Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Anzelm o Między prawdą, mitem, ideologi…
    prostopopolsku o Zatrzymanym w Mariupolu Chorwa…
    bryś o Zatrzymanym w Mariupolu Chorwa…
    bronek o Filozoficzny wymiar Specjalnej…
    Jack Ravenno o Wolne tematy (59 – …
    prostopopolsku o Struktura muzyki
    Jack Ravenno o Zatrzymanym w Mariupolu Chorwa…
    Wojtek. o Policja twierdzi, że „wracają…
    rzeczpospolitapolska o Struktura muzyki
    AlexSailor o Rosjanie Południowi, nie …
    revers o Gotowana na twardo globalistyc…
    zagobasum o Zatrzymanym w Mariupolu Chorwa…
    AlexSailor o Rosjanie Południowi, nie …
    AlexSailor o Zatrzymanym w Mariupolu Chorwa…
    AlexSailor o Zatrzymanym w Mariupolu Chorwa…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 616 obserwujących.

Platforma Obywatelska – liberalna sekta „reformatorów” Kościoła?

Posted by Marucha w dniu 2011-08-21 (Niedziela)

Posłanka PO z ziemi wielkopolskiej, p. Agnieszka Kozłowska-Rajewicz, włączyła się twórczo w dyskusję zainaugurowaną przez powszechnie znanych „przyjaciół” Kościoła z „Gazety Wyborczej” (artykuł pełniącej tam rolę „urzędu nauczycielskiego” red. Katarzyny Wiśniewskiej pt. Kobiety wychodzą z Kościoła), opowiadając się na portalu społecznościowym za „otwarciem” Kościoła poprzez zniesienie celibatu i dopuszczenie kobiet do kapłaństwa, co jakoby „pchnęłoby Kościół na nową ścieżkę rozwoju”.

Swoje myśli Pani Poseł powtórzyła następnie w rozmowie z „Głosem Wielkopolskim”, gdzie wyraziła szczególne zainteresowanie wygłaszaniem homilii (czyżby niedosyt przemówień, zapytań i interpelacji w Sejmie?).

Propozycje reformatorskie p. Kozłowskiej-Rajewicz nie zalecają się oczywiście oryginalnością, bo trudno byłoby nawet zliczyć identyczne wypowiedzi legionu takich samych „naprawiaczy” Kościoła. Nie ma też sensu – a nawet po części jest niedozwolone – wdawanie się w dyskusję z autorką tych wynurzeń. Sprawa kapłaństwa kobiet jest bowiem właśnie poza wszelką dozwoloną w Kościele dyskusją. Została ostatecznie, ex cathedra, więc nieomylnie przesądzona – ostatnio przez bł. Jana Pawła II. Przypomnijmy kluczowy fragment: „Aby zatem usunąć wszelką wątpliwość w sprawie tak wielkiej wagi, która dotyczy samego Boskiego ustanowienia Kościoła, mocą mojego urzędu utwierdzania braci (por. Łk 22, 32) oświadczam, że Kościół nie ma żadnej władzy udzielania święceń kapłańskich kobietom oraz że orzeczenie to powinno być przez wszystkich wiernych Kościoła uznane za ostateczne” (List apostolski Ordinatio sacerdotalis, 22 V 1994). Roma locuta, causa finita.

Kto zatem dyskutuje z orzeczeniem tej rangi jest po prostu heretykiem, toteż sam wyłącza się z Kościoła. Jeśli natomiast chodzi o celibat duchownych, to nie jest on wprawdzie dogmatem, tylko normą dyscyplinarną, niemniej posiadającą tak głębokie uzasadnienie teologiczne, moralne, psychologiczne i socjologiczne, oraz tak dobroczynnie sprawdzoną przez wieki jej obowiązywania, że tylko ktoś, kogo jawnym bądź ukrytym celem jest destrukcja Kościoła może domagać się jej zniesienia.

„Teologia” i „eklezjologia” Pani Poseł, acz sama w sobie niewarta najmniejszej uwagi, ma jednak pośrednio inny walor. Rzuca ona bowiem spory snop światła na pojmowanie przez polityków Platformy Obywatelskiej zasady „świeckości” państwa, tak buńczucznie zarekomendowanej niedawno przez samego p. premiera Tuska. Poza ostentacyjną arogancją względem duchownych tamtej pamiętnej wypowiedzi można się było jedynie domyślać, że owa „świeckość” z pewnością nie ma nic wspólnego z tą „zdrową i prawomocnością świeckością państwa chrześcijańskiego” – „bez pomieszania (kompetencji) i rozdziału”, o której nauczał ongiś Sługa Boży Pius XII.

Teraz, w świetle poglądów wyartykułowanych przez posłankę Platformy, kontury tej „świeckości” rysują się znacznie ostrzej. Okazuje się, że jest to coś znacznie więcej niż wyzucie się przez państwo z jakichkolwiek obowiązków względem Boga i religii prawdziwej. Demoliberalny „cezar” nie tylko też monopolizuje świecką domenę politycznego imperium – traktując wszelkie interwencje Kościoła „z powodu grzechu” (ratione peccati) jako bezzasadne „wtrącanie się”. On uzurpuje sobie również prawo do „siadania na ołtarzu” poprzez rozstrzygnięcia dotyczące domeny duchowej Kościoła: Jego dogmatów, sakramentów, liturgii oraz norm dyscyplinarnych. Kościołowi w sferze publicznej nie wolno nic; „cezar” – nawet w tak drobnej cząstce jego władztwa, jak 1/460 parlamentu – może „reformować” dogmaty wiary i dyscyplinę Kościoła wedle swego widzimisię.

Powie ktoś, że to tylko pojedynczy wyskok pragnącej „zaistnieć”, a mało dotąd znanej, posłanki. Być może nawet zostanie ona skarcona za ów wybryk przez „starszych” w oligarchicznej hierarchii partyjnej. Jeżeli nawet tak, nie zmienia to faktu, iż tego rodzaju myśli „chodzą po głowach” działaczy tego ugrupowania. Czyż trzeba przypominać, że jeszcze niedawno prominentną postacią tej partii był p. Janusz Palikot, który z pewnością „zreformowałby” Kościół jeszcze dogłębniej, gdyby tylko miał ku temu sposobność? Wiele wskazuje więc na to, że frazesy o „świeckości” to tylko jedna – i wcale nie najważniejsza – twarz tej partii, drugą natomiast jest, jeszcze zasłonięta, ale nie całkiem szczelnie, twarz antykatolickiej sekty quasi-religijnej, pragnącej nie tylko pozbawić Kościół jakiegokolwiek wpływu na życie publiczne i kształt norm etyczno-prawnych, ale co najmniej osłabić Go w samej Jego istocie przez zniszczenie Jego substancji dogmatycznej. Zaprawdę, aktualne hasło wyborcze Platformy Obywatelskiej zostało chyba domyślnie rozszerzone na: „Polska w budowie – Kościół w demolce”.

Niektórzy z tych demoliberalnych „reformatorów” określają się jako agnostycy, życzliwi „z zewnątrz” Kościołowi. Inni – i ci są jeszcze groźniejsi – deklarują się jako katolicy, nie mając jednak krzty sensus catholicus, albowiem kierują się zasadą, iż to tylko ich obowiązuje, co sami uważają za słuszne. Nie chcą oni, jak dawni (jakobińscy, socjalistyczni, komunistyczni) rewolucjoniści, fizycznej likwidacji Kościoła, być może dlatego, że doświadczenia tamtych nauczyły ich w końcu, iż krew męczenników jest posiewem wiary. Ich marzeniem i celem jest Kościół obezwładniony i otumaniony demoliberalną, humanitarną, pacyfistyczną i permisywną moralnie ideologią współczesnego świata; Kościół, który nie wymaga niczego, a wybacza wszystko w imię – całkowicie niechrześcijańskiej – sentymentalnej koncepcji „miłości” jako totalnej pobłażliwości, jeżeli zaś cokolwiek jeszcze potępia, to tylko to, co należy do katalogu grzechów w „katechizmie” demoliberalnym: antysemityzm, ksenofobię, nacjonalizm, nietolerancję, fundamentalizm, seksizm (ale już nie homoseksualizm) i oczywiście także uchylanie się od płacenia podatków, bo przecież Moloch „opiekuńczego” państwa (i superpaństwa) oraz spleciony z nim w uścisku syjamskiego brata lichwiarski rój mamoniarzy musi zostać nasycony.

Ich ideał byłby urzeczywistnieniem ponurej przepowiedni Nicolasa Gomeza Davili: „Kiedy Kościołowi nie udało się skłonić ludzi, aby praktykowali to, czego naucza, postanowił nauczać tego, co ludzie praktykują”. Tymczasem, „zadaniem Kościoła nie jest dostosowanie chrześcijaństwa do świata, ani nawet dostosowanie świata do chrześcijaństwa; Jego zadaniem jest utrzymywanie kontr-świata w świecie” – Kościół to przecież znak sprzeciwu.

Znamienny jest także „ekonomistyczny” język, którym o Kościele mówią jego „zatroskani reformatorzy”, i który dostrzec można także w wypowiedzi Pani Poseł o pchnięciu Kościoła „na nową ścieżkę rozwoju”. Kościół to nie jest firma ani jakiekolwiek inne przedsięwzięcie biznesowe, które musi się „rozwijać”, bo inaczej splajtuje. Kościół nie potrzebuje ani zysków, ani popularności czy poklasku. Kościół w ogóle nie potrzebuje świata, bo w tym świecie jest tylko jedną swoją cząstką – Kościoła pielgrzymującego i walczącego o zbawienie dusz, a inną, tą najchwalebniejszą, jest jako Kościół Triumfujący wiecznie w Niebie. To grzeszny i dziś zupełnie oszalały świat potrzebuje Kościoła i za Jego tylko pośrednictwem dostępnych środków zbawienia i Bożego Miłosierdzia, bo bez Niego świat, choćby się nie wiadomo jak „rozwijał”, i tak pójdzie na zatracenie wieczne.

Prof. Jacek Bartyzel
http://www.legitymizm.org/

Rzecz znamienna: istnieje mnóstwo (quasi)chrześcijańskich kościołów i sekt, w których postulaty naprawiaczy Kościoła są od dawna wprowadzone w życie, i to niekiedy z nawiązką. Dlaczego zatem nie przeniosą się oni do owych kościołów, gdzie znajdą komfort psychiczny i szerokie pole do popisu?

Nie będę odkrywczy, jeśli stwierdzę, że – wbrew temu, co naprawiacze głoszą – dobro Kościoła wcale nie leży im na sercu. W ogóle nie są katolikami, lecz takich udają, a ich celem jest dalsze osłabianie Kościoła, nad którego losem rzekomo z troską się pochylają.

Chyba najwyższy czas, aby skończyć dyskutowanie z szumowinami lucyferiańskiego miotu, a wziąć do ręki kamienie.

Admin.

Komentarzy 25 do “Platforma Obywatelska – liberalna sekta „reformatorów” Kościoła?”

  1. Radosław37 said

    Od takich „katolików” z PO ocal nas Panie. Postępowość tych ludzi nie zna granic ich „reformatorstwo w każdej dziedzinie życia również i religii przebija wszelkie zasady kretynizmu.

  2. revers said

    Oraz nowelizacja prawa bo jesli za smierc dowodcow pod Miroslawcem, najwyzszych dostojnikow panstwowych pod Smolenskiem nie ma winnych to w przypadku Blindy PO z SLD, PSL montuje ostry szafot

  3. sono said

    Super artykul. Powininen byc odczytany na ambonach w kazdym Kosciele, tez i w krakowskim.
    „Ich marzeniem i celem jest Kościół obezwładniony i otumaniony demoliberalną, humanitarną, pacyfistyczną i permisywną moralnie ideologią współczesnego świata;
    Kościół, który nie wymaga niczego, a wybacza wszystko w imię – całkowicie niechrześcijańskiej – sentymentalnej koncepcji „miłości” jako totalnej pobłażliwości, jeżeli zaś cokolwiek jeszcze potępia, to tylko to, co należy do katalogu grzechów w „katechizmie” demoliberalnym: antysemityzm, ksenofobię, nacjonalizm, nietolerancję, fundamentalizm, seksizm (ale już nie homoseksualizm) i oczywiście także uchylanie się od płacenia podatków, bo przecież Moloch „opiekuńczego” państwa (i superpaństwa) oraz spleciony z nim w uścisku syjamskiego brata lichwiarski rój mamoniarzy musi zostać nasycony.”

  4. sono said

    Jak powiedzil pan Cejrowski.
    ” Z glupkami sie nie dyskutuje, przed glupkami trzeba sie BRONIC.”
    I drugi znamienny cytat „gowno sie czyta, gowno sie wie”, to a propos GWaniej i tem podobnych szmatlawcow.

  5. xxx said

    Ta pani to właśnie przypadek dla medycyny a dokładnie dla psychiatrii

  6. Kapsel said

    a oto i p.poseł:
    Posłanka Agnieszka Kozłowska-Rajewicz
    stypendystką Departamentu Stanu USA

    W lipcu br poslanka Agnieszka Kozłowska-Rajewicz została nominowana przez Ambasadę USA do 3-tygodniowego programu International Visitor Leadership, który jest organizowany przez Departament Stanu USA i jest kierowany do liderów i przyszłych liderów w określonych dziedzinach życia publicznego. Posłanka Kozłowska-Rajewicz otrzymała nominację w obszarze „Polityka równościowa, polityka społeczna, prawa człowieka”. Program rozpoczyna się 22 sierpnia w Waszyngtonie, a kończy 10 września w Chicago. W ramach programu posłanka będzie wizytować instytucje zajmujące się polityką społeczną i prawami człowieka oraz spotykać ze stanowymi, federalnymi i lokalnymi politykami USA specjalizującymi się w tych dziedzinach…………..

    http://www.kozlowska-rajewicz.pl

  7. ryziel said

    w kościele katolickim grasuja wilki mające znisczczenie naszej jednosci w wierze.nalezy zwrócićludzi którzy wracają po studiach w USA tm rządzi szatan.wszyscy siedzą w uw albo PO.polaku zastanów sie na kogo głosujesz czy na katoika czy szatana pod ladną postacia kobiety

  8. Piotrx said

    Polecam książkę „Filozof” TW1025 – czyli pamiętnik ANTY-Apostoła” wydawnictwa Antyk . Dobrze ilustruje metody jakimi posługują się owe „wilki w owczych skórach”

    http://www.antyk.org.pl

    Kilka słów na wstępie

    Niniejsza książka, ukazująca penetrację katolicyzmu przez agenturę, po raz pierwszy została opublikowana w 1972 roku we Francji, nie jest ani dokumentem historycznym, ani powieścią.
    O całkowitej naiwności, co gorsza o kompletnej głupocie współczesnych, świadczyłoby przekonanie, że do Kościoła Ka-tolickiego nie próbowali i nie próbują się przedostać wrogowie, by opanowawszy hierarchię, seminaria, zakony, szkolnictwo doprowadzić do wypaczenia i upadku tej jedynej instytucji, która od wypaczeń i upadku ma za zadanie chronić świat cały poprzez uświęcenie go i poddanie Bogu.

    Książka ta doczekała się licznych tłumaczeń na obce języki. W końcu ukazuje się w języku polskim. Przetłumaczona była już na początku lat dziewięćdziesiątych lecz wciąż zmagałem się z myślą, czy jej opublikowanie nie przyniesie za dużych strat w dziedzinie tak potrzebnej narodowi jaką jest Autorytet. Nie łu-dziłem się, co do agenturalności publicznie nagłaśnianych bła-znów ze świata świeckich i świata duchownych, którzy skrywając się za Autorytetem państwa czy kościoła wygłaszali zarówno rzeczy sprzeczne z racją stanu Państwa i Kościoła jak i w ogóle z racją jako taką. Miałem świadomość, że wrogowie nasi nagłaśniają tych głupców po to tylko by w nas katolikach zasiać niechęć czy nawet nienawiść do hierarchii jako takiej, by pozbawić nas tej dumy z jedności pomiędzy Kościołem a Naro-dem, jaką zawdzięczaliśmy świadomej pracy Prymasa Tysiącle-cia. O to zwrócenie nas przeciwko pasterzom chodziło, choć zapewne owi nieliczni zwyrodnialcy, czy zdrajcy myśleli w swej pysze, iż media udzielają im głosu z powodu ich mądrości. My-ślałem, że ta ich niedorzeczność minie wraz z nimi biologicznie,
    że pojawią się inni, którzy przerwą spektakl rujnujący Autorytet, że będą tacy, którzy go restytuują.

    Niestety nie należało się łu-dzić, nie należało naiwnie pokładać nadziei w milczeniu wobec ekscesów – okazało się bowiem, że to nie było odosobnione i wyjątkowe odchylenie lecz wyraz trwałej tendencji i harde podno-szenie głowy przez mocne a nawet coraz mocniejsze lobby w ra-mach Kościoła. W obecnej dobie panoszenia się różnych agentur lobby homoseksualno-pedofilskiego oraz masońsko-sbeckiego, zauważalnego panoszenia się tych sił zła, nie liczących się z Bogiem, papieżem i ze zwykłymi wiernymi, należy przerwać milczenie. Ich bowiem złoczyństwo kładzie się coraz większym cieniem na nas. Trzeba wskazać, iż mamy do czynienia z tymi agentami od dawna i że nigdy nie mieli oni nic wspólnego z ka-tolicyzmem. Sami możemy ocenić na ile plan zniszczenia powiódł się – wy-starczy niestety przykładów z naszych czasów.

    Co z zapowiedzi zawartych w książce już się dokonało, co jeszcze nas czeka? Obawą na pewno przejmować nas powinny sprzyjające glo-balizmowi wypowiedzi najwyższych hierarchów Kościoła, nie tylko nie stawiające żadnych stanowczych warunków temu pro-cesowi, lecz przymilające się Wielkim Tego Świata, którzy mie-liby na skutek tych przymilań i mrugania do nich okiem, zawstydzić się i łaskawie dopuścić do znaczenia wartości chrze-ścijańskie. Oczarowani „argumentacją” może pozwoliliby na jakieś getto chrześcijańskie we współczesności, co więcej – być może po prostu dopuszczą owych hierarchów do „klubu”. Tym-czasem globalizm, zarówno w postaci planowanego Rządu Światowego, jak i planowanej pseudoekumenicznej jedności religijnej, brutalnie miażdży i tratuje na drodze do Nowego Po-rządku Świata nie tylko wszelkie zdobycze cywilizacji łacińskiej lecz i nas, już nawet jako substancję biologiczną narodów kato-lickich i Kościoła. Doprawdy – w tym szaleńczym pędzie rozpędzonego mechanizmu – globalizm, jako struktura zła, nie przej-muje się wcale jakimiś komicznymi próbami pokropienia go wodą święconą przez hierarchię Kościoła. Owe apele o toleran-cję wobec wartości chrześcijańskich są bez sensu (podobne do licznych wezwań by demoniczna i w istocie swojej nie do zaak-ceptowania Konstytucja Europejska, miała choć w preambule odwołanie do Boga), owe pokropienie wodą święconą czegoś, co z gruntu wyznacza sobie cele desakralizacyjne, jest idiotyzmem i zdradą. Ani nie otrzymaliśmy preambuły „zadawalają-cej” ani nie powstrzymaliśmy samej konstytucji, która jest destrukcyjna. Zmarnowaliśmy tylko czas na złudzenia i postula-ty. Na życzenie własne i życzenie przeciwników – bo temu nikt o zdrowych zmysłach chyba nie zaprzeczy.

    Oto my, teraz jeszcze wezwani do oporu, być może do mę-czeństwa, zdołalibyśmy powiedzieć DOŚĆ chorym przywódcom świata, którzy chcą nas i naszą kulturę zniszczyć, którzy okradają nas i z dóbr duchowych, i materialnych, wpędzając nas w stan zniewolenia systemowo odbierając nam wolność i własność. Jeszcze stać nas na demonstracje podobne do hiszpańskiego 600 tysięcznego protestu po tym, jak wiarołomny król podpisał ustawę o dopuszczalności aborcji. Zdołalibyśmy zatrzymać nie jedno zło, zmienić nie jeden rząd, odwrócić bieg rzeczy przy-wracając im ład i harmonię chrześcijaństwa, ALE wezwani do oporu a nie do baraniego pędu uczestniczenia w procesie globa-lizmu. Problem w tym, że NIKT nas nie wzywa do chrześcijań-skiego oporu… USYPIA SIĘ nas i MYDLI oczy odkładaniem konfrontacji w czasie! I robią to ci, których Bóg obdarzył władzą bycia stróżami naszego i następnych pokoleń bezpieczeństwa!

    Tymczasem jutro będzie już za późno, naszych apeli, naszego przymilania się wobec wielkich tego świata, nikt nie będzie brał pod uwagę, co więcej Nowy „Porządek” Świata będzie już do zaakceptowania przez pseudokatolików, których niestety jest już coraz więcej. Podlegają bowiem owej nowej ewangelizacji, wysypują się gromadnie z nowych rodzin, nowych szkół, nowych seminariów, nowych uniwersytetów, nowych zakonów, jednym słowem pochodzą z NOWEGO ŚWIATA i do niego będą lgnęli.

    Marie Carre, dzięki której agenturalne zapiski zostały opu-blikowane – urodzona w kalwinizmie – gorąco poszukiwała, od 16-go roku życia, rozwiązania kwestii prawdziwego kościoła Chrystusowego. Gdy miała 23 lata, to poszukiwanie doprowadziło ją do wstąpienia do Kościoła Katolickiego. Od samotnego poznawania Biblii pełnej widocznych sprzeczności doszła do spokojnej radości dziecka Bożego, obdarzonego przez Ojca wszelkimi dobrodziejstwami i pokojem katolicyzmu.

    Będąc pielęgniarką opiekowała się umierającym nieznajomym, który miał przy sobie tajemnicze zapiski, za ich opubli-kowanie otrzymała liczne wyrazy uznania. (…) Zadaję sobie pytanie, czy ta broszura będzie miała czytelników, jeśli chodzi o jej wpływ na zwykłych ludzi. Otóż tak; prawdziwi bowiem chrześcijanie są przyzwyczajeni do tekstów Ewangelii w których jest mało abstrakcyjnej teologii i dużo przypowieści. I w nich zawarta jest cała teologia. Cokolwiek nie powiedzieć, na przykład, że chodzi tu o zbeletryzowaną syntezę, w której najboleśniejsze fakty przekraczają możność ich przedstawienia, najważniejsze by zacząć

    MYSLEC i DZIAŁAĆ!

    Marcin Dybowski

  9. Piotrx said

    Fragmenty w/w książki

    (…)
    Właśnie w tych dniach umieściłem na rynku (można by tak powiedzieć) program, który pozwoliłby katolikom uzyskać ak-ceptację protestantów. Do tego czasu katolicy bardzo liczyli na powrót protestantyzmu do macierzystego domu. Nastał czas, że stali się mniej aroganccy. Miłosierdzie stało się dla nich obo-wiązkiem. A kiedy w grę wchodziło miłosierdzie, uważałem, podśmiechując się ukradkiem, że nic złego nie może się zdarzyć. Przepowiedziałem więc (z zastrzeżeniem, że będzie się to powtarzać w powyższym tonie) zniesienie: łaciny, ozdób ka-płańskich, posągów, obrazów, świec, klęczników (aby już nie musiano klękać). Kazałem też rozwinąć energiczną kampanię za zniesieniem krzyża. Ten znak jest w praktyce umieszczany w kościołach rzymskich i greckich. Już nastał czas, żeby katolicy zrozumieli, iż obrażają innych, którzy jednak są równie uzdol-nieni i święci jak oni. Ten znak, jak i przyklękanie, to są śmiesz-ne zwyczaje.
    Przepowiadałem również — a był to dopiero rok 1940 — odejście od ołtarzy i zastąpienie ich zupełnie pustym stołem i porzucenie wszelkich krzyży, aby Chrystus uznany był za czło-wieka, a nie za Boga.

    Podkreślałem z naciskiem, że Msza ma być tylko wspólno-towym posiłkiem, na który wszyscy będą zapraszani nawet nie-wierzący. I tak doszedłem do takiej przepowiedni: chrzest stał się dla nowoczesnego człowieka śmiesznie magicznym obrzę-dem. Chrzest przez zanurzenie czy nie, musi być porzucony z korzyścią dla religii dorosłych.
    Szukałem sposobu usunięcia Papieża, ale wciąż nie znajdo-wałem takiej możliwości. Jak długo nie będzie się rozgłaszać, że grę słów Chrystusa: „Ty jesteś Piotr (Skała), a na tej skale zbu-duję Kościół mój” wyrzekł pewien gorliwy Rzymianin (trudno to udowodnić, ale wystarczy sama możliwość), Papież wciąż
    będzie u władzy. Pocieszałem się nadzieją, że dokonamy tego, iż on stanie się antypatyczny. Ważne jest, abyśmy czynili głośną wrzawę prze-ciw niemu, ilekroć on uczyni coś nowego, a nawet, kiedy tylko przywraca to, co dawne, ale zbyt trudne do zniesienia. Poza tym wszystko, co jest dozwolone u protestantów i na-wet tylko w jednej sekcie, powinno być uznane przez katolików, a więc powtórne małżeństwo rozwiedzionych, poligamia, anty-koncepcja i eutanazja.

    Kościół uniwersalny powinien skupić wszystkie religie i nawet niewierzących filozofów. Stało się pilną sprawą, żeby kościoły chrześcijańskie zrezygnowały ze swoich ceremoniałów. Zachęcałem więc do wielkiego sprzątania. Wszystko, co pobudza serca i ducha do oddawania czci nie-widzialnemu Bogu, należy nieubłaganie tępić. Nie trzeba dawać wiary, jakobym ja nie znał, jak chcą niektórzy (że ich nie wymie-nię), potęgi gestów i wszystkiego, co przemawia do zmysłów. Człowiek choć trochę myślący zauważy, że ja niszczę wszystko, co jest ukochane w dawnej, skądinąd dość surowej reli-gii. Pozostawienie jej surowości byłoby wcale niezłym żartem. Przemycałem w tajemnicy pogląd, że ten srogi Bóg mógł równie dobrze być wynalazkiem ludzkim. Bóg, który swego syna jedynego zesłał, aby poniósł śmierć na krzyżu!!! Ja wszakże musiałem na to baczyć, żeby moja nienawiść nie przenikała do moich pism. Powinny ją tonować zarówno łagod-ność jak i żal.
    (…)
    W tym czasie starałem się z wielką energią niszczyć kult maryjny. Z wielkim naciskiem podkreślałem, że katolicy i pra-wosławni wyrządzają protestantom wielką przykrość, utrwalając swoje rozliczne formy nabożeństw ku czci Maryi Dziewicy.
    Zwróciłem uwagę na to, ilu jest wśród braci odłączonych ludzi od nich rozsądniej szych i cnotliwszych. Ta istota ludzka, o której prawie nic nie wiemy, staje się u nas poniekąd potężniej-sza (a w każdym razie łaskawsza), niż sam Bóg. W tym wypadku podjąłem się obrony praw Boga, traktując to jako świetną rozrywkę. Na pierwszy plan wysunąłem fakt, że wielu protestantów sądzi, iż Maryja miała po Jezusie jeszcze inne dzieci. Czy więc wierzą w dziewictwo Maryi tylko przy urodzeniu pierwszego dziecka? Trudno to powiedzieć. Zresztą w ogóle trudno określić, jakie są dokładne wierzenia tych różnych chrystianizmów. W rzeczywistości każdy wierzy w to, co chce. Natomiast stosun-kowo łatwo można się dowiedzieć, czego oni nie znoszą.

    Zalecałem więc usunięcie Różańca i wiele świąt odnoszą-cych się do Maryi. Mój mszał liczył dwadzieścia pięć stron. Można do niego dodać pewne święta regionalne. O całkowitym usunięciu medalików, obrazów i posągów nie ma co mówić. Wiele pracy czeka nas w przyszłości… lecz to warte jest trudu. Nie wiedziałem jednak, jak zniszczyć Lourdes… i Fatimę… oraz kilka innych miejsc o mniejszym znaczeniu. Jeśli idzie o Lourdes, to rzecz jest piekielnie przykra. To jest otwarta rana na sercu protestantów. Nigdy Kościół uniwersalny nie będzie się mógł dobrze zakorzenić, jeśli to miejsce pielgrzymek ściągać będzie kilka milionów ludzi ze wszystkich ras i bez różnicy wieku. Poleciłem podjąć specjalne badanie nad zjawiskiem Lourdes, lecz ta ciężka praca nie przynosiła mi większego efektu. Napraw-dę mogłem tylko wyciągnąć wniosek, że istnieją dość poważne różnice między pierwotnymi świadectwami. Jedno mówiło o zniknięciu Bernardetty, za którą szła zjawa aż do miejsca odpo-czynku w młynie, jeśli dobrze pamiętam. Inne temu zaprzeczało. Sama dziewczyna go nie rozpoznała. Można było powiedzieć, że zapomniała, ale to nie wyglądało dość poważnie. Nie znoszę pro-pagandy opierającej się na kłamstwach. Wiem doskonale, że Par-tia dopuszcza kłamstwo, kiedy w grę wchodzi większa stawka, ale ja osobiście wolę zachować godność. Czuję się silniejszy. Czuję nawet, że stoję wyżej niż towarzysze z mojej Partii którzy posłu-gują się kłamstwem. Sądzę, że zawsze można od niego odejść, prowadząc grę tylko z prawdą. Wystarczy umieć wyjaśnić uży-teczny aspekt każdej prawdy. Tak więc mogę powiedzieć, że moja misja była całkowicie zgodna z przykazaniem Chrystusa „Miłuj-cie się, jedni drugich”. Po prostu kierowałem miłosierne spojrze-nie całego Kościoła na chrześcijan zwanych heretykami. Słuchając mnie, wypowiedzieli posłuszeństwo Apostołom, lecz ogólnie biorąc, nie byli tego świadomi.

    Inna trudność polega na tym, że trzeba by wpierw zniszczyć Boże Narodzenie aby zdetronizować Maryję. Otóż Boże Naro-dzenie stało się świętem radości i to także dla niewierzących. Ludzie nawet nie potrafiliby wyjaśnić ani dlaczego, ani jak to się stało. Należy tylko stwierdzić, że pokój i radość są dobrami bar-dzo pożądanymi. Zresztą na pocieszenie można zauważyć, że Matka Jezusa z Nazaretu nie ma żadnego znaczenia, jeśli On nie jest Synem Bożym. Nie potrzeba nawet zadawać sobie trudu, by zapamiętać jej imię. Dlatego zaś, kto chce nadal podziwiać zupełnie słuszną, większą część nauczania moralnego Jezusa (tego nauczania, które oceniam jako rewolucyjne), staje się śmieszne czcić dzie-cięctwo tak zwanego Jezusa. Cóż to za niemowlę, które urodziło się w stajni? I czy coś to zmienia? Należy zauważyć, że jeśli protestanccy chrześcijanie ogól-nie nie wierzą w narodziny proroka Jezusa z dziewicy, to jednak siedemset milionów muzułmanów przyjęło ten dogmat za po-średnictwem Koranu. Trzeba zauważyć mimochodem, że poło-wa ludzkości jest obowiązana oddawać cześć tej młodej niewieście… Naprawdę, bardzo to ciekawe… Jednakże najciekawsze jest to, że muzułmanie uważają Je-zusa z Nazaretu tylko za proroka i to mniejszego od ich Maho-meta, który jednak urodził się normalnie. Dziwactwo ludzkie nie zna granic.

    Wszystko to wszakże wzmacnia moje przekonanie, że za-przeczenie dziewictwa Maryi jest najpewniejszym sposobem przemiany chrześcijan w uczniów człowieka, który wszak nie był Bogiem. Któż nie widzi jak bardzo użyteczną rzeczą jest, przed zabiciem Boga, zabić Jezusa z Nazaretu? Ewangelie i Li-sty, a w końcu i cały Nowy Testament, staną się słowami czło-wieka i rzecz jasna każdy może wziąć stąd to, co chce, skrytykować to, co mu się nie podoba i odrzucić to, co przesa-dzone… To jest wniosek, do którego należało dojść…Jeżeli na wschodzie ikony stanowią wyraz szczególnego oddania się Maryi a dzisiaj są w całej Rosji ukryte, lub zostały zniszczone, to na Zachodzie bardzo rozpowszechniony jest Ró-żaniec. Tę modlitwę, która polega na wyznawaniu z czcią pięt-nastu tak zwanych tajemnic, trzeba z całą energią tępić. Ona sama wystarczyłaby, aby podtrzymywać i propagować wiarę w trójosobowego Boga. Jak w całej reszcie, będzie i tu rzeczą konieczną budzić wyrzuty sumienia u tych, którzy odmawiają Ró-żaniec. (…)

    Kształtowanie charakteru młodzieży jest żywotną koniecz-nością dla wszelkiej doktryny, która się szanuje. Uczyć dzieci ateizmu jest ważnym zadaniem, ponieważ to, co tajemnicze w doktrynach religijnych, pozostawiło pewną nostalgię, oprócz ludzi naprawdę wybitnych, do których siebie zaliczam. Nie by-łoby jednak uczciwe z mojej strony, gdybym zaprzeczył, że wie-lu ateuszy nie jest szczerych wobec siebie samych. Nikt nie ma ochoty przyznawać się do swoich słabości i dlatego należy do nich tak podchodzić, jakby ich w ogóle nie mieli. Nadto silni stanowiący większość, powinni ująć słabych, będących w mniej-szości w takie ramy, które im chwiać się nie pozwolą.
    Co się tyczy doktryn religijnych, można bez wahania każdego człowieka uznać za upośledzonego, w każdym razie w kończącym się dwudziestym stuleciu. Natomiast jest naprawdę rzeczą roztrop-ną spodziewać się, że uzdrowienie nastąpi w 2000 roku.
    Pewną liczbę słów należy zdecydowanie wykreślić z ludzkiego słownika, a najlepszą metodą jest tutaj niedopuszczenie, aby dzieci je kiedykolwiek słyszały. Dlatego o wiele bardziej opłaca się opraco-wać nowy katechizm, aniżeli po prostu czekać aż wszelkie nauczanie religijne zostanie zniesione. To będzie możliwe dopiero w ciągu dwóch lub trzech pokoleń. Póki co, należy na razie żonglować zjawiskiem „Kościoła” jako Zgromadzeniem braci przyjaciół z całego świata. Ten katechizm zatem będzie katechizmem tej przyjaźni która zastąpi starożytne miłosierdzie chrześcijańskie. Wyraz „miłosierdzie” należy absolutnie wykreślić i zastąpić go wyrazem „miłość”! który pozwala stać na ziemi a nawet żonglować — nie czyniąc takiego go wrażenia — wszelkiego rodzaju dwuznacznościami. (…)

    Pracując nad nowym katechizmem, który będzie można na-zwać „katechizmem religii człowieka”, doszedłem do przekona-nia, że będzie rzeczą rozsądną przygotować serię wydań i dawkować każdorazowo zmiany i ograniczenia, aby ludzi do tego przyzwyczajać.
    W pierwszym wydaniu należałoby skromnie usunąć tylko dwa punkty z Symbolu Apostolskiego. Najpierw zastąpić wyraz „katolicki” wyrazem „uniwersalny”, który zresztą znaczy to sa-mo. Ważne jednak jest to, żeby wyraz „katolicki” już nie raził uszu protestantów ani też wiernych obrządku rzymskiego nie skłaniał do mniemania, że są nadchrześcijanami.
    Następnie należy bez ogródek znieść kult świętych. W tej chwili zależy mi na tym, żeby najpierw usunąć tych wszystkich, którym naprawdę świętości nie udowodniono, jak również tych, którzy nie odnieśli rzeczywistego sukcesu. Dalej należy usunąć wszystkich tych, którzy wspierali walkę z reformą, ponieważ ta sprawa nie wiąże się już z dzisiejszym czasem, kiedy troska o jedność przenika wszystkie serca.

    Później należy szczególnie chytrze, lecz dyskretnie, z wiel-kim namaszczeniem i kilkoma krokodylimi łzami domagać się rehabilitacji a następnie beatyfikacji a nawet kanonizacji najwy-bitniejszych herezjarchów, szczególnie tych, którzy afiszowali się płomienną, niszczycielską i wybuchową nienawiścią do Ko-ścioła Rzymskiego. Trzeba najpierw wypuszczać balony próbne, na przykład z Lutrem. Jeżeli zaś katolicy na to nie zareagują,
    znaczyć to będzie moim zdaniem, że się nie oburzają. Na tej płaszczyźnie nasza działalność będzie odgrywać swoje małe solo roztropnie i z umiarkowaniem, z regularnymi później coraz krótszymi przerwami.

    Z kolei należy usunąć sąd, niebo, czyściec i piekło. To jest najłatwiejsze. Wielu jest skłonnych wierzyć, że dobroć Boża stoi ponad wszelkim występkiem. Trzeba więc kłaść nacisk tylko na tę dobroć. Zresztą Bóg, który nie będzie już budził strachu, ry-chło stanie się Bogiem, o którym przestaje się myśleć. Następnie, można przestrzegać dziesięciu przykazań Bo-żych, lecz wykreślić należy sześć przykazań kościelnych. Są one śmieszne… o jak śmieszne… (…)Jeśli chodzi o usunięcie przykazań kościelnych, to należy je wykorzystać do wywyższenia dorosłego chrześcijanina, który bardzo dobrze wie, że Bóg jest zbyt wielki żeby zajmować się sprawdzaniem, czy myjemy, czy nie, mięso w piątek.

    Co do corocznej spowiedzi to dobrze będzie zastąpić ją na-bożeństwem wspólnotowym, w którym kapłan wymienia grze-chy najczęściej popełniane w klasach najbiedniejszych, ponieważ właśnie na te grzechy trzeba skierować uwagę ludzi. Spowiedź osobista jest stratą czasu. Natomiast, wręcz przeciw-nie nabożeństwo, jak je sobie wyobrażam, przyciągnie ludzi i wyda wspaniałe owoce. Wymaga to jednak dobrze przygotowa-nego kleru.

    Jeśli chodzi o obowiązkową mszę niedzielną, trzeba z całą mocą podkreślić, że nowoczesny człowiek potrzebuje świeżego powietrza i zieleni oraz, że jest bardzo pożądane, aby mógł so-botę i niedzielę spędzić na wsi. Natomiast ci którym zależy na nabożeństwie czy mszy niedzielnej, będą mieli prawo wybrać piątek zamiast niedzieli; piątek wieczór byłby bardzo odpowied-ni ale nie dla tych, którzy właśnie w piątek wieczorem udają się na wieś; w tym wypadku wolno om będzie wybrać czwartek.

    Ostatecznie to pierwszeństwo powinna mieć zasada, że każdy pójdzie za głosem swojego sumienia. Ta metoda, którą wynaleźli protestanci a która polega na kierowaniu się głosem sumienia, jest jedną z najwspanialszych. Dzięki niej unika się wydawania rozkazów, które łączą się z ryzykiem zgorszenia pewnych ludzi natomiast zastąpią je różne sugestie, które pozwalają na grę wolnej woli. Naturalnie, należy usunąć wszystko, co dotyczy życia nad-przyrodzonego i łaski. To są pojęcia bardzo niebezpieczne.

    Modlitwa, a więc Modlitwa Pańska będzie czasowo zacho-wana. Byłoby wszakże rzeczą przebiegłą zobowiązać katolików, aby do Boga się zwracali per „Ty” pod przyjacielskim pretek-stem, że tę formę przyjęto we wszystkich krajach w przekładzie na język potoczny w wersji zgodnej z przekładem protestanc-kim. Będzie to uprzejmy sposób z naszej strony przebaczenia trwającej cztery stulecia arogancji. Jeżeli te nowe przekłady nie spodobają się bardziej nabożnym ludziom, co jest dość łatwe do przewidzenia, będzie to tylko korzyść po naszej stronie.

    Z kolei idzie sprawa siedmiu sakramentów. Wszystkie po-winny być zrewidowane, tym bardziej, że u protestantów są tyl-ko dwa. Wszyscy chrześcijanie, jakkolwiek się zwą, zachowają chrzest, lecz jeśli o mnie chodzi chciałbym, aby ten sakrament zniknął w pierwszym rzędzie. Wydaje mi się to stosunkowo łatwe. Jest to sakrament nazbyt dziecinny. Prawie tak dziecinny, jak znak krzyża i woda święcona. Zacznę od postanowienia, aby go udzielano tylko ludziom dorosłym i jedynie tym, którzy będą wierzyć, że nie można się bez niego obejść. Widzę stąd wszyst-ko, co człowiek inteligentny może z tej formuły wyprowadzić. Naprawdę nie wiem, skąd bierze się to, co wymyślam, ale ja jestem człowiekiem genialnym. Czuję, że geniusz wychodzi ze mnie wszystkimi porami skóry.
    Oczywiście absolutnie należy porzucić ideę, że chrzest gła-dzi grzech pierworodny, który jest czystym wymysłem literackim; historię Adama i Ewy będzie się opowiadać tylko dla śmie-chu.

    Trzeba będzie powiedzieć, że chrzest jest po prostu znakiem przynależności do chrystianizmu uniwersalnego; że ściśle mó-wiąc, wszyscy mogą go udzielać, lecz że wszyscy też mogą się bez niego obejść. Należy skorzystać ze sposobności zaśpiewania kupletu do świętych istniejących w religiach niechrześcijań-skich. To wywołuje wyrzut sumienia. Wspaniale.
    Naturalnie należy z całą energią dążyć do zniesienia sakra-mentu bierzmowania, który jest rzekomo darem Ducha Święte-go, ale może go udzielać tylko biskup. To stanowisko pozwoli potępić dogmat o Trójcy Świętej, jako obraźliwy da żydów i muzułmanów oraz niektórych, nie tak dawno powstałych sekt protestanckich.
    Nie będzie więc konieczne święcić krzyżma w Wielki Czwartek. Wszystko to za bardzo pachnie magią. Trzeba będzie zwrócić uwagę, że wiara może zupełnie do-brze obejść się bez ceremonii lub innych manifestacji zewnętrz-nych; w tym wypadku jest ona nawet wznioślejsza. Należy także mocno podkreślać wybitne cnoty, które można spotkać jako praktykowane przez pogan, żydów, muzułmanów i komunistów, ponieważ, jak już zauważyłem, katolik bardzo często wstydzi się pomyśleć, że u niego jest więcej świętych niż u innych.

    Sakrament pokuty trzeba będzie zastąpić obrzędem wspól-notowym, sprowadzającym się tylko do rachunku sumienia kie-rowanego przez dobrze uformowanego kapłana. Potem nastąpi ogólne rozgrzeszenie, jak w niektórych kościołach prote-stanckich. Nowocześni kapłani będą uwolnieni od tych niekoń-czących się godzin słuchania spowiedzi oraz ciężaru, jaki to stanowi dla nich.(…) Te wspólnotowe spowiedzi będą się odbywać dwa razy w roku, na Wielkanoc i na Boże Narodzenie. Niektórzy młodzi kapłani będą tak przygotowani aby górowali nad tymi tłumami swoim solidnym przygotowaniem socjalistycznym. Będzie bo-wiem chodzić o to, aby przy szczegółowym omawianiu grze-chów społecznych kierować umysły ku marksizmowi.
    Motywy żalu będą wyłącznie sprowadzać się do braku sprawiedliwego postępowania względem wszystkich innych. Trzeba będzie wbijać do głowy przekonanie, że chrześcijanin jest człowiekiem, który ma zaufanie do człowieka w ogóle. Każdy więc zada sobie pytanie: czy inni także mogą mieć zaufa-nie do mnie? W tym obrzędzie, który nie będzie nosił nazwy sakramentu (jest to bowiem także wyraz, który powinien zniknąć ze słowni-ka) Boga będzie się pomijać milczeniem. Nie będzie się w ogóle mówić o odpustach. Nikt zresztą nie wie, co one dokładnie znaczą.

    Dla sakramentu ostatniego namaszczenia należy wymyślić inną nazwę. Nie będzie można go znieść już na początku naszej reformy, ponieważ dotyczy ludzi ciężko chorych (taki sposób postępowania nie byłby popularny), ale trzeba będzie zadbać o to, żeby pojęcia życia wiecznego, sądu, raju, czyśćca czy piekła zastąpić tylko pragnieniem wyzdrowienia. W praktyce będzie można zauważyć, że lekarz nie potrzebuje w swych funkcjach medycznych kapłana do pomocy. Ja jednak chętnie wybrałbym nazwę sakramentu chorych i aby uniknąć myśli o życiu wiecznym, trzeba będzie go udzielać nawet lekko chorym. (…)

    Postanowiłem wpisać na początku tej pasjonującej pracy prawdziwą definicję Eucharystii to znaczy taką, jaką katolicy uważają za jedynie prawdziwą. Na pytanie co to jest Euchary-stia, każde dziecko powinno więc odpowiedzieć: „Eucharystia jest sakramentem, który zawiera, rzeczywiście i substancjonalnie, Ciało, Krew, Duszę i Boskość Jezusa Chrystusa pod posta-ciami chleba i wina”. Nic poza tym!!! Tu więc chodzi o dokonanie poważnej pracy. Nie dlatego, żeby tego wierzenia nie można było obalić, lecz trzeba być roztropnym i nie czynić ataku frontalnego. Tę tak zwaną „rzeczywistą obecność Chrystusa pod posta-ciami chleba i wina” należy podważać sposobami okrężnymi. Jeśli zaatakuje się ją frontalnie, ludzie się zbuntują. Nic nie by-łoby bardziej niebezpieczne, ponieważ jest to rzecz dobrze zna-na, że prześladowania wywyższają wiarę. Należy więc pominąć milczeniem wyrażenie „rzeczywista obecność” i wydobyć na jaw wszystko to, co pozwoli zbić lub osłabić to przekonanie.
    Trzeba za pierwszą konieczność uznać zupełne zrewidowa-nie słów Mszy, a nawet dobrze będzie zaprzestać używania sa-mego słowa („Msza”) i zastąpić je słowem „Uczta” bądź wyrazem „Eucharystia” (na przykład).

    Odnowa Mszy powinna zminimalizować znaczenie tego, co nazywają Konsekracją i nadać Komunii o wiele bardziej banalną formę. Jest to praca długotrwała, w której nie można bagatelizować żadnego szczegółu. Tak więc na początku należy zauważyć, że kapłan sprawujący ofiarę jest odwrócony plecami do ludzi i zda-je się bezpośrednio rozmawiać z Bogiem niewidzialnym, Bo-giem jednak reprezentowanym przez wielki krzyż umieszczony przed nim.Ten kapłan więc jest jednocześnie wybrańcem Boga i przedstawicielem zgromadzonych, którzy na niego spoglądają. Czyni wrażenie, że posiada władzę, ale także, że jest odosobnio-ny. Dobrze będzie dać do zrozumienia, że parafianie czują się nieco zagubieni nieco izolowani nieco opuszczeni i że będą szczęśliwi jeśli kapłan zechce się do nich zbliżyć.

    Kiedy ta myśl utoruje sobie drogę, my wystąpimy z sugestią zrezygnowania z podwyższonego ołtarza i zastąpienia go niewielkim stołem, ab-solutnie pustym, przy którym kapłan będzie stał odwrócony twa-rzą do ludzi. Nadto część obrzędu, która dotyczy samej Eucharystii i wymaga tego stołu, zostanie maksymalnie skróco-na, natomiast część przeznaczona na głoszenie Słowa Bożego znacznie przedłużona. Jest rzeczą dobrze znaną, że katolicy wy-kazują szokującą ignorancję w zakresie znajomości Biblii a więc tę zmianę w odprawianiu Mszy wierni przyjmą jako uzasadnio-ną. Nie twierdzę, że będą uszczęśliwieni słuchając przydługich ustępów biblijnych, gdyż bardzo często nic z nich zgoła nie ro-zumieją; nie jest wszakże konieczne, aby je rozumieli przynajm-niej do czasu aż zostaną ukształtowani kapłani naprawdę socjalistyczni. Każdy tekst wchodzący w skład Ordinarium Mszy należy starannie porównać z tekstami przyjętymi przez anglikanów i luteranów, aby zachęcić bądź do opracowania jednego tekstu, bądź do przyznania pierwszeństwa wariantom możliwym do przyjęcia przez wyznawców tych religii.

    Któż nie widzi jak wielką korzyść przyniesie postępowanie, które nada tym samym słowom wręcz przeciwstawne znaczenia? W ten sposób wytworzy się przez wieloznaczność jedność mię-dzy ludźmi która inaczej w ogóle powstać nie może. Nie ma innej alternatywy: nawrócenie się lub wieloznaczność. Wybra-łem ten wykręt, gdyż pozwala mi on dotrzeć do sprawy „rze-czywistej obecności”. Gdy katolicy zobaczą, że protestanci komunikują się na mszach, mimo że nie nawrócili się, nie będą pokładać żadnej ufności w swej antycznej „rzeczywistej obecno-ści” (Chrystusa). Należy im wyjaśnić, że ta obecność istnieje tylko wtedy, gdy się w nią wierzy. W ten sposób poczują się twórcami całej swojej religii a inteligentniejsi z nich potrafią stąd wyciągnąć wnioski które się narzucają.

    Aby jeszcze uściślić pojęcie „rzeczywistej obecności” Chry-stusa, trzeba będzie zrezygnować z wszelkiego ceremoniału. Więcej bogatych szat haftowanych, więcej muzyki zwanej sa-kralną, a w szczególności więcej śpiewu gregoriańskiego, ale też muzyki w stylu jazzu, którą należy wymyśleć; więcej znaków krzyża, ale bez żadnych przyklękań i postaw pełnych godności i powagi. Nadto trzeba, żeby wierni odzwyczaili się od przyklę-kania, czego trzeba będzie absolutnie zabronić podczas Komu-nii. Hostię należy jak najrychlej dawać na rękę dla przyćmienia całego pojęcia świętości. Nie będzie złą rzeczą pozwolić niektó-rym (z góry wyznaczonym) przyjmowania Komunii pod dwoma postaciami jak to czynią kapłani… ponieważ ci którzy nie otrzy-mają wina, będą szalenie zazdrośni i skłonni do zrezygnowania ze wszystkiego (czego należy się spodziewać).

    Nadto należy usilnie zalecać, aby nie odprawiano Mszy w cią-gu tygodnia, gdyż ludzie nowocześni nie mają czasu do stracenia. Inną świetną metodą będzie odprawianie niedzielnej Mszy w rodzinie, przed albo po wspólnym spożyciu posiłku. W tym celu ojcowie i matki rodzin będą mogli przyjąć święcenia kapłańskie. Któż nie widzi korzyści jakie daje stosowanie tej me-tody, która uwalnia od konieczności uczestnictwa w jednym, tak uciążliwym miejscu kultu. Ażeby zdesakralizować kult, należy kapłana nakłonić do odprawiania Mszy w języku lokalnym, a w szczególności do wypowiadania słów konsekracji jako pewnej relacji którą one są w istocie. Nie będzie potrzeby wygłaszania przede wszystkim słów: „Oto Ciało moje, oto moja Krew”, jakby kapłan rzeczywi-ście zastępował Chrystusa, który je wyrzekł. Niechaj każdy wy-czuwa, że chodzi o relacje.

    Tym bardziej nie należy uważać Mszy za Ofiarę bezkrwawą odnawiającą Ofiarę Krzyżową. Żaden protestant nie zgodzi się na taką formułę. Niechaj Msza będzie tylko wspólnotowym posiłkiem dla najwyższego dobra braterskiej ludzkości. Zresztą kiedy nastanie Kościół uniwersalny, Msza będzie miała rację bytu tylko w rodzinach, to znaczy, trzeba liczyć się z tą kategorią ludzi w rodzinach najbardziej egzaltowanych. Jed-nakże w gruncie rzeczy można ich tolerować, gdyż nie będą szkodliwi. Modlitwy stanowiące Ordinarium Mszy zostaną więc w maksymalnym stopniu uproszczone i jak najrychlej będzie wy-dane upoważnienie do odmawiania tylko trzech modlitw: na ofiarowanie, podczas Konsekracji i Komunii.
    Kiedy uda się nam przedstawić różne teksty w formie uproszczonej i przystępnej dla ludzi dobrze będzie przypomnieć, dla zbudowania przyszłych pokoleń, jak wyglądały modlitwy Mszy odprawianej przez Ojca Św. Piusa V, które przyczyniły się do utrzymywania ludzi w średniowiecznym obskurantyzmie.

    Tak więc ofiarowanie jest modelem w swym rodzaju. Oto wzór tej modlitwy: „Przyjmij Ojcze Święty, Wiekuisty i Wszechmogący Boże tę nieskalaną Hostię, którą ofiaruję ja Twój niegodny sługa, Tobie, który jesteś moim żywym i praw-dziwym Bogiem, za moje niezliczone grzechy, zniewagi i zanie-dbania, za wszystkich obecnych i za wszystkich chrześcijan żywych i umarłych, aby przyczyniła się do mojego i ich zbawie-nia na żywot wieczny.” Któż modli się lepiej? Proponuję, aby wszystkie klasztory zajęły się ułożeniem kilku ofertoriów oraz innych modlitw mszalnych. A ponieważ chodzi o ofiarowanie chleba, wydało mi się słuszne modlić się po prostu: „Przynosimy tutaj chleb, jako owoc rąk ludzkich, mający służyć za pokarm dla ludzi”. Z całą pewnością słowa, które wskazują na sakralny sens tej ceremonii powinny być usunięte. Przytoczę tylko jeden przy-kład. W dawnej Mszy zawsze modlono się w taki sposób: „Jezus wziął w swoje święte i czcigodne ręce”… Wyraz „święte” powi-nien zniknąć z naszego słownika i nie będzie się mówić o świę-tych i czcigodnych rękach, lecz powie się tak: „wziął chleb, błogosławił go” itd… To jest dobry przykład, w jakim duchu będzie prowadzona praca. Ja w tej chwili nie mam czasu, ale przedstawię kilka wersji mszy według mojego pomysłu. Jest to jednak główne zadanie dla mnicha. Rozumie się samo przez się, że kiedy Msza nie będzie za-wierać więcej niż trzy modlitwy obowiązkowe, zawsze będzie wolno do nich dodać: psalmy, kantyki lekcje i kazania, wedle upodobania każdego.

    Skoro ta Msza sprowadzać się będzie do funkcji posiłku, będzie rzeczą bardzo ważną, aby stół był dostatecznie duży, gdyż przy nim zasiądzie dwanaście osób. Zawsze wydawali mi się śmieszni ci ludzie, którzy, aby spożywać, muszą zmieniać miejsca i popychać się (wszak nie można zaprzeczyć, że przy stole komunijnym dochodzi do przepychanki). To jest ich błąd — dlaczego nazywają „stołem” zwykłą barierkę?… Zatem, ja
    pragnąłbym, żeby w każdym kościele znajdowały się tylko stoły przeznaczone dla dwunastu osób. Niektórzy są zdania, że w Uczcie było 13 osób, ale ponieważ wszyscy boją się tej liczby, my przyjmiemy wersję, według której Judasz odszedł przed ła-maniem chleba.
    Wynika stąd konieczność przysposobienia o wiele większej liczby kapłanów. Nie jest to trudna sprawa. Wystarczy wymagać trochę dobrej woli trochę przyzwoitego prowadzenia się, bez niekończących się studiów i rozumie się, bez celibatu. Nato-miast ci którzy zechcą korzystać z siły, jaką daje wstrzemięźli-wość, będą mnichami lub pustelnikami a ci którzy będą chcieli studiować, teologami. Będzie więc kilka kategorii kapłanów. Naj-bardziej popularny będzie człowiek żonaty, odprawiający Mszę u siebie w domu podczas każdorazowego spożywania posiłku.

    Skoro Msza będzie już tylko Ucztą, nie będzie aktem adora-cji. Nie będzie dziękczynieniem za iluzoryczne dobrodziejstwa, nie będzie aktem przebaczenia, którego nie jest w stanie udzie-lić, nie będzie można kierować próśb o cokolwiek do tajemnicy nieznanego, lecz ze wszystkim zwracać się do człowieka. Kościół uniwersalny będzie w końcu powołany na chwałę człowieka, będzie wynosił jego wielkość, siłę i tężyznę, wywyż-szał jego prawa i opiewał jego zwycięstwa.

  10. HansPeter said

    A propos katolicyzmu.
    Dlaczego KRK w Polsce Najświętszą Matkę Bożą nazywa ‚Maryja’ -w języku polsk.dosłownie(ma-ryja).
    ???
    Wyjątkowo obrażliwa insynuacja .

    Ja osobiście modle się używając wczesnochrześcijańskiej wersji „Pozdrowienia Anielskiego”

    Panie Boże ,zmiłuj się nad nami grzesznymi.

    To po prostu stara i bardziej dostojna wersja pisowni imienia Maria.
    Skojarzenie z ma-ryja wyszło od Żydów.
    Admin

  11. revers said

    kolejno, reformatorow sil zbrojnych

    http://www.bibula.com/?p=42381

    Art. 26.

    Siły Zbrojne Rzeczypospolitej Polskiej służą ochronie niepodległości państwa i niepodzielności jego terytorium oraz zapewnieniu bezpieczeństwa i nienaruszalności jego granic.

  12. czerwonykiel said

    jak w peło mogą być katolicy – skoro partia popiera w pełni aborcję, będą wprowadzać gmo – czyli uśmiercać nasze społeczeństwo
    http://czerwonykiel.wordpress.com/2011/08/21/polska-rzeczywistosc-dezinformacja/

  13. HansPeter said

    >To po prostu stara i bardziej dostojna wersja pisowni imienia Maria.
    Skojarzenie z ma-ryja wyszło od Żydów.
    Admin

    Panie Admin, jeżeli ktoś zmienia imię NMB by kojarzyło się dwuznacznie to wielkie sorry ,ale zaczynam wątpić co do jego dobrych intencji.
    Zresztą jak się okazuje w nauczaniu KRK więcej jest tego typu dwuznacznych „rodzynków”.

  14. Marucha said

    Re 13:
    Nikt nic nie „zmieniał”.
    Imię „Maryja”, powtarzam, to stara, szacowna forma imienia „Maria”, zastrzeżona dla Najświętszej Marii/Maryi Panny, występująca w wielu innych miejscach, np.Parafia Maryi [nie Marii] Królowej, Oblaci Maryi [nie Marii] Niepokalanej, Parafia Najczystszego Serca Maryi [nie Marii], Maryja Panna dzieciątko piastuje itd.

  15. wet3 said

    @10
    Mnie tlumaczono, ze imie „Maria” ma miliony kobiet. Natomiast Matka Boza Maryja byla tylko jedna. Ze wzgledu na Jej wyjatkowa pozycje w Kosciele postanowiono zmienic pisownie Jej imienia – co uwazam za decyzje jak najbardziej sluszna!
    PS – A czy zauwazyliscie, ze kobiety urodzone pod zaborem pruskim zamiast imienia „Maria” mialy imie „Marianna” bo wladze nie pozwalaly na imie „Maria”?! Tak nazywala sie mojej mamy siostra, chociaz w domu zaracano sie do niej „Maria”. W papierach bylo „Marianna”. Podobnie bylo z innymi moimi zanajomymi o tym imieniu. Dopiero po 1WS znowu bylo imie „Maria”.

  16. HansPeter said

    Panie Admin nie oszukujmy się, przecież Imie Maria zostało zastąpione na Maryja w Polskim KRK parę wieków temu ; z niezbyt jasnego powodu.

    Dlatego Ortodoksyjni Chrześcijanie używają pierwotnego imienia a mianowicie -Maria.

    KRK często też zwraca się do Najświętrzej Matki Bożej jak do chłopki po imieniu a przecież
    to Matka Boga Wszechmocnego ; to nic innego tylko ukłon w strone protestantyzmu.

    Ave Maria, gratia plena,
    Dominus tecum, Virgo serena… -a to chyba po łacinie

  17. Marucha said

    Re 16:
    Na miłość boską, niech Pan nie popada w szaleństwo!

    Po łacinie „Maria” wymawia się w przybliżeniu jak „Marija” (trzy sylaby, a nie dwie).
    A zresztą co nas obchodzą inne języki?

    Najstarsza polska pieśń, „Bogurodzica”, zawiera słowa „Bogiem sławiena Maryja”. To kończy dyskusję na temat „podmiany” Marii przez Maryję.

  18. HansPeter said

    Ad.Wet3

    >Mnie tlumaczono, ze imie „Maria” ma miliony kobiet. Natomiast Matka Boza Maryja byla tylko jedna. Ze wzgledu na Jej wyjatkowa pozycje w Kosciele postanowiono zmienic pisownie Jej imienia – co uwazam za decyzje jak najbardziej sluszna!

    -w Am.łac wielu chłopaków nosi imie Jezus ,dlaczego by się i tu nie pokusić na
    zmianę:))).

    Należy też zadać pytanie ;kto chrzcił wówczas te kobiety ,że tych imion tak przybyło?
    Świeckich chrzcin wówczas chyba niepraktykowano?

  19. Marucha said

    Re 18:
    To pewnie spisek. W XIV wieku przewidziano, że jakaś szumowina wpadnie na pomysł skojarzenia imienia Maryja z „ma ryja”.
    Nieco później twórca zakonu jezuitów przewidział, iż słowo „jezuicki” będzie tłumaczone jako „Jezu! Icki!” (czyli „O Jezu, żydy idą!”).
    Nie wiem, czy wypada też przypomnieć, iż imię Zbawiciela oznacza „(ten co) je ZUS”, czyli pożeracza Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

  20. HansPeter said

    ad.17 Panie Marucha jak by nie było -Maria Zawsze Dziewica- brzmi lepiej od -M***** zawsze Dziewica.

    Słowa są też bardzo ważne ;proszę ich nie lekceważyć!

    Przepraszam za zamieszanie i życzę dobrego dnia.

    Dla mnie nie brzmi lepiej, lecz gorzej. – admin

  21. HansPeter said

    P.S Panie Admin, tak naprawdę dziękuje za nazwanie mnie szumowiną.
    Święci Chrześcijanie w dawnych
    wiekach wynajmowali za duże pieniądze , ludzi którzy im ubliżali ukrócając tym samym ich skłonność do pychy; a ja wielki grzesznik mam to za darmo!
    Ciesze się.

  22. sono said

    ad 21 to dobrze, ze sie pan tak cieszy. Nie ma to jak radosc o poranku.
    Jak pan chce, to ja tez moge pana pare epitetow od siebie dolozyc ( za darmo),coby pana pycha ( i glupota) za bardzo nie rozpierala.

  23. obserwator said

    #10, 21.
    Skoro nie jesteś Pan katolikiem, to co Panu do tego, jak katolicy piszą to imię?
    Nota bene, w języku aramejskim Maryja nazywała się Maryam.

  24. Marucha said

    Re 21:
    Nie Pana nazwałem „szumowiną”, ale tych, którzy to skojarzenie wymyślili w latach 1990-tych.

  25. Jerzy said

    Apage satanas !

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: