Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Marucha o Wolne tematy (65 – …
    Staszek z Przyborowa o Duchowa przestrzeń Polski?
    Lily. o Wolne tematy (65 – …
    Roman o Wolne tematy (65 – …
    Roman o Wolne tematy (65 – …
    PJO o Twórca „Patrioty” nie żyj…
    revers o Wolne tematy (65 – …
    Niedźwiedź o Wolne tematy (65 – …
    revers o Czy następny będzie Władimir…
    Kwatermistrz o Wolne tematy (65 – …
    NICK o Wolne tematy (65 – …
    NICK o Wolne tematy (65 – …
    Kwatermistrz o Wolne tematy (65 – …
    NICK o Wolne tematy (65 – …
    Boydar o Wolne tematy (65 – …
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 524 obserwujących.

Witold Poprzęcki: „Palestyna za czasów Chrystusa” – koniec

Posted by Marucha w dniu 2011-08-19 (Piątek)

(Fragment 11)

Rzetelność Józefa Flawiusza i jej skutki

(…)
Dlatego też tu się zaczyna Józef-kolaboracjonista. Przez ostatnie dwa laty wojny palestyńskiej widzimy go w świcie Wespazjana, którego wspiera cennymi radami, wykonuje jego rozkazy, posuwając się do tego. że później pod rozkazami Tytusa w czasie oblężenia Jerozolimy podchodzi pod mury miasta i w języku aramejskim nawołuje swych rodaków do kapitulacji. Obrzucono go za to obelgami, w których słowo „aher” należało do najłagodniejszych, a pewnego razu obrzucono go nawet kamieniami, z których jeden trafił Józefa tak, że ten zemdlał. Powstańcy wypadli porwać go, ale legioniści nadbiegli w porę i ocalili Józefa przed zemstą rodaków.

Po upadku Jerozolimy Tytus /w pewnym sensie „kuzyn” Józefa, gdyż miał kochankę Berenice, również z rodu Hasmoneuszów pochodzącą/ darował Józefowi posiadłość ziemską w Judei oraz zabrał ze sobą do Rzymu, gdzie wyzwolił go i tym samym przyjął do rodowego nazwiska Flawiuszów”.
I we własnych pismach Józefa możemy przeczytać, jak ten były kapłan świątyni jerozolimskiej patrzy na triumf Tytusa, u strzemienia którego idzie Szymon Bar Giora, Jehoszua z Gaddy i inni, których tegoż jeszcze dnia udusi kat w świątyni Janusa, jak niesiony jest liturgiczny sprzęt ze zburzonej świątyni, a opis tej uroczystości kończy słowami:

„Było to dla Rzymu święto zwycięstwa, koniec wewnętrznych zaburzeń i początek świetlanej przyszłości”.

Ani jednej łzy żalu za ojczyzną i świątynią… „Flawiusz”! Tym nazwiskiem ród Flawiuszów kupił sobie Józefa i zamienił go w swego nadwornego kronikarza, dokładając zresztą do tego stałą pensję roczną. I ten „Flawiusz” nie mógł napisać, że burzenie świątyni na rozkaz Tytusa trwało półtora roku, że bardzo pracowicie rozwalano i rozwłóczono to wszystko, aż zostało mniej niż połowa fundamentu. Niepokoje na granicy partyjskiej przerwało dzieło niszczenia świątyni /zresztą i burzenia Jerozolimy/, ale po powstaniu Bar Kochby w 135 roku dzieła tego dokończono.

Ten „Flawiusz” nie mógł napisać, że zetknął się w Rzymie z chrześcijanami, którzy po prześladowaniach neronowych rozrośli się w tak potężną gminę, że dosięgli do … rodu Flawiuszy. Prześladowanie w 95 roku wszczęte z nakazu Domicjana przeciw tym, którzy uchylali się od podatku na rzecz Jowisza Kapitolińskiego objęło Klemensa Flawjusza, jego żonę Flawię Domityllę i siostrzenicę o tymże imieniu. W pismach Józefa Flawiusza nie znajdziemy ani słowa o tym. Czy dlatego, że Flawiusze przestali być cesarzami i przestali się opiekować swoim nadwornym historykiem, a Domicjan, choć z tego rodu pochodził, ale z innej linii, skłóconej z Wespazjanem i Tytusem?

Nie wiemy. Jedno jest w tej sprawie najbardziej irytujące, a mianowicie te okoliczności, że niezliczona ilość pisarzy chrześcijańskich bierze tego karierowicza i blagiera na serio, a polemiki na temat „Testimonium Flavianum” wypełniły by dziś dużą półkę biblioteczną.

I dlatego, ktokolwiek chce badać epokę Chrystusa Pana musi, jak pisał przed II wojną, bo jeszcze w 1932 roku Tadeusz Gluziński „uzbroić się w logikę, której narzędzia dali nam już ojcowie naszej cywilizacji, Grecy i Rzymianie. Musi trzymać na wodzy wyobraźnię, temperament, by nie poniosły go na manowce. Musi wreszcie mieć tę odwagę, która sprawia, że raczej przyzna się do niewiedzy, niż pozwoli sobie wyrazić stanowcze zdanie w przedmiocie, którego nie poznał”.

I to również należy mieć na uwadze, że oprócz pisma, które – jak to wyjaśniliśmy w rozdziale „Rasa narodu wybranego” – jest po prostu szyfrem szpiegowskim, dostępnym tylko dla wtajemniczonych, dominującą rolę w ukrywaniu prawdy o ówczesnej Judei spełnia tradycja przekazu ustnego.
Księgi święte mozaizmu są wprawdzie w epoce Józefa już spisane, ale są również przekazywane ustnie tym, co nie umieją czytać, lub nie mają dostępu do świętych tekstów. Niby… podobnie było z Iliadą i Odyseją czy cyklami epickimi, ale aoidowie i rapsodowie tym chętniej opowiadali przygody Argonautów, Heraklesa czy Odyseusza – im większe mieli grono słuchaczy.

W Judei jest na odwrót: słów Pisma nie wolno udostępniać byle komu. Rabbi powierza je nie każdemu nawet ze swoich uczniów, wtajemniczanie w święte księgi odbywa się powoli, w formie jakby nagrody za dotychczasową pilność.

A teraz – wiedzące o tym – powinniśmy sobie zadać pytanie: czy to, co Józef Flawiusz spisał i to, co opowiadał o wojnie 68-70 roku, o epoce, w której żył i której się przyglądał, było do siebie podobne, względnie… jak dalekie było od prawdy? Czytając Flawiusza dziś należy się ponadto liczyć i z tym, że podobni fałszerze mogli dopisać nie tylko passus o Chrystusie, ale i wiele innych szczegółów, których by on sam nigdy nie napisał.

Dlatego zamiast dzieła, które by mogło nam coś pomóc w zrozumieniu epoki – mamy publikacje o zupełnie nieokreślonej wartości historycznej. To może wystarczy jako wyjaśnienie dlaczego w bibliografii epoki nie cytujemy ani Flawiusza, ani wszystkich jego „przeżuwaczy” bez względu na to, jakie ci ostatni mieli zamiary: czy chcieli odmalować epokę Chrystusa Pana, czy też chcieli udowodnić, że… „nie było Go”. Po tylu latach doświadczeń trzeba już zdawać sobie sprawę z tego, że poczynając od ostatnich rozdziałów Mateusza czy XV rozdziału „Dziejów” – judaizm zrobił wszystko, co mógł, aby swoich pozycji bronić, a chrześcijańskie atakować, ślady Chrystusa niszczyć, historie I wieku sfałszować, czego najlepszym dowodem jest właśnie Flawiusz, który o Chrystusie i chrześcijanach nie mógł nie wiedzieć znacznie więcej, niż mu to podobni fałszerze dopisali.

Histeryczny kult dla wszystkiego co ma stempel judaizmu na sobie pojawia się zresztą w najbardziej zaskakujący sposób w miejscach zupełnie niespodziewanych. Oto np. Daniel- Rops w książce „Od Abrahama do Chrystusa” na str. 376 i n. pisze:

„Ale bardziej jeszcze niż w dziedzinie pobożności społeczność żydowska godna jest podziwu w dziedzinie moralnej i metafizycznej. Nie zbaczając z zasadniczej linii przestrzeganej przez Izraela od samego początku umiała nadać dawnym pojęciom doniosłość i głębię, której przykładów nie znajdziemy u żadnego ludu współczesnego. Filozofia żydowska i żydowski humanizm w porównaniu z ich odpowiednikami grecko-rzymskimi mają zwartość, a zarazem poczucie rzeczywistości i polot o wiele większej miary”.

I dochodzi nagle do rewelacyjnego wniosku:

„W tej dziedzinie, bardziej niż w jakiejkolwiek innej, mała społeczność żydowska przygotowała drogę Chrystusowi”.

Tysiące argumentów, z których tylko najmocniejsze wyliczymy i udowadniamy w pracy niniejszej przemawia za tym, że gdyby Chrystus Pan nie oderwał wiary w Jedynego Boga od judaizmu – wiara to nie przyjęła by się nigdzie wśród basenu Morza Śródziemnomorskiego, nie przyjęli by jej ani Grecy, ani Rzymianie i można by postawić duży znak zapytania, czy my, dzisiejsi Polacy, bylibyśmy chrześcijanami, czy uwierzylibyśmy w Jedynego Boga, gdyby Go do nas przynieśli Żydzi, którzy przez 19 wieków nie nawrócili żadnego narodu. Ale – czytajmyż dalej:

„Moralność żydowska w ostatnich stuleciach przed narodzeniem Chrystusa jest najbardziej bezspornym znamieniem wielkości Izraela. Jakże daleki już był dzień, gdy koczownicy Abrahama i Mojżesza pojęli, że jest ona związana z religią, że Bóg ich jest Bogiem sprawiedliwości – założyli fundamenty olbrzymiego gmachu, który i dziś jeszcze podtrzymuje naszą cywilizacje. Społeczność żydowska zwłaszcza od czasów wygnania nie przestała pracować nad jego budową”.

W tym miejscu słowa „moralność” nie można chyba zawężać do etyki seksualnej, ale trzeba tu rozumieć całą etykę, zawartą w dekalogu Mojżesza. A jeżeli tak, to znów musimy stwierdzić, że etyka, w której tak wielka ilość nakazów jest uzbrojona w karę śmierci, a wcale nie mniejsza ilość przepisów nie ma uzasadnienia rozumowego – wartości społecznej nie posiada i jest nie do przyjęcia dla ludzi kulturalnych. Karą śmierci prawo Mojżeszowe szafuje tak hojnie, że żaden z narodów basenu Morza Śródziemnego nie ma podobnie surowego kodeksu, a wiec żaden nie zamieniłby swego kodeksu na judejski. Rzymianie rozpatrzywszy się w tej sytuacji musieli odebrać Judei „ius gladii” czyli prawo wykonywania wyroków śmierci, bo podobnie surowego kodeksu zatwierdzić nie mogli.

Brnijmy dalej, bo im dalej, tym większe spotykamy nonsensy:

„Judaizm zalecał łagodność w stosunkach miedzy ludźmi, szacunek dla kobiety, litość dla niewolników, pełnienie uczynków miłosierdzia, a więc głosił prawa moralności braterskiej”.

Łagodność w stosunkach miedzy ludźmi? A to nie Judejczykom musiał Chrystus Pan w opowieści o Samarytaninie tłumaczyć co to jest bliźni? Nie Judejczyków powstrzymywał od ukamieniowania kobiety, którą schwytano na cudzołóstwie? Szacunek dla kobiety? To jest „szacunek dla kobiety, jeżeli się ją uważa za źródło nieczystości rytualnej? /Ks. Powt. Pr. 22, 23 ns. Kapł. 20, 10/. Litość dla niewolników? W Judei ich nie było, bo każda wojna izraelska była wojną totalną, a niewolnika ani Judea ani Izrael nie brały, bo i po co? Dla Judejczyka obcy niewolnik to jest nieczysty goim, którego pod swój dach w żadnym charakterze wpuścić nie wolno. Nie może więc być mowy o „litości dla niewolników” tam, gdzie nie ma niewolników. Chyba, że Daniel-Rops ma na myśli niewolników izraelskich, wziętych za długi przez zamożniejszych rodaków, co znów jest zupełnie innym zagadnieniem, w którym litość nie gra żadnej roli. Co do pełnienia „uczynków miłosierdzia” można by napisać dość obszerny traktat na ten temat, ale w zasadzie miłosierdzie było przywilejem świątyni, o czym piszemy w rozdziale „Kogo Chrystus ze świątyni wypędził”. Tylko Synhedrion miał prawo decydować kogo należy wesprzeć i pierwszeństwo do takiego wsparcia mieli ci, którzy zubożeli – skutek przestrzegania nakazów Tory lub rzymskich praw itp. Do indywidualnego miłosierdzia nie był obowiązany przeciętny obywatel, jeżeli to przekraczało jego możliwości czy dobre chęci.
I wreszcie prawa „moralności braterskiej”… A czyż to nie Judejczycy pytają Chrystusa Pana do ilu razy można bratu przebaczyć? Bo Mojżesz nowi, że do siedmiu tylko? Czytajmy dalej:

„W chwili gdy społeczeństwo antyczne staczało się w rozwiązłość mającą doprowadzić je do upadku, w Judei przeciwnie możemy zaobserwować dążenie do czystości, godności, skromności, co jest tym bardziej godne podkreślenia, że Semici są bardzo, wrażliwi na cielesne rozkosze. Zaznaczmy także, że nie chodzi tu o jakąś filozofię dostępną kilku intelektualistom, lecz o regułę wyznawaną przez cały naród”.

Trudno byłoby doprawdy zmontować większy błąd historyczny w tak niewielkim zdaniu, a jeszcze trudniej byłoby dalej posunąć kult dla judaizmu. Ale – niestety – prawdy nie ma w tym zdaniu ani odrobiny. Społeczeństwo antyczne greckie doprowadziły do upadku wojny królów greckich między sobą. Rzym, rozpoczynając kampanię grecką nie miał dostatecznej siły, aby zawładnął całym spadkiem po Aleksandrze Wielkim, ale stając raz po stronie jednego, to znów po stronie drugiego monarchy, bijąc jednego zawierając przymierze z drugim – opanował wszystkich. Nie dlatego, że byli rozpustni, ale dlatego, że od śmierci Aleksandra Wielkiego nie było ani przez rok zgody między nimi.

A co pisze zresztą na ten temat Anna Świderek w swojej kapitalnej, pięknie napisanej „Helladzie królów”?

„Wszystko, lub niemal wszystko, co nasza kultura i cywilizacja zawdzięcza Grecji winna jest nie klasycznej Helladzie, ale właśnie światu hellenistycznemu. Grecja miast-państw była zamknięta w sobie i dla siebie strzegła skarbów swej kultury . Dopiero ludzie epoki hellenizmu nieświadomie najczęściej i beztrosko zaczęli je rozrzucać po całym świecie zamieszkałym. I z nimi to właśnie spotkał się Rzym, który kulturę grecką miał przekazać młodej Europie. Rzym znał tylko świat hellenistyczny i za jego pośrednictwem my także stamtąd czerpiemy. Nie nazywajmy więc schyłkową epoki, która dzięki swej żywotności dziś jeszcze nas kształci. Przyznajmy raczej, że rzeczywiście – jak twierdzą jej znawcy – jest to jedna z najważniejszych epok w dziejach ludzkości”.

W Judei istotnie rozwiązłości nie ma, a mimo to przegrywa ona najpierw z Grekami, a później z Rzymianami dlatego, że tych swoich przeciwników nie zna, odizolowana przez długie wieki od wszystkiego, co „pogańskie”. Związku między rozkwitem Grecji i jej upadkiem, a etyką seksualną Greków nie dopatrzy się najbardziej nawet drobiazgowy analityk jej dziejów – podobnie zresztą, jak i w Judei. I wreszcie natrafiamy na miejsce, które wprost zmusza do odrzucenia
książki ze skrzywieniem niesmaku:

„Przestrzeganie szabbatu tak dla nas suche i odpychające przez niezliczone nakazy określające jego charakter, zmieniało jednak znaczenie dla tego, kto widział w nim przede wszystkim doniosłość duchową: cały dzień, w którym człowiek w skupieniu, odrzekając się wszelkiej pracy miał tylko jedno pragnienie – wzniesienie się ku Bogu”.

Bardzo ładnie powiedziane – szkoda tylko, że to nieprawda. Gdyby tak było, nie wystąpiłby przeciw rozumianemu w ten sposób „wypoczynkowi” sam Chrystus Pan mówiąc: „Szabbat uczyniony jest dla człowieka, a nie człowiek dla szabbatu!”

A wyznawcom swoim Chrystus nakazuje „iść za sobą” nie raz w tygodniu, ale – całe życie.

Ostatnia wreszcie kropka nad „i”, którą tu warto postawić to mianowicie ta, że jeżeli Daniel-Rops pisze to wszystko o kapłanach, pisarzach lewitach – w co należy wątpić, bo nie przypisywałby im „przygotowania drogi Chrystusowi” – to mija się z prawdą i w czterech Ewangeliach, jak i pismach pozabiblijnych nie znajdziemy pokrycia na te komplementy pod adresem duchownych wodzów Judei. Jeżeli zaś ma to dotyczyć proletariatu palestyńskiego, owych pogardzanych amhaarezów, pierwszych Chrystusa wyznawców i apostołów, to można by się zgodzić, że oni utorowali drogę Chrystusowi, ale dopiero wtedy, gdy ten genialny prawodawca wprowadził zmiany, na które świat ówczesny czekał.

(Fragment 12)

Interpolacje, apokryfy i – źródła historyczne

Tyle mniej więcej można by wnieść nowego do naszej wiedzy o Palestynie w epoce Chrystusa Pana. Oczywiście, posługując się źródłami, z których tak namiętnie korzystali bibliści dotychczas – można by napisać znacznie więcej, ale – czy miało by to większy ciężar gatunkowy?

Ludzi, którzy – po niezbyt uważnym przeczytaniu Starego Testamentu, czterech Ewangelii, „Dziejów”, „Listów” i nieodzownego w każdym układzie Flawiusza, Filona i Pseudoaristeasza – chwytali za pióro było tak wielu, że nauka zwana biblistyką obejmowała w latach 1934 – 1935 czternaście tomów folio samej bibliografii. „Przeżuwacze”! Ogromna ilość tych autorów ani na krok nie wyszła poza źródła wyżej wyliczone, więc jakże można na nich polegać, cytować, ba! komentować ich komentarze? To były spekulacje teologiczno-historyczne, które prawie zawsze, jak u Renana czy Daniel-Ropsa, prowadziły do błędnych wniosków, a do biblistyki nie wnosiły nic nowego, nawet nie rozjaśniały mroków, celowo rozsnuwanych przez innych autorów wokół I wieku przed i I wieku po nar. Chrystusa Pana. Można więc tylko – i trzeba – podzielić tych autorów na pewne kategorie, w zależności od tego, do jakiego celu każdy z nich dążył: czy do udowodnienia że… „nie było Go!” czy też… „był, bo przecież sam Flawiusz o tym pisze”. Nie wiadomo, która z tych kategorii bardziej mąci ludziom w głowach.

W podziale poziomym natomiast trzeba stwierdzić, że im kto uważniej czyta te czy inne źródła, tym większy ciężar gatunkowy im mniejszy rozmiar ma dane opracowanie. Udowodniliśmy bowiem, że zarówno Józef Flawiusz, jak Pseudoaristeasz byli tak groteskowo wprost nierzetelni, jak ich prototyp i prawzór Księgi Machabejakie, a wobec tego niczego z tych autorów nie możemy przyjąć tak bezkrytycznie, jak przyjmujemy cztery Ewangelie, „Dzieje Apostolskie” czy „Listy”.

Dziś bibliografia tematu zwiększyła się jeszcze bardziej i trudno byłoby określić jej rozmiar nawet w przybliżeniu, tym bardziej, że wiedza zwana biblistyką staje się prawdziwą dyscypliną naukową, podczas gdy dawniej była tylko „podkładką” dla teologii, a więc staje się nauką, która zagadnienie ujmuje kompleksowo, a nie pod jednym tylko wąskim aspektem np. autentyczności osoby Chrystusa Pana. Jeżeli bowiem będziemy podchodzić do zagadnienia starożytnej Palestyny tak, jak to robił np. Renan – musimy otrzymać wnioski tak wykoślawione, jakie on przedstawia. I opierać się na biblistach tego pokroju, na przeżuwaczach, którzy bez żadnej wnikliwości szermują trzema wyżej wymienionymi Judejczykami /a każdy z tych Judejczyków zaprzysiągł dozgonną nienawiść chrześcijaństwu/ i usiłując na takich źródłach stworzyć, coś nowego w biblistyce – to jest przelewanie z pustego w próżne.

Trzeba sobie zdać sprawę z tego, że wyznawcy Syna Bożego emigrują z Palestyny nie od roku 52, kiedy zostali wyklęci, ale znacznie wcześniej, skoro w latach czterdziestych nazwano ich już w Antiochii chrześcijanami. Musieli wiec stanowić tam jakąś gminę znaczną, zorganizowaną, skoro odróżniano ich od wyznawców Mojżesza i odrębną nazwą obdarzono. Nie ma ich w ruchu niepodległościowym Palestyny, w ruchu którego końcowym efektem było powstanie 68 roku. Oczywiście, gdzie drzewo rąbią, tam drzazgi lecą, nie jest więc wykluczone, że w pogromie 70 roku padła i chrześcijan spora ilość. Ale nie ulega dyskusji, że po 70 roku chrześcijan jest w Palestynie znikoma ilość. Co było w Jerozolimie – to przed jej oblężeniem przez Tytusa wywędrowało do Pelli za Jordanem w Dekapolu, gdzie stopiło się z tamtejszą ludnością grecko-galilejską, skoro nic więcej o tej garstce ludzi nie słyszymy.

Przepada w zamieszaniu wojennym jedenaście pokoleń Izraela…  O tym wszystkim źródła judejskie, a i wielu biblistów chrześcijańskich błędnie sądzi, że te jedenaście, a jak chcą inni, dziesięć pokoleń izraelskich zginęło w czasie… niewoli babilońskiej, a wiec sześć wieków wcześniej. Nie w tym jednak sedno rzeczy: trzeba tu bowiem odnotować pytanie dużej wagi historycznej: gdzie się podziała pozajudejska reszta ludności Palestyny, skoro nikt jej nie wymordował, ani Persowie w VI wieku przed Chr. ani Rzymianie w I wieku po nar. Chrystusa?

Równie bez śladu historycznego przepadną esseńczycy, aczkolwiek w dziejach, popowstaniowych Palestyny jakoś się zapisać powinni. Tu jednak wyłania się kwestia nie do rozstrzygnięcia, a mianowicie: co to jest apokryf? Z greckiego – ukryty /w sensie autorstwa/, podrobiony, a wreszcie później napisany tekst. To ostatnie pojęcie przyjęło się najbardziej i objęło te wszystkie „Ewangelie Nikodemów, Tomaszów, Bartłomiejów” czy „Pamiętniki Matki Bożej” czy wreszcie „Akta Piłata”.

A teraz: na podstawie realiów, odnoszących się do III wieku przed Chr. mamy prawo przypuszczać, że ogromna większość ksiąg Starego Testamentu czy Tory została spisana właśnie w tym wieku. W tym wieku bowiem żyje i pisze rabbi Eleazar z Ramy, rabbi Symeon z Silo, rabbi Johanan z Gilead i wielu innych których, imion nie przechowały haggady czy midrasze. Każda więc z ksiąg spisanych przez tych trzech bodaj narratorów jest spisana w 200, 300 a nawet i 1300 lat po wydarzeniach ujętych w księgach historycznych. Ba!

Autentyczność tych wydarzeń jest dziś coraz mocniej kwestionowana przez komparatystów tej miary, co Justus Yeilhagen, który przeszukawszy dość dużą pozostałość literacką Egiptu twierdzi, że Izrael w ogóle nie był w Egipcie. Jego argumentacja jest niesłychanie prosta: na całej kulturze i cywilizacji izraelskiej nie ma ani jednego śladu kultury czy cywilizacji egipskiej.

Bądź co bądź Egipt czy to za dynastii hyksoskich od XV do XVII, kiedy rodzina Józefa przybywa do Egiptu, czy za dynastii XIX kiedy stamtąd wychodzi, to jest już kraj o kulturze i cywilizacji bardzo wysokiej. Architektura czy literatura, rzeźba czy normy prawne, rolnictwo czy kulty religijne – wszystko to ma poziom niewspółmiernie wyższy od tego, co Grecy w III wieku przed Chr. w Palestynie zastają. Czyż naczynia pożyczone w przeddzień wyjścia były wszystkim, co Izrael wyniósł z Egiptu? Bardzo słabym argumentem jest to, że dopiero po wyjściu z Egiptu Mojżesz mianuje swego brata Aarona arcykapłanem i pokolenie Lewi przeznacza do służby świątynnej. Istotnie stan kapłański w Egipcie wyjścia, a wiec gdzieś w wieku XIII przed Chr. jest kastą przodującą i doskonale zorganizowaną. Ta kasta nie raz przechwytuje władze w swoje ręce i stąd zapewne w środowisku Izraela urodzi się teokracja, forma rządów, dla której podobnego wzoru nigdzie nie znajdziemy. Ale obserwując poszczególne narody basenu śródziemnomorskiego w owej epoce widzimy, że wszystkie one mają moc wzajemnych powiązań cywilizacyjnych, handlowych, kulturalnych i politycznych. Przecież Fenicjanie w służbie faraona Necho z XXVI dynastii opływają Afrykę. Grecy w tymże VI i V wieku zakładają kolonie we wszystkich interesujących punktach Morza Śródziemnego, a nawet Czarnego, ich ślady odkopuje archeologia dzisiejsza wszędzie.

Kierujący długie lata wykopaliskami w Egipcie, a najciekawsze w jego karierze było chyba Tanis, Pierre Montet, włożył bowiem bardzo wiele wysiłku w ustalenie, kiedy Izrael był w Egipcie i kiedy stamtąd wyszedł i jaki wpływ wywarła na tym narodzie egipska sztuka, normy prawne, architektura czy obyczaje. „Egipcjanom” – pisze Montet – nie było wolno spożywać posiłków w towarzystwie osób, które nie przestrzegały tych samych nakazów. Jest zatem zrozumiałe, że Józefowi i jego braciom przygotowano posiłek oddzielnie, gdyż Egipcjanie nie mogli się zadawać z pasterzami”. Potwierdzenie tego znajdujemy w Księgach Rodzaju 43, 42. To odgradzanie się od obcych stanie się fundamentem przepisów zgromadzonych w Torze, a obowiązujących w judaizmie chyba do dziś.

Ale czy tylko taki był wpływ Egiptu na Izraela? Bo wszystkie inne argumenty Monteta wydają się równie łatwe do przyjęcia, jak i do odrzucenia. Weźmy dla przykładu „ofiarę fundacyjną” /st. 79 „Egipt i Biblia” wyd. PAX 1968/: „Księga Kapłańska zakazuje bezwzględnie składania ofiar Molochowi z dzieci, a prorocy oburzają się na ten zwyczaj, który, jak wiemy ze źródeł literackich i archeologicznych, był rozpowszechniony w kraju Kanaan. Kiedy Jozue zdobył Jerycho, kazał złożyć ludowi następującą przysięgę: „Niech będzie przeklęty przed obliczem Jahwe człowiek, który podjąłby się odbudować miasto Jerycho: za cenę życia pierworodnego założy jego fundamenty i za cenę życia najmłodszego postawi bramy” /Joz. 6, 26/. Proroctwo spełniło się, gdy Hul z Batel odbudował Jerycho. Kosztem swego pierworodnego, Abirima, założył jego fundamenty i kosztem młodszego syna Seguba, wzniósł jego bramę /Ks. Król. 16, 34/. Z wielkim zdziwieniem nasza misja w Tanis stwierdziła, że sami Egipcjanie stosowali ofiarę fundacyjną, która, jak sądzono, była obrzędem nieznanym w dolinie Nilu”.

A nieco dalej pisze:

„Poza granicami Tanis na ślady ofiary fundacyjnej natrafiono, jedynie w Wadi Tumilat, czyli na szlaku komunikacyjnym z Palestyny do Egiptu. Stwierdzono ją archeologicznie w kraju Kanaan: w Megiddo, w Tanak i w Gezer. Pomimo głosów oburzenia ze strony proroków Izraelici osiedleni w Palestynie zabijali swe dzieci i składali ich ciała w fundamentach budowli. Sam obrzęd został więc zapożyczony przez Egipcjan od Semitów, skoro spotyka się go w Egipcie wyłącznie w miejscowościach odwiedzanych przez Semitów”.

Równie nieprzekonywującą wydaje się argumentacja o licznych podobieństwach miedzy egipską „Mądrością Amenemope” i izraelską ” Księgą Przysłów”, a co do tej ostatniej Montet jest zdania, że jest ona naśladownictwem „Mądrości Amenemope”. Musimy sobie uświadomić, że w XVI wieku kilkunastu żaków wyruszyło do Padwy, do Bolonii, do Rzymu, a gdy wrócili – niezadługo po tym Polskę poczęto zaliczać do krajów będących pod wybitnym wpływem humanizmu Odrodzenia. A jeżeli tak – to wystarczyłby jeden emigrant izraelski w Egipcie, czy egipski w Kanaan, aby później wielu uczonym postawić do rozwiązania skomplikowane zagadnienie: kto od kogo korzystał.

Odnotowujemy więc pytanie: czy zbiorowość izraelska w jakimkolwiek okresie biblijnym była w Egipcie? A dalej: argument, że poszczególne księgi Starego Testamentu czy Tory były, podobnie zresztą jak Iliada, Odysseja czy cykle epickie greckie albo babiloński epos Gilgamesza przekazywane ustnie przez długie wieki, nie przemawia bynajmniej za autentycznością wypadków, które narratorzy III i II wieku przed Chr.  spisali. Było by to ewenementem nie do wytłumaczenia, gdyby tak długo przechowywały się one w ustnym przekazie bez zniekształcenia. Weźmy poza tym pod uwagę, że aoidowie i rapsodowie greccy opowiadając Iliadę czy Odysseię komponują coraz to więcej takich „Iliad” czy „Odysseji”, bo cykle epickie to są ogromne nieraz życiorysy przygodowe półbogów czy bohaterów, wcale nie mniejsze od samej Iliady, która w gruncie rzeczy opowiada jeden fragment wojny trojańskiej: gniew Achillesa w dziesiątym roku wojny. Andre Perrot w książce „Biblia i starożytny świat” pisze:

„Wśród podróżników starożytnych poczesne miejsce zajmuje bezspornie Herodot z Halikarnasu, który bawił w Babilonie około 460 roku przed Chr. W jego relacji z podróży, różnie ocenianej pod wzglądem wartości źródłowej spotykamy ustęp, który niewątpliwie dotyczy ziggurat Etemenanki :
„Pośrodku saktuarium /Zeusa-Bela/ jest zbudowana masywna wieża długości i szerokości jednego stadium. Na tej wieży wznosi się druga, na drugiej znów trzecia i tak do ósmej zawsze jedna na drugiej. Schody prowadzą po zewnętrznej stronie wokół wszystkich wież. Mniej więcej w połowie drogi znajduje się miejsce wytchnienia i ławy do odpoczynku, gdzie wspinający się zasiada aby spocząć. W ostatniej wieży mieści się duża świątynia, a w niej wielkie łoże, bogato zasłane, obok zaś złoty stół. Nie wznosi się tam żaden posąg. Nikt też tam nie nocuje, z wyjątkiem jednej rodzimej kobiety, którą sam bóg ze wszystkich sobie wybierze. Tak opowiadają Chaldejczycy, którzy są kapłanami tego bóstwa”

Herodotowi opowiadano, że bóg nawiedza czasem świątynie i spoczywa na łożu, że na dole wznosi się druga świątynia, gdzie stoi wielki złoty posąg Zeusa, a obok niego wielki stół, podnóżek i krzesło, również ze złota o łącznej wadze ośmiuset talentów. Nawet uwzględniając przesadę wschodnią i urok, jaki zawsze wywierają przedmioty złote, które wymyśla się, jeśli zachodzi tego potrzeba, a zwłaszcza powiększa się dowolnie ich liczbę i ciężar /każdy archeolog wie, iż najmniejsza drobinka złota, znaleziona w toku wykopaliska zmienia się zazwyczaj w relacjach ludzi postronnych w pokaźną sztabę/ należy stwierdzić, że opowiadanie Herodota zawiera dokładne i cenne wiadomości, poświadczone przez archeologie”. A nieco dalej Parrot pisze:

„Badania archeologiczne prowadzone od ponad stu lat na terenie Mezopotamii, dostarczyły bogatego materiału, który należy uwzględnić. Biblijna wieża Babel jest przykładem zigguratu. Zigguraty są przedstawione na wielu pomnikach, często też pojawiają się na powierzchni ziemi w toku wykopalisk. Sporządzona przeze mnie niedawno lista jest imponująco długa: sygnalizuje trzydzieści trzy wieże święte, odkryte lub poświadczone w sposób kategoryczny w dwudziestu siedmiu różnych miastach”.

Jak z tego wynika opowiadanie o wieży Babel dla Greków rewelacją nie było. Podobnie nie była dla nich nowością opowieść o potopie, uwieczniona w eposie o Gilgameszu, jak i sam Gilgamesz siłacz, który do złudzenia przypomina Samsona, tyle, że nie jest takim kobieciarzem jak Samson. Oprócz Ut-Napisztima, babilońskiego Noego, był już znany Atrahasis, a do naszych czasów zachowały się jego przygody w wersji sumeryjskiej i pochodnych: babilońskiej i asyryjskiej, a nawet z opowieści babilońskiego kapłana Berososa, której strzępy przechowały się dzięki temu, że spisał je Aleksander Polihistor. No i w tym punkcie nie ma żadnych wątpliwości – wersja sumeryjaka potopu jest starsza od izraelskiej z całą pewnością co najmniej o lat 600. Bo znów w to, że Noe miał 500 lat, gdy począł Chama, Sema i Jafeta – Grek uwierzyć nie może. I pomyśleć tylko, że kilkanaście ekspedycji badawczych, naukowych od 1829 jeszcze do 1916 roku poszukiwało w rejonie góry Ararat – szczątków arki Noego!

Materiały archeologiczne z Mezopotamii stawiają pod znakiem zapytania również osobę Abrahama i całą II część pierwszej księgi Rodzaju, a wiec rozdziały od 12 do 25. Uczeni zadają pytanie podobne: czy to możliwe, aby z kraju o tak wysokiej cywilizacji, jak Babilonia, zjednoczona pod panowaniem Hammurabiego nie wynieść nic więcej ponad garstkę „terafin” /bożków domowych/? Mezopotamia Hammurabiego ma przede wszystkim wspaniale obmyślony system nawadniania, dzięki któremu jest krajem ogrodów. I to nie jest sprawa jakiegoś jednego czy dwóch sławnych ogrodów królewskich czy magnackich, ale ogrodnictwa jako gałęzi gospodarczej, ogrodnictwa, które jest jednocześnie gałęzią sztuki dekoracyjnej, postawionej na takim poziomie, jak architektura, rzeźba, na poziomie artystycznym bardzo wysokim. Oprócz terenów ściśle rolniczych, gdzie uprawia się wachlarz roślin znacznie szerszy niż w Palestynie patriarchów – każdy dom, nawet niezbyt zamożny ma swój ogród, w którym się spędza wolny czas, a natura pozwala na to, aby – przy należytym nawodnieniu – wszystko tu zieleniało, kwitło i owocowało przez okrągły rok. Upały letnie łagodzi tu monsun z nad zatoki Arabskiej, to też Mezopotamia jest cała jednym wielkim ogrodem.

I jeżeli prawdę mówi archeologia, że stąd wyszły wszystkie ludy Kanaanu, w każdym razie co do Filistynów i Fenicjan nie ma wątpliwości – to znów należy się zastanowić dlaczego każdy ludek, który stąd wyemigrował wyniósł pewne pomysły architektoniczne, jakieś normy prawne, jakieś rytuały kultowe, a Izrael nic, jak tylko sztukę pasania bydła? I wątpliwej wartości trik genetyczny Jakuba, który wywołał „zapatrzenie” u kotnych owiec tak, że rodziły łaciate sztuki, które w myśl umowy ze starym spryciarzem Labanem – należały do Jakuba, mąż kaprawej córki Lii miał prawo zabrać je sobie. Zootechnika XX wieku podobnej teorii podtrzymać nie może, bo zresztą teoria „zapatrzenia się” nawet u kobiety ciężarnej nie wytrzymuje krytyki naukowej, mimo, iż kobieta może ze wszystkich sił pragnąć, aby przyszłe dziecko było jak najbardziej podobne np. do sprawcy ciąży.

Z babilońskiego systemu nawadniania, z babilońskiego rolnictwa i ogrodnictwa, podobnie jak z egipskiego, Izrael do Ziemi Obiecanej nie wprowadził niczego. Studnie w ziemi Kanaan są bardzo głębokie i ziemia jest nawadniana tylko „przez Jehowę” w formie deszczu, Izrael zaś nie zdobędzie się nawet na imitację czegoś co było w Mezopotamii lub Egipcie. A przecież w tej szerokości geograficznej woda jest wszystkim i gdy nastąpi krach systemów nawadniających cała Mezopotamia, Syria i ogromna połać Egiptu zamienią się w pustynie. Czy dlatego, że niechęć, a niekiedy i nienawiść do wszystkiego, co obce kierowała Izraelem w tej mierze, ale w Palestynie nie znajdziemy żadnej koncepcji gospodarki wodnej do dziś. Dlatego też kraj ten jest stale żywnościowo zależny od Egiptu, a materialnie słabszy od każdego z krajów sąsiedzkich, bez względu na to, czy to będą Asyryjczycy, Syryjczycy, Medowie, Persowie czy Aramejczycy: Palestyna nawet za Dawida i Salomona jest krajem gospodarczo słabszym.

Oprócz daktyli, fig, oliwek i migdałów, które do Kanaanu przynieśli zapewne Fenicjanie lub Filistyni, z roślin powszechnie uprawianych w Mezopotamii, a nie znanych w Palestynie należy wymienić: rzepę, burak, morele, śliwy, brzoskwinie, sezam, a wśród fauny oswojone ibisy, bociany, żurawie, czaple i pelikany. Wiemy, że pelikany były tresowane do połowu ryb, ale do dziś jeszcze nie wiemy w jakim celu hodowano pozostałe ptaki brodzące i nie dowiemy się tego z Ksiąg Rodzaju. Oprócz tego, co zastali w Kanaan – Izraelici dopiero skolonizowani przez Greków zaczynają, bardzo zresztą powoli i raczej niechętnie, uprawiać rośliny sprowadzone przez Greków z Mezopotamii, a nawet z Sandrippu, czyli kraju Czandragupty tzn. z Indii: cytryny, pomarańcze, warzywa, z czego, większość pójdzie w zaniedbanie, a wreszcie w zapomnienie dla tej prostej przyczyny, że nie wyliczył tego Jehowa w Deuteronomium, jako artykułów dozwolonych do jedzenia.

I opierając się na takich podstawach – prof. Bernard Seidel o Torze mówi lakonicznie: „Wszystko to jest beletrystyka o bardzo nikłym podkładzie autentyku i bardzo niewielkiej oryginalności”.

Tymczasem Wielki Rabin Isser Jehuda Untermann największy ponoć obecnie autorytet teologiczny państwa Izrael stwierdza: Jeżeli czytasz Torę z nakrytą głową – to jest religia. Jeżeli czytasz Torę z odkrytą głową – to jest historia. Tenże rabin Untermann jest autorem pytania, postawionego całemu Knessetowi: „Po co nam konstytucja, jeżeli mamy Torę?”

Krótko mówiąc, to, co zostało napisane w III i II wieku przed Chr. uważa się po dziś dzień za ważne, wiążące, doniosłe, to jest religia, to jest historia, to jest konstytucja nowoczesnego państwa. A chyba to jest państwo nowoczesne, skoro powstało w 1946 roku? Co więcej – państwo to wraca do języka i alfabetu hebrajskiego, choć w roku 1946 tylko znikomy procent obywateli znał ten alfabet, a jeszcze mniej znało język hebrajski.

I takie jest tło, na którym zjawia się słowo niepokojące wszystkich: Q u m r a n.

Przypomnijmy, że w roku 1946 młody pastuszek z plemienia beduińskiego Taamirów w poszukiwaniu zaginionego koźlęcia wszedł do groty w skarpie nad Morzem Martwym i znalazł tam dzban gliniany o kształcie nie spotykanym obecnie. Oczywiście, jak to zwykle bywa w takich wypadkach – rzucono się na poszukiwania „ukrytych skarbów” i potężnie przez to nadszarpnięto znaleziska.
W roku 1949 rozpoczęły tu prace ekspedycje naukowe archeologów-fachowców, którzy znaleźli zwinięte w dzbanach rękopisy na baraniej skórze. Są to niektóre księgi Starego Testamentu, jak np. Psalmy Salomona oraz szereg ksiąg prawie nieznanych dotychczas, jak np. Testamenty Dwunastu Patriarchów, Księga Jubileuszów, Trzecia Księga Sybilińska, Wniebowzięcie Mojżesza czy Księga Henocha. Ta ostatnia zresztą była znana i poza kumrańskim egzemplarzem.

Zdaniem fachowców amerykańskich, a ci zgarnęli największą ilość rękopisów, upłynie z pół wieku, nim wszystkie one zostaną wyklejone, uporządkowane, zmetrykowane i przetłumaczone /tzw. metryczka izotopowa określa wiek dokumentu/. Grot pełnych rękopisów bowiem odnaleziono ok. 25. Literacka twórczość esseńczyków obejmuje pisma z różnych epok, bo od początków I wieku przed Chr. do 68 roku po nar. Chr. pisane różnymi charakterami i różnym często językiem hebrajskim względnie aramejskim. Prace naukowe nad metrykami izotopowymi tych rękopisów, nad ich lingwistycznymi bądź stylistycznymi odcieniami – doprowadzą niewątpliwie do pewnych ustaleń chronologicznych, dadzą może bardzo ścisłą odpowiedź na pytanie np. kiedy powstała ta czy inna księga Starego Testamentu i jak ją wobec tego traktować należy, jak komentować, jak rozumieć, kto ją spisał i jaka jest jej autentyczność?

Nie ulega kwestii, że niektóre z tekstów kumrańskich wstrząsną podstawami niejednego wyznania chrześcijańskiego czy niechrześcijańskiego, jako że zbyt wiele ludów większą wagę przywiązuje do literatury ksiąg religijnych, niż do faktów historycznych. Być może iż bardzo poważnie zmienią się komentarze, układane wokół tych tekstów w ich brzmieniu znanym do połowy XX wieku.

Jakbyśmy, jednak nie spojrzeli na termin „apokryf” zastanawiać musi fakt, że wszystkie w czambuł znaleziska kumrańskie uznaje się – pierwszy wypowiedział się w tej sprawie Uniwersytet Hebrajski w Jerozolimie – za apokryfy. Dlaczego? Czy dlatego, że większość z nich została spisana w okresie od początku pierwszego wieku do roku 68? Różnica w czasie nie tak znowu wielka w porównaniu z innymi księgami Starego Testamentu, żeby już kwestionować ich autentyczność. Jeżeli chodzi o autorstwo, to przecież komparatystyka biblijna kwestionuje autorstwo większości ksiąg Starego Testamentu. Dlaczego wiec Uniwersytet Hebrajski odrzucił wszelką myśl o tym, aby w Qumran znalazło się cokolwiek, przedstawiającego wartość kanoniczną? Prawdopodobnie dlatego, że w Qumran pracowały ekspedycje naukowe obce /na zasadzie umowy z rządem Hussajna teren należał do Jordanii/ wszystko wiec, co do czerwca 1967 roku odkopano, mogło pójść w świat fotografowane, powielane, drukowane i… nie wiadomo którą religią by wstrząsnęło: chrześcijaństwem czy mozaizmem.

Spory i komentarze wokół tekstów kumrańskich wywołały już lawinę literatury, spośród której wymieniamy w bibliografii tylko najważniejsze pozycje, choćby ze względu na to, że nie wyobrażamy sobie, aby tam mogło się znaleźć coś, co by w rzymsko-katolickim wyznaniu zmieniło bodaj jedną literę. Dziś już wiemy, że eseeńczycy nie są „brakującym ogniwem miedzy Starym a Nowym Testamentem”, jak to sądzą jedni, ani też nie można na podstawie znalezionych dotychczas rękopisów wyprowadzać rodowodu chrześcijaństwa z Engadi czy z innych gmin esseńskich. Raczej mamy prawo przypuszczać, że to chrześcijanie wchłonęli w swoje szeregi ostatnich esseńczyków, którzy w obliczu wojny z Rzymem musieli szukać innego środowiska religijnego i w ogóle innych warunków życia. Fakt, że po roku 70-ym nie słyszymy więcej o esseńczykach nie może świadczyć o tym, że ich np. Rzymianie wymordowali. Nie było do tego nawet pretekstu, bo esseńczycy w powstaniu żadnego udziału nie brali.

Jeżeli nigdy więcej nie wrócili nad Morze Martwe, choćby po owe pracowicie przepisywane księgi religijne może świadczyć tylko o tym, że… zmienili religię. Nowa religia nie wymagała żadnych ksiąg, jak długo żyli świadkowie nauki i osoby Chrystusa Pana. A gdy ci zaczną wymierać – chrześcijaństwo stanie się siłą, którą zauważy już potężny Rzym za Domicjana. W roku 64 za Nerona nastąpią pierwsze prześladowania, w 95 następne, które, jak każde prześladowania wzmogą liczebnie szeregi wyznawców Chrystusa Pana, a z tą chwilą chrześcijaństwo wkracza w historię i wszelkie zacieranie prawdziwych śladów Syna Bożego i fabrykowanie fałszywych – staje się niemożliwe i – niepotrzebne.

(…)

Koniec

Panu podpisującemu się „PiotrX” gorąco dziękujemy na nadesłanie fragmentów fascynującej książki Witolda Poprzęckiego. Ich lektura to prawdziwa przyjemność, a świat odmalowany przez autora sprawia niezwykłe wręcz wrażenie realizmu, niczym zapiski z podróży wehikułem czasu. – admin.

 

Dodatek: Bibliografia

Prof. B. Seidel. Hatti und Aram, Geschichte und Epigrafik. Berlin 1954.
Prof. B. Seidel. Nippur und griechiache Spuren in Chaldea. Berlin 1958.
Prof. B. Seidel. Bethile und Handahara. Berlin 1961. Justus Veilhogen. Aegyptische und aramaische Texte von Kalabscha. Frankfurt a/M. 1968.
Justus Veilhagen. Aramaische Epigrafik. Heidelberg 1960. M. Miller. Assyrische Altertum, Heidelberg 1954. A. Rosenberg. Asayrische Sprache u.Keilschrif tkunde. Wien 1909.
A. Rosenberg. ElanT, seine Geschichte und Religion. Berlin 1958.
H.N. Cook. North Semitic Inscriptions. London 1909.
M. Lidzbarski. North-semitische Epigrafik. Berlin 1907.
Ignacy Hołowidski /arcyb.mohylewski/. Pielgrzymka do Ziemi świętej. Petersburg 1853.
F. Daumaa. La civilisation de 1′Egypte pharaoniue. Paris 1965.
S. Moscati. Kultura starożytna ludów aemickich, tłum. M.Czer-wińskiski. Warszawa 1963.
P. Montet. Życie codzienne w starożytnym Egipcie /PIW/ 1964
P. Montet. Egipt i Biblia /PAX/ 1968.
A. Parrot. Biblia, i starożytny świat. /PAX/ 1968.
S. Witkowski. Historia Egiptu w epoce Ptolomeuszów. Lwów 1938.
E. Preisendanz. Papyrusforschung und Papyrusfunde. 1933 W.W. Tarn. Cywilizacja hellenistyczna, Warszawa 1965. Annales du Service des Antiqiutes de’1′Egypte /39 tomów/. Kair 1900-1939.
Zeitschrift fur Aegyptische Sprache und Altertumskunde /80 tomów – Lipsk 1863-1940/.
Kemi. Revus de philologie et d’archeologie-egyptiennes et coptes /9 tomów – Paryż 1928-1942/.
Georges Conteneau. Życie codzienne w Babilonie i Asyrii /PIW/1963.
Georges Conteneau. Manuel d’archeologie orientale. Paris 1927-1947. /4 tomy/
Georges Conteneau. La tour de Babel /Le Deluge babylonien/. Paris 1977.
T. Andrzejewski. Starożytny Egipt. Warszawa 1949.
T. Andrzejewski. Opowiadania egipskie. Warszawa 1958.
B. Piotrowskij i in. Drewniaja Nubija. Moskwa-Leningrad 1964.
K. Michałowski. Nie tylko piramidy; Wiedza Powsz. 1966.
K. Michałowski. Jak Grecy tworzyli sztukę. Wiedza Pow. 1970.
K. Michałowski. Aleksandria. „Arkady” 1970.
K. Michałowski. Palmyra. Arkady 1969.
F.M. Cross. Die antike Bibliothek von Qumran und die modernę bib-lische Wissenschaft. Neukirchener Verlag 1960.
J.C. Trever. Das Abenteuer von Qumran. Onken. Kassel 1969.
G. Baumbach. Qumran und Johannes-Evangelium. Evang. Yerlags. Berlin 1963.
O. Betz. OfFenbarung und Schriftforschung in der Qumransekte. Mohr. Tubingen 1965.
H. Braun. Qumran und das Neue Testament. Mohr. Tubingen 1967.
J. Hempel. Die Texte von Qumran in der heutigen Forschung Yanden-hoeck. Guttingen
J. Jeremias. Die theologische Bedeutung der Fundę von Qumran. 1966.
K.G. Kuhn. Phylakterien aus Huhle 4 von Qumran. Winter. Heidelberg 1964.
G. Morawe. Aufbau und Abgrenzung der Loblieder von Qumran Evang. Ver. Berlin 1963.
K.H. Rengstorf. Qumran und die Bibliothek von Toten Meer. Kohlhamer. Stuttgart 1962.
E. Reinhardt. Die Texte von Meer. /8 tomów/. Muenchen 1960 1967.
Yogtle. Das offentliche Wirken Jesu auf dem Hintergrung der Qumran-bewegung. Schulz. Freiburg i. Br.
J. Becker. Das Heil Gottes. Heils- und Sfundenbegriffe in den Qumran-texten und im Neue Testament. Yandenhoeck. Gottingen. 1959.

 

Komentarzy 7 do “Witold Poprzęcki: „Palestyna za czasów Chrystusa” – koniec”

  1. peryskop said

    Dziękuję za to bardzo interesujące opracowanie.

    Czy autorem jest zielarz i fitoterapeuta praktyk?

  2. Piotrx said

    Dziękuję Panu Gajowemu za zamieszczenie tego tekstu oraz za sumienne poprawianie w nim błędów składniowych – miałem problemy z formatowaniem tekstu. Przy wklejaniu z edytora do okienka edycyjnego blogu wiele wyrazów było niepotrzebnie dzielonych.

  3. JO said

    Panu Piotrowi X i ja dziekuje. Gajowemu rowniez. Ten tekst rozjasnia terazniejszosc – szczegolnie w kwestii doszukiwania sie w judaizmie podstaw dla Chrzescijanstwa. Judajczycy w czasach chrystusa byli zbrodniazami, istnymi synami sztana…mordercami, kanaliami, ktorych nikt nie mogl scirpiec. Jak JPII mogl promowac poglad judeochrzescijanstwa? (pytanie retoryczne…)

  4. glos said

    Zabójstwo Andrzeja Leppera powinno być bodźcem łączącym nasz naród właśnie w tej chwili, co pozwoli oczyścić nasz kraj z tego co niszczy i blokuje go od samego środka.

  5. sono said

    Lapia dzieci bawiace sie na ulicach. Gorzej niz hitlerowcy.
    http://palestyna.wordpress.com/2011/08/19/zydowska-lapanka-palestynskich-dzieci-w-jerozolimie/

  6. j said

    Ad.2 – Piotrx

    Panie Piotrze, uklony i gorace podziekowania za pomysl i wlozona tu prace.

    Za Gajowego Maruche to ja codziennie dziekuje Panu Bogu .
    Dzieki temu blogowi mozemy przeczytac artykuly, ktorych nigdy nie znadziemy w merdiach.
    Takze wielu madrych, wspanialych i zacnych Polakow z kraju i z zagranicy ( oraz zacnych Rosjan z prawoslawnej Rosji) moze sie tu swobodnie wypowiedziec na tematy, ktore nas dotykaja, ciekawia lub bola.
    Nizej podpisana dzieki temu blogowi zyskala ogromna wiedze (historyczna, polityczna, ekonomiczna, teologiczna, filozoficzna i inna), ktora pozwala widziec ludzi i swiat w zupelnie innym kadrze niz lansowany oficjalnie.
    Serdeczne pozdrowienia dla wszystkich bywalcow tego bloga

  7. Kronikarz said

    Piotrx’owi

    WIELKIE podziekowania za te dokumentacje oraz za WIELE innych znakomitych informacji.

Sorry, the comment form is closed at this time.