Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Hulajdusznik o Wolne tematy (82 – …
    Hulajdusznik o Wolne tematy (82 – …
    Hulajdusznik o Wolne tematy (82 – …
    Bezpartyjna o Wolne tematy (82 – …
    D-T o Australia – obozy internowania…
    D-T o Australia – obozy internowania…
    Bezpartyjna o Wolne tematy (82 – …
    Maciejasz o Wolne tematy (82 – …
    guma o Wolne tematy (82 – …
    Głos Prawdy o Wolne tematy (82 – …
    Piotr B. o Dugin: geopolityka wyjaśnia…
    UZA o Dziś Barbórka. Święto Peugote’…
    Boydar o Nauka dowodzi, że rudowłosi po…
    NyndrO o Nauka dowodzi, że rudowłosi po…
    Greg o Wolne tematy (82 – …
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 565 obserwujących.

Dwa „Cudy nad Wisłą”

Posted by Marucha w dniu 2011-08-14 (Niedziela)

Admin może jedynie gorąco polecić ten świetny artykuł, z którego jasno widać, że i w tamtych czasach bydlęca nienawiść żydostwa do Polski była głównym motorem działań naszych „zachodnich sprzymierzeńców”, przez owo żydostwo praktycznie rządzonych. Zarazem bardzo proszę  szanownych rusofobów o cytaty, które kiedykolwiek padły ze strony Rosjan, a które byłyby równie jednoznaczne w wyrażaniu wściekłej nienawiści do Polski i otwartemu głoszeniu, iż Polskę trzeba zlikwidować.

Drugi „cud nad Wisłą” polegał właśnie na tym, że Polska wywalczyła swoją suwerenność terytorialną bez utraty suwerenności gospodarczej, a co za tym idzie – bez utraty niezależności politycznej. 

Gen. Tadeusz Jordan-Rozwadowski herbu Trąby – faktyczny naczelny wódz Wojska Polskiego w bitwie warszawskiej 1920 r., szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego do kwietnia 1921 r.

Wyzwalanie się Polski spod rozbiorowej niewoli zaczęło się w październiku 1918 roku i trwało ponad dwa lata. Równolegle do walk zbrojnych i zabiegów dyplomatycznych miały miejsce działania zmierzające do odbudowy ziem polskich ze zniszczeń wojennych i zapewnienia normalnego funkcjonowania kraju. Podstawowym problemem była likwidacja strat jakie zastano w przemyśle, rolnictwie i infrastrukturze. Zniszczona była połowa mostów, 2/3 stacji kolejowych i 1,9 mln budynków, głównie na wsi, a straty w przemyśle były ogromne: na terenach byłego Królestwa Polskiego tylko 14 % robotników zatrudnionych przed wojną mogło podjąć na nowo pracę w 1918 roku. W roku następnym produkcja wyrobów przemysłowych sięgała zaledwie poziomu kilkunastu-kilkudziesięciu procent produkcji z roku 1913 (ropa naftowa – 78 %, węgiel – 66 %, lecz stal, surówka żelaza – tylko 3-3,5 %).

Produkcja była więc katastrofalnie niska, brakowało węgla i wielu surowców, których na dodatek nie można było dostarczyć w odpowiednich ilościach do ocalałych i odbudowywanych fabryk, gdyż Polska została ograbiona z lokomotyw, wagonów, urządzeń kolejowych i mostów. Sytuację pogarszał fakt, że kontrahenci zagraniczni bojkotowali współpracę z Polakami w obawie przed tzw. sezonowością państwa polskiego i trudnościami płatniczymi naszego kraju. Utrudnienia w wymianie gospodarczej wynikały też z faktu zerwania się więzi poszczególnych dzielnic rozbiorowych z organizmami finansowo-gospodarczymi byłych państw zaborczych. Pierwsza pomoc finansowa dla rządu w Warszawie napłynęła od Polaków zamieszkałych w USA i Kanadzie, jednak odrodzona Polska dosyć szybko zrozumiała, że na realne wsparcie tzw. demokracji zachodnich nie powinna zbytnio liczyć.

Wyraźnym sygnałem ostrzegawczym było zakwestionowanie przynależności Gdańska i Górnego Śląska do naszego państwa, co na konferencji pokojowej w Paryżu uczynił premier Wielkiej Brytanii, Lloyd George, poparty w tym dyskretnie, lecz stanowczo przez delegację amerykańską. Tworząc Wolne Miasto Gdańsk i wymuszając plebiscyt na Śląsku, anglo-amerykańska finansjera sterująca zza kulis przebiegiem konferencji paryskiej, przymknęła Polsce jej jedyne „okno” na świat i doprowadziła do pozbawienia nas większości Górnego Śląska ze znajdującym się tam przemysłem (Niemcom przypadło 50 % śląskich hut i 24 % kopalń). Politycy zachodni stanęli też po stronie Czechosłowacji, która w styczniu 1919 r. złamała obowiązującą umowę graniczną i zajęła zbrojnie większość innego polskiego obszaru przemysłowego, tj. Śląska Cieszyńskiego. Te same ośrodki dyspozycyjne przeciwstawiały się również odzyskiwaniu przez Polskę jej ziem wschodnich, w tym zwłaszcza roponośnych obszarów byłej Galicji i wysunęły kuriozalny projekt tzw. linii Curzona (grudzień 1919), którą usiłowały przekształcić latem 1920 r. w granicę polsko-bolszewicką. Pomysł ten umarł, na szczęście, śmiercią naturalną po zwycięstwie polskim pod Warszawą.

Wszystkie te poczynania mocarstw zachodnich godziły w żywotne interesy Polski i utrudniały odbudowanie naszego państwa w sprawiedliwych granicach. Ciężka sytuacja militarna i konieczność rozbudowy Wojska Polskiego wraz z zapleczem zbrojeniowo-zaopatrzeniowym sprawiły jednak, że szukano pomocy gdzie tylko się dało i rozważano nawet pomysły daleko idących koncesji gospodarczych dla państw i podmiotów, które zechciałyby realnie wspomóc Rzeczpospolitą w jej walce o Niepodległość. Przede wszystkim chodziło tutaj o pomoc finansową niezbędną dla kontynuowania działań zbrojnych i przywrócenia mocy produkcyjnych przemysłu.

Gorącym zwolennikiem otwarcia Polski dla kapitałów amerykańskich był Ignacy Paderewski. W lipcu 1919 roku wyraził on zgodę na przyjazd misji Henry’ego Morgenthau, który miał zbadać sytuację Żydów polskich, ale chciał również przeforsować projekt międzynarodowego Towarzystwa Akcyjnego dla eksploatacji naszych zasobów surowcowych. Paderewski nie zdołał przekonać swego rządu do wyrażenia zgody na ów pomysł, który „prowadził  do kontroli przez kapitał amerykański całej gospodarki narodowej Polski”. Inspirator „misji” Morgenthaua, późniejszy prezydent USA Herbert Hoover, przedstawił więc w sierpniu 1919 r. nową propozycję, przewidującą „reorganizację zarządzania gospodarką narodową”, m.in. poprzez powołanie Rady Ekonomicznej z udziałem amerykańskich doradców i ekspertów. Paderewski „z zadowoleniem przyjął ofertę Hoovera”, ale posłowie Sejmu Ustawodawczego dostrzegli w niej „niebezpieczne ograniczenie suwerenności gospodarczej Polski”, na co nie było jeszcze wówczas społecznego i politycznego przyzwolenia.

Rząd polski przyjmował tymczasem Hoovera z niezwykłymi honorami: na Placu Saskim witali go najwyżsi dostojnicy państwowi, z Piłsudskim włącznie, zgotowano mu owację dziesiątków tysięcy warszawiaków i paradę 32 000 dzieci na Polu Mokotowskim. W zamian za to amerykański gość wychwalał publicznie swój liberalny system i raczył nazwać Paderewskiego oraz Piłsudskiego mianem „wybitnych mężów stanu prowadzących Polskę drogą liberalizmu”.

Mieli szansę ocalić Polskę i świat przed bolszewizmem i II wojną światową. Hoover (stoi z lewej) i Wilson (w środku) w czasie paryskiej konferencji pokojowej (1919).

W rzeczywistości Polska szła wtedy drogą obrony swego narodowego interesu: gdy Hoover bawił w Warszawie, półmilionowa Armia Polska toczyła bój o granice, docierając na wschodzie do Bobrujska nad Berezyną i zawierając antybolszewicki układ rozejmowy z Ukraińcami Petlury. Środki na prowadzenie tej wojny pochodziły z ofiarności społeczeństwa, z eksportu towarów (dzięki gromadzeniu obcych walut w Centrali Dewiz), a także z zachodnich kredytów i pożyczek, polegających w 90 procentach na zwykłym upłynnianiu zbędnych już zapasów wojennych.

Gdy Polacy zaczęli się zbliżać do przedrozbiorowej granicy z Rosją, i gdy jednocześnie odrzucili amerykańskie propozycje „eksploatacji” i „reorganizacji” swej gospodarki – wówczas pojawiły się nieoczekiwane trudności. W połowie września 1919 r. Paderewski bezskutecznie zabiegał o uzgodnienie z aliantami jakiejś wspólnej polityki wobec Rosji, a 24 października rząd brytyjski odmówił nam dalszej pomocy w prowadzeniu wojny. W kilka dni później (3 listopada) Ignacy Boerner powiadomił  bolszewików, że Piłsudski wstrzymuje działania zbrojne na całym froncie…

Chrześcijańska Rosja przegrała – leninizm został uratowany. Odetchnął z ulgą także marszałek von Hindenburg, który w tym samym 1919 roku wieścił proroczo: „Nie byłoby dla nas niebezpieczeństwa cięższego niż istnienie Polski, gdyby ona istotnie miała się utrzymać jako państwo niepodległe. Ale nie ulegamy temu niepokojowi…”. Dalszy rozwój wypadków zdawał się potwierdzać jego tok myślenia.

Oto w dniu 16 stycznia 1920 r., po atakach bolszewickich na Kijów i Dyneburg, państwa Ententy podejmują decyzję, by nie udzielać Polsce realnej pomocy wojskowej. Pod koniec lutego Lenin nakazuje koncentrację wszystkich możliwych sił do walki z Polską, a 10 marca komendant Armii Czerwonej, Siergiej Kamieniew, zatwierdza plan uderzenia na zachód. Dnia 25 kwietnia rozpoczyna się polskie uderzenie wyprzedzające w kierunku Kijowa; 30 czerwca kończą się nam wszystkie kredyty wojenne; 10 lipca Grabski podpisuje w Spa narzucone mu, upokarzające i niesprawiedliwe warunki, pod którymi państwa zachodnie zgadzają się na kiwnięcie palcem w obronie Polski; 17 lipca rząd Lenina odrzuca angielską propozycję zawarcia rozejmu.

Jak wiadomo, bolszewicy ponieśli druzgocącą klęskę. W bitwie o Warszawę zdarzył  się cud i linia działań wojennych odsunięta została daleko na wschód. W rzeczywistości zdarzyły się wówczas aż dwa brzemienne w skutki wydarzenia. Otóż w latach 1918-1920 państwo polskie uzyskało kredyty i pożyczki na łączną sumę 272 mln dolarów, z czego 59,6 % uzyskano w roku 1919, a na cały rok 1920 przypadło 30,9 % tej sumy. Tuż przed lipcową ofensywą Tuchaczewskiego strumyczek kredytów zagranicznych wysechł zupełnie. Transporty z bronią i amunicją zakupioną z wcześniejszych transzy kredytowych były blokowane w portach angielskich, w Gdańsku i na szlakach kolejowych Czechosłowacji.

Było to skutkiem zarówno sabotażu organizowanego przez komunistów, jak i solidarnego oczekiwania państw zachodnich i Niemiec, że Polska wojnę z bolszewikami przegra i przestanie odgrywać samodzielną rolę w polityce europejskiej. Polska miała się ostać jedynie jako państewko kadłubowe – bez Wilna, bez Kresów Wschodnich, bez Cieszyna, bez jurysdykcji nad Gdańskiem, a może i bez Poznania, którego von Ludendorf domagał się za odparcie najazdu bolszewików.

Po ustąpieniu Paderewskiego (listopad 1919), ministrem polskiego skarbu został Władysław Grabski. Miał on realistyczne podejście do kwestii finansowania wojny i odradzającej się gospodarki. O kredycie zagranicznym powiadał  w Sejmie: „Starać się o niego musimy, ale liczyć nań nie wolno (…) nie możemy występować ciągle wobec zagranicy jako ci, którzy nie znajdują ratunku we własnych siłach.” (27.02.1920). Grabski uważał, że ciężar walki o niezależny byt musi i może udźwignąć całe polskie społeczeństwo. Gdy mu tej wiary na moment zabrakło, gdy ugiął się i podpisał w Spa podsunięty mu, kapitulancki dokument, było to dla niego tak wielką osobistą klęską, że jeszcze po latach narzekał poniewczasie: „Jak powinienem postąpić, gdybym wierzył w siłę ofiarną i tężyznę naszego narodu? Tej wiary mi brakowało…”. Grabski, podobnie jak Piłsudski, Szeptycki i wielu innych, przytłoczony był klęskami militarnymi na froncie, widział też pustki w skarbie i prawdziwe, antypolskie oblicze tzw. zachodnich demokracji.

Na odparcie agresji bolszewickiej metodą uderzenia wyprzedzającego potrzebne były (i to natychmiast) ogromne pieniądze. Państwa Ententy, jak już była mowa, postanowiły tych środków nam nie dać. W tej sytuacji rząd polski podjął w kwietniu 1920 r. specjalną uchwałę, której celem było pozyskanie zagranicznych lokat dewizowych, mających umożliwić również kontynuację zwycięskiej dotąd wojny. Według oceny naszego MSZ, „Decyzja powzięta przez KERM stanowiła wyłom w dotychczasowych zasadach postępowania w stosunku do kapitałów obcych. Wiadomość o (tej) decyzji (tj. o ułatwieniach dla lokat kapitału – przyp. GG), zakomunikowana ustnie poselstwu angielskiemu, francuskiemu i amerykańskiemu, wywołała jak najlepsze wrażenie.”

Odpowiedzią Zachodu nie była jednak gotówka, lecz stwierdzenie pełnomocnika rządu USA, protestanta Hoovera, który 28 kwietnia powiedział wprost: „Najpierwszą rzeczą jest zawarcie pokoju z  bolszewikami. Z wojny tej Polska żadnej korzyści nie ma, wyczerpuje ona kraj, a nie ma sensu, żeby się Polacy bili za zbawienie Europy, przecież nikt im za to nie podziękuje. Póki nie będzie pokoju z bolszewikami, wszelkie kredyty dla Polski (…) będą niezmiernie utrudnione.

Wobec takiego dictum, prawdziwie syzyfową pracą były starania Grabskiego o kredyty we Francji, USA, Belgii i Holandii. Nie pomogła w tych zabiegach nawet kolejna uchwała KERM-u (24.07.1920), upoważniająca ministra skarbu do udzielania potencjalnym pożyczkodawcom „każdej koncesji, jakiej tylko by zażądali”. Na nic się też zdały wysiłki polskich posłów w stolicach liberalnych mocarstw. Gdy Armia spod Czerwonego Sztandaru wykonywała pod Warszawą swe „zadanie dokonania światowej Rewolucji Proletariackiej, stworzenia światowej Republiki Radzieckiej” (Lenin) – w tym samym czasie Niemcy ogłosiły zakaz dostaw dla Polski przez swoje terytorium (25 lipca), a Kazimierz Lubomirski, poseł RP w Waszyngtonie, ukazywał całą prawdę w depeszach do naszego MSZ:

27 lipca: „…decyzja Departamentu Stanu o udzieleniu nam kredytów ze stoków wojskowych (…) życzliwie przyjęta przez Departament Wojny, spotkała się ze sprzeciwem Departamentu Skarbu (…) Stąd sprawa odkładana codziennie. Robimy najdalej idące zabiegi, starając się wyjednać deklarację zasadniczą prezydenta Wilsona. Ten się waha.”;

2 sierpnia: „Departament jawnie oponuje, rząd gra na zwłokę i postępuje wobec nas nieszczerze. Nie można mieć żadnych nadziei na efektywną pomoc Stanów Zjednoczonych.”; 11 sierpnia 1920: „Ponawiam oświadczenie, że wobec wewnętrznych stosunków absolutnie nie można liczyć na żadną pomoc rządu (USA), ani żywnościową, ani finansową, a tym mniej wojskową.

Odsłonięcie Pomnika Wdzięczności Ameryce (1922) na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Pomnik dłuta Ksawerego Dunikowskiego został rozebrany w latach 30. decyzją władz miejskich stolicy.

Drugi „cud nad Wisłą” polegał właśnie na tym, że Polska wywalczyła swoją suwerenność terytorialną bez utraty suwerenności gospodarczej, a co za tym idzie – bez utraty niezależności politycznej. Polska zmartwychpowstała, utrzymała się przy życiu, udaremniła światową rewolucję, zjednoczyła się wewnętrznie, odbudowała zniszczoną gospodarkę, a wkrótce – dzięki suwerennej polityce sejmu i rządu – awansowała do grona państw o mocnej walucie.

Nie ucieszyło to bynajmniej państw Ententy, a zwłaszcza Anglii i Stanów Zjednoczonych. Weimarskie Niemcy kipiały wprost z wściekłości. Joseph Wirth, kanclerz Niemiec w latach 1921-1922 i współtwórca traktatu niemiecko-bolszewickiego z Rapallo, powiedział w 1922 roku wprost: „…jedno oświadczam jasno i bez ogródek: Polskę trzeba wykończyć. Polityka moja zmierza do tego celu (…) Nie zawrę żadnych układów, które mogłyby Polskę wzmocnić”.

Jedynym punktem oparcia była dla nas Francja, która prowadziła politykę osłabiania Niemiec, a w krytycznym momencie wojny z bolszewikami dała nam moralne wsparcie w postaci generała Weyganda. Jak stwierdził jednak Grabski („Idea Polski”), „Nasz sojusz z Francją (…), był do maja 1926 roku długim pasmem upokorzeń. Francja patrzyła na nas gorzej, niż na ubogiego krewnego, prawie jak na przybłędę (…) Pomoc dano nam – jakby z łaski – nie tak jak przystało na sojuszników, pomoc stosunkowo nikłą (…) Przekonałem się, że obchodzą ich tylko ich własne sprawy.”

Już we wrześniu 1920 roku, po samodzielnym zwycięstwie Polski nad bolszewikami, pojawił się „Projekt odbudowy Polski przy pomocy amerykańskiej”, firmowany nazwiskiem Stanisława Arcta. W późniejszym okresie Grabski odrzucił ów projekt bez większego wahania. Wiedział już dobrze, że powojenna polityka amerykańska zmierzała do restauracji potęgi gospodarczej Niemiec, do dezintegracji pokojowego Traktatu Wersalskiego (m.in. poprzez strategiczne partnerstwo z Niemcami) i do stworzenia „międzynarodowej struktury gospodarczej, w której amerykański kapitał i handel odgrywałby pierwszorzędną rolę.” (P. Wandycz).

W latach 1918-1928 zadłużenie Europy wobec Stanów Zjednoczonych wzrosło z 3 miliardów do 21 miliardów dolarów. Znaczną część tych długów stanowiły amerykańskie inwestycje w Niemczech. Dla porównania: rządy polskie uzyskały w l. 1921-1923 pomoc kredytową Zachodu na łączną kwotę zaledwie 14,9 mln dolarów. Nie powinno to nas dziwić, bo po zabójstwie Narutowicza prezydentem Rzeczypospolitej został Stanisław Wojciechowski, który odwiedzając w 1922 roku Gdynię rzucił hasło: „Trzeba, ażeby Polacy sobą rządzili, a nie żeby ktoś nimi rządził.” W lutym 1924 roku sytuacja była już tak jasna, że marszałek senatu, Wojciech Trąmpczyński, ocenił publicznie (w przemówieniu poświęconym zmarłemu Wilsonowi), iż Ameryka uległa „intrygantom, którzy nie chcieli pod żadnym warunkiem dopuścić do utworzenia silnej Polski”.

Stało się to jeszcze lepiej widoczne, gdy w roku następnym Niemcy rozpoczęły wojnę celną z Polską, wstrzymały import polskiego węgla i zażądały rewizji polskiej granicy zachodniej w celu „oderwania od Polski niemieckich prowincji na wschodzie” (Streseman). Rząd Grabskiego objęty został w tym czasie międzynarodową blokadą kredytową, koordynowaną przez Bank Anglii i amerykański Federal Reserve Bank. Celem tego embarga było nie tylko obalenie premiera Grabskiego, który ośmielił się dokonać reformy walutowej i gospodarczej własnymi (!) siłami, ale przede wszystkim zmuszenie Polaków do poddania swej gospodarki pod nadzór międzynarodowych instytucji finansowych. Cel ten osiągnięto dopiero po zamachu majowym.

W kwietniu 1927 roku przedstawiciele „wielkiej czwórki” (czyli federalnego banku USA, Banku Anglii, Banku Francji i… Reichsbanku) zatwierdzili na konferencji w Calais warunki tzw. planu stabilizacyjnego dla Polski i zobowiązali się zapewnić wspólnie kredyty asekuracyjne dla Banku Polskiego. W Radzie Nadzorczej niezależnego dotąd od obcych Banku Polskiego zasiadł przedstawiciel amerykańskiej finansjery, Charles Dewey, były wiceminister skarbu w Waszyngtonie. Zgodę na to rozwiązanie wymógł na Piłsudskim pomajowy wielokrotny premier, a zarazem wybitny mason, Kazimierz Bartel, a w negocjacjach z rządem polskim, które do tego doprowadziły, uczestniczyły tak szczególne postaci, jak John Foster Dulles (późniejszy sekretarz stanu USA, rzecznik „zimnej wojny” i współtwórca NATO; brat Allana, szefa CIA), czy Jean Monnet – szara eminencja integracji europejskiej, pierwszy dyrektor Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali i członek tzw. Klubu Trzystu, który ponoć „zdalnie zarządza największymi bankami świata”.

Herbert Hoover, rzekomy przyjaciel Polaków i propagator liberalnej „reorganizacji” naszej gospodarki, realizował w latach 1921-1929 proniemiecką politykę USA na stanowisku szefa Departamentu Handlu, a kiedy został wybrany prezydentem (1929), wówczas pozwolił swemu sekretarzowi stanu, Henry’emu Stimsonowi, na odwiedzanie „głównych zachodnich stolic Europy, gdzie próbował (on) pozyskać zwolenników dla koncepcji oderwania od Polski Pomorza i przekazania go Niemcom.”  W tej akcji na rzecz rewizji granic w rejonie Gdańska i Górnego Śląska uczestniczyły też „wpływowe dzienniki amerykańskie, a także niektórzy politycy amerykańscy z senatorem Williamem Borahem na czele”. Doszło w końcu do tego, że „Piłsudski polecił ambasadorowi w Waszyngtonie oświadczyć Hooverowi, że Polska będzie bronić granic do ostatniego żołnierza”. Deklaracja ta „została przyjęta przez rząd amerykański z dużym niezadowoleniem” (P. Wandycz).

*                          *                          *

Nasuwa się w tym miejscu pytanie: jak potoczyła by się historia nie tylko Polski, ale i świata, gdyby państwa zwycięskiej Ententy solidarnie poparły katolicką Rzeczpospolitą w jej krwawych zmaganiach i postawiły na jej swobodny, suwerenny rozwój? Czy ostałby się komunizm w Rosji? Czy hydra niemiecka podniosła by znów głowę? Czy doszło by do II wojny światowej?

Dziś możemy tylko przypuszczać, że nie.

Grzegorz Grabowski

Rok 1946: Herbert Hoover wśród ruin Warszawy, przed cokołem rozebranego przed II wojną Pomnika Wdzięczności Ameryce.

Zob. także:

Radny PiS walczy o wdzięczność Ameryce – artykuł Małgorzaty Zubik z „Gazety Wyborczej Stołecznej” (24.02.2008).
http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,86767,4958864.html

Na Krakowskim może się pojawić nowy pomnik – artykuł Jakuba Chełmińskiego (12.03.2008).
http://www.pis.org.pl/article.php?id=11907

Zasługi Herberta Hoovera, który był zaangażowany w niesienie pomocy naszemu krajowi, są nieocenione, a sam pomnik bardzo pasowałby do Krakowskiego Przedmieścia (…) Nikt nie może zakwestionować zasług Hoovera dla naszego kraju…” (sic!)

„Nie ma sensu, żeby się Polacy bili za zbawienie Europy, przecież nikt im za to nie podziękuje.” – tłumaczył obrońcom młodego państwa polskiego Hoover. Foto: Piłsudski, nuncjusz Ratti (późn. papież Pius XI) i Hoover (późn. prezydent USA) w czasie mszy na Placu Saskim w Warszawie (15.08.1919).

Kto sponsorował rewolucję marcową i bolszewicką w Rosji – artykuł z biuletynu „Polskiego Ruchu Patriotycznego” nr 267 (15.06.2011).
http://www.wicipolskie.org/prp/PRP_267.pdf

Za: http://polski.blog.ru/124729955.html

Komentarzy 47 do “Dwa „Cudy nad Wisłą””

  1. aga said

  2. Błysk said

    Zachód już wtedy ,po roku 1918, bronił swego żydowskiego państwa, nazwanego w roku 1922- ZSRR.Wodzem bitwy warszawskiej w dniach decydujących , tj. od 12 do 18 sierpnia 1920 r. był szef sztabu ,gen.Tadeusz Rozwadowski .Piłsudski zrzekł się na piśmie funkcji Naczelnego Wodza i Naczelnika Państwa i wręczył to pismo ówczesnemu premierowi Wincentemu Witosowi , czego ten tchórz nie ogłosił, tylko oddał Piłsudskiemu po 18 sierpnia 1920r. Dodajmy ,że bolszewicy zostali pobici nad Wkra przez gen. Wl. Sikorskiego , w dniach 15-16 sierpnia 1920 i pod Warszawą , 15 sierpnia .Stosunek sił bolszewickich na froncie Sikorskiego był 4:1 na korzyśc bolszewików, pod Warszawą była równowaga ,a Piłsudski miał przewagę nad bolszewikami 5:1 .Mimo to do 18 sierpnia nie stoczył żadnej bitwy .Na tym polegało jego ” bohaterskie ” dowodzenie wojskiem.

  3. Piotrx said

    „Zarazem bardzo proszę szanownych rusofobów o cytaty, które kiedykolwiek padły ze strony Rosjan, a które byłyby równie jednoznaczne w wyrażaniu wściekłej nienawiści do Polski i otwartemu głoszeniu, iż Polskę trzeba zlikwidować.”

    ******************************

    A.Gella – „Naród w defensywie”

    „Zrezygnujmy więc z tego „gdybania” i zatrzymajmy się na przeglądzie strat obliczalnych. Nie mam nic nowego do dorzucenia do tego, co już dawno zostało obliczone przez wielu historyków powstania. Ale przypominając te dane, chciałbym pomóc współczesnemu czytelnikowi uświadomić sobie smutną prawdę, że jeszcze po 1832 r. Polska była dla Rosji ciągle tylko powaloną, ale żyjącej potęgą; carat wiedział, iż nawet na ziemiach włączonych do państwa moskiewskiego, depcze po żyjącej tkance polskiej kultury, tak trudnej do wchłonięcia, gdyż tak silnej i rażąco odmiennej. Po roku 1864 zaborca wiedział, że nareszcie złamał stos pacierzowy swego powalonego rywala i, że odtąd musi go już tylko systematycznie rusyfikować. Mógł więc sobie pozwolić na ter-ror, który był niemożliwy bez uprzedniego fizycznego zniszczenia infrastruktury polskiego życia narodowego. Na „ziemiach zabranych” udało mu się to w dużym stopniu. Popatrzmy więc przez chwilę na rosyjskie zyski z powstania oczyma Moskala. Bezcenne są w tej mierze urzędowe listy Michała Mikoła-jewicza hr. Murawiewa, zwanego przez swych współczesnych po prostu „Wieszatiel”. Chociaż był wielkorządcą tylko „Kraju północno-zachodniego”, czyli terenów b. Wielkiego Księstwa Litewskiego, jednakże opinie, sugestie i opisy posunięć tego wielkorządcy stanowią obraz całej polityki Moskwy w stosunku do pokonanego narodu polskiego, a tyle tylko różne od innych, że wyrażone z w pełni poufną szczerością barbarzyńcy.
    Chociaż tylko na Litwie, Żmudzi i Białorusi represje rosyjskie przybrały formę tak totalnego niszczenia polskości, niemniej jednak prof. Henryk Mościcki, który przed 60-ma laty listy „Wieszatiela” wybrał i ogłosił w przekładzie, miał rację pisząc, iż posiadają one symboliczne niemal znaczenie w dziejach konfliktu polsko-rosyjskiego. A co najsmutniejsze dla nas, to fakt, iż za rządów Murawiewa i dzię-ki jego metodom, wykopana została na ziemiach Litwy i Białorusi prze-paść pomiędzy Polakami i innymi grupami narodowościowymi, prze-sądzająca na przyszłość szanse Polski na tych ziemiach. To był trwały „zysk” rosyjski z polskiej matieży. Chociaż na tych listach opierało się wielu historyków w ostatnim półwieczu piszących o roku 1863, sądzę, iż warto podać tu garść fragmentów z tej korespondencji, które lepiej niż wszelki pośredni opis obrazują polski los w „Kraju północno-zachodnim”. Zanim jeszcze powstanie upadło, 7 stycznia 1864 r., generał pie-choty Murawiew przesłał: „Do Pana Ministra Dóbr Państwa” A.A. Zielenoja …spis osób… uczestniczących w buncie… wraz z sugestiami, które przytoczę w skrócie:

    1. Postarać się, by jak najwięcej majątków przeszło w ręce Rosjan. Tylko tym sposobem można dopiąć tego, że osiądzie w kraju tutejszym znaczna ilość właścicieli pochodzenia rosyjskiego, którzy, tworząc w pewnych miejscowościach ścisłą masę, będą mieli możność przeciwdziałania występnym zamiarom obywateli pol-skich, aby oderwać od Rosji jej gubernie północno-zachodnie.
    2. Z przesłanego Waszej Ekscelencji spisu osób, uczestniczących w buncie, raczy Pan zauważyć, że tylko bardzo nieznaczna ich część jest właścicielami samodzielnymi; większa zaś część są to dzieci przy rodzicach żyjących, a przeto nie korzystają z praw samodzielnych właścicieli. Okoliczności tej nie należy uważać za przypadkową: wglądając w system powstania, musimy zau-ważyć, że rodzice umyślnie zostawali w swoich majątkach, aby zaopatrywać bandy, w których były ich dzieci, w pieniądze, żywność i inne środki, licząc, że przytem unikną wszelkiej odpowie-dzialności za czyny swoich dzieci…
    (tu następuje rada, jak tych rodziców zmusić tylko do zamiany (mająt-ków! na pieniądze lub papiery wartościowe).
    3. Zmusić osoby, które zostały wysłane drogą administracyjną za szkodliwy wpływ na społeczeństwo do oddalonych gubernii wielkorosyjskich, aby sprzedały w ciągu roku majątki… Obywatele ci, którzy zwykle należeli do najbardziej wpływo-wych osób w gubernii, dopomagali buntowi, jeżeli nie otwar-cie, to wszystkimi zależnymi od nich środkami materialnymi i moralnymi i ich obecność w kraju tutejszym będzie zawsze szkodliwa dla rządu i spokoju publicznego.
    4. Rozciągnąć przepisy o sprzedaży przymusowej także i na majątki, które nie podlegają konfiskacie, lecz które są pod sekwestrem…
    W konkluzji zmuszony jestem dodać, że dopóki obywatele Po-lacy zostaną w liczbie obecnej, nie można będzie uważać kraju tutejszego za zupełnie uspokojony i wyzwolony z czynników buntu.
    Narzekając na „uprzednie błędy rządu”, które Rosję za drogo kosztują, dobry Rosjanin, Murawiew, już miesiąc później (1 lutego 1864 r.) przedstawiał temuż samemu ministrowi Zielenojowi swój pogląd historyczno-polityczny na „Kraj zachodnio-północny”.

    … czas postawić jasno pytanie, czy Rosja ma tutaj istnieć, czy nie. Wielu z naszych mężów stanu nie ma odwagi wypowiedzieć szczerze swego zdania i działa dwuznacznie, obawiając się utra-ty popularności europejskiej, zapominając o Rosji. Czas nam nareszcie opamiętać się i przekonać, że kraj tutejszy od wieków był rosyjski i takim winien zostać, że żywioł polski jest tu na-pływowy i powinien być ostatecznie i stanowczo zduszony; teraz pora jest odpowiednia, aby z nim skończyć, gdyż inaczej Ro-sja straci bezpowrotnie Kraj Zachodni i stanie się Moskowią tj. tym, do czego chcą doprowadzić Rosję Polacy i większa część Europy. Czyż można na to pozwolić? Ale, niestety, jest wielu Ro-sjan, którzy współczują Polakom, i dlatego takie są wahania w działalności rządu i niezgodność w systemach zarządu prowincji południowych i północno-zachodnich.

    Wychowany na początku XIX wieku ten urzędnik carski był już nauczony, że „kraj tutejszy od wieków był rosyjski…” Ale poza tym, co było wpływem rosyjskiej szkoły, widzimy, jakim elementem ludz-kim posługiwał się carat w dobijaniu powalonego przeciwnika. Mura-wiew zdawał sobie sprawę z tego co robi, i bał się opinii publicznej na-wet w Petersburgu. Toteż już na początku tłumienia powstania 23 kwiet-nia 1863 r. prosił swego zwierzchnika i powiernika w stolicy: „Póki ja się tu z nimi załatwiam, należy o tym w Petersburgu nie rozgłaszać”. W następnym roku, 7 stycznia, komentował swe sankcje ekonomiczne:

    Niektórym wydać się mogą pomienione środki uciążliwymi, przede wszystkiem myśleć jednak należy o Rosji i starać się, aby usunąć możliwość buntu w przyszłości: dlatego też nie można pozwolić na żadne pojednanie z żywiołem polskim, lecz trzeba go doprowadzić do tego stanu, żeby nie szkodził spokojowi i całości Rosji.

    Murawiew rozprawiał się z polskością przede wszystkim przez uderzenie w drobną szlachtę, kler katolicki i stan urzędniczy. 7 marca 1864 r. pisał do ks. W. A. Dołgorukowa:

    Obywatele zaś Polacy, szlachta tutejsza, księża, urzędnicy wyznania katolickiego i pozostała nieszlachta, prawie wszyscy, bez wyjątku, zawsze byli i będą jawnymi wrogami Rosji. Oni to przejęci tym uczuciem nieubłaganej nienawiści do nas i pragnieniem powszechnym swoich i wszystkich nieprzyjaciół naszych w Europie zachodniej, przez ciągłe knowania, na które pozwoliła sła-ba i błędna działalność naszego rządu, dążyli nieustannie do ode-rwania Kraju Zachodniego od Rosji, by odepchnąwszy nas do granic Azji, zrobić z nas, jak się wyrażają pogardliwie, dawną Moskowię lub Mongolię; gdyż wiedzą dobrze, że w razie utraty gubernii zachodnich, stracić będziemy musieli i stanowisko swoje w Europie.

    Miał rację. Wyprzedzał w tym geopolitycznym myśleniu angielskiego prof. H. J. MacKindera. Murawiew bowiem zdawał sobie doskonale sprawę, że Rosja, odepchnięta od Bałtyku, straciłaby swą mocarstwowość. Ale, aby się na tych zachodnich nabytkach Moskwy utrzymać, trzeba zniszczyć starą infrastrukturę społeczno-polityczną ,,Kraju Zachodnio-Północnego”. W tym celu, w tym samym liście do ks. Dołgorukowa doradzał, iż:

    …ze względu na sam pożytek państwa, konieczne jest spowo-dowanie rozłamu pomiędzy tą ludnością a innymi, wrogimi rządowi stanami, a zwłaszcza obywatelami ziemskimi pochodzenia polskiego. Powinniśmy bez wahania iść tą drogą, nie zważając na żadne protesty, i osadzać tu narodowość rosyjska przez zu-pełne zduszenie żywiołu polskiego. Wszelki inny system postę-powania będzie dla nas zgubny i doprowadzi do tego, że przyj-dzie chwila, kiedy będziemy musieli kraj ten stracić.

    Murawiew nie zaniedbał także i nowocześniejszych metod podsy-cania w tłumie rosyjskim nienawiści do polskich buntowszczyków. 25 marca 1864 r. wysłał do Zielenoja „kilkanaście rysunków przedstawia-jących powstanie polskie”. Były to zapewne karykatury ośmieszające polskie męczeństwo. Pisał o nich:

    …Każę je w kilkuset egzemplarzach litografować dla publiczności rosyjskiej i dla tutejszych Polaków. Posyłam też te i inne podobne rysunki do Moskwy, aby z nich zrobić obrazki popularne dla ludu; trzeba wszędzie hańbić Polaków i ich g ł u p i e powstanie.

    W grudniu 1864 r., Murawiew mógł już odsapnąć. Informował Zielenoja (22 XII), że nie sądzi:

    „żeby żywioł polski mógł się tu prędko podnieść”.

    Tym „szlachetnym” felietonistom polskim, którzy (często przybie-rając togę historyków) — szerzenie się kultury polskiej na wschodzie i naturalny proces przesuwania się elementu polskiego na tereny sła-biej zaludnione, otwarte dla wszelkiego rodzaju „pionierów”, nazywają polskim „imperializmem”, polską „kolonizacją”, stawiając tym samym działania dawnej Rzeczypospolitej na równi z polityką rosyjską i pruską — chciałbym przypomnieć, jak wyglądała autentyczna kolonizacja imperialna. Oto, w tymże samym liście Murawiew donosił jak „pomyślnie” posuwa się sprawa przywrócenia narodowości rosyjskiej i prawosławia.

    Wszędzie się tu teraz budują cerkwie, szkoły rosyjskie i osiedla się Rosjan. Wszędzie słychać, nawet na targu, język rosyjski; lud zrozumiał zupełnie, że jest rosyjski i że całą swą przy-szłą pomyślność, tak szybko już teraz rosnącą, zawdzięcza Ce-sarzowi rosyjskiemu, który wybawił go od ciężkiego jarzma pa-nów polskich. Sprawa rusyfikacji kraju tak szybko się posuwa i przeciwdziałanie propagandy polskiej tak ucichło, że ja sam się tego nie spodziewałem, trzeba tylko trzymać się przyjętego sys-temu, a bez wątpienia za lat kilkanaście w kraju tym zasiądzie mocno narodowość rosyjska, bez tego zaśnie można uważać tych gubernii za rosyjskie i panowania naszego za trwałe. …Po zniesieniu w kraju tutejszym przeszło 20 klasztorów, duchowieństwo rzymskie znacznie na mocy straciło, a lud stracił do niego zaufanie. Wielu sami proszą o przejście na prawosła-wie, w samym Wilnie przeszło z katolicyzmu do 200 osób ludzi różnego stanu, w powiatach zaś wszystkich sześciu gubernii prze-szło więcej niż 2500 dusz; ruch ten ciągle się zwiększa, na granicy Kurlandii niektórzy katolicy przechodzą nawet na luteranizm, tak nienawistni stali się dla nich księża.

    Wiedział również „Wieszatiel”, że nie dość jest fizycznie pokonać Polaków. 25 grudnia ostrzegał:

    „Powinny działać wszystkie połączone siły rosyjskie, aby ten kraj przyłączyć na zawsze do Rosji, nie tylko orężem, ale i przez zlanie moralne”.

    Powołując się na błędy poprzednich rządów w postępowaniu z Polakami, w których ręku była cała władza administracyjna kraju, dowodził (w liście urzędowym do ministra spraw wewnętrznych P. A. Wa-ujewa, z 22 stycznia 1864), iż wynikały one:

    … ze zbytniego zaufania do obłudnych oznak przywiązania do Rządu ze strony t u b y l c ó w (podkr. — A. G.), którym powie-rzone były wszystkie gałęzie zarządu w kraju, i kierując się wska-zówkami doświadczenia, okupionego krwią i ciężkiemi ofiara-mi ze strony Rosji, uznałem za konieczne, aby zapewnić na przy-szłość spokój w kraju, zastosować środek stopniowego zastępowania urzędników krajowych pochodzenia polskiego przez ro-dowitych Rosjan, będąc stanowczo przekonany, że rząd nie może, ani teraz ani w przyszłości, nigdy liczyć na wierność i przywiązanie urzędników krajowców i że dopóki we wszystkich war-stwach administracji miejscowej nie będzie osadzony żywioł ro-syjski, dopóty panowanie rosyjskie w tym kraju nie stanie na trwałym fundamencie. Jako sprawny urzędnik okupacyjny, Murawiew wiedział, że nale-ży się w podbitym kraju rozprawić przede wszystkim z wpływami elity społecznej. Pouczającym jest dla nas, jak ten prawowierny Rosjanin widział rewolucyjne przygotowywania społeczeństwa polskiego. Obszernie przedstawił swe obserwacje w „Sprawozdaniu hr. M. N. Murawiewa z zarządu ‚Krajem Północno-Zachodnim’ od 1 maja 1863 do 17 kwietnia 1865″ . Powstanie, które nazywa buntem, było groźne

    ,,…nie wskutek liczebności band uzbrojonych, ale wskutek siły i tajem-niczości organizacji rewolucyjnej, która pokryła swą siecią cały kraj…”

    A najgroźniejszym w swej działalności był kler katolicki:

    .. .Duchowieństwo rzymskokatolickie, rozpłomieniając z początku namiętności tłumu i współdziałając tajnie z buntem, poważyło się na koniec stanąć otwarcie na czele powstania; klasztory rzymskokatolickie, pod osłoną niedostępności dla kontroli świeckiej, stały się ogniskami organizacji i propagandy rewolucyjnej.

    „Podobnie groźna dla samodzierżawia była aktywność oświatowa i go-spodarcza osób świeckich, które zakładały:”

    Po miastach całego kraju rewolucyjne biblioteki publiczne w celu jednoczenia młodzieży i rozpowszechniania wśród niej spisku przeciwko rządowi, przeciwko któremu też rozpowszechniano wszędzie buntownicze odezwy i broszury. Pod pretekstem zjaz-dów gospodarczych w celu uregulowania bytu włościan, zawią-zywano we wszystkich powiatach spiski przeciwko prawowitej władzy W.CM. (Waszej Cesarskiej Mości) i obierano jawnych i tajnych delegatów dla dozoru nad działalnością rządu… …Język polski, wprowadzony urzędowo do szkół, i propaganda polska, dopuszczona w zakładach naukowych średnich i niż-szych, rozpłomieniały młodzież przeciwko rządowi, a przyzwyczajając lud do pojęcia, że cały ten kraj nie jest rosyjski, lecz pol-ski, obywatele Polscy, starając się zbliżyć do ludu, otwierali… polskie szkoły w olbrzymiej ilości, zaś partia rewolucyjna rozpowszechniała między ludem antyrządowe broszury i proklamacje. W języku polskim wydawano dokumenty urzędowe i prowadzono nawet oficjalną korespondencję. Tak np. duchowieństwo rzymsko-katolickie zaczęło w 1860 r. wydawać metryki i prowadzić korespondencję, wbrew prawu, po polsku; nawet Rzymskokatolickie Kolegium w Petersburgu, na moje żądanie zaledwie niedawno przerwało swe stosunki z duchowieństwem Kraju północno-zachodniego w języku polskim.

    Ubolewał też Murawiew nad losem prawosławia, które nie wytrzymywało konkurencji z katolicyzmem, i cierpiało nędzę, podczas gdy kler rzymskokatolicki

    „podążał do wytkniętego celu spolszczenia kraju: samowolnie, wbrew prawu, budował kościoły i przygotowywał bunt…”.

    A wśród świeckiej społeczności polskiej

    „całą duszą oddanymi re-wolucji”

    byli: ,,drobni urzędnicy — Polacy, drobna szlachta i ludność miejska…” Nic więc dziwnego, że te „Gimnazja i szkoły powiatowe dotarczały bandom żywej siły, z wymienionych bowiem zakładów rozwlekło się po lasach i przylgnęło do buntu przeszło 2.000 uczniów”.

    Po długiej analizie przyczyn i organizacji „buntu”, Murawiew wygłasza swoją dewizę, jakże bardzo przypominającą cytowaną gdzie indziej wypowiedź Katarzyny II.

    …Czas już wielki, by Rosja i wszyscy Rosjanie przekonali się, że z polskością nie można i nie należy czynić zgody, gdyż rokosz powinien zniknąć bezwzględnie; zgody z nią być nie może; ludzkość i ustępstwa są w tym wypadku zbrodnią wobec Rosji.

    Postępując zgodnie ze swymi przekonaniami, Murawiew sprowadził …..przeszło 3.000 rosyjskich urzędników, nauczycieli i seminarzystów…” Równocześnie przypominał, że „większość urzędników polskich poszła do buntu, lub była ujęta za wzięcie w nim udziału…”

    To „Sprawozdanie” liczące 30 stron druku stanowi dokument, którego nie może pominąć ktokolwiek chce uczciwie zastanowić się nad rosyjskim Drang nach Westen. Przedstawia ono ten głęboko urazowy stosunek carskiego urzędnika do wszystkiego co polskie i katolickie. W tym sprawozdaniu pisanym dla samego cara, na ostatniej stronie, Murawiew sugeruje, aby stan wojenny utrzymać długo i uzasadnia swoją sugestię:

    „Kraj Zachodni i Polska — to wieczne gniazdo spisków i krzywo-przysięstwa — nie mogą być stawiane w jednym szeregu z rosyjskimi wiernopoddanymi W.CM. Ściąganie sum kontrybucyjnych z obywateli polskich powinno trwać ciągle; glosy o tym, że kontrybucje zrujnowały kraj, są kłamstwem i naumyślnie są wymyślone przez Polaków…”

    Tak było na Litwie. Równocześnie w Królestwie, które już po Powstaniu Listopadowym utraciło prawa państwa konstytucyjnego (Konstytucję zastąpiono 24 II 1832 r. Statutem Organicznym), prześladowania trwały dłużej i miały niewiele mniej okrutny charakter. Jenerał-Policmajster Triepow musiał się liczyć jednak z administracyjną odręb-nością Królestwa pod władzą carskiego brata — namiestnika. Ale przede wszystkim musiano brać pod uwagę geografię. Litwa nie miała granic z innymi mocarstwami europejskimi, natomiast z Królestwa znacznie łat-wiej rozchodziły się do innych stolic informacje o rosyjskich okrucień-stwach. Nawet dyktatura wojskowa udzielona przez cara gen. Teodorowi Bergowi dla stłumienia powstania (Berg zastąpił cesarskiego brata ks. Konstantego, namiestnika, który został odwołany do Petersburga jako zbyt łagodny), nie mogła prześcignąć barbarzyństwa „Wieszatiela”. .(….)

  4. MKacper said

    „czego ten tchórz nie ogłosił, tylko oddał Piłsudskiemu po 18 sierpnia 1920r.”

    Mogl nie chciec niszczyc morali obroncow. Taki annons bylby bez precedensu. Kapitulacja wodza przed bitwa.
    To ze oddal dymisje rzeczyscie dowodzi tchorzostwa. Moze nie chcial byc otruty lub zginac bez wiesci jak inni przeciwnicy pilsudera, ktory nie stoczyl zadnej bitwy z zydokomuna zssr-u bo ja popieral.

  5. obserwator said

    Polska nie istniała przez 123 lata, od ostatniego rozbioru w 1795 do ogłoszenia niepodległości 11 listopada 1918.

    I w ciągu zaledwie 1.5 roku Polacy zdołali zorganizować się na tyle, by pokonać zbrojną żydobolszewicką hordę, która zagroziła istnieniu i Polski, i Europy.

    Jak oni, nasi dziadkowie i pradziadkowie, zdołali tego dokonać?

  6. wet3 said

    @ Piotrx
    Wielkie dzieki za ten wielce „rusofobiczny” wpis jasno oddajacy postawe wladz Rosji! Komentarze zbyteczne.

  7. wet3 said

    @ 5
    Odpowiedz jest bardzo prosta. Wychowanie w patriotyzmie i milosci swego narodu czynic potrafi cuda!!!

  8. bezpartyjny said

    Jeszcze bardziej podobny do Trockiego jest mz Artur Meller. http://2.bp.blogspot.com/_zGu4dr3Uqng/SonDDKgqTCI/AAAAAAAACg8/UJPA3XfPhUo/s1600-h/IMG_8645+kopia_edytowany-1.jpg

  9. Marucha said

    Re 3, 6:
    Proszę zauważyć, iż owe wypowiedzi – jakże nieliczne na tle odwiecznej nienawiści żywiołu germańskiego do Polski – były sprowokowane bezsensownymi, wywołanymi przez masonerię, powstaniami: Listopadowym i Styczniowym. Ich celem było właśnie wywołanie nienawiści do Polski.

    Zarazem proszę zauważyć, iż mieliśmy wśród Rosjan wielu przyjaciół, nawet podczas rozbiorów, nawet w kręgach najwyższej władzy. Gdyby nie powstania, prawdopodobnie Polska odzyskała by niepodległość drogą naturalną. Rosjanom nigdy nie zależało na zniszczeniu polskiego narodu.

  10. aga said

    http://all.gloria.tv/?media=184633

  11. feliks said

    @3 Piotrex,
    może kolega, ktorego cenię za ciekawe materiały, wyjaśni kto właściwie rządzil carska Rosją, w tym i pochodzenie ich dworu , który właściwie okupował tubylców przyjmując ich język i obyczaje.Dlaczego straciliśmy Królestwo Polskie bezsensownym powstaniem Listopadowym a potem resztę swobód, jeszcze bardziej bezsensownym powstaniem Styczniowym.Kometarz kolegi sugeruje, że Rosja winna była zwrócić nam niepodległość i przeprosić za rozbiory inspirowane przez Prusy.Właśnie ostatnio znaleziono list(przesłanie) przy remoncie jednej z kapilc opisujący traficzny los Polaków w zaborze pruskim ( „bardziej cywilizowanym”).
    Może kolega dla równowagi wyszpera materiały dotycżące polityki Prus(niezmiennej) odnosnie Polaków.Nikt na tym forum nie nawołuje do miłosci do Rosji tylko do zaprzestania żenującego” pajacowania” w interesie wrogich nam sił.

  12. zdziwiony said

    A może jednak należało wesprzeć Denikina?
    Uznając Sowiety nie za historyczną kontynuację Rosji carskiej, lecz raczej za jej przeciwieństwo, Mackiewicz poddawał w wątpliwość słuszność koncepcji Piłsudskiego, z okresu wojny polsko- bolszewickiej z 1919-1920 roku., wyrażającej się w konsekwentnym uchylaniu się strony polskiej od wsparcia sił antybolszewickich na froncie wojny domowej w Rosji. Pośród badaczy analizujących ten wycinek dziejów obecny jest głos, że we wrześniu- październiku 1919 r., podczas ofensywy Denikina na Moskwę, los bolszewików zależał od Polaków (zob. Richard Pipes Rosja bolszewików Warszawa 2005 r.) Decyzją Piłsudskiego wojska polskie, stojące wówczas na linii Berezyny, pozostały w uśpieniu. Front polsko- bolszewicki nawet nie drgnął. Jego zamrożenie zostało zadeklarowane bolszewikom przez Polaków podczas tajnych negocjacji polsko – bolszewickich, które miały miejsce latem 1919 r. Bolszewicy, mając zapewnienie naszych przodków, że nie podejmą oni ofensywy, mogli przerzucić kilkadziesiąt tysięcy czerwonoarmistów z frontu polskiego na front walki z Denikinem. Tymczasem podjęcie ataku przez Polaków w kierunku na północny- wschód, ataku wspierającego działania prących ku Moskwie wojsk Denikina, zapewne pozwoliłoby pogrzebać komunizm już w samym zarodku, jesienią 1919 roku. I to byłby na pewno największy w historii polski wkład w pozytywne dzieje ludzkości. Niestety, zadecydowano inaczej.
    W ocenie Mackiewicza decydujące dla takiego przebiegu zdarzeń było to, że:
    „Piłsudski, całe swe życie poświęciwszy walce z carską Rosją, z właściwym dla polityków o jednostronnej rutynie uporem, był najdalszy od poddania rewizji starej doktryny. Fenomenu rewolucji bolszewickiej nie rozumiał. Traktował ją po prostu jako osłabienie Rosji, zaś obalenie bolszewizmu przez kontrrewolucję, jako jej potencjalne wzmocnienie. Stąd stawiał na Rosję „słabszą”, a więc stanowiącą mniejsze zagrożenie dla Polski.(….). Historiografia polska stanęła na stanowisku, że ówczesne decyzje Piłsudskiego były jedynie słuszne i możebne, gdyż Kołczak, Denikin i inni przywódcy antybolszewickiej Rosji nie chcieli uznać innej Polski jak tylko w granicach „etnograficznych”. To święta prawda. Ale ta sama historiografia nie bierze pod uwagę, że Lenin i wszyscy przywódcy bolszewiccy nie uznawali w gruncie rzeczy nawet Polski „etnograficznej”… To znaczy nie dlatego, że byli „lepszą” czy „gorszą”, słabszą czy silniejszą Rosją”, a dlatego po prostu, że z założenia doktryny, z założenia globalnej rewolucji wychodząc, nie mogli dążyć do uznania innej Polski jak ta, którą reprezentował „Komitet Rewolucyjny” Marchlewskiego- Dzierżyńskiego w Białymstoku, a dziś reprezentuje rząd PRL w Warszawie; tzn. Polski komunistycznej. W tym kontekście sprawa granic państwowych jest dla komunistów rzeczą w praktyce podrzędną, bądź wygrywaną jedynie dla celów taktycznych. Piłsudski natomiast popierając raczej bolszewików przeciwko „białej” Rosji, dlatego, że nie chciała ona uznać roszczeń polskich na wschodzie, sprowadzał swą politykę niejako do „obrony granic wschodnich”. Dziś roszczenia do tamtych granic wydają się już wielu anachronizmem(…)
    (Józef Mackiewicz Zwycięstwo prowokacji Londyn 1993 r.)
    Niemniej jednak warto chyba choć przez chwilę rozważyć słuszność poglądu Mackiewicza, zwłaszcza w kontekście znanego nam dalszego ciągu wydarzeń. Przecież niewykorzystanie możliwości zgniecenia bolszewizmu jesienią 1919 r. spowodowało, że już niespełna rok później los Polski zawisł na włosku. Sierpniowe zwycięstwo z 1920 r., zwane Cudem nad Wisłą, oddaliło jarzmo komunizmu, ale już dwadzieścia kilka lat później cud się nie powtórzył i Polska została zniewolona przez komunizm na kolejne przeszło czterdzieści lat.

  13. Marucha said

    Re 11:
    Dokładnie.
    Polscy patryjoci sumiennie wykonują plany żydostwa, aby skłócić Słowian, a zwłaszcza Rosję z Polską. Czy robią to świadomie, czy z głupoty, nie jest istotne.

    Na pewno w historii Rosji nie brakowało polakożerców (a w Polsce rusofobów) – ale to wszystko razem złożone do kupy to małe piffko w porównaniu z bydlęcą wręcz nienawiścią Germanów do Polski, ciągnącą się przez stulecia i nie słabnącą nawet w czasach „integracji europejskiej”. Natomiast po 1990 roku nie doznaliśmy od Rosji nic złego, nic co można by porównać z hitlerowskim wręcz niszczeniem Polski i polskości przez Zachód.

  14. Marucha said

    Re 12:
    Patrząc z perspektywy historycznej i dysponując dzisiejszą wiedzą, oczywiście należało poprzeć „białych”.
    I wydaje mi się, że Piłsudski, będący (wg jego apologetów) geniuszem, powinien to przewidzieć.
    Popełnił – nie wiem, czy błąd, czy sabotaż.

  15. Guła said

    Wojna na wschodzie przeciwko Denikinowi czy też Bolszewi w ogóle nie wchodziła w rachubę z przyczyn po pierwsze ekonomicznych, po drugie dlatego że to właśnie wschód parł w kierunku Zachodu. Pomijam konieczność obrony granic zachodnich. Dla bolszewii „Polska to zagroda na drodze do światowej rewolucji” którą należało usunąć a dla białej Rosji kraj prywislański. NU przecie nie zagranica.

    Trza się zaszczepić :))) Panowie.

    W traktacie ryskim można było oddać bolszewii do Wisły 😉 to byśta teraz „polskie endeckie” antysemytników nie ścigali. Tak wynika z państwa argumentacji.

    Żyć przecież za coś trzeba.

  16. wet3 said

    @ 12
    Chyba Selman chyba kontaktowal sie z Denikinem. Denikin okazal sie ruskim nacjonalistycznym glupcem i uparcie Polske wyobrazal sobie jako Krolestwo Kongresowe. Dlatego Selman (w tym wypadku slusznie) nie pomogl Denikinowi.

  17. Re. 12
    Oczywiście, że należało iść z Denikinem, z białą Rosją, a nie z bolszewikami. Należało robić sojusz z chrześcijańską Rosją.

    Re. 16
    Denikin nie był „ruskim nacjonalistycznym głupcem”.

    Antoni Denikin o swym ojcu, Iwanie Denikinie (1807-1885), majorze wydzielonego korpusu straży granicznej, urodzonym we wsi Orzechówka w guberni saratowskiej, w rodzinie feudalnych chłopów i wziętym w 1834 r. „w rekruty”:

    „W 1863 roku zaczęło się polskie powstanie. Oddział, którym dowodził ojciec był rozlokowany na granicy z Prusami, w rejonie miasta Piotrków Trybunalski. Z okolicznymi polskimi mieszkańcami ojciec był w dobrych stosunkach, często bywali u siebie. Niedługo przed powstaniem sytuacja w kraju stała się bardzo napięta. Krążyły wszelkiego typu plotki. Posterunek graniczny otrzymał doniesienie, że w jednym z majątków, z którego właścicielem ojciec był na przyjacielskiej stopie, odbywa się tajne posiedzenie zjazdu konspiratorów. Ojciec wziął ze sobą pluton straży granicznej i rozmieścił go w ukryciu wkoło dworu z krótkim nakazem:

    – Jeśli za pół godziny nie wrócę, atakować dom!

    Znając rozkład pomieszczeń, wszedł prosto do salonu. Zobaczył tam wielu znajomych. Nastąpiło ogólne zamieszanie… Niektórzy z nie znających ojca rzucili się, by go rozbroić, ale inni ich powstrzymali. Ojciec zwrócił się do zebranych:

    – Ja wiem, po co tu jesteście. Ale jestem żołnierzem, a nie donosicielem. Kiedy mi przyjdzie z wami walczyć, wtedy już nie szukajcie zmiłowania. A właśnie zaczęliście wielką głupotę. Nigdy nie dacie rady rosyjskiej potędze. Wygubicie tylko na próżno mnóstwo swoich ludzi. Zastanówcie się, póki nie jest za późno.

    I poszedł. (…)

    Jak wiadomo, polskie powstanie zaczęło się 10 stycznia 1863 roku i zakończyło się w grudniu zupełną klęską. Jego skutkiem były konfiskaty mienia, wielkie zsyłki na Syberię i w ogóle zaprowadzenie w kraju bardziej surowych porządków.

    W 1869 roku ojciec przeszedł na emeryturę w stopniu majora. A po dwóch latach ożenił się po raz drugi z Elżbietą Teodorówną Wrzesińską (moja matka). O zmarłej pierwszej żonie ojca w naszej rodzinie prawie się nie mówiło; zdaje się, że to małżeństwo było nieudane.

    Moja mama – Polka, pochodziła z miasta Strzelno, zabór pruski, z rodziny zubożałych chłopów małorolnych. Los poprowadził ją do pogranicznego miasteczka Piotrków, gdzie szyciem zdobywała dla siebie i dla swojego starego ojca środki do życia. I tam poznała się z ojcem.” (Denikin A. I., Droga rosyjskiego oficera, Moskwa 1991).

    (Tłum. polski.blog.ru)

    Denikin Antoni Iwanowicz, Droga rosyjskiego oficera. (To wydanie w pełni odpowiada, włącznie ze słowem wstępnym, książce opublikowanej w 1953 roku w USA.):

    http://militera.lib.ru/memo/russian/denikin_ai/index.html

    Polecam. Porozumienie z synami Marii Blank i Dawida Bronsteina nie było możliwe, natomiast porozumienie z prawosławnym synem szwaczki Wrzesińskiej – jak najbardziej.

  18. PRZESZŁOŚĆ –> TERAŹNIEJSZOŚĆ –> PRZYSZŁOŚĆ

    Należy włączać się aktywnie w propagowanie PRAWDY o naszej przeszłości, gdyż bez niej nie ocenimy dobrze teraźniejszości i nie podejmiemy dobrych decyzji co do przyszłości, co do kierunku polityki, jaką chcemy popierać lub już popieramy (tu mam na myśli np. tragedię konsumentów-zwolenników „polityki historycznej” w wydaniu „pisowsko-radiomaryjno-naszdziennikowym”).

    Ale jak zwykły Polak ma rozpoznać prawdę historyczną od nieprawdy? – To jest problem, tu by się przydało jakieś narodowe „imprimatur”, znak aprobaty z punktu widzenia polityki propolskiej. Może Pan Gajowy by powołał komitet Autorytetów i publikował tytuły polecanych wydawnictw w rubryce „Publikacja propolska”?

    Dzięki ludziom prawda się jednak przebija. Oto przykład:

    „15 czerwca (2011) w Muzeum Niepodległości w Warszawie odbyła się prezentacja reprintu książki „Generał Rozwadowski”. W programie konferencji znalazły się referaty dra Mariusza Patelskiego (Uniwersytet Opolski), Piotra Rozwadowskiego (Stowarzyszenie Rodziny Jordan-Rozwadowskich) oraz Jana Engelgarda (Muzeum Niepodległości w Warszawie).

    Pierwszy wystąpił pan Piotr Rozwadowski – prezes Stowarzyszenia Rodziny Jordan-Rozwadowskich, który przedstawił referat ilustrowany prezentacją (pt.) Rodzina Jordan-Rozwadowskich, pochodzenie wybitne postaci, stowarzyszenie rodzinne w której dodatkowo zaprezentował mocne powiązanie członków tej rodziny z Ruchem Narodowym. Później wystąpił dr Mariusz Patelski z Uniwersytetu Opolskiego, biograf postaci generała, autor książki (niestety nie do zdobycia, nawet w drugim obiegu – wyd. w nakładzie 1000 egz.) pt. Generał broni Tadeusz Jordan Rozwadowski żołnierz i dyplomata. W swym referacie skupił się na postaci generała, ale bez zaznaczania roli generała w sierpniu 1920 roku, co uczynił ostatni prelegent Jan Engelgard, który podkreślił podstawową rolę w bitwie warszawskiej generała Rozwadowskiego, gdy tymczasem Piłsudski po złożeniu dymisji z funkcji Naczelnego Wodza w dniu 12 sierpnia (o czym jak podkreślił prelegent wiele opracowań wstydliwie nawet nie wspomina) na ręce prez.(esa) Witosa wyjechał do „rodziny” nad Wieprz, m.in. odwiedzając (są źródła historyczne to potwierdzające) swoją kochankę, a jak później ktoś zaznaczył z sali – w dniu 15 sierpnia, gdy pod Warszawą decydowały się losy Polski (ów głos z sali powołał się na źródła zapisane w jednej z parafii nadwieprzańskich) trzymał do chrztu dziecko, nie był więc nawet w tym dniu w obozie wojskowym (!)

    Pan Engelgard, podkreślił także dwie inne ważne dla nas kwestie:

    1) Tzw. rozkaz 10 000 – wydał go gen. Rozwadowski – wobec zmiany sytuacji na froncie (silny, oskrzydlający Warszawę, atak bolszewików od strony północnej), anulował rozkaz Piłsudskiego o głównym uderzeniu od południa znad Wieprza siłami 6 armii, a polecił wzmocnić 5. armię na północy – i tym sposobem zastosował tzw. „manewr Kanneński” podobnie jak Scypion Pod Kannami pokonał Hannibala, biorąc go w podwójne kleszcze. Rozkaz ten wydany został wszystkim dowódcom poszczególnych odcinków frontowych w tym Piłsudskiemu (poza tym. Weygandowi, Hallerowi, Latnikowi i innym generałom) – co wyraźnie wskazuje, po pierwsze na pozycję jaką miał w tych dniach gen. Rozwadowski, a po drugie, co jest jeszcze ważniejsze, że podstawą sukcesu nad Wisłą nie była koncepcja Piłsudskiego (a tak próbują to określić nawet ci zwolennicy Marszałka, którzy dostrzegają bezpośrednio dowódczy charakter gen. Rozwadowskiego), lecz właśnie ten rozkaz [nr 10 000] określił nową koncepcję strategiczną i autorem tej koncepcji jest tylko i wyłącznie gen. Rozwadowski, a Piłsudski, tylko jednym z jej częściowych wykonawców (wszyscy uczestnicy podkreślali, że w krytycznym dniu 15 sierpnia, Piłsudski nawet nie wszedł z działaniami wojennymi na front – co pośrednio uwiarygadnia, owe zapisy z ksiąg Parafialnych).

    2) Po uwagach dotyczących powiązań członków rodziny Rozwadowskich z Ruchem Narodowym, pan Engelgard, stwierdził, iż gen. Rozwadowski jako zawodowy wojskowy nie mógł w nim uczestniczyć, jednakże był jego sympatykiem, a (…) po odsunięciu go przez Piłsudskiego, zastanawiał się nad zaangażowaniem się wprost w Obozie Wielkiej Polski, a nawet zacytował słowa generała, iż: „Obóz Wielkiej Polski jest jedyną nadzieją dla Polski” „.

    http://www.owp.com.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=301&Itemid=1

    Nigdy tak liczni nie zawdzięczali tak wiele tak nielicznym (parafrazując Churchilla).

  19. Piotrx said

    Re 11:

    3 Piotrex,

    może kolega, ktorego cenię za ciekawe materiały, wyjaśni kto właściwie rządzil carska Rosją, w tym i pochodzenie ich dworu , który właściwie okupował tubylców przyjmując ich język i obyczaje.Dlaczego straciliśmy Królestwo Polskie bezsensownym powstaniem Listopadowym a potem resztę swobód, jeszcze bardziej bezsensownym powstaniem Styczniowym.Kometarz kolegi sugeruje, że Rosja winna była zwrócić nam niepodległość i przeprosić za rozbiory inspirowane przez Prusy.Właśnie ostatnio znaleziono list(przesłanie) przy remoncie jednej z kapilc opisujący traficzny los Polaków w zaborze pruskim ( „bardziej cywilizowanym”).
    Może kolega dla równowagi wyszpera materiały dotycżące polityki Prus(niezmiennej) odnosnie Polaków.Nikt na tym forum nie nawołuje do miłosci do Rosji tylko do zaprzestania żenującego” pajacowania” w interesie wrogich…”

    1. Panie Feliks, po pierwsze nie przypominam sobie byśmy byli kolegami
    2. po drugie czy podana we wpisie nr 3 informacja jest prawdziwa czy fałszywa?
    Nie ja ją sobie wymyśliłem, podałem zrodło jej pochodzenia – jesli ma Pan inne dane pozwalające obalić ten cytat proszę je przytoczyć.
    3. Czyżby prawda Pana bolała? Ja niczego nie sugeruje , każdy ma swój rozum nichaj go używa. To co Pan wypisuje iż rzekomo ów komentarz „… sugeruje że Rosja winna zwrócić nam niepodległość” ma się nijak do prawdy.
    W odpowiedzi na prosbę Gajowego zamieszczoną wyżej podałem jeden przykład , mówiąc delikatnie, niebyt ładnego traktowania Polaków i katolicyzmu przez pewnego rosyjskiego dygnitarza.
    4. Nigdzie nie podnosiłem zasadności bądz bezzasadności wybuchu tych powstań podałem tylko przykład, że nie zawsze wszyscy Rosjanie pałali do nas miłością . Nigdzie też nie uogólniałem złych postaw wobec Polaków na wszystkich Rosjan. Więc wiem skąd tak nerwowa reakcja niektórych osób.
    5. Nigdzie nie gloryfikowałem sytacji w zaborze prsuskim
    6. Nie mam obowiązku ani ochoty wyszukiwać cokolwiek dla Pana. Pytanie dotyczyło Rosjan więc odpowiedziałem.
    7. Własnie brakuje tutaj tej „równowagi”, nie można przemilczać ciągot imperialnych dawnej Rosji, a uwagi o „pajacowaniu” niech Pan zachowa dla siebie.

    P.S.
    „kto właściwie rządzil carska Rosją, w tym i pochodzenie ich dworu , który właściwie okupował tubylców przyjmując ich język i obyczaje.”

    Co Pan bredzi ? A od jakiego okresu czasu jest ta rzekoma „okupacja” – to że w Rosji rządziły osoby pochodzące z obcej dynastii nie swiadczy jeszcze o okupacji. W Polsce i innych krajach też mieliśmy nie raz i nie dwa obce dynastie. A ponadto tradycje wschodniego despotyzmu carskiego sięgają o wiele dalej wstecz niż np. obecność carycy Katarzyny na tronie Rosji i siegają czasów Ordy /turańszczyzna/.

  20. Guła said

    Oto list marszałka z Lini frontu do swojego szefa sztabu.

    „LIST NACZELNEGO WODZA DO GENERAŁA ROZWADOWSKIEGO
    Puławy, dn. 15 VIII 1920 godz. 3.10
    Kochany Generale!
    Piszę po objechaniu całego frontu 4 armii i części trzeciej. Po dłuższym namyśle zdecydowałem zacząć stąd 16 o świcie. Powody następujące — l) na południe czy po południu jutro [15.VIII] nie będą gotowi, gdyż do niektórych dywizji uzupełnienia trafią dopiero rano lub w południe jutro. 2) Pierwsza legionowa
    zbierze się w Lubartowie dopiero jutro w południe. 3) Zacząć jeszcze można byłoby na noc 15, lecz i to jest na nic, bo po sprawdzeniu przekonałem się, że straci się tak dużo na szybkości posuwania się nazajutrz, : że gra nie warta świecy, to znaczy że w rezultacie będę dalej posunięty, gdy ; zacznę o świcie 16, niż gdybym rozpoczął na noc 15. Natomiast zdecydowałem następujące środki przyśpieszenia ruchu:
    a) Sam siedzę na karku 14 [dywizji], którą, liczę, że tegoż dnia awangaradami dopędzę minimum do Garwolina, a może do Pilawy.
    b ) 16 [dywizji] — środkowej, daję z tą samą instrukcją przyśpieszenia marszu dowódcę 4 armii.
    c) l [dywizja] legionowa, idąca na Parczew i dalej, sama będzie śpieszyć, a mieć będzie na karku samego Śmigłego, więc i 21 [dywizja[ w środku, nawet gdyby nie wyśpieszyła sama, będzie pchana przez postępy sąsiednich dywizji.

    Sądzę więc, że 16 [VIII] zdegażuje się zupełnie 2 [dywizję] legionową w Kozienicach, którą w takim razie ściągnąć chcę na wieczór do Dęblina, by móc ją użyć na zupełnie odsłonięte południe na pomoc 7 [dywizji] albo w razie konieczności gdzie indziej. Jestem także przekonany, że wieczorem już na połowę będzie zdegażowana 4 [dywizja] i też duża jej część będzie zdatna do przeciągnięcia w części na górę czy do Warszawy samej, czy też do 5 armii.
    Ogromnie by ułatwiło zdegażowanie całego frontu Wisły — to znaczy 2 armii, gdyby — jeśli to nie można będzie — co wobec ciężkich walk pod Radzyminem i zaangażowania tam już l [Dywizji] Lit[ewsko]-Biał[oruskiej] wydaje się prawdopodobne — więc jeśli nie można będzie uderzyć z miasta w stronę Nowo-Mińska po brzeskiej szosie, to przynajmniej wyjść na spotkanie 4 armii 15 [dywizją] czy jej częścią od Karczewa i Wiązowny w stronę szosy lubelskiej. Gdyby był przedsięwzięty taki właśnie ruch, sądzę, że 4 dywizja cała byłaby możliwa do przerzucenia jej ze świtem 17 do Warszawy albo na północ dalej.
    Drugiego dnia operacji, to znaczy 17, liczę, że otworzyć będę w stanie drogę Dęblin-Warszawa po prawym brzegu Wisły oraz drogę Nowo-Mińsk-Warszawa, jeśli zaś postępy centrum będą dobre i drugiego dnia, to już trzeciego dnia, sądzę, linia Warszawa-Siedlce-Łuków dałaby możność manewrowania zupełnie wspólnie z l armią i możność zgęszczenia w razie potrzeby lewego skrzydła 4 armii w bliskości do przedmościa i zagrożonego odcinka Radzymina wraz z szosą idącą z Radzymina do Wyszkowa
    Naturalnie obliczenie to robię z opuszczeniem wariantu uderzenia z Warszawy 16 po południu lub 17 rano, tak jak umawiałem się poprzednio, direct w stronę Nowo-Mińska z użyciem tanków, gdyż, powtarzam, obawiam się, że w te dni większość sił Warszawy, a może i tanki z powodu ataków będą zaangażowane w kierunku północnym i północno-wschodnim. Bo gdy wszystkie obliczenia są oparte na wytrzymałości Warszawy, nie trzeba się wahać rzucić atak tankowy na masę, czyli na kierunek Radzymin i w ten sposób przynajmniej na jeden dzień zdobyć spokój dla Warszawy.
    W ogóle chcę 4 armii i pierwszej legionowej nadać od początku taką samą szybkość i takie szalone tempo, jakie kiedyś użyłem przy ukraińskiej ofensywie. Jeżeli mi się to uda, a wysiłków nie poskąpię, i już wprowadzam całą armię w trans w tym kierunku, to obliczenia moje okażą się słusznymi. Ale w zupełności na to nie liczę i dlatego ważnym jest nadzwyczajnie, aby w ciągu [dnia] 16 łączność między mną a Warszawą była możliwie częsta, tak abyście w Warszawie już w południowych godzinach lub o [godz.] 4-5 mogli wiedzieć, czy moje starania co do szybkości odnoszą skutek, gdyż od tego zależy zadyrygowanie na 17 raniutko sortie na południowym odcinku czy to w stronę Nowo-Mińska, gdy do tego będziecie zdolni, czy skromniej w stronę Garwolina z Karczewa i Wiązowny, gdy pierwsze okaże się zanadto ryzykownem z powodu położenia na odcinku Radzymin-Miłosna.
    W każdym razie odradzam zupełnie jakiegokolwiek przeciągania 4 [dywizji] przez Wisłę dla jakichkolwiek aktywnych uderzeń czy marszów — nie uda się to z nią z pewnością.
    Daleko lepiej użyć ją po zdegażowaniu frontu Wisły na Warszawę lub dalej na północ. Robię dodatkowo najsilniejszy nacisk na to, aby 16 od południa była jak najściślejsza łączność ze mną. Hughes musi dnia tego pracować po południu nie raz lub dwa, lecz z dziesięć razy, tak abyście Wy w Warszawie i ja tutaj mogli być w tak częstym i dobrym kontakcie, by do godziny wieczornej można było powziąć stanowczą decyzję i w Warszawie, i tutaj.
    Gen. Leśniewskiego, zgodnie z umową — nagadawszy mu odpowiednio — wysłałem do Lwowa. Jedzie on via Warszawa, więc może i Pan z nim pomówić, dałem mu pisemne pełnomocnictwo do objęcia natychmiast komendy, jeśli znajdzie, że Iwaszkiewicz nie może spełnić wszystkiego, czego wymaga sytuacja, to znaczy aktywnej, nie biernej obrony Wschodniej Galicji.
    To jest wszystko. Proszę przyjąć zapewnienie wysokiego szacunku i poważania.

    (—) Piłsudski”

    W ramach rewanżu oczekuję na kopie dymisji marszałka złożonej na ręce „tchórza”

  21. Marucha said

    Re 19:
    Czy Pana zdaniem pruski dwór i pruskie rządy w Rosji nie realizowały pruskiej polityki?
    Czy może powinno się je porównać z rządami Węgra Batorego w Polsce?

    Powtarzam: jeśli by zebrać do kupy wszystkie polakożercze wyskoki ze strony Rosjan (mówię o Rosjanach, a nie o Prusakach czy Żydach noszących rosyjskie nazwiska), to będą one drobiazgiem w porównaniu z niezmiennie wrogim stosunkiem plemion germańskich do Polski, ciągnącym się niemal od początków Państwa Polskiego. Germanie, jeśli mnie pamięć nie myli, planowali rozbiór Polski już w XVI wieku.

  22. Przeclaw said

    #11Felix, 19Piotrx

    „…pochodzenie dworu, ktory wlasciwie okupowal tubylcow”
    Twierdzenie o obcym pochodzeniu dynastii Romanowow i okupacji Rosji jest:
    1.szeroko rozpowszechnione w Rosji
    2.Nie jest pozbawione podstaw.

    uzasadnienie:

    Zaczelo sie od Piotra I, ktory wprawdzie byl Rosjaninem ,jednak cierpial na gleboki kompleks nizszosci, do zludzenia przypominajacy ten na ktory obecnie cierpi 99% Polakow.
    Wobec tego usilowal zatrzec swoje rosyjskie pochodzenie lacznie z jezykiem, zwyczajami religia i nawet wlasnym imieniem. Kontakty od dziecinstwa utrzymywal na ile sie dalo tylko z cudzoziemcami, ktorych sporo bylo w slobodach podmoskiewskich, glownie z Prusakami, Holendrami, Niemcami. Nawet stolice Rosji nazwal po holendersku. Religie zreformowal na wzor protestancki, bo nie dalo sie jej calkowicie wyrzucic,

    Z czasow panowania corki Piotra I, Elzbiety znana jest anegdota z jej spotkania z ojcem rosyjskiej nauki Lomonosowem
    ” – co chcesz abym zrobila dla dla ciebie za twoje zaslugi ?
    – Matuszka, proizwodi mienja niemcom”

    Podobnie Piotr III, ktory mial wstret do wszystkiego co rosyjskie, publicznie lzyl kler prawoslawny i prowadzil otwarcie polityke antyrosyjska a propruska, Prusy uratowal od calkowitej zguby tylko dla wlasnego kaprysu, w r.1758 Rosja okupowala Berlin i Krolewiec.

    Po zamordowaniu Piotra III z polecenia jego malzonki Katarzyny II, a takze na wszelki wypadek morderstwie na carze Iwanie Antonowiczu, wygasl zwiazek biologiczny rodziny carskiej z Romanowami. Od tej pory byli to juz sami Niemcy az do ostatniego cara Mikolaja II, a to dlatego, ze carowie na malzonki wybierali zawsze Niemki.
    Trzeba przyznac, ze pomimo tego carowie Pawel I i Alexander I sklaniali sie do ugody z Polakami i nawet odbudowania Polski / czego w zadnym wypadku nie mozna powiedziec o wladcach Prus, Niemiec czy Austrji /, w niewielkim stopniu dotyczy to tez ostatniego cara.

    Wiekszosc stanowik wyzszego i sredniego szczebla administracji carskiej w Krolestwie Polskim obsadzona byla Prusakami, np.gubernator Berg, ktorzy lojalnosc wykazywali wobec polityki Prus w pierwszym rzedzie, a Rosji w drugim, antagonizowali oni celowo stosunki polsko-rosyjskie.

    Ta sytuacja trwala maz do konca istnienia Rosji carskiej i przegrana Rosji w IWS wynikala w w duzej mierze ze zdrady dowodcow rosyjskich pochodzenia niemieckiego lub pruskiego.

  23. Nawet prof. Andrzej Nowak przyznał w sobotnim „Naszym Dzienniku”, że w 1920 roku „siły Polski (były) niewystarczające do prowadzenia samotnej walki o przyszłość całej Europy Wschodniej nie tylko przeciw Rosji Sowieckiej, ale także wbrew stanowisku głównych mocarstw zachodnich (Francji, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych), które przyzwyczaiły się widzieć na tym obszarze tylko jeden czynnik siły: Rosję.

    Wielka Brytania w szczególności chciała się wówczas porozumieć z Moskwą, nawet z „czerwoną” Moskwą jako jedynym na wschód od Niemiec istotnym partnerem w układaniu nowego ładu Europy po wielkiej wojnie. Brytyjski premier David Lloyd George dążył od kwietnia 1920 roku do bezpośredniego porozumienia z Leninem jako rzeczywistym gospodarzem nie tylko Rosji, ale także patronem owego nowego ładu w Europie Wschodniej. Polska niepodległa polityka, uwzględniająca istnienie innych, mniejszych państw na tym obszarze, a także zwracająca uwagę na ideologiczny charakter sowieckiego niebezpieczeństwa dla całej Europy – była w tej perspektywie także tylko przeszkodą.”

    – ale o roli Wilsona i Hoovera w utrwalaniu bolszewizmu nawet się nie zająknął.

    Najłatwiej (z proamerykańskiego punktu widzenia) jest postawić pytanie: „W maju 1920 roku, kiedy żołnierz polski zmagał się z Armią Czerwoną o przyszłość Europy Wschodniej, w Wadowicach, w rodzinie urzędnika wojskowego, urodził się Karol Wojtyła. Wyobraźmy sobie, że Polska poddaje się dyktatowi Lenina w sierpniu 1920 roku. Że powstaje nowa, skrojona według projektu Stalina, polska republika sowiecka. Czy młody Karol mógłby usłyszeć o Bogu? Mógłby stać się Polakiem?”

    O wiele trudniej przychodzi inna refleksja: A co by się stało z Polską i Polakami, gdybyśmy posłuchali w roku 1919 i 1920 „dobrych rad” wysłannika rządu amerykańskiego, Herberta Hoovera i NIE PRZECIWSTAWILI SIĘ POLITYCE AMERYKAŃSKIEJ wobec Polski?

    Jeśli chcemy nadal być Polakami, jeśli chcemy walczyć o Polskę i Europę wierną swym najlepszym duchowym tradycjom, jeśli chcemy Polski niepodległej, gotowej wspierać wolność mniejszych narodów naszej części kontynentu – to musimy, panie profesorze, być nie tylko gotowi na to samo, ale przede wszystkim na realizację testamentu politycznego Romana Dmowskiego, który powiadał tak:

    „Z chwilą, gdy polityka narodu wie, gdzie leży główne niebezpieczeństwo, ma już wytkniętą drogę do szukania sojuszów. Nasze sojusze nie były dowolną improwizacją. Podyktowała je konieczność. (…) Istotą naszej polityki względem Rosji nie były kombinacje z jakimikolwiek czynnikami przemijającymi – widzieliśmy konieczność porozumienia z tym, co jest trwałe w Rosji, z narodem rosyjskim, zrozumieliśmy znaczenie tego porozumienia i dla nas, i dla Rosji. Zrządzeniem losu urzeczywistnialiśmy ostateczny cel naszych wysiłków bez udziału Rosji. Skutkiem tego w świadomości polskiej zbyt zatarło się poczucie, że UŁOŻENIE NA PRZYSZŁOŚĆ NASZEGO STOSUNKU DO ROSJI JEST NAJWAŻNIEJSZYM ZADANIEM CAŁEJ NASZEJ POLITYKI. I w tej dziedzinie podstawą dalszej polityki naszego państwa musi być to, co myśmy zapoczątkowali.

    Rządy sowieckie w Rosji przeminą, ale Rosja zostanie i stosunek do tego, co w niej trwa, do narodu rosyjskiego, jest ważniejszy od stosunku do przemijających rządów.

    Myśmy zrobili zaledwie początek. WEJŚCIE NA RÓWNĄ DROGĘ Z ROSJĄ PRZYSZŁOŚCI TO PRACA WYMAGAJĄCA WIELKIEGO WYSIŁKU MYŚLI I ENERGII. JEST TO NAJTRUDNIEJSZE Z ZADAŃ NASZEJ POLITYKI, nie tylko ze względu na przeszłość, ale także i dlatego, że wobec jego wagi dla naszej przyszłości, najwięcej tu napotykamy przeszkód ze strony obcych, wrogich wpływów zarówno u nas, jak w Rosji.” („Polityka polska i odbudowanie państwa”, 1923-24 r.).

    Polityka propolska, to polityka uwzględniająca wskazania Dmowskiego, żałosne doświadczenia opierania się na Zachodzie i palącą potrzebę ułożenia się z sąsiadami w taki sposób, by żaden Paderewski, ani Grabski nie musiał już bezskutecznie żebrać w Waszyngtonie czy Londynie o pomoc.

  24. Guła said

    No to może choćby jeden przykład sojuszu z Rosją, a?

  25. Guła said

    Ale ze mnie guła 😉 Przecież Tusk – Putin.

  26. Re. 22

    Pisze Pan: „…przegrana Rosji w IWS wynikala w w duzej mierze ze zdrady dowodcow rosyjskich pochodzenia niemieckiego lub pruskiego.” – Lecz nie trzeba było mieć pochodzenia niemieckiego lub pruskiego, żeby być niemieckim agentem i realizować proniemiecką politykę. Tak przynajmniej twierdzi Korwin-Mikke:

    „Śp. Józef Piłsudski wciągnął wtedy (najprawdopodobniej na polecenie niemieckiego sztabu generalnego, którego był agentem) II Rzeczpospolitą do walki z bolszewicką RFSRS – przy czym celem tej wojny miało być osłabienie zarówno Rzeczypospolitej jak i Sowietów, na czym właśnie korzystali Niemcy. Dowodem jest to, że Piłsudski bardzo starannie unikał współdziałania z Denikinem, Kołczakiem i Wranglem i innymi patriotami rosyjskimi. Uderzył na Rosję dopiero wtedy, gdy siły gen.Antoniego Denikina zostały rozbite. Denikin jak najsłuszniej o utrzymanie się bolszewików oskarża Piłsudskiego.

    Motywy Piłsudskiego są niejasne. Jeśli przyjąć, że działał „pour le Roi de la Prusse” – to sprawa jest jasna: celem Niemiec było wzajemne osłabienie Polski, Ukrainy i Rosji – ale takie, by żadna ze stron nie zwyciężyła, bo wtedy byłaby groźna dla Niemiec. Możliwe jednak, że Piłsudski dołączył do tego własną motywację. Podwójną: socjalistyczną (bo bolszewicy byli dla takich ludzi jak Piłsudski czy Stefan Żeromski ideowo nieskończenie bliżsi od „białych”) oraz patriotyczną (bolszewicy obiecywali „samostanowienie narodów” a „biali” w dalszym ciągu bredzili o Rusi Jednej i Niepodzielnej od Władywostoku po Kalisz).”

    „Cud nad Wisłą”? http://wiadomosci.onet.pl/blogi/blogi-politykow/cud-nad-wisla,3480429,433561579,blog.html

    I to się układa w logiczną całość: Niemcy dopilnowali, by Piłsudski został naczelnikiem państwa i naczelnym wodzem jego sił zbrojnych, a Piłsudski dopilnował, żeby Polska nie porozumiała się chrześcijańską Rosją, zaś Stany Zjednoczone i Anglia dopilnowały, by w wyniku polskich marzeń o suwerenności bolszewikom i Niemcom nie stała się krzywda. Najgorzej wyszli na tej kombinacji Rosjanie.

    Tylko, dlaczego nasze dzieci nie uczą się o tym w szkołach?

  27. Piotrx said

    Re 22:
    Panie Przecław dziekuje za cenne wyjasnienia,
    to wszystko prawda , są to fakty powszechnie znane
    ale nazywanie tego „okupacją” to jednak moim zdaniem gruba przesada. Bo za chwilę dojdziemy do przekonania ze w Rosji nie było Rosjan na żadnym szczeblu władzy. Ale cytowany „Wieszatiel” chyba nie miał niemieckich korzeni? chyba ze sie mylę
    No i jak wytłumaczyć ze Rosja i Niemcy walczyly ze sobą w I WS?

    Ja bym jednak bardziej doszukiwał się przyczyn upadku Rosji w robocie tajnych związków /masoneria itp./ niż we „krwi” członków rządzącej dynastii.

    Zastanawia mnie też jedno w jaki sposób udało się bolszewikom podczas rewolucji sterroryzować i ogłupić tzw, „masy” Wprawdzie elita zawodowych rewolucjonistów z Lower East Side w Nowym Jorku ktora przybyła do Rosji stanowiła niewielką grupę i miała grupę około 90 000 „uchodzców” /wywodzacych sie glownie z malomiasteczkowych żydow/ do pomocy ale jednak udało im się ujarzmić cały naród. Czy jednak mowiac ogólnie nienajlepsze stosunki społeczne panujące w carskiej Rosji przed rewolucją im tego nie ułatwiły???

  28. Marucha said

    Re 27:
    Wtrącę się na trzeciego.
    Zastanawia mnie też jedno w jaki sposób udało się bolszewikom podczas rewolucji sterroryzować i ogłupić tzw, „masy”

    To samo pytanie można zadać odnośnie USA, Polski, Francji, UK itd. – a właściwie odnośnie niemal całego świata.
    Jakim cudem garstce unych udało się zawładnąć bankowością, mediami, polityką? Stworzyć Unię Europejską? Opanować umysły Polaków?

  29. Re. 28

    Najpierw ponowię luźną (aczkolwiek, moim zdaniem, realną) propozycję z pkt. 18:
    „Ale jak zwykły Polak ma rozpoznać prawdę historyczną od nieprawdy? – To jest problem, tu by się przydało jakieś narodowe „imprimatur”, znak aprobaty z punktu widzenia polityki propolskiej. Może Pan Gajowy by powołał komitet Autorytetów i publikował tytuły polecanych wydawnictw w rubryce „Publikacja propolska”?”

    Teraz odpowiedź na Pańskie pytanie:

    Rewolucja francuska 1789: podważenie zaufania do króla poprzez długotrwały kryzys ekonomiczny na tle przede wszystkim wydatków wojskowych.
    Rewolucja 1905 i 1917: to samo w odniesieniu do cara.

    Stopień alfabetyzacji w obu przypadkach – nikły.
    Wystarczyło obezwładnić ideologicznie inteligencję.

    2011: czy istnieje jeszcze inteligencja (w pojęciu sprzed 1917 roku)? A masy mają „politykę historyczną” w szkołach i… telewizję.

  30. Marucha said

    Obawiam się, że do Komitetu Autorytetów zaraz wkręciło by się mnóstwo ekspertów o nazwiskach tak polskich, że jeszcze lepszych, niż prawdziwe…

  31. Re. 30
    Nie znajdzie Pan jednego-dwóch Konopczyńskich na emeryturze (gwarancja niezależności)? „Koniec świata.”

  32. Przeclaw said

    #24. Gula.

    To ja sie po zydowsku zapytam pytanie za pytanie: a przyklady sojuszu z Prusami/Niemcami, prosze podac ? a wiadomo, ze byly. Z jakim skutkiem ???

    Z Rosja tez byly, czy Gula o nich nie slyszal? jeszcze do tego wrocimy.

  33. Przeclaw said

    #27 Piotrx

    To jest sprawa dyskusyjna jak to nazwiemy. Mozna tez to nazwac zawoalowana kolonizacja Rosji od wewnatrz.
    Jest oczywiste, ze turanszczyzna przelatala sie z wplywami pruskimi i angielskimi.

    Wyjazd do Petersburga w celu malzenstwa z Piotrem III przez Katarzyne nie bylo kaprysem 15-letniej niemieckojezycznej arystokratki ze Szczecina, ale byla to zorganizowana akcja sponsorowana osobiscie przez krola Prus, ktory zabezpieczyl ja w instrukcje i plan dzialania na przyszlosc. Sam pomysl wyszedl od carowej Elzbiety nie posiadajacej potomstwa. Prusy byly ekspozytura Anglii. W nastepnej kolejnosci wyeliminowanie Piotra III i objecie samodzierzawia przez Katarzyne bylo nadzorowane przez Anglie, pisze o tym Wl.Serczyk / Katarzyna II /. Wiadomo, ze dochodzilo do ostrych starc w trakcie o to jaka polityke ma Rosja prowadzic.

  34. Przeclaw said

    #18.

    Pilsudski wyjechal 12.8.20 nie nad Wieprz ale do Bobowej przy granicy z Czechoslowacja, czyli 2-3 krotnie dalej, gdzie zatrzymala sie jego konkubina w majatku Wieniawy. Na chrzcinach w Pulawach byl po powrocie z Bobowej.
    Ewidentnie Pilsudski nie zamierzal brac udzialu w walce z Bolszewia, ktora uwazal za juz przegrana, Mozna spierac sie jakie mial dalsze plany, niektorzy uwazaja, ze planowal wyjazd na Zachod, ale jest tez mozliwe ze zostal by mianowany przez Bolszewie jako pierwszy gensek Kraju Przywislanskiego. Caly czas utrzymywal dobre kontakty z Marchlewskim. W ostatnim wypadku lepiej dla niego bylo nie brac udzialu w walkach. Wygrana Polakow byla zaskoczeniem dla Pilsudskiego.

  35. Guła said

    Guła oczywiście słyszał, Przecławie. Guła uważa jednak ze wybiórcze podejście do zagadnienia rozpatrujące samo wyjście zza Wieprza to tylko końcowy element tamtej wojny.
    Nikt nie wierzył że klin pomiędzy dwoma sowieckimi armiami otaczającymi Warszawę nie zostanie przez Sowietów zabezpieczony. A przecież pozostał. Z woli nieba? Plan oczywiście opracowywał sztab i to nie „jeden koleś” ale kupa ludzi. Sam Weygand potwierdza ze główne założenia kontrofensywy pochodzą od Piłsudskiego. Tak opracowuje się wszystkie strategie.
    Ale, póki co, pozostała otwarta kwestia ataku sowietów. Z południa czy północy? Wielka niewiadoma.

    O rzekomej dezercji marszałka:

    „12 sierpnia Józef Piłsudski udał się do Kwatery Głównej w Puławach, gdzie złożył na ręce premiera Witosa dymisję z funkcji Naczelnika Państwa i Naczelnego Wodza. W liście do premiera zaznaczał, że jego zdaniem, skoro rozmowy pokojowe z bolszewikami nic nie dały, Polska musi liczyć na pomoc krajów Ententy, a te uzależniają ją od odejścia marszałka. Witos jednak dymisji nie przyjął”

    Za wiki, a potwierdzenie w poważnych źródłach.

    – Typowa zagrywka w stylu Ziuka. Wybierajcie mądralińskie…

    Zapytam się Przecławie z jakiego powodu dymisji marszałka Witos nie przyjął. Miała opozycja Piłsuda na widelcu no i co? Zwątpili we własne możliwości?

    Wyprzedzę ewentualną odpowiedź; naważył piwa wojnami wyprzedzającymi to niechaj wypije?

  36. Guła said

    Aha,
    Z tym „piwkiem” to jednak totalna bzdura nie argument.

  37. aga said

    biedny żałosny Gula; hasbara zostawila mu tylko „swoją” wiki i „poważne” źrodla. Jak poważne to zapewne masońsko-żydowskie…albo przed-agonalne podrygi falszywego mitu ziuka selmana;)

    aż się prosi zacytowac Marka S:

    „Kult jednostki u wielbicieli Józefa Piłsudskiego jest wręcz porażający i ukazuje do jakiego stopnia człowiek może być omamiony. Żadne fakty historyczne do nich nie docierają i choć istnieje prosta interpretacja,to znajdują najprzeróżniejsze wytłumaczenia dla swojego idola, które nic nie mają wspólnego nawet z możliwością rzeczywistości i logiką. Jest to bardziej problem psychologiczny i jestem pewien, że istnieje nazwa tego fenomenu w psychologi. Po prostu jest im ciężko odrzucić kawał swojego własnego życia, kiedy to byli zafascynowani i „żyli” tym mitem, a teraz nie mieli by czym wypełnić tej pustki.

  38. Przeclaw said

    #32,35 Gula

    Gula swoim zwyczajem nie odpowiedzial na pytanie. Wiec ja pomoge.

    Sojusz z Prusami z r. 1791 juz po roku zakonczyl sie nie tylko kleska Polski, ale jej zupelna likwidacja !!!
    Nastapilo to na skutek bezprzykladnej zdrady Prus. Nie zawiera sie sojuszy z partnerem, ktorego podstawa dzialania jest klamstwo i zdrada,

    Teraz drugi przyklad. SojuszPolski z Saxonia w latach 1798-1764. Mial byc zbawieniem dla Polski, mial ja umocnic i podciagnac kulturalnie, DOKLADNIE jak teraz z UE i Niemcami. Juz wkrotce okazal sie paralizem wewnetrznym panstwa, upadkiem i regresem na kazdym polu i przygotowaniem go pod likwidacje, ktora o maly wlos nie nastapila juz wtedy.

  39. Krzysztof M said

    Ad. 9

    Może to jest tak, że mielibyśmy niepodległość, gdyby Rosja była pewna, że nie będziemy sługami obcych w sprawie antyrosyjskiej…

  40. Guła said

    Guła swoim zwyczajem pomija milczeniem „wodiczki wprowadzające w maliny” meritum zagadnienia typu:

    „To ja sie po zydowsku zapytam pytanie za pytanie: a przyklady sojuszu z Prusami/Niemcami, prosze podac ? a wiadomo, ze byly. Z jakim skutkiem ???”

  41. Marucha said

    Re 39:
    Rosja niczego nie może być pewna, ponieważ nie tylko polskie władze, ale i społeczeństwo jest ciężko i nieuleczalnie chore umysłowo.

    Szukamy przyjaciół wśród tych, którzy nas wielokrotnie zdradzali, a teraz nas ograbili i mają wszystko w d…

    Szukamy wroga w kraju, który od chwili swego powstania (1992) nie zrobił Polsce nic złego.

    Co najgorsze – w polskim społeczeństwie znajdują się… nie wiem, durnie? agenci? psychopaci? pospolite ch…e? – którzy twierdzą, że Polska popadła pod kontrolę Rosji! Nie Unii Europejskiej, nie żydostwa – ale Rosji! Że to Rosja Polską rządzi, że to Rosja ustala reguły krzywizny bananówi produkcji oscypka, że to Rosja zasypuje nas ustawami z Brukseli w liczbie około dwu na dzień, że to Rosja zamknęła nam stocznie i kopalnie, że to Rosja opanowała banki, media, Sejm, że to Rosja wprowadza nam pedalstwo, aborcję, walkę z Kościołem…

    Takich to tylko walić w łeb pałą, bo dyskutować się z nimi nie da.

  42. Marucha said

    Re 40:
    Szanowny Panie Guła, daj Pan sobie spokój. Piłsudczyków z nas Pan nie zrobisz, rusofobów też nie.

  43. Przeclaw said

    #40. Gula

    O co chodzi, na to pytanie ja sm odpowiedzialem w #38.

    Co do sojuszow z Rosja, to jest powazny problem semantyczny co uwazac nalezy za Rosje.
    Polska twierdzi, zgodnie z prawda, ze Rosja istnieje od czasow Piotra I / przedtem byla Moskwa / , na co oficjalna wykladnia rosyjska pala oburzeniem – Rosja byla od zawsze. Polacy maja ewidentnie racje, gdyz rosyjska wykladnia lamie zasade ‚lex retro non agit’. Jak inaczej ma byc, skoro sama Moskwa nie nazywala sie Rosja, a Ksiestwem Moskiewskim, czego teraz nie chce uznac.

    W szerszym znaczeniu kazdy sojusz z Rosja byl dla Polski korzystny, wybitnie korzystny.
    A co to, Gula tego nie wie, nie slyszal, zacmienie kompletne ?
    Kazdy sojusz z Rosja w szerszym pojeciu, w kazdym pojeciu, konczyl sie dla Polski sukcesem.

  44. Paweł Gabriel said

    Cytat z Reeda, wydaje mi się, że pasuje (przynajmniej w części) do Re 27 i 28.

    DOUGLAS REED w swojej książce Kontrowersja Syjonu w rozdziale „POWTÓRKA REWOLUCJI ŚWIATOWEJ” pisze:

    White Paper rządu brytyjskiego z 1919 roku (Rosja: Nr.1, Archiwa Raportów o Bolszewiźmie) zawiera raport z 1918 roku, przesłany Mr Balfour’owi przez ambasadora holendreskiego w St Petersburgu, pana M. Oudendyke: ‘Organizacja i wprowadzanie bolszewizmu jest dziełem bezpaństwowych Żydów, których jedynym celem jest zniszczenie istniejącego porządku dla własnych korzyści’. Podobnie meldował ambasador Stanów Zjednoczonych Mr Davis R. Francis: ‘Tutejsi przywódcy bolszewiccy, rekrutujący się w większości z Żydów – w 90 procentach z reemigrantów, mało przejmują się losem Rosji i innych krajów; są to internacjonaliści usiłujący wszcząć światową rewolucję społeczną’. Raport ambasadora M. Oudendyke został usunięty z późniejszych wydań brytyjskich oficjalnych publikacji; podobnie nieosiągalna jest większość autentycznych dokumentów tego okresu. Na szczęście, jednemu świadkowi udało się przekazać potomności oficjalne sprawozdanie.
    Był nim Mr Robert Wilton, korespondent londyńskiego Times’a, naoczny świadek rewolucji bolszewickiej. Francuskie wydanie jego książki zawiera bolszewicką oficjalną listę członków rządzącej grupy rewolucyjnej (wydanie angielskie pomija tą listę).
    Źródło to podaje, że Komitet Centralny partii bolszewickiej, stanowiący najwyższą władzę, składał się z 3 Rosjan (włączając Lenina) i 9 Żydów. Następny co do znaczenia organ, Centralny Komitet Komisji Wykonawczej (Czeka), liczył 42 Żydów i 19 Rosjan, Łotyszy, Gruzinów i innych. Rada Komisarzy Ludowych składala się z 17 Żydów i 5 nie-Żydów. W skład moskiewskiej Czeki wchodziło 23 Żydów i 13 gojów. Oficjalne publikacje bolszewickie z lat 1918-1919, wymieniają 458 Żydów z ogólnej liczby 556 wyższych urzędników państwowych. W komitetach centralnych pozostałych partii ‘socjalistycznych’ (tolerowanych początkowo jako ‘opozycja’ dla zmylenia opinii publicznej, przywykłej do opozycji za czasów carskich), było 55 Żydów i 6 gojów. Oryginalne dokumenty reprodukowane przez Wiltona podają nazwiska wszystkich wyżej wymienionych. (Nawiasem mówiąc, podobny był skład krótkotrwałych rządów bolszewickich lat 1918-19 poza Rosją – na Węgrzech i w Bawarii).
    Mr Wilton podjął się trudnego i niewdzięcznego zadania poinformowania czytelników gazety o wypadkach w Rosji (załamany, przeżył jeszcze kilka lat i umarł mając pięćdziesiąt kilka lat). Nie z własnego wyboru podjął się zadania opisu najbardziej doniosłych wydarzeń, z jakimi mógł się zetknąć dziennikarz – zadanie to przypadło mu z obowiązku. Jako wychowany w Rosji, znał doskonale kraj i język i cieszył się poważaniem zarówno Rosjan, jak i ambasady brytyjskiej. Obserwował rozruchy z okien biura Times’a, położonego obok Prefektury, gdzie szukali schronienia ministrowie upadającego rządu. W okresie między dojściem do władzy Kiereńskiego na wiosnę 1917 roku, a zagarnięciem władzy przez bolszewików w listopadzie 1917 roku, musiał jako dziennikarz informować o zupełnie nowym fenomenie w sferze spraw światowych – o dojściu w Rosji do władzy despotycznego reżymu żydowskiego i jego otwartej kontroli nad rewolucją światową. Już wtedy musiał zdawać sobie sprawę, że nie będzie mu danym pisać prawdy o tych wydarzeniach.
    Kulisy tej sprawy opisane są z zadziwiającą szczerością w Oficjalnej Historii jego dawnej gazety Times’a, opublikowanej w 1952 roku. Ukazany jest tam ukryty mechanizm, czynny już w 1917 roku, dzięki któremu prawda o rewolucji nie dotarła do społeczeństwa Zachodu.
    Książka ta oddaje hołd Wiltonowi jako sumiennemu reporterowi i renomie, jaką się on cieszył w Rosji przed 1917 rokiem. Następnie jednak ton oceny zmienia się gwałtownie. Według książki, ostrzeżenia Wiltona przed przyszłymi wydarzeniami 1917 roku ‘nie od razu wpłynęły na linię gazety, między innymi dlatego, że ich autor nie zasługiwał na pełne zaufanie’.
    Pytanie – dlaczego, skoro wcześniej tak wysoko oceniano jego pracę i reputację? Prawda się odsłania. Jak czytamy dalej, Mr Wilton zaczął się uskarżać na ‘tuszowanie’ i cenzurowanie swoich reportaży. Potem Times zaczął publikować artykuły o Rosji, pisane przez ludzi mających nikłe pojęcie o tym kraju. W rezultacie komentarze redakcyjne na temat Rosji przybrały ton, który doprowadzał Wiltona do rozpaczy, a do którego czytelnicy zdążyli się przyzwyczaić przez następne kilkadziesiąt lat: ‘ci, którzy wierzą w przyszłość Rosji jako wolnego, prawdziwie demokratycznego kraju, będą z cierpliwym zaufaniem i szczerą sympatią obserwować sprawdzenie się nowego reżymu’ (sytuacja, w jakiej znalazł się Wilton w Moskwie, a pułkownik Repington w Londynie, powtórzyła się identycznie w wypadku moim i innych korespondentów w Berlinie w latach 1933-38).
    W ciągu następnych pięciu miesięcy interregnum, reżym żydowski przygotowywał się do przejęcia władzy od Kiereńskiego. W tym właśnie momencie gazeta straciła ‘zaufanie’ do Wiltona. Dlaczego? Wyjaśnia to Oficjalna Historia Times’a: ‘Niefortunnie dla Wiltona, jeden z jego reportaży…. wzniecił wrażenie w kręgach syjonistów, a nawet w kołach ministerstwa Spraw Zagranicznych, że jest on antysemitą’.
    Proszę zauważyć wyrażenie: ‘w kręgach syjonistów’, a nie po prostu ‘kręgach komunistów’. Jasnym staje się tu ich partnerstwo. Z jakich racji ‘syjoniści’ (żądający od rządu brytyjskiego zabezpieczenia im ojczyzny w Palestynie) mieli by się czuć urażeni wzmianką brytyjskiego korespondenta w Moskwie o przygotowaniach żydowskiego reżymu do przejęcia władzy w Rosji? Mr Wilton pisał o charakterze przyszłego reżymu, tak jak mu nakazywała rzetelność reportera. W pojęciu syjonistów, był to przejaw ‘antysemityzmu’ i to wystarczyło, aby zarząd gazety cofnął mu kredyt zaufania. Cóż więc mógł uczynić, aby ‘szczęśliwie’ zachować pracę i dalej cieszyć się zaufaniem? Oczywiście, powinien przesyłać kłamliwe reportaże z Rosji. Nie powinien nawet słowem wspomnieć o tym istotnym fakcie!
    Czytając tą pouczającą historyjkę zastanawiałem się, w jaki sposób ‘kręgi syjonistyczne’ zdołały rozpowszechnić ‘w Ministerstwie Spraw Zagranicznych’, a te z kolei w domu wydawniczym gazety ‘ideę’, że Mr Wilton jest ‘antysemitą’? Podobnie jak samotny poszukiwacz skarbów, badacz najczęściej przekonuje się o nieproduktywności swych wysiłków, lecz w tym wypadku udało mi się natrafić na złote ziarno prawdy, jakie znalazłem w Oficjalnej Historii Times’a, trzydzieści pięć lat po opisywanych wydarzeniach. Według tej relacji, szef wydziału propagandy ministerstwa Spraw Zagranicznych przesłał przez swojego urzędnika pismo z tym ‘zarzutem’ do redaktora (najwidoczniej wcześniej opublikowanym w jakiejś gazecie syjonistycznej). Oficjalna Historia wyjawia nawet nazwisko owego ‘gorliwca’.
    Był nim młody Reginald Leeper, który trzydzieści lat później jako Sir Reginald miał zostać ambasadorem brytyjskim w Argentynie. W poszukiwaniu informacji o panu Leeper zajrzałem do Who is Who i dowiedziałem się, że pierwszą pracę podjął w 1917 roku w wieku dwudziestu dziewięciu lat: ‘w Międzynarodowym Biurze Departamentu Informacji’. Memorandum pana Leepera o Wiltonie przesłane zostało do redakcji Times’a w maju 1917 roku. Zakładając więc nawet, że zaczął on pracę w ministerstwie Spraw Zagranicznych w pierwszym dniu roku 1917, mógł mieć najwyżej cztero-miesiączny staż pracy w chwili, gdy przesyłał do Times’a ‘donos’ na renomowanego dziennikarza Wiltona o siedemnastoletnim stażu pracy w dzienniku. Wynik interwencji był natychmiastowy – według Oficjalnej Historii, w tym krytycznym okresie reportaże Mr Wiltona zaczęły się gubić, lub ‘były ignorowane’ (Redaktorem był wówczas ten sam człowiek, na którego uskarżał się Mr Repington w latach 1917-18, a któremu ja sam przesłałem własną rezygnację w 1938 roku z identycznych przyczyn – niemożności rzetelnego reportażu).
    Przez jakiś czas Mr Wilton próbował walczyć, nieustannie protestując przeciwko ‘tuszowaniu’ i cenzurowaniu swoich reportaży, aby ostatecznie oddać ostatnią przysługę rzetelnemu dziennikarstwu przez opublikowanie książki, w której przekazał całe swoje doświadczenie. Zidentyfikował w niej czyny, charakteryzujące szczególne cechy reżymu: ‘antysemickie’ ustawy, akcje anty-chrześcijańskie, kanonizację Judasza Iskarioty, stempel talmudyczny szyderczo pozostawiony w miejscu kaźni Romanowych.
    Ustawa przeciw ‘antysemityzmowi’ (pojęcia nie dającego się zdefiniować) była także swojego rodzaju stemplem autorskim. Tym sposobem nielegalny, przeważająco żydowski rząd ostrzegał masy Rosjan, aby pod karą śmierci nie ważyły się wnikać w przyczyny rewolucji. W istocie oznaczało to wprowadzenie prawa Talmudu w Rosji. W ciągu czterdziestu następnych lat prawo to w coraz większym stopniu wnikało w strukturę Zachodu.
    Krótkotrwałe epizody akcji anty-chrześcijańskiej podczas rewolucji francuskiej przybrały tu bardziej otwarte formy. Wysadzanie w powietrze kościołow i założenie Bezbożnego Muzem w katedrze Św. Bazylego było najbardziej ostentacyjną cechą reżymu, o którym Mr Wilton pisał: ‘Żydzi stanowią 10 procent populacji Rosji; lecz 90 procent komisarzy rządzących bolszewicką Rosją; ogólnie ta proporcja jest jeszcza większa’. Jest to typowy przykład reportażu – gdyby chodziło tu o ‘Ukraińców’ zamiast Żydów, nikt nie wysuwałby obiekcji. W tym jednak wypadku, gdy mowa była o Żydach, samo podanie faktu stało się przyczyną skrytej denuncjacji.
    Wspomniany przez Mr Wiltona pomnik Judasza Iskarioty był rozmyślną aluzją do chrześcijaństwa. Głoszone w 1917 roku przez żydowskich władców hasła równości społecznej nie miały nic wspólnego z gloryfikacją postępku z roku 29 AD – niesposób zrozumieć istoty rewolucji rosyjskiej, jeśli nie zrozumie się symbolizmu jej uczynków.
    Masakry jakie nastąpiły w tym okresie, nosiły nieomylne piętno zemsty talmudzkiej nad ‘niewiernymi’. W sierpniu 1918 roku, gdy Żyd Kanegisser zatrzelił innego Żyda, Uritskiego, szef piotrogradzkiej Czeka, Żyd Peters nakazał ‘masowy terror’ skierowany przeciw ludności rosyjskiej; inny Żyd, Zinowiew domagał się ‘uśmiercenia’ dziesięciu milionów Rosjan. Biała Księga Bolszewizmu, wydana przez rząd brytyjski w 1919 roku, odnotowuje wynikłą masakrę chłopów rosyjskich.

  45. Krzysztof M said

    Ad. 41

    Kolega w wojsku opowiadał mi drzewiej, jak to się zabawiali on ze swoim znajomym. Otóż szli do kina na film jakiś smutny, siadali przed samotnym widzem, najlepiej gdzieś w pierwszych rzędach i w momencie nasilenia smutności na ekranie wydawali z siebie dziki, potępieńczy, mrożący krew w żyłach śmiech i natychmiast odwracali się do tyłu patrząc na zdezorientowanego widza. Nie było przypadku, żeby sala miała wątpliwości, kto na sali jest niespełna rozumu. 🙂

    Podobnie z tym wskazaniem na Rosję, jako wroga Polski i sprawcę wszystkich naszych nieszczęść.

    To zawsze działa.

  46. Guła said

    Spokojnie panowie. Guła polemizuje li tylko i wyłącznie z artykułem w którym to na wzór żydokomunistycznej propagandy głosi się takie oto niedorzeczności;

    „Gen. Tadeusz Jordan-Rozwadowski herbu Trąby – faktyczny naczelny wódz Wojska Polskiego w bitwie warszawskiej 1920 r., ”

    Guła nie jest też pro niemiecki a już na pewno nie pro pruski. (Guła był jest i zostanie Krajowcem) O ż/Żydach czy jewrejach nie wspomnę których to większość stanowią khazary, a którzy to na swoja stolicę wybrali sobie Moskwę.

    Proszę sobie przypomnieć tajny plan Putina i Szarona o wskrzeszeniu państwa Chazarów pomimo istniejącego żydowskiego obwodu autonomicznego w którym une czegoś nie chcą zamieszkać. Nu i ruska oligarchia mnie nie odpowiada.

    O jakim sojuszu Przecławie mówisz. Mam totalne zaćmienie. Jeżeli o tym ostatnim to NRD miało o wiele lepiej. Też za nasze.

  47. Bardzo często powiada się u nas, że w sierpniu 1920 roku stanęli naprzeciwko siebie Polacy i Rosjanie, że Piłsudski (względnie Rozwadowski) walczył z Tuchaczewskim, albo że Tuchaczewski był wodzem „czerwonych hord”, które chciały zniszczyć naszą łacińską cywilizację. Polacy kontra Rosjanie, Piłsudski versus Tuchaczewski…

    Jest to co najmniej nieścisłość.

    Tuchaczewskiego nie można porównywać z Piłsudskim, ani z Rozwadowskim. Byli oni naczelnymi wodzami całości sił polskich, a Tuchaczewski był tylko dowódcą jednego z frontów nacierających na zachód.

    Struktura dowodzenia siłami bolszewickimi, zgodnie z rozkazem o przekształceniu Republiki Radzieckiej w obóz wojskowy (02.09.1918), wyglądała następująco:

    1. Lenin i Komitet Centralny partii bolszewickiej wyznaczał, a rząd (Rada Komisarzy Ludowych Rosyjskiej Federacyjnej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej) zatwierdzał członków Rewolucyjnej Rady Wojennej Republiki.

    2. Rewolucyjna Rada Wojenna była najwyższym kolegialnym organem władzy wojskowej w państwie bolszewików w okresie 06.09.1918-20.06.1934. W jej skład wchodzili:
    – przewodniczący (Ludowy Komisarz ds. Spraw Wojska i Marynarki Wojennej, którego zadaniem była kontrola prawidłowości realizacji polityki partii bolszewickiej przez siły zbrojne),
    – zastępca przewodniczącego (którego zadaniem było zarządzanie centralnymi i frontowymi strukturami dowódczymi za pomocą aparatu Rewolucyjnej Rady Wojennej i Wszechrosyjskiego Sztabu Głównego oraz koordynacja działań centralnych i frontowych struktur dowódczych z pracami naczelnego dowództwa, a także składanie sprawozdań dla kierownictwa partii bolszewickiej i rządu),
    – naczelny dowódca sił zbrojnych Republiki,
    – członkowie (od 2 do 13 w różnych okresach).

    3. Zatem w okresie bitwy warszawskiej:

    – „Naczelnym Wodzem” wojsk bolszewickich (a zarazem głównym organizatorem Armii Czerwonej) był Lejba Dawidowicz Bronstein, ps. Lew Trocki, który miał nad sobą cywilnego bolszewickiego „prezydenta”, Lenina.

    – Zastępcą „Naczelnego Wodza” był Efraim Markowicz Sklianski, o którym Aleksander Sołżenicyn tak pisze w znakomitej książce „Dwieście lat razem”:

    Sam Trocki był niewątpliwym internacjonalistą i można ufać jego demonstracyjnym deklaracjom, w których odrzucał od siebie wszystko, co żydowskie, ale, sądząc po nominacjach, Żydzi odszczepieńcy byli mu bliżsi niż Rosjanie odszczepieńcy. Najbliższymi pomocnikami Trockiego byli prawie zawsze Żydzi (wśród trzech starszych sekretarzy – Glazman, Sermkus i naczelnik ochrony osobistej Dreizer). Oto spodobał się despotyczny i bezlitosny zastępca narkomwojna [ludowego komisarza wojny – bardzo wysokie stanowisko!] – i Trocki nie wahając się mianował na tę funkcję lekarza Efraima Sklianskiego, który nie był ani frontowym, ani sztabowym dowódcą, zastępcą przewodniczącego Rewolucyjnej Rady Wojennej [Riewwojensowieta] republiki i już Sklianski więcej znaczył niż głównodowodzący generał S. S. Kamieniew.

    Trocki wcale nie pomyślał o tym, jak ta niewłaściwa nominacja lekarza będzie odbierana przez liniowych wojskowych, a samo wyniesienie Sklianskiego przed całą Rosję – o to zupełnie się nie troszczył.

    Zob.: http://www.wicipolskie.org/index.php?option=com_content&task=view&id=3556&Itemid=56

    – Naczelnym dowódcą sił zbrojnych RFSRR był od lipca 1919 do kwietnia 1924 dawny pułkownik carskiej armii, absolwent Mikołajewskiej Akademii Sztabu Generalnego, Siergiej Siergiejewicz Kamieniew, który – według Piotra Machrowa – „służył władzy bolszewickiej tak szczerze, jak i carowi, jak i Rządowi Tymczasowemu”. W 1920 roku Kamieniew opracował plan ataku na Polskę, ale nie był go w stanie wdrożyć ze względu na niedoszacowanie sił polskich i przeciwdziałanie dowództwa Frontu Południowo-Zachodniego (Jegorow i Stalin).

    4. Tuchaczewski został członkiem Rewolucyjnej Rady Wojennej dopiero w 1925 roku, a zastępcą jej przewodniczącego w 1931 roku. Nie dorównywał więc w żadnym razie swą pozycją w Armii Czerwonej polskiemu Naczelnemu Wodzowi, ani szefowi naszego Sztabu Generalnego. Można go porównywać z kolejnymi dowódcami polskiego Frontu Północnego – gen. Stanisławem Szeptyckim (17.05-01.08.1920) i gen. Józefem Hallerem (01.08-23.08.1920), przy czym dowódcy bolszewiccy byli ograniczani przez instytucję komisarzy politycznych, podległych Wydziałowi Politycznemu Rewolucyjnej Rady Wojennej, działającemu na prawach delegatury Komitetu Centralnego partii bolszewickiej.

    5. Mówienie, że w sierpniu 1920 roku walczyli ze sobą Piłsudski i Tuchaczewski (albo Rozwadowski i Tuchaczewski) służy ustawianiu wojny polsko-bolszewickiej w kategoriach polsko-rosyjskiego konfliktu narodowego i państwowego, gdy tymczasem wodzowie polityczni i wojskowi państwa bolszewickiego (Ulianow-Lenin, Bronstein-Trocki, Sklianski) wcale Rosjanami nie byli, a Siergiej Kamieniew – w przeciwieństwie do gen. Rozwadowskiego – nie był nawet w stanie im narzucić i wyegzekwować własnego planu wojny z Polską.

    6. Owszem, Armia Czerwona bazowała na fachowej kadrze oficerskiej i podoficerskiej z czasów carskich – bo na kim miała bazować? Częstokroć ci ludzie nie mieli zresztą alternatywy. Szefem sztabu frontu Tuchaczewskiego był carski prawosławny pułkownik, Mikołaj Mikołajewicz Szwarc, autor planu natarcia na Warszawę. Po klęsce nad Wisłą został aresztowany przez czerezwyczajkę we wrześniu 1921 r., ale po trzech miesiącach uwolniono go i umarł w Moskwie w styczniu 1944 roku jako generał-lejtnant Armii Czerwonej i zasłużony wykładowca Akademii Sztabu Generalnego i innych uczelni wojskowych ZSRR. Dzięki między innymi jego pracy Związek Radziecki nie tylko obronił się przed hitlerowskimi Niemcami,ale jeszcze wyzwolił spod ich okupacji Warszawę i całą Polskę, przywrócił Polsce i Słowianom Zachodnim historyczne granice na Odrze i Nysie Łużyckiej, a także zatknął wspólnie z Polakami flagi państwowe zwycięskich Słowian na ruinach zdobytego Berlina.

    Paradoks historii, czy po prostu: „nie ma tego złego, które by na dobre nie wyszło”.

    Ale pora już czynić między nami dobro.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: