Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Kamil o Wolne tematy (47 – …
    Ralal C. o Czy Rosja potrzebuje wartości…
    lewarek.pl o Wolne tematy (47 – …
    revers o Wolne tematy (47 – …
    Wandaluzja.pl o Wolne tematy (47 – …
    revers o Wolne tematy (47 – …
    Adrem o Konfederacka praca u pods…
    Ola o Niech Czaskoski zakaże Marszu…
    Irek o Wolne tematy (47 – …
    Jacek o Wolne tematy (47 – …
    Bezpartyjna o Niech Czaskoski zakaże Marszu…
    Ella o Między politycznym eskapizmem…
    Adrem o Polacy są zadowoleni z rządu…
    UZA o Polacy są zadowoleni z rządu…
    Janek o Jak zabito mały ruchu graniczn…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 516 obserwujących.

Albin Siwak „Bez strachu” – tom III (fragment 5)

Posted by Marucha w dniu 2012-01-18 (Środa)

Nadesłał p. PiotrX.

„Generał Patton i kongresmen Patton”

Są filmy fabularne, są kroniki z czasów drugiej wojny światowej, jest dużo artykułów w prasie, są książki, które opisują życie i walkę generała Pattona. Jednym słowem jest mnóstwo materiału, który przekonał opinię publiczną, że generał zginął w tragicznym wypadku samochodowym. Oficjalna wersja, na podstawie, której utrwalono taki pogląd na całym świecie, jest taka, że dziewiątego grudnia 1945 roku w godzinach popołudniowych generał Patton jechał z adiutantem i kierowcą dość szeroką dwupasmową drogą służbowym cadillakiem. Była to niedziela i na drodze ruch był bardzo mały. Generał obserwował krajobraz przez szybę samochodu. Pogoda była ładna i widoczność dobra. Rozmawiał z adiutantem o różnych sprawach i nagle zauważyli, że z naprzeciwka jedzie wojskowa ciężarówka. Jechała swoim pasem i dopiero pięć, sześć metrów przed wozem generała dokonała raptownego skrętu, przecinając drogę maszynie generała. Kierowca generała zdążył jeszcze wcisnąć ostro hamulec i skręcić w bok, by uniknąć zderzenia, ale manewr się nie udał i cadillac generała uderzył w ciężarówkę. I jak z protokołu wynika, Patton uderzył się w głowę i doznał licznych obrażeń. Z otwartych ran ciekła krew. Przestał ruszać palcami, co nasuwało podejrzenie, że coś się stało z kręgosłupem. Nie mógł oddychać i mówić, więc natychmiast wezwano ambulans, który przewiózł generała do szpitala.

W Heidelbergu w szpitalu natychmiast położono generała na stół operacyjny. Po skomplikowanej i trudnej operacji generał dość długo był w stanie krytycznym. Wielokrotnie tracił przytomność. Po trzech miesiącach jednak zaczął dochodzić do siebie i wyraźnie, z dnia na dzień, widać było zmiany na lepsze. Lekarze mówili, że to niemal cud. Żołnierze i oficerowie, którymi dowodził odetchnęli z ulgą, wierząc, że wróci do nich jako ich dowódca. Generał zaczął samodzielnie chodzić. Żartował i śmiał się. Ubierał się w mundur i żądał od lekarzy formalnego wypisania go ze szpitala. Lekarze na wszelki wypadek jeszcze kilka dni go przetrzymali i już mieli pozwolić mu na powrót do jego dywizji.

Dzień przed wyjściem ze szpitala generała odwiedził kolega z wojska. Spacerowali obaj po parku przyszpitalnym i generał czuł się dobrze, myślami będąc już ze swymi żołnierzami. A w nocy dostał gorączki i mimo prób ratunku nad ranem zmarł. Nikt z personelu nie odnotował nazwiska tego oficera, który odwiedził generała. Nie można było sprawdzić, kto to faktycznie był. Na domiar złego nie pozwolono zrobić sekcji zwłok. Wydano kategoryczny zakaz pod groźbą sankcji karnych. Ciało zresztą zabrano tego samego dnia.

Lekarz, mimo że nie pozwolono mu zrobić sekcji zwłok, podejrzewał, że chory zmarł otruty. By to sprawdzić uciskano klatkę piersiową i oceniono powietrze, wydychane z płuc przy pomocy ucisku klatki. Lekarz i jego koledzy stwierdzili, że tak powietrze jak i zewnętrzny wygląd ciała daje możliwość stwierdzenia, że został użyty czysty cyjanek, który stosuje się przy zaniku pracy serca. Ten środek, wyprodukowany w Czechosłowacji, jest lekiem. Ale zastosowany u generała musiał spowodować śmierć. Nikt nigdy nie wyjaśnił, kto i dlaczego mógł to zrobić. Nie wyjaśniono też, z jakiego powodu zabroniono sekcji zwłok generała. Wszystkie raporty, notatki i protokoły dotyczące śmierci generała zaginęły. Nie przeprowadzono oględzin samochodu, nie mogli go rzeczoznawcy obejrzeć, a świadków – żołnierzy poprzenoszono w inne części świata.

Można, co prawda przyjąć tezę, że to agenci ZSRR spowodowali ten wypadek i otruli generała. Ale tylko rząd miał możliwość zakazania sekcji zwłok i zniszczenia dokumentów związanych z wypadkiem oraz ukrycia świadków. Generał zresztą był już uprzedzony, że swoi go zlikwidują ze względu na jego poglądy i cele. Mówił to swoim podwładnym, gdy już wyszedł z trzech wypadków samochodowych.

Parę dni po zabraniu ciała generała Pattona, jedna z gazet zamieściła zdjęcie Donovana, współtwórcy CIA i zastępcy szefa CIA. Była to wtedy główna agencja wywiadowcza w USA. I lekarze rozpoznali z gazety, że to ten właśnie człowiek odwiedził generała Pattona w ostatnim dniu jego życia. Ale szybko wyciszono tę wiadomość, gdyż przyjechało dwóch oficerów wywiadu i oświadczyło lekarzom, że jeśli będą rozpowszechniać to kłamstwo czeka ich proces. Donovan tego dnia, według oficerów, był w Stanach i nie mógł być w Niemczech. Tak więc i ten wątek został zdecydowanie ucięty. Wiadomo było, że Donovan był osobistym informatorem prezydenta Roosvelta i on najbardziej poufne sprawy referował prezydentowi osobiście.

Donovan napisał kilka książek będąc na emeryturze. Jedna z nich to „Cel Patton”. Jeśli Donovan nie zabił Pattona, to, kogo miał na myśli pisząc: „Otrzymałem to zadanie z góry. I wielu ludzi ucieszyło się z tak rozwiązanego problemu.” Zastanówmy się – piszą politycy – kto konkretnie się ucieszył z tak rozwiązanego problemu. Bo w tym czasie były dwie realne władze. Jedna to biały dom i formalny zwierzchnik sil zbrojnych, czyli prezydent. I druga to realna władza – bankierzy.

Patton był wielkim, wściekłym wrogiem ZSRR. Nieustannie doprowadzał do spięć i konfliktów z ZSRR i z tego powodu były ciągłe noty dyplomatyczne i liczne protesty strony radzieckiej. Jego dalsze poczynania mogły stanowić zarzewie starcia zbrojnego pomiędzy USA a ZSRR, a nawet przejść w regularną wojnę. A taki scenariusz nie odpowiadał wtedy bankierom, a nawet prezydentowi. W tym czasie korporacje, te największe, w Stanach i na świecie szykowały się do sfinalizowania tego wielkiego projektu, jaki powstał u Żydów w USA. W tym czasie robiono dużo, by pozyskać akceptację Stalina dla tego przedsięwzięcia.

Po pierwszej wojnie światowej upadło imperium osmańskie i ponownie wyizolowane zostało terytorium Palestyny. A w wyniku drugiej wojny światowej przybyły na ziemie palestyńskie rzesze żydowskich emigrantów. Gdy Niemcy hitlerowskie padły i zniknęły, a Wielka Brytania i Francja z trudem podnosiły się z powojennej straty ludzi, sprzętu oraz substancji mieszkaniowej, to Żydzi amerykańscy wykorzystali siłę swoich pieniędzy i wspomagali przygotowania do powstania państwa Izrael. Związek Radziecki w tym czasie pozyskiwał tajemnice bomby atomowej od Żydów Rozenbergów. Działo się zatem tak, że dwa państwa, dwa mocarstwa wychodzące od odmiennych przesłanek, doszły po raz pierwszy od bardzo długiego czasu do porozumienia w założenia Izraela. I gdyby w tym czasie pozwolono Pattonowi na decydowanie i wciąganie Stanów Zjednoczonych do nowej wojny, to marzenia Żydów o swoim państwie by się nie mogły spełnić. Generał Patton biorąc do niewoli Niemców zostawiał im mundury i kazał oficerom dowodzić swymi żołnierzami. Mówił do Niemców, co ich napawało nadzieją, że zaraz tuż po wojnie rozpocznie się wojna ze związkiem Radzieckim. Więc oddawali mu się w niewolę nawet ci, co na innych odcinkach frontu walczyli. Nie karał swoich żołnierzy za hasła i okrzyki przeciw ZSRR. Jednym słowem sami Amerykanie mieli z nim duży kłopot, a bankierzy Żydzi szczególny, gdyż bali się, że jego wybryki wojenne storpedują z trudem osiągnięte porozumienie między USA a ZSRR. Do dziś jednak jest tajemnicą, kto i dlaczego generała Pattona otruł.

Jest i następna śmierć. Lawrance Patton Mc Donald, bratanek generała Pattona. Jego śmierć również do dzisiaj nie została wyjaśniona. Pierwszego września 1983 roku obrona powietrzna kraju na Sachalinie zobaczyła duży obiekt, którego radary nie umiały zidentyfikować. Wiadomo było, że to duży samolot. A Związek Radziecki na tym terenie miał dużo instalacji wojskowych. Strefa ta była szczególnie chroniona ze względu na usytuowanie tu radarów i wyrzutni rakiet. Nic dziwnego, że zapadła decyzja wysłania dwóch myśliwców SU15 w kierunku intruza. Po kilkuminutowej obserwacji piloci myśliwców nadali do swej bazy, że kapitan tego samolotu nie reaguje na radiowe sygnały ani na znaki, że ma zawrócić z tego kursu. Samolot pasażerski Boeing 747 Koreańskich Linii Lotniczych dalej naruszał przestrzeń powietrzną ZSRR. Jeden z pilotów myśliwca poprosił bazę o instrukcje. Dowództwo ochrony powietrznej tego odcinka wydało rozkaz: „zestrzelić”. I tego dnia cały świat obiegła wiadomość, że został strącony samolot pasażerski z 269 pasażerami.

To wydarzenie było jedną z najbardziej wstrząsających wiadomości w czasie tzw. zimnej wojny. Zaczęły się korowody i protesty. Strona amerykańska zaraz wydała oświadczenie, które obiegło cały świat, informujące, że we wczesnych godzinach rannych należący do Koreańczyków i lecący z Anchorage na Alasce Boeing 747 lot nr 007 przez pomyłkę wleciał w radziecką strefę powietrzną nad Kamczatką i Sachalinem. Jak Amerykanie wyjaśniali stało się tak dlatego, że samolot miał awarię sprzętu pokładowego, nie zaś na skutek celowych działań. Nikt nie mógł przewidzieć i powstrzymać rozwoju wypadków. W rezultacie KAL 007 został przez obronę radziecką zestrzelony i żadna z lecących osób nie przeżyła upadku. Uznano to za haniebny przejaw przemocy wobec niewinnych osób. Prezydent Regan potępił ten czyn i uznał za brutalny atak, który siły międzynarodowe muszą ostro potępić.

Tymczasem strona radziecka oświadczyła, że Boeing 747 wtargnął w ich przestrzeń powietrzną, realizując misję szpiegowską i chciał rozpoznać instalacje militarne na Kamczatce i Sachalinie i dlatego ich lotnictwo nie miało innego wyjścia jak zestrzelenie intruza. Bezpieczeństwo kraju wymagało takiej decyzji – odpisywali Rosjanie Amerykanom. Był to wymuszony akt obrony, według wojskowych radzieckich.

Od tej tragedii minęło ponad 20 lat, a dyskusje na świecie trwają nadal. Do najbardziej wstrząsającej wersji zdarzeń należy ta, którą oficerowie Mosadu zdobyli, jako supertajną informację w ZSRR w 1992 roku: Że po trafieniu rakietami powietrze-powietrze KAL 007 nie wybuchł i nie spadł. Kontynuował swój lot przez kolejne dwanaście minut i ostatecznie wylądował przymusowo na Sachalinie. Władze radzieckie dokonały selekcji pasażerów wysyłając część z nich do Moskwy a część do więzienia na wyspie Wrangla. Skąd koreańska telewizja zdobyła materiały na ten temat do dziś nie wiadomo, ale faktem było, że w wyemitowanym przez nią programie podano podobny przebieg wypadków. Tego samego dnia Korean Broadcasting System opublikował poufny trzydziestostronicowy dokument CIA stwierdzający, że załodze Boeinga 747 po trafieniu go przez radziecki myśliwiec udało się wylądować i większość pasażerów przeżyła, tylko, że ślad po nich zaginął.

Wśród lecących tym samolotem pasażerów znajdował się wyjątkowy człowiek. Kongresmen Lawernce Patton. Obaj Pattonowie mieli podobne poglądy na kilka spraw. Po pierwsze byli wrogami idei Nowego Porządku Świata. Nie zgadzali się na niszczenie suwerennych państw. Zarówno jeden jak i drugi byli obdarzeni wielką charyzmą i ich przemówienia popierały już dziesiątki tysięcy Amerykanów. Czyli byli obaj przeciwni idei wielkich rodzin żydowskich, a tych w tym czasie było w USA kilkadziesiąt i trzymały w swym ręku wszystkie banki, prasę, radio i telewizję. Cały prawie przemysł był też w ich rękach. Ponadto Lawrence Patton kandydował na prezydenta, a tego już Żydzi nie mogli mu przepuścić.

Po katastrofie KAL 747 pastor, kuzyn Pattonów, powiedział: „Najbardziej poruszyło mnie to, że zestrzelenie przez ZSRR KAL 747 doprowadziło do śmierci dwustu sześćdziesięciu dziewięciu osób. Gdy tymczasem chodziło o to, żeby zabić Lawrence Pattona.” Czyli tak w sprawie śmierci generała Pattona jak i Lawrence Pattona obwiniano Związek Radziecki, gdyż obaj Pattonowie byli wrogami związku Radzieckiego i o tym głośno mówili. Ale największą swą nienawiść kierowali obaj przeciwko światowej finansjerze żydowskiej.

W listopadzie 1975 roku kongresmen Lawrence Patton napisał we wprowadzeniu do książki pod tytułem „The Rockefeller file” autorstwa Garyego Allena:

„Posiadanie coraz większego majątku w korporacjach żydowskich nie gasi żądzy chciwości. Wręcz przeciwnie, wielu z nich wykorzystuje swe pieniądze do zdobycia jeszcze większej władzy, tak potężnej, że dawni tyrani i despoci nie śmieli o niej nawet marzyć. Chodzi o kontrolę nad całym światem, a nie tylko nad globalną własnością, lecz również nad wszystkimi żyjącymi ludźmi. Najpierw przez sto lat John Rockefeller nadużywając władzy za pomocą nieetycznych metod ustanowił monopol i imperium Standard Oil. Rockefellerowie bardzo ostrożnie, ale cały czas skutecznie realizują swój plan wykorzystania siły ekonomicznej w celu zdobycia pełni władzy politycznej. Najpierw zamierzają przejąć kontrolę nad Ameryką, by następnie sprawować ją nad całym światem. Czy to, co mówię stanowi teorię spiskową? Tak. Jak najbardziej. Taki spisek istnieje. Jest to zły ponadnarodowy występny plan przygotowywany od dawna przez kilkadziesiąt rodów najbogatszych Żydów. I my Amerykanie musimy nie dopuścić do realizacji ich chorego planu. Podpisał. Lawrence Mc Donald Patton Kongres USA listopad 1975 r.”

Problem Lawrence Pattona stał się jeszcze bardziej palący, gdy Patton kandydował na prezydenta i w jednym ze swoich wystąpień skupił się na planach zdobycia przez bankierów kontroli nad światem. Miliony ludzi wtedy usłyszało słowa klujące w uszy Żydów. Amerykanie uważali obu Pattonów za bardzo odważnych i porządnych ludzi. Kandydując na prezydenta, Patton miał największe poparcie spośród kandydatów. Opinia była taka, że gdyby nie śmierć, to byłby na pewno prezydentem Stanów Zjednoczonych. Ale padł wtedy strach na Żydów. Zaczęli działać, nie żałując pieniędzy na likwidację Pattona. Obdarzony charyzmą, waleczny, w świadomości ludzi będący spadkobiercą cech generała, był popierany przez rdzennych Amerykanów oraz wyższych oficerów armii amerykańskiej, którzy publicznie mu przysięgali wiernie służyć, bo to służba dla Ameryki i jej ludu. Była to, co dzień większa grupa narodu amerykańskiego, która nigdy by nie zaakceptowała programu bankierów i szefów korporacji. Żydzi widząc zagrożenie musieli powstrzymać rozwój spraw, dla nich bardzo niekorzystny. Jak to zrobić? Ano tak, żeby winę poniósł ktoś inny.

Dziś powoli ujawniane są tajemnice obu Pattonów. Dużą rolę odgrywa w tym procesie Internet. Nic więc dziwnego, że Światowy Związek Żydów już kilkakrotnie żądał zakazu rozpowszechniania w Internecie wiadomości o roli Żydów i ich planach. Ale tak kongres i prezydent Obama stwierdzili, że choć technicznie jest to do wykonalne, to jednak jest niezgodne z konstytucją Stanów Zjednoczonych, która mówi o wolności słowa.

Nie pierwszy już raz w swojej historii Żydzi popełnili takie zbrodnie, sprytnie pozorując, że to zrobił całkiem ktoś inny. Zapominają, że w sądownictwie na całym świecie jest święta zasada, że najpierw, jeśli kogoś zabito, to najpierw się ustala, kto z tej śmierci ma największą korzyść! A ze śmierci obu Pattonów wyłącznie Żydzi odnieśli ogromne korzyści.

Ale tak jak w przypadku wielu innych zbrodni przez nich popełnionych, istotne fakty są zakłamywane przez media, które oni mają w swym ręku. Przecież już dziś wiadomo, dlaczego zginął prezydent Kennedy. Bo podjął kroki w celu wyjaśnienia, kto dysponuje rezerwą finansową, kto bez kontroli drukuje miliardy dolarów. Świat dowiedział się też, kto i w jaki sposób zniszczył obie wieże 11.09. Wiemy już także o tym, że Irak nie miał rakiet, o jakie go posądzano. A zresztą za samo posiadanie groźniej broni nie karze się państwa i nie zabija masowo ludności! Gdyby tak było, to Izrael pierwszy za swoje kilkaset głowic nuklearnych powinien odpowiedzieć. Ale o prawiedliwych karach dziś chyba nie ma mowy. Weźmy przykład Libii. Kadafi to ludobójca i zbrodniarz, bo jego wojsko strzela do rebeliantów. A gdy siły NATO używają helikopterów i samolotów, które sieją śmierć, to nie jest ludobójstwem. Bo rzekomo walczy się o wolność ludu Libii, by ją uratować przed tyrania Kadafiego. Jeśli jednak Kadafi byłby takim tyranem, jak twierdzą media, to już dawno ludność sama by go zabiła, gdyż w Libii każdy dorosły człowiek (kobiety też) posiada w domu kałasznikowa i amunicję.

Nigdy nie zapomnę jak doradcy powstającej w latach osiemdziesiątych Solidarności krzyczeli, że w PRL jest cenzura, żeby ludność polska nie wiedziała, co się dzieje na świecie. Cenzura rzeczywiście była. A obecnie? Czy nasze media informują nas o sytuacji w kraju i na świecie? Wystarczy włączyć kablową telewizję i nastawić na kanały zachodnie z angielskim językiem: Protesty, jakie narastają obecnie w Ameryce codziennie obejmują więcej miast i więcej ludzi w nich bierze udział. Ale najważniejsze jest to, co wykrzykują ci rozgniewani Amerykanie i co wypisują na swoich transparentach. Okrzyki i napisy dotyczą garstki ludzi w Ameryce, którzy zagarnęli i nadal zagarniają w sposób bezprawny dorobek całego społeczeństwa. Społeczeństwa, które zderzyło się z sytuacją, do której doprowadziły działania bankierów i szefów wielkich korporacji i uświadomiło sobie, że z dnia na dzień przybywa bezrobotnych (obecnie 15 milionów ludzi bez pracy), że ludzie nie mają pieniędzy na życie. Tymczasem mała garstka najbogatszych skorumpowała władzę i zagarnia zachłannie niemal cały dochód narodu a unika płacenia należnego podatku.

Nawet bardzo ostrożny Z. Brzeziński 15 X w TV 24 mówił: „W Stanach jest wielka korupcja na wszystkich szczeblach władzy. To niedopuszczalne, żeby te wielkie korporacje płaciły tyle symbolicznego podatku, co moja sekretarka.” A oni dzięki swym prawników, doradcom i powiązaniom polityczno-biznesowym sprytnie unikają płacenia tych podatków. Kiedyś mawiało się, że w życiu są tylko dwie pewne rzeczy: śmierć i podatki. Dziś można powiedzieć, że tylko śmierć jest pewna. Bo jeśli się jest bogatym, to podatków można uniknąć. „W Szwecji – mówi dalej Brzeziński -ci, co zarabiają najwięcej, to płacą 90% podatku. I tam naród ma socjalne sprawy na najwyższym poziomie. A u nas ułamek procenta, a nie procenty, odprowadza się do kasy państwa. A od państwa pozyskuje się kontrakty i umowy na miliardowe sumy, nie płacąc za nie podatków.” A przecież wiadomo, kto to jest Brzeziński: nigdy nie kalał żydowskiego gniazda, gdyż sam z niego pochodzi. Musi być bardzo źle, jeśli tak mówi!

Dziś już coraz śmielej wychodzą z cienia i ujawniają swe cele wielkie rody Żydów, tych najbogatszych, co kierują losami świata. Od nich zależy gdzie i kiedy wybuchnie nowa wojna. (Oczywiście będzie to wojna „o wolność i demokrację” i nasi chłopcy polecą tam walczyć o tę „wolność”.) Kapitalizm, jak wykazały całe wieki, a ostatnie lata szczególnie, jest tak skonstruowany, że ma służyć wyłącznie kapitalistom i to tym najbogatszym. Naród ma pracować dla ich interesów i pozwoli się temu narodowi żyć tylko na takim poziomie, żeby mieć z niego pożytek. Przecież natura ludzka nie zmieniła się od tysięcy. Chciwość i chęć kontrolowania innych nie zmieniły się od zarania ludzkości i nie zmienią się do końca świata. Ewoluuje tylko forma. Od panowania kapitalizmu handlowego, poprzez przemysłowy, finansowy, monopolistyczny (włączając w to dzisiejszą demokrację). Niewielka grupa ludzi na świecie rządzi większością społeczeństwa. Istota systemu pozostaje nienaruszona, przekształceniu ulegają jedynie metody. Wszyscy oligarchowie wcześniej dobrze widoczni i znani bezpośrednio obecnie ukryli się za kulisami i są reprezentowani przez nowo powstały gigantyczny system fundacji, który stał się w krajach zachodnich integralną częścią władzy. I systemem tym kierują wciąż ci sami ludzie. Są to wielkie żydowskie rody.
(…)

*                     *                     *

„Piekło”

Tę historię znam od dawna, bo już od lat osiemdziesiątych, gdy jeździłem, jako członek biura politycznego i viceprzewodniczący zarządu głównego budowlanych do naszych budowlańców na kontraktach w ZSRR. Ale jest to historia tak okrutna i tak przerażająca, że bardzo długo nie mogłem w nią uwierzyć, a kiedy mnie już przekonano, że to prawda, to bałem się ją opisać. Nie pisałem o niej w pierwszym ani drugim tomie „Bez strachu”, bo sądziłem, że nikt z normalnych ludzi czytając tę historię nie uwierzy w nią i przez nią stracę wiarygodność. Historia jest bowiem tak nieprawdopodobna, że człowieka, który mi ją opowiedział, a następnie zawiózł miejsce, gdzie się wydarzyła, uznałem za chorego umysłowo. Dwa | lata po tym, jak mi ją opowiedział, spotkałem innego człowieka, który to potwierdził i ponownie pojechał ze mną w to okropne miejsce. A pod koniec mej pięcioletniej kadencji w biurze politycznym zapytałem o te wydarzenia Kostikowa (czytelnicy moich poprzednich książek wiedzą kto to był Piotr Kostikow m.in. z rozdziału „Matka”), z którym byliśmy bardzo zżyci i mieliśmy do siebie zaufanie. I on potwierdził, że ta historia jest znana na Kremlu, choć nikt głośno o tym nie rozmawia, zwłaszcza z ludźmi, którym nie ufa.

Dla mnie ta historia rozpoczęła się od wielkiego wesela. Opisywałem ten fakt już wcześniej: trzydziestu naszych kawalerów, pracujących pod Wielkimi Łukami i pod Nowo-Połoskiem, poślubiło jednego dnia aż trzydzieści panien. Ponieważ wydarzenie to było bardzo głośne, pisała o nim prasa polska i radziecka, to generalna dyrekcja postanowiła urządzić weselisko na terenie i na koszt firmy. Nie będę opisywał tego wesela, gdyż już wcześniej o nim pisałem. Zaznaczę jednak, że z Moskwy na to wesele przyjechali nasz ambasador Kociołek i Piotr Kostikow, który reprezentował władzę radziecką. Mnie też zaprosili, gdyż byłem ich częstym gościem. Starym zwyczajem panny młode zaprosiły do tańca gości. Mnie poprosiła panna, która ładnie, czysto mówiła po polsku. Pytam: -Tak mówić nauczył cię twój chłopak, Polak?
– O nie. Ja od dziecka mówię po polsku, bo tata to Polak. O ten pod oknem -pokazała mi swego ojca, który obserwował nas i chyba się domyślił, że o nim rozmawiamy, bo pomachał ręką.

Odprowadziłem ją do narzeczonego i w tym momencie jej ojciec podszedł do mnie. Przedstawił się i powiada: -Jestem Polak i nazywam się Ostrowski Kazimierz. Ale ponieważ umówiliśmy się z Kostikowem, że pójdziemy na długi spacer bo chcemy sobie bez świadków pogadać, to ochrona nie pozwoliła temu Ostrowskiemu porozmawiać ze mną. Wesele trwało do rana, ale my z Kostikowem po parogodzinnym spacerze poszliśmy spać. Rano obudził mnie hałas na korytarzu i głośna rozmowa. Zrozumiałem z niej, że ma oficer, Andrzej czarny nie chce wpuścić kogoś do mojego pokoju. Ta kłótni zakończyła się tym, że Andrzej ostro powiedział:
– Jak pan nie odejdzie spod drzwi, to zakuję pana w kajdanki i do radzieckiej milicji. I to już wystarczyło, bo kłótnia ucichła. Pytam się przy śniadaniu, kto to i czego chciał ode mnie (To były czasy, że jako przewodniczący kom Skarg i Wniosków oraz biura interwencji, na każdym kroku byłem zaczepiany i przy każdej okazji ktoś wręczał mi pisemną skargę albo prośbę. Nawet na kontraktach w ZSRR Polacy sprytnie wykorzystywali moje wizyty i wręczali mi różne prośby, szczególnie o mieszkania.)  Oficer odpowiedział że ten człowiek to ojciec jednej z panien młodych, Polak ożeniony dawno temu z Rosjanką.
-I on chciał was zaprosić do siebie, jak Polak Polaka, bo właśnie córkę wydał też za Polaka. Kostikow, który dużo rozumiał po polsku, odezwał się tak:
– Ja na twoim miejscu poszedłbym na chwilę do nich. I dodał:
– Ty wiesz, oni będą opowiadać o tym innym i będą dumni, że odwiedził ich członek biura politycznego. Zrób ludziom tę przyjemność. W dodatku ten, co cię zaprasza, to Polak. Więc nie było rady i trzeba było jechać do tego Polaka.

Oficer wyszedł, żeby dowiedzieć się, gdzie teraz jest ten Polak lub gdzie mieszka. Jak wrócił, to był zły.
– Wiecie gdzie on mieszka?
– Nie wiem.
– On nie mieszka w Wielkich Łukach, a w Nowo-Sokolnikach, blisko Wielkidj Łuków, gdzieś w miasteczku.
– No to co? – wtrącił się Kostikow. – Weź moją ochronę i moje auto i jedź. Okazało się, że człowiek jeszcze nie zdążył wrócić do domu. Ale jego żona i młodzi natychmiast zastawili stół i ugościli nas. Gdy dotarł gospodarz, ta ochrona już zdążyła ze trzy kolejki wypić i było dosyć głośno. Nie mógł człowiek uwierzyć własnym oczom!
– To dlaczego chciałeś mi założyć kajdanki i oddać milicji? – pytał mojegao oficera. – Chciałem sprawdzić czy naprawdę ci zależy, by zaprosić do siebie towarzysza Siwaka.
– Ot cholera! Jaki chytry lis!

Nie mogliśmy długo zostać, bo auto mogło być potrzebne Kostikowowi, więc pożegnaliśmy się i wychodzimy, a tu pod domem tłum ludzi. Kilku rznie na harmoszkach, inni śpiewają i tańczą. Ojciec młodej przecisnął się do mnie przez ten tłum i mówi:
– Panie, ja mam bardzo ważną sprawę. Chcę panu coś powiedzieć. Jak to zrobić?
Mówię mu, że za trzy miesiące będzie polskie święto i ja przyjadę do Polaków, na bazę, z odznaczeniami, bo będę ich dekorował. Wtedy wygospodaruje się trochę czasu. I tak było.

Gdy ponownie przyjechałem, to pojechaliśmy do Ostrowskiego. Mówię do oficera ochrony:
– Ja z nim wyjdę do ogródka na rozmowę, ale tak, że wy będziecie nas widzieli. On coś mi chce powiedzieć.

Gdy siedzieliśmy w ogródku on mówi tak:
– Jak powiem panu, o co chodzi, to uzna mnie pan za wariata, ale ja nie jestem chory umysłowo. Mój rodzony brat był księdzem katolickim w Wielkich Łukach, a ja miałem wtedy 15 lat. Było to już po rewolucji w 1918 roku. W mieście było NKWD i to liczne, złożone z 19 Żydów. Ich dowódcą był Abraham Sztejn, a jego zastępcą Icek Koperman. Oni zebrali razem, tu w mieście, 45 osób. Byli to polscy księża, ruscy popi, polscy zakonnicy i zakonnice… Jak brali brata mego księdza, to i mnie zabrali. Władowali nas na ciężarowe samochody i zawieźli właśnie tu niedaleko, do Nowo-Sokolników, do smolarni. Byłem tu dwa razy po smołę z ludźmi, którzy kupowali tę smołę na dach naszej plebanii. Znałem tu wszystkie zakamarki i dlatego może żyję. Otóż ta smolarnia jest na małej górze, w lesie. Wkoło są bagna i tylko jest jedna droga do tej smolarni od strony szosy. Jak nas tam zawieźli, to kazali, żebyśmy się rozebrali do naga. Kto się upierał, to bili kolbami karabinów. Zamknęli nas w dużej szopie gdzie były puste beczki na smołę. Było ich dużo, tych beczek, i były nieduże. Wszyscy byliśmy razem, mężczyźni i kobiety. I wtedy ruski pop powiedział:
– Oni nas utopią w smole, bo ja słyszałem, że przywożą tu ludzi i tak robią. Później spojrzał na mnie i powiedział:
– Ty możesz się uratować z tego piekła. Właź do beczki, a ja zabiję mocno dekiel.

Od tego momentu w szopie zapanował strach, kobiety zaczęły szlochać, a przerażeni księża zaczęli patrzeć przez szpary, co Żydzi robią i czy to prawda, co pop powiedział. Rzeczywiście palili pod trzema wielkimi kadziami ogień. Ja, od chwili, gdy wszedłem do beczki, już tego nie widziałem. Brat mój podszedł do tej beczki, co w niej siedziałem
i powiedział:
– Ale jak ty z tej beczki wyjdziesz?
Na to pop powiedział tak:
– Jest jeszcze jedna zakonnica małej tuszy i ona też wejdzie w taką beczkę. Ona go uwolni z tej beczki.

Rzeczywiście chudziutka, niemłoda już kobieta zmieściła się w jedna z beczek i pop założył dekiel. Mimo, że siedziałem w beczce, czułem rozgrzewaną smołę. Księża uspokajali pozostałych i zaczęto się głośno modlić. Trwało to około pół godziny, do czasu jak enkawudziści otworzył drzwi i złapali pierwsze trzy osoby. Wlekli je do tych kadzi, gdzie rozgotowali smołę. Przerażające krzyki trwały dopóki męczeni nie stracili przytomności. Ponieważ kadzie nie mieściły więcej niż jedną osobę, to bosakiem wyjmowano pomordowanych i z szopy ciągnięto następne trzy osoby.

Liczyłem – mówił Ostrowski – ludzi na obu samochodach. Było nas czterdzieści siedem osób. Trzy godziny trwało mordowanie, z okrzykami typu: „Macie piekło, którym straszycie wiernych. Zobaczcie jak to wygląda”. Gdy już wszystkich pomordowali, to sprawdzili dobrze szopę. Do beczek nie zaglądali, bo uznali, że człowiek się w żadnej nie zmieści. Zaraz za smolarnia było duże bagno, zaczęli więc ciągnąć po ziemi ciała i wrzucać je do tego bagna. Gdy już pod wieczór ucichło i oni odjechali, to zakonnica wyszła a swej beczki i uwolniła mnie z mojej. Nie mogłem w ogóle wyjść z tej beczki. I siły nie miałem i wszystko mi zdrętwiało. Dopiero ta zakonnica wyciąg mnie i rozprostowałem się. Poza tą szopą leżało na stosie dużo ubrań, ale one były popalone. Wygrzebała z tej kupy palących się szmat to, ca nadawało się, ażeby się trochę przykryć i wzięła mnie za rękę, ad poszedłem za nią. Całą noc szliśmy, przeważnie lasami, by nad ranem zapukać do małej chatki na końcu wioski. Okazało się, że miała tu brata Szybko nakarmiono nas i odziano, a następnie w lesie, w dobrze ukryta małej ziemiance, spędziliśmy dwa miesiące.

Ona została później przyjęta przez jakiś zakon, a ja zgłosiłem się do pracy w kołchozie pod innym nazwiskiem. W tym czasie wałęsały się „całe stada” bezdomnych dzieci i młodzieży. Rodzice zostali zabici w czasie rewolucji, a dzieci wędrowały po całej Rosji i rabowały wszystko, a szczególnie jedzenie. Doszło do tego, że wojsko goniło jak szarańczę te tabuny młodzieży i strzelało zabijając ich. Ja powiedziałem, że jestem sierotą (co zresztą było prawdą) i szukam pracy. Przydzielono mnie do wielkiej obory, jako pomocnika oborowej. Tu wśród krów miałem ciepło i mleka do syta.

Tak przeżyłem w tej oborze pięć lal Cały czas myślałem o zamordowanym bracie księdzu. Wyprosiłem u przewodniczącego kołchozu tydzień urlopu i pojechałem do Nowo- Sokolnik. Plebanię zamieniono tam na siedzibę partii, a kościół spalono. Poszedłem do tej smołami, a tam paleniska murowane jeszcze były. Kotły ktoś ukradł. Miejsca, gdzie z karp odzyskiwano smołę, też już nie było. Ludność zabrała cegłę z tych palenisk. Odszukałem bagno, gdzie powrzucano ciała pomordowanych. Wybrałem długą gałąź z boczną odnogą i zrobiłem taki niby hak. Namacałem coś i zacząłem wyciągać. Było to ciało kobiety. O dziwo, przez kilka lat nie zgniło. Nie wiem czy to upaplanie w smole, czy ten torf, jaki był w bagnie, czy też inne czynniki zadziałały, ale ciała nie zgniły. Wiedziałem, że brat był jednym z ostatnich, gdyż do ostatka mimo nagości pełnił rolę kapłana i szykował (podobnie jak inni księża oraz pop) tych ludzi na śmierć. Więc leżeć powinien na wierzchu tych ciał. Ale to czterdzieści pięć osób, a wszyscy oblepieni gorącą wtedy smołą. Nawet w ustach mieli smołę. Rozglądałem się, bo gdyby na przykład pracownicy NKWD tu wpadli, to ja też znalazłbym się w tym bagnie, tylko że z kulą w głowie. Brat był dużym mężczyzną i miałem nadzieję, że jeślibym trafił na jego ciało, to na pewno bym rozpoznał. Po szosie przejechało kilka samochodów, ale się nie zatrzymywały.

Zacząłem ponownie szukać tym drągiem zrobionym z gałęzi, gdy nagle jeden z tych samochodów skręcił w drogę do smolarni. Czasu już nie było, żeby coś wymyślić, a droga jest tylko ta jedna, którą ten samochód właśnie jechał. Nie namyślając się skoczyłem w to bagno i zanurzając się cały na twarz naciągnąłem kępę zielska, jakie tu rosło na powierzchni. Czterej ludzie w mundurach z oznakami wojsk wewnętrznych zaczęli oglądać ciało kobiety, którą wyciągnąłem. Byłem zaledwie kilka metrów od nich, mając tę kępę roślin na głowie. Ale mogłem patrzeć przez to zielsko i słuchać, co oni mówią. Kopiąc ciało odwrócili je i stwierdzili, że to była kobieta.

– Dawaj – zawołał jeden – wrzucim ją do tego bagna! Wygląda na to, że ktoś ją wyciągnął. Trzeba zameldować Sztejnowi, że ktoś tu grzebie. Lepiej, żeby czuwał nad tym, bo to jego robota.

Ciało wrzucili, a raczej zepchnęli, z powrotem w bagno. Gdy zniknęli na szosie, to ja wygrzebałem się z tego błota. W dzień strach było szukać. A w nocy też strach. Przecież ja miałem dopiero dziewiętnaście lat. Nasłuchałem się dużo o strachach i potępionych duszach i teraz w głowie mi to siedziało. Ale myśl, żeby brata wydobyć z tego bagna była silna.

Gdy ponownie pojechałem tam któregoś dnia, to zobaczyłem, że ktoś postawił tam duży prawosławny krzyż z napisem: „Dla pomordowanych księży, popów i zakonnic”. To znaczy, że wśród ludzi byli tacy, co pamiętali ten ohydny mord, a nawet mieli odwagę postawić ten krzyż. Ale długo nie postał ten krzyż, następnego dnia przyjechali ludzie Sztejna , wykopali go i zabrali… Mieszkałem tam wtedy u rodziny rosyjskiej, w pobliżu byłej plebanii, ale oni mnie nie kojarzyli z bratem księdzem i nie poznawali.

Musiałem jednak wrócić do swojego kołchozu, bo pięć wolnych dni, jakie dostałem, minęło szybko. W domu, gdzie mieszkałem przez te kilka dni, mieli córkę, która mi się podobała. Dwa lata później postanowiłem więc tam pojechać i zobaczyć czy czasem nie wyszła za mąż. Była panną, więc wżeniłem się w rosyjską rodzinę i żyję tu do dziś. Cieszę się, że moja córka wyszła za Polaka i cieszę się, że pan mnie ponownie odwiedził. A ci pomordowani spoczywają tam w bagnie i ludność ukradkiem pali tam świeczki i stawia krzyże. Myśl, żeby brata wydobyć, a i innych, minęła mi. Niech tam wszyscy spoczywają w pokoju.

Pan Bóg, jak mówią, jest nierychliwy, ale sprawiedliwy. Sztajn i Koperman jechali tą szosą, z której zjeżdża się na boczną drogę do smolarni. To były czasy, kiedy większość mężczyzn służyła w wojsku. Dlatego do ciężkich robót zatrudniano kobiety. I właśnie na tej szosie, która była jeszcze za cara wybrukowana kamieniami teraz władza radziecka postanowiła wylać asfalt. W końcu to droga nie była jaka, bo prowadzi z Leningradu przez Nowgorod, Psków, Witebsk, a w Orszy rozgałęzia się i leci na Brześć i na Kijów. I tu, w pobliżu właśnie tej smolarni w Nowo-Sokolnikach, wydarzył się tragiczny wypadek drogowy. Kierowca jechał odkrytym wojskowym samochodem, a z tyłu siedzieli Abraham Sztajn i Icek Koperman. Obaj byli już wysokiej rangi oficerami wtedy. A technika wylewania asfaltu była wtedy prymitywna. Konie ciągnęły odkryty kocioł w którym gotował się asfalt. Cały czas podkładano szczapy na ogień, aż asfalt był rzadki i dał się wylać do taczek. Kolejka kobiet podjeżdżali z taczkami niedostosowanymi do gorącego asfaltu. No i często ta drewniane taczki zapalały się. Robota jednak szła. Kolejka kobiet podjeżdżała pod ten kocioł i wracała po ułożonych deskach do mężczyzn, którzy na kolanach równali ten asfalt.

Odlany był spory już odcinek tej szosy i kilka kobiet pchało taczki z parującym asfaltem, gdy zza zakrętu bardzo szybko wjechał na ten odlany już kawałek samochód wiozący Sztejna i Kopermana i uderzył przodem w wóz konny, naładowany szczapami na ogień, po czym odbił się i wyrżnął w kocioł, w którym gotowała się ta smoła. Kocioł od uderzenia spadł z zawieszenia, na którym był umocowany i cała zawartość kotła teraz płynęła spokojnie, dymiąc i parując, prosto na leżących na jezdni obu enkawudzistów. Kierowca jak piłka przeleciał przez jezdnię i wpadł do rowu. Zerwał się i zaczął krzyczeć:
– Wyciągnijcie ich z tego asfaltu! Ale kobiety stały i żadna nie zareagowała.
– Strzelać będę! – krzyczał kierowca i wymachiwał rewolwerem.
– A czego ty ich nie wyciągasz? – spytała jedna z kobiet.
– Bo się poparzę o gorący asfalt.
– A my to co? Z żelaza? My się nie poparzymy?

Tymczasem obaj oficerowie rzucali się na tej coraz grubszej warstwie gorącego asfaltu, aż po paru minutach ucichli. Aresztowano kierownika robót i majstra. Zamknęli też kierowcę, któremu nic się nie stało. Do dziś ludność mówi o tym wydarzeniu, że to Pan Bóg ukarał ich za tak ohydny mord. I to w tym samym miejscu, tuż obok miejsca tej zbrodni. Ja obrobiłem duży głaz i wykułem na nim napis o tej zbrodni. Ale przyjechali z Wielkich Łuków i zepchnęli go w bagno, gdzie leżą pomordowani (…)

Komentarzy 16 to “Albin Siwak „Bez strachu” – tom III (fragment 5)”

  1. Kronikarz said

    😉

  2. Piotrx said

    W kwestii zabójstwa gen G. Pattona
    https://marucha.wordpress.com/2011/08/17/w-kwestii-zabojstwa-gen-g-pattona/

  3. wet3 said

    Odwolany zostal z Dalekiego Wschodu gen.Mac Arthur. Byl sobie Patton i jego krewny. Byl John Kennedy i jego brat Robert. Bylo okolo 200 ludzi, ktorzy znikneli tajemniczo w czasie dlugotrwalego procesu w sprawie smierci JFK…
    Niejaki Cyrankiewicz, po zlikwidowaniu rozruchow w Poznaniu powiedzial wyraznie, ze reka podniesiona na Polske Ludowa bedzie odcieta …

  4. Boomcha said

    http://www.4shared.com/mp3/NnzOWtoS/wwwradiomaryjapl20120116rn22_0.html

    Fragment audycji dotyczący Irminy Samulskiej (IPN, UKSW, miesięcznik „Różaniec”), z około 55 minuty.

    „NIE! Dla energii atomowej na Wybrzeżu i w Polsce (cz.II)” , Radio Maryja, 16 stycznia 2012. Całość: http://www.radiomaryja.pl/audycje.php?id=29109

  5. wet3 said

    @ Piotrx
    Wielkie dzieki za A.Siwaka. Przyznam, ze nie bez satysfakcji czytalem o koncu Sztejna i Kopermana.

  6. GW said

    Pzostane wdzieczny za informacje o mozliwosci nabycia ksiazki Pana Siwaka, trzech tomow.
    Dziekuje z gory i bardzo.

  7. Kapsel said

    Re 6
    Jeśli w kraju to np. tutaj:

    http://allegro.pl/listing.php/search?string=albin+siwak+bez+strachu&category=7

  8. GW said

    Ad 7
    Dziekuje wielce Panie Kapsel.
    Poprosze brata w Kraju totez.

  9. Kapsel said

    Panie Piotrzex wielkie dzięki za wszystko.

    A czy ma Pan trochę więcej materiału dotyczącego Tuska i jego ferajny w książkach p.Albina. Tutaj próbka:

    BEZ STRACHU. Albin Siwak o Doladzie Tusku – szokujące wspomnienie

    Donald Tusk 13 czerwca 1992 r. na Kongresie Kaszubskim przedstawił Pomorską Ideę Regionalną – swój program pełnej autonomii dla Pomorza (Kaszub), które powinno posiadać, nie tylko własny rząd, ale własne wojsko i własne pieniądze. „Czy człowiek, który od wielu lat wykazuje działanie na rzecz dezintegracji Polski i narodu Polskiego może być premierem i kandydować na prezydenta? Gdzie i po co Polskę zaprowadzi”. Tak dzisiaj „bez strachu” przedstawia sprawę Albin Siwak – znana postać z PRL.

    „(…) A jeśli idzie o zachowania i przeszłość to myślę, że warto, żeby ludzie wiedzieli jaki był i co mówił obecny nasz premier Tusk. I nie piszę tego wspomnienia żeby człowieka pognębić, bo przecież nie jemu jednemu zdarzyło się powiedzieć coś nie tak jak trzeba. Może i nawet dziś tak nie myśli będąc premierem i zabiegając o prezydenturę, może wyrósł z tej piramidalnej głupoty, taką mam nadzieję i wątpliwości.
    Otóż w 1992 roku, po powrocie z Libii zaprosił mnie do siebie dyrektor jednej z firm, mającej kontrakt w Libii. A że zżyliśmy się i uważaliśmy się za przyjaciół, to zaprosił mnie do siebie do Gdańska. Było to tuż po upadku rządu Bieleckiego i Zarząd Główny Związku Kaszubów Polskich robił drugi Kongres Kaszubski. Przyjaciel jako biznesmen sponsorował ten Kongres, gdyż czuł się Kaszubem, a wtedy była moda na sponsorowanie, gdyż prawie wszystkie zarządy główne były biedne jak myszy kościelne. Więc ten mój przyjaciel otrzymał zaproszenie na dwie osoby i to w pierwszym rzędzie.
    Nie byle jaką sensację wywołała moja gęba, znana wtedy z telewizji. Więcej robiono nam zdjęć niż siedzącym w prezydium. Donald Tusk był wtedy wiceprzewodniczącym Zarządu Głównego i miał oczywiście programowe wystąpienie. Cała impreza odbywała się w domu technika w Gdańsku przy ulicy Ratajskiej 6. Głos zabrał pan Tusk 13 czerwca, mówiąc tak:
    „Moje wystąpienie ma charakter programowy, by rozpisać go na kierunki działań i wcielać w życie, nosi to wystąpienie tytuł Pomorska Idea Regionalna jako zadanie polityczne”.
    Przedstawił w nim swój program pełnej autonomii dla Pomorza (Kaszub), które powinno posiadać, nie tylko własny rząd, ale własne wojsko i własne pieniądze.
    Słuchałem osłupiały, czy on mówi to poważnie, czy też za chwilę powie, że żartował. Mój przyjaciel z tytułem doktora kazał mi bym go mocno uszczypnął, bo może śpi i śni mu się ta mowa. Ale to było poważne, nie żaden żart czy sen. Na taką mowę ksiądz profesor Janusz Pasierb i posłowie Szablewski i Feliks Pieczka, szefowie Wielkopolan i Górnoślązaków, oraz wielu innych delegatów wyraziło swe oburzenie. Oni nie widzieli Kaszub inaczej jak w Polsce, jak i Polski bez Kaszub. Poseł Feliks Pieczka wskoczył na estradę do mównicy i powiedział:
    „Oddzielenie Kaszub od Polski byłoby nie tylko przestępstwem wobec racji stanu, ale i wobec interesu Kaszub”.
    Przypomniał słowa hymnu kaszubskiego: „Nie ma Kaszub bez Polonii, a Polonii bez Kaszub”. Zrobiło się duże zamieszanie i wszyscy, którzy zabierali głos po Tusku w ostrych słowach potępiali mówcę, a niektórzy pytali się, czy dobrze się czuje.
    Mój przyjaciel, Kaszub z krwi i kości, nie mógł ochłonąć z wrażenia, że coś takiego mógł mówić Kaszub. Wiele osób długo nie mogło się uspokoić i wracało do tego, co usłyszeli od Tuska. Nic też dziwnego, że przewodniczący Rady Naczelnej Stronnictwa Narodowego w dokumencie, sygnatura akt VI NS rej.E.w.p.206, Kartuzy 22.VI.2005 rok, zadał takie pytanie:
    „Czy człowiek, który od wielu lat wykazuje działanie na rzecz dezintegracji Polski i narodu Polskiego może być premierem i kandydować na prezydenta? Gdzie i po co Polskę zaprowadzi” (…)”

    http://www.portalpomorza.pl/aktualnosci/11/15896

  10. Zenek said

    Panie Siwak !
    A kto zalatwil Jaroszewiczow ?

  11. […] Źródło: https://marucha.wordpress.com […]

  12. Kronikarz said

    „Donald Tusk 13 czerwca 1992 r. na Kongresie Kaszubskim przedstawił Pomorską Ideę Regionalną – swój program pełnej autonomii dla Pomorza (Kaszub), które powinno posiadać, nie tylko własny rząd, ale własne wojsko i własne pieniądze.” – !!!

  13. Kronikarz said

    http://www.presseurop.eu/pl/content/press-review/1410421-poczatek-proby-sil

  14. Piotrx said

    Re: 5 i 9

    Dziękuję
    Niestety poza tym cytowanym we wpisie 9: fragmentem nie udało mi się w książce A.Siwaka znalezc nic wiecej nt. Tuska.

  15. Piotrx said

    Re 10:
    „Panie Siwak ! A kto zalatwil Jaroszewiczow ?”

    Albin Siwak „Trwałe ślady” str. 287

  16. […] Źródło: https://marucha.wordpress.com […]

Sorry, the comment form is closed at this time.