Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Emilian58 o Atomowy front na Zaporożu
    PK o Żydowska kloaka przetacza się…
    Bogusz o Koniec twierdzy Europa i pierw…
    Emilian58 o Koniec twierdzy Europa i pierw…
    Krzysztof M o Twój kot się na ciebie obraził…
    prostopopolsku o Putin morduje ryby
    Anucha o Piskorski i Radzikowski o Andr…
    Stiopa o Putin morduje ryby
    revers o Atomowy front na Zaporożu
    ! o Czego najbardziej boją się kot…
    Tadeusz Kaktus o Wolne tematy (58 – …
    ! o Czego najbardziej boją się kot…
    ! o Co nam zrobili ruskie
    Enya o Twój kot się na ciebie obraził…
    adsenior o Wolne tematy (58 – …
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 616 obserwujących.

Witold Poprzęcki: „Palestyna za czasów Chrystusa” c.d. 4

Posted by Marucha w dniu 2011-08-17 (Środa)

(Fragment 9)

Dzień powszedni Palestyny
Kobieta – najtańsze zwierzę pociągowe

„Maria obrała najlepszą cząstkę, która nie będzie jej odjęta” /Łuk. X.42/.

Spróbujmy streścić to, co dotychczas napisaliśmy o stanowisku społecznym i religijnym kobiety w Palestynie, aby to zagadnienie wyczerpać do końca. Jest wiec kobieta obiektem przetargów i handlu, na równi z każdym stworzeniem domowym /Jakub i Laban/, po śmierci jednego męża pierwszeństwo do niej ma brat męża, bez względu na to, czy się takie spadkobranie kobiecie podoba czy nie. O to nikt nie pyta. Jej podstawowym obowiązkiem religijnym jest… rodzenie dzieci, a kobieta, która nie może rodzić, podejrzewana jest o wszelkie zło, przede wszystkim o to, że u Jehowy jest w niełasce. Nikomu nie przychodzi do głowy, w każdym razie nawet w późno-judejskich haggadach nie ma o tym ani słowa – że mężczyzna też może być winien bezdzietności w małżeństwie. Poza tym kobieta może być matką dwunastu nawet dzieci, ma wtedy szacunek u wszystkich kuzynek i przyjaciółek, bo -znów długie lata wlecze się ten przesąd i za chrześcijaństwem – może trzeba będzie od niej szat pożyczyć, żeby mieć upragnione dziecko?

Ale i ta ogólnie szanowana niewiasta nie ma większych praw realnych, nawet i ona nie ma prawa wstępu do świątyni, gdzie co najwyżej może zanieść ofiarę /por. „wdowi grosz” spostrzeżony przez Chrystusa/, nie ma też prawa do bezpośredniego kontaktu z Jehową nawet w tak smutnej chwili, jak śmierć męża czy innego członka rodziny. Natomiast schwytana na cudzołóstwie – podlega ukamieniowaniu. Ona. Choć przecież bez niego cudzołóstwo jest niewykonalne. Czyli w tej najważniejszej sprawie normy prawne są niejednakowe dla kobiety i mężczyzny, a ta niesprawiedliwość i za chrześcijaństwem wlecze się przez długie wieki, bo do całkowitego zrównania w prawach nie doszło do dziś.

Te judejskie obciążenia zaważyły nawet na opinii, nawet w XX wieku, bo surowiej ocenia się kobietę złego prowadzenia, niż mężczyznę. Wynikająca z mojżeszowego prawodawstwa niesprawiedliwość, nawet w społeczeństwach czysto chrześcijańskich, trwa. Jeżeli nawet judaizm przyznaje kobiecie duszę, jest to dusza znacznie gorszego gatunku, dusza, która uprawnień religijnych ma znacznie mniej, jako że po każdym okresie i po każdym połogu – sprawach fizycznie jak najbardziej naturalnych – kobieta jest „nieczysta”: nie wolno jej dotknąć. Jeżeli wczuć się w istotę połogu, który dla ogromnej ilości kobiet jest potężną dawką cierpienia, a pomoc w usunięciu łożyska czy umyciu jest wprost niezbędna – ten przepis trzeba ocenić jako wyjątkowo nieludzki.

Rytualna kąpiel oczyszczająca, która nie może przecież odbyć się w rzece, ale w miejscu specjalnie przeznaczonym, o ściśle określonym wolnym przepływie wody, podobnie jak miska z wodą przed posiłkiem – to pierwsze źródło epidemii, która w Palestynie zwykle rozpoczyna się od żeńskiej połowy narodu. I trzeba tu podkreślić, że jeżeli kazuistyka faryzeuszowaka, szczególnie rabinów „odchyleniowców” wprowadza bardzo wiele uproszczeń, „ulg taryfowych” dla mężczyzn, o tyle kobiet nie uwzględnia zupełnie i żadne ulgi w przepisach czysto kobiecych nie mają zastosowania.

Na co dzień – kobieta podlega mężczyźnie pod każdym względem, ustępuje mu w przejściu, nigdy nie idzie przed lub obok, ale zawsze za mężczyzną, bez względu na to, czy tym mężczyzną jest ojciec, mąż czy młodszy brat. Małżeństwo nie daje kobiecie nic więcej, jak tylko zwiększenie obowiązków i to bardzo poważne. Nie uwalnia ono bowiem od dotychczasowych obowiązków względem własnej rodziny /na to Jehowa kategorycznie nie pozwala/, poczucie więzów rodzinnych jest w całym narodzie bardzo silne  – przybywają jej natomiast dodatkowe obowiązki względem męża i jego rodziny. Małżeństwo to przede wszystkim posunięcie natury gospodarczej: za jakąś tam odpłatnością dla teścia uzyskuje się dodatkową siłę roboczą, która oprócz tego może służyć i do innych celów, jak np. rozmnażania rodziny.

Ponieważ mnożenie się należy do swego rodzaju obowiązków religijnych i bezpłodność kobiety wprost kategorycznie zmusza do rozwodu – w ślad za tym idzie rozdrobnienie własności rolnej. Już w III wieku przed nar. Chr.  Judejczycy pracują na areale śmiesznie małym, z którego przy najlepszej uprawie i nawożeniu nie można wydobyć tego minimum, jakie jest niezbędne do wyżywienia rodziny. Poza tym, trzeba jeszcze pamiętać, że od 1200 lat pali się zwierzęta Jehowie na ofiarę, a ziemia palestyńska o silnej zawartości wapnia wymaga kwaśnych nawozów, a nie alkalicznych popiołów – inaczej mówiąc jest stale wyjaławiana. Takie najmniejsze kawałeczki poczynają wykupywać Grecy, których operatywność i względna zamożność decyduje o tym, że ziemia w ich rękach scala się i to scalanie postępuje. Ale Grecy są rolnikami raczej słabymi. To naród kupców i żeglarzy, żołnierzy i artystów – proces scalania rozdrobnionej ziemi dawnego Izraela staje się widoczny w pasie nadmorskim i w Dekapolu. W pasie, nadmorskim , bo Greka morze zawsze żywi, a w Dekapolu, ponieważ kolonizacja grecka tworzy tu kilkanaście ośrodków niezwykle zwartych narodowo na długo przed najazdem Aleksandra Wielkiego na te tereny.

Mamy wiec trzy warstwy rolnicze: bogatych obszarników greckich, znacznie mniej bogatych izraelskich i  małorolnych, którzy stanowią ogromną przewagę, szczególnie wokół wszystkich większych miast Izraela i Judy. Gdyby to porównać z dzisiejszymi stosunkami rolniczymi Polski Ludowej zgodzilibyśmy się, że w pierwszej kategorii, odpowiadającej Państwowym Gospodarstwom Rolnym – pracuje traktor, jeden lub więcej, w drugiej kategorii – konie, w trzeciej zaś odpowiadającej dzisiejszym działkowiczom ziemie uprawia użytkownik działki, łopatą, motyką lub innymi narzędziami, nie wymagającymi siły pociągowej.

W Palestynie ostatnich trzech wieków przed nar. Chr. traktorowi odpowiada koń, który dla Judejczyka jest ryzykownym luksusem. Luksusem, gdyż koń jest tylko siłą pociągową i niczym więcej, a ryzyko posiadania konia w tym kraju wiecznie wojującym polegało zawsze na tym, że prędzej konia niż człowieka brał nieprzyjaciel do niewoli. Rasa – to berbery, ciemnej maści, bardzo wytrzymałe i niewiele wymagające, ale też niezbyt szybkie i np. do wyścigów absolutnie nieprzydatne.

Na drugim miejscu użytkowym stanie wielbłąd dwugarbny /Camelus baktrianus/ nieco niższy od afrykańskiego dromadera, który jako siła pociągowa jest słabszy od konia, żyje nieco krócej, bo do 40 lat najwyżej, podczas gdy koń berberyjski dociąga do pół wieku, ale za to wielbłąd daje rocznie około kilograma znakomitej wełny i dziennie prawie dwa litry mleka o 22-26 procentach tłuszczu. Pracuje wolniej od konia i jest nieco słabszy, nie na każdą ziemię można go użyć.

Na trzecim miejscu krowa, która mleka daje znacznie więcej niż wielbłąd /nawet w przeliczeniu na czysty tłuszcz/ i orać nią można lepiej niż wielbłądem, ale „staż pracy” ma znacznie krótszy, bo żadna z ówczesnych ras palestyńskich nie żyje ponad ćwierć wieku. Te trzy zwierzęta jednak wymagają paszy, przy czym już w III wieku przed Chr. pastwiska jako bezpańskie lub gromadzkie miejsca wspólnego wypasu zwierząt już nie istnieją. To co jeszcze jest – to już nie pastwiska, lecz nieużytki, po których zwierzęta więcej mają chodzenia niż wyżywienia.W tym stanie rzeczy „majątek” poniżej dwóch hektarów musi być uprawiany ręcznie, bo na wyżywienie zwierzęcia pociągowego nie starczy ziemiopłodów.

„Orka” na takim kawałku ziemi odbywa się za pomocą sochy nożnej. Jest to coś w rodzaju sandału z grubą podeszwą drewnianą, do której od spodu przymocowany jest róg bawoli, lub w najgorszym razie krowi, zamocowany ostrzem ku przodowi. Od obu boków sandału idą dwa pasy, które „siła pociągowa” zakłada sobie na ramiona i ciągnie. Krowi róg robi głęboki rowek, w który człowiek idący za oraczem rzuca nasiona i zadeptuje rowek, aby ptaki nie wydziobały. Z reguły „siłą pociągową” takiej sochy jest kobieta, oraczem jej mąż zaś siewcą syn lub córka. Myliłby się jednak ktoś, kto by sądził, że to jest jedyny, czy też podstawowy obowiązek kobiety. Jej dzień powszedni w rodzinie zaczyna się co najmniej godzinę wcześniej, niż dzień męża czy syna. Trzeba nanieść wody stworzeniom, jakie są w gospodarstwie i ludziom, rozniecić ogień, ugotować śniadanie, przy czym nawet rozmoczone durro gotuje się dłużej niż pół godziny, a soczewica prawie godzinę. Dopiero gdy śniadanie jest gotowe, zwierzęta domowe nakarmione względnie wydojone – można budzić domowników – mężczyzn. Zjeść kobieta musi jak najszybciej, bo jeżeli rodzina wyrusza na cały dzień do roboty, czy jakiś obiad zabrać dla wszystkich, nie mówiąc już o wodzie, której solidny dzban trzeba wzięć w każdym wypadku.

Kobieta w Palestynie za jedno tylko może dziękować Jehowie, a mianowicie za to, że zbiór daktyli nie zbiega się w czasie ze zbiorem fig i oliwek, a żniwa pszenne jedne i drugie nie zbiegają się z winobraniem, jak i za to, że pszenica rodzi tylko dwa razy do roku, a nie np. sześć. W rolnictwie palestyńskim jedna robota depcze po piętach drugiej, ale nie nakładają się. To dobrze, bo nie ma takiej roboty, w której kobieta nie ma żadnego udziału. Co oczywiście nie oznacza, że między jedną robotą a drugą można znaleźć wytchnienie: do kobiety należy utrzymanie porządku w domu, przygotowanie wszelkich zapasów żywności, przędzenie i tkanie wełny czy lnu oraz wszelkie chałupnicze roboty zarobkowe z tkaniem dywanów łącznie. O ile mężczyzna może nawet dwukrotnie w ciągu dnia wyjść z domu do synagogi, czy do świątyni, a tym samym rozprostować grzbiet i odpocząć – dla kobiety jest to nie do pomyślenia. Ona ma prawo iść do świątyni cztery razy do roku, ale do synagogi tylko wtedy, gdy jej mąż, lub ktoś z rodziny będzie czytał Torę. Bez dostatecznia mocnego pretekstu, jak np. choroba w domu, nieurodzaj czy inna klęska – kobieta dostępu do Jehowy nie ma.

Ta dyskryminacja kobiety nie jest bynajmniej pomysłem narratorów Tory, ale czymś, co mozaizm przywlókł z Mezopotamii, a nie potrafił, a może i nie chciał z tym zerwać. Stanowisko kobiety jest drugo-, jeśli nie trzeciorzędne nie tylko w Mezopotamii, nie tylko u wszystkich ludów tamtejszych: Medów, Persów, Chaldejczyków czy Asyryjczyków. Wszyscy oni spychają kobietę do pracy fizycznej, wszyscy nie dopuszczają jej do spraw ważniejszych, odbierają prawo decyzji czy władania czymkolwiek. Jeżeli w wielu tych narodach spotykamy poligamię, haremy itp. – nigdzie nie spotykamy poliandrii czy matriarchatu. Pierwsze słowa szacunku dla kobiety, ale tylko dla kobiety matki znajdziemy w Egipcie XIX dynastii, a i tego nie wiele, choć kapłankami mogą być kobiety i w Egipcie i w Fenicji i w Asyrii, czego znów dziś za wielki zaszczyt nie uważalibyśmy: są to kapłanki albo sakralnej prostytucji, uprawianej za pieniądze, idące na koszty kultu, jak u fenickiej Astoreth czy asyryjskiej Astarty, lub śpiewaczki i tancerki, jak w świątyni greckiej Afrodyty czy egipskiej Izydy.

U Greków, jak się rzekło, kobiety są nawet boginiami i zarówno z mitologii, jak z życia codziennego epoki hellenizmu wynika bezwarunkowo lepsze stanowisko kobiety, niż w innych narodach basenu Morza Śródziemnego, zjawiają się one na tronach, jak Kleopatra w Egipcie czy później Zenobia w Palmyrze lub obok tronów, jak Arsinoe przy Ptolomeuszu II, niemniej jednak i u Greków kobieta pełni praw obywatelskich nie posiada, choć tak wiele pięknych utworów literatura grecka jej poświeciła.To też na tle tak daleko posuniętej pogardy dla kobiety, jaką spotykamy w judaizmie – stanowisko Chrystusa Pana ratującego nierządnicę z rąk rozwścieczonych religiantów, wygląda jak najpiękniejszy brylant świata: „Kto z was jest bez grzechu…”

 

(Fragment 10)

Pierwszy atak Synhedrionu na chrześcijaństwo

Dla każdego chyba prawowiernego Judejczyka moment rozstania się z judaizmem był momentem psychicznym wstrząsającym: silne dotychczas związanie ze świątynią, bezwzględne podporządkowanie tysiącom przepisów rytualnych, nie wiadomo dlaczego włączonych do religii, odgrodzenie od wszystkich innych bliźnich i nakaz nienawiści dla nich – a nagle oderwanie się od tego wszystkiego i zastąpienie wszystkiego zwyczajną, choć bezgraniczną miłością bliźniego i miłością Boga?

To musiało być coś takiego jak skok z trampoliny do wody tak głębokiej, że dna w niej nie widać: śmierć? czy ożywcza dawno upragniona kąpiel? Co przyniesie taki skok?
Ale ci, którzy słyszeli Chrystusa na Górze, ci, co szli za nim przez całą Palestynę, gdziekolwiek by się udał, ci, co rzucali role, warsztat, dom, miasto dzieciństwa swego byleby tylko pójść za tym dziwnym osobnikiem – nie mieli wątpliwości tego typu, a im więcej słyszeli o Synu Bożym, tym więcej utwierdzała się w nich wiara, że zanim on każe iść za sobą – trzeba już iść za nim, na nic nie czekając, na nic się nie oglądając.

O poganach w Palestynie pisaliśmy dostatecznie dużo, aby każdy Czytelnik mógł ich zrozumieć: w tym dziwnym kraju wszystko ich uwiera, jak zbyt ciasne obuwie, jak niewygodna odzież, nic im się tu podobać nie może. Gdzie nie wniosą własnych kultów – tam ich nie mają, bo do lokalnych wierzeń, nikt ich dopuścić nie chce, a ostatecznie Grek czy Rzymianin to nie same mięśnie i żołądek, ale również umysł i to umysł chłonny, otwarty, ciekawy świata i ludzi na tym świecie .

I będziemy tu świadkami śmiesznego zagadnienia, które tak często się powtarza w naszym życiu codziennym do chwili obecnej, czasem w skali historycznej, czasem tylko małym wymiarze domowym. Zagadnienie to nosi tytuł: „Pies ogrodnika”, a w logikę naszą weszło nawet w formie przysłowia: „Pies na wiązce siana”, że niby – sam nie zje, i koniowi nie da.
Otóż od procesu Chrystusa Pana i jego męczeńskiej śmierci, w spokojną senną, cichą Jerozolimę, jakby kto kij w mrowisko wsadził, zaroiło się od sporów, kłótni i to z dnia na dzień coraz bardziej zaciekłych.

Pewne, może nieznaczne światło na tąż ulicę jerozolimską rzuci nam list Eteoklesa z Salaminy, kupca, który w Jerozolimie bywał od 55 do 65 roku I wieku trzema nawrotami po kilka miesięcy.

„Z tego co mi mówili nasi, a więc hellanodikos Filokrates, czy proksenos Eurymachos, a zresztą i inni kupcy z Salaminy” – pisze w jednym z listów, przypadających na 55 lub 57 rok – „i z tego co tu widzę, rozumiem, że na nikim polegać nie można. Mówili – miasto ciche, senne, spokojne, a poza wielkimi świętami, które wypadają cztery razy do roku, puste. Nieprawda! Mówili – ludzie życzliwi, otwarci, gościnni. Nieprawda! Mówili – handel kwitnie, co byś nie zawiózł, to i sprzedasz pieniądzem dobrym płacą, kredytu nie żądają, wiele się nie targują. Nieprawda! Mówili – na jedno tylko uważaj i nie interesuj się ich bogami, ich religią, świątynią, obrzędami, bo nikt o tym z tobą rozmawiać nie będzie. I tylko to jest prawda. Miasto jest stale zatłoczone, na każdym rogu uliczki, na każdym najmniejszym placyku grupki ludzi, które skaczą sobie do oczu i kłócą się tak, jakby za chwilę pobić się mieli. Aż dziw, że się jednak nie biją. O co im chodzi? Nie dowiesz się, bo cichną na widok obcego, przerywają najzaciętszy spór i albo czekają aż ich miniesz, albo sami gdzieś na bok odchodzą”.

Być może iż chrześcijaństwo, nie przyjęte przez trzon faryzejsko-saducesuzowski Judei, odwróciło się ku poganom i tu zaczęło sobie zyskiwać wyznawców. Wiemy, że od pogan, nawracających się na chrześcijaństwo, św. Paweł wymagał wiary w Chrystusa Pana i w moc odradzającą Jego męki krzyżowej i łaski, nie żądał natomiast od nich wcale ani obrzezania, ani przyjęcia wszystkich przepisów o „czystym” i „nieczystym”. To niewątpliwie decydowało o powodzeniu nauki Chrystusowej i powodzenie to było z pewnością aż nazbyt widoczne.

Następuje reakcja Synhedrionu: ja nie chcę pogan, ale i wy ich nie weźmiecie! Pies na wiązce siana.

W niesłychanie oszczędnych słowach pierwszy atak Synhedrionu przeciw chrześcijaństwu zobrazowany jest w XV rozdziale Dziejów Apostolskich w wierszach od 1 do 32. Zacytujemy je najpierw, podkreślając zdania lub zwroty, które wymagają objaśnienia:

Z Judei przybyli do Antiochii jacyś ludzie i tak nauczali braci: Jeżeli nie każecie się obrzezać według obrządku Mojżesza, nie możecie dostąpić zbawienia”.

Między Pawłem i Barnabą z jednej strony, a tymi ludźmi z drugiej strony doszło więc do różnicy zdań i do silnego zatargu. Postanowiono zatem, że Paweł i Barnaba oraz niektórzy spośród nich udadzą się w sprawie tego sporu do Jerozolimy, do apostołów i prezbiterów. Wyprawieni uroczyście przez gminę w drogę, szli przez Fenicje i Samarie, opowiadając wszędzie o nawracaniu pogan i sprawiali tym wielką radość wszystkim braciom. A gdy przyszli do Jerozolimy zostali przyjęci przez gminę oraz apostołów i prezbiterów i opowiedzieli, jak wielkich rzeczy przez nich Bóg dokonał. Lecz niektórzy z nich, co wyszedłszy ze stronnictwa faryzeuszów, przyjęli wiarę, wystąpili z takim żądaniem:

„Trzeba ich /tj. przyjętych z pogaństwa/ obrzezać i nakazać im, żeby zachowywali prawo Mojżeszowe”.

Wówczas zebrali się apostołowie i prezbiterzy, aby tę sprawę rozpatrzyć. Po długiej rozprawie powstał Piotr i rzekł do nich:

„Kochani bracia! Wiecie, że już dawno Bóg wybrał mnie spośród was na to, aby poganie usłyszeli z ust moich słowa Ewangelii i aby doszli do wiary. A Bóg, który zna serca ludzkie, świadczył sam za nimi, udzielając im Ducha Świętego tak samo jak nam. Nie uczynił żadnej różnicy między nami a nimi, oczyściwszy przez wiarę ich serca. Jakże więc możecie kusić Boga i nakładać na kark uczniów jarzmo którego dźwigać nie mogli ani ojcowie nasi, ani my sami? Nie, wierzymy, że osiągniemy zbawienie przez łaskę Jezusa Chrystusa, tak samo, jak i inni”.

Na to zamilkło całe zgromadzenie. Potem przysłuchiwali się temu co opowiadał Barnaba i Paweł, jak wielkie znaki i cuda Bóg zdziałał przez nich wśród pogan. A gdy i oni umilkli zabrał głos Jakub i rzekł:

„Kochani bracia! Posłuchajcie mnie! Szymon opowiedział, jak to Bóg pierwszy zatroszczył się o to, aby spośród pogan wybrać lud dla imienia swego. A z tym się zgadzają słowa proroków. Bo napisane jest: Potem zwrócę się znów do nich łaskawie i odbuduję przybytek Dawidowy, który upadł. Odbuduję jego ruiny i ustawię go prosto, aby reszta ludzi szukała Pana, a także poganie wszyscy, nad którymi wezwano imienia mojego. Tak mówi Pan, który tego dokonuje. To są odwieczne wyroki Jego. Dlatego jestem za tym, aby nie nakładano ciężarów na pogan nawracających się do Boga, lecz aby zobowiązano ich, żeby wstrzymali się od splugawienia przez bałwany, od nierządu i zwierząt dławionych oraz od krwi. Bo Mojżesz od dawnych czasów ma w każdym mieście swych głosicieli. Czyta się go przecież co szabat po synagogach”.

Wtedy apostołowie i prezbiterzy wraz z całą gminą postanowili wybrać ze swego grona mężów i posłać ich do Antiochii z Pawłem i Barnabą, a mianowicie Judę z przydomkiem Barnaba oraz Sylaba, mężów zajmujących wśród braci przodujące stanowiska. Mieli oni przekazać takie pismo:

„Apostołowie i prezbiterzy przesyłają braciom pogańskiego pochodzenia w Antiochii, Syrii i Cylicji braterskie pozdrowienie. Dowiedzieliśmy się, że niektórzy mężowie spośród nas, nie mający, od nas żadnego polecenia, zaniepokoili was, wprowadzając swymi mowami zamęt w dusze wasze; dlatego zebrawszy się pospołu postanowiliśmy wybrać mężów i posłać ich do was wraz z naszym drogim Barnabą i Pawłem, którzy dla imienia Pana naszego Jezusa Chrystusa narażali swe życie. Posyłamy wam zatem Judę i Sylasa, którzy powtórzą wam to samo ustnie. Otóż podobało się Duchowi świętemu i nam nie nakładać na was żadnego innego ciężaru, oprócz następujących koniecznych wymagań: winniście powstrzymać się od mięsa pochodzącego z ofiar bałwochwalczych, od krwi, od zwierząt dławionych oraz od nierządu. Jeżeli powstrzymacie się od tego, dobrze uczynicie. Bywajcie zdrowi! „.

Wysłańcy udali się do Antiochii i zwoławszy gminę oddali im list. Gdy go przeczytano, zapanowała radość z powodu pocieszającej treści orędzia. Juda i Sylas, którzy sami byli prorokami, przemawiali czysto, udzielając braciom zachęty i umacniając ich” /Dz. XV, 1 -32/. Egzegeza chrześcijańska wypisała już morze atramentu na temat XV rozdziału Dziejów Apostolskich i trzeba przyznać, że w miarę im więcej powstawało na ten temat opracowań – tym więcej pozostałości judaizmu z Kościoła rugowano. „Apostoł pogan” – raczej Paweł niż Piotr, genialny organizator gmin chrześcijańskich położył dość silne podwaliny wiary w Azji Mniejszej, a jego podróż z Antiochii Syryjskiej na Cypr, Salamine i Pafos, stąd przez Pergę do Galacji południowej, jego prace po miastach takich, jak Antiochia Pizydyjska, Ikonium, Lystra czy Derbe – to było wyłącznie nawracanie pogan.

Głosząc im naukę Chrystusa Pana, wymagał od nich św. Paweł wiary w Chrystusa Pana i w moc odradzającą Jego męki krzyżowej i łaski okupienia miłości bliźniego – nie żądał natomiast wcale ofiar całopalnych, obrzezania i innych praktyk judaizmu, a przede wszystkim przestrzegania przepisów o czystym i nieczystym, gdyż jak to już objaśniliśmy w rozdziałach poprzednich – pogaństwo greckie czy rzymskie absolutnie nie przyjęło by nauki o Jedynym Bogu, obciążonej szeregiem nonsensów judaizmu.

Rzecz jasna, że było to stanowisko jedyne, jakie można było zająć, gdyż chrześcijaństwo nie jest jakąś „wykolejoną formą judaizmu”, jak to usiłowali przedstawić ci opozycjoniści z Antiochii, nie jest sektą czy nawet udoskonaloną cząstką judaizmu, ale odrębną religią powszechną, czego przecież o judaizmie, religii czysto narodowej – powiedzieć nie można. Jeżeli nawet chrześcijaństwo z judaizmu przejęło wiarę w Jedynego Boga, to przecież Chrystus odmalował Go nam zupełnie innego, niż Go sobie wyobrażali Judejczycy, po prostu mówiąc oderwał Jedynego Boga od niczym nieuzasadnionych i absolutnie areligijnych przepisów o nieczystości kobiet /po okresie i po połogu/, o nieczystych pokarmach jednym arcymądrym powiedzeniem: „Nie to jest nieczyste, co wchodzi w człowieka, a to co zeń wychodzi”.

Skąd się wiec wzięli ci wyznawcy, którzy „siali niepokój” wśród pogan, nawróconych na chrześcijaństwo? Komu zależało na tym, aby wiarę w Chrystusa Pana zagonić z powrotem w ciasne opłotki judaizmu? Kto to „nie mający żadnego polecenia” siał niepokój w Antiochii?Kto uparcie podrzucał młodemu jeszcze chrześcijaństwu przestarzałe nonsensy, ofiary z bydła obrzezania i te setki przepisów, wśród których tylko faryzeusz czuł się dobrze, bo dawały mu one wyższość nad szarym tłumem amhaarezów, nad „ubogimi duchem”? Nie ulega wątpliwości, że byli to emisariusze świątyni, że mówiąc językiem dzisiejszym były to „wtyczki judaizmu”, Jest to dla nas tym bardziej oczywiste, że zjawią się oni nie tylko w Antiochii, lecz również w Jerozolimie. Czy ci z Antiochii, zdążyli wyprzedzić wolno podróżujących Pawła i Barnabę, czy też dali tylko znać, że w Jerozolimie będzie ta sprawa rozstrzygana – obojętne – bo na tzw. soborze jerozolimskim wystąpili od razu z tym samym żądaniem: „Trzeba ich obrzezać i nakazać im, żeby zachowywali prawo Mojżeszowe” .

Mamy wiec obraz dość wyraźny: chaasidim, zeloci, czy też, jak mówi wiersz piąty omawianego rozdziału „niektórzy z nich, co wyszedłszy ze stronnictwa faryzeuszów przyjęli wiarę”, choć pustka robiła się wokół nich coraz większa, choć coraz bardziej ziemia usuwała im się spod nóg, podejmują desperacki krok: przystępują do gminy chrzećcijańskiej i rozpoczynają, jakbyśmy to dziś nazwali, rozbijacką robotę. Dla prostolinijnych i uczciwych, a z pogaństwa pochodzących chrześcijan antiocheńskich sprawa ta nie od razu była jasna i zrozumiała. Chwyt faryzeuszów, zastosowany w dwu największych centrach chrześcijańskich jednocześnie mógł się wielu wiernym wydać stanowiskiem słusznym.
Apostołowie – zgodnie z poleceniem Chrystusa Pana głosili naukę Jego najpierw „zaginionym owcom z domu izraelskiego” i w ogromnej większości pierwszymi propagatorami tej nauki byli nie poganie. Może i nie Judejczycy „rasowo czyści”, ale proletariat palestyński, o którym wiemy, że z rasą narodu wybranego miał już bardzo niewiele wspólnego. A stąd też skład narodowościowy pierwszych gmin chrześcijańskich: były one złożone albo wyłącznie z Judejczyków, albo jeżeli mieszane to z dużą Judejczyków przewagą. Ponieważ zaś do chrześcijaństwa przystępowały jednostki gorliwe, rozmiłowane w sprawach religii /tak lub inaczej rozumianej/ – łatwo zrozumieć, że pożycie wewnętrzne tych pierwszych gmin mogło się układać bardzo nieszczególnie. Gminy te bywały zmajoryzowane przez Judejczyków, przeważnie szczerze wierzących, takich, którzy odcięli się już od świątyni, ale mogli być wśród nich i inni. A prawo Mojżeszowe nie pozwalało obrzezanym wiernym przestawać, podróżować czy zasiadać do wspólnego posiłku z poganami, a wiec brać udział we wspólnej agapie i uczcie eucharystystycznej, co za tym idzie i w Komunii świętej.

Skoro tak było – mogły się znaleźć w każdej gminie I wieku jednostki, a może i grupki, czy to szczerze przywiązane do litery prawa Mojżeszowego i praktyk mozaizmu, czy też duchy niespokojne, intryganckie, poszukujące w gminie chrześcijańskiej tej samej przewagi, jaką w judaizmie dawała im znajomość tych setek tysięcy przepisów tak dalece skomplikowanych, elementy zarażone jadem kazuistyki faryzejskiej – słowem zarzewie zatargu było u progu młodego chrześcijaństwa gotowe.

Zresztą nieraz się to zdarzało, jak pisze święty Paweł w liście do Galatów, że przewrotni Judejczycy przyjmowali pozornie chrześcijaństwo, aby tym swobodniej w jego łonie niecić swary, niezgodę, albo aby wśród chrześcijan nawróconych z pogaństwa uprawiać propagandę mozaizmu, głosząc bezwzględną potrzebę obrzezania i wypełniania praktyk judaizmu, bez czego sama wiara ich zdaniem – jest bezowocna, jak to czytamy na wstępie rozdziału XV Dziejów Apostolskich.

Po co? W jakim kierunku dążył ten wysiłek rozbijacki czy też… naiwniacki? Przecież judaizm od początku swego istnienia, bez względu na to, czy za początek ten przyjmiemy wiek XV – wędrówkę Abrahama z Ur do ziemi Mambre, czy też spisanie ksiąg świętych, które miało miejsce w III wieku przed Chrystusem – nie nawraca nikogo na swoją wiarę. Z czternastoma narodami walczy – nie nawraca i nie usiłuje nawrócić żadnego. Przez 19 wieków wędrówki po Europie – również nie robi żadnych w tym kierunku wysiłków. Inaczej mówiąc Synhedrionowi powinno być wszystko jedno, czy poganie przyjmą naukę „fałszywego Mesjasza z Galilei”, czy innego Apoloniusza z Tyany czy wreszcie zostaną takimi poganami, jakimi byli do pojawienia się Chrystusa.

W tym stanie rzeczy musiało przyjść do generalnej rozprawy z judaizantami na śmierć i życie, a hasło do takiej rozprawy wyszło, rzecz jasna, nie z Jerozolimy, gdzie był zbyt mały procent nawróconych z pogaństwa, ale z Antiochii Syryjskiej nad Orontesem, bo ona była duchowym centrum działalności misyjnej wśród pogan, z Antiochii gdzie chrześcijaństwo zyskało sobie tylu wyznawców między poganami, że tam, a nie gdzie indziej „nazwano najpierw wyznawców Chrystusa chrześcijanami” /Dz. 11, 26/. Więc też i w tym nie na nic dziwnego, że stronnicy judaizmu na Antiochię skierowali swój pierwszy atak. Po pierwsze – w razie zwycięstwa w Antiochii, podległe jej wszystkie gminy chrześcijańskie były by tym samym zdobyte. Po drugie – w Jerozolimie, gdzie żyło jeszcze tysiące świadków Chrystusowego nauczania, ta bzdurna teoria nie miała żądnych szans powodzenia: zbyt wielu ludzi tutaj odetchnęła od jarzma judaizmu poszedłszy za Chrystusem, a proces ten wytłumaczyliśmy chyba dostatecznie w rozdziałach poprzednich.

Ale na straży kościoła antiocheńskiego stał „Apostoł Narodów” człowiek, który był najpierw prześladowcą chrześcijaństwa, a gdy się stał na rozkaz Boży propagatorem tegoż chrześcijaństwa, to doskonale wiedział w czym leży sedno sprawy, w czym leży potężna siła atrakcyjna nowej wiary: miedzy innymi w odrzuceniu wypaczonego pojmowania Jedynego Boga przez judaizm.

Wystąpił więc do walki z zapałem właściwym jego temperamentowi, z całą bezwzględnością swej gorącej duszy i głębokim przekonaniem o słuszności sprawy, o którą trzeba walczyć. Gdy zwykłe rozmowy /były pewnie i takie, choć w dziejach nic o tym nie ma/ z „nowiniarzami” nie dały rezultatu, zastosował genialny chwyt taktyczny: „Ja się mogę mylić ale… niech nas rozsądzą mądrzejsi”. Oczywiście „nowiniarze” nie mogli wymienić, kogo uważają za tę mądrzejszą instancję, bo by się zdradzili, kto ich przysyła. Paweł natomiast od razu i otwarcie zaproponował, jako tych „mądrzejszych”, Piotra i innych apostołów, których dzieje wymieniają dwóch: Jana i Jakuba, ale mógł być jeszcze w Jerozolimie Tomasz /ów „niewierny”/ i Maciej, którego wybrano w miejsce Judasza. Wszyscy oni – i wielu innych członków gminy jerozolimskiej byli świadkami nauczania Chrystusowego, a w szczególności takich wskazań, jak: „Błogosławieni ubodzy duchem albo wiem ich jest Królestwo Niebieskie!”, „Zaprawdę powiadam wam, że jeśli nie staniecie się jako te dziatki nie wejdziecie do Królestwa Niebieskiego!” Albo wreszcie „Miłosierdzia chcę, a nie ofiary!”

Żądań tego rodzaju postawił Chrystus swym wyznawcom bardzo wiele, ale nigdzie nic wspomniał ani słowem, że domaga się tych „umywań” rąk, kubków, tych ofiar z bydła i wina czy męki obrzezania, czy wreszcie ofiar pieniężnych. Wręcz przeciwnie – potępił to wszystko to. A zatem. A zatem pozostawało tylko zdemaskować rozbijacką robotę „nowiniarzy” czyli judaizantów i właściwie na tym zakończyć sprawę i takie chyba było tło historyczne pierwszego zatargu chrześcijaństwa z judaizmem. Sedno rzeczy leży jednak w tym, że jeżeli judaizm wiedział już, że jest zrujnowany materialnie i słaby liczebnie, bo mu chrześcijaństwo wydarło cały proletariat palestyński, o tyle chrześcijaństwo nie zdawało sobie jeszcze sprawy ze swej siły i liczebności. To ostatnie wynika z XV rozdziału „Dziejów”.
(…)
przeprowadzają, jakbyśmy to dziś nazwali „czystkę” i dzięki temu nie dopuszczają do utworzenia sekty judaistycznej, a może i zamienienia całego ruchu chrześcijańskiego w taką sektę? Nie! To ostatnie nie było już możliwe, przede wszystkim dlatego, że chrześcijan było już zbyt wielu.

To jest 49 a może 50 rok pierwszego wieku i wiara w Chrystusa Pana szerzy się jak płomień, ogarnia kraje basenu śródziemnomorskiego jak powódź, bo przecież działają nie tylko ludzie, którzy jak św. Paweł żywego Chrystusa na oczy nie widzieli, ale żyją jeszcze setki tysięcy ludzi, którzy słuchali Go nad jeziorem Genezaret czy w Kazaniu na Górze, ludzi, którym on przywrócił wzrok, zdrowie, a nawet życie. Jest jeszcze jeden zastanawiający zwrot w „Dziejach” 1211: „Posyłamy wam zatem Judę i Sylasa, którzy powtórzą wam to samo”. Skądże ta przesadna ostrożność, że tę samą sprawę powierza się i pismu, które przecież jacyś żywi ludzie dostarczyć muszą i aż dwum ludziom?

Ano stąd, że apostołowie nie mają już złudzeń czyją to jest robotą. Poza tym po minach judaizantów widać, że nie dadzą za wygraną i jak ubiegli Pawła i Barnabę z Antiochii do Jerozolimy, tak teraz ubiegną Judę i Sylasa do Antiochii, .gdzie znów wymyślą jakiś łotrowski kawał. Trzeba się więc przeciw temu zabezpieczyć. Paweł jest pod obserwacją Synhedrionu, już raz „chcieli go zamordować”, nie jest więc wykluczone, że tym razem może z Jerozolimy nie wrócić do Antiochii, wobec czego jedzie grupa ludzi, prawdopodobnie każdy osobno, a oprócz tego list. Gdyby nie doszedł list, dojdą posłańcy: zabito by jednego z nich, dojdzie drugi, w każdym wypadku intrydze judaizantów w Antiochii łeb będzie urwany. Gdy naoczni świadkowie i uczestnicy „soboru” przedłożą w Antiochii pismo apostolskie, nie będzie można zwycięstwa Pawłowego dłużej poddawać w wątpliwość i pierwszy prawdziwie mocny cios, jaki Synhedrion wymierzy rozwijającemu się chrześcijaństwu – zostanie odparowany.

Dziś, gdy wiemy, że chrześcijaństwo wiele takich ataków Synhedrionu odparło, możemy się jeszcze zastanowić nad jedną kwestią, niezbyt zrozumiałą, na którą właściwie brak odpowiedzi. Zakaz spożywania zwierząt uduszonych, zdławionych czy powieszonych, a więc np. złapanych w sidła – w religii mojżeszowej w zasadzie nie istnieje, jako osobny zakaz. W Księdze Kapłańskiej rozdz. XVII czytamy: „Jeśliby ktokolwiek z domu Izraelowego i  przychodniów, którzy gośćmi są miedzy nimi, jadł krew, nieugiętą twarz moją zwrócę przeciw niemu i wygubię go z ludu jego: bo dusza ciała we krwi jest, a jam ją dał wam, abyście na ołtarzu oczyszczali dusze wasze i by była krew na oczyszczenie duszy. Przeto rzekłem synom Izraelowym: nikt z pośród was nie będzie jadł krwi, ani z przychodniów, którzy gośćmi u was są. Jeśliby ktokolwiek z synów Izraelowych i z przychodniów, którzy gośćmi u was są, łowem albo ptasznictwem uchwycił zwierza albo ptaka, którego jeść się godzi, niech wyleje z niego krew i okryje ją ziemią. Dusza bowiem każdego ciała we krwi jest j przetom rzekł synom Izraelowym: „Krwi wszelkiego ciała jeść nie będziecie, bo dusza ciała we krwi jest, a ktokolwiek by jadł ją zginie”.

Tymczasem cała tradycja mozaizmu aż do III wieku po Chr. uważa krew, pozostałą w członkach zwierzęcia jadalnego za dozwoloną i synagoga czy biegli w piśmie nie tłumaczyli owego cytatu Księgi Kapłańskiej w ten sposób. Z tego wynika, że ze względu na współbraci chrześcijan, wywodzących się z judaizmu – dekret jerozolimski idzie o wiele dalej, niż by tego wymagały jakieś względy taktyczne. Dekret zakazuje chrześcijanom wywodzącym się z pogan takich rzeczy, które Żydom były by dozwolone, a więc nie gorszyłyby ich u współbiesiadników chrześcijan.

Jeden tylko rabbi Filon z Aleksandrii był innego zdania i trzymał się ściśle ducha zacytowanego przez nas ustępu Ks. Kapł. w swym dziele pt. „De concupiscentia”. Zakaz spożywania krwi na całym Bliskim, a nawet i dalekim Wschodzie ma swoją historię i uzasadnienie dość poważne. Obserwując rannych człowiek musiał przyjść do przekonania, że śmierć zbliża się do rannego w miarę, jak on się wykrwawia. A za tym wniosek prosty: istota życia leży we krwi człowieka, a nie np. w jego sile fizycznej czy w walorach umysłowych. Z drugiej znów strony – w klimacie ciepłym, gdzie mięso psuje się znacznie szybciej niż na północy nie trudno było zauważyć, że szybciej psuje się mięso niewykrwawione niż wykrwawione. Inaczej mówiąc przepis ten, gdyby go ulokować w nauce zwanej higieną żywienia – trochę sensu miał i może dlatego trudno go było przekreślić tak lekko jak wykreślono obowiązek obrzezywania dzieci czy dorosłych.

W żadnym wypadku nie można się dziwić, że wierni antiocheńscy decyzję „soboru jerozolimskiego” przyjęli z wielką radością: nawrót do wszystkich nonsensów judaizmu /choć może i nie wszystkie znali/ musiał im się wydawać koszmarny.

Ostatnie, co należałoby przy tej okazji wytłumaczyć to właśnie ten obowiązek obrzezywania dzieci, względnie i dorosłych, którzy zechcieli przejść na judaizm. Trzeba więc zaznaczyć, że w większości religii świata, kultur czy cywilizacji członek ciała ludzkiego, na którym dokonywano „znaku przymierza z Jehową” nie należy do najszanowniejszych. Kulty falliczne w I wieku po nar. Chr. są już na wymarciu, Priapus, bożek rozpusty i płodności doznaje coraz mniej czci w epoce hellenistycznej, która jest epoką nieco podobną do epoki oświecenia w XVIII wieku: wszystko musi mieć swoje uzasadnienie naukowe, podbudowę rozumową, bo inaczej wali się w proch, spada między ciemny proletariat i jest piętnowane pogardą ludzi wykształconych.

Czemuż więc judaizm trzyma się tak mocno tego „znaku przymierza” z Jehową, choć go to oddala od igrzysk sportowych greckich, od wspólnego z poganami zażywania kąpieli morskich czy rzecznych, kąpieli tak orzeźwiających w tym dusznym i gorącym klimacie? Zarówno przecież Grecy, jak i Rzymianie, gdy się dowiadują, że jakiś bóg tu właśnie nakazuje wycinać „znak przymierza” ze sobą – wybuchają śmiechem i po prostu wierzyć nie chcą, żeby podobny przepis religijny był możliwy do utrzymania . Synhedrion jednak wiedział dlaczego tak mocno upiera się przy takim właśnie, a nie innym stwierdzeniu przynależności religijnej. To było również męczeństwo dla wiary, ale znacznie gorsze od fizycznego bólu przy tym zadawanego, gorsze niż wszystkie inne formy męczeństwa – to było męczeństwo… śmieszności. Ludzie którzy wytrzymywali te formy męczeństwa byli trzonem religii, można się było na nich opierać w każdej ryzykownej chwili, można było na nich liczyć w wypadku każdego niebezpieczeństwa, bo – zdradzać nie mogli, nie mieli żadnego odwrotu.

I stąd szturm faryzeuszów na Antiochię, na większe skupisko chrześcijan: gdyby się udało zmusić do obrzezania gminę antiocheńską – reszta rozbijackiej roboty poszłaby jak z płatka, bo promieniowanie chrześcijaństwa w pierwszych dziesiątkach lat po śmierci Chrystusa było znacznie mocniejsze z Antiochii niż z Jerozolimy, mimo, że w Jerozolimie było apostołów czterech, a może i pięciu, a w Antiochii ani jednego, mimo, że w Jerozolimie każde dziecko wiedziało kto to był Chrystus, a w Antiochii tylko ci, którym o tym opowiedział Paweł lub Sylas.

A teraz rozważając całą tę historię zastanówmy się nad odpowiedzią na jedno krótkie pytanie, które się nasuwa nie dlatego, że całe przedsięwzięcie Synhedrionu się nie udało, że młodego chrześcijaństwa antiocheńskiego, a może i nie tylko antiocheńskiego nie rozbito, nie zlikwidowano, nie przekształcono w jeszcze jedną sektę mozaizmu. To pytanie brzmi: po co?

O rozbijackiej robocie judaizantów św. Paweł wspomni w liście do Galatów i śledząc uważnie pierwsze lata chrześcijaństwa szczególnie te, kiedy się ono jeszcze nie nazywało chrześcijaństwem – mogli byśmy jeszcze nie jeden taki chwyt Synchedrionu ukazać, ale przy każdym trzeba by postawić to pytanie: po co? Przecież gdyby się ten „cios w Antiochię”  udał – Synhedrion nie wyciągnąłby z niego żadnych korzyści materialnych, moralnych czy jakichkolwiek innych. Przecież pogan od trzech wieków oblegających Izraela i Judę Synhedrion nie przyjmuje w szeregi swoich wiernych, ale odgradza się od nich na każdym kroku. Z chwilą gdy na granicy Judei stanie Grecja, a więc w III wieku przed nar. Chr. kapłaństwo Judei, biegli w piśmie, faryzeusze i inni religianci przystępują już nie do „odgrodzenia Zakonu”, ale wprost do ufortyfikowania go przed wtargnięciem pogan.

Jak wskazują badania etymologiczne , merytoryczne, językoznawcze, jak to wykazują metryki izotopowe wykopalisk dzisiejszych – Księgi święte judaizmu zostają wtedy dopiero spisane , gdy na granicy obszaru kulturowego judejskiego staną Grecy. Oni są dopiero prawdziwym niebezpieczeństwem dla świątyni, religii, ich należy obawiać się więcej, niż siedmiu wytępionych, narodów kananejskich, niż Egipcjan, Fenicjan czy Filistynów. Wtedy zwiera szeregi judaizm i trzeba przyznać, że los idzie mu na rękę: pierwsze spotkanie z hellenizmem jest właściwie zwycięstwem Machabeuszów, a wszystkie późniejsze kloaki Judei nie są tak tragiczne, bo – powtarzam – tylko Antioch Epifanes wprowadzał na siłę politeizm, tylko Aleksandrę Janneusz na siłę nawracał na judaizm.

Na cóż wiec była walka z chrześcijaństwem o dusze pogan antiocheńskich, skoro tych pogan Synhedrion i tak by nie przyjął? „Ja tych nieczystych goimów nie chcę, ale fałszywemu Mesjaszowi z Nazaretu też ich nie dam!” I takie właśnie nieprzemyślane stanowisko Synhedrion zajmie jeszcze nie raz, jak to już podkreśliliśmy w rozdziale „Inwazja Greków na Palestynę” przepisy rytualne o czystym i nieczystym sprawiły, że Judea już się zalicza do „narodów chorowitych, umysłowo absolutnie niewydajnych, nerwowo nieopanowanych”.

Nadesłał p. PiotrX

Komentarzy 11 do “Witold Poprzęcki: „Palestyna za czasów Chrystusa” c.d. 4”

  1. aga said

    „jak daleko odeszła ludzkość od tego co było na początku”

    http://dzieckonmp.wordpress.com/2011/08/16/ks-tadeusz-kiersztyn-prawda-o-intronizacji-chrystusa-krola-polski/

  2. aga said

    Dlaczego pisiaki cokolwiek tkną to zbrukaja i popsują,osmieszą?

    http://www.konserwatyzm.pl/artykul/1386/solidarni-przy-kasie

  3. Kronikarz said

    PODPISZ PETYCJĘ ws. GMO
    http://alert-box.org/petycja/

  4. Kronikarz said

  5. Piotrx said

    Witold Poprzęcki: „Palestyna za czasów Chrystusa”
    /fragment 11/

    Rzetelność Józefa Flawiusza i jej skutki

    (…)
    Dlatego też tu się zaczyna Józef-kolaboracjonista. Przez ostatnie dwa laty wojny palestyńskiej widzimy go w świcie Wespazjana, którego wspiera cennymi radami, wykonuje jego rozkazy, posuwając się do tego. że później pod rozkazami Tytusa w czasie oblężenia Jerozolimy podchodzi pod mury miasta i w języku aramejskim nawołuje swych rodaków do kapitulacji. Obrzucono go za to obelgami, w których słowo „aher” należało do najłagod-niejszych, a pewnego razu obrzucono go nawet kamieniami, z których jeden trafił Józefa tak, że ten zemdlał. Powstańcy wypadli porwać go, ale legioniś-ci nadbiegli w porę i ocalili Józefa przed zemstą rodaków.
    Po upadku Jerozolimy Tytus /w pewnym sensie „kuzyn” Józefa, gdyż miał kochankę Berenice, również z rodu Hasmoneuszów pochodzącą/ darował Józefowi posiadłość ziemską w Judei oraz zabrał ze sobą do Rzymu, gdzie wyzwolił go i tym samym przyjął do rodowego nazwiska Flawiuszów”.
    I we własnych pismach Józefa możemy przeczytać, jak ten były kapłan świątyni jerozolimskiej patrzy na triumf Tytusa, u strzemienia którego idzie Szymon Bar Giora, Jehoszua z Gaddy i inni, których tegoż jeszcze dnia udusi kat w świątyni Janusa, jak niesiony jest liturgiczny sprzęt ze zburzonej świą-tyni, a opis tej uroczystości kończy słowami:

    „Było to dla Rzymu święto zwycięstwa, koniec wewnętrznych zaburzeń i początek świetlanej przyszłości”.

    Ani jednej łzy żalu za ojczyzną i świątynią… „Flawiusz”! Tym nazwiskiem ród Flawiuszów kupił sobie Józefa i zamienił go w swego nadwornego kronikarza, dokładając zresztą do tego stałą pensję roczną. I ten „Flawiusz” nie mógł napisać, że burzenie świątyni na rozkaz Tytusa trwało półtora roku, że bardzo pracowicie rozwalano i rozwłóczono to wszystko, aż zostało mniej niż połowa fundamentu. Niepoko-je na granicy partyjskiej przerwało dzieło niszczenia świątyni /zresztą i burzenia Jerozolimy/, ale po powstaniu Bar Kochby w 135 roku dzieła tego dokończono.

    Ten „Flawiusz” nie mógł napisać, że zetknął się w Rzymie z chrześci-janami, którzy po prześladowaniach Neronowych rozrośli się w tak potężną gminę, że dosięgli do … rodu Flawiuszy. Prześladowanie w 95 roku wszczęte z nakazu Domicjana przeciw tym, którzy uchylali się od podatku na rzecz Jowisza Kapitolińskiego objęło Klemensa Flawjusza, jego żonę Flawię Domityllę i siostrzenicę o tymże imieniu. W pismach Józefa Flawiusza nie znajdziemy ani słowa o tym. Czy dlatego, że Flawiusze przestali być cesarzami i przestali się opiekować swoim nadwornym historykiem, a Domicjan, choć z tego rodu pochodził, ale z innej linii, skłóconej z Wespazjanem i Tytusem?

    Nie wiemy. Jedno jest w tej sprawie najbardziej irytujące, a mianowicie te okoliczności, że niezliczona ilość pisarzy chrześcijańskich bierze tego karierowicza i blagiera na serio, a polemiki na temat „Testimonium Flavianum” wypełniły by dziś dużą półkę biblioteczną.
    i dlatego, ktokolwiek chce badać epokę Chrystusa Pana musi, jak pisał przed II wojną, bo jeszcze w 1932 roku Tadeusz Gluziński „uzbroić się w logikę, której narzędzia dali nam już ojcowie naszej cywilizacji, Grecy i Rzymianie. Musi trzymać na wodzy wyobraźnię, temperament, by nie poniosły go na manowce. Musi wreszcie mieć tę odwagę, która sprawia, że raczej przyzna się do niewiedzy, niż pozwoli sobie wyrazić stanowcze zdanie w przedmiocie, którego nie poznał”.
    I to również należy mieć na uwadze, że oprócz pisma, które – jak to wyjaśniliśmy w rozdziale „Rasa narodu wybranego” -jest po prostu szyfrem szpiegowskim, dostępnym tylko dla wtajemniczonych, dominującą rolę w ukrywaniu prawdy o ówczesnej Judei spełnia tradycja przekazu ustnego.
    Księgi święte mozaizmu są wprawdzie w epoce Józefa już spisane, ale są również przekazywane ustnie tym, co nie umieją czytać, lub nie mają dostępu do świętych tekstów. Niby… podobnie było z Iliadą i Odyseją czy cyklami epickimi, ale aoidowie i rapsodowie tym chętniej opowiadali przy-gody Argonautów, Heraklesa czy Odyseusza – im większe mieli grono
    słuchaczy.

    W Judei jest na odwrót: słów Pisma nie wolno udostępniać byle komu. Rabbi powierza je nie każdemu nawet ze swoich uczniów, wtajemniczanie w święte księgi odbywa się powoli, w formie jakby nagrody za dotychczasową pilność. A teraz – wiedzące o tym – powinniśmy sobie zadać pytanie: czy to, co Józef Flawiusz spisał i to, co opowiadał o wojnie 68-70 roku, o epoce, w której żył i której się przyglądał, było do siebie podobne, względnie… jak dalekie było od prawdy? Czytając Flawiusza dziś należy się ponadto liczyć i z tym, że podobni fałszerze mogli dopisać nie tylko passus o Chrystusie, ale i wiele innych szczegółów, których by on sam nigdy nie napisał. Dlatego
    zamiast dzieła, które by mogło nam coś pomóc w zrozumieniu epoki – mamy publikacje o zupełnie nieokreślonej wartości historycznej. To może wystarczy jako wyjaśnienie dlaczego w bibliografii epoki nie cytujemy ani Flawiusza, ani wszystkich jego „przeżuwaczy” bez względu na to, jakie ci ostatni mieli zamiary: czy chcieli odmalować epokę Chrystusa Pana, czy też chcieli udowodnić, że… „nie było Go”. Po tylu latach doświadczeń trzeba już zdawać sobie sprawę z tego, że poczynając od ostatnich rozdziałów Mateusza czy XV rozdziału „Dziejów” -judaizm zrobił wszystko, co mógł, aby swoich pozycji bronić, a chrześci-jańskie atakować, ślady Chrystusa niszczyć, historie I wieku sfałszować, czego najlepszym dowodem jest właśnie Flawiusz, który o Chrystusie i chrześcijanach nie mógł nie wiedzieć znacznie więcej, niż mu to podobni fałszerze dopisali.

    Histeryczny kult dla wszystkiego co ma stempel judaizmu na sobie pojawia się zresztą w najbardziej zaskakujący sposób w miejscach zupełnie niespodziewanych. Oto np. Daniel-Rops w książce „Od Abrahama do Chrys-tusa” na str. 376 i n. pisze:

    „Ale bardziej jeszcze niż w dziedzinie pobożności społeczność żydowska godna jest podziwu w dziedzinie moralnej i metafizycznej. Nie zbaczając z zasadniczej linii przestrzeganej przez Izraela od samego początku umiała nadać dawnym pojęciom doniosłość i głębię, której przykładów nie znajdziemy u żadnego ludu współczesnego. Filozofia żydowska i żydowski humanizm w porównaniu z ich odpowiednikami grecko-rzymskimi mają zwartość, a zarazem poczucie rzeczywistości i polot o wiele większej miary”.

    I dochodzi nagle do rewelacyjnego wniosku:

    „W tej dziedzinie, bardziej niż w jakiejkolwiek innej, mała społeczność żydowska przygotowała drogę Chrystusowi”.

    Tysiące argumentów, z których tylko najmocniejsze wyliczymy i udowadniamy w pracy niniejszej przemawia za tym, że gdyby Chrystus Pan nie oderwał wiary w Jedynego Boga od judaizmu – wiara to nie przyjęła by się nigdzie wśród basenu Morza Śródziemnomorskiego, nie przyjęli by jej ani Grecy, ani Rzymianie i można by postawić duży znak zapytania, czy my, dzisiejsi Polacy, bylibyśmy chrześcijanami, czy uwierzylibyśmy w Jedynego Boga, gdyby Go do nas przynieśli Żydzi, którzy przez 19 wieków nie nawró-cili żadnego narodu. Ale – czytajmyż dalej:

    „Moralność żydowska w ostatnich stuleciach przed narodzeniem Chrystusa jest najbardziej bezspornym znamieniem wielkości Izraela. Jakże daleki już był dzień, gdy koczownicy Abrahama i Mojżesza pojęli, że jest ona związana z religią, że Bóg ich jest Bogiem sprawiedliwości – założyli funda-menty olbrzymiego gmachu, który i dziś jeszcze podtrzymuje naszą cywiliza-cje. Społeczność żydowska zwłaszcza od czasów wygnania nie przestała pra-cować nad jego budową”.

    W tym miejscu słowa „moralność” nie można chyba zawężać do etyki seksualnej, ale trzeba tu rozumieć całą etykę, zawartą w dekalogu Mojżesza. A jeżeli tak, to znów musimy stwierdzić, że etyka, w której tak wielka ilość nakazów jest uzbrojona w karę śmierci, a wcale nie mniejsza ilość przepisów nie ma uzasadnienia rozumowego – wartości społecznej nie posiada i jest nie do przyjęcia dla ludzi kulturalnych. Karą śmierci prawo Mojżeszowe szafuje tak hojnie, że żaden z narodów basenu Morza Śródziemnego nie ma podob-nie surowego kodeksu, a wiec żaden nie zamieniłby swego kodeksu na judejski. Rzymianie rozpatrzywszy się w tej sytuacji musieli odebrać Judei „ius gladii” czyli prawo wykonywania wyroków śmierci, bo podobnie surowego kodeksu zatwierdzić nie mogli.
    Brnijmy dalej, bo im dalej, tym większe spotykamy nonsensy:

    „Judaizm zalecał łagodność w stosunkach miedzy ludźmi, szacunek dla kobiety, litość dla niewolników, pełnienie uczynków miłosierdzia, a więc głosił prawa moralności braterskiej”.
    Łagodność w stosunkach miedzy ludźmi? A to nie Judejczykom mu-siał Chrystus Pan w opowieści o Samarytaninie tłumaczyć co to jest bliźni? Nie Judejczyków powstrzymywał od ukamieniowania kobiety, którą schwytano na cudzołóstwie? Szacunek dla kobiety? To jest „szacunek dla kobiety, jeżeli się ją uważa za źródło nieczystości rytualnej? /Ks. Powt. Pr. 22, 23 ns. Kapł. 20, 10/. Litość dla niewolników? W Judei ich nie było, bo każda wojna izraelska była wojną totalną, a niewolnika ani Judea ani Izrael nie brały, bo i po co? Dla Judejczyka obcy niewolnik to jest nieczysty goim, którego pod swój dach w żadnym charakterze wpuścić nie wolno. Nie może więc być mowy o „litości dla niewolników” tam, gdzie nie ma niewolników. Chyba, że Daniel-Rops ma na myśli niewolników izraelskich, wziętych za długi przez zamożniejszych rodaków, co znów jest zupełnie innym zagadnie-niem, w którym litość nie gra żadnej roli. Co do pełnienia „uczynków miłosierdzia” można by napisać dość obszerny traktat na ten temat, ale w zasadzie miłosierdzie było przywilejem świątyni, o czym piszemy w rozdziale „Kogo Chrystus ze świątyni wypędz-ił”. Tylko Synhedrion miał prawo decydować kogo należy wesprzeć i pier-wszeństwo do takiego wsparcia mieli ci, którzy zubożeli -skutek przestrze-gania nakazów Tory lub rzymskich praw itp. Do indywidualnego miłosierdzia nie był obowiązany przeciętny obywatel, jeżeli to przekraczało jego możliwości czy dobre chęci.
    I wreszcie prawa „moralności braterskiej”… A czyż to nie Judejczycy pytają Chrystusa Pana do ilu razy można bratu przebaczyć? Bo Mojżesz nowi, że do siedmiu tylko? Czytajmy dalej:

    „W chwili gdy społeczeństwo antyczne staczało się w rozwiązłość mającą doprowadzić je do upadku, w Judei przeciwnie możemy zaobser-wować dążenie do czystości, godności, skromności, co jest tym bardziej godne podkreślenia, że Semici są bardzo, wrażliwi na cielesne rozkosze. Zaz-naczmy także, że nie chodzi tu o jakąś filozofię dostępną kilku intelektualis-tom, lecz o regułę wyznawaną przez cały naród”.

    Trudno byłoby doprawdy zmontować większy błąd historyczny w tak niewielkim zdaniu, a jeszcze trudniej byłoby dalej posunąć kult dla judaizmu. Ale – niestety – prawdy nie ma w tym zdaniu ani odrobiny. Społeczeństwo antyczne greckie doprowadziły do upadku wojny królów greckich między sobą. Rzym, rozpoczynając kampanię grecką nie miał dostatecznej siły, aby zawładnął całym spadkiem po Aleksandrze Wielkim, ale stając raz po stronie jednego, to znów po stronie drugiego monarchy, bijąc jednego zawierając przymierze z drugim – opanował wszystkich. Nie dlatego, że byli rozpustni, ale dlatego, że od śmierci Aleksandra Wielkiego nie było ani przez rok zgody między nimi.
    A co pisze zresztą na ten temat Anna Świderek w swojej kapitalnej, pięknie napisanej „Helladzie królów”? „Wszystko, lub niemal wszystko, co nasza kultura i cywilizacja zawdz-ięcza Grecji winna jest nie klasycznej Helladzie, ale właśnie światu hel-lenistycznemu. Grecja miast-państw była zamknięta w sobie i dla siebie strzegła skarbów swej kultury . Dopiero ludzie epoki hellenizmu nieświadomie najczęściej i beztrosko zaczęli je rozrzucać po całym świecie zamieszkałym. 1 z nimi to właśnie spotkał się Rzym, który kulturę grecką miał przekazać młodej Europie. Rzym znał tylko świat hellenistyczny i za jego pośrednictwem my także stamtąd czerpiemy. Nie nazywajmy więc schyłkową epoki, która dzięki swej żywotności dziś jeszcze nas kształci. Przyznajmy raczej, że rzeczywiście -jak twierdzą jej znawcy -jest to jedna z najważniejszych epok w dziejach ludzkości”.
    W Judei istotnie rozwiązłości nie ma, a mimo to przegrywa ona najpierw z Grekami, a później z Rzymianami dlatego, że tych swoich przeci-wników nie zna, odizolowana przez długie wieki od wszystkiego, co „pogańskie”. Związku między rozkwitem Grecji i jej upadkiem, a etyką sek-sualną Greków nie dopatrzy się najbardziej nawet drobiazgowy analityk jej dziejów – podobnie zresztą, jak i w Judei. I wreszcie natrafiamy na miejsce, które wprost zmusza do odrzucenia
    książki ze skrzywieniem niesmaku:

    „Przestrzeganie szabbatu tak dla nas suche i odpychające przez niezli-czone nakazy określające jego charakter, zmieniało jednak znaczenie dla tego, kto widział w nim przede wszystkim doniosłość duchową: cały dzień, w którym człowiek w skupieniu, odrzekając się wszelkiej pracy miał tylko jedno pragnienie – wzniesienie się ku Bogu”.

    Bardzo ładnie powiedziane – szkoda tylko, że to nieprawda. Gdyby tak było, nie wystąpiłby przeciw rozumianemu w ten sposób „wypoczynkowi” sam Chrystus Pan mówiąc:
    „Szabbat uczyniony jest dla człowieka, a nie człowiek dla szabbatu!” A wyznawcom swoim Chrystus nakazuje „iść za sobą” nie raz w tygodniu, ale – całe życie.
    Ostatnia, wreszcie kropka nad „i”, którą tu warto postawić to mianowicie ta, że jeżeli Daniel-Rops pisze to wszystko o kapłanach, pi-sarzach lewitach – w co należy wątpić, bo nie przypisywałby im „przygotowa-nia drogi Chrystusowi” -to mija się z prawdą i w czterech Ewangeliach, jak i pismach poza biblijnych nie znajdziemy pokrycia na te komplementy pod adresem duchownych wodzów Judei. Jeżeli zaś ma to dotyczyć proletariatu palestyńskiego, owych pogardzanych amhaarezów, pierwszych Chrystusa wyznawców i apostołów, to można by się zgodzić, że oni utorowali drogę Chrystusowi, ale dopiero wtedy, gdy ten genialny prawodawca wprowadził zmiany, na które świat ówczesny czekał.

  6. Piotrx said

    Witold Poprzęcki: „Palestyna za czasów Chrystusa”
    /fragment 12 – ostatni/

    Interpolacje, apokryfy i – źródła historyczne

    Tyle mniej więcej można by wnieść nowego do naszej wiedzy o Palestynie w epoce Chrystusa Pana. Oczywiście, posługując się źródłami, z których tak namiętnie korzystali bibliści dotychczas – można by napisać znacznie więcej, ale – czy miało by to większy ciężar gatunkowy?
    Ludzi, którzy po niezbyt uważnym przeczytaniu Starego Testamentu, czterech Ewangelii, „Dziejów”, „Listów” i nieodzownego w każdym układzie Flawiusza, Filona i Pseudoaristeasza – chwytali za pióro było tak wielu, że nauka zwana biblistyką obejmowała w latach 1934 – 1935 czternaście tomów folio samej bibliografii. „Przeżuwacze”! Ogromna ilość tych autorów ani na krok nie wyszła” poza źródła wyżej wyliczone, więc jakże można na nich polegać, cytować, ba! komentować ich komentarze? To były spekulacje teologiczno-historyczne, które prawie zawsze, jak u Renana czy Daniel-Ropsa prowadziły do błędnych wniosków, a do biblistyki nie wnosiły nic nowego, nawet nie rozjaśniały mroków, celowo rozsnuwanych przez innych autorów wokół I wieku przed i I wieku po nar. Chrystusa Pana. Można więc tylko – i trzeba – podzielić tych autorów na pewne kategorie, w zależności od tego, do jakiego celu każdy z nich dążył: czy do udowodnienia że… „nie było Go!” czy też… „był, bo przecież sam Flawiusz o tym pisze”. Nie wiadomo, która z tych kategorii bardziej mąci ludziom w głowach.

    W podziale poziomym natomiast trzeba stwierdzić, że im kto uważniej czyta te czy inne źródła, tym większy ciężar gatunkowy im mniejszy rozmiar ma dane opracowanie. Udowodniliśmy bowiem, że zarówno Józef Flawiusz, jak Pseudoaristeasz byli tak groteskowo wprost nierzetelni, jak ich prototyp i prawzór liii Księgi Machabejakie, a wobec tego niczego z tych autorów nie możemy przyjąć tak bezkrytycznie, jak przyjmujemy cztery Ewangelie, „Dzieje Apostolskie” czy „Listy”.

    Dziś bibliografia tematu zwiększyła się jeszcze bardziej i trudno byłoby określić jej rozmiar nawet w przybliżeniu, tym bardziej, że wiedza zwana biblistyką staje się prawdziwą dyscypliną naukową, podczas gdy dawniej była tylko „podkładką” dla teologii, a więc staje się nauką, która zagadnienie ujmuje kompleksowo, a nie pod jednym tylko wąskim aspektem np. autentyczności osoby Chrystusa Pana. Jeżeli bowiem będziemy podchodzić do zagadnienia starożytnej Palestyny tak, jak to robił np. Renan – musimy otrzymać wnioski tak wykoślawione, jakie on przedstawia. I opierać się na biblistach tego pokroju, na przeżuwaczach, którzy bez żadnej wnikliwości szermują trzema wyżej wymienionymi Judejczykami /a każdy z tych Judejczyków zaprzysiągł dozgonną nienawiść chrześcijaństwu/ i usiłując na takich źródłach stworzyć, coś nowego w biblistyce – to jest przelewanie z pustego w próżne.

    Trzeba sobie zdać sprawę z tego, że wyznawcy Syna Bożego emigrują z Palestyny nie od roku 52, kiedy zostali wyklęci, ale znacznie wcześniej, skoro w latach czterdziestych nazwano ich już w Antiochii chrześcijanami. Musieli wiec stanowić tam jakąś gminę znaczną, zorganizowaną, skoro odróżniano ich od wyznawców Mojżesza i odrębną nazwą obdarzono. Nie ma ich w ruchu niepodległościowym Palestyny, w ruchu którego końcowym efektem było powstanie 68 roku. Oczywiście, gdzie drzewo rąbią, tam drzazgi lecą, nie jest więc wykluczone, że w pogromie 70 roku padła i chrześcijan spora ilość. Ale nie ulega dyskusji, że po 70 roku chrześcijan jest w Palestynie znikoma ilość. Co było w Jerozolimie – to przed jej oblężeniem przez Tytusa wywędrowało do Pelli za Jordanem w Dekapolu, gdzie stopiło się z tamtejszą ludnością grecko-galilejską, skoro nic więcej o tej garstce ludzi nie słyszymy.

    Przepada w zamieszaniu wojennym jedenaście pokoleń Izraela. .. O tym wszystkim źródła judejskie, a i wielu biblistów chrześcijańskich błędnie sądzi, że te jedenaście, a jak chcą inni, dziesięć pokoleń izraelskich zginęło w czasie… niewoli babilońskiej, a wiec sześć wieków wcześniej. Nie w tym jednak sedno rzeczy: trzeba tu bowiem odnotować pytanie dużej wagi historycznej: gdzie się podziała pozajudejska reszta ludności Palestyny, skoro nikt jej nie wymordował, ani Persowie w VI wieku przed Chr. ani Rzymianie w I wieku po nar. Chrystusa?

    Równie bez śladu historycznego przepadną esseńczycy, aczkolwiek w dziejach, popowstaniowych Palestyny jakoś się zapisać powinni. Tu jednak wyłania się kwestia nie do rozstrzygnięcia, a mianowicie: co to jest apokryf? Z greckiego – ukryty /w sensie autorstwa/, podrobiony, a wreszcie później napisany tekst. To ostatnie pojęcie przyjęło się najbardziej i objęło te wszystkie „Ewangelie Nikodemów, Tomaszów, Bartłomiejów” czy „Pamiętniki Matki Bożej” czy wreszcie „Akta Piłata”. A teraz: na podstawie realiów, odnoszących się do III wieku przed Chr. mamy prawo przypuszczać, że ogromna większość ksiąg Starego Testamentu czy Tory została spisana właśnie w tym wieku. W tym wieku bowiem żyje i pisze rabbi Eleazar z Ramy, rabbi Symeon z Silo, rabbi Johanan z Gilead i wielu innych których, imion nie przechowały haggady czy midrasze. Każda więc z ksiąg spisanych przez tych trzech bodaj narratorów jest spisana w 200, 300 a nawet i 1300 lat po wydarzeniach ujętych w księgach historycznych. Ba! Autentyczność tych wydarzeń jest dziś coraz mocniej kwestionowana przez komparatystów tej miary, co Justus Yeilhagen, który przeszukawszy dość dużą pozostałość literacką Egiptu twierdzi, że Izrael w ogóle nie był w Egipcie. Jego argumentacja jest niesłychanie prosta: na całej kulturze i cywilizacji izraelskiej nie ma ani jednego śladu kultury czy cywilizacji egipskiej.

    Bądź co bądź Egipt czy to za dynastii hyksoskich od XV do XVII, kiedy rodzina Józefa przybywa do Egiptu czy za dynastii XIX kiedy stamtąd wychodzi, to jest już kraj o kulturze i cywilizacji bardzo wysokiej. Architektura czy literatura, rzeźba czy normy prawne, rolnictwo czy kulty religijne -wszystko to ma poziom niewspółmiernie wyższy od tego, co Grecy w III wieku przed Chr. w Palestynie zastają. Czyż naczynia pożyczone w przeddzień wyjścia – były wszystkim, co Izrael wyniósł z Egiptu? Bardzo słabym argumentem jest to, że dopiero po wyjściu z Egiptu Mojżesz mianuje swego brata Aarona arcykapłanem i pokolenie Lewi przeznacza do służby świątynnej. Istotnie stan kapłański w Egipcie wyjścia, a wiec gdzieś w wieku XIII przed Chr. jest kastą przodującą i doskonale zorganizowaną. Ta kasta nie raz przechwytuje władze w swoje ręce i stąd zapewne w środowisku Izraela urodzi się teokracja, forma rządów, dla której podobnego wzoru nigdzie nie znajdziemy. Ale obserwując poszczególne narody basenu śródziemnomorskiego w owej epoce widzimy, że wszystkie one mają moc wzajemnych powiązań cywilizacyjnych, handlowych, kulturalnych i politycznych. Przecież Fenicjanie w służbie faraona Necho z XXVI dynastii opływają Afrykę. Grecy w tymże VI i V wieku zakładają kolonie we wszystkich interesujących punktach Morza Śródziemnego, a nawet Czarnego, ich ślady odkopuje archeologia dzisiejsza wszędzie.

    Kierujący długie lata wykopaliskami w Egipcie, a najciekawsze w jego karierze było chyba Tanis, Pierre Montet, włożył bowiem bardzo wiele wysiłku w ustalenie kiedy Izrael był w Egipcie i kiedy stamtąd wyszedł i jaki wpływ wywarła na tym narodzie egipska sztuka, normy prawne, architektura czy obyczaje. „Egipcjanom” – pisze Montet – nie było wolno spożywać posiłków w towarzystwie osób, które nie przestrzegały tych samych nakazów. Jest zatem zrozumiałe, że Józefowi i jego braciom przygotowano posiłek oddzielnie, gdyż Egipcjanie nie mogli się zadawać z pasterzami”. Potwierdzenie tego znajdujemy w Księgach Rodzaju 43, 42. To odgradzanie się od obcych stanie się fundamentem przepisów zgromadzonych w Torze, a obowiązujących w judaizmie chyba do dziś.

    Ale czy tylko taki był wpływ Egiptu na Izraela? Bo wszystkie inne argumenty Monteta wydają się równie łatwe do przyjęcia, jak i do odrzucenia. Weźmy dla przykładu „ofiarę fundacyjną” /st. 79 „Egipt i Biblia” wyd. PAX 1968/: „Księga Kapłańska zakazuje bezwzględnie składania ofiar Molochowi z dzieci, a prorocy oburzają się na ten zwyczaj, który, jak wiemy ze źródeł literackich i archeologicznych, był rozpowszechniony w kraju Kanaan. Kiedy Jozue zdobył Jeryho, kazał złożyć ludowi następującą przysięgę: „Niech będzie przeklęty przed obliczem Jahwe człowiek, który podjąłby się odbu-dować miasto Jeryho: za cenę życia pierworodnego założy jego fundamenty i za cenę życia najmłodszego postawi bramy” /Joz. 6, 26/. Proroctwo spełniło się, gdy Hul z Batel odbudował Jeryho. Kosztem swego pierworodnego, Abirima, założył jego fundamenty i kosztem młodszego syna Seguba, wzniósł jego bramę /Ks. Król. 16, 34/. Z wielkim zdziwieniem nasza misja w Tanis stwierdziła, że sami Egipcjanie stosowali ofiarę fundacyjną, która, jak sądzono, była obrzędem nieznanym w dolinie Nilu”. A nieco dalej pisze:

    „Poza granicami Tanis na ślady ofiary fundacyjnej natrafiono, jedynie w Wadi Tumilat, czyli na szlaku komunikacyjnym z Palestyny do Egiptu. Stwierdzono ją archeologicznie w kraju Kanaan: w Megiddo, w Tanak i w Gezer. Pomimo głosów oburzenia ze strony proroków Izraelici osiedleni w Palestynie zabijali swe dzieci i składali ich ciała w fundamentach budowli. Sam obrzęd został więc zapożyczony przez Egipcjan od Semitów, skoro spotyka się go w Egipcie wyłącznie w miejscowościach odwiedzanych przez Semitów”.

    Równie nieprzekonywującą wydaje się argumentacja o licznych podobieństwach miedzy egipską „Mądrością Amenemope” i izraelską ” Księgą Przysłów”, a co do tej ostatniej Montet jest zdania, że jest ona naślad-ownictwem „Mądrości Amenemope”. Musimy sobie uświadomić, że w XVI wieku kilkunastu żaków wyruszyło do Padwy, do Bolonii, do Rzymu, a gdy wrócili – niezadługo po tym Polskę poczęto zaliczać do krajów będących pod wybitnym wpływem humanizmu Odrodzenia. A jeżeli tak – to wystarczyłby jeden emigrant izraelski w Egipcie, czy egipski w Kanaan, aby później wielu uczonym postawić do rozwiązania skomplikowane zagadnienie: kto od kogo korzystał.

    Odnotowujemy więc pytanie: czy zbiorowość izraelska w jakimkolwiek okresie biblijnym była w Egipcie? A dalej: argument, że poszczególne księgi Starego Testamentu czy Tory były, podobnie zresztą jak Iliada, Odysseja czy cykle epickie greckie albo babiloński epos Gilgamesza przekazywane ustnie przez długie wieki, nie przemawia bynajmniej za autentycznością wypadków, które narratorzy III i II wieku przed Chr. spisali. Było by to ewenementem nie do wytłumaczenia, gdyby tak długo przechowywały się one w ustnym przekazie bez zniekształcenia. Weźmy poza tym pod uwagę, że aoidowie i rapsodowie greccy opowiadając Iliadę czy Odysseię komponują coraz to więcej takich „Iliad” czy „Odysseji”, bo cykle epickie to są ogromne nieraz życiorysy przygodowe półbogów czy bohaterów, wcale nie mniejsze od samej Iliady, która w gruncie rzeczy opowiada jeden fragment wojny trojańskiej: gniew Achillesa w dziesiątym roku wojny. Andre Perrot w książce „Biblia i starożytny świat” -pisze:

    „Wśród podróżników starożytnych poczesne miejsce zajmuje bez-spornie Herodot z Halikarnasu, który bawił w Babilonie około 460 roku przed Chr. W jego relacji z podróży, różnie ocenianej pod wzglądem wartości źródłowej spotykamy ustęp, który niewątpliwie dotyczy ziggurat Etemenanki :
    „Pośrodku saktuarium /Zeusa-Bela/ jest zbudowana masywna wieża długości i szerokości jednego stadium. Na tej wieży wznosi się druga, na drugiej znów trzecia i tak do ósmej zawsze jedna na drugiej. Schody prowadzą po zewnętrznej stronie wokół wszystkich wież. Mniej więcej w połowie drogi znajduje się miejsce wytchnienia i ławy do odpoczynku, gdzie wspinający się zasiada aby spocząć. W ostatniej wieży mieści się duża świątynia, a w niej wielkie łoże, bogato zasłane, obok zaś złoty stół. Nie wznosi się tam żaden posąg. Nikt też tam nie nocuje, z wyjątkiem jednej rodzimej kobiety, którą sam bóg ze wszystkich sobie wybierze. Tak opowiadają Chaldejczycy, którzy są kapłanami tego bóstwa”,

    Herodotowi opowiadano, że bóg nawiedza czasem świątynie i spoczywa na łożu, że na dole wznosi się druga świątynia, gdzie stoi wielki złoty posąg Zeusa, a obok niego wielki stół, podnóżek i krzesło, również ze złota o łącznej wadze ośmiuset talentów. Nawet uwzględniając przesadę wschodnią i urok, jaki zawsze wywierają przedmioty złote, które wymyśla się, jeśli zachodzi tego potrzeba, a zwłaszcza powiększa się dowolnie ich liczbę i ciężar /każdy archeolog wie, iż najmniejsza drobinka złota, znaleziona w toku wykopaliska zmienia się zazwyczaj w relacjach ludzi postronnych w pokaźną sztabę/ należy stwierdz-ić, że opowiadanie Herodota zawiera dokładne i cenne wiadomości, poświadczone przez archeologie”. A nieco dalej Parrot pisze:

    „Badania archeologiczne prowadzone od ponad stu lat na terenie Mezopotamii, dostarczyły bogatego materiału, który należy uwzględnić. Biblijna wieża Babel jest przykładem zigguratu. Zigguraty są przedstawione na wielu pomnikach często też pojawiają się na powierzchni ziemi w toku wykopalisk. Sporządzona przeze mnie niedawno lista jest imponująco długa: sygnalizuje trzydzieści trzy wieże święte, odkryte lub poświadczone w sposób kategoryczny w dwudziestu siedmiu różnych miastach”.

    Jak z tego wynika opowiadanie o wieży Babel dla Greków rewelacją nie było. Podobnie nie była dla nich nowością opowieść o potopie, uwieczniona w eposie o Gilgameszu, jak i sam Gilgamesz siłacz, który do złudzenia przypomina Samsona, tyle, że nie jest takim kobieciarzem jak Samson. Oprócz Ut-Napisztima, babilońskiego Noego, był już znany Atrahasis, a do naszych czasów zachowały się jego przygody w wersji sumeryjskiej i pochodnych: babilońskiej i asyryjskiej, a nawet z opowieści babilońskiego kapłana Berososa, której strzępy przechowały się dzięki temu, że spisał je Aleksander Polihistor. No i w tym punkcie nie ma żadnych wątpliwości – wersja sumeryjaka potopu jest starsza od izraelskiej z całą pewnością co najmniej o lat 600. Bo znów w to, że Noe miał 500 lat, gdy począł Chama, Sema i Jafeta – Grek uwierzyć nie może. I pomyśleć tylko, że kilkanaście ekspedycji badawczych, naukowych od 1829 jeszcze do 1916 roku poszukiwało w rejonie góry Ararat – szczątków arki Noego!

    Materiały archeologiczne z Mezopotamii stawiają pod znakiem zapytania również osobę Abrahama i całą II część pierwszej księgi Rodzaju, a wiec rozdziały od 12 do 25. Uczeni zadają pytanie podobne: czy to możliwe, aby z kraju o tak wysokiej cywilizacji, jak Babilonia, zjednoczona pod panowaniem Hammurabiego nie wynieść nic więcej ponad garstkę „terafin” /bożków domowych/? Mezopotamia Hammurabiego ma przede wszystkim wspaniale obmyślony system nawadniania, dzięki któremu jest krajem ogrodów. I to nie jest sprawa jakiegoś jednego czy dwóch sławnych ogrodów królewskich czy magnackich, ale ogrodnictwa jako gałęzi gospodarczej, ogrodnictwa, które jest jednocześnie gałęzią sztuki dekoracyjnej, postawionej na takim poziomie, jak architektura, rzeźba, na poziomie artystycznym bardzo wysokim. Oprócz terenów ściśle rolniczych, gdzie uprawia się wachlarz roślin znacznie szerszy niż w Palestynie patriarchów – każdy dom, nawet niezbyt zamożny ma swój ogród, w którym się spędza wolny czas, a natura pozwala na to, aby – przy należytym nawodnieniu – wszystko tu zieleniało, kwitło i owocowało przez okrągły rok. Upały letnie łagodzi tu monsun z nad zatoki Arabskiej, to też Mezopotamia jest cała jednym wielkim ogrodem. I jeżeli prawdę mówi archeologia, że stąd wyszły wszystkie ludy Kanaanu, w każdym razie co do Filistynów i Fenicjan nie ma wątpliwości – to znów należy się zastanowić dlaczego każdy ludek, który stąd wyemigrował wyniósł pewne pomysły architektoniczne, jakieś normy prawne, jakieś rytuały kultowe, a Izrael nic, jak tylko sztukę pasania bydła? I wątpliwej wartości trik genetyczny Jakuba, który wywołał „zapatrzenie” u kotnych owiec tak, że rodziły łaciate sztuki, które w myśl umowy ze starym spryciarzem Labanem – należały do Jakuba, mąż kaprawej córki Lii miał prawo zabrać je sobie. Zootechnika XX wieku podobnej teorii podtrzy-mać nie może, bo zresztą teoria „zapatrzenia się” nawet u kobiety ciężarnej nie wytrzymuje krytyki naukowej, mimo, iż kobieta może ze wszystkich sił pragnąć, aby przyszłe dziecko było jak najbardziej podobne np. do sprawcy ciąży.

    Z babilońskiego systemu nawadniania, z babilońskiego rolnictwa i ogrodnictwa, podobnie jak z egipskiego Izrael do Ziemi Obiecanej nie wprowadził niczego. Studnie w ziemi Kanaan są bardzo głębokie i ziemia jest nawadniana tylko „przez Jehowę” w formie deszczu, Izrael zaś nie zdobędzie się nawet na imitację czegoś co było w Mezopotamii lub Egipcie. A przecież w tej szerokości geograficznej woda jest wszystkim i gdy nastąpi krach systemów nawadniających cała Mezopotamia, Syria i ogromna połać Egiptu zamienią się w pustynie. Czy dlatego, że niechęć, a niekiedy i nienawiść do wszystkiego, co obce kierowała Izraelem w tej mierze, ale w Palestynie nie znajdziemy żadnej koncepcji gospodarki wodnej do dziś. Dlatego też kraj ten jest stale żywnościowo zależny od Egiptu, a materialnie słabszy od każdego z krajów sąsiedzkich, bez względu na to, czy to będą Asyryjczycy, Syryjczycy, Medowie, Persowie czy Aramejczycy: Palestyna nawet za Dawida i Salomona jest krajem gospodarczo słabszym. Oprócz daktyli, fig, oliwek i migdałów, które do Kanaanu przynieśli zapewne Fenicjanie lub Filistyni, z roślin powszechnie uprawianych w Mezopotamii, a nie znanych w Palestynie należy wymienić: rzepę, burak, morele, śliwy, brzoskwinie, sezam, a wśród fauny oswojone ibisy, bociany, żurawie, czaple i pelikany. Wiemy, że pelikany były tresowane do połowu ryb, -ale do dziś jeszcze nie wiemy w jakim celu hodowano pozostałe ptaki brodzące i nie dowiemy się tego z Ksiąg Rodzaju. Oprócz tego, co zastali w Kanaan – Izraelici dopiero skolonizowani przez Greków zaczynają, bardzo zresztą powoli i raczej niechętnie uprawiać rośliny sprowadzone przez Greków z Mezopotamii, a nawet z Sandrippu, czyli kraju Czandragupty tzn. z Indii: cytryny, pomarańcze, warzywa, z czego, większość pójdzie w zaniedbanie, a wreszcie w zapomnienie dla tej prostej przyczyny, że nie wyliczył tego Jehowa w Deuteronomium, jako artykułów dozwolonych do jedzenia.

    I opierając się na takich podstawach – prof. Bernard Seidel o Torze mówi lakonicznie: „Wszystko to jest beletrystyka o bardzo nikłym podkładzie autentyku i bardzo niewielkiej oryginalności”.

    Tymczasem Wielki Rabin Isser Jehuda Untermann największy ponoć obecnie autorytet teologiczny państwa Izrael stwierdza: Jeżeli czytasz Torę z nakrytą głową – to jest religia. Jeżeli czytasz Torę z odkrytą głową – to jest, historia. Tenże rabin Untermann jest autorem pytania, postawionego całemu Knessetowi: „Po co nam konstytucja, jeżeli mamy Torę?”

    Krótko mówiąc, to, co zostało napisane w III i 11 wieku przed Chr. uważa się po dziś dzień za ważne, wiążące, doniosłe, to jest religia, to jest historia, to jest konstytucja nowoczesnego państwa. A chyba to jest państwo nowoczesne, skoro powstało w 1946 roku? Co więcej – państwo to wraca do języka i alfabetu hebrajskiego, choć w roku 1946 tylko znikomy procent oby-wateli znał ten alfabet, a jeszcze mniej znało język hebrajski.

    I takie jest tło, na którym zjawia się słowo niepokojące wszystkich: Q u m r a n. Przypomnijmy, że w roku 1946 młody pastuszek z plemienia beduińskiego Taamirów w poszukiwaniu zaginionego koźlęcia wszedł do groty w skarpie nad Morzem Martwym i znalazł tam dzban gliniany o kształcie nie spotykanym obecnie. Oczywiście, jak to zwykle bywa w takich wypadkach – rzucono się na poszukiwania „ukrytych skarbów” i potężnie przez to nadszarpnięto znaleziska.
    W roku 1949 rozpoczęły tu prace ekspedycje naukowe archeologów-fachowców, którzy znaleźli zwinięte w dzbanach rękopisy na baraniej skórze. Są to niektóre księgi Starego Testamentu, jak np. Psalmy Salomona oraz szereg ksiąg prawie nieznanych dotychczas, jak np. Testamenty Dwunastu Patriarchów, Księga Jubileuszów, Trzecia Księga Sybilińska, Wniebowzięcie Mojżesza czy Księga Henocha. Ta ostatnia zresztą była znana i poza kumrańskim egzemplarzem. Zdaniem fachowców amerykańskich, a ci zgarnęli największą ilość rękopisów, upłynie z pół wieku, nim wszystkie one zostaną wyklejone, uporządkowane, zmetrykowane i przetłumaczone /Tzw. metryczka izotopowa określa wiek dokumentu/. Grot pełnych rękopisów bowiem odnaleziono ok. 25. Literacka twórczość esseńczyków obejmuje pisma z różnych epok, bo od początków I wieku przed Chr. do 68 roku po nar. Chr. pisane różnymi charakterami i różnym często językiem hebrajskim względnie aramejskim. Prace naukowe nad metrykami izotopowymi tych rękopisów, nad ich lingwistycznymi bądź stylistycznymi odcieniami – doprowadzą niewątpliwie do pewnych ustaleń chronologicznych, dadzą może bardzo ścisłą odpowiedź na pytanie np. kiedy powstała ta czy inna księga Starego Testamentu i jak ją wobec tego traktować należy, jak komentować, jak rozumieć, kto ją spisał i jaka jest jej autentyczność?

    Nie ulega kwestii, że niektóre z tekstów kumrańskich wstrząsną podstawami niejednego wyznania chrześcijańskiego czy niechrześcijańskiego, jako że zbyt wiele ludów większą wagę przywiązuje do literatury ksiąg religijnych, niż do faktów historycznych. Być może iż bardzo poważnie zmienią się komentarze, układane wokół tych tekstów w ich brzmieniu znanym do połowy XX wieku. Jakbyśmy, jednak nie spojrzeli na termin „apokryf zastanawiać musi fakt, że wszystkie w czambuł znaleziska kumrańskie uznaje się – pierwszy wypowiedział się w tej sprawie Uniwersytet Hebrajski w Jerozolimie – za apokryfy. Dlaczego? Czy dlatego, że większość z nich została spisana w okresie od początku pierwszego wieku do roku 68? Różnica w czasie nie tak znowu wielka w porównaniu z innymi księgami Starego Testamentu, żeby już kwestionować ich autentyczność. Jeżeli chodzi o autorstwo, to przecież komparatystyka biblijna kwestionuje autorstwo większości ksiąg Starego Testamentu. Dlaczego wiec Uniwersytet Hebrajski odrzucił wszelką myśl o tym, aby w Qumran znalazło się cokolwiek, przedstawiającego wartość kanoniczną? Prawdopodobnie dlatego, że w Qumran pracowały ekspedycje naukowe obce /na zasadzie umowy z rządem Hussajna -teren należał do Jordanii/ wszystko wiec, co do czerwca 1967 roku odkopano mogło pójść w świat fotografowane, powielane, drukowane i… nie wiadomo którą religią by wstrząsnęło: chrześcijaństwem czy mozaizmem.

    Spory i komentarze wokół tekstów kumrańskich wywołały już lawinę literatury, spośród której wymieniamy w bibliografii tylko najważniejsze pozycje, choćby ze względu na to, że nie wyobrażamy sobie, aby tam mogło się znaleźć coś, co by w rzymsko-katolickim wyznaniu zmieniło bodaj jedną literę. Dziś już wiemy, że eseeńczycy nie są „brakującym ogniwem miedzy Starym a Nowym Testamentem”, jak to sądzą jedni, ani też nie można na podstawie znalezionych dotychczas rękopisów wyprowadzać rodowodu chrześcijaństwa z Engadi czy z innych gmin esseńskich. Raczej mamy prawo przypuszczać, że to chrześcijanie wchłonęli w swoje szeregi ostatnich esseńczyków, którzy w obliczu wojny z Rzymem musieli szukać innego środowiska religijnego i w ogóle innych warunków życia. Fakt, że po roku 70-ym nie słyszymy więcej o sseńczykach nie może świadczyć o tym, że ich np. Rzymianie wymordowali. Nie było do tego nawet pretekstu, bo esseńczycy w powstaniu żadnego udziału nie brali.

    Jeżeli nigdy więcej nie wrócili nad Morze Martwe, choćby po owe pracowicie przepisywane księgi religijne może świadczyć tylko o tym, że… zmienili religię. Nowa religia nie wymagała żadnych ksiąg jak długo żyli świadkowie nauki i osoby Chrystusa Pana. A gdy ci zaczną wymierać -chrześcijaństwo stanie się siłą, którą zauważy już potężny Rzym za Domicjana. W roku 64 za Nerona nastąpią pierwsze prześladowania, w 95 następne, które, jak każde prześladowania wzmogą liczebnie szeregi wyznawców Chrystusa Pana, a z tą chwilą chrześcijaństwo wkracza w historię i wszelkie zacieranie prawdziwych śladów Syna Bożego i fabrykowanie fałszywych -staje się niemożliwe i – niepotrzebne.

    (…)

    Koniec

  7. Smok said

    Ale belkot! Autorowi brak elementarnej wiedzy tekstu Biblii. Odnosi sie to rowniez do publikujacego te wypociny. Pierwszy z brzegu przyklad przeklaman pana Poprzeckiego:

    „Natomiast schwytana na cudzołóstwie – podlega ukamieniowaniu. Ona. Choć przecież bez niego cudzołóstwo jest niewykonalne. Czyli w tej najważniejszej sprawie normy prawne są niejednakowe dla kobiety i mężczyzny, a ta niesprawiedliwość i za chrześcijaństwem wlecze się przez długie wieki, bo do całkowitego zrównania w prawach nie doszło do dziś.”

    Ktokolwiek cudzołoży z żoną bliźniego, będzie ukarany śmiercią i cudzołożnik, i cudzołożnica.
    Ktokolwiek obcuje cieleśnie z żoną swojego ojca, odsłania nagość ojca: będą ukarani śmiercią oboje, sami tę śmierć na siebie ściągnęli.
    Ktokolwiek obcuje cieleśnie z synową, będzie razem z nią ukarany śmiercią: popełnili sromotę, sami tę śmierć na siebie ściągnęli.
    Ktokolwiek obcuje cieleśnie z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą, popełnia obrzydliwość. Obaj będą ukarani śmiercią, sami tę śmierć na siebie ściągnęli.
    Ks. Kapłańska 20:10-13

    Jeśli się znajdzie człowieka śpiącego z kobietą zamężną, oboje umrą: mężczyzna śpiący z kobietą i ta kobieta. Usuniesz zło z Izraela.
    Ks. Powtórzonego Prawa 22:22

    Czy pan Poprzecki to chrzescijanin?

  8. Chutor said

    Ad 7 Smok

    ” po śmierci jednego męża pierwszeństwo do niej ma brat męża, bez względu na to, czy się takie spadkobranie kobiecie podoba czy nie. O to nikt nie pyta. Jej podstawowym obowiązkiem religijnym jest… rodzenie dzieci,”

    Nie znam spraw w odniesieniu co bylo sluszne a co nie w owym okresie. Jednakze zgadzam sie z Pana opinia, ze artykul jest nastawiony by popierac okreslona filozofie (feminizm?) raczej niz dostarczanie rzeczowych argumentow. W zwiazku z tym odrzucam czytanie go to konca by nie zamulac sobie mej pamieci.
    Przyklady:
    mezczyzna ma prawo do owdowialej zony swego brata, pomijajac jej opinie.
    A moze to jest tez jego obowiazek.
    Kobieta ma obowiazek rodzenia dzieci, no dobrze, a kto ma obowiazek zapewnienia bytu materialnego rodziny?
    Byc moze autor artykulu wykazuje brak wiedzy w przedmiocie. Ale to zrownowaza nadmiarem urabiania prawdy.

  9. Marucha said

    Re 8:
    Chyba Pan przesadza. Nie trzeba być wyznawcą feminizmu, aby dostrzec, że kobieta ma w tym społeczeństwie pozycję nieco tylko lepszą od bydlęcia. Nawet ogranicza się jej dostęp do ichniego Boga.

  10. Marucha said

    Re 7:
    Przepisy Starego Testamentu nas nie obowiązują. Kościół nie nakazuje karania śmiercią cudzołożników.

  11. Piotrx said

    Re 7: „Ale belkot! Autorowi brak elementarnej wiedzy tekstu Biblii. Odnosi sie to rowniez do publikujacego te wypociny. Pierwszy z brzegu przyklad przeklaman pana Poprzeckiego:”

    No własnie Ale bełkot!, bo na razie żadnych argumentów Pan nie przedstawił.
    Pierwszy z brzegu ale mało przekonujący przykład. Przytoczył Pan literalnie zapisy ze Starego Testamentu ale pytanie jak były one i n t e r p r e t o w a n e przez „uczonych w piśmie” i jak były stosowane w praktyce?. Np Księga Kapłańska jesli dobrze pamiętam została ostatecznie zredagowana nie pozniej niż w początku V wieku / a niektóre zapisy są jeszcze wcześniejsze/ , pytanie czy w czasach Chrystusa Pana (po blisko pięciu wiekach) wszystkie jej zapisy były literalnie stosowane w praktyce itd. Nie jestem biblistą i nie podejmuję się analizować tego zagadnienia w oparciu o zrodła historyczne ale warto zwrocic uwagę choćby na dwa przykłady :

    – Do Chrystusa Pana przyprowadzono jedynie kobietę pochwyconą na cudzołóstwie , dlaczego mężczyznę także nie?

    – dlaczego nie ukarano Dawida mimo że dopuscił się morderstwa (Uriasz) i cudzołóstwa (Batszeba) ?

    A tendencje do naginania i naditerpretowania zapisów Prawa była wsród „uczonych w piśmie” powszechnie znana

    „Odnosi sie to rowniez do publikujacego te wypociny”

    Nie pamiętam bym dodawał coś od siebie do tego tekstu ani bym z Panem dyskutował na ten temat. Ja nie roszczę sobie prawa do bycia autorytetem w tej dziedzinie. Przytoczyłem to opracowanie gdyż uważam, że jest ciekawe i zawiera sporo wartosciowych informacji .

    Nigdzie nie twierdziłem, że każde zdanie autora należy traktować jako dogmat. Tekst jak każdy w Gajówce jest po to by dowiedzieć się czegoś więcej, podyskutować, a nawet skrytykować i wyrazić swoje zdanie byle w sposób rzeczowy.

    Ale skoro Pan uważa się, że nie brakuje Panu wiedzy w tym zakresie – proszę się więc nią pochwalić i dokonać w oparciu o żródła historyczne epoki, krytycznej analizy całości cytowanego tekstu. Chętnie się czegoś nowego dowiem. Tylko proszę nie raczyć nas samymi suchymi cytatami ze Starego Testamentu.

    *********************************************
    Dla uzupełnienia dla zainteresowanych jeszcze bibliografia podana przez autora tego opracowania.

    Bibliografia

    Prof. B. Seidel. Hatti und Aram, Geschichte und Epigrafik. Berlin 1954.
    Prof. B. Seidel. Nippur und griechiache Spuren in Chaldea. Berlin 1958.
    Prof. B. Seidel. Bethile und Handahara. Berlin 1961. Justus Veilhogen. Aegyptische und aramaische Texte von Kalabscha. Frankfurt a/M. 1968.
    Justus Veilhagen. Aramaische Epigrafik. Heidelberg 1960. M. Miller. Assyrische Altertum, Heidelberg 1954. A. Rosenberg. Asayrische Sprache u.Keilschrif tkunde. Wien 1909.
    A. Rosenberg. ElanT, seine Geschichte und Religion. Berlin 1958.
    H.N. Cook. North Semitic Inscriptions. London 1909.
    M. Lidzbarski. North-semitische Epigrafik. Berlin 1907.
    Ignacy Hołowidski /arcyb.mohylewski/. Pielgrzymka do Ziemi świętej. Petersburg 1853.
    F. Daumaa. La civilisation de 1’Egypte pharaoniue. Paris 1965.
    S. Moscati. Kultura starożytna ludów aemickich, tłum. M.Czer-wińskiski. Warszawa 1963.
    P. Montet. Życie codzienne w starożytnym Egipcie /PIW/ 1964
    P. Montet. Egipt i Biblia /PAX/ 1968.
    A. Parrot. Biblia, i starożytny świat. /PAX/ 1968.
    S. Witkowski. Historia Egiptu w epoce Ptolomeuszów. Lwów 1938.
    E. Preisendanz. Papyrusforschung und Papyrusfunde. 1933 W.W. Tarn. Cywilizacja hellenistyczna, Warszawa 1965. Annales du Service des Antiqiutes de’1’Egypte /39 tomów/. Kair 1900-1939.
    Zeitschrift fur Aegyptische Sprache und Altertumskunde /80 tomów – Lipsk 1863-1940/.
    Kemi. Revus de philologie et d’archeologie-egyptiennes et coptes /9 tomów – Paryż 1928-1942/.
    Georges Conteneau. Życie codzienne w Babilonie i Asyrii /PIW/1963.
    Georges Conteneau. Manuel d’archeologie orientale. Paris 1927-1947. /4 tomy/
    Georges Conteneau. La tour de Babel /Le Deluge babylonien/. Paris 1977.
    T. Andrzejewski. Starożytny Egipt. Warszawa 1949.
    T. Andrzejewski. Opowiadania egipskie. Warszawa 1958.
    B. Piotrowskij i in. Drewniaja Nubija. Moskwa-Leningrad 1964.
    K. Michałowski. Nie tylko piramidy; Wiedza Powsz. 1966.
    K. Michałowski. Jak Grecy tworzyli sztukę. Wiedza Pow. 1970.
    K. Michałowski. Aleksandria. „Arkady” 1970.
    K. Michałowski. Palmyra. Arkady 1969.
    F.M. Cross. Die antike Bibliothek von Qumran und die modernę bib-lische Wissenschaft. Neukirchener Verlag 1960.
    J.C. Trever. Das Abenteuer von Qumran. Onken. Kassel 1969.
    G. Baumbach. Qumran und Johannes-Evangelium. Evang. Yerlags. Berlin 1963.
    O. Betz. OfFenbarung und Schriftforschung in der Qumransekte. Mohr. Tubingen 1965.
    H. Braun. Qumran und das Neue Testament. Mohr. Tubingen 1967.
    J. Hempel. Die Texte von Qumran in der heutigen Forschung Yanden-hoeck. Guttingen
    J. Jeremias. Die theologische Bedeutung der Fundę von Qumran. 1966.
    K.G. Kuhn. Phylakterien aus Huhle 4 von Qumran. Winter. Heidelberg 1964.
    G. Morawe. Aufbau und Abgrenzung der Loblieder von Qumran Evang. Ver. Berlin 1963.
    K.H. Rengstorf. Qumran und die Bibliothek von Toten Meer. Kohlhamer. Stuttgart 1962.
    E. Reinhardt. Die Texte von Meer. /8 tomów/. Muenchen 1960 1967.
    Yogtle. Das offentliche Wirken Jesu auf dem Hintergrung der Qumran-bewegung. Schulz. Freiburg i. Br.
    J. Becker. Das Heil Gottes. Heils- und Sfundenbegriffe in den Qumran-texten und im Neue Testament. Yandenhoeck. Gottingen. 1959.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: