Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    AlexSailor o Rosyjska agencja regulacyjna z…
    Zerohero o O tych, którzy się na niemieck…
    corintians o O tych, którzy się na niemieck…
    Listwa o Wolne tematy (09 – …
    Yagiel o Wolne tematy (09 – …
    Yagiel o Wolne tematy (09 – …
    minka o Czterech pancernych i Ukr…
    Szczepan Zbigniewski o Trucie kurczaków w USA?
    Boydar o Wolne tematy (09 – …
    Peryskop o Wolne tematy (09 – …
    Mafiozi przestępczeg… o Wojna nie rozpoczyna się od cz…
    Listwa o Wolne tematy (09 – …
    Listwa o Wolne tematy (09 – …
    UZA o Czterech pancernych i Ukr…
    okon o Rosyjska agencja regulacyjna z…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

Czy Roman Dmowski był szowinistą?

Posted by Marucha w dniu 2011-12-23 (Piątek)

Do redakcji [Myśli Polskiej – przyp. admina] wpłynął list prof. Bogumiła Grotta. Oto jego treść:

„Szanowni Państwo!

Nie wiem czy mieliście w ręce książkę Grzegorza Krzywca pt. „Szowinizm po polsku – przypadek Romana Dmowskiego”? Jest to wstrętna książka, którą trzeba zwalczać. Ja napisałem jej recenzję do „Glaukopisu” i za zgodą redakcji umieściłem w „Politeji” piśmie Wydziału Nauk Politycznych UJ. Uważam, że byłoby bardzo dobrze, gdyby takich recenzji ukazało się więcej. Natomiast w ostatnich dniach syn mój, który jest adiunktem w Instytucie Politologii UJ usłyszał od pewnego studenta na ćwiczeniach, że Dmowski to „polski hitlerowiec” i więcej podobnych bzdur. Zapytał więc studenta na jakim źródle opiera swoją “wspaniałą wiedzę” i okazało sie, że na następny raz otrzymał tekst niejakiego Stefana Zgliczynskiego pt. „Roman Dmowski hitlerowiec”. Zgliczynski zaś powoływał sie na książkę Krzywca „Szowinizm…”. Tekst ten był wzięty z portalu – „Le Monde Diplomatiqe” – wersja polska XII 2010, nr 12/58. Potem inni studenci powiedzieli synowi, że artykuł Zgliczyńskiego rozdawano w Warszawie w czasie marszu 11 listopada i również był gdzieś porozkładany na parapetach na UJ, aby trafił do studentów. Tak wiec nie jest to sprawa jednej książki i jednego autora, ale fragment propagandy zakrojonej na szeroką skalę mającej przeciwdziałać takim inicjatywom jak marsz 11 listopada czy ewentualnemu założeniu jakiejś nowej partii narodowej. Uważam, że jeśli naprawdę poważnie traktujecie swoją działalność i swoje przekonania to uznajcie, że trzeba z tym walczyć i to bardzo energicznie. Nie można tej książki zostawić pomijając ją milczeniem. Jedną z form walki może być pojawienie się wielu recenzji w różnych pismach o różnym charakterze. Ja ze swojej strony staram sie mobilizować różne osoby do zabieranie w tej sprawie głosu. Zróbcie to i Wy.

Kończąc na tym przesyłam wszystkim życzenia Wesołych Świąt i szczęśliwego Nowego Roku

prof. zw. dr hab. Bogumił Grott”

Poniżej recenzja książki Grzegorza Krzywca autorstwa prof. Bogumiła Grotta pt. „Czy Roman Dmowski był szowinistą?”

I znowu mamy kolejną książkę poświęconą osobie Romana Dmowskiego. Po kilku opracowaniach, z pośród których wyróżniają się biografie tego polityka napisane przez profesorów: Romana Wapińskiego [1] czy Krzysztofa Kawalca [2], nie mówiąc już o publicystycznej książce Andrzeja Micewskiego [3], Grzegorz Krzywiec podjął temat na nowo. Co prawda jego opracowanie nie obejmuje całości życiowych dokonań przywódcy Narodowej Demokracji ograniczając się do kilku jego aspektów i to w pierwszym okresie funkcjonowania ruchu narodowo-demokratycznego. Niemniej jednak takie ograniczenie tematu ma swoje uzasadnienie, gdyż to właśnie w tym okresie

Dmowski zaznaczył się już w sposób wyrazisty, jako ideolog własnego obozu, tworząc zręby swojej filozofii politycznej. Zwykło się o niej mówić, iż pozostawała pod wpływem idei pozytywizmu [4].Innymi słowy okres wzięty pod uwagę przez Krzywca wystarcza, aby zarysować postać Dmowskiego, zastanowić się nad jego wagą gatunkową i ferować sądy oceniające. A o to, jak można sądzić, właśnie chodzi autorowi omawianej tu książki!

Już na wstępie, zaraz po zapoznaniu się z treścią „Szowinizmu po polsku…” nasuwa się kilka istotnych pytań. Dlaczego autor ograniczył się do pierwszych lat politycznej działalności Dmowskiego pozostawiając okres późniejszy, za którego czasową granicę można uznać ogłoszenie przez lidera endecji w roku 1927 głośnej broszury „Kościół, Naród i Państwo”? Dlaczego dał książce właśnie taki tytuł? Dlaczego akurat dedykuje ją nauczycielom a nie komuś ze swoich bliskich, co zazwyczaj jest praktykowane? Czy wywołani w dedykacji „nauczyciele” to szkolni pedagodzy, szczególnie historycy, którzy przy pomocy stosowanych zabiegów mogą rozbudzić w młodzieży odpowiednie zamiłowania historyczne lub tak pokierować myślami i emocjami swoich podopiecznych, aby pewne zjawiska, procesy, osoby przedstawić w świetle negatywnym, doprowadzając do ich odrzucenia. A może owi „nauczyciele” to współcześni „inżynierowie dusz”, którzy dzisiaj, już nie z woli państwa, ale z własnej indywidualnej inicjatywy, lub inicjatywy jakichś gremiów czuwają nad „prawidłowym” kształtowaniem wychowanków – również tych, którzy z czasem sami podejmą badania.

Odpowiedzi na takie pytania mają nie bagatelne znaczenie! Wydaje się, że książka w zamierzeniach autora ma być bardziej narzędziem takich właśnie planów niż wiernym odzwierciedleniem drogi życiowej swego bohatera zawartej w wyznaczonych w tytule czasowych ramach? Krzywiec traktuje działalność Dmowskiego dość wybiórczo. Nie przesadzimy wiele stwierdzając, że zacieśnia ją do sfery wartości branych pod uwagę w takim zakresie w jakim odnosiły się do sfery politycznej i to ze szczególnym wypunktowaniem tzw. kwestii żydowskiej. Profil ideowy Dmowskiego jest co prawda osadzony w szerszym strumieniu dominujących ówcześnie idei i wydarzeń, ale nie zmienia to postaci rzeczy. Wiele przemawia za tym, iż całość książki ma służyć jednemu celowi, jakim jest indoktrynacja czytelnika. Kulminuje ona w trzecim rozdziale książki pt. „Rasizm po polsku”. Problem ten jest jeszcze raz wykazany w spisie rozdziałów, gdzie figuruje jako jeden z podrozdziałów o tytule – „Wobec Żydów i kwestii żydowskiej”. Mimo takiego ograniczenia odnosi się wrażenie, że dla Krzywca jest to problem podstawowy i przysłaniający pozostałe aspekty działalności Dmowskiego. Książka ma oskarżać!

Można przypuścić, że przeciętny, nawet wykształcony czytelnik pozostanie bezbronny wobec jej tekstu. Język omawianej publikacji odbiega znacznie od języka typowych opracowań historycznych. Mamy tu do czynienia z autorem, który wydaje się nie stronić od zagadnień ocierających się o elementy filozofii czy socjologii. Robi on wrażenie erudyty, a książka tekstu interdyscyplinarnego. Ta z pozoru intelektualna jej szata jednocześnie zamazuje klarowność wykładu, który ma przemawiać nie tyle swoją jasnością i logiką, co autorytetem hermetycznego języka, w którym zawarta jest także negatywna emocja do postaci tytułowej. Ta emocja ma się udzielać czytelnikowi. Także język, którego używa Krzywiec nie jest językiem na tyle ścisłym, aby można było łatwo kontrolować wywód zawarty w jego ponad czterystustronicowym tekście. Można go uznać za pewnego rodzaju dekorację, która dodatkowo ma nadać książce odpowiednią rangę w oczach czytelnika.

Biorąc pod lupę pierwszy z nagłośnionych w książce problemów, jakim jest ów „szowinizm po polsku” musimy zapytać co właściwie autor rozumie pod tym pojęciem? Jak głosi encyklopedyczna definicja szowinizmu jest to „uczucie (choć często nieprecyzyjnie identyfikuje się je ze skrajnym nacjonalizmem B.G.) przywiązania i podziwu dla własnego kraju, grupy etnicznej, lub społecznej, albo przywódcy oraz wyolbrzymienie ich zalet, a pomniejszenie lub negowanie ich wad, idące zazwyczaj w parze z nieuzasadnionym deprecjonowaniem innych krajów, narodowości i osób oraz uznawaniem prawa do ich ujarzmiania” [5].

Należałoby więc wykazać, że Dmowski preferował takie właśnie postawy. Tego jednak Krzywiec nie zdołał zrobić. To właśnie analizowane przez niego Myśli nowoczesnego Polaka są dowodem, iż Dmowski krytykując tam ostro Polaków nie wykazywał cech szowinizmu. Zresztą podobnie było także i z innymi polskimi nacjonalistami z młodszego pokolenia, równie krytycznie nastawionymi do właściwości charakteru narodowego Polaków. Przede wszystkim należy tu wymienić Bolesława Piaseckiego i Jana Stachniuka! Jak więc widzimy autor „Szowinizmu” po polsku nadużywa terminów i stosuje język publicystyki politycznej a nie nauki!

Ponadto Krzywiec myli dwie różne zupełnie sprawy: konstatację panujących w świecie trendów w postaci ostrej walki o byt z ich pochwałą. Czy Dmowski coś takiego czynił? Wydaje się to nader wątpliwe. Czasokres rozważań Krzywca odnosi się do końca epoki zaborowej, kiedy to naród polski nadwerężony trwającą już ponad sto lat obcą okupacją, doznawał rozmaitych ciosów, co budziło obawy o dalsze jego losy. W takiej sytuacji trudno było mieć oczy zamknięte na mechanizmy rządzące polityką w szerokim świecie. Polityka ta dyktowała warunki. Należało więc rozpoznawać je i znaleźć środki zaradcze. Poprzestawanie na umoralniających formułach nie wystarczało!

Rasizm po polsku to następne hasło, którym bezrefleksyjnie posługuje się Krzywiec. Tu znowu mamy do czynienia z potocznym użyciem tego słowa. Autor wydaje się nieświadomy faktu, że słowo „rasa” było w końcu XIX i w XX wieku używane w różnych znaczeniach. Często oznaczało w ustach (tekstach) rozmaitych polityków i publicystów tyle co po prostu aspekt cielesny narodu występujący wraz z drugim, czyli duchowym. Nie wiązało się z jakąś, wyróżnianą przez antropologię rasą. Słowa tego używano i nadużywano co bywało przyczyną mgławicowości wielu wypowiadanych poglądów. Pozostawienie takiego problemu bez należytego komentarza ma charakter nadużycia a może nawet pomówienia. Można więc przypuszczać, że mamy tu do czynienia z nadużyciem albo z niewiedzą. A może z jednym i drugim?

Ponadto autor wydaje się nie rozróżniać pomiędzy rasizmem a antysemityzmem, który miał swoją daleko starszą metrykę, bo sięgającą co najmniej średniowiecza. Wówczas to nie mówiono o rasach, a miarodajnym czynnikiem w tym względzie był Kościół. To św. Tomasz z Akwinu [6] oraz synody kościelne narzucały odpowiedni stosunek do Żydów, który miał ich separować od chrześcijan i zamykać we własnym świecie. Taki antysemityzm miał charakter religijno-kulturowy i chociaż w praktyce przyczyniał się do uzasadniania pojawiającej się od czasu do czasu wrogości w stosunku do Żydów, to jednak teoretycznie nie przewidywał stosowania w stosunku do nich przemocy. Natomiast historia rasizmu zaczęła się dopiero w dziewiętnastym wieku osiągając swoje apogeum w latach III Rzeszy, która podejmując i rozwijając jego hasła dopuściła się dawniej niewyobrażalnych zbrodni ludobójstwa, a ofiarą padali przede wszystkim Żydzi.

Podejmując tego rodzaju zagadnienia trzeba sprostać wysokim standardom naukowym. W przeciwnym razie dany badacz zbliża się do poziomu propagandy i chcąc nie chcąc staje się „oficerem politycznym” tej czy innej opcji.

O ile w minionym okresie przed rokiem 1989 mieliśmy do czynienia ze sporą ilością tekstów podporządkowanych ideologicznym schematom, to tu mamy do czynienia z nieco inną sytuacją. Autor Szowinizmu po polsku… jest znacznie bardziej finezyjny niż jego dawni koledzy sprzed roku 1989. Jak się wydaje na podstawie sposobu formułowania swoich tez i całego zresztą wywodu, posiada on umysł bardziej giętki, robiący wrażenie, że umie sięgać w głąb poruszanych spraw. Jest to jednak głębia pozorna co za pewne nie dla wszystkich będzie uchwytne. I w tym też tkwi zagrożenie wynikające z jego książki.

Drugim wątkiem, który w odczuciu autora niniejszych uwag wypełnia omawianą tu książkę jest wątek związany z „Myślami nowoczesnego Polaka”, głównej pozycji Romana Dmowskiego z przełomu XIX i XX wieku. Dmowski jest tam przedstawiany jako reprezentant tzw. „filozofii życia”. I tu Krzywiec ześlizguje się po problemie i myli pojęcia. Jakby nie zauważał czy nie chciał zauważać, realnych kwestii, które zawierają kartki „Myśli…”, a które miały niebagatelne znaczenia dla funkcjonowania społeczeństwa polskiego na schyłku epoki zaborowej a nawet i później. W tym miejscu warto przypomnieć, że poruszane w tej książce problemy były również zauważane i przez innych ówczesnych autorów nawet reprezentujących inne niż Narodowa Demokracja obozy polityczne. Przykładem może być tu Stanisław Brzozowski z lat kiedy to powstawała jego Legenda młodej Polski i które biografista tego myśliciela prof. Suchodolski nazwał okresem „nacjonalizmu proletariackiego”. Zarówno Dmowskiemu jak i Brzozowskiemu chodziło o słabą wydajność cywilizacyjną narodu polskiego i o zagrożenia wynikające z takiego stanu rzeczy. Krzywiec w swoich interpretacjach nie tyle przedstawia Myśli nowoczesnego Polaka jako wykład ważnych dla narodu spraw, co chce możliwie jak najbardziej przybliżyć pozycje, które wówczas zajmował Dmowski do takich, które dzisiaj raczej nie cieszą się sympatią w liberalnym świecie. Widać tu pewną wyraźną dydaktykę! Można mieć wrażenie, że autor wykonuje z góry powzięty plan.

Oczywiście okres początkowy w dziejach Narodowej Demokracji, o którym jest tu właśnie mowa pod pewnymi względami spotykał się z wyrazami krytyki ze strony części duchowieństwa [7], a nawet w późniejszych latach i we własnym obozie[8] ,to jednak takie stwierdzenie nie wyczerpuje zagadnienia. U Krzywca Dmowski ma być groźnym „szowinistą” i „darwinistą”, który nie może budzić sympatii. Jest to kwestia odpowiedniego wystylizowania tekstu książki i wykreowania na jej kartkach pewnej sugestywnej atmosfery. Biorąc pod uwagę słuchy z przed kilku lat o zamiarze uczynieniu z Myśli nowoczesnego Polaka obowiązującej lektury w szkołach można rozumieć, zamieszczoną na książce Krzywca dedykację – „nauczycielom” – jako formę przyznania się, iż ma ona być ostrzeżeniem przed tym co Dmowski na przełomie wieków miał do przekazania Polakom i co dzisiaj nie straciło sensu. Wbrew twierdzeniu jednego z recenzentów „Szowinizmu po polsku”… – prof. Szymona Rudnickiego, iż „autor dokonał kolejnego ważnego kroku w kierunku poznania światopoglądu i poglądów politycznych Dmowskiego i jego środowiska” i że „po tej książce do niektórych twierdzeń o ruchu narodowo-demokratycznym trudno będzie wrócić” mamy tu do czynienia nie tyle z jakimś głębokim, wyważonym, interdyscyplinarnym i udokumentowanym wywodem, co z aktem „zakamuflowanej” indoktrynacji.

Nikt kto umie patrzeć prawdzie w oczy nie będzie kwitować milczeniem stosunku tak samego Dmowskiego jak i całej Narodowej Demokracji do kwestii żydowskiej. Ba – posunie się nawet dalej, uznając, że prezentowany przez to środowisko stosunek do Żydów niwelował w bardzo dużym stopniu oddziaływanie konstruktywnego krytycyzmu odnoszącego się do różnorakich polskich wad i niepowodzeń oraz znajdywał dla nich rodzaj alibi w tzw. kwestii żydowskiej. Taka konstatacja nie wyczerpuje jednak zagadnienia podjętego przez Krzywca. Jego rozumowanie i tu jest wybiórcze w stosunku do całokształtu faktów historycznych. Wszakże nie popadając w przesadę trzeba przyjąć, że kwestia żydowska w najnowszych dziejach Polski nie stanowiła przecież zagadnienia podstawowego. Skupianie się przy rozpatrywaniu doniosłych problemów właśnie na niej, prowadzi do zwichnięcia proporcji i skrzywienia obrazu. Problematyka polska schyłku epoki zaborowej przekraczała daleko ten problem i była znacznie bardziej bogata niż pisze o niej Krzywiec. Dlatego powinna być traktowana inaczej, w szerokich kontekstach z uwzględnieniem wszystkich czynników, politycznych, gospodarczych, społecznych, religijnych i innych. Tymczasem Krzywiec przesuwa akcenty w jednym kierunku i tak powstał obraz skrzywiony. Autor jak można sądzić na podstawie niektórych jego zdań, operuje stereotypami nie cofając się nawet przed oczywistym kłamstwem. Np. w swoim wywodzie dotyczącym rasizmu, jako grupę rasistowską podaje Zadrugę, która będąc formacją o charakterze nie tylko neopogańskim, ale i narodowo-bolszewickim jednak z rasizmem nic wspólnego nie miała. W dodatku, aby udokumentować taką tezę cytuje moją książkę pt. Religia, cywilizacja, rozwój – wokół idei Jana Stachniuka bez podania stron, co pozwala wnosić, iż nie zaszła tu jakaś pomyłka tylko Krzywiec wiedział, że nie znajdzie w niej nic, co by świadczyło o rasizmie Zadrugi. Zasymulował więc usterkę w postaci braku strony. Autor ten jak widać nadużywa zaufania czytelnika albo tak jest przekonany, że każda skrajna formacja nacjonalistyczna musi być rasistowska, iż pozwala sobie na taką dezinformację. Podobnych lapsusów w omawianej tu książce jest więcej! Jak można się domyślać obowiązuje w niej metoda – jeśli fakty nie pasują do schematu, to tym gorzej dla faktów.

Książka „Szowinizm po polsku – przypadek Romana Dmowskiego (1886-1905)” nie wniesie wiele nowego do poruszanego w niej tematu. Natomiast można powiedzieć, że przede wszystkim generuje ona odpowiednią atmosferę. Dla typowych historyków jest zbyt zawiła i wykraczająca w swoich wywodach poza przyjętą, przynajmniej u nas w tej dyscyplinie metodę. U innych, będących w stanie śledzić wywody autora, który odwołuje się do różnych wątków pozahistorycznych, wzbudzi zapewne mieszane uczucia a może nawet i złość. Jeszcze u innych pozostawi pewien emocjonalny ślad i uczucie wsparcia, ponieważ wyznają te same „artykuły wiary” co jej autor. Zapewne znajdą się i tacy, którzy zrażeni jej jednostronnością jeszcze raz podejmą temat dochodząc może do całkiem odmiennych wniosków. Ale też i nie jest wykluczone, że może u niektórych przyczyni się do reanimowania zamarłego już od dawna antysemityzmu. Bo jak wiadomo akcja często rodzi reakcję. Będzie to skutek mało chwalebny i zapewne nie leżący w planach autora.

Grzegorz Krzywiec zamyka swoją książkę takim oto stwierdzeniem: „W potocznym myśleniu ciągle pokutującym założeniem jest uznanie, że ów komponent mentalności tradycyjnej (czytaj katolickiej – B.G.) wpływał łagodząco na brutalność uprzednio przyswojonych przesłanek naturalistycznych. Jak pokazuje doświadczenie nie tylko ubiegłego wieku, takie związki miedzy nowoczesnym nacjonalizmem a tradycyjnymi ideami, w tym także religijnymi, prowadziły raczej do brutalizacji życia publicznego, a nie na odwrót”.

Trudno jest powiedzieć, jakie zjawiska ma tu na myśli Krzywiec i na jakich podstawach jest oparte takie twierdzenie? Zapewne bardziej jest to kolejna manifestacja jego przekonań niż wynik starannych analiz, które gdyby zostały przez niego dokonane musiałyby i jego doprowadzić do wniosku, że jednak to właśnie systemy zrywające z duchem cywilizacji chrześcijańskiej i bazujące na kulturach wyzutych w znacznej mierze lub w całości z pierwiastków chrześcijańskich dopuściły się niewyobrażalnych zbrodni. Uwalnianie się od wpływu chrześcijaństwa na ogół stanowiło pod tym względem rodzaj przekraczania przysłowiowego Rubikonu!

Prof. dr hab. Bogumił Grott

Grzegorz Krzywiec, „Szowinizm po polsku – przypadek Romana Dmowskiego 1886-1905” (Warszawa: Neriton-IH PAN, 2009).

Tekst ukazał się w piśmie „Politeja” wydawanym przez Uniwersytet Jagielloński

——————————————————————————–

[1] R. Wapiński, „Roman Dmowski” (Lublin: Wyd. Lubelskie, 1989).
[2] K. Kawalec, „Roman Dmowski” (Wrocław: Ossolineum, 2002).
[3] A. Micewski, „Roman Dmowski” (Warszawa: „Verbum”, 1971).
[4] S. Kozicki, „Historia Ligi Narodowej”, tak charakteryzuje pierwszy etap rozwoju ideowego narodowych demokratów: „Nie wyłożyli nigdzie metody, wedle której przystąpili do poznawania praw rządzących życiem człowieka i społeczeństwa, pisma ich są jednak świadectwem, że byli empirykami, zgodnie zresztą z duchem czasu, jako wychowawcy okresu pozytywistycznego w Polsce. Nie zajmowali się oni ani badaniem początków życia społecznego na ziemi, ani jego celów ostatecznych (…). Cel był polityczny, zakresem polityka polska, zadanie na wskroś praktyczne. Było to zgodne z maksymą Comte,a: wiedzieć, aby przewidzieć celem zaradzenia”. Cyt. za: „Różne oblicza nacjonalizmów – polityka, religia, etos”, red. B. Grott (Kraków: Wyd. Nomos, 2010): s. 49.
[5] J. Bartyzel, „Szowinizm”, Encyklopedia Białych Plam, t. 17 (Radom: Polwen, 2006): s. 77. Podobnie pojęcie szowinizmu ujmuje „Słownik języka polskiego”, pod. red. M. Szymczaka, t. 3 (Warszawa: wyd. PWN 1981): s. 421.
[6] Por. A. D. Drużbacka, „Moralne oblicze kwestii żydowskiej świetle nauki św. Tomasza” (Katowice: wyd. Księgarnia i Drukarnia Akademicka 1937).
[7] B. Grott, „Rola katolicyzmu w ideologii obozu narodowego w świetle pism jego ideologów i krytyki katolickiej. Zarys problematyki badawczej”, Dzieje Najnowsze, 1980, z. 1, s. 63–94.
[8] J. Giertych, „Nacjonalizm chrześcijański” (Stuttgart: nakładem autora, 1948): s. 46.

http://sol.myslpolska.pl/

Komentarze 24 do “Czy Roman Dmowski był szowinistą?”

  1. Chutor said

    Skrajnie czysta woda

    Bez istnienia innej czystej wody slowo „skrajnie” nie mialo by racji bytu. Cos skrajnego np szowinistycznego zawiera w sobie znaczenie, ze porownawczo znajduja sie np pogolady mniej sowinistyczne.
    Nalepki pozostawione same sobie bez substancji, ktore maja one reprezentowac, sa bezuzyteczne i nie moga prowadzic do zadnej konkluzji co moze byc sluszne a co nie.
    Jezeli ktos troszczy sie o swoj narod i chcialby aby on byl tak czysty jak skrajnie czysta woda to mozna do tego zrobic uwage: skrajnie czysta woda, woda destylowana, nie jest zdrowa. Dobra woda zawiera w sobie POZADANE DOMIESZKI np. mineraly.
    Czlowiek jest urodzony z unikalna osobowoscia i do takiej ma naturalne prawo by ja rozwijac. Jakkolwiek ten rozwoj jest wzbogacany lub zubozany przez otaczajaca go spolecznosc. Podobnie narod moze doznac swego wzbogacenia lub zubozenie podczas wzajemnego oddzialywania z innymi narodami. W dobrze pojetem wlasnym interesie narod powinien dbac nie tylko o siebie lecz i o swoich sasiadow. Sasiad, ktory rozwija swa kulture ostatecznie bedzie sie nia dzielil z innymi krajami. Odwrotnie niszczenie innej kultury relatywnie moze przyczynic sie do wyzszej pozycji w tym wzgledzie silniejszego ale tylko prze chwile, na dluga mete nie bedzie on mial wartego sasiada nawet do wspolzawodnictwa. Takie rowniez jest potrzebne dla naszego rozwoju.

  2. tutaj said

    Szkoda, że autor recenzji nie polecił czytelnikom znacznie prostszej metody oceny postaci Romana Dmowskiego, poprzez samodzielne wyrobienie sobie opinii o nim poprzez lekturę, choćby „Myśli nowoczesnego Polaka”, która podejrzewam, że jest broszurą objętościowo mniejszą od recenzowanej książki p. Krzywca. Mam nadzieję, że każdy inteligentny człowiek podejmie ten niewielki przecież trud intelektualny, zamiast zostawać powielaczem poglądów wątpliwych autorytetów.
    Ja ze swej strony chciałbym by takie „książki” stały się bodźcem do rozpropagowania wiedzy o ideach i postawie oraz rzeczywistych dokonaniach politycznych Romana Dmowskiego i wielu innych, a także bodźcem do publicznej dyskusji pt.” Idea państwa narodowego (która pomimo upływu lat nigdy sie nie zdewaluowała), a idee globalistyczne (od komunizmu, który historia ośmieszyła odkrywając jego słabości i zakłamanie, po współczesny globalizm, który też ma taką perspektywę)

  3. Niedaleko said

    Te antynarodowe siły używają tą samą taktykę po całym Świecie. Powolna infiltracja środowisk naukowych i stopniowa zmiana kierunków badan itd. Równolegle publikacje robią swoje na młodych głowach studentów którzy są bez doświadczenia życiowego i naukowego. Plony są jak najgorsze dla narodu.

    „Biografia księdza-konwertyty pozwala się też bliżej przyjrzeć się procesom zacierania i konwergencji retoryki antyżydowskiej. Tej nowoczesnej z przełomu XIX i XX wieku, z katolickim antyjudaizmem, który nie przestał być usprawiedliwiany przyczynami religijnymi a równocześnie stawał już często na gruncie myślenia etniczno-rasowego. ”
    http://www.holocaustresearch.pl/nowy/sklep/product.php?id_product=64

    „Historyk prof. Szymon Rudnicki został laureatem nagrody im. Jana Karskiego i Poli Nireńskiej za rok 2008. Uroczystość wręczenia wyróżnienia odbyła się w środę w Żydowskim Instytucie Historycznym w Warszawie. ”
    http://wiadomosci.onet.pl/rozrywka/szymon-rudnicki-laureatem-nagrody-im-jana-karskieg,1,3487619,wiadomosc.html

    „Informacje i oceny, w jakie wyposaża czytelników autor monografii o Romanie Dmowskim, stanowią znakomity punkt wyjścia do refleksji na temat współczesnego oblicza polskiego nacjonalizmu. Podobieństwa są uderzające. ”
    http://wyborcza.pl/1,110457,8546026,Duch_przeistoczony_w_upiora.html

    „Podobieństwa są uderzające” !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

    „W kategorii autorskiej nagrodą I stopnia uhonorowano dr. Grzegorza Krzywca (Instytut Historii PAN) za książkę Szowinizm po polsku. Przypadek Romana Dmowskiego (1886−1905) , drugą nagrodę otrzymała dr Justyna Olko (Uniwersytet Warszawski) za Meksyk przed konkwistą , a trzecią Tomasz S. Ceran za Świat idei Jacka Kuronia .
”
    http://forumakademickie.pl/fk/2011/01/nagrody-klio-2010/

  4. król złoty said

    2 lata temu w Pile na wniosek radnego PO zablokowano inicjatywę nadania jednej z ulic imienia Dmowskiego
    http://kronikanarodowa.bloog.pl/id,5217089,title,Rozmaitosci-Pila-Dmowski-bez-ulicy-Przeszkodzila-Wikipedia,index.html

  5. aga said

    Wielki człowiek mojej Ojczyzny
    Artykuły | Styczeń 2, 2011 o godzinie 01:09

    „Wielcy ludzie mojej Ojczyzny” – to temat niewątpliwie zobowiązujący, sprawiający, iż trzeba w pośpiechu życia codziennego zatrzymać się i zastanowić…,i także zadziwić. Zadziwić, uświadomiwszy sobie, że nasz nieliczny bądź co bądź naród wydał tylu znakomitych Polaków. Kiedy przywołuję ich w pamięci, czuję satysfakcję i dumę z tego, że jestem Polakiem!

    Wśród najbardziej zasłużonych synów mojej Ojczyzny jeden człowiek ma dla mnie szczególne znaczenie – jest nim Roman Dmowski. To najwybitniejszy – moim zdaniem – polityk w dziejach Polski, ojciec niepodległości, twórca i filar polskiego ruchu narodowego i polskiej prawicy oraz największy myśliciel idei narodowej. Mało kto zna jego zasługi, mało kto zna samą historię jego życia i poświęcenia dla narodu i Ojczyzny. Wiedza ta została skutecznie wyparta głównie przez jego przeciwników (Józefa Piłsudskiego i władze sanacyjne), propagandę niemiecką w czasie wojny, komunistyczną po wojnie i wypierana jest nadal, głównie przez tzw. nową lewicę. Tekst, który masz przed oczami, drogi czytelniku, jest tylko bitwą w wojnie o pamięć, ale od Ciebie zależy, kto ją wygra.

    O Romanie Dmowskim dowiedziałem się przypadkowo (Ale, czy aby na pewno? Raczej nie, gdyż nic nie dzieje się z przypadku. Może stało się to po to, abym mógł teraz o tym pisać?), natrafiając w internecie na wzmiankę o jego ruchu narodowo- radykalnym . Tym, co przyciągnęło moją uwagę, był stosunek tego ruchu do Polski i Polaków, do polskiej kultury i tradycji a także zasady moralne, którymi kierowali się jego członkowie. Zacząłem z zapałem poszerzać swoją wiedzę na ten temat i odkryłem, jak wielkim człowiekiem był Roman Dmowski i jak bardzo jest dziś niedoceniany, usunięty w cień marszałka Piłsudskiego. Dziś brakuje takich ludzi. Podobnych do najwybitniejszego polskiego polityka. Polsce brakuje jego i jego idei, które mogłyby, skutecznie realizowane, dopasowane do obecnej sytuacji geopolitycznej i społecznej, wprowadzić kraj na drogę ku świetności, a nawet mocarstwowości.

    „ Jestem Polakiem, więc mam obowiązki polskie: są one tym większe i tym silniej się do nich poczuwam, im wyższy przedstawiam typ człowieka.”[1] To słowa będące filarem jego filozofii politycznej. Są one drogowskazem nie tylko dla mnie, ale także dla kontynuatorów jego myśli. Powinny zatem być każdemu Polakowi znane, ale także bliskie, bo sam ich autor mówił: wyraz nic nie znaczy, jeżeli za nim czyn nie stoi. [2] Każdy powinien zadawać sobie pytania i udzielać, rozważać odpowiedzi na drodze swojego życia: Dlaczego mam takowe obowiązki? Czy muszę je wypełniać? Jak mogę je wypełniać? Dlaczego chcę je wypełniać?

    Również i mnie ten szereg pytań nasunął się, kiedy zetknąłem się z pismami Dmowskiego i kiedy przystąpiłem do pisania niniejszej pracy. Docenić właściwie wybitnych synów Ojczyzny można bowiem tylko wtedy, gdy samemu rozumie się, co to znaczy być Polakiem i jakie są z tym związane obowiązki. Zapraszam do poszukiwania odpowiedzi – może długiego, może żmudnego, ale nad wyraz owocnego.

    Praca, którą piszę, jest poniekąd wypełnieniem takiego obowiązku. Jest przypomnieniem zasług i życia, które Wielki Człowiek oddał Wielkiej Polsce. Myślę, że warto poświęcić czas pisaniu o tym człowieku. Wiem, że warto. To jest swoiste podziękowanie, hołd, w pewnym stopniu wypełnienie zobowiązania, jakie każdy Polak kochający Ojczyznę ma wobec tego człowieka.

    Nie jestem kimś, kto mógłby mówić o historii lepiej niż ona sama o sobie; lepiej o ideałach człowieka, niż on sam. Nie jestem również kimś, kto mógłby mówić o człowieku lepiej, niż jego przyjaciele, współpracownicy i ludzie, którzy znali go osobiście, dlatego więc będę opierał się na wielu źródłach.

    Roman Dmowski był człowiekiem wykształconym, mądrym i inteligentnym. Jak podają I. Chrzanowski i W. Konopczyński: W piątym roku życia nauczył się sam czytać, lecz ojciec, dbały o jego zdrowie, wydzierał mu książki i wypędzał go z domu na świeże powietrze.[3] Choć na początku nie był zbyt pilnym uczniem, w wyższych klasach zdecydowanie przyłożył się do nauki, a nade wszystko do historii, łaciny i języka polskiego. W piątej klasie zrobił istotny krok na drodze do życiowego celu – założył szkolne koło „Strażnica”, którego zadaniem była obrona przed rusyfikacją. Na zebraniach czytano referaty z dziedziny historii, geografii, języka i poezji romantycznej. Kiedy w klasie ósmej jeden z członków, Żyd, zaczął głosić doktryny socjalistyczne, Dmowski zwalczał je na posiedzeniu w referacie pod tytułem

    „O stronnictwach politycznych i o stosunku do nich młodzieży szkolnej”; myślą przewodnią było, że się młodzież szkolna nie powinna zajmować polityką, chyba że jej przedmiotem będzie walka z rusyfikacją. [4] Te wydarzenia można by właściwie uznać za początek jego kariery politycznej. Z tym jednak napomnieniem, że kariera to tu złe słowo. Rzekłbym, że lepiej oddaje istotę sprawy słowo misja. Widać więc, że nie zależało mu przede wszystkim na zdobyciu władzy politycznej, a traktował ją jako narzędzie do obrony polskości.

    Kolejnym etapem w walce o dobro naszego narodu była przynależność, a później przewodnictwo Związkowi Młodzieży Polskiej ZET. Nigdy nie wierzył, żeby gromadzenie bogactw i w ogóle kultura materialna mogły być głównym zadaniem pracy społeczeństwa (materializm pozostawał w sprzeczności z towarzyszącą mu od młodości do grobu wiarą

    w potęgę ducha) pozbawionego niepodległości i tracącego – po powstaniu 1863 r. – wiarę w jej odzyskanie. On jej nigdy nie tracił i już na uniwersytecie walczył z apolitycznością oraz z krzewiącym się wśród pewnych odłamów młodzieży socjalizmem międzynarodowym. Szybko, bo po wstąpieniu w szeregi ZET– u, objął jego kierownictwo, pod którym związkowi przyświecał ideał odzyskania niepodległości państwa, co osiągał Dmowski głównie przez uświadamianie odrębności narodowej najszerszym warstwom ludowym oraz krzewienie wiedzy o narodowej przeszłości.

    W czasach uniwersyteckich należał także do Koła Delegatów. I w tymże też Kole wrzała pomiędzy socjalistami a narodowcami walka, która stała się bardzo ostra w marcu roku 1890, kiedy to studenci uniwersytetów rosyjskich z właściwym sobie radykalizmem chcieli wciągnąć kolegów warszawskich do rozruchów antyrządowych. Na próżno socjaliści popierali tę akcję; Dmowski, będąc zawsze śmiertelnym wrogiem solidaryzowania się młodzieży polskiej z rosyjską, unicestwił ich zamiary zręcznymi manewrami na posiedzeniach Koła Delegatów i ZET-u. Najmocniejszym zaś wyrazem ówczesnej działalności politycznej Dmowskiego było zorganizowanie pierwszej po powstaniu styczniowym wielkiej manifestacji ulicznej polskiej młodzieży w Warszawie w setną rocznicę uchwalenia Konstytucji 3 Maja. Odpowiedzią rosyjskich władz było osadzenie go na pięć miesięcy w warszawskiej Cytadeli i późniejsze zesłanie do Mitawy. Stamtąd udało mu się przedostać do Lwowa, gdzie założył Przegląd Wszechpolski – miesięcznik, który miał za zadanie krzewić ideę narodową we wszystkich trzech zaborach, zwalczać apolityczność społeczeństwa i wskazywać mu drogę do odzyskania niepodległości i budowy nowego państwa przez postęp kulturalny, uświadomienie narodowe i uobywatelnienie warstw ludowych. [5] Na łamach Przeglądu ukazał się głęboko przemyślany program polityki Polski porozbiorowej.

    W roku 1903 została ostatecznie wydana książka Myśli nowoczesnego Polaka, którą nazwał „wyznaniem wiary narodowej”. Jej myślą przewodnią był postulat unowocześnienia polskiego charakteru narodowego jako warunku niezbędnego potęgi niepodległego państwa jako owocu nie zbrojnego powstania, ale jego organizacji politycznej oraz zmiany stosunków politycznych dzięki nadciągającej wielkiej wojnie. Zawarł w niej także dogłębną i trafną analizę przyczyn upadku Rzeczypospolitej oraz określił kierunek i sposoby pracy nad odzyskaniem niepodległości. Dzięki przewodnictwu w Lidze Polskiej założył szereg organizacji, które miały za zadanie tę pracę realizować.

    Pierwszym jego czynem w kwestii polityki zewnętrznej był wyjazd do Japonii, aby odwieść tamtejszy rząd od poparcia planów polskich socjalistów, zamierzających wywołać w Polsce zbrojne powstanie przeciw Rosji, które zaszkodziłoby tylko sprawie polskiej. Dzięki jego zdolnościom dyplomatycznym misja zakończyła się powodzeniem. Nie bez przyczyny piszę o tej podróży, gdyż zaowocowała ona przełomem w wyobrażeniach Dmowskiego o związku jednostki z narodem. Zrozumiał, że losy narodu zawisły przede wszystkim od tych zasobów, które spoczywają w głębi duszy jego członków i które tworzą zbiorową duszę narodu[6], to znaczy nie od sił materialnych, lecz moralnych, mianowicie od poczucia związku moralnego jednostki z narodem.

    Kiedy w roku 1905 podczas stanu wojennego wprowadzonego przez władze carskie w Królestwie, został poproszony o nieoficjalne negocjacje z premierem Witte, na pytanie tegoż, co zrobić, by uzyskać spokój i porządek w Polsce, odpowiedział wprost: „Oddać władzę w ręce Polaków”. Dał w ten sposób wyraz swojemu charakterowi politycznemu, a politykiem był bezkompromisowym i odważnym, czym zaimponował swemu oponentowi.

    Był też politykiem dalekowzrocznym i bacznym obserwatorem. Przyglądając się światowej a przede wszystkim europejskiej scenie politycznej, kilka lat wcześniej przewidział wybuch I wojny, co pozwoliło mu określić najkorzystniejsze miejsce dla Polski w układzie sił. Rozważania na ten temat zawarł m.in. w publikacji Niemcy, Rosja i kwestia polska, która przetłumaczona na kilka języków zrobiła wrażenie w Europie, uświadamiając jej mieszkańcom, że należy liczyć się z Polską jako czynnikiem międzynarodowym. Trafnie zatem przewidział późniejszy przewrót majowy. Jak czytamy w jednym z jego listów

    (14 marca 1919 r.), doszedł do wniosku, iż Piłsudski (…) śni o dyktaturze wojskowej, o roli Napoleona wypływającego na fali rewolucji. (…) taki człowiek, podniecany przez swoich współkonspiratorów, łakomych na władzę, łatwo gotów pokusić się o zamach na sejm. [7]

    Kiedy doszło do wybuchu wojny w 1914 roku, Dmowski świadomy niedojrzałości politycznej Polaków obawiał się, że mogą zmarnować tę szansę i silniej zaangażował się w politykę zagraniczną. Zauważywszy, że na skutek działań wojennych i rewolucji bolszewickiej Rosja stopniowo przestaje odgrywać większą rolę w kształtowaniu sytuacji geopolitycznej Europy środkowej, skoncentrował swoje wysiłki dyplomatyczne na rządach państw zachodnich. W niezliczonych dyskusjach, które prowadził z brytyjskimi politykami, uczonymi i dziennikarzami (żmudna to była praca, gdyż Anglicy nie doceniali polskich spraw), dowodził z żelazną logiką i płomiennym entuzjazmem, że odbudowanie wielkiej Polski będzie aktem sprawiedliwości i dobrodziejstwem dla świata. Wysłuchawszy jego wykładów, profesorowie w Cambridge ofiarowali mu w sierpniu 1916 roku honorowy doktorat filozofii. Niedługo potem, głównie poprzez pośrednictwo i starania Paderewskiego, Ameryka umieściła w swoim programie główny cel Dmowskiego – Polskę zjednoczoną, niepodległą i z dostępem do morza. Przemawiając w Detroit w 1918 r., powiedział: (…) taki naród, który swych obowiązków nie rozumie, nie zasługuje na to, aby miał prawa. Mówił nie tylko o narodach, ale i o obowiązkach człowieka wobec narodu: bo co powiedzieć o człowieku, który ustąpi dla mniejszości? – zdradza on większość narodu. Pozwolić na to, ażeby mniejszość narzucała narodowi swój kierunek, jest grzechem śmiertelnym wobec narodu! [8] Podczas wizyty w Ameryce sukcesu nie osiągnął jedynie w rozmowach z liderem amerykańskich Żydów, którzy wyjątkowo ostro bojkotowali porozumienie polsko – amerykańskie.

    Realizując swoją wizję polityki zagranicznej, w czasie podróży dyplomatycznych zawierał liczne sojusze i zjednywał Polsce inne narody (szczególnie południowosłowiańskie). Był politykiem, który nie dopuszczał do uzależniania swojej pracy od obcych, nawet za cenę zwiększonego wysiłku (sam tłumaczył przemówienia, obawiając się przekłamań; nie uległ wielokrotnym namowom wstąpienia do masonerii, nie zgodził się na ustępstwa wobec kreowanej przez Niemców Rady Regencyjnej). Dobro kraju stawiał ponad korzyści osobiste.

    Kiedy ustały działania wojenne i przystąpiono do określania mapy powojennej Europy, Dmowski został pierwszym delegatem na konferencję pokojową w Wersalu. Rozpoczął współdziałanie z założonym przez siebie Komitetem Narodowym Polskim, przedstawiając aliantom swoją koncepcję przyszłych granic Rzeczypospolitej. Dnia 28 czerwca 1919 roku wspólnie z Paderewskim złożyli podpisy pod traktatem wersalskim, przywracającym Ojczyznę na mapę Europy. Chwila była nad wyraz podniosła i przejmująca. Nie łudźmy się jednak, że stworzenie nowej, silnej Polski było jednorazowym aktem. Nie był to ani 11 listopada, ani 28 czerwca, ani żadna inna konkretna data. Były to lata mozolnych starań kierowanych przez Romana Dmowskiego. Nie można jednak zapomnieć o bohaterskiej walce polskich żołnierzy, której największy bodaj wyraz dali, bijąc bolszewików pod Warszawą. Podczas spotkań z polskimi żołnierzami we Francji usłyszał od najbardziej doświadczonych żołnierzy francuskich opinię, że lepszego materiału na żołnierza jak Polak nigdzie się nie znajdzie.(…) Wzbudzają oni podziw za swą waleczność, bohaterstwo i nie ma okrzyku, który bym z większym zapałem mógł wznieść, jak „Niech żyje żołnierz polski!”[9] On jednak musiał wykonać jeszcze mnóstwo niewdzięcznej pracy dyplomatycznej w walce o ostateczną postać Rzeczpospolitej, której suwerenność nie zależała od podpisów czy mapy, ale od odzyskania najważniejszych ziem, od ich polskości, a nade wszystko od świadomości narodu. Mógł się jednakże pocieszać świadomością, że, rozpocząwszy swą akcję jako dyplomata bez państwa, mimo przeszkód, jakich doznawał przez kilka lat od własnych rodaków, dokonał rzeczy nadzwyczajnych! Przywrócił Polsce niepodległość! Jego zwycięstwo w walce o ducha narodu i o niepodległość zostało dostrzeżone i docenione nawet przez historyków i publicystów niemieckich. Profesor Eryk Muschke w latach 30. pisał, że: (…)Bez wątpienia bez udziału Dmowskiego państwo polskie nie byłoby nigdy tym, czym pod jego wpływem mogło się stać na Konferencji Pokojowej. Było ono dziełem Wersalu, a to znaczy, skoro się przyjmuje zgoła samodzielną aktywność Polaków, dziełem Dmowskiego(…).[10]

    Starania te przypłacił zdrowiem. Do kraju wrócił dopiero w maju 1920 roku. Zastał ojczyznę wolną, ale skłóconą walkami stronnictw o konstytucję i reformę rolną oraz uwikłaną w wyprawę kijowską. Kontynuował niestrudzenie swoją działalność polityczną, mimo utrudniania jej przez przeciwników z innych stronnictw (szczególnie przez zwolenników Piłsudskiego). Sprawował m.in. urząd ministra spraw zagranicznych, członka Rady Obrony Państwa, był posłem na sejm ustawodawczy. Za rządów Władysława Sikorskiego otrzymał wielką wstęgę odrodzenia Polski, od Uniwersytetu Poznańskiego doktorat honorowy filozofii a od miasta Poznania nagrodę literacką. O innych odznaczeniach, nagrodach od społeczeństwa nie chciał słyszeć. Uważał, że nie czas jeszcze na nagrody, gdyż praca nie jest jeszcze zakończona. Bez wątpienia (…)rząd dusz (…) spoczął w rękach Romana Dmowskiego. Narodowe były polskie elity intelektualne (uniwersytety), narodowym stawał się z każdym rokiem Kościół rzymsko – katolicki (z całym ówczesnym episkopatem) i narodowa była niemal cała młodzież.[11]

    Kiedy w niepodległej Polsce rozpoczął nowy etap w pracy dla narodu, działalność parlamentarną pozostawił swojemu stronnictwu a sam zajął się krzewieniem idei narodowej wśród młodych Polaków. Opublikował m.in. książki: Polityka polska i odbudowanie państwa, Świat powojenny i Polska, Przewrót. Należy także zauważyć, że nadal troszczył się o uświadamianie rodakom ich upośledzenie gospodarczego. Namawiał Polaków do oszczędzania i mądrego gospodarowania majątkiem, a nie rozrzucania na prawo i lewo czy „wyścigu do koryta”. Ważne w tej kwestii było namawianie do bojkotu kapitałów niemieckich, ale przede wszystkim żydowskich, bo należy pamiętać, że to głównie w rękach Żydów znajdowała się polska gospodarka. Założył istniejący do dziś Obóz Wielkiej Polski, na którym skupił teraz całą swoją uwagę. Obóz ten miał dążyć do zmiany psychiki narodu, pojęć i charakteru w duchu życiowych powojennych konieczności Polski jako mocarstwa. Dmowski wielokrotnie przemawiał w różnych miastach do młodych wyznawców swojej idei. Apelował do młodych i sam się deklarował młodym, zawsze gotowym do zerwania z dawnym demokratyzmem i liberalizmem stronnictwa. I tu wspomnieć trzeba o tym, jak owa współpraca z młodymi wyglądała. Przede wszystkim, raz jeszcze należy przypomnieć, że temu teraz, gdy sprawa polska na arenie międzynarodowej była już względnie jasna, poświęcił się bez reszty. Tadeusz Bielecki, jeden z najbardziej znanych z pokolenia „młodych narodowców” powiedział po spotkaniu z panem Romanem: Wyjeżdżaliśmy z Chludowa z rozbudzonymi nadziejami i z wiarą w lepsze jutro Polski.[12] Jego hasła i myśli podbijały serca i umysły młodzieży akademickiej, warstw rzemieślniczych, robotniczych, włościańskich a nawet uczniów szkół średnich. On sam i głoszone przez niego idee miały wielu wrogów – nawet wewnątrz ugrupowania. Nie dość, że władze sanacyjne zlikwidowały OWP, to w obozie narodowo – radykalnym toczyła się walka o przywództwo, Dmowski zmienił zatem jego strukturę organizacyjną, by powściągnąć „wybujałą” żyłkę do wodzostwa. Wyraźnie widać tu, jak wielkim był człowiekiem i politykiem z prawdziwego zdarzenia – nie robił niczego dla kariery, ale wszystko dla narodu, który kochał nad życie i idei, w którą głęboko wierzył.

    Dmowski w najintensywniejszym okresie swojego życia i działalności politycznej był pozytywistą, bowiem w polityce taka postawa jest cenna i konieczna. Potem jednak w miarę upływu lat dostrzegł wyższość ducha nad materią, zbliżając się do integralnego katolicyzmu. Ostatecznie poddał się autorytetowi Kościoła katolickiego.

    Zmarł w nocy 2 stycznia 1938 roku. Pochowany został zgodnie ze swoją wolą na cmentarzu dla najuboższych, na Bródnie, razem z rodzicami. Trumnę przewieziono na chłopskich saniach do Łomży, skąd koleją pod eskortą sztandarową Stronnictwa Narodowego pojechała do Warszawy – a towarzysze pracy ponieśli ją na własnych barkach do katedry św. Jana. Olbrzymi pochód wśród ciszy i smutku szedł siedem kilometrów. W żałobie uczestniczyli głównie ubodzy. Obóz rządzący nie wziął udziału w pogrzebie; na grobem nie było mów, pochyliło się tylko tysiąc sztandarów i proporców.

    W pamięci bliskich mu osób pozostał postacią o niezwykłym uroku intelektualnym i towarzyskim: czarował dowcipem, imponował wszechstronną, choć niesystematyczną wiedzą, pamięcią, znajomością świata i języków. Był serdeczny, gościnny, z natury wesoły i niefrasobliwy. Wśród pracy i walki wyładowywał gwałtowną energię: wówczas porywał, łamał przeszkody, parł konsekwentnie i niewstrzymanie do celu. Dla swoich mniej wyrozumiały niż dla obcych. Polskę kochał wyłączną, całopalną miłością, a im lepiej widział jej słabe strony, tym goręcej życzył jej siły i wielkości. W polityce bezwzględny, praktykował jednak etykę katolicką. Gwałt uczył gwałtem odciskać, ale sam go nie wszczynał, a w Polsce odrodzonej przestrzegał zasad i opozycji legalnej. Kłamać, oszukiwać a zwłaszcza intrygować nie umiał – w czym był słabszy od wielu swych przeciwników. Pewnym jest to, że nie tylko rozpalił w całej Polsce ogniska patriotyzmu, ale stworzył ideologię narodową; że zorganizował politykę, która zaprowadziła Polskę w Wersalu do stołu zwycięzców, całemu zaś narodowi dał wskazania wychowawcze w duchu cywilizacji zarazem polskiej, zachodnioeuropejskiej i katolickiej.

    Zgadzam się ze słowami profesora Tomasza Witucha, iż Polska, w której żyją na co dzień współcześni Polacy jest Polską Dmowskiego. (…) Roman Dmowski przeczuł i przepowiedział tę Polskę i uformował ją swoimi ideami.

    W każdym razie Jego jest „za grobem zwycięstwo”. Polska dzisiejsza jest demokratyczna i ludowa – bo wyrosła z chłopskiego pnia; jest jednolita narodowo; ma piastowskie granice.(…) współczesny kształt Polski i polskości jest w znacznym stopniu schedą polityczną Dmowskiego.[13]

    Zbliżając się z wolna do końca pracy, pozwolę sobie pokrótce omówić dwie istotne dla mnie kwestie.

    Jako człowiek młody nie darowałbym sobie, gdybym nie wspomniał jeszcze o stosunku pana Romana do młodych. A jeśli o młodych mowa, to zaznaczę, że w nich widział „Świt lepszego jutra”[14] Młodzi byli zapatrzeni w niego i z całym adekwatnym do wieku zapałem realizowali jego ideę. Widzieli w nim zarówno duchowego wodza, nauczyciela, jak i serdecznego przyjaciela, bo stosunek Dmowskiego do młodego pokolenia był i jest więcej, niż życzliwy, tchnie serdecznością i przyjaźnią.[15] To sprawia, że i ja potrafię wyobrazić sobie, jakim był dla młodych; to sprawia, że czasem bardzo chciałbym osobiście z nim porozmawiać.

    Wspomniałem wcześniej o przemianie, jaka dokonała się w nim pod koniec życia, kiedy do na powrót zagłębiał się w sprawy ducha. Należy więc także omówić jego stosunek do spraw wiary, ale przede wszystkim do instytucji Kościoła, który uważał za wychowawcę narodów[16]. Twierdził, że bez Kościoła nie bylibyśmy narodem cywilizowanym.[17] Przytoczę jeszcze tylko jego słowa, że Katolicyzm nie jest dodatkiem do polskości, zabarwieniem jej na pewien sposób, ale tkwi w jej istocie, w znacznej mierze stanowi jej istotę.[18] Państwo polskie jest katolickim. Nie jest nim tylko dlatego, że ogromna większość jego ludności jest katolicką, (…) jest ono katolickim w pełni znaczenia tego wyrazu, bo państwo nasze jest państwem narodowym, a naród nasz jest narodem katolickim.[19] Podsumowując, zauważył, że silne polskie państwo narodowe bez Kościoła istnieć nie może, ale nie w znaczeniu, że od Kościoła jesteśmy uzależnieni, że jest to jakaś forma ucisku, ale jest on instytucją wywodzącą się z wiary, z filaru polskości, czyli z nas. Tak więc wszelkie próby laicyzacji państwa doprowadzają do wewnętrznej zgnilizny i upadku, bo jest to działanie na szkodę narodu.

    Jego zasługi doceniali nawet poeci, a poezji polskiej nigdy za wiele.

    „W Twej to duszy się poczęło,

    Zmartwychwstania wielkie dzieło,

    Z myśli, miłości i czynu,

    Najwierniejszy Polski Synu!”[20]

    Wyjaśnienia wymaga kwestia walki politycznej i gospodarczej z zagrożeniami wewnętrznymi, tj. masonerią, Żydami oraz międzynarodówkami, zarówno kapitalistycznymi jak i marksistowskimi, o której konieczności dla zdrowego rozwoju narodu mówił Dmowski. Otóż dziś wielu ludzi nie znających ówczesnych realiów a jedynie patrzących na tę kwestię (szczególnie kwestię żydowską) przez pryzmat ich sytuacji podczas II wojny światowej a także z perspektywy dzisiejszych mass mediów ma niewłaściwe podejście do tego tematu. Aby właściwie to pojąć, należy znać realia historyczne a nie kierować się obrazem historii wpajanym jeszcze do niedawna przez reżim komunistyczny w zafałszowanych podręcznikach, a dziś przez środki masowego przekazu (kierujące się poprawnością polityczną) oraz współczesnych przeciwników idei Romana Dmowskiego, głównie pod postacią kosmopolitycznej lewicy. Krótko mówiąc, należy do sprawy podejść z narodowego punktu widzenia.

    Można by pomyśleć, że wszystko, co ważne, zostało już powiedziane. Jednak absolutnie racją to nie jest. O zasługach Romana Dmowskiego można by mówić i mówić… I mówić trzeba.

    Postawiłem na wstępie kilka pytań, a teraz przedstawię moje na nie odpowiedzi. Dlaczego mam obowiązki Polaka? Bo jestem Polakiem. Proste, prawda? Ale co kryje się za tym zdaniem? To, że jestem członkiem ogromnej, wspaniałej, potężnej wspólnoty dusz połączonych krwią, historią i kulturą – Narodu Polskiego! I jestem mu winien wdzięczność za ludzi, których zrodził, którym zawdzięczam wolność, honor, dumę. Jestem winien wdzięczność za to, co dawał, daje i dawać będzie, bo naród nasz trwać musi po wsze czasy. Muszę troszczyć się o Ojczyznę, która jest tylko jedna, która jest najpiękniejsza i najwspanialsza. Kimkolwiek jestem, cokolwiek robię, nie zmieni to tego, że w moich żyłach płynie polska krew – krew bohaterów przelana w walce, płynąca w żyłach tych, o których może nigdy nie usłyszymy, a którzy mozolną pracą budowali Polskę. Ta krew to chwała, duma, honor i nie mogę jej splamić lenistwem czy tchórzostwem! Powtórzę raz jeszcze za Wielkim Człowiekiem mojej Ojczyzny: Więc starajmy się o to, żebyśmy tę Ojczyznę, którą dostaliśmy, całą pozostawili. (…) i aby nasze dzieci nas potem błogosławiły, żeśmy im pozostawili lepszy spadek niż nam pozostawili nasi ojcowie.[21]

    On zostawił nam testament, od którego wypełniania zależeć w dużym stopniu będzie, czy przyszłość nasza będzie godną narodu wielkiego. Profesor Wituch słusznie zauważył, że Roman Dmowski powiedziałby dziś zapewne, że wszystko jest w naszym ręku – trzeba tylko jasności w myśleniu i wytrwałości w działaniu.[22] Co również zaznaczyłem na wstępie, że idea narodowa została wyparta, zapomniana, zsunięta na margines. To nie prowadzi nas ku lepszej przyszłości. Czas więc na nowo ciężką pracą, pamięcią, czynem wlać ją na nowo w serca Polaków!

    Grzegorz Pawłowski

    http://narodowcy.net/wielki-czlowiek-mojej-ojczyzny-%E2%80%93-roman-dmowski/2011/01/02/

  6. aga said

    ROMAN DMOWSKI

    Roman Dmowski (1864-1939)
    Akt zgonu
    Pan Roman w Drozdowie w otoczeniu rodziny Niklewiczów i księży – Krysiaka (z lewej) i Mielnickiego (z prawej), podczas swoich ostatnich imienin 9 sierpnia 1938 r.
    Pan Roman z siostrami Lutosławskimi
    Marią (po lewej) i Izabelą (po prawej) w 1911 r. w Drozdowie
    Dworek Lutosławskich
    w Drozdowie
    (lata 30 – XX wieku)
    Dworek Lutosławskich
    w Drozdowie (2007)
    Ks.Biskup Łukomski (po prawej) z kardynałem Hlondem w Łomży
    Kondukt żałobny na ulicach Łomży
    Sztandar Stronnictwa Narodowego Powiatu Łomżyńskiego na trumnie Romana Dmowskiego
    Józef Sobiech (w czapce futrzanej) z delegacją Kurpiów na pogrzebie Dmowskiego
    Drozdowo na Ziemi Łomżyńskiej, a ściślej dwór Lutosławskich w Drozdowie (dzisiejsze Muzeum Przyrody) jest miejscem, gdzie Roman Dmowski spędził ostatnie dni życia.

    Roman Dmowski w Drozdowie

    Tu zmarł 2 stycznia 1939 roku i tutaj rozpoczęły się uroczystości pogrzebowe zakończone 7 stycznia na Cmentarzu Bródnowskim w Warszawie. Akt zgonu wielkiego Polaka znajduje się w Gminnym Urzędzie Stanu Cywilnego w Piątnicy pod Łomżą.

    „Cała Polska we wdzięcznej zachowa pamięci rodzinę Niklewiczów, tę ich opiekę nad Romanem Dmowskim” – powiedział ks. prałat Piotr Krysiak z Łomży, odprawiając 3 stycznia 1939 roku żałobną mszę św. w salonie drozdowskim.

    Pan Roman

    W 1900 roku w Krakowie Roman Dmowski poznał profesora filozofii Wincentego Lutosławskiego, syna drozdowskiego dziedzica. Tak zaczęła się przyjaźń, która przywiodła Dmowskiego do Drozdowa.

    „Przyjaźń błysnęła od razu, niezawodnie i jakby natchniona. Nie znam drugiego wypadku tego rodzaju – … by człowiek obcy i zupełnie odmiennego środowiska, stał się wprost od razu członkiem rodziny i to na całe życie, aż do śmierci” – napisała później Izabela Wolikowska, córka Wincentego. Dmowskiego włączyła do rodziny Lutosławskich znajomość języka portugalskiego, wyniesiona z wizytacji polskich środowisk polonijnych w Brazylii. Język portugalski jest podobny do języka używanego w hiszpańskiej Galicji, skąd pochodziła żona Wincentego – Sofia Perez Eguia y Casanova, zwana w rodzinie Sofityną, poetka i pisarka. W tym języku rozmawiała ze swymi córkami Marią, Izabelą i Haliną, które nosiły hiszpańskie zdrobnienia: Manita, Bela i Halita.

    W okresie krakowskim w latach 1900-1905 Roman Dmowski był codziennym gościem w domu państwa Lutosławskich. Pani Sofityna stwarzała wokół siebie atmosferę pełną harmonii i poezji, a jednocześnie przejęcia się sprawami narodowymi. Jej salonik w Krakowie, nazywany „Hiszpanią”, gromadził elitę polskich narodowców: Dmowskiego, Popławskiego, Balickich i wybitnych artystów: Wyspiańskiego, Mehoffera, Fałata, Stanisławskiego, Tetmajera, Reymonta, Rydla. Dziewczęta, określane przez kolegów ojca „ofiarami endecji“, przysłuchiwały się tym nieustannym rozmowom o Polsce. Słuchał ich także, siedzący zawsze cichutko, Wyspiański, którego „Wyzwolenie” zostało zainspirowane „Myślami nowoczesnego Polaka”, odczytywanymi przez Dmowskiego na spotkaniach. Rozmowy w „Hiszpanii” miały swój dalekosiężny wpływ na rozwój ruchu narodowego w Łomżyńskiem. W salonie Lutosławskich spotykali się z Dmowskim działacze polityczni z Łomżyńskiego: Jan Harusewicz i Jan Załuska. Przekazywali potem instrukcje i „bibułę” swoim młodszym kolegom: Bohdanowi Winiarskiemu, Adamowi Chętnikowi i Romualdowi Bielickiemu, którzy za pośrednictwem kół Towarzystw Oświaty Narodowej nieśli dalej w teren idee Dmowskiego. Łomżyńscy narodowcy zdążyli jeszcze przed I wojną „przeorać” politycznie teren. Bohdan Winiarski, późniejszy współpracownik Dmowskiego w Paryżu i prezes Międzynarodowego Trybunału w Hadze, tak wspomina tamte czasy w swojej biografii „Nad Wissą, Pissą i Narwią”: „Na moje gimnazjalne czasy przypadają początki tej pracy, dzięki której Łomżyńskie przez długi, długi czas było najlepiej zorganizowaną i uświadomioną narodowo z ziem polskich. W piętnaście lat potem, gdym jako współpracownik Komitetu Narodowego w Paryżu miałem do czynienia z tworzącą się tam armią polską we Francji, tęgi Łomżyniak z Ameryki, kapitan Skarżyński, powiedział mi z dumą, że na dwadzieścia dwa tysiące przybyłych z nim ochotników, którzy tworzyli pierwsze zręby przyszłej armii generała Hallera, największy odsetek stanowili żołnierze z Łomżyńskiego.”

    Wincenty Lutosławski z żoną i dziećmi w 1906 roku opuścił Kraków. Sofia z córkami, po rocznym pobycie w Hiszpanii, osiadła na stałe w Warszawie. Do Warszawy przeniósł się też Dmowski, który w owym czasie posłował w rosyjskiej Dumie. Towarzyszył swoim dorastającym przyjaciółkom w problemach „długosukiennych panien”. Miał niewątpliwy wpływ na ich życiowe decyzje. Maria Lutosławska wyszła za mąż za współpracownika politycznego Dmowskiego – Mieczysława Niklewicza, wydawcę „Gazety Warszawskiej”. Jej młodsze siostry również poślubiły narodowców: Izabela -pułkownika Romualda Wolikowskiego, którego poznała podczas oblężenia Drozdowa przez bolszewików w 1920 roku, a Halina – doktora Czesława Meissnera z Poznania. Pan Roman stał się przybranym wujkiem dla kolejnych pokoleń rodziny Lutosławskich. Izabela Wolikowska zapisała: „Kochał nas jak dzieci, a później z kolei kochał nasze dzieci, które wychowywał jakby własne, wyrabiając w nich prostotę, hart i rzetelność, a przede wszystkim odpowiedzialność, pierwszą cechę kształtującą wolę.” Był ojcem chrzestnym trojga: Krystyny i Ryszarda Niklewiczów oraz Zofii Meissnerówny.

    Roman Dmowski przyjechał do Drozdowa po raz pierwszy latem 1911 roku, aby trzymać do chrztu najstarszą córkę Mieczysławostwa Niklewiczów – Krystynę.

    Wraz z nadejściem I wojny światowej Dmowski wyjechał za granicę i stanął na czele Komitetu Narodowego Polskiego z siedzibą w Paryżu. Po podpisaniu traktatu pokojowego w Wersalu wrócił do Polski. W latach 1922-1934 mieszkał w swojej posiadłości w Chludowie pod Poznaniem, którą kupił po niemieckich osadnikach. Podczas pobytów w Warszawie zatrzymywał się zawsze w mieszkaniu Niklewiczów, gdzie zajmował gabinet pana Mieczysława. Tu pisał artykuły i przyjmował swoich gości. Czasami odwiedzał Drozdowo. Stąd w lipcu 1920 r. pośpiesznie odwołano go do Warszawy do Komitetu Obrony Kraju. Dnia 8 stycznia 1924 roku Dmowski wziął udział w kolejnej uroczystości rodzinnej w Drozdowie, tym razem smutnej – pogrzebie ks. Kazimierza Lutosławskiego. W 1934 roku Dmowski był zmuszony ze względów finansowych sprzedać Chludowo. Od tego czasu na dobre związał swoje losy z przybraną rodziną i zamieszkał na stałe z Mieczysławostwem Niklewiczami, ich pięciorgiem dzieci i babunitą Sofityną.

    Wspominając tamte czasy, jedna z córek państwa Niklewiczów – Maria, nazywana w domu Neną, (dziś siostra wizytka) z podziwem mówi o swoim ojcu, który ustąpił bohaterowi narodowemu centralne miejsce w rodzinie. Pan Roman był dla nich „kimś bardzo wielkim i bardzo bliskim“.
    Od 1937 roku stan zdrowia Romana Dmowskiego zaczął się pogarszać. Przebył niewielki wylew. Doszły kłopoty z sercem. Maria Niklewiczowa z małej przyjaciółki Manity stała się wręcz przybraną matką Dmowskiego. W roku 1937 po śmierci stryja Stanisława Lutosławskiego kupiła licytowany dolny dwór w Drozdowie. Tu przywiozła za radą lekarzy schorowanego pana Romana 18 czerwca 1938 roku i pozostała z nim do końca, powierzając obowiązki domowe w Warszawie najstarszej córce.
    W czasie wieczerzy wigilijnej w 1938 roku Dmowski, swoim zwyczajem, powstał i chciał przemówić. Jednak nie był w stanie nic powiedzieć. Poszedł się położyć. W ciągu kilku dni nastąpiło gwałtowne pogorszenie się stanu zdrowia. Wystąpiła gorączka, częściowe porażenie, zapalenie płuc. Nie pomogły starania lekarzy łomżyńskich i warszawskich. Roman Dmowski zmarł w nocy 2 stycznia w obecności zgromadzonej wokół niego całej rodziny Niklewiczów.

    Pierwszą wartę przy zwłokach Dmowskiego, wystawionych w salonie dworskim, zaciągnęli członkowie Stronnictwa Narodowego i Pracy Polskiej z Łomży. 4 stycznia 1939 roku po porannej mszy, odprawionej przez ks. Krysiaka, ruszył pod jego przewodnictwem kondukt pogrzebowy z Drozdowa do Łomży (ok. 7 km). Za trumną, ułożoną na chłopskich saniach, szła rodzina Niklewiczów i władze naczelne Stronnictwa Narodowego. Gdy kondukt dotarł do miasta, dołączyły do niego tłumy. Przed kościołem Panien Benedyktynek oczekiwało licznie zgromadzone duchowieństwo. Nazajutrz, 5 stycznia, w łomżyńskiej katedrze, odbyło się nabożeństwo żałobne pod przewodnictwem J. E. ks. biskupa Łukomskiego, po czym trumnę (okrytą sztandarem Stronnictwa Narodowego powiatu łomżyńskiego) przewieziono w specjalnym wagonie – kaplicy do Warszawy.

    W pośmiertnym wydawnictwie „Roman Dmowski 1864-1939” w relacji z pogrzebu napisano: „Nie ma na trumnie orderu Orła Białego, ale Orzeł sfrunął z łomżyńskich pól; z ryngrafem Najświętszej Panienki na piersiach, inkrustowanym bogato, szeroko rozpostarł skrzydła i strzeże tej trumny i broni…”

    Opracowano na podstawie książki Aliny Schramm – „Roman Dmowski w Drozdowie”

    http://www.powiatlomzynski.pl/index.php?wiad=652

  7. aga said

    DR RAFAŁ ZGORZELSKI | 11.07.2011 23:18 |0

    PRZEŻYWANIE DMOWSKIEGO

    Zainteresowałem się (bliżej) twórczością Romana Dmowskiego w połowie lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia, a więc niemal pół wieku po jego śmierci. Dmowski ciekawi mnie ciągle. Dmowski. Ideolog. Pisarz. Mąż stanu. Polak nowoczesny. Stąd niedawna wizyta w Drozdowie, w dworze Lutosławskich, w którym dokonał swego ziemskiego żywota.

    Książki Dmowskiego są głęboko przemyślane. Pełne kunsztu. Ważne. Z zainteresowaniem oddałem się lekturze publikacji o Dmowskim autorstwa Izabelli z Lutosławskich Wolikowskiej „Roman Dmowski. Człowiek, Polak, Przyjaciel”. Pierwsze wydanie tej pracy ukazało się w Londynie w 1961 roku staraniem struktur chicagowskiego Stronnictwa Narodowego. Kolejne, ze wstępem Norberta Tomczyka (Wydawnictwo Nortom), we Wrocławiu w roku 2007.

    To osobiste wspomnienie Izabelli z Lutosławskich Wolikowskiej o Romanie Dmowskim uzupełnione o aneksy źródłowe zawierające prywatną korespondencję Izabelli z Dmowskim, wspomnienia wielu znamienitych uczestników życia publicznego Rzeczypospolitej z okresu Międzywojnia o Romanie Dmowskiem.

    Książka jest przesiąknięta głęboką przyjaźnią i szacunkiem do Dmowskiego, którego Izabella poznała będąc jeszcze dzieckiem. Dmowski nazywa panny Lutosławskie pipirynami i obdarza je największym uczuciem. Wzrastają Lutosławskie w jego obecności spotykając się z Dmowskim w krakowskim, warszawskim, wreszcie drozdowskim domostwie swych rodziców, czy też w należącym do Romana Dmowskiego majątku w Chludowie. Siostry Lutosławskie poznają Dmowskiego jako pisarza i polityka, lecz przede wszystkim jako człowieka. W krakowskim domu na Groblach zawiązuje się nie tylko przyjaźń między Dmowskim, a Lutosławskimi, lecz również dozgonne relacje Romana Dmowskiego z Józefem Hłasko, Stanisławem Wyspiańskim, Władysławem Reymontem, Janem Kasprowiczem, Maurycym Zamoyskim i Sewerynem Czetwertyńskim.

    Dmowski pracuje nad niepodległością Polskido do spółki z Zygmuntem Wasilewskim, Teofilem Waligórskim, Janem Ludwikiem Popławskim i Zygmuntem Balickim. Idzie z Polską i do Polski wbrew wszystkiemu. Z Rosją do zjednoczenia ziem polskich w walce z Niemcami w duchu deklaracji złożonej w dniu 8 sierpnia 1914 roku w Dumie przez posła kieleckiego Wiktora Jarońskiego. Wbrew opinii wpływowych kręgów Watykanu, które sprzyjają koncepcji Polski pod Austrią. Z Ignacym Paderewskim i Henrykiem Sienkiewiczem przeciw Prusactwu. Robota Dmowskiego sprawia, że jednym z celów światowej wojny staje się odrodzenie niepodłegłej Polski.

    Roman Dmowski zostaje też przewodniczącym Komitetu Narodowego Polskiego w Paryżu, który jest uznawany przez mocarstwa zachodnie za oficjalne przedstawicielstwo bezpaństwowej Polski. Kto w nim nie zasiada? Erazm Pillitz, Maurycy Zamoyski, Konstanty Skirmut, Marian Seyda, Jan Rozwadowski, Ignacy Paderewski. Potem jeszcze Stanisław Kozicki, Józef Wielowieyski i dr Fronczak. Osiąga niepodległą Polskę.

    Książka Walikowskiej obrazuje nie tylko polityczne zaangażowanie Dmowskiego, lecz przede wszystkim również to, jakim był człowiekiem. Głęboko uczciwym, sumiennym, rzeczowym. Zdecydowanie uprzejmym, mającym wysoką kulturę osobistą i zarazem poczucie humoru. Takim, który całe życie poświęcił dla Polski angażując w jej odbudowę oraz rozwój wszystkie swe siły.

    Książka zawiera wiele osobistych wspomnień wraz ze wzruszającym opisem uroczystości pogrzebowych po śmierci Romana Dmowskiego, w których uczestniczyła, z wyjątkiem władz państwowych, cała Polska.

    Zrządzeniem losu czytałem akurat te fragmenty książki, które dotyczyły zaangażowania Dmowskiego w konferencję pokojową w Wersalu, gdy Premier Rzeczypospolitej wygłaszał swe przemówienie przed Parlamentem Europejskim inicjujące polskie przewodnictwo w Europie. Zrobiło mi się tak jakoś przykro. Tak przykro jak nigdy wcześniej. Nie tylko dlatego, że obóz prawicy stworzony przez Romana Dmowskiego nie ma swojego politycznego przedstawicielstwa.

    Roman Dmowski na arenie międzynarodowej zawsze był wierny Polsce. Nawet jeżeli z kimś się bardzo głęboko różnił, tak jak z Piłsudskim w sprawie ziem zachodnich. Z Piłsudskim, który nie obstawał za Wielkopolską, Ślaskiem i Pomorzem po stronie polskiej, to absolutnie nigdy nie pozwolił sobie na akcentowanie tych rozbieżnych stanowisk w polityce zagranicznej. I to choćby różni Dmowskiego od współczesnych polityków, których od Dmowskiego dzieli tak głęboka przepaść, jak głęboko Dmowski kochał Polskę.

    Izabella Wolikowska, Roman Dmowski. Człowiek, Polak, Przyjaciel, wstęp Norbert Tomczyk, Wydawnictwo Nortom, Wrocław 2007, ss. 332

  8. aga said

    …Kolejnym mitem, z którym skutecznie rozprawia się autorka jest mit o rzekomym antysemityzmie autora „Przewrotu”..Dmowski podczas Konferencji Pokojowej w Paryżu w 1919 roku,miał za przeciwników politycznych niektóre środowiska żydowskie,które bardzo szkodziły sprawie polskiej,poprzez utrudnianie uzyskania przez Polskę Gdańska i Górnego Śląska,rozgłaszając bezpodstawne oskarżenia o panującym podobno w Polsce antysemityzmie i pogromach żydów,które faktycznie miały miejsce w Rosji i na Ukrainie,m.in. w Kiszyniowie i Odessie.

    Innym mitem , z którym rozprawiła się autorka ,że Dmowski był osobą niewierzącą i że dopiero przed sama śmiercią pojednał się z Bogiem.O tym,że to nieprawda świadczy dobitnie nie tylko jego rozprawa „Kościół, Naród i Państwo”,ale również jego wcześniejsze wypowiedzi na temat wiary i roli katolicyzmu w naszym kraju, jak i fakt,że na długo przed śmiercią był praktykującym katolikiem i przystępował do sakramentów.(…)

    fragment wstępu Norberta Tomczyka do ksiązki Izabelli z Lutosławskich Wolikowskiej
    „Roman Dmowski Człowiek, Polak ,Przyjaciel”,którą polecam.
    Wydawnictwo Nortom.

  9. Krzysztof M said

    Musimy sobie odpowiedzieć na pytanie: Co powinniśmy zrobić z kłamcami? A trzeba mieć tu świadomość, że na jedno słowo kłamstwa przypada sto słów sprostowania…

    NA CO ZASŁUGUJE KŁAMCA?

  10. Rysio said

    re 9. Jak to co – wprowadzić z powrotem zywczaj pojedynków.

    Częsć kłamców by zginęła a wielu, bardzo wielu by otrzeźwiało po po świście kuli przelatującej im koło ucha.

    🙂

  11. RomanK said

    Najlepiej prostowac klamstwa podajac informacje prawdziwe i exponowac klamcow! Oszustow! Troli wielonickowych podszywajacych sie i puszczajacych smrodliwe zaslony!i Coraz to Nowe Parawany..pod szyldami..PRAWICY!!!! jak kotku wiesz co to jest to powiedz…..
    Przy okazji uwazac by samemu nie smrodzic..co zdarza sie zdarza:-)))) nawet najdystyngowaniuchniejszym narodowczyniom:-))) i narodowczykom:-)
    Veritas..et libertas ultra omnis sunto….
    Konflikt Dmowski – Piludzki…to nie wydumana sprawa…to staly od chwili rozbioru ostatniego…..konflikt o Rzczywiste Odrodzenie Polski!!!!!!!!
    O odzyskanie suwerennosci przez Narod Polski i o prawo do wlasnego Narodowego Panstwa..bez koniecznosci dzielenia sie z nikim innym i do zajmowania pozycji gospodarza w swoim domu!
    Daleko do tego celu..ale coraz blizej…najlepszy, dowodem sa takie miejsca jak Gajowka…. ktorej Gospodarzowi zyczymy…
    Wszystkiego co…. sam sobie zyczy!

  12. Veritas said

    Z okazji Świąt Bożego Narodzenia, Życzę Polakom Zdrowia, Szczęścia, Pogody Ducha i Zwycięstwa w batalii z chazarami.

  13. Marucha said

    Re 10:
    A nie prościej po prostu wylosować tego, co ma mu się łeb uciąć?
    Pan wierzy, że racja idzie za tym, co celniej strzela, lepiej szablą robi albo ma więcej pieniędzy na opłacenie prawników?

  14. Piotrx said

    Re 9: Dawniej oszczerca musiał to także „odszczekać” ale teraz w dobie „niezawisłych sądów” , „komitetów helsińskich” czy „fundacji praw człowieka” to nierealne.

    *************************
    Odszczekiwanie pod ławą

    /Encyklopedia staropolska/

    Odszczekiwanie pod ławą było karą za oszczerstwo czyli rzucenie potwarzy. Podług starego zwyczaju prawnego i statutu małopolskiego, oszczerca, przekonany o kłamstwo, musiał pod ławą uczynić odwołanie. Miało to związek z wyrażeniem staropolskiem „łże, jak pies”, czyli porównaniem obmowy ludzkiej z wartością psiego szczekania. Długosz opowiada o Gniewoszu z Dalewic, podkomorzym krakowskim, który podszepnął królowi Jagielle o mniemanych miłostkach królowej Jadwigi z Wilhelmem austrjackim. Po uznaniu królowej za niewinną, sąd rycerski w Wiślicy kazał Gniewoszowi albo stawać do boju z rycerzami, którzy w obronie czci królowej wyzwali go na rękę, albo odszczekać potwarz pod ławą. Statut litewski stanowi karę odszczekiwania na tego, ktoby zarzucił drugiemu bękarctwo a udowodnić tego nie mógł. Skazany musiał w izbie sądowej, wobec sądu i osoby spotwarzonej, skurczywszy się we dwoje, wleźć pod ławę, niby pies, i zawołać: „zełgałem, jako pies”, a potem trzy razy zaszczekać. Statut Wiślicki z r. 1347 mówi, że „Matkę czyją ktoby naganił być nierządną i nie odwołałby zaraz, aniby tego dowiódł, 60 grzywien winy podpada, a odwoływając, ma mówić: „Com mówił, kłamałem, jako pies”. Prawo z r. 1420 dodało do statutu Kazimierzowego: „A gdyby się przał (zapierał), przysięgą odwieść się ma, że tego nie mówił”. Jeszcze w r. 1670 trybunał koronny wydał wyrok odszczekania za niedowiedziony zarzut nieszlachectwa.

  15. Shakespear said

    Odpowiedz jest „Nie był”

  16. Rysio said

    re 13. Ależ nie Panie Gajowy wcale tak nie uważam.

    Proszę tylko pomysleć – o obecnych pismakach, którzy często łżą pisząc co im slina na język przyniesie – bo wiedzą doskonale, że nie ma za to żadnej kary.

    Nawet gdyby taki wygrał w pojedynku – a nie jest to przyjemne przeżycie – to to gwarantuję, że na pewno drugim razem by się głębiej zastanowił zanim by kogos kłamliwie obsmarował.

  17. Marucha said

    Re 16:
    Ja rozumiem Pana intencje, panie Rysiu.
    Ci pismacy nie posiadają jednak żadnej zdolności honorowej – jak każda szumowina i ścierwo.
    Jedyne, co możliwe – i co naprawdę powinno się robić! – to nasłać na takiego zwykłych pachołków z kijami, żeby wybili mu wszystkie zęby i dokonali innych, dotkliwych uszkodzeń ciała.

    (Taki Michnik to by już chyba chodził wyłącznie na częściach zamiennych)

  18. Marian Barański ,prezes Stowarzyszenia Narodowego imienia Romana Dmowskiego said

    Tekst Zgliczyńskiego jest dość ważny ,ale nie najważniejszy .Najważniejsze są poglądy tych ,którzy krzyczeli na manifestacji w dniu 11 listopada 2011 r.- ” Roman Dmowski, wyzwoliciel Polski!’. Wynikałoby z nich,że aprobują poglądy,idee R. Dmowskiego. Jednak bliższe przyjrzenie się czołówce Młodzieży Wszechpolskiej i grup ONR dowodzi,że nie ma tam ukrystalizowanej ideologii narodowej w duchu Dmowskiego. Nie ma jednoznacznego stosunku do podstawy idei narodowej : Polaka – katolika , do Rosji ,Niemiec ,kwestii żydo-masońskiej , do stanu wojennego ; nie rozróżnia się patriotyzmu , nacjonalizmu,polskiej idei narodowej, szowinizmu ,hitleryzmu , faszyzmu . Te tematy trzeba przerabiać i publicznie o nich dyskutować > Nie wiem nawet czy zdaje sobie z tego sprawę i Pan Bogumił Grott, który znalazł się w Komitecie Honorowym ,razem z narodowcami i nie narodowcami , Marszu Niepodległości?

  19. król złoty said

    Ryszard Bender „Roman Dmowski, jakim zapamiętałem go z dzieciństwa”
    http://nczas.home.pl/publicystyka/roman-dmowski-jakim-zapamietalem-go-z-dziecinstwa/

  20. król złoty said

    O pojęciach „nacjonalizm” i „szowinizm”

    Dmowski był nacjonalistą, co nie znaczy, że nie stał w kontrze wobec wrogów Polski. A że Żydzi byli wówczas w przeważającej większości wrogo nastawieni do Polski, to naturalnym jest, że Dmowski się im przeciwstawiał.

  21. Zerohero said

    Rysiu. Pojedynkowanie to głupi pomysł. Władza może zatrudniać zawodowych rewolwerowców, którzy specjalnie prowokują niemiłe sytuacje aby ZAMORDOWAĆ obrażonego. tak zginął w XIX wieku wybitny francuski matematyk Galois.

  22. Rysio said

    re 21. Zerohero – całkowicie mnie przekonałes’.

    No bo przecież obecna władza ani nie zatrudnia zawodowych rewolwerowców, ani nie zabija obywateli.

    😉

  23. Krzysztof M said

    Ad. 11

    Pan ma przeenergetyzowane serce. Stąd skłonności do emfazy i pretensjonalności. Zalecam 10 seansów akupresury u fachowca. Przejdzie.

  24. wet3 said

    @ Krol zloty (20)
    Wg pejsatej politycznej poprawnosci za wyjatkiem swietych krow z pejsami wszyscy, ktorych narod wybrany nie lubi sa nacjonalistami, faszystami oraz antysemitami. Odsadzani od czci i wiary sa szczegolnie ci, ktorzy odwaza sie powiedziec zydom prawde.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: