Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

„Nic, tylko honor i honor” – rozmowa z prof. Wiesławem Chrzanowskim

Posted by Marucha w dniu 2011-08-09 (Wtorek)

W tygodniku „Wprost” (nr 32/2011) ukazał się wywiad z prof. Wiesławem Chrzanowskim na temat Powstania warszawskiego. Oto jego najbardziej istotne fragmenty:

Miał pan osobisty powód, by powstanie popierać.

– Mój brat został w czasie okupacji rozstrzelany. Zginął 21 marca 1944 r.

Kilka miesięcy później był pan przeciwny walce o Warszawę.

– W konspiracji zacząłem być, mając lat 16. Brat mnie wprowadził w 1940 r. Moje środowisko młodzieży było w lipcu 1944 r. zdecydowanie przeciwne powstaniu. Zawsze pozostałem krytyczny wobec politycznej decyzji o powstaniu.

I nigdy pan tej opinii nie ukrywał.

– Niezręczne jest wypowiadanie pewnych zdań w momencie rocznicy. Może to być odbierane jak osobisty rachunek ze wspaniałym patriotyzmem i poświęceniem, które oczywiście miały wielką wartość moralną. Poza tym trzeba sobie zdawać sprawę, że w PRL rocznice powstania odgrywały poważną rolę w podtrzymywaniu ducha oporu, w końcu na cmentarzu były niezliczone tłumy. To były jedyne zgromadzenia bez zezwolenia, którym władza nie potrafiła się przeciwstawić.

Jednak potężny symbol, jakim stało się powstanie, nie uzasadnia według pana ofiary krwi.

– Kiedyś powiedziałem, że jeśli ktoś coś kupi, przepłacając, to nie znaczy, że jak się dowie, to rzecz kupioną wyrzuca.

Władysław Bartoszewski używa pana przykładu: przeciwnika powstania, który wziął w nim udział, jako dowód, że powstanie musiało wybuchnąć.

– Często słyszę, że walki i tak musiały wybuchnąć. Nie zgadzam się. Armia Krajowa nie była cywilbandą, działała na rozkaz. Myśmy mogli być krytyczni w stosunku do wywołania powstania, ale byliśmy żołnierzami. Jak była mobilizacja, to stawiliśmy się, a potem przez dokładnie dwa miesiące się biliśmy.

Trzeba więc te dwie rzeczy odróżniać.

– Jest znana książka o powstaniu wybitnego historyka profesora Zawodnego „Nothing but honor” – nic, tylko honor. Bo rzeczywiście to był wielki gest. Ale czym innym jest ocena decyzji o rozpoczęciu powstania. Dzisiaj się nie pamięta, że we wrześniu 1939 r. była olbrzymia fala krytycyzmu w stosunku do sztabu, do wojska.

Co czuje pan do tych oficerów, którzy podjęli decyzje o wybuchu powstania?

– Mam do nich stosunek bardzo krytyczny. W Londynie pojawił się nawet wniosek, aby postawić niektórych przed sądem wojennym, Wybitni wojskowi, jak pułkownik Bokszczanin, byli przeciwnikami powstania. Za Stalina siedziałem w więzieniu z wieloma wyższymi rangą oficerami, między innymi z płk. Bogdanem Zielińskim. On był w sztabie Armii Krajowej. Ludzie na ulicy widzieli niemieckie rozbite oddziały, wycofujących się ze wschodu obdartych żołnierzy. Ale wywiad miał dokładne informacje, że Niemcy przerzucają dywizję Hermann Goring, że wyraźnie tworzą przyczółek, że zamierzają bronić Warszawy. Potem koledzy oficerowie sztabowi mieli do pułkownika Zielińskiego pretensje, że mi to opowiadał. A opowiadał, ponieważ byliśmy w więzieniu, nie wiedział, czy wyjdzie żywy, więc był swobodniejszy.

Czy należy utrwalać mit powstania, czy należy je demaskować?

– Mówienie przy kombatantach krytycznie o powstaniu rani ludzi, którzy żyją mitem. Ale czym innym jest kult dla wielkiego bohaterstwa, dla patriotyzmu, dla oddania, a czym innym spokojna analiza, myślenie kategoriami politycznymi. Nie tych małych rozgrywek, ale kategoriami rachunku, zachowania sił narodowych.

Polska, pana zdaniem, nie powinna żyć mitem powstania?

– To nie powinno być wyłącznie tworzenie mitu. Realna ocena drogi politycznej jest rzeczą ważna. Dla mnie tworzenie mitów wbrew rzeczywistości, z punktu widzenia polityki historycznej, nie jest rzeczą słuszną.

Jest wiec po co, nawet po tak długim czasie, o powstanie się kłócić?

– Teraz można tę dyskusję prowadzić spokojniej. Przecież trudno rozmawiać wyłącznie z ludźmi, dla których najważniejsze i jedyne w życiu były te 63 dni. Pamiętam, jak za wszelkie próby refleksji krytycznej w PRL nazywano człowieka agentem.

Nadal tak jest. Radosław Sikorski został przez PiS nazwany ministrem z PZPR.

– Pamiętam 50. rocznicę powstania. Na Zamku Królewskim było kilka referatów. Młody historyk mówił o walce z przestępczością podczas powstania. Byli przecież także ci, którzy rabowali, bo chcieli się dorobić na później. Były w związku z tym wyroki, nawet wyroki śmierci. U kombatantów wywołało to oburzenie. Oni uważali, że wszyscy w Warszawie byli wtedy czyści, bezinteresowni. Władysław Bartoszewski musiał bronić tego młodego człowieka.

Pan zawsze, rzadko czy czasami brał udział w obchodach powstania?

– Każdego roku.

Mimo krytycznej jego oceny?

– To są różne rzeczy. Każdego roku jestem na Powązkach w kwaterze swojego batalionu. Ta rocznica jest dla mnie sprawą bardzo istotną.

Więc z pewnością słyszy pan gwizdy i buczenie. Od kilku lat tak są witani politycy Platformy.

– To są rzeczy kompromitujące. Te gwizdy i krzyki nie dotyczą powstania, ale to pretekst w ramach pewnego aktualnego stylu walki politycznej. Jest to wyłącznie walka o rzeczywistość dnia dzisiejszego.

Co pan sądzi o prowadzących tę walkę?

– Oni bezczeszczą pamięć bohaterów powstania.

Władysław Bartoszewski powiedział mi, że naród, który by przez powstanie nie przeszedł, jego zdaniem byłby narodem gorszym.

– Wie pan, to takie wzniosłe. Nic, tylko honor. To są czyste spekulacje. Można sobie fantazjować o historii. A może byłoby lepiej i łatwiej? Przecież po wojnie nie dało się budować podziemia, opierając się na Warszawie. Próbowaliśmy konspiracji w oparciu o Milanówek i inne małe miejscowości. Brałem w tym udział i wiem, jak było trudno, o ile łatwiej byłoby nam w dużym mieście. Cała konspiracja w czasie wojny była skoncentrowana i mogła się utrzymywać w tak wielkim mieście jak Warszawa. Jak ten centralny punkt zginął, to wszystko się zmieniło. Następstw powstania jest bardzo wiele. Wyginęła inteligencka czołówka młodzieży. Zerwała się ciągłość społeczna. Było strasznie ciężko.

http://mercurius.myslpolska.pl

Komentarzy 18 to “„Nic, tylko honor i honor” – rozmowa z prof. Wiesławem Chrzanowskim”

  1. Powtórzmy: akcja „Burza” i Powstanie Warszawskie TO BYŁ BŁĄD w ówczesnej sytuacji, a nie tylko katastrofa. Nie zmienią tego faktu propagandowe wystąpienia niektórych profesorów w Radio Maryja:

    http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=26815 – jest to wypowiedź prof. Piotra Jaroszyńskiego w audycji „Aktualności dnia w Radiu Maryja” z dn. 01.08.2011 roku. Warto się z nią zapoznać, by przekonać się o ewidentnej słabości stosowanej w Radio Maryja argumentacji proinsurekcyjnej.

    Panu prof. Jaroszyńskiemu i innym obrońcom insurekcyjnego mitu Powstania Warszawskiego należałoby przypomnieć słowa największego polskiego męża stanu XX wieku, Romana Dmowskiego, którego myśl i czyn, a przede wszystkim praktyczna współpraca z Rosją i sformułowane już w niepodległej Polsce zalecenie trwałego pogodzenia się Polaków z narodem rosyjskim są owym pozytywnym wzorem do naśladowania, jakiego Jaroszyńskiemu brakuje, lecz upatruje go niesłusznie w tragicznej decyzji wywołania Powstania i w bohaterskiej, a jednocześnie niszczącej tak wiele walce powstańców.

    W przedmowie do I wydania „Polityki polskiej i odbudowania państwa” (1925) Roman Dmowski napisał: „…mówię szczerze, z wyraźnym celem wpojenia w Czytelnika przekonania mego, że działania porozbiorowe w Polsce, sprzeniewierzające się pod obcymi wpływami owym niezmiennym, wiekowym nakazom polityki polskiej wynikającym z położenia kraju, gubiły Polskę i sprowadzały sprawę polską na coraz niższy poziom, że jeżeliśmy weszli w końcu na właściwą drogę, to dlatego, że znaleźliśmy w sobie siłę do przeciwstawienia się całej porozbiorowej przeszłości politycznej, żeśmy czerpali natchnienie z czasów odległych, kiedyśmy mieli państwo wielkie i wielką politykę polską.

    Wpojenie tego przekonania w rodaków uważam za jedną z rzeczy najważniejszych zarówno dla polityki polskiej, jak dla sprawy wychowania młodych pokoleń. Jest to tym ważniejsze, że dziś w dalszym ciągu trwa u nas zorganizowana praca rozdmuchująca, w młodych zwłaszcza pokoleniach, kult powstań i tkwiącej w nich bezmyślności politycznej, starająca się uwięzić myśl polską w tym bolesnym naszych dziejów okresie, w którym Polska była w niejednym znaczeniu służebnicą cudzą, i w którym nie ma nic, co by mogło wykarmić twórczą myśl państwową.”

    Czas już zerwać z tą całą przeszłością polityczną, w której nie ma nic, co by nam pomogło powrócić na właściwą drogę. Czas odczytać na nowo przesłanie Dmowskiego. Czas szukać przyjaciół blisko, a wrogów daleko. Czas budować, a nie burzyć. Czas pojednać się z Rosjanami i tworzyć politykę propolską.

    I nie chodzi tu o przedwyborczą sensację, czy – jak twierdzi prof. Jaroszyński – o pisanie wciąż nowych akapitów destrukcyjnej, rozbrajającej naród moralnie „antyhistorii”. Wręcz przeciwnie, chodzi przede wszystkim o to, by myśl polska wyzwoliła się z okowów antyrosyjskości i dała narodowi polskiemu szansę, by żył, a nie umierał.

    * * *

    W internecie spotykamy świeżą informację:

    „Stalowa Wola. Dojdzie do historycznego procesu nad dowódcami przegranego Powstania Warszawskiego

    To będzie sensacja na cały kraj! W Stalowej Woli dojdzie na tydzień przed wyborami parlamentarnymi do sądu nad Powstaniem Warszawskim. Oskarżycielami dowódców zbrojnego zrywu zakończonego klęską będą prezydent Andrzej Szlęzak i Janusz Korwin-Mikke z Kongresu Nowej Prawicy. (…)

    – Przed dwoma laty sprzeciwiłem się administracyjnemu nakazowi włączenia syren w rocznicę wybuchu powstania. Uważam, że trzeba to kontynuować – powiedział prezydent Szlęzak. (…)
    – Kuriozalne jest tłumaczenie Telewizji Trwam, gdzie w materiale o powstaniu jest wypowiedź pani mecenas, że w Konzentration Lager Warschau w ciągu dwóch lat Niemcy zamordowali dwieście tysięcy ludzi, a wybuch powstania uratował resztę przed takim losem. Zapomniano dodać, że w ciągu dwóch miesięcy powstania Niemcy zabili dwieście tysięcy cywilów. Tu widać skalę absurdu – ocenia prezydent Szlęzak.

    Zdaniem prezydenta, w Muzeum Powstania Warszawskiego zrobiono jak w Disneylandzie fragment kanalizacji, którymi przechodzili powstańcy i mieszkańcy. – Mogli przynajmniej parę gówien podrzucić, żeby było czuć to, co czuli wówczas ludzie, zabijani potem przez zezwierzęconych Niemców – stwierdził dosadnie Andrzej Szlęzak.” (07.08.2011).

    http://www.echodnia.eu/apps/pbcs.dll/article?AID=/20110807/POWIAT0303/279529198

    Czy uwaga narodu polskiego, uwaga Polaków-katolików powinna się dziś koncentrować na takich sporach?…

    Dwieście pięćdziesiąt milionów Słowian czeka tej chwili, gdy myśl o współpracy zajmie miejsce dawnych konfliktów.

    * * *

    I jeszcze jedno: prof. Jaroszyński użył w swojej wypowiedzi na temat Powstania Warszawskiego charakterystycznych określeń „ŚWIĘTY ZRYW” i „ŚWIĘTA PAMIĘĆ”, a to przecież „Jarosław Kaczyński komentując wypowiedź ministra Sikorskiego o Powstaniu Warszawskim powiedział, że są rzeczy święte. I że taką świętością dla Polski było właśnie Powstanie. (…) To swoista SAKRALIZACJA PAŃSTWA I JEGO HISTORII. Znana praktyka, ale raczej na wschód od naszych granic. (…) Refleksja druga: z medialnych relacji dowiadujemy się, że w rocznicę Powstania przybyciu Prezesa PiS na Powązki towarzyszył aplauz. Kiedy przybył premier Tusk panowała cisza. Burzliwymi oklaskami przywitano za to Antoniego Macierewicza. (Czy) Trudno zaiste zgadnąć, na czym polega niezwykłość tej sytuacji?” (J. F. Libicki, konserwatyzm.pl).

    Nietrudno – jest to instrumentalne traktowanie naszej historii dla celów politycznych jednej opcji geopolitycznej: proamerykańskiej/prozachodniej/antyrosyjskiej.

  2. czytelnik said

    Honor chodzi w parze z osobowoscia pod reke.
    Co innego zemsta,ta lubi dosc czesto spotykac sie ze smiercia.

  3. Powtórzmy: akcja „Burza” i Powstanie Warszawskie TO BYŁ BŁĄD w ówczesnej sytuacji, a nie tylko katastrofa. Nie zmienią tego faktu propagandowe wystąpienia niektórych profesorów w Radio Maryja:

    radiomaryja.pl/audycje.php?id=26815 – jest to wypowiedź prof. Piotra Jaroszyńskiego w audycji „Aktualności dnia w Radiu Maryja” z dn. 01.08.2011 roku. Warto się z nią zapoznać, by przekonać się o ewidentnej słabości stosowanej w Radio Maryja argumentacji proinsurekcyjnej.

    Panu prof. Jaroszyńskiemu i innym obrońcom insurekcyjnego mitu Powstania Warszawskiego należałoby przypomnieć słowa największego polskiego męża stanu XX wieku, Romana Dmowskiego, którego myśl i czyn, a przede wszystkim praktyczna współpraca z Rosją i sformułowane już w niepodległej Polsce zalecenie trwałego pogodzenia się Polaków z narodem rosyjskim są owym pozytywnym wzorem do naśladowania, jakiego Jaroszyńskiemu brakuje, lecz upatruje go niesłusznie w tragicznej decyzji wywołania Powstania i w bohaterskiej, a jednocześnie niszczącej tak wiele walce powstańców.

    W przedmowie do I wydania „Polityki polskiej i odbudowania państwa” (1925) Roman Dmowski napisał: „…mówię szczerze, z wyraźnym celem wpojenia w Czytelnika przekonania mego, że działania porozbiorowe w Polsce, sprzeniewierzające się pod obcymi wpływami owym niezmiennym, wiekowym nakazom polityki polskiej wynikającym z położenia kraju, gubiły Polskę i sprowadzały sprawę polską na coraz niższy poziom, że jeżeliśmy weszli w końcu na właściwą drogę, to dlatego, że znaleźliśmy w sobie siłę do przeciwstawienia się całej porozbiorowej przeszłości politycznej, żeśmy czerpali natchnienie z czasów odległych, kiedyśmy mieli państwo wielkie i wielką politykę polską.

    Wpojenie tego przekonania w rodaków uważam za jedną z rzeczy najważniejszych zarówno dla polityki polskiej, jak dla sprawy wychowania młodych pokoleń. Jest to tym ważniejsze, że dziś w dalszym ciągu trwa u nas zorganizowana praca rozdmuchująca, w młodych zwłaszcza pokoleniach, kult powstań i tkwiącej w nich bezmyślności politycznej, starająca się uwięzić myśl polską w tym bolesnym naszych dziejów okresie, w którym Polska była w niejednym znaczeniu służebnicą cudzą, i w którym nie ma nic, co by mogło wykarmić twórczą myśl państwową.”

    Czas już zerwać z tą całą przeszłością polityczną, w której nie ma nic, co by nam pomogło powrócić na właściwą drogę. Czas odczytać na nowo przesłanie Dmowskiego. Czas szukać przyjaciół blisko, a wrogów daleko. Czas budować, a nie burzyć. Czas pojednać się z Rosjanami i tworzyć politykę propolską.

    I nie chodzi tu o przedwyborczą sensację, czy – jak twierdzi prof. Jaroszyński – o pisanie wciąż nowych akapitów destrukcyjnej, rozbrajającej naród moralnie „antyhistorii”. Wręcz przeciwnie, chodzi przede wszystkim o to, by myśl polska wyzwoliła się z okowów antyrosyjskości i dała narodowi polskiemu szansę, by żył, a nie umierał.

    * * *

    W internecie spotykamy informację:

    „Stalowa Wola. Dojdzie do historycznego procesu nad dowódcami przegranego Powstania Warszawskiego

    To będzie sensacja na cały kraj! W Stalowej Woli dojdzie na tydzień przed wyborami parlamentarnymi do sądu nad Powstaniem Warszawskim. Oskarżycielami dowódców zbrojnego zrywu zakończonego klęską będą prezydent Andrzej Szlęzak i Janusz Korwin-Mikke z Kongresu Nowej Prawicy. (…)

    – Przed dwoma laty sprzeciwiłem się administracyjnemu nakazowi włączenia syren w rocznicę wybuchu powstania. Uważam, że trzeba to kontynuować – powiedział prezydent Szlęzak. (…)
    – Kuriozalne jest tłumaczenie Telewizji Trwam, gdzie w materiale o powstaniu jest wypowiedź pani mecenas, że w Konzentration Lager Warschau w ciągu dwóch lat Niemcy zamordowali dwieście tysięcy ludzi, a wybuch powstania uratował resztę przed takim losem. Zapomniano dodać, że w ciągu dwóch miesięcy powstania Niemcy zabili dwieście tysięcy cywilów. Tu widać skalę absurdu – ocenia prezydent Szlęzak.

    Zdaniem prezydenta, w Muzeum Powstania Warszawskiego zrobiono jak w Disneylandzie fragment kanalizacji, którymi przechodzili powstańcy i mieszkańcy. – Mogli przynajmniej parę gówien podrzucić, żeby było czuć to, co czuli wówczas ludzie, zabijani potem przez zezwierzęconych Niemców – stwierdził dosadnie Andrzej Szlęzak.” (07.08.2011). echodnia.eu/apps/pbcs.dll/article?AID=/20110807/POWIAT0303/279529198

    Czy uwaga narodu polskiego, uwaga Polaków-katolików powinna się dziś koncentrować na takich sporach?…

    Dwieście pięćdziesiąt milionów Słowian czeka tej chwili, gdy myśl o współpracy zajmie miejsce dawnych konfliktów.

    * * *

    I jeszcze jedno: prof. Jaroszyński użył w swojej wypowiedzi na temat Powstania Warszawskiego charakterystycznych określeń „ŚWIĘTY ZRYW” i „ŚWIĘTA PAMIĘĆ”, a to przecież „Jarosław Kaczyński komentując wypowiedź ministra Sikorskiego o Powstaniu Warszawskim powiedział, że są rzeczy święte. I że taką świętością dla Polski było właśnie Powstanie. (…) To swoista SAKRALIZACJA PAŃSTWA I JEGO HISTORII. Znana praktyka, ale raczej na wschód od naszych granic. (…) Refleksja druga: z medialnych relacji dowiadujemy się, że w rocznicę Powstania przybyciu Prezesa PiS na Powązki towarzyszył aplauz. Kiedy przybył premier Tusk panowała cisza. Burzliwymi oklaskami przywitano za to Antoniego Macierewicza. (Czy) Trudno zaiste zgadnąć, na czym polega niezwykłość tej sytuacji?” (J. F. Libicki, konserwatyzm.pl).

    Nietrudno – jest to instrumentalne traktowanie naszej historii dla celów politycznych jednej opcji geopolitycznej: proamerykańskiej/prozachodniej/antyrosyjskiej.

    [trzecia próba zamieszczenia komentarza, – ?]

  4. sono said

    Poalcy nie warci sa tej przelanej krwi.Polacy w gole nie warci sa niczego. Wszystko potrafia stlamscic, zniszczyc, zbrukac i zohydzic.
    Glupota intelektualna i nedza moralna tego narodu dopiero zaczyna wychodzic.

  5. Błysk said

    Wiesław Chrzanowski mówi słusznie ,choć dość ostrożnie. Warto jednak wiedzieć,ze był on „zawerbowany ” przez bezpiekę ,że utworzył ZCHN ,którego był szefem razem z Markiem Jurkiem i Niesiołowskim ,że opiekował sie Aleksandrem Hallem / a siostra Halla jest ministrem edukacji narodowej i prowadzi straszna politykę/ i wogóle szedł ręka w rękę z żydostwem min. w czasach Solidarności.

  6. wet3 said

    Historie kraju przede wszystkim trzeba znac od tej prawdziwej strony. Dzis, antypolacy staraja sie pisac nowa historie Polski dezawujac wszystko co nasze – POLSKIE. O powstaniach i powstancach NIE wolno nam zapominac! Uczyc sie trzeba i wyciagac wnioski. O walczacych za wolnosc naszej ojczyzny nalezy pamietac! Osobiscie moge tylko zapytac czy Polska by sie odrodzila w 1918r. gdyby tych zrywow nie bylo??? Na to pytanie nie ma praktycznie odpowiedzi…
    Ostudzmy sie i nie plujmy na tych, ktorzy oddali swoje zycie za Polske.

  7. wet3 said

    Malo mnie obchodzi opinia tego zyda – przechrzty niby Polaka, ktory nic dobrego dla Polski nie zrobil.

  8. Miroslaw Berbard D said

    ad 4) Hmm a z jakiego narodu Pan pochodzi ?

    W kazdym narodzie istnieja jednostki wybitne oraz motloch. Motlochu jest zawsze wiecej. I motloch zawsze zle sie wyraza i zawsze jest niezadowony i chce brac. Spor, dyskusja jest czescia inteligencji czlowieka ktora otrzymal od Boga jesli nie jest zamkniety w kanonach np poprawnosci politycznej. Tym bardziej roziazywanie faktow historycznych.

    No wezmy takich Anglikow. Ich poczucie narodowosci juz dawno zostalo kompletnie przerobione na tzw. ustrojowe a nie mieli 40 lat komunizmu i nie zginela im wieksza czesc inteligencji i ludzi swiatlych.

    .

  9. Piotrx said

    A mnie zastanawia rola masona (B’nei Brith) i syjonisty Józefa Rettingera jaką mógł odegrać w podjęciu decyzji o wybuchu Powstania Warszawskiego.
    Jego tajemnicza wyprawa do okupowanej Polski wbrew woli Naczelnego Wodza i Prezydenta RP , skok ze spadochronem w dość powaznym wieku , swiadczy o duzej determinacji.
    Co porabiał od kwietnia do maja o po nieudanym odlocie do lipca , z kim konferował? co zawieral jego tajemniczy bagaz z ktorym zrzucono go do Polski ( 7 waliz) i do czego sluzyla posiadana przy sobie ogromna jak na owe czasy suma 150 000 dolarów ??? Naczelny Wodz był przeciwny wybuchowi powstania a jednak …

    Wczesniej Rettinger był „alter ego” gen. Sikorskiego – nie wsiadł z nim do samolotu jeden raz akurat przed katastrofą w Gibraltarze

    Sporo pisze o nim H.Pająk swojej książce „Retinger – mason i agent syjonizmu”
    Czy odegrał on jakąś role w podjeciu decyzji o wybuchu powstania – niestety brak jest konkretów. Czy ktoś spotkał się z jakimiś informacjami na ten temat?

  10. Piotrx said

    Re 2: „Przed dwoma laty sprzeciwiłem się administracyjnemu nakazowi włączenia syren w rocznicę wybuchu powstania. Uważam, że trzeba to kontynuować – powiedział prezydent Szlęzak. (…)
    – Kuriozalne jest tłumaczenie Telewizji Trwam, gdzie w materiale o powstaniu jest wypowiedź pani mecenas, że w Konzentration Lager Warschau w ciągu dwóch lat Niemcy zamordowali dwieście tysięcy ludzi, a wybuch powstania uratował resztę przed takim losem. Zapomniano dodać, że w ciągu dwóch miesięcy powstania Niemcy zabili dwieście tysięcy cywilów. Tu widać skalę absurdu – ocenia prezydent Szlęzak.”

    Syreny włącza się przede wszystkim dla upamiętnienia bohaterstwa powstanców i ofiar, a przy okazji aby ludzie dzisiaj pamiętali o swojej historii i tej smutnej rocznicy . Nie wiem dlaczego temu panu to przeszkadza, chyba ze nie czuje się Polakiem?
    To czy decyzja podjęta przez dowodztwo o wybuchu powstania była błędem politycznym i moralnym /lub celowym dzialaniem na szkode narodu spowodowanym przez czynniki obce/ to jedna sprawa , natomiast tutaj chodzi o szacunek i naszą pamięć dla walczących i dla tych co wtedy oddali życie za Polskę. Jeszcze niedawno włączano syreny 1 wrzesnia dla upamietnienia daty wybuchu II WS.

    Faktem jest ze potem zarówno „sojusznicy” zachodni jak i Sowieci przyglądali się z premedytacją jak powstanie dogorywa i. Nie wiadomo czy obce / wywiady, tajne związki?/ nie mialy tez wplywu na podjecie decyzji o wybuchu powtania. Moze wczesniej ktos „podpuscił” Polaków robiąc im nadzieję, żeby powstanie wybuchło a „sojusznicy” przyjdą powstaniu z pomocą, a potem z premedytacją złamano obietnice? Moze jest tu jakas rola wspomnianego Rettingera? Tego niestety nie wiem , może ktos ma jakies informacje na ten temat?

    Kuriozalne to jest tłumaczenie prezydenta Szlęzaka.
    Przez lata celowo zawyżano do 200 000 liczbę ofiar Powstania Warszawskiego aby ukryć ofiary KL Warshau. Nie wiem na jakiej podstawie wział on liczbę 200.000 ofiar powstania ?

    Polecam p. Szlęzakowi i innym krytykantom zapoznanie sie z pracą:
    Obóz zagłady w centrum Warszawy – KL Warshau Maria Trzcińska
    http://www.naszawitryna.pl/ksiazki_123.html

  11. Marucha said

    Re 10:
    Syreny włącza się przede wszystkim dla upamiętnienia bohaterstwa powstanców i ofiar, a przy okazji aby ludzie dzisiaj pamiętali o swojej historii i tej smutnej rocznicy .
    (…)
    To czy decyzja podjęta przez dowodztwo o wybuchu powstania była błędem politycznym i moralnym /lub celowym dzialaniem na szkode narodu spowodowanym przez czynniki obce/ to jedna sprawa, natomiast tutaj chodzi o szacunek i naszą pamięć dla walczących i dla tych co wtedy oddali życie za Polskę.

    Piękna odpowiedź.
    Nic dodać, nic ująć, tylko sobie zapisać.

  12. Re.10

    Pięknie, tylko czy nie widzi Pan, że Szlęzak „odważył się powiedzieć prawdę i sprzeciwił się instrumentalizowaniu rocznicy wybuchu powstania warszawskiego, traktowaniu go jako narodowego święta, narzucaniu kultu tej tragedii”?

    „Andrzej Szlęzak ma rację

    Andrzej Szlęzak, człowiek obozu narodowego, obecny prezydent Stalowej Woli – jako jeden z niewielu odważył się powiedzieć prawdę i sprzeciwił się instrumentalizowaniu rocznicy wybuchu powstania warszawskiego, traktowaniu go jako narodowego święta, narzucaniu kultu tej tragedii, która nie miała sobie równych w naszych dziejach. Odmowa uruchomienia syren w Stalowej Woli w dniu 1 sierpnia o godz. 17.00 – została przez niektórych uznana jako niechęć do uczczenia tej rocznicy. To nieprawda – Szlęzak nie sprzeciwił się oddaniu hołdu poległym, lecz gloryfikowaniu powstania jako aktu politycznego i militarnego. Bo nikt rozsądny nie zaprzeczy, że tak właśnie się dzieje.

    Wystarczy tylko posłuchać co mówi prezydent Lech Kaczyński, Władysław Bartoszewski, czy wielu publicystów i polityków. Norman Davies, skądinąd zasłużony dla popularyzacji polskiej historii, sformułował nawet tezę, że powstanie zakończyło się zwycięstwem, bo trwało aż 63 dni! Inni przekonują, że powstanie musiało wybuchnąć, bo trzeba było walczyć o wolność, że powstrzymaliśmy marsz Sowietów na Europę (sic!), że był to akt suwerennej polityki polskiej, że gdyby nie powstanie, to Sowieci by wszystkich wymordowali i wywieźli na Syberię itd., itp. W sumie – jak tego się słucha, to człowiek słabo obeznany w historii może dojść do wniosku, że mamy do czynienia nie tylko z polskim zwycięstwem moralnym, a może nie tylko moralnym, ale także aktem będącym kwintesencją polskiej mądrości, organizacji, zmysłu politycznego i militarnego. „Warto było” – podsumował Władysław Bartoszewski, ot tak komentując wydarzenie, w wyniki którego starto z powierzchni ziemi stolicę Polski i wymordowano 200.000 ludzi (w tym 17.000 żołnierzy walczących w szeregach AK, reszta to cywile).

    Powiem szczerze, że nie chodzę na obchody rocznicy powstania od paru ładnych lat, bo przekształcają się one w polityczne happeningi i jasełka. Polegli są tylko dodatkiem do tych jasełek. Kiedyś, za PRL, kiedy państwo nie nadawało obchodom takiej rangi (bo wierutnym kłamstwem jest gadanie, że w ogóle nie obchodzono tej rocznicy) – ludzie gromadzili się na Powązkach spontanicznie, w skupieniu oddając hołd poległym. Były to obchody masowe, jednocześnie godne i piękne zarazem. Nikt nie zakłócał snu poległym, nikt nie buczał, nie wznosił okrzyków, nie traktował tej rocznicy jako okazji do wyrażenia swoich fobii, czy jak kto chce poglądów.

    Ponadto dzisiaj nadaje się tym obchodom wymiar niemal jarmarczny, te wszystkie koncerty, komiksy, inscenizacje, zabawy, gry – budzą raczej zażenowanie, a nie podziw. Dochodzi do tego coraz większy potok kłamstw, przemilczeń, wymysłów i ewidentnych bzdur, który leje się przez parę dni z ekranu i eteru. Parę przykładów? Proszę. Spikerka w TVP 3 odczytuje komentarz, że w PRL „powstanie było wymazane z podręczników”. Kłamstwo – nawet w latach stalinowskich pisano o nim, oczywiście w sposób haniebny. Po 1956 pisano już inaczej, bardziej oględnie, oddawano hołd powstańcom, cały czas krytykując dowództwo AK. Ale nie to jest najważniejsze – po 1956 roku w Polsce ukazały się setki książek o powstaniu, by wspomnieć monumentalne dzieło płk. AK Adama Borkiewicza, prace Jerzego Kirchmayera, Stanisława Podlewskiego, Lesława Bartelskiego, Aleksandra Skarżyńskiego, Adama Przygońskiego, czy wspomnienia Stanisława Komornickiego, Aleksandra Kamińskiego i wielu innych. Ukazała się w setkach tysięcy nakładu najlepsza powieść o pokoleniu AK – „Kolumbowie – rocznik 20” Romana Bratnego, na podstawie której nakręcono przejmujący serial telewizyjny. Nakręcono też dziesiątki filmów dokumentalnych (np. „63 dni” Romana Wiączka z 1969 roku). Twierdzenie więc, że dopiero teraz mówi się o powstaniu jest zwyczajnym kłamstwem. Owszem, nie o wszystkim można było wtedy powiedzieć, ale to w niczym nie zmienia obrazu. Zresztą, z czasem mówiono o powstaniu bardziej wnikliwie i obiektywnie niż teraz.
    (…)
    Muszę jeszcze wspomnieć o dwóch wyjątkowo głupich argumentach piewców powstania. Pierwszy brzmi tak – powstanie zatrzymało pochód bolszewików do serca Europy – uratowaliśmy ją przed całkowitą komunizacją. Po pierwsze, to nieprawda, bo linia, do której miały dość wojska państw kolacji antyhitlerowskiej była wyznaczona jesienią 1943 roku i – jak się potem okazało – ściśle przez wszystkich przestrzegana. Kiedy w 1945 roku wojska gen. Pattona zaszły trochę za daleko zajmując czeskie Pilzno – musiały się stamtąd szybko wycofać i oddać je Rosjanom. Formułowanie opinii o „uratowaniu Europy przed bolszewizmem” to przejaw wyjątkowej głupoty i braku elementarnej wiedzy. To także karykaturalna postać polskiego mesjanizmu każącego nam cierpieć za inne narody, nawet jeśli one sobie tego nie życzą. Ponadto, gdyby nawet była to prawda – to kto ma prawo poświęcać życie cywilów i los stolicy dla takiego megalomańskiego celu? Drugi wyjątkowo głupi argument brzmi – i tak NKWD by wszystkich zabiło albo wywiozło na Sybir. Lepiej było zginąć w walce. Po pierwsze, z praktyki wynikało, że represje NKWD dotykały czynnych członków AK, a nie całej populacji czy inteligencji. Po drugie, większość aresztowanych wróciła już w 1947 roku. Większość ocalałych członków AK po 1945 roku wcale nie poszła do lasu, tylko do otwartych szkół i uczelni, duża część zrobiła potem w PRL kariery zawodowe. Trzeba mieć poczucie proporcji, nie po to, by usprawiedliwiać haniebny terror lat 1948-1955, ale po, by nie zakłamywać historii. Wszak po wejściu Rosjan do Krakowa jakoś nie wywieziono tamtejszej inteligencji, tylko otworzono Uniwersytet Jagielloński i katolicki „Tygodnik Powszechny”. Po zajęciu Częstochowy nie zamknięto klasztoru jasnogórskiego i nie aresztowani zakonników. Rzeczywistość była jednak bardziej skomplikowana niż to chcieliby zwolennicy wizji apokaliptycznej.

    O absurdach i kłamstwach można by jeszcze długo. Najgorsze jest to, że mamy do czynienia ze swojego rodzaju terrorem moralnym nakazującym wszystkim świętować tę rocznicę tak, jak to się dzieje od kilku lat. Kto się wyłamie jest oskarżany o brak patriotyzmu, a w ostrzejszej wersji o zajmowaniu pozycji zgodnej z tym, co głosili „komuniści”. Sam kiedyś, wygłaszając referat na temat powstania, i prezentując tezy obozu narodowego, spotkałem się z zarzutem – tak też mówili komuniści w PRL. Taka „dyskusja” to próba zamknięcia ust krytykom powstania, to próba zwyczajnego szantażu. Dlatego tym większe uznanie dla prezydenta Szlęzaka – wbrew pozorom jego stanowisko wcale nie zostało przez wszystkich potępione. W sondzie „Faktu” jego argumentację podzieliło aż 62 proc. respondentów, a na forach internetowych nie brakowało słów uznania i poparcia. Bo ludzie w Polsce, wbrew pozorom, wcale nie przestali myśleć. Wychowywanie młodego pokolenia na micie klęski to naprawdę droga donikąd.”

    http://engelgard.pl/?p=219

    Syreny można włączać, ale „Wychowywanie młodego pokolenia na micie klęski to naprawdę droga donikąd.”

    A więc po co?

  13. 166 bojkot TVN said

    10/PiotrX

    O rzezi Polaków na warszawskiej Woli warto poczytać tu: http://forum.ojczyzna.pl/read.php?f=3&i=13438&t=13427
    Mordercami byli Niemcy, wielu z żydowskimi korzeniami. Wykonywali rozkaz wybranego demokratycznie przez Niemców Adolfa Hitlera, któremu zwycięską kampanię wyborczą finansowali ponoć banksterzy z Londynu i NY.

  14. Ad. 1 c.d.

    Przyczyny dzisiejszej „sakralizacji” Powstania Warszawskiego i narzucania młodym pokoleniom kultu właśnie tego, ale także i innych powstań i kampanii przeciwrosyjskich (np. kultu Konstytucji 3 Maja i jej skutków militarnych) pomaga nam zrozumieć ś.p. Jędrzej Giertych, który w maju 1982 roku pisał tak:

    „W ostatnich kilku latach propaganda na rzecz Piłsudskiego ogromnie się w Polsce wzmogła, w wyniku poczynań agitacyjnych i wydawniczych bez cenzury, niby nielegalnych, a w istocie tolerowanych. A towarzyszyła tym poczynaniom kampania na rzecz Piłsudskiego, prowadzona zza granicy, mająca źródło w inspiracji NIEMIECKIEJ, ANGIELSKIEJ I AMERYKAŃSKIEJ i oczywiście także w ośrodkach obozu piłsudczyków na emigracji, dobrze usadowionych i korzystających z potężnego poparcia.

    Celem tych wszystkich kampanii jest dopomożenie do umieszczenia Polski w sposób nieodwołalny W POLITYCZNYM OBOZIE ANTYROSYJSKIM, do popchnięcia Polski – jeśli to możliwe – do zbrojnego konfliktu z Rosją i do przeciwstawienia się wszelkim próbom zorganizowania się NIEZALEŻNEJ OPINII PUBLICZNEJ POLSKIEJ, świadomej rzeczywistych, grożących Polsce niebezpieczeństw.

    Dla tych poczynań, ze swej istoty wrogich Polsce i mających źródło w ośrodkach politycznych i propagandowych antypolskich, osoba Piłsudskiego jest znakomitym hasłem i sztandarem. Dobrze zamaskowana i kryjąca się za pozorami dążeń patriotycznych propaganda antypolska posługuje się Piłsudskim do rozszerzenia w Polsce błędnych wyobrażeń o tym, co Polacy powinni teraz [w dobie stanu wojennego] robić, a przede wszystkim dla uzasadnienia poglądu, że Polska koniecznie powinna wdać się w nową, samobójczą wojnę z Rosją poprzedzoną NOWYM POWSTANIEM, równie klęskowym, jak powstania 1830, 1863 i WARSZAWSKIE 1944 R., ale równie bohaterskim.

    Piłsudski jest tu traktowany jako wzór i przykład, którego trzeba wychwalać i za którym trzeba iść. Piłsudski jest więc propagowany i podnoszony jako prorok polityki, która ma poprowadzić Polskę ku nowym katastrofom i ku unicestwieniu, a za to W INTERESIE NIEMIEC I POTĘG ANGLOSASKICH.

    Przeciwstawianie się więc propagandzie na rzecz legendy Piłsudskiego nie jest tylko akademicką walką o historyczną prawdę, ale jest koniecznym postulatem politycznym, mianowicie postulatem zwalczenia niebezpiecznego elementu destrukcyjnej, niszczącej Polskę propagandy, wiodącej ku szkodliwym politycznym działaniom.” [1]

    A zatem – skonkludujmy – również i pamięć o Powstaniu Warszawskim musi mieć dwa oblicza: jedno – autentycznie polskie, pełne żalu, bólu i dumy, ale także w pełni zdolne do wyciągania konstruktywnych wniosków z przeszłości i uczenia się na wyraźnie nazwanych i osądzonych błędach, no i to drugie – obce, propagandowe, destrukcyjne, nastawiające bez końca Polaków przeciwko Rosjanom i Rosji, nie wahające się przed instrumentalnym wykorzystywaniem naszej historii.

    Dwie orientacje, dwie pamięci, dwie polityki.

    Antypolska i propolska.

    Czy prof. Jaroszyński tego nie rozumie?

    Nie łudźmy się.

    [1] – J. Giertych, Co robić? List otwarty do społeczeństwa polskiego w Kraju., „Opoka” nr 17/1982, s. 73.

  15. aga said

    ad.12,14
    zgadzam się Panie Grzegorzu 🙂

  16. Warto polecić lekturę wspomnianego listu Jędrzeja Giertycha (Co robić? List otwarty do społeczeństwa polskiego w Kraju., „Opoka” nr 17/1982), który jest tak aktualny w swej wymowie i tak nasycony polskim spojrzeniem na historię, współczesność i przyszłość narodu polskiego, że… nie ma go nawet na stronie endecja.pl, gdzie znajdują się liczne endeckie teksty źródłowe, m.in. poprzedni list Giertycha do Polaków z 1976 roku.

    W 1982 roku Jędrzej Giertych pisał m.in. (s. 49):

    „Wrogowie Rosji chcieliby Rosję unicestwić. Program ich rysuje się jasno:gotowi są oni przesunąć granicę rosyjsko-chińską na Ural, zamienić Ukrainę na protektorat niemiecki, poodrywać od Rosji wszystkie jej obszary peryferyjne, a przede wszystkim Azję Środkową i Kaukaz i zredukować niepodległą Rosję do rozmiarów dawnego carstwa moskiewskiego.
    Tylko całkiem pozbawieni politycznej wyobraźni a zarazem wiedzy historycznej Polacy mogą po pierwsze nie rozumieć, że taki rozwój wypadków jest najzupełniej możliwy, a po wtóre, wyobrażać sobie, że w takim systemie geopolitycznym Polska mogłaby nadal istnieć.(…)
    W interesie Rosji leży, by Polska silna, w pełni niezależna i zadowolona ze swego losu była jej dobrowolnym i chętnym sojusznikiem, a nie satelitą. To nie Rosja grozi bytowi Polski, ale Niemcy.”

    Scenariusz demontażu Rosji nakreślony przez Giertycha zaczął się realizować na naszych oczach w ostatniej dekadzie XX wieku. Wszyscy też pamiętamy, jak całkiem niedawno Lech Kaczyński pojechał do Tbilisi, by zagrzewać ludy Kaukazu do walki z Rosją. To nie była nasza polityka, ale taka w imieniu Polski i Polaków była, niestety, prowadzona – co Jędrzej Giertych trafnie niegdyś przewidział.

    Myślę, że ewentualne opublikowanie „Co robić?” Jędrzeja Giertycha byłoby jeszcze ważniejszym i wartościowszym wkładem Pana Gajowego w oświecenie polskiego ludu, aniżeli dotychczasowe cenne opracowania i analizy spotykane w Gajówce.

    Polecam: http://openlibrary.org/books/OL24160286M/OPOKA_17

  17. Piotrx said

    Re 12:

    Proszę Pana
    We wpisie nr 1: napisał Pan tylko tyle odnosnie Szlęzaka:

    ” Przed dwoma laty sprzeciwiłem się administracyjnemu nakazowi włączenia syren w rocznicę wybuchu powstania. Uważam, że trzeba to kontynuować – powiedział prezydent Szlęzak. (…)”

    wiec ja to potraktowałem to jako niechęć owego człowieka do pamięci o tragedii powstania stąd mój poprzedni wpis.

    A co mają syreny do „Wychowywania młodego pokolenia na micie klęski” ?

    według mnie mają one przede wszystkim przypominać mieszkańcom także innych miejsc w Polsce o tym tragicznyjm wydarzeniu a nie mitologizować powstanie. Szczególnie dotyczy to mlodego pokolenia, które należy wychowywać w patriotyzmie i na PRAWDZIE , a tego się teraz nie robi, wręcz przeciwnie. Czy więc przypomnienie im o tym wydarzeniu z historii to coś nagannego? Nigdzie nie pisałem ze trzeba gloryfikować tą rocznicę jako zwyciestwo, trzeba podkreslac tragedię powstania ale trzeba także podkreslić bohaterstwo tych ludzi którzy oddali swe zycie walcząc bezinteresownie za Polske. A może lepiej wychowywać tak jak dzisiaj jest w modzie na MTV i innych podobnych stacjach?

    Podtrzymuje zdanie że Ilość 200 000 cywilów zabitych w powstaniu jest zawyżona o conajmniej 50 000 i tu p.Szlęzak przesadził.

    Obaj okupanci, niemiecki i sowiecki stale współdziałali zgodnie w planowaniu zagłady narodu polskiego i w tym zakresie istniała ścisła współpraca pomiędzy NKWD i Gestapo. we wrzesniu 1939 r. w Brześciu nad Bugiem odbyła się wspólna I Konferencja NKWD i Gestapo, wkrótce potem II odbyła się w Przemyślu . Ich kontynuacją była III Metodyczna Konferencja NKWD i Gestapo, która rozpoczęła się 20 lutego 1940 r. w Zakopanem. Ustalenia tej ostatniej miały poważny wpływ na metody zbrodni popełnianych na narodzie polskim, Debatowano też nad zwalczaniem polskiego ruchu niepodległościowego oraz omawiano metody eksterminacji narodu polskiego.

    I jeszcze przykład z wczesniejszego oswobodzenia Wilna. W ramach operacji „Burza” wileńska i nowogródzka AK przeprowadziły w lipcu 1944 r. wielką akcję „Ostra Brama”, która miała wyzwolić Wilno od Niemców polskimi siłami. W akcji uczestniczyło około 9 tysięcy żołnierzy AK. We współdziałaniu z armią sowiecką przepędzono Niemców z miasta. 17 lipca skoncentrowane pod Wilnem oddziały AK zostały jednak podstępnie rozbrojone, a żołnierze umieszczeni w prymitywnie urządzonym obozie przejściowym w Miednikach Królewskich, skąd w dniach 27-28 lipca wywieziono ich do Kaługi. Wśród wywiezionych były także młode Polki – sanitariuszki i łączniczki AK. Takich przykładów postepowania Sowietów jest znacznie wiecej.

    Nie tylko dowodztwo polskie ponosi odpowiedzialnosc za kleska powstania
    Rowniez alianci zachodni a takze Sowieci Np zakaz uzycia Brygady Spadochronowej gen. Sosabowskiego w kraju, niewyjasniona rola wywiadu brytyjskiego i J.Rettingera podczas jego misji do kraju itd. Czy namawiali dowodztwo polskie do powstania, składali jakies obietnice , tego sie chyba nie dowiemy . Mimo że stanowisko Naczelnego Wodza co do wybuchu powstania bylo negatywne.

    Warto wspomniec o sowieckich prowokacjach. 29 lipca 1944r. przez moskiewskie radio z apelem do Warszawiaków zwrócił się kontrolowany przez Stalina Związek Patriotów Polskich, nawołując ludność Warszawy do podjęcia walki z Niemcami. 30 lipca 1944r. komunikaty zachęcające ludność stolicy do podjęcia walki, czterokrotnie powtórzyła moskiewska Radiostacja im. Tadeusza Kościuszki. Te same radiostacje po wybuchu powstania nazywały je „nieopowiedzialną awanturą” , a zolnierzom sowieckim został wydany rozkaz rozbrajania oddziałów AK idących z odsieczą walczącej Warszawie.

    W dniach 5 i 6 sierpnia 1944r. z osobistego polecenia Stalina Armia Czerwona wstrzymała jakiekolwiek działania frontowe. Nie udzielili żadnej realnej pomocy wojskowej powstańcom w Warszawie. Pierwsze zrzuty sowieckiego uzbrojenia dla powstańców nastąpiły dopiero 13 i 14 września 1944r., a więc wówczas gdy było już jasne, że nie będą one miały żadnego wpływu na losy powstania, które wtedy dogorywało. Odmówili również zgody na wykorzystanie lotnisk na terenie ZSRR do lądowania samolotów alianckich z pomocą dla powstania. Nie wyrazili nawet zgody na lądowanie za linią niemiecko-sowieckiego frontu dla alianckich samolotów w przypadku ich uszkodzenia przez niemiecka artylerię i lotnictwo podczas dokonywanych zrzutów dla walczącej Warszawy.

  18. Re. 17

    Pisze Pan: „Ilość 200 000 cywilów zabitych w powstaniu jest zawyżona o conajmniej 50 000 i tu p.Szlęzak przesadził.” – Co to ma do rzeczy?

    Dylemat jest taki:

    „Proces dowódców powstania. „Haniebna inicjatywa”

    – Pana inicjatywa przeprowadzenia procesu nad przywódcami Powstania Warszawskiego nie jest już manipulacją, jest faktem posługiwania się metodą procesów pokazowych rodem z PRL – pisze w liście do prezydenta Stalowej Woli Andrzeja Szlęzaka, Lucjan Nadbereżny, radny miasta (PiS).

    Jako radny rady miejskiej w Stalowej Woli zwracam się do Pana o natychmiastowe wycofanie się z haniebnej inicjatywy przeprowadzenia pokazowego procesu sądowego przywódców Powstania Warszawskiego w Stalowej Woli.

    Zaproponowana przez pana formuła procesu przywódców Powstania Warszawskiego, w której występuje Pan jako oskarżyciel przesądzający z góry o treści wyroku, jednoznacznie kojarzy się z procesami pokazowymi czasów totalitarnych. Jednym z takich procesów pokazowych, był proces szesnastu w Moskwie, w którym został skazany dowódca Powstania Warszawskiego Leopold Okulicki.

    Jeżeli więc chce Pan organizować takie pokazowe procesy, najlepszym miejscem na ich przeprowadzenie będzie Moskwa, a nie Stalowa Wola!”

    [I dalej w tym stylu.]

    http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,10082149,Proces_dowodcow_powstania___Haniebna_inicjatywa_.html

    Albo:

    „Dzieszko: Czy dziś wywołalibyście nowe Powstanie Warszawskie?

    Stalowa Wola, 11 sierpnia 2011 r.

    Pan
    Lucjusz Nadbereżny
    Radny Stalowej Woli

    Odpowiedzialność to ważna cecha u polityka. Prezydent Andrzej Szlęzak od lat stara zwracać się uwagę na to, iż heroizm zwykłych Polaków biorących udział w powstaniu 1944 roku trzeba starannie oddzielać od oceny przywódców, którzy podjęli zgubną decyzję o jego wywołaniu.

    Pan Radny w swym liście publikowanym w „Gazecie Wyborczej” sugeruje, iż dobrym miejscem dla dokonywania oceny przywódców tego powstania byłaby Moskwa. Problem polega właśnie na tym, że wnioski na temat naszej klasy politycznej i historii powinniśmy wyciągać na miejscu.

    Z emocjonalnej wypowiedzi Pana Radnego wynika, iż pochwala nieodpowiedzialną decyzję o wywołaniu powstania w Warszawie, która pociągnęła za sobą 200 tysięcy ofiar i bezmiar cierpień ludności cywilnej. Trudno w tej sytuacji nie zapytać, czy działania ugrupowania które Pan reprezentuje jako radny i dyrektor biura posła „Prawo i Sprawiedliwość”, podejmowane są z podobnym poczuciem odpowiedzialności.

    Zapytajmy zatem wprost:
    czy z tego, co Pan Radny twierdzi, należy rozumieć, iż gdyby dziś miał podejmować decyzję o wywołaniu powstania 1 sierpnia 1944 roku, zdecydowałby Pan się wydać stolicę na ten sam los?

    Kieruję do Pana Radnego to pytanie jako harcmistrz Związku Harcerstwa Rzeczpospolitej prowadzący od ponad dwudziestu lat społeczną pracę wychowawczą dzieci i młodzieży. To nasi harcerscy poprzednicy wykazali się bezprzykładnym bohaterstwem i bardzo wielu poniosło śmierć. Zaufali politykom, którzy poprowadzili ich na stracenie. Dlatego pytamy Pana:

    Czy dziś „Prawo i Sprawiedliwość” podjęłoby taką samą decyzję?
    Czy rozwiązania dziś proponowane Polsce przez „Prawo i Sprawiedliwość” mogą mieć podobny wymiar?

    To ważne pytania przed zbliżającymi się wyborami, szczególnie dla młodego pokolenia wkraczającego w dorosłe życie i dokonującego swoich pierwszych politycznych wyborów.

    hm. Ireneusz Dzieszko HR”

    http://www.konserwatyzm.pl/artykul/1379/dzieszko-czy-dzis-wywolalibyscie-nowe-powstanie-warszawskie

    Czy więc Powstanie Warszawskie wywołano słusznie, bo zginęło nie 200.000, tylko 150.000 Polaków?
    A gdyby zginęło tylko 50.000 Polaków, to tym łacniej należało je wywołać?
    A gdyby zginęło tylko 5.000 Polaków?

    Bezskutecznie.

Sorry, the comment form is closed at this time.