerke”, „Rheinmetall” i „Zippen und Bissener”. Aż do 1928 „Russgetorg” zapewniał 20% całkowitej wymiany import-eksport państwa sowieckiego, w tym „potrzeby” niemiecko-sowieckiego sektora wojskowego. „Russgetorg” uzgadniał zapotrzebowanie sowieckie i odpowiednie czartery z przedsiębiorstwem państwowym „Wniesztorg”. Od 1925 zyski były tak duże, że niemieccy sprzedawcy urządzeń przemysłowych obchodzili się bez kapitału obrotowego „Russgetorgu”. W międzyczasie pojawiła się „Derutra”, która od tej chwili zmonopolizowała handlowy transport lądowy między dwoma krajami. Do tej pory ciągnęła z tego zyski sławna „Hamburg-Amerika Line” (eks-kanclerza Cuno i innych osobistości Weimaru). Jeżeli chodzi o „Wostwag”, firma ta specjalizowała się w eksporcie produktów sowieckich, takich jak futra, kawior, koszule, włosie na szczotki, płótno i potaż, mając sieć swoich zakładów w ZSSR. „Mołoga-Waldindustrie” i „Deruwa” podzieliły się z pięcioma innymi firmami zagranicznymi, handlem drzewem budulcowym. „Deruneft”, wraz z pewną firmą irańską, zajął się handlem produktami naftowymi. „Effexport”, z trzema firmami, handlem produktami mleczarskimi, natomiast „A.Roesch” i „Iwa” połączyły się z „Wostwagiem” w eksporcie zwierząt i produktów hodowlanych. „Derumetal” połączony z berlińską firmą „N.Levy” zajął się eksportem surowców metalowych do Niemiec, mając do dyspozycji 66 frachtowców. W sumie, pomiędzy firmami mieszanymi, monopolizującymi handel zagraniczny ZSSR, 11 firm na 31 było niemieckich i zapewniało ponad połowę potrzebnego transportu. Rozwój przemysłowy dzięki Berlinowi Do 1925 możliwości kredytowe Niemiec były ograniczone. Te ograniczenia kończą się po roku 1926, gdy odczuwalne stają się pierwsze efekty planu Dawesa. Oto dlaczego pierwszy okres współpracy sowiecko-niemieckiej charakteryzował się wymianą taką jak uruchomienie lub budowa rafinerii na Ukrainie w zamian za dostawy cukru. W portach sowieckich (opowiada o tym Sutton) można było nawet zobaczyć – w okresie głodu w ZSSR, gdy przysyłano mu na pomoc dostawy zboża – statki załadowujące zboże dla zagranicy obok statków wyładowujących zboże dla ZSSR. System kredytów nabiera rozmachu po 1926, wraz z gwarancjami w złocie (które znowu dzięki firmom zagranicznym jest wydobywane z bogatych złóż rosyjskich), w platynie i w ropie naftowej oraz rzadkich minerałach. W Batumi, w Tuapse, w Groznim, w Embie i w Baku urządzenia wydobywcze zostały założone i uruchomione przez inżynierów niemieckich. Eksport z Emby wzrósł dzięki temu z 430 tysięcy ton ropy w 1923 do 2 milionów 734 tysięcy ton w 1928. To Niemcy (wzmocnieni po 1928 przez ekspertów amerykańskich) uruchomili po 1922 ponowne wydobycie rudy żelaza w Krzywym Rogu i potroili jej produkcję w niespełna trzy lata. W 1931 było ich 1600. w dolinie Donu, aby nadzorować wydajność kopalń węgla. Zresztą, to właśnie komisja kierowana przez eksperta niemieckiego Reichlina w 1925 zbadała i wybrała nadające się do eksploatacji złoża Donbasu. Stało się to możliwe dzięki wyposażeniu dostarczonemu przez „Kruppa” i „Koppers A.G.” (firmę niemiecko-amerykańską). Ta ostatnia firma dostarczyła większość pieców koksowych w ZSSR i pozwoliła, wraz z innymi firmami niemieckimi, zwiększyć z 7 do 23 milionów ton rocznie produkcję koksu. Na Uralu wielkie piece i inne wyposażenia „Ugostalu”, „Demagu” i „Freyna” zapewniły produkcję stali, która od zera wzniosła się do 2 milionów 500 tysięcy ton w 1929. Takie same sukcesy odnotowano w dziedzinie budowy zakładów konstrukcji maszyn. Tak na przykład „Uralmasz”, uruchomiony w 1933 przez Niemców, będzie dostarczał ZSSR nie tylko urządzeń górniczych dla wydobywania rud, ale, od 1936, części do konstrukcji łodzi podwodnych. 12 tysięcy robotników, nadzorowanych przez 150. Niemców, budowało ten kompleks przez trzy lata Tę listę można rozszerzyć o produkcję łożysk kulkowych, wyposażenia do budowy elektrowni, produkcję rur stalowych, wydobycie metali nieżelaznych itd. I na koniec: koleje, produkty chemiczne i gazy toksyczne Wydaje mi się, że wystarczy zamknąć tę ocenę konsekwencji Rapallo kilkoma równie ważnymi danymi. Jeszcze w 1920, na ogólny park 16 tysięcy lokomotyw w Rosji mniej niż 6 tysięcy było zdatnych do użytku. I to właśnie Niemcy, z finansami „Kruppa”, „Deutsche Bank”, firmy „MAN” i „Henschel und Sohn”, w ciągu trzech i pół roku odbudowali i uruchomili kolejnictwo ZSSR. Tysiąc pięćset lokomotyw zostało zakupionych za granicą, sprowadzonych w częściach z Niemiec i ze Szwecji i złożonych w Piotrogradzie pod kontrolą głównego inżyniera Waldemara Sommermeyera. W 1932 olbrzymi kompleks Magnitogorska, fabryki Kramatorska i Stalingradu pracowały dzięki nadzorowi prawie 300 Niemców, do których dołączyło 780 Amerykanów. Wszystkie systemy chłodzenia, które funkcjonowały w Rosji w 1926 i później, były montowane przez „MAN” (Augsburg) oraz firmy A.Reidingera i A.Borsiga. Zaś „Deutz A.G.” zapewniała w tym samym okresie 80% produkcji silników dieslowskich, turbin, pomp itd., dla kraju Sierpa i Młota. Chociaż „IG Farben” odmówił sprzedaży swych patentów, niemniej jednak uczestniczył on, wraz z „Bergen und Wirth”, w dostawach dla ZSSR barwników, podczas gdy trzy firmy niemieckie z Frankfurtu i Berlina miały do 1929 wyłączność na dostawy kwasu siarkowego. Firma „Stolzenberg” z Hamburga, specjalizująca się w produkcji iperytu, zbudowała w Iwaszenkowie fabrykę, która istnieje jeszcze dzisiaj, pod inną nazwą. Doktor Speich, specjalista od gazów trujących, i kapitan Nolte, specjalista od broni chemicznej, byli tymi, którzy w 1928 uruchomili w ZSSR zakłady do produkcji tego typu, wraz z bazą doświadczalną w obozie specjalnym w rejonie Saratowa. Poważne implikacje polityczno-wojskowe Moje wyliczenie pozwala zrozumieć nostalgię ZSSR za Rapallo, powtarzaną okresowo po 1949. Personel sowiecki i niemiecki okresu lat 1922-1933 rozumiał się doskonale. Z wyjątkiem funkcjonariuszy NKWD, odpowiedzialnych za jego nadzorowanie, i kilku wysokich sowieckich oficerów sztabu generalnego lub służby wywiadu, zaszokowanych już po 1935, że w otoczeniu Stalina zdecydowano się, tak wyglądało, na ponowne podjęcie tego minionego porozumienia, wielu uczonych, specjalistów i dyplomatów sowieckich żałowało tych dwóch lub trzech lat ochłodzenia kontaktów z Berlinem i witało gorąco, w 1937, podejmowane na nowo próby pogłębienia stosunków z Hitlerem. Ale już u progu lat trzydziestych liczne konsekwencje wypływały z porozumienia niemiecko-sowieckiego. Ze strony ZSSR wspierało ono tendencję do swoistego nacjonal-sowietyzmu, całkowicie imperialistycznego, wśród tych, którzy widzieli niemożność komunizmu bez ojczyzny i granic, o którym marzono na początku wieku. Ze strony niemieckiej, szeroka symbioza sztabu generalnego, przemysłu i banków wiodła prosto do finansowania z „czarnych” kas Reichswehry i z zysków ze współpracy przemysłowej z ZSSR dwóch nurtów, już wtedy rywalizujących o sukcesję po ginącym liberal-socjalizmie: nurtu nacjonalistów monarchistycznych i centrowych i nurtu nacjonal-socjalistów, będących w stanie ciągłej licytacji politycznej z poprzednimi. Dzięki temu tajnemu finansowaniu, Kurt von Schleicher, wspierany przez „Stalowe Hełmy”, przedstawił w 1925 plan mobilizacji, który pozwalałby potroić za jednym zamachem siły dopuszczone Traktatem Wersalskim. Schleicher zwielokrotnił w tym samym czasie liczbę towarzystw szkolących oficerów. Dla przykładu: „Wojskowe Towarzystwo Studiów Naukowych i Politycznych”, którego dyrekcja skupiła wybitnych wyższych oficerów związanych ze „Stowarzyszeniem Schlieffena”, odpowiedzialnym za oficerów rezerwy; „Stowarzyszenie Scharnhorsta”, mające ten sam cel; „Wewia”, która, poczynając od 1931, będzie się skupiać na zagadnieniach wojen współczesnych; wreszcie „Towarzystwo Statystyczne”, finansowane przez przemysłowca Borsiga, odpowiedzialne za znajdywanie i dostarczanie surowców niezbędnych do fabrykacji broni, których produkcja została uruchomiona w ZSSR. Borsig był jednym z głównych finansistów Hitlera. Współpraca ta, na płaszczyźnie wojskowej, mogła skończyć się tylko poddaniem kontynentu przymierzu niemiecko-sowieckiemu, a więc wojną, albo sytuacją, w której dwaj wspólnicy zaczną się siebie obawiać i każdy będzie chciał wygrać słabości rozpoznane u drugiego. A to również oznaczało wojnę, i nie tylko miedzy nimi, ponieważ cały świat będzie żył wkrótce pod hasłami rzekomej wojny „faszyzmu” i „antyfaszyzmu”. To co Weimar poręczał,wówczas, pod pretekstem, że odprężenie polityczne i porozumienie handlowe Wschód-Zachód zapewni pokój, to samo poręczają dzisiaj Europa i Ameryka na skalę światową, od czasu, gdy na początku lat sześćdziesiątych pojawił się ten sam mit. Weimar wierzył, że ZSSR „będzie ewoluował” na dłuższą metę na skutek rozwoju przemysłowego. ZSSR grał na pozór w tę grę, ale ani na chwilę nie rezygnował ze swych okrucieństw (koniec okresu Rapallo jest okresem ludobójstwa „kułaków” i początkiem wielkich czystek). Ani nie zapomniał o swym celu: wszechświatowej rewolucji. Tak samo jest dzisiaj, gdy odprężeniu towarzyszy podtrzymywanie systemu obozów koncentracyjnych i „psychuszek” oraz ciągle rozwijające się wywrotowe i wojskowe osadzanie się Sowietów na wszystkich kontynentach. Przygotowania do wojny powietrznej Wracając do współpracy po Rapallo, niosła ona w sobie i wojnę, i jej implikacje militarne, które, co zaraz wyszczególnimy, były niezwykłej wagi, zarówno doraźnie, jak dla nadchodzącego dziesięciolecia. Zacznijmy, na przykład, od dziedziny lotnictwa. W Fili firma „Junkers” zbudowała fabrykę, która od 924 produkowała 300 samolotów rocznie; z nich, jak było przewidziane w pierwszym stadium, 60 szło dla ZSSR, zaś 240 pozostawało w dyspozycji Niemiec, którzy szkolili jednocześnie pilotów sowieckich i swoich własnych. „Fokker” budował zakłady w Moskwie, Leningradzie, Smoleńsku i Kijowie. Fabryka w rejonie Moskwy, „Chmeck”, wypuszczała, począwszy od 1925, 17 samolotów miesięcznie, w tym 4 bombowce. W ciągu trzech poprzednich lat ZSSR zakupił w Holandii 280 szturmowców Fokker D-7. Drugi zakład „Junkersa” powstał w Twerze w 1924. Finansował go, na 40 milionów marek kredytu, przemysłowiec, magnat Ruhry Hugo Stinnes, na prośbę von Schleichera. Dołożył on wkrótce potem 100 milionów marek, aby zwiększyć produkcję w Fili. Otóż Stinnes był jednym z tych, którzy witali inflację początku lat dwudziestych jako środek narzucenia w Niemczech dominacji pewnego kapitalizmu. W 1923 podtrzymywał on antyfrancuskie manifestacje w Ruhrze, w towarzystwie Emila Kirdorfa, Alberta Voeglera i Fritza Thyssena. Stinnes wycofał się, zrujnowany, w zimie 1926/1927, ale trzej ostatni połączyli się wówczas w łonie trustu stali „Vereinigte Stahlwerke” i byli w 1929 ofiarodawcami części funduszy, które uratowały nazizm w okresie, gdy od siedemnastu miesięcy wytracał on impet. Nie działali oni w ten sposób kierując się ukrytymi motywami, wygrywania w określonej chwili nazizmu przeciw komunizmowi, ale aby zapewnić sobie, że podtrzymywana przez nich partia porządku połączy się, za ich pośrednictwem, z partią porządku sowieckiego, w celu narzucenia Europie ich dwugłowego imperium, idei, która, jak widzieliśmy, była wiele razy wyrażana w tamtej epoce. Na razie materiały dla przemysłu lotniczego były dostarczane z Niemiec przez firmy mieszane „Derutra” i „Russgetorg” morzem, koleją i samochodami. Różnorodnych silników dostarczała „Deutz A.G.”. Skrzydła i kadłuby pewnych modeli importowano czasami z USA, ponieważ wiele z nich było kopiami modeli amerykańskich lub angielskich, na przykład De Havilland „Tiger Moth” (używany jeszcze w latach sześćdziesiątych). Materiały te były często importowane z wykorzystaniem oszustw. Tak na przykład, w latach 1925-1929, via sławna „Hamburg-Amerika Line” importowano do Leningradu od 150 do 200 silników najnowszych modeli Curtiss i 488 silników Liberty, zakupionych przez Maxa Rabinowa, który aż do tego czasu był w Stanach Zjednoczonych nauczycielem tańca… Zakupy te, w których ZSSR zaoferował dziesięciokrotną wartość ceny realnej, aby tylko otrzymać silniki, finansowała „Chase National Bank”. Gdy tylko zostały one dostarczone do ZSSR, inżynierowie niemieccy i ich sowieccy wspólnicy zaczęli je studiować, kopiować, ulepszać. Powiązania z lotnictwem cywilnym, zapewnione przez towarzystwo mieszane „Deruluft”, służyły szkoleniu pilotów, którzy byli odpowiedzialni tak samo za rozwój sieci sowieckiego lotnictwa cywilnego (która wzrosła w ten sposób z 6 tysięcy do 29 tysięcy kilometrów w latach 1922-1930), jak za sieć lotnictwa niemieckiego „Lufthansa”, kierowaną przez Eberharda Milcha, która po-troiła się między rokiem 1923 i 1931. W Lipecku „czwarta eskadra czerwonego lotnictwa” była wielką szkołą niemiecką Traktat Wersalski zezwalał Niemcom na szkolenie pięciu pilotów wojskowych rocznie. Dzięki ZSSR, od 1925 Berlin szkolił ich o czterdziestu więcej. Szkoły lotnictwa w ZSSR były najpierw
  29. Piotrx said

    ciag dalszy:

    W Lipecku „czwarta eskadra czerwonego lotnictwa” była wielką szkołą niemiecką

    Traktat Wersalski zezwalał Niemcom na szkolenie pięciu pilotów wojskowych rocznie. Dzięki ZSSR, od 1925 Berlin szkolił ich o czterdziestu więcej. Szkoły lotnictwa w ZSSR były najpierw finansowane w oparciu o „Fundusz Pomocy Robotnikom Ruhry”. Szkoła główna, dla samolotów ciężkich i lotnictwa, znajdowała się w Lipecku. Inna, dla oficerów, w Borisoglebsku niedaleko Saratowa. Szkoła w Lipecku liczyła nie mniej niż sześćdziesięciu pilotów instruktorów, w asyście około setki techników, wszystkich niemieckich, dla utrzymywania terenu i maszyn. Wszystko to pod szyldem „czwartej eskadry czerwonego lotnictwa”. Po 1926 utworzono inną szkołę na Krymie, na północ od Sewastopola. Stan osobowy, z 26 instruktorów w 1922 i 60 w 1925, wzrósł do 300. Wszyscy lotnicy niemieccy, którzy służyli na frontach drugiej wojny w latach 1939-1942, byli kształceni w tych warunkach. W tym piloci sił lotniczych marynarki wojennej, szkoleni w Kronsztadzie, gdzie baza była całkowicie wyposażona przez „Dorniera”. W sumie, już w 1929, na 1200 maszyn wojskowych, którymi dysponował ZSSR (wliczając w to 160 samootów lotniczych sił morskich), 440 było pochodzenia niemieckiego, 96 włoskiego faszystowskiego (przede wszystkim hydroplany Savoia i Moschi, a następnie helikoptery Isacco), i setka kopii z modeli amerykańskich, angielskich i francuskich.

    Pierwsze sowieckie łodzie podwodne są niemieckie i… faszystowskie włoskie

    Berlin powierzył admirałowi von Hintze, we wrześniu 1923, wprowadzenie w życie tajnych porozumień zawartych z ZSSR w dziedzinie marynarki wojennej. Firmy „Krupp” i „Blohm und Voss” (z Hamburga) zbudowały wówczas bazy i przygotowały do ponownego użytku porty, jak na przykład port w Leningradzie, niezdatny do użytku od 1921. Jeżeli chodzi o flotę handlową, to na przykład Sutton podaje, że 75% tonażu sowieckiego, będącego w służbie od 1930 do 1945, zostało dostarczone dzięki pomocy zagranicy, w tym 20% całego tonażu przez Niemcy. Telegram przechwycony w lecie 1923 przez tajne służby amerykańskiego wywiadu wojskowego potwierdzał od tego momentu istnienie tajnych klauzul, dotyczących dziedziny wojskowej, w traktacie z Rapallo. Sutton robi z niego użytek, cytując rozkaz przesłany wówczas attache wojskowemu ZSSR w Berlinie: „…zorganizować przerzut do ZSSR 1200. niemieckich instruktorów marynarki wojennej.” Oczywiście, po 1933 Stany Zjednoczone, za pośrednictwem około 20. firm, zastąpią Niemców, tak jak w innych dziedzinach. Francja była w tym wszystkim obecna od samego początku, między innymi z firmą „Nieuport”. W 1926 admirał niemiecki Spindler przybył zresztą do ZSSR, wizytował port w Leningradzie i omawiał sprawę budowy lodzi podwodnej typu B-III, która będzie w cztery lata później jedną z najlepszych w tamtych czasach. Niemcy wywiodą z tego modelu swój typ VII, a ZSSR, poczynając od 1937-1938, swoich szesnaście łodzi podwodnych „Szuka”. Naczelny inżynier niemieckiej marynarki wojennej, Ledeke, nadzorował w 1931, po okresie prób, budowę tych łodzi podwodnych i piętnastu innych jednostek morskich, w tym wielu kontrtorpedowców, które weszły do służby w Niemczech w 1939. Było mu o tyle łatwiej, że w tym czasie podjęto na nowo współpracę niemiecko-sowiecką. Nie można nie dodać, że faszystowskie Włochy dostarczyły ze swej strony Związkowi Sowieckiemu 25 łodzi podwodnych (model „Garibaldiec” i „Prawda”, od 1200 do 1800 ton) w latach 1933-1935, obok 76, które zbudowali dla Moskwy inżynierowie niemieccy.

    Niemieckie fabryki oraz szkoły artylerii i broni pancernej

    Produkcja armat i pojazdów opancerzonych zajmowała trzecie miejsce w produkcji wojskowej pod egidą „GEFU” i Sekcji „R”. Firma „Krupp” zbudowała w Tule, w Leningradzie, w Schlisselburgu oraz w centralnej Azji siedemnaście fabryk produkujących działa i amunicję. Te ostatnie dostarczały w 1927 300 tysięcy pocisków rocznie. Również „Krupp” zbudował w Moskwie fabrykę Nr 8 (dział piechoty) i zorganizował w Ludze koło Leningradu główny poligon, gdzie szkolili się Niemcy. Wszystkie czołgi i samochody pancerne używane i przez Niemców po 1937 zostały opracowane i zbudowane w ZSSR przez firmy „Rheinmetall”, „Krupp”, „Daimler” i ,.Gute Hoffnungshute”. Części zamienne szły przez Szczecin i Leningrad do kompleksów Kamy, usytuowanej na wschód od Kazania. Tam, gdzie od połowy lat sześćdziesiątych firmy „Renault” i „Fiat”, wraz ze swym : wyposażeniem, umożliwiają Moskwie produkcję j ciężarówek i aut na swych licencjach. W „Zentrale Moskau” major „Neumann” nadzorował kursy instruktażu przyszłych „Panzerdivisionen” niemieckich, w miarę jak kończono montaże. Na miejscu generał Lutz i pięciu czy sześciu wyższych oficerów organizowało dwuletnie kursy inżynierów i kierowców pojazdów opancerzonych. Trzeba było wkrótce otworzyć drugi obóz szkoleniowy w Katordze koło Moskwy.

    Liczne eksperymenty z gazami toksycznymi

    Dwustu pięćdziesięciu oficerów, specjalistów od wojny chemicznej, wysłanych do ZSSR przez doktora Speicha i kapitana Nolte, nie traciło czasu od 1922. Po przeprowadzeniu kontroli poszukiwań i fabrykacji chemicznej materiałów wybuchowych w Biersolu koło Trocka, wybrali oni obóz Tomka, koło Saratowa, w celu przeprowadzenia szerokich programów doświadczalnych. „IG Farben”, „Stolzenberg”, „Badische Anilin” tworzyły bazę dla tych prac, nawet jeżeli, jak to już wspomnieliśmy, pierwsza z tych firm robiła wszystko, aby nie przekazywać swoich tajemnic ZSSR. Wolała ona, jak się wydaje, strzec pewnych swych odkryć (jak na przykład Cyklon-B) w tajnych laboratoriach, które razem ze „Standard Oil” Rockefellerów i „General Motors” zbudowała w 1927 w Stanach Zjednoczonych. Te trzy firmy niemieckie zatrudniły swoich inżynierów-chemików w Samarze, w Twerze i w Mchecku. W 1928, generał-major von Blomberg (następca von Seeckta) przybył w celu inspekcji ich badań i wyników. Konferował on zresztą z marszałkiem Woroszyłowem i uzgodnił z nim eksperymenty wojny chemicznej, które przeprowadzono w roku następnym z udziałem trzydziestu specjalistów niemieckich.

    Angielski minister wojny „nie niepokoi się tym wcale”

    Brytyjski historyk Cookridge podaje w swej biografii generała Gehlena, że po powrocie z podróży do Londynu w 1930 pułkownik von Bredow, szef wywiadu niemieckiego, gratulował sobie postawy brytyjskiej wobec Niemiec. Wiceadmirał Domville, naówczas szef wywiadu angielskiej marynarki wojennej, przyjął go w Londynie serdecznie. Zaś minister wojny Jego Królewskiej Mości przytaknął konfidencjonalnie, że „nie niepokoi się wcale niemieckimi zbrojeniami”. Oczywiście, Anglicy śledzili z bliska rozwój niemieckiej armii, marynarki i przemysłu lotniczego, ale, według von Bredowa: „tajne służby Londynu powstrzymywały się generalnie od komunikowania Francuzom informacji, które otrzymywali o pogwałceniach Traktatu Wersalskiego”. Bredow dał jednak rozkaz uniemożliwienia, bardziej niż kiedykolwiek, przecieków na temat produkcji w ZSSR i wyposażania Reichswehry w artylerie, armaty D.A.C., działa przeciwczołgowe, pociski toksyczne i miotacze ognia.

    Przymierze drogie obu partnerom, szczególnie Sowietom

    Atmosfera niemiecko-sowiecka w 1930 była tak dobra, że dyplomata niemiecki Bergen, niegdyś odpowiedzialny za kontakty z Gelfondem w celu finansowania rewolucji 1917, otrzymał wówczas w Rzymie, gdzie znajdował się na placówce, charakterystyczny rozkaz. Nie powinien uczestniczyć pod żadnym pozorem w ceremonii zorganizowanej przez Piusa X, bowiem papież, mówiono mu, „ma wyraźnie przypomnieć oprymowaną ludność Rosji i Pańska obecność stwarzałaby ryzyko narażenia na niebezpieczeństwo stosunków handlowych niemiecko-sowieckich”. 28 grudnia 1933, dziesięć miesięcy po spaleniu Reichstagu i jedenaście po dojściu Hitlera do władzy, W.Mołotow deklarował: „Nasze stosunki z Niemcami zajmowały zawsze szczególne miejsce(…) ZSSR nie ma żadnej racji, aby zmieniać swą politykę pod tym względem.” 29 grudnia 1933, minister spraw zagranicznych ZSSR Litwinów podkreślił przed deputowanymi Rady Najwyższej, po dyskursie przewodniczącego Rady W. Mołotowa: „Jesteśmy złączeni z Niemcami od dziesięciu lat szerokimi więzami ekonomicznymi i politycznymi (…) I Niemcy, i my odnieśliśmy ogromne korzyści z tych dobrych stosunków (…) i możemy tylko wygrać, postępując tak dalej.” 26 stycznia 1934, przed XVIII Zjazdem sowieckiej kompartii, Stalin potwierdził: „Zapewne jesteśmy dalecy od entuzjazmowania się niemieckim reżimem faszystowskim. Ale ten faszyzm nie powinien być oskarżany z tej racji, że nie przeszkodził on, na przykład, w ustanowieniu znakomitych stosunków z Włochami.” „Ze strony sowieckiej – zauważało w lipcu 1955 paryskie pismo „Est et Ouest” – ubolewano mocno z powodu ochłodzenia stosunków z Niemcami (hitlerowskimi).” Generał Koestring, mianowany attache wojskowym w Moskwie, był przyjęty wyjątkowo ciepło. Pozostanie on zresztą, nawet po 1945, gorącym zwolennikiem przymierza niemiecko-sowieckiego. Zaś w listopadzie 1934, generał-major von Blomberg uczestniczył w bankiecie wydanym przez Sowietów z okazji rocznicy Rewolucji Październikowej i wznosił toasty za Armię Czerwoną. Litwinów oświadczył 9 grudnia 1934: „ZSSR nieprzerwanie życzył sobie zawsze dobrych stosunków, we wszystkich dziedzinach, z Niemcami.” W dwadzieścia dni później Berlin przyznał ZSSR poważne kredyty, które na wiosnę 1935 zostały skonkretyzowane w umowie, przyznającej na długi termin 200 milionów marek w złocie. W tym momencie Karol Radek mówił do W.G.Krywickiego, szefa wywiadu sowieckiego na Europę Zachodnią: „Trzeba być szalonym, aby wyobrażać sobie, że możemy zerwać z Niemcami. To, co piszę, to jedna rzecz, ale rzeczywistość to druga.”

    Literatura:

    1. P.Villemarest – „Źródła finansowe komunizmu i nazizmu” – Warszawa 1997.

  30. ~240V said

    RE 29
    Pan Piotrx regularnie podtruwa Gajówke,starannie zakamuflowaną rusofobią.
    Zresztą nie on jeden…

  31. Darek T. said

    Polaków łączy głównie indywidualizm. To główna przyczyna braku jedności, oraz zgodności poglądów. W tym indywidualizmie przewagę mają indywidualiści bierni i leniwi, którzy w zderzeniu z najmniejszymi nawet kłopotami liczą na rozwiązania i recepty autorstwa indywiduów wyrywnych, niepokornych, czyli tych nielicznych. Polaków łączy też wyjątkowa zdolność do biadolenia, narzekania i obarczania winą za niepowodzenia wszystkich poza sobą. To klasyczny wzorzec alkoholika. Każdy Polak twierdzi że jego racja jest jedyną i słuszną, więc głos nie będący pochwałą dla punktu widzenia Polaka musi być głosem należącym do jego wroga. Jak w takich warunkach mamy dojść do porozumienia, skoro mamy zablokowaną (genetycznie?) opcję dyskusji i otwartości wobec współrozmówców?
    Co nas łączy? Chyba kierat do którego daliśmy się zaprząc. Od lat kręcimy się w kółko, napędzając machinę której przeznaczenia nie znamy.

  32. zetem said

    re30.nie wygląda to na rusofobię,jeżeli zuważyć o jakim kraju mowa i kto w tym kraju dokonał zmian i rządził w różnych konfiguracjach przez 70 lat

  33. zetem said

    cd re30.Dzisiejsza Rosja musi wyjaśnić i opisać swojemu narodowi choćby,prawdziwą historię wojny ojczyżnianej.I musi odciąć się od ZSRR

  34. zetem said

    cd.Jeżeli tego nie zrobi,będzie zawsze zagrożeniem dla Polski.A z drugiej strony Niemcy muszą odciąć się od związku wypędzonych.w tej chwili położenie Polski nie jest dobre.

  35. Inkwizytor said

    Zanim zaczniemy żądać od Rosji, żeby się „odcięła”od ZSRR dobrze byłoby gdyby Polacy przyjrzeli sie swojej histrorii i rozliczyli, niestety tylko moralnie i historycznie rządy pomajowej kliki kabotyna Selmana zwanego „Piłsudskim”. Muszą znikną pomniki tego agenta niemieckiego, polski musi Orzeł otrzymać zamkniętą koronę zwieńczoną Krzyżem i koniecznie zrzucić ze swych piastowskich skrzydeł masonskie gwiazdki, które dał mu Rycerz Kadosz

  36. ~240V said

    Re 32
    To że coś jest napisane ,nie znaczy wcale ,że tak naprawdę było.Naiwna wiara w słowo drukowane nie zaprowadzi nas daleko.
    Zwalenie winy za całe zło na ‚ruskich’ jest bardzo na ręke globalnej klice, a takie posty tylko utwidrdzają i tak mocno zaczadzonych Polaków. Pan Piotrx robi to skuteczníe bo z wyczuciem i finezją.Pan Piotrx wstawia texty z rôżnych czasów ale zawsze da się wyczuć wyraźną niechęć do Rosji.

  37. Kronikarz said

    10-11/ Nana-Tralala, c’est trop mignon ce qui vous arrive !

    😉 tego antymonicznego sobowtora widzie tu nie perwszy raz – du coup, n’est-ce pas vous-même qui faites ainsi du charme ; ça, c’est ma première question à vous et, ensuite, j’aimerais savoir si vous dansez le tango argentin – si oui, quelles sont vos milongas préférées, à Paris notamment ?
    http://tango-argentin.fr/mercredi.html

    Trzymaj sie Bises 😉

  38. 166 bojkot TVN said

    Ale mamy ponoć niezawodne, 100% skuteczne rakiety Grom ….
    http://netsociety.nowyekran.pl/post/11362,czy-w-smolensku-doszlo-do-zamachu

    Czyli okazuje się, że pan Putin miał więcej powodów odstrzelania polskiego prezydenta L.Kaczyńskiego, niż się śniło największym oszołomom (166 też).

    Oj nieostrożnie postąpił pan prezydent sądząc, że biorąc ze sobą 95 innych osób (w tym i z PO i z SLD) uzyska dostateczną tarczę ochronną. Wyrok został wykonany bez względu na inne ofiary. To jego wina faktycznie.

  39. Inkwizytor said

    To jak to jest w końcu ? Putin aby zamachnąć się na najbardziej polskiego, patriotycznego p(r)ezydenta III RP użył „dymu teatralnego” wyprodukowanego przez pasażerów Iła po zjedzeniu sowieckiej grochówki czy rakietą wypalił w marsowe oblicze Grabarza Suwerenności Polski ? Bełkot jak jest oficjalna wersja smoleńskich sekciarzy ?

  40. Brat Dioskur said

    Re 38 ,
    Pisze to zupelnie powaznie i tak Lechkacz mial zabrac ze soba ..Jaruzela ,chocby spetanego jak koze miano go sprowadzic na poklad Tupolewa i wtedy nic by sie nie stalo!

  41. 166 bojkot TVN said

    39/
    O! Nawet Inkwizytorowi zaczyna coś świtać ….
    Pewnie wyprał onuce.

    Tylko nie ze wszystkim jeszcze nadąża – o grochówce pisał Marucha.

  42. […] post by Marucha Kategoria: Bez kategorii  ·  Komentarz (RSS) […]

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: