Dziennik gajowego Maruchy

"Blogi internetowe zagrażają demokracji" – Barack Obama

  • The rainbow symbolizes the Covenant with God, not sodomy Tęcza to symbol Przymierza z Bogiem, a nie sodomii


    Prócz wstrętu budzi jeszcze we mnie gniew fałszywy i nikczemny stosunek Żydów do zagadnień narodowych. Naród ten, narzekający na szowinizm innych ludów, jest sam najbardziej szowinistycznym narodem świata. Żydzi, którzy skarżą się na brak tolerancji u innych, są najmniej tolerancyjni. Naród, który krzyczy o nienawiści, jaką budzi, sam potrafi najsilniej nienawidzić.
    Antoni Słonimski, poeta żydowski

    Dla Polaków [śmierć] to była po prostu kwestia biologiczna, naturalna... śmierć, jak śmierć... A dla Żydów to była tragedia, to było dramatyczne doświadczenie, to była metafizyka, to było spotkanie z Najwyższym
    Prof. Barbara Engelking-Boni, kierownik Centrum Badań nad Zagładą Żydów, TVN 24 "Kropka nad i " 09.02.2011

    Państwo Polskie jest opanowane od wewnątrz przez groźną, obcą strukturę, która toczy go, niczym rak, niczym demon który opętał duszę człowieka. I choć na zewnatrz jest to z pozoru ten sam człowiek, po jego czynach widzimy, że kieruje nim jakaś ukryta siła.
    Z każdym dniem rośnie liczba tych, których musisz całować w dupę, aby nie być skazanym za zbrodnię nienawiści.
    Pod tą żółto-błękitną flagą maszerowali żołnierze UPA. To są kolory naszej wolności i niezależności.
    Petro Poroszenko, wpis na Twiterze z okazji Dnia Zwycięstwa, 22 sierpnia 2014
  • Kategorie

  • Archiwum artykułów

  • Kanały RSS na FeedBucket

    Artykuły
    Komentarze
    Po wejściu na żądaną stronę dobrze jest ją odświeżyć

  • Wyszukiwarka artykułów

  • Najnowsze komentarze

    Gość o Kadyrow ostrzega: dla Polski w…
    lewarek.pl o Wolne tematy (40 – …
    I*** o Opłakane skutki dezinformacji
    I*** o Opłakane skutki dezinformacji
    Lily o Opłakane skutki dezinformacji
    kontra o Wolne tematy (40 – …
    abdualiwisimulacha o Opłakane skutki dezinformacji
    lewarek.pl o Wolne tematy (40 – …
    lewarek.pl o Wolne tematy (40 – …
    lewarek.pl o Wolne tematy (40 – …
    Olo o Przed Ukraińcami ukrywana jest…
    Krzysztof M o Kartka z kalendarza, ciepło o…
    revers o Kadyrow ostrzega: dla Polski w…
    corintians o Wolne tematy (40 – …
    Krzysztof M o Francuski ekspert: Zachód glob…
  • Najnowsze artykuły

  • Najpopularniejsze wpisy

  • Wprowadź swój adres email

    Dołącz do 612 obserwujących.

X. Jan Jenkins FSSX: „Sobór Watykański II – Śmierć zachodniej kultury”

Posted by Marucha w dniu 2012-01-20 (Piątek)

Wykład wygłoszony w krakowie 10 Stycznia AD 2012 (dziękujemy autorowi za udostępnienie tekstu) 

[Gajowy zamieszcza obszerne fragmenty wykładu. Całość można przeczytać pod podanym poniżej linkiem.]

(…)

W trakcie niniejszej konferencji chciałbym przedstawić krótką charakterystykę głównych błędów II Soboru Watykańskiego, jak również zwięzłe wyjaśnienie, dlaczego sprzeciwiają się one odwiecznemu nauczaniu Kościoła, wskazując równocześnie na ich dalekosiężne konsekwencje.

(…)

Nawet Zbawiciel powiedział: Drzewo należy sądzić po owocach. Za kilka chwil zobaczymy, że konsekwencje idei promulgowanych na II Soborze Watykańskim są dla Kościoła zgubne. Są dla niego zgubne nie na podobieństwo zaniedbania czy nadużycia, ale przez fakt, że podkopują one samą naturę i strukturę Kościoła.

Idee wywierają ogromny wpływ na każdą dziedzinę naszego życia, nie tylko życia duchowego, czy tego co moglibyśmy nazwać życiem wiary, ale również na to co nazywamy kulturą czy cywilizacją. Idee promulgowane przez II Sobór Watykański mają konsekwencje nie tylko dla Kościoła, ale również dla życia społecznego i ludzkiej cywilizacji. Zobaczymy również, że gdybyśmy doprowadzili te idee do ich logicznych konsekwencji, byłyby one destrukcyjne dla wszystkiego, co nazywamy kulturą Zachodniej Cywilizacji, a nawet dla cywilizacji w ogóle.

(…)

W dokumentach promulgowanych przez sobór znajduje się wiele błędów, które są nie tylko sprzeczne z wiarą katolicką i Pismem Świętym, ale nawet z tym, co moglibyśmy nazwać zdrowym rozsądkiem. Podam tu pewien charakterystyczny przykład.

W paragrafie 24 dokumentu Gaudium et spes sobór stwierdza, że człowiek jest jedynym stworzeniem na ziemi, którego „Bóg chciał dla niego samego, nie może odnaleźć się [on] w pełni inaczej jak tylko poprzez bezinteresowny dar z siebie samego”. Wydaje się to oznaczać, że człowiek jest stworzony dla samego siebie, a nawet, że w jakiś sposób znajduje doskonałość w „odnajdywaniu się” jako dar z siebie samego. Pierwsze z tych twierdzeń jest całkowicie sprzeczne z Pismem Świętym, mówiącym, że wszystkie rzeczy, nie tylko człowiek, stworzone zostały dla chwały Boga (Kol 1,16). Człowiek nie został stworzony dla samego siebie, ale dla czegoś innego. Ponadto człowiek „odnajduje się”, to jest odnajduje swój cel w życiu nie w sobie samym, ale w Bogu, a konkretnie przez poznanie prawdy i życie według niej.

Twierdzenie, że Bóg pragnął człowieka dla niego samego sprzeczne jest nawet ze zdrowym rozsądkiem. Kiedy mówimy „dla czegoś” mamy na myśli „po co” lub „w jakimś celu”. Zamiar oznacza zawsze podporządkowania czegoś celowi. Twierdzenie, że Bóg „chciał człowieka dla niego samego” sugerowałoby, że Bóg uczynił w jakiś sposób człowieka samowystarczalnym, że uczynił człowieka swym własnym celem. Interpretacja taka staje się jeszcze bardziej oczywista w obliczu drugiej części cytowanego zdania: człowiek „nie może odnaleźć się w pełni inaczej jak tylko poprzez bezinteresowny dar z siebie samego”. W ten sposób „odnajdywanie się” czyli zbawienie zyskać można by poprzez szczery dar z siebie samego.

Każdy posiadający choć trochę zdrowego rozsądku zdaje sobie sprawę, że człowiek nie jest samowystarczalny, że do osiągnięcia szczęścia potrzebuje on nie tyle siebie, co pomocy innych. Tak więc twierdzenie to, w postaci zapisanej w Gaudium et spes, jest w oczywisty sposób fałszywe. Sprzeczne jest z tym, czego Kościół naucza o naturze człowieka, o jego statusie jako stworzenia, sprzeczne jest też z oczywistym faktem, że człowiek nie jest stworzony po to, by odnalazł samego siebie, ale by odnalazł Boga.

(…)

Wiele tekstów Vaticanum II jest tak niejasnych, że trudno jest zrozumieć ich prawdziwe znaczenie. Sam fakt, że po dziś dzień oczekujemy na autorytatywną interpretację tego Soboru, czy też – jak nam się dziś mówi – „hermeneutykę ciągłości”, daje nam dostateczne wyobrażenie o trudnościach w zrozumieniu, co tak naprawdę zostało w jego dokumentach zapisane. Również fakt, że teksty soboru w ogóle wymagają „interpretacji” sugeruje, że nie są one częścią Magisterium Kościoła, ale raczej że Magisterium Kościoła wciąż musi być w stosunku do nich wykonywane. Stanowi to rażący kontrast z poprzednimi soborami, w których przypadku mówi się po prostu o wdrażaniu ich postanowień, a nie interpretacji. Jeśli sam sobór musi być „interpretowany” przez to, co nazywane jest „hermeneutyką ciągłości”, wynika z tego, że nie definiuje on niczego, gdyż magisterium polega na nauczaniu. Magisterium implikuje nauczanie, czyli jasne znaczenie, stanowiące zasadnicze przeciwieństwo wieloznaczności czy braku wyrazistości.

Ze względu na ograniczenia czasowe pominiemy wiele z tych mniej znaczących twierdzeń i skoncentrujemy się na tym, co moglibyśmy nazwać zasadniczym nauczaniem soboru. Ponieważ II Sobór Watykański był wedle słów samych papieży soborem duszpasterskim, w dokumentach jego znajduje się wiele powtórzeń i kwestii nie związanych nawet z doktryną, ale z dyscypliną Kościoła. Jednak wielkie zmiany w życiu Kościoła, jakie spowodował, w udzielaniu sakramentów, w narzucaniu nowych i obcych praktyk takich jak spotkania międzywyznaniowe etc., nie były rezultatem samych tylko ambicji duszpasterskich. Nowe sakramenty i nowy rytuał stanowią wyraz nowej wiary i nowych przekonań. Gdyby sobór był jedynie wyrazem „odnowy’, zmiany nie musiałyby być aż tak radykalne. Za tymi zmianami kryją się jednak nowe zasady. Zmiany te są tak liczne, że w sposób oczywisty mamy do czynienia z czymś więcej, niż tylko z nowym wyrazem starych idei, przyjęte zostały nowe zasady, różne od dotychczasowych.

Przyjrzyjmy się więc głównym tematom czy też naukom soboru. Istnieją pewne doktryny soborowe, które tworzą niejako kręgosłup jego całego nauczania, serce jego innowacyjności i zarazem źródło niszczycielskiej siły. Istnieją trzy główne doktryny , które można by nazwać filarami Kościoła soborowego, promulgowane w trzech różnych dokumentach Vaticanum II. Pierwszym z nich, być może najbardziej radykalnym i rewolucyjnym, jest dokument zatytułowany Dignitatis humanae – O wolności religijnej. Drugim jest dokument o Kościele w świecie współczesnym – Gaudium et spes. Ten element doktryny określony został przez współczesnych mianem „kolegializm”, odpowiada on w istocie masońskiemu ideałowi braterstwa. Trzecim ważnym dokumentem jest dekret o ekumenizmie – Unitatis redintegratio – którego logiczną konsekwencją jest idea równości wszystkich religii.

Dignitatis humanae

Dekret o wolności religijnej, noszący tytuł Dignitatis humanae (czyli o godności ludzkiej) był jednym z ostatnich dokumentów promulgowanych przez sobór. Jego głównym autorem był amerykański ksiądz John Courtney Murray, który już przed Vaticanum II znany był ze swych heterodoksyjnych poglądów – otrzymał nawet oficjalną naganę, a w roku 1954 Stolica Apostolska nakazała mu milczenie. Zyskał jednak wpływ na sobór dzięki patronatowi kard. Spellmana, arcybiskupa Nowego Jorku.

Niezależnie od historycznych źródeł tego dokumentu, interesuje nas jego istotna treść. Dzieli się on na trzy części: pierwszą; wedle której osoba ludzka posiada prawo do wolności religijnej; drugą – dotyczącą stosunków państwo-Kościół; i trzecią – traktującą o wolności religijnej w życiu Kościoła.

(…)

W drugim paragrafie wspomnianego dokumentu czytamy: „Obecny Sobór Watykański oświadcza, iż osoba ludzka ma prawo do wolności religijnej”. Nawiasem mówiąc, Kościół nigdy nie definiował w przeszłości żadnych „praw”, ale jedynie jako „obowiązki”, np. obowiązek oddawania czci Bogu, obowiązek przystępowania do Komunii raz do roku, obowiązek posłuszeństwa etc. Już sam język tej deklaracji jest całkowicie obcy sposobowi, w jaki wypowiada się Kościół. Następnie dokument precyzuje, co konkretnie wolność ta ma oznaczać: „ Tego zaś rodzaju wolność polega na tym, że wszyscy ludzie powinni być wolni od przymusu ze strony czy to poszczególnych ludzi, czy to zbiorowisk społecznych i jakiejkolwiek władzy ludzkiej, tak aby w sprawach religijnych nikogo nie przymuszano do działania wbrew jego sumieniu ani nie przeszkadzano mu w działaniu według swego sumienia prywatnym i publicznym, indywidualnym lub w łączności z innymi, byle w godziwym zakresie”.

Powyższa definicja jest w kilku punktach całkowicie niejasna: nie precyzuje się na przykład, co oznacza „przymus”. Wydawać by się mogło, ze chodzi tu o przymus fizyczny, tekst jednak stwierdza „ze strony jakiejkolwiek władzy ludzkiej”, co w praktyce oznacza wszelkie formy ograniczeń nakładane przez władzę. Sobór rozwija tę myśl pisząc o wolności od przymusu zewnętrznego oraz o wolności psychologicznej. Ponieważ kara jest rodzajem ograniczenia, wymierzana jest bowiem w celu zapobieżenie przestępstwu oraz dla jego ograniczenia, można by z tego wyciągnąć logiczny wniosek, że powinno się w ogóle odstąpić od wymierzania kary. Jeśli prawo to jest całkowicie nienaruszalne, jak stwierdza to cytowany dokument, wyklucza to również wszelkie akty, które mogłyby ograniczać je, lub przeciwnie – wspierać.

Niejasne jest również, co należy rozumieć poprzez „według sumienia”. Czy wolność ta przysługuje wszystkim przekonaniom, czy tylko niektórym? Czy człowiek, którego przekonania pozwalają na mordowanie przedstawicieli pewnej rasy i całkowitą jej eksterminację może zostać skazany, czy też również te przekonania chronione są przez prawo wolności „od przymusu”? Czy przekonania te są jedynie groźnymi fantazjami szaleńca, czy też może powinny zostać w jakiś sposób uszanowane? Sam tekst stwierdza jasno, że Kościół pragnie tej wolności nie tylko dla siebie, ale dla wszystkich ludzi , gdyż jest to wedle soboru prawo „wypływające z samej godności osoby ludzkiej”. Wydawać by się więc mogło, że wolność od przymusu przysługuje wszystkim przekonaniom, bez względu na to, jak oderwane są od rzeczywistości.

Sama deklaracja nie podaje jasnego kryterium, komu przysługiwać miałoby owo prawo do wolności religijnej, mówi nawet, ze obejmuje ono wszystkich ludzi. Posuwa się nawet do stwierdzenia, że „prawo do owej wolności przysługuje trwale również tym, którzy nie wypełniają obowiązku szukania prawdy i trwania przy niej”. Oznacza to, że owa wolność od przymusu przysługuje również tym, którzy nie chcą poszukiwać prawdy. Ponieważ tekst nie podaje żadnych kryteriów, w co można wierzyć, by cieszyć się tą wolnością (a w rzeczywistości stwierdza, że przysługuje ona wszystkim przekonaniom), podkreślając, że nawet ludzie złej woli wolni są od przymusu, musimy wyciągnąć z tego wniosek, że nawet socjopaci i podżegacze do ludobójstwa powinni mieć zagwarantowaną wolność nieskrępowanego głoszenia swych przekonań, wedle słów dokumentu „prywatnie i publicznie, indywidualnie lub w łączności z innymi”.

Dokument dodaje wprawdzie „byle w godziwym zakresie”, zakres ten nie jest jednak nigdzie zdefiniowany ani wyjaśniony. Nie wspomina się również kto określa ten zakres i kto może egzekwować jego przekroczenie. W kontekście „wolności od przymusu” trudno jest nawet wyobrazić sobie ten zakres, ponieważ nienaruszalność z samej definicji implikuje wolność od wszelkich ograniczeń.

Widzimy więc, że nauczanie soboru jest czymś całkowicie innym, od tego, co nazywamy tolerancją. Tolerancja związana jest raczej z cnotą politycznej roztropności w obliczu trudnego do wykorzenienia zła. Istnieje na przykład wiele przestępstw, których wykorzenienie jest niezwykle trudne, są one złem, jednak ze względu na dobro wspólne mogą być one tolerowane lub nawet ignorowane. Oto mały przykład. Niekiedy ludzie korzystają z autobusu czy tramwaju nie płacąc za przejazd. Jest za to przewidziana kara, ponieważ nie jest rzeczą sprawiedliwą korzystanie z usługi bez zapłaty. Jednak by wyegzekwować absolutne przestrzeganie tego prawa państwo musiałoby umieścić kontrolerów w każdym pojeździe, co pociągałoby za sobą koszty większe, niż kwoty pochodzące z kar. Dlatego każdy rozsądny urzędnik przeprowadzi analizę kosztów i obliczy optymalną liczbę kontrolerów stosowną do spodziewanych wpływów z grzywien. Prawo w pewnym sensie toleruje utratę dochodów, jednak jedynie ze względu na minimalny zysk w przypadku ścisłego egzekwowania prawa.
Podobnie lekarz, może tolerować obecność u swego pacjenta nowotworu, ze względu na jego ogólny stan zdrowia. Oczywiście nowotwór jest czymś złym, jednak jego usuniecie mogłoby być trudne a nawet zagrażać życiu pacjenta, jeśli guz znajdowałby się w niebezpiecznym miejscu, takim jak mózg. W ten sposób często tolerujemy wszelkie rodzaje nieprzyjemnych rzeczy, jako zbyt trudne do usunięcia, albo ze względu na fakt, że ich usunięcie mogłoby spowodowywać jeszcze większe niedogodności.

Tak więc, gdy mówimy o tolerancji religijnej, nie mówimy o prawie osoby ludzkiej, ale o akcie roztropności ze strony kompetentnej władzy. Z pewnością bycie protestantem jest czymś złym – rzeczą smutną i tragiczną jest nie posiadać wiary katolickiej. Dlatego ze względu na istotę tego czynu musimy czuć odrazę do w braku wiary u innych. Jednak nawrócenia duszy nie możemy osiągnąć z dnia na dzień, jest to niekiedy bardzo trudne – a zawsze jest owocem łaski. Dlatego w państwie musimy często tolerować osoby innych wyznań, ponieważ usuwanie ich siłą mogłoby mieć o wiele gorsze konsekwencje niż szkoda, jaką już wyrządzili sobie czy też innym.

Podobnie możemy siłą wymusić czyjeś „nawrócenie”, zmuszając go do przyjęcia chrztu, człowiek ten odniósłby z tego jednak więcej szkody, niż pożytku. Nie jest to kwestia prawa tej osoby do odrzucenia wiary – nie ma czegoś takiego jak prawdo do błędu – ale raczej kwestia roztropności. To kapłan kierując się roztropnością musi zdecydować, czy dana osoba jest gotowa na przyjęcie chrztu, podobnie władza świecka musi rozstrzygnąć, jak zapewnić funkcjonowanie społeczeństwa nawet wobec oczywistego zła. Tolerancja wynika raczej ze zdrowego rozsądku, czy też mówiąc ściślej, cnoty roztropności.

Tak więc deklaracja o wolności religijnej nie ma nic wspólnego z tolerancją religijną. Według tekstu soborowego wolność religijna jest „prawem” wrodzonym dla osoby ludzkiej, prawem wynikającym z jej godności. Wolność religijna nie jest nawet kwestią roztropności, ponieważ nie ma obiektywnego kryterium pozwalającego ocenić dane przekonania – obejmuje ona bez wyjątku wszystkie możliwe wierzenia. Wolność religijna nie wymaga również cnoty, nawet właściwego korzystania z rozumu – gdyż cieszyć się nią mają nawet ci, którzy – wedle słów Dignitatis humanae – „nie wypełniają obowiązku szukania prawdy i trwania przy niej”. W ten sposób prawo to przyznaje się wszystkim bez żadnych ograniczeń, ponieważ jest ono czymś wrodzonym dla osoby ludzkiej, a nie czymś, co można by regulować czy ograniczać. Nie ma również żadnego kryterium mówiącego, na czym miałoby polegać praktykowanie danego wierzenia. Mówiąc ściśle, według tekstu soborowego, szaleniec z Austrii mógłby wierzyć w ratunek dla rodzaju ludzkiego poprzez stworzenie rasy panów i byłby wolny od wszelkiego przymusu sprzecznego z jego sumieniem. Oznacza to, że powinno się mu pozwolić na oczyszczenie świata z pośledniejszych ras – a jego szczera wiara daje mu prawo do praktykowania tych przekonań nie tylko prywatnie, ale i publicznie. Jest to totalny absurd – tacy ludzie muszą być nie tylko zamykani w więzieniach wbrew ich sumieniu, ale nawet usuwani ze społeczeństwa.

Niemożliwe jest funkcjonowanie społeczeństwa, które przyjęłoby tę fałszywą zasadę wolności religijnej. Gdyby realizować ją zgodnie z wytycznymi soboru, doprowadziłoby to do zniszczenia całego społeczeństwa, a nie tylko Kościoła. Gdybyśmy uznali za fundamentalne prawo człowieka prawo do wiary w jakiekolwiek dziwaczne i przewrotne idee, jakie mogłyby zrodzić się w naszych głowach, przyznając, że możemy realizować je bez żadnego przymusu, społeczeństwo nie mogłoby funkcjonować. Sama istota prawa i cywilizacji zakłada istnienie pojęcia sankcji – innymi słowy: jedne zachowania i idee są dozwolone, inne zaś nie. Mamy na przykład prawa przeciwko morderstwu i kary za ich popełnianie, ponieważ wierzymy, że morderstwo jest złem, na które nie można zezwalać. Nie ma tu znaczenia, czy morderca uważa, iż jego sumienie jest czyste, nawet wówczas zmusza się go postępowania wbrew jego sumieniu. Celem sankcji i kar jest właśnie wywarcie nacisku na tych, którzy mają złą wolę lub wypaczone sumienie. Przyjęcie zasady, wedle której wolność przysługuje nawet tym, którzy wedle Dignitatis humanae „nie wypełniają obowiązku szukania prawdy i trwania przy niej” doprowadziłoby do zniszczenia samej istoty społeczeństwa. Nawet społeczeństwa i kultury pogańskie nie pozwalają ludziom o złej woli na propagowanie ich idei, a tym bardziej na praktykowanie ich publicznie.

Akceptacja wolności religijnej w sposób, w jaki czyni to Vaticanum II, stanowiłoby wyrok śmierci na wszystko, co nazywamy cywilizacją i kulturą – a to z tego prostego powodu, że w takim przypadku żadne społeczeństwo nie będzie miało władzy przymuszać sumienia nikogo, nawet najbardziej zdegenerowanych jego członków.

Co jeszcze gorsze, Dignitatis humanae stwierdza, iż zasadę tę „odnaleźć można w Piśmie świętym i w postępowaniu Apostołów” – co jest całkowicie błędne. Faryzeusze uważali zgodnie ze swym sumieniem, że mogą dokonywać w świątyni wymiany pieniędzy, dopuszczając się przy tym kradzieży. Jednak Zbawiciel nie powiedział im po prostu, że nie powinni tego robić, ale nawet wygnał ich ze świątyni – jak mówi Pismo – wygnał ich biczem ze sznurków i powywracał ich stoły. Chrystus Pan z pewnością przymusza nasze sumienia psychologicznie, jeśli nie fizycznie – grożąc ogniem piekielnym, która to groźba powtarza się w Ewangeliach ponad siedemdziesiąt razy. Pan Jezus wspomina nawet, że „jeśli Kościoła nie usłucha, niech wam będzie jak poganin i celnik”. Apostołowie wykonywali tę samą władzę, na przykład św. Paweł, który ekskomunikował kazirodcę w Koryncie. Twierdzenie, że zasadę wolności religijnej odnaleźć można w Piśmie Świętym, jest po prostu fałszywe. Pismo Święte nazywa ludzi, którzy nie zostali ochrzczeni „synami gniewu”. Zbawiciela potrzebujemy właśnie dlatego, że człowiek pozostawiony sam sobie znajduje się w niebezpieczeństwie kary, a nie dlatego, że posiada on jakąś wrodzoną godność. Rodzaj ludzki potrzebuje, by Zbawiciel nauczał go prawdy właśnie dlatego, że sumienia nasze zostały wypaczone przez grzech.

Kolejna część deklaracji Dignitatis humanae dotyczy stosunku państwa do religii – i stanowi w istocie rozwinięcie zasady, o której pisze w części pierwszej. Jeśli bowiem nikt nie może być przymuszany wbrew sumieniu w kwestiach religijnych, wówczas państwo musi pozostawać neutralne we wszystkim, co dotyczy religii. Twierdzi się, że państwo nie posiada kompetencji wyrokowania w kwestiach religijnych i dlatego musi pozostać areligijne. W oparciu o słowa Zbawiciela: „oddajcie Cezarowi, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga”, wnioskuje się, że musi istnieć rozdział pomiędzy Cezarem a Bogiem, pomiędzy Kościołem a państwem.

Jeśli jednak dobrze się nad tym zastanowimy, sam Cezar jest stworzeniem Bożym. Również on musi zbawić swą duszę jak każdy inny. Co więcej, ponieważ jest on odpowiedzialny za wspólnotę ludzką, czyli państwo, musi on również prowadzić tych ludzi do ich ostatecznego celu, jakim jest wieczne szczęście. Nawet dobro wspólne wymaga istnienia pewnych zasad, które mają zastosowanie do całej społeczności. Na przykład zupełnie fundamentalne prawa dotyczące ochrony życia i własności wynikają z pewnych bardzo podstawowych zasad, które społeczeństwo musi akceptować. Te wspólne zasady moralności, tworzącej fundament dla dalszych praw, są wyrazem przekonań religijnych. Choć Cezar może nie chcieć być sędzią w kwestiach religijnych, w praktyce jednak czyni to każdego dnia, skazując na konkretne kary przestępców. Pojęcia sankcji, prawa i sprawiedliwości, są zasadniczo pojęciami religijnymi, odnoszą się bowiem do tego, co uznawane jest za dobre i złe. Jeśli skazujemy mordercę czynimy to dlatego, iż wierzymy w zakaz „nie będziesz zabijał”. Jeśli aresztujemy złodzieja, czynimy to dlatego, że wierzymy we własność prywatną, w przykazanie „nie będziesz pożądał mienia bliźniego twego”. Te fundamentalne zasady są w istocie religijnym aspektem państwa. To właśnie te zasady tworzą fundament każdej kultury i cywilizacji – o „kulturze muzułmańskiej” mówić możemy właśnie dlatego, że ich zasady różnią się zasadniczo od zasad chrześcijańskich.

Dlatego nawet jeśli państwo nie jest państwem otwarcie wyznaniowym, posiada jednak swoją religię. Może ono nie głosić swych zasad jawnie, a nawet udawać pewną „obojętność”, w istocie jednak obojętnym nie jest. Istnieją pewne zachowania, które państwo promuje i wspiera ze środków publicznych, oraz takie, których zakazuje oraz karze. Samo słowo „religia” oznacza wiązanie [re-ligare] poddanych zasadą moralną, albo odczytywanie na nowo [re-legere] zwyczajów ludu. Przyjęte przez państwo prawa i zwyczaje tworzą w istocie religię państwową. Dlatego kłamstwem jest twierdzenie, że państwo może obyć się bez religii. Jakąś na pewno wyznaje, nawet jeśli nie jest ona zbyt spójna a nawet wewnętrznie sprzeczna, jej wyznawanie jest jednak konieczne dla samej istoty rządów. Prawa i zwyczaje, jakie państwo to sankcjonuje i promuje, są z definicji wyrazem jego wierzeń.

Jeśli przyjrzymy się historii rodzaju ludzkiego, nie sposób w niej spotkać zjawiska takiego jak państwo bez religii. Każde plemię i lud, od początków świata po dzień dzisiejszy, wyraża swe wspólne wierzenia w prawach, jakimi się rządzi. Zmiana religii często doprowadza do zmiany konstytucji, jak to widzimy w przypadku reformacji protestanckiej, nigdy jednak w historii ludzkości nie spotykamy czegoś takiego jak państwo obojętne religijnie – ponieważ obojętność taka jest całkowitą antytezą samej cywilizacji i kultury. To właśnie religia ludu kształtuje jego kulturę, stąd twierdzenie, że państwo nie powinno wyznawać żadnej religii, równoznaczne jest z twierdzeniem, że jego obywatele nie powinni mieć kultury ani wierzeń. Dlatego przyjęcie owej zasady Dignitatis humanae oznaczałoby nie tylko śmierć kultury zachodniej, ale wszelkiej kultury.

Ponieważ samo istnienie państwa bezwyznaniowego jest absurdem, oznacza to, że gdy dokumenty Vaticanum II stwierdzają, iż państwo powinno być obojętne w kwestiach religijnych, ma w istocie na myśli, że państwo nie powinno być katolickie. Innymi słowy, państwo nie powinno wyznawać otwarcie chrześcijaństwa, Dekalog nie może stanowić fundamentu jego polityki, a na naukę głoszoną przez Zbawiciela nie ma miejsca w życiu publicznym. „Obojętność” państwa nie jest w zasadzie możliwa, dlatego w praktyce zasada ta oznacza przyjęcie religii opartej na wolności i godności człowieka. Tego właśnie świadkami byliśmy po soborze – wyznaniowe państwa, jakimi były Wochy i Hiszpania, zostały na siłę zlaicyzowane, nie przez swe rządy, ale w wyniku nacisków legatów papieskich.

Chciałbym zakończyć tę pierwszą cześć konferencji przytoczeniem nauczania papieskiego sprzed II Soboru Watykańskiego, słów Piusa IX pochodzących z jego encykliki Quanta cura. Oto twierdzenia potępione przez papieża jako błędne:
„Wolność sumienia i kultu jest właściwym prawem każdego człowieka”.
„Najlepszy stan społeczeństwa jest taki, w którym władzy nie przyznaje się obowiązku powstrzymywania ustawowymi karami przeciwników religii katolickiej, jeżeli nie wymaga tego pokój publiczny”.
Pod koniec encykliki, Pius IX potępia również następujące twierdzenie:
„(…)wolność sumienia i wyznania jest prywatnym prawem każdego człowieka, które należy ogłosić prawem obowiązującym w każdym dobrze urządzonym społeczeństwie”.

(…)

Drugim dokumentem Vaticanum II, stanowiącym trzon nauczania soborowego, jest konstytucja Gaudium et spes. Posiada ona podtytuł „O Kościele w świecie współczesnym”, co sugeruje, że jego autorzy zamierzali przedstawić rolę Kościoła w nowych dla niego okolicznościach. Niestety, usiłując zarysować nowe formy działalności duszpasterskiej, nauczają przy tej okazji kilka fundamentalnych błędów natury doktrynalnej.

Mamy już mało czasu, chciałbym jednak przedstawić kilka z nich. Na przykład w paragrafie 12 czytamy, że „wszystkie rzeczy, które są na ziemi, należy skierować ku człowiekowi, stanowiącemu ich ośrodek i szczyt”. Nie jest to prawda, ponieważ jak wiemy z naszego katechizmu, wszystkie rzeczy skierowane są ku Bogu, to On jest celem wszystkich rzeczy. Wszystko inne na tym świecie musi służyć nam jako środek do osiągnięcia zbawienia. Stworzenie nie jest skierowane ku człowiekowi, powiedzieć należy raczej, że człowiek musi posługiwać się nimi wszystkimi, aby osiągnąć zbawienie.

W paragrafie 22 znajdujemy fundamentalny błąd dotyczący natury Wcielenia: „Syn Boży, przez wcielenie swoje zjednoczył się jakoś z każdym człowiekiem”. Dokument nie wyjaśnia jednak, na czym miałby polegać ten „jakiś sposób”. Dogmatycznie pewne jest jednak, że Druga Osoba Trójcy Przenajświętszej przyjęła konkretną ludzką naturę, to jest konkretne i jedyne ciało oraz jedyną duszę. Słowo „wcielenie” odnosi się do przybrania konkretnego ciała w jedności Osoby Boskiej. Fałszywe jest więc twierdzenie, że Wcielenie w jakiś sposób jednoczy z Synem Bożym wszystkich ludzi. Być może można by powiedzieć, że poprzez Wcielenie Chrystus Pan daje wszystkim ludziom pewną jedność celu i jedność środków do osiągnięcia zbawienia, niczego takiego jednak w Gaudium et spes nie znajdujemy. Przeciwnie, tekst wydaje się sugerować, jakoby samo wcielenie wywarło wpływ na cały rodzaj ludzki, w wyniku czego Syn Boży zjednoczył się z wszystkimi, nawet nie ochrzczonymi.

Co gorsze, ten sam paragraf sugeruje pewne ubóstwienie całego rodzaju ludzkiego, niezależnie od łaski, jako skutek samego Wcielenia: „natura ludzka (…) została wyniesiona (…) do niezrównanej godności”. Jest to w istocie atrybut Boga, gdyż tylko Boska natura nie ma niczego, z czym mogłaby się równać. Takie sformułowania, które są równie niestosowne co popychające go panteistycznego pojmowania Wcielenia, są całkowicie niekatolickie. Autorzy tego deifikującego człowieka dokumentu wydają się mieć istną obsesję na punkcie ludzkiej godności.

Deifikację natury ludzkiej potwierdził nawet sam Paweł VI w mowie wygłoszonej po zakończeniu ostatniej sesji soboru 7 grudnia 1965 roku:
„Religia Boga, który stał się człowiekiem, spotkała się z religią człowieka, który czyni siebie Bogiem. Co wyniknęło z tego spotkania, z tej konfrontacji? Czy wyniknął wstrząs? Czy wyniknęła walka? Czy wyniknęła anatema? Mogło się tak zdarzyć, ale jednak nie miało to miejsca. (…) Sobór został w pełni przesiąknięty bezgranicznym współczuciem dla świata. Odkrycie potrzeb ludzkich, a są one tym większe, im większy staje się człowiek, przykuło uwagę Soboru i Kościoła. Odkrycie potrzeb ludzkich, pochylenie się nad ranami człowieka – jak Samarytanin – oto jest duchowość współczesnego Kościoła. Wy, współcześni humaniści, którzy odrzucacie transcendencję rzeczy Boskich, uznajcie przynajmniej tę zasługę i doceńcie nasz nowy humanizm, gdyż my bardziej niż ktokolwiek inny wyznajemy kult człowieka”.

Wyznanie to brzmi strasznie, gdyż celem człowieka jest oddawanie czci Bogu za pośrednictwem Kościoła, a nie na odwrót. Podczas soboru nie doszło zasadniczo do wstrząsu czy konfrontacji, ponieważ samym jego programem była religia wyznająca kult człowieka, który czyni siebie Bogiem. Gaudium et spes stwierdza jasno, że wszystko powinno być czynione dla dobra człowieka (a nie ku czci Boga), a sobór – wedle słów papieża – „bardziej niż ktokolwiek inny wyznaje kult człowieka”. Podczas lektury tego dokumentu uderza nas fakt, że nie zawiera on żadnej wzmianki o porządku nadprzyrodzonym, samo słowo „nadprzyrodzony” nie pojawia się w nim ani razu.

Liczni autorzy propagujący dokumenty soborowe często uciekają się do wymówki, że nauczanie Vaticanum II wymierzone było w reżimy totalitarne, które zagrażały godności rodzaju ludzkiego. Jeśli jednak przyjrzymy się historii trzech ostatnich stuleci, od wybuchu rewolucji francuskiej po dziś dzień, dostrzeżemy, że wojny prowadzone w imię ludzkiej godności pochłonęły więcej istnień ludzkich niż wszystkie inne wojny razem wzięte.

(…)

Ta głoszona przez Vaticanum II zasada „braterstwa” ignoruje fundamentalny fakt, że społeczeństwo ludzkie opiera się na hierarchii wyrażającej się w tym, iż pewni ludzie posiadają władzę i godności, których inni nie posiadają. Znamieniem cywilizacji, uporządkowanego społeczeństwa, jest istnienie w jego obrębie podziału kompetencji, a ów podział kompetencji z konieczności prowadzi do różnic w godności i zakresie władzy. Twierdzenie, że wszyscy ludzie są równi jest po prostu kłamstwem, ponieważ każdy z nas posiada różne cechy i zdolności, w różnym też stopniu wykorzystujemy je w praktyce.

Jedynym sposobem, dzięki któremu istoty ludzkie mogłyby stać się sobie równe, jest obdarzenie ich inną cechą, przewyższającą wszystkie godności, jakie ludzie mogą nadawać sobie nawzajem. Tego właśnie dokonuje w nas łaska uświęcająca – daje nam nadprzyrodzony przymiot, który umożliwia nam osiągnięcie nadprzyrodzonego przeznaczenia. Ponieważ ta nadprzyrodzona łaska nie pochodzi od nas, ale od Boga za pośrednictwem Jego Kościoła, nadaje ona wszystkim ludziom pewną równość w odniesieniu do tego celu. Dlatego właśnie mówimy, że wszyscy jesteśmy braćmi w Chrystusie, ponieważ mamy tego samego Niebieskiego Ojca. Jednak owa nadprzyrodzona łaska nie niszczy naturalnej różnicy między ludźmi.

Konstytucja Gaudium et spes, która ignoruje całkowicie porządek nadprzyrodzony, usiłuje równocześnie narzucić tę nadprzyrodzoną równość porządkowi natury. Jest to nie tylko niemożliwe, ale i zgubne i szkodliwe dla społeczeństwa. Usiłowanie pogodzenia zasady braterstwa z łaską nadprzyrodzoną prowadzi do zniszczenia zarówno natury jak i samej łaski.
Ekumenizm

Ostatni dokument, o którym chciałbym mówić, jako o jednym z filarów doktryny II Soboru Watykańskiego, nosi tytuł Unitatis redintegratio, a jego przedmiotem jest ekumenizm.

(…)

Jedną z fundamentalnych zasad nowego ekumenizmu znajdujemy już w konstytucji Lumen gentium, gdzie czytamy, iż „Kościół Chrystusowy trwa w Kościele katolickim”. Do tej pory definiowane to było w sposób jednoznaczny, jak to mogą Państwo znaleźć w jakimkolwiek katechizmie wydanym przez Vaticanum II, że Kościołem Chrystusowym jest Kościół katolicki. Innymi słowy, to Kościół katolicki posiada wszystkie znamiona prawdziwego Kościoła Chrystusowego, będąc jedyną i doskonałą społecznością zbudowaną przez Zbawiciela na fundamencie Apostołów – dla zbawienia dusz. Jednak nowa definicja stwierdza, że Kościół Chrystusowy trwa w Kościele katolickim, czyli że Kościół Chrystusowy jest w jakiś sposób obszerniejszy niż Kościół katolicki, że istnieją części Kościoła Chrystusowego, które znajdują się poza Kościołem katolickim.

Definicja ta krytykowana była nawet podczas obrad soborowych, a obrońcy jej twierdzili, że w ten sposób sobór chciał wyrazić w ten sposób myśl, iż pewne „środki uświęcenia znajdują się poza strukturą Kościoła”. Na przykład protestanci znajdują się poza Kościołem katolickim, posiadają jednak chrzest oraz Pismo św. – które właśnie według II Soboru Watykańskiego są środkami uświęcenia.

Nie jest to jednak prawda. Protestanci mogą praktykować jakąś formę chrztu, sakrament ten nie jest jednak ich własnością – należy on do Kościoła, któremu został skradziony. Zbawiciel powierzył go bowiem Apostołom oraz ich następcom, a nie tym, którzy sprzeciwiają się Jego woli. Protestanci nie posiadają Biblii – w rzeczywistości ukradli oni święte księgi Kościołowi, a nawet odrzucili osiem z nich. Nie można twierdzić, że „oderwane wspólnoty” są środkami zbawienia, podobnie jak nie można powiedzieć, że złodziej posiada wasz paszport. Nie należy on do niego, nawet jeśli zdarzy mu się nim posłużyć.

Po drugie, nawet jeśli sakrament będzie udzielony w sposób ważny i skuteczny – na przykład sakrament chrztu – nie oznacza to jeszcze, że środki te są prawdziwie uświęcające. Sam fakt, że wspólnoty te pozostają odłączone od Kościoła powstrzymuje działanie łaski, albo przez fakt, że ludzie ci są nieświadomi prawdziwego nauczania Chrystusa Pana, albo też postępują wprost przeciwnie do Jego przykazań. Nawet jeśli otrzymują oni ważny chrzest, cały ich intelekt pozostaje poza Kościołem i prawdziwą wiarą. Dlatego nawet jeśli zdarzy się, że protestant otrzyma ważnie łaskę chrztu, otrzymuje ją nie dlatego, że jest protestantem, ale pomimo faktu, że nim jest. Protestantyzm sam z siebie nie udzielił tej łaski, powstrzymuje jedynie jej działanie, może ją nawet uczynić nieskuteczną, jeśli ochrzczona osoba zacznie żyć wedle zasad protestantyzmu.

Oczywiście Bóg zawsze może doprowadzić duszę do prawdy i często jest tak, że pozostałość zdrowych zasad doprowadza człowieka do pełnego zdrowia duchowego. Jednak sam fakt, że posiada on jakieś pierwiastki życia katolickiego nie oznacza jeszcze, że jest członkiem Kościoła Chrystusowego – przeciwnie, jego kondycja definiowana jest właśnie przez to, czego mu brakuje. Kościół katolicki jest z definicji wspólnotą widzialną, a nie jakąś nieokreśloną grupą ludzi, którzy w jakiś sposób głoszą Chrystusa. Sam Zbawiciel powiedział jasno, że do Królestwa Niebieskiego wejdą nie ci, którzy mówią „Panie, Panie”, ale ci, którzy pełnią wolę Jego Ojca.

Twierdzenie, że każda religia, niezależnie od swego stosunku do widzialnego ciała Kościoła, posiada „pierwiastki uświęcenia i prawdy” jest w istocie destrukcyjna dla religii w ogóle. Gdyby prawdą było, że zbawienie osiągnąć można przez praktykowanie każdej religii, nie byłoby w istocie żadnego powodu, by być katolikiem. Idąc dalej za tą logiką można by zapytać, po co w ogóle praktykować jakąkolwiek religię? Jeśli nie ma różnicy, czy wierzę w Rzeczywistą Obecność Chrystusa w sakramentach jak to czynią katolicy, czy też odrzucam tę wiarę jak protestanci, wówczas logicznie rzecz biorąc nie ma żadnego znaczenia, czy wierzę w cokolwiek. Jeśli wszystkie idee religijne są w istocie tym samym i wszystkie prowadzą do uświęcenia, wówczas najlogiczniejsze i najbezpieczniejsze wydaje się ignorowanie religii, albo przynajmniej ignorowanie wszystkiego, co jest w niej kontrowersyjnego i spornego.
I tak właśnie wygląda współczesny ekumenizm: redukuje on zasady religijne do minimum, do tego, czego nikt nie kwestionuje, do tego, co nie budzi żadnych kontrowersji i może być zaakceptowane przez ludzi wszelkich wyznań.

Jednak zasada ta jest zgubna i destrukcyjna dla wszelkiej kultury, zwłaszcza kultury intelektualnej. Jeśli idee religijne nie mają konsekwencji, wówczas ktoś może wyciągnąć wniosek, że żadne idee ich nie posiadają. Jeśli dla mojego szczęścia i wiecznego zbawienia nie ma żadnego znaczenia, czy jestem katolikiem czy protestantem, wówczas logicznie rzecz biorąc dla mojego przeznaczenia nie ma również znaczenia, czy wierzę w prawo grawitacji. Posługiwanie się prawami natury i technologią, dzięki którym potrafimy osiągnąć rzeczy niegdyś dla nas niedostępne, opiera się na fundamentalnej zasadzie, że pewne idee odpowiadają rzeczywistości i możliwe są do realizacji, inne natomiast nie. Cała kultura, zwłaszcza kultura zachodnia, opiera się na zasadzie, że idee mają konsekwencje, że pewne idee prowadzą do pozytywnych konsekwencji, inne zaś należy odrzucić. Jeśli zignorujemy tę zasadę, rodzaju ludzki pozbawiony zostanie jakiejkolwiek motywacji do postępu. A to właśnie owo dążenie do postępu, do poszukiwania spełnienia i realizacji celu jest siłą napędową kultury.

Widzimy więc, że naturalną konsekwencją zasady, wedle której wszystkie religie prowadzą do zbawienia, jest śmierć wszelkiej kultury, ponieważ pozbawia ona ludzkość wszelkiej motywacji do jej tworzenia.

Chrystus Pan mówi w Ewangelii, że Apostołowie, czyli Kościół katolicki „jest solą ziemi”. Jest on solą ziemi przez to, że sól nadaje smak wszystkim owocom ziemi, czyli dziełom i uczynkom ludzkim. To ta sól stworzyła z wydobywanych z kamieniołomów skał wspaniałe katedry, pomniki wiary i kultury, które podziwiać możemy po dziś dzień. To ta sól stworzyła muzykę i literaturę minionych wieków, to ta sól stworzyła katolickie narody, można nawet powiedzieć, że ludy pogańskie nigdy nie stałyby się cywilizowane bez interwencji Kościoła.
Jednak Zbawiciel mówi nam również w Ewangelii: jeśli sól smak utraci, czymże ją posolić? (Mt 5,13). A potem dodaje: Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi. Tego właśnie jesteśmy świadkami obecnie, drodzy przyjaciele. Nawet w czasach wielkich prześladowań, takich jakich byliście świadkami jeszcze nie tak dawno w waszym kraju, Kościół był znienawidzony, lecz szanowany. Dziś Kościół jest ośmieszany, mieszany z błotem, deptany pod stopami – i rzeczywiście utracił on swój smak. Usiłuje przyjąć zasady, które są mu całkowicie obce. Utracił swój smak, ponieważ uważa, że sól jest zbyt pikantna dla naszych czasów. Przyjął nowy smak, zgodny – wedle słów soboru – z aspiracjami współczesnego świata. Jednak świat współczesny jest od dawna chory. Jego aspiracje nie doprowadziły do jego uzdrowienia, ale do niezliczonych wojen prowadzonych w imię utopii opartej na zasadzie ludzkiej godności.

Owe zasady wolności, równości i braterstwa są wrogami nie tylko Kościoła, ale całego rodzaju ludzkiego, a Kościół i świat cierpieć będą tak długo, aż nie zrzucą z siebie jarzma tych idei, niszczących wszystkich, którzy im ulegną.

Dziękuję za uwagę, teraz chętnie odpowiem na wszelkie pytania i uwagi.

http://fides-et-ratio.pl

Komentarzy 15 do “X. Jan Jenkins FSSX: „Sobór Watykański II – Śmierć zachodniej kultury””

  1. JO said

    Wyklad ten jasno wyjasnia jaka sila konfuduje Polakow. Wyjasnia przyczyny dlaczego Polacy nie potrafia odroznic ktora Partia jest dobra czy zla a moze wszystkie….

    Ten wyklad wyjasnia dlaczego Polacy nie potrafia powiedziec NIE dla Klamstw …i m.in. tak minimalnej pensji w Polsce wyludniajaca Polske

    Pani Zagrypiona zamiast opluwac Polske i Polakow winna wskazywac Polakow Upadek i przyczyne, przyczyne potepiac z taka zajadloscia jak opluwa Polske i Polakow

    Taka sytuacja Panuje w calej pochrzescijanskiej Europie

    Zostal wdrozony System, ktory ma zabijac , niszczyc i tak sie dzieje

    Ten system Neokomunistyczny musi upasc i upadnie – Talmudyczny system….. i tak jak Polacy odnalezli droge w PRL do Zycia – lata 70 te, tak i w tym przypadku Musimy ochlonac i Odnalezc droge.

    Ta droga jest Wiara Tradycyjna Katolicka

    Panujaca Wiara Rzeczpospolitej – Naszych Ojcow i cale zycie z nia zwiazane…

  2. Kapsel said

    Pani Zagrypiona

    Czuję bardzo palący wstyd za takie słowa pod Pani adresem. Bardzo proszę w żaden sposób nie identyfikować mnie z podobnymi wypowiedziami.

    Serdecznie pozdrawiam.

  3. Kapsel said

    Idąc tropem wskazanego źródła znalazłem taki artykuł:

    Szatan niszczy Kościół od środka

    Zło zwiera szeregi i zaczyna atakować w coraz bardziej śmiały sposób. Siły zła stają się coraz bardziej bezczelne w swoich poczynaniach. Przyjrzyjmy się w tym tekście ostatnim poczynaniom masonerii w Europie.

    Otóż masoni i związki ateistyczne z Austrii założyli oficjalne stowarzyszenie, broniące tzw. laickości. Stowarzyszenie to ma reprezentować przeciwników Kościoła Katolickiego przed austriackim Rządem. Ostrzeżeniem były wydarzenia w związku z sojuszem satanistów z tzw. ‘ateistami’ – właśnie w Austrii. Sojusz satanistów z różnymi odłamami antyteistów, ateistów i antyklerykałów to sprawa dość nowa. W każdym razie na różnych portalach społecznościowych widać rezultaty działalności tego sojuszu od końca 2008 roku.

    Nie bójmy się o tym mówić, nie zaprzeczajmy na siłę, że zjawisko to nie istnieje. Pamiętamy klonowanie kont „Jezus Chrystus” na naszej klasie. Pamiętamy też szydzenie i naśmiewanie się z wiary chrześcijańskiej w czasie świąt Bożego Narodzenia na facebook’u. Warto też dodać, że na portalu społecznościowym onetu sataniści infiltrują od jakiegoś czasu kluby, zrzeszenia ateistyczne i antyklerykalne, szukając tam zwolenników. Oto link do takiego klubu:

    http://ludzie.onet.pl/kluby/3pj,k.html?edit=1

    Ale sprawy idą jednak dużo dalej…

    W lutym 2010 roku sekty masońskie z całej Europy zapowiedziały swoją współpracę w zwalczaniu Chrześcijaństwa. Do tej szeroko zakrojonej akcji, oprócz sekt masońskich, przyłączą się także inne ugrupowania i stowarzyszenia laickie. Link do szczegółowo opisanej wiadomości o tych wydarzeniach znajdował się pod następującym adresem: http://wiadomosci.onet.pl/2129712,12,item.html Zwróciłem uwagę, że wiadomości te zostały obecnie z nieokreślonych przyczyn usunięte już z portalu.

    Masoni wychodzą z ukrycia, a to można interpretować na dwa sposoby:

    1. Pierwsza interpretacja mówi, że to ich koniec, skoro zdecydowali się przerwać tajemniczą zmowę milczenia na temat ich działań. Masoneria ma olbrzymi wpływ na kształt polityki światowej i budowanie nowego, totalitarnego porządku świata i zerwanie z tradycją tajności może być początkiem końca masonów. Druga interpretacja głosi, że masoni i wszelkie siły zła są obecnie już tak potężne, że nie muszą ukrywać swoich działań (muszę z tym niestety się zgodzić!)

    Walka, którą masoneria wydaje Kościołom to tak naprawdę walka jednej religii z drugą, walka lucyferianizmu z Chrześcijaństwem. Masoneria i wszelkiego rodzaju siły lewicowe chcą zniszczenia Kościołów i powołania jednej, światowej religii, ich religii. Cóż może oznaczać walka o laickość państwa w przypadku Europy, która jest kontynentem wymagającym powtórnej ewangelizacji? Jest to oczywiście walka o całkowite, definitywne zniszczenie Kościołów chrześcijańskich. Jednym z argumentów przytaczanych przez masonów jest to, że w Europie rządzą ugrupowania chadeckie, czyli z definicji Chrześcijańskie. Ale to oczywista manipulacja, gdyż te ugrupowania de facto są ugrupowaniami lewackimi, neo marksistowskimi. Przestały być one chrześcijańskie wiele lat temu. W Niemczech otwarcie proponowano odjęcie wyrazu ‘Chrześcijańska’ od nazwy partii rządzącej. Tak naprawdę odjęcie tego wyrazu byłoby tylko kropką nad ‘i’, nic nie znaczącą formalnością, gdyż Chrześcijanie od dawna nie mają swojej silnej reprezentacji ani w europarlamencie, ani w polskim parlamencie. Poza nielicznymi wyjątkami – takimi jak stronnictwo konserwatywne w europarlamencie czy PiS w Polsce – nie istnieją duże siły, które mogłyby nas reprezentować. Wszystko inne jest od dawien dawna podporządkowane interesom globalistów, masonerii i lewicy. Tzw. neo-konserwatyści czy neo-liberałowie to tak naprawdę ta sama globalna mafia, która powinna się nazywać inaczej.

    2. Po drugie: w UE tak naprawdę głos parlamentu jest mało ważny. Liczą się potajemne interesy, narady różnej maści komisarzy, urzędników, komisji. Jak wiadomo, te podmioty już dawno zostały opanowane przez ściśle hermetyczne elity i ich grupy wpływu. Masoneria już teraz ma decydujący wpływ na kształt Europy i to, co chce teraz zrobić, to ostateczne zniszczenie Kościołów.

    Infiltracja masońska w Kościele Katolickim

    Także u nas, w Polsce, Kościół jest niszczony od środka za pomocą infiltracji tajnych bractw i stowarzyszeń. Tajemnicą poliszynela jest to, że wiele biskupów czy kardynałów jest członkami różnych lóż masońskich. Niestety, Polski to także dotyczy i zjawisko to się bardzo nasiliło. Jezus Chrystus zastanawiał się, czy jak przyjdzie powtórnie na ziemię, to czy ktokolwiek się uchowa, kto będzie wyznawał prawdziwą wiarę. Niestety, ale można to śmiało dopasować do naszych czasów.

    Chrystus dał nam także do zrozumienia, że nie każdy kto mówi Mu: „Panie, panie” zostanie zbawiony. Zbawienia dostąpi ten, kto w trudnych czasach będzie wykonywał wolę Ojca Jego, czyli Samego Boga. „Po czynach ich poznacie” – mówił Jezus Chrystus w Swoich słowach.

    Jeszcze niedawno masoni otwarcie martwili się, że wśród „góry” duchowieństwa w Polsce dominują biskupi „jastrzębie” – czyli hierarchowie nieugięci w głoszonych hasłach, zasadach wiary i moralności. To było kilka lat temu i było to pozytywne dla nas, obywateli. Duchowni bronili nas i spraw naszej wiary, byli moralnym drogowskazem. A jak jest dziś?

    Dziś wśród góry duchowieństwa w Polsce dominują uległe wobec masonerii „gołębie”. Nie ma kto nas obronić przed inwazją cywilizacji śmierci. Nasz Kościół przestał być tą siłą przewodnią w walce z cywilizacją śmierci i planami masonerii, utracił możliwość kierowania obywatelami w tym nierównym pojedynku – pojedynku obywatele kontra elity, obywatele kontra państwo. To pojedynek nierówny i właściwie prowadzony od zarania dziejów. Od początków naszego świata nic się w tej materii nie zmieniło, gdyż już Pismo Święte mówi nam:

    Zmagamy się nie z krwią i ciałem, ale z rządami, z władzami, ze światowymi władcami tej ciemności, z zastępem niegodziwych duchów w miejscach niebiańskich.

    To jedno zdanie ze Świętej Księgi jest aktualne do dziś. O zgrozo, żyjemy w czasach, gdy szczególnie mocno trzeba przypominać te prastare, lecz zawsze aktualne, mądre słowa. Żyjemy w czasach, gdy czujność ludzi została uśpiona różnymi demokratycznymi bzdurkami. Właśnie teraz, w miejsce dawnych demokracji, powoli – acz sukcesywnie – są instalowane systemy totalitarne i jest to tendencja obejmująca cały glob ziemski, w tym naszą ojczyznę, Polskę.

    Ta treść, niesiona przez Pismo Święte, jest znamienna teraz, gdy sami hierarchowie watykańscy przyznają, że źle się dzieje w Kościele. Oto bowiem Ojciec Gabriele Amortha, główny egzorcysta Watykanu stwierdził, że sam Watykan jest siedliskiem satanistycznej sekty. Szatan miałby działać także w ścisłym kierownictwie Watykanu. Warto przypomnieć tutaj jedną przepowiednię, według której Rzym utraci wiarę i stanie się siedzibą antychrysta. Jest to przepowiednia związana z objawieniem maryjnym z La Salette (ważniejsza treść jego znajduje się w dziale Królestwo Trójcy Świętej: Orędzia Matki Bożej).

    Wielu ludzi traktuje orędzia Maryjne – czy wszelkie objawienia – z przymrużeniem oka nie wiedząc, że wszystko dotychczas się sprawdziło i cały czas sprawdza się na naszych oczach (sam kiedyś w to nie wierzyłem, gdyż byłem człowiekiem małej wiary).

    Rak zepsucia sięgnął już najwyższych władz Watykanu. Lada dzień Kościół może przestać być jakąkolwiek opoką dla nas, obywateli i zacząć głosić hasła stricte cywilizacji śmierci. Zamiast Dekalogu i przykazań Chrystusa bliżej nieokreślone przykazania miłości, tolerancji i bujania w obłokach – typowe dla pseudo duchowości new age. New age to osobny temat, jednak bardzo istotny w dzisiejszym świecie, gdyż coraz więcej ludzi wpada w tą bardzo sprytną pułapkę, zastawioną na tych bardziej uduchowionych lub uważających siebie za takich. New age to ogólnie sprytny trick, aby pod pozorem rozwoju empatii i duchowości sprzedawać treści lewicowe czy czasami wręcz stricte satanistyczne (amoralność itp).

    Jeszcze kilka słów o satanistycznej sekcie w samym centrum Watykanu…

    Według szefa watykańskich egzorcystów (ojca Gabriela Amortha) Watykan od dawna jest infiltrowany przez satanizm, czego przejawem są „kardynałowie, którzy nie wierzą w Jezusa i biskupi, którzy są powiązani z Demonem”.

    „Kiedy mówi się o „dymie Szatana” (to fraza wypowiedziana przez papieża Pawła VI w 1972 roku) w świętych pokojach, to wszystko prawda, zwłaszcza jeśli weźmie się ostatnie doniesienia o przemocy i pedofili” – mówi ojciec Amorth.

    Według duchownego kolejnym przykładem satanistycznego zachowania, było „przykrycie” przez Watykan w 1998 roku śmierci Alois Estermanna, dowódcy Gwardii Szwajcarskiej, jego żony oraz Cedrica Tornaya, innego Gwardzisty. Wszyscy zostali zabici z broni palnej. „Oni (Watykan) od razu to przykryli, to podejrzane” – mówi Amorth. Według oficjalnej wersji, Tornay zabił swojego dowódcę i jego żonę, a następnie popełnił samobójstwo. Jednak jego rodzina zaprzeczała takiej wersji. Według nieoficjalnych informacji cała sprawa była podszyta wątkiem homoseksualnym, a w tragedię zamieszana była czwarta osoba, której personaliów do dzisiaj nie poznano.

    Według egzorcysty zamach na Jana Pawła II w 1981 roku to dzieło szatana, tak samo jak incydent z chorą psychicznie kobietą podczas ostatnich świąt Bożego Narodzenia, kiedy to zaatakowała ona Benedykta XVI.

    Ojciec Amorth został wyświęcony w 1954 roku, a oficjalnym egzorcystą został w 1986 roku. W poprzednich latach nieraz sugerował, że Adolf Hitler i Józef Stalin byli opętani przez szatana. Jest honorowym prezesem Stowarzyszenia Egzorcystów.

    – – – –

    „Rzeczywiście, w Kościele i wokół niego czuć swąd szatana. Skandale pedofilskie, zwątpienie, kłamstwa. Bo tam, gdzie jest głoszenie Ewangelii, tam zawsze są jej przeciwnicy” – mówi ks. Robert Skrzypczak. Oto krótki wywiad, jakiego ksiądz ten (doktor teologii, mieszkający na co dzień w Wenecji) udzielił dziennikarce Agnieszce Jaworskiej z Frondy:

    Fronda (F): Papieski egzorcysta uważa, że do Watykanu wdarł się szatan. Tuszowanie okoliczności zabójstwa szefa gwardii szwajcarskiej, pedofilia wśród duchowieństwa – to według o. Amortha przykłady jego działania. O. Amorth twierdzi też, że podczas egzorcyzmu zły duch wyznał mu pod przysięgą, że w Watykanie są członkowie sekt satanistycznych. Czy jest tak źle, czy może znany egzorcysta przesadza?

    Ks. Skrzypczak (S): Trudno się wypowiadać odnośnie stwierdzenia, które padło w nieznanym mi kontekście. Z jednej strony, trzeba pamiętać, że szatan jest kłamcą i może kłamać nawet podczas egzorcyzmów, z drugiej – o. Amorth jest doświadczonym egzorcystą. Na pewno nie rzuciłby takiego stwierdzenia bezpodstawnie.

    W grę wchodzą tu jeszcze media. Amorth to 85-letni kapłan i nie wiadomo, czy dziennikarze nie wykorzystali jego stwierdzenia. Jeśli rzeczywiście coś takiego powiedział, to musiał mieć w tym swój cel. Być może była to przenośnia, która miała kimś wstrząsnąć.

    F: To nie pierwsze ostrzeżenie o „swądzie szatana” w Kościele…

    S: Papież Paweł VI powiedział tak w 1972 roku o efektach wypaczeń reform soborowych. To była metafora. Odnosiła się do ludzi, którzy nie akceptowali reform Soboru Watykańskiego II a pozostali w Kościele oraz do tych, którzy wynaturzali te reformy. Cały eksperyment posoborowy, reformy organizacji katolickich, liturgii, katechezy – to podzieliło Kościół. Przykładem może być zwłaszcza Holandia, gdzie reformy kierowane przez teologów zniszczyły wiarę w Boga, w Eucharystię i w ogóle Kościół, który dawał światu największą liczbę misjonarzy.

    F: W teologii posoborowej niewiele mówi się o diable.

    S: Paweł VI poruszał ten temat w audiencjach środowych, za co był wyszydzany. Podobnie jak za encyklikę o celibacie, czy tzw. encyklikę o pigułce – „Humanae vitae”. Nigdy w historii Kościoła autorytet Piotrowy nie był tak sponiewierany, jak wtedy. Profesorowie wystawili wówczas papieżowi dwóję z teologii, przekonywali katolików, że encyklika ich nie obowiązuje, że mają postępować zgodnie z własnym sumieniem. Niektórzy domagali się nawet abdykacji papieża. To był swąd szatana w Kościele.

    F: Czy to Sobór był jego przyczyną?

    S: Nie, Sobór był „seminarium Ducha Świętego” – jak mówił Jan Paweł II. To nie szatan go inspirował, tylko Duch Święty. Całe zło epoki posoborowej wynikało z jego interpretacji – z podziału na progresistów i konserwatystów, z rozróżnienia między „duchem soboru” a jego literą. Progresiści twierdzili, że myśl soborowa nie została dostatecznie odzwierciedlona w dokumentach.

    Na tego „ducha” soborowego nałożyła się jeszcze rewolucja obyczajowa, społeczna i polityczna lat 60. W Kościele w Polsce myśmy jej nie przeżyli, ale na Zachodzie do dziś wiele osób, także duchowni, jest nosicielami „wirusa’68”. On niszczy w człowieku – a przez to w Kościele – wizerunek Boga, świętych, Eucharystii. Na to nakładają się jeszcze idee Marksa i Nietschego pomieszane z ideałami Ewangelii.

    F: Nas może ominęła rewolucja obyczajowa lat 60., ale czy inne uwarunkowania historyczne nie spowodowały, że i w Kościele w Polsce czuć „swąd szatana”?

    S: W naszym kraju Kościół bardzo wzmocniły prześladowania, nie tylko za czasów komunizmu. Hierarchia związała się z ludem, a nie z tronem. Wiara związana była przez to z tożsamością ludu.

    F: Ale czy obecne pewne wycofanie hierarchów ze spraw społecznych i politycznych nie jest przypadkiem otwieraniem drzwi dla zła? To, że „Gość Niedzielny” zostaje ukarany za głoszenie katolickiej nauki, a nie widać jakoś wielkiej reakcji ze strony episkopatu, to, że biskupi trzymają się wiary w „kompromis aborcyjny” – czy to nie oznaki konformizmu i zwątpienia w to, że można jeszcze coś zmienić?

    S: Myślę, że teraz jest jeszcze moment niedowierzania. To, że gazeta została ukarana za coś, czego nie napisała, nie mieści się w głowie. Ale skoro to dzisiaj jest „Gość Niedzielny”, to jutro może to być „Fronda”. To taka dzisiejsza forma prześladowań. Ale one czynią mocniejszym. Tam, gdzie jest głoszenie Ewangelii, tam zawsze działają i siły przeciwne.

    Uważam, że „Gość Niedzielny” otrzymał już jednak wsparcie Kościoła – bronili go biskupi, choćby bp Zimoń, czy kard Dziwisz. Otrzymał też ogromne wsparcie modlitewne. Biskupi nie chcą może ewangelizacji zmieniać w walkę. Nie są politykami. Raczej przyjmują postawę, by głosić i ewentualnie zbierać za to cięgi – tak jak prorok Jeremiasz. Naszą siła jest kerygmat, Ewangelia i miłość nieprzyjaciół.

    A kłamstwo ma krótkie nogi i prawda prędzej, czy później wyjdzie na jaw. A prawda nie jest związana z panią Alicją Tysiąc, czy innymi paniami walczącymi o aborcję. Swąd szatana to właśnie przyjmowanie kłamstwa za prawdę.

    F: Dlaczego, jeśli wierzyć o. Amorthowi, diabeł tak energicznie działa w Watykanie?

    S: Watykan to również państwo z tysiącem urzędników. To porównanie o. Amortha może być wezwaniem do nawrócenia. Niezależni od tego, także samemu szatanowi może zależeć, by ludzie myśleli, że jest tak potężny.

    F: A nie jest?

    S: Nie jest. Św. Teresa z Avila mówiła, że szatan jest jak pies uwiązany na smyczy, którą trzyma Chrystus. Nie można się go bać. Jeśli się nie zbliżysz, to cię nie pogryzie. On ma dwie główne strategie – albo spowodować, żeby nikt w niego nie wierzył, albo – by ludzie wierzyli w jego wszechpotęgę. Każdy chrześcijanin, który otrzymał odpowiednie formację, wie że takie są jego główne sztuczki.

    F: A czy obecne gorszące skandale seksualne w Kościele są spowodowane uleganiem wpływom złego?

    S: Z pewnością. Ale zobaczmy również, co się dzieje. To, że Kościół szuka teraz nawrócenia, oczyszczenia – zostaje wykorzystane przeciwko niemu. Episkopat w Niemczech stawia sprawę otwarcie, bierze udział w bólu ofiar pedofilii, ale to powoduje falę oskarżeń przeciwko Kościołowi. Ja sam widzę wstręt w oczach ludzi, kiedy we Włoszech, gdzie teraz mieszkam, wsiadam do tramwaju ubrany jak ksiądz i widzę ten wzrok mówiący „o! pedofil”.

    Trzeba też pamiętać, że takie trudne momenty dla Kościoła pojawiają się falami. Dziś mamy w mediach pedofilię, potem może być lenistwo, czy pycha. Wszystkie te grzechy są w Kościele, bo są w ludziach. Ale Kościół – semper reformanda – ciągle się nawraca.

    – – – –

    A jak się ma sytuacja bieżąca w naszym kraju?

    Bulwersują szykany ze strony krakowskiej kurii wobec księży głoszących patriotyczne treści. Jeszcze nie tak dawno padło na ks. Tadeusza Kiersztyna, który walczy o intronizację Jezusa Chrystusa na Króla Polski. To nie podobało się pewnym ludziom, którzy zamiast intronizacji Pana Jezusa na Króla Polski zaczęli naciskać na inną inicjatywę, intronizację Najświętszego Serca. Ta druga inicjatywa była de facto sabotażem, krecią robotą wobec planów intronizacji Jezusa Chrystusa na Króla Polski. W efekcie skończyło się na tym, że Metropolita Krakowski ograniczył możliwość działalności ks. Kiersztynowi (szczegóły na stronie: http://www.rozalia.krakow.pl/wiadomosci/-news,12.htm).

    Warto zapoznać się z ww. sprawą ks. Kiersztyna. Są to lektury warte uwagi – tym bardziej, że obrazują wielki mrok, jaki zawisł nad górą Kościoła Katolickiego w Polsce. Do dziś ciągną się zaszłości jeszcze z poprzedniego, okrutnego systemu. Do dziś środowisko duchowne nie przeszło procesu lustracji. Ryba psuje się od głowy. Nieprzypadkowo ci, którzy najbardziej optują zarówno za wypaczoną formą ekumenizmu, jak i za ścisłym dialogiem z Żydami, są osobami współpracującymi wcześniej z komunistycznymi służbami bezpieczeństwa (UB, SB), tak zwanymi „TW” (tajnymi współpracownikami), donosicielami itp.

    Kolejnym księdzem, którego działalność nie spodobała się krakowskiej kurii, jest ksiądz prof. Piotr Natanek. Głosi on patriotyczne kazania i także walczy o intronizację Jezusa Chrystusa na Króla Polski. Kuria ograniczyła swobodę działania ks. Natankowi wyłącznie do jego parafii, i nakazała cenzurę jego stron internetowych. Jaki był tego realny powód? Tego możemy się jedynie domyślać, ale ryba (Kościół) psuje się od głowy i proces ten przeraża. Oficjalnym powodem zawieszenia inicjatyw ks. Piotra Natanka były rzekome drobne odstępstwa teologiczne. Powołana naprędce komisja teologiczna ma zbadać sprawę. Adres strony internetowej ks. Natanka to: http://www.piotrnatanek.pl

    Ktoś zatem zapyta: Co mam w takim razie robić?

    Sytuacja wydaje się być fatalna, skoro apostazja, czyli masowe odstępstwo od wiary i zasad, ma się zacząć od samej góry, w Watykanie. Czy ludzie o złej woli wygrają ten pojedynek? Wszystko wskazuje na to, że właśnie tworzony jest grunt pod całkowite odsunięcie religii Chrześcijańskiej z Europy. Zarówno ich resztek na Zachodzie, jak i wciąż silnych bastionów w Polsce, Irlandii czy Włoszech.

    Szatan ma dwie równoległe strategie:

    1. Pierwsza strategia – stosowana wobec szerokich mas ludzi – polega na tym, aby ludzie nie wierzyli w istnienie szatana – jego wpływów, jak i wpływów jego ziemskich sług, także tych na wysokich stanowiskach, wśród elit. Duża część społeczeństwa kupuje teorie, zachowania, postawy, nie wiedząc co/kto za tym stoi lub nie wierząc w to. Ta część planu się udała.

    2. Druga strategia – stosowana wobec ludzi, którzy chcą z tymi zjawiskami walczyć – polega na tym, że szatan kreuje złudne wrażenie, iż jest wszechpotężny. Ale to tylko iluzja, gdyż szatan jest jednocześnie doskonałym kłamcą. Miłość i dobro jest silniejsze od tego wszystkiego i miejmy odwagę wierzyć, że zwyciężą (to nam zresztą obiecał Sam Bóg w Piśmie Świętym oraz we wszystkich swych orędziach obiecuje to Matka Boża – Maryja).

    Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że sytuacja jest beznadziejna. Obserwujemy właśnie niecodzienną sytuację, gdy nasza wolność, humanitarne standardy wypracowane przez tysiąclecia, są zagrożone jeszcze silniej niż kiedykolwiek wcześniej. Obszary wolności zdają się topnieć jak śnieg wiosną w świetle coraz to nowych projektów ustaw, regulacji, czy arbitralnych rozporządzeń, które zagrażają podstawom naszej cywilizacji. Jak wspomniano wyżej, jest to tendencja zauważalna na całej ziemi.

    Jednakże ci, którzy ten system w pocie czoła budują, nie zauważają jednego. Mianowicie sami, już teraz, kręcą na siebie bicz. Właśnie teraz mamy szansę zjednoczyć się i wziąć sprawy we własne ręce. Nadchodzą ciężkie czasy, ale wytrwajmy. Źli ludzie – zaślepieni żądzą posiadania – pragną posiadać nie tylko dobra materialne. Oni chcą posiąść przede wszystkim nasze serca i dusze, a to budzi zrozumiały sprzeciw.

    http://fides-et-ratio.pl/index.php/2011/07/szatan-niszczy-kosciol-od-srodka/

  4. Kronikarz said

    RM i TV Trwam

    O. dr Tadeusz Rydzyk CSsR dyrektor Radia Maryja

    Kochana Rodzino Radia Maryja, Przyjaciele, drodzy Słuchacze Radia Maryja, wszyscy Ci, którym jest droga wolność w naszej Ojczyźnie.
    Obserwujemy sytuację medialną w Polsce, obserwujemy, co dzieje się w związku z wprowadzeniem nowej technologii nadawania, technologii cyfrowej wejścia na multipleks i widzimy, jak Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji traktuje Telewizję Trwam.
    Dziękuję bardzo serdecznie za wsparcie wszystkim, którym jest droga wolność. Wszystkim, którzy są zatroskani o dobro wspólne, któremu na imię Polska. Bóg zapłać tym wszystkim, którym zależy na dobru wspólnym, na Kościele w naszej Ojczyźnie i w świecie. Dzięki za wsparcie, najpierw wsparcie modlitewne i o to dalej bardzo prosimy. Dziękujemy za zbieranie podpisów pod protestem do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji w związku z wykluczającym potraktowaniem nas, z dyskryminacją Telewizji Trwam. Otóż informuję Państwa, że codziennie przychodzą do nas, do Radia Maryja, kopie protestów, dalej prosimy o przesyłanie ich do wiadomości Radia Maryja. Otóż przychodzi do nas dziennie tysiąc kilkaset kopert, tzn. listów. W każdej kopercie jest wiele podpisów, od kilkunastu do kilku tysięcy, np. z Zielonej Góry przyszło ponad 3 tysiące podpisów w jednej kopercie. Proszę Państwa, tylko wszyscy razem możemy coś uczynić. Widzimy, że jesteśmy lekceważeni. Widzą Państwo, co się dzieje. Proszę Was, protestujcie dalej. Prosimy, zbierajcie podpisy, wysyłajcie. Dziękujemy wszystkim, świeckim i duchownym. Dziękujemy duszpasterzom. Dziękujemy wszystkim organizacjom. Dziękujemy Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich i Dziennikarzy Katolickich. Dziękujemy Akcji Katolickiej, różnym organizacjom. Dziękujemy naszym Pasterzom, Księżom Biskupom, Radzie Głównej Episkopatu Polski.
    Co będzie, jeżeli nie dostaniemy tego miejsca? Będzie to wykluczenie nas, podczas gdy inni dostają po kilka miejsc na takim multipleksie. To będzie wykluczenie nas z możliwości rozszerzenia zakresu nadawania. Owszem, pozostaniemy na satelicie, ale z tym środkiem komunikacji będzie to oznaczało bardzo nikłe możliwości dotarcia do ludzi. W tej chwili wchodzi nowa technika, każdy będzie mógł mieć w swoim domu kilkadziesiąt, a może nawet jeszcze więcej różnych programów, w którym nie będzie Telewizji Trwam, nie będzie żadnej stacji katolickiej. Pytam, czy to jest wolność. A kto płaci podatki? Czy nie płaci podatków ponad 90 proc. katolików, a więc katolicy utrzymują tych, którzy ich prześladują. Czy to jest normalne? Tych, którzy wykluczają katolików, dyskryminują, podejmują działania, o których mówię, ale nie chodzi tu tylko o multipleks. Spójrzmy na to wszystko szerzej. To jest lekceważenie ludzi wierzących. Lekceważenie stanowiska w tej sprawie Rady Stałej Episkopatu. Jest to następny etap w niszczeniu ducha Polski, ducha Polaków, kultury chrześcijańskiej. Robi to Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, ludzie wydelegowani przez Prezydenta RP i reprezentujący partie PO – SLD i PSL. Co robić? Kochani, gdy tam byłem i patrzyłem na tę komisję, widziałem cynizm, pewność siebie, lekceważenie ze strony tych ludzi, jakieś potworne zło, niezrozumienie. Nie jest to droga dla nas. Musimy rozmawiać – zarówno wierzący, jak i niewierzący. Pluralizm – znaczy wielość – wielość myśli, poglądów, ale to oznacza również komunikowanie się ze sobą, rozmowę, szukanie wspólnego dobra, szukanie prawdy, bo tylko w prawdzie jesteśmy wolni, tylko prawda jest siłą pokoju. Co robić? Potężna modlitwa. Modlitwa o cud przemiany. O to, by w Polsce nie było dyskryminacji ludzi wierzących, o to, aby Polacy rozmawiali ze sobą na argumenty, byśmy szukali dobra każdego obywatela, wszystkich ludzi, aby był dialog pomiędzy nawet tymi różnomyślącymi, ale dialog merytoryczny.
    Oprócz modlitwy bardzo prosimy o dalsze działania. Prosimy o zbieranie podpisów i dalsze wysyłanie protestów do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Kopie przysyłajcie do nas, żebyśmy wiedzieli i mieli kontrolę, ile osób zaprotestowało, żebyśmy mogli te liczby Państwu podawać. Jest już ponad 100 tys. podpisów. A mamy jeszcze kilkadziesiąt tysięcy kopert do przeliczenia. Listów przychodzi naprawdę bardzo dużo.
    Proszę Państwa – prosimy o modlitwę, żeby nie było działań przeciwko wolności, w tym przeciw wolności słowa, żeby nie było likwidowania wolnych mediów, bo to zmierza właśnie w tym kierunku. Dzisiaj telewizja, a za moment będzie cyfryzacja radia.
    Jeszcze raz dziękuję serdecznie. Proszę o wsparcie wszystkich, zarówno tych wierzących, jak i niewierzących, którym droga jest wolność. Jesteśmy bezradni. Przed nami jest potężna siła. Kiedy byłem w sali senackiej, a później w sali sejmowej, miałem wrażenie, że przede mną stoi Goliat uzbrojony po zęby. Prosimy o modlitwę. Niech zwycięży Matka Najświętsza. Niech zwycięży dobro w Ojczyźnie. Odnosimy wrażenie, że to jest sterowanie. Ktoś za tym stoi. Resztę dopowiedzcie sobie, Państwo, sami. Bóg zapłać za współpracę. Bóg zapłać za pomoc wszystkim. Obyśmy zwyciężyli tę potężną wojnę o media w Polsce, o media, katolickie, polskie!

    Komunikat emitowany w Radiu Maryja.

  5. Piotrx said

    Polecam zainteresowanym bardzo dobrą i wnikliwą pracę prof. Romano Amerio
    „Iota Unum. Analiza zmian w Kościele Katolickim w XX wieku” – wyd Antyk

    http://ksiegarnia.antyk.org.pl/x_C_I__P_23016300-23010001__PZTA_2.html

    opis :
    „Obszerne dzieło teologiczne omawiające obecną katastrofalną sytuację w jakiej znalazł się Kościół Katolicki. Amerio Romano, genialny teolog, obserwując zmiany jakie zachodzą w okresie ostatniego soboru, zapowiadał kryzys i wykazał z żelazna logiką i konsekwencją na czym polega odszczepieństwo od wiary. Dawniej oskarżany o czarnowidztwo i zacofanie, dziś wraca do łask, bowiem to wszystko, co opisał i zapowiadał, wypełnia się na naszych oczach. Jedna z najważniejszych książek XX wieku wreszcie dostępna w języku polskim.”

  6. Mordka Rosenzweig said

    Ja pan Mordka uwasza sze nasz wielki papiesz pan Benedykt z Watykan ma dusza racja muwiac sze drugi sobur byl wielkim osiagnieciem religijnym.
    Szeby sie upewnic pan Benedykt zatrudnil nawet najwiekszy polityk na swiecie pan Kissinger aby mu doradzal na temat nowa swiatowa religia.

    Teraz kaszdy mosze pszystapic do komunii bo pan Benedykt zatrudnil ruwniesz wielki rabin za $20000 aby sparawdzal czy Swieta Hostia jest koszerna i zdatna do spozycia.

    Argumenty pszytoczone pszez pan ksiadz Jan Jenkins sa niewaszne bo Swiete Oficjum w Watykan powiedzialo sze Stary Testament jest ciagle waszny, a wiec my wszyscy ciagle czekamy na nowy pan mesjasz.

    Dlatego wszystkie czlowieki musza chodzic do synagoga ze pszykladem nasze wielkie papiesze Jan Pawel der Zwei i pan Benedykt i czekac na nowy mesjasz, a nie filozofowac na tym antysemicznym forum.

    http://www.money.pl/archiwum/wiadomosci_agencyjne/pap/artykul/la;stampa;henry;kissinger;doradca;benedykta;xvi,148,0,198036.html

  7. Kapsel said

    Re 5
    Dziękuje za namiary……już zamówiłem.

  8. Kapsel said

    Czy „ducha” Soboru trzeba egzorcyzmować?

    Duch II Soboru Watykańskiego, w przeciwieństwie do jego litery, to „demon”, któremu trzeba uniemożliwić dalsze wpływanie na Kościół – uważa biskup Ralph Walker Nickless ze stanu Iowa.

    W swym liście pasterskim z czwartku, skierowanym do całej diecezji Sioux City w Iowa, biskup Nickless zaznaczył, „że nie ma żadnego innego pragnienia” aby reformy Soboru Watykańskiego II zostały z całą pieczołowitością wprowadzone. – Kłopot polega na tym, że interpretacja tych reform, interpretacja zrywająca ciągłość nauczania, która jest bliska wielu osobom w Kościele, nie jest prawdziwym przesłaniem Soboru – mówi biskup z Iowa.

    Musimy zerwać z mówieniem o Kościele przed Soborem Watykańskim II i po Soborze – kontynuuje 62-letni duchowny. Zgadza się on z Papieżem Benedyktem XVI, że przesłanie soborowe musi zostać odczytane zgodnie z literą jego dokumentów, a nie z – jak to się często mówi – „duchem Soboru”. – Ten duch to jakiś demon,który musi zostać egzorcyzmowany, jeśli mamy służyć naszemu Panu – mówi biskup.

    Biskup Nickless sam siebie nazywa produktem „ekscytującego, niemalże upajającego czasu Soboru Watykańskiego II”. Nazywa go „najwspanialszym darem Ducha Świętego dla Kościoła w ciągu wieków”. Wcześniej, hierarcha wystosował list zdecydowanie sprzeciwiający się ustawie zdrowotnej przygotowywanej przez administrację prezydenta Obamy.

    Trybalizm i duszpasterstwo misyjne – ks.prof.Michał Poradowski

    Błędnie interpretując postawę Drugiego Soboru Watykańskiego o “wolności religijnej”, usiłuje się nie tylko pomijać starą zasadę “poza Kościołem nie ma zbawienia”, ale nawet utrzymuje się, że wszystkie religie mają tę samą wartość, a nawet, co gorsza, że w religiach pogańskich, tak w dawnych, jak i w dzisiejszych, Duch święty objawia jedyną prawdę i że Objawienie nie jest zamknięte, lecz nadal jest udzielane człowiekowi poprzez współczesne religie pogańskie. Stąd wiara chrześcijańska powinna być otwarta na te nowe prawdy i włączać je w skład swojego Credo. A wielu biskupów Ameryki Łacińskiej nie tylko nie widzi w tym żadnej herezji, ale nawet sami są głosicielami i obrońcami tej postawy. Utrzymują oni, że dzisiejsi chrześcijanie powinni uczyć się od pogan nie tylko moralności, lecz także i wiary, czyli przejmować od pogan pojęcia o Bogu. Tą droga dochodzą om do przeświadczenia, że to nie chrześcijanie mają obecnie ewangelizować pogan, lecz odwrotnie, poganie powinni być naszymi nauczycielami w sprawach wiary. Z zachwytem odkrywają, że Ewangelia, choć nieświadomie, jest głębiej i autentyczniej przeżywana przez barbarzyńskich pogan, którym jest nieznana, niż przez cywilizowanych chrześcijan. Zwłaszcza zachwyca ich życie Indian we wspólnotach i w systemie komunizmu prymitywnego, gdzie wszystko jest wszystkich, gdzie nie ma małżeństwa ani rodziny, gdzie w nagości gromadnie przeżywa się wyuzdanie seksualne w naiwnej nieświadomości zwierzęcia. I ten właśnie zachwyt nad zwierzęcością życia barbarzyńskich szczepów Indian znajduje pełny wyraz w liturgii mszalnej(?), o której była mowa na początku artykułu, czyli o uroczystości celebrowanej w katedrze Sao Paulo. Jej autorem jest znany hiszpański komunista, ks. biskup Casadaliga, który w swym herbie biskupim, zamiast Krzyża, ma sierp i młot, symbol bolszewickiej rewolucji. W tekście tym liturgicznym jest pochwała życia w nagości, pochwała wyuzdania seksualnego, pochwała życia gromadno-komunistycznego, pochwala walki klas i walki ras i nienawiści, a przede wszystkim pochwała życia barbarzyńskiego, czyli poza cywilizacją. I takie życie barbarzyńsko-pogańskie stawia się jako wzór dla katolików cywilizowanych i wychowanych przez wieki kultury chrześcijańskiej
    Należy także pamiętać i o tym, że w wielu wypadkach te pogańskie religie, tak dawne jak i dzisiejsze, to po prostu kult szatana .To tylko bardzo naiwni teolodzy całkowicie oderwani od rzeczywistości i zupełnie nie obeznani z wynikami studiów antropologii kulturalnej, socjologii, religii i etnologii, a zwłaszcza z doświadczeniami misjonarzy, naiwnie sobie wyobrażają, że wszystkie pogańskie wierzenia i kulty to resztki pierwotnego Objawienia, czyli danego przez Boga pierwszej parze ludzkiej( zob. Drugi Sobór Watykański, Dei Verbum, p3) i, a priori, dopatrują się w nich “zarodków Słowa” (zob. Drugi Sobór Watykański, Ad gentes divinitus, p. 11). Rzeczywistość jest niestety, bardziej prozaiczna, gdyż w większości wypadków spotykamy się bądź to z wyraźnym kultem szatana, bądź to z kultem zwyrodniałych słabości ludzkich, a zwłaszcza chuci, co też jest pewną formą kultu szatana.

    Bezkrytyczne i nieroztropne wprowadzanie elementów tych kultur pogańskich do liturgii kościelnej, a zwłaszcza mszalnej jest po prostu świętokradztwem, zbrodnią i przestępstwem(7). Obecnie w wielu wypadkach autentyczne, “czarne msze”, czyli kult szatana, to właśnie tak splugawiona liturgia mszalna, celebrowana uroczyście przez biskupów publicznie w świątyniach katolickich. Stąd okropny ból, troska i cierpienie tych rzetelnych katolików, wiernych Chrystusowi Panu i świętej wierze katolickiej, którzy bezsilnie na to wszystko patrzą i w wielu parafiach boją się iść do kościoła, aby nie stać się uczestnikami tych niegodziwości, błazeństw i cynicznych świętokradztw.

    Ograniczyliśmy się tylko do poinformowania o sytuacji w Brazylii, ale trybalizm jest obecnie prawie we wszystkich krajach Ameryki Łacińskiej, gdzie jeszcze znajdują się poważne grupy szczepów Indian-dzikusów, a więc w Paragwaju, Boliwii, Peru, Kolumbii, Wenezueli, Meksyku i wielu innych krajach Ameryki Centralnej. Bogaty materiał informacyjny na ten temat można znaleźć w plugawym, marksistowskim czasopiśmie Pastorał Popular, które od trzydziestu lat zatruwa życie religijne katolików kontynentu amerykańskiego. Jest też faktem bardzo wymownym, że głównie, jeśli nie wyłącznie, duchowieństwo związane z rewolucją marksistowską, szerzy tę nową zarazę w Kościele.

    Tutaj całość
    http://www.traditia.fora.pl/zmiany-po-svii-nom-novus-ordo-missae,6/czy-ducha-soboru-trzeba-egzorcyzmowac,2974.html

  9. Marucha said

    Re 8:
    Minęło 46 lat od zakończenia II Soboru Watykańskiego – a wciąż trzeba go „interpretować”, wciąż rozróżniać między jego „duchem” a „literą” (niczym w komunizmie, gdzie idea była piękna, ale wykonanie nie za bardzo).
    I pomyśleć, że kiedyś dokumenty kościelne służyły światu za wzór klarowności, jasności i jednoznaczności… kto kiedy musiał je „interpretować”?

    Nie uda się żadne pogodzenie reform II Soboru z Tradycją. Szkoda nawet marnować czas na różne wyjaśnienia, tłumaczenia i naprawę jego błędów.

    II Sobór Watykański ma być anulowany. Kropka.

  10. Kronikarz said

    Dni judaizmu

    FRAGMENT :

    A ty „biskupie”? Czy byłeś „biskupie”, modląc się za „naszych braci żydów”, w pełni władz umysłowych? Bo jeśli tak, to słów odpowiednich na twoją przewrotność znaleźć trudno.
    Czy, „biskupie” Górny, zdajesz sobie sprawę z „zasług” położonych dla narodu polskiego i innych narodów chrześcijańskich przez, jak się wyrażasz, „naszych braci żydów”?
    Czy to czasem nie tak zwani „nasi bracia żydzi” wprowadzali nam krwawym terrorem komunizm, w potokach krwi i setkach tysięcy zamęczonych moich najlepszych rodaków?
    Czy to nie ci „nasi bracia żydzi” wyzwolili od Boga chrześcijańskie narody Imperium Rosyjskiego a ziemię rosyjską zasłali całunem dziesiątków milionów chrześcijańskich trupów? Czy to nie ci „nasi bracia żydzi” zorganizowali piekielny głód na Ukrainie chrześcijanom kiedy w męczarniach głodowych zmarło parę milionów niewinnych Rusinów?
    Czy to nie ci „nasi bracia żydzi” masowo mordowali katolickich Węgrów, prawosławnych Rumunów i Serbów? Czy to czasem nie ci „nasi bracia żydzi” walczą zażarcie o legalizację dzieciobójstwa, nazywając je przewrotnie „aborcją”?

    http://stopsyjonizmowi.wordpress.com/2012/01/20/chwila-zadumy-nad-tajemnica-nieprawosci/

  11. Kapsel said

    Re 9
    Tak byłoby najlepiej. Ale póki co na to się nie zanosi i czy drugie 46 lat na to wystarczy ? Może jednak w takiej sytuacji warto posłuchać takich kapłanów jak ks.prof. M.Poradowski i inni.Przyznaje że bardzo dużo zawdzięczam akurat śp.ks.Poradowskiemu i dlatego podałem ten wywiad.

  12. Kapsel said

    Re 5
    Z fragmentem podanej książki można zapoznać się tutaj:

    Click to access img14.pdf

  13. Halina said

    Tak samo jest z żydami którzy ukrywają swoje pochodzenie – albo udają, że ich nie ma, albo usiłują wmówić , jacy to oni są wszechpotężni. Całkiem tak samo robi diabeł….. CYTAT „Św. Teresa z Avila mówiła, że szatan jest jak pies uwiązany na smyczy, którą trzyma Chrystus. Nie można się go bać. Jeśli się nie zbliżysz, to cię nie pogryzie. On ma dwie główne strategie – albo spowodować, żeby nikt w niego nie wierzył, albo – by ludzie wierzyli w jego wszechpotęgę. „…. KONIEC CYTATU

  14. JO said

    ad. Tylko kiedy tacy jak Pan Kapsel otrzymaja te Laske zrozumienia? Madrosci?

  15. Kapsel said

    Też chciałbym wiedzieć..panie JO.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: