Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Emilian58 o Atomowy front na Zaporożu
    PK o Żydowska kloaka przetacza się…
    Bogusz o Koniec twierdzy Europa i pierw…
    Emilian58 o Koniec twierdzy Europa i pierw…
    Krzysztof M o Twój kot się na ciebie obraził…
    prostopopolsku o Putin morduje ryby
    Anucha o Piskorski i Radzikowski o Andr…
    Stiopa o Putin morduje ryby
    revers o Atomowy front na Zaporożu
    ! o Czego najbardziej boją się kot…
    Tadeusz Kaktus o Wolne tematy (58 – …
    ! o Czego najbardziej boją się kot…
    ! o Co nam zrobili ruskie
    Enya o Twój kot się na ciebie obraził…
    adsenior o Wolne tematy (58 – …
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 616 obserwujących.

Całun Turyński tajemnicą dla nauki

Posted by Marucha w dniu 2012-01-15 (Niedziela)

Całun Turyński to nie tylko tajemnica dla nauki. To również (liczę na poczucie humoru Najwyższego) kij wsadzony w ślepia wszelakich racjonalistów, antyklerykałów i laickich intelektualistów. Nie wahają się popełniać fałszerstw, aby udowodnić jego nieautentyczność. Czy po to, by oszukać samych siebie? Nie. Z nakazu Lucyfera chcą oszukać innych. – admin.

Z prof. Bruno Barberisem, dyrektorem naukowym Międzynarodowego Centrum Syndonologii w Turynie, członkiem komisji zajmującej się konserwacją i przechowywaniem Całunu Turyńskiego, rozmawia Agnieszka Gracz

Naukowcy z włoskiego ośrodka badań jądrowych, którzy przez kilka lat próbowali przy użyciu najnowocześniejszych technologii odtworzyć wizerunek z Całunu Turyńskiego, poddali się. Nauka nadal nie jest w stanie stworzyć reprodukcji słynnej relikwii, co stanowi kolejne potwierdzenie jej niezwykłego charakteru.
– Jako członek komisji zajmującej się konserwacją i przechowywaniem Całunu od lat analizuję wszystkie badania z nim związane. Trzeba przypomnieć, że ich pierwsza faza nastąpiła w 1978 r., a kolejna w 1988 roku. Najbardziej zaawansowane i dokładne badania rozpoczęto przed ponad 30 laty, kiedy grupa ponad 40 naukowców, głównie ze Stanów Zjednoczonych, zaangażowała się w zbieranie jak największej ilości danych. Całun był wówczas badany nieprzerwanie przez ponad 120 godzin. Na bazie uzyskanych wówczas informacji przeprowadzono analizy, które publikowano w różnych czasopismach. Te informacje jeszcze dziś są bazą poznawania Całunu. Mam nadzieję, że badania będą kontynuowane.
Od lat przeprowadza się także badania z użyciem coraz nowszych technik. Wszelkie analizy potwierdzały, że nie chodzi o malunek, ale faktycznie o trójwymiarowe odbicie ciała człowieka torturowanego i ukrzyżowanego. Co więcej, jest to niezwykłe odbicie, którego nie można wykonać żadną dostępną dziś techniką. Najnowsze próby naukowców dowodzą, że z punktu widzenia nauki nie jest dziś możliwe wyjaśnienie, jak ciało przebywające w płótnie od kilkunastu do kilkudziesięciu godzin mogło pozostawić taki ślad. Mimo tylu lat badań i wielu głosów podważających je faktem jest, że bezskuteczne pozostały próby stworzenia podobnego odbicia na płótnie, jakie mamy na relikwii z Turynu.

Dlaczego, mimo że mamy coraz nowocześniejsze technologie, nikt nie zdołał wykonać precyzyjnej reprodukcji Całunu?
– Badania wskazały, że odbicie ciała Jezusa na Całunie jest powierzchniowe. Krew natomiast przeniknęła tkaninę. Oznacza to, że ślad ciała znajduje się na mikroelementach włókien, nie przenika ich, a sięga jedynie do tysięcznej milimetra. Proszę więc sobie wyobrazić taką grubość. Oznacza to również, że dotychczas żadna technika nie zdołała w podobny sposób umieścić wizerunku. W jednym z rzymskich laboratoriów przy użyciu lasera próbowano wykonać podobny wizerunek. Na fragmencie materiału udało się uzyskać jedynie kolor zbliżony do koloru śladów na Całunie, ale jest oczywiste, że w ówczesnych czasach nie posiadano takich narzędzi.

To potwierdza wyjątkowy charakter Całunu Turyńskiego. A czy można podważyć skuteczność stosowanych do badań tego płótna metod?
– Całun jest obiektem dyskusji. Pojawiało się wiele artykułów o nim. Musimy jednak cały czas pamiętać, że sprawa dotyczy nie jakiegoś rzymskiego imperatora, ale Jezusa. Poszukujemy prawdy, chcemy dowiedzieć się, czym jest to płótno, ale jeśli ktoś twierdzi, że nie jest to odbicie Jezusa z Nazaretu, to przy użyciu współcześnie dostępnych technik powinien to udowodnić. I do tej pory nikt tego nie uczynił. Dlatego też badania są prowadzone, bo jest to naprawdę tajemnica… Wielu podważało autentyczność Całunu, wskazując np., że może to być dzieło Da Vinci. Owszem, ale trzeba to udowodnić… Nadal jest to jednak tajemnica.

Jakie, według Pana, są najważniejsze niewiadome, jeśli chodzi o Całun?
– Jednym z najważniejszych, ale i najtrudniejszych faktów do zbadania i zrozumienia jest kwestia powstania trójwymiarowego obrazu na tym płótnie. Na pewno nie jest to naturalne zjawisko, aby ciało pozostawiło taki ślad. Innym ważnym pytaniem, na które naukowcy chcieliby znaleźć odpowiedź, jest wiek tkaniny. Badania metodą radioaktywnego izotopu węgla C14 przyniosły rezultaty. To metoda, która działa właściwie, ale trzeba wziąć pod uwagę, że przez wiele stuleci płótno było przechowywane w różnych warunkach i w konsekwencji pojawiły się na nim zanieczyszczenia o charakterze chemicznym i biologicznym. Poza tym datowanie tkanin nie jest łatwym zadaniem.
Trzecim ważnym elementem jest odkrycie dokładnej historii Całunu. Znamy jego dzieje zaledwie od 1350 r. aż do dziś. Mamy pewne wiadomości, ale nie ma wystarczającej liczby dokumentów, które precyzyjnie opisywałyby jego dzieje i pozwoliłyby zrekonstruować szlak, jaki przebył. Badania idą również w tym kierunku.

Co skłoniło Pana Profesora jako matematyka i fizyka do zajęcia się badaniami Całunu Turyńskiego?
– W 1975 r. ukończyłem studia matematyczne i spotkałem starszego profesora, który wówczas był dyrektorem Międzynarodowego Centrum Syndonologii. To właśnie on poprosił mnie, abym włączył się w badania, a późnej wzbudził też we mnie głębsze zainteresowanie tą tematyką. Profesor przekazywał mi róże książki, artykuły i publikacje, zapraszał na konferencje. Kiedy zacząłem się interesować Całunem, analizowałem badania, rozpocząłem prowadzenie konferencji. I dziś jestem następcą mojego profesora, dyrektorem naukowym instytutu. Nigdy nawet nie wyobrażałem sobie, że mogę w ten sposób działać, uczestnicząc również w prawie dwóch tysiącach konferencji naukowych dotyczących Całunu organizowanych na całym świecie.

Co Pan czuje, patrząc na Całun?
– To złożona odpowiedź, ponieważ nie jest łatwo opisać to, czego się doświadcza, patrząc na płótno. Wielokrotnie widziałem Całun, ale jako naukowiec, więc było niewiele czasu na refleksję. Jednak kiedy miałem możliwość w ciszy spojrzeć na Całun, zwróciłem uwagę na to, co z niego wypływa, na głębokie przesłanie dla nas, przesłanie ważne, jedyne i niezwykłe. Aby je usłyszeć, do Turynu przyjeżdżają setki tysięcy pielgrzymów z całego świata. To skłania do tego, by zadać sobie pytanie, dlaczego przyjeżdżają z tak daleka, dlaczego choć przez kilka minut chcą zobaczyć to odbicie na kawałku płótna, który jest za szybą… Ten Całun jest przesłaniem ogromnego cierpienia Człowieka, który doświadczał niewymownych tortur, i to wzbudza zainteresowanie także niewierzących. Płótno jest obrazem tych wszystkich, którzy byli dręczeni, torturowani, poniżani i prześladowani w historii ludzkości, ale dla nas, wierzących, jest on czymś więcej. To najbardziej prawdopodobny dowód cierpienia i miłości Jezusa, to konkretna pamiątka, która nam pozostała. Oblicze Człowieka z Całunu to Oblicze Syna Bożego. To ewangelia obrazu. Dziś w naszym społeczeństwie, które jest tak wrażliwe na obraz, w społeczeństwie, które zagubiło w sobie zdolność do czytania, Całun jest wymownym znakiem. To Oblicze mówi więcej niż jakikolwiek inny tekst. Nie bez powodu Całun nazwano również piątą ewangelią. Wpatrując się w niego, możemy odczytać, jakich cierpień doświadczał Jezus.

Obliczył Pan Profesor, że prawdopodobieństwo, iż człowiek z Całunu nie był ukrzyżowanym i zmartwychwstałym Jezusem z Nazaretu, wynosi 1/200 miliardów. Co było podstawą takich obliczeń?
– Dokonując badań płótna, mogliśmy ustalić pewne elementy. W płótno pogrzebowe było owinięte ciało człowieka poddawanego wielu torturom i człowieka, który na pewno zmarł na krzyżu. Ta wiedza jest zbieżna z naszą wiedzą o Jezusie z Nazaretu, jaką czerpiemy z opisów ewangelicznych. Przede wszystkim całe ciało pokryte było ranami po biczowaniu. Co więcej, na głowę tego człowieka włożono coś, co przypominało kask, czepiec z cierni, który powodował liczne i dość głębokie rany głowy. Poza tym krzyżowani byli bici. Ślady bicia po twarzy widać również w wizerunku na Całunie. Ponadto człowiek, którego ciało owinięto w płótno, został ukrzyżowany za pomocą gwoździ. Skazani na ukrzyżowanie nieśli na ramionach poprzeczny element krzyża. Na Całunie bardzo dobrze widoczne są ślady otarcia naskórka i odbicia dwóch elementów krzyża. Na płótnie widać również ślady rany, którą zadano w bok.
Kolejnym elementem zbieżnym z opisem ewangelicznym jest zawinięcie ciała w płótno tuż po śmierci na krzyżu. Uczyniono to w sposób prowizoryczny. I zgadza się to również z biblijnym opisem, który wskazuje nam, że nie dokonano obrzędu obmycia ciała Jezusa, tak jak to zwykle czyniono wówczas, gdy składano ciało do grobu. Ciało było owinięte w płótno tylko przez kilkadziesiąt godzin. Świadczą o tym analizy Całunu, na którym nie stwierdzono żadnych oznak rozkładu ciała. Oznacza to, że nie mogło przebywać w tym płótnie więcej niż 50, 60 godzin po śmierci.

Porównaliśmy wszystkie analizy badanego płótna, jak i biblijne opisy dotyczące śmierci Jezusa i zadaliśmy sobie pytanie, jakie jest prawdopodobieństwo, że będą one zgadzały się z innym opisem człowieka skazanego na śmierć poprzez ukrzyżowanie. Tak więc prawdopodobieństwo, że człowiek z Całunu nie był ukrzyżowanym i zmartwychwstałym Jezusem z Nazaretu, wyniosło 1 do 200 miliardów. Co to oznacza? Jeśli w historii ludzkości ukrzyżowano by 200 miliardów osób, tylko jedna z nich miałaby wszystkie te elementy wspólne z ciałem człowieka, który został owinięty w płótno. A tylko dwie osoby mają taką charakterystykę. Pierwszą jest człowiek, którego ciało było owinięte w Całunie, drugą jest Jezus z Nazaretu. I prawdopodobieństwo, że była to ta sama osoba, jest bardzo, bardzo wysokie.

Dziękuję za rozmowę.

Prof. Bruno Barberis jest wykładowcą fizyki matematycznej na Uniwersytecie Turyńskim. Od 1975 r. zajmuje się badaniami nad Całunem. Jest dyrektorem naukowym Międzynarodowego Centrum Syndonologii w Turynie i członkiem Komisji ds. Całunu Diecezji Turyńskiej. Jest autorem licznych publikacji o tej relikwii. W 2011 r. ukazała się książka “Całun – kwestia wciąż otwarta” autorstwa Bruno Barberisa i Massimo Bocalettiego.

http://www.naszdziennik.pl

Polecamy również:
http://zbigniew-sz-n.salon24.pl/182723,calun-turynski
http://www.calun.org/

Komentarzy 6 do “Całun Turyński tajemnicą dla nauki”

  1. ussus said

    Fragment książki Henryka Pająka pt. „Bestie końca czasów”, dotyczc Całunu (niestety bez fotografii „badaczy”):
    Pouczającym przykładem „naukowej” wojny z Chrystusem, są „naukowe” oszu­stwa z datowaniem Całunu Turyńskiego. Jak wiemy.

    Całun jest pośmiertnym płótnem, którym było zawinięte ciało jakiegoś Człowieka Ukrzyżowanego. Dla czcicieli Całunu jest on relikwią Męki Pańskiej. W ciągu prawie 2000 lat jego istnienia, przeszedł on cu­downe ocalenia z dwóch pożarów, a trzeci, z ostatniej dekady XX wieku, nosił znamio­na wyraźnego podpalenia, lecz Całun ponownie przetrwał. Trzeba się zgodzić, że trwający już ponad 100 lat spór o datowanie Całunu, a tym samym o zwiększenie pra­wdopodobieństwa, iż jest to Całun Chrystusa – nie posiada praktycznie większego zna­czenia dla chrześcijaństwa, dla chrystologii, dla wiary.
    Gdyby jednak udowodnić jego Chrystusową autentyczność, Całun byłby fizycz­nym, bezpośrednim przesłaniem Boga, największą relikwią chrześcijaństwa równą Krzyżowi Męki Pańskiej. Byłby czymś, co dałoby się nazwać reportażem z Ukrzyżo­wania Chrystusa, bowiem Całun ujawnia szczegóły męki i ukrzyżowania.

    Fenomen Całunu polega na dotąd niezbadanych, niewyjaśnionych naukowo kilku jego właściwościach, do których należy m.in. trójwymiarowość obrazu Ukrzyżowane­go Człowieka na Całunie. Pierwszym chronologicznie ustalonym, do dziś nie wyjaśnio­nym fenomenem, był wynik pierwszej fotografii Całunu, wykonanej przez fotografa i adwokata Secondo Pii 25 maja 1898 roku w Turynie, w ramach wystawy sztuki sakral­nej. Po wywołaniu filmu Pii otrzymał obraz, który go zaszokował: zamiast negatywu, od razu otrzymał niezwykle wyraźny pozytyw, co jest rzeczą fizycznie niemożliwą. Fo­tografia była pozytywem! I to jakim, jak wyraźnym!
    Twarz, na płótnie dziwaczna – relacjonował Pii – teraz stawała się harmonijnym i łatwo rozpoznawalnym portretem noszącego brodę i długie włosy mężczyzny. Z rysów twarzy można było wyczytać przeżycia utrwa­lone przez śmierć. To twarz mówiąca o nieskończonej cierpliwości, pełnej szlachetności, zgody na swój los. Nawet z zamkniętymi oczami twarz posiada wyraz, którego nie sposób zanalizować. A wszystko to na negatywie!’
    Czyż to nie gratka dla Bestii, ateistów i wojujących wrogów Kościoła, zdyskredy­tować Całun u samych podstaw, to znaczy wykazać, że powstał on o wiele wieków póź­niej?
    1. Emanuela Marinelli: Cafun. Obraz „niemożliwy”? (La Sindone. Uńimmagine „impossibiles”?), 1998, poi.: Wyd. Św. Antoniego, Wrocław 1988, s. 21 i passim.
    299
    Podjęli to wyzwanie, dokonując niekończących się fałszerstw i zuchwałych zanie­dbań proceduralnych.
    Tę nową Drogę Krzyżową Całunu drobiazgowo opisał m.in. Zenon Ziółkowski w swej książce: Spór o Całun Turyński. Zrekapitulował w niej cały przebieg tej afery, etapy oszustwa, które na wiele lat zadekretowało pochodzenie Całunu na lata 1260-1390, a więc na trzynaście wieków po Chrystusie. Tryumfalnie donosiły o tych „naukowych” ustaleniach żydomedia całego świata, w tym również polskojęzyczne.

    O takim datowaniu, wykonanym za pomocą analizy węglowej7, z ciężkim sercem ogłosił kardynał Anastasio Ballestrero, kustosz Całunu. Stało się to 13 października 1988 roku2.

    Aby dać badaniom pozór wszechstronności i niezależnego obiektywizmu, analogi­czne badania zlecono trzem laboratoriom w USA (Tucson), Zurychu i w Oxfordzie. Od badań odsunięto naukowców katolickich, od dziesięcioleci związanych z Całunem, w tym naukowców Watykanu. Koleje tego oszustwa posiadają wszystkie znamiona spisku, działań mafijnych, jak to potem nazwał jeden z uczciwych profesorów, odsu­niętych od udziału w badaniach. Włoski uczony Luigi Gonella, stwierdzał z oburzeniem w „La Stampa”:
    (…) nie zgodzili się, by przedstawiciel Kościoła uczestniczył w bada­niach i asystował w analizach jako obserwator. Już to powiedziałem i po­wtarzam: według mnie, jest to antykatolicki spisek pewnych dobrze określonych kół, które teraz nie mogą oskarżyć Kościoła, że uchylił się od badania C-14-‚.

    Farsa pobierania próbek Całunu nałożyła się na farsę analizy próbek. Pobierano je w tajemnicy, nocą; straż kaplicy z Całunem nawet wszczęła alarm wobec nieznanych intruzów! Pobrany skrawek Całunu spalono wraz z dwoma innymi – skrawkami z grobu odkrytego w Nubii i z mumii z początku II wieku. Doszło do pomieszania próbek i in­nych fałszerstw, zaniedbań. Potem były potajemne konsultacje trzech laboratoriów na linii USA, Zurych, Oxford, choć uzgodniono przedtem zakaz takich konsultacji. Przygo­towano też autora „demaskatorskiej” książki – D. Soxa. Pracował on w tajemnicy i ogłosił książkę drukiem już w pierwszych dniach po ogłoszeniu wyników! Miała znamienny tytuł: Całun zdemaskowany. Odbyła się także tryumfalna konferencja pra­sowa w Brytyjskim Muzeum (14 października 1988 r.). Za stołem zasiedli: M. Tite -je­dyny kontroler i koordynator testu i jedyny gwarant jego wiarygodności (!). Obok siedzieli E. Hali, dyrektor laboratorium w Oxfordzie oraz R. Hedges. Jeden z włoskich komentatorów oględnie zauważył, że badanie Całunu powierzono naukowcom innego wyznania. Wiemy jakiego: wystarczy rzut oka na poniższą fotografię trzech tryumfato­rów z owej konferencji prasowej, zwłaszcza na pierwszego z prawej (s. 300).
    W oficjalnym protokole z badań widnieją podpisy 21 laborantów, z których ani je­den nie był znany z badań Całunu. Ani jeden z nich nie uwzględniał nadpalenia Całunu w pożarze z 1532 roku, który dodatkowo nasycił Całun węglem!
    1.Izotopem węgla C-14.
    2. Żydo-mcdia donosiły m.in. w tytułach: Chrystus stracił Całun!
    3. „La Stampa”, 28 września 1898. Za: Z. Ziółkowski, op. cit., s. 159.
    300
    Przełom nastąpił na Międzynarodowym Sympozjum na temat Całunu w Paryżu we wrześniu 1989 roku. Pod naciskiem ustaleń światowych sław w tej dziedzinie, Tite odwołał przynajmniej to, co powiedział o Całunie – że jest rzekomo „falsyfikatem”. Ale na wszystko było za późno: setki milionów ludzi już zapamiętało, że Całun jest fal­syfikatem!
    O to właśnie dokładnie chodziło oszustom oraz ich mocodawcom.
    Inżynier górnictwa D. Tassot, w licznym gronie specjalistów uczestniczących w tym sympozjum wyraził ogromne zdziwienie, że zleceniodawcy wyroku zlekcewa­żyli podstawowy warunek obiektywizacji badań: należało zlecić jednemu z laborato­riów oczyszczenie próbek przed ich analizą, czyli przed ich spaleniem i zastosowaniem metody C-14.

    Obecnie uczeni, już niejednego innego wyznania, przygotowują się do ponownej analizy Całunu metodą C-14.1. Wilson, autor książki Całun Turyński napisał, że Całun ma do odegrania swoją rolę, i jej czas jest bliski.
    Dorzućmy jeden z licznych, tym razem nie „węglowy” argument za autentyczno­ścią Całunu. Są to wykryte przez badacza J. Jacksona odciski monet na powiekach „Człowieka z Całunu”. Pochodzą one z czasów Poncjusza Piłata!! Jaki zbieracz-numizmatyk z XIII wieku i po co – miałby powody, aby położyć na powiekach ukrzyżo­wanego człowieka, monety sprzed około 1200 lat?
    W wojnie z Całunem Turyńskim znaleźli się zwolennicy teorii, że jest on genial­nym falsyfikatem Leonardo da Vinci! Taką teorię rozwinęli m.in. autorzy książki Tem­plariusze – L. Picknett, C. Prince, cytowani już w rozdziale Prieure de Sion. Twierdzą oni, że wizerunek Człowieka z Całunu to portret samego Leonarda! Powiadają, że ta­kiego zabiegu dokonali też sami. Jak?
    Wystarczyła nam kamera, tkanina nasączona łatwo dostępnymi w XV, w. substancjami chemicznymi i silne światło.
    str. 301
    Z taką samą łatwością „rozprawili się” z datowaniem Całunu. Oczywiście, przyjmując za absolutny pewnik opisane tu ordynarne oszustwo „izotopowe” dokonane przez „naukowców” innego wyznania:

    Wykonane w 1988 roku analizy z użyciem izotopów węgla udowod­niły wszystkim z wyjątkiem garstki zaślepionych fanatyków, że wizeru­nek ten pochodzi z późnego średniowiecza lub wczesnego renesansu. Utytułowani manipulatorzy-jak już wiemy, ustalili pochodzenie Całunu na okres 1260-1390.

  2. Kapsel said

    Największy cud, jaki posiadamy

    W 2006 roku ukazała się książka Paula Baddego pt. Boskie Oblicze. Całun z Manoppello, która wprowadza czytelnika w pasjonującą przygodę odkrywania prawdy o niezwykłej relikwii Zmartwychwstania. Na welonie o wymiarach 17 na 24 cm, oprawionym w srebrny relikwiarz, który jest wystawiony na widok publiczny w ołtarzu głównym kościoła w Manoppello, znajduje się wizerunek twarzy zmartwychwstającego Chrystusa.

    Manoppello jest pięciotysięcznym miasteczkiem włoskim, leżącym w Abruzji, w odległości 30 km od Pescary. W pobliżu znajduje się słynne sanktuarium Cudu Eucharystycznego w Lanciano.

    Obraz nie namalowany ludzką ręką

    Od 20 lat wielu wybitnych naukowców podejmowało się trudu wszechstronnych badań tajemniczej relikwii Oblicza Chrystusa z Manoppello. Ich wyniki stwierdzają, że obraz ten powstał w niewytłumaczalny dla nauki sposób. Na pewno nie został namalowany ludzką ręką, podobnie jak cudowny obraz Matki Bożej z Guadalupe w Meksyku czy wizerunek martwego ciała Chrystusa na Całunie Turyńskim.

    Najnowsze techniki badawcze zastosowane do analizy Całunu Turyńskiego zostały również wykorzystane przy badaniu welonu z Manoppello. Wyniki tych wszystkich ekspertyz jednoznacznie wskazują, że współczesna nauka nie jest w stanie stwierdzić, w jaki sposób powstał obraz i skąd pochodzą te tajemnicze kolory, które sprawiają, że obraz Świętego Oblicza fascynuje swoim pięknem i promieniuje życiem.

    Ani obraz, ani fotografia, ani hologram

    Profesor Danto Vittore podczas swoich analiz zastosował skaner cyfrowy o bardzo wysokiej rozdzielczości. Pozwoliło mu to na ustalenie, że pomiędzy włóknami badanej tkaniny nie ma żadnych zalegających kolorów. W powiększeniu mikroskopowym wyraźnie widać, że na materiale nie ma najmniejszych nawet śladów farby. Gdyby zaś obraz został namalowany farbą olejną, z całą pewnością zalegałaby ona w wolnych przestrzeniach pomiędzy nićmi. Zostało także wykluczone, że obraz był malowany techniką akwarelową, ponieważ kontury, rysy oczu i ust są tak precyzyjnie czyste, że jest niemożliwe namalowanie ich w ten sposób.

    Najbardziej zadziwiającą cechą Oblicza z Manoppello jest przezroczystość płótna oraz fakt, że obraz jest doskonale widoczny zarówno z jednej, jak i drugiej strony – niczym na przeźroczu. Nie ma na nim żadnych pigmentów. Jest to niewątpliwie unikat w skali światowej. Dodatkową cechą obrazu z Manoppello jest jego zmienność, gdyż przy różnym świetle przyjmuje on inny wygląd. Wraz ze zmieniającym się oświetleniem zmienia się obraz, tak jakby żył. Jeśli patrzy się nań pod jasne światło, jest niewidoczny, ponieważ staje się przeźroczysty. W tym niezwykłym wizerunku twarzy są pewne właściwości obrazu, fotografii, hologramu – ale nie jest to ani obraz, ani fotografia, ani hologram. Cienie na portrecie są subtelniejsze, niż potrafiliby je namalować najwięksi geniusze malarstwa. Odbicie twarzy wykazuje wiele niewytłumaczalnych zjawisk, które sprawiają, że nauka stoi przed wielką tajemnicą.

    W świetle jarzeniówek delikatny Całun przybiera barwę miodowozłotą; wygląda dokładnie tak, jak trzynastowieczna mistyczka Gertruda z Helfty opisywała oblicze Chrystusa, oglądając w widzeniu Chustę Weroniki. Jedynie w jasnym świetle delikatny Całun ukazuje trójwymiarowe oblicze, prawie holograficzne. Płótno jest tak delikatne, że wydaje się, iż po złożeniu można by je zmieścić w skorupce orzecha. Profesor Vittori z uniwersytetu w Bari i prof. Fanti z uniwersytetu w Bolonii w trakcie analiz mikroskopowych potwierdzili, że na Całunie nie ma śladów farby. Jedynie w miejscu źrenic włókna wydają się jakby przypalone przez działanie wysokiej temperatury.

    Lekarze twierdzą, że z wyglądu źrenic Oblicza z Manoppello wynika, że Człowiek ten miał krwotok mózgowy. Jego uzębienie jest charakterystyczne dla ludzi żyjących w Palestynie w czasach Chrystusa.

    Badania naukowe potwierdzają, że obraz Boskiego Oblicza z Manoppello nie mógł być namalowany przez człowieka. Jest więc on, jak mówi tradycja, acheiropoietos – czyli nie namalowany ludzką ręką.

    http://www.katolik.pl/najwiekszy-cud–jaki-posiadamy,2313,416,cz.html

    Nie namalowany ludzką ręką

    Podobnie jak pośmiertne odbicie ciała Jezusa na Całunie Turyńskim, cudowny obraz Matki Bożej z Guadalupe jest dla współczesnej nauki niewytłumaczalną zagadką. Kroniki mówią, że podczas objawień w 1531 r. Matka Boża zostawiła swoje odbicie na tilmie Indianina Juana Diego.

    Tilma jest wierzchnim odzieniem Indian, rodzajem obszernego płaszcza utkanego z grubych i szorstkich włókien agawy (kaktusa ayate). Kolorem przypomina surowe płótno lniane. Materiał utkany z tych włókien po 20 latach ulega całkowitemu rozpadowi, a z powodu szorstkiej i nierównej powierzchni oraz rzadkich splotów absolutnie nie udałoby się na nim namalować żadnego obrazu. Naukowe badania płótna, na którym znajduje się obraz Matki Bożej z Guadalupe, przeprowadzone w 1976 r. potwierdziły, że jest to materiał utkany z włókien agawy. Fakt, że na tej „kaktusowej” tkaninie znajduje się obraz, który jest prawdziwym arcydziełem, i że sama tkanina przetrwała w idealnym stanie przez 470 lat, nie wykazując choćby najmniejszych znaków rozpadu, zdumiewa wszystkich, a szczególnie świat nauki.

    Zadziwiająca jest ciągła świeżość barw tego niesamowitego obrazu oraz brak na nim zanieczyszczeń pomimo faktu, że przez ponad 100 lat wisiał nie zabezpieczony żadnym szkłem, wystawiony na bezpośrednie działanie różnych destruktywnych czynników, między innymi dymu kadzideł, palonych perfum, sadzy i spalającego się wosku z niezliczonych wotywnych świec. Słynny meksykański malarz Miguel Cabrera pisze, że w 1753 r. widział, jak przez dwie godziny, około 500 razy, pielgrzymi dotykali obrazu różnego rodzaju przedmiotami, które mieli ze sobą. Każdy inny obraz, który by się znajdował w podobnych warunkach, szybko uległby zniszczeniu, zaczernieniu i stałby się nierozpoznawalny. Natomiast obraz z Guadalupe nie jest w ogóle zniszczony. Badania naukowe wykazały, że z niewyjaśnionych przyczyn materiał, na którym odbity jest obraz Matki Bożej, w ogóle nie przyjmuje kurzu, odpycha insekty, bakterie i grzyby.

    Profesor Philip Callahan z Uniwersytetu na Florydzie, który badał obraz z Guadalupe w 1979 r., w swoim raporcie napisał, że z jednej palącej się wotywnej świecy jest emitowanych ponad 600 mikrowatów. W zamkniętym pomieszczeniu przy setkach palących się świec i tysiącach pielgrzymów powstaje tak wielkie zanieczyszczenie, że w krótkim czasie powinno nastąpić całkowite wyblaknięcie kolorów i zniszczenie samego obrazu. Święty obraz Matki Bożej z Guadalupe wydaje się jednak całkowicie uodporniony na wszelkiego rodzaju niszczące oddziaływania.

    Fakt doskonałego zachowania płótna oraz delikatnych kolorów, w całym ich bogactwie i świeżości, wprawia w prawdziwe zdumienie wszystkich ekspertów i znawców sztuki. Wielu sceptyków i racjonalistów w konfrontacji z faktami, które odkryli, badając święty obraz, odrzuciło swój sceptycyzm i niewiarę, klękając przed tajemnicą niewidzialnego Boga. I tak na przykład słynny meksykański architekt Ramirez Vasguez, któremu w 1975 r. powierzono zaprojektowanie nowej bazyliki w Guadalupe, otrzymał pozwolenie na dokładne zbadanie obrazu Matki Bożej. Wyniki tych badań były dla niego tak wielkim intelektualnym i duchowym wstrząsem, że porzucił swój agnostycyzm i stał się gorliwym katolikiem.

    O nadprzyrodzonym pochodzeniu obrazu Matki Bożej z Guadalupe świadczy również jego cudowne zachowanie przed zniszczeniem podczas różnych nieszczęśliwych okoliczności i wypadków w ciągu jego wielowiekowej historii. I tak na przykład: w 1791 r. robotnikowi czyszczącemu srebrną ramę przypadkowo wylała się na powierzchnię obrazu cała butelka kwasu azotowego. Ku wielkiemu zdziwieniu i ogromnej radości pracownika wylany kwas nie zostawił najmniejszego śladu. Podczas krwawych prześladowań Kościoła w latach 20. ubiegłego wieku, za rządów Plutarco Callesa, za sprawowanie posługi kapłańskiej tysiące księży skazano na karę śmierci. Ateistyczno-masoński reżim zamknął wszystkie kościoły w Meksyku, nie odważył się jednak zamknąć Bazyliki w Guadalupe. Wrogowie Kościoła uciekli się jednak do diabolicznego planu zniszczenia obrazu Matki Bożej i zabicia większości hierarchów. 14 listopada 1921 r. agenci rządowi ukryli w wazonie na kwiaty bardzo silną bombę zegarową i podłożyli pod cudownym obrazem. Bomba wybuchła o godz. 10.30 w czasie odprawiania pontyfikalnej Mszy św. Potężny wybuch wstrząsnął całą Bazyliką, niszcząc posadzkę, marmurowy ołtarz i witraże w oknach, cudem nikt nie został zabity, tylko niektórzy odnieśli lekkie rany. Kiedy po wybuchu opadł kurz, okazało się, że obraz jest nienaruszony, przed zniszczeniem uchronił go duży metalowy krucyfiks, który wygiął się na skutek eksplozji.

    W ciągu wielowiekowej historii obraz z Guadalupe wielokrotnie poddawano bardzo szczegółowym badaniom. Różni naukowcy i eksperci w dziedzinie malarstwa chcieli stwierdzić, czy rzeczywiście jest możliwe wytłumaczenie jego powstania na drodze naturalnej. Wszystkie badania wykonywane za pomocą mikroskopów, promieniowania podczerwienią i innych najnowocześniejszych metod wskazują, że obraz nie został namalowany ludzką ręką.

    Laureat Nagrody Nobla w dziedzinie chemii, niemiecki profesor Richard Kuhn z Heidelbergu, w 1936 r. poddał bardzo szczegółowym badaniom włókna wzięte z materiału, na którym znajduje się obraz Matki Bożej z Guadalupe. Naukowiec ten stwierdził, że barwniki, które zostały użyte do wyrażenia kolorów na obrazie, w ogóle nie są znane nauce. Nie są pochodzenia ani zwierzęcego, ani roślinnego, ani mineralnego. Użycie syntetycznych kolorów zostało również wykluczone. Badania mikroskopowe obrazu w 1946 r. wykazały że w ogóle nie ma na nim śladów pędzla, wstępnego szkicu czy podpisu artysty. To samo potwierdziły badania w 1954 r. i 1966 r. innej grupy naukowców pod przewodnictwem prof. F. Camps Ribera. Znawcy problematyki są zgodni, że obraz Matki Bożej z Guadalupe jest dziełem, którego nie byłby w stanie namalować żaden nawet najgenialniejszy malarz.

    Już w 1929 r. profesjonalny fotograf Alfonso Gonzales, po wielokrotnym powiększeniu twarzy Matki Bożej odkrył, że w Jej oczach widać wyraźnie odbitą twarz człowieka z brodą. To odkrycie sprowokowało całą serię szczegółowych badań oczu Matki Bożej, przeprowadzonych w latach 50., 60., 70. i 80. XX wieku. Wszyscy badacze są zgodni, że oczy Maryi wyglądają jak oczy żywej osoby i posiadają nadzwyczajną głębię. Widoczne jest w nich zjawisko refleksu, występujące tylko u żywych ludzi, którego nie można odtworzyć przy pomocy nawet najdoskonalszych technik malarskich. Naukowcy dokonali powiększeń oczu Maryi aż 2500 razy. Pozwoliło to im odkryć w oczach Matki Bożej odbicie postaci 12 osób. Została utrwalona w nich scena spotkania Juana Diego z arcybiskupem Zumarragą i osobami mu towarzyszącymi, w czasie którego dokonał się cud powstania wizerunku Niepokalanej na tilmie Indianina. Odbicie tej sceny w oczach Maryi jest tak perfekcyjne, że widać nawet takie szczegóły, jak np. łzy wzruszenia, kolczyki, sznurowadła indiańskich sandałów, łysego człowieka z białą brodą, Indianina z orlim nosem, brodą i wąsami przylegającymi do policzków itd. Ta precyzyjna doskonałość mikroskopijnego obrazu wyklucza możliwość namalowania go przez człowieka. Naukowcy są zgodni, że podobnego zjawiska nigdy nie udało się zaobserwować na żadnym obrazie ani fotografii. Badania te przeprowadzili najwybitniejsi naukowcy w dziedzinie optyki i okulistyki: prof. Charles Wahling, prof. Francis T. Avignone, prof. H.G. Noyes z Columbia University, New York, Edward Gebhardt – telewizyjny inżynier i fotograf z National Broadcasting Company, prof. Alexander Wahling – chirurg oczu, prof. Italo Mannelli z Uniwersytetu w Pizie i inni.

    Szczegółowe badania obrazu Matki Bożej z Guadalupe wskazują na tajemnicze źródło jego pochodzenia, niedostępne wszelkim naukowym dociekaniom. Tylko wiara może nam powiedzieć, że jedynym autorem tego obrazu jest sam Pan Bóg. Obraz Niepokalanej Dziewicy z Guadalupe jest znakiem wzywającym wszystkich ludzi do nawrócenia, aby każdego dnia przez modlitwę i pracę, podejmowali trud życia według wymagań Ewangelii. Patrząc na cudowny obraz z Guadalupe, namacalnie doświadczamy macierzyńskiej miłości Matki Zbawiciela i naszej Matki, zatroskanej o wieczne zbawienie wszystkich swoich dzieci. To właśnie Ona pragnie rozbudzić w nas wiarę i dlatego daje nam nadzwyczajne znaki, abyśmy zrozumieli, że szczęście prawdziwe jest tylko w Bogu.

    http://www.katolik.pl/nie-namalowany-ludzka-reka,540,416,cz.html

  3. Kapsel said

    Warto przypomnieć:

    Najświętsza Maryja Panna z Guadalupe

    https://marucha.wordpress.com/2011/12/14/najswietsza-maryja-panna-z-guadalupe/

  4. navajo88 said

    Ech panowie cuda to dopiero nastąpią !!!!!!!!! ,,,,,,,,, hahaahahahahahaha
    J.M.H

  5. Dzięcioł said

    Polecam świetną książkę o Całunie, Zenona Ziółkowskiego. Można ją czytać w internecie: http://www.calun.org/strony/ksiazki/ziolkowski/index.html

  6. MarcinK said

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: