Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Archive for 18 Maj, 2011

Rocznica Bitwy pod Monte Cassino

Posted by Marucha w dniu 2011-05-18 (Środa)

10 lipca 1943 roku wojska alianckiej 15 Grupy Armii pod dowództwem gen. Alexandra, złożone z 7 Armii amerykanskiej i 8 Armii brytyjskiej, wylądowały na Sycylii i do połowy sierpnia opanowały ją. Rząd Mussoliniego został obalony, on sam aresztowany, a faszystowska partia rozwiązana. Miejsce Mussoliniego zajął gabinet marszałka P. Badoglio, który wszczął w Lizbonie tajne pertraktacje kapitulacyjne, a 8 września podpisał tajne zawieszenie broni. Spowodowało to okupację Włoch przez wojska niemieckie i powstanie nowego frontu w Europie.

Jesienią 1943 roku sojusznicy wyparli Niemców z południowych Włoch i zostali zatrzymani na tzw. Linii Gustawa, której kluczową pozycję stanowił kompleks górski Monte Cassino (516 m) – Monte Cairo (1669 m). Niemcy wybrali najdogodniejszą pozycję obronną od Ortony nad Adriatykiem przez Monte Cassino do Minturno nad morzem Tyrreńskim. W tym miejscu półwysep apeniński zwęża się najbardziej zaś sieć komunikacji, wiodąca z południa na pólnoc, jest bardzo skąpa. Apeniny zajmują tu znaczną część szerokości półwyspu , zostawiając tylko wąskie, łatwe do zamknięcia przejścia wzdłuż wybrzeży morskich. Jedynie dolina rzeki Liri , leżąca miedzy dwoma kompleksami górskimi – na południu Monti Aurunci i na pólnocy Monte Cassino – miała niezbędne warunki komunikacyjne i terenowe do wprowadzenia odpowiednich sił z udziałem broni pancernej i artylerii.

Uporczywe walki przeciągnęły się do maja 1944 roku. 8 Armia zdobyła kilka przyczółków na rzece Sangro, 6 Korpus amerykanski utworzył przyczółek na zapleczu frontu pod Anzio — jednak trzykrotne, starannie przygotowane uderzenia alianckie na Monte Cassino, przeprowadzone w grudniu i styczniu 1944 r, załamały sie. W działaniach tych uczestniczyła też polska 1 samodzielna kompania komandosów, która działała w składzie brytyjskich oddziałów rozpoznawczych. Monte Cassino zostało zdobyte dopiero w wyniku czwartej bitwy w maju 1944 roku przez 2 Korpus Polski, który przełamał w tym miejscu Linię Gustawa i Linię Hitlera, przyczyniając sie walnie do otwarcia drogi na Rzym.

Czytaj resztę wpisu »

Posted in Historia | 32 Komentarze »

Hawking: nie istnieje niebo, albo życie po życiu

Posted by Marucha w dniu 2011-05-18 (Środa)

Kolejny smutny przypadek kompetentnego (acz przereklamowanego) naukowca, który bierze się za omawianie spraw, na jakich się nie zna. – admin.

PN / guardian.co.uk, CNN

Wiara w niebo, albo życie po życiu to zdaniem Stephena Hawkinga jedynie bajka dla ludzi, którzy boją się śmierci. Zdany astrofizyk i kosmolog udzielił ostatnio wywiadu dziennikowi „The Guardian” – czytamy na stronie CNN.

Hawking stwierdza, że jego zdaniem ludzki mózg jest jak najzwyklejszy komputer. Oznacza to, że przestanie pracować jeśli jakiś jego podzespół zawiedzie. – Nie istnieje niebo, albo życie po życiu dla zepsutych komputerów, to jest tylko bajka dla ludzi, którzy boją się ciemności – mówi Hawking.

Wybitny astrofizyk cierpi na stwardnienie zanikowe boczne – nieuleczalną i wyniszczającą chorobę, która ogranicza jego mobilność i możliwość mowy. Chorobę zdiagnozowano u niego w wieku 21 lat. Lekarze nie wróżyli mu długiego życia.

Hawking w rozmowie z „The Guardian” podkreśla, że Wszechświat podlega nauce. Ale jego zdaniem nie wystarczy abstrakcyjnie rozwiązywać równania. Trzeba korzystać także z darwinowskiej teorii doboru naturalnego.

Zdaniem astrofizyka powstaje wiele rodzajów wszechświata z niczego. A to, w którym z nich znajdziemy się my, jest dziełem przypadku. Powinniśmy za to szukać największej wartości naszych działań.

Pytany o śmierć Hawking odpowiada, że nie boi się jej bo żył z perspektywą bliskiej śmierci przez ostatnie 49 lat. Jednak nie śpieszy mu się do niej. Mówi, że jest jeszcze bardzo dużo rzeczy, które chce zrobić przed śmiercią – czytamy w CNN.

Hawking mówi, że nauka jest piękna, ponieważ potrafi w prosty sposób wyjaśnić skomplikowane zjawiska takie jak podwójna helisa czy podstawy równań fizycznych – czytamy na guardian.co.uk.

http://wiadomosci.onet.pl/

Posted in Różne | 37 Komentarzy »

Czy Michnik ma za co przepraszać?

Posted by Marucha w dniu 2011-05-18 (Środa)

Na jednym ze stadionów kibice wywiesili ogromny, ustylizowany na stronę tytułową Gazety Wyborczej transparent z napisem: „Szechter, przeproś za ojca i brata”. Nad napisem umieszczono zdjęcie samego Adama Michnika w okularach i z papierosem.

Gdyby wywiesili hasła wymierzone w Jarosława Kaczyńskiego, to pewnie i pan premier Donald Tusk i cała redakcja z Czerskiej omal nie posikaliby się z zachwytu, jakich to uświadomionych politycznie mamy kibiców i takie tam różne w ich stylu. Ale napis dotyczył samego Adama Michnika, który z jakiegoś powodu nosi nazwisko matki, a nie ojca (trudno powiedzieć dlaczego wstydzi się ojca, nazwisko Szechter mu się nie podobało, ale to jego problem, więc nie drążmy tematu), to sprawa stał się tak poważna, że premier Tusk, wykorzystując nie pierwszą i pewnie nie ostatnią burdę, która akurat wydarzyła się na stadionie w Bydgoszczy po meczu organizowanym przez PZPN, wprowadził stan wojenny, na razie na stadionach, ale wszystko jeszcze przed nim.

Kowal zawinił a Cygana powiesili, można powiedzieć, bo zamiast wyłapać tych, co popełnili przestępstwa i wykroczenia i ich ukarać, to zamykane są stadiony, nawet te, które jeszcze niedawno uchodziły za bezpieczne i najbezpieczniejsze. Policja co prawda nikogo podczas burd nie złapała, ale zapewnia, że potrafi zidentyfikować bandytów nawet jeśli byli w kominiarkach. Coś mi się wydaje, że dzięki tej metodzie zostaną ukarani wszyscy ci, którzy wywiesili transparent dotyczący Michnika, choć to było na zupełnie innym meczu. Prezes Widzewa Łódź w telewizorze powiedział, że uzasadnieniem dla zamknięcia stadionu Widzewa były wulgaryzmy i trafnie zauważył, że i w Sejmie i w szkołach pojawiają się wulgaryzmy, ale nikt ani Sejmu, ani szkół nie zamyka. Ten prezes to taki lotny albo nie jest, albo tylko takiego udaje, co w tej biednej Polsce jest bezpieczniejsze, bo przecież nikt w Sejmie i nikt w szkołach nie domaga się przeprosin od Michnika za ojca i brata.

W ten sposób doszliśmy do pytania czy Adam Michnik powinien i czy ma za co przeprosić. Ja tam nie uważam, że odpowiadam za czyny mojego ojca i brata, co robią, robią na „swoje konto”. I też nie wymagam, aby np. król Zygmunt August odpowiadał za decyzje swojego ojca Zygmunta Starego, albo Jan Kazimierz za decyzje swojego brata Władysława IV. Odpowiedź twierdząca na postawione pytanie jest możliwa wówczas, gdybyśmy wykazali, że Michnik uznaje odpowiedzialność ludzi za decyzje ich ojców i braci. Wówczas napis wykonany przez kibiców miałby sens, bo odwoływałby się do moralności, poglądów, zasad, jak zwał tak zwał syna Ozjasza Szechtera i przyrodniego brata Stefana Michnika.

Czytaj resztę wpisu »

Posted in Historia, Różne | 21 Komentarzy »

Komunizmu i nazizmu nie można przyrównywać do siebie

Posted by Marucha w dniu 2011-05-18 (Środa)

Eurokomisja odmówiła przyrównania zbrodni reżimu komunistycznego do zbrodni nazistów. O podjęcie takiego kroku zwrócili się szefowie MSZ Litwy, Łotwy, Bułgarii, Republiki Czeskiej, Węgier i Rumunii.

Autorzy listu do Unii Europejskiej wzywali do wprowadzenia odpowiedzialności karnej za usprawiedliwianie, zaprzeczanie czy pomniejszanie zbrodni komunizmu. W dokumencie położono naciski na to, że obecnie wszyscy wiedzą o zbrodniach nazizmu, natomiast o zbrodniach totalitarnego reżimu komunistycznego wie tylko część Europy. Czyli koniecznie trzeba wpoić Europie zrozumienie tego. „Ale, Stary Świat raczej nie jest gotów do tolerowania wszystkich podejmowanych przez te kraje prób przepisywania historii na nowo”, – zaznaczył w wywiadzie dla radia „Głos Rosji” szef funduszu „Pamięć historyczna” Aleksander Diukow:

„Podejmowanie przez kraje wschodnioeuropejskie prób przyrównywania reżimu radzieckiego do nazistowskiego mają dość trwałą tradycję. Do niedawna udawało się im dość skutecznie przeforsowywać to swoje stanowisko w strukturach Unii Europejskiej. Jednak podobne próby zbyt wyraźnie kolidują z zasadami paneuropejskimi, respektowanymi przez starą Europę, zasadami wolności opinii, zasadami wolności słowa. Stara Europa, jak wykazują decyzje podjęte przez Eurokomisję, gotowa jest w pewnej mierze do tolerowania tego urojonego bólu, lecz granica tej tolerancji mimo wszystko istnieje”.

W Rosji inicjatywę tę uznano za kolejną próbę upolityczniania historii. „Taki krok może stanowić świadectwo tego, że, ku naszemu głębokiemu ubolewaniu, dla niektórych krajów unijnych polityzowanie historii pozostaje jednym z priorytetowych zadań państwowych” – oświadczono w MSZ Rosji. Podkreślono również, że inicjatorzy listu, z jednej strony, deklarują szlachetne cele – pielęgnowanie pamięci ofiar, aby nie dopuścić do odrodzenia totalitaryzmu. Z drugiej zaś strony, na plan pierwszy wysuwają się zupełnie inne treści. Mianowicie, demonizacja przeszłości komunistycznej, udaremnianie prób jego obiektywnych badań, a w perspektywie – przyrównywanie ideologii komunizmu do nazizmu. „Jeśli przyjrzymy się bliżej, to przekonamy się, że za tymi wszystkimi oświadczeniami kryje się zwyczajne dążenie do rozstrzygania za pomocą podobnych kroków własnych problemów wewnętrznych” – dodaje Aleksander Diukow:

„W polityce wewnętrznej, powiedzmy, na Łotwie i w Estonii, przepisywanie historii na nowo stało się sposobem na legalizację aktualnego ustroju politycznego oraz na pozbawienie ludności rosyjskojęzycznej szeregu praw obywatelskich. Na szczeblu polityki zagranicznej historia jest wykorzystywana podniesienia własnej wartości. Kraje Europy Wschodniej, przynajmniej pewna część ich elit, przepisując historię, starają się zapewnić dla siebie określone miejsce w Unii Europejskiej. Chcą zajmować się walką z Rosją, a historia jest jednym z narzędzi w tej walce”.

Jednak te kraje borykają się z mnóstwem problemów. Na Węgrzech zbliża się upaństwowenie wielkich zakładów przemysłowych. Estonia może nie wytrzymać wzrostu bezrobocia, a gospodarka Łotwy w coraz większej mierze uzależnia się od bardziej prosperujących sąsiadów. Jasne jest, że tej sytuacji nie uda się szybko przełamać. Dlatego właśnie na plan pierwszy wysuwają się hasła polityczne, które mogą odwrócić uwagę od sprzeczności wewnętrznych.

http://polish.ruvr.ru

Posted in Historia, Polityka | 19 Komentarzy »

Czego możemy nauczyć się od Arabów?

Posted by Marucha w dniu 2011-05-18 (Środa)

(bo przecież od Żydów nauki pobieramy na co dzień)

[Tekst ten jest komentarzem Matki Polki – Poliszynel]

BANKI BEZ LICHWY

http://biznes.interia.pl/

Jak to możliwe, że system finansów islamskich z powodzeniem i bez kryzysu rozwija się równolegle do świeckiego systemu finansowego, w którym napęczniały bańki spekulacyjne, a pieniądz stał się bardziej związany z wirtualnym światem niż realnym PKB?

Pieniądze są więc inwestowane wprost, z pominięciem działań spekulacyjnych. Arabowie mają swoje podstawowe produkty bankowe – mudaraba, musharaka, murabaha, idjara i kard hasan (mając styczność z bankowością islamską warto choćby tylko znać te terminy; dotyczą one sposobu finansowania inwestycji przez banki i ich udziału w tych inwestycjach) – według których umowy są sporządzane w taki sposób, żeby nie naruszyć zakazu uprawiania lichwy.

– Nie oznacza to wcale, że bank omija ten zakaz, choć mieszkaniec Zachodu może tak właśnie to sobie wyobrażać widząc karty kredytowe wystawiane przez banki arabskie, udzielane przez nie kredyty inwestycyjne, czy – dla klientów detalicznych – konsumpcyjne albo hipoteczne.
No dobrze. Ale przecież ideą bankowości jest zarabianie pieniędzy, a precyzyjnie rzecz ujmując zarabianie pieniędzy na sprzedaży pieniądza. Zgodzi się pan ze mną?

– To jest konwencjonalna, zachodnia definicja bankowości. Tymczasem w islamie, według szariatu, bank jest taką organizacją, która ma odpowiadać za wspieranie rozwoju lokalnej społeczności i jej członków. W tym kontekście działalność bankowa jako taka jest dopóty uzasadniona i akceptowana, dopóki przyczynia się do wzrostu zasobności i rozwoju społeczności. Koraniczne zakazy nie akceptują banków, które funkcjonują wyłącznie po to, aby przynosić zyski właścicielom, czy też aby wspierać takie czy inne grupy interesów. Taka działalność jest wprost zakazana.

– I dlatego islamskie banki nie udzielają pożyczek partiom politycznym, ale również przemysłowcom zajmującym się handlem bronią, produkcją alkoholu czy nikotyny. Nie wspierają również żadnych działań, które w sposób bezpośredni zajmują się kontrolą urodzeń, czyli producentów środków antykoncepcyjnych czy kliniki zapłodnień in vitro. Proszę mi wierzyć, że bardzo starannie oceniają każdy wniosek o kredyt, pod względem nie tylko stopy zwrotu z inwestycji, ale również pod względem moralnym. (..)

Czytaj resztę wpisu »

Posted in Gospodarka, Polityka | 10 Komentarzy »

Cenzura żydowska w Argentynie: Sąd zakazał firmie Google umieszczania linków do stron “negujących Holokaust”

Posted by Marucha w dniu 2011-05-18 (Środa)

Działająca w Argentynie żydowska organizacja patronacka DAIA, zrzeszająca i koordynująca inne żydowskie podmioty operujące w tym kraju, wygrała w sądzie w Buenos Aires proces przeciwko informatycznemu koncernowi Google, Inc. (USA).

Sędzia Carlos Molina Portela ze stołecznego dystryktu sądowego numer 46, przychylając się do wniosku skarżącej organizacji żydowskiej, zobowiązał firmę Google aby wycofała się z podawania w swoich wyszukiwarkach linków do “antysemickich” i “negujących Holokaust” stron internetowych. Linki do tych stron ukazywały się podczas wpisywania przez użytkownika haseł, obok licznych innych sugerowanych linków. Zakazana lista opracowna przez cenzorów żydowskich  z organizacji ObservatorioWeb monitorującej internet pod kątem tzw. antysemitzmu, zawiera 76 stron internetowych.

Jednocześnie, sędzia zobowiązął firmę Google, aby na wskazanych przez stronę żydowską zakazanych stronach nie zezwalał na umieszczanie sponsorowanych przez firmę ogłoszeń i reklam.

Jak twierdzi organizacja DAIA (Delegación de Asociaciones Israelitas Argentinas), zakazane strony “nie mają nic wspólnego z dyskusją akademicką, teologią, polityką czy filozofią”.

W Argentynie lobby żydowskie doprowadziło do wprowadzenia surowego prawa penalizującego tzw. kłamstwo oświęcimskie i inne wypowiedzi uznane jako “dyskryminujące”.

Opracowanie: Bibula Information Service (B.I.S.) – http://www.bibula.com – na podstawie DAIA (17 de mayo del 2011)

http://www.bibula.com/?p=37982

Posted in Me(r)dia | 14 Komentarzy »

Polak opracował wydajniejsze akumulatory

Posted by Marucha w dniu 2011-05-18 (Środa)

Nowy typ akumulatora ołowiowo-kwasowego, którego pojemność energetyczna będzie prawie o połowę większa niż tradycyjnie, opracował wspólnie z zespołem prof. Andrzej Czerwiński z Wydziału Chemii Uniwersytetu Warszawskiego oraz z Instytutu Chemii Przemysłowej z Warszawy.

Wynalazek zdobył złote medale na wystawach wynalazków w Genewie, Brukseli i w Warszawie.

Andrzej Czerwiński deklaruje, że akumulator może mieć bardzo szerokie zastosowanie – od elektronarzędzi do samochodów elektrycznych włącznie. „Przykładem użycia tego urządzenia mogą być elektryczne wózki inwalidzkie, które zasilane naszym akumulatorem będą miały zasięg o prawie 50 proc. większy” – zapewnia.

W akumulatorze wykorzystany będzie odpowiednio zmodyfikowany RVC (Reticulated Vitreous Carbon) – nowoczesny materiał węglowy przypominającym pumeks, cechujący się dużą porowatością, przewodnictwem elektrycznym oraz dużą odpornością chemiczną. Będzie go można użyć zamiast dużo cięższych kratek ołowianych, na których zachodziły reakcje chemiczne, generujące prąd.

Jak w rozmowie z PAP wyjaśnia prof. Czerwiński, w akumulatorze ołowiowo-kwasowym zachodzi reakcja ołowiu (anodzie), a także dwutlenku ołowiu (na katodzie) z kwasem siarkowym. W reakcjach tych powstaje energia elektryczna, którą można użyć np. do napędu silnika elektrycznego lub do rozruchu silnika spalinowego. Z kolei dostarczenie do układu prądu, a więc ładowanie akumulatora sprawia, że zaczyna zachodzić reakcja przeciwna i układ wraca do stanu początkowego.

Materiały biorące udział w reakcji muszą być jednak w akumulatorze umieszczone na podłożu o specjalnych właściwościach. Dotychczas stosowano do tego kratki ołowiowe (nie biorące udziału w reakcji), które były jednak bardzo ciężkie – stanowiły sporą część wagi akumulatora.

W akumulatorze prof. Czerwińskiego kratki ołowiowe zostały zastąpione 10-krotnie lżejszym materiałem węglowym. Dzięki temu rozwiązaniu waga akumulatora znacznie spadnie – pojazd elektryczny z nowym akumulatorem ważącym tyle samo, co akumulator starszego typu przejedzie 150 km zamiast 100. „Oznacza to, że pojazd taki na jednym ładowaniu dojechałby z Warszawy prawie do Kielc, a nie tylko do Radomia” – podaje przykład badacz.

Prof. Czerwiński wyjaśnia, że RVC od lat 80. jest produkowany w Stanach Zjednoczonych, jednak przed zastosowaniem w akumulatorze, materiał musiał być odpowiednio zmieniony. Modyfikacja udała się prof. Czerwińskiemu przy współpracy Uniwersytetu Warszawskiego oraz Instytutu Chemii Przemysłowej. „W ostatnich trzech latach udało się nam pokonać wszystkie trudności i akumulator wykonany przez nasz zespół przeszedł pozytywnie wszystkie testy, które wykazały, że może być on konkurencyjny wobec obecnie istniejących na rynku” – zapewnia naukowiec i dodaje, że prace nad nowym akumulatorem trwały (z przerwami) od prawie 20 lat.

Wynalazca mówi, że akumulatory ołowiowo-kwasowe są cały czas najpowszechniej stosowane. Badacz przyznaje, że jeśli chodzi o zasięg, lepsze są akumulatory litowe, ale te są trudniejsze w obsłudze oraz kilka razy (6-8) droższe od akumulatorów ołowiowo-kwasowych.

Jak zapewnia, jego akumulator jest bardziej przyjazny dla środowiska – przy jego produkcji zużywa się mniej ołowiu. Niższe są również koszty produkcji tego urządzenia.

Na swój wynalazek Andrzej Czerwiński wraz z UW uzyskał już trzy patenty, na kolejne jeszcze czeka, ale jak przyznaje, wynalazek jest chroniony patentem tylko w Polsce. Badacz ujawnia, że jedna z zagranicznych firm próbowała przywłaszczyć sobie jego pomysł, ale bez powodzenia, bo – jak przypuszcza naukowiec – jego naśladowcy nie znali wszystkich informacji niezbędnych do budowy akumulatora.

Przygotowaniem prototypu i rozwojem badań nad udoskonaleniem wynalazku zainteresowana jest już polska firma produkująca akumulatory.

http://technowinki.onet.pl

Posted in Gospodarka | 9 Komentarzy »

Grzegorz Braun: I tak nie powiedziałem wszystkiego o Życińskim

Posted by Marucha w dniu 2011-05-18 (Środa)

Dlaczego Grzegorz Braun nazwał abp. Życińskiego „kłamcą” i „łajdakiem”? „Super Express” rozmawia z kontrowersyjnym reżyserem.

„Super Express”: – W trakcie dyskusji na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim po projekcji pana ostatniego filmu dokumentalnego „Eugenika – w imię postępu” nazwał pan zmarłego niedawno abp. Józefa Życińskiego „kłamcą” i „łajdakiem”.

Grzegorz Braun: – Skala mojego oddziaływania jest zaiste tak skromna i nieznacząca, że jestem poniekąd wdzięczny „Gazecie Wyborczej” za spopularyzowanie tej informacji. Powtarzam: informacji. Bo te sformułowania nie świadczą o mojej opinii, ale o faktach. Józef Życiński, niech mu ziemia lekką będzie, był zarejestrowany przez PRL-owską bezpiekę jako TW „Filozof” i fakt ten nie tylko publicznie w sposób pokrętny negował, ale także uciekał się do szeregu perfidnych manipulacji, mających osłonić podobne fakty z biografii innych prominentnych uczestników życia publicznego. Przykładem – przypadek znanego profesora, TW „Historyka” – na użytek którego inicjował abp Życiński całą kampanię antylustracyjną.

– Dlaczego nie powiedział pan tego wszystkiego za życia abp. Józefa Życińskiego?

Mojej opinii o niesławnej pamięci arcypasterzu archidiecezji lubelskiej nie kryłem i za jego życia. To problem „Wyborczej”, że nie popularyzowała moich wcześniejszych wypowiedzi o negatywnej roli Józefa Życińskiego w polskim życiu publicznym. Tylko o tym aspekcie się wypowiadam, bo w relacje między nieboszczykiem a Stwórcą nie mogę wnikać. Mam nadzieję, że Józef Życiński rozstał się z tym światem załatwiwszy na ziemi wszystkie doczesne rachunki.

– Czy nie mógł pan jednak przełożyć swych negatywnych emocji na język lepiej służący jakości debaty publicznej?

– Po pierwsze: żadne emocje, tylko fakty. Po drugie: debacie publicznej służy przede wszystkim jawność. Polacy mają prawo wiedzieć, kto do nich przemawia z telewizora i z ambony – mają prawo wiedzieć, kim naprawdę są łże-autorytety lansowane w prasie i telewizji. Pyta mnie pan o formę wypowiedzi, zamiast odnieść się do faktów. Jestem wdzięczny „Super Expressowi” za to, że mogę sprawić, iż cała ta sprawa nie będzie grą do jednej bramki i że nie zostanę równo rozjechany jednym buldożerem. Proszę zatem nie marnować czasu tej krótkiej rozmowy na wciąganie mnie w temat zastępczy.

– Zapytam jeszcze raz. Nie dało się tego powiedzieć w sposób cywilizowany?

Gorsząca, antypolska i antykatolicka publicystyka Józefa Życińskiego na łamach „Gazety Wyborczej” nie licowała z godnością i powołaniem katolickiego arcypasterza. Słowa „kłamca” i „łajdak” są najbardziej adekwatne.

– Nie obawia się pan, że poprzez takie wystąpienia na zawsze przylgnie do pana opinia człowieka nieobliczalnego, wariata?

Proszę zwrócić uwagę, kto jest moim recenzentem, kto jest moim oskarżycielem – TW „Rzymianin”, TW „Jerzy”, TW „Stokrotka”. Jeżeli ich opinie są dla pana wiążące, to oczywiście pańskie dobre prawo.

Grzegorz Braun
Reżyser filmowy, dokumentalista

http://www.se.pl

Zob. też. http://www.se.pl/wydarzenia/kraj/reakcja-kul-na-wystep-brauna-kolo-naukowe-zawieszone-opiekun-zwolniony-ze-stanowiska-rektor-przepras_185599.html

Gajowy wychodzi z założenia, że nieważne jest, czy Jerzy Braun dał się komuś w coś wmanewrować. Jerzy Braun powiedział prawdę i tylko prawdę, która, ironicznie, dzięki G*** Wyborczej przedostała się do świadomości publicznej. 

Posted in Me(r)dia, Różne | 23 Komentarze »

Na pohybel fanom disco-polo?

Posted by Marucha w dniu 2011-05-18 (Środa)

Prokuratura Okręgowa w Białymstoku została zasypana setkami zawiadomień o popełnieniu przestępstwa. Ich autorem jest kancelaria prawna Pro Bono, reprezentująca firmę fonograficzną Green Star Music.

Przedmiotem zawiadomień jest naruszenie ustawy o prawie autorskim. Kancelaria prawnaPro Bono zarzuca osobom objętym postępowaniem nielegalne rozpowszechnianie plików muzycznych, m.in. płyty „Dicho” zespołu „Boys”.

Serwis poranny.pl informuje, że do prokuratury trafiło 600 zawiadomień o popełnieniu przestępstwa. Sama zaś kancelaria przesyła na adresy użytkowników zgromadzonych numerów IP propozycje „ugody” z możliwością wycofania zarzutów – za 700 zł.

Pro bono – publico?

Autorem zawiadomień, jak już wspomniałem na wstępie, jest białostocka kancelaria prawna, prowadząca swoją działalność od 1 grudnia 2010 roku, a więc od 5 miesięcy (źródło:Stat.gov.pl/regon REGON: 050830808). Formą prawną kancelarii jest jednoosobowa działalność gospodarcza pod nazwą: „KANCELARIA PRAWNA PRO BONO DARIUSZ PUCZYDŁOWSKI”.

Poszkodowanym w sprawie (jak na razie sprawa ma jedną sygnaturę) jest firma fonograficzna Green Star Music działająca na rynku muzycznym od 1994 roku.

Do przestępstw, których miały się dopuścić osoby rozpowszechniające pliki muzyczne (najprawdopodobniej przy użyciu sieci p2p), dochodziło już w grudniu ubiegłego roku – a więc w miesiącu startu nowej kancelarii.

Czytaj resztę wpisu »

Posted in Różne | 5 Komentarzy »

Ideowo w kontekście nauki

Posted by Marucha w dniu 2011-05-18 (Środa)

Światowa masoneria, prowadząca swoich adeptów poprzez wszystkie stopnie tzw. wtajemniczenia, do 33 stopnia rytu szkockiego włącznie – odżegnuje się od bezmyślnego ateizmu. Stąd, w obliczu konfrontacji z „czerwonym smokiem”, którym był bezbożny, ateistyczny i materialistyczny komunizm, niektórzy hierarchowie kościoła katolickiego (zwłaszcza na Zachodzie) zostali złapani na lep zwodniczego ekumenizmu w odniesieniu do związków masońskich.

Ów „intelektualny romans” – jak można to zaobserwować na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci (od zakończenia II Wojny Światowej) nie wyszedł na dobre przede wszystkim kościołowi katolickiemu. Odżegnywanie się stowarzyszeń masońskich od bezmyślnego ateizmu wcale nie prowadzi w przypadku ich adeptów do oddania czci prawdziwemu Bogu. Jedynie, co mogą wynieść z całej tej „obróbki” formacyjnej w „zakonach” wolnomularskich, to przeświadczenie, że nie ważne, w co wierzymy, ważne, by być temu wiernym… Przejmująco pisze o tym James D. Show w swojej książce-świadectwie: „Śmiertelna pułapka”.

Po upadku systemów społeczno-politycznych propagujących instytucjonalnie ateizm, nie zginęło zło ateizmu rozsiane w sercach wielu ludzi z kręgów cywilizacyjnych świata zachodniego, ukształtowanych przecież historycznie przez chrześcijaństwo. Sama masoneria, przejmująca ideowy rząd dusz wśród społeczeństw zachodnich, nie była i nie jest zainteresowana niszczeniem ateizmu i wiążącego się z nim ściśle materializmu, bowiem nie ważne, w co ludzie wierzą (lub w co nie wierzą) – ważne, by byli temu wierni… Oto liberalizm w dziedzinie ideowej, który – zgodnie z zasadą Kopernika (a także Konecznego) – prowadzi w prostej linii do ujawnienia się prawidła w życiu tak indywidualnym jak i zbiorowym, które mówi: „niższość górą”.

Współczesny ateizm w mentalnym wydaniu swoich adeptów sprowadza się często do poglądu, że naukowo (w sensie empirycznym) nigdzie nie stwierdzamy świata duchowego, a zatem nie stwierdzamy doświadczalnie istnienia takich niematerialnych bytów, jak Bóg, anioł, diabeł czy dusza nieśmiertelna człowieka. Otóż – trzymając się metody oraz przedmiotu badań nauk typu science – trudno oczekiwać eksperymentalnych możliwości udowodnienia, iż Bóg, anioł i dusza istnieją. Tego typu zagadnienie – niemożność rozstrzygnięcia i udowodnienia świata duchowego na gruncie eksperymentalnego przyrodoznawstwa – bywa niekiedy koronnym argumentem w przyjmowaniu ateizmu i materializmu. Wojujący (mniej pejoratywnie, powiemy – misyjny) ateizm żąda tego typu dowodu, a ponieważ go nie znajduje – uważa, że jedynym prawdziwym światopoglądem jest nierozerwalna para (materializm i ateizm).

Czytaj resztę wpisu »

Posted in Kultura, Różne | 2 Komentarze »

Czy Polska jest jeszcze potrzebna Polakom?

Posted by Marucha w dniu 2011-05-18 (Środa)

Tak trochę przy okazji niedawnego święta narodowego a trochę w kontekście antypolskiej aktywności separatystów na Śląsku zadałem sobie pytanie czy i do czego jest Polakom potrzebna Polska. W związku z tym, że słowo Polska ma charakter wielowymiarowy sprecyzuję, że tytułowe, nieco prowokacyjne pytanie dotyczy słowa Polska rozumianego jako aparat państwowy, jako pewien zespól funkcjonalności oraz połączonych z tymi funkcjonalnościami instytucji.

A zatem czy Polska jest jeszcze potrzebna Polakom? Jakie potrzeby Polaków zaspokaja? Zawarta w Art.1 Konstytucji RP odpowiedź dekretująca Rzeczpospolitą jako dobro wspólne wcale mnie nie zadowala, bo jest tylko odpowiedzią na oczywistą potrzebę każdego narodu posiadania własnego państwa, jako instrumentu realizowania własnej polityki. Tak na prawdę o tym czy polskie państwo jest dobrem wspólnym, czy złem koniecznym zależy od tego w jakim stopniu wypełnia postawione przed nią zadania zaciągnięte na nią obowiązki wobec swoich obywateli. Innymi słowy czy państwo polskie jest akceleratorem rozwoju narodu, czy też jest hamulcem spowalniającym jego rozwój.

Zaledwie pobieżna obserwacja stanu polskiego państwa pozwala stwierdzić, że nie ma dziedziny życia, w której sfera publiczna nie byłaby dysfunkcjonalna w co najmniej średnim stopniu. Oczywiście ten czy inny minister, w przypływie optymizmu złamanego cynizmem, może nas przekonywać, że obecna Polska jest najlepsza ze wszystkich jakie kiedykolwiek mieliśmy, jednakże nie wchodząc w polemiki z taką opinią, trzeba otwarcie powiedzieć, że ta Polska nigdy jeszcze w tak małym stopniu nie zaspokajała potrzeb swych obywateli. To dysproporcja między oczekiwaniami obywateli a pakietem usług publicznych jakie realnie dostają od państwa, zwłaszcza w kontekście ceny jakie płacą za nie w postaci podatków jest czynnikiem rujnującym zaufanie do państwa. Państwo oferuje Polakom usługi publiczne słabej jakości w dodatku za bardzo wysoką cenę, mało tego – najczęściej przeszkadza, kiedy obywatele chcą swoje potrzeby zaspokoić samodzielnie. Większość rzeczy, które oceniamy jako korzystne dokonuje się spontanicznie siłami społeczeństwa, a nie państwa ani nawet przy wsparciu państwa, a bardzo często przy jego oporze.

Na szczęście Polacy są przedstawicielami cywilizacji łacińskiej zatem poziom energii i aktywności społecznej oraz odpowiedzialności za sprawy publiczne jest dosyć wysoki. Strach pomyśleć, co byłoby, gdyby nie było w nas tego potencjału będącego efektem przynależności do kręgu cywilizacji Zachodu i zdani bylibyśmy wyłącznie na państwo i jego efektywność.

Przyglądając się działaniom państwa, obywatel dostrzega,że jego instytucje nie potrafią nawet zapanować nad ruchem pociągów w okresach wzmożonego ruchu. Państwo nie jest w stanie dostarczyć usług medycznych na poziomie jaki jest standardem w innych nawet nie odległych kulturowo i cywilizacyjnie, dostarczane przez instytucje publiczne usługi edukacyjne nie dają uczniom czy studentom wiedzy, która pozwoli im konkurować na rynkach pracy, nie możemy jeździć po drogach o standardzie nawet zbliżonym do naszych sąsiadów, nie czujemy się bezpiecznie na ulicy, mamy wrażenie, że armia nie byłaby nas w stanie obronić przed jakąkolwiek inwazją, sprawy w sądach trwają latami, komornicy są bezradni w ściąganiu długów, finanse państwa to katastrofa i tak dalej idąc przez kolejne dziedziny sfery publicznej mamy wrażenie, że to Państwo na każdym kroku nas zawodzi, nie daje nam żadnej satysfakcji z przynależności do społeczeństwa polskiego, ba wielu ma poczucie krzywdy.

Jednocześnie mamy świadomość, że instytucje państwowe, w tym także rząd pseudokibica z Gdańska, nie działają w kierunku, aby to wszystko naprawić, rozmywana jest odpowiedzialność za sprawy publiczne co sprawia wrażenie, że państwo dryfuje.

Jednocześnie ten obraz konfrontowany jest z innym, przeciwnym. W warunkach ostrej konkurencji rynkowej coraz częściej spotykamy się z firmami, które spełniają nasze oczekiwania jako klientów. Dzięki wspomnianej aktywności społecznej często dzieje się to w dziedzinach, w których państwo nie może sobie poradzić. Co więcej wielu Polaków poruszając się po Europie w celach zarobkowych czy turystycznych ma okazję obserwować jak realizacja usług publicznych dokonuje się w innych krajach. Kiedy to wszystko sobie porównujemy dochodzimy do wniosku że państwo – to oto państwo – a nie państwo w ogólności – funkcjonujące już jedynie na zasadzie jakiegoś rodzaju instytucjonalnej inercji i resztkach instynktu państwotwórczego nielicznych urzędników (na szczęście są jeszcze tacy) – najczęściej jest dla nas barierą a nie pomocą, że przeszkadza nam w rozwoju, tak w sensie prywatnym – jednostkowym, jak w sensie zbiorowym – publicznym.

Widząc te wszystkie niedomagania budzi się w nas wszystkich naturalny imperatyw do zmiany tego stanu rzeczy. Jakie są pomysły na realizację tej zmiany? Część osób planuje emigrację czasową lub stałą, część stawia żądania wobec klasy politycznej w ten lub inny sposób demonstrując swoje niezadowolenie. Niezależnie od faktycznych możliwości takiej opcji część pokłada nadzieje na rozwiązanie problemów na drodze afiliacji w podmiotach zewnętrznych np. postulując przekazanie jak największej liczby kompetencji do Unii, która za nas problemy rozwiąże. Na pewnym portalu o ambicjach konserwatywnych często padają propozycje, których nie można odebrać inaczej niż jako oznaki serwilizmu wobec Rosji.

Jest też część osób która postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i aktywnie zaistnieć w polityce.
Do tej grupy należą także separatyści śląscy, którzy budują swój polityczny kapitał na nastroju niezadowolenia części mieszkańców tego regionu – rozpieszczanych przez lata przez władze centralne, a obecnie w sensie subiektywnym głębiej dotkniętych kryzysem państwa, a także posiadających trochę odmienne doświadczenia historyczne regionu, choćby przez mniejszą mobilność w obrębie państwa i narodu.

Świadomość narodowa, patriotyzm i odpowiedzialność za sprawy państwa i narodu zawsze była cechą pewnych elit a w społeczeństwie stale istnieje grupa luźniej związana z życiem zbiorowym narodu. Zapewne gdyby przebadać statystyczne przywiązanie do polskości w innych regionach okazałoby się, że i tam są ludzie, dla których przywiązanie do polskości nie stanowi, aż tak ważnej motywacji w życiu, ale nie mają oni tak czytelnej alternatywnej tożsamości regionalnej jak na Śląsku. Stawianie na modny obecnie regionalizm i działania lokalne przy jednoczesnym odcinaniu się od spraw krajowych jest tego świadectwem chociaż moim zdaniem często spowodowane brakiem możliwości realizacji siebie w polityce ogólnopolskiej wynikającego z obowiązywania takiego a nie innego systemu politycznego. Trudno bowiem inaczej wytłumaczyć to, że ktoś czuły na sprawy społeczności lokalnej czy regionalnej deklaruje zupełną obojętność na sprawy społeczności połączonej więzią bardziej podstawową tj. narodową.

Największy jednak problem to sposób zarządzania Polską a właściwie problem braku zarządzania nią i nie chodzi mi nawet o to, że premier pracuje od wtorku do czwartku i wyjeżdża na weekend jak ustaliła to jedna z gazet. Obecnej władzy brak jest spójnego pomysłu na Polskę, na państwo, na administrację publiczną. Pomimo istnienia przepisów kompetencyjnych, nie jest przypisana jednoznaczna odpowiedzialność za pewne obszary życia konkretnym osobom – kompetencje urzędów dublują się, nakładają na siebie, mieszają ze sobą, powodując chaos co najlepiej było widoczne w czasie ubiegłorocznej powodzi, dodatkowo sytuacja jest komplikowana przez częste zmiany prawa przez co nie jest się w stanie wytworzyć pewien uzus prawny.

Polska nie jest zarządzana strategicznie, działania są podejmowane przypadkowo, bez koordynacji, porzucono planowanie, nie określono priorytetowych celów wspólnych dla całego rządu, co powinno być dokonane na poziomie premiera, nie ustalono map ani sposobów realizacji tych celów.

Skoro nie ustalono celów to siłą rzeczy nie ustalono jak mierzyć stan państwa i stopnia ich realizacji. Określanie celów odbywa się jedynie na poziomie ministerstw co musi zaowocować chaosem ponieważ po pierwsze tworzy się sytuacja jak powstawałaby w przedsiębiorstwie o celach nie decydował zarząd tylko każdy z działów osobno – osobno dział projektowy, osobno produkcji osobno handlowy itd.; po drugie resorty stawiają sobie takie zadanie jakie im odpowiadają a nie takie jakie są potrzebne państwu i jego obywatelem.

Administracja publiczna jest tak rozbudowana, że zamiast skupić się na sprawach obywatela bardziej skupia się na samej sobie, na niwelowaniu coraz liczniejszych niedoskonałościach w swym funkcjonowaniu i na działaniach maskujących niekompetencje urzędników, chociaż fakt zaistnienia katastrofy smoleńskiej oraz nieumiejętność ujawnienia jej przyczyn wskazują, że i na tym obszarze Polska poniosła klęskę.

Z drugiej strony rząd nie stawia na własnych obywateli, nie wspiera ich w stopniu wystarczającym, nie wykorzystuje ich potencjału, nie motywuje, nie daje wielu szans realizacji przez co zubaża swój kapitał ludzki, pozwalając na przykład na emigracje najwartościowszych jednostek. Efektem tego jest wzmacnianie potencjał obcych państw kosztem naszego. Analogiczny stosunek rząd ma do polskich firm, które nie odczuwają wsparcia zwłaszcza na polu współpracy międzynarodowej. Pamiętam kiedyś na jednej z dużych imprez targowych w Niemczech spotkałem mojego znajomego właściciela niedużej firmy z branży żywnościowej. Firma miała swoje stoisko w ramach części niemieckiej czy austriackiej zamiast w polskiej, bo tak było dla niego prościej i taniej.

Taki dysfunkcjonalny model państwa i sposób zarządzania nim nie może być stanem permanentnym. Państwo nie może być barierą rozwojową na narodu. Dalsze funkcjonowanie w tej formie będzie oznaczało powolną dekonstrukcję państwa, pojawienie się tendencji odśrodkowych bogatszych regionów już nawet nie na tle etnicznym, ale po prostu na tle ekonomicznym, bo nikt nie lubi patrzeć jak ktoś inny marnotrawi jego pieniądze.

Aby temu zapobiec konieczna jest nie tylko zmiana personalna i usunięcie nieudolnej i leniwej ekipy Tuska. W tej chwili niezbędny jest także zwrot w „filozofii” rządzenia państwem. Dzisiaj państwo nie może być traktowane w swym tradycyjnym rozumieniu jako ociężały aparat przymusu – oparty o resorty siłowe wraz z przyległościami – obdarzony tradycyjnymi atrybutami, formalnym autorytetem, podporządkowujące obywateli swym działaniom. Dzisiaj państwo służące narodowi, umożliwiające społeczeństwu rozwój musi być jak dostawca usług walczący o klienta identyfikujący i zaspokajający jego potrzeby, dlatego współczesnym państwem należy zarządzać w dużej mierze jak dużą firmą usługową.

Taka Polska będzie Polakom na pewno potrzebna, nie tylko z powodów patriotycznych i sentymentalnych.

Tomasz Miszczuk

http://blog.myslpolska.pl/

Autor wychodzi z uprzejmego założenia, iż ekipa Tuska tak fatalnie „rządzi” Polską z powodu swej nieudolności i lenistwa. My odnosimy całkiem inne wrażenie: ekipa ta precyzyjnie i efektywnie wykonuje plan demontażu Polski, który został opracowany zupełnie gdzie indziej. – admin.

Posted in Polityka | 9 Komentarzy »