Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Leo o Walka z wiatrakami – wal…
    Zbigniew Kozioł o Wolne tematy (11 – …
    revers o Wolne tematy (11 – …
    Dziennik 1925 Andre… o Walka z wiatrakami – wal…
    revers o Dymitriada, czyli jak PiS Rosj…
    Krzysztof M o Wolne tematy (11 – …
    Ale dlaczego? o Dymitriada, czyli jak PiS Rosj…
    Siekiera_Motyka o Walka z wiatrakami – wal…
    revers o Dymitriada, czyli jak PiS Rosj…
    revers o Jak były rektor KUL ułożył mod…
    Carlos o Wolne tematy (11 – …
    Szczepan Zbigniewski o Kultura przeciw tradycji
    revers o W domu wisielca
    UZA o Walka z wiatrakami – wal…
    Marek o Dymitriada, czyli jak PiS Rosj…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

Zdrada przysięgi antymodernistycznej cz. I

Posted by Marucha w dniu 2011-12-19 (Poniedziałek)

Świetny artykuł, który gorąco polecamy – admin.

1 września 2010 r. minęła setna rocznica promulgowania przysięgi antymodernistycznej, którą wybitny teolog amerykański ks. prał. Józef Clifford Fenton nazywał najważniejszym i najbardziej wpływowym dokumentem ogłoszonym przez Stolicę Apostolską w XX wieku.

Przysięga antymodernistyczna była wspaniałą manifestacją katolickiej prawdy w obliczu błędów, które zaczynały być wówczas szerzone w Kościele przez najbardziej przebiegłych nieprzyjaciół, z jakimi miał on do czynienia podczas całej swej historii [1].

Obowiązek składania przysięgi antymodernistycznej zniesiono dwa lata po zakończeniu II Soboru Watykańskiego, jednak ludzie, którzy ją składali w chwili otrzymywania święceń, nadal pozostają nią związani. Ci, którzy złożyli tę świętą przysięgę, a następnie realizowali program Vaticanum II, obejmujący nowy soborowy ekumenizm oraz wolność religijną, jawnie złamali przysięgę, którą niegdyś uroczyście złożyli przed Bogiem.

Podkreślając znaczenie tej kwestii, ks. Fenton zauważył w 1960 r., że człowiek, który składa przysięgę antymodernistyczną, a następnie sam promuje modernizm albo pozwala na jego propagowanie, nie tylko popełnia grzech przeciwko wierze katolickiej, ale jest również zwykłym krzywoprzysięzcą [2].

Składający przysięgę antymodernistyczną ślubował uroczyście:

Przyjmuję naukę wiary przekazaną nam od Apostołów przez prawowiernych Ojców, w tym samym zawsze rozumieniu i pojęciu. Przeto całkowicie odrzucam jako herezję zmyśloną teorię ewolucji dogmatów, które z jednego znaczenia przechodziłyby w drugie, różne od tego, jakiego Kościół trzymał się poprzednio.

A pod koniec roty uroczyście przysięgał wobec Boga:

Ślubuję, iż to wszystko wiernie, nieskażenie i szczerze zachowam i nienaruszenie tego przestrzegać będę i że nigdy od tego nie odstąpię, czy to w nauczaniu, czy w jakikolwiek inny sposób mową lub pismem. Tak ślubuję, tak przysięgam, tak niech mi dopomoże Bóg i ta święta Boża Ewangelia.

Trudno sobie wyobrazić, jak ktokolwiek, kto wyznaje anty-Syllabus Vaticanum II, mógłby twierdzić, że trzyma się wiary w „w tym samym rozumieniu i pojęciu”, jak tego Kościół zawsze nauczał. Trudno zrozumieć, jak ktoś, kto akceptuje nowy program ekumenizmu i wolności religijnej, mógłby równocześnie twierdzić, że „nieskażenie” i „nienaruszenie przestrzega” jasnego nauczania przedsoborowych papieży odnośnie do prawdziwej jedności chrześcijańskiej i społecznego panowania Chrystusa.

Zarówno kard. Józef Ratzinger, jak o. Iwon Congar przyznawali otwarcie – jakby to było to coś, czym można się szczycić – że II Sobór Watykański był anty-Syllabusem i nauczał czegoś wprost przeciwnego niż przedsoborowi papieże [3]. [A mimo to Benedykt XVI lansuje teorię „hermeneutyki ciągłości”… – admin]

Prawdziwym dziedzictwem Vaticanum II oraz następujących po nim reform jest duch niewierności względem tradycyjnej nauki katolickiej, żądza zmian i nowinek, którą dokumenty promulgowane przez św. Piusa X wyraźnie potępiały, oraz łamanie przez członków hierarchii przysięgi uroczyście złożonej przed Bogiem.

„W samych żyłach i sercu Kościoła”

Żeby lepiej zrozumieć znaczenie herezji modernistycznej, determinację św. Piusa X w jej zwalczaniu oraz odrodzenie neomodernizmu w czasach nam współczesnych, cofnijmy się na chwilę do początków XX wieku, do dnia, w którym odbywało się przełomowe dla Kościoła konklawe.

4 sierpnia 1903 r. patriarcha Wenecji, Józef kard. Sarto, został wybrany 257. następcą św. Piotra i przybrał imię Piusa X. Został wybrany papieżem wbrew swej woli – podczas konklawe prosił kardynałów, by nie oddawali głosów na niego. Nie chciał być papieżem. W pełni rozumiał ciężar odpowiedzialności związany z piastowaniem najwyższego urzędu w Kościele.

Rozumiał to i bał się. Przyjęcie odpowiedzialności za czystość wiary katolickiej na całym świecie wymagało wówczas wielkiej odwagi. W momencie, w którym kard. Sarto został wybrany papieżem, Kościół chorował, zatruwany najbardziej śmiercionośnym błędem, z jakim miał do czynienia w całej swej historii: modernizmem – słusznie nazwanym przez Piusa X syntezą wszystkich herezji. Jak powiedział święty papież, zagrożenie znajdowało się już w samych żyłach i sercu Kościoła.

Już w swej pierwszej encyklice, zatytułowanej E supremi, Pius X ogłosił, że programem jego pontyfikatu będzie odnowienie wszystkich rzeczy w Chrystusie. Dotrzymał słowa i w 1907 r. rozpoczęła się wojna z modernizmem.

Synteza wszystkich herezji

Pierwsza potyczka pomiędzy katolicką prawdą a modernizmem dotyczyła studiów biblijnych. Leon XIII w odpowiedzi na ten atak ogłosił encyklikęProvidentissimus Deus, jednak Pius X zdawał sobie sprawę, że ten dokument, choć przyniósł wiele dobrych skutków, nie rozwiązał jednak w pełni problemu modernizmu.

Wojnę z modernizmem papież rozpoczął od ogłoszenia zestawienia (syllabusa) potępionych błędów, Lamentabili sane exitu, promulgowanego 4 lipca 1907 r. Pius X potępił w nim błędne zasady modernistyczne ujęte w postaci 65 tez.

Pięć miesięcy później, 8 grudnia 1907 r., została ogłoszona sztandarowa encyklika papieża Sarto – Pascendi Dominici gregis. Ten mistrzowski tekst demaskował modernistów oraz ukazywał wszystkim ich pozornie trudną do uchwycenia i nieprzeniknioną doktrynę. Słowa Piusa X wydają się też proroczo odnosić do programu aggiornamento, zainicjowanego po II Soborze Watykańskim.

Jak zauważyliśmy, Pius nie tylko pisał, ale też wsparł swą analizę skutecznymi środkami. W motu proprio nakazywał:

  • wszyscy wykładowcy seminaryjni muszą wpierw przedstawiać program swego nauczania biskupowi, który powinien upewnić się, że wykłady nie zawierają niczego sprzecznego ze zdrową doktryną;
  • jeśli okazałoby się, że treść wykładów skażona jest modernizmem, wykładowca powinien zostać natychmiast zwolniony;
  • wszyscy wykładowcy seminaryjni powinni składać trydenckie wyznanie wiary;
  • wszyscy wykładowcy seminaryjni mają składać przysięgę antymodernistyczną, podpisując się pod nią własnym nazwiskiem.

Jak zauważa ks. Józef Fenton, przysięgę antymodernistyczną miano odnawiać na początku każdego roku akademickiego [4].

Odnosząc się do kwestii ortodoksji wykładowców pracujących na uniwersytetach katolickich, Pius X pisał:

Każdy, kto w jakikolwiek sposób okaże się skażony modernizmem, ma zostać bez skrupułów pozbawiony możliwości objęcia jakichkolwiek funkcji, czy to w administracji, czy nauczaniu, ci natomiast, którzy już urzędy takie zajmują, mają z nich zostać usunięci. Ta sama procedura ma być stosowana względem tych, którzy otwarcie lub skrycie udzielają wsparcia modernizmowi, czy to przez pochwalanie modernistów, czy przez usprawiedliwianie ich postępowania, czy przez krytykowanie scholastycyzmu i Ojców oraz magisterium Kościoła, czy poprzez odmowę podporządkowania się władzy kościelnej (…), względem tych, którzy demonstrują pociąg do nowinek w historii, archeologii czy egzegezie biblijnej i na koniec względem tych, którzy zaniedbują święte nauki lub wydają się przedkładać nad nie nauki świeckie. W całej tej kwestii, Czcigodni Bracia, a zwłaszcza przy wyborze wykładowców, nie możecie okazać się zbyt ostrożni ani zbyt troskliwi, gdyż uczniowie formowani są wedle wzoru, jaki stanowią dla nich ich nauczyciele. Świadomi swego obowiązku, działajcie zawsze z roztropnością i energią.

Jako prawdziwy ojciec, Pius X starał się zapewnić, by seminarzyści otrzymywali w latach formacji zdrową katolicką naukę, jak to nakazuje wyznanie wiary św. Atanazego: integralną i nienaruszoną, gdyż szkody wyrządzone w tych kluczowych latach byłyby nie do naprawienia. Uczniowie formowani są wedle wzoru swych nauczycieli.

Te same surowe wymagania papież stawiał również klerykom. Żaden młodzieniec skażony błędami modernistycznymi nie mógł zostać lub pozostać kandydatem do kapłaństwa:

Tę samą pilność i surowość należy wykazać w badaniu i selekcjonowaniu kandydatów do kapłaństwa. Dalekie duchowieństwu niech będzie umiłowanie nowinek! Bóg nienawidzi pysznego i upartego umysłu.

Podkreślając potrzebę studiów scholastycznych, papież nakazywał:

W przyszłości doktorat z teologii lub prawa kanonicznego nie powinien nigdy być przyznawany nikomu, kto nie ukończy najpierw kursu filozofii scholastycznej (tomistycznej). Jeśli taki doktorat przyznano, ma być on uznany za nieważny [5].

Pius rozciągnął też na wszystkie kraje zasadę, że klerykom i duchownym zapisanym na katolicką uczelnię czy uniwersytet nie wolno w przyszłości kończyć na uczelniach świeckich kierunków, które mogą studiować w instytucie katolickim.

Ksiądz prałat Fenton, niezłomny wróg liberalizmu, zauważa, że antymodernistyczne rozporządzenia

były wymierzone w ducha liberalnego katolicyzmu, którego doskonałym wyrazem był modernizm. Były one również niepopularne, gdyż w sposób naturalny budziły niechęć wrogów, którzy atakowali Kościół z zewnątrz. Wszystkie były też potępiane i piętnowane jako obskuranckie.

Obecnie jednak zalecenia te są otwarcie wykpiwane przez licznych księży, którzy nie są za to ganieni przez swych biskupów ani nawet przez Watykan. Dzieje się tak dlatego, że – jak to niebawem wykażemy – również najwyżsi dostojnicy Kościoła są obecnie zarażeni „duchem liberalnego katolicyzmu, którego doskonałym wyrazem jest modernizm”.

Przysięga antymodernistyczna i drugie przykazanie

Wszystkie tradycyjne katechizmy oraz katolickie podręczniki do teologii moralnej nauczają, że przysięga jest aktem stricte religijnym. Źródłem tej doktryny jest II przykazanie Dekalogu: „Nie będziesz brał Imienia Pana, Boga Twego, nadaremno”. Przysięga antymodernistyczna jest uroczystym aktem, pociągającym za sobą poważne zobowiązania.

Ksiądz Fenton wyjaśnia:

Przysięga nie jest czymś, co można traktować lekko, a człowiek, który składa przysięgę antymodernistyczną wzywa Boga na świadka, że poddaje się „z należytym uszanowaniem i całym sercem wyrokom potępienia, orzeczeniom i wszystkim przepisom zawartym w encyklice Pascendi i dekrecie Lamentabili”. (…) Byłoby rzeczą nierozważną, gdyby człowiek składający taką przysięgę nie starał się dowiedzieć dokładnie i szczegółowo, co obiecuje wszechmocnemu Bogu.

Słowa te powinny zasiać przerażenie w sercach przeważającej części obecnej neomodernistycznej hierarchii, wdrażającej zasady posoborowego aggiornamento. Człowiek, który by po złożeniu przysięgi antymodernistycznej nauczał, propagował czy bronił modernistycznego nauczania w seminarium duchownym lub na katolickim uniwersytecie, nie tylko popełniłby grzech przeciwko wierze katolickiej, ale też byłby zwykłym krzywoprzysięzcą [6].

Zniesienie przysięgi antymodernistycznej

W lipcu 1967 r., siedem lat po napisaniu przez ks. Fentona cytowanych powyżej słów, Paweł VI zniósł obowiązek składania przysięgi antymodernistycznej [7]. Biskup Ratyzbony Rudolf Graber (1903–1992) uznał tę decyzję papieża za niezrozumiałą [8], w rzeczywistości jednak łatwo można domyślić się jej przyczyn. Została ona zniesiona, ponieważ – jak to zauważył wcześniej ks. Fenton – nie odpowiadała gustom liberalnych katolików. A to właśnie liberalny katolicyzm zatryumfował na II Soborze Watykańskim.

Tuż po zakończeniu soboru francuski senator Marcel Prelot stwierdził z zadowoleniem:

Przez 150 lat walczyliśmy, by nasze idee zatryumfowały w Kościele i nie udało nam się to. Ostatecznie jednak zwołano II Sobór Watykański i odnieśliśmy tryumf. Od tego momentu tezy i zasady liberalnego katolicyzmu zostały definitywnie i oficjalnie przyjęte przez Kościół święty [9].

Wiadomo, że modernizm jest jednym z głównych składników tzw. liberalnego katolicyzmu.

W posoborowym Kościele normą jest całkowita pogarda dla antymodernistycznych przedsięwzięć św. Piusa X. Doszło do tego, że duchowni w rodzaju ks. Donalda Cozzensa, autora popierającej homoseksualizm książki The Changing Face of the Catholic Priesthood („Zmieniające się oblicze katolickiego kapłaństwa”), otwarcie wyśmiewają przysięgę antymodernistyczną. 24 października 2002 r. w wywiadzie dla National Public Radio ks. Cozzens powiedział, mając na myśli siebie i swoich współbraci:

Poszliśmy na kompromis i podpisaliśmy tę przysięgę. My, którzy mieliśmy być głosicielami prawdy, ludźmi, którym miano ufać, ludźmi, których słowo miało być najważniejsze, wkroczyliśmy w kapłaństwo, przysięgając coś, w co tak naprawdę nie wierzyliśmy [10].

Jest to wyraz całkowitej pogardy względem II przykazania Dekalogu, całkowitego lekceważenia uroczystej przysięgi złożonej wobec Boga. A jednak kapłani tacy jak ks. Cozzens, którzy publicznie szydzą ze złożonego ślubu, nie spotykają się z żadną reprymendą ze strony biskupów.

Odrodzenie modernizmu

Święty Pius X przewidział przyszłe odrodzenie modernizmu. Gdy pod koniec pontyfikatu gratulowano mu poskromienia modernizmu, papież miał odpowiedzieć, że mimo wszystkich jego wysiłków nie udało mu się zabić hydry, ale jedynie zepchnąć ją do podziemia. Ostrzegał, że jeśli przywódcy Kościoła nie zachowają czujności, modernizm odrodzi się silniejszy niż kiedykolwiek wcześniej [11].

Następcy Piusa X podtrzymywali jego politykę wobec modernizmu, jednak już nie z tą samą energią. Również dwie wojny światowe w znacznym stopniu odciągnęły od tego problemu uwagę dobrych biskupów, którzy do tej pory zachowywali stosowną czujność.

To właśnie podczas II wojny światowej i w okresie bezpośrednio po niej byliśmy świadkami narodzin nouvelle théologie (‘nowej teologii’), będącej po prostu modernizmem przebranym w nowe szaty. Przywódcami tego nurtu byli ks. Henryk de Lubac SI, o. Dominik Chenu OP, o. Iwon Congar OP, ks. Karol Rahner SI i inni. Istotę „nowej teologii” można streścić w twierdzeniu, że religia musi się zmieniać stosownie do zmian w otaczającym nas świecie – co jest również kluczową tezą modernizmu. Ksiądz Henryk Boulliard, będący orędownikiem „nowej teologii” już w latach 40., pisał: „Teologia, która nie byłaby aktualna, byłaby teologią błędną” [12].

W 1946 r. Pius XII zdecydowanie potępił to stanowisko: „Wiele powiedziano, a i tak nie dość wyjaśniono metodę «nowej teologii», która podlega ewolucji i – wraz ze wszystkim, co podlega zmianie – sama się zmienia, nigdy nie dojrzewa, nigdy do niczego nie dochodzi. Jeżeli miałoby się taką opinię przyjąć, cóż tedy stanie się z niezmiennymi dogmatami katolickimi, co z jednością i stałością wiary?” [13].

Wybitny tomista o. Garrigou-Lagrange OP słusznie zauważył w swym głośnym artykule Dokąd zmierza „nowa teologia”? (pierwszą część tego tekstu publikujemy w bieżącym numerze Zawsze wierni na stronach 12–16 – uwaga red.), że ten nurt prowadzi znowu do modernizmu. Jak ostrzegał św. Pius X, modernistyczna hydra nie została uśmiercona i powraca, by wziąć krwawy odwet.

Jan XXIII

Następnym papieżem wybrano Józefa Roncallego, który przyjął imię Jana XXIII. Zignorował on ostrzeżenia Piusa XII i uznał, że orędownicy „nowej teologii” mogą zostać ekspertami podczas soboru. Teologowie ci oraz biskupi, którym doradzali, utworzyli blok liberalny, tzw. przymierze reńskie. Blok ten przejął kontrolę nad soborem i skierował go na nowy, liberalny kurs.

W książce zatytułowanej Vatican II Revisited (‘Nowe spojrzenie na II Sobór Watykański’) entuzjasta rewolucji Vaticanum II bp Alojzy J. Wycislo z satysfakcją stwierdził, że teologowie, którzy do tego czasu byli uważani za podejrzanych, podczas soboru wypłynęli jako periti (‘eksperci’), a publikowane później książki i komentarze ich autorstwa zyskały wielką popularność [14].

Jak pisał,

encyklika Piusa XII Humani generis miała (…) destrukcyjny wpływ na pracę licznych przedsoborowych teologów. (…) Na wczesnym etapie przygotowań do soboru teologowie ci (głównie francuscy i niemieccy), których działalność ograniczona została przez Piusa XII, wciąż byli dyskryminowani. Papież Jan [XXIII] po cichu zniósł zakaz dotyczący najbardziej wpływowych spośród nich [15].

W dalszej części książki bp Wycislo wygłasza peany pod adresem progresistów w rodzaju księży Jana (Hansa) Künga, Karola Rahnera, Jana Courtneya Murraya, Iwona Congara, Henryka de Lubaca, Edwarda Schillebeeckxa i Jerzego Bauma, których pisma przed soborem zostały potępione lub były uważane za teologicznie podejrzane, a którzy obecnie stanowią światła przewodnie posoborowej teologii [16].

Również bp Remigiusz de Roo, jeden z najbardziej liberalnych biskupów kanadyjskich, który uczestniczył w II Soborze Watykańskim, wspominał niedawno:

(…) wciąż jeszcze odczuwam dreszcz podniecenia, gdy przypomnę sobie, jak Paweł VI przybył by sprawować Eucharystię. (…) Wraz z nim, wszyscy w czerwieni, stali teologowie, którzy przed soborem byli marginalizowani [17].

Ci modernistyczni teologowie, którzy stali się siłą napędową Vaticanum II i którzy dostarczyli bp. de Roo dreszczyku emocji, rozmyślnie wpletli dwuznaczne sformułowania w teksty soborowe, by domieszać do nich swe liberalne idee. Po soborze Paweł VI pozwolił im kontynuować rozpoczętą pracę – stali się oficjalnymi interpretatorami Vaticanum II wobec całego świata [18].

Jezuita ks. Henrici, gorący orędownik „nowej teologii”, przechwalał się, że stała się ona oficjalną teologią II Soboru Watykańskiego [19]. System neomodernistyczny, potępiony za pontyfikatu Piusa XII, ostatecznie zwyciężył i od czasu soboru zwolennicy „nowej teologii” zyskali pełną kontrolę nad Kościołem.

Główni propagatorzy „nowej teologii”, tacy jak von Balthasar, de Lubac czy Congar, zostali mianowani przez Jana Pawła II kardynałami – i to pomimo faktu, że nigdy nie wyrzekli się swych modernistycznych poglądów. Paweł VI, Jan Paweł II oraz sam Benedykt XVI byli gorliwymi uczniami de Lubaca i von Balthasara i zostali ukształtowani wedle głoszonych przez nich idei.

Nic więc dziwnego, że w 1967 r., dwa lata po zamknięciu obrad soboru, gdy nieustanne zmiany stały się czymś naturalnym, Paweł VI zniósł obowiązek składania przysięgi antymodernistycznej. Bastion, mający za zadanie chronić Kościół przed modernizmem, został zdemontowany w chwili, gdy zastosowanie antymodernistycznych środków było najbardziej potrzebne. Od tego momentu zapanował chaos.

Vaticanum II

Przyjrzyjmy się pokrótce epizodowi, który dobrze oddaje wpływ modernizmu podczas II Soboru Watykańskiego – modernizmu, który oddziaływał dzięki oddanym mu hierarchom, dziś uważającym Vaticanum II za centrum Wszechświata.

Jak wiadomo, Jan XXIII powołał przed soborem Centralną Komisję Przygotowawczą, która poświęciła dwa lata na przygotowanie szkiców dokumentów, mających stanowić przedmiot przyszłych dyskusji.

Te pierwotne projekty były całkowicie zgodne z tradycyjnym nauczaniem Kościoła. Nadzór nad prowadzonymi z wielką starannością pracami sprawował kard. Ottaviani ze Świętego Oficjum. Gdyby te dokumenty zostały zaakceptowane przez sobór, dyskusje biskupów i teologów musiałyby potoczyć się całkowicie innymi, tradycyjnymi torami.

Arcybiskup Marceli Lefebvre tak pisał o tych schematach przygotowawczych:

Zostałem mianowany przez papieża członkiem Centralnej Komisji Przygotowawczej i uczestniczyłem w jej pracach entuzjastycznie i z zapałem przez pierwsze dwa lata. Komisja była odpowiedzialna za sprawdzanie i badanie wszystkich schematów przygotowawczych, które spływały z komisji specjalistycznych. (…) Praca ta była prowadzona w sposób bardzo drobiazgowy i metodyczny. Nadal posiadam 72 schematy przygotowawcze; zawarta w nich doktryna Kościoła jest absolutnie ortodoksyjna. W pewnym stopniu zostały one dostosowane do naszych czasów, jednak z wielkim umiarem i rozsądkiem [20].

Jednak liberalni biskupi z przymierza reńskiego natychmiast po otwarciu obrad soboru sprzeciwili się przyjęciu oryginalnych dokumentów. Twierdzili, że nie mieli wpływu na ich kształt i podnosili inne obiekcje natury proceduralnej. Cała kwestia została poddana pod głosowanie, wskutek którego będące owocem dwuletniej pracy dokumenty wylądowały w koszu na śmieci.

Arcybiskup Lefebvre wspominał:

Wszystko było gotowe na zapowiedziany termin i 11 października 1962 r. ojcowie zajęli swe miejsca w nawie bazyliki Św. Piotra w Rzymie. Wkrótce jednak wydarzyło się coś, czego Stolica Apostolska nie przewidziała. Od pierwszych dni sobór był oblegany przez siły liberalne. (…) 15 dni po sesjach otwierających nie ostał się żaden z 72 schematów. Wszystkie zostały odesłane, odrzucone, wyrzucone do śmieci [21].

Skutek był taki, że zebranych w Rzymie 2500 biskupów z całego świata nie miało nad czym dyskutować. Cały harmonogram obrad wylądował w koszu. Wskutek tego biskupi powierzyli obecnym na soborze postępowym teologom przygotowanie nowych dokumentów, dzięki którym można było nadać soborowi bardziej liberalny, ekumeniczny kurs.

Opowieść o dwóch liberałach

Poniżej przedstawimy dwa krótkie komentarze dotyczące oryginalnych szkiców autorstwa kard. Ottavianiego, dobrze obrazujące nienawiść, jaką liberałowie darzyli tradycyjne dokumenty. Pokazują one również, do jakiego stopnia progresiści byli zdeterminowani, żeby odsunąć od władzy lojalnych synów św. Piusa X, którzy za swój pierwszy obowiązek uważali obronę czystości tradycyjnej wiary katolickiej w tym samym kształcie, w jakim zawsze była wyznawana i praktykowana. Inicjatywy św. Piusa X zostały podczas II Soboru Watykańskiego wprost zanegowane.

Najpierw przedstawimy komentarz prezbiteriańskiego obserwatora Roberta McAffe Browna:

Wobec wyrażanych przez licznych biskupów obaw, że sobór przypieczętuje jedynie decyzje Kurii, które już zostały podjęte, jednym z najważniejszych wydarzeń w trakcie całego soboru był bez wątpienia epizod mający miejsce bezpośrednio po jego otwarciu. Grupa kardynałów uświadomiła sobie wówczas, że gdyby sobór natychmiast przystąpił do wyboru członków komisji (mniejszych grup roboczych, mających za zadanie zająć się większością prac), rezultatem mogło być jedynie uchwycenie władzy przez frakcję konserwatywną, która przygotowała dokumenty wstępne (…). Stąd, choć harmonogram przewidywał natychmiastowe głosowanie, wszyscy zdawali sobie sprawę z faktu, że krok taki sprawiłby, iż sobór w konsekwencji nie byłby zdolny działać samodzielnie i stałby się więźniem mniejszości już wyznaczonej, by sprzeciwiać się wszelkim znaczącym reformom [22].

W dalszej części McAfee Brown mówi o proteście kard. Lienarta i jego inicjatywie – wspartej przez należącego do frakcji liberalnej kard. Fringsa – mającej na celu zawieszeniu obrad soboru na weekend. Doprowadziło to po przerwie do ponownego głosowania, a w rezultacie do władzy doszli najbardziej liberalni kardynałowie. Wówczas również zostały odrzucone schematy wstępne.

McAfee kontynuuje:

Ponieważ posunięcie to zostało zwieńczone sukcesem, sobór mógł stać się prawdziwym soborem całego Kościoła, zamiast odzwierciedlać poglądy panujące jedynie w południowej części Półwyspu Apenińskiego [23].

Te rzekomo przestarzałe poglądy, panujące jedynie w południowej części Półwyspu Apenińskiego, to prawdziwa doktryna i praktyki Kościoła, obecne w nim od początku istnienia. McAfee Brown wyraża radość, że podczas Vaticanum IIliberałowie zyskali przewagę, wskutek czego tradycyjna doktryna została zaćmiona przez opary modernistycznego sentymentalizmu.

Drugą osobistością, której poglądy przytoczymy, był młody teolog i peritus, który od pierwszego dnia soboru opowiedział się po stronie progresistów i który był bliskim współpracownikiem modernisty ks. Karola Rahnera.

W wydanej w 1966 r. książce o soborze teolog ten pokpiwa sobie z oryginalnego schematu o źródłach objawienia, napisanego pod kierownictwem kard. Ottavianiego:

Tekst ten był, jeśli można użyć takiego określenia, w całości wytworem mentalności antymodernistycznej, która ukształtowała się na przełomie wieków. Został napisany w duchu potępień i negacji, (…) niechętnym, a nawet obraźliwym względem wielu Ojców – mimo że jego treść nie była dla nikogo nowością. Odzwierciedlała ona nauki zawarte w podręcznikach znanych biskupom z czasów seminaryjnych, a w niektórych przypadkach ich autorzy byli odpowiedzialni za tekst prezentowany Ojcom [24].

Nasz teolog wzdragał się na samą myśl, że sobór mógłby rzeczywiście powtórzyć niezmienne nauczanie Kościoła lub przybrać ton antymodernistyczny, pozostając wierny zaleceniom św. Piusa X.

Kim był ten teolog, wyszydzający antymodernistyczne inicjatywy? Otóż był nim nie kto inny, jak młody ks. Józef Ratzinger.

Przyszły papież kontynuował w tym samym duchu:

Istotę problemu można by wyrazić w ten sposób: czy stanowisko intelektualne antymodernizmu – stara polityka ekskluzywizmu, potępień i obrony, prowadząca do niemal neurotycznego odrzucania wszystkiego, co nowe – miała być kontynuowana? A może Kościół, przedsięwziąwszy wszystkie konieczne do obrony wiary środki, zmieni swe stanowisko i postępowanie na bardziej pozytywne podejście do swych własnych korzeni, do swych braci i do dzisiejszego świata? [25]

Po tej groteskowej karykaturze stanowiska antymodernistycznego ks. Ratzinger z satysfakcją stwierdza, że większość ojców opowiedziała się za drugą alternatywą – czyli zajęła stanowisko anty-antymodernistyczne. Wyrażając radość z „nowego początku”, podkreślał, że dwa główne argumenty używane dla obrony nowego stanowiska „opierały się na woli papieża Jana, by teksty miały charakter duszpasterski, a wyrażona w nich teologia była teologią ekumeniczną” [26].

Tak więc zarówno liberalny protestant McAfee Brown, jak i ks. Józef Ratzinger wyrażali satysfakcję z tego, że antymodernistyczny bastion został ostatecznie obalony, by uczynić miejsce dla nowego wspaniałego świata Vaticanum II.

Sobór nie poprzestał jednak na tym, burząc kolejne umocnienia, takie jak precyzja języka scholastycznego czy definicja Kościoła autorstwa św. Roberta Bellarmina – oczyszczając w ten sposób pole dla teologii ekumenicznej. Ω

Za „Catholic Family News” tłumaczył Tomasz Maszczyk. Dalszy ciąg w kolejnych numerach Zawsze wierni.

Przypisy:

  1. Ks. J. C. Fenton, Sacrorum Antistitum and the Background of the Oath Against Modernism, [w:] „The American Ecclesiastical Review”, październik 1960, s. 260.
  2. Ibid., s. 259.
  3. Soborowy ekspert o. Iwon Congar otwarcie przyznał: „Nie sposób zaprzeczyć, że II Sobór Watykański mówi coś innego, niż Syllabus z roku 1864, a nawet coś wprost sprzecznego z artykułami 16, 17 i 19 tego dokumentu” (za: ks. Georges de Nantes, „CRC”, nr 113, s. 3). Podobnie pisał kard. Ratzinger, postrzegając konstytucję soborową Gaudium et spes jako anty-Syllabus: „Gdyby pokusić się o charakterystykę tego tekstu jako całości, moglibyśmy powiedzieć, że (razem z tekstami o wolności religijnej i ekumenizmie) stanowi on rewizję stanowiska zajmowanego przez Syllabus Piusa IX, stanowi rodzaj anty-Syllabusa. (…) Ograniczmy się w tym miejscu do stwierdzenia, że tekst ten służy jako anty-Syllabus i jako taki stanowi ze strony Kościoła próbę oficjalnego pogodzenia z nową epoką rozpoczętą w roku 1789”. W dalszej części kard. Ratzinger mówi o „jednostronności stanowiska Kościoła za pontyfikatu Piusa IX i Piusa X” i twierdzi, że Syllabus „stanowi wyraz „przestarzałego modelu stosunków państwo–Kościół” (kard. J. Ratzinger, Principles of Catholic Theology, s. 381–382).
  4. Pius X, list motu proprio Sacrorum antistitum, AAS 02 (1910), s. 655-680.
  5. Ibid., s. 253–254.
  6. The Sacrorum Antistitum and the Background…, op. cit., s. 259.
  7. Hasło „Oath Against Modernism”, The Harper Collins Encyclopedia of Catholicism.
  8. Bp R. Graber, Athanasius and the Church of Our Time, s. 54.
  9. Le Catholicisme Liberal, 1969. Cyt. za: abp M. Lefebvre, List otwarty do zagubionych katolików, Warszawa 2006.
  10. Wywiad z 24 października 2002.
  11. Ks. V. Micelli, The Antichrist.
  12. O. Reginald Garrigou-Lagrange, Dokąd zmierza „nowa teologia”?Zawsze wierni nr 150 (11/2011), s. 12–16.
  13. Ibid.
  14. Bp A. Wycislo, Vatican II Revisited: Reflections by One Who Was There, s. 10.
  15. Ibid., s. 33, 27.
  16. Ibid., s. 27–34.
  17. „Catholic New Times”, 4 lipca 2004, s. 12.
  18. Wyjaśniono to szczegółowo w książce M. Daviesa Pope John’s Council (‘Sobór papieża Jana’).
  19. „Jesteśmy wierni (…) linii nowej teologii z Lyonu [kolebki teologii de Lubaca], która podkreśla, że porządek naturalny i nadprzyrodzony, a konsekwentnie również wiara i kultura, nie są wzajemnie sprzeczne, ale są w istocie tym samym – a która stała się oficjalną teologią Vaticanum II”. Wywiad dla „30 Days” z grudnia 1991.
  20. Abp M. Lefebvre, List otwarty…
  21. Ibid.
  22. R. McAfee Brown, The Ecumenical Revolution, s. 161–162.
  23. Ibid., s. 162.
  24. Ks. J. Ratzinger, Theological Highlights of Vatican II, s. 20.
  25. Ibid., s. 22.
  26. Ibid., s. 24.

http://www.piusx.org.pl/

Komentarzy 6 do “Zdrada przysięgi antymodernistycznej cz. I”

  1. logika said

    Wiele wiernosci i przysiag ludzie w swym zyciu zlamali ale Bog nas nigdy nie zawiodl !

    BADZMY MU WIERNI !!!

  2. hjk said

    Problemy „hermeneutyki ciągłości” (cz. I) – John Vennari

    http://www.bibula.com/?p=9224

  3. Jasiek said

    Sami szykują sobie Piekło i ciągną za sobą wierzących… w PAPIEŻA, biskupa, kardynała czy proboszcza. Ja wierzę w Pana Naszego Jezusa Chrystusa i żaden lewoskrętny agent Piekła nic tu nie poradzi. Sami szykują sobie sznur jak Judasz. Każdy musi wybrać sam w kogo wierzy. Pośrednicy wykluczeni. Wybierz, zaufaj i trwaj. Alleluja, Zmartwychwstał Pan.

  4. Ola Gordon said

    art nie jest najnowszy, ale b wazny

    The Holocaust is Now Catholic Dogma

    Teraz holokaust katolickim dogmatem
    http://truthisbeauty.wordpress.com/2009/02/04/the-holocaust-is-now-catholic-dogma/
    4.02.2009 tłumaczenie Ola Gordon

    Po raz ostatni papież kościoła katolickiego ogłosił nieomylny dogmat w 1950 roku. Papież Pius XII wykorzystał tę władzę zarezerwowaną dla Namiestnika Chrystusowego mówiąc ex cathedra o zdefiniowaniu dogmatu o Wniebowzięciu Maryi. Było to niezwykłe wydarzenie, ponieważ wykorzystanie nieomylnej władzy papieża do zdefiniowania dogmatu odbywa się tak rzadko, a większość papieży nigdy z tego nie skorzystała. Przed Piusem XII, ostatnim, który powołał się na papieską nieomylność w zdefiniowaniu dogmatu, był Pius IX w 1854 roku, kiedy ogłosił dogmat o Niepokalanym Poczęciu. Oba te dogmaty odnosiły się do wydarzeń sprzed 19 wieków, a które były badane przez najlepsze umysły Kościoła przez prawie tak samo długo. Jest to dlatego, że kiedy wydaje się nieomylne oświadczenie, jest rzeczą oczywistą, że nie może ono zawierać żadnych błędów!
    Szybki skok do 2009 r., i papież Benedykt XVI już zdefiniował nowy dogmat odnoszący się do świeckiego wydarzenia, które nie ma nic wspólnego z wiarą. Co więcej, to „dogmatyczne wydarzenie” miało miejsce tylko w połowie XX wieku, i nikt nie może zbadać, czy zawiera jakieś błędy!
    Dogmat to nieomylne nauczanie kościoła katolickiego, w który powinien wierzyć każdy katolik, w przeciwnym wypadku nie jest w jedności z kościołem. W przeszłości, dogmat odnosił się wyłącznie do kwestii chrześcijańskiej wiary, i katolicy mogli wierzyć w co chcieli, jeśli chodzi o wydarzenia historyczne. Ale dzisiejsze wiadomości z Watykanu mówią jasno, że w żydowską wersję holokaustu, według której 6 mln żydów zginęło w komorach gazowych, musi wierzyć każdy katolik, albo nie jest w jedności z kościołem. To sprawia, że holokaust jest oficjalnym „dogmatem” katolickiej wiary (*sarkazm*). Oto wiadomość z Watykanu:
    W dniu 28 stycznia, papież powiedział, że odczuwał „pełną i niewątpliwą solidarność” z żydami, i ostrzegł przeciwko każdej negacji pełnego horroru nazistowskiego ludobójstwa.
    Biskup Williamson, w celu odzyskania biskupich funkcji w kościele, będzie musiał wyrzec się, w sposób absolutnie niedwuznaczny i publiczny, swojego stanowiska wobec szoah, którego Ojciec Święty nie był świadomy, kiedy zniósł ekskomunikę”, mówi oświadczenie. Szoah jest hebrajskim określeniem holokaustu.
    Organizacje żydowskie z zadowoleniem przyjęły oświadczenie Watykanu, mówiąc, że to spełniło ich podstawowy wymóg. „Był to znak, na który czekał żydowski świat”, powiedział Ronald Lauder, przewodniczący Światowego Kongresu Żydów.
    Tak, to był znak, na który czekał żydowski świat, ale co dokładnie ten „znak” oznacza naprawdę? Oznacza on, że w kościele posoborowym, „szoah” zastąpił ukrzyżowanie jako główne wydarzenie dziejowe. Czy zauważasz to subtelną podmianę? Teraz, zamiast głównej doktryny wiary chrześcijańskiej odnoszącej się do zabicia Chrystusa przez żydów, nowa główna doktryna mówi o zabijaniu żydów przez chrześcijan! To nie powinno być odbierane jako zaskoczenie przez tych, którzy rozumieją o co naprawdę chodzi w tej sprawie. Tu chodzi o duchową walkę toczoną nad naszymi głowami. To Chrystus kontra antychryst, i każdy z nas musi wybrać po której stronie stanie.
    Lucyfer chciał dorównać Bogu i jego duma nie pozwoliła mu zaakceptować roli sługi. Kiedy wypowiedział słynne „non servium”, zabrał ze sobą jedną trzecią aniołów i postanowił prowadzić wojnę z Bogiem. Kiedy Bóg wysłał syna by zbawił świat, Lucyfer próbował temu zapobiec. Zabrał Jezusa na szczyt góry i kusił Go, mówiąc „jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon, dam ci to wszystko”. Jezus kazał mu się odczepić. Żydzi którzy odrzucili Jezusa jako Mesjasza zrobili to z powodu dumy rasowej i ambicji. Chcieli mieć ziemskie królestwo, w którym zawsze byliby „wybrańcami”, ale nie chcieli dzielić się królestwem z gojami. Ale Jezus powiedział, że Jego królestwo nie było z tego świata i dzielił się z gojami dobrą nowiną. Żydzi którzy zaakceptowali Mesjasza stali się pierwszymi chrześcijanami, a ci którzy Go odrzucili popadli w duchową ślepotę. Szatan wykorzystuje żydowską nienawiść wobec Jezusa i używa ich do walki z kościołem Chrystusa. Dlatego wszyscy chrześcijanie muszą kochać i modlić się za naród żydowski, żeby przyjął Chrystusa jako Mesjasza, wyrywając ich w ten sposób ze szczęk szatana, któremu służą, nie zdając sobie z tego sprawy.
    Ta walka między Chrystusem i antychrystem trwa od 2000 lat, i toczyli ją wszyscy papieże w historii (przynajmniej do roku 1958). I to czyni stanowisko kościoła posoborowego wobec żydów tak kłopotliwe, gdyż pozwala im trwać w duchowej ślepocie i przygotowuje grunt do przyjścia antychrysta. Pod koniec XIX wieku, papież Leon XII miał wizję, w której przewidział, że w ciągu 100 lat diabeł otrzymał ekstra siłę, żeby próbował zniszczyć kościół. To wydaje się pokrywać ze zmianą układu sił, która miała miejsce w XX wieku, kiedy po dwóch wojnach światowych, żydzi przejęli Palestynę i umocnili swoją kontrolę nad Zachodem. Był to również wiek, w którym żydzi uwolnili najbardziej śmiercionośną broni, komunizm, który spowodował śmierć milionów ludzi. Ale ludobójstwa dokonywane przez tych ludzi przechodzą niezauważone, i na pewno nie zostały uznane za „dogmat” przez papieża Kościoła katolickiego. Inną wskazówką, że coś jest nie tak wewnątrz kościoła jest to, że Sobór Watykański II odmówił potępienia komunizmu, ale oświadczył, że antysemityzm jest grzechem (bez określenia, co stanowi antysemityzm).
    Pojawia się abp Marcel Lefebvre, Bractwo św. Piusa X (SSPX), i człowiek którego się teraz krzyżuje, bp Richard Williamson. Sam abp Lefebvre walczył na Soborze, żeby zapobiec zamachowi ze strony liberałów. Stwierdził również, że fakt iż Sobór odmówił potępienia komunizmu, był wystarczającym powodem by Sobór zakwestionować. Arcybiskup wiedział, że wewnątrz kościoła wydarzyło się coś nikczemnego, i wyczuł, że toczył walkę z władzą i księstwami. W odniesieniu do jego planów odbudowy Tradycji, w Biografii Marcela Lefebvre [Biography of Marcel Lefebvre] biskup Tissier de Mallerais cytuje wypowiedź arcybiskupa (s. 500-501):
    Sobór nie jest nieomylnym aktem Magisterium, a zatem jest on otwarty na wpływ złego ducha … Dlatego musimy stosować kryterium Tradycji do różnych dokumentów Soboru, aby zobaczyć, co możemy zachować, co wymaga wyjaśnienia, a co należy odrzucić.
    I na tym dokładnie polegają negocjacje między Bractwem i Watykanem, trwające przez prawie 40 lat. Po udzieleniu pozwolenia na łacińską Mszę i odwołaniu ekskomuniki, następną fazą jest dyskusja doktrynalna. Ale ktoś nie chce do tego dopuścić. W roku 1970 abp Lefebvre założył Bractwo w celu szkolenia księży w Tradycji, a nie w mylących, nietradycyjnych sposobach judeo-masońskich w erze posoborowej. Największym zagrożeniem dla rewolucjonistów są ci, którzy nie boją się im przeciwstawić otwarcie, czyli kontrrewolucjoniści. To dlatego papież Jan Paweł II nie pozwolił abp Lefebvre wyświęcać biskupów, na co zwykle zezwala się każdemu innemu zakonowi. Jan Paweł II chciał żeby Bractwo wymarło po śmierci jego założyciela i w ten sposób powstrzymać kontrrewolucję. A jeśli Sobór naprawdę był pod wpływem „złego ducha”, jak powiedział arcybiskup, to na pewno każda próba wypędzenia tego złego ducha spotka się z najgorętszym sprzeciwem tych, którzy pracują dla antychrysta.
    To właśnie jest przedmiotem sporu o uwagi bpa Williamsona – faktyczna liczba żydów zabitych podczas holokaustu. Jeżeli żydzi (świadomie lub nieświadomie) działają w celu doprowadzenia do panowania antychrysta, to część ich strategii musi być neutralizacja kościoła. W wysiłkach zmierzających do obalenia ukrzyżowania i zastąpienia go „szoah”, próbują wykorzystać kościół. I każda siła, która się pojawi, aby zapewnić sprzeciw wobec tej podmiany, będzie postrzegana jako największe możliwe zagrożenie. Bo naprawdę, nie miałoby znaczenia, gdyby bp Williamson nie powiedział słowa o szoah, wtedy musieliby znaleźć coś innego, żeby próbować utrudniać powrót kościoła do Tradycji. Ponieważ Chrystus i antychryst nie mogą współistnieć na równych warunkach, trzeba naturalnie zdominować przeciwnika. I powrót kościoła do tradycji i jego normalnej roli wojującego kościoła jest jedyną przeszkodą, która może zniweczyć plany antychrysta. Nic innego ich nie odstrasza, absolutnie nic innego nie powoduje ich drżenia. Ale w pełni tradycyjny kościół wojujący z miliardami dusz w swojej armii, jest jedyną rzeczą, która może zniweczyć ich plany. I o to tu naprawdę chodzi.
    Bp Williamson znajduje się teraz w centrum kontrowersji, która musiała nastąpić od bardzo dawna. Śledząc katolicką blogosferę, wydaje się, że większość katolików (nawet tradycjonaliści) chce, żeby właśnie milczał. Ale oni pewnie powiedzieliby to samo do Jezusa, aby nie drażnić faryzeuszy. Ale jestem przekonany, nasz Pan, Jezus Chrystus, wie co on robi.

    Nadszedł czas, aby skonfrontować prawdę, skoro klepsydra czasu się kończy, i przygotuj się na ostateczną pożogę. Wydaje się jednak, że większość chrześcijan raczej wycofa się na wzgórza, niż zaryzykuje niepopularnością na świecie. Na szczęście, dla naszego zbawienia, sam Jezus nie był tak małoduszny. I mam nadzieję, że bp Williamson też nie będzie tak małoduszny, ponieważ jego założyciel, abp Marcel Lefebvre, z całą pewnością taki nie był. Arcybiskup osobiście wybrał Richarda Williamsona na kontynuatora swojej pracy po śmierci, by był następcą apostołów. Pozostaje jedyne pytanie: czy będzie on jak św. Jan, czy jak inni, którzy opuścili Jezusa „z obawy przed żydami”?
    Kościół i żydzi trwają w tej bitwie od 2000 lat, więc nie trzeba się dziwić temu ostatniemu sporowi. Szatan używa biednych, zaślepionych żydów, do ataków na kościół Pański, ponieważ on nie chce naszego lub ich zbawienia. Ale przynajmniej w przeszłości, było jasne, po której stronie stali papieże! Papież i biskupi z Bractwa potrzebują wszystkich naszych modlitw i wsparcia teraz, ponieważ przechodzą przez próbę ognia. I, przynajmniej na tym wczesnym etapie, wydaje się, że bp Fellay zaczyna się wahać. Każdego dnia w ciągu ostatnich kilku dni wypowiadał się przeciwko swojemu koledze, biskupowi Williamson, za każdym razem bardziej histeryczne niż wcześniej. Poszedł nawet tak daleko, że mówi o żydach jako naszych „starszych braciach w wierze”, jakby Talmud miał coś wspólnego z naszą wiarą. Kiedy powiedziałem w zeszłym tygodniu, że chciałem by bp Fellay pewnego dnia został papieżem, nie miałem na myśli jego wzorującego się na Janie Pawle II!
    Módlmy się szczególnie za papieża Benedykta XVI, klucznika nieba, aby okazał się godnym następcą św. Piotra, a nie naśladował Piotra wypierającego się Jezusa Chrystusa. Abp Lefebvre wiedział, że nadejdzie dzień, kiedy Bractwo zostanie wezwane, żeby ocalić kościół. A sądząc po wyciu i krzykach w szatańskiej prasie, ten dzień może być tuż za rogiem. Miejmy nadzieję, że też będziemy mieć odwagę stanąć obok nich, nieważne jak bardzo będą nas atakować media. W końcu jest to dla własnego dobra żydów, bo nie wiedzą komu służą. Jak arcybiskup napisał w 1966 roku (ibid, s. 382-83):
    Kiedy Ojciec Święty zorientuje się, że ci, do których miał zaufanie, prowadzą kościół do zguby, znajdzie grupę biskupów … którzy są gotowi do jego odbudowy. Niestety, czas jeszcze nie nadszedł, bo sam Ojciec Święty musi zmienić to co robi, i że konwersja będzie bolesna.
    Miejmy nadzieję, że nadszedł czas, i że Benedykt XVI przyjmie pomoc Bractwa. To jest czas dla Ojca Świętego, aby przestał zadawać się z wrogami kościoła, skończył z definiowaniem świeckich zdarzeń jako „dogmatów”, zwłaszcza tych tak podziurawionych. Niech Bóg ratuje kościół przez swojego sługę, Benedykta, choć konwersja papieża będzie bolesna.

  5. Machaj said

    „To jest czas dla Ojca Świętego, aby przestał zadawać się z wrogami kościoła,”

    To Benedykt jest wrogiem Kościoła. Jest protestantem. Kilka tygodni temu sam słyszałem w niedzielę na Anioł Pański, jak powiedział, że Jezus Chrystus jest człowiekiem, w którym mieszkał Bóg.

    Tak świat poprzez rządzących nami, jak i hierarchia Kościoła – popychają nas do judaizmu, a Macharski z Glempem budują Nową Świątynię Jerozolimską – w Warszawie. Cztery bramy na cztery strony świata – dla żydów z całego świata. (porównaj 1Ks. Kronik 9.22-24).

    Biskup Fellay panikuje. To strach. Jest mi przykro z jego powodu, bo sam już nie wie, co robić. Ale znaczy to też, że nia ma w nim pokoju, Chrystusowego, i o ten pokój i wolę Bożą powinniśmy się modlić.

  6. wet3 said

    @ Ola G. (4)
    Wielkie dzieki za artykul. Bp Fellay podpadl mi za atakowanie Bpa Williamsona. Osobiscie jestem gleboko przekonany, ze zydom absolutnie nie mozna ustepowac w niczym – zwlaszcza jesli w gre wchodzi klamstwo holokaustu, ktore zydzi na sile staraja sie narzucic calemu swiatu. Kazde ustepstwo wobec nich mozna smialo porownac do zaciskania petli na wlasnej szyi. Gdy bedziemy postepowac w tej sprawie tak jak JP2, B16 czy bp Fellay to wkrotce mozemy wyrzucic do smietnika caly Nowy Testament. Pozdrawiam.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: