Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

A może jednak nie katastrofa?

Posted by Marucha w dniu 2011-12-24 (Sobota)

Gajowy, co łatwo sprawdzić w archiwach, był zwolennikiem teorii, iż katastrofa rządowego Tupolewa była wynikiem nieszczęśliwego zbiegu okoliczności połączonego z fatalną wręcz organizacją podróży. Nigdy jednak – co też łatwo sprawdzić – nie odrzucał całkowicie możliwości dokonania zamachu, acz uważał go za mało prawdopodobny.

Ostatnie informacje, że na ciele Zbigniewa Wassermana znaleziono ślady materiałów wybuchowych, nakazują zrewidować poglądy:
http://demostenes.nowyekran.pl/post/44918,slady-materialow-wybuchowych-na-ciele-zbigniewa-wassermanna
.. ale poważne wątpliwości pozostają.

1. Ewentualny wybuch nie nastąpił w powietrzu (są świadkowie ostatnich chwil lotu, są nagrania) – lecz albo na ziemi, albo dosłownie tuż przed zetknięciem z ziemią.
2. Powstaje zatem pytanie: skąd autorzy zamachu wiedzieli, jak to przewidzieli, iż samolot znajdzie się w tak krytycznej sytuacji, że ewentualna eksplozja będzie mogła ujść uwagi obserwatorów, lub być tłumaczona jako naturalny efekt katastrofy samolotu. Czyżby zdalnie przejęli nad nim kontrolę i zdalnie odpalili ładunek wybuchowy?
3. Skąd mamy pewność, że ślady na ciele Zbigniewa Wassermana pochodzą z katastrofy, a nie znalazły się tam w inny sposób?

Jeśli założymy, że istotnie na pokładzie Tu-154M nastąpił wybuch, to poszlaki wskazują nie w kierunku Rosji, lecz w zupełnie gdzie indziej. Zupełnie gdzie indziej…

Będę wdzięczny, za wykazanie mi błędów w rozumowaniu.

Gajowy Marucha

Komentarzy 48 do “A może jednak nie katastrofa?”

  1. bobola said

    To jest od samego poczatku podejrzana sprawa. Raptowna zmiana kursu na rozbiezny z osia lotniska, brak autopsji zwlok…
    Nalezaloby dokonac podobnej analizy cial pozostalych ofiar i ponownie sprawdzic czy szczatki W. nie mogly byc zanieczyszczone w czasie transportu (czym ?). Mam nadzieje, ze zachowano wystarczajaco duzo materialu dowodowego aby zbadac go na obecnosc sladow materialu wybuchowego (jakiego ?).

  2. Maciej said

    I tak nie ma i nie było woli politycznej by prawidłowo wyjaśnić zdarzenie w Smoleńsku. Łeb sprawie został urwany, zostaną teorie spiskowców i burzycieli ładu politycznego oraz poprawne obchodzenie rocznic zdarzenia w Smoleńsku.

  3. Marucha said

    Re 2:
    Brak woli politycznej może, choć nie musi, nasuwać pewne podejrzenia…

  4. wronski111 said

    Polecam blogera FYM http://freeyourmind.salon24.pl/ w temacie Smoleńska. Za teorią 2 M jest też prof Dakowski, inż Rossa
    Pozdrawiam świątecznie
    Ps
    FYM obiecał , że opublikuje książkę po Świętach

  5. mate29 said

    To jest nieprawda,że znaleziono ślady wybuchu na ciele Wassermana.Temu zaprzeczyli osoby przeprowadzające badania .
    Kłamstwa te opowiadają oczywiście mohery od Macierewicza.
    Gdyby był wybuch w samolocie to wypadły by szyby a może powstała by nawet dziura w kadłubie

  6. mate29 said

    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114883,10861232,NPW__Obrazenia_Wassermanna_niewywolane_materialami.html

    „Przyczyną obrażeń ciała Zbigniewa Wassermanna nie było działanie materiałów wybuchowych lub wysokiej temperatury – to opinia z ekspertyzy polskich biegłych ujawniona przez prokuraturę wojskową. „

  7. revers said

    Implozyjnie nie jak 5, tylko ze nie wielu ma opanowana technologie termobaryczna.

  8. Filus said

    Click to access Zbrodnia_i_dowody.pdf

  9. biscoter said

    Przede wszystkim informacja ta pochodzi z nieoficjalnego źródła, nie może być więc uważana za pewną, chociaż częściowo (odnośnie tego, że faktycznie do prokuratury wpłynęły wyniki sekcji) została potwierdzona przez Stanisława Michalkiewicza:

    http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=2327

    „Autor publikacji powołuje się na anonimowego pracownika naukowego Akademii Medycznej we Wrocławiu, według którego przed 5 dniami do Naczelnej Prokuratury Wojskowej trafiła ekspertyza wykonana przez Zakład Medycyny Sądowej we Wrocławiu – podobno „obszerna i bardzo szczegółowa”. Rzecznik Naczelnej Prokuratury Wojskowej w rozmowie telefonicznej ze mną potwierdził, że ekspertyza rzeczywiście wpłynęła, ale odmówił podania jakichkolwiek informacji o jej treści wyjaśniając, że najpierw musi zapoznać się z nią rodzina. Na pytanie, czy już się zapoznała, odpowiedział, że jeszcze nie. ”

    Równie dobrze możemy mieć do czynienia z próbą wpuszczenia w sieć dezinformacji.

    Trzeba też pamiętać o tym, co mówi poseł Antoni Macierewicz, który sprawę widzi mniej więcej tak, że samolot był źle nakierowywany przez wieżę, w pewnym momencie lotu padła cała elektronika, piloci w ostatnim momencie próbują ratować sytuację podnosząc ster w górę, niestety jest już za późno. Dlatego wg. jego komisji do katastrofy doszło „nad” Smoleńskiem (kilkanaście metrów nad ziemią). Można o tym posłuchać między innymi tutaj:

    Sama operacja wysadzenia samolotu w powietrze po uderzeniu w ziemię lub tuż nad nią nie wydaje mi się zbyt trudna, jednak byłaby równie łatwa do wykrycia – wtedy w glebie z miejsca katastrofy można byłoby znaleźć ślady materiałów wybuchowych, tak samo na drzewach wokół miejsca tragedii.

    Do uwag Gajowego o pochodzeniu śladów na ciele dodałbym jeszcze jedną – nie ma wzmianki o typie, miejscu na ciele gdzie je znaleziono i ilości tych materiałów, nie wiemy więc z czym mamy do czynienia.

    Mnie bardziej interesuje ogólny wygląd ciała – czy jest potłuczone, rozczłonkowane, jaki miało wyraz twarzy (jeśli takie coś da się odczytać).

  10. biscoter said

    I jeszcze taki link, przed chwilą to zauważyłem, wywiad z Macierewiczem i wywiad z żoną zmarłego Zbigniewa Wassermana na Bibule:

    http://www.bibula.com/?p=48917

  11. Józef Piotr said

    Na ciele Zb. Wasermana odkryto ślady materiałów wybuchowych w tym m.in. Składników chemicznych paliwa rakietowego.
    Z tąd Szefowa zespołu badającego sprawę (poniekąd wg podejrzeń usłużna wobec życzeń zleceniodawców….)we Wrocławiu, dała nogę na bezterminowy urlop chorobowo jakiś tam……… i nie ma jej w pracy kilka m-cy.
    Sprawa „wypsnęła się z jej pewnej ręki”.
    Mogą być podejrzenia że tak jak sekcję kryminalną zwłok Śp Ks. Popiełuszki dokonywali geniusze medycyny pośmiertnej w Białymstoku , tak teraz (ostatnimi laty) takie badania wykonuje się w Instytucie pani prof. Świątek (czy jakoś tak się nazywa)we Wrocławiu.

    Dziwię się powyższym sceptykom i Panu Gajowemu również (którego szanuję za rozsądek i ostrożność w podchodzeniou do trudnych tematów) że nie zauważają iż jakim by nie był pan Waserman człowiekiem , z jakim by nie był kodem genetycznym swojego organizmu , jakim by nie był nadludziem to do cho…y nie miał takiego metabolizmu jego organizm aby jadło pospolite (nawet łosos na sniedanie) przerabiał na PALIWO RAKIETOWE!!!

    Pomni tego że walka toczy się pomiędzy dwoma mafiami, gdzie o kłotnię w rodzinie nie trudno , a trwać będzie długo to w końcu to wszystko się wysypie nawet gdy będą rozszarpywać te zwłoki jescze lat parę. A Może to już się wysypało ?
    Mówi się że to niekontrolowany przeciek ale czyżby ???
    Oglądaliście ostatnią wizytę donlda na fermie lisiej ???
    Czy z rozmów tam odbytych nie wynikało że gość fermy szykuje się na rozwiązanie awaryjne w postaci stołka w Brukseli pod okiem Anieli ??

  12. Sołtys said

    Re.5
    Tobie się szyba od samolotu latającego na 11 000 metrów kojarzy z szybą w oknie domu jednorodzinnego? No to gratuluje rozumowania.Pewnie zaraz wyskoczysz z teorią że to ślady matriałów wybuchowych z katapulty pilotów.Idź dziecko pisać sobie na onecie, interi albo czymś podobnym.

  13. Mieczyslaw said

    Ze to byl ZAMACH, mialem przeczucie od pierwszj chwili kiedy uslyszalem ze byla ”katastrofa” prezydenckiego samolotu i smierci pary Prezydenckiej oraz calej prawie elity politycznej Polski – ze wszyscy zgineli, poprzez momenty pierwszych ”sprawozdan” zdjec, filmow, spotkania Tusk-Putin, nie chce sie powtarzac. Tyle razy to juz ”przerabialismy”.
    Nie pasowaly mi zadne argumenty o przyczynach ”katastrofy” o metodach zamachu itd.
    Do momentu, kiedy wpadl mi rece artykul Rafala Klimuszko w Kurier Chicago z ktorego dowiedzialem sie o bombie izuwolumetrycznej i meconingu.

    Oto ten material plus dwa inne.

    ***
    Rafał Klimuszko
    ZBRODNIA I DOWODY
    czyli o zabójstwie Prezydenta Kaczyńskiego

    Click to access Zbrodnia_i_dowody.pdf

    Click to access Kto%20wie%20i%20kto%20wiedzial.pdf

    Click to access Zeznania%20Pikus%20i%20co%20dalej.pdf

  14. Tomek-Kolejarz said

    No cóż dla mnie teza o nierosyjskim zamachu to nic nowego. Zgadzam się min. z Korwinem-Mikke, który już dawno twierdził, że to mógł być zamach, ale zorganizowany przez „Polaków”. Po prostu byłe WSI bardzo wkurzył utajniony aneks do raportu Macierewicza i postanowili pozbyć się problemu. Kaczory to dwóch strasznych durniów, podobnych w startegii do swojego mistrza – dziada Piłsudskiego – zero mądrej strategii – tylko chęć władzy dla samej władzy. Durne pały sądzili, że jak Macierewicz zrobi kwerendę akt to oni powoli przejmą agenturę od tzw. układu, na zasadzie szantażu. Nic bardziej mylnego, bo głupki mieli możliwość ujawnić w całości akta i w ten sposób zniszczyć „układ”. zachciało im się go przejąć to i dostali to, co im się słusznie za głupotę należało. Żeby zwalczyć pijawki trzeba osuszyć bagno a nie łapać je na sztuki.

  15. Marcin said

    Należałoby otworzyć więcej trumienek i sprawdzić szczątki pod kątem obecności materiału wybuchowego a potem szukać dalej!

  16. wronski111 said

    http://zestawienia.salon24.pl/320305,1-40-przeslanek-inscenizacji-na-siewiernym1. 40 przesłanek inscenizacji* na Siewiernym

    Materiały opracowane przez Blogerów i komentatorów w blogu FYM-a. W tym blogu nie komentujemy, służy on tylko do umieszczania pomocnych materiałow.Ewentualne komentarze, dopiski, uzupełnienia – prosimy umieszczać pod bieżącą notką FYM-a.
    Notka jest uzupełniana
    40 przesłanek świadczących o inscenizacji na Siewiernym.
    (na podstawie analizy dostepnych zdjęć z Siewiernego i dostępnych relacji swiadków):
    PRZED

    1. Brak jakiejkolwiek dokumentacji dotyczącej wylotów z Okęcia.
    2. Brak dokumentacji z COP(Centrum Ochrony Powietrznej).
    3. Brak w nagraniach z czarnych skrzynek (MAK) śladów rozmowy o wyborze lotniska zapasowego, choć dyplomaci w takich rozmowach uczestniczyli.
    4. Trudności z ustaleniem przebiegu wydarzeń przed i w trakcie katastrofy; szczególnie z ustaleniem godziny katastrofy (8:56, 8:50, 8:41 czy może jeszcze jakaś inna?).
    4a. Niezgodność zapisów raportu MAK z możliwościami technicznymi samolotu. Jeśli samolot – zgodnie z tym co podaje raport MAK – był nad punktem BERIS o 7,59, a nad punktem ASKIL 8,22), nie mógł to być Tupolew, co wynika z analizy prędkości samolotu.
    4b. Fakt nie wysłania sygnału S.O.S przez radiostacje awaryjno-ratunkowe zamontowane w Tu 154 M, co w Raporcie Millera (str. 51) wytłumaczono wyłączeniem owych radiostacji przed wylotem – 28 lutego 2010 – przez Szefa Sekcji Techniki Lotniczej 36SpecPułku.

    FAZA UPADKU

    5. Fakt, ze nikt z oczekującej na Prezydenta delegacji pracowników Ambasady – oddalonych od epicentrum o ok. 800 metrów – nie słyszał uderzenia 90-tonowej ( czyli ważącej tyle ile około 90 samochodów ) maszyny o ziemię.
    6. Brak wyraźnego krateru po upadku 90 tonowej maszyny – mimo błotnistego terenu powinien być wyraźny.
    7. Brak wyraźnego zniszczenia lasu przez spadający samolot lub jego części.
    8. Brak pożaru paliwa (12-13 ton według stenogramów MAK!).
    9. Brak nie spalonego paliwa na pobojowisku.
    10. Fakt „dogaszania” wraku przez zaledwie kilka osób palących papierosy i palenie w bezpośrednim sąsiedztwie pobojowiska.
    11. Diametralnie różne opinie świadków na temat zapachu paliwa – od „brak wyczuwalnego paliwa po katastrofie” (S. Wiśniewski) do „intensywny zapach paliwa” (G. Kwaśniewski).
    12. Fakt, że silniki nie są gorące i roślinność wokół nich nie ma oznak przypalenia.
    13. Brak osmolenia pożarowego jakiejkolwiek części wraku.
    14. Fakt, iż elementy ” dogaszane” nie były gorące – strażacy poruszali się po nich swobodnie.
    15. Fakt, iż elementy „dogaszane’ nie parowały, co powinno zaistnieć przy dużej różnicy temperatury leżących elementów i otoczenia.
    16. Fakt, iż silniki samolotu ważące ponad 2 tony i rozgrzane podczas lotu do kilkuset stopni, nie spowodowały pożaru suchych traw na polance.
    17. Brak na zdjęciach satelitarnych istotnych ognisk pożarowych na terenie” katastrofy” 10 kwietnia – i obecność takich ognisk dokładnie na tym terenie 9 kwietnia, co może sugerować, że film SW był kręcony 9 a nie 10 kwietnia
    18. Widoczne na zdjęciach różnice w ukształtowaniu i warunkach geo-fizycznych pobojowiska: „znikające murki”, teren grząski lub porośnięty suchą trawą.
    19. Śpiew ptaków (wyraźnie słyszalna zięba) na filmach przedstawianych jako kręcone tuż po zdarzeniu: S. Wiśniewskiego (przedstawianego w rosyjskiej tv jako Śliwiński) i w „filmie Koli” – upadek 90 ton i huk tym spowodowany powinien wypłoszyć ptaki.
    20. Obecność zawiesia (element liny używanej do zrzutu) na „filmie Koli”.
    21. Obecność na zdjęciu łańcucha przy ogonie wraku (możliwa pozostałość po linie do zrzutu).
    22. Brak zdjęć miejsca ‚katastrofy” z lotu ptaka.

    OFIARY

    23. Brak na miejscu 96 ciał i około 100 foteli – świadkowie mówią o kilku ciałach, na zdjęciach widoczny jeden fotel. Rosyjskie pielęgniarki zaś relacjonują, że „najpierw było 5 ciał a potem zaraz prawie 90”.
    23a. Nie wysłanie z Polski jednostek Lotniczego Pogotowia Ratunkowego (stacjonuje na Okęciu) i Powietrznej Jednostki Ewakuacji Medycznej.
    24. Brak zdjęć z akcji ratunkowej i brak aktywnych służb medycznych, co sugeruje nie prowadzenie akcji ratunkowej,
    25. Brak na miejscu krwi.
    26. Brak na miejscu rzeczy należących do pasażerów: ubrań, toreb, walizek, dokumentów, komórek, laptopów, swetrów, czapek, mundurów, marynarek, generalskich czapek etc.
    27. Brak (także w Raporcie Komisji Millera) zdjęć dokumentujących w pełni i w funkcji czasu sytuację – od zaistnienia wypadku do wywiezienia wszystkich ciał. Członkowie Komisji Millera potwierdzili na spotkaniu z Rodzinami 29 lipca 2011, że nie widzieli ciał na miejscu zdarzenia, bo kiedy przybyli tam wieczorem 10 kwietnia 2010, ciał już nie było.
    28. Brak dokumentacji miejsca logowania telefonów, z których odbyły się połączenia z pokładu samolotu, w godzinach „zbliżonych” do „katastrofy”.
    29. Brak na cmentarzu w Katyniu odpowiedniej ilości krzeseł dla oczekiwanej delegacji – jest ok.48 krzeseł z przygotowanymi parasolami.

    WRAK

    30. Niekompletność wraku, widoczna na zdjęciach z miejscu zdarzenia.
    30.a. Brak kokpitu.
    31. Obecność rdzy i równych cięć na częściach wraku.
    32. Nieobecność wgnieceń na częściach wraku.
    33. Brak jakiegokolwiek ubrudzenia wraku przez olej/płyny z pociętych przewodów.
    34. Widoczne na zdjęciach równo przycięte gałęzie, leżące pod częściami wraku.
    35. Stosunkowo nieduży obszar rozrzutu części, teren zewsząd osłonięty, ogrodzony płotem, blisko zakładu utylizującego samolotowy złom.
    36. Widoczne na zdjęciach różnice w obecności bądź nie poszczególnych części samolotu: „przemieszczające się” lub nagle zaistniałe fragmenty samolotu.
    37. Tu154 M 101 miał charakterystyczną poprawkę lakierniczą na sterze kierunku – dokładnie to miejsce wraku zostało wycięte, aby uniemożliwić odkrycie mistyfikacji – usterzenie leżące jako część wraku w Smoleńsku nie należy do Tupolewa 101. Pokazuje to mix zdjęć zrobiony przez Blogera 154.

    PO ZDARZENIU

    38. Niemożność ustalenia przebiegu wydarzeń po „katastrofie” na terenie Smoleńska (czas pobytu świadków – dyplomatów i inn. na lotnisku i na cmentarzu, brak dokumentacji zdjęciowej i filmowej z prawosławnej a potem katolickiej mszy, wyjazdu pociągiem do Polski).
    39. Trudności z ustaleniem przebiegu wydarzeń po katastrofie w Polsce (spotkanie polskich spec-służb z oficerem łącznikowym FSB, sprzeczności na temat monitorowania lotu, czas przejęcia obowiązków przed odnalezieniem i identyfikacją ciała Prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
    40. Oddanie systemów TAWS i FMS do badania u producenta, który może być zainteresowany ukryciem wad systemów – bez monitorowania tego procesu.

    LINKI do kolejnych punktów.
    1.
    http://freeyourmind.salon24.pl/311912,gdzie-jest-dyrygent-z-okecia http://freeyourmind.salon24.pl/307440,okecie10kwietnia http://niemcy.salon24.pl/307800,tajemnicze-miejsca-okecie-i-sewerny-glossa-do-fyma
    http://zestawienia.salon24.pl/320462,2-minuta-po-minucie-poranek-10-kwietnia

    2.
    http://zestawienia.salon24.pl/327217,16-kto-nadzorowal-lot-do-smolenska-strona-polska

    3.
    http://www.rp.pl/artykul/544614.html http://www.zestawienia.salon24.pl/320462,2-minuta-po-minucie-poranek-10-kwietnia (wpis dot. godz. 8) http://freeyourmind.salon24.pl/318847,witebsk-i-inne-lotniska-zapasowe

    4.
    http://eurybiades.salon24.pl/211095,smolensk-prawdziwa-godzina-katastrofy#comment_2993116 http://zestawienia.salon24.pl/326475,13-okecie-o-ktorej-wystartowaly-samoloty http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/04/konsultacje-z-fsb.html

    4a.
    http://zestawienia.salon24.pl/327069,15-nad-siewiernym-nie-bylo-tu154m-101
    http://smolensk-2010.pl/2010-06-11-predkosc-lotu-i-stenogramy.html

    4b.
    http://freeyourmind.salon24.pl/335895,witebsk-minsk#comment_4874713
    http://freeyourmind.salon24.pl/335895,witebsk-minsk#comment_4873345
    http://freeyourmind.salon24.pl/335895,witebsk-minsk#comment_4873397

    5.
    http://smolensk1004.wordpress.com/2010/04/14/jakie-byly-rzeczywiste-przyczyny-katastrofy-tu-154m-w-smolensku/ http://www.premier.gov.ru/events/news/10179/ (wypowiedzi Poltawczenki, przedstawiciela prez. Miedwiediewa,oczekującego na lotnisku) http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,8940782,Byly_ambasador_RP_o_miejscu_katastrofy___zapyziale.html

    8. http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20110804&typ=po&id=po03.txt („Odnosząc się do pytań posłów, eksperci wyjaśnili, że paliwo nie wybuchło, ponieważ samolot spadł w bagno, silniki zgasły zdławione błotem, a niska temperatura utrudniała parowanie paliwa.”)

    10.
    6’35 min nagrania:
    http://www.youtube.com/watch_popup?v=iQ_5PrVDl9g&vq=medium#t=85 http://www.youtube.com/watch?v=uygzScvx8Us&feature=player_embedded (14’10 nagrania)

    12. http://www.youtube.com/watch_popup?v=iQ_5PrVDl9g&vq=medium#t=85
    13. 1.50, 2.40, 4.18, 4.32, 4.46, 5.27 nagrania: http://www.youtube.com/watch_popup?v=iQ_5PrVDl9g&vq=medium#t=85

    14.
    1.50, 2.40, 4.18,4.32, 4.46, 5.27, 5.30 nagrania:
    http://www.youtube.com/watch_popup?v=iQ_5PrVDl9g&vq=medium#t=85

    15. 1.50, 2.40, 4.18, 4.32, 4.46, 5.27 nagrania: http://www.youtube.com/watch_popup?v=iQ_5PrVDl9g&vq=medium#t=85

    16.
    5’16 nagrania:
    http://www.youtube.com/watch_popup?v=iQ_5PrVDl9g&vq=medium#t=85

    17.
    http://albatros.salon24.pl/311720,lekcje-z-geofizyki-na-ziemi-smolenskiej-07-11-04-2010-roku

    19.
    http://orks.nowyekran.pl/post/16798,smolenskie-przeziebienie http://www.youtube.com/watch?v=iQ_5PrVDl9g
    0’54” oraz 1’08” nagrania

    21.
    http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/06/detal.html http://imageshack.us/photo/my-images/59/img0621om.jpg/

    23.
    http://freeyourmind.salon24.pl/222894,ladowanie-w-lesie#comment_3158891

    23a.
    http://www.freeyourmind.salon24.pl/314848,ewakuacja

    24. http://lubczasopismo.salon24.pl/Smolensk.Raport.S.24/post/249807,pracownicyambasady-spogladaja-na-miejsce-gdzie-podobno-sa-ofiary

    25.
    5’40, 6’12 nagrania: http://www.youtube.com/watch_popup?v=iQ_5PrVDl9g&vq=medium#t=85

    26.
    5’40, 6’12 nagrania: http://www.youtube.com/watch_popup?v=iQ_5PrVDl9g&vq=medium#t=85

    27.
    http://www.komisja.smolensk.gov.pl
    http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=26799 http://freeyourmind.salon24.pl/333160,cvr#comment_4821115 http://niezalezna.pl/14610-czy-amielin-byl-czlonkiem-komisji-millera
    http://a-tem.salon24.pl/317624,autobus-czerwony

    28.
    http://smolensk-2010.pl/2010-10-14-19-telefonow-bylo-aktywnych-na-pokladzie-tu-154.html
    http://zygmuntbialas.salon24.pl/247343,nie-chca-wracac-dowody-do-polski
    http://wprost.pl/ar/215848/Asia-Asia-Ostatnie-slowa-pasazera-Tu-154/

    29.
    http://www.arturb.salon24.pl/318463,puste-krzesla-w-katyniu

    30.
    http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/05/z-punktu-widzenia-strazaka-smolenskiego.html

    30a
    http://www.bibula.com/?p=40627 http://smolensk-2010pl/2011-02-05-w-jakim-stanie-i-miejscu-znajdowal-sie-kokpit-tu-154-po-katastrofie-10-kwietnia-ub-r-na-lotnisku-smolensk-siewiernyj.html

    31.
    równo przycięty ogon:

    33. http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/03/koziokowanie.html

    34.

    inne linki dotyczące wraku:
    http://centralaantykomunizmu.blogspot.com/2011/05/silnik.html http://freeyourmind.salon24.pl/307129,maskirowka-wybrane-zagadnienia
    http://zdzislaw.kaktusinski.salon24.pl/229552,smolensk-i-2-zdjecia http://niemcy.salon24.pl/274157,operacja-northwoods-w-smolensku

    36.
    http://arturb.salon24.pl/258680,inscenizacja http://www.youtube.com/watch?v=f5QH5nu2VvI&feature=player_embedded#!
    4,54 nagrania – wędrujacy statecznik

    37.
    http://www.przeklej.pl/plik/mistyfikacja-smolenska-jpg-002bnd7kk5a5 http://freeyourmind.salon24.pl/334181,w-cieniu-makarowa#comment_4845186

    40.
    http://zestawienia.salon24.pl/332150,20-badanie-systemow-taws-i-fms-u-producenta

    xxx
    A. Brak plików audio rozmów z kokpitu;

    B. Brak synchronizacji zapisów poszczególnych kanałow według zapisow w stenogramach (sygnały TAWS na trzecim kanale w pewnym momencie urywają się, ale nagrały się na pierwszym i drugim kanale);

    C. Ślady montowania zapisów audio we fragmentach dostepnych w sieci;

    D. Prawdopodobna dezinformacja na temat pozostawienia włączonego systemu TAWS (kpt. Protasiuk wyłączył system RAWS podczas lotu 7 kwietnia, poniewaz lotnisko nie istniało w bazie danych systemu, jest wiec prawdopodobne, że zrobił to takze 10 kwietnia)

    to cztery przesłanki nie wskazujące bezpośrednio na inscenizację ale co najmniej świadczące źle o standardach prowadzinego śledztwa.

    * „Inscenizacja” albo lepiej „maskirowka”
    „Tajność i dezinformacja to najskuteczniejsza broń armii sowieckiej i całego systemu komunistycznego. (…) Rosyjskie określenie kamuflażu – maskirowka – jest podobnie jak słowo razwiedka, niemożliwe do wiernego przetłumaczenia. Maskirowka oznacza wszystko, co wiąże się z zachowaniem tajemnicy i wprowadzeniem nieprzyjaciela w błąd w kwestii planów i zamierzeń najwyższego dowództwa sowieckiego. Maskirowka ma szersze znaczenie niż „podstęp” i „kamuflaż” razem wzięte.”
    (W. Suworow, „Specnaz. Historia sowieckich służb specjalnych”, Gdańsk 1991, s.176, cytat podrzucony przez Julię. M. Jaskólską)

    zamieściła: epitwo…
    wspólpraca przy zbieraniu linków: Romek1960, Trzmielka, Grzegorz
    (materiał zebrany z komentarzy wielu Blogerów)
    Materiały opracowane przez Blogerów i komentatorów w blogu FYM-a. W tym blogu nie komentujemy, służy on tylko do umieszczania pomocnych materiałow. Ewentualne komentarze, dopiski, uzupełnienia – prosimy umieszczać pod bieżącż notką FYM-a.

  17. LO said

    #4, 16

    Autor tego blogu wyraznie demonstuje tendencyjnosc, a szkoda.
    A moze to jednak nie katastrofa lecz c. d. spekulacji i okazja wydania ksiazki – ksiazki z pseudo analizami zagadnien o ktorych autor nie ma pojecia – jak zreszta wiekszosc „altorytetow” paplajacych na ten temat od poczatku.

    Slady wybuch na ciele jednej ofiary po 1.5 roku? Te rzeczy nalezalo sprawdzic zaraz po wypadku badajac szczatki samolotu i ciala wielu ofiar.
    Dzis wszyscy kreca lacznie z J.K. ktory postanowil nie upubliczniac zapisu rozmowy z bratem jaka odbyl tuz przed ladowianiem.
    Obserwujemy walke koszernych mafii o prawo zarzadzania polskim folwarkiem.

    Wesolych i Szczesliwych Swiat oraz pomyslnosci w Nowym Roku.

  18. antka kobity szwagra brat said

    jakies 4 – 5 miesięcy po „zamachu smoleńskim” ułoży`lo mi sie to wszystko w taki ciąg…

    1.zrobiono mgłe…

    2….we mgle „nadleciał” samolot….wwwwjjjuuu….zerwał linie energetyczną itd…itp…

    3….i….łuubuuduu!…zrobiono katastrofe…

    http://smolensk2010.cba.pl/dziwna_katastrofa/goscinne_skrzydlo/

    …nigdzie nie mogłem sie doprosic – aby pokazano mi choć JEDEN film ze startu Tu154M/military!!/
    …aha!…gdzies to słyszałem – że jest jakis „program”…ochrony swiatkóf…

    …i pytanie za 5 pkt!…KTO…leży na Wawelu?…

    WESOŁYCH ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA…

  19. Krzysztof M said

    Zwłoki Wassermana… Ktoś widział te „zwłoki”? :-))

  20. Guła said

    Jego córka widziała zwłoki i czytała też raport prokuratury z sekcji, bo taka jest procedura. Jej wypowiedź o dziwo, krótko, ale było zamieszczone w wiadomościach onet :((

  21. noworules said

    Podzielam zdanie Re:5 Mate29. Wszystkie te brednie podsyca Pan Macierewisz i jego podwładni.

  22. Maciej said

    odp: 21/ Noworules

    Sformułowanie brednie jest zbyt ogólnikowe by móc zaufać Twojej tezie …

  23. Krzysztof M said

    Ad. 20

    Ty Guła nie doceniasz perfidii przeciwnika. Zakładam, że to także TWÓJ przeciwnik… 🙂 Nie ma w Polsce niezależnego laboratorium, które zrobiłoby badania DNA. A gdyby nawet było, to ani chybi pracowałaby tam jakaś wtyka służb… 🙂 Tu Guła naiwny jesteś… 🙂 To się na posła nadajesz… 🙂

    A wiesz ty Guła, jakie błędy oceny robią ludzie w stresie? 🙂

  24. Krzysztof M said

    Ad. 18

    „KTO…leży na Wawelu?”

    – Na Wawelu leży trumna. To wiemy na pewno. 🙂

  25. Kar said

    „KTO…leży na Wawelu?”

    all saint kikes

  26. pytek said

    Tomek-kolejarz14

    Jesteś niesłychanie inteligentnym analitykiem!!! Gratulacje za podanie strategicznych przyczyn zamachu.

  27. Joe said

    Re#14Tomek…jestesmy na tym samym tropie,ktory wydaje mi sie ze jest bardzo bliski faktow,lub rzeczywistosci…jak kto woli.
    Najblizsze miesiace powinny dac odpowiedz,czy Putin utrzyma sie na „swieczniku”.Bo to on kryje bande Tuska i caly przekret z tym zwiazany,…ktory w pewnym sensie byl mu na reke.
    Jezeli Putin sie zachwieje,zaraz „amerykance”wyskocza z nowymi „starymi”faktami dokonanymi…bo jetem przekonany ze to juz wszystko jest poukladane tak jak powinno byc.Nowy Rok 2012 bedzie ostra jazda….

  28. Guła said

    Ty Krzysiu a gdzie takie laboratorium jest? Niechaj zgadnę :)))
    Zakłada to się sapogi, więcej lepiej nie zakładać.

  29. aga said

  30. Joe said

    Oj Gula…Gula…lepiej zakladac nie tylko sapogi ale i cale waciaki…bo zima dopiero sie zaczyna.A jak pogonia na Wschod…
    to moze sie nieco przedluzyc.Ja juz jestem spakowany na Karaiby…zawsze to pod palmami…najwyzej kokos guza nabije.

  31. wi42 said

    Re: Marucha

    „Slady materialow wybuchowych”, wcale nie oznaczaja wybuchu samolotu.
    Czy pamieta Marucha pierwszy wielki dowod na zamach dokonany przez FSB/KGB.
    Tym dowodem byl filmik na ktorym slychac „wystrzaly”, ktorymi to ruscy „dobijali” ocalalych pasazerow.
    Akurat nie mam pod reka linku (jestem daleko od domu na Swieta u corki), ale mysle, ze gajowy pamieta ten dowod koronny.
    Owe wystrzaly okazaly sie mini wybuchami butli gazowych i czegos jeszcze?….. pod wplywem temperatury.
    Slyszane odglosy w j. rosyjskim tlumaczono jako nawolywania do zabijania (mialem wpis w gajowce i wyjasnilem, ze chodzilo o odpowiednik najbadziej ukochanego zwrotu Polakow k…..- wykrzyk przerazenia i zdziwienia z ogladanej makabry)
    Te „wybuchy” objektywnie sie zdarzyly i pierwsza rzecza nalezaloby wyjasnic, czy „slady” znalezione na ubraniu Wassermanna nie maja pochodzenia tych wlasnie „wybuchow”.
    Podawanie w watpliwosc wszystkiego jest niewatpliwie zrodlem postepu, rowniez sledztwa.
    Ale dla tych co przeczytali raport MAK, wszystko pozostale jest zbyt watpliwe. Nie odrzucam zadnej wersji, po prostu zwykla uczciwosc wymaga zrownowazonego podejscia do roznych wersji, tj. rownie krytycznego do wersji oficjalnej i „spiskowych”.

  32. król złoty said

    Chemtrails nad Rybnikiem?

  33. OklapłyPowstaniec said

    Szkoła (idealnych) żon-Białoruś

    Absolwentki „Szkoły młodej żony” zawsze dobrze wyglądają, nie „piłują” mężów, orientują się w numerologii i w ciągu pół godziny potrafią przyrządzić obiad z czterech dań.

    Na niezwykłe kursy nowoczesnych żon, działające przy Republikańskim Instytucie Kształcenia Zawodowego (RIPO), dziewczęta i młode kobiety trafiają w różny sposób. Jedne przychodzą do „szkoły” na własne życzenie, inne przyprowadzają mężowie. Jedne i drugie mają jeden cel – nauczyć się tego wszystkiego, co jest niezbędne nowoczesnej żonie.
    – Szkoliły się u nas takie złośnice, które nie potrafiły omijać drażliwych (kwestii w rozmowach, lubiły podyskutować i pokrzyczeć – wspomina kuratorka kursu Ludmiła Pliakina. – Wytrzymać z nimi bliskim było naprawdę trudno. Na przykład jedna „uczennica” była niewiarygodnie gadatliwa przy tym strasznie „piłowała” swojego męża.

    Po trzech miesiącach zajęć naszymi specjalistami przyznała się, e stała się bardziej opanowana mniej czepia się małżonka.
    Jej mąż też był bardzo zadowolony. Przyjeżdżał do nas i dziękował Nad zmianami zewnętrznymi i wewnętrznymi w „młodych żonach” (wśród których są zresztą damy i niezamężne, i rozwiedzione) pracują wykształceni specjaliści. Pierwsze dwa tygodnie trzymiesięcznego kursu z kobietami prowadzi ogólny psychoterapeuta rodzinny Marina Baranowskaja. To właśnie po jej wykładach i treningach dziewczęta najczęściej wyraźnie się zmieniają.
    – Bardzo podobają mi się zajęcia z psychologiem w „Szkole młodych żon” – mówi 38-letnia Diana, jedna z uczestniczek kursu. – Wiedza o rodzinie, którą tam otrzymujemy, jest bezcenna! Żadna matka nie nauczy tego, czego my uczymy się ze specjalistami! Ja nauczyłam się kochać i cenić siebie, widzieć człowieka, który jest obok mnie. Największym odkryciem stało się to, że żadna z dziewcząt, które chodziły do jednej grupy ze mną, nie umiała naprawdę słuchać innej osoby. W rodzinach też tak jest zbudowany dialog: jedno powiedziało, drugie sobie dopowiedziało. Stąd – skandale i konflikty. A trzeba tylko nauczyć się słuchać człowieka i otwarcie wyrażać swoje uczucia.
    Szkoda, że dziesięć lat temu „Szkoły młodej żony” nie było.
    Możliwe, że popełniłabym mniej błędów…
    Z zewnątrz i od wewnątrz
    Idealna żona wygląda idealnie.
    Słusznie? Nie oznacza to jednak wcale, że z dziewcząt w „Szkole młodej żony” próbuje się zrobić podobieństwa Angeliny Jolie albo Giselle Bundchen. Po co? Zawodowa stylistka i wizażystka opowiada, jak znaleźć „to coś” w wyglądzie i odpowiednio je podkreślić. Wynik, jak to się mówi, widać nieuzbrojonym okiem. Po poradach stylistki i wizażystki dziewczęta zaczynają wyglądać inaczej, kupują ubrania w takich kolorach, jakich wcześniej możliwe, że wcale by nie nosiły. Stają się pięknościami!

    Jednocześnie dziewczętami zajmują się seksuolog i ginekolog.
    Odpowiadają na trudne pytania, udzielają rad. „Młode żony” mają ogromne zaufanie do tych specjalistów. Nie wstydzą się pytać ich o takie szczegóły na temat pożycia intymnego, że nawet ginekolog bywa zawstydzony. Oprócz tego psycholog opowiada dziewczętom, jak nawiązać kontakt z dziećmi, a dekorator wnętrz – jak urządzić gustownie mieszkanie.
    A propos dobrego smaku. Niewiele żon „ze stażem” może pochwalić się umiejętnością przygotowania w pół godziny czterech arcydzieł kulinarnych. Tymczasem dziewczęta po ukończeniu „szkoły” nie mają z tym problemu.
    Wykładowca sztuki kulinarnej nie tylko dzieli się z „młodymi żonami” tajnikami kuchni, ale pokazuje też, jak podać do stołu, by odpowiadał on świątecznemu nastrojowi.

    Co mówi twoje imię?
    Zajęciom na ten temat poświęca się w szkole trzy godziny. Zdaniem kuratorki kursu oraz samych „dych żon”, przydadzą się one w życiu z pewnością. Biorąc pod uwagę specyfikę numerologii, można właściwie wybrać imię dla dziecka. Niestety, większość rodziców nazywa noworodka tak, aby imię było modne i ładne, l mało kto zastanawia się nad tym, że każde imię posiada swoją energetykę, która wywiera znaczny wpływ na życie człowieka. W „Szkole młodych żon” uczy się obliczać kod imienia i orientować się, jakie cechy charakteru i jaka energia ukrywa się pod tą czy inną liczbą.
    – Jestem przekonana, że po zajęciach z numerologii dziewczyny nazwą swoje dzieci tak, aby były szczęśliwe – mówi Ludmiła Pliakina.
    Tak właśnie wygląda niezwykły, niepospolity, ale niewątpliwie pożyteczny kurs – nie tylko dla młodych żon, ale i wszystkich kobiet.

    Nic dziwnego, że „Szkołą młodej żony” zainteresowano się już w Instytucie Współpracy Międzynarodowej Niemieckiego Stowarzyszenia Uniwersytetów Ludowych. Przedstawiciele tej organizacji zaproponowali Republikańskiemu Instytutowi Kształcenia Zawodowego zorganizowanie wspólnych projektów. Możliwe więc, że wkrótce w Mińsku pojawią się kolejne ciekawe kursy, pomocne w szczęśliwym życiu. Czekamy! (cez)
    JELENA KRYŁOWA

    wesołych świąt

  34. Z magla na Chmielnej said

    Dorga pani, zlota pani, czy pani slyszala…….?
    Michalkiewicz znowu twierdzi ze razwiedka dziala.

    #33 Oklaply na mozgu. Co to ma wspolnego z tematem?
    Smiecic nalezy u siebie, a nie w gosciach, szczegolnie w Swieta.

  35. wronski111 said

    http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=5093&Itemid=100
    MOŻE GDZIE INDZIEJ ALE NA PEWNO

    Jacek Trznadel

    Zaraz po 10 kwietnia, pierwsze moje wrażenia z oglądanych filmowych reportaży z Siewiernego: tu i tam widać duże szczątki samolotu i całkowicie pustą przestrzeń pomiędzy nimi. Żadnych niedużych fragmentów rozbitej maszyny, szczątków, żadnych przedmiotów należących do pasażerów. Jakiegoś prozrzucanego bagażu osobistego. A przede wszystkim żadnych zwłok. Żadnych porozrzucanych ubrań. To budziło ogromne zdziwienie. Zwłoki mogły być już usunięte, ale cała reszta? Wrażenie, że to nie są zdjęcia zaraz po rozbiciu się Tupolewa. Mówiłem sobie: przecież w kabinie było 120 foteli z jakiegoś lekkiego metalu, nic nie widać, ani całych, ani porozbijanych. Ta pustka… Nie wyglądało to zgoła na uchwycenie sytuacji zaraz po wypadku.

    Potem, w toku nadchodzących reportaży, ciała pasażerów pojawiały się nagle, nie wiadomo, gdzie znalezione, wręcz tajemniczo. Nikt nie zmarł przed chwilą i nie dogorywał. Żadnych zdjęć „rumowiska” wypadku, nawet z oddalenia. Nie wyjmowano ciał z jakiegoś kłębowiska korpusu samolotu. Żadnych ujęć z akcji ratowniczej. Nie wiadomo nawet, jaki obszar zalegały ciała. Nie wiadomo, skąd „postronni” Rosjanie wzięli wiedzę, w formie powtarzającego się zdania „Wsie pogibli”… Kto zdecydował się to nadać, lub się na to ośmielił. Bo musiało to pochodzić z jakiegoś jednego źródła.

    A jeśli masakra nastąpiła nie na Siewiernym?

    Wyobrażam to sobie różnie, czasem tak: zmuszono lub zachęcono samolot do wylądowania na innym lotnisku czy awaryjnie, na płaskim, chronionym terenie („zaprietnaja zona”). Podjechały samochody ze zbiornikami gazu. W zaskoczeniu wprowadzono końcówki rur do kabiny. Zaczął działać gaz. Potem mogło to zapewnić w ciągu dosłownie kilku minut uzyskanie telefonu satelitarnego, kodów telefonów przy wojskowych, telefonów komórkowych (na ogół nie uszkodzonych i czasem zalogowanych do sieci lokalnej – w przerwie między lądowaniem a wprowadzeniem np. gazu). Następnie saperzy przeszli we wnętrzu kabiny i rozmieścili bomby. Po wyniesieniu materiałów strategicznych one dokonały masakry. Bo jednak nie sądzę, by okaleczano osobę po osobie. Jeśli żyjących jeszcze – dobito, to nie bronią palną, ta była całkowicie wyłączona, lecz jakimiś łomami, tak jak zabijano kiedyś w Winnicy. Ochotników psychopatów w oddziałach specjalnych jest zawsze dosyć.

    Miejsce lądowania i egzekucji mogło się znajdować nawet w promieniu kilkudziesięciu kilometrów. Tam wybuch w samolocie mógłby być całkowicie kontrolowany. Ocaleni nie mogliby nawet próbować ucieczki z miejsca „wypadku”. A taką wersję wprowadza właśnie film 1,24 min. Ta możliwa fałszywka ocierająca się niby prawie o oskarżenie (ale proszę to udowodnić!…) miałaby na celu potwierdzenie Siewiernego jako miejsce rozbicia się maszyny. Strzały, niby dobijanie, trudno to udowodnić, łatwo zanegować. Im więcej niepełnych dowodów na katastrofę tuż przed pasem na Siewiernym, tym bardziej stanowiłyby one „maskirowkę”! Pozory zbrodni, na podstawie których jednak nie da się nic udowodnić! Nie dopuszczono lekarzy i ratowników polskich, a przede wszystkim świadków, do ujrzenia akcji ratowniczej, bo jej w tym miejscu nie było!

    Jednocześnie, prócz mętnych dowodów poszlakowych zbrodni na Siewiernym, nie ma ani jednego dowodu materialnego na inne, może rzeczywiste miejsce egzekucji. Szczątki wraku mogły być uzupełniane o szczątki prawdziwe, dowiezione przez wielkie helikoptery. W każdym razie zbrodni tej nie można byłoby dokonać w innym miejscu bez tej tu maskirowki! Znamy to z wielu zamachów, że kieruje się uwagę na inne miejsce niż to, w którym operuje rzeczywisty zamachowiec. Tak najprawdopodobniej było z zamachem na prezydenta Kennedyego: składnica księgarska była „maskirowką”, strzelano spoza zarośli na wzniesieniu. Nie ustalono torów kul, bo Kennedy i ranni w chwili otwarcia ognia zmieniali swoją pozycję.

    Teorie i dowody o rodzaju bomb użytych wobec Tupolewa na Siewiernym są może prawdziwe, ale mogą się odnosić do tych samych bomb użytych wobec Tupolewa w innym miejscu. I jak już raz napisałem, tylko to inne miejsce mogło zagwarantować bezbłędność operacji. Zniknięcie kokpitu staje się całkowicie wytłumaczone – mógł to być kokpit innego Tupolewa (w prawdziwym nie dało by się tak łatwo „ustawić” aparatury pomiarowej). Zaś jeśli to był prawdziwy kokpit prezydenckiego Tupolewa – musiał zniknąć, by nie świadczył (aparatura) o ostatniej fazie lotu. Czarne skrzynki mogły być fałszowane w względnym spokoju laboratoryjnym, choć może i w pewnym pośpiechu (trzeba je było szybko podrzucić). Podrzucenie ich byłoby łatwiejsze niż podrzucanie ciał. Bo przecież nie ma ani jednego zdjęcia, gdzie ciała leżałyby obok szczątków samolotu lub w nim uwięzione. A przecież dzisiaj ratownicy mają kamery w ekipie. Tak jakby cała akcja odnajdywania ofiar była tajna! Bo i była tajna…

    Cały późniejszy wysiłek śledczych urzędowych i śledczych nie-urzędowych-internautów szedł w kierunku uzasadnienia logiki zdarzeń w posiadanych, celowo mętnych danych. Do dzisiaj rozważa się czas rozbicia się Tupolewa. Nie znam katastrof lotniczych na lądzie (nie nad oceanem) i w pobliżu miejsc zamieszkałych, gdzie byłyby wątpliwości co do godziny i minuty uderzenia samolotu w ziemię. Czas przeniesienia elementów z miejsca prawdziwego zamachu (przede wszystkim zwłok) na miejsce maskirowki na Siewiernym, zmieszczenie tego w określonym czasie – to byłby chyba jeden z najtrudniejszych elementów do wykonania przez zamachowców. Po co to wszystko? Pozorne umieszczenie katastrofy (a więc i zamachu) na Siewiernym, gdzie nic się nie działo, wikłałby działania śledcze związane z tym miejscem w logiczne wysiłki i oczywisty brak jakichś niezbitych dowodów zamachu.

    A ogromna ilość umundurowanych agentów, którzy otoczyli miejsce katastrofy? Sugeruje się, że byli na miejscu ze względu na planowany zamach. Ale równie dobrze ich zadaniem na terenie strzeżonym było pogłębienie wrażenia, że tutaj coś się stało, a oni muszą to ukrywać. Może ukrywali fakt, że tutaj niczego w istocie nie było? Dopuszczam wersję, że ci mundurowi nie musieliby 10 kwietnia zdawać sobie sprawę z osłonowej roli „maskirowki”, jaką odgrywali, by odwrócić uwagę od innego mejsca zbrodni.

    Stworzono więc szereg gmatwających się poszlak, z których żadna, jak widzimy, nie prowadzi do dowodu popełnionej zbrodni. Te wszystkie niby-dowody, z których niczego nie można wysnuć, kierując wyłączną i całkowitą uwagę na teren obok pasa startowego na Siewiernym – prowadziłyby do odwrócenia uwagi od rzeczywistego miejsca zbrodni. Jednocześnie sugerowałoby się odwagę badań, potwierdzających tu zbrodnię. Wychodząc od okoliczności katastrofy-zamachu na Siewiernym, jeśli (gdyby) to tam nie miało miejsca, można prowadzić śledztwo na jałowym biegu nawet przez dziesięć lat. Oczywiście, jeśli istotnie zamach miałby miejsce gdzie indziej.

    Dlatego takie ważne jest wskazywanie na brak takich elementów, które powinny się odnajdywać po katastrofie na Siewiernym. Wziąłem pod uwagę ilość foteli w samolocie (około stu dwudziestu), których szczątki powinny zalegać teren katastrofy. Lekkość ich budowy powinna je raczej chronić przed totalnym zniszczeniem, a nie znaleziono bodaj ani jednego autentycznego fotela z Tupolewa. Nigdy nie rozpoznano kawałków wewnętrznego wystroju kabiny salonu czy pasażerskiej. Powinny przecież zalegać jakieś strzępy. Dodajmy wypowiedzi świadków naocznych, niby potwierdzających autentyczność katastrofy, a mających tylko wartość konfabulacji. Nie sądzę zresztą, żeby którykolwiek ze świadków prowincjonalnego miasta Smoleńska miał odwagę zaprzeczyć czemukolwiek z oficjalnych wersji. Pamiętam, kiedyś w Gniezdowie, obok katyńskiego lasu, rozmowę ze starym świadkiem przywożenia oficerów polskich na stację w Gniezdowie. Jego początkowe milczenie córka skwitowała niby żartem, że boi się, jeśli powie coś nie tak, to go wywiozą na Biełomor-Kanał. Sądzę, że wobec takiej masakry, jak katastrofa polskiego prezydenckiego samolotu, świadkowie, licząc się z przesłuchaniami, mogli tylko potwierdzać oficjalne wersje, lub – jeśli byli wcześniej przygotowani – coś tam niby prawdziwego sobie przypominać.

    Za uznaniem tej „maskirowki” za coś rzeczywistego mogą przemawiać także względy psychologiczne u tych, którzy będąc prawie na miejscu zdarzenia, przeżywali tę „maskirowkę” jako realność, i u tych, co dowiadywali się o faktach „maskirowki” podawanych jako rzeczywiste. Łatwo dziennikarzom czegoś nie opisać, ale bardzo trudno chcieć się narazić na opis według hipotezy innego zgoła, niż będący w obiegu, scenariusza tragedii. Takie ciążenie może trwać i trwać, nawet latami. Tak przecież było w wypadku zamachu na generała Sikorskiego. Pamiętajmy, że od pewnej chwili prawdziwość scenariusza „maskirowki” jako nie „maskirowki”, lecz faktu, potwierdzały prawdziwe zwłoki. Tak jak w kryminalnej powieści: sprawca przenosi zwłoki do innego mieszkania, chaos powywracanych mebli będzie świadczył, że tutaj zabito ofiarę, która się broniła. Po polsku można to nazwać aranżacją, po rosyjsku to „maskirowka”. Czy świadkowie mogli wiedzieć, co się naprawdę działo za zasłoną gęstej mgły, która na domiar była określona jako jeden z powodów katastrofy?

    Napiszę dla porządku tego tekstu, że ja pierwszy zabrałem głos jeszcze w kwietniu 2010 roku, postulując powołanie międzynarodowej komisji dla zbadania smoleńskiej tragedii. Nie zrobiono tego. Więc przypomnę jeszcze, że sprawstwo zbrodni katyńskiej udowodnili w Smoleńsku Niemcy w kwietniu roku 1943, powołując międzynarodową komisję lekarzy patologów do zbadania zwłok w katyńskich mogiłach. Dodam, że w ogłoszonym wkrótce urzędowym dokumencie niemieckim na temat orzeczeń tej komisji – nie było ani jednego kłamstwa! Natomiast ogłoszony później rosyjski komunikat o Katyniu, podpisany przez samego akademika Burdenkę, zawieral same kłamstwa… Ale Niemcy nie powołali jednak międzynarodowej komisji do zbadania warunków panujących w Konzentrationslager Auschwitz.

    Starożytni Rzymianie mówili, że od historii można się wiele nauczyć: Historia magistra vitae!

    Jacek Trznadel

  36. revers said

  37. Maciej said

    Antoni Macierewicz sam o sobie:

  38. Maciej said

    Czytając tekst z postu 35 nasunął mi się jeden wniosek. Może nie zniszczony wieniec znaleziony na miejscu zdarzenia, któremu czas poświęciły mendia był tym czym bandana i paszport zamachowców znalezione pod zgliszczami bliźniaczych wież w Nowym Jorku ?

  39. wronski111 said

    http://grzegorz.rossa.nowyekran.pl/post/21594,zniszczenie-tu-154m-101-wybuchem-15m-nad-ziemia-raz-jeszcze

    Argumenty przemawiające przeciwko podzieleniu Tu-154 na kawałki na skutek wybuchu. W cyklu, „Dlaczego delegacja państwowa do Katynia musiała zginąć” — odcinek 12

    Odcinki poprzednie

    Dlaczego delegacja państwowa do Katynia musiała zginąć
    Kłamca powinien mieć dobrą pamięć… i znać prawa fizyki
    Smoleńsk. Jak zrozumieć. Ćwiczenia dla humanistów. Wektory
    Smoleńsk. Wybuch paliwowo powietrzny w „Gapie”
    byłem świadkiem jakiegokolwiek innego zdarzenia wskazującego
    Kłamca musi mieć dobrą pamięć… i znać chemię
    Smoleńsk. Zwęgleni, spopieleni
    Czy zabicie Lecha Kaczyńskiego mogło Moskowii się opłacić?
    James Blish, „Dzień statystyka” Statistician’s Day
    Jak wymordować najwyższych funkcjonariuszy państwa
    Smoleńsk. Ekshumacja

    Streszczenie odcinków poprzednich

    10 kwietnia AD 2010 koło lotniska Siewiernyi w Smoleńsku nie było wybuchu samolotu.

    Zniszczenie Tu-154M 101 wybuchem 15m nad ziemią raz jeszcze

    Wprawdzie w tekście (poście?) Smoleńsk. Wybuch paliwowo powietrzny w „Gapie” dowiodłem ponad wszelką wątpliwość, że 10 kwietnia AD 2010 koło lotniska Siewiernyi w Smoleńsku wybuchem nie został zniszczony nie tylko ten samolot, którym na uroczystości 70 rocznicy wymordowania przez Moskowię polskich jeńców wojennych leciała delegacja państwowa, ale też wybuchnąć nie mógł żaden inny. No, może za wyjątkiem motolotni, szybowca czy bardzo lekkiej awionetki. Ale są ludzie odporni na wiedzę. Sprawa zniszczeniaTu-154M PLF 101 wybuchem powraca pijacką czkawką.

    Chyba najdalej poszedł Lot trzmiela (Leszek Misiak, Lot trzmiela Gazeta Polska – Tygodnik szybszy niż dziennik, Smoleńsk 2010, Nr 27 z 5 lipca 2011, Smoleńsk 2010, http://www.gazetapolska.pl/6018-lot-trzmiela, w wydaniu papierowym (s. 22) sygnowany m., w.). Tekst krótki, zwarty, treściwy, można przeczytać w całości.

    Nie jest to pierwsze poruszenie tego tematu. Owszem, opublikowane było wiele tekstów. Dla nich chyba najbardziej reprezentatywnym jest artykuł Grzegorza Wierzchołowskiego i Leszka Misiaka,Urządzenia pokładowe Tu-154 – coraz więcej zagadek.

    „[…]za hipotezą wybuchu w samolocie lub jego zniszczenia w inny, niezwiązany ze zwykłym uderzeniem w ziemię sposób, przemawiają nie tylko zapisy FMS i innych urządzeń pokładowych

    […]

    Podobną opinię w rozmowie z »GP« wyrazili już w maju 2010 r. specjaliści od budowy płatowców. Jak twierdzili, przed lub w chwili upadku samolotu doszło do silnej eksplozji.[…]”

    Gdyż.

    „[…]Pochodzące od Amerykanów częściowe dane z odczytów zarówno TAWS, jak i komputera pokładowego FMS są szokujące. Wskazują na ingerencję Rosjan w materiał dowodowy, a także na rozpadnięcie się samolotu albo jego poważną awarię, gdy maszyna była jeszcze nad ziemią.

    […]”

    Grzegorz Wierzchołowski, Leszek Misiak, Urządzenia pokładowe Tu-154 – coraz więcej zagadek, Gazeta Polska – Tygodnik szybszy niż dziennik, Nr 20 z 18 maja 2011, s. 8, Smoleńsk 2010, http://www.gazetapolska.pl/4127-urzadzenia-pokladowe-tu-154-%E2%80%93-coraz-wiecej-zagadek

    Czyli konstrukcja rozumowa jest następująca: Moskowia sfałszowała zapisy za wyjątkiem czasu przerwania pracy urządzeń, który jest prawdziwy.

    Najważniejszym dokumentem w sprawie zagłady pasażerów Tu-154 jest BIAŁA KSIĘGA SMOLEOSKIEJ TRAGEDII, Zespół Parlamentarny ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy TU-154 M z 10 kwietnia 2010 r., Warszawa, czerwiec 2011 r. We Wnioskach (s. 167) znajduje się p. 19 (ostatni) o treści:

    „Upadek Tu-154 M nr 101 na ziemię był konsekwencją wydarzeń, które rozegrały się 15 metrów nad ziemią.”

    s. 168

    Pan Minister Antoni Macierewicz, szef Zespołu udzielił Gazecie Polskiej wywiad, który został opublikowany 6 lipca AD 2011, 27 [935], s. 19, Smoleńsk 2010 — pamiętamy (http://www.gazetapolska.pl/6007-do-katastrofy-doszlo-w-powietrzu). Pan Minister w odpowiedzi na pytanie stwierdził:

    „[…]materiały jednoznacznie potwierdzają, że do katastrofy doszło w powietrzu.[…]”

    W niniejszym w tekście (poście?) zastanowimy się, czy Tu-154 mógł zostać zniszczony wybuchem, a jeżeli tak, to jakim. Do skutków nam znanych będziemy dopasowywali różne typy wybuchów i precedensy.

    Postaram się przedstawić wyłącznie argumenty nowe i nie powtarzać argumentów już opublikowanych. Np. w tekście (poście?) Smoleńsk. Wybuch paliwowo powietrzny w „Gapie” kwestię paliwa wyczerpałem całkowicie, dlatego tutaj ona się nie pojawi.

    Z jakimi wybuchami możemy ewentualnie mieć do czynienia? Jak położonymi względem samolotu? W grę może wchodzić tylko wybuch wewnętrzny. Wybuchy zewnętrzne wykluczyli sami wyznawcy hipotezy wybuchu.

    „[…]części samolotu, które uległy największym zniszczeniom, nie zostały zgniecione, pogruchotane czy zrolowane[…]”

    Grzegorz Wierzchołowski, Leszek Misiak, Urządzenia pokładowe Tu-154 – coraz więcej zagadek, Gazeta Polska, dz. cyt.

    Czyli nie były poddane oddziaływaniu sił zewnętrznych dużych wartości, w tym także sił pochodzących od wybuchu zewnętrznego. Skutki działania wybuchu zewnętrznego i zderzenia z ciałem twardym o dużej masie mogą różnić się szczegółach. Mogą dawać różną fakturę powierzchni. Pole sił pochodzące od ciała twardego może być bardziej zróżnicowane. Rozkład sił fali uderzeniowej wybuchu może być bardziej jednorodny. Ale nie mogą różnić się, co do zwrotu. Nie może być tak, że jedna przyczyna zewnętrzna daje zaklęśnięcie, a druga wypukłość. Oba rodzaje przyczyn zniszczeń musiałyby dać zaklęśnięcia fragmentów kadłuba samolotu do wewnątrz. Wykluczenie zderzenia z zewnętrznym przedmiotem twardym o dużej masie z przyczyn uszkodzeń na podstawie ich typu jednocześnie wyklucza wybuch zewnętrzny.

    Wykluczone też jest użycie rakietowego miotacza ognia w wersji RPO-A z głowicą termobaryczną (paliwowo-powietrzną). Wykluczenia może dokonać samodzielnie każdy z Sz. PT [–] Czytelników. Wprawdzie już proponowałem przeprowadzenie doświadczeń (Smoleńsk. Jak zrozumieć. Ćwiczenia dla humanistów. Wektory) i nie spotkało się to z jakimś szczególnym odzewem (Kłamca musi mieć dobrą pamięć… i znać chemię), ale tym nie mniej jednak zaryzykuję i przeprowadzenie doświadczeń zaproponuję znowu. Każdy może dokonać wybuch paliwowo powietrzny u siebie w domu. Wybuch jest całkowicie bezpieczny, bo mały. Paliwem jest zwykła mąka spożywcza używana w kuchni do przyrządzania potraw. Rozpylać w powietrzu może na dwa sposoby. Z dołu do góry. I z góry na dół. Sposobem pierwszym z dołu do góry rozpyla się w sposób taki sam, w jaki funkcjonuje fontanna. Bierzemy lejek. Ustawiamy go pionowo. Brak statywu chemicznego zastępujemy jakimś innym umocowaniem. Do lejka wkładamy watę. Na watę sypiemy mąkę. Aby wybuch był rzeczywiście bezpieczny i mały, mąki nie może być za dużo. Najwyżej garść. Jeżeli ktoś chce użyć większą ilość mąki, niech doświadczenia nie przeprowadza w pomieszczeniu zamkniętym, tylko w przestrzeni otwartej. Należy zwrócić baczną uwagę na możliwość zagrożenia pożarowego. Mąki nie bierzemy gołą ręką, żeby nie zawilgła. Na lejek zakładamy elastyczną rurkę. Po zdecydowanym dmuchnięciu w drugi koniec rurki, mąka z lejka tworzy w powietrzu obłok. Ten obłok możemy zapalić od płomienia świecy ustawionej zawczasu w pobliżu lejka. Doświadczenie przeprowadzamy nieosłonięte, w tym samym powietrzu, w którym przebywamy sami. Wybuchu nie ma. Mąka wprawdzie od płomienia świecy się zapala, słychać serię trzasków, ale to nie jest wybuch. Doświadczenie powtarzamy w naczyniu. Możemy wykorzystać dużą puszkę z blachy metalowej np. po ogórkach konserwowych, marmoladzie itp. Może być potrzeba wybicia w puszce otworu do przeprowadzenia rurki. Puszkę od góry przykrywamy. Np. kładąc na niej tekturę. Tym razem wybuch jest. Słychać huk i przykrycie wylatuje do góry.

    Rozpylanie mąki z góry na dół jest prostsze. Po prostu się ją sypie. Z góry, rzeczywiście jest z góry. Trzeba stanąć czym wyżej. Pod samym sufitem. Trzeba użyć drabinę lub wdrapać się na jakiś mebel. Ponieważ rozpylanie jest prostsze, trzeba bardziej uważać na ilość. Mąki nie sypiemy bezpośrednio z torby. Odmierzamy ilość do rozpylenia na coś płaskiego i szerokiego. Żeby było bardzo dobrze widać, ile mąki jest i łatwo zsypywać. Może to być szufelka do śmieci, łopatka do tortu itp. Świecę stawiamy na podłodze. Czym większa wysokość miejsca rozpylania nad miejscem zapłonu jest potrzebna dlatego, że rozpylając mąkę zsuwamy ją bardzo powoli. Jednocześnie mąka bardzo powoli opada. Dzięki temu możemy uzyskać długi słup mieszaniny mąki w powietrzu. I, jak poprzednio. Bez naczynia mąka nie wybucha. Naczyniem użytym do uzyskania wybuchu przy rozpylaniu z góry na dół może być rura z papieru. Przy czym średnica powinna być odpowiednio duża. Rura tekturowa służąca do nawijania wielkoformatowego papieru bądź tkanin ma średnicę za małą.

    Wybuchy paliwowo powietrzne dzielą się na duże i małe. Podział zależy od ilość rozpylonego paliwa i objętości powietrza, w którym to rozpylenie zaszło. Wybuch duży może zajść w przestrzeni otwartej. Wybuch mały w przestrzeni otwartej nie zajdzie. Potrzebuje pomieszczenie zamknięte tudzież naczynie.

    Wprawdzie wybuch RPO-A jest większy od wybuchów, które przeprowadziliśmy, ale on też należy do wybuchów małych. Do wybuchnięcia potrzebuje zamknięte pomieszczenie. RPO-A został zaprojektowany tak, aby niszczyć siłę żywą przebywającą w zamkniętym pomieszczeniu. W tym celu wykorzystuje ściany zewnętrzne pomieszczenia. RPO-A nie jest ładunkiem burzącym. Gdyby RPO-A burzył pomieszczenie, w którym wybucha, byłoby to sprzeczne z jego celem. Aby burzyć, musiałby wyzwalać o wiele większą energię. Do niszczenia siły żywej potrzebna jest energia mniejsza. Tym samym Tu-154 nie mógł zostać rozdrobniony wybuchem RPO-A.

    Najpoważniejszym argumentem przeciwko rozkawałkowaniu Tu-154 wybuchem są okna. Jeżeli założymy, że to, co leży w Smoleńsku nie zostało podrzucone przez Moskowię, tylko pochodzi z Tu-154, powinniśmy zwrócić uwagę na okna. W niektórych szyby są wybite, ale w niektórych zostały.

    Okno jest najsłabszą częścią poszycia samolotu. Świadczy o tym m. in. seria katastrof De Havilland Comet – pierwszego na świecie komercyjny odrzutowego samolotu pasażerskiego, który wszedł do produkcji seryjnej. Rozpadał się w locie. Wszyscy na pokładzie ginęli. Okazało się, że pękanie kadłuba zaczynało się od okna w dachu.

    Wielkość okna samolotu pasażerskiego jest kompromisem. Z jednej strony nie może być za małe, bo pasażerowie nie zapłacą za bilety i samolot się nie zwróci. Z drugiej strony nie mogą być za duże, żeby kadłub nie był osłabiony zbyt bardzo.

    Elementy o różnej wytrzymałości poddane gwałtownemu oddziaływaniu niszczącemu ulegają zniszczeniu nie jednocześnie, tylko w kolejności od najsłabszego do najwytrzymalszego. Gdyby Tu-154 został podzielony na kawałki przez wybuch, to w pierwszej kolejności wyleciałyby szyby z okien. Żeby wybuch mógł przejść do rozrywania kadłuba, przedtem musiał zniszczyć wszystkie szyby. Fakt, że w co najmniej jednym oknie została szyba niewybita, dowodzi, że za dezintegrację samolotu nie odpowiada wybuch.

    I na tym można skończyć, tak samo, jak Napoleon Bonaparte wyliczanie przyczyn nieoddania salwy po skończył punkcie pierwszym — braku armat. Ale teksty (posty?) na nE są publikowane nie tylko dla czytelników potrafiących myśleć racjonalnie. Także dla czytelników myślących nieracjonalnie. A na osoby myślące nieracjonalnie oddziałuje nie jakość, lecz ilość. Dlatego kontynuujmy. Dokładajmy argumenty następne. To wprawdzie już potrzebne nie jest, ale i nie zaszkodzi.

    Podział
    Z dzieleniem kadłuba na części wybuchem jest ten sam problem, co ze wzajemnym jednoczesnym poobcinaniem się skrzydła i drzewa w zderzeniu z pancerną brzozą. To nie mogło zajść. W jednym zdarzeniu dany przedmiot nie może wystąpić na raz w dwóch rolach, noża i przedmiotu przeciętego. To wyklucza teoria katastrof. (Więcej w Dlaczego delegacja państwowa do Katynia musiała zginąć.)

    Tak samo jest z dzieleniem wybuchem przedmiotu integralnego na części. W jednym zdarzeniu może nastąpić tylko jeden podział. Wnikliwszy Czytelnik może podać przykłady wybuchów produkujących więcej niż dwa odłamki. Mowa była o zdarzeniu, a nie o wybuchu. W przypadku wzajemnego jednoczesnego poobcinania się skrzydła i pnia mieliśmy do czynienia z jednym zdarzeniem. Tym zdarzeniem było zderzenie. Wybuch może być jednym zdarzeniem. Ale nie każdy. Są wybuchy, w których skład może wchodzić więcej niż jedno zdarzenie. Jak wybuch przebiega?

    Materiał wybuchowy zamienia się w gazy. Te gazy mają ciśnienie większe od atmosferycznego. Rozprężają się. Ciśnienie w kadłubie samolotu wzrasta. Gazy wywierają na ściany kadłuba parcie. Z trzeciej zasady dynamiki Newtona wiemy, że każdej sile odpowiada siła reakcji równa co jej do wartości, oddziałująca w tym samym kierunku ze zwrotem przeciwnym. Sile parcia ciśnienia gazów wybuchu kadłub sprzeciwia się siłą reakcji. Siła reakcji kadłuba pochodzi od sił rozciągania stycznych do powierzchni wewnętrznej kadłuba. Siłom rozciągania sprzeciwiają się siły wytrzymałości konstrukcji kadłuba. Kolejne porcje materiału wybuchowego zamieniają się w gazy. Ciśnienie rośnie. Rośnie parcie gazów wybuchowych na kadłub. Rośnie wartość sił rozciągających. W końcu wartość sił rozciągających przekracza wartość wytrzymałości kadłuba.

    Kadłub nie jest wytrzymały tak samo w każdym miejscu. Do rozerwania jego różnych części potrzeba sił o różnych wartościach. Można sporządzić listę części kadłuba w kolejności wytrzymałości od najmniejszej do największej. Cały początek tej listy okupują wyłącznie okna.

    Kiedy w którymś miejscu kadłuba wartość jego wytrzymałości zostaje przekroczona, powstaje otwór. Przez ten otwór gazy wybuchu uchodzą na zewnątrz. Wewnątrz ciśnienie spada. Spada parcie na kadłub. Spadają siły rozciągające. Utworzenie w kadłubie otworu następnego staje się niemożliwe. Zachodzi pełna analogia do pancernej brzozy. W chwili, w której skrzydło przecięło pień, pień przestał przecinać skrzydło.

    Przepadek opisany powyżej dotyczy wybuchu będącego jednym zdarzeniem. Ale, jak to już zostało stwierdzone, to nie jest jedyny rodzaj wybuchów. Co musi zajść, aby w jednym wybuchu zaszło więcej niż jedno zdarzenie, aby teoria katastrof nie zabraniała wybicia w kadłubie więcej niż jednego otworu? Musi zostać zerwany związek przyczynowo skutkowy. Każde zdarzenie w danym wybuchu musi mieć swoje własne związki przyczynowo skutkowe całkowicie niezależne od związków przyczynowo skutkowych innego zdarzenia. A mówiąc prościej, po wybiciu otworu w kadłubie w pierwszym miejscu naszej listy słabych miejsc kadłuba ciśnienie w miejscu na tej liście następnym musi rosnąć szybciej niż wynosi spadek ciśnienia spowodowany utratą gazów przez pierwszy otwór. A to może znaczyć tylko jedno. Wybuch musi mieć bardzo dużą moc. Jak dużą? Prześledzimy to na przykładach.

    Bardzo dobrym przykładem produkcji odłamków w wybuchu jest granat odłamkowy. Ma bardzo charakterystyczny kształt. Chyba zna go każdy. Jest jajowaty, aby dobrze trzymał się w dłoni żołnierza. Ma fakturę podobną do tabliczki czekolady. Stąd jego nazwa nieformalna siekane jajko. Tabliczka czekolady nie ma jednolitej grubości. Grubsze prostokąty są od siebie oddzielone bruzdami. Tabliczka czekolady ma taki kształt, aby ją można było łatwiej łamać na mniejsze kawałki. Temu samemu miała służyć faktura powierzchni skorupy granatu obronnego. Podczas wybuchu żeliwna skorupa wzdłuż nacięć miała kruszyć się na odłamki. Jak czekolada. Ale każde złamanie czekolady jest zdarzeniem odrębnym. A wybuch granatu już niekoniecznie. Zamiar nie został zrealizowany. Okazało się, że granat odłamkowy wbrew swojej nazwie nie rozpada się na odłamki wzdłuż każdego nacięcia skorupy. Skorupa dzieli się na bardzo małą liczbę części zawierających wiele niezrealizowanych propozycji podziału.

    Trzeba było zaprojektować granat o innej budowie. Odłamki nie powstają podczas jego wybuchu z podziału elementu integralnego. Są przygotowane zawczasu w postaci gotowej. Okazało się, że wybuch ma gorsze możliwości produkowania odłamków, niż się tego po nim spodziewano. Łatwiej jest gotowe odłamki wyprodukować w innych procesach.

    Zabawmy się w racjonalizatora. A może nacięcia skorupy granatu są za małe. Może, gdyby skorupa granatu była nacięta głębiej, wybuch dałby radę podzielić ją na odłamki. Ten pomysł był już rozpatrywany. Skorupa granatu pełni niejedną funkcję. Oprócz bycia źródłem odłamków jest też pojemnikiem na materiał wybuchowy i umocowaniem zapalnika. Przed wybuchem skorupa musi wytrzymać transport, przechowywanie, operowanie przez żołnierzy. Głębsze nacięcia wystarczające do kruszenia na pożądane odłamki osłabia ją za bardzo. Tego problemu nie można rozwiązać kompromisowo.

    Występują pewne analogie do kadłuba samolotu. Jest zaprojektowany do wytrzymywania oddziaływań podczas normalnej eksploatacji. A te oddziaływania nie są małe. Natomiast nie jest zaprojektowany do rozpadania się w wybuchu na liczne odłamki.

    To należy jeszcze policzyć dokładnie, ale już teraz zaryzykuję. Gdyby Tu-154M PLF 101 przerobić z samolotu pasażerskiego na transportowy, usunąć z niego fotele i całe wyposażenie, potraktować jako zbiornik, w całej objętości wypełnić nitrogliceryną, umieścić na wysokości 15m i odpalić, to nie otrzymalibyśmy odłamków w takiej liczbie, w jakiej leżały w Smoleńsku.

    Moskowia zrobiła to samo, co projektanci granatu. Zamiast zdać się na wybuch, odłamki przygotowała zawczasu.

    Zasięg
    Czy odległość, w jakiej w Smoleńsku leżały szczątki rzekomo pochodzące z samolotu delegacji od miejsca, w którym rzekomo miały przerwać pracę urządzenia pokładowe, odpowiada odległości, na jaką wybuch odrzuca odłamki? A na jaką odległość wybuch odrzuca odłamki? Posłużymy się wybuchem przykładowym.

    Na początku wojny jaruzelskiej wiosną w wojskowych zakładach remontowych w Książenicach pod Warszawą miał miejsce wybuch. Do zakładów przyjechały na okresowy przegląd rakiety przeciwlotnicze Woroszyłow 2. Taką rakietą 1 maja AD 1960 nad Swierdłowskiem został zestrzelony U-2 pilotowany przez Gary’ego Powersa. Jedną z prawie dwudziestu, jakie zostały wystrzelone. Powers przeżył. W odróżnieniu od por. S. Safranowa, jednego z pilotów MiG-ów-19, które przeciwko U-2 zostały posłane razem z rakietami przeciwlotniczymi. Został trafiony jedną z rakiet przeznaczonych dla U-2 (więcej: Trzy wcielenia Siergieja Safronowa). Powers wylądował na spadochronie. A był wyposażony w kapsułkę z cyjankali, żeby nie dał się złapać żywcem. To skąd miał spadochron?

    Przed przeglądem rakiety rozbrajali dwaj poborowi. Rakieta jest dwustopniowa. Stopień pierwszy jest napędzany silnikiem na paliwo stałe. Poborowi z silnika wyjmowali ziarna. W nazewnictwie rakietowym mianem ziarna określa się integralny element paliwa stałego. W rakiecie Woroszyłow 2 ziarnem jest smukła laska prochu prasowanego w kształcie walca o długości ok. 1m.

    Poborowi wyjmowali z silnika ziarna i układali je w konstrukcje podobne do studni budowanej z zapałek przez dzieci. Zrobili sobie przerwę w pracy. Usiedli na tym, co ułożyli. Zapalili papierosy. Dyskutowali. Przedmiotem dyskusji było, czy paliwo rakietowe zapala się od żaru papierosowego. Zrobili zakład. Zakład został rozstrzygnięty natychmiast. Jeden z nich opuścił rękę z papierosem, sięgnął nią pod siebie i żarem papierosa dotknął ziarno, na którym siedział.

    Skąd to jest wiadome? Nie zginęli obaj poborowi. Jeden z nich przeżył i o tym opowiedział przesłuchiwany przez komisję do zbadania wybuchu. Wybuch tylko odrzucił go ze zniszczonej hali za zewnątrz.

    Czy Ktoś z W. Sz. PT [-] Czytelników zdziwiłby się, gdyby się okazało, że plotkę o tym, że rzekomo żarem papierosowym nie można podpalić paliwa rakietowego, rozpuściła agentura wpływu specsłużb państwa obcego? Plotkę rozpuścić łatwiej niż przerzucić bombę przez granicę. A skutek nie gorszy. Obecnie agentury wpływu specsłużb państw wrogich rozpuszczają plotkę, że państwo musi ingerować w gospodarkę. To jest tak samo prawdziwe, jak to, że żarem papierosa nie można podpalić paliwa rakietowego. A skutek o wiele lepszy. Zniszczenia nie ograniczają się tylko do jednego wojskowego zakładu remontowego. Niszczony jest cały kraj. Materiał do przemyślenia dla zwolenników przymusowego poboru do wojska.

    A skąd o tym wiem ja? Od mojego kolegi. A skąd o tym wiedział mój kolega? Był kierowcą jednego z członków komisji badającej wybuch. Odbywał zasadniczą służbę wojskową.

    Mój kolega już nie żyje. Zmarł śmiercią nagłą mając 40l. Wrócił z pracy do domu. Usiadł. Jego żona na chwilę wyszła z pokoju. Kiedy wróciła, leżał na podłodze. Już nie żył. Jako przyczyna śmierci został podany zawał. Materiał dla zwolenników przymusowego poboru do wojska #2. Jak zrobić dwie rzeczy na raz. Utrzymać przymusowy pobór do wojska. I utrzymać tajemnicę wojskową.

    Wybuch w Książenicach wyprodukował dużą liczbę szczątków i rozrzucił je po okolicy. Wojsko zbierało je z dużą skrupulatnością. Kiedy Komorowski zaprosił Jaruzelskiego do RBN, skorzystał z rady Jakuba Chiraca, byłego prezydenta Republiki Francuskiej i nie zmarnował okazji, żeby siedzieć cicho. A mógł od niego dowiedzieć się, jak się zbiera szczątki.

    Jeden ze szczątków spadł na podwórze obejścia znajomego gospodarza. Odległość od Książenic do wsi, w której spadł ten szczątek, mierzona na mapie w linii prostej wynosi ok. 3km.

    Rzekomy wybuch niszczący Tu-154 musiałby mieć większą energię od wybuchu w Książenicach. Wybuch w Książenicach nie rozerwał ciała poborowego. A ciało ludzkie ma mniejszą wytrzymałość na rozrywanie od kadłuba Tu-154. A w Smoleński leżały metalowe fragmenty od ciała ludzkiego mniejsze. Szczątki Tu-154 musiałyby być znajdowane w odległości od miejsca, w którym rzekomo miały przerwać pracę urządzenia pokładowe, większej niż 3km. Nic o tym nie jest wiadome.

    Więcej o wybuchu w Książenicach w Wybuch w Książenicach w 1982 r.

    Zgrzewanie wybuchowe
    Wprawdzie sprawa jest już rozstrzygnięta, ale katujmy temat dalej. Przeprowadźmy doświadczenie myślowe. Mamy serię samolotów Tu-154. Każdy o właściwościach fizycznych takich samych, jak samolot delegacji. Doświadczenie przeprowadzone na każdym z tych samolotów odnosi się do Tu-154M PLF 101. W każdym z samolotów umieszczamy ładunek wybuchowy. Coraz większy. Odpalamy kolejno od najmniejszego do największego. W każdym kolejnym wybuchu samolot dzieli się na większą liczbę części. Wiemy już, że nie dojdziemy do liczby części znajdujących się w Smoleńsku.

    Od pewnej mocy wybuchu zaczyna się nowe zjawisko. Zgrzewanie wybuchowe. Wybuch nie tylko rozdziela samolot na części. Niektóre metalowe elementy zgrzewa ze sobą nawzajem. Zostają one połączone trwale. Czy wśród złomu leżącego w Smoleńsku ktokolwiek widział przykłady zgrzewania wybuchowego?

    Rozkład
    Większość z nas potrafi dobrze wyobrazić sobie przebieg rozrzucania odłamków przez wybuch. Mamy dostęp do materiału dydaktycznego. Oglądamy kroniki wojenne. Przedstawiają wybuchy autentyczne. Zwłaszcza z pierwszej wojny światowej. Oglądamy filmy przyrodnicze. Przedstawiają wybuchy wulkanów.

    Działa mniej, więcej siła centralna z jednego punktu (epicentrum) radialnie. Dystrybucja masy obiektu rozerwanego między odłamki jest opisywana mniej, więcej jakimś rozkładem statystycznym. Odłamek zyskuje pęd początkowy o wartości zgodnej z zasadą zachowania pędu. Kierunek jest całkowicie przypadkowy. Zwrot — wzdłuż promienia. Dalszy ruch jest rzutem ukośnym w ośrodku stawiającym opór (atmosfera). Tor jest zbliżony do paraboli. Punkty upadku odłamków mniej, więcej wpisują się w koło. W wybuchu wulkanu odpowiednikiem odłamka jest bomba wulkaniczna.

    Potrafimy ocenić symulację wybuchu. Czy wybuch autentyczny obrazuje trafnie.

    Potrafimy odróżnić, czy po upadku odłamki były przemieszczane. Jeżeli odłamki nie leżą w miejscach, w których je umieścił wybuch, z wybuchem mogą nie mieć związku, a sam wybuch mógł nie mieć miejsca.

    Jak widzimy, rozkład złomu mającego rzekomo pochodzić z Tu-154 nie sprawia wrażenia, jakby pochodził z wybuchu.

    Zakończenie
    Zamrożenie stanu pamięci komputera pokładowego FMS i przerwanie zapisu czarnych skrzynek w czasie, w którym samolot miał rzekomo znajdować się na wysokości 15m bynajmniej nie przemawia za tym, że na tej wysokości z samolotem coś się stało ani nawet, że samolot znalazł się w Smoleńsku na tej wysokości. Ten zapis nie jest prawdziwy. Ta postać zapisu jest skutkiem sfałszowania go przez Moskowię. Moskowia zapis sfałszowała, aby uwagę zwrócić na Smoleńsk. Że niby w nim z samolotem coś się miało stać. Więcej o zwracaniu przez Moskowię uwagi na Smoleńsk w Kłamca musi mieć dobrą pamięć… i znać chemię.

    Tytuły odcinków następnych:

    Bardzo zła jakość sfingowania upadku Tu-154 i jej następstwa
    Cel sfingowania katastrofy lotniczej
    Smoleńsk. Jak to mogło przebiec
    Czy można było uratować życie pasażerów Tu-154M PLF 101
    Smoleńsk. Zachód już wie
    Nowe kłamstwa w miejsce starych. Moskowia przyznaje się
    Więcej niż wariant węgierski

    Tytuły odcinków następnych są podane orientacyjnie, niezobowiązująco. Mogą ulec zmianie.

  40. mate29 said

    :18
    Agregat ,który wytwarza „sztuczną mgłę” w rzeczywistości wytwarza BIAŁY DYM .który jest w stanie zasłonić niewielki obszar (obiekt) wojskowy..Prawdziwa mgła osadza się w postaci kropel wody na otaczających przedmiotach (trawa, drzewa ,ławki) i taka mgła była w Smoleńsku !!!
    Na mapkach pogodowych dołączonych do polskiego raportu widać wielki front atmosferyczny ( ciągnie się od morza Bałtyckiego do morza Czarnego ), który przechodzi właśnie nad Smoleńskiem. W tym pasie zachmurzenia było WIELE tysięcy ton wody

  41. efka said

    Krótko;
    Moim zdaniem spotkanie w Pradze z Obamą, potem spotkanie w Niemczech i jego konsekwencje(order dla Olka) ustalenia kto będzie szefem banku
    Tutaj dopatrywałabym się mocodawców.

  42. wronski111 said

    http://www.ngopole.pl/2011/05/13/%E2%80%9Ezjawisk-fizycznych-i-myslenia-logicznego-nie-da-sie-oszukac%E2%80%9D-z-profesorem-zdzislawem-sloderbachem-pracownikiem-naukowym-politechniki-opolskiej-na-temat-przyczyn-%E2%80%9Ekatastrof/

    Według ekspertów duraluminiowy kadłub powinien rozpaść się na kilka części i powyginać a nie rozerwać się na tak drobne kawałki, na podstawie analizy zdjęć stwierdzono, że części te nie są zgniecione, pogruchotane czy zrolowane a po prostu rozerwane. Co więc spowodowało taki rodzaj zniszczeń?

    Z nauki o wytrzymałości materiałów, którą wykładam na Politechnice Opolskiej, i którą zajmuję się zawodowo oraz z historii wielu innych podobnych katastrof, chociażby tej z 22 marca 2010 r. pod moskiewskim lotniskiem Domodiedowo – http://niepoprawni.pl/grafika/katastrofa-rosyjskiego-tu-204 (tam samolot w podobnych warunkach i o podobnych parametrach techniczno-konstrukcyjnych tylko popękał w kilku miejscach, nikt nie zginął byli tylko ranni) nic nie wskazuje, aby przy takim locie koszącym jaki wykonywał polski samolot z prezydentem, mógł on się rozpaść na tak drobne części. Przy zetknięciu z mokrą ziemią – podłożem mokrym, gliniastym, błotnistym (takie opisy gruntu znamy choćby z relacji reportera operatora TVP Sławomira Wiśniewskiego), który mówił, że ugrzązł w błocie i nie mógł szybko uciekać, czy wręcz się w nim zablokował. To wskazuje tylko na jedno: że musiała być inna przyczyna takiej destrukcji samolotu aniżeli zetknięcie samolotu z ziemią przy locie koszącym. Taką przyczynę, którą konsultowałem z innymi profesorami, tylko spowodować mogła „nietypowa, niekonwencjonalna” eksplozja. Wszystko wskazuje, że mogła to być eksplozja ładunku tzw. termobarycznego. Inni to nazywają bombą próżniową, eksplozją wolumetryczną, a jeszcze inni – bombą paliwową. Takie skutki rozczłonkowania kadłuba samolotu mogła spowodować tylko energia wywołana przez „specjalny” ładunek wybuchowy, a nie zetkniecie z grząską błotnistą ziemią, porośniętą rzadkim laskiem (samosiewnym młodnikiem) i jedną trochę grubszą brzozą.

    Prof. Dakowski twierdzi, że taki rozpad jest sprzeczny ze znaną z mechaniki wytrzymałością materiału kadłuba…

    Tutaj więc zgadzam się z Profesorem M. Dakowskim. Dodam jeszcze, że za wyjątkiem skrzydeł, kształt samolotu przedstawia duże cygaro. Jest to w mechanice albo geometrii kształt zwany – obłym, to znaczy, że taki kształt powoduje, że samolot mógł ocierać się stycznie o drzewa, chyba, że trafiłby dziobem (kokpitem) prosto w środek jakiegoś potężnego drzewa (takich tam nie było) i wtedy ten przód powinien być zmiażdżony. Ale nic nie świadczy, że kabina pilotów została zmiażdżona (wg świadków i zdjęć, kokpit samolotu owszem częściowo zdeformowany był widziany wraz z przypiętymi wewnątrz pilotami, nawigatorem i technikiem pokładowym oraz piątą osobą, którą był prawdopodobnie minister Kazana lub generał Błasiak – co zostało ostatnio raczej wykluczone). Taki kadłub ociera się (stycznie obija) o drzewa, a nie odbija od nich i jest jak długie cygaro (prześlizguje się między drzewami ocierając o nie) i oczywiście skrzydła przy tym koszą drobne drzewa. Więc tutaj profesor M. Dakowski ma zupełną rację. Poza tym nie jest to samolot wykonany z tektury czy z cienkich deseczek, że przy zderzeniu z takim podłożem mógłby się tak rozpaść. Ta rozpaść mógł się tylko samolot wykonany z tektury albo z cienkiego suchego drewna lub kruchego plastiku. Kadłub tych samolotów jest wykonany z duraluminiowej blachy o grubości przeważnie7,5 mm, który nie jest jednolity – on jest wzmacniany poprzecznymi popręgami i wzdłużnicami. To jest, jeżeli chodzi o konstrukcję, tzw. „zamknięta konstrukcja zbrojona i umacniana wzmocnieniami”. Poza tym to wszystko jest wzmacniane dodatkowymi wzajemnie wiążącymi się elementami podłogi, siedzeń, grodziami przedziałów bagażowych, salonek itp. Więc takie zniszczenie nie wskazuje absolutnie na efekt zejścia lotem koszącym, zetknięcia z ziemią i następnie ślizgania się po niej, rolowania i zgniatania się aż do zatrzymania – takich uszkodzeń ten samolot nie prezentuje. To są uszkodzenia innego rodzaju – on się rozpadł na drobne kawałki. Taki rozpad jest możliwy tylko przy eksplozji „specjalnego nietypowego, niekonwencjonalnego ładunku wybuchowego”.

    Wersja oficjalna głosi (wersja MAK), że samolot uderzył w ziemię w pozycji odwróconej o 180°, a odwrócenie wynikało z utraty części lewego skrzydła w wyniku kolizji z brzozą o średnicy 30-40 cm?

    I znowu następna fizycznie niemożliwie sytuacja. Przecież ten samolot z ludźmi na pokładzie –ich było prawie stu, niech każdy średnio waży po 70 kg, czyli z bagażami dochodzi ok. 10 ton wagi lub więcej oraz paliwo. To przy wadze pustego samolotu – 80 ton, wychodzi nam łącznie waga ok. 100 ton. Przy prędkości minimum 270 km/ha według wersji, że przy 100 mnad poziomem tego jaru pilot dał sygnał PULL UP – odchodzimy na drugi krąg, pilot zwiększył ciąg –samolot poszedł troszeczkę do góry, wtedy zahaczył o drzewo, przy jeszcze zwiększonej prędkości (może ~ 300km/h). Czyli przy prędkości rzędu ok.300 km/h razy masa – prawie 100 ton to wychodzi ile wynosił pęd. I teraz, żeby ten samolot obrócić, to trzeba mieć potężną silę żeby mógł on wykonać obrót wokół swej osi czyli wykonać półbeczkę – czyli należałoby użyć potężnego momentu krętu, który taką masę obróci o 180°. Więc obrazowo potrzeba by co najmniej kilkanaście takich brzóz lub więcej, żeby coś takiego mogło nastąpić. Załóżmy więc teoretycznie, ale tylko po to żeby zbić fałszywe argumenty, że samolot byłby w stanie się obrócić – chociaż zaznaczam, że fizycznie było to niemożliwe – ale żeby jeszcze tym dowodem obalić te mylne teorie. Otóż góra kadłuba jest słabsza, i owszem wtedy nastąpiłaby być może śmierć tych wszystkich ludzi, kiedy samolot trąc tą górą o ziemię – nastąpiłoby zrolowanie i zgniecenie i ścięcie tych ludzi. Ale cały dół kadłuba, ten bagażowy, na którym czasami samolot ląduje awaryjnie – na brzuchu, jest przecież silniejszy i dużo bardziej wzmocniony. Oglądamy czasami na różnych relacjach i filmach z rzeczywistych katastrof, kiedy samoloty lądują na brzuchu, trąc podłożem o ziemię, pas lotniska lądują i nic się nie dzieje, dopóki nie wystąpi zapalenie się paliwa i jego wybuch. Kiedy się nie zapali to jest wszystko w jako takim „porządku”. Owszem część pasażerów doznaje obrażeń, może kilku umiera ale nie wszyscy jednocześnie!!! Tutaj natomiast wielkiego słupa ognia i dymu nie było i potężnego wybuchu także (tylko takie „plaśnięcie” – charakterystyczne dla eksplozji wolumetrycznej). Eksplozje te charakteryzuje stosunkowo mały huk, mały ogień i bardzo duże zniszczenia większe niż przy wcześniej stosowanych ładunkach. Ten samolot się nie zapalił i nie spalił, paliwo też nie wybuchło (wg świadków wszystkie rzeczy były ubrudzone ziemią i paliwem) w sensie takim jak to zwykle bywa, tylko został rozerwany. Cały więc ten dół samolotu (wzmocniony brzuch), który byłby wówczas obrócony do góry, przy tym lądowaniu na plecach samolotu powinien być prawie cały lub popękany. Tutaj natomiast i dół i góra kadłuba zostały rozerwane na drobne części. Je to wiec więc następny dowód naukowo-dedukcyjny, który świadczy, że wersja o tym że samolot wykonał półbeczkę i lądował na tzw. grzbiecie czyli obrócony do góry kołami jest nieprawdziwa. A wobec faktu takich i tego rodzaju zniszczeń nie znajduje potwierdzenia.

    A czy da się za pomocą zjawisk fizycznych wytłumaczyć wersję, że samolot stracił 6,5 m część skrzydła po zderzeniu z brzozą, która w miejscu zderzenia miała średnicę 30-40 cm?

    Fizycznie jeżeli ktoś nie widział jak wygląda to skrzydło, jakie są jego rzeczywiste wymiary i konstrukcja to przy ścięciu takiej brzozą, kiedy jeszcze ścięta część zostaje przy brzozie, to z fizycznego punktu widzenia rzadko się zdarza. Nawet kiedy jest jakaś wada materiału, z czego cynicznie śmiał się rzecznik rządu – pan Graś. Tak tylko może ironizować ktoś, kto nie ma w ogóle poczucia etyki kpiąc i mówiąc, że może ktoś to skrzydło nadpiłował i dlatego odpadło. Więc jeżeli brzoza została ścięta, to mógł być ślad wgniecenia, zdeformowania i innych uszkodzeń w tym skrzydle, ale nie odpadnięcia poprzez ścięcie części skrzydła. Od kiedy miękkie drzewo (brzoza) ścina metalowe wzmocnione konstrukcje? Nie odpadają też dwie części jednocześnie – jeżeli jest ich fizyczny i uderzeniowy kontakt. Jeżeli jest uderzeniowy niszczący kontakt fizyczny, to jest jeden zniszczony element, a ten drugi się nie tak nie niszczy. W zjawisku fizycznym tak jest. Chyba, że oba są takie same, z tego samego materiału. Ale to nie było możliwe, bo brzoza jest drewnem a skrzydło duraluminiowym metalem, poza tym jest ono wzmacniane żebrami obwodowymi i wzdłużnymi, przegrodami i tzw. grodziami oraz jest w nich także paliwo.

    Według pilota kpt Janusza Więckowskiego samolot mógł z tego powodu nieznacznie się przechylić ale nie obrócić o 180 stopni?

    Tutaj pan pilot, którzy wylatał tysiące godzin, ma rację. Nie zamierzam nawet z tym panem polemizować, bo to jest fachowiec i on wie co mówi. Ten samolot mógł rzeczywiście trochę się przechylić, tak jak np. czołg który wjedzie na kamień – też się troszeczkę przechyli, ale to nie znaczy, że się od razu wywróci. Czyli reasumując, mówię że samolot od uderzenia z brzozą trochę się przechylił a jego lot był w chwilę potem zostałby wyrównany i wypoziomowany.

    Zastanawiający jest fakt, że przednia część kadłuba leżała w pozycji normalnej, natomiast część od skrzydeł do ogona była odwrócona o 180 stopni. Co mogło spowodować taki stan rzeczy?

    To mogło wskazywać na to, że ten lot koszący, z chwilą zetknięcia z ziemią przestał być koszący i jedne części zachowywały się inaczej. Czyli były jakieś siły dodatkowe, które takie „wywrotki” i rozrzut spowodowały. Jeżeli kokpit na jednym ze zdjęć jest w widocznej pozycji – widać szyby, widać przód, jest to pokazane tylko w kilku fragmentach zdjęć na video (na tzw. stop klatkach) i trzeba to specjalnie zauważyć. Jest tak na pewnych zdjęciach zrobionych ze sfilmowanych ujęć z miejsca katastrofy. Więc przód kokpitu wyglądał w miarę „normalnie”, a kadłub był jakimiś dodatkowymi siłami, poskręcany, powywracany łącznie z kołami i rozczłonkowywany na drobne elementy. Ale to świadczy o tym, że on nie lądował na plecach, bo są zdjęcia, które pokazują, że koła z jednej części były całe ubłocone – to znaczy, że on tymi kołami dotknął ziemi, a nie, że uderzył w ziemię „na plecach”, odwrócony o 180°. A to, że ten kadłub miał jedne części tak a drugie tak poustawiane i porozrzucane? – Przy wybuchu, eksplozji to wszystko się rozlatuje, wywraca i ląduje w różny sposób. To by świadczyło także o budowie tego samolotu. Ja oglądałem tą konstrukcję i ona, składa się z czterech głównych części, oddzielonych grodziami. Idąc od przodu jest: kokpit czyli kabina pilotów, dalej są dwie salonki, pierwsza, za kabiną pilotów, prezydencka, następna jest salonka VIP-owska – tam siedzieli generałowie, ważniejsi ministrowie, a w dalszej trzeciej części tej największej, czyli przedziale pasażerskim siedzieli inni ludzie – posłowie, zaproszeni goście oraz jest czwarta część – ogon, gdzie są także silniki. I te cztery części są przedzielone grodziami. Przy eksplozji ładunku, przy spowodowaniu wybuchu, te cztery elementy zachowują się każda trochę inaczej. Salonki są dodatkowo wzmocnione płytami i stanowią jakby oddzielne umocnione skrzynki odgrodzone od siebie, części pasażerskiej i kokpitu grodziami, kokpit stanowi również oddzielna skrzynkę. One jakby wypadły osobno i nie w taki drobny mak się rozleciały. Największe zniszczenia były w kabinie pasażerskiej i w tych salonkach Prezydenta i VIP-owskich, które też zostały po uszkadzane, a ogon jak kokpit także odpadł. Takie skutki powoduje eksplozja, która, dodajmy, nie była w ogonie, w kokpicie, tylko w części pasażerskiej i chyba także w salonkach.

    Jest Pan profesorem mechaniki i matematyki stosowanej. Czy taką wersję jaką Pan profesor prezentuje może potwierdzić każdy naukowiec z dziedziny fizyki, matematyki, mechaniki, czy innych dziedzin ścisłych na każdej polskiej uczelni i nie tylko polskiej? Czy jest to wiedza znana i w naukowym środowisku powszechna, ale nie jest przekazywana opinii publicznej?

    Czy każdy? Nie wiem. Czy każdy tak analizował? Niektórzy panowie może robili różne analizy i wyciągali wnioski na podstawie dedukcji tak jak ja. Mnie to bardzo interesowało, również ze względu na moje zapatrywania, jakie mam, jeżeli chodzi o Polskę, o to, co dzieje się obecnie z naszym krajem i ze względu na moje przekonania patriotyczne. Zawsze mnie dziwiło i ciągle bardzo dziwi – ale być może taki jest dobór prelegentów – że w prezentacjach radiowych i telewizyjnych w zasadzie nie ma ekspertów z dziedziny mechaniki, wytrzymałości materiałów, aerodynamiki , dynamiki i kinematyki lotów. Najczęściej byli to dziennikarze albo jacyś inni pseudo eksperci, redaktorzy czasopism o tematyce lotniczej, byli także redaktorzy czasopism związanych z awiacją. Może ci panowie trochę wiedzą na temat historii lotnictwa, wiedzą powierzchownie na temat budowy samolotów i ich parametrach, cenie zakupu, miejscu produkcji – ale nie znają się na wytrzymałości materiałów, aerodynamice i kinematyce lotów. Jest wydział na Politechnice Warszawskiej – Wydział Mechaniki Energetyki i Lotnictwa tzw. MEL i na Politechnice Rzeszowskiej – Wydział Budowy Maszyn i Lotnictwa, gdzie na pewno profesorowie mają na ten temat wiedzę, ale ich nikt nie zaprasza. Znany jest mi tylko jeden profesor, który w tej kwestii zabrał głos publicznie i jest fizykiem. Jest to profesor Mirosław Dakowski, który pisał o tym na swoim blogu. Jest to profesor bardzo uznany, uczony o uznanej sławie i renomie, który wie co pisze!!! Więc ten jedyny profesor, który jest już autorytetem, czyli można powiedzieć, że jest nas dwóch, bo ja również te wszystkie tezy i wnioski profesora M. Dakowskiego popieram. Jedną sprawą, która mnie dodatkowo zaciekawiła, a o której się nie mówi to pojawienie się mgły. Przecież o 10.40 w kwietniu nie pojawia się nagle mgła sama. Mgła jest zjawiskiem, które zawsze pojawia się z samego rana. I mieszkańcy okolic Smoleńska, z którymi były wywiady, wypowiadali się, że z rana świeciło słońce a nawet potwierdzali to kontrolerzy lotu. Prawdopodobnie była to jedna z sugestii żeby podejście do lądowania mjr Protasiuk wykonał od strony wschodniej w kierunku zachodnim, a nie z zachodniej w kierunku wschodnim. Wówczas słońce miałby przed sobą i świeciło by mu w oczy. To podejście właśnie od strony zachodniej jest proste – tam nie ma tego jaru, tam nie ma tej nierówności – jest płaska powierzchnia i dobrze oświetlona. To z tej strony trzy dni wcześniej lądował samolot z premierem Tuskiem. Dlaczego mjr Protasiuk wybrał, sugerując się lądowaniem pod słońce, tą gorszą drogę podejścia??? Tego nie wiem, ale znając wcześniejsze relacje mjr Protasiuka, to wynika z nich, że także znał i to podejście i już wcześniej lądował z dwóch stron. Wybrał taki wariant, gdyż poinformowano go nad terytorium Rosji, że jest słońce i chyba wolał je mieć z tyłu niż z przodu. Jednak kontrola nie poinformowała go później, że tam zaczęła pojawiać się mgła, która jest zjawiskiem znowu atmosferycznie niewytłumaczalnym, bo mgły pojawiają się z rana i przed południem ustępują, najpóźniej do godz. 9.30 – 10.00. A tam mgła zaczęła się pojawiać po godzinie 10.00. Znowu następny niewytłumaczalny paradoks – akurat tego dnia. Z wypowiedzi mieszkańców okolic Smoleńska wynika, że szykowała się z rana bardzo ładna pogoda, bardzo ładny słoneczny dzień oraz, że po godz. 11.00 już mgły nie było. No więc jeżeli mówimy o realnym locie tego samolotu, o zjawiskach fizycznych, to nie możemy wkraczać w zjawiska parafizyczne – w jakieś nienormalne pojawienie się mgły, jakieś nienormalne roztrzaskanie się samolotu w drobny mak w błocie i (samosiewnym młodniku) nienormalne zachowanie się samolotu w końcowej fazie lotu itp.– takie rzeczy nie są normalne. Jeżeli wkracza tutaj dziedzina nauk technicznych, ścisłych, to musimy mówić językiem nauk ścisłych i takie zjawiska nie są normalne – chyba, że są w jakiś sposób przygotowane i specjalnie wywołane przez człowieka.

    Profesor Dakowski w liście do prokuratury zawiadamiającym o popełnieniu przestępstwa napisał: Prawa fizyki, jak i prawa logiki, obowiązują bezwzględnie. Nie da się ich zmienić, bo są to prawa natury; stoją one ponad „prawami” geo-polityki czy socjologii. (Treść listu tutaj)

    Ja spotkałem profesora Dakowskiego kilka razy np. w Opolu czy w Głuchołazach w 2008 r. I jeżeli profesor M. Dakowski tak pisze, to ja jestem pewien, że profesor wie co pisze i się z nim utożsamiam, zgadzam i popieram jego wersję w tym temacie. Zjawisk fizycznych i myślenia logicznego nie da się oszukać, i że prędzej czy później prawda o tej katastrofie samolotu (zamachu???), zostanie wytłumaczona. W to musimy wierzyć, inaczej racjonalne, naukowe i logiczne myślenie nie miałoby sensu bycia w przyszłości!!!

    *Zdzisław Śloderbach – Profesor PO doktor habilitowany inżynier, wykładowca na Politechnice Opolskiej posiadający na tej uczelni status profesora nadzwyczajnego. Specjalizuje się w takich dziedzinach jak: zastosowania matematyki w technice, mechanika ciała stałego, niezawodność i wytrzymałość, teoria sprężystości i plastyczności, naprężenia termiczne, technologia przeróbki plastycznej. Jego szereg prac z zakresu zastosowań matematyki w mechanice zostały wydane przez jedną z najbardziej prestiżowych uczelni na świecie – Uniwersytet Berkeley w USA (drugie miejsce po Harvardzie w rankingu listy Szanghajskiej). Profesor był represjonowany w stanie wojennym i za swoją opozycyjną działalność został zwolniony z pracy w instutucie w Warszawie. W tzw. „wolnej” Polsce z przyczyn politycznych w 2004 r. nie został przyjęty do pracy na Politechnice Wrocławskiej. Odznaczony w 2006 r. Krzyżem „Semper Fidelis”. Posiada status pokrzywdzonego nadany mu przez IPN.

  43. jaszmija said

    Hmm… już nawet wupa zamieszcza takie artykuły:

    http://wiadomosci.wp.pl/title,I-nagle-slychac-krzyki-przerazenia,wid,14114731,wiadomosc.html?ticaid=1da1f&_ticrsn=5

  44. RQ said

    „Rozpylanie mąki z góry na dół jest prostsze. Po prostu się ją sypie. Z góry, rzeczywiście jest z góry. Trzeba stanąć czym wyżej. Pod samym sufitem. Trzeba użyć drabinę lub wdrapać się na jakiś mebel?

    Czy nie mowilem? Nie tlumaczylem, zeby nie drapac sie tam gdzie nie swedzi? Bo po co? Mozna tylko leb robic.
    A on sie uparl z ta drabina i maka. I co teraz?

  45. wi42 said

    @42 wronski

    ” Więc obrazowo potrzeba by co najmniej kilkanaście takich brzóz lub więcej, żeby coś takiego mogło nastąpić. ”

    A bylo nie tylko kilkanascie brzoz, ale brzoza a potem… ziemia.
    Uderzenie skrzydla w brzoze nie obrocilo samolotu calkowicie – ale jest OCZYWISTE, ze zmienilo polozenie kadluba. Poniewaz skrzydla sa w poblizu srodka ciezkosci, obrot WOKOL skrzydel wymaga duzo mniej energii niz gdyby punktem obrotu bylby dziob samolotu. Wystarczylo tej energii aby nadac kierunek ku ziemi ….i niestety zetkniecie sie z ziemia a potem dalszy obrot juz byl duzo latwiejszy, poniewaz samolot byl w pozycji nurkujacej.
    ” Ale nic nie świadczy, że kabina pilotów została zmiażdżona (wg świadków i zdjęć, kokpit samolotu owszem częściowo zdeformowany był widziany wraz z przypiętymi wewnątrz pilotami, nawigatorem i technikiem pokładowym oraz piątą osobą, którą był prawdopodobnie minister Kazana lub generał Błasiak – co zostało ostatnio raczej wykluczone)”
    Nie widzialem ZADNEGO zdjecia z „nie zmiazdzona” kabina, chociaz ogladalem ich sporo. Czy ktos ma link do zdjecia z kabina???

    To tylko kilka watpliwosci do przytoczonych rozwazan.

  46. JO said

    apro po obdukcji posmiertnej – troche nie na temat piszac – podobno JPII jej nie mial choc obowiazuje w protokole….czy to moze swiadczyc-rzucac podejrzenie o tym, ze JPII nie byl podstrzelony?

  47. revers said

    To nie gen. Blasik byl w kokpicie, tylko mjr. Grzywna, po co ta lumploretariacka hucpa?

    Jaroslaw K.: „Atak na generała Błasika, atak na mojego świętej pamięci brata, te wszystkie insynuacje, to wszystko było przeraźliwie skandaliczne, obrzydliwe, odwołujące się do kultury lumpenproletariackiej. Ludzie, którzy to robili, często celebryci, to ludzie, którzy w istocie są na poziomie lumpenproletariatu..”

  48. Najważniejszym dowodem jest brak zdjęć i nagrań z odlotu z Okęcia. W tym dniu ogłoszono alarm antyterrorystyczny, więc można było wszystkich wsadzić do innego samolotu, przewieźć w dowolne miejsce i wymordować. Zwłoki potem podrzucono, są świadkowie, któzy twierdzili, że nie widzieli żadnych ciał.
    Generałowie w żaden sposób nie mogli się znaleźć na pokładzie samolotu, bo procedury na to nie zezwalały. Lech Kaczyński nie był na spotkaniu w Pradze 9 kwietnia, prawdpodpobnie w ogóle nie wrócił z Litwy. Zdjęcia zwłok wskazują na to, że mógł być makabrycznie torturowany przed śmiercią.

Sorry, the comment form is closed at this time.