Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    cep o Ekspert: wysłanie Abramsów prz…
    Andrzej o O paranoi giedroyciowych i bar…
    lesnick o UE chce „położyć łapę” na lasa…
    Chasyd o Ukraina na skraju przepaści! M…
    Barbara Chojnacka o Izolacja Zełenskiego
    Bezpartyjna o Wolne tematy (08 – …
    Bezpartyjna o Wolne tematy (08 – …
    Mykola_Mychalkewycz o Izolacja Zełenskiego
    Bezpartyjna o Izolacja Zełenskiego
    ats42 o Są sądy w Waszyngtonie
    Marek o Wolne tematy (08 – …
    Marek o Wolne tematy (08 – …
    Marek o Izolacja Zełenskiego
    Jebiemy polskość? o Izolacja Zełenskiego
    Bezpartyjna o Wolne tematy (08 – …
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

Wspomnienie o śp. dr Dariuszu Ratajczaku

Posted by Marucha w dniu 2011-08-27 (Sobota)

Darek – przez pryzmat Jego kontaktów z Wydawnictwem WERS

Pożegnano Go z honorami. Katolicki „Nasz Dziennik” insynuacją o Jego samobójstwie[1], narodowo-demokratyczna „Myśl Polska” tezą o braku „równowagi psychicznej”[2], fryzujący się na konserwatywny dziennik „Rzeczpospolita” trzykolumnowym opisem Jego alkoholizmu[3].

Poznałem Darka niedługo po wydaniu jego najbardziej znanej książki „Tematy niebezpieczne”. Głośna była w owym czasie, w kręgach patriotycznych w kraju, obrona Darka w audycji Radia Maryja, w jakiej wzięli prof. Ryszard Bender i dr Peter Raina[4]. Profesor Bender, za sprawą tej audycji i swojej w niej wypowiedzi[5] ciągany był przez długie miesiące przez prokuraturę, z powodu donosu złożonego przez lewacką młodzieżówkę Unii Pracy. Było to też ostatnie – jak dotychczas – wystąpienie dr Rainy w Radiu Maryja. Jak widać opowiedzenie się po stronie „oświęcimskiego kłamcy” nadal stygmatyzuje.

Z propozycją pomocy Darkowi w formie wydania Jego kolejnej książki zwrócił się do mnie – Piotrek (przepraszam Piotrze, ale tak spolszczamy twoje imię) Raina. W poznańskim środowisku patriotycznym i narodowym „sprawa” dr Ratajczaka była długo dyskutowana. Inicjatywę zbieżną z propozycją dr Rainy podniósł znany poznański działacz narodowy i – rzecz jasna – „antysemita” Józef Woźniak  (z rodu Dziarmagów).  Tak powstała – i zmaterializowała się – za sprawą funduszy Józka Woźniaka, kolejna książka Darka – „Tematy jeszcze bardziej niebezpieczne”[6]. Wydawnictwo WERS przygotowało skład komputerowy, jak i okładkę tej książki. Co istotne dla podkreślenia: Józek Woźniak specjalnie powołał dla tego przedsięwzięcia Wydawnictwo Miecz i Pług w swych rodzinnych Kociatach (nakład wydrukował nieistniejący już zakład poligraficzny Politechniki Poznańskiej w Poznaniu). Józek przekazał nieodpłatnie! ¾ nakładu książki dla Darka jako formę wsparcia dla Niego.

Od czasu powstawania książki „Tematy jeszcze bardziej niebezpieczne” nawiązały się między nami przyjacielskie stosunki Darka. Darek często zaczął odwiedzać Poznań. Nasza trójka – Józek Woźniak, Maciej Andraszyk – jeszcze tu nie wspomniany – wybitny poznański grafik komputerowy i fotografik, projektant i autor większości okładek Wydawnictwa WERS i niżej podpisany – spotykała się z Darkiem zwykle w gościnnym domu Macieja Andraszyka na ul. Wierzbięcice, lub u Józka na wsi.

Darek bardzo mile wspominał poznańską dzielnicę Wilda z okresu swych studiów na UAM. Bardzo dobrze była mu ona znana. Ulica Wierzbięcice stanowi centrum tej dzielnicy. Pamiętam jedną z zimowych wizyt Darka, gdzie z przyprószoną śniegiem czupryną wchodził do domu Macieja. Długo wtedy rozmawialiśmy, przy kaflowym, opalanym węglem piecu w pokoju Macieja o przygotowywanej dla Wydawnictwa WERS kolejnej książce Darka zatytułowanej „Inkwizycja po polsku czyli sprawa dr Dariusza Ratajczaka”[7]. Zdjęcia z wnętrza tego rozżarzonego kaflowego pieca, wykonane podczas wizyty Darka w mieszkaniu Macieja posłużyły mu za leitmotiv do projektu okładki do „Inkwizycji…”. Mądry i piękny wstęp do tej książki napisał Piotr Raina. Podobnie jak w przypadku poprzedniej – drukowanej w Poznaniu – książki Darka, jako formę wsparcia otrzymał on znaczną część nakładu. Niezwykle miłe dla Macieja (i dla nas – Poznańczyków) były słowa Darka – wypowiedziane podczas jednego z kolejnych naszych spotkań – iż Maciej jest autorem dwóch najładniejszych okładek dla jego książek.

W tym miejscu chciałbym się odnieść do tezy dziennika „Rzeczpospolita” o alkoholowym „nałogu” Darka. Darek, jak każdy Polak – Sarmata, dobrych trunków „za kołnierz nie wylewał”. Podobnie jak trójka jego przyjaciół z Poznania: Józek, Maciej i Zbyszek. Wspólnie z Darkiem „osuszyliśmy” nie jedną butelczynę pliskiej czy słonecznego brzegu w zawsze gościnnym domu Macieja czy też w uroczej wiejskiej zagrodzie Józka. Nikt z nas nie widział żadnego problemu – „nałogu” – jak to perfidnie ujęła „Rzeczpospolita” – w zachowaniu Darka.

W 2004 roku Darek napisał przedmowę do wydanej przez WERS broszury śp. dr Konstantego Z. Hanffa – znanego działacza niepodległościowego emigracji i niżej podpisanego – zatytułowanej „Dekonspiracja Nowego Porządku Świata”.

Przedtem jednak, bo już w roku 2002, Darek podejmuje współpracę z ks. Andrzejem Sobaszkiem SAC. Prócz – opisanego powyżej – środowiska poznańskiego, będzie to jedyna osoba (nie środowisko) która wspierała Darka w publikacji Jego książek[8]. Dzięki współpracy z ks. Andrzejem Darek opublikował: „Tematy jeszcze bardziej niebezpieczne”, Opole 2002[9], wstęp do nowego wydania książki Franciszka Salezego Krysiaka „Z dni grozy we Lwowie (1-22 listopada 1918)”[10], „Prawda ponad wszystko”, Opole 2004, nowe, kolejne wydanie „Tematów niebezpiecznych”, Opole 2005, oraz „Spowiedź ‘antysemity’”, Opole 2005[11].

Wbrew publikacjom prasowym po śmierci Darka, myślę iż po okresie swej przymusowej banicji z nauczania uniwersyteckiego, i najcięższych dla siebie latach, po utracie pracy, rodziny i mieszkania, spotkał się on z bezinteresowną pomocą, wsparciem, koleżeństwem i przyjaźnią wielu ludzi i środowisk prawicy tak krajowej jak i emigracyjnej. Ludzi mu dotychczas osobiście nie znanych, lub znanych tylko z lektury pism lub książek o opcji niekosmopolitycznej.

W kraju Leszek Bubel wydał w nakładzie 30000 egz. wznowienie jego książki „Tematy niebezpieczne”[12]. Wydanie o tyleż istotne, iż przyczyniło się do umorzenia jego sprawy sądowej. Leszek Bubel publikował jego publicystykę w kolejnych numerach pisma „Tylko Polska”. Darek publikował na łamach „Myśli Polskiej”, „Najwyższego Czasu” i „Opcji na prawo”. Józef Białek, wydawca „Opcji na prawo” w pierwszych miesiącach uniwersyteckiego wilczego biletu zaoferował Darkowi posadę redaktorską w wydawanym przez siebie dolnośląskim organie gospodarczym – „Forum Polskim”. Dało to Darkowi, bodaj półroczny okres satysfakcjonującej go pracy i dopływ stałych pieniędzy dla rodziny.

Na emigracji – mogę tu wspomnieć tylko – o dwóch osobach – instytucjach. W USA: Bolesław Czachor, działacz niepodległościowy emigracji, związany z prężnie tam działającym Patriotycznym Ruchem Polskim. Bolek przez znaczny okres czasu[13] przesyłał Darkowi jego miesięczną uniwersytecką pensję, jaką ten utracił na niesławnej pamięci Uniwersytecie Opolskim. Regularnie zaopatrywał Darka w anglojęzyczne książki i prasę rewizjonistyczną. Pomógł mu nawiązać wiele międzynarodowych kontaktów w tym środowisku. Był w stałym kontakcie telefonicznym i listowym z Darkiem[14].

Podobną rolę odgrywał w Australii Zbyszek Koeywo. Przeprowadził z Darkiem wywiad zatytułowany „Prawda ponad wszystko” jaki ukazał się w australijskim „Tygodniku Polskim”, został on przetłumaczony na język angielski i szeroko rozpowszechniony w internecie. Wywiad ten stał się osnową książki Darka „Prawda ponad wszystko”, Opole 2004. Zbyszek, podobnie jak Bolek, organizował pomoc finansową dla Darka, dopomógł mu również w nawiązywaniu kontaktów z australijskim środowiskiem rewizjonistycznym. Wspominam tu tylko o tych dwóch osobach z patriotycznych środowisk emigracyjnych, znanych mi osobiście lub korespondencyjnie. Wiem, z opowieści Darka, iż takich osób lub środowisk z emigracji politycznej wspierających Darka – w różnorodny sposób – przez te wszystkie lata, było bardzo wiele.

W roku 2007 w świątecznym numerze żydowskiej gazety wydawanej dla Polaków[15] ukazał się artykuł Doroty Wodeckiej-Lasota zatytułowany „Kłamca nie ma już siły”. Na pytanie zadane przez autorkę: „To jak by pan tę książkę dziś napisał?”[16] padła znamienna odpowiedź Darka: „Dziś to bym jej w ogóle nie napisał. Bardzo utrudniła mi życie. Wpisano mnie w szablon antysemity. Niesłusznie, ja jestem liberalnym konserwatystą, ale nikt nie chce o tym ze mną rozmawiać”. – Miałem żal do Darka za wypowiedzenie tych słów. Rozumiałem iż mógł mieć powód by tak myśleć, ale te słowa nie powinny były paść w rozmowie z dziennikarką żydowskiej gazety.

Jakie plany wydawnicze miał Darek? Miał przygotowaną do druku książkę o opolskim Kościele w czasach komunizmu, wraz z bogatym materiałem dokumentacyjnym z tego okresu. Nawiązał kontakt telefoniczny z emigracyjnym Prezydentem RP na Uchodźstwie Juliuszem Nowina Sokolnickim, oraz kontakt listowny z gen. Wacławem Bakierowskim – b. Ministrem Spraw Zagranicznych Rządu RP na Uchodźstwie[17]. Planował napisanie książki o działalności prawowitego, legalistycznego Prezydenta i Rządu RP na Uchodźstwie[18]. Dowodem tych zainteresowań Darka niech będą publikowane w niniejszym Aneksie dwa materiały: nie opublikowany przez redakcję „Tylko Polska” list Darka z 4 marca 2002 r. zatytułowany „W obronie prawdy i przyzwoitości” oraz jego Przedmowa do przygotowywanego przez Wydawnictwo WERS drugiego tomu pracy pt. „Nieznany Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Juliusz Nowina Sokolniki”[19].

Planem wydawniczym dla Darka była wreszcie książka którą trzymasz Czytelniku w swoich rękach – „Jak to się robi w Norwegii”. Jej wydrukowanych egzemplarzy Darek już nie zobaczył. Zasadniczy zrąb tej książki przesłał Wydawnictwu WERS jeszcze z Norwegii, ostatnie artykuły dosłał w kwietniu 2010 r. W dyskusjach z Darkiem byłem przeciwny tytułowi tej książki. Przeważyło jednak jego zdanie iż chce by ta książka zamykała, sumowała jego norweski okres życia. Grafikę na 1 stronę okładki i piękny portret Autora narysował do „Jak to się robi w Norwegii” najlepszy rysownik polskiej prawicy – Arkadiusz Gacparski. Okładkę zaprojektował i wykonał Maciej Andraszyk[20].

Ostatnim wreszcie planem wydawniczym Darka związanym z Wydawnictwem WERS są „Kartki z więzienia” Eligiusza Niewiadomskiego[21]. Zamysł ponownego wydania tej broszury i poprzedzenia jej obszernym wstępem przez Darka narodził się jeszcze w 2009 r.[22] W kwietniu 2010 r. dotarły do Wydawnictwa dwa bruliony, wraz z rękopiśmiennym Wstępem Darka[23]. W ostatnich akapitach swego Wstępu napisał: „Życząc ciekawej lektury, pragnę jeszcze nadmienić, że trzymacie Państwo w ręku II wydanie ‘Kartek z więzienia’. Pierwsze ukazało się w Poznaniu w 1923 r. nakładem firmy wydawniczej jakże zasłużonego dla tego miasta Karola Rzepeckiego. Jako że niniejsza pozycja ukazuje się ponownie w grodzie nad Wartą – tym razem dzięki Wydawnictwu WERS, a szczególnie jego nieocenionemu Dyrektorowi, Zbigniewowi Rutkowskiemu – możemy śmiało stwierdzić, że zachowujemy, drogą kontynuacji, typowy dla Wielkopolan porządek rzeczy”. Broszura ta zostanie wydana za kilka miesięcy.

Śmierć Darka.

Ciało Darka zostało znalezione 11 czerwca 2010 r. w samochodzie stojącym przy centrum handlowym w Opolu. Jego zwłoki znajdowały się w zaawansowanym stanie rozkładu. Zaskakującą tezę o jego samobójstwie podniósł katolicki, jak się wydaje, „Nasz Dziennik”. W sukurs przyszła mu redakcja „Myśli Polskiej” pisząca: iż Darek „nie wrócił do równowagi psychicznej, miał kłopoty ze sobą samym”. Czyż samobójstwa popełniają ludzie zdrowi – raczej nie, muszą mieć problemy psychiczne i „kłopoty ze sobą samym”.

Podczas moich długich lat kontaktów z Darkiem nigdy (nawet w okresie ostatniego roku, i naszych częstych rozmów telefonicznych) nie widziałem jego rozchwiania psychicznego. Miewał lepsze i gorsze momenty swego życia, jak każdy z nas, ale zawsze z optymizmem patrzył w przyszłość. Informacja o jego rozchwianiu psychicznym i samobójstwie jest dla mnie ewidentnym fałszem. Dowodem tego jest książka którą trzymacie Państwo w ręku – „Jak to się robi w Norwegii”. Byliśmy umówieni z Darkiem iż na przełomie czerwca i lipca 2010 r. odbierze w Poznaniu swoją – autorską część nakładu tej książki. Kto na miesiąc lub dwa tygodnie przedtem (zależy kiedy przyjmiemy datę śmierci Darka)[24] odbiera sobie życie? Darek podchodził do każdej, kolejnej swojej książki, jak do narodzin swego nowego dziecka. Czy mógłby się targnąć na swoje życie na miesiąc/dwa tygodnie przed obiorem swej najnowszej książki? W jakim celu redakcje „Naszego Dziennika” i „Myśli Polskiej” podnoszą takie hipotezy – pozostawiam to ocenie Czytelników.

Innym tropem poszła redakcja „Rzeczypospolitej” rozpisując się o alkoholizmie Darka. Jak napisałem powyżej, nikt z naszej trójki poznańczyków, przyjaciół Darka, nigdy nie dostrzegał u niego problemu alkoholowego[25]. W zakończeniu artykułu w „Rzeczpospolitej” czytamy: „Na razie trwa ustalanie, co było przyczyną śmierci. Biegły na podstawie oględzin wykluczył działanie osób trzecich. Trwają badania toksykologiczne, wszystko wskazuje jednak na to, że śmierć nastąpiła z przyczyn naturalnych”. Prokuratura Rejonowa w Opolu ustaliła jednak „stan faktyczny” zbieżny z tezą „Rzeczpospolitej”: „śmiertelne zatrucie alkoholem”[26]. Więc sprawa zamknięta. Kropka.

Komu mogło zależeć na skutecznym zamknięciu ust doktorowi Ratajczakowi – pewnym jest iż „międzynarodowemu mocarstwu anonimowemu”. Darek przekroczył Rubikon publikując w swej książce tezy rewizjonistów holokaustu i drążąc ten temat skutecznie w swoich kolejnych wystąpieniach i publikacjach. Wiadomo jak ta grupa historyków traktowana jest w tzw. „wolnym świecie”: pobicia i więzienia to ich chleb powszedni, podpalenia siedzib prowadzonych przez nich instytutów – również. Teza o zabójstwie Darka wydaje się więc nie bezpodstawna.

Dotychczas, jako jedyna w kraju redakcja, sprawę zabójstwa Darka podniósł tygodnik „Tylko Polska”.[27] Redakcja nie wskazała jednak żadnego tropu, napisała jedynie iż: „oskarżona – Gazeta wyborcza”. Na obecnym etapie rozwojowym tzw. „demokracji”[28], jest jednak mało prawdopodobne, jak się wydaje, by redaktor Adam Michnik, wysyłał swych asasynów by fizycznie likwidowali jego przeciwników politycznych.

W Stanach Zjednoczonych prym w monitorowaniu tzw. „antysemityzmu”, w skali globalnej, światowej wiedzie komórka – agenda żydowskiej loży B’nai B’rith (Zakon Synów Przymierza), sprowadzonej do Polski przez prez. Lecha Kaczyńskiego; następna, o złowróżbnej nazwie Anti-Defamation League (Liga Przeciwko Zniesławieniu, Liga Antydefamacyjna) kierowana przez Abrahama Foxmana. Prowadzi ona globalny rejestr czynów uznawanych przez nią za „antysemickie”, prowadzi walkę z tzw. „nienawiścią” i „uprzedzeniami” wobec Żydów[29]. ADL gromadzi i ewidencjonuje organizacje i osoby których działalność – i tu uwaga! – jest przez nią (ADL) – uznana za niebezpieczną[30]. Jak się wydaje, jest pewnym, iż dr Dariusz Ratajczak, jako główny polski rewizjonista holokaustu, a co za tym idzie i „antysemita” był numerem 1. na polskiej części tej listy. Wszelcy negacjoniści i rewizjoniści holokaustu traktowani są przez chłopaków z ADL jak zwierzyna łowna. Śmierć Darka winno pokryć tyle prawdopodobnych hipotez by ukazać cały wachlarz problemów z nią związanych. Darka mógł więc zabić zwykły zawał serca lub… chłopcy z ADL. W kontekście odrodzenia działalności B’nai B’rith w Polsce hipoteza ta wydaje się jak najbardziej prawdopodobna.

Darku, żegnamy Cię.

Dobry Jezu A nasz Panie, Daj mu wieczne spoczywanie.

Zbigniew Rutkowski

[1] Marek Zygmunt, Samobójstwo ofiary nagonki „Gazety Wyborczej”, Nasz Dziennik, 18 czerwca 2010 r.

[2] Dr Dariusz Ratajczak nie żyje, dop. Od redaktora, Myśl Polska, 4-11 lipca 2010 r.

[3] Agnieszka Rybak, Historia doktora Ratajczaka, Rzeczpospolita, dodatek „Plus Minus”, 3-4 lipca 2010 r.

[4] Wydaje się iż przez te wszystkie lata dr Peter Raina najbardziej z przyjaciół Darka interesował się jego losem i starał się mu pomóc. Wyrażało się to poprzez dziesiątki jego telefonów do Darka (i odwrotnie) i – zawsze, gdy był w Polsce – spotkania z nim. Darek i niżej podpisany długo wspominali znakomity, niezapomniany w smaku dżem z konstantynopolskiej pigwy, jakim zostaliśmy obdarowani po wizycie u Piotra i jego małżonki w ich letniej daczy.

[5] Konkretnie cytaty ze wspomnień z Auschwitz-Birkenau opublikowanych w „Zeszytach historycznych” wydawanych przez Instytut Literacki w Paryżu. Prof. Bender konsekwentnie występował w obronie Darka na łamach nieistniejącego już tygodnika „Głos”.

[6] Dariusz Ratajczak, „Tematy jeszcze bardziej niebezpieczne”, Kociaty – New York, 2001.

[7] Dariusz Ratajczak, „Inkwizycja po polsku czyli sprawa dr Dariusza Ratajczaka”, Poznań 2003

[8] Postawa ks. Andrzeja Sobaszka, kapłana katolickiego – jako wydawcy książek Darka Ratajczaka – ukazuje iż Kościół polski i jego kapłani, wzorem swoich poprzedników, mogą stanąć w obronie ludzi atakowanych przez międzynarodowe żydostwo.

[9] Jest to drugie wydanie tej książki po wydaniu Wyd. Krzyż i Miecz, Kociaty – New York, 2001.

[10] Książkę wprawdzie wydrukowało i sygnowało Wydawnictwo Dextra (Rzeszów – Rybnik, 2003), ale skład i łamanie wykonało „Wydawnictwo AS”. Wszystkie książki wydane przez ks. Andrzeja Sobaszka sygnowano na stronach redakcyjnych iż skład i łamanie wykonało Wydawnictwo AS. Oby więcej takich kapłanów miała katolicka Polska.

[11] Prosimy ks. Andrzeja o odprawianie Mszy św. w intencji zbawienia śp. Darka. Czekamy również na wspomnienie o śp. Darku jego pióra.

[12] Dariusz Ratajczak „Skandal roku – dr Dariusz Ratajczak i Tematy niebezpieczne”, Warszawa 1999.

[13] Konkretnie jaki był to okres, przez swą wrodzoną skromność – niestety nie chciał mi zdradzić.

[14] Ślad tych kontaktów, w postaci listów Darka do Bolka można odnaleźć w zespole archiwalnym Archiwum Organizacji i Redakcji Wolna Polska, w  kolekcji Bolesława Czachora w Archiwum Emigracji Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Wolą Darka było zadedykować książkę którą właśnie trzymasz w ręku Czytelniku właśnie Bolkowi i niżej podpisanemu.

[15] „Gazeta wyborcza”, dodatek „Gazeta na święta”, 24-26 grudnia 2007 r.

[16] Chodzi o książkę „Tematy niebezpieczne”, Opole 1999.

[17] Publikujemy na następnych stronach list gen. Wacława Bakierowskiego do Darka z 4 października 2000 r.

[18] Darek chciał oprzeć swoją pracę na dokumentacji tegoż Rządu zgromadzonej w zbiorach Archiwum Organizacji i Redakcji Wolna Polska, oraz kolekcjach Juliusza Nowina Sokolnickiego i Wacława Bakierowskiego przekazanych do Archiwum Emigracji Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

[19] W swej Przedmowie Darek m.in. odnosi się do poziomu pracy naukowej prof. Krzysztofa Tarki z Uniwersytetu Opolskiego. W cytowanym powyżej artykule żydowskiej gazety dla Polaków prof. Tarka tak mówił o Darku: „Trudno wracać do środowiska z którego zostało się wykluczonym, choć nie chcę rozstrzygać, czy taki powrót jest w ogóle możliwy. Ale patrząc ze względów – nazwijmy to – technicznych, to siedem lat, które upłynęły, odkąd dr Ratajczak stąd odszedł, jest dużą wyrwą w naukowym życiorysie. Jego dorobek naukowy jest w tej chwili mizerny, z tego powodu nie mógłbym go przyjąć – oświadcza prof. Tarka. Przed siedmiu laty zajmował z Ratajczakiem jeden gabinet. – Nie utrzymuję z nim kontaktów, bo nie byliśmy przyjaciółmi ani kolegami. Choć jak go spotkam na ulicy, to nie udaję, że go nie widzę – zapewnia prof. Tarka”.

[20] Ze względu na śmierć Darka Wydawca postanowił zmienić okładkę książki, jednak jej pierwotną, planowaną wersję publikujemy w niniejszym Aneksie.

[21] Pierwsze wydanie tej pracy ukazało się w Poznaniu, w 1923 roku, nakładem Wielkopolskiej Księgarni Nakładowej Karola Rzepeckiego.

[22] List Dariusza Ratajczaka do Zbigniewa Rutkowskiego, Opole, 10 maja 2009 r.: „(…) Zabieram się za Niewiadomskiego. Być może jeszcze wyślę jego ‘Kartki więzienne’ wraz z moim wstępem przed przyjazdem do Ciebie”.

[23] Kartka pocztowa (z gen. Tadeuszem Rozwadowskim) Dariusza Ratajczaka do Zbigniewa Rutkowskiego, bez miejsca i daty: „Witaj! 2 zeszyciki ‘Wstępu’ – razem 20 stroniczek (pisałem tak wyraźnie jak to tylko możliwe) plus ‘Kartki z więzienia’. Serdeczności. Darek”.

[24] Zdaje się iż po dziś dzień jego precyzyjna, czy nawet przybliżona data śmierci nie została przez Prokuraturę ustalona.

[25] Najbardziej jednak zaskakującym fragmentem artykułu w „Rzeczypospolitej” są dla mnie pytania autorki – Agnieszki Rybak: „Dlaczego nie wyjechał? Nie zaczął życia w innym mieście – na przykład we Wrocławiu? (…) Dlaczego nie pisał pod pseudonimem?”. Odpowiem elementarnymi pytaniami: Dlaczego Darek miał wyjeżdżać ze swego rodzinnego miasta, lub ze swego kraju? Dlaczego miał ukrywać swe nazwisko i pisać pod pseudonimem?

[26] Zatrucie alkoholowe przyczyną śmierci dra Ratajczaka, „Gazeta wyborcza”, Opole, 5 lipca 2010 r.: „Sekcja zwłok wykazała jednak, iż przyczyną śmierci mężczyzny było śmiertelne zatrucie alkoholem. Na tej podstawie została podjęta decyzja o umorzeniu dalszego śledztwa w tej sprawie – mówi Marzena Stojek, zastępczyni prokuratora rejonowego w Opolu”.

[27] Dr Dariusz Ratajczak zamordowany, „Tylko Polska”, 1-7 lipca 2010 r. Redaktor naczelny tygodnika Leszek Bubel w swym piśmie do Prokuratury Generalnej z 21 czerwca 2010 r. m. in. napisał: „(…) wnoszę o wszczęcie postępowania przygotowawczego (…), ustalenie sprawców i skierowanie do Sądu aktu oskarżenia”.

[28] Właściwszym słowem byłoby: „demonokracji”.

[29] ADL zatrudnia w samym Nowym Jorku ponad 200 pracowników. Zaplecze strukturalne ADL w USA stanowi 29 biur stanowych i 3 biura zagraniczne. Budżet roczny organizacji wynosi ok. 50 mln dolarów.

[30] Znamiennym jest iż w imieniu śp. Prezydent RP Lecha Kaczyńskiego wyrazy radości z okazji „odrodzenia się” tej organizacji w Polsce przekazała Ewa Juńczyk-Ziomecka. Śp. Prezydent RP napisał m. in. „Blisko 70 lat temu w 1938 r. dekret prezydenta Rzeczpospolitej zakazał działalności B’nai B’rith w wyniku absurdalnego strachu, niezrozumienia i wprowadzenia w błąd, oraz zarządził nielegalność działalności w Polsce sekcji B’nai B’rith. (…) Polska jest wdzięczna dla akcji podejmowanych przez Anti-Defamation League ustanowionej przez B’nai B’rith”.

http://www.wicipolskie.org/

Komentarzy 71 do “Wspomnienie o śp. dr Dariuszu Ratajczaku”

  1. lecslo said

    „Pożegnano Go z honorami. Katolicki „Nasz Dziennik” insynuacją o Jego samobójstwie” Żałosny zarzut zważywszy na fakt że taka jest oficjalna wersja śmierci.

    Polecam w temacie artykuł Stanisława Michalkiewicza związanego ze środowiskiem Radia Maryja:

    http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=1678

  2. Kapsel said

    Warto przypomnieć:

    Tematy niebezpieczne (DOC) – „klasyczna” pozycja dr-a Dariusza Ratajczaka; opublikowanie jej złamało mu życie w kraju, którego konstytucja gwarantuje wolność słowa.
    https://marucha.wordpress.com/do-pobrania/

  3. Morderstwa jak w Palestynie said

    Nasze sądownictwo w dostojnych togach, z pawim piórem w doopie, z kłamstwem na ustach i w dziurawych kapciach udaje, że chroni prawa w Polsce….

  4. Książka już w sprzedaży:

    Roman Polak
    Oni oszukali Polskę. Kulisy haniebnych prowokacji

    Strony: 216, Format: 15×21 cm

    ISBN: 978-83-61952-53-4
    EAN: 9788361952534
    Rok wydania: 2011
    Wydawnictwo: GrafPol
    Kategorie: literatura faktu i reportaż, polityka, politologia
    Oprawa#: oprawa broszurowa
    Data wprowadzenia: 26-08-2011

    Książka na którą czekał Andrzej Lepper.

    9 lipca 2007 r. opinia publiczna w kraju została wstrząśnięta informacją o rzekomo olbrzymiej aferze korupcyjnej, zwanej aferą gruntową, zorganizowanej, przez Centralne Biuro Antykorupcyjne, z inspiracji i za wiedzą, Prezesa Rady Ministrów Jarosława Kaczyńskiego oraz Ministra Sprawiedliwości, Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobry. Do sposobu przeprowadzenia i efektów tej prowokacji CBA, z najwyższym uznaniem odniósł się Prezydent Rzeczypospolitej Lech Kaczyński. Nie żałował on pochwał i uznania dla twórców tej afery.

    Jarosław Kaczyński w udzielonym z początkiem lipca 2007 r. wywiadzie telewizyjnym, poinformował społeczeństwo, że Konstytucyjny Minister Andrzej Lepper znalazł się w kręgu ciężkich podejrzeń i zarzutów kryminalnych. Z tego względu zmuszony był wystąpić z wnioskiem do Prezydenta RP o odwołanie go z pełnionych funkcji państwowych. Aktu tego odwołania dokonał w dniu 9 lipca 2007 r. nie Lech Kaczyński, ale jego zwyczajny urzędnik Kancelarii Prezydenta w zakamarkach Pałacu Prezydenckiego.

    Nie miał odwagi dokonać tego aktu prezydent Kaczyński, ani nikt z jego ministrów. Na Andrzeja Leppera wydano wyrok politycznej śmierci. Zrobiono z niego pospolitego przestępcę, zwyczajnego kryminalistę.

    Celem niniejszej książki jest udowodnienie, że popełniona prowokacja była od samego początku wymierzona, w sposób bezprawny, wyłącznie w Andrzeja Leppera.

    Zob.: „Oni oszukali Polskę” https://marucha.wordpress.com/2011/08/19/oni-oszukali-polske/

  5. Joe said

    Do Autora…Serdeczne pozdrowienia dla Pana i Bolka Czachora. Bolek to Patriota przez duze P.Pamietam,byl to rok okolo 90…Bolek wrocil z Polski zalamany…”popieranie Giertychow dalej nie ma sensu…ale jest ktos kogo popierac trzeba”,mowil o dr.Ratajczaku.I czynil to z wielkim oddaniem i do ostatniej chwil a dla ruchu Patrioiotycznego w Polsce, zrobil wiecej sam niz czaly Kongres Polonii Amerykanskiej w Stanach.

    Bolka sasiad Joe.

  6. 166 bojkot TVN said

    https://marucha.wordpress.com/2010/06/16/pamieci-dr-a-dariusza-ratajczaka/#comment-110509

  7. sono said

    Tu kolejna osoba ktora swa ksiazka sie narazila panom tego swiata i musi sie chowac po mysich dziurach.

    „Recently, I’ve been declared a Political Prisoner in Bolivia; I’m not the only one. The website Free the Truth provides more information on other political prisoners by yet another Western country which enjoys misguiding coverage by Western media. I’m held in Bolivia illegitimately and against my will; please make this public in any possible way. RG – a Bolivian army officer and member of the La Comunidad Church in Calle 10, Calacoto – acknowledged in 2007 Israel bribed Bolivia in my case. His son – MG – works for the Americans, occasionally entering Iran and Iraq; related Bolivians watch over Muslims in Dagestan with the blessings of the czars. Please don’t let Western terror rule. I live in daily terror here, please help make my situation public”

    http://www.roytov.com/articles/libya.htm

  8. sono said

    Czasami sie zastanawiam czy warto sie tak poswiecac dla ludzkosci i walczyc o prawde jak oni to robia.?? Wiekszosc, ,milionowa rzesza lemingow i tak tego nie nie zauwazy, nie doceni. Oni beda walczyc o prawo dostepu do koryta, i poki koryto czyms tam wypelnione jest,leminigi sa happy.
    Ale tak moze i pewnie pomyslal przez sekunde Chrystus ,patrzac na bezmyslny tlum skandujacy glosno i z zapalem „Ukrzyzuj Go”, „wypusc Barabasza, ukrzyzuj Go”????

  9. sono said

    Pamietajmy ,ze kapciowy Stanislaw Dziwisz otrzymal w maju 2010 nagrode z tej wspomnianej organizacji B’nai B’rith. O czym to swiadzczy???
    Ci co mysla to wiedza.
    A ze miliony lemingow nie mysli, to im to nie przeszkadza.
    Obecnie „glos biskupow polskich (??) tez poparl zdrajce i zenade intelektualna kapciowego w „pojedynku” z ks Natankiem.
    O czym to swiadczy??
    Ci co mysla to wiedza. Ale miliony lemingow nie mysli.
    Woli zeby za nich myslono. Samodzielne myslenie i wnioski moga byc bardzo niebezpieczne.

  10. Maciej said

    Pytanie dla gości gajówki, czy ktoś ma może książkę ”Tematy jeszcze bardziej niebezpieczne” w jakimkolwiek formacie lub wie coś o źródle w którym można nabyć lub zdobyć tą publikacje ?? Proszę o kontakt.

    macwon@wp.pl

  11. Kronikarz said

    Protestuje = Wpis 200/ nie jest moj w https://marucha.wordpress.com/2011/08/23/pulapka-na-rosje/#comment-110938

  12. RomanK said

    ,,powiedzial mi-.rzekl Leszek
    przyslowie niedzwiedzie.
    ze prawdziwych przyjaciol
    poznajemy w biedzie…..
    i

    …….wsrod serdecznych Przyjaciol psi zajaca zjadly….

    i
    jak sobie poscielesz…. tak sie wyspisz…

    Znajac charakter serdecznych Przyjaciol…mozna zatluc i zgnoic najlepszego z nich…czyli z goja zrobic gnoja.
    Przykladow w brod…jak i honoru i mondrosci forumowej:-)))) szlachetnej katolickosci i ,,jednym slowem emmmpstremmbzdremm lepszosci

    Tu panie Kronikarz…nie jednemu Kronikarzowi ..Kronikarz…
    Kronikarzom nie przydzielaja PESEL Numer….zatem wszystko co jest Kronikarza…. jest Kronikarzowe….kapish????

  13. RomanK said

    Pani Sono….niedoczytala pani Ewangelii…..Jezus poprostu powiedzial”
    – Ojcze odpusc im …bo nie wiedza co czynia…..nie poczytaj im tego za grzech.

  14. sono said

    ad 13 aaa to pan z tych zwolennikow „pustego, wygaszonego na amen Piekla”???
    Czyli inaczej „robta co chceta, bo wy przeciez nie wicie co czynicie??”

  15. Katon Najmłodszy said

    Wyniki jesiennych wyborów
    To pokazuje, że obaj politycy – Kaczyński i Napieralski, dążą do stępienia ostrych skrzydeł, co ułatwi im obu dojście do ewentualnego powyborczego porozumienia oraz przekonanie własnych elektoratów, że wchodząc w sojusz robią to dla dobra Polski, odrzucając partyjne uprzedzenia… czytaj całość http://katonisliwka.wordpress.com/2011/08/27/wyniki-jesiennych-wyborow/#comment-10696

  16. Kronikarz said

    12/RomanK

    A tak !

  17. kawador said

    Libertarianie też pamiętają:

    http://libertarianizm.net/thread-762.html

  18. obserwator said

    Zamordowanemu Dariuszowi Ratajczakowi poświęciłem kilka tekstów.

    https://marucha.wordpress.com/2010/07/05/kolejne-haniebne-klamstwo-gw-i-prokuratury/

    http://blogmedia24.pl/node/33009

  19. Kronikarz said

    Obserwator = KLAMCA

    200/KLAMCA Obserwator podszywa sie

    https://marucha.wordpress.com/2011/08/23/pulapka-na-rosje/#comment-110938

    208/Klucz do KLAMCY Obserwatora

  20. obserwator said

    Także i ten:
    http://www.polskawalczaca.com/viewtopic.php?f=1&t=8049&start=15

  21. Kronikarz said

    O tak, Obserwator wyklada karty ale…

    Obserwator = KLAMCA

    200/KLAMCA Obserwator podszywa sie

    https://marucha.wordpress.com/2011/08/23/pulapka-na-rosje/#comment-110938

    208/Klucz do KLAMCY Obserwatora

  22. sono said

    Panie Marucha
    ten @ kronikarz to albo idiota albo hasbara, a podejrzewam ,ze i to i tamto.

  23. Polo said

    Pozdrowienia dla Wydawnictwa WERS i Zbyszka. Michał

  24. RomanK said

    ad 12.
    Pani Sono..nie moze pani odroznic slow Pana Naszego.-.Ojcze nie poczytaj im tego grzechu..bo nie wiedza co czynia…. od

    Hulaj dusza Piekla nie ma?????

    Czy wg, tego co pani pisze, gdyby Pan Bog mial rozum- jak pani- zrobil by z nimi to….. co pani???:-))))))

  25. Boomcha said

    @ Autor

    >Jak widać opowiedzenie się po stronie „oświęcimskiego kłamcy” nadal stygmatyzuje.

    Zamiast docenić, ze w ogóle mógł się facet wypowiedzieć na ogólnopolskiej i światowej antenie to jeszcze pretensje. Zorganizuj człowieku swoje radio i zapraszaj kogo chcesz. Nie płacisz na RM, nie wspierasz, nie bronisz to siedź cicho.

  26. Easy Rider said

    Ad 10.

    Tutaj są do pobrania w formacie *.doc fragmenty
    Tematów jeszcze bardziej niebezpiecznych

    A tutaj – dla uzupełnienia, w formacie *.pdf Tematy niebezpieczne .

  27. Piotrx said

    Ze strony Zbigniewa Koreywo
    http://www.koreywo.com/
    Rozmowa z śp. dr D.Ratajczakiem
    ********************************
    Wojna “Imperium Zła” z ludzkością trwa już od co najmniej 100 lat. Jest to wojna informacyjna.

    Dariusz Ratajczak – Prawda Ponad Wszystko.

    Zbyszek Koreywo: Panie Dariuszu, gdzie i kiedy urodził się dzisiejszy doktor historii, D. Ratajczak?

    Dariusz Ratajczak: Urodziłem się w Opolu 28 listopada 1962 roku, ale, podobnie jak znakomita większość mieszkańców tego miasta, nie jestem rodowitym Ślązakiem.

    ZK: Kim byli Pana rodzice? Czym się zajmowali?

    DR: Mój ojciec, Cyryl Ratajczak(rocznik 1928) pochodzi z Wielkopolski . Zresztą nazwisko Ratajczak jest charakterystyczne dla tego regionu Polski. Ojciec- syn Powstańca Wielkopolskiego i wielkopolskiego ochotnika w wojnie polsko- bolszewickiej, Michała Ratajczaka- urodził się w Śremie (40 km na południe od Poznania). Dziadek Michał, urzędnik miejscowej Kasy Chorych i lokalny działacz partyjny (od 1937r.należał do chadeckiego Stronnictwa Pracy) , zapewnił Ojcu i jego braciom dobre, dostatnie dzieciństwo. To była solidna, pracowita, drobnomieszczańska wielkopolska rodzina. W 1940 roku Ojciec, wtedy 12-letni chłopiec , został wywieziony przez Niemców na tzw. roboty. Właściwie przez całą wojnę pracował u niemieckich bauerów. Po powrocie do Śremu wraz z Ojcem włączył się w działalność Polskiego Stronnictwa Ludowego, co okupił miesięcznym aresztem w roku 1947. Siedział zresztą w jednej celi ze swoim Ojcem. Rok później, pod zmienionym imieniem (Cyryla zastąpił Antoni) rozpoczął studia na Wydziale Prawa Uniwersytetu Poznańskiego. Po ich zakończeniu i aplikacji przybył do Opola, gdzie podjął pracę w Zespole Adwokackim. Ojciec- dzisiaj na emeryturze- był obrońcą wybitnym, o uznanej renomie w środowisku adwokackim Kraju. Bronił m.in. jednego z braci Kowalczyków oskarżonych o wysadzenie auli WSP (Wyższa Szkoła Pedagogiczna) w Opolu. Występował w procesach politycznych stanu wojennego. Udzielał się również na niwie sportowej; był sędzią piłkarskim.

    Nieżyjąca już Matka Alina (z domu Czuchryj) pochodziła z kresów wschodnich Rzeczypospolitej. Urodziła się w Chodorowie (wschodni kraniec województwa lwowskiego) w rodzinie „nafciarskiej”. Jej Ojciec, a mój dziadek, Stanisław Czuchryj, do wybuchu wojny pracował w Borysławiu w „Polminie”- czysto polskim przedsiębiorstwie naftowym. To go uratowało przed wywózką na Syberię. Rosjanie nie byli na tyle głupi, aby pozbywać się fachowca w branży. Po wojnie rodzina Matki- śladem setek tysięcy Polaków- przybyła na ziemie zachodnie. Tutaj Matka poznała Ojca, czego efektem jestem ja i moja siostra.

    Historyczne doświadczenia mojej rodziny, tak po mieczu, jak i po kądzieli, niewątpliwie wpłynęły na moje zainteresowanie historią. Byłem jednak w uprzywilejowanej sytuacji, gdyż mogłem czerpać wiadomości od przedstawicieli dwóch różnych tradycji: wielkopolskiej i kresowej. Ta ostatnia początkowo bardziej przemawiała mi do wyobraźni, a to dzięki Matce, która uświadomiła mi, że nasze kresy Rosjanie nam ukradli. Dla mnie, 8-9 letniego chłopca był to niesamowity wstrząs, tym bardziej, że w szkole podstawowej pani nauczycielka utwierdzała nas w przekonaniu, że ZSRR to nasz największy przyjaciel. Poza tym dziadek i babcia ciągle powtarzali mi , że na wschodzie ziemia była urodzajna, pomidory wielkości małej dyni… i to do dziecka przemawiało. Ja po prostu zacząłem nie znosić tych, którzy nam te pomidory ukradli. A nielubienie Sowietów automatycznie przerzuciło się na krajowych komunistów. Miałem również to szczęście, że Ojciec często zabierał mnie na sprawy sądowe w okresie wakacyjnym. Jeździłem sobie z nim samochodem po całym kraju, a on opowiadał mi o dziadku Michale, wojnie bolszewickiej, swoim uwięzieniu. Właściwie od początku byłem stracony dla Polski Ludowej. Nie wstąpiłem ani do harcerstwa , ani do Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej.

    Idąc do liceum w Opolu wiedziałem już, że interesuje mnie przede wszystkim historia. Byłem bezwzględnie najlepszym historykiem i geografem w mojej klasie, uczestniczyłem jako jeden z dwóch przedstawicieli woj. opolskiego w Centralnej Olimpiadzie Historycznej w Warszawie. To umożliwiło mi dostanie się na studia bez egzaminów wstępnych. Wybrałem Uniwersytet Adama Mickiewicza w Poznaniu, raz, że chciałem zrobić przyjemność Ojcu, dwa, iż moi opolscy koledzy wybierali pobliski Wrocław. A ja nie chciałem studiować na uniwerku oznaczonym kryptonimem: BB. Niestety, nie chodziło o Brigitte Bardot, tylko Bolesława Bieruta.

    Tamtej decyzji nie żałuję. Miałem naprawdę świetnych profesorów i kapitalnych kolegów. Niewątpliwie zahartowały nas i scaliły strajki studenckie z listopada- grudnia 1981 roku. My- nieopierzeni studenci zaczynamy studia, a tu masz- od razu strajk. No i tak strajkowaliśmy do 13 grudnia, aż nas ZOMO [Zmilitaryzowane Oddziały Milicji Obywatelskiej] (zresztą grzecznie) poprosiło o opuszczenie gmachu. Później ostra nauka, nielegalny przewóz i kolportaż książek, bujne życie towarzyskie, powrót do Opola i praca – od 1988 r.- na opolskiej wyższej uczelni.

    ZK: Gdzie się sieje ziarna prawdy historycznej? I czy, Pana zdaniem, szeroko rozumiane społeczeństwo, może funkcjonować bez znajomości przeszłości?

    Tak jak już nadmieniłem, historia otaczała mnie od zawsze. Myślę, że jednak najważniejsze jest środowisko rodzinne, w którym człowiek kształtuje swój kościec moralny, patriotyczny, a częściowo i ideologiczny. Dziękuję Bogu, że wychowałem się w zwyczajnym, polskim domu. Dzisiaj nie jest to już tak oczywiste. Obecnie większość młodych ludzi opuszcza dom rodzinny bez bagażu przeszłości, bez opowiadań dziadków i rodziców o czasach minionych. A jeżeli już- to są to bajdurzenia typu:” za Gierka to było dobrze”. Dzieła zniszczenia dopełniają szkoły na wszystkich szczeblach nauczania. Wprawdzie nie ma już tam skretyniałych marksistów, ale „godnie” zastępują ich pusto-głowi politycznie poprawni idioci, których zresztą pełno tak w Polsce, jak i Australii. Głupota jak widać kontynentów nie wybiera. To oni, ci historycy od siedmiu boleści, wykańczają historię, która w ich wydaniu przestaje być nosicielką prawdy, mistrzynią życia, powodem narodowej dumy. To oni czynią celowo z historii służebnicę bieżących interesów politycznych, równie nędznych moralnie i intelektualnie elit rządzących, to oni wreszcie decydują o tym, jaki fakt czy osobę historyczną wyeksponować, a jaką zamilczeć na śmierć. Oczywiście wszystko to robią pod kątem bieżącej przydatności politycznej. To dlatego młodzi ludzie nic nie wiedzą o Dmowskim (bo to ultra patriota, a my zmierzamy do postmasońskiej hybrydy pod nazwą Unia Europejska), Witosie (bo bronił polskiej ziemi, a w Unii Europejskiej można ją przekazywać w obce ręce), Powstaniach Śląskich (bo to polski nacjonalizm, a Górny Śląsk powinien być miejscem współpracy polsko- niemieckiej) , poznańskim Czerwcu 1956 r. (bo nie było tam Jacka Kuronia et consortes, tylko władza strzelała do anonimowych Polaków), sprawie zabójstwa Bogdana Piaseckiego (bo mordu dokonali Żydzi, a o tym nie wypada mówić), et cetera. W zamian odmienia się przez wszystkie przypadki pogrom kielecki, wydarzenia marcowe i gehennę trockistów z KOR-u, a nad wszystkim czuwa ponadto „holocaust- industry” wmawiający ustami nauczycieli młodym ludziom nasze rzekome przewiny względem Żydów. Wszędzie półprawdy, kłamstwa, propaganda. I nie jest to bynajmniej szaleństwo, a metoda prowadząca do destrukcji świadomości historycznej, do odcięcia się od prawdziwie polskiej spuścizny historycznej, bez której naród istnieć nie może. Naród to przecież przeszłe, teraźniejsze i przyszłe pokolenia. Jeżeli rozbijemy pierwszy element tej triady- wszystko traci sens. A do tego prowadzi świadomie wybiórcza „twórczość” polit-poprawnych poprawiaczy historii.

    ZK: Panie Dariuszu, jakie były okoliczności pierwszego kontaktu z historią niebezpieczną, niosącą zagrożenie osobiste?

    Przede wszystkim muszę wyjaśnić, że jestem historykiem i publicystą historycznym zajmującym się głównie najnowszymi dziejami Polski, a zatem bardzo często natrafiam na historie, czy też tematy niebezpieczne. Tyle tylko, że to nie ja je wymyślam i to nie ja oceniam, czy są one niebezpieczne, czy też nie. Decyduje o tym niestety polityka, „społeczne zapotrzebowanie”, obowiązujący trend, kurs itd. Moja niereformowalność polega natomiast na tym, że w odróżnieniu od innych, kompletnie nie interesują mnie owe trendy i mody. Jeżeli jest niezbadany fakt historyczny- badam go niezależnie od tego, czy się to komuś podoba, czy też nie. Jeżeli jest problem, który przynajmniej wymaga zreferowania lub przybliżenia – referuję i przybliżam. Bez względu na to, czy mnie oskarżą np. o złamanie obowiązującego prawa. Dlatego też jestem rzeczywiście łatwym celem ataków. Taki już los człowieka nie przejmującego się cenzurą (kiedyś komunistyczną, dziś polit-poprawną) . Mój Boże, nie po to zostałem historykiem, aby pisać między wierszami.

    Odpowiadając jednak bezpośrednio na Pana pytanie… Otóż w 1986 r. obroniłem w Poznaniu pracę magisterską „Polacy na Wileńszczyźnie 1939-1944″ (później wydałem ją- po uzupełnieniach- w formie książkowej). Jeden z jej rozdziałów traktował o walkach wileńskich i nowogródzkich oddziałów AK z partyzantką sowiecką. Promotor mojej pracy, nieżyjący już prof. Jerzy Ochmański, znany lituanista (uczeń wielkiego Henryka Łowiańskiego), ale i ” betonowy komunista” zasiadający w komisjach weryfikacyjnych w stanie wojennym, gdy go przeczytał, poczerwieniał i wywalił mnie za drzwi z adnotacją: „zmienić, bo nici z magistra”. Przychodzę po tygodniu i słyszę od progu:

    – „Zmienił pan?”.

    – ” Tak- zmieniłem”.

    Dowcip polegał na tym, że zmiana polegała na dopisaniu zdania, iż to oddziały sowieckie inspirowały starcia z AK. Ochmański uwierzył mi na słowo, do tekstu już nie zajrzał.

    ZK: A zatem jaka powinna być rola historyka? Co jest warunkiem sine qua non praktykowania historii?

    DR: Historyk ma jedną podstawową rolę do spełnienia. Jest nią dotarcie do prawdy (podkreślenie moje). Prawda jest w istocie jedynym przyjacielem historyka. Historyk winien wiedzieć, że prawda nie ma odcieni; prawda jest zawsze jasna i jedna. Dążąc do prawdy, powinien unikać jak ognia podpowiedzi „życzliwych”, typu: „każdy medal ma dwie strony, „złoty środek”, ” w ramach kompromisu” itd., bowiem prowadzą one na manowce, zbliżają do kłamstwa. Po ustaleniu prawdy- i tu dotykamy drugiej roli historyka- badacz powinien, bez względu na konsekwencje, podzielić się nią z innymi. Prawda bowiem musi mieć wymiar nie tylko indywidualny, ale i społeczny. Pisanie do szuflady, szczególnie w czasach, gdy zewsząd atakuje nas kłamstwo, nie ma najmniejszego sensu. Szkoda czasu i atłasu.

    Druga część Pana pytania dotyczy w moim przekonaniu również cech, które winny charakteryzować historyka, gdyż warunek sine qua non praktykowania historii, czyli wolność słowa, jest już dawnym wspomnieniem. Zastąpiła ją polityczna poprawność, to jest soc-liberalna cenzura albo- jak to ktoś ładnie ujął- „tyrania dobrych intencji”. Zatem w dzisiejszych, ponurych czasach warunkiem sine qua non praktykowania historii jest sam historyk: prawdomówny, niezależny, odporny na ciosy , wreszcie po prostu odważny. Tak, dożyliśmy czasów, w których- żartobliwie mówiąc (ale to gorzki żart)- historyk powinien być skrzyżowaniem intelektualisty z bokserem.

    ZK: A gdzie, kiedy i w jakich okolicznościach rozpoczęły się pierwsze kłopoty – czy była to uczelnia czy też działo się to na początku poza murami uniwersytetu. Czy i kto wywierał na Pana pierwsze naciski.

    Odpowiedź na Pana pytanie wymaga przytoczenia wielu szczegółów, włącznie z podaniem nazwisk moich „szanownych prześladowców” .Nie mam nic przeciwko temu, aby dyspozycyjność, kłamstwo i- nie waham się użyć tego słowa- zwykłe chamstwo, tak typowe dla naszych elit politycznych oraz wielu pracowników nauki, ujrzało światło dzienne.

    Gdy w roku 1988 podjąłem pracę na opolskiej uczelni (wtedy nosiła ona nazwę: Wyższa Szkoła Pedagogiczna im. Powstańców Śląskich (w roku 1994 WSP stała się Uniwersytetem Opolskim, ale już bez „Powstańców Śląskich”, co było ukłonem w stronę rosnącej w siłę tzw. mniejszości niemieckiej na Śląsku Opolskim), zastałem tam sytuację, którą określiłbym słowem: transformacja. Polegała ona na tym, że opolscy profesorowie, docenci itd. właśnie zrzucali swe komunistyczno- PZPR-owskie szaty, chowali do szuflad co bardziej kompromitujące płody dotychczasowej twórczości (te wszystkie książki ku czci Rewolucji Październikowej), by przeistoczyć się w „szczerych” demokratów. Oni autentycznie bali się, że za chwilę nastąpi jakaś gigantyczna lustracja, która pozbawi ich wysokich stanowisk. Uspokoił ich dopiero premier Mazowiecki i jego „gruba kreska”. Może dlatego też wielu z nich upodobało sobie później Unię Wolności. Od „czerwonego” do „różowego” tylko krok.

    Ja w tym okresie byłem wprost zawalony pracą dydaktyczną. Prowadziłem zajęcia z najnowszej historii Polski i Europy na kilku kierunkach (również dla studentów wieczorowych), a poza tym uruchomiłem „Koło Historyczne”, które raz w tygodniu grupowało studentów zajmujących się „wywabianiem białych plam w historii”. Katyń, ZSRR a Powstanie Warszawskie, „Akcja Burza” na Kresach Wschodnich, Narodowe Siły Zbrojne, podziemie niepodległościowe po 1944 r.- m.in. te tematy znalazły się w polu naszych zainteresowań. Wprawdzie działo się to wszystko jeszcze przed finałem „Okrągłego Stołu”, tj. w warunkach obowiązującej cenzury, ale- jak już powiedziałem- uczelniana „wierchuszka” nie była na tyle głupia, by nie czuć „wiatru zmian” i w konsekwencji zostawiono nas w spokoju.

    W I połowie lat 90-tych miałem już ugruntowaną pozycję na uczelni. Nie chwaląc się, podczas moich wykładów i ćwiczeń sala zawsze była pełna. Przyjemnie było słyszeć od studentów, że jestem uważany za rzetelnego historyka, świetnego mówcę ( to akurat nie moja zasługa, a genów odziedziczonych po Ojcu- adwokacie) oraz człowieka, który nie boi się podejmować tematów niebezpiecznych z punktu widzenia politycznej poprawności; poprawności wlewającej się zrazu niepostrzeżenie, a później na podobieństwo wodospadu w uczelniane mury. A ja rzeczywiście występowałem przeciwko niej z otwartą przyłbicą, czując intuicyjnie, iż oto stoimy wobec niebezpieczeństwa zastąpienia cenzury komunistycznej jej soc-liberalną odpowiedniczką. Co więcej, uważałem, że efektem zwycięskiej inwazji polit-poprawności będzie niewolnicze podporządkowanie historii jako nauki- polityce. Na to nie było i nie ma mojej zgody.

    Opracowałem sobie wtedy zestaw „tematów niepoprawnych”, które realizowałem na zajęciach ze studentami. Pozwoli Pan, iż wymienię kilka zaledwie przykładów: „Zagłodź szczura, czyli o amerykańskim feminizmie krytycznie”, „Masoneria wczoraj i dziś”;

    “Hitleryzm i komunizm- wspólne korzenie”; „Czy kolonializm zasługuje na bezwzględne potępienie?”, „Historia Algierii francuskiej”, itd. itp.

    To się studentom bardzo podobało, ale z drugiej strony coraz częściej byłem wzywany na tzw. dywanik do dyrektora Instytutu Historii, prof. Stanisława S. Nicieji (prywatnie promotora mojej pracy doktorskiej, a później wszechwładnego Rektora Uniwersytetu Opolskiego), który mówił mniej więcej tak: „Ja Panu nic nie narzucam, ma Pan świetne oceny okresowe, my Pana wiedzę cenimy, ale czy naprawdę musi Pan tak szarżować? Ja wiem, Pan to robi w oparciu o źródła, ale niech Pan nie idzie pod prąd, bo to się może źle skończyć”. Szczerze mówiąc nie słuchałem uważnie profesora, chociaż był to wybitny specjalista od „chodzenia z prądem”, co udowodnił kilka lat później skazując mnie bez wahania „na pożarcie” podczas zorganizowanej odgórnie akcji wykańczania dr Ratajczaka.

    Te „przyjacielskie” pogawędki przy kawie nie były jednak początkiem prawdziwych kłopotów. Nie był nim nawet fakt obrony przeze mnie pracy doktorskiej: „Postawy ludności Śląska Opolskiego w świetle wyroków Wojskowych Sądów Rejonowych w latach 1945-1955″.Tu krótkie wyjaśnienie. Praca ta- pomimo neutralnego tytułu- była w istocie 500- stronicowym przeglądem represji komunistycznych na Opolszczyźnie w pierwszym dziesięcioleciu ‚Polski Ludowej”. Jej „niewygodność” polegała na tym, że z nazwiska wymieniałem sędziów, prokuratorów, pracowników Urzędu Bezpieczeństwa, milicjantów i donosicieli, którzy odpowiadali za mniejsze i większe zbrodnie tamtego okresu. Zdarzało się, że w przypisach padały nazwiska tatusiów obecnych pracowników Uniwersytetu Opolskiego! Dlatego też jej obrona odbywała się przy drzwiach zamkniętych.

    Początek prawdziwych kłopotów wiąże się oczywiście z wydaniem przeze mnie w marcu 1999r. publicystycznej książeczki ” Tematy niebezpieczne”. Nim przejdę do następstw tej publikacji, pozwoli Pan, że raz jeszcze poczynię kilka uwag wstępnych.

    Otóż podczas wykładów niejednokrotnie poruszałem tzw. wątek żydowski. Było to jak najbardziej zasadne, szczególnie w kontekście najnowszych dziejów Polski. Jeżeli np. mówiłem o funkcjach, strukturze i składzie osobowym Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, czyli ponurej ubecji, nadmieniałem, że w instytucji tej istniała nadreprezentacja osobników pochodzenia żydowskiego, szczególnie na szczeblach decyzyjnych. Jeżeli poruszałem sprawę potwornego zabójstwa syna Bolesława Piaseckiego, mówiłem w zgodzie z prawdą, iż wszelkie ślady mordu prowadzą do Izraela. Jeżeli wreszcie omawiałem stosunek większości Żydów do kwestii odzyskania przez Polskę niepodległości w 1918 r. i ich postawy w latach wojny polsko-bolszewickiej oraz po sowieckiej inwazji z 17 września 1939 r.- twierdziłem, iż nie byli oni bynajmniej wzorem patriotycznych cnót. To denerwowało uczelnianych bonzów. Skończyło się wreszcie na tym, że pod jakimś pozorem ograniczono mi w 1998r. zajęcia z najnowszej historii Polski, „przenosząc” do wieku XIX. Nie na wiele to się zdało, gdyż żydowskich ubeków zawsze mogli zastąpić równie antypolscy „Żydzi-litwacy”.

    Mimo wszystko było to dla mnie o tyle bolesne, że, po pierwsze, swoje wykłady opierałem zawsze na źródłach, a po drugie, wątek żydowski nie stanowił centrum moich historycznych zainteresowań. Traktowałem go na równi z innymi problemami. Oczywiście wiele było tu z mojej strony krytycyzmu, ale właśnie ta cecha immanentnie związana jest z wykonywanym przeze mnie zawodem. W każdym razie nikt oficjalnie nie zarzucał mi osławionego antysemityzmu.

    Podobnie rzecz się miała z kilkoma wykładami poświęconymi rewizjonizmowi holokaustu, które wygłosiłem w murach uczelni na przełomie 1997/1998 r. Władze uczelni coś tam mruczały pod nosem, natomiast studenci… walili na nie drzwiami i oknami, gdyż po raz pierwszy chyba w dziejach polskiego uniwersytetu ktoś obiektywnie zreferował poglądy środowiska, które jest społeczną i historyczną rzeczywistością. Środowiska- dodajmy- które składa się również z Żydów.

    Zresztą po tych wykładach wielu studentów domagało się ode mnie w kuluarach jasnego ustosunkowania się do tez głoszonych przez rewizjonistów. Odpowiadałem wtedy niezmiennie: ” Jeżeli rewizjoniści uważają, że nie istniały komory gazowe- mylą się. Jeżeli uważają, że podczas wojny nie zginęło 6 milionów Żydów- mają rację. Jeżeli twierdzą, że holokaust nie jest osią martyrologiczną XX wieku- mają rację. W przeciwnym bowiem razie pogardzalibyśmy ofiarami sowieckiego Archipelagu Gułag, ormiańskimi ofiarami polityki tureckiej z lat I wojny światowej, czy naszymi rodakami- ofiarami niemiecko-sowieckich bestialstw z lat 1939-1945. A co z biednymi Tutsi mordowanymi przez oszalałych członków plemienia Hutu?!. Czy ofiary dzielą się na lepsze i gorsze?”

    Jak już nadmieniłem, na początku marca 1999r. wydałem własnym sumptem i w symbolicznym nakładzie 320 egzemplarzy książkę „Tematy niebezpieczne”. Zrobiłem to, aby w publicystycznej formie utrwalić, zostawić ślad po niektórych moich uczelnianych wykładach. Jeden z jej podrozdziałów nosił tytuł ” Rewizjonizm holokaustu”. Przez miesiąc na uczelni nic się nie działo, chociaż pierwsze egzemplarze „Tematów…” przekazałem osobiście Rektorowi Nicieji i uczelnianej „górze”. Nie omieszkałem również sporządzić stosownych, uprzejmych dedykacji. Po miesiącu, dokładnie 7 kwietnia, wzywa mnie do siebie… nie, nie Rektor, czy Dyrektor Instytutu Historii, ale jeden z redaktorów… „Gazety Wyborczej”, który mówi mi z uśmieszkiem na twarzy, że za chwilę „wklepiemy Pana w ziemię za tą książeczkę i jej podrozdzialik o holokauście”.

    No i zaczęło się. 8 kwietnia zbiera się w trybie natychmiastowym Rada Wydziału Pedagogiczno-Historycznego Uniwersytetu Opolskiego, która „spontanicznie” mnie potępia. Wyłamuje się tylko prof. Joanna Rostropowicz, która przytomnie zauważa: ” nie mogę potępić Ratajczaka, bo tej książki nie czytałam. Odnoszę wrażenie, że nikt z obecnych jej nie przeczytał. Kim są, do cholery, ci rewizjoniści holokaustu?” Rostropowicz ma rację, ale co tam- kazali potępiać to potępiamy. Stalinizm zmartwychwstał w Opolu.

    Jednocześnie „Gazeta Wyborcza” i inne lewicowe publikatory , Muzeum Oświęcimskie, Ambasada Izraela, „moralne autorytety” , niektórzy członkowie rządu Buzka oraz ludzie z otoczenia prezydenta Kwaśniewskiego (lewica i „prawica” w jednym szeregu)- rozpoczynają ostrą nagonkę. Dyrektor Muzeum w Oświęcimiu twierdzi, że jestem neonazistą, rzecznik Ambasady Izraela w Warszawie, Michał Sobelman, dziwi się , że „taki człowiek pracuje na polskim uniwersytecie” (jest to wyraźna sugestia by mnie „wyrzucić na zbitą twarz”), Władysław Bartoszewski wysyła mnie do zakładu psychiatrycznego itd. itp.

    W tym samym czasie przestraszony Rektor Nicieja otrzymuje telefony od Very Important Persons z Ministerstwa Edukacji Narodowej, od „ludzi Szymona Wiesenthala” i kogo tam jeszcze z ostrzeżeniem: „jeżeli nie wyrzucicie tego Ratajczaka- uczelnia będzie bojkotowana i nie dostaniecie żadnych grantów”. No i rektor zawiesza mnie w obowiązkach nauczyciela akademickiego. Cóż, to jest człowiek spolegliwy ,czuły na powiew wiatru historii (dzisiaj pełni zaszczytną funkcję senatora RP z ramienia SLD).

    W kwietniu 1999 r. przeżywałem więc ciężkie chwile. Odwrócili się ode mnie strachliwi uczelniani koledzy (dochodziło do tego, że nie poznawali mnie na ulicy- i tak już zostało), opluto w mediach… Nie dość, że zawieszono mnie w wykonywaniu zawodu, to jeszcze uczelnia, na polecenie „góry”, wytoczyła mi „proces”, który trwał rok. To była jawna kpina ze sprawiedliwości. Na kolejnych rozprawach wygłaszałem 2- godzinne mowy na temat wolności słowa i prawa do wątpienia; ustosunkowywałem się do tez głoszonych przez rewizjonistów holokaustu, ale uczelniana inkwizycja rzadko udawała, że mnie słucha. Wyrok był gotowy: dyscyplinarne usunięcie z Uniwersytetu z zakazem pracy w zawodzie nauczycielskim na 3 lata. Miałem tylko tą satysfakcję, że intelektualnie wykończyłem „panów sędziów” (moralne dno i takaż wiedza prawna) oraz rzecznika dyscyplinarnego Uniwersytetu Opolskiego, prof. Wiesława Łukaszewskiego, który przez rok śledztwa nie potrafił przedstawić nawet jednego świadka oskarżenia. Gdy pokazałem Ojcu sporządzony przez niego akt oskarżenia w mojej sprawie- Ojciec stwierdził, że przy Łukaszewskim niejaki Andriej Wyszynskij (sowiecki prokurator, znany z wielu procesów pokazowych – przycz. mój) jawi się jako dobry prawnik. No ale Łukaszewski prywatnie jest… psychologiem, zaś skład sądu uczelnianego stanowili: chemik, historyk średniowiecza, jeszcze jeden psycholog oraz… ksiądz z Wydziału Teologicznego UO. Naprawdę, ciekawych teraz mamy księży…

    Za to zbudowany byłem postawą moich studentów. Pisali petycje do Rektora i prasy w mojej obronie, strasznie przy tym ryzykując. Dwóch z nich od razu zawieszono w prawach studenta . Gdy się o tym dowiedziałem, zabroniłem im podobnych działań. Z dużą ulgą przyjąłem też moralne wsparcie ze strony wielu rodaków. Ludzie dzwonili do mnie bez przerwy, dodawali otuchy. Niezwykle aktywna była Polonia z USA i Kanady, która zasypała Uniwersytet e-mailami w mojej obronie. Kilka listów nadeszło również z Australii. Polacy intuicyjnie czuli, że na pojedynczego człowieka wali się potworna maszyneria politycznej poprawności, która działa na zasadzie walca drogowego. Ginąłem zatem w dobrym towarzystwie, uzupełnionym później przez odważnych naukowców (Mirosław Dakowski, Rafał Broda, Ryszard Bender, Peter Raina itd.), jak i równie odważnych redakcji niektórych gazet.

    Byłbym szczęśliwym człowiekiem, gdybym w tym czasie walczył tylko z uczelniami tchórzami i ich rozkazodawcami. Ale gdzie tam! W maju 1999r. moją sprawą zajęła się prokuratura, która oskarżyła mnie o złamanie art. 55 Ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej. Artykuł ten- wzorem państw zachodnioeuropejskich i nie tylko – grozi karą do 3 lat więzienia za tzw. negowanie zbrodni nazistowskich. Ta ledwie skrywana cenzura, obowiązująca w Polsce od 1 stycznia 1999r., jest moim zdaniem grobem dla historiografii; kładzie bowiem tamę naukowemu wątpieniu, bez którego praca historyka nie ma sensu. Ustawodawca natomiast inspirowany przez „holocaust- industry” zdaje się mówić:” było tak i tak, spróbuj się wychylić, to cię wsadzimy do mamra”.

    Dobrze- odpowiadam- nikt przy zdrowych zmysłach nie neguje zbrodni nazistowskich (na Żydach- bo o to w tej ściśle nacyjnej ustawie chodzi), ale niech mi nikt nie wmawia, że było tak jak chcą Panowie Gross, Wilkomirski i cały tabun kłamców pracujących dla „przemysłu holokaustu”. W Australii też ich zresztą nie brakuje.

    Rzecz jasna obiektem dociekań prokuratury i sądu (jestem już po dwóch wyrokach, ale końca sprawy nie widać; obecnie grozi mi 10 miesięcy więzienia) jest książka „Tematy niebezpieczne”, czyli jej podrozdział „Rewizjonizm holokaustu”. Moje tłumaczenia, że tylko referuję poglądy rewizjonistów- zdają się psu na budę. Podobnie moje próby wprowadzenia świadków obrony, ekspertów itd. Cóż, sąd wie najlepiej… Wychodzi na to, że dotknąłem czegoś, co wywołuje furię możnych tego świata. Logicznie bowiem rozumując- nie represjonuje się konsekwentnie, od 3 lat, człowieka, który zajmuje się nic nie znaczącymi głupstwami!

    ZK: A w jaki sposób zaczynał pan karierę naukową?

    DR: W roku 1986 , po ukończeniu studiów, powróciłem do Opola. Z marszu złożyłem papiery na Wyższą Szkołę Pedagogiczną. Moje aplikacje rozpatrywano…przez 2 lata. To był czas kwitnącej jeszcze komuny, a za mną podobno przyszły z Poznania jakieś papiery od wiadomej instytucji i tak trwałem w zawieszeniu. Może niezupełnie w zawieszeniu, gdyż w tzw. międzyczasie upomniało się o mnie „Ludowe Wojsko Polskie”- pełne jeszcze w tym czasie głupich „trepów” ścigających nas za krzyżyki wyłożone na mundurze lub wojskowym dresie.

    Formalnie w lutym 1988r. zostałem asystentem w Instytucie Historii opolskiej wyższej uczelni. Dwa lata później opublikowałem swą pierwszą książkę „Polacy na Wileńszczyźnie 1939-1944”. Cztery lata później opublikowałem kolejną pozycję: „Świadectwo księdza Wojaczka”, której drugie wydanie- rozszerzone- ukazało się rok później. W 1994 r. rozpocząłem zbierać materiały do pracy doktorskiej poświęconej de facto zbrodniom stalinowskim na Opolszczyźnie. Obroniłem ją w czerwcu 1997 r., automatycznie awansując na stanowisko adiunkta w Instytucie Historii Uniwersytetu Opolskiego. Nieco wcześniej natomiast, w 1996r., wespół z dr Ryszardem Miążkiem napisałem książkę: „Krajowa Armia Podziemna 1949-1952”.Od jesieni 1997 r. począłem gromadzić materiały do rozprawy habilitacyjnej poświęconej arcybiskupowi Bolesławowi Kominkowi. Prace te zostały przerwane z wiadomych względów. W kwietniu 1999r, po opublikowaniu książki „Tematy niebezpieczne”, zawieszono mnie w prawach nauczyciela akademickiego, a następnie dyscyplinarnie zwolniono z Uniwersytetu Opolskiego z zakazem pracy w zawodzie nauczycielskim przez 3 lata. Po wyrzuceniu z pracy opublikowałem w 2001 r. książkę: „Tematy jeszcze bardziej niebezpieczne” .W tym roku ukaże się jej rozszerzone wydanie oraz nowa pozycja mojego autorstwa: „Sprawa dr Dariusza Ratajczaka, czyli Uniwersytet za zamkniętymi drzwiami”. Obecnie pracuję w charakterze stróża nocnego w Opolu.

    ZK: Panie Dariuszu, czy zgodzi się Pan ze mną, że prostytucja moralna ma równie stare korzenie jak i ta fizyczna, cielesna? Innymi słowy zawsze byli ludzie, których sumienia można było kupić. Niemniej ostatnio, powiedzmy od zakończenia II Wojny Światowej, ilość moralnych prostytutek gwałtownie rośnie z każdym rokiem. Skąd, Pana zdaniem, bierze się ten fenomen? Co powoduje, że tak duża część światowej populacji zatraciła podstawy moralne, które tak mozolnie, od czasów Chrystusa, ludzkość budowała.

    Wiem, że zadaję pytanie czysto filozoficzne ale być może głębokie zrozumienie historii pomoże Panu na nie odpowiedzieć.

    DR: Poruszył Pan bardzo ciekawy temat. Prostytutka moralna jest “inteligentniejszą” siostrą sprzedajnej prostej dziewczyny ofiarowującej ciało na rogu ulicy. Obiektem jej zainteresowania nie jest ciało, a ludzkie sumienie. To jest jej właściwy obiekt pożądania. Oczywiście jeżeli trzeba- zaofiaruje również własne ciało (dlatego właśnie wykazuje zrozumienie i tolerancję dla wyuzdania seksualnego), ale będzie ono jedynie środkiem prowadzącym do celu. A tym jest kupienie i prostytucja sumienia.

    Zawsze istnieli ludzie, których sumienia były do kupienia. Nierzadko zajmowali eksponowane stanowiska; decydowali o losie jednostek, grup społecznych i narodów. Uważam jednak, że przez setki lat to nie oni wyznaczali moralny bieg dziejów. Dlaczego? Otóż dlatego, że nawet ci antymoraliści czuli swoją ziemską marność, skończoność, czy niedoskonałość wynikającą z uświadomienia sobie faktu (najczęściej na łożu ostatecznej boleści, ale mniejsza o szczegóły) bycia śmiertelnym człowiekiem. Najgorszy drań czuł jednak respekt przed śmiercią, a konkretnie przed karą, która go spotka za życie unurzane w bagnie niegodziwości. U większości tych ludzi po prostu w pewnym momencie (jak już powiedziałem- najczęściej za późno) budziło się jednak sumienie. W każdym razie na pewno tak było od początku ery chrześcijańskiej. Strach przed Boską karą, trwoga przed wiecznym potępieniem łamały najtwardsze kanalie. Wreszcie w tamtych odległych czasach na dłuższą metę nie było społecznego przyzwolenia na amoralne postępowanie. To było charakterystyczne: ci prości, często niesłychanie prymitywni ludzie, niejednokrotnie ofiary obłędu będącego skutkiem głodu, wojen, morowego powietrza ( obłędu, który okresowo zamieniał ich nieomal w zwierzęta) w końcu powracali albo starali się powracać na tory moralności. Bo tak nakazywał Bóg, bo nie da się żyć długo wbrew naturalnemu porządkowi rzeczy. Wina i wstyd ścieliły drogę porządkowi moralnemu. Prawda, niedoskonałemu, ale jednak porządkowi…

    Sytuacja uległa zasadniczej zmianie w II połowie XVIII wieku. To wtedy właśnie w sposób zdecydowany zakwestionowano istnienie Boga. Stwórcę zastąpił człowiek- istota rzekomo mocarna, odpowiedzialna tylko przed sobą, wolna od wszystkich dotychczasowych ograniczeń; wolna od tradycyjnie pojętej moralności. Ten pogląd upowszechniany przez “ wybrańców”- to jest rodzącą się kastę intelektualistów- wydał zatrute owoce w postaci rewolucji francuskiej (dokładniej: rewolucji we Francji), rewolucji bolszewickiej, meksykańskiej itd. Nawet “rewolucja hitlerowska”, ograniczona nacyjnie, była jego zmutowanym dziecięciem.

    Po II Wojnie Światowej, po fiasku eksperymentu bolszewicko-hitlerowskiego (dla “intelektualnych inkwizytorów” był on do pewnego momentu rodzajem “użytecznego durnia”) powrócono do źródła, czyli haseł głoszonych przez intelektualnych sprawców rewolucji we Francji. Wykorzystano przy tym na niespotykaną dotąd skalę “zdobycze współczesnej cywilizacji”- myślę oczywiście o mediach. Upowszechniane za ich pomocą hasła sprowadzały się w istocie do jednego: tradycyjna moralność nie istnieje, wszystko jest względne, zależy od punktu widzenia ; wszystko jest na sprzedaż- również “ śmieszne, zalatujące naftaliną” ludzkie sumienie. Publika, po 200 latach “wstępnej obróbki”, uległa tej propagandzie . Nie miała szans w starciu z potęgą dysponującą wyrafinowanymi środkami oddziaływania na człowieka. Co więcej, przyjęła ją za swoją, gdyż życie bez sumienia albo z “sumieniem obrotowym” jest bardzo wygodne: zwalnia od odpowiedzialności. Tak więc możni tego świata- prawdziwi następcy XVIII wiecznych osobistych nieprzyjaciół Pana Boga- posiłkując się hasłem pozornej, wybiórczej wolności (“nie ma wolności dla wrogów wolności”- to o nas, panie Zbigniewie), plotąc długi złoty łańcuch (sprowadziłbym go do dwóch kwestii: “intelektualni opresorzy” zapewniają maluczkim wygody życia codziennego, a w zamian żądają ścisłego respektowania stworzonego przez nich porządku), reinterpretując historię itd., itp., uczynili z ludzi bezwolne stado reagujące na podobieństwo “psów Pawłowa”. To jest System, w którym wolność polega na jej braku, tolerancja jest jej zaprzeczeniem, a bezmyślność zastępuje zdrowy rozsądek. To jest m.in. osławiona polityczna poprawność- strażnik interesów klas rządzących od Waszyngtonu przez Warszawę do Canberry. Tragedia polega na tym, że większość ludzi chce żyć w tej złotej klatce. Widać luksusowe wegetowanie ma swoje uroki.

    Jestem mimo wszystko optymistą. To się prędzej czy później rozpadnie jak domek z kart. Nie można bez końca żyć w sztucznym, wymyślonym świecie. Ludzie przejrzą na oczy. Przemawia przeze mnie w tym miejscu nie tylko historyk, ale i osoba przekonana o sile Boskiego porządku rzeczy. Cóż, ja już tego pewnie nie dożyję, polegnę w walce z Systemem. Nie ma jednak wojny bez ofiar; ofiary są nawet konieczne. Szczególnie w słusznej sprawie.

    ZK: Użył Pan sformułowania “Rewolucji Francuskiej a właściwie Rewolucji we Francji”. Czy zechciałby Pan wyjaśnić czytelnikom Tygodnika jaka jest różnica pomiędzy tymi dwoma określeniami?

    DR: Rewolucja Francuska… Jakaż to obraza dla Francji. Przecież jej inspiratorami były międzynarodowe kręgi masonerii, które wybrały na pierwszą ofiarę właśnie Francję- kluczowy i najbogatszy kraj europejski. Dokładniej- głęboko wtajemniczone kręgi masońskie- “iluminaci”. Stąd rewolucja we Francji, gdyż z duchem Francji, z ideą “Wiecznej Francji” oraz Najstarszą Córą Kościoła nie miała ona wiele wspólnego. Prawdziwa Francja to Kapetyngowie i krwawiąca Wandea podczas bandyckiej rewolucji- nie zaś dobrane towarzystwo masonów i około-masonów mordujących ludzi w imię “postępu”, walki z religią itd.. Ale, tego nie zapominajmy, prawdziwa Francja to także Napoleon Bonaparte, który ukrócił to barbarzyństwo posługujące się hasłem: “dobro ludzkości” i poszedł w kierunku respektowania francuskiego interesu państwowo-narodowego.

    Podobnie nie było rewolucji rosyjskiej. Był natomiast sponsorowany przez światowych globalistów i Niemców bolszewicki przewrót w Rosji. Jeżeli już- mówmy o rewolucji żydowskiej w Rosji, gdyż to Żydzi właśnie wypełnili szczeble decyzyjne bolszewickiej machiny rewolucyjnej. Bez determinacji małomiasteczkowego żydowskiego motłochu w Rosji, bolszewicy zostaliby wyrzuceni na śmietnik historii już w roku 1919. Tak nawiasem mówiąc, dzisiaj “holocaust-industry” podkreśla żydowskie cierpienia podczas II wojny światowej. Mam nieodparte wrażenie, że praktyka ta to parawan mający zasłaniać żydowski, całkiem spory, udział w zbrodniach komunizmu.

    ZK: W świetle tego co Pan właśnie powiedział, czy nie boi się Pan posądzenia o antysemityzm? Wszak w czasie bolszewickiej rewolucji zapewne zginęła też jakaś ilość Żydów?

    DR: W zawierusze rewolucyjnej ginęli i Żydzi, ale bynajmniej nie pozostaje to w sprzeczności z faktem, że w rozdmuchaniu tego piekła na ziemi i późniejszych działaniach represyjnych wobec Rosjan oraz innych nacji wielu z nich odgrywało istotną rolę. Jest charakterystyczne, że np. ówczesne raporty dyplomatów państw zachodnioeuropejskich z Rosji stwierdzają, delikatnie mówiąc, nadreprezentatywność przedstawicieli tej nacji w dobranym, to jest bandyckim towarzystwie bolszewików. Wystarczy poczytać “Białą Księgę” brytyjskiego Home Office z tamtego okresu, a dokładniej jej pierwsze wydanie, gdyż w następnym odpowiednie passusy poświęcone żydowskiemu zaangażowaniu w rewolucję wyparowały.

    Oczywiście trudno tu mówić o winie wszystkich rosyjskich, ukraińskich itd. Żydów. Byłoby w końcu absurdem twierdzenie, że np. ludzie majętni albo liczni Żydzi- tradycjonaliści pałali miłością do bolszewików. Wielu z nich zresztą uciekło przed rewolucją do…. rzekomo antysemickiej Polski, gdzie potraktowano ich nad wyraz uprzejmie. Wkrótce otrzymali obywatelstwo Rzeczypospolitej, a ich zrewoltowane latorośle uzupełniły szeregi… Komunistycznej Partii Polski. Wdzięczność nie jest chyba nadmiernie rozbudowaną żydowską cechą narodową. Ale to tak na marginesie.

    Raz jeszcze podkreślam: bez udziału po stronie bandyckiej rewolucji zbolszewizowanej żydowskiej biedoty oraz żydowskich młodzieńców paradujących z naganem zatkniętym za pasek w ramach osławionej “Czerezwyczajki”- bolszewicy mieliby nieliche kłopoty z utrzymaniem się u władzy.

    Pyta Pan o osławiony antysemityzm… Cóż, zapewne nadal istnieją osobnicy, którzy uważają, że Żydzi odpowiadają za całe zło na tym padole łez. To już nawet nie są antysemici; to są wariaci. Podobnie istnieje całkiem sporo Żydów, którzy uważają tzw. gojów za podludzi, zwierzęta, “pegarim”, czy co tam jeszcze. Na wariatów nie ma rady- i tyle.

    Współcześnie natomiast “antysemityzm” stał się rodzajem bezwzględnej , wyjątkowo brutalnej walki “establishmentu” z niezależnie myślącymi ludźmi ( żeby było śmieszniej- również z Żydami w rodzaju dr Israela Shahaka). Napiszesz, w zgodzie z prawdą, książkę czy artykuł o niemal rasistowskim charakterze Państwa Izrael- jesteś antysemitą; wytkniesz “błędy przeszłości” Simonowi Wiesenthalowi albo poskrobiesz p. Adama Michnika tudzież “Gazetę Wyborczą”- jesteś antysemitą; napiszesz kilka słów prawdy o tych wszystkich Wiesel`ach, Jerzych Kosińskich albo… kilku australijskich kłamczuchach- polakożercach żydowskiego pochodzenia- oczywiście jesteś antysemitą; powiesz, znowu zgodnie z prawdą, że Adam Mickiewicz nie miał żydowskich korzeni- czynisz tak boś antysemita. I tak dalej, dalej, dalej. Istna paranoja, czyli- powracamy niejako do źródła- ważny czynnik politycznej poprawności.

    Tak, walka z rzekomym, zrodzonym w nienawistnych głowach antysemityzmem jest jednym z filarów “political correctness.” Przy tym owi “zawodowi filosemici” w kółko gadają o tolerancji, a tak naprawdę to prawdziwi antyintelektualni opresorzy albo nierzadko żydowscy szowiniści. To ludzie “zionący miłosierdziem”. Nie będę szczególnym odkrywcą, jeśli powtórzę za klasykami maksym, że współcześnie antysemitą nie jest ten, kto nie lubi Żydów, lecz ten, kogo Żydzi (oczywiście niektórzy, czyli wpływowi) nie lubią. Signum temporis.

    ZK: Panie Dariuszu. Właśnie odbyła się kolejna rozprawa sądowa w Opolu, gdzie oskarżano Pana z paragrafu o tzw. “kłamstwo Oświęcimskie”. Jaki był jej epilog ?

    DR: Po trzech latach Sąd Okręgowy w Opolu warunkowo umorzył postępowanie w mojej sprawie. Ja wprawdzie wnosiłem o pełne uniewinnienie, ale w dzisiejszych czasach, jak się Pan domyśla, jest to praktycznie niemożliwe. Myślę, że w zaistniałych warunkach osiągnąłem to, co było do osiągnięcia, tym bardziej, że prokurator twardo obstawał przy karze opiewającej na 10 miesięcy pobytu w więzieniu. Wyrok wyjątkowo źle przyjęła „Gazeta Wyborcza”, która piórem Andrzeja Osęki („GW”, 8 czerwca 2002) smutna konstatowała, że w „takich sprawach” zapadają „tylko takie wyroki”. Rozumiem ich smutek; w końcu to właśnie organ p. Michnika przypadek mój rozdmuchał do niebotycznych rozmiarów. Zgromadzona 7 czerwca br. na sali sądowej publiczność po ogłoszeniu wyroku, a wcześniej po wysłuchaniu mojej mowy obrończej, dawała mi w prywatnych rozmowach jasno do zrozumienia, że jedynym wyrokiem winno być uniewinnienie. To prawda, ale raz jeszcze podkreślam: sprawa od samego początku była „kręcona z góry” (w 1999r. przez minister sprawiedliwości- p. Hannę Suchocką), atakowały mnie bezpardonowo „moralne autorytety”, głos zabierała Ambasada Izraela, Centrum Wiesenthala et cetera- a zatem opolski sąd i tak zachował się względnie odważnie. Zresztą dla atakujących wyrok sądowy był sprawą wtórną .Dla nich najważniejsze jest to, że tacy ludzie jak Dariusz Ratajczak nie mają prawa nauczać polskiej młodzieży. Tu są niezwykle konsekwentni. W końcu nadal jestem portierem z niemal zerowymi szansami powrotu do wyuczonego i ukochanego zawodu.

    ZK: Niech mi będzie wolno zrekapitulować Pana aktualną sytuację. Doktor historii, wybitny znawca Kresów z czasów wojny, kronikarz Armii Krajowej, uwielbiany przez studentów wykładowca Uniwersytetu Opolskiego, pracuje dziś jako nocny portier? I jakież to obowiązki ma Pan tam do wypełniania?

    DR: Wie Pan, w kwietniu 1999 r., gdy rozpętano “aferę dr Ratajczaka”, podszedł do mnie znajomy i powiedział mniej więcej tak:

    “ to , że wyrzucą Ciebie z pracy na uniwersytecie jest niczym. Wykończą Cię bracie finansowo. Nie dostaniesz nigdzie pracy, pójdziesz na żebry, będziesz zadżumiony, będziesz nikim; koledzy nie poznają Cię na ulicy; koledzy z którymi wczoraj piłeś piwo”. Miał rację. Z dnia na dzień zostałem na bruku, bez pieniędzy i bez przyjaciół. Wszędzie strach, oportunizm… Nie mogąc pracować w wyuczonym zawodzie, zacząłem się rozglądać za innymi zajęciami. Odbyłem wiele rozmów kontrolnych w firmach wydawniczych, oświatowych i turystycznych. Okazało się jednak, że moje wykształcenie, umiejętności, tytuł naukowy i znajomość j. angielskiego nie są ważne. Ważne jest to, że nazywam się Dariusz Ratajczak. “Ten Dariusz Ratajczak, który podpadł Żydom”. To wystarczało- wszędzie odmowa. W końcu udało mi się “złapać” pracę portiera w hurtowniach alkoholu, płyt paździerzowych etc. Cóż tam robię? Ano, dozoruję w nocy (między 18 a 6 rano) piechotą 8 hektarowy teren na skraju Opola (“tam gdzie diabeł mówi: Guten Nacht”), odganiam pijaczków złaknionych alkoholu (posługuję się sękatym kijem; niestety nie mam nawet na wyposażeniu damskiego “aerozolu z pieprzem”) , przeganiam lisy, kuny i szczury. . .

    ZK: Bardzo proszę, niech Pan podzieli się z czytelnikami Tygodnika Polskiego informacją, jak udaje się Panu utrzymać rodzinę? Czy zarobki nocnego portiera wystarczają na wiązanie końca z końcem? Innymi słowy, czy pod koniec miesiąca Pana żona ma co włożyć dzieciom do garnka?

    DR: Zarabiam miesięcznie na rękę 530 zł (ok. 140 dolarów amerykańskich), moja żona ok. 200 dolarów. W sumie więc jesteśmy finansowymi pariasami (łącznie nasze pensję ledwie dobijają do jednej średniej krajowej). Najbardziej przykre jest dla mnie to, że już chyba nigdy nie będzie mnie stać na należytą edukację moich dzieci. Mój syn nie pójdzie w naukowe ślady ojca. Raczej w te ostatnie – portierskie. Cóż, pieniądze szczęścia nie dają, ale jednak są potrzebne. Pozwoli Pan, że w tym miejscu podziękuję kilku Polonusom z USA, którzy latem 1999r. przekazali mi 500 dolarów amerykańskich “na życie” oraz p. Ryszardowi z Australii, który przekazał na moje ręce czek w wysokości 30 dolarów australijskich. Serdeczne Bóg Zapłać.

    Spisał: Zbyszek Koreywo

    http://koreywo.cjb.net

  28. sono said

    ad 24 Nie poczytaj im tego Grzechu. Grzechu. Czyli to Jezus uznal za grzech, a zarazem wstawil sie odo Ojca o odpuszczenie tego Grzechu. Ale uznal ich dzialanie za Grzech, a nie za belkot oblakanego.
    Po drugie Chrystus wyraznie dal nam wskazowki jak zyc, wyraznie powiedzial o Piekle do ktorego pojdac ci, co sie swiadomie i dobrowolnie sprzeniewierzyli Jego naukom. A hierarchia KK ,jak malo kto, powinna znac Jego nauki i sie nimi kierowac. Komu wiele dano, od tego wiele sie wymaga.
    Sprowadzaja celowo owce na manowce, pomiedzy wilki, a maja byc dobrymi pasterzami. To potezna, nikczemna, obledna, Judaszowa zdrada. Ale Judasz przynajmniej mial poczucie winy wkrotce po swoim haniebnym czynie.
    Hierarchia nie poczuwa sie do zadnej winy wzgledem swoich blakajacych sie i zagubionych owiec.

  29. RomanK said

    Pani Sono..,.krol David spiewal Bogu Wszechmocnemu i MIlosiernemu’

    Dominus pascit me nihil mihi deerit….co znaczy….

    Pan mym Pasterzem..nie brak mi niczego……

    jak pani mysli- co muzykalny David mial na mysli ….. spiewajac te slowa????

  30. sono said

    Niech sie pan Dawida zapyta.

  31. Błysk said

    W powyższych wpisach nie widzę żadnej rzeczowej dyskusji o śp.doktorze Ratajczyku. Jego pisanie odebrałem źle, bo przecież wpisał się w rejestr osób kwestionujących komory gazowe w Polsce.To mzd. niedopuszczalne ,tak jak gdyby np. ktoś twierdził,ze nie było II wojny światowej .Tego rodzaju sądy są na rękę spadkobiercom Hitlera .Jednoczęśnie dr Ratajczak zakwestionował liczbę żydowskich ofiar Holocaustu i do tego miał prawo i odwagę. Oczywiście nie można wykluczyć,że został zamordowany, bo w Polsce ,w praktyce nikt tego nie bada.

  32. Przeclaw said

    #30.Blysk

    Ma Pan racje, kwestionowanie istnienia komor gazowych bylo nieodpowiedzialne i wbrew dosc powszechnej wiedzy zyjacy w Polsce swiadkow.

    Ale zrobil tez duzo dobrego, np. opisal mordowanie generala Zagorskiego przez pilsudczykow.

    Odnosnie planow reprintu pamietnikow Niewiadomskiego, dla mnie to dziwna sprawa, bo one wygladaja mi na falsyfikat przedwojennej ubecji.

  33. 166 bojkot TVN said

    30/Błysk
    Od razu widać, że Błysk nie zadał sobie trudu przeczytania „Tematów niebezpiecznych”, w których D.Ratajczak wcale nie podważa istnienia komór gazowych, on pisze, że sa w Niemczech naukowcy, którzy twierdzą, że nie było komór gazowych.
    D.Ratajczak przytoczył cudze poglądy. Ale nie dlatego stracił życie. Dokopał się do dużo bardziej niebezpiecznej wiedzy, a co za tym idzie i dowodów. Ten kto wie nad czym pracował przed śmiercią, wiedzą kto go zabił.
    TA króciutka książeczka jest dostępna m.in. tu:
    http://biblio.ojczyzna.pl/HTML/AUTORZY-Ratajczak.htm
    Można sobie przeczytać, przeanalizować, samemu wysnuć wnioski, obyć się bez narzucanych ocen. Wystarczy pewnie godzinka z okładem.

  34. RomanK said

    Ad Sono…
    Nie musze..Dawid to wyspiewal…Pan Bog go rozumial .. inni tez w tym ja….no…. ale co to za autorytety:-))))

    Panowie…sprawa sw p. Dariusza Ratajczaka…jest o tyle polityczna i nosi znamiona polityczego unicestwienia z mordem wlacznie, obciaqzajaca caly..CALY establisjment dzisiejszej politycznej Polski i wszystkie jakie tylko miala rzady! Dzyz wypelnioa znamiona politycznej zemsty Ukladu Magdalenskiego i jego tworcow!
    Fakty historyczne i ich oceny naleza do hstorykow i takmi byl pan Ratajczak! Mial pelne i niepodwazlane prawo i do swobody swoich naukowych poszukiwan, do wyrazania wsnioskow jakie nasuwaly mu sie w czasie jego badan i do swobodnej ich expresji -nawet, jesli byly czy to faktycznei- czy pozornie kontrowersyjne, czy nawet batdzo kontrowersyjne!
    \ Ocena historyczna nie moze podlegac weryfikacji pod wzgledem poprawnoisci poolitycznej przez kogokolwiek, a juz najmniej przez Akademie i co jest nedopuszczalne przez organa scigania i wymiaru sprwiedliwosci!
    A wlasnie to spotkalo Sw,Pamiecieci Darusza Ratajczaka!
    To co go spotkalo dowodzi, ze caly Uklad Magdalenski, rzady , Sejm, Senat, Sady, Prokuratury i Akademia i Kosciol w Polsce sa bezwartosciowe, podle, sprzeadjne i skurwione..warte mniej niz garsc pakul….
    To ze zaszczuto Czlowieka wsrod samych zyczliwych mu ludzi, swiadczy -ze zaszczuty test caly Narod….kwestia tylko czasu i miejsca kiedy i kto nastepny….
    Nad POlska rozposciera sie lepki smierdzcy trupem tuman….z parchta morda bolszewicko globalistyczna….
    Idzcie na niego glosowac!….

  35. Easy Rider said

    Ad 30.

    Hipotetyczna komora gazowa do masowego uśmiercania ludzi – to musiałaby być instalacja mająca coś wspólnego z aparaturą chemiczną. Zbiorniki gazu, rurociągi, pompy, hermetyczne drzwi, osobna instalacja do przedmuchu pomieszczenia powietrzem lub azotem wraz z wyciągiem kominowym, aby personel, który dokonywał wyciągania zwłok – jak to przedstawiano na filmach, po 10 min. od zagazowania – nie podzielił losu ofiar, bo w przeciwnym wypadku musieliby czekać 3 doby, kiedy minie okres karencji cyklonu B, a przecież, według świadków – komory gazowe miały jakoby pracować cała dobę.

    Takich budynków, mających coś wspólnego z aparaturą chemiczną i będących dowodami masowego uśmiercania gazem – w żadnym obozie koncentracyjnym nie stwierdzono. Budynek, który miał rzekomo służyć do gazowania ludzi w Auschwitz – przypomina bardziej chlewik i został postawiony po wojnie przez Sowietów. Masowe uśmiercane gazem miało jakoby polegać na wsypywaniu granulek Cyklonu B przez otwory w dachu (!).

    Wydaje się, że jedynymi ofiarami gazowania w Auschwitz były wszy obozowe, bo takie było przeznaczenie Cyklonu B, stosowanego zresztą powszechnie w okresie międzywojennym do dezynfekcji i dezynsekcji obiektów użytku publicznego (kina, teatry, sale gimnastyczne itp.). Większość ofiar – to skutek chorób i niedożywienia, a nawet głodu w końcowej fazie wojny, kiedy zostały przerwane regularne dostawy żywności.

  36. Przekazujcie dalej !
    http://kryptonimprawda.wordpress.com/2011/08/28/apel-do-narodu-polskiego-przeczytaj-do-konca-i-rozeslij-na-inne-blogi/

  37. Przeclaw said

    #33

    Do Belzca przyjezdzaly po 3 pociagi dziennie, ma sie rozumiec pelne w jedna strone, tak mowia bezstronni swiadkowie z okolicznych chalup. Co sie dzialo z ich pasazerami ? Smrod palonych cial bylo czuc kazdego dnia w promieniu wielu kilometrow.

    A moze relacja samego J.Mackiewicza, wprawdzie nie dotyczaca komor gazowych, jak widzial gdy w Ponarach wymordowano w ciagu godziny caly sklad pociagu pasazerskiego, a po rannych lezacych na torach puszczono „na zywca” express linii Berlin-Minsk.

  38. JUREK said

    APEL DO ADMINA !!!

    http://www.niepoprawni.pl/blog/509/akcja-wspomozmy-ksiedza-ktory-odmowil-pogrzebu-po-eutanazji

    proszę o umieszczenie tego na blogu, propagowanie gdzie się da.

    szczerze dziękuję!

  39. z sieci II said

    Krakowska kuria metropolitalna wstydzi się Krzyża

    Z blogu o. Janusza Pydy OP:

    Przyjechałem, a tu gdzie nie spojrzę Międzynarodowy Kongres dla Pokoju „Ludzie i religie” – „Duch Asyżu w Krakowie”. A jedna z dyskusji panelowych w kapitularzu naszego klasztoru. Póki co, wszystko mi się podoba. Poza tym, że uważam takie zjazdy za stratę czasu i pieniędzy, to jednak sądzę, że duchowieństwo ma prawo od czasu do czasu pomieszkać w dobrych hotelach, pojeść w drogich restauracjach, powymądrzać się w klimatyzowanych pomieszczeniach i mieć poczucie, że nie jest się powołanym jedynie do głupstwa głoszenia słowa, ale do strasznie ważnych i strategicznych dla świata debat. (…) Ale wracając do głównego wątku. Jeden z paneli miał miejsce w naszym kapitularzu. Przywieziono wygodne krzesła i kabiny do tłumaczenia symultanicznego i w ogóle wszystko wyglądało bardzo profesjonalnie. W czasie trwania panelu, gdzieś chyba koło południa stwierdzono jednak, iż aby spotkanie się udało nie wystarczy jedynie wnosić do kapitularza wiele rzeczy. Trzeba również z kapitularza klasztornego koniecznie coś wynieść. A co należy wynieść, aby ekumeniczno-pokojowy panel udał się jak najlepiej? Oczywiście koniecznie należy wynieść Krzyż. Jak pomyślano tak też i zrobiono. Cóż, pominę wszelkie inne wątki tego pomysłu, chodzi mi tylko o jego zupełną nieracjonalność. Jeśli chcę rozmawiać z chrześcijanami jako chrześcijanami, to trudno mi będzie, jeśli będę ich zmuszał do ukrywania wiary w Chrystusa Boga-Człowieka, który umarł na krzyżu i zmartwychwstał. Wiara ta jest właśnie tym, co czyni chrześcijan chrześcijanami. To mniej więcej tak, jakbym chciał rozmawiać z kobietą, ale poprosił, aby wyzbyła się wszelkich istotnych cech bycia kobietą. Ciekawy pomysł, ale niemożliwy do realizacji, a poza tym jakoś dziwnie perwersyjny.

    Kyrie Eleison!

    http://www.bibula.com/?p=13846

  40. Religijna said

    Tajemniczy i fascynujący wizerunek Jezusa Chrystusa
    http://luxdei.pl/Tajemniczy_obraz.html

  41. 166 bojkot TVN said

    33/Easy Rider
    Takie techniczne bzdury może pisać tylko jakiś niekumaty technicznie humanista, co to żonie daje młotek, żeby gwóźdź wbiła, bo sam nie umie.
    Cyklon B był dostarczany w puszkach….

    W każdym zamkniętym pomieszczeniu ludzie zginą zatruci cyklonem, albo CO2, albo nawet tlenem o stężeniu wyższym od występującego naturalnie w powietrzu. Widać cyklon B był najtańszy, najpraktyczniejszy, a poza tym można było go zamawiać do „odwszawiania” nie wzbudzając podejrzeń jak naprawdę będzie ta trucizna używana. Dla mnie najbardziej wiarygodne są piersze dokumenty, zdjęcia i zeznania naocznych świadków.
    Co do wiarygodności źródeł, to proponuję poszukać dokumentów tuż-powojennych.
    W Auschwitz w ramach zwiedzania obozu można sobie obejrzeć film z wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau, w tym pryzmy niespalonych ciał – krematoria nie są potrzebne, żeby spalić wielką ilość trupów, wystarczy trochę drewna, ropy/benzyny, i samo się pali.

  42. RomanK said

    Ha expertoff ci u nas dostatek:-)))
    ad. Sono!…Nie musze pytac Davida- ja rozumie co on spiewal:-)) Pan Bog tez rozumial. l miliony ludzi po nim tez rozumieja..no,,, ale co to za autoryteyt:-)))

    Panie Przeclaw…komory gazowe uzywane sa w USA do zabijania skazancow…niech pan wejdzie na Goggle i klilknie i porowna…szopy w Aushwitz z komorami gazowymi z lat jemu wspolczesnych:-)) porowna drzwi do tych komor i porowna urazdzenia wentylujace i wysokosc kominow wentylacyjnych do usuniecia gazu z komory dla bezpieczenstwa pracujacych w obsludze komor. Te w USA sa na jednego skazanaca..tam usmiercano -jak podaja zrodla do ktorych odsylacie 12 tys na dzien…i o dziwo tam w tej fabryce smieci masowej nie ma tych urzadzen wentylujacych….
    12 000 : 24 godz daje nam 500 ludzi na godzine….daje 8, 5 czlowieka na minute….W ktorej go zagazowywano i palono na pyl!
    Ad Bojkot….czy zadales sobie trud sprawdzic jak dlugo spala sie zwloki w najnowoczesniejszych krematoriach,,z kuszarkami kosci????
    I jak latwo pali sie ludzkie zwloki??>?? w jakiej temp nastepuje spalenie w krematorium…profesjonalnym…nei w prymitywnym paleniskyu jak w Aushwitz…to w ramach wiarygodnoisci do jakiej pan sie odwoluje….
    Se sie pala:-)))) tak …..ze wstydu jak slysza te glupoty na temat kremacji:-))))
    ]

  43. Easy Rider said

    Ad 39.

    W każdym zamkniętym pomieszczeniu ludzie zginą zatruci cyklonem, albo CO2, albo nawet tlenem o stężeniu wyższym od występującego naturalnie w powietrzu.

    Tak to można ewentualnie zgładzić teściową, ale nie miliony ludzi. Takie ludobójstwo na skalę „przemysłową” wymaga instalacji o charakterze przemysłowym. Tak się składa, że z wykształcenia (ale nie z ducha!) jestem „technokratą” i właśnie ta posiadana przez mnie wiedza oraz praktyka nie pozwala mi uwierzyć w bzdury holo-mitu, że zgładzenia milionów ludzi dokonano w baraczku z cegły, z drewnianymi drzwiami.

    W Auschwitz w ramach zwiedzania obozu można sobie obejrzeć film z wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau, w tym pryzmy niespalonych ciał – krematoria nie są potrzebne, żeby spalić wielką ilość trupów, wystarczy trochę drewna, ropy/benzyny, i samo się pali.

    Rozumiem w tym kontekście, że pierwsze zdanie postu – to samokrytyka.

  44. 166 bojkot TVN said

    O dużych wentylatorach osiowych pisze pani sędzia Trzcińska w kontekście KL Warschau, takie konstrukcje były jeszcze zachowane do czasów niedawnych, kiedy poszerzany był tunel pod dworcem Warszawa Zachodnia.
    Jest jeden cienki moment w historii – zbrodniarze podpisali tuż przed wojną umowę o zbrodni na Polakach, potem opanowali Polskę zbrodniarze ze wschodu, tacy sami jak ci z zachodu. W interesie obu było zlikwidowanie śladów zbrodni. Bardziej nawet w interesie zbrodniarzy wschodnich, bo byli wspólnikami zbrodni, a nawet jeśli udałoby się im zlikwidować pamięć o pakcie Ribbentrop-Mołotow, to i tak niemieckie zbrodnie obciążały zbrodniarzy wschodnich chociażby przez nieśpieszne wyzwalanie – między Powstaniem Warszawskim 1.08.1944 a „wyzwoleniem” Warszawy 17.01.1945 roku jest wielki szmat czasu, niewytłumaczalny inaczej jak zbrodnią – 5 miesięcy likwidacji Polaków.
    Więc dzisiejsze, tutejsze dywagacje otłuszczonych panów przy komputerze na temat kremacji w KL Auschwitz-Birkenau, to takie dyskusje jak z magla. Atak należy skierować do historyków i polityków. Gdzie są archiwa obozów? Czy zostały całe odtajnione, dlaczego władcy Anglii nie chcą udostępnić Polsce archiwów z II wś, choćby tylko związanych ze śmiercią gen W.Sikorskiego (nie mylić z mydłkiem ministrem). Pozostaje raczej nie czy były komory gazowe, ale ile Żydów zostało naprawdę zamordowanych w obozach koncentracyjnych.

    A już te wentylatory powalają!

    Tak się dziwnie składa, że ludzkość przez tysiąclecia obywała się bez wentylatorów – wystarczy wiedzieć jak z tym poradzili sobie murzyni – mają stałą wentylację swoich glinianych chat, i to z chłodzeniem, nawet nasze kurne chaty świetnie sobie z tym problemem radziły.
    Dla mnie miarodajne są zeznania ofiar. Czy więźniowie mówili, że krematoriów i komór gazowych nie było?
    II wś też nie było?
    To po jaką cholerę młodzi Polacy i młodzi Niemcy sprzątali we Wroclawiu cmentarz żydowski? Za sam pomysł takiego wspólnego czynu społecznego, ten co to wymyślił powinien wisieć na wrocławskiej latarni, bo tym sprzątaniem potwierdza kłamliwy obraz Polaków jako wspólników niemieckich zbrodni na Żydach., czyli to co pisze kanalia Gross, we Wrocławiu postanowili teatralnie potwierdzić, zgodnie z rozkazami z Niemiec, za te srebrniki, za które powstała obwodnica miasta.

    To wielka hańba, że takie antypolskie prowokacje są organizowane z premedytacją we Wrocławiu. Wygląda na to, że Wrocław został juz opanowany przez Niemców, po cichu, perfidnie, ale wyjątkowo skutecznie. Za gliwicką radiostację robi teraz żydowski kirkut!
    Wielka antypolska zdrada we Wrocławiu!

  45. Przeclaw said

    #40

    Naprawde nie jestem ekspertem od komor gazowych.
    Jesli jednak ktos udowodni, ze twierdzenie iz 3 /lub 2/ pociagi dziennie przyjezdzaly do Belzca, lub ze tych ludzi wypuszczano na wolnosc, to nalezy ten poglad zrewidowac. Jest chyba sprawa drugorzedna jak ich zgladzono.
    Szcerze mowiac nie wiem co sadzic ilu ludzi zginelo w Treblince, rozbieznosc danych jest niebotyczna, a byl tam tez oboz dla Polakow, o ktorym sie nie mowi.
    Na przelomie lat 90/2000 Andrzej Reymann, ktory byl chemikiem i wydawal „Najjasniejszej Rzeczpospolitej”, uznawana za najbardziej antysemicka publikacje PRL-bis, oglosil ekspertyze, w ktorej udowadnial gazowanie ludzi w Oswiecimiu, jako chemik odpieral argumenty przeciw. Bodajze jego matka byla wiezniem Oswiecimia, a zginal tam tez ktos z jego rodziny.
    O gazowaniu pisze W,Pilecki w raporcie z Oswiecimia.

    A do czego sluzyl ten wielki wentylator w KL Warschau, ktory demontoano dopiero w r.1996 ?

  46. Przeclaw said

    #42

    Piszac moj post #43 nie wiedzialem, ze ktos 3 minuty przede mna wspomni o tym wentylatorze. A jest to koronny dowod, jeden z dowodow.
    Tunel pod torami kolejowymi miedzy Ochota a Wola, to nie wielokilometrowy tunel podmorski czy gorski. W tak krotkich tunelach nie stosuje sie wentylatorow, po co wiec taki gigant ?

  47. 166 bojkot TVN said

    44/Przeclaw
    Poszukaj sobie człowieku sam, przecież masz internet i googlanie, zanim wrócisz do szkoły.
    Sędzia Trzcińska nie posądza Niemców o używanie tunelu jako tunelu, lecz jako obozu koncentracyjnego z komorami gazowymi podziemnymi, które trzeba bylo wentylować mechanicznie. Oba tunele wykonane były chyba przed wojną …. http://pl-pl.facebook.com/media/set/?set=a.214404041919415.65706.121177057908781
    Ciekawe, że w końcu nie wiadomo skąd sie wzięło na Woli po powstaniu KILKA TON popiołów ludzkich, o których wspominają przewodnicy w Muzeum Powstania Warszawskiego

  48. Przeclaw said

    #45 166 Bijkot TVN

    O co ci chodzi, „czlowieku Bojkot TVN” ??? Przeczytaj jeszcze raz moje posty i dobrze przetrzyj okulary, nie ma zadnej kontrowersji w tym co ja napisalem i ty.
    Wprawdzie w drugim zdaniu we wpisie # 43 wypadlo moje „nie”, tj.powinno byc: „jesli ktos udowodni twierdzenie, ze 3 /lub 2/ pociagi NIE przyjezdzaly do Belzca”, to jednak z calosci dosc klarownie wynikala moja mysl, dlatego tego nie poprawialem. wczesniej.

  49. Syzyf said

    Przeclawie, w Belzcu nie palono cial, tylko zakopywano wlasciwie polzywcem, poniewaz spalinami ze starego silnika mozna najwyzej troche poddusic, a nie otruc. Gdyby miano w ten sposob truc na smierc, toby caly ten proces musial trwac o wiele dluzej, a pociagi przeciez czekaly.

    Kilka lat temu wybudowano, czy tez zainstalowano tam ow dziwaczny pseudopomnik ze szlaki hutniczej. Zanim sie za to zabrano, trzeba bylo uporzadkowac teren, znajdujacy sie na zboczu wzgorza. Otoz grunt byl tam niezwykle miekki. Wpuszczono tam poziomo szereg plastikowych rur o srednicy 10 cm i przez kilka miesiecy tamtedy wylatywaly gazy gnilne, ktore smierdzialy na cala okolice. A bylo to wieledziesiat lat po zamknieciu fabryki smierci.

    Poza tym, okolo dwudziestu metrow na prawo i w glab terenu od wejscia utopil sie w ziemi spychacz, trzeba bylo wyciagac dzwigiem.

    Nie pytaj mnie, skad wiem o tym. Wiem wiecej i ze zrodla niezaleznego od przemyslu holkaust..

    Belzec jest chyba najlepiej zachowanym dowodem na naciaganie prawdy w tej obrzydliwej materii. Tak, bylo wiele ofiar, tak, byly masowe morderstwa, ale komory gazowe sa problematyczne i krematoria tez. Nie wypada dywagowac w tak niedobrym temacie, ale ONI to tez czynia i to przez caly czas.

  50. Przeclaw said

    #47

    Ja sie nie zamierzam upierac w jakiej formie tych ludzi zlikwidowano i przeciez nie chodzi o to jak, a czy.
    To jest ciekawe, co Pan napisal.
    O ile pamietam, to ten silnik dieslowski mial truc w Treblince, czy w Belzcu bylo podobnie ?

  51. Isreal said

    ad 45
    Warszawiaków mordowanych (prymat ukraińców) spalano w szpitalnej kotłowni na Woli
    piece rzecz jasna nie „wyrabiały się”,
    może stąd te ludzkie prochy?

  52. Krzysztof M said

    Ad. 47

    Dawaj bracie więcej!

  53. Rysio said

    http://www.vho.org/GB/Books/trr/

  54. RomanK said

    Panie Przeclaw..niech panu byle mechanik powie- jaki jest sklad spalin diesla:-))))))
    Gazy gnilne po 60 latach?????
    To wszystko widzial rabin Lejbe Zeuger przez dziurke po seku w plocie , szklanym okiem…..

  55. tjtrjkrt said

    Przepraszam bardzo, co Polaka obchodzić może inwigilowanie dywersan… Kaczyńskiego przez dywersan… Tuska? Co najwyżej jest to mało znacząca informacja o przepychankach w jednej, lizbońsko-sodomicko-transformacyjnej rodzinie. Czy Polacy zapomnieli już o KORnikach, Magdalence, Okrągłym Stole, OKP, rządzie Mazowieckiego, planie Balcerowicza, Wałęsie, AWS+UW=PiS+PO, STOEN, Eureko, URSUS, PZL Mielec, Stoczni Gdańskiej, PHS, zakładach farmaceutycznych, konsolidacji sektora energetycznego, całym planie prywatyzacyjnym i jeszcze wielu innych prywatyzacjach, planie Gilowskiej w sprawie przedsiębiorstw budżetowych, planie Religi w sprawie prywatyzacji szpitali, zadłużaniu, Skrzypka silnej złotówce, „rewolucji” Ziobry, unijnym referendum i lizbońskim traktacie, afgańsko-irackiej hekatombie pod egidą USA, ustawie antylokatorskiej, prezencie dla rekinów w postaci spłaszczenia PIT-u, całkowitego zniesienia podatku spadkowego, rozpoczęciu „prywatyzacji” łupków, sprowadzeniu złomu jednorękich bandytów (tak, tak, tak, pomocą prawną służył w tym procederze Lech Kaczyński), ustawach o „modernizacji” armii, „globalnym ociepleniu”, CO2 i żarówkach, „lustracji i dekomunizacji”, nie wspominając szerzej o „kontrrewolucji moralnej”, zabawach z dywersyfikacja na modłę Rockefellerów, rezunach z OUN-UPA, „polityce prorodzinnej”, „rozliczeniu” III RP, „odzyskaniu” MSZ czy dobrowolnemu oddaniu władzy (choć jednak pod silnym naciskiem izraelskiego lobby w sprawie „antysemitów” z LPR i Samoobrony) Platfusom, którzy wspaniale kończą dzieło transformacji-ekstermi… ogłupionych tubylców razem z koncesjonowaną opozycją, co obciąża również biernych Pisiaków chociażby z racji ich abdykacji. Dla tych z Państwa, którzy nie wiedzą, co te hasła mają wspólnego z PiS, radzę systematyczną kwerendę na przykład w zdecydowanie antysystemowych materiałach internetowych. Ja muszę kończyć, choć lista zbrod… PiS-u jest znacznie dłuższa.

  56. jowram said

    Kolejny cud w Guadalupe!
    Zobaczcie stronkę i zdjęcia!
    http://www.societasjoseph.pl.tl/R%F3%26%23380%3Bne.htm#_ftn2

    Fakt niezwykłego zdarzenia, do jakiego doszło 24 kwietnia w meksykańskim sanktuarium maryjnym w Guadalupe opisuje na swojej stronie internetowej Francuskie Stowarzyszenie Katolickich Pielęgniarek i Lekarzy we Francji.
    Podczas Mszy św. w intencji dzieci zabitych przed narodzeniem, z obrazu Matki Bożej wydobyło się światło, które – na oczach tysięcy wiernych – utworzyło kształt ludzkiego embrionu, podobny do obrazu widzianego podczas badań echograficznych.
    Zjawisko zostało sfotografowane przez obecnych w świątyni. Zdjęcia wizerunku Matki Bożej ze świetlnym embrionem można zobaczyć na stronie internetowej francuskiego stowarzyszenia (www.acimps.org). Jego działacze przypuszczają, że Maryja pokazała w swym łonie obraz nienarodzonego Jezusa.
    Komentując zamieszczone fotografie, ks. Luis Matos ze Wspólnoty Błogosławieństw podkreśla, że nie są one odblaskiem światła zewnętrznego, np. fleszy aparatów fotograficznych. Powiększenia fotografii, zrobionych przez wiernych obecnych w sanktuarium, wyraźnie pokazują, że światło pochodzi bezpośrednio z wnętrza obrazu. Białe, intensywne światło ma formę i rozmiary ludzkiego embrionu. Widać również na nich strefy cienia, charakterystyczne dla echograficznych wizerunków płodu w łonie matki.

  57. Przeclaw said

    #52.RomanK

    O gazach gnilnych nie ja pisalem, wiec prosze sie zglosic pod #47Syzyf. Jest to zreszta sprawa wtorna, czy kremowano zwloki, czy nie, to nalezy oddzielic od sposobu usmiercania.

    Czy ja sie upieram co do Diesla ? To juz chyba 20 lat temu slyszalem, opowiesci z Treblinki, opublikowane pod nazwiskiem Jankiela Wiernika brzmia, delikatnie mowiac, malo wiarygodnie.

  58. syzyf said

    Tak, panie Romanie, gazy gnilne, choc bedac bylym chemikiem, powiedzialbym, ze juz zmineralizowane. Zaden rabin nie opowiadal, ale nie powiem, kto opowiadal, bowiem w Tomaszowie Lubelskim wszyscy sie znaja, a ta relacja dotyczy mnie prawie bezposrednio. (Belzec to niewielka miescina, polozona o kilka kilometrow na poludnie od Tomaszowa)

    Gazy spalinowe z przyhamowywanego silnika diesla zawieraja tlenek wegla, czyli czad, co zreszta bylo na filmie The End, gdzie pokazano wajche do hamowania takiego silnika zasilajacego komore gazowa do likwidacji pacjentow domu wariatow. Inna sprawa, ze taka wajcha nie zahamuje czterystukonnego motoru od czolgow, ale przynajmniej w Hollywood troche zadbano o ten szczegol. Czad tworzy z hemoglobina karboksyhemoglobine, ktora jest zwiazkiem trwalym i w ten sposob uniemozliwia sie powstawanie oksyhemoglobiny, ktora przenosi tlen w normalnych warunkach, a wiec nawet po odcieciu doplywu czadu i wyniesieniu ofiary na powietrze nie mozna spontanicznie krwi odtruc. Jednak aby otruc czadem potrzeba okolo czterdziestu minut, albo i wiecej, wiec logistycznie bylo trudno „obsluzyc” dwa pociagi dziennie. Silnik pracujacy w normalnych warunkach wydziela glownie dwutlenek wegla, nieszkodliwy, ale za to spaliny sa prawie pozbawione tlenu. Krematoria to inna bajka, poniewaz do spalenia jednego ciala w nowoczesnej spalarni potrzeba rownowaznik kilkuset kg wegla, a nie mowi sie o jakichs wielkich zapasach wegla w poblizu fabryk smierci. W Belzcu nie bylo krematoriow, a w temacie innych obozow nie chce zabierac glosu.

    W ubieglym roku bylem w Belzcu i specjalnie polowalem na niescislosci w relacjach i opisach, szczegolnie tych oficjalnych. Wpuszczono mnie tam, mimo, ze pomnik byl w remoncie, a muzeum zamkniete (prosze nie pytac, na jakiej zasadzie wpuszczono). Moglem chodzic gdzie chcialem, mierzyc, robic zdjecia, notatki, rozmawiac z kim chcialem. Chcialem przede wszystkim wyrobic sobie wlasna opinie, a na drugim miejscu waznosci byl zamiar podzielenia sie spostrzezeniami i przemysleniami z uczestnikami Polskiwalczacej. Jednakw koncu postanowilem nie wypowiadac sie tam, bo temat sliski, a niebezpieczny. Tutaj chce tylko powiedziec, ze w Belzcu na pewno nie bylo krematoriow. Co do usmiercania, to jest bardzo prawdopodobne, ze rownolegle do podtruwania stosowano rozstrzeliwanie, bo zachowala sie szczegolowa instrukcja niemiecka, opisujaca procedure egzekucji, a wygladajaca na oryginal.

    Coz, nie jestem specjalista od propagandy, ani nawet historykiem, tylko bylym chemikiem, wiec nie bede snuc rozwazan co jest prawda, a co nie. Mam w tym temacie swoja opinie, w jedne szczegoly mianowicie wierze, w inne nie. Ale niech mi wolno bedzie zadac male pytanie, moze i retoryczne, parafrazujac oskarzenie wypowiedziane przez Lysiaka. Czy to jest mozliwe, ze narod slynacy w przeszlosci jako najwybitniejszy narod Europy, nagle ruszyl budowac fabryki smierci, zeby wyniszczyc inny narod (czy tez narody)? To raczej wyglada na produkt kultury azjatyckiej, niz europejskiej.

    Niech sie lepiej zamkne, i tak juz wypaplalem za duzo.

  59. syzyf said

    Tylko pozornie nie na temat.

    Wlasnie dzis rano pokazalo sie na polskim Yahoo, co nastepuje:

    Kary od trzech miesięcy do pięciu lat więzienia za publiczne prezentowanie i rozpowszechnianie – np. w internecie – treści mogących być instruktażem dla terrorystów, przewiduje nowelizacja Kodeksu karnego, którą podpisał prezydent Bronisław Komorowski.

    Nowelizacja dostosowuje polskie prawo do przepisów Unii Europejskiej. Wprowadza m.in. zmiany w zakresie odpowiedzialności za przestępstwa związane z działalnością terrorystyczną – karane będzie rozpowszechnianie lub publiczne prezentowanie materiałów, które mogą ułatwić popełnienie przestępstwa o charakterze terrorystycznym.

    Umożliwia także sądom uznanie w postępowaniu karnym orzeczeń, które zapadły w państwach członkowskich UE pod nieobecność oskarżonego (i analogicznie orzeczeń polskich w sądach państw UE). Ponadto wprowadza zmiany dotyczące zwalczania przejawów rasizmu i ksenofobii (implementuje zapisy unijnych dyrektyw).

    Zmiany w Kodeksie postępowania karnego pozwalają również na wznowienie postępowania w sprawie karnej w sytuacji, gdy do oskarżonego nie dotarła informacja o terminie i miejscu rozprawy lub posiedzenia, w związku z czym sprawa została rozpoznana pod jego nieobecność, albo – gdy nie otrzymał odpisu orzeczenia i nie mógł wnieść odwołania.

    Projekt nowelizacji rząd przyjął na początku czerwca. CIR wyjaśniał wówczas, że w proponowanej regulacji chodzi nie tylko o materiały instruktażowe adresowane do określonej grupy osób, ale również o informacje umieszczone na stronach internetowych, a przez to dostępne dla nieograniczonej liczby osób.

    W uzasadnieniu projektu wskazano bowiem, że prowadzenie szkoleń na potrzeby terrorystów oraz dostarczanie im instrukcji na podstawie obecnego prawa może być ścigane jako „pomocnictwo” lub „branie udziału w zorganizowanej grupie”. „Problem powstaje w przypadku, gdy zachowanie sprawcy nie jest ukierunkowane na konkretną osobę czy grupę osób, np. materiały instruktażowe dotyczące popełniania przestępstw o charakterze terrorystycznym umieszczone są w internecie; takie zachowania pozostawałyby w obecnym stanie prawnym bezkarne i lukę tę zapełnia proponowana zmiana” – napisał w uzasadnieniu projektu resort sprawiedliwości.

    A ja nieopatrznie pochwalilem sie, jakobym byl w przeszlosci chemikiem. Wyjasniam zatem, ze to nieprawda. Przejezyczylem sie, bo chcialem powiedziec, ze kierowca. Nigdy nie mialem z chemia nic wspolnego. Chemicy to wszyscy ter,,,sci, bo wiedza jak sie robi rozne mieszaniny wybuchowe. A ja, skadzesz, nie wiem nic z tych rzeczy, jakze bym mogl.

  60. Goraco polecam sluchania i wspomagania ks. Piotra Natanka !!!
    Na stronie:
    http://www.christusvincit-tv.pl/
    ===================
    jasiek z toronto

    http://polskawalczaca.com

  61. jowram said

    Pociąg do piekła – a Polska i Intronizacja

    …chodzi o zagrożone życie Polski: trzeba wysiąść z socjalistycznego pociągu, bo on jedzie do piekła i poddać się władzy i prowadzeniu Jezusa Chrystusa Króla, który chce być Królem Polski

    Ks. Stanisław Małkowski, „Warszawska Gazeta” z końca sierpnia

    Cztery lata temu Benedykt XVI beatyfikował Franza Jägerstättera – austriackiego rolnika, skazanego na śmierć i ściętego toporem 9 sierpnia 1943 roku za odmowę służenia w wojsku III Rzeszy. Błogosławiony Franz – męczennik sumienia, postąpił wbrew usilnym radom i namowom krewnych, przyjaciół, znajomych, kapłanów i biskupów, uznających nakaz posłuszeństwa wobec legalnej władzy i obowiązek troski o rodzinę.

    Błogosławiony Franz odniósł do siebie przesłanie, które otrzymał we śnie latem 1943 roku. Zobaczył piękne okolice i wspaniały, lśniący pociąg, do którego wsiadało wielu pasażerów. Usłyszał głos: „Nie wsiadaj, a jeżeli wsiadłeś – wyskocz, bo ten pociąg jedzie do piekła.” Franz zrozumiał znaczenie obrazu i głosu: sen jest ostrzeżeniem przed narodowym socjalizmem III Rzeszy. W tym śnie wolno nam dzisiaj widzieć przestrogę przed innymi postaciami socjalizmu aż po ideologię Związku Socjalistycznych Republik Europejskich, czyli UE.

    Gdyby błogosławiony Franz poddał swój sen pod osąd ówczesnych biskupów, pewnie otrzymałby radę, aby korzystając z komunikacji kolejowej, bacznie obserwował rozkład jazdy. Znakiem dla Polski i świata jest wezwanie do intronizacji Jezusa na Króla Polski, które zawiera się w przesłaniu danym słudze Bożej Rozalii Celakównie w latach trzydziestych ubiegłego wieku. To przesłanie zgodne jest z Pismem Świętym, tradycją i nauką społeczną Kościoła, zawartą w encyklikach papieży Leona XIII, Piusa XI i Piusa XII. Społeczne panowanie Chrystusa Króla zależy od wiary i posłuszeństwa ludzi, którzy w swojej wolności mogą powiedzieć Jezusowi „tak” albo „nie”. Chociaż to przesłanie jeszcze nie jest oficjalnie zaaprobowane przez kościelną hierarchię, to jednak jest ono naglącym wezwaniem dla nas Polaków.

    Gdyby św. Józef, wezwany we śnie: „Weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu” oznajmił to arcykapłanom i czekał na ich opinię, naraziłby Boże Dzieciątko na śmierć z rąk siepaczy Heroda. Teraz chodzi o zagrożone życie Polski: trzeba wysiąść z socjalistycznego pociągu, bo on jedzie do piekła i poddać się władzy i prowadzeniu Jezusa Chrystusa Króla, który chce być Królem Polski. Podobnie Matka Boska Królowa, Pani nieba i ziemi oznajmiła swoją wolę na początku XVII stulecia – „Chcę być Królową Korony Polskiej” i doczekała się po pięćdziesięciu latach intronizacji – 1 kwietnia 1656 roku we Lwowie. Czy Pan Jezus odczeka się intronizacji w Warszawie lub w Krakowie?

  62. Błysk said

    Re61: W jaki sposób chce Pan osiągnąć intronizację? Wszak Chrystus chce by ogłosili ja wspólnie biskupi i władze państwowe.Przecież biskupi nie chcą, a o władzach ,to i nie ma nawet co myśleć. Zamiast więc rzucać dość bezmyślne hasła , lepiej się zastanowić jak uratować katolicyzm w Polce.Od tego zacznijmy ,a intronizacja się przybliży. Inaczej -jest to mowa trawa i tak sądzę o wszystkich zwolennikach intronizacji.

  63. Easy Rider said

    Ad 61.

    Dziwnych rzeczy się tutaj dowiaduję – że Jezus jakoby miał wyrazić swoją wolę bycia Królem Polski? Można coś bliżej na ten temat, gdzie, kiedy i w jaki sposób tego rodzaju objawienie zostało dokonane?

    Według mnie, tego rodzaju posunięcia jak wcześniejsza koronacja NMP – to są zwyczajnie bluźnierstwa, bo żadna władza ziemska nie ma prawa dowolnie rozporządzać bóstwami jak rekwizytami teatralnymi, przyprawiając im jakieś korony czy inne gadżety. Ponadto, mamy tutaj do czynienia z jakimś szczególnego rodzaju zuchwałym i prostackim egoizmem – zawłaszczymy sobie Jezusa dla siebie i będzie nam służył, na pohybel wrogom! Zauważmy, że to właśnie po koronacji NMP zaczęły spadać na Polskę nieszczęścia, które doprowadziły do rozbiorów, a końca tych nieszczęść nie widać do dzisiaj.

  64. misiek said

    @63 Easy Rider

    Welcome to the club……

    Historia wedlug Mruchy……lub Prawda.

  65. jowram said

    Intronizacja oznacza wyniesienie kogoś na tron. Terminem tym określa się wyniesienie do rządów nowego papieża lub biskupa, a także koronację króla. Ceremonia składa się z aktu ustanowienia króla oraz aktu oddania się pod jego władzę. Pan Jezus Chrystus jako II osoba boska otrzymał wieczystą godność królewską od swojego Boga Ojca. Wyznajemy w credo, że jest Jezus Chrystus jest Królem Wszechświata, władcą wszystkich ludzi i narodów oraz Panem całego stworzenia. Jego władanie jest absolutne: „Dana Mi jest wszelka władza w Niebie i na ziemi” [Mt 28, 18]. Jest on najwyższym i jedynym władcą: „Król królów i Pan panów” (Ap 19,16). Istotą intronizacji jest publiczne uznanie władzy Jezusa Chrystusa jako osoby boskiej i ludzkiej nad daną społecznością czy osobą i wprowadzenie Go jako Króla do własnego życia. Dlatego od każdego człowieka indywidualnie i od każdego narodu zależy czy dobrowolnie uzna królewską godność Chrystusa i czy podporządkuje się Jego władzy.

    Dokonując Intronizacji Jezusa, nie nadajemy Mu godności królewskiej bo Jezus już ją posiada, lecz w wymiarze indywidualnym i zbiorowym (parafia, wioska, miasto, diecezja, naród, państwo) wprowadzamy Go uroczyście jako naszego Pana i Króla na monarszy tron i chcemy być Jego poddanymi. Aby Intronizacja miała pełny wymiar musi odbyć się z udziałem władz kościelnych i świeckich o co prosi sam Król królów, Jezus Chrystus.

  66. aga said

    Przedmowa

    Z niekłamana radością przyjąłem zaproszenie p. Zbigniewa Rutkowskiego, redaktora niezwykle cennej serii wydawniczej „Rewizja historii”, do napisania przedmowy do tomu II. książki pod Jego redakcją pt. „Nieznany Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Juliusz Nowina Sokolnicki”. To wielki zaszczyt brać choćby skromny udział w przedsięwzięciu mającym na celu przybliżenie postaci wybitnego Polaka. Tym bardziej, że przez dziesiątki lat w zorganizowany, celowy i świadomy sposób Jego Osoba była – że użyję eufemizmu – postponowana przez dobraną galerię postaci „podejrzanej konduity”. Tak w Kraju, jak i na Uchodźstwie. Skutkowało to nawarstwieniem się przeinaczeń, półprawd i zwykłych kłamstw, które należy ujawnić i odpowiednio skomentować.

    Uważam, że w przypadku Pana Prezydenta Juliusza Nowiny Sokolnickiego jest to – paradoksalnie – czynność łatwa i trudna zarazem. Łatwa, gdyż cała Jego bogato udokumentowana działalność społeczno-polityczna, talent pisarski oraz życiorys – tak rzetelnie przedstawione przez Roberta Majkę w I. tomie (szkic autobiograficzny, artykuły) i Zbigniewa Rutkowskiego w II. tomie niniejszej publikacji (listy, oświadczenia, polemiki itd.) świadczą o głębokim patriotyzmie, realizmie, przenikliwości i – „last but not least” – wyjątkowej skłonności do działań koncyliacyjnych, nastawionych na jednoczenie rodaków wokół kardynalnych idei i zadań. Trudna, albowiem wokół nadal szumi „morze” nieprzyjaciół uczciwości, zdrowego rozsądku, a nade wszystko prawdy. I temu właśnie zagadnieniu – dopełniając niejako przedmowę tomu I. – chciałbym poświęcić słów kilka…

    Myślę, że praźródło ataków części działaczy emigracyjnych na Pana Prezydenta Sokolnickiego leży w słynnej „aferze Bergu” – nigdy nie rozliczonym finansowym i moralnym skandalu, który zniszczył życie wielu nieświadomym manipulacji patriotom w Polsce, natomiast napełnił konta partyjne i osobiste części polityków „polskiego Londynu”. Wiadomo, jaki był stosunek Prezydenta Augusta Zaleskiego – politycznego mentora Juliusza Nowiny Sokolnickiego – do tych ludzi; wiadomo, że Jego następca podtrzymał bezkompromisowe, negatywne stanowisko wobec tego typu działań. I tego Mu nie wybaczono. Od powstałej w 1949 r. „Rady Politycznej”, poprzez niekonstytucyjną „Radę Trzech” po p. Ryszarda Kaczorowskiego… To był ciąg „bergowców” i ich uczniów, którzy własną niechęć, czy wręcz nienawiść przenieśli z Zaleskiego na Sokolnickiego. Jest zresztą rzeczą zastanawiającą, że dzisiejsi krajowi „antykomuniści ostatniego rzutu” (w tym historycy) pomijają lub bagatelizują ten aspekt sprawy. Zastanawiającą? Skądże, wiedzą co czynią! Tak, „afera Bergu” leży u podstaw niekonstytucyjnych działań i zachowań ludzi, którzy w nielegalny, kuriozalny, wręcz niepoważny sposób (po zaprzysiężeniu Lecha Wałęsy na prezydenta!) przekazali „insygnia władzy” do Kraju. Bez niej nie zrozumiemy haniebnych ataków na Prezydenta Sokolnickiego po konstytucyjnym przejęciu władzy w 1972 r.; ataków które trwają do dnia dzisiejszego. Jak to się „ładnie” uzupełnia, wręcz spina klamrą. Emigracyjna „sprawa Bergu” – kontrolowany „upadek komunizmu”, tudzież mocno podejrzane początki III RP. Jakby nie patrzeć: z każdego rogu wyziera znajoma facjata bezpieki.

    Przedmowa do książki nie jest miejscem, w który należało by szerzej zajmować się samymi „atakowiczami” i ich „argumentami” przeciwko Panu Prezydentowi Sokolnickiemu. Tym bardziej, że sama książka znakomicie ujawnia miałkość i kłamliwość ich wywodów. Napiszę tylko, że co bardziej zapalczywi określają pana Prezydenta mianem „samozwańca”, „fałszywego prezydenta”, „rozbijacza” i… „agenta wywiadu PRL” [vide: niezwykle obszerny komentarz czytelniczy niejakiego „thomaszka” do tekstu „Paweł Huelle walczy z antysemityzmem (to znaczy z… ks. prałatem Henrykiem Jankowskim – DR)”, „Gazeta Wyborcza”, 26 października 2004]. Inni ograniczają się do kilku niechętnych słów [polska edycja „Wikipedii”, warto zauważyć, że wersje niemiecka i angielska są bardzo wyważone; ta druga wprawdzie stwierdza w „talk page”, iż są różne opinie na temat miejsca „Pana Sokolnickiego” w historii, jednak w tekście głównym głosi „Juliusz Nowina-Sokolnicki. President of Poland in Exile (1972-1990) Mostly known for reestablish the Order of Saint Stanislaus”].

    Dodajmy do tego opinie krajowych historyków w osobie p. prof. Krzysztofa Tarki z Uniwersytetu Opolskiego… Otóż p. profesor w tekście „Samozwańczy Prezydent Juliusz Sokolnicki („Przegląd Polonijny”, zeszyt 1/2002), powtórzonym przez niego w wystąpieniu na międzynarodowej konferencji organizowanej przez Instytut Historii Uniwersytetu Opolskiego i Instytut Masaryka Akademii Nauk Republiki Czeskiej (Opole, 23-24 maja 2006) sili się na naukowy „obiektywizm”, jednak co rusz ironizuje na temat Głowy Państwa, zarzucając jej mianowanie generała Antoniego Zdrojewskiego do stopnia Marszałka (czyżby nie wiedział Szanowny historyk kim był generał Zdrojewski, Komendant „Polskiej Organizacji Niepodległościowej” we Francji, awansowany przez samych Francuzów do stopnia generała dywizji?) lub otaczanie się niepoważnymi ludźmi (czyżby niepoważnym człowiekiem był np. płk Marian Gołębiewski – Minister Stanu w Rządzie Sokolnickiego – wcześniej legendarny żołnierz AK i WiN, działacz „Ruchu” i ROPCiO, albo Minister Spraw Wewnętrznych Edward Staniewski?). Cóż, jakże daleko Tarce do prawdziwego obiektywizmu prezentowanego chociażby w wykładzie prof. Jacka M. Majchrowskiego (został pomieszczony w tomie II. niniejszej pracy). Różnica wiedzy i klasy bije w oczy.

    Kończąc ten wątek nie mogę nie odnieść się do wywołujących uśmiech politowania oskarżeń Prezydenta o „agenturalność”. I któż to czyni? Chociażby notoryczny „potępiacz” Juliusza Nowiny Sokolnickiego – Leszek Moczulski (tekst śp. Konstantego Z. Hanffa „W odpowiedzi na oświadczenie” w II. tomie niniejszej pracy). A kim okazał się p. Moczulski? Tajnym współpracownikiem bezpieki. A ilu było takich „krytykantów Moczulskich” w Kraju i na Uchodźstwie?

    Serdecznie polecam Państwu lekturę dokumentacyjnej pracy Zbigniewa Rutkowskiego. W istotny sposób wypełnia ona wiedzę o naszej niedawnej przeszłości, burzy mity i fałszywe sądy, przywraca Narodowi Pana Prezydenta Juliusza Nowinę Sokolnickiego.

    dr Dariusz Ratajczak

  67. przemądrzałe bydlę said

    http://sokolnicki.republika.pl/html/ii_tom.html

  68. 166 bojkot TVN said

    Mija 2 lata od śmierci śp. D.Ratajczaka. I wciąż nic. Sam się „zapił”, sam wsadził za siedzenia, sam okradł, i jeszcze kilka dni po śmierci miał krew, a w niej śmiertelne stężenie alkoholu. Po czym wjechał i zaparkował na wielkim parkingu. Po prostu cud Tuska
    http://www.ospn.opole.pl/?p=art&id=462

  69. 166 bojkot TVN said

    Chazarskim Tropem
    http://s792.chomikuj.pl/File.aspx?id=1411&vid=378669893&tk=1565537&t=634712165618940567&d=60&k=1356651&name=Chazarskim+tropem+Dariusz+Ratajczak.pdf&loc=PL

  70. Rysio said

    re 61. Franz Jägerstätter,prosty austryjacki rolnik to jeden z najodważniejszych osobników w historii ludzkości.

  71. JO said

    ad.66.” W Solensku ” zgineli sami zdrajcy wlacznie z Kaczorowskim….

    Historia Rzadu Londynskiego, przejecie Jego przez Zdrajcow, Agenture, Radiao Wolona Europa….To klucz do poznania glebszego Manipulacji POLSKA.

    Nie na marne mowi sie, ze jezeli chcesz rozumiec co dzieje sie na Swiecie – Poznaj Historie Anglii…i jej dzisiejsze Dzialania. Anglia jest miejscem – „Sercem Zla”, gdzie ma stolice Grupa Rzadzaca Szczytem Masonskim…

    Modlcie sie za Prawdziwych Anglikow, ktorzy ginal codziennie wraz z ich piekna kultura

    Pomscimy Kiedys Tych Anglikow

    Niech Zyje Katolicka Anglia!

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: