Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Adamuss Mondel o Gwiazda ruchu #Metoo, została…
    Boydar o Czas wprowadzić pełne równoupr…
    jasiek z toronto o Czas wprowadzić pełne równoupr…
    Boydar o Czas wprowadzić pełne równoupr…
    jasiek z toronto o Czas wprowadzić pełne równoupr…
    JMP o Big Pharma wydaje rocznie 20 m…
    Boydar o Czas wprowadzić pełne równoupr…
    jasiek z toronto o Czas wprowadzić pełne równoupr…
    Jacek o Gwiazda ruchu #Metoo, została…
    Rick o Ministerstwo Finansów bez ważn…
    Krzysztof M o Czas wprowadzić pełne równoupr…
    maasteer o Big Pharma wydaje rocznie 20 m…
    Jacek o Big Pharma wydaje rocznie 20 m…
    jasiek z toronto o Czas wprowadzić pełne równoupr…
    Głos z Kociewia o Polskość Pomorza i Kujaw
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 500 obserwujących.

Czym jest „polityczna poprawność”?

Posted by Marucha w dniu 2011-10-17 (Poniedziałek)

Gajowy chętnie umieszcza artykuły na temat poprawności politycznej, gdyż jego zdaniem jest to wyjątkowo obrzydliwe i groźne zjawisko, toczące jak rak nasze wnętrze. Jest też pięknym przykładem, jak żydomedia i żydopolitycy wypaczają sens i znaczenia słów w sposób, którego przeciętny leming nie jest w stanie zauważyć. Chamstwo i niewrażliwość na odczucia innych osób zwą „asertywnością”. Z uprzejmości i delikatności zrobili zamordystyczną cenzurę, zwąc ją „poprawnością polityczną”.
To nie jest temat marginalny.
Poprawność polityczna z normalnych ludzi robi zasmarkanych tchórzy, bojących się własnych myśli i gotowych lizać rękę, która bije ich po twarzy.
Admin.

What is „Political Correctness”?
http://www.gnosticliberationfront.com/what_is_political_correctness.htm
William S. Lind, tłumaczenie Ola Gordon

Większość Amerykanów lata 1950 wspomina jako dobre. Czuliśmy się tak bezpiecznie w naszych domach, że tylko nieliczni zamykali drzwi na klucz. Szkoły były wspaniałe, borykały się z problemami takimi, jak rozmowy uczniów podczas lekcji i bieganie po korytarzach. Większość mężczyzn traktowała kobiety jak damy, a większość kobiet poświęcała czas domowi, wychowywaniu dzieci i pracy wolontariackiej dla dobra społeczności. Dzieci dorastały w rodzinach z obu rodzicami, matka była zawsze w domu kiedy dzieci wracały ze szkoły. Rozrywka była wspólna dla całej rodziny.

Co się stało?

Gdyby Amerykanin z lat 1950 zobaczył Amerykę lat 2000, nie poznałby, że to ten sam kraj. Poczułby się zagrożony; mógłby zostać napadnięty, porwany, albo nawet gorzej, nie nauczyłby się żyć w stałym strachu. Nie wiedziałby o tym, że nie powinien chodzić do pewnych części miasta, że nie tylko powinien zamykać auto wyposażone w system alarmowy, ale i nie odważyłby się położyć spać bez zamknięcia okien i zakneblowania drzwi – i włączenia elektronicznego alarmu.

Gdyby przyprowadził ze sobą rodzinę, on i jego żona prawdopodobnie beztrosko wysłali by dzieci do najbliższej szkoły. Kiedy dzieci po południu wróciłyby do domu, i powiedziały, że musiały poddać się badaniu wykrywaczem metalu przed wejściem do budynku szkoły, że jakieś dziecko dało im jakiś śmieszny biały proszek – i dowiedziały się, że homoseksualizm jest czymś normalnym i dobrym, dla rodziców byłoby to niezrozumiałe.

W biurze on mógłby zapalić papierosa, nazwać koleżankę „małą damą”, powiedzieć, że dobrze się czuje widząc na ważnych stanowiskach Czarnych. Teraz za każdą z tych uwag dostałby reprymendę, a za wszystkie trzy mógłby zostać zwolniony z pracy.
Kiedy ona udała by się na zakupy i weszła do sklepu, miała by na sobie ładny kostium, kapelusz i być może rękawiczki. Nie mogła by zrozumieć, dlaczego ludzie jej się przyglądali i z niej drwili.

A kiedy po rodzinnej kolacji włączyli TV, nie mogli pojąć w jaki sposób pornografia dostała się do TV z jakiegoś obskurnego, zasłoniętego napisem „tylko dla dorosłych” kiosku.

Nasza rodzina z lat 1950, gdyby mogła, powróciłaby szybko do tamtych czasów, mając horrory do opowiadania. Ich opowieść byłaby o narodzie, który zepsuł się i zdegenerował w zawrotnym tempie, zmieniając się w czasie krótszym, niż połowa wieku, z najwspanialszego kraju na świecie na kraj Trzeciego Świata, opanowany przez przestępczość, hałas, narkotyki i brud. W porównaniu z tym upadek Rzymu miał więcej wdzięku.

Dlaczego tak się stało?

W ciągu ostatnich 40 lat, Ameryka została podbita przez tę sama siłę, która wcześniej przejęła Rosję, Chiny, Niemcy i Italię. Ta siła to ideologia. Tutaj, podobnie jak w innych miejscach, ideologia wyrządziła ogromne szkody w dziedzinie tradycyjnej kultury, którą zdominowała, rozbijając ją, a nawet usuwając z niej większość elementów. W jej miejsce przyszły strach i ruina. Rosja będzie potrzebować jednego pokolenia lub więcej, żeby wyleczyć się z komunizmu, jeśli w ogóle zdoła to zrobić.

Ideologia, która przejęła Amerykę, powszechnie znana jest pod nazwą „poprawności politycznej”. Niektórzy patrzą na nią, jak na żart. Ale tak nie jest. To jest śmiertelnie poważne. Chce praktycznie zmienić wszystkie zasady, formalne i nieformalne, rządzące relacjami między ludźmi i instytucjami. Chce zmienić zachowanie, sposób myślenia, a nawet używane przez nas słownictwo. W dużym stopniu już to osiągnęła. Ktokolwiek czy cokolwiek kontroluje język, kontroluje również sposób myślenia. Kto odważy się teraz mówić o „damach”?

Co to jest „poprawność polityczna”? Poprawność polityczna faktycznie jest kulturowym marksizmem – marksizmem przełożonym z ekonomii na terminy kulturowe. Próba przełożenia marksizmu z ekonomii na kulturę nie rozpoczęła się buntami studentów w latach 1960. Pochodzi co najmniej z lat 1920 i prac włoskiego komunisty Antonio Gramsciego. W 1923 roku, w Niemczech, grupa marksistów założyła instytut poświęcony przeprowadzeniu transformacji, Instytut Badań Społecznych (później znany pn. Szkoła Frankfurcka). Jeden z jego założycieli, George Lukacs, ujawnił jego cel odpowiadając na pytanie: „Co nas ochroni przed zachodnią cywilizacją?” Szkoła Frankfurcka zdobyła ogromny wpływ na amerykańskich uczelniach, kiedy liczni z jej świateł przewodnich uciekli do Ameryki w latach 1930 przed niemieckim Narodowym Socjalizmem.

Szkoła Frankfurcka wymieszała Marksa z Freudem, a późniejsze wpływy (faszystowskie jak również marksistowskie) wzbogaciły lingwistykę, tworząc „teorię krytyczną” i „dekonstrukcję”. Te z kolei wpłynęły na teorię edukacji i poprzez instytucje szkolnictwa dały początek temu, co teraz nazywamy „poprawnością polityczną”. Pochodzenie jej jest jasne: jej rodowód prowadzi prosto do Karola Marksa.

Widoczne są podobieństwa między starym, gospodarczym i kulturowym marksizmem. Marksizm kulturowy, czy PP, z klasycznym marksizmem ma wspólną wizję „społeczeństwa bezklasowego”, czyli społeczeństwa nie tylko równych, jednakowych szans, ale i jednakowych warunków. Ponieważ ta wizja pozostaje w sprzeczności z ludzką naturą – gdyż ludzie różnią się między sobą, nie mają jednakowych osiągnięć, bez względu na punkt wyjściowy – społeczeństwo nie zgodzi się na to, chyba że zostanie do tego zmuszone. Tak więc oba warianty marksizmu są wymuszane. Jest to pierwsze, główne podobieństwo między marksizmem klasycznym i kulturowym: oba są ideologiami totalitarnymi. Totalitarny charakter PP można zauważyć na kampusach uniwersyteckich, gdzie PP eliminuje swobodę wypowiedzi, prasy, a nawet sposobu myślenia.

Drugie podobieństwo polega na tym, że zarówno klasyczny, jak i kulturowy marksizm, mają jedną interpretację historii. Klasyczny marksizm twierdzi, że całą historię określała własność środków produkcji. Kulturowy marksizm mówi, że historię całkowicie wyjaśnia która grupa, określona przez płeć, rasę oraz seksualną normalność czy nienormalność, ma władzę nad innymi grupami.

Trzecie podobieństwo – oba warianty marksizmu uznają pewne grupy za porządne, a inne za złe a priori, czyli bez względu na faktyczne zachowanie jednostek. Klasyczny marksizm nazywa robotników i chłopów porządnymi, a burżuazję (klasę średnią) i innych właścicieli kapitału – złymi. Kulturowy marksizm uważa czarnych, Latynosów, feministki, homoseksualistów i pewne inne grupy mniejszościowe za porządnych, a białych za złych. (Marksizm kulturowy nie uznaje istnienia nie-feministek, a czarnych, którzy odrzucają PP, uważa za białych).

Czwarte podobieństwo polega na posiadaniu, chodzi tu o wywłaszczenie. Marksiści ekonomiczni, kiedy tylko zdobywali władzę, wywłaszczali burżuazję z majątków i przekazywali je państwu, jako „reprezentanta” robotników i chłopów. Kiedy władze zdobywają marksiści kulturowi (łącznie z naszym rządem), nakładają kary na białych i innych, którzy nie zgadzają się z nimi, a dają przywileje faworyzowanym grupom. Przykładem są tu działania pozytywne / potwierdzające.

Wreszcie, obie wersje marksistów stosują metodę analizy, mającą wykazać poprawność ich ideologii w każdej sytuacji. Dla klasycznych marksistów są to analizy ekonomiczne. Dla kulturowych jest to analiza językowa, czyli dekonstrukcja. Dekonstrukcja „dowodzi”, że każdy „tekst”, przeszły lub obecny, przedstawia ucisk Murzynów, kobiet, homoseksualistów itp., przez doszukiwanie się ukrytego znaczenia wyrazów w tekście (niezależnie od ich rzeczywistego znaczenia). Obie metody są, oczywiście, fałszywymi analizami, które tak przekręcają dowody, by odpowiadały z góry przesądzonym wnioskom ale nadają ideologii aurę „naukowości”.

Te podobieństwa nie są ani niezwykłe, ani przypadkowe. One istnieją, ponieważ PP wywodzi się bezpośrednio z klasycznego marksizmu i jest w rzeczywistości odmianą marksizmu. Przez większość historii marksizmu, kulturowi marksiści byli „wskazywani” w ruchu przez klasycznych, ekonomicznych marksistów. Obecnie, kiedy ekonomiczny marksizm umarł, zastąpił go marksizm kulturowy. Zmieniło się medium, ale wiadomość jest taka sama: społeczeństwo radykalnego egalitaryzmu wymuszane przez potęgę państwa.

PP teraz unosi się nad amerykańskim społeczeństwem jak chmura. Przejęła obie partie polityczne – ostatnie konwencje Republikanów były wyreżyserowane zgodnie z jej nakazami, podczas gdy konserwatystom kulturowym pokazano drzwi – i jest wymuszana licznymi ustawami i regulacjami rządowymi. Kontroluje ona najpotężniejszy element w naszej kulturze, przemysł rozrywkowy. Dominuje szkolnictwo publiczne jak i wyższe: wiele kampusów to jak mała, pokryta bluszczem Korea Północna. Zdobyła nawet wyższe duchowieństwo w wielu kościołach chrześcijańskich. Każdy należący do establiszmentu, kto odbiega od jej dyktatu, szybko przestaje być jego członkiem.

Musimy postawić jeszcze jedno pytanie, najważniejsze: jak Amerykanie mogą walczyć z PP i ponownie wydrzeć swoje społeczeństwo kulturowym marksistom?

Nie wystarcza tyko krytyka PP. Ona toleruje pewną ilość krytyki, nawet delikatnego szyderstwa. Nie robi tego dla prawdziwej tolerancji innych poglądów, lecz po to, by rozbroić swoich przeciwników, pozwolić na to, żeby wydawała się mniej groźna niż jest. Kulturowi marksiści nie mają całkowitej władzy, i są zbyt mądrzy na to, by wydawać się totalitarnymi, do czasu, kiedy będą mieć zagwarantowane zwycięstwo.

Ci którzy chcą pokonać marksizm kulturowy, muszą go ignorować. Muszą używać słów jakich zabrania i odmawiać używania tych, które nakazuje; pamiętajmy, płeć brzmi lepiej niż rodzaj. Muszą wykrzykiwać z dachów rzeczywistość, którą PP stara się tłumić – taką, jak fakt, że brutalnych przestępstw w nieproporcjonalnej liczbie dokonują czarni, oraz, że większość przypadków AIDS jest dobrowolna, tj. nabyta poprzez niemoralne zachowania seksualne. Muszą odmawiać wysyłania swoich dzieci do szkół publicznych.

Przede wszystkim, ci którzy chcą przeciwstawić się PP, muszą zachowywać się zgodnie ze starymi zasadami naszej kultury, a nie nowymi zasadami określanymi przez kulturowych marksistów. Panie powinny być żonami i organizatorami domów, a nie policjantami czy żołnierzami, a mężczyźni powinni otwierać drzwi kobietom. Dzieci nie powinny rodzić się poza małżeństwem. Powinno się wystrzegać otwartego homoseksualizmu. Jurorzy nie powinni uznawać rasy jako pretekstu do morderstwa.

Opór się rozprzestrzenia. Kiedy inni Amerykanie zobaczą jedną osobę sprzeciwiającą się PP, która przeżyje, to i wy jeszcze możecie, na razie – to ich zachęci. Skuszą się na sprzeciw i również to będą robić. Rozgłos jednego aktu nieposłuszeństwa, jednego przypadku podejścia do glinianego idola i oderwania mu nosa, może nabrać szerokiego zasięgu. Nie ma nic, czego PP boi się bardziej, niż otwartego buntu – i nie bez powodu: to jest ich najczulszy punkt. To powinno doprowadzić kulturowych konserwatystów do oporu wobec kulturowego marksizmu na każdym kroku.

Chociaż robi się późno, wynik bitwy nie jest przesądzony. Bardzo niewielu Amerykanów zdaje sobie sprawę z tego, że polityczna poprawność jest w istocie marksizmem w przebraniu. Wraz ze wzrastającym zrozumieniem, wzrasta opór. Obecnie PP funkcjonuje dlatego, że jest w przebraniu. Poprzez nieposłuszeństwo i poprzez edukację z naszej strony (co powinno być częścią każdego aktu oporu), możemy zedrzeć z niej kamuflaż i ujawnić marksizm pod przykrywką „wrażliwości”, „tolerancji” i „multi-kulti”.

Zob. też http://www.soaringeaglesgallery.com

Komentarzy 8 to “Czym jest „polityczna poprawność”?”

  1. zolnierz said

    Poprawnosc polityczna to jak kiedys zajecia polityczne w wojsku
    (4 godziny/tydzien) i jedna godzina informacji politycznej kazdego poniedzialku .

    Doksztalcac,doksztalcac mlodych,bo jeszcze ministrantami w kosciele zostana ,ostatnio to i dziewczyny sie tam pchaja ,zreszta gdzie ich nie ma nawet w rycerstwie ks.Natanka oraz w regularnym wojsku .

    Kazdy mlody robi zwody !

  2. z sieci II said

    No te informacje napewno nie sa politycznie poprawne. Wrecz przeciwnie.

    Ludzie „Gazety” – DZIECI KOMUNISTYCZNYCH FUNKCJONARIUSZY

    Kierownictwo „Gazety Wyborczej” od początku jej istnienia miało jeden cel: wychować i ukształtować nowe pokolenie. Dlatego, tworząc redakcję, sięgnięto głównie po psychologów i socjologów. Nie było między nimi żadnych sporów ideologicznych z prostego powodu – większość szefów „GW” wywodzi się z jednego środowiska: członków Komunistycznej Partii Polski i komunistycznego aparatu władzy.

    Wyborcza została powołana do istnienia przy Okrągłym Stole. Z założenia miała być gazetą polityczną. Do dziś w „GW” pracują byli posłowie Adam Michnik, Witold Gadomski i Mirosław Czech. Ideologiczną linię pisma nakreślił na samym początku Michnik. Napisał, że największym zagrożeniem dla Polski są trzy fundamentalizmy: religijny, moralny i narodowy.

    „Rozszyfrowując »fundamentalizmy« Michnika, okazuje się, że są to odwieczne ideały Polaków: Bóg, Honor, Ojczyzna” – napisał niedawno w „Codziennej” Jan Pospieszalski, przypominając swoisty manifest naczelnego „GW”.

    Społeczni inżynierowie

    Adam Michnik i jego zastępczyni Helena Łuczywo w chwili powstawania „GW” mieli niewiele ponad 40 lat. Wychowani w PRL-u, wywodzili się z rodzin z komunistycznymi korzeniami. Helena Michnik, matka naczelnego „GW”, zakładała komunistyczne organizacje młodzieżowe, a ojciec, Ozjasz Szechter, w II RP był skazany i siedział w więzieniu za działalność przeciwko państwu polskiemu. Działacze KPP często zwracali się przeciwko Polsce, wykonując polecenia z Moskwy. Chcieli m.in. oderwania Śląska i przyłączenia go do Niemiec (co ciekawe, teraz „GW” aktywnie wspiera separatystyczny Ruch Autonomii Śląska). Po wojnie Helena Michnik wykładała historię, a Ozjasz Szechter został dziennikarzem.

    Ojciec Heleny Łuczywo, Ferdynand Chaber, jako „Bolek” działał w KPP i także został skazany za działalność przeciwko Polsce. Okres II wojny światowej spędził w ZSRS, a w 1945 r. zaczął pracę w cenzurze. Potem, aż do emerytury, pracował w KC PZPR – był m.in. zastępcą kierownika Wydziału Propagandy.

    „Nie można się dziwić, że ona ze swoim zapleczem kulturowym i genetycznym nie była specjalnie wrażliwa na to, że mordowano księży po roku 1981, czy że gen. Fieldorf był ofiarą mordu sądowego, w którym brała udział sędzia Wolińska. Misją Łuczywo było ratowanie sędzi Wolińskiej i wszystkich, obojętnie jak zapisanych w historii, Polaków żydowskiego pochodzenia przed jakimkolwiek nieszczęściem” – tak mówił o niej dziennikarz Michał Cichy po odejściu z „GW” w demaskatorskim wywiadzie dla „Dziennika” w 2009 r.

    Konstanty Gebert ps. „Dawid Warszawski”, od 1989 r. należał do najbliższych współpracowników Michnika. Sławomir Cenckiewicz ujawnił, że ojciec Geberta był agentem wywiadu ZSRS. Z kolei matka, Krystyna Poznańska, wieloletnia dziennikarka PAP-u, przed wojną działała w młodzieżówce KPP, a w czasie wojny była w wojsku instruktorką propagandy. W 1944 r. została najpierw współpracowniczką, a później funkcjonariuszką Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego – współorganizowała UB w Rzeszowie.

    Krystyna Naszkowska to kolejna osoba z zespołu „GW”, powiązana rodzinnie z aparatem komunistycznej władzy. Córka gen. Mariana Naszkowskiego, przedwojennego działacza KPP, a po wojnie m.in. szefa Polskiej Misji Wojskowej w Paryżu, ambasadora w ZSRS, wiceministra obrony i szefa Głównego Zarządu Politycznego Ludowego Wojska Polskiego.

    Komunistyczne korzenie ma także znana z reportaży o Jedwabnem Anna Bikont, od której Bronisław Komorowski wynajmował mieszkanie na potrzeby kampanii prezydenckiej. Jej matka, Wilhelmina Skulska, była wieloletnią dziennikarką organu PZPR-u „Trybuny Ludu”.

    W ścisłym kierownictwie „GW” znalazł się także Ernest Skalski ps. „Alski” i „Bem”, który według dokumentów IPN-u był zarejestrowany jako tajny współpracownik SB.

    Szefem portalu internetowego „Gazety” jest Edward Krzemień, syn Ignacego Krzemienia, który jako obywatel sowiecki w latach 30. walczył w Hiszpanii w XIII Brygadzie. Była to jednostka zorganizowana przez Komintern i sowieckie służby bezpieczeństwa – NKWD. Po wojnie pracował w komunistycznym aparacie represji, a później w MSZ-cie.

    Najważniejsze funkcje redaktorskie w „GW” powierzono ludziom z wykształceniem psychologicznym (Piotr Pacewicz, Anna Bikont, Dawid Warszawski) i socjologicznym (Rafał Zakrzewski, Agnieszka Kublik). Sądząc po wyniku wyborczym partii Palikota, cel założony 22 lata temu – wychowanie nowego pokolenia „GW” – udał się połowicznie.

    Redaktorzy-politycy

    Dziennikarzami „GW” są dziś osoby, które zasiadały wcześniej w ławach sejmowych. Adam Michnik był posłem Unii Demokratycznej. Złożył jedną interpelację, która dotyczyła zaopatrzenia w wodę mieszkańców Radzionkowa. Jako parlamentarzysta w sejmowych wystąpieniach bronił partyjny establishment przed odebraniem mu przywilejów.

    Mirosław Czech, obecny komentator „GW”, także był posłem UD, a później Unii Wolności. W 2001 r. wyborcy nie chcieli na niego głosować i został publicystą gazety Michnika.

    Mało kto pamięta, że czołowy komentator ekonomiczny „GW”, Witold Gadomski, był oprócz Donalda Tuska jednym z założycieli Kongresu Liberalno-Demokratycznego i zasiadał w Sejmie. Był jednak mało aktywnym posłem – nie złożył ani jednej interpelacji czy zapytania.

    Inny komentator „GW”, Waldemar Kuczyński, w rządzie Tadeusza Mazowieckiego pełnił funkcję ministra przekształceń własnościowych. Głośna była sprawa przyznania mu luksusowego, ponad 100-metrowego lokalu, który później pozyskał na własność na zasadach wykupu mieszkań komunalnych.

    Zastraszyć przeciwników

    Interesów „Gazety” i Agory – koncernu, który wydaje „GW” – broni Piotr Rogowski, wcześniej orzekający w warszawskim sądzie. Jeszcze jako sędzia żalił się na łamach „GW” na fatalne warunki pracy.

    W pierwszej połowie lat 90., po jego przejściu do Agory, do sądów zaczęły płynąć pozwy koncernu i „GW”. Jedną z pierwszych spraw było pozwanie w 1994 r. dwóch łódzkich gazet w związku z publikacjami „GW” na temat Nicolo Grauso, który ubiegał się o koncesję telewizyjną (ostatecznie dostał ją Zygmunt Solorz). Od tego momentu Michnik zwalcza przeciwników, masowo pozywając ich lub strasząc pozwami.

    Rogowski jest autorem słynnego oświadczenia z 2005 r., w którym grozi procesem każdemu, kto opublikuje stenogramy podsłuchów zainstalowanych przez SB w warszawskim mieszkaniu Michnika.

    Jak wynika z „Raportu o zagrożeniu wolności słowa w Polsce w latach 2010–2011” Stowarzyszenia Polska Jest Najważniejsza, w ciągu jednego roku do sądów wpłynęło ponad 20 pozwów Agory, „GW” lub Adama Michnika.

    Najważniejsze funkcje redaktorskie w „GW” powierzono psychologom i socjologom. Sądząc po wyniku wyborczym partii Palikota, cel założony 22 lata temu – wychowanie nowego pokolenia „GW” – udał się połowicznie.

    Dorota Kania

    Jutro w GPC – 18 października 2011 r.

    http://autorzygazetypolskiej.salon24.pl/355315,ludzie-gazety-dzieci-komunistycznych-funkcjonariuszy

  3. poprawniak said

    Gospodarze i goście „Pytanie na Śniadanie” zapraszają na blokady antyfaszytowskie 11.11

  4. z sieci II said

    No te informacje napewno nie sa politycznie poprawne. Wrecz przeciwnie.

    Ludzie „Gazety” – DZIECI KOMUNISTYCZNYCH FUNKCJONARIUSZY

    Kierownictwo „Gazety Wyborczej” od początku jej istnienia miało jeden cel: wychować i ukształtować nowe pokolenie. Dlatego, tworząc redakcję, sięgnięto głównie po psychologów i socjologów. Nie było między nimi żadnych sporów ideologicznych z prostego powodu – większość szefów „GW” wywodzi się z jednego środowiska: członków Komunistycznej Partii Polski i komunistycznego aparatu władzy.

    Wyborcza została powołana do istnienia przy Okrągłym Stole. Z założenia miała być gazetą polityczną. Do dziś w „GW” pracują byli posłowie Adam Michnik, Witold Gadomski i Mirosław Czech. Ideologiczną linię pisma nakreślił na samym początku Michnik. Napisał, że największym zagrożeniem dla Polski są trzy fundamentalizmy: religijny, moralny i narodowy.

    „Rozszyfrowując »fundamentalizmy« Michnika, okazuje się, że są to odwieczne ideały Polaków: Bóg, Honor, Ojczyzna” – napisał niedawno w „Codziennej” Jan Pospieszalski, przypominając swoisty manifest naczelnego „GW”.

    Społeczni inżynierowie

    Adam Michnik i jego zastępczyni Helena Łuczywo w chwili powstawania „GW” mieli niewiele ponad 40 lat. Wychowani w PRL-u, wywodzili się z rodzin z komunistycznymi korzeniami. Helena Michnik, matka naczelnego „GW”, zakładała komunistyczne organizacje młodzieżowe, a ojciec, Ozjasz Szechter, w II RP był skazany i siedział w więzieniu za działalność przeciwko państwu polskiemu. Działacze KPP często zwracali się przeciwko Polsce, wykonując polecenia z Moskwy. Chcieli m.in. oderwania Śląska i przyłączenia go do Niemiec (co ciekawe, teraz „GW” aktywnie wspiera separatystyczny Ruch Autonomii Śląska). Po wojnie Helena Michnik wykładała historię, a Ozjasz Szechter został dziennikarzem.

    Ojciec Heleny Łuczywo, Ferdynand Chaber, jako „Bolek” działał w KPP i także został skazany za działalność przeciwko Polsce. Okres II wojny światowej spędził w ZSRS, a w 1945 r. zaczął pracę w cenzurze. Potem, aż do emerytury, pracował w KC PZPR – był m.in. zastępcą kierownika Wydziału Propagandy.

    „Nie można się dziwić, że ona ze swoim zapleczem kulturowym i genetycznym nie była specjalnie wrażliwa na to, że mordowano księży po roku 1981, czy że gen. Fieldorf był ofiarą mordu sądowego, w którym brała udział sędzia Wolińska. Misją Łuczywo było ratowanie sędzi Wolińskiej i wszystkich, obojętnie jak zapisanych w historii, Polaków żydowskiego pochodzenia przed jakimkolwiek nieszczęściem” – tak mówił o niej dziennikarz Michał Cichy po odejściu z „GW” w demaskatorskim wywiadzie dla „Dziennika” w 2009 r.

    Konstanty Gebert ps. „Dawid Warszawski”, od 1989 r. należał do najbliższych współpracowników Michnika. Sławomir Cenckiewicz ujawnił, że ojciec Geberta był agentem wywiadu ZSRS. Z kolei matka, Krystyna Poznańska, wieloletnia dziennikarka PAP-u, przed wojną działała w młodzieżówce KPP, a w czasie wojny była w wojsku instruktorką propagandy. W 1944 r. została najpierw współpracowniczką, a później funkcjonariuszką Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego – współorganizowała UB w Rzeszowie.

    Krystyna Naszkowska to kolejna osoba z zespołu „GW”, powiązana rodzinnie z aparatem komunistycznej władzy. Córka gen. Mariana Naszkowskiego, przedwojennego działacza KPP, a po wojnie m.in. szefa Polskiej Misji Wojskowej w Paryżu, ambasadora w ZSRS, wiceministra obrony i szefa Głównego Zarządu Politycznego Ludowego Wojska Polskiego.

    Komunistyczne korzenie ma także znana z reportaży o Jedwabnem Anna Bikont, od której Bronisław Komorowski wynajmował mieszkanie na potrzeby kampanii prezydenckiej. Jej matka, Wilhelmina Skulska, była wieloletnią dziennikarką organu PZPR-u „Trybuny Ludu”.

    W ścisłym kierownictwie „GW” znalazł się także Ernest Skalski ps. „Alski” i „Bem”, który według dokumentów IPN-u był zarejestrowany jako tajny współpracownik SB.

    Szefem portalu internetowego „Gazety” jest Edward Krzemień, syn Ignacego Krzemienia, który jako obywatel sowiecki w latach 30. walczył w Hiszpanii w XIII Brygadzie. Była to jednostka zorganizowana przez Komintern i sowieckie służby bezpieczeństwa – NKWD. Po wojnie pracował w komunistycznym aparacie represji, a później w MSZ-cie.

    Najważniejsze funkcje redaktorskie w „GW” powierzono ludziom z wykształceniem psychologicznym (Piotr Pacewicz, Anna Bikont, Dawid Warszawski) i socjologicznym (Rafał Zakrzewski, Agnieszka Kublik). Sądząc po wyniku wyborczym partii Palikota, cel założony 22 lata temu – wychowanie nowego pokolenia „GW” – udał się połowicznie.

    Redaktorzy-politycy

    Dziennikarzami „GW” są dziś osoby, które zasiadały wcześniej w ławach sejmowych. Adam Michnik był posłem Unii Demokratycznej. Złożył jedną interpelację, która dotyczyła zaopatrzenia w wodę mieszkańców Radzionkowa. Jako parlamentarzysta w sejmowych wystąpieniach bronił partyjny establishment przed odebraniem mu przywilejów.

    Mirosław Czech, obecny komentator „GW”, także był posłem UD, a później Unii Wolności. W 2001 r. wyborcy nie chcieli na niego głosować i został publicystą gazety Michnika.

    Mało kto pamięta, że czołowy komentator ekonomiczny „GW”, Witold Gadomski, był oprócz Donalda Tuska jednym z założycieli Kongresu Liberalno-Demokratycznego i zasiadał w Sejmie. Był jednak mało aktywnym posłem – nie złożył ani jednej interpelacji czy zapytania.

    Inny komentator „GW”, Waldemar Kuczyński, w rządzie Tadeusza Mazowieckiego pełnił funkcję ministra przekształceń własnościowych. Głośna była sprawa przyznania mu luksusowego, ponad 100-metrowego lokalu, który później pozyskał na własność na zasadach wykupu mieszkań komunalnych.

    Zastraszyć przeciwników

    Interesów „Gazety” i Agory – koncernu, który wydaje „GW” – broni Piotr Rogowski, wcześniej orzekający w warszawskim sądzie. Jeszcze jako sędzia żalił się na łamach „GW” na fatalne warunki pracy.

    W pierwszej połowie lat 90., po jego przejściu do Agory, do sądów zaczęły płynąć pozwy koncernu i „GW”. Jedną z pierwszych spraw było pozwanie w 1994 r. dwóch łódzkich gazet w związku z publikacjami „GW” na temat Nicolo Grauso, który ubiegał się o koncesję telewizyjną (ostatecznie dostał ją Zygmunt Solorz). Od tego momentu Michnik zwalcza przeciwników, masowo pozywając ich lub strasząc pozwami.

    Rogowski jest autorem słynnego oświadczenia z 2005 r., w którym grozi procesem każdemu, kto opublikuje stenogramy podsłuchów zainstalowanych przez SB w warszawskim mieszkaniu Michnika.

    Jak wynika z „Raportu o zagrożeniu wolności słowa w Polsce w latach 2010–2011” Stowarzyszenia Polska Jest Najważniejsza, w ciągu jednego roku do sądów wpłynęło ponad 20 pozwów Agory, „GW” lub Adama Michnika.

    Najważniejsze funkcje redaktorskie w „GW” powierzono psychologom i socjologom. Sądząc po wyniku wyborczym partii Palikota, cel założony 22 lata temu – wychowanie nowego pokolenia „GW” – udał się połowicznie.

    Dorota Kania

  5. wet3 said

    Czym jest polityczna poprawnosc”
    – Swiadomym trzymaniem za mordy polaczonym z szantazem, karami administracyjnymi oraz wiezieniem. Jest narzedziem uzywanym do rozwalania podstawowych tradycyjnych wartosci rodziny, narodu i panstwa.

  6. Napisałem coś na temat TVP publicznej:

    http://www.mojageneracja.pl/9287076/blog/6432798354e9d47f584c99/

  7. „Obywatelu, Wielki Brat wie co robisz – koszmar cywilizacji

    18.10.2011

    Całkiem niedawno polski rząd próbował wprowadzić ustawę, która de facto prowadziła do cenzurowania internetu. W grudniu polska policja zakupiła nowe urządzenie, zwane LRAD, służące do tłumienia zamieszek…

    LRAD (Long Range Acoustic Device – urządzenie dźwiękowe dalekiego zasięgu) emitują fale dźwiękowe o bardzo wysokiej głośności, słyszalnej na duże odległości (500-700 m), będące w stanie ogłuszyć osoby znajdujące się w najbliższym otoczeniu.

    Ogłuszać kibiców, monitorować komórki!

    Jak zauważyli autorzy z Fundacji „Panoptykon”, w ustawie regulującej działalność służb porządkowych, szczegółowo wymienione są środki przymusu bezpośredniego, jakich wolno użyć policji, jednak „ani ustawa o policji, ani żaden inny akt prawny nie wymieniają pośród środków przymusu bezpośredniego tego rodzaju urządzeń”.

    O inwestycjach MSWiA zrobiło się głośno dopiero w lipcu, kiedy ujawniono, że w posiadaniu tego resortu znajduje się ok. 6 tysięcy urządzeń ogłuszających dźwiękiem. Według oficjalnych oświadczeń ministerstwa, urządzenia LRAD mają być wykorzystane podczas mistrzostw Europy w piłce nożnej w 2012 roku, w razie gdyby doszło do poważniejszych starć grup kibiców.

    18 września „Gazeta Krakowska” poinformowała o zatrzymaniu pracownika lotniska Balice, który wysłał znajomemu wiadomość MMS, w której żartował, że „zepsuje casę, a w powietrzu będzie bum”. Wkrótce go zatrzymano i skierowano na badania psychiatryczne. Skąd służby bezpieczeństwa wiedziały o tej wiadomości?

    Nie dziwią niestety kolejne doniesienia na temat tego, że władze chińskie wymusiły na koncernie Google uniemożliwienie wyszukiwania słowa „demokracja” w lokalnej wersji ich wyszukiwarki. Podobnie po zdobyciu Trypolisu „Wall Street Journal” opublikował fotografie przedstawiające specjalne pomieszczenie, w którym urzędnicy służb wywiadowczych Muammara Kaddafiego śledzili korzystających z internetu obywateli.

    Wielki Brat w mediach społecznościowych

    Kuriozalną inicjatywą wykazał się nowojorski bank Rezerwy Federalnej (Fed), który ogłosił niedawno ofertę na przygotowanie systemu monitorującego informacje o nim w tak zwanych social media. System taki, nazwany roboczo „Sentiment Analysis And Social Media Monitoring Solution”, wyszukiwałby informacje o Fed, między innymi na Facebooku, Twitterze, YouTubie i w blogosferze. Miałby on jednak nie tylko gromadzić suche informacje, ale też odgadywać kontekst rozmowy, wskazując, czy o Fed mówi się źle, czy dobrze. Docelowo zaś: „identyfikować i docierać do kluczowych blogerów i osób wywierających wpływy”.

    Pomysł zaiste ambitny, ale przede wszystkim budzący obawy, zważywszy na ogromne zasoby pieniężne, jakimi dysponuje Rezerwa Federalna, ale też bezmiar krytyki kierowany w stronę tej instytucji ze strony internautów. Skoro zaś Rezerwa uzyska taką wiedzę, to co powstrzyma ją przed próbą pozbycia się najbardziej wpływowych krytyków? Prawo? Dla tak wpływowych ludzi nie jest wielką sztuką przygotować odpowiednią ustawę, która umożliwi im legalne uciszenie krytykujących ich osób…

    Wobec koncernu Google pojawiają się oskarżenia o śledzenie swoich użytkowników. Wiele kontrowersji wzbudził zwłaszcza fakt przygotowywania przez tę firmę Google Street Map, jednego z wielu projektów, który tym razem polegał na filmowaniu całych ulic danego miasta i umieszczaniu ich w sieci. Kamera była w stanie uchwycić wszystko, nie tylko same ulice, ale też ludzi, którzy po niej chodzili, którym nieszczególnie musi odpowiadać fakt, że ich twarz bez ich zgody stanie się częścią wielkiej bazy danych.

    Nie można też zbyt wiele oczekiwać od prywatnych korporacji. Je jak widać łatwo przekonać, o czym doskonale wiedział prezydent Francji, Nicolas Sarkozy, który podczas szczytu e-G8 (poprzedzającego „prawdziwy” szczyt grupy G8) spotkał się z przedstawicielami największych koncernów branży internetowej, takich jak wspomniany Facebook czy Google, by pod hasłem walki z piractwem omówić możliwe ścieżki kontrolowania umieszczanych w internecie treści.

    Pomocna technologia

    Jak się okazało, prywatne firmy stały się niezbędnym sojusznikiem w opracowywaniu nowych technologii kontroli obywateli. 27 września Dziennik Internautów opublikował artykuł autorstwa Sławomira Wilka pt. „Nieetyczne, ale skuteczne i pożądane produkty branży IT”, opisujący zjawisko, które w branży IT ma charakter tajemnicy poliszynela. Chodzi o tworzenie przez firmy komputerowe aplikacji, które pozwalają na bieżąco śledzić toczące się w sieci dyskusje na temat danej marki i w razie czego zaangażować do niej pracownika danej firmy.

    W ten sposób, za kilkadziesiąt tysięcy złotych i wysoki miesięczny abonament, firmy utrudniają internautom dostęp do rzetelnej wymiany informacji i wzajemnych ostrzeżeń przed nieuczciwymi przedsiębiorstwami. Co więcej, nawet Skype, który ze względu na zaawansowaną technologię szyfrowania połączeń jest często wykorzystywany przez różnego rodzaju rewolucjonistów, nie jest już bezpieczną aplikacją. Kod można złamać i zarobić na tym duże pieniądze.

    Tak też się stało w przypadku Skype’a, którego można podsłuchiwać między innymi dzięki aplikacji FinSpy. To i inne rozwiązania techniczne sprawiły, że w nieustannym wyścigu pomiędzy tworzącymi szyfry a hackerami głównymi kibicami są różne autorytarne reżimy, szczególnie zainteresowane zakupem programów i urządzeń podsłuchowych.

    Nie są to jedyne próby kontrolowania obywateli. Chociaż irytujące, skrupulatne kontrole na lotniskach zdają się powszednieć i większość ludzi zdążyła się już do nich przyzwyczaić, nie trzeba będzie długo czekać, aż w powszechnym użytku znajdą się urządzenia skanujące fale mózgu i tym samym rozpoznające, o czym myśli pasażer wsiadający na pokład samolotu!

    Nie jest to wcale odległa perspektywa, skoro już teraz dostępne są urządzenia, które – podłączone do smart phone’a „dla zabawy” – monitorują nasze fale mózgowe i wyświetlają je jako prezentacje 3D. Dzięki wykorzystaniu tego typu aplikacji po pewnym czasie zgromadzone zostaną ogromne ilości danych dotyczących funkcjonowania naszych mózgów oraz naszych reakcji na określone bodźce.

    Prawdziwym poligonem doświadczalnym dla różnego rodzaju technologii umożliwiających śledzenie obywateli staje się coraz bardziej Wielka Brytania. Tamtejsze władze pod pozorem zabezpieczeń przed zbliżającymi się igrzyskami olimpijskimi w Londynie testują ogromną ilość nowych technologii.

    Wykorzystane zostaną między innymi specjalne podskórne czipy, na które wgrywana będzie informacja o posiadanym stanie konta i za ich pośrednictwem możliwe będzie kupienie biletów na olimpiadę. Jeszcze ciekawsze pomysły ma MI5, która ogłosiła niedawno rekrutację wśród osób znających języki używane na Bliskim Wschodzie i w północnej Afryce. Rekrutacja będzie przebiegać za pośrednictwem internetu, zaś działania szpiegowskie (podsłuchiwanie rozmów telefonicznych) będą przypominać grę komputerową.

    Wielki Brat patrzy

    Powyższe typy kontroli obywateli to nie wszystko. Bardzo zaawansowana jest już technologia satelitarnego monitoringu, pozwalająca na tak dokładną obserwację z kosmosu, że możliwe jest śledzenie stamtąd treści czytanej przez nas książki.

    Równocześnie potężna Visual Recognition Technology umożliwia, dzięki wciąż rosnącym bazom danych zawierającym nasze zdjęcia i zeskanowane rysy twarzy, rozpoznawanie wybranych osób w anonimowym tłumie. Od czasu, gdy użyto jej po raz pierwszy podczas zawodów Super Bowl w Tampa na Florydzie, metody rozpoznawania twarzy rozbudowano w znacznym stopniu i dziś stosuje się je między innymi na lotniskach.

    Ulice też nie są już gwarantem anonimowości. Pod pretekstem bezpieczeństwa policja w Stanach Zjednoczonych i w Wielkiej Brytanii eksperymentuje z zastosowaniem dronów szpiegowskich do monitorowania ulic. W tym przypadku ma chodzić jednak nie o tropienie talibów, lecz o skuteczniejszą walkę z przestępczością.

    W styczniu 2010 roku brytyjski „Guardian” poinformował o nawiązaniu współpracy między zbrojeniowym potentatem BAE Systems a policją z hrabstwa Kent, mającej na celu wdrożenie dronów szpiegowskich w działaniach cywilnych. Poligonem doświadczalnym mają być przyszłoroczne igrzyska olimpijskie w Londynie, gdzie drony mają monitorować rejony szczególnie zagrożone wybuchem protestów i zamieszek. Pierwsze prototypy są już w użyciu, doszło nawet do pierwszego aresztowania dokonanego przy pomocy policyjnego drona, według gazety „Daily Mail” miało to miejsce w sierpniu 2009 roku po protestach zorganizowanych przez British National Party.

    Ojczyzna twórców najsłynniejszych antyutopii XX wieku – George’a Orwella i Aldousa Huxleya – najwyraźniej przoduje we wdrażaniu nowych technik inwigilacji, jednak również po drugiej stronie oceanu trwają pilotażowe prace nad wprowadzeniem cywilnych dronów. Do tej pory Amerykanie na swoim terenie używali ich co najwyżej do monitorowania granicy z Meksykiem. Wszystko wskazuje jednak na to, że pierwszym miastem, w którym także policja zacznie korzystać z pomocy dronów, będzie Miami.

    Co ciekawe, jej przedstawiciele oficjalnie przyznali w telewizji, że urządzenia te będą w stanie nawet „zajrzeć” przez okno do domu amerykańskiego obywatela. Nie jest to oczywiście jedyne miasto, w którym rozważa się podobne projekty, choć w niektórych miejscach władze wyraźnie starają się je ukryć. O planach policji z Houston, która potajemnie testowała nowe drony, dowiedziała się lokalna stacja telewizyjna i jedynie dzięki ich interwencji informacja przedostała się do szerszej grupy obywateli.

    Pozostaje nam jedynie dać na mszę w intencji Georga Orwella, który to wszystko przewidział, i modlić się, by świat nie oszalał. Alternatywą jest globalna rewolucja.”

    http://interia360.pl/moim-zdaniem/artykul/obywatelu-wielki-brat-wie-co-robisz,49100

  8. Żydoska władza z USA WYSYSA pieniądze od amerykańskiego podatnika aby wspierać 100% finansowo Izrael said

    USA pod zarzadem bezkarnej mafii żydo-masonów zostało zamienione w najwiekszą śmierdzącą kloake świata.
    Teraz w gównianym USA w tej ‚masono-żydo-medio-kracji’ ponad 63% tego ogłupionego tam społeczenstwa nie posiada jakich kolwiek ubespieczeń zdrowotnych, a koszty leczenia są wręcz ASTRONOMICZNE w tym gównianym kraju USA, gdyż globalistyczni żydo-masoni z żydoskiego New Yorku zadecydowali aby zmniejszyć tam populację o co najmniej 50%.

    Jak ktoś w USA zachoruje to przyjeżdza karetka pogotowia i zabiera delikwenta, który potem zaworzony jest do piwnicy jakiegoś szpitala gdzie czekają aż ten delikwent(ka) zdechnie a jej zwłoki potem palą.

    Niech żyje ‚demokracja żydo-amerykańska’ !

    Natomiast ta żydoska władza USA okrada amerykanów i wysyła rok w rok tryliony dolarów podatnika amerykańskiego jako „pomoc” dla aparthidu Izraela, gdzie opieka lekarska jest BEZPŁATNA, ale tylko dla tych, którzy są wyznania judaistycznego, czyli TYLKO dla żydów. Izrael ma w swoich planach program, aby każdy żyd żył co najmniej 150 lat oraz, aby żydzi rozmnażali się jak króliki, tak aby rasa żydoska zalała cały Bliski Wschód.
    Rząd żydo-amerykański w USA wspiera finansowo każdą rodzinę żydoską w Izraelu taką sumą świadczeń socjalnych, tak aby każdy spłodzony nowy żyd w Izraelu do 18-o roku życia był w 100% na utrzymaniu finansowym podatnika amerykańskiego, wiec każda rodzina w Izraelu ma najmniej 6-o bachorów i węcej.

    Przecież Izrael od poczatku swojego istnienaia prowadzi bez przerwy wojny ze wszystkimi swoimi sąsiadami aby okraść sąsiadów z ziemi, wiec w barbażyńska armia izraelska to 40% tamtejszej populacji żydoskiej, więc wszyscy obywatele w najlepszym wieku produkcyjnym, czyli w wieku od 18 do 35 lat są w czynnym wojsku, a pozostała część społeczeństwa Izraela pracuje praktycznie tylko na potrzeby zbrojeniowo- wojenne oraz realizowania bandyckich agresji imperialnych wobec sąsiadów, dlatego tam w Izraelu nie pieniędzy na świadczenia socjalne, wiec żydostwo zamieszkałe w USA wysysa WSZYSTKIE finanse z tego swojego KOZŁA OFIARNEGO o nazwie USA, wiec dlatego USA pod zarzadami żydoskiej mafii już ZBANKRUTOWAŁO.

    Ostatno aparthid Izraela zoorganizował SPECJALNE ministerstwo, którego zdaniem jest organizowanie międzynardowego awanturnictwa finansowego, czyli organizowanie zafałszowanych rozczeń finansowych pod adresem różnych państw na całym świecie pod kłamliwym SLOGANEM PRETEKSTEM tzw. „odszkodowań holokaustycznych” dla Izraela oraz zydostwa, którego też zadaniem jest WYDYMANIE przez rozwydżonych żydów polskiego podatnika na co najmniej 65 milardów US dolarów … SIĆ! … na co się zgadza władz sodomitów Tuska szarogęszaca się w za-żydzonej Warszawie!

Sorry, the comment form is closed at this time.