Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Boydar o Wolne tematy (84 – …
    Carlos o Jak długo „Zachód” będzie mógł…
    Szczepan Zbigniewski o Samochody dla wybranych
    Józef Bizoń o Powstanie nowa formacja, po to…
    Boydar o Wolne tematy (84 – …
    Marucha o Wolne tematy (84 – …
    corintians o Samochody dla wybranych
    UZA o Jastrzębski: Smutna Barbórka
    Boydar o Wolne tematy (84 – …
    Yagiel o Dodatnie i ujemne plusy państw…
    JanuszT o Powstanie nowa formacja, po to…
    JanuszT o Powstanie nowa formacja, po to…
    Marek o Wolne tematy (84 – …
    Szczepan Zbigniewski o Wolne tematy (84 – …
    Boydar o Wolne tematy (84 – …
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 626 obserwujących.

Romuald Gładkowski – O pieniądzu i lichwiarzach

Posted by Marucha w dniu 2011-06-30 (Czwartek)

Dawno, dawno temu, dziarski młodzian w skórę odzian, mieszkający w dorzeczu Wisły, trudnił się łowiectwem, pasterstwem, pszczelarstwem, uprawą roli oraz handlem wymiennym – np. wymieniał owcę za worek owsa – gdyż pieniądz był mu nie znany. Nawet, nie tęsknił za nim. Historia Egiptu mówi nam, że ludzie w tym kraju żyli ponad 2500 lat bez potrzeby używania pieniędzy. Każda rodzina była samowystarczalna pod względem wyżywienia, odzieży, dachu nad głowę i narzędzi pracy.

Jednak lud nad Wisłą był płodny i ludzi przybywało. Towarów do wymiany również. Niestety, coraz częściej zdarzało się, że producent mieczy nie mógł znaleźć chętnego do nabycia ich w zamian za owcę, gdyż pasterz wolał mieć kij dębowy i łuk z kołczanem, aniżeli miecz. Bywało nieraz i odwrotnie. Stąd, dochodziło do wymiany pośredniej, łańcuchowej. Było to uciążliwe i mniej opłacalne. Z czasem, handel wymienny (barter) stał się tak chaotyczny, że ludek pracowity zaczął narzekać na swój los. Coraz częściej dochodziło do wygrażania dębom świętym za ich obojętność wobec zaistniałego problemu. Bardziej przedsiębiorczy młodzieńcy zaczęli rozglądać się za „nowocześniejszymi” bożkami i bożycami. Bezskutecznie, gdyż bożkowie zawiązali Solidarność i nadal milczeli jak zaklęci. Sytuacja wyglądała beznadziejnie.

Wreszcie, po hucznym fetowaniu święta Kupały, bogowie zmiękli i około roku 962 do krainy nadwiślańskiej zawitał wędrowiec brodaty, który wyraził gotowość przyjścia z pomocą i uzdrowienia gospodarki tak chaotycznej. Był to poszarzały żyd Abraham, któremu jurni młodzieńcy nadwiślańscy nadali przydomek Prochownik. Powitano go wylewną gościnnością słowiańską. Zatem, bez większych trudności mógł Abraham przystąpić do zapoznawania półdzikusów z systemem monetarnym świata cywilizowanego. Już pierwsze monety wypuszczone w obieg dowiodły, że są doskonałym pośrednikiem w wymianie towarowej. Życie stawało się coraz to mniej uciążliwe. Jednak, bite monety musiały być podparte autorytetem. Potrzebny był na nich wizerunek króla, którego półdzicy nadwiślanie nie posiadali. Z mozołem musiał Abraham przekonywać wodzów plemiennych, że król jest konieczny bowiem jego wybita na monecie, jest znakiem prawomocności, gdyż jest głową narodu, obroni i honoru i sprawiedliwości. Ponadto, monet z podobizną króla nie będzie wolno i, przetapiać, a nawet znieważać. Podkreślał przy tym z naciskiem, że wybijane monety nie będą własnością króla, lecz wszystkich mieszkańców królestwa i każdy będzie mógł być ich posiadaczem chwilowym. Te argumenty przekonały wodzów. Po krótkiej naradzie, z wielkim entuzjazmem obwołali królem Abrahama. Jednak, Abraham byl człowiekiem tak bardzo skromnym oraz szlachetnym, że w krótkim czasie zrezygnował z korony na rzecz kmiecia, który nazywał się Piast.

W ten oto sposób, dzięki Abrahamowi, powstała dynastia Piastów, która przez kilku wieków przewodziła Królestwu Polskiemu.

Abraham wolał zająć się organizowaniem życia gospodarczego młodego królestwa, którego szybki rozwój wydawał się mu być bardzo obiecujący. Skoro przybywało towarów do wymiany, musiało też przybywać monet w obiegu. Dniami i nocami bił więc Polakom monety złote i srebrne. Pomimo wielkiego pośpiechu, jako człowiek przedsiębiorczy, decyzje podejmował z łatwością. W zależności od zaistniałych potrzeb, raz na monetach dawał napis po łacinie, innym razem po hebrajsku, a czasami po niemiecku. Polakom było to obojętne, gdyż i tak nie potrafili czytać. Zadawalała ich obecność wizerunku króla. Pracowity lud polski bogacił się i rozrastał.

Zaszła więc potrzeba coraz to intensywniejszej wymiany monet w coraz to większych ilościach. Powstał zatem nowy problem. W jaki sposób te monety przechowywać bezpiecznie? Tym razem, z pomocą przychodzi Abraham ibn Abraham. Wyraził gotowość wybudowania fortecy, w której ludek pracowity mógłby przechowywać swoje monety drogocenne – powiedzmy, za niewielką opłatą i w której złotnik mógłby je bezpiecznie wytwarzać. Propozycja została przyjęta jednomyślnie. Wszyscy chcieli mieć taką fortecę. Jednak, kmieć nadwiślański budować fortec nie potrafił, wiec Abraham był zmuszony sprowadzić majstrów niemieckich. Forteca potrzebuje rygli, krat i zamków. Zatem, oprócz cieśli i murarzy, przyjechali ślusarze, kowale i złotnicy. Tym samym, na ziemiach polskich osadnictwo niemieckie stało się faktem.

Cóż, magazynujący monety Abraham, jako zleceniodawca, musiał być z Niemcami w ciągłym kontakcie. W jakim więc języku mógł się z nimi porozumiewać? Prymitywny język polski nie był brany pod uwagę, gdyż nie mógł zdać egzaminu praktycznego. Jednak żyd nie znał języka niemieckiego, a Niemiec nie znał hebrajskiego. Z konieczności, musiano pójść na kompromis. Mówiono więc trochę po niemiecku i trochę po hebrajsku. W ten sposób, powstał żargon, który obecnie nazywamy jidisz. Przez długie wieki, w Królestwie Polskim jidisz był językiem elity. Proszę też pamiętać, że język ten powstał na ziemiach polskich, a nie w Niemczech. To jest bardzo ważne, gdyż daje żydowi prawo do posiadania ziemi polskiej, którą wzbogacił i zagospodarował. Istotnie, bez żyda i Niemca, do dziś Leszko i Mieszko wydłubywaliby patykiem szpik z kości. Żyd, jako twórca państwowości polskiej i kultury, ma pełne prawo, aby przebywać na polskiej ziemi, władać nią i eksploatować jej dobra naturalne.

Nie, drogi czytelniku, nie zdziwaczałem jeszcze. To nie są moje brednie. Zapożyczyłem je od historyków i pisarzy żydowskich.

Powróćmy jednak do zagadnienia przechowywania monet.

W zasobnym Królestwie Polskim przybywało monet z roku na rok. Przybywało też fortec je przechowujących, a tym samym i przechowywaczy żydowskich. Inwazja potworów stała się faktem; Niech wam nie będzie żal pozostawić sprzętów waszych, gdyż wszelkie bogactwa Królestwa Polskiego będą wasze (Rodz. 45; 18-20).

„Wybrany” gatunek przybyszów dobrze wiedział, iż posiadanie pieniędzy w dużych ilościach, bez względu na sposób ich zdobycia, daje ich właścicielowi pewną moc, daje pozycję społeczną i zwiększa możliwość władania innymi ludźmi. Kwestia tak wypaczonego wykorzystywania pieniędzy spędzała im sen z powiek. Stąd, wszelka wiedza o pieniądzu i znajomość sprytnego żonglowania nim była przekazywana z ojca na syna, z Abrahama na Abrahama. Tym samym, każde pokolenie udoskonalało metody powiększania fortuny oraz jej przechowywania. Owa wiedza była bacznie strzeżona jako dziedzictwo najcenniejsze. Stała się świętą wiedzą plemienną. Ciemny i tępy możny polski troszczył się tylko o to, aby miał takie pokarmy, jakie zwykł jadać (Rodź. 39; 6). Był na tyle leniwy, że nawet nie zadawał sobie trudu, aby zbierać podatki. Nieszczęsny, w swojej ułomności widział geniusz: po co miał się fatygować zbiorem monet i przekazywaniem ich do fortecy, skoro żyd sam mógł je pozbierać i schować do sejfu. Niestety, o wysokości podatków coraz częściej decydował żyd. Nic więc dziwnego, że doszło do buntu Chmielnickiego, który był zapowiedzią rozbiorów Królestwa Polskiego. Przecież, nie pomogło nawet ostrzeżenie Papieża Benedykta XIV. Istotnie, na lenistwie nie da się budować państwowości Nie tylko możni popadli w stan rozleniwienia. Ludek nabożny również.

Otóż, coraz to więcej ludzi przechowywało monety w twierdzy Abrahama. Widziało się im bardzo niewygodnym, aby przy lada zakupach udawać się do Abrahama po monety. Skoro tylko produkcja papieru stała się masowa, to za nabyty towar wygodniej było przekazywać kawałek papieru, jako dowód że cenne monety są do odebrania u Abrahama, aniżeli dźwigać ciężki trzos wypełniony złotymi monetami i narażać się na niebezpieczeństwo rozboju. Poczęto więc wymieniać pomiędzy sobą papierki – rękojmię Abrahama, że na każde żądanie jest gotów wypłacić ich posiadaczowi monety rzeczywiste.

Niestety, ludek pracowity popełnił wielki błąd, który polegał nie na tym, że zaufał Abrahamowi, przekazując mu na przechowanie ciężko zapracowane pieniądze, ale na tym, że bezmyślnie pozwolił mu emitować kawałki papieru, jako zastępstwo istniejącej monety, a następnie, że pozwolił mu mnożyć owe papierki w nieskończoność, naiwnie traktując je jako pieniądze rzeczywiste. Tym samym, Abraham mógł już bezkarnie okradać swoich klientów do ostatniej koszuli. Jednak, o tym za chwilę.

Abraham ibn Abraham był człowiekiem sprytnym i wyjątkowo spostrzegawczym. Szybko zorientował się, że jego papierki ludzie wymieniają pomiędzy sobą, nie fatygując się odbiorem monet. Przecież, nieraz przychodzili po monety z jego pokwitowaniami nie ci, którym je wydał. Co więcej, zauważył też, że bardzo znikomy procent ludzi zgłasza się po odbiór monet. Praktycznie, dziewięćdziesiąt procent zdeponowanego u niego złota leżało nietknięte; czyli, tylko dziesięć procent złota jest potrzebne, aby bez większego ryzyka pokryć wydane pokwitowania. Tym samym, Abraham mógł spokojnie puścić w obieg pokwitowań na większą ilość złota, aniżeli posiadał go w sejfie i pobierać od nich procenty. Dobrze wiedział, że to jest nieuczciwe, gdyż wartościową monetę króla zamienił na bezwartościowy papierek, ale uległ pokusie, gdyż w przytłaczającej większości miał do czynienia z gojim. Rozgrzeszała go wieloetyczność plemienna.

Niestety, ów brzydki zwyczaj oszukiwania ludu nieświadomego pozostał do dzisiaj. Nawet gojim odziera ze skóry gojim, nie zawsze wiedząc, iż nie ma do tego podstaw etycznych. Gdy proceder wydawania papierków z podpisem, który ręczył, że na każde żądanie można otrzymać za niego złoto, którego nie było, rozrósł się na szeroka skalę, to dla własnego bezpieczeństwa Abraham zatrudnił całą rzeszę prawników, których zadaniem było sprytnie tuszować tak namacalne oszustwo. Zatem, wśród prawników zaroiło się od współplemieńców Abrahama. Pojawili się między nimi: Chaim, Fiszel, Hirsz, Icek, Lejzer, Mojżesz, Pinkus, Srul, Szapsa oraz Szulim.

„Wybrani” spece od mamony sakralnej szybko przekonali się, że jest najłatwiej ją zwielokratniać w czasie trwania kataklizmów, jak susze, głód, zaraza i wojny, że jest najłatwiej robić pieniądze na ludzkim nieszczęściu. Nic więc dziwnego, iż z biegiem czasu stali się mistrzami w wywoływaniu wojen. Ich ulubionym zajęciem było napuszczać Lachów na muzułmanów i odwrotnie. Po wojnie, wystarczało sprowadzić towary z tych miejsc, gdzie one jeszcze były i sprzedawać głodującym po cenach wygórowanych.

Początkowo, owi specjaliści od pieniędzy sami trudnili się handlem, udając się w podróż długotrwałą, uciążliwą i niebezpieczną. Z upływem czasu, w tym przedsięwzięciu poczęli zatrudniać innych. W ten sposób rozwinął się zawód kupca. Bankier Abraham pożyczał zaufanym kupcom pieniądze, najchętniej biedniejszym od siebie współplemieńcom, aby udawali się do dalekich krajów, nabywali tam towary, przywozili je do domu i sprzedawali ludowi dotkniętemu niedostatkiem. Ustalony procent od zysku był odprowadzany do właściciela pieniędzy którego będziemy nazywać bankierem. Ów bankier mógł więc siedzieć spokojnie w domu, w wygodach i bez konieczności narażania życia swojego, najczęściej zajmując się płodzeniem nieprzebranej ilości dzieci: Ten popełnia obrzydliwość z żoną sąsiada, tamten plami się rozpustą ze swoją synową, a tamten u ciebie zadaje gwałt swojej siostrze, córce swego ojca (Ez. 22; 11)  i wymyślaniem kolejnych „depresji gospodarczych”.

Upływały wieki. Bankierzy stali się ludźmi zamożnymi. Głowa królewska przestała już być im potrzebna, gdyż wypuszczali w obieg pieniądze z własnym podpisem. Przestał więc być im potrzebny król oraz pasterze ludu bogobojnego. Ba, nawet poczęli przeszkadzać, być ciężarem, gdyż pozbawiony przywódców lud frywolnieje i łatwiej daje się skubać. Zatem, Abraham zatrudnia „filozofów” oraz „ekspertów” gospodarczych, aby rzucili między lud hasła nawołujące do burzenia tronów i ołtarzy. Czyż nie jest zdumiewające, że tak często zmieniamy królów, prezydentów, sekretarzy partii i ministrów, ale nigdy nie zmieniamy „ekspertów”? – Wybuchają więc rewolucje, które niszczą królów. Skoro ołtarze stawiły opór zacieklejszy, aniżeli trony, Abraham musi chwilowo pogodzić się z faktem ich istnienia. Bowiem, w międzyczasie ma do rozwiązania kolejny problem, o którym dobrze wiedział, że kiedyś nadejdzie. Ale o tym również za chwilę.

Dzięki masowo emitowanym papierkom-pokwitowaniom, które nazwano banknotami, Abraham stał się bankierem rasowym. Przecież, obecnie pobierał opłatę nie tylko za przechowywanie kosztowności, ale i za kruszec, który nie istniał. Tym samym, był głównym twórcą inflacji, gdyż wypuszczał w obieg więcej pieniędzy, aniżeli przybywało towarów na rynku. Jednak, lud pracowity i bogobojny był zupełnie tego nieświadomy. Dziwił się, od czasu do czasu, że ceny tak gwałtownie rosną. Przecież, interesy i produkcja wyglądały dobrze. Każdy, kto tylko chciał pracować, posiadał zatrudnienie. Przestępcy zniknęli z ulic. Dziatwa dożywiona i schludnie ubrana uczyła się dobrze, pragnąc być w życiu tak ważnym człowiekiem, jak jej ojciec, który był dumny z wykonywanej pracy, gdyż dzięki niej mógł zapewnić utrzymanie dla swojej rodziny przez cztery pory roku.

Nikomu nie przychodziło na myśl, że Abraham, któremu zaufano całkowicie, stanie się wkrótce głównym sprawcą ich nędzy. Zbliżała się bowiem pora, kiedy dziewięćdziesiąt procent banknotów w obiegu nie miało pokrycia w sejfie. Abraham wypuścił je jako pożyczkę i władał nimi zupełnie. Przecież, owa pożyczka była zabezpieczona prawem. Mógł za nią brać w zastaw domy, fabryki i folwarki. Czyli, za fikcję otrzymywał dobra rzeczywiste całkowicie legalnie.
Coraz gwałtowniejszy wzrost cen napawał ludzi niepokojem. Abraham nie może dopuścić do sytuacji, w której lud pracowity i bogobojny straci do niego zaufanie i zgłosi się z pokwitowaniami po złoto, które jest mu obiecane, a w istocie rzeczy nie istnieje.

Cóż więc robi Abraham? – Przestaje dodrukowywać banknoty. Niezwłocznie dostrzega, że ceny przestają zwyżkować. Od tej pory, wszelkie paniki i depresje gospodarcze manifestowały się w jednakowy sposób: zanikiem pieniędzy na rynku. Postanawia więc węszyć dookoła, czy któryś z jego klientów nie ma problemów ze zbyciem towarów. Istotnie, znalazł takich. Chcąc ratować własną skórę, przystępuje do działania. Po kolei, woła do siebie dłużników z problemami zbytu i zasłaniając się „warunkami obiektywnymi” wstrzymuje dalsze pożyczanie oraz żąda zwrotu pieniędzy już pożyczonych. Zaskoczonemu dłużnikowi wyjaśnia, że w swoim postępowaniu przede wszystkim ma na względzie „dobro publiczne”, a jego decyzja jest podporządkowana „prawu ekonomicznemu”.

Niefortunny przedsiębiorca znalazł się w sytuacji bez wyjścia. Musi sprzedać swój zakład produkcyjny. Jednak, w tak niestabilnej sytuacji ekonomicznej nikt nie kwapi się z kupnem. Cena zakładu spada gwałtownie, a kupującego jak nie było, tak nadal nie ma. Zwalnia więc zatrudnionych w nim ludzi i ogłasza bankructwo. Tym samym, cały zastaw za fikcyjne pieniądze, jak ziemia i zabudowania, przechodzi w ręce nieuczciwego bankiera. Zgodnie z obowiązującym prawem. Ludziom zaczyna zaglądać do oczu głód. Są świadkami depresji gospodarczej.

Widząc szerzące się rozgoryczenie i cynizm w narodzie, coraz częstsze wyciąganie rąk po jałmużnę, wzrost przestępstwa i zanik jakiejkolwiek nadziei na poprawę sytuacji, Ksiądz Prymas w sposób roztropny zachęca do zorganizowania narady przedstawicieli wszystkich stanów w celu dokładniejszego przestudiowania sytuacji zaistniałej i uważnego rozejrzenia się, czy nie istnieje wyjście z tak głębokiego i zagadkowego kryzysu.

Zatem, szanując wolę Księdza Prymasa, tu i ówdzie doszło do spotkań na szczeblach i półszczeblach, w czasie których wałkowano bez końca problem pieniądza: to za słaby, to niewymienialny, to pieniędzy jest za dużo, to za mało, i tak bez końca. Jednak, najwygodniej było zrzucić cała winę za powstały bałagan gospodarczy na… barki ludu pracującego miast i wsi. Posłowie i senatorzy wypowiadali się, że naród żyje zbyt rozrzutnie, że ludzie chcą mieć co roku nowe buty, że domagają się papieru toaletowego, a nawet wanny z ciepłą wodą i ubikacji w mieszkaniu! To już jest bezczelność! Nikt wśród tej, „hołoty” nie zamierzał brać pod uwagę „praw ekonomicznych”.

Ustalono, że trzeba ludowi dociskać pasa tak długo, jak długo lekkomyślnie zaciągnięte długi nie zostaną spłacone. Posłowie i senatorzy widzieli tylko dwa wyjścia: albo spłacić długi, albo oddać cały kraj w ręce obcego kapitału. Nikt tu nie dyskutował kwestii, że to nie lud pracujący miast i wsi zaciągał długi, lecz ci sami panowie ze szczebli i półszczebli, którzy obecnie szukają rozwiązania „zbawiennego”. Nikt też nie przedstawił konkretnej propozycji sposobu spłacenia długów. Wszystko wskazywało na to, że właściwie jedynym rozwiązaniem jest pójść w niewolę do obcego kapitału. Nic więc dziwnego, że wielu panów ze szczebli poczęło już dopasowywać się do nowej sytuacji ekonomicznej, prześcigając się wzajemnie w uniżonym zabieganiu o względy u zamorskich protektorów.

Oczywiście, plutokraci zamorscy nie pozostali obojętni na tego rodzaju umizgi. Im gorzej było w kraju, tym częściej panowie ze szczebli wyjeżdżali za granicę, gdzie byli podejmowani obiadami i obdarowywani „drobnymi prezentami”. O obietnicach już nie wspomnę, gdyż tych plutokraci zamorscy mają bez liku.

Kontakty ułatwiał Abraham ibn Abraham ibn Abraham. W międzyczasie, stał się przedstawicielem banków zagranicznych. W zamian za nowe kredyty, na usprawnienie wydobycia i wywozu bogactw naturalnych, pada propozycja-nakaz dodrukowania pieniędzy wraz z podwyżką cen krajowych. Plutokraci domagają się rozbudowy towarowej sieci kolejowej, gdyż kolej osobowa ich nie interesuje, domagają się wzmożenia budowy statków, rozbudowy sieci kopalń i hut oraz przystosowania zakładów mięsnych do wymogów „odbiorcy zagranicznego”. Przy każdej okazji podkreślają, że ich przedstawicielem jest Abraham ibn Abraham ibn Abraham. Kredyty i procenty mają być spłacane głównie produkcją kopalń i hut oraz zakładów mięsnych. Określają to jako chwalebny rozwój eksportu. Nadmieniają przy tym, że handel międzynarodowy wymaga ciągłej „kooperacji”. Stąd, ślepe posłuszeństwo ze strony kredytobiorcy jest konieczne. Zatem, o ile zaistnieje potrzeba wstrzymania kredytów, dłużnik będzie musiał wprowadzić w swoim kraju drastyczne zaostrzenia ekonomiczne, do stanu wojennego włącznie, aby mógł wywiązać się z nałożonych zobowiązań finansowych. Te warunki zostały przyjęte z usłużnym „tak, proszę pana”.

Wkrótce naród dowiedział się, że ma już nowy rząd z nowymi nadziejami na przyszłość. Nikt mu jednak nie powiedział, że od tej pory o cenach w kraju będą decydowali obcy bankierzy; pomimo, iż kraj jest samowystarczalny w dziewięćdziesięciu pięciu procentach. Od tej pory, przy ustalaniu cen nie będą już brane pod uwagę miejscowe koszta produkcji. Ponadto, od tej pory, kraj musi pożyczać pieniądze, aby móc kupować własne surowce, aby móc zatrudniać własnych robotników i budować swoje fabryki i swoją sieć transportu. Naród, pozbawiony króla, wepchnięto na równię pochyłą prowadzącą wprost do piekła.
Niech czytelnik sam oceni, ile w powyższej historii jest fantazji, a ile w niej prawdy życiowej. Muszę tutaj podkreślić, iż rząd uczciwy i dobrze gospodarujący nigdy nie będzie potrzebował kredytów zagranicznych, aby opłacać nimi zakupy krajowe.

Rząd na smyczy Hammerów, Rockefellerów oraz Finkelsztajnów, niezależnie od szyldu, za którym się ukrywa, zawsze będzie dla narodu własnego kamieniem młyńskim u szyi. Bowiem, po nieudanych próbach podbicia świata militarnie, lichwiarze zamorscy usiłują dokonać podboju za pomocą machinacji finansowych, niszcząc strukturę gospodarczą każdego kraju, który pragnie żyć samodzielnie.

Wielce skutecznym orężem w rękach bankierów międzynarodowych jest inflacja. Są w stanie wywołać ją w każdej chwili, gdy okaże się to dla nich korzystne. Tutaj, obywatel przeciętny nie ma żadnego wpływu. Nie pomoże nawet tak często zalecany „ład i spokój”, czy też ora et labora. Bowiem, inflacja jest skutkiem nadmiernego drukowania pieniędzy i wypuszczania ich w obieg. Wówczas, zanika siła nabywcza pieniądza i przestaje mieć jakąkolwiek wartość. Dochodzi do drastycznego skoku cen w górę. Ludzie usiłują wyzbywać się pieniędzy bez wartości i kupują za nie cokolwiek da się kupić. Dochodzi do załamania się całej struktury ekonomicznej kraju, a naród staje w obliczu rewolucji. Przecież, w ten sposób została wywołana inflacja w czasie rewolucji francuskiej z 1789 roku. Banknoty francuskie były dodrukowywane w Anglii, a następnie przerzucano je do Francji, gdzie używano ich do opłacania użytecznych durni rewolucyjnych, czyli zdrajców własnego narodu. Kroniki podają że w tym czasie do produkcji fałszywych pieniędzy było zatrudnionych czterystu robotników. Siedemnaście drukarni pracowało pełną parą. Podobnie było w Rosji, w roku 1917. Nowojorscy architekci rewolucji bolszewickiej statkami dostarczyli do Petersburga drukarnie, gdzie niezwłocznie przystąpiono do drukowania i puszczania w obieg pieniędzy fałszywych; tym samym, doprowadzono do ruiny system finansowy Rosji. Również w tym przypadku chłop, robotnik i matros bojowy nie mieli nic do powiedzenia. W trybie przyspieszonym poczęli tracić wszystko, włączając w to „prawa demokratyczne”.

Wcześniej, czy później, cierpienie i głód powszechny wywołują u ludzi odruchy buntu, gdyż wyczuwają intuicyjnie kto jest głównym sprawcą ich nieszczęścia. Bunt może być skierowany wprost przeciwko lichwiarzom, co oficjalnie nazywa się pogromem, lub też przeciwko rządowi będącemu na usługach u lichwiarzy, co zazwyczaj jest określane jako rewolucja. Kiedy rozjuszony lud dobiera się lichwiarzom do skóry, to wówczas głośno zawodzą „giewałt!” i starają się przekonać świat cały, że są prześladowani. Tak dzieje się od stuleci; mimo wielkich ofiar w ludziach. Bowiem, każdy kult wymaga ofiar. Kult mamony nie stanowi wyjątku: U ciebie przyjmuje się podarki za przelanie krwi. Pobierasz odsetki i lichwę, gwałtem ograbiasz swego bliźniego, ale o Mnie zapominasz -wyrocznia Pana Boga (Ez. 22; 12).

Zaiste, twarde jest to „plemię wybrane”. Upłynęło już tyle wieków, a tak niewiele się zmieniło. Istotnie, dla ludzi świadomych i odważnych tylko to jest nieuniknione, co już miało miejsce w historii. Przecież, tak często mówimy, że historia powtarza się, a człowiek nigdy nie wyciąga z niej wniosków dla siebie. Sądzę, iż historia powtarza się przez wieki dlatego, gdyż przez wieki wydarzenia powodują te same siły, które składają ofiarę na tym samym ołtarzu Baala; ponieważ baalizm starożytny był czymś więcej, aniżeli systemem religijnym. Był stylem życia był systemem politycznym i ekonomicznym, był ideologią.
W obliczu powyższego, trudno jest bronić się skutecznie przed machinacjami finansowymi narodowych wrogów wewnętrznych i zewnętrznych, o ile pierwej nie zrozumiemy sensu i istoty pieniądza oraz nie docenimy doniosłości kwestii poszanowania prawa naturalnego. Spróbujmy więc omówić powyższe zagadnienia w sposób prosty i zrozumiały dla młodych działaczy narodowych w kraju.

Komentarze 62 do “Romuald Gładkowski – O pieniądzu i lichwiarzach”

  1. Krzysztof M said

    Znakomity tekst! Kim jest autor?

  2. Qqłka said

    Polecam komentarze pod innym artykułem związane z tym tematem:
    https://marucha.wordpress.com/2011/06/28/aresztowac-kaddafiego/#comments

  3. maasteer69 said

    Ad 1
    Romuald Gładkowski

  4. Świadomy said

    Trochę przydługi tekst (i snujący fantazyjną opowieść o początkach państwa Polan), lecz bardzo trafnie i przystępnie wyjaśniający mechanizm zniewalania, okradania i niszczenia ludzi, pracujących w pocie czoła, i całych narodów, jaki od lat, skutecznie i jak dotąd bezkarnie, stosuje światowa bankierska zbrodnicza szajka, która ostatnimi laty zoganizowała sie już w skali globalnej i na tajnych spotkaniach typu „Bilderberg” knuje perfidne plany ograbiania całych narodów, które to plany, niestety, są już skutecznie urzeczywistniane przy pomocy przekupnych, zdradzieckich polityków i całych rządów posłusznie, a nawet ochoczo, wykonujących polecenia tego samozwańczego „Światowego Rządu” składającego się z największych oligarchów, bogaczy, bankierów, którym mało jest nagrabionych bogactw – chcą też decydować o naszym życiu i śmierci. I to udaje im się robić, dzięki ogłupianiu naiwnych lub zastraszaniu i eliminowaniu opornych. Nasi krajowi decydenci ostatnio n.p. dostali od tego „Światwego Rządu” zadanie zmniejszenia liczby ludności Polski do 20 milionów mieszkańców, co jest już realizowane różnymi sposobami, chociażby niedoinwestowaniem służby zdrowia, ale to tylko jeden przykład, bardzo rzucający się w oczy. Jest ich więcej i będzie coraz więcej wobec nieświadomości i bierności Polaków.

  5. revers said

    jaki znakomity?, brakuje w tekscie semickich fenicjan i roli mniej semickich judejczykow w ich eksterminacji, jak tez paritetow pieniadza, w tym w stosunku do zlota, srebra a nawet w czasach rzymskich, baltyckiego bursztyna, czy kamieni schlachetnych.

    Miedziany Kopernik cos o tym napisal, ze dobry pieniadz wypiera slaby pieniadz, to przekladajac na wspolczeny jezyk ekonometrii sila nabywcza pieniadza, realna wartosc..

  6. Olo_kru said

    5. Revers,
    Powiedział że gorszy pieniądz wypiera lepszy

  7. revers said

    dobrze ze masz dobry pieniadz i wyprzesz lepszy, zmien szyk w zdaniu, semantykie.

  8. niereligijna said

    tekst znakomity…moze znowu nalezy wrocic do niezaleznosci od pieniadza, nauczyc sie rzemiosla, miecze przerobic na motyki….a za internet placic jajkami…
    marzy mi sie zycie bez zegarow, kalendarzy….bardzo daleko od szosy.

  9. Syriusz said

    8. Niereligijna,
    Wiec ja staram sie tak zyc. Mieszkam daleko od szosy i wielu mieszkancow naszej wioski ucze handlu wymiennego. U mnie jest nadmiar owocow i jajek i ten towar wymieniam na inny i na uslugi. I to sie przyjmuje. Zamiast jechac na market do najblizszego miasteczka, do ktorego mam 50 km to wymieniam towar z innymi mieszkancami a jak nie ma na co wymienic to rozdaje za darmo. Bo innym razem ci ludzie dadza mi. I to jest piekne i ludziom podoba sie. A ja mam satysfakcje, ze dajac pomagam i nic sie nie zepsuje na mojej farmie.
    A coraz wiecej ludzi biednieje i nie na wszystko ich stac.

  10. wet3 said

    @ 5
    Cos sie pomajtalo. Chyba slaby pieniadz wypiera dobry pieniadz.
    Poza tym tekst jest niepelny.Nasze dzieje nie zaczynaja sie od Piasta. Brak wzmianki o niejakim Popielu.

  11. Marian said

    Gdy czytałem ten tekst myślałem o Grecji – za nich zdecydowano co i za ile mają sprzedać. I to się nigdy nie skończy. Przecież w całej sprawie nie chodzi o interes Grecji tylko o kondycję euro-landu. Przyjmowanie obcego pieniądza (euro) w przypadku krajów uboższych jest szaleństwem.

  12. Rysio said

    re 5. Revers nie używaj takich zwrotow jak „ekonometria” bo tylko motasz w głowach biednym blogowiczom, ktorzy najmniejszego pojecia nie maja co to jest.

    😦

    PS. A co do tekstu to od razu wiadomo, że jak go chwali Krzysztof M. to tekst jest do duupy.

    PS2. A gorszy pieniadz zawsze, (czy ktos’ tego chce czy nie) ZAWSZE wypiera lepszy.

  13. Rysio said

    Bankierom zaczynaja stawac’ włosy deba na głowie.
    Na internecie pojawiła sie nowa wolnorynkowa miedzynarodowa waluta, ktora całkowicie omija banki i bankierow.

    PS. Oczywiscie kufereczek złotych monet ciagle dobrze jest miec’ 🙂

  14. Rysio said

    Bitcoin: Just Another Bogus Medium of Exchange

    😉

    I’m sure by now many of you have heard about Bitcoin. The fact that it’s called „virtual currency” gives you an idea about its actual value as a real medium of exchange. While many people who are touting it on Facebook are enamored with the fact that it was voluntarily created by the marketplace (i.e., is not forced down our throats by a private central bank), I’m afraid that those people are losing sight of how a real medium of exchange arises in a free market. A medium of exchange arises from something that had a material use/value in the market prior to becoming a medium of exchange, i.e., it was also a good being bartered for other goods and services. Over the centuries, the commodities gold and silver won out as the two most preferred mediums of exchange—with gold holding the number one position due to its being more scarce than silver.

    What was Bitcoin’s prior material use/value? Zero. It is just bits in a computer. And what’s with the „fixed” amount of Bitcoins? Who/what determined the „proper” amount of 21 million for Bitcoins to top out at? A computer program? (Next we’ll find out what the proper minimum wage should be.) Only the free market can voluntarily determine how much of a real medium of exchange is needed in the marketplace over time. While the idea of attempting to get rid of the Bankster monopoly on creating money out of thin air is commendable, Bitcoin is also money created out of thin air. Bitcoin is just substituting one bogus medium of exchange for another.

    UPDATE: I’ve been getting a lot of reader response trying to „explain” to me the economic virtues of Bitcoin. Some responders have even mistakenly used Austrian economics to rationalize their views. I would suggest that before you write to me about the Austrian economics view of a medium of exchange, you should read the two books by one of the two giants of Austrian economics, Murray Rothbard, on what a medium of exchange is. Here is the pdf for Rothbard’s What Has Government Done to Our Money and here is the pdf for Rothbard’s The Case Against the Fed. For those of you who have not yet read any Austrian economics, please do not waste your time writing to me trying to explain the „scientific” breakthrough of the bogus Bitcoin computer program. (There already was a REAL digital currency, e-gold, that was backed by a real commodity until the Federalistas shut it down. Eventually, Bitcoin will be shut down too because of its anonymity capabilities.)

  15. aga said

    Wspaniały jest ten Romuald Gładkowski. Panie Piotrze X wielkie dzięki,bo odkrylam go dzięki Panu.

  16. Rysio said

    Romuald Gładkowski to duren’.

  17. Chutor said

    Ad 9

    Godne pochwaly. Nie wszystko co nowoczesne musi byc lepsze. Im mniej udzialu pieniedzy w aktywnosci miedzyludzkiej tym lepiej.
    Np uslugi grzecznosciowe oprocz tworzenia ekonomicznych wartosci jednoczesnie przyczyniaja sie lepiej do spojnosci miedzyludzkiej/sasiedzkiej.

    Podobnie sprawy sie maja z technologia. Np telewizja w zlych rekach przynosi wiecej szkody niz pozytku. Ja swoj zdatny telewizor wyrzucilem na komunalny smietnik jednoczesnie majac skrupuly, ze ktos innym moze zatruwac sobie umysl.

  18. Rysio said

    re 9. pieniadzem zawsze byl najbardziej chodliwy towar.
    W wielu rejonach swiata bylo to zloto w obozach wieziennych byly to papierosy a w twoim rejonie sa, kurze jaja.

    🙂

  19. Marucha said

    Proszę Państwa, zapomniałem napisać, iż jest to tylko FRAGMENT książki Romualda Gładkowskiego (nadesłany przez p. PiotrX), a więc zarzuty, że nie zawiera tego lub owego są przedwczesne. Trzeba przeczytać całą książkę.

  20. hawo said

    troche nie na temat:

    opinia „eksperta” na temat zakazu aborcji

    http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103087,9869874,_Jestesmy_w_rekach_wariatow____Graff_o_pomysle_zakazu.html

    fajne zdjecie „feministki i pisarki”

  21. Ja mam wielką uciechę, że Pan Hawo docenił urodę i urok pani Graff co jest typowa przedstawicielka od ludzie rozumne i przyzwoite.

  22. Piotrx said

    Re 15 : Proszę bardzo

    Dla zainteresowanych wiecej fragmentów z tego tekstu Romualda Gładkowskiego jest w wątku:

    https://marucha.wordpress.com/2011/06/29/koniec-greckich-mitow/#comment-100160

  23. Piotrx said

    Re 16: cyt. „Romuald Gładkowski to duren’.”

    To jest Pańska teza , a teraz Panie Rysiu poproszę o dowód na poparcie tej tezy.

  24. Piotrx said

    Zapomniałem dodać, że wspomniany tekst Romualda Gładkowskiego „O pieniądzu i lichwiarzach” jest jednym z rozdziałów jego książki pt „Panem Nostrum Cotidianum” – Wydawnictwo 966 , Toronto 1991.

  25. revers said

    w konkluzji tekst jest koszerny napisany jako podkladka, iluminacja do tego co mas sie stac z prywislanskim krajem, ktory to poiwnien nalezec do Ibrahima lub innego Koszer NOSTRA klanu.

    Za krola Sasa pieniadze drukowano w Saksaoni, czym to sie skonczylo, nie wypada wspominac.

    Finansowy wariant Argentynski lichwy

    http://video.google.com/videoplay?docid=4353655982817317115&hl=pl

    Grecki wariant lichwy i obligacji jeszcze sie nie skonczyl, przesunal sie tylko w czasie

  26. Gerwazy Gagucki said

    MIĘDZY BAŚNIĄ A DNIEM CODZIENNYM

    I jakże tu nie przyklasnąć twierdzeniu, że w bajaniach i klechdach zawiera się cały opis naszego magicznego wspólnego od wieków bytowania w dorzeczu Wisły, ale i Szczary, Prutu, Bugu, Warty i Prypeci.
    W tym pięknym tekście, w tej skróconej wersji polskiej Historii, gdzie tak wiele pięknych Dusz uległo w zderzeniu z jakże podstępną misją Belzebuba, nie jest ważna chronologia ani interpunkcja, bowiem czas w baśni podlega innym prawom, obrazom i stylistyce. Tak trzeba bajać nocą przy kominie, gdy umarli do nas przychodzą i skarżą się na swoją samotność.

    Tak sobie dywaguję, że takie teksty powinny w Polszcze trafić pod strzechy!

  27. Gerwazy Gagucki said

    W POSZUKIWANIU METODY

    Re. 9 Syriusz i Re.17 Chutor

    Ano właśnie. Z daleka ta metoda wygląda na szaloną. Bo przecież wszyscy przyzwyczaili się do anonimowego życia: wręczamy sobie makulaturę z świętym przekonaniem, że godziwie zapłaciliśmy za towar lub usługę. A tymczasem jesteśmy tylko spolegliwymi misjonarzami bankowego systemu wampirów. I tylko dzięki naszej spolegliwości wampiry żyją wiecznie.

    Tak więc na początek: nie pożyczaj OD SIEBIE swoich pieniędzy, staraj się nie trzymać pieniędzy w banku, wyrzuć telewizor, ale zrób to w taki sposób, aby ten, kto go znajdzie, nie pomyślał, że spotkała go łaska Boża, idź na wybory, ale kartę głosowania przybij gwoździem pod powałą na wieczną rzeczy pamięć nikczemnej demo-kracji, zaglądaj do Gajówki, bo ona Ciebie nie opuści, twórz małe społeczności, aby uniezależnić się od pośredników w dostarczaniu ciepła i elektryczności, nie popadaj w sprzeczności w ocenie tzw. Polski Ludowej — także i w niej żyłeś, nie kupuj gazet, wydawaj własną gazetę, patrz na łapy urzędników i staraj się nie robić z siebie durnia.

    Jeśli wypełnisz tych kilka podstawowych postulatów — możesz doznać objawienia. Wtedy sam napiszesz to, co wyda Ci się dla Twojej Ojczyzny konieczne.
    Tak więc i Ty możesz zostać Artystą. A o tym marzył już Platon.

  28. Roman K said

    Wazny jest mechanizm funkcjonowanie Pieniadza,,i to sie liczy zeby ludzi ezrozumieli,,to jedna z werrsji opowiesci w postaci bajki jakie kraza od 40 lat..po swiecie i dzieki Bogu w koncu trafiaja pod strzechy…
    Wazne zeby ludzie znali i rozumieli mechanizm oszustwa! Zenu rozumeli o czym usiluja belkotac ich sprzedajacy ich politykusie!
    Zeby nie oddac ziemi skad nasz ROD!

  29. Mordka Rosenzweig said

    Ja pan Mordka pszeczytal ta Stara Basn i muc powiedziec sze to prawda. Sa rasy czlowiekuw leniwe, kture nic nie robic tylko latac po lesie i rasy ludzi kture lubiec pracowac od dziecka.

    Ja pan Mordka patszec na swoje dzieci, na synek Ben Zion i na cureczka Ester. One od razu lubiec bawic sie w pieniadze i jusz teraz je sobie pozyczaja na duszy procent.

    Moja zona Salcie, bardzo szczesliwa, patszy z lezka w oku jak nasze dzieci bardzo ladnie dorastaja.

  30. Gerwazy Gagucki said

    SKĄD NASZ RÓD

    Tak jest, Panie Romanie! W istocie wszystko sprowadza się do wierności Duchom Przodków i lojalności. Te dwie wartości są dla Gerwazego najważniejszym drogowskazem od zawsze.

    Mechanizmów jednak jest wiele. Pieniądz to bez wątpienia główny tryb. Ale jest też nasza ludzka małość i ona właśnie jest tym napędem dla trybów. Bo nawet Belzebub musi coś żreć. I dobrowolnie karmimy go własną i naszych dzieci krwią, znajdując po drodze dla siebie wiele usprawiedliwień.
    A więc to nie Belzebub jest taki silny, ale to my jesteśmy tacy słabi!

    A o Sarmacji to mam u Pana dług…, który chętnie spłacę z wysokimi procentami.

    Kłaniam się po sarmacku

    Gerwazy

  31. Gerwazy Gagucki said

    KOCHANY PANIE MORDKA

    Pan wiedzieć że ja mam dla Pana Wielmożnego szacunek i uważanie. Chociaż muj wój opowiadał, żeby ja sie wystrzegał wszystkich sruli i mordków i innego badziewia. Bo one, te srule to wie pan Mordka za antysemite mnie uwazają bo moja Ryfka z chrześcijanami sie zadaje czym sprowadzi na nasz dom albo nieszczeście albo pieniądze albo dużo naszego plemienia, bo ja ich wszystkich potrzebuje.

    Panie mordka kochany, gdzie są te czasy gdy Koźmian wasz pisał o nas te nikczemne elaboraty a przyklaskiwał mu ten wasz głupi człowiek Staszic. Teraz to już nikt nie wie kto mordka a kto baron a kto Szmul a kto Korwin Mikke czy inny Sommer czy michalkiewicz.
    Panie mordka rosenzweig, pan jesteś mądry człowiek. Zrób pan coś, bo już nie mogę patrzeć na moją starą wysłużoną Salci…

    Ale panie mordka ucz sie pan teraz tego polskiego języka, bo idą na nasz ród trudne czasy i musisz pan za polskiego patriotę robić. Mesjasz nam wszystkie nasze cierpienia wynagrodzi…

  32. Piotrx said

    Przeciez autor wyraznie pisze, że ta bajeczka z Abrahamem Prochownikiem jest tylko jego zapożyczeniem ze zrodeł żydowskich. A chodziło tutaj tylko o obrazowe i łatwiej przemawiające do czytelnika wytłumaczenie mechanizmu funkcjonowania pieniądza.

    „Nie, drogi czytelniku, nie zdziwaczałem jeszcze. To nie są moje brednie. Zapożyczyłem je od historyków i pisarzy żydowskich.”

  33. Gerwazy Gagucki said

    DYGRESJA

    Chociaż Autor nie pisze w swojej baśni o Hubalu i innych wojach, to mnie natrętnie się przypomina w antrakcie obelżywa recenzja, jaką był wystawił umysłowym możliwościom twórcy swego aktorskiego sukcesu Bohdanowi Porębie — pan Ryszard Komediant Filipski.

    Otóż reżyser Bohdan Poręba ma w sercu Gerwazego miejsce w Panteonie Wielkich Polaków. Nie umiem sobie wytłumaczyć tak głupich i obelżywych słów pana Ryszarda Komedianta Filipskiego o Bohdanie Porębie, jak tylko takim zjawiskiem, że mu nazbyt ambitna białogłowa na łeb usiadła i trzyma…

    A ja, głupi, zatraciłem zdolność postrzegania między rolą filmową a życiową.
    Każdy ma jakieś słabości.

  34. Rysio said

    re 23. „….Istotnie, bez żyda i Niemca, do dziś Leszko i Mieszko wydłubywaliby patykiem szpik z kości. Żyd, jako twórca państwowości polskiej i kultury, ma pełne prawo, aby przebywać na polskiej ziemi, władać nią i eksploatować jej dobra naturalne…”.

    Rzeczywiscie Romuald Gładkowski to nie duren’ – to duren’ do kwadratu.

  35. Gerwazy Gagucki said

    Re.34

    A kiedyś mówiono, że wszystkie Ryśki to fajne chłopy. Stanisław Tym, któren z Mławy pochodzi, i też mu Salci koła ptaka przeleciała i na kolumnie Zygmunta jakoby jego przodek figuruje, musi się teraz wstydzić za tak nieopatrznie wypowiedziane słowa.

    Kwadrat to zaiste domyślna figura!
    Akurat wyfasowana dla kwadratowego Rysia!

  36. Marucha said

    Re 34:
    Czy Rysio, bynajmniej nie dureń, nie zauważył widniejącego jak wół zdania:
    Nie, drogi czytelniku, nie zdziwaczałem jeszcze. To nie są moje brednie. Zapożyczyłem je od historyków i pisarzy żydowskich.

    Czy Rysio nie zrozumiał, że cały ten idiotyczny skrót historii początków państwa polskiego to kpina z „historyków” żydowskich?

  37. Gerwazy Gagucki said

    Re. 36

    Nie, kwadratowy Rysio nie zauważył, bo on ma czas tylko na pisanie, ale nie ma czasu na czytanie.
    I tak mi się coraz bardziej zdaje, czy Bóg nie ma dla mnie jakiegoś innego zadania!

    Bo gdybym miał tak do końca swego ziemskiego żywota polemizować z Rysiami, to nikt mi tego nie wybaczy, także ja sobie. Zresztą mogę jednym tchem wymienić jeszcze kilka imion.

    Jest tedy jakaś wada w metodzie. Bo mając do dyspozycji kamienne tablice i wieczne papirusy, nie umiemy wiele na nich napisać, co kamieniom i papirusom przystoi.

    Może za dużo mamy do dyspozycji papieru? Może trzeba wiele lat milczeć i u kresu żywota wypowiedzieć kilka słów, które tylko światło może przyswoić. I tam odnajdziemy nie tylko własną Duszę.

    Kiedyś takie mocarne Światło mnie oświetliło. Dopiero później dowiedziałem się, że są poważne hipotezy, iż Światło nie jest bytem bezdomnym.

    Ojczyzna tedy, to nasza kosmiczna stacja w dalekiej podróży. Nie bójmy się tego ściśnienia za gardło, gdy wzruszenie nie pozwala nam mówić. To wielka siła!

  38. Rysio said

    Oczywiscie że zauważyłem – ale 99% blogowiczow tego nie zauważyło..

    PS. Teraz to już wszyscy zauważa,…

  39. Rysio said

    re. 37 No już dobrze, dobrze nie pusz sie na mnie.

  40. Rysio said

    „….Czy Rysio, bynajmniej nie dureń…”

    Przyznam że lubie jak mnie Pan Gajowy czasami pochwali.. 😉

  41. Gerwazy Gagucki said

    Re. 38, 39, 40

    Przynajmniej Rysio ma poczucie humoru.

  42. Arek said

    Drodzy Gajówkowicze! Czy oglądaliście film gniazdo? Jest tam taka scena: Siemomysł bawi się z Mieszkiem, kiedy przyjezdza siwy brodaty kupiec ( 🙂 ). Przepowiada on Mieszkowi wspaniałą przyszłość. Teraz dlaczego to piszę? Ów kupiec wypowiada takie oto słowa ( nie jest to dokładny cytat) ” na znak Twojej wielkości, daję Ci amulet z głową mojego króla, królestwa, które kiedyś było potężne a teraz go nie ma” Od razu mi się skojarzył ten film czytąc artykuł p.Romualda.
    Pozdrawiam

  43. Rysio said

    Ja tak naprawde to jestem bardzo z sentymentalny.
    Z natury jestem sentymentalista ( a setymentalista to taki ktory nawet jak d…czy to placze)

    ;(

  44. Mordka Rosenzweig said

    re 31

    Szanowny pan Gerwazy,

    Ja bardzo dziekuje za duze uwazanie i szacunek.

    Ja pan Mordka sie bardzo pszykladac do polski jezyk, chociasz on jest bardzo prymitywny dla kaszdy mondry czlowiek ktury muwi yidish.

    Ja mysle sze jusz widac dusza poprawa chociasz czasami myla sie ruszne odmiany sluw z ten niecywilizowany jezyk.

    W cieszkie czasy to najlepiej sie nauczyc odmawiac Ojcze Nasz, bo ja wiem od pan Lech Walesa i pan Geremek i nawet pan arcybiskup Życiński, ze jak sie chce udawac polski patriota to tszeba to znac bo moga zapytac.

  45. niereligijna said

    ad#9 Syriusz tylko Ci pozazdroscic, ciesze sie ze nie jestem sama jesli chodzi o takie myslenie. 🙂

  46. Prymityw said

    Szpiku z kosci nie wydlubuje sie patykiem, ale wystukuje trzonkiem noza. Sam cymes i na szczescie niekoszerny, bo i tego by zabraklo. A chlebek pod to musi byc razowy.
    Tylko ten chory stelor, czy jak mu tam…

  47. Syriusz said

    ad#45 Tak, mialem cholerne szczescie, ze udalo mi sie wyjechac do krainy dEszczowcow, gdzie mam lato niemalze przez caly rok. Pieniadze sa mi glownie potrzebne na oplacenie podatku od ziemi, rachunku za stacjonarny telefon, internetu i troche paliwa do 25-lat starego, niezawodnego wehikulu. Ale tak naprawde to moge zyc bez w/w atrybutow nowoczesnosci. A ze mam je nadal to ze wzgledu na moja druga polowe. Pozdrawiam

  48. Kronikarz said

    36/ Glupiec

    Panie Gajowy, Rysio smrodzi tu nam tak okrutnie zabierajac mnostwo miejsca, ze pozostale wypowiedzi gubia sie czesto w oparach niewydarzonej glupoty powodujac czasem sprowokowane pierd…. innych, co zatruwa formum odstraszajac od lekury. Dlatego wysmienite poczucie humoru Barona Pana oraz Imc Mordki dziala tu jak odtrutka. Do tego dodac nalezy kilku innych chwatow w stylu Rysia rozpisujacych sie lokciami. Smetne to i troche niebezpieczne dla Gajowki.

  49. Kronikarz said

    Panie Czcigodny Mordka,

    Owszem, tak „najlepiej sie nauczyc odmawiac Ojcze Nasz” a czy inne te juz Pan opanowal ?

    Ktore – prosze sie tu wykazac – no :



    A ktorej reki Pan uzywa ?

  50. Marucha said

    Re 48:
    Pan Rysio, niestety, wyraża swoje kontrowersyjne poglądy w kulturalny sposób, więc formalnie nie mam się do czego przyczepić, a lekceważyć własnych zasad nie chcę.

  51. Zbigniew Koziol said

    Nie o pieniadzach i nie o bankierach.

    Jest dzisiejszy dzien dla mnie bardzo szczegolny i chcialbym o tym przypomniec. Prywata.

    1 lipca jest dniem swieta narodowego w Kanadzie. Podobnie jak 4 lipca w USA.

    Otoz 1 lipca roku 1997 wyjechalem rowerem z samego serca Kanady, z Winnipeg. Nie mialem pieniedzy. A mialem rower. Celem bylo Toronto. To dobrych pare tysiecy kilometrow. Znajacy chocby nieco geografie zapewne pukaja sie w tym miejscu w czolo. I slusznie. Tylko ze w tym szalenstwie byla i metoda.

    Po okolo 50 km pedalowania od rana po plaskich drogach Manitoby urwal sie prawy pedal. Z zalem wielkim prawie calkiem nowy rower zostawilem przydroznym rowie i pomaszerowalem dziarsko dalej, w strone Toronto. Pusto wszedzie, glucho wszedzie. Samochod przejezdza w jedna strone raz na piec minut. Juz dobrze pod wieczor. Nigdzie schronic sie. Na wschodzie, w kierunku ku ktoremu podarzalem, niebo zaczarnialo od nadciagajacych chmur burzowych. I tak maszerowalem sobie, z sercem gdzies miedzy nogami, bez szczegolnej nadziei na ocalenie.

    Zatrzymuje sie nagle dzip. Szeroko otwieraja sie drzwi. Nawet nie myslalem, by rozejrzec sie w srodku, dajac od razu susa do wnetrza.

    Handlarze narkotykow. Jechali od Vancouver do New Brunswick, czyli od samego zachodu na sam wschod Kanady. Jechali juz non-stop pare dni. Z nimi podobni do mnie przygodni zlapani po drodze. Oczywiscie nie bezinteresownie zabierali pasazerow. Sami forsy nie mieli, nawet na benzyne ani na jedzenie. Gdy zorientowalem sie w sytuacji, podzielilem sie z nimi gotowanymi jajkami z chlebem – moim zelaznym zapasem na przezycie. Byli bardzo wdzieczni.

    A potem, gdy nie bylo czym zaplacic za zatankowanie, przypomnialem sobie, ze nosze juz pare lat w portfelu banknot $ USA 10. Tez przydalo sie.

    Burza nadeszla. Taka, jakiej w zyciu nie widzialem. Wrecz niebezpiecznie bylo jechac tym samochodem, bo widocznosc prawie zadna, a droga kreci sie serpentynami w lesie, czasem nad urwiskami.

    Nad ranem, gdzies okolo 4, zdecydowali, ze musza odpoczac. Ze rozbija namiot. Ale rozmawiali miedzy soba po francusku, czego nie rozumialem, i czulem sie nieswojo. To byla miejscowosc Thunder Bay, w polowie drogo miedzy Winnipeg a Toronto. Proponowano mi, bym zostal, ale balem sie. Z trzema innymi przygodnymi pasazerami ruszylismy piechota szukac szczescia. Deszcz niemal ustal. Niemal. Pare godzin spedzilismy w lesie, chroniac sie przed woda z nieba. A potem… w droge, a nuz ktos nas podwiezie. Strategicznie rozdzielilismy sie, bo w Kanadzie nie jest przyjete podwozenie przygodnych z drogi, po prostu boja sie. I tak szedlem pare godzin w narastajacym deszczu, w strone Toronto 😉 Poniewaz jednak deszcz wlasnie narastal a nikt nie zatrzymywal sie, zas wokol tylko lasy i droga pusta, wiec postanowilem jednak wrocic do miasta, do malowniczego Thunder Bay polozonego nad wielkim jeziorem. W miescie znowu deszcz, i to taki ze widac na wyciagniecie reki, a ochlodzilo sie gdzie moze do 10 stopni, ja zas w sandalach i niemal w istocie goly. I tu mi przyszlo do glowy, ze ja przeciez mam ze soba czek na 200 $ za prace nad stronami internetowymi dla znajomego drugiego konca Kanady. Ociekajacy woda znalazlem bank, zrealizowalem czek i postanowilem wziasc autobus do Toronto.

    Pieknie, juz mam bilet, siedze sobie w poczekalni dworcowej (bylo okolo 12 w dzien, a autobus o 7 wieczorem), woda ze mnie rozlala sie wokol wielka kaluza. Ale super jest, bezpiecznie.

    Juz 7 wieczorem. Plecak z calym dorobkiem zycia zostawiam jako bagaz na autobus, paszport biore ze soba i juz siedze w autobusie. Kierowca wlaczy nawet ogrzewanie, woda paruje ze mnie intensywniej. Sielsko anielsko angielsko drzemie. A autobus stoi… Po godzinie kierowca oznajmia: nie pojedziemy. Deszcz rozmyl drogi i zerwal wszelka komunikacje ze swiatem zewnetrznym. Firma oferuje wam bezplatny nocleg w hotelu (ale bez wyzywienia 😉 tak dlugo, jak dlugo bedzie trzeba… Ah…

    No i mialem wiec mozliwosc zaznajomienia sie przez dzien lub dwa z pieknem okolic miasteczka Thunder Bay 😉

    Czyba 3 lipca wieczorem zapakowano nas w autobusy i w droge! Ale… poniewaz juz niezlybajzel powstal, to co drugi bagaz pojechal nie tam, gdzie powinien byl, o czym przekonalem sie z bolem dopiero w Toronto.

    4 lipca poznym wieczorem jestesmy w Toronto, na dworcu przy Bay Street. Za resztki pieniedzy kupilem sobie mape miasta. Dlaczego? A bo ja mialem adresy ludzi z ktorymi moglbym skontaktowac sie. Znaczy… mialem… ale one byly w moim notatniku, ktory zostal w plecaku. A plecak nie przyjechal… Ale jakby cos niecos pamietalem. Brampton! Tam pojade. Jeszcze 2 $ na metro (pierwszy raz w zyciu jechalem metro torontonskim), potem z $5 na autobus i po godzinie jestem w Brampton. Z pomoca mapy znalazlem adres czlowieka, ktory obiecal mi pomoc. Znaczy… prawie znalazlem. Okazalo sie, ze na teh ulicy o takiej nazwie adresu domu ktory kolatal mi sie po glowie … nie ma.

    A tu juz 12 w nocy. Co robic? Wracac na dworzec autobusowy. Jest szansa ze moj plecak z notatkami znajdzie sie… Tylko ze juz forsy nie mam. A zreszta komunikacja i tak juz nie dziala. Ide piechota (a to tak bedzie ze 20 km). O trzeciej nad rane, gdy tak kustykam autostrada w obolalych od sandalow nogach zatrzymuje sie taksi: a co ty tutaj robisz? Sympatyczny Hindus podwiozl mnie pol drogi i wreczyl monete $2: poczekaj tu do rana, a potem wez autobus! Majatkiem tym nie wzgardzilem, ale czekac zamiaru nie mialem. Nad ranem dowloklem sie do pierwszej stacji metra, na Kipling i stamtad dojechalem do dworca autobusowego. Plecak z mymi notatkami nie odnalazl sie… Na razie. Hm… Sobota, ranek, przytlaczajace wiezowce centrum Toronto, ulice puste w te pore, a mnie co robic?

    Plecak odnalazl sie. Po miesiacu 😉 Oprocz notatnika, bardzo mi potrzebnego koca, paru drobiazgow, dysku dwardego od komputera, bylo w nim troche splesnialego chleba i … lancuch od rowera, bardzo solidny, z klodka. Niestety zwatpiwszy, dzien wczesniej wyrzucilem kluczyk do klodki.

    Miesiac spedzilem w bardzo ciekawy, niezmiernie ciekawy sposob, ale i smutny niewyobrazalnie. Spalem glownie w parkach i szukalem pracy, dowolnej pracy. Juz pracowalem,a wciaz jeszcze spalem w parkach…

    Gdy wyjezdzalem z Kanady ponad dwa lata temu, moj bliski znajomy, artysta-grafik, zrobil mi koszulke z mapa Kanady i trasa ktora przebylem rowerem. Nosze ja w takie dni jak dzisiaj 😉

  52. Mordka Rosenzweig said

    re 49

    Szanowny Pan Kronikarz,

    Ja pan Mordka wie sze wiecej jak „Ojcze Nasz” to znac nie tszeba. Nawet nasz wielki i blogoslawiony papiesz jak chcial poznac wiecej to czytal pan Ghandi.

    Ktura reka sie przezegnac to mnie sie troche mylic.

    Ja pan Mordka ma tesz duszy problem z przezegnaniem sie czy w prawo czy w lewo, bo w Polszy sie robi w jedna strone, a szanowny pan rabin, ktury wlasnie wrucil z Ukraina, to jak go pytaja, robi krzyz w druga.

    Ja pan Mordka tak mysli sze to tszeba dobsze zapamietac szeby sie nie mylic i tszeba wiedziec kto pyta.

  53. Piotrx said

    Re 50 :

    Trudno jednak obraźliwe nazywanie kogoś „durniem” lub „durniem do kwadratu” (16: i 34:) i to bez żadnego rzeczowego uzasadnienia, określać mianem kulturalnego sposobu wyrażania.

    No coż, Pan Rysio swoim poziomem wypowiedzi i argumentacji robi durnia, ale z samego siebie.

  54. aga said

    Panie Gajowy może ten „dureń” wystarczy aby tego głupka Rysia zabanowac,bo zasmieca gajówe i przynudza od 2 lat na tę samą modłę.

  55. aga said

  56. Marucha said

    Re 53:
    W tym miejscu przyznaję Panu rację.

  57. aga said

    http://www.youtube.com/user/WszechnicaNarodowa?blend=1&ob=5#p/a/u/0/YH8203-8foE

  58. revers said

    wystarczy zeby przejac zobowiazania w Grecji i juz od rana topnelo Euro na gieldzie Tokijskiej w stonku do Jena i Dolara, no wedlug niektorch Olo to i tak lepszy pieniadz , eurokolchoz nie zbiednial bo wybral najlepszy wariant.

    A Donek i ferajna bedzie mogla bajdurzyc o zielonej europie i bogactwie.

  59. Chutor said

    ad 47

    Chutor oznacza chate na odludziu.
    Wyjechalem z krainy deszczowcow. Obecnie mieszkam w kniei. Pelno polowan, lisy to robia kosztem moich kur. Jak potrzeba to uzywam kosy, sierpu i nawet motyki afrykanskiej.
    Staran sie chodzic boso dla zdrowia i aby odetchnac brakiem cywilizacji.
    Pewnie jest to przejawem szukania korzeni.

  60. Syriusz said

    ad 59

    Przed lisami ogrodzilem moje kury ale wczoraj stoczylem walke z ogromnym orlem, ktory zaatakowal malego, pieknego koguta. Strzelalem do niego z procy i dopiero za piatym strzalem z cytryny (mam duza proce) odfrunal, porzucajac ofiare, ktora dzisiaj oddala ducha. Pochowalem pod bananami dla wiekszego ich urodzaju.
    Tego orla znam od kilku lat ale zawsze zadowalal sie krolikami , wezami czy dzikimi kaczkami, ktorych jest u mnie mnustwo. Stare, antyczne narzedzia zaczynam kolekcjonowac na wypadek gdyby nasza cywilizacja ulegla samozagladzie.
    Pozdrawiam

  61. Krzysztof M said

    Ad. 52

    „Ktura reka sie przezegnac to mnie sie troche mylic. ”

    Panie Mordka szanowny! Pan się nie przejmuje! Pan Kaczyński, jak on urząd obejmował, to w kościele też mu się ręka myliła. I to w telewizja rządowa pokazała. Tak ze dwie sekundy, ale jak się patrzy, to i dwie sekundy wystarczą.

    Ja panu radzę, pan czytaj książki pan Dmowski. To się może przydać!

    Szalom!

  62. ud loo said

    Reklamę wywalono.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: