Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Czas Apokalipsy – mord na profesorach lwowskich.

Posted by Marucha w dniu 2011-06-13 (poniedziałek)

Zbliża się 70 rocznica wymordowania polskich profesorów we Lwowie. Warto przeczytac tekst, w którym Aleksander Szumański pisze także o udziale w tej zbrodni najemników ukraińskich.

Wzgórze Wuleckie, pomnik w miejscu zbrodni.

KTO ZABIŁ PROFESORÓW LWOWSKICH?

W poniedziałek 4 lipca 2011 roku będziemy obchodzić 70 rocznicę kaźni profesorów lwowskich wyższych uczelni na zboczu Kadeckiej Góry, obok ul. Wuleckiej, t. zw. Wzgórz Wuleckich we Lwowie. W miejscu zbrodni gdzie istniał krzyż brzozowy postawiono skromny krzyż metalowy na niewielkim betonowym cokole. Obok tablice z wyrytymi nazwiskami zamordowanych uczonych w językach ukraińskim i polskim. Każdego roku odbywa się w tym miejscu krótkie nabożeństwo, po którym jako część oficjalną stanowią przemówienia. Nie ma wspomnień rodzin pomordowanych, nie istnieją groby straconych profesorów, jako, że nastąpiło w październiku 1943 roku całospalenie zwłok.

W roku 1943 na rozkaz Himmlera utworzono specjalne brygady, których zadaniem było niszczenie śladów morderstw masowych, oraz ostateczne likwidowanie obozów żydowskich. W dniu 8 października 1943 roku jedna z takich grup / t. zw. Sonderkommando 1005, które tworzyli Żydzi z obozu Janowskiego / odkopała grób rozstrzelanych w roku 1941 lwowskich profesorów. 9 października w święto Jom Kipur / Sądnego Dnia / w obozie znajdującym się w lesie Krzywczyńskim podpalono kolejny stos ponad dwóch tysięcy zamordowanych, potem popiół rozsiano po lesie i okolicznych polach. Więźniowie „Brygady Śmierci” chcąc rozpoznać zwłoki, szukali dokumentów. Odnaleźli m. in. przedmioty należące do profesorów Włodzimierza Stożka i Tadeusza Ostrowskiego. Dane te podał Leon Weliczker w spisywanym przez siebie pamiętniku, jedyny, któremu udało się zbiec z „Brygady Śmierci”. Relacjonował on dalej: ziemia była sucha, więc trupy nie były rozłożone, ubrania mało zbutwiałe. Z ubrań było widać, że to ludzie z lepszej sfery. U jednego wystawał złoty kieszonkowy zegarek z ładnym łańcuszkiem, u innych wypadły złote pióra.

Zwłoki wywieziono do lasu Krzywczyńskiego, dorzucając je do ogromnego stosu z innych masowych grobów. Istnieje domniemanie, że w lesie Krzywczyńskim, znalazły się zwłoki mojego ojca doc. med. Maurycego Mariana Szumańskiego asystenta prof. Sołowija na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie. Ojciec mój został aresztowany przez gestapo po 4 lipca 1941 roku w swoim / naszym / mieszkaniu przy ul. Jagiellońskiej 4 we Lwowie i osadzony w więzieniu przy ul. Łąckiego we Lwowie wraz z innymi lwowskimi intelektualistami. Być może został rozstrzelany w drugiej egzekucji przez batalion ukraińsko – hitlerowski „Nachtigall” / „Słowik” / na dziedzińcu Zakładu Abrahamowiczów, a zwłoki z tej egzekucji wywieziono ciężarówką za miasto, gdzie spalono je w pobliskim lesie, jak setki ofiar.

W ten sposób hitlerowcy, nauczeni odkryciem stalinowskich dołów śmierci w Katyniu, usiłowali zatrzeć ślady własnych zbrodni. Podpalony stos, zawierający około 2000 zwłok, pochłonął ciała lwowskich uczonych i ich towarzyszy. Popiół przesiany ze spalonych zwłok i zmielone resztki kości rozrzucono na pobliskich polach.

Egzekucji dokonali żołnierze ukraińsko – hitlerowskiego batalionu „Nachtigall” pod dowództwem nacjonalisty ukraińskiego Romana Szuchewicza /„Tarasa Czuprynki”/.

Roman Szuchewicz „wsławił się” strzałem w tył głowy w 1926 roku przy ulicy Zielonej we Lwowie wykonując swój wyrok śmierci na osobie kuratora ziemi lwowskiej Stanisława Sobińskiego. „Czuprynka” sprawował wówczas urząd referenta bojowego OUN-UPA. Był jednym z organizatorów zamachów na posła Tadeusza Hołówkę zamordowanego w Truskawcu w 1930 roku, Bronisława Pierackiego – Ministra Spraw Wewnętrznych, oraz szeregu policjantów. Na elewacji bocznej polskiej szkoły im. św. Marii Magdaleny we Lwowie istnieje żeliwna płaskorzeźba poświęcona mordercy OUN-UPA Tarasowi Czuprynce, której wmurowanie uważam za prowokację uwłaczającą polskiej racji stanu. Dyrektor szkoły nie protestował, jak również władze Rzeczypospolitej.

Armia niemiecka wkroczyła do Lwowa 30 czerwca 1941 roku wypierając z niego pierwszych sowieckich okupantów. Niemcy witani byli gorąco przez część Ukraińców. Już następnego dnia do miasta weszło Einsatzkommando pod dowództwem SS- Brigadenfurhera dra Eberharda Schongartha, człowieka osławionego akcją aresztowania profesorów krakowskich UJ, AGH i Politechniki Krakowskiej w dniu 6 listopada 1939 roku w osławionej akcji Sonderaction Krakau. Równocześnie z oddziałami niemieckimi do miasta wkroczył ukraińsko – hitlrowski batalion SS „Nachtigall” pod dowództwem Theodora Oberlaendera.

Grupa Schongartha rozpoczęła swoją działalność już następnego dnia po wkroczeniu do Lwowa, ściśle według zaleceń Hitlera:

„Polacy będą mieli tylko jednego Pana – Niemców. Dwaj panowie obok siebie nie mogą, i nie powinni istnieć. Dlatego wszystkich przedstawicieli polskiej inteligencji należy zgładzić”.

Generalny gubernator Hans Frank w przemówieniu do SS i policji w dniu 30 maja 1940 roku powiedział: „ Nie da się opisać ile mieliśmy zawracania głowy z krakowskimi profesorami. Gdybyśmy sprawę tę / Sonderaktion Krakau / załatwili na miejscu miałaby ona całkiem inny przebieg. Proszę więc panów usilnie, by nie kierować już nikogo do obozów koncentracyjnych w Rzeszy, lecz podjąć likwidację na miejscu, względnie wyznaczyć karę zgodnie z przepisami. Każdy inny sposób stanowi obciążenie dla Rzeszy i dodatkowe utrudnienie dla nas. Posługujemy się tutaj / Sonderaktion Lemberg / całkiem innymi metodami, które będziemy stosować nadal”.

Pierwszym aresztowanym wśród inteligencji polskiej w dniu 2 lipca 1941 roku we Lwowie był trzykrotny premier II RP prof. Kazimierz Bartel.

Niemcy posiadali imienne listy osób przeznaczonych do likwidacji, sporządzone przez ukraińskich studentów-nacjonalistów. Aresztowani po rewizji to znaczy grabieży pieniędzy i wartościowych przedmiotów przewożeni byli do Bursy im. Abrahamowiczów na szczycie Wzgórz Wuleckich. Tam po krótkim przesłuchaniu wprowadzani byli grupami na pobliskie wzgórze Wuleckie i rozstrzeliwani przez ukraiński oddział „Nachtigall”.

Istnieją opisy świadków mordu obserwujących egzekucję z okien pobliskich zabudowań. Wstrząsająca jest relacja prof. Franciszka Groera, wybitnego lwowskiego pediatry, który ocalał, dzięki temu, iż żona profesora była Angielką. Oto fragmenty owej relacji:

„…brutalnie popychając wtłoczono nas do budynku i ustawiono w korytarzu twarzą do ściany. Jeżeli ktoś się poruszył, uderzali go kolbą lub pięścią w głowę. Była może 12.30 w nocy, a stałem tak nieruchomo do godziny 2. Mniej więcej co 10 minut z piwnicy budynku dobiegał krzyk i odgłosy wystrzałów. Wezwano mnie jako dziesiątego, może dwunastego z rzędu. Jednym z zabitych w Bursie był młody inżynier Adam Ruff, zabrany wraz z matką i ojcem z mieszkania profesora Ostrowskiego. Gdy w trakcie przesłuchania doznał ataku epileptycznego, rozwścieczony oficer niemiecki bez wahania zastrzelił go.

Krwawiące zwłoki wynieśli później czterej profesorowie, prowadzeni na własną egzekucję, a matce Ruffa i profesorowej Ostrowskiej kazano zmyć krew z posadzki Bursy”.

Około 3 rano 4 lipca, w płaskiej wnęce na stoku wzgórza żołnierze wykopali prostokątny dół. Miał on kilkanaście metrów kwadratowych i był przedzielony w poprzek nie przekopanym wałem. Skazanych przyprowadzano z Bursy i ustawiono na płaskiej części zbocza, prawdopodobnie tam, gdzie obecnie znajduje się krzyż. Po obu stronach grupy stali niemieccy oficerowie z rewolwerami w ręku. Skazanych sprowadzano kilkanaście metrów niżej do miejsca egzekucji. Pluton egzekucyjny składał się z 4 – 6 umundurowanych Ukraińców. Skazanych czwórkami ustawiano na wale. Po salwie plutonu wszyscy, przodem lub tyłem wpadali do dołu.

Wśród rozstrzelanych 4 lipca były 4 kobiety i ksiądz. Ostatnią rozstrzelaną była kobieta w długiej czarnej sukni. Schodziła sama, słaniając się. Gdy przyprowadzono ją nad jamę pełną trupów, zachwiała się, ale oficer przytrzymał ją, żołnierz strzelił i wpadła do jamy. Po egzekucji żołnierze zdjęli płaszcze, zakasali rękawy i łopatami zasypywali grób. Następnie ubito ziemię. Robiono to ostrożnie, aby się nie zabrudzić, bo ziemia była silnie zbryzgana krwią.

Niektórzy skazani mogli zostać zasypani żywcem, gdyż po salwie nie dobijano rannych. Zamordowano wtedy 40 osób, a dzień później dalsze dwie. Najstarszy miał w chwili rozstrzelania 82 lata. Dopiero 26 lipca 1941 roku zgładzono prof. Politechniki Lwowskiej Kazimierza Bartla – trzykrotnego premiera Rządu II Rzeczypospolitej. Aresztowany najwcześniej bo 2 lipca, przebywał w więzieniu na Łąckiego, do 26 lipca, gdzie usiłowano zrobić z niego konfidenta gestapo. Profesor Kazimierz Bartel oddał życie z honorem.

Na Wzgórzach Wuleckich życie oddało 45 osób.

Batalion SS „Nachtigall” wchodził w skład Legionu Ukraińskiego, utworzonego przez hitlerowców z ukraińskich nacjonalistów. Batalion był ubrany w mundury niemieckie. W okresie poprzedzającym wojnę ze Związkiem Sowieckim był specjalnie szkolony do zadań sabotażu i dywersji w Neuhammer. Szkolenia te nadzorował osobiście profesor niemieckiego uniwersytetu im. Karola IV w Pradze, dziekan wydziału nauk politycznych, porucznik Abwehry – Theodor Oberlaender. Po zajęciu Lwowa przez Niemców nastąpił szczególnie okrutny pogrom ludności, zwłaszcza żydowskiej. Na terenie Lwowa działały niezależnie od siebie – dwie grupy: jednostki Abwehry, wspomagane przez nacjonalistów ukraińskich z batalionu „Nachtigall”, formacje Sicherheistdienstu, wspomagane przez milicję ukraińską i oddziały Wehrmachtu. Milicja ukraińska występująca po cywilnemu, jedynie z żółto – niebieskimi opaskami na ramionach stanowiła organ terroru samozwańczego rządu Stećki, powołanego do życia dekretem wodza Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, Stepana Bandery.

Po wybuchu wojny niemiecko – sowieckiej Lwów został zajęty przez hitlerowców jak wspomniałem 30 czerwca 1941 roku, lecz już na 7 godzin przed zajęciem miasta przez dywizję strzelców alpejskich wkroczyła do miasta niemiecko-ukraińska grupa Abwehry, pozostająca pod osobistym dowództwem Theodora Oberlaendera. W skład grupy oprócz oddziałów wojska i policji niemieckiej wchodził również batalion ukraińsko – hitlerowski „Nachtigall” pod dowództwem Romana Szuchewicza – „Czuprynki” i por. Herznera z oficerami będącymi w ścisłym kontakcie ze Stepanem Banderą, Iwanem Hryniochem i Jurijem Łopatynśkim, a także grupą cywilów z kierownictwa radykalnego skrzydła OUN: Jarosławem Stećko, Iwanem Radłykiem, Stepanem Pawłykiem, Stepanem Łemkowskym, Dmytro Jaciwem.

Nastały straszne, tragiczne dni i noce dla miasta. Ślepa nienawiść, okrucieństwo, bestialstwo zaczęły prześcigać się w masowych zbrodniach na bezbronnej, niewinnej ludności Lwowa– wspomina tamte dni Jacek Wilczur świadek tamtych wydarzeń. Morderstwa pojedyncze i grupowe rozpoczęły się nazajutrz po zajęciu Lwowa przez hitlerowców.

Razem z Niemcami wkroczyli do Lwowa Ukraińcy w mundurach niemieckich. Była to grupa wyjątkowo wrogo odnosząca się do w stosunku do ludności polskiej i żydowskiej. Ich to właśnie nazywano „Ptasznikami”. Nazwa ta pochodziła od symboli ptaków wymalowanych na jej wozach i motocyklach.

Powszechnie wiadomo było, iż grupy nacjonalistów ukraińskich, ukraińska milicja i Niemcy dokonują aresztowań z uprzednio przygotowanych list. Aresztowano w pierwszych dniach inteligencję – profesorów, artystów, nauczycieli szkół powszechnych, młodych księży. Aresztowanych wożono do gmachu gestapo przy ulicy Pełczyńskiej, do Brygidek, do więzienia przy ul. Łąckiego, lub więzienia na Zamarstynowie. Osoby aresztowane już wieczorem 30 czerwca i w następne dni wywożono do kilku miejsc i rozstrzeliwano. Zdarzało się , że aresztowanych bito przed egzekucją. Miejscami straceń były Winniki pod Lwowem, Wzgórze Kortumówki, Żydowski Cmentarz, ul.Zamarstynowska.

Egzekucje masowe / pogromy Polakow i Żydów / trwaly do 2 lipca. Póżniej nadal trwały egzekucje poszczególnych osób i grup. Mówiono, iż „Ptasznicy” mordowali czterema sposobami: rozstrzeliwali, zabijali młotem, bagnetem, bądź bili, aż do zabicia. Od ludzi którzy byli świadkami aresztowań zamieszkałymi przy ul. Arciszewskiego, Kurkowej, Teatyńskiej, Legionów i Kazimierzowskiej wiadomo było, iż „Ptasznicy” w czasie aresztowań nosili mundury Wehrmachtu kończy swą opowieść Jacek Wilczur.

A tymczasem?

Nieopodal kościoła św. Elżbiety we Lwowie wznosi się pomnik ludobójcy i polakożercy Stepana Bandery, ul. Leona Sapiehy we Lwowie nosi nazwę Stepana Bandery, a prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko wyniesiony do prezydentury przez Wałęsę i Kwaśniewskiego weteranom OUN – UPA przyznał prawa kombatanckie, przywożąc wcześniej garść ukraińskiej / ? / / czytaj lwowskiej /ziemi która urodziła Jacka Kuronia na jego grób, równocześnie określając Kuronia jako wielkiego Polaka i wielkiego Ukraińca !

Aleksander Szumański

http://www.isakowicz.pl/

Komentarze 24 to “Czas Apokalipsy – mord na profesorach lwowskich.”

  1. JO said

    Ukraina zostala utworzona przez przez Masonerie a wiec przez syjonistow. Wiadomo,ze syjonisci nienawidzili i nienawidza wyznawcow mozeizmu, ktorymi byli w duzej mierze zydzi lwowscy – przekonany jestem, ze zydom syjonistom ze Lwowa wlos z glowy nie spadl.

    Ukraine i ten narod zorganizowala masoneria i zydostwo niemeickie – Austro-Wegierskie. Na ich uniwersytetach poglebiono studia nad dialektami wschonimi i utworzone UKRAINSKIE – slowianskie esperanto – zwane dzis ukrainskim jezykiem. Okupant Austro-Wegierski zabronil uczyc po polsku-lub je zredukowal ale utworzyl szkoly szkoly ukrainski gdzie indoktrynowal ludnosc chlopska – wpajajac w nia idee judaistyczne – nazistowskie – talmudyczne – niby narodowo-ukrainskie – TAK POWSTAL-UTWORZONY ZOSTAL NAROD UKRAINSKI z przewazajacej ludnosci chlopskiej polskiej i czasem szlachty wg mnie przewaznie woloskiej.

    W czasach dzisiejszych Ukraina ma zadanie rozwalac Polske i jej kulture na wschodzie ale przede wszystkim ma zwrocic sie przeciew Rosji – to dlatego Ruchy Nazistowskie na Ukrainie maja wsparcie Globalistow jak Juszczenko i judaistow jak Tymoszenko, Kaczynski, Kwasniewski.

    Polska Racja stanu jest nie bluzgac na ludnosc w Ukrainie ale wykazywac ich prawdziwe korzenie i kulture – Polska Kulture – Rzeczpospolitej Kulture, Lachicka Kulture, Ruska Kulture, Lemkowska Kulture ale nigdy sztuczna Talmudyczna Ukrainska.

    Porownal bym to do tego jak Polakow przerobiono na Polactwo. Przeciez PRL – komunistyczna kultura , czy dzis Liberalno-modernistyczna koltura nie jest Polska a zwie sie ja polska kultura.

    To samo jest z Ukraincem – Talmudyczna – Nazistowska Kultura nie ma nic wspolnego z wschodnio-slowianska – Rzeczpospolitej Kultuta – ktora byla kontynuacja Chrzescijanstwa Ortodoksyjnego-Katolickiego Wielkiego Ksiestwa Kijowskiego.

  2. Tekla said

    Dzisiaj sa takie czasy,ze młodziez ukraińska wychowana w Polsce ,ma do dyspozycji szkoły z j.ukrainskim sponsorowane przez podatmików polskich bez skrupułu pisze na róznych swiatowych forach ,ze ich autorytetem moralnym jest S.bandera ..

  3. JO said

    PRL – i dzisiejsza Polska to byla ostoja Ukraincow. Przeciez PRL byl rzadzony i jest przez to samo duchowe plemie – talmudzistow-syjonistow, ktorzy w przeszlosci utworzyli Ukraine i ich ideologie.

    Nie ma sie czego dziwic, ze dzis w ukrainskich szkolach dzieci sa indoktrynowane i to za pieniadze podatnika – tak jak to mialo miejsce za Pilsudskiego.

    Na Ukrainie – tak kiedys jak i teraz sa 2 duze frakcje ideologiczne – jedna prorosyjska a 2 projudaistyczna-nazistowsko-ukrainska.
    Frakcja 3 zostala zlikwidowana niemalze doszczetnie – to POLSKOSC, ktora po dzis dzien gnebi sie mozliwie wszystkimi drogami – ostatnim gwozdziem antypolskosci- byl JPII decyzja o Ukrainsko-Grekokatolickim Kosciele w ktorym jezykiem liturgicznym obowiazkowym jest teraz jezyk Ukrainski. Od wiekow w Kosciolach Katolickich j liturgicznym procz laciny byl j polski – TERAZ TO LUCYFERAN JP II zniosl – lepiac „ukraincow” niemalze wyswieciwszy im Biskupa Szeptyckiego, ktory aprobowal swiecenie siekier na Lachow glowy.

    Za Komuny frakcja prorosyjska ukraincow – nie dopuszczala nazistowskich zbrodniarzy do glosu. Teraz gdy Ukraina jest „wolna i niepodlegla” globalni lucyferanie wspogaja wlasne dzieci przeciwko frakcji prorosyjskiej nie zapominajac gnebic i przeciwstawiac jej Polakom.

  4. opinio said

    re: 2

    Tekla slusznie wypunktowala sprawe „bulenia”…a co w efekcie pozostalo dla podatnika polskiego? Praca…licha praca lub jak to kto woli tzw. „doginanie” na saksach. Tubylec jest mile widziany przez gudlaja na saksach pod kazda szerokoscia geograficzna. Tam moze sie wykazac-zdobyc punkty, tylko nie nad Wisla! Nie nada job wasza byla mac…..

  5. JO said

    Wcisniecie idei Talmudu do religii katolickiej – jak to jet w przypadku Ukrainskich GrekoKatolikow post Upowcow – mialo w przeszlosci miejsce chociazby w Ideologii Zakonu Krzyzackiego, ktory ogniem i mieczem i gwaltem podbil Prusow….

    Ta sama metoda i idea , jak u Krzyzakow – panuje wsrod POST UPOWCOW i ich „Religii”- Talmudyzmu zmieszanego z Katolicyzmem.

    Przeciez Taka religie mieli Nazistowscy Niemsy z Haslem Bog jest z Nami .

    Taka religie mieli i maja Nazistowscy Litwini – roniez sztuczny twor z ludow Zmudzi, przecgrzczony na Litwinow domagajacych sie Wielkiej Litwy w swej ideologii jak Ukraincy Wielkiej Ukrainy…..oba nurty sponsorowane i wspierane przez UNIE Europejska i zaplecznikow – patrz jak to Nazistowsa Litwa ma plecy w Unii likwidujac mniejszosc polska mimo ze Unia w swym prawie chroni mniejszosci – jak widac prawo dziala dla wybranych i na wybranych…..

  6. Inkwizytor said

    Tymczasem we Lwowie milicja odmówiła dalszego całodobowego pilnowania pomnika Stjopy Bandery. Zglosiło sie 50 młodych faszystów do stróżowania. W wolnym czasie przyjadą do Polski pracować a inni za jakiś czas i studiować zapewne 🙂

    http://kresy24.pl/showNews/news_id/16595/

  7. JO said

    Na Ukrainie Rzadzi Normalny Prezydent – Prezydent, ktory wierzy w Pana Boga a nie Talmud. Dni nazistowukrainskich oby byly policzone za tej prezydentury, daj To nam Panie!

  8. JO said

    ad.6. Ciekawe jaka dniowke dostana za takie stanie ci co tak oglupili mlodych ludzi.

    Devis napisal histori pod dyktando nowohistorii Ukrainy. W Polsce PRL wytrzebil totalnie historie polska prawdziwa z Umyslow Polakow dotyczaca Kresow Wschodnich jako czesci Polski – Rzeczpospolitej.

    Takie Pseudoautorytety jak Zarzad Zwiazku Szlachty Polskiej promujacy Rzeczpospolitea Wielonarodowa – wpisuje sie w szereg tych „Trzebiacych” dzis.

  9. Boryna said

    Niemiecki mord na profesorach lwowskich był konskwencją ich wycieczki do Moskwy celem poznania osiągnięć Kraju Rad.

  10. JO said

    ad.9. Wycieczki do Talmustanu porewolusyjnego chcial Pan napisac….cz tak?

    Moskwa, to nazwa Ortodoksyjego Panstwa Stolicy – prosze wiec nie wprowadzac ludzi w Blad.

  11. Stoigniew said

    @JO

    To nie jest całkiem tak jak piszesz(wszędzie pakujesz „Bozię” to Ci się trochę już pomieszało…).
    W utworzonym przez Watykan(no nie żaden tam „modernistyczny”, ale jeszcze ten Twój „prawdziwy” XVI wieczny -ultratradycjonalistyczny Watykan!) na zgubę Polski Kościół Grekokatolicki od zawsze posługiwał się w liturgii językiem staro-cerkiewnosłowiańskim , a potem też żargonem rusińskim, zwanym obecnie „językiem ukraińskim”.
    Jeśli chodzi zaś o Kościół Rzymskokatolicki, to od zawsze językiem liturgii w Małopolsce Wschodniej, na Wołyniu i na polskich ziemiach ukrainnych była jak piszesz łacina, potem zaś język polski.
    To dopiero kremówkowy Loluś wprowadził w latach 90tych. XX w. tzw.język ukraiński nie tylko do liturgii, ale też do kazań w polskich rzymskokatolickich kościołach na tzw.”Ukrainie”. Na taki pomysł nie wpadł nawet J.Stalin, który w wynaradawianiu Polaków nie miał sobie do tej pory równych.
    Czytałem swego czasu(koniec lat 90tych XX wieku!) artykuł o Polakach z Czerniowiec którzy za sprawą polityki tego zdrajcy i kanalii przygotowywali swoje dzieci do pierwszej komunii na tajnych kompletach by móc robić to po polsku…A podczas wizyty błazna we Lwowie miejscowi Polacy płakali na mszy RZYMSKOKATOLICKIEJ,bo odprawiał ją po rusińsku(zresztą podobny numer „wielki Polak” zrobił Polakom w Wilnie!); a oni przecież tak długo czekali na „naszego papieża”.
    A przecież zawsze na tych ziemiach było tak że katolik to Polak a „grekokatolik” lub prawosławny to Rusin lub Wołoch. O kilkunastu lat tak nie jest, bo obleśnie nadstawiający wielki złoty pierścioneczek do całowania renegat zrobił wszystko co mógł by tych zgnębionych, porzuconych przez swoją Ojczyznę Polaków, resztek Polskości pozbawić.
    W chwili obecnej zdecydowana większość nabożeństw(kazania i liturgia) w kościołach rzymskokatolickich diecezji lwowskiej, łuckiej i za Zbruczem-na etnicznie polskiej Żytomierszczyznie(na Kijowszczyznie wszystkie!) odprawiana jest po rusińsku; ale zidiociałe polskojęzyczne lemingi twardo stawiają swojemu gwiazdorowi- Lolusiowi kolejne pomniki.

  12. Roman K said

    Stoigniew!
    jesli moze Pan uzywac innego nicka, prosilbym o to.
    Stoigniew to znany pseudonim znanego Internauty, ktory uzywal go- jako swoj pseudonim literacki przez wiele lat, tak samo publikujac drukiem. To byl profesor Amerykanin z rodziny pochodzacej ze Slaska Cieszynskiego i Moraw.
    Piszac i uczac na Uniwersytetach i w Ameryce i Polsce i Rosji oddal polskiej sprawie nieocenione uslugi,
    BYl mi bliskim Przyjacielem, ktorego mi bardzo brakuje….spoczywa w swoim rodzinnym miescie Tailor k Austin w Texasie..od 3 lat… Pozwol mu odpoczac..prosze!

  13. JO said

    ad.11. Drogi Panie!

    Grekokatolicki Kosciol uzywal w liturgii dialektow slowianskich….jako Kosciol Lokalny, takim pozostal do konca I Rzeczpospolitej nawet w miedzyczasie mimo, ze stal sie potem kosciolem Unickim, dlatego To Pan jest w bledzie a nie ja. Ten Unicki Lokalny Kosciol byl w obrebie Panstwa Polskiego – Rzeczpospolitej – gdzie religia Panujaca byla Religia Rzymskokatolicka! z jego Kosciolem Rzymskokatolickim w Rzeczpospolitej, gdzie byl odlam KKatolickiego o obrzatku wschodnim i dobrze! Dlaczego nie? – szanmowal tradycje i kulture Kresowa – Wielu Polakow bylo UNITAMI !!, krorych pozniej Ukraincy wyrzneli a reszta przeszla na Katolicyzm.

    Jak Pan zauwazyl Lucyferan JPII zachwial lokalna Tradycja – pozbawiajac Lacinnikow Polakow mszy Polskiej – z jezykiem polskim a w to miejsce obowiazkowo wprowadzil Ukrainski, podczas gdy przeciez Rusini od Lucyferana Dostali „Narodowy” – Ukrainski Grekokatolicki Kosciol z oczywiscie j.ukrainskim.

    Lucyferan JPII , jak Pan napisal ukrainizuje Polakow w „Lacinskich ” Kosciolach Katolickich oraz UKRAINIZUJE Rusinow i Kresowiakow Polskich kultury wschodniej – slowianskiej – kazac im chodzic do UKRAINSKIEJ GREKOKATOLICKIEJ CERKWI.

    Jak pisalem w przeszlosci Sw KKatolicji za przyczyna Unii otworzyl drzwi dla Rusinow do Sw KKatolickiegio, gdzie nauczal po KATOLICKU. Jezeli w przeszlosci lub ronolegle byl likalny kosciol Ukrainski – to tylko jako lokalny i po jakims czasie wg tradycji albo by zostal wchloniety przez Tradycyjnie Katolicki Kosciol albo by pozostal lokalnym ale nigdy narodowym – jakiegos wyimigowanego narodu….

    LUCYFERAN JPII – zrobil inaczej w wiedomo w jakom celu.

  14. Miroslaw Bernard D said

    Panie JO Ja rozumiem ze syjonisci sa odpowiedzialni za wiele szczegolniee przez ostatnie 300 lat ale:
    – Z Krzyzakami to Pan przesadzil. Jakies konkrety a mole Ulryk byl Zydem. To ze oni sa zli nie upowaznia Pana do pisania oszczerstw
    – Ukrainscy nacjonalisci jak wiekszosc w Slowacji, Irlandi, Rumuni, Wegrzech widzieli w Niemcach mozliwosc ugrania czegos dla xiebie politycznie. Na jakiej podstawie twierdzi Pan ze nacjonalistyczne ogranizacje ukrainskie byly zazydzone i kierowane przez syjonistow bo to sie troche kupy nie trzyma. Ukraincy rowniez wslawili sie w dokonywaniu mordach na Zydach i byli bezwzgledni.

  15. Miroslaw Bernard D said

    ad 8) Czy to sie Panu Podoba czy nie za nhajleprzych czasow Rzeczpospolita byla wielonarodowa. Ukraina, Litwa, Polska. Probelm polegal na tym ze jak w kazdym kraju ktory wyrosl z kilku plemion jedno chcailo panowac nad innymi. Dobrym przykladem jest Cesarstwo Niemieckie w ktorym rzadzili Frankwoei A Sasa czy Szwaba sie to nie podobalo. Takie sa fakty a nie fikcja.

  16. JO said

    ad.14. Drogi Panie!
    a.)
    Nie sa to oszczerstwa a prawda. Gdyby Pan poczytal o zakonach Rozokrzyzowcw, Krzyzakow, Maltanskim etc, etc, to te wiedze by Pan zdobyl. Ja sadze, ze Pan czyta ksiazki PRL u i masonskie a nie o prawdziwej historii.

    Pozatym, napisalem, ze Krzyzacy mieli filozofie talmudyczna a nie wylacznie tam zydow. Zapewne Tam musil byc i Zyd, skoro taka filozofie mieli, Jak Pan zna nieco pisma Soboru Trydenckiego to z nich Pan sie dowiedziec moze o potepieniu dzialan Zakonu i jakie one byly.

    b.)
    Ruch syjonistyczny – to Zydzi Talmudysci – i to oni byli sprawcami holokaustu poprzez nazistowski niemcy dla roznych Narodow – nie tylko Zydowskiego. Zydowski Holokaust wykozystali po to by utworzyc Izrael – Ta wiedza Tu i na innych portalach jest juz dawno znana – dziwie sie , ze Pan to jeszcze porusza w taki sposob !

    ad.15.

    Jest Pan w Bledzie. Pojecia Narodow w czasach Rzeczpospolietj I nie bylo takiegi jaki mamy dzis. To pojecie „zrodzilo ” sie w takim ZNACZENIU w XIX wieku i to jak sadze pod wplywem albo w wyniku filozofii pososwieceniowych na gruncie rewolucji przemyslowej, jako baza Kapitalizmu a potem Nazizmu by stworzyc w koncu konflikt na tle idei Komunistycznej – oczywiscie Narody w tej XIX znaczeniu – to wynik dzialan wg mnie Talmudystow.

    W Rzeczpospolitej – Krolestwie Katolickim Narodem Byla Szlachta, Narodem Byli Chlopi, Narodem bylo Mieszczanstwo. Jak rowniez te nazwe uzywano do ludzie w Wielkim Ks Litewskim – mowiac o nich Narod Litewski. Slowo To uzywane bylo do okreslenia Rusinow – jako Narod Ruski.

    Sumujac – slowo Narod bylo w znaczeniu grupy ludzi mniej lub bardziej sprecyzowanej – w zaleznosci od kontekstu mowcy.

    A Poniewaz w Rzeczpospolitej PANOWALO CHRZESCIJABSTWO – KATOLICYZM – to nigdy a nigdy nie stosowano w znaczeniu tego slowa by podkreslic NACJE – jako oddzielna grupe etniczno jezykowa nad ktora nie ma wyzszego autorytetu, gdyz w Rzeczpospolitej AUTORYTETEM wyzszym byla cala, podkreslam CALA SPOLECZNOSC KROLESTWA nad ktora stal Krol a nad nim BOG TROJCA JEDYNY.

    Spolecznosc Krolestwa cala – byla JEDNYM NARODEM RZECZPOSPOLITEJ gdzie na podzial taki o ktorym Pan imputuje po prostu nie bylo ideologicznego miejsca, gdyz uragalo to Katolickiemu Spoleczenstwu – organizacji Panstwowej i spolecznej.

    Dlatego wlasnie Szlachcic Pewien powiedzial o sobie „jestem Narodowosci Polskiej genu RUSKIEGO”

    PAN albo MACI albo nie ma i nie chce miec wiedzy na ten temat.

  17. aga said

    ad.14-15
    Feliks Koneczny
    Kazimierz Marian Morawski
    Jędrzej Giertych

    Niech pan może sam uzupełni swoje braki historyczne ale przede wszystkim,;poradzi rownież swoim kolegom Brudzyńskim,Girzyńskim,kaczyńskiemu,bo oni też zapewne tych pozycji nie znają a kompromitują się niejednokrotnie wypowiedziami na tematy historyczne albo poprostu idają głupków w duchu swoich pryncypałów-syjonistów.

  18. JO said

    Zarzad Zwiazku Szlachty Polskiej dziala antypolsko – w mysl syjonistow – talmudzistow gloszac idee Rzeczpospolitej Wielonarodowej i jednoczesnie deklarujac brak powiazania Zwiazku z jakakolwiek Religia.

    Glosi Falsz gruntujacy nieprawdziwa wiedze eliminujaca Boga Trojce Jedyna z Tradycji Rzeczpospolitej.

    Wprowadza zamieszanie i konfuduje przynaleznych oraz opinie publiczna w Polsce i poza granicami kraju.

    Zarzad Zwiazku Szlachty Polskiej powinien poddac sie do dymisji z powodu lamania Statutu Zwiazku Szlachty Polskiej – bo nie kontynuuje Tradycji Rzeczpospolitej Szlachty, jak to deklaruje dokument statutowy.

  19. Piotrx said

    Re 15: „Czy to sie Panu Podoba czy nie za nhajleprzych czasow Rzeczpospolita byla wielonarodowa. Ukraina, Litwa, Polska ….”

    Termin „Ukraina” wtedy oznaczał jedynie ziemię kresową . Jak podaje Zygmunt Gloger: jest to „każda ziemia na kraju czyli na krańcu, u granicy, u kraju państwa położona.”
    Na przełomie XVI—XVII stulecia; oznaczać będzie województwa kijowskie, bracławskie, czernihowskie, które to ziemie w XVII wieku stanowiły kresy państwa polsko-litewskiego. Termin ten wtedy nie miał żadnych odniesień narodowościowych czy państwowych.

    Jak pisze Zygmunt Gloger:

    Nazwa u k r a i n y , stosowana do ziem Kijowskich od czasu ostatecznego ich wcielenia (roku 1471) do Litwy, nie miała nigdy charakteru oficjalnego i oznaczała jedynie tyle, co „ugranicze”, południowy kraniec, kraj Wielkiego księstwa Litewskiego od strony „ordyńców”. Urzędownie po raz pierwszy została ona użytą w 20 lat po wcieleniu Kijowszczyzny do Korony w tytule głośnej ustawy z r. 1589 „Porządek z strony Niżowców i Ukrainy”, chociaż i tu jak tylko imię pospolite, a nie nazwa polityczna, urzędowa prowincji. Wereszczyński, biskup kijowski, za Zygmunta III pierwszy chyba (w znanej swej przestrodze Rzeczypospolitej) używa nazwy „Ukraina” w nieco ściślejszym znaczeniu. A.Jabłonowski powiada, że od owych czasów pod nazwą Ukrainy, w rozległem tej nazwy znaczeniu, poczęto w głębi Korony i Litwy rozumieć szeroki, prawie bezbrzeżny obszar ziem, roztaczający się za Słuczą i Murachwą, to jest granicami przyrodzonymi Wołynia i Podola na dorzeczu Dniepru i Bohu aż do szlaku „murawskiego” i „pól oczakowskich”, a który aktem unii 1569 r. przyłączono do Korony. Obszar nie tylko stepowy, ale obejmujący i Polesie naddnieprowe, urzędownie rozpadający się na dwa województwa: Kijowskie i Bracławskie.

  20. Piotrx said

    Artykul z 1998 roku
    *********************

    Kto upomni się o zamordowanych Profesorów Lwowskich?

    Śledząc w ostatnim okresie łamy prasy centralnej, jak również naszej prasy regionalnej, natrafiliśmy na szereg artykułów. apeli, wypowiedzi itp. publikacji z okazji np. takich rocznic jak „Akcja Wisła” czy „Pogrom kielecki”, nie udało nam się odnaleźć ani jednego artykułu, który przypominałby 56. rocznicę mordu dokonanego na profesorach lwowskich uczelni, czy przypadającej w lipcu br. 54, rocznicy największego nasilenia eskalacji mordów ludności polskiej na Wołyniu i Podolu.

    Jest to wielce symptomatyczne stanowisko pewnych środowisk twórczych i opiniotwórczych, które według nas przynosi niepowetowane straty dla nas Polaków. Pragniemy wobec tego wypełnić tę lukę zabierając glos w sprawie mordu profesorów lwowskich. aby upamiętnić tę wielką tragedię. W przekonaniu, że część czytelników słabo jest zorientowana w tym temacie, a dla wielu jest on zupełnie obcy, pozwalamy sobie w wielkim skrócie przedstawić historię uwięzienia i eksterminacji niewinnych ludzi, profesorów i ich rodzin. Opisywane wydarzenia miały miejsce we Lwowie w nocy z 3 na 4 lipca 1941 roku.

    Armia Niemiecka wkroczyła do Lwowa 30 czerwca 1941 roku wypierając z niego pierwszych sowieckich okupantów. Niemcy witani byli wtedy gorąco przez część Ukraińców. Już następnego dnia do miasta weszło Einsatzkommando pod dowództwem SS-Brigadenfuhrera dra Eberharda Schoengartha, człowieka osławionego akcją aresztowania profesorów krakowskich w dniu 6 listopada 1939 r- Równocześnie z oddziałami niemieckimi do miasta wkroczył ukraiński batalion SS „Nachtigall pod dowództwem Theodora Oberlaendera. który to batalion brał udział w wydarzeniach opisywanych poniżej.

    Grupa Schoengartha rozpoczęła swoją działalność już następnego dnia po wkroczeniu do Lwowa, postępując ściśle według zaleceń Hitlera z dnia 2.10.1940 r., które brzmiały: „Polacy będą mieli tylko jednego pana – Niemców, Dwaj panowie obok siebie nie mogą i nie powinni istnieć. Dlatego wszystkich przedstawicieli polskiej inteligencji należy zgładzić. To również brzmi okrutnie, ale takie jest prawo życia”.

    Dodać należy, że gen. Schoengarth w porównaniu do metod zastosowanych wcześniej w odniesieniu do profesorów krakowskich, we Lwowie podporządkował się bezwzględnie zaleceniom generalnego gubernatora Hansa Franka- który w przemówieniu do przedstawicieli SS i policji dnia 30 maja 1940 r. powiedział; „Nie da się opisać ile mieliśmy zawracania głowy z krakowskimi profesorami. Gdybyśmy sprawę tę załatwili na miejscu, miałaby ona całkiem inny przebieg. Proszę więc panów usilnie, by nie kierować już nikogo więcej do obozów koncentracyjnych w Rzeszy, lecz podjąć likwidację na miejscu, względnie wyznaczyć karę zgodną z przepisami. Każdy inny sposób stanowi obciążenie dla Rzeszy i dodatkowe utrudnienie dla nas. Posługujemy się tutaj całkiem innymi metodami, które będziemy stosować nadal”.

    Pierwszym aresztowanym wśród inteligencji polskiej w dniu 2 lipca 1941 roku we Lwowie był prof. Kazimierz Bartel, trzykrotny premier Rzeczpospolitej Polskiej.
    Właściwa akcja aresztowania i mordowania polskich profesorów rozegrała się w nocy z 3 na 4 lipca 1941 r. pomiędzy godz. 22:00 a 2:10.

    Dziwić może fakt, że Niemcy tak szybko, bo już na drugi dzień po wkroczeniu. posiadali imienne wykazy osób przeznaczonych do aresztowania. Było to możliwe, gdyż listy z nazwiskami opracowane były jeszcze w Krakowie z udziałem ukraińskich studentów – nacjonalistów. Na szczęście były one niekompletne, gdyż zawierały tylko 25 nazwisk, podczas gdy tylko na Uniwersytecie im. Jana Kazimierza zatrudnionych było 158 profesorów i docentów, nie licząc pracowników naukowych Politechniki Lwowskiej. Akademii Medycyny Weterynaryjnej i Akademii Handlu Zagranicznego.

    Aresztowani po wylegitymowaniu i rewizji, a właściwie grabieży pieniędzy i cennych przedmiotów, niejednokrotnie z pozostałymi członkami rodzin i osobami przypadkowo obecnym w ich domu. przewożeni byli do Bursy Abrahamowiczów w południowej części miasta. Tam po krótkim przesłuchaniu wyprowadzani byli grupami na pobliskie wzgórze Wuleckie i rozstrzeliwani przez oddział SS „Nachtigall”.

    Oto wykaz zamordowanych:

    1. Prof. dr Antoni CIESZYŃSKI, lat 59, kierownik Zakładu Stomatologii UJK, Obrońca Lwowa w 1918 roku;

    2. Prof. dr Władysław DOBRZANIECKI, lat 44, Ordynator Oddziału Chirurgii Państwowego Szpitala Powszechnego, Obrońca Lwowa w 1918 r.

    3. Prof. dr Jan GREK, lat 66, profesor w Klinice Chorób Wewnętrznych UJK;

    4. Maria GREKOWA, lat 57, żona profesora Jana Greka;

    5. Doc. dr Jerzy GRZĘDZIELSKI, lat 40, Kierownik Kliniki Okulistycznej UJK;

    6. Prof. dr Edward HAMERSKI, lat 43, Kierownik Katedry Chorób Zakaźnych Zwierząt Domowych Akademii Medycyny Weterynaryjnej, Obrońca Lwowa w 1918 r.

    7. Prof. dr Henryk HILAROWICZ, lat 51, profesor w Klinice Chirurgicznej UJK, Obrońca Lwowa w 1918 r.

    8. Ks. doc. dr Władysław KOMORNICKI, lat 29, wykładowca nauk biblijnych w Wyższym Seminarium Duchownym we Lwowie;

    9. Eugeniusz KOSTECKI, lat 36, mistrz szewski, mąż gospodyni profesora Dobrzanieckiego;

    10. Prof. dr Włodzimierz KRUKOWSKI, lat 53, Kierownik Katedry Pomiarów Elektrycznych Politechniki Lwowskiej;

    11. Prof. dr Roman LONGCHAMPS DE BERIER, lat 56, Kierownik Katedry Prawa Cywilnego UJK, prorektor UJK w latach 1938-1939, Obrońca Lwowa w 1918 r.

    12. Bronisław LONGCHAMPS DE BERIER, lat 25, absolwent Politechniki Lwowskiej, syn profesora;

    13. Zygmunt LONGCHAMPS DE BERIER, lat 23, absolwent Politechniki Lwowskiej, syn profesora;

    14. Kazimierz LONGCHAMPS DE BERIER, lat 18, syn profesora;

    15. Prof. dr Antoni ŁOMNICKI lat 60, Kierownik Katedry Matematyki Wydziału Mechanicznego Politechniki Lwowskiej;

    16. Adam MIĘSOWICZ lat 19, wnuk profesora Sołowija, zabrany ze swoim dziadkiem;

    17. Prof. dr Witold NOWICKI, lat 63, Kierownik Katedry Anatomii Patologicznej UJK. Obrońca Lwowa w 1918 r.

    18. Dr med. Jerzy NOWICKI, lat 27, asystent Zakładu Higieny UJK, syn profesora;

    19. Prof. dr Tadeusz OSTROWSKI, lat 60, Kierownik Kliniki Chirurgii, Dziekan Wydziału Lekarskiego 1937-1938, Obrońca Lwowa w 1918 roku;

    20. Jadwiga OSTROWSKA, lat 59. żona profesora;

    21. Prof. dr Stanisław PIŁAT, lat 60, Kierownik Katedr Technologii Nafty i Gazów Ziemnych Politechniki Lwowskiej;

    22. Prof. dr Stanisław PROGULSKI, lat 67, profesor w Klinice Pediatrii UJK;

    23. Inż. Andrzej PROGULSKI, lat 29, syn profesora;

    24. Prof. honor. Roman RENCKI, lat 74, Kierownik Kliniki Chorób Wewnętrznych UJK;

    25. Maria REYMANOWA, lat 40, pielęgniarka Ubezpieczalni Społecznej, zabrana z mieszkania profesora Ostrowskiego;

    26. Dr med. Stanisław RUFF, lat 69, Ordynator Oddziału Chirurgii Szpitala Żydowskiego, zabrany z mieszkania profesora Ostrowskiego;

    27. Anna RUFFOWA, lat 55, żona dr. Ruffa;

    28. Inż. Adam RUFF, lat 30, syn dr. Ruffa;

    29. Prof. dr Włodzimierz SIERADZKI, lat 70, Kierownik Katedry Medycyny Sądowej UJK, rektor UJK w latach 1924-1925, Obrońca Lwowa w 1918 roku,

    30. Prof. dr Adam SOŁOWIJ, lat 82, emerytowany ordynator Oddziału Ginekologiczno-Położniczego Szpitala Powszechnego;

    31. Prof. dr Włodzimierz STOŻEK, lat 57, Kierownik Katedry Matematyki Wydziału Inżynierii Lądowej i Wodnej Politechniki Lwowskiej;

    32. Inż. Eustachy STOŻEK, lat 29, asystent Politechniki Lwowskiej, syn profesora;

    33. Emanuel STOŻEK, absolwent Wydziału Chemii Politechniki Lwowskiej, syn profesora;

    34. Dr Praw Tadeusz TAPKOWSKI, lat 44, zabrany z mieszkania profesora Dobrzanieckiego;

    35. Prof. dr Kazimierz VETULANI, lat 61. Kierownik Katedry Mechaniki Ogólnej Politechniki Lwowskiej;

    36. Prof. dr Kasper WEIGEL, Kierownik Katedry Miernictwa Politechniki Lwowskiej;

    37. Mgr praw Józef WEIGEL, lat 33, syn profesora;

    38. Prof. dr Roman WITKIEWICZ, lat 55, Kierownik Katedry Pomiarów Maszynowych Politechniki Lwowskiej;

    39. WALISCH, lat 40-45, właściciel magazynu konfekcyjnego „Beier i S-ka”, zabrany z mieszkania profesora Sieradzkiego;

    40. Dr TADEUSZ BOY-ŻELEŃSKI, lat 66, lekarz, publicysta, krytyk literacki, tłumacz literatury francuskiej, za pierwszych sowietów we Lwowie Kierownik Katedry Literatury Francuskiej Uniwersytetu Lwowskiego, zabrany z mieszkania profesora Greka.

    Ponadto w dniu 5.07.1941 r. rozstrzelani zostali:

    -Katarzyna (Kathy) DEMKO. lat 34, nauczycielka języka angielskiego, zabrana z mieszkania profesora Ostrowskiego;
    -Doc. dr Stanisław MĄCZYŃSKI, lat 49, Ordynator Oddziału Ginekologiczno-Położniczego Szpitala Powszechnego.

    W dniu 12.07.1941 zamordowani zostali:

    -Prof. dr Henryk KOROWICZ, lat 53, profesor ekonomii Akademii Handlu Zagranicznego;
    -Prof. dr Stanisław RUZIEWICZ, lat 51, profesor matematyki Akademii Handlu Zagranicznego;
    -Prof. dr Kazimierz BARTEL, lat 59, Kierownik Katedry Geometrii Wykreślnej Politechniki Lwowskiej.

    Wymienieni Polacy to pierwsi, ale nie ostatni ludzie nauki, którzy zostali zamordowani przez okupantów hitlerowskich i tzw. drugich sowietów. Mamy świadomość jak sucho brzmi ten wykaz nazwisk ludzi powszechnie znanych i szanowanych nie tylko we Lwowie, ale i w Polsce, a często również na świecie. Jedyną ich „winą” było to, że należeli do czołowych postaci inteligencji polskiej, a wielu z nich było też Obrońcami Lwowa w roku 1918.

    Jak wytłumaczyć fakt, że zbrodnia na profesorach lwowskich nigdy nie została ukarana? Tak jak zbrodniarze nie doczekali się kary, tak ich ofiary – należnego upamiętnienia w miejscu kaźni. Odnalezienie miejsca zbrodni nie stanowi większych trudności. Położone Jest ono w jednej z wnęk-zaglębień Wzgórz Wuleckich u wylotu ul. Abrahamowiczów (dzisiaj Tadeusza Boya-Żeleńskiego).

    Miejsce to jest odwiedzane przez większość wycieczek z Polski. Znajduje się tam od 1995 r. zwykły betonowy nagrobek z żelaznym krzyżem, postawiony staraniem Polskiego Towarzystwa Opieki nad Grobami Wojskowymi we Lwowie, któremu przewodniczy pan Eugeniusz Cydzik. We wnęce nagrobka, na tekturze widnieje napis:

    W TYM MIEJSCU 4 LIPCA 1941 R. HITLEROWSCY OPRAWCY ROZSTRZELALI POLSKICH PROFESORÓW LWOWSKICH UCZELNI I CZŁONKÓW ICH RODZIN

    Dzisiaj, po 56. latach od tamtej zbrodni zastanawiamy się, co stoi na przeszkodzie, aby władze zaprzyjaźnionej, suwerennej Ukrainy wyraziły zgodę na oddanie należnego hołdu zamordowanym i upamiętnienie miejsca kaźni przez postawienie tam pomnika. Uważamy, że należy się to polskim profesorom.

    Dlatego zwracamy się do Prezydenta Rzeczypospolitej, Sejmu i Senatu, Rządu oraz Polskiej Akademii Nauk, senatów wyższych uczelni w Polsce, Wspólnoty Polskiej oraz organizacji, stowarzyszeń i związków, ahy poparły naszą ideę.

    Myślimy, ze nie tylko dla nas, pochodących ze Lwowa, dalszy los tej sprawy będzie miernikiem praktycznego funkcjonowania podpisanej niedawno deklaracji między Polską a Ukrainą.

    Zarząd Oddziału Lubelskiego -TMLiKPW

  21. Piotrx said

    ZBYSŁAW POPŁAWSKI

    Represje okupantów na Politechnice Lwowskiej (1939-1945)

    Pod pojęciem represji będzie się tutaj rozumieć wszelkie kary, środki odwetu i środki ucisku wywierane przez” władze okupacyjne na podbitej ludności. Jako okupantów będzie się rozumieć władze III Rzeszy niemieckiej oraz władze sowieckie, które wykonywały zajęcie, czyli okupację terytoriów Rzeczypospolitej i ustanawiały tam własne ośrodki władzy.

    Wszystko to działo się z pogwałceniem prawa międzynarodowego m.in. konwencji haskiej (1907 r.), która stanowi, że okupant nie nabywa praw suwerennych na zajętych terytoriach drugiego państwa; nie może więc w sposób legalny ustanawiać własnych ośrodków władzy ani wprowadzać własnego prawa, gdyż na terytoriach okupowanych obowiązuje nadal prawo okupowanego terytorium, na którym powinno działać niezależne sądownictwo; okupant nie może też przejmować majątku państwowego, a własność prywatna pozostaje nienaruszalna; pobieranie podatków następuje na rzecz potrzeb administrowania zajętego terytorium; nie wolno powoływać organów własnej władzy, nie wolno nadawać obcego obywatelstwa ani egzekwować obowiązków wobec okupanta; nie wolno powoływać do obcej służby wojskowej; nie wolno prześladować za przekonania religijne ani naruszać praw rodzinnych lub godzić w zdrowie i życie ludności.

    Te obowiązujące w cywilizowanym świecie zasady prawa międzynarodowego przytacza się, aby wykazać rozmiary dokonywanego bezprawia i okrucieństwa ze strony obu okupantów, wschodniego i zachodniego, którzy w latach 1939-1945 działali we Lwowie.

    Dodatkowo należy nadmienić, że w 1968 r. została przyjęta konwencja ONZ o nieprzedawnianiu zbrodni przeciw ludzkości, która odnosić się może zarówno do wschodniego, jak i zachodniego okupanta. Trybunał Norymberski osądził działania niemieckie, tj. mordowanie ludności cywilnej, deportacje do prac przymusowych, zabijanie zakładników, grabież mienia prywatnego i publicznego; , stosowanie zbiorowej odpowiedzialności, niszczenie miast i wsi, zmuszanie do przysięgi i służby wojskowej, wynaradawianie – jako przestępstwa nie podlegające przedawnieniu. Obecnie mamy świadomość, że zbrodnie okresu stalinowskiego stanowią analogiczny rodzaj zbrodni przeciw ludzkości i dają się identycznie kwalifikować.

    Z chwilą otwarcia wpisów na pierwszy rok studiów – a działo się to w pierwszych dniach października 1939 r. – nie umilkły jeszcze działa, bo bronił się Hel i walczyła grupa gen. Kleeberga pod Kockiem – „komisarz” Politechniki Lwowskiej tow. Jusimow powołał kilka zespołów jako komisje przyjęć dla poszczególnych wydziałów, do których wchodzili młodociani działacze Komsomołu, w większości Żydzi, a częściowo Ukraińcy, na czele tej akcji stał II sekretarz Komsomołu miasta Lwowa – Jan Krasicki (Janek, „Kazik”), który jako „bieżeniec” przebywał we Lwowie i mieszkał w II Domu Techników. Dla tych komisji wyniki egzaminów nie były miarodajne, gdyż decydowały kryteria walki klasowej; nic tedy dziwnego, że na I roku znalazło się niewielu Polaków.

    Z początkiem października 1939 r. odbyło się zebranie wszystkich pracowników i studentów, zwołane na żądanie władz radzieckich przez rektora prof. Antoniego Wereszczyńskiego. Zebranie odbyło się w głównej klatce schodowej, której galerie pozwalały na pomieszczenie dużej liczby obecnych; tam tradycyjnie odbywały się „wiece” rzeszy studenckiej. Mówcy występowali „nad zegarem” na galerii balustradowej I piętra; tam rektor Wereszczyński otworzył zebranie, stojąc w otoczeniu przedstawicieli władz radzieckich, partyjnych i „komisarza” Politechniki tow. Jusimowa, ppłk. z zarządu politycznego Armii Czerwonej, w prezydium obok rektora stali również przedstawiciele świeżo zawiązanego komitetu partyjnego na Politechnice.

    Jusimow oznajmił objęcie miasta Lwowa w posiadanie Armii Czerwonej i uruchomienie uczelni, ale na zasadach nowych, radzieckich przepisów; władza radziecka przywiązuje bowiem wielkie znaczenie do rozwoju nauki i techniki; przemówienie swe zakończył wzniesieniem okrzyku na cześć Stalina. Bezpośrednio po nim przemówił po polsku inż. Jarosław Żaba, asystent Katedry Chemii Fizycznej i Elektrochemii (kierownik prof. T. Kuczyński), znany powszechnie jako działacz sanacyjnego „Legionu Młodych”; jego przejście do obozu radzieckiego było zaskakującą niespodzianką. Uderzył na samym początku w ton zwycięstwa i triumfu, witając niezwyciężoną Armię Czerwoną jako wybawczynię z niewoli generałów, panów i obszarników, malując szczęśliwą przyszłość tego kraju i dodając szereg ostrzeżeń pod adresem wrogów klasowych. Na zakończenie ujawnił się jako mianowany na przewodniczącego nowo powstałej organizacji związku zawodowego na uczelni, tzw. „Profspiłki”.

    Następnie w imieniu dotychczas tajnej organizacji komunistycznej wystąpił student IV roku sekcji lotniczej – Bronisław Bochenek; jego przemówienie było znacznie twardsze, gdyż nie żałował pogróżek pod adresem wrogów klasowych. Dalsi mówcy opisywali przyszłe zmiany na uczelni, przyjęcie nowego i lepszego programu nauczania wedle światłych i niedoścignionych wzorów radzieckich, mówili o usuwaniu krzyży z sal wykładowych oraz o ściganiu wrogów klasowych. Przemówienia przedstawicieli władz politycznych i partyjnych były utrzymane w jednej konwencji – jakie to spotkało nas szczęście, że zostaliśmy uwolnieni od wyzysku i ucisku „panów” i jaka to czeka nas świetlana przyszłość po wyzwoleniu się spod jarzma władz „pańskiej Polski”; szkalowano też Armię Polską, a szczególnie generałów i oficerów, którzy „uciekli”, pozostawiając lud robotniczy i wiejski bez opieki.

    Niespodziewanie zgłosił się do głosu prof. Stanisław Fryze, którego wystąpienie stało się prawdziwą sensacją i sukcesem. Stwierdził na wstępie, że jesteśmy przytłoczeni ogromem klęski militarnej i politycznej zadanej naszemu państwu przez wojujący hitleryzm; zdradzili nas alianci, a rząd był zmuszony opuścić kraj; w takich warunkach nie można od nas oczekiwać objawów radości. Ogół zebranych, dotychczas słuchających poprzednich wywodów w głuchym milczeniu, teraz nagrodził mówcę oklaskami.

    Dalej prof. Fryze wspaniale obalił zasadę walki klas, przyrównując państwo do drzewa, które posiada korzenie, pień, gałęzie, liście, kwiaty i owoce. W państwie potrzebna jest warstwa chłopska, robotnicy i inteligencja; nie mogą te elementy istnieć oddzielnie, bo ich współżycie warunkuje prawidłowo ukształtowane społeczeństwo i państwo. To rozumowanie i końcowy wniosek wyzwoliły ponownie duże brawa. Na zakończenie prof. Fryze wezwał, aby nie usuwać krzyży z sal wykładowych. Owacje były jeszcze gorętsze.

    Pierwszą ofiarą komisarza Jusimowa był mgr praw Marian Dubaniowski, referendarz w sekretariacie rektoratu, filister Korporacji Zagończyk, jego aresztowanie było rezultatem denuncjacji B. Bochenka.

    W październiku przybyła też na Politechnikę komisja do zbadania i weryfikacji poziomu uczelni i podjęcia decyzji personalnych pod przewodnictwem samego wiceministra (zastępcy komisarza) szkolnictwa wyższego ZSRR. Niestety, nazwiska nie udało mi się ustalić.

    W tym czasie dotarły już do Lwowa wiadomości, w jaki sposób Niemcy zaprosili profesorów UJ na inaugurację i wysłali ich do obozu w Sachsenhausen. Toteż nic dziwnego, ze profesorowie i docenci zaproszeni do sali posiedzeń Senatu (obok auli ozdobionej portretami kolejnych rektorów) szli na to zebranie jak na ścięcie. Tymczasem czekała ich niespodzianka. Wiceminister wyznał na wstępie, że komisja jadąc do Lwowa nie spodziewała się tak wysokiego poziomu uczelni i tak wysokich kwalifikacji naukowych u wszystkich wykładających, Dlatego na mocy orzeczenia komisji wszyscy profesorowie i docenci zostają zatwierdzeni i pozostają na swych stanowiskach. Funkcję rektora jako dyrektor będzie sprawował Maksym Piotrowicz Sadowskij, który zgodnie z systemem sowieckim będzie administrował uczelnią i utrzymywał kontakt z władzami; natomiast sprawy naukowe t kwalifikacje kadry naukowej prowadzić będzie prorektor do spraw nauki, którym zostaje Polak, prof. Włodzimierz Krukowski.

    Wszyscy dziekani pozostają również na swych stanowiskach i będą prowadzić sprawy naukowe swych wydziałów. Natomiast do dziekanów – zgodnie z systemem sowieckim – zostają przydzieleni pomocnicy, tzw. „pomdeki” do załatwienia spraw studenckich (urlopy, stypendia, usprawiedliwienia itd.).

    Odbyło się też zebranie aktywu Komsomołu, na którym wiceminister wezwał, aby studenci dobrze wykorzystali okazję i wysoko sobie cenili możność studiowania na tej znakomitej uczelni. Od tej chwili ustały ataki, drwiny i wyszydzania ze wszystkiego, co polskie, a postawa żydowskich i ukraińskich komunistów stała się bardziej umiarkowana.

    Następnie komisarz Jusimow zorganizował „likwidacyjne zebranie” Bratniej Pomocy, które odbyło się między 15 a 20 X 1939 r. Większość obecnych na sali stanowili Żydzi; Ukraińców i Polaków było mało; tzw. „likwidacja” odbywała się w niezgodzie ze statutem, gdyż dokonywali jej nieczłonkowie.

    „Na sali orkiestra wojskowa grała marsze; nie wiedziano wtedy, że były to mundury NKWD. Za katedrą zasiadła grupa 6-8 osób, a wśród nich jako zagajający Żyd rosyjski w skórzanej kurtce i skórzanym kaszkiecie, którego nie zdjął w czasie zebrania. Przedstawił się jako „komisarz Politechnika, Był to właśnie tow. Jusimow, ppłk z zarządu politycznego Armii Czerwonej. Przemawiał po rosyjsku, wykazując, że, teraz po upadku „jaśnie-pańskiej Polski” należy zlikwidować jej nadbudowę, tj. organizację studencką powołaną do gnębienia ludu pracującego; za to wszystko, co było, odpowiedzialni są członkowie kierownictwa tej organizacji, którzy znajdują się na tej sali”.

    Jako drugi wystąpił Jan Krasicki, już wtedy II sekretarz Miejskiej Organizacji Komsomołu. Odegrał on tutaj rolę prowokatora do zaplanowanego ludobójstwa. Z przemówienia tego pamiętam charakterystyczny fragment, gdy Krasicki, omawiając działalność antysemicką i prześladowanie Żydów, użył słowa „Żyd”, wtedy komisarz Jusimow zerwał się oburzony, wykrzykując po rosyjsku, że nie wolno (nielzia) używać słowa „2yd”, bo jest to słowo obraźliwe, tylko należy używać słowa „Jewriej”. Krasicki spokojnie usiłował wytłumaczyć po polsku, że w języku polskim nie ma słowa „Jewriej”, tylko słowo „Żyd”. Gdy Krasicki ponownie użył słowa „Żyd”, komisarz znów zerwał się z miejsca, zwymyślał go grożąc pięścią i nakazując używać słowa „Jewriej”. Słowo „Żyd” w tym czasie oznaczało w języku rosyjskim syjonistę, a więc faszystę.

    Po chwili Krasicki przemawiał dalej, używając teraz nowego słowa z języka polskiego: „Izraelita”, co już nie wzbudziło protestów. Następni mówcy – komuniści żydowscy – stwierdzili, że na sali są obecni działacze organizacji antysemickich. Komisarz polecił ich wskazać. Wyciągnięci przemocą z miejsc i bici, doprowadzeni zostali do mównicy, aby się tłumaczyli. Tam zostali znowu pobici i skopani, wreszcie wywleczeni przez członków orkiestry w mundurach na korytarz. W czasie gdy orkiestra znów grała, usłyszałem wyraźnie strzały na korytarzu. Po zebraniu otworzono drzwi sali; wszyscy musieli przechodzić przez korytarz, a tam za ławkami w kałużach krwi leżeli nieruchomo wyprowadzeni uprzednio studenci. Oto nazwiska ofiar, które udało się ustalić: Ludwik Płaczek, stud. IV roku, kierownik I DT, członek Korporacji „Scythia”; Jan Płończak, stud. III roku, członek wydziału „Bratniaka”, również należący do korporacji „Scythia”; Henryk Róża-kolski, stud. IV roku, pochodzący z Wielkopolski; wszyscy z Wydziału Mechanicznego. Następnymi ofiarami byli również studenci. Po listopadowym alercie harcerskim w dzień Święta Zmarłych na cmentarzu Orląt poszukiwano organizatorów. Aresztowano studenta IV roku studium lotniczego, harcmistrza, podchorążego-pilota Edwina Bernata, w którego mieszkaniu przy ul. Głębokiej zorganizowany był przez NKWD tzw. „kocioł”.

    Zaginęli bez wieści: student IV roku Wydziału Mechanicznego – Jan Mięsowicz, pochodzący z Sanoka, oraz student III roku Inżynierii – Stanisław Międzybrodzki ze Stanisławowa. Podczas przesłuchiwania w więzieniu „Brygidki” został zamordowany młodszy asystent Stanisław Piekarski, przewodniczący Stowarzyszenia Asystentów, któłego rodzicom oddano pokrwawione ubranie.

    Przepadli bez wieści: student Inżynierii Leszek Bobowski, aresztowany razem z księdzem Cieńskim przy próbie ucieczki 17 IV 1940 r. z „kotła” na plebanii parafii św. Marii Magdaleny; student Wydziału Mechanicznego Tadeusz Chmielewski oraz młody inżynier Stanisław Moczarski. Wyliczenie to może być niekompletne.

    Mianowany przez władze sowieckie prorektorem prof. Włodzimierz Krukowski w swym postępowaniu jako Polak zasłużył na najwyższe uznanie, a mając ułatwiony dostęp do środowiska ówczesnej władzy na Politechnice, wywarł zbawienny wpływ na wiele decyzji, ratując studentów Polaków od represji.

    Poprzedniego rektora prof. Antoniego Wereszczyńskiego łatwo się pozbyto (bez prawa do emerytury), gdyż zlikwidowano jego Katedrę Nauk Społecznych i Prawniczych na Wydziale Inżynierii, ponieważ szerzyła ona „fałszywe rozumienie dziejów ludzkości*’. Prorektora prof. Antoniego Łomnickiego, skoro jego Katedra Matematyki była na pewno neutralna politycznie, usunięto, gdyż został wybrany i zatwierdzony przez władze polskie. W tym samym czasie zlikwidowano też Katedrę Ekonomiki Społecznej i Polityki Agrarnej, gdyż prof. Caro zmarł jeszcze przed wybuchem wojny, a zastępca profesora doc. dr Wincenty Styś przebywał za granicą.

    Do kierownictwa politycznego przy „komisarzu” od samego początku należał Bronisław Bochenek (1913-1973), syn znanego adwokata z mieszczańskiej kupieckiej rodziny krakowskiej. Rozpoczął studia w roku akademickim 1931/32 na Wydziale Mechanicznym. Jego stryjem był rotmistrz 8 pułku ułanów – Lucjan Bochenek, zamordowany w czasie ulicznej komunistycznej rewolty w 1923 r. na ulicach Krakowa. Bronisław Bochenek uchodził w gronie kolegów za agenta sowieckiego wywiadu. Jemu to przypisuje się pierwsze ofiary na Politechnice; zadenuncjował, jak wspomniałem poprzednio, mgr praw Mariana Dubaniowskiego.

    B. Bochenek był również sprawcą aresztowania prof. drą E. Geislera, kuratora Towarzystwa Bratniej Pomocy, umiejącego pozyskać zaufanie młodzieży. Prof. Geisler, okrutnie męczony w śledztwie, przewożony z więzienia do więzienia, został zwolniony, gdy nie zdołano mu wykazać żadnej winy.

    Drugim denuncjatorem był Jan Minerski, student Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej. We Lwowie jako „bieżeniec” był wręcz niebezpieczny dla otoczenia, Każdy musiał należeć do związku zawodowego, tzw. „profspiłki”. Kto nie należał, nie mógł być pracownikiem Politechniki. „Profspiłką” od samego początku kierował inż. Jarosław Żaba. W czasie przyjmowania do tej organizacji z sali padały dość drażliwe pytania; poddawano delikwenta ocenie za działalność na uczelni, w życiu publicznym, a nawet prywatnym. Kto był „faszystą”, co wynikało z przynależności do określonych organizacji z okresu przedwojennego, lub burżujem, ten nie mógł należeć i być przyjętym; w konsekwencji nie mógł znaleźć pracy, co doprowadzało do odmowy wydania paszportu (dowodu osobistego), Jeśli nawet go wydano, to był zaopatrzony w klauzulę „paragraf 11” co oznaczało, że ta osoba musi opuścić swoje dotychczasowe miejsce zamieszkania i zameldować się w odległości 50- -100 km.

    Z końcem grudnia 1939 r. został usunięty dyscyplinarnie z Politechniki inż. Zbigniew Budzanowski, bardzo utalentowany st. asystent II Katedry Budowy Mostów (kierownik prof. A. Kuryłło). Była to zemsta działaczy komsomolskich, którzy wystąpili z zarzutami gnębienia studentów Żydów (Żydzi, uzdolnieni do nauk ścisłych, szybko przechodzili przez pierwsze dwa lata studiów, natomiast projektowanie sprawiało im pewne trudności).

    W I Katedrze Budowy Mostów (kierownik prof. St. Brzozowski) również miała miejsce podobna historia. Starszy asystent inż. Jerzy Węgierski został postawiony przed komisją dyscyplinarną i usunięty z grona pracowników za gnębienie Żydów przy ćwiczeniach z projektowania. W celu zachowania pozorów obiektywności uczyniono prof. G. Sokolnickiego przewodniczącym tej komisji, który nic nie mógł zdziałać wobec jednolitej i wręcz niebezpiecznej postawy żydowskich komunistów.

    W styczniu 1940 r. dokonano formalnego podporządkowania spraw personalnych przepisom sowieckim. Wszystkich pracowników zobowiązano do uczęszczania na kursy szkoleniowe języka rosyjskiego lub ukraińskiego oraz historii wszech-związkowej partii komunistycznej (bolszewików). Zajęcia dydaktyczne na uczelni odbywały się w języku polskim, za wyjątkiem wykładów ideologicznych. Podczas Świąt Bożego Narodzenia i Świąt Wielkanocnych zajęcia odbywały się normalnie, gdyż święta te nie były uznawane jako dnie wolne od pracy; polska młodzież podkreślała tylko staranniejszym ubraniem świąteczny charakter tych dni.

    W 1940 r. został zamordowany w więzieniu przy ul. Łąckiego wieloletni docent modelowania – Jan Nalborczyk (ur. w 1870 r.), Obrońca Lwowa, powstaniec śląski, artysta- rzeźbiarz, którego wiele prac zdobi zakopiański kościół parafialny. Wkrótce aresztowany został syn prof. Zygmunta Ciechanowskiego – Artur, za przynależność do konspiracyjnej organizacji „Wyzwolenie”. Został stracony w więzieniu na parę dni przed agresją niemiecką.

    Cudem ocalał natomiast więziony inż. Jan Paweł Wajs z Korporacji „Znicz”, natomiast zaginął bez wieści dr inż. Zdzisław Rodewald, adiunkt Chemii Ogólnej.

    W czerwcu 1941 r. wyjechał do ZSRR jako kierownik grupy studentów odbywających praktyki przemysłowe inż. Jarosław Żaba. Wybuch wojny niemiecko-sowieckiej uniemożliwił mu powrót do Lwowa. Pozwoliło to na kolejną zmianę „skóry”. Jak się dowiedziałem, inż. Jarosław Żaba po wielu latach stał się działaczem niepodległościowym i antykomunistycznym. W 1978 r. przybył do Toronto na zjazd organizacji polonijnych jako czołowy działacz Stowarzyszenia Polskich Kombatantów w Wielkiej Brytanii. Dawny przewodniczący „Profspółki” stał się po wojnie niezłomnym patriotą i kombatantem.

    Władze radzieckie, zmuszone do opuszczenia Lwowa pod naporem armii niemieckich, zdążyły przez ostatni tydzień wymordować w okrutny sposób ok. 3000 uwięzionych przy ul. Łąckiego, ul. Kazimierzowskiej (Jachowicza – Brygidki) oraz na Zamarstynowie. Tow. Szpilko, kierujący administracją na Politechnice, „zapomniał” wypłacić pobory pracownikom za okres urlopowy i ulotnił się ze Lwowa.

    Aby sobie zdać sprawę z sytuacji narodowościowej na wyższych uczelniach Lwowa podczas tzw, I okupacji sowieckiej, warto zapoznać się z zestawieniem statystycznym ogłoszonym oficjalnie w dzienniku „Czerwony Sztandar”.

    Wejście wojsk niemieckich do Lwowa w poniedziałek 30 VI 1941 r. zostało początkowo przyjęte z ulgą przez mieszkańców, a przez Ukraińców z entuzjazmem. Społeczeństwo było już zmęczone terrorem politycznym i liczyło na zmianę, jaka to miała być zmiana, dość rychło się można było przekonać. Ambo meliores!

    Zaraz po wejściu wojsk niemieckich do Lwowa w poniedziałek 30 VI 1941 r. przybył też ukraiński batalion „Nachtigall”, przeznaczony do akcji politycznych. Dokonano wtedy we Lwowie licznych aresztowań, a niebawem mordu lwowskich profesorów zastrzelonych nocą z 3 na 4 lipca 1941 r. na stoku Wzgórz Wuleckich poniżej II Domu Techników. Ograniczymy się tutaj do listy „politechnicznej”:

    Włodzimierz Krukowski, lat 53, prof. miernictwa elektrotechnicznego,
    Bronisław Longchamps de Berier, lat 25, absolwent Politechniki,
    Zygmunt Longchamps de Berier, lat 23, student Politechniki,
    Antoni Łomnicki, lat 60, prof. matematyki,
    Stanisław Piłat, lat 69, prof. technologii naftowej,
    Andrzej Progulski, lat 29, inż. elektryk, syn Stanisława, prof. medycyny,
    Włodzimierz Stożek, lat 57, prof. matematyki,
    Eustachy Stożek, lat 29, inż. elektryk, asystent Katedry Pomiarów Elektrotechnicznych, syn Włodzimierza,
    Emanuel Stożek, lat 24, absolwent Wydziału Chemii, syn Włodzimierza,
    Kazimierz Vetulani, lat 52, prof. mechaniki teoretycznej,
    Kasper Weigel, lat 61, prof. miernictwa,
    Józef Weigel, lat 33, mgr praw, syn Kaspra,
    Roman Witkiewicz, lat 55, prof. pomiarów maszynowych.

    Wszyscy zostali pogrzebani na miejscu zbrodni, lecz 8 X 1941 r. po dokonaniu ekshumacji i wywiezieniu zwłok do lasu Krzywczyckiego, ciała zamordowanych oblano benzyną i spalono, a popioły rozsypano. Osobno dnia 28 VII 1941 r. zgładzono prof. geometrii wykreślnej Kazimierza Bartla, lat 59.

    Na początku lipca 1941 r. nastąpiło zamknięcie Politechniki, a pracowników pozostawiono bez uposażenia. Główny gmach został zajęty na szpital dla armii niemieckiej. Komisarycznym zarządcą Politechniki z ramienia władz niemieckich został Ukrainiec prof. Ewhen Perchorowycz. W marcu 1942 r. ogłoszono wpisy na uczelnię oraz wyznaczono rozpoczęcie zajęć na 15 IV 1942 r. Politechnika miała uruchomić kursy budowy maszyn, elektrotechniki, budowy dróg i mostów, miernictwa, architektury, budownictwa lądowego, budownictwa wodnego, chemii przemysłowej, rolnictwa i leśnictwa. Te specjalizacje miały mieć własne kierownictwa pochodzące z nominacji od władz niemieckich.

    Polskie państwo podziemne wykazało niezwykłą w tych warunkach sprawność. Postanowiono wykorzystać sposobność kształcenia młodzieży, zachowując wyższy poziom nauczania i utrzymując tajne więzy celem zachowania całości uczelni; był to wynik nawiązania kontaktu z Delegaturą Rządu Polskiego na kraj. Ustalono wtedy tajne zasady działania kursów:

    l) wszystkie kursy kontynuują nadal tajne istnienie Politechniki jako niepodzielnej uczelni;

    2) będzie realizowany akademicki poziom naucza nią na zasadzie programu ustalonego na rok 1939/40;

    3) po ustąpieniu okupacji kraju studia te będą uznane jako studia wyższe, na poziomie akademickim;

    4) studia oficjalne i jawne wobec okupanta w rzeczywistości były objęte systemem tajnego nauczania;

    5) wszystkie kierunki tych studiów i pozornie odrębne instytuty nadal stanowią integralną całość Politechniki Lwowskiej i rządzą się polskim prawem publicznym i prywatnym.

    Uruchomienie tych studiów było wielkim dobrodziejstwem dla młodzieży w okresie okupacji Lwowa przez Niemców. Dopiero po wojnie wyszło na jaw, że z Delegaturą Rządu współpracowała ściśle komórka konspiracyjna na Politechnice, w jej skład wchodzili profesorowie:
    Włodzimierz Burzyński
    Marian Kamieński,
    Edward Sucharda,
    Janusz Groszkowski
    i paru innych, których nazwisk nie udało mi się ustalić. Konspiracja ta objęła nieliczne i starannie dobrane grono ludzi.

    Na pierwszym trymestrze po uruchomieniu tych studiów było 759 słuchaczy, na kursie rolniczym 181, na kursie lasowym 50, na pozostałych wszystkich innych technicznych 508 słuchaczy. Na wszystkich kursach, łącznie z uniwersyteckimi, było 1736 słuchaczy.

    Z końcem 1942/43 roku liczba słuchaczy ukraińskich gwałtownie się zmniejszyła, a to z powodu mobilizacji do dywizji „Hałyczyna” (Division SS Galizien), w rezultacie czego pozostali sami Polacy. Studia dawały naszej młodzieży nie tylko wykształcenie, ale też ochronę przed wywozem na przymusowe roboty do III Rzeszy.

    Podczas okupacji niemieckiej 13 IV 1943 r. zostały ujawnione zbrodnie sowieckiego okupanta; w grobach katyńskich odkryto zwłoki m.in,
    doc. matematyki dr Stefana Kaczmarza,
    por. rez. 22 pułku piechoty w Siedlcach;
    studenta IV roku Wydziału Mechanicznego Politechniki Lwowskiej – Wilhelma Bielaczyca, pochodzącego z Chrzanowa, który jako podchorąży artylerii rezerwy tam znalazł koniec swego młodego życia,
    asystenta inż. Ludomira Dzierżanowskiego, ur. w 1902 r. w Tarnopolu;
    w Starobielsku zginął asystent Zenon Thiel;
    w Ostaszkowie inż. Adam Karasiński, ppor. rez. 27 pal, członek Korporacji „Orlęta”.

    W obozie Janowskim we Lwowie zginęli: wybitny przedstawiciel nauk technicznych, kierownik Laboratorium Aerodynamicznego doc. dr Zygmunt Fuchs z żoną oraz pionier badań geologicznych metodami elektrycznymi doc. dr Izaak Rosenzweig. W Warszawie w wyniku egzekucji publicznej (11 XII 1943) zginął prof. dr Stefan Bryła, wieloletni profesor Politechniki Lwowskiej, później warszawskiej, chluba polskiej nauki.

    Ważne było informowanie polskiego społeczeństwa o sytuacji na frontach wałki; wiadomości dla profesorów przekazywał student V roku Wydziału Mechanicznego Kazimierz Woźniewski oraz asystent inż. Władysław Fischer. Akcja ta była prowadzona w latach 1941-1945 z nasłuchu radiowego.

    Kierownictwo uczelni powierzyły władze okupacyjne profesorowi elektrotechniki z Politechniki w Monachium, drowi Teodorowi Bodefeldtowi, który zaangażował wszystkich dotychczasowych pracowników, za wyjątkiem prof. Wilhelma Borowicza. Urodzony w Wielkopolsce w Grabowie w 1925 r. profesor podpisał deklarację przynależności jako „Reichsdeutsch”; uczynił to wraz z synem Januszem. Jego żona wraz z młodszym synem odmówiła jej podpisania. Prof. Borowicz został technicznym dyrektorem „Landwirtschaftliche Zentralstelle” i urzędował jako „Ritter von Borowitz”.

    Prof. Booedefeldt powołał na Katedrę Nauk Prawniczych tak pokrzywdzonego prof. Antoniego Wereszczyńskiego. W okresie początkowym przy rektorze Boedefeldcie znaczącą rolę sprawował prof. Edward Sucharda, a pod koniec okupacji niemieckiej prof. W. Burzyński, któremu Niemcy przed wycofaniem się powierzyli kierownictwo uczelni. Wcześniej, bo jeszcze w marcu 1944 r., prof. Boedefeldt opuścił Lwów, udając się do Turcji”, gdzie drukowano III wydanie jego podręcznika maszyn elektrycznych. Swoim przyzwoitym postępowaniem zapisał się dobrze w pamięci Polaków. W maju 1944 r. wyjechał do Częstochowy prof.St. Łukasiewicz, który to fakt już w roku następnym będzie ważny dla dalszych dziejów uczelni.

    Od 22 lipca 1944 r. dowództwo AK ogłosiło akcję „Burza”, podejmując walkę i wypierając Niemców; gmachy Politechniki zostały zajęte przez kompanię Kedywu dowodzoną przez cichociemnego kpt. Piotra Szewczyka. Załoga Politechniki pozostawała pod komendą kpt. Adama Brudkowskiego (po wojnie: Andrzej Kwiatkowski). W gmachu głównym Politechniki, wykorzystując pozostawiony sprzęt rozpoczęła organizować szpital AK Stanisława Domosławska, lekarz i komendantka WSK. Radość była powszechna, niestety tylko chwilowa, gdy miasto w jednej chwili pokryło się flagami biało-czerwonymi. Za jednostkami Armii Czerwonej weszły niemal natychmiast oddziały NKWD i tak dobrze znający środowisko komisarz Jusimow.

    W tym samym czasie, ale na terenie ziemi jasielskiej, zginął b. asystent Katedry Maszyn Kolejowych – inż. Stanisław Jacheć, członek korporacji „Scythia” i były członek wydziału „Bratniej Pomocy”. Formalnie był urzędnikiem nadleśnictwa Błażowa w pow. jasielskim, będąc równocześnie oficerem AK; wykładał na kursach maturalnych w oddziałach partyzanckich; zginął z bronią w ręku pod Błażową 28 VII 1944 r. w obronie szpitala partyzanckiego.

    W sierpniu 1944 r. przybył doc. I. N. Jampolskij z Instytutu Politechnicznego w Odessie, wyznaczony na organizatora Lwowskiego Instytutu Politechnicznego. Prof. W. Burzyński został aresztowany pod zarzutem kolaboracji z Niemcami, a bezpośrednią tego przyczyną był jego sprzeciw, gdy zamierzano powołać polskich studentów do Armii Czerwonej. Został osadzony w więzieniu przy ul. Łąckiego na długi okres 10 miesięcy; był tam maltretowany nocnymi przesłuchaniami, lecz wobec bezpodstawności zarzutów kolaboracji oraz wskutek wyjątkowego hartu ducha, woli i inteligencji w końcu został zwolniony.

    Docent dr Donat Langauer, który w 1929 r. przybył do Polski z terenu Łotwy, tutaj w 1932 r. uzyskał doktorat i od 1933 r. wykładał technologię przemysłu solnego na Politechnice Lwowskiej. Już przed wybuchem II wojny, działając w konspiracji, założył „jaczejkę” komunistyczną, bacznie obserwującą miejscowe stosunki. Sąd podziemny AK wydał na niego wyrok śmierci, który został wykonany na cmentarzu Łyczakowskim… Wyrok zapadł za sporządzenie listy Polaków, których NKWD, począwszy od 211945 r., aresztowało i deportowało do Krasnodonu. W nieludzkich warunkach 11 II 1945 r. zmarł tam m.in. Emil Łazoryk, aresztowany 4 I.

    Wskutek wyniszczającej pracy i głodowego odżywiania w „prowieroczno-filtracjonnom” obozie w Krasnodonie zmarł 25 VI 1945 r. w szpitalu w Woroszyłowgradzie (obecnie: Ługańsku) prof. dr Tadeusz Kuczyński, którego wcześniej zwolniono z obozu, lecz nie ocaliło mu to życia. Po zmianie kursu wobec Polaków i możliwości wyjazdu do PRL resztę uwięzionych władze zwolniły w czerwcu 1945 r. Dzięki temu przeżyli i nie ulegli ostatecznemu wyniszczeniu pozostali profesorowie: Witold Minkiewicz, Aleksander Kozikowski z synem Kazimierzem, docentem zoologii, Edwin Płażek, Stanisław Fryze, wielu asystentów m.in. K. Pfitzner, oraz absolwenci m.in. inż. N. Rembowski; natomiast obozu nie przeżył N. Napadiewicz, dyrektor techniczny lwowskiej gazowni.

    Ówczesny meldunek AK podaje liczby aresztowanych i deportowanych na ok, 17300 osób, w tym 31 pracowników naukowych Uniwersytetu i Politechniki, oraz 38 inżynierów i techników. w tym 2 zajętych przy konserwacji Panoramy Racławickiej. Większość z tej liczby powróciła przed końcem 1945 r.

    Pamiętnego dnia 4 11945 r. podczas trwających aresztowań i deportacji przybyła do Lwowa delegacja Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego z Lublina, ze znanym poetą i pisarzem Janem Brzozą* na czele. Delegacja ta przedłożyła w auli Politechniki niezwykle ostro ułożoną rezolucję potępiającą działalność rządu polskiego w Londynie oraz Armii Krajowej zapowiadając, że kto jej nie podpisze, będzie traktowany jako hitlerowiec i wróg.

    Wśród zebranych 17 profesorów zapanowała zupełna cisza, Jan Brzoza wykrzykiwał nadal głośno, ale rektor Jampolski starał się go uciszać mówiąc, że ma zaufanie do swoich profesorów, a następnie kierując wzrok do ostatnich krzeseł zdecydował: „wy, profiessor Szewalski, budietie pierwym”. Ale prof. Szewalski znalazł znakomite wyjście. Oświadczył, że nie podpisze, bo to równałoby się przyjęciu odpowiedzialności za nieznaną i nie ogłoszoną treść całej rezolucji, ale najważniejszą przyczyną jest szafowanie przez Jana Brzozę określeniami hitlerowców, bo to jest obelga. Gdy rektor zwrócił się do prof. K. Zipsera jako seniora grona z prośbą o złożenie podpisu, otrzymał tę samą odpowiedź; rektor zamknął więc zebranie bez podpisania hańbiącej rezolucji.

    Przebywający w Częstochowie prof. St, Łukasiewicz udał się z końcem stycznia 1945 r. do Lublina i tam od ministra WRiOP Stanisława Skrzeszewskiego otrzymał nominację na organizatora i rektora przyszłej Politechniki Gdańskiej. Prof. Łukasiewicz zawiadomił o swym zadaniu profesorów pozostałych we Lwowie, zaprosił ich do współpracy i zaproponował stanowisko prorektora Politechniki Gdańskiej prof. Kazimierzowi Zipserowi.

    * Jan Brzoza, właściwe nazwisko Józef Wyrobiec (1900-1971), napisał m.in. Pamiętnik bezrobotnego – nagroda w 1983 r.

    We Lwowie 13 II 1945 r. ukazał się nadzwyczajny dodatek „Czerwonego Sztandaru”, z którego społeczeństwo dowiedziało się po raz pierwszy i oficjalnie o postanowieniach konferencji odbytej w Jałcie – ustęp VI dokumentu jałtańskiego O Polsce głosił: „wschodnia granica Polski powinna iść wzdłuż linii Curzona z odchyleniami od 5 do 8 km na korzyść Polski […] określenie zachodniej granicy Polski będzie odłożone do konferencji pokojowej”.

    Gdy otworzono biura repatriacyjne, wtedy i pracownicy Politechniki musieli o sobie zadecydować, czy wyjechać do PRL, czy też pozostać, przyjmując obywatelstwo radzieckie. Wybór był trudny i podejmowany z goryczą w sercu. Odbyte pod przewodnictwem prof. K. Zipsera zebranie uchwaliło, że personel naukowy Politechniki Lwowskiej jako zespół przeniesie się do Gdańska, gdzie prof. Łukasiewicz jest rektorem i wszystkich kolegów zaprasza; uchwalono, że cały zespół zorganizuje w Gdańsku Politechnikę Morską i pozostaje pod władzą prorektora K. Zipsera działającego we Lwowie do czasu deportacji. Na organizatora wyjazdu wybrany został prof. Robert Szewalski.

    Uchwała ta została przekazana do Lublina; jaz po 6 dniach wiceminister WRiOP Władysław Bieńkowski zawiadomił, że rząd w Lublinie nie zatwierdził uchwały o Politechnice Morskiej, ale domaga się przyjazdu rozproszonego grona profesorskiego do Krakowa, Gliwic, Wrocławia i Gdańska, bo „wszędzie potrzeba zasilić kadrę naukową w Polsce na nowo powstających uczelniach znakomitymi fachowcami z Politechniki Lwowskiej”.

    Komentowano tę decyzję jako zemstę za stalą postawę patriotyczną lwowskiej uczelni, za jej Krzyż w Obronie Lwowa i uważano, że stanowi to zamiar wymazania i wygaszenia tradycji Politechniki Lwowskiej.

    Zaprzepaszczono wówczas okazję natychmiastowego uruchomienia dobrej politechniki, dobrze wyposażonej w kompletnie zachowane laboratoria i pomoce naukowe na terenie Gdańska; przyjęto natomiast zasadę uruchamiania kilku uczelni słabych, pozbawionych urządzeń, które z wielkim trudem dopiero po wielu latach utworzono.

    Uchwała rządu lubelskiego była drugim zniszczeniem Politechniki Lwowskiej; pierwszego dokonały konsekwencje układu jałtańskiego, drugiego decyzja rządu w Lublinie pod przewodnictwem premiera Edwarda Osóbki-Morawskiego i ministra St. Strzeszewskiego.

    Stuletnia tradycja i ogromny dorobek naukowy i wychowawczy, uznanie za granicą, udział uczelni w odbudowie międzywojennej Polski – wszystko to stanowi już księgę zamkniętą, ale wyraża dorobek nauki polskiej, który nie może być zapomniany.

    Wyjazdy do PRL odbywały się grupowo, całymi rodzinami, pociągami towarowymi w „bydlęcych” wagonach. Cały majątek uczelni, inwentarz ruchomy, wyposażenie laboratoriów, wszystkie katalogi i archiwa pozostały we Lwowie; tylko część biblioteki technicznej (największej w Polsce) została przekazana Politechnice Krakowskiej.

    Dobra materialne pozostały we Lwowie, stanowiąc podstawę do działalności Lwowskiego In przeszły do kraju nad Wisłą i nad Odrą; te dobra duchowe reprezentowane przez pozostałych przy życiu profesorów, docentów i asystentów oraz całą rzeszę wychowanków przysłużyły się dobrze Ojczyźnie przy zakładaniu i rozwijaniu nowych uczelni, zakładów przemysłowych, przy odbudowie mostów, dróg i kolei żelaznych. W ten sposób Politechnika Lwowska żyje nadal i ma trwałe miejsce w dziejach nauki polskiej.

    Na zakończenie trochę statystyki; spośród 65 profesorów, którzy byli czynni l IX 1939 r., tylko 35 mogło się włączyć do odbudowy kraju po wojnie, co stanowiło 53,8% dawnego zespołu.

  22. Piotrx said

    ARTUR HUTNIKIEWICZ

    Uniwersytet Jana Kazimierza we Lwowie

    Czworobok ulic św. Mikołaja, Długosza, Supińskiego i Mochnackiego tworzył jakby „łacińską”, uniwersytecką dzielnicę Lwowa. Na wzgórzu przy kościele wiekowe mury „starego uniwersytetu”, w których mieściły się zakłady i audytoria wydziału matematyczno-przyrodniczego.

    Przy Długosza imponujące gmachy chemii i geologii. Przy Supińskiego wzniesione już w Polsce niepodległej bloki mieszkalne profesorów, przy Mochnackiego Biblioteka Uniwersytecka, łącząca się ze starym gmachem przerzuconym na wysokości piętra oszklonym przejściem.

    We wnętrzu czworoboku szumiała stuletnimi drzewami zielona przestrzeń Ogrodu Botanicznego. Z tego centrum rozrastał się uniwersytet na wschód i na zachód, Wystarczyło zbiec ze wzgórza przy kościele Sw. Mikołaja i przemknąć się krętym wąwozem ulic Frydrychów i Kaleczej, by wybiec na prosty trakt ulic Ossolińskich i Słowackiego, wiodący już bezpośrednio na Marszałkowską.

    Po drodze mijało się zabudowania Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, z niezapomnianą kopułką i klasycystyczną fasadą dawnego kościoła karmelitanek, potem bohaterską Pocztę Główną, wsławioną w walkach o polskość Lwowa w pamiętnych dniach listopadowych 1918 r., aby wyjść w końcu na szeroką, zieloną przestrzeń Ogrodu Jezuickiego. Zwrócony ku niemu swą imponującą fasadą, rozpościerał się wzdłuż Marszałkowskiej, zajmując całą jej długość, potężny gmach dawnego galicyjskiego sejmu krajowego, w Polsce niepodległej główna siedziba Uniwersytetu Jana Kazimierza.

    Tu mieściły się biura i reprezentacyjne salony rektoratu, dziekanaty wszystkich pięciu wydziałów, aula uniwersytecka w dawnej sali obrad sejmowych oraz zakłady naukowe i sale wykładowe wydziałów teologii, humanistyki i prawa. Szeregiem wewnętrznych dziedzińców gmach docierał aż do przeciwległej pierzei przy ul. Kościuszki, gdzie mieściła się kwestura, a od strony zachodniej anektował jeszcze kilka przyległych kamieniczek przy ul. Mickiewicza, gdzie znalazły schronienie zakłady filologii klasycznej.

    Podążając z kolei na wschód od owej starej dzielnicy uniwersyteckiej w stronę Łyczakowa, dochodziło się do potężnego kompleksu klinik, szpitali i laboratoriów wydziału lekarskiego, ciągnących się wzdłuż ulic Łyczakowskiej, Głowińskiego, Pijarów i Piekarskiej aż po gmach Anatomii położony nieomal tuż u bram lwowskich Powązek – historycznego cmentarza Łyczakowskiego.

    W potężnym organizmie miasta uniwersytet stanowił jego serce i mózg, jego intelekt, geniusz twórczy, szeroko promieniujące ognisko kultury, najwyższą i najgłębszą samoświadomość historyczną wielkiej i zobowiązującej przeszłości.

    Dzieje tego uniwersytetu były równie burzliwe, zmienne w swoich kolejach i dramatyczne, jak dzieje owej ziemi kresowej, wystawionej przez wieki na idące na nią ustawicznie ze wschodu i od południa nawałnice, burze dziejowe, rozbijające się o mury tego miasta, nie darmo mającego w swym herbie lwa. Prawdziwe antemurale, Leopolis semper fidelis, jedyne miasto Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, które wyróżnione zostało krzyżem rycerskim Virtuti Militari.

    Początki Uniwersytetu Lwowskiego sięgają wieku XVII, choć myśl o założeniu wyższej uczelni na wschodnich ziemiach Rzeczypospolitej kiełkowała już wcześniej, w ostatnich dziesiątkach XVI w. Wiązało się to z poszukiwaniem nowego modelu szkolnictwa, dostosowanego do potrzeb rozległego terytorialnie państwa i gwarantującego optymalne warunki rozwoju jego kultury. Eksponentem tych dążeń był młody, ekspansywny i dynamiczny zakon jezuitów, coraz wyraźniej zdający się rywalizować z Akademią Krakowską w walce o prymat w sterowaniu rozwojem całej kultury narodowej.

    Uniwersytet Krakowski reprezentował ciągłość świetnej, znakomitej tradycji, ale jego struktura z biegiem lat stawała się coraz bardziej staroświecka, anachroniczna. Model jezuicki był oczywiście związany z kontrofensywą odradzającego się po soborze trydenckim katolicyzmu, w swej generalnej orientacji mniej zakorzeniony w tradycji polskiej, bardziej uniwersalny i kosmopolityczny, ale jednocześnie wyraźniej od starzejącej się Akademii nowoczesny.

    Pierwszą próbę podjęli jezuici w 1589 r. na synodzie piotrkowskim. Nie poważono się jeszcze występować z projektem utworzenia odrębnej wyższej szkoły zakonnej; chodziło jedynie o opanowanie dwóch „ideologicznych” wydziałów Akademii – sztuk wyzwolonych i teologii. Próba skończyła się niepowodzeniem.

    Ponownie podjęto ją dopiero w dwadzieścia z górą łat później, w r. 1611, ale tym razem szło już nie o jakieś condominium między zakonem a Akademią, lecz o stworzenie drugiego w Koronie uniwersytetu. Kraków się bronił, wyczuwając w tych próbach zagrożenie własnej pozycji przez młodego, pełnego energii konkurenta. Walka była zażarta i długotrwała, podzieliła świadome kręgi społeczeństwa na zwalczające się obozy popleczników jednej lub drugiej strony.

    Stolica Apostolska, od której zależał ostateczny werdykt, zajmowała stanowisko ostrożne i wstrzemięźliwe. Spór rozszerzał się i nabierał coraz wyraźniej znamion sprawy politycznej o ogólnopaństwowej doniosłości. Chodziło o uaktywnienie wschodnich połaci olbrzymiego państwa polsko-litewskiego, o przełamanie bizantyńsko-cerkiewnego skostnienia, o wciągnięcie tych obszarów w orbitę nowoczesnych prądów kulturalnych. A także o okcydentalizację kresów, o ściślejsze związanie ich z kulturą polską. Już założona na polsko-ruskim pograniczu etnicznym Akademia Zamojska była wyrazem tych zamierzeń zdążających do wyrównania kulturowego między Koroną a wschodem, do stworzenia warunków sprzyjających budowaniu na tych obszarach własnej kultury uniwersyteckiej i-naukowej, opartej na nowoczesnych podstawach.

    Idea ‚aktywizacji kulturalnej ziem ruskich przechodziła najrozmaitsze perypetie, mnożyły się projekty nigdy nie zrealizowane, wymieniano kolejno różne miejsca – Łuck, Chełm, Lwów, Kamieniec Podolski i Kijów jako ewentualne siedliska nowych uczelni. Ostatecznie zdawała się jakby regulować tę sprawę ugoda hadziacka z r. 1658, podnosząca założone w Kijowie w r. 1631 tzw. Kolegium Kijowsko-Mohilańskie do rzędu akademii, zrównanej w prawach z uniwersytetem krakowskim i przewidująca założenie jeszcze jednego uniwersytetu na ziemiach ruskich.

    Realizacja tego projektu napotkała jednak poważne trudności wskutek sporu, jaki rozgorzał na tle lokalizacji tej projektowanej uczelni. Społeczeństwo ruskie domagało się uniwersytetu we Lwowie, gdzie dysponowało silnym ośrodkiem szkolnym i wydawniczo-drukarskim przy tamtejszej Stauropigii. Ale we Lwowie istniało już od r. 1608 kolegium jezuickie, w którym ambitny i dynamiczny zakon widział jakby pierwiastkowy zalążek przyszłej pełnoprawnej uczelni wyższej i czynił w tym kierunku konkretne przygotowania, tworząc już od r. 1613 obok studiów niższych i humaniorów dwa fakultety, artium i scientiarum.

    Widząc w staraniach ruskich zagrożenie swych planów, jezuici rozwinęli energiczną akcję na rzecz podniesienia owej istniejącej już szkoły lwowskiej do rzędu uczelni akademickiej. Starania te uwieńczone zostały wydaniem w Krakowie w dniu 20 stycznia 1661 r. przez sprzyjającego jezuitom, zresztą w przeszłości członka tego zakonu, Jana Kazimierza, dyplomu fundacyjnego na założenie pełnego, czterowydziałowego (również z wydziałami świeckimi prawa i medycyny) uniwersytetu jezuickiego we Lwowie, potwierdzonego następnie dalszym aktem królewskim wydanym w Częstochowie 5 lutego tegoż roku. Od tej daty liczą się dzieje Uniwersytetu Lwowskiego, aczkolwiek losy jego nie ułożyły się tak gładko i po myśli jego promotorów i fundatorów, jak się zapewne spodziewali.

    Idea uniwersytetu jezuickiego wywołała w kołach przeciwnych zakonowi gwałtowne i burzliwe sprzeciwy, które znalazły głośny rezonans również na sejmikach i w sejmie. Pod ich wrażeniem i po konsultacjach z nuncjuszem apostolskim w Polsce papież Aleksander VII wstrzymał się przed ostatecznym zatwierdzeniem aktu fundacyjnego. Kolegium jezuickie we Lwowie nadal oczywiście istniało, ale pozbawione de iure przywilejów wyższej uczelni. Wyższą szkołą dla Lwowa miała być, jak dotychczas, Akademia Zamojska, ale w drugiej połowie XVII stulecia, po wojnach kozackich i po szwedzkim potopie, Lwów zaczął się szybko i coraz wyraźniej wybijać na mapie kulturalnej państwa jako żywy ośrodek intelektualny. Sprzyjało tej aktywizacji umysłowej miasta jego dogodne położenie na głównym szlaku wiodącym z zachodu na wschód i na Bałkany oraz związany z tym jego rozkwit ekonomiczny, różnorodność demograficzna, kulturalna i wyznaniowa jego mieszkańców, na którą składały się nacje polska, ruska, ormiańska, żydowska, wołoska, słowacka, czeska i węgierska, włoska, grecka i niemiecka, wreszcie wraz ze wzrostem bogactwa rosnące ambicje i aspiracje kulturalne patrycjatu lwowskiego, owych słynnych Abreków, Alembeków, Boimów, Kampianów, Hepnerów, Szolców, Szymonowiców i Zimorowiców.

    Kolegium jezuickie funkcjonowało nadal pod nazwą nieoficjalną akademii, będąc szkołą raczej półwyższą, i dopiero w 1758 r. August III potwierdził fundację Jana Kazimierza, określając uczelnię lwowską jako szkołę akademicką z dwoma wydziałami – teologii i filozofii, ale bez prawa nadawania stopni naukowych.

    Pojawiły się pierwsze nieśmiałe jeszcze zapowiedzi nurtu oświeceniowego w działalności niektórych profesorów trwałej zapisanych w kulturze polskiej, jak orientalista Krusiński, heraldyk Niesiecki czy późniejszy sekretarz Komisji Edukacji Narodowej Piramowicz.

    Tymczasem przyszedł tragiczny rok 1772, aneksja Małopolski przez Austrię, wreszcie kasata zakonu jezuitów, powodujące ostatecznie przekształcenie uczelni lwowskiej w tzw, Theresianum, czyli Akademię Stanową.

    W tej formie przetrwała ona do 1784 r., kiedy to Józef II nadał jej wreszcie od stu lat nadaremnie postulowany status uniwersytetu z czterema wydziałami: teologii, filozofii, prawa i medycyny. Formalnie było to więc jak gdyby spełnienie życzeń królewskiego fundatora z r. 1661, ale awans był w rzeczywistości pozorny, ponieważ struktura tego józefińskiego uniwersytetu była nieomal średniowieczna.

    Wydział filozoficzny miał charakter studium wstępnego, wykładane na nim przedmioty nie miały statusu nauk autonomicznych, lecz wyłącznie pragmatyczny i usługowy, miały dostarczać pewnej sumy wiadomości w zakresie wykształcenia ogólnego przyszłym studentom teologii, medycyny i prawa. Językiem wykładowym była łacina, grono profesorskie składało się niemal wyłącznie z Niemców lub zniemczonych przedstawicieli innych napływowych narodowości monarchii. Języki krajowe, polski i ruski, były tolerowane w tym jedynie wypadku, gdy słuchacze danego studium nie znali języka łacińskiego. Dotyczyło to głównie wyodrębnionych oddziałów filozofii i teologii, kształcących księży unickich.

    Uniwersytet józefiński przetrwał do r. 1805. Nadszedł okres wojen napoleońskich, w którym Austria, permanentnie w nie uwikłana, przeżywała trudności finansowe i ekonomiczne. Nakłady na szkolnictwo gwałtownie zmalały, odbijając się szczególnie dotkliwie na stanie oświaty i kultury w tych peryferyjnych prowincjach państwa. Uniwersytet Lwowski zamknięto, tworząc w jego miejsce liceum o charakterze szkoły półwyższej, zawodowej, Stan ten utrzymał się aż do czasów po kongresie wiedeńskim.

    W r. 1817 uniwersytet został reaktywowany jako akt rzekomej łaski cesarza, w istocie wymuszony przez filopolską politykę sąsiada spoza granicznej miedzy – Aleksandra I.

    Poziom uniwersytetu nie zmienił się na lepsze. Wydział filozoficzny zachował nadal charakter szkoły raczej średniej niż wyższej, wydziały prawa i lekarski miały nastawienie czysto praktyczne i kształciły funkcjonariuszy administracji i medyków niższego i średniego stopnia. Językiem wykładowym była nadal łacina, ale ustępująca coraz częściej językowi niemieckiemu. W obsadzie profesorskiej przeważali zdecydowanie Niemcy, przy czym był to niemal z reguły garnitur intelektów raczej pośledni.

    Wybitniejsze osobistości naukowe, jeśli nawet się sporadycznie pojawiały, traktowały pobyt we Lwowie jako etap przejściowy na drodze do katedry w stołecznym Wiedniu. Policyjno biurokratyczna machina metternichowska, nastawiona wyłącznie na tłumienie wszelkich śmielszych aspiracji anektowanego kraju, świadomie i celowo utrzymywała też oświatę na tych ziemiach w anachronicznych formach organizacyjnych, uniemożliwiających w istocie efektywny rozwój badań i kształcenia uczonych. Uniwersytet nie był zdolny do wychowania własnej kadry naukowej i opierał się wyłącznie na przybyszach z zewnątrz. Liczba studentów wahała się: najwyższa była z reguły na wydziale filozoficznym, najniższa na medyko-chirurgicznym, gdzie nie przekraczała przeważnie setki. Pełne studia lekarskie absolwenci wydziału musieli zdobywać na uniwersytetach innych, przeważnie w Wiedniu.

    Tę w istocie wegetację na poziomie szkoły prowincjonalnej przerwały dopiero wydarzenia roku 1848. Potężna fala rewolucji dotarła także do Lwowa, animując przede wszystkim młodzież. Stworzone przez nią organizacje – Legia Akademicka i Komitet Akademicki – wystąpiły do władz przede wszystkim z żądaniem polonizacji uniwersytetu. Rząd pod naciskiem wydarzeń pozornie ustępował, ale kluczył zarazem i przy każdej okazji próbował wycofywać się z danych już przyrzeczeń. Godził się na wprowadzanie języka polskiego, ale z zastrzeżeniami, w końcu uciekł się raz jeszcze do brutalnej siły. W dniu 2 listopada 1848 r. centrum miasta zostało zbombardowane przez gen. Hammersteina, gmachy uniwersyteckie poważnie zniszczone (szczególnie ciężkie straty poniosła biblioteka), wszystkie organizacje polskie zostały rozwiązane, działalność uniwersytetu zawieszono, wprowadzono w całym kraju stan oblężenia i najściślejszą cenzurę.

    Wydarzenia Wiosny Ludów okazały się jednak mimo brutalnej kontrakcji władz wojskowych nieodwracalne. W związku z wymuszonymi przez nie przemianami ustrojowymi w monarchii austro-węgierskiej rozpoczęła się w całym państwie reorganizacja szkolnictwa, nie omijając również Lwowa. Uniwersytet, który w styczniu 1850 r. wznowił swoją działalność, uzyskał pewną ograniczoną autonomię i przynajmniej w teorii swobodę nauczania i badań.

    Uwolniony spod kurateli administracji lokalnej, miał jednak nadal pozostawać pod ścisłym nadzorem ministerstwa, które zachowało decydujący głos zwłaszcza w sprawach personalnej obsady katedr. Została ostatecznie odrzucona jego anachroniczna struktura przez przyznanie wydziałowi filozoficznemu pełnych praw w zakresie nauczania i badań na wszystkich istniejących na nim kierunkach i nadawania stopni naukowych. Powstały nowe katedry, a istniejąca formalnie od 1817 r. katedra języka i literatury polskiej, obsadzana dotychczas świadomie przez wykładowców nie mających najmniejszych w tym zakresie kwalifikacji, doczekała się wreszcie pierwszego profesora z prawdziwego zdarzenia w osobie wybitnego historyka i filologa Antoniego Małeckiego. Zwiększyła się na wszystkich wydziałach liczba profesorów Polaków, ale wciąż jeszcze przeważali Niemcy i jako wykładowy język niemiecki. Gdy Małecki rozpoczynał wykłady, nie miał jeszcze pewności, czy pozwolą mu wykładać po polsku. Spróbował, i żadnych reperkusji negatywnych nie było. Mimo wciąż trwającej przewagi Niemców czuło się już nadciągające powiewy ery konstytucyjnej. Na czele administracji politycznej stanął Polak hr. Agenor Gołuchowski i miało się to stać odtąd, w nadchodzących latach, regułą. Ale walka o polskość uniwersytetu trwać miała nadal.

    W dniu 4 lipca 1871 r. na mocy rozporządzenia władz centralnych za jedyne języki wykładowe, jednako uprawnione, uznane zostały język polski i ruski. Wobec jednak stale rosnącej, coraz bardziej zdecydowanej przewagi profesorów i studentów narodowości polskiej, postanowienie to zostało po kilku latach zmienione reskryptem z 27 kwietnia 1879 r., uznającym język polski za urzędowy, ale rezerwującym jednocześnie możliwość zdawania egzaminów w języku niemieckim lub ruskim, o ile egzaminujący profesor danym językiem włada. Wreszcie na mocy rozporządzenia cesarskiego z kwietnia 1882 r. wykłady w języku polskim uznane zostały za regułę, w języku ruskim za wyjątek. Rusini usiłowali od początku interpretować to rozporządzenie utrakwistycznie*, co było sprzeczne z jednoznacznym sensem cesarskiego reskryptu, a przede wszystkim z faktycznym stanem rzeczy. Liczba profesorów narodowości ruskiej była znikoma, przygniatającą większość katedr w latach osiemdziesiątych zajmowali już wyłącznie Polacy, a stan liczbowy studentów narodowości polskiej był zdecydowanie przeważający.

    Na tym tle rozpętała się walka trwająca przez kilka dziesiątków lat, ze strony ukraińskiej nie przebierająca w środkach. Posuwano się do czynnych zniewag, burd, awantur, niszczenia sprzętów, urządzeń i aparatury, do napadów na przedstawicieli administracji uniwersyteckiej i profesury. Najjaskrawszym wyrazem tych stale się zaogniających stosunków, które nabierały wyraźnie charakteru walki politycznej, był mord dokonany w 1907 r. przez ukraińskiego studenta Siczyńskiego na namiestniku Potockim.

    Wydawało się, że jedynym wyjściem z tej sytuacji byłoby utworzenie odrębnego uniwersytetu ruskiego, do czego przychylali się w końcu i Polacy, i Ukraińcy, ale rzecz rozbijała się o brak kandydatów na stanowiska profesorskie narodowości ukraińskiej, powoływanie zaś na katedry docentów i profesorów z rosyjskiej Ukrainy wydawało się eksperymentem niebezpiecznym po doświadczeniach z wybitnym skądinąd historykiem ukraińskim Michałem Hruszewskim, który powołany na Uniwersytet Lwowski z Kijowa, po objęciu katedry we Lwowie zajął wobec Polaków wyraźnie wrogą postawę.

    Mimo tych sporów i zagrożeń era autonomiczna stworzyła po raz pierwszy warunki sprzyjające rozwojowi lwowskiej uczelni. W ciągu kilku zaledwie dziesiątków lat, już pod koniec ubiegłego stulecia Uniwersytet Lwowski urósł do rzędu instytucji akademickiej w niczym nie ustępującej pod względem poziomu naukowego i dydaktyki innym uniwersytetom europejskim, a na ziemiach polskich wszystkich trzech zaborów był obok Uniwersytetu Jagiellońskiego drugim poważnym ośrodkiem nauki polskiej, która w warunkach liberalnej monarchii mogła się swobodnie rozwijać.

    Otwierał możliwości kariery naukowej nie tylko przed Polakami z Galicji, ale i z innych dzielnic Polski, ściągał młodzież polską nie chcącą studiować zwłaszcza na uczelniach rosyjskich lub w całkowicie zrusyfikowanym uniwersytecie warszawskim. Przybysze zza kordonów podkreślali zdumiewającą atmosferę lwowskiej Almae Matris i jej polot europejski. Zdzisław Dębicki, poeta i krytyk, który w latach dziewięćdziesiątych ub. wieku po dwu kursach prawa na rosyjskim uniwersytecie warszawskim przeniósł się do Lwowa, pisał potem w swych pamiętnikach Iskry w popiołach, że już na wstępie uderzony był kolosalną „różnicą pomiędzy wykładami lwowskimi a warszawskimi”. Nie była to tylko kwestia języka, lecz przede wszystkim poziomu i zakresu. Wiedza, którą przekazywano we Lwowie, dawała znacznie więcej niż wymagał tego program i bez porównania więcej niż było potrzeba studentowi do egzaminu. „Wychowanego poza Europą – pisał o sobie Dębicki – i poza prawem”, w okresie reakcyjnych rządów takiego samowładcy, jak Aleksander III, „niepostrzeżenie, pod wpływem tych wykładów europeizowałem się, zaczynając patrzeć na świat nie tylko przez zakratowane okno polskiego więzienia, w jakim siedzieliśmy w Królestwie”. Urzeczony tą tak odmienną, nie znaną mu dotychczas atmosferą autentycznej nauki i poziomem dydaktyki uniwersyteckiej – wspomniał dalej Dębicki – „nagle z rozpróżniaczonego studenta warszawskiego, który jak rok długi nie brał do ręki książki, a zaczynał uczyć się z litografowanego kursu dopiero przed samymi egzaminami, przedzierzgnąłem się w najpilniejszego, jakiego można sobie wyobrazić słuchacza”. A po czterech latach – pisał w zakończeniu swoich lwowskich wspomnień – żegnał to miasto i uczelnię z uczuciem „głębokiej wdzięczności dla Lwowa. W jego murach, w jego atmosferze intelektualnej nauczyłem się od moich niezapomnianych profesorów Oswalda Balzera i Stanisława Starzyńskiego rozumieć przeszłość, szukać w niej prawdy, oceniać krytycznie teraźniejszość i pragnąć lepszej przyszłości dla narodu, który mimo pozornych różnic, wytworzonych przez zabory, był jeden i ten sam we wszystkich dzielnicach, jedną żył tradycją i jedną nadzieją”.

    O znaczeniu i pozycji Uniwersytetu Lwowskiego decydowała oczywiście jego kadra profesorska. Niepodobna wymieniać tutaj wszystkich nazwisk, które uświetniały i dodawały blasku lwowskiemu środowisku naukowemu na przełomie stuleci. Wspomnieć należy tych najwybitniejszych, których rozgłos sięgał daleko poza Lwów i Galicję i którzy weszli na trwałe do historii nauki polskiej. A więc historyków prawa i ustroju polskiego, państwowego i kościelnego, Władysława Abrahama i Oswalda Balzera, wielkich organizatorów nauki historycznej Ksawerego Liskego i Ludwika Finkla, Szymona Askenazego i Stanisława Zakrzewskiego, twórców polskiej historiografii neoromantycznej, przeciwstawiającej się pesymizmowi Krakowskiej Szkoły Historycznej. Polonistów – Małeckiego, Piłata i Bruchnalskiego, którzy pierwsi w Polsce kładli podwaliny pod nowocześnie rozumiane badania nad literaturą. Romanistę Edwarda Porębowicza, genialnego tłumacza arcydzieł literatury światowej i autora monografii o Dantem i o św. Franciszku. Filozofów – metafizyka Mścisława Wartenberga i wielkiego „wychowawcę uczonych” Kazimierza Twardowskiego, z którego lwowskiej szkoły wyszli nieomal wszyscy najwybitniejsi filozofowie polscy XX wieku: Kotarbiński, Ajdukiewicz, Czeżowski, Leśniewski, Łukasiewicz. Wielkich przyrodników – Benedykta Dybowskiego, zesłańca syberyjskiego, badacza Bajkału i Kamczatki, Józefa Nusbauma Hilarowicza, z którego szkoły wyszli tak znakomici następcy, jak Fuliński, Jakubski, Poluszyński, Weigl. Chemików i fizyków – Bronisława Radziszewskiego i Mariana Smoluchowskiego czy chirurga światowej sławy Ludwika Rydygiera.

    Byli oni nie tylko uczonymi i nauczycielami uczonych, ale tworzyli zarazem struktury instytucjonalne, bez których prawdziwie nowoczesna nauka jest nie do pomyślenia. Zakładali towarzystwa poświęcone badaniom naukowym i popularyzacji nauki, tworzyli czasopisma, które istnieją do dzisiaj. Oswald Balzer zakładał Towarzystwo dla Popierania Nauki Polskiej, przemianowane po odzyskaniu niepodległości na Towarzystwo Naukowe we Lwowie, którego kontynuację stanowi współczesne Wrocławskie Towarzystwo Naukowe.

    Ksawery Liske kładł podwaliny pod istniejące do dzisiaj Polskie Towarzystwo Historyczne i jego organ, do dziś również wychodzący „Kwartalnik Historyczny”.

    Piłat był współtwórcą Towarzystwa Literackiego im. A. Mickiewicza i jego organu, aktualnie wychodzącego we Wrocławiu „Pamiętnika Literackiego”. Twardowski tworzył Polskie Towarzystwo Filozoficzne i jego pismo „Ruch Filozoficzny”, ukazujący się współcześnie w Toruniu.

    Bazę podstawową nauki tworzyły biblioteki lwowskie, najściślej z uniwersytetem związane, bo działali w nich, kierowali nimi, ze środowiska bibliotekarskiego wywodzili się niejednokrotnie przyszli profesorowie uniwersytetu, zwłaszcza humaniści. Obok więc Biblioteki Uniwersyteckiej, obok bibliotek fundacyjnych, Baworowskich, Dzieduszyckich i Pawlikowskich, przede wszystkim Ossolineum miało największy obok Jagiellońskiego księgozbiór naukowy w tamtych czasach na ziemiach polskich. Była to nie tylko biblioteka, ale w istocie, tak jak widnieje w jego nazwie, Zakład Narodowy, siedlisko dążeń spiskowych w czasach niewoli, schronienie dla druków nielegalnych i oficyna drukarska ksiąg zakazanych, a także wielkich monumentalnych wydawnictw źródłowych do dziejów Polski, jej kultury, języka i piśmiennictwa*, takich jak Monumenta Poloniae Historica, Augusta Bielowskiego, Codex Diplomaticus Monasterii Tynecensis Kętrzyńskiego i Smolki, reedycje Słownika Lindego, Biblii królowej Zofii Małeckiego, Dziejów Polski Lelewela.

    Wielką rolę w tej najściślejszej współpracy z uniwersytetem odgrywały księgarnie nakładowe Altenbergów, Gubrynowicza i Połonieckiego, w których wychodziły prawie wszystkie wybitne dzieła lwowskich uczonych.

    Te przypomniane w skrócie fakty i tych kilka nazwisk, wybranych spośród innych, równie wielkich i znakomitych, świadczą wymownie o poziomie środowiska lwowskiego, o jego roli i znaczeniu w dziejach polskiej nauki, która znalazła intelektualne i materialne warunki rozwoju, odpowiadające wymaganiom ówczesnego stanu wiedzy, tylko tam właśnie, w tych dwóch uniwersytetach galicyjskich.

    Gdy w Polsce niepodległej po 1918 r. zaczęły się odradzać lub zrzucać obcą powłokę stare uniwersytety w Wilnie i w Warszawie, a zarazem powstawać nowe w Poznaniu i w Lublinie, z pomocą pośpieszyli również profesorowie i wychowankowie Uniwersytetu Lwowskiego. To oni organizowali, niejednokrotnie w kilku miejscach naraz, struktury nowych uczelni, obejmowali w nich katedry, tworzyli tam szkoły naukowe, nawiązujące do tradycji wyniesionych z ich macierzystej Almae Matris Leopoliensis.

    W Polsce niepodległej Uniwersytet Lwowski był trzecim największym po Warszawskim i Jagiellońskim ośrodkiem naukowym i akademickim. W r. 1919 przybrał imię swojego fundatora Jana Kazimierza. Na jednego ze swych pierwszych rektorów w Polsce niepodległej powołał największego żyjącego wówczas poetę polskiego Jana Kasprowicza, profesora porównawczej historii literatur i był to gest niemal symboliczny, bo wyrażało się w nim uznanie dla szczególnej roli poezji polskiej w XIX wieku, w latach niewoli politycznej, kiedy to w niej właśnie skupiła się jak gdyby i zawarła cała świadomość narodu, jego samowiedza, tożsamość, geniusz, jego marzenia i dążenia. W tym powołaniu do najzaszczytniejszej godności uniwersyteckiej tego chłopa wielkopolskiego wyraziło się jak gdyby poczucie łączności wszystkich rozdartych do niedawna dzielnic polskich i demokratyczność odradzającego się życia polskiego.

    W 1924 r. wobec stałego rozrostu kierunków badań i powstawania nowych katedr dokonany został podział dotychczasowego wydziału filozoficznego na dwa samodzielne – humanistyczny i matematyczno-przyrodniczy. Stał się więc uniwersytet uczelnią pieciowydziałową, kształcącą młodzież we wszystkich prawie kierunkach wiedzy i nauki współczesnej.

    Świetności, którą Uniwersytet Jana Kazimierza odziedziczył po poprzednikach, w warunkach bytu niepodległego nie tylko nie utracił, ale ją istotnie pomnożył. Działało nadal wielu jeszcze mistrzów z przełomu wieków, ale wyrośli też równie znakomici uczniowie i następcy. Filozofowie Ingarden i Ajdukiewicz, historycy literatury Kleiner, Kucharski, Bernacki i Badecki, historycy sztuki Podlacha, Gębarowicz i wielka dama humanistyki lwowskiej Karolina Lanckorońska, językoznawcy Lehr-Spławiński, Gartner, Taszycki i Stieber, indoeuropeiści Gawroński i Kuryłowicz, historycy Bujak, Zakrzewski, Szelągowski, Ptaśnik, Łempicki, Kołankowski, filologowie klasyczni Witkowski, Ganszyniec i Kowalski, romanista Czerny, anglista Tarnawski, muzykolog Chybiński, antropolog światowej sławy Czekanowski, badacz krajów polarnych Arctowski, twórcy lwowskiej szkoły matematycznej Banach i Steinhaus i twórca polskiej kartografii Eugeniusz Romer, fizyk Rubinowicz, biochemik Parnas, bakteriolog Weigi, prawnicy Ehriich, Dąbrowski, Makarewicz.

    Instytucje powstałe w autonomicznej jeszcze Galicji, a stanowiące jakby obudowę uniwersytetu, rozwinęły się i poszerzyły swą działalność wspomagane przez instytucje nowe. Ossolineum stało się potentatem książki naukowej, wydawnictwo Jakubowskiego specjalizowało się w wydawaniu podręczników uniwersyteckich i seryjnych wydawnictw naukowych, którymi kierowali z reguły profesorowie uniwersytetu. Książnica-Atlas, której patronował prof. Romer, stała się monopolistą na całą Polskę wydawnictw kartograficznych. Prywatna oficyna prof. Ganszyńca stała się ośrodkiem propagandy antyku i kultury humanistycznej poprzez swe czasopisma „Filomatę”, „Palestrę”, „Kwartalnik Humanistyczny” i swoje wydawnictwa seryjne, jak „Biblioteka Filomaty” czy Kleinerowskie „Badania Literackie”.

    Wybuch drugiej wojny światowej położył kres temu trwającemu nieprzerwanie od połowy ub. stulecia rozwojowi uniwersytetu, stanowiącego najdalej wysuniętą na wschód redutę kultury polskiej. Po zajęciu Lwowa przez Rosjan Uniwersytet Lwowski stał się jedyną wyższą uczelnią w Polsce, która również po wrześniu 1939 r. mogła w ograniczonym zakresie działać i kontynuować swe prace, ale nie był to już Uniwersytet Jana Kazimierza. Zmieniono mu nie tylko nazwę, ale również ustrój, narzucono obcy język, wielu profesorów zostało pozbawionych swych katedr, niektórych wywieziono w głąb Rosji, sprowadzono wykładowców obcej narodowości.

    Profesorowie, którym się udało zachować swe stanowiska, starali się wykładać jak przed wojną i zachować obowiązujący poprzednio poziom i kierunek wykładów. Nie była to sprawa łatwa wobec narzuconych przez okupacyjne władze własnych programów i odmiennych zupełnie metod dydaktycznych. Niemniej jednak katedry obsadzone przez profesorów Polaków były do czerwca 1941 r. ostatnimi enklawami względnie wolnej nauki polskiej w okupowanej Europie.

    Po zajęciu Lwowa przez Niemców wszystko to się oczywiście skończyło, uniwersytet został zamknięty, ale trwał nadal w podziemiu, odbywały się tajne wykłady, działały w utajeniu przedwojenne stowarzyszenia naukowe. Uniwersytet złożył też straszliwą daninę krwi, dzieląc los całej polskiej inteligencji twórczej, będącej obiektem szczególnie zaciekłej polityki eksterminacyjnej okupantów. W pierwszych dniach lipca 1941 r., tuż po wkroczeniu wojsk niemieckich do Lwowa i po chwilowym objęciu administracji w -mieście przez nacjonalistów ukraińskich, na Wzgórzach Wuleckich została rozstrzelana kilkudziesięcioosobowa grupa profesorów wyższych uczelni Lwowa, w tym również profesorowie uniwersytetu, z ostatnim przedwojennym rektorem i profesorem prawa cywilnego Romanem Longchamps de Berierem

    Gdy w 1944 r. Lwów został ponownie zajęty przez napierającą ze wschodu Armię Czerwoną, uniwersytet wznowił swą działalność, ale była to działalność szczątkowa i powoli zamierająca. Wielu profesorów już wcześniej wyjechało na zachód, reszta gotowała się do wyjazdu, jak zresztą większość mieszkańców miasta, którego los mimo nadziei do ostatniej chwili został ostatecznie przez jałtański dyktat trzech mocarstw definitywnie przesądzony. W ten sposób dobiegła końca burzliwa i tragiczna historia tego ostatniego bastionu polskości i Europy. Na miejscu pozostali nieliczni profesorowie podeszli wiekiem, którzy już nie mieli sił ani odwagi rozpoczynać życia na nowo w obcych, niewiadomych warunkach, lub nieliczni do końca wierni, jak znakomity historyk sztuki prof. Mieczysław Gębarowicz. Napisane we Lwowie już po roku 1945, a wydane w Polsce znakomite jego książki o sztuce polskiej na ziemiach południowo-wschodnich dawnej Rzeczypospolitej są trwałym świadectwem wiekowej pracy polskiej na wschodzie i kulturotwórczej roli naszego narodu na tych obszarach.

    Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie już nie ma. Ale żyje on nadal w pamięci, w sercu, a przede wszystkim w powojennej działalności jego dawnych profesorów i wychowanków. Wielka, tragiczna przesiedleńcza wędrówka ludności polskiej z ziem południowo-wschodnich kierowała się przede wszystkim na Śląsk. To, co przez wieki budowano na wschodzie, miało teraz znaleźć swą nieoczekiwaną kontynuację na zachodzie. Potencjał intelektualny dzisiejszego Wrocławia, jednego z największych środowisk naukowych współczesnej Polski, opiera się przede wszystkim na pionierskim, organizacyjnym i naukowym wysiłku profesorów i wychowanków Uniwersytetu Lwowskiego, tradycje lwowskiej nauki znalazły swe przedłużenie przede wszystkim w mieście nad Odrą. Ale nie tylko. Nie ma ani jednej uczelni w Polsce powojennej, w której nie byliby czynni dawni profesorowie, docenci, asystenci i absolwenci Almae Matris Joanneo-Casimirianae Leopoliensis. To oni przyczyniali się walnie do powstania nowych uniwersytetów i organizowania nowych ośrodków naukowych, obejmowali w nich katedry, kształcili i kształcą nadal swych następców i uczniów. Uniwersytet Jana Kazimierza żyje więc swoiście nadal, tak jak żyją wielkie dzieła kultury ludzkiej, bytem nie tyle materialnym, ile duchowym, jakby metafizycznym. Czy żyć będzie zawsze? Pokolenie Polaków urodzonych we Lwowie lub wychowanych we Lwowie nieuchronnie zwolna odchodzi, zabierając ze sobą pamięć tamtego miasta, jego wielkiej i tragicznej historii. Jako wieloletni nauczyciel akademicki mogłem już niejednokrotnie stwierdzić z niepokojem i smutkiem, jak zaciera się powoli w pokoleniu najmłodszym pamięć o tamtej wielowiekowej obecności naszej na ziemiach wschodnich. Przecież prawie nic się o nich przez czterdzieści z górą lat nie mówiło i nie pisało, robiło się jak gdyby wszystko, aby o tamtej epoce naszych dziejów zapomnieć.

    Ziemie południowo-wschodnie dawnej Rzeczypospolitej były typowym obszarem pogranicza etnicznego, w wyniku naturalnych procesów historycznych stanowiącego wspólną ojczyznę wielu współistniejących na tym terytorium narodowości. Pozbawiona naturalnych granic, otwarta na przestrzał, ziemia ta była wolną przestrzenią, na której ruch osiedleńczy i ekspansjonistyczny szedł zarówno z zachodu, jak i ze wschodu, granice wpływów były ruchome i historycznie zmienne, przy czym czynnikiem ekspandującym był w wyższym stopniu żywioł ruski niż polski. Gdy Włodzimierz kijowski zajmował Ziemię Czerwieńską, było to terytorium należące do Polski. Gdy Kazimierz Wielki włączał do swego państwa Ruś Czerwoną, były to ziemie ongiś utracone i ponownie dla Polski odzyskane. Obecność Polaków na tej ziemi kresowej nie była więc następstwem ekspansji, lecz faktem dziejowym narastającym zwolna, w sposób niejako organiczny, na drodze naturalnych procesów, utrwalonych ostatecznie w ramach tego szczególnego ewenementu historycznego, jakim była Rzeczpospolita Obojga Narodów, łącząca ludy i szczepy różnych wyznań i języków w granicach jednego państwa, gwarantującego im opiekę, bezpieczeństwo i swobodny rozwój ich własnej narodowej kultury. Jako naród o najdłuższej ze wszystkich zamieszkujących te obszary grup etnicznych tradycji państwowej i wysoko rozwiniętej kulturze politycznej, silnie związany z Europą Zachodnią, Polacy na tych ziemiach pogranicza odgrywali z natury rzeczy szczególną rolę kulturotwórczą.

    Uniwersytet Jana Kazimierza we Lwowie, będący widomym znakiem i świadectwem tej naszej wielowiekowej obecności na wschodzie, powinien żyć nadal w pamięci żyjących i następnych pokoleń jako integralny składnik świadomości historycznej i kulturowej Polaków, jako nasze dziedzictwo, znak tożsamości i owej ciągłości dziejowej, której świadomość i pamięć mimo zmiennych dramatycznych kolei losu ukazują dzieje narodu jako organiczny ciąg zazębiających się o siebie ogniw zbiorowej pracy historycznej, z której nic zapomniane być nie może.

  23. Mordka Rosenzweig said

    według zaleceń Hitlera:

    „Polacy będą mieli tylko jednego Pana – Niemców. Dwaj panowie obok siebie nie mogą, i nie powinni istnieć. Dlatego wszystkich przedstawicieli polskiej inteligencji należy zgładzić”.

    Ja pan Mordka tak myslec sze swiat sie nie bardzo zmienic od tego czasu.

    Dzisiaj Polaki jusz maja tylko jednego pana, tyle sze nie Niemcuw.

    re 11

    Pan Stoigniew:

    Ja pan Mordka bardzo lubiec ta ksywka: „Kremówkowy Loluś”.

  24. aga said

    http://www.konserwatyzm.pl/artykul/716/reprint-ksiazki-general-rozwadowski

Sorry, the comment form is closed at this time.