Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

Proszę nam udowodnić swoje Totus Tuus!

Posted by Marucha w dniu 2012-01-20 (Piątek)

Prove Totus Tuus to Us!  
http://www.traditioninaction.org/bestof/bst005Cain.htm
Michael Cain, red. naczelny Daily Catholic, sierpień 2004 – tłumaczenie Ola Gordon

Publikujemy ważne fragmenty listu otwartego do papieża Jana Pawła II, z okazji jego drugiej podróży do Lourdes, 14-15 sierpnia 2004 roku.

Wasza Świątobliwość pamięta Krzyżowców, bo uważał za stosowne 12 marca 2000 roku  przeprosić świat, , za „okrucieństwa” przeszłości. Wierzę, że zakwestionowałeś nie tylko krucjatę, ale i inkwizycję, między innymi „nietolerancyjne” działania, które wszczęto …. by spełnić nakaz naszego Pana (Mk 16, 15-16; Mt 28, 20).

Innymi słowy, według Ciebie, św. Ludwik IX, król Francji i krzyżowiec, wyniesiony przez Kościół na ołtarze, nie miał racji? Wszyscy wiemy, że Ludwik miał rację, jak św. Bernard, którzy głosili krucjatę i których święto wspólnie obchodzimy w połowie drogi między świętem św. Ludwika i wspaniałym, chwalebnym świętem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Chociaż św. Ludwik IX zrobił wszystko o co Bóg go prosił,  to jeden z jego następców, Ludwik XIV, nie zrobił tego, co powinien. Instrukcje były proste, ale skuteczne, ale ten król nie miał hartu ducha i serca, aby wstać i ogłosić suwerenne społeczne panowanie Jezusa Chrystusa w jego ukochanej Francji. Z powodu tej odmowy, Bóg ukarał Francję, jak widać z historii – i z Francji ta kara przeszła na inne kraje i ukształtowała świat, jaki znamy dzisiaj.

Rewolucja francuska rozpoczęła się słyszanymi wszędzie okrzykami „wolność, równość i braterstwo”. Była to masońska mantra i stała się podstawą Nowego Porządku Świata, opartego tak luźno na kłamliwym sloganie „wolności religijnej”. Z tej herezji powstał komunizm, nazizm i modernizm, przy czym ten ostatni Pius X określił „syntezą wszystkich herezji”. Nie tylko słyszałeś krzyk „wolności, równości, braterstwa i tolerancji”, ale sam, tak jak Twój poprzednik, Paweł VI, potwierdziłeś go kilka razy – i byłeś jednym z najbardziej oszukanych promotorów Narodów Zjednoczonych ….

Rozważmy sprawę mnóstwa kapłanów zamieszanych w tuszowanie skandalu i grzechu. Wiem,y co Chrystus powiedział o skandalu: „Lecz kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza”. (Mt 18:6). A jednak, w jaki sposób traktowani są przez ciebie ci, którzy są przyczyną skandalu? Oni są nagradzani za ten skandal!

Kard. Bernard Law dostał wygodną ‘posadę’ u Najświętszej Maryi Panny. Czy to nie tylko obraza dla wiernych na całym świecie, zwłaszcza jeśli nie udało mu się być ich pasterzem, ale także dla samej Matki Bożej i jej Boskiego Syna? Teraz pomnóżmy to przez setki diecezji, w których zakorzeniła się korupcja – i widzisz, jak zawiodłeś, nie tylko starając się stłumić skandal, ale także poprzez zachęcanie, by nie egzekwowano koniecznej ścisłej dyscypliny. Pomyśl o niezliczonych milionach dusz, które zostały oszukane dzięki waszym kohortom na Soborze Watykańskim II, a wyraźnie zobaczysz, tak jak każdy katolik, że rzeczywiście, po owocach ich poznacie.

Czy nie jest faktem to, że musiałbyś kopać coraz głębiej, żeby znaleźć dobre owoce, a wtedy, gdybyś je znalazł, okazałoby się, że są krótkotrwałe, poobijane i nadają się do wrzucenia w ogień? Czy nasz Pan nie powiedział: „Czy zbiera się winogrona z ciernia, albo z ostu figi? Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, a złe drzewo wydaje złe owoce”. (Mt7: 16-17). Jak możesz, Ty i przez Ciebie mianowani, bo prawie każdy z kapłanów, którzy wywołali dzisiejszy skandal, byli przez Ciebie wybrani, czy przez Ciebie wybranego do tej funkcji, kontynuacji pollyanna pabulum, uważać, że reformy II Soboru są dobre i że program ekumenizmu, humanizmu i modernizmu są miłe dla Boga?

Nie możesz. Chrystus pokazał, że nie możesz, ponieważ Twoje winogrona „cywilizacji miłości” i figi „nowej wiosny” pochodzą z cierni i ostów. ….

Zaprzeczasz naszemu drogiemu Zbawicielowi takim nie-katolickim nonsensem, że muzułmanie i chrześcijanie wielbią tego samego Boga. Czy katolicy nie wielbią Boga w Trójcy Jedynego? Czy to nie wymaga wiary w Trzy Osoby w Jednym Bogu: Ojca, Syna i Ducha świętego? Według mojej wiedzy muzułmanie wierzą w jednego boga – Allacha, Żydzi wierzą w jednego boga – Jahwe. Hindusi i buddyści, vooduiści i animiści nawet nie wierzą w jednego boga. Siła jest w liczbie, uważam, to ich własny szacunek, jak mawiali starożytni Grecy i Rzymianie.

Żadna z tych fałszywych religii nie okazuje względów ani Nowemu Testamentowi, ani Synowi Bożemu, ani Duchowi Świętemu, którego zostawił do prowadzenia swojego jednego, prawdziwego i jedynego Kościoła, który założył i poza którym nie ma zbawienia. Jako papież powinieneś wiedzieć, że dodatkowe Ecclesiam nulla salus jest trzykrotnie zdefiniowaną doktryną ex cathedra. Jako katolik powinieneś wiedzieć, że ten dogmat nie podlega dyskusji.

Jednak nadal schlebiasz poganom. Za ich bezkompromisowe nawrócenie biłbym Ci brawa i dziękował Bogu za Twój pontyfikat. Ale nie mogę tego zrobić, bo nie poświęciłeś swojego pontyfikatu lub powołania wykonywaniu polecenia Chrystusa, aby głosić Ewangelię i chrzcić niewierzących. Zamiast tego szukasz dialogu z diabłem. A dokąd to doprowadziło Ciebie i Jego Kościół? Myślę, że problemy, które Cię dręczą, katastrofalny spadek statystyk obecności w Kościele i powołań na całym świecie oraz moralny rozpad wewnątrz Kościoła, wyraźnie daje odpowiedź.

Negatywy mogłyby przytłoczyć nawet najdzielniejsze dusze, gdyby nie było nadziei. Nadzieja jest znikoma, jeśli mielibyśmy liczyć wyłącznie na Ciebie i reżim jaki utworzyłeś w ciągu ostatnich 26 lat. Spójrz na marne, w szkarłat odziane duchowe książęta, których pozostawiłeś, by handryczyli się o Twoje dziedzictwo i domagali się paliusza następnego papieża, kiedy wyjdą z następnego konklawe. Jednym słowem – katastrofa.

Półnaga tubylcza kobieta przynosi dary ofiarne na ołtarz

Pamiętasz wrażenie, jakie zrobiłeś, akceptując fałszywe religie, kiedy ucałowałeś Koran, pozwoliłeś na wielbienie Buddy nad tabernakulum w Asyżu, uczestniczyłeś w żydowskim rytuale i uwiarygodniłeś swoim zauważalnym milczeniem, anatemę, że Żydzi już nie potrzebują nawrócenia. Potem aprobowałeś animistyczną ceremonię, która wymagała tylko węża i nie odmówiłeś papieskiej Mszy w Nowej Gwinei, kiedy, jako celebrant, uczestniczyłeś wraz z kobietami z gołymi piersiami, które nie tylko brały w niej udział, ale były częścią ceremonii! Zdjęcia dają tylko poczucie skandalu. Na potwierdzenie tego, że nie przesadzam, wątpiących zapraszam do obejrzenia zdjęć, pokazujących te fakty, dużo lepiej niż słowa [Revolution in Pictures].
Wasza Świątobliwość, nie widzisz wywołanego przez siebie skandalu?…

Pamiętaj, że większość z tych rzeczy, które były skandaliczne dla tak wielu, utajniano przed równie wielu innymi. Dlaczego? Ponieważ tak wielu katolików schowało głowę w piasku pustych obietnic. Wiem, sam chowałem głowę w tym przysłowiowym piasku przez wiele lat. Byłem ślepy na to, co się naprawdę działo, bo ufałem tym u władzy, którzy powinni lepiej wiedzieć, kupowałem kłamstwa i oszustwa i zapisywałem się w ciemno w jarzmo ślepego posłuszeństwa, które chroniło tak wielu katolików przed poznaniem prawdy ich wiary, jakiej zawsze nauczano. Podobnie jak ślepiec w Ewangelii, nie widziałem, a teraz widzę. I nie przypisuję sobie tu zasługi. Jest to w całości zasługa Boga poprzez Jego największego orędownika – Jego Najświętszą Matkę.

I to jest link, który poprzez modlitwę i nadzieję pozwoli na zmiany dla Ciebie i Świętego Kościoła. Jest to dla nas jedyna nadzieja!

Będzie to Twoja druga podróż do Lourdes. Byłem tam tylko raz i było to wydarzenie, które na lepsze zmieniło życie mojej rodziny. Nasza przemiana rozpoczęła się kiedy uczestniczyliśmy w tradycyjnej Mszy w Kościele św. Józefa w San Antonio, Teksas, latem 1989 roku. Podczas tej świętej ofiary, nasi synowie po raz pierwszy przeżyli to, czego moja żona Cindy i ja byliśmy pozbawieni, serce skakało mi z radości, czego doświadczali święci i grzesznicy przez ostatnie 2000 lat, biorąc udział, jak nazwał o. Faber, w „najpiękniejszej rzeczy po tej stronie nieba”.
To także był szok, kiedy potem dowiedzieliśmy się, że ten całkowicie katolicki obrządek, którego byłem pozbawiony i ci dobrzy księża celebrujący odwieczną tradycyjną Mszę, zostali „ekskomunikowani”. To mnie bardzo zmartwiło, bo jeśli coś było odpowiednie przez prawie 2000 lat, to jak teraz może być złe? Jednak w ślepym posłuszeństwie, trzymałem się z dala od tego  przez prawie kilkanaście lat z powodu tego złowrogiego „jarzma ślepego posłuszeństwa”. Obawiam się, że to dotyka niezliczonych katolików dzisiaj. I to nie tylko świeckich, ale zdecydowaną większość Twoich, wprowadzonych w błąd kapłanów.

Ewangelia na dziesiątą niedzielę po Zielonych Świątkach mówi o faryzeuszu i celniku (Łk 18:9-14). Nie widzę lepszego przykładu w dzisiejszych czasach, niż te faryzejskie wilki w odzieniu pasterza udający mądrych przewodników. Nic mądrego w ich działaniach lub zachowaniu, z wyjątkiem mądrego podmuchu, który wieje przez puste kościoły  i wypatroszone dusze. Zaledwie kilka tygodni temu w Austrii wybuchł straszny skandal, w którym jednego z Twoich dobrych znajomych, którego mianowałeś, złapano w ogniu krzyżowym, co można najlepiej nazwać „Abu Ghraib Kościoła”. Jak szybko ci nowocześni fałszywi prorocy mogli zatrzeć ślady.

Czy naprawdę uważasz, że nie ma w tym nic złego? Tak się wydaje. I dlatego ja, i każdy wierny katolik, zwracamy się do Matki Najświętszej po niebiańską pomoc.

To może się wydarzyć, jak stało się z nami w Lourdes w roku jubileuszowym. Faktycznie, to było podczas naszego pobytu w Lourdes, że dowiedzieliśmy się o ujawnieniu trzeciej tajemnicy fatimskiej. Zbieg okoliczności? Nie. To w Lourdes modliliśmy się o uzdrowienie, psychiczne i duchowe. Kiedy wyleczyłem się z zakrzepu, pozostały inne dolegliwości, bo z woli Boga ja i rodzina dźwigaliśmy krzyże – i zgadzamy się na wszystko, co nam ześle. Ale to co stało się z nami w Lourdes było czymś, czego nigdy się nie spodziewaliśmy. Łuski, które nas oślepiały ślepym posłuszeństwem, odpadły – i po raz pierwszy zobaczyliśmy to, co się działo. Dla nas to był szok  i tylko dzięki łasce Bożej mogliśmy zrozumieć co mamy zrobić.

Proszę pamiętać, mieliśmy kwitnącą służbę w środowisku Novus Ordo z perspektywą ultra-konserwatywną. Byliśmy w czołówce postawienia Cię na taki piedestał, że ośmieliłem się określać Twoją spuściznę jako „Jan Paweł Wielki”. Ubierałem Cię we wszelkiego rodzaju pochwały i tytuły i dołączyłem do tysięcy ludzi w śpiewaniu „Jan Paweł Dwa, kochamy cię!” [John Paul Two, we love you], kiedy okrążałeś Plac św. Piotra przed audiencją generalną wczesnym latem 2000 roku. To było przed naszą pielgrzymką do Lourdes, bo po Rzymie pojechaliśmy do Asyżu, jednego z naszych ulubionych miejsc na świecie. Nie wiedzieliśmy nic o tym co się tam wydarzyło w 1986 roku i nikt nie miał na tyle odwagi, by nam o tym powiedzieć. I nie mogli nam powiedzieć, dlaczego wystąpiło tam trzęsienie ziemi w 1997 roku. Teraz wiem: Bogu nie podobało się zbezczeszczenie Jego świątyni – nie tylko pod Twoim nadzorem, ale w Twojej obecności! Przed wejściem do łaźni z Lourdes nie uwierzyłbym w to, ale później – otrzymałem łaskę, by nie tylko w to uwierzyć, ale prześledzić i zbadać źródła i się przekonać, czego nasz ukochany Kościół zawsze nauczał. Czy zdajesz sobie sprawę z tego, że to zaprzecza większości tego, co promowałeś? Powiem chociaż, że to nie jest dobra sytuacja.

Mając to na uwadze wróciliśmy do Stanów Zjednoczonych i zdecydowani poznać prawdę bez względu na wszystko, zaczęliśmy modlić się jeszcze bardziej i oddaliśmy się ponownemu zbadaniu nauki Kościoła, badając każdą główną Radę Ekumeniczną, każdy dogmatyczny dekret, i wszystkie wzruszające i ważne papieskie dekrety. Minęło trochę czasu, ale powoli doszliśmy do nieuniknionego wniosku, że to co się wydarzyło w ciągu ostatnich 40 lat jest w bezpośredniej sprzeczności z tym, co było wcześniej przez ponad 1900 lat. Musieliśmy dokonać wyboru:
Schowajmy głowy w piasek, albo rozwińmy skrzydła i starajmy się latać za pośrednictwem globalnej sieci, wykrzykując z dachów i ponad dachami absolutne prawdy naszej wiary i prześledźmy, co mądry i święty kardynał z Trentu i doktor Kościoła, św. Robert Bellarmin uczył nas by zrobić, gdy Biskup Rzymu odstąpi od ustanowionej ewangelicznej i apostolskiej tradycji, którą przysiągł zachować i chronić:

„Zezwala się na sprzeciw wobec papieża, kiedy atakuje dusze i niepokoi wspólnotę, a ponadto, jeśli wydaje się szkodzić Kościołowi, jest dopuszczalne, mówię, oprzeć się mu, nie robić tego, co on nakazuje, oraz zapobiec zwycięstwu jego woli”. (De Romano Pontifice)

Na szczęście mieliśmy narzędzia by to przekazać. Zdaliśmy sobie sprawę z tego, że Bóg w swoim czasie dotknie każdą duszę, ale On potrzebuje dusz do swego dzieła, zwłaszcza gdy osoby powołane do tego w hierarchii osłabiły Jego i Jego Kościół. Św. Paweł podkreślił to w liście do Galatów:

„Ale gdybyśmy nawet my lub anioł z nieba głosił wam Ewangelię różną od tej, którą wam głosiliśmy – niech będzie przeklęty! Już to przedtem powiedzieliśmy, a teraz jeszcze mówię: Gdyby wam kto głosił Ewangelię różną od tej, którą [od nas] otrzymaliście – niech będzie przeklęty! A zatem teraz: czy zabiegam o względy ludzi, czy raczej Boga? Czy ludziom staram się przypodobać? Gdybym jeszcze teraz ludziom chciał się przypodobać, nie byłbym sługą Chrystusa”. (Ga 1:8-10)

Zdając sobie sprawę z tego, i wybierając podobanie się Bogu, a nie człowiekowi, weszliśmy przez wąską, samotną bramę, porzucając szeroką drogę, która, jak w końcu zrozumieliśmy, prowadzi do ślepego zaułka zniszczenia (Mt 7:13). Tak,  przetrwaliśmy, bo odkryliśmy prawdę i zrozumieliśmy, że naprawdę „Prawda was wyzwoli”. Wyzwoliła nas i żeby pomóc innym, spisaliśmy wszystko co w naszej mocy, aby podzielić się z naszymi czytelnikami, w tym czasie w ponad 110 krajach na całym świecie – i mieliśmy ponad milion odsłon miesięcznie. Chcieliśmy przekazać informację, że jeśli nie wierzą nam na słowo, niech przeczytają, co mówi nieomylne wieloletnie magisterium. Powoli, ale pewnie, nasze czytelnictwo zwiększyło się ponownie, i przychodziły listy dające świadectwo tego, że ten lub tamten człowiek powrócił do łacińskiej Mszy. Jest to historia sukcesu, którą w pełni pozna się tylko w niebie.

Ale co jest w pełni znane w tej chwili  to to, że masz szansę być otwartym na intencje Matki Bożej i łaski Boże, gdy jesteś w Lourdes. Jeśli Bóg może nawracać prostych ludzi, jak my, to z pewnością może dać ten sam zapał i zaangażowanie Jego Zastępcy na ziemi. Taka jest nasza najgłębsza nadzieja i modlitwa. Ale musisz współpracować z Jego łaską, Wasza Świątobliwość. Musisz być na tyle pokorny, by przyznać, że II Sobór Watykański jest tragiczną klęską, udowodnioną przez jałowe owoce. „Nie może dobre drzewo wydać złych owoców ani złe drzewo wydać dobrych owoców. Każde drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone”. (Mt 7:18-19)

Fakt, że było tak wiele złych owoców, dowodzi, że II Sobór jest złym drzewem. Czy chcesz się ociągać i spowodować, by Twoje dziedzictwo wrzucono na stertę zapomnienia i zatracenie? Czy też chcesz być zapamiętany jednym z Twoich aktów końcowych na tej ziemi, jako ten, który przywrócił Mistyczną Oblubienicę na należne jej miejsce, ze wszystkimi szatami łaski i tradycji? Jeśli możesz to zrobić, to musisz wiedzieć w głębi serca, że Bóg przebaczy Ci wszystkie złe owoce, jakie wyprodukowałeś wcześniej. Och, człowiek i media, na swój bałwochwalczy sposób, mogą nie zrozumieć, ale Bóg zrozumie – i czy nie jest to wszystkim, co się liczy?

Pamiętając o tym, i co za tym idzie, z szacunkiem przypominam co powiedział Nasz Pan: „Wielu powie Mi w owym dniu: ‚Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy mocą Twego imienia, i nie wyrzucaliśmy złych duchów mocą Twego imienia, i nie czyniliśmy wielu cudów mocą Twego imienia?’ Wtedy oświadczę im: „Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości!” (Mt 7:22-23)

Czy to inspiracja, czy niegodziwość? Sam to wiesz, Ojcze Święty, ale Twoje działania to wszystko, czym możemy się kierować, bo nie znamy Twojego serca. Tylko Bóg ma ten przywilej. I tak to jest, że to co widzimy jako katolicy, mamy prawo oceniać i określać, czy powinniśmy być posłuszni Tobie, czy posłuchać opinii św. Bellarmina i z całą siłą sprzeciwić się zwycięstwu Twojej woli.

Od początku swojego pontyfikatu podkreślałeś, byśmy wszyscy wiedzieli, że jesteś „papieżem Maryi”, posuwając się aż do umieszczenia litery „M” na swoim herbie, który również, co ciekawe, ma nad sobą papieską tiarę. Dlaczego? Czy nie poszedłeś złym przykładem swojego poprzednika Pawła VI i odrzuciłeś papieską tiarę na rzecz paliusza prostego człowieka, co pozbawia Cię prawowitej godności Ojca Książąt i Królów, Władcy Świata, i Wikariusza Naszego Zbawiciela Jezusa Chrystusa na Ziemi?

Za motto przyjąłeś „Totus Tuus” – „Cały Twój” – co według mnie oznacza całkowite oddanie i posłuszeństwo wobec Matki Bożej. Ale że Twoje czyny nie zgadzały się z Twoimi słowami, to inna sprawa. Zastanów się nad tym, że nie spełniłeś specjalnego życzenia Matki Bożej w Fatimie, poświęcenia Rosji Jej Niepokalanemu Sercu. Tak, wiemy wszystko o konsekracji w 1984 roku i Twoim zawierzeniu kilka lat temu, ale odnosiło się to do świata, a nie Rosji po imieniu. Nie jest dobre lekceważenie konkretnych próśb Twojej Matki.

Jest jeszcze sprawa trzeciej tajemnicy Fatimskiej. Czy naprawdę wszystkich uważasz za aż tak naiwnych? Wiem, jest mnóstwo tych, którzy całkowicie w to uwierzyli, ale nie wszyscy. I to ci, którzy nie uwierzyli powinni Cię niepokoić, bo oni znają prawdę. Oni wiedzą, że trzecia tajemnica, której ujawnienia obawiał się Twój poprzednik, Jan XXIII (i musimy się zastanawiać dlaczego), nie dotyczyła „męczenników XX wieku”, lecz wielkiej apostazji. Nasza Pani już to powiedziała w objawieniach w La Salette, i zrobił to Jej Boski Syn w Piśmie Świętym, kiedy powiedział: „Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?” (Łk 18:8) I nadal karmi się nas sprzecznościami, które w rzeczywistości oznaczają, że albo Ty, albo Matka Boża kłamie. Niemożliwe jest, aby kłamała Ona, bo w Twoim przypadku dowodów jest cały legion.

Mówiąc o legionach, Twoja obraza wszystkiego, co jest święte, powinno przerażać każdego katolika – jak, jestem pewien, obraża św. Dominika, którego święto właśnie obchodziliśmy. To tego świętego założyciela Zakonu Kaznodziejskiego, Maryja obdarzyła Różańcem Świętym i zasadą za nim stojącą. Różaniec opiera się na Świętym Psałterzu, który liczy 150 psalmów na wzór Psalmów Dawida. Na początku pustelnicy modlili się Psałterzem używając kamieni i to stało się podstawą Brewiarza. Piętnaście dziesiątków Różańca zawsze były podzielone przez liczbę trynitarną, aby dać nam Różaniec, który katolicy znali od wczesnych lat.

Tę pobożność maryjną praktykowano i przestrzegano przez ponad siedem wieków i pięknie przedstawiano w encyklikach papieskich, jako podstawową prywatną pobożność Kościoła. A potem przyszedłeś Ty i przerwałeś zasady, dodając pięć tajemnic. Dlaczego? Czy było to konieczne? Czy nie wystarczyło postarać się by katolicy znowu odmawiali różaniec po jednym dziesiątku, co najmniej pięć dziesiątków, medytując o znanych tajemnicach? Nie, oczywiście, to byłoby zbyt wiele. Dlatego, jeśli nawet tego nie mogą zrobić, to czy myślisz, że mile przyjmą ten dodatek?

Ale Ty rozszerzyłeś go, dając nam „tajemnice światła”. Jak ekumenicznie z Twojej strony! Tajemnice Różańca – Radosne, Bolesne i Chwalebne, wszystko wliczone – początek i koniec z rolą Matki Bożej – jako Współodkupicielki, Obrończyni i Pośredniczki – od Zwiastowania aż do koronacji potwierdzonej w pismach. Jednak cztery z pięciu tajemnic, które zostały dodane przez Ciebie, nie mają biblijnego potwierdzenia udziału Maryi, nie tylko rozmydlając istotę Różańca, ale czyniąc go bardziej znośnym dla protestantów, przez majstrowanie przy jeszcze jednej świętej tradycji. Czy to Chrystus miał na myśli (Mt 28:20, Mk 16:15-16)? Czy nie powiedział również „Nie każdy, który Mi mówi: „Panie, Panie!”, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie” (Mt 7:21)?…

Więc zakończmy fragmentem Mateusza:

„Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony. Każdego zaś, kto tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym, który dom swój zbudował na piasku. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i rzuciły się na ten dom. I runął, a upadek jego był wielki” (Mt 7:24-27).

„A upadek jego był wielki”. Czy istnieje lepsza analogia do tego, niż katastrofa II Soboru? Ci, którzy go spreparowali, w większości poszli do grobu, ale są jeszcze Twoi rówieśnicy, Ojcze Święty, którzy w późnej, późnej jesieni swojego życia powinni zdać sobie sprawę z tego, że wszystko co zbudowali zostało faktycznie zbudowane na tych piaskach, w których setki tysięcy katolików-strusi chowały głowy. Chrystus przepowiedział, co będzie z nimi. Jeszcze jest czas, by uratować ich grzmiąc fanfary po Twoim powrocie z Lourdes, że nie jesteś zbyt dumny, by przyznać, że Ty wraz z tymi, którzy szli przed Tobą, popełniliście śmiertelny błąd na wielką skalę. Jesteśmy wyrozumiali i masz już tych, którzy zobowiązali się pomóc posprzątać ten bałagan i pomóc duszom znaleźć drogę z powrotem do solidnego fundamentu – Skały – nienaruszalnego Kościoła Chrystusowego, którego „bramy piekielne nie przemogą „(Mt 16:18). Nie boimy się ciężkiej pracy. To jest nieodłączną częścią tradycyjnego katolika, bo jesteśmy przyzwyczajeni do poświęceń – zarówno praktykowanych w naszym życiu, jak i składanych podczas Mszy Świętej – zbyt często w kaplicy w katakumbach ….

Jeden z największych doktorów Kościoła, św. Augustyn, którego święto obchodzimy w końcu tego miesiąca, powiedział zupełnie jasno, komu mamy być posłuszni, jeśli chodzi o wybór między człowiekiem i Bogiem. On również stwierdził krótko, że „zło jest złem, nawet jeśli każdy to robi, i dobro jest dobrem, nawet jeśli nikt tego nie robi”. Tylko dlatego, że „wszyscy” mogą w czymś uczestniczyć, nie czyni tego, co robią, dobrem, głównie dlatego, że to, co robią, jest wielbieniem na ołtarzu człowieka, a nie Boga. Jak to może być z Bogiem, kiedy obrządek jest sztuczny, wymyślony przez człowieka, który zastąpił boski nakaz naszego Pana, dopracowany, zorganizowany i ustalony na zawsze przez Biskupa Rzymu, Piusa V, w kodyfikacji nieomylnych dekretów Trydenckich?

Zanim zakończę, Ojcze Święty, gdzie jest napisane, że wyłącznie pastoralny synod może ogłaszać nieomylne dogmaty? Nie znalazłem ani jednego źródła by to sprawdzić, a jednak w ciągu tych czterdziestu lat uważano, że może – poprzez wyniesienie II Soboru Watykańskiego ponad nie tylko I Sobór Watykański, ale i ponad Trydencki i Florencki.

Wierz mi, wiele razy przyjmowałem rzeczy i ponosiłem konsekwencje, a to ośmieszało Ciebie i mnie, jak to się mówi. Ale najczęściej moje hipotezy były prywatne, a nie pokazane światu. Ty, z drugiej strony, ponieważ dano Ci wiele i wiele od Ciebie wymagano, (Łk 12:48) ośmieszyłeś siebie i mnie przed całym światem. W duchu nauk Chrystusa, wybaczamy i zapominamy. Nie trzeba przepraszać. Ale prosimy tylko, żebyś Ty, jako posłuszny sługa, za jakiego się uważasz, posłuchał Twojej Matki w dniu jej chwalebnego Wniebowzięcia, i poważnie przyjął Jej radę i pilne prośby. To wszystko o co możemy prosić w tej chwili, Wasza Świątobliwość. Twój czas szybko ucieka. Teraz jest czas, by udowodnić, że naprawdę jesteś papieżem Maryi. Lourdes wydaje się być Twoją ostatnią szansą. Niezliczone cuda miały miejsce w Lourdes, kiedy szczere serce udawało się tam w dobrej wierze. Jestem żywym tego dowodem. To jest twój czas, aby zabłyszczeć dla Jezusa i Maryi, a nie człowieka. Modlę się i mam nadzieję, że ich nie zawiedziesz. Tak, Ojcze Święty, znasz swoją misję przed Bogiem. Dla dobra dusz wszędzie i dla przyszłości, czas jest odpowiedni, abyś udowodnił nam swój Totus Tuus!

Pełny tekst listu otwartego http://www.dailycatholic.org/issue/04Aug/aug8ed.htm
więcej na ten temat http://www.bibula.com/?p=50229

Komentarze 24 do “Proszę nam udowodnić swoje Totus Tuus!”

  1. król złoty said

  2. wielki wieszczu said

    rozumiem „odkupicielstwo”, ale co to znaczy „wspolodkupicielstwo” ?

  3. Marucha said

    Re 2:
    Po prostu Maryja również uczestniczyła w dziele Odkupienia.

  4. Piotrx said

    Oświadczenie Rady Stałej Konferencji Episkopatu Polski w sprawie ks. Piotra Natanka i jego zwolenników

    http://www.episkopat.pl/?a=dokumentyKEP&doc=2012116_3

    znowu mgliste ogólniki, skoro ostrzega się przed „błędnym nauczaniem ” to należałoby chyba wyliczyć te błędy aby wierni mieli jasność. Ale z drugiej strony mogło by to uderzyć w inspiratorów tego oświadczenia i obnażyć ich błędy.

  5. wielki wieszczu said

    re 3:
    czy Maryja potrzebowala odkupienia ? jezeli tak, to jak moze rownoczesnie wspol-odkupiac z odkupicielem ? W takim razie czy moja matka jest moja odkupicielka ?, bo przeciez przez nia poznalem katolicka religie kiedy mnie ciagala po kosciolach jak bylem maly. Poprostu probuje znalezsc logike w powyzszych slowach.

  6. Mordka Rosenzweig said

    Ja pan Mordka bardzo nie lubi Swieta Inkwizycja bo uwasza sze tam byli sami antysemici.

  7. wielki wieszczu said

    Glowny punkt w powyzszym jest to czy Maryja potrzebowala odkupienia. Jezeli nie wiadomo jaka jest odpowiedz na to pytanie, to jak mozna wyciagnac wniosek ze jednak jest wspolodkupicielka?
    Jezeli chodzi o to ze Jezus by nie istnial bez Maryji, dlatego Maryja jest wspolodkupicielka, to w takim razie jej matka, babki i pradziatki tez musza byc wspolodkupicielami. To samo tyczy sie wychowania i innych tego typu spraw (jezeli Maryja wychowala Jezusa w takim duchu a nie w innym, to rodzice tez mieli w tym udzial bo wychowywali Maryje, dziadki mieli tez udzial bo wychowali tak rodzicow Maryji, pradziadki, panstwo, lokalne podworko tez, itp.) Chodzi mi wylacznie o logiczne powiaznia z powyzszym.
    Jeszcze jedno, prosze mi nie pisac ze wiara nie wymaga logiki, bo w takim razie ten pokoik niczym nie rozni sie od pokojow o tematyce latajacych potworkow spageti.

  8. maran said

    ad 7 Panie wieszczu ,a prosze nam logiczne wyjasnic dlaczego mamy np dwie rece/nogi a nie np trzy ??
    Bo trzy czasami tez by sie przydaly. Albo dlaczego mamy np rozne kolory skory, rozne rasy, rozne kraje, jezyki?? Albo dlaczego musimy jesc codziennie, a np jak waz boa raz na pare miesiecy??

  9. Realista said

    re 5

    Kazdy potrzebuje odkupienia, a jako Matka Boska moze rowniez wspolodkupiac.

    Tworcy II Soboru tez szukali logiki, ktorej nie byli w stanie zrozumiec.

  10. Realista said

    re 7

    Czy bardziej panu przemawia koncept Wielkiego Architekta?

  11. Kapsel said

    Re 7

    Odkupiciel i Współodkupicielka
    http://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/1044

    OSTATNI DOGMAT
    środkiem ciężkości orędzi amsterdamskich jest nowy, piąty i według Matki Bożej największy i ostatni już maryjny dogmat: o Maryi jako Współodkupicielce, Pośredniczce i Orędowniczce. To właśnie po jego ogłoszeniu, ma zostać wylany na świat na nowo, na wszystkie narody, Duch Święty i zapanować ma prawdziwy Pokój.
    http://voxdomini.com.pl/roz/amsterdam/apel_ams.html

    idąc tymi śladami znajdzie Pan więcej.

  12. maran said

  13. Marucha said

    Re 7:
    Niech Pan nie kombinuje, Wielki Wieszczu, żeby Pan nie przekombinował.

    My, katolicy, uznajemy w ślad za mądrzejszymi od nas, iż Matka Boska miała swój udział w dziele odkupienia – a jeśli to Panu jakoś nie pasuje, to przecież istnieją inne wyznania, gdzie znajdzie Pan pełne zrozumienie dla swojej tzw. „logiki”, która z logiką nie ma nic wspólnego.

  14. marost said

    „Matka Boska miała swój udział w dziele odkupienia”
    Byla i do dzis jest jedyna ludzka istota od czasu Adama i Ewy, ktora przyszla na swiat bez grzechu pierworodnego.
    Matka Boska, – matka naszego (Boga) Odkupiciela w sposob naturalny miala swoj udzial w dziele odkupienia.

  15. wielki wieszczu said

    Jakos nikt nie podal mi zadnych logicznych przemyslen, tylko powtarzane jakes frazesy przez ksiezy. No to moze ja cos podam:

    1. „Nie ma ani jednego sprawiedliwego. Nie masz, kto by rozumiał, nie masz, kto by szukał Boga, wszyscy zboczyli, razem stali się nieużytecznymi, nie masz, kto by czynił dobrze, nie masz ani jednego…Wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej” (Rzym. 3, 10-12.23).

    2. Jezeli Maryja nie potrzebowała Zbawiciela, to dlaczego powiedziała: „Raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy” (Łuk.1:47) i złożyła ofiarę ustanowioną za grzech (Kpł.12:7-8; Łuk.2:22-24) ?

    Chcialbym zeby w koncu ktos mi wytlumaczyl rozne tego typu katolickie nie scislosci, bo jestem katolikiem i nie chce zeby wiara moja byla slepa. Ale, albo dyskutujemy logiczne, albo to jest kolejne bezsensowne forum jesli chodzi o temat religi w KK.

  16. Marucha said

    Re 15:
    Taki z Pana katolik, jak z koziej d..y trąbka.
    Dla Pana Doktorowie Kościoła, papieże, święci – to jacyś „księża” co klepią frazesy?

    Cytat 1 – nie wiem, jaki ma z czym związek.

    Cytat 2 – Maryja, jako osoba ludzka, zawsze usuwała się w cień przy Jezusie i nigdy nie śmiała by nazwać sama siebie współodkupicielką. Zostawiła to Bogu. W rzeczywistości ludzkość zawdzięcza Jej więcej, niż możemy sobie wyobrazić, a Jej władza w Niebie jest większa, niż myślimy. Była bowiem stworzeniem wybranym przez samego Boga. I nie ma zbawienia, jak tylko przez Maryję.

    Jeśli chce Pan podważać – w imię jakiejś „logiki” – dogmaty Kościoła, to naprawdę, warto sobie poszukać innego wyznania.

  17. Maria1 said

    Moja odpowiedź wszystkim, którzy wybrzydzają na kult Matki Boga, że pogański i nie ma go w Biblii:

    Wszystkie dogmaty są kwestią wiary, ale Kościół nie „wyssał ich z palca” tylko sformułował na podstawie tekstów Pisma św.:
    1.Obecność Matki Pana we wszystkich podstaw. wydarzeniach Odkupienia od Zwiastowania do Zesłania Ducha Świętego implikuje:

    a. Jej nieodzowny i niezaprzeczalny udział w tym Dziele Boga.

    b. Jej dobrowolną i zaangażowaną współpracę.

    c. Jej wielką godność: sam Bóg Ją powołuje i czeka na Jej fiat – zgodę: „…niech mi się stanie według słowa twego.” Łk1,38)

    d. Archanioł Gabriel pozdrawiając Dziewicę słowami:”Bądź pozdrowiona Pełna Łaski, Pan z Tobą…” zapoczątkował kult Tej wyjątkowej Osoby! Łk 1,28 A krewna Elżbieta wykrzyknęła na Jej widok: „Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest Owoc Twego łona. A skądże mi to (ten zaszczyt), że Matka mojego Pana przychodzi do mnie…” Łk 1,42-43. I właśnie na podst. tych dwóch ewangelicznych wypowiedzi powstała modlitwa „Zdrowaś Maryjo…”

    e. Jej prorocza pieśń Magnifikat, zapowiada kult powszechny i usprawiedliwia go: „Wielbi dusza moja Pana i raduje się duch mój w Bogu, Zbawcy moim, bo wejrzał na uniżenie służebnicy swojej. Oto bowiem błogosławić mnie będą odtąd wszystkie pokolenia, gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny. Święte jest Jego imię…” Łk 1, 48-49
    f. Była inicjatorką cudów Syna, zwróciła Jego uwagę na ich potrzeby przez co stała się Pośredniczką Łask, co jeszcze bardziej uwidacznia wzmianka w Dz.Ap. nt. nowenny modlitw o zesłanie Ducha Świętego, którego była przecież Oblubienicą, z Jego mocy i woli poczęła Syna!

    g. Pod Krzyżem współcierpiąc z Synem rodziła w boleści ducha Jego Kościół, stając się Współodkupicielką i Matką Kościoła, na mocy Testamentu Jezusa: „Oto syn Twój – oto Matka twoja”.

    h. A od kogo niby mieli Ewangeliści (św. Łukasz) czerpać informacje o dzieciństwie Jezusa: „Lecz Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu” ! Można Ją więc uważać za współautorkę Ewangelii.
    i. Wspomagała Apostołów w ich duszpasterstwie np.do dziś Hiszpanie w Saragossie wierzą, że ich ogromny kościół El Pilar został założony przez Maryję, która ok 40 r.n.e. „przybyła w śmiertelnym ciele” do ich miasta przez cudowną bilokację, aby pomóc apostołwi Jakubowi.
    Do dziś głośniki na placu przed kościołem powtarzają co jakiś czas ten akt strzelisty:”Błogosławiona niech będzie godzina, w której Najświętsza Maryja przybyła w swym śmiertelnym ciele do Saragossy” – przybyła osobiście jako żyjąca na ziemi, a nie objawiła się z nieba, a sanktuarium to przypisuje sobie bycie pierwszym miejscem kultu Maryi na świecie! (V. Messori: Znak dla niewierzących. Agape 2008)
    Potem był Efez i kult domku Maryi, w którym przez pewien czas mieszkała i tak przez wieki dzięki pomocy Matki, Współodkupicielki, Pośredniczki Łask powstawały i rozwijały się razem: chrześcijaństwo i kult Matki Boga – a nie z woli i inicjatywy wiernych czy kleru, czyli przez ludzkie zachcianki i „widzimisię”, bo tak było poprzednio w pogańskich kultach! Maria Flis

  18. aga said

    Coś pozytywnego:

    http://fakty.interia.pl/religia/news/watykan-wystapil-przeciw-kontrowersyjnemu-spektaklowi,1749148,5930

  19. aga said

    Katolicy listy piszą ….
    Warto przypomnieć w tym miejscu inny list:

    Francjo! najstarsza córo Kościoła! co się stało z twoją wiarą?

    Sprawa wiary i Kościoła nie jest mi obojętna. Również interesowałam się sytuacją Kościoła we Francji, z tego to względu, że mieszkają tam moi bliscy. Wcześniej częściej tam jeździłam, obecnie po dłuższej przerwie byłam na przełomie czerwca/lipca 2008 r. Tu na forum można przeczytać moje krótkie refleksje z pobytu tam. oraz Katedra św. Anny w Poissy

    Ostatnio otrzymałam w prezencie książkę pt. „Moje kredo” autorstwa Czesława Andrzeja Cebo – były oficer polityczno – wychowawczy Wojska Polskiego.

    Książka porusza w przystępny sposób doniosłe problemy religijne, polityczne i społeczne, związane z tragiczną sytuacją Kościoła katolickiego w Unii Europejskiej, z perspektywy Polaka mieszkającego już blisko 40 lat we Francji. Wstrząsające zdjęcia, dokumentujące niszczenie katolickiego życia religijnego, dopełniają obraz głębokiego kryzysu wiary, którego jesteśmy dziś świadkami.

    Podzielę się z wami i zamieszczę tu list autora tej książki, jaki napisał i wysłał do papieża Jana Pawła II, w dziewiątym roku Jego pontyfikatu. Proszę przeczytać i samemu sobie odpowiedzieć, być może na wiele pytań, jakie się zrodzą w umyśle po tej lekturze.

    http://www.traditia.fora.pl/kosciol-ogolnie-i-na-swiecie,2/francjo-co-sie-stalo-z-twoja-wiara,1889.html

    1.

    Pierwszy list do Ojca Świętego

    JEGO ŚWIĄTOBLIWOŚĆ JAN PAWEŁ II
    AKTUALNY NASTĘPCA ŚWIĘTEGO PIOTRA
    WATYKAN, RZYM

    Wasza Świątobliwość!
    Ojcze Święty!

    Jestem z dziada i pradziada katolikiem, człowiekiem głębokiej wiary. Jest ona tym głębsza, że Chrystusowej łaski doświadczyłem namacalnie w moim pracowitym życiu. Nie raz ani dwa, lecz kilkanaście razy zostałem cudownym sposobem uratowany od niechybnej śmierci.
    Wszystkie realistyczne prośby, zanoszone w moim życiu do Pana Boga, zostały przezeń wysłuchane. Dał mi On też, jak dotychczas, nieprzeciętne zdrowie i energię.
    Należę więc do wielkiej rodziny naśladowców Chrystusa, gdzie miłość Boga i miłość między ludźmi jest gwiazdą przewodnią ich szczęśliwego bytu. Ta chlubna przynależność nakłada na mnie jednocześnie obowiązek czczenia Stolicy Apostolskiej i lojalności wobec każdego następcy świętego Piotra.
    W oczach wiernych papież, reprezentant Syna Bożego na ziemi, jest gwarantem ścisłego stosowania nauk ewangelicznych. Jest nieugiętym głosicielem jedynych praw Boskich na ziemi, nieprzejednanym obrońcą wiary przed wszelkimi zakusami herezji i odstępstw.
    W tym duchu czystości doktryny Chrystusa i praw Boskich kierowali Kościołem papieże do lat 1960. W latach 1962–1965 odbył się, zwołany przez papieża Jana XXIII, Sobór Watykański II, który zadał niepowetowane szkody ideałom Chrystusa. Wywołał w szeregach wyznawców Jezusa panikę i zatrwożenie, najpierw przez banalizację obrzędów religijnych i samej wiary jako takiej. Na dłuższą metę okazał się on zgubny dla religii rzymskokatolickiej. Krótko mówiąc, stał się prawdziwą tragedią dla chrześcijan, zadowolił natomiast wszystkich dawnych i nowoczesnych wrogów religii. W szczególności zacierają ręce z radości bezbożne mafie i inne międzynarodowe klany materialistyczne, które Ci, Ojcze Święty, są dobrze znane.
    Okres posoborowy potwierdził w praktyce przyśpieszony rozkład życia duchowego katolików.
    Mimo iż znalazłem się w obliczu tak trudnej sytuacji, którą można nazwać dysharmonią między wiernymi a Kościołem rzymskokatolickim, nie miałem nigdy zamiaru pisać do Księcia Apostołów o sprawach wiary, zdając sobie sprawę, że w Watykanie nie brakuje wybitnych teologów i ekspertów. Oni też mają najlepsze rozeznanie bieżącej sytuacji naszego Kościoła. Jednak, pchany jakąś ogromną siłą, w której upatruję zachęty Ducha Świętego, w rocznicę Jego Zesłania na Kościół zasiadłem do pisania tego listu. Uznałem obronę nauki Chrystusowej za swój szczególny obowiązek, wynikający z wdzięczności za doznane przeze mnie, wspomniane już łaski.
    Piszę otwarcie i szczerze, bo na Stolicy Piotrowej znalazł się od 10 października 1978 roku papież polskiego pochodzenia, wywodzący się ze społeczeństwa o głębokich tradycjach wiary. Od wieków przecież określa się nasz naród chlubnym mianem przedmurza chrześcijaństwa.
    Zwracam się też jako rodak do rodaka i apostoł świecki do najwyższego apostoła duchownego.

    _________________
    „O Maryjo bez grzechu poczęta, módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy” Laudate omnes gentes, laudate Dominum.. Nie być pysznym – (św. Benedykt, Reguła, IV.34)

    Wieść, że na Tronie Piotrowym zasiadł kardynał z Polski, napełniła otuchą i nadzieją wielu katolików. Widzieli oni w Waszej Świątobliwości odnowiciela wiary. Ożywiła się głęboka nadzieja, że nowy Namiestnik Chrystusa naprawi błędy Drugiego Soboru Watykańskiego. Tak się nie stało.
    Opiszę teraz Waszej Świątobliwości prawdziwe życie Kościoła naszego we Francji, gdzie zamieszkuję od czasu zakończenia tego rewolucyjnego soboru. Ze zdumieniem i przerażeniem obserwuję na co dzień, jak szkodliwą rolę dla Kościoła odgrywa tu jego kierownictwo, czyli francuski episkopat.
    Kardynałowie i biskupi, a w ślad za nimi kapłani, korzystając z posoborowego rozluźnienia dyscypliny, „zapomnieli”, że są duchownymi. Najpierw więc porzucili szaty duchowne, aby móc bez skrępowania korzystać z uciech życia doczesnego.
    W kwestii stroju duchownego wyrażę krótko moją osobistą opinię. Kapłan w „cywilu” to dla nas, katolików, dezerter wiary. Żołnierze-tchórze, którzy łamią uroczystą przysięgę wierności narodowi, najpierw porzucają swoje mundury. Przywdziewają ubiór cywilny, aby zamaskować swoją zdradę.
    W wielkiej społeczności wyznawców Chrystusa nie brak też zdrajców i tchórzy. Wielu jest duchownych bez prawdziwego powołania kapłańskiego, ludzi mało wierzących lub wcale niewierzących. Z braku tej głębokiej wiary w życie wieczne i nieśmiertelną duszę przedkładają oni przelotną miłość i uciechy ziemskie nad miłość Boga.

    Podobnie zakonnik czy zakonnica — poświęcając całe swoje życie Bogu, wyraża swą ofiarę przez noszenie szat zakonnych. Często opiekuje się najciężej dotkniętymi chorobami i nieszczęściami. Robi to nie dla interesu, lecz przez miłość Boga i bliźniego.
    Dla nas, katolików, każdy kapłan z powołania to reprezentant Chrystusa na ziemi. W naszych oczach jest on przewodnikiem, który nas uczy, karmi i przeprowadza z tego świata doczesnego do życia wiecznego. Jego misja polega wyłącznie na rozpowszechnianiu nauk Syna Bożego.
    Historia uczy nas, że każde odstąpienie od zasad Chrystusowych następowało z braku prawdziwej miłości do Wszechmogącego Stwórcy. U Lutra, na przykład, uciechy ziemskie wzięły górę nad poświęceniem życia wyłącznie miłości Boga. Szkodliwe następstwa działalności tego „apostoła” bez wiary i powołania widzimy do dziś i nie wymagają one komentarza.

    Teraz więc dezerterzy duchowni w cywilu stali się we Francji bardzo aktywni. Robią wszystko, by ateizm oraz fałszywe religie i sekty jak najszybciej wyparły Jezusowe prawa z obszaru najstarszej córy Kościoła Rzymskiego. Czynią to z premedytacją i wielkim pośpiechu.
    Rozpoczęli likwidację naszej religii również w sposób naukowy. Zdecydowali w pierwszej kolejności pozbawić młode pokolenie, czyli dzieci i młodzież, nauczania religii. Zlikwidowali prawdziwy katechizm, który był podręcznikiem obowiązującym. Następnie, by zbytnio nie rozdrażnić wierzących rodziców, wydali zastępcze broszury. W tych książeczkach, utrzymanych w duchu bezbożnym, nie ma żadnej wzmianki o religii, o Chrystusie, a przede wszystkim o życiu wiecznym.
    W takiej sytuacji zdezorientowani wierni przestali w większości posyłać swe dzieci na naukę religii do niewiernych księży.

    Oderwanie młodzieży od nauczania religii chrześcijańskiej jest największym ciosem wymierzonym w istnienie Kościoła powszechnego.
    Kapłani-dezerterzy, aby mieć więcej czasu na świeckie życie, przestali spowiadać. W ten sposób, pomijając inne szkodliwe skutki, zerwali całkowicie kontakt ze swymi wiernymi. Odmawiają udania się do osób konających w celu udzielenia im ostatnich sakramentów.
    Fundamentalny obrzęd naszej religii, celebrowanie Mszy świętej, uprościli i zbanalizowali w rażący sposób, traktując najświętszy czyn Ofiary Chrystusowej jak rzecz bez wartości. Msza, która jest owocem Soboru Watykańskiego II, straciła całkowicie uroczystość, powagę i namaszczenie.

    Byłem zgorszony widząc następujące sceny: podczas Komunii osoby świeckie rozdawały Ciało Pańskie, podczas gdy kapłani-dezerterzy siedzieli spokojnie z minami wielce znudzonymi.
    Nie ma miejsca w tym liście na dawanie innych, liczniejszych przykładów deformowania i profanowania każdego z siedmiu sakramentów świętych. Szczegółowo opisują to całe księgi autorstwa wiernych Kościołowi duchownych i świeckich. Wspomnę tylko, że błogosławienie małżeństw sakramentalnych na terenie Francji jest w stadium zaniku.

    Wielki wkład w to zjawisko należy przypisać właśnie kapłanom bez sutann. Już nikogo tu specjalnie nie dziwi, gdy dowiaduje się z prasy, radia czy telewizji, że tu czy tam kapłan-dezerter lub kapłan-reformator udzielił „ślubu” w kościele dwóm zboczeńcom tej samej płci.
    Skutki wypaczenia życia Kościoła Chrystusowego nie dały na siebie długo czekać. Pomni słów Jezusa: Ty jesteś opoka… a bramy piekielne nie przemogą go [Mt 16, 18], wyznawcy Jego zaczęli reagować. Na terenie całej Francji najwierniejsi Kościołowi zaczęli się mobilizować i zrzeszać przeciwko tym odchyleniom. Walka o czystość Ewangelii znalazła odbicie w Bractwie Kapłańskim Świętego Piusa X. Kapłani z powołania, oddani czystości wiary i Świętej Tradycji Kościoła, kroczą nieskazitelnymi śladami Jezusa i Jego wiernych apostołów, papieży do lat 1960. Tworzą nowe parafie, a wierni mnożą obecnie kaplice i kościoły.

    Jakie są nasze słuszne i głęboko uzasadnione żądania?
    Chcemy Mszy świętej w jednym języku uniwersalnym, gdyż Kościół nasz jest powszechny.
    Chcemy uroczystej liturgii, chcemy Ewangelii świętej bez sloganów politycznych.
    Chcemy w pierwszej kolejności nauki o niezastąpionych prawach Boskich.
    Dobry Bóg, widząc wyraźne odejście duchownych od misji zleconej im przez Jego Syna, nie aprobuje tej działalności. Po prostu odebrał trzeźwość myślenia apostołom we Francji, ubranym w szaty biskupie czy kardynalskie.

    Pozbawieni prawdziwej wiary, uznali oni upadek Kościoła w postępowym świecie za efekt naturalnej ewolucji. Pozostają bezczynni wobec faktu, że piękne kościoły i katedry świecą pustkami. Z każdym rokiem coraz mniej jest wiernych w tych świątyniach. Inne miejsca kultu są po prostu zamykane.
    Życie, jak mówi przysłowie, nie znosi próżni. Opuszczone domy Boże nabywają różne sekty. Najczęściej, gdyż dysponują sporymi środkami finansowymi, kupują je wyznawcy Allacha, zamieniając na meczety.
    Liczba kapłanów kurczy się w alarmujący sposób: nie ma chętnych do służby Kościołowi bez jasnej wizji jego przyszłości. Piętrzą się trudności materialne z braku entuzjazmu i hojności u zdezorientowanych wiernych.

    W tej właśnie ciężkiej sytuacji dla katolicyzmu, episkopat francuski „zapomniał” o kardynalnych prawach Boskich. Wbrew naukom ewangelicznym o miłości bliźniego, zapałał szaloną nienawiścią do swych współwyznawców. Utrudnia im praktyki religijne i prześladuje, za to tylko, że chcą zachowywać nieskażoną wiarę i nie zamierzają zniekształcać nauki Chrystusa.

    Najpierw więc zabronili kapłanom celebrować obrzędy religijne w języku powszechnym, czyli po łacinie. Następnie rozpowszechniają wieści, że Msza tradycyjna, odprawiana od wieków, jest obecnie zakazana i nieważna. Mało tego. W okresie letnim, wielowiekowym zwyczajem, katolicy organizują tradycyjne pielgrzymki do miejsc świętych. To się naturalnie nie podoba niezbyt już chyba wierzącym kardynałom Waszej Świątobliwości. Zamykają na cztery spusty katedry i miejsca święte przed wielotysięcznymi rzeszami rozśpiewanych pielgrzymów.
    Na szczęście prześladowani katolicy przyjmują te akty nienawiści z prawdziwie chrześcijańską pokorą. Organizują pobożnie i uroczyście Msze święte pod gołym niebem, na prowizorycznie urządzonych ołtarzach przed zamkniętymi drzwiami świątyń Chrystusowych.
    Przykładów szkodliwej działalności episkopatu francuskiego dla sprawy naszego Kościoła można by tu przytaczać całe setki. Ostatni jednak, głośny i na wskroś oburzający incydent wymaga tu wspomnienia.

    W kościele Świętego Ludwika w miejscowości Port-Marly koło Wersalu miała miejsce profanacja Mszy świętej. Nienawiść kierownictwa episkopatu wzmogła się do tego stopnia, że postanowili siłą rozprawić się z wiernymi. W końcu marca ubiegłego [1986] roku nadesłali pluton żandarmerii przeciwko parafii Port-Marly. Mundurowi funkcjonariusze wtargnęli do kościoła podczas Mszy świętej, dokonując profanacji świętego miejsca. Na oczach modlących się parafian otoczyli ołtarz. Wykręcając kapłanowi ręce do tyłu, oderwali go od ołtarza i wlekli go siłą, jak jakiegoś złoczyńcę pochwyconego na gorącym uczynku, przez całą długość kościoła aż do drzwi. Kościół opróżniono też z wiernych, a następnie drzwi do kościoła zamurowano. Do listu załączam zdjęcia dokumentujące przebieg tych smutnych wydarzeń.

    Nie był to jedyny przypadek usiłowania likwidacji kościoła na terenie Francji. Chcę, aby Wasza Świątobliwość mógł bliżej i dokładniej poznać niszczycieli wiary w osobach kardynałów Ich Eminencji Vilnet, Lustiger, Decourtray, Simonneaux i innych im podobnych.
    To na ich rozkaz zamyka się kościoły.
    To na ich rozkaz opróżnia się kościoły z wiernych.
    To na ich rozkaz odstępuje się świątynie Jezusowe sektom religijnym.
    To na ich rozkaz pozbawiono młodzież nauki katechizmu.

    Bez wątpienia szatan opanował ich serca i umysły z chwilą, gdy przestali uznawać prawa Wszechmogącego i głosić Jego przykazania. Co gorsza, dopuszczają się zwykłego kłamstwa. Na barki Waszej Świątobliwości kładą całą odpowiedzialność za swoją szkodliwą działalność. Twierdzą publicznie, że wykonują dokładnie wszystkie dyrektywy Stolicy Apostolskiej.

    A oto dowody rzeczowe. Podczas ostatniej wizyty pasterskiej, zechciałeś Wasza Świątobliwość przypomnieć duchownym we Francji rolę prawdziwego kapłana. Chyląc się nad grobem Jana Marii Vianneya, proboszcza z Ars, przedstawiłeś tego Świętego jako wzór kapłana w służbie Chrystusa.
    To dyskretne przywołanie do porządku hierarchii kościelnej we Francji nie odniosło żadnego skutku. W tym samym dniu, na przekór Twoim naukom i zaleceniom, prymas Francji, Msgr Decourtray, urządził gorszące widowisko na stadionie Gerland w Lyonie. Przed zgromadzonymi tysiącami młodzieży przedstawił Świętego Proboszcza z Ars w roli rozbawionego tancerza, pląsającego w rytm „rock and rolla”! Na szczęście przybyłeś tam, Ojcze Święty, nieco później, co uchroniło Cię od oglądania tej prowokacyjnej i gorszącej sceny.

    Jak wiem, Ojcze Święty, znasz już od dość dawna biskupa Decourtray. W młodszym wieku uprawialiście nawet razem sporty zimowe w Zakopanem, w polskich Tatrach. Nie wiem jednak, czy znasz jego aktualną postawę wobec naszego Kościoła.
    Zapomniał on o swojej roli apostoła i nie posługuje się więcej przykazaniami Boskimi. Po prostu wstydzi się o nich wspominać, a tym bardziej głosić. Obecnie interesują go tylko „prawa człowieka”. I tu znowu „zapomniał”, kto i kiedy wymyślił te „prawa”. To przecież dzieło bezbożnej rewolucji, mające zastąpić przykazania Boskie.

    Występując często w telewizji i radiu, mało mówi o Bogu i religii. Pewnego razu oznajmił bez żadnego wahania, że nie uznaje św. Joanny d’Arc za patronkę narodu francuskiego. Wydaje mu się także, że wiara chrześcijańska należy już do przeszłości. Stał się więc gorącym obrońcą wyznawców fałszywych religii i sekt. Wyraził zgodę na zbudowanie w centrum Lyonu największego meczetu we Francji, a także Centralnego Ośrodka Nauki Islamu.
    Przy każdej okazji jego księża, postępowi, ubrani w łachmany cywilne, manifestują na ulicach wraz z wyznawcami Allacha przeciwko władzy i państwowym siłom porządkowym.

    Tłumacząc na własny, „nowoczesny” sposób nauki Chrystusa, Msgr Decourtray stał się wrogiem chrześcijańskich społeczeństw europejskich, a w szczególności swego własnego narodu. Przestał on bronić wyznawców Jezusa, odczuwając nagły przypływ miłości do innych, samozwańczych religii. Ponieważ występuje jako rzecznik bezbożnych zwolenników kosmopolityzmu, słowo „rasizm” stało się jego ulubionym sloganem i straszydłem propagandowym.

    Jestem zmuszony i temu zagadnieniu poświęcić nieco miejsca.
    Na Starym Kontynencie, a szczególnie we Francji, żaden rasizm nie istnieje. Oświadczam to z całą stanowczością. Ten stary jak świat problem jest ostatnio rozdmuchany na zamówienie i z premedytacją. Znane Waszej Świątobliwości klany, mafie, fałszywe religie i bezbożne zrzeszenia robią tę krecią robotę, aby manipulować opinią ludzką. Potrzebne jest im alibi dla usprawiedliwienia kolosalnych zysków z produkcji narzędzi śmierci i zniszczenia.

    I tu znów, według starej jak świat metody „dziel i rządź”, waśnią i dzielą społeczeństwa i narody. Ci specjaliści od robienia pieniędzy na niesprawiedliwości, nędzy, nieszczęściu i krwi ludzkiej potrzebują stałych niepokojów, a niejednokrotnie otwartych konfliktów zbrojnych.
    Zarzewiem niemal wszystkich wojen i bratobójczych walk były skutki nienaturalnego mieszania zróżnicowanych społeczności. Sztuczne mieszanie narodów o odmiennej kulturze, o odmiennym trybie życia, o odmiennych zwyczajach i religii, jest przeciwne prawom natury.

    W epoce, której żyjemy, Europa, a najbardziej Francja, padła ofiarą tej anomalii. Bezbożna mafia masońska, nienasyceni materialiści, zwolennicy kosmopolityzmu, dzierżąc stale władzę w swych rękach, zaczęli realizować swe egoistyczne plany. Zakroili na szeroką skalę akcję zalewu narodu francuskiego emigrantami z Trzeciego Świata. Ich zamiarem jest zepsuć i obniżyć cenę robocizny, odebrać pracę, a tym samym środki do życia własnym obywatelom, stworzyć milionowe armie bezrobotnych w krajach Europy, wśród których niechlubną palmę pierwszeństwa dzierży Francja.

    Cel polityczny jest jasny — powiększyć liczbę głosujących na korzyść tego klanu antynarodowego, zlikwidować tożsamość narodową Francuzów jako jednolitego społeczeństwa o starych i chlubnych tradycjach.

    Jednak głównym, przemilczanym celem jest wyparcie i zniszczenie Kościoła rzymskokatolickiego.
    To nie przypadek, że tylko na terenie samej Francji znajduje się obecnie, według oficjalnych statystyk, 4,5 miliona emigrantów z Trzeciego Świata, wrogich Kościołowi rzymskiemu. W rzeczywistości jest ich o wiele więcej, gdyż nie istnieje tutaj ewidencja ruchu ludności.
    Te liczby mówią same za siebie. To nie problem zmyślonego i nie istniejącego rasizmu. To sprawa masowej, niepożądanej emigracji, która stała się kwestią zasadniczą. To palący problem życia i śmierci dla tożsamości niepodległego narodu.

    Francja to państwo świeckie, ale jeszcze nie całkowicie bezbożne. Jednak dziś wyznawcy Chrystusa są tu upokarzani, poniżani i eksploatowani przez wyznawców fałszywych religii. Inne świątynie rosną jak grzyby po deszczu w sąsiedztwie domów Chrystusowych. Są miejscowości, w których przeważa już większość wyznawców innych tak zwanych religii. Zaczynają oni dyktować wszystkim swoje importowane z kręgu innej cywilizacji prawa.

    Radio zwące się „France-Culture”, opłacane z funduszy publicznych, oddało się również służbie fałszywym religiom. Poświęca ono obecnie sporą część swego programu nauce Mahometa. O religii przodków współczesnych Francuzów już więcej nie wspomina.
    Szkoły świeckie, opanowane w 100% przez bezbożne kierownictwo i ciało nauczycielskie, wprowadziły do swego programu nauczania język arabski. Cel — oderwać istniejące jeszcze resztki katolickich dzieci od wiary i zbagatelizować całkiem religię Chrystusa.

    Szczytem spisku antychrześcijańskiego i antynarodowego jest kampania prowadzona przez samą głowę państwa francuskiego. Prezydent Republiki, we własnej osobie, systematycznie agituje przeciwko własnym rodakom. Realizując wiernie program narzucony przez bezbożne klany i mafie, rozdmuchuje w narodzie podziały, zamęt i nienawiść.
    Przytoczę tu tylko jeden przykład, charakterystyczny dla podobnych mu setek prowokacyjnych wypowiedzi i czynów. Oto prezydent w jednym z ostatnich swych przemówień oświadczył: Wszyscy jesteśmy już w pewnym stopniu Arabami.

    W tej atmosferze emigracja z Trzeciego Świata podnosi głowę. Ktokolwiek ośmieli poruszać się ważny i niebezpieczny problem emigracji, automatycznie zostaje nazwany „rasistą”. O dziwo, aby spotęgować atmosferę podziału i zamętu, utworzono specjalne urzędy dla faworyzowania i obrony masowej imigracji z Trzeciego Świata, z katastrofalnym uszczerbkiem dla narodu francuskiego, a wszystko to pod pretekstem „praw człowieka”.

    W tak mętnej sytuacji, miliony Europejczyków, nie znając celów antyludzkiej polityki wspomnianej wyżej mafii, zadaje sobie ważne pytanie: po co importuje się masowo bezrobotnych z Trzeciego Świata, podczas gdy już teraz Wspólnota Europejska liczy około 15 milionów par rąk bez pracy?

    To nie problem koniunktury ekonomicznej, to awantura polityczno-społeczna w interesie tych, którzy dzielą i waśnią narody.
    Równolegle z szeroko zakrojoną prowokacyjną akcją wymyślonego rasizmu, prowadzone są inne kampanie zezwierzęcenia rodzaju ludzkiego. Przez zboczenia i deprawacje moralne postanowiono odciągnąć młodzież od Boga i zabić w niej życie nadprzyrodzone. Rozpowszechniono spożywanie narkotyków, nawet u najmłodszych; przygotowano więc narodowi i światu zamroczoną przyszłość.
    Przemoc, morderstwa i gorszenie dzieci jest codzienną pożywką środków masowego przekazu. Powstała po zlikwidowaniu katechizmu próżnia została zaraz wypełniona. Rzucono miliony broszur i podręczników dla młodzieży szkolnej, zachęcając ją do wypaczenia prawdziwej miłości małżeńskiej, ucząc w nich, że współżycie płciowe jest zwykłą czynnością organizmu, którą można wykonywać bez skrępowania w każdych okolicznościach, z przypadkową osobą, będąc w dowolnym wieku. W szkołach średnich swobodnie propaguje się i rozdaje środki antykoncepcyjne.

    Z jednej strony wiele mówi się z potępieniem o zbrodniach wojennych. Z drugiej strony, na pohybel logice ludzkiej, pochwala ludobójstwo w czasie pokoju. Zabijania dzieci w łonie matki „obrońcy praw ludzkich” nie chcą nazywać po imieniu zbrodnią. Dzieciobójstwo kamuflują eufemistycznym „zabiegiem chirurgicznym”. Najboleśniejszy w tej tragedii jest fakt, że każą, przy pomocy podatków, finansować swe morderstwa ludziom nie chcącym mieć nic z tym wspólnego.

    Osłabiona mocno po Soborze Watykańskim II religia katolicka stała się celem ostrzału dla bezbożnych reżyserów. Każdemu rzuca się w oczy, że tylko Kościół Rzymski i jego kult jest w filmach wyśmiewany i poniżany. W programach telewizyjnych opętani płciowo dziennikarze i filmowcy organizują gorszące widowiska ze zboczeńcami seksualnymi tej samej płci na oczach również najmłodszych telewidzów.

    Wielokierunkowa kampania deprawacji rodzaju ludzkiego odbywa się przy milczącej aprobacie episkopatu francuskiego, instytucji, której misją jest stać na straży moralności. Nie występuje on więcej w obronie etyki chrześcijańskiej. Stosuje się teraz do „praw człowieka” i nie wspomina nawet o systematycznej rzezi nienarodzonych dzieci. Liczby są przerażające: sięgają setek tysięcy rocznie.

    Biskupi doskonale wiedzą, że wszystkie tragedie naszej epoki można powstrzymać, stosując tylko prawa Boskie. Nauczanie dziesięciu przykazań Boskich to największy hamulec rozwoju przestępczości i zboczeń moralnych. Niestety! W imię modernizmu i bezbożnych prądów, Ich Eminencje Vilnet, Decourtray, Lustiger, a także inni biskupi, zaprzestali głosić prawdziwe nauki Chrystusa, a przykazania Boskie ich drażnią.

    Praktycznie rzecz biorąc, wyparli się wiary, przestali być reprezentantami Chrystusa na ziemi, zamienili się w apostołów-szarlatanów.
    Inni tej samej kategorii grabarze wiary posunęli się jeszcze dalej w walce na rzecz likwidacji naszej religii. Bez żadnego skrępowania wybrali znaną od dawna metodę wojskowo-polityczną, czyli dywersję wewnątrz samego Kościoła. Jak konie trojańskie w szatach kapłańskich, prowadzą otwartą agitację na rzecz bezbożnych, dyktatorskich i materialistycznych prądów politycznych.

    W tym miejscu podam tylko jeden najwymowniejszy przykład. Oficjalnie jego nazwisko i tytuł brzmi: „Jego Ekscelencja Gaillot, Biskup Evreux”. Prawdziwy jego tytuł winien brzmieć: „Towarzysz Gaillot, Sekretarz Komórki Partyjnej w Pałacu Biskupim w Evreux”.
    Wiesz dobrze, Ojcze Święty, że w latach 1940–1960 do seminariów duchownych przeniknęła niemała liczba kandydatów nadesłanych przez krańcowo wrogie Kościołowi organizacje. Rezultat pracy tych bezbożnych szpiegów dzisiaj jest aż nazbyt widoczny i wielce smutny. Hierarchia kościelna jest naszpikowana najzacieklejszymi wrogami nauk Chrystusowych.

    Towarzysz Gaillot, nazywany popularnie „czerwonym biskupem”, działa całkowicie otwarcie jako gorący bojownik partii komunistycznej. Przy każdej okazji zajmuje demonstracyjnie stanowisko na korzyść bezbożnego stronnictwa, co stoi w całkowitej sprzeczności z prawami Ewangelii świętej. Współpracuje on ściśle i skrupulatnie wykonuje dyrektywy aparatczyków partyjnych. Podpisuje różne apele, jak na przykład przeciw swobodzie nauczania, czyli przeciw szkołom katolickim; mnoży apele „pokojowe”, oparte na gwałcie, przemocy i terrorze.
    Nie wahał się na oczach opinii światowej, maskując się w dodatku szatami biskupimi, występować na rzecz uwolnienia groźnego terrorysty pochodzenia francuskiego, którego pochwycono na gorącym uczynku dostarczania broni i amunicji dla antyrządowych rebeliantów w suwerennym kraju regionu Afryki Południowej. Przebywał tam pozornie jako kooperant ekonomiczny.

    Towarzysz Gaillot zapałał wielką miłością do tego terrorysty. Opuszczając swoje biskupstwo, udał się osobiście do Afryki na odsiecz koledze o identycznych zapatrywaniach politycznych. „Zapomniał” on, że przemoc i terror są całkowicie przeciwne naukom Chrystusa. Młody terrorysta dostarczał przecież środki mordu dla zabijania swych bliźnich.
    Towarzysz Gaillot to nie kapłan, lecz rewolucyjny szpieg w łonie Kościoła, podobnie jak wielu innych dzisiaj. Jego zachowanie potwierdza, że gardzi Ewangelią świętą i odrzuca ją w całości.

    Starałem się tym listem odtworzyć Waszej Świątobliwości stan Kościoła rzymskokatolickiego na ziemi francuskiej.

    Po tych pobieżnych tylko informacjach o aktualnej sytuacji naszej wiary, tysiące pytań cisną się do głowy, w związku ze stale niejasną postawą Stolicy Apostolskiej, dotyczącą tej smutnej rzeczywistości.
    Ograniczę się tylko do poruszenia kilku zagadnień, których nie mogę zrozumieć jako oddany wyznawca Jezusa.

    Dręczy mnie i mocno niepokoi bezczynność centralnych władz Kościoła wobec samowoli uprawianej przez bezbożnych duchownych, którzy, opętani liberalizmem, każdy na swój wypaczony sposób, tłumaczą nauki Syna Bożego.
    Taki czyn przecież, według słów św. Pawła, jest odstępstwem, a sprawcy jego podlegają bezwzględnej klątwie.
    Mało tego, że nie nauczają już praw Boskich, ale odrzucili stosowanie ich w praktyce. Pogrzebali pierwsze i najważniejsze przykazanie: Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną. Wyrzeczenie się tego przykazania to już nie tylko herezja, to nawet nie odstępstwo od naszej wiary, to powrót do pogaństwa. Współpracować, stowarzyszać się, a tym samym i uznawać samozwańcze sekty i fałszywe religie — to powrót do epoki przedchrześcijańskiej, epoki bożków.
    Pierwsze przykazanie Boskie nierozłącznie związane jest z rozkazem Jezusa:
    Idąc tedy, nauczajcie wszystkie narody, chrzcząc w imię Ojca, Syna, Ducha Świętego, nauczając je zachowywać wszystko, cokolwiek wam przykazałem. (Mt 28, 19–20)
    Te przykazania mówią same za siebie. Misja Kościoła winna być nieustannie wprowadzana w życie, stale rozprzestrzeniana.

    Dlaczego więc liberalni duchowni, a raczej funkcjonariusze Kościoła, wbrew tym sakramentalnym nakazom, zarzucili głoszenie prawd Syna Boga Jedynego? Nie kontrolowani, oddali się na łaskę samowoli. W następstwie tego rozpraszają się i giną, jak źle strzeżona trzoda z braku czujnego pasterza.

    Smutna rzeczywistość potwierdziła, że wierni wyznawcy Chrystusa zostali pozbawieni tego właśnie czujnego pasterza. Drugi Sobór Watykański odebrał kierowniczą i decydującą rolę, jaka przysługuje według słów Jezusa każdemu kolejnemu następcy św. Piotra.

    W czyich więc rękach spoczywa kierownictwo Kościoła Rzymskiego, jeśli Ojcu Świętemu przyznano wyłącznie funkcję reprezentacyjną?
    Łatwo rzucają się w oczy nieustanne wyjazdy, czyli w istocie opuszczanie Stolicy Piotrowej, nawet do zakątków świata bez ludności chrześcijańskiej. Czy rola namiestnika Chrystusa ma się dziś ograniczać do wyrażania sentymentalnych uczuć, okazywania litości pokrzywdzonym i błogosławienia ich ku pociesze? Odwiedzanie chorych w szpitalach, spotykanie się ze zbrodniarzami w celach więziennych i składanie wizyt inspirowanych miłosierdziem chrześcijańskim — to chwalebne, lecz jednocześnie szalenie absorbujące czyny. Można domniemywać, że ktoś dokłada wszelkich starań, by głowa Kościoła nie miała czasu pouczać, organizować i kontrolować swoich najbliższych współpracowników.

    Zadaję sobie również pytanie, kto planuje i reżyseruje publiczne widowiska o charakterze czysto polityczno-propagandowym, z udziałem następcy św. Piotra, wymierzone przeciw zasadniczym prawdom Ewangelii i obliczone na obniżenie autorytetu Kościoła. Byłem mocno zdziwiony, a nawet zgorszony, oglądając jeden z takich spektakli. Namiestnik Chrystusa na ziemi — w towarzystwie rzeczników samozwańczych sekt i fałszywych religii! Organizowanie spotkań na wzór mityngów politycznych, z tymi, którzy odrzucają prawa i przykazania Boskie, jest otwartą zniewagą dla Wszechmogącego Boga.

    Manifestowanie i fotografowanie się z tymi, którzy w gruncie rzeczy zieją nienawiścią do bliźniego i do pokoju, stanowi pogrzebanie Chrystusowej prawdy. Przyjaźń z egoistyczną sektą, która nie przyjmuje do swej społeczności żadnej innej narodowości — to zdrada Chrystusa. Propagandowe manifestacje są niepotrzebne, gdy się nie zapomina o Ewangelii.
    Wymyślone „karty praw człowieka”, organizowanie „Dni Pokoju”, „Marszów Pokoju”, czy malowanie „Gołąbków Pokoju” itp. — to dla nas, katolików, mydlenie oczu. Pokój opiera się na prawdziwej miłości Boga i bliźniego. Nakazał to nasz Jedyny Zbawiciel, nie dzisiaj ani wczoraj, lecz już 2000 lat temu. Wykorzystywanie obecnie słowa „pokój” przez różne „stowarzyszenia obrony praw ludzkich” lub reprezentantów fałszywych wyznań, jest niczym innym jak tylko zasłoną dymną w walce przeciw Bogu.

    Ci apostołowie, którzy dali się oczarować, uwieść, a może nawet przekupstwem skaptować na rzecz modernizmu, gorszącego liberalizmu i fałszywego ekumenizmu, nie znają na pewno całej Ewangelii lub już o niej zapomnieli. Czy nie wiedzą, że wiele sekt, z którymi tak ochoczo podejmują dialog, nie chce nawet słyszeć o przykazaniu prawdziwego pokoju: Miłuj bliźniego jak siebie samego?
    Przykazania Boże to nie konserwatyzm czy zacofanie, to wyłączna prawda i droga do życia wiecznego.

    W końcowej fazie mego listu pragnę zwrócić się bezpośrednio, jako Polak i katolik świecki, do duchownego, również Polaka, piastującego obecnie najwyższy urząd w Kościele rzymskokatolickim.

    Jak wspomniałem już na początku mego listu, wybór w roku 1978 Polaka na papieża natchnął wielu katolików wielką nadzieją na odnowienie naszej wiary. Ja sam, poruszony wielką radością, na tę niecodzienną wieść, postanowiłem mojemu jeszcze nie narodzonemu dziecku (żona była w tym czasie w ciąży), o ile będzie płci męskiej, nadać imię Waszej Świątobliwości. Bóg dał mi syna, który nosi teraz dumnie imiona pierwszego papieża-Polaka: Jan Paweł. Z tej też okazji ściany mego mieszkania udekorowałem Twymi, Ojcze Święty, podobiznami.

    Treść Twych pierwszych wystąpień była wielce zachęcająca. Słynne powiedzenie: Nie lękajcie się, nie miało, niestety, dalszego ciągu.
    W tym roku minie 9 lat pontyfikatu Waszej Świątobliwości, a w tym czasie nie zauważyliśmy oczekiwanego odnowienia wiary. Wręcz przeciwnie, z każdym rokiem coraz bardziej widoczny jest upadek naszej wiary i osłabienie autorytetu rzecznika Chrystusowego na ziemi.

    Zapoznawszy się dobrze z działaniem urzędniczej machiny Watykanu, zacząłeś się wahać, jaki kierunek wybrać: głosić gorzką prawdę o Jezusie Chrystusie czy balansować między tą prawdą a kierunkami życia współczesnego, narzuconymi przez bezbożne mafie i fałszywe sekty religijne.

    Jak możemy zaobserwować, wybrałeś Wasza Świątobliwość to drugie rozwiązanie, z poważną szkodą dla jedynego Kościoła Bożego. Wolisz niestety lawirować między dobrem a złem, między prawdą a kłamstwem, między miłością, miłosierdziem i sumieniem a nienawiścią i kłamstwem, między religią Boga Jedynego a fałszywymi sektami, skrywającymi pod pokrywką religii interesy osobiste i materialistyczne życie doczesne. Odgrywasz więc z upodobaniem swą rolę, aby być oklaskiwanym przez największą liczbę widzów, nie zważając na ich stosunek do Stwórcy Wszechmogącego.

    Nasuwają się słowa św. Pawła:
    Ale choćbyśmy my, albo anioł z nieba głosił wam ponad to, cośmy wam głosili, niech będzie przeklęty. [Gal 1, 8]
    Byłbym niesprawiedliwy, mówiąc, że aktualny następca świętego Piotra deformuje Ewangelię świętą. Ojcze Święty! Znasz najlepiej nauki Chrystusa i Jego Apostołów, którzy oddali życie za Jego Prawdę. W słowach jest ona wiernie przez Ciebie odtwarzana, ale w praktyce nie tylko przeinaczana, ale i gwałcona. Przykłady można przytaczać bez końca. Wspomnę tu tylko najbardziej rażące, które wzburzają sumienia katolików.

    Mimo sprzeciwów różnych sekt, odmawiamy jeszcze w kościołach Credo — Wierzę w jednego Boga. Wyznajemy także wiarę w jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół. Jakże smutny jest jednak brak jedności w Kościele w tak wielu sprawach. Wiara jest systematycznie kaleczona najokropniejszymi herezjami, głoszonymi z ambon kościołów czy katedr „katolickich” seminariów i uczelni. Duchowni i świeccy nagminnie łamią prawo i uświęcone tradycją zwyczaje kościelne.
    Jednym z objawów tej dysharmonii jest brak wspólnego języka. Katolicy nie umieją się już wspólnie modlić. Przeróżne międzynarodowe zebrania wyglądają jak wieża Babel, w niczym nie przypominając katolickiej jedności. Taktyka odwiecznego wroga: dziel i rządź, znów okazała się skuteczna.
    Czy można jednak oczekiwać czegoś innego, skoro Ty, Ojcze Święty, nie próbujesz ratować wielowiekowego dziedzictwa kultury łacińskiej?

    Czy wolno posługiwać się Ewangelią i recytować: Wierzę w jednego Boga, gdy uznaje się niemal oficjalnie fałszywe sekty i religie, których założenia są kompletnie odmienne od nauki Jezusa?
    Dałeś temu, Ojcze Święty, dobitny wyraz. Twoja obecność w domu schadzek pewnej egoistycznej sekty przeraziła nas. Oczywiście, to bezprecedensowe widowisko zostało znakomicie rozreklamowane na korzyść jej wyznawców. Ja osobiście nie mogę tego ani zrozumieć, ani zaakceptować.

    Jak może pierwszy apostoł Chrystusa znaleźć się oficjalnie między otwartymi i śmiertelnymi wrogami nauk Jezusowych? Ich specyficzne przymioty to egoizm, nienawiść, mściwość i, co najważniejsze, wyzysk innych narodów, nie należących do ich sekty antychrystusowej. Dlatego nie pozostają bezczynni. Wykorzystując perfidnie tragedię drugiej wojny światowej, uzurpowali sobie prawo do monopolizacji ofiar i męczenników tego konfliktu, mimo że liczebnie ich straty stanowią tylko minimalną część ogółu zabitych.

    Niewielka ich zdaniem, bo licząca około 95% reszta ofiar innej narodowości lub religii — u nich się nie liczy. Byli ludźmi drugiej kategorii, zatem obecnie nie wolno nawet o nich wspominać, dla uczczenia pamięci „monopolistów holocaustu”. Władając niewyczerpanymi zasobami pieniężnymi, docierają wszędzie z łatwością. Nie ma tygodnia, by nie pokazywano propagandowych, kłamliwych filmów, ukazujących tylko uprzywilejowanych męczenników. W ten sposób podsycają zamiast miłości bliźniego — niekończącą się zemstę.

    Pieniądz, który stawiają na pierwszym miejscu i czczą jak bóstwo, toruje im wszędzie drogę. Dzięki niezwykłej przebiegłości osiągnęli swój cel: zdobyli status nienaruszalnej i bezkarnej kasty.
    Sami gardzą obcymi i nie przyjmują do swej społeczności żadnej innej narodowości. Jednocześnie, jak na ironię, słowa „rasizm” używają w celu dyktowania swych praw wszystkim, także Kościołowi rzymskokatolickiemu. Gardząc wszystkimi ludźmi, nie wahają się narzucać im cichej eksterminacji. Wspierają legalizację aktów dzieciobójstwa już w łonach matek, jak to ma miejsce we Francji. Promują eutanazję. Zarabiają krocie na antykoncepcji i pornografii.
    Dotychczasowy bilans realizacji egoistycznych i sekciarskich idei jest alarmujący.

    Kula ziemska zatruta i podminowana bronią atomową.
    Blisko bilion (tysiąc miliardów) dolarów rocznie wykradanych ludzkości na niepotrzebną nikomu produkcję instrumentów śmierci i zniszczenia.
    Rozzuchwaleni bezkarnością i bogactwem, atakują teraz otwarcie jedyną ostoję prawdy i dobra — Kościół katolicki. Usiłują po prostu ukrzyżować po raz drugi Jezusa Chrystusa, Syna Boga Żywego.

    To wszystko nie jest Waszej Świątobliwości obce. Po co więc to zbliżenie z nieprzejednanymi wrogami Chrystusa? Konsekwencja tego może być tylko jedna: pognębienie naszego świętego Kościoła.
    Miłości nie sposób zjednoczyć z nienawiścią i zemstą. Religia katolicka to nie partia polityczna. Tam przywódcy mogą się układać, pertraktować, omawiać swe programy z innymi i osiągać kompromisy. Tu jest święty i nietykalny dogmat.

    Cel wizyty wysłannika Jezusa u ludzi trwających w błędach nie może być inny niż nauczanie prawdy oraz nawracanie na drogę zbawienia przez chrzest i Ewangelię świętą. Jest oczywiste, że nie można tego czynić, w praktyce zapominając o prawdziwym Bogu i Jego świętych przykazaniach:
    Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną. (Wj 20, 3)
    Idąc tedy, nauczajcie wszystkie narody, chrzcząc w imię Ojca, Syna, Ducha Świętego. (Mt 28, 19)
    W tym samym czasie, kiedy Wasza Świątobliwość zabiega o przypodobanie się fałszywym religiom, nie czyni nic, aby przeciwstawić się destrukcyjnej działalności wielu hierarchów na terenie „najstarszej córy Kościoła”.

    I w takim wypadku Jezus wskazał nam drogę i przykład do naśladowania. Gdy zaszła potrzeba, użył nawet siły, opróżniając z handlarzy sprofanowaną przez nich świątynię jerozolimską. Jest rzeczą zagadkową, dlaczego, Ojcze Święty, ciągle jeszcze tolerujesz szkodników w łonie episkopatu francuskiego, a w szczególności tych, którzy jawnie występują przeciwko Tobie, w osobach Ich Eminencji Decourtray, Vilnet, Simonneaux i Lustiger.

    Tak jak nie ma dobrej armii bez zdyscyplinowanych i dobrze wyszkolonych oficerów, tak samo posłannictwo Chrystusa nie może się rozwijać bez oddanych całkowicie Bogu apostołów.
    Rzeczą zagadkową, najboleśniejszą, niepokojącą i kompletnie niewytłumaczalną jest ostatni akt zdrady wobec katolików. Faworyzując różne sekty i szkodników w Kościele Bożym, odwróciłeś się plecami od najwierniejszych. Co więcej, unikasz ich, dąsając się na nich i gardząc nimi z tego tylko względu, że chcą dotrzymać wierności Chrystusowi i dźwigać Jego Krzyż, w obronie nie zafałszowanej Ewangelii.

    Prawda i cnota nigdy nie była dobrze widziana przez faryzeuszów.
    Kościół tu, na ziemi, pielgrzymuje wśród cierpień i trudów. Stara polska pieśń najlepiej to określiła, przypominając nam, że jesteśmy tutaj tylko na noclegu.

    Trudno sobie jednocześnie wyobrazić, że odwróciłeś się plecami i gardzisz najwierniejszym apostołem Kościoła naszych czasów, jakim się okazał Jego Ekscelencja arcybiskup Marcel Lefebvre. Jako wierny sługa Chrystusa, nie szuka on tryumfu i oklasków u bezbożnych widzów. Widząc rozpraszanie i zatracanie trzody katolików przez pasterza obarczonego najbardziej odpowiedzialną misją, postanowił zareagować. Podjął się obrony misji Chrystusa i ratowania Jego świętej religii katolickiej. Niemal samotny, zawinął rękawy i wziął na swoje barki krzyż, może nawet cięższy niż ten, na którym zawisł w św. Piotr, a tradycja mówi, że stało się to po spotkaniu Piotra z Chrystusem Panem w okolicznościach dramatycznych dla Kościoła, podobnych do dzisiejszych.

    Dla rozpowszechniania jedynej prawdy, prawdziwego pokoju i jedynego Boga niezbędnie potrzebni są Jego rzecznicy, czyli oddani całym sercem kapłani. Niestrudzony arcybiskup Lefebvre przystąpił więc w pierwszej kolejności do szkolenia kadry Chrystusowej, czyli kapłanów z powołania Boskiego. Za wolą Bożą wyświęcił on już setki młodych katolików na księży. Formuje kapłanów na obraz i podobieństwo Chrystusa, na wzór Świętego Proboszcza z Ars, którego Ty, Ojcze Święty, nakazałeś naśladować, a Twoi biskupi i kapłani nim gardzą.

    Skromne świątynie i kaplice, choć nieraz w trudnych warunkach, pełne są wiernych, gdy w tym samym czasie pustoszeją obszerne kościoły pod kontrolą wiarołomnych biskupów. Mało tego, są sprzedawane, a także zamykane, i to przed prawdziwymi wyznawcami Chrystusa.
    Mgr Simonneaux posunął się jeszcze dalej w profanacji świętości i czci Bożej. Dał rozkaz wyrzucania siłą kapłanów od ołtarzy, za to tylko, że chcą oni w praktyce naśladować Świętego Proboszcza z Ars.

    I pomyśleć, że te wszystkie smutne sceny mają miejsce, Ojcze Święty, bezkarnie podczas Twego Pontyfikatu. Nie wiem, czy się to wszystko dzieje za Twoją zgodą, gdyż zachowujesz milczenie w tej zasmucającej oblicze Chrystusowe sprawie. Domyślać się można, że to milczenie może wyrażać dyskretną aprobatę dla postępowania zdrajców wiary. Jak możesz być, Ojcze Święty, nieczuły lub obojętny na fakt już nawet nie tylko zamykania świątyni Bożej na klucz, ale zamurowywania drzwi przed katolikami, którzy wołają błagalnie: My chcemy Boga!

    Wniosek z tego jest jasny. Obecne kierownictwo Stolicy Piotrowej aprobuje odstępstwo od wiary i rozproszenie katolików. W tej sytuacji, jak można być posłusznym pasterzowi, który gubi owce swoje? Jak można za nim postępować i naśladować go, jeśli już nie kieruje swoją trzodą?

    Dlatego jestem całym sercem wdzięczny Jego Ekscelencji Arcybiskupowi Marcelowi Lefebvre, że dzięki niemu mogę uczęszczać na tradycyjną Mszę świętą, odprawianą w uroczysty sposób, z wielką czcią i w języku znanym wszystkim katolikom. Podczas takiej Mszy mam możność widzieć kapłana oddanego całą duszą Bogu, a nie niewierzącego urzędnika kościelnego, który profanuje Komunię świętą.
    Na tej Mszy mogę wysłuchać kazania wyłącznie o Bogu i Jego przykazaniach, a nie propagandowych politycznych sloganów o „rasizmie” i ateistycznych „prawach człowieka”.

    Dzięki Opatrzności Bożej i Jego Ekscelencji Arcybiskupowi Marcelowi Lefebvre, mój syn poznał prawdziwego Boga i nie padł ofiarą ateizmu. W tym miejscu trzeba bić na alarm. Chorobą bezbożności episkopat francuski zaraził już kilkanaście milionów młodzieży we Francji. Nie ma już kto ich nauczać o tym, że człowiek posiada za największy skarb swą nieśmiertelną duszę i powinien dbać o nią ze wszystkich sił. W tradycyjnej kaplicy mój syn miał możność poznać całą naukę o Bogu i nauczył się niemal na pamięć całego tradycyjnego katechizmu.
    Będę postępował za tym pasterzem, który okazał się gwarantem czystości Ewangelii i jako wierny apostoł Chrystusa stosuje ją w codziennym życiu, czyli praktyce.

    Ciągle mamy świeżo w pamięci, mimo że już upłynęło prawie 9 lat, Twoją, Ojcze Święty, ogromną popularność i sympatię, jaką się cieszyłeś po objęciu Tronu Piotrowego. Papież-Polak, z kraju, gdzie Kościół cierpi prześladowanie i broni się przed ateizmem. Darzyli Cię wszyscy wielkim kapitałem zaufania i nadziei, w oczekiwaniu na zmianę kierunku dla odnowienia wiary. Niestety, te nadzieje spełzły na niczym; zostały przez Ciebie jak na razie pogrzebane.

    Historia zapisała już wiele okresów trudnych, a nawet niemal tragicznych w rozpowszechnianiu misji Chrystusa na ziemi. Jak wiesz, Ojcze Święty, był taki moment, w którym nawet pierwszy papież, św. Piotr, wyparł się swego Nauczyciela w obawie przed prześladowaniem. Dwa tysiące lat później, Kościół nasz przeżywa podobną, trudną i niepokojącą sytuację. Wszak po ostatnim soborze dzieją się rzeczy nie do uwierzenia. Obserwujemy od tego czasu tajemnicze i zdumiewające wydarzenia: święte dogmaty zepchnięte w niepamięć; nagła i niewyjaśniona śmierć papieża Jana Pawła I niedługo po jego wyborze; jego następca najczęściej podróżuje, a urzędnicy Kurii przymrużają oczy na wszystkie anomalie w naszym Kościele, spowodowane soborem, które opisałem w niniejszym liście.

    Mój wybór był prosty: postępować za tym pasterzem, który nie zdradził Chrystusa. Mimo tego, Twój portret, Ojcze Święty, wisi ciągle u mnie w mieszkaniu na honorowym miejscu. Modlę się za Ciebie gorąco, by Bóg dał Ci tyle sił i odwagi, abyś mógł się uwolnić od szatana, który opętał Stolicę Piotrową. W przeszłości Bóg mnie zawsze wysłuchiwał; myślę, że i teraz w tej sprawie wysłucha mnie i spełni moje błagania.
    Stawiając w tym liście kropkę nad „i”, opisałem w nim wiele spraw trwożących w duchu wielu katolików, lecz przez skromność i pokorę nie ujawniają tego publicznie. Ten list, jak zaznaczyłem na wstępie, powstał — jak wierzę — za sprawą szczególnego natchnienia Ducha Świętego, a moja ręka wypełniła tylko Jego polecenie.

    Nie jestem ani pisarzem, ani teologiem, ani intelektualistą, dlatego ten list jest pisany w prostym stylu. Jestem zwykłym człowiekiem pracy. Wywodzę się z bardzo licznej rodziny. Jestem, Ojcze Święty, Twoim rówieśnikiem i pochodzę z tego samego rejonu Polski, to jest z ziemi śląsko-krakowskiej. Do listu załączam moje zdjęcie z czasów pobytu w „Ludowym” Wojsku Polskim, aby można było potwierdzić tożsamość jego nadawcy.

    Ten list napisałem w języku polskim, abyś mógł, Ojcze Święty, do głębi wczuć się i zrozumieć jego intencje. Przesyłam również drugi egzemplarz, który jest napisany w języku francuskim. Pozostaje tylko duży znak zapytania, czy ten list dotrze do własnych rąk adresata. Przypuszczam, że na Watykanie dzieją się obecnie niecodzienne i tajemnicze rzeczy. Jeśli więc miejscowi cenzorzy nie pozwolą, by Ojciec Święty zapoznał się z jego treścią, proszę w takim razie zwrócić go nadawcy w okresie dwumiesięcznym.
    W takim wypadku, będę zmuszony ogłosić jego treść w prasie, jako list otwarty, abyś tą okrężną drogą mógł, Ojcze Święty, zapoznać się z jego treścią.

    Zawsze oddany i wierny wyznawca Chrystusa
    Czesław Andrzej Cebo

    Annecy — Haute-Savoie, France
    15 lipca 1987 r.

  20. Kapsel said

    Re 17
    którzy wybrzydzają na kult Matki Boga,

    a najbardziej to protestanci i żydzi.

  21. Zbigniew Kozioł said

    Tak dłudziachnego listu to raczej nikt nie przeczyta, Pani Ago. Po co miejsce zajmować na dyskach?

  22. Marucha said

    Re 17:
    Bardzo dobry wpis, pani Mario.
    Nie mam chyba nic merytorycznego do dodania, chciałbym tylko zwrócić uwagę na pewne fakty:
    1. Wystrzegajmy się osób mówiących stale o Biblii, a nigdy o Ewangelii. Są zarażeni judaizmem. Dla nas Stary Testament jest mniej ważny, niż Ewangelia.
    2. Pamiętajmy, że nasza wiara opiera się na dwu filarach, a oba są równie ważne: Ewangelia i Tradycja. Wszyscy „reformatorzy”, „poszukujący” i „powracający do czystej wiary” ignorują istnienie Tradycji. „Sola scriptura” to hasło Lutra. Stąd też ataki (bo tego inaczej nie da się nazwać) na Matkę Boską.

  23. wet3 said

    @ Aga (19)
    Wielkie dzieki za przypomnienie p.Czeslawa Cebo. Byl on jednym z pierwszych, jesli nie najpierwszym (?!), ktorzy otwarcie krytykowali bledy JP2. Chwala mu za to!

  24. błysk said

    Re: 19. Bardzo dobry list. Z Bogiem.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: