Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    bryś o Wolne tematy (84 – …
    Carlos o Wolne tematy (84 – …
    minka o Jastrzębski: Smutna Barbórka
    minka o Jastrzębski: Smutna Barbórka
    minka o Wolne tematy (84 – …
    Tad o Powstanie nowa formacja, po to…
    Orangutan o Jak wymyślono naród żydowski?…
    NC o Najbogatszy człowiek na ś…
    Szczepan Zbigniewski o Powstanie nowa formacja, po to…
    Szczepan Zbigniewski o Jastrzębski: Smutna Barbórka
    minka o Wolne tematy (84 – …
    Szczepan Zbigniewski o Belwederczycy, faszyzm i zbior…
    minka o Wolne tematy (84 – …
    revers o Niemcy staczają się na dn…
    Krzysztof M o Jastrzębski: Smutna Barbórka
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 626 obserwujących.

Albin Siwak „Bez strachu” – tom III (fragment 4)

Posted by Marucha w dniu 2012-01-16 (Poniedziałek)

Nadesłał p. PiotrX.

Dżamahirijja czy kapitalizm?

Od wielu miesięcy cała społeczność świata z zapartym tchem śledzi sytuację w Libii i dyskutuje o jej rozwoju. Nawet ci, którzy w rzeczywistości nic nie wiedzą o Libii piszą artykuły do prasy i zabierają głos w telewizji czy radiu. A wszystko po to, żeby przypodobać się zachodowi i Żydom. Po to, by znaleźć się w kręgu ludzi, na których kto trzeba zwróci uwagę i odnotuje, że to „nasz człowiek”, „nam życzliwy”. Prześcigają się więc w opisywaniu i przedstawianiu Kaddafiego z najgorszej strony, przypisując mu – jak ostatnio donosiła prasa i TV – ludobójstwo.

Wiele osób pyta mnie: „Pan tam był cztery lata i poznał dobrze Libię i ludzi. O co naprawdę w tej wojnie chodzi? Kto ma rację, a kto jest winien tylu ofiarom tej wojny? Dlaczego jak państwa zachodnie strzelają i bombardują to nazywają to walką o wolność i demokrację, a jak Kaddafi atakuje i strzela to jest to ludobójstwo?”

Zdawałoby się, że odpowiedź na proste pytanie powinna również być prosta. A jednak odpowiedź jest trudna i złożona, tak jak trudne i skomplikowane są społeczeństwa, które składają się z wielu plemion, wielu rodowych zasad i praw. (My w Polsce na szczęście nie mamy piętnastu plemion, jak na przykład w Kenii. Jest u nas zaledwie Śląsk i Pomorze, a sami widzimy, jakie od stuleci do dziś są z tym problemy i jakie ciągoty mają politycy i ich sponsorzy z zagranicy, żeby podzielić Polskę na autonomiczne regiony. A podobno nasza europejska kultura jest na wyższym poziomie niż ludności w Afryce! Więc sobie teraz wyobraźmy o ile łatwiej jest poróżnić plemiona w Afryce niż nas tu w Europie. A mimo to my też dajemy się podzielić – na razie na różne punkty widzenia. Ale przecież ci, co już inaczej widzą Polskę będą naciskać i używać chwytów poniżej pasa byleby ich pomysł podziału Polski doszedł do skutku.)

Więc sprawa pierwsza. Zawsze i w każdym państwie było i jest tak jak w rodzinie wielodzietnej. Najbardziej kochani rodzice to tacy, co nic nie mają do podziału między swoje dzieci. Ale są rodzice, którzy dorobili się czegoś w ciągu swojego życia i posiadają na przykład domek, a los dał im liczne potomstwo – na przykład pięcioro dzieci. Załóżmy, że ten mały domek zapisali w spadku jednemu ze swych dzieci, z którym mają zamiar „dożywać swoich dni”. I tu „zaczynają się schody”, bo bardzo rzadko zdarza się, że pozostała czwórka dzieci akceptuje to, co rodzice zrobili. Jedni tylko narzekają, że to nieuczciwe. Inni oddają sprawę do sądu, by obalić wolę swoich rodziców i odebrać rodzeństwu spadek, ale zdarza się, że i fizycznie likwiduje się osobę, która według pozostałych niesłusznie zagarnęła to, co im się należało…

W państwach wieloplemiennych zawsze było tak, że plemię bliższe rządzącym zawsze miało najlepiej. Pozostałe plemiona oczywiście narzekały (ciszej lub głośniej), ale często zdarzało się też, że siłą wymuszały dla siebie przywileje i dobra materialne.

Żeby mieć jasny obraz sytuacji Libii należy cofnąć się w czasie i poznać choćby powierzchownie historię tego kraju. Miałem to szczęście, że w 1986 roku, gdy objąłem w ambasadzie funkcję ministra-radcy, zastałem w Trypolisie i w Benghazi oraz innych dużych miastach wielu lekarzy, którzy przyjechali do Libii jeszcze za czasów monarchii (za panowania króla Idrisa). Niektórzy z nich – mieszkając w Libii po 10 i więcej lat – nauczyli się dobrze języka, znaleźli tu wielu autentycznych przyjaciół i poznali libijskie plemiona oraz ich zwyczaje i prawa. To od nich dowiedziałem się najwięcej o mieszkańcach Libii, bo nie z każdym Libijczykiem można było tak otwarcie na te tematy rozmawiać.

Ustrój był zacofany i oparty właśnie o prawa plemienne. A więc i kary były wymierzane wg zasad plemiennych. Libijczycy inaczej pojmowali dobre obyczaje niż my w Europie i inaczej karali za nieprzestrzeganie prawa. Na przykład dziewczynek nie posyłano do szkoły – „bo i po co?” Przyszła żona (jedna z wielu żon Araba) ma po prostu rodzić jak najwięcej dzieci. Do tej roli musi ją przygotować matka. Małej dziewczynce wycinano też łechtaczkę uważając, że nie powinna ona czuć potrzeby seksu. Gdy dziewczyna dorastała wychodziła za mąż nie widząc swego przyszłego męża. Była po prostu kupowana jak owca czy koza. Poza dom mogła wychodzić rzadko i nigdy sama. Jeśli idzie o chłopców, to niewielu uczęszczało do szkoły. Wyłącznie dzieci bogatych przywódców plemion. Zwykły libijski rolnik był karany śmiercią, jeśli przy nim znaleźli więcej niż pięć dinarów, bo nie miał prawa posiadać takiej sumy. Jeśli posiadał to według prawa ukradł. (Takie plemiona jak Tuaregowie utrzymywali się przez setki lat wyłącznie z napadania na karawany. Handel żywym towarem był jeszcze nawet za Kaddafiego. Karane to było śmiercią, ale potajemnie handlowano nadal – szczególnie dziewczętami.)

Jeśli idzie o prawo to zamiast kodeksu w sądzie obowiązywał Koran. Czyli oko za oko, ząb za ząb, głowa za głowę.

Kaddafi z grupą młodych oficerów dokonał przewrotu. Znacjonalizował ujęcia ropy. Ustrój, jaki zaprowadził, nazwał Dżamahirijją, co podobno znaczy „władza ludu”. To ludowładztwo ma bardzo proste i czytelne zasady. Ludzi do władzy wybiera się najpierw w małych okręgach, następnie już w baladijjach czyli odpowiednikach naszych województw (dodać tu należy, że ich województwo może być wielkości połowy Polski), a następnie władzę sprawuje wybrany w ten sposób Kongres Ludowy. (Kaddafi, jako historyczny przywódca nigdy nie był poddawany wyborom, bo i żadnej funkcji czy stanowiska oficjalnego nie miał i nie ma. Jest po prostu przywódcą rewolucji w Libii.) Czy w wyborach mogło dochodzić do fałszowania wyników głosowania? Nigdy o niczym takim nie słyszeliśmy, ale im wyższa była ranga wyborów, tym więcej informacji było dostępnych wyłącznie dla delegatów (a ich uprzedzano wcześniej o konieczności zachowania tajemnicy).

Teoretycznie mogło to mieć miejsce, jednak znawcy tematu w korpusie dyplomatycznym mówili, że nie było takiej potrzeby, gdyż zwykle wcześniej ustalano przydatność poszczególnych osób do pełnienia konkretnych stanowisk i te osoby popierano oficjalnie.

Żeby odróżnić libijski system polityczny od systemów krajów socjalistycznych i kapitalistycznych wymyślono, że ministrów u nich nie będzie. (Odpowiednikiem ministrów byli tam sekretarze resortu bądź przewodniczący resortu). Najważniejszą jednak sprawą był zdaniem Kongresu zakres świadczeń socjalnych dla obywateli Libii. Uważam, że warto się z tym tematem zapoznać, ponieważ jestem przekonany, że tak wysokich świadczeń nie było w żadnym innym kraju na świecie. Libijscy przywódcy sami bowiem zadeklarowali, w jaki sposób będą żyć i jakie prawa będą u nich surowo przestrzegane, jakie przywileje dostanie ludność i kto zapłaci za te wszystkie przywileje.

Najpierw proponuję zapoznać się z wywiadem, jaki włoski reporter przeprowadził z byłym ambasadorem Rosji w Libii. Dziennikarz pyta:
– Jest pan od kilku lat ambasadorem w Libii. Czy Kaddafi to krwiożerczy dyktator i należy go surowo ukarać? Ambasador Włodimir Chamow odpowiada:
– O jakim ucisku pan mówi? Czy pan wie, że każdy Libijczyk bez względu na to, z jakiego plemienia pochodzi otrzymuje kredyt na budowę domu? Bez odsetek. Taki kredyt banki dają na dwadzieścia lat. A jeśli ma dużo dzieci (a przeważnie ma), to może prosić o całkowite umorzenie tej pożyczki. Więc pan, jako dziennikarz, człowiek światły, niech mi powie zna pan inny kraj, który tak swoim obywatelom idzie na rękę?
– Przyznam się – mówi dziennikarz – że nie znam takiego kraju.

Litr benzyny kosztuje około 10 centów. Jeśli chodzi o jedzenie to do każdego artykułu rząd dopłaca. (Jeśli artykuł kosztuje 10 dinarów – rząd dopłaca 9 dinarów.) A nowy jeep KIA z Korei Południowej kosztuje 7500 dolarów…

Ale to nie wszystko. W Libii każda rodzina otrzymuje rocznie pomoc od państwa – 1 000 dolarów. Jeśli ktoś jest bezrobotny to otrzymuje 730 dolarów miesięcznie. Pensja pielęgniarki w szpitalu (bez względu czy jest to Libijka czy cudzoziemka) wynosi 1 000 dolarów miesięcznie. Na każdego noworodka rodzice otrzymują jednorazowo 7 000 dolarów. A po zawarciu małżeństwa każda młoda para otrzymuje od państwa 64 000 dolarów na zakup domu lub mieszkania. Jeśli Libijczyk chce założyć własną działalność to państwo (jako jednorazową pomoc) daje mu bezzwrotnie 20 000 dolarów.

Jest surowy zakaz wprowadzania wysokich podatków i ceł. Edukacja od najmłodszych lat aż do ukończenia studiów (również zagranicznych) jest darmowa. Tak samo służba zdrowia – całkowicie bezpłatna, a opłata za leki symboliczna. Są specjalne sieci sklepów dla rodzin wielodzietnych. Zdarza się i to często, że mając zgodnie z prawem cztery żony, Libijczyk może mieć około pięćdziesięciorga dzieci. I dla takich rodzin opłata w tych sklepach jest symboliczna. Mogą one również korzystać z aptek z darmowymi lekami. Nie ma opłat za czynsz.

– Proszę mi powiedzieć czy pan, jako dziennikarz, zna kraj gdzie nie ma opłat za czynsz?
– Nie, nie znam. Chyba, że w dżungli, gdzie mieszkają w szałasach.
– A zna pan kraj gdzie nie płaci się za energię elektryczną?
– Co?! Też nie.

W Libii obowiązuje zakaz sprzedawania alkoholu. Jest też zakaz usług w zakresie nieruchomości. (Czyli nie wolno pobierać opłat z tego tytułu.) A jeśli zechce Libijczyk kupić samochód to państwo płaci 50% ceny. (Pracownik wojska i milicji ma ulgę aż 65%.) Paliwo jest tańsze od zwykłej pitnej wody. Zysk z ropy idzie na podniesienie standardu życia. Libia ma 143 tony złota i duże depozyty w wielu bankach świata.

Kaddafi wybudował największy rurociąg świata, który pompuje słodka wodę z podziemnych złóż na pograniczu Libii i Sudanu. Doprowadził ten rurociąg do Benghazi (pionowo z południa na północ) i od Benghazi dalej wzdłuż morza, aż do Trypolisu. Gdy zachodni specjaliści obliczyli koszt wybudowania tego rurociągu, to okazało się, że jest trzykrotnie wyższy niż koszt budowy podmorskiego kanału z Anglii do Europy. Rurociąg – to mało powiedziane! To tunel, przez który (gdyby nie stacje pomp) można by było jechać samochodem. Nazywano tę budowlę ósmym cudem świata, a pozyskana dzięki niej woda dała Libii stabilną gospodarkę i niezależność ekonomiczną.

– Ja panu powiem, o co tu chodzi, w tej tzw. wojnie. W 2010 roku Kaddafi złożył w Zgromadzeniu Ogólnym ONZ wniosek o śledztwo w sprawie okoliczności ataku USA i NATO na Irak oraz o postawienie przed sądem winnych masowych zbrodni. Przedłożył też projekt rezolucji w sprawie odszkodowań byłych państw kolonialnych dla byłych kolonii (za I eksploatację ludzi i surowców z tych krajów).

Zachodnia propaganda demonizuje Muammara Kaddafiego, jako i patologicznego tyrana i nieprzejednanego wroga demokratycznych aspiracji I Libijczyków. To nie jest prawda! Istnieją pewne mechanizmy powszechnej! kontroli i demokracji w Libii. Wybierane są rady obywatelskie i społeczności I samorządowe gminy. A wszystko to bez nomenklatury partyjnej (takiej jak| na przykład jak my mieliśmy w ZSRR). Jest społeczeństwo, które wygląda na komunistyczne (chociaż Kaddafi z komuną nigdy nie miał i nie ma nici wspólnego).

– Czy dlatego Libię mają demonizować i atakować stare mocarstwa imperialistyczne?

– Proszę niech pan zobaczy, co Sigizmund Mironin -dziennikarz, taki jak pan, piszący w prasie oświatowej – napisał w artykule pt. „Dlaczego bombarduje się Libię?” Cytuję: „Libia, która uważana jest za dyktaturę wojskową Kaddafiego, jest rzeczywiście najbardziej demokratycznym państwem na świecie. W 1977 roku Libia została ogłoszona najwyższą formą demokracji, w której tradycyjne instytucje rządowe są zniesione, a cała władza należy bezpośrednio do ludzi, przez komitety i Kongresy Ludowe. Państwo jest podzielone na wiele wspólnot, które są samodzielnie kierowanymi mini-państwami w państwie. Z pełną władzą w swoim okręgu, łącznie z podziałem środków budżetowych. A ostatnio Kaddafi ogłosił jeszcze bardziej demokratyczną formę – czyli dystrybucję dochodów z budżetu państwa wśród obywateli. Według Kadafiego to eliminuje korupcję i pasożytniczą biurokrację.”
– Czy jeszcze coś więcej chce pan usłyszeć o Libii? – spytał ambasador dziennikarza.
– Nie. To całkowicie wystarcza.

Myślę, że każdy czytelnik po przeczytaniu tego wywiadu ma już wyrobiony własny pogląd na temat Libii. Ale ja chciałbym jeszcze dodać coś od siebie. W odróżnieniu od pozostałych krajów, które się ostatnio zbuntowały i przez które przeszła fala gniewu narodów (krajów takich jak Jemen, Tunezja, Algier czy Egipt) Libia nie buntuje się z powodu nędzy i głodu. W czasie, gdy pracowałem w tamtejszej ambasadzie Libijczyk otrzymywał od państwa kompletnie zabudowaną farmę: piękny umeblowany dom z ujęciem deszczówki, zbiornikiem gdzie ona się gromadziła i filtrami do wody, ciągnik, całe obejście, jakie jest niezbędne do gospodarowania, a to wszystko ogrodzone wysokim murem, (bo nikt nie może podglądać Arabowi żony). I to za darmo! I na dodatek w początkowych latach pilnował tego Araba żołnierz, bo ten Arab wolał życie na pustyni, pod namiotem niż w tym nowym domu. I taki Arab otrzymywał też dużo ziemi. Ale nie pracował na niej.

On jechał do biednej Tunezji i zwoził całą tunezyjską rodzinę. Budował im domek obok siebie i oni cały okrągły rok ciężko pracowali, a Arab leżał i palił nargillę (fajkę wodną). A więc ręczę za to, że bunt w Libii nie wybuchł z biedy. Nie z braku demokracji. Nie z braku opieki państwa nad rodziną. Ten bunt ma nazwę „najlepsza ropa świata”.

Libia, jako jedyne państwo posiada ujęcie tzw. lekkiej ropy w baladijji Kufra. Z takiej ropy robi się paliwa lotnicze i rakietowe. Państwa zachodnie od lat zerkają zazdrośnie na tę ropę.

A powód zawsze się znajdzie. Jak mówiono po drugiej wojnie światowej: Dajcie nam człowieka, a my już dopasujemy do niego odpowiedni paragraf. Jest to tym łatwiejsze, że Kaddafi nie jest aniołem. Bo i wszyscy Arabowie to nie anioły.

Choćby tylko w dziedzinie sprawiedliwości przepisów prawnych, sądownictwa, umiejętności przebaczania czy darowania komuś winy. Sam wielokrotnie widziałem, że jeśli skazywali kogoś na śmierć, to nie tylko on ją ponosił. Ginęła cała rodzina skazanego włącznie z dziećmi i starcami. Jakby tego było mało niszczono się do zera jego dom i parkan. (Sam opisywałem jak będąc członkiem korpusu dyplomatycznego musiałem wraz z innymi dyplomatami oglądać wykonywanie wyroków śmierci na ludziach uznanych za zdrajców.) Arabowie, którzy z jednej strony są niesłychanie życzliwi, bezinteresowni i chętni do pomocy potrafią też zabić człowieka z byle powodu. Zwłaszcza, jeśli ktoś nie przestrzega ich zwyczajów i praw. Zawsze będę pamiętał jedną z takich historii. Pracując w Libii przyjechałem kiedyś na urlop do Polski i spotkałem się z dawnym kolegą z pracy. Ten człowiek zwrócił się do mnie z prośbą, żebym jego synowi załatwił pracę w Libii. Nie był to żaden problem, bo akurat fachowców tam ciągle brakowało, więc chłopak pojechał pracować do Libii. Po przyjeździe oczywiście przeszedł przeszkolenie jak wolno się w tym kraju zachowywać a czego nie wolno robić. Niestety, zlekceważył to. Wybrał się z kolegami na suk, czyli na targ. Przed nimi szła Arabka cała zakryta zasłoną, tak, że widać jej było tylko oko. I ten chłopak mówi do swoich kolegów: „Zobaczę, jaką ma twarz.” Podszedł i zdjął jej z głowy tę zasłonę. A wtedy mąż tej Arabki, który szedł tuż za nią, wbił chłopakowi w plecy cały bagnet. Pakowałem go w trumnę i do samolotu… Pracownicy ambasady musieli też być obecni na rozprawach, kiedy sądzony był Polak. Dziwne to były rozprawy. Na przykład akt oskarżenia stwierdzał, że Polak jechał prawym pasem jezdni (sześciopasmowej), której oba pozostałe pasy w tym kierunku były puste. I w tył samochodu tego Polaka uderzył Arab, ginąc na miejscu. I choć na całym świecie prawo mówi, że wina jest po stronie tego, co wjechał w tył pojazdu przed sobą, w Libii jest inaczej. Werdykt był taki: „Winien jest tej śmierci Polak, bo gdyby nie podpisał umowy o pracę w Libii i fizycznie go tu nie było to Arab by w niego nie wjechał i nie zabił się.”

Jak w takiej sytuacji racjonalnie dyskutować z sędziami? Niektóre decyzje władz lub policji są tak piramidalnie głupie, że normalny człowiek na świecie nie uwierzy w nie. Na przykład zatrzymuje cię policjant i mówi, że przekroczyłeś szybkość.
– A gdzie jest znak ograniczenia szybkości?- pytasz policjanta.
– Znaku, co prawda nie ma, ale na tej ulicy nie wolno szybko, a ty jechałeś setką.
– A gdzie jest jakiś pomiar tej prędkości? Radar?
– A radar? Radar to ja mam w oczach i oceniłem, że jechałeś setką.
To, że u nich nie sposób jechać setką po mieście, bo samochód bez przerwy ociera się o drugi samochód okazuje się nie ważne. Ważne, że „jechałeś setką”. I teraz dopiero kierowca doznaje szoku, bo pan policjant za przewinienie aresztuje… auto. Do domu trzeba wracać pieszo.
– A jak Arab Araba zabije siekierą? To co wtedy? Aresztujecie tę siekierę? -pytasz policjanta.
– Nie. Ten, co zabił szybko pójdzie sam na policję i poprosi, żebyśmy go dobrze zamknęli i pilnowali.
– Dlaczego pójdzie sam? – pytasz policjanta.
– Bo jak nie zdąży dojść na policję, a rodzina zabitego się dowie, że to on jest zabójcą to go na miejscu zabiją.
– I co? Znów ten, co zabił leci na policję? – pytasz policjanta.
– Nie on już nie leci, bo miał prawo zabić tego, co mu członka rodziny zabił.

Można by tu przytaczać setki podobnych przykładów. Wszystkie te sprawy łączy to samo – sąd nie sądzi na podstawie kodeksu (karnego czy cywilnego), ale na podstawie Koranu. Sprawiedliwość wymierza się wg własnych, lokalnych praw i zwyczajów.

U nich jest na przykład tak, że jeśli Arab poznał pracującą w Libii na kontrakcie pielęgniarkę i ona mu się spodobała to starał się ją przekonać, by została jego kochanką. A jeśli miał sporo złota, to miał argumenty, które często wystarczały do przekonania tej pani. I jeśli taki Arab przespał się z tą panią, to uważał ją już za swoją własność. Każdy, kto do niej się zbliżył musiał zginąć…

Innym przykładem arabskiej mentalności jest historia, którą opowiedział mi znajomy lekarz pracujący w szpitalu w Benghazi. Cały personel szpitala j stanowili Polacy. Kiedyś przywieziono do nich ciężarną kobietę. Okazało się, że była panną, co jest hańbą dla rodziny.

Wiedzieliśmy, że bracia jej chcą ją zabić. Ojciec też. – opowiadał mój znajomy. – Pilnowano jej cały czas. Urodziła chłopca i tego samego dnia odwiedziła ją cała rodzina, ale widać było, że wszyscy są bardzo źli. Dlatego przez cały czas był w pokoju pielęgniarz, Polak. Niestety, pracował u nas od niedawna i jeszcze nie znał arabskiego. Po wyjściu rodziny pielęgniarz poszedł do toalety. Gdy wrócił oboje matka i dziecko już nie żyli. Udusiły ich kobiety z tej Sali, którym zleciła to zabójstwo rodzina zamordowanej. Wszyscy Arabowie uznali to za naturalne. W ogóle nikt nie robił dochodzenia ani sprawy.

Dlaczego o tym wszystkim opowiadam? Bo żeby zrozumieć mentalność arabską trzeba zrozumieć, że na to jak postępuje Arab największy wpływ ma religia i zasady jego plemienia. Jak mówiłem już wcześniej w Libii, jak w rodzinie, są animozje i odmienne punkty widzenia. Istnieje tam kilka dużych i silnych klanów i kilka pomniejszych. Te silne umieją podporządkować sobie te mniejsze i wtedy mają liczebną przewagę.

Obecnie już wiadomo, że amerykanie poprzez własne kanały popchnęli do buntu przeciwko Kaddafiemu niektóre klany, obiecując im w zamian władzę. Ale tak naprawdę chodzi o libijską ropę, na której za wszelką cenę chcą położyć rękę amerykańskie korporacje paliwowe. Dla nich kilkadziesiąt milionów na skorumpowanie, uzbrojenie i płace to „mały pikuś” (jak obecnie się mówi). Bo w perspektywie są nie miliony, ale miliardy zysku. Mimo przekupstwa krajom zachodnim trudno było znaleźć potrzebną ilość buntowników pośród samych Libijczyków. Trzeba było sięgnąć po przeszkolonych w tym celu najemników. Ten, kto był w Libii widząc teraz w telewizji twarze buntowników pozna od razu, że to nie Libijczycy. Bez tego wsparcia zachodu, który dostarczył buntownikom broń i ludzi, rebelianci nic by nie wskórali.

Przedstawię teraz Państwu prawdziwą sytuację w Libii, a Państwo oceńcie ją sami.

Przez całe lata nasze media pokazywały nam, że Kaddafi uzbroił cały naród libijski. Robiono złośliwe filmy i reportaże i dorabiano nich swoje teorie. A prawda jest taka, że po nalocie samolotów na zatokę Syrta i Trypolis w 1986 roku Kaddafi podjął decyzję, iż każdy dorosły Libijczyk (bez względu na płeć) musi mieć w domu broń i amunicję. Po to, żeby mogli się bronić, gdyby Amerykanie znów zaatakowali. W ten sposób parę milionów sztuk broni dostało się w ręce zwykłych Libijczyków. Co tydzień libijska telewizja pokazywała jak oficerowie wojskowi szkolą z obsługi tej broni ludność cywilną. Pomyślmy jak bardzo przywódca kraju musi być pewny swego narodu, żeby dać każdemu obywatelowi do ręki broń. Przecież ciemiężeni zwróciliby tę broń przeciwko ciemiężcy. Przecież żadna armia nie pokona całego narodu.
A tymczasem nikt nigdy nie skierował tej broni przeciwko Kaddafiemu.
Nawet teraz w czasie tego buntu Kaddafi ogłosił (a telewizje światowe to rozpowszechniły), że dozbraja ludność cywilną, żeby miała więcej tej broni. W tej sytuacji należy zadać proste pytanie:

Skoro Kaddafi jest ludobójcą i zabija własny naród to, dlaczego ten naród tak podobno ciemiężony nie strzela do Kaddafiego? Coś tu nie pasuje do wersji rozpowszechnianej przez propagandę zachodnią. Przecież gdyby Kaddafi był takim ludobójcą to zostałaby przy nim garstka ludzi. A on wciąż ma poparcie u ludności kraju i całej armii. Więc jakie są naprawdę powody zachodniej interwencji?

Pomijając szczególne powody Wielkiej Brytanii i Francji przyjrzyjmy się Stanom Zjednoczonym. Mironin ma rację, że najważniejszym powodem i bezpośrednim ich napaści na Libię jest potrzeba załatania własnej dziury budżetowej. Niewiele osób czyta prasę światową, a tam piszą, że przed marcem 2011 roku Japonia była jednym z głównych nabywców amerykańskich papierów wartościowych, w szczególności obligacji skarbowych. Nagromadziła tych aktywów za kwotę ponad 880 miliardów dolarów. Ale trzęsienie ziemi, tsunami i awarie jądrowe w Fukushima 1 szacowane są na około 300 miliardów dolarów. I teraz stało się naturalne, że Japonia musi sięgnąć po te rezerwy. Musi, bo sytuacja zmusza ją do tego kroku. A tymczasem Żydzi manipulując rezerwą walutową doprowadzili USA do kryzysu finansowego. Dlatego politycy amerykańscy najpierw prosili Japonię, by nie sięgała po te zasoby, a następnie widząc, że to posunięcie jest jednak nieuniknione zaczęli szukać sposobu by załatać tę dziurę. I doszli do wniosku, że w tej sytuacji można to zrobić tylko przy pomocy produkujących ropę krajów arabskich, Rosji i Chin. To wiąże się z nowym skokiem światowych cen ropy naftowej i odpowiednio z popytem dolara. Amerykanie chcą to osiągnąć dzięki interwencji sił międzynarodowych w Libii w ramach mandatu ONZ. Nie trzeba być politykiem, żeby zrozumieć intencje innych przywódców państw zachodnich. Na przykład pan Sarkozy, prezydent Francji, składając swą pierwszą wizytę w Izraelu oświadczył: „Każdy naruszający interesy Izraela musi wiedzieć, że będzie miał do czynienia z potęgą militarną Francji.” Deklaracja jasna i czytelna. A Libia to odwieczny wróg Izraela. Może wiec uda mu się upiec aż dwie pieczenie przy jednym ogniu. Dlatego tak pali się i rwie do wojny z Libią, tym bardziej, że zrobi to na koszt Francuzów i ich rękami.

Oczywiście dysponując takimi armiami i taką techniką, jaką posiada zachód, wcześniej czy później buntownicy mogą dopaść Kadafiego, tak jak Amerykanie dopadli ben Ladena. Tylko jak to się ma do amerykańskich haseł o poszanowaniu suwerenności innego państwa i prawach człowieka? Oczywiście rabini amerykańscy szybko dorobią teorie do swoich potrzeb. Już obecnie świat pyta, czego tak bardzo bali się Amerykanie, że w taki sposób zabili ben Ladena. Czy to może dlatego, że na rozprawie sądowej mogło się wyjaśnić, kto tak naprawdę zniszczył obie wieże 11 września? Tak samo było z Katyniem. Udało się zwalić te zbrodnie na ustrój komunistyczny i na Stalina. O żydowskim NKWD, Berii i Kaganowiczu cisza. Ba! Jeszcze udało się z tego skorzystać i wmówić światu, że tam w Katyniu też ginęli Żydzi. Z wieżami, co prawda już im się to uda (gdyż Żydzi nie przyszli tego dnia do pracy i jest na to dowód), ale niestety ciągle może im się udać przekonanie opinii społecznej, że interwencja w Libii została przeprowadzona w obronie libijskiego narodu przed tyranem.

Czytelnym dowodem na zastosowanie polityki agresji w stosunku do Libii jest przykład Syrii. Codziennie w Syrii od ciężkiej broni padają zabici i ranni w ilościach o wiele większych niż w Libii. Używa się czołgów i wozów opancerzonych. Grozi się prezydentowi Syrii i zapowiada wobec jego przywódców sankcje karne. Ale żadne państwo nie chce użyć siły w stosunku do Syrii. Bo po co? Syria nie ma tej najlepszej ropy świata. A Libia ma i zachód kupuje ją poprzez pośredników. A można przecież samemu ją mieć. Więc pod pozorem walki o wolność i demokrację należy Libię podbić i przejąć władzę poprzez swoich ludzi. A świat patrzy, czyta, widzi w TV i słucha w radio, że jeśli to Kadafi strzela, to mamy do czynienia z ludobójstwem i zbrodnią, ale kiedy zachodnie państwa co noc z okrętów wystrzeliwują dziesiątki rakiet „Tomahawk” (pociski półtonowe o wielkiej sile rażenia), kiedy bombowce zrzucają setki bomb na miasta, gdzie są tysiące ludzi, to jest to „walka o wolność”, chociaż ofiar jest wielokrotnie więcej niż tych zabitych przez karabiny Kadafiego. Zadowolony minister spraw zagranicznych Polski mówi: „Tak. Polska dostarczyła broń libijskim powstańcom. A zachód tysiące instruktorów i oficerów.” A starzy i mądrzy Libijczycy mówią: „Rewolucję to naród libijski dopiero zrobi – po zagarnięciu władzy przez zachód. Bo nie będzie już tych socjalnych przywilejów, jakie naród posiada. Będzie wzorem zachodu wolny rynek: masz pieniądze to kupisz i żyjesz, nie masz to umieraj. Obecnie to nie rewolucja, to napaść obcych państw w celu zajęcia Libii.”

I wreszcie nadszedł upragniony dzień dla wielkich korporacji paliwowych. Kaddafi zabity! Od paru dni pani Clinton mówiła, że musi zostać zabity dla dobra ludzi. Wyznaczono wysokość nagrody za żywego i za zabitego. Okazało się, że Kaddafi nie uciekł za granicę, jak wielokrotnie mówiono. Do końca był w Syrcie ze swoimi żołnierzami. I gdy kolumna samochodów opuszczała Syrtę, to ostrzelały tę kolumnę helikoptery. Tak przynajmniej podało TV24. Kaddafi został ranny, a następnie dobity.

I tu pojawia trudność z ustaleniem, kto go dobił. Pierwszego dnia i w pierwszych godzinach świętowania śmierci Kaddafiego jego przeciwnicy głośno się chwalili, że to oni go zabili a następnie ciągali ciało za samochodem. Tak czy inaczej na śmierci Kaddafiego się nie skończyło, gdyż Kaddafi miał również swoich zwolenników i to wcale nie mało. Całe południe Libii popierało go. Na południu są liczne plemiona wojowniczych Tuaregów i Berberów. Oni popierali Kaddafiego i sposób, w jaki go wykończono im się nie podoba. Już demonstrują swoje niezadowolenie. Po prostu nawet w oczach tych Libijczyków, którzy byli przeciwnikami Kaddafiego, popełniono ohydne morderstwo, zamiast doprowadzić do uczciwego procesu i wymierzenia kary.

Znając trochę Libijczyków zaryzykuję stwierdzenie, że największy ich bohater narodowy, to przywódca dwudziestodwuletniej wojny partyzanckiej z armią Mussoliniego. Jego śmierć była skutkiem zdrady. Omar Muchtar, bo o nim mowa, jest osobą, która ma pomniki i swoją podobiznę na libijskich dinarach, choć jak wiadomo religia muzułmańska zabrania tworzenia rzeźb i portretów. Myślę, że Kaddafi się też doczeka podobnej chwały. Tym bardziej, że przywileje socjalne stanowiące normę dla Libijczyków były solą w oku Amerykanów. Nie podobało im się, że rząd może tyle dać ludziom w tak podobno podłym kraju, podczas gdy w Ameryce nigdy tego nie było. I dlatego teraz mądrzy i obiektywni politycy na świecie mówią, że w Libii to dopiero może być prawdziwa rewolucja, kiedy naród zorientuje się, że mu odebrano wiele przywilejów socjalnych. Nie będzie też łatwo odebrać broń ludności cywilnej. Za Kaddafiego ludzie mieli w każdym domu po parę sztuk broni. (Nasz minister spraw zagranicznych sam mówił publicznie, że Polska dała broń Libijczykom, by pozbyli się Kaddafiego.) Zagrają interesy plemienne. Libijskie plemiona będą chciały mieć swoich ludzi we władzach. Zauważą i policzą, że ropę za pół darmo biorą zachodnie korporacje, co nie leży w interesie Libii, a korporacje nadal będą chciały brać tej ropy dużo i tanio. Amerykanie wprowadzą też Libijczykom kulturę zachodnią z alkoholem i pornografią. A tymczasem to spora część Libijczyków, nie tylko tych ortodoksyjnych, nie zaakceptuje tej zachodniej kultury i zwyczajów. Jestem pewien, że rozegranie tej sprawy w taki sposób, jak to miało miejsce, jest najgorszym z możliwych rozwiązań. Że przysporzy Kaddafiemu tylko chwały i zwolenników. Aniołem to on nie był. I każdy Europejczyk patrząc na sytuacje w Libii dostrzegał jego silną rękę. Ale czy w innych krajach afrykańskich nie ma dyktatur z większą bieda i większa ilością ofiar? Są. Są tak biedne kraje, że my Polacy nie mamy nawet pojęcia, ile osób codziennie umiera tam z głodu, zwłaszcza dzieci.

Czyżby zachodnie rządy raptem stały się tak czułe na ludzką biedę i dyktaturę? Jeśli tak, jest mnóstwo takich krajów w Afryce, gdzie Amerykanie mogli pokazać światu swoje dobre serce i pomóc. Ale właśnie w tych straszliwie biednych krajach i przy straszliwych ofiarach represji rządów, gdzie śmiało można stwierdzić, że codziennie giną mordowani tam ludzie, Amerykanie nie czuli potrzeby interwencji. Bo po co tam dawać broń, instruktorów, armię wywiadu? Po co angażować potężną flotę międzynarodową i lotnictwo? Po co korumpować władze i wydawać miliony dolarów? Tylko po to, żeby zdobyć gówno biednego Afrykanina?

Komentarzy 7 do “Albin Siwak „Bez strachu” – tom III (fragment 4)”

  1. […] Źródło: marucha.wordpress.com […]

  2. Kronikarz said

    😉

  3. — Po odkryciu Ameryki przez Kolumba , miliony awanturnikow , przestepcow , bandytow glownie z wysp brytyjskich , przelalo sie przez Ocean . Wymordowali zamieszkujacych kontynent tubylcow . I tak powstaly USA i Kanada ( upraszczajac )
    USA -panstwo , zyjace glownie z wojen , inspirowanych na calej planecie Ziemia , zyjace z krwi ludzkiej , z wyrzadzonych krzywd innym . Marzenie milionow ludzi calej Ziemii , by tam zamieszkac , sprawia wrazenie raju juz na tym swiecie . Tak wlasnie wyglada Przedsionek Piekla , z ktorego isc do przodu , jest tylko jedna droga .
    Nie mam szczegolnej sympatii do Narodu Libijskiego , w ktorym nawet jak z powyzszego artykulu Pana Albina Siwaka wynika , ze polowa tego narodu (KOBIETY ) nie ma , nie posiada praw ludzkich tylko dlatego ze slabsza fizycznie (ohyda) .
    Ale czy dlatego i dlaczego istoty rodem z piekla doswiadczyc postanowily Libie ?

  4. Marucha said

    Re 3:
    Nie było tak źle z kobietami w Libii. Nie przykładajmy do każdego naszych „standardów” demokratyczno-prawoczłowiekowych.
    Źle to z nimi dopiero będzie, gdy zacznie się tam nędza.

  5. Piotrx said

    Albin Siwak „Bez strachu” – tom III (fragment 5)

    „Generał Patton i kongresmen Patton”

    Są filmy fabularne, są kroniki z czasów drugiej wojny światowej, jest dużo artykułów w prasie, są książki, które opisują życie i walkę generała Pattona. Jednym słowem jest mnóstwo materiału, który przekonał opinię publiczną, że generał zginął w tragicznym wypadku samochodowym. Oficjalna wersja, na podstawie, której utrwalono taki pogląd na całym świecie, jest taka, że dziewiątego grudnia 1945 roku w godzinach popołudniowych generał Patton jechał z adiutantem i kierowcą dość szeroką dwupasmową drogą służbowym cadillakiem. Była to niedziela i na drodze ruch był bardzo mały. Generał obserwował krajobraz przez szybę samochodu. Pogoda była ładna i widoczność dobra. Rozmawiał z adiutantem o różnych sprawach i nagle zauważyli, że z naprzeciwka jedzie wojskowa ciężarówka. Jechała swoim pasem i dopiero pięć, sześć metrów przed wozem generała dokonała raptownego skrętu, przecinając drogę maszynie generała. Kierowca generała zdążył jeszcze wcisnąć ostro hamulec i skręcić w bok, by uniknąć zderzenia, ale manewr się nie udał i cadillac generała uderzył w ciężarówkę. I jak z protokołu wynika, Patton uderzył się w głowę i doznał licznych obrażeń. Z otwartych ran ciekła krew. Przestał ruszać palcami, co nasuwało podejrzenie, że coś się stało z kręgosłupem. Nie mógł oddychać i mówić, więc natychmiast wezwano ambulans, który przewiózł generała do szpitala. W Heidelbergu w szpitalu natychmiast położono generała na stół operacyjny. Po skomplikowanej i trudnej operacji generał dość długo był w stanie krytycznym. Wielokrotnie tracił przytomność. Po trzech miesiącach jednak zaczął dochodzić do siebie i wyraźnie, z dnia na dzień, widać było zmiany na lepsze. Lekarze mówili, że to niemal cud. Żołnierze i oficerowie, którymi dowodził odetchnęli z ulgą, wierząc, że wróci do nich jako ich dowódca. Generał zaczął samodzielnie chodzić. Żartował i śmiał się. Ubierał się w mundur i żądał od lekarzy formalnego wypisania go ze szpitala. Lekarze na wszelki wypadek jeszcze kilka dni go przetrzymali i już mieli pozwolić mu na powrót do jego dywizji. Dzień przed wyjściem ze szpitala generała odwiedził kolega z wojska. Spacerowali obaj po parku przyszpitalnym i generał czuł się dobrze, myślami będąc już ze swymi żołnierzami. A w nocy dostał gorączki i mimo prób ratunku nad ranem zmarł. Nikt z personelu nie odnotował nazwiska tego oficera, który odwiedził generała. Nie można było sprawdzić, kto to faktycznie był. Na domiar złego nie pozwolono zrobić sekcji zwłok. Wydano kategoryczny zakaz pod groźbą sankcji karnych. Ciało zresztą zabrano tego samego dnia. Lekarz, mimo że nie pozwolono mu zrobić sekcji zwłok, podejrzewał, że chory zmarł otruty. By to sprawdzić uciskano klatkę piersiową i oceniono powietrze, wydychane z płuc przy pomocy ucisku klatki. Lekarz i jego koledzy stwierdzili, że tak powietrze jak i zewnętrzny wygląd ciała daje możliwość stwierdzenia, że został użyty czysty cyjanek, który stosuje się przy zaniku pracy serca. Ten środek, wyprodukowany w Czechosłowacji, jest lekiem. Ale zastosowany u generała musiał spowodować śmierć. Nikt nigdy nie wyjaśnił, kto i dlaczego mógł to zrobić. Nie wyjaśniono też, z jakiego powodu zabroniono sekcji zwłok generała. Wszystkie raporty, notatki i protokoły dotyczące śmierci generała zaginęły. Nie przeprowadzono oględzin samochodu, nie mogli go rzeczoznawcy obejrzeć, a świadków – żołnierzy poprzenoszono w inne części świata. Można, co prawda przyjąć tezę, że to agenci ZSRR spowodowali ten wypadek i otruli generała. Ale tylko rząd miał możliwość zakazania sekcji zwłok i zniszczenia dokumentów związanych z wypadkiem oraz ukrycia świadków. Generał zresztą był już uprzedzony, że swoi go zlikwidują ze względu na jego poglądy i cele. Mówił to swoim podwładnym, gdy już wyszedł z trzech wypadków samochodowych. Parę dni po zabraniu ciała generała Pattona, jedna z gazet zamieściła zdjęcie Donovana, współtwórcy CIA i zastępcy szefa CIA. Była to wtedy główna agencja wywiadowcza w USA. I lekarze rozpoznali z gazety, że to ten właśnie człowiek odwiedził generała Pattona w ostatnim dniu jego życia. Ale szybko wyciszono tę wiadomość, gdyż przyjechało dwóch oficerów wywiadu i oświadczyło lekarzom, że jeśli będą rozpowszechniać to kłamstwo czeka ich proces. Donovan tego dnia, według oficerów, był w Stanach i nie mógł być w Niemczech. Tak więc i ten wątek został zdecydowanie ucięty. Wiadomo było, że Donovan był osobistym informatorem prezydenta Roosvelta i on najbardziej poufne sprawy referował prezydentowi osobiście. Donovan napisał kilka książek będąc na emeryturze. Jedna z nich to „Cel Patton”. Jeśli Donovan nie zabił Pattona, to, kogo miał na myśli pisząc: „Otrzymałem to zadanie z góry. I wielu ludzi ucieszyło się z tak rozwiązanego problemu.” Zastanówmy się – piszą politycy – kto konkretnie się ucieszył z tak rozwiązanego problemu. Bo w tym czasie były dwie realne władze. Jedna to biały dom i formalny zwierzchnik sil zbrojnych, czyli prezydent. I druga to realna władza – bankierzy.

    Patton był wielkim, wściekłym wrogiem ZSRR. Nieustannie doprowadzał do spięć i konfliktów z ZSRR i z tego powodu były ciągłe noty dyplomatyczne i liczne protesty strony radzieckiej. Jego dalsze poczynania mogły stanowić zarzewie starcia zbrojnego pomiędzy USA a ZSRR, a nawet przejść w regularną wojnę. A taki scenariusz nie odpowiadał wtedy bankierom, a nawet prezydentowi. W tym czasie korporacje, te największe, w Stanach i na świecie szykowały się do sfinalizowania tego wielkiego projektu, jaki powstał u Żydów w USA. W tym czasie robiono dużo, by pozyskać akceptację Stalina dla tego przedsięwzięcia. Po pierwszej wojnie światowej upadło imperium osmańskie i ponownie wyizolowane zostało terytorium Palestyny. A w wyniku drugiej wojny światowej przybyły na ziemie palestyńskie rzesze żydowskich emigrantów. Gdy Niemcy hitlerowskie padły i zniknęły, a Wielka Brytania i Francja z trudem podnosiły się z powojennej straty ludzi, sprzętu oraz substancji mieszkaniowej, to Żydzi amerykańscy wykorzystali siłę swoich pieniędzy i wspomagali przygotowania do powstania państwa Izrael. Związek Radziecki w tym czasie pozyskiwał tajemnice bomby atomowej od Żydów Rozenbergów. Działo się zatem tak, że dwa państwa, dwa mocarstwa wychodzące od odmiennych przesłanek, doszły po raz pierwszy od bardzo długiego czasu do porozumienia w założenia Izraela. I gdyby w tym czasie pozwolono Pattonowi na decydowanie i wciąganie Stanów Zjednoczonych do nowej wojny, to marzenia Żydów o swoim państwie by się nie mogły spełnić. Generał Patton biorąc do niewoli Niemców zostawiał im mundury i kazał oficerom dowodzić swymi żołnierzami. Mówił do Niemców, co ich napawało nadzieją, że zaraz tuż po wojnie rozpocznie się wojna ze związkiem Radzieckim. Więc oddawali mu się w niewolę nawet ci, co na innych odcinkach frontu walczyli. Nie karał swoich żołnierzy za hasła i okrzyki przeciw ZSRR. Jednym słowem sami Amerykanie mieli z nim duży kłopot, a bankierzy Żydzi szczególny, gdyż bali się, że jego wybryki wojenne storpedują z trudem osiągnięte porozumienie między USA a ZSRR. Do dziś jednak jest tajemnicą, kto i dlaczego generała Pattona otruł.

    Jest i następna śmierć. Lawrance Patton Mc Donald, bratanek generała Pattona. Jego śmierć również do dzisiaj nie została wyjaśniona. Pierwszego września 1983 roku obrona powietrzna kraju na Sachalinie zobaczyła duży obiekt, którego radary nie umiały zidentyfikować. Wiadomo było, że to duży samolot. A Związek Radziecki na tym terenie miał dużo instalacji wojskowych. Strefa ta była szczególnie chroniona ze względu na usytuowanie tu radarów i wyrzutni rakiet. Nic dziwnego, że zapadła decyzja wysłania dwóch myśliwców SU15 w kierunku intruza. Po kilkuminutowej obserwacji piloci myśliwców nadali do swej bazy, że kapitan tego samolotu nie reaguje na radiowe sygnały ani na znaki, że ma zawrócić z tego kursu. Samolot pasażerski Boeing 747 Koreańskich Linii Lotniczych dalej naruszał przestrzeń powietrzną ZSRR. Jeden z pilotów myśliwca poprosił bazę o instrukcje. Dowództwo ochrony powietrznej tego odcinka wydało rozkaz: „zestrzelić”. I tego dnia cały świat obiegła wiadomość, że został strącony samolot pasażerski z 269 pasażerami. To wydarzenie było jedną z najbardziej wstrząsających wiadomości w czasie tzw. zimnej wojny. Zaczęły się korowody i protesty. Strona amerykańska zaraz wydała oświadczenie, które obiegło cały świat, informujące, że we wczesnych godzinach rannych należący do Koreańczyków i lecący z Anchorage na Alasce Boeing 747 lot nr 007 przez pomyłkę wleciał w radziecką strefę powietrzną nad Kamczatką i Sachalinem. Jak Amerykanie wyjaśniali stało się tak dlatego, że samolot miał awarię sprzętu pokładowego, nie zaś na skutek celowych działań. Nikt nie mógł przewidzieć i powstrzymać rozwoju wypadków. W rezultacie KAL 007 został przez obronę radziecką zestrzelony i żadna z lecących osób nie przeżyła upadku. Uznano to za haniebny przejaw przemocy wobec niewinnych osób. Prezydent Regan potępił ten czyn i uznał za brutalny atak, który siły międzynarodowe muszą ostro potępić. Tymczasem strona radziecka oświadczyła, że Boeing 747 wtargnął w ich przestrzeń powietrzną, realizując misję szpiegowską i chciał rozpoznać instalacje militarne na Kamczatce i Sachalinie i dlatego ich lotnictwo nie miało innego wyjścia jak zestrzelenie intruza. Bezpieczeństwo kraju wymagało takiej decyzji – odpisywali Rosjanie Amerykanom. Był to wymuszony akt obrony, według wojskowych radzieckich. Od tej tragedii minęło ponad 20 lat, a dyskusje na świecie trwają nadal. Do najbardziej wstrząsającej wersji zdarzeń należy ta, którą oficerowie Mosadu zdobyli, jako supertajną informację w ZSRR w 1992 roku: Że po trafieniu rakietami powietrze-powietrze KAL 007 nie wybuchł i nie spadł. Kontynuował swój lot przez kolejne dwanaście minut i ostatecznie wylądował przymusowo na Sachalinie. Władze radzieckie dokonały selekcji pasażerów wysyłając część z nich do Moskwy a część do więzienia na wyspie Wrangla. Skąd koreańska telewizja zdobyła materiały na ten temat do dziś nie wiadomo, ale faktem było, że w wyemitowanym przez nią programie podano podobny przebieg wypadków. Tego samego dnia Korean Broadcasting System opublikował poufny trzydziestostronicowy dokument CIA stwierdzający, że załodze Boeinga 747 po trafieniu go przez radziecki myśliwiec udało się wylądować i większość pasażerów przeżyła, tylko, że ślad po nich zaginął.

    Wśród lecących tym samolotem pasażerów znajdował się wyjątkowy człowiek. Kongresmen Lawernce Patton. Obaj Pattonowie mieli podobne poglądy na kilka spraw. Po pierwsze byli wrogami idei Nowego Porządku Świata. Nie zgadzali się na niszczenie suwerennych państw. Zarówno jeden jak i drugi byli obdarzeni wielką charyzmą i ich przemówienia popierały już dziesiątki tysięcy Amerykanów. Czyli byli obaj przeciwni idei wielkich rodzin żydowskich, a tych w tym czasie było w USA kilkadziesiąt i trzymały w swym ręku wszystkie banki, prasę, radio i telewizję. Cały prawie przemysł był też w ich rękach. Ponadto Lawrence Patton kandydował na prezydenta, a tego już Żydzi nie mogli mu przepuścić. Po katastrofie KAL 747 pastor, kuzyn Pattonów, powiedział: „Najbardziej poruszyło mnie to, że zestrzelenie przez ZSRR KAL 747 doprowadziło do śmierci dwustu sześćdziesięciu dziewięciu osób. Gdy tymczasem chodziło o to, żeby zabić Lawrence Pattona.” Czyli tak w sprawie śmierci generała Pattona jak i Lawrence Pattona obwiniano Związek Radziecki, gdyż obaj Pattonowie byli wrogami związku Radzieckiego i o tym głośno mówili. Ale największą swą nienawiść kierowali obaj przeciwko światowej finansjerze żydowskiej.

    W listopadzie 1975 roku kongresmen Lawrence Patton napisał we wprowadzeniu do książki pod tytułem „The Rockefeller file” autorstwa Garyego Allena: „Posiadanie coraz większego majątku w korporacjach żydowskich nie gasi żądzy chciwości. Wręcz przeciwnie, wielu z nich wykorzystuje swe pieniądze do zdobycia jeszcze większej władzy, tak potężnej, że dawni tyrani i despoci nie śmieli o niej nawet marzyć. Chodzi o kontrolę nad całym światem, a nie tylko nad globalną własnością, lecz również nad wszystkimi żyjącymi ludźmi. Najpierw przez sto lat John Rockefeller nadużywając władzy za pomocą nieetycznych metod ustanowił monopol i imperium Standard Oil. Rockefellerowie bardzo ostrożnie, ale cały czas skutecznie realizują swój plan wykorzystania siły ekonomicznej w celu zdobycia pełni władzy politycznej. Najpierw zamierzają przejąć kontrolę nad Ameryką, by następnie sprawować ją nad całym światem. Czy to, co mówię stanowi teorię spiskową? Tak. Jak najbardziej. Taki spisek istnieje. Jest to zły ponadnarodowy występny plan przygotowywany od dawna przez kilkadziesiąt rodów najbogatszych Żydów. I my Amerykanie musimy nie dopuścić do realizacji ich chorego planu. Podpisał. Lawrence Mc Donald Patton Kongres USA listopad 1975 r.” Problem Lawrence Pattona stał się jeszcze bardziej palący, gdy Patton kandydował na prezydenta i w jednym ze swoich wystąpień skupił się na planach zdobycia przez bankierów kontroli nad światem. Miliony ludzi wtedy usłyszało słowa klujące w uszy Żydów. Amerykanie uważali obu Pattonów za bardzo odważnych i porządnych ludzi. Kandydując na prezydenta, Patton miał największe poparcie spośród kandydatów. Opinia była taka, że gdyby nie śmierć, to byłby na pewno prezydentem Stanów Zjednoczonych. Ale padł wtedy strach na Żydów. Zaczęli działać, nie żałując pieniędzy na likwidację Pattona. Obdarzony charyzmą, waleczny, w świadomości ludzi będący spadkobiercą cech generała, był popierany przez rdzennych Amerykanów oraz wyższych oficerów armii amerykańskiej, którzy publicznie mu przysięgali wiernie służyć, bo to służba dla Ameryki i jej ludu. Była to, co dzień większa grupa narodu amerykańskiego, która nigdy by nie zaakceptowała programu bankierów i szefów korporacji. Żydzi widząc zagrożenie musieli powstrzymać rozwój spraw, dla nich bardzo niekorzystny. Jak to zrobić? Ano tak, żeby winę poniósł ktoś inny. Dziś powoli ujawniane są tajemnice obu Pattonów. Dużą rolę odgrywa w tym procesie Internet. Nic więc dziwnego, że Światowy Związek Żydów już kilkakrotnie żądał zakazu rozpowszechniania w Internecie wiadomości o roli Żydów i ich planach. Ale tak kongres i prezydent Obama stwierdzili, że choć technicznie jest to do wykonalne, to jednak jest niezgodne z konstytucją Stanów Zjednoczonych, która mówi o wolności słowa. Nie pierwszy już raz w swojej historii Żydzi popełnili takie zbrodnie, sprytnie pozorując, że to zrobił całkiem ktoś inny. Zapominają, że w sądownictwie na całym świecie jest święta zasada, że najpierw, jeśli kogoś zabito, to najpierw się ustala, kto z tej śmierci ma największą korzyść! A ze śmierci obu Pattonów wyłącznie Żydzi odnieśli ogromne korzyści. Ale tak jak w przypadku wielu innych zbrodni przez nich popełnionych, istotne fakty są zakłamywane przez media, które oni mają w swym ręku. Przecież już dziś wiadomo, dlaczego zginął prezydent Kennedy. Bo podjął kroki w celu wyjaśnienia, kto dysponuje rezerwą finansową, kto bez kontroli drukuje miliardy dolarów. Świat dowiedział się też, kto i w jaki sposób zniszczył obie wieże 11.09. Wiemy już także o tym, że Irak nie miał rakiet, o jakie go posądzano. A zresztą za samo posiadanie groźniej broni nie karze się państwa i nie zabija masowo ludności! Gdyby tak było, to Izrael pierwszy za swoje kilkaset głowic nuklearnych powinien odpowiedzieć. Ale o prawiedliwych karach dziś chyba nie ma mowy. Weźmy przykład Libii. Kadafi to ludobójca i zbrodniarz, bo jego wojsko strzela do rebeliantów. A siły NATO używają helikopterów i samolotów, które sieją śmierć to nie jest ludobójstwem. Bo rzekomo walczy się o wolność ludu Libii, by ją uratować przed tyrania Kadafiego. Jeśli jednak Kadafi byłby takim tyranem, jak twierdzą media, to już dawno ludność sama by go zabiła, gdyż w Libii każdy dorosły człowiek (kobiety też) posiada w domu kałasznikowa i amunicję. Nigdy nie zapomnę jak powstająca w latach osiemdziesiątych doradcy Solidarności krzyczeli, że w PRL jest cenzura, żeby ludność polska nie wiedziała, co się dzieje na świecie. Cenzura rzeczywiście była. A obecnie? Czy nasze media informują nas o sytuacji w kraju i na świecie? Wystarczy włączyć kablową telewizję i nastawić na kanały zachodnie z angielskim językiem: Protesty, jakie narastają obecnie w Ameryce codziennie obejmują więcej miast i więcej ludzi w nich bierze udział. Ale najważniejsze jest to, co wykrzykują ci rozgniewani Amerykanie i co wypisują na swoich transparentach. Okrzyki i napisy dotyczą garstki ludzi w Ameryce, którzy zagarnęli i nadal zagarniają w sposób bezprawny dorobek całego społeczeństwa. Społeczeństwa, które zderzyło się z sytuacją, do której doprowadziły działania bankierów i szefów wielkich korporacji i uświadomiło sobie, że z dnia na dzień przybywa bezrobotnych (obecnie 15 milionów ludzi bez pracy), że ludzie nie mają pieniędzy na życie. Tymczasem mała garstka najbogatszych skorumpowała władzę i zagarnia zachłannie niemal cały dochód narodu a unika płacenia należnego podatku. Nawet bardzo ostrożny Z. Brzeziński 15 X w TV 24 mówił: „W Stanach jest wielka korupcja na wszystkich szczeblach władzy. To niedopuszczalne, żeby te wielkie korporacje płaciły tyle symbolicznego podatku, co moja sekretarka.” A oni dzięki swym prawników, doradcom i powiązaniom polityczno-biznesowym sprytnie unikają płacenia tych podatków. Kiedyś mawiało się, że w życiu są tylko dwie pewne rzeczy: śmierć i podatki. Dziś można powiedzieć, że tylko śmierć jest pewna. Bo jeśli się jest bogatym, to podatków można uniknąć. „W Szwecji – mówi dalej Brzeziński -ci, co zarabiają najwięcej, to płacą 90% podatku. I tam naród ma socjalne sprawy na najwyższym poziomie. A u nas ułamek procenta, a nie procenty, odprowadza się do kasy państwa. A od państwa pozyskuje się kontrakty i umowy na miliardowe sumy, nie płacąc za nie podatków.” A przecież wiadomo, kto to jest Brzeziński: nigdy nie kalał żydowskiego gniazda, gdyż sam z niego pochodzi. Musi być bardzo źle, jeśli tak mówi! Dziś już coraz śmielej wychodzą z cienia i ujawniają swe cele wielkie rody Żydów, tych najbogatszych, co kierują losami świata. Od nich zależy gdzie i kiedy wybuchnie nowa wojna. (Oczywiście będzie to wojna „o wolność i demokrację” i nasi chłopcy polecą tam walczyć o tę „wolność”.) Kapitalizm, jak wykazały całe wieki, a ostatnie lata szczególnie, jest tak skonstruowany, że ma służyć wyłącznie kapitalistom i to tym najbogatszym. Naród ma pracować dla ich interesów i pozwoli się temu narodowi żyć tylko na takim poziomie, żeby mieć z niego pożytek. Przecież natura ludzka nie zmieniła się od tysięcy. Chciwość i chęć kontrolowania innych nie zmieniły się od zarania ludzkości i nie zmienią się do końca świata. Ewoluuje tylko forma. Od panowania kapitalizmu handlowego, poprzez przemysłowy, finansowy, monopolistyczny (włączając w to dzisiejszą demokrację). Niewielka grupa ludzi na świecie rządzi większością społeczeństwa. Istota systemu pozostaje nienaruszona, przekształceniu ulegają jedynie metody. Wszyscy oligarchowie wcześniej dobrze widoczni i znani bezpośrednio obecnie ukryli się za kulisami i są reprezentowani przez nowo powstały gigantyczny system fundacji, który stał się w krajach zachodnich integralną częścią władzy. I systemem tym kierują wciąż ci sami ludzie. Są to wielkie żydowskie rody.
    (…)

    ***************************************

    „Piekło”

    Tę historię znam od dawna, bo już od lat osiemdziesiątych, gdy jeździłem, jako członek biura politycznego i vice przewodniczący zarządu głównego budowlanych do naszych budowlańców na kontraktach w ZSRR. Ale jest to historia tak okrutna i tak przerażająca, że bardzo długo nie mogłem w nią uwierzyć, a kiedy mnie już przekonano, że to prawda, to bałem się ją opisać. Nie pisałem o niej w pierwszym ani drugim tomie „Bez strachu”, bo sądziłem, że nikt z normalnych ludzi czytając tę historię nie uwierzy w nią i przez nią stracę wiarygodność. Historia jest bowiem tak nieprawdopodobna, że człowieka, który mi ją opowiedział, a następnie zawiózł miejsce, gdzie się wydarzyła, uznałem za chorego umysłowo. Dwa | lata po tym, jak mi ją opowiedział, spotkałem innego człowieka, który to potwierdził i ponownie pojechał ze mną w to okropne miejsce. A pod koniec mej pięcioletniej kadencji w biurze politycznym zapytałem o te wydarzenia Kostikowa (czytelnicy moich poprzednich książek wiedzą kto to był Piotr Kostikow m.in. z rozdziału „Matka”), z którym byliśmy bardzo zżyci i mieliśmy do siebie zaufanie. I on potwierdził, że ta historia jest znana na Kremlu, choć nikt głośno o tym nie rozmawia, zwłaszcza z ludźmi, którym nie ufa. Dla mnie ta historia rozpoczęła się od wielkiego wesela. Opisywałem ten fakt już wcześniej: trzydziestu naszych kawalerów, pracujących pod Wielkimi Łukami i pod Nowo-Połoskiem, poślubiło jednego dnia aż trzydzieści panien. Ponieważ wydarzenie to było bardzo głośne, pisała o nim prasa polska i radziecka, to generalna dyrekcja postanowiła urządzić weselisko na terenie i na koszt firmy. Nie będę opisywał tego wesela, gdyż już wcześniej o nim pisałem. Zaznaczę jednak, że z Moskwy na to wesele przyjechali nasz ambasador Kociołek i Piotr Kostikow, który reprezentował władzę radziecką. Mnie też zaprosili, gdyż byłem ich częstym gościem. Starym zwyczajem panny młode zaprosiły do tańca gości. Mnie poprosiła panna, która ładnie, czysto mówiła po polsku. Pytam: -Tak mówić nauczył cię twój chłopak, Polak?
    – O nie. Ja od dziecka mówię po polsku, bo tata to Polak. O ten pod oknem -pokazała mi swego ojca, który obserwował nas i chyba się domyślił, że o nim rozmawiamy, bo pomachał ręką. Odprowadziłem ją do narzeczonego i w tym momencie jej ojciec podszedł do mnie. Przedstawił się i powiada: -Jestem Polak i nazywam się Ostrowski Kazimierz. Ale ponieważ umówiliśmy się z Kostikowem, że pójdziemy na długi spacer bo chcemy sobie bez świadków pogadać, to ochrona nie pozwoliła temu Ostrowskiemu porozmawiać ze mną. Wesele trwało do rana, ale mi z Kostikowem po parogodzinnym spacerze poszliśmy spać. Rano obudził mnie hałas na korytarzu i głośna rozmowa. Zrozumiałem z niej, że ma oficer, Andrzej czarny nie chce wpuścić kogoś do mojego pokoju. Ta kłótni zakończyła się tym, że Andrzej ostro powiedział:
    – Jak pan nie odejdzie spod drzwi, to zakuję pana w kajdanki i od radzieckiej milicji. I to już wystarczyło, bo kłótnia ucichła. Pytam się przy śniadaniu, kto to i czego chciał ode mnie. (To były czasy, że jako przewodniczący kom Skarg i Wniosków oraz biura interwencji, na każdym kroku był zaczepiany i przy każdej okazji ktoś wręczał mi pisemną skargę albo prośbę. Nawet na kontraktach w ZSRR Polacy sprytnie wykorzystywali moje wizyty i wręczali mi różne prośby, szczególnie o mieszkania.) Oficer odpowiedział że ten człowiek to ojciec jednej z panien młodych, Polak ożeniony da temu z Rosjanką.
    -I on chciał was zaprosić do siebie, jak Polak Polaka, bo właśnie córkę wydał też za Polaka. Kostikow, który dużo rozumiał po polsku, odezwał się tak:
    – Ja na twoim miejscu poszedłbym na chwilę do nich. I dodał:
    – Ty wiesz, oni będą opowiadać o tym innym i będą dumni, że odwiedził ich członek biura politycznego. Zrób ludziom tę przyjemność. W dodatku ten co cię zaprasza to Polak. Więc nie było rady i trzeba było jechać do tego Polaka. Oficer wyszedł, żeby dowiedzieć się, gdzie teraz jest ten Polak lub gdzie mieszka. Jak wrócił, to był zły.
    – Wiecie gdzie on mieszka?
    – Nie wiem.
    – On nie mieszka w Wielkich Łukach, a w Nowo-Sokolnikach, blisko Wielkidj Łuków, gdzieś w miasteczku.
    – No to co? – wtrącił się Kostikow. – Weź moją ochronę i moje auto i jedź. Okazało się, że człowiek jeszcze nie zdążył wrócić do domu. Ale jego żona i młodzi natychmiast zastawili stół i ugościli nas. Gdy dotarł gospodarz, ta ochrona już zdążyła ze trzy kolejki wypić i było dosyć głośno. Nie mógł człowiek uwierzyć własnym oczom!
    – To dlaczego chciałeś mi założyć kajdanki i oddać milicji? – pytał mojegao oficera. – Chciałem sprawdzić czy naprawdę ci zależy, by zaprosić do siebie towarzysza Siwaka.
    – Ot cholera! Jaki chytry lis!
    Nie mogliśmy długo zostać, bo auto mogło być potrzebne Kostikowowi, więc pożegnaliśmy się i wychodzimy, a tu pod domem tłum ludzi. Kilku rznie na harmoszkach, inni śpiewają i tańczą. Ojciec młodej przecisnął się do mnie przez ten tłum i mówi:
    – Panie, ja mam bardzo ważną sprawę. Chcę panu coś powiedzieć. Jak to zrobić?
    Mówię mu, że za trzy miesiące będzie polskie święto i ja przyjadę do Polaków, na bazę, z odznaczeniami, bo będę ich dekorował. Wtedy wygospodaruje się trochę czasu. I tak było. Gdy ponownie przyjechałem, to pojechaliśmy do Ostrowskiego. Mówię do oficera ochrony:
    – Ja z nim wyjdę do ogródka na rozmowę, ale tak, że wy będziecie nas widzieli. On coś mi chce powiedzieć.

    Gdy siedzieliśmy w ogródku on mówi tak:
    – Jak powiem panu, o co chodzi, to uzna mnie pan za wariata, ale ja nie jestem chory umysłowo. Mój rodzony brat był księdzem katolickim w Wielkich Łukach, a ja miałem wtedy 15 lat. Było to już po rewolucji w 1918 roku. W mieście było NKWD i to liczne, złożone z 19 Żydów. Ich dowódcą był Abraham Sztejn, a jego zastępcą Icek Koperman. Oni zebrali razem, tu w mieście, 45 osób. Byli to polscy księża, ruscy popi, polscy zakonnicy i zakonnice… Jak brali brata mego księdza, to i mnie zabrali. Władowali nas na ciężarowe samochody i zawieźli właśnie tu niedaleko, do Nowo-Sokolników, do smolarni. Byłem tu dwa razy po smołę z ludźmi, którzy kupowali tę smołę na dach naszej plebanii. Znałem tu wszystkie zakamarki i dlatego może żyję. Otóż ta smolarnia jest na małej górze, w lesie. Wkoło są bagna i tylko jest jedna droga do tej smolarni od strony szosy. Jak nas tam zawieźli, to kazali, żebyśmy się rozebrali do naga. Kto się upierał, to bili kolbami karabinów. Zamknęli nas w dużej szopie gdzie były puste beczki na smołę. Było ich dużo, tych beczek, i były nieduże. Wszyscy byliśmy razem, mężczyźni i kobiety. I wtedy ruski pop powiedział:
    – Oni nas utopią w smole, bo ja słyszałem, że przywożą tu ludzi i tak robią. Później spojrzał na mnie i powiedział:
    – Ty możesz się uratować z tego piekła. Właź do beczki, a ja zabiję mocno dekiel.
    Od tego momentu w szopie zapanował strach, kobiety zaczęły szlochać, a przerażeni księża zaczęli patrzeć przez szpary, co Żydzi robią i czy to prawda, co pop powiedział. Rzeczywiście palili pod trzema wielkimi kadziami ogień. Ja, od chwili, gdy wszedłem do beczki, już tego nie widziałem. Brat mój podszedł do tej beczki, co w niej siedziałem
    i powiedział:
    – Ale jak ty z tej beczki wyjdziesz?
    Na to pop powiedział tak:
    – Jest jeszcze jedna zakonnica małej tuszy i ona też wejdzie w taką beczkę. Ona go uwolni z tej beczki.
    Rzeczywiście chudziutka, niemłoda już kobieta zmieściła się w jedna z beczek i pop założył dekiel. Mimo, że siedziałem w beczce, czułem rozgrzewaną smołę. Księża uspokajali pozostałych i zaczęto się głośno modlić. Trwało to około pół godziny, do czasu jak enkawudziści otworzył drzwi i złapali pierwsze trzy osoby. Wlekli je do tych kadzi, gdzie rozgotowali smołę. Przerażające krzyki trwały dopóki męczeni nie stracili przytomności. Ponieważ kadzie nie mieściły więcej niż jedną osobę, to bosakiem wyjmowano pomordowanych i z szopy ciągnięto następne trzy osoby.
    Liczyłem – mówił Ostrowski – ludzi na obu samochodach. Było nas czterdzieści siedem osób. Trzy godziny trwało mordowanie, z okrzykami typu: „Macie piekło, którym straszycie wiernych. Zobaczcie jak to wygląda”. Gdy już wszystkich pomordowali, to sprawdzili dobrze szopę. Do beczek nie zaglądali, bo uznali, że człowiek się w żadnej nie zmieści. Zaraz za smolarnia było duże bagno, zaczęli więc ciągnąć po ziemi ciała i wrzucać je do tego bagna. Gdy już pod wieczór ucichło i oni odjechali, to zakonnica wyszła a swej beczki i uwolniła mnie z mojej. Nie mogłem w ogóle wyjść z tej beczki. I siły nie miałem i wszystko mi zdrętwiało. Dopiero ta zakonnica wyciąg mnie i rozprostowałem się. Poza tą szopą leżało na stosie dużo ubrań, ale one były popalone. Wygrzebała z tej kupy palących się szmat to, ca nadawało się, ażeby się trochę przykryć i wzięła mnie za rękę, ad poszedłem za nią. Całą noc szliśmy, przeważnie lasami, by nad ranem zapukać do małej chatki na końcu wioski. Okazało się, że miała tu brata Szybko nakarmiono nas i odziano, a następnie w lesie, w dobrze ukryta małej ziemiance, spędziliśmy dwa miesiące.

    Ona została później przyjęta przez jakiś zakon, a ja zgłosiłem się do pracy w kołchozie pod innym nazwiskiem. W tym czasie wałęsały się „całe stada” bezdomnych dzieci i młodzieży. Rodzice zostali zabici w czasie rewolucji, a dzieci wędrowały po całej Rosji i rabowały wszystko, a szczególnie jedzenie. Doszło do tego, że wojsko goniło jak szarańczę te tabuny młodzieży i strzelało zabijając ich. Ja powiedziałem, że jestem sierotą (co zresztą było prawdą) i szukam pracy Przydzielono mnie do wielkiej obory, jako pomocnika oborowej. Tu wśród krów miałem ciepło i mleka do syta. Tak przeżyłem w tej oborze pięć lal Cały czas myślałem o zamordowanym bracie księdzu. Wyprosiłem u przewodniczącego kołchozu tydzień urlopu i pojechałem do Nowo- Sokolnik. Plebanię zamieniono tam na siedzibę partii, a kościół spalono. Poszedłem do tej smołami, a tam paleniska murowane jeszcze były. Kotły ktoś ukradł. Miejsca, gdzie z karp odzyskiwano smołę, też już nie było. Ludność zabrała cegłę z tych palenisk. Odszukałem bagno, gdzie powrzucano ciała pomordowanych. Wybrałem długą gałąź z boczną odnogą i zrobiłem taki niby hak. Namacałem coś i zacząłem wyciągać. Było to ciało kobiety. O dziwo, przez kilka lat nie zgniło. Nie wiem czy to upaplanie w smole, czy ten torf, jaki był w bagnie, czy też inne czynniki zadziałały, ale ciała nie zgniły. Wiedziałem, że brat był jednym z ostatnich, gdyż do ostatka mimo nagości pełnił rolę kapłana i szykował (podobnie jak inni księża oraz pop) tych ludzi na śmierć. Więc leżeć powinien na wierzchu tych ciał. Ale to czterdzieści pięć osób, a wszyscy oblepieni gorącą wtedy smołą. Nawet w ustach mieli smołę. Rozglądałem się, bo gdyby na przykład pracownicy NKWD tu wpadli, to ja też znalazłbym się w tym bagnie, tylko że z kulą w głowie. Brat był dużym mężczyzną i miałem nadzieję, że jeślibym trafił na jego ciało, to na pewno bym rozpoznał. Po szosie przejechało kilka samochodów, ale się nie zatrzymywały. Zacząłem ponownie szukać tym drągiem zrobionym z gałęzi, gdy nagle jeden z tych samochodów skręcił w drogę do smolarni. Czasu już nie było, żeby coś wymyślić, a droga jest tylko ta jedna, którą ten samochód właśnie jechał. Nie namyślając się skoczyłem w to bagno i zanurzając się cały na twarz naciągnąłem kępę zielska, jakie tu rosło na powierzchni. Czterej ludzie w mundurach z oznakami wojsk wewnętrznych zaczęli oglądać ciało kobiety, którą wyciągnąłem. Byłem zaledwie kilka metrów od nich, mając tę kępę roślin na głowie. Ale mogłem patrzeć przez to zielsko i słuchać, co oni mówią. Kopiąc ciało odwrócili je i stwierdzili, że to była kobieta.
    Dawaj – zawołał jeden – wrzucim ją do tego bagna! Wygląda na to, że ktoś ją wyciągnął. Trzeba zameldować Sztejnowi, że ktoś tu grzebie. Lepiej, żeby czuwał nad tym, bo to jego robota. Ciało wrzucili, a raczej zepchnęli, z powrotem w bagno. Gdy zniknęli na szosie, to ja wygrzebałem się z tego błota. W dzień strach było szukać. A w nocy też strach. Przecież ja miałem dopiero dziewiętnaście lat. Nasłuchałem się dużo o strachach i potępionych duszach i teraz w głowie mi to siedziało. Ale myśl, żeby brata wydobyć z tego bagna była silna. Gdy ponownie pojechałem tam któregoś dnia, to zobaczyłem, że ktoś postawił tam duży prawosławny krzyż z napisem: „Dla pomordowanych księży, popów i zakonnic”. To znaczy, że wśród ludzi byli tacy, co pamiętali ten ohydny mord, a nawet mieli odwagę postawić ten krzyż. Ale długo nie postał ten krzyż, następnego dnia przyjechali ludzie Sztejna , wykopali go i zabrali… Mieszkałem tam wtedy u rodziny rosyjskiej, w pobliżu byłej plebanii, ale oni mnie nie kojarzyli z bratem księdzem i nie poznawali.

    Musiałem jednak wrócić do swojego kołchozu, bo pięć wolnych dni, jakie dostałem, minęło szybko. W domu, gdzie mieszkałem przez te kilka dni, mieli córkę, która mi się podobała. Dwa lata później postanowiłem więc tam pojechać i zobaczyć czy czasem nie wyszła za mąż. Była panną, więc wżeniłem się w rosyjską rodzinę i żyję tu do dziś. Cieszę się, że moja córka wyszła za Polaka i cieszę się, że pan mnie ponownie odwiedził. A ci pomordowani spoczywają tam w bagnie i ludność ukradkiem pali tam świeczki i stawia krzyże. Myśl, żeby brata wydobyć, a i innych, minęła mi. Niech tam wszyscy spoczywają w pokoju. Pan Bóg, jak mówią, jest nierychliwy, ale sprawiedliwy. Sztajn i Koperman jechali tą szosą, z której zjeżdża się na boczną drogę do smolarni. To były czasy, kiedy większość mężczyzn służyła w wojsku. Dlatego do ciężkich robót zatrudniano kobiety. I właśnie na tej szosie, która była jeszcze za cara wybrukowana kamieniami teraz władza radziecka postanowiła wylać asfalt. W końcu to droga nie była jaka, bo prowadzi z Leningradu przez Nowgorod, Psków, Witebsk, a w Orszy rozgałęzia się i leci na Brześć i na Kijów. I tu, w pobliżu właśnie tej smolarni w Nowo-Sokolnikach, wydarzył się tragiczny wypadek drogowy. Kierowca jechał odkrytym wojskowym samochodem, a z tyłu siedzieli Abraham Sztajn i Icek Koperman. Obaj byli już wysokiej rangi oficerami wtedy. A technika wylewania asfaltu była wtedy prymitywna. Konie ciągnęły odkryty kocioł w którym gotował się asfalt. Cały czas podkładano szczapy na ogień, aż asfalt był rzadki i dał się wylać do taczek. Kolejka kobiet podjeżdżali z taczkami niedostosowanymi do gorącego asfaltu. No i często ta drewniane taczki zapalały się. Robota jednak szła. Kolejka kobiet podjeżdżała pod ten kocioł i wracała po ułożonych deskach do mężczyzn, którzy na kolanach równali ten asfalt. Odlany był spory już odcinek tej szosy i kilka kobiet pchało taczki z parującym asfaltem, gdy zza zakrętu bardzo szybko wjechał na ten odlany już kawałek samochód wiozący Sztejna i Kopermana i uderzył przodem w wóz konny, naładowany szczapami na ogień, po czym odbił się i wyrżnął w kocioł, w którym gotowała się ta smoła. Kocioł od uderzenia spadł z zawieszenia, na którym był umocowany i cała zawartość kotła teraz płynęła spokojnie, dymiąc i parując, prosto na leżących na jezdni obu enkawudzistów. Kierowca jak piłka przeleciał przez jezdnię i wpadł do rowu. Zerwał się i zaczął krzyczeć:
    – Wyciągnijcie ich z tego asfaltu! Ale kobiety stały i żadna nie zareagowała.
    – Strzelać będę! – krzyczał kierowca i wymachiwał rewolwerem.
    – A czego ty ich nie wyciągasz? – spytała jedna z kobiet.
    – Bo się poparzę o gorący asfalt. – A my to co? Z żelaza? My się nie poparzymy?
    Tymczasem obaj oficerowie rzucali się na tej coraz grubszej warstwie gorącego asfaltu, aż po paru minutach ucichli. Aresztowano kierownika robót i majstra. Zamknęli też kierowcę, któremu nic się nie stało. Do dziś ludność mówi o tym wydarzeniu, że to Pan Bóg ukarał ich za tak ohydny mord. I to w tym samym miejscu, tuż obok miejsca tej zbrodni. Ja obrobiłem duży głaz i wykułem na nim napis o tej zbrodni. Ale przyjechali z Wielkich Łuków i zepchnęli go w bagno, gdzie leżą pomordowani (…)

  6. Mieczyslaw said

    Uwaga na goraco.

    Wlasnie skonczylem jakies 15min.temu, ogladanie filmu pt.”The Last Days of Patton”, przychodze do mojego komputera i oto zastaje wpis P.Piotrx z ksiazki Albina Siwaka o Gen.Pattonie.
    Oczywiscie nie zamierzam analizowac fabuly filmu, ale chcialem sie odniesc do watku od momentu wypadku do smierci Gen.Pattona. Relacja z wypadku jest prawie zgodna, ale te historie w szpitalu to na filmie wygladaja juz zupelnie inaczej.
    Nie ma na filmie relacj o operowaniu Pattona. Sa natomiast jakies ogledziny sparalizowanego czlowieka, opukiwanie kolan, stosowanie jakichs chaczykow wedkarskich i inne bzdety. Absolutnie nie ma nic o poprawie zdrowia i wyjsclu po 3 miesiacach z paralizu. Do konca pokazuje sie ckliwie jego zone, lekarzy przy nim, jego kolege z ktorym przezyl w armii 1 i 2 wojne swiatowa, a ktory znajdowal sie w tym samym ”cadilacu”. I jeszcze jedno. W filmie nie ma nic o tajemniczym koledze ktory go odwiedza, a ktorego dane nie zostaly zanotowane.

    I tak to juz jest…siostro, siostro…

  7. […] Źródło: marucha.wordpress.com […]

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: