Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Emilian58 o Choć złą sprawę szatan po…
    Józef Bizoń o Najgroźniejszy wróg ukraińskie…
    revers o Najgroźniejszy wróg ukraińskie…
    Panicz Pawełek o Wyniki referendów – za R…
    Yagiel o Wolne tematy (67 – …
    ! o Najgroźniejszy wróg ukraińskie…
    ! o Bezczelność „dobrej zmiany”
    Józef Bizoń o Najgroźniejszy wróg ukraińskie…
    Emilian58 o Zorganizowany system wyłudzani…
    Józef Bizoń o Najgroźniejszy wróg ukraińskie…
    Tad o McGregor: Moskwa się nie …
    Józef Bizoń o Zorganizowany system wyłudzani…
    ! o Najgroźniejszy wróg ukraińskie…
    Tad o McGregor: Moskwa się nie …
    Józef Bizoń o Wyniki referendów – za R…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 621 obserwujących.

Archive for 1 października, 2011

Minimalizm społeczny

Posted by Marucha w dniu 2011-10-01 (Sobota)

Ksiądz Adam Boniecki w jednej ze stacji komercyjnych stanął w obronie satanisty promowanego przez telewizję publiczną. Został napomniany przez ks. bp. Wiesława Meringa, ordynariusza włocławskiego i przewodniczącego Rady Konferencji Episkopatu Polski ds. Kultury i Ochrony Dziedzictwa Kulturowego. Biskup włocławski w swoim liście określił argumentację księdza redaktora jako „ekwilibrystykę słowną”, a w konkluzji stwierdził: „Nie widzi Ksiądz związku między „Nergalem” jako satanistą i jako jurorem? Proszę zatem zafundować sobie badania okulistyczne i nie szerzyć zamętu w umysłach wiernych, opowiadając schizofreniczne tezy. „Ani jedna Jota” nie może być zmieniona w Ewangelii, a nasze wypowiedzi powinny być: „Tak, tak – nie, nie!””.

Jesteśmy świadkami – już nie w realiach „dyktatury proletariatu”, ale „dyktatury relatywizmu” – kolejnej odsłony postawy, którą przyjęła część środowisk katolickich bezpośrednio po II wojnie światowej. Wówczas w kręgach „postępowych” było modne „chrzczenie” komunizmu, dziś jest modne „chrzczenie” liberalizmu.

W 1946 r. związany z „Tygodnikiem Powszechnym” Stanisław Stomma opublikował artykuł o minimalizmie społecznym, w którym postulował zdystansowanie się od społecznego nauczania Kościoła i rezygnację z wyrazistej obecności ludzi wierzących w przestrzeni publicznej. Ta propozycja sprawiała wrażenie oferty. Praktyczna realizacja tej koncepcji oznaczała, że obrona obecności Kościoła w przestrzeni społecznej stawała się drugoplanowa na rzecz pewnej ograniczonej formy obecności, w oficjalnym życiu publicznym, małego środowiska autora artykułu.

„Minimalizm społeczny” ułatwiał też recepcję zjawiska „prywatyzacji” religii. Wyrażało się ono przez postawę „wiara jest sprawą prywatną” ze wszystkimi tego konsekwencjami: wybiórczą interpretacją katolicyzmu przez ograniczenie go do kategorii indywidualnego stosunku człowieka do Boga oraz pozbawiania religii katolickiej wpisanego w jej istotę wymiaru ewangelizacyjnego. Redukcja religii przede wszystkim do aspektu osobistego doświadczenia wiary, bez uświadomionej powinności przesycania Dobrą Nowiną przestrzeni społecznej, jest lansowaną przez media lewicowe i liberalne tendencją również w dzisiejszej Polsce.

Przedstawiciele środowiska skupionego wokół „TP” zasiadali w Radzie Państwa i peerelowskim Sejmie. Przez lata ludzie z kierownictwa „Tygodnika Powszechnego” spotykali się z funkcjonariuszami aparatu bezpieczeństwa PRL i byli zarejestrowani jako tajni współpracownicy, co zostało opisane w pouczającej książce byłego redaktora „TP” Romana Graczyka zatytułowanej „Cena Przetrwania? SB wobec „Tygodnika Powszechnego””.

Władze komunistyczne, tolerując „Tygodnik Powszechny”, a prowadząc restrykcyjną politykę wobec innych tytułów katolickich (np. „Niedzieli”), de facto umacniały monopol „Tygodnika”, co sprawiło, że prawie dwa pokolenia duchownych i inteligencji katolickiej były formowane w znacznym stopniu poprzez optykę prezentowaną na łamach „Tygodnika Powszechnego”.

Dobrze, że ks. bp Wiesław Mering przypomniał ewangeliczne „tak, tak – nie, nie” i odważnie postawił tamę sianiu zamętu w głowach katolików. Nie kto inny jak Prymas Tysiąclecia ks. Stefan kard. Wyszyński, wyświęcony przecież w diecezji włocławskiej, powtarzał, że „strach apostoła rozzuchwala zło”.

Jan Maria Jackowski

http://naszdziennik.pl

Posted in Kościół/religia, Kultura | 18 Komentarzy »

Potępili Łukaszenkę

Posted by Marucha w dniu 2011-10-01 (Sobota)

Bez konkretnych ustaleń zakończył się wczoraj w Warszawie szczyt Partnerstwa Wschodniego z udziałem ponad trzydziestu polityków najwyższego szczebla. W ostatniej chwili z udziału w szczycie definitywnie wycofała się Białoruś.

Polskie MSZ zaprosiło ze strony Białorusi ministra spraw zagranicznych Siarhieja Martynaua, jednak Mińsk dwa dni przed szczytem obniżył rangę swojej delegacji do ambasadora. Wszystkie kraje UE oraz pozostali członkowie PW, czyli Ukraina, Mołdawia, Armenia, Azerbejdżan i Gruzja, byli reprezentowani przez prezydentów lub premierów, a jedynie Cypr i Włochy przysłały polityków o randze ministra.

Jak się dowiedział nieoficjalnie „Nasz Dziennik”, udział Martynaua był od dawna przedmiotem uzgodnień dyplomatycznych z Mińskiem. Dla białoruskiego reżimu zaproszenie miało stanowić dowód jego pełnoprawnego udziału w polityce europejskiej, zaś dla Donalda Tuska byłoby to potwierdzenie skuteczności polityki wschodniej jego rządu. Jednak ostatecznie to ambasador Białorusi w Polsce Wiktor Gajsioniak został uznany za szefa mińskiej delegacji, ale nie zaproszono go na czwartkową uroczystą kolację, tłumacząc to względami protokolarnymi – zbyt niską rangą przedstawiciela Alaksandra Łukaszenki. W odpowiedzi wczoraj nad ranem, przed rozpoczęciem rozmów plenarnych, przedstawicielstwo Białorusi wydało komunikat o rezygnacji z udziału w szczycie. Jako powód podano niezaproszenie prezydenta Łukaszenki (jest on objęty unijnymi restrykcjami) i lekceważenie białoruskiej delegacji.

– To błąd naszego MSZ. Sam minister Sikorski w marcu 2010 roku, kiedy w Platformie były prawybory, nie pojechał na Kordobę, na ważne spotkanie szefów dyplomacji Unii, i wysłał ambasadora Jana Tombińskiego. Wtedy tłumaczył, że ambasador może w pełni reprezentować nasze interesy. Dlaczego teraz daje się nabrać na prowokację Białorusi? – pyta były polski dyplomata.

Białoruś oficjalnie zadeklarowała, że nie uznaje dotyczących jej dokumentów przyjętych w Warszawie. Rzeczywiście przyjęto deklarację potępiającą władze w Mińsku za łamanie praw człowieka, więzienie opozycjonistów oraz naruszanie wolności słowa i innych swobód demokratycznych. Jak mówią białoruscy komentatorzy, zatarg zostanie wykorzystany przez ich rząd do oskarżenia Europy Zachodniej o antybiałoruską postawę. Tego rodzaju retoryka jest stale obecna w propagandzie reżimu Łukaszenki, który wrogą polityką Zachodu (a nawet Rosji) tłumaczy problemy gospodarcze swojego kraju, niezwykle dotkliwe dla społeczeństwa w ostatnich miesiącach. Odpowiedzią Europy ma być pakiet modernizacyjny dla Białorusi, który zakłada wyasygnowanie na pomoc dla Białorusi sumy nawet 9 mld dolarów oraz inną pomoc gospodarczą, a także ułatwienia wizowe pod warunkiem zmian politycznych: wypuszczenia więźniów, podjęcia rozmów z opozycją i przeprowadzenia wolnych wyborów.

Jednak poza tą deklaracją sam szczyt zakończył się bez przełomowych ustaleń. Z pewnością rozczarowani wyjadą z Warszawy prezydenci Ukrainy i Gruzji oraz premier Mołdawii. Kraje te liczyły na bardziej znaczący gest na drodze ich unijnych aspiracji. Tymczasem mowa była jedynie o układzie stowarzyszeniowym UE z Ukrainą. Podczas konferencji prasowej premier Węgier Viktor Orbán nazwał rozszerzenie Unii na wschód „misją historyczną Polski”. Ta misja została najwyraźniej zarzucona na rzecz propagandowego efektu w okresie kampanii wyborczej u goszczącej szczyt polskiej prezydencji. Rzekomy sukces Polski i Donalda Tuska był tak eksponowany, że na konferencję nie zaproszono premiera Szwecji, państwa, które było współinicjatorem Partnerstwa Wschodniego. Pierwsze spotkanie odbyło się w 2009 roku w Pradze, a obecne było drugim w historii.

Piotr Falkowski

http://naszdziennik.pl/

No i ręce opadają, gdy czyta się takie bzdury – o „reżymie” Łukaszenki, o „prześladowaniu opozycji” (która spokojnie jeździ w te i wewte przez granicę) itd. – admin.

Posted in Polityka | 10 Komentarzy »

Świat według Żydów

Posted by Marucha w dniu 2011-10-01 (Sobota)

Poniższy artykuł nadesłał p. Kronikarz – dziękujemy. Admin.

Motto …mamy oczywiście prawo, a nawet obowiązek, nasz świat, naszą cywilizację, nasze państwo i nasze narodowe tradycje przed tą cywilizacyjną inwazją bronić. O tym jednak będzie można myśleć dopiero wtedy, kiedy będziemy mieli więcej polskich dziennikarzy i polskich mediów; i kiedy otworzywszy oczy wybierzemy więcej polskich polityków. Bo tylko oni zmienić mogą utrwalającą przestępczy układ konstytucję…

Świat według Żydów

Kilkanaście lat temu poznałem starego polskiego Żyda z Ozorkowa. Żonę i dzieci stracił w Oświęcimiu, a sam przeżył Dachau. Bał się jednak pojechać do Polski, „bo tam taki antysemityzm”. Wcześniejszy konsul (który, jak opowiadał: „był u Andersa, ale już w Anglii zrobił się Polakiem”) radził mu wprawdzie, żeby jechał, a tylko czapki nie nakładał, ale on się bał mimo wszystko, „bo imię mnie zdradzi”. A do Niemiec jechać się pan nie boi? – zapytałem wówczas i dodałem, że Żydzi do Polski przecież wracają. „A tak, proszę pana – on mi na to – ja słyszałem, że do Łodzi wróciło ostatnio cztery tysiące Żydów i wszyscy dostali pierwszorzędne państwowe posady”. Mówił też, że organizacja żydowska w Polsce liczy osiemset tysięcy członków i opowiadał, że w miejscowej gminie jest towarzystwo skupiające Żydów ortodoksyjnych i inne dla Żydów niewierzących, po czym dodał: „ja należę do obu”.

W ogóle życie nauczyło go pragmatyzmu. Nosił jarmułkę, „bo by mi tyle nie pomagali”, ale w dni żydowskiego postu podrzucałem mu po kryjomu świeżą szynkę. Chciał mieć przyjaciółkę Polkę, ale miał Niemkę, bo „jak bym wziął Polkę, to by mi wcale nie pomagali”. Po działaniach wojennych został mu odłamek w wątrobie, o którym powiadał, że „to nie boli, ale dobrze, że tam jest, bo Niemcy za to płacą”. I pozostawał przy obywatelstwie amerykańskim, bo by stracił kawałek amerykańskiej emerytury, którą stamtąd dostawał. Liczył ponadto na pomoc Światowego Kongresu Żydów, który otrzymał od Szwajcarów miliard osiemset milionów franków dla ofiar holokaustu. Dostawał też nieco i z innego źródła i wyznawał szczerze: „czy pan wie co to znaczy dostawać na starość pieniądze, których się nie zarobiło?” Miał łzy w oczach, kiedy daliśmy mu kiedyś upominek. Wzruszył się też, kiedy odwiedziliśmy go w szpitalu. Przestał wtedy rozmawiać z innymi i zaczął mówić z nami po polsku. „To wszystko Żydy” – powiedział, wskazując głową na zajęte rozmową siedem osób stojących wokół niego. Chyba lgnął do polskiego ciepła. Mawiał: „żyj i daj żyć innym”. Umarł w dwa lata po przejęciu pieniędzy przez ŚKŻ. Cierpiał na niestrawność i do końca nie było pieniędzy na zmianę zniszczonych protez zębowych. Lubiłem go. Byłem na jego żydowskim pogrzebie i odwiedzam czasem jego grób na żydowskim cmentarzu.

Czym innym jest jednak sympatia do pojedynczego człowieka, a czym innym ocena poglądów i dążeń określonej zbiorowości, zmierzającej do zawłaszczenia kieszeni i umysłów narodu gospodarza. A takie właśnie odnoszę wrażenie, bo kiedy teraz doszła do władzy ulubiona opcja polityczna koszernych (jak je określił Rywin) mediów, to przestępcy wychodzą na wolność, ich demaskatorzy okazują się prowokatorami i żigolakami, a najlogiczniejsze nawet wnioski zyskują sprzyjającą rządzącym interpretację. Kiedy wcześniej wybory wygrał PiS przed PO i rozważał koalicję z PSL, to koszerne media i wszelkie autorytety trąbiły, że wyborcy przecież chcą koalicji PiS-PO. Teraz natomiast, kiedy wygrało PO przed PiS, dowiedzieliśmy się, że wyborcy nie chcą koalicji PO-PiS (co zresztą osobiście uważałbym za nieszczęście), a tylko PO-PSL. Redaktorzy, komentatorzy i autorytety nie biorą w ogóle pod uwagę, że każda większościowa koalicja (w tym i ta wcześniejsza PiS-u z „Samoobroną” i LPR) jest zgodna z wolą wyborców. W sprawie Barbary Blidy okazuje się (podobnie jak i z pytaniem o szpiegostwo Oleksego), że jeżeli, na przykład, w drodze do miejsca przestępstwa radiowóz policyjny ulegnie wypadkowi, to przestępstwem nie można się już zajmować, a badać należy tylko przyczyny wypadku radiowozu. Złodziejstwa prywatyzacyjne „swoich” znalazły się pod ochroną mediów, prawa i immunitetów (z europarlamentarnymi włącznie), a niezlustrowani dziennikarze, politycy i nowa ekipa niezlustrowanych przedstawicieli „wymiaru sprawiedliwości” orzeka o agenturalności innych i zaniewidziała na pasożytnictwo wszelkiego rodzaju pośredników, spółek i kompanii utworzonych najwyraźniej po to tylko, żeby okradać zarówno Skarb Państwa, jak i całe grupy zawodowe z górnikami, kolejarzami i służbą zdrowia na czele. W sprawie tarczy tłumaczy się teraz, niczym naiwnej dziewicy, że najskuteczniejszą ochroną przed notorycznym gwałcicielem jest – za przeproszeniem – chodzenie bez majtek.

Czytaj resztę wpisu »

Posted in Różne | 17 Komentarzy »

Feliks Koneczny – Polska między Wschodem a Zachodem

Posted by Marucha w dniu 2011-10-01 (Sobota)

Nadesłał p. PiotrX – dziękujemy.

Odczyt wygłoszony w 1927 roku na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim.

Wygląda to może na banalność, żeby mówić na temat „Polski między Wschodem a Zachodem”. Któż nie wie, że Polska położona jest tak nie tylko geograficznie, lecz zarazem duchowo: religijnie i cywilizacyjnie; wiadome każdemu są przejawy i skutki tego położenia, i nie sztuka, że wiadome, bo są widome każdego dnia i na każdym kroku. Wystarczy wziąć do rąk gazetę polską i czytać ją uważnie, komentując treść ze stanowiska cywilizacji, a uderzy nas aż nazbyt wyraźnie mieszanina Zachodu i Wschodu! Olbrzymia Większość inteligencji polskiej uważa to za coś całkiem naturalnego, wychodząc z założenia, jako położeniu geograficznemu nie mogą nie towarzyszyć następstwa cywilizacyjne, a wcale się tym nie martwiąc, owszem biorąc z tego otuchę do wielkiej przyszłości Polski, jako mającej dokonać syntezy Zachodu i Wschodu, co ma być największym z wielkich dzieł historii powszechnej. W tym upatruje się misję dziejową Polski. Dodaje się, że zawsze to było misją naszą, lecz niestety nic umieliśmy wywiązać się z niej, nie dość wiernie jej służyliśmy, niebacznie od niej odstępowaliśmy i skutkiem tego nastąpił upadek i rozbiory.

Otóż ja jestem innego o tym wszystkim zdania. Syntezę Zachodu a Wschodu uważam za czczy frazes literacki. a widoczna obecnie w Polsce mieszanina cywilizacyjna jest w mych oczach świadectwem upadku cywilizacji. Cywilizacja albo jest czysta, albo jej nie ma; nie można być cywilizowanym na dwa sposoby. Upadła Polska dlatego, że poszukując niby syntezy Zachodu ze Wschodem, zrobiła ze siebie karykaturę cywilizacyjną – i upadnie znowu, jeżeli nie przestanie na nowo tej karykatury urządzać. Ale nie po to zabieram głos, ażeby motywować tę odmienność poglądu na rzeczy, niby powszechnie wiadome. Robiłem to przy innych sposobnościach, a robiłem – przyznaję – niedokładnie. Sprawa jest bowiem tego rodzaju, iż trzeba wiele rzeczy przemyśleć i przygotować niektóre studia wstępne, ażeby potem wynik ostateczny rozumowań przedstawił się jako logiczna konieczność. Te studia wstępne obejmują rozmaite tematy. Nie może między nimi zabraknąć roztrząsania, co w historii polskiej było Zachodem czy Wschodem, i jaki to był Zachód, i co za Wschód? Trzeba się przyjrzeć bliżej pojęciom, którymi szermuje się u nas w mowie potocznej, nie poddawszy ich naukowej, że tak powiem, ekspertyzie. Ta ekspertyza – i nic innego – ma stanowić przedmiot udzielonego mi łaskawie głosu. Chodzi o ścisłe określenie faktów, ażeby dojść do ścisłości pojęć.

Zróbmy chronologiczny przegląd faktów, które stawiały naszą przeszłość „pomiędzy Zachodem a Wschodem”. Za najstarszy objaw „Wschodu” na ziemiach polskich uważa się zazwyczaj misję apostołów słowiańskich św. Cyryla i św. Metodego, a tymczasem to właśnie polega na pomyłce – szerzonej skwapliwie przez literaturę rosyjską.

Do państwa bułgarskiego na Bałkanie docierało chrześcijaństwo z obu głównych ognisk, z Bizancjum i Rzymu. Wśród zwolenników Rzymu wyłonił się pomysł, żeby ułatwić sobie nawracanie utworzeniem obrządku słowiańskiego, rzymsko-słowiańskiego, tj. według rytuału rzymskiego, a tylko w języku słowiańskim – i głównymi przedstawicielami tego kierunku byli właśnie „bracia soluńscy”. Apostołowali oni jak wiadomo, pośród Chazarów, którzy posiadali wtedy zwierzchnictwo nad znaczną częścią słowiańszczyzny wschodniej.

Czytaj resztę wpisu »

Posted in Historia | 18 Komentarzy »

Kiedy ewangelizacja zostanie uznana za szerzenie zła?

Posted by Marucha w dniu 2011-10-01 (Sobota)

– Gdy profanuje się w obrzydliwy sposób swastykami żydowskie groby, to jest furia określonych środowisk i wyroki skazujące, jeśli profanuje się symbolikę chrześcijańską, to jest przyzwolenie tych środowisk. Według nich chrześcijaństwo, to bydło, które utrudnia cywilizacyjny skok Polski, bo nie chce aborcji, eutanazji czy małżeństw homoseksualnych – tak mec. Piotr Kwiecień, komentuje dla portalu Fronda.pl zachowanie wymiaru sprawiedliwości wobec agresji w stosunku do symboliki chrześcijańskiej.

– W Polsce wymiar sprawiedliwości interpretuje przypadki agresji w stosunku do symboliki chrześcijańskiej z tolerancją, a nawet pewnym, swego rodzaju przyzwoleniem. Słowami wytrychami jest „niska społeczna szkodliwość czynu” albo „ekspresja artystyczna”. Ochrona symboli religijnych obowiązuje w krajach, gdzie nie ma powszechnego praktykowania religii. Tak jest w Rosji jeśli chodzi o prawną ochronę symboli religii prawosławnej. Nie do pomyślenia jest tam profanacja cerkwi, ikony czy prawosławnego krzyża, ale taka ochrona prawna nie dotyczy tam katolickiego krzyża czy katolickiej symboliki.

Jeżeli w Polsce w praktyce nie chroni się Biblii, nie chroni się uniwersalnych przykazań Dekalogu, to może się okazać, że prawna ochrona życia człowieka też jest względna. Np. sąd oceniając zachowanie Nieznalskiej, Darskiego-Nargala i innych tego typu „artystów” nie podejmuje się rozważań w zakresie zasad i wartości fundamentalnych. W ten sposób sąd przyczynia się do tworzenia lub co najmniej tolerowania silnej płaszczyzny zachowań antychrześcijańskich, na którą może wskoczyć teraz wiele środowisk lewicowych, homoseksualnych i dzięki temu swobodnie z niej korzystać.

Społeczeństwo polskie jest pęknięte. Moim zdaniem, jego większa część jest nastawiona negatywnie do wartości konserwatywnych czy chrześcijańskich. Choć to właśnie one są źródłem naszego państwa. Konstytucja w swojej preambule chroni ten system wartości, łącznie z jego symboliką obejmującą: świątynie, cmentarze, ołtarze, hostie, krucyfiksy czy Biblię. Zaskakujące, że sąd orzekając o agresji wobec chrześcijańskiej symboliki pomija całkowicie ten konstytucyjny aspekt, odwołując się do tzw. „ekspresji artystycznej”, która jest przecież wtórna do zasad konstytucyjnych.

Dlaczego tak jest? Środowisko sędziowskie nie jest ukształtowane na bazie wartości katolickich czy chrześcijańskiej tożsamości, tylko na postawie wzorców internacjonalnych (dawniej komunistycznych obecnie „europejskich”). W tym środowisku nie było lustracji i dekomunizacji. Czego my od nich oczekujemy? Oni są mentalnie z drugiej połowy lat 40 wyrażonej ówczesną dewizą środowiska: „My sędziowie nie od Boga”. Gdy profanuje się w obrzydliwy sposób swastykami żydowskie groby, to jest furia określonych środowisk i wyroki skazujące, jeśli profanuje się symbolikę chrześcijańską, to jest przyzwolenie tych środowisk. Według nich chrześcijaństwo, to bydło, które utrudnia cywilizacyjny skok Polski, bo nie chce aborcji, eutanazji czy małżeństw homoseksualnych.

Toczy się wojna cywilizacyjna. Jeśli będzie można lżyć bezkarnie chrześcijaństwo, to nastąpi dalsza relatywizacja postaw w stosunku do jego chrześcijańskich symboli, zasad czy też etyki. A obecny wymiar sprawiedliwości jest do tego niestety bardzo dobrym narzędziem. Procesy historyczne wytworzyły w Polsce dość hermetyczne korporacje sędziów i prokuratorów, którym chrześcijaństwo jest w zasadzie obce. Traktowane jako zewnętrzna, równoważna innym postawa filozoficzna. Świadomość tej sytuacji w wymiarze sprawiedliwości wpływa na „odwagę” tych, którzy coraz silniej głoszą, iż chrześcijaństwo jest wręcz źródłem zła! A stąd już tylko krok do stwierdzenia, iż ewangelizacja to szerzenie zła! – dodaje Kwiecień.

Not. JW

http://fronda.pl/news/czytaj/tytul/kiedy_ewangelizacja_zostanie_uznana_za_szerzenia_zla__15791

Posted in Historia, Kościół/religia | 1 Comment »

Tajemnica krateru Ciołkowskiego

Posted by Marucha w dniu 2011-10-01 (Sobota)

Szklane domy na Księżycu

Ken Johnston nauczył się latać odrzutowcem w czasach kiedy był żołnierzem US Marine Corps w latach 60-tych. Latanie szło mu tak dobrze, że został on później jednym z 5 pilotów, których oddelegowano do pracy z astronautami w Houston, uczestniczącymi w programie Apollo. Pomagał astronautom opanować lot modułem księżycowym. Był nawet dyrektorem testów modułu TS5, na którym ćwiczyli wszyscy astronauci, lądujący później na Księżycu. Od 1969 roku Ken Johnston kontrolował także wszystkie dane – włączając w to fotograficzne informacje – jakie astronauci wysyłali na Ziemię podczas lotów na Księżyc. Obecnie jest on emerytem i nie jest związany z NASA, co pozwala mu mówić o rzeczach, o których nie wolno było mu wspominać wcześniej.

Po nieudanej misji Apollo 13, przez ręce Kena Johnstona przechodził cały materiał fotograficzny jaki zarejestrowano podczas kolejnych księżycowych wypraw. Johnston katalogował przesłane materiały i segregował je w taki sposób, aby były łatwe do odnalezienia podczas analizy naukowej danego obszaru Księżyca. Każde zdjęcie powierzchni Księżyca jest fascynujące i Johnston często przyglądał im się długo, zaspokajając własną ciekawość.

Ken Johnston

Podczas lotu kosmicznego Apollo, przez ręce Johnstona przechodził zapis filmowy na żywo tego, co obserwowali astronauci. Jedne z najbardziej interesujących zdjęć pochodziły z orbitera Apollo 14, który w oczekiwaniu na moduł lądujący, krążył dookoła Księżyca na wysokości nie większej niż 80 km od jego powierzchni, i filmował powierzchnię Srebrnego Globu. Taka wysokość gwarantowała doskonały widok wszystkiego co znajdowało się na powierzchni Księżyca. Do filmowania użyto wówczas 16 mm kamery sekwencyjnej, zapisującej obraz podzielony na poszczególne stop klatki. Kamer takich używano w armii amerykańskiej na bombowcach, gdzie fotografowała ona moment uderzenia bomb w wyznaczony cel. Kamera tworząc film fotografowała każdą klatkę z osobna przez co dokładność takich zdjęć była ogromna. Znalazła więc pożyteczne zastosowanie podczas wyprawy na Księżyc. Szczególnie interesująca była ciemna strona Księżyca, której nie można dojrzeć z Ziemi. Jedyne znane wówczas fotografie niewidocznej części Księżyca dokonała satelita Clementine, ale zdjęcia jakie zrobiła ze swojego pokładu nigdy nie zostały opublikowane.

Zdjęcia z orbitera Apollo 14 zostały wydobyte mniej więcej już po pierwszym tygodniu kwarantanny statku kosmicznego (każdy pojazd kosmiczny przechodził kwarantannę ze względu na możliwość przywleczenia na Ziemię obcych bakterii). O film poprosił niejaki dr Page, który musiał mieć specjalne uprawnienia aby dotrzeć do objętego klauzulą „ściśle tajne” laboratorium fotograficznego. Page’owi towarzyszyło 7 nieznanych Johnstonowi naukowców i wszyscy razem obejrzeli film, na którym można było obejrzeć powierzchnię ciemnej strony Księżyca.

Szczególne zainteresowanie oglądających wzbudził pokryty w połowie cieniem krater Ciołkowskiego. Krater ten należy do średnich rozmiarów (185 km średnicy) a w jego cieniu można było dostrzec przestrzeń, na której stało 5 przezroczystych kopuł, z których wydobywało się światło i coś co przypominało smużkę pary. Para wskazywała na działanie wentylatora, który stał w centralnej części przestrzeni jaką zajmowały kopuły. Już na pierwszy rzut oka wszystko wskazywało na wyrafinowaną i zaawansowaną technologicznie konstrukcję. W tym momencie dr Page nakazał zatrzymanie projekcji i cofnięcie filmu. Moment w którym widać było przezroczyste kopuły oglądano wielokrotnie. Dzięki temu, że zdjęcia nakręcono kamerą sekwencyjną można było dokonywać zbliżeń i oddaleń obiektów. „I co o tym myślicie chłopaki? Jest prawdziwe? Co?” w ten sposób zwrócił się Page do ludzi których przyprowadził na projekcję. Odpowiedział mu gromki, nerwowy śmiech.

Krater Ciołkowskiego

Ten sam film miał być pokazany następnego dnia innej grupie naukowców. Kiedy następnego dnia o świcie Johnston pojawił się w laboratorium, spotkał tam grupę ludzi w białych fartuchach retuszujących negatyw filmu. Najpierw dokonywali oni powiększeń poszczególnych klatek, zamalowywali na nich niektóre elementy i przetwarzali takie klatki później na główną kopię zapisu dokumentalnego lotu na Księżyc. Johnston naturalnie zapytał ich co tutaj robią na co roześmiany technik odpowiedział, że są zawodowymi striptizerami (gra słów oznaczająca rozbieranie się, ale także zdzieranie czegoś niepotrzebnego), na co jego zażenowana porównaniem koleżanka dodała, że malują horyzont Księżyca na zdjęciach, żeby odblask gwiazd nie mylił się z tym co jest na jego powierzchni. Johnston nie wiedział wtedy, że takiej obróbce poddano film, który pokazywał dzień wcześniej, ale wszystko stało się jasne, kiedy na ekranie pojawiły się zdjęcia krateru Ciołkowskiego i nie było w nim szklanych kopuł.

Apollo 14

Zdumiony tym Johnston wyjął film ze szpuli i zaczął uważnie egzaminować taśmę w poszukiwaniu cięć sklejeń i zamalowań. Film był w jednej całości bez śladów dodatkowej obróbki co oznaczało, że w ciągu 24 godzin został wyretuszowany i sfilmowany na nowej kopii. Jakiś czas później Johnston zupełnym przypadkiem natknął się w budynku NASA na dr Page’a. Zapytał go wtedy co się stało ze szklanymi kopułami na Księżycu? Na co dr Page z kamienną twarzą odpowiedział, że nigdy ich tam nie było. Ken Johnston długo nie mógł wyjść z osłupienia.

W NASA zawsze panowała szczegółowa kontrola używanych tam materiałów i mediów. Nie można było zabrać ze sobą żadnej notatki, zdjęcia czy instrukcji obsługi. Po zakończeniu programu Apollo na teren budynku, gdzie pracowano nad projektem, wkroczył specjalny oddział FBI, który zabezpieczył całą dokumentację i zabrał w nieznanym kierunku.

http://nowaatlantyda.com

Posted in Różne | 4 Komentarze »

 
%d blogerów lubi to: