Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Bezpartyjna o Ben Buja Nago Bramaputra
    Maverick o Czy następny będzie Władimir…
    Kwal o Wolne tematy (65 – …
    Bogdan Goczyński o Maseczkowy szwindel
    Marucha o Wolne tematy (65 – …
    Staszek z Przyborowa o Duchowa przestrzeń Polski?
    Lily. o Wolne tematy (65 – …
    Roman o Wolne tematy (65 – …
    Roman o Wolne tematy (65 – …
    PJO o Twórca „Patrioty” nie żyj…
    revers o Wolne tematy (65 – …
    Niedźwiedź o Wolne tematy (65 – …
    revers o Czy następny będzie Władimir…
    Kwatermistrz o Wolne tematy (65 – …
    NICK o Wolne tematy (65 – …
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 524 obserwujących.

Dwie Ameryki. Ameryka Romańska i Ameryka Fenicka.

Posted by Marucha w dniu 2011-08-26 (Piątek)

Artykuł traktuje o jednym z ulubionych tematów gajowego: różnice między obu Amerykami, wynikające z różnic między katolicyzmem kolonizatorów Ameryki Południowej a protestantyzmem kolonizatorów Ameryki Północnej. – admin

Czołowi metapolitycy południowoamerykańscy (Carlos A. Disandro, Alberto Buela czy Primo Siena), reorientujący refleksję geopolityczną na tory humanistyczne i transcendentalne, od dawna zwracają uwagę na fundamentalną przeciwstawność dwu Ameryk, powstałych i rozwijających się w zupełnie odmiennym kontekście religijnym, kulturalnym i politycznym. W tej krótkiej nocie streścimy zasadnicze myśli jednego z tych autorów – argentyńskiego filologa klasycznego, filozofa, teologa i poety Carlosa Alberta Disandro (1919-1984).

Punktem wyjścia jego refleksji jest teza, iż Ameryka jako kontynent stanowi geograficzny, geologiczny i kosmograficzny odpowiednik półkuli wschodniej; to przestrzeń geopolityczna otwarta na sakralizację, jaka dokonała się w naszej części świata, ale do czasu jej odkrycia przez Kolumba i innych konkwistadorów „dziewicza” i niejako uśpiona.

Odkrycie Ameryki zmienia tę sytuację: odtąd spotykają się w niej i łączą ze sobą geografia z historią. Ameryka staje się przestrzenią geopolityczną włączoną w dziedzictwo Imperium Rzymskiego i jego średniowiecznych następstw, na czele z religijnymi (chrześcijaństwem). Z tą samą chwilą jednak następuje na półkuli zachodniej odtworzenie sięgającego starożytności podziału świata (post)rzymskiego na dwie części: centrum („przestrzeń wewnętrzną”) i peryferie imperium. Owo odtworzenie przebiera postać polaryzacji na „zromanizowaną Amerykę hiszpańską” (América hispánica romanizada) oraz peryferyjną Amerykę brytyjską (América británica), która jest „oddzielona od większości świata” – jak pisał już o starożytnej Brytanii poeta Wirgiliusz.

Tu ważna dystynkcja terminologiczna. Tę część Ameryki, w której odtworzona została „przestrzeń wewnętrzna” imperium rzymsko-średniowiecznego nazywana była – i tak powinno pozostać – Ameryką Hiszpańską (Hispania rzymska to zarówno nowożytna España, jak Portugalia i przestrzeń lusitanidad, czyli w tym wypadku przede wszystkim Brazylia), Iberoameryką (Iberoamérica) i Ameryką Romańską (América Románica), ale nie Ameryką Łacińską (América Latina). Ten ostatni koncept nazewniczy, tak dziś rozpowszechniony, był w ogóle nieznany do połowy XIX wieku. Został on wymyślony przez chilijskiego masona, progresistę i liberała Francisco Bilbao w 1856 roku, i natychmiast podchwycony przez propagandę „cesarza Francuzów” Napoleona III; rozpropagował ją zwłaszcza ideolog „panlatynizmu” Michel Chevalier oraz autorzy periodyku Revue de races latines. Zmiana nazwy nie była więc „niewinną” korektą, gdyż zbiegały się w niej konkretne interesy, z jednej strony francuskie (dążenie do budowy własnego, narodowego imperium i wyparcia oraz zatarcia hiszpańskiego piętna kontynentu – Francuzi to przecież też kulturowo „rasa latyńska”), z drugiej zaś amerykańskich (kreolskich) liberałów – buntowników przeciwko prawowitej władzy króla Hiszpanii nad wicekrólestwami amerykańskimi, którzy też chcieli zerwać nie tylko już polityczną, ale i kulturową oraz religijną więź z hiszpańsko-rzymską Macierzą.

Powołanie (vocación) Ameryki Hiszpańskiej/Romańskiej/Iberoameryki zawiera się w pojęciu hispanidad, które jest identyczne z Ekumenicznym Imperium Powszechnym (Imperio Ecuménico Universal), jako zadaniem do wypełnienia przekazanym przez Rzym (będący z kolei dziedzicem kultury greckiej i całej tradycji indoeuropejskiej) katolickim narodom romańskim.

Konkwista Ameryki przez Hiszpanów i Portugalczyków oznaczała włączenie Ameryki do tego ekumenicznego, katolickiego, rzymskiego imperium. Potwierdza to nawet północnoamerykański (ale tylko „z urodzenia”) poeta Thomas Stearns Eliot słowami: „jako spadkobiercy cywilizacji europejskiej jesteśmy jeszcze obywatelami Cesarstwa Rzymskiego”. W rzeczywistości oznacza to trwały i niepojednalny antagonizm pomiędzy rzymską „przestrzenią wewnętrzną” Ameryki a tym, co powstało (czy raczej też zostało odtworzone) na jej północnych peryferiach.

Tę przestrzeń Disandro nazywa Ameryką Fenicką (América Fenicia), z racji jej korzeni historycznych i antropologicznych. Ameryka Północna została skolonizowana głównie przez angielskich purytanów, zjudaizowanych i interpretujących fanatycznie prawo mojżeszowe. Uważając się za „rasę wybraną” i wzbudzając w sobie tego samego ducha, co Izraelici starożytni, purytanie praktykowali analogiczną politykę radykalnego unicestwienia napotkanych (indiańskich) „Filistynów”.

Na tę różnicę religijną (a w konsekwencji także etyczną) nakłada się inna: geopolityczna. Ameryka purytańska i anglofońska jest talassokratyczna w typie fenickim, napędzana zmysłem handlu morskiego (comercial marítimo), co znakomicie koresponduje z doktryną religijną kalwinizmu, głoszącego, iż sukces ekonomiczny jest znakiem łaskawości Bożej. Dla Amerykanów z Północy, tak samo jak dla starożytnych Fenicjan, żeglować (navegar) znaczy handlować, tworząc jednocześnie wzdłuż szlaków handlowych strefy swojej dominacji i siły.

Przeciwnie, charakter konkwisty przedsięwziętej przez narody iberyjskie (Hiszpanów i Portugalczyków) unaocznia rys wskazujący na ich rzymskość: otóż, tak samo jak dla Rzymian, conquistar znaczy dla nich objąć na trwałe w posiadanie odkrytą i zdobytą ziemię, natomiast żeglowanie przez morze jest tylko środkiem, nigdy celem. To cywilizacja geokratyczna. Ameryka Północna (Stany Zjednoczone), im bardziej wzrastała w siłę, tym chętniej porównywała się do Rzymu, ale to tylko (samo)oszustwo; w rzeczywistości to nie „nowy Rzym”, lecz współczesna kopia fenickiej Kartaginy.

Ostateczną konsekwencją jest odmienny charakter imperiów budowanych przez dziedziców Rzymu – Hiszpanów i dziedziców Fenicji/Kartaginy – (północnych) Amerykanów.

Konkwistadorzy iberyjscy włączali nie tylko ziemię, ale i jej mieszkańców do Imperium Ekumenicznego, przede wszystkim chrzcząc ich, a więc czyniąc z nich chrześcijan – katolików o tej samej randze moralnej, żyjących pod tym samym kodeksem etyczno-prawnym, opartym o zasady wyłożone w Monarchii Dantego: „wolność, miłość, sprawiedliwość” (dopiero nieszczęsna niepodległość, przesiąknięta europejskim liberalizmem i jakobinizmem, wypaczyła to trójprawo w triadę rewolucyjną, w której „braterstwo” karykaturuje miłość, a „równość” – sprawiedliwość, pogrążając kraje romanoamerykańskie w chaosie oscylującym miedzy anarchią a militarnym despotyzmem).

Talassokratyczne imperium północnoamerykańskie opasuje świat siecią powiązań komercyjnych, uzależniających ekonomicznie, i wojskowych baz w strategicznie ważnych punktach, z których może w każdej chwili interweniować, zmuszając do posłuszeństwa, gdy tylko hegemon uzna swoje interesy handlowe i polityczne (co w tym wypadku jest właściwie jednością) za zagrożone. „Ład duszy” i zbawienie poddanych nie interesuje hegemona tego imperium.

Jacek Bartyzel

http://www.legitymizm.org

Komentarze 24 do “Dwie Ameryki. Ameryka Romańska i Ameryka Fenicka.”

  1. Krzysztof M said

    Kapitalizm istnieje dzięki wyzyskowi. Protestanci nie mają z tym żadnego problemu.

    Protestanci żyją, żeby zarabiać pieniądze.
    Katolicy zarabiają pieniądze, żeby żyć.

    Ogromna różnica.

  2. Warszawiak said

    Odnośnie rzekomego odkrycia Ameryki przez Kolumba…

  3. RomanK said

    Emmmmpstrembzdremmmmm…. pazernosc protestancka niczym nie dorownuje pazernosci katolickiego kleru…co mozna zobaczyc w kazdej kongregacji protestanckiej i porownac z plebania po sasiedzku, ze o rezydencji biskupiej nie wspomne!
    Protestanci nie pracuja -zeby miec. ale musza z tego zyc..dla nich to co zarobia nie jest wyrzutem sumienia- ale nagroda za ciezka praca i dziekuja Panu Bogu za to, ze dal im zarobic. Pracuje z Protestantami 30 lat… i wiem, ze za kazdym razem wzdychaja- Thanks GOd…dziekujac tak samo za 20. jaki i za 20 000 dollarow!
    W skali statystycznej dochodow w USA Protestanci pasuja sie daleko z tylu za Zydami, Katolikami, Hindusami, Prawoslawnymi i Buddystami….jakos to umknelo naszym uczonym:-)))
    Owszem- jak kazde powodzenie uwazaja je za oznake laskawosci Stworcy..i wyrazaja – Gods blessing…..tak samo, jak katolicy za Blogoslawienstwo Boze….Niepowodzenie uwazaja- takl zreszta samo jak katolicy- za kare Boza..nielaske…
    stad powiedzenie Lord, why You did it to me….Panie czemu mi to uczyniles….
    Nie raz, jak przydarzylo sie ktoremus nieszczescie i skladalismy sie- zeby pomoc w potrzebie….zawsze Protestanci byli inicjatorami nie patrzac na wyznanie…dawali o wiele wiecej nic ci co mogli…ale nie dali wiecej:-)))bo nie chcieli…i zawsze najbardziej skapi byli Latynosi,,,mimo- ze najczesciej zbieramy sie wlasnie na nich…. za felgi do samocohdu da 2000….a do kapelucha rzucil dollara….

    Jak jakosciowo sie to rozklada…wystarczy siasc na rower…i tak od Ziemi Ognistej przejechac do Quebec;u….. i na Rio Grande del Norte westchnac z ulga….. Panie …bom przejrzal:-)))))

    Panie Boze Wszechwiedzacy i Milosierny!……Dlaczego ludzie nie pisza o tym co znaja??????

  4. wet3 said

    @ RomanK
    Mieszkam w USA od bardzo dawna. Pracowalem tez z protestantami i byli moimi sasiadami. Nie wiem co sadzic o panskiej wypowiedzi. Pasuje ona do protestantow (pewnie) sprzed bardzo, bardzo dawna! No, i chyba, ze pracuje pan w wyjatkowym miejscu? Nie bede tu mowil o wspolczesnym KK, ktorego stosunek do forsy jest oczywiscie naganny. Wedlug moich obserwacji, dzis caly stosunek do pracy i pieniadza jest ZYDOWSKI. Oni, od dawna, spieprzyli wszystko jak trzeba. Wystarczy przyjrzec sie kto (oczywiscie poza globalistami!) zrujnowal Ameryke. To byly zwiazki zawodowe (z poczatku odgrywajace bardzo pozytyywna role) preginajace pale do granic niemozliwosci. Pracowalem na przelomie lat 1960/70 w firmie Woolworth. Zarobki byly, jak na owczesne czasy, bardzo wysokie. Jednak zwiazkom zawodowym bylo ciagle za malo. Falszowali wyniki glosowania i dochodzilo do strajkow, ktorym zdecydowana wiekszosc pracownikow byla przeciwna. Skutek – zwiniecie interesu, przniesienie na prowincje i strata miejsca pracy. Tak bylo wowczas wszedzie! Zwykle ich przywodcami zawsze byli zydzi. Jakos, wsrod protestantow,nie zauwazylej tej etyki oraz poszanowania pracy i pieniadza – o ktorych pan wspomina. Po prostu wcale nie roznili sie od innych – oczywiscie za wyjatkiem zydow, ktorzy swoja postawa i zamknieciem w sobie zdecydowanie wyrozniaja sie sposrod wszystkich.

  5. sono said

    ad 1 Kolejna bzdura i stereotyp. Co za ignorancja i zaczadzenie kaze ludziom formulowac takie wnioski.
    ad 3 Podpisuje sie pod wypowiedzia. Dodam od siebie ze Amerykanie ( roznych wyznan) potrafia sie fantastycznie zorganizowac czesto w malych sprawach.
    Jest tu dosc znany zwyczaj, ze w razie narodzenia dziecka, choroby czy smierci rodzina, przyjaciele, sasiedzi sie organizuja i wspolnie ustalaja kto kiedy ma przyniesc potrzebujacej rodzinie obiad.
    Moja znajoma miala raka i jej siostra tak zorganizowala male miasteczko, ze przez pol roku ktos inny
    ( rodziny w miasteczku sie wymienialy) codziennie jej przynosil obiad.
    Niby drobiazg, ale jak wazny, a pozatym liczy sie tez pamiec.

  6. Shakespear said

    To ładnie wszystko wygląda w druku ale myślę że jest bardzo dalekie od rzeczywistości.

    „co znakomicie koresponduje z doktryną religijną kalwinizmu, głoszącego, iż sukces ekonomiczny jest znakiem łaskawości Bożej. ”

    W takim wypadku dług w skali 12 Zer znaczy brak Bożej łaskawości. Czy Boża łaskawość dozwala eksterminacje tubylców ( Indianów ) by osiągnąć ekonomiczny sukces?

  7. RomanK said

    Nie wiem gdzie pan Wet 3 mieszka ale NY,,czy Chicago to nie Ameryka…a zwiazki zawodowe to domena Italianow i Irishy,,obydwa quasi katolicy. tzn ochrzczeni……przepychanki w zwiazkach to mafia bo tu chodzilo o wielkie sumy inwestowabych funduszy zwiazkowych a nie o ludzi..
    Dlatego na Poludniu nigdy nie bylo zwiazkow zawodowych a bardzo czesto pastorzy posredniczytl w sporach pracowniczych…nawet jak przychodzily jakies companie z Polnocy ze zwiazkami miejscowi nie przystepowali do zwiazkow, z poowodow- jak podawali moralnych, oni uwazqali je za ramie mafii przestepczej oczywiscie kojarzonej z katolicyzmem….

    a tu typowy amerykanski protestancki poglad i sposob myslenia:

    This is beautiful and profound. I hope you enjoy it and find it as
    meaningful as I !

    A man was sleeping one night in his cabin when suddenly his room
    filled with light, and God appeared.

    The Lord told the man he had work for him to do, and showed him a
    large rock in front of his cabin.

    The Lord explained that the man was to push against the rock with
    all his might…

    So, this the man did, day after day. For many years he toiled from
    sunup to sundown, his shoulders set squarely against the cold,
    massive surface of the unmoving rock, pushing with all his might!

    Each night the man returned to his cabin sore and worn out, feeling
    that his whole day had been spent in vain.

    Since the man was showing discouragement, the Adversary (Satan)
    decided to enter the picture by placing thoughts into the man’s weary
    mind. (He will do it every time!)

    „You have been pushing against that rock for a long time and it hasn’t
    moved.” Thus, he gave the man the impression that the task was
    impossible and that he was a failure.

    These thoughts discouraged and disheartened the man.

    Satan said, „Why kill yourself over this? Just put in your time, giving
    just the minimum effort, and that will be good enough.”

    That’s what the weary man planned to do, but decided to make it a
    matter of prayer and to take his troubled thoughts to the Lord.

    „Lord,” he said, „I have labored long and hard in Your Service, putting
    all my strength to do that which you have asked.

    Yet, after all this time, I have not even budged that rock by half a
    millimeter. What is wrong? Why am I failing?”

    The Lord responded compassionately, „My friend, when I asked you
    to serve Me and you accepted, I told you that your task was to push
    against the rock with all of your strength, which you have done.

    Never once did I mention to you that I expected you to move it.
    Your task was to push.

    And now you come to Me with your strength spent, thinking that you
    have failed. But, is that really so? Look at yourself.

    Your arms are strong and muscled, your back shiny and brown;
    your hands are callused from constant pressure, your legs have become
    massive and hard. Through opposition you have grown much, and your
    abilities now surpass that which you used to have. True, you haven’t
    moved the rock.

    But your calling was to be obedient and to push and to exercise your
    faith and trust in My wisdom.

    That you have done. Now I, my friend, will move the rock..”

    At times, when we hear a word from God, we tend to use our own
    intellect to decipher what He wants, when actually what God wants
    is just simple obedience and faith in Him.

    By all means, exercise the faith that moves mountains, but know that
    it is still God Who moves the mountains.

    When everything seems to go wrong……………………………Just P.U.S.H.

    When the job gets you down………………………………………..Just P.U.S.H.

    When people don’t do as you think they should……………..Just P.U.S.H.

    When your money is „gone” and the bills are due…………..Just P.U.S.H.

    When people just don’t understand you…………………………Just P.U.S.H.

    P = Pray
    U = Until
    S = Something
    H = Happens

    Pass this on to all your loved ones and friends who may need it,
    they may get it just in time.”

    Though no one can go back and make a **brand new start**,
    anyone can start from now and make a brand new ending.”

    Friends are quiet angels who lift us to our feet when our wings have
    trouble remembering how to fly.

    May God Abundantly Bless You.

    May your day be a treasure bringing Increase and Plenty to your door.

  8. TomUSA said

    @7. Taaak, mieszkam w US od 89, i tez, od czasu królestwa Internetu, otrzymuje takie właśnie „wzmacniające” poezje. Z racji zawodu, często uczestniczyłem w mszach rożnych denominacji, u Baptystów przede wszystkim. Lubie wizytować Utah w zimie, i spotykać sie z Mormonami. W ubiegłą niedziele brałem udział w uroczystości nadania tytułu Monsignore (prałat) naszemu byłemu proboszczowi. Co by nie powiedzieć: w katolicyzmie ludzie sie naprawdę weselą. Takiej fety nie widziałem w żadnym innym Kościele.
    Jeśli chodzi o różnicę pomiędzy obiema Amerykami, to patrze na to tez z tego punktu: Ameryka Północna, jej społeczeństwo w USA, przejęło język, tradycje, sady, prawo anglosaskie. W jezyku angielskim, jak Pastwo wiedza, „ja”/I pisze sie zawsze z dużej litery. Ja jestem najważniejszy, potem ty. Oczywiście, z czasem to wszystko zaczelo ewoluować, mutować etc. Czy ktoś, jeszcze 20 lqt temu pomyślałby o niebiałym w Białym Domu?

    A co do powiedzenia w @1, to Helmut Schmidt, były kanclerz Niemiec był kiedyś powiedział, ze „cały świat pracuje, żeby żyć, a Niemcy żyją, aby pracować, i trzeba coś z tym zrobić”.

  9. wet3 said

    @ RomanK
    Gdybym wiedzial, ze mowi pan o Poludniu USA, to bym siedzial cicho. Ja mowie o Polnocy i Wschodzie. Poludnia nie znam.

  10. Anow said

    Panie prof. J.Bartyzel,

    aby wytknac profesorowi kamyczek:

    moze podzielimy Ameryke na Wschodnie i Zachodnie Wybrzeze?
    oczywiscie teraz, nie historycznie, bo to sie dzieje sic et uns!

    Wschod to… New Amsterdam!
    Zydzi, ktorzy uciekali z Europy, pamietajac „Amsterdam”, osiedlili sie gdzies po obu Amerykach, potem jednak jakos upatrzyli sobie New York („New Amsterdam”).
    Co ciekawe, jak ktos ma troche muzycznego ucha moze w 100% potwierdzic akcent „santo subito” JP2 (gdy mowil po angielsku) z kazdym innym zydem z NY.Tego sie nie da ukryc, akcent zdradza… – oni moga sie nauczyc 10 jezykow, a i tak slychac, kto jest kto.

    Zachod to… Hollywood.
    Zydowski w 99%, co potwierdzilo wielu ludzi, m.in. Marlon Brando i ini (google it as per proof).

    Lyzka dziegciu zepsuje beczke miodu.
    Smutne.
    Slepi tego nie widza, oraz ludziom brak smaku, aby rozroznic co jest dobre, co zle (miod od dziegciu, takoz).

  11. Krzysztof M said

    Ad. 8

    „A co do powiedzenia w @1, to Helmut Schmidt, były kanclerz Niemiec był kiedyś powiedział, ze „cały świat pracuje, żeby żyć, a Niemcy żyją, aby pracować, i trzeba coś z tym zrobić”.”

    – To proszę zapytać katolickie (język francuski) East Island Montrealu, co o tym myślą, To znaczy, co myślą o protestanckim (język angielski) West Island. To dwa zupełnie style życia. No i patrz wpis nr 1. 🙂

    A propos Schmidta: jest taki dowcip o tym, dlaczego różne nacje pracują. Otóż Anglicy pracują, bo lubią. Francuzi pracują, żeby kiedyś przestać pracować. Niemcy pracują, bo nic innego nie potrafią robić. A Polacy pracują tylko w dwóch przypadkach: kiedy nie ma innego wyjścia, albo kiedy honor narodowy jest zagrożony.

    Pozdrawiam

  12. RomanK said

    Ano- panie Krzysztofie…… i skutki takiego myslenia i „uwazania ” sa nie do pominiecia….pan zobaczy pozycje Anglii , Francji i Niemiec…i porownujac je z Polska…. honorowo polozy ruki po szwam ,,porteczek, z ktorych pies wyrwal rozporek:-)))z bialo czerwona wszywka:-))))

    Swiat dzieli sie na pracowitych , leni i na pracujacych, ktorzy nie majac innego wyjscia honorowo czyszcza szamba nie uzywajac rekawic:-))) za stare rekawice ,ktore przydadza sie im do drugiego szamba….Ostatnio pojawilo sie polactffo, ktore zadnego swinstwa sie nie boi, zrobi kazde- wszystko,,,zeby nic nie robic..wlacznie z dystrybucja narkotykow produkowanych w Polsce …. po polskich szkolach i parafiach……

  13. peryskop said

    Próby autorów Disandro i Bartyzela analizy aspektów ekonomicznych w obu Amerykach z wykorzystaniem kryterium kulturowo-religijnego są ciekawe ale dość mało przydatne wobec znacznego stopnia komplikacji z jakim mamy do czynienia. A może kluczem do rozwikłania kwestii jak oceniać te „różne Ameryki” jest znamienny finał skądinąd sympatycznej przypowieści PUSH w #7: „May your day be a treasure bringing Increase and Plenty to your door.”

    Chodzi o słowa „Increase” and „Plenty”. Zwróćmy uwagę, że nie ma tu mowy o zdrowiu, zadowoleniu, satysfakcji, spokoju i szczęściu. Ale w to miejsce jest: WIECEJ i WIECEJ.

    Jak widać po wypowiedziach w dyskusji – a z obserwacji i analiz też – fenicjańska pazerność została rozprzestrzeniona nie tylko na NY, NJ i okolice, Południe i Kalifornię, ale na cały kontynent, i do Ameryki Południowej, oraz na resztę świata. I to niezależnie od religii, choć wydaje się, że w tym rankingu buddyzm jest wciąż po przeciwnej stronie wobec judaizmu.

    Czy modlenie się o „Increase” and „Plenty” nie jest grzechem super-ciężkim naszych czasów?
    Z wykorzystaniem religii wciśnięto ludzkości to motto główne: WIECEJ i WIECEJ. Ponieważ modlitwy nie zawsze dawały ten efekt, bo poza Utopią dać nie mogły, to na coraz większa skalę zastosowano środki „pozamodlitewne”. A GWB tłumaczył: Bóg tak mi podpowiedział.

    Coraz łatwiej dostrzec, że Biblia stała się przykrywką, a powiązania pomiędzy pracowitością i rzetelnością a prosperity porwały się. A mówiąc prawdę – zostały starannie pourywane. Coraz więcej osób rozumie, że dostatek Ameryki Północnej w pierwszej fazie wynikał z importu najsprytniejszych mózgów, wykorzystywania lokalnych tj „niczyich” zasobów naturalnych i z pracy niewolniczej. Natomiast w ostatnim stuleciu to bogactwo pochodzi głównie ze ściągania haraczy w mniej lub bardziej wyrafinowanych formach. Coraz wyraźniej widać, że wysoki status materialny USA (dziś już dyskusyjny) w znaczenie mierze jest efektem sprytnie ustanowionego kredytowania przez resztę świata. A ta „reszta” też jest spętana mottem „Increase” and „Plenty”.

    Model współczesnego „pro-rozwojowego” kapitalizmu okazał się somo-destrukcyjny, bo zasada WIECEJ i WIECEJ nie może trwać wiecznie. W fazie schyłkowej trzeba było przejść do jawnego już rabowania i mordowania pod coraz bardziej wątpliwymi pretekstami, w imię „Increase” and „Plenty”.

    Ten wir napędzany religijnymi i kulturowymi czynnikami jest zgubny. Czy znajdzie się sposób aby go zatrzymać zanim poukręca głowy? Bardzo to trudno i nie obędzie się bez ofiar, ponieważ do władzy zostali dopuszczeni psychopaci.

  14. TomUSA said

    @Peryskop: znakomita analiza!

  15. RomanK said

    Próby autorów Disandro i Bartyzela analizy aspektów ekonomicznych w obu Amerykach z wykorzystaniem kryterium kulturowo-religijnego są ciekawe ale dość mało przydatne wobec znacznego stopnia komplikacji z jakim mamy do czynienia.
    pisze pan Peryskop…..
    dokladnie….. dodam ze analizujac i abstrachujac zjawiska metamorfozy dojdziemy do skomplikowanych i skondensowanych wniskow ,ze jesli ktos komu cos, lub ewentualnie nikt nikomiu nic- to mysle, ze bardzo watpie….
    Pseudo intelektualny belkot , powodujacy orgazm u wielu onanizujacych sie semantyczniue pseudointelektualistow:-))))…..nie zmieni faktu, ze increase i penty to wcale nie…… wiecej i wiecej….wcale!
    Increase pochodzi od slowa crease…w znaczeniu podanym znaczy poprostu rozwoj, ulepszanie,doskonalenie stawanie sie doskonalszym,lepszym, wiekszym,….
    A slowo plenty…znaczy wystarczajaco….zwykle, chamskie wystarczajaco dosc…nie za malo nie za duzo..ot w sam raz…O co modlimy sie kazdy dzien…give us this day our daily bread….chleba naszego powszedniego daj nam dzis….plenty..dzis…nie na jutro nie na dwa tygodnie..nie zebysmy mogli odsprzedac stary…. bratu swemu….
    Modlitwa nie jest grzechem..zadna modlitwa…bo to rozmowa i petycja do Boga…i odpowiedz na nia zalezy tylko od Boga…
    I im glupsza intencja modlitwy..tym madrzejsza odpowiedz BOga i wieksze zdziwienie….glupkow…. ze Bog nie odpowiada zgodnie z ich oczekiwaniami:-)))

  16. TomUSA said

    pero, pero, czyli mala dodatek do @14 i 13. Ta modlitwa nie powstała dzisiaj; to sa odlegle czasy — pionierów. Zdecydowana większość miała bardzo niewiele. Ile i czego? Pamiętam czasy wczesnych lat pięćdziesiątych w Polsce. Lutowało sie garnki, kupowało na deka, buty to byl ewenement rodzinny. Rożne powody, ale bieda ta sama. I dlatego w tej modlitwie to jest najważniejsze, bo zdrowie, spokój, satysfakcja, szczęście to sprawy, które teraz sa modne, kiedy już ‚plenty’ jest wypełnione. Dzisiaj wiekszosc sie tu martwi, jak jesc mniej. Wtedy większość tak dostawała w d**ę od Zycia, ze byli naprawdę szczęśliwi, kiedy dotrwali do wieczora, a na stole było coś do zaspokojenia glodu. W latach osiemdziesiątych mieszkałem we Wloszech. Wtedy to była piata potęga ekonomiczna świata (tak w każdym razie puszył sie rzad Craxi’ego). Moj fryzjer tak mnie kiedyś zabawił rozmowa: teraz to wszyscy chcą befsztyków, szynki, pszennego chleba itd. Dawniej to wędzony śledź wisiał w oknie, każdy brał dwa kawałki chleba, ściskał nimi śledzia i tym smakiem sie obchodził codziennie, do niedzieli, kiedy to śledzia wreszcie zjadano. A dzis…Nawet w Polsce juz, statystycznie przypada 500(!) samochodów osobowych na 1000 mieszkańców.

  17. Anow said

    Bardzo ciekawy tekst, nie czesto spotyka sie rzetelna analize wojny secesyjnej,
    wiekszosc ludzi mysli tylko o wyzwoleniu murzynow, a sprawa byla… jak inne rewolucje, gdzie smrod czosnku czuc na mile, a nasi naiwni chlopcy gineli po obu stronach frontu.

    ————————————————————————————–

    http://polishallied.salon24.pl/336666,konfederaci-mieli-racje

    Konfederaci mieli rację
    Ci ludzie walczyli o Wolność i suwerenność, a nie utrzymanie niewolnictwa

    Wydawałoby się, że wojna Secesyjna (Domowa) w Ameryce to zamknięty rozdział przeszłości, historia która się nie powtórzy. Dziś już nie ma silnego podziału na Południe i Północ, a jednak Ameryka jest podzielona bardzo mocno. Takich różnic nie było w tym kraju właśnie od czasów wojny domowej, która zmieniła bieg historii USA. W tym poście chcę odkłamać nieco kwestie tego konfliktu, Konfederacji oraz pokazać, że idee, o które walczyli dzielni konfederaci dziś są w Ameryce jak najbardziej aktualne.

    Na wstępie trzeba powiedzieć, że wbrew oficjalnej, poprawnie politycznie wykładni historii Wojna Secesyjna nie toczyła się o niewolnictwo. Ta kwestia była na początku konfliktu marginalna. Stany południowe odłączyły się od Unii dlatego, że nie chciały dalej akceptować polityki Waszyngtonu, a zwłaszcza powiększania centralizmu i tym samym pomniejszania roli władz stanowych. Południowcy nie chcieli też być marginalizowani w Kongresie na rzecz Północy. Nie godzili się na ograniczanie ich suwerenności i protekcjonizm gospodarczy Północy, a zwłaszcza cła protekcyjne, które uderzały w gospodarkę Południa. Tak, rzekomo zacofani Południowcy opowiadali się za wolnym rynkiem i konkurencją, zaś uprzemysłowieni Jankesi za protekcjonizmem i interwencjonizmem gospodarczym. Do tego dochodziły konflikty interesów (np. sprawa zasiedlania Zachodu), różnice kulturowe i ideowe między postępową, uprzemysłowioną Północą a agrarnym, tradycyjnym Południem. Mieszkańcy stanów południowych uznali w 1860 i 1861 roku (zwłaszcza po wyborze Lincolna), że nie po drodze im z Unią, więc w zgodzie z Konstytucją USA ogłosiły secesje i 4 lutego powstało owe państwo-Skonfederowane Stany Ameryki (CSA). Początkowo Konfederację tworzyły stany (państwa) Karolina Południowa, Missisipi, Alabama, Floryda, Georgia, Luizjana, Teksas. Gdy Lincoln wysłał na Południe wojska by stłumiły rebelię, do CSA przyłączyły się też Wirginia, Tennessee, Arkansas i Karolina Północna, Kentucky i Missouri. Wielu abolicjonistów z Północy ucieszyło się z powodu tego, że południe odłączyło się od Unii. A kwestia niewolnictwa? Abraham Lincoln, jego rząd i wielu mieszkańców Północy nie obchodziło to w ogóle. Mieli gdzieś czarnych niewolników co najmniej przez pierwsze 2 lata wojny. W lipcu 1861 roku Kongres Unii wydał uchwałę, w której jasno stwierdzano, że wojna nie toczy się o zniesienie niewolnictwa, lecz o jedność Unii. Ponadto w ramach tej Unii były cztery stany niewolnicze (Maryland, Delware, Kentucky i Missouri), gdzie niewolnictwo istniało do samego końca wojny. Akt emancypacyjny z 1863r. znosił niewolnictwo tylko w stanach południowych, tam gdzie władza Unii zwykle nie sięgała! Na Południu było co prawda 4,5mln niewolników, lecz byli oni własnością jedynie ok.7% Dixie. Reszta Południowców nie walczyła o utrzymanie niewolnictwa, bo nie miała w tym żadnego interesu. Gen. Robert E. Lee, znakomity dowódca i strateg wojsk Konfederacji był abolicjonistą i zwolnił swoich niewolników. Tego samego nie zrobił jednak jego unionistyczny przeciwnik gen. Ulysses Grant, który trzymał swoich niewolników do samego końca wojny. A po jej zakończeniu powiedział: ”Gdybym uważał, że ta wojna toczyła się o wyzwolenie niewolników, to zrezygnowałbym ze służby wojskowej i zaoferowałbym swoja szablę przeciwnej stronie”. Niestety Południowcy, pomimo wielkiego bohaterstwa, poświęcenia, odwagi i błyskotliwych zwycięstw (Bull Run, Chancellorsville, Chickamagua, Bitwa 7-dniowa itd.) nie zdołali obronić swojej niepodległości i suwerenności. Przegrali wojnę w 1865r., płacąc wysoką cenę. Stracili wielu zabitych i rannych, ich stany były zniszczone, a oni upokorzeni. Zwycięzcy dorobili im czarną legendę, czyniąc z Konfederatów rasistów, zacofańców i podżegaczy wojennych. I tę czarną legendę powiela się po dziś dzień, kłamiąc, że najkrwawsza wojna w historii USA (krwawsza dla Amerykanów niż obie wojny światowe razem wzięte, ponad 360 000 ofiar), toczyła się o zniesienie niewolnictwa, a słuszność była po stronie szlachetnej Północy i ciemiężonych niewolników. W atakach na Konfederację, jej dziedzictwo i flagę przodują sami piewcy tolerancji: lewactwo i kolorowi rasiści. Kłamią, szkalują, zasądzają, zrównują z neonazistami, znieważają i palą flagi z krzyżem św. Andrzeja. Produkują też zakłamane i politycznie-poprawne filmy o wojnie secesyjnej i złych, opętanych nienawiścią rasistów z Południa. Ideałów Konfederatów, ich sztandaru i dziedzictwa boi się tez Obama i jego zwolennicy. Bo te ideały odżyły, czego przykładem działalność Tea Party i masowe protesty przeciw Obamie. Do tego dochodzi jeszcze fakt, że czarny prezydent wbrew propagandzie lewicowych i liberalnych mediów, nie sprawdził się w swojej roli. Coraz częściej nie doceniają go już nawet Latynosi i Murzyni. Zresztą za co doceniać fałszywego mesjasza, który w ciągu 2,5 roku swoich rządów, w tym mając przez 2 lata większość w Kongresie, sprowadza swój kraj i naród na dno. Powiększa deficyt i zadłużenie szybciej niż wszyscy jego poprzednicy łącznie z G.W. Bushem, trwoni pieniądze podatników na instytucje federalne i socjal, zabija ducha przedsiębiorczości, poprzez swój rząd ingeruje w coraz to nowe dziedziny życia Amerykanów. Degraduje USA na arenie międzynarodowej, niweczy sukcesy wojsk w Iraku, ucieka z Afganistanu, pozwala by Rosja i Chiny powiększały swoje strefy wpływów, zdradza sojuszników (Polskę, Gruzję, Izrael). Nic dziwnego zatem, że jego poparcie zmalało do 39% i spada (co oznacza, że wyższe poparcie ma obecnie rzekomo najgorszy prezydent w historii USA George W. Bush, ponad 40%). Wielu Amerykanów ma tego dość i buntuje się. Co prawda nie tak jak Południowcy w XIX wieku, ale też sięgają do korzeni Południa jak np. gubernator Texasu Rick Perry. Coraz częściej też obrona dziedzictwa i honoru CSA okazuje się skuteczna. W wojskach Konfederacji walczyło ok. 300 000 Murzynów (wolnych i niewolników), w tym 65 000 oficerów, więcej niż w armiach Unii (185 000). Byli do tego lepiej opłacani i doceniani za odwagę (dobrze mówił o nich nawet gen. Nathan Forrest). Abraham Lincoln był w rzeczywistości rasistą, który miał plany, by deportować całą ludność murzyńską z powrotem do Afryki, tak aby „Ameryka była biała jak lilia” (udowodnili to czarni historycy). Plany te pokrzyżowała śmierć Lincolna. Wojska Północy w przeciwieństwie do Konfederatów popełniły niezliczone zbrodnie na własnych rodakach podczas pacyfikacji Południa. Znane przykłady tego okrucieństwa to np. marsz gen. Shermana przez Georgię, oblężenie Atlanty czy masakra w Fort Blakely. Te i wiele innych faktów skutecznie dezawuują kłamstwa lewicowej, antykonfederackiej wersji historii, która powoli zaczyna się sypać. Dowód? Z sondażu przeprowadzonego w kwietniu tego roku przez ośrodek badania opinii Pew Research Centerwynika, że 48 procent respondentów uważa, że chodziło głównie o prawa stanów Południa, którym swoją wolę chciał narzucić rząd federalny. Tylko 38 procent jest zdania, że przyczyną konfliktu było utrzymywanie na Południu niewolnictwa. Z kolei 56 procent – uważa, iż wojna secesyjna ma dziś znaczenie także dla obecnego życia publicznego.

    Pozostaje mieć tylko nadzieję, że z biegiem czasu prawda o Konfederacji przezwycięży kłamstwa rozpowszechniane przez jej przeciwników, a potomkowie Konfederatów pogonią precz socjalistów w rodzaju Obamy.

    polish_allied

  18. misiek said

    @16 Anow.
    No nareszcie ktos kto czyta historie.
    Propagandowa ale czyta.

    Poludnie bylo finansowane w 100% przez imperium brytyjskie. Konflikt nie wybuchl na tle rasowym, czy jak to nazywasz wolonosci ekonomicznej, ale na tle do prawa druku pieniadza.

    Wiedzieli o tym rewolucjonisci we Francji, a nawet sam car Rosji wydelegowal 3 fregaty celem wsparcia polnocy.

    Jezeli uwazasz ze poludnie bylo pro wolnosciowe to musisz sie nauczyc wiele o historii, tej prawdziwej a nie tej od Maruchy.

    pzdr.

  19. Anow said

    Panie Misiek,
    Pan podobnie jak 166 (obecnie z dodatkiem Bojkot TVN, wczesniej tego nie mial) odslaniacie sie od czasu do czasu.

    To jest tak: dwa, czy dziesiec postow pro (polskich, patriotycznych), potem zajadle anty!

    Nikt nie ma wystarczajacej pamieci, aby klamac po wsze czasy.

    Co do rewolucji: zadna nie byla potrzebna.
    Wojna secesyjna rowniez, przyniosla tylko straty.
    Ilu ludzi niepotrzebnie zginelo, czesc rodzin byla podzielona, gineli po obydwu stronach.

    Kto zyskal?
    Wiemy!

  20. Anow said

    Panie Misiek,

    Moze od takich specjalistow uczy sie Pan historii?

    ————————————————————–

    http://www.rp.pl/artykul/707715.html

    Żydowski Indiana Jones oszustem
    Piotr Zychowicz 27-08-2011, ostatnia aktualizacja 27-08-2011 01:23
    Prześlij e-mailem Dodaj do:WydrukujWielkość tekstu: A A A
    źródło: Flickr
    fot. burrowphotography
    +zobacz więcej zdjęćUSA. Aresztowano słynnego antykwariusza, który z narażeniem życia miał „ratować“ z Polski i Niemiec zagubione Tory

    Zwój Tory ma dla żydowskiej wspólnoty wiernych olbrzymie znaczenie. Spisany ręcznie na jagnięcym pergaminie nawinięty jest na dwa drewniane wałki i przechowywany w synagodze. Zwoje często mają dużą wartość materialną.

    Podczas Holokaustu tysiące Tor zaginęło. Zostały zrabowane bądź zniszczone przez Niemców. Inne ukryli sami Żydzi, ale po tym, jak eksterminowano całe społeczności, nikt nie wie, gdzie się dziś znajdują. Wykorzystał to Menachem Youlus, znany nowojorski antykwariusz, nazywany żydowskim Indiana Jonesem.

    Stojący na czele fundacji Ratujmy Torę Youlus zasłynął z brawurowych misji. Rzekomo jeździł do Niemiec, Polski i państw postsowieckich, gdzie z narażeniem życia miał odnajdywać i odzyskiwać zwoje. Terenem jego operacji – jak mówił – były „nieprzyjazne dla Żydów kraje Europy Wschodniej”.

    Nic dziwnego, że musiał toczyć boje z miejscowymi władzami (często trafiał do aresztu), gangami krwiożerczych antysemitów (często bywał pobity) oraz złodziejami dzieł sztuki (często go okradano).

    Youlus zyskał sławę w świecie żydowskim. Chodził w glorii bohatera, a na konto jego fundacji wpływały sowite datki. Jego aresztowanie wywołało w środowiskach żydowskich szok i niedowierzanie.

    Okazało się, że jego opowieści były zmyślone. Youlus nigdy nie był w Polsce ani w innych krajach, w których miał dokonać odważnych czynów. Tory kupował od handlarzy starociami. Wyłudził od darczyńców setki tysięcy dolarów. Oszukiwał także kolegów z fundacji. Twierdził m.in., że podczas podróży wydał setki tysięcy dolarów z własnej kieszeni, przez co popadł w długi i musiał zastawić dom. W rzeczywistości na kontach zgromadzonych miał około miliona dolarów. Wpadł, gdy jego historie stawały się coraz bardziej nieprawdopodobne.

    Najsłynniejszą z jego misji miało być odkrycie Tory na terenie Auschwitz. Youlus miał namierzyć zwój za pomocą wykrywacza metalu. Potem potajemnie wywiózł Torę z Auschwitz do Nowego Jorku.

    Sprawa wywołała oburzenie w środowiskach żydowskich. Szczególny niesmak wywołało to, że aby się wzbogacić, Youlus wykorzystał tragedię Holokaustu.

    Rzeczpospolita
    © Wszystkie prawa zastrzeżone

  21. przemądrzałe bydlę said

    http://www.prokapitalizm.pl/kryzys-1929-33-czyli-najwiekszy-przekret-w-historii-swiata.html

  22. Fran SA said

    Ad. 20
    Anow
    O wojnie secesyjnej mozna dlugo i w kolko. Przyczyny wojny widac najlepiej w skutkach. Kto na tym skorzystal.
    Chyba jednak nie mozna calkowicie odrzucac sprawy niewolnikow. Polnoc potrzebowala bardzo taniej sily roboczej do rozwijajacego sie przemyslu.
    Tysiace ‚wyzwolonych’ niewolnikow z Poludnia wymieralo na pylice, ktorej nabawili sie w fabrykach uprzemyslowionej Polnocy.

    I jak w wielu innych przypadkach historycznych nawalnic i wojen, przyczyny bywaja rozne; i te prawdziwe i te wymyslone. Czesto trudno odroznic.
    No i potem sie opowiada dzieciom w szkole, ze np. przyczyna I-ej wojny swiatowej byl mord w Sarajewie, a przyczyna II-ej byl… Holokaust.

    A po drodze bylo jeszcze kilkanascie (ale ‚mniej waznych’) przyczyn, ktorych nawet nie warto dyskutowac, bo mozna sie narazic; np. tym co to niewolnikow przede wszystkim wyszarpali z kontynetu Afryki i w tragicznych warunkach dostarczyli do Ameryki.

    A poza wszystkim, do Ameryki zjezdzali nie tylko Protestanci czy katolicy z Francji czy Hiszpanii oraz rozni bogobojni pracusie.

    Oprocz ‚convicts’, skazancow, ktorzy przepelniali londynskie wiezienia zjezdzaly do USA bandy awanturnikow, rabusiow, spekulantow i zlodziei. Plus narod wybrany.

    Goraczka zlota i Zloty Cielec. (niektorzy nazywaja to kaptalizmem i ‚inywidualnym dazeniem do dobrobytu’) Las Vegas- American dream!

    Tylko w XlX wieku Amerykanie ograbili terytorialnie Meksyk, napadli na Kube i podbili Filipiny, zeby miec ‚jumping board’ do … Japonii. Na Filipinach urzadzili pokaz ludobojstwa, do czego sami sie przyznali.
    A na dodatek, troszke wczesniej, zyd Napoleon sprzedal im Luizjane.

    I chyba glownie na tym polega roznica miedzy Amerykami.

    W Ameryce Poludniowej nikt nikogo nie wyzywa od Afro-Amerykanow, Afro-Brazylijczykow. Nie da sie ukryc, ze Ameryka Lacinska zachowala katolicka tozsamosc.
    I wlasciwie problemow rasowych nie bylo, bo wszyscy mieli i maja wspolnego wroga: glod olejowo- narkotykowy Gringos!

  23. najnowszy model terminatora said

    @23
    http://forum.forsal.pl/index.php?/topic/107447-alaska-najgorszy-interes-w-historii-ameryki/page__view__findpost__p__121652?s=8e8383c805740cdf832d1634854f3df2

  24. Karen said

    I am really grateful to the holder of this site who has shared this enormous paragraph at at this time.

Sorry, the comment form is closed at this time.