Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    osoba prywatna o Wolne tematy (60 – …
    revers o Co drugi odbiorca zasiłków w N…
    Lily. o Wolne tematy (60 – …
    hulajdusznik o Polska armia prowadzi działani…
    hulajdusznik o Kurhany w Wietrzychowicach – m…
    Troll Polonii o Robocza wizyta towarzyszy żydo…
    osoba prywatna o Wolne tematy (60 – …
    Marucha o Kurhany w Wietrzychowicach – m…
    Anucha o Ani dnia, ani godziny
    BK o Evo Morales i «białe złoto»…
    osoba prywatna o Wolne tematy (60 – …
    Boydar o Co drugi odbiorca zasiłków w N…
    Marek Lipski o Ani dnia, ani godziny
    Marek Lipski o Co drugi odbiorca zasiłków w N…
    Marek Lipski o Co drugi odbiorca zasiłków w N…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 497 obserwujących.

Albin Siwak „Bez strachu” – tom III (fragment 1)

Posted by Marucha w dniu 2012-01-13 (Piątek)

Albin Siwak ma niejedno do opowiedzenia i dlatego z chęcią zamieszczamy poniższy tekst, za nadesłanie którego dziękujemy p. PiotrX. Jutro kolejny fragment – admin.

„Jezuita”

Okazało się, że jest to ksiądz doktor, profesor nauk teologicznych. Starszy już człowiek bardzo inteligentny, w każdym zdaniu, które mówił wyczuwało się ogromną wiedzę. Coraz bardziej podobał mi się ze swoją wiedzą i szczerością oraz precyzyjną oceną kierownictwa Kościoła. Mówił, że część i to niemała tych „ojców Kościoła” walczy z imieniem Jezus i Maryja. Że uprawiają politykę masonerii światowej, będąc zresztą też masonami.

– Proszę zauważyć – mówił Jezuita – że oto kościół, który w czasach PRL był zainteresowany walką z ustrojem, dawał schronienie, opiekę, paczki i płacił kary na kolegium za tych, co nalepiali plakaty, kościół, który śmiało włączał się w krytykę polityki PRL, ten sam Kościół dzisiaj stoi na straży polityki tego ustroju, w którym przecież nie Polacy rządzą. Pacyfikuje księży patriotów za ich kazania patriotyczne. Karze ich przenoszeniem na biedne parafie, nie awansuje takich księży. To terror. A najbardziej ruchliwi, i pełno ich w telewizji i polityce, są księża biskupi Żydzi. Oni nadają ton całej hierarchii kościelnej, a kto ich nie słucha i nie wykonuje ich poleceń, ma źle w kościele. I to jest ta zasadnicza różnica między tym, co działo się w PRL, a dziś. Dziś nasi arcybiskupi są zainteresowani utrzymaniem władzy przez Żydów. Nie łudźmy się, to nie Polacy rządzą Polską. Według mnie więcej wolności i autonomii miała Polska Ludowa, chociaż też wtedy rządzili Żydzi. Dziś wszystkie decyzje są z Brukseli. Nawet takie śmieszne: jak długi ma być ogórek i ile mleka ma dać krowa. Wtedy za czasów PRL to strategiczne sprawy, jak armia jej ilość i uzbrojenie, ekonomia, np. co który kraj ma produkować, polityka zagraniczna to były obszary, gdzie Moskwa miała swe wpływy i wiedzę na ten temat. Ale reszta, nawet jak było to głupie, to było polskie, bo to tu zapadały decyzje, w Polsce. A dziś każda nawet najdrobniejsza sprawa musi być rozstrzygana w Brukseli. To jest tak absurdalne, że byłoby śmieszne, gdyby nie miało wpływu na nasze polskie problemy- ale ma !

Z każdą godzina rozmowy przekonywałem się, że mam do czynienia człowiekiem nie tylko wielkiej wiedzy, ale z patriotą. Byt przy tym dobrym psychologiem. Obserwując mnie uważnie powiedział:
– Widzę, że jest pan przygnębiony. Co to za sprawy? Ten sam ciężar niesiony dla dwóch będzie lżejszy dla pana, proszę mówić.
– O czym tu mówić proszę księdza? Jest źle. Nawet bardzo źle. Z każdym miesiącem Żydzi zaciskają coraz mocniej pętlę na szyi polskiej. A ludzie tumanieni ich propagandą już nawet nie idą na sznurku do rzeźni jak rany. Idą już sami bez sznurka! Wiedza Polaków, do czego zmierza żydowska masoneria, w tym Żydzi w Polsce, jest żadna. Polacy są nawet bezbronni w dyskusji ze sforą antypolskich kundli. Po prostu mało, za mało, Polaków interesuje się tak przeszłością, tym, co Żydzi zrobili złego Polsce, jak i tym, co i jak robią obecnie.
– Tak, to prawda – zauważył Jezuita. – Przecież ja spowiadam i słucham ludzi. Często to właśnie też mówią. Ma pan rację, że poziom wiedzy tej o polskiej racji stanu jest bardzo niski. Zadbały o to wszystkie formacje polityczne, żeby zrobić wodę z mózgu naszej młodzieży. A żydowscy ministrowie czuwają nad tym, żeby żaden podręcznik historii nie przedstawiał prawdy historycznej. To misterna pajęcza robota, robiona przez nich i polskich pomocników konsekwentnie. Ale popatrz pan, panie Siwak, świat został tak urządzony, że co jedni wymyślą i wprowadza w życie, to drudzy wymyślą jak obalić. Co prawda nie zawsze to zmiany na lepsze, ale obalają i wprowadzają swoje rządy. I ten też minie.
Z naszej już długiej rozmowy wyciągam taki wniosek – mówił dalej ksiądz. – Ma pan sporą wiedzę historyczną, więc nie będę tu przytaczał całych historycznych wypadków z przeszłości, lecz powiem hasłowo, bo obaj będziemy wiedzieć, o co tu chodzi. Odkąd ludzie nauczyli się pisać to wiemy sporo o przeszłości. Wiemy, że był taki Czyngis-han, że zawojował pół świata i wtedy myślano, że nie ma na niego siły. A padł. Wiemy o Rzymianach jak daleko zajęli Afrykę, Anglię, Europę. I że też wtedy nikt nie myślał, że padną. A padli. Był też taki Aleksander Wielki. Kraje miał u swych stóp i też nie myślano, że upadnie. A padł. A chociażby Hitler, gdy parł na wschód. Też była opinia, że tej armii nikt nie pokona. I to pokonali, te elitarne formacje SS żołnierze Stalina, o których złośliwi mówili i mówią, że szli w łapciach a karabiny mieli na sznurkach. I ci generałowie z elitarnych uczelni niemieckich oraz ich formacje o rzekomo wielkiej kulturze przegrali wojnę. A generałowie, synowie biednych rosyjskich chłopów, wygrali. Przecież Żuków, któremu podlegały wszystkie armie radzieckie był synem chłopa! To oni zatknęli w Berlinie swój sztandar, a nie Hitler w Moskwie. A chociażby to, co na własnej skórze przeżyliśmy, czyli okres PRL i zasięg władzy radzieckiej. W tym czasie państwa zachodnie bały się drażnić Stalina i ulegały mu wielokrotnie. I też wtedy nikt by nie uwierzył, że ten ustrój sam od środka będzie się rozpadał. Bo Wałęsa twierdząc, że to on obalił komunizm, to może te bujdy wmawiać takim jak on sam. Gdyby Związek Radziecki nie rozlatywał się od środka to i dziesięciu Wałęsów by nie pomogło. Tym przykładem posługujemy się często, również z ambony. Bo proszę sobie wyobrazić, że i Jezuici są różni. Na przykład pana książki jedni czytają po kilka razy, a inni nie chcą ich wziąć do rąk. Tak są przekonani, że pan, to człowiek tępy, ciemny i mściwy. A my tymczasem właśnie fragment pańskiej książki podajemy, jako najbardziej wiarygodny przykład działania woli Bożej, która dokonała się w obecnym pokoleniu. A na pana zmartwienie chcę panu powiedzieć, że padnie ta formacja tak, jak padały o wiele silniejsze.
– Zaskoczył mnie ksiądz mówiąc, że posługujecie się przykładem z mojej ksąiżki. Cóż to za przykład?
– Ano ten o przeorze zakonu Kapucynów. O tym jak pan budował sklepienie łukowe w ich kaplicy i nocnych rozmowach z przeorem.

Miał rację Jezuita mówiąc mi o tym fakcie.
Pisząc tę historie zastanawiałem się, czy tylko wspomnieć o tym fakcie, czy też opisać wszystko ze szczegółami. Dla tych, co posiadają moje książki będzie to ma historia. Ale dla tych, co będą posiadać tylko tę książkę będzie to wartościowe i pouczające. I jeśli nie opiszę tego szczegółowo, to czytelnicy zrozumieją, jakim fragmentem z mojej książki posługują się Jezuici. I jak ważne były te nocne rozmowy w klasztorze w Siemiatyczach.

Zacząć muszę jednak od bardzo dawnych wypadków, jakie miały miejsce w Krakowie, otóż w latach 1934-1937 żył w Krakowie bandyta o przezwisku „Kizior”. Ten Kizior dał się we znaki tak policji, jak i ludności. Kradł, gwałcił, kaleczył ludzi, terroryzując ich nożem. Jak siedział to był spokój. Jak go wypuścili to na nowo to samo robił. W 1937 roku spacerowało małżeństwo po moście nad Wisłą, podziwiając Wawel w blasku słońca. Szli chodnikiem po jednej stronie mostu, a ten Kizior szedł po drugiej stronie jezdni. W pewnym momencie na środku mostu ten człowiek zaczął włazić wyżej na konstrukcję mostu i szykował się do skoku w Wisłę. Spacerujący ludzie, domyślając się, że to samobójca zaczęli biec do niego. Ale nie zdążyli. Widzieli i słyszeli jak głośno zwracał się on do Boga. Podniósł ręce w górę i wołał: „Boże, jeśli Możesz przebacz mi moje grzechy. Błagam cie o to!” Przeżegnał się i skoczył. Ciało wydobyto i okazało się, że to słynny Kizior.

Wszyscy księża w I Krakowie odmówili katolickiego pochówku. Nawet na cmentarz nie chcieli wpuścić ciała. Wiec leży ciało i śmierdzi, a rodzina nie wie, co z nim zrobić. I Po paru dniach zgłosił się do nich ksiądz i powiada. Przywieźcie go do mnie, do kościoła pod Krakowem. Odprawił mszę i pochował na cmentarzu. Na drugi dzień wezwał tego księdza biskup i powiada:
– I cos ty narobił? Teraz musisz zdjąć sutannę. Nie wolno ci było tego pogrzebu robić. Mamy przecież prawa, co wolno a co nie.
– A kto te prawa ustalał? – spytał ksiądz biskupa.
– Jak to kto? Nasi biskupi i kardynałowie.
– A może się mylili w tych sprawach? – spytał ksiądz.
– Nie dyskutuj ze mną w ten sposób – zaznaczył biskup. Ale ksiądz uparcie kontynuował sprawę:
– Księże biskupie, obaj głosimy ludności o nieskończonym miłosierdziu Boga. Czy ksiądz wierzy w to, co głosi?
– Pewnie, że wierzę – mówi biskup.
– Obaj też, jako kapłani głosimy nowy Testament. A tam pisze tak: Chrystus ukrzyżowany wiszący na krzyżu miał obok dwóch łotrów, też ukrzyżowanych. Jeden z nich złorzeczył i mówił: „Jak jesteś synem Boga, to zejdź z tego krzyża i pomóż nam.” Ale ten drugi mówi tak: „On niewinnie cierpi i umiera. A my obaj zasłużyliśmy przez swoje uczynki na taką śmierć.” I zwrócił się do Chrystusa mówiąc: „Panie wspomnij o mnie jak już tam będziesz.” Chrystus odpowiedział: „Zaprawdę, powiadam ci, jeszcze dziś będziesz ze mną w niebie.” Głosimy to księże biskupie czy nie? – spytał proboszcz.
– Tak, głosimy – odparł biskup.
– Czy gdzieś Chrystus mówił i jest jakiś ślad, że my kapłani mamy być sędziami?
– No nie – mówił biskup.
– Więc żeby uwierzył ksiądz biskup, że Bóg odpuścił mu jego grzechy, gdy o to prosił jak skakał do Wisły, to Bóg musi księdzu biskupowi dać odpowiedź na piśmie i to jeszcze z pieczęcią? Jeśli Chrystus w jednej minucie przebacza i mówi do łotra „jeszcze dziś ze mną będziesz w niebie”, to też księdzu nie wystarcza?

I tu proboszcz zabił ćwieka biskupowi, bo ten powiada:
-Ty masz rację! Ja o tym, co tu mówisz napiszę do Rzymu.

Odpowiedź przyszła, ale taka pokrętna. W Rzymie zgadzają się, że miłosierdzie Boskie jest nieskończenie dobre dla każdego, kto się ukorzy i żałuje za grzechy. I to, że Chrystus tak powiedział umierając też potwierdzili. Ale czy ksiądz proboszcz zrobił dobrze czy źle chowając zmarłego Kiziora, to już na ten temat nie było.

– Moim zdaniem mówił biskup oni cię nie zdegradowali, możesz dalej być proboszczem.
Ale ksiądz proboszcz powiedział: – Będą patrzeć bracia księża na mnie jak na odszczepieńca od wiary. Więc rezygnuję ja sam. Idę do zakonu.

I ja w latach 1963-64 poznałem tego człowieka w klasztorze w Siemiatyczach. A że jestem gadatliwy to przeor, bo ten ksiądz został przeorem, miał z kim pogadać. Pomijam tu kwestię mojego pracownika z budowy, którego żona aż sześć razy rodziła dzieci i one umierały w parę tygodni po urodzeniu. To inna i oddzielna historia, w która włączył się właśnie przeor i wyszło tak jak on mówił, ze urodzi siódme i będzie żyło. I żyje do dziś. Opisałem to wcześniej. I ten przeor nocami rozmawiał ze mną na różne tematy. I raz powiada tak

– Nie może być tak, że wiele milionów ludzi w tym ustroju boi się śmierci. Konkretnie faktu, że mają między sobą a Bogiem nieuregulowaną sprawę. Nie mogą ci ludzie odchodzić z tego życia w strachu. A tak się dzieje. Przecież tu do nas, po cichu przyjeżdżają ludzie władzy i spowiadają się w tajemnicy przed kolegami. A jak powiedziałem dotyczy to olbrzymiej ilości ludzi, bo Związek Radziecki zajął przecież wiele krajów i narzucił w nich swoje prawa. Jestem zdania – mówił przeor – że jeszcze za życia tego pokolenia runie ten ustrój.

Więc ja tłumaczyłem przeorowi, że to niemożliwe gdyż Układ Warszawski jest potęgą. Związek Radziecki ma aż pięciomilionową armię. Polska pół miliona, Węgry, Bułgaria, Czechy i NRD drugie pół miliona. Że zachód na każdym kroku ustępuje Związkowi Radzieckiemu. Był wtedy 1964 rok, jak prowadziliśmy zażartą dyskusję. A on mówi, że nie takie potęgi w historii padały, że wszyscy ci, co podejmują wojnę z krzyżem i Bogiem, to padną, bo szatan ma tylko chwilowe sukcesy.

Ksiądz Jezuita zgadzał się z opinią przeora i tłumaczył mi z przekonaniem:
– I ci dzisiejsi ludzie w rządzie, którzy dla fortuny wyrzekli się Boga i pomagają Żydom ujarzmiać swe narody, bo nie dotyczy to tylko Polski, będą pokonani przez ten krzyż. Żeby można było podnieść naród, to on musi wpierw upaść. I my obecnie padamy. Ale niech pan mi uwierzy. Odkąd ludzie na świecie nauczyli się pisać. To jasno jest napisane, że Żydzi na świecie robili liczne próby zagarnięcia władzy. Robili to podle, po bandycku i wrednie. Mordowali cesarzy i królów. Podstawiali im swoje córki i żony za kochanki. Nie cofali się przed niczym, żeby osiągnąć swój cel. Przecież oni czekają na swego mesjasza. Chrystusa uznali za buntownika i zabili. Bo z ich wiedzy, którą to ich rabinowie naciągają pod potrzeby Izraela wynika, że mesjasz przyjdzie, jak Żydzi będą mieli władzę na ziemi. Rabini nie napisali, jaką władzę: komunistyczną czy kapitalistyczną czy też coś innego wymyślą, ale władzę muszą mieć, bo to warunek przyjścia mesjasza.
Więc ja nie umiem panu powiedzieć, w jaki to sposób padnie to królestwo zła. Ale tak jak ten przeor w Siemiatyczach panu mówił, że padnie i padło. Tak i to też padnie. I ja za to ręczę. Mówi pan, że społeczeństwo jest otumanione i nie ma wiedzy, co się dzieje. To prawda. Ale czy nie pomyślał pan, że może coś się zdarzyć, co całkowicie odmieni w jednym dniu sposób widzenia rzeczywistości na świecie i w Polsce? Że nie głupi wymyślali przysłowia? A jedno z nich mówi, że jak Bóg dopuści to i z kija popuści. Że nie ma dla Pana Boga rzeczy niemożliwych? I ludzie, o których pan mówi, że ich nie obchodzą losy Polski w jednej chwili z powodu wydarzeń zmienią swoje zapatrywania. To, co ten przeor w Siemiatyczach panu mówił, że bóg nie pozwoli odejść z tego życia ludziom bez uporządkowania swoich spraw, to się stało wbrew potędze ówczesnego ustroju. Tak, że i dziś u nas może się wydarzyć coś, co pociągnie za sobą lawinę wydarzeń i to nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Mogą i na pewno będą takie wydarzenia, które w jednej chwili otworzą ludziom oczy i zmienią całkowicie ich poglądy. Ci sami ludziej o których pan tu mówi, że wszystko im jedno, kto rządzi Polską, byleby miel mieszkanie, pracę i pieniądze, mogą widzieć więcej i rozumieć całkiem inaczej. Święty Łukasz w Ewangelii pisze, a i w wielu innych miejscach Biblii jest napisane podobnie, że będą patrzeć, ale nie będą widzieć, będą, słuchać, ale nie zrozumieją, będą postrzegać, ale nie dostrzegać. Chyba; żyjemy akurat w tym przedziale czasu, o którym pisze święty Łukasz i Biblia.– zakończył Jezuita.

Po chwili dodał:
– Czytając pana książki upewniłem się, że posiada pan dobre rozeznanie, kto w wojsku był Żydem. Czy to dlatego, że mieszka pan od dziecka wśród wojskowych?
– Nie. Nie dlatego. Wojskowi na ogół nie chcą mówić o zwierzchnikach. Po prostu się boją. Moja wiedza tylko w części oparta jest o ludzi z wojska. Źródłem są dokumenty, jakie udało mi się uratować tuż przed wywiezieniem ich do zmielenia w Jeziornej. Dzięki przyjacielowi, który pilnował gmachu KC i sam mi je przywiózł do domu. To z nich niezbicie wynika, kto kim był w wojsku.
– Bo widzi pan, my, Jezuici, od czasu zakończenia wojny w 1945 dokumentujemy rzetelnie, kto kim jest w polskim kościele. I to od seminarium aż do końca życia sprawdzanego. Mamy dokładne rozeznanie, ilu duchownych w kościele polskim jest Żydami.
– A czy mógłbym skorzystać z waszych dokumentów?
– Tak. Ale taką decyzję może podjąć wyłącznie przeor. Zapraszamy pana do nas. Jest gdzie spać, bo mamy hotel dla pielęgniarek. Jest i kuchnia ze stołówką, tak, że bez obawy. A zresztą pana przyjaciel w Świętej Lipce też pana chciałby gościć.

Byłem bardzo zadowolony z jego wizyty. Jakoś tchnął we mnie nowego ducha, dał siłę do pisania i dyskusji z ludźmi. Miał rację oceniając, że jestem jak powiedział „podłamany”. Ale ilu takich duchownych jest w Polsce, skoro sam mówi, że to duchowni wpuścili szatana do Kościoła i dbają, żeby dobrze mu było w Kościele? Sam mówi, że i Jezuici są podzieleni i nie można z nimi szczerze i o wszystkim mówić…

Przyjąłem zaproszenie księży Jezuitów głównie dlatego, że mam wiele wspomnień związanych Świętą Lipką. Nie chcieli mnie puścić do przyjaciela, więc nocowałem u nich. Zauważyłem, że niektórzy Jezuici trzymali się ode mnie z daleka. Gdyby mogli, to pewnie mocno pokropiliby. mnie święconą wodą i patrzyli czy wyskakuje ze mnie diabeł, czy też trzeba jeszcze mocniej kropić. Ale zdecydowana większość chętnie mnie słuchała i zadawała dużo pytań. Przeor natomiast nie chciał od razu pokazać mi, jakie oni mają dokumenty. Oglądałem w jego obecności kilka roczników bardzo dobrze opracowanych, z których wynikało, że nie zdajemy sobie sprawy, jak głęboko żydowskie wpływy, jak ich ludzie zajmują stanowiska biskupów i arcybiskupów, jak szybko awansują w Kościele, w porównaniu do polskich duchownych.

– Chcę, żeby pan – mówił przeor – przyjechał jeszcze raz, a nawet więcej razy do nas. I wtedy obejrzy pan te dokumenty. Na pierwszą wizytę wystarczy.

Rano przeor zaproponował mi obejrzenie gospodarstwa i wspólne słuchanie muzyki organowej.

Boże jak ten czas przeleciał! Ileż to lat minęło od czasu, gdy z kolegami z Luter przyjechaliśmy tutaj na rowerach i siedziałem na tym stopniu ołtarza, patrząc na ruchome postaci świętych… W 1945 roku miałem dwanaście lat. Dziś prawie osiemdziesiąt. Wielu kolegów już zmarło. A na podwórku piliśmy wodę zimna ze studni z żurawiem… Tu się pobili moi koledzy, gdyż zabugowiec powiedział, że jego tata też wymyślił jak czerpać lekko wodę, a chłopak z Wyszkowa odpowiedział mu, że za Bugiem to zaledwie umieli zrobić cepy. A na tej górze, gdzie drogi się rozchodzą, zabrali nam bandyci rowery i jeszcze o mało nas nie zabili… Nie mogłem otrząsnąć się ze wspomnień.

Słuchał tego mojego gadania przeor i powiedział:
– Jesteśmy całe życie w podróży. Jedni wybrali właściwą drogę do celu, a inni fałszywą. I tak idziemy do swego kresu tej podróży. Pewien jestem, że pan nie pomylił dróg i jest na tej właściwej. Mam dla pana niespodziankę na koniec. Proszę iść za mną.

Zeszliśmy do podziemia i tu pokazał mi kryptę z prochami tego zakonnika, co mojemu przyjacielowi Jankowi i Oli dawał ślub.
– Żył ponad sto lat – mówił przeor. – I był właśnie taki, jak go pan opisał w swojej książce. Odważny i mądry. Uczył ludzi jak żyć i nie robić krzywdy bliźnim. Czasami czytamy opis ślubu, jaki odbył się tu w pana obecności. I o tym, jaką straszną śmiercią z rąk bandytów zginął tu Janek. Ale i o tym jak właśnie ten Jezuita zaświadczał przy trumnie Janka, że Ola to żona, bo on osobiście dał im ten ślub. Jak powstrzymał zemstę tłumu nad rodzicami Oli, których synowie byli bandytami, mówiąc:
– A kto z was jest bez winy i grzechu niech rzuca kamieniami w jej rodziców. Oni przecież nie chcieli mieć synów bandytów.

Odprowadził mnie do samochodu i robiąc znak krzyża powtórzył:
– Nie zbaczaj pan z tej drogi. Ona prowadzi do dobrego celu.

I powiedział to, czego nigdy nie zapomnę:
– Będziemy się modlić za pana, gdyż to Bóg dał panu wszystko, co potrzebne do pisania prawdy.

Nie pierwszy to kapłan, który tak mówi. Ksiądz Józef Kluż z Korczyny, który przez wiele lat już pisze do mnie listy, napisał: „Odprawiam za pana mszę świętą i piszę, którego dnia i o której godzinie”. Ale to szczególny człowiek i kapłan. Jego listy tchną patriotyzmem i troską o ojczyznę (…)

Komentarzy 25 to “Albin Siwak „Bez strachu” – tom III (fragment 1)”

  1. Boryna said

    Szkoda, że nie podaje listy tych rabinów na biskupich stołkach.

  2. Jacek said

    Bardzo ciekawy i krzepiący tekst w dzisiejszych czasach. Czyta się go z prawdziwą przyjemnością.

  3. lopek said

    Padnięcie unych może nastąpić tylko z woli Boga. Za unymi stoi szatan, więc ludzie bez pomocy Boga są na unych za słabi. Une stworzyli zimną wojnę i za pomocą rządzących USA i rządzących ZSRR chwytali cały świat za twarz. Dla jednych to USA był dobrym policjantem a dla drugich ZSRR i odwrotnie. Obecnie une budują komunizm globalny, gdzie chcą wymordować miliardy gojów i jak na razie, nikt im w tym nie przeszkadza! Ludzie albo udają albo są na tyle wyprani z mózgów, że uważają, iż wszystko jest w porządku.

  4. Kapsel said

    Znakomity artykuł do maksymalnego rozpowszechnienia.Bardzo dobrze potwierdza to na co w Gajówce systematycznie zwraca się uwagę …..coś co dzisiaj nazywa się Dzień Judaizmu ….

    Polecam stronę Pana K.Świtonia.Są tam dwa listy.Jeden jego do bp.Rakoczy a drugi prezesa Stowarzyszenia Obrony Krzyża do Rady Stałej Konferencji Episkopatu Polski…i inne .

    http://www.switon.pl
    http://www.switon.pl/oswiecim.php

  5. kazikh said

    AUTORZE wielkie dzięki!
    Wielka szkoda ze dopiero w wieku 63 lat mam czas na uzupełnianie wiedzy….

  6. Zenek said

    W Polsce Ludowej tez rzadzili zydzi – a pewnie,ze rzadzili tylko troche inaczej i bardziej „wstydliwie”.

    Ze tez starzy ludzie tyle przed smiercia robia wlasnych wyznan.

    Panie Siwak ,wszyscy juz w Polsce „panskiego wieku wysiwieli”,duzo mowia i pisza ale co z tego ,zyd jak rzadzil tak nadal rzadzi Polska,zreszta nie tylko nia.
    Daj pan rady, co nalezy czynic aby te rzady sie wreszcie skonczyly.
    Wspomnieniami mlodzi nie beda zyc.

    Już mi się niedobrze robi od takich wpisów – admin

  7. Marucha said

    Re 1:
    Takie listy krążą po Internecie, ale ich wiarygodność jest niska.

  8. […] Źródło: https://marucha.wordpress.com […]

  9. Easy Rider said

    Z całym szacunkiem dla Gajowego i prezentowanej na tutejszej witrynie tematyki, nie chcąc wywoływać wojny religijnej, pozwolę sobie jednak zwrócić uwagę na szerszy kontekst prezentowanego tutaj zjawiska sterowania Watykanem przez Żydów. Dlatego pozwolę sobie przytoczyć tłumaczenie tekstu pt.

    „Commisary to the Gentiles”,
    Autor: Marcus Eli Ravage ( biograf Rothschild’ów)
    Z miesięcznika “The Century Magazine”, luty 1928 r.

    Tłumaczyła: Krystyna Kruk

    Tłumaczenie to było zamieszczone na stronie Alternatywa.com w styczniu 2004 r. (uprzedzając zarzut lewactwa wyjaśniam, że nie uczestniczę w tym forum od 5 lat). Link do wersji angielskiej – http://www.archive.org/details/CommisaryToTheGentiles .

    Można się oczywiście z tym tekstem zgadzać lub nie, ale nie można pozostać wobec niego obojętnym.

    Uwagi wstępne.

    Wy, chrześcijanie, martwicie się i narzekacie na żydowskie wpływy w waszej cywilizacji. Jesteśmy, jak powiadacie, rasą międzynarodową, zwartą mniejszością pośród was, o tradycjach, zainteresowaniach, aspiracjach i celach różnych od waszych. I deklarujecie, że ten stan rzeczy jest przeszkodą w waszym prawidłowym rozwoju; kłopocze on wasze impulsy, rujnuje wasze cele, przyćmiewa wasze przeznaczenie. Ja zaś nie widzę w tym specjalnego niebezpieczeństwa. Wasz świat zawsze był rządzony przez mniejszości i wydaje mi się sprawą obojętną jakie odległe początki klika rządząca posiada, lub jaką wyznaje wiarę. Z drugiej zaś strony, wpływ na pewno tam istnieje i jest o wiele większy i bardziej podstępny, niż zdajecie sobie z tego sprawę.

    Oto właśnie, co stanowi dla nas zagadkę i bawi nas, a czasami nawet powoduje u nas rozgoryczenie w tej waszej grze szczucia na Żyda. Brzmi ona tak złowieszczo. Idziecie przez życie, szepcząc trwożliwie o Żydach w tym i w tamtym i o innych rzeczach. Sprawia to, że się trzęsiemy. Jesteśmy świadomi krzywdy, jaką wam wyrządziliśmy, kiedy narzuciliśmy wam naszą obcą wiarę i tradycję. I w tym drżeniu wyczekujemy, że być może otworzycie oczy na fakt, iż wasza religia, wasza edukacja, wasze morale, wasze społeczeństwa, rządy i systemy prawne są zasadniczo naszą robotą! Ale potem zaczynacie wyjaśniać szczegółowo o co chodzi i mówić niejasno o żydowskiej finansjerze i żydowskich producentach filmowych i nasz terror rozpływa się w śmiechu. Widzimy bowiem z ulgą, że goje nigdy naprawdę nie poznają rzeczywistej czerni naszej zbrodni.

    Nie jesteśmy w stanie tego zrozumieć. Albo nie wiecie nic, albo też nie macie odwagi oskarżyć nas o te czyny, co do których istnieje przynajmniej jakiś cień ewidencji i którą inteligentny sędzia i sąd byłby w stanie zbadać bez zniecierpliwienia. Dlaczego bawicie się w nieprzekonywujące drobnostki, kiedy moglibyście tak łatwo obarczyć nas winą za poważne i możliwe do udowodnienia przestępstwa. Dlaczego rzucacie na nas patentowane i niezdarne oszustwo, takie jak Protokoły Mędrców Syjonu, kiedy moglibyście równie dobrze skonfrontować nas z Objawieniem Św. Jana? Dlaczego mówicie o Marksie i Trockim, kiedy możecie nas zakłopotać Jezusem z Nazaretu i Pawłem z Tarsu?

    Nazywacie nas wywrotowcami, agitatorami, rewolucjonistami. To prawda i chylę czoło przed waszym odkryciem. Można by łatwo wykazać, z lekkim jedynie naciągnięciem i żonglerką faktami, że byliśmy na dnie wszystkich większych rewolucji w waszej historii. Niewątpliwie maczaliśmy palce w reformacji Lutra i jest faktem, że byliśmy pierwotnym motorem w burżuazyjno-demokratycznych rewolucjach zaprzeszłego stulecia, zarówno we Francji jak i w Ameryce. Gdybyśmy tam nie byli, nie znalibyśmy naszych własnych interesów. Ale czy wskazujecie na nas palcem i oskarżacie nas o te wielkie i udokumentowane zbrodnie? Wcale nie? W fantastyczny sposób kładziecie na naszym progu ostatnią wielką wojnę i rewolucję rosyjską, która nie tylko wyrządziła najwięcej krzywdy samym Żydom ale której rezultaty mogło przewidzieć nawet dziecko w wieku szkolnym.

    Ale nawet owe spiski i rewolucje są prawie niczym w porównaniu z wielką konspiracją, którą zaaranżowaliśmy w początkach tej ery i której przeznaczeniem było uczynić wyznanie żydowskiej sekty religią zachodniego świata. Reformacja nie była przewidziana jako czysta złośliwość. Pozwoliła na wyrównanie rachunków z naszym starożytnym wrogiem i przywróciła naszą Biblię do jej zaszczytnego miejsca w chrześcijaństwie. Republikańskie rewolucje osiemnastego wieku uwolniły nas z naszych wiekowych politycznych i społecznych niedomogów. Skorzystaliśmy na nich ale nie przyniosły wam one szkody. Wręcz przeciwnie, przyniosły one wam rozwój i dobrobyt. Im zawdzięczacie wasze obecne znaczenie w świecie. Ale przewrót, który spowodował wprowadzenie chrześcijaństwa do Europy był – co łatwo można wykazać – zaplanowany i wykonany przez Żydów, jako akt zemsty przeciwko wielkiemu państwu gentili. I kiedy mówicie o żydowskich konspiracjach nie jestem w stanie za nic zrozumieć dlaczego nie wspominacie zniszczenia Rzymu i całej starożytnej cywilizacji, skupionej pod jego sztandarami – rękoma żydowskiego chrześcijaństwa.

    Jest to nie do uwierzenia, ale wy chrześcijanie wydajcie się nie wiedzieć w ogóle, skąd przybyła wasza religia, ani też w jaki sposób i dlaczego. Wasi historycy, z jednym wielkim wyjątkiem, nie mówią wam tego. Nad dokumentami w tej sprawie, które są częścią waszej Biblii, wyśpiewujecie, ale ich nie czytacie. Dokonaliśmy naszego dzieła zbyt dokładnie; wierzycie w naszą propagandę zbyt dogłębnie. Nadejście chrześcijaństwa jest dla was nie jakimś zwyczajnym wydarzeniem historycznym, wynikłym z innych wydarzeń owych czasów, ale jest wypełnieniem boskiej, żydowskiej przepowiedni – z odpowiednimi poprawkami naniesionymi przez was samych. Jak widzicie, nie zniszczyło ono wielkiej cywilizacji gentili i wielkiego pogańskiego imperium, z którym walczyło Żydostwo; nie pogrążyło ludzkości w barbarzyństwie i ciemności na tysiąc lat; przyniosło ono zbawienie dla świata gentili!

    A jednak to właśnie tutaj, nigdzie indziej, zaistniał wielki, podstępny manewr, który wykłuł się w Palestynie, rozprzestrzeniany przez żydowskich agitatorów, finansowany przez żydowskie pieniądze, nauczany w żydowskich pamfletach i z rybackich łodzi w czasach, kiedy naród żydowski toczył śmiertelną walkę z Rzymem, która zakończyła się upadkiem wielkiego imperium gentili. Nie widzicie nawet tego, chociaż inteligentne dziecko, nieskalane teologiczną magią, mogłoby łatwo powiedzieć wam czego to dotyczy po pośpiesznym przejrzeniu tego prostego zapisu. A potem powtarzacie do znudzenia bujdy o żydowskich konspiracjach i cytujecie, jako ich przykłady, wielką wojnę i rosyjską rewolucję! Czy możecie się wciąż dziwić, że my, Żydzi, zawsze traktowaliśmy wasz antysemityzm raczej pobłażliwie, jak długo nie ucieka się on do gwałtu?

    I weźcie pod uwagę, że nie mniejszy autorytet niż Gibbon, już dawno temu próbował was oświecić. Mija już półtora wieku od momentu kiedy to „Zmierzch i Upadek Cesarstwa Rzymskiego” wypuścił kota z worka. Gibbon, nie będąc jakimś proboszczem o sporadycznej wiedzy w zakresie historii, nie próbował przypisywać końca minionej ery, wynajdując bezmyślne nonsensy o występkach i degradacji Rzymu, o rozpadzie moralności i wiary w imperium, które w tym właśnie czasie było w swym najwspanialszym, twórczym okresie. Jakże by on mógł czynić coś takiego? Żył on w augustiańskiej erze w Londynie, który – pomimo blisko dwóch tysięcy lat od nadejścia chrześcijańskiego zbawienia – był doskonałą repliką augustiańskiego Rzymu w kwestii wyrafinowanej lubieżności, na jaką stać było tych mglistych wyspiarzy. Nie, Gibbon był gentilem świadomym swej rasy i wielbicielem kultury pogańskiego Zachodu, jak również historykiem posiadającym własny mózg i oczy. Zatem nie miał on trudności w przyszpileniu choroby, która spowodowała zgniliznę i upadek szlachetnej fasady starożytnej cywilizacji. Potępił on chrześcijaństwo – prawo, które wyszło z Syjonu i słowa Boga z Jerozolimy – jako główną przyczynę zmierzchu i upadku Rzymu oraz wszystkiego, co on sobą reprezentował.

    Jak dotąd, wszystko w porządku. Ale Gibbon nie poszedł w tym kierunku za daleko. Urodził się i umarł, jak widzicie, na cały wiek przez wynalazkiem naukowego antysemityzmu. Nie ujął w swym zapisie w ogóle elementu rozmyślnego działania. Widział on jak obce wyznanie przybywa falą ze Wschodu i zatapia piękne kraje Zachodu. Nigdy nie przyszło mu na myśl, że cała intryga zbawienia była celowym dziełem. A jednak fakty są tak jasne, jak sobie tylko można życzyć.

    Pozwólcie, że w skrócie przytoczę historię nie ozdobioną przez cuda, proroctwa czy magie.

    Dla nabrania lepszej perspektywy, cofnę się nieco w czasie. Akcja wygodnie dzieli się na cztery części, osiągając swój klimaks w części trzeciej. Podczas pierwszej odsłony kurtyny jest z grubsza rok 65 B.C. Aktorami dramatu, pomijając mniejsze role, są Judea i Rzym. Judea jest maleńkim królestwem na wschód od Morza Śródziemnego. Przez pięć wieków była czymś niewiele więcej znaczącym od nazwy geograficznej. Raz po raz najeżdżana i niszczona, z ludnością albo na wygnaniu albo w niewoli swych potężnych sąsiadów. Nominalnie niezależna, jest w tej odsłonie tak niestabilna, jak zawsze i na skraju wojny domowej. Zachodnie imperium ze swym centrum w republice miejskiej Rzymu, choć nie jest jeszcze panią świata, szybko podąża w tym kierunku. Jest ona już rozpoznana, jako jedyna wielka potęga militarna tych czasów, jak również dziedziczka kultury greckiej i centrum cywilizacji.

    Aż do obecnej chwili te dwa państwa nie miewały większego kontaktu z sobą, jeśli w ogóle istniał jakikolwiek. A potem, bez specjalnego zainteresowania z jej strony, Rzym poproszony został o uczestnictwo w sprawach wewnętrznych Judei. Powstał spór pomiędzy dwoma braćmi dotyczący sukcesji mało ważnego tronu i rzymski generał Pompejusz, który przypadkowo przebywał w Damaszku, został poproszony aby pełnił rolę rozjemcy pomiędzy braćmi. Z prostą bezpośredniością republikańskiego żołnierza Pompejusz przepędził na wygnanie jednego z braci, pozostawiając wyższe kapłaństwo jego rywalowi i zlikwidował zupełnie godność królewską. Nie bawiąc się w zawiłości, rozjemcza rola Pompejusza sprowadziła się w efekcie do podporządkowania Judei rzymskiemu zwierzchnictwu. Żydzi, całkiem naturalnie, sprzeciwili się temu i Rzym, żeby ułagodzić ich i dostosować się do lokalnych uprzedzeń, przywrócił urząd królewski. To znaczy umieścił na tronie króla swego własnego wyboru. Był to syn urzędnika akcyzy, rasy idumejskiej, imieniem Herod. Ale Żydzi nie zostali uciszeni i nadal powodowali problemy. Rzym sądził, że jest to z ich strony czarna niewdzięczność.

    Wszystko to jednak było jedynie preludium i jest po to przedstawione aby wyjaśnić to, co później następuje. Żydowskie niezadowolenie przerodziło się w niechęć i otwartą rewoltę kiedy ich obcy mistrzowie zaczęli importować do Jerozolimy błogosławieństwa zachodniej kultury. Rzeźbione posagi, gry zręcznościowe, grecki dramat i walki gladiatorskie nie były w żydowskim guście. Pobożni protestowali przeciwko nim, jako obraźliwym dla nozdrzy Jehowy nawet wówczas, gdy miejscowi rezydenci cierpliwie wyjaśniali, że były one tam jedynie dla rozrywki i celebracji nie-żydowskiego garnizonu. Judejczycy opierali się szczególnie mocno nadejściu wydajnych, rzymskich poborców podatkowych. A przede wszystkim pragnęli oni powrotu króla ze swej własnej królewskiej linii.

    Pomiędzy masami bunt ten przybrał formę ożywienia starych wierzeń w Mesjasza, wyznaczonego przez Boga zbawcy, który miał odkupić swój lud spod obcego jarzma i uczynić Judeę najwyższą pomiędzy narodami. Roszczących sobie prawo do tej misji nie brakowało. W Galilei, pewien Judasz przewodził raczej zdumiewającemu powstaniu, które zdobyło szczególne poparcie. Jan, nazywany Chrzcicielem, działał w Nadjordanii. Po nim przybył następny człowiek z północnej części kraju, Jezus z Nazaretu. Wszyscy trzej byli mistrzami w technice przybierania politycznych haseł, podżegających do buntu, w nieszkodliwe, teologiczne frazesy. Wszyscy trzej używali tego samego sygnału rewolty – „czas nadszedł”. I cała ta trojka została szybko ujęta i poddana egzekucji, obaj Galilejczycy zostali ukrzyżowani.

    Pomijając cechy osobiste, Jezus z Nazaretu był, podobnie jak jego poprzednicy, agitatorem politycznym, zaangażowanym w dziele wyzwolenia swego kraju spod obcego jarzma. Istnieje znaczna ilość dowodów, że świtała mu myśl zostania królem niepodległej Judei. Twierdził on, lub jego biografowie twierdzili na jego rzecz, że pochodzi ze starożytnej linii królewskiej Dawida. Ale jego pochodzenie w linii ojca pozostawało dość niejasne. Ci sami pisarze, którzy prześledzili przodków męża jego matki do królewskiego psalmisty, przedstawiali Jezusa również jako syna Jehowy i przyznawali, że Józef nie był jego ojcem.

    Wydaje się jednak, że Jezus sam zdał sobie wkrótce sprawę z beznadziejności swej politycznej misji i zwrócił swe talenty oratorskie oraz swą wielką popularność wśród mas w zupełnie innym kierunku. Zaczął on nauczać prymitywnej formy populizmu, socjalizmu i pacyfizmu. Na skutek zmiany swego programu naraził się na wrogość rządzącej klasy posiadaczy, ogólnie kapłaństwa i patriotów i zredukował swych zwolenników do biednych mas pracujących oraz niewolników.

    Po jego śmierci, owi uczniowie niskiego stanu, zorganizowali się w komunistyczne braterstwo. Kazanie, które ich przywódca ongiś wygłosił na górze, podsumowywało dla nich esencje jego nauk i stało się zasadą w ich życiu. Była to filozofia skalkulowana na to, aby przemawiać głęboko do ubogich ludzi. Pocieszała ona tych, którzy cierpieli tutaj, na ziemi, przyobiecanymi nagrodami poza grobem. Czyniła cnotą słabość. Ludzie, bez nadziei na przyszłość, zachęcani byli do tego, aby nie myśleć o jutrze. Ludzie zbyt bezsilni aby mieć za złe krzywdę czy obrazę, uczeni byli, aby nie opierać się złu. Ludzie skazani na trud i nędze przez całe swe życie zapewniani byli o godności pracy i ubóstwa. Słabi, pogardzani, wydziedziczeni, zabiegani w trudzie byli – w pośmiertnym życiu – wybrańcami i ulubieńcami Boga. Ci zaś światowi, ambitni, bogaci i potężni mieli mieć zakazany wstęp do nieba.

    Tak więc późniejszym plonem misji Jezusa stała się nowa sekta w Judei. Nie była ona ani pierwsza ani ostatnia. Judea, podobnie, jak współczesna Ameryka, była żyzną gleba dla dziwnych wyznań. Ebionici – żebracy, jak sami siebie nazywali – nie uważali swych wierzeń za nową religię. Urodzili się Żydami i Żydami pozostali. Nauki ich mistrza należały raczej z natury do filozofii społecznej, etycznego prowadzenia się i sposobu życia. Współczesnym chrześcijanom, których nigdy nie męczy pytanie, dlaczego Żydzi nie zaakceptowali Jezusa i jego nauk, mogę tylko odpowiedzieć, że przez długi czas nikt inny, za wyjątkiem Żydów ich nie akceptował. Zdumiewanie się faktem, że cały żydowski naród nie zamienił się w Ebionitow jest mniej więcej tak samo inteligentne, jak oczekiwanie, aby wszyscy Amerykanie przyłączyli się do Unitarian, Baptystów czy Chrześcijańskich Naukowców.

    W normalnych czasach nie przywiązywałoby się większej wagi do takowego braterstwa w łachmanach. Ponieważ byli oni w większości niewolnikami i służbą, taka ich pokora mogła nawet być popierana przez klasę żołnierską. Ale kiedy kraj był w toku walki z obcym najeźdźcą, ta filozofia nie z tego świata przybrała niebezpieczny aspekt. Było to wyznanie rozczarowania, rezygnacji i klęski. Zagrażało ono podminowaniem moralności narodowej walczących ludzi w czasie wojny. Owo błogosławienie pokój czyniących, nadstawianie drugiego policzka, brak oporu, czy miłowanie nieprzyjaciół, wyglądało na rozmyślny zamiar sparaliżowania narodowej woli w kryzysie i zapewnienia zwycięstwa nieprzyjacielowi.

    Tak więc nie jest dziwne, że władze żydowskie zaczęły prześladować Ebionitów. Ich spotkania bywały napadane i rozpraszane, ich przywódcy byli zamykani w więzieniu, ich doktryny zostały zakazane. Wyglądało nawet na to, przez krotki czas, że sekta zostanie szybko wymazana. A wówczas, niespodziewanie, kurtyna odsłoniła się na akt trzeci i wydarzenia przybrały nagły, nowy obrót.

    Być może, jednym z najzagorzalszych wrogów sekciarzy był pewien Szaweł, wykonawca namiotów. Pochodzący z Tarsu, będąc człowiekiem o pewnym wykształceniu w kulturze greckiej, pogardzał on nowymi naukami z uwagi na ich pozaświatowość i oddalenie od życia. Będąc patriotycznym Żydem, obawiał się ich wpływu na sprawę narodową. Podróżujący wiele, znający kilka jeżyków, nadawał się idealnie do zadania przeniknięcia do rozproszonych żydowskich społeczności aby przeciwdziałać rozprzestrzenianiu się ich socjalistyczno-pacyficznych doktryn. Przywódcy w Jerozolimie wyznaczyli go na głównego śledczego d/s Ebionitow.

    Pewnego dnia był w drodze do Damaszku aby aresztować grupę sekciarzy, kiedy olśniła go nowa idea. W niejasnych frazesach księgi Aktów Apostolskich – zobaczył on wizję. W rzeczywistości zobaczył on dwie wizje. Dostrzegał on, od samego początku, jak niewielkie szanse miała mała Judea na wygranie zbrojnego konfliktu przeciwko największej militarnej potędze w świecie. Drugie i ważniejsze, co go uderzyło, to fakt, że owo wędrowne wyznanie, które prześladował, mogło zostać przekute w broń nie do odparcia przeciwko groźnemu wrogowi. Pacyfizm, brak oporu, rezygnacja, miłość, były niebezpiecznymi naukami w domu. Ale rozprzestrzenione wśród legionów wroga były one w stanie załamać ich dyscyplinę i w ten sposób przynieść zwycięstwo Jerozolimie. Szaweł, jednym słowem, był prawdopodobnie pierwszym człowiekiem, który zobaczył możliwość prowadzenia wojny przy pomocy propagandy.

    Pojechał do Damaszku i tam, ku zdumieniu zarówno swych przyjaciół, jak i tych, których miał prześladować, oznajmił o swym nawróceniu na wiarę i wystąpił o przyjęcie go do braterstwa. Po swym powrocie do Jerozolimy, wyjawił swoją nową strategię przed zaskoczonymi Mędrcami Syjonu. Po wielu debatach i wewnętrznych rozterkach została ona zaakceptowana. Więcej oporu stawiali przywódcy Ebionitow w stolicy. Nie dowierzali oni jego motywom i obawiali się, że odarcie wyznania z jego starożytnych żydowskich rytuałów i praktyk, aby uczynić je łatwiejszym do zaakceptowania dla gentili, zapełni szeregi bractwa obcymi pół-przechrztami i rozwodni jego siłę. Ale w końcu, przeciągnął ich również na swoja stronę. Tak więc Szaweł, najgorliwszy prześladowca zwolenników Jezusa, stał się Pawłem, Apostołem gentili. I tak to, przypadkowo, zaczęła się rozprzestrzeniać na pogańskich ziemiach Zachodu całkowicie nowa, orientalna religia.

    Na nieszczęście dla planu Pawła, ta nowa strategia działała aż za dobrze. Jego przebrana i raczej atrakcyjna teologia przyciągała nowych wyznawców nawet szybciej, niż się tego spodziewał lub nawet sobie tego życzył. Jego idea, powinno się o tym pamiętać, była w tym stadium czysto defensywna. Nie miał on jeszcze żadnych planów co do ewangelizacji świata; jedynie miał nadzieję zniechęcenia przeciwnika. Po osiągnięciu tego i po wyjściu rzymskich legionów w Palestyny był przygotowany do ogłoszenia pokoju. Ale niewolnicy i uciskany lud imperium, przymusowa armia i głodujący proletariat samej stolicy znajdywał tyle samo pocieszenia w zaadaptowanej wersji wyznania Pawła, co biedota żydowska przed nim znajdywała w oryginalnych naukach ukrzyżowanego Mistrza. Rezultatem tego nieprzewidzianego sukcesu było otwarcie się wrogich oczu na to, co się zaczęło dziać. Kłopotliwe doniesienia o niesubordynacji pomiędzy żołnierzami zaczęły nadpływać do Rzymu od przywódców armii w Palestynie i nie tylko tam. Zamiast pozwolić na wytchnienie imperialnym zwierzchnikom, nowe taktyki jedynie usztywniły ich determinację. Rzym najechał na Jerozolimę z ogniem i mieczem i po zaciętej walce, która trwała cztery lata, zniszczył gniazdo rebelii ( w 70 r. n.e.). A przynajmniej sądził, że je zniszczył.

    Historycy tamtych czasów nie pozostawiają wątpliwości co do celów Rzymu. Mówią nam oni, że Neron posłał Wespazjana i jego syna Tytusa z ostatecznymi i wyraźnymi rozkazami anihilacji zarówno Palestyny, jak i chrześcijaństwa. Dla Rzymian, chrześcijaństwo nie oznaczało niczego więcej niż tylko zmilitaryzowany judaizm, w każdym razie, interpretacja ta nie odbiegała zbytnio od faktów. Co do życzeń Nerona, spełniła się przynajmniej połowa z nich. Palestyna została zniszczona tak doszczętnie, że pozostała polityczną ruiną aż do dnia dzisiejszego. Ale chrześcijaństwa nie dało się zniszczyć tak łatwo.

    Istotnie, dopiero po upadku Jerozolimy program Pawła rozwinął się w pełni. Poprzednio, jak mówiłem, jego taktyka miała jedynie odstraszyć najeźdźcę w podobny sposób jak plagi egipskie Mojżesza ówczesnego faraona. Postępował on ostrożnie i z wahaniem, uważając, aby nie rozwścieczyć potężnego wroga. Chciał on zawiesić swą nową broń tuż przed jego nosem i pozwolić mu poczuć jej ostrze ale wstrzymywał się przed zadaniem silnego ciosu. Teraz jednak, kiedy najgorsze już się wydarzyło i Judea nie miała już nic do stracenia, porzucił swoje skrupuły i przeniósł wojnę do kraju swego wroga. Celem obecnie nie było nic innego jak upokorzenie Rzymu w podobny sposób, jak upokorzył on Jerozolimę i wymazanie go z mapy świata, podobnie, jak on wymazał Judeę.

    Jeśli własne pisma Pawła nie przekonały was co do niniejszej interpretacji jego aktywności, zwracam waszą uwagę na jego bardziej otwartego towarzysza, Jana. Tam gdzie Paweł, działający w cieniu imperialnego pałacu i przez połowę czasu więziony w rzymskich więzieniach, jest zobowiązany ujmować w przysłowia i zawoalowane sugestie, Jan, odnoszący się do rozczarowanych Azjatów, może pozwolić sobie na luksus otwartej mowy. W każdym razie, jego pamflet zatytułowany „Objawienie” jest tak naprawdę objawieniem tego, czego ten zdumiewający biznes faktycznie dotyczy.

    Rzym, nazwany przenośnie Babilonem, jest szczegółowo opisany w języku plującym nienawiścią, jako matka nierządnic i abominacji ziemskich, jako kobieta pijana krwią świętych ( chrześcijan i Żydów), jako ciemiężycielka „ludów i narodów i języków” i, aby usunąć wszelkie wątpliwości co do jej tożsamości – jako „wielkie miasto, rządzące królami tej ziemi”. Anioł tryumfalnie obwieszcza: „Wielki Babilon upadł”, po czym następuje orgiastyczny obraz ruin. Kupiectwo, przemysł i handel zamorski upadają. Sztuka i muzyka oraz „głos narzeczonego i narzeczonej” są uciszone. Łagodni chrześcijańscy zwycięzcy tarzają się we krwi aż do uzd swoich koni. „Radujcie się jej klęską, o nieba i wy święci apostołowie i prorocy, gdyż Bóg pomścił was na niej”.

    A jaki jest koniec i cel tego całego chaosu i zniszczenia? Jan nie ma zbytnich oporów aby nam to zdradzić. Gdyż kończy on swe pobożne proroctwo wizją glorii nowego to znaczy odrestaurowanego – Jeruzalem; nie jakąś alegoryczną fantazją, zaręczam wam, ale dosłownie, Jerozolimy, stolicy wielkiego zjednoczonego ponownie królestwa „dwunastu plemion dzieci Izraela”.
    Czy można wymagać czegoś jaśniejszego?

    Oczywiście, żadna cywilizacja nie mogłaby wytrzymać zbyt długo tego rodzaju zamachu. Do roku 200 n.e. wysiłki Pawła i Jana oraz ich następców osiągnęły taki sukces pomiędzy wszystkimi klasami rzymskiego społeczeństwa, że chrześcijaństwo stało się dominującym kultem na terenie imperium. W międzyczasie, jak Paweł chytrze przewidział, rzymska moralność i dyscyplina doznały całkowitego upadku, tak więc coraz to więcej cesarskich legionów, ongiś będących postrachem świata i stanowiących szkielet zachodniej kultury, zaczęło ponosić klęskę w obronie przed barbarzyńskimi najeźdźcami. W roku 326 cesarz Konstantyn, w nadziei opanowania szerzącej się choroby, dokonał konwersji i ustanowił chrześcijaństwo oficjalną religią. Było już jednak za późno. Po nim cesarz Julian usiłował jeszcze raz uciec się do jej stłumienia. Ale ani opór, ani koncesja nie przydały się na nic. Rzymskie ciało polityki zostało na wskroś przeżarte tą palestyńską propagandą. Paweł zatryumfował.

    Oto przynajmniej, jakbym ja – gdybym był antysemitą, w poszukiwaniu wiarygodnego przykładu podstępnej żydowskiej konspiracji – interpretowałbym wkroczenie zmodyfikowanego żydowskiego wyznania w zachodni świat.

  10. wet3 said

    @ 9
    To sa pierdoly nie warte nawet spluniecia !!!

  11. Fan Marka Borowskiego said

    Potomek Bermanów prezydentem III Rzeczypospolitej?

    Pochodzenie etniczne czy religia jakiegokolwiek kandydata na prezydenta jakiegokolwiek w pełni demokratycznego państwa nie powinny mieć najmniejszego znaczenia. Liczy się tylko to, czy dany kandydat, będący akurat powiedzmy pochodzenia niemieckiego czy żydowskiego, jest nie tylko lojalnym obywatelem danego państwa, ale także szczerym patriotą. Byłoby coś bardzo złego z demokracją gdyby prezydentem mógł zostać de facto wróg danego państwa i narodu go zamieszkującego.

    W demokratycznych państwach nikt nie ukrywa swego etnicznego pochodzenia, a tym bardziej kandydaci na ważne stanowiska państwowe. Np. w wyborach prezydenckich w Stanach Zjednoczonych Ameryki w 2000 roku kandydatem na wiceprezydenta z ramienia Partii Demokratycznej był Joseph I. Lieberman. O jego żydowskim pochodzeniu mówiono i pisano cały czas podczas kampanii prezydenckiej (zob. np. „Britannica. Book of the Year 2001”, str. 83-84). Bowiem ludzie-wyborcy mają prawo wiedzieć wszystko o kandydacie, na którego mają głosować.

    Niestety, tak nie jest w Polsce od 1945 roku, a szczególnie w Polsce po 1989 roku – rzekomo wolnej już od komunizmu. Tutaj zawsze skrzętnie ukrywało się i ukrywa etniczne, tj. niepolskie, pochodzenie wielu ludzi, którzy pchali się i pchają do rządowego koryta; którzy nie czują się Polakami czy po prostu nie są Polakami czy nawet lojalnymi obywatelami państwa polskiego, a chcą rządzić Polską i Polakami. Co więcej, ci ludzie często obcierali się czy obcierają o zdradę stanu. A kto ośmieli się wspomnieć o tym, że dana osoba nie jest Polakiem, zaraz wyzywa się go od szowinistów i rasistów.

    Cała Polska mówi, że ojciec obecnego prezydenta III Rzeczypospolitej, Aleksandra Kwaśniewskiego, był Żydem o nazwisku Sztolcman albo Stoltzman lub Stolcman. Niestety, Kwaśniewski nabrał wody w usta i nic na ten temat sam nie mówi, co raczej potwierdza tę pogłoskę. Także w żadnym jego życiorysie nic się nie mówi o jego ojcu – jego etnicznym pochodzeniu. Polacy mają być w przeświadczeniu, że Aleksander Kwaśniewski jest etnicznym Polakiem, tak jak rzekomo nimi byli np. Konstanty Rokossowski czy człowiek, który trząsł stalinowską Polską – Jakub Berman.

    Tymczasem nowy – jeszcze nieoficjalny – kandydat lewicy na prezydenta Mark Borowski jest całkowicie pochodzenia żydowskiego, a więc tak z ojca jak i matki – z rodziny Bermanów. Nie tylko że byli Żydami, ale także komunistami. A jak przystało na komunistów, byli agentami Kremla – wrogami Polski i Polaków.

    Zacznijmy od ojca Marka Borowskiego – Wiktora.

    Wiktor Borowski urodził się jako Aron Berman w 1905 roku w Warszawie i tamże zmarł w 1976 roku. Już jako chłopak związał się z ruchem komunistycznym w 1920 – w czasie marszu Armii Czerwonej na Warszawę, a od 1926 był członkiem Komunistycznej Partii Polski (KPP), w której awansował, gdyż był dobrym agentem Kremla. 1927-29 i 1931-32 członek Centralnego Wydz. Zawodowego KC KPP. Sekretarz KO KPP na Górnym Sląsku (1928-29) i Radomiu (1933). 1932-33 przebywał na przeszkoleniu w ZSRR. 1929-31 i 1933-39 przebywał więziony za działalność antypaństwową i antypolską. Po zajęciu wschodniej Polski przez Armię Czerwoną we wrześniu 1939 współpracował z okupacyjną władzą sowiecką. Był m.in. pracownikiem politycznym Państwowych Kursów Budowlanych w Wilnie. Po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej w czerwcu 1941 roku uciekł aż do Czuwaskiej Republiki Autonomicznej. W 1944 roku skierowany przez władze sowieckie do I Korpusu Polskiego w Sumach na Ukrainie. Został członkiem Polskiej Partii Robotniczej (PPR) i był oficerem politycznym 4 DP. Jesienią 1944 roku został przydzielony do grupy politruków skierowanych do działalności polityczno-propagandowej wśród ludności cywilnej zajętej właśnie prawobrzeżnej części Warszawy. Współorganizator komunistycznycznej prasy w zniewolonej przez Sowiety Polsce po 1945 roku. Inicjator wydawania dziennika „Zycie Warszawy”, którego był redaktorem naczelnym do marca 1951. Po odejściu z „Zycia Warszawy” organizował redakcję dziennika „Głos Pracy”. 15 IV 1951 – 19 XII 1967 zastępca redaktora naczelnego oficjalnego organu PZPR „Trybuna Ludu”. To o tych gazetach społeczeństwo polskie mówiło „Prasa kłamie!”. W styczniu 1949 roku zorganizował w Szkole Partyjnej przy KC PZPR Wydział Dziennikarski, którym następnie kierował i w którym wśród studentów dominowali Zydzi, przygotowawani do kontroli polskich mass mediów na wieki (wielu z nich jest ciągle „polskimi” dziennikarzami!). Jeden z inicjatorów założenia Zw. Zaw. Dziennikarzy PRL i w latach 1945-47 członek jego Wydziału Wykonawczego, a w latach 1961-64 wiceprzewodniczący Prezydium ZG Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

    Z rodziny Bermanów pochodził również Jakub Berman, który był drugą po Bierucie osobą w stalinowskiej Polsce, w której każdego dnia mordowano patriotów polskich i coraz bardziej zniewalano naród, a Polskę coraz bardziej podporządkowywano Kremlowi.

    Życiorys Jakuba Bermana wygląda następująco w moim opracowaniu na podstawie szergu wiarygodnych źródeł:

    Jakub Berman (1901 Warszawa – 1984 tamże), prawnik (UWarsz.), działacz komunistyczny, monstrualny wprost wróg Polski i Polaków, jeden z organizatorów sowietyzacji Polski, współodpowiedzialny za terror stalinowski w Polsce. W szeregach Komunistycznej Partii Polski (KPP) i agent sowiecki od 1928. Jako prawnik mógł robić karierę w adwokaturze, szczególnie, że w Warszawie mieszkało 300,000 Żydów, było setki żydowskich przedsiębiorstw przemysłowych i handlowych oraz setki różnych żydowskich instytucji i organizacji. Miał także szansę zrobienia kariery naukowej. Po studiach został nieetatowym asystentem prof. Ludwika Krzywickiego na wykładach z historii ustrojów społecznych. Napisał pracę doktorską o strukturze miast polskich na podstawie spisu ludności z 1791 roku, a w „Ekonomiście” (t. II-III 1926), ukazała się jego rozprawa o założeniu związku zawodowego lokai pt. Służba domowa w Warszawie w końcu XVIII w. Zrezygnował jednak z kariery adwokackiej i naukowej. Wybrał komunizm.
    Do nielegalnej i zwalczanej KPP przyłączył się z pełną świadomością tego co robi. Decyzja ta była logiczną konsekwencją jego wychowania. Urodził się w rodzinie ortodoksyjnych i przeciwnych asymilacji Zydów, którzy byli także wrogami niepodległej Polski, a przede wszystkim polskiej Polski. W takim duchu, jak i duchu żydowskiej rasistowskiej teorii narodu wybranego oraz żydowskiego mesjanizmu wychowywał się Jakub Berman. Jego brat Adolf nawet nie próbował udawać, że jest Polakiem i w 1950 roku wyemigrował do Izraela – swojej prawdziwej ojczyzny, gdzie także był działaczem komunistycznym. Jakub wolał się bawić w właściciela cudzego gospodarstwa. Komunizm bowiem był jedynym ustrojem, który umożliwiał Zydom przechwycenie władzy w swoje ręce. Leninowską teorię o przewodniej roli partii komunistycznej w życiu każdego państwa łączył Berman z mesjanistyczną rzekomo przewodnią rolą Zydów w dziejach ludzkości i ich prawem, nadanym rzekomo od Boga, do rządzenia światem. Kiedy Berman wstępował do KPP, w Związeku Sowieckim pełnię władzy sprawowali jeszcze Zydzi. I nie żadna walka o sprawiedliwość społeczną dla wszystkich ludzi, ale realizacja mesjanizmu żydowskiego poprzez komunizm była tym czynnikiem, dzięki któremu tylu nacjonalistów żydowskich znalazło się w ruchu komunistycznym. W każdym bądź razie Jakub Berman urodził się i zmarł Zydem, bowiem pod koniec życia, w wywiadzie udzielonym Barbarze Toruńczyk („Oni” Londyn 1985), określił się otwarcie nie jako Polak, ale jako Zyd. W KPP Berman był kierownikiem wydziału inteligenckiego KPP przy Centralnym Wydziale Zawodowym, którego był również członkiem i kierownikiem jego redakcji. Po likwidacji KPP w 1938 roku z rozkazu władz sowieckich, Berman, z polecenia Kominternu w Moskwie, likwidował komórki KPP w Polsce.
    Po zajęciu wschodniej Polski przez Armię Czerwoną we wrześniu 1939 wyjechał z Warszawy do okupacji sowieckiej i poszedł na współpracę z Sowietami. Od razu przyjął obywatelstwo sowieckie, agitował przed wyborami do tzw. Zgromadzenia Narodowego Zachodniej Białorusi i za przyłączeniem zajętych przez Armię Czerwoną ziem polskich do Związku Sowieckiego (akt zdrady stanu!). Był inspektorem pracy w Białymstoku, a następnie dyrektorem Domu Nauczyciela i działaczem sowieckiego związku zawodowego nauczycieli. Pchał się gdzie mógł i podlizywał się komu należało się podlizywać. Stąd upatrzył go sobie na „chłopca do zadań specjalnych” I sekretarz Białorusi Ponomarienko. Wiosną 1941 roku skierowano go do Mińska na współredaktora polskojęzycznej gadzinówki komunistycznej „Sztandar Wolności” – organu Komunistycznej Partii Białorusi. Po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej w czerwcu 1941 roku, Komitet Wykonawczy Kominternu poruczył Bermanowi przeszkolenie w specjalnym ośrodku kominternowskim w Kusznarenkowie pod Moskwą dla dawnych komunistów polskich, którzy uniknęli pogromu KPP i tych, którzy po wrześniu 1939 roku znaleźli się na terenie Związku Sowieckiego. Służyć mieli Stalinowi i jego planowi ewentualnego uczynienia z Polski komunistycznego państwa wasalnego. Byli to w większości Zydzi, co zaważyło na ich późniejszym przemożnym wpływie w stalinowskiej Polsce. Zresztą sam Berman dążył wszelkimi środkami do całkowitej supremacji Zydów w powojennej Polsce, o czym wyraźnie mówiła jego tajna dyrektywa odczytana podczas I Zjazdu Centralnego Komitetu Zydów w Polsce, który odbył się w Wałbrzychu w kwietniu 1946 roku. Mówił nie tylko o tym, że Zydzi mają wyjątkową „okazję do ujęcia w swe ręce całości życia państwowego w Polsce i roztoczenia nad nim kontroli”, ale także o konieczności opanowania przez Zydów prasy i radia, polskiej dyplomacji i wymiaru sprawiedliwości. Domagał się, aby „Uznać antysemityzm (w jego żydowskiej wykładni) za zdradę główną i tępić go na każdym kroku. Jeśli się stwierdzi, że jakiś Polak jest antysemitą, natychmiast go likwidować (fizycznie) przy pomocy władz bezpieczeństwa (które Zydzi kontolowali) i bojówek PPR jako faszystę – nie wyjaśniając sedna sprawy” (dla Bermana antysemitami byli wszyscy Polacy; na przełomie 1948/49 nakazał aresztowanie nawet członków AK-owskiej Rady Pomocy Zydom „Zegota”; już 22 X 1944 roku twierdził na posiedzeniu Biura Politycznego PPR, że AK jest związana z Gestapo, co ustawiało z góry wszystkich akowców w kolejce do więzień i na szafot), dodając: „Zydzi muszą pracować nad zwycięstwem i ugruntowaniem komunizmu, bo tylko wtedy i przy takim ustroju naród żydowski osiągnie największą pomyślność i zabezpieczy sobie najsilniejszą pozycję”. Stąd był on największym zwolennikiem pełnej sowietyzacji Polski. Dlatego był także wielkim przeciwnikiem etnicznych Polaków-komunistów (jak np. Władysława Gomułki) w rządzie i w Biurze Politycznym oraz Komitecie Centralnym PPR/PZPR i autorem tezy o „prawicowo-nacjonalistycznym odchyleniu”, w wyniku której setki Polaków-komunistów zostało po 1949 roku nie tylko usuniętych z rządu i KC oraz innych wyższych stanowisk, ale także uwięzionych lub nawet zgładzoynch. Jeszcze będąc w Związku Sowieckim wspólnie z innym Zydami, a za zgodą Stalina, założył w 1944 roku Centralne Biuro Komunistów Polskich w ZSRR (CBKP), w którym był odpowiedzialny za sprawy krajowe i łączność z krajem. Głównym celem CBKP miało być czuwanie nad przejęciem kontroli w Polsce przez ludzi ściśle dyspozycyjnych, czyli związanych z NKWD i możliwie pochodzenia żydowskiego. Od 1948 roku działacze CBKP przejęli całkowitą kontrolę nad Polską Zjednoczoną Partią Robotniczą (PZPR), nad Ministerstwem Bezpieczeństwa Publicznego oraz innymi resortami i organami władzy państwowej sterującymi procesem sowietyzacji Polski (np. spośród 100 najważniejszych gazet 98 było w rękach redaktorów-Zydów; podobnie było w Polskim Radiu).
    Tę swoją ideę budowania państwa żydowskiego w komunistycznej Polsce Berman i jego towarzysze żydowscy wprowadzali w życie poprzez terror i bezprawie aparatu bezpieczeństwa. W latach 1949-56, jako członek Komisji Biura Politycznego KC PZPR ds. bezpieczeństwa publicznego był odpowiedzialny w Biurze Politycznym za nadzór nad Ministerstwem Bezpieczeństwa (Terroru) Publicznego (MBP). Sam Berman w hierarchii władców PRL wysoko awansował – był drugą osobą w państwie, zaraz po Bolesławie Bierucie, i to prawie od samego początku istnienia PRL. Jako agent sowiecki był w stałym kontakcie z Mołotowem i naczelnym ideologiem Kremla Andriejem Zdanowem. Zawsze uważał, że „linia partyjna” to wyraz aktualnego interesu Kremla, stąd przywódcy sowieccy dażyli go pełnym zaufaniem. Całkowicie popierał, jak wszyscy inni żydowscy komuniści w Polsce, oderwanie od Polski przez Związek Sowiecki Lwowa i Wilna. I nie dlatego, że widział w tym akt sprawiedliwości wobec Ukraińców czy Litwinów (oni nie wchodzili wówczas w rachubę, gdyż prawdziwymi władcami Lwowa i Wilna stawali się Rosjanie), a tylko dlatego, że ten akt krzywdził znienawidzoną przez nich Polskę i Polaków. W 1948 roku na konferencji Biura Informacyjnego Kominformu opowiedział się za kolektywizacją wsi polskiej, której polscy chłopi gromko powiedzieli „Nie!”. Wyraźnie przestraszała go jednak postępująca w ZSRR fala antysemityzmu i bał się jego rozlania poza granice Związku Sowieckiego. Tym bardziej aktualną stawała się pełna kontrola Polski przez Zydów.
    VIII 1944 – XII 1948 był członkiem KC i członkiem Biura Politycznego KC PPR, XII 1948 – V 1957 członkiem KC PZPR i członkiem jego Sekretariatu, XII 1948 – III 1954 członkiem Biura Organizacyjnego CK PZPR, XII 1948 – VII 1956 członkiem Biura Politycznego KC PZPR, w którym był oficjalnie odpowiedzialny za problemy ideologiczne, oświatowe, kulturę, propagandę oraz sprawy zagraniczne i bezpieczeństwa. Jednocześnie VIII – XII 1944 był zastępcą kierownika Resortu Spraw Zagranicznych PKWN, I – V 1945 podsekretarzem stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, V – XII 1945 przewodniczącym Komisji Spraw Zagranicznych w Krajowej Radzie Narodowej (KRN), V 1945 – XI 1952 wszechwładnym podsekretarzem stanu w Prezydium Rady Ministrów (był tzw. „szarą eminencją”), V 1950 – XI 1952 członkiem Prezydum Rządu, a od III 1954 do V 1956 wicepremierem. Był także w latach 1944-56 posłem do KRN, Sejmu Ustawodawczego i Sejmu PRL I kadencji.
    Okres jego wszechwładzy w stalinowskiej Polsce nazywany jest bermanowszczyzną.
    Smierć Stalina i narastający gniew ludu polskiego sprawiły, że na VIII plenum KC PZPR, które odbyło się w październiku 1956 roku, Berman złożył obrzydliwą samokrytykę. Nic mu to nie pomogło. Został wówczas usunięty z KC PZPR, a 18 maja 1957 roku uchwałą IX Plenum KC PZPR został, jak to cynicznie powiedziano, tak jakby cała partia i rząd nie ponosiły odpowiedzialności za stalinizm w Polsce, „usunięty z partii jako ponoszący polityczną odpowiedzialność za brak nadzoru nad organami bezpieczeństwa publicznego, które dopuściły się poważnego naruszenia praworządności”. Nie postawiono go jednak przed sądem, jak innych zbrodniarzy żydowskich: Romana Romkowskiego, Józefa Różańskiego czy Anatola Fejgina. Gdy prokurator generalny Andrzej Burda zaproponował postawienie w stan oskarżenia także Jakuba Bermana, Biuro Polityczne KC PZPR zaprotestowało orzekając, że może on ponieść tylko „odpowiedzialność polityczną”. Ten polski Stalin żył sobie spokojnie aż do śmierci nie nękany żadną sprawiedliwością. 1957-68 był pracownikiem redakcji historycznej Spółdzielni Wydawniczej „Książka i Wiedza” w Warszawie. Pozwolono mu na stare lata fałszować historię Polski. Zył i zmarł jako wróg niepodległej Polski i narodu polskiego, jako rzecznik interesów żydowskich, dla realizacji których widział wielkie możliwości w systemie komunistycznym, w którym mogła się urzeczywistnić w pełni idea „narodu wybranego” do rządzenia nie-Zydami. W Polsce Berman stał się – i to zupełnie słusznie – symbolem tego, co się określa mianem „żydokomuny”. Jest on także przestrogą, i to nie tylko dla Polski, przed żydowską V kolumną, którą w ostateczności została polska żydokomuna.

    Oczywiście w żadnym demokratycznym społeczeństwie dzieci zbrodnierzy nie są winni grzechów swoich rodziców i poszczególnych członków swojej rodziny. Jednak z drugiej strony jest powiedzenie, że „jabłko pada niedaleko od jabłoni”. Życiorys Marka Borowskiego w pełni to potwierdza.

    Marek Borowski, urodzony w Warszawie w 1946 roku, nie został wychowany w duchu polskim. Z jego oficjalnej strony internetowej i z biogramu zamieszczonego w publikacji „Kto jest kim w Polsce. Informator biograficzny” (Warszawa1993) dowiadujemy się, że od 1961 roku był członkiem, a następnie działaczem komunistycznego Związku Młodzieży Socjalistycznej. W latach 1967-68 i 1975-89 był członkiem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, która w każdym demokratycznym kraju została by potępiona jako organizacja zbrodnicza-kryminalna i antynarodowa. W marcu 1968 roku Marek Borowski brał udział w nieudanym puczu żydowskim (wówczas próbowali powrócić do władzy odsunięci od niej przez Gomułkę w 1956 roku Żydzi-stalinowcy), za co został wyrzucony z partii. Umożliwił im to jednak, a właściwie ich dziecim, upadek komunizmu w Polsce w 1989 roku oraz tzw. „okrągly stół”. Od 1990 roku Borowski był członkiem-założycielem lewackiej Socjaldemokracji RP, a po jej rozwiązaniu w 1999 r. członek jej kontynuatorski SLD. 26 marca 2004 roku jeden z założycieli Socjaldemokracji Polskiej – nowej partii polskiej lewicy. Od października 1989 do lipca 1991 roku Borowski był wiceministrem rynku wewnętrznego w rządach Tadeusza Mazowieckiego i Jana Krzysztofa Bieleckiego, nadzorującym m.in. prywatyzację handlu i turystykę. Od października 1991 roku jest posłem na Sejm. Po zwycięstwie wyborczym postkomunitów, od października 1993 do lutego 1994 roku był wiceprezesem Rady Ministrów, ministrem finansów, w latach 1995 – 96 Szefem Urzędu Rady Ministrów, a od lutego 1996 do października 2001 roku wicemarszałkiem Sejmu. Od października 2001 do 2004 roku był marszałkiem Sejmu IV kadencji. Synowi dał na imię Jakub, ponoć dla uczczenia Jakuba Bermana.

    (…)
    Marian Kałuski
    z http://www.wirtualnapolonia.com/teksty.asp?TekstID=8247
    (…)
    6 .10. 2005

  12. Fan Marka Borowskiego said

    TOM I [CZĘŚĆ IV]
    Rozdział XIX
    W SEJMIE I W ŻYCIU

    Zadzwonił telefon i miły głos kobiecy zapytał: Czy pan Albin Siwak?
    – A kto pyta?
    – Jestem sekretarką marszałka Sejmu [ Marka Borowskiego vel Bermana – przyp.moj]
    Pan marszałek zaprasza pana do siebie na rozmowę. Przyślemy po pana samochód, tylko kiedy pan może do nas przyjechać?
    – Czyżby pan marszałek chciał dostosować swój drogocenny czas do czasu emeryta? – spytałem.
    – Tak to bardzo ważne dla pana marszałka i dostosuje się do pana możliwości – odparła miła pani z kancelarii.
    – W takim razie jutro proszę przyjechać. Chętnie spotkam się z pani szefem – odpowiedziałem.
    Następnego dnia był 9 października 2004 r. Kierowca i ochroniarz stawili się punktualnie z gotową już przepustką nr 49666.
    Przeprowadzono mnie przez wszystkie bramki i kontrole, aż do sekretariatu marszałka. Ten sam miły głos poprosił mnie, żebym usiadł i poczekał parę minut, gdyż pan marszałek jeszcze prowadzi obrady Sejmu, ale zaraz się one kończą i pan marszałek przyjdzie. Rzeczywiście za parę minut marszałek wszedł i z daleka wyciągnął rękę na powitanie:
    – Tyle lat, panie Albinie, nie widziałem pana.
    – Ja również. Pan marszałek z młokosa wyrósł na poważnego człowieka i w dodatku na marszałka.
    – Nim usiądziemy u mnie na rozmowę to pragnę panu coś pokazać – oświadczył marszałek.
    Wyszliśmy na korytarz i na końcu korytarza otworzył drzwi, mówiąc:
    – Proszę spojrzeć, to setki książek pisarzy lewicowych, a pana książek, panie Albinie, tutaj nie ma.
    – Dlaczego? – spytałem.
    – Właśnie o tym chciałem z panem rozmawiać.
    Wróciliśmy do jego gabinetu i z szuflady biurka wyjął moje trzy książki. Zauważyłem, że jedna z nich ma zakładki, To „Trwałe ślady”. Trzymał ją w ręku i mówił:
    – Myśmy się spodziewali, że któryś z profesorów byłego Biura Politycznego napisze taką właśnie książkę, ale oni milczą. Okazało się, że nie profesor a robotnik napisał, i to pięknie, o odbudowie Warszawy i Polski. Wiernie oddał pan atmosferę tamtych lat i ofiarność ludzi oraz zapał budowlanych. Piękna to książka, ale po co na Boga powywlekał pan ludzi pochodzenia żydowskiego i to w negatywnych opisach i sytuacjach. Ta bardzo dobra książka została spaskudzona historiami o Żydach.
    Otworzył książkę w miejscu, gdzie była zakładka i mówi:
    – Do tego miejsca jest to piękna książka, ale dalej mija się pan z faktami i prawdą. I ja chcę uratować pana książkę, bo podkreślam, że to piękna historia. Ile pan już egzemplarzy wydał?
    – Nie muszę panie marszałku mówić ile, to wyłącznie moja sprawa.
    – Myśmy dzwonili do wydawcy, ale oni też nie chcą mówić ile pan wydał.
    – Ja jestem pewien, że dzwoniliście do kilku wydawców, gdyż rezygnowali z wydania mojej książki, a nawet byli wystraszeni. Do tej pory tylko się domyślałem, teraz już jestem pewien komu to zawdzięczam.
    – Nie, nie, panie Albinie, pan jest w błędzie. Żadnych trudności panu nie robiliśmy, tylko chcieliśmy wiedzieć jak dużo pan wydaje tych książek. I ja mam dla pana konkretną propozycję. Bo domyślam się, że wydał pan ją za własne pieniądze, których na pewno panu brakuje. Otóż ja panu daję taką szansę i możliwość: możemy wydać tę pana książkę. My zrobimy tylko korektę, odrzucimy te wątki związane z Polakami pochodzenia żydowskiego. Damy panu dwa złote od egzemplarza i wydrukujemy pięćdziesiąt tysięcy sztuk. Ja podpiszę czek na sto tysięcy, a pan dla mnie upoważnienie do korekty. My wydrukujemy i rozprowadzimy ją po kraju. No co jest zgoda?
    – Nie ma zgody i nie będzie. Pan chce zrobić ze mnie kurwę, która się sprzedaje. Przecież ludzie czytają tę książkę. Nawet Polacy żyjący w Ameryce i Kanadzie kupili ją do swoich bibliotek.
    – A w Polsce?
    – W Polsce też rozeszła się po kraju. I pan teraz chce, żebym się z tego co napisałem wycofał? To niemożliwe i ja tego nie zrobię. Całe dziesięciolecia pracowałem na swoje nazwisko i nie będę go plugawił. Powiedział pan, panie marszałku, że minąłem się z prawdą i faktami. Proszę mi tu i teraz pokazać z którymi.
    Długo się zastanawiał i wreszcie mówi tak:
    – Musiałbym usiąść i wynotować fakty i nazwiska. Tak od ręki tego nie powiem, ale moi znajomi czytali pana książkę i mówią, że to nie prawda co pan o Żydach napisał.
    – Więc jestem gotów ponownie do pana przyjechać, jak pan sam przeczyta i zapisze, o jakie sprawy i o jakich ludzi chodzi. A pana rodacy, panie marszałku, do niczego się nie przyznają. Czy pan na przykład poczuje się odpowiedzialny chociaż moralnie za swego stryja Jakuba Bermana? Za to wszystko co zrobił Polsce? A za ojca? Powie pan, że dzieci nie mogą odpowiadać za czyny swoich rodziców, bo taką wersję uknuliście i puściliście w obieg.
    – To co pan myśli, panie Albinie, to są kłamstwa! To polityczni przeciwnicy wymyślają takie wersje, żeby zaszkodzić nam. Zaręczam panu, że nasłuchał się pan kłamstw, panie Albinie.
    – Panie marszałku! Ja znałem Gierka jak był pierwszym sekretarzem w Katowicach. I Zientka jak był wojewodą. Pana stryj Jakub Berman po śmierci Stalina przyjechał do Katowic i mówi: – Macie nazwać Katowice Stalinogradem. A jednak odmówili. Tak Gierek, jak i Zientek powiedzieli „nie”, a wtedy pana stryj nakazał im wszystkim, a chodziło o egzekutywę wojewódzką i radę przy wojewodzie: – Macie się podać do dymisji. To był partyjny rozkaz.
    A województwo katowickie dobrze wtedy gospodarzyło. Budowali więcej mieszkań niż wynosiła w Polsce przeciętna. I o wiele więcej dróg. Gdyby ci ludzie oddali te pieniądze w inne ręce, to Katowice by tego nie miały. Nie miałoby województwo tylu pięknych parków kultury, takich nowoczesnych i dobrze wyposażonych szpitali i przychodni zdrowia. I wielu, wielu pięknych budowli użyteczności publicznej, których brakowało w całej Polsce. I był problem, czy z honorem się podać do dymisji, czy też schować honor do kieszeni i robić swoje.
    Nazwali Katowice tak, jak pański stryj zażądał. A jakie uprawnienia dał bratu Michnika, Stefanowi to pan na pewno wie. Dziś dorabia się do tych zbrodni opinię że to komuchy robiły…
    W tym momencie mi przerwał:
    – Widzę, że się nie dogadamy, a szkoda, żeby taka dobra książka nie mogła być wydana w większej liczbie.
    – Skąd pan wie, panie marszałku, że nie będzie więcej egzemplarzy? Skąd?
    – Rozpoczyna pan wojnę z Polakami żydowskiego pochodzenia, a to na dobre panu nie wyjdzie.
    – Czyli pan mi grozi?
    – O nie, broń Boże. Ja tylko jestem pragmatykiem i wiem jakie jest życie.
    – I tu, panie marszałku, zgadzam się z panem. Doświadczyłem tego nieraz na sobie i nadal czuję tę wojnę, ta wojna dla Polaków jest bardzo trudna, bo na normalnej wojnie przeciwnik jest naprzeciw nas, a w tej – przeciwnicy są za plecami i z boku lub posługują się rękoma Polaków.
    – Panie Albinie, obaj jesteśmy ludźmi lewicy i powinniśmy się dogadać.
    – Owszem, czuję się panie marszałku, człowiekiem lewicy, ale nie tej, o której pan mówi i myśli. Jeśli pan SLD nazywa lewicą, to bardzo źle. Parę osób tam może i jest z lewicy, ale reszta to karierowicze. Przecież ja w czasach PRL jako członek Biura Politycznego i szef Komisji Skarg i Interwencji prowadziłem kilka dochodzeń ludzi którzy teraz są w kierownictwie SLD, i gdyby nie zmiana ustroju, to oni siedzieliby dzisiaj w więzieniu. W moim odczuciu, panie marszałku – kierownictwo SLD nie prowadzi partii drogą lewicy tylko wepchnęło partię, nie pytając się nikogo o zgodę, na drogę libertynizacji. I z tą lewicą nie chcę mieć nic wspólnego. Na tej płaszczyźnie nie znajdziemy wspólnego języka.
    – Czyli co? Nie wyrazi pan zgody na korektę i propozycję?
    – Nie, nie wyrażę i oczekuję, że pan znajdzie w mojej książce te fakty, przy których minąłem się z prawdą i zaprosi mnie, by mnie przekonać, iż napisałem nieprawdę.
    Ale więcej już mnie nie zaprosił.
    Natomiast miał rację, że rozpoczynam wojnę z Polakami żydowskiego pochodzenia. Ilekroć zaproszono mnie na spotkania z ludźmi i jeśli tylko dowiedzieli się z Gazety Wyborczej, że takie spotkanie ma się odbyć, to zjawiali się dziennikarze, żeby jak tylko można skompromitować mnie i opisać w jak najgorszym świetle. Wtedy wszystkie chwyty są dozwolone.
    W styczniu 2007 r. w Domu Kultury przy Działdowskiej odbyło się takie spotkanie. Pełna sala, ludzie ciekawi wielu spraw zadają pytania. Co parę minut słyszę oklaski świadczące, że trafnie oceniam sytuację. Ale przed spotkaniem podszedł do mnie starszy człowiek i mówi:
    – Panie Siwak, mam syna kalekę, który ma ataki i wtedy dziwnie się zachowuje, wypręża się, ściska ręce i zamyka oczy na chwilę, ale bardzo chciał pana posłuchać. Czy może usiąść bliżej pana? Mówię, że tak i człowiek siada obok z synem. Rzeczywiście w ciągu dwóch godzin raz go ten atak złapał, a reporter z aparatem cały czas czekał obok. Gdy człowiek wyprężył się i zamykał oczy dziennikarz zrobił zdjęcie i na drugi dzień w Gazecie Wyborczej znalazłem zdjęcie podpisane:
    „Towarzysz Siwak mówił byle co i ludzie spali na jego spotkaniu.”
    A jak starali się zakłócić spotkanie! Doprowadzili do tego, że ludzie zagrozili, iż jeśli się nie uspokoją, to wyrzucą ich siłą z sali. Najgorsze jest to, że to Polacy wysługują się polskojęzycznym redakcjom.
    Ewa Drzyzga zaprosiła mnie do Krakowa na program. Program zdecydowano się nagrać i puścić, gdyż badanie opinii społecznej wykazało, że siedemdziesiąt dwa procent Polaków tęskni za czasami PRL-u. I o tym pani Ewa na samym początku mówiła. Ja byłem w roli tzw. eksperta. Zawsze w takim programie muszą być też ludzie, którzy mają inny punkt widzenia w tej sprawie. W studiu siedzieli – pan profesor historyk i pani profesor socjolog. Ich zadaniem było obrzydzenie okresu PRL. I gdy pani Ewa zaczęła wyliczać te fakty, które świadczyły o tym że w tym czasie miliony młodych Polaków, ludzi z wiosek zdobyły wyższe wykształcenie, że biedni otrzymywali mieszkania, że wczasy i sanatoria były za darmo i to co roku, – pan profesor przerwał i powiedział:
    – Owszem tak było, ale jako człowiek z wyższym wykształceniem wstydzę się tego okresu, gdyż tacy ludzie jak pan Siwak, nie posiadający wykształcenia nie tylko sprawowali władzę, ale byli nawet w dyplomacji. Byli członkami światowej federacji związków zawodowych. Reprezentowali Polskę ludzie ciemni i bez wykształcenia. I ja sobie nie życzę żyć w takim kraju, gdzie ludzie na takim poziomie rządzą i reprezentują Polskę.
    Wszystkie oczy zwrócono na mnie, bo to co mówił było czytelne i dokładnie przeciw mnie wymierzone. Przerywam mu i pytam:
    – Czy pana wrażliwość człowieka wykształconego i inteligenta nie nasunęła panu pytania, że prezydentem może być elektryk (Wałęsa), ministrem stanu kierowca (Wachowski), prezesem NFZ stolarz, a też za dyplomację wzięli się ludzie, którzy przespali się na styropianie i to sprawia, że na pewno się do tego nadają? Ale to ludzie z pana opcji politycznej, więc oni oczywiście wstydu Polsce nie przynoszą. A czy pan profesor wie, że nim wybrano mnie na członka Światowej Federacji Związków Zawodowych, to od 1950 do 1980 roku przeszedłem wszystkie funkcje społecznie – w związkach, aż do wiceprzewodniczącego zarządu głównego? I wszystkie wybory były tajne, a w tym czasie nie byłem członkiem partii. Jak pan myśli, durnia wybierali?
    Owszem, pytanie pana profesora poszło w telewizji, ale już mojej odpowiedzi nie puścili. Pan profesor poczuł się urażony i jak mówią, walnął w odwecie z grubej rury:
    – Przecież nie wyprze się pan, że pana partia odpowiada za liczne zbrodnie w Polsce?
    – Tak, ma pan profesor rację. Zbrodnie były straszne i dużo ich było. Ale kto je robił? W Niemczech 3 października 2003 roku odbył się zjazd historyków niemieckich w miejscowości Newhoof koło Fuldy. Profesor Martin Hofman, zabierając głos na tym zjeździe, powiedział: – Uznaję Żydów za sprawców komunistycznych zbrodni. Są liczne na to dowody, że wymordowali od czasu rewolucji do upadku muru berlińskiego miliony ludzi. Tak w czasie rewolucji, jak i w całym okresie sprawowania władzy.
    Profesor Hofman przypomniał, że w 1919 roku prezydent Stanów Zjednoczonych Woodrow Wilson powiedział, że rewolucja w Rosji to czysto żydowska rewolucja. Mówił to profesor Hofman na zjeździe zjednoczeniowym Niemiec i może pan to sobie sprawdzić.
    A w Polsce MSW było całkowicie opanowane przez Żydów i też może pan profesor to sprawdzić. Więc kto mordował i przelewał polską krew?
    I tu też majstersztyk polskiej telewizji. Bo idą moje słowa:
    „Tak ma pan profesor rację. Zbrodnie były straszne i dużo ich bylo”. I na tym koniec! Dalszej wypowiedzi nie puścili.
    Czyli przyznałem rację profesorowi.
    Pada niespodziewane pytanie pani Ewy do mnie: „Pan był przecież w najwyższych władzach. Czy chciałby pan powrotu PRL-u?”
    Odpowiadam, że nie chciałbym. Nie chciałbym żeby znów mordowano ludzi za to, że są Polakami. Nie chciałbym żeby wszystkie stanowiska najważniejsze obsadzone były przez Żydów. Ale chciałbym powrotu do czasu, kiedy szanowano i ceniono ludzi pracy. Chciałbym dojść do polskiego jeziora po polskiej ziemi, a nie godzić się z sytuacją, że nowobogaccy wykupili i zagrodzili dostęp do wody.
    I tu też piękna techniczna manipulacja. „Czy chciałby pan powrotu PRL-u?” Odpowiedź: „Nie chciałbym”. Tego co mówiłem dalej już nie puścili.
    A podobno komuna miała straszną cenzurę. Owszem przyznaję, teraz więcej wolno, ale wyłącznie dobrze o Żydach.
    10 kwietnia 2007 roku o godzinie 9.25 w TVN 24 redaktor Mieczugow rozmawia ze znanym działaczem i politykiem Romaszewskim. Temat: lustracja dziennikarzy. Dlaczego tak się upierają dziennikarze, ubolewa pan Romaszewski, i dodaje:
    – No nie można być świnią. Jeśli się było za czasów komuny współpracownikiem MSW to teraz należy się przyznać i ponieść tego konsekwencje. I podaje taki przykład:
    W Ameryce też był czas lustracji i ludzie popierający komunistów musieli ponieść konsekwencje. Ale była też wtedy część ludzi, która nie dała się zlustrować. I jakie były tego skutki? A no takie, że komuniści rosyjscy mieli dostęp do tych, którzy nie dali się zlustrować i to oni przekazali tajemnice bomby atomowej ruskim.
    I tu Romaszewski świadomie kłamie, gdyż na ten temat kto i komu przekazał tą tajemnicę było setki artykułów w prasie, dziesiątki audycji w telewizji oraz wiele było i jest książek, które to szczegółowo opisują. I taki rozgarnięty polityk musiał to słyszeć i czytać. Ale woli uniknąć prawdy. Fakty historyczne nie są takie jak próbuje gojom wmówić Romaszewski. Tajemnicę bomby atomowej przekazało Żydom radzieckim małżeństwo żydowskie Rozenbergów. I to nie Rosjanom, a Berii i jego ludziom. Chcieli tak umocnić radzieckich Żydów, żeby Beria był najważniejszą osobą w państwie. Wielokrotnie telewizja pokazywała Rozenbergów i gdy dostali oboje karę śmierci, to chciano im zamienić i zmniejszyć karę, ale pod warunkiem, że powiedzą komu i jak konkretnie przekazali tą tajemnicę. Byli już skazani na komorę gazową i oczekiwali na wykonanie wyroku śmierci. W celi więziennej mieli aparat telefoniczny specjalnie dla nich tam zainstalowany. Wystarczyło tylko podnieść słuchawkę i powiedzieć, że chcą mówić. Gdyby powiedzieli – komu konkretnie dali plany bomby atomowej, to zostaliby ułaskawieni. Chciano zmienić im wyrok śmierci na wieloletnie więzienie. Dobrowolnie oboje wybrali jednak śmierć. Interes Żydów na świecie był ważniejszy niż ich życie. A pan Romaszewski wmawia nam, że z powodu nie dokończonej lustracji w Ameryce ujawniono tę tajemnicę.
    Poseł Jan Lityński też całe lata mówił prawdę. Mówił, że oczywiście jest Polakiem i wszyscy, którzy mówią inaczej to kłamcy. Aż tu naraz w telewizji na forum siedzi ośmiu polityków, a wśród nich jest pan Lityński. Temat rozmowy to antysemityzm Polaków. I nagle pan Komorowski mówi:
    – Nie jest tak jak staracie się wmówić, jacy to Polacy są źli dla Żydów, bo żywym i namacalnym przykładem jesteś ty, Janek. Gomułka cię zdegradował ze stopnia oficera, a teraz przywrócono ci ten stopień i jesteś nawet posłem pomimo, że jesteś Żydem.
    A ile lat przysięgał, że nie jest Żydem?!
    Drugi przypadek to Ludwik Dorn. Też z krwi i kości Polak. A w „Angorze” i paru innych gazetach w marcu 2007 r. pokazują zdjęcia jak Dorn dał się ochrzcić i teraz to on jest stuprocentowym Polakiem.
    Nie słyszałem, żeby pani Waltz, obecna prezydent Warszawy, wniosła do sądu sprawę przeciwko Wałęsie. A Wałęsa zdenerwowany, że wyrosła mu przeciwniczka do prezydentury, publicznie powiedział: – Dopiero co przeszła na naszą wiarę i jeździ na każdą mszę świętą. Myśli, że Polacy nie wiedzą kim ona jest.
    Można by nie setkami, a tysiącami podawać takie przykłady.
    Te bezczelne kłamstwa są groźne, bo Żydzi liczą na to, że młode pokolenie Polaków nie znające historii ostatniego wieku uwierzy w to, co oni wciskają im do głowy. Mimo że jeszcze żyją ludzie, którzy sami widzieli okres przed 1939 rokiem i okupację hitlerowską oraz obozy zagłady. Widzieli kto kogo mordował.
    Mamy liczne dowody na to, że Żydzi na Zachodzie, szczególnie w Ameryce, starają się historię napisać po swojemu. I wynika z niej, że Polacy byli mordercami Żydów. Ile to razy władze w Polsce biły na alarm, gdy prasa amerykańska pisała artykuły o tym, że w Polsce – Polacy mordowali Żydów.
    W archiwach są jeszcze dostępne materiały z okresu drugiej wojny światowej. W kwietniu 1942 roku organ polskich Żydów w getcie warszawskim „Żagiew” napisał: „Po wojnie stanie się koniecznością pociągnięcie do odpowiedzialności wszystkich Żydów z Kresów Wschodnich splamionych prosowiecką kolaboracją, w wyniku której Sowieci wymordowali dziesiątki tysięcy Polaków”.
    A Hugo Steinhaus, słynny matematyk, pisze: „W Wilnie Żydzi całowali wjeżdżające czołgi radzieckie i wydawali Polaków NKWD na pewną śmierć”.
    We Lwowie Żydzi nosili trumnę z napisem: „Polska umarła” i tańczyli, i śpiewali.
    Adolf Kołodziej opisał taką oto scenę:
    Przez miasteczko Białozorze pędzono polskich jeńców. Miasteczko w trzech czwartych żydowskie znajdowało się tuż przy Krzemieńcu. Kolumna polskich jeńców była opluwana i obrzucana kamieniami, a Żydzi idący obok jeńców krzyczeli: „Wy, polskie świnie, chcieliście Polski od morza do morza, teraz od rzeki do rzeki nawet jej nie macie. Zdejmijcie te koguty z czapek”. Wyciągnięto z kolumny oficerów i generała. Deptano i pluto na czapki z polskim orłem. Konwojenci śmieli się i nie bronili jeńców.
    Gdzie o tym można przeczytać? – „Dzieje prawdziwe” autorstwa Adolfa Kołodzieja. Autor pisze dalej, że po zdobyciu Lwowa przez Armię Czerwoną Żyd podpułkownik Jusimow wraz z innymi Żydami wymordował ponad czterdziestu polskich studentów.
    Cała Polska oglądała w telewizji, jak papież Jan Paweł II modlił się na cmentarzu radzymińskim. Słuchaliśmy co mówił o poległych. Obok stali i czuli się dobrze ludzie władzy – Żydzi. Nawet jak trzeba to robili znak krzyża. A co zrobili ich bracia, gdy Polacy walczyli pod Ossowem i w Radzyminie?
    Jest w Bibliotece Narodowej książka „Dzieje Polski” autorstwa Wacława Sobieskiego, dotyczy właśnie walk o Radzymin i Ossów. Możemy w niej przeczytać: „Generał Szeptycki napisał raport do naczelnego wodza Piłsudzkiego tej treści: „Żydzi pod Radzyminem unikają walki. Mieliśmy wczoraj akt zdrady. Cały batalion z uzbrojeniem poszedł do bolszewików. Namawiają Polaków, żeby nie strzelali do czerwonoarmistów, a gen. Sosnkowski napisał długi raport, że w pierwszych dniach walk pod Radzyminem do 12 sierpnia 1920 r. ucieklo do ruskich 202 żołnierzy Żydów. A w następnych dniach 411 kolejnych Żydów ucieklo”.
    Obaj generałowie pisali o tym w raportach, a autor „Dziejów Polskich” Wacław Sobieski podsumował, że razem uciekło 1,585 żołnierzy żydowskich. Oto jak bronili kraju, który przygarnął ich, gdy inne kraje wyrzucały ich od siebie. Obecnie podnoszą lament i wrzask na świecie, ale i w Polsce też, że Polacy to antysemici i nienawidzą Żydów.
    Profesor Richard C. Lukas pisze, że współpraca Żydów z radziecką bezpieką, w czasie zajęcia ziem polskich na wschodzie, spowodowała – że Polacy znienawidzili Żydów. Profesor Lukas podkreśla, że Żydzi sami sobie są winni, bo organizowali antypolskie dywersje we wrześniu 1939 roku. Atakowali wojsko polskie w wielu miejscowościach – w miejscowościach Grodno, Brzostowica, Indora, Jeziora, Izbica, Uściłąg, Kołomyja, Bożyszcze, Zborów Wołkowyjsk, Dzięcioł, Ostryna i wielu innych. Strzelano nie tylko do żołnierzy, ale i do ludności cywilnej.
    Profesor Richard C. Lukas, historyk i świadek tych wydarzeń opisuje wstrząsające sceny: „Ofiary liczono w tysiącach, a kogo Żydzi nie zastrzelili, to zaraz po wkroczeniu Armii Czerwonej odnajdywali go i oddawali w ręce NKWD”. Tenże historyk opisuje ohydne sceny mordowania polskich duchownych w wyżej wymienionych miejscowościach. Bezczeszczenie krzyża i monstrancji z hostią.
    Przecież to jest nasza polska martyrologia i historia. Ale kto o tej historii będzie pamiętał? Gdzie młodzież dostanie książki o tej tematyce? Zrobienie obecnie filmu lub napisanie i wydanie książki napotyka na ogromne trudności i przeszkody. Chyba nie zrobi tego Agnieszka Holland – Polka żydowskiego pochodzenia. Ona owszem robi filmy w których gloryfikuje Żydów, bohatersko walczących z faszyzmem. Jeszcze trochę to młodym wmówią, że to oni byli zwycięzcami wojny.
    17 listopada 2006 roku w programie pierwszym telewizji był wywiad z autorką wielu wartościowych książek panią Anną Bojarską. Oto co powiedziała: „Jestem na czarnej liście i nie wolno o mnie pisać recenzji. Na tej liście jestem obok Albina Siwaka, o którym tylko źle można pisać. Na tej liście są ludzie, którzy mieli odwagę napisać prawdę o Żydach”.
    W tej samej audycji udział brał Ryszard Filipski, znany aktor. Znany też z tego, że miał odwagę mówić o Żydach prawdę. Nie będę przytaczał dlaczego wiele lat był na banicji w Bieszczadach jako rolnik. Jeszcze za Polski Ludowej znałem go i często z nim rozmawiałem. I w tej audycji w telewizji powiedział, że obecnie w Polsce nie można zrobić żadnego filmu patriotycznego, gdyż nikt na to nie pozwoli. Nie dadzą pożyczki w banku na film, a bez pożyczki nikt nie zrobi filmu. Ale Polański, Holland i paru innych reżyserów, otrzymuje bez trudu każdą sumę, jaka jest im potrzebna na realizację filmu. Owszem – mówi Filipski, w telewizji podpowiadali mi:
    „Zrób pan film o żydowskiej kulturze, o Holocauście, to otrzymasz pan na to pieniądze. Ale polski patriotyzm to prawie jak nacjonalizm i na to pieniędzy pan nie dostanie”.
    Jest taka fundacja, która sponsoruje produkcję filmu. To Fundacja Batorego. Ale głos decydujący komu i na jaki film przyznać fundusze – należy do Bieleckiego, Suchockiej, Geremka i Bartoszewskiego. Ta fundacja daje olbrzymie pieniądze, ale na filmy antypolskie, takie które ośmieszą polską kulturę, a szczególnie religię rzymskokatolicką i duchowieństwo. Filipski kończy występ w telewizji słowami:
    „Trzeba by najpierw tych co rządzą i decydują ewangelizować, ale i tak wyszedłby z tego Żyd”. Dorn dał się ewangelizować, zobaczymy co z farbowanego lisa wyjdzie.
    Teresa Torańska robiła parę razy ze mną reportaże, niektóre dość obszerne. Ale i ona, i jej ekipa dwoiła się i troiła, jakby mnie przygwoździć i skompromitować. Widziałem ile trudu wkładają w to, aby przyłapać mnie na czymś, co by mnie w oczach ludzi ośmieszyło i skompromitowało. Jakby filmu było mało, to pisała też do prasy artykuły o mnie. Zawsze wychodziłem w jej artykułach jako człowiek prymitywny, niedouczony i tępy.
    – Widzi pan – mówiła – o Wałęsie jest film „Człowiek z żelaza”, a o panu można nakręcić film „Człowiek z pustaków”.
    – Pani Tereso, po mojej trzydziestoparoletniej pracy w budownictwie zostały trwałe i liczne ślady. To tysiące mieszkań, gdzie mieszkają nie tylko moi przyjaciele i Polacy, ale i moi przeciwnicy i Żydzi. To jest moja duma i chluba tak jak i moich kolegów. Po takich dziennikarzach, jakimi wy jesteście, zostanie pusty śmiech pokoleń. A czy miałem rację oceniając źle poszczególne ekipy i formacje polityczne? Świadczy o tym dzisiejszy stan Polski i jest to uczciwa ocena.
    Mnie, ciemniakowi nie zdarzyło się nigdy to, co zademonstrowali bracia Kaczyńscy. Oto polski prezydent, składając wizytę w innym kraju, marynarkę zapiął o dwa guziki wyżej. Jak wyglądał? Polacy mieli okazję zobaczyć to sami. Albo scena, kiedy podaje papieżowi kwiaty korzeniami do góry.
    A podczas jego wizyty w Izraelu, gdy oficjalnie przemawia i cała sala ludzi słucha i patrzy, a telewizje transmitują to na cały świat, dzwoni mu w kieszeni komórka. Prezydent wyciąga ją i przez długi czas nie potrafi wyłączyć. Dopiero jego żona podbiega, odbiera aparat z jego rąk i wyłącza go. A w Polsce za parę minut w „Wiadomościach mówią: „Czy nie ma w otoczeniu ludzi, którzy by go nauczyli obsługi telefonu?”.
    Na jednej z uroczystości Prezydent idzie wraz z generałem przed Kompanią Reprezentacyjną i co? Ano to, że gdyby go nie zatrzymał idący obok generał to poszedłby hen daleko, być może w pole.
    Nawet takie problemy jak nadanie statusu miejscu, gdzie ginęli Polacy w czasie okupacji jest trudne, a może i nieosiągalne. Na przykład, pod Łodzią w Konstantynowie zginęło z wyczerpania bardzo dużo Polaków, ale nie było tam Żydów. Gdyby tam zginęli Żydzi to byłby to obóz koncentracyjny. Ale nie było ich tam i satysfakcji Polakom nie damy. Pani Marianna Grynia walczy od lat, żeby uznano miejsce za obóz koncentracyjny, gdyż w latach okupacji siedziała w tym obozie i widziała jak ginęli tam ludzie. Ginęli z głodu, zimna i brudu. Mężczyźni, ale i kobiety z dziećmi oraz starcy. Dziś wielu urzędników, od których zależy przyznanie statusu obozu zagłady mówi, że za mało tam ofiar, jak na obóz zagłady. Ale ci sami urzędnicy, gdy Żydzi załatwiają to, by upamiętnić miejsce, gdzie zginęło paru z nich, na wyścigi robią tak, jak Żydzi chcą. Ale w Konstantynowie byli tylko Polacy.
    Obecnie kolejne rządy wcale się nie kryją, że przyznają duże pieniądze na renowację żydowskich cmentarzy. Na odbudowę synagog i bożnic. W miejscach, gdzie Żydzi ginęli muszą być tablice i kwiaty. Są już ogłoszone projekty, że w Warszawie wybuduje się wielki kompleks muzealno-pomnikowy i zajmie on duży teren. Czy będzie zbudowany za polskie pieniądze? Oczywiście, że tak. Tysiące cmentarzy polskich patriotów różnych formacji, które toczyły walkę na śmierć i życie, zarastają krzaki i trawa. Setki miejsc kaźni Polaków zarosła trawa.
    Zatracamy tożsamość narodową, pozwalamy pisać historię naszym katom. W dodatku godzimy się na to za judaszowe pieniądze i awanse. Żydzi, zrobią to rękoma Polaków. Ja często podziwiam spryt i przewrotność Żydów. Potrafią tak odwrócić kota ogonem, że ludzie w to wierzą.
    W latach 1980-88 powstał w MSW zespół ludzi do sprawdzenia pochodzenia narodowego około 1700 osób. Ten zespół był oczywiście nielegalny, powołany bez wiedzy i akceptacji ze strony Kiszczaka i Jaruzelskiego. Wybrano i zaprzysiężono grupę ludzi sprawdzonych i wiernych idei, jaka przyświecała inspiratorom tego pomysłu. Przez dwa lata grupa pracowała dobrze i miała już dużą ilość materiału. Sięgano nie o jedną zmianę nazwiska do tyłu, lecz o dwie, gdyż np. wałbrzyski komitet centralny Żydów zalecił dwa razy zmieniać nazwiska. Praca była mozolna i trudna, ale wykonalna.
    I jak to w życiu bywa, czasami zwykły przypadek może pokrzyżować plany. Praca była prawie na ukończeniu, ale grupa oficerów postanowiła sprawdzić również Jaruzelskiego. Wiadomo przecież, gdzie żyli Jaruzelscy przed wojną i tam też pojechali sprawdzić. Trzech oficerów pokazało oficjalnie proboszczowi swoje legitymacje służbowe i poprosili go o księgi gdzie odnotowano wszystkie chrzty. Ksiądz od pierwszej chwili okazał się bardzo usłużny i przyjazny. Na dowód powiedział: – Ja panowie pomagam już wiele lat waszej firmie i wymienił nazwisko oficera prowadzącego. Mam do panów dużą prośbę. Otóż ja przewodniczę tu paru różnym komitetom. Od budowy wodociągów do budowy drogi. A ostatnio gazyfikujemy gminę, ale nie możemy kupić rur. Skoro ja panom pomagam to i wy pomóżcie mnie. Załatwcie mi te rury do gazu. I tu wpadł jeden z oficerów na pomysł, jak księdzu pomóc, samemu się nie dotykając do tej sprawy.
    Jest w Komitecie Centralnym taka komisja co to załatwia i podał moje nazwisko i funkcję. – Jak ten ksiądz przeszedł tych co pilnują wejścia – nie wiem. Fakt, że znalazł się w środku gmachu KC. Traf chciał, że szedł korytarzem Czyrek, który nie mógł wyjść z podziwu, że ksiądz chodzi po gmachu i zagląda do gabinetów. Zatrzymał go i pyta co tu robi. Ksiądz szczerze powiedział, że szuka Siwaka, bo ten podobno może załatwić rury. – A kto to księdzu powiedział? – spytał Czyrek? A trzej oficerowie co sprawdzali akta urodzeń u mnie w parafii. I tak sprawa się wydała. Dobrze, że ksiądz nie spisał sobie legitymacji, a nazwisk oficerów nie pamiętał.
    No i przyszedł do mnie, ja nie byłem nigdy sam. A ksiądz już od progu powiada, że popiera ustrój i że współpracuje z MSW. Przerwałem mu i mówię, żeby wyszedł na korytarz. Na korytarzu mówię mu, że nie wolno mu nikomu o tym mówić, że współpracuje z MSW.
    – A ja myślałem, że panowie to jakby jedna wielka firma i wszystko o sobie wiecie – usprawiedliwiał się ksiądz.
    – To nieprawda, są różne formacje polityczne, które zaraz to wykorzystają. Rury mu załatwiłem, bo to przecież dla ludzi robił, a nie dla siebie.
    Grupa oficerów musiała na tym zakończyć, gdyż Czyrek spowodował trzęsienie ziemi w MSW. Teraz jeden drugiego śledził. Ale duży dokument w formie książeczki zrobili. Było w tym dokumencie 1700 nazwisk z rodowodem dokładnie sprawdzonym.
    I tu Żydzi zadziałali bardzo chytrze. Wydali taką samą książeczkę. Taki sam papier i czcionkę. Te same symbole w tytule. Ale zawierał już nie 1700 nazwisk, a 2500. Wsadzili między Żydów – rdzennych Polaków.
    Osobiście znałem wielu z tych nowo umieszczonych w tej broszurze. Słusznie wykombinowali, że ludzie tam umieszczeni wściekną się i będą chcieli to wyjaśnić. I o to właśnie chodziło. Druga sprawa to fakt, że wielu posiadaczy tej żydowskiej broszury zareagowało w taki sposób: „To niewiarygodna książka, bo są tu Polacy też zapisani”. Czyli suma summarum, jak mówią, zrobili tak, że ludzie nie wierzyli w ten spis i przestali się interesować sprawą uważając, że jest to kłamstwo i oszczerstwo. Kto by na to wpadł, że właśnie tak trzeba zrobić. Nawet sam H. Pająk, autor wielu książek, korzystał z tej fałszywej broszury. […]
    […] Norman Davies w swojej książce „Orzeł biały i czerwona gwiazda” pisze: „Zbierając materiał do książki musiałem rozmawiać z dużą ilością świadków zdarzeń, które opisuję. Prawdą jest, że Żydzi kolaborowali z NKWD. Prawdą jest, że masowo wstępowali do tej organizacji, która dokonała największego ludobójstwa w Rosji i w Polsce. Prawdą jest również, że każdy Żyd, z którym o tym rozmawiałem przekręcał fakty i wybielał Żydów”.
    W swojej przedmowie Norman Davies opisuje, jak odszukał dwóch Żydów w Izraelu, którzy zostali sfotografowani przy egzekucji Polaków na Kresach. Mówi im, że to niepodważalne, że to właśnie oni są na zdjęciu.
    Ale oni idą w zaparte. A nazwiska i imiona nie są wasze? Nasze, ale ktoś na złość nam mógł podać nasze nazwiska. – No, ale na zdjęciach widać, że to wy. – A bo to nie ma podobnych ludzi do siebie na świecie – mówili. – No dobrze, a co powiecie na to, i wyciągnął kserokopię ich podpisów na listach do wywózki ludzi na Wschód i porównał z ich aktualnymi podpisami. Pierwsza ich reakcja to pytanie, kto pozwolił sprawdzić ich podpisy w Izraelu. Potem stwierdzili, że to są oczywiście podrobione podpisy i więcej rozmawiać nie będą.
    Norman Davies opisuje również wojnę 1920 r. Pisze, że oficer nadzorujący zakładanie drutu kolczastego przez oddział złożony z Żydów zauważył, że utopili oni w stawie parę ton tego drutu, a zasieki, które zbudowali, dziecko mogłoby gołymi rękoma zdjąć. Złożył oficjalny raport, że Żydzi sabotują pracę, jaką im rozkazem się nakazuje. Walczyć na pierwszej linii też nie chcą. Oni robią wszystko, żeby bolszewicy zdobyli Warszawę – zakończył swój raport.
    Inny oficer złożył meldunek do generała Szeptyckiego, że w nocy Żydzi uszkodzili kilka działek i parę wozów z taboru zaopatrzenia. Złapani na gorącym uczynku mieli być przewiezieni do Warszawy do sądu. Ale inni Żydzi otworzyli areszt i wypuścili, po czym wszyscy uciekli do bolszewików. Chyba autora „Orła białego i czerwonej gwiazdy” nie można posądzać o fałsz i kłamstwo. Ale tych faktów i wielu innych epizodów z obrony Warszawy nasi przywódcy nie przytoczą. Wybiorą wyłącznie te, które im pasują do ich wersji obrony Warszawy…
    http://wiernipolsce.wordpress.com/2010/12/03/albin-siwak-bez-strachu/

  13. Fan Marka Borowskiego said

    TOM I [CZĘŚĆ IV]
    Rozdział XIX
    W SEJMIE I W ŻYCIU

    Zadzwonił telefon i miły głos kobiecy zapytał: Czy pan Albin Siwak?
    – A kto pyta?
    – Jestem sekretarką marszałka Sejmu [ Marka Borowskiego vel Bermana – przyp.moj]
    Pan marszałek zaprasza pana do siebie na rozmowę. Przyślemy po pana samochód, tylko kiedy pan może do nas przyjechać?
    – Czyżby pan marszałek chciał dostosować swój drogocenny czas do czasu emeryta? – spytałem.
    – Tak to bardzo ważne dla pana marszałka i dostosuje się do pana możliwości – odparła miła pani z kancelarii.
    – W takim razie jutro proszę przyjechać. Chętnie spotkam się z pani szefem – odpowiedziałem.
    Następnego dnia był 9 października 2004 r. Kierowca i ochroniarz stawili się punktualnie z gotową już przepustką nr 49666.
    Przeprowadzono mnie przez wszystkie bramki i kontrole, aż do sekretariatu marszałka. Ten sam miły głos poprosił mnie, żebym usiadł i poczekał parę minut, gdyż pan marszałek jeszcze prowadzi obrady Sejmu, ale zaraz się one kończą i pan marszałek przyjdzie. Rzeczywiście za parę minut marszałek wszedł i z daleka wyciągnął rękę na powitanie:
    – Tyle lat, panie Albinie, nie widziałem pana.
    – Ja również. Pan marszałek z młokosa wyrósł na poważnego człowieka i w dodatku na marszałka.
    – Nim usiądziemy u mnie na rozmowę to pragnę panu coś pokazać – oświadczył marszałek.
    Wyszliśmy na korytarz i na końcu korytarza otworzył drzwi, mówiąc:
    – Proszę spojrzeć, to setki książek pisarzy lewicowych, a pana książek, panie Albinie, tutaj nie ma.
    – Dlaczego? – spytałem.
    – Właśnie o tym chciałem z panem rozmawiać.
    Wróciliśmy do jego gabinetu i z szuflady biurka wyjął moje trzy książki. Zauważyłem, że jedna z nich ma zakładki, To „Trwałe ślady”. Trzymał ją w ręku i mówił:
    – Myśmy się spodziewali, że któryś z profesorów byłego Biura Politycznego napisze taką właśnie książkę, ale oni milczą. Okazało się, że nie profesor a robotnik napisał, i to pięknie, o odbudowie Warszawy i Polski. Wiernie oddał pan atmosferę tamtych lat i ofiarność ludzi oraz zapał budowlanych. Piękna to książka, ale po co na Boga powywlekał pan ludzi pochodzenia żydowskiego i to w negatywnych opisach i sytuacjach. Ta bardzo dobra książka została spaskudzona historiami o Żydach.
    Otworzył książkę w miejscu, gdzie była zakładka i mówi:
    – Do tego miejsca jest to piękna książka, ale dalej mija się pan z faktami i prawdą. I ja chcę uratować pana książkę, bo podkreślam, że to piękna historia. Ile pan już egzemplarzy wydał?
    – Nie muszę panie marszałku mówić ile, to wyłącznie moja sprawa.
    – Myśmy dzwonili do wydawcy, ale oni też nie chcą mówić ile pan wydał.
    – Ja jestem pewien, że dzwoniliście do kilku wydawców, gdyż rezygnowali z wydania mojej książki, a nawet byli wystraszeni. Do tej pory tylko się domyślałem, teraz już jestem pewien komu to zawdzięczam.
    – Nie, nie, panie Albinie, pan jest w błędzie. Żadnych trudności panu nie robiliśmy, tylko chcieliśmy wiedzieć jak dużo pan wydaje tych książek. I ja mam dla pana konkretną propozycję. Bo domyślam się, że wydał pan ją za własne pieniądze, których na pewno panu brakuje. Otóż ja panu daję taką szansę i możliwość: możemy wydać tę pana książkę. My zrobimy tylko korektę, odrzucimy te wątki związane z Polakami pochodzenia żydowskiego. Damy panu dwa złote od egzemplarza i wydrukujemy pięćdziesiąt tysięcy sztuk. Ja podpiszę czek na sto tysięcy, a pan dla mnie upoważnienie do korekty. My wydrukujemy i rozprowadzimy ją po kraju. No co jest zgoda?
    – Nie ma zgody i nie będzie. Pan chce zrobić ze mnie kurwę, która się sprzedaje. Przecież ludzie czytają tę książkę. Nawet Polacy żyjący w Ameryce i Kanadzie kupili ją do swoich bibliotek.
    – A w Polsce?
    – W Polsce też rozeszła się po kraju. I pan teraz chce, żebym się z tego co napisałem wycofał? To niemożliwe i ja tego nie zrobię. Całe dziesięciolecia pracowałem na swoje nazwisko i nie będę go plugawił. Powiedział pan, panie marszałku, że minąłem się z prawdą i faktami. Proszę mi tu i teraz pokazać z którymi.
    Długo się zastanawiał i wreszcie mówi tak:
    – Musiałbym usiąść i wynotować fakty i nazwiska. Tak od ręki tego nie powiem, ale moi znajomi czytali pana książkę i mówią, że to nie prawda co pan o Żydach napisał.
    – Więc jestem gotów ponownie do pana przyjechać, jak pan sam przeczyta i zapisze, o jakie sprawy i o jakich ludzi chodzi. A pana rodacy, panie marszałku, do niczego się nie przyznają. Czy pan na przykład poczuje się odpowiedzialny chociaż moralnie za swego stryja Jakuba Bermana? Za to wszystko co zrobił Polsce? A za ojca? Powie pan, że dzieci nie mogą odpowiadać za czyny swoich rodziców, bo taką wersję uknuliście i puściliście w obieg.
    – To co pan myśli, panie Albinie, to są kłamstwa! To polityczni przeciwnicy wymyślają takie wersje, żeby zaszkodzić nam. Zaręczam panu, że nasłuchał się pan kłamstw, panie Albinie.
    – Panie marszałku! Ja znałem Gierka jak był pierwszym sekretarzem w Katowicach. I Zientka jak był wojewodą. Pana stryj Jakub Berman po śmierci Stalina przyjechał do Katowic i mówi: – Macie nazwać Katowice Stalinogradem. A jednak odmówili. Tak Gierek, jak i Zientek powiedzieli „nie”, a wtedy pana stryj nakazał im wszystkim, a chodziło o egzekutywę wojewódzką i radę przy wojewodzie: – Macie się podać do dymisji. To był partyjny rozkaz.
    A województwo katowickie dobrze wtedy gospodarzyło. Budowali więcej mieszkań niż wynosiła w Polsce przeciętna. I o wiele więcej dróg. Gdyby ci ludzie oddali te pieniądze w inne ręce, to Katowice by tego nie miały. Nie miałoby województwo tylu pięknych parków kultury, takich nowoczesnych i dobrze wyposażonych szpitali i przychodni zdrowia. I wielu, wielu pięknych budowli użyteczności publicznej, których brakowało w całej Polsce. I był problem, czy z honorem się podać do dymisji, czy też schować honor do kieszeni i robić swoje.
    Nazwali Katowice tak, jak pański stryj zażądał. A jakie uprawnienia dał bratu Michnika, Stefanowi to pan na pewno wie. Dziś dorabia się do tych zbrodni opinię że to komuchy robiły…
    W tym momencie mi przerwał:
    – Widzę, że się nie dogadamy, a szkoda, żeby taka dobra książka nie mogła być wydana w większej liczbie.
    – Skąd pan wie, panie marszałku, że nie będzie więcej egzemplarzy? Skąd?
    – Rozpoczyna pan wojnę z Polakami żydowskiego pochodzenia, a to na dobre panu nie wyjdzie.
    – Czyli pan mi grozi?
    – O nie, broń Boże. Ja tylko jestem pragmatykiem i wiem jakie jest życie.
    – I tu, panie marszałku, zgadzam się z panem. Doświadczyłem tego nieraz na sobie i nadal czuję tę wojnę, ta wojna dla Polaków jest bardzo trudna, bo na normalnej wojnie przeciwnik jest naprzeciw nas, a w tej – przeciwnicy są za plecami i z boku lub posługują się rękoma Polaków.
    – Panie Albinie, obaj jesteśmy ludźmi lewicy i powinniśmy się dogadać.
    – Owszem, czuję się panie marszałku, człowiekiem lewicy, ale nie tej, o której pan mówi i myśli. Jeśli pan SLD nazywa lewicą, to bardzo źle. Parę osób tam może i jest z lewicy, ale reszta to karierowicze. Przecież ja w czasach PRL jako członek Biura Politycznego i szef Komisji Skarg i Interwencji prowadziłem kilka dochodzeń ludzi którzy teraz są w kierownictwie SLD, i gdyby nie zmiana ustroju, to oni siedzieliby dzisiaj w więzieniu. W moim odczuciu, panie marszałku – kierownictwo SLD nie prowadzi partii drogą lewicy tylko wepchnęło partię, nie pytając się nikogo o zgodę, na drogę libertynizacji. I z tą lewicą nie chcę mieć nic wspólnego. Na tej płaszczyźnie nie znajdziemy wspólnego języka.
    – Czyli co? Nie wyrazi pan zgody na korektę i propozycję?
    – Nie, nie wyrażę i oczekuję, że pan znajdzie w mojej książce te fakty, przy których minąłem się z prawdą i zaprosi mnie, by mnie przekonać, iż napisałem nieprawdę.
    Ale więcej już mnie nie zaprosił.
    Natomiast miał rację, że rozpoczynam wojnę z Polakami żydowskiego pochodzenia. Ilekroć zaproszono mnie na spotkania z ludźmi i jeśli tylko dowiedzieli się z Gazety Wyborczej, że takie spotkanie ma się odbyć, to zjawiali się dziennikarze, żeby jak tylko można skompromitować mnie i opisać w jak najgorszym świetle. Wtedy wszystkie chwyty są dozwolone.
    W styczniu 2007 r. w Domu Kultury przy Działdowskiej odbyło się takie spotkanie. Pełna sala, ludzie ciekawi wielu spraw zadają pytania. Co parę minut słyszę oklaski świadczące, że trafnie oceniam sytuację. Ale przed spotkaniem podszedł do mnie starszy człowiek i mówi:
    – Panie Siwak, mam syna kalekę, który ma ataki i wtedy dziwnie się zachowuje, wypręża się, ściska ręce i zamyka oczy na chwilę, ale bardzo chciał pana posłuchać. Czy może usiąść bliżej pana? Mówię, że tak i człowiek siada obok z synem. Rzeczywiście w ciągu dwóch godzin raz go ten atak złapał, a reporter z aparatem cały czas czekał obok. Gdy człowiek wyprężył się i zamykał oczy dziennikarz zrobił zdjęcie i na drugi dzień w Gazecie Wyborczej znalazłem zdjęcie podpisane:
    „Towarzysz Siwak mówił byle co i ludzie spali na jego spotkaniu.”
    A jak starali się zakłócić spotkanie! Doprowadzili do tego, że ludzie zagrozili, iż jeśli się nie uspokoją, to wyrzucą ich siłą z sali. Najgorsze jest to, że to Polacy wysługują się polskojęzycznym redakcjom.
    Ewa Drzyzga zaprosiła mnie do Krakowa na program. Program zdecydowano się nagrać i puścić, gdyż badanie opinii społecznej wykazało, że siedemdziesiąt dwa procent Polaków tęskni za czasami PRL-u. I o tym pani Ewa na samym początku mówiła. Ja byłem w roli tzw. eksperta. Zawsze w takim programie muszą być też ludzie, którzy mają inny punkt widzenia w tej sprawie. W studiu siedzieli – pan profesor historyk i pani profesor socjolog. Ich zadaniem było obrzydzenie okresu PRL. I gdy pani Ewa zaczęła wyliczać te fakty, które świadczyły o tym że w tym czasie miliony młodych Polaków, ludzi z wiosek zdobyły wyższe wykształcenie, że biedni otrzymywali mieszkania, że wczasy i sanatoria były za darmo i to co roku, – pan profesor przerwał i powiedział:
    – Owszem tak było, ale jako człowiek z wyższym wykształceniem wstydzę się tego okresu, gdyż tacy ludzie jak pan Siwak, nie posiadający wykształcenia nie tylko sprawowali władzę, ale byli nawet w dyplomacji. Byli członkami światowej federacji związków zawodowych. Reprezentowali Polskę ludzie ciemni i bez wykształcenia. I ja sobie nie życzę żyć w takim kraju, gdzie ludzie na takim poziomie rządzą i reprezentują Polskę.
    Wszystkie oczy zwrócono na mnie, bo to co mówił było czytelne i dokładnie przeciw mnie wymierzone. Przerywam mu i pytam:
    – Czy pana wrażliwość człowieka wykształconego i inteligenta nie nasunęła panu pytania, że prezydentem może być elektryk (Wałęsa), ministrem stanu kierowca (Wachowski), prezesem NFZ stolarz, a też za dyplomację wzięli się ludzie, którzy przespali się na styropianie i to sprawia, że na pewno się do tego nadają? Ale to ludzie z pana opcji politycznej, więc oni oczywiście wstydu Polsce nie przynoszą. A czy pan profesor wie, że nim wybrano mnie na członka Światowej Federacji Związków Zawodowych, to od 1950 do 1980 roku przeszedłem wszystkie funkcje społecznie – w związkach, aż do wiceprzewodniczącego zarządu głównego? I wszystkie wybory były tajne, a w tym czasie nie byłem członkiem partii. Jak pan myśli, durnia wybierali?
    Owszem, pytanie pana profesora poszło w telewizji, ale już mojej odpowiedzi nie puścili. Pan profesor poczuł się urażony i jak mówią, walnął w odwecie z grubej rury:
    – Przecież nie wyprze się pan, że pana partia odpowiada za liczne zbrodnie w Polsce?
    – Tak, ma pan profesor rację. Zbrodnie były straszne i dużo ich było. Ale kto je robił? W Niemczech 3 października 2003 roku odbył się zjazd historyków niemieckich w miejscowości Newhoof koło Fuldy. Profesor Martin Hofman, zabierając głos na tym zjeździe, powiedział: – Uznaję Żydów za sprawców komunistycznych zbrodni. Są liczne na to dowody, że wymordowali od czasu rewolucji do upadku muru berlińskiego miliony ludzi. Tak w czasie rewolucji, jak i w całym okresie sprawowania władzy.
    Profesor Hofman przypomniał, że w 1919 roku prezydent Stanów Zjednoczonych Woodrow Wilson powiedział, że rewolucja w Rosji to czysto żydowska rewolucja. Mówił to profesor Hofman na zjeździe zjednoczeniowym Niemiec i może pan to sobie sprawdzić.
    A w Polsce MSW było całkowicie opanowane przez Żydów i też może pan profesor to sprawdzić. Więc kto mordował i przelewał polską krew?
    I tu też majstersztyk polskiej telewizji. Bo idą moje słowa:
    „Tak ma pan profesor rację. Zbrodnie były straszne i dużo ich bylo”. I na tym koniec! Dalszej wypowiedzi nie puścili.
    Czyli przyznałem rację profesorowi.
    Pada niespodziewane pytanie pani Ewy do mnie: „Pan był przecież w najwyższych władzach. Czy chciałby pan powrotu PRL-u?”
    Odpowiadam, że nie chciałbym. Nie chciałbym żeby znów mordowano ludzi za to, że są Polakami. Nie chciałbym żeby wszystkie stanowiska najważniejsze obsadzone były przez Żydów. Ale chciałbym powrotu do czasu, kiedy szanowano i ceniono ludzi pracy. Chciałbym dojść do polskiego jeziora po polskiej ziemi, a nie godzić się z sytuacją, że nowobogaccy wykupili i zagrodzili dostęp do wody.
    I tu też piękna techniczna manipulacja. „Czy chciałby pan powrotu PRL-u?” Odpowiedź: „Nie chciałbym”. Tego co mówiłem dalej już nie puścili.
    A podobno komuna miała straszną cenzurę. Owszem przyznaję, teraz więcej wolno, ale wyłącznie dobrze o Żydach.
    10 kwietnia 2007 roku o godzinie 9.25 w TVN 24 redaktor Mieczugow rozmawia ze znanym działaczem i politykiem Romaszewskim. Temat: lustracja dziennikarzy. Dlaczego tak się upierają dziennikarze, ubolewa pan Romaszewski, i dodaje:
    – No nie można być świnią. Jeśli się było za czasów komuny współpracownikiem MSW to teraz należy się przyznać i ponieść tego konsekwencje. I podaje taki przykład:
    W Ameryce też był czas lustracji i ludzie popierający komunistów musieli ponieść konsekwencje. Ale była też wtedy część ludzi, która nie dała się zlustrować. I jakie były tego skutki? A no takie, że komuniści rosyjscy mieli dostęp do tych, którzy nie dali się zlustrować i to oni przekazali tajemnice bomby atomowej ruskim.
    I tu Romaszewski świadomie kłamie, gdyż na ten temat kto i komu przekazał tą tajemnicę było setki artykułów w prasie, dziesiątki audycji w telewizji oraz wiele było i jest książek, które to szczegółowo opisują. I taki rozgarnięty polityk musiał to słyszeć i czytać. Ale woli uniknąć prawdy. Fakty historyczne nie są takie jak próbuje gojom wmówić Romaszewski. Tajemnicę bomby atomowej przekazało Żydom radzieckim małżeństwo żydowskie Rozenbergów. I to nie Rosjanom, a Berii i jego ludziom. Chcieli tak umocnić radzieckich Żydów, żeby Beria był najważniejszą osobą w państwie. Wielokrotnie telewizja pokazywała Rozenbergów i gdy dostali oboje karę śmierci, to chciano im zamienić i zmniejszyć karę, ale pod warunkiem, że powiedzą komu i jak konkretnie przekazali tą tajemnicę. Byli już skazani na komorę gazową i oczekiwali na wykonanie wyroku śmierci. W celi więziennej mieli aparat telefoniczny specjalnie dla nich tam zainstalowany. Wystarczyło tylko podnieść słuchawkę i powiedzieć, że chcą mówić. Gdyby powiedzieli – komu konkretnie dali plany bomby atomowej, to zostaliby ułaskawieni. Chciano zmienić im wyrok śmierci na wieloletnie więzienie. Dobrowolnie oboje wybrali jednak śmierć. Interes Żydów na świecie był ważniejszy niż ich życie. A pan Romaszewski wmawia nam, że z powodu nie dokończonej lustracji w Ameryce ujawniono tę tajemnicę.
    Poseł Jan Lityński też całe lata mówił prawdę. Mówił, że oczywiście jest Polakiem i wszyscy, którzy mówią inaczej to kłamcy. Aż tu naraz w telewizji na forum siedzi ośmiu polityków, a wśród nich jest pan Lityński. Temat rozmowy to antysemityzm Polaków. I nagle pan Komorowski mówi:
    – Nie jest tak jak staracie się wmówić, jacy to Polacy są źli dla Żydów, bo żywym i namacalnym przykładem jesteś ty, Janek. Gomułka cię zdegradował ze stopnia oficera, a teraz przywrócono ci ten stopień i jesteś nawet posłem pomimo, że jesteś Żydem.
    A ile lat przysięgał, że nie jest Żydem?!
    Drugi przypadek to Ludwik Dorn. Też z krwi i kości Polak. A w „Angorze” i paru innych gazetach w marcu 2007 r. pokazują zdjęcia jak Dorn dał się ochrzcić i teraz to on jest stuprocentowym Polakiem.
    Nie słyszałem, żeby pani Waltz, obecna prezydent Warszawy, wniosła do sądu sprawę przeciwko Wałęsie. A Wałęsa zdenerwowany, że wyrosła mu przeciwniczka do prezydentury, publicznie powiedział: – Dopiero co przeszła na naszą wiarę i jeździ na każdą mszę świętą. Myśli, że Polacy nie wiedzą kim ona jest.
    Można by nie setkami, a tysiącami podawać takie przykłady.
    Te bezczelne kłamstwa są groźne, bo Żydzi liczą na to, że młode pokolenie Polaków nie znające historii ostatniego wieku uwierzy w to, co oni wciskają im do głowy. Mimo że jeszcze żyją ludzie, którzy sami widzieli okres przed 1939 rokiem i okupację hitlerowską oraz obozy zagłady. Widzieli kto kogo mordował.
    Mamy liczne dowody na to, że Żydzi na Zachodzie, szczególnie w Ameryce, starają się historię napisać po swojemu. I wynika z niej, że Polacy byli mordercami Żydów. Ile to razy władze w Polsce biły na alarm, gdy prasa amerykańska pisała artykuły o tym, że w Polsce – Polacy mordowali Żydów.
    W archiwach są jeszcze dostępne materiały z okresu drugiej wojny światowej. W kwietniu 1942 roku organ polskich Żydów w getcie warszawskim „Żagiew” napisał: „Po wojnie stanie się koniecznością pociągnięcie do odpowiedzialności wszystkich Żydów z Kresów Wschodnich splamionych prosowiecką kolaboracją, w wyniku której Sowieci wymordowali dziesiątki tysięcy Polaków”.
    A Hugo Steinhaus, słynny matematyk, pisze: „W Wilnie Żydzi całowali wjeżdżające czołgi radzieckie i wydawali Polaków NKWD na pewną śmierć”.
    We Lwowie Żydzi nosili trumnę z napisem: „Polska umarła” i tańczyli, i śpiewali.
    Adolf Kołodziej opisał taką oto scenę:
    Przez miasteczko Białozorze pędzono polskich jeńców. Miasteczko w trzech czwartych żydowskie znajdowało się tuż przy Krzemieńcu. Kolumna polskich jeńców była opluwana i obrzucana kamieniami, a Żydzi idący obok jeńców krzyczeli: „Wy, polskie świnie, chcieliście Polski od morza do morza, teraz od rzeki do rzeki nawet jej nie macie. Zdejmijcie te koguty z czapek”. Wyciągnięto z kolumny oficerów i generała. Deptano i pluto na czapki z polskim orłem. Konwojenci śmieli się i nie bronili jeńców.
    Gdzie o tym można przeczytać? – „Dzieje prawdziwe” autorstwa Adolfa Kołodzieja. Autor pisze dalej, że po zdobyciu Lwowa przez Armię Czerwoną Żyd podpułkownik Jusimow wraz z innymi Żydami wymordował ponad czterdziestu polskich studentów.
    Cała Polska oglądała w telewizji, jak papież Jan Paweł II modlił się na cmentarzu radzymińskim. Słuchaliśmy co mówił o poległych. Obok stali i czuli się dobrze ludzie władzy – Żydzi. Nawet jak trzeba to robili znak krzyża. A co zrobili ich bracia, gdy Polacy walczyli pod Ossowem i w Radzyminie?
    Jest w Bibliotece Narodowej książka „Dzieje Polski” autorstwa Wacława Sobieskiego, dotyczy właśnie walk o Radzymin i Ossów. Możemy w niej przeczytać: „Generał Szeptycki napisał raport do naczelnego wodza Piłsudzkiego tej treści: „Żydzi pod Radzyminem unikają walki. Mieliśmy wczoraj akt zdrady. Cały batalion z uzbrojeniem poszedł do bolszewików. Namawiają Polaków, żeby nie strzelali do czerwonoarmistów, a gen. Sosnkowski napisał długi raport, że w pierwszych dniach walk pod Radzyminem do 12 sierpnia 1920 r. ucieklo do ruskich 202 żołnierzy Żydów. A w następnych dniach 411 kolejnych Żydów ucieklo”.
    Obaj generałowie pisali o tym w raportach, a autor „Dziejów Polskich” Wacław Sobieski podsumował, że razem uciekło 1,585 żołnierzy żydowskich. Oto jak bronili kraju, który przygarnął ich, gdy inne kraje wyrzucały ich od siebie. Obecnie podnoszą lament i wrzask na świecie, ale i w Polsce też, że Polacy to antysemici i nienawidzą Żydów.
    Profesor Richard C. Lukas pisze, że współpraca Żydów z radziecką bezpieką, w czasie zajęcia ziem polskich na wschodzie, spowodowała – że Polacy znienawidzili Żydów. Profesor Lukas podkreśla, że Żydzi sami sobie są winni, bo organizowali antypolskie dywersje we wrześniu 1939 roku. Atakowali wojsko polskie w wielu miejscowościach – w miejscowościach Grodno, Brzostowica, Indora, Jeziora, Izbica, Uściłąg, Kołomyja, Bożyszcze, Zborów Wołkowyjsk, Dzięcioł, Ostryna i wielu innych. Strzelano nie tylko do żołnierzy, ale i do ludności cywilnej.
    Profesor Richard C. Lukas, historyk i świadek tych wydarzeń opisuje wstrząsające sceny: „Ofiary liczono w tysiącach, a kogo Żydzi nie zastrzelili, to zaraz po wkroczeniu Armii Czerwonej odnajdywali go i oddawali w ręce NKWD”. Tenże historyk opisuje ohydne sceny mordowania polskich duchownych w wyżej wymienionych miejscowościach. Bezczeszczenie krzyża i monstrancji z hostią.
    Przecież to jest nasza polska martyrologia i historia. Ale kto o tej historii będzie pamiętał? Gdzie młodzież dostanie książki o tej tematyce? Zrobienie obecnie filmu lub napisanie i wydanie książki napotyka na ogromne trudności i przeszkody. Chyba nie zrobi tego Agnieszka Holland – Polka żydowskiego pochodzenia. Ona owszem robi filmy w których gloryfikuje Żydów, bohatersko walczących z faszyzmem. Jeszcze trochę to młodym wmówią, że to oni byli zwycięzcami wojny.
    17 listopada 2006 roku w programie pierwszym telewizji był wywiad z autorką wielu wartościowych książek panią Anną Bojarską. Oto co powiedziała: „Jestem na czarnej liście i nie wolno o mnie pisać recenzji. Na tej liście jestem obok Albina Siwaka, o którym tylko źle można pisać. Na tej liście są ludzie, którzy mieli odwagę napisać prawdę o Żydach”.
    W tej samej audycji udział brał Ryszard Filipski, znany aktor. Znany też z tego, że miał odwagę mówić o Żydach prawdę. Nie będę przytaczał dlaczego wiele lat był na banicji w Bieszczadach jako rolnik. Jeszcze za Polski Ludowej znałem go i często z nim rozmawiałem. I w tej audycji w telewizji powiedział, że obecnie w Polsce nie można zrobić żadnego filmu patriotycznego, gdyż nikt na to nie pozwoli. Nie dadzą pożyczki w banku na film, a bez pożyczki nikt nie zrobi filmu. Ale Polański, Holland i paru innych reżyserów, otrzymuje bez trudu każdą sumę, jaka jest im potrzebna na realizację filmu. Owszem – mówi Filipski, w telewizji podpowiadali mi:
    „Zrób pan film o żydowskiej kulturze, o Holocauście, to otrzymasz pan na to pieniądze. Ale polski patriotyzm to prawie jak nacjonalizm i na to pieniędzy pan nie dostanie”.
    Jest taka fundacja, która sponsoruje produkcję filmu. To Fundacja Batorego. Ale głos decydujący komu i na jaki film przyznać fundusze – należy do Bieleckiego, Suchockiej, Geremka i Bartoszewskiego. Ta fundacja daje olbrzymie pieniądze, ale na filmy antypolskie, takie które ośmieszą polską kulturę, a szczególnie religię rzymskokatolicką i duchowieństwo. Filipski kończy występ w telewizji słowami:
    „Trzeba by najpierw tych co rządzą i decydują ewangelizować, ale i tak wyszedłby z tego Żyd”. Dorn dał się ewangelizować, zobaczymy co z farbowanego lisa wyjdzie.
    Teresa Torańska robiła parę razy ze mną reportaże, niektóre dość obszerne. Ale i ona, i jej ekipa dwoiła się i troiła, jakby mnie przygwoździć i skompromitować. Widziałem ile trudu wkładają w to, aby przyłapać mnie na czymś, co by mnie w oczach ludzi ośmieszyło i skompromitowało. Jakby filmu było mało, to pisała też do prasy artykuły o mnie. Zawsze wychodziłem w jej artykułach jako człowiek prymitywny, niedouczony i tępy.
    – Widzi pan – mówiła – o Wałęsie jest film „Człowiek z żelaza”, a o panu można nakręcić film „Człowiek z pustaków”.
    – Pani Tereso, po mojej trzydziestoparoletniej pracy w budownictwie zostały trwałe i liczne ślady. To tysiące mieszkań, gdzie mieszkają nie tylko moi przyjaciele i Polacy, ale i moi przeciwnicy i Żydzi. To jest moja duma i chluba tak jak i moich kolegów. Po takich dziennikarzach, jakimi wy jesteście, zostanie pusty śmiech pokoleń. A czy miałem rację oceniając źle poszczególne ekipy i formacje polityczne? Świadczy o tym dzisiejszy stan Polski i jest to uczciwa ocena.
    Mnie, ciemniakowi nie zdarzyło się nigdy to, co zademonstrowali bracia Kaczyńscy. Oto polski prezydent, składając wizytę w innym kraju, marynarkę zapiął o dwa guziki wyżej. Jak wyglądał? Polacy mieli okazję zobaczyć to sami. Albo scena, kiedy podaje papieżowi kwiaty korzeniami do góry.
    A podczas jego wizyty w Izraelu, gdy oficjalnie przemawia i cała sala ludzi słucha i patrzy, a telewizje transmitują to na cały świat, dzwoni mu w kieszeni komórka. Prezydent wyciąga ją i przez długi czas nie potrafi wyłączyć. Dopiero jego żona podbiega, odbiera aparat z jego rąk i wyłącza go. A w Polsce za parę minut w „Wiadomościach mówią: „Czy nie ma w otoczeniu ludzi, którzy by go nauczyli obsługi telefonu?”.
    Na jednej z uroczystości Prezydent idzie wraz z generałem przed Kompanią Reprezentacyjną i co? Ano to, że gdyby go nie zatrzymał idący obok generał to poszedłby hen daleko, być może w pole.
    Nawet takie problemy jak nadanie statusu miejscu, gdzie ginęli Polacy w czasie okupacji jest trudne, a może i nieosiągalne. Na przykład, pod Łodzią w Konstantynowie zginęło z wyczerpania bardzo dużo Polaków, ale nie było tam Żydów. Gdyby tam zginęli Żydzi to byłby to obóz koncentracyjny. Ale nie było ich tam i satysfakcji Polakom nie damy. Pani Marianna Grynia walczy od lat, żeby uznano miejsce za obóz koncentracyjny, gdyż w latach okupacji siedziała w tym obozie i widziała jak ginęli tam ludzie. Ginęli z głodu, zimna i brudu. Mężczyźni, ale i kobiety z dziećmi oraz starcy. Dziś wielu urzędników, od których zależy przyznanie statusu obozu zagłady mówi, że za mało tam ofiar, jak na obóz zagłady. Ale ci sami urzędnicy, gdy Żydzi załatwiają to, by upamiętnić miejsce, gdzie zginęło paru z nich, na wyścigi robią tak, jak Żydzi chcą. Ale w Konstantynowie byli tylko Polacy.
    Obecnie kolejne rządy wcale się nie kryją, że przyznają duże pieniądze na renowację żydowskich cmentarzy. Na odbudowę synagog i bożnic. W miejscach, gdzie Żydzi ginęli muszą być tablice i kwiaty. Są już ogłoszone projekty, że w Warszawie wybuduje się wielki kompleks muzealno-pomnikowy i zajmie on duży teren. Czy będzie zbudowany za polskie pieniądze? Oczywiście, że tak. Tysiące cmentarzy polskich patriotów różnych formacji, które toczyły walkę na śmierć i życie, zarastają krzaki i trawa. Setki miejsc kaźni Polaków zarosła trawa.
    Zatracamy tożsamość narodową, pozwalamy pisać historię naszym katom. W dodatku godzimy się na to za judaszowe pieniądze i awanse. Żydzi, zrobią to rękoma Polaków. Ja często podziwiam spryt i przewrotność Żydów. Potrafią tak odwrócić kota ogonem, że ludzie w to wierzą.
    W latach 1980-88 powstał w MSW zespół ludzi do sprawdzenia pochodzenia narodowego około 1700 osób. Ten zespół był oczywiście nielegalny, powołany bez wiedzy i akceptacji ze strony Kiszczaka i Jaruzelskiego. Wybrano i zaprzysiężono grupę ludzi sprawdzonych i wiernych idei, jaka przyświecała inspiratorom tego pomysłu. Przez dwa lata grupa pracowała dobrze i miała już dużą ilość materiału. Sięgano nie o jedną zmianę nazwiska do tyłu, lecz o dwie, gdyż np. wałbrzyski komitet centralny Żydów zalecił dwa razy zmieniać nazwiska. Praca była mozolna i trudna, ale wykonalna.
    I jak to w życiu bywa, czasami zwykły przypadek może pokrzyżować plany. Praca była prawie na ukończeniu, ale grupa oficerów postanowiła sprawdzić również Jaruzelskiego. Wiadomo przecież, gdzie żyli Jaruzelscy przed wojną i tam też pojechali sprawdzić. Trzech oficerów pokazało oficjalnie proboszczowi swoje legitymacje służbowe i poprosili go o księgi gdzie odnotowano wszystkie chrzty. Ksiądz od pierwszej chwili okazał się bardzo usłużny i przyjazny. Na dowód powiedział: – Ja panowie pomagam już wiele lat waszej firmie i wymienił nazwisko oficera prowadzącego. Mam do panów dużą prośbę. Otóż ja przewodniczę tu paru różnym komitetom. Od budowy wodociągów do budowy drogi. A ostatnio gazyfikujemy gminę, ale nie możemy kupić rur. Skoro ja panom pomagam to i wy pomóżcie mnie. Załatwcie mi te rury do gazu. I tu wpadł jeden z oficerów na pomysł, jak księdzu pomóc, samemu się nie dotykając do tej sprawy.
    Jest w Komitecie Centralnym taka komisja co to załatwia i podał moje nazwisko i funkcję. – Jak ten ksiądz przeszedł tych co pilnują wejścia – nie wiem. Fakt, że znalazł się w środku gmachu KC. Traf chciał, że szedł korytarzem Czyrek, który nie mógł wyjść z podziwu, że ksiądz chodzi po gmachu i zagląda do gabinetów. Zatrzymał go i pyta co tu robi. Ksiądz szczerze powiedział, że szuka Siwaka, bo ten podobno może załatwić rury. – A kto to księdzu powiedział? – spytał Czyrek? A trzej oficerowie co sprawdzali akta urodzeń u mnie w parafii. I tak sprawa się wydała. Dobrze, że ksiądz nie spisał sobie legitymacji, a nazwisk oficerów nie pamiętał.
    No i przyszedł do mnie, ja nie byłem nigdy sam. A ksiądz już od progu powiada, że popiera ustrój i że współpracuje z MSW. Przerwałem mu i mówię, żeby wyszedł na korytarz. Na korytarzu mówię mu, że nie wolno mu nikomu o tym mówić, że współpracuje z MSW.
    – A ja myślałem, że panowie to jakby jedna wielka firma i wszystko o sobie wiecie – usprawiedliwiał się ksiądz.
    – To nieprawda, są różne formacje polityczne, które zaraz to wykorzystają. Rury mu załatwiłem, bo to przecież dla ludzi robił, a nie dla siebie.
    Grupa oficerów musiała na tym zakończyć, gdyż Czyrek spowodował trzęsienie ziemi w MSW. Teraz jeden drugiego śledził. Ale duży dokument w formie książeczki zrobili. Było w tym dokumencie 1700 nazwisk z rodowodem dokładnie sprawdzonym.
    I tu Żydzi zadziałali bardzo chytrze. Wydali taką samą książeczkę. Taki sam papier i czcionkę. Te same symbole w tytule. Ale zawierał już nie 1700 nazwisk, a 2500. Wsadzili między Żydów – rdzennych Polaków.
    Osobiście znałem wielu z tych nowo umieszczonych w tej broszurze. Słusznie wykombinowali, że ludzie tam umieszczeni wściekną się i będą chcieli to wyjaśnić. I o to właśnie chodziło. Druga sprawa to fakt, że wielu posiadaczy tej żydowskiej broszury zareagowało w taki sposób: „To niewiarygodna książka, bo są tu Polacy też zapisani”. Czyli suma summarum, jak mówią, zrobili tak, że ludzie nie wierzyli w ten spis i przestali się interesować sprawą uważając, że jest to kłamstwo i oszczerstwo. Kto by na to wpadł, że właśnie tak trzeba zrobić. Nawet sam H. Pająk, autor wielu książek, korzystał z tej fałszywej broszury. […]
    […] Norman Davies w swojej książce „Orzeł biały i czerwona gwiazda” pisze: „Zbierając materiał do książki musiałem rozmawiać z dużą ilością świadków zdarzeń, które opisuję. Prawdą jest, że Żydzi kolaborowali z NKWD. Prawdą jest, że masowo wstępowali do tej organizacji, która dokonała największego ludobójstwa w Rosji i w Polsce. Prawdą jest również, że każdy Żyd, z którym o tym rozmawiałem przekręcał fakty i wybielał Żydów”.
    W swojej przedmowie Norman Davies opisuje, jak odszukał dwóch Żydów w Izraelu, którzy zostali sfotografowani przy egzekucji Polaków na Kresach. Mówi im, że to niepodważalne, że to właśnie oni są na zdjęciu.
    Ale oni idą w zaparte. A nazwiska i imiona nie są wasze? Nasze, ale ktoś na złość nam mógł podać nasze nazwiska. – No, ale na zdjęciach widać, że to wy. – A bo to nie ma podobnych ludzi do siebie na świecie – mówili. – No dobrze, a co powiecie na to, i wyciągnął kserokopię ich podpisów na listach do wywózki ludzi na Wschód i porównał z ich aktualnymi podpisami. Pierwsza ich reakcja to pytanie, kto pozwolił sprawdzić ich podpisy w Izraelu. Potem stwierdzili, że to są oczywiście podrobione podpisy i więcej rozmawiać nie będą.
    Norman Davies opisuje również wojnę 1920 r. Pisze, że oficer nadzorujący zakładanie drutu kolczastego przez oddział złożony z Żydów zauważył, że utopili oni w stawie parę ton tego drutu, a zasieki, które zbudowali, dziecko mogłoby gołymi rękoma zdjąć. Złożył oficjalny raport, że Żydzi sabotują pracę, jaką im rozkazem się nakazuje. Walczyć na pierwszej linii też nie chcą. Oni robią wszystko, żeby bolszewicy zdobyli Warszawę – zakończył swój raport.
    Inny oficer złożył meldunek do generała Szeptyckiego, że w nocy Żydzi uszkodzili kilka działek i parę wozów z taboru zaopatrzenia. Złapani na gorącym uczynku mieli być przewiezieni do Warszawy do sądu. Ale inni Żydzi otworzyli areszt i wypuścili, po czym wszyscy uciekli do bolszewików. Chyba autora „Orła białego i czerwonej gwiazdy” nie można posądzać o fałsz i kłamstwo. Ale tych faktów i wielu innych epizodów z obrony Warszawy nasi przywódcy nie przytoczą. Wybiorą wyłącznie te, które im pasują do ich wersji obrony Warszawy…

  14. Fan Marka Borowskiego said

    TOM I [CZĘŚĆ IV]
    Rozdział XIX
    W SEJMIE I W ŻYCIU

    Zadzwonił telefon i miły głos kobiecy zapytał: Czy pan Albin Siwak?
    – A kto pyta?
    – Jestem sekretarką marszałka Sejmu [ Marka Borowskiego vel Bermana – przyp.moj]
    Pan marszałek zaprasza pana do siebie na rozmowę. Przyślemy po pana samochód, tylko kiedy pan może do nas przyjechać?
    – Czyżby pan marszałek chciał dostosować swój drogocenny czas do czasu emeryta? – spytałem.
    – Tak to bardzo ważne dla pana marszałka i dostosuje się do pana możliwości – odparła miła pani z kancelarii.
    – W takim razie jutro proszę przyjechać. Chętnie spotkam się z pani szefem – odpowiedziałem.
    Następnego dnia był 9 października 2004 r. Kierowca i ochroniarz stawili się punktualnie z gotową już przepustką nr 49666.
    Przeprowadzono mnie przez wszystkie bramki i kontrole, aż do sekretariatu marszałka. Ten sam miły głos poprosił mnie, żebym usiadł i poczekał parę minut, gdyż pan marszałek jeszcze prowadzi obrady Sejmu, ale zaraz się one kończą i pan marszałek przyjdzie. Rzeczywiście za parę minut marszałek wszedł i z daleka wyciągnął rękę na powitanie:
    – Tyle lat, panie Albinie, nie widziałem pana.
    – Ja również. Pan marszałek z młokosa wyrósł na poważnego człowieka i w dodatku na marszałka.
    – Nim usiądziemy u mnie na rozmowę to pragnę panu coś pokazać – oświadczył marszałek.
    Wyszliśmy na korytarz i na końcu korytarza otworzył drzwi, mówiąc:
    – Proszę spojrzeć, to setki książek pisarzy lewicowych, a pana książek, panie Albinie, tutaj nie ma.
    – Dlaczego? – spytałem.
    – Właśnie o tym chciałem z panem rozmawiać.
    Wróciliśmy do jego gabinetu i z szuflady biurka wyjął moje trzy książki. Zauważyłem, że jedna z nich ma zakładki, To „Trwałe ślady”. Trzymał ją w ręku i mówił:
    – Myśmy się spodziewali, że któryś z profesorów byłego Biura Politycznego napisze taką właśnie książkę, ale oni milczą. Okazało się, że nie profesor a robotnik napisał, i to pięknie, o odbudowie Warszawy i Polski. Wiernie oddał pan atmosferę tamtych lat i ofiarność ludzi oraz zapał budowlanych. Piękna to książka, ale po co na Boga powywlekał pan ludzi pochodzenia żydowskiego i to w negatywnych opisach i sytuacjach. Ta bardzo dobra książka została spaskudzona historiami o Żydach.
    Otworzył książkę w miejscu, gdzie była zakładka i mówi:
    – Do tego miejsca jest to piękna książka, ale dalej mija się pan z faktami i prawdą. I ja chcę uratować pana książkę, bo podkreślam, że to piękna historia. Ile pan już egzemplarzy wydał?
    – Nie muszę panie marszałku mówić ile, to wyłącznie moja sprawa.
    – Myśmy dzwonili do wydawcy, ale oni też nie chcą mówić ile pan wydał.
    – Ja jestem pewien, że dzwoniliście do kilku wydawców, gdyż rezygnowali z wydania mojej książki, a nawet byli wystraszeni. Do tej pory tylko się domyślałem, teraz już jestem pewien komu to zawdzięczam.
    – Nie, nie, panie Albinie, pan jest w błędzie. Żadnych trudności panu nie robiliśmy, tylko chcieliśmy wiedzieć jak dużo pan wydaje tych książek. I ja mam dla pana konkretną propozycję. Bo domyślam się, że wydał pan ją za własne pieniądze, których na pewno panu brakuje. Otóż ja panu daję taką szansę i możliwość: możemy wydać tę pana książkę. My zrobimy tylko korektę, odrzucimy te wątki związane z Polakami pochodzenia żydowskiego. Damy panu dwa złote od egzemplarza i wydrukujemy pięćdziesiąt tysięcy sztuk. Ja podpiszę czek na sto tysięcy, a pan dla mnie upoważnienie do korekty. My wydrukujemy i rozprowadzimy ją po kraju. No co jest zgoda?
    – Nie ma zgody i nie będzie. Pan chce zrobić ze mnie kurwę, która się sprzedaje. Przecież ludzie czytają tę książkę. Nawet Polacy żyjący w Ameryce i Kanadzie kupili ją do swoich bibliotek.
    – A w Polsce?
    – W Polsce też rozeszła się po kraju. I pan teraz chce, żebym się z tego co napisałem wycofał? To niemożliwe i ja tego nie zrobię. Całe dziesięciolecia pracowałem na swoje nazwisko i nie będę go plugawił. Powiedział pan, panie marszałku, że minąłem się z prawdą i faktami. Proszę mi tu i teraz pokazać z którymi.
    Długo się zastanawiał i wreszcie mówi tak:
    – Musiałbym usiąść i wynotować fakty i nazwiska. Tak od ręki tego nie powiem, ale moi znajomi czytali pana książkę i mówią, że to nie prawda co pan o Żydach napisał.
    – Więc jestem gotów ponownie do pana przyjechać, jak pan sam przeczyta i zapisze, o jakie sprawy i o jakich ludzi chodzi. A pana rodacy, panie marszałku, do niczego się nie przyznają. Czy pan na przykład poczuje się odpowiedzialny chociaż moralnie za swego stryja Jakuba Bermana? Za to wszystko co zrobił Polsce? A za ojca? Powie pan, że dzieci nie mogą odpowiadać za czyny swoich rodziców, bo taką wersję uknuliście i puściliście w obieg.
    – To co pan myśli, panie Albinie, to są kłamstwa! To polityczni przeciwnicy wymyślają takie wersje, żeby zaszkodzić nam. Zaręczam panu, że nasłuchał się pan kłamstw, panie Albinie.
    – Panie marszałku! Ja znałem Gierka jak był pierwszym sekretarzem w Katowicach. I Zientka jak był wojewodą. Pana stryj Jakub Berman po śmierci Stalina przyjechał do Katowic i mówi: – Macie nazwać Katowice Stalinogradem. A jednak odmówili. Tak Gierek, jak i Zientek powiedzieli „nie”, a wtedy pana stryj nakazał im wszystkim, a chodziło o egzekutywę wojewódzką i radę przy wojewodzie: – Macie się podać do dymisji. To był partyjny rozkaz.
    A województwo katowickie dobrze wtedy gospodarzyło. Budowali więcej mieszkań niż wynosiła w Polsce przeciętna. I o wiele więcej dróg. Gdyby ci ludzie oddali te pieniądze w inne ręce, to Katowice by tego nie miały. Nie miałoby województwo tylu pięknych parków kultury, takich nowoczesnych i dobrze wyposażonych szpitali i przychodni zdrowia. I wielu, wielu pięknych budowli użyteczności publicznej, których brakowało w całej Polsce. I był problem, czy z honorem się podać do dymisji, czy też schować honor do kieszeni i robić swoje.
    Nazwali Katowice tak, jak pański stryj zażądał. A jakie uprawnienia dał bratu Michnika, Stefanowi to pan na pewno wie. Dziś dorabia się do tych zbrodni opinię że to komuchy robiły…
    W tym momencie mi przerwał:
    – Widzę, że się nie dogadamy, a szkoda, żeby taka dobra książka nie mogła być wydana w większej liczbie.
    – Skąd pan wie, panie marszałku, że nie będzie więcej egzemplarzy? Skąd?
    – Rozpoczyna pan wojnę z Polakami żydowskiego pochodzenia, a to na dobre panu nie wyjdzie.
    – Czyli pan mi grozi?
    – O nie, broń Boże. Ja tylko jestem pragmatykiem i wiem jakie jest życie.
    – I tu, panie marszałku, zgadzam się z panem. Doświadczyłem tego nieraz na sobie i nadal czuję tę wojnę, ta wojna dla Polaków jest bardzo trudna, bo na normalnej wojnie przeciwnik jest naprzeciw nas, a w tej – przeciwnicy są za plecami i z boku lub posługują się rękoma Polaków.
    – Panie Albinie, obaj jesteśmy ludźmi lewicy i powinniśmy się dogadać.
    – Owszem, czuję się panie marszałku, człowiekiem lewicy, ale nie tej, o której pan mówi i myśli. Jeśli pan SLD nazywa lewicą, to bardzo źle. Parę osób tam może i jest z lewicy, ale reszta to karierowicze. Przecież ja w czasach PRL jako członek Biura Politycznego i szef Komisji Skarg i Interwencji prowadziłem kilka dochodzeń ludzi którzy teraz są w kierownictwie SLD, i gdyby nie zmiana ustroju, to oni siedzieliby dzisiaj w więzieniu. W moim odczuciu, panie marszałku – kierownictwo SLD nie prowadzi partii drogą lewicy tylko wepchnęło partię, nie pytając się nikogo o zgodę, na drogę libertynizacji. I z tą lewicą nie chcę mieć nic wspólnego. Na tej płaszczyźnie nie znajdziemy wspólnego języka.
    – Czyli co? Nie wyrazi pan zgody na korektę i propozycję?
    – Nie, nie wyrażę i oczekuję, że pan znajdzie w mojej książce te fakty, przy których minąłem się z prawdą i zaprosi mnie, by mnie przekonać, iż napisałem nieprawdę.
    Ale więcej już mnie nie zaprosił.
    Natomiast miał rację, że rozpoczynam wojnę z Polakami żydowskiego pochodzenia. Ilekroć zaproszono mnie na spotkania z ludźmi i jeśli tylko dowiedzieli się z Gazety Wyborczej, że takie spotkanie ma się odbyć, to zjawiali się dziennikarze, żeby jak tylko można skompromitować mnie i opisać w jak najgorszym świetle. Wtedy wszystkie chwyty są dozwolone……….

  15. Fan Marka Borowskiego said

    WIERNI POLSCE SUWERENNEJ
    NIEPODLEGŁEJ NARODOWEJ PATRIOTYCZNEJ

    Albin Siwak – BEZ STRACHU

    Tom I [czesc IV]
    Rozdział XIX

    W SEJMIE I W ŻYCIU

    Zadzwonił telefon i miły głos kobiecy zapytał: Czy pan Albin Siwak?
    – A kto pyta? – Jestem sekretarką marszałka Sejmu [Marka Borowskiego – przyp.moj].
    Pan marszałek zaprasza pana do siebie na rozmowę. Przyślemy po pana samochód, tylko kiedy pan może do nas przyjechać? – Czyżby pan marszałek chciał dostosować swój drogocenny czas do czasu emeryta? – spytałem. – Tak to bardzo ważne dla pana marszałka i dostosuje się do pana możliwości – odparła miła pani z kancelarii.
    – W takim razie jutro proszę przyjechać. Chętnie spotkam się z pani szefem – odpowiedziałem. Następnego dnia był 9 października 2004 r. Kierowca i ochroniarz stawili się punktualnie z gotową już przepustką nr 49666.

    http://wiernipolsce.wordpress.com/2010/12/03/albin-siwak-bez-strachu/

  16. wet3 said

    @ Easy Riderm (9)
    Prosze tu nie umieszczac swinstw spluniecia nie wartych !!!

  17. Easy Rider said

    Ad 12.

    Proszę zacząć dyskutować jak człowiek inteligentny, a nie jak troll.

  18. Easy Rider said

    Sorry – miało być Ad 16.

  19. wet3 said

    @ Easy Rider
    Z plwocinami sie NIE dyskutuje !!!

  20. Easy Rider said

    Ad 19.

    Zgadza się. Nie pozostaje mi więc nic innego, jak ignorować Pańską osobę.

  21. wet3 said

    @ 20
    Widac, ze ktos zapomnial wziasc pigulki.

  22. aga said

    http://pl.gloria.tv/?media=234834

  23. Zachęcamy do czytania i do zamawiania płyt dla znajomych, księży, studentów i rozpowszechniania wszelkich akcji informacyjnych w swoich okolicach.

    Nasza strona: http://filmyprawdy.wordpress.com/

    Pozdrawiamy
    Redakcja Filmy Prawdy

  24. grzanek said

    Dzięki za udostępnienie tych ekscerptów z książki Pana Siwaka. Otwierają oczy.

  25. […] Źródło: https://marucha.wordpress.com […]

Sorry, the comment form is closed at this time.