Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Paradoksy i tajemnice Ojca Kolbego

Posted by Marucha w dniu 2011-08-14 (Niedziela)

Godziny powolnego konania w bunkrze śmierci podzielone były na śpiew pieśni religijnych i zbiorową modlitwę.

Życie i dzieło o. Maksymiliana Kolbego są ogromnym obszarem wartości i wiadomości, dóbr duchowych i nauk, pism i dokumentów. Warto je badać, studiować, uczyć się z nich. Osobowość i duchowość o. Kolbego były zarówno ogromnie skomplikowane, jak i dziecięco proste. Spróbuję dotknąć choć kilku podstawowych spraw, które stanowiły centrum jego dzieła, a zarazem, widoczne od zewnątrz – wiodą gdzieś w tajemniczą głąb. Są to paradoksy o. Kolbego, w których najdobitniej ujawnia się harmonia jego osobowości, jego duchowości. Są to też tajemnice o. Kolbego.

Ojciec Maksymilian łączył styl i rytm życia człowieka energicznego, pełnego sił, całkowicie zdrowego, zdolnego do każdego, nawet najcięższego, wysiłku fizycznego, psychicznego i duchowego z faktycznym (od 23. roku życia) stałym stanem chorobowym. Miał gruźlicę. Gorączkował, okresowo pluł krwią, kaszlał, stracił jedno płuco. Mimo to wykładał, głosił nauki, pisał, podróżował, kręcił korbą maszyny drukarskiej, dźwigał paczki z kilogramami papieru na pocztę, pracował na budowie, sprawował Liturgię i sakramenty, zarządzał ogromną „zagrodą Niepokalanej” w Polsce, dużym ośrodkiem misyjnym w Japonii. Choć poddawał się poleceniom przełożonych i lekarzy, wyjeżdżając na kuracje do sanatorium, to i tam służył jako kapłan, a gdy tylko wracał, zapominał o chorobie, o „bracie osiołku”, jak nazywał swoje ciało, naśladując w ten sposób św. Franciszka. Posługę duszpasterską pełnił także chory w więzieniu, skatowany w obozie koncentracyjnym, skazany na śmierć w bunkrze głodowym.

Łączył polskość z uniwersalnością
Był zanurzony w polskiej tradycji, zwłaszcza romantycznej i niepodległościowej, katolickiej. Znał je, cenił, czerpał z nich, żył nimi. Uważał je za podstawowe wartości. Jako chłopiec chciał bić się o niepodległość Polski będącej wtedy pod zaborami, wybrał jednak powołanie zakonne. Jako redaktor mobilizował siły Narodu do walki o niepodległość, zamieszczając w swoich czasopismach karykatury Hitlera w 1939 roku. W latach wojny podtrzymywał ducha przetrwania, dążąc do wydawania „Rycerza Niepokalanej” – uzyskał zezwolenie niemieckich władz okupacyjnych na jeden numer, ale zapewne właśnie entuzjazm, z jakim w okresie Bożego Narodzenia 1940 r. został on przyjęty, stał się jednym z bezpośrednich powodów jego aresztowania i zesłania do obozu koncentracyjnego. Jako członek zakonu o zasięgu globalnym działał – właśnie – globalnie. Pragnął podbić dla Niepokalanej, jak mówił, cały świat. Stąd jego duchowy związek z wieloma świętymi pochodzącymi z różnych krajów, stąd pomysł i idea misji w Japonii, plany ogarnięcia zarówno publikacjami, jak i misjami wszystkich kontynentów.

Łączył umiłowanie wspólnoty lokalnej z działalnością misyjną
Dążył do jak najlepszego zorganizowania pracy i modlitwy danej, najbliższej wspólnoty – ściśle wedle reguły zakonnej, w celu zapewnienia najwyższej efektywności pracy, najlepszego rozwoju duchowego, a także „wyniszczenia dla Niepokalanej”. Ułożył nawet w określony rytm ostatnie dni życia grupy dziesięciu więźniów-skazańców w bunkrze śmierci. Świadkowie, którzy słyszeli przez ściany, co dzieje się w bunkrze, stwierdzili, że godziny powolnego konania podzielone były na śpiew pieśni religijnych i zbiorową modlitwę, które prowadził o. Kolbe, oraz jego nauki, które wygłaszał do końca, aczkolwiek coraz bardziej słabnącym głosem. Kandydatów do swych klasztorów przyjmował osobiście. Znał po imieniu każdego mnicha, nowicjusza, ucznia małego seminarium. Jako przełożony wprowadził w Niepokalanowie zasadę, że każdy ojciec czy brat, choć należy do określonego zespołu roboczego i ma swojego bezpośredniego przełożonego, to w każdej sprawie może zwracać się bezpośrednio do niego, gwardiana, i to we dnie i w nocy. Zarazem troszczył się o misje na całym świecie, nie tylko te, które sam prowadził. Wydawał „Biuletyn Misyjny”. Utrzymywał regularną korespondencję z braćmi misjonarzami w wielu krajach. Stale myślał o rozszerzaniu działalności misyjnej. Gdy wrócił z Japonii do Niepokalanowa w 1936 r., nie zgolił długiej, misjonarskiej brody, którą zapuścił już w drodze do Japonii, traktując nadal swą pracę w tej wspólnocie lokalnej jako pracę misyjną i zaznaczając swą stałą gotowość udania się na misje. (Brodę zgolił dopiero w 1939 r., aby nie zwracać na siebie uwagi niemieckich okupantów.)

Łączył powagę z poczuciem humoru
Powaga i surowość w sprawowaniu służby Bożej i stylu życia współgrała u o. Maksymiliana z otwartością i uśmiechem. Spędzał klasztorne „rekreacje” z braćmi, grając w szachy, żartując, opowiadając swe przygody w dalekich krajach, na lądzie i morzu. W sztuce „Mój syn, Maksymilian” (Wyd. Franciszkańskie „Bratni Zew”, Kraków 2010, s. 31-32), wykorzystałem – prawdziwą – anegdotę, którą usłyszałem po raz pierwszy od brata Sergiusza w Nagasaki. W mojej sztuce brat Leon opowiada Matce, Mariannie Kolbowej: „BRAT LEON: Więc oni tam głodowali. W Japonii. Taka jest prawda. Bo ojciec wszystkie pieniądze, jakie miał, a nie miał ich nigdy wiele, przeznaczał na druk, na maszyny, na kolportaż. Na jedzeniu oszczędzał. Na wszystkim, zresztą, poza „Rycerzem”. Głodno było stale. Tylko ryż i jarzyny, a raczej jakieś dziwne zielska, po najniższej cenie. Więc głód, ubóstwo, bieda, wręcz nędza. Ludzie, to znaczy sąsiedzi, to znaczy Japończycy, to znaczy poganie, ich odwiedzali. To wiedzieli i widzieli. Raz zajrzał rzeźnik z Urakami. Tam mieszkali, w tej dzielnicy. I zobaczył, jaka nędza. Jaka dieta. Śmieje się. Poszedł i zaraz wrócił z kawałem wołowiny. Takim wielkim. Nie przesadzam. Taaakim. Brat Hilary, który wtedy kucharzył, aż zdziczał ze szczęścia. Chciał zaraz ugotować, albo usmażyć, cały ten kawał. Zaczął to mięso upychać w garnku na kuchni, ale garnek był za mały. I akurat w tym momencie przyszedł w odwiedziny biskup Haysaka, ordynariusz diecezji Nagasaki. Czasem ich odwiedzał. Już ocenił ich oddanie sprawie Niepokalanej, budował się surowością ich życia, tym ubóstwem franciszkańskim, tymi ciągłymi postami. A tu na kuchni ogromny kawał mięsa wystaje z garnka. Brat Hilary tak się przejął, że zapomniał nawet tych kilku słów japońskich, które znał. Stracił głowę. Nie potrafił wyjaśnić, skąd wzięło się mięso. Coś bełkotał. Mięso zaczęło się palić. Kuchnia pełna dymu. Brat Hilary rzuca się otwierać okna. Biskup stoi spowity dymem. Na szczęście akurat przyszedł ojciec Maksymilian. Odstawił garnek z ognia. Ucałował biskupa w pierścień. Wypytał brata Hilarego. Wyjaśnił wszystko biskupowi. To się biskup uśmiał. Śmieje się. MATKA: Nigdy mi o tym nie pisał. BRAT LEON: Ale wśród braci to była ulubiona opowieść. Tu biskup. Tu mięso. Tu brat Hilary w panice. Tu nasz post głodowy. A tu kawał mięsa. I mięso się pali. Pełno dymu. Ojciec Maksymilian wpada. Garnek odstawia. Okno otwiera. Dym wypędza. Ogień gasi. Na kolana przed biskupem pada. Śmieje się. Nieraz prosiliśmy ojca, aby nam znów to opowiedział”.

Łączył niezłomną wiarę z tolerancją
Niezłomna, czysta i jednoznaczna wiara nie przeszkadzała o. Maksymilianowi przejawiać wobec innych pełnej i bezwarunkowej tolerancji. Najpierw kształtowała go polska tradycja tolerancji religijnej, którą uważał za wielką wartość i stale ją sam praktykował. Potem na jego formację miały znaczący wpływ studia w Rzymie, wśród braci wielu narodowości. Ogarniał pasją nawracania wszystkich, ale było mu absolutnie obce narzucanie swojej wiary, poglądów innym. Wszystkich miłował z tą samą bezkompromisowością. W Polsce przeciwstawiał się atakom na Żydów. W czasie wojny opiekował się rannymi Niemcami, a potem dawał schronienie bez wyjątku – Polakom, Żydom, volksdeutschom.

Łączył tradycję z nowoczesnością
Charakterystyczne było dla niego połączenie powrotu do średniowiecza, do świętego Franciszka z Asyżu, z radykalnym wychyleniem ku nowoczesności. Wracał do „biedaczyny z Asyżu” – w swojej prostocie, ubóstwie, postach, umartwieniach, surowości życia i praktyk religijnych, w ścisłym przestrzeganiu reguły zakonnej. Równocześnie, z całkowitą otwartością i wręcz zachłannością zaprzęgał do swego dzieła najnowocześniejsze maszyny, technologie, wynalazki. Już jako uczeń zaskakiwał nauczycieli pomysłami i projektami statków kosmicznych, rakiet międzyplanetarnych. Współcześni autorzy twierdzą, że, wtedy niewykonalne, dziś, w XXI wieku, te aparaty byłyby możliwe do zbudowania i zdolne do funkcjonowania. Jako wydawca rozglądał się za wciąż nowymi maszynami drukarskimi, prasami, obcinarkami, pakowarkami itp. Najpierw kupował urządzenia używane, a potem sprowadzał nowiutkie, prosto z fabryk. Stosował zasadę: dla siebie – tylko to, co najprostsze i najuboższe: minimum strawy, ciepła, wygód, a dla wydawnictw – najnowocześniejsze urządzenia, maszyny, technologie.
W Niepokalanowie wybudował bocznicę kolejową do samych drzwi dystrybutorni czasopism. Miał park transportowy złożony z ciężarówek. Już planował zbudowanie lotniska w Niepokalanowie, aby przyspieszyć i usprawnić transport druków. Już wyszkolił dwóch pierwszych braci-pilotów. Sam podróżował samolotem, jeśli taka była potrzeba, ale z reguły jeździł pociągiem, i to zawsze najniższą klasą. Już uruchomił w Niepokalanowie radio i już myślał o telewizji – byłaby to jedna z pierwszych stacji TV na świecie.

Łączył maryjność z chrystocentryzmem
Oskarżany o nadmierne akcentowanie kultu Niepokalanej, nieraz wykładał, jak prowadzi Ona do Chrystusa i jak oddawanie czci Chrystusowi obejmuje Jego Matkę. Próbowałem dotknąć tych trudnych spraw w dialogu Przełożonego i o. Maksymiliana w mej sztuce „Maximilianus”. Nie jestem teologiem, dlatego korzystałem z wykładni specjalistów. Zainteresowanych odsyłam do tego dialogu.
Oscylując pomiędzy licznymi paradoksami i sprzecznościami, które dla niego nie były ani paradoksami, ani sprzecznościami, o. Maksymilian łączył życie ziemskie, takie jak każdego człowieka: pracę, działanie, kierowanie małymi i wielkimi zespołami, odbywanie i sprawowanie praktyk religijnych, chorobę, życiowe czynności i funkcje, z tym, co wymyka się opisowi, czego nie da się ująć ani słowem, ani obrazem. Już za życia ziemskiego sięgał w życie pozaziemskie.
To jego największa, a zarazem najprostsza tajemnica. Tajemnica jego świętości.

Prof. Kazimierz Braun

Autor jest pisarzem, reżyserem, uczonym. Napisał ponad 40 książek, w tym trzy sztuki o św. Maksymilianie Kolbem: „Maximilianus”, „Cela ojca Maksymiliana”, „Mój syn, Maksymilian”. Zostały one opublikowane przez Franciszkańskie Wydawnictwo „Bratni Zew” w Krakowie (2010). W całości lub we fragmentach były wystawiane w Polsce i USA. W Tarnowskim Teatrze im. L. Solskiego odbyła się 18 czerwca br. premiera „Celi ojca Maksymiliana” w reżyserii autora.

http://www.naszdziennik.pl

Komentarze 3 do “Paradoksy i tajemnice Ojca Kolbego”

  1. sono said

    a tu jak widac papa Benedykt bedzie walczyl z objawienimi. Za pomoca tez, a jakze i ateistow.
    „Watykan walczy z plagą cudów

    Papież nakazał tworzenie komisji sprawdzających relacje nawiedzonych. Będą ich badali psychiatrzy i psychologowie. Także niewierzący.

    Benedykt XVI zamierza zaopatrzyć biskupów w nowy poradnik, jak traktować licznie pojawiające się cuda: płaczące bądź krwawiące rzeźby i obrazy, widzenia i przesłania Jezusa i Maryi, stygmaty itd. Poradnik, przygotowany przez Kongregację Nauki Wiary, będzie zawierał kryteria pozwalające na odróżnienie cudów prawdziwych od fałszywych.

    – Mamy do czynienia z całą chmarą objawień, nie tylko w Ameryce Południowej, ale również w Europie. Racjonalistyczny Joseph Ratzinger zawsze był na to bardzo wyczulony, jeszcze jako szef Kongregacji Nauki Wiary wydał w tej sprawie szereg dokumentów – mówi „Rz” religioznawca prof. Zbigniew Mikołejko.

    Papież jest zaniepokojony również tym, że nawiedzeni często otwarcie występują przeciwko władzom kościelnym. Przykładem może być strona internetowa Our Lady of the Eucharist poświęcona nawiedzonej Marisie Rossi z Rzymu. Wsparł ją biskup Claudio Gatti, który został wkrótce potem wykluczony z szeregów kleru przez Jana Pawła II. Wciąż jednak występuje jako biskup i głosi, że został „wyświęcony przez Boga”. W liście do Benedykta XVI napisał ostatnio, że jego wykluczenie jest elementem „diabolicznego spisku” w łonie Kościoła. Dzięki objawieniom Marisy Rossi poznał niecne zamiary spiskowców i chciał je udaremnić, ale wróg był szybszy.

    Zgodnie z nowymi zasadami, przedstawionymi na stronie internetowej Petrus, jeżeli w jakiejś diecezji pojawi się osoba głosząca objawienie, biskup powoła specjalną komisję, składającą się z teologów, księży oraz psychiatrów i psychologów. Do momentu zakończenia pracy komisji głosiciel cudu będzie zobowiązany do milczenia na jego temat. Jeśli złamie ten nakaz, będzie to automatycznie oznaczało, że cud jest fałszywy. Psychiatrzy (w tym ateiści) przebadają następnie daną osobę pod kątem zdrowia psychicznego, a członkowie komisji przyjrzą się jej przeszłości i sprawdzą, czy nie sfabrykowała dowodów objawienia. Będą też sprawdzać, czy nawiedzony nie czerpie korzyści finansowych ze swoich objawień. – To rygoryzm, który w kwestii procedur zaczyna przypominać rygoryzm naukowy. Cóż, współczesne społeczeństwa oczekują potwierdzania wiarygodności wszystkiego, co się głosi, i Kościół też ulega tej presji – komentuje prof. Mikołejko.

    Po przeprowadzeniu wszystkich procedur komisja orzeknie, czy objawienie nie jest sprzeczne z nauczaniem Kościoła. Na koniec nawiedzony spotka się z demonologiem, który sprawdzi, czy za objawieniami nie kryje się szatan pragnący sprowadzić wiernych na manowce.

    Kongregacja Nauki Wiary:

    http://www.vatican.va/roman_curia/congregations/cfaith

  2. sono said

    w Medjugorie towarzystwo sie niezle oblowilo ( i oblawia) na owych „objawieniach”, a jakos papa Bedendykt a wczesniej papa JPII nie reagowali i nie reaguja.

  3. tralala said

    Czytalam, ze krzyz umieszczany w celi sw. Maksymiliana jest usuwany.
    Oczywiscie ludzie wieszaja nastepny.
    ………………………..
    nie na temat, ale o szkodliwosci Buddyzmu, yogi i New Age
    (niestety sa powazne bledy w tlumaczeniu)

    ad2
    Kosciol zabronil organizowania oficjalnych pielgrzymek do Medjugore, ale prywatne mozna sobie robic. Czy tamtejsze objawienia sa boskie czy diabelskie, Kosciol sie wypowie jak objawienia sie skoncza, ponoc takie sa przepisy.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: